<?xml version="1.0"?>
<feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xml:lang="pl">
	<id>http://stara.nocek.pl//wiki/api.php?action=feedcontributions&amp;feedformat=atom&amp;user=Prezes</id>
	<title>Nocek - Wkład użytkownika [pl]</title>
	<link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://stara.nocek.pl//wiki/api.php?action=feedcontributions&amp;feedformat=atom&amp;user=Prezes"/>
	<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Specjalna:Wk%C5%82ad/Prezes"/>
	<updated>2026-05-09T13:23:41Z</updated>
	<subtitle>Wkład użytkownika</subtitle>
	<generator>MediaWiki 1.31.5</generator>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6899</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6899"/>
		<updated>2016-10-09T12:00:25Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== IV kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|STANY ZJEDNOCZONE: Góry Skaliste - Mt. Elbert i Mt. Massive|Paweł Szołtysik|24 09 - 03 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na dwa najwyższe szczyty Gór Skalistych Mt. Elbert (4401) i Mt. Massive (4398). Obie góry znajdują się w stanie Colorado. Niebawem szersza relacja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i pies|02 10 2016}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na 3 Siostrach, robiąc kilka klasycznych perełek Mirowa, w tym Krainę Wytrwałych Wprost za VI.3, z czego jestem bardzo zadowolony, choć po przejściu jeszcze kilku dróg, stwierdzam, że mirowska cyfra jest raczej słaba:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od pewnego czasu na Jurze da się zauważyć pewną anomalię. Otóż, w tak popularnych rejonach jak np. Mirów, czy Góra Birów, nawet w pogodny dzień wspinaczy jest jak na lekarstwo. Nie żebym się skarżył, ale czy wszyscy wspinają się już tylko za granicą? Jeśli tak, to oby tak dalej. Na żadną z dróg nie musiałem czekać w kolejce, no i w końcu można się nacieszyć ciszą i spokojem w skałach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl - okolice Szczyrku|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz inne osoby|01 - 02 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sportowy weekend. W sobotę Esa wychodzi na Skrzyczne a my gramy w tenisa. W niedzielę robię marszobieg na trasie Szczyrk - Bieniatka - Magura - schr. Klimoczok - Szczyrk. Przepiękna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MAJORKA - DWS|Ania i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |15 - 29 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkąd pamiętam zawsze chciałem spróbować wspinaczki DWS - definicja według Wikipedii  ,,Deep Water Soloing (DWS) lub też psicobloc to określenie wspinaczki free solo nad głęboką wodą, która służy w jej trakcie jako olbrzymi crashpad ‘’  Majorka jest uważana za najlepsze miejsce na świecie pod względem DWS, poza tym oferuje mnóstwo rejonów do wspinaczki sportowej. W trakcie dwutygodniowego wyjazdu udaje nam się zwiedzić cztery rejony DWS i  trzy rejony sportowe. Zatrzymujemy się w Calas de Mallorca na wschodnim wybrzeżu, gdzie znajduje się większość rejonów DWS. Zaczynamy od najpopularniejszego rejonu na wyspie Cala Barques, który jest ostatnią oazą dla wspinaczy wybierających krzonowanie.  Niestety biwakowanie na dziko na Majorce jest niezwykle trudne w porównaniu do innych rejonów. Nieomal nie ma miejsc, gdzie nie ma ogrodzeń, problem istnieje nawet z zaparkowaniem auta czy campera. Cala Barques jest popularna co najmniej z kilku względów: piękne położenie w uroczej zatoczce, bliskość do piaszczystej plaży oraz względnie bezpieczne wspinanie. Mała dygresja na temat wyceny DWS, poza wyceną trudności określa się obiektywne zagrożenia w skali S0 do S3, gdzie S0 to  drogi stosunkowo niedługie, na których crux jest nisko, a w przypadku odpadnięcia wpada się do głębokiej wody, natomiast S3 to np. droga 22 metrowa z cruxem pod koniec, a spada się do wody o głębokości 4m. Ze względu na brak właściwie zrytej psychy decyduję się jedynie na drogi S0. Na pierwszą drogę wybieram klasyk rejonu - 9 metrowego Herkulesa (6c). Droga w moim stylu, z jednym zastrzeżeniem, niestety potwierdza się pogląd, że na Majorce łatwej cyfry nie znajdziesz. Kolejna droga to Metrosexual (7a) 12 m, niestety odpadam z samej końcówki, druga wstawka udowadnia, że dzisiaj mogę już iść się tylko poopalać. Kolejnego dnia budzę się i mam mały problem z utrzymaniem głowy w pozycji pionowej, spory ból karku podpowiada mi, że spadanie do wody z 10 m nie zawsze jest bezpieczne. Po tym doświadczeniu znacznie ostrożniej podchodzę do wyboru dróg. Kolejnym poznanym rejonem,  jest Santanyi , gdzie wspinam dwie proste ładne drogi 8 metrowe. Po tej rozgrzewce przemieszczamy się na słynny Es Pontas, gdzie niejaki Krzysiu otworzył najtrudniejszą na świecie drogę DWS (9b), rezygnuje ze wstawek, bo warun niestety nie dopisał (lekka bryza morska i ćwierć chmury na horyzoncie). Nie można być na Majorce i nie wspinać się w najbardziej imponującym rejonie Cova del Diablo. Klif ten ma 18 m wysokości, co już na wstępie wskazuje, że tutaj żartów nie ma. Robię dwie drogi, a w zasadzie kombinację 60 m trawersu White Noise (5c) i wychodzę  18 m Dogging Romp (6a+). Tylko wspomnę, że było to najbardziej stresowe 6a+ jakie w życiu robiłem (strach ma naprawdę duże oczy). W tak zwanym miedzy czasie zwiedzamy wyspę: północną zachodnią górzystą stronę wyspy (góry Sierra de Tramuntana wraz z sympatycznym sportowym rejonem Gorg Blau), stolicę wyspy Palmę (sklep wspinaczkowy całkiem fajny), piękne  romantyczne miasteczko Valldemossa (przy okazji fajny rejon wspinaczkowy o tej samej nazwie). Na koniec wspinam się w mało sprzyjającej pogodzie (stosunkowo zimno i pada lekki deszcz) w Cala Brafia (niedaleko plaży nudystów). Robię tam dwie drogi Given (6a+) 10 m oraz Atom (5c) 12 m. &lt;br /&gt;
Ps. dla niewspinających się: warun do opalania znakomity, w pobliżu każdego rejonu DWS można znaleźć piękną, piaszczystą, niezaludnioną plażę (nie zawsze nudystów), a dla osób lubiących pływać polecam zatoczki z przejrzystą, lazurową wodą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Niska i w Rodakach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie duże jaskinie na Świniuszce. Potem robimy sobie ognisko i trochę się wspinamy. Przepiękna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJaskinia-w-Rodakach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W poszukiwaniu jesieni|Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 - 25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w niedalekiej odległości od Gorców (w moim domu rodzinnym) wybieramy się na niedzielny spacer. Mamy nadzieję poczuć nutkę jesieni na szlaku, na koniec cel poszukiwań nieco się zmienia, ale o tym później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy z miejscowości Rzeki i kolejno zdobywamy Kudłoń, Turbacz, Kiczorę, Gorc. Szlaki praktycznie puste, jedynie w okolicach schroniska pod Turbaczem panuje małe oblężenie, dlatego szybko stamtąd uciekamy. Na drodze zdobywamy nawet jaskinię zwaną Zbójecką Jamą. Nie jest to nic imponującego, ale zawsze sukces, że udało się wejść choć te 3 metry pod powierzchnię ;) Na Gorcu czeka nas miła niespodzianka w postaci wieży widokowej, z której bardzo ładnie widać pełną panoramę wokół. Niedługo po tym zaczynają się nasze problemy w znalezieniu szlaku gubiącego się na polanie. Po jakimś czasie nieskutecznego poszukiwania postanawiamy wykorzystać w praktyce korzystanie z kompasa, wyznaczamy azymut i kierujemy się na przełaj w stronę samochodu. Trafiamy na szlak, choć w innym miejscu niż się tego spodziewaliśmy, ale jakoś tako nasze umiejętności się sprawdziły. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przyjeździe do domu i obejrzeniu mapy na internecie okazuje się, że nasza papierowa mapa nie jest zbyt aktualna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna|spotkanie powyprawowe|24 - 25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcja do syfonu Dominiki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NEPAL: Jaskinia Bat Cave, Pokhara|&amp;lt;u&amp;gt;Piotr Strzelecki&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udając się na koniec świata, serce grotołaza podpowiadało mi aby sprawdzić czy w rejonie Himalajów nie występuje jakaś ciekawa dziura warta odwiedzenia. I doczytałem, że w Pokharze (miasto przez które przejeżdża się w celu udania się na szlak Annapurna Base Camp) znajduje się jaskinia Bat Cave. Jest to dosyć ciekawy obiekt wielkością przypominający trochę nasze Jurajskie Jaskinie. Do jaskini wchodzi się po schodkach dochodząc do komory na oko wielkości 15x10x10 m. Płynie w niej podziemna rzeka, która pośrodku sali tworzy niewielki wodospad. Woda w porównaniu z naszymi rodzimymi temperaturami jest wręcz letnia. Dalej udajemy się wąskim przejściem do kolejnej sali, w której bardzo licznie występują nietoperze. Dalej z sali po wspięciu się po ok 5 metrowym progu, dochodzimy do szczeliny wysokości ok 6 metrów prowadzącej na powierzchnię.  Szczelinę pokonujemy techniką kombinowaną, trochę wspinaczki trochę zapieraczki.&lt;br /&gt;
Przebywając w jaskini od razu stwierdzamy bardzo wysoką temperaturę, na moje oko ok 12-15 stopni. Stałem w koszulce i się pociłem. Oprócz tego jaskinia bardzo wilgotna, ze stropu cały czas pada deszcz jaskiniowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Reasumując dziura ta jest bardzo miłym obiektem szczególnie jeśli chodzi o jej temperaturę, ponieważ polski grotołaz jest przyzwyczajony do tego, że jest poubierany bardzo grubo a i tak jest mu zimno, a tutaj można latać w samej bieliźnie praktycznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fbatcave&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - rowerami mtb przez Oźną|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oźna to góra o wys. 952 m rozdzielająca doliny Słanicy i Radecki. Startując z tartaku w Rycerce Dolnej nie spodziewaliśmy się tylu wyzwań natury orientacyjnej, kondycyjnej i technicznej. Do przemieszczenia się z jednej do drugiej doliny chcieliśmy skorzystać z turystycznego szlaku niebieskiego i czarnego rowerowego. Asfaltową drogą wiodącą przez Sól zapędziliśmy się aż na przeł. Graniczne (granica z Słowacją) co tylko uświadczyło nas w popełnionym błędzie (pojechaliśmy za daleko). Wracamy w dół szukając w/w szlaków. Za trzecią próba udaje nam się znaleźć gdzieś na drzewie zamalowany znak szlaku, później następne też zamazane. Widocznie szlak został zlikwidowany. Posiłkując się mapą podjeżdżamy a później prowadzimy rowery w trudnym terenie. Podejście na Oźną na wprost  po stromym a zarazem grząskim terenie i obfitującym w powalone w poprzek traktu drzewa wystawiło nasze siły i psychę na nie złą próbę. Z Oźnej zjazd na czuja po zmiennym terenie aż do utwardzonej a późnej asfaltowej dróżki w dolinie. Zjazd okazał się jednak przepiękny. Dotarliśmy szczęśliwie do auta. Pogoda w sam raz na taką wycieczkę, trochę słońca, trochę chmur i lekki wiaterk. Nic dodać, nic ująć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOzna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskiniowy obóz kursowy|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 - 18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień I''' ''(Karol Pastuszka)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa, godzina  15.30 – fajrant! W końcu troszkę wolnego. Po pracy pobiegłem szybko do domu, żeby spakować resztę przygotowanych rzeczy na długo zapowiadaną przygodę – obóz jaskiniowy. W planach były 4 jaskinie, bo już od początku wiedzieliśmy, że szkolenie z parkowcem odpada. Trochę ta wizja przerażała, bo po Marmurce byliśmy wszyscy wykończeni, a tu taki maraton.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa, godzina 18.30 – wszystkie rzeczy w aucie, wszystkie osoby w aucie, wyruszamy. Podróż bez kłopotów. Po przyjeździe, szybkie rozpakowanie rzeczy i rzucamy się do szkiców. Mateusz daje nam znać, na pierwszy ogień- jaskinia Pod Wantą. Szybkie worowanie, prysznic i spać. Ja leżę na łóżku, czekam na swoją kolej, żeby iść pod prysznic. Przysypiam, ze snu wyrywa mnie tylko regularne tłuczenie – kotlety rozbijają – myślę, dziwne, że tak późno, bo po 23. Jednakże po chwili namysłu skojarzyliśmy z Iwoną brak Sylwestra z regularnym tłuczeniem… Zdarza się, że zamki się zacinają ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek, 6 rano – pobudka, śniadanie, pakowanie i wyruszamy doliną – oczywiście doliną walną, doliną Małej Łąki i odbijamy do doliny Miętusiej – recytujemy i czujemy się jak za szkolnych czasów będąc odpytywani przez Mateusza. Dobry humor psuje nam troszkę Emil, wspominając o pewnym miejscu na szlaku zwanym Kobylarzem, przygotowując się na najgorsze pokonujemy ten fragment trasy… i nie było tak źle. Gorsze było przed nami, czyli szukanie wejścia do jaskini za pomocą bardzo malowniczego opisu dojścia… autor mógłby sobie spokojnie podać rękę z Elizą Orzeszkową, bo ostatnio tak literackie opisy czytałem tylko w powieści „Nad Niemnem”…  Jednakże, wspólnymi siłami znajdujemy siodełko w grzędzie i docieramy do jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinią lekki tłok, spotykamy inny kurs. Bałem się o moje poręczowanie, ale nie było tak źle, żadna lina się nie pomieszała i przepinki wykonywaliśmy bezbłędnie. W czasie poręczowania nauczyłem się, że jest ważny węzeł na końcu liny, dał się wyczuć, jak przy drugiej studni, nagle zabrakło liny. Po rozwiązaniu problemu z krótką liną, bez problemu zjechaliśmy na dno, ale wychodzenie też nie sprawiło wielu problemów. Większe obawy były o kolana, ale ku naszej radości, większość szpeju została u góry, aby w przyszłości nie dźwigać lin do Litworki. Z lekkimi plecakami zeszliśmy do auta i na bazie dogorywaliśmy- pierwszy dzień dał w kość, ale byliśmy zadowoleni. Po uporządkowaniu szpeju, kolejne worowanie, kolejnym celem miały być lekkie kasprowe jaskinie: Wyżnia i Pośrednia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień II''' ''(Sylwester Siwiec)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień kursowego obozu. Po pierwszym dniu, w którym czułem się zmaltretowany przez góry i jaskinię, w drugim miało być lepiej. Czy było? Oczywiście, czułem się zmaltretowany tylko troszkę. Ale od początku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewodnikiem naszego kursowego stada zostałem ja i byłem nim przynajmniej do połowy drogi, dopóki reszta zdecydowanie nie zaczęła nade mną górować kondycyjnie. Cóż, przyjąłem wówczas siłą rzeczy ważną funkcję polegającą na pilnowaniu tyłów i temperowaniu wyścigowych zapędów moich kolegów i koleżanek poprzez spowalnianie całej grupy.  Pałeczkę dowodzenia przejęła zawsze dobrze przygotowana organizacyjnie Iwona.  Niemało zachodu sprawiło nam szukanie wejścia do Jaskini Kasprowej Średniej, przy której mieliśmy zostawić nasze toboły. Każdy powędrował w inna stronę szukając oznak jaskini, ale ostatecznie znalazł ją Mateusz. O ironio! Była cały czas tuż nad naszymi głowami. Jak to los potrafi być dowcipny… Ok., przebraliśmy się w miarę szybko, zostawiliśmy niepotrzebne rzeczy ukryte w krzakach, a potrzebne na grzbiet, obolały grzbiet.  Team przewodników złożony głównie z Iwony i Mateusza po pewnych nieistotnych problemach doprowadził nas do Jaskini Wyżnej. Tam chcąc zmazać plamę za moje niby-przywództwo wziąłem poręczowanie na siebie. Tego dnia Mateusz miał nam objaśnić tajniki zjazdu na „złodzieja”, więc wszyscy wyczekiwaliśmy z ciekawością, co takiego się za tym kryje. Iwona została wtajemniczona przy wjeździe do jaskini. Sama jaskinia była dość niewielkich rozmiarów z kilkoma zaledwie bocznymi odgałęzieniami. Jedno z nich wychodziło na powierzchnię i chętnie bym podszedł pod samą krawędź  rzucić okiem na zewnątrz, ale niestety z racji bezpieczeństwa musiałem wraz z resztą porzucić ten pomysł. Ok., po obczajeniu wewnątrz co było do obczajenia, szybka wspinaczka po pionowej ścianie i byliśmy na powierzchni. Słońce dawało popalić i szybko doprowadziło mnie do stanu gwałtownej utraty wody (taki kolokwializm, sami wiecie co mam na myśli). Tam oto czekała na nas 60 metrowa ściana lecąca pionowo w dóóóóóóół. Oczywiście w tym miejscu przyszedł czas na wtajemniczanie mnie w technikę zjazdu na złodzieja… taki fart, cóż począć? Parę minut później w panice po raz 10 zadając pytanie” czy na pewno wszystko jest jak trzeba?”, czule przytulając się do ściany pomału zsunąłem się i zawisłem nad przepaścią. JA ŻYJĘ! – pomyślałem sobie wówczas uradowany. Zacząłem zjazd. Pogoda była wciąż piękna, widoki wspaniałe. Aż miałem ochotę sobie zawisnąć w miejscu i popodziwiać, porobić zdjęcia, ale niestety reszta czekała na górze i nie chciałem nadwyrężać ich cierpliwości. W końcu zjechałem w wyznaczone miejsce i się wpiąłem w batinox’a. Reszta po kilkudziesięciu minutach dołączyła do mnie. Cztery osoby wpięte w 2 batinoxy- trochę ciasno, mnie osobiście trochę się to z pisklakami w gnieździe skojarzyło, z takimi tuż przed wylotem. :D Na krótkim odcinku do ziemi Karol jako ostatni przećwiczył złodziejski zjazd i wreszcie wróciliśmy na ziemię. Czekał nas jeszcze wejście do Jaskini Kasprowej Średniej. Jaskinia była dość krótka, ale zajmując się poręczowaniem i deporęczowaniem wydawało mi się, że spędziłem tam tydzień. Cholerna lina nie chciała mi się przez całe wyjście sama wyciągać, więc tak ją w myślach zbluzgałem, że przekleństwo będzie na niej ciążyło zapewne jeszcze sto lat. Ale jest! W końcu wypełzłem jak ten robak z jabłka, jak Gollum spod Gór Szarych, jak ślimak spod miażdżącego go buta.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było świetnie! To był naprawdę wspaniały dzień! Następne też były świetne! Nawet ten pierwszy, gdzie miałem ochotę umrzeć też był wspaniały. Tak, tak, moje kości, stawy i ścięgna były troszkę innego zdania, ale kto by się przejmował takimi drobiazgami?! Ważne, że była to wspaniała przygoda, która zapadła mi w pamięć zapewne do końca mych dni. ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień III''' ''(Iwona Czaicka)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powodu niekorzystnej prognozy pogody w trzeci dzień obozu zdecydowaliśmy się na Jaskinię Czarną. Jeszcze nie byliśmy gotowi na trawers, więc przygotowaliśmy się na dojście do Jeziorka Szmaragdowego. Jedynym problemem była druga grupa również planująca wejście do Czarnej na godz. 10. W związku z tym komisyjnie postanowiliśmy wyjść wcześniej niż później. I w ten sposób wychodząc o 6.45 ok. 8.30 byliśmy pod otworem.  Korzystając z rad uzyskanych  poprzedniego dnia, szybko zebraliśmy się do wejścia, zwłaszcza, że powoli już zaczynało padać. Szło nam w miarę sprawnie, poręczowaniem wlotówki zajęłam się ja, Sylwek zaporęczował trawers Herkulesa, a Karol wywspinał Komin Węgierski. Nie sposób nie wspomnieć o wręcz heroicznej wspinaczce Sylwka na Prożku Rabka, gdzie mimo podwójnego odpadnięcia wstawał i próbował, aż mu się udało! A my tylko patrzyliśmy z podziwem i ćwiczyliśmy spotowanie. Jaskinie przeszliśmy trochę w pośpiechu, bo czuliśmy jak druga grupa depcze nam po piętach. Przed trawersem Jeziorka Szmaragdowego zostawiliśmy wstążeczkę dla Asi, Łukasza i Bogdana, znak że już tu dotarliśmy. Cale przejście zajęło nam niecałe 10h (od wejścia pierwszej osoby do wyjścia ostatniej). Po raz pierwszy jak wychodziliśmy z jaskini padał deszcz - z jednej strony nawet się cieszyliśmy. Znaczyło to, że na ostatni dzień obozu też może będzie brzydko i jednak nie będziemy musieli iść do zaporęczowanej już Litworki czy Śnieżnej ;). Każdy z nas był już wymęczony, choć myślę, że robiliśmy dobra minę do złej gry. A jeszcze znowu moglibyśmy wpaść na pomysł wstawania przed 6.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień IV''' ''(Karol Pastuszka)''&lt;br /&gt;
Po powrocie z Jaskini Czarnej przejrzeliśmy prognozę na niedzielę. Niestety zapowiadała się jeszcze gorzej. Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, stwierdziliśmy, że zrobimy sobie „lajtową” niedzielę (co w zasadzie uszczęśliwiło każdego, bo po 3 dniach byliśmy zmęczeni). Na pierwszy ogień Jaskinia Zimna, dojście ok. 1h, aż się nie chce wierzyć, że się tak krótko trwa.  &lt;br /&gt;
Wiedząc, że nic nas nie goni wyspaliśmy się i wolnym krokiem doszliśmy do jaskini.  Przez to, że było blisko, poszliśmy w kombinezonach, co powodowało, że zwracaliśmy trochę na siebie uwagę. Jaskinia Zimna była ciekawa, pierwszy raz mieliśmy do czynienia z taką ilością wody. Na szczęście mój kombinezon sobie radził z takim mokrym środowiskiem i wody z butów wylewać nie musiałem. Po dojściu do syfonu, Mateusz obiecał, że do jaskini tej jeszcze wrócimy, jak poziom wód opadnie, co nas ucieszyło.&lt;br /&gt;
Po wyjściu na zewnątrz, podsumowaliśmy szybko te kilka dni obozu i pożegnaliśmy się z Mateuszem. Mając sporo czasu przeszliśmy jeszcze do wspominanej przez Emila wiele razy jaskini Mylnej. Fajna, ale krótka, choć faktycznie może dać każdemu skosztować troszkę speleologicznej przygody. Po akcji powrót i pakowanie. Powrót jak zawsze z przygodami. Jak nie policja to regeneracja alternatora…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej od inNego końca|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|17 - 18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po raz kolejny mam okazję tylko ,,odwiedzić&amp;quot; świetnie bawiącą się ekipę jaskiniującą. Tym razem z odwiedzinami wpadłam na obóz kursowy. Trawers jaskini Czarnej planowaliśmy zrobić w sobotę, tak żeby spotkać się z kursantami przy Szmaragdowym Jeziorku. Obudziliśmy się kiedy kursanci wychodzili, tylko po to, żeby pomyśleć jak to dobrze, że my możemy jeszcze pospać. Obudziliśmy się kiedy my mieliśmy wstać, tylko po to, żeby pomyśleć jak bardzo nam się nie chce wychodzić do jaskini w ulewie i jak to dobrze, że byliśmy umówieni z kursantami, że po dojściu do Szmaragda zaczną się wycofywać nie czekając na nas. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W zamian jaskinie zorganizowaliśmy zajęcia w podgrupach :&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Emil z Bogdanem - kriowodoterapia w Wodnej Pod Pisaną&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Łukasz z Asią - śpiworowanie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały dzień nasze sumienia nie dawały nam spokoju i postanowiliśmy z Łukaszem, że nie ma takiej siły, która by nas odwiodła od zrobienia trawersu dnia następnego. Żeby przez przypadek śpiwory nas znowu nie skusiły, spakowaliśmy się do jaskini już wieczorem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano trochę się tylko pociągaliśmy, aura była lepsza - nie padało. Wstaliśmy, doszliśmy, przebraliśmy się pod linami. Pokonywanie kolejnych studni szło nam sprawnie. Zrobiłam trawers Szmaragda. Łukasz wywspinał Studnię Smoluchowskiego, kolejne zjazdy i kolejna (ostatnia) przerwa na wspinanie studni wlotowej, którą zaczęłam ja, a skończył Łukasz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazę kursantów nie zastaliśmy, a chcieliśmy im zwrócić czerwoną wstążkę, tę którą dla nas zostawili w jaskini przy Szmaragdowym Jeziorku, żebyśmy wiedzieli, że już sobie poszli....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskinia Wodna pod Pisaną|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|17 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrywamy się z Bogdanem o świcie (tzn. w samo południe) i korzystając z faktu, że chwilowo nie leje - ruszamy w stronę Kościeliskiej. Idziemy w skromnym składzie - Asia i Łukasz tak skutecznie zaklinowali się w śpiworach, że nijak nie dało się ich ruszyć.&lt;br /&gt;
Dziś w planie jest trawers Wodnej Pod Pisaną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mija 10 minut, gdy znów zaczyna kropić, następnie lać, a później jest już tylko ściana wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przebieramy się pod otworem bombardowani gradem pytań gapiów i zalewani deszczem. Po kilku minutach ociekający wodą i podziwem zebranych, dowartościowani nurkujemy w otworze II.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przechodzimy z otworu II w stronę zawalonego III, wykonujemy nawrót i ruszamy w stronę otworu I, który ma być naszym wyjściem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całość wizyty w jaskini trwa trochę ponad półtorej godziny. Po przebrnięciu przez rzekę, wypadamy na powierzchnię przy mostu w dolinie Kościeliskiej. Gapiów brak, za to jest diabelnie zimno. I nadal leje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwodna_pod_pisana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|16 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek jako cel obieramy jaskinię Wielką Litworową mając w założeniu jej zaporęczowanie na ewentualną akcję w tej jaskini kursantów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod otworem jesteśmy w troszkę ponad 3h od momentu wyjazdu (pod wlot doliny zawiózł nas Emil) z bazy zabierając po drodze depozyt pozostawiony w terenie poprzedniego dnia przez kursantów. Pogoda dopisała, ludzi na szlaku jak na lekarstwo choć na Przysłopie Miętusim było ich dość sporo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze odcinki linowe poręczuje Bogdan i jak to zwykle bywa idzie mu bardzo sprawnie. I i II Pięćdziesiątkę, trawers nas Studnią Flacha i I Płytowiec poręczuję ja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zaporęczowanie I Pięćdziesiątki mamy dwa odcinki liny i nie wiedzieć czemu jako pierwszy wybieram ten krótszy co skutkuje tym, że brakuje mi do ostatniej przepinki i połączenia w niej lin ok 2m liny. Wracam więc na górę i zamieniam liny miejscami. W Sali pod Płytowcem chwilę odpoczywamy i zbieramy się do wyjścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni jesteśmy po 4 godzinach. W drodze powrotnej szlakiem nie spotykamy nikogo aż do Skoruśniaka. Do bazy wracamy przez Kościeliską jeszcze przed kursantami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Trawers Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|15 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas wyjścia kursantów do jaskini Pod Wantą postanawiamy z Bogdanem zrobić trawers czarnej od głównego otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z bazy wychodzimy dość późno i pod otworem jesteśmy kilka minut przed 1000. Szybkie ogarnięcie sprzętu i kilka minut później jesteśmy już w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idzie nam dość sprawnie dlatego też nie spieszymy się specjalnie. Rezygnujemy ze skorzystania z liny na obejściu Komina Węgierskiego i wspinamy go od podstawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalsza droga do Komina Furkotnego przebiega bez problemu, dopiero za nim udaje nam się na moment &amp;quot;zgubić&amp;quot; wybierając nie ten korytarz, ale po chwili jesteśmy już nad Studnią Imieninową, po zjechaniu której muszę wchodzić z powrotem do góry aby odblokować zaklinowany karabinek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dochodząc do Progu Latających Want mam nadzieję, że nie będzie tam założonej liny jak podczas trawersu na naszym kursie i rzeczywiście liny nie ma, a ja mam okazję się powspinać po raz kolejny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy chwilę po godzinie 1600 i spokojnie udajemy się na bazę, na której to kursantów jeszcze nie ma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskinia Raptawicka|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|14 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wykorzystując możliwość wcześniejszego przyjazdu w Tatry, wybieram się na krótki spacer w kierunku Jaskini Raptawickiej. W związku z późną porą, dolina jest praktycznie pusta. Szybko wspinam się szlakiem pod otwór i nurkuję w dziurze, na którą przez prawie cały czas mam wyłączność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku planu, po kilkunastu minutach udaje mi się zlokalizować miejsce, gdzie był nieodżałowany przekop do Mylnej. Zadowolony ze swoich detektywistycznych zdolności, powoli wyczłapuję z dziury, po drodze olśniewając swoimi speleozdolnościami sympatyczną parkę, która też zdecydowała się na wieczorną wizytę w Raptawickiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może nie była to imponująca akcja jaskiniowa, ale za to wieczorem Legii udało się osiągnąć NAPRAWDĘ imponujący wynik, przegrywając 0:6. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fraptawicka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KIRGISTAN trekkingowo|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; |24.07 - 15.08 2016}}&lt;br /&gt;
Wspomniena z tegorocznego wyjazdu w góry Kirgistanu czyli propozycja na deszczowy jesienny wieczór.&lt;br /&gt;
Zapraszamy do [[Relacje:Kirgistan_2016|działu Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKirgistan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Rakuska Czuba|Joanna Jaworska, Aleksandra Rymarczyk, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zaczynamy dość niecodziennie uczestnicząc w ślubie naszego klubowego kolegi Karola Jagody (współczułem mu trochę, że musi się męczyć w garniturze a nie łoić kolejne piony). Po ceremoni jedziemy prosto do Tatrzańskiej Łomnicy gdzie biwakujemy na tamtejszym kampie. Pobudka po czwartej i jeszcze w ciemnościach ruszamy w drogę. Szlak do Skalnatego Plesa jest z uwagi na otoczenie (wyciągi) niezbyt ciekawy. Mimo, że za cel stawialiśmy sobie Łomnicę to okoliczności (tym razem nie pogodowe) odwiodły nas od tego zamiaru. Nagle z wyciągów wyłoniło się mnóstwo ludzi. Zrobił się zgiełk i hałas. Pragniemy od tego uciec ku ogromnemu niezadowoleniu Esy. Koniec końców umykamy na Rakuską Czubę (2038), z której rozlega się jeden z piękniejszych widoków w Tatrach. Do punktu wyjścia wracamy przez wspaniałą Dolinę Kieżmarską. Uczucie pewnego niedosytu pogłębił dłuuugi powrót autem do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRakuskaCzuba&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny weekend z letnią pogodą. Z każdym kolejnym obawiam się, że to ostatni, a jednak cały czas udaje mi się zmagazynować trochę więcej ciepła na zimę. Wybrałam Babią Górę bo pamiętałam, że zimą było tam całkiem przyjemnie. Nie spodziewałam się (nie pomyślałam!), że mogę spotkać na miejscu dzikie tłumy ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym sposobem trafiliśmy na przełęcz Krowiarki zbyt późno, żeby móc znaleźć miejsce parkingowe w okolicy przełęczy. &lt;br /&gt;
Żeby nie wchodzić na Babią Górę najpopularniejszym podejściem, zaplanowaliśmy zejść wzdłuż drogi do Zawoi i tam dopiero wejść na niebieski szlak. Wybór był trafny ponieważ nie spotkaliśmy po drodze prawie żadnego turysty, jednak tak jak się spodziewaliśmy oznaczało to, że właściciele i pasażerowie wszystkich aut, które nie pozwoliły nam zaparkować tam gdzie chcieliśmy, musieli być skondensowani powyżej schroniska, aż na Diablak. Wyprzedzając wszystkich po drodze i robiąc jedynie krótkie postoje czekając na zwolnienie łańcuchów, dość szybko dotarliśmy na szczyt. Tam poddaliśmy się ogólnemu nastrojowi i znaleźliśmy kawałek odludnego miejsca dla siebie na zjedzenie drugiego śniadania (dla niektórych kolejnego) i wyschnięcie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas zejścia również skorzystaliśmy z opcji przejścia mało popularnym szlakiem (żadnego turysty!) i zeszliśmy z czerwonego szlaku, zielonym, wprost na niebieski, po to, żeby na koniec zajrzeć nad Mokry Stawek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA - wspina na Górze Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Karol Jagoda, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda, Wojtek Sitko, Ania Bil, Sławek Musiał, os. tow., pies|04 09 2016}}&lt;br /&gt;
Wyjazdem tym żegnamy pewien etap życia Naszego kolegi Karola, a oprócz tego wspinamy się w pięknej scenerii Góry Birów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Bystra|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znów piękny wypad w góry. Tym razem celem była Bystra (2248, najwyższy szczyt Tatr Zach.) położona całkowicie na terenie Słowacji. Na szczyt podchodzimy od południa Doliną Bystrą. Mało ludzi, teren przepiękny. Idziemy tu pierwszy raz w życiu więc ekscytujemy się jeszcze bardziej pięknymi pejzażami. W górnych partiach doliny znajduje się rozległe plato z większymi lub mniejszymi stawkami. Nigdzie w Tatrach czegoś takiego nie widziałem. Z wypłaszczenia szlak dość stromo wyprowadza na grań Kobylej i dalej bez trudności na szczyt. O ile na szlaku ludzi bardzo mało to zaskoczenie stanowi dość liczna grupa folklorystyczna słowackich górali (i góralek) na wierzchołku. Bardzo fajnie ubrani. Oprócz tego śpiewali góralskie piosenki, grali na instrumentach a juhasi strzelali z bata. Cały czas myśleliśmy, że występują tylko w domach kultury a tu proszę. Zresztą fajnie komponowali się z krajobrazem. Po godzinnym pobycie w tak malowniczej asyście na szczycie schodzimy w dół tą samą drogą snując skiturowe plany. Czasy podjeścia/zejścia zbijamy niemal o połowę. Zrobiliśmy 1400 m przewyższenia. W drodze do domu zatrzymujemy się jeszcze w Liptowskim Hradokku przy zamku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FBystra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Starorobociański Wierch, Czerwone Wierchy|Daniel ,,Buli&amp;quot; Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 - 28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Spędziliśmy z Bulim dwa dni zdobywając tatrzańskie szczyty i nabierając modnego ostatnio, czerwonego koloru. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia zdecydowaliśmy się na Dolinę Chochołowską, a w niej wariant wejścia na grań przez Trzydniowiański Wierch, dalej przez Czubik na Kończysty Wierch, a z niego na Starorobociański. Trasę pokonaliśmy szybciej niż zakładaliśmy w związku z czym zdecydowaliśmy się wydłużyć drogę zejścia i przejść jeszcze przez Ornak na Iwanicką Przełęcz. Po drodze potęgowaliśmy efekt nabierania koloru poprzez wypacanie każdej kropli wody jaką wypiliśmy, efektem czego Iwaniacki Potok jest dla mnie najpiękniejszym, najsmaczniejszym i najmokrzejszym potokiem na świecie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia po długich rozmowach i wielu zmianach planów zdecydowaliśmy się wejść przez Adamicę na Ciemniak, przejść przez Krzesanicę, Małołączniak i stamtąd zejść do doliny Kościeliskiej. &lt;br /&gt;
Dzień był jeszcze bardziej gorętszy niż poprzedni więc zaopatrzyliśmy się w znacznie większą ilość napoi, nasze organizmy chyba zdążyły się przystosować do tych warunków, tak, że woda służyła nam za dodatkowe obciążenie plecaka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała, ani jednej chmurki na niebie, znowu miałam okazję porównać mapę z widokami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/tatry2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt; Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Weekend z dość napiętym planem ale ostatecznie realizuję wyjazd w Tatry z zamiarem przejścia Orlej Perci.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżam w niedzielę chwilę po północy. Na parkingu jestem po 0300 co nie zmienia faktu, że parkingowi też już tam są. Szybka zmiana obuwia, włączenie GPSa i w drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Kuźnic niebieskim, następnie żółtym i dalej do Murowańca znowu niebieskim szlakiem. Tu nie zatrzymując się ani na chwilę gnany myślą, żeby na grani być przed pierwszym rzutem turystów z Kasprowego w drodze zastanawiam się czy przejść przez Świnicę czy od razu udać się na Zawrat niebieskim szlakiem. Perspektywa dłuższego marszu jednak wygrywa i schodzę na czarny szlak prowadzący z Murowańca na Świnicką Przełęcz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dojściu na Zawrat turyści już tam są(nie nie Ci z kolejki) jednak wcale nie spowalnia to marszu granią i bez problemu idę przed siebie. Na Kozim Wierchu sporo ludzi ale to tu planowałem pierwszą przerwę. Siedząc na uboczu kask przytroczony do mojego plecaka i tak kilka razy wzbudził zainteresowanie tych bardziej „profesjonalnych turystów”. Pewnie dostali by zawału jak by zobaczyli co jest we wnętrzu owego plecaka. Pomimo, że to dopiero mój czwarty raz na tym szlaku od Koziego Wierchu zaczyna się mój ulubiony odcinek przez Granaty. Idzie się dość szybko pomimo sporej liczby turystów. Za Skrajnym robi się luźniej i nawet przez pewien czas w zasięgu wzroku nie mam nikogo. Na Krzyżne docieram jeszcze przed południem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi raz robię krótką przerwę i ruszam dalej. Żółty szlak biegnący doliną Pańszczyca nigdy nie robił na mnie wrażenia ale może to przez to, że pokonywaliśmy go już w półmroku i mało było widać w świetle czołówek… za dnia jest tak samo nudny i nie zmieni tego nawet ładny odcinek przez las gąsienicowy. W Murowańcu tłumy ale i tak nie planowałem tu postoju więc powrót niebieskim szlakiem do Kuźnic tak, żeby nie wracać znów przez Dolinę Jaworzynka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samochodzie jestem po niecałych 11h od startu. Już zapomniałem jakie to uczucie nie robić za piosenkowego króliczka, którego ktoś musi gonić więc nawet sobie pozwalałem na szlaku troszkę przyspieszyć. Z czasu spokojnie jeszcze można urwać i to nawet sporo ale czy jest sens? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała i to nawet bardzo do tego nawet nie czuję zmęczenia pisząc opis więc chyba było ok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - spływ kajakowy przełomem Dunajca|Tomasz Jaworski, Henryk i Sonia Tomanek|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Opis może będzie...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Baraniec|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Piękna wycieczka w odludny zakątek Tatr i to w wymarzonej pogodzie. Z Raczkowej wyjście na Baraniec (2186, trzeci szczyt Tatr Zach.), następnie przejście przez Smrak na Żarską Przełęcz i powrót doliną Jamnicką i Wąską do punktu wyjścia. Na opisanej trasie spotkaliśmy bardzo nie wiele osób (może z wyjątkiem Barańca). Ścieżka w Jamnickiej słabo przedeptana co świadczy o jej małym uczęszczaniu. Cała wędrówka zajęła nam 7 h (wg. mapy 10 h)z odpoczynkami. Jeżeli więc ktoś pragnie w środku sezonu i przy pięknej pogodzie zaznać w Tatrach samotności i spokoju to miejsce to jest w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Baraniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Po męczącej sobocie wyjeżdżamy dość późno (około 11). Rzekomy właściciel parkingu kasuje nas piątaka i idzie spać w pobliskie krzaki mówiąc, że popilnuje aut aż nie wyjedziemy. &lt;br /&gt;
W samych skałach ludzi mało i to bardzo mało, jak na taką pogodę. Nawet turystów niewiele.&lt;br /&gt;
W sumie wspinamy kilka dróg do VI.2 lecz z niektórych musimy rezygnować z powodu zbyt krótkiej liny i tylko 10 ekspresów. Położenie skał pozwala nam cały czas wspinać się w cieniu, więc upał nie był odczuwalny.&lt;br /&gt;
Wracając planujemy wypluskać się jeszcze w Przeczycach lecz trafiamy na bardzo mulastą plażę i wodę strasznie syfiastą więc kończymy na 5 min. moczeniu stóp. Wracając do auta okazuje się, że nie chce odpalić, więc w drodze do domu odstawiamy samochód do mechanika, jadąc już lawetą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA  i jaskinie Yorkshire|Mateusz Golicz, Kaja Kałużyńska (SŁ)|11 - 22 08 2016}}&lt;br /&gt;
Pod pretekstem udziału w kongresie Europejskiej Federacji Speleologicznej odwiedziliśmy kilka jaskiń w Yorkshire i pozwiedzaliśmy Anglię. Więcej w [[Relacje:Yorkshire_EuroSpeleoForum_2016|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. – Grań Żabiego Konia i Grań Wideł|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. Towarzyszące (Jakub, Krzysztof, Karol, Mateusz)|13 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Godz. 3:00 w nocy. Ruszamy z Katowic by skoro świt zameldować się u stóp gór po stronie naszych sąsiadów – Słowaków. Po drodze w Bieruniu zgarniamy jeszcze Krzysia. Kuba czeka na nas już na parkingu w Popradzkim Plesie. Wymieniamy się szpejem i koło 7mej wyruszamy na szlak. Z początku asfaltową ścieżką do Popradzkiego Plesa. Mimo, że asfalt, to jednak idzie się jakoś tak przyjemniej, niż do MOka. Może to ten brak tłumów, może krótsza droga, a może po prostu cel, który mamy dziś przed sobą sprawia, że człowiek jest jakoś bardziej zmotywowany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak tylko pierwszy raz usłyszałem o Żabim Koniu i zobaczyłem zdjęcia z jego ostrej jak brzytwa grani wiedziałem, że musze kiedyś się tam wybrać. Droga wschodnią granią Żabiego Konia nie należy co prawda do trudnych – (II-IV w zależności od topo z którego korzystamy), jednak zaliczana jest do najpiękniejszych i najbardziej powietrznych grani w całych Tatrach. Żabi Koń jest też jednym z nielicznych szczytów w Tatrach, których zdobycie determinuje posiadanie choćby podstawowych umiejętności taternickich, bowiem najłatwiejsza opcja dotarcia na szczyt to właśnie wspomniana dwójkowa grań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najłatwiejszą opcją dostania się na grań jest przejście dwóch mrożących krew w żyłach kominków (tu również wyceny wahają się od I+ do III w zależności od relacji, na której się opierać). Owe kominki są bardzo kruche, wszystko się sypie, chwyty zostają w rękach a możliwości założenia asekuracji są tylko iluzoryczne (ze względu na kruszynę). Od polskiej strony jest jeszcze gorzej, to już prawie samobójstwo. Takie przynajmniej wyobrażenie miałem po przeczytaniu dostępnych w Internecie relacji i opisów podejść….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…Stoję ponad Żabią Przełęczą i spoglądam na grań Żabiego. Za mną dwa proste, jedynkowe, max II-kowe kominki, które do specjalnie kruchych wcale nie należały. Oba przeszliśmy bez asekuracji, jednak było to podyktowane nie tyle brakiem jej możliwości co łatwością podejścia. W drugim kominku były nawet haki, do których można byłoby się spokojnie wpiąć. Ja z Kubą na początku tego drugiego kominka zmieniliśmy, co prawda buty na wspinaczkowe pantofle, jednak nieco trudniejsze okazało się jedynie pierwsze parę metrów, po pokonaniu których teren się wypłaszczał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc stoimy teraz na tarasie w zachodniej grani Rysów szykując się do zjazdu na siodło Żabiej Przełęczy, z której zaczyna się właściwa wspinaczka. Cztery wyciągi ostrą jak brzytwa granią. Spoglądamy na Konia i…..grań wygląda przepięknie, widzimy posuwające się ku szczytowi wcześniejsze zespoły. Lufa z prawej, lufa z lewej. Na razie jednak nie ma panicznego strachu, jest raczej dreszczyk adrenaliny przed czekającą nas przygodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczyt zwyczajowo wchodzi się dzieląc drogę na cztery wyciągi. Pierwszy to tzw. Dolny Koń, pochylona pod kątem płyta skalna, którą trawersuje się na tarcie. Pokonany bez większych problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi to pokonanie pierwszego spiętrzenia skalnego w grani. Tego miejsca obawiałem się najbardziej. Niektóre schematy wyceniają je na IV, a relacje dostępne w Internecie wspominają o mrożącej krew w żyłach lufie pod nogami. Spiętrzenie ostrej jak brzytwa grani, trudności techniczne, potężna ekspozycja pod nami, nogi jak z waty, przyśpieszone tętno, walące ze strachu serce. Wierząc relacjom, to wszystko miało nas czekać właśnie w tym miejscu. Z pewną dozą respektu próbuję wymacać pierwsze chwyty i ułożyć optymalną sekwencję przejścia najbliższego odcinka. Chwytam dobrych klam, gdzie wchodzą niemal całe ręce, spoglądam gdzie postawić stopy. Podnoszę się na nogach, przechodzę na północną stronę grani. Tu, od polskiej strony lufa faktycznie jest dużo bardziej zauważalna, ściany Żabiego Konia są dużo bardziej spionizowane. Jest ciekawie. Podnoszę się na nogach, chwytam kolejnych klam, przewinięcie na Słowacką stronę. Spoglądam przed siebie i widzę już kolejny bardziej poziomy fragment grani, tzw. „Górnego Konia”. Rozglądam się dookoła, szukając tego mrożącego krew w żyłach miejsca, które miało tu na mnie czekać. Wygląda jednak na to, że pierwsze spiętrzenie zostało pode mną. Trudności IV-kowe? Gdzie? Nie zauważyłem. Potężna ekspozycja? Owszem, trochę powietrza pod nogami było, ale ów fragment pokonałem jak każdy inny, żadnego zawahania, szybkiego uderzenia adrenaliny, strachu, miękkich nóg czy zawrotów w głowie. Osobiście nie dałbym temu miejscu więcej niż II, może II+. Chwyty i stopnie ewidentne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górnego konia też pokonujemy bez problemu. Zastanawiając się, gdzie mogą kryć się trudności obstawiamy jeszcze kolejne, nieco mniejsze spiętrzenie grani już przed samą kopuła szczytową. Ten fragment na wielu schematach również jest wyceniany na IV. Podobnie jednak jak poprzednia „IVka” nie sprawia większych trudności. Moim zdaniem max III, i to takie naciągane. Przez moment faktycznie wychodzi się na północną stronę grani a patrząc pionowo w dół widać dopiero piargi u podstawy ściany, jednak ten moment to dosłownie kilka ruchów i wychodzimy na szeroką jak autostrada grań wprowadzającą na kopułę szczytową. Chwila relaksu, wpis do książki szczytowej. Przed nami jeszcze dwa zjazdy i jesteśmy na ścieżce zejściowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ani przez moment nie poczułem obecności jakiejś ponadprzeciętnej ekspozycji pod nogami. Ani przez moment nie doświadczyłem szybszego bicia serca, nagłego zastrzyku adrenaliny, przerażenia, paniki czy innych opisywanych w relacjach emocji. Faktem jest, że podczas naszego przejścia niemal cały czas przez grań przechodziły chmury, więc nie zawsze było widać pełną ekspozycję z obu stron naraz, jednak nie były to gęste chmury, a raczej takie dodające tajemniczości, odsłaniające co jakiś czas to, co wcześniej skrywały, ukazując ile powietrza mamy pod nogami, więc myślę, że nasze odczucie ekspozycji w przypadku bezchmurnej pogody niewiele by się zmieniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy to oznacza, że drogi nie polecam? Absolutnie nie!!! Droga jest przepiękna, prowadzi piękną, litą formacją o dostępnych dla praktycznie każdego trudnościach i w pełni zgadzam się, że to jedna z piękniejszych tatrzańskich grani (przynajmniej tych, które do tej pory dane mi było przejść). Moim zdaniem jest to jedna z tych dróg, które obowiązkowo powinny znaleźć się w każdym taternickim portfolio, zarówno ze względów historycznych jak i estetycznych, jednak, jeżeli chodzi o emocje i adrenalinę, wiele innych dróg dostarczyło mi ich w dużo większym stopniu (jak choćby wyciąg trawersem Zamarłej na Festiwalu Granitu).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieco problematyczne okazuje się zejście, ścieżka zejściowa jest, co prawda widoczna, jednak w pewnym momencie przecina żleb z widoczną pętlą zjazdową. My zasugerowaliśmy się ową pętlą i wykonaliśmy kolejny zjazd. Faktyczna ścieżka zanika w tym miejscu, jednak podobno wystarczy przejść przez żleb na drugą stronę (nie idąc w dół do pętli zjazdowej) i znajdujemy się ponownie na ścieżce. Po wykonaniu zjazdu trawersujemy kawałek szeroką, trawiastą półką do właściwej ścieżki i dalej nią bez problemów dochodzimy do koleby pod Żabim Koniem, gdzie spędzamy kolejną noc. Nieco niżej, w bezpośrednim sąsiedztwie szlaku znajduje się słynna „Żabia Koleba”, ze śladem tablicy upamiętniającej pierwszy w historii stricte taternicki wypadek śmiertelny. Miał on miejsce w 1907 roku właśnie na Żabim Koniu (jednemu ze zjeżdżających ze szczytu Węgrów urwała się lina. Jak na złość wszyscy jego poprzednicy podczas zjazdu byli asekurowani dodatkową liną od góry, Jenő Wachter jednak uniósł się honorem i odmówił dodatkowej asekuracji). Do Żabiej Koleby zaglądamy z ciekawości już kolejnego dnia, przy zejściu. Jest nieco lepiej „zaopatrzona”: porcelanowe talerze, wyrównana podłoga…. Nasza jednak  była zdecydowanie bardziej „klimatyczna”, z widokiem na kłębiące się nisko w dolinie morze mgieł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielę traktujemy jako dzień restowy. Wczoraj pożegnaliśmy Karola, który musiał już wracać, natomiast po południu ma dojechać Mateusz. Na spokojnie schodzimy do cywilizacji, pijemy słowackie piwko a późnym popołudniem podchodzimy na Skalnate Pleso. Tu spotykamy grupę Polaków, od których dowiadujemy się, że nieco wyżej jest luksusowa koleba z drewnianą podłogą i świeczkami wewnątrz. My jednak, wraz z inną dużą grupą naszych rodaków, zadowalamy się równie luksusowym miejscem noclegowym w okolicy stacji kolejki na Łomnicę. Dach nad głową bardzo się przydaje, ponieważ w nocy przez okolicę przewala się potężna ulewa. Nota bene, ciekawie wyglądają pioruny, gdy nie biją nad naszymi głowami a na horyzoncie, mniej więcej na naszej wysokości lub nawet nieco pod nami. Ze współczuciem obserwujemy światełka czołówek, które gdzieś daleko w oddali, w tej zlewie, podążają pomału w naszym kierunku. Sami zastanawiamy się, czy po takiej zlewie jutro będzie warun, by cokolwiek załoić. Granie co prawda powinny szybko przeschnąć, jednak nocna ulewa niczego nie oszczędziła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z rana wita nas przepiękny wschód słońca nad kłębiącym się poniżej morzem mgieł. O wieczornej ulewie przypominają tylko kałuże i mokre skały. Prognozy są raczej optymistyczne, jednak niektóre z nich zapowiadają jakieś przelotne opady po południu. Celem na dziś miała być grań Wideł. Grań pomiędzy Łomnicą a Kieżmarskim Szczytem. Droga dość długa, ze skomplikowanymi wycofami, więc fajnie byłoby mieć pewną pogodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Decydujemy się podejść na Łomnice i tam podjąć decyzję, co dalej. Przechodzimy pod szlabanem który strzeże wejścia na stary szlak prowadzący na Łomnicką Przełęcz. W pierwszych kosówkach chowamy plecaki ze śpiworami i innymi zbędnymi gratami. Dalej idziemy już na lekko (choć dymanie z całym szpejem ciężko nazwać spacerkiem na lekko). Starym szlakiem docieramy na Łomnicką Przełęcz. Następnie trawersujemy południowe stoki Łomnicy i słabo widoczną ścieżką docieramy pod ostatnie spiętrzenia ściany, uzbrojone w klamry i łańcuchy. Z ich pomocą docieramy na szczyt Łomnicy, witani zaskoczonymi spojrzeniami turystów, którzy wjechali tu kolejką płacąc minimum 24 Euro (za ostatnio odcinek ze Skalnatego Plesa). Przeskakujemy przez barierkę i stajemy na tarasie widokowym. Na szczycie znajduje się niewielka, luksusowa knajpka.  Warunki? Grań w miarę sucha, z naciskiem na „w miarę”, jednak cały czas wokół kłębią się podejrzane chmury. Póki co nie wyglądają groźnie, jednak nie wiadomo co się z nich rozwinie. Ze względu na to, że mój partner jest nieco kontuzjowany (wcześniej nabawił się sporych obtarć i oparzeń) oraz niepewną pogodę (wolałbym nie trafić na załamanie pogody na tej grani) decydujemy się odpuścić i zejść tą samą drogą. Krzysiek z Mateuszem postanawiają spróbować. Umawiamy się więc wieczorem na parkingu przy aucie. Przez jakiś czas obserwujemy ich poczynania z tarasu widokowego na szczycie. Pierwsze wyciągi idą im dość wolno. Potem zasłaniają ich gęste chmury i tracimy ich z pola widzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krótkim odpoczynku na szczycie schodzimy z Łomnicy drogą wejścia. Przed nami i za nami schodzą związane liną grupy klientów z przewodnikami. Dla odmiany, po przejściu łańcuchów schodzimy wzdłuż grani, czyli kierujemy się bardziej na prawo od naszej drogi podejścia. Tak też schodzą klienci z przewodnikiem. Ścieżka jest zresztą oznaczona kopczykami. Ten wariant wydaje mi się nieco bardziej interesujący, ponieważ pozwala spojrzeć na strome, zachodnie zerwy Łomnicy oraz rzucić okiem w głąb Doliny Pięciu Stawów Spiskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy aucie jesteśmy koło 18stej. Szacujemy, że jakoś między 20stą a 22gą powinni do nas dotrzeć Krzysiu wraz z Mateuszem. W oczekiwaniu na nich robimy sobie krótką drzemkę. Robi się jednak coraz później, a chłopaków cały czas nie ma. Dopiero o godzinie 4tej w nocy dostajemy smsa, że bezpiecznie zeszli i będą biwakować przy stacji kolejki. Piszą, żebyśmy na nich nie czekali, bo są tak padnięci, że dzisiaj nie dadzą rady już zejść. Później okazało się, że pogubili się w zejściu po zrobieniu grani i zamiast terenem 0+ zejść do Skalnatego Plesa, wpakowali się duże trudności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka Sarnecka (AKG), Michał Wyciślik|19 - 21 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ktoś zrezygnował, coś się przesunęło, ktoś wstał za późno, coś poszło inaczej niż planowano - czyli tak jak zwykle. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Rano pobudka była długa i nawet gorąco nie było w stanie wygnać nas z namiotów, liny nie były zworowane i dlatego wyszliśmy dopiero w południe. Na szlaku pełno turystów więc trzeba było iść slalomem, co wydłużyło nam drogę, a słońce świeciło tak, że zapomnieliśmy, że trzeba się spieszyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini weszliśmy o 19. Bardzo szybko pokonywaliśmy kolejne studnie prowadzeni przez Agnieszkę, która znała drogę. W studni z Mostkiem Piratów uciekliśmy w okno za którym czekała nas droga w górę (tak dla odmiany), najpierw Pustynna Burza (całe szczęście zaporęczowana nową liną) następnie, za Posterunkiem Wysuniętym, pieszo Meandrem Majowym. Nie wiem, kto robił tą jaskinię, ale nie pomyślał o tych z krótkimi rączkami i nóżkami - połowa progów była dla mnie niemożliwa do pokonania bez jakiegoś dodatkowego ramienia, czy kolana, których (na szczęście!) miałam pod dostatkiem do dyspozycji... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze emocje pojawiły się pod 12 m progiem, który miał być zaporęczowany, a nie był i został wywspinany przez Łukasz (chyba, bo w sumie to wolałam nie patrzeć). Kolejne emocje pojawiły się w Oku Demona, gdzie kilka niecenzuralnych słów zabłądziło na ustach większych (dłuższych) uczestników akcji (bo nie istnieje taki rozmiar grotołaza, żeby wszędzie był dobry). Studnia PTTK'u wywarła jeszcze większe wrażenie, po części ze względu na wygląd, a po części ze względu na obicie, którego bardziej nie było, niż było, a jak było to tarło....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne dwie studnie i w końcu zobaczyłam to o czym tyle słyszałam - Wielki Kłamca. Mimo kilku par oczu, które zjechały do sali, żeby wypatrzeć obicie trawersu do Grobli, nikomu nie udało się zobaczyć ani kawałka spita. Nie pozostało mi nic innego jak powisieć parę minut nad wodą i popodziwiać.....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni znaleźliśmy się około godziny 7. I nie był to koniec... Zjazd Progiem prowadziła Aga, zamykał Łukasz, na wszystkich półkach, do przekładania liny były zaangażowane wszystkie ręce, żeby jak najsprawniej i jak najszybciej znaleźć się w Dolinie Miętusiej. &lt;br /&gt;
Jeszcze biegnąc w stronę szlaku złapał nas deszcz, a ci co sprytniejsi, którzy założyli krótkie spodenki, musieli (chcieli?) biec sprintem przez pokrzywowe pola. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnim punktem wycieczki było zaszycie się w śpiworach i uśnięcie przy akompaniamencie kropel deszczu uderzających w namiot tak, by móc wstać o 19 i wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - szybki szpil na MTB|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W padającym deszczu startujemy z przełączy Salmopolskiej szutrową, stokową drogą w stronę Baraniej Góry. Stokówka trawersuje w dość finezyjny sposób zbocza gór począwszy od Malinowa, przez Zielony Kopiec, Magurę Wiślańską po Baranią Górę. Mimo nie zbyt dobrej pogody ładne, rozległe widoki. W żwawym tempie pokonujemy zmienny teren. W okolicach Wierchu Równiańskiego zjeżdżamy doliną Bobrowskiego Potoku do Białej Wisełki w totalnej zlewie. Pędząc w dół przy walących w oczy strugach wody mamy problemy z patrzeniem przed siebie. W kilka chwil osiągamy Wisłę Malinkę by już w znacznie wolniejszym tempie asfaltową drogą windować się na Salmopol do auta. Apogeum zlewy przypada na ostatnie kilkaset metrów podjazdu.  Potem tylko szybki przepak i nie bez problemów (korki) do domu. W sumie fajna kondycyjna  przebieżka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmtb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Marmurowej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugą w kolejności jaskinią tatrzańską, z którą mogliśmy się zmierzyć była Jaskinia Marmurowa. Kursanci dotarli w sobotę wieczorem dołączając do reszty grupy. W niedzielę z rana wyszliśmy na szlak. Niestety początkowo morale były niskie z powodu nieobecności Emila, który nie dał się namówić na wspólne wyjście. Od samego początku przyświecało nam słońce i tak zasapani dotarliśmy pod otwór obserwując po drodze dwie pasące się kozice. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co było nowego, to odgłos dochodzący z otworu. Osobiście przysłuchiwałam się z trwogą i złym przeczuciem, że na pierwszym zjeździe na moim już starym kombinezonie nie pozostanie sucha nitka, a jednak było zgoła inaczej. Poręczowaniem zajął się Sylwek, a w tym samym czasie Łukasz dodawał szyku kombinezonowi Asi, oklejając co po większe dziury taśmą izolacyjną. Sala Deszczu w rzeczywistości nie była taka mokra, jak mogłoby się wydawać. Za to robiła duże wrażenie będąc chyba największą, w jakiej do tej pory zjeżdżaliśmy, jednak to miano szybko uległo zmianie, bo czekało na nas coś większego. Dla mnie najbardziej imponującym fragmentem jaskini była Studnia Kandydata. W trakcie tego 50 metrowego zjazdu widząc odległe światła czołówek na dnie, pomyślałam sobie, że to chyba odpowiedni moment, żeby zacząć się bać. Nie skupiając się zbytnio na tej myśli osiągnęłam dno (studni) i razem podążyliśmy do ostatniego fragmentu jaskini, czyli do Piaskownicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieprzekonani, co do naszego zejścia w to miejsce Łukasz z Asią zadali pytanie godne Shakespeare'a: schodzić czy nie schodzić? Nasz nieposkromiony zapał dał wynik 3:0 na korzyść: schodzimy. Wspólnymi siłami nasze nogi postanęły na piasku. Podejrzewam, że nie jednej osobie w czasie schodzenia czy wychodzenia przyszła do głowy myśl, że to jednak nie był dobry pomysł i przecież mogliśmy asekurować się liną z ciała, ale daliśmy radę ;) Tylko Piter w stroju skrzata, pomocnika św.Mikołaja, wymawiając się tym nie musi i że chce zrobić nam zdjęcie grupowe nie potowarzyszył nam w zabawach w piasku. W trakcie powrotu Studnia Kandydata jeszcze raz mnie zachwyciła i to nawet bardziej, bo podczas odpoczynków miałam czas na rozejrzenie się dokoła. Zwłaszcza, gdy Rysiu przyświecał mi z góry mocniejszym światłem niż dysponuje moja czołówka, wrażenie bycia małą mrówką w środku szklanej kuli się powiększało. Poczułam się trochę jak na filmie (w sumie, to nie wiem czemu). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już na zewnątrz czekało na nas słońce, więc droga w dół była również przyjemna. I znów udało nam się poobserwować kozice, tym razem pięć. W drodze powrotnej Rysiu pochwalił nas mówiąc, że jesteśmy fajnym kursem i mimo obaw idzie nam całkiem sprawnie. A dla nas kursantów szczegół ten jest warty zapamiętania! Ma on być pocieszeniem w trudnych chwilach, które pewnie nie raz nastąpią (zwłaszcza podczas nadciągającego obozu), kiedy nie będziemy mogli pozwolić sobie na powiedzenie: nie idę, bo nie muszę. Pogoda udała się idealnie. Na dowód tego tylko przez ostatnie 5 minut marszu nieznacznie nas pokropiło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo przekonywań, że w jaskiniach jest zimno, brudno, ciemno i mokro, bardzo nam się podobało (tak łatwo się nie damy). Tak naprawdę było całkiem przytulnie i ciepło – szczególnie podczas wychodzenia z jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Grześ, Rakoń, Wołowiec i Dolina Lejowa|Łukasz Piskorek, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|12 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ujmę to w ten sposób: przechadzka była mi proponowana jako doskonały sposób rozgrzania nóg. Tymczasem prawda jest taka, że sadyści próbowali mnie zabić najnudniejszą doliną, z jaką w życiu miałem do czynienia. &lt;br /&gt;
Nie dałem się, przeżyłem. Spacer Grześ - Rakoń - Wołowiec - Lejowa, z pewnością byłby czymś przyjemnym dla miłośników gór. Pogoda dopisała - prawie nie padało. Przemarsz poszedł równo i gładko, zaowocował kilkoma zdjęciami, pożarciem kilku oscypków z grilla, oraz jednym wielkim odciskiem.&lt;br /&gt;
Jeśli ktoś kiedyś zaproponuje mi ponowne przejście Doliny Chochołowskiej – zostanie powieszony za kciuki na najbliższym drzewie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niedobitki poszły na spacer do Doliny Lejowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - przebieżka z Wisły do Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
Czy zastanawialiście się kiedyś nad rosnącą popularnością biegów górskich i na czym może polegać fenomen tej dyscypliny? A może pamiętacie jeszcze uwagi typu: „po górach się chodzi a nie biega”?&lt;br /&gt;
Ja też nie znajdywałem żadnych logicznych odpowiedzi, więc postanowiłem spróbować tego na własnej skórze. Korzystając z okazji pobytu w Beskidach „przebiegłem” trasę z Wisły Tokarni, przez Trzy Kopce, Salmopol dalej granią w stronę Klimczoka do Szczyrku-Migdały. Wyszło około 15 km.&lt;br /&gt;
Podczas wycieczki miałem 1:45 min na przemyślenia, i tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Jest to sport kondycyjny – Ameryki nie odkrywam,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Trochę to podobne do skiturów, ale na końcu nie czeka na Ciebie błogi zjazd,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Przed pierwszą próbą, myślę że warto coś przynajmniej przeczytać na ten temat, bo łatwo dorobić się kontuzji albo jakoś lepiej rozplanować siły,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Sądzę, że istnieje przynajmniej kilka sposobów biegu: od truptania, przez długie susy, szybki marsz, nie wykluczam też użycia napędu 4x4 czy ruchu pełzającego. Dwóch ostatnich nie przetestowałem, a każdy rodzaj ma swoje wady i zalety,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Sport mimo, że górski to nie można liczyć na jakieś widoki. Raczej poznaje się strukturę żwiru i rodzaje kamieni czy korzeni,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. O dziwo picia nie zeszło mi dużo,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. Mięśnie nawet nie bolą, za to stawy bardzo – i z czasem ból się nasila. Serio, nie przestaje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Świadomość zimnego piwa na mecie bardzo motywuje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie to nie wiem czy jeszcze kiedyś spróbuję, choć z braku laku. W końcu zawsze to lepiej „przejść się” górami niż jechać samochodem. Mimo wszystko zachęcam do spróbowania. Jeśli okoliczności nie pozwalają na wspinanie, jaskinie lub cokolwiek innego to można spróbować:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Cholera. O jaskiniach też tak kiedyś myślałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rowerami wokół Muńcuła|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajna i zróżnicowana przejażdżka rowerami górskimi wokół masywu Muńcuła (1165) na trasie Ujsoły - dol. Danielki - przeł. Kotarz - zjazd do Soblówki - szlakiem do Glinki - powrót do Ujsoł. Dość trudny odcinek na przełęcz i przepiękny zjazd do Soblówki. W Glince w starym kamieniołomie jest piękny kompleks sportowo-rekreacyjny z fajną ścianką wspinaczkową i parkiem linowym. Pogoda mimo pojawiających się czarnych chmur utrzymała się w formie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMuncul&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os.tow. (Ola)|07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponownie wybraliśmy się na Straszykowe Skały i ponownie pokonywaliśmy drogi na Weselnej Skale. Ponownie pogoda dopisała, towarzystwo też. Na ponowność zdecydowaliśmy się za sprawą Prezesa, który spędzał w tamtej okolicy weekend z rodziną. Później dołączyli do nas Ania i Sławek. Jak to mówią towarzystwo stawowi 80% udanego wyjazdu. Mimo dość dużego rozluźnienia wśród ekipy padło kilka parę życiowych rekordów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fweselna &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kaszuby – żagle, kajaki, rowery i grota|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 - 07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie poznawania kolejnego pięknego zakątka naszego kraju jakim są Kaszuby zdołaliśmy pożeglować przez jezioro Gołuń, objechać rowerami jezioro Wdzydze i okolice, zrobić spływ kajakowy przez jezioro Ostrzyckie i rzeką Radunią do Kielpina, wjechać rowerami na najwyższe wzniesienie niżu europejskiego – Wieżycę. Zwiedziliśmy też Grotę Mechowską. W końcu dotarliśmy nad Bałtyk w okolicach Karwii (najbardziej na północ wysunięte rubieże Rzeczpospolitej). Mimo nie zbyt dobrej pogody (a właściwie złej) zrobiliśmy dość ciekawą pętlę rowerową  w okolicach Krokowej a także wyskoczyliśmy do Kuźnicy na Płw. Hel. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKaszuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęło się. W końcu po wielu tygodniach zajęć na ściance, odwiedzeniu kilku jurajskich jaskiń nasi instruktorzy zadecydowali – jedziemy w Tatry. Przygotowania rozpoczęły się od analizy schematów, które w porównaniu z jurajskimi są skomplikowane. Na szczęście uspokojono nas, że z całej jaskini Czarnej odwiedzimy tylko część zwaną Partiami Techuby. Oszpejeni wyjechaliśmy z Katowic, by w niespełna 2,5 h być przed wylotem doliny Kościeliskiej. Rysiek żyjący w zgodzie z lokalnymi gazdami zapewnił dla nas darmowy parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście pod jaskinie przebiegło szybko i sprawnie, pogoda dopisywała. Przy jednym z dłuższych przystanków dołączyli do nas Aśka z Łukaszem. Stromizna nie okazała się aż tak straszna jak się spodziewaliśmy, jednakże było czymś nowym w stosunku do jaskiń jurajskich, które raczej były w miejscach bardziej dostępnych. Na pewno zaskoczył nas otwór, którego się nie dało nie zauważyć, jak to się zdarzało na Jurze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przebraniu się i zabezpieczeniu plecaków przystąpiliśmy do poręczowania. Bardzo pomocni okazali się zeszłoroczni kursanci, którzy poczuli się za nas odpowiedzialni, jak za młodsze rodzeństwo i dobrymi radami podpowiadali nam jak wdrażać się w sztukę speleo ;) Po zjechaniu na dno komina znów uderzyły nas kolejne różnice między jaskiniami tatrzańskimi a jurajskimi –tutaj jest dużo miejsca. Przestrzenie, majestatyczne komnaty, czasem tylko jakiś wąski korytarzyk. Spacer po Techubach trwał godzinami, a to jak nam powiedział Rysiek, tylko malutki fragment tej jaskini. Ze względu na to, że Emil już jako pełnoprawny taternik jaskiniowy nie musiał się użerać ze szpejem, mógł poświęcić się fotografowaniu naszych pierwszych tatrzańskich poczynań. Przy okazji Rysio nie omieszkał stworzyć dowodu na to, że w speleo płeć piękna ma silną reprezentację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini zastało nas wciąż piękne słońce, przez to klarowanie sprzętu poszło gładko, a po chwili byliśmy już pod autem. Wracając powtarzałem sobie co chwilę słowa Asi „zapamiętajcie, to będzie ostatnia jaskinia z jakiej wyjdziecie za dnia”. Chyba za bardzo mnie wzięło na rozpamiętywanie tych słów, bo z zadumy wyrwali mnie dopiero kochani panowie policjanci, którzy pilnowali porządku w terenie zabudowanym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dol. Tomanowa|Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
Zabierając się z kursantami, wybieramy się na wycieczkę do dol. Tomanowej. Na hali Pisanej zostawiamy zoltodziobów i przemykamy przez Wąwóz Kraków,  następnie odsypiamy noc 1,5 godzinną drzemką pod schroniskiem na Ornaku. Potem już wbijamy się w Tomanową. Przyznaję, że widoki na całej trasie cudowne. Zahaczając o Czerwone Wierchy wracamy do Kościeliskiej i po niedługim chwili spotykamy Emila. Szczegółów dotyczących akcji kursowej nie znam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: wyprawa eksploracyjna Hoher Göll'2016|Mateusz Golicz (kierownik), Miłosz Dryjański (KKS), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Agnieszka Sarnecka-Kurdziel (AKG), Łukasz Piskorek, Michał Wyciślik, Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przez 4 dni wspomogli wyprawę: Joanna Przymus, Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|08 - 29 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobiegła końca kolejna wyprawa eksploracyjna w alpejski masyw  Hoher Göll. W jej trakcie eksplorowano otwarte w roku ubiegłym przodki w jaskini Gamsstieghohle. O co najmniej 100 m wyżej posunęła się wspinaczka w Kominach na Pałę, rozpoznane zostały ciągi za Salą Niedoszłych Samobójców oraz dalej badano meander Syf On. Eksploracja tak jak w roku ubiegłym odbywała się w oparciu o biwak na -284 m. W sumie biwak pod ziemią trwał przez 14 dni. Sprawdzono również okna w jaskini Gamssteigschacht i mimo bardzo bliskiej odległości (ok. 6 m) nie udało się połączyć obu jaskiń. Ponadto została zaporęczowana jaskinia Błądzących we Mgle, sprawdzony korek śnieżny w jaskini Jubileuszowej a także rozeznano obiekty w pobliżu Dependace. Szersza relacja ukaże się w WYPRAWACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: wspinanie na Zawratowej Turni|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. towarzosząca|22 - 24 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- czekam przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-gdzie czekasz?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy jakim stanowisku, ja jestem na dworcu, tak jak się umawialiśmy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-no ja też, na PKS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-a ja na PKP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej zaczął się nasz wyjazd inaugurujący sezon tatrzański. Piątek, zaraz po pracy. Pierwszy, niewinny poślizg czasowy, a będzie ich w czasie tego wyjazdu jeszcze sporo. Na zjeździe do Krakowa korki. Chwilę przed nami miał miejsce jakiś wypadek. Na szczęście dosłownie chwilę przed nami, wydostajemy się z autostrady słuchając w radio informację o tym, aby lepiej unikać tego odcinka. Kolejny poślizg. Autobus relacji Kraków – Zakopane też nie chciał być gorszy, więc z kolejnym opóźnieniem docieramy do celu. A właściwe prawie do celu, bo teraz trzeba dostać się jeszcze do Kuźnic. A, że jest już dość późno, pozostaje nam już tylko opcja „z buta”. Nie śpiesząc się więc szczególnie uzupełniamy jeszcze zapasy w pobliskim sklepie spożywczym oraz delektujemy dzisiejszą kolacją – kebabem z frytkami. I co z tego, że nie zdrowe. Kalorie nam się jeszcze przydadzą.&lt;br /&gt;
Do Betlejemki docieramy już grubo po północy, co niweczy nasze ambitne plany wczesnego wyjścia na w ścianę. Pod drogę docieramy ostatecznie następnego dnia koło południa. Nota bene nie wiem, dlaczego tak mało popularna w rejonie Hali. Moim zdaniem trochę niedoceniana. Co prawda to tylko II-ka, ale na mnie zrobiła pozytywne wrażenie. Zwłaszcza drugi wyciąg, trawers prowadzący wąską, eksponowaną półeczką. Asekuracja wystarczająca, ale lufa pod nogami robi swoje. Trzeba czujnie wybierać chwyty i stopnie. Mowa oczywiście o Rysie Kordysa na Zawratowej Turni, bo tą drogę wybraliśmy. Obserwowani przez turystów podążających szlakiem na Zawrat oraz wspinaczy mierzących się ze skałą na kursowych drogach wschodniej ściany Kościelca, docieramy w końcu do miejsca, w którym nasza ściana się kładzie i odpuszcza. Stąd możliwe są dwa warianty, albo WHP 90 w prawo trawiastymi półeczkami, albo dalej w górę na szczyt Zawratowej Turni. Jako, że strome, trawiaste półeczki nie należą do naszych ulubionych letnich formacji, wybraliśmy drugi wariant, z tym, że w miarę możliwości będziemy próbowali przebić się prędzej na grań, nie dochodząc do właściwego szczytu. Kolejny wyciąg prowadzę praktycznie nie zakładając żadnego przelotu, bo po a) było tak łatwo, że nie było potrzeby, po b) nie było nawet sensownego miejsca, gdzie można by coś konkretnego zamotać. Prędzej więc usłyszałem: „kooonieeec liny”, niż zdążyłem coś założyć. Ciekawie zaczyna robić się przed samą granią. Teren dalej plus minus II-kowy, jednak trzeba się trochę powspinać, by ujrzeć świat ukryty po drugiej stronie granitowych turni. A świat po drugiej stronie turni zaczyna zabarwiać się już kolorami zachodzącego słońca. Ściągam Artura na stanowisko, zakładamy czołówki, by nie szukać ich później po ciemku, i zaczynamy schodzić granią w kierunku Mylnej Przełęczy. Na początku idzie nam w miarę sprawnie. Potem, w świetle czołówek, choć już nieco wolniej, nadal posuwamy się do przodu. Na dobre zatrzymuje nas dopiero niewysoka, lecz stroma ścianka skalna, którą urywa się grań. Żaden z nas nie robił wcześniej tej grani. Żaden z nas nie zna jej przebiegu za dnia. Nie jesteśmy pewni, czy dobrze zrobimy, próbując schodzić. Czy powinniśmy iść bardziej na prawo? A może na lewo, jakimś obejściem? Nie chcemy wpakować się w jakiś zapych, więc ostatecznie zapada decyzja o biwaku. Tym bardziej, że miejsce w którym jesteśmy wygląda, jak by zostało właśnie do tego stworzone. Szerokie wywłaszczenie, niemal pozioma, równa platforma skalna, otoczona z każdej strony większymi głazami chroniącymi od wiatru. Przykrywamy się NRC-tką i układamy w naszej sypialni. &lt;br /&gt;
Nazajutrz, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, okazuje się, że spaliśmy jakieś 3m od pętli zjazdowej. Bez pośpiechu kończymy grań obserwując kolejne grupy wspinaczy startujących na z Mylnej na Grań Kościelców. Po południu zapowiadane są opady deszczu i burze, więc już nic konkretnego nie planujemy. Szybki przepak w Betlejem i ciśniemy na busa do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: odwiedziny na Göllu|Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|22 - 26 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedziny, które  były wynikiem kiepskiego żartu Bogdana - kiepskiego, bo ja w ogóle nie załapałam, że to żart i nim Bogdan zaczął się śmiać ze swojego dowcipu, ja miałam już zaplanowane całe cztery dni. Choć nie mogłam jechać na wyprawę w tym roku, to dzięki temu wypadowi miałam jej małą namiastkę (dosłownie) - nie ominął mnie szał zakupów przedwyprawowych (w tym wypadku śródwyprawowych), planowanie podejścia, pakowanie, oczekiwanie na wyjazd, ani nawet eksplorowanie! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pełnym emocji podejściu  - szczególnie dla Prezesa, Pitera i Bogdana, którzy do końca nie wiedzieli z czym tak naprawdę przyjdzie im się zmierzyć, dotarliśmy do Zakrystii w sobotę wieczorem. Nie tak bardzo zmęczeni, jak moglibyśmy być, gdyby nie Łukasz, który zszedł dzień wcześniej z Damianem i Pauliną z bazy, po to by pomóc nam w transporcie zamówionych przez wyprawę sprawunków. Od razu zaczęliśmy planowanie następnych dni. Chłopaki dostali propozycję odwiedzin w jaskini Gruberhornhöhle, aż do Oazy i zdeporęczowania paru lin przy wychodzeniu. Ja natomiast mogłam wziąć udział w wyprawowym biwaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moja akcja zaczęła się w niedzielę po południu. Wyruszyłam razem z Łukaszem, najpierw w stronę Biwaku w jaskini Gamssteighöhle, a następnie, po szybkim obiedzie przed drzwiami namiotu, dalej w dół jaskini, aż do miejsca w którym zakończyłam wyprawę w zeszłym roku. Pełna radości i zapału, że mogę kontynuować eksplorację wzięłam się za instruowanie Łukasza jak powinien wykonywać pomiary i oznaczać punkty, żebym mogła narysować dalszą (odkrywaną) przez nas część jaskini. Niestety zawiodła moja znajomość palmtopa i po kilku frustrujących próbach nawiązania z nim porozumienia zarzuciliśmy pomysł kartowania, na rzecz eksploracji, na którą miałam tylko jedną jedyną szychtę w tym roku. Mimo, że poruszaliśmy się cały czas jednym meandrem, to dzięki jego zmienności ta cześć jaskini zafascynowała mnie jeszcze bardziej. Wyznaczony przez nas czas na działanie dobiegł szybko końca i musieliśmy się zbierać nie dowiadując się co znajduje się za następną kaskadą i zakrętem... Z niejasnych dla mnie powodów droga w górę zajęła nam mniej czasu niż zejście w dół, stąd pojawiliśmy się na biwaku o godzinę za wcześnie. Być może był to dla nas szczęśliwy zbieg okoliczności ponieważ uniknęliśmy przekonania się jak wygląda mokra część jaskini w trakcie nagłego przyboru wody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię wyszłam w poniedziałek w nocy po nocy na biwaku.  Jeszcze chwilę pomarudziłam przy stole na bazie w Zakrystii, aby jak najbardziej wydłużyć sobie pobyt na wyprawie. Po przebudzeniu się we wtorek rano nie pozostało mi nic innego jak spakować się i zejść razem z chłopakami do samochodu i wrócić do domu.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fodwiedziny_goll&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolina, Marta, Rafał|15 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na ten weekend zmieniały nam się bardzo dynamiczne. Ja byłam uparta tylko w jednym względzie - chcę konkretnej, męczącej akcji. Postawiam na swoim! Wybór padł na Galerię Krokodyla w  Śnieżnej. Co prawda plan dojścia do Laguny się nie powiódł, natomiast punkty ,,zmęczenie&amp;quot; i ,,ciężko&amp;quot; zostały zrealizowane na 300%. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zmokliśmy i zmarzliśmy jeszcze przed wejściem do jaskini, a dzięki przyborowi wody nie udało nam się rozgrzać aż do powrotu na Polanę Rogoźniczańską. Ja dzieliłam moje wychłodzenie na: bardzo zimno i chlupotanie w butach oraz, po wylaniu tejże wody z kaloszy i wykręceniu skarpetek, na: po prostu zimno. Jedyny moment wytchnienia od wody (zarówno jej mokrości jak i huku) mieliśmy w Galerii Krokodyla. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podświadomie czując co nas może czekać na wyjściu zdecydowaliśmy zawrócić nie dochodząc do końca Galerii. I rzeczywiście połączenie trzech kobiecych intuicji nie zawiodło, wszędzie tam gdzie woda zazwyczaj ciurka, płynęły potoki, a na każdym załamaniu tworzyły się wodospady (czyt. na Płytowcach),  natomiast deszcz jaskiniowy w Wielkiej Studni przemienił się w ulewę od samego dołu do góry. I nawet podjęcie wyzwania SBB, nie pomogło nam się rozgrzać... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wyszliśmy nad ranem mile przywitani przez mżawkę (tak, mżawka to było miłe - bo nie lało i nie wiało). Podczas zejścia odbył się festiwal poślizgnięć i upadków, ukoronowany rozdarciem moich ulubionych geterków na kolanie... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I cokolwiek, ktokolwiek pomyślał czytając ten opis - mi się podobało!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - urlop w Tatrach - Jaskinia ku Dziurze|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt; + Koteł Ajaxeł|12 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach miniurlopu spędzamy tydzień pod Tatrami. Korzystając z okazji, zaliczamy kilka spacerków po okolicznych dolinach, oraz po ekstremalnie ciężkim, wyczerpującym podejściu docieramy pod Morskie Oko od strony Asfaltowego Pro-Podejścia Wydolnościowej Zagłady. Oczywiście odwiedzamy też Dziurę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Dziura (w Dolinie ku Dziurze, Jaskinia Strążyska, Zbójnicka Jama, Jaskinia Dziura)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia, której nazwy dłużej się wymawia, niż się ją zwiedza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczny obiekt, idealny na zaczerpnięcie chłodniejszego wdechu podczas spacerów pod Tatrami. Typowo turystyczna dziura, która nie wymaga praktycznie żadnego sprzętu poza źródłem światła.&lt;br /&gt;
Dojście do niej to spacerek doliną Ku Dziurze, zwiedzanie jej to dziesięć minut spędzonych w skupieniu nad tym, by nie wyłożyć się na śliskim spągu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Można powiedzieć, że Jaskinia Dziura to idealny obiekt do zapoznania dzieciaków z podziemiami: poza tym, że jest w środku ciut ślisko, nie ma z czego spaść, nie ma do czego wpaść, na dobrą sprawę można tam wepchnąć berbecia i tylko co jakiś czas dorzucać mu jakąś paszę, ewentualnie coś do picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden otwór wejściowy gwarantuje, że dzieciak nie pryśnie gdzieś bokiem. No chyba, że wywspina się i ucieknie górą, ale to już bardziej będzie powód do dumy, niż zmartwienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fdziura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - spacery w Międzybrodziu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 10 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z odwiedzin u znajomych w Międzybrodziu odbywam dwie wycieczki. Pierwsza to wieczorny spacer na Żar. Druga trochę dłuższa (aczkolwiek nie za bardzo, bo udaje mi się zebrać dopiero po 12, a mój powrót ograniczał zaplanowany grill). Przez Żar, Kiczerę pętlą do Międzybrodzia i z powrotem kawałek podejścia na Żar, bo tam znajdował się grill.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia na Świniuszce|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|06 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 15:30 ruszamy z Piotrem do Rudy po Olę. Ta ma mały poślizg, więc jesteśmy zmuszeni poczekać kilka chwil. Kilka... Kilkanaście. Daję pół lewej nerki, że nasze oczekiwanie było wystarczająco długie, by w jego czasie na Świniuszce wyrosło kilka nowych stalaktytów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tradycyjnym &amp;quot;muszę kupić jeszcze baterie&amp;quot;, oraz zaskakującym &amp;quot;zapomniałam zabrać gumowców&amp;quot;, ruszamy w drogę. Odstajemy swoje w korkach, robimy kilka kółek, w końcu docieramy pod Ogrodzieniec. Szybko znajdujemy miejsce gdzie zostawiamy samochód, przebieramy się i ruszamy dziarskim krokiem na poszukiwanie dziury. Kroki Oli są bardziej dziarskie niż moje, czy Piotra, a to ze względu na nieco za duże glany, którymi została poratowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis położenia otworu jak zwykle jest niezmiernie pomocny - od etapu &amp;quot;po zostawieniu samochodu należy wejść w las&amp;quot; ciężko się połapać w wytycznych. Nawet mech na drzewach rośnie jakby dookoła, więc ciężko stwierdzić, gdzie jest zachód. Finalnie udaje nam się znaleźć otwór po zaledwie kilkunastu minutach szukania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w ciemność...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia równie sympatyczna, co krótka. Trzy przepinki i około 37 metrów głębokości to jedyne, co jest w stanie zaproponować. Sprawnie schodzimy na głębsze dno, gdzie zawiązuje się ciekawa dysputa ideologiczno-egzystencjalna. Płytsze dno odpuszczamy sobie ze względu na niestabilność... wszystkiego. Ciasno, mokro, sypie się z każdej strony. Uwzględniając sugestie osób, które ostatnio były w tamtej części jaskini - udajemy, że płytsze dno nie istnieje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując: akcja krótka (2h), jaskinia przyjemna, w bliskiej okolicy są jeszcze dwa pomniejsze, poziome obiekty, które następnym razem warto będzie odwiedzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
foto tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fswiniuszka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie kanioningowe na Pzurku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Marta Walczewska (SKTJ), Izabela Pałygiewicz (SW), Dorota Zakrzewska (SW), Renata Kisielewska (AKG), Joanna Wolańska (SW), Kajetan Ginter (SW), Agnieszka Byrtek (SBB), Krzysztof Górski (SBB), Olek Dobrzański (SDG), Zbyszek Tabaczyński (Zakopane), Michał Humienik (SW), Wielbłąd (AKG) i chyba tyle|01-03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem odbywa się wstęp teoretyczny i przedstawienie planu na kolejne dwa dni oraz unifikacja sprzętu i integracja. W sobotę, w piekącym słońcu i okrutnej duchocie zapoznajemy się z metodami zjazdu, przygotowania i obsługi stanowiska oraz komunikacją w kanionach. Po zajęciach na skałach część ekipy rusza na basen w Bukownie aby ćwiczyć skoki do wody. Zajęcia okazały się bardzo istotne, gdyż uświadomiły niektórym, że przed zdecydowaniem się na wykonanie skoku, należy jednak upewnić się, że umie się pływać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie przestaje padać do około godziny 13:00 – marznę okrutnie. Ale nie było przebacz zajęcia się odbyły. Tego dnia powtarzamy to czego nauczyliśmy się w sobotę oraz poznajemy podstawy poręczowania, w tym trawersów oraz innych mniej typowych formacji.&lt;br /&gt;
Szkolenie przydatne. Ale jak sobie tego nie powtórzę w najbliższych tygodniach to zdobyta wiedza przepadnie, także jak ktoś ma ochotę powisieć trochę na sznurkach do proszę o kontakt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękuję organizatorom za zaangażowanie i cenne rady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zorganizowane w ramach działań Komisji Kanioningowej PZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - trasa Czantoria-Nydek-Stożek-Czantoria|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdesperowana żeby spędzić miło [i męcząco!] weekend, namówiłam Łukasza na wyjazd w Beskidy. Wybraliśmy trasę Czantoria Wielka - Nydek - Stożek Wielki - Czantoria.&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
Po przyjechaniu na miejsce, siedząc na parkingu w samochodzie, patrząc na mgłę i słuchając kropel deszczu uderzających o dach samochodu czułam się bardzo zniechęcona. Na szczęście została podjęta męska decyzja, która wygoniła mnie po buty podejściowe do bagażnika. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście na Czantorię w deszczu i mgle. Po zejściu ze szczytu na stronę czeską mgła ustąpiła i deszcz też jakby przeszedł. Gdzieś po drodze udaje nam się zgubić szlak, nawet się nie zorientowałam póki nie natrafiliśmy na właściwą drogę zejścia. Nydek okazał się bardzo uroczą miejscowością, toteż nawet dreptanie po asfalcie nie było tam męczące. Dodatkowymi atrakcjami jakie nam zaoferował poza mini skocznią narciarską, były ciekawskie strusie. Podczas dalszej drogi udało nam się już nie gubić szlaku. Gdzieś na podejściu prowadzącym na Filipkę przebija się słońce i już zostaje do końca dnia. Wielki Stożek i dalej granią, znowu na Czantorię. Z Czantorii marszobiegiem do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Złota Rybka nie poradziła by sobie lepiej ze spełnieniem mojego życzenia - spędziłam bardzo miło dzień i jestem zmęczona, tak jak chciałam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskiniach Józefa i Spełnionych Marzeń|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, 2 os.tow., Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę we wczesnych godzinach porannych wyruszyliśmy naszą wówczas jeszcze niekompletną drużyną do Jaskini Józefa. Po dotarciu do punktu zbiórki we wsi Rodaki dołączył do nas nasz instruktor Mateusz wraz z dwiema zaprzyjaźnionymi dziewczynami. Tym razem na szefa wyprawy został wyznaczony Karol, który całkiem sprawnie i bez większej pomocy doprowadził nas do wejścia do jaskini ukrytego pod stertą kamieni w pobliskim lesie. Przyjemność poręczowania przypadła Iwonie, która promieniując z tego powodu ze szczęścia w radosnych podskokach zniknęła na dłuższy czas w ciemnej pustce za wlotem do jaskini. My oczekując na znak do zjazdu cieszyliśmy się piękną pogodą, świeżym powietrzem i miłym towarzystwem komarów i much oraz wielu innych wielonożnych stworzeń witających nas uporczywie. Lecz sielanka ta nie trwała długo, bo z dołu w końcu dobiegł sygnał, że czas się zbierać i po kolei zaczęliśmy schodzenie. Zejście było miejscami dość ciasne, przynajmniej dla mnie (czas schudnąć?), mimo to dostarczało przyjemnych wrażeń odkrywania nowej miejscówki. Na dole ciągnące się korytarze również zapewniały nam rozrywkę pod postacią zapieraczek, przeczołgiwania się w wąskich przejściach lub karkołomnych próbach znajdowania zaczepienia dla kończyn na stromych podejściach. Po zajrzeniu w każdy zakamarek, szczelinę i odnogę oraz obejrzeniu ciekawszych form skalnych nadszedł czas na to co niestety dotychczas dostarcza mi najmniej przyjemności – wyjście. Zziajany, zgrzany i obolały w końcu wypełzłem na powierzchnię, reszcie poszło chyba lepiej, przynajmniej nie okazywali takiego wymemłania co ja. Cała eksploracja poszła nam niespodziewanie gładko i sprawnie dzięki czemu zapadła decyzja o zejściu do znajdującej się niedaleko Jaskini Spełnionych Marzeń. Po niewielkim błądzeniu w celu znalezienia wlotu do jaskini, w trakcie którego zgubił się na dłuższą chwilę Mateusz, stanęliśmy w końcu przy właściwej „dziurze”. Poręczowaniem zajął się osobiście Mateusz. Nie wiedząc czego się spodziewać na dole (nie, nie spodziewałem się Mac’a), okazało się, że zjazd jest dość długi, a sama jaskinia znacznie większa niż to co o niej słyszałem przed zjazdem. W paru miejscach również znacząco się zwężała utrudniając zejście, cóż, wciągnęło się brzuch to jakoś poszło… :) Na dole w nagrodę otrzymaliśmy parę kolejnych ciekawych korytarzy, w których można było sobie przećwiczyć techniki eksploracyjne. Na końcu jednego z takich korytarzy znaleźliśmy coś co zdziwiło nawet Asię. Nietypowa biała struktura o wygładzie pianki do golenia (przynajmniej mnie to przypomniała) pokrywała salę na końcu jednego z najtrudniej dostępnych korytarzy. Asia wysunęła hipotezę, że to nietypowa odmiana mleka wapiennego, ale uczestniczący w tej debacie naukowej Mateusz nie był do końca przekonany. Po strzeleniu temu czemuś paru fotek, które możecie obejrzeć w galerii, przyszedł czas na wyjście. Wyjście dało mi solidnie w kość dosłownie i w przenośni, ale w końcu się udało i z resztą kursantów mogłem być dumny z zaliczenia dwóch nowych, ciekawych, dostarczających wrażeń jaskiń, do których z przyjemnością jeszcze kiedyś wrócę, gdy ponownie postradam zmysły. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ostrysznia bis we wspinie|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skwarne dni dobry jest wspin w zacienionym wąwozie Ostryszni. Robimy kolejne 10 dróg o trudnościach adekwatnych do rozleniwiającej pogody. Jest tu jeszcze wiele do roboty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie KTJ PZA - Autoratownictwo w Podzamczu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|24 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejsce biwaku dojeżdżamy jako jedni z pierwszych pomimo małych perypetii z samochodem ale i tak mamy czas na rozbicie namiotu.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe na miejsce pierwszego instruktora pędzimy na skały zaporęczować stanowiska do ćwiczeń na dzień następny.&lt;br /&gt;
Idzie dość sprawnie dzięki czemu wieczór spędzamy przy ognisku na rozmowach i jedzeniu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W sobotę wstajemy z samego rana, żeby na 08.00 być już na skałach. Zostajemy podzieleni na grupy i razem z Asią dołączamy do Dominika i Rafała co sprawia, że dopisują nam humory przez cały dzień.&lt;br /&gt;
Jako, że „dziwnym” trafem pod skałami jesteśmy z Asią gotowi jako pierwsi idziemy zjechać z góry na dół aby pospuszczać liny, które poprzedniego dnia podwiesiliśmy. Oczywiście to, że zjechaliśmy najdłuższymi jakie były nie miało nic wspólnego z tym, że Asia odczuwała potrzebę zjechania „jakimś długim zjazdem”. Po prostu przypadek.&lt;br /&gt;
Po kolei na każdym stanowisku ćwiczymy pod okiem instruktorów wyciąganie poszkodowanego z ucha przepinki oraz zjazd z poszkodowanym przez przepinkę i węzeł, wciąganie poszkodowanego do góry metodą hiszpańskiej przeciwwagi oraz metodą U, techniki podstawowe autoratownictwa oraz ściąganie poszkodowanego z trawersu i tyrolki. Całość bez przerw trwa około ośmiu godzin co dla mnie było rewelacyjne. Po ćwiczeniach deporęczujemy to co zostało i następnie każdy zajmuje się swoimi sprawami a wieczorem i tak większość spotyka się na ognisku, do którego dołączamy i my. Tu też przekazują nam informację, że Asia nazajutrz udaje się ze swoją grupą do jaskini Rysiej a ja wraz z Darkiem, Kamilą, Przemkiem i Jarkiem do jaskini Józefa.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W niedzielę wyjeżdżamy z samego rana i mamy okazję przećwiczyć rzeczy z dnia wczorajszego ale już w warunkach jaskiniowych. Idzie dość sprawnie. Na dnie organizujemy punkt cieplny i zaczynamy transport poszkodowanego na górę studnią ASa.&lt;br /&gt;
Po pokonaniu pierwszej przepinki następuje zmiana poszkodowanego i do samej góry(przez właz również) jestem wyciągany z zawiązanymi oczami. Uczucie co najmniej dziwne niby wszystko mogę ale tak naprawdę nie mogę robić nic. Po wyjściu na powierzchnię bez odpoczynku zjeżdżamy na dno jeszcze raz i całość powtarzamy zmieniając poszkodowanego. Na bieżąco przekazujemy sobie uwagi i cenne rady a opowieści Darka umilają i dają do myślenia podczas wyciągania poszkodowanego do góry Z jaskimi wychodzimy ok godzimy 15 i jedziemy na miejsce biwaku, gdzie czekają już na nas dwie inne ekipy. Tam wspólnie oczekujemy na grupę Asi będącą jeszcze w Rysiej.&lt;br /&gt;
Po powrocie odprawa z podsumowaniem, pamiątkowe zdjęcie i jedziemy do domów.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Już nie mogę doczekać się etapu Tatrzańskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Sołą|Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Grzegorz Burek, Henryk Tomanek, Justyna, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Tomek Szmatłoch, Asia, Artur Szmatłch z dziewczyną, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Marzenna Widuch, Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski z partnerem (kajakowym), Adam Jaworski z córką, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec |25 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jejku, jejku, rany...co za spływ za sobą mamy. To był chyba jeden z najbardziej emocjonujących spływów pod wieloma względami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień to odcinek jeziorny. Wyruszyliśmy z Moszczanicy. Słoneczna i gorąca pogoda zachęciła nas do zrobienia łuku po jeziorze Żywieckim na południe w stronę beskidzkich szczytów. W okolicy Zarzecza robimy sobie wspaniałą kąpiel w jeziorze i dalej leniwie suniemy do zapory Tresna gdzie goście z firmy, która nam wypożyczyła kajaki (Przystań przy Zaporze) sprawnie przerzucają kajaki poniżej tamy. Dalszy spływ w sielankowej atmosferze przerywamy na postój przy nadbrzeżnej knajpce z telewizorem aby choć trochę popatrzeć na mecz naszych z Szwajcarią. Nagle na południu pojawiła się ogromna chmura, która okazała się forpocztą nadchodzącej burzy. Mimo znaczących niebo błyskawic ruszamy dalej lecz przy moście w Międzybrodziu dognała nas nawałnica. Jednak i tu jest knajpka i TV gdzie oglądając dalej mecz przeczekujemy rzęsisty deszcz i wiatr. Po kolejnej godzinie ruszamy na jezioro. Gdzieś w środku akwenu nowa porcja wody z nieba wymusza na nas postój w jednej z dość licznych tu przystani. Najgorsze nastąpiło w chwilę później gdy płynąc dalej zerwał się potężny szkwał  unoszący wodę z jeziora a ulewa w postaci drgającej kurtyny ograniczyła widoczność. Tak właśnie wygląda namiastka białego szkwału i to na jeziorze Międzybrodzkim. Odwracając się plecami do wiatru od razu pędzimy do brzegu gdzie na szczęście natrafiamy na kolejną przystań w której i tak telepiemy się na falach. Jakiś duży ponton, pewno gdzieś zerwany z cumy koziołkował po jeziorze niesiony wiatrem. W końcu jednak pogoda się normuje i po skompletowaniu ekipy docieramy do zapory w Porąbce. Tu mieliśmy auta a firma przewozi nam kajaki poniżej zapory w Czańcu (jezioro to z uwagi na ujęcie wody pitnej jest nieudostępnione) gdzie wcześniej upatrzyliśmy sobie miejsce na biwak. Tu ognisko, śpiewy i generalnie wesoła atmosfera, którą w dodatku Grzegorz umilał grą na gitarze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień anonsuje syrena oznaczająca upust wody z pobliskiej zapory (akurat odbywał się też doroczny Spływ Trzech Zapór na którego właśnie potrzeby woda jest zrzucana). My jednak najpierw dostarczamy auta do Oświęcimia a potem ruszamy wezbraną rzeką. Soła jest rzeką górską ze wszystkimi tego atutami. W zasadzie nie ma czasu na większą nudę. Nagłe skręty, cofki, wiry a w wodzie powalone drzewa, bloki skalne. Na domiar złego od gór znowu sunęły czarne chmury. Wkrótce też wszystko poczerniało tak jak by miała nastąpić noc.  Przed Bielanami rzeka robi skręty w kształcie litery Z. W tym newralgicznym miejscu działy się bardzo ciekawe rzeczy i to nawet niebezpieczne. Co rusz jakaś załoga wlatywała do wody wyrzucona na skałach czy wadząc o zwalone konary. Nie ominęło to również naszej ekipy. Kajak odpłynął dnem do góry lecz załoga się uratowała. Inny kajak (nie z grupy nockowej) tak zakleszczył się w konarach, że nie sposób było go wyszarpać. Do tego wszystkiego wmieszała się jeszcze pogoda. Rozrywane co chwilę błyskawicami niebo, huk grzmotów i konkretna zlewa.  Na szczęście utracony kajak się znalazł trochę niżej a pogoda się wkrótce poprawia. Potem było jeszcze kilka ciekawych miejsc na rzece i trzy wywrotki. Na szczęście wszyscy szczęśliwie docieramy do Oświęcimia gdzie kończymy spływ (Soła poniżej tego miasta wpada do Wisły). Ze strat materialnych należy odnotować cenne okulary, jakieś buty oraz kilka innych drobiazgów. Ze strat nie materialnych ale cielesnych uczestników to odnowienie kontuzji mięśnia, odczyn alergiczny (po ukąszeniu mrówki), rany i ranki lżejsze.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film:  https://vimeo.com/173044465&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami w okolicach Wisły|Łukasz Pawlas, Ala Kucharska|18-19 06 2016}}&lt;br /&gt;
Odwiedzamy większość bocznych dolinek Wisły. Niechcący bierzemy udział we fragmencie Bike Maratonu, również niechcący goni nas stado dzików (ostatnio mamy do nich pecha). Generalnie pogoda cudna, a Beskidy z roku na rok jakby jakoś bardziej dzikie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskini Racławickiej|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wybraliśmy się do Jaskini Racławickiej na nasz drugi wyjazd kursowy, a pierwszy z wykorzystaniem technik linowych. Spotykamy się w Racławicach. Z pomocą mapy i lokalnego mieszkańca kierujemy się w okolice jaskini. Później, opierając się bardziej na GPSie, z wiernym dopingiem starych kursantów znajdujemy otwór. Poręczuje Karol, po kolei pokonujemy studnie podziwiając obecne tam nacieki. Będąc w głównej komorze znajdujemy ciasną studnię, będącą najniższym dostępnym punktem jaskini. Z radością i optymizmem każdy do niej schodzi, a z bólem (mniejszym lub większym) próbuje wyjść. Po wyjściu do Czeskiego Korytarza Asia pokazuje nam jak wyglądają m.in. makarony, mleko wapienne, pola ryżowe. Na tym kończymy nasze zwiedzanie jaskini. Na koniec, nie sposób nie dodać, że tym razem wszystkim udało się wyjść na powierzchnię w stroju kompletnym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo fajne wspinanie w skałach wąwozu Ostryszni. Duży wybór dróg i w sam raz na upalne dni. Było tu zaledwie kilku wspinaczy. Robimy 10 dróg może o niezbyt wygórowanych trudnościach lecz bardzo ciekawych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Czerwone Wierchy|os. tow., Przymus Joanna, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisząc ten opis zastanawiam się od czego zacząć? Wiem, że najprościej od początku ale czy się da? Spróbuję.&lt;br /&gt;
Od razu uprzedzę, że niektóre treści tu zawarte mogą być niezrozumiałe dla osób, których z nami nie było więc o ich genezę należy pytać nas bezpośrednio.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenie miało być proste w niedzielę przy dobrej pogodzie jedziemy w Tatry i idziemy na Rysy. Plany swoje a życie swoje, nie wdając się w szczegóły a żeby &amp;quot;i wilk był syty i owca cała&amp;quot; (cytat przyp. aut.) padło na Czerwone Wierchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy już w sobotę wieczorem po wyjeździe od Asi i Tomka, gdzie odbywała się mała klubowa imprezka, na którą za zaproszenie serdecznie dziękujemy. Bez przeszkód dojeżdżamy na miejsce noclegu i po szybkim ogarnięciu biwaku idziemy spać. Jako, że jest niedziela pozwalamy sobie pospać do godziny 0700 (ja byłem za opcją pobudki o 0800) i godzinę później jesteśmy już w Kirach na szlaku. Dzięki podpowiedziom Tadka wybieramy trasę przez Dolinę Tomanową.&lt;br /&gt;
Zielony szlak, który tamtędy biegnie jest bardzo uro.... tfu przyjemny i nawet nie czuć specjalnie zmęczenia przy nabieraniu na nim wysokości w drodze na Chudą Turnię. Po drodze odpoczywamy kilka razy zajadając się ciastkami przygotowanymi przez Asię i mufinkami(słownik cały czas chce mi to słowo poprawiać na muminkami o czym też chyba była rozmowa?) Michała dzięki czemu w moim plecaku oprócz energetyka są tylko trzy batony i paczka cukierków z zielonej herbaty :D Na Chudej turni robimy odpoczynek na... kotlety sojowe Asi. Nie wiem co w nich było ponieważ nie skorzystałem mając jeszcze zapas energii z mufinków z poprzedniego postoju ale coś musiało być ponieważ chwilę po otwarciu pojemnika w pobliżu pojawiły się kozice. Przypadek? Nie wiem czy efektem ubocznym otwarcia tego pojemnika nie było też to, że od tego momentu szliśmy cały czas we mgle ale lepiej może zostawić temat(co też jest modne ostatnimi czasy). Gdzieś za Krzesanicą padło pytanie z &amp;quot;tłumu&amp;quot; kiedy wreszcie przejdziemy przez jakiś szczyt ale będąc już na Malołączniaku sprawa wyjaśniła się sama a my ruszamy dalej w stronę Kopy Kondrackiej. Na szczycie pamiątkowe zdjęcie(tak naprawdę były dwa) i schodzimy do Przełęczy Kondrackiej.&lt;br /&gt;
Tam pomimo nadal unoszącej się mgły spotykamy chyba najwięcej ludzi z całego dzisiejszego dnia więc postanawiamy zejść nieco niżej, żeby po raz kolejny coś zjeść. Po posiłku schodzimy szlakiem do Doliny Małej Łąki gdzie po drodze mamy możliwość uczestniczyć w festiwalu upadków i kontrolowanych poślizgnięć po małym opadzie deszczu jaki nas uraczył na szlaku. Przed wejściem na Wielką Polanę na wysokości Wyżnich Kolebisk Asia ma okazję w praktyce wykorzystać umiejętności jakich nabyła na kursach pierwszej pomocy u Piotra opatrując dłoń Michała, który po raz kolejny próbował wylądować telemarkiem. Ale jako, że podparł się dłonią stracił kilka punktów i zyskał opatrunek z naprawdę bardzo gustowną kokardą na miarę tej jaką na głowie nosi Myszka Minnie. Na Wielkiej Polanie robimy odpoczynek po którym ruszamy na Przysłop Miętusi. Tu kolejny telefon od Ryśka, który cały czas &amp;quot;trzyma rękę na pulsie&amp;quot;. Wcześniej dzwonił gdzieś w okolicy Wyżniej Tomanowej Polany ale tylko mój telefon ma tu zasięg i możemy chwilę porozmawiać. Swoją drogą nie dziwię się, że hasło reklamowe dawnej Noki brzmiało &amp;quot;Łączy Ludzi&amp;quot;. Z Przysłopu schodzimy czerwonym szlakiem na ścieżkę pod reglami i wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu warto by wspomnieć o czym były tematy rozmów, które nam towarzyszyły.&lt;br /&gt;
Może nie będzie zachowana chronologia ale w dużym, skrócie było o procesorach i przewadze tych &amp;quot;nowszych&amp;quot; nad tymi &amp;quot;starszymi&amp;quot; było nawet sporo o edukacji seksualnej było o ssakach wodnych(sprawdziłem na wikipedii nie 3m tylko 2,4m). Ciekawym tematem był temat spódnic, sukienek i ich długości(temat wciąż otwarty) oraz powiązane z tematem słowo tren. Panowie to nie jest tylko utwór liryczny. Było o depilacji nóg no i dwie(na razie nieskuteczne) próby &amp;quot;zabawienia się&amp;quot; w swatkę ale jako, że te starsze procesory wolno myślą obie okazje przepadły a właściwie to poszły dalej. Teresa próbowałem, naprawdę próbowałem. Było coś o brwiach a właściwie o ich pozbywaniu się i o geologii. Trzeba również pamiętać, że wyrazy uroczo i romantycznie nie brzmią dobrze w ustach niektórych ludzi, radzę więc poćwiczyć przed lustrem zanim się ich użyje. Mieliśmy też okazję z bliska zobaczyć jak wygląda salamandra wg. Michała.&lt;br /&gt;
Były też inne tematy ale tylko ja wiem czy pominąłem je celowo czy zapomniałem o nich tak samo jak o tabletkach na pamięć W każdym razie tak mniej więcej wyglądał nasz dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem ze sobą GPS-a ale dla mnie cyfry wcale nie są ważne i nie podam danych:P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejność uczestników, która jest podana na początku ma znaczenie i zauważyłem, że nie dotyczy tylko kolejności w jakiej szliśmy na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostało mi tylko zaprosić Wszystkich na kolejne wyjazdy i podziękować za ten.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - kajakiem przez przełom Dunajca|Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Korzystając z zaproszenia na sobotnie wesele w Szczawnicy, postanawiamy wykorzystać niedzielę na otrzeźwienie umysłu i ciała chłodną górską wodą. Na weselu jakoś udaje nam się nie przesadzić, stąd mamy jeszcze siły na niedzielę. Spływ zaczynamy w Sromowcach Wyżnich. Na szczęście pogoda była niepewna więc na naszym szlaku mijamy tylko ok. 20 łodzi flisackich. Sama rzeka nie sprawiła nam większych trudności, choć płynęliśmy dmuchanym kajakiem i mimo starań nie udało nam się go przewrócić. Trzeba jednak przyznać, że przełom Dunajca to jeden z bardziej urokliwych szlaków kajakowych który zaliczyliśmy do tej pory. Spływ kończymy w Krościenku, za mostem - idealna długość trasy jak na 1 (poimprezowy) dzień. Może za rok nockowy spływ Dunajcem - naszą trasę można przedłużyć?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - na rowerach dookoła Czantorii |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal 30 km górskiej trasy wokół Czantorii: Ustroń - przeł. pod Tułem - Strelma (CZECHY) - przeł. Beskidek - Jawornik - Ustroń. Szlak piękny i zróżnicowany w dodatku po czeskiej stronie prawie bezludny. Najtrudniejszy odcinek to szlak na Beskidek od strony zachodniej. Później upojny zjazd do Jawornika i ładną ścieżką rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Pogoda wspaniała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FDookola-Czantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Łutowiec - Szkolenie kartograficzne|W roli kadry: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Izabela Luty (SW) plus 27 kursantów|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Podczas pierwszego dnia szkolenia, uczestnicy wysłuchali wykładu wstępnego i przystąpili do praktycznej nauki mierzenia i sporządzania notatek terenowych w prawdziwych jurajskich jaskiniach. Podzieliliśmy się na trzy grupy, po trzy zespoły każda, które udały się do jaskiń: Trzebniowskiej, Ludwinowskiej i w Sokolnikach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wspólnym obiedzie, zebrane dane zostały krok po kroku przeliczone do postaci umożliwiającej ich wykreślenie na czysto. Mimo tego, że komputerowe przetwarzanie danych jest obecnie standardem, na początek kursanci używali do obliczeń wyłącznie arkusza kalkulacyjnego, w charakterze „trochę mądrzejszego kalkulatora”. Swój pierwszy plan sporządzili zaś na papierze milimetrowym, aby zyskać świadomość, jak też w istocie przebiegają wykonywane przez specjalistyczne programy obliczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień rozpoczął się od wykonania w dziesięć minut dokładnie tych samych obliczeń i dokładnie tych samych wykreśleń, ale tym razem przy pomocy programu Survex. Następnie, przy pomocy pakietu graficznego Inkscape z rozszerzeniami jaskiniowymi, wspólnymi siłami staraliśmy się opracować sporządzone poprzedniego dnia plany – wczytane jako skany – do postaci nadającej się do publikacji. Jak zwykle, ograniczony czas pozwolił w istocie tylko na zasygnalizowanie pewnych tematów i pewnych technik; kursanci otrzymali jednak instrukcję krok-po-kroku, pozwalającą im dokończyć ćwiczenia z oprogramowaniem kartograficznym w domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zakończyliśmy wprowadzeniem do pomiarów terenowych w systemie całkowicie elektronicznym, czyli z szkicowaniem w jaskini na urządzeniu PDA (tzw. palmtop). Po krótkim wykładzie, ponownie udaliśmy się do jaskiń, gdzie każdy z kursantów miał możliwość narysowania ostrym(!) rysikiem szkicu dla jednego czy dwóch odcinków pomiarowych. Z uwagi na późną porę, opracowanie tych rysunków musiało już zostać pozostawione jako zadanie domowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rajd pieszy po środkowej Jurze |kadra - Bożena Obrzut-Makowicz, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk, uczniowie Gimnazjum nr 7 - Mateusz  Opaszowski, Krystian Abramczuk,  Zuzanna Banach, Damian Dymek, Monika Matura, Tomasz Karkoszka, Michał Belica, Bartłomiej Kowalczyk, Daniel Musioł &lt;br /&gt;
|07 - 09 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuując tradycję zrealizowaliśmy kolejny rajd pieszy tym razem po środkowej Jurze. Celem było pokonanie 66 km z Kluczy przez Bydlin, Smoleń, Ryczów, Podzamcze, Piaseczno, górę Zborów, Zdów do Mirowa. Młodzież miała okazję zapoznać się z walorami przyrodniczymi naszej Jury, możliwościami biwaku pod gołym niebem jak też w pieczarach skalnych, sposobami nawigacji a także charakterystyką poruszania się w terenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 dzień: Klucze - Smoleń, biwak w jaskini Jasnej, wejście do jaskiń: Na Biśniku, Psia, Zegarowa. Dyst. 25 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 dzień: Smoleń - Mirów. Dyst. 40 km. Biwak pod gołym niebem przy skałkach mirowskich w pobliżu jaskini Stajnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3 dzień: przejście do Mirowa, zakończenie raju. Dyst. 1 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały okres przepiękna pogoda. Młodzież pomimo obtarć i słabości spisała się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu - Piętrowa Szczelina|Łukasz Pawlas, (PREZES), Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Sitko, os.tow.|05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie było by lecia klubu grotołazów, gdyby nie jaskinie.... dlatego w przerwie między dobrą zabawą i jeszcze lepszą zabawą wybraliśmy się odwiedzić pobliską jaskinię Piętrową Szczelinę. Z naszej skromnej ekipy ja i Łukasz ostatnio bywamy dość często w tej jaskini, dlatego staliśmy się przewodnikami dla pozostałej trójki. Pokazaliśmy im obejście, dzięki któremu nie potrzeba użyć w jaskini ani kawałka liny oraz kilka ciekawostek zapieraczkowych i zaciskowych. Mimo, że kolejny raz będąc w tej jaskini wciskałam się w różne przejścia i układałam w głowie wirtualny plan, to nadal nie udało mi się spenetrować jej tak jak należy. Myślę, że na to będę potrzebowała jeszcze dużo czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Flecie_jaskinia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu|Iwona Piotrowska, Wiesław Piotrowski, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Maryla Przymus, Jerzy Przymus, Grażyna Ciołek, Andrzej Ciołek, Rafał Ciołek, Damian Żmuda, Katarzyna Rupiewicz, Łukasz Pawlas, Alicja Kucharska, Wojciech Sitko, Adam Witkowski z Martyną, Dariusz Rank, Michał Chowaniec z dziewczyną, Mirsław Siwiec, Ilona Siwiec z dziećmi, Tadeusz Gniełka (Kosa), Krystyna Gniełka z dziećmi, Jacek Kaźmierczak, Izabela Kaźmierczak, Janusz Proksza, Grzegorz Pęczek z żoną, Adam Wilkoszyński, Brygida Wilkoszyńska, Grzogorz Wilkoszyński, Janusz Dolibog z Jolą, Grzegorz Szczurek, Agnieszka Szczurek z dziećmi, Jan Kieczka, Marzena Kieczka z dziećmi, Krzysztof Kubocz z dzieckiem, Tomasz Jaworski, Joanna Jaworska z dziećmi, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik z dzieckiem, Katarzyna Garbas, Dariusz Garbas, Grzegorz Klima, Aleksandra Rymarczyk, Wojciech Rymarczyk z dziećmi, Sebastian Śmiarowski z koleżanką, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, Grzegorz Przybyła z żoną i dziećmi, Renata Szmatłoch, Wojciech Rusek z żoną i dwoma psami, Adam Rajda (Dugi), Urszula Rajda, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jerzy Nowok, Artur Wiśniewicz, Beata Wiśniewicz, Henryk Tomanek, Monika Tomanek, Justyna Francik, Mateusz Golicz, Wojciech Wyciślik, Lucek, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Wanda Jewdoszuk, Bożena Kołodziej z córką, Jarosław Kania, Iwona Kania, Michał Kania, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, (skład zostanie uzupełniony...)|03 - 05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Łutowcu (bazę stanowiła szkoła „Elementarz” i jej okolice) odbyły się obchody 40-lecia klubu. Zjechało się mnóstwo ludzi. Basia łącznie z dziećmi naliczyła 108 osób. Od piątku do niedzieli można było pobyć w gronie ludzi mających bliższy lub dalszy kontakt z klubem na przestrzeni jego istnienia. Apogeum przypadło na sobotę. Dzieci mieli zorganizowane zabawy sprawnościowe i tyrolkę. Starsi się wspinali na różnej trudności drogach, odwiedzono jaskinię Szczelina Piętrowa, inni się opalali, jeszcze inni jeździli na rowerach lub zwiedzali pieszo okolice. W świetlicy szkolnej zgromadzili się wszyscy i obejrzeli film Agnieszki i Tadka Szmatłochów obrazujący przekrój przez całą historię „Nocka”. Zostały również wręczone biuletyny klubowe, smycze, naklejki klubowe. Potem rozegrano „międzypokoleniowy” mecz piłkarski, który obfitował w ogromne emocje. Wieczory były przy ognisku urozmaicone gitarowymi hitami, do tego stopnia, że trzy razy odwiedziła nas policja („pozdrowienia” do anonimowego zrzędy, który po nią dzwonił). Został też rozstrzygnięty klubowy konkurs „SPITY’2015” . Trzy dni pięknej pogody, miłych spotkań po latach, rozmów, śpiewów, wspomnień. Oby tak przez następne 40 lat a najlepiej co najmniej 100.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczegóły podane będą w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-uczestnicy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęcamy gorąco do opisania tu swoich wrażeń i dosyłania zdjęć do GALERII.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Litworowa - Błękitna Laguna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, os.tow.|28 - 29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu, mogliśmy przeznaczyć tylko jeden dzień na wypad w Tatry. Długo wyczekiwana i odkładana akcja do J.Litworowej w końcu doszła do skutku. Wyjechaliśmy w sobotę wieczorem, nocleg na leśnej polance i w niedzielny poranek (świt?) akcja.  Zapowiedź upału trochę opóźniła nasze wejście do jaskini. Jednak, kiedy już tam weszliśmy, nic nie było w stanie nas zatrzymać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko przebrnęliśmy przez odcinki linowe i zaczęliśmy wędrówkę z Sali Pod Płytowcem w kierunku J. Śnieżnej. Mimo posiadania w grupie przewodnika i całej masy strzałek na ścianach, mieliśmy okazję zaczytać się w opisie i zapatrzeć na plan jaskini. Całkiem niechcący udało nam się też zajść nad Bobusiową Studnię. Największym uznaniem z naszej strony cieszył się Elektromagiel oraz Szczelina Agonii. Po dojściu do Błękitnej Laguny, po długich debatach i pozowanych zdjęciach z grabiami, doszliśmy do wniosku, że dalsze partie zostawimy sobie na inny raz (inny tzn.: wtedy gdy nie będzie trzeba zaraz po wyjść z jaskini iść do pracy...) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini również było pełne wrażeń, wyciągnęliśmy wnioski z Bajki o Jasiu i Małgosi, trzeba było znaczyć drogę repem, a nie szarymi kamieniami....  Jednak mimo to wychodziliśmy szybko i sprawnie. Po wyjściu mieliśmy sporo czasu na przebranie się i zejście do samochodu nim  całkowicie się ściemniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zajęcia kursowe w G7|Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dniu dzisiejszym miał miejsce wyjazd szkoleniowy na salę gimnazjum nr 7, pogoda zadecydowała o miejscu szkolenie, które było bardzo  intensywne prawie 8 godz. wiszenia na linach, przećwiczyliśmy różne przepinanki, tyrolkę oraz firanki, kursanci z radością witali się z parkietem mogąc rozmasować nogi, w ramach instruktor pokazał i objaśnił różne metody autoratownictwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKursG7&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, pod otworem dogonili nas Kamil Sz. z Kasią|28 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Birowie Emil wykonał ostatni wspinaczkowy krok w uzyskaniu KT (gratulacje). Emil załatwił także klucze do dziury i jedziemy do Hucisk szukać jaskini Ciesenć. Awaria GPSa i brak zasięgu powoduje, że 2 godziny krążymy po terenie badając w lesie ciekawe skądinąd  skały lecz bez efektu. Po powtórnym powrocie do wsi nagle GPS zadziałał i w kilka minut docieramy pod otwór gdzie dogonił nas Kamil z Kasią. W jaskini potrzebna jest lina. Jaskinia bardzo ciekawa z piękną szatą naciekową. Dużo błota. Warto było się męczyć by tu wejść. W drodze do domu moczymy jeszcze nogi w Przemszy przy okazji czyszcząc zabrudzony sprzęt. Może jeszcze opisze to szerzej Emil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciesenć zdaniem Emila:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wizyta w dziurze, na którą namierzałem się od dobrych dwóch lat. Szczęśliwie, w tym roku udaje mi się zorganizować klucze, zbiera się towarzystwo do zejścia i trochę wolnego czasu. Ruszamy w stronę jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zostawieniu samochodów na pętli autobusowej, zagłębiamy się w las. Kierowani otrzymanymi wskazówkami brniemy przed siebie. Niestety, nie możemy kierować się żadnym z posiadanych GPSów – jednemu się zmarło, a drugi lokalizuje nas z dokładnością do 3 mil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po ponad półtoragodzinnym spacerze przez las, dochodzimy wspólnie do wniosku, że chyba coś się pokręciło z tą lokalizacją otworu i nawet posiadany przez nas opis nie jest w stanie pomóc. Tym oto sposobem zabieramy się za analizowanie każdego większego skupiska kamieni w okolicy. Nie wiem jak daleko zaszliśmy w las, ale mógłbym przysiąc, że znajdujemy się już w okolicach Częstochowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców poddajemy się  - zapada decyzja o powrocie do samochodów, skąd jeszcze raz ruszymy w stronę otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy samochodach spotyka nas niespodzianka – zaczyna się burza. Na szczęście ulewa kończy się na kilku grzmotach i kilkunastu kroplach. Tak czy inaczej – najwyraźniej wyładowania atmosferyczne mają zbawienny wpływ na jeden z GPSów, bowiem nagle nasz elektrotrup wraca do życia radośnie informując, że siedzimy na przystanku będąc niecałe 500 metrów od jaskini. Ruszamy w stronę otworu kierowani nieumarłym sprzętem i kilkoma sugestiami sympatycznego Jegomościa, który jako mieszkaniec okolicy zasugerował nam pójście tu, o tam tam, a później o, tam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki działającemu GPSowi trafiamy pod otwór w ciągu 15 minut. Niewielka dziurka nie sprawia wrażenia, jakby za nią miało być coś ciekawego. Wpełzam do dziury sprawdzić, czy to na pewno nasza jaskinia: po kilki metrach ukazuje się krata, po demontażu której powoli można się zsuwać w dół jaskini Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia powala na kolana. Na każdym centymetrze kwadratowym tworzy się szata naciekowa w formach, których lwią część widzę po raz pierwszy na oczy. Pomimo niewielkich rozmiarów jaskini, na podziwianiu nacieków można w niej spokojnie spędzić 3-4 godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas na dole mija nam szybko i przyjemnie – po zlustrowaniu głównej Sali kierujemy się do Korytarza Krystyny, który szokuje  kolejnymi, zaszytymi w meandrach formami naciekowymi. Strach się ruszyć, by czegoś nie uszkodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś rozumiem, dlaczego jaskinia Ciesenć jest za kratą. To co zobaczyliśmy na dole, naprawdę wymaga specjalnej opieki. Nie przypominam sobie jaskini, która by była tak dobrze zachowana; która by robiła takie wrażenie, jak Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…i skąd, u Licha, wzięła się jej nazwa? Muszę to sprawdzić!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem wychodzimy z otworu równie uśmiechnięci, co uświnieni w błocie. Odnoszę wrażenie, że dla każdego z nas była to na swój sposób ciekawa wyprawa: Damian z Teresą wynieśli z niej radość ze zwiedzania nowych terenów leśnych, ja wyniosłem kupę szczęścia z powrotu na Jurę, a Piter wyniósł kleszcza. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Ciesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zimnik - Manewry nurkowo-linowe|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula&amp;lt;/u&amp;gt;, członkowie sekcji wsparcia GRJ oraz sami członkowie GRJ|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaję o 5 rano by zdążyć z Huciska, gdzie brałem udział w VII Ogólnopolskich Zawodach Uczelni Wyższych w Ratownictwie Medycznym do Zimnika, gdzie najpóźniej na godzinę 9 mam się wstawić na manewry jako członek Sekcji Wsparcia Grupy Ratownictwa Jaskiniowego. Udaje się. Po odprawie, omówieniu akcji, przygotowaniach zaczynamy. Zostaję kierownikiem 3 punktu. Ogólnie akcja wygląda tak: pani nurek płynie z innymi nurkami w noszach, dopływają do półki, rozpoczynamy transport ręczny. Przechodzimy sobie półeczkami na pochylnię, gdzie znów dochodzi do zanurzenia ratowanej. Następnie nosze z Anią zostają wyciągnięte z wody za pomocą balansu na tyrolce, przejechanie na drugą stronę kamieniołomu, tam przepięcie na drugą tyrolkę (moje stanowisko 3) i ponowny przejazd na drugą stronę zalewiska na linii poziomu wody, gdzie nurkowie zabierają nosze z pakunkiem na początkową pochylnię. Akcja zakończona, odprawa, rozmowy i trudny powrót do domu. Tego samego dnia walczyłem sobie z gorączką, a następnego okazało się,że to jest angina...i teraz się leczę:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS Zimnik to zbiornik wodny który powstał w wyniku zalania opuszczonego kamieniołomu granitu. Maksymalna głębokość zbiornika wynosi ok 28 m. Wykorzystywany od wielu lat przez nurków do szkoleń i nurkowania rekreacyjnego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KURS- szkolenie z pierwszej pomocy| Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, 2 os. z OSP|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie z pierwszej pomocy obejmujące wszystkie elementy, które mogą się przydać zarówno podczas udzielania pomocy w warunkach miejskich, jak i w górach oraz jaskiniach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia prowadzili Piotr i Iwona. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas szkolenia przećwiczyliśmy oraz omówiliśmy takie zagadnienia jak: podstawy prawne udzielania pomocy, bezpieczeństwo ratownika, telefony alarmowe, układanie poszkodowanego, RKO dorosłych oraz dzieci i niemowląt plus AED , narażenie na zakażenia, ukąszenia przez różne zwierzęta, opatrywanie ran (tamowanie krwotoków i ciała obce) złamania, oparzenia, udary cieplne, rażenie piorunem, odmrożenia, hipotermia, hipoglikemia, PP w stanach nagłych (zawał, udar, zakrztuszenie, drgawki, zatrucia) oraz pierwszą pomoc w wypadkach drogowych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Straszykowej Górze|Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dołączyłam do Bogdana i Łukasza, którzy wybrali się na skałki poćwiczyć techniki wspinaczkowe. Mimo zaopatrzenia się w koc i książkę, zmobilizowałam się by parę razy wejść na skałę. Po południu odbyła się wspinaczkowa część egzaminu na KT, wszyscy zdali śpiewająco!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerowa przebieżka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach w Przwodziszowicach Damian Żmuda z Kasią|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa wiodła z Żarek do Mirowa i Bobolic, następnie Łutowiec - Ludwinów - Trzebniów - Czatachowa - Żarki. Na pierwszym i ostatnim odcinku prawdziwe drogi rowerowe (w stylu holenderskim) z całą infrastrukturą. Mirów oblężony przez wspinaczy. W Łutowcu zjadamy obfity obiad w szkole gdzie planujemy lecie. Bardzo fajny szlak wiedzie z Moczydła do Ludwinowa. Przy ruinach warowni w Przwodziszowiach spotykamy niespodziewania Damiana Żmudy z Kasią, którzy się tam wspinali i ćwiczyli slack. Pogoda przepiękna a trasa jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy|12- 19 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Państwo na Majorkę?”-tendencyjnym tonem głosu zapytał miły Pan parkingowy z parkingu Arma w Balicach- „dzisiaj wszyscy na Majorkę”. Nim zdążyłam otworzyć usta, miłemu Panu zadzwonił telefon. Nie bacząc na postawione wcześniej pytanie, zawołał do kolegi: „Zdzisiuuu, do odebrania z Majorki”. Pan Zdzisiu (imię przypadkowo wybrane) zapakował co trzeba i razem z Nami zasuwał na lotnisko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy dużo przed czasem, więc co było robić-siedzieliśmy bezczynnie. Tak, bezczynnie, my, ja- Matka Polka Umęczona. Trochę dziwne, aczkolwiek miłe zwłaszcza, że proces przygotowania trwający od tygodnia skutecznie zniechęcał mnie do wyjazdu. Tak! tydzień czasu zajęło mi przygotowanie domu, dzieci, teściów i wszelkich innych rzeczy (niezbędnych),(oczywiście!) do mojej nieobecności a raczej przygotowanie innych do egzystowania beze mnie. Tak więc, siedziałam sobie bezczynnie nie myśląc: kiedy oni w końcu zasną?, w co mam ich jutro ubrać?, czy Karol czasem nie miał zadania do szkoły? co jeszcze ogarnąć? no  i najbardziej  wku*wiające pytanie ze wszystkich pytań stawianych po 22:00 (TAK!): co jutro na obiad?…Po dłuższej chwili nie wytrzymałam i jednak wyciągnęłam wcześniej przygotowane materiały z pracy. Wtedy, gdy je zabierałam myślałam, że dobrze było by wykorzystać 2,5 godziny lotu na coś sensownego a nie siedzieć bezczynnie. W ówczesnej czasoprzestrzeni artykuły naukowe okazały się jednak być skutecznym środkiem usypiającym, więc lot przebiegł szybko i niezauważalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkocja przywitała nas o dziwo nie deszczem a wiatrem. Te przenikające mój szpik kostny i każdą jego komórkę wiatrzysko odbierało mi umiejętność logicznego myślenia. Na szczęście po niedługiej chwili,  no może dłuższej ale jeszcze znośnej, naszym oczom ukazał się piękny niebieski VW Caravell-nasz nowy dom na następny tydzień. Po szybkim powitaniu polsko-brytyjskiego teamu ruszyliśmy dalej.&lt;br /&gt;
W dobie google earth zaplanowanie takiego wyjazdu nie jest trudnym zadaniem. Tak więc, pierwszy nocleg, jak i kolejne były dokładnie przemyślane: gdzie postawimy auto, w jakiej konfiguracji, koło której toalety itp. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiliśmy objechać Szkocję wzdłuż i wszerz (prawie). Dolecieliśmy tam grubo po północy, więc na pierwszy nocleg wybraliśmy mały Park miejski Kirkgate, gdzieś na trasie w kierunku Parku Narodowego Cairngorms. Po ogarnięciu się rano pomknęliśmy dalej do Cairngorms, po drodze odwiedzając typowe szkockie miasteczko. Drugi nocleg przypadł w Spittal of Glenmuick, w pobliżu jeziora  Loch Muick, skąd zaplanowaliśmy wejście na Lochnagar. Rano zebraliśmy się dość wcześnie z zamiarem wejścia na szczyt i następnie przejazdu w kolejny rejon. Na podejściu towarzyszyły nam przepiękne widoki, surowa, dzika natura, samotność no i oczywiście! nieprzerwanie wiatr. Po południu wróciliśmy „na bazę” i ruszyliśmy dalej, zaliczając po drodze szybką przerwę na szybkiego grilla, szybkiego z oczywistego powodu: upierdliwego wiatru. Po dotarciu do rejonu Torridon, odnaleźliśmy darmowy kemping (dobrowolny „datek”) i poszliśmy spać. Kolejnego dnia wybraliśmy się na Beinn Alligin (z celtyckiego: Mountain of Beauty) tym razem w deszczu i mgle. Krajobraz zdawał się być piękny, lecz dość złowrogi, strome zbocza i surowa natura tworzyły niezwykły klimat. Trasa przebiegała szczytami, a w oddali można było podziwiać fiordy i jeziora w tym Loch Torridon. Po powrocie na kemp ruszyliśmy dalej: w kierunku wyspy Skye. Po drodze mijaliśmy ciche miasteczka, sprawiające wrażenie wyludnionych. Poza miasteczkami domy wyglądały jak porozrzucane, w nieładzie, no i znów sprawiały wrażenie niezamieszkałych. Wyspa Skye a dokładniej rejon Trotternish (bo taki wybraliśmy) to imponujące urodą klify, wspaniałe przestrzenie, szeroki horyzont, ujmujące piękno. Nocowaliśmy na parkingu w okolicach skały zwanej Starcem ze Storr. Jest to popularna atrakcja i stanowi ją prawie 50-metrowa kamienna maczuga, która według jednej z legend jest wystającym kciukiem pochowanego w ziemi Giganta. Inna wersja mówi o Gigancie, który został zamieniony w kamień, gdy obejrzał się za siebie podczas ucieczki przed napastnikami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli czujesz się zmęczony cywilizacją to z całą pewnością Wyspa Skye jest odpowiednim miejscem do złapania dystansu. My załapaliśmy dystans i to dość odczuwalnie, gdy spowity gęstą mgłą skalisty szczyt Storr nie pozawalał nam na spokojne, bezstresowe wędrowanie. Dotarliśmy mimo wszystko bezpiecznie na parking. Na skutek dużych opadów modyfikujemy nasze plany i w efekcie zmierzamy w inny rejon: Fort William. Tu zaplanowaliśmy wejście na najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii tj.: Ben Nevis. Niestety, tutaj pogoda też nie pozostawiła nam wyboru: ogromne opady, góry zaciągnięte masywnymi chmurami deszczowymi spowodowały, że znów zmieniliśmy nasze plany. W efekcie zwiedzamy szkockie miasta: StAndrews i Edynburg. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tygodniu w dzikiej Szkocji wróciliśmy do domu w równie atrakcyjnych warunkach tj. w gronie Szkotów udających się na wieczór kawalerski do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z Podstaw Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 15 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie miało miejsce na skałach przy grodzie Birów. Uczestnicy zjechali się już w piątek, aby w sobotę rozpocząć zajęcia o wczesnych godzinach porannych. Uczyliśmy się m.in. budowy balansu, flaszencugu czy tyrolki, wraz z różnymi układami pomocniczymi. Pierwszego dnia ćwiczyliśmy również transportować poszkodowanego w noszach. &lt;br /&gt;
W niedzielę  zbudowaliśmy tor zawierający wszystkie elementy poznane poprzedniego dnia oraz przeprowadziliśmy opartą o niego akcję ratunkową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; - weteran, Jerzy Pukowski - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Maryla Nawrocka - Osoba Towarzysząca, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Zofia Skrudlik - Speleoklub Bielsko-Biała, Andrzej Skrudlik - Osoba Towarzyszaca, Jerzy Urbański - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jerzy Ganszer - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Halina Szczerbińska - Koneser, Józef Gurgul - Koneser, Włodzimierz Porębski - Speleoklub Dąbrowa Górnicza - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jan Dunat - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Michał Dunat - Osoba Towarzysząca, Marcin Dunat - Osoba Towarzysząca, Beata Michalska-Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała - Weteran, Paweł Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała, Jarosław Gutek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Grzegorz Michałek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Monika Miłaszewicz - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Adam Kucharczyk - Były Członek Speleoklubu Bielsko-Biała, Jolanta Jętkowska - Osoba Towarzysząca, Teresa Szołtysik - Rudzki Klub Grotołazów &amp;quot;Nocek&amp;quot; - Weteran, Adam Marcinków - Speleoklub Bielsko-Biała|14 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już bodaj dwudziesty siódmy raz (ach ten upływający czas) spotkaliśmy się jako weterani tego sportu. Tym razem na północnych rubieżach Jury w zakolu Warty. Niemal cała sympatyczna grupa odwiedziła jaskinie góry Zelce: jaskinia Stalaktytowa (wyposażona w metalową drabinę), jaskinia Zanokcicka (tu do zjazdu użyliśmy liny, do wyjścia drabinki speleo), jaskinia Za Kratą (wyposażona w drabiny metalowe, jaskinia dość duża i ładna). Koledzy zostają jeszcze do dnia następnego my musimy wracać. Pogoda dopisała znakomicie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siedziba klubu - spotkanie z okazji 40-lecia|zaproszeni goście - Renata Szmatłoch, Marek Topol, Bernard Pala, Jerzy Nowok (założyciele klubu), Marzenna Widuch i Jolanta Klepek (dyrekcja Gim 7),  Krzysztof Żok (Urząd Miasta), Piotr Buchcik (KS „Wawel” Wirek), August Jakubik („Jastrząb” Ruda Śl),  Zygmunt Grzybek (MOSiR Ruda Śl.),  Stanisław Witała (PTTK), Tomasz Bartniczak (Stowarzyszenie In-nI), Barbara Pilocik (Portal Miejski), Ewa Chmielewska (Klub Seniora), klubowicze – Łukasz Pawlas, Grzegorz Szczurek, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch-Witkowska, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Adam Wilkoszyński, Henryk Tomanek, Aleksandra Rymarczyk, Katarzyna Jasińska, Ryszard Widuch, Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Michał Chowaniec z dziewczyną, Aleksander Kufel, Janusz Dolibog z Jolą, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetlicy Gimnazjum nr 7 (siedziba klubu) odbyło się „oficjalne” spotkanie z przedstawicielami rudzkich organizacji z okazji 40-lecia klubu. W jego trakcie prezes Łukasz Pawlas scharakteryzował naszą działalność a Tadek Szmatłoch i Bernard Pala mówili o jego historii. Zaprezentowano film o klubie autorstwa Tadka i Agnieszki Szmatłoch. Goście również mogli zobaczyć pamiątki klubowe i obecny sprzęt. Spotkanie odbyło się w sympatycznej atmosferze. Zostały wręczone pamiątki na ręce prezesa klubu a wszyscy goście otrzymali okazjonalne biuletyny oraz smycze. Byli także przedstawiciele TV Sfera oraz Portalu Miejskiego. Zarząd Klubu bardzo dziękuje gościom za przybycie na nasze spotkanie oraz klubowiczom za jego organizację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2F40-lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Artykuł na Portalu Miejskim - &amp;quot;Poznali się w szkole - dziś świętują 40-lecie działalności&amp;quot; oraz wiele zdjęć z imprezy: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://rudaslaska.com.pl/i,poznali-sie-w-szkole---dzis-swietuja-40-lecie-dzialalnosci,100,1198226.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - http://www.sferatv.pl/aktualnosci/ruda-slaska/14386-jubileusz-rudzkiego-klubu-grotolazow-nocek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - materiał filmowy w programie &amp;quot;Wydarzenia&amp;quot; (od. 11.32 min.): http://www.sferatv.pl/vod/informacyjne/wydarzenia/14392-wydarzenia-16-maja-2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na niedzielne popołudnie za cel obieramy Baranią Górę.&lt;br /&gt;
Wejście jednak nie od Węgierskiej Górki a od strony Wisły,&lt;br /&gt;
Startujemy z Przełęczy Szarcula i czerwonym szlakiem idziemy prosto na szczyt.&lt;br /&gt;
Po drodze do schroniska na Stecówce mijamy tłumy ludzi dalej już tylko kilku.&lt;br /&gt;
Pod wieżą robimy przerwę. Decydujemy się na zejście niebieskim szlakiem(bardzo fajnym) do Wisły Czarne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda wręcz idealna, dystans 22.4km pokonujemy w czasie 5h40min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach - Przez Siwą Przełęcz na Ornak|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach już wiosna, dlatego w czasie wędrówki przez Dolinę Chochołowską i Starorobociańską mogliśmy sobie pozwolić na chodzenie w krótkim rękawie, o ile nie wiało i nie staliśmy za długo :) Śnieg pojawił się gdzieś w Żlebie pod Pyszną, jednak nie było go dużo, w wielu miejscach na powierzchnię przebijają się skały. Na Siwej Przełęczy zawróciliśmy na Ornak, po zejściu na Iwaniacką Przełęcz zdecydowaliśmy, że wydłużymy wycieczkę schodząc do Doliny Kościeliskiej. Do samochodu zostawionego w Dolinie Chochołowskiej doszliśmy Drogą pod Reglami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik + ok. 150 rowerzystów|07/08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rześka majowa noc przepłoszyła zmęczenie tatrzańskiej eskapady. Drugi raz odbył się rajd nocny (organizowany przez MOSiR) tym razem z Nowego Bytomia do ośr. Rybaczówka w Kochłowicach. Eskortowani przez służby porządkowe długim, świetlistym wężem przejechaliśmy do celu gdzie czekało ognisko i kiełbaski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys - zjazd z Świnickiej Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drogę podejścia wybraliśmy szlak z Brzezin. Bardzo żwawo też dotarliśmy na Halę Gąsienicową gdzie o dziwo były pustki. Narty zakładamy powyżej rozdroża. Ńa dole śniegi przepadające, wyżej dość twardo. Pół żlebu na przełęcz (2051) wyszliśmy w rakach. Słynny nawis był &amp;quot;zjeżdżalny&amp;quot; choć bardzo stromy i twardy. Ponieważ jednak posiadamy dwadzieścia parę metrów liny to głównie w celach szkoleniowych zakładamy sobie zjazd z grzyba śnieżnego. Pierwsze metry więc ześlizgujemy się z pomocą liny. Dalej zjazd różny. Raz bardzo twardo a za chwilę rozmięk. W pierwszej części robię kilka obskoków. Łukasz poczynał sobie znacznie śmielej. Potem już obaj pędzimy w dół do kotła i dalej do stawów. Przy końcu śniegu znalazłem kluczyki z auta (jak co to do odebrania w recepcji schroniska Murowaniec). Przy rozbudzonym już na dobre schronisku robimy przerwę na posiłek. Dalej szybkie zejście do auta i do domu. Pogoda cały dzień dobra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwinskaPrzelecz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pokonano 10 dróg o trud. V - VI.1. Pogoda cały dzień znakomita, ludzi mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin i egzamin kursowy w Piasecznie|Joanna Przymus, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch (instr.), Grzegorz Szczurek z rodziną (na egzaminie instr. Jacek Szczygieł + kursanci z KKS)|03 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw wspinamy się na Cydzownikiu a potem przenosimy się na skałki Sowa gdzie odbywa się egzamin kursowy RKG i KKS.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPiaseczno&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinie Józefa i Spełnionych Marzeń|Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny|02 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniedziałkowy wieczór przed egzaminem postanawiamy spędzić w jaskini. Wybór pada na jaskinię Józefa i Spełnionych Marzeń. Na miejscu spotykamy się ok 17:30, a kwadrans później jesteśmy już pod otworem jaskini Józefa zaopatrzeni w ilość lin, która wystarczyłaby do zapręczowania kilku jaskiń. Po kolei zwiedzamy wszystkie ciągi i zaglądamy w każdy zakamarek, żeby niczego nie przegapić, co skutkuje tym, że dwa razy po przeciśnięciu się do jakiegoś ślepego tunelu czekamy na ostatniego, żeby oznajmić mu &amp;quot;no to możesz zawracać&amp;quot;. Po wyjściu na dworze jeszcze jest jasno. Chwila odpoczynku i dalej kierowani wskazówkami Asi  szukamy otworu jaskini Spełnionych Marzeń, który znajdujemy prawie natychmiast. Poręczowanie przypada mi. Zjeżdżając w dół kolejne metry, jestem coraz bardziej zafascynowany tym, że nie widać końca. Posiadając jeden odcinek liny poręczuję do samego dna. Po tym jak na dnie jesteśmy już wszyscy zaglądamy i wspinamy gdzie się da. Z jaskini wychodzę ostatni już grubo po zmroku, zabezpieczmy otwór i wtedy zaczyna padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetle czołówek bez pomocy GPSa wracamy lasem do samochodów. Postanawiamy zostać na miejscu do rana. Chwilę po rozpaleniu ogniska przestaje padać. Wieczór mija na rozmowie i jedzeniu. Grubo po północy idziemy spać aby następnego dnia udać się do Piaseczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fjozef&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - tura w okolicach Brennej| &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskid Śląski – trasa Brenna, Kotarz, Przełęcz Karkoszczonka, otwór jaskini Trzy Kopce, Błatnia, Brenna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Brennej robię sobie tradycyjną pętle. Beskidy znacznie się przeobraziły po ataku kornika i nie poznaje rejonu wokół jaskini Trzy Kopce. Pogoda idealna do wędrówki.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - wypad rowerowo-skiturowy na Kralową Holę|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O świcie opuszczamy autem Łabajów i wlokąc się przez polskie i słowackie góry docieramy po kilku godzinach jazdy do Sumiaca. Miejscowość ładna choć jakaś opustoszała z kręcącymi się gdzieniegdzie Cyganami. Z ryneczku gdzie zostawiamy auto z przytroczonymi do rowerów nartami od razu pniemy się do góry. To najwyżej dostępny szlak rowerowy w całych Karpatach. Droga w większości szutrowa lecz całkiem przyzwoita. Na szczyt około 14 km podjazdu lecz my u góry wykorzystamy narty na ostatnie podejścia co nie co skróci i urozmaici osiągnięcie wierzchołka. Na dobre śniegi natrafiamy w okolicach Kralvej Skaly. Rowery ukrywamy w kosówce i na nartach podchodzimy ponad 300m pionu do tej ohydnej budowli masztu tv. Nawet spotykamy tu kilka osób. Zjazd na nartach do rowerów jak dla mnie piękny. Krótkie połacie trawy po prostu przeskakuję z rozpędu. Śniegi szybko topnieją i za kilka dni będą wspomnieniem. Zjazd rowerami w dół sprowadzał się tylko i wyłącznie do hamowania. Szybko więc osiągamy Sumiac i definitywnie kończy się nasza przygoda z Niżnymi Tatrami. Zrobiliśmy 1068 m deniwelacji i 22 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKralovaHola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow.|1 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z racji braku czasu i chętnych w sobotę z samego rana po pracy zabieram się wraz z ekipą MTBT do Brennej. Trasa dość szybka Brenna- Błatnia-Wielka Laka-Szyndzielnia-Klimczok-Błatnia-Brenna. W sumie 23,6km w 4h13min. W tym samym czasie chłopaki z ekipy śmigali na nieco bardziej rozbudowanej trasie na rowerach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Stożka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka (na miejscu)|30 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień biegowo - rowerowy. Z Wisły Łabajowa podbiegamy zielonym szlakiem na Stożek (979). Przy schronisku krótki rest a dalej niebieskim przez Kiczory i bez szlaku do Łabajowa. Tu spotykamy się z naszym klubowym kolegą mieszkającym obecnie tutaj - Jasiem. Zostaniemy u niego na noc lecz zaliczamy jeszcze rowerowy rajd górski z Łabajowa czarnym szlakiem do Nowej Osady a dalej drogami rowerowymi do Wisły i powrót do Łabajowa. Wieczór (a właściwie sporą część nocy) spędzamy na sympatycznej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FStozek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie wspinaczkowe dla kursantów|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Asia Przymus|20-23 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 1.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Birów. Po solidnym, teoretycznym  wprowadzeniu w temat wspinania i przewinięciu przez nas kilometra liny, zabieramy się za praktykę:  zdobywanie pierwszych dróg. Uzbrojenie w dziesiątki ekspresów pchamy się w stronę nieba, próbując udowodnić, że grawitacja nie jest nam straszna. Asia zgodnie z przewidywaniami pcha się w stronę szczytu szybciej, niż da się wydawać linę, Piter pomimo początkowej niechęci do wspinaczki, teraz z uśmiechem wgryza się w skałę, a ja próbuję nie dostać zawału po wspięciu się na wysokości przekraczające półtora metra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 2.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opuszczamy Birów i przenosimy się pod Straszykową Górę. Wyraźnie rośnie poziom trudności: poza bezpiecznym wdrapaniem się na skałę i zjechaniem z niej, trzeba w międzyczasie pozować do zdjęć. Szlifując zdobyte dzień wcześniej umiejętności, coraz śmielej człapiemy tam, gdzie wzrok nie sięga. Oczywiście Asia jest daleko nad poziomem Piotra i moim: drogi, które dla nas dwóch są śmiertelnym wyzwaniem, ona robi od niechcenia, nawet się przy tym nie męcząc.&lt;br /&gt;
Ten dzień upewnia mnie w przekonaniu, że musiałem kiedyś zadrzeć z Eolem. Gdy tylko wdrapię się metr w górę, zrywa się wiatr próbujący zrzucić mnie ze skały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 3.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy na Górę Birów. Pojawiają się Mrok, Groza i Zniszczenie. Instruktor prezentuje nam sprzęt, za pomocą którego będziemy musieli zbudować swoje własne drogi. Po zapoznaniu się z masą różnorakiego żelastwa, próbujemy montować  dzwoniące patenty we wszystkich możliwych skalnych otworach. Stwierdzeniem przewodnim tego dnia, było: „następny będzie lepszy”.&lt;br /&gt;
Po szkoleniu i sprawdzeniu umiejętności osadzania punktów, udaje nam się jeszcze zbudować i zdemontować po jednej drodze. Oczywiście pomiędzy budową a demontażem należało trasę przejść. Jak się okazuje – ku mojemu przerażeniu – nie da się tego zrobić z zamkniętymi oczami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 4.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Armagedon, Ragnarok, Ostateczna Zagłada. Od samego rana wspinamy się na własnej asekuracji. Można powiedzieć, że zostałem naczelnym testerem punktów. Nie wynika to z faktu posiadania przeze mnie jakichś wybitnych umiejętności. Po prostu „jeśli się nie urwało pod tym najcięższym, to chyba się nie urwie wcale”.&lt;br /&gt;
Z wielką przyjemnością zaliczamy kilka tras, całość zwieńczając przeciśnięciem się na własnej asekuracji przez Komin Kursantów.&lt;br /&gt;
Około godziny 17 okazuje się, że zrobiliśmy już wszystko, co było do zrobienia. Innymi słowy: szkolenie dobiegło końca. Z przejmującym uczuciem bolesnej pustki w sercu, pakujemy się do samochodu i wracamy do domów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwspin_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|2 dni w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow.|16-17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej pogody. 2 dni beztroski w Tatrach. Odwiedzam stare, dobrze znane trasy pełne wspomnień. W sobotę w Murowańcu dość dużo turystów, parę zdesperowanych skiturowców z nartami na plecach, jakiś koncert w schronisku, telewizja. Przyglądam się też z bliska akcji TOPR nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Niedziela to spokojna wycieczka Doliną Białego w stronę Kalatówek, piękne widoki, bezchmurne niebo. Deszcz pojawia się koło godz 18 i -co najważniejsze-dopiero po dojściu do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - spacer przez Romankę i Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą trasę zaczęliśmy w Żabnicy, stamtąd  bardzo przyjemnym i pustym szlakiem skierowaliśmy się w stronę Romanki.  Z powodu fantastycznej pogody nie skąpiliśmy sobie przerw na śniadanie (pierwsze, drugie, trzecie....). Najdłuższy postój mieliśmy na Rysiance, gdzie nie wytrzymaliśmy presji tłumu i tak jak dziesiątki innych turystów znaleźliśmy sobie kawałek trawy do leżenia. Przy Lipowskiej Górze odbiliśmy zielonym szlakiem skracającym trochę obejście doliny. Na Hali Boraczej weszliśmy na niebieski szlak, którym doszliśmy z powrotem do samochodu. Przez cały dzień słońce pilnie pracowało by dodać mi kolorów (pomyliło farby, bo zamiast złocistego brązu, wyszła wściekła czerwień), jedynie ostatnią godzinę naszego marszu wtrącił się deszcz, zupełnie nas przemaczając. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Salatyn skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, os. tow.|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewspaniała pogoda, no może ciut za mocno wiało. Od parkingu pod wyciągiem (nie czynnym) podchodzimy na nartach po resztkach nartostrady a dalej już rynną i żlebem na szczyt Mł. Salatyna (2046). Ten cel wybrało jeszcze kilkunastu innych narciarzy z Polski i Słowacji. U góry zima. Zjazd super. Szybki i ciekawy. Śnieg firnowaty a więc bardzo pobłażliwy. W dole już prawdziwy upał ale udało nam się w fajnym stylu zjechać do parkingu bez zdejmowania nart. To chyba ostatnia taka chwila w tym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Salatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Piętrowa Szczelina - narybek w akcji|starzy wyjadacze: Daniel Bula, Asia Przymus, Łukasz Piskorek; adepci sztuk jaskiniowych: Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|16 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się! Pomimo małej ilości chętnych, udało się w tym roku wystartować z nowym kursem taternictwa jaskiniowego organizowanym przez nasz Klub.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W związku tym, Asia i Buli chcieli jak najszybciej pokazać nowemu „narybkowi” na co się piszą i w ostatnią sobotę 16.04.2016 r. wraz z Łukaszem zabrali nas na Jurę w okolicę Mirowa do Szczeliny Piętrowej. Jaskinia dosyć wymagająca dla początkujących „jaskiniowców” ze względu na dosyć żmudną „rozpieraczkę”, ale jeżeli chcieli przestraszyć kursantów, to im nie wyszło. Cała nasza trójka poradziła sobie wyśmienicie. Dla Sylwestra była to pierwsza w życiu jaskinia, a dla Iwony i dla mnie kolejne do dodania w ich skromnym (jak na razie !) dorobku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przodownikiem wyjazdu był Buli, który w czasie zwiedzania podziemnych korytarzy udzielał sporo rad kursantom, co do tego jak się przygotować na wyjazdy do kolejnych jaskiń. Asia z Łukaszem byli przewodnikami, którzy prowadzili i nawigowali resztę grupy po jaskini. Gdyby nawigację zostawić kursantom, to zapewne wszyscy by pomarli, bo by nie znaleźli powrotu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tego względu wyjazd był bardzo pouczający, ale nie tylko. Pozwolił uświadomić, że przed kolejnymi wypadami kursowymi trzeba będzie się wzmocnić się fizycznie (wyjście dało w kość), zejść z brzuszkiem (nie udana próba Buliego i moja przeciśnięcia się przez pewien otwór, który dla Asi, Łukasza i Iwony nie stanowił większego problemu) oraz dozbroić się w szpej. Szczególnie na uwadze będzie miał to Sylwester, który na następny raz lepiej wybierze sobie spodnie. Tym, którzy za nim podążali, na długo w pamięci pozostanie widok jego roztarganych spodni ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zamiast przestraszyć, zachęcił nas kursantów do kolejnych wyjazdów -  czekamy na tatrzańskie jaskinie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2016%2Fpietrowa&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie, Alpy Zillertalskie - narty i chatki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski i Agata Klewar (KKTJ)|8 - 11 04 2016}}&lt;br /&gt;
W sprawdzonej formule, nocując w samoobsługowych schroniskach należacych do Alpenverein, spędzamy cztery dni na skiturach w Austrii. Przez ten czas podchodzimy łącznie ponad 6150 m i zjeżdżamy niemal tyle samo, o dziwo całkiem sporo w świeżym śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Po nocnym dojeździe docieramy do Nürnberger Hütte (2297 m). Po zainstalowaniu się w chatce, pozostawiwszy Agatę w śpiworze, wychodzimy jeszcze na krótką wycieczkę na nienazwaną przełęcz (2698 m). Widoczność jest słaba, a warunki narciarskie jeszcze gorsze. Mimo tego, że na ogół cały mój kijek (1,30 m) wchodzi w śnieg, wystaje wiele kamieni, a jeszcze więcej przykryte jest tylko cienką warstewką. Zupełnie jak po pierwszych, październikowych śniegach. Na zjeździe do schroniska nasze ślizgi zyskują kilka porządnych rys, a w narcie Marka pęka krawędź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Okazuje się, że w nocy spadło sporo śniegu. Przy pełnym zachmurzeniu i w umiarkowanej widoczności ruszamy ostrożnie w kierunku Freigerscharte. Po drodze dogania nas pewien (południowy) Tyrolczyk imieniem Andreas, który postanowił tego dnia kondycyjnie podejść z parkingu prosto na szczyt Wilder Freiger (3418 m). Z językami wywieszonymi do kolan idziemy śladem torowanym w puchu przez naszego nowego kolegę, który zapewnił nas, że trasę zna i że nie musimy obawiać się lodowca. Rzeczywiście, z wierzchołka zaliczyliśmy jeden z najlepszych puchowych zjazdów sezonu. Brak słońca działał tylko na naszą korzyść, bo jakiekolwiek podgrzanie mocno zaśnieżonych stoków niechybnie skończyłoby się lawiną. Po obiedzie zjeżdżamy na parking - traumatyczne przeżycie; z całą pewnością najgorszy zjazd sezonu z powodu zabójczych dla nart kamieni. Przemieszczamy się samochodem do doliny Ziller i w świetle czołówek podchodzimy do Berliner Hütte (2042 m). Do nowego miejsca zakwaterowania docieramy grubo po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wychodzimy na III. Hornspitze (Berliner Spitze). Tym razem, dla odmiany, przez całe popołudnie towarzyszyło nam palące słońce. Znowu spotykamy miejscowych, którzy niby robią podobne rzeczy jak my, tylko tyle, że podchodząc z samego podnóża gór. Z uwagi na późną porę, wierzchołek sobie odpuszczamy i rozpoczynamy pyszny, puchowy zjazd z przełeczy pod szczytem (3174 m). Tego wieczora mamy w chatce aż sześciu gości i nie musimy nigdzie się spieszyć. Udaje mi się nawet przeczytać kilka stron książki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Austriacy budzą nas krzątaniną o czwartej trzydzieści nad ranem, a godzinę później dobudzają jeszcze dzwoniąc śrubami lodowymi (sypialnia jest najlepszym miejscem, żeby je przechowywać, czyż nie?). Przyznaję, że jestem pod dużym wrażeniem kultury górskiej tych dobrych ludzi (większość miała na kurtkach dumne naszywki &amp;quot;Przewodnik górski IVBV&amp;quot;). Koledzy zostawili śmieci, a jeden nawet specjalnie wrócił się, żeby dołożyć do nich jeszcze jedną puszkę po piwie. Cóż, być może zamierzali przez chatkę wracać. W każdym razie, bez Agaty, która skuteczniej niż my zakopała się w śpiworze, ledwo widocznym śladem ścigamy naszych oprawców na Schwarzenstein (3368 m). Choć dzień jest bardzo słoneczny i przyjemny, to jednak wczesna pora rozpoczęcia naszej wycieczki i dobór trasy pod kątem stabilności lawinowej oznaczają dla nas nieprzyjemności na zjeździe. Pierwsze 300 m to pyszny puch, ale dalej przychodzi nam zjeżdżać po lodoszreni i betonach. Po obiedzie w chatce zjeżdżamy/znosimy narty na parking i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Ogrodzieńca na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 04 2016}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ta niedziela była zaprzeczeniem poprzedniej gdzie w letnich strojach i warunkach uprawialiśmy wspinaczkę w skałkach Łutowca. Skitury w Tatrach nie były zbyt dobrym pomysłem więc koniec końców wyskoczyliśmy na rowery na równie zamgloną, mokrą i dość chłodną (6 st.) Jurę. Z Ogrodzieńca piaszczystymi traktami do ośrodka Krempa gdzie są akweny wodne. Dalej przez lasy do Śrubarni i Żelazka. Stąd pięknym do jazdy rowerem górskim szlakiem pomknęliśmy do Podzamcza. Okolice zamku Bonerów to obecnie jakiś cyrk (gabinety strachu, kramy, sklepiki, park linowy, itp.). Skały za zamkiem wydają się jeszcze odcięte od &amp;quot;atrakcji&amp;quot;. Tym nie mniej jednak w tych warunkach było tu zupełnie pusto. Stąd jeszcze jedziemy w stronę Birowa i Bzowa i od północy wróciliśmy do punktu startu w Ogrodzieńcu. Nawet fajna wycieczka jak na tak ponury dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOgrodzieniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną i os.tow.|03.04.2016}}&lt;br /&gt;
Na przywitanie wiosny trasa z Dębowca przez Szyndzielnie na Klimczok i z powrotem. Pogoda już prawie letnia (trasę pokonałem w krótkich spodenkach). Powyżej schroniska na Szyndzielni jeszcze w śniegu, choć mokrym i płynącym. Na szlakach masa rowerzystów, na których coraz bardziej trzeba uważać szczególnie idąc z dziećmi bo mkną w dół bez hamulców :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Teresa Szołtysik, Karol Jagoda i Ania, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda i Kasia, Ania Bil, Sławek Musiał i jeden pies|03 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wręcz upalny dzień wygnał z domu wszelkich wspinaczy a wielu z nich wybrało jako cel wiosennego przetarcia skałki Łutowca. Grupka z naszego klubu wspinała się głównie na Knurze i Zamkowej Turni przechodząc wiele dróg od IV do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - trawers Czarnej|Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow., w okolicy kręcił się również Ryszard Widuch z Marzeną|02.04.2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczyna się wiosna. Jest to jedyne wytłumaczenie jakie znajduję dla faktu, że w końcu ktoś zdecydował się zrezygnować ze skiturów na rzecz jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początek sezonu poskiturowego padł trawers Czarnej. Zaklepywanie kto i co wspina zaczęliśmy już w samochodzie. Całe szczęście, że trafiłam na dżentelmenów, którzy ustąpili mi większość wspinaczek oraz jeden trawers. Dla urozmaicenia wybraliśmy drogę z obejściem Węgierskiego Komina. Mieliśmy również zjechać  Brązowym Progiem, niestety okazało się to niemożliwe z powodu wysokiego poziomu wody. Wyszliśmy za dnia (pięknego, ciepłego i słonecznego). Ja zaczęłam doszukiwać się oznak wiosny - ptaszki, roztopy i krokusy, chłopcy natomiast uronili łezkę nad coraz bardziej uszczuplającymi się połaciami śniegu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Czarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Karyntia - Wielkanoc na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi Julią i Stefanem|26 - 29 03 2016}}&lt;br /&gt;
W związku z wysypaniem się moich planów narciarskich w Kaukazie, skorzystałem z zaproszenia Marka do spędzenia świąt wielkanocnych z jego rodziną. Naszą bazą wypadową było miasteczko Flattach, znajdujące się po południowej stronie grani głównej Wysokich Taurów. W ciągu czterech dni w Austrii udaje mi się wyjść na trzy wycieczki skiturowe w rejonie Goldberggruppe i spędzić jeden dzień na wyciągach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Wybieram się z Gogo na Stellkopf (2852 m, niecałe 900 m podejścia). Niewiele pamiętam, bo byłem po nocnym dojeździe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wspólnie z Markiem podchodzimy na Hoher Sonnblick (3106 m). Startujemy z wysokości 1530, więc dzień jest długi i schodzi nam dużo wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Całą grupą wybieramy się do ośrodka narciarskiego na lodowcu Mölltaler Gletscher. Przez pół dnia Gogo kondycyjnie podchodzi na fokach wzdłuż tras, a w tym samym czasie Marek jeździ po trasach ze mną i z dziećmi. Potem dzieci przechodzą pod opiekę matki, a my z Markiem możemy wyszaleć się poza trasą. Niestety, po niedzielnej wycieczce czuję bardzo duże zmęczenie  w nogach i ogólnie rzecz biorąc, błagam dużo bardziej rozjeżdżonego ode mnie Marka o litość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': Ruszamy z Gogo spod gościńca Jamnighütte w gminie Mallnitz (uwaga, droga płatna 4 EUR, automat na monety!) z zamiarem wejścia na Vorderer Geisslkopf (2974). Od rana jest jednak bardzo ciepło i słonecznie, co wpływa w naszej ocenie niekorzystnie na stabilność pokrywy śnieżnej. Na przełęczy Feldseescharte (2714) widząc nachylenie żlebu prowadzącego na szczyt podejmujemy decyzję o odwrocie. Mimo wszystko, zrobiliśmy uczciwy tysiąc metrów podejścia, a i zjazd tego dnia był moim zdaniem najlepszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza poniedziałkowym przedpołudniem, widziałem sporo słońca. Nie musiałem ani przez moment nosić nart na plecach i codziennie choć kawałek zjeżdżałem w przyjemnym, miękkim śniegu. Wieczorami miałem zamiar trochę popracować, ale zmęczenie kompletnie mi na to nie pozwoliło i co najwyżej byłem w stanie pójść na spacer na plac zabaw z dziećmi. I właśnie o to chodziło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Czantoria &amp;amp; Czeremosz|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszy weekend po jesienno-zimowym sezonie grypowym, kiedy to żaden z członków rodziny nie wykazywał oznak choroby, postanowiliśmy uczcić drobną wycieczką. Skorzystaliśmy z miejscowych udogodnień i atrakcji, także pierwszy odcinek pokonujemy ELKĄ, lecz z twardym postanowieniem, że tylko w jedną stronę;) Warto było jednak choć przez chwilę zaznać cudownego uczucia, kiedy słońce rozgrzewa kości, a ty możesz siedzieć w miejscu, bo dzieci są... przymocowane. Kolejny etap to dojście od kolejki na szczyt Czantorii. Muszę przyznać, że trochę wyszliśmy z wprawy w kwestii &amp;quot;ogarniania&amp;quot; i w dalszą drogę wyruszyliśmy po 14 (tłumacząc sobie, że to wina zmiany czasu). Po kolejnych nieudanych próbach zagonienia w jednym kierunku (ledwie) dwuosobowej dzieciarni przyjmujemy metodę na wielbłąda - kogo i co się da - na plecy i w drogę. I sukces! jest szyczyt! a ja prawie padam ze zmęczenia. Zastanawiamy się czy bilety w jedną stronę to było dobre rozwiązanie. Zosia i Staś bawią się w najlepsze na śniegu (nie mieli za bardzo okazji w tym roku), a ja próbuję wyrównać oddech. Do zejścia niebieskim szlakiem, doliną Potoku Gronik, Wojtek jest dość sceptycznie nastawiony, jest 15, a do auta będzie jeszcze kawałek dreptania. Na szczęście wyłączam racjonalizm i przekonuję go, że nie będzie tak źle. Uciekamy wreszcie od tłumów i od razu jakoś lepiej, lżej się idzie. Wreszcie wiatr, jakaś polana. Mijamy schronisko i w dół - ostatni śnieżny odcinek. Szlak bardzo przyjemny, żywego ducha, a strome zbocza doliny robią wrażenie. Kiedy dochodzimy do głównej drogi robimy mały przepak - chłopaki idą po auto, a ja i nasz własna mała Czantoria przeżywamy w opowiadaniach ten dzień raz jeszcze. /Czeremosz na odwiedzenie swojego imiennika będzie musiał zaczekać pewnie dłużej ;)/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pd. - wspina w Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Ania Bil, Sławek Musiał, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda i os. tow.|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
W wyniku tzw. &amp;quot;szumów komunikacyjnych&amp;quot; ja z Alą wspinamy się na Słonecznych Skałach (jak było ustalone dzień wcześniej), a reszta na sąsiednich Witkowych Skałach. W związku z dobranymi projektami na ten dzień, spotykamy się razem dopiero popołudniu robiąc razem tylko jedną drogę i składając sobie świąteczne życzenia. Z konkretów to ja nie urobiłem nic ciekawego, a reszta to nawet nie wiem:) choć znając Damiana zrobił &amp;quot;Speleologię dekoltu&amp;quot; i to nie raz:) &lt;br /&gt;
Jak na taką pogodę i wybrane miejsce, to można powiedzieć, że ludzi BRAK!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy debiut na Pilsku| Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu mało, narty za długie, buty dużo za duże i kijki za krótkie, a tak w ogóle to nigdy nie jeździłam na skiturach. Nadrabiałam zapałem, dobrymi radami Michała i energią czerpaną ze słońca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polana Strugi, z której mieliśmy wystartować, wyglądała tak jakby nie widziała Zimy tej zimy. W poszukiwaniu śniegu wjechaliśmy wyciągiem na Szczawiny. Stamtąd w słońcu i upale, slalomem między wyciągami i unikając zderzenia czołowego z narciarzami weszliśmy na szczyt. Potem zjechaliśmy do schroniska na Halę Miziową, poopalaliśmy się na ławce i jeszcze raz weszliśmy na szczyt. Zjechaliśmy z powrotem na Szczawiny, przejechaliśmy pod taśmą i dojechaliśmy nieczynną nartostradą ,,tam gdzie się da&amp;quot;. Dalej pieszo w błocie i po kamieniach na sam dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodobały mi się te skitury, tylko następnym razem nie dam się podpuścić opowieściom Damiana o Teresie jeżdżącej w jego sprzęcie i nie będę pchała nóg w buty cztery rozmiary za duże... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - z Rysianki na Krawców Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia Tomanek (os. tow.)|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Złatnej Huty na Rysiankę. Wyżej idzie się w śniegu. Z Rysianki granicznym szlakiem na Krawców Wierch niemal ciągle po śniegu. Szlak pusty. Powrót do Złatnej i kilka kilometrów drogą do auta zostawionego w Hucie. Niżej śniegu brak. Cała trasa zrobiona z buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Świstowy Szczyt na skiturach|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przy Zbójnickiej Chacie spotkaliśmy ekipę z SBB - Beata i Paweł Kasperkiewicz, Jakub Krajewski oraz 3 inne osoby|27 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna trasa choć nie zbyt trudna na Świstowy Szczyt (2386) w słowackich Tatrach Wysokich. Najpierw w niepewnej pogodzie startujemy z Starego Smokoca na Hrebieniok (1282). Podejście z buta gdyż śniegu było za mało. Od Hrebienioka warunki bardzo dobre. Podchodzimy szlakiem rezerwując sobie późniejszy zjazd dnem doliny. W dolinie dość wielu skiturowców gdyż i warunki, i pogoda, i piękno tego zakątka Tatr działają magnetycznie. Im wyżej tym pogoda lepsza. Aby nie było jednak zbyt pięknie udaje mi się złamać kijek podczas zbijania śniegu przyklejonego do foki (zdartej zresztą do zera). Z Dzikiej Kotliny podchodzi się częściowo Świstową Granią wprost na szczyt należący do główniej grani Tatr. W moim przypadku jestem skasowany walką z zniszczonymi fokami (a właściwie przyklejającymi się tonami śniegu do jej spodu) i pracą złamanym kijkiem. Jako ostatni dowlekam się na szczyt. Nagle robi się cudownie. Chmury znikają gdzieś w dole i sąsiednimi graniami a my zostajemy w słońcu pod granatowym niebem otoczni granitowymi kolosami. Niemal idealny warun do zjazdu. W kilka chwil tracimy wysokość upajając się każdą sekundą zjazdu. Przy Zbójnickiej Chacie spotykamy przypadkowo grupkę naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała. Potem doliną pędzimy najpierw pośród kosówek a potem w lesie aż do Hrebienioka. Ostatni odcinek niestety z buta ale i tak było cudownie. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji i 20 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwistowySzczyt&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Jasna w Strzegowej - Egzamin na Kartę Taternika|Ryszard Widuch Jacek Szczygieł (KKS), Mateusz Golicz, Asia Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), Piotr Strzelecki, Emil Stępniak, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek |20 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pytania nie trafiły, stres dopadł, zimno było, a Emil nas wszystkich zdołował. Piter zapomniał uprzęży, a Jackowi pomyliły się terminy egzaminów (ubrał się jak na swój, majowy). Po prostu to nie był dobry dzień. Zdarza się. Ja na prawo jazdy zdałem za trzecim razem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Goryczkowa|Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótka wycieczka do kotła Goryczkowego nowym szlakiem skiturowym&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Wieża na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Łomnicy podejście nartostradami w stronę Łomnickiej Przełęczy. Potem na wprost na Łomnicką Wieżę (2215). Pogoda znakomita, właściwie bezwietrznie. Z szczytu zjeżdżamy przez przełęcz w Łomnickim Grzebieniu a potem aż do auta nartostradami. Zrobiliśmy 1325 m przewyższenia. Tu zdjęcia (niezbyt udane): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLomnickaVeza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kalacka i Nosal|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod Kalacką Turnię doszłam od strony schroniska na Kalatówkach. Po wgłębieniu się w opis dojścia do jaskini Kalackiej wytypowałam dwie najbardziej prawdopodobne drogi odpowiadające wskazówce ,,''podchodzimy wprost do góry''&amp;quot;. Ostateczną decyzję podjęła moja kobieca intuicja i ze zdziwieniem odkryłam, że ona naprawdę działa. Działa też moja bujna wyobraźnia, która podsunęła mi w jaskini wizję chrapiącego misia. Miś okazał się przebudzonym motylem, a każdy ruch jego przemrożonych skrzydełek był słyszalny w całej komorze wstępnej.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia przyjemna, miejscami bardzo błotnista (szczególnie jeśli się postanowi wepchnąć w każdą szczelinę). Wycieczka zajęła mi godzinę. Udało mi się dojść do końca, mimo, że miejscami korytarz bardziej przypominał wyrobisko górnicze przed zawałem niż jaskinię...  (ps. opis jaskini trochę nieaktualny - brak kraty na wejściu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na szlak i szybkiej, telefonicznej konsultacji z grupą skitourową postanawiłam jeszcze marszobiegiem podejść na Kondratową Polanę, popodziwiać widoki. Widoki miałam podobne jak reszta ekipy - ,,mleko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej, zgodnie z planem, wróciłam do Kuźnic, zmieniłam szlak i weszłam na Nosal. Znowu podziwiałam ,,mleko&amp;quot;. Na poziomie miasta udało mi się dwa razy zgubić, nim trafiłam do samochodu. Skitourowcy zjawili się 10 min później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/kalacka  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Joanna Przymus|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mleko, tak można określić pogodę panującą ostatnimi dniami w Tatrach. Podchodzimy na Halę Gąsienicową przez Boczań lecz narty zakładamy dopiero nad przełęczą gdyż dolne partie gór są tylko przylukrowane śniegiem. Krótki popas w Murowańcu a dalej szlakiem na Kasprowy Wierch gdyż w tych warunkach to jedyny sensowny cel. Z wietrznego i mglistego szczytu zjeżdżamy do Dol. Goryczkowej testując przy okazji nasze błędniki. Niżej jest lepiej więc jeszcze śmigamy na Kondratową a potem całkiem w nie złych warunkach niemal do Kuźnic. Asia w tym czasie zrobiła sobie też ciekawą wycieczkę o czym zapewne napisze.&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Kasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kurs lawinowy IIgo stopnia|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + inne osoby z całej Polski|11-13 03 2016}}&lt;br /&gt;
Od piątku do niedzieli miałem okazję brać udział w prowadzonym w Pięciu Stawach kursie lawinowym 2-go stopnia. Kurs miał za zadanie rozszerzenie podstawowej wiedzy lawinowej o tzw. &amp;quot;trudne scenariusze&amp;quot;. W naszej niewielkiej - 6cio osobowej grupie pod okiem doświadczonego ratownika TOPRu - Marcina Józefowicza - szefa szkolenia TOPRowców specjalizującego się w temacie lawin, zdobywamy nową wiedzę i ćwiczymy ją w praktyce. Po krótkim podsumowaniu podstawowej wiedzy lawinowej mieliśmy okazję przećwiczyć sposoby poszukiwania wielu zasypanych w bliskiej odległości od siebie (metoda wąskich korytarzy i trzech kółek), poszukiwania w przypadku głębokich zasypań, poznać zasady szukania w trybie analogowym, zasady postępowania gdy wyświetlacz detektora zostanie uszkodzony lub gdy padnie nam bateria oraz zastanowić się nad logistyką akcji ratunkowej, poznać odwrotny triage i jego zastosowanie w wypadku lawinowym.&lt;br /&gt;
W ostatni dzień szkolenia odgrywaliśmy scenki lawinowe przeprowadzając symulowane akcje poszukiwawczo ratunkowe na zasypanych manekinach z, i bez detektorów lawinowych. Nasze działania mogliśmy późnej przeanalizować na nagranych w trakcie naszych działań materiałach filmowych oraz poznać nasze słabe strony, nad którymi musimy jeszcze poćwiczyć.&lt;br /&gt;
Okazało się, że wbrew pozorom największy nacisk powinniśmy położyć nie na ćwiczenie szukania zasypanych, a na ich odkopywanie, czego z doświadczenia wiem, że prawie nikt samodzielnie nie ćwiczy. Praktycznie każdy z nas popełniał też błędy w sondowaniu (sondowanie pionowo w dół a nie prostopadle do powierzchni śniegu) na czym traciliśmy kilka cennych sekund. Zapominaliśmy też o monitorowaniu stanu zdrowia już odkopanych osób (wg. zaleceń IKAR powinno się to robić co 2min) zostawiając odkopane osoby z funkcjami życiowymi na lawinisku same sobie, co powodowało, że część odkopanych &amp;quot;żywych&amp;quot; straciliśmy podczas odkopywania pozostałych.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo interesujące i pouczające zajęcia, które na pewno wiele nas nauczyły i dały wskazówki nad czym pracować i co ćwiczyć z osobami, z którymi udajemy się później w zimowe góry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Beskid Żywiecki - Dynamicznie planowany weekend|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i momentami Monika Strojny (TKN Tatra Team) i Marek Wierzbowski (UKA)|05 - 07 03 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy z Moniką na Słowację. Za 3,33 EUR / os. wjeżdżamy kolejką w Skrajną Salatyńską Dolinę. Świeże lawiniska na północnych zboczach przekonują nas do pierwszej zmiany planów i przyjęcia kursu na Brestovą. Druga zmiana planów została wymuszona przez halny, tuż pod granią Skrajnego Salatyna. Po drodze kilka razy tuliliśmy się do stoku w związku z przewracającym wiatrem, ale kiedy czas oczekiwania na możliwość dalszej wędrówki przekroczył pięć minut, doszliśmy do wniosku, że już nam wystarczy. Pierwszy raz przepinałem się do zjazdu na leżąco. Warto odnotować, że warunki w dół w tym rejonie są nawet przyjemne. Ponieważ zmęczyliśmy się dużo mniej, niż było w planie, wieczorem doprawiamy się wspólnie z Markiem przebieżką tam i z powrotem na Halę Gąsienicową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę z kolei widok za oknem doprowadził mnie do jedynie słusznego wniosku, że należy się spakować i pojechać na Pilsko. Przemieszczam się wobec tego przez Słowację i w okazyjnej cenie 35 PLN nabywam popołudniowy karnet, który pozwala mi dostać się kolejką linową na Halę Szczawiny. Poranna decyzja była dobra, bo już na wysokości Szczawin panowała w miarę sensowna zima, a na Hali Miziowej padał zupełnie poprawny śnieg. Korzystając z pustek, jeżdżę trochę w górę i w dół i trochę pracuję w schronisku, a po zamknięciu ośrodka przemieszczam się na fokach na Halę Lipowską (notka na przyszłość - zajmuje to 1h10m). Tam spędzam noc i w poniedziałek bladym świtem wracam na Halę Miziową (1h40m), zjeżdżam na Szczawiny i wypraszam darmowy przejazd kolejką w dół, do samochodu, żeby zdążyć do pracy na spotkanie w samo południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Justyna|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od przeł. Glinne. Śnieg dopiero od granicy lasu. Na szczycie mgła i zadymka. Zjazd/zejście tą samą drogą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Martyna, Kasia, Marta i Dominika|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moje założenie na ten weekend miało(tak tak miało) być proste odpoczynek od jakichkolwiek wyjazdów aby choć w minimalnym stopniu zregenerować siły. Miałem nawet nie czytać wiadomości, żeby mnie nie kusiło ale tym razem znowu uległem odbierając telefon w dodatku o 3 nad ranem(albo w nocy jak kto woli). &amp;quot;Może jutro wyskoczymy gdzieś w góry pohasać ale, żeby nie było jakoś specjalnie hardcorowo?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się zgodziłem. Myśląc, że jedziemy sami napisałem nawet do reszty, że można się zabrać z nami a rano okazało się, że to ja jestem piąty w samochodzie. Trasa jak się okazało również była ustalona lecz nie zostałem do końca wyjazdu dopuszczony do tajemnicy jej poznania. Swoją drogą ciekawe dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądała następująco z Brennej ruszamy niebieskim szlakiem na Kotarz dalej czerwonym na Przełęcz Salmopolską następnie na Trzy Kopce Wiślańskie(przez Smerekowiec) dalej niebieskim na Orłową, żółtym na Stary Groń i zielonym do Brennej.&lt;br /&gt;
Trasa 25.9km w niecałe 6h30min Pogoda mogła by być lepsza jak na taki spacer ale przynajmniej nie padało non stop no i było o czym pogadać. Zaproszenie na kurs nadal aktualne!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mł. Fatra - ferrata i skitury na Velką Lukę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, WM|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W strugach deszczu ruszamy z Stranego doliną Pivowarskego Potoku z nartami na plecach. Śniegu brak. Głęboko wcięta dolina przekształca się wyżej w skalisty wąwóz, którego ścianami poprowadzono Ferratę HZS. Może nie jest ona specjalnie trudna lecz w zimowych warunkach podchodzimy do niej z należytą powagą. W uprzężach wspinaczkowych z lonżami przechodzimy po stalowych linach, które czasem znikają pod śniegiem. Dodatkową atrakcją jest szumiący w dole potok, który pokonujemy często różnym wariantami bacząc by nie urozmaicić przypadkiem wycieczki o nie planowany kanioning. Przejście trudności w tych warunkach jest atrakcyjne, zwłaszcza, że nagle pojawia się mnóstwo śniegu. Po sforsowaniu wąwozu zakładamy narty i na fokach podążamy w gęstej mgle wprost na szczyt Velkiej Luki (1476). Biała mgła i biały śnieg zlewają się w jedno więc na szczyt docieramy posiłkując się wskazaniami GPSa. Stalowy maszt znajdujący się na szczycie dostrzegamy dopiero z kilku metrów. Na szczęście za ogrodzeniem jest osłonięte od wiatru miejsce więc dość wygodnie przepinamy się do zjazdu. Z uwagi na warunki zjazd ciekawy a śnieg całkiem dobry (jak na dole padał deszcz to tu sypał śnieg). Wkrótce dojeżdżamy do nartostrady i nią w dół a dalej szlakiem dokąd tylko pozwala śnieg. Później jednak narty ku naszej złości znów wędrują na plecy i z buta docieramy do auta już w znacznie lepszej pogodzie. Bardzo fajna i urozmaicona tura i tylko żal tych 3 km na butach w dół. Zrobiliśmy 952 m deniwelacji, czas: 6 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FVelkaLuka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Andy - wyjście na Aconcagua (6963)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|13 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na najwyższy szczyt obu Ameryk drogą &amp;quot;normalną&amp;quot;. Szczegóły w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Andy , tuz zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FAconcagua&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Smocza Jama|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy kursanci wesoło pląsali między syfonami w Miętusiej Wyżnej, ja musiałam po raz kolejny odpuścić wizytę w tej jaskini. Pogoda niesprzyjająca czytaniu książki na bazie, dlatego zdecydowałam się na krótki spacer - kolejny z cyklu ,,Tatry - podstawy i początki&amp;quot;. Wybrałam  Smoczą Jamę. Tłumy turystów napotkanych w Dolinie Kościeliskiej, na szczęście da mnie, nie odważyły się zapuścić za odstraszający znak ,,uwaga lawiny&amp;quot; znajdujący się na wejściu do Wąwozu Kraków. Owszem po drodze napotkałam małe lawiniątka, jednak zamiast wzbudzić moje przerażenie, raczej fascynowały, szczególnie ze względu na szkolenie lawinowe z dnia poprzedniego. Powyżej drabiny ślisko, a Jama kończy się szybciej niż zaczyna. Szlak schodzący do Wyżniej Pisanej Polany zaoferował ciekawszą niż zwykle perspektywę otoczenia Doliny Kościeliskiej, co zaowocowało kolejnym postojem ,,topograficznym&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Niżne - granią na rakietach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, os. tow.: Agnieszka, Rafał, Krzysiek i Marek|25 - 28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan był by powtórzyć po części jesienną wyprawę w Tatry Niżne, ale tym razem w otoczeniu śniegu i przemierzyć trasę na rakietach śnieżnych.&lt;br /&gt;
Mieliśmy 4 dni by dojechać w Tatry, przejść trasę i wrócić na Śląsk. W czwartek z samego rana wyjeżdżamy na dwa auta na Słowację. Zostawiamy auto Demanovskiej Dolinie i dwoma autobusami przenosimy się na start, tj. do Vysna Boca. Stamtąd idziemy niebieskim szlakiem w stronę głównej grani gdzie przebiega czerwony szlak i nim na wschód w stronę Ramzy, gdzie mamy zaplanowany pierwszy nocleg w szałasie oddalonym ok 50m od szlaku. W szałasie nocuję prócz nas jeszcze dwóch Czechów i jeden Słowak - wszyscy trzej na skiturach. Warunki śniegowe na grani wyśmienite, śniegu co najmniej 50 cm, choć w większości lekko zmrożony i tworzy się skorupa. Chodzenie w samych butach powoduje zapadanie się po kolana, także rakiety bądź skitury obowiązkowe. Rano przy bezchmurnej pogodzie czerwonym szlakiem idziemy na zachód, aż do schroniska Chata gen. Stefanika. Tu za 21€ od osoby dostajemy nocleg ze śniadaniem (dla zainteresowanych piwo jest po 2,5€ - co i tak moim zdaniem jest nie drogo zważając że cały towar w schronisku został wniesiony na plecach). Niestety w schronisku była awaria wody i prysznice były nieczynne, także zostały mokre chusteczki :)&lt;br /&gt;
Trzeci dzień startujemy w gęstej mgle a musimy zaraz za schroniskiem wdrapać się na Dumbier (2043m). Niestety pogoda nie pozwala podziwiać widoków - widać do 10m. Na szczęście im dalej w stronę Chopoka tym pogoda się poprawia, mgła schodzi a niebo staje się praktycznie bezchmurne. Od schroniska do Chopoka mijają nas praktycznie sami skiturowcy. Ludzi na rakietach jak na lekarstwo, ludzi w samych butach można policzyć na placach jednej ręki. Ale nie dziwię się, sam przekonałem się że następny tego typu wyjazd to tylko skitury. To co ja musiałem schodzić i zajmowało mi to niewiele mniej nich wchodzenie, skiturowcy pokonywali w sekundach. Po schronisku również widać iż trend idzie w stronę skiturów, praktycznie 90% obecnych byli na nartach. &lt;br /&gt;
W niższych partiach jak okolice Certovicy można spotkać jeszcze ludzi na biegówkach, ale gdy już idzie o podchodzenie powyżej 1700m to tylko skitury. Na koniec ostatni nocleg pod namiotem z ogniskiem w tle i w niedziele do domu.&lt;br /&gt;
Trochę statystyk: Pokonaliśmy 86km z tego 30km na nogach. Na nogach podejść było 3409m, zejść 2344m. Po płaskim z tego było tylko 4,2km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/TatryNizne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-skitury| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel W.|11 02 -28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16 dni na nartach plus jeden dzień wspinaczkowy. Pomimo słabej zimy niezwykle udany wyjazd podczas którego skiturowo zwiedzamy rejon Höllengebirge, Dachstein oraz Alpy Berchtesgadeńskie, doskonalimy moje umiejętności narciarskie (nie ma to jak prywatny instruktor!), bawimy się w poszukiwanie pipsa oraz odwiedzamy austriackich znajomych. Przez kilka dni towarzyszy nam również Klaus. W ramach dnia restowego wspinamy się w St. Gilgen w rejonie Plombergstein (http://www.bergsteigen.com/klettergarten/salzburg/salzkammergut-berge/plombergstein), ćwiczymy techniki linowe, a nawet zwiedzamy okoliczną jaskinię!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Kaja Kałużyńska (SŁ)|28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od rana wszystko wydawało się jakby nie takie, jakim być powinno: obolała Asia trzeszcząc stawami oznajmiła, że rezygnuje z wyjścia do jaskini, Piter wyglądał jakby ktoś go zjadł i częściowo strawił, a ja po średnio przespanej nocy czułem, że zamiast zapału do odwiedzenia dziury – wypełnia mnie  egzystencjalny ból i toczące mój organizm przeziębienie. Do tego kanapka, która miała zostać zabrana do jaskini, wyszła jakoś dziwnie. Bo i bułka krzywo się ukroiła i ser wyglądał jakoś tak mało zachęcająco. Tylko Łukasz i Bogdan bez względu na warunki i samopoczucie, od rana buchali z nozdrzy parą nie mogąc się doczekać jaskiniowych przeszkód. Ale u nich to normalne.	&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne oznaki nadchodzących ciężkich czasów, zaczęły się pojawiać po wyjściu z bazy: na starcie mieliśmy ponad 20 minut poślizgu, niebo wyglądało jakby miało zamiar zwymiotować na nas jednocześnie deszczem, śniegiem, żabami i ogniem piekielnym, a delikatny wiaterek starał się zedrzeć nam skórę z twarzy. Mimo to, ruszyliśmy w komplecie. Przyznam się bez bicia: szedłem bez większego przekonania i wiary, że uda mi się dotrzeć do jaskini. Jedno było pewne: idę na Wyżnią Miętusią Rówień, czyli do ostatniego miejsca z którego mogę wycofać się sam. Właśnie tam zdecyduję czy mam siłę i zapał, by iść dalej. Pech chciał, że jakoś wpadłem w głębokie zamyślenie i nim zorientowałem się co robimy – doszliśmy bez większych problemów do podnóża Małej Świstówki. Tak to bywa, gdy człowiek zamiast myśleć o bolączkach egzystencjalnych i słabościach ciała, skupia się na kamieniach pod nogami, próbując nie wybić sobie zębów podczas stawiania kolejnych kroków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeprawa spod Świstówki do otworu jaskini idzie sprawniej niż dzień wcześniej podczas szkolenia lawinowo-rakowo-czekanowego: mokry śnieg daje stabilniejsze oparcie. Poza tym, lwia część drogi została przetarta, gdy gnaliśmy w górę odbyć taniec z czekanami. Szczęśliwie dochodzimy pod otwór Jaskini Miętusiej Wyżniej nawet nie mając stanu przedzawałowego. Nie pozostaje nic innego, jak wtarabanić się kilka metrów na linie w górę, skąd łypie na nas otwór jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenia dotyczące zaliczenia Jaskini Miętusiej były następujące: pracujemy głównie Piter i ja (bo podobno się obijamy, co wcale nie jest prawdą. To nie nasza wina, że ciężko nadążyć za pozostałymi speleopsychopatami z kursu). Zakładamy, że ja biorę na siebie część jaskini do syfonów, a jeśli uda się je pokonać – Piter przejmuje poręczowanie w niższych partiach. Tak czy inaczej – ku ogólnej rozpaczy - ja prowadzę. Nie da się ukryć – co skrzyżowanie następuje z mojej strony kontrola mapy i sprawdzenie czy idziemy w dobrą stronę; każdy prożek poddawany jest przeze mnie dogłębnej analizie. Oczywiście nawet godzinne gapienie się w strop nie gwarantuje wypatrzenia przeze mnie wszystkiego, co niezbędne: np. udaje mi się przegapić połowę batinoxów (tzn. jeden z dwóch).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tak czy inaczej, brniemy do przodu. Powoli. Bardzo powoli. Mateusz tradycyjnie (jako instruktor) nie pogania, nie miesza się do tego co robimy, a jedynie pilnuje byśmy się nie pozabijali. &lt;br /&gt;
W końcu docieramy do miejsca, które (po dokładnej analizie planu) określam jako punkt, w którym powinniśmy zacząć wędrówkę w dół, ku Syfonowi Błotnemu i Syfonowi Paszczaka. Niestety, daję sobie wmówić, że pomyliłem się i to srodze, a miejsce gdzie jesteśmy to dopiero studnia nad Suchym Dnem. Plując sobie w brodę brnę dalej do przodu, po chwili docierając do końca jaskini – jak się okazało – zarezerwowanego przez Warszawę. Nie wiedziałem, że jaskinie można rezerwować, widocznie ze speleoodkryciami jest jak z fragami – za ich podkradanie można dostać w dziób. Wycofujemy się z przodka bardzo uważając, by czasami czegoś przez przypadek nie odkryć.  Moglibyśmy w ten sposób narazić się aktualnej Stolycy. Wracamy do punkty, który określiłem przejściem w stronę Syfonów i zdecydowanie kierujemy się w stronę najpaskudniejszego miejsca, w jakie udało mi się trafić podczas kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Syfony Błotny i Syfonik Paszczaka okazują się czymś pomiędzy porankiem po ostrym kebabie, a rodzeniem jeża. Opróżnienie górnego syfonu (Błotnego) wymaga wyciągania wiader i worów z wodą ponad 10m w górę, aż do głównego ciągu jaskini. Inne atrakcje? Przeciskanie się przez Syfon Błotny gwarantuje borowanie pyskiem w błocie, a to, co jaskinia rzuca w oczy po przebrnięciu Błotnego, to cztery metry kwadratowe przestrzeni i kolejna studnia prowadząca do Syfonu Paszczaka.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Matka natura to złośliwa zołza: chcąc opróżnić Paszczaka, musimy zalać syfon Błotny. Oczywiście transportując wodę w górę za pomocą worów… Po półtorej godziny efekt pracy mającej na celu osuszenie Paszczaka, można zamknąć w 3 punktach:&lt;br /&gt;
*Łukasz i Bogdan przeciskają się na drugą stronę mocząc sobie nawet te miejsca, do których normalnie woda nie dociera;&lt;br /&gt;
*Ja na tyle się wyziębiam, że nawet przestaję drzeć się po wszystkich i trząść;&lt;br /&gt;
*Łukasz z Bogdanem stwierdzają, że po drugiej stronie Syfonu Paszczaka nie ma miejsca, gdzie można zlewać wodę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W związku z tym, że już nie mamy gdzie upychać wody (oraz faktem, że mój organizm zaczyna przybierać barwę sino-bladą) zapada decyzja o wyjściu z jaskini. A w zasadzie ja ją podejmuję. A w zasadzie zarządzam wyjście. A w zasadzie drę się na speleoprzodowników, by (tu padają krótkie żołnierskie słowa) odpuścili temat i zaczęli się zbierać w stronę wyjścia. Oczywiście za swe kwieciste motywatory słowne wszystkich zebranych serdecznie przepraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście w górę i przejście przez Syfon Błotny wymaga jego zlewarowania. Tym razem wodę przenosimy w dół. Szczęśliwie zrzucenie wody na niższy poziom nie zabiera wiele czasu i dość sprawnie wydostajemy się poza rejon syfonów, gdzie mogę się ubrać w dodatkową warstwę ciuchów. A i przy okazji wmusić w siebie coś do jedzenia i picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbieramy się do wyjścia. Droga powrotna idzie jak krew z nosa, wybitnie opóźniam przemarsz. Domyślam się, że lwia część ekipy wolałaby przynajmniej odwiedzić Suche Dno zamiast od razu iść do wyjścia, jednak zdecydowanie pcham się ku powierzchni. Przemarsz w górę rozkosznie rozgrzewa, odzywa się zdrowy głód, a to najlepszy dowód, że będę żył. Czeka mnie jeszcze długie przepraszanie uczestników wyprawy za uwagi dotyczące ich powiązań genetycznych ze ślepymi zaułkami ludzkiej ewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Docieramy do otworu wyjściowego – z zadowoleniem stwierdzamy, że jeszcze jest jasno. Zjeżdżamy w ciuchach jaskiniowych z ostatniego progu, a następnie niczym dzieci na megaślizgawce, zsuwamy się radośnie w dół zbocza, zostawiając za sobą obrzydliwe, brązowe ślady. Taki ładny śnieg ubrudziliśmy… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do bazy docieramy już po zmroku. Nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć szybki prysznic, spakować wory do samochodu i ruszać w stronę domu. Po drodze odwiedzamy Zimową Stolicę Polski, doceniając jej największe skarby kultury i dziedzictwa. Znaczy się wpadamy do Maca i pochłaniamy stertę martwych krów. Dławiąc się kęsami paszy, ronimy łzy pełne żalu i smutku – w końcu to było nasze ostatnie kursowe zejście do jaskini…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMietusia-Wyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - szkolenie zimowe|Mateusz Golicz, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn, Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Teresa Szołtysik|26 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna słoneczna pogoda, niewielki mróz ale tez mało śniegu. Dzień wcześniej przypomnieliśmy sobie wiadomości o sprzęcie zimowym i specyfice poruszania się zimą po górach. W dolinie Miętusiej i w kotle MS ćwiczyliśmy hamowanie czekanem w różnych sytuacjach, poruszanie się w rakach, wykorzystanie czekana przy podchodzeniu i schodzeniu, wykonanie asekuracji i zjazdu z grzyba śnieżnego. Później na polanie odbyły się zajęcia z lawinoznawstwa (poszukiwanie zasypanego z pipsem, sondowanie metodą tradycyjną). Trzy osoby poruszały się na nartach z różnym skutkiem gdyż z śniegiem jest dość kiepsko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu (Emil): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie_zimowe-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitura - Beskid Śl.| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna &amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|22 02 2016}}&lt;br /&gt;
Nie wiem jakim cudem-bo śniegu jak na lekarstwo-ale udało się zorganizować wypad na skitury. Próbujemy trochę w Istebnej na stoku Zagroń (poza stokiem tylko trawa), następnie przenosimy się na Stożek, gdzie warunki zdecydowanie lepsze, na nartach można było dojść aż do schroniska... (wow!)W drodze powrotnej spotkaliśmy Jasia K wracającego z pracy w związku z czym spędziliśmy jeszcze godzinkę w domu nadleśnictwa :) na miłej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dwa dni i 45km Tatr| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|19-21 02 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia naszych spacerów pogoda była sprzyjająca, mimo zachmurzenia i mgły towarzyszących nam podczas wędrówki Doliną Chochołowską, przez większą część dnia było słonecznie, dzięki czemu miałam odpowiednie widoki do nauki topografii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo ze schroniska ruszamy zielonym szlakiem prowadzącym na grań. Bez problemów torujemy sobie szlak, jednak na wysokości ok 1400m n.p.m postanawiamy zmienić trasę i udać się na Trzydniowianski Wierch. Podchodzimy od strony Doliny Jarząbczej, po drodze mijamy jednego skituourowca, następni ludzie pojawiają się dopiero w okolicy szczytu. U góry nagle odzyskujemy zasięg (chyba przywiał go wiatr), nim kończymy rozmowy okazuje się, że już jesteśmy zbyt wyziębieni by patrzeć w mapę i na widoki dookoła. Schodzimy w dół Kulawcem. Gdzieś pomiędzy jego końcem i początkiem Krowiego Żlebu odkrywam szybszy, łatwiejszy i przede wszystkim &amp;lt;u&amp;gt;zabawniejszy!&amp;lt;/u&amp;gt; sposób schodzenia (przydają się grube spodnie zimowe, bardziej zaawansowani mogą użyć sanek; uwaga na czekany wbijające się w nogi).  Niestety ten sposób nie nadawał się do zastosowania w Dolinie Chochołowskiej przez co musieliśmy ją znowu całą przedeptać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na pierwszy dzień uległy zmianie, to te na drugi dzień też musiały zostać zmienione. Zaplanowaną trasę postanowiliśmy zrobić w odwrotnej kolejności niż początkowo zakładaliśmy. Wycieczka pod znakiem deszczu. Na wejściu na szlak prowadzący na Przysłop Miętusi przez Staników Żleb zamieniłam polar na kurtkę przeciwdeszczową. Przez plusowe temperatury ze śniegu zrobiła się ciapa, miejscami śliska ciapa, albo woda z ciapą, co zaowocowało całkowitym przemoczeniem gdzieś pomiędzy Przełęczą w Grzybowcu, a Strążyską Polaną. Idąc Ścieżką nad Reglami do Doliny Białego po drodze wstąpiliśmy jeszcze na Sarnią Skałę. W Dolinie Białego spotkaliśmy dużo ludzi - nie dziwię się, ponieważ jest to jak na razie najładniejsza dolina w Tatrach w jakiej byłam. Po drodze do wylotu robimy kilka przerw na zerknięcie w mapę i próbę zajrzenia głąb starej sztolni uranu. W drodze powrotnej weszliśmy jeszcze do Doliny ku Dziurze i do Dziury (jak na pilnych grotołazów przystało!) oraz do Doliny za Bramką. Wycieczkę zakończyliśmy wykręcaniem skarpetek pod bazą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Chongqing - Wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG Nocek), dr Jacek Szczygieł (KKS/Uniwersytet Śląski), Erin Lynch (Hong Meigui CES; kierownik wyprawy), Devra Heyer (Paamul Grotto), Annie Leonard (Cambridge University Caving Club)|30 01 - 15 02 2016}}&lt;br /&gt;
Po raz drugi z rzędu miałem przyjemność uczestniczyć w cyklicznej, noworocznej wyprawie jaskiniowej, organizowanej przez Erin Lynch z klubu jaskiniowego Hong Meigui. Działaliśmy w bardzo okrojonym, ale za to bardzo dobrze zgranym amerykańsko-polskim zespole. Wyprawa była bardzo intensywna. Przez 11 dni pod rząd codziennie byliśmy pod ziemią, z czego przez dziesięć działaliśmy w Luo Shui Kong, jaskini rozpoczynającej się 210-metrową studnią. W skromnym gronie Polaków trochę liczyliśmy na piony i wspinaczki hakowe. Choć jednak tegoroczne odkrycia miały w dużej mierze charakter poziomy, i tak dały nam bardzo dużo satysfakcji. Najbardziej spektakularna była Casablanca, wielka sala o kształcie trójkąta o najdłuższym boku 100 m i &amp;quot;szerokości&amp;quot; 65 m. Salę nazwaliśmy tak od mnóstwa gipsowych kryształów, które formują w niej liczne, dwumetrowe wieże, gipsowe &amp;quot;krzaki&amp;quot; i inne ozdobniki. Spąg pokrywa gruz, będący połamanymi fragmentami krystalicznej gipsowej skorupy, odseparowanej od stropu. W sumie, w Luo Shui Kong skartowaliśmy ponad 4.8 hektara przy długości ciągów pomiarowych 2.5 km. Dla porównania, całkowita powierzchnia rzutu spągu jaskini Zimnej wynosi ok. 0.8 ha, zaś jaskini Miętusiej - ok. 1.9 ha. Dłuższa relacja zostanie opublikowana w &amp;quot;Jaskiniach&amp;quot;. Zdjęcia dostępne są w Galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLSK2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
Jak na wzorowych kursantów przystało, ruszamy z bazy o ustalonej wcześniej godzinie. Przedzierając się przez półmroki poranka, docieramy Doliną Kościeliską pod największe wyzwanie podejściowe tego dnia: schody do Jaskini Mroźnej. Po ich pokonaniu wskakujemy w kombinezony, a następnie podchodzimy kilkanaście kolejnych metrów w górę i wchodzimy do Jaskini Zimnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo nic nie zapowiada dramatu, który ma się wydarzyć:  trochę się czołgamy, trochę przeciskamy. Nagle, niczym grom z jasnego nieba, spada na nas wiadomość, że trzeba będzie się tego dnia solidnie zmoczyć. Jeszcze przez moment nie budzi to jakiejś szczególnej grozy – w końcu niekiedy  po powrocie z jaskini człowiekowi zdarzy się wziąć prysznic… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie chodzi o pucowanie stref intymnych, lecz o przebrnięcie przez zalany Ponor. Rozlewisko zbadane wcześniej przez Asię i Łukasza, pokonujemy kolejno, prezentując swoje bogactwo językowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszej części jaskini mamy okazję do zaprezentowania umiejętności wspinaczkowych. Jedno po drugim wspinamy się na progi, ściany i kominy. Asia wraz z Łukaszem znudzeni pokonywaniem standardowych przeszkód, przedzierają się obejściem wokół Czarnego Komina, co pozwala nam zaoszczędzić sporo czasu. Rzucona przez nich z góry lina sprawia, że nie muszę od dołu zdobywać całości Czarnego Komina, co zapewne trwałoby wieki.&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy za Prożek Burcharda, gdzie po zlewarowaniu syfonu otwiera się dla nas przejście w stronę Korytarza Galeriowego. Początkowo ruszamy doń we czwórkę: Asia, Piotr, Łukasz i ja. Niestety Korkociąg Krakowski pokonuje mnie oraz Pitera, w związku z czym wycofujemy się na Prożek. Asia z Łukaszem są nie do zatrzymania: docierają do Korytarza Galeriowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej mamy jeszcze raz okazję do sprawdzenia odporności na zimno: tym razem mało komu chce się rozbierać przed pokonaniem Ponoru. Wchodzimy doń praktycznie w kompletnym ubiorze. Nic tak nie motywuje do szybszego wydostania się z jaskini, jak klejący się do ciała mokry kombinezon, dzięki czemu ostatni odcinek pokonujemy szybko i sprawnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię docieramy 10 minut przez wyznaczonym czasem. Do bazy wracamy już w kompletnych ciemnościach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fzimna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Na nartach na Babią Górę| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Pawlas, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybór znów padł na Babią Górę i znów od południa. Po ostatnich opadach przybyło śniegu lecz bez rewelacji. Z Slanej Wody początkowo szlakiem a potem na przełaj na Jedlę i granicznym grzbietem na szczyt Babiej Góry (1725). Śnieg na podejście znośny lecz do zjazdu na pewno kiepski. Wystawały kamienie i kosówki. Pogoda w górnych partiach dość charakterystyczna dla tego szczytu. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności na zjazd obieramy znany nam żółty szlak. Była to bardzo dobra decyzja. Do połowy góry zjazd wyśmienity choć śnieg tępy. Dalej uważnie (więcej kamieni) lecz ciągle na nartach śmigamy w dół aż do połączenia z drogą podejścia i dalej do auta w Slanej Wodzie. Zrobiliśmy niemal 1000 m deniwelacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/BabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu film: https://vimeo.com/156540639&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Grześ| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo pierwszego dnia śląskich ferii udało nam się dojechać prawie bez korków. W Tatrach już czekał na nas śnieg i bałwany na każdym rogu. Dolinę Chochołowską udało nam się przejść w miarę szybko. Przed wejściem na szlak prowadzący na Grzesia zrobiliśmy przerwę śniadaniową w schronisku.  Na szlaku sporo ludzi, dzięki temu był przedeptany. U góry przerwa na zdjęcia i telefon od Ryśka ,,tylko nie mów kursantom, że w Zimnej będzie kąpiel&amp;quot;. Droga na dół, do schroniska bardzo przyjemna, od schroniska do parkingu raczej nudna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura-Sokole Góry, Kamieniołom Kielniki| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworski z dzieciakami|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy narty, ale wyszło inaczej. Odwiedziliśmy Olsztyn, gdzie wędrowaliśmy ścieżką geologiczną Kamieniołomu Kielniki. Zwiedziliśmy kamieniołom a także Jaskinię Magazyn w Kielnikach. Dalej szlakiem żółtym i czerwonym zawędrowaliśmy do rezerwatu Sokole Góry, gdzie odwiedziliśmy Jaskinię Olsztyńską. Starszy syn ewidentnie poczuł zew eksploratora. Dzień jeszcze jest zbyt krótki więc wróciliśmy do auta po zmroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Cienkowie |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek lutego, +8 stopni, słońce. Gdzie ta zima?! Jednak i tym razem w desperacji intuicja mnie nie zawiodła w zaplanowaniu skiturowego spacerku. W Stryczkowie zostawiamy auto i bez szlaku podchodzimy północnym skłonem pasma cienkowskiego. Ku naszemu zaskoczeniu po kilkuset metrach zakładamy narty i podchodzimy po nieskalanej bieli na szczyt Cienkowa Postrzedniego (867). Stąd łagodnym zjazdem w stronę Cienkowa. Na rozległym obniżeniu śnieg zalega już tylko płatami więc znów kilkaset metrów dajemy z buta podchodząc w efekcie na początek nartostrady. Tu mocno wieje. Z wierzchołka zjeżdżamy już błyskawicznie do doliny. Tu Esa klaruje sprzęt a ja już na lekko biegnę ponad 2 km w górę po zostawione w Stryczkowie auto. Wkrótce też wracamy do domu. Jeżeli nie dopada śniegu to chyba będzie czas definitywnie przerzucić się  na rowery i wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FCienkow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka na Rysiankę |Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk &amp;lt;/u&amp;gt; Tomanek, Justyna (os. tow.)|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Żabnicy zielonym szlakiem na Rysiankę. Powrót przez Boraczą. Śniegu mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Malinów |Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2016}}&lt;br /&gt;
Desperacki wyjazd na ekspresowe skitury. Wyjeżdżamy ok. 16:30 do Szczyrku, gdzie trasą Golgoty podchodzimy w okolice Malinowa. Trasa narciarska oświetlona, wyżej trasę chwilowo oświetlają krążące ratraki, a potem już tylko w czołówkach. Piękna gwieździsta i bardzo wietrzna noc. Zjeżdżamy trasą podejścia. Stoki Skrzycznego jeszcze z niewielką warstwą białego, ale chyba już nie długo wytrzyma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie |Łukasz Depta(instruktor), Artur,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|01-05 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszym tygodniu lutego miałem przyjemność uczestniczyć w kursie taternictwa zimowego. Podobnie jak dwa lata temu odbył się on na Hali Gąsienicowej. W poniedziałek wieczorem po deszczowym (!!!) podejściu spotykamy się w zatłoczonej jak zawsze Betlejemce. Niestety we wtorek odwilż nie odpuszcza, podobnie jak my :). Wybieramy drogę Potoczka (III) z wariatem prostującym  na Czubie nad Karbem jako dobrą drogę na początek. Na własnej skórze przekonuje się, że dodatnia temperatura znacząco zwiększa trudności pokonywanej drogi. Ze względu na zagrożenie lawinowe wracamy dłuższą drogą przez pojezierze. W środę udaje się sprawnie zrobić klasyk Hali Gąsienicowej tj. filar Świnicy (IV), na kluczowych wyciągach wspinaczkę utrudniały zalane lodem rysy (patrz pogoda dwa dni wcześniej). Kolejnego dnia wyznaczony cel jest ambitny -  Filar Staszla (V), jest to droga znacznie poważniejsza od dwóch poprzednich. Pogoda w tym dniu zadbała, żeby pokonanie tej drogi wryło się w pamięć.  Pomimo zmęczenia i niepromocyjnych warunków drogę udaję się skończyć przed zmierzchem. W ostatnim dniu ze względu na brak sił (czytaj brak warunków m.in. 30cm świeżego śniegu) Łukasz szkoli nas jak powinno się wspinać w lodzie. Zaczynamy od pokonania lodospadu nad Zmarzłym Stawem z dwoma czekanami, potem z jednym a na końcu bez. Wniosek czekany są dla słabych :).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Kysucki - skitura na Wielką Raczę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima tylko z nazwy, bardzo kiepska. Z Lalik podchodzimy nieczynną nartostradą (bo gdzie indziej brak śniegu) obok wyciągu na zachodni grzbiet Raczy. Dalej szlakiem o dziwo po twardym śniegu na szczyt Wielkiej Raczy (1236) zaglądając po drodze do Dier (niewielka jaskinia tektoniczna). Pogoda dobra. W schronisku robimy dłuższy odpoczynek po czym zjeżdżamy. Pod szczytem spotykamy zupełnie przypadkowo naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała: Beatę Michalską i Pawła Kasperkiewicza, którzy też na skiturach podchodzili do góry. Później zalodzonymi nartostradami zjeżdżamy aż do auta. Całkiem udany wyjazd i warunki wykorzystane w 100%.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/VelkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacer |Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt; Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy w Kirach po akcji w Miętusiej. W nocy padał deszcz, rano za oknem szaro, jednak w momencie w którym zdecydowaliśmy się na wysunięcie ze śpiworów zaczął padać śnieg. Po wyjściu z bazy było go już powyżej kostek. Zakrył lodowe placki z dnia wczorajszego, a tam gdzie nie było go na tyle żeby uniknąć poślizgu zapewniał w miarę miękkie lądowanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeszliśmy od Kir Drogą pod Reglami, aż do wlotu do Doliny Strążyskiej, którą doszliśmy do Siklawicy. Spod wodospadu wycofaliśmy się do połączenia ze Ścieżką Nad Reglami, którą poszliśmy dalej, przez Przełęcz Grzybowską i Przysłop Miętusi do Doliny Kościeliskiej. Po 4 godzinach marszu docieramy z powrotem na bazę , pakujemy się i jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Ftatry_spacer&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia - kurs |Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|30 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota, szósta rano. Jak to na wzorowych kursantów przystało, zwarci i gotowi czekamy przed Bazą na wymarsz. Kilka minut później ruszamy w komplecie do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Droga bez większych problemów: śniegu praktycznie zero, jedynie leżące miejscami placki zdradliwego lodu starają się sprawić, że nasze kończyny wygną się w niecodzienny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez złamań i z kompletem zębów docieramy do jaskini. W sobotę ma być na dole dość tłoczno, więc z radością stwierdzamy brak śladów innych ekip. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesteśmy pierwsi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz z Bogdanem nurkują w otworze, zanim reszta skończy przeżuwanie przedzejściowych kanapek. Asia gna za nimi (Bogdanem i Łukaszem, nie kanapkami) starając się dogonić rozbrykane speleostadko, zaś Rysiek, Piter i ja dostojnie schodzimy w dół, kolejno polerując zadami Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
Przodowników jaskiniowych doganiamy na Kaskadach, skąd razem ruszamy w dół ku Wielkim Kominom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po osiągnięciu dna, zaczynamy wspinaczkę do góry. Do zdeporęczowania zostaje całość lin, która czekała na nas od poprzedniej wizyty Nockowiczów w Miętusiej. Nawet w miarę sensownie i sprawnie idzie nam przekazywanie worów, jakimś sposobem nikt nie popada w hipotermię, chociaż Piter trzęsąc się ziewa na potęgę i zaczyna coś majaczyć. Na szczęście majaczy o piwie, więc nie jest z nim źle.&lt;br /&gt;
Na Kaskadach mamy wielokrotną mijankę - trafiamy na pozostałe ekipy, które planowały dziś odwiedziny w Miętusiej. Po grzecznościowej wymianie uprzejmości i podzieleniu się prowiantem, ruszamy w górę gdzie czeka na nas Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek, Bogdan i Piter pokonują korytarz w oka mgnieniu, Asia znudzona moim ślimaczym przepychaniem gabarytów przez rurę wyprzedza nas obejściem, a ja celebrując tradycję, klinuję się każdym możliwym elementem w miejscu, gdzie podobno zaklinować się nie da.&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć jakim magicznym sposobem Łukasz nie umiera z wyziębienia czekając za mną aż łaskawie schudnę i przejdę przez Ciasny Korytarzyk. Po długiej walce w końcu przeciągam swe boskie ciało przez problematyczne miejsca i ruszamy ku górze. Udaje nam się zabłądzić (tak, da się zabłądzić w Ciasnym Korytarzyku) i zamiast na powierzchnię - trafiamy w jakiś komin, który zamiast wyjścia ma śpiącego nietoperza i stado komarów. Po wykonaniu odwrotu i powrocie do głównego ciągu, w ułamku sekundy trafiamy w odpowiednią dziurę i wyczłapujemy na powierzchnię, wyczekiwani przez resztę ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót (pomimo występującego miejscami oblodzenia) to przyjemny spacerek, wracamy do bazy przed zapadnięciem zmierzchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego samego dnia Rysiek, Piter i ja decydujemy się na powrót do domu, Asia, Bogdan i Łukasz zostają by jeszcze w niedzielę pohasać po tatrzańskich szlakach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Spitzingsee-Bawaria - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=6898</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=6898"/>
		<updated>2016-10-09T11:53:44Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''24 09 - 03 10 2016''' - USA: Góry Skaliste - Mt. Elbert&lt;br /&gt;
* '''02 10 2016''' - Jura - wspinanie w Mirowie&lt;br /&gt;
* '''02 10 2016''' - Beskid Śl. - okolice Szczyrku&lt;br /&gt;
* '''15 09 - 29 09 2016''' - MAJORKA - DWS&lt;br /&gt;
* '''25 09 2016''' - Jura - jaskinia w Rodakach i Niska&lt;br /&gt;
* '''24 - 25 09 2016''' - Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna&lt;br /&gt;
* '''24 - 25 09 2016''' - Gorce - w poszukiwaniu jesieni&lt;br /&gt;
* '''22 09 2016''' - NEPAL: jaskinia Bat Cave&lt;br /&gt;
* '''18 09 2016''' - Beskid Żyw. - rowerami przez Oźną&lt;br /&gt;
* '''17 - 18 09 2016''' - Tatry Zach. - trawers jaskini Czarnej&lt;br /&gt;
* '''04 - 18 09 2016''' - RUMUNIA: off-road i jaskinie&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6130</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6130"/>
		<updated>2016-02-09T11:11:04Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura-Sokole Góry, Kamieniołom Kielniki| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworski z dzieciakami|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy narty, ale wyszło inaczej. Odwiedziliśmy Olsztyn, gdzie wędrowaliśmy ścieżką geologiczną Kamieniołomu Kielniki. Zwiedziliśmy kamieniołom a także Jaskinię Magazyn w Kielnikach. Dalej szlakiem żółtym i czerwonym zawędrowaliśmy do rezerwatu Sokole Góry, gdzie odwiedziliśmy Jaskinię Olsztyńską. Starszy syn ewidentnie poczuł zew eksploratora. Dzień jeszcze jest zbyt krótki więc wróciliśmy do auta po zmroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Cienkowie |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek lutego, +8 stopni, słońce. Gdzie ta zima?! Jednak i tym razem w desperacji intuicja mnie nie zawiodła w zaplanowaniu skiturowego spacerku. W Stryczkowie zostawiamy auto i bez szlaku podchodzimy północnym skłonem pasma cienkowskiego. Ku naszemu zaskoczeniu po kilkuset metrach zakładamy narty i podchodzimy po nieskalanej bieli na szczyt Cienkowa Postrzedniego (867). Stąd łagodnym zjazdem w stronę Cienkowa. Na rozległym obniżeniu śnieg zalega już tylko płatami więc znów kilkaset metrów dajemy z buta podchodząc w efekcie na początek nartostrady. Tu mocno wieje. Z wierzchołka zjeżdżamy już błyskawicznie do doliny. Tu Esa klaruje sprzęt a ja już na lekko biegnę ponad 2 km w górę po zostawione w Stryczkowie auto. Wkrótce też wracamy do domu. Jeżeli nie dopada śniegu to chyba będzie czas definitywnie przerzucić się  na rowery i wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FCienkow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Malinów |Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2016}}&lt;br /&gt;
Desperacki wyjazd na ekspresowe skitury. Wyjeżdżamy ok. 16:30 do Szczyrku, gdzie trasą Golgoty podchodzimy w okolice Malinowa. Trasa narciarska oświetlona, wyżej trasę chwilowo oświetlają krążące ratraki, a potem już tylko w czołówkach. Piękna gwieździsta i bardzo wietrzna noc. Zjeżdżamy trasą podejścia. Stoki Skrzycznego jeszcze z niewielką warstwą białego, ale chyba już nie długo wytrzyma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie |Łukasz Depta(instruktor), Artur,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|01-05 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszym tygodniu lutego miałem przyjemność uczestniczyć w kursie taternictwa zimowego. Podobnie jak dwa lata temu odbył się on na Hali Gąsienicowej. W poniedziałek wieczorem po deszczowym (!!!) podejściu spotykamy się w zatłoczonej jak zawsze Betlejemce. Niestety we wtorek odwilż nie odpuszcza, podobnie jak my :). Wybieramy drogę Potoczka (III) z wariatem prostującym  na Czubie nad Karbem jako dobrą drogę na początek. Na własnej skórze przekonuje się, że dodatnia temperatura znacząco zwiększa trudności pokonywanej drogi. Ze względu na zagrożenie lawinowe wracamy dłuższą drogą przez pojezierze. W środę udaje się sprawnie zrobić klasyk Hali Gąsienicowej tj. filar Świnicy (IV), na kluczowych wyciągach wspinaczkę utrudniały zalane lodem rysy (patrz pogoda dwa dni wcześniej). Kolejnego dnia wyznaczony cel jest ambitny -  Filar Staszla (V), jest to droga znacznie poważniejsza od dwóch poprzednich. Pogoda w tym dniu zadbała, żeby pokonanie tej drogi wryło się w pamięć.  Pomimo zmęczenia i niepromocyjnych warunków drogę udaję się skończyć przed zmierzchem. W ostatnim dniu ze względu na brak sił (czytaj brak warunków m.in. 30cm świeżego śniegu) Łukasz szkoli nas jak powinno się wspinać w lodzie. Zaczynamy od pokonania lodospadu nad Zmarzłym Stawem z dwoma czekanami, potem z jednym a na końcu bez. Wniosek czekany są dla słabych :).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Kysucki - skitura na Wielką Raczę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima tylko z nazwy, bardzo kiepska. Z Lalik podchodzimy nieczynną nartostradą (bo gdzie indziej brak śniegu) obok wyciągu na zachodni grzbiet Raczy. Dalej szlakiem o dziwo po twardym śniegu na szczyt Wielkiej Raczy (1236) zaglądając po drodze do Dier (niewielka jaskinia tektoniczna). Pogoda dobra. W schronisku robimy dłuższy odpoczynek po czym zjeżdżamy. Pod szczytem spotykamy zupełnie przypadkowo naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała: Beatę Michalską i Pawła Kasperkiewicza, którzy też na skiturach podchodzili do góry. Później zalodzonymi nartostradami zjeżdżamy aż do auta. Całkiem udany wyjazd i warunki wykorzystane w 100%.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/VelkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacer |Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt; Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy w Kirach po akcji w Miętusiej. W nocy padał deszcz, rano za oknem szaro, jednak w momencie w którym zdecydowaliśmy się na wysunięcie ze śpiworów zaczął padać śnieg. Po wyjściu z bazy było go już powyżej kostek. Zakrył lodowe placki z dnia wczorajszego, a tam gdzie nie było go na tyle żeby uniknąć poślizgu zapewniał w miarę miękkie lądowanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeszliśmy od Kir Drogą pod Reglami, aż do wlotu do Doliny Strążyskiej, którą doszliśmy do Siklawicy. Spod wodospadu wycofaliśmy się do połączenia ze Ścieżką Nad Reglami, którą poszliśmy dalej, przez Przełęcz Grzybowską i Przysłop Miętusi do Doliny Kościeliskiej. Po 4 godzinach marszu docieramy z powrotem na bazę , pakujemy się i jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Ftatry_spacer&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia - kurs |Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|30 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota, szósta rano. Jak to na wzorowych kursantów przystało, zwarci i gotowi czekamy przed Bazą na wymarsz. Kilka minut później ruszamy w komplecie do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Droga bez większych problemów: śniegu praktycznie zero, jedynie leżące miejscami placki zdradliwego lodu starają się sprawić, że nasze kończyny wygną się w niecodzienny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez złamań i z kompletem zębów docieramy do jaskini. W sobotę ma być na dole dość tłoczno, więc z radością stwierdzamy brak śladów innych ekip. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesteśmy pierwsi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz z Bogdanem nurkują w otworze, zanim reszta skończy przeżuwanie przedzejściowych kanapek. Asia gna za nimi (Bogdanem i Łukaszem, nie kanapkami) starając się dogonić rozbrykane speleostadko, zaś Rysiek, Piter i ja dostojnie schodzimy w dół, kolejno polerując zadami Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
Przodowników jaskiniowych doganiamy na Kaskadach, skąd razem ruszamy w dół ku Wielkim Kominom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po osiągnięciu dna, zaczynamy wspinaczkę do góry. Do zdeporęczowania zostaje całość lin, która czekała na nas od poprzedniej wizyty Nockowiczów w Miętusiej. Nawet w miarę sensownie i sprawnie idzie nam przekazywanie worów, jakimś sposobem nikt nie popada w hipotermię, chociaż Piter trzęsąc się ziewa na potęgę i zaczyna coś majaczyć. Na szczęście majaczy o piwie, więc nie jest z nim źle.&lt;br /&gt;
Na Kaskadach mamy wielokrotną mijankę - trafiamy na pozostałe ekipy, które planowały dziś odwiedziny w Miętusiej. Po grzecznościowej wymianie uprzejmości i podzieleniu się prowiantem, ruszamy w górę gdzie czeka na nas Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek, Bogdan i Piter pokonują korytarz w oka mgnieniu, Asia znudzona moim ślimaczym przepychaniem gabarytów przez rurę wyprzedza nas obejściem, a ja celebrując tradycję, klinuję się każdym możliwym elementem w miejscu, gdzie podobno zaklinować się nie da.&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć jakim magicznym sposobem Łukasz nie umiera z wyziębienia czekając za mną aż łaskawie schudnę i przejdę przez Ciasny Korytarzyk. Po długiej walce w końcu przeciągam swe boskie ciało przez problematyczne miejsca i ruszamy ku górze. Udaje nam się zabłądzić (tak, da się zabłądzić w Ciasnym Korytarzyku) i zamiast na powierzchnię - trafiamy w jakiś komin, który zamiast wyjścia ma śpiącego nietoperza i stado komarów. Po wykonaniu odwrotu i powrocie do głównego ciągu, w ułamku sekundy trafiamy w odpowiednią dziurę i wyczłapujemy na powierzchnię, wyczekiwani przez resztę ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót (pomimo występującego miejscami oblodzenia) to przyjemny spacerek, wracamy do bazy przed zapadnięciem zmierzchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego samego dnia Rysiek, Piter i ja decydujemy się na powrót do domu, Asia, Bogdan i Łukasz zostają by jeszcze w niedzielę pohasać po tatrzańskich szlakach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Spitzingsee-Bawaria - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6129</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6129"/>
		<updated>2016-02-09T11:07:43Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura-Sokole Góry, Kamieniołom Kielniki| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworski z dzieciakami|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy narty, ale wyszło inaczej. Odwiedziliśmy Olsztyn, gdzie wędrowaliśmy ścieżką geologiczną Kamieniołomu Kielniki. Zwiedziliśmy kamieniołom a także Jaskinię Magazyn w Kielnikach. Dalej szlakiem żółtym i czerwonym zawędrowaliśmy do rezerwatu Sokole Góry, gdzie odwiedziliśmy Jaskinię Olsztyńską. Starszy syn ewidentnie poczuł zew eksploratora. Dzień jeszcze jest zbyt krótki więc wróciliśmy do auta po zmroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Cienkowie |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek lutego, +8 stopni, słońce. Gdzie ta zima?! Jednak i tym razem w desperacji intuicja mnie nie zawiodła w zaplanowaniu skiturowego spacerku. W Stryczkowie zostawiamy auto i bez szlaku podchodzimy północnym skłonem pasma cienkowskiego. Ku naszemu zaskoczeniu po kilkuset metrach zakładamy narty i podchodzimy po nieskalanej bieli na szczyt Cienkowa Postrzedniego (867). Stąd łagodnym zjazdem w stronę Cienkowa. Na rozległym obniżeniu śnieg zalega już tylko płatami więc znów kilkaset metrów dajemy z buta podchodząc w efekcie na początek nartostrady. Tu mocno wieje. Z wierzchołka zjeżdżamy już błyskawicznie do doliny. Tu Esa klaruje sprzęt a ja już na lekko biegnę ponad 2 km w górę po zostawione w Stryczkowie auto. Wkrótce też wracamy do domu. Jeżeli nie dopada śniegu to chyba będzie czas definitywnie przerzucić się  na rowery i wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FCienkow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Malinów |Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2016}}&lt;br /&gt;
Desperacki wyjazd na ekspresowe skitury. Wyjeżdżamy ok. 16:30 do Szczyrku, gdzie trasą Golgoty podchodzimy w okolice Malinowa. Trasa narciarska oświetlona, wyżej trasę chwilowo oświetlają krążące ratraki, a potem już tylko w czołówkach. Piękna gwieździsta i bardzo wietrzna noc. Zjeżdżamy trasą podejścia. Stoki Skrzycznego jeszcze z niewielką warstwą białego, ale chyba już nie długo wytrzyma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie |Łukasz Depta(instruktor), Artur,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|01-05 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszym tygodniu lutego miałem przyjemność uczestniczyć w kursie taternictwa zimowego. Podobnie jak dwa lata temu odbył się on na Hali Gąsienicowej. W poniedziałek wieczorem po deszczowym (!!!) podejściu spotykamy się w zatłoczonej jak zawsze Betlejemce. Niestety we wtorek odwilż nie odpuszcza, podobnie jak my :). Wybieramy drogę Potoczka (III) z wariatem prostującym  na Czubie nad Karbem jako dobrą drogę na początek. Na własnej skórze przekonuje się, że dodatnia temperatura znacząco zwiększa trudności pokonywanej drogi. Ze względu na zagrożenie lawinowe wracamy dłuższą drogą przez pojezierze. W środę udaje się sprawnie zrobić klasyk Hali Gąsienicowej tj. filar Świnicy (IV), na kluczowych wyciągach wspinaczkę utrudniały zalane lodem rysy (patrz pogoda dwa dni wcześniej). Kolejnego dnia wyznaczony cel jest ambitny -  Filar Staszla (V), jest to droga znacznie poważniejsza od dwóch poprzednich. Pogoda w tym dniu zadbała, żeby pokonanie tej drogi wryło się w pamięć.  Pomimo zmęczenia i nie promocyjnych warunków drogę udaję się skończyć przed zmierzchem. W ostatnim dniu ze względu na brak sił (czytaj brak warunków m.in. 30cm świeżego śniegu) Łukasz szkoli nas jak powinno się wspinać w lodzie. Zaczynamy od pokonania lodospadu nad Zmarzłym Stawem z dwoma czekanami, potem z jednym a na końcu bez. Wniosek czekany są dla słabych :).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Kysucki - skitura na Wielką Raczę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima tylko z nazwy, bardzo kiepska. Z Lalik podchodzimy nieczynną nartostradą (bo gdzie indziej brak śniegu) obok wyciągu na zachodni grzbiet Raczy. Dalej szlakiem o dziwo po twardym śniegu na szczyt Wielkiej Raczy (1236) zaglądając po drodze do Dier (niewielka jaskinia tektoniczna). Pogoda dobra. W schronisku robimy dłuższy odpoczynek po czym zjeżdżamy. Pod szczytem spotykamy zupełnie przypadkowo naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała: Beatę Michalską i Pawła Kasperkiewicza, którzy też na skiturach podchodzili do góry. Później zalodzonymi nartostradami zjeżdżamy aż do auta. Całkiem udany wyjazd i warunki wykorzystane w 100%.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/VelkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacer |Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt; Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy w Kirach po akcji w Miętusiej. W nocy padał deszcz, rano za oknem szaro, jednak w momencie w którym zdecydowaliśmy się na wysunięcie ze śpiworów zaczął padać śnieg. Po wyjściu z bazy było go już powyżej kostek. Zakrył lodowe placki z dnia wczorajszego, a tam gdzie nie było go na tyle żeby uniknąć poślizgu zapewniał w miarę miękkie lądowanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeszliśmy od Kir Drogą pod Reglami, aż do wlotu do Doliny Strążyskiej, którą doszliśmy do Siklawicy. Spod wodospadu wycofaliśmy się do połączenia ze Ścieżką Nad Reglami, którą poszliśmy dalej, przez Przełęcz Grzybowską i Przysłop Miętusi do Doliny Kościeliskiej. Po 4 godzinach marszu docieramy z powrotem na bazę , pakujemy się i jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Ftatry_spacer&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia - kurs |Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|30 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota, szósta rano. Jak to na wzorowych kursantów przystało, zwarci i gotowi czekamy przed Bazą na wymarsz. Kilka minut później ruszamy w komplecie do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Droga bez większych problemów: śniegu praktycznie zero, jedynie leżące miejscami placki zdradliwego lodu starają się sprawić, że nasze kończyny wygną się w niecodzienny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez złamań i z kompletem zębów docieramy do jaskini. W sobotę ma być na dole dość tłoczno, więc z radością stwierdzamy brak śladów innych ekip. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesteśmy pierwsi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz z Bogdanem nurkują w otworze, zanim reszta skończy przeżuwanie przedzejściowych kanapek. Asia gna za nimi (Bogdanem i Łukaszem, nie kanapkami) starając się dogonić rozbrykane speleostadko, zaś Rysiek, Piter i ja dostojnie schodzimy w dół, kolejno polerując zadami Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
Przodowników jaskiniowych doganiamy na Kaskadach, skąd razem ruszamy w dół ku Wielkim Kominom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po osiągnięciu dna, zaczynamy wspinaczkę do góry. Do zdeporęczowania zostaje całość lin, która czekała na nas od poprzedniej wizyty Nockowiczów w Miętusiej. Nawet w miarę sensownie i sprawnie idzie nam przekazywanie worów, jakimś sposobem nikt nie popada w hipotermię, chociaż Piter trzęsąc się ziewa na potęgę i zaczyna coś majaczyć. Na szczęście majaczy o piwie, więc nie jest z nim źle.&lt;br /&gt;
Na Kaskadach mamy wielokrotną mijankę - trafiamy na pozostałe ekipy, które planowały dziś odwiedziny w Miętusiej. Po grzecznościowej wymianie uprzejmości i podzieleniu się prowiantem, ruszamy w górę gdzie czeka na nas Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek, Bogdan i Piter pokonują korytarz w oka mgnieniu, Asia znudzona moim ślimaczym przepychaniem gabarytów przez rurę wyprzedza nas obejściem, a ja celebrując tradycję, klinuję się każdym możliwym elementem w miejscu, gdzie podobno zaklinować się nie da.&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć jakim magicznym sposobem Łukasz nie umiera z wyziębienia czekając za mną aż łaskawie schudnę i przejdę przez Ciasny Korytarzyk. Po długiej walce w końcu przeciągam swe boskie ciało przez problematyczne miejsca i ruszamy ku górze. Udaje nam się zabłądzić (tak, da się zabłądzić w Ciasnym Korytarzyku) i zamiast na powierzchnię - trafiamy w jakiś komin, który zamiast wyjścia ma śpiącego nietoperza i stado komarów. Po wykonaniu odwrotu i powrocie do głównego ciągu, w ułamku sekundy trafiamy w odpowiednią dziurę i wyczłapujemy na powierzchnię, wyczekiwani przez resztę ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót (pomimo występującego miejscami oblodzenia) to przyjemny spacerek, wracamy do bazy przed zapadnięciem zmierzchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego samego dnia Rysiek, Piter i ja decydujemy się na powrót do domu, Asia, Bogdan i Łukasz zostają by jeszcze w niedzielę pohasać po tatrzańskich szlakach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Spitzingsee-Bawaria - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=6128</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=6128"/>
		<updated>2016-02-09T11:04:56Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''07 02 2016''' - Jura - Sokole Góry, Kamieniołom Kielniki&lt;br /&gt;
* '''07 02 2016''' - Beskid Śl. - skitura na Cienkowie&lt;br /&gt;
* '''06 02 2016''' - Beskid Śl. - skitura na Malinów&lt;br /&gt;
* '''01-05 02 2016''' - TATRY - wspinanie&lt;br /&gt;
* '''31 01 2016''' - SŁOWACJA: Beskid Kysucki - skitura na Wielką Raczę&lt;br /&gt;
* '''31 01 2016''' - Tatry Zach. - spacer&lt;br /&gt;
* '''30 01 2016''' - Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia; Wielke Kominy&lt;br /&gt;
* '''16 - 24 01 2016''' - GRECJA: w jaskiniach Krety&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6005</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6005"/>
		<updated>2016-01-09T21:30:02Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6004</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6004"/>
		<updated>2016-01-09T21:29:28Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych ,,turystach'' można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=6003</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=6003"/>
		<updated>2016-01-09T21:20:59Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''01-02 01 2016''' - TATRY - wspinanie&lt;br /&gt;
* '''22 12 2015 - 03 01 2016''' - Austria/Niemcy - Alpy&lt;br /&gt;
* '''01 01 2016''' - Jura - Jaskinia Rozpadlina&lt;br /&gt;
* '''31 12 2015''' - Jura - Jaskinia Józefa&lt;br /&gt;
* '''29 12 2015''' - Jura - Jaskinia Nad Źródłem I&lt;br /&gt;
* '''27 12 2015''' - Beskid Śląski - Wielka Czantoria&lt;br /&gt;
* '''27 12 2015''' - Beskid Śląski - Czerwieńska Grapa&lt;br /&gt;
* '''26 - 27 12 2015''' - Beskid Śląski - górski rajd&lt;br /&gt;
* '''24 12 2015''' - Jura - Wielka Szczelina&lt;br /&gt;
* '''20 12 2015''' - Jura - jaskinie Rysia i Józefa&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5765</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5765"/>
		<updated>2015-11-14T09:43:00Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== IV kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura -wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby towarzyszące |08 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie zakończyłem sezon wspinania skałkowego, już tradycyjnie ostatni wyjazd odbył się na początku listopada. Podobnie jak w ostatnich latach starałem się w każdy weekend gdzieś się wybrać, dominowała Jura północna, lecz nie zapomniałem o odwiedzeniu Sokolików. Niestety ilość nie do końca przełożyła się na jakość… Z ciekawszych dróg jakie udało się zrobić: Obecność mitu VI.3+/4 –  bulder ze słabymi stopniami;  Anakonda VI.3- takich promocji to nawet w Tesco nie ma; Zapotrzebowanie na pozory VI.4+ - całkiem sympatyczne wspinanie;   San Quentin VI.4 – niby proste, ale nie do końca; Bezpawle VI.3+ - kruche, przewieszone, fajne; Porozumienia Gdańskie VI.3- bulder, proste; Hula Gula 2+/3 – szybka piłka, Lewy kant Kuli VI.3 - droga jednego miejsca, Taniec ze Słoniem VI.3 – Doleżychówka fajniejsza; Filar Zjazdowej VI.3+ – klasyk, fajne wspinanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Warsztaty pierwszej pomocy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, prowadzący i uczestnicy z różnych klubów|07 - 08 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie w tym roku szkolenie organizowane przez PZA. W sobotę większość zajęć odbywała się na bazie. Rozpoczęliśmy od wykładów dotyczących roli świadka w łańcuchu przeżycia, podstaw prawnych udzielania pierwszej pomocy, mechanizmów urazu oraz oceny i badania poszkodowanego po urazie. Następnie odbywały się zajęcia w grupach. U różnych prowadzących ćwiczyliśmy usztywnianie kończyn, opatrywanie ran oraz badanie poszkodowanego po urazie. Po przerwie obiadowej odbył się wykład o hipotermii, a następnie kolejne zajęcia w grupach. Budowa namiotu cieplnego, ewakuacja poszkodowanego, zajęcia na fantomie - reanimacja i użycie aparatu do automatycznej defibrylacji (BLS-AED) oraz postępowanie w przypadku nagłych stanów internistycznych. Po kolacji podzieliliśmy się na dwie grupy. Pierwsza wyszła razem z instruktorami, druga miała dojść w wyznaczone miejsce po 15 min, tam zastaliśmy zaimprowizowany wypadek z 7 poszkodowanymi w różnym stanie. Po opatrzeniu wszystkich rannych, grupy zamieniły się rolami i ratownicy zasymulowali kolejny wypadek w górach, a wcześniejsi poszkodowani byli ratownikami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia wyszliśmy na akcje jaskiniowe. Działaliśmy w Jaskini Zimnej na odcinku od wejścia do ponoru. Instruktorzy zasymulowali w sumie 3 wypadki, uczestnicy byli podzieleni na trzy grupy, każda zajmowała się jednym poszkodowanym, działaliśmy niezależnie od siebie. Obowiązywał pełny realizm. Akcja rozpoczynała się w momencie znalezienia poszkodowanego - zbieraliśmy wywiad, opatrywaliśmy go, przenosiliśmy do bezpiecznego miejsce i zapewnialiśmy komfort cieplny. Każdorazowo dwie osoby z zespołu cofały się do wejścia w celu wezwania pomocy u podstawionych dyspozytorów służb ratowniczych. Po każdej z symulacji odbywało się krótkie omówienie, za każdym razem dowiadywaliśmy się nie tylko o błędach jakie popełnialiśmy, ale też o ocenie akcji (komfortu) z punktu widzenia poszkodowanego. Uwagi te były niezwykle cenne bo pokazały o jak wielu rzeczach trzeba pamiętać i myśleć podczas udzielania pomocy poszkodowanemu, szczególnie że wiele z nich ma wpływ nie tylko na zdrowie, ale też na życie osoby rannej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pogody wybraliśmy się z Łukaszem na wspinaczkę na Straszykową Górę. Było słonecznie i zimno, ale nie na tyle, żeby palce zamarzały na skale. Pokonaliśmy kilka dróg, o wycenach od IV do V+. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w skałkach mirowskich|Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinamy kilka dróg &amp;quot;czwórkowo-piątkowych&amp;quot; na Klawiaturze i Skałkach z Grotą (m. in. ''Filar Klawiatury'' - IV, ''Zacięcie Groty'' - V+). Przepiękna pogoda i cudowne kolory. Oprócz nas w skałach zaledwie kilku wspinaczy. Do domu wracamy okrężną drogą przez Częstochowę gdzie odwiedzamy fajną knajpę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Przełom Białki - wspinanie|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Rank, Olga|31 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się na Przełom Białki na wspinanie, znajdują się tam dwie skały rozcięte przez rzekę – Kramnica i Obłazowa Skała. Olga z Darkiem byli ostatnio na tej pierwszej, dlatego dziś zaczęliśmy od Obłazowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że okolica bardziej urokliwa od Jury, skały też wyglądają fajniej. Nie tylko wyglądają, ale też są ,,fajniejsze”, od razu pominęliśmy Grotę Obłazowej z drogami 8+ i więcej - ,,na inny raz” i Filar Obłazowej - bo nikt nie miał ochoty asekurować w wodzie po kolana. Bawiliśmy się na Obłazowej, ale, że wszystkie drogi zaczynają się tu z przewieszenia to nasza cierpliwość to tej ściany szybko się skończyła i postanowiliśmy się przenieść na Kramnicę. Po drodze jeszcze zerknęliśmy  do ,,jaskini” Obłazowej – małe schronisko skalne, normalnie nie warte wzmianki, ale ze względu na najstarszy na świecie bumerang, paliczek lewej dłoni, lwa i nosorożca wspominam (a kogo zaciekawiłam odsyłam do internetów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Kramnicy było więcej ludzi, ale ściana większa (i wyższa) niż poprzednia więc się jakoś wpasowaliśmy. Drogi Kramnicy zaczynają się od VI-. Pod koniec dnia nikt nie mógł powiedzieć, że nie zaliczył jakiejś drogi. Choć muszę się przyznać, że chyba jedyną motywacja do wciągnięcia się na to VI- była perspektywa widoku na Tatry i 30 metrowego zjazdu :]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/31102015ObAzowaKramnica?authkey=Gv1sRgCLLV6-nQj-bP6wE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dziura w Dąbrowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, Teresa Szołtysik|25 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spenetrowaliśmy odkrytą kilka lat temu jaskinię - Dziura w Dąbrowie. Mimo, że bez sprzętowa wymaga trochę doświadczenia. Osiągamy najniższy punkt i zaglądamy do poszczególnych odgałęzień. Generalnie krucho. Potem udajemy się jeszcze na wzgórze Cisownik w okolicach Żelazka gdzie również penetrujemy teren odnajdując jedną z znajdujących się tam jaskiń (Żelazkowa Szczelina) do której zresztą wchodzimy. Na Jurze cudowna, kolorowa jesień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDziura-w-Dabrowie i tu: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/25102015JaskinieJuraDziuraWDabrowie?authkey=Gv1sRgCPnfpM_r09CD6QE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - centralne manewry ratownictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Bula&amp;lt;/u&amp;gt;|23 - 25 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek dowiaduję się iż jednak zostaję zaproszony na manewry (znajdowałem się na liście rezerwowych). Dlatego też ruszam w piątek po pracy i omija mnie unifikacja w Dziurze. Dołączam do innych w trakcie spożywania obiadu. Tego samego dnia zostajemy podzieleni na 4 pięcioosobowe zespoły, zostaje nam przedstawiony plan akcji w Zimnej, organizujemy potrzebny sprzęt i biwakujemy. Plan przewiduje rozpoczęcie transportu &amp;quot;ratowanego&amp;quot; od beczki, poprzez wielki komin, chatkę do górnego otworu. Mnie przypada najtrudniejszy odcinek, od prożku pomiędzy chatką, a widłami do górnego otworu. Tak zdecydowało kierownictwo, gdyż mam pewne doświadczenie jeśli chodzi o ten odcinek. Niestety duże braki w sprzęcie powodują, że nosze dochodzą, a my nie mamy zaplanowanych stanowisk wykonanych. Po jakimś czasie sprzęt dochodzi i jakoś powoli wynosimy na powierzchnię &amp;quot;ratowanego&amp;quot;. Po wyjściu nasi koledzy, członkowie Grupy Ratownictwa Jaskiniowego dowiadują się o wypadku w jaskini Niedźwiedziej i byłoby dobrze, gdyby się pojawili. Zatem szybko wracamy do bazy, myjemy sprzęt potrzebny do akcji, pomagamy się chłopakom spakować i żegnamy. Niektórzy rozjeżdżają się do domów już w nocy, niektórzy zostają do rana poznając się lepiej... ja zostałem. Kolejne manewry za mną, czekam na następne... no i na moją ukochaną Zimną:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - górska przebieżka|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|24 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, że piękny sobotni poranek wita mnie w Szczyrku, pomimo nieprzespanej nocy (wesele przyjaciół) pozwalam sobie na świetną zresztą (cudna jesień!!!) górską przebieżką. Robię pętle od parkingu w centrum Buczkowic-czerwonym szlakiem na Skrzyczne i dalej zielonym na Malinowską Skałę, by podążać znów czerwonym przez Przełęcz Salmopolską aż do Karkoszczonki.&lt;br /&gt;
Dalej już niestety asfaltem, ale na szczęście nową ścieżką spacerową wzdłuż rzeki, aż do miejsca startu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRESTOVÁ VERTICAL 2015|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|17-19 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wzięłam udział w biegu górskim Oravaman Brestowa Vertical - 7.7 km, 1200 m przewyższenia. Start z Penzion Pribisko na szczyt Brestowej (1902 npm.). Startuję pod szyldem RKG Nocek i kończę bieg na 5 miejscu w klasyfikacji generalnej kobiet (tu wyniki: http://oravaman.sk/wp-content/uploads/2015/10/Brestova-Vertical-2015.pdf). W niedzielę z kilkuosobową ekipą głównie organizatorów i osób odpowiedzialnych za zawody Oravaman przebiegam 23 km na trasie Zverowka-Rakoń- Wołowiec-Rakoń-Grześ-sedlo pod Osobitą- Penzion Pribisko. Częściowo biegniemy po triatlonowej trasie w//w zawodów. W poniedziałek już tylko spacerem przemierzam trasę- Predny Sindlovec- Brestova-Salatyn-Banikovske sedlo-Predny Sindlovec. Cały weekend wyjątkowo udany. Samym bieganiem po górach bawiłam się przednio :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - marszobieg|Łukasz Piskorek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, w Brennej spotkaliśmy Olę i Wojtka Rymrczyków|17 10 2015}}&lt;br /&gt;
Trasa wiodła dookoła doliny Brennicy. Z Brennej na Kotarz (985), potem Beskid Węgierski, przeł. Karkoszczonka, Klimczok (1117), Trzy Kopce, Błatnia, Brenna (24 km). Ja całą pętlę pokonuję biegnąc lub szybko idąc a Esa z Łukaszem poruszali się szybkim marszem. Spotykamy się w Brennej centrum. Ola w Wojtkiem wyruszali w przeciwną stronę na imprezę w Chacie Wuja Toma. Pogoda była bardzo zmienna. Tu kilka zdjęć:  https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/17102015Klimczok?authkey=Gv1sRgCLfSof_mwLjucw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - manewry autoratownictwa|Tomasz Jaworski jako instruktor, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; jako uczestnik|10 - 11 10 2015}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia zajęcia były prowadzone w jaskiniach położonych ,,wysoko”. Rano zostaliśmy podzieleni na grupy i przypisani do instruktorów. W tych zespołach mieliśmy działać przez dwa dni. Tomek prowadził zajęcia dla swojej grupy w jaskini Czarnej, ja natomiast zostałam oddelegowana do jaskini Wielkiej Litworowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda już jesienna, było zimno i pochmurnie, na szczęście nie padało. W jaskini jako pierwsza poszkodowana zjechałam na dno Studni Flacha, skąd byłam wyciągana najpierw przez jednego ratownika do góry studni, a następnie przez całą resztę grupy przez trawers do sali na dnie I Pięćdziesiątki. Tam czekał na mnie punk cieplny (namiot z foli NRC), chwila przerwy na ogrzanie się i zmiana poszkodowanego. Ja do wyciągnięcia poszkodowanego przyczyniłam się najpierw powyżej Pięćdziesiątki, opuszczając go z prożka zaraz za tą studnią i dalej na mniejszych studniach, raz będąc balansem, a raz wyciągając go samodzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia wybraliśmy się do bliżej położonych jaskiń. Tomek poprowadził swoją grupę do Miętusiej Wyżniej. Ja ćwiczyłam w Kasprowej Wyżniej. Nasza czteroosobowa grupa podzieliła się na dwie dwójki i mając do dyspozycji dwa odcinki linowe ćwiczyliśmy na zmianę wciąganie i zjazdy z poszkodowanym. Na koniec pierwsza dwójka miała jeszcze okazję przećwiczyć zjazd z poszkodowanym na długim zjeździe na powierzchni. Po zakończeniu ćwiczeń szybki powrót na bazę i podsumowanie manewrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA - Bihor|Efrosina Aleksandrova Hristova, Tomasz Pawłowski (STJ KW Kraków), Kaja Kałużyńska (SŁ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 11 10 2015}}&lt;br /&gt;
Tomi poprosił mnie o indywidualne szkolenie z kartowania, czy raczej obróbki danych pomiarowych. Zaproponowałem, żeby zrobić je w plenerze - no i tak oto zaczęło się planowanie tego wyjazdu. Poza ćwiczeniami okołokartograficznymi, Tomi miał pomóc kolegom w eksploracji, Efi miała zobaczyć rumuńskie jaskinie, a Kaja pouczyć się szkicowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek odwiedziliśmy Cetățile Ponorului. Tomi, Efi i jeden z Rumunów poszli wspinać komin niedaleko III otworu, podczas gdy Kaja i ja mierzyliśmy i szkicowaliśmy szkoleniowo, podążając ich śladami. Pewnym kuriozum tego wyjścia był pies jaskiniowy Piatrăşca (&amp;quot;Kamyczek&amp;quot;) z polany Glăvoi. Pies ten zamiast patyków woli aportować kamienie, ale to jeszcze nic! Otóż Petraszka odprowadził nas do Cetățile, poszedł z nami do jaskini i przeszedł kawałek rzeką, to skacząc z kamienia na kamień, to mocząc trochę łapy - właściwie to zupełnie tak, jak my. Zatrzymał go dopiero błotny próg, na który nie był w stanie się wdrapać. Usadowił się więc pod nim i zaczął ujadać. Konsternacja. Tego jeszcze nie przerabiałem w jaskini. Co tu zrobić? Pomóc wejść? Pogonić w ciemność? Próba odprowadzenia zwierzaka do otworu nie dała rezultatu. Pies wyraźnie nie był zainteresowany zakończeniem swojej jaskiniowej przygody tak szybko. W końcu zostawiliśmy mu włączoną czołówkę, żeby mu nie było smutno i żeby miał szanse przejść najgorszy chyba dla niego fragment rzeki, jeśli jednak zdecydowałby się wrócić do otworu. Oczywiście wszystko skończyło się dobrze i kiedy wyszliśmy na powierzchnię, spotkaliśmy Petraszkę radośnie bawiącego się kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę odpoczywaliśmy od wszelakich nauk i daliśmy się Tomiemu oprowadzić po rumuńskich jaskiniach. Tak dokładniej, spędziliśmy ok. 8.5 godziny w Peșterze Zăpodie, docierając najpierw do czarnego kanionu, a następnie pod syfon łączący Zăpodie z jaskinią Neagră. Zăpodie jest dosyć zróżnicowana i niesamowicie ładna, nawet jak na rumuńskie standardy. Większość drogi do syfonu przebywa się wzdłuż aktywnego ciągu wodnego, bogato udekorowanego naciekami. Wody było podobno stosunkowo niewiele; tylko w jednym miejscu musieliśmy przejść kilka metrów jeziorem sięgającym po kolana. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomiędzy tymi dwoma wyjściami, jak również przed i po, przetwarzaliśmy dane, gotowaliśmy i spaliśmy. Mimo niesprzyjającej pogody, każde z &amp;quot;założeń&amp;quot; choć w części udało się zrealizować. Podsumowując: deszczowy, ale nawet w miarę udany wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy Smoleń - Udorz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|11 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spod zamku Smoleń udajemy się rowerami do zapomnianych ruin zamku Udorz. Przez jurajskie pola i lasy, pofałdowanym dość mocno terenem osiągamy cel. Ruiny usytuowane są na wapiennym wzgórzu porośniętym bukowym lasem. Teren odosobniony i gdyby nie stara tablica informacyjna trudno było by tu trafić. Z zamku pozostały tylko resztki murów obronnych. Stąd wracamy przez Strzegową i dolinę Wodącej do Smolenia. Dzień słoneczny lecz dość zimny (5 st. C). Tu kilka zdjęć: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FUdorz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów, Góra Adeptów, Straszykowa Góra – kurs wspinaczkowy |&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|08 - 10 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I dzień &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, zimny czwartkowy poranek - spotkanie na Podzamczu z „Emkiem”. Rozpoczynamy szkolenie teoretyczne. Szukając ciepła przesuwamy się wokół góry zgodnie z kierunkiem przesuwania się promieni słonecznych. Koniec żartów, koniec teorii, instruktor  rozdziela sprzęt i rozpoczęła się rozgrzewka na skałkach. Zaczynamy oczywiście z grubej rury od  najmniejszych drogi Pierdolony rurociąg IV.1.  Tyrolka IV.1. , Lewe dziurki IV.1. , Dziurki Kukuczki IV.1. Z biegiem czasu przesuwamy się coraz dalej, są postępy , trasy zaczynają się robić coraz trudniejsze i dłuższe, a tym samym  fajniejsze. Krew zaczyna powoli buzować, rozkręcamy się z Łukaszem i znajdujemy przyjemność ze wspinania. Na razie wspinamy się na Podzamczu – góra Birów, ostatnia droga  Jumanji IV+, a następnie zmiana miejsca. Jedziemy na górę Adept. Tu robimy dwie drogi, chyba Piątka V. W pierwszym dniu udało się nam przejść po 7 tras wspinaczkowych od VI kończąc na V.  Z pełnym optymizmem jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
II dzień &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, zimniejszy piątkowy poranek  - spotkanie na Straszykowej Górze. Znów szukamy słonecznych skał ,tym razem pada na  Weselną. Rozpoczynamy rozgrzewką Prawym okruszkiem V. Potem Okropne klamry IV+ , Straszny filar V+ . Po drodze jeszcze kilka dróg, których nazw nie zapamiętałem. Razem z Łukaszem nawzajem sobie dopingowaliśmy, bo były wzloty i upadki. Na koniec Cicha rysa V na której się prawie udało, ale byliśmy już zbyt zmęczeni i wyziębnięci, więc postanowiliśmy dać jej trochę czasu. W tym dniu udało się nam przejść po 7 tras wspinaczkowych od VI +kończąc na V+.  Z naderwanymi opuszkami palców jedziemy do domu. Oczywiście z pełnym optymizmem, przecież dopiero jutro zacznie się zabawa, jak będziemy montować własne punkty asekuracyjne : )&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
III dzień&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, jeszcze zimniejszy sobotni poranek - spotkanie na Podzamczu. Rozpoczynamy szkolenie teoretyczne w temacie zakładania  własnych  punktów. Szukamy szczelin, otworów i innych dziur, gdzie można założyć różne dziwne ustrojstwa. Skaczemy w miejscu, żeby się rozgrzać. I zaczęło się: robimy pierwsze własne drogi i nawet całkiem sprawnie nam to idzie. Spotykając się u góry Łukasz stwierdził, że może dzisiaj wyjątkowo zakręcać karabinki ja nie mogę być dłużny też postanowiłem zakręcać  : ). Czas szybko mijał, a nam w sumie udało się przejść po 3 trasy wspinaczkowe  z własnymi  punktami. Wyziębnięci, ale oczywiście z pełnym optymizmem jedziemy do domu. I zapomniałbym wspomnieć o tym, że rzucaliśmy HENIA z góry i próbowaliśmy go wyłapywać na asekuracji. Heniowi po piątym razie zaczęły wypadać wnętrzności ,ale przeżył i wrócił o własnych siłach na parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
IV dzień&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielny słoneczny poranek , teraz to już nieziemsko zimno ,wieje nieprzyjemny wiatr, spotkanie na Podzamczu. Szybkie rozgrzanie na Prawym filarze V-  połączone z trawersowaniem półki. Następnie  Komandos i jeszcze jedna droga od strony grodu (coś z ogrodami, ale nazwy dokładnie nie pamiętam). Ostatnią drogą, którą mieliśmy przyjemność przejść był Komin kursantów. Jeszcze kilka ćwiczeń w zakresie ratownictwa i koniec szkolenia. Całe szkolenie odbyło się z hasłem „Z uśmiechem na twarzy i pogardą dla śmieci w oczach”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKurs-wspinaczkowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia w Straszykowej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|10 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji pobytu w pobliżu Ryczowa postanowiliśmy zwiedzić Jaskinię w Straszykowej Górze, której długość wynosi ok. 150m natomiast głębokość ok 21m. Dojście do jaskini bezproblemowe, bardzo ciekawa szata naciekowa oraz sam układ głównego korytarza. W jaskini napotkaliśmy jednego nietoperza. Zdjęcia tu: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/JaskiniaWStraszykowejGorze?authkey=Gv1sRgCLe_2t2EvPj6RA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Tatry - Buczynowe Turnie - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur (os. towarzysząca - KW Katowice)|02 - 04 10 2015}}&lt;br /&gt;
Wykorzystując chyba ostatnie tego roku dobre letnie warunki w Tatrach wybieramy się na długo planowaną przeze mnie drogę na Buczynowych Turniach - drogę lewym skrajem środkowego żebra południowej ściany Wielkiej Buczynowej Turni (W.C. 181).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Buczynowe Turnie? to tam są jakieś drogi wspinaczkowe? - tak, wiem, że wielu pewnie teraz zadaje sobie to pytanie. Owszem, są i o taką drogę właśnie chodziło. Mało popularną, w spokojnej, rzadko odwiedzanej okolicy (siedzieć całkiem samemu w Dolince Buczynowej, podczas gdy dookoła z każdej strony przechodzą tłumy turystów - bezcenne). Chcieliśmy zdobyć doświadczenie na mało popularnej, w miarę łatwej drodze z dobrą możliwością wycofu. Buczynowa Turnia okazała się być idealna. Droga max IV, poprzecinana w połowie ściany siecią trawiastych zachodów dających możliwość wycofu do jedynkowego żlebu sprowadzającego do podstawy ściany.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W ścianę wchodzimy dość późno, ale ze względu na późną jesień w górach pozwoliło nam to uniknąć porannych przymrozków i wspinać się w słońcu pięknie ogrzewającym południową ścianę. Na początku zgodnie z W.C. szeroką rynną pod płytową przewieszkę. Tutaj pierwsze miejsce, które zatrzymało nas na nieco dłużej. Wyjście z przewieszki asekurowalne z zawilgoconych pęknięć na duże frendy. Zakładam jednego, potem metr wyżej dokładam drugiego. Próbuję. Wyglądają na pancerne. Nieco wyżej dałoby się wrzucić w szczelinę w okapie jeszcze jednego frienda, ale ten pewnie już nie utrzymałby lotu. Wyjście z przewieszki w porównaniu do innych tatrzańskich czwórek jakie robiłem mogłoby być spokojnie wycenione przynajmniej na V.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
A może to tylko odczucie psychiczne. Niepewność co będzie dalej. Idziemy bez schematu drogi, bo taki nie istnieje. Posługujemy się jedynie opisem słownym W.C oraz znajomością topografi góry zdobytą podczas wcześniejszych tygodni przeglądania zdjęć ściany ujętej z różnych perspektyw. Czujemy się trochę jak pionierzy i myślę, że wiele się nie pomylę, jeżeli napiszę, że nasze przejście było pierwszym przejściem tej drogi (a nawet ściany) od kilku, kilkunastu a może i kilkudziesięciu lat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Spoglądam jeszcze raz na przewieszkę i po raz kolejny podchodzę pod jej próg. Stąd jeszcze możemy się wycofać. Zjechać do podstawy ściany. Nie wiem co czeka mnie nad przewieszką ale wiem, że stamtąd możliwości wycofu będą mocno ograniczone. Podchodzę wyżej, badam ścianę, moment zawahania, odpuszczam. Prowadzenie przejmuje Artur. Również kilka razy przystawia się do przewieszki i również rezygnuje. Ale udaje mu się pokonać ścianę innym wariantem, po stromych płytach z lewej strony przewieszki. Na prowizorycznej asekuracji wychodzi ponad przewieszkę i odcina sobie drogę łatwego wycofu. Teraz najbardziej emocjonujący fragment drogi - kilka, kilkanaście metrów połogich płyt, jednak wszystko co wydaje się dobrym chwytem lub miejscem na osadzenie asekuracji zostaje w rękach. Na prawdę wielki szacun dla Artura za poprowadzenie tego co prawda krótkiego, jednak jakże emocjonującego wyciągu.&lt;br /&gt;
Artur ściąga mnie do stanowiska gdzie dając mu odpocząć psychicznie przejmuję od niego prowadzenie na wszystkich pozostałych wyciągach drogi. Na szczęście teraz ściana oferuje już wspinanie w litej skale i mogę przyśpieszyć nadganiając nieco stracony czas.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Drogę ze względu na zapadający zmrok kończymy na siodełku w połowie ściany, skąd zjeżdżamy do piarżystego, jedynkowego żlebu, którym już w zupełnych ciemnościach schodzimy (w kilku bardziej stromych miejscach zakładając krótkie zjazdy) do podstawy ściany.&lt;br /&gt;
W samej Dolince Buczynowej gubimy się jeszcze w kosówkach, próbując znaleźć przecinkę wyprowadzającą z Dolinki na żółty szlak do Piątki i chodzimy to w tą to w drugą stronę wzdłuż ściany kosodrzewiny. Kto by pomyślał, że te małe drzewka mogą sprawić taką niespodziankę. Na szczęście jest piękna, gwieździsta noc. Na chwilę nawet gasimy czołówki by popatrzeć na miliony gwiazd. Jesteśmy przecież w Dolinie całkiem odciętej od innych źródeł światła - no może poza małym światełkiem schroniska daleko w Dolinie.&lt;br /&gt;
Do schroniska docieramy koło północy i znajdujemy kawałek podłogi (a właściwie schodów) gdzie przeczekujemy do rana.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Refleksje z naszego przejścia? Na pewno jestem zadowolony, że udało się znaleźć partnera i spróbować tej drogi. Z Arturem wspinałem się pierwszy raz, ale myślę, że fajnie się uzupełnialiśmy. Na pewno sporo rzeczy mogło być zrobionych lepiej, a przede wszystkim szybciej, ale chodziło przecież o zdobycie doświadczenia na tego typu drogach - drogach typowo górskich, bez znajomości pełnego przebiegu drogi, w kruszyźnie itd. Cel został osiągnięty a zdobytego doświadczenia nikt nam nie odbierze. Droga typowo górska, bardzo pouczająca i ciekawa (poza jednym, mega kruchym wyciągiem nad przewieszką).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Śnieżna - kurs|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek, Ola Rymarczyk, i (prawie) Ksawery Patryn|03 - 04 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotni wieczór rozpoczynamy od wykładu o jaskiniach na całym świecie. Mateusz wprowadza nas w multimedialną podróż po wszystkich kontynentach świata , jednocześnie bardzo ciekawie opowiadając o swoich doświadczeniach jaskiniowych zdobytych podczas wypraw. Ciągle kręcąc się wokół osi ziemi, dzięki ogromnemu globusowi skaczemy z jednego kontynentu na drugi. Czas szybko biegnie w miłym towarzystwie, ale rano trzeba wcześnie wstawać. Jest niedziela, nadszedł ten dzień i powtórka z rozrywki - może tym razem się uda. Wyruszamy wcześnie rano, około 6,30, naładowani dobrą energią i zaskoczeni ciepłym porankiem. No to w drogę (bez nakręcanych niebieskich butów). Ciepły poranek był zmyłką, w drodze do jaskini zaczęło mocno wiać (prawie halny) i już tak miło nie było. W trakcie podejścia u Ksawerego nastąpił nawrót choroby i żeby nas nie stopować, postanowił zawrócić do bazy. Pożegnaliśmy go przy źródełku, rozdzielając jego sprzęt między sobą. Z łezką w oczach pomachaliśmy mu na pożegnanie i ruszyliśmy w dalszą drogę. Silny, zimny  wiatr nic nam nie odpuszczał, chmury mknęły jak wyścigówki na autostradzie. Dotarliśmy  przed otwór Wielkiej Śnieżnej nawet dość szybko  w około 2,45 h. Chowając się za kamiennym murem, rozpoczęliśmy przebieranie się w stroje wizytowe, w końcu to Wielka Śnieżna. Poręczowanie pierwszego odcinka przypadło Łukaszowi (poszło szybko i sprawnie). Mnie przypadła wielka studnia, niby już to robiłem, ale ogrom dziury znów zrobił duże wrażenie – lecz tym razem było łatwiej. Mateusz przy zjedzie znów rozpoczął swój recital (maja haaa itd…). Następny odcinek rozpoczął Emil, a my w tym czasie nabieraliśmy siły konsumując gorącego Plusza przygotowanego przez Mateusza. Kolejny odcinek Piter, a końcówka znów należała do Łukasz. I tak przechodząc przez pierwszy płytowiec, drugi płytowiec , małe trawersy (tu odezwał się wewnętrzny poetycki głos Emila), wodociągi miejskie dotarliśmy do miejsca docelowego, czyli suchego biwaku. Mała chwila odpoczynku i znów podawano główne danie Mateusza, czyli gorącego plusza. Chwila refleksji i rozdzielenie zadań i powrót. Przy wielkiej studni mały korek , jak przed bramkami przy wjeździe na autostradzie A4. Siedząc na dnie utworzyła się Loża Vipów, która dopingowała wychodzących. Każdemu było wesoło dopóki nie musiał zawisnąć na cienkiej bujającej linie (nie dotyczy to Mateusza rzecz jasna, on jak wystartował ,to tylko przepinka go lekko spowolniła). Jak był wjazd na autostradę, to i musi być wyjazd z niej - tym razem przypadł przy wyjściu Lodospadem. Ola będąc już na górze krzyczała” jest jeszcze jasno” (tylko ona to widziała), a niżej zabawa zaczęła się od nowa. Emil znów się rozkręcał poetycko i nie tylko on. Ostatni wychodził Łukasz, ale jego zastała już totalna ciemność. Szybkie przebieranie się, pakowanie, założenie latarek na czoło i w drogę powrotną, na szczęście przestało wiać. Powrót szybki i bezpieczny. Wszyscy zadowoleni, choć mocno zmęczeni. Było super fajnie w doborowym towarzystwie. Z góralskim pozdrowieniem hej! czekamy na jeszcze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSniezna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Polskie i Słowackie - jesienne spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|03-04 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę w tłumie turystów przemierzam trasę: Dolina Suchej Wody- Murowaniec- Przełęcz Krzyżne- Schronisko w Piątce-Szpiglasowa Przełęcz-Morskie Oko-Polana Białczańska. W niedzielę odpoczywam po Słowackiej stronie na trasie: Strednica-Kopske Sedlo-Biele Pleso-Chata pri Zelenom plese. Powrót tą sama drogą. W górach przepiękna jesień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - MTB w okolicach Sporysza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa: Żywiec Browar - Grojec (612) - Sporysz - Jastrzębica (758) - Wikarówka - Świnna - Żywiec. Ponieważ sypła się akcja jaskiniowa a pogoda była rewelacyjna to realizuję kolejną akcję rowerową tym razem na w/w trasie. Ostra rozgrzewka na Grojec wypruła ze mnie sporo sił (przez moment nawet trzeba było nieść rower na plecach), dużo technicznej jazdy. Potem zjazd i kolejny długi podjazd na Jastrzębicę (okolice Przełękowa). Kilka stromych podejść. Z Jastrzębicy przepiękny zjazd do Świnnej i powrót drogą do Żywca. Trasa dość trudna. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMTB-BeskidZywiecki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Mietusia Wyżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch, Łukasz Majewicz, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcję rozpoczęliśmy o poranku w Kirach. Idąc szlakiem dało się zauważyć wysoki stan w potokach. Zdarzało się, że woda płynęła radośnie samym szlakiem. Na końcowej części podejścia mieliśmy do pokonania na przełaj mokrą od deszczu kosówkę, co nie było najprzyjemniejszym doznaniem tego dnia. Do otworu dostaliśmy się krótką wspinaczką gdzie we względnie suchych warunkach dało się przebrać. Korytarze o rozwinięciu poziomym, czasem ciaśniejsze, w większości na tyle niskie, że nie dało się wyprostować. Naszym pierwotnym planem było zejście na dno -108m pokonując kolejno zalane syfony. Po dotarciu do pierwszego z nich życie zweryfikowało nasze założenia. Ze względu na intensywne opady z ostatnich dni, poziom wody w syfoniku był wyjątkowo wysoki. Do tego węże do przelewania, które podobno tam zawsze były, w jakiś nieznany sposób zniknęły. Wspólnie podjęto decyzję, że przelewanie wody worami niewiele pomoże i nie będziemy w stanie przejść przez kolejne syfony bez ryzyka potopienia się. Zostało nam zrobić pamiątkowe zdjęcie nad wodą i zawrócić. W drodze powrotnej zdecydowaliśmy zaliczyć suche dno. Zejście szybkie i sprawne, jedynie Lucas musiał  odpuścić ze względu na naglącą fizjologiczną potrzebę wydostania się na zewnątrz w tempie ekspresowy. Powrót do otworu poszedł sprawnie, gdzie część postanowiła się przebrać w ubrania, a druga część zdecydowała że przebierze się w coś bardziej galowego dopiero na polance poniżej. Droga do bazy przebiegła bez dodatkowych atrakcji. Po przepakowaniu pozostało jedynie zapakować się do samochodu i pomknąć w kierunku Śląska.  Akcja udana, tylko tych syfonów szkoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy w okolicach Niegowonic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa: Niegowonice - Grabowa - Kanki - Rokitno Szlacheckie - Niegowonice. Dość urozmaicona trasa wiodąca szlakami pieszymi i rowerowymi. W lasach kilka ciekawych obiektów skalnych. Na skałkach niegowonickich obitych jest kilkanaście dróg wspinaczkowych. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNiegowonice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerem w podkrakowskich dolinkach|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
Trasa z mojego ulubionego przewodnika po Jurze: Dolina Będkowska-Brzezinka-Rudawa-Nielepice-Kleszczów-Las Zabierzowski-Dolina Bolechowicka-Zelków-Biały Kościół-Bębło- Będkowice. Trasa po asfalcie, lesie, błocie i wodzie-czyli jak dla mnie idealnie poprowadzona :). Oczywiście sobie tylko znanym sposobem mimo mapy i dość dokładnego opisu kilka razy robię mały, własny wariant proponowanej przez przewodnik trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz tatrzański KTJ|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; oraz uczestnicy i instruktorzy z różnych klubów|17-20 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działania rozpoczęliśmy w czwartek rano od omówienia planowanych akcji jakie miały się odbyć podczas obozu. Pierwszego dnia znalazłam się w jednej z dwóch grup idących do jaskini Ptasiej. Wyszliśmy jako pierwsi aby wywspinać i zaporęczować Próg Mułowy, którym miały się poruszać wszystkie grupy w trakcie obozu. Droga do jaskini przez Wantule i Wielką Świstówkę była bardzo przyjemna dzięki słonecznej pogodzie. W samej jaskini mieliśmy zrobić porządki. Początkowo bardzo sprawnie zjechaliśmy wszyscy do jaskini i rozdzieliliśmy się za Mokrą Czterdziestką. Pierwsza grupa udała się do Sali Dantego, druga (moja) na dno Studni z Mostkiem Piratów, po drodze okazało się ,że mamy małe zamieszanie z linami i ze szkicem technicznym. Po trzykrotnym rozpoczynaniu poręczowania, pominięciu dwóch batinoksów zjechałam  w deszczu i... zawisłam 5m nad dnem Studni z Mostkiem Piratów. Po uporaniu się z tym problemem i sprzątaniem szybko wyszliśmy z jaskini i wróciliśmy na bazę na Polanie Rogoźniczańskiej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek również był bardzo słonecznym dniem. Obóz działał w jaskiniach: Śnieżna, Ptasia i Wysoka. Ten dzień był przewidziany na prace ekiperskie. Byłam w jednej z dwóch grup idących do jaskini Wysokiej. Wszyscy zachwycali się Wąwozem Kraków, a później widokami z plato pod otworem. Zanim weszliśmy do jaskini zademonstrowano nam sposób wklejania batinoksów. W samej jaskini pierwsza grupa poszła poprawić oporęczowanie w rejonie tyrolki w Wielkiej studni, moja natomiast oddzieliła się w Sali Gotyckiej i poszła w kierunku Górnych Partii. Prace prowadziliśmy w kominie za trawersem w stropie Sali Trzech Kominów. Część z nas poszła jeszcze zwiedzić Salę Naciekową. Z powodu późnego wejścia  do jaskini nie spędziliśmy w niej za dużo czasu, jednak udało się wykonać większość zaplanowanych prac. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę nastąpiło załamanie pogody (mgła i mżawka na przemian z deszczem), grupy wybrały się na trawersy Czarnej (z dwóch stron), deporęczowanie progu Mułowego oraz do Bańdziocha. Ku mojej wielkiej radości trafiłam do tej ostatniej. Weszliśmy dolnym otworem i poszliśmy na III dno. Wspólnym wnioskiem było to, że jest to jaskinia w której nie można się nudzić. Największych wrażeń dostarczyły: Wyżymaczka, początkowy ciasny zjazd do studni Brody (a raczej pokonanie tej części do góry), Zamulony Syfon przed partiami Afrykańskimi, z którego osobiście miałam okazję wybierać wodę oraz same (ciasne) Partie Afrykańskie – zabłocona rura, którą w dół pokonuje się jak zjeżdżalnię . Na III dnie zebraliśmy niepotrzebne już rzeczy, obejrzeliśmy syfon i system służący do jego  opróżniania i ruszyliśmy w drogę powrotną. Była ona znacznie bardziej męcząca z powodu małej ilości odcinków linowych a dużej prożków do wywspinania. Na zewnątrz pogoda dalej nie sprzyjała, ale raczej nikt nie zwracał uwagi na deszcz. Na bazę wróciliśmy późno w nocy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę zajmowaliśmy się czyszczeniem i porządkowaniem sprzętu jaskiniowego oraz pomagaliśmy w porządkach i zamknięciu obozowiska na Polanie Rogoźniczańskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Trawertynowa |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik |19 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała jaskinia jest ciekawostką geologiczną (jedyna w Polsce) w skale trawertynowej w pobliżu miejscowości Laski. Stąd na rowerach zataczamy ciekawą pętlę (Laski - Błędów - Kuźniczka - Krzykawa - Laski) wiodącą częściowo wzdłuż Białej Przemszy. Tereny bagienne w dolinie, w lasach wiele fragmentów piaszczystych . Tu kilka zdjęć okolicy: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLaski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Trawersy|Przewodnicy: Joanna Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; koledzy z BEAC Barlangkutato Csoport: Eva Maria Toth, Zoltan Povazsay, Ors Sepsi, Pal Maak, Dalma Hericz, Ferenc Ujhelyi, Barbara Golya, Peter Juhasz, Agi Berentes, Anett Hegedus|11 - 13 09 2015}}&lt;br /&gt;
W dwóch grupach (jedna poręczująca od Śnieżnej, druga od Nad Kotlinami) dokonaliśmy trawersu otworów przez Suchy Biwak. W jaskini spędziliśmy ok. 14 - 16 godzin, niektórzy więcej, niektórzy mniej. W każdym razie, pod wpływem zmęczenia musieliśmy zmienić dalsze plany. W założeniu, w niedzielę miał być Wielki Kłamca, a stanęło na trawersie Czarnej - przy czym wybrała się tam tylko część ekipy: Eva, Povi, Ors, Pal, Anett, Asia i ja. Tym razem poszło nam bardzo sprawnie i zamknęliśmy się w sześciu godzinach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Wyspowy - rowerem na Mogielicę |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, na imprezie w tipi Jacek Joniec z swoja rodziną i przyjaciółmi |05 - 06 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pretekstem do tego wyjazdu był pobyt w Polsce a konkretnie w Starej Wsi k. Limanowej kolegi z Arizony (poznanego podczas mojej wyprawy na Great Divide) Jacka Jońca. Jacenty obchodził akurat urodziny więc oprócz celu górskiego łapiemy się na &amp;quot;indiańską&amp;quot; imprezę w prawdziwym tipi (siostra Jacka przemysłowo produkuje tipi, może nawet sprzedaje Indianom, jeżeli ktoś nie czytał literatury o Dzikim Zachodzie to tipi jest takim indiańskim namiotem). Gitara i śpiewy kończą się przed północą a ja z Esą śpię właśnie na derkach w owym tipi. W niedzielę auto zostawiamy w Zalesiu i ruszamy rowerami górskimi początkowo trasą wiodącą wokół Mogielicy  (najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego - 1171) a potem prosto na szczyt. Ostatnie podejście dość ostre i po kamieniach. Na wierzchołku jest wieża widokowa lecz mgła skryła wszystko wkoło. Niemal ciągle w deszczu zjeżdżamy innym szlakiem do Zalesia i stąd wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Mogielica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Alpy Salzburskie - wyprawa Göll'2015 |Mateusz Golicz (kierownik), Joanna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Michał Macioszczyk (WKTJ), Miłosz Dryjański (KKS), Jacek Szczygieł (KKS), Michał Machnik (KKS),  |14 08 - 04 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyła się kolejna wyprawa eksploracyjna do jaskiń masywu Hoher Göll. W trakcie jej trwania dokonano dalszych odkryć w jaskini Gammsteighölle. Do transportu ludzi i sprzętu na bazę w tzw. Zakrystii użyto śmigłowca co znacząco przyśpieszyło nasze działania. Dobra organizacja oraz założenie linii telefonicznej z biwaku w jaskini na bazę znacznie przyczyniło się do osiągniętego wyniku. Więcej szczegółów w dziale WYPRAWY: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Wyprawa_Jaskiniowa_Hoher_G%C3%B6ll , zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGoll  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Alpy Karnickie - kaniony na sucho |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Zbigniew Tabaczyński (Speleoklub Tatrzański) |27 - 30 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niespodziewanie wracając z wyprawy jaskiniowej na Göll (zejście z Zakrystii kosztuje sporo sił) jedziemy w Alpy Karnckie w pn. Włochach. Pierwszy biwak przy ognisku w dolinie pięknej rzeki gdzie spotykamy się z Tabaką i Marcinem. Ponieważ ja nie byłem przygotowany na akcje kanoningowe (miałem tylko wracać z Pauliną autem do domu) schodzę tylko do kanionów do miejsc gdzie mogę poruszać się tradycyjnie. Potem się wycofuję i zjeżdżam autem po Zbyszka i Paulnę. Przy okazji dokonuję rozpoznania terenu a jest on super ciekawy pod względem różnorodności i obfitości kanionów. W ogóle cały ten region jest przepiękny pod każdym względem. Drugi biwak znów nad piękną rzeką. W trakcie tych dni odwiedziliśmy kaniony Cosa, Gasparini i Quajpedi. Ostatnią noc spędzamy w aucie w drodze do domu. Natomiast wyprawa na Göllu trwała jeszcze tydzień a opis zrobiła Asia: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Wyprawa_Jaskiniowa_Hoher_G%C3%B6ll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Skalne Miasto|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski z dzieciakami|29 08 2015}}&lt;br /&gt;
Dystans ogromny ale było warto. Zwiedziliśmy Skalne Miasto startując z Teplic. Jeden dzień to za mało ale i tak pooglądaliśmy masę przepięknych rzeczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu filmik: https://vimeo.com/141228121&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk |23 08 2015}}&lt;br /&gt;
Turystyczne wejście na Kościelec od Czarnego Stawu Gąsienicowego z zejściem do Doliny Zielonej G. Dużą część trasy jesteśmy praktycznie sami na szlaku, mimo na oko dość sporej ilości turystów. Na szczycie spędzamy ponad godzinę - w końcu po to tam przyszłam... nic nie robić, tylko posiedzieć między kamolami... jak najdłużej.&lt;br /&gt;
Po południu wracamy na kwaterę do dzieci. Wojtek niestety odjeżdża jeszcze tego dnia wieczorem, ja natomiast zostaję z bąblami na parę dni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Kobylańskiej |Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Ania, Sławek(os. tow.) |23 08 2015}}&lt;br /&gt;
Udany wyjazd w doborowym towarzystwie - piękna pogoda, mało ludzi... Cały dzień wspinamy na &amp;quot;Kuli&amp;quot; - długie drogi jak na Jurę. Tym razem bez ciśnienia i bez rekordowych przejść:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Słowacki Raj, Tatry Wyskoie|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;,Tomek Jaworski+ dzieciaki |02-15 08 2015}}&lt;br /&gt;
Wyjazd rodzinny &amp;quot; pod namiot&amp;quot;. Zrobiliśmy parę tras w Słowackim Raju (startując z  Podlesoka i z Dedinek), odwiedziliśmy Jaskinię Lodową. Po paru dniach podjechaliśmy  w rejon Wysokich Tatr i tam spędziliśmy kilka dni na campie w Tatranskiej Strbie. Zrobiliśmy wycieczkę do schroniska przy Popradskim Plesie. Zaliczyliśmy długi przejazd Tatranska elektricką do Starego Smokowca, tam  wjechaliśmy także na Hrebieniok i doszliśmy do chaty Zamkhego. Wracając z Tatr zahaczyliśmy o Jaskinię Bielańską. Okazało się, że w Tatrach Wysokich da się porobić parę fajnych rzeczy z marudzącymi dzieciakami, w prawie 40 stopniowym upale. Ścieżki dydaktyczne ułatwiają sprawę i mobilizują znudzonych maluchów. Przepiękne widoki to dla rodzica wystarczjąca nagroda za próby mobilizacji do marszu.&lt;br /&gt;
Oczywiście był też czas na aquaparki podczas naszych wakacji: Szaflary, Tatralandię i Zakopane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA/WŁOCHY – wspinanie w Alpach i Dolomitach|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Kasia (os. tow.) |31 07 - 16 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niezwykle udanym zeszłorocznym wyjeździe w Alpy Delfinatu postanawiamy pojechać tam znowu, lecz tym razem pod strony Ailefroide. Po długie podróży zatrzymujemy się na jednym z największych kampingów w Europie, na którym szczęśliwie udaje nam się znaleźć fajne miejsce na rozbicie namiotów. Ludzi jest naprawdę dużo, zdecydowanie najwięcej jest Francuzów, lecz Polaków niejednokrotnie  też udało nam się spotkać. Pogoda z początku rozpieszczała, więc bez większej napinki rozpoczynamy rozwspinanie od 300m drogi położonej o 15min z kampingu La snoopy direct (6b). Szczęśliwie Damian z Kasią znają francuski, dzięki czemu dowiedzieliśmy się o obrywie na Pic Sans Nome, który wyeliminował ze wspinania kilka polecanych dróg. Ponadto w biurze przewodników poinformowano nas o tym, że totalnie nie ma warunków w tym roku na drogach alpejskich, szkoda bo zamiast sprzętu zimowego mogliśmy zabrać sprzęt do kanioningu. Tak więc dojść drastycznie ograniczyła nam się ilość celów jakie sobie zaplanowaliśmy. W tak zwanym międzyczasie zwiedzamy okoliczne rejony sportowe w których niestety nie potrafiliśmy znaleźć miękkiej cyfry. Pierwszą i jak się okazało później ostatnią górską drogą jaką zrobiliśmy byłą 350m Ventre a Terre (6a) na Aiguille de Sialouze (3576m) . Startuje ona z wysokości około 3200 mnpm, więc musieliśmy jakimś cudem pokonać 1700m przewyższenia…. Ze względu na nasze bogate doświadczenie górskie i niezwykłą kondycję rezerwujemy sobie na to podejście cały dzień. Śpimy w pięknej bezludnej dolince z widokami na pobliskie lodowce. Ściana robi wrażenie…, droga na ,,papierze’’ wygląda na rozgrzewkową, lecz już na początku pokazuje, że lekko nie będzie. Droga startuje ze stromego śniegu co ze względu na brak raków troszkę przeciągnęło start w drogę (konieczność kopania stopni).  Mała ilość śniegu spowodowała, że już sam początek drogi jest trudny – w topo miejsce A0, lecz udało się je pokonać klasycznie. Powagę drogi zdecydowanie zwiększa lotna asekuracja. Po  4 lub 5 wyciągu na chwilę gubimy drogę, Damian montuje czuje stanowisko z gatunku lepiej nie obciążać. Po 15m trawersie bez przelotu udaje się nam znowu znaleźć się na właściwej drodze. Kolejne wyciągi oferowały wyśmienite wspinanie w sporej ekspozycji. Niestety nie odnaleźliśmy linii zjazdów, więc byliśmy zmuszeni na żmudne i ryzykowne zjazdy w linii drogi. Tego samego dnia docieramy na kamping jeszcze za dnia, choć w tej kwestii zdania są podzielone - ciemno jest wtedy kiedy musisz odpalić czołówkę:) W tym czasie dziewczyny ambitnie zwiedzają okoliczne szlaki i schroniska. We czwórkę robimy jeszcze ciekawą via ferratę, biegnącą nad malowniczą rzeką. Niestety prognozy na następne dni nie pozostawiają złudzeń – będzie padać …. decyzja o odwrocie zostaje podjęta wyjątkowo szybko. Szybkie sprawdzenie prognoz pogody i rejon wybrany – Dolomity. Przepak i droga zajmują nam właściwie cały dzień. Podróż po autostradach we Włoszech uświadamia nam, że nasza A4 wcale nie jest najdroższą i najbardziej rozkopaną autostradą w Europie. Zatrzymujemy się na kampingu w Cofosco, który jest czysto turystyczny i zatłoczony jak całe Dolomity. Pogoda idealna, więc szybko organizujemy topo i robimy na pierwszej turni Sella drogę Schobera i Kleisla (VI-) 180m. Wspinanie bardzo przyjemne poza kruchym pierwszym wyciągiem. Kolejnego dnia robimy drogę 300m drogę Gluck (VI) na drogiej turni Sella, która była znacznie bardziej ,,górska’’ od poprzedniej, przede wszystkim ze względu na kruszyznę i jakość asekuracji. Dziewczyny w tym czasie zdobywają swój pierwszy trzytysięcznik Piz Boe (3152m). Następnego dnia Damian z Kasią idą na via ferrate na Marmoladzie (ta wycieczka zasługuje na osobne omówienie:)), ja z Anią restujemy wspinając się w rejonie Capanna Bill, udaje się tam poprowadzić Amico fragile (7a+ OS). Wracając nie możemy ominąć sprawdzonej knajpy w Czechach, w której solidny obiad poprawia wszystkim humory pomimo nieubłaganego końca urlopu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA/SZWECJA - wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Adam Koniewicz (os. tow.) |26 07 - 12 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Polski do Norwegii jedziemy samochodem Heńka na wyspę Flø do miejscowości o tej samej nazwie (koniec drogi, &amp;quot;koniec świata&amp;quot;). Stamtąd Jeepem Adama (który tu mieszka i pracuje od 2 lat) przez Szwecję na północ. Po drodze niekończące się lasy i bagna tej części Szwecji a na biwakach roje komarów. Przez północną Finlandię (tundra) znów wjeżdżamy do Norwegii docierając na północny cypel Europy, przylądek Nordkapp (jest tu wysoki klif a samo miejsce komercyjnie zagospodarowane). Dalej pędzimy na południe na wyspy Lofoty. W okolicach Kalle wspinamy się trochę (2 jednowciągowe drogi do zapoznania z tutejszą skałą o znakomitym zresztą tarciu). Wychodzimy również na wieńczący ten rejon wyspy szczyt Vøgakallen (948). Droga na niego nie jest całkiem łatwa a start z poziomu morza. Atrakcją jest przejście po &amp;quot;kalenicy dachu&amp;quot; w dużej ekspozycji. Z Lofotów udajemy się promem do Bodø i dalej na południe gdzie w okolicach Molde wchodzimy do największej w tym rejonie kraju jaskini: Trollkrjeka. Jest nie komercyjna choć dostępna dla lepiej wyposażonych &amp;quot;grotołazów&amp;quot;. W tak krótkich czasie zrobiliśmy autami niemal 8000 km więc sporo czasu spędziliśmy w aucie. O tyle dobrze, że było chłodno a dni bez deszczu były zaledwie 3 (w przeciwieństwie do upałów w Polsce było całkiem rześko). W trakcie jazdy 9 przepraw promowych, setki wielokilometrowych tuneli (w tym kilka pod dnem fiordów), potężne mosty i oczywiście wspaniałe pejzaże. Termometr pokładowy zanotował skrajne temperatury od +5 st. do +27 (ale to była tylko chwila przed burzą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Do GALERII wrzuciłem dość sporo zdjęć (może lepiej oddają skandynawską rzeczywistość) więc jak się komuś chce to oglądać to tu:'' http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNorwegia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Obóz Kursowy|Mateusz Golicz, Agnieszka Lakwa, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn z Anią, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło,  Bogdan Posłuszny, Joanna Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki |05 - 09 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
DOJAZD [Łukasz]&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Środa godzina 17.00 wyjeżdżam z domu by po kolei zabrać Bogdana, Mateusza i Asię aby następnie kilka minut po godzinie 18.00 jechać już w stronę Zakopanego.&lt;br /&gt;
Trasa pomimo ulewy jaka zastała nas na autostradzie przebiega sprawnie i na Polanie Rogoźniczańskiej jesteśmy jeszcze sporo przed zmrokiem.&lt;br /&gt;
Wieczór mija na przygotowaniu sprzętu, rozmowach. Po kolacji udajemy się spać. W nocy dojeżdżają do nas Aga z Piotrem i Emilem.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
DZIEŃ I&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wstajemy z samego rana, po szybkim śniadaniu udajemy się do Kir aby jak najwcześniej być na szlaku. Nasz cel jaskinia Pod Wantą.&lt;br /&gt;
Wędrówka szlakiem przebiega sprawnie a na postojach poznajemy topografię tatr. Po dojściu na ostatnią prostą na niebieskim szlaku prowadzącym na Małołączniak wyciągamy opis dojścia i zaczynamy szukać otworu jaskini. Po ”jakimś” czasie udaje mi się go zlokalizować i doprowadzić do niego resztę.&lt;br /&gt;
Pod otworem szybko się szpejujemy i po chwili pierwsza osoba już poręczuje wlot. Do jaskini wchodzę jako ostatni. W bardzo szybkim czasie wszyscy stajemy na dnie jaskini zwiedzając wszystkie zakamarki najniższej salki. Po ustaleniu kolejności wyjścia przypada mi deporęczowanie lin do samej studni wlotowej gdzie zmienia mnie Aga i deporęczuje ostatni odcinek. Była to moja pierwsza okazja wyjścia z jaskini na samym końcu przez co czekając na dole Dzwonu na hasło „lina wolna” miałem okazję sprawdzić jak to jest z tą ciemnością w jaskini, która nie może się równać z żadną inną, którą znają ludzie nie związani z taternictwem. Niesamowite uczucie.&lt;br /&gt;
Po wyjściu wszystkich na powierzchnię przepakowujemy sprzęt, przebieramy się i po chwili jesteśmy gotowi do drogi.  Wracamy na polanę tą samą trasą.&lt;br /&gt;
GPS, którego przy sobie nosiłem wykazał, że przeszedłem w tym dniu 16km. Po powrocie na polanie spotykamy Łukasza oraz Ksawerego z dziewczyną, którzy przyjechali na szkolenie z pracownikiem TPN-u, które miało odbyć się w następnym dniu.&lt;br /&gt;
Po szybkim prysznicu, na który nie mogłem się doczekać spotykamy się na kolacji, po której udajemy się do namiotów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień II [Emil]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień naszego pobytu był poświęcony szkoleniu TPN. Skład wzmocniony nowoprzybyłymi Nockowiczami dziarsko ruszył samochodami w stronę Doliny Kościeliskiej, gdzie czekał już na nas pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jakimś magicznym sposobem, udało nam się spóźnić tylko kilka minut.&lt;br /&gt;
Szkolenie miało formę spaceru Doliną do Polany pisanej. W trakcie przemarszu mieliśmy okazję poznać historię Tatr – nie tylko tą geologiczną, ale także związaną z działalnością człowieka. Całość materiału uzupełniły informacje dotyczące flory i fauny, dzięki którym wiemy jakiego zielska użyć chcąc wykończyć Instruktora, oraz jak się zachować, gdy w krzaczku dopadnie człowieka niedźwiedź-sexturysta. &lt;br /&gt;
Robiąc mądre miny godne uczestników sympozjum neurochirurgicznego, chłonęliśmy wiedzę jak gąbka, wzbudzając podziw wśród przemieszczających się Doliną turystów. Nawet stado pędzącej w naszym kierunku rogacizny jakby potulniej spuściło łby, czując respekt przed przewalającą się naszych głowach wszechwiedzą.&lt;br /&gt;
Zależnie od ilości posiadanych zasobów siłowych, popołudnie spędziliśmy na leżeniu w cieniu, namiocie, lub nad rzeką. Jedynie Mateusz z Asią jako osoby którym nigdy dość, wyruszyli na zwiedzanie kolejnej dziury.  &lt;br /&gt;
Wieczorowa pora tradycyjnie minęła na przygotowaniu sprzętu do kolejnej wyprawy, oraz ustaleniu przebiegu samego zejścia do Wielkiej Litworowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień III [autor ciągle tworzy]&lt;br /&gt;
''W tym dniu Bogdan, Łukasz, Emil, Piotr i Aga odwiedzili Jaskinię Litworową.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień IV [Bogdan]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwarty dzień, śpimy godzinę dłużej, ponieważ sprzęt jest już przed otworem jaskini Śnieżnej. Z rana jeszcze dyskusja, do którego miejsca w jaskini mamy zamiar dojść (dyskusja dość burzliwa, ponieważ część grupy czuje zmęczenie penetrowania poprzednich jaskiń: pod Wantą i Wielkiej Litworowej). Stwierdzając, że ostateczną decyzję podejmujemy pod jaskinią, wyruszamy w drogę. Agnieszka zrezygnowała z jaskini, ale zdecydowała, że odprowadzi nas do Niżnej Świstówki i dalej pójdzie na Kondracką Kopę . Rozdzielając się idziemy do Wielkiej Śnieżnej (pierwszy oczywiście pędzi Mateusz, a my powoli, bardzo powoli za nim). Przed otworem znów rozpoczęła się bardzo burzliwa dyskusja, do którego miejsca mamy dojść. Grupa odczuwała duże zmęczenie i nawet propozycja Mateusza, że pomoże nam zaporęczować pierwszy odcinek, nie przekonała grupy. I tak zostałem w mniejszości 2:1. Decyzja ostateczna: idziemy do dna wielkiej studni (tego chyba nigdy nie przeżałuję – być tak blisko, a jednak tak daleko). Łukasz rozpoczął poręczowanie pierwszego odcinka, podczas którego niefortunie uderzył się w kolano, co skutkowało jego „wielkim wkurzeniem”, ale postanowił dokończyć przydzielone mu zadanie. Dalej szedłem ja. Rozpocząłem poręczowanie Wielkiej Studni. Widok ogromu dziury zrobił bardzo duże wrażenie - nogi zrobiły się jak z waty. Duży szacunek dla jaskiń. Zjazd do pierwszej przepinki w porządku, tylko nie mogłem dosięgnąć batinoksa, ale tu z pomocą przyszedł Mateusz, który z góry mnie rozhuśtał. Drugi odcinek pokonywałem już przy śpiewach Mateusza, który sprawdzał akustykę Wielkiej Studni. Stopa na dnie – wielka ulga i spojrzenie do góry, a w głowie myśli, jak z stąd wyjść J. Po dotarciu Mateusza otrzymałem wiadomość, że koledzy zrezygnowali. Zwiedziłem jeszcze zakamarki jaskini, pamiątkowe zdjęcia wykonane przez Mateusza, mała niespodzianka z kaskiem i szykowanie się do powrotu. Tu znowu trochę żalu, że będąc tak blisko nie można iść dalej. Wyjście ze studni okazało się nie takie straszne. Po wyjściu pokazały się chmury i mały deszcz, więc było szybkie pakowanie sprzętu, nakręcenie butów i droga powrotna po super śliskich kamieniach. Miała być kolacja, ale nie wypaliło ,więc udajemy się do domu. I tak w miłej atmosferze i wspaniałym towarzystwie Mateusza, Agnieszki, Łukasza, Piotra, Emila kończy się pierwszy obóz kursowy. Prawie zapomniałbym, ale była jeszcze Asia (Kierownik Kursu – dobrze, że mi się przypomniało, bo miałbym przechlapane) ,Łukasz Czarnobrody J, Ksawery z dziewczyną i Sebastian.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA/ROSJA: Kaukaz - wyjście na Elbrus i Kazbek|&amp;lt;u&amp;gt;Olek Kufel&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech T. Patryk S.|14 - 29 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Elbrus i Kaukaz drogami &amp;quot;normalnymi&amp;quot;. Szersza relacja w WYPRAWACH: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=G%C3%B3ry_Kaukaz_-_Elbrus_i_Kazbek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Kanioningowe wagary w okolicach Tolmezzo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Dorota Raj, z innych klubów: Olo Dobrzański, Karolina Tkaczyk, Łukasz Wójcik, Asia Wójcik, Łukasz Pater, Marlena Pater, Karolina Meyer, Ewa Stańczuk, Ania Stańczuk|16 - 20 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze nikt nie zrobił opisu ani nie wrzucił zdjęć z Korsyki, film mam poskładany w 40% a już nadarzyła się okazja na kolejny wyjazd w kaniony. To mój drugi wyjazd  z ekipą V7A7. Wybraliśmy się w okolice Tolmezzo/Włochy pomimo tego że plany były na wyjad do Słowenii. Mieliśmy tylko 2 dni urlopu + weekend a udało się zrobić aż 6 kanionów.&lt;br /&gt;
Rio Negro, Rio Leale, Torrente Cosa, Rio Carlo Gasparini, Pichions + Vinadia, oraz Rio Brussine. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słowniczek dla niewtajemniczonych: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
S-&amp;gt;Saut(skok) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
T-&amp;gt;Toboggan(dupozjazd) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
D-&amp;gt;Descent(zjazd na linie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczęliśmy w piątek z rana od Rio Brussine [z ciekawszych rzeczy ciasne S10 i D50] na który poszli nowicjusze z opieką, reszta mogła zająć się spożyciem :D. Kosztowało to szczególnie mnie bardzo złym samopoczuciem na drugim celu wyjazdu tego samego dnia czyli Rio Negro. Tutaj za bardzo nie pamiętam co się działo, były jakieś skoki, kanion wielki i bardzo fajny z tego co mówili inni, na koniec można zrobić 4m syfon i S10 z tamy (foto z galerii). W kolejne 2 dni padły Rio Leale i Torrent Cosa, oba świetne, szczególnie Cosa do którego zdecydowanie warto iść nawet jak się jest bez doświadczenia nawet jaskiniowego. Bezwzględnie trzeba iść w samo południe gdy przez wąską szczelinę idealnie pada słońce.W ostatni dzień w zmniejszonej już ekipie zrobiliśmy Rio Carlo Gasparaini i Pichions połączone z dolną częścią Viniadii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie udany wyjazd, no i kaniony :D a film się kiedyś poskłada...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galeri: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FTolmezzo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa - wyjazd kursowy|Mateusz Golicz, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|18-19 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Druga wyprawa w Tatry, odbywająca się w ramach Kursu.  Na celowniku Jaskinia Marmurowa i jej najniższe partie – Piaskownica. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygotowania do wymarszu rozpoczynają się już dzień wcześniej. Na Polanie Rogoźniczańskiej dzielimy sprzęt, dokładnie rozplanowując kolejność zejść poszczególnych członków ekipy.  Po uporaniu się z worami, rozpoczyna się krótkie szkolenie kartograficzne, oraz wykład o pszczółkach. W temacie  owadów – komary tego wieczora są łaskawe. Jedyną ofiarą jakichkolwiek pogryzień jest jedynie nasz prowiant, pochłaniany ze smakiem pod skąpanym w blasku zachodzącego słońca niebem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 5 rano wyskakujemy z namiotów, by po solidnym śniadaniu ruszyć z Doliny Kościeliskiej w stronę Jaskini Marmurowej. Pomimo obaw dotyczących pogody, ta wydaje się nam sprzyjać. Wykorzystując fakt, że burze najwyraźniej są zajęte zlewaniem innych części kraju, w ekspresowym tempie podążamy w stronę Czerwonych Wierchów. Z podejściem wiążą się dwa wielkie sukcesy: po pierwsze nikt nie dostał zawału, a po drugie – sprawniejsza część ekipy nie zanudziła się na śmierć podczas oczekiwania na dojście tych sprawnych inaczej. Ogólnie, niewiele brakowało, by podczas liczenia czasu dojścia do jaskini przydatniejszy od zegarka okazał się kalendarz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dojść w okolice otworu jaskini i nawet odnaleźć sam otwór. Sympatyczna paszcza ziejąca chłodem wygląda na tyle zachęcająco, że wszyscy ochoczo wyskakują ze spodni, chcąc jak najszybciej przyodziać swoje wyjściowe – jaskiniowe kreacje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga w dół przebiega prawie bez problemów. Z naciskiem na  „prawie”. Co prawda nikt nie traci życia, za to konieczne jest wprowadzenie kilku poprawek na wykonanym poręczowaniu. Szczęśliwie efekt końcowy jest na tyle stabilny, że w jak najbardziej kontrolowany sposób kierujemy się w stronę dna jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niewielką Piaskownicę osiągamy po około 2.5 godz. Pamiątkowa fotka, cukierek, ustalenie kolejności wyjścia i ruszamy w drogę powrotną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini wydaje się o wiele barwniejsze od zejścia. Mokre liny uroczo ciągną w dół, worki starają się stawać w poprzek każdego otworu, a przepchnięcie się przez zaciśnięty wykop nad Studnią Kandydata wydaje się niemożliwe. Na szczęście upór i niezwykle bogactwo językowe pozwalają na przebrnięcie przez problematyczną część jaskini. Dalsza droga w górę przebiega już bez większych zgrzytów i zaklinowań. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydostanie się z jaskini zajmuje nam w sumie około 3 godzin. Z radością witamy ciepłe powietrze i promienie słońca ogrzewające nasze wilgotne ciuchy. Solidny posiłek wzmacnia nas przed drogą powrotną, która przebiega o wiele sprawniej. W 2.5 godziny osiągamy Kiry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczęśliwi pakujemy się do samochodów, odwiedzając w drodze powrotnej sympatyczną Niewiastę handlującą pierwszej klasy przetworami z owczego cyca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tatry żegnają nas potężną burzą, którą obserwujemy z wnętrza suchego samochodu gnającego w stronę domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Dłubni na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|19 07 2015}}&lt;br /&gt;
Słoneczny a co gorsza upalny dzień wykorzystujemy na rowerową wycieczkę górnym odcinkiem doliny Dłubni (pn. dopływ Wisły w rejonie Jury krakowskiej). Malownicza dolina z czystą rzeczką urozmaicona gdzie nie gdzie skałkami, starymi budowlami, piękną przyrodą. Sam trakt też urozmaicony od asfaltu po wodne przeprawy. Nasza trasa wiodła pętlą od Glanowa do Imbramowic (ciekawy klasztor z XIII w.) następnie Wysocice i powrót przez Ulinę i wąwóz Orszyni do Glanowa. Generalnie ciekawy zakątek naszej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Włochy - Giro d`Italia|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|10-17 07 2015}}&lt;br /&gt;
Tygodniowe MTB w rekordowych upałach i cudowej scenerii gór, jezior i kilkumetrowych kwitnących oleandrów. Połowa wyjazdu w oklicach Riva del Garda, połowa w nieznanym mi dotąd rejonie Dolomitów-Alpe Di Siusi (Sudtirol).Dla orzeźwienia korzystamy z otaczających nas jezior- wygrywa bezkonkurencyjnie Lago di Tenno (lazurowa woda, 6 metrowe skoki, niewielu ludzi).Dla urozmaicenia znajdujemy też fajną via ferattę wiodącą na Cime Sat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - ćwiczenia z poręczowania na Bibliotece|instruktor: Tomek Jaworski, kursanci: Aga Lakwa, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek|12 07 2015}}&lt;br /&gt;
Niedzielny poranek. Chmurki wróżą pogodę, lekkie i świecące, (...) jako trzody owiec na murawie śpiące. &lt;br /&gt;
A my ruszamy z miejsca zbiórki ku Podlesicom, gdzie prężąc swą pierś stoi dumna Biblioteka. &lt;br /&gt;
Barbarzyńsko wczesna pora wyjazdu ma swoje plusy: nie ma zbyt dużego ruchu na drodze, więc szybko docieramy do celu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po solidnej powtórce węzłów, pod czujnym okiem Tomka wchodzimy na skały z których mamy schodzić przy użyciu najbardziej wyuzdanych, znanych nam technik poręczowania. Rozpoczyna się festiwal dyndania, sapania, oraz wypominania kto komu jak głęboko w co wsadzi za namówienie na udział w kursie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyblinki, ósemki i odciągi sieją się gęsto, tu i ówdzie motyl przeleci, liny trzeszczą, pot kapie, czasami łza przerażenia i bezsilności po policzku się potoczy, gdy przy łączeniu lin zamiast potrójnej ósemki wychodzi coś zbliżonego kształtem do dwóch pijanych, bijących się ośmiornic. &lt;br /&gt;
Szczęśliwie wszyscy zaliczają swój pakiet wejść i zejść bez większych strat na zdrowiu i psychice, więc zabieramy się jeszcze za tyrolkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda cały czas dopisuje. W zasadzie jest skwar jak diabli, na kaskach można robić jajka smażone, karki spiekają się w piękne wzorki od pasków mocujących nakrycia głowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem opuszczamy Organy, zaliczając u ich podnóża ponowne, krótkie szkolenie z tworzenia tyrolki. Nawet jest okazja, by każdy mógł spróbować własnoręcznego stworzenia maleńkiej, maciupeńkiej minityroleczki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym wieczorem rozjeżdżamy się do domów wbijając sobie do łba, by następnym razem nie zapomnieć kremu z filtrem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Magurska|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Lubomski (SKTJ), Daria, Gosia|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Załapałem&amp;quot; się na wyjście na zezwolenie naukowe Darii, która zamierza pobrać próbki wody z kilkunastu tatrzańskich jaskiń. W jaskini spędziliśmy ok. 4h. Dosyć tam błotniście, ale urokliwie i chwilami całkiem obszernie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna; Krakowskie Kominy |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Asia Przymus, jedna os. z klubu|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna pogoda. Przed otworem Śnieżnej spotkaliśmy wychodzącą ekipę z Łodzi. Potem sprawnie w dół do I Biwaku. W Krakowskich Kominach osiągamy Salę Śmiałka (- 130 względem otw. Śnieżnej). Ponieważ byliśmy pod presją czasu więc szybko pomykamy z powrotem najpierw w dół do Wodociągu a potem do wyjścia. Cała akcja zamyka się w 7,5 h. Jeszcze za dnia wracamy do auta. Może Asia napisze coś więcej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Sniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry: Szarpane Turnie - wspinanie |Damian Żmuda, Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,Ania K., Ania B.|03 - 05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis niebawem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy 12 dróg o trudnościach od IV do VI. Skały w cieniu porośniętego lasem wąwozu więc mimo upału było przyjemnie. Bardzo fajny rejon, mnóstwo obitych dróg w stylu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Ludzi nie wielu. Zakosztowaliśmy również trochę off-roadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Wodogrzmoty Mickiewicza - Warsztaty z autoratownictwa kanioningowego|&amp;lt;u&amp;gt;Majewicz Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W weekend odbyły się warsztaty z autoratownictwa kanioningowego. Niestety mogłem wziąć udział tylko w 2, praktycznym dniu szkolenia na Wodogrzmotach Mickiewicza. &amp;quot;Perła polskich kanionów&amp;quot; okazała się być bardzo przyjemna i ciekawa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podzieleni na 4 grupy pod patronatem TOPRu ćwiczyliśmy transport poszkodowanego przez &lt;br /&gt;
standardowe trudności spotykane w kanionach. Każda grupa miała wyznaczoną swoją część kanionu na transport, resztę pokonywaliśmy na sportowo. Niewysokie skoki, ciekawe tobogany i całkiem duży przepływ z cofkami i odwojami dał dużo radochy. Na moście naturalnie wywołaliśmy dużą sensację, a pod nim niczym rasowe żule obaliliśmy &amp;quot;bezalkoholowego&amp;quot; szampana z okazji 300-tnego kanionu Ola. Na koniec wparowaliśmy prosto do schroniska w dol.Roztoki w mokrych piankach na obiad. Miny ludzi bezcenne, tak samo jak gdy przebieraliśmy się w pianki przy WC Serwisach :D [lokowanie produktu]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - świetne szkolenie, szczególnie dla osób zaczynających ten sport. Nie obyło się oczywiście bez sobotniej imprezy, chrztu nowicjuszy i fantastycznej atmosfery. Zdecydowanie polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Centralny Kurs Autoratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|26 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne z cyklu szkoleń PZA w jakim miałam okazję uczestniczyć. Ćwiczenia rozpoczęły się w piątek na Suchym Połeciu (Góra Birów) od zaporęczowania stanowisk na dzień następny. W związku z tym, że dotarłam do Podzamcza dość późno, nie uczestniczyłam w tej zabawie, za to zdążyłam rozbić namiot przed deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zostaliśmy podzieleni na grupy i ćwiczyliśmy po kolei na pięciu różnych stanowiskach. Na pierwszym uczyliśmy się ratować poszkodowanego z trawersu oraz tyrolki. O ile to pierwsze nie sprawiło nikomu trudności, to już przy trawersie trzeba było ,,się naszarpać”. Kolejne stanowisko było powtórką z kursu podstawowego: ściąganie z przyrządów do zjazdu, z przyrządów do wchodzenia metodami croll w croll i przeciwwagi. Trzecie stanowisko podobało mi się najbardziej, zjazd z poszkodowanym przez przepinki i wyciąganie ofiary z ucha przepinki. To drugie niechcąco musiałam przećwiczyć przed demonstracją instruktora, kiedy wjechałam z moim poszkodowanym zbyt nisko w przepinkę. Na ostatnich dwóch stanowiskach ćwiczyliśmy wyciąganie poszkodowanego do góry, łącznie z przepinkami, metodami ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi. Drugiej metody nie zdążyłam już przećwiczyć z powodu końca zajęć, które i tak były przedłużone. Po wszystkim musieliśmy jeszcze zdeporęczować stanowiska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień ćwiczeń to akcje pozorowane w jaskiniach: Józefa, Rysiej, Szpatowców i na Świniuszce. Byłam w grupie idącej do jaskini Rysiej i już w sobotę wieczorem zostałam wyznaczona na pozoranta. Żeby akcje były jak najbardziej realne i aby wyeliminować jakąkolwiek pomoc ze strony poszkodowanych, to wszyscy pozoranci mieli mieć zasłonięte oczy w trakcie akcji. Na pocieszenie kierownik wyjścia pozwolił mi poręczować początek zjazdu do jaskini (wybranie najmniejszej osoby do tego zadania i tak było najlepszym pomysłem przy dość ciasnym zjeździe). Przy wchodzeniu na drugą poręczówkę ,,stałam się ofiarą” tzn. miałam zasłonięte oczy, a wszyscy uczestnicy dostali informację, że przestałam widzieć i mam uszkodzoną jedną rękę, co w sumie było bardziej moim zmartwieniem niż ratowników, ponieważ to ja nie mogłam jej używać do wymacywania ścian i chodzenia (z zasłoniętymi oczami!). Najpierw zostałam ściągnięta z liny, a później zaprowadzona pod studnię wlotową. Muszę przyznać, że było to dość zabawne, przez cały czas miałam przy sobie jakieś osoby, które mnie prowadziły i pomagały, choć mając sprawne nogi i jedną rękę, z instrukcjami i asekuracją musiałam się wspinać na prożki, przeciskać przez zaciski i robić zacieraczki. Wyciąganie do góry poszło bardzo sprawnie i szybko, choć moje rozmiary na pewno ułatwiły sprawę, większa osoba, nie widząc jak ma się ustawić mogła by się częściej klinować i nie była by tak łatwo wyciągnięta przez zacisk przy wejściu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazie instruktorzy szybko omówili zmagania obu dni, później szybko spakowaliśmy się w deszczu i wyjechaliśmy przed największą ulewą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Bardzkie - klubowy spływ kajakowy po Nysie Kłodzkiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadeusz i Barbara Szmatłoch, Tomasz i Joanna Jaworska, Michał Chowaniec, Marta Urbańczyk, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek, Karina, Paweł, Michał, Rafał i Wiktor Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec, Adam Mazur, Sara Wolny, Justyna Francik z Robertem, Henryk Tomanek z koleżanką (byli w niedzielę)|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny klubowy spływ kajakowy odbył się na górnym odcinku Nysy Kłodzkiej. W 2 dni spłynęliśmy tą rzeką od Młynowa przez Przełom Bardzki do Barda a dalej po biwaku w okolicy Suszki do zbiornika w Topoli gdzie przy moście skończyliśmy spływ. Rzeka o zmiennym charakterze w dolinie o stromych zboczach. Wiele bystrzyn i płycizn urozmaicających spływ. W Bardzie nawet kąpiel kilku kajakarzy w rzece. Zwiedzamy też po drodze starą sztolnię. Pierwszy dzień kończymy w deszczu. Lało całą noc aż do godzin dopołudniowych w niedzielę. Drugi etap znów po wartkim nurcie niemal do samej mety. Mimo niezbyt dobrej pogody wspaniała atmosfera w ekipie i świetne humory do końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu relacja foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNysa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt; Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|21 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano po wyjeździe kilku osób do domu nasza trójka postanawia wyjść jeszcze na szlak. Cel: Czerwone Wierchy. Trasa z Kir zielonym szlakiem na Cudakową Polanę, następnie Ścieżką nad Reglami na Miętusi Przysłop. Stamtąd niebieskim szlakiem(gdzie po drodze na przemian było słonecznie, pochmurnie, padał grad, śnieg lub deszcz.) na Małołączniak . Dalej czerwonym szlakiem na Krzesanicę i Ciemniak skąd schodzimy z powrotem na Ścieżkę nad Reglami czerwonym szlakiem i dalej do Kir zielonym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę 16.81 km pokonaliśmy w 6g:32m, przewyższenie 1222m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto (są tu też zdjęcia z akcji do Czarnej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Jaskinia Czarna Kurs - Partie Tehuby| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Aleksandra Rymarczyk, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajny wyjazd, dzięki :) Myślę, że gdyby ktoś postawił piwo Emilowi to w 10 min powstanie niezapomniany elaborat... a warto jednak, żeby jakaś dłuższa notka się tu znalazła ;) - obyło się bez piwa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza tatrzańska jaskinia odwiedzana w ramach kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek udaje nam się w miarę sprawnie i o dziwo bez opóźnienia wystartować z Bytomia. Wielki Asfaltus, bóstwo autostrad, jest dla nas łaskawy - pod Dolinę Kościeliską docieramy bez większych korków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka reorganizacja plecaków, wciągamy po kanapce i ruszamy w stronę jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nawet sprzyja: pomimo że początkowo nieco straszyło deszczem, udaje nam się w drodze załapać trochę słońca. Po godzinie mozolnego człapania Doliną docieramy na Polanę Niżnią Pisaną, skąd po wchłonięciu kolejnego szybkiego posiłku ruszamy bezpośrednio pod otwór jaskini. &lt;br /&gt;
Po 10-15 minutach wędrówki w miarę cywilizowanym szlakiem skręcamy w las i zaczynamy się wspinać zboczem w stronę Czarnej.&lt;br /&gt;
Około godzinne przeciskanie się pod górę pomiędzy drzewami pozwala nam na nowo zerknąć na temat kursu i zapewnień w stylu: „będzie fajnie” i  „fantastyczna przygoda”. Ogólnie przeprawa przez las daje szansę na zastanowienie się jak daleko mam do zawału; z czym wiąże się wylew w górach oraz czy to coś, co ruszało się w krzakach to przeżarty turysta, czy też będziemy zaraz uciekać przed niedźwiedziem. W międzyczasie udaje się także wymyślić kilka nowych przekleństw, w których główną rolę odgrywają drzewa, góry, pajęczyny oraz wsadzanie gór i wędrówek w miejsce, do którego promień słoneczny nie sięga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli docieramy pod otwór Czarnej, gdzie... po kolejny posiłku (czy my tam cały czas jemy?!) przebieramy się, by po chwili ruszyć w głąb jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakimś magicznym sposobem udaje się nikomu nie zabić, co jest szczególnie dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że praktycznie wszelkie poręczowania wykonywane były przez kursantów. Widocznie czujne oko Asi sprawiło, że nikt nie odważył się na jakieś większe błędy. &lt;br /&gt;
Do Studni Ewy docieramy z małym poślizgiem, wynikającym z nie do końca sensownego rozdzielenia worów i lin. Można było spokojnie urwać 10-15 minut czasu, które zostały zmarnowane na czekanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dotrzeć do celu i zaczynamy zwiedzać Partie Tehuby. Na pierwszy ogień idzie kierunek zachodni, skąd po dotarciu w okolice Labiryntu Wiatrów ruszamy na wschód, docierając pod Syfon Tehuby. Wyprawa odbywa się bez problemów. W trakcie jej trwania mamy okazję zaliczyć szybkie przypomnienie wiązania kilku podstawowych węzłów, znajdujemy salkę z McDonaldem oraz dla równowagi - nadziewamy się na speleokupę pozostawioną zapewne przez jakiegoś człowieka pierwotnego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy po około sześciu godzinach. W międzyczasie na powierzchni padał deszcz, co sprawia, że droga w dół zbocza dostarczyła nam wielu nowych doznań. Mamy  więc festiwal poślizgów, przyziemień oraz możliwość obserwacji jaki styl ślizgowy poszczególni uczestnicy wykorzystują podczas schodzenia w dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godzinne zejście do doliny Niżniej Pisanej kończy się szczęśliwie, kolejny posiłek pozwala nam zregenerować siły na powrót Doliną Kościeliską. Za Kirami spotykamy się jeszcze z kolejną grupą Klubowiczów wracających z wyprawy do Ptasiej. Po kilku minutach rozmowy i wykonaniu pamiątkowego zdjęcia, ruszamy do schroniska, skąd późną, wieczorową porą wychodzimy na poszukiwanie otwartego przybytku gastronomicznych rozkoszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, w godzinach porannych, czwórka z nas wraca do domu gnana obowiązkami, a reszta ekipy spędza jeszcze jeden dzień wędrując po Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W galerii Czarna-kurs dodane są zdjęcia Bogdana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Tadeusz Szmatłoch, Łukasz Pawlas, + 1 os. z klubu|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pesymistycznym prognozom, pogoda okazała się całkiem przyzwoita. Wszystko poszło sprawnie i szybko. W jaskini dotarliśmy do Starego Dna (-255) przez Salę Dantego i Studnię Taty. Od otworu wycof zjazdami (200 m) przez Próg Mułowy do Wielkiej Świstówki. W dolinie Kościeliskiej spotkaliśmy naszych klubowych kolegów i koleżanki wracających z jaskini Czarnej. Tego samego dnia wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''''Schemat zjazdu:''' od otworu jaskini Ptasiej trawersem trawiastą półką udajemy się do końca (na zachód). Z 2 ostatnich batinoksów zjazd (potrzeba 2 x 100 m liny) na dużą skalna platformę z charakterystyczną wnęką skalną (dobra osłona przed deszczem lub spadającymi kamieniami). Trochę poniżej po lewej orograficznie stronie znajdują się następne 2 batinoksy. Stąd zjazd po skosie orograficznie w lewo ok. 30 m na półkę z kolejnymi 2 batinoksami. Stąd już bezpośrednio do kotła ok. 60 m. Warto też mieć „łoki toki” do komunikacji w ścianie. Tu orientacyjny schemat:'' http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2FPtasia%2Fschemat%20zjazdu.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (Udało się odzyskać skasowane zdjęcia Tadka i dołączono do GALERII): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FPtasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Brennej czarnym a następnie zielonym szlakiem na Błatnią dalej żółtym przez Stołów, Trzy Kopce na Klimczok. Zejście czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę i zejście żółtym szlakiem do Brennej. Dystans 18km pokonane w 5h11min z drobnymi przerwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB- Jura/Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rowerowy weekend. Pierwszego dnia z pełną premedytacją błądzę na rowerze po łąkach, polach i lasach Podzamcza. Pięknie, letnio i zadziwiająco pusto. W niedzielę po wizycie w  Śląskim Centrum  Rehabilitacji  i  Prewencji,  robię trasę-Ustroń Zawodzie-Równica-Orłowa-Trzy Kopce Wiślane- powrót żółtym szlakiem do Wisły Centrum,a dalej trasą rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa stosunkowo kamienista na trasie Równica-Trzy Kopce Wiślane (na tyle, by skutecznie przekonała mnie wreszcie do zakupu rowerowych... spodenek :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Kozia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
Najdłuższa jak na razie z naszych &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;. Od samochodu do samochodu 11 godzin. Wejście do jaskini na podstawie odrębnego zezwolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem  RKG ,,Nocek” wystąpił jako partner Motoserca, czyli akcji zbiórki krwi prowadzonej przez klub motocyklowy Invaders z Rudy Śląskiej. Impreza miała miejsce na terenach przylegających do Aquadromu na Halembie. Początkowo planowaliśmy zbudować mały park linowy, jednak z powodu niedomówień z gospodarzem terenu musieliśmy powstrzymać wyobraźnię i zejść na ziemię (dosłownie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy na głównym placu odbywały się koncerty i pokazy (różne dziecięce zespoły, wystawa motocykli, starych samochodów itp.) oraz zbiórka krwi, na trawie nieopodal, w cieniu drzew działaliśmy my. Atrakcje jakie zafundował Nocek dzieciom można zobaczyć na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2Fmotoserce&amp;amp;startat=1 Zbudowaliśmy z Łukaszem i Olą, która dołączyła do nas później (całe szczęście, bo miała wenę do plątania lin), ogromną pajęczynę, pomiędzy którą dzieciaki musiały przechodzić i zbierać taśmy z karabinkami. Druga konkurencja była bardziej związana z działalnością jaskiniową – trzeba było wciągnąć wór jaskiniowy (ciężki wór jaskiniowy) parę metrów nad ziemię. Wszystkie dzieciaki radziły sobie wspaniale, podobało im się na tyle, że część z nich wracała parę razy. Ja jednak nadal czuję niedosyt związany z brakiem trudnych przepraw nadziemnych, jednak mądrzejsza o zaistniałą sytuację jestem pewna, że nadrobimy następnym razem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd  kanioningowy zrodził się oczywiście z zazdrości. Jako, że nie byliśmy wstanie wybrać się na profesjonalny wyjazd z Prezesem na czele postanowiliśmy zrobić wyjazd alternatywny. Wybieramy rejon położony miedzy Linz a Monachium, nad pięknym jeziorem Attersee. Niestety podobnie jak w Polsce również w Austrii w długi weekend  wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wiec mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca na kampingu. W pierwszym dniu robimy kanion Burggrabenklamm (v3, a3, III) który startuje ze szlaku, więc publiczność mieliśmy gwarantowaną. Kanion całkiem fajny, szczególnie efektowny 18 metrowy zjazd, końcowa część prowadzi pod komercyjną drogą  poprowadzoną na stalowych podestach nad dnem kanionu (sława, zachwyty publiczności itp.). Po tej rozgrzewce byliśmy gotowi na główny cel wyjazdu czyli kanion Jabron (v4,a4, III) , który okazuje się znacznie bardzie wymagający od poprzednika. Spotykamy w nim grupę przewodników, którzy sprawdzali pierwszy raz w sezonie stan całego kaniony przed rozpoczęciem sezonu z klientami, to się nazywa profesjonalne podejście. W Jabronie jest kilka ciekawych skoków, lecz większość z nich odpuściliśmy, za to mogliśmy podziwiać wyczyny jednego z przewodników, który zaprezentował nam np. 6 metrowy, ryzykowny (śliski start, duża odległość pozioma) skok z pełnym saltem !!!. W sobotę wybieramy kanion Strubklamm(v1,a3, III), który  najbardziej nas zaskoczył, od samego startu był nietypowy. Rozpoczynał się nie podejściem ale zejściem z zapory, ponadto pokonaliśmy go bez użycia liny za to trochę sobie popływaliśmy. Pokonanie kanionu zajęło nam około 2,5h z czego ponad godzinę trzeba było pływać!!! Najdłuższy odcinek do przepłynięcia miał 300m,nie pamiętam kiedy wcześniej  tyle przepłynąłem:) Kanion też obfitował w duża ilość fajnych skoków,  w tym jeden 8 metrowy. Muszę tu wspomnieć również o przepięknym wodospadzie, który spadał z jednej ze ścian prosto do kanionu. Dzięki odpowiedniemu usytuowaniu słońca mogliśmy podziwiać podwójną tęcze, która nieomal się zamykała. Niestety w tym dniu zapomnieliśmy zabrać aparatu ……Koniec kanionu ponownie nas zaskoczył, ponieważ niespodziewanie znaleźliśmy się na zatłoczonej plaży i znowu te zachwyty tłumu, autografy….W niedziele bardzo leniwie zbieramy się do drogi powrotnej, w trakcie której odwiedzamy sprawdzoną knajpę w Czechach z przepysznym jedzeniem np. kotlet nadziewany szynką …jak dla mnie mistrzostwo, szczególnie że od 4 dni nie jadłem mięsa:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, dłuższy wyjazd w ramach kursu. Do odwiedzenia cztery jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolska i Malinowska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów docieramy do schroniska. Skromny stan przedzawałowy i łza rozpaczy tocząca się po policzku w trakcie podejścia do schroniska, wyraźnie sygnalizują, że zaczyna się zabawa z przeprawą przez tereny, które nie mają wiele wspólnego z wygodnym, płaskim chodnikiem i budkami z kebabem rozstawionymi co kilkaset metrów.&lt;br /&gt;
Po zrzuceniu części bagażu do schroniska i  delikatnej redukcji zawartości plecaków ze sprzętem, ruszamy w stronę Trzech Kopców. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja. Docieramy pod Trzy Kopce bez większych niespodzianek. Żaden zwierz leśny ni gadzina pełzająca nie stają na naszej drodze. Mijamy jedynie kilka grupek turystów, sympatycznie pozdrawiających nas w drodze do jaskini. Jest gorąco…&lt;br /&gt;
Po szybkim posiłku wchłoniętym przed wejściem do Trzech Kopców, przebieramy się w wyjściowe ciuszki i kolejne wskakujemy do przyjemnie chłodnej dziury. &lt;br /&gt;
Trzy Kopce witają nas licznymi szczelinami, zawaliskami, oraz stadem odstających, twardych krawędzi idealnych do tego, by przypomnieć sobie o konieczności uważania na łokcie, kolana, czy inne wystające elementy organizmu. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini przebiega bez większych problemów: jest okazja do przeciśnięcia się przez kilka ciaśniejszych miejsc, znajdujemy lokalizację idealną do rozprostowania nóg w pozycji leżącej, dającą jednocześnie możliwość wygodnej obserwacji umordowanych osób wypełzających z dojścia do końcowych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Tradycyjne poszukiwania wyjścia przez kursantów kończą się fiaskiem. Na szczęście Buli orientuje się z grubsza którędy do góry, więc nie grozi nam śmierć głodowa. &lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu sporej części Trzech Kopców, gramolimy się na powierzchnię, gdzie wita nas deszcz przechodzący po chwili w burzę. Gdy myślimy, że nie może być gorzej, pojawia się grad. Na szczęście znajdujemy minimalne schronienie pod pobliskimi drzewami. &lt;br /&gt;
Kilkanaście minut (i kanapek) później ruszamy w stronę Dującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpogadza się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedaleko celu naszej podróży znów rzucamy się na szybki posiłek. Po kilkunastu minutach naciągnąwszy na grzbiety nieco wilgotne kombinezony, idziemy szukać wejścia. &lt;br /&gt;
Niewielki otwór z przerzuconą przezeń kłodą, nie zapowiada wrażeń, które czekają nas na dole. Kolejno wskakujemy w ciemność, uprzednio żegnając się z jakimś sympatycznym pytongiem górskim, który urządził sobie legowisko na kamieniu obok wejścia.&lt;br /&gt;
Dująca wyraźniej daje się nam we znaki. O ile jeszcze Smukła Szczelina w drodze na dół nie wydaje się wielkim wyzwaniem, tak posiadacze dłuższego organizmu, już na Ciągu Twardzieli mogą mieć problemy ze złamaniem swego cielska w taki sposób, by dostać się do dalszych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w przypadku Trzech Kopców, zwiedzamy Dującą bez większych niespodzianek. Problem pojawia się dopiero przy wyjściu, gdy to mój skromny organizm nijak nie daje rady przepchnąć się w górę przez Smukłą Szczelinę. Łukasz i Asia dzielnie ciągną mnie za fraki do góry, co przy jednoczesnym wypychaniu mnie od spodu przez Buliego sprawia, że jakimś sposobem udaje się mnie wypchnąć z otworu, z którym nijak nie jestem kompatybilny gabarytowo. &lt;br /&gt;
Wychodząc na powierzchnię, jesteśmy tradycyjnie witani… deszczem. Tym razem bez burzy i gradu. &lt;br /&gt;
Droga powrotna przebiega bez większych komplikacji. Nikomu nie udaje się poważniej zgubić, nikt nie zostaje pożarty przez zwierzynę leśną, bezpiecznie docieramy do schroniska, skąd po doprowadzeniu swoich powłok cielesnych do stanu, w którym nie powodujemy ataków paniki postronnych osób, ruszamy w stronę cywilizacji, by zjeść ciepłą kolację.&lt;br /&gt;
Jak się okazuje, znalezienie wieczorową porą otwartej knajpy w Szczyrku jest trudniejsze, niż znalezienie Dującej. Na szczęście udaje nam się trafić do miejsca, gdzie zostajemy nakarmieni i napojeni.&lt;br /&gt;
Kolacja kończy się pożegnaniem – opuszczają nas Bogdan, Asia i Łukasz, zmuszeni obowiązkami do powrotu. Reszta rusza w stronę schroniska, gdzie ku chwale Morfeusza zwala się na materace, chwile później pochrapując radośnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wciągnięciu solidnego śniadania, opuszczamy schronisko i przemieszczamy się w stronę Jaskini Salmopolskiej. Pogoda jak najbardziej sprzyja. Być może tym razem uda się nie zmoknąć…&lt;br /&gt;
Po przebyciu niedługiego odcinka drogi, prowadzącego od parkingu do okolic otworu wejściowego, wskakujemy w kombinezony, których stan jednoznacznie wskazuje na to, co przeszły poprzedniego dnia. Chwilę później kolejno zanurzamy się przyjemnie chłodną jaskinię. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie Salmopolskiej nie zabiera wiele czasu: sprawnie docieramy do północnej części jaskini, następnie po nawrocie kierujemy się ku studni końcowej. Tam czeka nas niespodzianka: nad studnią objawia się okienko prawdopodobnie prowadzące do dalszych partii, których nie mamy oznaczonych na mapie. Część z nas decyduje się na szybki rzut okiem w stronę otworu.&lt;br /&gt;
Chwilę później zawracamy, kierując się już w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;
Wydostajemy się na powierzchnię – szok. Nie pada! Mało tego – słońce świeci! Ruszamy raźno do ostatniej jaskini, którą mamy zamiar zwiedzić. Naszym celem jest Malinowska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów znajdujemy jaskinię. Przy pomocy znajdującej się w środku drabiny, kolejno schodzimy w dół.&lt;br /&gt;
Malinowska ze względu na swoje rozmiary, nie zabiera nam wiele czasu. Krótki podziemny przemarsz można w zasadzie potraktować bardziej jak niedzielny spacerek. Po zwiedzeniu całości jaskini wdrapujemy się na powierzchnię, gdzie w końcu można wyłączyć czołówki na dłuższy czas. &lt;br /&gt;
Idealnym zakończeniem weekendu jest postój na tradycyjnej szarlotce w miejscu, gdzie nie da się skończyć konsumpcji na jednym ciastku. Po wchłonięciu kalorii w ilości mogącej zasilić średniej wielkości miasteczko, pakujemy się do samochodów i ruszamy w stronę domów… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5764</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5764"/>
		<updated>2015-11-14T09:34:29Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== IV kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura -wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby towarzyszące |08 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie zakończyłem sezon wspinania skałkowego, już tradycyjnie ostatni wyjazd odbył się na początku listopada. Podobnie jak w ostatnich latach starałem się w każdy weekend gdzieś się wybrać, dominowała Jura północna, lecz nie zapomniałem o odwiedzeniu Sokolików. Niestety ilość nie do końca przełożyła się na jakość… Z ciekawszych dróg jakie udało się zrobić: Obecność mitu VI.3+/4 –  bulder ze słabymi stopniami;  Anakonda VI.3- takich promocji to nawet w Tesco nie ma; Zapotrzebowanie na pozory VI.4+ - całkiem sympatyczne wspinanie;   San Quentin VI.4 – niby proste, ale nie do końca; Bezpawle VI.3+ - kruche, przewieszone, fajne; Porozumienia Gdańskie VI.3- bulder, proste; Hula Gula 2+/3 – szybka piłka, Taniec ze Słoniem VI.3 – Doleżychówka fajniejsza; Filar Zjazdowej VI.3+ – klasyk, fajne wspinanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Warsztaty pierwszej pomocy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, prowadzący i uczestnicy z różnych klubów|07 - 08 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie w tym roku szkolenie organizowane przez PZA. W sobotę większość zajęć odbywała się na bazie. Rozpoczęliśmy od wykładów dotyczących roli świadka w łańcuchu przeżycia, podstaw prawnych udzielania pierwszej pomocy, mechanizmów urazu oraz oceny i badania poszkodowanego po urazie. Następnie odbywały się zajęcia w grupach. U różnych prowadzących ćwiczyliśmy usztywnianie kończyn, opatrywanie ran oraz badanie poszkodowanego po urazie. Po przerwie obiadowej odbył się wykład o hipotermii, a następnie kolejne zajęcia w grupach. Budowa namiotu cieplnego, ewakuacja poszkodowanego, zajęcia na fantomie - reanimacja i użycie aparatu do automatycznej defibrylacji (BLS-AED) oraz postępowanie w przypadku nagłych stanów internistycznych. Po kolacji podzieliliśmy się na dwie grupy. Pierwsza wyszła razem z instruktorami, druga miała dojść w wyznaczone miejsce po 15 min, tam zastaliśmy zaimprowizowany wypadek z 7 poszkodowanymi w różnym stanie. Po opatrzeniu wszystkich rannych, grupy zamieniły się rolami i ratownicy zasymulowali kolejny wypadek w górach, a wcześniejsi poszkodowani byli ratownikami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia wyszliśmy na akcje jaskiniowe. Działaliśmy w Jaskini Zimnej na odcinku od wejścia do ponoru. Instruktorzy zasymulowali w sumie 3 wypadki, uczestnicy byli podzieleni na trzy grupy, każda zajmowała się jednym poszkodowanym, działaliśmy niezależnie od siebie. Obowiązywał pełny realizm. Akcja rozpoczynała się w momencie znalezienia poszkodowanego - zbieraliśmy wywiad, opatrywaliśmy go, przenosiliśmy do bezpiecznego miejsce i zapewnialiśmy komfort cieplny. Każdorazowo dwie osoby z zespołu cofały się do wejścia w celu wezwania pomocy u podstawionych dyspozytorów służb ratowniczych. Po każdej z symulacji odbywało się krótkie omówienie, za każdym razem dowiadywaliśmy się nie tylko o błędach jakie popełnialiśmy, ale też o ocenie akcji (komfortu) z punktu widzenia poszkodowanego. Uwagi te były niezwykle cenne bo pokazały o jak wielu rzeczach trzeba pamiętać i myśleć podczas udzielania pomocy poszkodowanemu, szczególnie że wiele z nich ma wpływ nie tylko na zdrowie, ale też na życie osoby rannej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pogody wybraliśmy się z Łukaszem na wspinaczkę na Straszykową Górę. Było słonecznie i zimno, ale nie na tyle, żeby palce zamarzały na skale. Pokonaliśmy kilka dróg, o wycenach od IV do V+. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w skałkach mirowskich|Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinamy kilka dróg &amp;quot;czwórkowo-piątkowych&amp;quot; na Klawiaturze i Skałkach z Grotą (m. in. ''Filar Klawiatury'' - IV, ''Zacięcie Groty'' - V+). Przepiękna pogoda i cudowne kolory. Oprócz nas w skałach zaledwie kilku wspinaczy. Do domu wracamy okrężną drogą przez Częstochowę gdzie odwiedzamy fajną knajpę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Przełom Białki - wspinanie|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Rank, Olga|31 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się na Przełom Białki na wspinanie, znajdują się tam dwie skały rozcięte przez rzekę – Kramnica i Obłazowa Skała. Olga z Darkiem byli ostatnio na tej pierwszej, dlatego dziś zaczęliśmy od Obłazowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że okolica bardziej urokliwa od Jury, skały też wyglądają fajniej. Nie tylko wyglądają, ale też są ,,fajniejsze”, od razu pominęliśmy Grotę Obłazowej z drogami 8+ i więcej - ,,na inny raz” i Filar Obłazowej - bo nikt nie miał ochoty asekurować w wodzie po kolana. Bawiliśmy się na Obłazowej, ale, że wszystkie drogi zaczynają się tu z przewieszenia to nasza cierpliwość to tej ściany szybko się skończyła i postanowiliśmy się przenieść na Kramnicę. Po drodze jeszcze zerknęliśmy  do ,,jaskini” Obłazowej – małe schronisko skalne, normalnie nie warte wzmianki, ale ze względu na najstarszy na świecie bumerang, paliczek lewej dłoni, lwa i nosorożca wspominam (a kogo zaciekawiłam odsyłam do internetów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Kramnicy było więcej ludzi, ale ściana większa (i wyższa) niż poprzednia więc się jakoś wpasowaliśmy. Drogi Kramnicy zaczynają się od VI-. Pod koniec dnia nikt nie mógł powiedzieć, że nie zaliczył jakiejś drogi. Choć muszę się przyznać, że chyba jedyną motywacja do wciągnięcia się na to VI- była perspektywa widoku na Tatry i 30 metrowego zjazdu :]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/31102015ObAzowaKramnica?authkey=Gv1sRgCLLV6-nQj-bP6wE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dziura w Dąbrowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, Teresa Szołtysik|25 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spenetrowaliśmy odkrytą kilka lat temu jaskinię - Dziura w Dąbrowie. Mimo, że bez sprzętowa wymaga trochę doświadczenia. Osiągamy najniższy punkt i zaglądamy do poszczególnych odgałęzień. Generalnie krucho. Potem udajemy się jeszcze na wzgórze Cisownik w okolicach Żelazka gdzie również penetrujemy teren odnajdując jedną z znajdujących się tam jaskiń (Żelazkowa Szczelina) do której zresztą wchodzimy. Na Jurze cudowna, kolorowa jesień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDziura-w-Dabrowie i tu: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/25102015JaskinieJuraDziuraWDabrowie?authkey=Gv1sRgCPnfpM_r09CD6QE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - centralne manewry ratownictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Bula&amp;lt;/u&amp;gt;|23 - 25 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek dowiaduję się iż jednak zostaję zaproszony na manewry (znajdowałem się na liście rezerwowych). Dlatego też ruszam w piątek po pracy i omija mnie unifikacja w Dziurze. Dołączam do innych w trakcie spożywania obiadu. Tego samego dnia zostajemy podzieleni na 4 pięcioosobowe zespoły, zostaje nam przedstawiony plan akcji w Zimnej, organizujemy potrzebny sprzęt i biwakujemy. Plan przewiduje rozpoczęcie transportu &amp;quot;ratowanego&amp;quot; od beczki, poprzez wielki komin, chatkę do górnego otworu. Mnie przypada najtrudniejszy odcinek, od prożku pomiędzy chatką, a widłami do górnego otworu. Tak zdecydowało kierownictwo, gdyż mam pewne doświadczenie jeśli chodzi o ten odcinek. Niestety duże braki w sprzęcie powodują, że nosze dochodzą, a my nie mamy zaplanowanych stanowisk wykonanych. Po jakimś czasie sprzęt dochodzi i jakoś powoli wynosimy na powierzchnię &amp;quot;ratowanego&amp;quot;. Po wyjściu nasi koledzy, członkowie Grupy Ratownictwa Jaskiniowego dowiadują się o wypadku w jaskini Niedźwiedziej i byłoby dobrze, gdyby się pojawili. Zatem szybko wracamy do bazy, myjemy sprzęt potrzebny do akcji, pomagamy się chłopakom spakować i żegnamy. Niektórzy rozjeżdżają się do domów już w nocy, niektórzy zostają do rana poznając się lepiej... ja zostałem. Kolejne manewry za mną, czekam na następne... no i na moją ukochaną Zimną:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - górska przebieżka|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|24 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, że piękny sobotni poranek wita mnie w Szczyrku, pomimo nieprzespanej nocy (wesele przyjaciół) pozwalam sobie na świetną zresztą (cudna jesień!!!) górską przebieżką. Robię pętle od parkingu w centrum Buczkowic-czerwonym szlakiem na Skrzyczne i dalej zielonym na Malinowską Skałę, by podążać znów czerwonym przez Przełęcz Salmopolską aż do Karkoszczonki.&lt;br /&gt;
Dalej już niestety asfaltem, ale na szczęście nową ścieżką spacerową wzdłuż rzeki, aż do miejsca startu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRESTOVÁ VERTICAL 2015|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|17-19 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wzięłam udział w biegu górskim Oravaman Brestowa Vertical - 7.7 km, 1200 m przewyższenia. Start z Penzion Pribisko na szczyt Brestowej (1902 npm.). Startuję pod szyldem RKG Nocek i kończę bieg na 5 miejscu w klasyfikacji generalnej kobiet (tu wyniki: http://oravaman.sk/wp-content/uploads/2015/10/Brestova-Vertical-2015.pdf). W niedzielę z kilkuosobową ekipą głównie organizatorów i osób odpowiedzialnych za zawody Oravaman przebiegam 23 km na trasie Zverowka-Rakoń- Wołowiec-Rakoń-Grześ-sedlo pod Osobitą- Penzion Pribisko. Częściowo biegniemy po triatlonowej trasie w//w zawodów. W poniedziałek już tylko spacerem przemierzam trasę- Predny Sindlovec- Brestova-Salatyn-Banikovske sedlo-Predny Sindlovec. Cały weekend wyjątkowo udany. Samym bieganiem po górach bawiłam się przednio :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - marszobieg|Łukasz Piskorek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, w Brennej spotkaliśmy Olę i Wojtka Rymrczyków|17 10 2015}}&lt;br /&gt;
Trasa wiodła dookoła doliny Brennicy. Z Brennej na Kotarz (985), potem Beskid Węgierski, przeł. Karkoszczonka, Klimczok (1117), Trzy Kopce, Błatnia, Brenna (24 km). Ja całą pętlę pokonuję biegnąc lub szybko idąc a Esa z Łukaszem poruszali się szybkim marszem. Spotykamy się w Brennej centrum. Ola w Wojtkiem wyruszali w przeciwną stronę na imprezę w Chacie Wuja Toma. Pogoda była bardzo zmienna. Tu kilka zdjęć:  https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/17102015Klimczok?authkey=Gv1sRgCLfSof_mwLjucw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - manewry autoratownictwa|Tomasz Jaworski jako instruktor, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; jako uczestnik|10 - 11 10 2015}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia zajęcia były prowadzone w jaskiniach położonych ,,wysoko”. Rano zostaliśmy podzieleni na grupy i przypisani do instruktorów. W tych zespołach mieliśmy działać przez dwa dni. Tomek prowadził zajęcia dla swojej grupy w jaskini Czarnej, ja natomiast zostałam oddelegowana do jaskini Wielkiej Litworowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda już jesienna, było zimno i pochmurnie, na szczęście nie padało. W jaskini jako pierwsza poszkodowana zjechałam na dno Studni Flacha, skąd byłam wyciągana najpierw przez jednego ratownika do góry studni, a następnie przez całą resztę grupy przez trawers do sali na dnie I Pięćdziesiątki. Tam czekał na mnie punk cieplny (namiot z foli NRC), chwila przerwy na ogrzanie się i zmiana poszkodowanego. Ja do wyciągnięcia poszkodowanego przyczyniłam się najpierw powyżej Pięćdziesiątki, opuszczając go z prożka zaraz za tą studnią i dalej na mniejszych studniach, raz będąc balansem, a raz wyciągając go samodzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia wybraliśmy się do bliżej położonych jaskiń. Tomek poprowadził swoją grupę do Miętusiej Wyżniej. Ja ćwiczyłam w Kasprowej Wyżniej. Nasza czteroosobowa grupa podzieliła się na dwie dwójki i mając do dyspozycji dwa odcinki linowe ćwiczyliśmy na zmianę wciąganie i zjazdy z poszkodowanym. Na koniec pierwsza dwójka miała jeszcze okazję przećwiczyć zjazd z poszkodowanym na długim zjeździe na powierzchni. Po zakończeniu ćwiczeń szybki powrót na bazę i podsumowanie manewrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA - Bihor|Efrosina Aleksandrova Hristova, Tomasz Pawłowski (STJ KW Kraków), Kaja Kałużyńska (SŁ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 11 10 2015}}&lt;br /&gt;
Tomi poprosił mnie o indywidualne szkolenie z kartowania, czy raczej obróbki danych pomiarowych. Zaproponowałem, żeby zrobić je w plenerze - no i tak oto zaczęło się planowanie tego wyjazdu. Poza ćwiczeniami okołokartograficznymi, Tomi miał pomóc kolegom w eksploracji, Efi miała zobaczyć rumuńskie jaskinie, a Kaja pouczyć się szkicowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek odwiedziliśmy Cetățile Ponorului. Tomi, Efi i jeden z Rumunów poszli wspinać komin niedaleko III otworu, podczas gdy Kaja i ja mierzyliśmy i szkicowaliśmy szkoleniowo, podążając ich śladami. Pewnym kuriozum tego wyjścia był pies jaskiniowy Piatrăşca (&amp;quot;Kamyczek&amp;quot;) z polany Glăvoi. Pies ten zamiast patyków woli aportować kamienie, ale to jeszcze nic! Otóż Petraszka odprowadził nas do Cetățile, poszedł z nami do jaskini i przeszedł kawałek rzeką, to skacząc z kamienia na kamień, to mocząc trochę łapy - właściwie to zupełnie tak, jak my. Zatrzymał go dopiero błotny próg, na który nie był w stanie się wdrapać. Usadowił się więc pod nim i zaczął ujadać. Konsternacja. Tego jeszcze nie przerabiałem w jaskini. Co tu zrobić? Pomóc wejść? Pogonić w ciemność? Próba odprowadzenia zwierzaka do otworu nie dała rezultatu. Pies wyraźnie nie był zainteresowany zakończeniem swojej jaskiniowej przygody tak szybko. W końcu zostawiliśmy mu włączoną czołówkę, żeby mu nie było smutno i żeby miał szanse przejść najgorszy chyba dla niego fragment rzeki, jeśli jednak zdecydowałby się wrócić do otworu. Oczywiście wszystko skończyło się dobrze i kiedy wyszliśmy na powierzchnię, spotkaliśmy Petraszkę radośnie bawiącego się kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę odpoczywaliśmy od wszelakich nauk i daliśmy się Tomiemu oprowadzić po rumuńskich jaskiniach. Tak dokładniej, spędziliśmy ok. 8.5 godziny w Peșterze Zăpodie, docierając najpierw do czarnego kanionu, a następnie pod syfon łączący Zăpodie z jaskinią Neagră. Zăpodie jest dosyć zróżnicowana i niesamowicie ładna, nawet jak na rumuńskie standardy. Większość drogi do syfonu przebywa się wzdłuż aktywnego ciągu wodnego, bogato udekorowanego naciekami. Wody było podobno stosunkowo niewiele; tylko w jednym miejscu musieliśmy przejść kilka metrów jeziorem sięgającym po kolana. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomiędzy tymi dwoma wyjściami, jak również przed i po, przetwarzaliśmy dane, gotowaliśmy i spaliśmy. Mimo niesprzyjającej pogody, każde z &amp;quot;założeń&amp;quot; choć w części udało się zrealizować. Podsumowując: deszczowy, ale nawet w miarę udany wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy Smoleń - Udorz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|11 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spod zamku Smoleń udajemy się rowerami do zapomnianych ruin zamku Udorz. Przez jurajskie pola i lasy, pofałdowanym dość mocno terenem osiągamy cel. Ruiny usytuowane są na wapiennym wzgórzu porośniętym bukowym lasem. Teren odosobniony i gdyby nie stara tablica informacyjna trudno było by tu trafić. Z zamku pozostały tylko resztki murów obronnych. Stąd wracamy przez Strzegową i dolinę Wodącej do Smolenia. Dzień słoneczny lecz dość zimny (5 st. C). Tu kilka zdjęć: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FUdorz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów, Góra Adeptów, Straszykowa Góra – kurs wspinaczkowy |&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|08 - 10 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I dzień &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, zimny czwartkowy poranek - spotkanie na Podzamczu z „Emkiem”. Rozpoczynamy szkolenie teoretyczne. Szukając ciepła przesuwamy się wokół góry zgodnie z kierunkiem przesuwania się promieni słonecznych. Koniec żartów, koniec teorii, instruktor  rozdziela sprzęt i rozpoczęła się rozgrzewka na skałkach. Zaczynamy oczywiście z grubej rury od  najmniejszych drogi Pierdolony rurociąg IV.1.  Tyrolka IV.1. , Lewe dziurki IV.1. , Dziurki Kukuczki IV.1. Z biegiem czasu przesuwamy się coraz dalej, są postępy , trasy zaczynają się robić coraz trudniejsze i dłuższe, a tym samym  fajniejsze. Krew zaczyna powoli buzować, rozkręcamy się z Łukaszem i znajdujemy przyjemność ze wspinania. Na razie wspinamy się na Podzamczu – góra Birów, ostatnia droga  Jumanji IV+, a następnie zmiana miejsca. Jedziemy na górę Adept. Tu robimy dwie drogi, chyba Piątka V. W pierwszym dniu udało się nam przejść po 7 tras wspinaczkowych od VI kończąc na V.  Z pełnym optymizmem jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
II dzień &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, zimniejszy piątkowy poranek  - spotkanie na Straszykowej Górze. Znów szukamy słonecznych skał ,tym razem pada na  Weselną. Rozpoczynamy rozgrzewką Prawym okruszkiem V. Potem Okropne klamry IV+ , Straszny filar V+ . Po drodze jeszcze kilka dróg, których nazw nie zapamiętałem. Razem z Łukaszem nawzajem sobie dopingowaliśmy, bo były wzloty i upadki. Na koniec Cicha rysa V na której się prawie udało, ale byliśmy już zbyt zmęczeni i wyziębnięci, więc postanowiliśmy dać jej trochę czasu. W tym dniu udało się nam przejść po 7 tras wspinaczkowych od VI +kończąc na V+.  Z naderwanymi opuszkami palców jedziemy do domu. Oczywiście z pełnym optymizmem, przecież dopiero jutro zacznie się zabawa, jak będziemy montować własne punkty asekuracyjne : )&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
III dzień&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, jeszcze zimniejszy sobotni poranek - spotkanie na Podzamczu. Rozpoczynamy szkolenie teoretyczne w temacie zakładania  własnych  punktów. Szukamy szczelin, otworów i innych dziur, gdzie można założyć różne dziwne ustrojstwa. Skaczemy w miejscu, żeby się rozgrzać. I zaczęło się: robimy pierwsze własne drogi i nawet całkiem sprawnie nam to idzie. Spotykając się u góry Łukasz stwierdził, że może dzisiaj wyjątkowo zakręcać karabinki ja nie mogę być dłużny też postanowiłem zakręcać  : ). Czas szybko mijał, a nam w sumie udało się przejść po 3 trasy wspinaczkowe  z własnymi  punktami. Wyziębnięci, ale oczywiście z pełnym optymizmem jedziemy do domu. I zapomniałbym wspomnieć o tym, że rzucaliśmy HENIA z góry i próbowaliśmy go wyłapywać na asekuracji. Heniowi po piątym razie zaczęły wypadać wnętrzności ,ale przeżył i wrócił o własnych siłach na parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
IV dzień&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielny słoneczny poranek , teraz to już nieziemsko zimno ,wieje nieprzyjemny wiatr, spotkanie na Podzamczu. Szybkie rozgrzanie na Prawym filarze V-  połączone z trawersowaniem półki. Następnie  Komandos i jeszcze jedna droga od strony grodu (coś z ogrodami, ale nazwy dokładnie nie pamiętam). Ostatnią drogą, którą mieliśmy przyjemność przejść był Komin kursantów. Jeszcze kilka ćwiczeń w zakresie ratownictwa i koniec szkolenia. Całe szkolenie odbyło się z hasłem „Z uśmiechem na twarzy i pogardą dla śmieci w oczach”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKurs-wspinaczkowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia w Straszykowej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|10 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji pobytu w pobliżu Ryczowa postanowiliśmy zwiedzić Jaskinię w Straszykowej Górze, której długość wynosi ok. 150m natomiast głębokość ok 21m. Dojście do jaskini bezproblemowe, bardzo ciekawa szata naciekowa oraz sam układ głównego korytarza. W jaskini napotkaliśmy jednego nietoperza. Zdjęcia tu: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/JaskiniaWStraszykowejGorze?authkey=Gv1sRgCLe_2t2EvPj6RA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Tatry - Buczynowe Turnie - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur (os. towarzysząca - KW Katowice)|02 - 04 10 2015}}&lt;br /&gt;
Wykorzystując chyba ostatnie tego roku dobre letnie warunki w Tatrach wybieramy się na długo planowaną przeze mnie drogę na Buczynowych Turniach - drogę lewym skrajem środkowego żebra południowej ściany Wielkiej Buczynowej Turni (W.C. 181).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Buczynowe Turnie? to tam są jakieś drogi wspinaczkowe? - tak, wiem, że wielu pewnie teraz zadaje sobie to pytanie. Owszem, są i o taką drogę właśnie chodziło. Mało popularną, w spokojnej, rzadko odwiedzanej okolicy (siedzieć całkiem samemu w Dolince Buczynowej, podczas gdy dookoła z każdej strony przechodzą tłumy turystów - bezcenne). Chcieliśmy zdobyć doświadczenie na mało popularnej, w miarę łatwej drodze z dobrą możliwością wycofu. Buczynowa Turnia okazała się być idealna. Droga max IV, poprzecinana w połowie ściany siecią trawiastych zachodów dających możliwość wycofu do jedynkowego żlebu sprowadzającego do podstawy ściany.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W ścianę wchodzimy dość późno, ale ze względu na późną jesień w górach pozwoliło nam to uniknąć porannych przymrozków i wspinać się w słońcu pięknie ogrzewającym południową ścianę. Na początku zgodnie z W.C. szeroką rynną pod płytową przewieszkę. Tutaj pierwsze miejsce, które zatrzymało nas na nieco dłużej. Wyjście z przewieszki asekurowalne z zawilgoconych pęknięć na duże frendy. Zakładam jednego, potem metr wyżej dokładam drugiego. Próbuję. Wyglądają na pancerne. Nieco wyżej dałoby się wrzucić w szczelinę w okapie jeszcze jednego frienda, ale ten pewnie już nie utrzymałby lotu. Wyjście z przewieszki w porównaniu do innych tatrzańskich czwórek jakie robiłem mogłoby być spokojnie wycenione przynajmniej na V.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
A może to tylko odczucie psychiczne. Niepewność co będzie dalej. Idziemy bez schematu drogi, bo taki nie istnieje. Posługujemy się jedynie opisem słownym W.C oraz znajomością topografi góry zdobytą podczas wcześniejszych tygodni przeglądania zdjęć ściany ujętej z różnych perspektyw. Czujemy się trochę jak pionierzy i myślę, że wiele się nie pomylę, jeżeli napiszę, że nasze przejście było pierwszym przejściem tej drogi (a nawet ściany) od kilku, kilkunastu a może i kilkudziesięciu lat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Spoglądam jeszcze raz na przewieszkę i po raz kolejny podchodzę pod jej próg. Stąd jeszcze możemy się wycofać. Zjechać do podstawy ściany. Nie wiem co czeka mnie nad przewieszką ale wiem, że stamtąd możliwości wycofu będą mocno ograniczone. Podchodzę wyżej, badam ścianę, moment zawahania, odpuszczam. Prowadzenie przejmuje Artur. Również kilka razy przystawia się do przewieszki i również rezygnuje. Ale udaje mu się pokonać ścianę innym wariantem, po stromych płytach z lewej strony przewieszki. Na prowizorycznej asekuracji wychodzi ponad przewieszkę i odcina sobie drogę łatwego wycofu. Teraz najbardziej emocjonujący fragment drogi - kilka, kilkanaście metrów połogich płyt, jednak wszystko co wydaje się dobrym chwytem lub miejscem na osadzenie asekuracji zostaje w rękach. Na prawdę wielki szacun dla Artura za poprowadzenie tego co prawda krótkiego, jednak jakże emocjonującego wyciągu.&lt;br /&gt;
Artur ściąga mnie do stanowiska gdzie dając mu odpocząć psychicznie przejmuję od niego prowadzenie na wszystkich pozostałych wyciągach drogi. Na szczęście teraz ściana oferuje już wspinanie w litej skale i mogę przyśpieszyć nadganiając nieco stracony czas.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Drogę ze względu na zapadający zmrok kończymy na siodełku w połowie ściany, skąd zjeżdżamy do piarżystego, jedynkowego żlebu, którym już w zupełnych ciemnościach schodzimy (w kilku bardziej stromych miejscach zakładając krótkie zjazdy) do podstawy ściany.&lt;br /&gt;
W samej Dolince Buczynowej gubimy się jeszcze w kosówkach, próbując znaleźć przecinkę wyprowadzającą z Dolinki na żółty szlak do Piątki i chodzimy to w tą to w drugą stronę wzdłuż ściany kosodrzewiny. Kto by pomyślał, że te małe drzewka mogą sprawić taką niespodziankę. Na szczęście jest piękna, gwieździsta noc. Na chwilę nawet gasimy czołówki by popatrzeć na miliony gwiazd. Jesteśmy przecież w Dolinie całkiem odciętej od innych źródeł światła - no może poza małym światełkiem schroniska daleko w Dolinie.&lt;br /&gt;
Do schroniska docieramy koło północy i znajdujemy kawałek podłogi (a właściwie schodów) gdzie przeczekujemy do rana.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Refleksje z naszego przejścia? Na pewno jestem zadowolony, że udało się znaleźć partnera i spróbować tej drogi. Z Arturem wspinałem się pierwszy raz, ale myślę, że fajnie się uzupełnialiśmy. Na pewno sporo rzeczy mogło być zrobionych lepiej, a przede wszystkim szybciej, ale chodziło przecież o zdobycie doświadczenia na tego typu drogach - drogach typowo górskich, bez znajomości pełnego przebiegu drogi, w kruszyźnie itd. Cel został osiągnięty a zdobytego doświadczenia nikt nam nie odbierze. Droga typowo górska, bardzo pouczająca i ciekawa (poza jednym, mega kruchym wyciągiem nad przewieszką).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Śnieżna - kurs|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek, Ola Rymarczyk, i (prawie) Ksawery Patryn|03 - 04 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotni wieczór rozpoczynamy od wykładu o jaskiniach na całym świecie. Mateusz wprowadza nas w multimedialną podróż po wszystkich kontynentach świata , jednocześnie bardzo ciekawie opowiadając o swoich doświadczeniach jaskiniowych zdobytych podczas wypraw. Ciągle kręcąc się wokół osi ziemi, dzięki ogromnemu globusowi skaczemy z jednego kontynentu na drugi. Czas szybko biegnie w miłym towarzystwie, ale rano trzeba wcześnie wstawać. Jest niedziela, nadszedł ten dzień i powtórka z rozrywki - może tym razem się uda. Wyruszamy wcześnie rano, około 6,30, naładowani dobrą energią i zaskoczeni ciepłym porankiem. No to w drogę (bez nakręcanych niebieskich butów). Ciepły poranek był zmyłką, w drodze do jaskini zaczęło mocno wiać (prawie halny) i już tak miło nie było. W trakcie podejścia u Ksawerego nastąpił nawrót choroby i żeby nas nie stopować, postanowił zawrócić do bazy. Pożegnaliśmy go przy źródełku, rozdzielając jego sprzęt między sobą. Z łezką w oczach pomachaliśmy mu na pożegnanie i ruszyliśmy w dalszą drogę. Silny, zimny  wiatr nic nam nie odpuszczał, chmury mknęły jak wyścigówki na autostradzie. Dotarliśmy  przed otwór Wielkiej Śnieżnej nawet dość szybko  w około 2,45 h. Chowając się za kamiennym murem, rozpoczęliśmy przebieranie się w stroje wizytowe, w końcu to Wielka Śnieżna. Poręczowanie pierwszego odcinka przypadło Łukaszowi (poszło szybko i sprawnie). Mnie przypadła wielka studnia, niby już to robiłem, ale ogrom dziury znów zrobił duże wrażenie – lecz tym razem było łatwiej. Mateusz przy zjedzie znów rozpoczął swój recital (maja haaa itd…). Następny odcinek rozpoczął Emil, a my w tym czasie nabieraliśmy siły konsumując gorącego Plusza przygotowanego przez Mateusza. Kolejny odcinek Piter, a końcówka znów należała do Łukasz. I tak przechodząc przez pierwszy płytowiec, drugi płytowiec , małe trawersy (tu odezwał się wewnętrzny poetycki głos Emila), wodociągi miejskie dotarliśmy do miejsca docelowego, czyli suchego biwaku. Mała chwila odpoczynku i znów podawano główne danie Mateusza, czyli gorącego plusza. Chwila refleksji i rozdzielenie zadań i powrót. Przy wielkiej studni mały korek , jak przed bramkami przy wjeździe na autostradzie A4. Siedząc na dnie utworzyła się Loża Vipów, która dopingowała wychodzących. Każdemu było wesoło dopóki nie musiał zawisnąć na cienkiej bujającej linie (nie dotyczy to Mateusza rzecz jasna, on jak wystartował ,to tylko przepinka go lekko spowolniła). Jak był wjazd na autostradę, to i musi być wyjazd z niej - tym razem przypadł przy wyjściu Lodospadem. Ola będąc już na górze krzyczała” jest jeszcze jasno” (tylko ona to widziała), a niżej zabawa zaczęła się od nowa. Emil znów się rozkręcał poetycko i nie tylko on. Ostatni wychodził Łukasz, ale jego zastała już totalna ciemność. Szybkie przebieranie się, pakowanie, założenie latarek na czoło i w drogę powrotną, na szczęście przestało wiać. Powrót szybki i bezpieczny. Wszyscy zadowoleni, choć mocno zmęczeni. Było super fajnie w doborowym towarzystwie. Z góralskim pozdrowieniem hej! czekamy na jeszcze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSniezna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Polskie i Słowackie - jesienne spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|03-04 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę w tłumie turystów przemierzam trasę: Dolina Suchej Wody- Murowaniec- Przełęcz Krzyżne- Schronisko w Piątce-Szpiglasowa Przełęcz-Morskie Oko-Polana Białczańska. W niedzielę odpoczywam po Słowackiej stronie na trasie: Strednica-Kopske Sedlo-Biele Pleso-Chata pri Zelenom plese. Powrót tą sama drogą. W górach przepiękna jesień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - MTB w okolicach Sporysza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa: Żywiec Browar - Grojec (612) - Sporysz - Jastrzębica (758) - Wikarówka - Świnna - Żywiec. Ponieważ sypła się akcja jaskiniowa a pogoda była rewelacyjna to realizuję kolejną akcję rowerową tym razem na w/w trasie. Ostra rozgrzewka na Grojec wypruła ze mnie sporo sił (przez moment nawet trzeba było nieść rower na plecach), dużo technicznej jazdy. Potem zjazd i kolejny długi podjazd na Jastrzębicę (okolice Przełękowa). Kilka stromych podejść. Z Jastrzębicy przepiękny zjazd do Świnnej i powrót drogą do Żywca. Trasa dość trudna. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMTB-BeskidZywiecki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Mietusia Wyżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch, Łukasz Majewicz, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcję rozpoczęliśmy o poranku w Kirach. Idąc szlakiem dało się zauważyć wysoki stan w potokach. Zdarzało się, że woda płynęła radośnie samym szlakiem. Na końcowej części podejścia mieliśmy do pokonania na przełaj mokrą od deszczu kosówkę, co nie było najprzyjemniejszym doznaniem tego dnia. Do otworu dostaliśmy się krótką wspinaczką gdzie we względnie suchych warunkach dało się przebrać. Korytarze o rozwinięciu poziomym, czasem ciaśniejsze, w większości na tyle niskie, że nie dało się wyprostować. Naszym pierwotnym planem było zejście na dno -108m pokonując kolejno zalane syfony. Po dotarciu do pierwszego z nich życie zweryfikowało nasze założenia. Ze względu na intensywne opady z ostatnich dni, poziom wody w syfoniku był wyjątkowo wysoki. Do tego węże do przelewania, które podobno tam zawsze były, w jakiś nieznany sposób zniknęły. Wspólnie podjęto decyzję, że przelewanie wody worami niewiele pomoże i nie będziemy w stanie przejść przez kolejne syfony bez ryzyka potopienia się. Zostało nam zrobić pamiątkowe zdjęcie nad wodą i zawrócić. W drodze powrotnej zdecydowaliśmy zaliczyć suche dno. Zejście szybkie i sprawne, jedynie Lucas musiał  odpuścić ze względu na naglącą fizjologiczną potrzebę wydostania się na zewnątrz w tempie ekspresowy. Powrót do otworu poszedł sprawnie, gdzie część postanowiła się przebrać w ubrania, a druga część zdecydowała że przebierze się w coś bardziej galowego dopiero na polance poniżej. Droga do bazy przebiegła bez dodatkowych atrakcji. Po przepakowaniu pozostało jedynie zapakować się do samochodu i pomknąć w kierunku Śląska.  Akcja udana, tylko tych syfonów szkoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy w okolicach Niegowonic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa: Niegowonice - Grabowa - Kanki - Rokitno Szlacheckie - Niegowonice. Dość urozmaicona trasa wiodąca szlakami pieszymi i rowerowymi. W lasach kilka ciekawych obiektów skalnych. Na skałkach niegowonickich obitych jest kilkanaście dróg wspinaczkowych. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNiegowonice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerem w podkrakowskich dolinkach|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
Trasa z mojego ulubionego przewodnika po Jurze: Dolina Będkowska-Brzezinka-Rudawa-Nielepice-Kleszczów-Las Zabierzowski-Dolina Bolechowicka-Zelków-Biały Kościół-Bębło- Będkowice. Trasa po asfalcie, lesie, błocie i wodzie-czyli jak dla mnie idealnie poprowadzona :). Oczywiście sobie tylko znanym sposobem mimo mapy i dość dokładnego opisu kilka razy robię mały, własny wariant proponowanej przez przewodnik trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz tatrzański KTJ|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; oraz uczestnicy i instruktorzy z różnych klubów|17-20 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działania rozpoczęliśmy w czwartek rano od omówienia planowanych akcji jakie miały się odbyć podczas obozu. Pierwszego dnia znalazłam się w jednej z dwóch grup idących do jaskini Ptasiej. Wyszliśmy jako pierwsi aby wywspinać i zaporęczować Próg Mułowy, którym miały się poruszać wszystkie grupy w trakcie obozu. Droga do jaskini przez Wantule i Wielką Świstówkę była bardzo przyjemna dzięki słonecznej pogodzie. W samej jaskini mieliśmy zrobić porządki. Początkowo bardzo sprawnie zjechaliśmy wszyscy do jaskini i rozdzieliliśmy się za Mokrą Czterdziestką. Pierwsza grupa udała się do Sali Dantego, druga (moja) na dno Studni z Mostkiem Piratów, po drodze okazało się ,że mamy małe zamieszanie z linami i ze szkicem technicznym. Po trzykrotnym rozpoczynaniu poręczowania, pominięciu dwóch batinoksów zjechałam  w deszczu i... zawisłam 5m nad dnem Studni z Mostkiem Piratów. Po uporaniu się z tym problemem i sprzątaniem szybko wyszliśmy z jaskini i wróciliśmy na bazę na Polanie Rogoźniczańskiej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek również był bardzo słonecznym dniem. Obóz działał w jaskiniach: Śnieżna, Ptasia i Wysoka. Ten dzień był przewidziany na prace ekiperskie. Byłam w jednej z dwóch grup idących do jaskini Wysokiej. Wszyscy zachwycali się Wąwozem Kraków, a później widokami z plato pod otworem. Zanim weszliśmy do jaskini zademonstrowano nam sposób wklejania batinoksów. W samej jaskini pierwsza grupa poszła poprawić oporęczowanie w rejonie tyrolki w Wielkiej studni, moja natomiast oddzieliła się w Sali Gotyckiej i poszła w kierunku Górnych Partii. Prace prowadziliśmy w kominie za trawersem w stropie Sali Trzech Kominów. Część z nas poszła jeszcze zwiedzić Salę Naciekową. Z powodu późnego wejścia  do jaskini nie spędziliśmy w niej za dużo czasu, jednak udało się wykonać większość zaplanowanych prac. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę nastąpiło załamanie pogody (mgła i mżawka na przemian z deszczem), grupy wybrały się na trawersy Czarnej (z dwóch stron), deporęczowanie progu Mułowego oraz do Bańdziocha. Ku mojej wielkiej radości trafiłam do tej ostatniej. Weszliśmy dolnym otworem i poszliśmy na III dno. Wspólnym wnioskiem było to, że jest to jaskinia w której nie można się nudzić. Największych wrażeń dostarczyły: Wyżymaczka, początkowy ciasny zjazd do studni Brody (a raczej pokonanie tej części do góry), Zamulony Syfon przed partiami Afrykańskimi, z którego osobiście miałam okazję wybierać wodę oraz same (ciasne) Partie Afrykańskie – zabłocona rura, którą w dół pokonuje się jak zjeżdżalnię . Na III dnie zebraliśmy niepotrzebne już rzeczy, obejrzeliśmy syfon i system służący do jego  opróżniania i ruszyliśmy w drogę powrotną. Była ona znacznie bardziej męcząca z powodu małej ilości odcinków linowych a dużej prożków do wywspinania. Na zewnątrz pogoda dalej nie sprzyjała, ale raczej nikt nie zwracał uwagi na deszcz. Na bazę wróciliśmy późno w nocy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę zajmowaliśmy się czyszczeniem i porządkowaniem sprzętu jaskiniowego oraz pomagaliśmy w porządkach i zamknięciu obozowiska na Polanie Rogoźniczańskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Trawertynowa |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik |19 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała jaskinia jest ciekawostką geologiczną (jedyna w Polsce) w skale trawertynowej w pobliżu miejscowości Laski. Stąd na rowerach zataczamy ciekawą pętlę (Laski - Błędów - Kuźniczka - Krzykawa - Laski) wiodącą częściowo wzdłuż Białej Przemszy. Tereny bagienne w dolinie, w lasach wiele fragmentów piaszczystych . Tu kilka zdjęć okolicy: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLaski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Trawersy|Przewodnicy: Joanna Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; koledzy z BEAC Barlangkutato Csoport: Eva Maria Toth, Zoltan Povazsay, Ors Sepsi, Pal Maak, Dalma Hericz, Ferenc Ujhelyi, Barbara Golya, Peter Juhasz, Agi Berentes, Anett Hegedus|11 - 13 09 2015}}&lt;br /&gt;
W dwóch grupach (jedna poręczująca od Śnieżnej, druga od Nad Kotlinami) dokonaliśmy trawersu otworów przez Suchy Biwak. W jaskini spędziliśmy ok. 14 - 16 godzin, niektórzy więcej, niektórzy mniej. W każdym razie, pod wpływem zmęczenia musieliśmy zmienić dalsze plany. W założeniu, w niedzielę miał być Wielki Kłamca, a stanęło na trawersie Czarnej - przy czym wybrała się tam tylko część ekipy: Eva, Povi, Ors, Pal, Anett, Asia i ja. Tym razem poszło nam bardzo sprawnie i zamknęliśmy się w sześciu godzinach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Wyspowy - rowerem na Mogielicę |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, na imprezie w tipi Jacek Joniec z swoja rodziną i przyjaciółmi |05 - 06 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pretekstem do tego wyjazdu był pobyt w Polsce a konkretnie w Starej Wsi k. Limanowej kolegi z Arizony (poznanego podczas mojej wyprawy na Great Divide) Jacka Jońca. Jacenty obchodził akurat urodziny więc oprócz celu górskiego łapiemy się na &amp;quot;indiańską&amp;quot; imprezę w prawdziwym tipi (siostra Jacka przemysłowo produkuje tipi, może nawet sprzedaje Indianom, jeżeli ktoś nie czytał literatury o Dzikim Zachodzie to tipi jest takim indiańskim namiotem). Gitara i śpiewy kończą się przed północą a ja z Esą śpię właśnie na derkach w owym tipi. W niedzielę auto zostawiamy w Zalesiu i ruszamy rowerami górskimi początkowo trasą wiodącą wokół Mogielicy  (najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego - 1171) a potem prosto na szczyt. Ostatnie podejście dość ostre i po kamieniach. Na wierzchołku jest wieża widokowa lecz mgła skryła wszystko wkoło. Niemal ciągle w deszczu zjeżdżamy innym szlakiem do Zalesia i stąd wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Mogielica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Alpy Salzburskie - wyprawa Göll'2015 |Mateusz Golicz (kierownik), Joanna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Michał Macioszczyk (WKTJ), Miłosz Dryjański (KKS), Jacek Szczygieł (KKS), Michał Machnik (KKS),  |14 08 - 04 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyła się kolejna wyprawa eksploracyjna do jaskiń masywu Hoher Göll. W trakcie jej trwania dokonano dalszych odkryć w jaskini Gammsteighölle. Do transportu ludzi i sprzętu na bazę w tzw. Zakrystii użyto śmigłowca co znacząco przyśpieszyło nasze działania. Dobra organizacja oraz założenie linii telefonicznej z biwaku w jaskini na bazę znacznie przyczyniło się do osiągniętego wyniku. Więcej szczegółów w dziale WYPRAWY: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Wyprawa_Jaskiniowa_Hoher_G%C3%B6ll , zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGoll  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Alpy Karnickie - kaniony na sucho |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Zbigniew Tabaczyński (Speleoklub Tatrzański) |27 - 30 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niespodziewanie wracając z wyprawy jaskiniowej na Göll (zejście z Zakrystii kosztuje sporo sił) jedziemy w Alpy Karnckie w pn. Włochach. Pierwszy biwak przy ognisku w dolinie pięknej rzeki gdzie spotykamy się z Tabaką i Marcinem. Ponieważ ja nie byłem przygotowany na akcje kanoningowe (miałem tylko wracać z Pauliną autem do domu) schodzę tylko do kanionów do miejsc gdzie mogę poruszać się tradycyjnie. Potem się wycofuję i zjeżdżam autem po Zbyszka i Paulnę. Przy okazji dokonuję rozpoznania terenu a jest on super ciekawy pod względem różnorodności i obfitości kanionów. W ogóle cały ten region jest przepiękny pod każdym względem. Drugi biwak znów nad piękną rzeką. W trakcie tych dni odwiedziliśmy kaniony Cosa, Gasparini i Quajpedi. Ostatnią noc spędzamy w aucie w drodze do domu. Natomiast wyprawa na Göllu trwała jeszcze tydzień a opis zrobiła Asia: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Wyprawa_Jaskiniowa_Hoher_G%C3%B6ll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Skalne Miasto|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski z dzieciakami|29 08 2015}}&lt;br /&gt;
Dystans ogromny ale było warto. Zwiedziliśmy Skalne Miasto startując z Teplic. Jeden dzień to za mało ale i tak pooglądaliśmy masę przepięknych rzeczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu filmik: https://vimeo.com/141228121&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk |23 08 2015}}&lt;br /&gt;
Turystyczne wejście na Kościelec od Czarnego Stawu Gąsienicowego z zejściem do Doliny Zielonej G. Dużą część trasy jesteśmy praktycznie sami na szlaku, mimo na oko dość sporej ilości turystów. Na szczycie spędzamy ponad godzinę - w końcu po to tam przyszłam... nic nie robić, tylko posiedzieć między kamolami... jak najdłużej.&lt;br /&gt;
Po południu wracamy na kwaterę do dzieci. Wojtek niestety odjeżdża jeszcze tego dnia wieczorem, ja natomiast zostaję z bąblami na parę dni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Kobylańskiej |Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Ania, Sławek(os. tow.) |23 08 2015}}&lt;br /&gt;
Udany wyjazd w doborowym towarzystwie - piękna pogoda, mało ludzi... Cały dzień wspinamy na &amp;quot;Kuli&amp;quot; - długie drogi jak na Jurę. Tym razem bez ciśnienia i bez rekordowych przejść:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Słowacki Raj, Tatry Wyskoie|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;,Tomek Jaworski+ dzieciaki |02-15 08 2015}}&lt;br /&gt;
Wyjazd rodzinny &amp;quot; pod namiot&amp;quot;. Zrobiliśmy parę tras w Słowackim Raju (startując z  Podlesoka i z Dedinek), odwiedziliśmy Jaskinię Lodową. Po paru dniach podjechaliśmy  w rejon Wysokich Tatr i tam spędziliśmy kilka dni na campie w Tatranskiej Strbie. Zrobiliśmy wycieczkę do schroniska przy Popradskim Plesie. Zaliczyliśmy długi przejazd Tatranska elektricką do Starego Smokowca, tam  wjechaliśmy także na Hrebieniok i doszliśmy do chaty Zamkhego. Wracając z Tatr zahaczyliśmy o Jaskinię Bielańską. Okazało się, że w Tatrach Wysokich da się porobić parę fajnych rzeczy z marudzącymi dzieciakami, w prawie 40 stopniowym upale. Ścieżki dydaktyczne ułatwiają sprawę i mobilizują znudzonych maluchów. Przepiękne widoki to dla rodzica wystarczjąca nagroda za próby mobilizacji do marszu.&lt;br /&gt;
Oczywiście był też czas na aquaparki podczas naszych wakacji: Szaflary, Tatralandię i Zakopane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA/WŁOCHY – wspinanie w Alpach i Dolomitach|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Kasia (os. tow.) |31 07 - 16 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niezwykle udanym zeszłorocznym wyjeździe w Alpy Delfinatu postanawiamy pojechać tam znowu, lecz tym razem pod strony Ailefroide. Po długie podróży zatrzymujemy się na jednym z największych kampingów w Europie, na którym szczęśliwie udaje nam się znaleźć fajne miejsce na rozbicie namiotów. Ludzi jest naprawdę dużo, zdecydowanie najwięcej jest Francuzów, lecz Polaków niejednokrotnie  też udało nam się spotkać. Pogoda z początku rozpieszczała, więc bez większej napinki rozpoczynamy rozwspinanie od 300m drogi położonej o 15min z kampingu La snoopy direct (6b). Szczęśliwie Damian z Kasią znają francuski, dzięki czemu dowiedzieliśmy się o obrywie na Pic Sans Nome, który wyeliminował ze wspinania kilka polecanych dróg. Ponadto w biurze przewodników poinformowano nas o tym, że totalnie nie ma warunków w tym roku na drogach alpejskich, szkoda bo zamiast sprzętu zimowego mogliśmy zabrać sprzęt do kanioningu. Tak więc dojść drastycznie ograniczyła nam się ilość celów jakie sobie zaplanowaliśmy. W tak zwanym międzyczasie zwiedzamy okoliczne rejony sportowe w których niestety nie potrafiliśmy znaleźć miękkiej cyfry. Pierwszą i jak się okazało później ostatnią górską drogą jaką zrobiliśmy byłą 350m Ventre a Terre (6a) na Aiguille de Sialouze (3576m) . Startuje ona z wysokości około 3200 mnpm, więc musieliśmy jakimś cudem pokonać 1700m przewyższenia…. Ze względu na nasze bogate doświadczenie górskie i niezwykłą kondycję rezerwujemy sobie na to podejście cały dzień. Śpimy w pięknej bezludnej dolince z widokami na pobliskie lodowce. Ściana robi wrażenie…, droga na ,,papierze’’ wygląda na rozgrzewkową, lecz już na początku pokazuje, że lekko nie będzie. Droga startuje ze stromego śniegu co ze względu na brak raków troszkę przeciągnęło start w drogę (konieczność kopania stopni).  Mała ilość śniegu spowodowała, że już sam początek drogi jest trudny – w topo miejsce A0, lecz udało się je pokonać klasycznie. Powagę drogi zdecydowanie zwiększa lotna asekuracja. Po  4 lub 5 wyciągu na chwilę gubimy drogę, Damian montuje czuje stanowisko z gatunku lepiej nie obciążać. Po 15m trawersie bez przelotu udaje się nam znowu znaleźć się na właściwej drodze. Kolejne wyciągi oferowały wyśmienite wspinanie w sporej ekspozycji. Niestety nie odnaleźliśmy linii zjazdów, więc byliśmy zmuszeni na żmudne i ryzykowne zjazdy w linii drogi. Tego samego dnia docieramy na kamping jeszcze za dnia, choć w tej kwestii zdania są podzielone - ciemno jest wtedy kiedy musisz odpalić czołówkę:) W tym czasie dziewczyny ambitnie zwiedzają okoliczne szlaki i schroniska. We czwórkę robimy jeszcze ciekawą via ferratę, biegnącą nad malowniczą rzeką. Niestety prognozy na następne dni nie pozostawiają złudzeń – będzie padać …. decyzja o odwrocie zostaje podjęta wyjątkowo szybko. Szybkie sprawdzenie prognoz pogody i rejon wybrany – Dolomity. Przepak i droga zajmują nam właściwie cały dzień. Podróż po autostradach we Włoszech uświadamia nam, że nasza A4 wcale nie jest najdroższą i najbardziej rozkopaną autostradą w Europie. Zatrzymujemy się na kampingu w Cofosco, który jest czysto turystyczny i zatłoczony jak całe Dolomity. Pogoda idealna, więc szybko organizujemy topo i robimy na pierwszej turni Sella drogę Schobera i Kleisla (VI-) 180m. Wspinanie bardzo przyjemne poza kruchym pierwszym wyciągiem. Kolejnego dnia robimy drogę 300m drogę Gluck (VI) na drogiej turni Sella, która była znacznie bardziej ,,górska’’ od poprzedniej, przede wszystkim ze względu na kruszyznę i jakość asekuracji. Dziewczyny w tym czasie zdobywają swój pierwszy trzytysięcznik Piz Boe (3152m). Następnego dnia Damian z Kasią idą na via ferrate na Marmoladzie (ta wycieczka zasługuje na osobne omówienie:)), ja z Anią restujemy wspinając się w rejonie Capanna Bill, udaje się tam poprowadzić Amico fragile (7a+ OS). Wracając nie możemy ominąć sprawdzonej knajpy w Czechach, w której solidny obiad poprawia wszystkim humory pomimo nieubłaganego końca urlopu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA/SZWECJA - wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Adam Koniewicz (os. tow.) |26 07 - 12 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Polski do Norwegii jedziemy samochodem Heńka na wyspę Flø do miejscowości o tej samej nazwie (koniec drogi, &amp;quot;koniec świata&amp;quot;). Stamtąd Jeepem Adama (który tu mieszka i pracuje od 2 lat) przez Szwecję na północ. Po drodze niekończące się lasy i bagna tej części Szwecji a na biwakach roje komarów. Przez północną Finlandię (tundra) znów wjeżdżamy do Norwegii docierając na północny cypel Europy, przylądek Nordkapp (jest tu wysoki klif a samo miejsce komercyjnie zagospodarowane). Dalej pędzimy na południe na wyspy Lofoty. W okolicach Kalle wspinamy się trochę (2 jednowciągowe drogi do zapoznania z tutejszą skałą o znakomitym zresztą tarciu). Wychodzimy również na wieńczący ten rejon wyspy szczyt Vøgakallen (948). Droga na niego nie jest całkiem łatwa a start z poziomu morza. Atrakcją jest przejście po &amp;quot;kalenicy dachu&amp;quot; w dużej ekspozycji. Z Lofotów udajemy się promem do Bodø i dalej na południe gdzie w okolicach Molde wchodzimy do największej w tym rejonie kraju jaskini: Trollkrjeka. Jest nie komercyjna choć dostępna dla lepiej wyposażonych &amp;quot;grotołazów&amp;quot;. W tak krótkich czasie zrobiliśmy autami niemal 8000 km więc sporo czasu spędziliśmy w aucie. O tyle dobrze, że było chłodno a dni bez deszczu były zaledwie 3 (w przeciwieństwie do upałów w Polsce było całkiem rześko). W trakcie jazdy 9 przepraw promowych, setki wielokilometrowych tuneli (w tym kilka pod dnem fiordów), potężne mosty i oczywiście wspaniałe pejzaże. Termometr pokładowy zanotował skrajne temperatury od +5 st. do +27 (ale to była tylko chwila przed burzą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Do GALERII wrzuciłem dość sporo zdjęć (może lepiej oddają skandynawską rzeczywistość) więc jak się komuś chce to oglądać to tu:'' http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNorwegia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Obóz Kursowy|Mateusz Golicz, Agnieszka Lakwa, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn z Anią, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło,  Bogdan Posłuszny, Joanna Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki |05 - 09 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
DOJAZD [Łukasz]&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Środa godzina 17.00 wyjeżdżam z domu by po kolei zabrać Bogdana, Mateusza i Asię aby następnie kilka minut po godzinie 18.00 jechać już w stronę Zakopanego.&lt;br /&gt;
Trasa pomimo ulewy jaka zastała nas na autostradzie przebiega sprawnie i na Polanie Rogoźniczańskiej jesteśmy jeszcze sporo przed zmrokiem.&lt;br /&gt;
Wieczór mija na przygotowaniu sprzętu, rozmowach. Po kolacji udajemy się spać. W nocy dojeżdżają do nas Aga z Piotrem i Emilem.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
DZIEŃ I&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wstajemy z samego rana, po szybkim śniadaniu udajemy się do Kir aby jak najwcześniej być na szlaku. Nasz cel jaskinia Pod Wantą.&lt;br /&gt;
Wędrówka szlakiem przebiega sprawnie a na postojach poznajemy topografię tatr. Po dojściu na ostatnią prostą na niebieskim szlaku prowadzącym na Małołączniak wyciągamy opis dojścia i zaczynamy szukać otworu jaskini. Po ”jakimś” czasie udaje mi się go zlokalizować i doprowadzić do niego resztę.&lt;br /&gt;
Pod otworem szybko się szpejujemy i po chwili pierwsza osoba już poręczuje wlot. Do jaskini wchodzę jako ostatni. W bardzo szybkim czasie wszyscy stajemy na dnie jaskini zwiedzając wszystkie zakamarki najniższej salki. Po ustaleniu kolejności wyjścia przypada mi deporęczowanie lin do samej studni wlotowej gdzie zmienia mnie Aga i deporęczuje ostatni odcinek. Była to moja pierwsza okazja wyjścia z jaskini na samym końcu przez co czekając na dole Dzwonu na hasło „lina wolna” miałem okazję sprawdzić jak to jest z tą ciemnością w jaskini, która nie może się równać z żadną inną, którą znają ludzie nie związani z taternictwem. Niesamowite uczucie.&lt;br /&gt;
Po wyjściu wszystkich na powierzchnię przepakowujemy sprzęt, przebieramy się i po chwili jesteśmy gotowi do drogi.  Wracamy na polanę tą samą trasą.&lt;br /&gt;
GPS, którego przy sobie nosiłem wykazał, że przeszedłem w tym dniu 16km. Po powrocie na polanie spotykamy Łukasza oraz Ksawerego z dziewczyną, którzy przyjechali na szkolenie z pracownikiem TPN-u, które miało odbyć się w następnym dniu.&lt;br /&gt;
Po szybkim prysznicu, na który nie mogłem się doczekać spotykamy się na kolacji, po której udajemy się do namiotów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień II [Emil]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień naszego pobytu był poświęcony szkoleniu TPN. Skład wzmocniony nowoprzybyłymi Nockowiczami dziarsko ruszył samochodami w stronę Doliny Kościeliskiej, gdzie czekał już na nas pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jakimś magicznym sposobem, udało nam się spóźnić tylko kilka minut.&lt;br /&gt;
Szkolenie miało formę spaceru Doliną do Polany pisanej. W trakcie przemarszu mieliśmy okazję poznać historię Tatr – nie tylko tą geologiczną, ale także związaną z działalnością człowieka. Całość materiału uzupełniły informacje dotyczące flory i fauny, dzięki którym wiemy jakiego zielska użyć chcąc wykończyć Instruktora, oraz jak się zachować, gdy w krzaczku dopadnie człowieka niedźwiedź-sexturysta. &lt;br /&gt;
Robiąc mądre miny godne uczestników sympozjum neurochirurgicznego, chłonęliśmy wiedzę jak gąbka, wzbudzając podziw wśród przemieszczających się Doliną turystów. Nawet stado pędzącej w naszym kierunku rogacizny jakby potulniej spuściło łby, czując respekt przed przewalającą się naszych głowach wszechwiedzą.&lt;br /&gt;
Zależnie od ilości posiadanych zasobów siłowych, popołudnie spędziliśmy na leżeniu w cieniu, namiocie, lub nad rzeką. Jedynie Mateusz z Asią jako osoby którym nigdy dość, wyruszyli na zwiedzanie kolejnej dziury.  &lt;br /&gt;
Wieczorowa pora tradycyjnie minęła na przygotowaniu sprzętu do kolejnej wyprawy, oraz ustaleniu przebiegu samego zejścia do Wielkiej Litworowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień III [autor ciągle tworzy]&lt;br /&gt;
''W tym dniu Bogdan, Łukasz, Emil, Piotr i Aga odwiedzili Jaskinię Litworową.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień IV [Bogdan]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwarty dzień, śpimy godzinę dłużej, ponieważ sprzęt jest już przed otworem jaskini Śnieżnej. Z rana jeszcze dyskusja, do którego miejsca w jaskini mamy zamiar dojść (dyskusja dość burzliwa, ponieważ część grupy czuje zmęczenie penetrowania poprzednich jaskiń: pod Wantą i Wielkiej Litworowej). Stwierdzając, że ostateczną decyzję podejmujemy pod jaskinią, wyruszamy w drogę. Agnieszka zrezygnowała z jaskini, ale zdecydowała, że odprowadzi nas do Niżnej Świstówki i dalej pójdzie na Kondracką Kopę . Rozdzielając się idziemy do Wielkiej Śnieżnej (pierwszy oczywiście pędzi Mateusz, a my powoli, bardzo powoli za nim). Przed otworem znów rozpoczęła się bardzo burzliwa dyskusja, do którego miejsca mamy dojść. Grupa odczuwała duże zmęczenie i nawet propozycja Mateusza, że pomoże nam zaporęczować pierwszy odcinek, nie przekonała grupy. I tak zostałem w mniejszości 2:1. Decyzja ostateczna: idziemy do dna wielkiej studni (tego chyba nigdy nie przeżałuję – być tak blisko, a jednak tak daleko). Łukasz rozpoczął poręczowanie pierwszego odcinka, podczas którego niefortunie uderzył się w kolano, co skutkowało jego „wielkim wkurzeniem”, ale postanowił dokończyć przydzielone mu zadanie. Dalej szedłem ja. Rozpocząłem poręczowanie Wielkiej Studni. Widok ogromu dziury zrobił bardzo duże wrażenie - nogi zrobiły się jak z waty. Duży szacunek dla jaskiń. Zjazd do pierwszej przepinki w porządku, tylko nie mogłem dosięgnąć batinoksa, ale tu z pomocą przyszedł Mateusz, który z góry mnie rozhuśtał. Drugi odcinek pokonywałem już przy śpiewach Mateusza, który sprawdzał akustykę Wielkiej Studni. Stopa na dnie – wielka ulga i spojrzenie do góry, a w głowie myśli, jak z stąd wyjść J. Po dotarciu Mateusza otrzymałem wiadomość, że koledzy zrezygnowali. Zwiedziłem jeszcze zakamarki jaskini, pamiątkowe zdjęcia wykonane przez Mateusza, mała niespodzianka z kaskiem i szykowanie się do powrotu. Tu znowu trochę żalu, że będąc tak blisko nie można iść dalej. Wyjście ze studni okazało się nie takie straszne. Po wyjściu pokazały się chmury i mały deszcz, więc było szybkie pakowanie sprzętu, nakręcenie butów i droga powrotna po super śliskich kamieniach. Miała być kolacja, ale nie wypaliło ,więc udajemy się do domu. I tak w miłej atmosferze i wspaniałym towarzystwie Mateusza, Agnieszki, Łukasza, Piotra, Emila kończy się pierwszy obóz kursowy. Prawie zapomniałbym, ale była jeszcze Asia (Kierownik Kursu – dobrze, że mi się przypomniało, bo miałbym przechlapane) ,Łukasz Czarnobrody J, Ksawery z dziewczyną i Sebastian.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA/ROSJA: Kaukaz - wyjście na Elbrus i Kazbek|&amp;lt;u&amp;gt;Olek Kufel&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech T. Patryk S.|14 - 29 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Elbrus i Kaukaz drogami &amp;quot;normalnymi&amp;quot;. Szersza relacja w WYPRAWACH: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=G%C3%B3ry_Kaukaz_-_Elbrus_i_Kazbek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Kanioningowe wagary w okolicach Tolmezzo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Dorota Raj, z innych klubów: Olo Dobrzański, Karolina Tkaczyk, Łukasz Wójcik, Asia Wójcik, Łukasz Pater, Marlena Pater, Karolina Meyer, Ewa Stańczuk, Ania Stańczuk|16 - 20 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze nikt nie zrobił opisu ani nie wrzucił zdjęć z Korsyki, film mam poskładany w 40% a już nadarzyła się okazja na kolejny wyjazd w kaniony. To mój drugi wyjazd  z ekipą V7A7. Wybraliśmy się w okolice Tolmezzo/Włochy pomimo tego że plany były na wyjad do Słowenii. Mieliśmy tylko 2 dni urlopu + weekend a udało się zrobić aż 6 kanionów.&lt;br /&gt;
Rio Negro, Rio Leale, Torrente Cosa, Rio Carlo Gasparini, Pichions + Vinadia, oraz Rio Brussine. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słowniczek dla niewtajemniczonych: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
S-&amp;gt;Saut(skok) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
T-&amp;gt;Toboggan(dupozjazd) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
D-&amp;gt;Descent(zjazd na linie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczęliśmy w piątek z rana od Rio Brussine [z ciekawszych rzeczy ciasne S10 i D50] na który poszli nowicjusze z opieką, reszta mogła zająć się spożyciem :D. Kosztowało to szczególnie mnie bardzo złym samopoczuciem na drugim celu wyjazdu tego samego dnia czyli Rio Negro. Tutaj za bardzo nie pamiętam co się działo, były jakieś skoki, kanion wielki i bardzo fajny z tego co mówili inni, na koniec można zrobić 4m syfon i S10 z tamy (foto z galerii). W kolejne 2 dni padły Rio Leale i Torrent Cosa, oba świetne, szczególnie Cosa do którego zdecydowanie warto iść nawet jak się jest bez doświadczenia nawet jaskiniowego. Bezwzględnie trzeba iść w samo południe gdy przez wąską szczelinę idealnie pada słońce.W ostatni dzień w zmniejszonej już ekipie zrobiliśmy Rio Carlo Gasparaini i Pichions połączone z dolną częścią Viniadii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie udany wyjazd, no i kaniony :D a film się kiedyś poskłada...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galeri: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FTolmezzo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa - wyjazd kursowy|Mateusz Golicz, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|18-19 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Druga wyprawa w Tatry, odbywająca się w ramach Kursu.  Na celowniku Jaskinia Marmurowa i jej najniższe partie – Piaskownica. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygotowania do wymarszu rozpoczynają się już dzień wcześniej. Na Polanie Rogoźniczańskiej dzielimy sprzęt, dokładnie rozplanowując kolejność zejść poszczególnych członków ekipy.  Po uporaniu się z worami, rozpoczyna się krótkie szkolenie kartograficzne, oraz wykład o pszczółkach. W temacie  owadów – komary tego wieczora są łaskawe. Jedyną ofiarą jakichkolwiek pogryzień jest jedynie nasz prowiant, pochłaniany ze smakiem pod skąpanym w blasku zachodzącego słońca niebem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 5 rano wyskakujemy z namiotów, by po solidnym śniadaniu ruszyć z Doliny Kościeliskiej w stronę Jaskini Marmurowej. Pomimo obaw dotyczących pogody, ta wydaje się nam sprzyjać. Wykorzystując fakt, że burze najwyraźniej są zajęte zlewaniem innych części kraju, w ekspresowym tempie podążamy w stronę Czerwonych Wierchów. Z podejściem wiążą się dwa wielkie sukcesy: po pierwsze nikt nie dostał zawału, a po drugie – sprawniejsza część ekipy nie zanudziła się na śmierć podczas oczekiwania na dojście tych sprawnych inaczej. Ogólnie, niewiele brakowało, by podczas liczenia czasu dojścia do jaskini przydatniejszy od zegarka okazał się kalendarz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dojść w okolice otworu jaskini i nawet odnaleźć sam otwór. Sympatyczna paszcza ziejąca chłodem wygląda na tyle zachęcająco, że wszyscy ochoczo wyskakują ze spodni, chcąc jak najszybciej przyodziać swoje wyjściowe – jaskiniowe kreacje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga w dół przebiega prawie bez problemów. Z naciskiem na  „prawie”. Co prawda nikt nie traci życia, za to konieczne jest wprowadzenie kilku poprawek na wykonanym poręczowaniu. Szczęśliwie efekt końcowy jest na tyle stabilny, że w jak najbardziej kontrolowany sposób kierujemy się w stronę dna jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niewielką Piaskownicę osiągamy po około 2.5 godz. Pamiątkowa fotka, cukierek, ustalenie kolejności wyjścia i ruszamy w drogę powrotną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini wydaje się o wiele barwniejsze od zejścia. Mokre liny uroczo ciągną w dół, worki starają się stawać w poprzek każdego otworu, a przepchnięcie się przez zaciśnięty wykop nad Studnią Kandydata wydaje się niemożliwe. Na szczęście upór i niezwykle bogactwo językowe pozwalają na przebrnięcie przez problematyczną część jaskini. Dalsza droga w górę przebiega już bez większych zgrzytów i zaklinowań. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydostanie się z jaskini zajmuje nam w sumie około 3 godzin. Z radością witamy ciepłe powietrze i promienie słońca ogrzewające nasze wilgotne ciuchy. Solidny posiłek wzmacnia nas przed drogą powrotną, która przebiega o wiele sprawniej. W 2.5 godziny osiągamy Kiry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczęśliwi pakujemy się do samochodów, odwiedzając w drodze powrotnej sympatyczną Niewiastę handlującą pierwszej klasy przetworami z owczego cyca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tatry żegnają nas potężną burzą, którą obserwujemy z wnętrza suchego samochodu gnającego w stronę domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Dłubni na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|19 07 2015}}&lt;br /&gt;
Słoneczny a co gorsza upalny dzień wykorzystujemy na rowerową wycieczkę górnym odcinkiem doliny Dłubni (pn. dopływ Wisły w rejonie Jury krakowskiej). Malownicza dolina z czystą rzeczką urozmaicona gdzie nie gdzie skałkami, starymi budowlami, piękną przyrodą. Sam trakt też urozmaicony od asfaltu po wodne przeprawy. Nasza trasa wiodła pętlą od Glanowa do Imbramowic (ciekawy klasztor z XIII w.) następnie Wysocice i powrót przez Ulinę i wąwóz Orszyni do Glanowa. Generalnie ciekawy zakątek naszej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Włochy - Giro d`Italia|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|10-17 07 2015}}&lt;br /&gt;
Tygodniowe MTB w rekordowych upałach i cudowej scenerii gór, jezior i kilkumetrowych kwitnących oleandrów. Połowa wyjazdu w oklicach Riva del Garda, połowa w nieznanym mi dotąd rejonie Dolomitów-Alpe Di Siusi (Sudtirol).Dla orzeźwienia korzystamy z otaczających nas jezior- wygrywa bezkonkurencyjnie Lago di Tenno (lazurowa woda, 6 metrowe skoki, niewielu ludzi).Dla urozmaicenia znajdujemy też fajną via ferattę wiodącą na Cime Sat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - ćwiczenia z poręczowania na Bibliotece|instruktor: Tomek Jaworski, kursanci: Aga Lakwa, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek|12 07 2015}}&lt;br /&gt;
Niedzielny poranek. Chmurki wróżą pogodę, lekkie i świecące, (...) jako trzody owiec na murawie śpiące. &lt;br /&gt;
A my ruszamy z miejsca zbiórki ku Podlesicom, gdzie prężąc swą pierś stoi dumna Biblioteka. &lt;br /&gt;
Barbarzyńsko wczesna pora wyjazdu ma swoje plusy: nie ma zbyt dużego ruchu na drodze, więc szybko docieramy do celu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po solidnej powtórce węzłów, pod czujnym okiem Tomka wchodzimy na skały z których mamy schodzić przy użyciu najbardziej wyuzdanych, znanych nam technik poręczowania. Rozpoczyna się festiwal dyndania, sapania, oraz wypominania kto komu jak głęboko w co wsadzi za namówienie na udział w kursie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyblinki, ósemki i odciągi sieją się gęsto, tu i ówdzie motyl przeleci, liny trzeszczą, pot kapie, czasami łza przerażenia i bezsilności po policzku się potoczy, gdy przy łączeniu lin zamiast potrójnej ósemki wychodzi coś zbliżonego kształtem do dwóch pijanych, bijących się ośmiornic. &lt;br /&gt;
Szczęśliwie wszyscy zaliczają swój pakiet wejść i zejść bez większych strat na zdrowiu i psychice, więc zabieramy się jeszcze za tyrolkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda cały czas dopisuje. W zasadzie jest skwar jak diabli, na kaskach można robić jajka smażone, karki spiekają się w piękne wzorki od pasków mocujących nakrycia głowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem opuszczamy Organy, zaliczając u ich podnóża ponowne, krótkie szkolenie z tworzenia tyrolki. Nawet jest okazja, by każdy mógł spróbować własnoręcznego stworzenia maleńkiej, maciupeńkiej minityroleczki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym wieczorem rozjeżdżamy się do domów wbijając sobie do łba, by następnym razem nie zapomnieć kremu z filtrem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Magurska|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Lubomski (SKTJ), Daria, Gosia|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Załapałem&amp;quot; się na wyjście na zezwolenie naukowe Darii, która zamierza pobrać próbki wody z kilkunastu tatrzańskich jaskiń. W jaskini spędziliśmy ok. 4h. Dosyć tam błotniście, ale urokliwie i chwilami całkiem obszernie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna; Krakowskie Kominy |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Asia Przymus, jedna os. z klubu|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna pogoda. Przed otworem Śnieżnej spotkaliśmy wychodzącą ekipę z Łodzi. Potem sprawnie w dół do I Biwaku. W Krakowskich Kominach osiągamy Salę Śmiałka (- 130 względem otw. Śnieżnej). Ponieważ byliśmy pod presją czasu więc szybko pomykamy z powrotem najpierw w dół do Wodociągu a potem do wyjścia. Cała akcja zamyka się w 7,5 h. Jeszcze za dnia wracamy do auta. Może Asia napisze coś więcej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Sniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry: Szarpane Turnie - wspinanie |Damian Żmuda, Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,Ania K., Ania B.|03 - 05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis niebawem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy 12 dróg o trudnościach od IV do VI. Skały w cieniu porośniętego lasem wąwozu więc mimo upału było przyjemnie. Bardzo fajny rejon, mnóstwo obitych dróg w stylu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Ludzi nie wielu. Zakosztowaliśmy również trochę off-roadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Wodogrzmoty Mickiewicza - Warsztaty z autoratownictwa kanioningowego|&amp;lt;u&amp;gt;Majewicz Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W weekend odbyły się warsztaty z autoratownictwa kanioningowego. Niestety mogłem wziąć udział tylko w 2, praktycznym dniu szkolenia na Wodogrzmotach Mickiewicza. &amp;quot;Perła polskich kanionów&amp;quot; okazała się być bardzo przyjemna i ciekawa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podzieleni na 4 grupy pod patronatem TOPRu ćwiczyliśmy transport poszkodowanego przez &lt;br /&gt;
standardowe trudności spotykane w kanionach. Każda grupa miała wyznaczoną swoją część kanionu na transport, resztę pokonywaliśmy na sportowo. Niewysokie skoki, ciekawe tobogany i całkiem duży przepływ z cofkami i odwojami dał dużo radochy. Na moście naturalnie wywołaliśmy dużą sensację, a pod nim niczym rasowe żule obaliliśmy &amp;quot;bezalkoholowego&amp;quot; szampana z okazji 300-tnego kanionu Ola. Na koniec wparowaliśmy prosto do schroniska w dol.Roztoki w mokrych piankach na obiad. Miny ludzi bezcenne, tak samo jak gdy przebieraliśmy się w pianki przy WC Serwisach :D [lokowanie produktu]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - świetne szkolenie, szczególnie dla osób zaczynających ten sport. Nie obyło się oczywiście bez sobotniej imprezy, chrztu nowicjuszy i fantastycznej atmosfery. Zdecydowanie polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Centralny Kurs Autoratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|26 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne z cyklu szkoleń PZA w jakim miałam okazję uczestniczyć. Ćwiczenia rozpoczęły się w piątek na Suchym Połeciu (Góra Birów) od zaporęczowania stanowisk na dzień następny. W związku z tym, że dotarłam do Podzamcza dość późno, nie uczestniczyłam w tej zabawie, za to zdążyłam rozbić namiot przed deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zostaliśmy podzieleni na grupy i ćwiczyliśmy po kolei na pięciu różnych stanowiskach. Na pierwszym uczyliśmy się ratować poszkodowanego z trawersu oraz tyrolki. O ile to pierwsze nie sprawiło nikomu trudności, to już przy trawersie trzeba było ,,się naszarpać”. Kolejne stanowisko było powtórką z kursu podstawowego: ściąganie z przyrządów do zjazdu, z przyrządów do wchodzenia metodami croll w croll i przeciwwagi. Trzecie stanowisko podobało mi się najbardziej, zjazd z poszkodowanym przez przepinki i wyciąganie ofiary z ucha przepinki. To drugie niechcąco musiałam przećwiczyć przed demonstracją instruktora, kiedy wjechałam z moim poszkodowanym zbyt nisko w przepinkę. Na ostatnich dwóch stanowiskach ćwiczyliśmy wyciąganie poszkodowanego do góry, łącznie z przepinkami, metodami ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi. Drugiej metody nie zdążyłam już przećwiczyć z powodu końca zajęć, które i tak były przedłużone. Po wszystkim musieliśmy jeszcze zdeporęczować stanowiska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień ćwiczeń to akcje pozorowane w jaskiniach: Józefa, Rysiej, Szpatowców i na Świniuszce. Byłam w grupie idącej do jaskini Rysiej i już w sobotę wieczorem zostałam wyznaczona na pozoranta. Żeby akcje były jak najbardziej realne i aby wyeliminować jakąkolwiek pomoc ze strony poszkodowanych, to wszyscy pozoranci mieli mieć zasłonięte oczy w trakcie akcji. Na pocieszenie kierownik wyjścia pozwolił mi poręczować początek zjazdu do jaskini (wybranie najmniejszej osoby do tego zadania i tak było najlepszym pomysłem przy dość ciasnym zjeździe). Przy wchodzeniu na drugą poręczówkę ,,stałam się ofiarą” tzn. miałam zasłonięte oczy, a wszyscy uczestnicy dostali informację, że przestałam widzieć i mam uszkodzoną jedną rękę, co w sumie było bardziej moim zmartwieniem niż ratowników, ponieważ to ja nie mogłam jej używać do wymacywania ścian i chodzenia (z zasłoniętymi oczami!). Najpierw zostałam ściągnięta z liny, a później zaprowadzona pod studnię wlotową. Muszę przyznać, że było to dość zabawne, przez cały czas miałam przy sobie jakieś osoby, które mnie prowadziły i pomagały, choć mając sprawne nogi i jedną rękę, z instrukcjami i asekuracją musiałam się wspinać na prożki, przeciskać przez zaciski i robić zacieraczki. Wyciąganie do góry poszło bardzo sprawnie i szybko, choć moje rozmiary na pewno ułatwiły sprawę, większa osoba, nie widząc jak ma się ustawić mogła by się częściej klinować i nie była by tak łatwo wyciągnięta przez zacisk przy wejściu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazie instruktorzy szybko omówili zmagania obu dni, później szybko spakowaliśmy się w deszczu i wyjechaliśmy przed największą ulewą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Bardzkie - klubowy spływ kajakowy po Nysie Kłodzkiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadeusz i Barbara Szmatłoch, Tomasz i Joanna Jaworska, Michał Chowaniec, Marta Urbańczyk, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek, Karina, Paweł, Michał, Rafał i Wiktor Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec, Adam Mazur, Sara Wolny, Justyna Francik z Robertem, Henryk Tomanek z koleżanką (byli w niedzielę)|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny klubowy spływ kajakowy odbył się na górnym odcinku Nysy Kłodzkiej. W 2 dni spłynęliśmy tą rzeką od Młynowa przez Przełom Bardzki do Barda a dalej po biwaku w okolicy Suszki do zbiornika w Topoli gdzie przy moście skończyliśmy spływ. Rzeka o zmiennym charakterze w dolinie o stromych zboczach. Wiele bystrzyn i płycizn urozmaicających spływ. W Bardzie nawet kąpiel kilku kajakarzy w rzece. Zwiedzamy też po drodze starą sztolnię. Pierwszy dzień kończymy w deszczu. Lało całą noc aż do godzin dopołudniowych w niedzielę. Drugi etap znów po wartkim nurcie niemal do samej mety. Mimo niezbyt dobrej pogody wspaniała atmosfera w ekipie i świetne humory do końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu relacja foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNysa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt; Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|21 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano po wyjeździe kilku osób do domu nasza trójka postanawia wyjść jeszcze na szlak. Cel: Czerwone Wierchy. Trasa z Kir zielonym szlakiem na Cudakową Polanę, następnie Ścieżką nad Reglami na Miętusi Przysłop. Stamtąd niebieskim szlakiem(gdzie po drodze na przemian było słonecznie, pochmurnie, padał grad, śnieg lub deszcz.) na Małołączniak . Dalej czerwonym szlakiem na Krzesanicę i Ciemniak skąd schodzimy z powrotem na Ścieżkę nad Reglami czerwonym szlakiem i dalej do Kir zielonym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę 16.81 km pokonaliśmy w 6g:32m, przewyższenie 1222m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto (są tu też zdjęcia z akcji do Czarnej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Jaskinia Czarna Kurs - Partie Tehuby| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Aleksandra Rymarczyk, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajny wyjazd, dzięki :) Myślę, że gdyby ktoś postawił piwo Emilowi to w 10 min powstanie niezapomniany elaborat... a warto jednak, żeby jakaś dłuższa notka się tu znalazła ;) - obyło się bez piwa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza tatrzańska jaskinia odwiedzana w ramach kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek udaje nam się w miarę sprawnie i o dziwo bez opóźnienia wystartować z Bytomia. Wielki Asfaltus, bóstwo autostrad, jest dla nas łaskawy - pod Dolinę Kościeliską docieramy bez większych korków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka reorganizacja plecaków, wciągamy po kanapce i ruszamy w stronę jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nawet sprzyja: pomimo że początkowo nieco straszyło deszczem, udaje nam się w drodze załapać trochę słońca. Po godzinie mozolnego człapania Doliną docieramy na Polanę Niżnią Pisaną, skąd po wchłonięciu kolejnego szybkiego posiłku ruszamy bezpośrednio pod otwór jaskini. &lt;br /&gt;
Po 10-15 minutach wędrówki w miarę cywilizowanym szlakiem skręcamy w las i zaczynamy się wspinać zboczem w stronę Czarnej.&lt;br /&gt;
Około godzinne przeciskanie się pod górę pomiędzy drzewami pozwala nam na nowo zerknąć na temat kursu i zapewnień w stylu: „będzie fajnie” i  „fantastyczna przygoda”. Ogólnie przeprawa przez las daje szansę na zastanowienie się jak daleko mam do zawału; z czym wiąże się wylew w górach oraz czy to coś, co ruszało się w krzakach to przeżarty turysta, czy też będziemy zaraz uciekać przed niedźwiedziem. W międzyczasie udaje się także wymyślić kilka nowych przekleństw, w których główną rolę odgrywają drzewa, góry, pajęczyny oraz wsadzanie gór i wędrówek w miejsce, do którego promień słoneczny nie sięga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli docieramy pod otwór Czarnej, gdzie... po kolejny posiłku (czy my tam cały czas jemy?!) przebieramy się, by po chwili ruszyć w głąb jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakimś magicznym sposobem udaje się nikomu nie zabić, co jest szczególnie dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że praktycznie wszelkie poręczowania wykonywane były przez kursantów. Widocznie czujne oko Asi sprawiło, że nikt nie odważył się na jakieś większe błędy. &lt;br /&gt;
Do Studni Ewy docieramy z małym poślizgiem, wynikającym z nie do końca sensownego rozdzielenia worów i lin. Można było spokojnie urwać 10-15 minut czasu, które zostały zmarnowane na czekanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dotrzeć do celu i zaczynamy zwiedzać Partie Tehuby. Na pierwszy ogień idzie kierunek zachodni, skąd po dotarciu w okolice Labiryntu Wiatrów ruszamy na wschód, docierając pod Syfon Tehuby. Wyprawa odbywa się bez problemów. W trakcie jej trwania mamy okazję zaliczyć szybkie przypomnienie wiązania kilku podstawowych węzłów, znajdujemy salkę z McDonaldem oraz dla równowagi - nadziewamy się na speleokupę pozostawioną zapewne przez jakiegoś człowieka pierwotnego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy po około sześciu godzinach. W międzyczasie na powierzchni padał deszcz, co sprawia, że droga w dół zbocza dostarczyła nam wielu nowych doznań. Mamy  więc festiwal poślizgów, przyziemień oraz możliwość obserwacji jaki styl ślizgowy poszczególni uczestnicy wykorzystują podczas schodzenia w dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godzinne zejście do doliny Niżniej Pisanej kończy się szczęśliwie, kolejny posiłek pozwala nam zregenerować siły na powrót Doliną Kościeliską. Za Kirami spotykamy się jeszcze z kolejną grupą Klubowiczów wracających z wyprawy do Ptasiej. Po kilku minutach rozmowy i wykonaniu pamiątkowego zdjęcia, ruszamy do schroniska, skąd późną, wieczorową porą wychodzimy na poszukiwanie otwartego przybytku gastronomicznych rozkoszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, w godzinach porannych, czwórka z nas wraca do domu gnana obowiązkami, a reszta ekipy spędza jeszcze jeden dzień wędrując po Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W galerii Czarna-kurs dodane są zdjęcia Bogdana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Tadeusz Szmatłoch, Łukasz Pawlas, + 1 os. z klubu|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pesymistycznym prognozom, pogoda okazała się całkiem przyzwoita. Wszystko poszło sprawnie i szybko. W jaskini dotarliśmy do Starego Dna (-255) przez Salę Dantego i Studnię Taty. Od otworu wycof zjazdami (200 m) przez Próg Mułowy do Wielkiej Świstówki. W dolinie Kościeliskiej spotkaliśmy naszych klubowych kolegów i koleżanki wracających z jaskini Czarnej. Tego samego dnia wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''''Schemat zjazdu:''' od otworu jaskini Ptasiej trawersem trawiastą półką udajemy się do końca (na zachód). Z 2 ostatnich batinoksów zjazd (potrzeba 2 x 100 m liny) na dużą skalna platformę z charakterystyczną wnęką skalną (dobra osłona przed deszczem lub spadającymi kamieniami). Trochę poniżej po lewej orograficznie stronie znajdują się następne 2 batinoksy. Stąd zjazd po skosie orograficznie w lewo ok. 30 m na półkę z kolejnymi 2 batinoksami. Stąd już bezpośrednio do kotła ok. 60 m. Warto też mieć „łoki toki” do komunikacji w ścianie. Tu orientacyjny schemat:'' http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2FPtasia%2Fschemat%20zjazdu.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (Udało się odzyskać skasowane zdjęcia Tadka i dołączono do GALERII): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FPtasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Brennej czarnym a następnie zielonym szlakiem na Błatnią dalej żółtym przez Stołów, Trzy Kopce na Klimczok. Zejście czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę i zejście żółtym szlakiem do Brennej. Dystans 18km pokonane w 5h11min z drobnymi przerwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB- Jura/Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rowerowy weekend. Pierwszego dnia z pełną premedytacją błądzę na rowerze po łąkach, polach i lasach Podzamcza. Pięknie, letnio i zadziwiająco pusto. W niedzielę po wizycie w  Śląskim Centrum  Rehabilitacji  i  Prewencji,  robię trasę-Ustroń Zawodzie-Równica-Orłowa-Trzy Kopce Wiślane- powrót żółtym szlakiem do Wisły Centrum,a dalej trasą rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa stosunkowo kamienista na trasie Równica-Trzy Kopce Wiślane (na tyle, by skutecznie przekonała mnie wreszcie do zakupu rowerowych... spodenek :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Kozia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
Najdłuższa jak na razie z naszych &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;. Od samochodu do samochodu 11 godzin. Wejście do jaskini na podstawie odrębnego zezwolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem  RKG ,,Nocek” wystąpił jako partner Motoserca, czyli akcji zbiórki krwi prowadzonej przez klub motocyklowy Invaders z Rudy Śląskiej. Impreza miała miejsce na terenach przylegających do Aquadromu na Halembie. Początkowo planowaliśmy zbudować mały park linowy, jednak z powodu niedomówień z gospodarzem terenu musieliśmy powstrzymać wyobraźnię i zejść na ziemię (dosłownie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy na głównym placu odbywały się koncerty i pokazy (różne dziecięce zespoły, wystawa motocykli, starych samochodów itp.) oraz zbiórka krwi, na trawie nieopodal, w cieniu drzew działaliśmy my. Atrakcje jakie zafundował Nocek dzieciom można zobaczyć na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2Fmotoserce&amp;amp;startat=1 Zbudowaliśmy z Łukaszem i Olą, która dołączyła do nas później (całe szczęście, bo miała wenę do plątania lin), ogromną pajęczynę, pomiędzy którą dzieciaki musiały przechodzić i zbierać taśmy z karabinkami. Druga konkurencja była bardziej związana z działalnością jaskiniową – trzeba było wciągnąć wór jaskiniowy (ciężki wór jaskiniowy) parę metrów nad ziemię. Wszystkie dzieciaki radziły sobie wspaniale, podobało im się na tyle, że część z nich wracała parę razy. Ja jednak nadal czuję niedosyt związany z brakiem trudnych przepraw nadziemnych, jednak mądrzejsza o zaistniałą sytuację jestem pewna, że nadrobimy następnym razem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd  kanioningowy zrodził się oczywiście z zazdrości. Jako, że nie byliśmy wstanie wybrać się na profesjonalny wyjazd z Prezesem na czele postanowiliśmy zrobić wyjazd alternatywny. Wybieramy rejon położony miedzy Linz a Monachium, nad pięknym jeziorem Attersee. Niestety podobnie jak w Polsce również w Austrii w długi weekend  wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wiec mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca na kampingu. W pierwszym dniu robimy kanion Burggrabenklamm (v3, a3, III) który startuje ze szlaku, więc publiczność mieliśmy gwarantowaną. Kanion całkiem fajny, szczególnie efektowny 18 metrowy zjazd, końcowa część prowadzi pod komercyjną drogą  poprowadzoną na stalowych podestach nad dnem kanionu (sława, zachwyty publiczności itp.). Po tej rozgrzewce byliśmy gotowi na główny cel wyjazdu czyli kanion Jabron (v4,a4, III) , który okazuje się znacznie bardzie wymagający od poprzednika. Spotykamy w nim grupę przewodników, którzy sprawdzali pierwszy raz w sezonie stan całego kaniony przed rozpoczęciem sezonu z klientami, to się nazywa profesjonalne podejście. W Jabronie jest kilka ciekawych skoków, lecz większość z nich odpuściliśmy, za to mogliśmy podziwiać wyczyny jednego z przewodników, który zaprezentował nam np. 6 metrowy, ryzykowny (śliski start, duża odległość pozioma) skok z pełnym saltem !!!. W sobotę wybieramy kanion Strubklamm(v1,a3, III), który  najbardziej nas zaskoczył, od samego startu był nietypowy. Rozpoczynał się nie podejściem ale zejściem z zapory, ponadto pokonaliśmy go bez użycia liny za to trochę sobie popływaliśmy. Pokonanie kanionu zajęło nam około 2,5h z czego ponad godzinę trzeba było pływać!!! Najdłuższy odcinek do przepłynięcia miał 300m,nie pamiętam kiedy wcześniej  tyle przepłynąłem:) Kanion też obfitował w duża ilość fajnych skoków,  w tym jeden 8 metrowy. Muszę tu wspomnieć również o przepięknym wodospadzie, który spadał z jednej ze ścian prosto do kanionu. Dzięki odpowiedniemu usytuowaniu słońca mogliśmy podziwiać podwójną tęcze, która nieomal się zamykała. Niestety w tym dniu zapomnieliśmy zabrać aparatu ……Koniec kanionu ponownie nas zaskoczył, ponieważ niespodziewanie znaleźliśmy się na zatłoczonej plaży i znowu te zachwyty tłumu, autografy….W niedziele bardzo leniwie zbieramy się do drogi powrotnej, w trakcie której odwiedzamy sprawdzoną knajpę w Czechach z przepysznym jedzeniem np. kotlet nadziewany szynką …jak dla mnie mistrzostwo, szczególnie że od 4 dni nie jadłem mięsa:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, dłuższy wyjazd w ramach kursu. Do odwiedzenia cztery jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolska i Malinowska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów docieramy do schroniska. Skromny stan przedzawałowy i łza rozpaczy tocząca się po policzku w trakcie podejścia do schroniska, wyraźnie sygnalizują, że zaczyna się zabawa z przeprawą przez tereny, które nie mają wiele wspólnego z wygodnym, płaskim chodnikiem i budkami z kebabem rozstawionymi co kilkaset metrów.&lt;br /&gt;
Po zrzuceniu części bagażu do schroniska i  delikatnej redukcji zawartości plecaków ze sprzętem, ruszamy w stronę Trzech Kopców. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja. Docieramy pod Trzy Kopce bez większych niespodzianek. Żaden zwierz leśny ni gadzina pełzająca nie stają na naszej drodze. Mijamy jedynie kilka grupek turystów, sympatycznie pozdrawiających nas w drodze do jaskini. Jest gorąco…&lt;br /&gt;
Po szybkim posiłku wchłoniętym przed wejściem do Trzech Kopców, przebieramy się w wyjściowe ciuszki i kolejne wskakujemy do przyjemnie chłodnej dziury. &lt;br /&gt;
Trzy Kopce witają nas licznymi szczelinami, zawaliskami, oraz stadem odstających, twardych krawędzi idealnych do tego, by przypomnieć sobie o konieczności uważania na łokcie, kolana, czy inne wystające elementy organizmu. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini przebiega bez większych problemów: jest okazja do przeciśnięcia się przez kilka ciaśniejszych miejsc, znajdujemy lokalizację idealną do rozprostowania nóg w pozycji leżącej, dającą jednocześnie możliwość wygodnej obserwacji umordowanych osób wypełzających z dojścia do końcowych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Tradycyjne poszukiwania wyjścia przez kursantów kończą się fiaskiem. Na szczęście Buli orientuje się z grubsza którędy do góry, więc nie grozi nam śmierć głodowa. &lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu sporej części Trzech Kopców, gramolimy się na powierzchnię, gdzie wita nas deszcz przechodzący po chwili w burzę. Gdy myślimy, że nie może być gorzej, pojawia się grad. Na szczęście znajdujemy minimalne schronienie pod pobliskimi drzewami. &lt;br /&gt;
Kilkanaście minut (i kanapek) później ruszamy w stronę Dującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpogadza się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedaleko celu naszej podróży znów rzucamy się na szybki posiłek. Po kilkunastu minutach naciągnąwszy na grzbiety nieco wilgotne kombinezony, idziemy szukać wejścia. &lt;br /&gt;
Niewielki otwór z przerzuconą przezeń kłodą, nie zapowiada wrażeń, które czekają nas na dole. Kolejno wskakujemy w ciemność, uprzednio żegnając się z jakimś sympatycznym pytongiem górskim, który urządził sobie legowisko na kamieniu obok wejścia.&lt;br /&gt;
Dująca wyraźniej daje się nam we znaki. O ile jeszcze Smukła Szczelina w drodze na dół nie wydaje się wielkim wyzwaniem, tak posiadacze dłuższego organizmu, już na Ciągu Twardzieli mogą mieć problemy ze złamaniem swego cielska w taki sposób, by dostać się do dalszych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w przypadku Trzech Kopców, zwiedzamy Dującą bez większych niespodzianek. Problem pojawia się dopiero przy wyjściu, gdy to mój skromny organizm nijak nie daje rady przepchnąć się w górę przez Smukłą Szczelinę. Łukasz i Asia dzielnie ciągną mnie za fraki do góry, co przy jednoczesnym wypychaniu mnie od spodu przez Buliego sprawia, że jakimś sposobem udaje się mnie wypchnąć z otworu, z którym nijak nie jestem kompatybilny gabarytowo. &lt;br /&gt;
Wychodząc na powierzchnię, jesteśmy tradycyjnie witani… deszczem. Tym razem bez burzy i gradu. &lt;br /&gt;
Droga powrotna przebiega bez większych komplikacji. Nikomu nie udaje się poważniej zgubić, nikt nie zostaje pożarty przez zwierzynę leśną, bezpiecznie docieramy do schroniska, skąd po doprowadzeniu swoich powłok cielesnych do stanu, w którym nie powodujemy ataków paniki postronnych osób, ruszamy w stronę cywilizacji, by zjeść ciepłą kolację.&lt;br /&gt;
Jak się okazuje, znalezienie wieczorową porą otwartej knajpy w Szczyrku jest trudniejsze, niż znalezienie Dującej. Na szczęście udaje nam się trafić do miejsca, gdzie zostajemy nakarmieni i napojeni.&lt;br /&gt;
Kolacja kończy się pożegnaniem – opuszczają nas Bogdan, Asia i Łukasz, zmuszeni obowiązkami do powrotu. Reszta rusza w stronę schroniska, gdzie ku chwale Morfeusza zwala się na materace, chwile później pochrapując radośnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wciągnięciu solidnego śniadania, opuszczamy schronisko i przemieszczamy się w stronę Jaskini Salmopolskiej. Pogoda jak najbardziej sprzyja. Być może tym razem uda się nie zmoknąć…&lt;br /&gt;
Po przebyciu niedługiego odcinka drogi, prowadzącego od parkingu do okolic otworu wejściowego, wskakujemy w kombinezony, których stan jednoznacznie wskazuje na to, co przeszły poprzedniego dnia. Chwilę później kolejno zanurzamy się przyjemnie chłodną jaskinię. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie Salmopolskiej nie zabiera wiele czasu: sprawnie docieramy do północnej części jaskini, następnie po nawrocie kierujemy się ku studni końcowej. Tam czeka nas niespodzianka: nad studnią objawia się okienko prawdopodobnie prowadzące do dalszych partii, których nie mamy oznaczonych na mapie. Część z nas decyduje się na szybki rzut okiem w stronę otworu.&lt;br /&gt;
Chwilę później zawracamy, kierując się już w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;
Wydostajemy się na powierzchnię – szok. Nie pada! Mało tego – słońce świeci! Ruszamy raźno do ostatniej jaskini, którą mamy zamiar zwiedzić. Naszym celem jest Malinowska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów znajdujemy jaskinię. Przy pomocy znajdującej się w środku drabiny, kolejno schodzimy w dół.&lt;br /&gt;
Malinowska ze względu na swoje rozmiary, nie zabiera nam wiele czasu. Krótki podziemny przemarsz można w zasadzie potraktować bardziej jak niedzielny spacerek. Po zwiedzeniu całości jaskini wdrapujemy się na powierzchnię, gdzie w końcu można wyłączyć czołówki na dłuższy czas. &lt;br /&gt;
Idealnym zakończeniem weekendu jest postój na tradycyjnej szarlotce w miejscu, gdzie nie da się skończyć konsumpcji na jednym ciastku. Po wchłonięciu kalorii w ilości mogącej zasilić średniej wielkości miasteczko, pakujemy się do samochodów i ruszamy w stronę domów… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=5763</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=5763"/>
		<updated>2015-11-14T09:32:12Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''08 11 2015''' - Jura - wspinanie&lt;br /&gt;
* '''07 - 08 11 2015''' - Tatry - Warsztaty pierwszej pomocy&lt;br /&gt;
* '''05 11 2015''' - Jura - Straszykowa Góra - wspinanie&lt;br /&gt;
* '''01 11 2015''' - Jura - wspinanie w skałkach mirowskich&lt;br /&gt;
* '''31 10 2015''' - Przełom Białki - wspinanie&lt;br /&gt;
* '''23 - 25 10 2015''' - Centralne manewry ratownictwa jaskiniowego&lt;br /&gt;
* '''25 10 2015''' - Jura - Dziura w Dąbrowie&lt;br /&gt;
* '''24 10 2015''' - Beskid Śląski - górska przebieżka&lt;br /&gt;
* '''17 - 19 10 2015''' - Brestowa Vertical 2015&lt;br /&gt;
* '''17 10 2015''' - Beskid Śląski - marszobieg&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5527</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5527"/>
		<updated>2015-08-20T13:08:01Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA/WŁOCHY – wspinanie w Alpach i Dolomitach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Kasia(os. tow.) |31 07 - 16 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niezwykle udanym zeszłorocznym wyjeździe w Alpy Delfinatu postanawiamy pojechać tam znowu, lecz tym razem pod strony Ailefroide. Po długie podróży zatrzymujemy się na jednym z największych kampingów w Europie, na którym szczęśliwie udaje nam się znaleźć fajne miejsce na rozbicie namiotów. Ludzi jest naprawdę dużo, zdecydowanie najwięcej jest Francuzów, lecz Polaków niejednokrotnie  też udało nam się spotkać. Pogoda z początku rozpieszczała, więc bez większej napinki rozpoczynamy rozwspinanie od 300m drogi położonej o 15min z kampingu La snoopy direct (6b). Szczęśliwie Damian z Kasią znają francuski, dzięki czemu dowiedzieliśmy się o obrywie na Pic Sans Nome, który wyeliminował ze wspinania kilka polecanych dróg. Ponadto w biurze przewodników poinformowano nas o tym, że totalnie nie ma warunków w tym roku na drogach alpejskich, szkoda bo zamiast sprzętu zimowego mogliśmy zabrać sprzęt do kanioningu. Tak więc dojść drastycznie ograniczyła nam się ilość celów jakie sobie zaplanowaliśmy. W tak zwanym międzyczasie zwiedzamy okoliczne rejony sportowe w których niestety nie potrafiliśmy znaleźć miękkiej cyfry. Pierwszą i jak się okazało później ostatnią górską drogą jaką zrobiliśmy byłą 350m Ventre a Terre (6a) na Aiguille de Sialouze (3576m) . Startuje ona z wysokości około 3200 mnpm, więc musieliśmy jakimś cudem pokonać 1700m przewyższenia…. Ze względu na nasze bogate doświadczenie górskie i niezwykłą kondycję rezerwujemy sobie na to podejście cały dzień. Śpimy w pięknej bezludnej dolince z widokami na pobliskie lodowce. Ściana robi wrażenie…, droga na ,,papierze’’ wygląda na rozgrzewkową, lecz już na początku pokazuje, że lekko nie będzie. Droga startuje ze stromego śniegu co ze względu na brak raków troszkę przeciągnęło start w drogę (konieczność kopania stopni).  Mała ilość śniegu spowodowała, że już sam początek drogi jest trudny – w topo miejsce A0, lecz udało się je pokonać klasycznie. Powagę drogi zdecydowanie zwiększa lotna asekuracja. Po  4 lub 5 wyciągu na chwilę gubimy drogę, Damian montuje czuje stanowisko z gatunku lepiej nie obciążać. Po 15m trawersie bez przelotu udaje się nam znowu znaleźć się na właściwej drodze. Kolejne wyciągi oferowały wyśmienite wspinanie w sporej ekspozycji. Niestety nie odnaleźliśmy linii zjazdów, więc byliśmy zmuszeni na żmudne i ryzykowne zjazdy w linii drogi. Tego samego dnia docieramy na kamping jeszcze za dnia, choć w tej kwestii zdania są podzielone - ciemno jest wtedy kiedy musisz odpalić czołówkę:) W tym czasie dziewczyny ambitnie zwiedzają okoliczne szlaki i schroniska. We czwórkę robimy jeszcze ciekawą via ferratę, biegnącą nad malowniczą rzeką. Niestety prognozy na następne dni nie pozostawiają złudzeń – będzie padać …. decyzja o odwrocie zostaje podjęta wyjątkowo szybko. Szybkie sprawdzenie prognoz pogody i rejon wybrany – Dolomity. Przepak i droga zajmują nam właściwie cały dzień. Podróż po autostradach we Włoszech uświadamia nam, że nasza A4 wcale nie jest najdroższą i najbardziej rozkopaną autostradą w Europie. Zatrzymujemy się na kampingu w Cofosco, który jest czysto turystyczny i zatłoczony jak całe Dolomity. Pogoda idealna, więc szybko organizujemy topo i robimy na pierwszej turni Sella drogę Schobera i Kleisla (VI-) 180m. Wspinanie bardzo przyjemne poza kruchym pierwszym wyciągiem. Kolejnego dnia robimy drogę 300m drogę Gluck (VI) na drogiej turni Sella, która była znacznie bardziej ,,górska’’ od poprzedniej, przede wszystkim ze względu na kruszyznę i jakość asekuracji. Dziewczyny w tym czasie zdobywają swój pierwszy trzytysięcznik Piz Boe (3152m). Następnego dnia Damian z Kasią idą na via ferrate na Marmoladzie (ta wycieczka zasługuje na osobne omówienie:)), ja z Anią restujemy wspinając się w rejonie Capanna Bill, udaje się tam poprowadzić Amico fragile (7a+ OS). Wracając nie możemy ominąć sprawdzonej knajpy w Czechach, w której solidny obiad poprawia wszystkim humory pomimo nieubłaganego końca urlopu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA/SZWECJA - wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Adam Koniewicz (os. tow.) |26 07 - 12 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Polski do Norwegii jedziemy samochodem Heńka na wyspę Flø do miejscowości o tej samej nazwie (koniec drogi, &amp;quot;koniec świata&amp;quot;). Stamtąd Jeepem Adama (który tu mieszka i pracuje od 2 lat) przez Szwecję na północ. Po drodze niekończące się lasy i bagna tej części Szwecji a na biwakach roje komarów. Przez północną Finlandię (tundra) znów wjeżdżamy do Norwegii docierając na północny cypel Europy, przylądek Nordkapp (jest tu wysoki klif a samo miejsce komercyjnie zagospodarowane). Dalej pędzimy na południe na wyspy Lofoty. W okolicach Kalle wspinamy się trochę (2 jednowciągowe drogi do zapoznania z tutejszą skałą o znakomitym zresztą tarciu). Wychodzimy również na wieńczący ten rejon wyspy szczyt Vøgakallen (948). Droga na niego nie jest całkiem łatwa a start z poziomu morza. Atrakcją jest przejście po &amp;quot;kalenicy dachu&amp;quot; w dużej ekspozycji. Z Lofotów udajemy się promem do Bodø i dalej na południe gdzie w okolicach Molde wchodzimy do największej w tym rejonie kraju jaskini: Trollkrjeka. Jest nie komercyjna choć dostępna dla lepiej wyposażonych &amp;quot;grotołazów&amp;quot;. W tak krótkich czasie zrobiliśmy autami niemal 8000 km więc sporo czasu spędziliśmy w aucie. O tyle dobrze, że było chłodno a dni bez deszczu były zaledwie 3 (w przeciwieństwie do upałów w Polsce było całkiem rześko). W trakcie jazdy 9 przepraw promowych, setki wielokilometrowych tuneli (w tym kilka pod dnem fiordów), potężne mosty i oczywiście wspaniałe pejzaże. Termometr pokładowy zanotował skrajne temperatury od +5 st. do +27 (ale to była tylko chwila przed burzą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Do GALERII wrzuciłem dość sporo zdjęć (może lepiej oddają skandynawską rzeczywistość) więc jak się komuś chce to oglądać to tu:'' http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNorwegia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Obóz Kursowy|Mateusz Golicz, Agnieszka Lakwa, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn z Anią, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło,  Bogdan Posłuszny, Joanna Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki |05 - 09 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
DOJAZD [Łukasz]&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Środa godzina 17.00 wyjeżdżam z domu by po kolei zabrać Bogdana, Mateusza i Asię aby następnie kilka minut po godzinie 18.00 jechać już w stronę Zakopanego.&lt;br /&gt;
Trasa pomimo ulewy jaka zastała nas na autostradzie przebiega sprawnie i na Polanie Rogoźniczańskiej jesteśmy jeszcze sporo przed zmrokiem.&lt;br /&gt;
Wieczór mija na przygotowaniu sprzętu, rozmowach. Po kolacji udajemy się spać. W nocy dojeżdżają do nas Aga z Piotrem i Emilem.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
DZIEŃ I&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wstajemy z samego rana, po szybkim śniadaniu udajemy się do Kir aby jak najwcześniej być na szlaku. Nasz cel jaskinia Pod Wantą.&lt;br /&gt;
Wędrówka szlakiem przebiega sprawnie a na postojach poznajemy topografię tatr. Po dojściu na ostatnią prostą na niebieskim szlaku prowadzącym na Małołączniak wyciągamy opis dojścia i zaczynamy szukać otworu jaskini. Po ”jakimś” czasie udaje mi się go zlokalizować i doprowadzić do niego resztę.&lt;br /&gt;
Pod otworem szybko się szpejujemy i po chwili pierwsza osoba już poręczuje wlot. Do jaskini wchodzę jako ostatni. W bardzo szybkim czasie wszyscy stajemy na dnie jaskini zwiedzając wszystkie zakamarki najniższej salki. Po ustaleniu kolejności wyjścia przypada mi deporęczowanie lin do samej studni wlotowej gdzie zmienia mnie Aga i deporęczuje ostatni odcinek. Była to moja pierwsza okazja wyjścia z jaskini na samym końcu przez co czekając na dole Dzwonu na hasło „lina wolna” miałem okazję sprawdzić jak to jest z tą ciemnością w jaskini, która nie może się równać z żadną inną, którą znają ludzie nie związani z taternictwem. Niesamowite uczucie.&lt;br /&gt;
Po wyjściu wszystkich na powierzchnię przepakowujemy sprzęt, przebieramy się i po chwili jesteśmy gotowi do drogi.  Wracamy na polanę tą samą trasą.&lt;br /&gt;
GPS, którego przy sobie nosiłem wykazał, że przeszedłem w tym dniu 16km. Po powrocie na polanie spotykamy Łukasza oraz Ksawerego z dziewczyną, którzy przyjechali na szkolenie z pracownikiem TPN-u, które miało odbyć się w następnym dniu.&lt;br /&gt;
Po szybkim prysznicu, na który nie mogłem się doczekać spotykamy się na kolacji, po której udajemy się do namiotów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień II [Emil]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień naszego pobytu był poświęcony szkoleniu TPN. Skład wzmocniony nowoprzybyłymi Nockowiczami dziarsko ruszył samochodami w stronę Doliny Kościeliskiej, gdzie czekał już na nas pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jakimś magicznym sposobem, udało nam się spóźnić tylko kilka minut.&lt;br /&gt;
Szkolenie miało formę spaceru Doliną do Polany pisanej. W trakcie przemarszu mieliśmy okazję poznać historię Tatr – nie tylko tą geologiczną, ale także związaną z działalnością człowieka. Całość materiału uzupełniły informacje dotyczące flory i fauny, dzięki którym wiemy jakiego zielska użyć chcąc wykończyć Instruktora, oraz jak się zachować, gdy w krzaczku dopadnie człowieka niedźwiedź-sexturysta. &lt;br /&gt;
Robiąc mądre miny godne uczestników sympozjum neurochirurgicznego, chłonęliśmy wiedzę jak gąbka, wzbudzając podziw wśród przemieszczających się Doliną turystów. Nawet stado pędzącej w naszym kierunku rogacizny jakby potulniej spuściło łby, czując respekt przed przewalającą się naszych głowach wszechwiedzą.&lt;br /&gt;
Zależnie od ilości posiadanych zasobów siłowych, popołudnie spędziliśmy na leżeniu w cieniu, namiocie, lub nad rzeką. Jedynie Mateusz z Asią jako osoby którym nigdy dość, wyruszyli na zwiedzanie kolejnej dziury.  &lt;br /&gt;
Wieczorowa pora tradycyjnie minęła na przygotowaniu sprzętu do kolejnej wyprawy, oraz ustaleniu przebiegu samego zejścia do Wielkiej Litworowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Kanioningowe wagary w okolicach Tolmezzo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Dorota Raj, z innych klubów: Olo Dobrzański, Karolina Tkaczyk, Łukasz Wójcik, Asia Wójcik, Łukasz Pater, Marlena Pater, Karolina Meyer, Ewa Stańczuk, Ania Stańczuk|16 - 20 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze nikt nie zrobił opisu ani nie wrzucił zdjęć z Korsyki, film mam poskładany w 40% a już nadarzyła się okazja na kolejny wyjazd w kaniony. To mój drugi wyjazd  z ekipą V7A7. Wybraliśmy się w okolice Tolmezzo/Włochy pomimo tego że plany były na wyjad do Słowenii. Mieliśmy tylko 2 dni urlopu + weekend a udało się zrobić aż 6 kanionów.&lt;br /&gt;
Rio Negro, Rio Leale, Torrente Cosa, Rio Carlo Gasparini, Pichions + Vinadia, oraz Rio Brussine. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słowniczek dla niewtajemniczonych: &lt;br /&gt;
S-&amp;gt;Saut(skok) &lt;br /&gt;
T-&amp;gt;Toboggan(dupozjazd) &lt;br /&gt;
D-&amp;gt;Descent(zjazd na linie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczęliśmy w piątek z rana od Rio Brussine [z ciekawszych rzeczy ciasne S10 i D50] na który poszli nowicjusze z opieką, reszta mogła zająć się spożyciem :D. Kosztowało to szczególnie mnie bardzo złym samopoczuciem na drugim celu wyjazdu tego samego dnia czyli Rio Negro. Tutaj za bardzo nie pamiętam co się działo, były jakieś skoki, kanion wielki i bardzo fajny z tego co mówili inni, na koniec można zrobić 4m syfon i S10 z tamy (foto z galerii). W kolejne 2 dni padły Rio Leale i Torrent Cosa, oba świetne, szczególnie Cosa do którego zdecydowanie warto iść nawet jak się jest bez doświadczenia nawet jaskiniowego. Bezwzględnie trzeba iść w samo południe gdy przez wąską szczelinę idealnie pada słońce.W ostatni dzień w zmniejszonej już ekipie zrobiliśmy Rio Carlo Gasparaini i Pichions połączone z dolną częścią Viniadii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie udany wyjazd, no i kaniony :D a film się kiedyś poskłada...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galeri: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FTolmezzo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa - wyjazd kursowy|Mateusz Golicz, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|18-19 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Druga wyprawa w Tatry, odbywająca się w ramach Kursu.  Na celowniku Jaskinia Marmurowa i jej najniższe partie – Piaskownica. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygotowania do wymarszu rozpoczynają się już dzień wcześniej. Na Polanie Rogoźniczańskiej dzielimy sprzęt, dokładnie rozplanowując kolejność zejść poszczególnych członków ekipy.  Po uporaniu się z worami, rozpoczyna się krótkie szkolenie kartograficzne, oraz wykład o pszczółkach. W temacie  owadów – komary tego wieczora są łaskawe. Jedyną ofiarą jakichkolwiek pogryzień jest jedynie nasz prowiant, pochłaniany ze smakiem pod skąpanym w blasku zachodzącego słońca niebem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 5 rano wyskakujemy z namiotów, by po solidnym śniadaniu ruszyć z Doliny Kościeliskiej w stronę Jaskini Marmurowej. Pomimo obaw dotyczących pogody, ta wydaje się nam sprzyjać. Wykorzystując fakt, że burze najwyraźniej są zajęte zlewaniem innych części kraju, w ekspresowym tempie podążamy w stronę Czerwonych Wierchów. Z podejściem wiążą się dwa wielkie sukcesy: po pierwsze nikt nie dostał zawału, a po drugie – sprawniejsza część ekipy nie zanudziła się na śmierć podczas oczekiwania na dojście tych sprawnych inaczej. Ogólnie, niewiele brakowało, by podczas liczenia czasu dojścia do jaskini przydatniejszy od zegarka okazał się kalendarz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dojść w okolice otworu jaskini i nawet odnaleźć sam otwór. Sympatyczna paszcza ziejąca chłodem wygląda na tyle zachęcająco, że wszyscy ochoczo wyskakują ze spodni, chcąc jak najszybciej przyodziać swoje wyjściowe – jaskiniowe kreacje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga w dół przebiega prawie bez problemów. Z naciskiem na  „prawie”. Co prawda nikt nie traci życia, za to konieczne jest wprowadzenie kilku poprawek na wykonanym poręczowaniu. Szczęśliwie efekt końcowy jest na tyle stabilny, że w jak najbardziej kontrolowany sposób kierujemy się w stronę dna jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niewielką Piaskownicę osiągamy po około 2.5 godz. Pamiątkowa fotka, cukierek, ustalenie kolejności wyjścia i ruszamy w drogę powrotną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini wydaje się o wiele barwniejsze od zejścia. Mokre liny uroczo ciągną w dół, worki starają się stawać w poprzek każdego otworu, a przepchnięcie się przez zaciśnięty wykop nad Studnią Kandydata wydaje się niemożliwe. Na szczęście upór i niezwykle bogactwo językowe pozwalają na przebrnięcie przez problematyczną część jaskini. Dalsza droga w górę przebiega już bez większych zgrzytów i zaklinowań. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydostanie się z jaskini zajmuje nam w sumie około 3 godzin. Z radością witamy ciepłe powietrze i promienie słońca ogrzewające nasze wilgotne ciuchy. Solidny posiłek wzmacnia nas przed drogą powrotną, która przebiega o wiele sprawniej. W 2.5 godziny osiągamy Kiry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczęśliwi pakujemy się do samochodów, odwiedzając w drodze powrotnej sympatyczną Niewiastę handlującą pierwszej klasy przetworami z owczego cyca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tatry żegnają nas potężną burzą, którą obserwujemy z wnętrza suchego samochodu gnającego w stronę domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Dłubni na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|19 07 2015}}&lt;br /&gt;
Słoneczny a co gorsza upalny dzień wykorzystujemy na rowerową wycieczkę górnym odcinkiem doliny Dłubni (pn. dopływ Wisły w rejonie Jury krakowskiej). Malownicza dolina z czystą rzeczką urozmaicona gdzie nie gdzie skałkami, starymi budowlami, piękną przyrodą. Sam trakt też urozmaicony od asfaltu po wodne przeprawy. Nasza trasa wiodła pętlą od Glanowa do Imbramowic (ciekawy klasztor z XIII w.) następnie Wysocice i powrót przez Ulinę i wąwóz Orszyni do Glanowa. Generalnie ciekawy zakątek naszej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Włochy - Giro d`Italia|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|10-17 07 2015}}&lt;br /&gt;
Tygodniowe MTB w rekordowych upałach i cudowej scenerii gór, jezior i kilkumetrowych kwitnących oleandrów. Połowa wyjazdu w oklicach Riva del Garda, połowa w nieznanym mi dotąd rejonie Dolomitów-Alpe Di Siusi (Sudtirol).Dla orzeźwienia korzystamy z otaczających nas jezior- wygrywa bezkonkurencyjnie Lago di Tenno (lazurowa woda, 6 metrowe skoki, niewielu ludzi).Dla urozmaicenia znajdujemy też fajną via ferattę wiodącą na Cime Sat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - ćwiczenia z poręczowania na Bibliotece|instruktor: Tomek Jaworski, kursanci: Aga Lakwa, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek|12 07 2015}}&lt;br /&gt;
Niedzielny poranek. Chmurki wróżą pogodę, lekkie i świecące, (...) jako trzody owiec na murawie śpiące. &lt;br /&gt;
A my ruszamy z miejsca zbiórki ku Podlesicom, gdzie prężąc swą pierś stoi dumna Biblioteka. &lt;br /&gt;
Barbarzyńsko wczesna pora wyjazdu ma swoje plusy: nie ma zbyt dużego ruchu na drodze, więc szybko docieramy do celu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po solidnej powtórce węzłów, pod czujnym okiem Tomka wchodzimy na skały z których mamy schodzić przy użyciu najbardziej wyuzdanych, znanych nam technik poręczowania. Rozpoczyna się festiwal dyndania, sapania, oraz wypominania kto komu jak głęboko w co wsadzi za namówienie na udział w kursie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyblinki, ósemki i odciągi sieją się gęsto, tu i ówdzie motyl przeleci, liny trzeszczą, pot kapie, czasami łza przerażenia i bezsilności po policzku się potoczy, gdy przy łączeniu lin zamiast potrójnej ósemki wychodzi coś zbliżonego kształtem do dwóch pijanych, bijących się ośmiornic. &lt;br /&gt;
Szczęśliwie wszyscy zaliczają swój pakiet wejść i zejść bez większych strat na zdrowiu i psychice, więc zabieramy się jeszcze za tyrolkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda cały czas dopisuje. W zasadzie jest skwar jak diabli, na kaskach można robić jajka smażone, karki spiekają się w piękne wzorki od pasków mocujących nakrycia głowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem opuszczamy Organy, zaliczając u ich podnóża ponowne, krótkie szkolenie z tworzenia tyrolki. Nawet jest okazja, by każdy mógł spróbować własnoręcznego stworzenia maleńkiej, maciupeńkiej minityroleczki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym wieczorem rozjeżdżamy się do domów wbijając sobie do łba, by następnym razem nie zapomnieć kremu z filtrem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Magurska|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Lubomski (SKTJ), Daria, Gosia|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Załapałem&amp;quot; się na wyjście na zezwolenie naukowe Darii, która zamierza pobrać próbki wody z kilkunastu tatrzańskich jaskiń. W jaskini spędziliśmy ok. 4h. Dosyć tam błotniście, ale urokliwie i chwilami całkiem obszernie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna; Krakowskie Kominy |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Asia Przymus, jedna os. z klubu|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna pogoda. Przed otworem Śnieżnej spotkaliśmy wychodzącą ekipę z Łodzi. Potem sprawnie w dół do I Biwaku. W Krakowskich Kominach osiągamy Salę Śmiałka (- 130 względem otw. Śnieżnej). Ponieważ byliśmy pod presją czasu więc szybko pomykamy z powrotem najpierw w dół do Wodociągu a potem do wyjścia. Cała akcja zamyka się w 7,5 h. Jeszcze za dnia wracamy do auta. Może Asia napisze coś więcej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Sniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry: Szarpane Turnie - wspinanie |Damian Żmuda, Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,Ania K., Ania B.|03-05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis niebawem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy 12 dróg o trudnościach od IV do VI. Skały w cieniu porośniętego lasem wąwozu więc mimo upału było przyjemnie. Bardzo fajny rejon, mnóstwo obitych dróg w stylu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Ludzi nie wielu. Zakosztowaliśmy również trochę off-roadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Wodogrzmoty Mickiewicza - Warsztaty z autoratownictwa kanioningowego|&amp;lt;u&amp;gt;Majewicz Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W weekend odbyły się warsztaty z autoratownictwa kanioningowego. Niestety mogłem wziąć udział tylko w 2, praktycznym dniu szkolenia na Wodogrzmotach Mickiewicza. &amp;quot;Perła polskich kanionów&amp;quot; okazała się być bardzo przyjemna i ciekawa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podzieleni na 4 grupy pod patronatem TOPRu ćwiczyliśmy transport poszkodowanego przez &lt;br /&gt;
standardowe trudności spotykane w kanionach. Każda grupa miała wyznaczoną swoją część kanionu na transport, resztę pokonywaliśmy na sportowo. Niewysokie skoki, ciekawe tobogany i całkiem duży przepływ z cofkami i odwojami dał dużo radochy. Na moście naturalnie wywołaliśmy dużą sensację, a pod nim niczym rasowe żule obaliliśmy &amp;quot;bezalkoholowego&amp;quot; szampana z okazji 300-tnego kanionu Ola. Na koniec wparowaliśmy prosto do schroniska w dol.Roztoki w mokrych piankach na obiad. Miny ludzi bezcenne, tak samo jak gdy przebieraliśmy się w pianki przy WC Serwisach :D [lokowanie produktu]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - świetne szkolenie, szczególnie dla osób zaczynających ten sport. Nie obyło się oczywiście bez sobotniej imprezy, chrztu nowicjuszy i fantastycznej atmosfery. Zdecydowanie polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Centralny Kurs Autoratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|26 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne z cyklu szkoleń PZA w jakim miałam okazję uczestniczyć. Ćwiczenia rozpoczęły się w piątek na Suchym Połeciu (Góra Birów) od zaporęczowania stanowisk na dzień następny. W związku z tym, że dotarłam do Podzamcza dość późno, nie uczestniczyłam w tej zabawie, za to zdążyłam rozbić namiot przed deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zostaliśmy podzieleni na grupy i ćwiczyliśmy po kolei na pięciu różnych stanowiskach. Na pierwszym uczyliśmy się ratować poszkodowanego z trawersu oraz tyrolki. O ile to pierwsze nie sprawiło nikomu trudności, to już przy trawersie trzeba było ,,się naszarpać”. Kolejne stanowisko było powtórką z kursu podstawowego: ściąganie z przyrządów do zjazdu, z przyrządów do wchodzenia metodami croll w croll i przeciwwagi. Trzecie stanowisko podobało mi się najbardziej, zjazd z poszkodowanym przez przepinki i wyciąganie ofiary z ucha przepinki. To drugie niechcąco musiałam przećwiczyć przed demonstracją instruktora, kiedy wjechałam z moim poszkodowanym zbyt nisko w przepinkę. Na ostatnich dwóch stanowiskach ćwiczyliśmy wyciąganie poszkodowanego do góry, łącznie z przepinkami, metodami ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi. Drugiej metody nie zdążyłam już przećwiczyć z powodu końca zajęć, które i tak były przedłużone. Po wszystkim musieliśmy jeszcze zdeporęczować stanowiska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień ćwiczeń to akcje pozorowane w jaskiniach: Józefa, Rysiej, Szpatowców i na Świniuszce. Byłam w grupie idącej do jaskini Rysiej i już w sobotę wieczorem zostałam wyznaczona na pozoranta. Żeby akcje były jak najbardziej realne i aby wyeliminować jakąkolwiek pomoc ze strony poszkodowanych, to wszyscy pozoranci mieli mieć zasłonięte oczy w trakcie akcji. Na pocieszenie kierownik wyjścia pozwolił mi poręczować początek zjazdu do jaskini (wybranie najmniejszej osoby do tego zadania i tak było najlepszym pomysłem przy dość ciasnym zjeździe). Przy wchodzeniu na drugą poręczówkę ,,stałam się ofiarą” tzn. miałam zasłonięte oczy, a wszyscy uczestnicy dostali informację, że przestałam widzieć i mam uszkodzoną jedną rękę, co w sumie było bardziej moim zmartwieniem niż ratowników, ponieważ to ja nie mogłam jej używać do wymacywania ścian i chodzenia (z zasłoniętymi oczami!). Najpierw zostałam ściągnięta z liny, a później zaprowadzona pod studnię wlotową. Muszę przyznać, że było to dość zabawne, przez cały czas miałam przy sobie jakieś osoby, które mnie prowadziły i pomagały, choć mając sprawne nogi i jedną rękę, z instrukcjami i asekuracją musiałam się wspinać na prożki, przeciskać przez zaciski i robić zacieraczki. Wyciąganie do góry poszło bardzo sprawnie i szybko, choć moje rozmiary na pewno ułatwiły sprawę, większa osoba, nie widząc jak ma się ustawić mogła by się częściej klinować i nie była by tak łatwo wyciągnięta przez zacisk przy wejściu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazie instruktorzy szybko omówili zmagania obu dni, później szybko spakowaliśmy się w deszczu i wyjechaliśmy przed największą ulewą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Bardzkie - klubowy spływ kajakowy po Nysie Kłodzkiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadeusz i Barbara Szmatłoch, Tomasz i Joanna Jaworska, Michał Chowaniec, Marta Urbańczyk, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek, Karina, Paweł, Michał, Rafał i Wiktor Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec, Adam Mazur, Sara Wolny, Justyna Francik z Robertem, Henryk Tomanek z koleżanką (byli w niedzielę)|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny klubowy spływ kajakowy odbył się na górnym odcinku Nysy Kłodzkiej. W 2 dni spłynęliśmy tą rzeką od Młynowa przez Przełom Bardzki do Barda a dalej po biwaku w okolicy Suszki do zbiornika w Topoli gdzie przy moście skończyliśmy spływ. Rzeka o zmiennym charakterze w dolinie o stromych zboczach. Wiele bystrzyn i płycizn urozmaicających spływ. W Bardzie nawet kąpiel kilku kajakarzy w rzece. Zwiedzamy też po drodze starą sztolnię. Pierwszy dzień kończymy w deszczu. Lało całą noc aż do godzin dopołudniowych w niedzielę. Drugi etap znów po wartkim nurcie niemal do samej mety. Mimo niezbyt dobrej pogody wspaniała atmosfera w ekipie i świetne humory do końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu relacja foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNysa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt; Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|21 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano po wyjeździe kilku osób do domu nasza trójka postanawia wyjść jeszcze na szlak. Cel: Czerwone Wierchy. Trasa z Kir zielonym szlakiem na Cudakową Polanę, następnie Ścieżką nad Reglami na Miętusi Przysłop. Stamtąd niebieskim szlakiem(gdzie po drodze na przemian było słonecznie, pochmurnie, padał grad, śnieg lub deszcz.) na Małołączniak . Dalej czerwonym szlakiem na Krzesanicę i Ciemniak skąd schodzimy z powrotem na Ścieżkę nad Reglami czerwonym szlakiem i dalej do Kir zielonym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę 16.81 km pokonaliśmy w 6g:32m, przewyższenie 1222m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto (są tu też zdjęcia z akcji do Czarnej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Jaskinia Czarna Kurs - Partie Tehuby| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Aleksandra Rymarczyk, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajny wyjazd, dzięki :) Myślę, że gdyby ktoś postawił piwo Emilowi to w 10 min powstanie niezapomniany elaborat... a warto jednak, żeby jakaś dłuższa notka się tu znalazła ;) - obyło się bez piwa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza tatrzańska jaskinia odwiedzana w ramach kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek udaje nam się w miarę sprawnie i o dziwo bez opóźnienia wystartować z Bytomia. Wielki Asfaltus, bóstwo autostrad, jest dla nas łaskawy - pod Dolinę Kościeliską docieramy bez większych korków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka reorganizacja plecaków, wciągamy po kanapce i ruszamy w stronę jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nawet sprzyja: pomimo że początkowo nieco straszyło deszczem, udaje nam się w drodze załapać trochę słońca. Po godzinie mozolnego człapania Doliną docieramy na Polanę Niżnią Pisaną, skąd po wchłonięciu kolejnego szybkiego posiłku ruszamy bezpośrednio pod otwór jaskini. &lt;br /&gt;
Po 10-15 minutach wędrówki w miarę cywilizowanym szlakiem skręcamy w las i zaczynamy się wspinać zboczem w stronę Czarnej.&lt;br /&gt;
Około godzinne przeciskanie się pod górę pomiędzy drzewami pozwala nam na nowo zerknąć na temat kursu i zapewnień w stylu: „będzie fajnie” i  „fantastyczna przygoda”. Ogólnie przeprawa przez las daje szansę na zastanowienie się jak daleko mam do zawału; z czym wiąże się wylew w górach oraz czy to coś, co ruszało się w krzakach to przeżarty turysta, czy też będziemy zaraz uciekać przed niedźwiedziem. W międzyczasie udaje się także wymyślić kilka nowych przekleństw, w których główną rolę odgrywają drzewa, góry, pajęczyny oraz wsadzanie gór i wędrówek w miejsce, do którego promień słoneczny nie sięga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli docieramy pod otwór Czarnej, gdzie... po kolejny posiłku (czy my tam cały czas jemy?!) przebieramy się, by po chwili ruszyć w głąb jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakimś magicznym sposobem udaje się nikomu nie zabić, co jest szczególnie dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że praktycznie wszelkie poręczowania wykonywane były przez kursantów. Widocznie czujne oko Asi sprawiło, że nikt nie odważył się na jakieś większe błędy. &lt;br /&gt;
Do Studni Ewy docieramy z małym poślizgiem, wynikającym z nie do końca sensownego rozdzielenia worów i lin. Można było spokojnie urwać 10-15 minut czasu, które zostały zmarnowane na czekanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dotrzeć do celu i zaczynamy zwiedzać Partie Tehuby. Na pierwszy ogień idzie kierunek zachodni, skąd po dotarciu w okolice Labiryntu Wiatrów ruszamy na wschód, docierając pod Syfon Tehuby. Wyprawa odbywa się bez problemów. W trakcie jej trwania mamy okazję zaliczyć szybkie przypomnienie wiązania kilku podstawowych węzłów, znajdujemy salkę z McDonaldem oraz dla równowagi - nadziewamy się na speleokupę pozostawioną zapewne przez jakiegoś człowieka pierwotnego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy po około sześciu godzinach. W międzyczasie na powierzchni padał deszcz, co sprawia, że droga w dół zbocza dostarczyła nam wielu nowych doznań. Mamy  więc festiwal poślizgów, przyziemień oraz możliwość obserwacji jaki styl ślizgowy poszczególni uczestnicy wykorzystują podczas schodzenia w dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godzinne zejście do doliny Niżniej Pisanej kończy się szczęśliwie, kolejny posiłek pozwala nam zregenerować siły na powrót Doliną Kościeliską. Za Kirami spotykamy się jeszcze z kolejną grupą Klubowiczów wracających z wyprawy do Ptasiej. Po kilku minutach rozmowy i wykonaniu pamiątkowego zdjęcia, ruszamy do schroniska, skąd późną, wieczorową porą wychodzimy na poszukiwanie otwartego przybytku gastronomicznych rozkoszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, w godzinach porannych, czwórka z nas wraca do domu gnana obowiązkami, a reszta ekipy spędza jeszcze jeden dzień wędrując po Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W galerii Czarna-kurs dodane są zdjęcia Bogdana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Tadeusz Szmatłoch, Łukasz Pawlas, + 1 os. z klubu|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pesymistycznym prognozom, pogoda okazała się całkiem przyzwoita. Wszystko poszło sprawnie i szybko. W jaskini dotarliśmy do Starego Dna (-255) przez Salę Dantego i Studnię Taty. Od otworu wycof zjazdami (200 m) przez Próg Mułowy do Wielkiej Świstówki. W dolinie Kościeliskiej spotkaliśmy naszych klubowych kolegów i koleżanki wracających z jaskini Czarnej. Tego samego dnia wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''''Schemat zjazdu:''' od otworu jaskini Ptasiej trawersem trawiastą półką udajemy się do końca (na zachód). Z 2 ostatnich batinoksów zjazd (potrzeba 2 x 100 m liny) na dużą skalna platformę z charakterystyczną wnęką skalną (dobra osłona przed deszczem lub spadającymi kamieniami). Trochę poniżej po lewej orograficznie stronie znajdują się następne 2 batinoksy. Stąd zjazd po skosie orograficznie w lewo ok. 30 m na półkę z kolejnymi 2 batinoksami. Stąd już bezpośrednio do kotła ok. 60 m. Warto też mieć „łoki toki” do komunikacji w ścianie. Tu orientacyjny schemat:'' http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2FPtasia%2Fschemat%20zjazdu.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (Udało się odzyskać skasowane zdjęcia Tadka i dołączono do GALERII): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FPtasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Brennej czarnym a następnie zielonym szlakiem na Błatnią dalej żółtym przez Stołów, Trzy Kopce na Klimczok. Zejście czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę i zejście żółtym szlakiem do Brennej. Dystans 18km pokonane w 5h11min z drobnymi przerwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB- Jura/Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rowerowy weekend. Pierwszego dnia z pełną premedytacją błądzę na rowerze po łąkach, polach i lasach Podzamcza. Pięknie, letnio i zadziwiająco pusto. W niedzielę po wizycie w  Śląskim Centrum  Rehabilitacji  i  Prewencji,  robię trasę-Ustroń Zawodzie-Równica-Orłowa-Trzy Kopce Wiślane- powrót żółtym szlakiem do Wisły Centrum,a dalej trasą rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa stosunkowo kamienista na trasie Równica-Trzy Kopce Wiślane (na tyle, by skutecznie przekonała mnie wreszcie do zakupu rowerowych... spodenek :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Kozia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
Najdłuższa jak na razie z naszych &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;. Od samochodu do samochodu 11 godzin. Wejście do jaskini na podstawie odrębnego zezwolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem  RKG ,,Nocek” wystąpił jako partner Motoserca, czyli akcji zbiórki krwi prowadzonej przez klub motocyklowy Invaders z Rudy Śląskiej. Impreza miała miejsce na terenach przylegających do Aquadromu na Halembie. Początkowo planowaliśmy zbudować mały park linowy, jednak z powodu niedomówień z gospodarzem terenu musieliśmy powstrzymać wyobraźnię i zejść na ziemię (dosłownie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy na głównym placu odbywały się koncerty i pokazy (różne dziecięce zespoły, wystawa motocykli, starych samochodów itp.) oraz zbiórka krwi, na trawie nieopodal, w cieniu drzew działaliśmy my. Atrakcje jakie zafundował Nocek dzieciom można zobaczyć na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2Fmotoserce&amp;amp;startat=1 Zbudowaliśmy z Łukaszem i Olą, która dołączyła do nas później (całe szczęście, bo miała wenę do plątania lin), ogromną pajęczynę, pomiędzy którą dzieciaki musiały przechodzić i zbierać taśmy z karabinkami. Druga konkurencja była bardziej związana z działalnością jaskiniową – trzeba było wciągnąć wór jaskiniowy (ciężki wór jaskiniowy) parę metrów nad ziemię. Wszystkie dzieciaki radziły sobie wspaniale, podobało im się na tyle, że część z nich wracała parę razy. Ja jednak nadal czuję niedosyt związany z brakiem trudnych przepraw nadziemnych, jednak mądrzejsza o zaistniałą sytuację jestem pewna, że nadrobimy następnym razem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd  kanioningowy zrodził się oczywiście z zazdrości. Jako, że nie byliśmy wstanie wybrać się na profesjonalny wyjazd z Prezesem na czele postanowiliśmy zrobić wyjazd alternatywny. Wybieramy rejon położony miedzy Linz a Monachium, nad pięknym jeziorem Attersee. Niestety podobnie jak w Polsce również w Austrii w długi weekend  wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wiec mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca na kampingu. W pierwszym dniu robimy kanion Burggrabenklamm (v3, a3, III) który startuje ze szlaku, więc publiczność mieliśmy gwarantowaną. Kanion całkiem fajny, szczególnie efektowny 18 metrowy zjazd, końcowa część prowadzi pod komercyjną drogą  poprowadzoną na stalowych podestach nad dnem kanionu (sława, zachwyty publiczności itp.). Po tej rozgrzewce byliśmy gotowi na główny cel wyjazdu czyli kanion Jabron (v4,a4, III) , który okazuje się znacznie bardzie wymagający od poprzednika. Spotykamy w nim grupę przewodników, którzy sprawdzali pierwszy raz w sezonie stan całego kaniony przed rozpoczęciem sezonu z klientami, to się nazywa profesjonalne podejście. W Jabronie jest kilka ciekawych skoków, lecz większość z nich odpuściliśmy, za to mogliśmy podziwiać wyczyny jednego z przewodników, który zaprezentował nam np. 6 metrowy, ryzykowny (śliski start, duża odległość pozioma) skok z pełnym saltem !!!. W sobotę wybieramy kanion Strubklamm(v1,a3, III), który  najbardziej nas zaskoczył, od samego startu był nietypowy. Rozpoczynał się nie podejściem ale zejściem z zapory, ponadto pokonaliśmy go bez użycia liny za to trochę sobie popływaliśmy. Pokonanie kanionu zajęło nam około 2,5h z czego ponad godzinę trzeba było pływać!!! Najdłuższy odcinek do przepłynięcia miał 300m,nie pamiętam kiedy wcześniej  tyle przepłynąłem:) Kanion też obfitował w duża ilość fajnych skoków,  w tym jeden 8 metrowy. Muszę tu wspomnieć również o przepięknym wodospadzie, który spadał z jednej ze ścian prosto do kanionu. Dzięki odpowiedniemu usytuowaniu słońca mogliśmy podziwiać podwójną tęcze, która nieomal się zamykała. Niestety w tym dniu zapomnieliśmy zabrać aparatu ……Koniec kanionu ponownie nas zaskoczył, ponieważ niespodziewanie znaleźliśmy się na zatłoczonej plaży i znowu te zachwyty tłumu, autografy….W niedziele bardzo leniwie zbieramy się do drogi powrotnej, w trakcie której odwiedzamy sprawdzoną knajpę w Czechach z przepysznym jedzeniem np. kotlet nadziewany szynką …jak dla mnie mistrzostwo, szczególnie że od 4 dni nie jadłem mięsa:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, dłuższy wyjazd w ramach kursu. Do odwiedzenia cztery jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolska i Malinowska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów docieramy do schroniska. Skromny stan przedzawałowy i łza rozpaczy tocząca się po policzku w trakcie podejścia do schroniska, wyraźnie sygnalizują, że zaczyna się zabawa z przeprawą przez tereny, które nie mają wiele wspólnego z wygodnym, płaskim chodnikiem i budkami z kebabem rozstawionymi co kilkaset metrów.&lt;br /&gt;
Po zrzuceniu części bagażu do schroniska i  delikatnej redukcji zawartości plecaków ze sprzętem, ruszamy w stronę Trzech Kopców. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja. Docieramy pod Trzy Kopce bez większych niespodzianek. Żaden zwierz leśny ni gadzina pełzająca nie stają na naszej drodze. Mijamy jedynie kilka grupek turystów, sympatycznie pozdrawiających nas w drodze do jaskini. Jest gorąco…&lt;br /&gt;
Po szybkim posiłku wchłoniętym przed wejściem do Trzech Kopców, przebieramy się w wyjściowe ciuszki i kolejne wskakujemy do przyjemnie chłodnej dziury. &lt;br /&gt;
Trzy Kopce witają nas licznymi szczelinami, zawaliskami, oraz stadem odstających, twardych krawędzi idealnych do tego, by przypomnieć sobie o konieczności uważania na łokcie, kolana, czy inne wystające elementy organizmu. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini przebiega bez większych problemów: jest okazja do przeciśnięcia się przez kilka ciaśniejszych miejsc, znajdujemy lokalizację idealną do rozprostowania nóg w pozycji leżącej, dającą jednocześnie możliwość wygodnej obserwacji umordowanych osób wypełzających z dojścia do końcowych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Tradycyjne poszukiwania wyjścia przez kursantów kończą się fiaskiem. Na szczęście Buli orientuje się z grubsza którędy do góry, więc nie grozi nam śmierć głodowa. &lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu sporej części Trzech Kopców, gramolimy się na powierzchnię, gdzie wita nas deszcz przechodzący po chwili w burzę. Gdy myślimy, że nie może być gorzej, pojawia się grad. Na szczęście znajdujemy minimalne schronienie pod pobliskimi drzewami. &lt;br /&gt;
Kilkanaście minut (i kanapek) później ruszamy w stronę Dującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpogadza się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedaleko celu naszej podróży znów rzucamy się na szybki posiłek. Po kilkunastu minutach naciągnąwszy na grzbiety nieco wilgotne kombinezony, idziemy szukać wejścia. &lt;br /&gt;
Niewielki otwór z przerzuconą przezeń kłodą, nie zapowiada wrażeń, które czekają nas na dole. Kolejno wskakujemy w ciemność, uprzednio żegnając się z jakimś sympatycznym pytongiem górskim, który urządził sobie legowisko na kamieniu obok wejścia.&lt;br /&gt;
Dująca wyraźniej daje się nam we znaki. O ile jeszcze Smukła Szczelina w drodze na dół nie wydaje się wielkim wyzwaniem, tak posiadacze dłuższego organizmu, już na Ciągu Twardzieli mogą mieć problemy ze złamaniem swego cielska w taki sposób, by dostać się do dalszych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w przypadku Trzech Kopców, zwiedzamy Dującą bez większych niespodzianek. Problem pojawia się dopiero przy wyjściu, gdy to mój skromny organizm nijak nie daje rady przepchnąć się w górę przez Smukłą Szczelinę. Łukasz i Asia dzielnie ciągną mnie za fraki do góry, co przy jednoczesnym wypychaniu mnie od spodu przez Buliego sprawia, że jakimś sposobem udaje się mnie wypchnąć z otworu, z którym nijak nie jestem kompatybilny gabarytowo. &lt;br /&gt;
Wychodząc na powierzchnię, jesteśmy tradycyjnie witani… deszczem. Tym razem bez burzy i gradu. &lt;br /&gt;
Droga powrotna przebiega bez większych komplikacji. Nikomu nie udaje się poważniej zgubić, nikt nie zostaje pożarty przez zwierzynę leśną, bezpiecznie docieramy do schroniska, skąd po doprowadzeniu swoich powłok cielesnych do stanu, w którym nie powodujemy ataków paniki postronnych osób, ruszamy w stronę cywilizacji, by zjeść ciepłą kolację.&lt;br /&gt;
Jak się okazuje, znalezienie wieczorową porą otwartej knajpy w Szczyrku jest trudniejsze, niż znalezienie Dującej. Na szczęście udaje nam się trafić do miejsca, gdzie zostajemy nakarmieni i napojeni.&lt;br /&gt;
Kolacja kończy się pożegnaniem – opuszczają nas Bogdan, Asia i Łukasz, zmuszeni obowiązkami do powrotu. Reszta rusza w stronę schroniska, gdzie ku chwale Morfeusza zwala się na materace, chwile później pochrapując radośnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wciągnięciu solidnego śniadania, opuszczamy schronisko i przemieszczamy się w stronę Jaskini Salmopolskiej. Pogoda jak najbardziej sprzyja. Być może tym razem uda się nie zmoknąć…&lt;br /&gt;
Po przebyciu niedługiego odcinka drogi, prowadzącego od parkingu do okolic otworu wejściowego, wskakujemy w kombinezony, których stan jednoznacznie wskazuje na to, co przeszły poprzedniego dnia. Chwilę później kolejno zanurzamy się przyjemnie chłodną jaskinię. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie Salmopolskiej nie zabiera wiele czasu: sprawnie docieramy do północnej części jaskini, następnie po nawrocie kierujemy się ku studni końcowej. Tam czeka nas niespodzianka: nad studnią objawia się okienko prawdopodobnie prowadzące do dalszych partii, których nie mamy oznaczonych na mapie. Część z nas decyduje się na szybki rzut okiem w stronę otworu.&lt;br /&gt;
Chwilę później zawracamy, kierując się już w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;
Wydostajemy się na powierzchnię – szok. Nie pada! Mało tego – słońce świeci! Ruszamy raźno do ostatniej jaskini, którą mamy zamiar zwiedzić. Naszym celem jest Malinowska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów znajdujemy jaskinię. Przy pomocy znajdującej się w środku drabiny, kolejno schodzimy w dół.&lt;br /&gt;
Malinowska ze względu na swoje rozmiary, nie zabiera nam wiele czasu. Krótki podziemny przemarsz można w zasadzie potraktować bardziej jak niedzielny spacerek. Po zwiedzeniu całości jaskini wdrapujemy się na powierzchnię, gdzie w końcu można wyłączyć czołówki na dłuższy czas. &lt;br /&gt;
Idealnym zakończeniem weekendu jest postój na tradycyjnej szarlotce w miejscu, gdzie nie da się skończyć konsumpcji na jednym ciastku. Po wchłonięciu kalorii w ilości mogącej zasilić średniej wielkości miasteczko, pakujemy się do samochodów i ruszamy w stronę domów… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5526</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5526"/>
		<updated>2015-08-20T13:05:57Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA/WŁOCHY – wspinanie w Alpach i Dolomitach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Kasia(os. tow.) |31 07 - 16 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niezwykle udanym zeszłorocznym wyjeździe w Alpy Delfinatu postanawiamy pojechać tam znowu, lecz tym razem pod strony Ailefroide. Po długie podróży zatrzymujemy się na jednym z największych kampingów w Europie, na którym szczęśliwie udaje nam się znaleźć fajne miejsce na rozbicie namiotów. Ludzi jest naprawdę dużo, zdecydowanie najwięcej jest Francuzów, lecz Polaków niejednokrotnie  też udało nam się spotkać. Pogoda z początku rozpieszczała, więc bez większej napinki rozpoczynamy rozwspinanie od 300m drogi położonej o 15min z kampingu La snoopy direct (6b). Szczęśliwie Damian z Kasią znają francuski, dzięki czemu dowiedzieliśmy się o obrywie na Pic Sans Nome, który wyeliminował ze wspinania kilka polecanych dróg. Ponadto w biurze przewodników poinformowano nas o tym, że totalnie nie ma warunków w tym roku na drogach alpejskich, szkoda bo zamiast sprzętu zimowego mogliśmy zabrać sprzęt do kanioningu. Tak więc dojść drastycznie ograniczyła nam się ilość celów jakie sobie zaplanowaliśmy. W tak zwanym międzyczasie zwiedzamy okoliczne rejony sportowe w których niestety nie potrafiliśmy znaleźć miękkiej cyfry. Pierwszą i jak się okazało później ostatnią górską drogą jaką zrobiliśmy byłą 350m Ventre a Terre (6a) na Aiguille de Sialouze (3576m) . Startuje ona z wysokości około 3200 mnpm, więc musieliśmy jakimś cudem pokonać 1700m przewyższenia…. Ze względu na nasze bogate doświadczenie górskie i niezwykłą kondycję rezerwujemy sobie na to podejście cały dzień. Śpimy w pięknej bezludnej dolince z widokami na pobliskie lodowce. Ściana robi wrażenie…, droga na ,,papierze’’ wygląda na rozgrzewkową, lecz już na początku pokazuje, że lekko nie będzie. Droga startuje ze stromego śniegu co ze względu na brak raków troszkę przeciągnęło start w drogę (konieczność kopania stopni).  Mała ilość śniegu spowodowała, że już sam początek drogi jest trudny – w topo miejsce A0, lecz udało się je pokonać klasycznie. Powagę drogi zdecydowanie zwiększa lotna asekuracja. Po  4 lub 5 wyciągu na chwilę gubimy drogę, Damian montuje czuje stanowisko z gatunku lepiej nie obciążać. Po 15m trawersie bez przelotu udaje się nam znowu znaleźć się na właściwej drodze. Kolejne wyciągi oferowały wyśmienite wspinanie w sporej ekspozycji. Niestety nie odnaleźliśmy linii zjazdów, więc byliśmy zmuszeni na żmudne i ryzykowne zjazdy w linii drogi. Tego samego dnia docieramy na kamping jeszcze za dnia, choć w tej kwestii zdania są podzielone - ciemno jest wtedy kiedy musisz odpalić czołówkę W tym czasie dziewczyny ambitnie zwiedzają okoliczne szlaki i schroniska. We czwórkę robimy jeszcze ciekawą via ferratę, biegnącą nad malowniczą rzeką. Niestety prognozy na następne dni nie pozostawiają złudzeń – będzie padać …. decyzja o odwrocie zostaje podjęta wyjątkowo szybko. Szybkie sprawdzenie prognoz pogody i rejon wybrany – Dolomity. Przepak i droga zajmują nam właściwie cały dzień. Podróż po autostradach we Włoszech uświadamia nam, że nasza A4 wcale nie jest najdroższą i najbardziej rozkopaną autostradą w Europie. Zatrzymujemy się na kampingu w Cofosco, który jest czysto turystyczny i zatłoczony jak całe Dolomity. Pogoda idealna, więc szybko organizujemy topo i robimy na pierwszej turni Sella drogę Schobera i Kleisla (VI-) 180m. Wspinanie bardzo przyjemne poza kruchym pierwszym wyciągiem. Kolejnego dnia robimy drogę 300m drogę Gluck (VI) na drogiej turni Sella, która była znacznie bardziej ,,górska’’ od poprzedniej, przede wszystkim ze względu na kruszyznę i jakość asekuracji. Dziewczyny w tym czasie zdobywają swój pierwszy trzytysięcznik Piz Boe (3152m). Następnego dnia Damian z Kasią idą na via ferrate na Marmoladzie (ta wycieczka zasługuje na osobne omówienie:)), ja z Anią restujemy wspinając się w rejonie Capanna Bill, udaje się tam poprowadzić Amico fragile (7a+ OS). Wracając nie możemy ominąć sprawdzonej knajpy w Czechach, w której solidny obiad poprawia wszystkim humory pomimo nieubłaganego końca urlopu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA/SZWECJA - wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Adam Koniewicz (os. tow.) |26 07 - 12 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Polski do Norwegii jedziemy samochodem Heńka na wyspę Flø do miejscowości o tej samej nazwie (koniec drogi, &amp;quot;koniec świata&amp;quot;). Stamtąd Jeepem Adama (który tu mieszka i pracuje od 2 lat) przez Szwecję na północ. Po drodze niekończące się lasy i bagna tej części Szwecji a na biwakach roje komarów. Przez północną Finlandię (tundra) znów wjeżdżamy do Norwegii docierając na północny cypel Europy, przylądek Nordkapp (jest tu wysoki klif a samo miejsce komercyjnie zagospodarowane). Dalej pędzimy na południe na wyspy Lofoty. W okolicach Kalle wspinamy się trochę (2 jednowciągowe drogi do zapoznania z tutejszą skałą o znakomitym zresztą tarciu). Wychodzimy również na wieńczący ten rejon wyspy szczyt Vøgakallen (948). Droga na niego nie jest całkiem łatwa a start z poziomu morza. Atrakcją jest przejście po &amp;quot;kalenicy dachu&amp;quot; w dużej ekspozycji. Z Lofotów udajemy się promem do Bodø i dalej na południe gdzie w okolicach Molde wchodzimy do największej w tym rejonie kraju jaskini: Trollkrjeka. Jest nie komercyjna choć dostępna dla lepiej wyposażonych &amp;quot;grotołazów&amp;quot;. W tak krótkich czasie zrobiliśmy autami niemal 8000 km więc sporo czasu spędziliśmy w aucie. O tyle dobrze, że było chłodno a dni bez deszczu były zaledwie 3 (w przeciwieństwie do upałów w Polsce było całkiem rześko). W trakcie jazdy 9 przepraw promowych, setki wielokilometrowych tuneli (w tym kilka pod dnem fiordów), potężne mosty i oczywiście wspaniałe pejzaże. Termometr pokładowy zanotował skrajne temperatury od +5 st. do +27 (ale to była tylko chwila przed burzą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Do GALERII wrzuciłem dość sporo zdjęć (może lepiej oddają skandynawską rzeczywistość) więc jak się komuś chce to oglądać to tu:'' http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNorwegia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Obóz Kursowy|Mateusz Golicz, Agnieszka Lakwa, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn z Anią, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło,  Bogdan Posłuszny, Joanna Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki |05 - 09 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
DOJAZD [Łukasz]&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Środa godzina 17.00 wyjeżdżam z domu by po kolei zabrać Bogdana, Mateusza i Asię aby następnie kilka minut po godzinie 18.00 jechać już w stronę Zakopanego.&lt;br /&gt;
Trasa pomimo ulewy jaka zastała nas na autostradzie przebiega sprawnie i na Polanie Rogoźniczańskiej jesteśmy jeszcze sporo przed zmrokiem.&lt;br /&gt;
Wieczór mija na przygotowaniu sprzętu, rozmowach. Po kolacji udajemy się spać. W nocy dojeżdżają do nas Aga z Piotrem i Emilem.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
DZIEŃ I&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wstajemy z samego rana, po szybkim śniadaniu udajemy się do Kir aby jak najwcześniej być na szlaku. Nasz cel jaskinia Pod Wantą.&lt;br /&gt;
Wędrówka szlakiem przebiega sprawnie a na postojach poznajemy topografię tatr. Po dojściu na ostatnią prostą na niebieskim szlaku prowadzącym na Małołączniak wyciągamy opis dojścia i zaczynamy szukać otworu jaskini. Po ”jakimś” czasie udaje mi się go zlokalizować i doprowadzić do niego resztę.&lt;br /&gt;
Pod otworem szybko się szpejujemy i po chwili pierwsza osoba już poręczuje wlot. Do jaskini wchodzę jako ostatni. W bardzo szybkim czasie wszyscy stajemy na dnie jaskini zwiedzając wszystkie zakamarki najniższej salki. Po ustaleniu kolejności wyjścia przypada mi deporęczowanie lin do samej studni wlotowej gdzie zmienia mnie Aga i deporęczuje ostatni odcinek. Była to moja pierwsza okazja wyjścia z jaskini na samym końcu przez co czekając na dole Dzwonu na hasło „lina wolna” miałem okazję sprawdzić jak to jest z tą ciemnością w jaskini, która nie może się równać z żadną inną, którą znają ludzie nie związani z taternictwem. Niesamowite uczucie.&lt;br /&gt;
Po wyjściu wszystkich na powierzchnię przepakowujemy sprzęt, przebieramy się i po chwili jesteśmy gotowi do drogi.  Wracamy na polanę tą samą trasą.&lt;br /&gt;
GPS, którego przy sobie nosiłem wykazał, że przeszedłem w tym dniu 16km. Po powrocie na polanie spotykamy Łukasza oraz Ksawerego z dziewczyną, którzy przyjechali na szkolenie z pracownikiem TPN-u, które miało odbyć się w następnym dniu.&lt;br /&gt;
Po szybkim prysznicu, na który nie mogłem się doczekać spotykamy się na kolacji, po której udajemy się do namiotów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień II [Emil]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień naszego pobytu był poświęcony szkoleniu TPN. Skład wzmocniony nowoprzybyłymi Nockowiczami dziarsko ruszył samochodami w stronę Doliny Kościeliskiej, gdzie czekał już na nas pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jakimś magicznym sposobem, udało nam się spóźnić tylko kilka minut.&lt;br /&gt;
Szkolenie miało formę spaceru Doliną do Polany pisanej. W trakcie przemarszu mieliśmy okazję poznać historię Tatr – nie tylko tą geologiczną, ale także związaną z działalnością człowieka. Całość materiału uzupełniły informacje dotyczące flory i fauny, dzięki którym wiemy jakiego zielska użyć chcąc wykończyć Instruktora, oraz jak się zachować, gdy w krzaczku dopadnie człowieka niedźwiedź-sexturysta. &lt;br /&gt;
Robiąc mądre miny godne uczestników sympozjum neurochirurgicznego, chłonęliśmy wiedzę jak gąbka, wzbudzając podziw wśród przemieszczających się Doliną turystów. Nawet stado pędzącej w naszym kierunku rogacizny jakby potulniej spuściło łby, czując respekt przed przewalającą się naszych głowach wszechwiedzą.&lt;br /&gt;
Zależnie od ilości posiadanych zasobów siłowych, popołudnie spędziliśmy na leżeniu w cieniu, namiocie, lub nad rzeką. Jedynie Mateusz z Asią jako osoby którym nigdy dość, wyruszyli na zwiedzanie kolejnej dziury.  &lt;br /&gt;
Wieczorowa pora tradycyjnie minęła na przygotowaniu sprzętu do kolejnej wyprawy, oraz ustaleniu przebiegu samego zejścia do Wielkiej Litworowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Kanioningowe wagary w okolicach Tolmezzo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Dorota Raj, z innych klubów: Olo Dobrzański, Karolina Tkaczyk, Łukasz Wójcik, Asia Wójcik, Łukasz Pater, Marlena Pater, Karolina Meyer, Ewa Stańczuk, Ania Stańczuk|16 - 20 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze nikt nie zrobił opisu ani nie wrzucił zdjęć z Korsyki, film mam poskładany w 40% a już nadarzyła się okazja na kolejny wyjazd w kaniony. To mój drugi wyjazd  z ekipą V7A7. Wybraliśmy się w okolice Tolmezzo/Włochy pomimo tego że plany były na wyjad do Słowenii. Mieliśmy tylko 2 dni urlopu + weekend a udało się zrobić aż 6 kanionów.&lt;br /&gt;
Rio Negro, Rio Leale, Torrente Cosa, Rio Carlo Gasparini, Pichions + Vinadia, oraz Rio Brussine. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słowniczek dla niewtajemniczonych: &lt;br /&gt;
S-&amp;gt;Saut(skok) &lt;br /&gt;
T-&amp;gt;Toboggan(dupozjazd) &lt;br /&gt;
D-&amp;gt;Descent(zjazd na linie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczęliśmy w piątek z rana od Rio Brussine [z ciekawszych rzeczy ciasne S10 i D50] na który poszli nowicjusze z opieką, reszta mogła zająć się spożyciem :D. Kosztowało to szczególnie mnie bardzo złym samopoczuciem na drugim celu wyjazdu tego samego dnia czyli Rio Negro. Tutaj za bardzo nie pamiętam co się działo, były jakieś skoki, kanion wielki i bardzo fajny z tego co mówili inni, na koniec można zrobić 4m syfon i S10 z tamy (foto z galerii). W kolejne 2 dni padły Rio Leale i Torrent Cosa, oba świetne, szczególnie Cosa do którego zdecydowanie warto iść nawet jak się jest bez doświadczenia nawet jaskiniowego. Bezwzględnie trzeba iść w samo południe gdy przez wąską szczelinę idealnie pada słońce.W ostatni dzień w zmniejszonej już ekipie zrobiliśmy Rio Carlo Gasparaini i Pichions połączone z dolną częścią Viniadii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie udany wyjazd, no i kaniony :D a film się kiedyś poskłada...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galeri: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FTolmezzo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa - wyjazd kursowy|Mateusz Golicz, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|18-19 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Druga wyprawa w Tatry, odbywająca się w ramach Kursu.  Na celowniku Jaskinia Marmurowa i jej najniższe partie – Piaskownica. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygotowania do wymarszu rozpoczynają się już dzień wcześniej. Na Polanie Rogoźniczańskiej dzielimy sprzęt, dokładnie rozplanowując kolejność zejść poszczególnych członków ekipy.  Po uporaniu się z worami, rozpoczyna się krótkie szkolenie kartograficzne, oraz wykład o pszczółkach. W temacie  owadów – komary tego wieczora są łaskawe. Jedyną ofiarą jakichkolwiek pogryzień jest jedynie nasz prowiant, pochłaniany ze smakiem pod skąpanym w blasku zachodzącego słońca niebem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 5 rano wyskakujemy z namiotów, by po solidnym śniadaniu ruszyć z Doliny Kościeliskiej w stronę Jaskini Marmurowej. Pomimo obaw dotyczących pogody, ta wydaje się nam sprzyjać. Wykorzystując fakt, że burze najwyraźniej są zajęte zlewaniem innych części kraju, w ekspresowym tempie podążamy w stronę Czerwonych Wierchów. Z podejściem wiążą się dwa wielkie sukcesy: po pierwsze nikt nie dostał zawału, a po drugie – sprawniejsza część ekipy nie zanudziła się na śmierć podczas oczekiwania na dojście tych sprawnych inaczej. Ogólnie, niewiele brakowało, by podczas liczenia czasu dojścia do jaskini przydatniejszy od zegarka okazał się kalendarz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dojść w okolice otworu jaskini i nawet odnaleźć sam otwór. Sympatyczna paszcza ziejąca chłodem wygląda na tyle zachęcająco, że wszyscy ochoczo wyskakują ze spodni, chcąc jak najszybciej przyodziać swoje wyjściowe – jaskiniowe kreacje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga w dół przebiega prawie bez problemów. Z naciskiem na  „prawie”. Co prawda nikt nie traci życia, za to konieczne jest wprowadzenie kilku poprawek na wykonanym poręczowaniu. Szczęśliwie efekt końcowy jest na tyle stabilny, że w jak najbardziej kontrolowany sposób kierujemy się w stronę dna jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niewielką Piaskownicę osiągamy po około 2.5 godz. Pamiątkowa fotka, cukierek, ustalenie kolejności wyjścia i ruszamy w drogę powrotną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini wydaje się o wiele barwniejsze od zejścia. Mokre liny uroczo ciągną w dół, worki starają się stawać w poprzek każdego otworu, a przepchnięcie się przez zaciśnięty wykop nad Studnią Kandydata wydaje się niemożliwe. Na szczęście upór i niezwykle bogactwo językowe pozwalają na przebrnięcie przez problematyczną część jaskini. Dalsza droga w górę przebiega już bez większych zgrzytów i zaklinowań. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydostanie się z jaskini zajmuje nam w sumie około 3 godzin. Z radością witamy ciepłe powietrze i promienie słońca ogrzewające nasze wilgotne ciuchy. Solidny posiłek wzmacnia nas przed drogą powrotną, która przebiega o wiele sprawniej. W 2.5 godziny osiągamy Kiry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczęśliwi pakujemy się do samochodów, odwiedzając w drodze powrotnej sympatyczną Niewiastę handlującą pierwszej klasy przetworami z owczego cyca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tatry żegnają nas potężną burzą, którą obserwujemy z wnętrza suchego samochodu gnającego w stronę domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Dłubni na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|19 07 2015}}&lt;br /&gt;
Słoneczny a co gorsza upalny dzień wykorzystujemy na rowerową wycieczkę górnym odcinkiem doliny Dłubni (pn. dopływ Wisły w rejonie Jury krakowskiej). Malownicza dolina z czystą rzeczką urozmaicona gdzie nie gdzie skałkami, starymi budowlami, piękną przyrodą. Sam trakt też urozmaicony od asfaltu po wodne przeprawy. Nasza trasa wiodła pętlą od Glanowa do Imbramowic (ciekawy klasztor z XIII w.) następnie Wysocice i powrót przez Ulinę i wąwóz Orszyni do Glanowa. Generalnie ciekawy zakątek naszej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Włochy - Giro d`Italia|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|10-17 07 2015}}&lt;br /&gt;
Tygodniowe MTB w rekordowych upałach i cudowej scenerii gór, jezior i kilkumetrowych kwitnących oleandrów. Połowa wyjazdu w oklicach Riva del Garda, połowa w nieznanym mi dotąd rejonie Dolomitów-Alpe Di Siusi (Sudtirol).Dla orzeźwienia korzystamy z otaczających nas jezior- wygrywa bezkonkurencyjnie Lago di Tenno (lazurowa woda, 6 metrowe skoki, niewielu ludzi).Dla urozmaicenia znajdujemy też fajną via ferattę wiodącą na Cime Sat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - ćwiczenia z poręczowania na Bibliotece|instruktor: Tomek Jaworski, kursanci: Aga Lakwa, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek|12 07 2015}}&lt;br /&gt;
Niedzielny poranek. Chmurki wróżą pogodę, lekkie i świecące, (...) jako trzody owiec na murawie śpiące. &lt;br /&gt;
A my ruszamy z miejsca zbiórki ku Podlesicom, gdzie prężąc swą pierś stoi dumna Biblioteka. &lt;br /&gt;
Barbarzyńsko wczesna pora wyjazdu ma swoje plusy: nie ma zbyt dużego ruchu na drodze, więc szybko docieramy do celu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po solidnej powtórce węzłów, pod czujnym okiem Tomka wchodzimy na skały z których mamy schodzić przy użyciu najbardziej wyuzdanych, znanych nam technik poręczowania. Rozpoczyna się festiwal dyndania, sapania, oraz wypominania kto komu jak głęboko w co wsadzi za namówienie na udział w kursie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyblinki, ósemki i odciągi sieją się gęsto, tu i ówdzie motyl przeleci, liny trzeszczą, pot kapie, czasami łza przerażenia i bezsilności po policzku się potoczy, gdy przy łączeniu lin zamiast potrójnej ósemki wychodzi coś zbliżonego kształtem do dwóch pijanych, bijących się ośmiornic. &lt;br /&gt;
Szczęśliwie wszyscy zaliczają swój pakiet wejść i zejść bez większych strat na zdrowiu i psychice, więc zabieramy się jeszcze za tyrolkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda cały czas dopisuje. W zasadzie jest skwar jak diabli, na kaskach można robić jajka smażone, karki spiekają się w piękne wzorki od pasków mocujących nakrycia głowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem opuszczamy Organy, zaliczając u ich podnóża ponowne, krótkie szkolenie z tworzenia tyrolki. Nawet jest okazja, by każdy mógł spróbować własnoręcznego stworzenia maleńkiej, maciupeńkiej minityroleczki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym wieczorem rozjeżdżamy się do domów wbijając sobie do łba, by następnym razem nie zapomnieć kremu z filtrem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Magurska|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Lubomski (SKTJ), Daria, Gosia|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Załapałem&amp;quot; się na wyjście na zezwolenie naukowe Darii, która zamierza pobrać próbki wody z kilkunastu tatrzańskich jaskiń. W jaskini spędziliśmy ok. 4h. Dosyć tam błotniście, ale urokliwie i chwilami całkiem obszernie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna; Krakowskie Kominy |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Asia Przymus, jedna os. z klubu|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna pogoda. Przed otworem Śnieżnej spotkaliśmy wychodzącą ekipę z Łodzi. Potem sprawnie w dół do I Biwaku. W Krakowskich Kominach osiągamy Salę Śmiałka (- 130 względem otw. Śnieżnej). Ponieważ byliśmy pod presją czasu więc szybko pomykamy z powrotem najpierw w dół do Wodociągu a potem do wyjścia. Cała akcja zamyka się w 7,5 h. Jeszcze za dnia wracamy do auta. Może Asia napisze coś więcej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Sniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry: Szarpane Turnie - wspinanie |Damian Żmuda, Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,Ania K., Ania B.|03-05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis niebawem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy 12 dróg o trudnościach od IV do VI. Skały w cieniu porośniętego lasem wąwozu więc mimo upału było przyjemnie. Bardzo fajny rejon, mnóstwo obitych dróg w stylu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Ludzi nie wielu. Zakosztowaliśmy również trochę off-roadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Wodogrzmoty Mickiewicza - Warsztaty z autoratownictwa kanioningowego|&amp;lt;u&amp;gt;Majewicz Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W weekend odbyły się warsztaty z autoratownictwa kanioningowego. Niestety mogłem wziąć udział tylko w 2, praktycznym dniu szkolenia na Wodogrzmotach Mickiewicza. &amp;quot;Perła polskich kanionów&amp;quot; okazała się być bardzo przyjemna i ciekawa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podzieleni na 4 grupy pod patronatem TOPRu ćwiczyliśmy transport poszkodowanego przez &lt;br /&gt;
standardowe trudności spotykane w kanionach. Każda grupa miała wyznaczoną swoją część kanionu na transport, resztę pokonywaliśmy na sportowo. Niewysokie skoki, ciekawe tobogany i całkiem duży przepływ z cofkami i odwojami dał dużo radochy. Na moście naturalnie wywołaliśmy dużą sensację, a pod nim niczym rasowe żule obaliliśmy &amp;quot;bezalkoholowego&amp;quot; szampana z okazji 300-tnego kanionu Ola. Na koniec wparowaliśmy prosto do schroniska w dol.Roztoki w mokrych piankach na obiad. Miny ludzi bezcenne, tak samo jak gdy przebieraliśmy się w pianki przy WC Serwisach :D [lokowanie produktu]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - świetne szkolenie, szczególnie dla osób zaczynających ten sport. Nie obyło się oczywiście bez sobotniej imprezy, chrztu nowicjuszy i fantastycznej atmosfery. Zdecydowanie polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Centralny Kurs Autoratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|26 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne z cyklu szkoleń PZA w jakim miałam okazję uczestniczyć. Ćwiczenia rozpoczęły się w piątek na Suchym Połeciu (Góra Birów) od zaporęczowania stanowisk na dzień następny. W związku z tym, że dotarłam do Podzamcza dość późno, nie uczestniczyłam w tej zabawie, za to zdążyłam rozbić namiot przed deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zostaliśmy podzieleni na grupy i ćwiczyliśmy po kolei na pięciu różnych stanowiskach. Na pierwszym uczyliśmy się ratować poszkodowanego z trawersu oraz tyrolki. O ile to pierwsze nie sprawiło nikomu trudności, to już przy trawersie trzeba było ,,się naszarpać”. Kolejne stanowisko było powtórką z kursu podstawowego: ściąganie z przyrządów do zjazdu, z przyrządów do wchodzenia metodami croll w croll i przeciwwagi. Trzecie stanowisko podobało mi się najbardziej, zjazd z poszkodowanym przez przepinki i wyciąganie ofiary z ucha przepinki. To drugie niechcąco musiałam przećwiczyć przed demonstracją instruktora, kiedy wjechałam z moim poszkodowanym zbyt nisko w przepinkę. Na ostatnich dwóch stanowiskach ćwiczyliśmy wyciąganie poszkodowanego do góry, łącznie z przepinkami, metodami ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi. Drugiej metody nie zdążyłam już przećwiczyć z powodu końca zajęć, które i tak były przedłużone. Po wszystkim musieliśmy jeszcze zdeporęczować stanowiska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień ćwiczeń to akcje pozorowane w jaskiniach: Józefa, Rysiej, Szpatowców i na Świniuszce. Byłam w grupie idącej do jaskini Rysiej i już w sobotę wieczorem zostałam wyznaczona na pozoranta. Żeby akcje były jak najbardziej realne i aby wyeliminować jakąkolwiek pomoc ze strony poszkodowanych, to wszyscy pozoranci mieli mieć zasłonięte oczy w trakcie akcji. Na pocieszenie kierownik wyjścia pozwolił mi poręczować początek zjazdu do jaskini (wybranie najmniejszej osoby do tego zadania i tak było najlepszym pomysłem przy dość ciasnym zjeździe). Przy wchodzeniu na drugą poręczówkę ,,stałam się ofiarą” tzn. miałam zasłonięte oczy, a wszyscy uczestnicy dostali informację, że przestałam widzieć i mam uszkodzoną jedną rękę, co w sumie było bardziej moim zmartwieniem niż ratowników, ponieważ to ja nie mogłam jej używać do wymacywania ścian i chodzenia (z zasłoniętymi oczami!). Najpierw zostałam ściągnięta z liny, a później zaprowadzona pod studnię wlotową. Muszę przyznać, że było to dość zabawne, przez cały czas miałam przy sobie jakieś osoby, które mnie prowadziły i pomagały, choć mając sprawne nogi i jedną rękę, z instrukcjami i asekuracją musiałam się wspinać na prożki, przeciskać przez zaciski i robić zacieraczki. Wyciąganie do góry poszło bardzo sprawnie i szybko, choć moje rozmiary na pewno ułatwiły sprawę, większa osoba, nie widząc jak ma się ustawić mogła by się częściej klinować i nie była by tak łatwo wyciągnięta przez zacisk przy wejściu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazie instruktorzy szybko omówili zmagania obu dni, później szybko spakowaliśmy się w deszczu i wyjechaliśmy przed największą ulewą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Bardzkie - klubowy spływ kajakowy po Nysie Kłodzkiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadeusz i Barbara Szmatłoch, Tomasz i Joanna Jaworska, Michał Chowaniec, Marta Urbańczyk, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek, Karina, Paweł, Michał, Rafał i Wiktor Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec, Adam Mazur, Sara Wolny, Justyna Francik z Robertem, Henryk Tomanek z koleżanką (byli w niedzielę)|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny klubowy spływ kajakowy odbył się na górnym odcinku Nysy Kłodzkiej. W 2 dni spłynęliśmy tą rzeką od Młynowa przez Przełom Bardzki do Barda a dalej po biwaku w okolicy Suszki do zbiornika w Topoli gdzie przy moście skończyliśmy spływ. Rzeka o zmiennym charakterze w dolinie o stromych zboczach. Wiele bystrzyn i płycizn urozmaicających spływ. W Bardzie nawet kąpiel kilku kajakarzy w rzece. Zwiedzamy też po drodze starą sztolnię. Pierwszy dzień kończymy w deszczu. Lało całą noc aż do godzin dopołudniowych w niedzielę. Drugi etap znów po wartkim nurcie niemal do samej mety. Mimo niezbyt dobrej pogody wspaniała atmosfera w ekipie i świetne humory do końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu relacja foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNysa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt; Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|21 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano po wyjeździe kilku osób do domu nasza trójka postanawia wyjść jeszcze na szlak. Cel: Czerwone Wierchy. Trasa z Kir zielonym szlakiem na Cudakową Polanę, następnie Ścieżką nad Reglami na Miętusi Przysłop. Stamtąd niebieskim szlakiem(gdzie po drodze na przemian było słonecznie, pochmurnie, padał grad, śnieg lub deszcz.) na Małołączniak . Dalej czerwonym szlakiem na Krzesanicę i Ciemniak skąd schodzimy z powrotem na Ścieżkę nad Reglami czerwonym szlakiem i dalej do Kir zielonym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę 16.81 km pokonaliśmy w 6g:32m, przewyższenie 1222m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto (są tu też zdjęcia z akcji do Czarnej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Jaskinia Czarna Kurs - Partie Tehuby| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Aleksandra Rymarczyk, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajny wyjazd, dzięki :) Myślę, że gdyby ktoś postawił piwo Emilowi to w 10 min powstanie niezapomniany elaborat... a warto jednak, żeby jakaś dłuższa notka się tu znalazła ;) - obyło się bez piwa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza tatrzańska jaskinia odwiedzana w ramach kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek udaje nam się w miarę sprawnie i o dziwo bez opóźnienia wystartować z Bytomia. Wielki Asfaltus, bóstwo autostrad, jest dla nas łaskawy - pod Dolinę Kościeliską docieramy bez większych korków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka reorganizacja plecaków, wciągamy po kanapce i ruszamy w stronę jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nawet sprzyja: pomimo że początkowo nieco straszyło deszczem, udaje nam się w drodze załapać trochę słońca. Po godzinie mozolnego człapania Doliną docieramy na Polanę Niżnią Pisaną, skąd po wchłonięciu kolejnego szybkiego posiłku ruszamy bezpośrednio pod otwór jaskini. &lt;br /&gt;
Po 10-15 minutach wędrówki w miarę cywilizowanym szlakiem skręcamy w las i zaczynamy się wspinać zboczem w stronę Czarnej.&lt;br /&gt;
Około godzinne przeciskanie się pod górę pomiędzy drzewami pozwala nam na nowo zerknąć na temat kursu i zapewnień w stylu: „będzie fajnie” i  „fantastyczna przygoda”. Ogólnie przeprawa przez las daje szansę na zastanowienie się jak daleko mam do zawału; z czym wiąże się wylew w górach oraz czy to coś, co ruszało się w krzakach to przeżarty turysta, czy też będziemy zaraz uciekać przed niedźwiedziem. W międzyczasie udaje się także wymyślić kilka nowych przekleństw, w których główną rolę odgrywają drzewa, góry, pajęczyny oraz wsadzanie gór i wędrówek w miejsce, do którego promień słoneczny nie sięga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli docieramy pod otwór Czarnej, gdzie... po kolejny posiłku (czy my tam cały czas jemy?!) przebieramy się, by po chwili ruszyć w głąb jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakimś magicznym sposobem udaje się nikomu nie zabić, co jest szczególnie dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że praktycznie wszelkie poręczowania wykonywane były przez kursantów. Widocznie czujne oko Asi sprawiło, że nikt nie odważył się na jakieś większe błędy. &lt;br /&gt;
Do Studni Ewy docieramy z małym poślizgiem, wynikającym z nie do końca sensownego rozdzielenia worów i lin. Można było spokojnie urwać 10-15 minut czasu, które zostały zmarnowane na czekanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dotrzeć do celu i zaczynamy zwiedzać Partie Tehuby. Na pierwszy ogień idzie kierunek zachodni, skąd po dotarciu w okolice Labiryntu Wiatrów ruszamy na wschód, docierając pod Syfon Tehuby. Wyprawa odbywa się bez problemów. W trakcie jej trwania mamy okazję zaliczyć szybkie przypomnienie wiązania kilku podstawowych węzłów, znajdujemy salkę z McDonaldem oraz dla równowagi - nadziewamy się na speleokupę pozostawioną zapewne przez jakiegoś człowieka pierwotnego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy po około sześciu godzinach. W międzyczasie na powierzchni padał deszcz, co sprawia, że droga w dół zbocza dostarczyła nam wielu nowych doznań. Mamy  więc festiwal poślizgów, przyziemień oraz możliwość obserwacji jaki styl ślizgowy poszczególni uczestnicy wykorzystują podczas schodzenia w dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godzinne zejście do doliny Niżniej Pisanej kończy się szczęśliwie, kolejny posiłek pozwala nam zregenerować siły na powrót Doliną Kościeliską. Za Kirami spotykamy się jeszcze z kolejną grupą Klubowiczów wracających z wyprawy do Ptasiej. Po kilku minutach rozmowy i wykonaniu pamiątkowego zdjęcia, ruszamy do schroniska, skąd późną, wieczorową porą wychodzimy na poszukiwanie otwartego przybytku gastronomicznych rozkoszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, w godzinach porannych, czwórka z nas wraca do domu gnana obowiązkami, a reszta ekipy spędza jeszcze jeden dzień wędrując po Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W galerii Czarna-kurs dodane są zdjęcia Bogdana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Tadeusz Szmatłoch, Łukasz Pawlas, + 1 os. z klubu|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pesymistycznym prognozom, pogoda okazała się całkiem przyzwoita. Wszystko poszło sprawnie i szybko. W jaskini dotarliśmy do Starego Dna (-255) przez Salę Dantego i Studnię Taty. Od otworu wycof zjazdami (200 m) przez Próg Mułowy do Wielkiej Świstówki. W dolinie Kościeliskiej spotkaliśmy naszych klubowych kolegów i koleżanki wracających z jaskini Czarnej. Tego samego dnia wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''''Schemat zjazdu:''' od otworu jaskini Ptasiej trawersem trawiastą półką udajemy się do końca (na zachód). Z 2 ostatnich batinoksów zjazd (potrzeba 2 x 100 m liny) na dużą skalna platformę z charakterystyczną wnęką skalną (dobra osłona przed deszczem lub spadającymi kamieniami). Trochę poniżej po lewej orograficznie stronie znajdują się następne 2 batinoksy. Stąd zjazd po skosie orograficznie w lewo ok. 30 m na półkę z kolejnymi 2 batinoksami. Stąd już bezpośrednio do kotła ok. 60 m. Warto też mieć „łoki toki” do komunikacji w ścianie. Tu orientacyjny schemat:'' http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2FPtasia%2Fschemat%20zjazdu.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (Udało się odzyskać skasowane zdjęcia Tadka i dołączono do GALERII): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FPtasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Brennej czarnym a następnie zielonym szlakiem na Błatnią dalej żółtym przez Stołów, Trzy Kopce na Klimczok. Zejście czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę i zejście żółtym szlakiem do Brennej. Dystans 18km pokonane w 5h11min z drobnymi przerwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB- Jura/Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rowerowy weekend. Pierwszego dnia z pełną premedytacją błądzę na rowerze po łąkach, polach i lasach Podzamcza. Pięknie, letnio i zadziwiająco pusto. W niedzielę po wizycie w  Śląskim Centrum  Rehabilitacji  i  Prewencji,  robię trasę-Ustroń Zawodzie-Równica-Orłowa-Trzy Kopce Wiślane- powrót żółtym szlakiem do Wisły Centrum,a dalej trasą rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa stosunkowo kamienista na trasie Równica-Trzy Kopce Wiślane (na tyle, by skutecznie przekonała mnie wreszcie do zakupu rowerowych... spodenek :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Kozia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
Najdłuższa jak na razie z naszych &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;. Od samochodu do samochodu 11 godzin. Wejście do jaskini na podstawie odrębnego zezwolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem  RKG ,,Nocek” wystąpił jako partner Motoserca, czyli akcji zbiórki krwi prowadzonej przez klub motocyklowy Invaders z Rudy Śląskiej. Impreza miała miejsce na terenach przylegających do Aquadromu na Halembie. Początkowo planowaliśmy zbudować mały park linowy, jednak z powodu niedomówień z gospodarzem terenu musieliśmy powstrzymać wyobraźnię i zejść na ziemię (dosłownie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy na głównym placu odbywały się koncerty i pokazy (różne dziecięce zespoły, wystawa motocykli, starych samochodów itp.) oraz zbiórka krwi, na trawie nieopodal, w cieniu drzew działaliśmy my. Atrakcje jakie zafundował Nocek dzieciom można zobaczyć na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2Fmotoserce&amp;amp;startat=1 Zbudowaliśmy z Łukaszem i Olą, która dołączyła do nas później (całe szczęście, bo miała wenę do plątania lin), ogromną pajęczynę, pomiędzy którą dzieciaki musiały przechodzić i zbierać taśmy z karabinkami. Druga konkurencja była bardziej związana z działalnością jaskiniową – trzeba było wciągnąć wór jaskiniowy (ciężki wór jaskiniowy) parę metrów nad ziemię. Wszystkie dzieciaki radziły sobie wspaniale, podobało im się na tyle, że część z nich wracała parę razy. Ja jednak nadal czuję niedosyt związany z brakiem trudnych przepraw nadziemnych, jednak mądrzejsza o zaistniałą sytuację jestem pewna, że nadrobimy następnym razem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd  kanioningowy zrodził się oczywiście z zazdrości. Jako, że nie byliśmy wstanie wybrać się na profesjonalny wyjazd z Prezesem na czele postanowiliśmy zrobić wyjazd alternatywny. Wybieramy rejon położony miedzy Linz a Monachium, nad pięknym jeziorem Attersee. Niestety podobnie jak w Polsce również w Austrii w długi weekend  wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wiec mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca na kampingu. W pierwszym dniu robimy kanion Burggrabenklamm (v3, a3, III) który startuje ze szlaku, więc publiczność mieliśmy gwarantowaną. Kanion całkiem fajny, szczególnie efektowny 18 metrowy zjazd, końcowa część prowadzi pod komercyjną drogą  poprowadzoną na stalowych podestach nad dnem kanionu (sława, zachwyty publiczności itp.). Po tej rozgrzewce byliśmy gotowi na główny cel wyjazdu czyli kanion Jabron (v4,a4, III) , który okazuje się znacznie bardzie wymagający od poprzednika. Spotykamy w nim grupę przewodników, którzy sprawdzali pierwszy raz w sezonie stan całego kaniony przed rozpoczęciem sezonu z klientami, to się nazywa profesjonalne podejście. W Jabronie jest kilka ciekawych skoków, lecz większość z nich odpuściliśmy, za to mogliśmy podziwiać wyczyny jednego z przewodników, który zaprezentował nam np. 6 metrowy, ryzykowny (śliski start, duża odległość pozioma) skok z pełnym saltem !!!. W sobotę wybieramy kanion Strubklamm(v1,a3, III), który  najbardziej nas zaskoczył, od samego startu był nietypowy. Rozpoczynał się nie podejściem ale zejściem z zapory, ponadto pokonaliśmy go bez użycia liny za to trochę sobie popływaliśmy. Pokonanie kanionu zajęło nam około 2,5h z czego ponad godzinę trzeba było pływać!!! Najdłuższy odcinek do przepłynięcia miał 300m,nie pamiętam kiedy wcześniej  tyle przepłynąłem:) Kanion też obfitował w duża ilość fajnych skoków,  w tym jeden 8 metrowy. Muszę tu wspomnieć również o przepięknym wodospadzie, który spadał z jednej ze ścian prosto do kanionu. Dzięki odpowiedniemu usytuowaniu słońca mogliśmy podziwiać podwójną tęcze, która nieomal się zamykała. Niestety w tym dniu zapomnieliśmy zabrać aparatu ……Koniec kanionu ponownie nas zaskoczył, ponieważ niespodziewanie znaleźliśmy się na zatłoczonej plaży i znowu te zachwyty tłumu, autografy….W niedziele bardzo leniwie zbieramy się do drogi powrotnej, w trakcie której odwiedzamy sprawdzoną knajpę w Czechach z przepysznym jedzeniem np. kotlet nadziewany szynką …jak dla mnie mistrzostwo, szczególnie że od 4 dni nie jadłem mięsa:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, dłuższy wyjazd w ramach kursu. Do odwiedzenia cztery jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolska i Malinowska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów docieramy do schroniska. Skromny stan przedzawałowy i łza rozpaczy tocząca się po policzku w trakcie podejścia do schroniska, wyraźnie sygnalizują, że zaczyna się zabawa z przeprawą przez tereny, które nie mają wiele wspólnego z wygodnym, płaskim chodnikiem i budkami z kebabem rozstawionymi co kilkaset metrów.&lt;br /&gt;
Po zrzuceniu części bagażu do schroniska i  delikatnej redukcji zawartości plecaków ze sprzętem, ruszamy w stronę Trzech Kopców. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja. Docieramy pod Trzy Kopce bez większych niespodzianek. Żaden zwierz leśny ni gadzina pełzająca nie stają na naszej drodze. Mijamy jedynie kilka grupek turystów, sympatycznie pozdrawiających nas w drodze do jaskini. Jest gorąco…&lt;br /&gt;
Po szybkim posiłku wchłoniętym przed wejściem do Trzech Kopców, przebieramy się w wyjściowe ciuszki i kolejne wskakujemy do przyjemnie chłodnej dziury. &lt;br /&gt;
Trzy Kopce witają nas licznymi szczelinami, zawaliskami, oraz stadem odstających, twardych krawędzi idealnych do tego, by przypomnieć sobie o konieczności uważania na łokcie, kolana, czy inne wystające elementy organizmu. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini przebiega bez większych problemów: jest okazja do przeciśnięcia się przez kilka ciaśniejszych miejsc, znajdujemy lokalizację idealną do rozprostowania nóg w pozycji leżącej, dającą jednocześnie możliwość wygodnej obserwacji umordowanych osób wypełzających z dojścia do końcowych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Tradycyjne poszukiwania wyjścia przez kursantów kończą się fiaskiem. Na szczęście Buli orientuje się z grubsza którędy do góry, więc nie grozi nam śmierć głodowa. &lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu sporej części Trzech Kopców, gramolimy się na powierzchnię, gdzie wita nas deszcz przechodzący po chwili w burzę. Gdy myślimy, że nie może być gorzej, pojawia się grad. Na szczęście znajdujemy minimalne schronienie pod pobliskimi drzewami. &lt;br /&gt;
Kilkanaście minut (i kanapek) później ruszamy w stronę Dującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpogadza się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedaleko celu naszej podróży znów rzucamy się na szybki posiłek. Po kilkunastu minutach naciągnąwszy na grzbiety nieco wilgotne kombinezony, idziemy szukać wejścia. &lt;br /&gt;
Niewielki otwór z przerzuconą przezeń kłodą, nie zapowiada wrażeń, które czekają nas na dole. Kolejno wskakujemy w ciemność, uprzednio żegnając się z jakimś sympatycznym pytongiem górskim, który urządził sobie legowisko na kamieniu obok wejścia.&lt;br /&gt;
Dująca wyraźniej daje się nam we znaki. O ile jeszcze Smukła Szczelina w drodze na dół nie wydaje się wielkim wyzwaniem, tak posiadacze dłuższego organizmu, już na Ciągu Twardzieli mogą mieć problemy ze złamaniem swego cielska w taki sposób, by dostać się do dalszych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w przypadku Trzech Kopców, zwiedzamy Dującą bez większych niespodzianek. Problem pojawia się dopiero przy wyjściu, gdy to mój skromny organizm nijak nie daje rady przepchnąć się w górę przez Smukłą Szczelinę. Łukasz i Asia dzielnie ciągną mnie za fraki do góry, co przy jednoczesnym wypychaniu mnie od spodu przez Buliego sprawia, że jakimś sposobem udaje się mnie wypchnąć z otworu, z którym nijak nie jestem kompatybilny gabarytowo. &lt;br /&gt;
Wychodząc na powierzchnię, jesteśmy tradycyjnie witani… deszczem. Tym razem bez burzy i gradu. &lt;br /&gt;
Droga powrotna przebiega bez większych komplikacji. Nikomu nie udaje się poważniej zgubić, nikt nie zostaje pożarty przez zwierzynę leśną, bezpiecznie docieramy do schroniska, skąd po doprowadzeniu swoich powłok cielesnych do stanu, w którym nie powodujemy ataków paniki postronnych osób, ruszamy w stronę cywilizacji, by zjeść ciepłą kolację.&lt;br /&gt;
Jak się okazuje, znalezienie wieczorową porą otwartej knajpy w Szczyrku jest trudniejsze, niż znalezienie Dującej. Na szczęście udaje nam się trafić do miejsca, gdzie zostajemy nakarmieni i napojeni.&lt;br /&gt;
Kolacja kończy się pożegnaniem – opuszczają nas Bogdan, Asia i Łukasz, zmuszeni obowiązkami do powrotu. Reszta rusza w stronę schroniska, gdzie ku chwale Morfeusza zwala się na materace, chwile później pochrapując radośnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wciągnięciu solidnego śniadania, opuszczamy schronisko i przemieszczamy się w stronę Jaskini Salmopolskiej. Pogoda jak najbardziej sprzyja. Być może tym razem uda się nie zmoknąć…&lt;br /&gt;
Po przebyciu niedługiego odcinka drogi, prowadzącego od parkingu do okolic otworu wejściowego, wskakujemy w kombinezony, których stan jednoznacznie wskazuje na to, co przeszły poprzedniego dnia. Chwilę później kolejno zanurzamy się przyjemnie chłodną jaskinię. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie Salmopolskiej nie zabiera wiele czasu: sprawnie docieramy do północnej części jaskini, następnie po nawrocie kierujemy się ku studni końcowej. Tam czeka nas niespodzianka: nad studnią objawia się okienko prawdopodobnie prowadzące do dalszych partii, których nie mamy oznaczonych na mapie. Część z nas decyduje się na szybki rzut okiem w stronę otworu.&lt;br /&gt;
Chwilę później zawracamy, kierując się już w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;
Wydostajemy się na powierzchnię – szok. Nie pada! Mało tego – słońce świeci! Ruszamy raźno do ostatniej jaskini, którą mamy zamiar zwiedzić. Naszym celem jest Malinowska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów znajdujemy jaskinię. Przy pomocy znajdującej się w środku drabiny, kolejno schodzimy w dół.&lt;br /&gt;
Malinowska ze względu na swoje rozmiary, nie zabiera nam wiele czasu. Krótki podziemny przemarsz można w zasadzie potraktować bardziej jak niedzielny spacerek. Po zwiedzeniu całości jaskini wdrapujemy się na powierzchnię, gdzie w końcu można wyłączyć czołówki na dłuższy czas. &lt;br /&gt;
Idealnym zakończeniem weekendu jest postój na tradycyjnej szarlotce w miejscu, gdzie nie da się skończyć konsumpcji na jednym ciastku. Po wchłonięciu kalorii w ilości mogącej zasilić średniej wielkości miasteczko, pakujemy się do samochodów i ruszamy w stronę domów… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5525</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5525"/>
		<updated>2015-08-20T13:05:06Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA/WŁOCHY – wspinanie w Alpach i Dolomitach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Kasia(os. tow.) |31 07 - 16 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niezwykle udanym zeszłorocznym wyjeździe w Alpy Delfinatu postanawiamy pojechać tam znowu, lecz tym razem pod strony Ailefroide. Po długie podróży zatrzymujemy się na jednym z największych kampingów w Europie, na którym szczęśliwie udaje nam się znaleźć fajne miejsce na rozbicie namiotów. Ludzi jest naprawdę dużo, zdecydowanie najwięcej jest Francuzów, lecz Polaków niejednokrotnie  też udało nam się spotkać. Pogoda z początku rozpieszczała, więc bez większej napinki rozpoczynamy rozwspinanie od 300m drogi położonej o 15min drogi z kampingu La snoopy direct (6b). Szczęśliwie Damian z Kasią znają francuski, dzięki czemu dowiedzieliśmy się o obrywie na Pic Sans Nome, który wyeliminował ze wspinania kilka polecanych dróg. Ponadto w biurze przewodników poinformowano nas o tym, że totalnie nie ma warunków w tym roku na drogach alpejskich, szkoda bo zamiast sprzętu zimowego mogliśmy zabrać sprzęt do kanioningu. Tak więc dojść drastycznie ograniczyła nam się ilość celów jakie sobie zaplanowaliśmy. W tak zwanym międzyczasie zwiedzamy okoliczne rejony sportowe w których niestety nie potrafiliśmy znaleźć miękkiej cyfry. Pierwszą i jak się okazało później ostatnią górską drogą jaką zrobiliśmy byłą 350m Ventre a Terre (6a) na Aiguille de Sialouze (3576m) . Startuje ona z wysokości około 3200 mnpm, więc musieliśmy jakimś cudem pokonać 1700m przewyższenia…. Ze względu na nasze bogate doświadczenie górskie i niezwykłą kondycję rezerwujemy sobie na to podejście cały dzień. Śpimy w pięknej bezludnej dolince z widokami na pobliskie lodowce. Ściana robi wrażenie…, droga na ,,papierze’’ wygląda na rozgrzewkową, lecz już na początku pokazuje, że lekko nie będzie. Droga startuje ze stromego śniegu co ze względu na brak raków troszkę przeciągnęło start w drogę (konieczność kopania stopni).  Mała ilość śniegu spowodowała, że już sam początek drogi jest trudny – w topo miejsce A0, lecz udało się je pokonać klasycznie. Powagę drogi zdecydowanie zwiększa lotna asekuracja. Po  4 lub 5 wyciągu na chwilę gubimy drogę, Damian montuje czuje stanowisko z gatunku lepiej nie obciążać. Po 15m trawersie bez przelotu udaje się nam znowu znaleźć się na właściwej drodze. Kolejne wyciągi oferowały wyśmienite wspinanie w sporej ekspozycji. Niestety nie odnaleźliśmy linii zjazdów, więc byliśmy zmuszeni na żmudne i ryzykowne zjazdy w linii drogi. Tego samego dnia docieramy na kamping jeszcze za dnia, choć w tej kwestii zdania są podzielone - ciemno jest wtedy kiedy musisz odpalić czołówkę W tym czasie dziewczyny ambitnie zwiedzają okoliczne szlaki i schroniska. We czwórkę robimy jeszcze ciekawą via ferratę, biegnącą nad malowniczą rzeką. Niestety prognozy na następne dni nie pozostawiają złudzeń – będzie padać …. decyzja o odwrocie zostaje podjęta wyjątkowo szybko. Szybkie sprawdzenie prognoz pogody i rejon wybrany – Dolomity. Przepak i droga zajmują nam właściwie cały dzień. Podróż po autostradach we Włoszech uświadamia nam, że nasza A4 wcale nie jest najdroższą i najbardziej rozkopaną autostradą w Europie. Zatrzymujemy się na kampingu w Cofosco, który jest czysto turystyczny i zatłoczony jak całe Dolomity. Pogoda idealna, więc szybko organizujemy topo i robimy na pierwszej turni Sella drogę Schobera i Kleisla (VI-) 180m. Wspinanie bardzo przyjemne poza kruchym pierwszym wyciągiem. Kolejnego dnia robimy drogę 300m drogę Gluck (VI) na drogiej turni Sella, która była znacznie bardziej ,,górska’’ od poprzedniej, przede wszystkim ze względu na kruszyznę i jakość asekuracji. Dziewczyny w tym czasie zdobywają swój pierwszy trzytysięcznik Piz Boe (3152m). Następnego dnia Damian z Kasią idą na via ferrate na Marmoladzie (ta wycieczka zasługuje na osobne omówienie:)), ja z Anią restujemy wspinając się w rejonie Capanna Bill, udaje się tam poprowadzić Amico fragile (7a+ OS). Wracając nie możemy ominąć sprawdzonej knajpy w Czechach, w której solidny obiad poprawia wszystkim humory pomimo nieubłaganego końca urlopu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA/SZWECJA - wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Adam Koniewicz (os. tow.) |26 07 - 12 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Polski do Norwegii jedziemy samochodem Heńka na wyspę Flø do miejscowości o tej samej nazwie (koniec drogi, &amp;quot;koniec świata&amp;quot;). Stamtąd Jeepem Adama (który tu mieszka i pracuje od 2 lat) przez Szwecję na północ. Po drodze niekończące się lasy i bagna tej części Szwecji a na biwakach roje komarów. Przez północną Finlandię (tundra) znów wjeżdżamy do Norwegii docierając na północny cypel Europy, przylądek Nordkapp (jest tu wysoki klif a samo miejsce komercyjnie zagospodarowane). Dalej pędzimy na południe na wyspy Lofoty. W okolicach Kalle wspinamy się trochę (2 jednowciągowe drogi do zapoznania z tutejszą skałą o znakomitym zresztą tarciu). Wychodzimy również na wieńczący ten rejon wyspy szczyt Vøgakallen (948). Droga na niego nie jest całkiem łatwa a start z poziomu morza. Atrakcją jest przejście po &amp;quot;kalenicy dachu&amp;quot; w dużej ekspozycji. Z Lofotów udajemy się promem do Bodø i dalej na południe gdzie w okolicach Molde wchodzimy do największej w tym rejonie kraju jaskini: Trollkrjeka. Jest nie komercyjna choć dostępna dla lepiej wyposażonych &amp;quot;grotołazów&amp;quot;. W tak krótkich czasie zrobiliśmy autami niemal 8000 km więc sporo czasu spędziliśmy w aucie. O tyle dobrze, że było chłodno a dni bez deszczu były zaledwie 3 (w przeciwieństwie do upałów w Polsce było całkiem rześko). W trakcie jazdy 9 przepraw promowych, setki wielokilometrowych tuneli (w tym kilka pod dnem fiordów), potężne mosty i oczywiście wspaniałe pejzaże. Termometr pokładowy zanotował skrajne temperatury od +5 st. do +27 (ale to była tylko chwila przed burzą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Do GALERII wrzuciłem dość sporo zdjęć (może lepiej oddają skandynawską rzeczywistość) więc jak się komuś chce to oglądać to tu:'' http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNorwegia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Obóz Kursowy|Mateusz Golicz, Agnieszka Lakwa, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn z Anią, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło,  Bogdan Posłuszny, Joanna Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki |05 - 09 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
DOJAZD [Łukasz]&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Środa godzina 17.00 wyjeżdżam z domu by po kolei zabrać Bogdana, Mateusza i Asię aby następnie kilka minut po godzinie 18.00 jechać już w stronę Zakopanego.&lt;br /&gt;
Trasa pomimo ulewy jaka zastała nas na autostradzie przebiega sprawnie i na Polanie Rogoźniczańskiej jesteśmy jeszcze sporo przed zmrokiem.&lt;br /&gt;
Wieczór mija na przygotowaniu sprzętu, rozmowach. Po kolacji udajemy się spać. W nocy dojeżdżają do nas Aga z Piotrem i Emilem.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
DZIEŃ I&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wstajemy z samego rana, po szybkim śniadaniu udajemy się do Kir aby jak najwcześniej być na szlaku. Nasz cel jaskinia Pod Wantą.&lt;br /&gt;
Wędrówka szlakiem przebiega sprawnie a na postojach poznajemy topografię tatr. Po dojściu na ostatnią prostą na niebieskim szlaku prowadzącym na Małołączniak wyciągamy opis dojścia i zaczynamy szukać otworu jaskini. Po ”jakimś” czasie udaje mi się go zlokalizować i doprowadzić do niego resztę.&lt;br /&gt;
Pod otworem szybko się szpejujemy i po chwili pierwsza osoba już poręczuje wlot. Do jaskini wchodzę jako ostatni. W bardzo szybkim czasie wszyscy stajemy na dnie jaskini zwiedzając wszystkie zakamarki najniższej salki. Po ustaleniu kolejności wyjścia przypada mi deporęczowanie lin do samej studni wlotowej gdzie zmienia mnie Aga i deporęczuje ostatni odcinek. Była to moja pierwsza okazja wyjścia z jaskini na samym końcu przez co czekając na dole Dzwonu na hasło „lina wolna” miałem okazję sprawdzić jak to jest z tą ciemnością w jaskini, która nie może się równać z żadną inną, którą znają ludzie nie związani z taternictwem. Niesamowite uczucie.&lt;br /&gt;
Po wyjściu wszystkich na powierzchnię przepakowujemy sprzęt, przebieramy się i po chwili jesteśmy gotowi do drogi.  Wracamy na polanę tą samą trasą.&lt;br /&gt;
GPS, którego przy sobie nosiłem wykazał, że przeszedłem w tym dniu 16km. Po powrocie na polanie spotykamy Łukasza oraz Ksawerego z dziewczyną, którzy przyjechali na szkolenie z pracownikiem TPN-u, które miało odbyć się w następnym dniu.&lt;br /&gt;
Po szybkim prysznicu, na który nie mogłem się doczekać spotykamy się na kolacji, po której udajemy się do namiotów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień II [Emil]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień naszego pobytu był poświęcony szkoleniu TPN. Skład wzmocniony nowoprzybyłymi Nockowiczami dziarsko ruszył samochodami w stronę Doliny Kościeliskiej, gdzie czekał już na nas pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jakimś magicznym sposobem, udało nam się spóźnić tylko kilka minut.&lt;br /&gt;
Szkolenie miało formę spaceru Doliną do Polany pisanej. W trakcie przemarszu mieliśmy okazję poznać historię Tatr – nie tylko tą geologiczną, ale także związaną z działalnością człowieka. Całość materiału uzupełniły informacje dotyczące flory i fauny, dzięki którym wiemy jakiego zielska użyć chcąc wykończyć Instruktora, oraz jak się zachować, gdy w krzaczku dopadnie człowieka niedźwiedź-sexturysta. &lt;br /&gt;
Robiąc mądre miny godne uczestników sympozjum neurochirurgicznego, chłonęliśmy wiedzę jak gąbka, wzbudzając podziw wśród przemieszczających się Doliną turystów. Nawet stado pędzącej w naszym kierunku rogacizny jakby potulniej spuściło łby, czując respekt przed przewalającą się naszych głowach wszechwiedzą.&lt;br /&gt;
Zależnie od ilości posiadanych zasobów siłowych, popołudnie spędziliśmy na leżeniu w cieniu, namiocie, lub nad rzeką. Jedynie Mateusz z Asią jako osoby którym nigdy dość, wyruszyli na zwiedzanie kolejnej dziury.  &lt;br /&gt;
Wieczorowa pora tradycyjnie minęła na przygotowaniu sprzętu do kolejnej wyprawy, oraz ustaleniu przebiegu samego zejścia do Wielkiej Litworowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Kanioningowe wagary w okolicach Tolmezzo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Dorota Raj, z innych klubów: Olo Dobrzański, Karolina Tkaczyk, Łukasz Wójcik, Asia Wójcik, Łukasz Pater, Marlena Pater, Karolina Meyer, Ewa Stańczuk, Ania Stańczuk|16 - 20 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze nikt nie zrobił opisu ani nie wrzucił zdjęć z Korsyki, film mam poskładany w 40% a już nadarzyła się okazja na kolejny wyjazd w kaniony. To mój drugi wyjazd  z ekipą V7A7. Wybraliśmy się w okolice Tolmezzo/Włochy pomimo tego że plany były na wyjad do Słowenii. Mieliśmy tylko 2 dni urlopu + weekend a udało się zrobić aż 6 kanionów.&lt;br /&gt;
Rio Negro, Rio Leale, Torrente Cosa, Rio Carlo Gasparini, Pichions + Vinadia, oraz Rio Brussine. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słowniczek dla niewtajemniczonych: &lt;br /&gt;
S-&amp;gt;Saut(skok) &lt;br /&gt;
T-&amp;gt;Toboggan(dupozjazd) &lt;br /&gt;
D-&amp;gt;Descent(zjazd na linie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczęliśmy w piątek z rana od Rio Brussine [z ciekawszych rzeczy ciasne S10 i D50] na który poszli nowicjusze z opieką, reszta mogła zająć się spożyciem :D. Kosztowało to szczególnie mnie bardzo złym samopoczuciem na drugim celu wyjazdu tego samego dnia czyli Rio Negro. Tutaj za bardzo nie pamiętam co się działo, były jakieś skoki, kanion wielki i bardzo fajny z tego co mówili inni, na koniec można zrobić 4m syfon i S10 z tamy (foto z galerii). W kolejne 2 dni padły Rio Leale i Torrent Cosa, oba świetne, szczególnie Cosa do którego zdecydowanie warto iść nawet jak się jest bez doświadczenia nawet jaskiniowego. Bezwzględnie trzeba iść w samo południe gdy przez wąską szczelinę idealnie pada słońce.W ostatni dzień w zmniejszonej już ekipie zrobiliśmy Rio Carlo Gasparaini i Pichions połączone z dolną częścią Viniadii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie udany wyjazd, no i kaniony :D a film się kiedyś poskłada...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galeri: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FTolmezzo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa - wyjazd kursowy|Mateusz Golicz, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|18-19 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Druga wyprawa w Tatry, odbywająca się w ramach Kursu.  Na celowniku Jaskinia Marmurowa i jej najniższe partie – Piaskownica. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygotowania do wymarszu rozpoczynają się już dzień wcześniej. Na Polanie Rogoźniczańskiej dzielimy sprzęt, dokładnie rozplanowując kolejność zejść poszczególnych członków ekipy.  Po uporaniu się z worami, rozpoczyna się krótkie szkolenie kartograficzne, oraz wykład o pszczółkach. W temacie  owadów – komary tego wieczora są łaskawe. Jedyną ofiarą jakichkolwiek pogryzień jest jedynie nasz prowiant, pochłaniany ze smakiem pod skąpanym w blasku zachodzącego słońca niebem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 5 rano wyskakujemy z namiotów, by po solidnym śniadaniu ruszyć z Doliny Kościeliskiej w stronę Jaskini Marmurowej. Pomimo obaw dotyczących pogody, ta wydaje się nam sprzyjać. Wykorzystując fakt, że burze najwyraźniej są zajęte zlewaniem innych części kraju, w ekspresowym tempie podążamy w stronę Czerwonych Wierchów. Z podejściem wiążą się dwa wielkie sukcesy: po pierwsze nikt nie dostał zawału, a po drugie – sprawniejsza część ekipy nie zanudziła się na śmierć podczas oczekiwania na dojście tych sprawnych inaczej. Ogólnie, niewiele brakowało, by podczas liczenia czasu dojścia do jaskini przydatniejszy od zegarka okazał się kalendarz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dojść w okolice otworu jaskini i nawet odnaleźć sam otwór. Sympatyczna paszcza ziejąca chłodem wygląda na tyle zachęcająco, że wszyscy ochoczo wyskakują ze spodni, chcąc jak najszybciej przyodziać swoje wyjściowe – jaskiniowe kreacje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga w dół przebiega prawie bez problemów. Z naciskiem na  „prawie”. Co prawda nikt nie traci życia, za to konieczne jest wprowadzenie kilku poprawek na wykonanym poręczowaniu. Szczęśliwie efekt końcowy jest na tyle stabilny, że w jak najbardziej kontrolowany sposób kierujemy się w stronę dna jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niewielką Piaskownicę osiągamy po około 2.5 godz. Pamiątkowa fotka, cukierek, ustalenie kolejności wyjścia i ruszamy w drogę powrotną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini wydaje się o wiele barwniejsze od zejścia. Mokre liny uroczo ciągną w dół, worki starają się stawać w poprzek każdego otworu, a przepchnięcie się przez zaciśnięty wykop nad Studnią Kandydata wydaje się niemożliwe. Na szczęście upór i niezwykle bogactwo językowe pozwalają na przebrnięcie przez problematyczną część jaskini. Dalsza droga w górę przebiega już bez większych zgrzytów i zaklinowań. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydostanie się z jaskini zajmuje nam w sumie około 3 godzin. Z radością witamy ciepłe powietrze i promienie słońca ogrzewające nasze wilgotne ciuchy. Solidny posiłek wzmacnia nas przed drogą powrotną, która przebiega o wiele sprawniej. W 2.5 godziny osiągamy Kiry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczęśliwi pakujemy się do samochodów, odwiedzając w drodze powrotnej sympatyczną Niewiastę handlującą pierwszej klasy przetworami z owczego cyca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tatry żegnają nas potężną burzą, którą obserwujemy z wnętrza suchego samochodu gnającego w stronę domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Dłubni na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|19 07 2015}}&lt;br /&gt;
Słoneczny a co gorsza upalny dzień wykorzystujemy na rowerową wycieczkę górnym odcinkiem doliny Dłubni (pn. dopływ Wisły w rejonie Jury krakowskiej). Malownicza dolina z czystą rzeczką urozmaicona gdzie nie gdzie skałkami, starymi budowlami, piękną przyrodą. Sam trakt też urozmaicony od asfaltu po wodne przeprawy. Nasza trasa wiodła pętlą od Glanowa do Imbramowic (ciekawy klasztor z XIII w.) następnie Wysocice i powrót przez Ulinę i wąwóz Orszyni do Glanowa. Generalnie ciekawy zakątek naszej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Włochy - Giro d`Italia|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|10-17 07 2015}}&lt;br /&gt;
Tygodniowe MTB w rekordowych upałach i cudowej scenerii gór, jezior i kilkumetrowych kwitnących oleandrów. Połowa wyjazdu w oklicach Riva del Garda, połowa w nieznanym mi dotąd rejonie Dolomitów-Alpe Di Siusi (Sudtirol).Dla orzeźwienia korzystamy z otaczających nas jezior- wygrywa bezkonkurencyjnie Lago di Tenno (lazurowa woda, 6 metrowe skoki, niewielu ludzi).Dla urozmaicenia znajdujemy też fajną via ferattę wiodącą na Cime Sat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - ćwiczenia z poręczowania na Bibliotece|instruktor: Tomek Jaworski, kursanci: Aga Lakwa, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek|12 07 2015}}&lt;br /&gt;
Niedzielny poranek. Chmurki wróżą pogodę, lekkie i świecące, (...) jako trzody owiec na murawie śpiące. &lt;br /&gt;
A my ruszamy z miejsca zbiórki ku Podlesicom, gdzie prężąc swą pierś stoi dumna Biblioteka. &lt;br /&gt;
Barbarzyńsko wczesna pora wyjazdu ma swoje plusy: nie ma zbyt dużego ruchu na drodze, więc szybko docieramy do celu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po solidnej powtórce węzłów, pod czujnym okiem Tomka wchodzimy na skały z których mamy schodzić przy użyciu najbardziej wyuzdanych, znanych nam technik poręczowania. Rozpoczyna się festiwal dyndania, sapania, oraz wypominania kto komu jak głęboko w co wsadzi za namówienie na udział w kursie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyblinki, ósemki i odciągi sieją się gęsto, tu i ówdzie motyl przeleci, liny trzeszczą, pot kapie, czasami łza przerażenia i bezsilności po policzku się potoczy, gdy przy łączeniu lin zamiast potrójnej ósemki wychodzi coś zbliżonego kształtem do dwóch pijanych, bijących się ośmiornic. &lt;br /&gt;
Szczęśliwie wszyscy zaliczają swój pakiet wejść i zejść bez większych strat na zdrowiu i psychice, więc zabieramy się jeszcze za tyrolkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda cały czas dopisuje. W zasadzie jest skwar jak diabli, na kaskach można robić jajka smażone, karki spiekają się w piękne wzorki od pasków mocujących nakrycia głowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem opuszczamy Organy, zaliczając u ich podnóża ponowne, krótkie szkolenie z tworzenia tyrolki. Nawet jest okazja, by każdy mógł spróbować własnoręcznego stworzenia maleńkiej, maciupeńkiej minityroleczki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym wieczorem rozjeżdżamy się do domów wbijając sobie do łba, by następnym razem nie zapomnieć kremu z filtrem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Magurska|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Lubomski (SKTJ), Daria, Gosia|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Załapałem&amp;quot; się na wyjście na zezwolenie naukowe Darii, która zamierza pobrać próbki wody z kilkunastu tatrzańskich jaskiń. W jaskini spędziliśmy ok. 4h. Dosyć tam błotniście, ale urokliwie i chwilami całkiem obszernie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna; Krakowskie Kominy |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Asia Przymus, jedna os. z klubu|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna pogoda. Przed otworem Śnieżnej spotkaliśmy wychodzącą ekipę z Łodzi. Potem sprawnie w dół do I Biwaku. W Krakowskich Kominach osiągamy Salę Śmiałka (- 130 względem otw. Śnieżnej). Ponieważ byliśmy pod presją czasu więc szybko pomykamy z powrotem najpierw w dół do Wodociągu a potem do wyjścia. Cała akcja zamyka się w 7,5 h. Jeszcze za dnia wracamy do auta. Może Asia napisze coś więcej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Sniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry: Szarpane Turnie - wspinanie |Damian Żmuda, Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,Ania K., Ania B.|03-05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis niebawem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy 12 dróg o trudnościach od IV do VI. Skały w cieniu porośniętego lasem wąwozu więc mimo upału było przyjemnie. Bardzo fajny rejon, mnóstwo obitych dróg w stylu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Ludzi nie wielu. Zakosztowaliśmy również trochę off-roadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Wodogrzmoty Mickiewicza - Warsztaty z autoratownictwa kanioningowego|&amp;lt;u&amp;gt;Majewicz Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W weekend odbyły się warsztaty z autoratownictwa kanioningowego. Niestety mogłem wziąć udział tylko w 2, praktycznym dniu szkolenia na Wodogrzmotach Mickiewicza. &amp;quot;Perła polskich kanionów&amp;quot; okazała się być bardzo przyjemna i ciekawa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podzieleni na 4 grupy pod patronatem TOPRu ćwiczyliśmy transport poszkodowanego przez &lt;br /&gt;
standardowe trudności spotykane w kanionach. Każda grupa miała wyznaczoną swoją część kanionu na transport, resztę pokonywaliśmy na sportowo. Niewysokie skoki, ciekawe tobogany i całkiem duży przepływ z cofkami i odwojami dał dużo radochy. Na moście naturalnie wywołaliśmy dużą sensację, a pod nim niczym rasowe żule obaliliśmy &amp;quot;bezalkoholowego&amp;quot; szampana z okazji 300-tnego kanionu Ola. Na koniec wparowaliśmy prosto do schroniska w dol.Roztoki w mokrych piankach na obiad. Miny ludzi bezcenne, tak samo jak gdy przebieraliśmy się w pianki przy WC Serwisach :D [lokowanie produktu]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - świetne szkolenie, szczególnie dla osób zaczynających ten sport. Nie obyło się oczywiście bez sobotniej imprezy, chrztu nowicjuszy i fantastycznej atmosfery. Zdecydowanie polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Centralny Kurs Autoratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|26 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne z cyklu szkoleń PZA w jakim miałam okazję uczestniczyć. Ćwiczenia rozpoczęły się w piątek na Suchym Połeciu (Góra Birów) od zaporęczowania stanowisk na dzień następny. W związku z tym, że dotarłam do Podzamcza dość późno, nie uczestniczyłam w tej zabawie, za to zdążyłam rozbić namiot przed deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zostaliśmy podzieleni na grupy i ćwiczyliśmy po kolei na pięciu różnych stanowiskach. Na pierwszym uczyliśmy się ratować poszkodowanego z trawersu oraz tyrolki. O ile to pierwsze nie sprawiło nikomu trudności, to już przy trawersie trzeba było ,,się naszarpać”. Kolejne stanowisko było powtórką z kursu podstawowego: ściąganie z przyrządów do zjazdu, z przyrządów do wchodzenia metodami croll w croll i przeciwwagi. Trzecie stanowisko podobało mi się najbardziej, zjazd z poszkodowanym przez przepinki i wyciąganie ofiary z ucha przepinki. To drugie niechcąco musiałam przećwiczyć przed demonstracją instruktora, kiedy wjechałam z moim poszkodowanym zbyt nisko w przepinkę. Na ostatnich dwóch stanowiskach ćwiczyliśmy wyciąganie poszkodowanego do góry, łącznie z przepinkami, metodami ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi. Drugiej metody nie zdążyłam już przećwiczyć z powodu końca zajęć, które i tak były przedłużone. Po wszystkim musieliśmy jeszcze zdeporęczować stanowiska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień ćwiczeń to akcje pozorowane w jaskiniach: Józefa, Rysiej, Szpatowców i na Świniuszce. Byłam w grupie idącej do jaskini Rysiej i już w sobotę wieczorem zostałam wyznaczona na pozoranta. Żeby akcje były jak najbardziej realne i aby wyeliminować jakąkolwiek pomoc ze strony poszkodowanych, to wszyscy pozoranci mieli mieć zasłonięte oczy w trakcie akcji. Na pocieszenie kierownik wyjścia pozwolił mi poręczować początek zjazdu do jaskini (wybranie najmniejszej osoby do tego zadania i tak było najlepszym pomysłem przy dość ciasnym zjeździe). Przy wchodzeniu na drugą poręczówkę ,,stałam się ofiarą” tzn. miałam zasłonięte oczy, a wszyscy uczestnicy dostali informację, że przestałam widzieć i mam uszkodzoną jedną rękę, co w sumie było bardziej moim zmartwieniem niż ratowników, ponieważ to ja nie mogłam jej używać do wymacywania ścian i chodzenia (z zasłoniętymi oczami!). Najpierw zostałam ściągnięta z liny, a później zaprowadzona pod studnię wlotową. Muszę przyznać, że było to dość zabawne, przez cały czas miałam przy sobie jakieś osoby, które mnie prowadziły i pomagały, choć mając sprawne nogi i jedną rękę, z instrukcjami i asekuracją musiałam się wspinać na prożki, przeciskać przez zaciski i robić zacieraczki. Wyciąganie do góry poszło bardzo sprawnie i szybko, choć moje rozmiary na pewno ułatwiły sprawę, większa osoba, nie widząc jak ma się ustawić mogła by się częściej klinować i nie była by tak łatwo wyciągnięta przez zacisk przy wejściu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazie instruktorzy szybko omówili zmagania obu dni, później szybko spakowaliśmy się w deszczu i wyjechaliśmy przed największą ulewą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Bardzkie - klubowy spływ kajakowy po Nysie Kłodzkiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadeusz i Barbara Szmatłoch, Tomasz i Joanna Jaworska, Michał Chowaniec, Marta Urbańczyk, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek, Karina, Paweł, Michał, Rafał i Wiktor Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec, Adam Mazur, Sara Wolny, Justyna Francik z Robertem, Henryk Tomanek z koleżanką (byli w niedzielę)|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny klubowy spływ kajakowy odbył się na górnym odcinku Nysy Kłodzkiej. W 2 dni spłynęliśmy tą rzeką od Młynowa przez Przełom Bardzki do Barda a dalej po biwaku w okolicy Suszki do zbiornika w Topoli gdzie przy moście skończyliśmy spływ. Rzeka o zmiennym charakterze w dolinie o stromych zboczach. Wiele bystrzyn i płycizn urozmaicających spływ. W Bardzie nawet kąpiel kilku kajakarzy w rzece. Zwiedzamy też po drodze starą sztolnię. Pierwszy dzień kończymy w deszczu. Lało całą noc aż do godzin dopołudniowych w niedzielę. Drugi etap znów po wartkim nurcie niemal do samej mety. Mimo niezbyt dobrej pogody wspaniała atmosfera w ekipie i świetne humory do końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu relacja foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNysa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt; Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|21 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano po wyjeździe kilku osób do domu nasza trójka postanawia wyjść jeszcze na szlak. Cel: Czerwone Wierchy. Trasa z Kir zielonym szlakiem na Cudakową Polanę, następnie Ścieżką nad Reglami na Miętusi Przysłop. Stamtąd niebieskim szlakiem(gdzie po drodze na przemian było słonecznie, pochmurnie, padał grad, śnieg lub deszcz.) na Małołączniak . Dalej czerwonym szlakiem na Krzesanicę i Ciemniak skąd schodzimy z powrotem na Ścieżkę nad Reglami czerwonym szlakiem i dalej do Kir zielonym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę 16.81 km pokonaliśmy w 6g:32m, przewyższenie 1222m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto (są tu też zdjęcia z akcji do Czarnej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Jaskinia Czarna Kurs - Partie Tehuby| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Aleksandra Rymarczyk, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajny wyjazd, dzięki :) Myślę, że gdyby ktoś postawił piwo Emilowi to w 10 min powstanie niezapomniany elaborat... a warto jednak, żeby jakaś dłuższa notka się tu znalazła ;) - obyło się bez piwa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza tatrzańska jaskinia odwiedzana w ramach kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek udaje nam się w miarę sprawnie i o dziwo bez opóźnienia wystartować z Bytomia. Wielki Asfaltus, bóstwo autostrad, jest dla nas łaskawy - pod Dolinę Kościeliską docieramy bez większych korków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka reorganizacja plecaków, wciągamy po kanapce i ruszamy w stronę jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nawet sprzyja: pomimo że początkowo nieco straszyło deszczem, udaje nam się w drodze załapać trochę słońca. Po godzinie mozolnego człapania Doliną docieramy na Polanę Niżnią Pisaną, skąd po wchłonięciu kolejnego szybkiego posiłku ruszamy bezpośrednio pod otwór jaskini. &lt;br /&gt;
Po 10-15 minutach wędrówki w miarę cywilizowanym szlakiem skręcamy w las i zaczynamy się wspinać zboczem w stronę Czarnej.&lt;br /&gt;
Około godzinne przeciskanie się pod górę pomiędzy drzewami pozwala nam na nowo zerknąć na temat kursu i zapewnień w stylu: „będzie fajnie” i  „fantastyczna przygoda”. Ogólnie przeprawa przez las daje szansę na zastanowienie się jak daleko mam do zawału; z czym wiąże się wylew w górach oraz czy to coś, co ruszało się w krzakach to przeżarty turysta, czy też będziemy zaraz uciekać przed niedźwiedziem. W międzyczasie udaje się także wymyślić kilka nowych przekleństw, w których główną rolę odgrywają drzewa, góry, pajęczyny oraz wsadzanie gór i wędrówek w miejsce, do którego promień słoneczny nie sięga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli docieramy pod otwór Czarnej, gdzie... po kolejny posiłku (czy my tam cały czas jemy?!) przebieramy się, by po chwili ruszyć w głąb jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakimś magicznym sposobem udaje się nikomu nie zabić, co jest szczególnie dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że praktycznie wszelkie poręczowania wykonywane były przez kursantów. Widocznie czujne oko Asi sprawiło, że nikt nie odważył się na jakieś większe błędy. &lt;br /&gt;
Do Studni Ewy docieramy z małym poślizgiem, wynikającym z nie do końca sensownego rozdzielenia worów i lin. Można było spokojnie urwać 10-15 minut czasu, które zostały zmarnowane na czekanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dotrzeć do celu i zaczynamy zwiedzać Partie Tehuby. Na pierwszy ogień idzie kierunek zachodni, skąd po dotarciu w okolice Labiryntu Wiatrów ruszamy na wschód, docierając pod Syfon Tehuby. Wyprawa odbywa się bez problemów. W trakcie jej trwania mamy okazję zaliczyć szybkie przypomnienie wiązania kilku podstawowych węzłów, znajdujemy salkę z McDonaldem oraz dla równowagi - nadziewamy się na speleokupę pozostawioną zapewne przez jakiegoś człowieka pierwotnego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy po około sześciu godzinach. W międzyczasie na powierzchni padał deszcz, co sprawia, że droga w dół zbocza dostarczyła nam wielu nowych doznań. Mamy  więc festiwal poślizgów, przyziemień oraz możliwość obserwacji jaki styl ślizgowy poszczególni uczestnicy wykorzystują podczas schodzenia w dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godzinne zejście do doliny Niżniej Pisanej kończy się szczęśliwie, kolejny posiłek pozwala nam zregenerować siły na powrót Doliną Kościeliską. Za Kirami spotykamy się jeszcze z kolejną grupą Klubowiczów wracających z wyprawy do Ptasiej. Po kilku minutach rozmowy i wykonaniu pamiątkowego zdjęcia, ruszamy do schroniska, skąd późną, wieczorową porą wychodzimy na poszukiwanie otwartego przybytku gastronomicznych rozkoszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, w godzinach porannych, czwórka z nas wraca do domu gnana obowiązkami, a reszta ekipy spędza jeszcze jeden dzień wędrując po Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W galerii Czarna-kurs dodane są zdjęcia Bogdana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Tadeusz Szmatłoch, Łukasz Pawlas, + 1 os. z klubu|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pesymistycznym prognozom, pogoda okazała się całkiem przyzwoita. Wszystko poszło sprawnie i szybko. W jaskini dotarliśmy do Starego Dna (-255) przez Salę Dantego i Studnię Taty. Od otworu wycof zjazdami (200 m) przez Próg Mułowy do Wielkiej Świstówki. W dolinie Kościeliskiej spotkaliśmy naszych klubowych kolegów i koleżanki wracających z jaskini Czarnej. Tego samego dnia wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''''Schemat zjazdu:''' od otworu jaskini Ptasiej trawersem trawiastą półką udajemy się do końca (na zachód). Z 2 ostatnich batinoksów zjazd (potrzeba 2 x 100 m liny) na dużą skalna platformę z charakterystyczną wnęką skalną (dobra osłona przed deszczem lub spadającymi kamieniami). Trochę poniżej po lewej orograficznie stronie znajdują się następne 2 batinoksy. Stąd zjazd po skosie orograficznie w lewo ok. 30 m na półkę z kolejnymi 2 batinoksami. Stąd już bezpośrednio do kotła ok. 60 m. Warto też mieć „łoki toki” do komunikacji w ścianie. Tu orientacyjny schemat:'' http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2FPtasia%2Fschemat%20zjazdu.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (Udało się odzyskać skasowane zdjęcia Tadka i dołączono do GALERII): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FPtasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Brennej czarnym a następnie zielonym szlakiem na Błatnią dalej żółtym przez Stołów, Trzy Kopce na Klimczok. Zejście czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę i zejście żółtym szlakiem do Brennej. Dystans 18km pokonane w 5h11min z drobnymi przerwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB- Jura/Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rowerowy weekend. Pierwszego dnia z pełną premedytacją błądzę na rowerze po łąkach, polach i lasach Podzamcza. Pięknie, letnio i zadziwiająco pusto. W niedzielę po wizycie w  Śląskim Centrum  Rehabilitacji  i  Prewencji,  robię trasę-Ustroń Zawodzie-Równica-Orłowa-Trzy Kopce Wiślane- powrót żółtym szlakiem do Wisły Centrum,a dalej trasą rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa stosunkowo kamienista na trasie Równica-Trzy Kopce Wiślane (na tyle, by skutecznie przekonała mnie wreszcie do zakupu rowerowych... spodenek :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Kozia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
Najdłuższa jak na razie z naszych &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;. Od samochodu do samochodu 11 godzin. Wejście do jaskini na podstawie odrębnego zezwolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem  RKG ,,Nocek” wystąpił jako partner Motoserca, czyli akcji zbiórki krwi prowadzonej przez klub motocyklowy Invaders z Rudy Śląskiej. Impreza miała miejsce na terenach przylegających do Aquadromu na Halembie. Początkowo planowaliśmy zbudować mały park linowy, jednak z powodu niedomówień z gospodarzem terenu musieliśmy powstrzymać wyobraźnię i zejść na ziemię (dosłownie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy na głównym placu odbywały się koncerty i pokazy (różne dziecięce zespoły, wystawa motocykli, starych samochodów itp.) oraz zbiórka krwi, na trawie nieopodal, w cieniu drzew działaliśmy my. Atrakcje jakie zafundował Nocek dzieciom można zobaczyć na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2Fmotoserce&amp;amp;startat=1 Zbudowaliśmy z Łukaszem i Olą, która dołączyła do nas później (całe szczęście, bo miała wenę do plątania lin), ogromną pajęczynę, pomiędzy którą dzieciaki musiały przechodzić i zbierać taśmy z karabinkami. Druga konkurencja była bardziej związana z działalnością jaskiniową – trzeba było wciągnąć wór jaskiniowy (ciężki wór jaskiniowy) parę metrów nad ziemię. Wszystkie dzieciaki radziły sobie wspaniale, podobało im się na tyle, że część z nich wracała parę razy. Ja jednak nadal czuję niedosyt związany z brakiem trudnych przepraw nadziemnych, jednak mądrzejsza o zaistniałą sytuację jestem pewna, że nadrobimy następnym razem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd  kanioningowy zrodził się oczywiście z zazdrości. Jako, że nie byliśmy wstanie wybrać się na profesjonalny wyjazd z Prezesem na czele postanowiliśmy zrobić wyjazd alternatywny. Wybieramy rejon położony miedzy Linz a Monachium, nad pięknym jeziorem Attersee. Niestety podobnie jak w Polsce również w Austrii w długi weekend  wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wiec mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca na kampingu. W pierwszym dniu robimy kanion Burggrabenklamm (v3, a3, III) który startuje ze szlaku, więc publiczność mieliśmy gwarantowaną. Kanion całkiem fajny, szczególnie efektowny 18 metrowy zjazd, końcowa część prowadzi pod komercyjną drogą  poprowadzoną na stalowych podestach nad dnem kanionu (sława, zachwyty publiczności itp.). Po tej rozgrzewce byliśmy gotowi na główny cel wyjazdu czyli kanion Jabron (v4,a4, III) , który okazuje się znacznie bardzie wymagający od poprzednika. Spotykamy w nim grupę przewodników, którzy sprawdzali pierwszy raz w sezonie stan całego kaniony przed rozpoczęciem sezonu z klientami, to się nazywa profesjonalne podejście. W Jabronie jest kilka ciekawych skoków, lecz większość z nich odpuściliśmy, za to mogliśmy podziwiać wyczyny jednego z przewodników, który zaprezentował nam np. 6 metrowy, ryzykowny (śliski start, duża odległość pozioma) skok z pełnym saltem !!!. W sobotę wybieramy kanion Strubklamm(v1,a3, III), który  najbardziej nas zaskoczył, od samego startu był nietypowy. Rozpoczynał się nie podejściem ale zejściem z zapory, ponadto pokonaliśmy go bez użycia liny za to trochę sobie popływaliśmy. Pokonanie kanionu zajęło nam około 2,5h z czego ponad godzinę trzeba było pływać!!! Najdłuższy odcinek do przepłynięcia miał 300m,nie pamiętam kiedy wcześniej  tyle przepłynąłem:) Kanion też obfitował w duża ilość fajnych skoków,  w tym jeden 8 metrowy. Muszę tu wspomnieć również o przepięknym wodospadzie, który spadał z jednej ze ścian prosto do kanionu. Dzięki odpowiedniemu usytuowaniu słońca mogliśmy podziwiać podwójną tęcze, która nieomal się zamykała. Niestety w tym dniu zapomnieliśmy zabrać aparatu ……Koniec kanionu ponownie nas zaskoczył, ponieważ niespodziewanie znaleźliśmy się na zatłoczonej plaży i znowu te zachwyty tłumu, autografy….W niedziele bardzo leniwie zbieramy się do drogi powrotnej, w trakcie której odwiedzamy sprawdzoną knajpę w Czechach z przepysznym jedzeniem np. kotlet nadziewany szynką …jak dla mnie mistrzostwo, szczególnie że od 4 dni nie jadłem mięsa:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, dłuższy wyjazd w ramach kursu. Do odwiedzenia cztery jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolska i Malinowska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów docieramy do schroniska. Skromny stan przedzawałowy i łza rozpaczy tocząca się po policzku w trakcie podejścia do schroniska, wyraźnie sygnalizują, że zaczyna się zabawa z przeprawą przez tereny, które nie mają wiele wspólnego z wygodnym, płaskim chodnikiem i budkami z kebabem rozstawionymi co kilkaset metrów.&lt;br /&gt;
Po zrzuceniu części bagażu do schroniska i  delikatnej redukcji zawartości plecaków ze sprzętem, ruszamy w stronę Trzech Kopców. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja. Docieramy pod Trzy Kopce bez większych niespodzianek. Żaden zwierz leśny ni gadzina pełzająca nie stają na naszej drodze. Mijamy jedynie kilka grupek turystów, sympatycznie pozdrawiających nas w drodze do jaskini. Jest gorąco…&lt;br /&gt;
Po szybkim posiłku wchłoniętym przed wejściem do Trzech Kopców, przebieramy się w wyjściowe ciuszki i kolejne wskakujemy do przyjemnie chłodnej dziury. &lt;br /&gt;
Trzy Kopce witają nas licznymi szczelinami, zawaliskami, oraz stadem odstających, twardych krawędzi idealnych do tego, by przypomnieć sobie o konieczności uważania na łokcie, kolana, czy inne wystające elementy organizmu. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini przebiega bez większych problemów: jest okazja do przeciśnięcia się przez kilka ciaśniejszych miejsc, znajdujemy lokalizację idealną do rozprostowania nóg w pozycji leżącej, dającą jednocześnie możliwość wygodnej obserwacji umordowanych osób wypełzających z dojścia do końcowych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Tradycyjne poszukiwania wyjścia przez kursantów kończą się fiaskiem. Na szczęście Buli orientuje się z grubsza którędy do góry, więc nie grozi nam śmierć głodowa. &lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu sporej części Trzech Kopców, gramolimy się na powierzchnię, gdzie wita nas deszcz przechodzący po chwili w burzę. Gdy myślimy, że nie może być gorzej, pojawia się grad. Na szczęście znajdujemy minimalne schronienie pod pobliskimi drzewami. &lt;br /&gt;
Kilkanaście minut (i kanapek) później ruszamy w stronę Dującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpogadza się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedaleko celu naszej podróży znów rzucamy się na szybki posiłek. Po kilkunastu minutach naciągnąwszy na grzbiety nieco wilgotne kombinezony, idziemy szukać wejścia. &lt;br /&gt;
Niewielki otwór z przerzuconą przezeń kłodą, nie zapowiada wrażeń, które czekają nas na dole. Kolejno wskakujemy w ciemność, uprzednio żegnając się z jakimś sympatycznym pytongiem górskim, który urządził sobie legowisko na kamieniu obok wejścia.&lt;br /&gt;
Dująca wyraźniej daje się nam we znaki. O ile jeszcze Smukła Szczelina w drodze na dół nie wydaje się wielkim wyzwaniem, tak posiadacze dłuższego organizmu, już na Ciągu Twardzieli mogą mieć problemy ze złamaniem swego cielska w taki sposób, by dostać się do dalszych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w przypadku Trzech Kopców, zwiedzamy Dującą bez większych niespodzianek. Problem pojawia się dopiero przy wyjściu, gdy to mój skromny organizm nijak nie daje rady przepchnąć się w górę przez Smukłą Szczelinę. Łukasz i Asia dzielnie ciągną mnie za fraki do góry, co przy jednoczesnym wypychaniu mnie od spodu przez Buliego sprawia, że jakimś sposobem udaje się mnie wypchnąć z otworu, z którym nijak nie jestem kompatybilny gabarytowo. &lt;br /&gt;
Wychodząc na powierzchnię, jesteśmy tradycyjnie witani… deszczem. Tym razem bez burzy i gradu. &lt;br /&gt;
Droga powrotna przebiega bez większych komplikacji. Nikomu nie udaje się poważniej zgubić, nikt nie zostaje pożarty przez zwierzynę leśną, bezpiecznie docieramy do schroniska, skąd po doprowadzeniu swoich powłok cielesnych do stanu, w którym nie powodujemy ataków paniki postronnych osób, ruszamy w stronę cywilizacji, by zjeść ciepłą kolację.&lt;br /&gt;
Jak się okazuje, znalezienie wieczorową porą otwartej knajpy w Szczyrku jest trudniejsze, niż znalezienie Dującej. Na szczęście udaje nam się trafić do miejsca, gdzie zostajemy nakarmieni i napojeni.&lt;br /&gt;
Kolacja kończy się pożegnaniem – opuszczają nas Bogdan, Asia i Łukasz, zmuszeni obowiązkami do powrotu. Reszta rusza w stronę schroniska, gdzie ku chwale Morfeusza zwala się na materace, chwile później pochrapując radośnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wciągnięciu solidnego śniadania, opuszczamy schronisko i przemieszczamy się w stronę Jaskini Salmopolskiej. Pogoda jak najbardziej sprzyja. Być może tym razem uda się nie zmoknąć…&lt;br /&gt;
Po przebyciu niedługiego odcinka drogi, prowadzącego od parkingu do okolic otworu wejściowego, wskakujemy w kombinezony, których stan jednoznacznie wskazuje na to, co przeszły poprzedniego dnia. Chwilę później kolejno zanurzamy się przyjemnie chłodną jaskinię. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie Salmopolskiej nie zabiera wiele czasu: sprawnie docieramy do północnej części jaskini, następnie po nawrocie kierujemy się ku studni końcowej. Tam czeka nas niespodzianka: nad studnią objawia się okienko prawdopodobnie prowadzące do dalszych partii, których nie mamy oznaczonych na mapie. Część z nas decyduje się na szybki rzut okiem w stronę otworu.&lt;br /&gt;
Chwilę później zawracamy, kierując się już w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;
Wydostajemy się na powierzchnię – szok. Nie pada! Mało tego – słońce świeci! Ruszamy raźno do ostatniej jaskini, którą mamy zamiar zwiedzić. Naszym celem jest Malinowska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów znajdujemy jaskinię. Przy pomocy znajdującej się w środku drabiny, kolejno schodzimy w dół.&lt;br /&gt;
Malinowska ze względu na swoje rozmiary, nie zabiera nam wiele czasu. Krótki podziemny przemarsz można w zasadzie potraktować bardziej jak niedzielny spacerek. Po zwiedzeniu całości jaskini wdrapujemy się na powierzchnię, gdzie w końcu można wyłączyć czołówki na dłuższy czas. &lt;br /&gt;
Idealnym zakończeniem weekendu jest postój na tradycyjnej szarlotce w miejscu, gdzie nie da się skończyć konsumpcji na jednym ciastku. Po wchłonięciu kalorii w ilości mogącej zasilić średniej wielkości miasteczko, pakujemy się do samochodów i ruszamy w stronę domów… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5524</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5524"/>
		<updated>2015-08-20T09:16:37Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA/WŁOCHY – wspinanie w Alpach i Dolomitach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Kasia(os. tow.) |31 07 - 16 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niezwykle udanym zeszło rocznym wyjeździe w Alpy Delfinatu postanawiamy pojechać tam znowu, lecz tym razem pod strony Ailefroide. Po długie podróży zatrzymujemy się na jednym z największych kampingów w Europie, na którym szczęśliwie udaje nam się znaleźć fajne miejsce na rozbicie namiotów. Ludzi jest naprawdę dużo, zdecydowanie najwięcej jest Francuzów, lecz Polaków niejednokrotnie  też udało nam się spotkać. Pogoda z początku rozpieszczała, więc bez większej napinki rozpoczynamy rozwspinanie od 300m drogi położonej o 15min drogi z kampingu La snoopy direct (6b). Szczęśliwie Damian z Kasią znają francuski, dzięki czemu dowiedzieliśmy się o obrywie na Pic Sans Nome, który wyeliminował ze wspinania kilka polecanych dróg. Ponadto w biurze przewodników poinformowano nas o tym, że totalnie nie ma warunków w tym roku na drogach alpejskich, szkoda bo zamiast sprzętu zimowego mogliśmy zabrać sprzęt do kanioningu. Tak więc dojść drastycznie ograniczyła nam się ilość celów jakie sobie zaplanowaliśmy. W tak zwanym międzyczasie zwiedzamy okoliczne rejony sportowe w których niestety nie potrafiliśmy znaleźć miękkiej cyfry. Pierwszą i jak się okazało później ostatnią górską drogą jaką zrobiliśmy byłą 350m Ventre a Terre (6a) na Aiguille de Sialouze (3576m) . Startuje ona z wysokości około 3200 mnpm, więc musieliśmy jakimś cudem pokonać 1700m przewyższenia…. Ze względu na nasze bogate doświadczenie górskie i niezwykłą kondycję rezerwujemy sobie na to podejście cały dzień. Śpimy w pięknej bezludnej dolince z widokami na pobliskie lodowce. Ściana robi wrażenie…, droga na ,,papierze’’ wygląda na rozgrzewkową, lecz już na początku pokazuje, że lekko nie będzie. Droga startuje ze stromego śniegu co ze względu na brak raków troszkę przeciągnęło start w drogę (konieczność kopania stopni).  Mała ilość śniegu spowodowała, że już sam początek drogi jest trudny – w topo miejsce A0, lecz udało się je pokonać klasycznie. Powagę drogi zdecydowanie zwiększa lotna asekuracja. Po  4 lub 5 wyciągu na chwilę gubimy drogę, Damian montuje czuje stanowisko z gatunku lepiej nie obciążać. Po 15m trawersie bez przelotu udaje się nam znowu znaleźć się na właściwej drodze. Kolejne wyciągi oferowały wyśmienite wspinanie w sporej ekspozycji. Niestety nie odnaleźliśmy linii zjazdów, więc byliśmy zmuszeni na żmudne i ryzykowne zjazdy w linii drogi. Tego samego dnia docieramy na kamping jeszcze za dnia, choć w tej kwestii zdania są podzielone - ciemno jest wtedy kiedy musisz odpalić czołówkę W tym czasie dziewczyny ambitnie zwiedzają okoliczne szlaki i schroniska. We czwórkę robimy jeszcze ciekawą via ferratę, biegnącą nad malowniczą rzeką. Niestety prognozy na następne dni nie pozostawiają złudzeń – będzie padać …. decyzja o odwrocie zostaje podjęta wyjątkowo szybko. Szybkie sprawdzenie prognoz pogody i rejon wybrany – Dolomity. Przepak i droga zajmują nam właściwie cały dzień. Podróż po autostradach we Włoszech uświadamia nam, że nasza A4 wcale nie jest najdroższą i najbardziej rozkopaną autostradą w Europie. Zatrzymujemy się na kampingu w Cofosco, który jest czysto turystyczny i zatłoczony jak całe Dolomity. Pogoda idealna, więc szybko organizujemy topo i robimy na pierwszej turni Sella drogę Schobera i Kleisla (VI-) 180m. Wspinanie bardzo przyjemne poza kruchym pierwszym wyciągiem. Kolejnego dnia robimy drogę 300m drogę Gluck (VI) na drogiej turni Sella, która była znacznie bardziej ,,górska’’ od poprzedniej, przede wszystkim ze względu na kruszyznę i jakość asekuracji. Dziewczyny w tym czasie zdobywają swój pierwszy trzytysięcznik Piz Boe (3152m). Następnego dnia Damian z Kasią idą na via ferrate na Marmoladzie (ta wycieczka zasługuje na osobne omówienie:)), ja z Anią restujemy wspinając się w rejonie Capanna Bill, udaje się tam poprowadzić Amico fragile (7a+ OS). Wracając nie możemy ominąć sprawdzonej knajpy w Czechach, w której solidny obiad poprawia wszystkim humory pomimo nieubłaganego końca urlopu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA/SZWECJA - wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Adam Koniewicz (os. tow.) |26 07 - 12 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Polski do Norwegii jedziemy samochodem Heńka na wyspę Flø do miejscowości o tej samej nazwie (koniec drogi, &amp;quot;koniec świata&amp;quot;). Stamtąd Jeepem Adama (który tu mieszka i pracuje od 2 lat) przez Szwecję na północ. Po drodze niekończące się lasy i bagna tej części Szwecji a na biwakach roje komarów. Przez północną Finlandię (tundra) znów wjeżdżamy do Norwegii docierając na północny cypel Europy, przylądek Nordkapp (jest tu wysoki klif a samo miejsce komercyjnie zagospodarowane). Dalej pędzimy na południe na wyspy Lofoty. W okolicach Kalle wspinamy się trochę (2 jednowciągowe drogi do zapoznania z tutejszą skałą o znakomitym zresztą tarciu). Wychodzimy również na wieńczący ten rejon wyspy szczyt Vøgakallen (948). Droga na niego nie jest całkiem łatwa a start z poziomu morza. Atrakcją jest przejście po &amp;quot;kalenicy dachu&amp;quot; w dużej ekspozycji. Z Lofotów udajemy się promem do Bodø i dalej na południe gdzie w okolicach Molde wchodzimy do największej w tym rejonie kraju jaskini: Trollkrjeka. Jest nie komercyjna choć dostępna dla lepiej wyposażonych &amp;quot;grotołazów&amp;quot;. W tak krótkich czasie zrobiliśmy autami niemal 8000 km więc sporo czasu spędziliśmy w aucie. O tyle dobrze, że było chłodno a dni bez deszczu były zaledwie 3 (w przeciwieństwie do upałów w Polsce było całkiem rześko). W trakcie jazdy 9 przepraw promowych, setki wielokilometrowych tuneli (w tym kilka pod dnem fiordów), potężne mosty i oczywiście wspaniałe pejzaże. Termometr pokładowy zanotował skrajne temperatury od +5 st. do +27 (ale to była tylko chwila przed burzą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Do GALERII wrzuciłem dość sporo zdjęć (może lepiej oddają skandynawską rzeczywistość) więc jak się komuś chce to oglądać to tu:'' http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNorwegia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Obóz Kursowy|Mateusz Golicz, Agnieszka Lakwa, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn z Anią, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło,  Bogdan Posłuszny, Joanna Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki |05 - 09 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
DOJAZD [Łukasz]&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Środa godzina 17.00 wyjeżdżam z domu by po kolei zabrać Bogdana, Mateusza i Asię aby następnie kilka minut po godzinie 18.00 jechać już w stronę Zakopanego.&lt;br /&gt;
Trasa pomimo ulewy jaka zastała nas na autostradzie przebiega sprawnie i na Polanie Rogoźniczańskiej jesteśmy jeszcze sporo przed zmrokiem.&lt;br /&gt;
Wieczór mija na przygotowaniu sprzętu, rozmowach. Po kolacji udajemy się spać. W nocy dojeżdżają do nas Aga z Piotrem i Emilem.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
DZIEŃ I&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wstajemy z samego rana, po szybkim śniadaniu udajemy się do Kir aby jak najwcześniej być na szlaku. Nasz cel jaskinia Pod Wantą.&lt;br /&gt;
Wędrówka szlakiem przebiega sprawnie a na postojach poznajemy topografię tatr. Po dojściu na ostatnią prostą na niebieskim szlaku prowadzącym na Małołączniak wyciągamy opis dojścia i zaczynamy szukać otworu jaskini. Po ”jakimś” czasie udaje mi się go zlokalizować i doprowadzić do niego resztę.&lt;br /&gt;
Pod otworem szybko się szpejujemy i po chwili pierwsza osoba już poręczuje wlot. Do jaskini wchodzę jako ostatni. W bardzo szybkim czasie wszyscy stajemy na dnie jaskini zwiedzając wszystkie zakamarki najniższej salki. Po ustaleniu kolejności wyjścia przypada mi deporęczowanie lin do samej studni wlotowej gdzie zmienia mnie Aga i deporęczuje ostatni odcinek. Była to moja pierwsza okazja wyjścia z jaskini na samym końcu przez co czekając na dole Dzwonu na hasło „lina wolna” miałem okazję sprawdzić jak to jest z tą ciemnością w jaskini, która nie może się równać z żadną inną, którą znają ludzie nie związani z taternictwem. Niesamowite uczucie.&lt;br /&gt;
Po wyjściu wszystkich na powierzchnię przepakowujemy sprzęt, przebieramy się i po chwili jesteśmy gotowi do drogi.  Wracamy na polanę tą samą trasą.&lt;br /&gt;
GPS, którego przy sobie nosiłem wykazał, że przeszedłem w tym dniu 16km. Po powrocie na polanie spotykamy Łukasza oraz Ksawerego z dziewczyną, którzy przyjechali na szkolenie z pracownikiem TPN-u, które miało odbyć się w następnym dniu.&lt;br /&gt;
Po szybkim prysznicu, na który nie mogłem się doczekać spotykamy się na kolacji, po której udajemy się do namiotów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień II [Emil]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień naszego pobytu był poświęcony szkoleniu TPN. Skład wzmocniony nowoprzybyłymi Nockowiczami dziarsko ruszył samochodami w stronę Doliny Kościeliskiej, gdzie czekał już na nas pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jakimś magicznym sposobem, udało nam się spóźnić tylko kilka minut.&lt;br /&gt;
Szkolenie miało formę spaceru Doliną do Polany pisanej. W trakcie przemarszu mieliśmy okazję poznać historię Tatr – nie tylko tą geologiczną, ale także związaną z działalnością człowieka. Całość materiału uzupełniły informacje dotyczące flory i fauny, dzięki którym wiemy jakiego zielska użyć chcąc wykończyć Instruktora, oraz jak się zachować, gdy w krzaczku dopadnie człowieka niedźwiedź-sexturysta. &lt;br /&gt;
Robiąc mądre miny godne uczestników sympozjum neurochirurgicznego, chłonęliśmy wiedzę jak gąbka, wzbudzając podziw wśród przemieszczających się Doliną turystów. Nawet stado pędzącej w naszym kierunku rogacizny jakby potulniej spuściło łby, czując respekt przed przewalającą się naszych głowach wszechwiedzą.&lt;br /&gt;
Zależnie od ilości posiadanych zasobów siłowych, popołudnie spędziliśmy na leżeniu w cieniu, namiocie, lub nad rzeką. Jedynie Mateusz z Asią jako osoby którym nigdy dość, wyruszyli na zwiedzanie kolejnej dziury.  &lt;br /&gt;
Wieczorowa pora tradycyjnie minęła na przygotowaniu sprzętu do kolejnej wyprawy, oraz ustaleniu przebiegu samego zejścia do Wielkiej Litworowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Kanioningowe wagary w okolicach Tolmezzo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Dorota Raj, z innych klubów: Olo Dobrzański, Karolina Tkaczyk, Łukasz Wójcik, Asia Wójcik, Łukasz Pater, Marlena Pater, Karolina Meyer, Ewa Stańczuk, Ania Stańczuk|16 - 20 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze nikt nie zrobił opisu ani nie wrzucił zdjęć z Korsyki, film mam poskładany w 40% a już nadarzyła się okazja na kolejny wyjazd w kaniony. To mój drugi wyjazd  z ekipą V7A7. Wybraliśmy się w okolice Tolmezzo/Włochy pomimo tego że plany były na wyjad do Słowenii. Mieliśmy tylko 2 dni urlopu + weekend a udało się zrobić aż 6 kanionów.&lt;br /&gt;
Rio Negro, Rio Leale, Torrente Cosa, Rio Carlo Gasparini, Pichions + Vinadia, oraz Rio Brussine. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słowniczek dla niewtajemniczonych: &lt;br /&gt;
S-&amp;gt;Saut(skok) &lt;br /&gt;
T-&amp;gt;Toboggan(dupozjazd) &lt;br /&gt;
D-&amp;gt;Descent(zjazd na linie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczęliśmy w piątek z rana od Rio Brussine [z ciekawszych rzeczy ciasne S10 i D50] na który poszli nowicjusze z opieką, reszta mogła zająć się spożyciem :D. Kosztowało to szczególnie mnie bardzo złym samopoczuciem na drugim celu wyjazdu tego samego dnia czyli Rio Negro. Tutaj za bardzo nie pamiętam co się działo, były jakieś skoki, kanion wielki i bardzo fajny z tego co mówili inni, na koniec można zrobić 4m syfon i S10 z tamy (foto z galerii). W kolejne 2 dni padły Rio Leale i Torrent Cosa, oba świetne, szczególnie Cosa do którego zdecydowanie warto iść nawet jak się jest bez doświadczenia nawet jaskiniowego. Bezwzględnie trzeba iść w samo południe gdy przez wąską szczelinę idealnie pada słońce.W ostatni dzień w zmniejszonej już ekipie zrobiliśmy Rio Carlo Gasparaini i Pichions połączone z dolną częścią Viniadii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie udany wyjazd, no i kaniony :D a film się kiedyś poskłada...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galeri: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FTolmezzo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa - wyjazd kursowy|Mateusz Golicz, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|18-19 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Druga wyprawa w Tatry, odbywająca się w ramach Kursu.  Na celowniku Jaskinia Marmurowa i jej najniższe partie – Piaskownica. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygotowania do wymarszu rozpoczynają się już dzień wcześniej. Na Polanie Rogoźniczańskiej dzielimy sprzęt, dokładnie rozplanowując kolejność zejść poszczególnych członków ekipy.  Po uporaniu się z worami, rozpoczyna się krótkie szkolenie kartograficzne, oraz wykład o pszczółkach. W temacie  owadów – komary tego wieczora są łaskawe. Jedyną ofiarą jakichkolwiek pogryzień jest jedynie nasz prowiant, pochłaniany ze smakiem pod skąpanym w blasku zachodzącego słońca niebem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 5 rano wyskakujemy z namiotów, by po solidnym śniadaniu ruszyć z Doliny Kościeliskiej w stronę Jaskini Marmurowej. Pomimo obaw dotyczących pogody, ta wydaje się nam sprzyjać. Wykorzystując fakt, że burze najwyraźniej są zajęte zlewaniem innych części kraju, w ekspresowym tempie podążamy w stronę Czerwonych Wierchów. Z podejściem wiążą się dwa wielkie sukcesy: po pierwsze nikt nie dostał zawału, a po drugie – sprawniejsza część ekipy nie zanudziła się na śmierć podczas oczekiwania na dojście tych sprawnych inaczej. Ogólnie, niewiele brakowało, by podczas liczenia czasu dojścia do jaskini przydatniejszy od zegarka okazał się kalendarz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dojść w okolice otworu jaskini i nawet odnaleźć sam otwór. Sympatyczna paszcza ziejąca chłodem wygląda na tyle zachęcająco, że wszyscy ochoczo wyskakują ze spodni, chcąc jak najszybciej przyodziać swoje wyjściowe – jaskiniowe kreacje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga w dół przebiega prawie bez problemów. Z naciskiem na  „prawie”. Co prawda nikt nie traci życia, za to konieczne jest wprowadzenie kilku poprawek na wykonanym poręczowaniu. Szczęśliwie efekt końcowy jest na tyle stabilny, że w jak najbardziej kontrolowany sposób kierujemy się w stronę dna jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niewielką Piaskownicę osiągamy po około 2.5 godz. Pamiątkowa fotka, cukierek, ustalenie kolejności wyjścia i ruszamy w drogę powrotną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini wydaje się o wiele barwniejsze od zejścia. Mokre liny uroczo ciągną w dół, worki starają się stawać w poprzek każdego otworu, a przepchnięcie się przez zaciśnięty wykop nad Studnią Kandydata wydaje się niemożliwe. Na szczęście upór i niezwykle bogactwo językowe pozwalają na przebrnięcie przez problematyczną część jaskini. Dalsza droga w górę przebiega już bez większych zgrzytów i zaklinowań. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydostanie się z jaskini zajmuje nam w sumie około 3 godzin. Z radością witamy ciepłe powietrze i promienie słońca ogrzewające nasze wilgotne ciuchy. Solidny posiłek wzmacnia nas przed drogą powrotną, która przebiega o wiele sprawniej. W 2.5 godziny osiągamy Kiry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczęśliwi pakujemy się do samochodów, odwiedzając w drodze powrotnej sympatyczną Niewiastę handlującą pierwszej klasy przetworami z owczego cyca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tatry żegnają nas potężną burzą, którą obserwujemy z wnętrza suchego samochodu gnającego w stronę domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Dłubni na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|19 07 2015}}&lt;br /&gt;
Słoneczny a co gorsza upalny dzień wykorzystujemy na rowerową wycieczkę górnym odcinkiem doliny Dłubni (pn. dopływ Wisły w rejonie Jury krakowskiej). Malownicza dolina z czystą rzeczką urozmaicona gdzie nie gdzie skałkami, starymi budowlami, piękną przyrodą. Sam trakt też urozmaicony od asfaltu po wodne przeprawy. Nasza trasa wiodła pętlą od Glanowa do Imbramowic (ciekawy klasztor z XIII w.) następnie Wysocice i powrót przez Ulinę i wąwóz Orszyni do Glanowa. Generalnie ciekawy zakątek naszej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Włochy - Giro d`Italia|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|10-17 07 2015}}&lt;br /&gt;
Tygodniowe MTB w rekordowych upałach i cudowej scenerii gór, jezior i kilkumetrowych kwitnących oleandrów. Połowa wyjazdu w oklicach Riva del Garda, połowa w nieznanym mi dotąd rejonie Dolomitów-Alpe Di Siusi (Sudtirol).Dla orzeźwienia korzystamy z otaczających nas jezior- wygrywa bezkonkurencyjnie Lago di Tenno (lazurowa woda, 6 metrowe skoki, niewielu ludzi).Dla urozmaicenia znajdujemy też fajną via ferattę wiodącą na Cime Sat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - ćwiczenia z poręczowania na Bibliotece|instruktor: Tomek Jaworski, kursanci: Aga Lakwa, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek|12 07 2015}}&lt;br /&gt;
Niedzielny poranek. Chmurki wróżą pogodę, lekkie i świecące, (...) jako trzody owiec na murawie śpiące. &lt;br /&gt;
A my ruszamy z miejsca zbiórki ku Podlesicom, gdzie prężąc swą pierś stoi dumna Biblioteka. &lt;br /&gt;
Barbarzyńsko wczesna pora wyjazdu ma swoje plusy: nie ma zbyt dużego ruchu na drodze, więc szybko docieramy do celu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po solidnej powtórce węzłów, pod czujnym okiem Tomka wchodzimy na skały z których mamy schodzić przy użyciu najbardziej wyuzdanych, znanych nam technik poręczowania. Rozpoczyna się festiwal dyndania, sapania, oraz wypominania kto komu jak głęboko w co wsadzi za namówienie na udział w kursie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyblinki, ósemki i odciągi sieją się gęsto, tu i ówdzie motyl przeleci, liny trzeszczą, pot kapie, czasami łza przerażenia i bezsilności po policzku się potoczy, gdy przy łączeniu lin zamiast potrójnej ósemki wychodzi coś zbliżonego kształtem do dwóch pijanych, bijących się ośmiornic. &lt;br /&gt;
Szczęśliwie wszyscy zaliczają swój pakiet wejść i zejść bez większych strat na zdrowiu i psychice, więc zabieramy się jeszcze za tyrolkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda cały czas dopisuje. W zasadzie jest skwar jak diabli, na kaskach można robić jajka smażone, karki spiekają się w piękne wzorki od pasków mocujących nakrycia głowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem opuszczamy Organy, zaliczając u ich podnóża ponowne, krótkie szkolenie z tworzenia tyrolki. Nawet jest okazja, by każdy mógł spróbować własnoręcznego stworzenia maleńkiej, maciupeńkiej minityroleczki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym wieczorem rozjeżdżamy się do domów wbijając sobie do łba, by następnym razem nie zapomnieć kremu z filtrem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Magurska|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Lubomski (SKTJ), Daria, Gosia|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Załapałem&amp;quot; się na wyjście na zezwolenie naukowe Darii, która zamierza pobrać próbki wody z kilkunastu tatrzańskich jaskiń. W jaskini spędziliśmy ok. 4h. Dosyć tam błotniście, ale urokliwie i chwilami całkiem obszernie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna; Krakowskie Kominy |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Asia Przymus, jedna os. z klubu|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna pogoda. Przed otworem Śnieżnej spotkaliśmy wychodzącą ekipę z Łodzi. Potem sprawnie w dół do I Biwaku. W Krakowskich Kominach osiągamy Salę Śmiałka (- 130 względem otw. Śnieżnej). Ponieważ byliśmy pod presją czasu więc szybko pomykamy z powrotem najpierw w dół do Wodociągu a potem do wyjścia. Cała akcja zamyka się w 7,5 h. Jeszcze za dnia wracamy do auta. Może Asia napisze coś więcej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Sniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry: Szarpane Turnie - wspinanie |Damian Żmuda, Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,Ania K., Ania B.|03-05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis niebawem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy 12 dróg o trudnościach od IV do VI. Skały w cieniu porośniętego lasem wąwozu więc mimo upału było przyjemnie. Bardzo fajny rejon, mnóstwo obitych dróg w stylu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Ludzi nie wielu. Zakosztowaliśmy również trochę off-roadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Wodogrzmoty Mickiewicza - Warsztaty z autoratownictwa kanioningowego|&amp;lt;u&amp;gt;Majewicz Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W weekend odbyły się warsztaty z autoratownictwa kanioningowego. Niestety mogłem wziąć udział tylko w 2, praktycznym dniu szkolenia na Wodogrzmotach Mickiewicza. &amp;quot;Perła polskich kanionów&amp;quot; okazała się być bardzo przyjemna i ciekawa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podzieleni na 4 grupy pod patronatem TOPRu ćwiczyliśmy transport poszkodowanego przez &lt;br /&gt;
standardowe trudności spotykane w kanionach. Każda grupa miała wyznaczoną swoją część kanionu na transport, resztę pokonywaliśmy na sportowo. Niewysokie skoki, ciekawe tobogany i całkiem duży przepływ z cofkami i odwojami dał dużo radochy. Na moście naturalnie wywołaliśmy dużą sensację, a pod nim niczym rasowe żule obaliliśmy &amp;quot;bezalkoholowego&amp;quot; szampana z okazji 300-tnego kanionu Ola. Na koniec wparowaliśmy prosto do schroniska w dol.Roztoki w mokrych piankach na obiad. Miny ludzi bezcenne, tak samo jak gdy przebieraliśmy się w pianki przy WC Serwisach :D [lokowanie produktu]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - świetne szkolenie, szczególnie dla osób zaczynających ten sport. Nie obyło się oczywiście bez sobotniej imprezy, chrztu nowicjuszy i fantastycznej atmosfery. Zdecydowanie polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Centralny Kurs Autoratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|26 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne z cyklu szkoleń PZA w jakim miałam okazję uczestniczyć. Ćwiczenia rozpoczęły się w piątek na Suchym Połeciu (Góra Birów) od zaporęczowania stanowisk na dzień następny. W związku z tym, że dotarłam do Podzamcza dość późno, nie uczestniczyłam w tej zabawie, za to zdążyłam rozbić namiot przed deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zostaliśmy podzieleni na grupy i ćwiczyliśmy po kolei na pięciu różnych stanowiskach. Na pierwszym uczyliśmy się ratować poszkodowanego z trawersu oraz tyrolki. O ile to pierwsze nie sprawiło nikomu trudności, to już przy trawersie trzeba było ,,się naszarpać”. Kolejne stanowisko było powtórką z kursu podstawowego: ściąganie z przyrządów do zjazdu, z przyrządów do wchodzenia metodami croll w croll i przeciwwagi. Trzecie stanowisko podobało mi się najbardziej, zjazd z poszkodowanym przez przepinki i wyciąganie ofiary z ucha przepinki. To drugie niechcąco musiałam przećwiczyć przed demonstracją instruktora, kiedy wjechałam z moim poszkodowanym zbyt nisko w przepinkę. Na ostatnich dwóch stanowiskach ćwiczyliśmy wyciąganie poszkodowanego do góry, łącznie z przepinkami, metodami ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi. Drugiej metody nie zdążyłam już przećwiczyć z powodu końca zajęć, które i tak były przedłużone. Po wszystkim musieliśmy jeszcze zdeporęczować stanowiska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień ćwiczeń to akcje pozorowane w jaskiniach: Józefa, Rysiej, Szpatowców i na Świniuszce. Byłam w grupie idącej do jaskini Rysiej i już w sobotę wieczorem zostałam wyznaczona na pozoranta. Żeby akcje były jak najbardziej realne i aby wyeliminować jakąkolwiek pomoc ze strony poszkodowanych, to wszyscy pozoranci mieli mieć zasłonięte oczy w trakcie akcji. Na pocieszenie kierownik wyjścia pozwolił mi poręczować początek zjazdu do jaskini (wybranie najmniejszej osoby do tego zadania i tak było najlepszym pomysłem przy dość ciasnym zjeździe). Przy wchodzeniu na drugą poręczówkę ,,stałam się ofiarą” tzn. miałam zasłonięte oczy, a wszyscy uczestnicy dostali informację, że przestałam widzieć i mam uszkodzoną jedną rękę, co w sumie było bardziej moim zmartwieniem niż ratowników, ponieważ to ja nie mogłam jej używać do wymacywania ścian i chodzenia (z zasłoniętymi oczami!). Najpierw zostałam ściągnięta z liny, a później zaprowadzona pod studnię wlotową. Muszę przyznać, że było to dość zabawne, przez cały czas miałam przy sobie jakieś osoby, które mnie prowadziły i pomagały, choć mając sprawne nogi i jedną rękę, z instrukcjami i asekuracją musiałam się wspinać na prożki, przeciskać przez zaciski i robić zacieraczki. Wyciąganie do góry poszło bardzo sprawnie i szybko, choć moje rozmiary na pewno ułatwiły sprawę, większa osoba, nie widząc jak ma się ustawić mogła by się częściej klinować i nie była by tak łatwo wyciągnięta przez zacisk przy wejściu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazie instruktorzy szybko omówili zmagania obu dni, później szybko spakowaliśmy się w deszczu i wyjechaliśmy przed największą ulewą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Bardzkie - klubowy spływ kajakowy po Nysie Kłodzkiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadeusz i Barbara Szmatłoch, Tomasz i Joanna Jaworska, Michał Chowaniec, Marta Urbańczyk, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek, Karina, Paweł, Michał, Rafał i Wiktor Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec, Adam Mazur, Sara Wolny, Justyna Francik z Robertem, Henryk Tomanek z koleżanką (byli w niedzielę)|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny klubowy spływ kajakowy odbył się na górnym odcinku Nysy Kłodzkiej. W 2 dni spłynęliśmy tą rzeką od Młynowa przez Przełom Bardzki do Barda a dalej po biwaku w okolicy Suszki do zbiornika w Topoli gdzie przy moście skończyliśmy spływ. Rzeka o zmiennym charakterze w dolinie o stromych zboczach. Wiele bystrzyn i płycizn urozmaicających spływ. W Bardzie nawet kąpiel kilku kajakarzy w rzece. Zwiedzamy też po drodze starą sztolnię. Pierwszy dzień kończymy w deszczu. Lało całą noc aż do godzin dopołudniowych w niedzielę. Drugi etap znów po wartkim nurcie niemal do samej mety. Mimo niezbyt dobrej pogody wspaniała atmosfera w ekipie i świetne humory do końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu relacja foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNysa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt; Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|21 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano po wyjeździe kilku osób do domu nasza trójka postanawia wyjść jeszcze na szlak. Cel: Czerwone Wierchy. Trasa z Kir zielonym szlakiem na Cudakową Polanę, następnie Ścieżką nad Reglami na Miętusi Przysłop. Stamtąd niebieskim szlakiem(gdzie po drodze na przemian było słonecznie, pochmurnie, padał grad, śnieg lub deszcz.) na Małołączniak . Dalej czerwonym szlakiem na Krzesanicę i Ciemniak skąd schodzimy z powrotem na Ścieżkę nad Reglami czerwonym szlakiem i dalej do Kir zielonym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę 16.81 km pokonaliśmy w 6g:32m, przewyższenie 1222m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto (są tu też zdjęcia z akcji do Czarnej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Jaskinia Czarna Kurs - Partie Tehuby| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Aleksandra Rymarczyk, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajny wyjazd, dzięki :) Myślę, że gdyby ktoś postawił piwo Emilowi to w 10 min powstanie niezapomniany elaborat... a warto jednak, żeby jakaś dłuższa notka się tu znalazła ;) - obyło się bez piwa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza tatrzańska jaskinia odwiedzana w ramach kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek udaje nam się w miarę sprawnie i o dziwo bez opóźnienia wystartować z Bytomia. Wielki Asfaltus, bóstwo autostrad, jest dla nas łaskawy - pod Dolinę Kościeliską docieramy bez większych korków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka reorganizacja plecaków, wciągamy po kanapce i ruszamy w stronę jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nawet sprzyja: pomimo że początkowo nieco straszyło deszczem, udaje nam się w drodze załapać trochę słońca. Po godzinie mozolnego człapania Doliną docieramy na Polanę Niżnią Pisaną, skąd po wchłonięciu kolejnego szybkiego posiłku ruszamy bezpośrednio pod otwór jaskini. &lt;br /&gt;
Po 10-15 minutach wędrówki w miarę cywilizowanym szlakiem skręcamy w las i zaczynamy się wspinać zboczem w stronę Czarnej.&lt;br /&gt;
Około godzinne przeciskanie się pod górę pomiędzy drzewami pozwala nam na nowo zerknąć na temat kursu i zapewnień w stylu: „będzie fajnie” i  „fantastyczna przygoda”. Ogólnie przeprawa przez las daje szansę na zastanowienie się jak daleko mam do zawału; z czym wiąże się wylew w górach oraz czy to coś, co ruszało się w krzakach to przeżarty turysta, czy też będziemy zaraz uciekać przed niedźwiedziem. W międzyczasie udaje się także wymyślić kilka nowych przekleństw, w których główną rolę odgrywają drzewa, góry, pajęczyny oraz wsadzanie gór i wędrówek w miejsce, do którego promień słoneczny nie sięga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli docieramy pod otwór Czarnej, gdzie... po kolejny posiłku (czy my tam cały czas jemy?!) przebieramy się, by po chwili ruszyć w głąb jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakimś magicznym sposobem udaje się nikomu nie zabić, co jest szczególnie dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że praktycznie wszelkie poręczowania wykonywane były przez kursantów. Widocznie czujne oko Asi sprawiło, że nikt nie odważył się na jakieś większe błędy. &lt;br /&gt;
Do Studni Ewy docieramy z małym poślizgiem, wynikającym z nie do końca sensownego rozdzielenia worów i lin. Można było spokojnie urwać 10-15 minut czasu, które zostały zmarnowane na czekanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dotrzeć do celu i zaczynamy zwiedzać Partie Tehuby. Na pierwszy ogień idzie kierunek zachodni, skąd po dotarciu w okolice Labiryntu Wiatrów ruszamy na wschód, docierając pod Syfon Tehuby. Wyprawa odbywa się bez problemów. W trakcie jej trwania mamy okazję zaliczyć szybkie przypomnienie wiązania kilku podstawowych węzłów, znajdujemy salkę z McDonaldem oraz dla równowagi - nadziewamy się na speleokupę pozostawioną zapewne przez jakiegoś człowieka pierwotnego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy po około sześciu godzinach. W międzyczasie na powierzchni padał deszcz, co sprawia, że droga w dół zbocza dostarczyła nam wielu nowych doznań. Mamy  więc festiwal poślizgów, przyziemień oraz możliwość obserwacji jaki styl ślizgowy poszczególni uczestnicy wykorzystują podczas schodzenia w dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godzinne zejście do doliny Niżniej Pisanej kończy się szczęśliwie, kolejny posiłek pozwala nam zregenerować siły na powrót Doliną Kościeliską. Za Kirami spotykamy się jeszcze z kolejną grupą Klubowiczów wracających z wyprawy do Ptasiej. Po kilku minutach rozmowy i wykonaniu pamiątkowego zdjęcia, ruszamy do schroniska, skąd późną, wieczorową porą wychodzimy na poszukiwanie otwartego przybytku gastronomicznych rozkoszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, w godzinach porannych, czwórka z nas wraca do domu gnana obowiązkami, a reszta ekipy spędza jeszcze jeden dzień wędrując po Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W galerii Czarna-kurs dodane są zdjęcia Bogdana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Tadeusz Szmatłoch, Łukasz Pawlas, + 1 os. z klubu|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pesymistycznym prognozom, pogoda okazała się całkiem przyzwoita. Wszystko poszło sprawnie i szybko. W jaskini dotarliśmy do Starego Dna (-255) przez Salę Dantego i Studnię Taty. Od otworu wycof zjazdami (200 m) przez Próg Mułowy do Wielkiej Świstówki. W dolinie Kościeliskiej spotkaliśmy naszych klubowych kolegów i koleżanki wracających z jaskini Czarnej. Tego samego dnia wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''''Schemat zjazdu:''' od otworu jaskini Ptasiej trawersem trawiastą półką udajemy się do końca (na zachód). Z 2 ostatnich batinoksów zjazd (potrzeba 2 x 100 m liny) na dużą skalna platformę z charakterystyczną wnęką skalną (dobra osłona przed deszczem lub spadającymi kamieniami). Trochę poniżej po lewej orograficznie stronie znajdują się następne 2 batinoksy. Stąd zjazd po skosie orograficznie w lewo ok. 30 m na półkę z kolejnymi 2 batinoksami. Stąd już bezpośrednio do kotła ok. 60 m. Warto też mieć „łoki toki” do komunikacji w ścianie. Tu orientacyjny schemat:'' http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2FPtasia%2Fschemat%20zjazdu.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (Udało się odzyskać skasowane zdjęcia Tadka i dołączono do GALERII): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FPtasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Brennej czarnym a następnie zielonym szlakiem na Błatnią dalej żółtym przez Stołów, Trzy Kopce na Klimczok. Zejście czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę i zejście żółtym szlakiem do Brennej. Dystans 18km pokonane w 5h11min z drobnymi przerwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB- Jura/Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rowerowy weekend. Pierwszego dnia z pełną premedytacją błądzę na rowerze po łąkach, polach i lasach Podzamcza. Pięknie, letnio i zadziwiająco pusto. W niedzielę po wizycie w  Śląskim Centrum  Rehabilitacji  i  Prewencji,  robię trasę-Ustroń Zawodzie-Równica-Orłowa-Trzy Kopce Wiślane- powrót żółtym szlakiem do Wisły Centrum,a dalej trasą rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa stosunkowo kamienista na trasie Równica-Trzy Kopce Wiślane (na tyle, by skutecznie przekonała mnie wreszcie do zakupu rowerowych... spodenek :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Kozia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
Najdłuższa jak na razie z naszych &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;. Od samochodu do samochodu 11 godzin. Wejście do jaskini na podstawie odrębnego zezwolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem  RKG ,,Nocek” wystąpił jako partner Motoserca, czyli akcji zbiórki krwi prowadzonej przez klub motocyklowy Invaders z Rudy Śląskiej. Impreza miała miejsce na terenach przylegających do Aquadromu na Halembie. Początkowo planowaliśmy zbudować mały park linowy, jednak z powodu niedomówień z gospodarzem terenu musieliśmy powstrzymać wyobraźnię i zejść na ziemię (dosłownie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy na głównym placu odbywały się koncerty i pokazy (różne dziecięce zespoły, wystawa motocykli, starych samochodów itp.) oraz zbiórka krwi, na trawie nieopodal, w cieniu drzew działaliśmy my. Atrakcje jakie zafundował Nocek dzieciom można zobaczyć na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2Fmotoserce&amp;amp;startat=1 Zbudowaliśmy z Łukaszem i Olą, która dołączyła do nas później (całe szczęście, bo miała wenę do plątania lin), ogromną pajęczynę, pomiędzy którą dzieciaki musiały przechodzić i zbierać taśmy z karabinkami. Druga konkurencja była bardziej związana z działalnością jaskiniową – trzeba było wciągnąć wór jaskiniowy (ciężki wór jaskiniowy) parę metrów nad ziemię. Wszystkie dzieciaki radziły sobie wspaniale, podobało im się na tyle, że część z nich wracała parę razy. Ja jednak nadal czuję niedosyt związany z brakiem trudnych przepraw nadziemnych, jednak mądrzejsza o zaistniałą sytuację jestem pewna, że nadrobimy następnym razem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd  kanioningowy zrodził się oczywiście z zazdrości. Jako, że nie byliśmy wstanie wybrać się na profesjonalny wyjazd z Prezesem na czele postanowiliśmy zrobić wyjazd alternatywny. Wybieramy rejon położony miedzy Linz a Monachium, nad pięknym jeziorem Attersee. Niestety podobnie jak w Polsce również w Austrii w długi weekend  wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wiec mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca na kampingu. W pierwszym dniu robimy kanion Burggrabenklamm (v3, a3, III) który startuje ze szlaku, więc publiczność mieliśmy gwarantowaną. Kanion całkiem fajny, szczególnie efektowny 18 metrowy zjazd, końcowa część prowadzi pod komercyjną drogą  poprowadzoną na stalowych podestach nad dnem kanionu (sława, zachwyty publiczności itp.). Po tej rozgrzewce byliśmy gotowi na główny cel wyjazdu czyli kanion Jabron (v4,a4, III) , który okazuje się znacznie bardzie wymagający od poprzednika. Spotykamy w nim grupę przewodników, którzy sprawdzali pierwszy raz w sezonie stan całego kaniony przed rozpoczęciem sezonu z klientami, to się nazywa profesjonalne podejście. W Jabronie jest kilka ciekawych skoków, lecz większość z nich odpuściliśmy, za to mogliśmy podziwiać wyczyny jednego z przewodników, który zaprezentował nam np. 6 metrowy, ryzykowny (śliski start, duża odległość pozioma) skok z pełnym saltem !!!. W sobotę wybieramy kanion Strubklamm(v1,a3, III), który  najbardziej nas zaskoczył, od samego startu był nietypowy. Rozpoczynał się nie podejściem ale zejściem z zapory, ponadto pokonaliśmy go bez użycia liny za to trochę sobie popływaliśmy. Pokonanie kanionu zajęło nam około 2,5h z czego ponad godzinę trzeba było pływać!!! Najdłuższy odcinek do przepłynięcia miał 300m,nie pamiętam kiedy wcześniej  tyle przepłynąłem:) Kanion też obfitował w duża ilość fajnych skoków,  w tym jeden 8 metrowy. Muszę tu wspomnieć również o przepięknym wodospadzie, który spadał z jednej ze ścian prosto do kanionu. Dzięki odpowiedniemu usytuowaniu słońca mogliśmy podziwiać podwójną tęcze, która nieomal się zamykała. Niestety w tym dniu zapomnieliśmy zabrać aparatu ……Koniec kanionu ponownie nas zaskoczył, ponieważ niespodziewanie znaleźliśmy się na zatłoczonej plaży i znowu te zachwyty tłumu, autografy….W niedziele bardzo leniwie zbieramy się do drogi powrotnej, w trakcie której odwiedzamy sprawdzoną knajpę w Czechach z przepysznym jedzeniem np. kotlet nadziewany szynką …jak dla mnie mistrzostwo, szczególnie że od 4 dni nie jadłem mięsa:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, dłuższy wyjazd w ramach kursu. Do odwiedzenia cztery jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolska i Malinowska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów docieramy do schroniska. Skromny stan przedzawałowy i łza rozpaczy tocząca się po policzku w trakcie podejścia do schroniska, wyraźnie sygnalizują, że zaczyna się zabawa z przeprawą przez tereny, które nie mają wiele wspólnego z wygodnym, płaskim chodnikiem i budkami z kebabem rozstawionymi co kilkaset metrów.&lt;br /&gt;
Po zrzuceniu części bagażu do schroniska i  delikatnej redukcji zawartości plecaków ze sprzętem, ruszamy w stronę Trzech Kopców. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja. Docieramy pod Trzy Kopce bez większych niespodzianek. Żaden zwierz leśny ni gadzina pełzająca nie stają na naszej drodze. Mijamy jedynie kilka grupek turystów, sympatycznie pozdrawiających nas w drodze do jaskini. Jest gorąco…&lt;br /&gt;
Po szybkim posiłku wchłoniętym przed wejściem do Trzech Kopców, przebieramy się w wyjściowe ciuszki i kolejne wskakujemy do przyjemnie chłodnej dziury. &lt;br /&gt;
Trzy Kopce witają nas licznymi szczelinami, zawaliskami, oraz stadem odstających, twardych krawędzi idealnych do tego, by przypomnieć sobie o konieczności uważania na łokcie, kolana, czy inne wystające elementy organizmu. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini przebiega bez większych problemów: jest okazja do przeciśnięcia się przez kilka ciaśniejszych miejsc, znajdujemy lokalizację idealną do rozprostowania nóg w pozycji leżącej, dającą jednocześnie możliwość wygodnej obserwacji umordowanych osób wypełzających z dojścia do końcowych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Tradycyjne poszukiwania wyjścia przez kursantów kończą się fiaskiem. Na szczęście Buli orientuje się z grubsza którędy do góry, więc nie grozi nam śmierć głodowa. &lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu sporej części Trzech Kopców, gramolimy się na powierzchnię, gdzie wita nas deszcz przechodzący po chwili w burzę. Gdy myślimy, że nie może być gorzej, pojawia się grad. Na szczęście znajdujemy minimalne schronienie pod pobliskimi drzewami. &lt;br /&gt;
Kilkanaście minut (i kanapek) później ruszamy w stronę Dującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpogadza się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedaleko celu naszej podróży znów rzucamy się na szybki posiłek. Po kilkunastu minutach naciągnąwszy na grzbiety nieco wilgotne kombinezony, idziemy szukać wejścia. &lt;br /&gt;
Niewielki otwór z przerzuconą przezeń kłodą, nie zapowiada wrażeń, które czekają nas na dole. Kolejno wskakujemy w ciemność, uprzednio żegnając się z jakimś sympatycznym pytongiem górskim, który urządził sobie legowisko na kamieniu obok wejścia.&lt;br /&gt;
Dująca wyraźniej daje się nam we znaki. O ile jeszcze Smukła Szczelina w drodze na dół nie wydaje się wielkim wyzwaniem, tak posiadacze dłuższego organizmu, już na Ciągu Twardzieli mogą mieć problemy ze złamaniem swego cielska w taki sposób, by dostać się do dalszych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w przypadku Trzech Kopców, zwiedzamy Dującą bez większych niespodzianek. Problem pojawia się dopiero przy wyjściu, gdy to mój skromny organizm nijak nie daje rady przepchnąć się w górę przez Smukłą Szczelinę. Łukasz i Asia dzielnie ciągną mnie za fraki do góry, co przy jednoczesnym wypychaniu mnie od spodu przez Buliego sprawia, że jakimś sposobem udaje się mnie wypchnąć z otworu, z którym nijak nie jestem kompatybilny gabarytowo. &lt;br /&gt;
Wychodząc na powierzchnię, jesteśmy tradycyjnie witani… deszczem. Tym razem bez burzy i gradu. &lt;br /&gt;
Droga powrotna przebiega bez większych komplikacji. Nikomu nie udaje się poważniej zgubić, nikt nie zostaje pożarty przez zwierzynę leśną, bezpiecznie docieramy do schroniska, skąd po doprowadzeniu swoich powłok cielesnych do stanu, w którym nie powodujemy ataków paniki postronnych osób, ruszamy w stronę cywilizacji, by zjeść ciepłą kolację.&lt;br /&gt;
Jak się okazuje, znalezienie wieczorową porą otwartej knajpy w Szczyrku jest trudniejsze, niż znalezienie Dującej. Na szczęście udaje nam się trafić do miejsca, gdzie zostajemy nakarmieni i napojeni.&lt;br /&gt;
Kolacja kończy się pożegnaniem – opuszczają nas Bogdan, Asia i Łukasz, zmuszeni obowiązkami do powrotu. Reszta rusza w stronę schroniska, gdzie ku chwale Morfeusza zwala się na materace, chwile później pochrapując radośnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wciągnięciu solidnego śniadania, opuszczamy schronisko i przemieszczamy się w stronę Jaskini Salmopolskiej. Pogoda jak najbardziej sprzyja. Być może tym razem uda się nie zmoknąć…&lt;br /&gt;
Po przebyciu niedługiego odcinka drogi, prowadzącego od parkingu do okolic otworu wejściowego, wskakujemy w kombinezony, których stan jednoznacznie wskazuje na to, co przeszły poprzedniego dnia. Chwilę później kolejno zanurzamy się przyjemnie chłodną jaskinię. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie Salmopolskiej nie zabiera wiele czasu: sprawnie docieramy do północnej części jaskini, następnie po nawrocie kierujemy się ku studni końcowej. Tam czeka nas niespodzianka: nad studnią objawia się okienko prawdopodobnie prowadzące do dalszych partii, których nie mamy oznaczonych na mapie. Część z nas decyduje się na szybki rzut okiem w stronę otworu.&lt;br /&gt;
Chwilę później zawracamy, kierując się już w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;
Wydostajemy się na powierzchnię – szok. Nie pada! Mało tego – słońce świeci! Ruszamy raźno do ostatniej jaskini, którą mamy zamiar zwiedzić. Naszym celem jest Malinowska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów znajdujemy jaskinię. Przy pomocy znajdującej się w środku drabiny, kolejno schodzimy w dół.&lt;br /&gt;
Malinowska ze względu na swoje rozmiary, nie zabiera nam wiele czasu. Krótki podziemny przemarsz można w zasadzie potraktować bardziej jak niedzielny spacerek. Po zwiedzeniu całości jaskini wdrapujemy się na powierzchnię, gdzie w końcu można wyłączyć czołówki na dłuższy czas. &lt;br /&gt;
Idealnym zakończeniem weekendu jest postój na tradycyjnej szarlotce w miejscu, gdzie nie da się skończyć konsumpcji na jednym ciastku. Po wchłonięciu kalorii w ilości mogącej zasilić średniej wielkości miasteczko, pakujemy się do samochodów i ruszamy w stronę domów… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=5523</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=5523"/>
		<updated>2015-08-20T08:25:35Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''31 07 - 16 08 2015''' - FRANCJA/WŁOCHY – wspinanie w Alpach i Dolomitach&lt;br /&gt;
* '''26 07 - 12 08 2015''' - NORWEGIA/SZWECJA - wszystkiego po trochu&lt;br /&gt;
* '''05 - 09 08 2015''' - Tatry - obóz kursowy&lt;br /&gt;
* '''16 - 20 07 2015''' - WŁOCHY: kaniony Tolmezzo&lt;br /&gt;
* '''18 - 19 07 2015''' - Tatry- Jaskinia Marmurowa - kurs&lt;br /&gt;
* '''19 07 2015''' - Jura - na rowerach w dolinie Dłubni&lt;br /&gt;
* '''12 07 2015''' - Jura - kursowy wyjazd na poręczowanie&lt;br /&gt;
* '''11 07 2015''' - Tatry Zach. - jaskinia Magurska&lt;br /&gt;
* '''11 07 2015''' - Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna&lt;br /&gt;
* '''03-05 07 2015''' - SŁOWACJA: Tatry; Szarpane Turnie - wspinanie&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=5483</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=5483"/>
		<updated>2015-07-08T10:16:08Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''03-05 07 2015''' - SŁOWACJA-Tatry:Szarpane Turnie - wspinanie&lt;br /&gt;
* '''05 07 2015''' - Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni&lt;br /&gt;
* '''27 - 28 06 2015''' - Warsztaty z autoratownictwa kanioningowego&lt;br /&gt;
* '''26 - 28 06 2015''' - Centralny Kurs Autoratownictwa w Podzamczu&lt;br /&gt;
* '''27 - 28 06 2015''' - Góry Bardzkie - klubowy spływ kajakowy po Nysie Kłodzkiej&lt;br /&gt;
* '''21 06 2015''' - Tatry Zach. - Czerwone Wierchy&lt;br /&gt;
* '''20 06 2015''' - Tatry Zach. - jaskinia Czarna&lt;br /&gt;
* '''20 06 2015''' - Tatry Zach. - jaskinia Ptasia&lt;br /&gt;
* '''13 i 14 06 2015''' - Beski Śląski - MTB i spacery&lt;br /&gt;
* '''13 06 2015''' - Tatry Zach. - jaskinia Kozia&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5482</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5482"/>
		<updated>2015-07-08T10:13:55Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry:Szarpane Turnie -wspinanie |Damian Żmuda, Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,Ania K., Ania B.|03-05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis niebawem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy 12 dróg o trudnościach od IV do VI. Skały w cieniu porośniętego lasem wąwozu więc mimo upału było przyjemnie. Bardzo fajny rejon, mnóstwo obitych dróg w stylu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Ludzi nie wielu. Zakosztowaliśmy również trochę off-roadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Wodogrzmoty Mickiewicza - Warsztaty z autoratownictwa kanioningowego|&amp;lt;u&amp;gt;Majewicz Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W weekend odbyły się warsztaty z autoratownictwa kanioningowego. Niestety mogłem wziąć udział tylko w 2, praktycznym dniu szkolenia na Wodogrzmotach Mickiewicza. &amp;quot;Perła polskich kanionów&amp;quot; okazała się być bardzo przyjemna i ciekawa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podzieleni na 4 grupy pod patronatem TOPRu ćwiczyliśmy transport poszkodowanego przez &lt;br /&gt;
standardowe trudności spotykane w kanionach. Każda grupa miała wyznaczoną swoją część kanionu na transport, resztę pokonywaliśmy na sportowo. Niewysokie skoki, ciekawe tobogany i całkiem duży przepływ z cofkami i odwojami dał dużo radochy. Na moście naturalnie wywołaliśmy dużą sensację, a pod nim niczym rasowe żule obaliliśmy &amp;quot;bezalkoholowego&amp;quot; szampana z okazji 300-tnego kanionu Ola. Na koniec wparowaliśmy prosto do schroniska w dol.Roztoki w mokrych piankach na obiad. Miny ludzi bezcenne, tak samo jak gdy przebieraliśmy się w pianki przy WC Serwisach :D [lokowanie produktu]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - świetne szkolenie, szczególnie dla osób zaczynających ten sport. Nie obyło się oczywiście bez sobotniej imprezy, chrztu nowicjuszy i fantastycznej atmosfery. Zdecydowanie polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Centralny Kurs Autoratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|26 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne z cyklu szkoleń PZA w jakim miałam okazję uczestniczyć. Ćwiczenia rozpoczęły się w piątek na Suchym Połeciu (Góra Birów) od zaporęczowania stanowisk na dzień następny. W związku z tym, że dotarłam do Podzamcza dość późno, nie uczestniczyłam w tej zabawie, za to zdążyłam rozbić namiot przed deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zostaliśmy podzieleni na grupy i ćwiczyliśmy po kolei na pięciu różnych stanowiskach. Na pierwszym uczyliśmy się ratować poszkodowanego z trawersu oraz tyrolki. O ile to pierwsze nie sprawiło nikomu trudności, to już przy trawersie trzeba było ,,się naszarpać”. Kolejne stanowisko było powtórką z kursu podstawowego: ściąganie z przyrządów do zjazdu, z przyrządów do wchodzenia metodami croll w croll i przeciwwagi. Trzecie stanowisko podobało mi się najbardziej, zjazd z poszkodowanym przez przepinki i wyciąganie ofiary z ucha przepinki. To drugie niechcąco musiałam przećwiczyć przed demonstracją instruktora, kiedy wjechałam z moim poszkodowanym zbyt nisko w przepinkę. Na ostatnich dwóch stanowiskach ćwiczyliśmy wyciąganie poszkodowanego do góry, łącznie z przepinkami, metodami ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi. Drugiej metody nie zdążyłam już przećwiczyć z powodu końca zajęć, które i tak były przedłużone. Po wszystkim musieliśmy jeszcze zdeporęczować stanowiska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień ćwiczeń to akcje pozorowane w jaskiniach: Józefa, Rysiej, Szpatowców i na Świniuszce. Byłam w grupie idącej do jaskini Rysiej i już w sobotę wieczorem zostałam wyznaczona na pozoranta. Żeby akcje były jak najbardziej realne i aby wyeliminować jakąkolwiek pomoc ze strony poszkodowanych, to wszyscy pozoranci mieli mieć zasłonięte oczy w trakcie akcji. Na pocieszenie kierownik wyjścia pozwolił mi poręczować początek zjazdu do jaskini (wybranie najmniejszej osoby do tego zadania i tak było najlepszym pomysłem przy dość ciasnym zjeździe). Przy wchodzeniu na drugą poręczówkę ,,stałam się ofiarą” tzn. miałam zasłonięte oczy, a wszyscy uczestnicy dostali informację, że przestałam widzieć i mam uszkodzoną jedną rękę, co w sumie było bardziej moim zmartwieniem niż ratowników, ponieważ to ja nie mogłam jej używać do wymacywania ścian i chodzenia (z zasłoniętymi oczami!). Najpierw zostałam ściągnięta z liny, a później zaprowadzona pod studnię wlotową. Muszę przyznać, że było to dość zabawne, przez cały czas miałam przy sobie jakieś osoby, które mnie prowadziły i pomagały, choć mając sprawne nogi i jedną rękę, z instrukcjami i asekuracją musiałam się wspinać na prożki, przeciskać przez zaciski i robić zacieraczki. Wyciąganie do góry poszło bardzo sprawnie i szybko, choć moje rozmiary na pewno ułatwiły sprawę, większa osoba, nie widząc jak ma się ustawić mogła by się częściej klinować i nie była by tak łatwo wyciągnięta przez zacisk przy wejściu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazie instruktorzy szybko omówili zmagania obu dni, później szybko spakowaliśmy się w deszczu i wyjechaliśmy przed największą ulewą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Bardzkie - klubowy spływ kajakowy po Nysie Kłodzkiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadeusz i Barbara Szmatłoch, Tomasz i Joanna Jaworska, Michał Chowaniec, Marta Urbańczyk, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek, Karina, Paweł, Michał, Rafał i Wiktor Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec, Adam Mazur, Sara Wolny, Justyna Francik z Robertem, Henryk Tomanek z koleżanką (byli w niedzielę)|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny klubowy spływ kajakowy odbył się na górnym odcinku Nysy Kłodzkiej. W 2 dni spłynęliśmy tą rzeką od Młynowa przez Przełom Bardzki do Barda a dalej po biwaku w okolicy Suszki do zbiornika w Topoli gdzie przy moście skończyliśmy spływ. Rzeka o zmiennym charakterze w dolinie o stromych zboczach. Wiele bystrzyn i płycizn urozmaicających spływ. W Bardzie nawet kąpiel kilku kajakarzy w rzece. Zwiedzamy też po drodze starą sztolnię. Pierwszy dzień kończymy w deszczu. Lało całą noc aż do godzin dopołudniowych w niedzielę. Drugi etap znów po wartkim nurcie niemal do samej mety. Mimo niezbyt dobrej pogody wspaniała atmosfera w ekipie i świetne humory do końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu relacja foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNysa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt; Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|21 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano po wyjeździe kilku osób do domu nasza trójka postanawia wyjść jeszcze na szlak. Cel: Czerwone Wierchy. Trasa z Kir zielonym szlakiem na Cudakową Polanę, następnie Ścieżką nad Reglami na Miętusi Przysłop. Stamtąd niebieskim szlakiem(gdzie po drodze na przemian było słonecznie, pochmurnie, padał grad, śnieg lub deszcz.) na Małołączniak . Dalej czerwonym szlakiem na Krzesanicę i Ciemniak skąd schodzimy z powrotem na Ścieżkę nad Reglami czerwonym szlakiem i dalej do Kir zielonym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę 16.81 km pokonaliśmy w 6g:32m, przewyższenie 1222m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto (są tu też zdjęcia z akcji do Czarnej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Jaskinia Czarna Kurs - Partie Tehuby| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Aleksandra Rymarczyk, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajny wyjazd, dzięki :) Myślę, że gdyby ktoś postawił piwo Emilowi to w 10 min powstanie niezapomniany elaborat... a warto jednak, żeby jakaś dłuższa notka się tu znalazła ;) - obyło się bez piwa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza tatrzańska jaskinia odwiedzana w ramach kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek udaje nam się w miarę sprawnie i o dziwo bez opóźnienia wystartować z Bytomia. Wielki Asfaltus, bóstwo autostrad, jest dla nas łaskawy - pod Dolinę Kościeliską docieramy bez większych korków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka reorganizacja plecaków, wciągamy po kanapce i ruszamy w stronę jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nawet sprzyja: pomimo że początkowo nieco straszyło deszczem, udaje nam się w drodze załapać trochę słońca. Po godzinie mozolnego człapania Doliną docieramy na Polanę Niżnią Pisaną, skąd po wchłonięciu kolejnego szybkiego posiłku ruszamy bezpośrednio pod otwór jaskini. &lt;br /&gt;
Po 10-15 minutach wędrówki w miarę cywilizowanym szlakiem skręcamy w las i zaczynamy się wspinać zboczem w stronę Czarnej.&lt;br /&gt;
Około godzinne przeciskanie się pod górę pomiędzy drzewami pozwala nam na nowo zerknąć na temat kursu i zapewnień w stylu: „będzie fajnie” i  „fantastyczna przygoda”. Ogólnie przeprawa przez las daje szansę na zastanowienie się jak daleko mam do zawału; z czym wiąże się wylew w górach oraz czy to coś, co ruszało się w krzakach to przeżarty turysta, czy też będziemy zaraz uciekać przed niedźwiedziem. W międzyczasie udaje się także wymyślić kilka nowych przekleństw, w których główną rolę odgrywają drzewa, góry, pajęczyny oraz wsadzanie gór i wędrówek w miejsce, do którego promień słoneczny nie sięga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli docieramy pod otwór Czarnej, gdzie... po kolejny posiłku (czy my tam cały czas jemy?!) przebieramy się, by po chwili ruszyć w głąb jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakimś magicznym sposobem udaje się nikomu nie zabić, co jest szczególnie dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że praktycznie wszelkie poręczowania wykonywane były przez kursantów. Widocznie czujne oko Asi sprawiło, że nikt nie odważył się na jakieś większe błędy. &lt;br /&gt;
Do Studni Ewy docieramy z małym poślizgiem, wynikającym z nie do końca sensownego rozdzielenia worów i lin. Można było spokojnie urwać 10-15 minut czasu, które zostały zmarnowane na czekanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dotrzeć do celu i zaczynamy zwiedzać Partie Tehuby. Na pierwszy ogień idzie kierunek zachodni, skąd po dotarciu w okolice Labiryntu Wiatrów ruszamy na wschód, docierając pod Syfon Tehuby. Wyprawa odbywa się bez problemów. W trakcie jej trwania mamy okazję zaliczyć szybkie przypomnienie wiązania kilku podstawowych węzłów, znajdujemy salkę z McDonaldem oraz dla równowagi - nadziewamy się na speleokupę pozostawioną zapewne przez jakiegoś człowieka pierwotnego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy po około sześciu godzinach. W międzyczasie na powierzchni padał deszcz, co sprawia, że droga w dół zbocza dostarczyła nam wielu nowych doznań. Mamy  więc festiwal poślizgów, przyziemień oraz możliwość obserwacji jaki styl ślizgowy poszczególni uczestnicy wykorzystują podczas schodzenia w dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godzinne zejście do doliny Niżniej Pisanej kończy się szczęśliwie, kolejny posiłek pozwala nam zregenerować siły na powrót Doliną Kościeliską. Za Kirami spotykamy się jeszcze z kolejną grupą Klubowiczów wracających z wyprawy do Ptasiej. Po kilku minutach rozmowy i wykonaniu pamiątkowego zdjęcia, ruszamy do schroniska, skąd późną, wieczorową porą wychodzimy na poszukiwanie otwartego przybytku gastronomicznych rozkoszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, w godzinach porannych, czwórka z nas wraca do domu gnana obowiązkami, a reszta ekipy spędza jeszcze jeden dzień wędrując po Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W galerii Czarna-kurs dodane są zdjęcia Bogdana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Tadeusz Szmatłoch, Łukasz Pawlas, + 1 os. z klubu|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pesymistycznym prognozom, pogoda okazała się całkiem przyzwoita. Wszystko poszło sprawnie i szybko. W jaskini dotarliśmy do Starego Dna (-255) przez Salę Dantego i Studnię Taty. Od otworu wycof zjazdami (200 m) przez Próg Mułowy do Wielkiej Świstówki. W dolinie Kościeliskiej spotkaliśmy naszych klubowych kolegów i koleżanki wracających z jaskini Czarnej. Tego samego dnia wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''''Schemat zjazdu:''' od otworu jaskini Ptasiej trawersem trawiastą półką udajemy się do końca (na zachód). Z 2 ostatnich batinoksów zjazd (potrzeba 2 x 100 m liny) na dużą skalna platformę z charakterystyczną wnęką skalną (dobra osłona przed deszczem lub spadającymi kamieniami). Trochę poniżej po lewej orograficznie stronie znajdują się następne 2 batinoksy. Stąd zjazd po skosie orograficznie w lewo ok. 30 m na półkę z kolejnymi 2 batinoksami. Stąd już bezpośrednio do kotła ok. 60 m. Warto też mieć „łoki toki” do komunikacji w ścianie. Tu orientacyjny schemat:'' http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2FPtasia%2Fschemat%20zjazdu.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (Udało się odzyskać skasowane zdjęcia Tadka i dołączono do GALERII): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FPtasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Brennej czarnym a następnie zielonym szlakiem na Błatnią dalej żółtym przez Stołów, Trzy Kopce na Klimczok. Zejście czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę i zejście żółtym szlakiem do Brennej. Dystans 18km pokonane w 5h11min z drobnymi przerwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB- Jura/Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rowerowy weekend. Pierwszego dnia z pełną premedytacją błądzę na rowerze po łąkach, polach i lasach Podzamcza. Pięknie, letnio i zadziwiająco pusto. W niedzielę po wizycie w  Śląskim Centrum  Rehabilitacji  i  Prewencji,  robię trasę-Ustroń Zawodzie-Równica-Orłowa-Trzy Kopce Wiślane- powrót żółtym szlakiem do Wisły Centrum,a dalej trasą rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa stosunkowo kamienista na trasie Równica-Trzy Kopce Wiślane (na tyle, by skutecznie przekonała mnie wreszcie do zakupu rowerowych... spodenek :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Kozia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
Najdłuższa jak na razie z naszych &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;. Od samochodu do samochodu 11 godzin. Wejście do jaskini na podstawie odrębnego zezwolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem  RKG ,,Nocek” wystąpił jako partner Motoserca, czyli akcji zbiórki krwi prowadzonej przez klub motocyklowy Invaders z Rudy Śląskiej. Impreza miała miejsce na terenach przylegających do Aquadromu na Halembie. Początkowo planowaliśmy zbudować mały park linowy, jednak z powodu niedomówień z gospodarzem terenu musieliśmy powstrzymać wyobraźnię i zejść na ziemię (dosłownie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy na głównym placu odbywały się koncerty i pokazy (różne dziecięce zespoły, wystawa motocykli, starych samochodów itp.) oraz zbiórka krwi, na trawie nieopodal, w cieniu drzew działaliśmy my. Atrakcje jakie zafundował Nocek dzieciom można zobaczyć na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2Fmotoserce&amp;amp;startat=1 Zbudowaliśmy z Łukaszem i Olą, która dołączyła do nas później (całe szczęście, bo miała wenę do plątania lin), ogromną pajęczynę, pomiędzy którą dzieciaki musiały przechodzić i zbierać taśmy z karabinkami. Druga konkurencja była bardziej związana z działalnością jaskiniową – trzeba było wciągnąć wór jaskiniowy (ciężki wór jaskiniowy) parę metrów nad ziemię. Wszystkie dzieciaki radziły sobie wspaniale, podobało im się na tyle, że część z nich wracała parę razy. Ja jednak nadal czuję niedosyt związany z brakiem trudnych przepraw nadziemnych, jednak mądrzejsza o zaistniałą sytuację jestem pewna, że nadrobimy następnym razem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd  kanioningowy zrodził się oczywiście z zazdrości. Jako, że nie byliśmy wstanie wybrać się na profesjonalny wyjazd z Prezesem na czele postanowiliśmy zrobić wyjazd alternatywny. Wybieramy rejon położony miedzy Linz a Monachium, nad pięknym jeziorem Attersee. Niestety podobnie jak w Polsce również w Austrii w długi weekend  wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wiec mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca na kampingu. W pierwszym dniu robimy kanion Burggrabenklamm (v3, a3, III) który startuje ze szlaku, więc publiczność mieliśmy gwarantowaną. Kanion całkiem fajny, szczególnie efektowny 18 metrowy zjazd, końcowa część prowadzi pod komercyjną drogą  poprowadzoną na stalowych podestach nad dnem kanionu (sława, zachwyty publiczności itp.). Po tej rozgrzewce byliśmy gotowi na główny cel wyjazdu czyli kanion Jabron (v4,a4, III) , który okazuje się znacznie bardzie wymagający od poprzednika. Spotykamy w nim grupę przewodników, którzy sprawdzali pierwszy raz w sezonie stan całego kaniony przed rozpoczęciem sezonu z klientami, to się nazywa profesjonalne podejście. W Jabronie jest kilka ciekawych skoków, lecz większość z nich odpuściliśmy, za to mogliśmy podziwiać wyczyny jednego z przewodników, który zaprezentował nam np. 6 metrowy, ryzykowny (śliski start, duża odległość pozioma) skok z pełnym saltem !!!. W sobotę wybieramy kanion Strubklamm(v1,a3, III), który  najbardziej nas zaskoczył, od samego startu był nietypowy. Rozpoczynał się nie podejściem ale zejściem z zapory, ponadto pokonaliśmy go bez użycia liny za to trochę sobie popływaliśmy. Pokonanie kanionu zajęło nam około 2,5h z czego ponad godzinę trzeba było pływać!!! Najdłuższy odcinek do przepłynięcia miał 300m,nie pamiętam kiedy wcześniej  tyle przepłynąłem:) Kanion też obfitował w duża ilość fajnych skoków,  w tym jeden 8 metrowy. Muszę tu wspomnieć również o przepięknym wodospadzie, który spadał z jednej ze ścian prosto do kanionu. Dzięki odpowiedniemu usytuowaniu słońca mogliśmy podziwiać podwójną tęcze, która nieomal się zamykała. Niestety w tym dniu zapomnieliśmy zabrać aparatu ……Koniec kanionu ponownie nas zaskoczył, ponieważ niespodziewanie znaleźliśmy się na zatłoczonej plaży i znowu te zachwyty tłumu, autografy….W niedziele bardzo leniwie zbieramy się do drogi powrotnej, w trakcie której odwiedzamy sprawdzoną knajpę w Czechach z przepysznym jedzeniem np. kotlet nadziewany szynką …jak dla mnie mistrzostwo, szczególnie że od 4 dni nie jadłem mięsa:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, dłuższy wyjazd w ramach kursu. Do odwiedzenia cztery jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolska i Malinowska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów docieramy do schroniska. Skromny stan przedzawałowy i łza rozpaczy tocząca się po policzku w trakcie podejścia do schroniska, wyraźnie sygnalizują, że zaczyna się zabawa z przeprawą przez tereny, które nie mają wiele wspólnego z wygodnym, płaskim chodnikiem i budkami z kebabem rozstawionymi co kilkaset metrów.&lt;br /&gt;
Po zrzuceniu części bagażu do schroniska i  delikatnej redukcji zawartości plecaków ze sprzętem, ruszamy w stronę Trzech Kopców. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja. Docieramy pod Trzy Kopce bez większych niespodzianek. Żaden zwierz leśny ni gadzina pełzająca nie stają na naszej drodze. Mijamy jedynie kilka grupek turystów, sympatycznie pozdrawiających nas w drodze do jaskini. Jest gorąco…&lt;br /&gt;
Po szybkim posiłku wchłoniętym przed wejściem do Trzech Kopców, przebieramy się w wyjściowe ciuszki i kolejne wskakujemy do przyjemnie chłodnej dziury. &lt;br /&gt;
Trzy Kopce witają nas licznymi szczelinami, zawaliskami, oraz stadem odstających, twardych krawędzi idealnych do tego, by przypomnieć sobie o konieczności uważania na łokcie, kolana, czy inne wystające elementy organizmu. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini przebiega bez większych problemów: jest okazja do przeciśnięcia się przez kilka ciaśniejszych miejsc, znajdujemy lokalizację idealną do rozprostowania nóg w pozycji leżącej, dającą jednocześnie możliwość wygodnej obserwacji umordowanych osób wypełzających z dojścia do końcowych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Tradycyjne poszukiwania wyjścia przez kursantów kończą się fiaskiem. Na szczęście Buli orientuje się z grubsza którędy do góry, więc nie grozi nam śmierć głodowa. &lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu sporej części Trzech Kopców, gramolimy się na powierzchnię, gdzie wita nas deszcz przechodzący po chwili w burzę. Gdy myślimy, że nie może być gorzej, pojawia się grad. Na szczęście znajdujemy minimalne schronienie pod pobliskimi drzewami. &lt;br /&gt;
Kilkanaście minut (i kanapek) później ruszamy w stronę Dującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpogadza się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedaleko celu naszej podróży znów rzucamy się na szybki posiłek. Po kilkunastu minutach naciągnąwszy na grzbiety nieco wilgotne kombinezony, idziemy szukać wejścia. &lt;br /&gt;
Niewielki otwór z przerzuconą przezeń kłodą, nie zapowiada wrażeń, które czekają nas na dole. Kolejno wskakujemy w ciemność, uprzednio żegnając się z jakimś sympatycznym pytongiem górskim, który urządził sobie legowisko na kamieniu obok wejścia.&lt;br /&gt;
Dująca wyraźniej daje się nam we znaki. O ile jeszcze Smukła Szczelina w drodze na dół nie wydaje się wielkim wyzwaniem, tak posiadacze dłuższego organizmu, już na Ciągu Twardzieli mogą mieć problemy ze złamaniem swego cielska w taki sposób, by dostać się do dalszych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w przypadku Trzech Kopców, zwiedzamy Dującą bez większych niespodzianek. Problem pojawia się dopiero przy wyjściu, gdy to mój skromny organizm nijak nie daje rady przepchnąć się w górę przez Smukłą Szczelinę. Łukasz i Asia dzielnie ciągną mnie za fraki do góry, co przy jednoczesnym wypychaniu mnie od spodu przez Buliego sprawia, że jakimś sposobem udaje się mnie wypchnąć z otworu, z którym nijak nie jestem kompatybilny gabarytowo. &lt;br /&gt;
Wychodząc na powierzchnię, jesteśmy tradycyjnie witani… deszczem. Tym razem bez burzy i gradu. &lt;br /&gt;
Droga powrotna przebiega bez większych komplikacji. Nikomu nie udaje się poważniej zgubić, nikt nie zostaje pożarty przez zwierzynę leśną, bezpiecznie docieramy do schroniska, skąd po doprowadzeniu swoich powłok cielesnych do stanu, w którym nie powodujemy ataków paniki postronnych osób, ruszamy w stronę cywilizacji, by zjeść ciepłą kolację.&lt;br /&gt;
Jak się okazuje, znalezienie wieczorową porą otwartej knajpy w Szczyrku jest trudniejsze, niż znalezienie Dującej. Na szczęście udaje nam się trafić do miejsca, gdzie zostajemy nakarmieni i napojeni.&lt;br /&gt;
Kolacja kończy się pożegnaniem – opuszczają nas Bogdan, Asia i Łukasz, zmuszeni obowiązkami do powrotu. Reszta rusza w stronę schroniska, gdzie ku chwale Morfeusza zwala się na materace, chwile później pochrapując radośnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wciągnięciu solidnego śniadania, opuszczamy schronisko i przemieszczamy się w stronę Jaskini Salmopolskiej. Pogoda jak najbardziej sprzyja. Być może tym razem uda się nie zmoknąć…&lt;br /&gt;
Po przebyciu niedługiego odcinka drogi, prowadzącego od parkingu do okolic otworu wejściowego, wskakujemy w kombinezony, których stan jednoznacznie wskazuje na to, co przeszły poprzedniego dnia. Chwilę później kolejno zanurzamy się przyjemnie chłodną jaskinię. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie Salmopolskiej nie zabiera wiele czasu: sprawnie docieramy do północnej części jaskini, następnie po nawrocie kierujemy się ku studni końcowej. Tam czeka nas niespodzianka: nad studnią objawia się okienko prawdopodobnie prowadzące do dalszych partii, których nie mamy oznaczonych na mapie. Część z nas decyduje się na szybki rzut okiem w stronę otworu.&lt;br /&gt;
Chwilę później zawracamy, kierując się już w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;
Wydostajemy się na powierzchnię – szok. Nie pada! Mało tego – słońce świeci! Ruszamy raźno do ostatniej jaskini, którą mamy zamiar zwiedzić. Naszym celem jest Malinowska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów znajdujemy jaskinię. Przy pomocy znajdującej się w środku drabiny, kolejno schodzimy w dół.&lt;br /&gt;
Malinowska ze względu na swoje rozmiary, nie zabiera nam wiele czasu. Krótki podziemny przemarsz można w zasadzie potraktować bardziej jak niedzielny spacerek. Po zwiedzeniu całości jaskini wdrapujemy się na powierzchnię, gdzie w końcu można wyłączyć czołówki na dłuższy czas. &lt;br /&gt;
Idealnym zakończeniem weekendu jest postój na tradycyjnej szarlotce w miejscu, gdzie nie da się skończyć konsumpcji na jednym ciastku. Po wchłonięciu kalorii w ilości mogącej zasilić średniej wielkości miasteczko, pakujemy się do samochodów i ruszamy w stronę domów… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5441</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5441"/>
		<updated>2015-06-23T10:34:16Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: /* II kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt; Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|21 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano po wyjeździe kilku osób do domu nasza trójka postanawia wyjść jeszcze na szlak. Cel: Czerwone Wierchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Kir zielonym szlakiem na Cudakową Polanę, następnie Ścieżką nad Reglami na Miętusi Przysłop. Stamtąd niebieskim szlakiem(gdzie po drodze na przemian było słonecznie, pochmurnie, padał grad, śnieg lub deszcz.) na Małołączniak .&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej czerwonym szlakiem na Krzesanicę i Ciemniak skąd schodzimy z powrotem na Ścieżkę nad Reglami czerwonym szlakiem i dalej do Kir zielonym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę 16.81 km pokonaliśmy w 6g:32m, przewyższenie 1222m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto (są tu też zdjęcia z akcji do Czarnej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Tadeusz Szmatłoch, Łukasz Pawlas, + 1 os. z klubu|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pesymistycznym prognozom, pogoda okazała się całkiem przyzwoita. Wszystko poszło sprawnie i szybko. W jaskini dotarliśmy do Starego Dna (-255) przez Salę Dantego i Studnię Taty. Od otworu wycof zjazdami (200 m) przez Próg Mułowy do Wielkiej Świstówki. W dolinie Kościeliskiej spotkaliśmy naszych klubowych kolegów i koleżanki wracających z jaskini Czarnej. Tego samego dnia wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''''Schemat zjazdu:''' od otworu jaskini Ptasiej trawersem trawiastą półką udajemy się do końca (na zachód). Z 2 ostatnich batinoksów zjazd (potrzeba 2 x 100 m liny) na dużą skalna platformę z charakterystyczną wnęką skalną (dobra osłona przed deszczem lub spadającymi kamieniami). Trochę poniżej po lewej orograficznie stronie znajdują się następne 2 batinoksy. Stąd zjazd po skosie orograficznie w lewo ok. 30 m na półkę z kolejnymi 2 batinoksami. Stąd już bezpośrednio do kotła ok. 60 m. Warto też mieć „łoki toki” do komunikacji w ścianie. Tu orientacyjny schemat:'' http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2FPtasia%2Fschemat%20zjazdu.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia z progu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FPtasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(Jeżeli uda się odzyskać skasowane przypadkowo zdjęcia Tadka to zostaną uzupełnione w GALERII)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Brennej czarnym a następnie zielonym szlakiem na Błatnią dalej żółtym przez Stołów, Trzy Kopce na Klimczok. Zejście czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę i zejście żółtym szlakiem do Brennej. Dystans 18km pokonane w 5h11min z drobnymi przerwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB- Jura/Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rowerowy weekend. Pierwszego dnia z pełną premedytacją błądzę na rowerze po łąkach, polach i lasach Podzamcza. Pięknie, letnio i zadziwiająco pusto. W niedzielę po wizycie w  Śląskim Centrum  Rehabilitacji  i  Prewencji,  robię trasę-Ustroń Zawodzie-Równica-Orłowa-Trzy Kopce Wiślane- powrót żółtym szlakiem do Wisły Centrum,a dalej trasą rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa stosunkowo kamienista na trasie Równica-Trzy Kopce Wiślane (na tyle, by skutecznie przekonała mnie wreszcie do zakupu rowerowych... spodenek :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Kozia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
Najdłuższa jak na razie z naszych &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;. Od samochodu do samochodu 11 godzin. Wejście do jaskini na podstawie odrębnego zezwolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem  RKG ,,Nocek” wystąpił jako partner Motoserca, czyli akcji zbiórki krwi prowadzonej przez klub motocyklowy Invaders z Rudy Śląskiej. Impreza miała miejsce na terenach przylegających do Aquadromu na Halembie. Początkowo planowaliśmy zbudować mały park linowy, jednak z powodu niedomówień z gospodarzem terenu musieliśmy powstrzymać wyobraźnię i zejść na ziemię (dosłownie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy na głównym placu odbywały się koncerty i pokazy (różne dziecięce zespoły, wystawa motocykli, starych samochodów itp.) oraz zbiórka krwi, na trawie nieopodal, w cieniu drzew działaliśmy my. Atrakcje jakie zafundował Nocek dzieciom można zobaczyć na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2Fmotoserce&amp;amp;startat=1 Zbudowaliśmy z Łukaszem i Olą, która dołączyła do nas później (całe szczęście, bo miała wenę do plątania lin), ogromną pajęczynę, pomiędzy którą dzieciaki musiały przechodzić i zbierać taśmy z karabinkami. Druga konkurencja była bardziej związana z działalnością jaskiniową – trzeba było wciągnąć wór jaskiniowy (ciężki wór jaskiniowy) parę metrów nad ziemię. Wszystkie dzieciaki radziły sobie wspaniale, podobało im się na tyle, że część z nich wracała parę razy. Ja jednak nadal czuję niedosyt związany z brakiem trudnych przepraw nadziemnych, jednak mądrzejsza o zaistniałą sytuację jestem pewna, że nadrobimy następnym razem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd  kanioningowy zrodził się oczywiście z zazdrości. Jako, że nie byliśmy wstanie wybrać się na profesjonalny wyjazd z Prezesem na czele postanowiliśmy zrobić wyjazd alternatywny. Wybieramy rejon położony miedzy Linz a Monachium, nad pięknym jeziorem Attersee. Niestety podobnie jak w Polsce również w Austrii w długi weekend  wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wiec mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca na kampingu. W pierwszym dniu robimy kanion Burggrabenklamm (v3, a3, III) który startuje ze szlaku, więc publiczność mieliśmy gwarantowaną. Kanion całkiem fajny, szczególnie efektowny 18 metrowy zjazd, końcowa część prowadzi pod komercyjną drogą  poprowadzoną na stalowych podestach nad dnem kanionu (sława, zachwyty publiczności itp.). Po tej rozgrzewce byliśmy gotowi na główny cel wyjazdu czyli kanion Jabron (v4,a4, III) , który okazuje się znacznie bardzie wymagający od poprzednika. Spotykamy w nim grupę przewodników, którzy sprawdzali pierwszy raz w sezonie stan całego kaniony przed rozpoczęciem sezonu z klientami, to się nazywa profesjonalne podejście. W Jabronie jest kilka ciekawych skoków, lecz większość z nich odpuściliśmy, za to mogliśmy podziwiać wyczyny jednego z przewodników, który zaprezentował nam np. 6 metrowy, ryzykowny (śliski start, duża odległość pozioma) skok z pełnym saltem !!!. W sobotę wybieramy kanion Strubklamm(v1,a3, III), który  najbardziej nas zaskoczył, od samego startu był nietypowy. Rozpoczynał się nie podejściem ale zejściem z zapory, ponadto pokonaliśmy go bez użycia liny za to trochę sobie popływaliśmy. Pokonanie kanionu zajęło nam około 2,5h z czego ponad godzinę trzeba było pływać!!! Najdłuższy odcinek do przepłynięcia miał 300m,nie pamiętam kiedy wcześniej  tyle przepłynąłem:) Kanion też obfitował w duża ilość fajnych skoków,  w tym jeden 8 metrowy. Muszę tu wspomnieć również o przepięknym wodospadzie, który spadał z jednej ze ścian prosto do kanionu. Dzięki odpowiedniemu usytuowaniu słońca mogliśmy podziwiać podwójną tęcze, która nieomal się zamykała. Niestety w tym dniu zapomnieliśmy zabrać aparatu ……Koniec kanionu ponownie nas zaskoczył, ponieważ niespodziewanie znaleźliśmy się na zatłoczonej plaży i znowu te zachwyty tłumu, autografy….W niedziele bardzo leniwie zbieramy się do drogi powrotnej, w trakcie której odwiedzamy sprawdzoną knajpę w Czechach z przepysznym jedzeniem np. kotlet nadziewany szynką …jak dla mnie mistrzostwo, szczególnie że od 4 dni nie jadłem mięsa:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, dłuższy wyjazd w ramach kursu. Do odwiedzenia cztery jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolska i Malinowska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów docieramy do schroniska. Skromny stan przedzawałowy i łza rozpaczy tocząca się po policzku w trakcie podejścia do schroniska, wyraźnie sygnalizują, że zaczyna się zabawa z przeprawą przez tereny, które nie mają wiele wspólnego z wygodnym, płaskim chodnikiem i budkami z kebabem rozstawionymi co kilkaset metrów.&lt;br /&gt;
Po zrzuceniu części bagażu do schroniska i  delikatnej redukcji zawartości plecaków ze sprzętem, ruszamy w stronę Trzech Kopców. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja. Docieramy pod Trzy Kopce bez większych niespodzianek. Żaden zwierz leśny ni gadzina pełzająca nie stają na naszej drodze. Mijamy jedynie kilka grupek turystów, sympatycznie pozdrawiających nas w drodze do jaskini. Jest gorąco…&lt;br /&gt;
Po szybkim posiłku wchłoniętym przed wejściem do Trzech Kopców, przebieramy się w wyjściowe ciuszki i kolejne wskakujemy do przyjemnie chłodnej dziury. &lt;br /&gt;
Trzy Kopce witają nas licznymi szczelinami, zawaliskami, oraz stadem odstających, twardych krawędzi idealnych do tego, by przypomnieć sobie o konieczności uważania na łokcie, kolana, czy inne wystające elementy organizmu. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini przebiega bez większych problemów: jest okazja do przeciśnięcia się przez kilka ciaśniejszych miejsc, znajdujemy lokalizację idealną do rozprostowania nóg w pozycji leżącej, dającą jednocześnie możliwość wygodnej obserwacji umordowanych osób wypełzających z dojścia do końcowych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Tradycyjne poszukiwania wyjścia przez kursantów kończą się fiaskiem. Na szczęście Buli orientuje się z grubsza którędy do góry, więc nie grozi nam śmierć głodowa. &lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu sporej części Trzech Kopców, gramolimy się na powierzchnię, gdzie wita nas deszcz przechodzący po chwili w burzę. Gdy myślimy, że nie może być gorzej, pojawia się grad. Na szczęście znajdujemy minimalne schronienie pod pobliskimi drzewami. &lt;br /&gt;
Kilkanaście minut (i kanapek) później ruszamy w stronę Dującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpogadza się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedaleko celu naszej podróży znów rzucamy się na szybki posiłek. Po kilkunastu minutach naciągnąwszy na grzbiety nieco wilgotne kombinezony, idziemy szukać wejścia. &lt;br /&gt;
Niewielki otwór z przerzuconą przezeń kłodą, nie zapowiada wrażeń, które czekają nas na dole. Kolejno wskakujemy w ciemność, uprzednio żegnając się z jakimś sympatycznym pytongiem górskim, który urządził sobie legowisko na kamieniu obok wejścia.&lt;br /&gt;
Dująca wyraźniej daje się nam we znaki. O ile jeszcze Smukła Szczelina w drodze na dół nie wydaje się wielkim wyzwaniem, tak posiadacze dłuższego organizmu, już na Ciągu Twardzieli mogą mieć problemy ze złamaniem swego cielska w taki sposób, by dostać się do dalszych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w przypadku Trzech Kopców, zwiedzamy Dującą bez większych niespodzianek. Problem pojawia się dopiero przy wyjściu, gdy to mój skromny organizm nijak nie daje rady przepchnąć się w górę przez Smukłą Szczelinę. Łukasz i Asia dzielnie ciągną mnie za fraki do góry, co przy jednoczesnym wypychaniu mnie od spodu przez Buliego sprawia, że jakimś sposobem udaje się mnie wypchnąć z otworu, z którym nijak nie jestem kompatybilny gabarytowo. &lt;br /&gt;
Wychodząc na powierzchnię, jesteśmy tradycyjnie witani… deszczem. Tym razem bez burzy i gradu. &lt;br /&gt;
Droga powrotna przebiega bez większych komplikacji. Nikomu nie udaje się poważniej zgubić, nikt nie zostaje pożarty przez zwierzynę leśną, bezpiecznie docieramy do schroniska, skąd po doprowadzeniu swoich powłok cielesnych do stanu, w którym nie powodujemy ataków paniki postronnych osób, ruszamy w stronę cywilizacji, by zjeść ciepłą kolację.&lt;br /&gt;
Jak się okazuje, znalezienie wieczorową porą otwartej knajpy w Szczyrku jest trudniejsze, niż znalezienie Dującej. Na szczęście udaje nam się trafić do miejsca, gdzie zostajemy nakarmieni i napojeni.&lt;br /&gt;
Kolacja kończy się pożegnaniem – opuszczają nas Bogdan, Asia i Łukasz, zmuszeni obowiązkami do powrotu. Reszta rusza w stronę schroniska, gdzie ku chwale Morfeusza zwala się na materace, chwile później pochrapując radośnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wciągnięciu solidnego śniadania, opuszczamy schronisko i przemieszczamy się w stronę Jaskini Salmopolskiej. Pogoda jak najbardziej sprzyja. Być może tym razem uda się nie zmoknąć…&lt;br /&gt;
Po przebyciu niedługiego odcinka drogi, prowadzącego od parkingu do okolic otworu wejściowego, wskakujemy w kombinezony, których stan jednoznacznie wskazuje na to, co przeszły poprzedniego dnia. Chwilę później kolejno zanurzamy się przyjemnie chłodną jaskinię. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie Salmopolskiej nie zabiera wiele czasu: sprawnie docieramy do północnej części jaskini, następnie po nawrocie kierujemy się ku studni końcowej. Tam czeka nas niespodzianka: nad studnią objawia się okienko prawdopodobnie prowadzące do dalszych partii, których nie mamy oznaczonych na mapie. Część z nas decyduje się na szybki rzut okiem w stronę otworu.&lt;br /&gt;
Chwilę później zawracamy, kierując się już w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;
Wydostajemy się na powierzchnię – szok. Nie pada! Mało tego – słońce świeci! Ruszamy raźno do ostatniej jaskini, którą mamy zamiar zwiedzić. Naszym celem jest Malinowska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów znajdujemy jaskinię. Przy pomocy znajdującej się w środku drabiny, kolejno schodzimy w dół.&lt;br /&gt;
Malinowska ze względu na swoje rozmiary, nie zabiera nam wiele czasu. Krótki podziemny przemarsz można w zasadzie potraktować bardziej jak niedzielny spacerek. Po zwiedzeniu całości jaskini wdrapujemy się na powierzchnię, gdzie w końcu można wyłączyć czołówki na dłuższy czas. &lt;br /&gt;
Idealnym zakończeniem weekendu jest postój na tradycyjnej szarlotce w miejscu, gdzie nie da się skończyć konsumpcji na jednym ciastku. Po wchłonięciu kalorii w ilości mogącej zasilić średniej wielkości miasteczko, pakujemy się do samochodów i ruszamy w stronę domów… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5438</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5438"/>
		<updated>2015-06-23T09:33:24Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt; Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|21 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano po wyjeździe kilku osób do domu nasza trójka postanawia wyjść jeszcze na szlak. Cel: Czerwone Wierchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Kir zielonym szlakiem na Cudakową Polanę, następnie Ścieżką nad Reglami na Miętusi Przysłop. Stamtąd niebieskim szlakiem(gdzie po drodze na przemian było słonecznie, pochmurnie, padał grad, śnieg lub deszcz.) na Małołączniak .&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej czerwonym szlakiem na Krzesanicę i Ciemniak skąd schodzimy z powrotem na Ścieżkę nad Reglami czerwonym szlakiem i dalej do Kir zielonym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę 16.81 km pokonaliśmy w 6g:32m, przewyższenie 1222m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto (są tu też zdjęcia z akcji do Czarnej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Tadeusz Szmatłoch, Łukasz Pawlas, + 1 os. z klubu|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pesymistycznym prognozom, pogoda okazała się całkiem przyzwoita. Wszystko poszło sprawnie i szybko. W jaskini dotarliśmy do Starego Dna (-255) przez Salę Dantego i Studnię Taty. Od otworu wycof zjazdami (200 m) przez Próg Mułowy do Wielkiej Świstówki. W dolinie Kościeliskiej spotkaliśmy naszych klubowych kolegów i koleżanki wracających z jaskini Czarnej. Tego samego dnia wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''''Schemat zjazdu:''' od otworu jaskini Ptasiej trawersem trawiastą półką udajemy się do końca (na zachód). Z 2 ostatnich batinoksów zjazd (potrzeba 2 x 100 m liny) na dużą skalna platformę z charakterystyczną wnęką skalną (dobra osłona przed deszczem lub spadającymi kamieniami). Trochę poniżej po lewej orograficznie stronie znajdują się następne 2 batinoksy. Stąd zjazd po skosie orograficznie w lewo ok. 30 m na półkę z kolejnymi 2 batinoksami. Stąd już bezpośrednio do kotła ok. 60 m. Warto też mieć „łoki toki” do komunikacji w ścianie. Tu orientacyjny schemat:'' http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2FPtasia%2Fschemat%20zjazdu.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia z progu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FPtasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(Jeżeli uda się odzyskać skasowane przypadkowo zdjęcia Tadka to zostaną uzupełnione w GALERII)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Brennej czarnym a następnie zielonym szlakiem na Błatnią dalej żółtym przez Stołów, Trzy Kopce na Klimczok. Zejście czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę i zejście żółtym szlakiem do Brennej. Dystans 18km pokonane w 5h11min z drobnymi przerwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB- Jura/Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rowerowy weekend. Pierwszego dnia z pełną premedytacją błądzę na rowerze po łąkach, polach i lasach Podzamcza. Pięknie, letnio i zadziwiająco pusto. W niedzielę po wizycie w  Śląskim Centrum  Rehabilitacji  i  Prewencji,  robię trasę-Ustroń Zawodzie-Równica-Orłowa-Trzy Kopce Wiślane- powrót żółtym szlakiem do Wisły Centrum,a dalej trasą rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa stosunkowo kamienista na trasie Równica-Trzy Kopce Wiślane (na tyle, by skutecznie przekonała mnie wreszcie do zakupu rowerowych... spodenek :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Kozia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
Najdłuższa jak na razie z naszych &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;. Od samochodu do samochodu 11 godzin. Wejście do jaskini na podstawie odrębnego zezwolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem  RKG ,,Nocek” wystąpił jako partner Motoserca, czyli akcji zbiórki krwi prowadzonej przez klub motocyklowy Invaders z Rudy Śląskiej. Impreza miała miejsce na terenach przylegających do Aquadromu na Halembie. Początkowo planowaliśmy zbudować mały park linowy, jednak z powodu niedomówień z gospodarzem terenu musieliśmy powstrzymać wyobraźnię i zejść na ziemię (dosłownie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy na głównym placu odbywały się koncerty i pokazy (różne dziecięce zespoły, wystawa motocykli, starych samochodów itp.) oraz zbiórka krwi, na trawie nieopodal, w cieniu drzew działaliśmy my. Atrakcje jakie zafundował Nocek dzieciom można zobaczyć na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2Fmotoserce&amp;amp;startat=1 Zbudowaliśmy z Łukaszem i Olą, która dołączyła do nas później (całe szczęście, bo miała wenę do plątania lin), ogromną pajęczynę, pomiędzy którą dzieciaki musiały przechodzić i zbierać taśmy z karabinkami. Druga konkurencja była bardziej związana z działalnością jaskiniową – trzeba było wciągnąć wór jaskiniowy (ciężki wór jaskiniowy) parę metrów nad ziemię. Wszystkie dzieciaki radziły sobie wspaniale, podobało im się na tyle, że część z nich wracała parę razy. Ja jednak nadal czuję niedosyt związany z brakiem trudnych przepraw nadziemnych, jednak mądrzejsza o zaistniałą sytuację jestem pewna, że nadrobimy następnym razem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd  kanioningowy zrodził się oczywiście z zazdrości. Jako, że nie byliśmy wstanie wybrać się na profesjonalny wyjazd z Prezesem na czele postanowiliśmy zrobić wyjazd alternatywny. Wybieramy rejon położony miedzy Linz a Monachium, nad pięknym jeziorem Attersee. Niestety podobnie jak w Polsce również w Austrii w długi weekend  wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wiec mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca na kampingu. W pierwszym dniu robimy kanion Burggrabenklamm (v3, a3, III) który startuje ze szlaku, więc publiczność mieliśmy gwarantowaną. Kanion całkiem fajny, szczególnie efektowny 18 metrowy zjazd, końcowa część prowadzi pod komercyjną drogą  poprowadzoną na stalowych podestach nad dnem kanionu (sława, zachwyty publiczności itp.). Po tej rozgrzewce byliśmy gotowi na główny cel wyjazdu czyli kanion Jabron (v4,a4, III) , który okazuje się znacznie bardzie wymagający od poprzednika. Spotykamy w nim grupę przewodników, którzy sprawdzali pierwszy raz w sezonie stan całego kaniony przed rozpoczęciem sezonu z klientami, to się nazywa profesjonalne podejście. W Jabronie jest kilka ciekawych skoków, lecz większość z nich odpuściliśmy, za to mogliśmy podziwiać wyczyny jednego z przewodników, który zaprezentował nam np. 6 metrowy, ryzykowny (śliski start, duża odległość pozioma) skok z pełnym saltem !!!. W sobotę wybieramy kanion Strubklamm(v1,a3, III), który  najbardziej nas zaskoczył, od samego startu był nietypowy. Rozpoczynał się nie podejściem ale zejściem z zapory, ponadto pokonaliśmy go bez użycia liny za to trochę sobie popływaliśmy. Pokonanie kanionu zajęło nam około 2,5h z czego ponad godzinę trzeba było pływać!!! Najdłuższy odcinek do przepłynięcia miał 300m,nie pamiętam kiedy wcześniej  tyle przepłynąłem:) Kanion też obfitował w duża ilość fajnych skoków,  w tym jeden 8 metrowy. Muszę tu wspomnieć również o przepięknym wodospadzie, który spadał z jednej ze ścian prosto do kanionu. Dzięki odpowiedniemu usytuowaniu słońca mogliśmy podziwiać podwójną tęcze, która nieomal się zamykała. Niestety w tym dniu zapomnieliśmy zabrać aparatu ……Koniec kanionu ponownie nas zaskoczył, ponieważ niespodziewanie znaleźliśmy się na zatłoczonej plaży i znowu te zachwyty tłumu, autografy….W niedziele bardzo leniwie zbieramy się do drogi powrotnej, w trakcie której odwiedzamy sprawdzoną knajpę w Czechach z przepysznym jedzeniem np. kotlet nadziewany szynką …jak dla nie mistrzostwo, szczególnie że od 4 dni nie jadłem mięsa:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, dłuższy wyjazd w ramach kursu. Do odwiedzenia cztery jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolska i Malinowska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów docieramy do schroniska. Skromny stan przedzawałowy i łza rozpaczy tocząca się po policzku w trakcie podejścia do schroniska, wyraźnie sygnalizują, że zaczyna się zabawa z przeprawą przez tereny, które nie mają wiele wspólnego z wygodnym, płaskim chodnikiem i budkami z kebabem rozstawionymi co kilkaset metrów.&lt;br /&gt;
Po zrzuceniu części bagażu do schroniska i  delikatnej redukcji zawartości plecaków ze sprzętem, ruszamy w stronę Trzech Kopców. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja. Docieramy pod Trzy Kopce bez większych niespodzianek. Żaden zwierz leśny ni gadzina pełzająca nie stają na naszej drodze. Mijamy jedynie kilka grupek turystów, sympatycznie pozdrawiających nas w drodze do jaskini. Jest gorąco…&lt;br /&gt;
Po szybkim posiłku wchłoniętym przed wejściem do Trzech Kopców, przebieramy się w wyjściowe ciuszki i kolejne wskakujemy do przyjemnie chłodnej dziury. &lt;br /&gt;
Trzy Kopce witają nas licznymi szczelinami, zawaliskami, oraz stadem odstających, twardych krawędzi idealnych do tego, by przypomnieć sobie o konieczności uważania na łokcie, kolana, czy inne wystające elementy organizmu. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini przebiega bez większych problemów: jest okazja do przeciśnięcia się przez kilka ciaśniejszych miejsc, znajdujemy lokalizację idealną do rozprostowania nóg w pozycji leżącej, dającą jednocześnie możliwość wygodnej obserwacji umordowanych osób wypełzających z dojścia do końcowych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Tradycyjne poszukiwania wyjścia przez kursantów kończą się fiaskiem. Na szczęście Buli orientuje się z grubsza którędy do góry, więc nie grozi nam śmierć głodowa. &lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu sporej części Trzech Kopców, gramolimy się na powierzchnię, gdzie wita nas deszcz przechodzący po chwili w burzę. Gdy myślimy, że nie może być gorzej, pojawia się grad. Na szczęście znajdujemy minimalne schronienie pod pobliskimi drzewami. &lt;br /&gt;
Kilkanaście minut (i kanapek) później ruszamy w stronę Dującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpogadza się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedaleko celu naszej podróży znów rzucamy się na szybki posiłek. Po kilkunastu minutach naciągnąwszy na grzbiety nieco wilgotne kombinezony, idziemy szukać wejścia. &lt;br /&gt;
Niewielki otwór z przerzuconą przezeń kłodą, nie zapowiada wrażeń, które czekają nas na dole. Kolejno wskakujemy w ciemność, uprzednio żegnając się z jakimś sympatycznym pytongiem górskim, który urządził sobie legowisko na kamieniu obok wejścia.&lt;br /&gt;
Dująca wyraźniej daje się nam we znaki. O ile jeszcze Smukła Szczelina w drodze na dół nie wydaje się wielkim wyzwaniem, tak posiadacze dłuższego organizmu, już na Ciągu Twardzieli mogą mieć problemy ze złamaniem swego cielska w taki sposób, by dostać się do dalszych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w przypadku Trzech Kopców, zwiedzamy Dującą bez większych niespodzianek. Problem pojawia się dopiero przy wyjściu, gdy to mój skromny organizm nijak nie daje rady przepchnąć się w górę przez Smukłą Szczelinę. Łukasz i Asia dzielnie ciągną mnie za fraki do góry, co przy jednoczesnym wypychaniu mnie od spodu przez Buliego sprawia, że jakimś sposobem udaje się mnie wypchnąć z otworu, z którym nijak nie jestem kompatybilny gabarytowo. &lt;br /&gt;
Wychodząc na powierzchnię, jesteśmy tradycyjnie witani… deszczem. Tym razem bez burzy i gradu. &lt;br /&gt;
Droga powrotna przebiega bez większych komplikacji. Nikomu nie udaje się poważniej zgubić, nikt nie zostaje pożarty przez zwierzynę leśną, bezpiecznie docieramy do schroniska, skąd po doprowadzeniu swoich powłok cielesnych do stanu, w którym nie powodujemy ataków paniki postronnych osób, ruszamy w stronę cywilizacji, by zjeść ciepłą kolację.&lt;br /&gt;
Jak się okazuje, znalezienie wieczorową porą otwartej knajpy w Szczyrku jest trudniejsze, niż znalezienie Dującej. Na szczęście udaje nam się trafić do miejsca, gdzie zostajemy nakarmieni i napojeni.&lt;br /&gt;
Kolacja kończy się pożegnaniem – opuszczają nas Bogdan, Asia i Łukasz, zmuszeni obowiązkami do powrotu. Reszta rusza w stronę schroniska, gdzie ku chwale Morfeusza zwala się na materace, chwile później pochrapując radośnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wciągnięciu solidnego śniadania, opuszczamy schronisko i przemieszczamy się w stronę Jaskini Salmopolskiej. Pogoda jak najbardziej sprzyja. Być może tym razem uda się nie zmoknąć…&lt;br /&gt;
Po przebyciu niedługiego odcinka drogi, prowadzącego od parkingu do okolic otworu wejściowego, wskakujemy w kombinezony, których stan jednoznacznie wskazuje na to, co przeszły poprzedniego dnia. Chwilę później kolejno zanurzamy się przyjemnie chłodną jaskinię. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie Salmopolskiej nie zabiera wiele czasu: sprawnie docieramy do północnej części jaskini, następnie po nawrocie kierujemy się ku studni końcowej. Tam czeka nas niespodzianka: nad studnią objawia się okienko prawdopodobnie prowadzące do dalszych partii, których nie mamy oznaczonych na mapie. Część z nas decyduje się na szybki rzut okiem w stronę otworu.&lt;br /&gt;
Chwilę później zawracamy, kierując się już w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;
Wydostajemy się na powierzchnię – szok. Nie pada! Mało tego – słońce świeci! Ruszamy raźno do ostatniej jaskini, którą mamy zamiar zwiedzić. Naszym celem jest Malinowska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów znajdujemy jaskinię. Przy pomocy znajdującej się w środku drabiny, kolejno schodzimy w dół.&lt;br /&gt;
Malinowska ze względu na swoje rozmiary, nie zabiera nam wiele czasu. Krótki podziemny przemarsz można w zasadzie potraktować bardziej jak niedzielny spacerek. Po zwiedzeniu całości jaskini wdrapujemy się na powierzchnię, gdzie w końcu można wyłączyć czołówki na dłuższy czas. &lt;br /&gt;
Idealnym zakończeniem weekendu jest postój na tradycyjnej szarlotce w miejscu, gdzie nie da się skończyć konsumpcji na jednym ciastku. Po wchłonięciu kalorii w ilości mogącej zasilić średniej wielkości miasteczko, pakujemy się do samochodów i ruszamy w stronę domów… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5437</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5437"/>
		<updated>2015-06-23T09:24:08Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt; Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|21 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano po wyjeździe kilku osób do domu nasza trójka postanawia wyjść jeszcze na szlak. Cel: Czerwone Wierchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Kir zielonym szlakiem na Cudakową Polanę, następnie Ścieżką nad Reglami na Miętusi Przysłop. Stamtąd niebieskim szlakiem(gdzie po drodze na przemian było słonecznie, pochmurnie, padał grad, śnieg lub deszcz.) na Małołączniak .&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej czerwonym szlakiem na Krzesanicę i Ciemniak skąd schodzimy z powrotem na Ścieżkę nad Reglami czerwonym szlakiem i dalej do Kir zielonym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę 16.81 km pokonaliśmy w 6g:32m, przewyższenie 1222m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto (są tu też zdjęcia z akcji do Czarnej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Tadeusz Szmatłoch, Łukasz Pawlas, + 1 os. z klubu|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pesymistycznym prognozom, pogoda okazała się całkiem przyzwoita. Wszystko poszło sprawnie i szybko. W jaskini dotarliśmy do Starego Dna (-255) przez Salę Dantego i Studnię Taty. Od otworu wycof zjazdami (200 m) przez Próg Mułowy do Wielkiej Świstówki. W dolinie Kościeliskiej spotkaliśmy naszych klubowych kolegów i koleżanki wracających z jaskini Czarnej. Tego samego dnia wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''''Schemat zjazdu:''' od otworu jaskini Ptasiej trawersem trawiastą półką udajemy się do końca (na zachód). Z 2 ostatnich batinoksów zjazd (potrzeba 2 x 100 m liny) na dużą skalna platformę z charakterystyczną wnęką skalną (dobra osłona przed deszczem lub spadającymi kamieniami). Trochę poniżej po lewej orograficznie stronie znajdują się następne 2 batinoksy. Stąd zjazd po skosie orograficznie w lewo ok. 30 m na półkę z kolejnymi 2 batinoksami. Stąd już bezpośrednio do kotła ok. 60 m. Warto też mieć „łoki toki” do komunikacji w ścianie. Tu orientacyjny schemat:'' http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2FPtasia%2Fschemat%20zjazdu.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia z progu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FPtasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(Jeżeli uda się odzyskać skasowane przypadkowo zdjęcia Tadka to zostaną uzupełnione w GALERII)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Brennej czarnym a następnie zielonym szlakiem na Błatnią dalej żółtym przez Stołów, Trzy Kopce na Klimczok. Zejście czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę i zejście żółtym szlakiem do Brennej. Dystans 18km pokonane w 5h11min z drobnymi przerwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB- Jura/Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rowerowy weekend. Pierwszego dnia z pełną premedytacją błądzę na rowerze po łąkach, polach i lasach Podzamcza. Pięknie, letnio i zadziwiająco pusto. W niedzielę po wizycie w  Śląskim Centrum  Rehabilitacji  i  Prewencji,  robię trasę-Ustroń Zawodzie-Równica-Orłowa-Trzy Kopce Wiślane- powrót żółtym szlakiem do Wisły Centrum,a dalej trasą rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa stosunkowo kamienista na trasie Równica-Trzy Kopce Wiślane (na tyle, by skutecznie przekonała mnie wreszcie do zakupu rowerowych... spodenek :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Kozia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
Najdłuższa jak na razie z naszych &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;. Od samochodu do samochodu 11 godzin. Wejście do jaskini na podstawie odrębnego zezwolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem  RKG ,,Nocek” wystąpił jako partner Motoserca, czyli akcji zbiórki krwi prowadzonej przez klub motocyklowy Invaders z Rudy Śląskiej. Impreza miała miejsce na terenach przylegających do Aquadromu na Halembie. Początkowo planowaliśmy zbudować mały park linowy, jednak z powodu niedomówień z gospodarzem terenu musieliśmy powstrzymać wyobraźnię i zejść na ziemię (dosłownie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy na głównym placu odbywały się koncerty i pokazy (różne dziecięce zespoły, wystawa motocykli, starych samochodów itp.) oraz zbiórka krwi, na trawie nieopodal, w cieniu drzew działaliśmy my. Atrakcje jakie zafundował Nocek dzieciom można zobaczyć na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2Fmotoserce&amp;amp;startat=1 Zbudowaliśmy z Łukaszem i Olą, która dołączyła do nas później (całe szczęście, bo miała wenę do plątania lin), ogromną pajęczynę, pomiędzy którą dzieciaki musiały przechodzić i zbierać taśmy z karabinkami. Druga konkurencja była bardziej związana z działalnością jaskiniową – trzeba było wciągnąć wór jaskiniowy (ciężki wór jaskiniowy) parę metrów nad ziemię. Wszystkie dzieciaki radziły sobie wspaniale, podobało im się na tyle, że część z nich wracała parę razy. Ja jednak nadal czuję niedosyt związany z brakiem trudnych przepraw nadziemnych, jednak mądrzejsza o zaistniałą sytuację jestem pewna, że nadrobimy następnym razem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd  kanioningowy zrodził się oczywiście z zazdrości. Jako, że nie byliśmy wstanie wybrać się na profesjonalny wyjazd z Prezesem na czele postanowiliśmy zrobić wyjazd alternatywny. Wybieramy rejon położony miedzy Linz a Monachium, nad pięknym jeziorem Attersee. Niestety podobnie jak w Polsce również w Austrii w długi weekend  wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wiec mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca na kampingu. W pierwszym dniu robimy kanion Burggrabenklamm (v3, a3, III) który startuje ze szlaku, więc publiczność mieliśmy gwarantowaną. Kanion całkiem fajny, szczególnie efektowny 18 metrowy zjazd, końcowa część prowadzi pod komercyjną drogą  poprowadzoną na stalowych podestach nad dnem kanionu (sława, zachwyty publiczności itp.). Po tej rozgrzewce byliśmy gotowi na główny cel wyjazdu czyli kanion Jabron (v4,a4, III) , który okazuje się znacznie bardzie wymagający od poprzednika. Spotykamy w nim grupę przewodników, którzy sprawdzali pierwszy raz w sezonie stan całego kaniony przed rozpoczęciem sezonu z klientami, to się nazywa profesjonalne podejście. W Jabronie jest kilka ciekawych skoków, lecz większość z nich odpuściliśmy, za to mogliśmy podziwiać wyczyny jednego z przewodników, który zaprezentował nam np. 6 metrowy, ryzykowny (śliski start, duża odległość pozioma) skok z pełnym saltem !!!. W sobotę wybieramy kanion Strubklamm(v1,a3, III), który  najbardziej nas zaskoczył, od samego startu był nietypowy. Rozpoczynał się nie podejściem ale zejściem z zapory, ponadto pokonaliśmy go bez użycia liny za to trochę sobie popływaliśmy. Pokonanie kanionu zajęło nam około 2,5h z czego ponad godzinę trzeba było pływać!!! Najdłuższy odcinek do przepłynięcia miał 300m,nie pamiętam kiedy wcześniej  tyle przepłynąłem Kanion też obfitował w duża ilość fajnych skoków,  w tym jeden 8 metrowy. Muszę tu wspomnieć również o przepięknym wodospadzie, który spadał z jednej ze ścian prosto do kanionu. Dzięki odpowiedniemu usytuowaniu słońca mogliśmy podziwiać podwójną tęcze, która nieomal się zamykała. Niestety w tym dniu zapomnieliśmy zabrać aparatu ……Koniec kanionu ponownie nas zaskoczył, ponieważ niespodziewanie znaleźliśmy się na zatłoczonej plaży i znowu te zachwyty tłumu, autografy….W niedziele bardzo leniwie zbieramy się do drogi powrotnej, w trakcie której odwiedzamy sprawdzoną knajpę w Czechach z przepysznym jedzeniem np. kotlet nadziewany szynką …jak dla nie mistrzostwo, szczególnie że od 4 dni nie jadłem mięsa:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, dłuższy wyjazd w ramach kursu. Do odwiedzenia cztery jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolska i Malinowska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów docieramy do schroniska. Skromny stan przedzawałowy i łza rozpaczy tocząca się po policzku w trakcie podejścia do schroniska, wyraźnie sygnalizują, że zaczyna się zabawa z przeprawą przez tereny, które nie mają wiele wspólnego z wygodnym, płaskim chodnikiem i budkami z kebabem rozstawionymi co kilkaset metrów.&lt;br /&gt;
Po zrzuceniu części bagażu do schroniska i  delikatnej redukcji zawartości plecaków ze sprzętem, ruszamy w stronę Trzech Kopców. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja. Docieramy pod Trzy Kopce bez większych niespodzianek. Żaden zwierz leśny ni gadzina pełzająca nie stają na naszej drodze. Mijamy jedynie kilka grupek turystów, sympatycznie pozdrawiających nas w drodze do jaskini. Jest gorąco…&lt;br /&gt;
Po szybkim posiłku wchłoniętym przed wejściem do Trzech Kopców, przebieramy się w wyjściowe ciuszki i kolejne wskakujemy do przyjemnie chłodnej dziury. &lt;br /&gt;
Trzy Kopce witają nas licznymi szczelinami, zawaliskami, oraz stadem odstających, twardych krawędzi idealnych do tego, by przypomnieć sobie o konieczności uważania na łokcie, kolana, czy inne wystające elementy organizmu. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini przebiega bez większych problemów: jest okazja do przeciśnięcia się przez kilka ciaśniejszych miejsc, znajdujemy lokalizację idealną do rozprostowania nóg w pozycji leżącej, dającą jednocześnie możliwość wygodnej obserwacji umordowanych osób wypełzających z dojścia do końcowych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Tradycyjne poszukiwania wyjścia przez kursantów kończą się fiaskiem. Na szczęście Buli orientuje się z grubsza którędy do góry, więc nie grozi nam śmierć głodowa. &lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu sporej części Trzech Kopców, gramolimy się na powierzchnię, gdzie wita nas deszcz przechodzący po chwili w burzę. Gdy myślimy, że nie może być gorzej, pojawia się grad. Na szczęście znajdujemy minimalne schronienie pod pobliskimi drzewami. &lt;br /&gt;
Kilkanaście minut (i kanapek) później ruszamy w stronę Dującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpogadza się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedaleko celu naszej podróży znów rzucamy się na szybki posiłek. Po kilkunastu minutach naciągnąwszy na grzbiety nieco wilgotne kombinezony, idziemy szukać wejścia. &lt;br /&gt;
Niewielki otwór z przerzuconą przezeń kłodą, nie zapowiada wrażeń, które czekają nas na dole. Kolejno wskakujemy w ciemność, uprzednio żegnając się z jakimś sympatycznym pytongiem górskim, który urządził sobie legowisko na kamieniu obok wejścia.&lt;br /&gt;
Dująca wyraźniej daje się nam we znaki. O ile jeszcze Smukła Szczelina w drodze na dół nie wydaje się wielkim wyzwaniem, tak posiadacze dłuższego organizmu, już na Ciągu Twardzieli mogą mieć problemy ze złamaniem swego cielska w taki sposób, by dostać się do dalszych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w przypadku Trzech Kopców, zwiedzamy Dującą bez większych niespodzianek. Problem pojawia się dopiero przy wyjściu, gdy to mój skromny organizm nijak nie daje rady przepchnąć się w górę przez Smukłą Szczelinę. Łukasz i Asia dzielnie ciągną mnie za fraki do góry, co przy jednoczesnym wypychaniu mnie od spodu przez Buliego sprawia, że jakimś sposobem udaje się mnie wypchnąć z otworu, z którym nijak nie jestem kompatybilny gabarytowo. &lt;br /&gt;
Wychodząc na powierzchnię, jesteśmy tradycyjnie witani… deszczem. Tym razem bez burzy i gradu. &lt;br /&gt;
Droga powrotna przebiega bez większych komplikacji. Nikomu nie udaje się poważniej zgubić, nikt nie zostaje pożarty przez zwierzynę leśną, bezpiecznie docieramy do schroniska, skąd po doprowadzeniu swoich powłok cielesnych do stanu, w którym nie powodujemy ataków paniki postronnych osób, ruszamy w stronę cywilizacji, by zjeść ciepłą kolację.&lt;br /&gt;
Jak się okazuje, znalezienie wieczorową porą otwartej knajpy w Szczyrku jest trudniejsze, niż znalezienie Dującej. Na szczęście udaje nam się trafić do miejsca, gdzie zostajemy nakarmieni i napojeni.&lt;br /&gt;
Kolacja kończy się pożegnaniem – opuszczają nas Bogdan, Asia i Łukasz, zmuszeni obowiązkami do powrotu. Reszta rusza w stronę schroniska, gdzie ku chwale Morfeusza zwala się na materace, chwile później pochrapując radośnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wciągnięciu solidnego śniadania, opuszczamy schronisko i przemieszczamy się w stronę Jaskini Salmopolskiej. Pogoda jak najbardziej sprzyja. Być może tym razem uda się nie zmoknąć…&lt;br /&gt;
Po przebyciu niedługiego odcinka drogi, prowadzącego od parkingu do okolic otworu wejściowego, wskakujemy w kombinezony, których stan jednoznacznie wskazuje na to, co przeszły poprzedniego dnia. Chwilę później kolejno zanurzamy się przyjemnie chłodną jaskinię. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie Salmopolskiej nie zabiera wiele czasu: sprawnie docieramy do północnej części jaskini, następnie po nawrocie kierujemy się ku studni końcowej. Tam czeka nas niespodzianka: nad studnią objawia się okienko prawdopodobnie prowadzące do dalszych partii, których nie mamy oznaczonych na mapie. Część z nas decyduje się na szybki rzut okiem w stronę otworu.&lt;br /&gt;
Chwilę później zawracamy, kierując się już w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;
Wydostajemy się na powierzchnię – szok. Nie pada! Mało tego – słońce świeci! Ruszamy raźno do ostatniej jaskini, którą mamy zamiar zwiedzić. Naszym celem jest Malinowska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów znajdujemy jaskinię. Przy pomocy znajdującej się w środku drabiny, kolejno schodzimy w dół.&lt;br /&gt;
Malinowska ze względu na swoje rozmiary, nie zabiera nam wiele czasu. Krótki podziemny przemarsz można w zasadzie potraktować bardziej jak niedzielny spacerek. Po zwiedzeniu całości jaskini wdrapujemy się na powierzchnię, gdzie w końcu można wyłączyć czołówki na dłuższy czas. &lt;br /&gt;
Idealnym zakończeniem weekendu jest postój na tradycyjnej szarlotce w miejscu, gdzie nie da się skończyć konsumpcji na jednym ciastku. Po wchłonięciu kalorii w ilości mogącej zasilić średniej wielkości miasteczko, pakujemy się do samochodów i ruszamy w stronę domów… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5389</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5389"/>
		<updated>2015-06-13T17:53:05Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis już niebawem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kursanci w ciągu dwóch dni odwiedzili jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolską i Malinowską. Szerszy opis w przygotowaniu, ale zdjęcia już są: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=5388</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=5388"/>
		<updated>2015-06-13T17:49:54Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''03 - 07 06 2015''' - AUSTRIA: alpejskie kaniony&lt;br /&gt;
* '''03 - 07 06 2015''' - SZWAJCARIA: Alpy Penninskie&lt;br /&gt;
* '''30 05 - 01 06 2015''' - AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty&lt;br /&gt;
* '''30-31 05 2015''' - Beskid Śląski - wyjazd kursowy&lt;br /&gt;
* '''30 05 2015''' - Jura - pontonem po Białce Lelowskiej&lt;br /&gt;
* '''22 - 24 05 2015''' - Jura - warsztaty z kanioningowych technik linowych&lt;br /&gt;
* '''15 - 17 05 2015''' - Jura - 39-lecie klubu&lt;br /&gt;
* '''16 - 17 05 2015''' - Jura - szkolenie z kartowania jaskiń&lt;br /&gt;
* '''16 05 2015''' - SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5281</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5281"/>
		<updated>2015-05-05T15:24:17Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5280</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5280"/>
		<updated>2015-05-05T15:22:47Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 05-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=5279</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=5279"/>
		<updated>2015-05-05T15:16:45Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''03 05 2015''' - Tatry Zach. - Wołowiec na rowerze i nartach&lt;br /&gt;
* '''30 04 - 03 05 2015''' - AUSTRIA: alpejskie skitury&lt;br /&gt;
* '''24 04 - 02 05 2015''' - NIEMCY: Frankenjura - wspinanie &lt;br /&gt;
* '''24 - 26 04 2015''' - Warsztaty poręczowania KTJ PZA &lt;br /&gt;
* '''26 04 2015''' - Tatry Zach. - Kopa Kondracka&lt;br /&gt;
* '''26 04 2015''' - Tatry Wys. - przeł. Krzyżne&lt;br /&gt;
* '''19 04 2015''' - Tatry Wys. - Kozia Przełęcz&lt;br /&gt;
* '''19 04 2015''' - Jura - Studnia w Zagórzu&lt;br /&gt;
* '''11 04 2015''' - SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt&lt;br /&gt;
* '''31 03 - 07 04 2015''' - NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5278</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5278"/>
		<updated>2015-05-05T15:15:41Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 05-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=5277</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=5277"/>
		<updated>2015-05-05T15:10:33Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''03 05 2015''' - Tatry Zach. - Wołowiec na rowerze i nartach&lt;br /&gt;
* '''30 04 - 03 05 2015''' - AUSTRIA: alpejskie skitury&lt;br /&gt;
* '''24 04 - 02 05 2015''' - NIEMCY: frankenjura - wspinanie &lt;br /&gt;
* '''24 - 26 04 2015''' - Warsztaty poręczowania KTJ PZA &lt;br /&gt;
* '''26 04 2015''' - Tatry Zach. - Kopa Kondracka&lt;br /&gt;
* '''26 04 2015''' - Tatry Wys. - przeł. Krzyżne&lt;br /&gt;
* '''19 04 2015''' - Tatry Wys. - Kozia Przełęcz&lt;br /&gt;
* '''19 04 2015''' - Jura - Studnia w Zagórzu&lt;br /&gt;
* '''11 04 2015''' - SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt&lt;br /&gt;
* '''31 03 - 07 04 2015''' - NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5112</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5112"/>
		<updated>2015-03-09T15:34:19Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=5111</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=5111"/>
		<updated>2015-03-09T15:30:58Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''08 03 2015''' - Jura - wspin w Rzędkowicach&lt;br /&gt;
* '''08 03 2015''' - Tatry - skiturowy Dzień Kobiet&lt;br /&gt;
* '''07 - 08 03 2015''' - Tatry Zach. - skitury&lt;br /&gt;
* '''07 03 2015''' - Beskid Śląski - piesza wycieczka&lt;br /&gt;
* '''28.02 - 02 03 2015''' - AUSTRIA - Tyrol, skitury&lt;br /&gt;
* '''01 03 2015''' - Tatry - skitury&lt;br /&gt;
* '''01 03 2015''' - Beskid Żyw. - Vysoka Magura&lt;br /&gt;
* '''14 - 24 02 2015''' - CHINY - Noworoczna wyprawa jaskiniowa&lt;br /&gt;
* '''22 02 2015''' - Beskid Śl. - Błatania na skiturach&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=4981</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=4981"/>
		<updated>2015-01-23T15:31:41Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4980</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4980"/>
		<updated>2015-01-23T15:30:04Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''16 - 18 01 2015''' - Tatry Wys. - wspinanie&lt;br /&gt;
* '''17 - 18 01 2015''' - Tatry Wys. - skitury&lt;br /&gt;
* '''17 01 2015''' - SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Rakoń&lt;br /&gt;
* '''11 01 2015''' - Kraków, Zakrzówek - drytooling&lt;br /&gt;
* '''10 01 2015''' - Beskid Żywiecki - mokra skitura na Pilsko&lt;br /&gt;
* '''07 01 2015''' - Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne&lt;br /&gt;
* '''02 - 04 01 2015''' SŁOWACJA: Tatry Wysokie - wspinanie&lt;br /&gt;
* '''04 01 2015''' - Beskid Żywiecki - Romanka, Rysianka&lt;br /&gt;
* '''31 12 2014 - 03 01 2015''' - Beskidy - Sylwester w Szczyrku&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=4938</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=4938"/>
		<updated>2015-01-09T11:47:41Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=4937</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=4937"/>
		<updated>2015-01-09T11:46:11Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4936</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4936"/>
		<updated>2015-01-09T11:42:57Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''07 01 2015''' - Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne&lt;br /&gt;
* '''02 - 04 01 2015''' SŁOWACJA- Tatry Wysokie - wspinanie&lt;br /&gt;
* '''04 01 2015''' - Beskid Żywiecki - Romanka, Rysianka&lt;br /&gt;
* '''31 12 2014 - 03 01 2015''' - Beskidy - Sylwester w Szczyrku&lt;br /&gt;
* '''01 01 2015''' - Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne&lt;br /&gt;
* '''27 12 2014''' - Beskid Żywiecki - Babia Góra&lt;br /&gt;
* '''27 12 2014''' - Beskid Mały - górska przechadzka&lt;br /&gt;
* '''20 - 21 12 2014''' - Tatry Zach. - jaskinia Zimna&lt;br /&gt;
* '''07 12 2014''' - Jura pd. - okolice dol. Prądnika na MTB&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4751</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4751"/>
		<updated>2014-11-04T17:01:57Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Kasia (os. tow.) &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda &amp;lt;/u&amp;gt; |&lt;br /&gt;
02 11 2014}}&lt;br /&gt;
Późnojesienny wyjazd do Rzędek rozpoczynamy tradycyjnie od Lechwora, gdzie Damian i Kasia pokonują komin, natomiast ja i Mateusz walczymy z Baader-meinhofem.  Po dogrzaniu się pada Magnetowid (VI.3+), lecz był to dopiero krok do spektakularnego prowadzenia. Pod koniec przepięknego dnia przenosimy się na skałę Zegarową, gdzie biegnie droga – mit. Przystawiali się do niej najlepsi z najlepszych u szczytu swojej formy, lecz pozostawała niezdobyta. Oczywiście jedynie dla formalności wspomnę, że jest to legendarny '''Kucyk Pędziwiatr (V+)'''. Ten spektakularny sukces jakim niewątpliwe jest poprowadzenie tej drogi,  jest wynikiem nałożenia się kilku niezbędnych czynników: idealnych warunków, wspaniałej formy i doskonałego dopingu.  Bezsprzecznie trzeba się zgodzić z kolegą Ł. Dudkiem (który niedawno poprowadził Pandemonium), iż ,,przełamywanie mitów smakuje wybornie’’:).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja-Mała Fatra-jesienne spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|25-27 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesienne spacery po Małej Fatrze. Pogoda cudna, kolory piękne, ludzi zadziwiająco dużo (pełne schronisko z niedzieli na poniedziałek!). Zima powoli sygnalizuje swoje nadejście (szczyty lekko przyprószone śniegiem-czekam [nie]cierpliwie...)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - egzamin na KT i wspinaczki na górze Birów|instruktorzy - Tomasz Jaworski, Mateusz Golicz, Jacek Szczygieł (KKS), kursanci - Artur Szmatłoch, Tomasz Zięć, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, grupa wspin. - rekr. - &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadek i Basia Szmatłoch,  oprócz w/w przewijali się koledzy i koleżanki z KKTJ i KKS|&lt;br /&gt;
26 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zacienionej stronie góry Birów odbywał się (z różnym skutkiem) egzamin praktyczny i teoretyczny na Kartę Taternika Jaskiniowego. Po słonecznej stronie skał zrobiliśmy kilka nie zbyt trudnych wspinaczek. Jak wszyscy rozjechali się do domów grupka wspinaczkowa kończy dzień ogniskiem (dołączył jeszcze Artur).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - jaskinia Piętrowa w Klimczoku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
18 - 19 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku na nieformalnym &amp;quot;zebraniu wuefistów&amp;quot; przy przepięknej pogodzie wybieramy się na Klimoczok gdzie zwiedzamy dość ciekawą jaskinię Piętrową. Fajna przestrzenna salka oraz kilka odnóg. W sali jeden nietoperz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kletno - 48. Sympozjum Speleologiczne|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|&lt;br /&gt;
17 - 19 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympozjum rozpoczęło się w czwartek sesją terenową. Ja z Mateuszem przyjechałam dopiero w piątek na sesję referatową, podczas której podjęte były tematy z takich dziedzin jak: paleontologia i archeologia, biospeleologia, geologia i geomorfologia, datowania, eksploracja oraz wody podziemne i klimat. Wieczorem miała miejsce sesja posterowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia sesja terenowa odbywała się na terenie Czech. Wycieczkę w Dolinie Morawy rozpoczęliśmy od zwiedzenia nieczynnego Kamieniołomu Marmuru, gdzie przybliżona została nam geologia (i dokładna mineralogia) tego obszaru. Stamtąd przeszliśmy nad Mleczne Źródło, które jest wypływem wody wzdłuż uskoku i  odwadnia ono obszar pomiędzy dolinami rzek Poniklec i Kamienitej. &lt;br /&gt;
Następnie przejechaliśmy dalej w głąb doliny, gdzie przy korycie Rzeki Morawy znajduje się otwór Jaskini Tvarožne díry. Wejście do niej jest sztuczne i prowadzi przez przekop odprowadzający wodę z jaskini do rzeki. Łączna długość korytarzy tej jaskini wynosi 235m. Główny ciąg prowadzi po wodzie, aż do dość ciekawej studni w jeziorku, boczne odnogi tworzące sieć korytarzy są usytuowane ponad poziomem wody. &lt;br /&gt;
Kolejnym przystankiem był system Jaskiń na Pomezí, które są najdłuższym systemem jaskiniowym powstałym w marmurach na obszarze Czech. Uczestnicy sympozjum mieli możliwość odwiedzić część turystyczną systemu. Jaskinia oferuje bardzo bogatą i zróżnicowaną szatę naciekową. Ostatnim punktem programu była również turystyczna Jaskinia na Špičáku. Jaskinia ta jest znacznie uboższa w formy naciekowe, jednak znana była ludziom prawdopodobnie  już od XV wieku i dlatego też posiada na ścianach liczne ślady obecności człowieka (napisy i malowidła). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę uczestnicy sympozjum zostali podzieleni na grupy, jedna z nich odwiedzała Jaskinię Kontaktową, Jaskinię w  Rogóżce, Jaskinię Radochowską oraz  sztolnię uranu w Kletnie. Druga grupa odwiedziła Jaskinię Niedźwiedzą (partie nieturystycznye do Sali Mastodonta, która należy do partii odkrytych po 2012 roku). Trzecim pomysłem na spędzenie niedzieli były indywidualne wycieczki po okolicy i z tej opcji skorzystał Mateusz. &lt;br /&gt;
Ja miałam szczęście znaleźć się w grupie odwiedzającej Jaskinię Niedźwiedzią (podziękowania dla Mateusza i Małego ;) ). &lt;br /&gt;
Wejście do jaskini prowadzi przez pawilon wejściowy, początkowo po trasie turystycznej, jednak po paru metrach odbija od niej drabinką, po której schodzimy do partii nieturystycznych. Początek zwiedzania to czołganie się przekopanym korytarzem, dopiero po dojściu do Ronda zaczyna się robić czyściej (mniej błota) i szerzej, tam też każdego czeka obowiązkowe mycie z zebranego brudu w celu ochrony szaty naciekowej w dalszej części jaskini. Za Rondem znajduje się Korytarz Kryształowy, moim zdaniem o wiele ładniejszy od innych odwiedzonych przeze mnie partii jaskini Niedźwiedziej i chyba najładniejsze miejsce ,,jaskiniowe” w jakim kiedykolwiek byłam (prawdopodobnie z powodu moich mineralogicznych zainteresowań) – wzdłuż sporej części korytarza znajdują się w spągu jeziorka, których dna porośnięte są kryształami węglanu wapnia. Na końcu tego korytarza znajduje się szczelina w stropie (Krasowe Urwisko), początkowo należy ją wywspinać, dalej można całkiem sprawnie poruszać się zapieraczką. Dalej jaskinia prowadzi w miarę poziomym korytarzem (po drodze jeden większy prożek z zawieszoną drabinką), który należy nadal pokonywać zapieraczką, aż do Gilotyny- jest to zacisk z powodu którego dokonywana była selekcja odwiedzających (22cm szczelina, załamująca się dwukrotnie pod ostrym kątem, całe szczęście dla osoby moich rozmiarów nie stanowiła ona żadnej przeszkody). Kawałek za Gilotyną znajduje się sławna Sala Mastodonta. Jest to sala zawaliskowa długości 115m, szeroka i wysoka na 20m. Zawalisko w niej pokryte jest formami naciekowymi imponujących rozmiarów, mimo że jest to dopiero początek nowoodkrytych partii to nasza grupa musiała w tym miejscu zakończyć wycieczkę. Wszyscy obecni w tej jaskini jednogłośnie stwierdzili, że zazdroszczą eksploratorom jej odkrywania.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałymi uczestnikami sympozjum spotkaliśmy się jeszcze na obiedzie, po którym wróciliśmy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|St.Johann in Tirol - MTB w Kaisergebirge|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|11 - 14 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka &amp;quot;letnich&amp;quot; i słonecznych dni w Alpach spędzam głównie na MTB-uff jest co podjeżdżać :) oraz planowaniu atrakcyjnych tras zimowych tur. W niedzielę na dokładkę robię via ferratę doświadczając na własnej skórze co oznaczają dokładnie literki dot.trudności wspinaczki w skali A-D. W drodze powrotnej &amp;quot;romantyczne&amp;quot; MTB doliną Wachau (pośród winnic rozłożonych na wzgórzach okalających Krems). Dolina ta ze względu na swoje unikalne walory widokowe, architektoniczne i kulturowe została wpisana w 2000 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wyjazd niezwykle udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - &amp;quot;szlak jaskiniowców&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tomek i Asia Jaworska z synkami Karolkiem i Szymonkiem |&lt;br /&gt;
12 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trzypokoleniowym składzie obchodzimy tzw. &amp;quot;szlak jaskiniowców&amp;quot; o okolicach Smolenia. Zaglądamy do jaskiń Zegarowa, Jasna, Na Biśniku. Przy Kyciowej Skale jest też ciekawa próżnia lecz zaśmiecona. Szlak ten wiedzie polami i jest słabo oznaczony. Przy skale Krzywość robimy ognisko. Potem przez źródełko Tarnówki i Grodzisko Pańskie wracamy na Smoleń. Wchodzimy jeszcze na basztę zamku, który jest sukcesywnie odbudowywany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralne Manewry Autoratownictwa|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, oraz grotołazi z różnych klubów Polski|&lt;br /&gt;
11 - 13 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ostatni weekend i dodatkowo w poniedziałek odbyły się centralne manewry autoratownictwa jaskiniowego. Był to mój pierwszy wyjazd po otrzymaniu karty taternika i zarazem pierwsze szkolenie organizowane przez PZA w jakim brałam udział. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powodu różnych godzin przybycia uczestników pierwsze oficjalne spotkanie miało miejsce w sobotę rano. Został wtedy omówiony plan na nadchodzące dni, dokonano też podziału na pierwsze grupy. Pierwszy dzień spędziliśmy w Jaskini Czarnej na unifikacji. W jaskini na odcinku od otworu do trawersu Herkulesa zostało założonych 5 stanowisk ćwiczeniowych, grupy około 4-5 osobowe przemieszczały się między nimi. Ćwiczyliśmy miedzy innymi zjazdy z poszkodowanym, wyciąganie poszkodowanego do góry za pomocą metody ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi, ściąganie poszkodowanego z trawersu z użyciem dodatkowej liny i bez niej (do pomocy krótki odcinek liny/repa) oraz zjazd z poszkodowanym po pochylni w przeciwwadze. Dodatkowo każda grupa uczyła się zakładać punkt cieplny. Tego samego dnia wieczorem zostaliśmy podzieleni na nowe grupy, każda miała udać się w do innej jaskini. Dodatkowo odbyła się krótka prezentacja urządzenia do komunikacji w jaskiniach: Cave-Link.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja z moją grupą (pod moim kierownictwem) poszliśmy w niedzielę do jaskini Pod Wantą (pozostałe grupy odbywały manewry w jaskiniach: Litworowej, Czarnej, Marmurowej i Miętusiej Wyżniej). Dopiero w jaskini mogliśmy skonfrontować nabytą wcześniej wiedzę z rzeczywistością, dzięki temu okazało się, że wymyślane do ćwiczeń sytuacje bywają wyidealizowane i nie zawsze warunki w jaskini pozwalają zadziałać według poznanych schematów. Podczas ratowania ,,poszkodowanego”, musieliśmy się zmierzyć z nieprzewidzianymi wcześniej przez nas sytuacjami. Mogliśmy też wypróbować przedstawiony nam dzień wcześniej sposób cięcia liny bez noża. Do zaimprowizowanej sytuacji wykorzystaliśmy kawałek starej liny (jako lonża) i zamiast wykonywać czynności mające na celu zerwanie szanta, ucięliśmy lonża przy pomocy kawałka cienkiego repa. Na koniec przećwiczyliśmy jeszcze wkradanie w linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek została tylko część wcześniejszej ekipy. Z powodu planowanej wczesnej godziny zakończenia zajęć grupy poszły do jaskiń Kasprowych (Wyżnia, Średnia i Niżna). Moja grupa miała zajęcia w Jaskini Kasprowej Średniej. W pierwszej części ćwiczeń została mi odebrana radość zjazdu studnią, ponieważ zostałam przetransportowana na dno jako poszkodowany, w drugiej części ,,już w pełni sprawna” brałam udział w wyciąganiu poszkodowanego z dna jaskini, trawersem na zewnątrz. Cała akcja przebiegła bardzo sprawnie dzięki czemu zakończyliśmy ćwiczenia przed czasem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas wyjazdu miałam okazję poznać fantastycznych ludzi i nauczyć się wielu nowych przeczy. Poza poznaniem nowych technik autoratownictwa (uzupełniających podstawowe techniki z kursu jaskiniowego), mogłam postawić się w roli poszkodowanego jak i ratującego co spowodowało, że moje poglądy na konieczny ekwipunek grotołaza uległy zmianie. Mam nadzieję uczestniczyć w następnych takich ćwiczeniach i zachęcam do tego również wszystkich klubowiczów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Silesia Marathon |&amp;lt;u&amp;gt;Grzegorz Szczurek&amp;lt;/u&amp;gt;, ponad 1000 innych biegaczy i duże grupy kibiców|05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mglisty niedzielny poranek był zapowiedzią świetnego sportowego wydarzenia na ulicach Katowic. Start i meta na Siesia City Center. Na liście startowej na dystansie maratonu ponad 1800 uczestników, prawie 1000 na „Połowce”. Krótko przed startem, który miał miejsce o godzinie 9, zaświeciło słońce. Temperatura kilkunastu stopni, wymarzona do biegania. Mój plan zakładał dobiegnięcie do mety w przedziale 3:30-3:45. Do 28km było równiutko 5min/km, czyli akurat na 3 godziny i 30 minut. Dalej poszło gorzej. Pomimo ogromnych ilości izotoniku mięśnie nóg na granicy skurczy. Niestety znacznie zwolniłem i zrealizowałem tylko plan minimum meldując się z czasem 3:45:50 co dało mi 422 lokatę. Na mecie zameldowało się prawie 1200 maratończyków. Opis trasy prezentującej najlepsze walory Katowic, Siemianowic i Mysłowic oraz inne szczegóły można znaleźć na http://silesiamarathon.pl &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - warsztaty kanioningowe PZA z technik linowych|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski (w niedzielę Tadek i Basia Szmatłoch) oraz grotołazi i wspinacze z różnych klubów Polski|&lt;br /&gt;
03 - 05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugie warsztaty kanioningowe pod patronatem Polskiego Związku Alpinizmu odbyły się na skałkach Pazurka. Na skałkach ćwiczyliśmy zjazdy w różnych przyrządach kanioningowych (pirana, hydrobot, ósemka). Ćwiczyliśmy również zjazd z wypuszczaniem liny przez &amp;quot;ósemkę&amp;quot; i wykorzystaniem &amp;quot;tamponaty&amp;quot; do ściągania liny po zjeździe. Próbowaliśmy również &amp;quot;języka gwizdkowego&amp;quot; (francuskiego). Po za tym trenowaliśmy trawersy, zjazdy z łączeniem lin, zjazdy kierunkowe (odciągi). Oprócz tego poznaliśmy zasady worowania &amp;quot;kit-boula&amp;quot; i poręczowania dojścia i trawersu. Natomiast w Domaniewicach w Dworku Jurajskim (baza zgrupowania) odbyła się unifikacja sprzętu i prelekcja dotycząca zagadnień związanych z poręczowaniem kanionów. Pogoda słoneczna choć było dość zimno. Dzień kończymy ogniskiem. Po za tym należą się słowa uznania dla organizatorów i instruktorów szkolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWarsztaty-Pazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - MTB |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; Wojciech W.|05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawie zgodnie z rowerowym przewodnikiem po Jurze robimy całkiem nawet szybką ok. 45 km wycieczkę od Olsztyna do Mirowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Krywań|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
28 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Krywań (2495) niebieskim szlakiem od doliny Ważeckiej. W partiach szczytowych Tatr leży śnieg ale szybko topnieje. Pogoda przecudowna. Na szlakach wielu turystów. Solidnie zbiliśmy czas podejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKrywan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Piotr, Tomasz Jaworski, Bogdan Posłuszny, 1 os. tow.|&lt;br /&gt;
19 - 21 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za cel obraliśmy dwa średniej trudności kaniony austriackie: Angerbach (v4, a3, III) i Lassingfall (v4, a3, II). Dojście do nich nie było tak oczywiste więc wydatnie przydał się GPS. Same kaniony bardzo ciekawe, zwłaszcza Lassingfall, gdzie mogliśmy się zetknąć z klasycznymi przeszkodami skalnymi i wodnymi. Były więc zjazdy na linie i dość ciekawe skoki. Pogoda niemal przez cały czas trwania wyjazdu był wręcz wymarzona więc za bardzo nie śpieszyliśmy się z przeprawami przez kaniony. W ostatni dzień pobytu część grupy zrobiła sobie wycieczkę miejscową kolejką a druga część ekipy poszła pod wodospad Mirafall. Wyjazd należy uznać jako bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FAustria-kaniony&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góra Birów, okolice Mirowa -&amp;quot;kurs&amp;quot; wspinaczki i MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, i inni|&lt;br /&gt;
13-14 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótkie acz bardzo udane wypady na Jurę w celach wspinaczkowo-rowerowych. Pierwszego dnia występuję w roli nauczyciela wspinaczki na Górze Birów- i pada kilka 4 :) poprowadzonych po raz pierwszy w życiu. Drugiego dnia łączę wspinaczki w Mirowie z MTB po okolicy. Pogoda dopisała. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ryczów - wspin na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|&lt;br /&gt;
07 09 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd na bardzo wielkim luzie. Pod skałę docieramy około 11:00! Na skale trochę ciasno i nie bardzo jest się na czym rozgrzać, więc na początek wykaszam ''SS Wiking VI.2'', a następnie w II próbie wyrównuję porachunki z ''Prześliczną Wiolonczelistką VI.2+''. Potem to już tylko parę VI-tek, w tym godna polecenia ''Country Roads''.&lt;br /&gt;
Wyjazd bardzo udany - opcja z opalaniem się na przemian ze wspinaniem, wyjątkowo mi odpowiada:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin na Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł, Teresa Szołtysik |&lt;br /&gt;
07 09 2014}}&lt;br /&gt;
Za wspinaczkowy cel trochę przypadkowo obraliśmy Słoneczne Skały w dolinie Szklarki. Na pierwszy rzut poszła Dziewczynka gdzie pękła ''Korba'' VI 1 (tylko Paweł). ''Dziewczynka z pazurkami'' VI 1+ musi jeszcze poczekać choć wiele nie brakowało do jej zaliczenia. Potem wspinamy się na fajnej skale Ogrodzieniec gdzie robimy kilka dróg od IV+ do VI. Rejon fajny, pogoda na wspinanie idealna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSloneczneSkaly&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech|&lt;br /&gt;
06 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z wolnej soboty (rodzina w sanatorium) postanawiam dokończyć szlak „Orlej Perci” na trasie Kozia Przełęcz-Przełęcz Krzyżne. Wyjechaliśmy o 2.00 z Mikołowa a o 6.00 jesteśmy już w Murowańcu. O 8.45 z Koziej Przełęczy zaczynamy czerwonym szlakiem kierować się w stronę Krzyżnego który osiągam o 13.30 (Rafał schodzi wcześniej-Skrajny Granat). O 16.00 pijemy piwko w schronisku. Pogoda w miarę dopisała lecz kotłowały się nad nami deszczowe chmury. Całość trasy około 26  km.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Apteka- MTB i wspin|&amp;lt;u&amp;gt; Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynam dzień rowerowo błądząc po jurajskich lasach (częściowo z premedytacją- pogoda cudna, częściowo już nie ;) ). Gdy udaje mi się w końcu osiągnąć właściwą skałę ku radości ekipy wspinającej się dołączam do zabawy na skałach, by jednak po kilku drogach popedałować szybko na swój pociąg do Zawiercia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - MTB w okolicach Morawki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Paweł Szołtysik |&lt;br /&gt;
31 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Morawki podjazd obok zaporowego jeziora na Slavic. Początkowo asfalt a potem już typowy beskidzki szlak. Grzebietowym szlakiem o profilu góra - dół docieramy do granicy czesko - słowackiej i nią nadal grzbietem z ładnymi widokami na obie strony dojeżdżamy na górę Sulov (942) do miejsca zwanego Biely Kriż. Stąd przepiękny zjazd do doliny Morawki. Całość pętli 30 km i 582 m deniwelacji. Szczegóły trasy tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Beskid_%C5%9Al%C4%85sko_-_Morawski . Pogoda nam się udała zważywszy, że u nas były burze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Starorobociański, Wołowiec i inne spacery|Wojtek i &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; Rymarczyk, Czantoria, Czeremosz i inni |9 - 23 08 2014}} &lt;br /&gt;
Koniec lata w Tatrach. Pogoda kapryśna – niemal codziennie ulewa. Dla nas był to przede wszystkim czas odprężenia, biegania boso po mokrej trawie, po błocie, wrzucania kamieni do rzeki z jak największym pluskiem, a także spotkania z rodziną (łącznie przez „bazę” przewinęło się kilkanaście osób). Udało się też zorganizować kilka fajnych wycieczek. Pierwszy tydzień sam uczynił siebie kondycyjnym, gdyż w ferworze pakowania buty zostawiliśmy w domu. Odbyliśmy kilka spacerów m.in. Doliną ku Dziurze, Doliną za bramką. Pochodziliśmy też trochę w okolicach Mietłówki (1110 m), położonej na trasie czarnego szlaku z Witowa na Gubałówkę.&lt;br /&gt;
Nowy tydzień to nowe wyzwania. Początkowo na samotną eskapadę mieliśmy wybrać się w poniedziałek, a przylepy zostawić pod czułym okiem dziadków. Prognozy były doskonałe, żadnego deszczu i słońce! Niestety po parogodzinnej próbie „ogarnięcia” mój entuzjazm się rozpłynął. Wojtek namówił więc swojego ojca i w południe obaj wybrali się na pętlę Trzydniowiański – Kończysty – Starorobociański i zejście doliną Starorobociańską. Całość dopełnił przejazd rowerem w obie strony przez Dolinę Chochołowską. Kolejnego dnia wstaliśmy skoro świt już z twardym postanowieniem…. Wyruszyliśmy w składzie Wojtek, Ola, Aga, Artur i Tymon na Wołowiec przez Wyżnią Chochołowską Dolinę i zejściem przez Rakoń i Grzesia. Po drodze stosowaliśmy możliwie dużo udogodnień przebrnięcia asfaltówki. Podejście Wyżnią Chochołowską było trafionym wyborem, przez większą część trasy nie spotkaliśmy żywego ducha. Z samego Wołowca szybko przepędziły nas schodzące coraz niżej chmury i silny wiatr. Dopiero gdzieś przed Przełęczą Łuczańską robimy sobie dłuuuugi odpoczynek z drzemką. Może nie było to do końca rozważne zważywszy na prognozy, ale…. Trudno odmówić sobie luksusu spania wtedy, gdy się tego chce! A nie tylko wtedy, gdy pozwalają na to okoliczności. Punkt 16. rozpoczęła się zlewa, w tym czasie robiliśmy ostatnie kroki na szczyt Grzesia. Z małą przerwą lało tak do samego domu lub – może bardziej – do samych majtek. Nie sądziłam, że będzie mi to tak obojętne. Zero stresu. Wręcz przyjemnie było zostać po tych kilku latach tak konkretnie, tatrzańsko zlanym! &lt;br /&gt;
Pod koniec tygodnia wybraliśmy się jeszcze z Zośką i Stasiem na Wielki Kopieniec (1328 m) z Toporowej Cyrhli i z zejściem Doliną Olczyską – okropnie rozjechana, błoto po kolana. Staś generalnie spał, Zosia z kolei dzielnie i chętnie maszerowała i trzeba było ją nakłaniać do nosidła, żebyśmy mogli trochę nadrobić czasówki. Rodzicom to trudno dogodzić.&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pn. - wspinanie na Bońku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Jagoda |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Standardowy wyjazd wspinaczkowy w dobrze znany nam rejon okolic Olsztyna. Pogoda idealna wspinaczkowo - letnie upały minęły już chyba na dobre. Po szybkiej rozgrzewce, walczymy na swoich projektach - Karol rozpracowuje &amp;quot;Prezydenta&amp;quot; VI.5, a ja walczę z &amp;quot;Filarem Wódki&amp;quot; VI.3 - niestety obydwie drogi muszą jeszcze poczekać:) Podczas drogi powrotnej zaglądamy w okoliczne lasy, szukając kolejnej miejscówki na następne lecie:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - MTB na Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Krzeszowa podjazd czerwonym szlakiem na Jaworzynę i Leskowiec (922). Trakt urozmaicony pod względem krajobrazowym i technicznym. Po większych podjazdach są odcinki poziome a nawet nie co w dół. Dysponując odpowiednią kondycją można wyjechać do góry bez schodzenia z roweru. Przy schronisku odpoczynek a potem krótki podjazd na szczyt Leskowca z ładnymi widokami na Babią Górę i pozostałe szczyty. Zjazd żółtym szlakiem w stronę Targoszowa miejscami bardzo trudny. W kilku miejscach musimy zejść z roweru gdyż szlak był właściwie łożyskiem górskiego potoku tyle, że bez wody. Niżej łatwiej. W sumie ciekawa pętla, ładna okolica, pogoda była w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA, WŁOCHY: wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda,Kasia(os. tow.) &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil, Sławek i Klaus |&lt;br /&gt;
08 – 17.08.2014}}&lt;br /&gt;
Plan był prosty – wspinanie w Dolomitach!!! Wszystko było gotowe: logistyka, skrupulatnie wybrane drogi , wyselekcjonowany sprzęt, nienaganna  forma (no z ostatnim to przesadziłem:)) Niestety nasz misterny plan spalił na panewce z powodu beznadziejnej pogody. Trzeba było na szybko wymyślić plan B. Najpierw ruszyliśmy w Hollental, który jest i tak po drodze w Dolomity, licząc że gdy pojawią się pomyślne prognozy będziemy mogli szybko przenieść się w miejsce docelowe.  Dzięki szybkiemu wyjeździe z Polski na parking w Keiserbrunn docieramy w piątek o 23.00. W sobotę  wybieramy się w trójkowym zespole (Ola, Damian i ja) na 300m szóstkową drogę, która jakoś nie powaliła nas swoją urodą. Mimo tego, że wszystko wskazywało na to że za chwile dopadnie nas burza, kończymy drogę całkowicie susi. W sobotę w nocy dojeżdżają do nas Ania ze Sławkiem, którzy w niedziele z Olą i Kasią wybierają się na pobliski dwutysięcznik.  Natomiast Damian i ja wybieramy 6 wyciągową drogę o trudnościach VII, jak się jednak okazało później nie są to kluczowe trudności na drodze. Założyliśmy że  cała wycieczka zajmie nam około 6h. Problemy niestety narastały kaskadowo, dzięki naszemu super precyzyjnemu topo i swojemu wielkiemu doświadczeniu już za 3 podejściem trafiliśmy na dobrą ścieżkę prowadząca do szukanej przez nas doliny, ale to dopiero był początek zabawy pod tytułem czy w ogóle uda nam się znaleźć drogę. O dziwo już po 3,5h znaleźliśmy się pod wejściem w drogę w stanie skrajnego zmęczenia i odwodnienia . Oboje uznaliśmy, że ten wielki sukces trzeba przypieczętować efektownym odwrotem. Jako, że głupio było czekać bezczynnie na resztę ekipy uznaliśmy, że można jeszcze spróbować się powspinać w Adlitzgraben.  Zgodnie z zasadą, że historia lubi się powtarzać dotarcie pod skałki zajęło nam ponad godzinę, gdzie znającym drogę zajmuje ona 15min. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skały robą bardzo dobre wrażenie, Adlitz w pełni zasługuje na miano najbliżej położonego westowego rejonu. W poniedziałek w decydujemy się(Ola, Kasia, Damian i ja) ze względu na optymistyczne prognozy na wyjazd w Dolomity, natomiast Ania ze Sławkiem postanawiają zostać w Hollentalu. Aby nie tracić całego dnia na przejazd pół dnia wspinamy się w Adlitz. Z ciekawszych prowadzeń padają  Traum ewiger Finsternis (6a+) ładna droga z cruxem na końcu, Josef-Trippel-Weg (5+) super wspinanie do samego stanu, Einstürzende Neubauten (6b+) ciągowe wspinanie z czujnym wyjściem,  Wolken im Kaffee (7a) kraul po klamach w przewieszeniu, prostowanie sławnego King Konga.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wieczorem trafiamy na fajny camping w Cortinied’Ampezzo, niestety  prognozy w ciągu doby zmieniły się tak diametralnie, że nie dają prawie żadnych szans na wspin w Dolomitach. Przeczekujemy jeszcze jeden dzień, lecz nic nie zapowiada poprawy pogody ,co gorsza w całej Europie pogoda delikatnie mówiąc jest kapryśna. Ostatecznie po rozważeniu wielu opcji (Franken, Osp, Adlitz) postanawiamy pojechać do Arco, gdzie dołączył do nas Klaus.Głównym powodem tej decyzji było to, że skoro nie moża uprawiać climbingu to przynamniej shopping. Niestety pomimo dużych planów udaje się nam jedynie kupić buty wspinaczkowe Kasi i Damianowi. Ilość sklepów wspinaczkowych w Arco robi wrażenie, niestety ceny nie są już tak promocyjne jak kiedyś. Poza zakupami udało się nam znaleźliśmy czas na wypróbowanie kilku lodziarni i pizzerii. Pogoda codziennie potwierdzała nam, że podjęliśmy dobrą decyzję o odwrocie z Dolomitów – każdego dnia naszego pobytu padało. Niema tego jednak złego co by na dobre nie wyszło – dzięki opadom temperatura pozwalała na komfortowy wspin  pomimo pory roku (połowa sierpnia!!!) Ze względu na pogodę wspinaliśmy się tylko w jednym przewieszonym rejonie Massone, który jest warty polecenia z jednym zastrzeżeniem – na niektórych drogach jest wyślizg porównywalny do klasyków w Bolechowicach. Padły m.in. Halloween (7a)- fajna droga forsująca 3 okapy, niestety kluczowy chwyt kuty, Aladin (7a) – mega promocja, Łutowiec się chowa,  Gino E La Sfiga (6b+) fajna długa ciągowa droga, Adelante (7a+) promocja, ale wspinanie piękne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FAUSTRIA%2C%20W%A3OCHY%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA- Totes Gebirge: spacery i MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|&lt;br /&gt;
04-07.08.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuacja poszukiwań dobrych tras na samotne skitury. Pierwszego dnia robię świetną trasę z rejonu Almsee do schroniska Puhringershutte. Kolejny dzień z racji deszczu poświęcam na odpoczynek, by dwa następne spędzić na MTB i zdobywaniu szczytów. Jadę trasą rowerową wzdłuż rzeki Traun aż do Gmunden, by już zupełnie górsko podjechać pod Laudachsee, skąd klasycznym &amp;quot;Witoldem Henrykiem&amp;quot; wchodzę (już bez roweru) na szczyt Traunstein. Powrót inną drogą wzdłuż rzeki, połączony z orzeźwiającymi kąpielami :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Od gór do Bałtyku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i  Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
26 07 - 10 08 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W 2 tygodnie odbyliśmy samochodem podróż przez pd.-zach. (Sudety) i zach. Polskę (wzdłuż Nysy Łużyckiej i Odry). Po drodze robiliśmy wypady piesze i rowerowe w góry oraz zaliczyliśmy spływ kajakowy.  Był to dla nas bardzo odkrywczy wyjazd. Zobaczyliśmy wiele nowych terenów i przeżyliśmy kilka przygód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla zainteresowanych więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Goleszowa gdzie u kuzyna Stasia robimy nie złą imprezkę otwierającą naszą podróż. Potem jedziemy generalnie ciągle na zachód. Krótki pobyt nad jeziorem Otmuchowskim a potem już góry Złote. Tu w Złotym Stoku zwiedzamy starą kopalnię złota gdzie oprócz całej historii kopalni można zobaczyć unikatową wystawkę różnych tabliczek. Z jednej się uśmiałem: „Walim na żądanie” (Walim to taka miejscowość a tabliczka była z przystanku).  Bardzo fajny był natomiast Lądek Zdrój. Stąd zrobiliśmy pieszą wycieczkę na górę Trojak (766) zwieńczoną właśnie potrójnym i wielkim masywem skał.  Następnie udaliśmy się w góry Bialskie. Startując z Starej Morawy przejechaliśmy na MTB dużą pętlę przez te właśnie góry. Od Stronia kilkunastokilometrowy podjazd doliną Białej Lądeckiej na Suchą Przełęcz (1009). Stamtąd bardzo stromy zjazd (egzamin hamulców) do Starej Morawy. Moim zdaniem to jeden z najpiękniejszych i dość dzikich zakątków Kotliny Kłodzkiej. Sam szlak rowerowy też do łatwych nie należy.&lt;br /&gt;
W dalszej kolejności objeżdżamy Kotlinę Kłodzką tzw. Drogą Śródsudecką wiodącą uroczą doliną między górami Orlickimi a Bystrzyckimi. Odcinek między Międzylesiem a Lesicą a nawet dalej jest w zasadzie pozbawiony utwardzonej nawierzchni. Ruch samochodowy właściwie nie istnieje. Później pogoda się pogarsza i niestety w deszczu wchodzimy na Szczeliniec Wlk. (919) i przechodzimy cały szlak skalny w tym rejonie. Zwiedzamy też Wambierzyce. Potem już jest Karpacz. Tu na MTB robimy pętlę dookoła Karpacza (350 m deniwelacji) a w drugi dzień już przy pięknej pogodzie wchodzimy (od schroniska Śląski Dom wybiegam na szczyt z maratończykami Maratonu Karkonoskiego) na Śnieżkę (1602) przez kocioł Łomniczki a schodzimy przez Czarny Grzbiet. Dalej nasza podróż wiedzie do czwartego rogu Polski (brakował nam do kolekcji). Częściowo przez Czachy docieramy do Bogatyni i następnie Kopaczowa. W jego pobliżu łączą się granice Polski, Czech i Niemiec. Oglądamy też potężną odkrywkę węgla brunatnego. Dalsza droga wiedzie już na północ kraju wzdłuż Nysy Łużyckiej a dalej Odry. Przepiękne rozległe lasy. Jedziemy bocznymi drogami, często o złej nawierzchni. Kapiemy się w leśnych jeziorach, których tu nie brakuje. Mijamy małe wioski i senne miasteczka często z wspaniałymi acz zapomnianymi zabytkami. W Połęcku przeprawiamy się małym promem przez Odrę w momencie nadciągającej burzy. Kilka kilometrów po drugiej stronie drogę zablokowało nam zwalone przez nawałnicę stare drzewo.  Po godzinie straż pożarna udrożniła trakt i w nieustannym deszczu dotarliśmy do Łagowa. Tu spotykamy koleżankę z klubu Anię Bil (była tu na obozie płetwonurków). Wracamy wkrótce do granicy i znów poruszając się na północ osiągamy Kostrzyn (tu jeszcze widać efekty Woodstock, wiele osób jeszcze wracało po tej imprezie, cóż my się trochę spóźniliśmy). Następny ciekawym terenem są okolice Cedyni. Niesamowite bagna dolnej Odry. Tu rozegrały się dwie słynne bitwy. My wdrapujemy się na wzgórze z pomnikiem gigantycznego orła dominującego nad okolicą oraz oglądamy fragmenty grodziska nie opodal. Kolejną noc spędziliśmy nad pięknym jeziorem Morzycko (objechaliśmy je dookoła rowerami). W jego wodach po dziś dzień spoczywa wrak radzieckiego samolotu Jak – 9  z czasów wojny. Z pojezierza Myśliborskiego robimy przeskok do Kamienia Pomorskiego. Stąd na rowerach objeżdżamy Chrząszczewską Wyspę. Najtrudniejszym odcinkiem okazał się szlak z Buniewic zarośnięty pokrzywami, w dodatku kąsały nas „koniary”. Docieramy jednak na północny brzeg gdzie już w wodzie zanurzony jest potężny głaz narzutowy. To tzw. Królewski Głaz. Z pięknego Kamienia robimy już autem ostatni przeskok na północ do Pobierowa gdzie jeden dzień odpoczywamy w „plażowych” klimatach. Doprawdy nie wiem jak tak można spędzać wolny czas. Po takim „odpoczynku” kierujemy się do Trzebiatowa skąd robimy kilkunastokilometrowy spływ kajakowy Regą do morza a właściwie portu w Mrzeżynie. Rzeka łatwa i dość przyjemna choć nawiosłowaliśmy się sporo (tempo mieliśmy bardziej sportowe). W drodze powrotnej do domu zatrzymujemy się jeszcze nad jeziorem Miedwie a potem w Lubrzy (okolice Świebodzina). Tu na rowerach przejeżdżamy krótki ale bardzo ciekawy Szlak Nenufarów wokół jezior Goszcza i Lubie oraz robimy rowerowy wypad do starego klasztoru Cystersów w Gościkowie i bunkrów w Boryszynie. Stąd już wracamy bezpośrednio do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszej podróży autem pokonaliśmy 2021 km. Na rowerach, głównie na terenowych drogach górskich i leśnych przejechaliśmy ok. 150 km. Kilkanaście kilometrów pokonaliśmy kajakiem i tyle też pieszo po górach choć dokładnie trudno mi to zmierzyć. Noce spędzaliśmy głównie na polach namiotowych. Jest jeszcze w Polsce sporo ciekawych miejsc a ta podróż po raz kolejny uzmysłowiła nam w jakim pięknym kraju żyjemy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FZach-Polska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyrypa Beskidzka:|Ola Golicz, Asia K.|&lt;br /&gt;
01-02/03.08.2014}}&lt;br /&gt;
opis może w późniejszej przyszłości...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.facebook.com/WyrypaBeskidzka?fref=ts&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PODLESICE: wspinanie|Sebastian Podsiadło, Kamil Grządziel, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;,|&lt;br /&gt;
30.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się wybraliśmy. Naszą ,,mocną trójkę” najlepiej podsumowuje rozmowa przeprowadzona rano w samochodzie:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*K: To mój drugi raz w skałach będzie.&lt;br /&gt;
*S: Mój już trzeci, a twój Asia ?&lt;br /&gt;
*A: Nooo… też tak jakby trzeci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zważając na powyższe nie dziwi, że zaczęliśmy nasz wyjazd od Turni Motocyklistów i dróg: Sen na Jawie i Brzęczenie Komara (wycen nie podaję, bo mi głupio po przeczytaniu opisu wspinaczki we Francji :) …. ). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej rozgrzewce udaliśmy się pod Skałę Aptekę. Pod ścianą pustki, w końcu to środek tygodnia (niech żyją studenckie wakacje !!! szkoda tylko, że ostatnie w życiu). Chłopcy uznali, że pora na coś cięższego i zawalczyli z Prozakiem Życia (VI), ja nawet nie musiałam wstawać z koca, a Prozak  i tak wygrał. Więc skoro drogi szóstkowe jeszcze nie są dla nas, to trzeba próbować z piątkami. Tym razem wstałam z koca i wybrałam Anakolut (V), po namyśle zmieniłam drogę na Lewy Filarek (III), ale po wpince i kolejnym namyśle wróciłam na Anakolut, wyszło coś mojego, ale przynajmniej nie siedziałam na kocu. Sebastian z Kamilem zrobili Fizyka (IV+), a ja w tym czasie zdobyłam szczyt skały ścieżką od tyłu (fajny widok z góry). Potem podjęłam próbę przejścia Filaru Apteki (nie wyszło, mam za krótkie  ręce, serio ! zabrakło 10cm - wiem bo patrzałam jak szedł Kamil i chwytał dokładnie to co ja bardzo chciałam dosięgnąć). Zrobiło się już późno więc przeszliśmy na ścianę północną z postanowieniem wejścia na W Zasadzie Nie Groźną (V+), po ,,obgadaniu” sprawy uznaliśmy, że może nie starczyć liny, no i nie mamy oznaczonej połowy … (drugi problem szybko rozwiązaliśmy, pierwszym postanowiliśmy się nie martwić - zawsze można zjechać na dwa razy, tak jak ,,ten pan obok”). Sebastian skończył trochę przed końcem i zjechał bardzo niezadowolony. Kamilowi udało się wejść wyżej, ale nie dość, że lina już się kończyła to jeszcze zabrakło mu ekspresów (a wziął wszystkie jakie ze sobą mieliśmy). My uznaliśmy, że Kamil ma drogę zaliczoną, bo pozostała mu jedna prosta wpinka do końca. Już na zakończenie ja zrobiłam Cześć i Dziękuję Za Ryby (IV+), bardzo przyjemna droga, mimo, że zakończyłam na pierwszym zjeździe (nie żeby mi się nie chciało, ale i tak nie było tyle ekspresów, żeby iść dalej).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może i w porównaniu z klubowymi łojantami wyniki naszej trójcy nie są imponujące, ale patrząc na to od naszej strony to:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Był to nasz pierwszy samodzielny wyjazd.&lt;br /&gt;
* Podczas wyjazdu mieliśmy progres z dróg o wycenie III, na drogi IV+ i V+.&lt;br /&gt;
* Trzech z trzech uczestników pobiło swoje życiowe rekordy !!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice%20Apteka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - spacery|Ola Golicz|&lt;br /&gt;
25 – 27.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas moich dłuuugich tegorocznych wakacji (zasłużonych czy nie...)poza MTB, bieganiem, zumbą i kursem prowadzenia samochodów elektrycznych ;) w okolicach Wels we wcześniejszym okresie w ostatni weekend postanowiłam w końcu wdrożyć w życie mój plan przygotowania się do samotnych wypraw skiturowych(!)- poprzez rozeznanie odpowiednich terenów latem. Padło więc na Totes Gebirge. W piątek testuję niezwykle urokliwe okolice Traunstein, by w sobotę przenieść się nieznacznie w okolice Offensee. Tam badam teren wokół Rinnerkogel oraz Weißhorn. Całkiem tanio i przyjemnie nocuję w Rinnerhutte. Na koniec zwiedzam polecane mi Traunkirchen. Wszystkie odwiedzone miejsca w mojej ocenie godne polecenia w każdym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia https://www.dropbox.com/sh/ce6j010r4aw66px/AADaPpr4s0qncknEkJLlRImpa#/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy Delfinatu - wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia(os. tow.)&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|&lt;br /&gt;
11 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Przygotowania do wyjazdu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian – 100 dni za biurkiem &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	     40 dni w łóżku z powodu kontuzji kolana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Kasia – 149 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  28 dni w łóżku z powodu zapalenia oskrzeli&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol – 135 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  20 dni w łóżku... bo mógł&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola – 800 kilometrów przebiegniętych od początku roku&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	nie licząc skiturów, pływania, jaskiń, zumby, jazdy na rowerze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Audi A6 – 2,7 TDI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	      …które nie dojechało do Francji&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do wyjazdu w Alpy przygotowywaliśmy się od początku roku. Brak formy wymaga ogromnej samodyscypliny, ale nie poddawaliśmy się wszechobecnej modzie na aktywne spędzanie czasu. Do pracy tylko samochodem, po pracy tylko komputer a niedziela oczywiście na rodzinnym obiedzie. Było ciężko, ale nie sztuką jest przecież pojechać w góry kiedy jest się w dobrej w formie, tak jak nie jest wyczynem iść dalej, gdy człowiek wciąż może oddychać. My postanowiliśmy pojechać w Alpy, aby pokonać siebie, udowodnić wyższość umysłu nad ciałem i rzucić wyzwanie niemożliwemu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przemyśleniu zaprosiliśmy jeszcze Olę, żeby choć jedna osoba była w stanie dojść do schroniska i wezwać pomoc.&lt;br /&gt;
Na cel wyjazdu wybraliśmy Alpy Francuskie – okolice Grenoble. Jest to najdalej wysunięty na południe region alpejski, który w związku z tym daje nam największą „gwarancję” dobrej pogody. Trzeba jednak przyznać, że znajduje się on też nieco dalej od Polski. &lt;br /&gt;
Są dwie możliwości dostania się na miejsce: samochód lub samolot + wynajęcie auta. Obie nie są idealne pod względem czasu i kosztów dojazdu. Wybraliśmy dojazd samochodem w wersji luks, czyli wynajęcie Audi A6. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu nastąpi krótka dygresja na temat ywpożyczania samochodów na wyjazdy wakacyjne. Otóż jest to bardzo dobry pomysł, ponieważ często auto, którym dojeżdżamy codziennie do pracy i na zakupy nie nadaje się na wyjazd z ekipą w góry. Należy jednak pamiętać, że wypożyczalnie na polskim rynku mają wiele ukrytych kosztów, o których nie informują otwarcie na stronach internetowych. Cieszą się mimo to dużą popularnością, więc o wypożyczeniu samochodu należy pomyśleć też z odpowiednim wyprzedzeniem. Ostatnia sprawa zaś, to warto podpytać znajomych i skorzystać z usług sprawdzonej firmy... Nasze Audi A6, wynajęte w bardzo przyzwoitej cenie, w dniu wyjazdu pojechało na myjnie samochodową i jak nas poinformowano już nigdy stamtąd nie wróciło. Korzystając z okazji apelujemy do wszystkich, aby zwrócili uwagę na uwiezione w którejś z myjni czarne Audi. To ważne, bo najprawdopodobniej w jego wnętrzu wciąż znajduje się kierowca, z którym kontakt urwał się 11 lipca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kończąc dygresję o wypożyczalniach dodam, że ostatecznie pojechaliśmy autem Damiana, które jest dostatecznie duże, by pomieścić 4 osoby z bagażami i nie zgubić się pomiędzy szczotkami. Na wszelki wypadek nie myliśmy go przed wyruszeniem w trasę.&lt;br /&gt;
Dwadzieścia cztery godziny później, po wielu przygodach i źle zinterpretowanych komunikatach GPSa dotarliśmy do miejscowości La Berarde. Jest to lokalizacja godna polecenia każdemu, kto wybiera się pod namiot. Miasteczko otwiera się na wiosnę i zamyka jesienią. W ciągu zimy kręta droga wiodąca na wysokość 1700 m przestaje być przejezdna. W okresie letnich wakacji, jest ono jednak w pełni dostępne dla turystów oferując sympatyczny i niedrogi camping otoczony szczytami. Nie musimy chyba dodawać, że podejście pod ścianę, gdy startuje z 1700, to krótsze podejście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjeżdżamy w deszczu. Pierwszego dnia pogoda jeszcze nie jest pewna, więc Damian zabiera Kasię i Olę na najprostszy wielowyciąg na Tete de la Maye. Podejście od kempingu pod drogę, która ma 13 wyciągów zajmuje jakieś 20 minut. W razie niepogody można znaleźć w okolicy zupełnie standardowe drogi sportowe. Wielowyciągi także oferują zróżnicowany poziom trudności. Karol, jako najtwardszy członek zespołu, postanawia jeszcze ten jeden dzień przespać, by być lepiej przygotowanym na mierzenie się z samym sobą na trudniejszych trasach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia drugiego budzimy się w niebie. Ponieważ po otwarciu namiotu widać tylko białe obłoczki, a w zasadzie to sam namiot się w takiej chmurce znajduje, postanawiam spać do oporu i wyruszyć w trasę dopiero po spokojnym poranku. Damian i Karol robią tego dnia podejście pod Dibonę. Ola i Kasia wybierają się na spacer Doliną Bonpierre. Dobry wybór na początek w obu przypadkach. Podejście do schroniska pod Diboną (2700 m) jest ze względu na nastromienie i deniwelację jednym z bardziej kondycyjnych „spacerów”, jakie sobie można zafundować. Bonpierre natomiast jest jedną z bardziej urokliwych dolinek, którymi można się przejść bez większego wysiłku i podchodzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol i Damian śpią pod Diboną. Kulturalnie, w jednej z ogrodzonych kamiennym murkiem miejscówek przygotowanych oficjalnie dla wspinaczy, którzy zdecydują się nocować pod ścianą. Wstają najwcześniej – tym razem są dostatecznie wysoko, by niebo nad ranem znajdowało się pod nimi – i jako pierwszy zespół wbijają się w ścianę. Droga na Dibonie, którą robią jest obowiązkowym punktem dla każdego wspinacza, który przyjedzie w ten region. Sama ściana Dibony jest pocztówkowo piękna, a widok ze szczytu wręcz nierealny. Gdyby tylko nie była taka długa... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia tego samego dnia wybierają się do bardzo malowniczej Doliny des Etages. Po miłym czterogodzinnym spacerze rozpoczynają podejście do schroniska Soreiller, by dołączyć do chłopaków (wspomniane już 2700 m). Ola po drodze robi zdjęcia, je suszone morele, wysyła sms-y, gra w gry na komórce. Kasia pokonuje samą siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotykamy się szczęśliwie przy schonisku i schodzimy wszyscy razem. Na zejściu Karol pokonuje siebie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia pogoda jest już bezdyskusyjnie rewelacyjna. Słońce nie daje żyć, ale za to ani jeden zabłąkany obłoczek nie grozi pokrzyżowaniem nam planów. Postanawiamy, że będzie to dzień restowy. Kasia dla rozruszania zakwasów wybiera się jedynie na krótki spacer pod Szczyt La Berarde (2 h i 800 m deniwelacji). Damian i Karol postanawiają tylko podejść pod następną ścianę przy schronisku La Pilatte (4h i 830 m deniwelacji). Ola ogranicza się do wyjścia pobiegać. Po 20 minutach dogania chłopaków, którzy wyszli dwie godziny wcześniej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian i Karol nocują w schronisku. Głownie z inicjatywy Karola, który jakoś mało entuzjastycznie reaguje na pomysł podejścia od razu pod ścianę i spania na lodowcu. Trzeba przyznać, że schronisko gości głównie wspinaczy i nawet oficjalnie budzi każdy zespół w zależności od zadeklarowanej przez niego trasy. Pechowo nasi wybierają na Les Bans i Couloir Macho (tak, dobrze zgadujecie, że polskie tłumaczenie będzie brzmiało: Kuluar Macho), a to oznacza wyjście o 2:00 nad ranem. Dzielnie zdobywają szczyt (3600 m) korzystając ze świeżo nabytych umiejętności wspinania zimowego. Przechodzą granią szczytową, która jest tak krucha, że ciężko znaleźć odpowiednie słowa - nawet w obfitującej w przekleństwa polszczyźnie - i wracają lodowcem do schroniska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia umawiają się z chłopakami pod schroniskiem na 15:00. Przychodzą przed czasem, a dopiero o 16-ej udaje im się wypatrzyć zespół, który wciąż jest w ścianie. Obsługa schroniska budzi wspinaczy tak wcześnie, bo popołudniu i przy pełnym słońcu, chodzenie po lodowcu staje się mniej bezpieczne. Nasi jednak mięccy nie są. Co to za sztuka zrobić drogę kiedy ma się kondyncję, umiejętność i zapas sił? Być twardym i zrobić kuluar Macho bez tego wszystkiego, to dopiero jest wyczyn.&lt;br /&gt;
Damian schodzi z dziewczynami i udaje im się dotrzeć do kampingu przed nocą. Karol postanawia się nacieszyć jeszcze trochę swoim rekordem wysokości, a także – jak piszą Francuzi w przewodnikach – „poczuć bycie w górach”. Dlatego zostaje w schronisku i schodzi następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień, jest najcieplejszym dniem całego tygodnia. Co niestety nie cieszy aż tak bardzo, zważywszy jak ciepłe były poprzednie. Damian, Ola i Kasia wybierają się na wycieczkę do Temple Ecrins. Jest to sympatyczne schronisko położone na 2400, ale trasę można przedłużyć do 2800 podchodząc sobie ścieżką do granicy lodowca. Miejsce słynie z wyjątkowo ładnych kwiatów, ale widoki - dla nas amatorów – robią znacznie większe wrażenie niż roślinki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała dygresja o turystyce we Francuskich Alpach. Zasadniczo nie widuje się tu turystów z plecaczkami. Turystów bez plecaczków ale w klapkach lub szpilkach nie ma w ogóle. 80% napotkanych osób to wspinacze robiący podejście pod drogę albo ludzie z linami, którzy planują przynajmniej przejść się lodowcem. Oznacza to, że pomimo idealnej pogody, w miejscach, gdzie nie ma popularnych dróg wspinaczkowych nie spotkamy prawie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec dygresji i nasz ostatni dzień we Francji. Rano Karol, Damian i Ola wybierają się na drogę wspinaczkową położoną tuż obok wodospadu, której największą zaletą są: 10 minut podejścią pod drogę i zjazdy. Kasia w tym czasie robi sobie spacer do Vallon de la Lavey. Ze względu na wczesną godzinę przez pierwsze trzy godziny nie spotyka nikogo, ale wracjąc widzi nawet – po raz pierwszy w tych górach – ludzi w addidasach. Czuć, że to sobota. Pogoda ze swoim idealnym wyczuciem czasu czeka aż wrócimy na kamping i dopiero wtedy żegna nas deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wyjazdem próbujemy jeszcze tradyjnych francuskich potraw w miejscowej restauracji i wyruszamy w dwudziestogodzinną podróż pełną rozmów, o życiu, śmierci i dentystach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku formy udało nam się zrealizować wszystkie zamierzone cele,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
bo chcieć to móc,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
a czasem to po prostu nie mieć wyboru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjecia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja%3A%20Alpy%20Delfinatu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia II /ola/: https://www.dropbox.com/sh/ivamhb9kcsw9yc5/AAB6VwzCDhOInisOaL-Hv4Jma&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – biwak w Nadkotlinach|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, osoba utajniona|&lt;br /&gt;
19 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Ten wyjazd był zaplanowany już dawno temu i pierwotnie w akcji miało uczestniczyć 6 osób, jednak z powodów ,,życiowych” ostały się tylko trzy. Mimo wszystko kierownik (Mateusz) nie zdecydował się (na szczęście) na odwołanie biwaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszyliśmy w sobotę rano koło godziny 10 z parkingu przed Doliną Małej Łąki, jedni szli szybciej, a ja wolniej, ale koniec końców wszyscy dotarliśmy pod otwór Jaskini Wielkiej Śnieżnej, gdzie zdążyliśmy zobaczyć wskakujących do dziury grotołazów z Krakowa, mieliśmy się z nimi spotkać później w jaskini. Od tego miejsca już trzymaliśmy się razem, by około godziny 14 znaleźć się pod otworem jaskini Nadkotlinami, a o 15 zacząć akcję. W czasie przebierania dołączyli do nas Tadek, Damian i Artur by zostawić plecaki i pójść dalej do otworu jaskini Litworowej. Z nimi też jeszcze mieliśmy się spotkać podczas tego wypadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście dla naszej trójki (która nie była szóstką), Mateusz dogadał się z Speleoklubem Tatrzańskim, że w zamian za pomoc w deporęczowaniu ich lin wiszących w jaskini będziemy mogli z nich skorzystać. Z tego powodu przejście przez jaskinię poszło nam dość sprawnie aż do Obejścia Gliwickiego i dolnej części Setki. Dalej już musieliśmy sobie radzić sami  - według szkicu technicznego mieliśmy przed sobą jeszcze trzy studnie, jednak zarówno jaskinia jak i opis jaskini udowodniły nam, że jesteśmy w błędzie i studnie są cztery. Musieliśmy obrabować z jednej liny wór przygotowany na zaporęczownie partii za Suchym Biwakiem, którymi miała przejść druga ekipa z naszego klubu -w celu dokonania trawersu ( tym co zrobimy z brakującą liną postanowiliśmy się ewentualnie pomartwić później). Na Suchym Biwaku byliśmy o godzinie 19, stąd Mateusz pobiegł poręczować odcinki dla Tadka, Damiana i Artura (i nie musiał się martwić brakiem lin, ponieważ częściowo studnie są tam zaporęczowane ,,jakimiś” linami), pozostała dwójka po prostu poszła, by spotkać wracającego z udanej misji Mateusza. Rozłożenie biwaku (testowanie nowego namiotu) poszło sprawnie. Kolacja i spanie. Koło naszego biwaku przewinął się zarówno klub z Krakowa jak i reszta Nockowiczów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaliśmy o godzinie 7, a o 8 byliśmy już gotowi do drogi powrotnej. Ja szłam przodem, a chłopaki z tyłu deporęczowali. Powyżej mokrej 40-stki spotkaliśmy trójkę grotołazów z Speleoklubu Tatrzańskiego, którzy przyszli nam z pomocą, był to najodpowiedniejszy moment, bo właśnie stosunek worów na osobę zaczął przekraczać 1. Również od tego miejsca wyjście zaczęło mi się dłużyć i mimo (pożyczonego) pantina na nodze odczuwałam coraz większe zmęczenie, ale przebłyski światła z powierzchni dodały mi sił. Chwilę później ostatni z naszej trójki wyszedł z jaskini, przebraliśmy się  i  popędziliśmy do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinie Wlk. Litworowa - Nad Kotliny, trawers otworów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Artur Szmatłoch|19 - 20 07 2014}}&lt;br /&gt;
Dokonaliśmy trawersu jaskiniowego w systemie Wielkiej Śnieżnej od jaskini Wielkiej Litworowej do jaskini Nad Kotlinami. Akcja trudna. Całkowity czas przejścia – 18 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu szczegóły dla zainteresowanych:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Nad Kotlinami była zaporęczowana przez zakopiańczyków oraz częściowo przez naszych kolegów z klubu (Mateusz Golicz, Asia Przymus oraz Miw). Grupa Mateusza i nasza działała w tym samym czasie. Oni weszli otworem Nad Kotlin (ich celem był biwak w jaskini, zaporęczownie nam odcinaka Suchy Biwak - II Biwak i zreporęczowanie Kotlin po naszym przejściu) a my po zostawieniu plecaków poszliśmy na drugą stronę góry, do otworu Litworki. Tu już sami poręczujemy jaskinię do Starego Dna. Najgorsze było w partiach połączeniowych Litworki z Śnieżną. W Błękitnej Lagunie było wody więcej niż zwykle więc przy czołganiu tym niskim korytarzykiem solidnie się moczymy. Tadka nawet trochę podtopiło (miał kask i w decydującym momencie nie potrafił podnieść głowy) ale Artur szybko mu pomógł. Po tym odcinku wszystkich nas telepało z zimna, wysiłku i wrażeń. Następnie bardzo uciążliwe przedzieranie się przez dalsze zaciski i ciasnoty, często w wodzie. Newralgiczny był zacisk przed pionową szczeliną (teraz jest tam lina), który tym razem jakoś pokonaliśmy (Tadek wykorzystał z góry założoną taktykę przejścia). Szczęśliwi docieramy do Komina Ekstazy. Trzeba przyznać, że partie połączeniowe są niewygodne a to, że w miarę płynnie nam poszły to dlatego, że tam niejednokrotnie byliśmy przed laty. Dalsza droga wydała się łatwiejsza. Na Nowym Biwaku (sądzę, że to jedno z najbardziej odosobnionych miejsc w polskich podziemiach) robimy krótką przerwę na posiłek. Po tym brniemy przez Ciągi Przykrości i dalsze niekończące się zjazdy i trawersy. Z radością więc witamy huk wody spadającej do Sali Wiatrów w Śnieżnej. Tym samym kończy się nasza droga w dół. Stąd niemal 700 m pionu w górę. Dodatkowo dochodzi nam reporęczowanie jaskini do Suchego Biwaku (wisiały tu wprawdzie inne liny ale aby obyło się bez niespodzianek nasi koledzy dopręczowali dziurę naszymi linami). Odczuwamy już nie co zmęczenie ale w umówionym przedziale czasowym docieramy do Suchego Biwaku gdzie nasza trójka nockowiczów biwakowała w testowanym przez Mateusza namiocie. Był środek nocy więc nawet się nie widzimy tylko wymieniamy kilka zdań. Po posiłku ruszamy w stronę Kotlin. Zmęczenie, ciężki wór z linami powoduje, że wielkie studnie (zwłaszcza Setka, i Szywała) wydają się nie mieć końca. Powoli jednak zdobywając metr po metrze w 8 godzin od Suchego Biwaku wydostajemy się otworem Nad Kotlin na powierzchnię. Byliśmy poobijani i czuliśmy każdy nawet najmniejszy mięsień. Na szczęście pogoda jest wymarzona. Słońce i ciepełko, tego nam trzeba było. Wkrótce też nadchodzi trójka zakopiańczyków by wspomóc grupę Mateusza przy retransporcie lin z Kotlin. Mile spędzamy czas na sympatycznej pogawędce. Pozdrawiamy! Zakopiańczycy wkrótce znikają w jaskini a my rozpoczynamy zejście. Wracamy przez Kobylarz. Deficyt snu i potworne zmęczenie zmuszają nas do półgodzinnej drzemki na trawie przy szlaku. Dalej zwlekamy się do Kir na Biały Potok gdzie u znajomego bacy znów kładziemy się na trawie i 2 godziny śpimy by jeszcze tego samego dnia bezpiecznie wrócić autem do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu rozkład czasowy  akcji liczony od wejścia: otw. Wlk. Litworowej – Magiel: 2 h, Nowy Biwak: 5.30 h, II Biwak: 8.30 h, Suchy Biwak: 10 h, otw. Nad Kotlin 18 h. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworowa-Kotliny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - zajęcia kanonigowe PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Jaworski oraz grotołazi, wspinacze i kajakarze z klubów speleologicznych i alpinistycznych z całej Polski |12 - 13 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w warsztatach kanoningowych pod patronatem PZA. Najpierw trochę teorii w centrali TOPR w Zakopanem. W pierwszy, bardzo deszczowy dzień wzięliśmy udział  w wykładzie na temat zagadnień związanych głównie z problematyką wodną podczas uprawiania kanonigu. Potem pojechaliśmy nad rzekę Białkę (w miejscu gdzie uchodzi do niej Jaworowy Potok). Jednak po całonocnych i wciąż trwających opadach rzeka rwała wściekłym nurtem z którym mógł by się jedynie mierzyć szaleniec. Nasza kadra z TOPRu stwierdziła więc, że warunki są zbyt niebezpieczne. Pojechaliśmy więc na Łysą Polanę gdzie mieliśmy zakwaterowanie w dawnej strażnicy WOPu a następnie nad Wodogrzmoty Mickiewicza gdzie miały się odbyć zajęcia linowe. Tu też nie ma złudzeń. Biała kipiel waliła całym kanionem tak, że skały „drżały”.  Udaliśmy się więc na bazę gdzie odbyło się kolejne szkolenie teoretyczne a potem integracja przy ognisku. Przestało padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień to wspaniała pogoda. Udajemy się z rana znów w to samo miejsce na Białce. Wody opadły znacząco choć wiele brakowało do normalnego stanu. Już ubrani w pianki ćwiczymy w rzece pływanie pasywne i aktywne (trawersy, wejście w nurt, zachowanie się w cofce, wyjście z cofki). Ćwiczyliśmy także różne sposoby wydostania się z nurtu, skoki oraz podstawowe sposoby pomocy przy zastosowaniu rzutki.  Nasza kadra perfekcyjnie poprowadziła zajęcia oraz świetnie zaasekurowała (wiele razy aktywnie) odcinek rzeki, na którym ćwiczyliśmy.  Mieliśmy okazję przekonać się namacalnie jak  trudne jest zmaganie się z zmienną naturą rwącej rzeki, kilka razy zachłysnęliśmy się wodą. Ogólnie w tego typu sporcie ważne jest przede wszystkim doświadczenie no i krzepa. Wielkie podziękowania dla kadry za profesjonalne przeprowadzenie zajęć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKanoningPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik klubowy - https://vimeo.com/100883166&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik (autor: Tomasz Utkowski): https://www.youtube.com/watch?v=khc4IGnciiA &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik  |06 07 2014}}&lt;br /&gt;
Start z zapory w Wiśle Czarne. Podjazd do Stecówki a następnie ciekawym, grzbietowym szlakiem na Karolówkę. Później ostre podejście do schroniska pod Przysłopem. Tu odpoczynek a potem długi zjazd do auta z objazdem jeziora. Wycieczkę urozmaicił chwilowy deszcz a i tak była straszna duchota. Fatalny dojazd autem do domu (prawie 3 godziny)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wyjście na Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Gabriela M. (os. tow.)|03 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wejście na Magurę z Szczyrku a potem do schroniska pod Klimczokiem. Pogoda dobra. Szczyt Magury po ostatnich huraganach &amp;quot;wyczyszczony&amp;quot; z drzew.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/h0449fvczkx2k7k/AADfFkoBEmgIH7Mhnk88uYK_a&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - pięć minut na połoninie|Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk i przylepy|19 - 21 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
770 km, 16 h w podróży, 3 dni na miejscu, 2 noce w samochodzie i 5 minut na połoninie... Cóż, kryterium rozsądku nie było decydujące przy wyborze destynacji. Najważniejsze, że dawno tak nie wypoczęliśmy, a od samego patrzenia na tę zieloność robi się lepiej. &lt;br /&gt;
Baza w Ustrzykach Górnych. Czwartek dochodzimy do siebie po trudach podróży, w piątek (w który początkowo planowaliśmy zrobić jakąś miłą trasę) niestety leje do południa, więc ostatecznie wychodzimy tylko na parogodzinny spacer po okolicy. Co też okazało się dobre, bo mogliśmy na spokojnie &amp;quot;oswoić&amp;quot; Zosię z nosidełkiem turystycznym, z którym wcześniej nie miała do czynienia. Sobota to przelotne deszcze i perspektywa wieczornego powrotu. Postanawiamy więc przejść się na Połoninę Caryńską od strony Ustrzyk - pierwsze samodzielne wyjście w góry w nowym składzie. Nie robiliśmy sobie dużych nadziei. Ja wzięłam na siebie jedno najukochańsze 10 kg, Wojtek drugie 15 i tak pomaszerowaliśmy. Poszło tak sprawnie, że nim się obejrzeliśmy byliśmy przy górnej granicy lasu. Zosia już kawałek wcześniej ostatecznie wyszła z nosidła i poszła sama. Dotarliśmy do grani. Dla tych widoków, wiatru, trawy, uśmiechów.. warto było tam przyjść. Radość niestety nie trwała długo, ledwie się rozłożyliśmy zaczął padać deszcz i zadecydowaliśmy odwrót. Schodziliśmy niespiesznie, tempem dwuletnich nóżek. Mimo naszych nagabywań, że może na ręce albo chwilę odpocząć, Zosia całą drogę przeszła sama. Zrobiło to na nas duże wrażenie. Jest nadzieja :)&lt;br /&gt;
Nocny powrót z końca świata to specyficzne przeżycie - czarno z przodu, czarno z tyłu, z boku czarno i jeszcze mgła. Praktycznie od Ustrzyk do DK 19 na Duklę. Lepsza droga to już inny świat. Niestety nasz przejazd został okupiony niezliczoną ilością rozjechanych myszy, żab i ropuch (pierwszy raz widziałam &amp;quot;łażące&amp;quot; ropuchy, kurcze, bardzo charakterystyczne - one nie skaczą tylko łażą!). Szczęściem rodzina lisów i zając obeszli się bez szwanku a i nam nie trafiła się grubsza zwierzyna. Uświadomiło mi to dosadniej jak bogatą i różnorodną krainą są jeszcze Bieszczady. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widział Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|X Śląskie Manewry Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel „Buli” Bula&amp;lt;/u&amp;gt;  |06 – 08.06.2014r.}}  &lt;br /&gt;
Już po raz dziesiąty TKTJ zorganizował manewry ratownictwa jaskiniowego, które odbyły się w tarnogórskich sztolniach i pobliskim rejonie. Udział wzięli taternicy, grupy wysokościowe, OSP, PSP (pojawił się nawet zespół z Trójmiasta), ratownictwo medyczne i ratownictwo górnicze KWK „Wujek” Ruch „Śląsk” w liczbie jeden:)&lt;br /&gt;
W piątek późnym popołudniem spotykamy się wszyscy na bazie w rejonie zwanym „Blachówką”  i prowadzimy unifikację, mającą na celu zarówno ujednolicenie systemów ratowniczych, jak i samo przypomnienie sobie ich.&lt;br /&gt;
W sobotę zostajemy podzieleni na cztery zespoły. Na każdy z nich czeka zadanie, po realizacji którego dochodzi do rotacyjnej zamiany tak, aby każda grupa wykonała i przećwiczyła wszystkie cztery „akcje ratownicze”. Zatem korzystamy z systemów autoratowniczych takich jak: metoda hiszpańska przeciwwaga, metoda bloczka ruchomego , ratowanie z trawersu – odbywające się w sztolni, opuszczanie poszkodowanego z wieży oraz z półki skalnej.&lt;br /&gt;
W niedzielę łączymy powyższe zadania w jedną całą akcję. W sztolni wyciągnięcie metodą balance poszkodowanej z szybika, wyprowadzenie na powierzchnię, trawers na półce skalnej, a następnie opuszczenie po tyrolce metodą balance.&lt;br /&gt;
Na manewrach pojawiają się stali bywalcy, co pozwala zauważyć, iż akcje ratownicze wykonujemy szybciej, bezpieczniej i sprawniej. Wymiana doświadczenia z grupami ratowniczymi straży pożarnej i lepsze wspólne zrozumienie pozwala dostrzec, że przyszłość maluje się w jasnych barwach.&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że każdy taternik powinien znać metody autoratownicze w stopniu zaawansowanym, a metody ratownicze w stopniu pozwalającym pomóc doświadczonym służbom ratowniczym, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie wypadki w jaskiniach i to nie tylko na terenie naszego państwa.  Namawiam zatem wszystkich do udziału w ogólnopolskich i śląskich manewrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - walny zjazd sprawozdawczy PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|24 05 2014}}&lt;br /&gt;
Udział w obradach, przede wszystkim jako protokolant.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łutowiec - sympozjum &amp;quot;Gdzie hobby przeplata się z nauką&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz ok. 30 osób|17 - 18 05 2014}}&lt;br /&gt;
Udział w dwudniowym sympozjum kartograficznym, które współorganizowałem z Jackiem Szczygem, dr Andrzejem Tycem oraz Pauliną Szelerewicz. Odbyło się czternaście półgodzinnych odczytów, sesja terenowa oraz ognisko integracyjne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Romanka, Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|10 05 2014}}&lt;br /&gt;
Sopotnia Wodospad - Romanka - Rysianka - Hala Miziowa - Sopotnia Wodospad. Ok. 1200 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|DOMINIKANA: podróż po karaibskiej wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|03 - 27 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyprawa (a może raczej wyjazd, bo nie nazywałbym tego tak szumnie :p) miała charakter objazdówki po tej Karaibskiej wyspie. Aktywności górsko,- wspinaczkowo,- jaskiniowych praktycznie nie zaznaliśmy, nie licząc jednego dnia boulderingu i rekonesansu na klifie Fronton, przeplatanego z chilloutem na rajskiej plaży. Mimo to sam wyjazd bardzo interesujący. Podczas prawie miesięcznej objazdówki po wyspie odwiedziliśmy prawie wszystkie miejsca polecane przez przewodniki turystyczne jak również te, gdzie biali turyści stanowią atrakcje dla samych mieszkańców. Ale przede wszystkim poznaliśmy wspaniałych ludzi i poznaliśmy kulturę wyspiarską, świat kawy, rumu, cygar i domina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę 29.10.2014 w klubie odbędzie się prezentacja z wyjazdu, a tych z Was, którzy już teraz chcieliby dowiedzieć się nieco więcej o wyjeździe zapraszam do odwiedzenia mojego bloga: http://dominikanazplecakiem.blogspot.com (relacja na blogu jeszcze nie kompletna, ale ładna pogoda i brak czasu na siedzenie przed kompem nie pozwolił póki co na ukończenie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Zimna|Marek Wierzbowski (UKA/SGW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|15 03 2014}}&lt;br /&gt;
Popołudniowa przebieżka do Chatki (wyjazd z bazy 15:30, powrót 21:30). Dużo czekaliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|9 03 2014}}&lt;br /&gt;
Wjazd kolejką, zjazd ze Skrajnej Przełęczy, podejście na Karb, zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego, podejście na Kozią Przełęcz, zjazd do Murowańca, podejście (Furek)/kolejka (ja) na Kasprowy Wierch. Świetna pogoda, świetne warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Miętusia|Marek Wierzbowski (UKA/SGW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|9 02 2014}}&lt;br /&gt;
Przebieżka do Wielkich Kominów. Odklepujemy Syfon i wracamy. Czas akcji 2h 22m, liny wieszaliśmy wszędzie swoje. W jaskini bardzo sucho. Pogoda w Tatrach nadzwyczaj przyjemna, z tym że warunki śniegowe i roślinność przypominają jako żywo październik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W chatce Salzburskiego klubu grotołazów pod Lamprechtsofen|KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Agata Klewar; Magdalena Wrona (STJ KW Kraków); Miłosz Dryjański (KKS); Marek Wierzbowski (UKA); &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|30 01 - 02 02 2014}}&lt;br /&gt;
Krakowsko-bawarski zespół gospodarzy chatki bawił w obiekcie przez cały tydzień, pracując intensywnie nad usprawnieniem zabezpieczeń w dolnej części jaskini. Marek i ja dojeżdżamy na przedłużony weekend tj. od czwartku rano do niedzieli popołudnia. Przywiozłem ciasto marchewkowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli rehabilituję kostkę. Zaczynamy od wycieczki w masywie Hochkönig. Po nocnej podróży, w czwartek wchodzimy na Taghaubescharte (ok. 800 m przewyższenia). Wieczorem nic nie zrobiłem przy kolacji, więc zaproponowałem, że pozmywam. Jeden z talerzy rozpada mi się w ręku i wbijam sobie jego część w prawą dłoń, do kości. Dwa palce do unieruchomienia - rana nie jest jakaś długa, ale rozchodzi się przy ruszaniu palcem. Obyło się bez szycia, wystarczył steri-strip. Kijek da się trzymać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek to próba wejścia na wierzchłek Hochköniga, przynajmniej kawałek (liczyliśmy na osiągnięcie góry Ochsenkaru). Śniegu mało, więc tak naprawdę nie było zbyt wiele alternatyw - na tę wycieczkę startowało się z parkingu na wysokości 1500 m. Zgodnie z prognozami, widzimy nad Taurami tak zwany Mordor. Miało wiać powyżej 100 km/h i spaść 50 cm śniegu. Niestety udziela się to i na północ. Na trawersie za Mitterfeldalmem wieje naprawdę mocno, dziewczyny mają problem utrzymać równowagę. Ostatecznie, wycofują się. Mężczyźni (Furek, Marek i ja) wracają innym wariantem i podchodzą jeszcze pod południowe żleby i ściany Verrinnerköpfe (na ok. 2 100 m). Znajdujemy nawet jaskinię - trzeba by kopać, ale wygląda perspektywicznie! Zjazd w dosyć trudnym śniegu, ale jak na te warunki, i tak dobrze, że się udało. Wieczorem pieczenie ciasta (gruszkowo-imbirowe).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci stopień zagrożenia lawinowego, niewielka ilość śniegu nisko oraz utrzymujący się wiatr utrudniały dobór celów, toteż kolejna wycieczka była poprzedzona długimi analizami i planowaniem strategicznym (w wykonaniu Marka). Opłacało się. Pojechaliśmy w masyw Wilder Kaiser.  Z Griesenau (na ok. 732) wyruszyliśmy drogą przez długą dolinę. To akurat nie było w planie, ale okazało się, że droga jest zamknięta dla ruchu. Po około 1h 20m dotarliśmy do Grieseneralm, pokonując dopiero 260 m w pionie. Stamtąd zaczęła się właściwa wycieczka. Weszliśmy przez Großes Griesener Tor do Griesenerkaru. Szeroki, mocno zaśnieżony kar, opadający łagodnie, ale nie zbyt łagodnie... ograniczony wysokimi i ciekawie rzeźbionymi ścianami, które bardzo przypominały Dolomity. Dzień był bardzo słoneczny, ale my przebywaliśmy praktycznie cały czas w cieniu. Słońce udzielało się jednak z odbicia i wcale nie było wrażenia zimna... Sprawni (Furek i Marek) poszli na jakąś przełęcz, mniej-więcej na wysokość 2 200. Kobiety (Puma i Agata) oraz inwalidzi (ja) tymczasem zakończyli wycieczkę na ok. 1 940 i rozpoczęli zjazd. Pierwsze 200 m pionu było bardzo przyjemne. Potem na jaw wyszło jedno poważne niedopatrzenie. Nie posmarowaliśmy nart. Akurat dzisiaj było to konieczne. Mnie było raptem trudno (przy cały czas jednak trochę delikatnej kostce plus usztywnionych dwóch palcach), ale Agata w ogóle nie mogła jechać. Problem dotyczył w każdym razie wszystkich. Minimalnie poprawiła sytuację świeczka, którą przez czysty przypadek miałem w plecaku - przynajmniej dostalismy się na dół bez wypinania nart. Cóż, była to nauczka, ale mimo wszystko, nie zepsuła nam dnia. Wieczorem pieczemy ciasto czekoladowo-migdałowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę podejmuję próbę, jak kostka będzie działała w gumowcu. Przebiegliśmy się kawałek z Markiem w dolne partie Lamprechtsofen - do wodospadu Schleierfall. W jaskini niebotyczna ilość wody, mieliśmy w planie pójść gdzieś dalej, ale akcja musiała ograniczyć się do godzinnej przebieżki, bo dalsze zapuszczanie się groziło odcięciem. Wyszliśmy z tej wycieczki zresztą kompletnie przemoczeni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Gubałówka|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małogrzata Czeczott (UKA) z dziećmi: Stefanem i Julią|01 01 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz w życiu na Gubałówce. Cieszę się i z tego. Patrz mój poprzedni opis.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4750</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4750"/>
		<updated>2014-11-04T17:00:48Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Kasia (os. tow.) &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda &amp;lt;/u&amp;gt; |&lt;br /&gt;
02 11 2014}}&lt;br /&gt;
Późnojesienny wyjazd do Rzędek rozpoczynamy tradycyjnie od Lechwora, gdzie Damian i Kasia pokonują komin, natomiast ja i Mateusz walczymy z Baader-meinhofem.  Po dogrzaniu się pada Magnetowid (VI.3+), lecz był to dopiero krok do spektakularnego prowadzenia. Pod koniec przepięknego dnia przenosimy się na skałę Zegarową, gdzie biegnie droga – mit. Przystawiali się do niej najlepsi z najlepszych u szczytu swojej formy, lecz pozostawała niezdobyta. Oczywiście jedynie dla formalności wspomnę, że jest to legendarny '''Kucyk Pędziwiatr (V+)'''. Ten spektakularny sukces jakim niewątpliwe jest poprowadzenia tej drogi,  jest wynikiem nałożenia się kilku niezbędnych czynników: idealnych warunków, wspaniałej formy i doskonałego dopingu.  Bezsprzecznie trzeba się zgodzić z kolegą Ł. Dudkiem (który niedawno poprowadził Pandemonium), iż ,,przełamywanie mitów smakuje wybornie’’:).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja-Mała Fatra-jesienne spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|25-27 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesienne spacery po Małej Fatrze. Pogoda cudna, kolory piękne, ludzi zadziwiająco dużo (pełne schronisko z niedzieli na poniedziałek!). Zima powoli sygnalizuje swoje nadejście (szczyty lekko przyprószone śniegiem-czekam [nie]cierpliwie...)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - egzamin na KT i wspinaczki na górze Birów|instruktorzy - Tomasz Jaworski, Mateusz Golicz, Jacek Szczygieł (KKS), kursanci - Artur Szmatłoch, Tomasz Zięć, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, grupa wspin. - rekr. - &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadek i Basia Szmatłoch,  oprócz w/w przewijali się koledzy i koleżanki z KKTJ i KKS|&lt;br /&gt;
26 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zacienionej stronie góry Birów odbywał się (z różnym skutkiem) egzamin praktyczny i teoretyczny na Kartę Taternika Jaskiniowego. Po słonecznej stronie skał zrobiliśmy kilka nie zbyt trudnych wspinaczek. Jak wszyscy rozjechali się do domów grupka wspinaczkowa kończy dzień ogniskiem (dołączył jeszcze Artur).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - jaskinia Piętrowa w Klimczoku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
18 - 19 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku na nieformalnym &amp;quot;zebraniu wuefistów&amp;quot; przy przepięknej pogodzie wybieramy się na Klimoczok gdzie zwiedzamy dość ciekawą jaskinię Piętrową. Fajna przestrzenna salka oraz kilka odnóg. W sali jeden nietoperz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kletno - 48. Sympozjum Speleologiczne|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|&lt;br /&gt;
17 - 19 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympozjum rozpoczęło się w czwartek sesją terenową. Ja z Mateuszem przyjechałam dopiero w piątek na sesję referatową, podczas której podjęte były tematy z takich dziedzin jak: paleontologia i archeologia, biospeleologia, geologia i geomorfologia, datowania, eksploracja oraz wody podziemne i klimat. Wieczorem miała miejsce sesja posterowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia sesja terenowa odbywała się na terenie Czech. Wycieczkę w Dolinie Morawy rozpoczęliśmy od zwiedzenia nieczynnego Kamieniołomu Marmuru, gdzie przybliżona została nam geologia (i dokładna mineralogia) tego obszaru. Stamtąd przeszliśmy nad Mleczne Źródło, które jest wypływem wody wzdłuż uskoku i  odwadnia ono obszar pomiędzy dolinami rzek Poniklec i Kamienitej. &lt;br /&gt;
Następnie przejechaliśmy dalej w głąb doliny, gdzie przy korycie Rzeki Morawy znajduje się otwór Jaskini Tvarožne díry. Wejście do niej jest sztuczne i prowadzi przez przekop odprowadzający wodę z jaskini do rzeki. Łączna długość korytarzy tej jaskini wynosi 235m. Główny ciąg prowadzi po wodzie, aż do dość ciekawej studni w jeziorku, boczne odnogi tworzące sieć korytarzy są usytuowane ponad poziomem wody. &lt;br /&gt;
Kolejnym przystankiem był system Jaskiń na Pomezí, które są najdłuższym systemem jaskiniowym powstałym w marmurach na obszarze Czech. Uczestnicy sympozjum mieli możliwość odwiedzić część turystyczną systemu. Jaskinia oferuje bardzo bogatą i zróżnicowaną szatę naciekową. Ostatnim punktem programu była również turystyczna Jaskinia na Špičáku. Jaskinia ta jest znacznie uboższa w formy naciekowe, jednak znana była ludziom prawdopodobnie  już od XV wieku i dlatego też posiada na ścianach liczne ślady obecności człowieka (napisy i malowidła). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę uczestnicy sympozjum zostali podzieleni na grupy, jedna z nich odwiedzała Jaskinię Kontaktową, Jaskinię w  Rogóżce, Jaskinię Radochowską oraz  sztolnię uranu w Kletnie. Druga grupa odwiedziła Jaskinię Niedźwiedzą (partie nieturystycznye do Sali Mastodonta, która należy do partii odkrytych po 2012 roku). Trzecim pomysłem na spędzenie niedzieli były indywidualne wycieczki po okolicy i z tej opcji skorzystał Mateusz. &lt;br /&gt;
Ja miałam szczęście znaleźć się w grupie odwiedzającej Jaskinię Niedźwiedzią (podziękowania dla Mateusza i Małego ;) ). &lt;br /&gt;
Wejście do jaskini prowadzi przez pawilon wejściowy, początkowo po trasie turystycznej, jednak po paru metrach odbija od niej drabinką, po której schodzimy do partii nieturystycznych. Początek zwiedzania to czołganie się przekopanym korytarzem, dopiero po dojściu do Ronda zaczyna się robić czyściej (mniej błota) i szerzej, tam też każdego czeka obowiązkowe mycie z zebranego brudu w celu ochrony szaty naciekowej w dalszej części jaskini. Za Rondem znajduje się Korytarz Kryształowy, moim zdaniem o wiele ładniejszy od innych odwiedzonych przeze mnie partii jaskini Niedźwiedziej i chyba najładniejsze miejsce ,,jaskiniowe” w jakim kiedykolwiek byłam (prawdopodobnie z powodu moich mineralogicznych zainteresowań) – wzdłuż sporej części korytarza znajdują się w spągu jeziorka, których dna porośnięte są kryształami węglanu wapnia. Na końcu tego korytarza znajduje się szczelina w stropie (Krasowe Urwisko), początkowo należy ją wywspinać, dalej można całkiem sprawnie poruszać się zapieraczką. Dalej jaskinia prowadzi w miarę poziomym korytarzem (po drodze jeden większy prożek z zawieszoną drabinką), który należy nadal pokonywać zapieraczką, aż do Gilotyny- jest to zacisk z powodu którego dokonywana była selekcja odwiedzających (22cm szczelina, załamująca się dwukrotnie pod ostrym kątem, całe szczęście dla osoby moich rozmiarów nie stanowiła ona żadnej przeszkody). Kawałek za Gilotyną znajduje się sławna Sala Mastodonta. Jest to sala zawaliskowa długości 115m, szeroka i wysoka na 20m. Zawalisko w niej pokryte jest formami naciekowymi imponujących rozmiarów, mimo że jest to dopiero początek nowoodkrytych partii to nasza grupa musiała w tym miejscu zakończyć wycieczkę. Wszyscy obecni w tej jaskini jednogłośnie stwierdzili, że zazdroszczą eksploratorom jej odkrywania.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałymi uczestnikami sympozjum spotkaliśmy się jeszcze na obiedzie, po którym wróciliśmy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|St.Johann in Tirol - MTB w Kaisergebirge|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|11 - 14 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka &amp;quot;letnich&amp;quot; i słonecznych dni w Alpach spędzam głównie na MTB-uff jest co podjeżdżać :) oraz planowaniu atrakcyjnych tras zimowych tur. W niedzielę na dokładkę robię via ferratę doświadczając na własnej skórze co oznaczają dokładnie literki dot.trudności wspinaczki w skali A-D. W drodze powrotnej &amp;quot;romantyczne&amp;quot; MTB doliną Wachau (pośród winnic rozłożonych na wzgórzach okalających Krems). Dolina ta ze względu na swoje unikalne walory widokowe, architektoniczne i kulturowe została wpisana w 2000 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wyjazd niezwykle udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - &amp;quot;szlak jaskiniowców&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tomek i Asia Jaworska z synkami Karolkiem i Szymonkiem |&lt;br /&gt;
12 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trzypokoleniowym składzie obchodzimy tzw. &amp;quot;szlak jaskiniowców&amp;quot; o okolicach Smolenia. Zaglądamy do jaskiń Zegarowa, Jasna, Na Biśniku. Przy Kyciowej Skale jest też ciekawa próżnia lecz zaśmiecona. Szlak ten wiedzie polami i jest słabo oznaczony. Przy skale Krzywość robimy ognisko. Potem przez źródełko Tarnówki i Grodzisko Pańskie wracamy na Smoleń. Wchodzimy jeszcze na basztę zamku, który jest sukcesywnie odbudowywany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralne Manewry Autoratownictwa|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, oraz grotołazi z różnych klubów Polski|&lt;br /&gt;
11 - 13 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ostatni weekend i dodatkowo w poniedziałek odbyły się centralne manewry autoratownictwa jaskiniowego. Był to mój pierwszy wyjazd po otrzymaniu karty taternika i zarazem pierwsze szkolenie organizowane przez PZA w jakim brałam udział. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powodu różnych godzin przybycia uczestników pierwsze oficjalne spotkanie miało miejsce w sobotę rano. Został wtedy omówiony plan na nadchodzące dni, dokonano też podziału na pierwsze grupy. Pierwszy dzień spędziliśmy w Jaskini Czarnej na unifikacji. W jaskini na odcinku od otworu do trawersu Herkulesa zostało założonych 5 stanowisk ćwiczeniowych, grupy około 4-5 osobowe przemieszczały się między nimi. Ćwiczyliśmy miedzy innymi zjazdy z poszkodowanym, wyciąganie poszkodowanego do góry za pomocą metody ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi, ściąganie poszkodowanego z trawersu z użyciem dodatkowej liny i bez niej (do pomocy krótki odcinek liny/repa) oraz zjazd z poszkodowanym po pochylni w przeciwwadze. Dodatkowo każda grupa uczyła się zakładać punkt cieplny. Tego samego dnia wieczorem zostaliśmy podzieleni na nowe grupy, każda miała udać się w do innej jaskini. Dodatkowo odbyła się krótka prezentacja urządzenia do komunikacji w jaskiniach: Cave-Link.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja z moją grupą (pod moim kierownictwem) poszliśmy w niedzielę do jaskini Pod Wantą (pozostałe grupy odbywały manewry w jaskiniach: Litworowej, Czarnej, Marmurowej i Miętusiej Wyżniej). Dopiero w jaskini mogliśmy skonfrontować nabytą wcześniej wiedzę z rzeczywistością, dzięki temu okazało się, że wymyślane do ćwiczeń sytuacje bywają wyidealizowane i nie zawsze warunki w jaskini pozwalają zadziałać według poznanych schematów. Podczas ratowania ,,poszkodowanego”, musieliśmy się zmierzyć z nieprzewidzianymi wcześniej przez nas sytuacjami. Mogliśmy też wypróbować przedstawiony nam dzień wcześniej sposób cięcia liny bez noża. Do zaimprowizowanej sytuacji wykorzystaliśmy kawałek starej liny (jako lonża) i zamiast wykonywać czynności mające na celu zerwanie szanta, ucięliśmy lonża przy pomocy kawałka cienkiego repa. Na koniec przećwiczyliśmy jeszcze wkradanie w linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek została tylko część wcześniejszej ekipy. Z powodu planowanej wczesnej godziny zakończenia zajęć grupy poszły do jaskiń Kasprowych (Wyżnia, Średnia i Niżna). Moja grupa miała zajęcia w Jaskini Kasprowej Średniej. W pierwszej części ćwiczeń została mi odebrana radość zjazdu studnią, ponieważ zostałam przetransportowana na dno jako poszkodowany, w drugiej części ,,już w pełni sprawna” brałam udział w wyciąganiu poszkodowanego z dna jaskini, trawersem na zewnątrz. Cała akcja przebiegła bardzo sprawnie dzięki czemu zakończyliśmy ćwiczenia przed czasem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas wyjazdu miałam okazję poznać fantastycznych ludzi i nauczyć się wielu nowych przeczy. Poza poznaniem nowych technik autoratownictwa (uzupełniających podstawowe techniki z kursu jaskiniowego), mogłam postawić się w roli poszkodowanego jak i ratującego co spowodowało, że moje poglądy na konieczny ekwipunek grotołaza uległy zmianie. Mam nadzieję uczestniczyć w następnych takich ćwiczeniach i zachęcam do tego również wszystkich klubowiczów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Silesia Marathon |&amp;lt;u&amp;gt;Grzegorz Szczurek&amp;lt;/u&amp;gt;, ponad 1000 innych biegaczy i duże grupy kibiców|05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mglisty niedzielny poranek był zapowiedzią świetnego sportowego wydarzenia na ulicach Katowic. Start i meta na Siesia City Center. Na liście startowej na dystansie maratonu ponad 1800 uczestników, prawie 1000 na „Połowce”. Krótko przed startem, który miał miejsce o godzinie 9, zaświeciło słońce. Temperatura kilkunastu stopni, wymarzona do biegania. Mój plan zakładał dobiegnięcie do mety w przedziale 3:30-3:45. Do 28km było równiutko 5min/km, czyli akurat na 3 godziny i 30 minut. Dalej poszło gorzej. Pomimo ogromnych ilości izotoniku mięśnie nóg na granicy skurczy. Niestety znacznie zwolniłem i zrealizowałem tylko plan minimum meldując się z czasem 3:45:50 co dało mi 422 lokatę. Na mecie zameldowało się prawie 1200 maratończyków. Opis trasy prezentującej najlepsze walory Katowic, Siemianowic i Mysłowic oraz inne szczegóły można znaleźć na http://silesiamarathon.pl &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - warsztaty kanioningowe PZA z technik linowych|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski (w niedzielę Tadek i Basia Szmatłoch) oraz grotołazi i wspinacze z różnych klubów Polski|&lt;br /&gt;
03 - 05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugie warsztaty kanioningowe pod patronatem Polskiego Związku Alpinizmu odbyły się na skałkach Pazurka. Na skałkach ćwiczyliśmy zjazdy w różnych przyrządach kanioningowych (pirana, hydrobot, ósemka). Ćwiczyliśmy również zjazd z wypuszczaniem liny przez &amp;quot;ósemkę&amp;quot; i wykorzystaniem &amp;quot;tamponaty&amp;quot; do ściągania liny po zjeździe. Próbowaliśmy również &amp;quot;języka gwizdkowego&amp;quot; (francuskiego). Po za tym trenowaliśmy trawersy, zjazdy z łączeniem lin, zjazdy kierunkowe (odciągi). Oprócz tego poznaliśmy zasady worowania &amp;quot;kit-boula&amp;quot; i poręczowania dojścia i trawersu. Natomiast w Domaniewicach w Dworku Jurajskim (baza zgrupowania) odbyła się unifikacja sprzętu i prelekcja dotycząca zagadnień związanych z poręczowaniem kanionów. Pogoda słoneczna choć było dość zimno. Dzień kończymy ogniskiem. Po za tym należą się słowa uznania dla organizatorów i instruktorów szkolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWarsztaty-Pazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - MTB |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; Wojciech W.|05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawie zgodnie z rowerowym przewodnikiem po Jurze robimy całkiem nawet szybką ok. 45 km wycieczkę od Olsztyna do Mirowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Krywań|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
28 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Krywań (2495) niebieskim szlakiem od doliny Ważeckiej. W partiach szczytowych Tatr leży śnieg ale szybko topnieje. Pogoda przecudowna. Na szlakach wielu turystów. Solidnie zbiliśmy czas podejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKrywan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Piotr, Tomasz Jaworski, Bogdan Posłuszny, 1 os. tow.|&lt;br /&gt;
19 - 21 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za cel obraliśmy dwa średniej trudności kaniony austriackie: Angerbach (v4, a3, III) i Lassingfall (v4, a3, II). Dojście do nich nie było tak oczywiste więc wydatnie przydał się GPS. Same kaniony bardzo ciekawe, zwłaszcza Lassingfall, gdzie mogliśmy się zetknąć z klasycznymi przeszkodami skalnymi i wodnymi. Były więc zjazdy na linie i dość ciekawe skoki. Pogoda niemal przez cały czas trwania wyjazdu był wręcz wymarzona więc za bardzo nie śpieszyliśmy się z przeprawami przez kaniony. W ostatni dzień pobytu część grupy zrobiła sobie wycieczkę miejscową kolejką a druga część ekipy poszła pod wodospad Mirafall. Wyjazd należy uznać jako bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FAustria-kaniony&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góra Birów, okolice Mirowa -&amp;quot;kurs&amp;quot; wspinaczki i MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, i inni|&lt;br /&gt;
13-14 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótkie acz bardzo udane wypady na Jurę w celach wspinaczkowo-rowerowych. Pierwszego dnia występuję w roli nauczyciela wspinaczki na Górze Birów- i pada kilka 4 :) poprowadzonych po raz pierwszy w życiu. Drugiego dnia łączę wspinaczki w Mirowie z MTB po okolicy. Pogoda dopisała. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ryczów - wspin na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|&lt;br /&gt;
07 09 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd na bardzo wielkim luzie. Pod skałę docieramy około 11:00! Na skale trochę ciasno i nie bardzo jest się na czym rozgrzać, więc na początek wykaszam ''SS Wiking VI.2'', a następnie w II próbie wyrównuję porachunki z ''Prześliczną Wiolonczelistką VI.2+''. Potem to już tylko parę VI-tek, w tym godna polecenia ''Country Roads''.&lt;br /&gt;
Wyjazd bardzo udany - opcja z opalaniem się na przemian ze wspinaniem, wyjątkowo mi odpowiada:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin na Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł, Teresa Szołtysik |&lt;br /&gt;
07 09 2014}}&lt;br /&gt;
Za wspinaczkowy cel trochę przypadkowo obraliśmy Słoneczne Skały w dolinie Szklarki. Na pierwszy rzut poszła Dziewczynka gdzie pękła ''Korba'' VI 1 (tylko Paweł). ''Dziewczynka z pazurkami'' VI 1+ musi jeszcze poczekać choć wiele nie brakowało do jej zaliczenia. Potem wspinamy się na fajnej skale Ogrodzieniec gdzie robimy kilka dróg od IV+ do VI. Rejon fajny, pogoda na wspinanie idealna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSloneczneSkaly&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech|&lt;br /&gt;
06 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z wolnej soboty (rodzina w sanatorium) postanawiam dokończyć szlak „Orlej Perci” na trasie Kozia Przełęcz-Przełęcz Krzyżne. Wyjechaliśmy o 2.00 z Mikołowa a o 6.00 jesteśmy już w Murowańcu. O 8.45 z Koziej Przełęczy zaczynamy czerwonym szlakiem kierować się w stronę Krzyżnego który osiągam o 13.30 (Rafał schodzi wcześniej-Skrajny Granat). O 16.00 pijemy piwko w schronisku. Pogoda w miarę dopisała lecz kotłowały się nad nami deszczowe chmury. Całość trasy około 26  km.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Apteka- MTB i wspin|&amp;lt;u&amp;gt; Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynam dzień rowerowo błądząc po jurajskich lasach (częściowo z premedytacją- pogoda cudna, częściowo już nie ;) ). Gdy udaje mi się w końcu osiągnąć właściwą skałę ku radości ekipy wspinającej się dołączam do zabawy na skałach, by jednak po kilku drogach popedałować szybko na swój pociąg do Zawiercia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - MTB w okolicach Morawki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Paweł Szołtysik |&lt;br /&gt;
31 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Morawki podjazd obok zaporowego jeziora na Slavic. Początkowo asfalt a potem już typowy beskidzki szlak. Grzebietowym szlakiem o profilu góra - dół docieramy do granicy czesko - słowackiej i nią nadal grzbietem z ładnymi widokami na obie strony dojeżdżamy na górę Sulov (942) do miejsca zwanego Biely Kriż. Stąd przepiękny zjazd do doliny Morawki. Całość pętli 30 km i 582 m deniwelacji. Szczegóły trasy tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Beskid_%C5%9Al%C4%85sko_-_Morawski . Pogoda nam się udała zważywszy, że u nas były burze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Starorobociański, Wołowiec i inne spacery|Wojtek i &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; Rymarczyk, Czantoria, Czeremosz i inni |9 - 23 08 2014}} &lt;br /&gt;
Koniec lata w Tatrach. Pogoda kapryśna – niemal codziennie ulewa. Dla nas był to przede wszystkim czas odprężenia, biegania boso po mokrej trawie, po błocie, wrzucania kamieni do rzeki z jak największym pluskiem, a także spotkania z rodziną (łącznie przez „bazę” przewinęło się kilkanaście osób). Udało się też zorganizować kilka fajnych wycieczek. Pierwszy tydzień sam uczynił siebie kondycyjnym, gdyż w ferworze pakowania buty zostawiliśmy w domu. Odbyliśmy kilka spacerów m.in. Doliną ku Dziurze, Doliną za bramką. Pochodziliśmy też trochę w okolicach Mietłówki (1110 m), położonej na trasie czarnego szlaku z Witowa na Gubałówkę.&lt;br /&gt;
Nowy tydzień to nowe wyzwania. Początkowo na samotną eskapadę mieliśmy wybrać się w poniedziałek, a przylepy zostawić pod czułym okiem dziadków. Prognozy były doskonałe, żadnego deszczu i słońce! Niestety po parogodzinnej próbie „ogarnięcia” mój entuzjazm się rozpłynął. Wojtek namówił więc swojego ojca i w południe obaj wybrali się na pętlę Trzydniowiański – Kończysty – Starorobociański i zejście doliną Starorobociańską. Całość dopełnił przejazd rowerem w obie strony przez Dolinę Chochołowską. Kolejnego dnia wstaliśmy skoro świt już z twardym postanowieniem…. Wyruszyliśmy w składzie Wojtek, Ola, Aga, Artur i Tymon na Wołowiec przez Wyżnią Chochołowską Dolinę i zejściem przez Rakoń i Grzesia. Po drodze stosowaliśmy możliwie dużo udogodnień przebrnięcia asfaltówki. Podejście Wyżnią Chochołowską było trafionym wyborem, przez większą część trasy nie spotkaliśmy żywego ducha. Z samego Wołowca szybko przepędziły nas schodzące coraz niżej chmury i silny wiatr. Dopiero gdzieś przed Przełęczą Łuczańską robimy sobie dłuuuugi odpoczynek z drzemką. Może nie było to do końca rozważne zważywszy na prognozy, ale…. Trudno odmówić sobie luksusu spania wtedy, gdy się tego chce! A nie tylko wtedy, gdy pozwalają na to okoliczności. Punkt 16. rozpoczęła się zlewa, w tym czasie robiliśmy ostatnie kroki na szczyt Grzesia. Z małą przerwą lało tak do samego domu lub – może bardziej – do samych majtek. Nie sądziłam, że będzie mi to tak obojętne. Zero stresu. Wręcz przyjemnie było zostać po tych kilku latach tak konkretnie, tatrzańsko zlanym! &lt;br /&gt;
Pod koniec tygodnia wybraliśmy się jeszcze z Zośką i Stasiem na Wielki Kopieniec (1328 m) z Toporowej Cyrhli i z zejściem Doliną Olczyską – okropnie rozjechana, błoto po kolana. Staś generalnie spał, Zosia z kolei dzielnie i chętnie maszerowała i trzeba było ją nakłaniać do nosidła, żebyśmy mogli trochę nadrobić czasówki. Rodzicom to trudno dogodzić.&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pn. - wspinanie na Bońku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Jagoda |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Standardowy wyjazd wspinaczkowy w dobrze znany nam rejon okolic Olsztyna. Pogoda idealna wspinaczkowo - letnie upały minęły już chyba na dobre. Po szybkiej rozgrzewce, walczymy na swoich projektach - Karol rozpracowuje &amp;quot;Prezydenta&amp;quot; VI.5, a ja walczę z &amp;quot;Filarem Wódki&amp;quot; VI.3 - niestety obydwie drogi muszą jeszcze poczekać:) Podczas drogi powrotnej zaglądamy w okoliczne lasy, szukając kolejnej miejscówki na następne lecie:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - MTB na Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Krzeszowa podjazd czerwonym szlakiem na Jaworzynę i Leskowiec (922). Trakt urozmaicony pod względem krajobrazowym i technicznym. Po większych podjazdach są odcinki poziome a nawet nie co w dół. Dysponując odpowiednią kondycją można wyjechać do góry bez schodzenia z roweru. Przy schronisku odpoczynek a potem krótki podjazd na szczyt Leskowca z ładnymi widokami na Babią Górę i pozostałe szczyty. Zjazd żółtym szlakiem w stronę Targoszowa miejscami bardzo trudny. W kilku miejscach musimy zejść z roweru gdyż szlak był właściwie łożyskiem górskiego potoku tyle, że bez wody. Niżej łatwiej. W sumie ciekawa pętla, ładna okolica, pogoda była w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA, WŁOCHY: wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda,Kasia(os. tow.) &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil, Sławek i Klaus |&lt;br /&gt;
08 – 17.08.2014}}&lt;br /&gt;
Plan był prosty – wspinanie w Dolomitach!!! Wszystko było gotowe: logistyka, skrupulatnie wybrane drogi , wyselekcjonowany sprzęt, nienaganna  forma (no z ostatnim to przesadziłem:)) Niestety nasz misterny plan spalił na panewce z powodu beznadziejnej pogody. Trzeba było na szybko wymyślić plan B. Najpierw ruszyliśmy w Hollental, który jest i tak po drodze w Dolomity, licząc że gdy pojawią się pomyślne prognozy będziemy mogli szybko przenieść się w miejsce docelowe.  Dzięki szybkiemu wyjeździe z Polski na parking w Keiserbrunn docieramy w piątek o 23.00. W sobotę  wybieramy się w trójkowym zespole (Ola, Damian i ja) na 300m szóstkową drogę, która jakoś nie powaliła nas swoją urodą. Mimo tego, że wszystko wskazywało na to że za chwile dopadnie nas burza, kończymy drogę całkowicie susi. W sobotę w nocy dojeżdżają do nas Ania ze Sławkiem, którzy w niedziele z Olą i Kasią wybierają się na pobliski dwutysięcznik.  Natomiast Damian i ja wybieramy 6 wyciągową drogę o trudnościach VII, jak się jednak okazało później nie są to kluczowe trudności na drodze. Założyliśmy że  cała wycieczka zajmie nam około 6h. Problemy niestety narastały kaskadowo, dzięki naszemu super precyzyjnemu topo i swojemu wielkiemu doświadczeniu już za 3 podejściem trafiliśmy na dobrą ścieżkę prowadząca do szukanej przez nas doliny, ale to dopiero był początek zabawy pod tytułem czy w ogóle uda nam się znaleźć drogę. O dziwo już po 3,5h znaleźliśmy się pod wejściem w drogę w stanie skrajnego zmęczenia i odwodnienia . Oboje uznaliśmy, że ten wielki sukces trzeba przypieczętować efektownym odwrotem. Jako, że głupio było czekać bezczynnie na resztę ekipy uznaliśmy, że można jeszcze spróbować się powspinać w Adlitzgraben.  Zgodnie z zasadą, że historia lubi się powtarzać dotarcie pod skałki zajęło nam ponad godzinę, gdzie znającym drogę zajmuje ona 15min. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skały robą bardzo dobre wrażenie, Adlitz w pełni zasługuje na miano najbliżej położonego westowego rejonu. W poniedziałek w decydujemy się(Ola, Kasia, Damian i ja) ze względu na optymistyczne prognozy na wyjazd w Dolomity, natomiast Ania ze Sławkiem postanawiają zostać w Hollentalu. Aby nie tracić całego dnia na przejazd pół dnia wspinamy się w Adlitz. Z ciekawszych prowadzeń padają  Traum ewiger Finsternis (6a+) ładna droga z cruxem na końcu, Josef-Trippel-Weg (5+) super wspinanie do samego stanu, Einstürzende Neubauten (6b+) ciągowe wspinanie z czujnym wyjściem,  Wolken im Kaffee (7a) kraul po klamach w przewieszeniu, prostowanie sławnego King Konga.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wieczorem trafiamy na fajny camping w Cortinied’Ampezzo, niestety  prognozy w ciągu doby zmieniły się tak diametralnie, że nie dają prawie żadnych szans na wspin w Dolomitach. Przeczekujemy jeszcze jeden dzień, lecz nic nie zapowiada poprawy pogody ,co gorsza w całej Europie pogoda delikatnie mówiąc jest kapryśna. Ostatecznie po rozważeniu wielu opcji (Franken, Osp, Adlitz) postanawiamy pojechać do Arco, gdzie dołączył do nas Klaus.Głównym powodem tej decyzji było to, że skoro nie moża uprawiać climbingu to przynamniej shopping. Niestety pomimo dużych planów udaje się nam jedynie kupić buty wspinaczkowe Kasi i Damianowi. Ilość sklepów wspinaczkowych w Arco robi wrażenie, niestety ceny nie są już tak promocyjne jak kiedyś. Poza zakupami udało się nam znaleźliśmy czas na wypróbowanie kilku lodziarni i pizzerii. Pogoda codziennie potwierdzała nam, że podjęliśmy dobrą decyzję o odwrocie z Dolomitów – każdego dnia naszego pobytu padało. Niema tego jednak złego co by na dobre nie wyszło – dzięki opadom temperatura pozwalała na komfortowy wspin  pomimo pory roku (połowa sierpnia!!!) Ze względu na pogodę wspinaliśmy się tylko w jednym przewieszonym rejonie Massone, który jest warty polecenia z jednym zastrzeżeniem – na niektórych drogach jest wyślizg porównywalny do klasyków w Bolechowicach. Padły m.in. Halloween (7a)- fajna droga forsująca 3 okapy, niestety kluczowy chwyt kuty, Aladin (7a) – mega promocja, Łutowiec się chowa,  Gino E La Sfiga (6b+) fajna długa ciągowa droga, Adelante (7a+) promocja, ale wspinanie piękne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FAUSTRIA%2C%20W%A3OCHY%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA- Totes Gebirge: spacery i MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|&lt;br /&gt;
04-07.08.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuacja poszukiwań dobrych tras na samotne skitury. Pierwszego dnia robię świetną trasę z rejonu Almsee do schroniska Puhringershutte. Kolejny dzień z racji deszczu poświęcam na odpoczynek, by dwa następne spędzić na MTB i zdobywaniu szczytów. Jadę trasą rowerową wzdłuż rzeki Traun aż do Gmunden, by już zupełnie górsko podjechać pod Laudachsee, skąd klasycznym &amp;quot;Witoldem Henrykiem&amp;quot; wchodzę (już bez roweru) na szczyt Traunstein. Powrót inną drogą wzdłuż rzeki, połączony z orzeźwiającymi kąpielami :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Od gór do Bałtyku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i  Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
26 07 - 10 08 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W 2 tygodnie odbyliśmy samochodem podróż przez pd.-zach. (Sudety) i zach. Polskę (wzdłuż Nysy Łużyckiej i Odry). Po drodze robiliśmy wypady piesze i rowerowe w góry oraz zaliczyliśmy spływ kajakowy.  Był to dla nas bardzo odkrywczy wyjazd. Zobaczyliśmy wiele nowych terenów i przeżyliśmy kilka przygód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla zainteresowanych więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Goleszowa gdzie u kuzyna Stasia robimy nie złą imprezkę otwierającą naszą podróż. Potem jedziemy generalnie ciągle na zachód. Krótki pobyt nad jeziorem Otmuchowskim a potem już góry Złote. Tu w Złotym Stoku zwiedzamy starą kopalnię złota gdzie oprócz całej historii kopalni można zobaczyć unikatową wystawkę różnych tabliczek. Z jednej się uśmiałem: „Walim na żądanie” (Walim to taka miejscowość a tabliczka była z przystanku).  Bardzo fajny był natomiast Lądek Zdrój. Stąd zrobiliśmy pieszą wycieczkę na górę Trojak (766) zwieńczoną właśnie potrójnym i wielkim masywem skał.  Następnie udaliśmy się w góry Bialskie. Startując z Starej Morawy przejechaliśmy na MTB dużą pętlę przez te właśnie góry. Od Stronia kilkunastokilometrowy podjazd doliną Białej Lądeckiej na Suchą Przełęcz (1009). Stamtąd bardzo stromy zjazd (egzamin hamulców) do Starej Morawy. Moim zdaniem to jeden z najpiękniejszych i dość dzikich zakątków Kotliny Kłodzkiej. Sam szlak rowerowy też do łatwych nie należy.&lt;br /&gt;
W dalszej kolejności objeżdżamy Kotlinę Kłodzką tzw. Drogą Śródsudecką wiodącą uroczą doliną między górami Orlickimi a Bystrzyckimi. Odcinek między Międzylesiem a Lesicą a nawet dalej jest w zasadzie pozbawiony utwardzonej nawierzchni. Ruch samochodowy właściwie nie istnieje. Później pogoda się pogarsza i niestety w deszczu wchodzimy na Szczeliniec Wlk. (919) i przechodzimy cały szlak skalny w tym rejonie. Zwiedzamy też Wambierzyce. Potem już jest Karpacz. Tu na MTB robimy pętlę dookoła Karpacza (350 m deniwelacji) a w drugi dzień już przy pięknej pogodzie wchodzimy (od schroniska Śląski Dom wybiegam na szczyt z maratończykami Maratonu Karkonoskiego) na Śnieżkę (1602) przez kocioł Łomniczki a schodzimy przez Czarny Grzbiet. Dalej nasza podróż wiedzie do czwartego rogu Polski (brakował nam do kolekcji). Częściowo przez Czachy docieramy do Bogatyni i następnie Kopaczowa. W jego pobliżu łączą się granice Polski, Czech i Niemiec. Oglądamy też potężną odkrywkę węgla brunatnego. Dalsza droga wiedzie już na północ kraju wzdłuż Nysy Łużyckiej a dalej Odry. Przepiękne rozległe lasy. Jedziemy bocznymi drogami, często o złej nawierzchni. Kapiemy się w leśnych jeziorach, których tu nie brakuje. Mijamy małe wioski i senne miasteczka często z wspaniałymi acz zapomnianymi zabytkami. W Połęcku przeprawiamy się małym promem przez Odrę w momencie nadciągającej burzy. Kilka kilometrów po drugiej stronie drogę zablokowało nam zwalone przez nawałnicę stare drzewo.  Po godzinie straż pożarna udrożniła trakt i w nieustannym deszczu dotarliśmy do Łagowa. Tu spotykamy koleżankę z klubu Anię Bil (była tu na obozie płetwonurków). Wracamy wkrótce do granicy i znów poruszając się na północ osiągamy Kostrzyn (tu jeszcze widać efekty Woodstock, wiele osób jeszcze wracało po tej imprezie, cóż my się trochę spóźniliśmy). Następny ciekawym terenem są okolice Cedyni. Niesamowite bagna dolnej Odry. Tu rozegrały się dwie słynne bitwy. My wdrapujemy się na wzgórze z pomnikiem gigantycznego orła dominującego nad okolicą oraz oglądamy fragmenty grodziska nie opodal. Kolejną noc spędziliśmy nad pięknym jeziorem Morzycko (objechaliśmy je dookoła rowerami). W jego wodach po dziś dzień spoczywa wrak radzieckiego samolotu Jak – 9  z czasów wojny. Z pojezierza Myśliborskiego robimy przeskok do Kamienia Pomorskiego. Stąd na rowerach objeżdżamy Chrząszczewską Wyspę. Najtrudniejszym odcinkiem okazał się szlak z Buniewic zarośnięty pokrzywami, w dodatku kąsały nas „koniary”. Docieramy jednak na północny brzeg gdzie już w wodzie zanurzony jest potężny głaz narzutowy. To tzw. Królewski Głaz. Z pięknego Kamienia robimy już autem ostatni przeskok na północ do Pobierowa gdzie jeden dzień odpoczywamy w „plażowych” klimatach. Doprawdy nie wiem jak tak można spędzać wolny czas. Po takim „odpoczynku” kierujemy się do Trzebiatowa skąd robimy kilkunastokilometrowy spływ kajakowy Regą do morza a właściwie portu w Mrzeżynie. Rzeka łatwa i dość przyjemna choć nawiosłowaliśmy się sporo (tempo mieliśmy bardziej sportowe). W drodze powrotnej do domu zatrzymujemy się jeszcze nad jeziorem Miedwie a potem w Lubrzy (okolice Świebodzina). Tu na rowerach przejeżdżamy krótki ale bardzo ciekawy Szlak Nenufarów wokół jezior Goszcza i Lubie oraz robimy rowerowy wypad do starego klasztoru Cystersów w Gościkowie i bunkrów w Boryszynie. Stąd już wracamy bezpośrednio do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszej podróży autem pokonaliśmy 2021 km. Na rowerach, głównie na terenowych drogach górskich i leśnych przejechaliśmy ok. 150 km. Kilkanaście kilometrów pokonaliśmy kajakiem i tyle też pieszo po górach choć dokładnie trudno mi to zmierzyć. Noce spędzaliśmy głównie na polach namiotowych. Jest jeszcze w Polsce sporo ciekawych miejsc a ta podróż po raz kolejny uzmysłowiła nam w jakim pięknym kraju żyjemy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FZach-Polska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyrypa Beskidzka:|Ola Golicz, Asia K.|&lt;br /&gt;
01-02/03.08.2014}}&lt;br /&gt;
opis może w późniejszej przyszłości...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.facebook.com/WyrypaBeskidzka?fref=ts&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PODLESICE: wspinanie|Sebastian Podsiadło, Kamil Grządziel, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;,|&lt;br /&gt;
30.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się wybraliśmy. Naszą ,,mocną trójkę” najlepiej podsumowuje rozmowa przeprowadzona rano w samochodzie:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*K: To mój drugi raz w skałach będzie.&lt;br /&gt;
*S: Mój już trzeci, a twój Asia ?&lt;br /&gt;
*A: Nooo… też tak jakby trzeci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zważając na powyższe nie dziwi, że zaczęliśmy nasz wyjazd od Turni Motocyklistów i dróg: Sen na Jawie i Brzęczenie Komara (wycen nie podaję, bo mi głupio po przeczytaniu opisu wspinaczki we Francji :) …. ). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej rozgrzewce udaliśmy się pod Skałę Aptekę. Pod ścianą pustki, w końcu to środek tygodnia (niech żyją studenckie wakacje !!! szkoda tylko, że ostatnie w życiu). Chłopcy uznali, że pora na coś cięższego i zawalczyli z Prozakiem Życia (VI), ja nawet nie musiałam wstawać z koca, a Prozak  i tak wygrał. Więc skoro drogi szóstkowe jeszcze nie są dla nas, to trzeba próbować z piątkami. Tym razem wstałam z koca i wybrałam Anakolut (V), po namyśle zmieniłam drogę na Lewy Filarek (III), ale po wpince i kolejnym namyśle wróciłam na Anakolut, wyszło coś mojego, ale przynajmniej nie siedziałam na kocu. Sebastian z Kamilem zrobili Fizyka (IV+), a ja w tym czasie zdobyłam szczyt skały ścieżką od tyłu (fajny widok z góry). Potem podjęłam próbę przejścia Filaru Apteki (nie wyszło, mam za krótkie  ręce, serio ! zabrakło 10cm - wiem bo patrzałam jak szedł Kamil i chwytał dokładnie to co ja bardzo chciałam dosięgnąć). Zrobiło się już późno więc przeszliśmy na ścianę północną z postanowieniem wejścia na W Zasadzie Nie Groźną (V+), po ,,obgadaniu” sprawy uznaliśmy, że może nie starczyć liny, no i nie mamy oznaczonej połowy … (drugi problem szybko rozwiązaliśmy, pierwszym postanowiliśmy się nie martwić - zawsze można zjechać na dwa razy, tak jak ,,ten pan obok”). Sebastian skończył trochę przed końcem i zjechał bardzo niezadowolony. Kamilowi udało się wejść wyżej, ale nie dość, że lina już się kończyła to jeszcze zabrakło mu ekspresów (a wziął wszystkie jakie ze sobą mieliśmy). My uznaliśmy, że Kamil ma drogę zaliczoną, bo pozostała mu jedna prosta wpinka do końca. Już na zakończenie ja zrobiłam Cześć i Dziękuję Za Ryby (IV+), bardzo przyjemna droga, mimo, że zakończyłam na pierwszym zjeździe (nie żeby mi się nie chciało, ale i tak nie było tyle ekspresów, żeby iść dalej).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może i w porównaniu z klubowymi łojantami wyniki naszej trójcy nie są imponujące, ale patrząc na to od naszej strony to:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Był to nasz pierwszy samodzielny wyjazd.&lt;br /&gt;
* Podczas wyjazdu mieliśmy progres z dróg o wycenie III, na drogi IV+ i V+.&lt;br /&gt;
* Trzech z trzech uczestników pobiło swoje życiowe rekordy !!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice%20Apteka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - spacery|Ola Golicz|&lt;br /&gt;
25 – 27.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas moich dłuuugich tegorocznych wakacji (zasłużonych czy nie...)poza MTB, bieganiem, zumbą i kursem prowadzenia samochodów elektrycznych ;) w okolicach Wels we wcześniejszym okresie w ostatni weekend postanowiłam w końcu wdrożyć w życie mój plan przygotowania się do samotnych wypraw skiturowych(!)- poprzez rozeznanie odpowiednich terenów latem. Padło więc na Totes Gebirge. W piątek testuję niezwykle urokliwe okolice Traunstein, by w sobotę przenieść się nieznacznie w okolice Offensee. Tam badam teren wokół Rinnerkogel oraz Weißhorn. Całkiem tanio i przyjemnie nocuję w Rinnerhutte. Na koniec zwiedzam polecane mi Traunkirchen. Wszystkie odwiedzone miejsca w mojej ocenie godne polecenia w każdym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia https://www.dropbox.com/sh/ce6j010r4aw66px/AADaPpr4s0qncknEkJLlRImpa#/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy Delfinatu - wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia(os. tow.)&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|&lt;br /&gt;
11 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Przygotowania do wyjazdu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian – 100 dni za biurkiem &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	     40 dni w łóżku z powodu kontuzji kolana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Kasia – 149 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  28 dni w łóżku z powodu zapalenia oskrzeli&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol – 135 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  20 dni w łóżku... bo mógł&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola – 800 kilometrów przebiegniętych od początku roku&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	nie licząc skiturów, pływania, jaskiń, zumby, jazdy na rowerze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Audi A6 – 2,7 TDI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	      …które nie dojechało do Francji&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do wyjazdu w Alpy przygotowywaliśmy się od początku roku. Brak formy wymaga ogromnej samodyscypliny, ale nie poddawaliśmy się wszechobecnej modzie na aktywne spędzanie czasu. Do pracy tylko samochodem, po pracy tylko komputer a niedziela oczywiście na rodzinnym obiedzie. Było ciężko, ale nie sztuką jest przecież pojechać w góry kiedy jest się w dobrej w formie, tak jak nie jest wyczynem iść dalej, gdy człowiek wciąż może oddychać. My postanowiliśmy pojechać w Alpy, aby pokonać siebie, udowodnić wyższość umysłu nad ciałem i rzucić wyzwanie niemożliwemu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przemyśleniu zaprosiliśmy jeszcze Olę, żeby choć jedna osoba była w stanie dojść do schroniska i wezwać pomoc.&lt;br /&gt;
Na cel wyjazdu wybraliśmy Alpy Francuskie – okolice Grenoble. Jest to najdalej wysunięty na południe region alpejski, który w związku z tym daje nam największą „gwarancję” dobrej pogody. Trzeba jednak przyznać, że znajduje się on też nieco dalej od Polski. &lt;br /&gt;
Są dwie możliwości dostania się na miejsce: samochód lub samolot + wynajęcie auta. Obie nie są idealne pod względem czasu i kosztów dojazdu. Wybraliśmy dojazd samochodem w wersji luks, czyli wynajęcie Audi A6. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu nastąpi krótka dygresja na temat ywpożyczania samochodów na wyjazdy wakacyjne. Otóż jest to bardzo dobry pomysł, ponieważ często auto, którym dojeżdżamy codziennie do pracy i na zakupy nie nadaje się na wyjazd z ekipą w góry. Należy jednak pamiętać, że wypożyczalnie na polskim rynku mają wiele ukrytych kosztów, o których nie informują otwarcie na stronach internetowych. Cieszą się mimo to dużą popularnością, więc o wypożyczeniu samochodu należy pomyśleć też z odpowiednim wyprzedzeniem. Ostatnia sprawa zaś, to warto podpytać znajomych i skorzystać z usług sprawdzonej firmy... Nasze Audi A6, wynajęte w bardzo przyzwoitej cenie, w dniu wyjazdu pojechało na myjnie samochodową i jak nas poinformowano już nigdy stamtąd nie wróciło. Korzystając z okazji apelujemy do wszystkich, aby zwrócili uwagę na uwiezione w którejś z myjni czarne Audi. To ważne, bo najprawdopodobniej w jego wnętrzu wciąż znajduje się kierowca, z którym kontakt urwał się 11 lipca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kończąc dygresję o wypożyczalniach dodam, że ostatecznie pojechaliśmy autem Damiana, które jest dostatecznie duże, by pomieścić 4 osoby z bagażami i nie zgubić się pomiędzy szczotkami. Na wszelki wypadek nie myliśmy go przed wyruszeniem w trasę.&lt;br /&gt;
Dwadzieścia cztery godziny później, po wielu przygodach i źle zinterpretowanych komunikatach GPSa dotarliśmy do miejscowości La Berarde. Jest to lokalizacja godna polecenia każdemu, kto wybiera się pod namiot. Miasteczko otwiera się na wiosnę i zamyka jesienią. W ciągu zimy kręta droga wiodąca na wysokość 1700 m przestaje być przejezdna. W okresie letnich wakacji, jest ono jednak w pełni dostępne dla turystów oferując sympatyczny i niedrogi camping otoczony szczytami. Nie musimy chyba dodawać, że podejście pod ścianę, gdy startuje z 1700, to krótsze podejście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjeżdżamy w deszczu. Pierwszego dnia pogoda jeszcze nie jest pewna, więc Damian zabiera Kasię i Olę na najprostszy wielowyciąg na Tete de la Maye. Podejście od kempingu pod drogę, która ma 13 wyciągów zajmuje jakieś 20 minut. W razie niepogody można znaleźć w okolicy zupełnie standardowe drogi sportowe. Wielowyciągi także oferują zróżnicowany poziom trudności. Karol, jako najtwardszy członek zespołu, postanawia jeszcze ten jeden dzień przespać, by być lepiej przygotowanym na mierzenie się z samym sobą na trudniejszych trasach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia drugiego budzimy się w niebie. Ponieważ po otwarciu namiotu widać tylko białe obłoczki, a w zasadzie to sam namiot się w takiej chmurce znajduje, postanawiam spać do oporu i wyruszyć w trasę dopiero po spokojnym poranku. Damian i Karol robią tego dnia podejście pod Dibonę. Ola i Kasia wybierają się na spacer Doliną Bonpierre. Dobry wybór na początek w obu przypadkach. Podejście do schroniska pod Diboną (2700 m) jest ze względu na nastromienie i deniwelację jednym z bardziej kondycyjnych „spacerów”, jakie sobie można zafundować. Bonpierre natomiast jest jedną z bardziej urokliwych dolinek, którymi można się przejść bez większego wysiłku i podchodzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol i Damian śpią pod Diboną. Kulturalnie, w jednej z ogrodzonych kamiennym murkiem miejscówek przygotowanych oficjalnie dla wspinaczy, którzy zdecydują się nocować pod ścianą. Wstają najwcześniej – tym razem są dostatecznie wysoko, by niebo nad ranem znajdowało się pod nimi – i jako pierwszy zespół wbijają się w ścianę. Droga na Dibonie, którą robią jest obowiązkowym punktem dla każdego wspinacza, który przyjedzie w ten region. Sama ściana Dibony jest pocztówkowo piękna, a widok ze szczytu wręcz nierealny. Gdyby tylko nie była taka długa... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia tego samego dnia wybierają się do bardzo malowniczej Doliny des Etages. Po miłym czterogodzinnym spacerze rozpoczynają podejście do schroniska Soreiller, by dołączyć do chłopaków (wspomniane już 2700 m). Ola po drodze robi zdjęcia, je suszone morele, wysyła sms-y, gra w gry na komórce. Kasia pokonuje samą siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotykamy się szczęśliwie przy schonisku i schodzimy wszyscy razem. Na zejściu Karol pokonuje siebie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia pogoda jest już bezdyskusyjnie rewelacyjna. Słońce nie daje żyć, ale za to ani jeden zabłąkany obłoczek nie grozi pokrzyżowaniem nam planów. Postanawiamy, że będzie to dzień restowy. Kasia dla rozruszania zakwasów wybiera się jedynie na krótki spacer pod Szczyt La Berarde (2 h i 800 m deniwelacji). Damian i Karol postanawiają tylko podejść pod następną ścianę przy schronisku La Pilatte (4h i 830 m deniwelacji). Ola ogranicza się do wyjścia pobiegać. Po 20 minutach dogania chłopaków, którzy wyszli dwie godziny wcześniej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian i Karol nocują w schronisku. Głownie z inicjatywy Karola, który jakoś mało entuzjastycznie reaguje na pomysł podejścia od razu pod ścianę i spania na lodowcu. Trzeba przyznać, że schronisko gości głównie wspinaczy i nawet oficjalnie budzi każdy zespół w zależności od zadeklarowanej przez niego trasy. Pechowo nasi wybierają na Les Bans i Couloir Macho (tak, dobrze zgadujecie, że polskie tłumaczenie będzie brzmiało: Kuluar Macho), a to oznacza wyjście o 2:00 nad ranem. Dzielnie zdobywają szczyt (3600 m) korzystając ze świeżo nabytych umiejętności wspinania zimowego. Przechodzą granią szczytową, która jest tak krucha, że ciężko znaleźć odpowiednie słowa - nawet w obfitującej w przekleństwa polszczyźnie - i wracają lodowcem do schroniska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia umawiają się z chłopakami pod schroniskiem na 15:00. Przychodzą przed czasem, a dopiero o 16-ej udaje im się wypatrzyć zespół, który wciąż jest w ścianie. Obsługa schroniska budzi wspinaczy tak wcześnie, bo popołudniu i przy pełnym słońcu, chodzenie po lodowcu staje się mniej bezpieczne. Nasi jednak mięccy nie są. Co to za sztuka zrobić drogę kiedy ma się kondyncję, umiejętność i zapas sił? Być twardym i zrobić kuluar Macho bez tego wszystkiego, to dopiero jest wyczyn.&lt;br /&gt;
Damian schodzi z dziewczynami i udaje im się dotrzeć do kampingu przed nocą. Karol postanawia się nacieszyć jeszcze trochę swoim rekordem wysokości, a także – jak piszą Francuzi w przewodnikach – „poczuć bycie w górach”. Dlatego zostaje w schronisku i schodzi następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień, jest najcieplejszym dniem całego tygodnia. Co niestety nie cieszy aż tak bardzo, zważywszy jak ciepłe były poprzednie. Damian, Ola i Kasia wybierają się na wycieczkę do Temple Ecrins. Jest to sympatyczne schronisko położone na 2400, ale trasę można przedłużyć do 2800 podchodząc sobie ścieżką do granicy lodowca. Miejsce słynie z wyjątkowo ładnych kwiatów, ale widoki - dla nas amatorów – robią znacznie większe wrażenie niż roślinki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała dygresja o turystyce we Francuskich Alpach. Zasadniczo nie widuje się tu turystów z plecaczkami. Turystów bez plecaczków ale w klapkach lub szpilkach nie ma w ogóle. 80% napotkanych osób to wspinacze robiący podejście pod drogę albo ludzie z linami, którzy planują przynajmniej przejść się lodowcem. Oznacza to, że pomimo idealnej pogody, w miejscach, gdzie nie ma popularnych dróg wspinaczkowych nie spotkamy prawie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec dygresji i nasz ostatni dzień we Francji. Rano Karol, Damian i Ola wybierają się na drogę wspinaczkową położoną tuż obok wodospadu, której największą zaletą są: 10 minut podejścią pod drogę i zjazdy. Kasia w tym czasie robi sobie spacer do Vallon de la Lavey. Ze względu na wczesną godzinę przez pierwsze trzy godziny nie spotyka nikogo, ale wracjąc widzi nawet – po raz pierwszy w tych górach – ludzi w addidasach. Czuć, że to sobota. Pogoda ze swoim idealnym wyczuciem czasu czeka aż wrócimy na kamping i dopiero wtedy żegna nas deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wyjazdem próbujemy jeszcze tradyjnych francuskich potraw w miejscowej restauracji i wyruszamy w dwudziestogodzinną podróż pełną rozmów, o życiu, śmierci i dentystach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku formy udało nam się zrealizować wszystkie zamierzone cele,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
bo chcieć to móc,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
a czasem to po prostu nie mieć wyboru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjecia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja%3A%20Alpy%20Delfinatu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia II /ola/: https://www.dropbox.com/sh/ivamhb9kcsw9yc5/AAB6VwzCDhOInisOaL-Hv4Jma&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – biwak w Nadkotlinach|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, osoba utajniona|&lt;br /&gt;
19 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Ten wyjazd był zaplanowany już dawno temu i pierwotnie w akcji miało uczestniczyć 6 osób, jednak z powodów ,,życiowych” ostały się tylko trzy. Mimo wszystko kierownik (Mateusz) nie zdecydował się (na szczęście) na odwołanie biwaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszyliśmy w sobotę rano koło godziny 10 z parkingu przed Doliną Małej Łąki, jedni szli szybciej, a ja wolniej, ale koniec końców wszyscy dotarliśmy pod otwór Jaskini Wielkiej Śnieżnej, gdzie zdążyliśmy zobaczyć wskakujących do dziury grotołazów z Krakowa, mieliśmy się z nimi spotkać później w jaskini. Od tego miejsca już trzymaliśmy się razem, by około godziny 14 znaleźć się pod otworem jaskini Nadkotlinami, a o 15 zacząć akcję. W czasie przebierania dołączyli do nas Tadek, Damian i Artur by zostawić plecaki i pójść dalej do otworu jaskini Litworowej. Z nimi też jeszcze mieliśmy się spotkać podczas tego wypadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście dla naszej trójki (która nie była szóstką), Mateusz dogadał się z Speleoklubem Tatrzańskim, że w zamian za pomoc w deporęczowaniu ich lin wiszących w jaskini będziemy mogli z nich skorzystać. Z tego powodu przejście przez jaskinię poszło nam dość sprawnie aż do Obejścia Gliwickiego i dolnej części Setki. Dalej już musieliśmy sobie radzić sami  - według szkicu technicznego mieliśmy przed sobą jeszcze trzy studnie, jednak zarówno jaskinia jak i opis jaskini udowodniły nam, że jesteśmy w błędzie i studnie są cztery. Musieliśmy obrabować z jednej liny wór przygotowany na zaporęczownie partii za Suchym Biwakiem, którymi miała przejść druga ekipa z naszego klubu -w celu dokonania trawersu ( tym co zrobimy z brakującą liną postanowiliśmy się ewentualnie pomartwić później). Na Suchym Biwaku byliśmy o godzinie 19, stąd Mateusz pobiegł poręczować odcinki dla Tadka, Damiana i Artura (i nie musiał się martwić brakiem lin, ponieważ częściowo studnie są tam zaporęczowane ,,jakimiś” linami), pozostała dwójka po prostu poszła, by spotkać wracającego z udanej misji Mateusza. Rozłożenie biwaku (testowanie nowego namiotu) poszło sprawnie. Kolacja i spanie. Koło naszego biwaku przewinął się zarówno klub z Krakowa jak i reszta Nockowiczów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaliśmy o godzinie 7, a o 8 byliśmy już gotowi do drogi powrotnej. Ja szłam przodem, a chłopaki z tyłu deporęczowali. Powyżej mokrej 40-stki spotkaliśmy trójkę grotołazów z Speleoklubu Tatrzańskiego, którzy przyszli nam z pomocą, był to najodpowiedniejszy moment, bo właśnie stosunek worów na osobę zaczął przekraczać 1. Również od tego miejsca wyjście zaczęło mi się dłużyć i mimo (pożyczonego) pantina na nodze odczuwałam coraz większe zmęczenie, ale przebłyski światła z powierzchni dodały mi sił. Chwilę później ostatni z naszej trójki wyszedł z jaskini, przebraliśmy się  i  popędziliśmy do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinie Wlk. Litworowa - Nad Kotliny, trawers otworów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Artur Szmatłoch|19 - 20 07 2014}}&lt;br /&gt;
Dokonaliśmy trawersu jaskiniowego w systemie Wielkiej Śnieżnej od jaskini Wielkiej Litworowej do jaskini Nad Kotlinami. Akcja trudna. Całkowity czas przejścia – 18 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu szczegóły dla zainteresowanych:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Nad Kotlinami była zaporęczowana przez zakopiańczyków oraz częściowo przez naszych kolegów z klubu (Mateusz Golicz, Asia Przymus oraz Miw). Grupa Mateusza i nasza działała w tym samym czasie. Oni weszli otworem Nad Kotlin (ich celem był biwak w jaskini, zaporęczownie nam odcinaka Suchy Biwak - II Biwak i zreporęczowanie Kotlin po naszym przejściu) a my po zostawieniu plecaków poszliśmy na drugą stronę góry, do otworu Litworki. Tu już sami poręczujemy jaskinię do Starego Dna. Najgorsze było w partiach połączeniowych Litworki z Śnieżną. W Błękitnej Lagunie było wody więcej niż zwykle więc przy czołganiu tym niskim korytarzykiem solidnie się moczymy. Tadka nawet trochę podtopiło (miał kask i w decydującym momencie nie potrafił podnieść głowy) ale Artur szybko mu pomógł. Po tym odcinku wszystkich nas telepało z zimna, wysiłku i wrażeń. Następnie bardzo uciążliwe przedzieranie się przez dalsze zaciski i ciasnoty, często w wodzie. Newralgiczny był zacisk przed pionową szczeliną (teraz jest tam lina), który tym razem jakoś pokonaliśmy (Tadek wykorzystał z góry założoną taktykę przejścia). Szczęśliwi docieramy do Komina Ekstazy. Trzeba przyznać, że partie połączeniowe są niewygodne a to, że w miarę płynnie nam poszły to dlatego, że tam niejednokrotnie byliśmy przed laty. Dalsza droga wydała się łatwiejsza. Na Nowym Biwaku (sądzę, że to jedno z najbardziej odosobnionych miejsc w polskich podziemiach) robimy krótką przerwę na posiłek. Po tym brniemy przez Ciągi Przykrości i dalsze niekończące się zjazdy i trawersy. Z radością więc witamy huk wody spadającej do Sali Wiatrów w Śnieżnej. Tym samym kończy się nasza droga w dół. Stąd niemal 700 m pionu w górę. Dodatkowo dochodzi nam reporęczowanie jaskini do Suchego Biwaku (wisiały tu wprawdzie inne liny ale aby obyło się bez niespodzianek nasi koledzy dopręczowali dziurę naszymi linami). Odczuwamy już nie co zmęczenie ale w umówionym przedziale czasowym docieramy do Suchego Biwaku gdzie nasza trójka nockowiczów biwakowała w testowanym przez Mateusza namiocie. Był środek nocy więc nawet się nie widzimy tylko wymieniamy kilka zdań. Po posiłku ruszamy w stronę Kotlin. Zmęczenie, ciężki wór z linami powoduje, że wielkie studnie (zwłaszcza Setka, i Szywała) wydają się nie mieć końca. Powoli jednak zdobywając metr po metrze w 8 godzin od Suchego Biwaku wydostajemy się otworem Nad Kotlin na powierzchnię. Byliśmy poobijani i czuliśmy każdy nawet najmniejszy mięsień. Na szczęście pogoda jest wymarzona. Słońce i ciepełko, tego nam trzeba było. Wkrótce też nadchodzi trójka zakopiańczyków by wspomóc grupę Mateusza przy retransporcie lin z Kotlin. Mile spędzamy czas na sympatycznej pogawędce. Pozdrawiamy! Zakopiańczycy wkrótce znikają w jaskini a my rozpoczynamy zejście. Wracamy przez Kobylarz. Deficyt snu i potworne zmęczenie zmuszają nas do półgodzinnej drzemki na trawie przy szlaku. Dalej zwlekamy się do Kir na Biały Potok gdzie u znajomego bacy znów kładziemy się na trawie i 2 godziny śpimy by jeszcze tego samego dnia bezpiecznie wrócić autem do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu rozkład czasowy  akcji liczony od wejścia: otw. Wlk. Litworowej – Magiel: 2 h, Nowy Biwak: 5.30 h, II Biwak: 8.30 h, Suchy Biwak: 10 h, otw. Nad Kotlin 18 h. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworowa-Kotliny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - zajęcia kanonigowe PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Jaworski oraz grotołazi, wspinacze i kajakarze z klubów speleologicznych i alpinistycznych z całej Polski |12 - 13 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w warsztatach kanoningowych pod patronatem PZA. Najpierw trochę teorii w centrali TOPR w Zakopanem. W pierwszy, bardzo deszczowy dzień wzięliśmy udział  w wykładzie na temat zagadnień związanych głównie z problematyką wodną podczas uprawiania kanonigu. Potem pojechaliśmy nad rzekę Białkę (w miejscu gdzie uchodzi do niej Jaworowy Potok). Jednak po całonocnych i wciąż trwających opadach rzeka rwała wściekłym nurtem z którym mógł by się jedynie mierzyć szaleniec. Nasza kadra z TOPRu stwierdziła więc, że warunki są zbyt niebezpieczne. Pojechaliśmy więc na Łysą Polanę gdzie mieliśmy zakwaterowanie w dawnej strażnicy WOPu a następnie nad Wodogrzmoty Mickiewicza gdzie miały się odbyć zajęcia linowe. Tu też nie ma złudzeń. Biała kipiel waliła całym kanionem tak, że skały „drżały”.  Udaliśmy się więc na bazę gdzie odbyło się kolejne szkolenie teoretyczne a potem integracja przy ognisku. Przestało padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień to wspaniała pogoda. Udajemy się z rana znów w to samo miejsce na Białce. Wody opadły znacząco choć wiele brakowało do normalnego stanu. Już ubrani w pianki ćwiczymy w rzece pływanie pasywne i aktywne (trawersy, wejście w nurt, zachowanie się w cofce, wyjście z cofki). Ćwiczyliśmy także różne sposoby wydostania się z nurtu, skoki oraz podstawowe sposoby pomocy przy zastosowaniu rzutki.  Nasza kadra perfekcyjnie poprowadziła zajęcia oraz świetnie zaasekurowała (wiele razy aktywnie) odcinek rzeki, na którym ćwiczyliśmy.  Mieliśmy okazję przekonać się namacalnie jak  trudne jest zmaganie się z zmienną naturą rwącej rzeki, kilka razy zachłysnęliśmy się wodą. Ogólnie w tego typu sporcie ważne jest przede wszystkim doświadczenie no i krzepa. Wielkie podziękowania dla kadry za profesjonalne przeprowadzenie zajęć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKanoningPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik klubowy - https://vimeo.com/100883166&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik (autor: Tomasz Utkowski): https://www.youtube.com/watch?v=khc4IGnciiA &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik  |06 07 2014}}&lt;br /&gt;
Start z zapory w Wiśle Czarne. Podjazd do Stecówki a następnie ciekawym, grzbietowym szlakiem na Karolówkę. Później ostre podejście do schroniska pod Przysłopem. Tu odpoczynek a potem długi zjazd do auta z objazdem jeziora. Wycieczkę urozmaicił chwilowy deszcz a i tak była straszna duchota. Fatalny dojazd autem do domu (prawie 3 godziny)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wyjście na Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Gabriela M. (os. tow.)|03 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wejście na Magurę z Szczyrku a potem do schroniska pod Klimczokiem. Pogoda dobra. Szczyt Magury po ostatnich huraganach &amp;quot;wyczyszczony&amp;quot; z drzew.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/h0449fvczkx2k7k/AADfFkoBEmgIH7Mhnk88uYK_a&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - pięć minut na połoninie|Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk i przylepy|19 - 21 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
770 km, 16 h w podróży, 3 dni na miejscu, 2 noce w samochodzie i 5 minut na połoninie... Cóż, kryterium rozsądku nie było decydujące przy wyborze destynacji. Najważniejsze, że dawno tak nie wypoczęliśmy, a od samego patrzenia na tę zieloność robi się lepiej. &lt;br /&gt;
Baza w Ustrzykach Górnych. Czwartek dochodzimy do siebie po trudach podróży, w piątek (w który początkowo planowaliśmy zrobić jakąś miłą trasę) niestety leje do południa, więc ostatecznie wychodzimy tylko na parogodzinny spacer po okolicy. Co też okazało się dobre, bo mogliśmy na spokojnie &amp;quot;oswoić&amp;quot; Zosię z nosidełkiem turystycznym, z którym wcześniej nie miała do czynienia. Sobota to przelotne deszcze i perspektywa wieczornego powrotu. Postanawiamy więc przejść się na Połoninę Caryńską od strony Ustrzyk - pierwsze samodzielne wyjście w góry w nowym składzie. Nie robiliśmy sobie dużych nadziei. Ja wzięłam na siebie jedno najukochańsze 10 kg, Wojtek drugie 15 i tak pomaszerowaliśmy. Poszło tak sprawnie, że nim się obejrzeliśmy byliśmy przy górnej granicy lasu. Zosia już kawałek wcześniej ostatecznie wyszła z nosidła i poszła sama. Dotarliśmy do grani. Dla tych widoków, wiatru, trawy, uśmiechów.. warto było tam przyjść. Radość niestety nie trwała długo, ledwie się rozłożyliśmy zaczął padać deszcz i zadecydowaliśmy odwrót. Schodziliśmy niespiesznie, tempem dwuletnich nóżek. Mimo naszych nagabywań, że może na ręce albo chwilę odpocząć, Zosia całą drogę przeszła sama. Zrobiło to na nas duże wrażenie. Jest nadzieja :)&lt;br /&gt;
Nocny powrót z końca świata to specyficzne przeżycie - czarno z przodu, czarno z tyłu, z boku czarno i jeszcze mgła. Praktycznie od Ustrzyk do DK 19 na Duklę. Lepsza droga to już inny świat. Niestety nasz przejazd został okupiony niezliczoną ilością rozjechanych myszy, żab i ropuch (pierwszy raz widziałam &amp;quot;łażące&amp;quot; ropuchy, kurcze, bardzo charakterystyczne - one nie skaczą tylko łażą!). Szczęściem rodzina lisów i zając obeszli się bez szwanku a i nam nie trafiła się grubsza zwierzyna. Uświadomiło mi to dosadniej jak bogatą i różnorodną krainą są jeszcze Bieszczady. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widział Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|X Śląskie Manewry Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel „Buli” Bula&amp;lt;/u&amp;gt;  |06 – 08.06.2014r.}}  &lt;br /&gt;
Już po raz dziesiąty TKTJ zorganizował manewry ratownictwa jaskiniowego, które odbyły się w tarnogórskich sztolniach i pobliskim rejonie. Udział wzięli taternicy, grupy wysokościowe, OSP, PSP (pojawił się nawet zespół z Trójmiasta), ratownictwo medyczne i ratownictwo górnicze KWK „Wujek” Ruch „Śląsk” w liczbie jeden:)&lt;br /&gt;
W piątek późnym popołudniem spotykamy się wszyscy na bazie w rejonie zwanym „Blachówką”  i prowadzimy unifikację, mającą na celu zarówno ujednolicenie systemów ratowniczych, jak i samo przypomnienie sobie ich.&lt;br /&gt;
W sobotę zostajemy podzieleni na cztery zespoły. Na każdy z nich czeka zadanie, po realizacji którego dochodzi do rotacyjnej zamiany tak, aby każda grupa wykonała i przećwiczyła wszystkie cztery „akcje ratownicze”. Zatem korzystamy z systemów autoratowniczych takich jak: metoda hiszpańska przeciwwaga, metoda bloczka ruchomego , ratowanie z trawersu – odbywające się w sztolni, opuszczanie poszkodowanego z wieży oraz z półki skalnej.&lt;br /&gt;
W niedzielę łączymy powyższe zadania w jedną całą akcję. W sztolni wyciągnięcie metodą balance poszkodowanej z szybika, wyprowadzenie na powierzchnię, trawers na półce skalnej, a następnie opuszczenie po tyrolce metodą balance.&lt;br /&gt;
Na manewrach pojawiają się stali bywalcy, co pozwala zauważyć, iż akcje ratownicze wykonujemy szybciej, bezpieczniej i sprawniej. Wymiana doświadczenia z grupami ratowniczymi straży pożarnej i lepsze wspólne zrozumienie pozwala dostrzec, że przyszłość maluje się w jasnych barwach.&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że każdy taternik powinien znać metody autoratownicze w stopniu zaawansowanym, a metody ratownicze w stopniu pozwalającym pomóc doświadczonym służbom ratowniczym, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie wypadki w jaskiniach i to nie tylko na terenie naszego państwa.  Namawiam zatem wszystkich do udziału w ogólnopolskich i śląskich manewrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - walny zjazd sprawozdawczy PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|24 05 2014}}&lt;br /&gt;
Udział w obradach, przede wszystkim jako protokolant.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łutowiec - sympozjum &amp;quot;Gdzie hobby przeplata się z nauką&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz ok. 30 osób|17 - 18 05 2014}}&lt;br /&gt;
Udział w dwudniowym sympozjum kartograficznym, które współorganizowałem z Jackiem Szczygem, dr Andrzejem Tycem oraz Pauliną Szelerewicz. Odbyło się czternaście półgodzinnych odczytów, sesja terenowa oraz ognisko integracyjne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Romanka, Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|10 05 2014}}&lt;br /&gt;
Sopotnia Wodospad - Romanka - Rysianka - Hala Miziowa - Sopotnia Wodospad. Ok. 1200 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|DOMINIKANA: podróż po karaibskiej wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|03 - 27 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyprawa (a może raczej wyjazd, bo nie nazywałbym tego tak szumnie :p) miała charakter objazdówki po tej Karaibskiej wyspie. Aktywności górsko,- wspinaczkowo,- jaskiniowych praktycznie nie zaznaliśmy, nie licząc jednego dnia boulderingu i rekonesansu na klifie Fronton, przeplatanego z chilloutem na rajskiej plaży. Mimo to sam wyjazd bardzo interesujący. Podczas prawie miesięcznej objazdówki po wyspie odwiedziliśmy prawie wszystkie miejsca polecane przez przewodniki turystyczne jak również te, gdzie biali turyści stanowią atrakcje dla samych mieszkańców. Ale przede wszystkim poznaliśmy wspaniałych ludzi i poznaliśmy kulturę wyspiarską, świat kawy, rumu, cygar i domina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę 29.10.2014 w klubie odbędzie się prezentacja z wyjazdu, a tych z Was, którzy już teraz chcieliby dowiedzieć się nieco więcej o wyjeździe zapraszam do odwiedzenia mojego bloga: http://dominikanazplecakiem.blogspot.com (relacja na blogu jeszcze nie kompletna, ale ładna pogoda i brak czasu na siedzenie przed kompem nie pozwolił póki co na ukończenie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Zimna|Marek Wierzbowski (UKA/SGW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|15 03 2014}}&lt;br /&gt;
Popołudniowa przebieżka do Chatki (wyjazd z bazy 15:30, powrót 21:30). Dużo czekaliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|9 03 2014}}&lt;br /&gt;
Wjazd kolejką, zjazd ze Skrajnej Przełęczy, podejście na Karb, zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego, podejście na Kozią Przełęcz, zjazd do Murowańca, podejście (Furek)/kolejka (ja) na Kasprowy Wierch. Świetna pogoda, świetne warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Miętusia|Marek Wierzbowski (UKA/SGW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|9 02 2014}}&lt;br /&gt;
Przebieżka do Wielkich Kominów. Odklepujemy Syfon i wracamy. Czas akcji 2h 22m, liny wieszaliśmy wszędzie swoje. W jaskini bardzo sucho. Pogoda w Tatrach nadzwyczaj przyjemna, z tym że warunki śniegowe i roślinność przypominają jako żywo październik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W chatce Salzburskiego klubu grotołazów pod Lamprechtsofen|KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Agata Klewar; Magdalena Wrona (STJ KW Kraków); Miłosz Dryjański (KKS); Marek Wierzbowski (UKA); &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|30 01 - 02 02 2014}}&lt;br /&gt;
Krakowsko-bawarski zespół gospodarzy chatki bawił w obiekcie przez cały tydzień, pracując intensywnie nad usprawnieniem zabezpieczeń w dolnej części jaskini. Marek i ja dojeżdżamy na przedłużony weekend tj. od czwartku rano do niedzieli popołudnia. Przywiozłem ciasto marchewkowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli rehabilituję kostkę. Zaczynamy od wycieczki w masywie Hochkönig. Po nocnej podróży, w czwartek wchodzimy na Taghaubescharte (ok. 800 m przewyższenia). Wieczorem nic nie zrobiłem przy kolacji, więc zaproponowałem, że pozmywam. Jeden z talerzy rozpada mi się w ręku i wbijam sobie jego część w prawą dłoń, do kości. Dwa palce do unieruchomienia - rana nie jest jakaś długa, ale rozchodzi się przy ruszaniu palcem. Obyło się bez szycia, wystarczył steri-strip. Kijek da się trzymać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek to próba wejścia na wierzchłek Hochköniga, przynajmniej kawałek (liczyliśmy na osiągnięcie góry Ochsenkaru). Śniegu mało, więc tak naprawdę nie było zbyt wiele alternatyw - na tę wycieczkę startowało się z parkingu na wysokości 1500 m. Zgodnie z prognozami, widzimy nad Taurami tak zwany Mordor. Miało wiać powyżej 100 km/h i spaść 50 cm śniegu. Niestety udziela się to i na północ. Na trawersie za Mitterfeldalmem wieje naprawdę mocno, dziewczyny mają problem utrzymać równowagę. Ostatecznie, wycofują się. Mężczyźni (Furek, Marek i ja) wracają innym wariantem i podchodzą jeszcze pod południowe żleby i ściany Verrinnerköpfe (na ok. 2 100 m). Znajdujemy nawet jaskinię - trzeba by kopać, ale wygląda perspektywicznie! Zjazd w dosyć trudnym śniegu, ale jak na te warunki, i tak dobrze, że się udało. Wieczorem pieczenie ciasta (gruszkowo-imbirowe).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci stopień zagrożenia lawinowego, niewielka ilość śniegu nisko oraz utrzymujący się wiatr utrudniały dobór celów, toteż kolejna wycieczka była poprzedzona długimi analizami i planowaniem strategicznym (w wykonaniu Marka). Opłacało się. Pojechaliśmy w masyw Wilder Kaiser.  Z Griesenau (na ok. 732) wyruszyliśmy drogą przez długą dolinę. To akurat nie było w planie, ale okazało się, że droga jest zamknięta dla ruchu. Po około 1h 20m dotarliśmy do Grieseneralm, pokonując dopiero 260 m w pionie. Stamtąd zaczęła się właściwa wycieczka. Weszliśmy przez Großes Griesener Tor do Griesenerkaru. Szeroki, mocno zaśnieżony kar, opadający łagodnie, ale nie zbyt łagodnie... ograniczony wysokimi i ciekawie rzeźbionymi ścianami, które bardzo przypominały Dolomity. Dzień był bardzo słoneczny, ale my przebywaliśmy praktycznie cały czas w cieniu. Słońce udzielało się jednak z odbicia i wcale nie było wrażenia zimna... Sprawni (Furek i Marek) poszli na jakąś przełęcz, mniej-więcej na wysokość 2 200. Kobiety (Puma i Agata) oraz inwalidzi (ja) tymczasem zakończyli wycieczkę na ok. 1 940 i rozpoczęli zjazd. Pierwsze 200 m pionu było bardzo przyjemne. Potem na jaw wyszło jedno poważne niedopatrzenie. Nie posmarowaliśmy nart. Akurat dzisiaj było to konieczne. Mnie było raptem trudno (przy cały czas jednak trochę delikatnej kostce plus usztywnionych dwóch palcach), ale Agata w ogóle nie mogła jechać. Problem dotyczył w każdym razie wszystkich. Minimalnie poprawiła sytuację świeczka, którą przez czysty przypadek miałem w plecaku - przynajmniej dostalismy się na dół bez wypinania nart. Cóż, była to nauczka, ale mimo wszystko, nie zepsuła nam dnia. Wieczorem pieczemy ciasto czekoladowo-migdałowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę podejmuję próbę, jak kostka będzie działała w gumowcu. Przebiegliśmy się kawałek z Markiem w dolne partie Lamprechtsofen - do wodospadu Schleierfall. W jaskini niebotyczna ilość wody, mieliśmy w planie pójść gdzieś dalej, ale akcja musiała ograniczyć się do godzinnej przebieżki, bo dalsze zapuszczanie się groziło odcięciem. Wyszliśmy z tej wycieczki zresztą kompletnie przemoczeni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Gubałówka|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małogrzata Czeczott (UKA) z dziećmi: Stefanem i Julią|01 01 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz w życiu na Gubałówce. Cieszę się i z tego. Patrz mój poprzedni opis.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4749</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4749"/>
		<updated>2014-11-04T16:55:47Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''02 11 2014''' - Jura - wspinanie w Rzędkowicach&lt;br /&gt;
* '''26 10 2014''' - Jura - egzamin na KT i wspinaczki na Birowie&lt;br /&gt;
* '''19 10 2014''' - Beskid Śl. - jaskinia Piętrowa w Klimczoku&lt;br /&gt;
* '''17 - 19 10 2014''' - Kletno - Sympozjum Speleologiczne&lt;br /&gt;
* '''11 - 14 10 2014''' - AUSTRIA: MTB w Kaisergebirge&lt;br /&gt;
* '''11 - 13 10 2014''' - Centralne Manewry Autoratownictwa w Tatrach&lt;br /&gt;
* '''12 10 2014''' - Jura - &amp;quot;szlak jaskiniowców&amp;quot;&lt;br /&gt;
* '''05 10 2014''' - Silesia Marathon&lt;br /&gt;
* '''03 - 05 10 2014''' - Jura - warsztaty kanioningowe PZA w technikach linowych&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4548</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4548"/>
		<updated>2014-09-02T07:09:24Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - MTB w okolicach Morawki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Paweł Szołtysik |&lt;br /&gt;
30 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Morawki podjazd obok zaporowego jeziora na Slavic. Początkowo asfalt a potem już typowy beskidzki szlak. Grzebietowym szlakiem o profilu góra - dół docieramy do granicy czesko - słowackiej i nią nadal grzbietem z ładnymi widokami na obie strony dojeżdżamy na górę Sulov (942) do miejsca zwanego Biely Kriż. Stąd przepiękny zjazd do doliny Morawki. Całość pętli 30 km i 582 m deniwelacji. Szczegóły trasy tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Beskid_%C5%9Al%C4%85sko_-_Morawski . Pogoda nam się udała zważywszy, że u nas były burze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pn. - wspinanie na Bońku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Jagoda |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Standardowy wyjazd wspinaczkowy w dobrze znany nam rejon okolic Olsztyna. Pogoda idealna wspinaczkowo - letnie upały minęły już chyba na dobre. Po szybkiej rozgrzewce, walczymy na swoich projektach - Karol rozpracowuje &amp;quot;Prezydenta&amp;quot; VI.5, a ja walczę z &amp;quot;Filarem Wódki&amp;quot; VI.3 - niestety obydwie drogi muszą jeszcze poczekać:) Podczas drogi powrotnej zaglądamy w okoliczne lasy, szukając kolejnej miejscówki na następne lecie:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - MTB na Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Krzeszowa podjazd czerwonym szlakiem na Jaworzynę i Leskowiec (922). Trakt urozmaicony pod względem krajobrazowym i technicznym. Po większych podjazdach są odcinki poziome a nawet nie co w dół. Dysponując odpowiednią kondycją można wyjechać do góry bez schodzenia z roweru. Przy schronisku odpoczynek a potem krótki podjazd na szczyt Leskowca z ładnymi widokami na Babią Górę i pozostałe szczyty. Zjazd żółtym szlakiem w stronę Targoszowa miejscami bardzo trudny. W kilku miejscach musimy zejść z roweru gdyż szlak był właściwie łożyskiem górskiego potoku tyle, że bez wody. Niżej łatwiej. W sumie ciekawa pętla, ładna okolica, pogoda była w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA, WŁOCHY: wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda,Kasia(os. tow.) &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil, Sławek i Klaus |&lt;br /&gt;
08 – 17.08.2014}}&lt;br /&gt;
Plan był prosty – wspinanie w Dolomitach!!! Wszystko było gotowe: logistyka, skrupulatnie wybrane drogi , wyselekcjonowany sprzęt, nienaganna  forma (no z ostatnim to przesadziłem:)) Niestety nasz misterny plan spalił na panewce z powodu beznadziejnej pogody. Trzeba było na szybko wymyślić plan B. Najpierw ruszyliśmy w Hollental, który jest i tak po drodze w Dolomity, licząc że gdy pojawią się pomyślne prognozy będziemy mogli szybko przenieść się w miejsce docelowe.  Dzięki szybkiemu wyjeździe z Polski na parking w Keiserbrunn docieramy w piątek o 23.00. W sobotę  wybieramy się w trójkowym zespole (Ola, Damian i ja) na 300m szóstkową drogę, która jakoś nie powaliła nas swoją urodą. Mimo tego, że wszystko wskazywało na to że za chwile dopadnie nas burza, kończymy drogę całkowicie susi. W sobotę w nocy dojeżdżają do nas Ania ze Sławkiem, którzy w niedziele z Olą i Kasią wybierają się na pobliski dwutysięcznik.  Natomiast Damian i ja wybieramy 6 wyciągową drogę o trudnościach VII, jak się jednak okazało później nie są to kluczowe trudności na drodze. Założyliśmy że  cała wycieczka zajmie nam około 6h. Problemy niestety narastały kaskadowo, dzięki naszemu super precyzyjnemu topo i swojemu wielkiemu doświadczeniu już za 3 podejściem trafiliśmy na dobrą ścieżkę prowadząca do szukanej przez nas doliny, ale to dopiero był początek zabawy pod tytułem czy w ogóle uda nam się znaleźć drogę. O dziwo już po 3,5h znaleźliśmy się pod wejściem w drogę w stanie skrajnego zmęczenia i odwodnienia . Oboje uznaliśmy, że ten wielki sukces trzeba przypieczętować efektownym odwrotem. Jako, że głupio było czekać bezczynnie na resztę ekipy uznaliśmy, że można jeszcze spróbować się powspinać w Adlitzgraben.  Zgodnie z zasadą, że historia lubi się powtarzać dotarcie pod skałki zajęło nam ponad godzinę, gdzie znającym drogę zajmuje ona 15min. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skały robą bardzo dobre wrażenie, Adlitz w pełni zasługuje na miano najbliżej położonego westowego rejonu. W poniedziałek w decydujemy się(Ola, Kasia, Damian i ja) ze względu na optymistyczne prognozy na wyjazd w Dolomity, natomiast Ania ze Sławkiem postanawiają zostać w Hollentalu. Aby nie tracić całego dnia na przejazd pół dnia wspinamy się w Adlitz. Z ciekawszych prowadzeń padają  Traum ewiger Finsternis (6a+) ładna droga z cruxem na końcu, Josef-Trippel-Weg (5+) super wspinanie do samego stanu, Einstürzende Neubauten (6b+) ciągowe wspinanie z czujnym wyjściem,  Wolken im Kaffee (7a) kraul po klamach w przewieszeniu, prostowanie sławnego King Konga.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wieczorem trafiamy na fajny camping w Cortinied’Ampezzo, niestety  prognozy w ciągu doby zmieniły się tak diametralnie, że nie dają prawie żadnych szans na wspin w Dolomitach. Przeczekujemy jeszcze jeden dzień, lecz nic nie zapowiada poprawy pogody ,co gorsza w całej Europie pogoda delikatnie mówiąc jest kapryśna. Ostatecznie po rozważeniu wielu opcji (Franken, Osp, Adlitz) postanawiamy pojechać do Arco, gdzie dołączył do nas Klaus.Głównym powodem tej decyzji było to, że skoro nie moża uprawiać climbingu to przynamniej shopping. Niestety pomimo dużych planów udaje się nam jedynie kupić buty wspinaczkowe Kasi i Damianowi. Ilość sklepów wspinaczkowych w Arco robi wrażenie, niestety ceny nie są już tak promocyjne jak kiedyś. Poza zakupami udało się nam znaleźliśmy czas na wypróbowanie kilku lodziarni i pizzerii. Pogoda codziennie potwierdzała nam, że podjęliśmy dobrą decyzję o odwrocie z Dolomitów – każdego dnia naszego pobytu padało. Niema tego jednak złego co by na dobre nie wyszło – dzięki opadom temperatura pozwalała na komfortowy wspin  pomimo pory roku (połowa sierpnia!!!) Ze względu na pogodę wspinaliśmy się tylko w jednym przewieszonym rejonie Massone, który jest warty polecenia z jednym zastrzeżeniem – na niektórych drogach jest wyślizg porównywalny do klasyków w Bolechowicach. Padły m.in. Halloween (7a)- fajna droga forsująca 3 okapy, niestety kluczowy chwyt kuty, Aladin (7a) – mega promocja, Łutowiec się chowa,  Gino E La Sfiga (6b+) fajna długa ciągowa droga, Adelante (7a+) promocja, ale wspinanie piękne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FAUSTRIA%2C%20W%A3OCHY%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Od gór do Bałtyku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i  Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
26 07 - 10 08 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W 2 tygodnie odbyliśmy samochodem podróż przez pd.-zach. (Sudety) i zach. Polskę (wzdłuż Nysy Łużyckiej i Odry). Po drodze robiliśmy wypady piesze i rowerowe w góry oraz zaliczyliśmy spływ kajakowy.  Był to dla nas bardzo odkrywczy wyjazd. Zobaczyliśmy wiele nowych terenów i przeżyliśmy kilka przygód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla zainteresowanych więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Goleszowa gdzie u kuzyna Stasia robimy nie złą imprezkę otwierającą naszą podróż. Potem jedziemy generalnie ciągle na zachód. Krótki pobyt nad jeziorem Otmuchowskim a potem już góry Złote. Tu w Złotym Stoku zwiedzamy starą kopalnię złota gdzie oprócz całej historii kopalni można zobaczyć unikatową wystawkę różnych tabliczek. Z jednej się uśmiałem: „Walim na żądanie” (Walim to taka miejscowość a tabliczka była z przystanku).  Bardzo fajny był natomiast Lądek Zdrój. Stąd zrobiliśmy pieszą wycieczkę na górę Trojak (766) zwieńczoną właśnie potrójnym i wielkim masywem skał.  Następnie udaliśmy się w góry Bialskie. Startując z Starej Morawy przejechaliśmy na MTB dużą pętlę przez te właśnie góry. Od Stronia kilkunastokilometrowy podjazd doliną Białej Lądeckiej na Suchą Przełęcz (1009). Stamtąd bardzo stromy zjazd (egzamin hamulców) do Starej Morawy. Moim zdaniem to jeden z najpiękniejszych i dość dzikich zakątków Kotliny Kłodzkiej. Sam szlak rowerowy też do łatwych nie należy.&lt;br /&gt;
W dalszej kolejności objeżdżamy Kotlinę Kłodzką tzw. Drogą Śródsudecką wiodącą uroczą doliną między górami Orlickimi a Bystrzyckimi. Odcinek między Międzylesiem a Lesicą a nawet dalej jest w zasadzie pozbawiony utwardzonej nawierzchni. Ruch samochodowy właściwie nie istnieje. Później pogoda się pogarsza i niestety w deszczu wchodzimy na Szczeliniec Wlk. (919) i przechodzimy cały szlak skalny w tym rejonie. Zwiedzamy też Wambierzyce. Potem już jest Karpacz. Tu na MTB robimy pętlę dookoła Karpacza (350 m deniwelacji) a w drugi dzień już przy pięknej pogodzie wchodzimy (od schroniska Śląski Dom wybiegam na szczyt z maratończykami Maratonu Karkonoskiego) na Śnieżkę (1602) przez kocioł Łomniczki a schodzimy przez Czarny Grzbiet. Dalej nasza podróż wiedzie do czwartego rogu Polski (brakował nam do kolekcji). Częściowo przez Czachy docieramy do Bogatyni i następnie Kopaczowa. W jego pobliżu łączą się granice Polski, Czech i Niemiec. Oglądamy też potężną odkrywkę węgla brunatnego. Dalsza droga wiedzie już na północ kraju wzdłuż Nysy Łużyckiej a dalej Odry. Przepiękne rozległe lasy. Jedziemy bocznymi drogami, często o złej nawierzchni. Kapiemy się w leśnych jeziorach, których tu nie brakuje. Mijamy małe wioski i senne miasteczka często z wspaniałymi acz zapomnianymi zabytkami. W Połęcku przeprawiamy się małym promem przez Odrę w momencie nadciągającej burzy. Kilka kilometrów po drugiej stronie drogę zablokowało nam zwalone przez nawałnicę stare drzewo.  Po godzinie straż pożarna udrożniła trakt i w nieustannym deszczu dotarliśmy do Łagowa. Tu spotykamy koleżankę z klubu Anię Bil (była tu na obozie płetwonurków). Wracamy wkrótce do granicy i znów poruszając się na północ osiągamy Kostrzyn (tu jeszcze widać efekty Woodstock, wiele osób jeszcze wracało po tej imprezie, cóż my się trochę spóźniliśmy). Następny ciekawym terenem są okolice Cedyni. Niesamowite bagna dolnej Odry. Tu rozegrały się dwie słynne bitwy. My wdrapujemy się na wzgórze z pomnikiem gigantycznego orła dominującego nad okolicą oraz oglądamy fragmenty grodziska nie opodal. Kolejną noc spędziliśmy nad pięknym jeziorem Morzycko (objechaliśmy je dookoła rowerami). W jego wodach po dziś dzień spoczywa wrak radzieckiego samolotu Jak – 9  z czasów wojny. Z pojezierza Myśliborskiego robimy przeskok do Kamienia Pomorskiego. Stąd na rowerach objeżdżamy Chrząszczewską Wyspę. Najtrudniejszym odcinkiem okazał się szlak z Buniewic zarośnięty pokrzywami, w dodatku kąsały nas „koniary”. Docieramy jednak na północny brzeg gdzie już w wodzie zanurzony jest potężny głaz narzutowy. To tzw. Królewski Głaz. Z pięknego Kamienia robimy już autem ostatni przeskok na północ do Pobierowa gdzie jeden dzień odpoczywamy w „plażowych” klimatach. Doprawdy nie wiem jak tak można spędzać wolny czas. Po takim „odpoczynku” kierujemy się do Trzebiatowa skąd robimy kilkunastokilometrowy spływ kajakowy Regą do morza a właściwie portu w Mrzeżynie. Rzeka łatwa i dość przyjemna choć nawiosłowaliśmy się sporo (tempo mieliśmy bardziej sportowe). W drodze powrotnej do domu zatrzymujemy się jeszcze nad jeziorem Miedwie a potem w Lubrzy (okolice Świebodzina). Tu na rowerach przejeżdżamy krótki ale bardzo ciekawy Szlak Nenufarów wokół jezior Goszcza i Lubie oraz robimy rowerowy wypad do starego klasztoru Cystersów w Gościkowie i bunkrów w Boryszynie. Stąd już wracamy bezpośrednio do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszej podróży autem pokonaliśmy 2021 km. Na rowerach, głównie na terenowych drogach górskich i leśnych przejechaliśmy ok. 150 km. Kilkanaście kilometrów pokonaliśmy kajakiem i tyle też pieszo po górach choć dokładnie trudno mi to zmierzyć. Noce spędzaliśmy głównie na polach namiotowych. Jest jeszcze w Polsce sporo ciekawych miejsc a ta podróż po raz kolejny uzmysłowiła nam w jakim pięknym kraju żyjemy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FZach-Polska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyrypa Beskidzka:|Ola Golicz, Asia K.|&lt;br /&gt;
01-02/03.08.2014}}&lt;br /&gt;
opis może w późniejszej przyszłości...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.facebook.com/WyrypaBeskidzka?fref=ts&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PODLESICE: wspinanie|Sebastian Podsiadło, Kamil Grządziel, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;,|&lt;br /&gt;
30.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się wybraliśmy. Naszą ,,mocną trójkę” najlepiej podsumowuje rozmowa przeprowadzona rano w samochodzie:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*K: To mój drugi raz w skałach będzie.&lt;br /&gt;
*S: Mój już trzeci, a twój Asia ?&lt;br /&gt;
*A: Nooo… też tak jakby trzeci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zważając na powyższe nie dziwi, że zaczęliśmy nasz wyjazd od Turni Motocyklistów i dróg: Sen na Jawie i Brzęczenie Komara (wycen nie podaję, bo mi głupio po przeczytaniu opisu wspinaczki we Francji :) …. ). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej rozgrzewce udaliśmy się pod Skałę Aptekę. Pod ścianą pustki, w końcu to środek tygodnia (niech żyją studenckie wakacje !!! szkoda tylko, że ostatnie w życiu). Chłopcy uznali, że pora na coś cięższego i zawalczyli z Prozakiem Życia (VI), ja nawet nie musiałam wstawać z koca, a Prozak  i tak wygrał. Więc skoro drogi szóstkowe jeszcze nie są dla nas, to trzeba próbować z piątkami. Tym razem wstałam z koca i wybrałam Anakolut (V), po namyśle zmieniłam drogę na Lewy Filarek (III), ale po wpince i kolejnym namyśle wróciłam na Anakolut, wyszło coś mojego, ale przynajmniej nie siedziałam na kocu. Sebastian z Kamilem zrobili Fizyka (IV+), a ja w tym czasie zdobyłam szczyt skały ścieżką od tyłu (fajny widok z góry). Potem podjęłam próbę przejścia Filaru Apteki (nie wyszło, mam za krótkie  ręce, serio ! zabrakło 10cm - wiem bo patrzałam jak szedł Kamil i chwytał dokładnie to co ja bardzo chciałam dosięgnąć). Zrobiło się już późno więc przeszliśmy na ścianę północną z postanowieniem wejścia na W Zasadzie Nie Groźną (V+), po ,,obgadaniu” sprawy uznaliśmy, że może nie starczyć liny, no i nie mamy oznaczonej połowy … (drugi problem szybko rozwiązaliśmy, pierwszym postanowiliśmy się nie martwić - zawsze można zjechać na dwa razy, tak jak ,,ten pan obok”). Sebastian skończył trochę przed końcem i zjechał bardzo niezadowolony. Kamilowi udało się wejść wyżej, ale nie dość, że lina już się kończyła to jeszcze zabrakło mu ekspresów (a wziął wszystkie jakie ze sobą mieliśmy). My uznaliśmy, że Kamil ma drogę zaliczoną, bo pozostała mu jedna prosta wpinka do końca. Już na zakończenie ja zrobiłam Cześć i Dziękuję Za Ryby (IV+), bardzo przyjemna droga, mimo, że zakończyłam na pierwszym zjeździe (nie żeby mi się nie chciało, ale i tak nie było tyle ekspresów, żeby iść dalej).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może i w porównaniu z klubowymi łojantami wyniki naszej trójcy nie są imponujące, ale patrząc na to od naszej strony to:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Był to nasz pierwszy samodzielny wyjazd.&lt;br /&gt;
* Podczas wyjazdu mieliśmy progres z dróg o wycenie III, na drogi IV+ i V+.&lt;br /&gt;
* Trzech z trzech uczestników pobiło swoje życiowe rekordy !!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice%20Apteka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - spacery|Ola Golicz|&lt;br /&gt;
25 – 27.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas moich dłuuugich tegorocznych wakacji (zasłużonych czy nie...)poza MTB, bieganiem, zumbą i kursem prowadzenia samochodów elektrycznych ;) w okolicach Wels we wcześniejszym okresie w ostatni weekend postanowiłam w końcu wdrożyć w życie mój plan przygotowania się do samotnych wypraw skiturowych(!)- poprzez rozeznanie odpowiednich terenów latem. Padło więc na Totes Gebirge. W piątek testuję niezwykle urokliwe okolice Traunstein, by w sobotę przenieść się nieznacznie w okolice Offensee. Tam badam teren wokół Rinnerkogel oraz Weißhorn. Całkiem tanio i przyjemnie nocuję w Rinnerhutte. Na koniec zwiedzam polecane mi Traunkirchen. Wszystkie odwiedzone miejsca w mojej ocenie godne polecenia w każdym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia https://www.dropbox.com/sh/ce6j010r4aw66px/AADaPpr4s0qncknEkJLlRImpa#/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy Delfinatu - wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia(os. tow.)&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|&lt;br /&gt;
11 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Przygotowania do wyjazdu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian – 100 dni za biurkiem &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	     40 dni w łóżku z powodu kontuzji kolana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Kasia – 149 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  28 dni w łóżku z powodu zapalenia oskrzeli&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol – 135 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  20 dni w łóżku... bo mógł&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola – 800 kilometrów przebiegniętych od początku roku&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	nie licząc skiturów, pływania, jaskiń, zumby, jazdy na rowerze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Audi A6 – 2,7 TDI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	      …które nie dojechało do Francji&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do wyjazdu w Alpy przygotowywaliśmy się od początku roku. Brak formy wymaga ogromnej samodyscypliny, ale nie poddawaliśmy się wszechobecnej modzie na aktywne spędzanie czasu. Do pracy tylko samochodem, po pracy tylko komputer a niedziela oczywiście na rodzinnym obiedzie. Było ciężko, ale nie sztuką jest przecież pojechać w góry kiedy jest się w dobrej w formie, tak jak nie jest wyczynem iść dalej, gdy człowiek wciąż może oddychać. My postanowiliśmy pojechać w Alpy, aby pokonać siebie, udowodnić wyższość umysłu nad ciałem i rzucić wyzwanie niemożliwemu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przemyśleniu zaprosiliśmy jeszcze Olę, żeby choć jedna osoba była w stanie dojść do schroniska i wezwać pomoc.&lt;br /&gt;
Na cel wyjazdu wybraliśmy Alpy Francuskie – okolice Grenoble. Jest to najdalej wysunięty na południe region alpejski, który w związku z tym daje nam największą „gwarancję” dobrej pogody. Trzeba jednak przyznać, że znajduje się on też nieco dalej od Polski. &lt;br /&gt;
Są dwie możliwości dostania się na miejsce: samochód lub samolot + wynajęcie auta. Obie nie są idealne pod względem czasu i kosztów dojazdu. Wybraliśmy dojazd samochodem w wersji luks, czyli wynajęcie Audi A6. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu nastąpi krótka dygresja na temat ywpożyczania samochodów na wyjazdy wakacyjne. Otóż jest to bardzo dobry pomysł, ponieważ często auto, którym dojeżdżamy codziennie do pracy i na zakupy nie nadaje się na wyjazd z ekipą w góry. Należy jednak pamiętać, że wypożyczalnie na polskim rynku mają wiele ukrytych kosztów, o których nie informują otwarcie na stronach internetowych. Cieszą się mimo to dużą popularnością, więc o wypożyczeniu samochodu należy pomyśleć też z odpowiednim wyprzedzeniem. Ostatnia sprawa zaś, to warto podpytać znajomych i skorzystać z usług sprawdzonej firmy... Nasze Audi A6, wynajęte w bardzo przyzwoitej cenie, w dniu wyjazdu pojechało na myjnie samochodową i jak nas poinformowano już nigdy stamtąd nie wróciło. Korzystając z okazji apelujemy do wszystkich, aby zwrócili uwagę na uwiezione w którejś z myjni czarne Audi. To ważne, bo najprawdopodobniej w jego wnętrzu wciąż znajduje się kierowca, z którym kontakt urwał się 11 lipca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kończąc dygresję o wypożyczalniach dodam, że ostatecznie pojechaliśmy autem Damiana, które jest dostatecznie duże, by pomieścić 4 osoby z bagażami i nie zgubić się pomiędzy szczotkami. Na wszelki wypadek nie myliśmy go przed wyruszeniem w trasę.&lt;br /&gt;
Dwadzieścia cztery godziny później, po wielu przygodach i źle zinterpretowanych komunikatach GPSa dotarliśmy do miejscowości La Berarde. Jest to lokalizacja godna polecenia każdemu, kto wybiera się pod namiot. Miasteczko otwiera się na wiosnę i zamyka jesienią. W ciągu zimy kręta droga wiodąca na wysokość 1700 m przestaje być przejezdna. W okresie letnich wakacji, jest ono jednak w pełni dostępne dla turystów oferując sympatyczny i niedrogi camping otoczony szczytami. Nie musimy chyba dodawać, że podejście pod ścianę, gdy startuje z 1700, to krótsze podejście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjeżdżamy w deszczu. Pierwszego dnia pogoda jeszcze nie jest pewna, więc Damian zabiera Kasię i Olę na najprostszy wielowyciąg na Tete de la Maye. Podejście od kempingu pod drogę, która ma 13 wyciągów zajmuje jakieś 20 minut. W razie niepogody można znaleźć w okolicy zupełnie standardowe drogi sportowe. Wielowyciągi także oferują zróżnicowany poziom trudności. Karol, jako najtwardszy członek zespołu, postanawia jeszcze ten jeden dzień przespać, by być lepiej przygotowanym na mierzenie się z samym sobą na trudniejszych trasach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia drugiego budzimy się w niebie. Ponieważ po otwarciu namiotu widać tylko białe obłoczki, a w zasadzie to sam namiot się w takiej chmurce znajduje, postanawiam spać do oporu i wyruszyć w trasę dopiero po spokojnym poranku. Damian i Karol robią tego dnia podejście pod Dibonę. Ola i Kasia wybierają się na spacer Doliną Bonpierre. Dobry wybór na początek w obu przypadkach. Podejście do schroniska pod Diboną (2700 m) jest ze względu na nastromienie i deniwelację jednym z bardziej kondycyjnych „spacerów”, jakie sobie można zafundować. Bonpierre natomiast jest jedną z bardziej urokliwych dolinek, którymi można się przejść bez większego wysiłku i podchodzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol i Damian śpią pod Diboną. Kulturalnie, w jednej z ogrodzonych kamiennym murkiem miejscówek przygotowanych oficjalnie dla wspinaczy, którzy zdecydują się nocować pod ścianą. Wstają najwcześniej – tym razem są dostatecznie wysoko, by niebo nad ranem znajdowało się pod nimi – i jako pierwszy zespół wbijają się w ścianę. Droga na Dibonie, którą robią jest obowiązkowym punktem dla każdego wspinacza, który przyjedzie w ten region. Sama ściana Dibony jest pocztówkowo piękna, a widok ze szczytu wręcz nierealny. Gdyby tylko nie była taka długa... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia tego samego dnia wybierają się do bardzo malowniczej Doliny des Etages. Po miłym czterogodzinnym spacerze rozpoczynają podejście do schroniska Soreiller, by dołączyć do chłopaków (wspomniane już 2700 m). Ola po drodze robi zdjęcia, je suszone morele, wysyła sms-y, gra w gry na komórce. Kasia pokonuje samą siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotykamy się szczęśliwie przy schonisku i schodzimy wszyscy razem. Na zejściu Karol pokonuje siebie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia pogoda jest już bezdyskusyjnie rewelacyjna. Słońce nie daje żyć, ale za to ani jeden zabłąkany obłoczek nie grozi pokrzyżowaniem nam planów. Postanawiamy, że będzie to dzień restowy. Kasia dla rozruszania zakwasów wybiera się jedynie na krótki spacer pod Szczyt La Berarde (2 h i 800 m deniwelacji). Damian i Karol postanawiają tylko podejść pod następną ścianę przy schronisku La Pilatte (4h i 830 m deniwelacji). Ola ogranicza się do wyjścia pobiegać. Po 20 minutach dogania chłopaków, którzy wyszli dwie godziny wcześniej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian i Karol nocują w schronisku. Głownie z inicjatywy Karola, który jakoś mało entuzjastycznie reaguje na pomysł podejścia od razu pod ścianę i spania na lodowcu. Trzeba przyznać, że schronisko gości głównie wspinaczy i nawet oficjalnie budzi każdy zespół w zależności od zadeklarowanej przez niego trasy. Pechowo nasi wybierają na Les Bans i Couloir Macho (tak, dobrze zgadujecie, że polskie tłumaczenie będzie brzmiało: Kuluar Macho), a to oznacza wyjście o 2:00 nad ranem. Dzielnie zdobywają szczyt (3600 m) korzystając ze świeżo nabytych umiejętności wspinania zimowego. Przechodzą granią szczytową, która jest tak krucha, że ciężko znaleźć odpowiednie słowa - nawet w obfitującej w przekleństwa polszczyźnie - i wracają lodowcem do schroniska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia umawiają się z chłopakami pod schroniskiem na 15:00. Przychodzą przed czasem, a dopiero o 16-ej udaje im się wypatrzyć zespół, który wciąż jest w ścianie. Obsługa schroniska budzi wspinaczy tak wcześnie, bo popołudniu i przy pełnym słońcu, chodzenie po lodowcu staje się mniej bezpieczne. Nasi jednak mięccy nie są. Co to za sztuka zrobić drogę kiedy ma się kondyncję, umiejętność i zapas sił? Być twardym i zrobić kuluar Macho bez tego wszystkiego, to dopiero jest wyczyn.&lt;br /&gt;
Damian schodzi z dziewczynami i udaje im się dotrzeć do kampingu przed nocą. Karol postanawia się nacieszyć jeszcze trochę swoim rekordem wysokości, a także – jak piszą Francuzi w przewodnikach – „poczuć bycie w górach”. Dlatego zostaje w schronisku i schodzi następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień, jest najcieplejszym dniem całego tygodnia. Co niestety nie cieszy aż tak bardzo, zważywszy jak ciepłe były poprzednie. Damian, Ola i Kasia wybierają się na wycieczkę do Temple Ecrins. Jest to sympatyczne schronisko położone na 2400, ale trasę można przedłużyć do 2800 podchodząc sobie ścieżką do granicy lodowca. Miejsce słynie z wyjątkowo ładnych kwiatów, ale widoki - dla nas amatorów – robią znacznie większe wrażenie niż roślinki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała dygresja o turystyce we Francuskich Alpach. Zasadniczo nie widuje się tu turystów z plecaczkami. Turystów bez plecaczków ale w klapkach lub szpilkach nie ma w ogóle. 80% napotkanych osób to wspinacze robiący podejście pod drogę albo ludzie z linami, którzy planują przynajmniej przejść się lodowcem. Oznacza to, że pomimo idealnej pogody, w miejscach, gdzie nie ma popularnych dróg wspinaczkowych nie spotkamy prawie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec dygresji i nasz ostatni dzień we Francji. Rano Karol, Damian i Ola wybierają się na drogę wspinaczkową położoną tuż obok wodospadu, której największą zaletą są: 10 minut podejścią pod drogę i zjazdy. Kasia w tym czasie robi sobie spacer do Vallon de la Lavey. Ze względu na wczesną godzinę przez pierwsze trzy godziny nie spotyka nikogo, ale wracjąc widzi nawet – po raz pierwszy w tych górach – ludzi w addidasach. Czuć, że to sobota. Pogoda ze swoim idealnym wyczuciem czasu czeka aż wrócimy na kamping i dopiero wtedy żegna nas deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wyjazdem próbujemy jeszcze tradyjnych francuskich potraw w miejscowej restauracji i wyruszamy w dwudziestogodzinną podróż pełną rozmów, o życiu, śmierci i dentystach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku formy udało nam się zrealizować wszystkie zamierzone cele,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
bo chcieć to móc,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
a czasem to po prostu nie mieć wyboru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjecia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja%3A%20Alpy%20Delfinatu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia II /ola/: https://www.dropbox.com/sh/ivamhb9kcsw9yc5/AAB6VwzCDhOInisOaL-Hv4Jma&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – biwak w Nadkotlinach|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, osoba utajniona|&lt;br /&gt;
19 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Ten wyjazd był zaplanowany już dawno temu i pierwotnie w akcji miało uczestniczyć 6 osób, jednak z powodów ,,życiowych” ostały się tylko trzy. Mimo wszystko kierownik (Mateusz) nie zdecydował się (na szczęście) na odwołanie biwaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszyliśmy w sobotę rano koło godziny 10 z parkingu przed Doliną Małej Łąki, jedni szli szybciej, a ja wolniej, ale koniec końców wszyscy dotarliśmy pod otwór Jaskini Wielkiej Śnieżnej, gdzie zdążyliśmy zobaczyć wskakujących do dziury grotołazów z Krakowa, mieliśmy się z nimi spotkać później w jaskini. Od tego miejsca już trzymaliśmy się razem, by około godziny 14 znaleźć się pod otworem jaskini Nadkotlinami, a o 15 zacząć akcję. W czasie przebierania dołączyli do nas Tadek, Damian i Artur by zostawić plecaki i pójść dalej do otworu jaskini Litworowej. Z nimi też jeszcze mieliśmy się spotkać podczas tego wypadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście dla naszej trójki (która nie była szóstką), Mateusz dogadał się z Speleoklubem Tatrzańskim, że w zamian za pomoc w deporęczowaniu ich lin wiszących w jaskini będziemy mogli z nich skorzystać. Z tego powodu przejście przez jaskinię poszło nam dość sprawnie aż do Obejścia Gliwickiego i dolnej części Setki. Dalej już musieliśmy sobie radzić sami  - według szkicu technicznego mieliśmy przed sobą jeszcze trzy studnie, jednak zarówno jaskinia jak i opis jaskini udowodniły nam, że jesteśmy w błędzie i studnie są cztery. Musieliśmy obrabować z jednej liny wór przygotowany na zaporęczownie partii za Suchym Biwakiem, którymi miała przejść druga ekipa z naszego klubu -w celu dokonania trawersu ( tym co zrobimy z brakującą liną postanowiliśmy się ewentualnie pomartwić później). Na Suchym Biwaku byliśmy o godzinie 19, stąd Mateusz pobiegł poręczować odcinki dla Tadka, Damiana i Artura (i nie musiał się martwić brakiem lin, ponieważ częściowo studnie są tam zaporęczowane ,,jakimiś” linami), pozostała dwójka po prostu poszła, by spotkać wracającego z udanej misji Mateusza. Rozłożenie biwaku (testowanie nowego namiotu) poszło sprawnie. Kolacja i spanie. Koło naszego biwaku przewinął się zarówno klub z Krakowa jak i reszta Nockowiczów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaliśmy o godzinie 7, a o 8 byliśmy już gotowi do drogi powrotnej. Ja szłam przodem, a chłopaki z tyłu deporęczowali. Powyżej mokrej 40-stki spotkaliśmy trójkę grotołazów z Speleoklubu Tatrzańskiego, którzy przyszli nam z pomocą, był to najodpowiedniejszy moment, bo właśnie stosunek worów na osobę zaczął przekraczać 1. Również od tego miejsca wyjście zaczęło mi się dłużyć i mimo (pożyczonego) pantina na nodze odczuwałam coraz większe zmęczenie, ale przebłyski światła z powierzchni dodały mi sił. Chwilę później ostatni z naszej trójki wyszedł z jaskini, przebraliśmy się  i  popędziliśmy do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinie Wlk. Litworowa - Nad Kotliny, trawers otworów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Artur Szmatłoch|19 - 20 07 2014}}&lt;br /&gt;
Dokonaliśmy trawersu jaskiniowego w systemie Wielkiej Śnieżnej od jaskini Wielkiej Litworowej do jaskini Nad Kotlinami. Akcja trudna. Całkowity czas przejścia – 18 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu szczegóły dla zainteresowanych:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Nad Kotlinami była zaporęczowana przez zakopiańczyków oraz częściowo przez naszych kolegów z klubu (Mateusz Golicz, Asia Przymus oraz Miw). Grupa Mateusza i nasza działała w tym samym czasie. Oni weszli otworem Nad Kotlin (ich celem był biwak w jaskini, zaporęczownie nam odcinaka Suchy Biwak - II Biwak i zreporęczowanie Kotlin po naszym przejściu) a my po zostawieniu plecaków poszliśmy na drugą stronę góry, do otworu Litworki. Tu już sami poręczujemy jaskinię do Starego Dna. Najgorsze było w partiach połączeniowych Litworki z Śnieżną. W Błękitnej Lagunie było wody więcej niż zwykle więc przy czołganiu tym niskim korytarzykiem solidnie się moczymy. Tadka nawet trochę podtopiło (miał kask i w decydującym momencie nie potrafił podnieść głowy) ale Artur szybko mu pomógł. Po tym odcinku wszystkich nas telepało z zimna, wysiłku i wrażeń. Następnie bardzo uciążliwe przedzieranie się przez dalsze zaciski i ciasnoty, często w wodzie. Newralgiczny był zacisk przed pionową szczeliną (teraz jest tam lina), który tym razem jakoś pokonaliśmy (Tadek wykorzystał z góry założoną taktykę przejścia). Szczęśliwi docieramy do Komina Ekstazy. Trzeba przyznać, że partie połączeniowe są niewygodne a to, że w miarę płynnie nam poszły to dlatego, że tam niejednokrotnie byliśmy przed laty. Dalsza droga wydała się łatwiejsza. Na Nowym Biwaku (sądzę, że to jedno z najbardziej odosobnionych miejsc w polskich podziemiach) robimy krótką przerwę na posiłek. Po tym brniemy przez Ciągi Przykrości i dalsze niekończące się zjazdy i trawersy. Z radością więc witamy huk wody spadającej do Sali Wiatrów w Śnieżnej. Tym samym kończy się nasza droga w dół. Stąd niemal 700 m pionu w górę. Dodatkowo dochodzi nam reporęczowanie jaskini do Suchego Biwaku (wisiały tu wprawdzie inne liny ale aby obyło się bez niespodzianek nasi koledzy dopręczowali dziurę naszymi linami). Odczuwamy już nie co zmęczenie ale w umówionym przedziale czasowym docieramy do Suchego Biwaku gdzie nasza trójka nockowiczów biwakowała w testowanym przez Mateusza namiocie. Był środek nocy więc nawet się nie widzimy tylko wymieniamy kilka zdań. Po posiłku ruszamy w stronę Kotlin. Zmęczenie, ciężki wór z linami powoduje, że wielkie studnie (zwłaszcza Setka, i Szywała) wydają się nie mieć końca. Powoli jednak zdobywając metr po metrze w 8 godzin od Suchego Biwaku wydostajemy się otworem Nad Kotlin na powierzchnię. Byliśmy poobijani i czuliśmy każdy nawet najmniejszy mięsień. Na szczęście pogoda jest wymarzona. Słońce i ciepełko, tego nam trzeba było. Wkrótce też nadchodzi trójka zakopiańczyków by wspomóc grupę Mateusza przy retransporcie lin z Kotlin. Mile spędzamy czas na sympatycznej pogawędce. Pozdrawiamy! Zakopiańczycy wkrótce znikają w jaskini a my rozpoczynamy zejście. Wracamy przez Kobylarz. Deficyt snu i potworne zmęczenie zmuszają nas do półgodzinnej drzemki na trawie przy szlaku. Dalej zwlekamy się do Kir na Biały Potok gdzie u znajomego bacy znów kładziemy się na trawie i 2 godziny śpimy by jeszcze tego samego dnia bezpiecznie wrócić autem do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu rozkład czasowy  akcji liczony od wejścia: otw. Wlk. Litworowej – Magiel: 2 h, Nowy Biwak: 5.30 h, II Biwak: 8.30 h, Suchy Biwak: 10 h, otw. Nad Kotlin 18 h. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworowa-Kotliny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - zajęcia kanonigowe PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Jaworski oraz grotołazi, wspinacze i kajakarze z klubów speleologicznych i alpinistycznych z całej Polski |12 - 13 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w warsztatach kanoningowych pod patronatem PZA. Najpierw trochę teorii w centrali TOPR w Zakopanem. W pierwszy, bardzo deszczowy dzień wzięliśmy udział  w wykładzie na temat zagadnień związanych głównie z problematyką wodną podczas uprawiania kanonigu. Potem pojechaliśmy nad rzekę Białkę (w miejscu gdzie uchodzi do niej Jaworowy Potok). Jednak po całonocnych i wciąż trwających opadach rzeka rwała wściekłym nurtem z którym mógł by się jedynie mierzyć szaleniec. Nasza kadra z TOPRu stwierdziła więc, że warunki są zbyt niebezpieczne. Pojechaliśmy więc na Łysą Polanę gdzie mieliśmy zakwaterowanie w dawnej strażnicy WOPu a następnie nad Wodogrzmoty Mickiewicza gdzie miały się odbyć zajęcia linowe. Tu też nie ma złudzeń. Biała kipiel waliła całym kanionem tak, że skały „drżały”.  Udaliśmy się więc na bazę gdzie odbyło się kolejne szkolenie teoretyczne a potem integracja przy ognisku. Przestało padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień to wspaniała pogoda. Udajemy się z rana znów w to samo miejsce na Białce. Wody opadły znacząco choć wiele brakowało do normalnego stanu. Już ubrani w pianki ćwiczymy w rzece pływanie pasywne i aktywne (trawersy, wejście w nurt, zachowanie się w cofce, wyjście z cofki). Ćwiczyliśmy także różne sposoby wydostania się z nurtu, skoki oraz podstawowe sposoby pomocy przy zastosowaniu rzutki.  Nasza kadra perfekcyjnie poprowadziła zajęcia oraz świetnie zaasekurowała (wiele razy aktywnie) odcinek rzeki, na którym ćwiczyliśmy.  Mieliśmy okazję przekonać się namacalnie jak  trudne jest zmaganie się z zmienną naturą rwącej rzeki, kilka razy zachłysnęliśmy się wodą. Ogólnie w tego typu sporcie ważne jest przede wszystkim doświadczenie no i krzepa. Wielkie podziękowania dla kadry za profesjonalne przeprowadzenie zajęć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKanoningPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik klubowy - https://vimeo.com/100883166&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik (autor: Tomasz Utkowski): https://www.youtube.com/watch?v=khc4IGnciiA &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik  |06 07 2014}}&lt;br /&gt;
Start z zapory w Wiśle Czarne. Podjazd do Stecówki a następnie ciekawym, grzbietowym szlakiem na Karolówkę. Później ostre podejście do schroniska pod Przysłopem. Tu odpoczynek a potem długi zjazd do auta z objazdem jeziora. Wycieczkę urozmaicił chwilowy deszcz a i tak była straszna duchota. Fatalny dojazd autem do domu (prawie 3 godziny)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wyjście na Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Gabriela M. (os. tow.)|03 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wejście na Magurę z Szczyrku a potem do schroniska pod Klimczokiem. Pogoda dobra. Szczyt Magury po ostatnich huraganach &amp;quot;wyczyszczony&amp;quot; z drzew.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/h0449fvczkx2k7k/AADfFkoBEmgIH7Mhnk88uYK_a&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - pięć minut na połoninie|Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk i przylepy|19 - 21 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
770 km, 16 h w podróży, 3 dni na miejscu, 2 noce w samochodzie i 5 minut na połoninie... Cóż, kryterium rozsądku nie było decydujące przy wyborze destynacji. Najważniejsze, że dawno tak nie wypoczęliśmy, a od samego patrzenia na tę zieloność robi się lepiej. &lt;br /&gt;
Baza w Ustrzykach Górnych. Czwartek dochodzimy do siebie po trudach podróży, w piątek (w który początkowo planowaliśmy zrobić jakąś miłą trasę) niestety leje do południa, więc ostatecznie wychodzimy tylko na parogodzinny spacer po okolicy. Co też okazało się dobre, bo mogliśmy na spokojnie &amp;quot;oswoić&amp;quot; Zosię z nosidełkiem turystycznym, z którym wcześniej nie miała do czynienia. Sobota to przelotne deszcze i perspektywa wieczornego powrotu. Postanawiamy więc przejść się na Połoninę Caryńską od strony Ustrzyk - pierwsze samodzielne wyjście w góry w nowym składzie. Nie robiliśmy sobie dużych nadziei. Ja wzięłam na siebie jedno najukochańsze 10 kg, Wojtek drugie 15 i tak pomaszerowaliśmy. Poszło tak sprawnie, że nim się obejrzeliśmy byliśmy przy górnej granicy lasu. Zosia już kawałek wcześniej ostatecznie wyszła z nosidła i poszła sama. Dotarliśmy do grani. Dla tych widoków, wiatru, trawy, uśmiechów.. warto było tam przyjść. Radość niestety nie trwała długo, ledwie się rozłożyliśmy zaczął padać deszcz i zadecydowaliśmy odwrót. Schodziliśmy niespiesznie, tempem dwuletnich nóżek. Mimo naszych nagabywań, że może na ręce albo chwilę odpocząć, Zosia całą drogę przeszła sama. Zrobiło to na nas duże wrażenie. Jest nadzieja :)&lt;br /&gt;
Nocny powrót z końca świata to specyficzne przeżycie - czarno z przodu, czarno z tyłu, z boku czarno i jeszcze mgła. Praktycznie od Ustrzyk do DK 19 na Duklę. Lepsza droga to już inny świat. Niestety nasz przejazd został okupiony niezliczoną ilością rozjechanych myszy, żab i ropuch (pierwszy raz widziałam &amp;quot;łażące&amp;quot; ropuchy, kurcze, bardzo charakterystyczne - one nie skaczą tylko łażą!). Szczęściem rodzina lisów i zając obeszli się bez szwanku a i nam nie trafiła się grubsza zwierzyna. Uświadomiło mi to dosadniej jak bogatą i różnorodną krainą są jeszcze Bieszczady. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widział Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|X Śląskie Manewry Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel „Buli” Bula&amp;lt;/u&amp;gt;  |06 – 08.06.2014r.}}  &lt;br /&gt;
Już po raz dziesiąty TKTJ zorganizował manewry ratownictwa jaskiniowego, które odbyły się w tarnogórskich sztolniach i pobliskim rejonie. Udział wzięli taternicy, grupy wysokościowe, OSP, PSP (pojawił się nawet zespół z Trójmiasta), ratownictwo medyczne i ratownictwo górnicze KWK „Wujek” Ruch „Śląsk” w liczbie jeden:)&lt;br /&gt;
W piątek późnym popołudniem spotykamy się wszyscy na bazie w rejonie zwanym „Blachówką”  i prowadzimy unifikację, mającą na celu zarówno ujednolicenie systemów ratowniczych, jak i samo przypomnienie sobie ich.&lt;br /&gt;
W sobotę zostajemy podzieleni na cztery zespoły. Na każdy z nich czeka zadanie, po realizacji którego dochodzi do rotacyjnej zamiany tak, aby każda grupa wykonała i przećwiczyła wszystkie cztery „akcje ratownicze”. Zatem korzystamy z systemów autoratowniczych takich jak: metoda hiszpańska przeciwwaga, metoda bloczka ruchomego , ratowanie z trawersu – odbywające się w sztolni, opuszczanie poszkodowanego z wieży oraz z półki skalnej.&lt;br /&gt;
W niedzielę łączymy powyższe zadania w jedną całą akcję. W sztolni wyciągnięcie metodą balance poszkodowanej z szybika, wyprowadzenie na powierzchnię, trawers na półce skalnej, a następnie opuszczenie po tyrolce metodą balance.&lt;br /&gt;
Na manewrach pojawiają się stali bywalcy, co pozwala zauważyć, iż akcje ratownicze wykonujemy szybciej, bezpieczniej i sprawniej. Wymiana doświadczenia z grupami ratowniczymi straży pożarnej i lepsze wspólne zrozumienie pozwala dostrzec, że przyszłość maluje się w jasnych barwach.&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że każdy taternik powinien znać metody autoratownicze w stopniu zaawansowanym, a metody ratownicze w stopniu pozwalającym pomóc doświadczonym służbom ratowniczym, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie wypadki w jaskiniach i to nie tylko na terenie naszego państwa.  Namawiam zatem wszystkich do udziału w ogólnopolskich i śląskich manewrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4493</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4493"/>
		<updated>2014-08-21T15:41:31Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA,WŁOCHY - wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda,Kasia(os. tow.) &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil, Sławek i Klaus |&lt;br /&gt;
08 – 17.08.2014}}&lt;br /&gt;
Plan był prosty – wspinanie w Dolomitach!!! Wszystko było gotowe: logistyka, skrupulatnie wybrane drogi , wyselekcjonowany sprzęt, nienaganna  forma (no z ostatnim to przesadziłem:)) Niestety nasz misterny plan spalił na panewce z powodu beznadziejnej pogody. Trzeba było na szybko wymyślić plan B. Najpierw ruszyliśmy w Hollental, który jest i tak po drodze w Dolomity, licząc że gdy pojawią się pomyślne prognozy będziemy mogli szybko przenieść się w miejsce docelowe.  Dzięki szybkiemu wyjeździe z Polski na parking w Keiserbrunn docieramy w piątek o 23.00. W sobotę  wybieramy się w trójkowym zespole (Ola, Damian i ja) na 300m szóstkową drogę, która jakoś nie powaliła nas swoją urodą. Mimo tego, że wszystko wskazywało na to że za chwile dopadnie nas burza, kończymy drogę całkowicie susi. W sobotę w nocy dojeżdżają do nas Ania ze Sławkiem, którzy w niedziele z Olą i Kasią wybierają się na pobliski dwutysięcznik.  Natomiast Damian i ja wybieramy 6 wyciągową drogę o trudnościach VII, jak się jednak okazało później nie są to kluczowe trudności na drodze. Założyliśmy że  cała wycieczka zajmie nam około 6h. Problemy niestety narastały kaskadowo, dzięki naszemu super precyzyjnemu topo i swojemu wielkiemu doświadczeniu już za 3 podejściem trafiliśmy na dobrą ścieżkę prowadząca do szukanej przez nas doliny, ale to dopiero był początek zabawy pod tytułem czy w ogóle uda nam się znaleźć drogę. O dziwo już po 3,5h znaleźliśmy się pod wejściem w drogę w stanie skrajnego zmęczenia i odwodnienia . Oboje uznaliśmy, że ten wielki sukces trzeba przypieczętować efektownym odwrotem. Jako, że głupio było czekać bezczynnie na resztę ekipy uznaliśmy, że można jeszcze spróbować się powspinać w Adlitzgraben.  Zgodnie z zasadą, że historia lubi się powtarzać dotarcie pod skałki zajęło nam ponad godzinę, gdzie znającym drogę zajmuje ona 15min. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skały robą bardzo dobre wrażenie, Adlitz w pełni zasługuje na miano najbliżej położonego westowego rejonu. W poniedziałek w decydujemy się(Ola, Kasia, Damian i ja) ze względu na optymistyczne prognozy na wyjazd w Dolomity, natomiast Ania ze Sławkiem postanawiają zostać w Hollentalu. Aby nie tracić całego dnia na przejazd pół dnia wspinamy się w Adlitz. Z ciekawszych prowadzeń padają  Traum ewiger Finsternis (6a+) ładna droga z cruxem na końcu, Josef-Trippel-Weg (5+) super wspinanie do samego stanu, Einstürzende Neubauten (6b+) ciągowe wspinanie z czujnym wyjściem,  Wolken im Kaffee (7a) kraul po klamach w przewieszeniu, prostowanie sławnego King Konga.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wieczorem trafiamy na fajny camping w Cortinied’Ampezzo, niestety  prognozy w ciągu doby zmieniły się tak diametralnie, że nie dają prawie żadnych szans na wspin w Dolomitach. Przeczekujemy jeszcze jeden dzień, lecz nic nie zapowiada poprawy pogody ,co gorsza w całej Europie pogoda delikatnie mówiąc jest kapryśna. Ostatecznie po rozważeniu wielu opcji (Franken, Osp, Adlitz) postanawiamy pojechać do Arco, gdzie dołączył do nas Klaus.Głównym powodem tej decyzji było to, że skoro nie moża uprawiać climbingu to przynamniej shopping. Niestety pomimo dużych planów udaje się nam jedynie kupić buty wspinaczkowe Kasi i Damianowi. Ilość sklepów wspinaczkowych w Arco robi wrażenie, niestety ceny nie są już tak promocyjne jak kiedyś. Poza zakupami udało się nam znaleźliśmy czas na wypróbowanie kilku lodziarni i pizzerii. Pogoda codziennie potwierdzała nam, że podjęliśmy dobrą decyzję o odwrocie z Dolomitów – każdego dnia naszego pobytu padało. Niema tego jednak złego co by na dobre nie wyszło – dzięki opadom temperatura pozwalała na komfortowy wspin  pomimo pory roku (połowa sierpnia!!!) Ze względu na pogodę wspinaliśmy się tylko w jednym przewieszonym rejonie Massone, który jest warty polecenia z jednym zastrzeżeniem – na niektórych drogach jest wyślizg porównywalny do klasyków w Bolechowicach. Padły m.in. Halloween (7a)- fajna droga forsująca 3 okapy, niestety kluczowy chwyt kuty, Aladin (7a) – mega promocja, Łutowiec się chowa,  Gino E La Sfiga (6b+) fajna długa ciągowa droga, Adelante (7a+) promocja, ale wspinanie piękne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Od gór do Bałtyku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i  Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
26 07 - 10 08 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W 2 tygodnie odbyliśmy samochodem podróż przez pd.-zach. (Sudety) i zach. Polskę (wzdłuż Nysy Łużyckiej i Odry). Po drodze robiliśmy wypady piesze i rowerowe w góry oraz zaliczyliśmy spływ kajakowy.  Był to dla nas bardzo odkrywczy wyjazd. Zobaczyliśmy wiele nowych terenów i przeżyliśmy kilka przygód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla zainteresowanych więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Goleszowa gdzie u kuzyna Stasia robimy nie złą imprezkę otwierającą naszą podróż. Potem jedziemy generalnie ciągle na zachód. Krótki pobyt nad jeziorem Otmuchowskim a potem już góry Złote. Tu w Złotym Stoku zwiedzamy starą kopalnię złota gdzie oprócz całej historii kopalni można zobaczyć unikatową wystawkę różnych tabliczek. Z jednej się uśmiałem: „Walim na żądanie” (Walim to taka miejscowość a tabliczka była z przystanku).  Bardzo fajny był natomiast Lądek Zdrój. Stąd zrobiliśmy pieszą wycieczkę na górę Trojak (766) zwieńczoną właśnie potrójnym i wielkim masywem skał.  Następnie udaliśmy się w góry Bialskie. Startując z Starej Morawy przejechaliśmy na MTB dużą pętlę przez te właśnie góry. Od Stronia kilkunastokilometrowy podjazd doliną Białej Lądeckiej na Suchą Przełęcz (1009). Stamtąd bardzo stromy zjazd (egzamin hamulców) do Starej Morawy. Moim zdaniem to jeden z najpiękniejszych i dość dzikich zakątków Kotliny Kłodzkiej. Sam szlak rowerowy też do łatwych nie należy.&lt;br /&gt;
W dalszej kolejności objeżdżamy Kotlinę Kłodzką tzw. Drogą Śródsudecką wiodącą uroczą doliną między górami Orlickimi a Bystrzyckimi. Odcinek między Międzylesiem a Lesicą a nawet dalej jest w zasadzie pozbawiony utwardzonej nawierzchni. Ruch samochodowy właściwie nie istnieje. Później pogoda się pogarsza i niestety w deszczu wchodzimy na Szczeliniec Wlk. (919) i przechodzimy cały szlak skalny w tym rejonie. Zwiedzamy też Wambierzyce. Potem już jest Karpacz. Tu na MTB robimy pętlę dookoła Karpacza (350 m deniwelacji) a w drugi dzień już przy pięknej pogodzie wchodzimy (od schroniska Śląski Dom wybiegam na szczyt z maratończykami Maratonu Karkonoskiego) na Śnieżkę (1602) przez kocioł Łomniczki a schodzimy przez Czarny Grzbiet. Dalej nasza podróż wiedzie do czwartego rogu Polski (brakował nam do kolekcji). Częściowo przez Czachy docieramy do Bogatyni i następnie Kopaczowa. W jego pobliżu łączą się granice Polski, Czech i Niemiec. Oglądamy też potężną odkrywkę węgla brunatnego. Dalsza droga wiedzie już na północ kraju wzdłuż Nysy Łużyckiej a dalej Odry. Przepiękne rozległe lasy. Jedziemy bocznymi drogami, często o złej nawierzchni. Kapiemy się w leśnych jeziorach, których tu nie brakuje. Mijamy małe wioski i senne miasteczka często z wspaniałymi acz zapomnianymi zabytkami. W Połęcku przeprawiamy się małym promem przez Odrę w momencie nadciągającej burzy. Kilka kilometrów po drugiej stronie drogę zablokowało nam zwalone przez nawałnicę stare drzewo.  Po godzinie straż pożarna udrożniła trakt i w nieustannym deszczu dotarliśmy do Łagowa. Tu spotykamy koleżankę z klubu Anię Bil (była tu na obozie płetwonurków). Wracamy wkrótce do granicy i znów poruszając się na północ osiągamy Kostrzyn (tu jeszcze widać efekty Woodstock, wiele osób jeszcze wracało po tej imprezie, cóż my się trochę spóźniliśmy). Następny ciekawym terenem są okolice Cedyni. Niesamowite bagna dolnej Odry. Tu rozegrały się dwie słynne bitwy. My wdrapujemy się na wzgórze z pomnikiem gigantycznego orła dominującego nad okolicą oraz oglądamy fragmenty grodziska nie opodal. Kolejną noc spędziliśmy nad pięknym jeziorem Morzycko (objechaliśmy je dookoła rowerami). W jego wodach po dziś dzień spoczywa wrak radzieckiego samolotu Jak – 9  z czasów wojny. Z pojezierza Myśliborskiego robimy przeskok do Kamienia Pomorskiego. Stąd na rowerach objeżdżamy Chrząszczewską Wyspę. Najtrudniejszym odcinkiem okazał się szlak z Buniewic zarośnięty pokrzywami, w dodatku kąsały nas „koniary”. Docieramy jednak na północny brzeg gdzie już w wodzie zanurzony jest potężny głaz narzutowy. To tzw. Królewski Głaz. Z pięknego Kamienia robimy już autem ostatni przeskok na północ do Pobierowa gdzie jeden dzień odpoczywamy w „plażowych” klimatach. Doprawdy nie wiem jak tak można spędzać wolny czas. Po takim „odpoczynku” kierujemy się do Trzebiatowa skąd robimy kilkunastokilometrowy spływ kajakowy Regą do morza a właściwie portu w Mrzeżynie. Rzeka łatwa i dość przyjemna choć nawiosłowaliśmy się sporo (tempo mieliśmy bardziej sportowe). W drodze powrotnej do domu zatrzymujemy się jeszcze nad jeziorem Miedwie a potem w Lubrzy (okolice Świebodzina). Tu na rowerach przejeżdżamy krótki ale bardzo ciekawy Szlak Nenufarów wokół jezior Goszcza i Lubie oraz robimy rowerowy wypad do starego klasztoru Cystersów w Gościkowie i bunkrów w Boryszynie. Stąd już wracamy bezpośrednio do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszej podróży autem pokonaliśmy 2021 km. Na rowerach, głównie na terenowych drogach górskich i leśnych przejechaliśmy ok. 150 km. Kilkanaście kilometrów pokonaliśmy kajakiem i tyle też pieszo po górach choć dokładnie trudno mi to zmierzyć. Noce spędzaliśmy głównie na polach namiotowych. Jest jeszcze w Polsce sporo ciekawych miejsc a ta podróż po raz kolejny uzmysłowiła nam w jakim pięknym kraju żyjemy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FZach-Polska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyrypa Beskidzka:|Ola Golicz, Asia K.|&lt;br /&gt;
01-02/03.08.2014}}&lt;br /&gt;
opis może w późniejszej przyszłości...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.facebook.com/WyrypaBeskidzka?fref=ts&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PODLESICE: wspinanie|Sebastian Podsiadło, Kamil Grządziel, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;,|&lt;br /&gt;
30.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się wybraliśmy. Naszą ,,mocną trójkę” najlepiej podsumowuje rozmowa przeprowadzona rano w samochodzie:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*K: To mój drugi raz w skałach będzie.&lt;br /&gt;
*S: Mój już trzeci, a twój Asia ?&lt;br /&gt;
*A: Nooo… też tak jakby trzeci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zważając na powyższe nie dziwi, że zaczęliśmy nasz wyjazd od Turni Motocyklistów i dróg: Sen na Jawie i Brzęczenie Komara (wycen nie podaję, bo mi głupio po przeczytaniu opisu wspinaczki we Francji :) …. ). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej rozgrzewce udaliśmy się pod Skałę Aptekę. Pod ścianą pustki, w końcu to środek tygodnia (niech żyją studenckie wakacje !!! szkoda tylko, że ostatnie w życiu). Chłopcy uznali, że pora na coś cięższego i zawalczyli z Prozakiem Życia (VI), ja nawet nie musiałam wstawać z koca, a Prozak  i tak wygrał. Więc skoro drogi szóstkowe jeszcze nie są dla nas, to trzeba próbować z piątkami. Tym razem wstałam z koca i wybrałam Anakolut (V), po namyśle zmieniłam drogę na Lewy Filarek (III), ale po wpince i kolejnym namyśle wróciłam na Anakolut, wyszło coś mojego, ale przynajmniej nie siedziałam na kocu. Sebastian z Kamilem zrobili Fizyka (IV+), a ja w tym czasie zdobyłam szczyt skały ścieżką od tyłu (fajny widok z góry). Potem podjęłam próbę przejścia Filaru Apteki (nie wyszło, mam za krótkie  ręce, serio ! zabrakło 10cm - wiem bo patrzałam jak szedł Kamil i chwytał dokładnie to co ja bardzo chciałam dosięgnąć). Zrobiło się już późno więc przeszliśmy na ścianę północną z postanowieniem wejścia na W Zasadzie Nie Groźną (V+), po ,,obgadaniu” sprawy uznaliśmy, że może nie starczyć liny, no i nie mamy oznaczonej połowy … (drugi problem szybko rozwiązaliśmy, pierwszym postanowiliśmy się nie martwić - zawsze można zjechać na dwa razy, tak jak ,,ten pan obok”). Sebastian skończył trochę przed końcem i zjechał bardzo niezadowolony. Kamilowi udało się wejść wyżej, ale nie dość, że lina już się kończyła to jeszcze zabrakło mu ekspresów (a wziął wszystkie jakie ze sobą mieliśmy). My uznaliśmy, że Kamil ma drogę zaliczoną, bo pozostała mu jedna prosta wpinka do końca. Już na zakończenie ja zrobiłam Cześć i Dziękuję Za Ryby (IV+), bardzo przyjemna droga, mimo, że zakończyłam na pierwszym zjeździe (nie żeby mi się nie chciało, ale i tak nie było tyle ekspresów, żeby iść dalej).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może i w porównaniu z klubowymi łojantami wyniki naszej trójcy nie są imponujące, ale patrząc na to od naszej strony to:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Był to nasz pierwszy samodzielny wyjazd.&lt;br /&gt;
* Podczas wyjazdu mieliśmy progres z dróg o wycenie III, na drogi IV+ i V+.&lt;br /&gt;
* Trzech z trzech uczestników pobiło swoje życiowe rekordy !!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice%20Apteka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - spacery|Ola Golicz|&lt;br /&gt;
25 – 27.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas moich dłuuugich tegorocznych wakacji (zasłużonych czy nie...)poza MTB, bieganiem, zumbą i kursem prowadzenia samochodów elektrycznych ;) w okolicach Wels we wcześniejszym okresie w ostatni weekend postanowiłam w końcu wdrożyć w życie mój plan przygotowania się do samotnych wypraw skiturowych(!)- poprzez rozeznanie odpowiednich terenów latem. Padło więc na Totes Gebirge. W piątek testuję niezwykle urokliwe okolice Traunstein, by w sobotę przenieść się nieznacznie w okolice Offensee. Tam badam teren wokół Rinnerkogel oraz Weißhorn. Całkiem tanio i przyjemnie nocuję w Rinnerhutte. Na koniec zwiedzam polecane mi Traunkirchen. Wszystkie odwiedzone miejsca w mojej ocenie godne polecenia w każdym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia https://www.dropbox.com/sh/ce6j010r4aw66px/AADaPpr4s0qncknEkJLlRImpa#/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy Delfinatu - wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia(os. tow.)&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|&lt;br /&gt;
11 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Przygotowania do wyjazdu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian – 100 dni za biurkiem &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	     40 dni w łóżku z powodu kontuzji kolana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Kasia – 149 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  28 dni w łóżku z powodu zapalenia oskrzeli&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol – 135 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  20 dni w łóżku... bo mógł&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola – 800 kilometrów przebiegniętych od początku roku&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	nie licząc skiturów, pływania, jaskiń, zumby, jazdy na rowerze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Audi A6 – 2,7 TDI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	      …które nie dojechało do Francji&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do wyjazdu w Alpy przygotowywaliśmy się od początku roku. Brak formy wymaga ogromnej samodyscypliny, ale nie poddawaliśmy się wszechobecnej modzie na aktywne spędzanie czasu. Do pracy tylko samochodem, po pracy tylko komputer a niedziela oczywiście na rodzinnym obiedzie. Było ciężko, ale nie sztuką jest przecież pojechać w góry kiedy jest się w dobrej w formie, tak jak nie jest wyczynem iść dalej, gdy człowiek wciąż może oddychać. My postanowiliśmy pojechać w Alpy, aby pokonać siebie, udowodnić wyższość umysłu nad ciałem i rzucić wyzwanie niemożliwemu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przemyśleniu zaprosiliśmy jeszcze Olę, żeby choć jedna osoba była w stanie dojść do schroniska i wezwać pomoc.&lt;br /&gt;
Na cel wyjazdu wybraliśmy Alpy Francuskie – okolice Grenoble. Jest to najdalej wysunięty na południe region alpejski, który w związku z tym daje nam największą „gwarancję” dobrej pogody. Trzeba jednak przyznać, że znajduje się on też nieco dalej od Polski. &lt;br /&gt;
Są dwie możliwości dostania się na miejsce: samochód lub samolot + wynajęcie auta. Obie nie są idealne pod względem czasu i kosztów dojazdu. Wybraliśmy dojazd samochodem w wersji luks, czyli wynajęcie Audi A6. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu nastąpi krótka dygresja na temat ywpożyczania samochodów na wyjazdy wakacyjne. Otóż jest to bardzo dobry pomysł, ponieważ często auto, którym dojeżdżamy codziennie do pracy i na zakupy nie nadaje się na wyjazd z ekipą w góry. Należy jednak pamiętać, że wypożyczalnie na polskim rynku mają wiele ukrytych kosztów, o których nie informują otwarcie na stronach internetowych. Cieszą się mimo to dużą popularnością, więc o wypożyczeniu samochodu należy pomyśleć też z odpowiednim wyprzedzeniem. Ostatnia sprawa zaś, to warto podpytać znajomych i skorzystać z usług sprawdzonej firmy... Nasze Audi A6, wynajęte w bardzo przyzwoitej cenie, w dniu wyjazdu pojechało na myjnie samochodową i jak nas poinformowano już nigdy stamtąd nie wróciło. Korzystając z okazji apelujemy do wszystkich, aby zwrócili uwagę na uwiezione w którejś z myjni czarne Audi. To ważne, bo najprawdopodobniej w jego wnętrzu wciąż znajduje się kierowca, z którym kontakt urwał się 11 lipca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kończąc dygresję o wypożyczalniach dodam, że ostatecznie pojechaliśmy autem Damiana, które jest dostatecznie duże, by pomieścić 4 osoby z bagażami i nie zgubić się pomiędzy szczotkami. Na wszelki wypadek nie myliśmy go przed wyruszeniem w trasę.&lt;br /&gt;
Dwadzieścia cztery godziny później, po wielu przygodach i źle zinterpretowanych komunikatach GPSa dotarliśmy do miejscowości La Berarde. Jest to lokalizacja godna polecenia każdemu, kto wybiera się pod namiot. Miasteczko otwiera się na wiosnę i zamyka jesienią. W ciągu zimy kręta droga wiodąca na wysokość 1700 m przestaje być przejezdna. W okresie letnich wakacji, jest ono jednak w pełni dostępne dla turystów oferując sympatyczny i niedrogi camping otoczony szczytami. Nie musimy chyba dodawać, że podejście pod ścianę, gdy startuje z 1700, to krótsze podejście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjeżdżamy w deszczu. Pierwszego dnia pogoda jeszcze nie jest pewna, więc Damian zabiera Kasię i Olę na najprostszy wielowyciąg na Tete de la Maye. Podejście od kempingu pod drogę, która ma 13 wyciągów zajmuje jakieś 20 minut. W razie niepogody można znaleźć w okolicy zupełnie standardowe drogi sportowe. Wielowyciągi także oferują zróżnicowany poziom trudności. Karol, jako najtwardszy członek zespołu, postanawia jeszcze ten jeden dzień przespać, by być lepiej przygotowanym na mierzenie się z samym sobą na trudniejszych trasach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia drugiego budzimy się w niebie. Ponieważ po otwarciu namiotu widać tylko białe obłoczki, a w zasadzie to sam namiot się w takiej chmurce znajduje, postanawiam spać do oporu i wyruszyć w trasę dopiero po spokojnym poranku. Damian i Karol robią tego dnia podejście pod Dibonę. Ola i Kasia wybierają się na spacer Doliną Bonpierre. Dobry wybór na początek w obu przypadkach. Podejście do schroniska pod Diboną (2700 m) jest ze względu na nastromienie i deniwelację jednym z bardziej kondycyjnych „spacerów”, jakie sobie można zafundować. Bonpierre natomiast jest jedną z bardziej urokliwych dolinek, którymi można się przejść bez większego wysiłku i podchodzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol i Damian śpią pod Diboną. Kulturalnie, w jednej z ogrodzonych kamiennym murkiem miejscówek przygotowanych oficjalnie dla wspinaczy, którzy zdecydują się nocować pod ścianą. Wstają najwcześniej – tym razem są dostatecznie wysoko, by niebo nad ranem znajdowało się pod nimi – i jako pierwszy zespół wbijają się w ścianę. Droga na Dibonie, którą robią jest obowiązkowym punktem dla każdego wspinacza, który przyjedzie w ten region. Sama ściana Dibony jest pocztówkowo piękna, a widok ze szczytu wręcz nierealny. Gdyby tylko nie była taka długa... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia tego samego dnia wybierają się do bardzo malowniczej Doliny des Etages. Po miłym czterogodzinnym spacerze rozpoczynają podejście do schroniska Soreiller, by dołączyć do chłopaków (wspomniane już 2700 m). Ola po drodze robi zdjęcia, je suszone morele, wysyła sms-y, gra w gry na komórce. Kasia pokonuje samą siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotykamy się szczęśliwie przy schonisku i schodzimy wszyscy razem. Na zejściu Karol pokonuje siebie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia pogoda jest już bezdyskusyjnie rewelacyjna. Słońce nie daje żyć, ale za to ani jeden zabłąkany obłoczek nie grozi pokrzyżowaniem nam planów. Postanawiamy, że będzie to dzień restowy. Kasia dla rozruszania zakwasów wybiera się jedynie na krótki spacer pod Szczyt La Berarde (2 h i 800 m deniwelacji). Damian i Karol postanawiają tylko podejść pod następną ścianę przy schronisku La Pilatte (4h i 830 m deniwelacji). Ola ogranicza się do wyjścia pobiegać. Po 20 minutach dogania chłopaków, którzy wyszli dwie godziny wcześniej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian i Karol nocują w schronisku. Głownie z inicjatywy Karola, który jakoś mało entuzjastycznie reaguje na pomysł podejścia od razu pod ścianę i spania na lodowcu. Trzeba przyznać, że schronisko gości głównie wspinaczy i nawet oficjalnie budzi każdy zespół w zależności od zadeklarowanej przez niego trasy. Pechowo nasi wybierają na Les Bans i Couloir Macho (tak, dobrze zgadujecie, że polskie tłumaczenie będzie brzmiało: Kuluar Macho), a to oznacza wyjście o 2:00 nad ranem. Dzielnie zdobywają szczyt (3600 m) korzystając ze świeżo nabytych umiejętności wspinania zimowego. Przechodzą granią szczytową, która jest tak krucha, że ciężko znaleźć odpowiednie słowa - nawet w obfitującej w przekleństwa polszczyźnie - i wracają lodowcem do schroniska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia umawiają się z chłopakami pod schroniskiem na 15:00. Przychodzą przed czasem, a dopiero o 16-ej udaje im się wypatrzyć zespół, który wciąż jest w ścianie. Obsługa schroniska budzi wspinaczy tak wcześnie, bo popołudniu i przy pełnym słońcu, chodzenie po lodowcu staje się mniej bezpieczne. Nasi jednak mięccy nie są. Co to za sztuka zrobić drogę kiedy ma się kondyncję, umiejętność i zapas sił? Być twardym i zrobić kuluar Macho bez tego wszystkiego, to dopiero jest wyczyn.&lt;br /&gt;
Damian schodzi z dziewczynami i udaje im się dotrzeć do kampingu przed nocą. Karol postanawia się nacieszyć jeszcze trochę swoim rekordem wysokości, a także – jak piszą Francuzi w przewodnikach – „poczuć bycie w górach”. Dlatego zostaje w schronisku i schodzi następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień, jest najcieplejszym dniem całego tygodnia. Co niestety nie cieszy aż tak bardzo, zważywszy jak ciepłe były poprzednie. Damian, Ola i Kasia wybierają się na wycieczkę do Temple Ecrins. Jest to sympatyczne schronisko położone na 2400, ale trasę można przedłużyć do 2800 podchodząc sobie ścieżką do granicy lodowca. Miejsce słynie z wyjątkowo ładnych kwiatów, ale widoki - dla nas amatorów – robią znacznie większe wrażenie niż roślinki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała dygresja o turystyce we Francuskich Alpach. Zasadniczo nie widuje się tu turystów z plecaczkami. Turystów bez plecaczków ale w klapkach lub szpilkach nie ma w ogóle. 80% napotkanych osób to wspinacze robiący podejście pod drogę albo ludzie z linami, którzy planują przynajmniej przejść się lodowcem. Oznacza to, że pomimo idealnej pogody, w miejscach, gdzie nie ma popularnych dróg wspinaczkowych nie spotkamy prawie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec dygresji i nasz ostatni dzień we Francji. Rano Karol, Damian i Ola wybierają się na drogę wspinaczkową położoną tuż obok wodospadu, której największą zaletą są: 10 minut podejścią pod drogę i zjazdy. Kasia w tym czasie robi sobie spacer do Vallon de la Lavey. Ze względu na wczesną godzinę przez pierwsze trzy godziny nie spotyka nikogo, ale wracjąc widzi nawet – po raz pierwszy w tych górach – ludzi w addidasach. Czuć, że to sobota. Pogoda ze swoim idealnym wyczuciem czasu czeka aż wrócimy na kamping i dopiero wtedy żegna nas deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wyjazdem próbujemy jeszcze tradyjnych francuskich potraw w miejscowej restauracji i wyruszamy w dwudziestogodzinną podróż pełną rozmów, o życiu, śmierci i dentystach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku formy udało nam się zrealizować wszystkie zamierzone cele,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
bo chcieć to móc,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
a czasem to po prostu nie mieć wyboru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjecia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja%3A%20Alpy%20Delfinatu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia II /ola/: https://www.dropbox.com/sh/ivamhb9kcsw9yc5/AAB6VwzCDhOInisOaL-Hv4Jma&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – biwak w Nadkotlinach|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, osoba utajniona|&lt;br /&gt;
19 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Ten wyjazd był zaplanowany już dawno temu i pierwotnie w akcji miało uczestniczyć 6 osób, jednak z powodów ,,życiowych” ostały się tylko trzy. Mimo wszystko kierownik (Mateusz) nie zdecydował się (na szczęście) na odwołanie biwaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszyliśmy w sobotę rano koło godziny 10 z parkingu przed Doliną Małej Łąki, jedni szli szybciej, a ja wolniej, ale koniec końców wszyscy dotarliśmy pod otwór Jaskini Wielkiej Śnieżnej, gdzie zdążyliśmy zobaczyć wskakujących do dziury grotołazów z Krakowa, mieliśmy się z nimi spotkać później w jaskini. Od tego miejsca już trzymaliśmy się razem, by około godziny 14 znaleźć się pod otworem jaskini Nadkotlinami, a o 15 zacząć akcję. W czasie przebierania dołączyli do nas Tadek, Damian i Artur by zostawić plecaki i pójść dalej do otworu jaskini Litworowej. Z nimi też jeszcze mieliśmy się spotkać podczas tego wypadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście dla naszej trójki (która nie była szóstką), Mateusz dogadał się z Speleoklubem Tatrzańskim, że w zamian za pomoc w deporęczowaniu ich lin wiszących w jaskini będziemy mogli z nich skorzystać. Z tego powodu przejście przez jaskinię poszło nam dość sprawnie aż do Obejścia Gliwickiego i dolnej części Setki. Dalej już musieliśmy sobie radzić sami  - według szkicu technicznego mieliśmy przed sobą jeszcze trzy studnie, jednak zarówno jaskinia jak i opis jaskini udowodniły nam, że jesteśmy w błędzie i studnie są cztery. Musieliśmy obrabować z jednej liny wór przygotowany na zaporęczownie partii za Suchym Biwakiem, którymi miała przejść druga ekipa z naszego klubu -w celu dokonania trawersu ( tym co zrobimy z brakującą liną postanowiliśmy się ewentualnie pomartwić później). Na Suchym Biwaku byliśmy o godzinie 19, stąd Mateusz pobiegł poręczować odcinki dla Tadka, Damiana i Artura (i nie musiał się martwić brakiem lin, ponieważ częściowo studnie są tam zaporęczowane ,,jakimiś” linami), pozostała dwójka po prostu poszła, by spotkać wracającego z udanej misji Mateusza. Rozłożenie biwaku (testowanie nowego namiotu) poszło sprawnie. Kolacja i spanie. Koło naszego biwaku przewinął się zarówno klub z Krakowa jak i reszta Nockowiczów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaliśmy o godzinie 7, a o 8 byliśmy już gotowi do drogi powrotnej. Ja szłam przodem, a chłopaki z tyłu deporęczowali. Powyżej mokrej 40-stki spotkaliśmy trójkę grotołazów z Speleoklubu Tatrzańskiego, którzy przyszli nam z pomocą, był to najodpowiedniejszy moment, bo właśnie stosunek worów na osobę zaczął przekraczać 1. Również od tego miejsca wyjście zaczęło mi się dłużyć i mimo (pożyczonego) pantina na nodze odczuwałam coraz większe zmęczenie, ale przebłyski światła z powierzchni dodały mi sił. Chwilę później ostatni z naszej trójki wyszedł z jaskini, przebraliśmy się  i  popędziliśmy do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinie Wlk. Litworowa - Nad Kotliny, trawers otworów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Artur Szmatłoch|19 - 20 07 2014}}&lt;br /&gt;
Dokonaliśmy trawersu jaskiniowego w systemie Wielkiej Śnieżnej od jaskini Wielkiej Litworowej do jaskini Nad Kotlinami. Akcja trudna. Całkowity czas przejścia – 18 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu szczegóły dla zainteresowanych:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Nad Kotlinami była zaporęczowana przez zakopiańczyków oraz częściowo przez naszych kolegów z klubu (Mateusz Golicz, Asia Przymus oraz Miw). Grupa Mateusza i nasza działała w tym samym czasie. Oni weszli otworem Nad Kotlin (ich celem był biwak w jaskini, zaporęczownie nam odcinaka Suchy Biwak - II Biwak i zreporęczowanie Kotlin po naszym przejściu) a my po zostawieniu plecaków poszliśmy na drugą stronę góry, do otworu Litworki. Tu już sami poręczujemy jaskinię do Starego Dna. Najgorsze było w partiach połączeniowych Litworki z Śnieżną. W Błękitnej Lagunie było wody więcej niż zwykle więc przy czołganiu tym niskim korytarzykiem solidnie się moczymy. Tadka nawet trochę podtopiło (miał kask i w decydującym momencie nie potrafił podnieść głowy) ale Artur szybko mu pomógł. Po tym odcinku wszystkich nas telepało z zimna, wysiłku i wrażeń. Następnie bardzo uciążliwe przedzieranie się przez dalsze zaciski i ciasnoty, często w wodzie. Newralgiczny był zacisk przed pionową szczeliną (teraz jest tam lina), który tym razem jakoś pokonaliśmy (Tadek wykorzystał z góry założoną taktykę przejścia). Szczęśliwi docieramy do Komina Ekstazy. Trzeba przyznać, że partie połączeniowe są niewygodne a to, że w miarę płynnie nam poszły to dlatego, że tam niejednokrotnie byliśmy przed laty. Dalsza droga wydała się łatwiejsza. Na Nowym Biwaku (sądzę, że to jedno z najbardziej odosobnionych miejsc w polskich podziemiach) robimy krótką przerwę na posiłek. Po tym brniemy przez Ciągi Przykrości i dalsze niekończące się zjazdy i trawersy. Z radością więc witamy huk wody spadającej do Sali Wiatrów w Śnieżnej. Tym samym kończy się nasza droga w dół. Stąd niemal 700 m pionu w górę. Dodatkowo dochodzi nam reporęczowanie jaskini do Suchego Biwaku (wisiały tu wprawdzie inne liny ale aby obyło się bez niespodzianek nasi koledzy dopręczowali dziurę naszymi linami). Odczuwamy już nie co zmęczenie ale w umówionym przedziale czasowym docieramy do Suchego Biwaku gdzie nasza trójka nockowiczów biwakowała w testowanym przez Mateusza namiocie. Był środek nocy więc nawet się nie widzimy tylko wymieniamy kilka zdań. Po posiłku ruszamy w stronę Kotlin. Zmęczenie, ciężki wór z linami powoduje, że wielkie studnie (zwłaszcza Setka, i Szywała) wydają się nie mieć końca. Powoli jednak zdobywając metr po metrze w 8 godzin od Suchego Biwaku wydostajemy się otworem Nad Kotlin na powierzchnię. Byliśmy poobijani i czuliśmy każdy nawet najmniejszy mięsień. Na szczęście pogoda jest wymarzona. Słońce i ciepełko, tego nam trzeba było. Wkrótce też nadchodzi trójka zakopiańczyków by wspomóc grupę Mateusza przy retransporcie lin z Kotlin. Mile spędzamy czas na sympatycznej pogawędce. Pozdrawiamy! Zakopiańczycy wkrótce znikają w jaskini a my rozpoczynamy zejście. Wracamy przez Kobylarz. Deficyt snu i potworne zmęczenie zmuszają nas do półgodzinnej drzemki na trawie przy szlaku. Dalej zwlekamy się do Kir na Biały Potok gdzie u znajomego bacy znów kładziemy się na trawie i 2 godziny śpimy by jeszcze tego samego dnia bezpiecznie wrócić autem do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu rozkład czasowy  akcji liczony od wejścia: otw. Wlk. Litworowej – Magiel: 2 h, Nowy Biwak: 5.30 h, II Biwak: 8.30 h, Suchy Biwak: 10 h, otw. Nad Kotlin 18 h. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworowa-Kotliny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - zajęcia kanonigowe PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Jaworski oraz grotołazi, wspinacze i kajakarze z klubów speleologicznych i alpinistycznych z całej Polski |12 - 13 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w warsztatach kanoningowych pod patronatem PZA. Najpierw trochę teorii w centrali TOPR w Zakopanem. W pierwszy, bardzo deszczowy dzień wzięliśmy udział  w wykładzie na temat zagadnień związanych głównie z problematyką wodną podczas uprawiania kanonigu. Potem pojechaliśmy nad rzekę Białkę (w miejscu gdzie uchodzi do niej Jaworowy Potok). Jednak po całonocnych i wciąż trwających opadach rzeka rwała wściekłym nurtem z którym mógł by się jedynie mierzyć szaleniec. Nasza kadra z TOPRu stwierdziła więc, że warunki są zbyt niebezpieczne. Pojechaliśmy więc na Łysą Polanę gdzie mieliśmy zakwaterowanie w dawnej strażnicy WOPu a następnie nad Wodogrzmoty Mickiewicza gdzie miały się odbyć zajęcia linowe. Tu też nie ma złudzeń. Biała kipiel waliła całym kanionem tak, że skały „drżały”.  Udaliśmy się więc na bazę gdzie odbyło się kolejne szkolenie teoretyczne a potem integracja przy ognisku. Przestało padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień to wspaniała pogoda. Udajemy się z rana znów w to samo miejsce na Białce. Wody opadły znacząco choć wiele brakowało do normalnego stanu. Już ubrani w pianki ćwiczymy w rzece pływanie pasywne i aktywne (trawersy, wejście w nurt, zachowanie się w cofce, wyjście z cofki). Ćwiczyliśmy także różne sposoby wydostania się z nurtu, skoki oraz podstawowe sposoby pomocy przy zastosowaniu rzutki.  Nasza kadra perfekcyjnie poprowadziła zajęcia oraz świetnie zaasekurowała (wiele razy aktywnie) odcinek rzeki, na którym ćwiczyliśmy.  Mieliśmy okazję przekonać się namacalnie jak  trudne jest zmaganie się z zmienną naturą rwącej rzeki, kilka razy zachłysnęliśmy się wodą. Ogólnie w tego typu sporcie ważne jest przede wszystkim doświadczenie no i krzepa. Wielkie podziękowania dla kadry za profesjonalne przeprowadzenie zajęć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKanoningPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik klubowy - https://vimeo.com/100883166&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik (autor: Tomasz Utkowski): https://www.youtube.com/watch?v=khc4IGnciiA &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik  |06 07 2014}}&lt;br /&gt;
Start z zapory w Wiśle Czarne. Podjazd do Stecówki a następnie ciekawym, grzbietowym szlakiem na Karolówkę. Później ostre podejście do schroniska pod Przysłopem. Tu odpoczynek a potem długi zjazd do auta z objazdem jeziora. Wycieczkę urozmaicił chwilowy deszcz a i tak była straszna duchota. Fatalny dojazd autem do domu (prawie 3 godziny)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wyjście na Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Gabriela M. (os. tow.)|03 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wejście na Magurę z Szczyrku a potem do schroniska pod Klimczokiem. Pogoda dobra. Szczyt Magury po ostatnich huraganach &amp;quot;wyczyszczony&amp;quot; z drzew.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/h0449fvczkx2k7k/AADfFkoBEmgIH7Mhnk88uYK_a&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - pięć minut na połoninie|Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk i przylepy|19 - 21 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
770 km, 16 h w podróży, 3 dni na miejscu, 2 noce w samochodzie i 5 minut na połoninie... Cóż, kryterium rozsądku nie było decydujące przy wyborze destynacji. Najważniejsze, że dawno tak nie wypoczęliśmy, a od samego patrzenia na tę zieloność robi się lepiej. &lt;br /&gt;
Baza w Ustrzykach Górnych. Czwartek dochodzimy do siebie po trudach podróży, w piątek (w który początkowo planowaliśmy zrobić jakąś miłą trasę) niestety leje do południa, więc ostatecznie wychodzimy tylko na parogodzinny spacer po okolicy. Co też okazało się dobre, bo mogliśmy na spokojnie &amp;quot;oswoić&amp;quot; Zosię z nosidełkiem turystycznym, z którym wcześniej nie miała do czynienia. Sobota to przelotne deszcze i perspektywa wieczornego powrotu. Postanawiamy więc przejść się na Połoninę Caryńską od strony Ustrzyk - pierwsze samodzielne wyjście w góry w nowym składzie. Nie robiliśmy sobie dużych nadziei. Ja wzięłam na siebie jedno najukochańsze 10 kg, Wojtek drugie 15 i tak pomaszerowaliśmy. Poszło tak sprawnie, że nim się obejrzeliśmy byliśmy przy górnej granicy lasu. Zosia już kawałek wcześniej ostatecznie wyszła z nosidła i poszła sama. Dotarliśmy do grani. Dla tych widoków, wiatru, trawy, uśmiechów.. warto było tam przyjść. Radość niestety nie trwała długo, ledwie się rozłożyliśmy zaczął padać deszcz i zadecydowaliśmy odwrót. Schodziliśmy niespiesznie, tempem dwuletnich nóżek. Mimo naszych nagabywań, że może na ręce albo chwilę odpocząć, Zosia całą drogę przeszła sama. Zrobiło to na nas duże wrażenie. Jest nadzieja :)&lt;br /&gt;
Nocny powrót z końca świata to specyficzne przeżycie - czarno z przodu, czarno z tyłu, z boku czarno i jeszcze mgła. Praktycznie od Ustrzyk do DK 19 na Duklę. Lepsza droga to już inny świat. Niestety nasz przejazd został okupiony niezliczoną ilością rozjechanych myszy, żab i ropuch (pierwszy raz widziałam &amp;quot;łażące&amp;quot; ropuchy, kurcze, bardzo charakterystyczne - one nie skaczą tylko łażą!). Szczęściem rodzina lisów i zając obeszli się bez szwanku a i nam nie trafiła się grubsza zwierzyna. Uświadomiło mi to dosadniej jak bogatą i różnorodną krainą są jeszcze Bieszczady. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widział Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|X Śląskie Manewry Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel „Buli” Bula&amp;lt;/u&amp;gt;  |06 – 08.06.2014r.}}  &lt;br /&gt;
Już po raz dziesiąty TKTJ zorganizował manewry ratownictwa jaskiniowego, które odbyły się w tarnogórskich sztolniach i pobliskim rejonie. Udział wzięli taternicy, grupy wysokościowe, OSP, PSP (pojawił się nawet zespół z Trójmiasta), ratownictwo medyczne i ratownictwo górnicze KWK „Wujek” Ruch „Śląsk” w liczbie jeden:)&lt;br /&gt;
W piątek późnym popołudniem spotykamy się wszyscy na bazie w rejonie zwanym „Blachówką”  i prowadzimy unifikację, mającą na celu zarówno ujednolicenie systemów ratowniczych, jak i samo przypomnienie sobie ich.&lt;br /&gt;
W sobotę zostajemy podzieleni na cztery zespoły. Na każdy z nich czeka zadanie, po realizacji którego dochodzi do rotacyjnej zamiany tak, aby każda grupa wykonała i przećwiczyła wszystkie cztery „akcje ratownicze”. Zatem korzystamy z systemów autoratowniczych takich jak: metoda hiszpańska przeciwwaga, metoda bloczka ruchomego , ratowanie z trawersu – odbywające się w sztolni, opuszczanie poszkodowanego z wieży oraz z półki skalnej.&lt;br /&gt;
W niedzielę łączymy powyższe zadania w jedną całą akcję. W sztolni wyciągnięcie metodą balance poszkodowanej z szybika, wyprowadzenie na powierzchnię, trawers na półce skalnej, a następnie opuszczenie po tyrolce metodą balance.&lt;br /&gt;
Na manewrach pojawiają się stali bywalcy, co pozwala zauważyć, iż akcje ratownicze wykonujemy szybciej, bezpieczniej i sprawniej. Wymiana doświadczenia z grupami ratowniczymi straży pożarnej i lepsze wspólne zrozumienie pozwala dostrzec, że przyszłość maluje się w jasnych barwach.&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że każdy taternik powinien znać metody autoratownicze w stopniu zaawansowanym, a metody ratownicze w stopniu pozwalającym pomóc doświadczonym służbom ratowniczym, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie wypadki w jaskiniach i to nie tylko na terenie naszego państwa.  Namawiam zatem wszystkich do udziału w ogólnopolskich i śląskich manewrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4492</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4492"/>
		<updated>2014-08-21T15:34:37Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''8 07 - 17 08 2014''' - AUSTRIA,WŁOCHY - wspinanie&lt;br /&gt;
* '''26 07 - 10 08 2014''' - od gór do Bałtyku&lt;br /&gt;
* '''01 - 03 08 2014''' - Wyrypa Beskidzka&lt;br /&gt;
* '''30 07 2014''' - Podlesice - wspinanie&lt;br /&gt;
* '''25 - 27 07 2014''' - AUSTRIA: Totes Gebirge - spacery&lt;br /&gt;
* '''11 - 20 07 2014''' - FRANCJA: Alpy Delfinatu  - wspinanie&lt;br /&gt;
* '''19 - 20 07 2014''' - Tatry Zach. - biwak w jaskini Nadkotliny&lt;br /&gt;
* '''19 - 20 07 2014''' - Tatry Zach. - jaskiniowy trawers otworów Wlk. Litworowa - Nad Kotlinami&lt;br /&gt;
* '''12 - 13 07 2014''' - Tatry - zajęcia kanonigowe PZA&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4421</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4421"/>
		<updated>2014-07-25T21:17:40Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy Delfinatu - wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda, Kasia(os. tow.),Karol Jagoda|&lt;br /&gt;
11 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Opis w trakcje realizacji&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjecia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja%3A%20Alpy%20Delfinatu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – biwak w Nadkotlinach|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, osoba utajniona|&lt;br /&gt;
19 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Ten wyjazd był zaplanowany już dawno temu i pierwotnie w akcji miało uczestniczyć 6 osób, jednak z powodów ,,życiowych” ostały się tylko trzy. Mimo wszystko kierownik (Mateusz) nie zdecydował się (na szczęście) na odwołanie biwaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszyliśmy w sobotę rano koło godziny 10 z parkingu przed Doliną Małej Łąki, jedni szli szybciej, a ja wolniej, ale koniec końców wszyscy dotarliśmy pod otwór Jaskini Wielkiej Śnieżnej, gdzie zdążyliśmy zobaczyć wskakujących do dziury grotołazów z Krakowa, mieliśmy się z nimi spotkać później w jaskini. Od tego miejsca już trzymaliśmy się razem, by około godziny 14 znaleźć się pod otworem jaskini Nadkotlinami, a o 15 zacząć akcję. W czasie przebierania dołączyli do nas Tadek, Damian i Artur by zostawić plecaki i pójść dalej do otworu jaskini Litworowej. Z nimi też jeszcze mieliśmy się spotkać podczas tego wypadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście dla naszej trójki (która nie była szóstką), Mateusz dogadał się z Speleoklubem Tatrzańskim, że w zamian za pomoc w deporęczowaniu ich lin wiszących w jaskini będziemy mogli z nich skorzystać. Z tego powodu przejście przez jaskinię poszło nam dość sprawnie aż do Obejścia Gliwickiego i dolnej części Setki. Dalej już musieliśmy sobie radzić sami  - według szkicu technicznego mieliśmy przed sobą jeszcze trzy studnie, jednak zarówno jaskinia jak i opis jaskini udowodniły nam, że jesteśmy w błędzie i studnie są cztery. Musieliśmy obrabować z jednej liny wór przygotowany na zaporęczownie partii za Suchym Biwakiem, którymi miała przejść druga ekipa z naszego klubu -w celu dokonania trawersu ( tym co zrobimy z brakującą liną postanowiliśmy się ewentualnie pomartwić później). Na Suchym Biwaku byliśmy o godzinie 19, stąd Mateusz pobiegł poręczować odcinki dla Tadka, Damiana i Artura (i nie musiał się martwić brakiem lin, ponieważ częściowo studnie są tam zaporęczowane ,,jakimiś” linami), pozostała dwójka po prostu poszła, by spotkać wracającego z udanej misji Mateusza. Rozłożenie biwaku (testowanie nowego namiotu) poszło sprawnie. Kolacja i spanie. Koło naszego biwaku przewinął się zarówno klub z Krakowa jak i reszta Nockowiczów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaliśmy o godzinie 7, a o 8 byliśmy już gotowi do drogi powrotnej. Ja szłam przodem, a chłopaki z tyłu deporęczowali. Powyżej mokrej 40-stki spotkaliśmy trójkę grotołazów z Speleoklubu Tatrzańskiego, którzy przyszli nam z pomocą, był to najodpowiedniejszy moment, bo właśnie stosunek worów na osobę zaczął przekraczać 1. Również od tego miejsca wyjście zaczęło mi się dłużyć i mimo (pożyczonego) pantina na nodze odczuwałam coraz większe zmęczenie, ale przebłyski światła z powierzchni dodały mi sił. Chwilę później ostatni z naszej trójki wyszedł z jaskini, przebraliśmy się  i  popędziliśmy do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinie Wlk. Litworowa - Nad Kotliny, trawers otworów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Artur Szmatłoch|19 - 20 07 2014}}&lt;br /&gt;
Dokonaliśmy trawersu jaskiniowego w systemie Wielkiej Śnieżnej od jaskini Wielkiej Litworowej do jaskini Nad Kotlinami. Akcja trudna. Całkowity czas przejścia – 18 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu szczegóły dla zainteresowanych:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Nad Kotlinami była zaporęczowana przez zakopiańczyków oraz częściowo przez naszych kolegów z klubu (Mateusz Golicz, Asia Przymus oraz Miw). Grupa Mateusza i nasza działała w tym samym czasie. Oni weszli otworem Nad Kotlin (ich celem był biwak w jaskini, zaporęczownie nam odcinaka Suchy Biwak - II Biwak i zreporęczowanie Kotlin po naszym przejściu) a my po zostawieniu plecaków poszliśmy na drugą stronę góry, do otworu Litworki. Tu już sami poręczujemy jaskinię do Starego Dna. Najgorsze było w partiach połączeniowych Litworki z Śnieżną. W Błękitnej Lagunie było wody więcej niż zwykle więc przy czołganiu tym niskim korytarzykiem solidnie się moczymy. Tadka nawet trochę podtopiło (miał kask i w decydującym momencie nie potrafił podnieść głowy) ale Artur szybko mu pomógł. Po tym odcinku wszystkich nas telepało z zimna, wysiłku i wrażeń. Następnie bardzo uciążliwe przedzieranie się przez dalsze zaciski i ciasnoty, często w wodzie. Newralgiczny był zacisk przed pionową szczeliną (teraz jest tam lina), który tym razem jakoś pokonaliśmy (Tadek wykorzystał z góry założoną taktykę przejścia). Szczęśliwi docieramy do Komina Ekstazy. Trzeba przyznać, że partie połączeniowe są niewygodne a to, że w miarę płynnie nam poszły to dlatego, że tam niejednokrotnie byliśmy przed laty. Dalsza droga wydała się łatwiejsza. Na Nowym Biwaku (sądzę, że to jedno z najbardziej odosobnionych miejsc w polskich podziemiach) robimy krótką przerwę na posiłek. Po tym brniemy przez Ciągi Przykrości i dalsze niekończące się zjazdy i trawersy. Z radością więc witamy huk wody spadającej do Sali Wiatrów w Śnieżnej. Tym samym kończy się nasza droga w dół. Stąd niemal 700 m pionu w górę. Dodatkowo dochodzi nam reporęczowanie jaskini do Suchego Biwaku (wisiały tu wprawdzie inne liny ale aby obyło się bez niespodzianek nasi koledzy dopręczowali dziurę naszymi linami). Odczuwamy już nie co zmęczenie ale w umówionym przedziale czasowym docieramy do Suchego Biwaku gdzie nasza trójka nockowiczów biwakowała w testowanym przez Mateusza namiocie. Był środek nocy więc nawet się nie widzimy tylko wymieniamy kilka zdań. Po posiłku ruszamy w stronę Kotlin. Zmęczenie, ciężki wór z linami powoduje, że wielkie studnie (zwłaszcza Setka, i Szywała) wydają się nie mieć końca. Powoli jednak zdobywając metr po metrze w 8 godzin od Suchego Biwaku wydostajemy się otworem Nad Kotlin na powierzchnię. Byliśmy poobijani i czuliśmy każdy nawet najmniejszy mięsień. Na szczęście pogoda jest wymarzona. Słońce i ciepełko, tego nam trzeba było. Wkrótce też nadchodzi trójka zakopiańczyków by wspomóc grupę Mateusza przy retransporcie lin z Kotlin. Mile spędzamy czas na sympatycznej pogawędce. Pozdrawiamy! Zakopiańczycy wkrótce znikają w jaskini a my rozpoczynamy zejście. Wracamy przez Kobylarz. Deficyt snu i potworne zmęczenie zmuszają nas do półgodzinnej drzemki na trawie przy szlaku. Dalej zwlekamy się do Kir na Biały Potok gdzie u znajomego bacy znów kładziemy się na trawie i 2 godziny śpimy by jeszcze tego samego dnia bezpiecznie wrócić autem do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu rozkład czasowy  akcji liczony od wejścia: otw. Wlk. Litworowej – Magiel: 2 h, Nowy Biwak: 5.30 h, II Biwak: 8.30 h, Suchy Biwak: 10 h, otw. Nad Kotlin 18 h. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworowa-Kotliny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - zajęcia kanonigowe PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Jaworski oraz grotołazi, wspinacze i kajakarze z klubów speleologicznych i alpinistycznych z całej Polski |12 - 13 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w warsztatach kanoningowych pod patronatem PZA. Najpierw trochę teorii w centrali TOPR w Zakopanem. W pierwszy, bardzo deszczowy dzień wzięliśmy udział  w wykładzie na temat zagadnień związanych głównie z problematyką wodną podczas uprawiania kanonigu. Potem pojechaliśmy nad rzekę Białkę (w miejscu gdzie uchodzi do niej Jaworowy Potok). Jednak po całonocnych i wciąż trwających opadach rzeka rwała wściekłym nurtem z którym mógł by się jedynie mierzyć szaleniec. Nasza kadra z TOPRu stwierdziła więc, że warunki są zbyt niebezpieczne. Pojechaliśmy więc na Łysą Polanę gdzie mieliśmy zakwaterowanie w dawnej strażnicy WOPu a następnie nad Wodogrzmoty Mickiewicza gdzie miały się odbyć zajęcia linowe. Tu też nie ma złudzeń. Biała kipiel waliła całym kanionem tak, że skały „drżały”.  Udaliśmy się więc na bazę gdzie odbyło się kolejne szkolenie teoretyczne a potem integracja przy ognisku. Przestało padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień to wspaniała pogoda. Udajemy się z rana znów w to samo miejsce na Białce. Wody opadły znacząco choć wiele brakowało do normalnego stanu. Już ubrani w pianki ćwiczymy w rzece pływanie pasywne i aktywne (trawersy, wejście w nurt, zachowanie się w cofce, wyjście z cofki). Ćwiczyliśmy także różne sposoby wydostania się z nurtu, skoki oraz podstawowe sposoby pomocy przy zastosowaniu rzutki.  Nasza kadra perfekcyjnie poprowadziła zajęcia oraz świetnie zaasekurowała (wiele razy aktywnie) odcinek rzeki, na którym ćwiczyliśmy.  Mieliśmy okazję przekonać się namacalnie jak  trudne jest zmaganie się z zmienną naturą rwącej rzeki, kilka razy zachłysnęliśmy się wodą. Ogólnie w tego typu sporcie ważne jest przede wszystkim doświadczenie no i krzepa. Wielkie podziękowania dla kadry za profesjonalne przeprowadzenie zajęć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKanoningPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik klubowy - https://vimeo.com/100883166&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik (autor: Tomasz Utkowski): https://www.youtube.com/watch?v=khc4IGnciiA &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik  |06 07 2014}}&lt;br /&gt;
Start z zapory w Wiśle Czarne. Podjazd do Stecówki a następnie ciekawym, grzbietowym szlakiem na Karolówkę. Później ostre podejście do schroniska pod Przysłopem. Tu odpoczynek a potem długi zjazd do auta z objazdem jeziora. Wycieczkę urozmaicił chwilowy deszcz a i tak była straszna duchota. Fatalny dojazd autem do domu (prawie 3 godziny)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/h0449fvczkx2k7k/AADfFkoBEmgIH7Mhnk88uYK_a&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - pięć minut na połoninie|Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk i przylepy|19 - 21 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
770 km, 16 h w podróży, 3 dni na miejscu, 2 noce w samochodzie i 5 minut na połoninie... Cóż, kryterium rozsądku nie było decydujące przy wyborze destynacji. Najważniejsze, że dawno tak nie wypoczęliśmy, a od samego patrzenia na tę zieloność robi się lepiej. &lt;br /&gt;
Baza w Ustrzykach Górnych. Czwartek dochodzimy do siebie po trudach podróży, w piątek (w który początkowo planowaliśmy zrobić jakąś miłą trasę) niestety leje do południa, więc ostatecznie wychodzimy tylko na parogodzinny spacer po okolicy. Co też okazało się dobre, bo mogliśmy na spokojnie &amp;quot;oswoić&amp;quot; Zosię z nosidełkiem turystycznym, z którym wcześniej nie miała do czynienia. Sobota to przelotne deszcze i perspektywa wieczornego powrotu. Postanawiamy więc przejść się na Połoninę Caryńską od strony Ustrzyk - pierwsze samodzielne wyjście w góry w nowym składzie. Nie robiliśmy sobie dużych nadziei. Ja wzięłam na siebie jedno najukochańsze 10 kg, Wojtek drugie 15 i tak pomaszerowaliśmy. Poszło tak sprawnie, że nim się obejrzeliśmy byliśmy przy górnej granicy lasu. Zosia już kawałek wcześniej ostatecznie wyszła z nosidła i poszła sama. Dotarliśmy do grani. Dla tych widoków, wiatru, trawy, uśmiechów.. warto było tam przyjść. Radość niestety nie trwała długo, ledwie się rozłożyliśmy zaczął padać deszcz i zadecydowaliśmy odwrót. Schodziliśmy niespiesznie, tempem dwuletnich nóżek. Mimo naszych nagabywań, że może na ręce albo chwilę odpocząć, Zosia całą drogę przeszła sama. Zrobiło to na nas duże wrażenie. Jest nadzieja :)&lt;br /&gt;
Nocny powrót z końca świata to specyficzne przeżycie - czarno z przodu, czarno z tyłu, z boku czarno i jeszcze mgła. Praktycznie od Ustrzyk do DK 19 na Duklę. Lepsza droga to już inny świat. Niestety nasz przejazd został okupiony niezliczoną ilością rozjechanych myszy, żab i ropuch (pierwszy raz widziałam &amp;quot;łażące&amp;quot; ropuchy, kurcze, bardzo charakterystyczne - one nie skaczą tylko łażą!). Szczęściem rodzina lisów i zając obeszli się bez szwanku a i nam nie trafiła się grubsza zwierzyna. Uświadomiło mi to dosadniej jak bogatą i różnorodną krainą są jeszcze Bieszczady. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widziała Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|X Śląskie Manewry Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel „Buli” Bula&amp;lt;/u&amp;gt;  |06 – 08.06.2014r.}}  &lt;br /&gt;
Już po raz dziesiąty TKTJ zorganizował manewry ratownictwa jaskiniowego, które odbyły się w tarnogórskich sztolniach i pobliskim rejonie. Udział wzięli taternicy, grupy wysokościowe, OSP, PSP (pojawił się nawet zespół z Trójmiasta), ratownictwo medyczne i ratownictwo górnicze KWK „Wujek” Ruch „Śląsk” w liczbie jeden:)&lt;br /&gt;
W piątek późnym popołudniem spotykamy się wszyscy na bazie w rejonie zwanym „Blachówką”  i prowadzimy unifikację, mającą na celu zarówno ujednolicenie systemów ratowniczych, jak i samo przypomnienie sobie ich.&lt;br /&gt;
W sobotę zostajemy podzieleni na cztery zespoły. Na każdy z nich czeka zadanie, po realizacji którego dochodzi do rotacyjnej zamiany tak, aby każda grupa wykonała i przećwiczyła wszystkie cztery „akcje ratownicze”. Zatem korzystamy z systemów autoratowniczych takich jak: metoda hiszpańska przeciwwaga, metoda bloczka ruchomego , ratowanie z trawersu – odbywające się w sztolni, opuszczanie poszkodowanego z wieży oraz z półki skalnej.&lt;br /&gt;
W niedzielę łączymy powyższe zadania w jedną całą akcję. W sztolni wyciągnięcie metodą balance poszkodowanej z szybika, wyprowadzenie na powierzchnię, trawers na półce skalnej, a następnie opuszczenie po tyrolce metodą balance.&lt;br /&gt;
Na manewrach pojawiają się stali bywalcy, co pozwala zauważyć, iż akcje ratownicze wykonujemy szybciej, bezpieczniej i sprawniej. Wymiana doświadczenia z grupami ratowniczymi straży pożarnej i lepsze wspólne zrozumienie pozwala dostrzec, że przyszłość maluje się w jasnych barwach.&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że każdy taternik powinien znać metody autoratownicze w stopniu zaawansowanym, a metody ratownicze w stopniu pozwalającym pomóc doświadczonym służbom ratowniczym, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie wypadki w jaskiniach i to nie tylko na terenie naszego państwa.  Namawiam zatem wszystkich do udziału w ogólnopolskich i śląskich manewrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4420</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4420"/>
		<updated>2014-07-23T10:18:56Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy Delfinatu - wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda, Kasia(os. tow.),Karol Jagoda|&lt;br /&gt;
11 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Opis w trakcje realizacji&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – biwak w Nadkotlinach|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, osoba utajniona|&lt;br /&gt;
19 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Ten wyjazd był zaplanowany już dawno temu i pierwotnie w akcji miało uczestniczyć 6 osób, jednak z powodów ,,życiowych” ostały się tylko trzy. Mimo wszystko kierownik (Mateusz) nie zdecydował się (na szczęście) na odwołanie biwaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszyliśmy w sobotę rano koło godziny 10 z parkingu przed Doliną Małej Łąki, jedni szli szybciej, a ja wolniej, ale koniec końców wszyscy dotarliśmy pod otwór Jaskini Wielkiej Śnieżnej, gdzie zdążyliśmy zobaczyć wskakujących do dziury grotołazów z Krakowa, mieliśmy się z nimi spotkać później w jaskini. Od tego miejsca już trzymaliśmy się razem, by około godziny 14 znaleźć się pod otworem jaskini Nadkotlinami, a o 15 zacząć akcję. W czasie przebierania dołączyli do nas Tadek, Damian i Artur by zostawić plecaki i pójść dalej do otworu jaskini Litworowej. Z nimi też jeszcze mieliśmy się spotkać podczas tego wypadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście dla naszej trójki (która nie była szóstką), Mateusz dogadał się z Speleoklubem Tatrzańskim, że w zamian za pomoc w deporęczowaniu ich lin wiszących w jaskini będziemy mogli z nich skorzystać. Z tego powodu przejście przez jaskinię poszło nam dość sprawnie aż do Obejścia Gliwickiego i dolnej części Setki. Dalej już musieliśmy sobie radzić sami  - według szkicu technicznego mieliśmy przed sobą jeszcze trzy studnie, jednak zarówno jaskinia jak i opis jaskini udowodniły nam, że jesteśmy w błędzie i studnie są cztery. Musieliśmy obrabować z jednej liny wór przygotowany na zaporęczownie partii za Suchym Biwakiem, którymi miała przejść druga ekipa z naszego klubu -w celu dokonania trawersu ( tym co zrobimy z brakującą liną postanowiliśmy się ewentualnie pomartwić później). Na Suchym Biwaku byliśmy o godzinie 19, stąd Mateusz pobiegł poręczować odcinki dla Tadka, Damiana i Artura (i nie musiał się martwić brakiem lin, ponieważ częściowo studnie są tam zaporęczowane ,,jakimiś” linami), pozostała dwójka po prostu poszła, by spotkać wracającego z udanej misji Mateusza. Rozłożenie biwaku (testowanie nowego namiotu) poszło sprawnie. Kolacja i spanie. Koło naszego biwaku przewinął się zarówno klub z Krakowa jak i reszta Nockowiczów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaliśmy o godzinie 7, a o 8 byliśmy już gotowi do drogi powrotnej. Ja szłam przodem, a chłopaki z tyłu deporęczowali. Powyżej mokrej 40-stki spotkaliśmy trójkę grotołazów z Speleoklubu Tatrzańskiego, którzy przyszli nam z pomocą, był to najodpowiedniejszy moment, bo właśnie stosunek worów na osobę zaczął przekraczać 1. Również od tego miejsca wyjście zaczęło mi się dłużyć i mimo (pożyczonego) pantina na nodze odczuwałam coraz większe zmęczenie, ale przebłyski światła z powierzchni dodały mi sił. Chwilę później ostatni z naszej trójki wyszedł z jaskini, przebraliśmy się  i  popędziliśmy do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinie Wlk. Litworowa - Nad Kotliny, trawers otworów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Artur Szmatłoch|19 - 20 07 2014}}&lt;br /&gt;
Dokonaliśmy trawersu jaskiniowego w systemie Wielkiej Śnieżnej od jaskini Wielkiej Litworowej do jaskini Nad Kotlinami. Akcja trudna. Całkowity czas przejścia – 18 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu szczegóły dla zainteresowanych:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Nad Kotlinami była zaporęczowana przez zakopiańczyków oraz częściowo przez naszych kolegów z klubu (Mateusz Golicz, Asia Przymus oraz Miw). Grupa Mateusza i nasza działała w tym samym czasie. Oni weszli otworem Nad Kotlin (ich celem był biwak w jaskini, zaporęczownie nam odcinaka Suchy Biwak - II Biwak i zreporęczowanie Kotlin po naszym przejściu) a my po zostawieniu plecaków poszliśmy na drugą stronę góry, do otworu Litworki. Tu już sami poręczujemy jaskinię do Starego Dna. Najgorsze było w partiach połączeniowych Litworki z Śnieżną. W Błękitnej Lagunie było wody więcej niż zwykle więc przy czołganiu tym niskim korytarzykiem solidnie się moczymy. Tadka nawet trochę podtopiło (miał kask i w decydującym momencie nie potrafił podnieść głowy) ale Artur szybko mu pomógł. Po tym odcinku wszystkich nas telepało z zimna, wysiłku i wrażeń. Następnie bardzo uciążliwe przedzieranie się przez dalsze zaciski i ciasnoty, często w wodzie. Newralgiczny był zacisk przed pionową szczeliną (teraz jest tam lina), który tym razem jakoś pokonaliśmy (Tadek wykorzystał z góry założoną taktykę przejścia). Szczęśliwi docieramy do Komina Ekstazy. Trzeba przyznać, że partie połączeniowe są niewygodne a to, że w miarę płynnie nam poszły to dlatego, że tam niejednokrotnie byliśmy przed laty. Dalsza droga wydała się łatwiejsza. Na Nowym Biwaku (sądzę, że to jedno z najbardziej odosobnionych miejsc w polskich podziemiach) robimy krótką przerwę na posiłek. Po tym brniemy przez Ciągi Przykrości i dalsze niekończące się zjazdy i trawersy. Z radością więc witamy huk wody spadającej do Sali Wiatrów w Śnieżnej. Tym samym kończy się nasza droga w dół. Stąd niemal 700 m pionu w górę. Dodatkowo dochodzi nam reporęczowanie jaskini do Suchego Biwaku (wisiały tu wprawdzie inne liny ale aby obyło się bez niespodzianek nasi koledzy dopręczowali dziurę naszymi linami). Odczuwamy już nie co zmęczenie ale w umówionym przedziale czasowym docieramy do Suchego Biwaku gdzie nasza trójka nockowiczów biwakowała w testowanym przez Mateusza namiocie. Był środek nocy więc nawet się nie widzimy tylko wymieniamy kilka zdań. Po posiłku ruszamy w stronę Kotlin. Zmęczenie, ciężki wór z linami powoduje, że wielkie studnie (zwłaszcza Setka, i Szywała) wydają się nie mieć końca. Powoli jednak zdobywając metr po metrze w 8 godzin od Suchego Biwaku wydostajemy się otworem Nad Kotlin na powierzchnię. Byliśmy poobijani i czuliśmy każdy nawet najmniejszy mięsień. Na szczęście pogoda jest wymarzona. Słońce i ciepełko, tego nam trzeba było. Wkrótce też nadchodzi trójka zakopiańczyków by wspomóc grupę Mateusza przy retransporcie lin z Kotlin. Mile spędzamy czas na sympatycznej pogawędce. Pozdrawiamy! Zakopiańczycy wkrótce znikają w jaskini a my rozpoczynamy zejście. Wracamy przez Kobylarz. Deficyt snu i potworne zmęczenie zmuszają nas do półgodzinnej drzemki na trawie przy szlaku. Dalej zwlekamy się do Kir na Biały Potok gdzie u znajomego bacy znów kładziemy się na trawie i 2 godziny śpimy by jeszcze tego samego dnia bezpiecznie wrócić autem do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu rozkład czasowy  akcji liczony od wejścia: otw. Wlk. Litworowej – Magiel: 2 h, Nowy Biwak: 5.30 h, II Biwak: 8.30 h, Suchy Biwak: 10 h, otw. Nad Kotlin 18 h. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworowa-Kotliny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - zajęcia kanonigowe PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Jaworski oraz grotołazi, wspinacze i kajakarze z klubów speleologicznych i alpinistycznych z całej Polski |12 - 13 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w warsztatach kanoningowych pod patronatem PZA. Najpierw trochę teorii w centrali TOPR w Zakopanem. W pierwszy, bardzo deszczowy dzień wzięliśmy udział  w wykładzie na temat zagadnień związanych głównie z problematyką wodną podczas uprawiania kanonigu. Potem pojechaliśmy nad rzekę Białkę (w miejscu gdzie uchodzi do niej Jaworowy Potok). Jednak po całonocnych i wciąż trwających opadach rzeka rwała wściekłym nurtem z którym mógł by się jedynie mierzyć szaleniec. Nasza kadra z TOPRu stwierdziła więc, że warunki są zbyt niebezpieczne. Pojechaliśmy więc na Łysą Polanę gdzie mieliśmy zakwaterowanie w dawnej strażnicy WOPu a następnie nad Wodogrzmoty Mickiewicza gdzie miały się odbyć zajęcia linowe. Tu też nie ma złudzeń. Biała kipiel waliła całym kanionem tak, że skały „drżały”.  Udaliśmy się więc na bazę gdzie odbyło się kolejne szkolenie teoretyczne a potem integracja przy ognisku. Przestało padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień to wspaniała pogoda. Udajemy się z rana znów w to samo miejsce na Białce. Wody opadły znacząco choć wiele brakowało do normalnego stanu. Już ubrani w pianki ćwiczymy w rzece pływanie pasywne i aktywne (trawersy, wejście w nurt, zachowanie się w cofce, wyjście z cofki). Ćwiczyliśmy także różne sposoby wydostania się z nurtu, skoki oraz podstawowe sposoby pomocy przy zastosowaniu rzutki.  Nasza kadra perfekcyjnie poprowadziła zajęcia oraz świetnie zaasekurowała (wiele razy aktywnie) odcinek rzeki, na którym ćwiczyliśmy.  Mieliśmy okazję przekonać się namacalnie jak  trudne jest zmaganie się z zmienną naturą rwącej rzeki, kilka razy zachłysnęliśmy się wodą. Ogólnie w tego typu sporcie ważne jest przede wszystkim doświadczenie no i krzepa. Wielkie podziękowania dla kadry za profesjonalne przeprowadzenie zajęć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKanoningPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik klubowy - https://vimeo.com/100883166&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik (autor: Tomasz Utkowski): https://www.youtube.com/watch?v=khc4IGnciiA &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik  |06 07 2014}}&lt;br /&gt;
Start z zapory w Wiśle Czarne. Podjazd do Stecówki a następnie ciekawym, grzbietowym szlakiem na Karolówkę. Później ostre podejście do schroniska pod Przysłopem. Tu odpoczynek a potem długi zjazd do auta z objazdem jeziora. Wycieczkę urozmaicił chwilowy deszcz a i tak była straszna duchota. Fatalny dojazd autem do domu (prawie 3 godziny)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/h0449fvczkx2k7k/AADfFkoBEmgIH7Mhnk88uYK_a&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - pięć minut na połoninie|Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk i przylepy|19 - 21 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
770 km, 16 h w podróży, 3 dni na miejscu, 2 noce w samochodzie i 5 minut na połoninie... Cóż, kryterium rozsądku nie było decydujące przy wyborze destynacji. Najważniejsze, że dawno tak nie wypoczęliśmy, a od samego patrzenia na tę zieloność robi się lepiej. &lt;br /&gt;
Baza w Ustrzykach Górnych. Czwartek dochodzimy do siebie po trudach podróży, w piątek (w który początkowo planowaliśmy zrobić jakąś miłą trasę) niestety leje do południa, więc ostatecznie wychodzimy tylko na parogodzinny spacer po okolicy. Co też okazało się dobre, bo mogliśmy na spokojnie &amp;quot;oswoić&amp;quot; Zosię z nosidełkiem turystycznym, z którym wcześniej nie miała do czynienia. Sobota to przelotne deszcze i perspektywa wieczornego powrotu. Postanawiamy więc przejść się na Połoninę Caryńską od strony Ustrzyk - pierwsze samodzielne wyjście w góry w nowym składzie. Nie robiliśmy sobie dużych nadziei. Ja wzięłam na siebie jedno najukochańsze 10 kg, Wojtek drugie 15 i tak pomaszerowaliśmy. Poszło tak sprawnie, że nim się obejrzeliśmy byliśmy przy górnej granicy lasu. Zosia już kawałek wcześniej ostatecznie wyszła z nosidła i poszła sama. Dotarliśmy do grani. Dla tych widoków, wiatru, trawy, uśmiechów.. warto było tam przyjść. Radość niestety nie trwała długo, ledwie się rozłożyliśmy zaczął padać deszcz i zadecydowaliśmy odwrót. Schodziliśmy niespiesznie, tempem dwuletnich nóżek. Mimo naszych nagabywań, że może na ręce albo chwilę odpocząć, Zosia całą drogę przeszła sama. Zrobiło to na nas duże wrażenie. Jest nadzieja :)&lt;br /&gt;
Nocny powrót z końca świata to specyficzne przeżycie - czarno z przodu, czarno z tyłu, z boku czarno i jeszcze mgła. Praktycznie od Ustrzyk do DK 19 na Duklę. Lepsza droga to już inny świat. Niestety nasz przejazd został okupiony niezliczoną ilością rozjechanych myszy, żab i ropuch (pierwszy raz widziałam &amp;quot;łażące&amp;quot; ropuchy, kurcze, bardzo charakterystyczne - one nie skaczą tylko łażą!). Szczęściem rodzina lisów i zając obeszli się bez szwanku a i nam nie trafiła się grubsza zwierzyna. Uświadomiło mi to dosadniej jak bogatą i różnorodną krainą są jeszcze Bieszczady. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widziała Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|X Śląskie Manewry Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel „Buli” Bula&amp;lt;/u&amp;gt;  |06 – 08.06.2014r.}}  &lt;br /&gt;
Już po raz dziesiąty TKTJ zorganizował manewry ratownictwa jaskiniowego, które odbyły się w tarnogórskich sztolniach i pobliskim rejonie. Udział wzięli taternicy, grupy wysokościowe, OSP, PSP (pojawił się nawet zespół z Trójmiasta), ratownictwo medyczne i ratownictwo górnicze KWK „Wujek” Ruch „Śląsk” w liczbie jeden:)&lt;br /&gt;
W piątek późnym popołudniem spotykamy się wszyscy na bazie w rejonie zwanym „Blachówką”  i prowadzimy unifikację, mającą na celu zarówno ujednolicenie systemów ratowniczych, jak i samo przypomnienie sobie ich.&lt;br /&gt;
W sobotę zostajemy podzieleni na cztery zespoły. Na każdy z nich czeka zadanie, po realizacji którego dochodzi do rotacyjnej zamiany tak, aby każda grupa wykonała i przećwiczyła wszystkie cztery „akcje ratownicze”. Zatem korzystamy z systemów autoratowniczych takich jak: metoda hiszpańska przeciwwaga, metoda bloczka ruchomego , ratowanie z trawersu – odbywające się w sztolni, opuszczanie poszkodowanego z wieży oraz z półki skalnej.&lt;br /&gt;
W niedzielę łączymy powyższe zadania w jedną całą akcję. W sztolni wyciągnięcie metodą balance poszkodowanej z szybika, wyprowadzenie na powierzchnię, trawers na półce skalnej, a następnie opuszczenie po tyrolce metodą balance.&lt;br /&gt;
Na manewrach pojawiają się stali bywalcy, co pozwala zauważyć, iż akcje ratownicze wykonujemy szybciej, bezpieczniej i sprawniej. Wymiana doświadczenia z grupami ratowniczymi straży pożarnej i lepsze wspólne zrozumienie pozwala dostrzec, że przyszłość maluje się w jasnych barwach.&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że każdy taternik powinien znać metody autoratownicze w stopniu zaawansowanym, a metody ratownicze w stopniu pozwalającym pomóc doświadczonym służbom ratowniczym, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie wypadki w jaskiniach i to nie tylko na terenie naszego państwa.  Namawiam zatem wszystkich do udziału w ogólnopolskich i śląskich manewrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4419</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4419"/>
		<updated>2014-07-23T10:18:04Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy Delfinatu - wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda, Kasia(os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|&lt;br /&gt;
11 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Opis w trakcje realizacji&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – biwak w Nadkotlinach|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, osoba utajniona|&lt;br /&gt;
19 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Ten wyjazd był zaplanowany już dawno temu i pierwotnie w akcji miało uczestniczyć 6 osób, jednak z powodów ,,życiowych” ostały się tylko trzy. Mimo wszystko kierownik (Mateusz) nie zdecydował się (na szczęście) na odwołanie biwaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszyliśmy w sobotę rano koło godziny 10 z parkingu przed Doliną Małej Łąki, jedni szli szybciej, a ja wolniej, ale koniec końców wszyscy dotarliśmy pod otwór Jaskini Wielkiej Śnieżnej, gdzie zdążyliśmy zobaczyć wskakujących do dziury grotołazów z Krakowa, mieliśmy się z nimi spotkać później w jaskini. Od tego miejsca już trzymaliśmy się razem, by około godziny 14 znaleźć się pod otworem jaskini Nadkotlinami, a o 15 zacząć akcję. W czasie przebierania dołączyli do nas Tadek, Damian i Artur by zostawić plecaki i pójść dalej do otworu jaskini Litworowej. Z nimi też jeszcze mieliśmy się spotkać podczas tego wypadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście dla naszej trójki (która nie była szóstką), Mateusz dogadał się z Speleoklubem Tatrzańskim, że w zamian za pomoc w deporęczowaniu ich lin wiszących w jaskini będziemy mogli z nich skorzystać. Z tego powodu przejście przez jaskinię poszło nam dość sprawnie aż do Obejścia Gliwickiego i dolnej części Setki. Dalej już musieliśmy sobie radzić sami  - według szkicu technicznego mieliśmy przed sobą jeszcze trzy studnie, jednak zarówno jaskinia jak i opis jaskini udowodniły nam, że jesteśmy w błędzie i studnie są cztery. Musieliśmy obrabować z jednej liny wór przygotowany na zaporęczownie partii za Suchym Biwakiem, którymi miała przejść druga ekipa z naszego klubu -w celu dokonania trawersu ( tym co zrobimy z brakującą liną postanowiliśmy się ewentualnie pomartwić później). Na Suchym Biwaku byliśmy o godzinie 19, stąd Mateusz pobiegł poręczować odcinki dla Tadka, Damiana i Artura (i nie musiał się martwić brakiem lin, ponieważ częściowo studnie są tam zaporęczowane ,,jakimiś” linami), pozostała dwójka po prostu poszła, by spotkać wracającego z udanej misji Mateusza. Rozłożenie biwaku (testowanie nowego namiotu) poszło sprawnie. Kolacja i spanie. Koło naszego biwaku przewinął się zarówno klub z Krakowa jak i reszta Nockowiczów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaliśmy o godzinie 7, a o 8 byliśmy już gotowi do drogi powrotnej. Ja szłam przodem, a chłopaki z tyłu deporęczowali. Powyżej mokrej 40-stki spotkaliśmy trójkę grotołazów z Speleoklubu Tatrzańskiego, którzy przyszli nam z pomocą, był to najodpowiedniejszy moment, bo właśnie stosunek worów na osobę zaczął przekraczać 1. Również od tego miejsca wyjście zaczęło mi się dłużyć i mimo (pożyczonego) pantina na nodze odczuwałam coraz większe zmęczenie, ale przebłyski światła z powierzchni dodały mi sił. Chwilę później ostatni z naszej trójki wyszedł z jaskini, przebraliśmy się  i  popędziliśmy do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinie Wlk. Litworowa - Nad Kotliny, trawers otworów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Artur Szmatłoch|19 - 20 07 2014}}&lt;br /&gt;
Dokonaliśmy trawersu jaskiniowego w systemie Wielkiej Śnieżnej od jaskini Wielkiej Litworowej do jaskini Nad Kotlinami. Akcja trudna. Całkowity czas przejścia – 18 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu szczegóły dla zainteresowanych:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Nad Kotlinami była zaporęczowana przez zakopiańczyków oraz częściowo przez naszych kolegów z klubu (Mateusz Golicz, Asia Przymus oraz Miw). Grupa Mateusza i nasza działała w tym samym czasie. Oni weszli otworem Nad Kotlin (ich celem był biwak w jaskini, zaporęczownie nam odcinaka Suchy Biwak - II Biwak i zreporęczowanie Kotlin po naszym przejściu) a my po zostawieniu plecaków poszliśmy na drugą stronę góry, do otworu Litworki. Tu już sami poręczujemy jaskinię do Starego Dna. Najgorsze było w partiach połączeniowych Litworki z Śnieżną. W Błękitnej Lagunie było wody więcej niż zwykle więc przy czołganiu tym niskim korytarzykiem solidnie się moczymy. Tadka nawet trochę podtopiło (miał kask i w decydującym momencie nie potrafił podnieść głowy) ale Artur szybko mu pomógł. Po tym odcinku wszystkich nas telepało z zimna, wysiłku i wrażeń. Następnie bardzo uciążliwe przedzieranie się przez dalsze zaciski i ciasnoty, często w wodzie. Newralgiczny był zacisk przed pionową szczeliną (teraz jest tam lina), który tym razem jakoś pokonaliśmy (Tadek wykorzystał z góry założoną taktykę przejścia). Szczęśliwi docieramy do Komina Ekstazy. Trzeba przyznać, że partie połączeniowe są niewygodne a to, że w miarę płynnie nam poszły to dlatego, że tam niejednokrotnie byliśmy przed laty. Dalsza droga wydała się łatwiejsza. Na Nowym Biwaku (sądzę, że to jedno z najbardziej odosobnionych miejsc w polskich podziemiach) robimy krótką przerwę na posiłek. Po tym brniemy przez Ciągi Przykrości i dalsze niekończące się zjazdy i trawersy. Z radością więc witamy huk wody spadającej do Sali Wiatrów w Śnieżnej. Tym samym kończy się nasza droga w dół. Stąd niemal 700 m pionu w górę. Dodatkowo dochodzi nam reporęczowanie jaskini do Suchego Biwaku (wisiały tu wprawdzie inne liny ale aby obyło się bez niespodzianek nasi koledzy dopręczowali dziurę naszymi linami). Odczuwamy już nie co zmęczenie ale w umówionym przedziale czasowym docieramy do Suchego Biwaku gdzie nasza trójka nockowiczów biwakowała w testowanym przez Mateusza namiocie. Był środek nocy więc nawet się nie widzimy tylko wymieniamy kilka zdań. Po posiłku ruszamy w stronę Kotlin. Zmęczenie, ciężki wór z linami powoduje, że wielkie studnie (zwłaszcza Setka, i Szywała) wydają się nie mieć końca. Powoli jednak zdobywając metr po metrze w 8 godzin od Suchego Biwaku wydostajemy się otworem Nad Kotlin na powierzchnię. Byliśmy poobijani i czuliśmy każdy nawet najmniejszy mięsień. Na szczęście pogoda jest wymarzona. Słońce i ciepełko, tego nam trzeba było. Wkrótce też nadchodzi trójka zakopiańczyków by wspomóc grupę Mateusza przy retransporcie lin z Kotlin. Mile spędzamy czas na sympatycznej pogawędce. Pozdrawiamy! Zakopiańczycy wkrótce znikają w jaskini a my rozpoczynamy zejście. Wracamy przez Kobylarz. Deficyt snu i potworne zmęczenie zmuszają nas do półgodzinnej drzemki na trawie przy szlaku. Dalej zwlekamy się do Kir na Biały Potok gdzie u znajomego bacy znów kładziemy się na trawie i 2 godziny śpimy by jeszcze tego samego dnia bezpiecznie wrócić autem do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu rozkład czasowy  akcji liczony od wejścia: otw. Wlk. Litworowej – Magiel: 2 h, Nowy Biwak: 5.30 h, II Biwak: 8.30 h, Suchy Biwak: 10 h, otw. Nad Kotlin 18 h. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworowa-Kotliny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - zajęcia kanonigowe PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Jaworski oraz grotołazi, wspinacze i kajakarze z klubów speleologicznych i alpinistycznych z całej Polski |12 - 13 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w warsztatach kanoningowych pod patronatem PZA. Najpierw trochę teorii w centrali TOPR w Zakopanem. W pierwszy, bardzo deszczowy dzień wzięliśmy udział  w wykładzie na temat zagadnień związanych głównie z problematyką wodną podczas uprawiania kanonigu. Potem pojechaliśmy nad rzekę Białkę (w miejscu gdzie uchodzi do niej Jaworowy Potok). Jednak po całonocnych i wciąż trwających opadach rzeka rwała wściekłym nurtem z którym mógł by się jedynie mierzyć szaleniec. Nasza kadra z TOPRu stwierdziła więc, że warunki są zbyt niebezpieczne. Pojechaliśmy więc na Łysą Polanę gdzie mieliśmy zakwaterowanie w dawnej strażnicy WOPu a następnie nad Wodogrzmoty Mickiewicza gdzie miały się odbyć zajęcia linowe. Tu też nie ma złudzeń. Biała kipiel waliła całym kanionem tak, że skały „drżały”.  Udaliśmy się więc na bazę gdzie odbyło się kolejne szkolenie teoretyczne a potem integracja przy ognisku. Przestało padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień to wspaniała pogoda. Udajemy się z rana znów w to samo miejsce na Białce. Wody opadły znacząco choć wiele brakowało do normalnego stanu. Już ubrani w pianki ćwiczymy w rzece pływanie pasywne i aktywne (trawersy, wejście w nurt, zachowanie się w cofce, wyjście z cofki). Ćwiczyliśmy także różne sposoby wydostania się z nurtu, skoki oraz podstawowe sposoby pomocy przy zastosowaniu rzutki.  Nasza kadra perfekcyjnie poprowadziła zajęcia oraz świetnie zaasekurowała (wiele razy aktywnie) odcinek rzeki, na którym ćwiczyliśmy.  Mieliśmy okazję przekonać się namacalnie jak  trudne jest zmaganie się z zmienną naturą rwącej rzeki, kilka razy zachłysnęliśmy się wodą. Ogólnie w tego typu sporcie ważne jest przede wszystkim doświadczenie no i krzepa. Wielkie podziękowania dla kadry za profesjonalne przeprowadzenie zajęć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKanoningPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik klubowy - https://vimeo.com/100883166&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik (autor: Tomasz Utkowski): https://www.youtube.com/watch?v=khc4IGnciiA &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik  |06 07 2014}}&lt;br /&gt;
Start z zapory w Wiśle Czarne. Podjazd do Stecówki a następnie ciekawym, grzbietowym szlakiem na Karolówkę. Później ostre podejście do schroniska pod Przysłopem. Tu odpoczynek a potem długi zjazd do auta z objazdem jeziora. Wycieczkę urozmaicił chwilowy deszcz a i tak była straszna duchota. Fatalny dojazd autem do domu (prawie 3 godziny)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/h0449fvczkx2k7k/AADfFkoBEmgIH7Mhnk88uYK_a&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - pięć minut na połoninie|Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk i przylepy|19 - 21 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
770 km, 16 h w podróży, 3 dni na miejscu, 2 noce w samochodzie i 5 minut na połoninie... Cóż, kryterium rozsądku nie było decydujące przy wyborze destynacji. Najważniejsze, że dawno tak nie wypoczęliśmy, a od samego patrzenia na tę zieloność robi się lepiej. &lt;br /&gt;
Baza w Ustrzykach Górnych. Czwartek dochodzimy do siebie po trudach podróży, w piątek (w który początkowo planowaliśmy zrobić jakąś miłą trasę) niestety leje do południa, więc ostatecznie wychodzimy tylko na parogodzinny spacer po okolicy. Co też okazało się dobre, bo mogliśmy na spokojnie &amp;quot;oswoić&amp;quot; Zosię z nosidełkiem turystycznym, z którym wcześniej nie miała do czynienia. Sobota to przelotne deszcze i perspektywa wieczornego powrotu. Postanawiamy więc przejść się na Połoninę Caryńską od strony Ustrzyk - pierwsze samodzielne wyjście w góry w nowym składzie. Nie robiliśmy sobie dużych nadziei. Ja wzięłam na siebie jedno najukochańsze 10 kg, Wojtek drugie 15 i tak pomaszerowaliśmy. Poszło tak sprawnie, że nim się obejrzeliśmy byliśmy przy górnej granicy lasu. Zosia już kawałek wcześniej ostatecznie wyszła z nosidła i poszła sama. Dotarliśmy do grani. Dla tych widoków, wiatru, trawy, uśmiechów.. warto było tam przyjść. Radość niestety nie trwała długo, ledwie się rozłożyliśmy zaczął padać deszcz i zadecydowaliśmy odwrót. Schodziliśmy niespiesznie, tempem dwuletnich nóżek. Mimo naszych nagabywań, że może na ręce albo chwilę odpocząć, Zosia całą drogę przeszła sama. Zrobiło to na nas duże wrażenie. Jest nadzieja :)&lt;br /&gt;
Nocny powrót z końca świata to specyficzne przeżycie - czarno z przodu, czarno z tyłu, z boku czarno i jeszcze mgła. Praktycznie od Ustrzyk do DK 19 na Duklę. Lepsza droga to już inny świat. Niestety nasz przejazd został okupiony niezliczoną ilością rozjechanych myszy, żab i ropuch (pierwszy raz widziałam &amp;quot;łażące&amp;quot; ropuchy, kurcze, bardzo charakterystyczne - one nie skaczą tylko łażą!). Szczęściem rodzina lisów i zając obeszli się bez szwanku a i nam nie trafiła się grubsza zwierzyna. Uświadomiło mi to dosadniej jak bogatą i różnorodną krainą są jeszcze Bieszczady. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widziała Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|X Śląskie Manewry Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel „Buli” Bula&amp;lt;/u&amp;gt;  |06 – 08.06.2014r.}}  &lt;br /&gt;
Już po raz dziesiąty TKTJ zorganizował manewry ratownictwa jaskiniowego, które odbyły się w tarnogórskich sztolniach i pobliskim rejonie. Udział wzięli taternicy, grupy wysokościowe, OSP, PSP (pojawił się nawet zespół z Trójmiasta), ratownictwo medyczne i ratownictwo górnicze KWK „Wujek” Ruch „Śląsk” w liczbie jeden:)&lt;br /&gt;
W piątek późnym popołudniem spotykamy się wszyscy na bazie w rejonie zwanym „Blachówką”  i prowadzimy unifikację, mającą na celu zarówno ujednolicenie systemów ratowniczych, jak i samo przypomnienie sobie ich.&lt;br /&gt;
W sobotę zostajemy podzieleni na cztery zespoły. Na każdy z nich czeka zadanie, po realizacji którego dochodzi do rotacyjnej zamiany tak, aby każda grupa wykonała i przećwiczyła wszystkie cztery „akcje ratownicze”. Zatem korzystamy z systemów autoratowniczych takich jak: metoda hiszpańska przeciwwaga, metoda bloczka ruchomego , ratowanie z trawersu – odbywające się w sztolni, opuszczanie poszkodowanego z wieży oraz z półki skalnej.&lt;br /&gt;
W niedzielę łączymy powyższe zadania w jedną całą akcję. W sztolni wyciągnięcie metodą balance poszkodowanej z szybika, wyprowadzenie na powierzchnię, trawers na półce skalnej, a następnie opuszczenie po tyrolce metodą balance.&lt;br /&gt;
Na manewrach pojawiają się stali bywalcy, co pozwala zauważyć, iż akcje ratownicze wykonujemy szybciej, bezpieczniej i sprawniej. Wymiana doświadczenia z grupami ratowniczymi straży pożarnej i lepsze wspólne zrozumienie pozwala dostrzec, że przyszłość maluje się w jasnych barwach.&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że każdy taternik powinien znać metody autoratownicze w stopniu zaawansowanym, a metody ratownicze w stopniu pozwalającym pomóc doświadczonym służbom ratowniczym, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie wypadki w jaskiniach i to nie tylko na terenie naszego państwa.  Namawiam zatem wszystkich do udziału w ogólnopolskich i śląskich manewrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4418</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4418"/>
		<updated>2014-07-23T10:14:17Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''11 - 20 07 2014''' - FRANCJA: Alpy Delfinatu  - wspinanie&lt;br /&gt;
* '''19 - 20 07 2014''' - Tatry Zach. - biwak w jaskini Nadkotliny&lt;br /&gt;
* '''19 - 20 07 2014''' - Tatry Zach. - jaskiniowy trawers otworów Wlk. Litworowa - Nad Kotlinami&lt;br /&gt;
* '''12 - 13 07 2014''' - Tatry - zajęcia kanonigowe PZA&lt;br /&gt;
* '''06 07 2014''' - Beskid Śl. - rowery górskie&lt;br /&gt;
* '''29 06 2014''' - Jura - Podlesice - wspinanie&lt;br /&gt;
* '''29 06 2014''' - Jaskinia Jasna w Strzegowej - egzamin&lt;br /&gt;
* '''29 06 2014''' - SŁOWACJA: Tatry Wys. - Rysy&lt;br /&gt;
* '''28 - 29 06 2014''' - klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką&lt;br /&gt;
* '''19 - 21 06 2014''' - Bieszczady - Caryńska&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4377</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4377"/>
		<updated>2014-07-01T16:53:03Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/q3ndzerhcn6qtny/AACzOzyCvk33e4495f_Lmnbfa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widziała Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4376</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4376"/>
		<updated>2014-07-01T16:51:53Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/q3ndzerhcn6qtny/AACzOzyCvk33e4495f_Lmnbfa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widziała Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4375</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4375"/>
		<updated>2014-07-01T16:47:58Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''29 06 2014''' - Jura - Podlesice - wspinanie &lt;br /&gt;
* '''28 - 29 06 2014''' - klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką&lt;br /&gt;
* '''19 - 22 06 2014''' - AUSTRIA: wyjazd skiturowy w Alpy&lt;br /&gt;
* '''22 06 2014''' - Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy&lt;br /&gt;
* '''19 06 2014''' - Jura - wspinanie w dol. Prądnika&lt;br /&gt;
* '''19 06 2014''' - Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy&lt;br /&gt;
* '''16 - 18 06 2014''' - Jura pd. - rajd pieszy&lt;br /&gt;
* '''15 06 2014''' - wspinanie w Smoleniu&lt;br /&gt;
* '''15 06 2014''' - dolinki krakowskie na rowerach&lt;br /&gt;
* '''7 - 8 06 2014''' - Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna&lt;br /&gt;
* '''31 05 2014''' - Tatry Zach. - szkolenie kursowe&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4342</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4342"/>
		<updated>2014-06-17T13:27:30Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura  -wspinanie w Smoleniu|Ania Bil,Asia Wasil, Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widziała Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę filanca z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może jeszcze Mateusz albo Michał dopiszą coś o swojej części niedzielnej wycieczki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4341</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4341"/>
		<updated>2014-06-17T13:23:20Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Prezes: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''15 06 2014''' - wspinanie w Smoleniu&lt;br /&gt;
* '''15 06 2014''' - dolinki krakowskie na rowerach&lt;br /&gt;
* '''7 - 8 06 2014''' - Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna&lt;br /&gt;
* '''31 05 2014''' - Tatry Zach. - szkolenie kursowe&lt;br /&gt;
* '''23 - 25 05 2014''' - Jura - 38-lecie klubu&lt;br /&gt;
* '''10 - 11 05 2014''' - CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego&lt;br /&gt;
* '''09 05 2014''' - wspin w Mirowie&lt;br /&gt;
* '''04 05 2014''' - Beskid Śląski - Błatnia&lt;br /&gt;
* '''1 05 - 04 05 2014''' - AUSTRIA: skitury w Wysokich Taurach&lt;br /&gt;
* '''29 04 - 04 05 2014''' - RUMUNIA: góry i jaskinie Apuseni&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Prezes</name></author>
		
	</entry>
</feed>