<?xml version="1.0"?>
<feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xml:lang="pl">
	<id>http://stara.nocek.pl//wiki/api.php?action=feedcontributions&amp;feedformat=atom&amp;user=Pacyfa</id>
	<title>Nocek - Wkład użytkownika [pl]</title>
	<link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://stara.nocek.pl//wiki/api.php?action=feedcontributions&amp;feedformat=atom&amp;user=Pacyfa"/>
	<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Specjalna:Wk%C5%82ad/Pacyfa"/>
	<updated>2026-05-09T13:23:40Z</updated>
	<subtitle>Wkład użytkownika</subtitle>
	<generator>MediaWiki 1.31.5</generator>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2861</id>
		<title>Wyjazdy 2012</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2861"/>
		<updated>2012-09-05T09:34:32Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - wspin| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda i osoby tow.: Marcin, Ania i Sebastian |02 09 2012}}&lt;br /&gt;
Karol nie odpuścił Kaszance; po tygodniu restu postanowił znów zawalczyć:)) Tym razem Adept również się bronił przed zdobywcami; długo, długo nie puszczał, próbował nawet deszczem w nas...(!!!) Ale pękł:) Raczej pękły: Karolowe &amp;quot;Ślady zębów na Kaszance(VI.3+/4), Marcinowy &amp;quot;Lufcik&amp;quot;(VI 1+) i wspólne: &amp;quot;wrr grr buu&amp;quot;(V), &amp;quot;zlew.com.pl&amp;quot;(V+) i &amp;quot;Sanktuarium Pękniętego Jeża&amp;quot;(VI+). &lt;br /&gt;
W połowie dnia mniej więcej, przenieśliśmy się na urokliwego Niedźwiedzia, stojącego dumnie przy pięknej Lalce i... szybko staliśmy się miejscową atrakcją turystyczną, konkurującą nawet z turniejem rycerskim i festynem na zamku:))&lt;br /&gt;
W świetle fleszów i wśród okrzyków &amp;quot;och&amp;quot; &amp;quot;ach&amp;quot; i &amp;quot;o, Boże!&amp;quot;, padły: &amp;quot;Oszołomiony oszołom&amp;quot;(V), &amp;quot;Martwica mózgu&amp;quot;(VI.2), &amp;quot;Członek z marmuru&amp;quot;(VI.1), &amp;quot;Kaszka z mleczkiem&amp;quot;(VI+), &amp;quot;Pieszczoty Gołoty&amp;quot; (VI.1+).&lt;br /&gt;
Zdjęcia na stronie RKG na facebooku, zapraszamy!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pogórze Cieszyńskie – Lutnia Bike Marathon| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), Michał Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), Wanda Ganszer i osoby tow. |02 09 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W okolicach miejscowości Zamarski (powiat Hażlach) odbył  się kolejny maraton MTB. Dystans dla kobiet 15 km dla mężczyzn 30 km (2 pętle). Trasa dość trudna, wymagająca technicznie i bardzo ciekawa wiodąca przez podmokłe tereny, łąki i lasy o może niezbyt dużych deniwelacjach za to bardzo urozmaiconych i stromych. Mimo oznaczenia trasy zdarzyło mi się jakimś zbiegiem okoliczności zabłądzić co skutkowało w moim wypadku dyskwalifikacją. Teresa natomiast w swojej kategorii wiekowej zajęła I miejsce. Do ciekawych przygód mogę zaliczyć lot przez kierownicę i koziołkowane w powietrzu na jednym z ostrych zakrętów (chwila nieuwagi). Na szczęście lądowanie w pokrzywach w tym wypadku nie było takie przykre (tylko trochę pokiereszowałem nogę).  Krótko mówiąc super trasa i fajna impreza mimo połowicznego sukcesu. I tak dobrze, że wszyscy zawodnicy naszej grupki szczęśliwe ukończyli dystans. Szczegóły i wyniki ukażą się tu: http://www.mtb.zamarski.pl/wyniki.html . Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLutniaMTB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - Rozsutec| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.) |29 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Białego Potoku wychodzimy najciekawszym (niebieskim) szlakiem przez Diery na Rozsutec (1609). Schodzimy przez Stafanową. Fajna pogoda choć może zbyt dużo ludzi na szlakach jak na środek tygodnia. Tu kilka migawek: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRozsutec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. -  Szara i Niebieska Studnia oraz Jaskinia Kozia| &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Mateusz Golicz; KKS: Jacek Szczygieł, Mateusz Kaźmierczak |25 - 26 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji prowadzonych przez Jacka badań naukowych, odwiedziliśmy w ten weekend trzy dotąd nieznane nam jaskinie. W sobotę (w trójkę- ja, Mateusz i Jacek) najpierw zwiedzamy i badamy położoną w Czerwonym Grzbiecie Niebieską Studnię (tuż obok szlaku na Małołączniak), a następnie podczas powrotu dokonujemy przeglądu Szarej Studni-położonej w Kobylarzowym Żlebie (gapie przyglądający się ze szlaku przebierającym się grotołazom- gratis). &lt;br /&gt;
W niedzielę już w czteroosobowym składzie przeciskamy się przez ciasnoty, zaciski i meandry Jaskini Koziej. Do jaskini wchodzimy otworem I i docieramy do biwakowej Sali Cichy Kącik. Stamtąd robimy pętlę do dna na poziomie -263m. Wychodzimy z jaskini otworem II po 8 godzinach akcji. http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2Fkozia-itp&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Podzamczu|Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|25 08 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z cyklu ,,wszystko nie wychodzi ’’. Wspinaliśmy się,to za dużo powiedziane… próbowaliśmy się powspinać na Adepcie. Po rozgrzewce Mateusz uderza na swój projekt –piękną przewieszoną 998(VI.2), niestety mimo wielokrotnego zmieniania patentów droga nie puściła, nie pomogło nawet haczenie pięty :P. Ja wstawiłem się natomiast w Ślady zębów na Kasztance (VI.3+/4)mimo początkowego entuzjazmu -  wszystkie ruchy na drodze okazały się w miarę proste, a zebranie patentów przebiegało niezwykle szybko, bo nie trwało dłużej niż 1h:), droga także nie póściła. W ramach otarcia łez wybraliśmy się na Cimę, gdzie próbowaliśmy przewalczyć jej Filar (VI.2+). Niestety zmęczenie dało znać o sobie i po raz kolejny musieliśmy przełknąć gorycz porażki. W trakcie wspinania mogliśmy słuchać niejako przy okazji największych przebojów disco polo granych na scenie usytuowanej na zamku, co więcej gwiazdą wieczoru miał być sam Krzysztof Krawczyk!!!, niestety Mateusz nie dał się namówić na jego koncert .  Aby zrobić do końca choćby 1 drogę  tego dnia przenieśliśmy się na plecy Cimy.  Tam wybraliśmy jedną z VI.1, która miała nam poprawić humor. Stało się coś wręcz odwrotnego, Mateuszowi udało się jedynie powiesić  5 ekspresów na drodze po czym musiał spasować, ja nie byłem wstanie nawet dojść do piątego, więc musiałem resztę drogi o nachyleniu pastwiska  ordynarnie przyhaczyć. Po tych ,,dokonaniach’’ oboje doszliśmy do jedynego słusznego wniosku, że przerzucamy się na szachy.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łaziska Górne - turniej badmintona &amp;quot;Pożegnanie wakacji&amp;quot;| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mirosław Noga (os. tow.)|25 08 2012}}&lt;br /&gt;
Niezbyt pewna pogoda skłoniła nas do wzięcia udziału w halowym turnieju badmintona &amp;quot;amatorów&amp;quot; (czyt. byłych zawodników). W kat. &amp;gt;40 lat zająłem V miejsce. W każdym razie z hali wyszedłem wykończony jak po akcji w dziurze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry | &amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, Marzena, Bartłomiej (os. tow.)|21 - 23 08 2012}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Po przyjeździe z poprzedniej wycieczki tego samego dnia wyruszamy wieczorem w Tatry śpimy w Bukowinie u znajomych podczas wyjazdu zaliczamy Gęsią Szyje i Nosal oraz spędzamy rodzinnie czas. Pogoda dopisała widoki też. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka od Koczego zamku do Trójstyku| &amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, Marzena, Bartłomiej (os. tow.)|20 - 21 08 2012}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W poniedziałek ok. godz 17:00 ruszamy z Koczego zamku w kierunku Trojaków dalej wzdłuż granicy Polski i Słowacji w kierunku Trójstyku. Po drodze zaliczamy biwak na Szerokim Wierchu z pięknym zachodem słońca. Ok. godz.12:00 dnia następnego docieramy na Trójstyk  skąd autobusem udajemy się do Istebnej.  &lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - wspin na Kościelcu| Paulina, Dorota, Michał(WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|18-19 08 2012}}&lt;br /&gt;
Prognoza pogody optymistyczna, więc  trzeba uderzać w Tatry. Po szybkiej analizie możliwości wybór pada na Kościelec, jak łatwo się domyślić przeważył argument najkrótszego podejścia. Z piątku na sobotę szybka drzemka przy aucie i ranne podejście. W Kuźnicach spotykamy Melona z Anią, którzy także wybierają się na wspin. Pomimo obaw, że straszny tłok na podejściu może wróżyć podobne warunki w ścianie kolejek nie ma, wyjątek stanowiły Lobby Instruktorskie oraz Stanisławski. Paulina i ja wbijamy się w efektowną Sprężynę (VI+), reszta ekipy uderza na słynnego Dziędzielewicza (VI). Po zrobieniu drogi  dwa przyjemne zjazdy i po niecałych trzech godzinach  jesteśmy znów pod ścianą, szybka narada i wybieramy  prostowanie drogi Kajki (VII-). Trzeci  kluczowy wyciąg drogi to estetyczna, lekko przewieszona rysa, całkowicie wolna od żelastwa (w przeciwieństwie do Sprężyny) kończąca się czujnym wyjściem z przewieszki. Niestety powrót pod ścianę okazał się bardzo kłopotliwy, gdyż na pierwszym zjeździe kompletnie zacipiła się nam lina. To spowodowało, że zamiast spokojnie delektować się smakiem upragnionego schabowego spożywanego w schronisku, sporo czasu spędziliśmy na prusikowaniu przewieszonego wyciągu Lobby Instruktorskiego w świetle czołówki.  W niedzielę przy pięknej pogodzie wspinamy Byczkowskiego (V+), natomiast Michał z Dorotą robią Sprężynę oraz Stanisławkiego.  W drodze powrotnej trafiamy na olbrzymi korek na zakopiance, który znacznie wydłużył czas powrotu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 08 2012}}&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Rysy od słowackiej strony. W planie była Wysoka lecz spotkanie z słowackimi filancami na początku grani uniemożliwiło zrealizowanie zamierzenia. Poza tym wspaniała pogoda, niebywałe zaludnienie gór. Powrót do domu horrorem (5,5 h). Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem |Alina i &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz&amp;lt;/u&amp;gt; Zięć, Rysiek (os. tow.), Martyna (os. tow.),  Piotrek (os. tow.)|18 08 2012}}&lt;br /&gt;
Za namową żony jedziemy wczesnym rankiem (bo przed 5 rano) w Tatry by wejść na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem. Zabieramy ze sobą 3 osoby towarzyszące. Dwie z nich odwiedzają piątki, a my w trójkę brniemy w górę. Trasę z moka robimy o 1,5h szybciej niż czasówka, także już bez pośpiechu wracamy asfaltem :( na parking po auto. Droga powrotna spokojna i bez korków (pewnie dopiero w niedziele zakopianka będzie zapchana do granic możliwości) i w niecałe 3h jesteśmy w domu.&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Pod_Chlopkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 08 2012}}&lt;br /&gt;
Szybki, jednodniowy wyjazd. Fotorelacja w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wzdłuż polskiego wybrzeża|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|1 - 11 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem zwiedzamy polskie wybrzeże Bałtyku. Zaczynamy spływem kajakowym rzeką Piaśnicą od jeziora Żarnowieckiego do morza. 7 km rzeka płynie bagnistym terenem wśród szuwarów, czasem lasem. Swe płytkie wody wlewa do Bałtyku na wysokości Dębków. Wśród opalających się plażowiczów wypływamy kajakiem na trochę rozbujane wody Bałtyku (tak jeszcze z morzem się nie witałem). Ostatnie metry prąd jest dość znaczny więc musimy trochę powalczyć by wbić się z powrotem w koryto rzeki pod prąd aby zdać kajak. Następnie korzystając z rowerów dojeżdżamy szlakami do przylądka Rozewie. Dalej jedziemy samochodem i zatrzymujemy się w ciekawszych naszym zdaniem miejscach naszego wybrzeża. I tak z Kopalina jedziemy do latarni Stilo i dalej mierzeją Sarbską do Łeby. Wracamy trochę błądząc szlakiem rowerowym do punktu wyjścia (dopadły nas tam deszcze a komary miały żywcem zjeść). Najważniejszym punktem wyjazdu był Słowiński Park Narodowy. Bazę założyliśmy na uroczym polu namiotowym w Smołdzińskim Lesie (Spokojne Ranczo). Tu przez kilka dni odbyliśmy wycieczki na górę Rowokół i latarni Czołpino, dookoła jeziora Łebsko (polecam każdemu – najpierw kilkanaście kilometrów jazdy rowerem pustą zupełnie plażą miedzy morzem i jeziorem, dalej słynne wydmy Łącka i Biała Góra, powrót przez bagna południowych brzegów jeziora należy do ciekawych przygód, kąpiel w borowinach zupełnie darmowa zwłaszcza po ulewnych deszczach a na koniec ciekawa wieś Kluki, razem 62 km), dookoła jeziora Gardno. Posuwając się dalej na zachód odwiedzamy m. in. Trzęsacz z resztkami kościoła pochłoniętego przez morze. Wyspa Wolin z wspaniałymi klifami. Na koniec zapędzamy się na wyspę Uznam. Na rowerach pojechaliśmy fajną ścieżką rowerową do niemieckiej części wyspy.  Wyjazd kończymy kąpielą w morzu dokładnie na granicy polsko – niemieckiej. Reasumując: fajna wycieczka krajoznawcza. Poruszając się rowerem, kajakiem czy pieszo można zobaczyć wiele interesujących miejsc i nawet zaznać sporego wysiłku. Ale czy to obali stereotypy o naszym morzu?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWybrzeze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Nordland - Norwesko-Szwedzki oboz jaskiniowy oraz wedrowki|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz 30 grotołazów ze Skandynawii|23 07 - 07 08 2012}}&lt;br /&gt;
Szeroka relacja [[Relacje:Setsaa_2012|dostępna w sekcji Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspin na Wołowej Turni|Paulina Piechowiak(WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd późnym wieczorem w czwartek, na parkingu przy Popradzkim Plesie  byliśmy około trzeciej, więc śpimy jedynie kilka godzin przy aucie pod chmurką. Nim zdążyliśmy się obudzić  zrobiło się upalnie, co jak widomo nie pomaga  przy podchodzeniu z nieszczególnie lekkim plecakiem. Na szczęście Paulina wpada na pomysł, żeby złapać stopa do schroniska co udaje się zrobić w pierwszej próbie (prawdziwy OS). Następnie godziny upływają na mozolnym podejściu wśród tłumu turystów w nieznośnym upale. Po wybraniu najlepszej naszym zdaniem koleby, szybki (tylko z nazwy) przepak i podchodzimy pod ścianę. Niestety pogoda krzyżuje nam plany, groźne pomruki burzy i przelotny deszcz przekonują nas, że dziś trzeba odpuścić wspinanie. W sobotę na pełnym sprężu uderzamy z samego rana. Wybieramy ładną i popularną Staflova (V-), pierwszy i jak się okazało najtrudniejszy wyciąg poprowadziła Paulina, kolejne wyciągi oferowały ciekawe wspinanie w dobrej jakości skale. Niestety podobnie jak w piątek pogoda po południu znacząco się pogarsza, prognozy niesprzyjające, burza wisi w powietrzu, wszyscy wspinacze poza nami potulnie zbierają zabawki i zaczynają zejście. My nie mogliśmy odpuścić drugi raz z rzędu. Wbijamy się w we wspaniale wyglądającą drogę Estok- Janiga (VI+), robimy ją w miarę sprawnie (3h) ciągle dopingowani przez odgłosy zbliżającej się burzy. Podczas zjazdów pogoda się niespodziewanie poprawia na tyle, że na pełnym luzie możemy zjeść coś pod samą skałą podziwiając przy tym zachodzące słońce. W niedziele pobudka o 4.50, wyglądam ze śpiwora  na niebie żadnej chmury, więc szybko wstaję, niestety optymizm mój zmalał gdy wyszedłem z koleby. Zło zbliżało się szybko, już po 10 min.  po niebieskim niebie pozostało jedynie wspomnienie. Sprawdzamy prognozy, tym razem nie dają szans na wspin, wiec zarządzam odwrót taktyczny do śpiworów. Długo niestety nie pospaliśmy, bo deszcz zalał nam naszą piękną kolebę ( z tarasem, ogródkiem i miejscem do leżakowania). Nie pozostało nam nic innego jak szybko się przepakować i schować się w pobliskiej szczelnej kolebie. Po namowach Pauliny zwiedzamy jeszcze Chatę pod Rysami, a zasadzie to przepiękny WC który jest główną i niestety jedyną atrakcją schroniska. Podczas zejścia pogoda nie odpuszcza i Tatry żegnają nas burzą z gradem. Foty http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Wolowa%20Turnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia &amp;quot;Józefa&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Tomasz Zięć|4 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnim, słonecznym przedpołudniem wyruszamy w stronę Jury. Naszym celem jest Jaskinia Józefa w Rodakach. Bez większych problemów, najpierw przez pola, potem leśnymi ścieżkami, docieramy do otworu, który przysypany kamieniami ma nie kusić przypadkowych turystów. Zamiana krótkich spodenek i koszulek na ramiączkach, na bieliznę termalną, polarowe wkładki i kombinezony staje się chyba jedynym ekstremum tego dnia. Z szybkością zawrotną każdy z nas chciałby się już znaleźć w bardziej sprzyjających warunkach temperaturowych. Poręczujemy bez większych problemów Studnię ASa i osiągamy dno jaskini. W trakcie eksploracji bocznych korytarzy, odkrywamy bardzo ciekawe nacieki i formacje skalne - jest czym oko nacieszyć. Szczególne wrażenie robią pokryte mleczkiem wapiennym ściany jaskini w Białym Korytarzyku. To niewątpliwie jedno z ładniejszych miejsc w Jaskini Józefa. Jak na jurajską jaskinkę, można się w niej poruszać bez zbytniego schylania i wciągania brzuszków, szczególnie w Sali Daniela,  tutaj największej, jej maksymalna szerokość to 3,5 metra, a wysokość około 10-15 metrów, z dnem pokrytym głazami i gruzem. Po fotograficznej dokumentacji tej krótkiej akcji, wracamy z powrotem do otworu. Temperatura na zewnątrz niestety nie zmalała. Szybko zatem przebieramy się i do auta. Na pewno wizytę w tej Jaskini można polecić na miłe, niemęczące popołudnie.&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FJura-J.Jozefa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie w Dolinie Pięciu Stawów Polskich|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;,Gosia(os.tow.) + osoby ze speleoklubu Dąbrowa Górnicza (na miejscu)  |28-29 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy pod ścianę Koziego Wierchu mając za plecami kłębiącą się ciemną chmurę. W planach mamy Południowy Filar Koziego.  Na podejściu spotykamy ekipę ze speleoklubu DG. Oni wybierają się na Zamarłą, my odbijamy w kierunku Koziego. Spoglądając za siebie decydujemy się chwilę odczekać i zobaczyć, czy się przejaśni czy zacznie burza. Przez dłuższa chwilę nic się w pogodzie nie zmienia, więc decydujemy się zaatakować drogę. Pogoda niepewna, więc decydujemy się ominąć pierwsze wyciągi trawkowym trawersem i zaoszczędzić trochę czasu. Gdy jesteśmy już w linii oryginalnej drogi czekamy jeszcze parę min i obserwujemy niebo. Mamy mieszane odczucia, ale gdy tylko na chwilę wychodzi słońce ruszamy w górę, chociaż od strony MOka kłębią się nadal nieciekawe chmury. Robimy jeszcze jeden, może dwa wyciągi i w oddali odzywają się grzmoty. Teraz jednak trudno już się wycofać. Zostaje szybki sprint w górę. Odzywające się co jakiś czas grzmoty skutecznie dopingują nas do szybkiego pokonywania wysokości, ale na szczęście burza przechodzi bokiem. Na koniec, trawersując już zbocza Koziego łatwą ścieżką w kierunku czarnego szlaku zejściowego, wrażenia wynagradza nam piękna, podwójna tęcza, która utworzyła się nad D5SP.&lt;br /&gt;
Niedziela wita nas krótkim deszczem i silnym wiatrem. Koleżanki i koledzy (a właściwie koleżanki i kolega :p) z Dąbrowy Górniczej zostają jeszcze w schronisku, my tradycyjnie decydujemy się podejść pod ścianę i wtedy zadecydować co robimy, a że w drodze pod ścianę całkowicie się wypogodziło, to robimy zaplanowanych Lewych Wrześniaków na Zamarłej na ostatnim wyciągu odbijając trawersem na Zmarzłą Przełęcz. Nad Słowacją znowu się ściemnia. Schodzimy szlakiem z Koziej Przełęczy do Dolinki Pustej, widząc zjeżdżających z Motyki znajomych z Dąbrowy  Spotykamy się pod ścianą i rozpoczynamy ucieczkę w dół doliny przed rozpoczynającym się właśnie gradobiciem i burzą. Największą nawałnicę przeczekujemy w jednej z mini koleb w Dolince Pustej, po czym już w słońcu schodzimy do Piątki, szybkie przepakowanie i ruszamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Kościelec i Jaworzyna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.) |29 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tresnej ładnym szlakiem wychodzimy na Kościelec (792), trzeci szczyt o tej nazwie w polskich górach (jest jeszcze w Tatrach i Beskidzie Śląskim, może gdzieś jeszcze). Potem jeszcze idziemy na Jaworzynę (862). Następnie schodzimy nad jezioro Żywieckie. W momencie gdy już mieliśmy wchodzić na omegę w Zarzeczu by pożeglować trochę nadeszła czarna chmura i ściana wody zakryła świat (rozświetlany przez błyskawice). Tym razem nawet dobrze, że wszystkie plany nie zostały zrealizowane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow. |22 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek jadąc na imprezę do Krakowa piszę smsa do koleżanki, czy nie chciałaby się wybrać w niedzielę w skały. Propozycja zostaje podchwycona, termin zaklepany, jedziemy. W sobotę lecząc kaca po piątkowej imprezie mój optymizm nie jest już tak wielki, przez moment skały miała nawet zastąpić ścianka, ale po głębszej analizie górę wzięła jedyna słuszna prawda – nie ma co kisić się na ścianie, skoro jest pogoda i jest wolne :D Najwyżej jak forma nie dopisze, to połazimy turystycznie albo pobyczymy się pod skałami :P&lt;br /&gt;
No i nastała niedziela, dzień wyjazdu do Mirowa. Zaczynamy na rozgrzewkę od lewego wariantu Filaru Skrzypiec (V), trudności właściwie tylko na pierwszych metrach. Potem przenosimy się na Studnisko Przy Zamku. Jako, że Studnisko jest (jak nazwa wskazuje) przy zamku, towarzyszy nam niestety dość spora, niewspinaczkowa publiczność.  W takim towarzystwie robimy Białą Depresję od lewej strony (VI) a potem przenosimy się na drugą stronę skały, gdzie schowani przed wzrokiem przypadkowych gapiów robimy Re Re osiem (VI.1) Jako, że padło OS, wstawiam się też w sąsiednią Ty Rano Żarłeś Rex, ale niestety odpadam z kluczowej przewieszki.  Droga musi trochę poczekać.&lt;br /&gt;
Jak na wcześniejsze obawy o formę i chęci do wspinu dzień i tak dość owocny :)&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami do skalnej bramy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|22 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Ostrego rowerami w górę doliny Zimnika w stronę góry Gawlas. Dzięki namiarom GPS bez pudła (jak się nie wie trudno trafić) docieramy do tego dość ciekawego ewenementu przyrody nieożywionej. Kilkumetrowy łuk skalny chyba jedyny taki w Beskidzie Śl. Płynie tu potok, miejsce dość urokliwe. Podążając (rowery zostawiliśmy ukryte w lesie) w górę doliny  o charakterze wąwozu docieramy spowrotem do drogi zrywkowej i nią do rowerów. Zjazd do auta błyskawiczny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki - wspin|Łukasz Pawlas,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |14-15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wreszcie udało się nam wybrać w Sokoliki. Nocowaliśmy  w sprawdzonym i jakże wesołym miejscu ,głównie dzięki ekipie wspinaczy za naszej południowej granicy.  Jako rozgrzewkową drogę wybraliśmy Kurtykówkę (VI+) na Krzywej, linia piękna ,ale podobnie jak na pobliskich Trzech Okapach można się zdziwić jej,, rozgrzwkowym’’ charakterem.  Głównym celem wyjazdu był Nos Żubra( VI.4), niestety udało nam się jedynie pozbierać patenty, do poprowadzenia tej drogi brakuje nam  jeszcze nieco  mocy.  Pod wieczór przenieśliśmy się na Jastrzębią Turnię, gdzie znajduje się kolejny piękny choć płytowy klasyk Sokołów - Mandala Życia (VI.2).   W niedziele wspinamy się nieco krócej za to intensywnie, padają min. Hokej (VI.3), Pod Zjazdem (VI.2+), Zającówka(VI.1+). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia &amp;quot;Józefa&amp;quot;|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Ten pogodowo niepewny weekend spędzamy na spokojnym szwendaniu się po Jurze na rowerach. W niedzielę dla urozmaicenia odwiedziliśmy także jaskinię &amp;quot;Józefa&amp;quot;, położoną niedaleko miejscowości Rodaki (gmina Klucze). Trzeba przyznać, że jest to bardzo ciekawy obiekt. Od otworu w dół prowadzi ponad 30 metrów zjazdu, miejscami dosyć obszerną studnią. Na dole galerie, choć krótkie, to jednak jak na jurajskie warunki iście przestrzenne. Z całą pewnością wizytę w tej jaskini można polecić. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dolinie Kobylańskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr (os. tow.)|15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Przechodzimy kilka dróg od VI do VI.2 na Wroniej Baszcie (nazw nie znamy bo nie mieliśmy topo), które kosztowały trochę wysiłku. Cały dzień idealna pogoda do wspinu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - próba dojścia do Koprowej Studni + turystyka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Paweł Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|8 07 2012}}&lt;br /&gt;
Podejście Koprowym żlebem od Przechodu w Małej Łące. Szukam dość długo Koprowej Studni w domniemanym miejscu lecz sprawa okazuje się nie taka prosta (nawet konsultuję się z kolegami telefonicznie). W końcu nadciąga burza a totalna zlewa pozbawia mnie resztek motywacji chodzenia po osuwających się mokrych trawkach. Muszę dać za wygraną tym razem. Słońce wychodzi jak jestem na szlaku w Małej Łące. Pozostała grupa przeszła trasę: Gronik – Kondracka Przeł. – Kopa Kondracka – Małołączniak (tu mieli apogeum burzy) – Kobylarz – Przysłop M. – Gronik. Spotkaliśmy się w Mł. Łace. W drodze do domu zaglądamy na Polane Rogoźniczańską gdzie spotykamy Andrzeja Porębskiego z kursantami z SDG. Tak po za tym to lipiec taki jak obecny jest fatalny co do burz i komplikuje czasem górskie plany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Śnieżna Studnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Filip Filar z Joanną (ST), Ewa Wójcik (KKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Jacek Szczygieł (KKS)|7 07 2012}}&lt;br /&gt;
W ramach badań naukowych prowadzonych przez Jacka Szczygła, odwiedziliśmy tzw. Dziki Zachód. Mierzyliśmy upady warstw, uskoki i pęknięcia, a przy okazji przemieściliśmy w jaskini trochę sprzętu - w szczególności wynieśliśmy trochę zabytkowych lin na powierzchnię (i do śmieci). Tym razem bez burzy. Razem z podejściem i powrotem wyszło ok. 16h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ)|6 07 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście od otworu Jaskini Wilczej do Salki z Fortepianem (zezwolenie naukowe). Dokonano pomiaru struktur geologicznych oraz wymiany oporęczowania. Akcja bardzo szybka i sprawna - od auta do auta ok. 10h. Na powrocie trochę nas zmoczyło, ale obyło się bez piorunów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Wspinanie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|29 06 - 01 07 2012}}&lt;br /&gt;
Docieramy na kemping w Starej Leśnej w piątek wieczorem. W nocy szalała masywna burza i rano mieliśmy dylemat, czy warto ruszać w Tatry, które mogą być potencjalnie mokre... ostatecznie zdecydowaliśmy się na Dolinę Demanowską. W Machnato wspinamy kilka dróg sportowych o trudności nie większej niż VI.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia ruszyliśmy w dolinę Młynicką. Nieopodal wodospadu Skok, na ścianie ''pod Limbou'' robimy drogę ''Deň Svišťa (IV)'' a następnie na znajdującej się nieopodal ''Vežy pod Skokom'' wspinamy ''Veterný kút (V-)''. Dzien upłynął nam bardzo przyjemnie, poza tym, że było nieznośnie gorąco. Tłumów w ścianie na szczęście brak. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Ostrężniku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|1 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy już o 7:00 rano, żeby mieć coś z tego dnia i zdążyć na finał Euro. Muszę pochwalić Karola za logistykę akcji:) gdyż wybrał rejon idealnie nadający się na upalny dzień. Cała dolina Wiercicy oferuje wspinanie w bukowym lesie, który przypomina ogromny parasol chroniący przed słońcem, dodatkowo między wstawkami można było ochłodzić się w grocie (jaskini Ostrężnickiej), tam też chłodziliśmy napoje. To potwierdza tylko, iż wspinać można się zawsze, niezależnie od panujących warunków atmosferycznych:). W takich warunkach prowadzimy całkiem długie i, jak dla mnie bardzo ciekawe drogi. Wyjeżdżamy ok 17 (tak wcześnie jeszcze nigdy nie wracałem ze skałek), po drodze zabieramy przygłuchą parę autostopowiczów i typujemy zwycięzcę finału - &lt;br /&gt;
Orły do boju!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pod żaglami na jeziorze Dzierżno|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|1 07 2012}}&lt;br /&gt;
Jako relaks po akcji w tatrzańskiej dziurze wybieramy się na żagle na jezioro Dzierźno. Upał a na jeziorze przyjemna bryza w sam raz na rekreacyjne żeglowanie. Potem kąpiel w jeziorze Pławniowickim. Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWoda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie – dolinospacery: Mała Łąka, Kościeliska, Tomanowa i wzgórza Pogórza (Skoruszyńskiego – jak mówi Wikipedia)|Wojtek i &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt; z Zosią|25 - 30 06 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od pewnego czasu chodziło za mną, by pojechać w Tatry. Tak choć na chwilę, chociażby tylko je z dołu zobaczyć. Posiedzieć, pooglądać. Wojtek szybko podchwycił pomysł :) &lt;br /&gt;
Odbyliśmy parę półdniowych wycieczek, zarówno po Parku jak i poza nim. &lt;br /&gt;
Przeszliśmy się Doliną Małej Łąki, gdzie na polanie na Wyżnich (Wyżniej?) zafundowaliśmy sobie dłuższy popas. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Przysłop Miętusi, gdzie uraczyliśmy mapą jednego turystę. Zaś podczas zejścia lasem napotykamy z Zosią na grupę górskich wiewiórek. Ona frajdy nie miała (przespała całą drogę powrotną), ale ja tak. Po dniu kondycyjnym, poszliśmy do Doliny Kościeliskiej. Zapewne to skrzywienie, że tyle razy się tam było i wciąż chce się wracać. Co by nie mówić, to Kościeliska ma swój klimat i urok. Po śniadaniu na Hali Ornak poszliśmy więc w stronę Tomanowej Przełęczy z zamiarem powylegiwania się gdzieś w miarę możliwości na polanie. Doszliśmy nieco nad Niżnią Tomanową Polanę, po czym wróciliśmy kawałek na wcześniej upatrzone miejsce. Ciężar Zośkowy plus temperatura i słońce zrobiły już ze mną tego dnia swoje, dlatego postanowiliśmy zostać na Niżniej Tomanowej. Ruch na tym szlaku zauważalnie większy niż w MŁ, ale i tak miło :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla mnie największym odkryciem była jednak pierwsza wycieczka. Wałęsaliśmy się po wschodnich zboczach Witowskiego Przysłopu, odwiedzając tamtejsze polany. Z Roztok, gdzie nocowaliśmy, wyruszyliśmy asfaltem w stronę Witowa po czym którąś z pierwszych napotkanych ścieżek skręciliśmy w lewo w las. Odnajdując odpowiednią drogę przeszliśmy kolejno hale: Krzystkówka, Zdychałówka, Polana Cicha i Kosarzyska. Piękny świerkowy las, ciekawa roślinność łąkowa i nieznane mi wcześniej spojrzenie na Tatry Zachodnie, z Kominiarskim i Czerwonymi na pierwszym planie (szczególnie z najwyżej położonej polany Kosarzyska), to główne zalety tego spaceru. Ach! I jeszcze brak ludzi. Chyba nie trudno się domyślić, że mało kto tam się zapuszcza, a jeśli już to raczej miejscowi. Wracaliśmy natomiast przez Morgasówkę (właściwie niechcący) do Długoszówki. Dla umilenia życia wstąpiliśmy jeszcze do bacówki po sery i podreptaliśmy (asfaltem niestety) do Roztok. Także bardzo udana wycieczka, jak i cały wyjazd :)&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S.&lt;br /&gt;
Dawniej z pewną dezaprobatą spoglądałam na rodziców wytrwale i z mozołem pchających wózki z dziećmi przez zatłoczoną dolinę Kościeliską. No bo po co ONI się tam w ogóle wybrali?! Po co z dzieckiem, takim małym, nie lepiej poczekać aż podrośnie? Żeby samo mogło pójść? I czemu tą drogę tak szeroką zrobili – gdyby była tylko ścieżka to ludzi byłoby mniej... itp. itd. Och, jak wiele się zmienia... jak to zależy gdzie się leży. A z wózkiem po prostu jest wygodnie (dla obu stron) i tyle. Teraz ich bardziej rozumiem. Chwała spacerującym, że w ogóle CHCĄ spacerować. Choć równocześnie cieszę się, że nie musieliśmy tej wózkowej granicy (bardziej wewnętrznej) przekraczać. Chusta to jednak cud mobilności. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Lodowa Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 2012}}&lt;br /&gt;
Jak na 2 osoby dość wymagające zadanie. Przechodzimy jaskinię Lodową Litworową do Starego Dna w jaskini Ptasiej. Dla zainteresowanych kilka szczegółów: pobudka o 3.00, wyjazd autem z Rudy do Kir o 4.00. Start z Kir - 6.30. Otwór jaskini - 10.00. Akcja w dziurze 10.30 - 16.30. W trakcie akcji w Meandrze musieliśmy się przebijać przez lód (wyrąbać przejście w lodowych stalagmitach, blok spadającego lodu trochę poturbował moją nogę) także nieco szukaliśmy drogi do Bazyliki (dolna część studni Taty). W Bazylice spotykamy zakopiańczyków, którzy zjeżdżali od Ptasiej. Generalnie cała akcja na deficycie płynów (w jaskini mało wody a tempo dość żwawe). Po akcji do auta dotarliśmy o 20.00. W domu 23.00. Nieźle jak na jeden dzień. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLodowaLitworowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza Pogoria - zawody triathlonowe|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; (startował), Teresa Szołtysik (wsparcie techniczne), Celina Pietrowska (os. tow. startowała), Marek Pietrowski (os. tow. wsparcie techniczne)  |24 06 2012}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz wystartowałem w triathlonie ale takim skróconym: 500 m pływania, 18 km na rowerze, 5 km biegu. W mojej kategorii wiekowej (50 - 59) zająłem I miejsce. Moja siostra Celina również I (kat. &amp;gt;40). Tak więc dla mnie sukces klubowy i rodzinny. W wszystkich kategoriach wiekowych wystartowało ponad 150 zawodników.  Pokonanie całej trasy zajęło mi 1 godz. i 18 min. Pływanie mi poszło miernie (zakwasy w rękach po kajakach), jazda na rowerze rewelacyjnie a bieg średnio. Decyzja o starcie była w moim wypadku spontaniczna i podjęta w ostatniej chwili. Warto jednak przed takimi zawodami trochę potrenować. Chwała organizatorom za perfekcyjne przeprowadzenie imprezy. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTriathlon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura, Sokole Góry - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr(os.tow.), Maria(os.tow.)|23 06 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi wyjazd z cyklu restowych, po Tatrach, gdzie oszczędzałem nadwyrężony palec, teraz  musiałem  dać odpocząć zamęczonym tydzień temu nogom.  Zaczynamy o bardzo nietypowej porze, bo już o 12.30:). Z tego też powodu wspinamy się nieomal bez przerwy aż do zmierzchu .  Niewątpliwym plusem tego rozwiązania jest długi sen, a minusem brak możliwości obejrzenia  ćwierćfinału euro 2012. Kilka uwag technicznych : wspinaliśmy się na Bońku – jest to  spora skałka znajdująca  się blisko jaskini Studnisko, jest na niej  sporo fajnych dróg w przedziale od VI do VI.2. Udało się poprowadzić m.in. Nie Potrzebne Zwycięstwo (VI.2) oraz  Blizny (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - mała pętla |&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; (najdłuższe nogi Holdingu), Andrzej Kapuściok (os. tow.- najstarszy przodowy), Józek (os. tow. chłop po AWF) |23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Krótki wyjazd na jeden dzień. Czas przejścia 9:07, przerwa 2:25, podróż samochodem 4:30  i  Cesnakova polievka.  Start Jaworzyna Spiska, dalej Doliną Jaworową przez Lodową Przełęcz, na Czerwoną Ławkę do Zbójnickiej Chaty na rzeczona czosnkową. Kolejna przełęcz Rohatka, i Doliną Białej Wody do Łysej Polany na drogę nr 67 w kierunku auta. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaPetla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Pod Wantą|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Tomasz Zięć, Mateusz Golicz, Jerzy Krzyżanowski|22 - 23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Udało nam się zebrać około 18 i ruszamy . Jedziemy i zastanawiamy się (no &lt;br /&gt;
może nie wszyscy) czy na miejscu jest TV  przecież dziś pierwszy &lt;br /&gt;
ćwierćfinał Grecja – Niemcy.  Drogi dość zatłoczone ale udaje nam się &lt;br /&gt;
dojechać  jeszcze przed meczem (telewizor nieduży ale na szczęście był) &lt;br /&gt;
Meczyk i idziemy spać bo zaplanowaliśmy wstać o 5:30. &lt;br /&gt;
Rano  piękna pogoda, bezchmurne niebo, aż chce się iść w góry. Udaje nam się &lt;br /&gt;
wejść na szlak o 7  wiec czas mamy dobry a pogoda w dalszym ciągu &lt;br /&gt;
rewelacyjna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drodze mijamy ekipę z sosnowca, która wracała z nieudanej akcji, gdyż po &lt;br /&gt;
drodze kolega się poślizgnął i miał dość nieprzyjemny upadek. Z tego co &lt;br /&gt;
zrozumieliśmy to musieli przenocować na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schodzimy ze szlaku i powoli zabieramy się za szukanie otworu, a tu nagle &lt;br /&gt;
przychodzi potworna mgła, która zasłania dosłownie wszystko skutecznie &lt;br /&gt;
utrudniając poszukiwania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mateusz jak zwykle nic nie pomaga i brnie z nami przez kosowke. Po około 45 &lt;br /&gt;
minutach  troszkę się lituje i przynajmniej mówi, w która stronę mamy iść. &lt;br /&gt;
Po chwili mgła znika i udaje nam się znaleźć otwór .&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej strony mogę powiedzieć ze jaskinia była super  już sama wlotowa &lt;br /&gt;
zrobiła na mnie ogromne wrażenie nie mówiąc już o dzwonie. Do jaskini &lt;br /&gt;
pierwsza sztuka weszła około 12 i na dno dotarliśmy przed 15  Chyba nie ma &lt;br /&gt;
za dużo co opisywać z samego przejścia, gdyż o dziwo poszło nam nawet &lt;br /&gt;
sprawnie i o 17 wszyscy byli już na powierzchni.  Pogoda w dalszym ciągu &lt;br /&gt;
idealna . Szybki przepak i ruszamy w drogę powrotna  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze słuchamy radiowej relacji z meczu  Francja Hiszpania i jesteśmy pod &lt;br /&gt;
wielkim wrażeniem komentatora, który chyba cała polowe komentował na jednym &lt;br /&gt;
wdechu Mecz kończy się 2:0 dla Hiszpanii, (a jakby ktoś nie wiedział to Niemcy &lt;br /&gt;
wpakowali Grekom 4:2) a my powoli docieramy do domu.&lt;br /&gt;
Czekamy na kolejny wyjazd &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Daniel Bula, Tomek Szmatłoch, Janusz Dolibog, Bianka Witman, Henryk Tomanek, Artur Szmatłoch, Hołek (os. tow.), Janusz Rudoll (Rudi), Adam Tomanek, na starcie przyszli nas odprowadzić - Wojtek Orszulik i Ewa Orszulik  |23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny już tradycyjny klubowy spływ kajakowy tym razem rzeką Ruda (prawy dopływ Odry) od zbiornika Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Odcinek od zapory do Rud Raciborskich niezbyt trudny. Potem dość wymagający. Zwalone drzewa, czasem przenoski, lawirowanie między płyciznami. Niektórzy zaliczyli nieprzewidzianą kąpiel w rzece. Rzeka wije się przez kompleksy leśne w ciekawym terenie. Spływ kończymy oficjalnie w kapitalnym miejscu ogniskiem. Cały dzień rewelacyjna pogoda. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRuda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieszy rajd po Jurze|kadra - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk G7), Bożena Obrzut (G7) oraz młodzież (10 osób) z UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot;  |18 - 20 06 2012}}&lt;br /&gt;
W ramach aktywacji sportowo-krajoznawczej młodzieży organizujemy rajd po północnej Jurze w celu zapoznania młodzieży z terenami krasowymi oraz zasadami biwakowania w terenie bez namiotu a także podstawami topografii. Trasa wiodła z Kusięt gdzie zwiedzamy jaskinię w Zielonej Górze a następnie przez góry Towarne (zwiedzamy jaskinię Towarną-Dzwonnica i Cabanową). Z Olsztyna przemarsz w Góry Sokole i zwiedzenie jaskini Olsztyńskiej. W pobliżu jaskini biwak pod gołym niebem. Dalej przemarsz do Złotego Potoku (kąpiel w stawie Amerykan) i dalej na Ostrężnik gdzie przeczołgujemy się niemal wszystkimi korytarzami jaskini Ostrężnickiej w różnych wariantach. W dalszej kolejności marsz przez Trzebniów do Łutowca  gdzie pod skałkami kolejny biwak na powietrzu (etap 35 km). W ostatnim dniu przez Wielką Górę docieramy do Mirowa gdzie kończymy rajd. Grupa dość wytrzymała i chyba dla każdego była to niezła przygoda. Całość przebytej trasy to niemal 60 km. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - przejście przez Polski Grzebień|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika (os. tow.), Justyna (os. tow.) |17 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście z Łysej Polany doliną Białej Wody (spotkano kolegów z Nocka w okolicach taboriska pod Wysoką) na Polski Grzebień i zejście do Starego Smokowca. Powrót autobusem do auta. Pogoda piękna, trochę śniegu pod przełęczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wspinanie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Karol Jagoda|16 - 17 06 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę wspinamy się na Gankowej Strażnicy. Zeszło nam do wieczora. Po takich krzakach chyba nikt z nas się jeszcze nie wspinał. Nocleg na polanie pod Wysoką był najlepszą częścią wyjazdu. Ognisko, kiełbaski, spanie w Tatrach pod namiotem - a wszystko to legalnie. Następnego dnia Mateusz i Karol wspinają dwie drogi nad Białką, a Ola i ja podchodzimy pod ścianę Małego Młynarza. Różne czynniki obiektywne (chmury i prognoza pogody) i subiektywne (wyczerpanie poprzednim dniem) przyczyniły się jednak do tego, że nie podjęliśmy wspinaczki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Siwy Wierch i dolina Jałowiecka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.), Ewa Kempna (os. tow.) |17 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przy przepięknej letniej pogodzie pokonujemy trasę: Wapenica - Babky - Ostra - Siwy Wierch (1805) - przeł. Palenica - dolina Jałowiecka - Wapenica. Bardzo piękna i ciekawa wycieczka. Na uwagę zasługuje dolina Jałowiecka, malownicza, dzika i rzadko uczęszczana. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FSiwyWierch&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Świętochłowice-Chropaczów - ślub Buliego i Magdy|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Smzatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Teresa Szołtysik, Damian Szołtysik, Asia Jaworska, Tomek Jaworski, Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk (dwie ostatnie pary z pociechami) |16 06 2012}}&lt;br /&gt;
Chyba ci na mózg padło żeby w polarze iść na ślub, to moja żona zajrzała do pokoju i tu dwie dygresje ślubne: pierwsza, nigdy nie wiem czy jestem zaproszony na ślub czy wesele, chociaż po powrocie do domu stwierdziłem że jestem głodny a to by znaczyło że nie byłem na przyjęciu weselnym. Druga dygresja łączy się z komentarzem Marzeny na temat mojego ubioru, po co ludzie się łączą w pary? I tu mam odpowiedź: żeby w kościele wyglądać jak bywały osobnik a nie jak menel. Albo na przykład taka typowa sytuacja  prosto z życia, jesteśmy na Saharze lub na Antarktydzie ( chodzi o brak patyka) i nagle zaczynają nas swędzić plecy w miejscu gdzie nie sięgniemy ręką i tu ciśnie się odpowiedź dla Buliego który zadał mi pytanie: ” po co ten ślub”. Buli swędziały cię kiedyś plecy? Niestety Marzena nie przeczytała wiadomości z Nockowej strony, o której jest ten ślub w związku dlatego wpadłem do kościoła o 13.05 już uroczystość trwała, nie znam nikogo ale to nic w końcu młodzi nigdy nie zapraszali mnie na żadne uroczystości rodzinne. Patrzę przy ołtarzu siedzi jakiś łysy facet pewno to Buli, niestety wiek robi swoje a wzrok zawsze miałem słaby ale słuch nie i słyszę Mateuszu i Dominiko i tu lekka zagwozdka, kurcze jak Buli ma na imię bo słuch mam dobry ale pamięć to nie. Jako życiowy cwaniaczek wpadam na myśl że w kruchcie musi być tablica ogłoszeń, jest i coś na niej pisze ale ja nie mam przy sobie okularów do czytania co pokazało że jestem tylko drobnym cwaniaczkiem. Wpadam na pomysł: pani co tukej pisze bo nie mom breli do czytanio            (scenka dzieje się w Lipinach) a pani czyta: czternasto Daniel i Magdalena Bula nabożeństwo ślubne. I już jestem w domu nawet jak bym bywał na uroczystościach rodzinnych u Bulów to i tak bym tych ludzi nie znał czyli w sumie mała strata że mnie nie zapraszają. No to mam 40 minut czasu auto stoi naprzeciw kościoła to sobie usiądę i jako pierwszy (i tu staje mi Biblia przed oczami bo na ślub Mateusza i Dominiki przyszedłem ostatni a u Bulów będę pierwszy) pooglądam przyjeżdżających gości ( laski w mini i na szpilkach). W końcu przyjeżdżają Nockowe ludzie, cało kupa Rymarczyków jeszcze większa kupa Jaworskich i Szmatłochów na szczęście z Agą. Szołtysiki na rowerach (patrz pierwsze zdanie) i Buli który bryluje między nami jak jakiś starosta albo wodzirej, na szczęście Basia nieświadomie cytując moją żonę stwierdziła: „Buli chyba ci na mózg padło kaj mosz swoja baba” czym spowodowała lekki popłoch u pana młodego. Goście weszli do kościoła a młoda para przed drzwiami oczekuje na jakiś sygnał na wejście ale sygnału brak a minuty mijają, nie wiem czemu ale Magda robi się nerwowa, muszę ratować sytuację i zabawiam ich rozmową typu, że ksiądz daje szansę Danielowi na podjęcie szybkiej decyzji a ja mam kluczyk z auta w ręku. Niestety Magda nie chwyciła aluzji i dalej jest pochmurna no to ja zasłoniłem Daniela swoją osobą i wtedy się uśmiechnęła, pewno pomyślała że to ja mógłbym być panem młodym ale opatrzność nad nią czuwała i wybrała Daniela. W końcu organista i para skrzypków  intonuje Hallelujah ze shreka nie muszę wam pisać jakie sceny przemykały przez moją głowę ( najlepsze były ślepe świnie) W kuluarach usłyszałem że opóźnienie wzięło się stąd bo w kancelarii oczekiwano aż przyjdzie przelew internetowy za uroczystość ślubną ale myślę że to złośliwa plotka. Po uroczystościach udało się nam naciągnąć  młodych n półtora litra czystej (Asia pamiętaj że alkohol szkodzi twojemu nienarodzonemu) Jako że na dalsze uroczystości nie zostaliśmy zaproszeni zrobiliśmy imprezę pod płotem kościoła obgadując tych których z nami nie było. Jako że moje poprzednie sprawozdanie znalazło uznanie tylko u profesjonalistów postanowiłem swój wyjazd na ślub opisać w normalny i prosty sposób. Myślę że to sprawozdanie powinno się znaleźć w wyprawach bo samotny wyjazd do Lipin to nie jest jakaś tam Afryka tym bardziej że z powodu EURO policja pilnuje kibiców a pod kościołem stał tylko jeden bus z ośmioma policjantami.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeczytaniu tego sprawozdania mój syn zapytał: tata co ty bierzesz?. To pytanie jest zasadne ze względu na mój ból pleców a co za tym idzie biorę lek o nazwie Myolastan którego ulotka ostrzega że niekiedy lek powoduje zaburzenia pamięci, spowolnienie reakcji psychicznych, uczucie upojenia alkoholowego, zmniejszenie czujności lub senność. A niekiedy powoduje reakcje paradoksalne (fajne określenie) jak pobudzenie, agresje stan splatania, omamy, zaburzenie osobowości i świadomości a niekiedy obniżenie libido (ale to nie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
NA KONIEC MŁODEJ PARZE ŻYCZE ABY SIĘ SZANOWALI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
RW&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Jak widać &amp;quot;klubowy&amp;quot; ślub stał się kanwą wspaniałego monologu Ryśka, który z charakterystyczną dla siebie swadą relacjonuje przebieg wdawało by się klasycznej imprezy. Jak na razie dla mnie &amp;quot;spit roku&amp;quot; za opis. Wcale nie trzeba jechać na drugi koniec świata, czy zdobywać Everestu. Tak po za tym to była przepiękna pogoda, śląskie klimaty i spotkanie przy płocie. Lata tak szybko śmigają a takie okazje tylko to uzmysławiają. Chwalimy się stażem: Tadek z Basią - 30 lat, Damian z Teresą - 27, Tomek z Asią - już 6. A przy tak pięknej pogodzie &amp;quot;laski&amp;quot; wciąż na miejscu.  Młodej parze natomiast życzymy wszystkiego dobrego''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
D. Sz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góry Sokole i obok|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 06 2012}}&lt;br /&gt;
Na rowerze górskim objeżdżam różne zakątki Gór Sokolich a potem tereny położone bardziej na południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ rzeką Dobrzyca i Piławą|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Gosia Stolarek + 19 os.|6 - 10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Nie opisze całego spływu bo bym musiał mała książkę wydać z tego wszystkiego &lt;br /&gt;
co tam się dzieje :) )wiec opisze tak na szybko jak to tam wygląda.&lt;br /&gt;
Spływ ma swoja oficjalna nazwę (spływ wyjątkowo w czwartek). Bo zawsze &lt;br /&gt;
zaczyna się w Boże Ciało, a w tym roku  te święto wypadło znów „wyjątkowo” w &lt;br /&gt;
czwartek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest to już 7 spływ organizowany przez tą ekipę . My jesteśmy po raz trzeci.&lt;br /&gt;
Wszyscy powoli zbierają się w punkcie zbornym w środę wieczorkiem. Ludziki &lt;br /&gt;
przyjeżdżają dosłownie z rożnych części polski. Kolega Pączas jak zwykle nie &lt;br /&gt;
zawodzi – jest przedstawicielem Linda i przywozi dwa kartony rożnych &lt;br /&gt;
czekolad i czekoladek  co starcza nam na cały spływ. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak to zwykle jest rozbijamy się gdzie popadnie. W czasie spływu zawsze &lt;br /&gt;
mijamy 2-3 km pole namiotowe i szukamy dogodnej polanki na biwak. Jest to &lt;br /&gt;
tez spowodowane tym, iż nie jesteśmy cichym spływem, gdyż wieczorami przy &lt;br /&gt;
ognisku gitarze wtórują 3 wielkie djembe i dwa małe bębenki co naprawdę robi &lt;br /&gt;
wrażenie a hałasuje jeszcze bardziej :) ) Wiec można powiedzieć ze rozbijamy &lt;br /&gt;
się dalej z troski o innych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do przepłynięcia mamy 52 km Dobrzyca i około 10 Piławą. Widoki i dzicz &lt;br /&gt;
otaczająca nas w czasie spływu przepiękna. Jedyne sama rzeka okazuje się &lt;br /&gt;
troszkę za spokojna, a co za tym idzie czasem nudnawa. Lecz dla niektórych &lt;br /&gt;
osób, które są pierwszy raz i tak okazuje się dość wymagająca.&lt;br /&gt;
Z wszystkich spływów jaki mijaliśmy i nas mijały tylko nasz naszym zdaniem &lt;br /&gt;
okazał się prawdziwy i uczciwy, gdyż my cały swój majdam w tym namioty, masa &lt;br /&gt;
jedzenia i oczywiście piwa plus inne trunki, nie zapominając o wymienionych &lt;br /&gt;
wcześniej instrumentach : ))   targamy ze sobą w kajaku, a nie jak innym &lt;br /&gt;
dowożą samochodami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7 spływ i pierwsze odstępstwo od reguły, a mianowicie rozbijamy się na polu &lt;br /&gt;
namiotowym, gdyż nasz  7 calowy TV jednak nie ruszył.&lt;br /&gt;
Oglądamy meczyk polaków w przygotowanej na polu strefie kibica &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co tu dużo pisać.   Wszyscy dopłynęli zdrowi i w całości. Pogoda przez wszystkie dni była idealna. &lt;br /&gt;
Czekamy na kolejne Boże Ciało  ciekawe czy znów wypadnie w czwartek : )))) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Magura Orawska - Mincol|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan K. (os. tow.)|10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przy chimerycznej pogodzie z Zabavy wychodzimy na Mincol (1392). W górach totalne pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - spacery|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|07 - 10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Mimo niefortunnych prognoz pogody, postanowiliśmy wybrać się w Tatry na dłuższą wycieczkę. Na starcie było cały czas pod górkę - najpierw trudności z zebraniem się, potem korki, procesje bożociałowe, problemy z parkowaniem na Łysej Polanie i konieczność wrócenia się do auta po Karty Taternika celem uniknięcia mandatu. Ostatecznie, po wylegitymowaniu się, ruszyliśmy z leśniczówki w Dolinie Białej Wody w czwartek o godzinie 16:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam przejść następującą trasę: Dolina Białej Wody - Żabia Dolina Białczańska - Młynarz - Młynarzowa Przełęcz - Dolina Ciężka - Dolina Kacza - Zmarzły Kocioł - Rohatka - Zbójnicka Chata - Dolina Staroleśna - Hrebienok i na hulajnogach (super!) do Starego Smokovca. Na dworzec autobusowy w Starym Smokovcu dotarliśmy w sobotę ok. 12:30, a o 13:00 zaczęła się totalna zlewa. Pozostałą część soboty przeznaczamy na odzyskanie samochodu i delektowanie się specjałami kuchni regionalnej. Ola zabrała mnie na kemping w Starej Leśnej, z którego korzystała przed rokiem. Jeśli o mnie chodzi, to doskonały, bo z darmowym WiFi i vyprážaným syrem s hranolkami a tatárskou omáčkou w cenie 2,90 EUR (!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę odbyliśmy krótką wycieczkę do Doliny Zadnich Koperszadów. Pertraktacje z leśnikiem tym razem były dosyć łatwe, ale cóż z tego, skoro po dwóch godzinach zaczęło rzęsiście lać. Obiad kończący długi weekend musieliśmy przenieść do Chudowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA: Grochowiec Wielki - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala, Marta, Mateusz, Karol Jagoda, Damian Żmuda|07 06 2012}}&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu udaje nam się wyrwać tylko na 1 dzień. Ja z ekipą łoimy na licznie obleganym Słoniu i co nieco slakujemy. Karol z Damianem zamiast się wspinać skaczą po skałach i skręcają sobie nogi - ot tak dla hecy. Wyjazd oczywiście udany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łutowiec - szkolenie centralne PZA z kartowania jaskiń|RKG: Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Snopkiewicz (KKTJ, kierownik szkolenia), Filip Filar (ST) + ok. 15 kursantów|01 - 03 06 2012}}&lt;br /&gt;
W charakterze kadry, wziąłem udział w centralnym szkoleniu PZA z zakresu kartowania jaskiń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach szkolenia odbyły się wykłady z zakresu podstaw kartowania (Tomek), prezentacja filmu o obsłudze przyrządu distoX (ja), terenowe ćwiczenia praktyczne w jaskiniach Księdza Borka i Piętrowa Szczelina (cała kadra), ćwiczenia z obróbki danych pomiarowych (ja), prezentacja możliwości programów Walls i Survex (ja), krótkie wykłady o problemie rozkładania błędu na pętlach pomiarowych i systemie GPS (Tomek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Specjalne podziękowania dla Michała Wyciślika (za najlepszą rolę pierwszoplanową w filmie) oraz dla Oli (za dbanie o to, żebym miał co jeść).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - rowerowo-skiturowy wypad na Litworowy Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|02 06 2012}}&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Polanki (1005) na rowerach MTB z przytroczonymi nartami jedziemy drogą (samochody mogą tu jeździć tylko za zezwoleniem, opłatą), którą wiedzie najwyżej legalnie dostępny szlak rowerowy w Tatrach. Prawie 7 km i niemal 700 m deniwelacji. Dobrą godzinę zajmuje nam wywindowanie się do Śląskiego Domu (1700), schroniska-hotelu gdzie zostawiamy rowery i dalej już z buta w górne partie doliny Wielickiej.  Śniegi zaczynają się już ponad Wielickim Stawem. Dość rozległe płaty. Ponad Długim Stawem zakładamy narty i na fokach podchodzimy do stromizn opadających z głównej grani Wielickiego i Litworowego szczytu. Stromy odcinek pokonujemy w rakach aż na Litworową przełęcz (2385). Skalista grań na szczyt Litowrowego szczytu (2425) pozbawiona jest śniegu. Sprzęt zostawiamy na przełęczy i na lekko wychodzimy na szczyt skąd rozlegają się bardzo ciekawe widoczki. W nocy musiało przyprószyć świeżym śniegiem.  Na wierzchołku temperatura około zera, mocny wiatr. Zbiegamy na przełęcz i dalej już na nartach po cudownych firnach śmigamy jak szaleni do Długiego Stawu. Potem kilka razy musimy zdjąć narty ale i tak ilość śniegu przeszła moje oczekiwania. Od schroniska znów zmieniamy środek lokomocji kontynuując szaloną jazdę w dół na rowerach osiągając w kilka minut Tatrzańską Polankę. Kolejna przefajna przygoda za nami. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLitworowy , tu filmik: https://vimeo.com/43589355&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|27 05 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście Wielkiej Litworowej do Sali pod Płytowcem. Śnieg w Zachodnich w zasadzie już się stopił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 36-lecie klubu w Trzebniowe|sobota: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tomek Jaworski, Asia Jaworska z Karolkiem, dłużej zostali: Janusz Rudoll (Rudi), Łukasz Pawlas z dziewczyną, Ania Bill, Damian Żmuda z dziewczyną, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard Widuch, Wojtek Sitko, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Aga Szmatłoch,Ola i Wojtek Rymarczykowie z Zosią, Janusz Dolibog,Karol Jagoda|26 - 27 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skraju Trzebniowa pod skałą zakładamy &amp;quot;bazę&amp;quot; obchodów kolejnego już lecia klubu. Wszyscy zjeżdżają się o różnych porach.  Trójka: Damian, Teresa, Rudi robią wycieczkę rowerową na trasie Trzebniów - Siedlec - Zrębice - rezerwat Zielona Góra - Góry Sokole - Złoty Potok - Trzebniów. Reszta wspina trudne drogi (opisze zapewne Karol). Wieczorem ognisko z wręczeniem &amp;quot;spitów roku&amp;quot; (szczegóły w AKTUALNOŚCIACH). Pogoda fajna. Tu kilka zdjęć (może ktoś jeszcze dorzuci): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach uzupełnienia: Przez dwa dni wspinaliśmy się na Kaczej skałe oraz na skałkach na wzgórzu. Z poprowadzonych dróg z pewnością można polecić: Dzieci Boga (VI.2) za klamiastość :), Zasady Norberta (VI.1+) za fajny no-hand rest, Słomiany Zapał (VI.3) za startowy bulder, Meteor (VI.3) za ciekawe ruchy oraz Łeb Na Karku (VI.1+) za siłowe wyjście z przewiechy. Pogoda dopisała, choć w niedzielę z rana przelotny deszcz nieco nas wystraszył i zmobilizował większość uczestników lecia do wyruszenia w poszukiwaniu pobliskiej jaskini niestety otwór nie zostało odnaleziony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wieczorna wycieczka do źródeł Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, Marzena Kieczka|21 05 2012}}&lt;br /&gt;
W poniedziałek ok. godz 18:00 ruszamy z Przygłupia w kierunku Baraniej Góry naszym celem było zwiedzenie źródeł Białej Wisełki i wykapów Czarnej Wisełki. Obydwa cele zostały osiągnięte całość wycieczki trwała ok. 3h pogoda dopisała. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Pod Wantą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|20 05 2012}}&lt;br /&gt;
Akcja na dno Pod Wantą. Otworu chwilę szukaliśmy. Od auta do auta zajęło nam to ok. 6.5h. Przy okazji nawet udało się zrobić parę zdjęć. Warunki do uprawiania w Tatrach turystyki trudne - powyżej granicy lasu płaty mokrego śniegu, z którymi można zjechać w przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okiennik Wielki - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Sitko&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|20 05 2012}}&lt;br /&gt;
Tym razem podróż trwała zaledwie 1 godzinę i jak to zwykle bywa byliśmy tego &lt;br /&gt;
dnia pierwszymi wspinaczami na skałce. Po naszej rozgrzewce na dwóch drogach &lt;br /&gt;
VI+ (w tym szczególnie ładnej Drodze Jungera) Karol rozpoczął oddolne &lt;br /&gt;
skanowanie Niebieskich karimat (VI.3+) - drogi od lat rozumianej przez nas &lt;br /&gt;
jako synonim niewykonalności. Droga okazała się w większej części płytówką o &lt;br /&gt;
prawie niewidocznych stopniach, a jak powszechnie wiadomo praca nóg Karola &lt;br /&gt;
(tak jak i moja) nie zalicza się do Siedmiu Cudów Świata, a tym samym &lt;br /&gt;
Niebieskie karimaty nadal czekają na swojego pierwszego nockowego zdobywcę. &lt;br /&gt;
W dalszej części Karol powetował sobie na Drodze Bodhistawy (VI.2+), kolejno &lt;br /&gt;
&amp;quot;machnął sobie na szybko&amp;quot; dwa warianty Framugi (VI.1+ i VI.2), a pod koniec &lt;br /&gt;
wykonał kilka masywnych ruchów za VI.3 (Plecy widowni). Ja w między czasie &lt;br /&gt;
powspinałem sporo krajobrazowych dróg o wycenach od V do VI+.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ogrodzieniec - wspinaczki|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|19 05 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę spędziliśmy kilka godzin na skałach w Podlesicach. Tym wyjazdem nasz sezon wspinaczkowy dopiero się zaczął, także ograniczyliśmy się do dróg piątkowych na Niedźwiedziu i Lalce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Janusz Rudoll (Rudi), Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.) |19 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od Sopotni Wielkiej. Przepiękna majowa pogoda. Mało ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, |17-19 05 2012}}&lt;br /&gt;
Wiosenny wyjazd w Tatry w poszukiwaniu krokusów okazał się codziennym, kilkunastogodzinnym przedzieraniem się przez wielkie śniegi:) A tak serio, pogoda naprawdę troszkę zaskoczyła..Wszelkie prognozy diabli wzięli w noc przed moim przyjazdem:)&lt;br /&gt;
W Kościeliskiej chlapa i hordy nieznośnych dzieciaków; musiałam na chwilę uciec do Wąwozu Kraków, by ostudzić mordercze żądze...;)&lt;br /&gt;
Następnego dnia wycieczka na Ornak i Siwą Przełęcz, gdzie skusiły mnie jarzące się na słońcu sylwetki Błyszcza i Bystrej (moja pierwsza wizyta na tych szczytach; polecam, widoki przecudne) i powrót do schroniska. Rano ucieczka z &amp;quot;wstrętnej&amp;quot; doliny na Czerwone Wierchy przez Dolinę Tomanową (zawsze zapominam kiedy to otwierają ten szlak...:) i zejście do Hali Kondratowej. Stamtąd Kuźnice i nocny powrót do domu:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tyniec - wspinanie|Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, |13 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krajoznawczej ,ekstremalnie  szybkiej (2h) podróży pt. ,,Jak szybko dojechać do Tyńca nie płacąc za autostradę A4’’ dotarliśmy wreszcie pod skały. Tam nie przez przypadek wybraliśmy skałkę Skurwysyn(znanej z pięknych połogich, płytowych dróg:), gdzie męczyliśmy 2 drogi : Skurwysyn (VI.3+/4) oraz Mały Pikuś (VI.2) niestety bez powodzenia.  Na pierwszej z  nich znalezienie optymalnego patentu  zabrało mi wiele godzin, (naprawdę pierwszy taki przypadek!!!) Niestety zabrakło już  sił , aby tą  idealną sekwencję ruchów wykonać (nastąpiło tzw. Totalne przebudowanie). Okazało się ,że w tym przypadku ,,know-how’’ nie wystarczyło. Nie pozostało nic innego jak odłożyć prowadzenie tej drogi do kolejnej wizyty w Tyńcu, która mam nadzieje nastąpi niebawem.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Zjazd weteranów taternictwa jaskiniowego w dol. Będkowskiej|trochę starsi grotołazi z różnych klubów (szczegóły na stronie SBB), z RKG - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Rudoll (Rudi) |12 - 13 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dolinie Będkowskiej na Jurze odbył się kolejny już (23) zjazd weteranów taternictwa jaskiniowego zorganizowany przez Speleoklub Bielsko Biała a głównie przez Jerzego Ganszera. W zjeździe wzięło udział ok. 25 osób z różnych klubów. Szanowni weterani zwiedzili turystyczną jaskinię Nietoperzową a potem jaskinie: Łabajową z zjazdem na linie z górnego otworu, jaskinię Dziewiczą oraz zjechano do jaskini Małotowej. Wieczorem w Brandysówce odbyły się „obrady” a potem było ognisko. W niedzielę przeprowadzono akcję zjazdu z Sokolicy ‘przez dziurę”. Zjazd urozmaicony w wrażenia. Miło było popatrzeć na pełne wigoru i energii twarze weteranów. Młodzież powinna się dużo uczyć.&lt;br /&gt;
Więcej informacji i zdjęć na stronie SBB. Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Weterani-2012&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Niski - wycieczki po Magurze Wątkowskiej|Wojtek, &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Zosia Rymarczyk |01 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
Kilka majowych dni spędzamy w malowniczo położonej miejscowości Świątkowa Wielka, podczas których udaje nam się odbyć z Zosią pierwszą górską wycieczkę... Ze Świątkowej idziemy najpierw polami, a następnie żółtym szlakiem trawersującym górę Ostrysz, gdzie łapiemy szlak czerwony (Główny Szlak Beskidzki), którym podążamy dalej na Świerzową (801) i Magurę (822). Grzbiety obu wzniesień porośnięte są przepięknym bukowym lasem, który doskonale chroni i przed spiekotą i przelotnym deszczem, o czym mieliśmy okazję się przekonać. Niemal cały szlak prowadzi przez Magurski Park Narodowy. Nie znajdzie się tam jednak budek bileterów, szlabanów i tym podobnych wynalazków. Ludzi też jak na lekarstwo, spotkaliśmy może z 4 osoby w ciągu całego dnia. Z Magury schodzimy do przełęczy Majdan i stamtąd ścieżką (już bez oznaczeń) biegnącą doliną potoku Świerzówka wracamy do Świątkowej, po drodze mijając kilka przydrożnych krzyży (niektóre sięgające 3 metrów wysokości) i kapliczek, które poza walorami przyrodniczymi niesamowicie wpływają na klimat tych okolic.&lt;br /&gt;
Cała wycieczka zajęła nam około 7,5 godziny razem z przerwami technicznymi. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu Zosia nie była zbytnio znużona długością trasy, co niewątpliwie było też zasługą wynalazku naszych babć - czyli noszenia dziecięcia w chuście! szczerze polecam :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć w galerii&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - majówkowe wspinanie| piątek: Damian Żmuda, Łukasz Pawlas,  Sobota: Mateusz Górowski, Kasia, Robert (os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, |04 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo niepewnych prognoz ruszamy w skały w piątek.  Po długich debatach wybieramy cel Suchy Połeć, który pozostał suchy jednie w nazwie. Na skałce oprócz nas nikogo nie ma, nie zastanowiło nas to ani na chwilę ,a powód tego stanu poznaliśmy już niedługo. Po zrobieniu rozgrzewkowej drogi walczymy z Modrzewiowymi lotami (VI.2+), niestety walkę przerywa zlewa. Czekając na okno pogodowe rozpalamy grilla i obserwujemy cierpliwie jak z okapu tworzy się wodospad. Mimo, to jakimś cudem udaje się wreszcie poprowadzić drogę choć w dwóch miejscach była kompletnie zalana. Potwierdziła się stara prawda, że nie ma złej pogody jest tylko słaba psycha:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę natomiast jedziemy do Doliny Będkowskiej, gdzie trzeba było także walczyć z nieprzyjazną wspinaczom pogodą – tym razem z upałem.  Na początek wspinamy się w cieniu na Wielkiej Niewiadomej (VI.1) oraz na Płycie Sasa (VI.1). Niestety z biegiem dnia słońce nas dopada, dlatego patentowanie Okapiku 22lipca ( VI.3+) staje się wyjątkowo męczące, drogę puszcza dopiero, gdy na skale wieczorem znów pojawia się cień.  Na zakończenie dnia udaje się wyrównać zeszłoroczne porachunki z Kakofonią (VI.2+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Góry Harz - rowerami na Brocken|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow.: Krzysztof Hilus, Eryka Hilus|04 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem było wyjechanie rowerami górskimi na najwyższy szczyt gór Harz – Brocken (1149). Góry leżą niemal w geometrycznym środku Niemiec. Jeszcze nie tak dawno przebiegała tu granica dwóch państw niemieckich a zarazem wrogich bloków militarnych (na szczycie pozostała infrastruktura z tamtych czasów + nowe budowle). Inspiracją jednak był sam Brocken jako że od szczytu bierze się nazwa tzw. Widma Brockena. Podobno ponad 300 dni w roku jest tu fatalna pogoda ale my trafiamy widocznie na anomalię. Świeci słońce a z kopulastej góry rozlega się widok na dalekie niziny. Góra znana z sabatów czarownic i różnych legend. Może coś w tym jest bo piekielnie wieje. Zjeżdżamy inną drogą, bardzo piękną i dość atrakcyjną. Wycieczkę zaczęliśmy i skończyli w Wernigerode. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FNiemcy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Szwajcaria Saksońska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|02 - 03 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niespełna 2 dni zwiedzamy ciekawy obszar skałkowy (piaskowce) zwany Szwajcarią Saksońską. Skały do 200 m wysokości robią imponujące wrażenie, zwłaszcza w przełomie Łaby. Tysiące dróg wspinaczkowych czeka na swoich pogromców. Kombinacją szlaków (przeważnie tzw. Malerweg) obchodzimy południowy rejon, super ciekawy zwłaszcza pod względem wspinaczkowym ale i geologicznym. Spotykamy jednak tylko 2 wspinaczy łojących jedną z imponujących ścian. Drogi rzadko obite. Wszędzie dobre warunki do biwaku (okapy), brak wody. Cały rejon tonie obecnie w soczystej zieleni. Ludzi nie wiele. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA/SZWAJCARIA: Wycieczka narciarska w masywie Silvretty|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 04 - 03 05 2012}}&lt;br /&gt;
Powoli kończąc sezon skitourowy, zasadniczą część majowego weekendu spędziliśmy w masywie Silvretty, położonym na granicy austriacko-szwajcarskiej. Trawers tego masywu z wschodu na zachód jest skitourowym klasykiem, w przewodnikach opisywanym jako stosunkowo łatwa trasa, przyjemna do pokonania wiosną. My w ciągu czterech dni przebyliśmy ok. połowę jego długości, mamy nadzieję, że tę lepszą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej podróży z Polski, naszą wycieczkę rozpoczęliśmy w gorące poniedziałkowe południe, w miejscowości Galtür,&lt;br /&gt;
z parkingu w dolinie Jamtal. Po piętnastu minutach marszu pojawił się śnieg, choć mokry, to umożliwiający jednak&lt;br /&gt;
podchodzenie na fokach. Droga do schroniska Jamtalhütte (2 162 m n.p.m.) upłynęła nam zaskakująco szybko - zajęła nam&lt;br /&gt;
około trzech godzin. Dzięki temu mieliśmy sporo czasu na nadrobienie braków w śnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schronisko Jamtalhütte, w zasadzie jak wszystkie w tym rejonie, zostało zbudowane z myślą o dziesiątkach&lt;br /&gt;
gości. Podczas naszej wizyty, obłożenie miejsc było zresztą całkiem spore. Co ciekawe, średnia wieku gości, głównie&lt;br /&gt;
niemieckojęzycznych, była na poziomie 40+. Przy kolacji ucięliśmy sobie dłuższą pogawędkę z Basią i Tomkiem, których&lt;br /&gt;
poznaliśmy na parkingu i którzy mieli podobne do naszych plany (pozdrawiamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego poranka wyruszyliśmy w stronę kolejnej chatki. Warunki uległy znacznemu pogorszeniu.&lt;br /&gt;
Podchodząc przez lodowiec Jamtalferner na przełęcz Obere Ochsenscharte (ok. 2 900) poruszaliśmy się przez cały czas w chmurze.&lt;br /&gt;
Na szczęście na tej trasie odcinki pomiędzy schroniskami są dosyć krótkie i zanim zaczął padać deszcz, zjechaliśmy&lt;br /&gt;
przez Vermuntgletscher do doliny Ochsental i znajdującej się w niej Wiesbadener Hutte (na wys. 2 443). Tam&lt;br /&gt;
zastaliśmy międzynarodowe towarzystwo - czeską obsługę i gości z Austrii, Czech, Niemiec, Francji i Hiszpanii. Ze względu&lt;br /&gt;
na padający deszcz, stoły w jadalni zapełniły się szybko, a po kolacji wino pobudziło wielu do śpiewów. Choć my&lt;br /&gt;
poszliśmy spać wcześnie, nie sądzę, żeby wszyscy goście dostosowali się do ciszy nocnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny odcinek okazał się być esencją tego wyjazdu. Podejście na przełęcz Fuorcla dal Cunfim (3043) upłynęło nam&lt;br /&gt;
w dosyć niepewnej i wietrznej pogodzie. Jednak kiedy przekroczyliśmy granicę szwajcarską, wiatr ustał a zza chmur&lt;br /&gt;
wychyliło się słońce. To przejaśnienie wstrzeliło się w dokładnie ten moment, w którym go potrzebowaliśmy - zjazd&lt;br /&gt;
lodowcem Silvrettagletscher. Było to fenomenalne przeżycie - długi, stosunkowo łagodny zjazd bez przeszkód&lt;br /&gt;
terenowych, bez szczelin, po prostu wspaniała rzecz na koniec sezonu. Spodobało się nam na tyle, że po dotarciu do&lt;br /&gt;
Silvrettahutte (2 341) postanowiliśmy przeżyć to jeszcze raz i podeszliśmy ponownie pod przełęcz Silvrettapass (3 003).&lt;br /&gt;
Za drugim razem nie było już jednak tak samo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W szwajcarskim schronisku Silvrettahutte dla odmiany było pusto. Oprócz nas, w chatce spali tylko dwaj Hiszpanie,&lt;br /&gt;
z którymi nawiązaliśmy znajomość przy kolacji. Kto wie, może następnym razem Pireneje? Z powrotem do Austrii wracamy w&lt;br /&gt;
czwartkowy ranek przez przełęcz Rote Furka (2 688). Zjazd na północ okazał się dosyć nieprzyjemny - z początku śnieg&lt;br /&gt;
był zmrożony, aby po zjeździe do doliny Klostertal bez żadnych etapów pośrednich przejść w mokrą, hamującą breję. Aby poruszać się w niej w dół, i tak trzeba było się odpychać kijkami. Mimo sporego zachmurzenia, temperatura w dolinie sięgała kilkunastu stopni.&lt;br /&gt;
Choć początkowo planowaliśmy przedostanie się do kolejnej chatki (Saarbrucker Hutte), podjęliśmy tu decyzję, że&lt;br /&gt;
zjeżdżamy na dół. Co z tego, że leży pod nami dobre dwa metry śniegu, skoro pożytek z niego jest niewielki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na koniec długim, powolnym i męczącym niestety zjazdem osiągamy jezioro zaporowe Silvrettastausee (2 032), a następnie&lt;br /&gt;
stamtąd przez Kleinvermunt zjeżdżamy do miejscowości Wirl (ok. 1 700). Po drodze spotykamy naszych hiszpańskich&lt;br /&gt;
przyjaciół, którzy na koniec pomagają odzyskać nam samochód z doliny obok (dzięki!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba przyznać, że był to wyjazd na którym nauczyliśmy się czegoś nowego o Alpach. Było to nasze pierwsze&lt;br /&gt;
doświadczenie z taką ilością lodowców, do których tym razem podeszliśmy z należytą powagą. Trasa, którą&lt;br /&gt;
przebyliśmy nie była wymagająca - raczej przeciwnie, byliśmy zaskoczeni krótkimi odcinkami pomiędzy&lt;br /&gt;
schroniskami. Faktem jest, że zmienna pogoda, halny wiatr i ciężki, niebezpieczny popołudniami śnieg nie pozwalały na wiele&lt;br /&gt;
więcej - chyba, że na zabranie ze sobą więcej książek :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mapka z trasą naszej wędrówki: http://nocek.pl/wiki/images/Silvretta_2012_Trasa.png&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - na nartach przez 4 przełęcze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, SBB: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer, Zosia Chruściel, Jakub Krajewski, Kazimierz Ślęk|1 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały dzień upalnie. Z bielszczanami spotykamy się w Kuźnicach i w zasadniczej grupie pokonujemy na nartach skiturowych trasę do Murowańca a dalej na przeł. Karb (Teresa poszła na Kasprowy i zjechała oraz zeszła tą samą drogą). Potem zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego – podejście na Zawrat (2156), krótki zjazd do dol. 5 Stawów i króciutkie podejście na przeł. Schodki (2065) na której sterczał duży nawis, który pokonujemy bokiem z czekanami. Następnie fajny zjazd do Pustej Dolinki i stromo na Kozią przeł. (2137). Dalej część ekipy zjeżdża z samej przełęczy a część schodzi nieco niżej i wszyscy zjeżdżamy aż do Murowańca (po drodze Zosia ma przygodę z nartą). Z hali „krzesełkiem” wyjeżdżamy na Kasprowy. Bielszczanie jeszcze zostają a ja zjeżdżam przez Goryczkową do Kuźnic (10 minut muszę już nieść narty bo śnieg topniał w oczach).  Zdążyłem tuż przed burzą. Była to dość zdrowa wyrypa (1682 m przewyższenia). Tu zdjęcia z nart i jaskini:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2012%2F4-przelecze&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Goryczkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysiki&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dość żmudnych poszukiwaniach (fatalny opis dojścia) docieramy do otworu jaskini Goryczkowej (w sumie dojście banalne ale to wiemy teraz). Zwiedzamy jaskinię, która tworzy dość zagmatwany labirynt. Niespełna 2 godziny zajmuje nam obejrzenie jaskini. Wracamy na kamping pod Krokwią gdzie mieliśmy namiot.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin, rowery i spływ|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, i inni|29 04 - 02 05 2012}}&lt;br /&gt;
Za miejscówkę obraliśmy zalew Poraj, co przy letniej pogodzie okazało się dobrym rozwiązaniem. Przez niecałe 4 dni na przemian wspinamy się w Suliszowicach i Mirowie oraz pokonujemy ciekawe wycieczki rowerowe oraz relaksacyjny spływ pontonowy rzeką Białką (okolice Lelowa). Po każdym dniu, co odważniejsi kąpią się w zalewie Porajskim o temperaturze wody już nie wiosennej, lecz jeszcze nie letniej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Suliszowicach|Ola i Wojtek Rymarczykowie z Zosią, Sara i Mateusz Górowski z Julianem , Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|29 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poszukiwaniu zacienionej skały, spokoju i terenu dobrego do leżakowania wyruszyliśmy do Suliszowic. Wybór skałki (Kazalnica Suliszowicka) nie był łatwy, ale myślę że pomysł się sprawdził. Wojtek i ja tradycyjnie byliśmy pierwsi pod skałami, ale z biegiem dnia nasza ekipa urosła do imponujących rozmiarów. Pierwszy wyjazd w skały mają już za sobą Zosia i Julian, z moich obserwacji wynika że obydwoje  byli po prostu zachwyceni skałami:) przy czym Zosia przejawia także zainteresowanie speleologią (niedaleko pada jabłko...). Mimo młodego wieku już rozpoczęli solidny trening wspinaczkowy-póki co skoncentrowali się na wizualizowaniu przyszłych prowadzeń. Reszta ekipy mimo upału w pocie czoła walczyła z pięknymi, przewieszonymi drogami, padły m.in.: Osiedle Leśne VI.1, Dziecinny Trawers V, Osika VI.2, Drzewiec VI.3, Prawe Kazanie VI.2+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spotkanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Proksza, Grażyna i Andrzej Ciołek, Wiesław (Esi) i Iwona Piotrowska, Jacek i Iza Kazimierczak oraz osoby tow. |28 04 - 29 04 2012 - reszta siedzi tam cały tydzień}}&lt;br /&gt;
Jak co roku ma majówkę byli członkowie klubu robią sobie spotkanie w uroczym miejscu za skałkami rzędkowickimi. Słoneczna pogoda napędziła wspinaczy więc skałki sobie odpuszczamy (z sportu uprawialiśmy łucznictwo) a wieczór przy ognisku upływa na wspomnieniach z dawnych lat (tzn z przed wieków). Wyjazd być może piknikowy ale jakże potrzebny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sardynia - wspinanie|Ania Bil, Karol Jagoda, Damian Żmuda (RKG), Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Katarzyna Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; - os. tow.|13 04 - 23 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
	&amp;lt;P ALIGN=CENTER STYLE=&amp;quot;margin-bottom: 0.2cm&amp;quot;&amp;gt;MOMENTO&lt;br /&gt;
	MAGICO&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ciągnie się?! &amp;amp;ndash; pyta lub może raczej stwierdza Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nie wiedzieliśmy, że idzie za nami. Jej czołówka wyłania się z&lt;br /&gt;
ciemności i oświetla kilka otworów przed nami. Damian zagląda do&lt;br /&gt;
pierwszego z nich. Potem wspina się do następnego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Zatkane mułem! Trzeba by kopać!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina skręca w lewo.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tutaj widać światło!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To pewnie przejście do jaskini, którą mijaliśmy na zewnątrz &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
odpowiada Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina idzie tamtą drogą. Mu już mamy zawrócić, gdy światło&lt;br /&gt;
czołówki wpada do otworu, którego dotychczas nie zauważyliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
Meander zakręcił gwałtownie w prawo. &lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jest ciąg &amp;amp;ndash; mówi Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To chyba nie zawsze tak wygląda? &amp;amp;ndash; pytam.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy spokojnie przed siebie. Nie musimy się pochylać. Tylko&lt;br /&gt;
nasze buty stają się coraz cięższe. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dochodzimy do progu. Otwór ponad naszymi głowami byłby&lt;br /&gt;
dostatecznie duży, by przejść przez niego ze sprzętem. Nie mamy go&lt;br /&gt;
jednak. Nie przyjechaliśmy tu na eksplorowanie jaskini.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- O, prożek &amp;amp;ndash; mówi Paulina doganiając nas tutaj. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zawracamy. Niezbyt chętnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czujecie jak tu ciepło? &amp;amp;ndash; pyta Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście. Cieplej niż w południowym słońcu, które oślepia nas&lt;br /&gt;
przy wyjściu. Pokonujemy krótki odcinek plaży i wchodzimy do morza,&lt;br /&gt;
żeby opłukać buty z grubej warstwy gliny. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Damian idzie się wspinać. Drogi są obite na wejściach do jaskiń,&lt;br /&gt;
ciągnących się wzdłuż wybrzeża.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ja jeszcze długo opłukuje jasne sandałki i pończochy, które&lt;br /&gt;
założyłam do letniej sukienki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Sardynia...&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Cholera i co teraz zrobimy?&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Odwracamy się wszyscy. Tuż za samochodem stoi osioł. Jedno z wielu&lt;br /&gt;
zwierząt puszczonych samopas pośród gór. Stada krów, owiec i kóz&lt;br /&gt;
włóczą się tu samotnie potrząsając wielkimi dzwonkami. Osła też&lt;br /&gt;
słyszeliśmy na długo przed tym jak się pojawił. Wygląda jak wielka&lt;br /&gt;
figurka ze sklepu z pamiątkami i najwyraźniej tak właśnie traktują go&lt;br /&gt;
turyści. Zwierze udaje, że nie jest nami zainteresowane nawet, gdy&lt;br /&gt;
próbujemy cofnąć wprost na niego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol wysiada i odciąga osła od samochodu. Wyjeżdżamy z parkingu,&lt;br /&gt;
gdy wielka maskotka znajduje nowy sposób, żeby nas zatrzymać.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przez otwarte okno osioł wkłada łeb do środka. Cierpliwie czeka na&lt;br /&gt;
zdjęcia. Nieco mniej cierpliwości ma Damian. Rusza powoli zmuszając&lt;br /&gt;
sardyńską atrakcję do zmiany strategii. Osioł przytula łeb do&lt;br /&gt;
samochodu jak ocierający się kot. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Stój, stój! &amp;amp;ndash; krzyczą dziewczyny.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przerośnięta figurka zrozumiała już jednak, że turyści próbują się&lt;br /&gt;
wymknąć. Osioł staje dęba i uderza kopytami o drzwi samochodu.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jedź! Jedź!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Poczekam na ciebie &amp;amp;ndash; mówi Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Nie, idź &amp;amp;ndash; odpowiada Damian wyraźnie zaskoczony tym&lt;br /&gt;
pomysłem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania zaczyna więc pierwsza. Drogi wiodą tuż obok siebie &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
6b+ Ani i 7a Damiana. Asekurantów dzieli odległość kilku kroków.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania dociera do pierwszego resta i już tutaj dogania ją Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Przegonisz mnie &amp;amp;ndash; zauważa dziewczyna z zaskakującą obawą w&lt;br /&gt;
głosie i chociaż jest to droga na granicy jej możliwości chce jak&lt;br /&gt;
najszybciej podjąć pościg.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ania spokojnie! Wyrestuj do zera! &amp;amp;ndash; krzyczy Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dobra rada asekuranta. Tym bardziej, że wkrótce Damian będzie&lt;br /&gt;
restował i Ania znów wysunie się na prowadzenie. Od tej pory będą ich&lt;br /&gt;
dzieliły tylko dwie minuty opóźnienia, z którym Damian zaczął swoją&lt;br /&gt;
drogę. Te dwie minuty przełożą się na odległość, którą jest w stanie&lt;br /&gt;
objąć aparat przy maksymalnym zbliżeniu. Ani razu nie oddalą się&lt;br /&gt;
bardziej od siebie. Dopingowani przez przekrzykujących się&lt;br /&gt;
asekurantów miną linię gór widocznych w oddali. Dla nas &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
stojących na dole &amp;amp;ndash; zmienią się w ciemne postacie na tle&lt;br /&gt;
szarzejącego błękitu nieba. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pierwszy okrzyk zwycięstwa będzie należał do Ani. Dwie minuty&lt;br /&gt;
później swoją drogę skończy Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dwa rekordy padną obok siebie i chociaż do zachodu słońca zostanie&lt;br /&gt;
niecała godzina jeszcze tego dnia Paulina zdąży poprowadzić 6b.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Na kolejnej fali ponton wylatuje w powietrze. Czy można opaść&lt;br /&gt;
twardo na powierzchnię wody? Nie wydaje mi się, a jednak trudno&lt;br /&gt;
nazwać nasze lądowanie miękkim. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Płyniemy na pełnym gazie. Mamy niewiele czasu, by dotrzeć do Cala&lt;br /&gt;
Goloritz&amp;amp;egrave;. Wszyscy jednak wiemy, że nie o czas tutaj chodzi.&lt;br /&gt;
Może być on, co najwyżej, wygodnym pretekstem, którego przecież tak&lt;br /&gt;
bardzo nie potrzebujemy. W końcu dryfty nie przyśpieszą dotarcia do&lt;br /&gt;
celu, a jeśli przewrócimy ponton z całym sprzętem, mogą go skutecznie&lt;br /&gt;
uniemożliwić. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nieważne. Nie potrzebujemy pretekstu ani logicznych argumentów.&lt;br /&gt;
Wystarczy nam prędkość. Wystarczy nam adrenalina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Cala Goloritz&amp;amp;egrave; &amp;amp;ndash; dwie groty, którym nie przyglądamy&lt;br /&gt;
się nawet z bliska. To tylko granica. Po jej przekroczeniu możemy&lt;br /&gt;
zawrócić z przekonaniem, że nic nas nie ominęło.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Mamy jeszcze godzinę, czyli dokładnie tyle, ile potrzeba na&lt;br /&gt;
dopłynięcie do portu. Paulina zmienia Karola za sterem czy może&lt;br /&gt;
raczej za kierownicą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Morze jest tak niebieskie jak na widokówkach rozdawanych turystom&lt;br /&gt;
w tutejszych hotelach. Paulina wpływa na pełnym gazie w stadko mew,&lt;br /&gt;
które przysiadły na wodzie. Ptaki wzbijają się w powietrze szybko i&lt;br /&gt;
bezgłośnie, jakby od początku były tylko fatamorganą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dziś udajemy turystów. Powinniśmy położyć się i rozkoszować&lt;br /&gt;
bezchmurnym niebem. Zamiast tego obserwujemy skały wyznaczające linie&lt;br /&gt;
wybrzeża. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Spójrzcie jaka tam by była wielowyciągówka &amp;amp;ndash; Damian&lt;br /&gt;
wskazuje górę, której jedno zbocze wydaje się pionowe i zupełnie&lt;br /&gt;
gładkie. Skalna ściana sięga aż do szczytu. Nawet Karol przyznaje, że&lt;br /&gt;
to musiałoby być ciekawe wspinanie. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tyle fajnych dróg i wszystkie nieobite &amp;amp;ndash; wzdycha prezes&lt;br /&gt;
klubu grotołazów obserwując wejścia do jaskiń. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol kładzie się na przodzie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czuje się zupełnie jak na wakacjach &amp;amp;ndash; mówi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Śmiejemy się.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Uważaj, bo następnym razem pojedziesz na wczasy all inclusive.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zbywa nas milczeniem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Naprawdę bardzo fajny dzień restowy &amp;amp;ndash; dokańcza myśl, którą&lt;br /&gt;
mu przerwaliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście całkiem udany dzień restowy. Na Cala Lunie, gdzie&lt;br /&gt;
mogliśmy się dostać tylko od strony morza, Karol pociągnął 7a RP. W&lt;br /&gt;
rejonie, do którego pojedziemy, jak tylko oddamy ponton, zdąży&lt;br /&gt;
poprowadzić nie więcej niż dwie drogi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zachód słońca nad Dorgali. Sardyńskie miasteczko, zatopione w&lt;br /&gt;
górach. Żadnych wielkich zabytków, kilka ciekawych budynków, kilka&lt;br /&gt;
spożywczych marketów. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Wyobrażacie sobie, że są ludzie, którzy mieszkają tu tak po&lt;br /&gt;
prostu? Wiecie o co mi chodzi? &amp;amp;ndash; pyta Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiemy. Przyjeżdżamy tu jak turyści zachwycając się pięknymi&lt;br /&gt;
widokami. Czy potrafimy wyobrazić sobie jak to jest codziennie budzić&lt;br /&gt;
się i widzieć te góry przez okno? Zdobywać skaliste szczyty w ramach&lt;br /&gt;
niedzielnego spaceru.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Podoba mi się Sardynia, bo ma tożsamość &amp;amp;ndash; mówi Damian. &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
Tutaj czuć historię. Tutaj czujesz, że jesteś gdzieś.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Powoli zapada zmrok. Zaczyna grać muzyka na żywo. Przyjemne&lt;br /&gt;
rockowe brzmienie dociera do nas bardzo wyraźnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Może jak skończymy się wspinać pójdziemy na ten koncert &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
proponuje Ania zakładając buty wspinaczkowe.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Droga, na którą wchodzi nie jest dla niej trudna, więc spokojnie&lt;br /&gt;
poradzi sobie bez światła. Paulina też jeszcze się wspina. Expressy&lt;br /&gt;
ściąga już w świetle czołówki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Po ciemku schodzimy ze skał nad Dorgali. Rockowe brzmienie&lt;br /&gt;
wypełnia dolinę. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Siadam na skale. Z trzech stron otacza mnie gładka ściana,&lt;br /&gt;
niezakłócona nawet srebrnym odblaskiem ringów. Doszłam tu jednak&lt;br /&gt;
spokojnie jak po chodniku.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiatr szarpie ubranie. Pod skałami jest dzisiaj ciepło, ale tu &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
na górze &amp;amp;ndash; wieje nieustannie. Jeśli się odwrócę zobaczę w&lt;br /&gt;
oddali rząd białych wiatraków. Z tej odległości wydają się nie&lt;br /&gt;
większe niż drzewa. Ja jednak patrzę na skały.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Maleńka postać w oddali wydaje się być bardzo wysoko. Nie widzę&lt;br /&gt;
kim jest ten człowiek. Myślę tylko, że to nikt od nas, bo to, co robi&lt;br /&gt;
wydaje się niemożliwe. Droga najwyraźniej jest przewieszona.&lt;br /&gt;
Kilkakrotnie odlatują mu nogi. Oczywiście nic mu nie grozi, ale z tej&lt;br /&gt;
odległości nie widać lin. Widać tylko mężczyznę zawieszonego na&lt;br /&gt;
samych rękach, wysoko na skale. Klasyczna scena z filmów akcji na&lt;br /&gt;
żywo robi zupełnie inne wrażenie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wyciągam aparat i robię zdjęcie. Bez większego przekonania. To tak&lt;br /&gt;
jak fotografowanie widoku ze szczytu góry. Nie da się utrwalić ani&lt;br /&gt;
tego obrazu, ani tej emocji, którą wywołuje. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Postacią na skale był Karol. Zrobił wtedy 7b. Zdjęcie wyszło&lt;br /&gt;
zupełnie nieudane. Oczywiście.&lt;br /&gt;
&amp;lt;BR&amp;gt;&amp;lt;BR&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy wzdłuż plaży w Cala Gonome. Trudno znaleźć to miejsce w&lt;br /&gt;
podrasowanych photo shopem ulotkach dla turystów. Trudno też próbować&lt;br /&gt;
je opisać. W innej sytuacji powiedziałabym, że piękno tego miejsca&lt;br /&gt;
jest złamane. Tutaj jednak lepiej użyć słowa &amp;amp;bdquo;pęknięte&amp;amp;rdquo;.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Plaża jest pusta i czarno-biała. Biała nierówną powierzchnią&lt;br /&gt;
wapienia wygładzonego przez morze. Czarna rozrzuconymi głazami lawy.&lt;br /&gt;
W tym miejscu woda nie ma ładnego, lazurowego odcienia, a przejście&lt;br /&gt;
spod skał do portu nie przypomina spaceru. Kamienna powierzchnią jest&lt;br /&gt;
mocno spękana, wypełnione wodą niecki zdradliwe, a kawałki lawy&lt;br /&gt;
ruchome. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;O tej porze roku można tu spotkać tylko wspinaczy, a i tych jest&lt;br /&gt;
niewielu. Docieramy do portu, pakujemy sprzęt do samochodu. Ania chce&lt;br /&gt;
zrobić grupowe zdjęcie. Zdejmujemy więc kurtki, koszulki i udajemy,&lt;br /&gt;
że jest nam ciepło. Jednocześnie musimy zerkać czy wiatr nie porywa&lt;br /&gt;
naszych rzeczy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pogodę tego dnia mamy zresztą idealną. Idealną na wspin.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nasz pierwszy dzień w Isili. Podchodzimy pod skały. Trudno tutaj o&lt;br /&gt;
nieprzewieszoną drogę. Skala trudności zaczyna się od 6a, takich&lt;br /&gt;
jednak nie ma zbyt wiele.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nazwa każdej drogi jest wypisana na ścianie czarnym markerem. Cyfr&lt;br /&gt;
nikt nie podaje, a w różnych topo będą się one różniły.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Drogi są ciekawe. Dużo klam i bardzo dużo dziur w skale.&lt;br /&gt;
Przeważnie w jednym miejscu można wykorzystać kilka różnych patentów,&lt;br /&gt;
a dwie osoby opracują zupełnie odmienne sekwencje.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Podchodzimy pod skały. Karol prowadzi nas do drogi, którą zdążył&lt;br /&gt;
wybrać, gdy piliśmy kawę. Czarny napis na pomarańczowej ścianie&lt;br /&gt;
brzmi: MOMENTO MAGICO.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Od tego zaczniemy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Zdjęcia do obejrzenia w Galerii''' : http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FSardynia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zadni Granat i inne - wyjazd skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Tomek Pawlas|22 04 2012}}&lt;br /&gt;
Ładny słoneczny ranek w Kużnicach, brak ludzi. Młodzież rzuca propozycją wyjazdu kolejką na Kasprowy. Trochę rozterki ale w chwilę później zapinamy narty na rozhukanym Kasprowym. Wkrótce zostawiamy zgiełk Kasprowego i podążamy granią przez Beskid (2012),  przeł. Liliowe (1976), Skrajną Trunię (2096) na  Skrajną Przeł. (2071). Początkowo planowaliśmy zjazd z Świnickiej przełęczy lecz grupka skiturowców, która tam podchodziła ostrzegła nas przed dużym zalodzeniem. Zjeżdżamy przeto  Skrajnym Żlebem aż do Zielonego Stawu. Zjazd piękny i ciekawy. Potem kawałek na Karb i kolejny zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego pod ścianami Kościelca. Od Zmarzłego Stawu idziemy do Koziej Dolinki a potem na Zadni Granat (2240). Trzeba przyznać, że górna część podejścia w różnym gatunkowo śniegu była niezbyt przyjemna. Na szczycie długo nie bawimy. Zjazd szerokimi polami śnieżnymi był super (zwłaszcza dla Tomka na telemarkach).  Czarny Staw pokonujemy po lodzie (trochę stresu bo były miejsca gdzie narty się topiły). Szczęśliwie jednak docieramy do Betlejemki. Na deser jest przełęcz Mechy (1682) i zjazd do Kasporwej Doliny. Po dziewiczych stromych śniegach śmigamy do żlebu opadającego z przełęczy a potem już w lesie po niesamowicie ciekawej pod względem terenu  trasie docieramy do szlaku i nartostrady z Kasprowego, którą zjeżdżamy do Kuźnic. Mimo wjazdu na Kasprowy robimy jeszcze ponad 1100 m deniwelacji. Pod każdym względem bardzo ciekawy wyjazd.. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FZadniGranat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna|Krzysztof Atamaniuk, &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|20 - 21 04 2012}}&lt;br /&gt;
Na początku miała być Miętusia Wyżnia. Warunki pogodowe panujące w Tatrach korygują jednak nasze plany i w ramach rekompensaty, decydujemy się na trawers jaskini Czarnej. Wyruszamy późną piątkową porą. Droga w stronę Tatr upływa nam nadspodziewanie szybko, i dobrze, bo mamy sporo czasu, by móc przygotowac się logistycznie do czekającej nas akcji. Ten „mini” wykład co robić będziemy, jak to robić będziemy, i kiedy, uświadamia nam, że czeka nas „małe” wyzwanie – ale co tam, musimy dać radę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę pobudka o nieludzkiej porze (kto w wolny dzień wstaje o 5.30...), szybkie śniadanko i w drogę. Pogoda dopisuje, mały deszczyk przestaje kapać dosłownie w momencie jak wsiadamy do auta, by z Witowa podjechać do wylotu doliny. Droga doliną Kościeliska już bez śniegu, za to w otoczeniu polan, na których skrzy się od fioletowych barw – tatrzańskie krokusy, obwieszczają wiosnę. Podejście do Czarnej, też już nie w zimowym krajobrazie, pozwala nam o godzinie 8,15 dotrzeć do otworu jaskini. Niedługo po nas pojawia się ekipa z Bielska. Nietracąc zatem czasu, wskakujemy w odświętne ubranka, zakładamy szpilki i kapelusze i zaczynamy zabawę. Wlotówka szybko za nami, choć bez drobnych problemów się nie obyło.  Docieramy do prożku Rabka. Tutaj pierwsza wspinaczka, niewinna, w prównaniu z tym co czeka na nas potem. Ogrom i piękno Sali Francuskiej, jak zawsze robi wrażenie. Tuż za nią pierwszy trawersik – Herkulesa, który udaje nam się szybko pokonać, w porównaniu do Komina Węgierskiego, który zatrzymuje nas na dłuższy czas. Ta trójeczka, jest co dla niektórej, zdecydowanie w zaniżonej skali. Walka skończyć musiała się sukcesem, ale  przeogromna ilość siniaków, jest wysoką ceną którą trzeba było za to zapłacić ..(o spódniczce trzeba zapomnieć na conajmniej dwa tygodnie)... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie tracąc czasu, szybko mkniemy, by przygotować się do zjazdu Studnią Smoluchowskiego. W Jeziorku Szmaragdowym zdecydowanie więcej wody, niż za ostatnim razem. Krótka sesja fotograficzna (choć ta akcja będzie chyba jedną z lepiej udokumentowanych, dzięki testowi, jaki musiała przejśc nowo zakupiona lampa błyskowa Matusza)....Trawersując jeziorko, niepotrafiłam sobie odmówić sprawdzenia jaką temperaturę ma woda w nim, przynajmniej jedną nóżką, ale trzeba było – stwierdzam zdecydowanie zimna, nawet dwie pary skarpet i kilka kolejnych warstw ubrania nie pozwalają czuć inaczej...Jak się później okazuje to niejedyna kąpiel tego dnia, ale o tym narazie cicho sza. Prożek Furkotny też kapie wodą, która mobilizuje do szybkiego wspinu po nim. Prewieszona Wanta zostaje trzema misternymi obrotami sromotnie pokonana przez Mateusza. Pod Kominem Furkotnym, znowu wodospadzik. To najlepsza zapowiedź tego co przed nami. Ślimakiem w dół, następnie trawersem mijamy Studnię Imieninowej, już planujemy szybki zjazd Brązowym Progiem, a tu niespodzianka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed nami wody po kolana, której końca nie widać. Nie pozostaje nam nic innego jak zdjąć buty, podkasać nogawki i przed siebie. A tu znowu życie zaskakuje, za rożkiem, mała ciasnotka, którą trzeba pokonać na „kaczuszkę”...Cóż już nie tylko mokre stópki...Ale dajemy dalej do przodu, szybki zjad Brązowym Progiem, spacerkiem do Sali Św. Bernarda i stajemy przed Progiem Latających Want. Chłopaki wspaniale radzą sobie z tą ostatnią przeszkodą, a mnie ogarnia niespotykana słabość, fizycznie nie jestem zdolna do niczego. Tylko dzięki doświadczeniu, niesłychanej cierpliwości i motywacji  Mateusza, udaje mi się pokonać ten ostatni odcinek, choć przez głowę nie raz nie dwa przemyka myśl, że ja tu zostanę, że nie dam rady.To wszystko powoduje,że z jaskini wychodzimy dobrze po godz. 23.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanim osiągniemy pod stopami w miarę równą płaszczyznę mija kolejna godzinka – tyle dobrze,że na zejściu z jaskni, ktoś rozwiesił już liny. Z tej strony jeszcze w miarę sporo śniegu, który też momentami ułatwia nam zejście. Na dowidzenia miły spacerek czerwonym szlakiem, gdyby nie tylko te mokre spodnie i butki. Z Kir na Śląsk, wyruszamy ok, godz. 2 w nocy, witając poranek w własnych łóżeczkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Brestową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Maciej Dziurka, Kasia Jasińska, Michał Wyciślik, Łukasz Pawlas|15 04 2012}}&lt;br /&gt;
Deszcz i kiepska widoczność to warunki jakie generalnie towarzyszyły nam w narciarskim wypadzie na Brestową (1934). Startujemy żółtym szlakiem z peryferii Zuberca z wys. 860. Na śnieg trafiamy na wys. ponad 1200 m. Po mokrym śniegu docieramy na Palenicką Przełęcz (1573) skąd szeroką granią dość długim odcinkiem na szczyt Brestowej. Jedynym dobrze widocznym obiektem był słupek z rozpiską szlaków i nazwą szczytu. Zjazd łatwy po rozmiękłych śniegach przeradzających się w firn. Szybko śmigamy w dół do granicy śniegu a potem z buta do auta. Mimo nie najlepszej pogody byliśmy zadowoleni z miło spędzonego dnia w licznej grupie skiturowych &amp;quot;nocków&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotrek (os. tow.)|10 04 2012}}&lt;br /&gt;
Masyw skalny Grochowiec między Żelazkiem a Ryczowem był naszym celem wspinaczkowym. Liczyliśmy na pustki bo niby dzień powszedni a tu niespodzianka - może z 10 wspinaczy. Robimy w sumie 10 dróg od IV do VI.1+ (Paweł). Generalnie fajne miejsce, dużo obitych dróg, pogoda dopisała (baliśmy się zimna) więc dzień można uznać za udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w okolicy Rysianki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|8 04 2012}}&lt;br /&gt;
Świąteczny wypad skikturowy tam gdzie jest śnieg. Z ostatniego parkingu w Złatnej po śniegu podchodzimy początkowo szlakiem a potem na przełaj na graniczny szlak w pobliżu przełęczy Szeroki Kamień (Munianske Sedlo) na wys. 922. Potem łagodnie ale długo na Trzy Kopce (1215). Dalej zjazd tzw. Kozim Grzbietm i podejście do schroniska na Rysiance (schronisko niemal puste). Zjazd czarnym szlakiem do auta w Złatnej. W trakcie wycieczki padał śnieg, było -5 st. Warunki dość dobre, na twardym podłożu warstwa świeżego puchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA - Kaukaz - skitoury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|31 03 - 07 04 2012}}&lt;br /&gt;
Szersza relacja [[Relacje:Gruzja_2012|w sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tarnowskie Góry - kopalnia zabytkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|1 04 2012}}&lt;br /&gt;
Po iluś tam w przeszłości wypadach do podziemi tarnogórskich przyszła kolej na zwiedzenie oficjalnej i turystycznej kopalni zabytkowej z przewodnikiem. W programie był więc zjazd szybem Anioł, przejście udostępnionymi fragmentami starych wyrobisk, następnie spływ łodziami chodnikiem odwadniającym i powrót inną drogą do szybu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Zimna|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Ryszard Widuch|30 - 31 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skoro osoba, która pierwotnie miała napisać ten opis stwierdziła cyt. &amp;quot;że nie lubię pisać opisów a zresztą i tak nikt tego nie czyta&amp;quot; to mogę opisać z mojego punktu widzenia jak ten wyjazd wyglądał i nikt się nie mnie nie obrazi...bo ponoć i tak nikt tego nie czyta :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak poprzednimi razami tak i teraz startujemy ze śląska w piątek popołudniu by wieczorem być  na miejscu. I tu pierwsze zaskoczenie - w Zakopanym pada śnieg! Jak to śnieg? Przecież mamy już marzec! Prawie kwiecień! ;) Ale nie byłoby w tym nic strasznego, bo my się śniegu nie boimy, ale w samochodzie którym jechaliśmy ktoś (czyt. ja) już zmienił opony na letnie...co jak się okazało nie było najmądrzejszym pomysłem. Pierwsze problemy zaczęły się już przy parkowaniu pod domem. Tam gdzie normalnie manewrowanie nie nastręczało problemów tym razem nie obyło się bez pchania by stanąć w miejscu gdzie chcieliśmy zaparkować auto. A śniegu było może kilka cm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę wieczoru spędziliśmy nad rozmyślaniem gdzie idziemy. Czy do Miętusiej Wyżniej czy do Zimnej. Zdecydowaliśmy w końcu iż w związku że jest mokro pójdziemy do Zimnej, bo Miętusia może być za bardzo zalana. Zresztą zdawaliśmy sobie sprawę z tego iż Ponor w Zimnej również może być nie do przejścia, ale skoro już jesteśmy w Zakopanym to nie odpuszczamy i idziemy, chociaż byśmy mieli dojść do Ponora i się wrócić (instruktor zdecydowanie stwierdził iż on moczyć się nie chce...życie jednak zweryfikowało te plany, ale o tym niżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano okazuje się iż śniegu jest więcej niż poprzedniego wieczora, także podejście pod Zimną czasami kończy się zapadaniem po kolana w mokrym śniegu, ale nam to nie straszne. Pod otwór dochodzimy dosyć szybko. Przebieramy się za kratą (co okupiliśmy zjazdem na dupie, bo wejście było oblodzone bardzo) i w drogę.&lt;br /&gt;
Ruszamy w stronę ponoru z duszą na ramieniu czy będzie się dało przejść czy nie. Droga ta nie obyła się bez nerwów, gdyż jeden uczestnik wyprawy nie mogąc się przecisnąć przez lekki zacisk stworzony z lodu po prostu zostawił wór i przeszedł bez niego - bo tak było prościej. Za to ja w tym momencie, gdyż byłem za tym uczestnikiem, stałem się automatycznie w posiadaniu dwóch worów. Po stonowanej reprymendzie słownej ruszyliśmy dalej. Patrząc dookoła wyglądało że jest sucho, co napawało nas optymizmem odnośnie Ponoru...ale myliliśmy się. Jak dotarliśmy pod Ponor wody było co najmniej po kolana i tu nastąpiła konsternacja co robimy dalej...&lt;br /&gt;
Na szczęście Krzysiek i ja zdecydowaliśmy się organoleptycznie sprawdzić jak jest głęboko...i jak zimna jest woda :) Krzyśkowi to wyszło zdecydowanie lepiej, gdyż ja po rozebraniu się do slipek i kasku tak szybko jak wszedłem do wody tak szybko z niej wyszedłem, albo raczej wystrzeliłem :) Ból jaki przeszył moje stopy był niewyobrażalny...jakby mi je w imadle ktoś zgniatał. Także ja za daleko nie doszedłem, za to Krzysiek pokonał Ponor w całości w obie strony i stwierdził że nie zamoczył nawet bielizny, to może byśmy wszyscy przeszli. Tu wzrok został skierowany w kierunku Ryśka, który chyba pod wpływem błagalnego wzroku uczestników (nie wszystkich jak się po akcji okazało) ugiął się i powiedział że w takim razie idziemy...a raczej brodzimy przez wodę. Patenty na przejście były różne...na golasa, na worki do butów, na worki na kombinezon. Lepsze czy gorsze przeszliśmy wszyscy. Ja to nawet nie tyle co przeszedłem co przebiegłem...bo w wodzie może byłem tylko kilka sekund - aż tyle zajęło mi przebiegnięcie w wodzie Ponora na drugą stronę...ale udało się! Po wyjściu z wody było już tylko przyjemniej, bo wszystko było cieplejsze niż woda :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za ponorem Błotny Próg mieliśmy zaporęczowany, także wejście na niego to była tylko formalność. Próg Wantowy okazał się również nie najtrudniejszym zadaniem i tak doszliśmy do Czarnego Komina. Gdy ja do niego dotarłem (zamykałem stawkę) to największy &amp;quot;łojant&amp;quot; wyprawy był już wpięty do asekuracji i zaczynał mierzyć się z Kominem. Po niezliczonych próbach (i lotach) nasz &amp;quot;łojant&amp;quot; dotarł aż do pierwszego batinoxa, by po nastu minutach dać za wygraną i powiedzieć że to się nie da...&lt;br /&gt;
Jako iż tego dnia ja jeszcze nic nie łoiłem, to ósemkę wwiązałem do siebie i zacząłem się wspinać. Okazało się że nie było tak źle jak szkice malują i mimo iż była to ponoć droga V to przy pomocy chwytów na batonach udało się komin pokonać. Czy szybko to nie wiem, bo czas pod ziemią wydaje się być względny...dla tego który się wspina wydaje się że zrobił to szybko...dla reszty to wieczność :) Ale najważniejsze iż byliśmy przed beczką czyli bliżej Korytarza Galeriowego, który miał być naszym celem. Niestety czas czy względny czy bezwzględny to płynął bez zmian i do NCP było coraz mniej godzin, także już po kominie zdecydowaliśmy iż dojdziemy tylko do Chatki. To jak się okazało chwilę później zweryfikowało życie albo raczej jeden z kursantów (celowo nie podaje tu imion, ale myślę że możemy dopasować owego bohatera do zdarzeń które opisuje), gdyż kursant ten wchodząc pod komin nie zabrał spod niego swojego worka z linami na dalszą część trasy co zostało skwitowane kilkoma mniej lub bardziej niedyplomatycznymi słowami przez resztę zespołu :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zważając na upływający czas, na nasze żółwie tempo i na częściowy brak sprzętu (kilka lin miałem w swoim worze jeszcze ja) Rysiek zdecydował się pójść przodem by nadgonić i dojść chociaż do Chatki (jak sprzęt pozwoli). Od tej chwili mogliśmy podziwiać ruchy wytrawnego taternika, który sprawnie zaporęczował Beczkę a potem Biały Komin. Przy beczce chyba niektórym (czyt. nasz bohater) brakowało już wody z Ponoru, bo znów zanurzył swe ciało w jeziorku podczas podchodzenia na linie (po jaskini zaniosło się kilka dźwięków &amp;quot;rzuconego mięsa&amp;quot;) :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety do Chatki nie dotarliśmy, gdyż raz iż bohater po kąpieli nie chciał iść dalej i zdecydował się zaczekać pod beczką, to zbliżała się godzina alarmowa i instruktor zarządził odwrót. Droga powrotna przebiegła nam nad wyraz szybko, ale tu największą zasługę miał Rysiek, który to podjął się deporęczowania lin &amp;quot;na złodzieja&amp;quot; wspólnie ze mną, gdzie ja robiłem jako punkt asekuracyjny (używaliśmy opcji na złodzieja bez karabinka).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu dochodzimy jeszcze za dnia, przebiórka i w stronę samochodu. Na miejscu jeszcze szybki prysznic, gdyż okazujemy się bardziej brudni niż myśleliśmy i w drogę. Opisując powrót można by napisać drugie tyle tekstu jak przebiegała nasza podróż na oponach letnich, gdy podczas naszej akcji śnieg cały czas sypał i nie było go już tylko kilka, ale dobre kilkanaście cm. Drogi publiczne, w tym zakopianka były białe. Już po kilkuset metrach, jeszcze na drodze z Kościeliskiej w kierunku do Zakopanego mijamy jedno auto w rowie, po drodze na Śląsk było ich jeszcze kilka. Biorąc to pod uwagę i to że nie chcieliśmy do nich dołączyć nasza prędkość zmalała z zawrotnych 40 km/h do 30 km/h i byliśmy od tej pory tymi uczestnikami drogi, którzy nazywani są &amp;quot;zawalidrogami&amp;quot;. Ale co tam nazwy i epitety wygłaszane pod naszym imieniem przez innych kierowców, myśmy chcieli tylko dojechać do domu. Czy dojedziemy zwątpiliśmy na zakopiance, gdy ilość opadów tak się nasiliła iż w światłach samochodu było widać tylko wielkie, hipnotyzująco wirujące płatki śniegu, za to nie było widać ani gdzie są pasy, ani gdzie jest krawędź drogi. Łatwiej jechało się na wyłączonych światłach, niż na włączony (przeciwmgłowe też nie pomagały). Tu jakby się dało zwolnilibyśmy jeszcze bardziej, ale to równie dobrze moglibyśmy się zatrzymać i przeczekać gdzieś w zaspie na poboczu. Ile wtedy dałbym za opony zimowe :)&lt;br /&gt;
Na szczęście im bliżej śląska, tym cieplej i mniej opadów. Na Śląsk dotarliśmy ok. północy, gdzie po śniegu nie było śladu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo iż akcja nie do końca poszła po naszej myśli, bo nie dotarliśmy tam gdzie planowaliśmy, ale wróciliśmy szczęśliwi i zadowoleni. Szkoda tylko iż opis nie napisała ta osoba co powinna (która się zgodziła go nawet napisać, jako kolejna która jeszcze tego nie robiła), ale za to opisuje on szczegółowo całą akcję, bez pomijania wstydliwych momentów...których ponoć i tak nikt nie przeczyta, bo przecież nikt tu nie zagląda...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Zimna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Mirowie|Ania Bil, Asia Wasil, Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Niedzielny wspin zaczynamy od długich dróg na Turni Kukuczki, lecz z powodu cienia i porywistego wiatru przenosimy się na nasłonecznioną Szafę i Czwartą Grzędę. W promieniach słońca padają drogi jak muchy:  Psychosomatyczny Spleen VI.1+,Mikołajek I Inni Chłopacy VI.3+, Szarpnięcie Z Póły VI.1+, Punk Rock VI.1, Rycerskie Szarpnięcie VI.1+ i przepiękna droga Podniebny Trawers VI.1+ (naprawdę warto ją zrobić!!!) Po tej rozgrzewce jesteśmy chyba już gotowi na uroczyste otwarcie sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Skitura na Starorobociański Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z Kir. W Kościeliskiej śnieg leży od początku doliny lecz z uwagi na koleiny i przetopy niesiemy narty na plecach. Zakładamy je dopiero na podejściu z schroniska Ornak na Iwaniacką Przełęcz. Z przełęczy podchodzimy na grań Ornaku. Zaczyna wiać. Spotykamy po drodze kilku turystów i skiturowców. Od Siwej Przełęczy (1812) przez Siwe Turnie na Starorobociański Szczyt (2176) podchodzimy w rakach. Po drodze upatrzyliśmy sobie linię zjazdu z szczytu. Pogoda słoneczna. Od północy silny wiatr walący drobinkami śniegu i lodu po twarzach ale na zwietrzanej południowej stronie patelnia i cisza. Pod wierzchołkiem przepinka i zjazd początkowo granią w stronę Kończystego lecz z pierwszej przełączki skręcamy w szeroki i dość stromy żleb opadający wprost na północ ograniczony z prawej strony skalistymi zerwami. Myśleliśmy początkowo, że śnieg będzie bardziej „puszczony” a tu klapa. Zaledwie 1 cm krawędzie chwytały śnieg. Pierwsze metry zjazdu nie pewne lecz potem już bosko. Mkniemy w zalaną słońcem dolinę Starorobociańską. Wkrótce też osiągamy dolinę Chochołowską i ciągle po mokrym śniegu, czasem wodzie zjeżdżamy do Siwej Polany i szlakiem do Kir gdzie zostawiliśmy auto. Najlepiej wszystko obrazują te zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Stararobota&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspinanie w dol. Wiercicy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Karol Jagoda|24 03 2012}}&lt;br /&gt;
Chcąc uniknąć tłumów wybieramy mało znany rejon (otwarty dla wspinaczy w grudniu 2011) – Diabelskie Mosty w dolinie Wiercicy. Na parkingu jesteśmy pierwsi, po kilku minutach dojeżdża Ola i leniwie zaczynamy się wspinać. Lecz z każdą godziną ludzi pod skałami przybywa, dlatego też po pysznym obiedzie z grilla, który zaserwowała nam Ola uciekamy przed tłumem na położoną nieopodal Babę (nazwa skały). Na parkingu żegnamy Olę, która musiała wrócić wcześniej. Na Babie razem z nami wspinały się jeszcze tylko 2 osoby. Tam zostajemy już do końca dnia. W sumie padają drogi od VI+ do VI.2+, w tym piękna droga Powrót Piekieł. Skałki w dolinie Wiercicy są godne polecenia ze względu na zupełny brak wyślizganych dróg i mimo wszystko mniejszą liczbę ludu pod skałą w porównaniu do rejonów typu Rzędkowice czy dolinki podkrakowskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - Kitzsteinhorn 2012|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Ewa Wójcik, Michał Ciszewski, Bartłomiej Berdel, Marcin Grych, Kaja Fidzińska, Stanisław Wasyluk, Jan Wołek + 2 os.; STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; Speleoklub Tatrzański: Michał Parczewski, Filip Filar; WKTJ: Robert Matuszczak (p.o. kierownika); RKG: Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|19 - 29 03 2012}}&lt;br /&gt;
Wspólnie z Damianem Żmudą wzięliśmy udział w kolejnej wyprawie Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Kitzsteinhorn, stanowiący część Wysokich Taurów (Glockergruppe). Podobnie jak w zeszłym roku, wyprawa miała na celu eksplorację Feichtnerschacht. Wyjazd ten jest wyjątkowy z dwóch względów. Po pierwsze, baza wyprawy zlokalizowana jest w podziemiach stacji narciarskiej, gdzie dzięki uprzejmości przedsiębiorstwa Gletscherbahnen Kaprun A.G. do naszej dyspozycji są dwa pomieszczenia, bieżąca woda (ciepła), prysznic, energia elektryczna i dostęp do Internetu. Wyznacza to pewien (wysoki) standard socjalny, rzadko spotykany na innych wyprawach jaskiniowych. Drugim, istotnym wyróżnikiem jest skała, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie - margiel mikowo-wapienny. Skała ta na Kitzsteinhornie generalnie słabo krasowieje, jest na ogół krucha i daje niezapomniane wrażenia wizualne widziana od środka, znacznie inne od wapienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach tegorocznej działalności, prowadzonej z biwaku w Sali z Miśkiem (ok. -430 m), wspinaliśmy się w kominach zaczynających się w Kryształowej Galerii, nieopodal biwaku. W pierwszej czwórce działali Mariusz Mucha i Marcin Grych oraz Bartek Berdel i Damian Żmuda. Następnie zmieniliśmy ich my tj. ja i Michał Ciszewski oraz Ewa Wójcik z Robertem Matuszczakiem. Łącznie, podczas ośmiu &amp;quot;szycht&amp;quot; udało się nam wywspinać i zmierzyć 240 metrów pionu. Odkryty przez nas ciąg wyraźnie zmierzał do powierzchni, co ciekawe, będąc rozwinięty na innym pęknięciu niż cała pozostała część jaskini. Michał wziął do jaskini aparat i dwie lampy błyskowe, za pomocą których zrobił sporo ładnych zdjęć (część prezentuję w galerii za jego zgodą). Dzięki zastosowaniu kamizelek puchowych i ogrzewaczy chemicznych nie bolało to aż tak bardzo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o towarzyszącą wyprawie działalność narciarską, to poza standardowym wejściem na Grosser Schmiedingera (ok. 440 Hm) udało się mi zrobić dwie nowe, ciekawe rzeczy. Najpierw zjechaliśmy (wspólnie z Michałem Ciszewskim) z wierzchołka Kitzsteinhorn (3203 m, ale podchodzi się 200 m) nową dla nas, a bardzo stromą drogą. Później, korzystając ze świetnej pogody i oczekiwania na wyjście pierwszej czwórki z jaskini, razem z Filipem Filarem przeszedłem ciekawą trasę skiturową na pół dnia - z wysokości ok. 2 900 m (dostaliśmy się tam kolejką) pysznie zjechaliśmy północnymi zboczami Schmiedingera (czyli poza teren narciarski) aż do chatki na Schaunberg Mittelalm (1672 m). Następnie, na fokach podeszliśmy przez Lakaralm na przełęcz Lakarscharte (2488), przez którą wróciliśmy do bazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, wyjazd był bardzo przyjemny - sporo się działo i to w całkiem dobrym towarzystwie. Poza tym, dzięki dobremu połączeniu z Internetem mogłem trochę popracować, dzięki czemu nie narobiłem sobie dużo zaległości. Ze względu na sprawy zawodowe (Damian) i dalsze plany (ja), jako reprezentacja RKG musieliśmy opuścić wyprawę przed jej zakończeniem. Kiedy wyjeżdżałem, na dalszą wspinaczkę w Kryształowej Galerii szli Zakopiańczycy i Kaja z Staszkiem, zaś Bartek prowadził trzyosobową ekipę, która od powierzchni miała wspinać komin pozostawiony do rozpoznania w tzw. Zyklopengangu na -350 m. Nie znam jeszcze szczegółów (uzupełnię), ale wiem z plotek, że &amp;quot;puściło&amp;quot; okrutnie i wyprawa zakończyła się niezwykle udanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Szkolenie zimowe instruktorów|SGW: Michał Górski, Ewelina Górska, Agnieszka Nieciąg; Speleoklub Świętokrzyski: Piotr Burczyk, Agnieszka Burczyk; TKTJ: Tomasz Chojnacki; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra: Marek Pokszan|17 - 18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Odbyłem obowiązkowe szkolenie zimowe dla instruktorów taternictwa jaskiniowego. Materiał był dosyć obszerny. Z jednej strony, obejmował wiedzę o lawinach, zasady poruszania się w terenie lawinowym oraz praktyczne wykorzystanie zestawów lawinowych. W tym zakresie głównie przypominaliśmy i systematyzowaliśmy juz wiedzę, którą prawie wszyscy z nas posiadali. Otrzymaliśmy też liczne wskazówki metodyczne, jak uczyć naszych kursantów. Drugą część materiału stanowiła wiedza o asekuracji w terenie śnieżnym i lodowym i posługiwanie się rakami, czekanem i liną w terenie zimowym. Tu niestety wyszło trochę braków i chaosu w naszych głowach - jak się okazało, żadnemu z nas nie przekazano tej wiedzy na kursie podstawowym i każdy właściwie wiedział tyle, ile w toku swojej górskiej działalności zdołał sam się nauczyć. Prowadzący cierpliwie prowadził z nami ćwiczenia (jak z kursantami) - myślę, że w toku szkolenia sporo się w tym obszarze podciągnęliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zostało zrealizowane jako wykłady w Betlejemce, oraz dwie wycieczki terenowe - jedna w rejon Czarnego Stawu Gąsienicowego i lodospadu, zaś druga przez przełęcz Karb ze wschodu na zachód. Prowadził je Marek Pokszan, legitymujący się dużym doświadczeniem powierzchniowym i przypominający nam co rusz o swoim zrozumieniu spraw jaskiniowych ze względu podziemne epizody w swojej &amp;quot;karierze&amp;quot;. Merytorycznie i metodycznie, szkolenie wydawało się być przygotowane bardzo dobrze i pewnie z kilku obserwacji &amp;quot;warsztatu pracy&amp;quot; Marka skorzystamy prowadząc naszych kursantów. Jedyne, do czego moglibyśmy mieć zastrzeżenia to sama Betlejemka, panujący w niej ścisk i jednocześnie pewnego rodzaju atmosfera konfrontacji. Niestety, obiekt ten jest urządzony tak, że kiedy jedni instruktorzy (młodsi) ledwo mieszczą się tam w łóżkach i jedzą na korytarzu, u innych instruktorów  (starszych) jest jeszcze miejsce i wygoda. W tym wszystkim oczywiście nie my jesteśmy najważniejsi, ale kursanci i &amp;quot;zwykli wspinacze&amp;quot;, którzy też nie mają tam lekko. W naszym jaskiniowym środowisku chyba przyzwyczajeni jesteśmy do innych, bardziej egalitarnych (trudne słowo) standardów. No cóż. Na szczęście pogoda i towarzystwo dopisało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Babia Góra od południa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Upalnie. Startujemy od schroniska w Slanej Vodzie (740) żółtym szlakiem aż na szczyt Babiej Góry (1724). Robimy 1000 m przewyższenia. Na szczycie musimy się jednak ubrać solidnie bo jak przystało na Daiblaka wiało nie źle. Zjazd mniej więcej wzdłuż drogi podejścia. Śnieg czasem o zmiennej strukturze (raczej przepadający) ale tak bajecznie. Do auta docieramy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 9:20 wyruszyłem z Koczego Zamku pod Ochodzitą w kierunku Wisły Czarne trasa biegła przez Gańczorkę, Przysłup, Pietroszonkę, Stecówkę, Szarculę Zadni Groń aż pod zaporę w Czarnym gdzie dotarłem ok 14:00. Pogoda dopisała warunki też. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 11:40 wyruszyłem z Krzysztówki pod Czantorią w kierunku Istebnej trasa biegła przez Soszów, Stożek, Kiczory, Młodą Górę, Suszki aż do Istebnej Centrum. Do domu dotarłem o 15.20 pogoda była kiepska mgła i mżawka ale przynajmniej śniegu nie brakowało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - wspin|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z różnych przyczyn nie mogliśmy sobie pozwolić na dwudniowy wypad w tatry, więc wybraliśmy się na akcję typu  Fast and Light. Wyjechaliśmy o 24.00 tak więc dzięki małemu ruchowi po niespełna 3 godzinach byliśmy w Kuźnicach. Po spacerku w lekkim deszczu w  Murowańcu zatrzymaliśmy się na śniadanie, niestety jedliśmy je na schodach (podobnie jak kilka innych osób), gdyż na noc sala na dole jest zamykana(noc trwa co najmniej do 6.30!!!). Chwilę przed nami na Prawe Żebro wyrusza jeden zespół, którego spotykamy nad Czarnym Stawem w czasie wycofu z powodu zerowej widoczności. Po kilku minutach oczekiwania na tzw. Okno pogodowe dochodzimy do wniosku, że nie damy rady nawet wejść w Drogę Potoczka, więc postanawiamy wybrać coś krótszego i bardziej widocznego w czasie dupowy. Wybór pada na połączenie drogi Klisia (2 pierwsze wyciągi ) i drogi Kochańczyka (3wyciąg).  Pogoda w czasie wspinu jest iście zimowa, padający śnieg, mgła, wiatr, zerowa widoczność i częste pyłówki.  Powrót po zrobieniu drogi wygodny i szybki -  jeden zjazd i krótkie zejście pobliskim żlebem.  Po  smacznym obiedzie w schronie, grzecznie wracamy do szarej rzeczywistości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Odkryłem&amp;quot; najpiękniejszy zjazd z Skrzycznego. Miał być to spacerek a tura okazała się nie złym wyzwaniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Auto zostawiłem przy ostatnich chałupach w Godziszce. Padał deszcz z śniegiem. Doliną podążałem wg wskazań GPS aż pod stromizny opadające z Skrzycznego od NE. Forsowanie stromizn (nie myślałem, że może być tu aż tak stromo) zmusiło mnie do &amp;quot;tatrzańskiego&amp;quot; wysiłku. W 2 miejscach musiałem zdjąć narty i wykuwać stopnie na kilku metrach w zmarzniętym śniegu  (przydały by się harszle). W końcu dotarłem do nartostrady i niebieskiego szlaku trawersującego Skrzyczne w pobliżu szczytu. Tu mocny wiatr rozgonił chmury i śnieg przybrał barwę srebra. Na przełaj dochodzę na wierzchołek. Potem krótki odpoczynek w schronisku i cudowny zjazd. Najpierw przez wiatrołomowisko (latem trudne do sforsowania) a potem przez owe stromizny a następnie rzadkim bukowym lasem w kilka chwil osiągam dolinę. Tu roztopy zrobiły trochę zamieszania ale i tak na nartach docieram do auta. Wg mnie ten zjazd to prawdziwy hit w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacery|Ola i &amp;lt;U&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|10 - 11 03 2012}}&lt;br /&gt;
''Po ostatnim ociepleniu, opadach deszczu i mżawki wypogodziło się, obniżyła się temperatura, tak, że śnieg zamarzł, tworząc grubą warstwę lodoszreni. W dniu 27.02. o godz. 18-tej poinformowano TOPR, że podczas zjazdu z Grzesia wywróciła się i doznała kontuzji kolana narciarka skitourowa ... złamała nogę znana skialpinistka ... zjechał po zalodzonym stromym zboczu aż na dno ... z Przeł. Karb na taflę Czarnego Stawu zsunął się żlebem jakiś turysta ... zsunęła się po stromym zboczu kilkadziesiąt m ... przylot śmigłowca do narciarki, która złamała kość udową ... kontuzji nogi doznała 20-letnia narciarka skiturowa ... w wyniku upadku i uderzenia głową o lód straciła przytomność  ... ze względu na duże zalodzenie szlaku miał problemy ... widział jak przed chwilą z Zadniego Granata do Koziej Dolinki spadł jakiś turysta ... spadł stromym żlebem ich kolega ... ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tak dalej i tak dalej. Po przeczytaniu kroniki TOPR z 5.03. zdecydowaliśmy, że to najwyraźniej nie jest czas na ambitne projekty. Postanowiliśmy wybrać się tam, gdzie po prostu przy innej okazji się nie pójdzie, bo będą pewnie inne cele. Zaczęliśmy od Cichej Doliny Liptowskiej. Decyzja żeby nie brać nart była słuszna - na drodze w dolinie wywijaliśmy orły, a po metrowej wysokości pokrywie śnieżnej w dolinie można było skakać do woli, nie zapadając się ani o centymetr. Mijając ostrzeżenia o zamknięciu szlaku do Tomanowej Przełęczy ze względu na niedźwiedzie (miejmy nadzieję, że one też to czytały), dotarliśmy do Polany Wierchcichej. Stamtąd próbowaliśmy kawałek przedrzeć się w stronę przełęczy Zawory. Niestety okazało się to niełatwe, bo tu już, zwłaszcza ze względu na późną porę dnia, zapadanie się dało się nam we znaki. Ostatecznie musieliśmy się wycofać. Dolinę ogólnie można polecić - choć jest baaaaardzo długa, oferuje niesamowite widoki na Czerwone Wierchy. Od tej strony to zupełnie małe górki, zwłaszcza Kasprowy Wierch robi wrażenie nieznaczącej kulminacji na grani. Dopiero Świnica to poważna góra. Poza tym, okazuje się, że od Przełęczy Tomanowej do Kasprowego Wierchu to właściwie jest rzut beretem. No, przynajmniej tak to od południa wygląda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia (warunki dużo gorsze) przemieściliśmy się do Tatranskiej Kotliny i stamtąd przespacerowaliśmy się do Chaty Plesniviec. Tam uraczyliśmy się specjałami kuchni regionalnej. Menu chatki jest dosyć ubogie (Varena klobasa, Kapustova polevka, Cesnakova polevka) - ale dzięki temu wybór potrawy jest oczywisty. Jej smak jest tu specyficzny, z górnej półki - porównywalny z tym w Szyndłowcu (choć tu robią ją nieco bardziej tłustą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 10:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Obłaziec trasa biegła drogą stokową dalej krótki zjazd na Zieleńską Polane ponowne założenie fok i podejście w kierunku żółtego szlaku idącego z Salmopola przez Smrekowiec Trzy Kopce. Za Trzema Kopcami odbijam przez pola lasy w kierunku Bukowej. Niestety z Bukowej nie udało się zjechać ze względu na zbyt małą pokrywę śniegu. W Wiśle Obłaziec byłem ok. 14 pogoda dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Mała Kopa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kieczka, Jan Kempny (os. tow. - został w Korbielowie na wyciągach)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rzadko odwiedzany zachodni zakątek Tatr na Słowacji był celem naszej wycieczki skiturowej. Okolice doliny Jałowieckiej stanowią wspaniały teren dla miłośników skialpinzmu, legalnie zresztą udostępniony.  Podchodzimy od Bobrowieckiej Wapiennicy szlakiem. Większość podejścia narty niesiemy na plecach. Śnieg był twardy, zalodzony więc buty nie zapadały się nawet na milimetr. Kilku spotkanych skiturowców ostrzegało nas przed lodem pokrywającym zbocza gór powyżej lasu a jeden poinformaował o wczorajszych tragediach w Niżnych Tatrach. Przy chacie pod Narużim robimy krótki odpoczynek po czym wychodzimy na Małą Kopę (1637). Próbuję zjechać w stronę przełęczy Przedwrocie lecz łyżwy zostawiłem w aucie. „Betony” pokryte szkliwem wymusiły na nas respekt więc odpuszczamy sobie drapanie bez raków na Ostrą i zjeżdżamy z Kopy. Mimo obaw długi zjazd drogą podejścia jest wspaniały. Wspaniałe były również widoki i pogoda. Szczęśliwie więc docieramy do auta odwiedzając po drodze kryjówkę partyzantów z II wojny światowej. &lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaKopa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitury na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Michał O. (os.tow.)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w ramach akcji &amp;quot;30+&amp;quot; ;). Wychodzimy na szczyt Pilska żółtym szlakiem z Korbielowa, wracamy nartostradą. Zaczynamy i kończymy wycieczkę spacerem &amp;quot;z buta&amp;quot;. Śniegu generalnie niezbyt dużo już zostało. Jak już jest to mocno zmrożony, twardy i przewiany. Mimo tego wycieczka bardzo udana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura na Wielką Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek|26 02 2012}}&lt;br /&gt;
Z Soblówki podejście trochę na przełaj oraz szlakiem do bacówki pod Wlk. Rycerzową. Przeczekujemy tu śnieżycę a potem wychodzimy na szczyt. Stąd granicą państwa zjeżdżamy na przełęcz Prislop. Warunki do zjazdu wręcz idealne (5 - 10 cm puchu na zsiadłym podłożu). Doliną zjeżdżamy spowrotem do Soblówki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Miętusia|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk oraz kadra: Tomasz Jaworski, Agnieszka Szmatłoch|24 - 25 02 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny weekend to kolejny wyjazd kursowy. Zapakowani po sam dach (a nawet wyżej, bo aż pod box dachowy) wyjeżdżamy o 17:00 by przed 21:00 być na miejscu.  Wieczór tym razem bez wykładu, ponieważ planowaliśmy wcześnie wstać, by jak najwcześniej być pod jaskinią - i jak najszybciej wrócić do domu (plan był by wracać jeszcze w sobotę). Przed snem pointegrowaliśmy się troszkę jeszcze z TKTJ'tem w jadalni :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia planowo o 7:15 wszyscy byliśmy gotowi do wyjścia (punktualność zaskoczyła niektóre osoby) i ruszyliśmy w stronę Doliny Miętusiej. Na ten dzień do miętusiej  było zaplanowanych jeszcze  co najmniej 4 zespoły, co dało się zauważyć już przy wejściu do doliny Kościeliskiej gdzie spotkaliśmy ekipę z KKTJ'u (planowali również iść w partie wielkich kominów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinię dotarliśmy przed 10:00, szybka przebiórka i o pełnej weszliśmy do rury. Prowadziła Gosia, która dzielnie gnała rurą w głąb jaskini. Szybko zaporęczowaliśmy pierwszy worek i kolejnym poręczującym od Kaskad byłem ja. Do Błotnych Zamków dotarliśmy krótko po 12, a że byliśmy pierwsi Krzysiek ruszył na poręczowanie Wielkich Kominów a my mieliśmy czas na posiłek.  Kominem na dół zjechaliśmy wszyscy by osiągnąć -213m w Syfonie w Wielkich Kominach. Szybka fotka i powrót. Na deporęczowanie zostałem wytypowany dziwnym trafem ja, także już wiedziałem że suchy nie wyjdę na powierzchnię tym bardziej że kominem wody lało się nie mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście deporęcz poszła wg. mnie szybko (pewnie reszta była innego zdania gdy marzła w Błotych Zamkach). Gdy zrobiłem co trzeba, mój wór przejął Krzysiek i ruszył z Agnieszką do wyjścia, a ja zacząłem deporęczować resztę. Musieliśmy się spieszyć, gdyż reszta ekip (m.in. KKTJ) również zaczęła wracać. Szczęśliwie pod rurę dotarliśmy pierwsi, także nie było wymuszonych przestojów. Rura wszystkim nam poszła bez większych problemów (poza małą kaskadą po drodze) i o 18:00 byliśmy po akcji na powierzchni. Za nami wyszło jeszcze kilkanaście osób, co widać na fotkach. Stąd już tylko 1,5h do auta i powrót do Rudy. W domu byłem o 0:30, także zgodnie z tym co planowaliśmy :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Mietusia%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|22 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:00 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Czarne trasa biegła drogą stokową dalej przez Wyszni i Cieńków aż do nadleśnictwa gdzie dotarłem ok. godz. 14:00. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kłodnica - Śledź z piratami|Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka, Janusz Dolibog, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik, Henryk Tomanek i wiele osób tow. i dzieci (jak kogoś pominąłem to proszę się upomnieć) |21 02 2012}}&lt;br /&gt;
U Basi i Tadka Szmatłochów na Kłodnicy odbył się kolejny ''Śledż'' tym razem &amp;quot;Piraci z Karaibów&amp;quot;. Przednia zabawa przy szantach, piękne stroje, groźni piraci i ich wspaniałe kobiety, tu można to zobaczyć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FPiraci. Gospodarze zadbali o przepiękny wystrój za co im bardzo dziękujemy. Tu &amp;quot;film&amp;quot; z imprezy: http://vimeo.com/37422216&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura przez Klimczok i Szyndzielnię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow - Jan Kempny i Ewa Kempna |19 02 2012}}&lt;br /&gt;
Nasi towarzysze zostają w Szczyrku ucząc się narciarskich przymiarek na wyciągu Kaimówka. Ja z Teresą idziemy szlakiem na Klimczok (w schronisku odpoczynek) a dalej na Szyndzielnię i zjeżdżamy &amp;quot;nartostradą&amp;quot; do Olszówki. Tu podjeżdżają po nas znajomi i wracamy razem do domu w momencie gdy zaczął padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skitour i SPA|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|11 - 12 02 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy na nartach na Ciemniak. Na parkingu pod Kościeliską samochód pokazywał -30, ale generalnie pogoda dopisała (słonecznie), w związku z czym ludzi na tej trasie było bardzo dużo. Zjazd granią do Chudej Turni bardzo nieprzyjemny (przewiany, twardy śnieg). Niewielką, acz znaczącą rekompensatą był za to puch na Gładkim Upłaziańskim. Adamicą pojechaliśmy ciekawym wariantem za miejscowymi. Dzień kończymy uroczystą kolacją. Następnego dnia Słowacja i Dolina Rohacska. Tu sytuacja zgoła inna, ostatnich skiturowców widzimy przy aucie, przy Pensjonacie Szyndłowiec. Dalej zupełnie sami idziemy w stronę Banikowskiej Przełęczy. Byliśmy już bliscy odwrotu ze względu na zimno (-20) i twardy śnieg, ale ostatecznie za śladami które zauważyliśmy (jedynymi w dolinie) udało się nam wdrapać na Spaloną (2083). Stamtąd odbyliśmy naprawdę rozkoszny zjazd do Rohackiej Siklawy i dalej do Szyndłowca, gdzie posililiśmy się specjałami kuchni regionalnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - lodospady|Damian Żmuda, Andrzej Rudkowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak(WKTJ) |11-12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy o 6.00, z Krupówek odbieramy Paulinę, szybki przepak i ruszamy na nad Zmarzły Staw. Pogoda prawie idealna, pełna lampa, bezwietrznie,  może trochę za zimno w cieniu. W słońcu termometr przy Betlejce  pokazywał 7 stopni, nic tylko wyciągnąć leżak. Niestety w Laboratorium  cień i tłumy ludzi - głównie kursanci . Lodospady wylały się całkiem fajnie, ale były dosłownie zadziabane przez wspinaczy. Wspinamy się do zmroku, w schronisku jemy  lekko opóźniony obiad i schodzimy/zjeżdżamy do Kuźnic . Śpimy w bazie w Kirach. W niedzielę wyruszamy z samego rana w poszukiwaniu znacznie bliżej położonych lodospadów. Po ponad godzinnym torowaniu w głębokim śniegu dochodzimy do celu, ale pojawił się mały problem – lodospad był całkowicie przysypany głębokim śniegiem. Pomimo prób nie udało się nam dokopać do lodu, nie pozostało nam nic innego jak zachowując pełen spokój i pogodę ducha wycofać się po własnych śladach i uznać tą drogę jako spacer kondycyjny z lekkim obciążeniem (raki, liny, śruby, czekany, uprzęże  kaski itd.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka |12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Mroźna ale słoneczna pogoda jest okazją na krótki wypad skiturowy. Ruszamy niebieskim szlakiem z Poniwca na Czantorię. Z szczytu zjazd do czeskiego &amp;quot;schroniska&amp;quot; na ciepłe napoje. Potem pędzimy na Poniwiec i nartostradą zjeżdżamy w dół. Do auta poruszamy się poboczem drogi ryzykując uszkodzenie sprzętu. Przed zapadnięciem zmroku docieramy do celu. Tu jakieś zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt; |8 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Stecówki. Trasa biegła przez Malinowską Skałkę, Magurkę Wiślaną, Baranią Górę, Przysłup, doliną Czarnej Wisełki. O godzinie 15:00 doszedłem na Stecówkę gdzie miałem zostawiony wcześniej samochód. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Niedzielny obiad|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy w samo południe z Ustronia Zdroju. Dzień dosyć ładny, choć mroźny. Łatwo nie było. Miasteczko zostało &amp;quot;po(p)sute hasiem&amp;quot; i naprawdę nie sposób poruszać się po nim na nartach mimo srogiej zimy. Poszliśmy czerwonym szlakiem w stronę Równicy... w lesie służby miejskie na szczęście odpuściły. Zagospodarowanie szczytu nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia (nigdy wcześniej tam nie byłem). Naszym celem w tamtym miejscu był obiad w Zbójnickiej Chacie. Zaczęliśmy od żurku (nieco inny niż śląski, mniej ostry, tłusty, ale dobry). Porcja jednak nie była zbyt duża, więc dalej schab po zbójnicku (schab, zwłaszcza po zbójnicku, kojarzy mi się raczej z czymś dosyć mocno obrobionym i podpieczonym, a tymczasem w tej wersji to bardzo delikatnie przyrządzone mięso). Na deser - jedna szarlotka i jeden murzynek - obdywa na ciepło z lodami (doskonałe). Podsumowując, obiad był pyszny i niedrogi. Podany bardzo szybko. Do wystroju przybytku też nie miałem zastrzeżeń... Zastanawiam się, gdzie tkwił haczyk (nie widzieliśmy kuchni). Żeby choć w części odparować przyjęte kalorie, przemieściliśmy się grzbietem w stronę przełęczy Beskidek. Stamtąd zjazd &amp;quot;na czuja&amp;quot; do Ustronia Jaszowca - dosyć trudny, ze względu na twardszą warstwę śniegu z wierzchu; skręty wymagały sporego wysiłku. Kiedy tylko na horyzoncie dostrzegliśmy pierwsze domy wczasowe, na trasie pojawił się żwir i trzeba było &amp;quot;kombinować&amp;quot;. Zjeżdżamy sobie raz z wyciągu, a następnie bulwarem wzdłuż Wisły (na szczęście nieposypanym) wracamy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spojrzeć śmierci prosto w oczy, czyli skiturem po Chechle|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Jasińska&amp;lt;/u&amp;gt;|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Niedziela – piękna mroźna i słoneczna. Dzwoni guru Heniu. Odbieram i pytam gdzie i kiedy? W odpowiedzi rechot w słuchawce. A zatem moja skiturowa inicjacja tej zimy odbędzie się w scenerii dość wyjątkowej, co zresztą cieszy mnie niezmiernie.  Czasu nie mamy wiele, więc trzeba coś na szybciora wykombinować. I nie może być za długo bo cherlam jeszcze jak stary gruźlik.  Śniegu na Śląsku tyle co kot napłakał, ale skoro Heniu twierdzi , że się da to dać się musi. I po godzinie już jedziemy w kierunku Tarnowskich Gór. Chechło to jezioro z taką ładną wyspą na środeczku, do której zawsze latem chciałam dopłynąć i nigdy nie przyszło mi do głowy, że tam po prostu dojadę na nartach. Początkowo próbujemy obchodzić jeziorko plażą wokół, ale pespektywa ślizgu gładką, przyprószoną śniegiem taflą jeziora jest zbyt kusząca.  Najpierw ostrożnie i przy brzegu… Maciuś trzeszczy!!! Kto by się przejmował takimi detalami! W miarę wzrostu zaufania do wytrzymałości lodu wypuszczamy się na sam środek. No bajecznie. Niepokojące są jedynie ogromne pęknięcia przecinające połać jeziora i biegnące w rożnych kierunkach. Heniu konsultuje jeszcze sprawę naszego bezpieczeństwa z wędkarzem zakotwionym nad przeręblą - „ lodu jest ze 30 cm a ryba nie bierze”. Hmmm …w szkole nigdy nie mówili ile to wytrzymuje. Ale wytrzymało. Z radochą wbijamy w napotkane szuwary i czujemy się całkiem jak w jakimś odległym zakątku świata. Swoją drogą na łyżwach byłoby zapewne szybciej i wygodniej, ale nie udało mi się namówić do tego chłopców. Spotykamy jeszcze prawdziwego morsa, który namawia nas na kąpiel w przerębli. Heniu natychmiast podchwycił ideę, wiec obawiam się, że za tydzień czeka nas poważna przeprawa. Uchichani i trochę zziębnięci kończymy spacer przed zachodem słońca i udajemy się do domów na spóźniony obiadek. Tu obrazki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FChechlo&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Dzięki chłopaki;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, Karol Jagoda|3 - 5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Piątek, późne popołudnie,plecaki spakowane, więc ruszamy w drogę, w stronę Zakopanego. Sobotni cel-Jaskinia Czarna. Droga do Kir upływa bardzo szybko, sprawnie przejeżdżamy zakopiankę. Z niepokojem obserwujemy malejącą wciąż temperaturę na wskaźniku w aucie.Minus 23 stopnie to na pewno nie jest mało. Ale damy radę. Ostatnio niepokonał nas w szalonych ilościach padający z nieba śnieg, to i i te kilkadziesiąt stopni na minus też nie powinno. Wieczorkiem jeszcze wykład na tematy przyjemne, tzn. gdzie, w Polsce i na świecie, najlepiej szukać jaskiń niebylejakich i już poranek nadchodzi szybko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 8 wyruszamy na szlak. Niebo lekko zachmurzone, mróz szczypie w policzki, szybciutko przemierzamy dolinę Kościeliska. Oczywiście przegapiamy właściwe wejście na żółty szlak, ale błąd szybo zostaje naprawiony. Dalsza droga do jaskini bardzo ładnie została wytyczona przez naszych poprzedników, więc nie mamy problemów z  znalezieniem jaskini. Wspinamy się bardzo stromo w górę, początkowo przez las, a potem wzdłuż żlebu. Śniegu sporo,ale po ostatniej akcji to i tak raczej niewiele. Po około 2 godzinach od wyjścia jesteśmy u celu. Przed nami pierwsze„wyzwanie”,  przygotowanie do wejścia do jaskini. Kombinezony sztywne, gumiaczki na pewno nie grzeją w stopy. Każdy pragnie jak najszybciej znaleźć się w jaskini, tam przynajmniej 4 stopnie powyżej zera, a nie minus 25. Niektórzy muszą trochę na to poczekać, a niestety zimno  szybko sprawia, że przestaje się czuć palce u stóp i rąk. W głowie kołacze się tylko jedna myśl, po jakim czasie można nabawić się odmrożeń;-) Na szczęście każdemu udaje się jakoś dotrwać do swojego czasu i po pierwszym, krótkim zjeździe jesteśmy w środku. Szybko docieramy do  prożku Rabka, a następnie do sporej Sali Francuskiej. Przestrzenność tej jaskini na pewno robi na nas wrażenie.  Za chwilę przed nami do zaporęczowania Trawers Herkulesa, a po nim Komin Węgierski. Dajemy radę. Zastanawiamy się tylko czy starczy nam czasu,żeby zobaczyć jeziorko Szmaragdowe. Z decyzją wstrzymujemy się do momentu , aż dotrzemy do studni Smoluchowskiego. Oczywiście gdy tam już jesteśmy, nie jesteśmy w stanie odmówić sobie przyjemności zjazdu ponad  20 metrową studnią i zobaczenia szmaragdowego cudeńka. Z drugiej strony, kto wie, czy jeszcze kiedyś tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeziorko faktycznie robi wrażenie, chociaż wody w nim niewiele. Na ścianach wyraźnie widać, dokąd woda zazwyczaj sięga i tym razem na pewno nie można w nim ponurkować ;-) Spoglądamy w górę studni i nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie,że drogę tą można pokonać też w przeciwną stronę. Szacun dla tych, którz tą studnią potrafią wspiąć się w górę. Pełni pozytywnych wrażeń wracamy, bo pora też na to już stosowna. Około godz. 22 wszyscy jesteśmy na powierzchni. Z zaskoczeniem odkrywamy,że nasze plecaczki przysypane zostały świeżą porcją śniegu. Temperatura niestety nie zmalała.Przebieramy się i w dół. Niektórzy czują się jak na torze bobslejowym. Droga doliną jakimś cudem od rana się wydłużyła i wydaje się nie  mieć końca. Na szczęście uprzyjemniają ją wspomnienia tego co przeżyliśmy i myśli o tym, co fajnego, czeka na nas następnym razem....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Czarna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Żółta Turnia na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kuźnic przez Boczań do Murowańca. Pada słaby śnieg, temperatura – kilkanaście stopni poniżej zera. W schronisku krótki odpoczynek (spotykam tu kolegę z Rudy) i podjęcie ostatecznej decyzji co do celu. Wybieramy Żółtą Turnię. Górne partie tej góry wywiane były z śniegu lecz można było zaryzykować. Minusem tego rejonu jest fakt, że od Murowańca trzeba stracić prawie 200 m na wysokości. Na podejściu w Dubrowiskach „niegrzeczne” są foki. Wkurzeni wrzucamy narty na plecaki i dajemy z buta bo ścieżka była przetarta. Na Żółtą Turnię (2087) podchodzimy pn - zach. ramieniem wzdłuż Pańszczyckiego Żlebu. W rakach osiągamy szczyt przy sypiącym śniegu i coraz bardziej ograniczonej widoczności. Trzeba przyznać, że ostatnie kilkadziesiąt metrów podejścia było przykre z uwagi na super zmienne warunki śniegowe (raz po pas a w chwilę później kamienie). Na szczycie jesteśmy dosłownie kilka sekund i uciekamy w dół. Schodzimy niżej do początku centralnego żlebu gdzie zakładamy narty i śmigamy w dół przez cudowne pola śniegu pisząc swoje ślady na dziewiczych połaciach. Jak zwykle dużo za szybko docieramy do szlaku i nim podążamy z powrotem do schroniska. Do auta przy rondzie w Zakopcu dojeżdżamy na nartach w sam raz przed zapadającymi ciemnościami. Zdjęć nie robiłem bo zamarzł mi aparat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie. |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin G. - os.tow.|2-4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Króciutki wypadzik w tatery na odstresowanie:) Pierwszy dzionek zajęła nam podróż, dojście do Kondratowej i spacer po dolince, w drugim wdrapaliśmy się na Giewont (zawsze przeze mnie unikany, teraz byliśmy na szczycie sami; nie licząc grupki siedmiu kozic:) i stamtąd pomaszerowaliśmy na Kondracką Kopę, w sobotę trzeba było wracać. Pogoda przepiękna: niebo bezchmurne, słoneczko, niesamowita widoczność, śnieg-marzenie. Jeden szkopuł: przeokrutne zimno. W nocy i rano -25st, w dzień minus kilkanaście. Zamarzało wszystko po kolei: od nieopatrznie odsłoniętych części ciała, przez garderobę, po aparat:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury: Jaworze-Błatnia-Szyndzielnia-Jaworze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.)|2 02 2012}}&lt;br /&gt;
Zachęceni wspaniałą pogodą i warunkami śniegowymi zrobiliśmy z dziewczyną szybki wypad klasyczną trasą turową: Jaworze - Błatnia - Szyndzielnia - Jaworze. W górach pięknie i mroźno. Mimo niezmąconego niczym słońca i braku wiatru nie można było sobie pozwolić, jak w niedzielę, na wygrzewanie się na grani. Wypad krótki ale bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spacer skiturowy koła emerytów i rencistów na Kotarz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
Korzystając z uroków zimowej aury jak i podążając za modą na aktywny wypoczynek ostatniej niedzieli nasze koło emerytów i rencistów zorganizowało spacer skiturowy po beskidzkich wzgórzach. Chciałbym od razu dodać - niezwykle udany spacer. W miłej i bezstresowej atmosferze przeszuraliśmy z Brennej na Kotarz i w pysznym śniegu zjechaliśmy z powrotem. Zimowe słońce opalało nasze czerstwe twarze zaś lekki mróz zdrowo szczypał w policzki. Organizatorzy spisali się na medal, pozwalając nam przyjemnie i bezpiecznie spędzić dzień na świeżym górskim powietrzu i nacieszyć się pięknem natury, za co chciałbym im w tym miejscu serdecznie podziękować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niedzielnym śniadaniu ruszam autobusem z Istebnej Centrum na Koczy Zamek pod Ochodzitą. Około godziny 11:10 ruszam na skiturach z Koczego zamku w kierunku Trojaków dalej trasa biegnie wzdłuż granicy państwa w przez trójstyk aż do rzeki Olza. Po drodze zmuszony jestem pokonać kilka potoków ale dzięki silnemu mrozowi większości są one pozamarzane. Podczas wędrówki był silny mróz szczególnie w ostanie fazie drogi oraz piękna słoneczna pogoda. Zdarzyło mi się też skąpać buta w jednym z potoków. Ok. godz 18:20 dotarłem do domu.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Małej Łąki i inne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, momentami w towarzystwie Marka Wierzbowskiego (UKA), Małgorzaty Czeczott (UKA) którzy gościli mnie w Zakopanem|28 - 29 01 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę skorzystałem z bardzo dobrych warunków i ograniczonej ilości skitourowców w Tatrach (prawie wszyscy na zawodach ;-). Wystartowałem o godz. 8:40 z wylotu doliny Małej Łąki bez zbytniego przywiązywania się do konkretnych planów, ot &amp;quot;zobaczymy co się stanie&amp;quot;. Miejsce odpoczynku na Wielkiej Polanie okazało się być przysypane do poziomu stołu. Do tego momentu nie miałem jeszcze nart na nogach - śnieg na szlaku był tak ubity, że spokojnie szło się piechotą. Sytuacja zmieniła się radykalnie za Ciekiem - zmuszony byłem torować, gdyż najwyraźniej po ostatnich opadach pojawiłem się tam jako pierwszy. Pod Wielką Turnią moją uwagę przykuły Świstówki i dosyć konkretnie zasypany Przechód. Za każdym razem, kiedy pokonuję ten próg na dojścu do Śnieżnej myślę sobie, że byłoby super któregoś dnia zjechać go na nartach. Doszedłem do wniosku, że to właśnie jest ten dzień. Szybciutko wbiegłem więc na Kopę Kondracką (godz. 11:45!) - na szczęście od Kondrackiej Przełęczy było już przetarte - i rozpocząłęm zjazd na zachód, szeroooką granią w kierunku Małołąckiej Przełęczy. Stamtąd skręciłem w dolinę, przez Wyżnią Świstówkę, okolice Wielkiej Śnieżnej i nad Przechód. Próg pokonałem skrajem, po orograficznej lewej. Trzeba przyznać, że jest tam kilka emocjonujących metrów, ale rzecz jest do zrobienia bez skakania. Dalej Niżnią Świstówką z powrotem pod ściany Wielkiej Turni. Co mnie zaskoczyło, do żółtego szlaku da się zjechać i nie trzeba zakładać fok - latem wcale tak to nie wygląda. Cały zjazd był po prostu przedni, dawno się tak dobrze nie bawiłem. Śnieg był bardzo dobrej klasy, tym bardziej, że zdążyłem zanim pojawiło się słońce. Całkiem poważnie zastanawiałem się, czy od razu nie powtórzyć tej trasy, z miejsca i tego samego dnia. Ostatecznie jednak wszedłem z powrotem pod Giewont i zjechałem do doliny Kondratowej (również przyjemnie, ale śnieg liźnięty już słońcem), a następnie do Kuźnic na zakończenie zawodów Pucharu Polski. Tam spotykam się z moimi znajomymi, a także Damianem i Pawłem. Po odzyskaniu samochodu (1.5h) i krótkiej regeneracji, dzień kończę wypadem z Markiem na nocne foki z Brzezin do Betlejemki.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano nie wiedziałem jeszcze dokładnie co będę robił, ale na pewno miał być to jakiś ambitny zjazd. Pomyślałem sobie, że jestem pewnie trochę zmęczony, więc trzeba sobie nieco ułatwić. Zgodnie z tą linią, wjeżdżam na Kasprowy kolejką (co było możliwe tylko dzięki zmiane turnusów - ludzie zajęci pakowaniem/rozpakowywaniem...). Dalej idę piechotą w stronę Świnicy, przyglądając się bacznie Kościelcowi. Chciałem dotrzeć na Karb, więc jako miejsce zjazdu z grani wybrałem Świnicką Przełęcz, co okazało się niezbyt rozsądne. W związku z ładną pogodą, piechurzy rozchodzili ją poprzedniego dnia maksymalnie i pozostawili po sobie głębokie rynny po dupozjazdach. Zaliczyłem tam ciekawą glebę i podreptałem dalej w stronę Karbiu. Jak się okazało, śniegu na Kościelcu jest mimo wszystko dużo za mało na zjazd. Nawet gdyby było go dosyć, nie mogłoby mi się udać. Na zjeździe z Karbiu w stronę Czarnego Stawu okazało się bowiem, że ... wysiadły mi uda :) W samo południe znalazłem się więc w Murowańcu w bardzo przykrej sytuacji - słońce, brak wiatru, umiarkowany mróz, warunki narciarskie idealne - a ja po prostu już nie mogę. Poczekałem na Gośkę, która podchodziła z Kuźnic (z Moniką Strojny) i była w podobnym stanie co ja, choć wywołanym nieco innymi okolicznościami (zawodami). Spróbowaliśmy jeszcze ostatniej deski ratunku - wyciągu i trasy narciarskiej w Gąsienicowej. Tu również okazało się, że po prostu się nie da, na ten weekend to już koniec i nie pozostaje nic, jak tylko zjazd Goryczkową do Kuźnic. Przynajmniej wyjechałem z Zakopanego dosyć wcześnie i dzięki temu pewnie uniknąłem korków...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - IV puchar Budrem KW Zakopane w narciarstwie wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik. Na miejscu byli nasi koledzy z Speleoklubu Bielsko Biała: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer i Zosia Chruściel (z wyjątkiem Jurka też startowali). Zjawił się również Mateusz Golicz z kolegami z Warszawy| 28 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze w tym roku zawody Pucharu Polski w narciarstwie wysokogórskim odbyły się w idealnych warunkach pogodowych i śnieżnych. Trasa wiodła szlakiem z Kuźnic (1032) na Nosalową Przłęcz (1103), następnie zjazd szlakiem narciarskim spowrotem do Kuźnic a dalej podejście na Halę Kondratową (1330) i do kotła Goryczkowego (1550) skąd już podejście zakosami na szczyt Kasprowego (1987). Tu przepinka i zjazd początkowo granią a dalej częściowo nartostradą do Goryczkowej. Stąd leśnymi duktami poza trasą do „esa” i dalej już nartostradą do Kuźnic. Zawody ukończyłem i tym razem było to dla mnie sukcesem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: startowałem pierwszy raz na lżejszym sprzęcie. W butach F1 obtarłem sobie pięty do krwi, więc od Kondratowej głównie walczyłem z bólem przy każdym kroku. Na domiar złego zamarzł mi wężyk od pojemnika z płynem więc cały dystans pokonałem bez kropli płynu. W trakcie zjazdu przez las na dużej szybkości i to w wąskim miejscu nagle przede mną pojawił się leżący w poprzek zawodnik. Aby nie doszło do katastrofy desantowałem się w kosówki. Zgubiłem nartę. Zapięcie buta w niewygodnym miejscu kosztowało mnie sporo energii, czasu i jeszcze więcej przekleństw. W dodatku minęło mnie kilku rywali. W końcu zmęczony (do zawodów przystąpiłem „z marszu” bez specjalnego przygotowania) dotarłem do mety. Biuro zawodów mieściło się w małym Jurtabar w Kuźnicach i tam wydawane były posiłki. Przy setce zawodników był to mierny pomysł.  Tam też spotkałem Mateusza Golicza, który zrobił ciekawy zjazd (na pewno opisze) oraz potem dołączył Paweł, który pokonał trasę zawodów poza konkursem. Do auta przy rondzie zjechaliśmy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2Fppa-zakopane&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Szyndzilenię|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna przebieżka na Szyndzielnię. Wyruszam z domu po 9 tej, wracam przed 15 tą. Warunki na czerwonym szlaku całkiem niezłe ( słońce i przechodzona trasa). Zjazd nartostradą do samochodu zaparkowanego pod Dębowcem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Skrzyczne (1257) niebieskim szlakiem od Ostrego (od wschodu). Początkowo w słońcu i lazurowym niebie. Od hali Jaskowej całkowita zmiana pogody. Zadymka śnieżna, ograniczona widoczność. Po 2 godzinach osiągamy szczyt a potem odpoczynek w schronisku. Zjazd mimo warunków był przepiękny. Po drodze spotkaliśmy 3 skiturowców i 3 ludzi bez nart. Generalnie dużo śniegu a zjazd na tą stronę Skrzycznego godny polecenia. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Skrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w masyw Pilska|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, Mateusz Górowski, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Justyna&amp;lt;/u&amp;gt; (os. tow.)| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dementując plotki o nie chceniu zrobienia opisu na temat wypadu który odbył się 22.01.2012 r. w Beskid Żywiecki – skitury w masywie Pilska, właśnie go tworzę…  A tworzenie zajmuje mi trochę czasu gdyż właśnie dochodzę do siebie po tym że wypadzie… J&lt;br /&gt;
Otóż  jako osoba, która pierwszy raz w życiu miała styczność z tą odmianą sportu zimowego, jestem mile zaskoczona J&lt;br /&gt;
Będąc totalnym laikiem, na pewniaka wybrałam się razem z Henrykiem, Maćkiem, Mateuszem, Łukaszem na skitury. Na pożyczonym sprzęcie od życzliwego kolegi, pewnie wyruszyliśmy z Korbielowa na Halę Miziową, wszystko pięknie i wspaniale do momentu gdy weszliśmy na szlak, tu zaczęły się schody. Jako, iż byłam jedyną dziewczyną w gronie, dzielnie próbowałam brnąć za kolegami, (co prawda ostatnia ale po wspaniale utorowanych śladach :D). Przyznam się, trochę odstawałam, ale to przez podziwianie pięknych widoków przez wysokie ośnieżone drzewa ;)&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy kilkoro „napaleńców”, którzy bez sprzętu skiturowego również podążali tym szlakiem. (Kiedy piechurzy nas doganiali tzn. mnie, musiałam szybko spiąć pośladki i dalej gonić kolegów). Gdy wyszliśmy na nartostradę i podążaliśmy  do schroniska można było zauważyć dziwne spojrzenia ludzi którzy zjeżdżając, patrzyli na nas jak na dziwolągów.&lt;br /&gt;
Gdy dotarliśmy do schroniska (w moim przypadku na ostatnim tchnieniu) mogliśmy zregenerować siły przy najlepszym trunku na świcie jakim wtedy wydawała się herbata z termosu (nie wnikam co koledzy mieli w termosach) ale jak później wystrzeli w górę przy podejściu na Kopiec pomyślałam, że w moim termosie zabrakło „prądu”.&lt;br /&gt;
Niestety wiatr oraz śnieg nie pozwoliły  nam na wejście na sam szczyt Pilska. Postanowiono, iż ściągamy foki i brniemy w dół zielonym a potem czarnym szlakiem. I tak było… do pierwszej polany, gdyż wewnętrzny GPS naszego kolegi  został „zaśnieżony”…  Potem były próby powrotu na właściwą drogę ale to oznaczało małe podejście w górę… Koledzy świetnie poradzili sobie bez fok, natomiast ja wpadłam na pomysł, iż zdejmę narty i podejdę w butach. Jak się okazało był to bardzo głupi pomysł gdyż tuż po uwolnieniu buta z „jakże wspaniałych zapięć” utopiłam się w śniegu po udo, szybko wróciłam do wyżej wspomnianych „jakże wspaniałych zapięć” próbując umieścić tam spowrotem   uwolnionego wcześniej buta. Całe szczęcie, nadeszła pomoc Heńka oraz foki wróciły na narty :D. I tak pełna szczęśliwości, iż można swobodnie poruszać się w górę dołączyłam do kolegów.&lt;br /&gt;
Później równie były ciekawe atrakcje ale nie będę tego opisywać bo wyszedł by esej…  wspomnę tylko iż udało nam się pozostawić kilka śladów za sobą w postaci ogolonych choinek ze śniegu, czy to odbitych orłów w ścianie śniegu &amp;lt;Lol&amp;gt;. Co jak co ale zjazd w puchu był niesamowity. Końcówka również była interesująca ponieważ mimo zastanych ciemności Kolega Łukasz dzielnie oświetlał nam drogę „wspaniałą czołową latarnią” &amp;lt;Lol&amp;gt;  (naszcze czołówki przy jego „reflektorze” wydawały się „zapalniczkami w tunelu”).&lt;br /&gt;
Wszyscy cali w jednym kawału dotarliśmy bezpiecznie do Korbielowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;| 19 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 14:00 wyruszyłem z Istebnej Tokarzonka w kierunku Kiczor po drodze wykładam sól w dwóch lizawkach dla zwierzyny. Trasa początkowo biegnie szlakiem zrywkowym później dołącza do czerwonego szlaku biegnącego z Kubalonki. Po wejściu na wierzchołek Kiczor zjeżdżam na nartach wzdłuż granicy państwa w kierunku rzeki Olza przy moście granicznym zakładam ponownie foki i drogą biegnącą wzdłuż Olzy dochodzę ok. 19:00 do Istebnej Centrum pod same drzwi domu. Podczas patrolu w górnych partiach panowała silna mgła wiał wiatr i sypał śnieg a widoczność ograniczona była do kilkunastu metrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: W śniegach Małej Fatry|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Henryk Tomanek, Jan Kieczka| 15 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W górach zapanowała prawdziwa zima i natura gór udzieliła nam kolejnej lekcji pokory. Już na samym dojeździe do celu wyciągał nas traktor z przydrożnego zagłębienia. Celem w górach był Mały Kriwań (1671) od doliny Kur. Przejście na nartach doliną po w miarę przetartym szlaku było jeszcze znośne. Naiwni piesi turyści, którzy przed nami częściowo przetarli szlak wkrótce poszli po rozum do głowy a nam w udziale przypadło torowanie w półmetrowym puchu. Wyżej zaspy były znacznie większe. Po ciężkiej walce udało nam się osiągnąć lesisty wierzchołek Strazskiej Holi (1141). Powyżej granicy lasu w zupełnie odkrytym terenie szalała zamieć a widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Wiatr błyskawicznie zacierał nasze ślady podejścia. Dojście grzbietem w pobliże przełęczy Priehib na wys. ok. 1400 zajęło nam niemal 4 godziny. W takich okolicznościach pozostał nam jedynie zjazd w dół. To była nagroda za udrękę podejścia. Wspaniały puch i cudowny zjazd (jak zawsze za krótki) do wylotu doliny. Po drodze wchodzimy jeszcze do &amp;quot;sztolni&amp;quot; (jest tego tylko kilka metrów, niegodne uwagi). W Małej Fatrze ogłoszono IV stopień zagrożenia lawinowego. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaFatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Kasprowa Niżna|Tomasz Zięć, &amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Ryszard Widuch| 14 01 2012}}&lt;br /&gt;
No to się doczekaliśmy :) pierwszy wyjazd w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Śląsku od południa już ostro sypie śnieg. My ruszamy o 17. Do Krakowa &lt;br /&gt;
jakoś przeleciało bez komplikacji, ale później ukochana zakopianka :) śnieg &lt;br /&gt;
sypie, korki…. wiadomo. W Rabce uciekamy na czarny Dunajec i wszystko &lt;br /&gt;
wygląda już super, droga zaśnieżona ale pusta i przejezdna. Wszystko fajnie &lt;br /&gt;
do czasu kiedy pomyliliśmy jakimś cudem drogi i wpadliśmy znów na &lt;br /&gt;
zakopiankę. Masakra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale tragedii nie ma zajechaliśmy na 21. Rano pobudka, patrzymy przez okno &lt;br /&gt;
auto zniknęło pod 40 cm warstwą śniegu. Bo odkopaniu dojeżdżamy do Kuźnic. &lt;br /&gt;
Wiec ruszamy w drogę. Szlak nie przetarty ale da rade iść – śnieg do kolan, &lt;br /&gt;
po zejściu ze szlaku zaczynają się schody - śnieg do pasa (i człowiek &lt;br /&gt;
wspomina rakiety które leżą w szafie na ostatniej półce). Zrzucamy plecaki i &lt;br /&gt;
jakoś mozolnie torujemy sobie drogę do dziury. Po dotarciu ku zdziwieniu &lt;br /&gt;
kursantów okazuje się ze w dziurze znajduje się piękna ”szatnia” do &lt;br /&gt;
przebrania. Szybka przebiórka, przepak i ruszamy. Bardzo sucho, pierwszego &lt;br /&gt;
jeziorka w ogóle nie ma. Przy Wielkim Kominie znajdujemy liny + worek, ale &lt;br /&gt;
patrząc na drogę do jaskini dziś na pewno nikt do niej nie wchodził. &lt;br /&gt;
Spokojnie bez pośpiechu idziemy dalej można powiedzieć ze suchą stopą &lt;br /&gt;
przechodzimy jaskinie i zapałki. Na tym kończymy. Trzeba coś sobie zostawić &lt;br /&gt;
na kolejny wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej Rysiek przeprowadził wykład geologiczny &lt;br /&gt;
o umieraniu i rodzeniu się jaskiń. Przejście jak na pierwszy raz chyba &lt;br /&gt;
poszło dość sprawnie, po 5 godzinach już się przebieramy i zmienia nas &lt;br /&gt;
następna ekipa (w sumie to nawet nie wiemy skąd). Dziękowali nam ze &lt;br /&gt;
przetarliśmy im szlak, a my im że go jeszcze poprawili. Powrót mimo ciągłych &lt;br /&gt;
opadów śniegu przeszedł sprawnie. Czekamy na kolejny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Zgubiłem batona kit kata – jak ktoś znajdzie to na zdrowie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wyprawa w ramach programu PHZ|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Człowiek Mucha, Rozi Rossenbaum i Grucha (os. tow.)| 08 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od paru dni prześladują nas słowa piosenki „uciekali, uciekali, uciekali na osiołku przez pustyni żar.....” więc stwierdzamy, że to musi być znak i my też postanawiamy uciec, może nie przez pustynię, może nie na osiołku ale z miasta, i to pociągiem (póki jeszcze możemy się ruszyć gdziekolwiek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy do Wisły i w wysiadamy w Głębcach, skąd ruszamy na Stożek. O ile przez prawie całą drogę lało, tak za Ustroniem szarobury krajobraz zamienia się całkowicie, czyli mróz po pas i śniegu 30°.&lt;br /&gt;
Ostro ruszamy pod górę i...... po 10 min gubimy szlak. Ale jest busola, szybka orientacja w terenie i mkniemy na azymut 220 prosto na Stożek. Po zdobyciu stromego, bliżej nieokreślonego najwyższego punktu wypukłej formy terenu dochodzimy do wniosku, że zdobycie szczytu to nie wszystko. Dlatego też postanawiamy znaleźć jakąś miłą polanę i skonsumować wszystko co ze sobą mieliśmy. A mieliśmy dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 500 m spaceru przełajowego docieramy do uroczego miejsca, gdzie urządzamy sobie popas. Pogoda piękna, nawet słońce czasem wychyla się zza chmur. Jest lekko na minusie.&lt;br /&gt;
Kiedy Słońce chyli się ku górom - czas wracać. Stożek musi poczekać do następnego razu;) cóż każdy ma swoje priorytety....:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety powrót okazuje się najtrudniejszą częścią wyprawy. Trzeba torować w głębokim śniegu. A że mamy lekko z górki to wpadamy na pomysł, że ulepimy kulę i będziemy ją toczyć przed sobą i to ona będzie torowała nam szlak. Idzie całkiem nieźle do czasu kiedy kula jest już tak duuuuuuuża, że nie ma opcji by ją ruszyć. Dalej musimy sobie radzić już sami. Warunki ekstremalne....a w butlach kończy nam się już tlen (choć reduktory mamy ustawione na przepływ 1l/h). Na szczęście mniej więcej w tym samym czasie docieramy do asfaltu prowadzącego do drogi wojewódzkiej nr 941. Wyprawę kończymy w jakieś karczmie w Centrum smakując m. in. fusatych klusek. Jeszcze tylko fascynująca partia szachów (bułgarski atak + końcówka Fischera) i żegnamy Wisłę. W pociągu towarzyszą nam rozmowy o życiu  i parę świńskich kawałów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ufni, że może uda nam się jeszcze gdzieś wyskoczyć na równie ekscytującą akcję przed godziną zero, zmęczeni acz szczęśliwi wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Miętusia-prawie do końca |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Michał Wyciślik | 06- 07 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Umyty sprzęt już się suszy, siniaki na kolanach policzone, pora więc na napisanie sprawozdania. Od dawna planowany wyjazd do jaskini Miętusiej za syfon Zielonego Buta, w końcu został zrealizowany. Dzień wcześniej zgłaszam wyjście do Miętusiej, z internetowej Książki Wyjść wynika, że jesteśmy trzecim zespołem, który wybiera się do tej jaskini. Korzystając z 3-dniowego weekendu wyruszamy w piątek o 8:00 z Rudy. Pod otworem jesteśmy ok. 14:00. Rura puszcza szybko, lecz już pierwszy batinox jest tak zapchany linami, że musimy kombinować. Na kaskadach mijamy grotołazów z Olkusza i Poznania, którzy informują nas, że poziom wody w MarWoju pozwala na przejście. Na Progu Męczenników wspomagamy się wiszącymi linami, więc idzie nawet gładko. W końcu docieramy do owianego mitem hardcoru syfonu i zaczynamy zmysłowy striptiz niestety bez publiki. Dajemy nura i wychodzimy po drugiej stronie z okrzykami o znacznie podwyższonym tonie. Żeby się rozgrzać zwiększamy tempo marszu lecz nie na długo, bo zatrzymuje nas plątanina korytarzy. Nikt z nas nie był tu wcześniej więc Michał wyciąga kilku stronicowy opis dalszej części jaskini, dzięki któremu docieramy aż do Progu Odzyskanych Nadziei. Niestety nie przewidzieliśmy wcześniej tego, że dotrzemy aż tak daleko i nie wzięliśmy sprzętu potrzebnego na dalsze partie, zresztą czas też naglił więc musieliśmy wracać. Z powrotem jakoś już szybciej choć woda w syfonie jakby chłodniejsza. Z jaskini wychodzimy o 3:00 w nocy, co daje nam ok. 12 godzin akcji w jaskini. O 5 rano jesteśmy gotowi do powrotu, lecz zatrzymujemy się na godzinkę, żeby choć trochę się przespać. W Rudzie jesteśmy… nawet nie wiem o której. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany, choć mi osobiście pokazał gdzie jest miejsce niedoświadczonego grotołaza. Partie za Zielonym Butem robią kolosalne wrażenie, z moim niewielkim dorobkiem jaskiniowym uważam, że to najładniejsze partie ze wszystkich poprzednich jaskiń w których byłem. Szkoda tylko, że nie wzięliśmy aparatu. &lt;br /&gt;
P.S. Zapomniałem napisać, że Zielony But był na szczęście zlewarowany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Wielka Puszcza|od piątku do poniedziałku – Zygmunt Zbirenda, Henryk Tomanek, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek (os. tow.), z soboty na niedzielę – &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola (os. tow.) | 30 12 2011 - 2 1 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacery górskie, impreza sylwestrowa, wycieczka skitruowa. Tak można podsumować spotkanie „starych” klubowiczów z przełomu lat 2011 – 2012. Wszystko to miało miejsce tak jak rok wcześniej w Wielkiej Puszczy w Beskidzie Małym. Wspaniała, sympatyczna atmosfera i ciepła chatka to sprawa nieocenionego Zigi za co mu serdecznie dziękujemy. Sytuację dodatkowo uratował w ostatniej chwili opad śniegu. Dzięki informacjom Heńka zabieram skitury (zrobił poniższą trasę na nogach dzień wcześniej). Śniegu nie było dużo ale pozwolił mi zrobić pętlę skiturową (Terasa szła pieszo) na trasie Wielka Puszcza – Wielka Góra (879) – Beskid (759) – zjazd doliną Wielkiej Puszczy do wsi. Mimo, że często wystawały kamienie (mam takie narty na wyrzucenie) to udało mi się całą trasę pokonać narciarsko. Reszta ekipy eksplorowała bez szlaków północne stoki głównego grzbietu.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWielka_Puszcza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY/AUSTRIA: Sylwester w Tyrolu |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz | 25 12 2011- 01 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd z kategorii: &amp;quot;Gdzie jest zima?&amp;quot;. Pierwsze dni spędzamy we włoskiej miejscowości Mals (pogranicze Austrii i Włoch). Niestety na miejscu ze śniegiem dosyć słabo. Robimy trzy podejścia. Z każdym jest coraz lepiej. Gdy już znajdujemy śnieg, przenosimy się w rejon miejscowości Pfunds (Austria). Tam pozostawiamy samochód i już na nartach przemieszczamy się na resztę naszego urlopu do zimowej chatki przy schronisku Hohenzollernhaus (2.123 m.). Śnieg i jest i pada. Pada tak intensywnie, że unieruchamia nas na kolejny dzień w chatce...To co udaje nam się zrobić, to dość krótka wycieczka po okolicy pod szczytem Glockturm i całkiem niezły zjazd. Jednak groźnie osuwajacy się śnieg pod nartami i rozlegające się z każdej strony grzmoty schodzących lawin dość sprawnie przekonują nas by za daleko się nie wypuszczać. Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/sylwester-tyrol&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2786</id>
		<title>Wyjazdy 2012</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2786"/>
		<updated>2012-07-23T17:26:52Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: /* II kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami do skalnej bramy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|22 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Ostrego rowerami w górę doliny Zimnika w stronę góry Gawlas. Dzięki namiarom GPS bez pudła (jak się nie wie trudno trafić) docieramy do tego dość ciekawego ewenementu przyrody nieożywionej. Kilkumetrowy łuk skalny chyba jedyny taki w Beskidzie Śl. Płynie tu potok, miejsce dość urokliwe. Podążając (rowery zostawiliśmy ukryte w lesie) w górę doliny  o charakterze wąwozu docieramy spowrotem do drogi zrywkowej i nią do rowerów. Zjazd do auta błyskawiczny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki - wspin|Łukasz Pawlas,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |14-15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wreszcie udało się nam wybrać w Sokoliki. Nocowaliśmy  w sprawdzonym i jakże wesołym miejscu ,głównie dzięki ekipie wspinaczy za naszej południowej granicy.  Jako rozgrzewkową drogę wybraliśmy Kurtykówkę (VI+) na Krzywej, linia piękna ,ale podobnie jak na pobliskich Trzech Okapach można się zdziwić jej,, rozgrzwkowym’’ charakterem.  Głównym celem wyjazdu był Nos Żubra( VI.4), niestety udało nam się jedynie pozbierać patenty, do poprowadzenia tej drogi brakuje nam  jeszcze nieco  mocy.  Pod wieczór przenieśliśmy się na Jastrzębią Turnię, gdzie znajduje się kolejny piękny choć płytowy klasyk Sokołów - Mandala Życia (VI.2).   W niedziele wspinamy się nieco krócej za to intensywnie, padają min. Hokej (VI.3), Pod Zjazdem (VI.2+), Zającówka(VI.1+). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia &amp;quot;Józefa&amp;quot;|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Ten pogodowo niepewny weekend spędzamy na spokojnym szwendaniu się po Jurze na rowerach. W niedzielę dla urozmaicenia odwiedziliśmy także jaskinię &amp;quot;Józefa&amp;quot;, położoną niedaleko miejscowości Rodaki (gmina Klucze). Trzeba przyznać, że jest to bardzo ciekawy obiekt. Od otworu w dół prowadzi ponad 30 metrów zjazdu, miejscami dosyć obszerną studnią. Na dole galerie, choć krótkie, to jednak jak na jurajskie warunki iście przestrzenne. Z całą pewnością wizytę w tej jaskini można polecić. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dolinie Kobylańskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr (os. tow.)|15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Przechodzimy kilka dróg od VI do VI.2 na Wroniej Baszcie (nazw nie znamy bo nie mieliśmy topo), które kosztowały trochę wysiłku. Cały dzień idealna pogoda do wspinu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - próba dojścia do Koprowej Studni + turystyka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Paweł Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|8 07 2012}}&lt;br /&gt;
Podejście Koprowym żlebem od Przechodu w Małej Łące. Szukam dość długo Koprowej Studni w domniemanym miejscu lecz sprawa okazuje się nie taka prosta (nawet konsultuję się z kolegami telefonicznie). W końcu nadciąga burza a totalna zlewa pozbawia mnie resztek motywacji chodzenia po osuwających się mokrych trawkach. Muszę dać za wygraną tym razem. Słońce wychodzi jak jestem na szlaku w Małej Łące. Pozostała grupa przeszła trasę: Gronik – Kondracka Przeł. – Kopa Kondracka – Małołączniak (tu mieli apogeum burzy) – Kobylarz – Przysłop M. – Gronik. Spotkaliśmy się w Mł. Łace. W drodze do domu zaglądamy na Polane Rogoźniczańską gdzie spotykamy Andrzeja Porębskiego z kursantami z SDG. Tak po za tym to lipiec taki jak obecny jest fatalny co do burz i komplikuje czasem górskie plany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Śnieżna Studnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Filip Filar z Joanną (ST), Ewa Wójcik (KKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Jacek Szczygieł (KKS)|7 07 2012}}&lt;br /&gt;
W ramach badań naukowych prowadzonych przez Jacka Szczygła, odwiedziliśmy tzw. Dziki Zachód. Mierzyliśmy upady warstw, uskoki i pęknięcia, a przy okazji przemieściliśmy w jaskini trochę sprzętu - w szczególności wynieśliśmy trochę zabytkowych lin na powierzchnię (i do śmieci). Tym razem bez burzy. Razem z podejściem i powrotem wyszło ok. 16h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ)|6 07 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście od otworu Jaskini Wilczej do Salki z Fortepianem (zezwolenie naukowe). Dokonano pomiaru struktur geologicznych oraz wymiany oporęczowania. Akcja bardzo szybka i sprawna - od auta do auta ok. 10h. Na powrocie trochę nas zmoczyło, ale obyło się bez piorunów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Wspinanie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|29 06 - 01 07 2012}}&lt;br /&gt;
Docieramy na kemping w Starej Leśnej w piątek wieczorem. W nocy szalała masywna burza i rano mieliśmy dylemat, czy warto ruszać w Tatry, które mogą być potencjalnie mokre... ostatecznie zdecydowaliśmy się na Dolinę Demanowską. W Machnato wspinamy kilka dróg sportowych o trudności nie większej niż VI.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia ruszyliśmy w dolinę Młynicką. Nieopodal wodospadu Skok, na ścianie ''pod Limbou'' robimy drogę ''Deň Svišťa (IV)'' a następnie na znajdującej się nieopodal ''Vežy pod Skokom'' wspinamy ''Veterný kút (V-)''. Dzien upłynął nam bardzo przyjemnie, poza tym, że było nieznośnie gorąco. Tłumów w ścianie na szczęście brak. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Ostrężniku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|1 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy już o 7:00 rano, żeby mieć coś z tego dnia i zdążyć na finał Euro. Muszę pochwalić Karola za logistykę akcji:) gdyż wybrał rejon idealnie nadający się na upalny dzień. Cała dolina Wiercicy oferuje wspinanie w bukowym lesie, który przypomina ogromny parasol chroniący przed słońcem, dodatkowo między wstawkami można było ochłodzić się w grocie (jaskini Ostrężnickiej), tam też chłodziliśmy napoje. To potwierdza tylko, iż wspinać można się zawsze, niezależnie od panujących warunków atmosferycznych:). W takich warunkach prowadzimy całkiem długie i, jak dla mnie bardzo ciekawe drogi. Wyjeżdżamy ok 17 (tak wcześnie jeszcze nigdy nie wracałem ze skałek), po drodze zabieramy przygłuchą parę autostopowiczów i typujemy zwycięzcę finału - &lt;br /&gt;
Orły do boju!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pod żaglami na jeziorze Dzierżno|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|1 07 2012}}&lt;br /&gt;
Jako relaks po akcji w tatrzańskiej dziurze wybieramy się na żagle na jezioro Dzierźno. Upał a na jeziorze przyjemna bryza w sam raz na rekreacyjne żeglowanie. Potem kąpiel w jeziorze Pławniowickim. Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWoda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie – dolinospacery: Mała Łąka, Kościeliska, Tomanowa i wzgórza Pogórza (Skoruszyńskiego – jak mówi Wikipedia)|Wojtek i &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt; z Zosią|25 - 30 06 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od pewnego czasu chodziło za mną, by pojechać w Tatry. Tak choć na chwilę, chociażby tylko je z dołu zobaczyć. Posiedzieć, pooglądać. Wojtek szybko podchwycił pomysł :) &lt;br /&gt;
Odbyliśmy parę półdniowych wycieczek, zarówno po Parku jak i poza nim. &lt;br /&gt;
Przeszliśmy się Doliną Małej Łąki, gdzie na polanie na Wyżnich (Wyżniej?) zafundowaliśmy sobie dłuższy popas. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Przysłop Miętusi, gdzie uraczyliśmy mapą jednego turystę. Zaś podczas zejścia lasem napotykamy z Zosią na grupę górskich wiewiórek. Ona frajdy nie miała (przespała całą drogę powrotną), ale ja tak. Po dniu kondycyjnym, poszliśmy do Doliny Kościeliskiej. Zapewne to skrzywienie, że tyle razy się tam było i wciąż chce się wracać. Co by nie mówić, to Kościeliska ma swój klimat i urok. Po śniadaniu na Hali Ornak poszliśmy więc w stronę Tomanowej Przełęczy z zamiarem powylegiwania się gdzieś w miarę możliwości na polanie. Doszliśmy nieco nad Niżnią Tomanową Polanę, po czym wróciliśmy kawałek na wcześniej upatrzone miejsce. Ciężar Zośkowy plus temperatura i słońce zrobiły już ze mną tego dnia swoje, dlatego postanowiliśmy zostać na Niżniej Tomanowej. Ruch na tym szlaku zauważalnie większy niż w MŁ, ale i tak miło :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla mnie największym odkryciem była jednak pierwsza wycieczka. Wałęsaliśmy się po wschodnich zboczach Witowskiego Przysłopu, odwiedzając tamtejsze polany. Z Roztok, gdzie nocowaliśmy, wyruszyliśmy asfaltem w stronę Witowa po czym którąś z pierwszych napotkanych ścieżek skręciliśmy w lewo w las. Odnajdując odpowiednią drogę przeszliśmy kolejno hale: Krzystkówka, Zdychałówka, Polana Cicha i Kosarzyska. Piękny świerkowy las, ciekawa roślinność łąkowa i nieznane mi wcześniej spojrzenie na Tatry Zachodnie, z Kominiarskim i Czerwonymi na pierwszym planie (szczególnie z najwyżej położonej polany Kosarzyska), to główne zalety tego spaceru. Ach! I jeszcze brak ludzi. Chyba nie trudno się domyślić, że mało kto tam się zapuszcza, a jeśli już to raczej miejscowi. Wracaliśmy natomiast przez Morgasówkę (właściwie niechcący) do Długoszówki. Dla umilenia życia wstąpiliśmy jeszcze do bacówki po sery i podreptaliśmy (asfaltem niestety) do Roztok. Także bardzo udana wycieczka, jak i cały wyjazd :)&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S.&lt;br /&gt;
Dawniej z pewną dezaprobatą spoglądałam na rodziców wytrwale i z mozołem pchających wózki z dziećmi przez zatłoczoną dolinę Kościeliską. No bo po co ONI się tam w ogóle wybrali?! Po co z dzieckiem, takim małym, nie lepiej poczekać aż podrośnie? Żeby samo mogło pójść? I czemu tą drogę tak szeroką zrobili – gdyby była tylko ścieżka to ludzi byłoby mniej... itp. itd. Och, jak wiele się zmienia... jak to zależy gdzie się leży. A z wózkiem po prostu jest wygodnie (dla obu stron) i tyle. Teraz ich bardziej rozumiem. Chwała spacerującym, że w ogóle CHCĄ spacerować. Choć równocześnie cieszę się, że nie musieliśmy tej wózkowej granicy (bardziej wewnętrznej) przekraczać. Chusta to jednak cud mobilności. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Lodowa Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 2012}}&lt;br /&gt;
Jak na 2 osoby dość wymagające zadanie. Przechodzimy jaskinię Lodową Litworową do Starego Dna w jaskini Ptasiej. Dla zainteresowanych kilka szczegółów: pobudka o 3.00, wyjazd autem z Rudy do Kir o 4.00. Start z Kir - 6.30. Otwór jaskini - 10.00. Akcja w dziurze 10.30 - 16.30. W trakcie akcji w Meandrze musieliśmy się przebijać przez lód (wyrąbać przejście w lodowych stalagmitach, blok spadającego lodu trochę poturbował moją nogę) także nieco szukaliśmy drogi do Bazyliki (dolna część studni Taty). W Bazylice spotykamy zakopiańczyków, którzy zjeżdżali od Ptasiej. Generalnie cała akcja na deficycie płynów (w jaskini mało wody a tempo dość żwawe). Po akcji do auta dotarliśmy o 20.00. W domu 23.00. Nieźle jak na jeden dzień. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLodowaLitworowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza Pogoria - zawody triathlonowe|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; (startował), Teresa Szołtysik (wsparcie techniczne), Celina Pietrowska (os. tow. startowała), Marek Pietrowski (os. tow. wsparcie techniczne)  |24 06 2012}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz wystartowałem w triathlonie ale takim skróconym: 500 m pływania, 18 km na rowerze, 5 km biegu. W mojej kategorii wiekowej (50 - 59) zająłem I miejsce. Moja siostra Celina również I (kat. &amp;gt;40). Tak więc dla mnie sukces klubowy i rodzinny. W wszystkich kategoriach wiekowych wystartowało ponad 150 zawodników.  Pokonanie całej trasy zajęło mi 1 godz. i 18 min. Pływanie mi poszło miernie (zakwasy w rękach po kajakach), jazda na rowerze rewelacyjnie a bieg średnio. Decyzja o starcie była w moim wypadku spontaniczna i podjęta w ostatniej chwili. Warto jednak przed takimi zawodami trochę potrenować. Chwała organizatorom za perfekcyjne przeprowadzenie imprezy. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTriathlon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura, Sokole Góry - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr(os.tow.), Maria(os.tow.)|23 06 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi wyjazd z cyklu restowych, po Tatrach, gdzie oszczędzałem nadwyrężony palec, teraz  musiałem  dać odpocząć zamęczonym tydzień temu nogom.  Zaczynamy o bardzo nietypowej porze, bo już o 12.30:). Z tego też powodu wspinamy się nieomal bez przerwy aż do zmierzchu .  Niewątpliwym plusem tego rozwiązania jest długi sen, a minusem brak możliwości obejrzenia  ćwierćfinału euro 2012. Kilka uwag technicznych : wspinaliśmy się na Bońku – jest to  spora skałka znajdująca  się blisko jaskini Studnisko, jest na niej  sporo fajnych dróg w przedziale od VI do VI.2. Udało się poprowadzić m.in. Nie Potrzebne Zwycięstwo (VI.2) oraz  Blizny (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - mała pętla |&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; (najdłuższe nogi Holdingu), Andrzej Kapuściok (os. tow.- najstarszy przodowy), Józek (os. tow. chłop po AWF) |23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Krótki wyjazd na jeden dzień. Czas przejścia 9:07, przerwa 2:25, podróż samochodem 4:30  i  Cesnakova polievka.  Start Jaworzyna Spiska, dalej Doliną Jaworową przez Lodową Przełęcz, na Czerwoną Ławkę do Zbójnickiej Chaty na rzeczona czosnkową. Kolejna przełęcz Rohatka, i Doliną Białej Wody do Łysej Polany na drogę nr 67 w kierunku auta. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaPetla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Pod Wantą|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Tomasz Zięć, Mateusz Golicz, Jerzy Krzyżanowski|22 - 23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Udało nam się zebrać około 18 i ruszamy . Jedziemy i zastanawiamy się (no &lt;br /&gt;
może nie wszyscy) czy na miejscu jest TV  przecież dziś pierwszy &lt;br /&gt;
ćwierćfinał Grecja – Niemcy.  Drogi dość zatłoczone ale udaje nam się &lt;br /&gt;
dojechać  jeszcze przed meczem (telewizor nieduży ale na szczęście był) &lt;br /&gt;
Meczyk i idziemy spać bo zaplanowaliśmy wstać o 5:30. &lt;br /&gt;
Rano  piękna pogoda, bezchmurne niebo, aż chce się iść w góry. Udaje nam się &lt;br /&gt;
wejść na szlak o 7  wiec czas mamy dobry a pogoda w dalszym ciągu &lt;br /&gt;
rewelacyjna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drodze mijamy ekipę z sosnowca, która wracała z nieudanej akcji, gdyż po &lt;br /&gt;
drodze kolega się poślizgnął i miał dość nieprzyjemny upadek. Z tego co &lt;br /&gt;
zrozumieliśmy to musieli przenocować na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schodzimy ze szlaku i powoli zabieramy się za szukanie otworu, a tu nagle &lt;br /&gt;
przychodzi potworna mgła, która zasłania dosłownie wszystko skutecznie &lt;br /&gt;
utrudniając poszukiwania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mateusz jak zwykle nic nie pomaga i brnie z nami przez kosowke. Po około 45 &lt;br /&gt;
minutach  troszkę się lituje i przynajmniej mówi, w która stronę mamy iść. &lt;br /&gt;
Po chwili mgła znika i udaje nam się znaleźć otwór .&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej strony mogę powiedzieć ze jaskinia była super  już sama wlotowa &lt;br /&gt;
zrobiła na mnie ogromne wrażenie nie mówiąc już o dzwonie. Do jaskini &lt;br /&gt;
pierwsza sztuka weszła około 12 i na dno dotarliśmy przed 15  Chyba nie ma &lt;br /&gt;
za dużo co opisywać z samego przejścia, gdyż o dziwo poszło nam nawet &lt;br /&gt;
sprawnie i o 17 wszyscy byli już na powierzchni.  Pogoda w dalszym ciągu &lt;br /&gt;
idealna . Szybki przepak i ruszamy w drogę powrotna  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze słuchamy radiowej relacji z meczu  Francja Hiszpania i jesteśmy pod &lt;br /&gt;
wielkim wrażeniem komentatora, który chyba cała polowe komentował na jednym &lt;br /&gt;
wdechu Mecz kończy się 2:0 dla Hiszpanii, (a jakby ktoś nie wiedział to Niemcy &lt;br /&gt;
wpakowali Grekom 4:2) a my powoli docieramy do domu.&lt;br /&gt;
Czekamy na kolejny wyjazd &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Daniel Bula, Tomek Szmatłoch, Janusz Dolibog, Bianka Witman, Henryk Tomanek, Artur Szmatłoch, Hołek (os. tow.), Janusz Rudoll (Rudi), Adam Tomanek, na starcie przyszli nas odprowadzić - Wojtek Orszulik i Ewa Orszulik  |23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny już tradycyjny klubowy spływ kajakowy tym razem rzeką Ruda (prawy dopływ Odry) od zbiornika Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Odcinek od zapory do Rud Raciborskich niezbyt trudny. Potem dość wymagający. Zwalone drzewa, czasem przenoski, lawirowanie między płyciznami. Niektórzy zaliczyli nieprzewidzianą kąpiel w rzece. Rzeka wije się przez kompleksy leśne w ciekawym terenie. Spływ kończymy oficjalnie w kapitalnym miejscu ogniskiem. Cały dzień rewelacyjna pogoda. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRuda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieszy rajd po Jurze|kadra - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk G7), Bożena Obrzut (G7) oraz młodzież (10 osób) z UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot;  |18 - 20 06 2012}}&lt;br /&gt;
W ramach aktywacji sportowo-krajoznawczej młodzieży organizujemy rajd po północnej Jurze w celu zapoznania młodzieży z terenami krasowymi oraz zasadami biwakowania w terenie bez namiotu a także podstawami topografii. Trasa wiodła z Kusięt gdzie zwiedzamy jaskinię w Zielonej Górze a następnie przez góry Towarne (zwiedzamy jaskinię Towarną-Dzwonnica i Cabanową). Z Olsztyna przemarsz w Góry Sokole i zwiedzenie jaskini Olsztyńskiej. W pobliżu jaskini biwak pod gołym niebem. Dalej przemarsz do Złotego Potoku (kąpiel w stawie Amerykan) i dalej na Ostrężnik gdzie przeczołgujemy się niemal wszystkimi korytarzami jaskini Ostrężnickiej w różnych wariantach. W dalszej kolejności marsz przez Trzebniów do Łutowca  gdzie pod skałkami kolejny biwak na powietrzu (etap 35 km). W ostatnim dniu przez Wielką Górę docieramy do Mirowa gdzie kończymy rajd. Grupa dość wytrzymała i chyba dla każdego była to niezła przygoda. Całość przebytej trasy to niemal 60 km. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - przejście przez Polski Grzebień|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika (os. tow.), Justyna (os. tow.) |17 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście z Łysej Polany doliną Białej Wody (spotkano kolegów z Nocka w okolicach taboriska pod Wysoką) na Polski Grzebień i zejście do Starego Smokowca. Powrót autobusem do auta. Pogoda piękna, trochę śniegu pod przełęczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wspinanie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Karol Jagoda|16 - 17 06 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę wspinamy się na Gankowej Strażnicy. Zeszło nam do wieczora. Po takich krzakach chyba nikt z nas się jeszcze nie wspinał. Nocleg na polanie pod Wysoką był najlepszą częścią wyjazdu. Ognisko, kiełbaski, spanie w Tatrach pod namiotem - a wszystko to legalnie. Następnego dnia Mateusz i Karol wspinają dwie drogi nad Białką, a Ola i ja podchodzimy pod ścianę Małego Młynarza. Różne czynniki obiektywne (chmury i prognoza pogody) i subiektywne (wyczerpanie poprzednim dniem) przyczyniły się jednak do tego, że nie podjęliśmy wspinaczki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Siwy Wierch i dolina Jałowiecka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.), Ewa Kempna (os. tow.) |17 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przy przepięknej letniej pogodzie pokonujemy trasę: Wapenica - Babky - Ostra - Siwy Wierch (1805) - przeł. Palenica - dolina Jałowiecka - Wapenica. Bardzo piękna i ciekawa wycieczka. Na uwagę zasługuje dolina Jałowiecka, malownicza, dzika i rzadko uczęszczana. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FSiwyWierch&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Świętochłowice-Chropaczów - ślub Buliego i Magdy|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Smzatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Teresa Szołtysik, Damian Szołtysik, Asia Jaworska, Tomek Jaworski, Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk (dwie ostatnie pary z pociechami) |16 06 2012}}&lt;br /&gt;
Chyba ci na mózg padło żeby w polarze iść na ślub, to moja żona zajrzała do pokoju i tu dwie dygresje ślubne: pierwsza, nigdy nie wiem czy jestem zaproszony na ślub czy wesele, chociaż po powrocie do domu stwierdziłem że jestem głodny a to by znaczyło że nie byłem na przyjęciu weselnym. Druga dygresja łączy się z komentarzem Marzeny na temat mojego ubioru, po co ludzie się łączą w pary? I tu mam odpowiedź: żeby w kościele wyglądać jak bywały osobnik a nie jak menel. Albo na przykład taka typowa sytuacja  prosto z życia, jesteśmy na Saharze lub na Antarktydzie ( chodzi o brak patyka) i nagle zaczynają nas swędzić plecy w miejscu gdzie nie sięgniemy ręką i tu ciśnie się odpowiedź dla Buliego który zadał mi pytanie: ” po co ten ślub”. Buli swędziały cię kiedyś plecy? Niestety Marzena nie przeczytała wiadomości z Nockowej strony, o której jest ten ślub w związku dlatego wpadłem do kościoła o 13.05 już uroczystość trwała, nie znam nikogo ale to nic w końcu młodzi nigdy nie zapraszali mnie na żadne uroczystości rodzinne. Patrzę przy ołtarzu siedzi jakiś łysy facet pewno to Buli, niestety wiek robi swoje a wzrok zawsze miałem słaby ale słuch nie i słyszę Mateuszu i Dominiko i tu lekka zagwozdka, kurcze jak Buli ma na imię bo słuch mam dobry ale pamięć to nie. Jako życiowy cwaniaczek wpadam na myśl że w kruchcie musi być tablica ogłoszeń, jest i coś na niej pisze ale ja nie mam przy sobie okularów do czytania co pokazało że jestem tylko drobnym cwaniaczkiem. Wpadam na pomysł: pani co tukej pisze bo nie mom breli do czytanio            (scenka dzieje się w Lipinach) a pani czyta: czternasto Daniel i Magdalena Bula nabożeństwo ślubne. I już jestem w domu nawet jak bym bywał na uroczystościach rodzinnych u Bulów to i tak bym tych ludzi nie znał czyli w sumie mała strata że mnie nie zapraszają. No to mam 40 minut czasu auto stoi naprzeciw kościoła to sobie usiądę i jako pierwszy (i tu staje mi Biblia przed oczami bo na ślub Mateusza i Dominiki przyszedłem ostatni a u Bulów będę pierwszy) pooglądam przyjeżdżających gości ( laski w mini i na szpilkach). W końcu przyjeżdżają Nockowe ludzie, cało kupa Rymarczyków jeszcze większa kupa Jaworskich i Szmatłochów na szczęście z Agą. Szołtysiki na rowerach (patrz pierwsze zdanie) i Buli który bryluje między nami jak jakiś starosta albo wodzirej, na szczęście Basia nieświadomie cytując moją żonę stwierdziła: „Buli chyba ci na mózg padło kaj mosz swoja baba” czym spowodowała lekki popłoch u pana młodego. Goście weszli do kościoła a młoda para przed drzwiami oczekuje na jakiś sygnał na wejście ale sygnału brak a minuty mijają, nie wiem czemu ale Magda robi się nerwowa, muszę ratować sytuację i zabawiam ich rozmową typu, że ksiądz daje szansę Danielowi na podjęcie szybkiej decyzji a ja mam kluczyk z auta w ręku. Niestety Magda nie chwyciła aluzji i dalej jest pochmurna no to ja zasłoniłem Daniela swoją osobą i wtedy się uśmiechnęła, pewno pomyślała że to ja mógłbym być panem młodym ale opatrzność nad nią czuwała i wybrała Daniela. W końcu organista i para skrzypków  intonuje Hallelujah ze shreka nie muszę wam pisać jakie sceny przemykały przez moją głowę ( najlepsze były ślepe świnie) W kuluarach usłyszałem że opóźnienie wzięło się stąd bo w kancelarii oczekiwano aż przyjdzie przelew internetowy za uroczystość ślubną ale myślę że to złośliwa plotka. Po uroczystościach udało się nam naciągnąć  młodych n półtora litra czystej (Asia pamiętaj że alkohol szkodzi twojemu nienarodzonemu) Jako że na dalsze uroczystości nie zostaliśmy zaproszeni zrobiliśmy imprezę pod płotem kościoła obgadując tych których z nami nie było. Jako że moje poprzednie sprawozdanie znalazło uznanie tylko u profesjonalistów postanowiłem swój wyjazd na ślub opisać w normalny i prosty sposób. Myślę że to sprawozdanie powinno się znaleźć w wyprawach bo samotny wyjazd do Lipin to nie jest jakaś tam Afryka tym bardziej że z powodu EURO policja pilnuje kibiców a pod kościołem stał tylko jeden bus z ośmioma policjantami.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeczytaniu tego sprawozdania mój syn zapytał: tata co ty bierzesz?. To pytanie jest zasadne ze względu na mój ból pleców a co za tym idzie biorę lek o nazwie Myolastan którego ulotka ostrzega że niekiedy lek powoduje zaburzenia pamięci, spowolnienie reakcji psychicznych, uczucie upojenia alkoholowego, zmniejszenie czujności lub senność. A niekiedy powoduje reakcje paradoksalne (fajne określenie) jak pobudzenie, agresje stan splatania, omamy, zaburzenie osobowości i świadomości a niekiedy obniżenie libido (ale to nie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
NA KONIEC MŁODEJ PARZE ŻYCZE ABY SIĘ SZANOWALI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
RW&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Jak widać &amp;quot;klubowy&amp;quot; ślub stał się kanwą wspaniałego monologu Ryśka, który z charakterystyczną dla siebie swadą relacjonuje przebieg wdawało by się klasycznej imprezy. Jak na razie dla mnie &amp;quot;spit roku&amp;quot; za opis. Wcale nie trzeba jechać na drugi koniec świata, czy zdobywać Everestu. Tak po za tym to była przepiękna pogoda, śląskie klimaty i spotkanie przy płocie. Lata tak szybko śmigają a takie okazje tylko to uzmysławiają. Chwalimy się stażem: Tadek z Basią - 30 lat, Damian z Teresą - 27, Tomek z Asią - już 6. A przy tak pięknej pogodzie &amp;quot;laski&amp;quot; wciąż na miejscu.  Młodej parze natomiast życzymy wszystkiego dobrego''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
D. Sz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góry Sokole i obok|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 06 2012}}&lt;br /&gt;
Na rowerze górskim objeżdżam różne zakątki Gór Sokolich a potem tereny położone bardziej na południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ rzeką Dobrzyca i Piławą|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Gosia Stolarek + 19 os.|6 - 10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Nie opisze całego spływu bo bym musiał mała książkę wydać z tego wszystkiego &lt;br /&gt;
co tam się dzieje :) )wiec opisze tak na szybko jak to tam wygląda.&lt;br /&gt;
Spływ ma swoja oficjalna nazwę (spływ wyjątkowo w czwartek). Bo zawsze &lt;br /&gt;
zaczyna się w Boże Ciało, a w tym roku  te święto wypadło znów „wyjątkowo” w &lt;br /&gt;
czwartek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest to już 7 spływ organizowany przez tą ekipę . My jesteśmy po raz trzeci.&lt;br /&gt;
Wszyscy powoli zbierają się w punkcie zbornym w środę wieczorkiem. Ludziki &lt;br /&gt;
przyjeżdżają dosłownie z rożnych części polski. Kolega Pączas jak zwykle nie &lt;br /&gt;
zawodzi – jest przedstawicielem Linda i przywozi dwa kartony rożnych &lt;br /&gt;
czekolad i czekoladek  co starcza nam na cały spływ. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak to zwykle jest rozbijamy się gdzie popadnie. W czasie spływu zawsze &lt;br /&gt;
mijamy 2-3 km pole namiotowe i szukamy dogodnej polanki na biwak. Jest to &lt;br /&gt;
tez spowodowane tym, iż nie jesteśmy cichym spływem, gdyż wieczorami przy &lt;br /&gt;
ognisku gitarze wtórują 3 wielkie djembe i dwa małe bębenki co naprawdę robi &lt;br /&gt;
wrażenie a hałasuje jeszcze bardziej :) ) Wiec można powiedzieć ze rozbijamy &lt;br /&gt;
się dalej z troski o innych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do przepłynięcia mamy 52 km Dobrzyca i około 10 Piławą. Widoki i dzicz &lt;br /&gt;
otaczająca nas w czasie spływu przepiękna. Jedyne sama rzeka okazuje się &lt;br /&gt;
troszkę za spokojna, a co za tym idzie czasem nudnawa. Lecz dla niektórych &lt;br /&gt;
osób, które są pierwszy raz i tak okazuje się dość wymagająca.&lt;br /&gt;
Z wszystkich spływów jaki mijaliśmy i nas mijały tylko nasz naszym zdaniem &lt;br /&gt;
okazał się prawdziwy i uczciwy, gdyż my cały swój majdam w tym namioty, masa &lt;br /&gt;
jedzenia i oczywiście piwa plus inne trunki, nie zapominając o wymienionych &lt;br /&gt;
wcześniej instrumentach : ))   targamy ze sobą w kajaku, a nie jak innym &lt;br /&gt;
dowożą samochodami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7 spływ i pierwsze odstępstwo od reguły, a mianowicie rozbijamy się na polu &lt;br /&gt;
namiotowym, gdyż nasz  7 calowy TV jednak nie ruszył.&lt;br /&gt;
Oglądamy meczyk polaków w przygotowanej na polu strefie kibica &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co tu dużo pisać.   Wszyscy dopłynęli zdrowi i w całości. Pogoda przez wszystkie dni była idealna. &lt;br /&gt;
Czekamy na kolejne Boże Ciało  ciekawe czy znów wypadnie w czwartek : )))) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Magura Orawska - Mincol|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan K. (os. tow.)|10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przy chimerycznej pogodzie z Zabavy wychodzimy na Mincol (1392). W górach totalne pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - spacery|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|07 - 10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Mimo niefortunnych prognoz pogody, postanowiliśmy wybrać się w Tatry na dłuższą wycieczkę. Na starcie było cały czas pod górkę - najpierw trudności z zebraniem się, potem korki, procesje bożociałowe, problemy z parkowaniem na Łysej Polanie i konieczność wrócenia się do auta po Karty Taternika celem uniknięcia mandatu. Ostatecznie, po wylegitymowaniu się, ruszyliśmy z leśniczówki w Dolinie Białej Wody w czwartek o godzinie 16:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam przejść następującą trasę: Dolina Białej Wody - Żabia Dolina Białczańska - Młynarz - Młynarzowa Przełęcz - Dolina Ciężka - Dolina Kacza - Zmarzły Kocioł - Rohatka - Zbójnicka Chata - Dolina Staroleśna - Hrebienok i na hulajnogach (super!) do Starego Smokovca. Na dworzec autobusowy w Starym Smokovcu dotarliśmy w sobotę ok. 12:30, a o 13:00 zaczęła się totalna zlewa. Pozostałą część soboty przeznaczamy na odzyskanie samochodu i delektowanie się specjałami kuchni regionalnej. Ola zabrała mnie na kemping w Starej Leśnej, z którego korzystała przed rokiem. Jeśli o mnie chodzi, to doskonały, bo z darmowym WiFi i vyprážaným syrem s hranolkami a tatárskou omáčkou w cenie 2,90 EUR (!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę odbyliśmy krótką wycieczkę do Doliny Zadnich Koperszadów. Pertraktacje z leśnikiem tym razem były dosyć łatwe, ale cóż z tego, skoro po dwóch godzinach zaczęło rzęsiście lać. Obiad kończący długi weekend musieliśmy przenieść do Chudowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA: Grochowiec Wielki - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala, Marta, Mateusz, Karol Jagoda, Damian Żmuda|07 06 2012}}&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu udaje nam się wyrwać tylko na 1 dzień. Ja z ekipą łoimy na licznie obleganym Słoniu i co nieco slakujemy. Karol z Damianem zamiast się wspinać skaczą po skałach i skręcają sobie nogi - ot tak dla hecy. Wyjazd oczywiście udany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łutowiec - szkolenie centralne PZA z kartowania jaskiń|RKG: Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Snopkiewicz (KKTJ, kierownik szkolenia), Filip Filar (ST) + ok. 15 kursantów|01 - 03 06 2012}}&lt;br /&gt;
W charakterze kadry, wziąłem udział w centralnym szkoleniu PZA z zakresu kartowania jaskiń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach szkolenia odbyły się wykłady z zakresu podstaw kartowania (Tomek), prezentacja filmu o obsłudze przyrządu distoX (ja), terenowe ćwiczenia praktyczne w jaskiniach Księdza Borka i Piętrowa Szczelina (cała kadra), ćwiczenia z obróbki danych pomiarowych (ja), prezentacja możliwości programów Walls i Survex (ja), krótkie wykłady o problemie rozkładania błędu na pętlach pomiarowych i systemie GPS (Tomek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Specjalne podziękowania dla Michała Wyciślika (za najlepszą rolę pierwszoplanową w filmie) oraz dla Oli (za dbanie o to, żebym miał co jeść).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - rowerowo-skiturowy wypad na Litworowy Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|02 06 2012}}&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Polanki (1005) na rowerach MTB z przytroczonymi nartami jedziemy drogą (samochody mogą tu jeździć tylko za zezwoleniem, opłatą), którą wiedzie najwyżej legalnie dostępny szlak rowerowy w Tatrach. Prawie 7 km i niemal 700 m deniwelacji. Dobrą godzinę zajmuje nam wywindowanie się do Śląskiego Domu (1700), schroniska-hotelu gdzie zostawiamy rowery i dalej już z buta w górne partie doliny Wielickiej.  Śniegi zaczynają się już ponad Wielickim Stawem. Dość rozległe płaty. Ponad Długim Stawem zakładamy narty i na fokach podchodzimy do stromizn opadających z głównej grani Wielickiego i Litworowego szczytu. Stromy odcinek pokonujemy w rakach aż na Litworową przełęcz (2385). Skalista grań na szczyt Litowrowego szczytu (2425) pozbawiona jest śniegu. Sprzęt zostawiamy na przełęczy i na lekko wychodzimy na szczyt skąd rozlegają się bardzo ciekawe widoczki. W nocy musiało przyprószyć świeżym śniegiem.  Na wierzchołku temperatura około zera, mocny wiatr. Zbiegamy na przełęcz i dalej już na nartach po cudownych firnach śmigamy jak szaleni do Długiego Stawu. Potem kilka razy musimy zdjąć narty ale i tak ilość śniegu przeszła moje oczekiwania. Od schroniska znów zmieniamy środek lokomocji kontynuując szaloną jazdę w dół na rowerach osiągając w kilka minut Tatrzańską Polankę. Kolejna przefajna przygoda za nami. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLitworowy , tu filmik: https://vimeo.com/43589355&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|27 05 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście Wielkiej Litworowej do Sali pod Płytowcem. Śnieg w Zachodnich w zasadzie już się stopił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 36-lecie klubu w Trzebniowe|sobota: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tomek Jaworski, Asia Jaworska z Karolkiem, dłużej zostali: Janusz Rudoll (Rudi), Łukasz Pawlas z dziewczyną, Ania Bill, Damian Żmuda z dziewczyną, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard Widuch, Wojtek Sitko, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Aga Szmatłoch,Ola i Wojtek Rymarczykowie z Zosią, Janusz Dolibog,Karol Jagoda|26 - 27 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skraju Trzebniowa pod skałą zakładamy &amp;quot;bazę&amp;quot; obchodów kolejnego już lecia klubu. Wszyscy zjeżdżają się o różnych porach.  Trójka: Damian, Teresa, Rudi robią wycieczkę rowerową na trasie Trzebniów - Siedlec - Zrębice - rezerwat Zielona Góra - Góry Sokole - Złoty Potok - Trzebniów. Reszta wspina trudne drogi (opisze zapewne Karol). Wieczorem ognisko z wręczeniem &amp;quot;spitów roku&amp;quot; (szczegóły w AKTUALNOŚCIACH). Pogoda fajna. Tu kilka zdjęć (może ktoś jeszcze dorzuci): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach uzupełnienia: Przez dwa dni wspinaliśmy się na Kaczej skałe oraz na skałkach na wzgórzu. Z poprowadzonych dróg z pewnością można polecić: Dzieci Boga (VI.2) za klamiastość :), Zasady Norberta (VI.1+) za fajny no-hand rest, Słomiany Zapał (VI.3) za startowy bulder, Meteor (VI.3) za ciekawe ruchy oraz Łeb Na Karku (VI.1+) za siłowe wyjście z przewiechy. Pogoda dopisała, choć w niedzielę z rana przelotny deszcz nieco nas wystraszył i zmobilizował większość uczestników lecia do wyruszenia w poszukiwaniu pobliskiej jaskini niestety otwór nie zostało odnaleziony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wieczorna wycieczka do źródeł Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, Marzena Kieczka|21 05 2012}}&lt;br /&gt;
W poniedziałek ok. godz 18:00 ruszamy z Przygłupia w kierunku Baraniej Góry naszym celem było zwiedzenie źródeł Białej Wisełki i wykapów Czarnej Wisełki. Obydwa cele zostały osiągnięte całość wycieczki trwała ok. 3h pogoda dopisała. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Pod Wantą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|20 05 2012}}&lt;br /&gt;
Akcja na dno Pod Wantą. Otworu chwilę szukaliśmy. Od auta do auta zajęło nam to ok. 6.5h. Przy okazji nawet udało się zrobić parę zdjęć. Warunki do uprawiania w Tatrach turystyki trudne - powyżej granicy lasu płaty mokrego śniegu, z którymi można zjechać w przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okiennik Wielki - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Sitko&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|20 05 2012}}&lt;br /&gt;
Tym razem podróż trwała zaledwie 1 godzinę i jak to zwykle bywa byliśmy tego &lt;br /&gt;
dnia pierwszymi wspinaczami na skałce. Po naszej rozgrzewce na dwóch drogach &lt;br /&gt;
VI+ (w tym szczególnie ładnej Drodze Jungera) Karol rozpoczął oddolne &lt;br /&gt;
skanowanie Niebieskich karimat (VI.3+) - drogi od lat rozumianej przez nas &lt;br /&gt;
jako synonim niewykonalności. Droga okazała się w większej części płytówką o &lt;br /&gt;
prawie niewidocznych stopniach, a jak powszechnie wiadomo praca nóg Karola &lt;br /&gt;
(tak jak i moja) nie zalicza się do Siedmiu Cudów Świata, a tym samym &lt;br /&gt;
Niebieskie karimaty nadal czekają na swojego pierwszego nockowego zdobywcę. &lt;br /&gt;
W dalszej części Karol powetował sobie na Drodze Bodhistawy (VI.2+), kolejno &lt;br /&gt;
&amp;quot;machnął sobie na szybko&amp;quot; dwa warianty Framugi (VI.1+ i VI.2), a pod koniec &lt;br /&gt;
wykonał kilka masywnych ruchów za VI.3 (Plecy widowni). Ja w między czasie &lt;br /&gt;
powspinałem sporo krajobrazowych dróg o wycenach od V do VI+.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ogrodzieniec - wspinaczki|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|19 05 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę spędziliśmy kilka godzin na skałach w Podlesicach. Tym wyjazdem nasz sezon wspinaczkowy dopiero się zaczął, także ograniczyliśmy się do dróg piątkowych na Niedźwiedziu i Lalce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Janusz Rudoll (Rudi), Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.) |19 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od Sopotni Wielkiej. Przepiękna majowa pogoda. Mało ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, |17-19 05 2012}}&lt;br /&gt;
Wiosenny wyjazd w Tatry w poszukiwaniu krokusów okazał się codziennym, kilkunastogodzinnym przedzieraniem się przez wielkie śniegi:) A tak serio, pogoda naprawdę troszkę zaskoczyła..Wszelkie prognozy diabli wzięli w noc przed moim przyjazdem:)&lt;br /&gt;
W Kościeliskiej chlapa i hordy nieznośnych dzieciaków; musiałam na chwilę uciec do Wąwozu Kraków, by ostudzić mordercze żądze...;)&lt;br /&gt;
Następnego dnia wycieczka na Ornak i Siwą Przełęcz, gdzie skusiły mnie jarzące się na słońcu sylwetki Błyszcza i Bystrej (moja pierwsza wizyta na tych szczytach; polecam, widoki przecudne) i powrót do schroniska. Rano ucieczka z &amp;quot;wstrętnej&amp;quot; doliny na Czerwone Wierchy przez Dolinę Tomanową (zawsze zapominam kiedy to otwierają ten szlak...:) i zejście do Hali Kondratowej. Stamtąd Kuźnice i nocny powrót do domu:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tyniec - wspinanie|Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, |13 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krajoznawczej ,ekstremalnie  szybkiej (2h) podróży pt. ,,Jak szybko dojechać do Tyńca nie płacąc za autostradę A4’’ dotarliśmy wreszcie pod skały. Tam nie przez przypadek wybraliśmy skałkę Skurwysyn(znanej z pięknych połogich, płytowych dróg:), gdzie męczyliśmy 2 drogi : Skurwysyn (VI.3+/4) oraz Mały Pikuś (VI.2) niestety bez powodzenia.  Na pierwszej z  nich znalezienie optymalnego patentu  zabrało mi wiele godzin, (naprawdę pierwszy taki przypadek!!!) Niestety zabrakło już  sił , aby tą  idealną sekwencję ruchów wykonać (nastąpiło tzw. Totalne przebudowanie). Okazało się ,że w tym przypadku ,,know-how’’ nie wystarczyło. Nie pozostało nic innego jak odłożyć prowadzenie tej drogi do kolejnej wizyty w Tyńcu, która mam nadzieje nastąpi niebawem.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Zjazd weteranów taternictwa jaskiniowego w dol. Będkowskiej|trochę starsi grotołazi z różnych klubów (szczegóły na stronie SBB), z RKG - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Rudoll (Rudi) |12 - 13 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dolinie Będkowskiej na Jurze odbył się kolejny już (23) zjazd weteranów taternictwa jaskiniowego zorganizowany przez Speleoklub Bielsko Biała a głównie przez Jerzego Ganszera. W zjeździe wzięło udział ok. 25 osób z różnych klubów. Szanowni weterani zwiedzili turystyczną jaskinię Nietoperzową a potem jaskinie: Łabajową z zjazdem na linie z górnego otworu, jaskinię Dziewiczą oraz zjechano do jaskini Małotowej. Wieczorem w Brandysówce odbyły się „obrady” a potem było ognisko. W niedzielę przeprowadzono akcję zjazdu z Sokolicy ‘przez dziurę”. Zjazd urozmaicony w wrażenia. Miło było popatrzeć na pełne wigoru i energii twarze weteranów. Młodzież powinna się dużo uczyć.&lt;br /&gt;
Więcej informacji i zdjęć na stronie SBB. Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Weterani-2012&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Niski - wycieczki po Magurze Wątkowskiej|Wojtek, &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Zosia Rymarczyk |01 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
Kilka majowych dni spędzamy w malowniczo położonej miejscowości Świątkowa Wielka, podczas których udaje nam się odbyć z Zosią pierwszą górską wycieczkę... Ze Świątkowej idziemy najpierw polami, a następnie żółtym szlakiem trawersującym górę Ostrysz, gdzie łapiemy szlak czerwony (Główny Szlak Beskidzki), którym podążamy dalej na Świerzową (801) i Magurę (822). Grzbiety obu wzniesień porośnięte są przepięknym bukowym lasem, który doskonale chroni i przed spiekotą i przelotnym deszczem, o czym mieliśmy okazję się przekonać. Niemal cały szlak prowadzi przez Magurski Park Narodowy. Nie znajdzie się tam jednak budek bileterów, szlabanów i tym podobnych wynalazków. Ludzi też jak na lekarstwo, spotkaliśmy może z 4 osoby w ciągu całego dnia. Z Magury schodzimy do przełęczy Majdan i stamtąd ścieżką (już bez oznaczeń) biegnącą doliną potoku Świerzówka wracamy do Świątkowej, po drodze mijając kilka przydrożnych krzyży (niektóre sięgające 3 metrów wysokości) i kapliczek, które poza walorami przyrodniczymi niesamowicie wpływają na klimat tych okolic.&lt;br /&gt;
Cała wycieczka zajęła nam około 7,5 godziny razem z przerwami technicznymi. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu Zosia nie była zbytnio znużona długością trasy, co niewątpliwie było też zasługą wynalazku naszych babć - czyli noszenia dziecięcia w chuście! szczerze polecam :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć w galerii&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - majówkowe wspinanie| piątek: Damian Żmuda, Łukasz Pawlas,  Sobota: Mateusz Górowski, Kasia, Robert (os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, |04 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo niepewnych prognoz ruszamy w skały w piątek.  Po długich debatach wybieramy cel Suchy Połeć, który pozostał suchy jednie w nazwie. Na skałce oprócz nas nikogo nie ma, nie zastanowiło nas to ani na chwilę ,a powód tego stanu poznaliśmy już niedługo. Po zrobieniu rozgrzewkowej drogi walczymy z Modrzewiowymi lotami (VI.2+), niestety walkę przerywa zlewa. Czekając na okno pogodowe rozpalamy grilla i obserwujemy cierpliwie jak z okapu tworzy się wodospad. Mimo, to jakimś cudem udaje się wreszcie poprowadzić drogę choć w dwóch miejscach była kompletnie zalana. Potwierdziła się stara prawda, że nie ma złej pogody jest tylko słaba psycha:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę natomiast jedziemy do Doliny Będkowskiej, gdzie trzeba było także walczyć z nieprzyjazną wspinaczom pogodą – tym razem z upałem.  Na początek wspinamy się w cieniu na Wielkiej Niewiadomej (VI.1) oraz na Płycie Sasa (VI.1). Niestety z biegiem dnia słońce nas dopada, dlatego patentowanie Okapiku 22lipca ( VI.3+) staje się wyjątkowo męczące, drogę puszcza dopiero, gdy na skale wieczorem znów pojawia się cień.  Na zakończenie dnia udaje się wyrównać zeszłoroczne porachunki z Kakofonią (VI.2+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Góry Harz - rowerami na Brocken|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow.: Krzysztof Hilus, Eryka Hilus|04 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem było wyjechanie rowerami górskimi na najwyższy szczyt gór Harz – Brocken (1149). Góry leżą niemal w geometrycznym środku Niemiec. Jeszcze nie tak dawno przebiegała tu granica dwóch państw niemieckich a zarazem wrogich bloków militarnych (na szczycie pozostała infrastruktura z tamtych czasów + nowe budowle). Inspiracją jednak był sam Brocken jako że od szczytu bierze się nazwa tzw. Widma Brockena. Podobno ponad 300 dni w roku jest tu fatalna pogoda ale my trafiamy widocznie na anomalię. Świeci słońce a z kopulastej góry rozlega się widok na dalekie niziny. Góra znana z sabatów czarownic i różnych legend. Może coś w tym jest bo piekielnie wieje. Zjeżdżamy inną drogą, bardzo piękną i dość atrakcyjną. Wycieczkę zaczęliśmy i skończyli w Wernigerode. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FNiemcy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Szwajcaria Saksońska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|02 - 03 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niespełna 2 dni zwiedzamy ciekawy obszar skałkowy (piaskowce) zwany Szwajcarią Saksońską. Skały do 200 m wysokości robią imponujące wrażenie, zwłaszcza w przełomie Łaby. Tysiące dróg wspinaczkowych czeka na swoich pogromców. Kombinacją szlaków (przeważnie tzw. Malerweg) obchodzimy południowy rejon, super ciekawy zwłaszcza pod względem wspinaczkowym ale i geologicznym. Spotykamy jednak tylko 2 wspinaczy łojących jedną z imponujących ścian. Drogi rzadko obite. Wszędzie dobre warunki do biwaku (okapy), brak wody. Cały rejon tonie obecnie w soczystej zieleni. Ludzi nie wiele. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA/SZWAJCARIA: Wycieczka narciarska w masywie Silvretty|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 04 - 03 05 2012}}&lt;br /&gt;
Powoli kończąc sezon skitourowy, zasadniczą część majowego weekendu spędziliśmy w masywie Silvretty, położonym na granicy austriacko-szwajcarskiej. Trawers tego masywu z wschodu na zachód jest skitourowym klasykiem, w przewodnikach opisywanym jako stosunkowo łatwa trasa, przyjemna do pokonania wiosną. My w ciągu czterech dni przebyliśmy ok. połowę jego długości, mamy nadzieję, że tę lepszą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej podróży z Polski, naszą wycieczkę rozpoczęliśmy w gorące poniedziałkowe południe, w miejscowości Galtür,&lt;br /&gt;
z parkingu w dolinie Jamtal. Po piętnastu minutach marszu pojawił się śnieg, choć mokry, to umożliwiający jednak&lt;br /&gt;
podchodzenie na fokach. Droga do schroniska Jamtalhütte (2 162 m n.p.m.) upłynęła nam zaskakująco szybko - zajęła nam&lt;br /&gt;
około trzech godzin. Dzięki temu mieliśmy sporo czasu na nadrobienie braków w śnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schronisko Jamtalhütte, w zasadzie jak wszystkie w tym rejonie, zostało zbudowane z myślą o dziesiątkach&lt;br /&gt;
gości. Podczas naszej wizyty, obłożenie miejsc było zresztą całkiem spore. Co ciekawe, średnia wieku gości, głównie&lt;br /&gt;
niemieckojęzycznych, była na poziomie 40+. Przy kolacji ucięliśmy sobie dłuższą pogawędkę z Basią i Tomkiem, których&lt;br /&gt;
poznaliśmy na parkingu i którzy mieli podobne do naszych plany (pozdrawiamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego poranka wyruszyliśmy w stronę kolejnej chatki. Warunki uległy znacznemu pogorszeniu.&lt;br /&gt;
Podchodząc przez lodowiec Jamtalferner na przełęcz Obere Ochsenscharte (ok. 2 900) poruszaliśmy się przez cały czas w chmurze.&lt;br /&gt;
Na szczęście na tej trasie odcinki pomiędzy schroniskami są dosyć krótkie i zanim zaczął padać deszcz, zjechaliśmy&lt;br /&gt;
przez Vermuntgletscher do doliny Ochsental i znajdującej się w niej Wiesbadener Hutte (na wys. 2 443). Tam&lt;br /&gt;
zastaliśmy międzynarodowe towarzystwo - czeską obsługę i gości z Austrii, Czech, Niemiec, Francji i Hiszpanii. Ze względu&lt;br /&gt;
na padający deszcz, stoły w jadalni zapełniły się szybko, a po kolacji wino pobudziło wielu do śpiewów. Choć my&lt;br /&gt;
poszliśmy spać wcześnie, nie sądzę, żeby wszyscy goście dostosowali się do ciszy nocnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny odcinek okazał się być esencją tego wyjazdu. Podejście na przełęcz Fuorcla dal Cunfim (3043) upłynęło nam&lt;br /&gt;
w dosyć niepewnej i wietrznej pogodzie. Jednak kiedy przekroczyliśmy granicę szwajcarską, wiatr ustał a zza chmur&lt;br /&gt;
wychyliło się słońce. To przejaśnienie wstrzeliło się w dokładnie ten moment, w którym go potrzebowaliśmy - zjazd&lt;br /&gt;
lodowcem Silvrettagletscher. Było to fenomenalne przeżycie - długi, stosunkowo łagodny zjazd bez przeszkód&lt;br /&gt;
terenowych, bez szczelin, po prostu wspaniała rzecz na koniec sezonu. Spodobało się nam na tyle, że po dotarciu do&lt;br /&gt;
Silvrettahutte (2 341) postanowiliśmy przeżyć to jeszcze raz i podeszliśmy ponownie pod przełęcz Silvrettapass (3 003).&lt;br /&gt;
Za drugim razem nie było już jednak tak samo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W szwajcarskim schronisku Silvrettahutte dla odmiany było pusto. Oprócz nas, w chatce spali tylko dwaj Hiszpanie,&lt;br /&gt;
z którymi nawiązaliśmy znajomość przy kolacji. Kto wie, może następnym razem Pireneje? Z powrotem do Austrii wracamy w&lt;br /&gt;
czwartkowy ranek przez przełęcz Rote Furka (2 688). Zjazd na północ okazał się dosyć nieprzyjemny - z początku śnieg&lt;br /&gt;
był zmrożony, aby po zjeździe do doliny Klostertal bez żadnych etapów pośrednich przejść w mokrą, hamującą breję. Aby poruszać się w niej w dół, i tak trzeba było się odpychać kijkami. Mimo sporego zachmurzenia, temperatura w dolinie sięgała kilkunastu stopni.&lt;br /&gt;
Choć początkowo planowaliśmy przedostanie się do kolejnej chatki (Saarbrucker Hutte), podjęliśmy tu decyzję, że&lt;br /&gt;
zjeżdżamy na dół. Co z tego, że leży pod nami dobre dwa metry śniegu, skoro pożytek z niego jest niewielki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na koniec długim, powolnym i męczącym niestety zjazdem osiągamy jezioro zaporowe Silvrettastausee (2 032), a następnie&lt;br /&gt;
stamtąd przez Kleinvermunt zjeżdżamy do miejscowości Wirl (ok. 1 700). Po drodze spotykamy naszych hiszpańskich&lt;br /&gt;
przyjaciół, którzy na koniec pomagają odzyskać nam samochód z doliny obok (dzięki!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba przyznać, że był to wyjazd na którym nauczyliśmy się czegoś nowego o Alpach. Było to nasze pierwsze&lt;br /&gt;
doświadczenie z taką ilością lodowców, do których tym razem podeszliśmy z należytą powagą. Trasa, którą&lt;br /&gt;
przebyliśmy nie była wymagająca - raczej przeciwnie, byliśmy zaskoczeni krótkimi odcinkami pomiędzy&lt;br /&gt;
schroniskami. Faktem jest, że zmienna pogoda, halny wiatr i ciężki, niebezpieczny popołudniami śnieg nie pozwalały na wiele&lt;br /&gt;
więcej - chyba, że na zabranie ze sobą więcej książek :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mapka z trasą naszej wędrówki: http://nocek.pl/wiki/images/Silvretta_2012_Trasa.png&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - na nartach przez 4 przełęcze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, SBB: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer, Zosia Chruściel, Jakub Krajewski, Kazimierz Ślęk|1 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały dzień upalnie. Z bielszczanami spotykamy się w Kuźnicach i w zasadniczej grupie pokonujemy na nartach skiturowych trasę do Murowańca a dalej na przeł. Karb (Teresa poszła na Kasprowy i zjechała oraz zeszła tą samą drogą). Potem zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego – podejście na Zawrat (2156), krótki zjazd do dol. 5 Stawów i króciutkie podejście na przeł. Schodki (2065) na której sterczał duży nawis, który pokonujemy bokiem z czekanami. Następnie fajny zjazd do Pustej Dolinki i stromo na Kozią przeł. (2137). Dalej część ekipy zjeżdża z samej przełęczy a część schodzi nieco niżej i wszyscy zjeżdżamy aż do Murowańca (po drodze Zosia ma przygodę z nartą). Z hali „krzesełkiem” wyjeżdżamy na Kasprowy. Bielszczanie jeszcze zostają a ja zjeżdżam przez Goryczkową do Kuźnic (10 minut muszę już nieść narty bo śnieg topniał w oczach).  Zdążyłem tuż przed burzą. Była to dość zdrowa wyrypa (1682 m przewyższenia). Tu zdjęcia z nart i jaskini:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2012%2F4-przelecze&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Goryczkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysiki&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dość żmudnych poszukiwaniach (fatalny opis dojścia) docieramy do otworu jaskini Goryczkowej (w sumie dojście banalne ale to wiemy teraz). Zwiedzamy jaskinię, która tworzy dość zagmatwany labirynt. Niespełna 2 godziny zajmuje nam obejrzenie jaskini. Wracamy na kamping pod Krokwią gdzie mieliśmy namiot.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin, rowery i spływ|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, i inni|29 04 - 02 05 2012}}&lt;br /&gt;
Za miejscówkę obraliśmy zalew Poraj, co przy letniej pogodzie okazało się dobrym rozwiązaniem. Przez niecałe 4 dni na przemian wspinamy się w Suliszowicach i Mirowie oraz pokonujemy ciekawe wycieczki rowerowe oraz relaksacyjny spływ pontonowy rzeką Białką (okolice Lelowa). Po każdym dniu, co odważniejsi kąpią się w zalewie Porajskim o temperaturze wody już nie wiosennej, lecz jeszcze nie letniej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Suliszowicach|Ola i Wojtek Rymarczykowie z Zosią, Sara i Mateusz Górowski z Julianem , Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|29 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poszukiwaniu zacienionej skały, spokoju i terenu dobrego do leżakowania wyruszyliśmy do Suliszowic. Wybór skałki (Kazalnica Suliszowicka) nie był łatwy, ale myślę że pomysł się sprawdził. Wojtek i ja tradycyjnie byliśmy pierwsi pod skałami, ale z biegiem dnia nasza ekipa urosła do imponujących rozmiarów. Pierwszy wyjazd w skały mają już za sobą Zosia i Julian, z moich obserwacji wynika że obydwoje  byli po prostu zachwyceni skałami:) przy czym Zosia przejawia także zainteresowanie speleologią (niedaleko pada jabłko...). Mimo młodego wieku już rozpoczęli solidny trening wspinaczkowy-póki co skoncentrowali się na wizualizowaniu przyszłych prowadzeń. Reszta ekipy mimo upału w pocie czoła walczyła z pięknymi, przewieszonymi drogami, padły m.in.: Osiedle Leśne VI.1, Dziecinny Trawers V, Osika VI.2, Drzewiec VI.3, Prawe Kazanie VI.2+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spotkanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Proksza, Grażyna i Andrzej Ciołek, Wiesław (Esi) i Iwona Piotrowska, Jacek i Iza Kazimierczak oraz osoby tow. |28 04 - 29 04 2012 - reszta siedzi tam cały tydzień}}&lt;br /&gt;
Jak co roku ma majówkę byli członkowie klubu robią sobie spotkanie w uroczym miejscu za skałkami rzędkowickimi. Słoneczna pogoda napędziła wspinaczy więc skałki sobie odpuszczamy (z sportu uprawialiśmy łucznictwo) a wieczór przy ognisku upływa na wspomnieniach z dawnych lat (tzn z przed wieków). Wyjazd być może piknikowy ale jakże potrzebny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sardynia - wspinanie|Ania Bil, Karol Jagoda, Damian Żmuda (RKG), Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Katarzyna Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; - os. tow.|13 04 - 23 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
	&amp;lt;P ALIGN=CENTER STYLE=&amp;quot;margin-bottom: 0.2cm&amp;quot;&amp;gt;MOMENTO&lt;br /&gt;
	MAGICO&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ciągnie się?! &amp;amp;ndash; pyta lub może raczej stwierdza Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nie wiedzieliśmy, że idzie za nami. Jej czołówka wyłania się z&lt;br /&gt;
ciemności i oświetla kilka otworów przed nami. Damian zagląda do&lt;br /&gt;
pierwszego z nich. Potem wspina się do następnego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Zatkane mułem! Trzeba by kopać!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina skręca w lewo.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tutaj widać światło!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To pewnie przejście do jaskini, którą mijaliśmy na zewnątrz &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
odpowiada Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina idzie tamtą drogą. Mu już mamy zawrócić, gdy światło&lt;br /&gt;
czołówki wpada do otworu, którego dotychczas nie zauważyliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
Meander zakręcił gwałtownie w prawo. &lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jest ciąg &amp;amp;ndash; mówi Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To chyba nie zawsze tak wygląda? &amp;amp;ndash; pytam.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy spokojnie przed siebie. Nie musimy się pochylać. Tylko&lt;br /&gt;
nasze buty stają się coraz cięższe. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dochodzimy do progu. Otwór ponad naszymi głowami byłby&lt;br /&gt;
dostatecznie duży, by przejść przez niego ze sprzętem. Nie mamy go&lt;br /&gt;
jednak. Nie przyjechaliśmy tu na eksplorowanie jaskini.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- O, prożek &amp;amp;ndash; mówi Paulina doganiając nas tutaj. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zawracamy. Niezbyt chętnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czujecie jak tu ciepło? &amp;amp;ndash; pyta Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście. Cieplej niż w południowym słońcu, które oślepia nas&lt;br /&gt;
przy wyjściu. Pokonujemy krótki odcinek plaży i wchodzimy do morza,&lt;br /&gt;
żeby opłukać buty z grubej warstwy gliny. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Damian idzie się wspinać. Drogi są obite na wejściach do jaskiń,&lt;br /&gt;
ciągnących się wzdłuż wybrzeża.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ja jeszcze długo opłukuje jasne sandałki i pończochy, które&lt;br /&gt;
założyłam do letniej sukienki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Sardynia...&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Cholera i co teraz zrobimy?&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Odwracamy się wszyscy. Tuż za samochodem stoi osioł. Jedno z wielu&lt;br /&gt;
zwierząt puszczonych samopas pośród gór. Stada krów, owiec i kóz&lt;br /&gt;
włóczą się tu samotnie potrząsając wielkimi dzwonkami. Osła też&lt;br /&gt;
słyszeliśmy na długo przed tym jak się pojawił. Wygląda jak wielka&lt;br /&gt;
figurka ze sklepu z pamiątkami i najwyraźniej tak właśnie traktują go&lt;br /&gt;
turyści. Zwierze udaje, że nie jest nami zainteresowane nawet, gdy&lt;br /&gt;
próbujemy cofnąć wprost na niego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol wysiada i odciąga osła od samochodu. Wyjeżdżamy z parkingu,&lt;br /&gt;
gdy wielka maskotka znajduje nowy sposób, żeby nas zatrzymać.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przez otwarte okno osioł wkłada łeb do środka. Cierpliwie czeka na&lt;br /&gt;
zdjęcia. Nieco mniej cierpliwości ma Damian. Rusza powoli zmuszając&lt;br /&gt;
sardyńską atrakcję do zmiany strategii. Osioł przytula łeb do&lt;br /&gt;
samochodu jak ocierający się kot. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Stój, stój! &amp;amp;ndash; krzyczą dziewczyny.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przerośnięta figurka zrozumiała już jednak, że turyści próbują się&lt;br /&gt;
wymknąć. Osioł staje dęba i uderza kopytami o drzwi samochodu.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jedź! Jedź!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Poczekam na ciebie &amp;amp;ndash; mówi Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Nie, idź &amp;amp;ndash; odpowiada Damian wyraźnie zaskoczony tym&lt;br /&gt;
pomysłem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania zaczyna więc pierwsza. Drogi wiodą tuż obok siebie &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
6b+ Ani i 7a Damiana. Asekurantów dzieli odległość kilku kroków.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania dociera do pierwszego resta i już tutaj dogania ją Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Przegonisz mnie &amp;amp;ndash; zauważa dziewczyna z zaskakującą obawą w&lt;br /&gt;
głosie i chociaż jest to droga na granicy jej możliwości chce jak&lt;br /&gt;
najszybciej podjąć pościg.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ania spokojnie! Wyrestuj do zera! &amp;amp;ndash; krzyczy Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dobra rada asekuranta. Tym bardziej, że wkrótce Damian będzie&lt;br /&gt;
restował i Ania znów wysunie się na prowadzenie. Od tej pory będą ich&lt;br /&gt;
dzieliły tylko dwie minuty opóźnienia, z którym Damian zaczął swoją&lt;br /&gt;
drogę. Te dwie minuty przełożą się na odległość, którą jest w stanie&lt;br /&gt;
objąć aparat przy maksymalnym zbliżeniu. Ani razu nie oddalą się&lt;br /&gt;
bardziej od siebie. Dopingowani przez przekrzykujących się&lt;br /&gt;
asekurantów miną linię gór widocznych w oddali. Dla nas &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
stojących na dole &amp;amp;ndash; zmienią się w ciemne postacie na tle&lt;br /&gt;
szarzejącego błękitu nieba. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pierwszy okrzyk zwycięstwa będzie należał do Ani. Dwie minuty&lt;br /&gt;
później swoją drogę skończy Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dwa rekordy padną obok siebie i chociaż do zachodu słońca zostanie&lt;br /&gt;
niecała godzina jeszcze tego dnia Paulina zdąży poprowadzić 6b.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Na kolejnej fali ponton wylatuje w powietrze. Czy można opaść&lt;br /&gt;
twardo na powierzchnię wody? Nie wydaje mi się, a jednak trudno&lt;br /&gt;
nazwać nasze lądowanie miękkim. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Płyniemy na pełnym gazie. Mamy niewiele czasu, by dotrzeć do Cala&lt;br /&gt;
Goloritz&amp;amp;egrave;. Wszyscy jednak wiemy, że nie o czas tutaj chodzi.&lt;br /&gt;
Może być on, co najwyżej, wygodnym pretekstem, którego przecież tak&lt;br /&gt;
bardzo nie potrzebujemy. W końcu dryfty nie przyśpieszą dotarcia do&lt;br /&gt;
celu, a jeśli przewrócimy ponton z całym sprzętem, mogą go skutecznie&lt;br /&gt;
uniemożliwić. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nieważne. Nie potrzebujemy pretekstu ani logicznych argumentów.&lt;br /&gt;
Wystarczy nam prędkość. Wystarczy nam adrenalina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Cala Goloritz&amp;amp;egrave; &amp;amp;ndash; dwie groty, którym nie przyglądamy&lt;br /&gt;
się nawet z bliska. To tylko granica. Po jej przekroczeniu możemy&lt;br /&gt;
zawrócić z przekonaniem, że nic nas nie ominęło.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Mamy jeszcze godzinę, czyli dokładnie tyle, ile potrzeba na&lt;br /&gt;
dopłynięcie do portu. Paulina zmienia Karola za sterem czy może&lt;br /&gt;
raczej za kierownicą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Morze jest tak niebieskie jak na widokówkach rozdawanych turystom&lt;br /&gt;
w tutejszych hotelach. Paulina wpływa na pełnym gazie w stadko mew,&lt;br /&gt;
które przysiadły na wodzie. Ptaki wzbijają się w powietrze szybko i&lt;br /&gt;
bezgłośnie, jakby od początku były tylko fatamorganą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dziś udajemy turystów. Powinniśmy położyć się i rozkoszować&lt;br /&gt;
bezchmurnym niebem. Zamiast tego obserwujemy skały wyznaczające linie&lt;br /&gt;
wybrzeża. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Spójrzcie jaka tam by była wielowyciągówka &amp;amp;ndash; Damian&lt;br /&gt;
wskazuje górę, której jedno zbocze wydaje się pionowe i zupełnie&lt;br /&gt;
gładkie. Skalna ściana sięga aż do szczytu. Nawet Karol przyznaje, że&lt;br /&gt;
to musiałoby być ciekawe wspinanie. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tyle fajnych dróg i wszystkie nieobite &amp;amp;ndash; wzdycha prezes&lt;br /&gt;
klubu grotołazów obserwując wejścia do jaskiń. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol kładzie się na przodzie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czuje się zupełnie jak na wakacjach &amp;amp;ndash; mówi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Śmiejemy się.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Uważaj, bo następnym razem pojedziesz na wczasy all inclusive.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zbywa nas milczeniem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Naprawdę bardzo fajny dzień restowy &amp;amp;ndash; dokańcza myśl, którą&lt;br /&gt;
mu przerwaliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście całkiem udany dzień restowy. Na Cala Lunie, gdzie&lt;br /&gt;
mogliśmy się dostać tylko od strony morza, Karol pociągnął 7a RP. W&lt;br /&gt;
rejonie, do którego pojedziemy, jak tylko oddamy ponton, zdąży&lt;br /&gt;
poprowadzić nie więcej niż dwie drogi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zachód słońca nad Dorgali. Sardyńskie miasteczko, zatopione w&lt;br /&gt;
górach. Żadnych wielkich zabytków, kilka ciekawych budynków, kilka&lt;br /&gt;
spożywczych marketów. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Wyobrażacie sobie, że są ludzie, którzy mieszkają tu tak po&lt;br /&gt;
prostu? Wiecie o co mi chodzi? &amp;amp;ndash; pyta Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiemy. Przyjeżdżamy tu jak turyści zachwycając się pięknymi&lt;br /&gt;
widokami. Czy potrafimy wyobrazić sobie jak to jest codziennie budzić&lt;br /&gt;
się i widzieć te góry przez okno? Zdobywać skaliste szczyty w ramach&lt;br /&gt;
niedzielnego spaceru.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Podoba mi się Sardynia, bo ma tożsamość &amp;amp;ndash; mówi Damian. &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
Tutaj czuć historię. Tutaj czujesz, że jesteś gdzieś.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Powoli zapada zmrok. Zaczyna grać muzyka na żywo. Przyjemne&lt;br /&gt;
rockowe brzmienie dociera do nas bardzo wyraźnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Może jak skończymy się wspinać pójdziemy na ten koncert &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
proponuje Ania zakładając buty wspinaczkowe.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Droga, na którą wchodzi nie jest dla niej trudna, więc spokojnie&lt;br /&gt;
poradzi sobie bez światła. Paulina też jeszcze się wspina. Expressy&lt;br /&gt;
ściąga już w świetle czołówki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Po ciemku schodzimy ze skał nad Dorgali. Rockowe brzmienie&lt;br /&gt;
wypełnia dolinę. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Siadam na skale. Z trzech stron otacza mnie gładka ściana,&lt;br /&gt;
niezakłócona nawet srebrnym odblaskiem ringów. Doszłam tu jednak&lt;br /&gt;
spokojnie jak po chodniku.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiatr szarpie ubranie. Pod skałami jest dzisiaj ciepło, ale tu &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
na górze &amp;amp;ndash; wieje nieustannie. Jeśli się odwrócę zobaczę w&lt;br /&gt;
oddali rząd białych wiatraków. Z tej odległości wydają się nie&lt;br /&gt;
większe niż drzewa. Ja jednak patrzę na skały.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Maleńka postać w oddali wydaje się być bardzo wysoko. Nie widzę&lt;br /&gt;
kim jest ten człowiek. Myślę tylko, że to nikt od nas, bo to, co robi&lt;br /&gt;
wydaje się niemożliwe. Droga najwyraźniej jest przewieszona.&lt;br /&gt;
Kilkakrotnie odlatują mu nogi. Oczywiście nic mu nie grozi, ale z tej&lt;br /&gt;
odległości nie widać lin. Widać tylko mężczyznę zawieszonego na&lt;br /&gt;
samych rękach, wysoko na skale. Klasyczna scena z filmów akcji na&lt;br /&gt;
żywo robi zupełnie inne wrażenie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wyciągam aparat i robię zdjęcie. Bez większego przekonania. To tak&lt;br /&gt;
jak fotografowanie widoku ze szczytu góry. Nie da się utrwalić ani&lt;br /&gt;
tego obrazu, ani tej emocji, którą wywołuje. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Postacią na skale był Karol. Zrobił wtedy 7b. Zdjęcie wyszło&lt;br /&gt;
zupełnie nieudane. Oczywiście.&lt;br /&gt;
&amp;lt;BR&amp;gt;&amp;lt;BR&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy wzdłuż plaży w Cala Gonome. Trudno znaleźć to miejsce w&lt;br /&gt;
podrasowanych photo shopem ulotkach dla turystów. Trudno też próbować&lt;br /&gt;
je opisać. W innej sytuacji powiedziałabym, że piękno tego miejsca&lt;br /&gt;
jest złamane. Tutaj jednak lepiej użyć słowa &amp;amp;bdquo;pęknięte&amp;amp;rdquo;.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Plaża jest pusta i czarno-biała. Biała nierówną powierzchnią&lt;br /&gt;
wapienia wygładzonego przez morze. Czarna rozrzuconymi głazami lawy.&lt;br /&gt;
W tym miejscu woda nie ma ładnego, lazurowego odcienia, a przejście&lt;br /&gt;
spod skał do portu nie przypomina spaceru. Kamienna powierzchnią jest&lt;br /&gt;
mocno spękana, wypełnione wodą niecki zdradliwe, a kawałki lawy&lt;br /&gt;
ruchome. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;O tej porze roku można tu spotkać tylko wspinaczy, a i tych jest&lt;br /&gt;
niewielu. Docieramy do portu, pakujemy sprzęt do samochodu. Ania chce&lt;br /&gt;
zrobić grupowe zdjęcie. Zdejmujemy więc kurtki, koszulki i udajemy,&lt;br /&gt;
że jest nam ciepło. Jednocześnie musimy zerkać czy wiatr nie porywa&lt;br /&gt;
naszych rzeczy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pogodę tego dnia mamy zresztą idealną. Idealną na wspin.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nasz pierwszy dzień w Isili. Podchodzimy pod skały. Trudno tutaj o&lt;br /&gt;
nieprzewieszoną drogę. Skala trudności zaczyna się od 6a, takich&lt;br /&gt;
jednak nie ma zbyt wiele.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nazwa każdej drogi jest wypisana na ścianie czarnym markerem. Cyfr&lt;br /&gt;
nikt nie podaje, a w różnych topo będą się one różniły.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Drogi są ciekawe. Dużo klam i bardzo dużo dziur w skale.&lt;br /&gt;
Przeważnie w jednym miejscu można wykorzystać kilka różnych patentów,&lt;br /&gt;
a dwie osoby opracują zupełnie odmienne sekwencje.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Podchodzimy pod skały. Karol prowadzi nas do drogi, którą zdążył&lt;br /&gt;
wybrać, gdy piliśmy kawę. Czarny napis na pomarańczowej ścianie&lt;br /&gt;
brzmi: MOMENTO MAGICO.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Od tego zaczniemy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Zdjęcia do obejrzenia w Galerii''' : http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FSardynia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zadni Granat i inne - wyjazd skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Tomek Pawlas|22 04 2012}}&lt;br /&gt;
Ładny słoneczny ranek w Kużnicach, brak ludzi. Młodzież rzuca propozycją wyjazdu kolejką na Kasprowy. Trochę rozterki ale w chwilę później zapinamy narty na rozhukanym Kasprowym. Wkrótce zostawiamy zgiełk Kasprowego i podążamy granią przez Beskid (2012),  przeł. Liliowe (1976), Skrajną Trunię (2096) na  Skrajną Przeł. (2071). Początkowo planowaliśmy zjazd z Świnickiej przełęczy lecz grupka skiturowców, która tam podchodziła ostrzegła nas przed dużym zalodzeniem. Zjeżdżamy przeto  Skrajnym Żlebem aż do Zielonego Stawu. Zjazd piękny i ciekawy. Potem kawałek na Karb i kolejny zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego pod ścianami Kościelca. Od Zmarzłego Stawu idziemy do Koziej Dolinki a potem na Zadni Granat (2240). Trzeba przyznać, że górna część podejścia w różnym gatunkowo śniegu była niezbyt przyjemna. Na szczycie długo nie bawimy. Zjazd szerokimi polami śnieżnymi był super (zwłaszcza dla Tomka na telemarkach).  Czarny Staw pokonujemy po lodzie (trochę stresu bo były miejsca gdzie narty się topiły). Szczęśliwie jednak docieramy do Betlejemki. Na deser jest przełęcz Mechy (1682) i zjazd do Kasporwej Doliny. Po dziewiczych stromych śniegach śmigamy do żlebu opadającego z przełęczy a potem już w lesie po niesamowicie ciekawej pod względem terenu  trasie docieramy do szlaku i nartostrady z Kasprowego, którą zjeżdżamy do Kuźnic. Mimo wjazdu na Kasprowy robimy jeszcze ponad 1100 m deniwelacji. Pod każdym względem bardzo ciekawy wyjazd.. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FZadniGranat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna|Krzysztof Atamaniuk, &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|20 - 21 04 2012}}&lt;br /&gt;
Na początku miała być Miętusia Wyżnia. Warunki pogodowe panujące w Tatrach korygują jednak nasze plany i w ramach rekompensaty, decydujemy się na trawers jaskini Czarnej. Wyruszamy późną piątkową porą. Droga w stronę Tatr upływa nam nadspodziewanie szybko, i dobrze, bo mamy sporo czasu, by móc przygotowac się logistycznie do czekającej nas akcji. Ten „mini” wykład co robić będziemy, jak to robić będziemy, i kiedy, uświadamia nam, że czeka nas „małe” wyzwanie – ale co tam, musimy dać radę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę pobudka o nieludzkiej porze (kto w wolny dzień wstaje o 5.30...), szybkie śniadanko i w drogę. Pogoda dopisuje, mały deszczyk przestaje kapać dosłownie w momencie jak wsiadamy do auta, by z Witowa podjechać do wylotu doliny. Droga doliną Kościeliska już bez śniegu, za to w otoczeniu polan, na których skrzy się od fioletowych barw – tatrzańskie krokusy, obwieszczają wiosnę. Podejście do Czarnej, też już nie w zimowym krajobrazie, pozwala nam o godzinie 8,15 dotrzeć do otworu jaskini. Niedługo po nas pojawia się ekipa z Bielska. Nietracąc zatem czasu, wskakujemy w odświętne ubranka, zakładamy szpilki i kapelusze i zaczynamy zabawę. Wlotówka szybko za nami, choć bez drobnych problemów się nie obyło.  Docieramy do prożku Rabka. Tutaj pierwsza wspinaczka, niewinna, w prównaniu z tym co czeka na nas potem. Ogrom i piękno Sali Francuskiej, jak zawsze robi wrażenie. Tuż za nią pierwszy trawersik – Herkulesa, który udaje nam się szybko pokonać, w porównaniu do Komina Węgierskiego, który zatrzymuje nas na dłuższy czas. Ta trójeczka, jest co dla niektórej, zdecydowanie w zaniżonej skali. Walka skończyć musiała się sukcesem, ale  przeogromna ilość siniaków, jest wysoką ceną którą trzeba było za to zapłacić ..(o spódniczce trzeba zapomnieć na conajmniej dwa tygodnie)... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie tracąc czasu, szybko mkniemy, by przygotować się do zjazdu Studnią Smoluchowskiego. W Jeziorku Szmaragdowym zdecydowanie więcej wody, niż za ostatnim razem. Krótka sesja fotograficzna (choć ta akcja będzie chyba jedną z lepiej udokumentowanych, dzięki testowi, jaki musiała przejśc nowo zakupiona lampa błyskowa Matusza)....Trawersując jeziorko, niepotrafiłam sobie odmówić sprawdzenia jaką temperaturę ma woda w nim, przynajmniej jedną nóżką, ale trzeba było – stwierdzam zdecydowanie zimna, nawet dwie pary skarpet i kilka kolejnych warstw ubrania nie pozwalają czuć inaczej...Jak się później okazuje to niejedyna kąpiel tego dnia, ale o tym narazie cicho sza. Prożek Furkotny też kapie wodą, która mobilizuje do szybkiego wspinu po nim. Prewieszona Wanta zostaje trzema misternymi obrotami sromotnie pokonana przez Mateusza. Pod Kominem Furkotnym, znowu wodospadzik. To najlepsza zapowiedź tego co przed nami. Ślimakiem w dół, następnie trawersem mijamy Studnię Imieninowej, już planujemy szybki zjazd Brązowym Progiem, a tu niespodzianka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed nami wody po kolana, której końca nie widać. Nie pozostaje nam nic innego jak zdjąć buty, podkasać nogawki i przed siebie. A tu znowu życie zaskakuje, za rożkiem, mała ciasnotka, którą trzeba pokonać na „kaczuszkę”...Cóż już nie tylko mokre stópki...Ale dajemy dalej do przodu, szybki zjad Brązowym Progiem, spacerkiem do Sali Św. Bernarda i stajemy przed Progiem Latających Want. Chłopaki wspaniale radzą sobie z tą ostatnią przeszkodą, a mnie ogarnia niespotykana słabość, fizycznie nie jestem zdolna do niczego. Tylko dzięki doświadczeniu, niesłychanej cierpliwości i motywacji  Mateusza, udaje mi się pokonać ten ostatni odcinek, choć przez głowę nie raz nie dwa przemyka myśl, że ja tu zostanę, że nie dam rady.To wszystko powoduje,że z jaskini wychodzimy dobrze po godz. 23.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanim osiągniemy pod stopami w miarę równą płaszczyznę mija kolejna godzinka – tyle dobrze,że na zejściu z jaskni, ktoś rozwiesił już liny. Z tej strony jeszcze w miarę sporo śniegu, który też momentami ułatwia nam zejście. Na dowidzenia miły spacerek czerwonym szlakiem, gdyby nie tylko te mokre spodnie i butki. Z Kir na Śląsk, wyruszamy ok, godz. 2 w nocy, witając poranek w własnych łóżeczkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Brestową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Maciej Dziurka, Kasia Jasińska, Michał Wyciślik, Łukasz Pawlas|15 04 2012}}&lt;br /&gt;
Deszcz i kiepska widoczność to warunki jakie generalnie towarzyszyły nam w narciarskim wypadzie na Brestową (1934). Startujemy żółtym szlakiem z peryferii Zuberca z wys. 860. Na śnieg trafiamy na wys. ponad 1200 m. Po mokrym śniegu docieramy na Palenicką Przełęcz (1573) skąd szeroką granią dość długim odcinkiem na szczyt Brestowej. Jedynym dobrze widocznym obiektem był słupek z rozpiską szlaków i nazwą szczytu. Zjazd łatwy po rozmiękłych śniegach przeradzających się w firn. Szybko śmigamy w dół do granicy śniegu a potem z buta do auta. Mimo nie najlepszej pogody byliśmy zadowoleni z miło spędzonego dnia w licznej grupie skiturowych &amp;quot;nocków&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotrek (os. tow.)|10 04 2012}}&lt;br /&gt;
Masyw skalny Grochowiec między Żelazkiem a Ryczowem był naszym celem wspinaczkowym. Liczyliśmy na pustki bo niby dzień powszedni a tu niespodzianka - może z 10 wspinaczy. Robimy w sumie 10 dróg od IV do VI.1+ (Paweł). Generalnie fajne miejsce, dużo obitych dróg, pogoda dopisała (baliśmy się zimna) więc dzień można uznać za udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w okolicy Rysianki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|8 04 2012}}&lt;br /&gt;
Świąteczny wypad skikturowy tam gdzie jest śnieg. Z ostatniego parkingu w Złatnej po śniegu podchodzimy początkowo szlakiem a potem na przełaj na graniczny szlak w pobliżu przełęczy Szeroki Kamień (Munianske Sedlo) na wys. 922. Potem łagodnie ale długo na Trzy Kopce (1215). Dalej zjazd tzw. Kozim Grzbietm i podejście do schroniska na Rysiance (schronisko niemal puste). Zjazd czarnym szlakiem do auta w Złatnej. W trakcie wycieczki padał śnieg, było -5 st. Warunki dość dobre, na twardym podłożu warstwa świeżego puchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA - Kaukaz - skitoury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|31 03 - 07 04 2012}}&lt;br /&gt;
Szersza relacja [[Relacje:Gruzja_2012|w sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tarnowskie Góry - kopalnia zabytkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|1 04 2012}}&lt;br /&gt;
Po iluś tam w przeszłości wypadach do podziemi tarnogórskich przyszła kolej na zwiedzenie oficjalnej i turystycznej kopalni zabytkowej z przewodnikiem. W programie był więc zjazd szybem Anioł, przejście udostępnionymi fragmentami starych wyrobisk, następnie spływ łodziami chodnikiem odwadniającym i powrót inną drogą do szybu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Zimna|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Ryszard Widuch|30 - 31 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skoro osoba, która pierwotnie miała napisać ten opis stwierdziła cyt. &amp;quot;że nie lubię pisać opisów a zresztą i tak nikt tego nie czyta&amp;quot; to mogę opisać z mojego punktu widzenia jak ten wyjazd wyglądał i nikt się nie mnie nie obrazi...bo ponoć i tak nikt tego nie czyta :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak poprzednimi razami tak i teraz startujemy ze śląska w piątek popołudniu by wieczorem być  na miejscu. I tu pierwsze zaskoczenie - w Zakopanym pada śnieg! Jak to śnieg? Przecież mamy już marzec! Prawie kwiecień! ;) Ale nie byłoby w tym nic strasznego, bo my się śniegu nie boimy, ale w samochodzie którym jechaliśmy ktoś (czyt. ja) już zmienił opony na letnie...co jak się okazało nie było najmądrzejszym pomysłem. Pierwsze problemy zaczęły się już przy parkowaniu pod domem. Tam gdzie normalnie manewrowanie nie nastręczało problemów tym razem nie obyło się bez pchania by stanąć w miejscu gdzie chcieliśmy zaparkować auto. A śniegu było może kilka cm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę wieczoru spędziliśmy nad rozmyślaniem gdzie idziemy. Czy do Miętusiej Wyżniej czy do Zimnej. Zdecydowaliśmy w końcu iż w związku że jest mokro pójdziemy do Zimnej, bo Miętusia może być za bardzo zalana. Zresztą zdawaliśmy sobie sprawę z tego iż Ponor w Zimnej również może być nie do przejścia, ale skoro już jesteśmy w Zakopanym to nie odpuszczamy i idziemy, chociaż byśmy mieli dojść do Ponora i się wrócić (instruktor zdecydowanie stwierdził iż on moczyć się nie chce...życie jednak zweryfikowało te plany, ale o tym niżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano okazuje się iż śniegu jest więcej niż poprzedniego wieczora, także podejście pod Zimną czasami kończy się zapadaniem po kolana w mokrym śniegu, ale nam to nie straszne. Pod otwór dochodzimy dosyć szybko. Przebieramy się za kratą (co okupiliśmy zjazdem na dupie, bo wejście było oblodzone bardzo) i w drogę.&lt;br /&gt;
Ruszamy w stronę ponoru z duszą na ramieniu czy będzie się dało przejść czy nie. Droga ta nie obyła się bez nerwów, gdyż jeden uczestnik wyprawy nie mogąc się przecisnąć przez lekki zacisk stworzony z lodu po prostu zostawił wór i przeszedł bez niego - bo tak było prościej. Za to ja w tym momencie, gdyż byłem za tym uczestnikiem, stałem się automatycznie w posiadaniu dwóch worów. Po stonowanej reprymendzie słownej ruszyliśmy dalej. Patrząc dookoła wyglądało że jest sucho, co napawało nas optymizmem odnośnie Ponoru...ale myliliśmy się. Jak dotarliśmy pod Ponor wody było co najmniej po kolana i tu nastąpiła konsternacja co robimy dalej...&lt;br /&gt;
Na szczęście Krzysiek i ja zdecydowaliśmy się organoleptycznie sprawdzić jak jest głęboko...i jak zimna jest woda :) Krzyśkowi to wyszło zdecydowanie lepiej, gdyż ja po rozebraniu się do slipek i kasku tak szybko jak wszedłem do wody tak szybko z niej wyszedłem, albo raczej wystrzeliłem :) Ból jaki przeszył moje stopy był niewyobrażalny...jakby mi je w imadle ktoś zgniatał. Także ja za daleko nie doszedłem, za to Krzysiek pokonał Ponor w całości w obie strony i stwierdził że nie zamoczył nawet bielizny, to może byśmy wszyscy przeszli. Tu wzrok został skierowany w kierunku Ryśka, który chyba pod wpływem błagalnego wzroku uczestników (nie wszystkich jak się po akcji okazało) ugiął się i powiedział że w takim razie idziemy...a raczej brodzimy przez wodę. Patenty na przejście były różne...na golasa, na worki do butów, na worki na kombinezon. Lepsze czy gorsze przeszliśmy wszyscy. Ja to nawet nie tyle co przeszedłem co przebiegłem...bo w wodzie może byłem tylko kilka sekund - aż tyle zajęło mi przebiegnięcie w wodzie Ponora na drugą stronę...ale udało się! Po wyjściu z wody było już tylko przyjemniej, bo wszystko było cieplejsze niż woda :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za ponorem Błotny Próg mieliśmy zaporęczowany, także wejście na niego to była tylko formalność. Próg Wantowy okazał się również nie najtrudniejszym zadaniem i tak doszliśmy do Czarnego Komina. Gdy ja do niego dotarłem (zamykałem stawkę) to największy &amp;quot;łojant&amp;quot; wyprawy był już wpięty do asekuracji i zaczynał mierzyć się z Kominem. Po niezliczonych próbach (i lotach) nasz &amp;quot;łojant&amp;quot; dotarł aż do pierwszego batinoxa, by po nastu minutach dać za wygraną i powiedzieć że to się nie da...&lt;br /&gt;
Jako iż tego dnia ja jeszcze nic nie łoiłem, to ósemkę wwiązałem do siebie i zacząłem się wspinać. Okazało się że nie było tak źle jak szkice malują i mimo iż była to ponoć droga V to przy pomocy chwytów na batonach udało się komin pokonać. Czy szybko to nie wiem, bo czas pod ziemią wydaje się być względny...dla tego który się wspina wydaje się że zrobił to szybko...dla reszty to wieczność :) Ale najważniejsze iż byliśmy przed beczką czyli bliżej Korytarza Galeriowego, który miał być naszym celem. Niestety czas czy względny czy bezwzględny to płynął bez zmian i do NCP było coraz mniej godzin, także już po kominie zdecydowaliśmy iż dojdziemy tylko do Chatki. To jak się okazało chwilę później zweryfikowało życie albo raczej jeden z kursantów (celowo nie podaje tu imion, ale myślę że możemy dopasować owego bohatera do zdarzeń które opisuje), gdyż kursant ten wchodząc pod komin nie zabrał spod niego swojego worka z linami na dalszą część trasy co zostało skwitowane kilkoma mniej lub bardziej niedyplomatycznymi słowami przez resztę zespołu :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zważając na upływający czas, na nasze żółwie tempo i na częściowy brak sprzętu (kilka lin miałem w swoim worze jeszcze ja) Rysiek zdecydował się pójść przodem by nadgonić i dojść chociaż do Chatki (jak sprzęt pozwoli). Od tej chwili mogliśmy podziwiać ruchy wytrawnego taternika, który sprawnie zaporęczował Beczkę a potem Biały Komin. Przy beczce chyba niektórym (czyt. nasz bohater) brakowało już wody z Ponoru, bo znów zanurzył swe ciało w jeziorku podczas podchodzenia na linie (po jaskini zaniosło się kilka dźwięków &amp;quot;rzuconego mięsa&amp;quot;) :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety do Chatki nie dotarliśmy, gdyż raz iż bohater po kąpieli nie chciał iść dalej i zdecydował się zaczekać pod beczką, to zbliżała się godzina alarmowa i instruktor zarządził odwrót. Droga powrotna przebiegła nam nad wyraz szybko, ale tu największą zasługę miał Rysiek, który to podjął się deporęczowania lin &amp;quot;na złodzieja&amp;quot; wspólnie ze mną, gdzie ja robiłem jako punkt asekuracyjny (używaliśmy opcji na złodzieja bez karabinka).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu dochodzimy jeszcze za dnia, przebiórka i w stronę samochodu. Na miejscu jeszcze szybki prysznic, gdyż okazujemy się bardziej brudni niż myśleliśmy i w drogę. Opisując powrót można by napisać drugie tyle tekstu jak przebiegała nasza podróż na oponach letnich, gdy podczas naszej akcji śnieg cały czas sypał i nie było go już tylko kilka, ale dobre kilkanaście cm. Drogi publiczne, w tym zakopianka były białe. Już po kilkuset metrach, jeszcze na drodze z Kościeliskiej w kierunku do Zakopanego mijamy jedno auto w rowie, po drodze na Śląsk było ich jeszcze kilka. Biorąc to pod uwagę i to że nie chcieliśmy do nich dołączyć nasza prędkość zmalała z zawrotnych 40 km/h do 30 km/h i byliśmy od tej pory tymi uczestnikami drogi, którzy nazywani są &amp;quot;zawalidrogami&amp;quot;. Ale co tam nazwy i epitety wygłaszane pod naszym imieniem przez innych kierowców, myśmy chcieli tylko dojechać do domu. Czy dojedziemy zwątpiliśmy na zakopiance, gdy ilość opadów tak się nasiliła iż w światłach samochodu było widać tylko wielkie, hipnotyzująco wirujące płatki śniegu, za to nie było widać ani gdzie są pasy, ani gdzie jest krawędź drogi. Łatwiej jechało się na wyłączonych światłach, niż na włączony (przeciwmgłowe też nie pomagały). Tu jakby się dało zwolnilibyśmy jeszcze bardziej, ale to równie dobrze moglibyśmy się zatrzymać i przeczekać gdzieś w zaspie na poboczu. Ile wtedy dałbym za opony zimowe :)&lt;br /&gt;
Na szczęście im bliżej śląska, tym cieplej i mniej opadów. Na Śląsk dotarliśmy ok. północy, gdzie po śniegu nie było śladu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo iż akcja nie do końca poszła po naszej myśli, bo nie dotarliśmy tam gdzie planowaliśmy, ale wróciliśmy szczęśliwi i zadowoleni. Szkoda tylko iż opis nie napisała ta osoba co powinna (która się zgodziła go nawet napisać, jako kolejna która jeszcze tego nie robiła), ale za to opisuje on szczegółowo całą akcję, bez pomijania wstydliwych momentów...których ponoć i tak nikt nie przeczyta, bo przecież nikt tu nie zagląda...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Zimna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Mirowie|Ania Bil, Asia Wasil, Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Niedzielny wspin zaczynamy od długich dróg na Turni Kukuczki, lecz z powodu cienia i porywistego wiatru przenosimy się na nasłonecznioną Szafę i Czwartą Grzędę. W promieniach słońca padają drogi jak muchy:  Psychosomatyczny Spleen VI.1+,Mikołajek I Inni Chłopacy VI.3+, Szarpnięcie Z Póły VI.1+, Punk Rock VI.1, Rycerskie Szarpnięcie VI.1+ i przepiękna droga Podniebny Trawers VI.1+ (naprawdę warto ją zrobić!!!) Po tej rozgrzewce jesteśmy chyba już gotowi na uroczyste otwarcie sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Skitura na Starorobociański Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z Kir. W Kościeliskiej śnieg leży od początku doliny lecz z uwagi na koleiny i przetopy niesiemy narty na plecach. Zakładamy je dopiero na podejściu z schroniska Ornak na Iwaniacką Przełęcz. Z przełęczy podchodzimy na grań Ornaku. Zaczyna wiać. Spotykamy po drodze kilku turystów i skiturowców. Od Siwej Przełęczy (1812) przez Siwe Turnie na Starorobociański Szczyt (2176) podchodzimy w rakach. Po drodze upatrzyliśmy sobie linię zjazdu z szczytu. Pogoda słoneczna. Od północy silny wiatr walący drobinkami śniegu i lodu po twarzach ale na zwietrzanej południowej stronie patelnia i cisza. Pod wierzchołkiem przepinka i zjazd początkowo granią w stronę Kończystego lecz z pierwszej przełączki skręcamy w szeroki i dość stromy żleb opadający wprost na północ ograniczony z prawej strony skalistymi zerwami. Myśleliśmy początkowo, że śnieg będzie bardziej „puszczony” a tu klapa. Zaledwie 1 cm krawędzie chwytały śnieg. Pierwsze metry zjazdu nie pewne lecz potem już bosko. Mkniemy w zalaną słońcem dolinę Starorobociańską. Wkrótce też osiągamy dolinę Chochołowską i ciągle po mokrym śniegu, czasem wodzie zjeżdżamy do Siwej Polany i szlakiem do Kir gdzie zostawiliśmy auto. Najlepiej wszystko obrazują te zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Stararobota&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspinanie w dol. Wiercicy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Karol Jagoda|24 03 2012}}&lt;br /&gt;
Chcąc uniknąć tłumów wybieramy mało znany rejon (otwarty dla wspinaczy w grudniu 2011) – Diabelskie Mosty w dolinie Wiercicy. Na parkingu jesteśmy pierwsi, po kilku minutach dojeżdża Ola i leniwie zaczynamy się wspinać. Lecz z każdą godziną ludzi pod skałami przybywa, dlatego też po pysznym obiedzie z grilla, który zaserwowała nam Ola uciekamy przed tłumem na położoną nieopodal Babę (nazwa skały). Na parkingu żegnamy Olę, która musiała wrócić wcześniej. Na Babie razem z nami wspinały się jeszcze tylko 2 osoby. Tam zostajemy już do końca dnia. W sumie padają drogi od VI+ do VI.2+, w tym piękna droga Powrót Piekieł. Skałki w dolinie Wiercicy są godne polecenia ze względu na zupełny brak wyślizganych dróg i mimo wszystko mniejszą liczbę ludu pod skałą w porównaniu do rejonów typu Rzędkowice czy dolinki podkrakowskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - Kitzsteinhorn 2012|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Ewa Wójcik, Michał Ciszewski, Bartłomiej Berdel, Marcin Grych, Kaja Fidzińska, Stanisław Wasyluk, Jan Wołek + 2 os.; STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; Speleoklub Tatrzański: Michał Parczewski, Filip Filar; WKTJ: Robert Matuszczak (p.o. kierownika); RKG: Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|19 - 29 03 2012}}&lt;br /&gt;
Wspólnie z Damianem Żmudą wzięliśmy udział w kolejnej wyprawie Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Kitzsteinhorn, stanowiący część Wysokich Taurów (Glockergruppe). Podobnie jak w zeszłym roku, wyprawa miała na celu eksplorację Feichtnerschacht. Wyjazd ten jest wyjątkowy z dwóch względów. Po pierwsze, baza wyprawy zlokalizowana jest w podziemiach stacji narciarskiej, gdzie dzięki uprzejmości przedsiębiorstwa Gletscherbahnen Kaprun A.G. do naszej dyspozycji są dwa pomieszczenia, bieżąca woda (ciepła), prysznic, energia elektryczna i dostęp do Internetu. Wyznacza to pewien (wysoki) standard socjalny, rzadko spotykany na innych wyprawach jaskiniowych. Drugim, istotnym wyróżnikiem jest skała, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie - margiel mikowo-wapienny. Skała ta na Kitzsteinhornie generalnie słabo krasowieje, jest na ogół krucha i daje niezapomniane wrażenia wizualne widziana od środka, znacznie inne od wapienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach tegorocznej działalności, prowadzonej z biwaku w Sali z Miśkiem (ok. -430 m), wspinaliśmy się w kominach zaczynających się w Kryształowej Galerii, nieopodal biwaku. W pierwszej czwórce działali Mariusz Mucha i Marcin Grych oraz Bartek Berdel i Damian Żmuda. Następnie zmieniliśmy ich my tj. ja i Michał Ciszewski oraz Ewa Wójcik z Robertem Matuszczakiem. Łącznie, podczas ośmiu &amp;quot;szycht&amp;quot; udało się nam wywspinać i zmierzyć 240 metrów pionu. Odkryty przez nas ciąg wyraźnie zmierzał do powierzchni, co ciekawe, będąc rozwinięty na innym pęknięciu niż cała pozostała część jaskini. Michał wziął do jaskini aparat i dwie lampy błyskowe, za pomocą których zrobił sporo ładnych zdjęć (część prezentuję w galerii za jego zgodą). Dzięki zastosowaniu kamizelek puchowych i ogrzewaczy chemicznych nie bolało to aż tak bardzo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o towarzyszącą wyprawie działalność narciarską, to poza standardowym wejściem na Grosser Schmiedingera (ok. 440 Hm) udało się mi zrobić dwie nowe, ciekawe rzeczy. Najpierw zjechaliśmy (wspólnie z Michałem Ciszewskim) z wierzchołka Kitzsteinhorn (3203 m, ale podchodzi się 200 m) nową dla nas, a bardzo stromą drogą. Później, korzystając ze świetnej pogody i oczekiwania na wyjście pierwszej czwórki z jaskini, razem z Filipem Filarem przeszedłem ciekawą trasę skiturową na pół dnia - z wysokości ok. 2 900 m (dostaliśmy się tam kolejką) pysznie zjechaliśmy północnymi zboczami Schmiedingera (czyli poza teren narciarski) aż do chatki na Schaunberg Mittelalm (1672 m). Następnie, na fokach podeszliśmy przez Lakaralm na przełęcz Lakarscharte (2488), przez którą wróciliśmy do bazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, wyjazd był bardzo przyjemny - sporo się działo i to w całkiem dobrym towarzystwie. Poza tym, dzięki dobremu połączeniu z Internetem mogłem trochę popracować, dzięki czemu nie narobiłem sobie dużo zaległości. Ze względu na sprawy zawodowe (Damian) i dalsze plany (ja), jako reprezentacja RKG musieliśmy opuścić wyprawę przed jej zakończeniem. Kiedy wyjeżdżałem, na dalszą wspinaczkę w Kryształowej Galerii szli Zakopiańczycy i Kaja z Staszkiem, zaś Bartek prowadził trzyosobową ekipę, która od powierzchni miała wspinać komin pozostawiony do rozpoznania w tzw. Zyklopengangu na -350 m. Nie znam jeszcze szczegółów (uzupełnię), ale wiem z plotek, że &amp;quot;puściło&amp;quot; okrutnie i wyprawa zakończyła się niezwykle udanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Szkolenie zimowe instruktorów|SGW: Michał Górski, Ewelina Górska, Agnieszka Nieciąg; Speleoklub Świętokrzyski: Piotr Burczyk, Agnieszka Burczyk; TKTJ: Tomasz Chojnacki; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra: Marek Pokszan|17 - 18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Odbyłem obowiązkowe szkolenie zimowe dla instruktorów taternictwa jaskiniowego. Materiał był dosyć obszerny. Z jednej strony, obejmował wiedzę o lawinach, zasady poruszania się w terenie lawinowym oraz praktyczne wykorzystanie zestawów lawinowych. W tym zakresie głównie przypominaliśmy i systematyzowaliśmy juz wiedzę, którą prawie wszyscy z nas posiadali. Otrzymaliśmy też liczne wskazówki metodyczne, jak uczyć naszych kursantów. Drugą część materiału stanowiła wiedza o asekuracji w terenie śnieżnym i lodowym i posługiwanie się rakami, czekanem i liną w terenie zimowym. Tu niestety wyszło trochę braków i chaosu w naszych głowach - jak się okazało, żadnemu z nas nie przekazano tej wiedzy na kursie podstawowym i każdy właściwie wiedział tyle, ile w toku swojej górskiej działalności zdołał sam się nauczyć. Prowadzący cierpliwie prowadził z nami ćwiczenia (jak z kursantami) - myślę, że w toku szkolenia sporo się w tym obszarze podciągnęliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zostało zrealizowane jako wykłady w Betlejemce, oraz dwie wycieczki terenowe - jedna w rejon Czarnego Stawu Gąsienicowego i lodospadu, zaś druga przez przełęcz Karb ze wschodu na zachód. Prowadził je Marek Pokszan, legitymujący się dużym doświadczeniem powierzchniowym i przypominający nam co rusz o swoim zrozumieniu spraw jaskiniowych ze względu podziemne epizody w swojej &amp;quot;karierze&amp;quot;. Merytorycznie i metodycznie, szkolenie wydawało się być przygotowane bardzo dobrze i pewnie z kilku obserwacji &amp;quot;warsztatu pracy&amp;quot; Marka skorzystamy prowadząc naszych kursantów. Jedyne, do czego moglibyśmy mieć zastrzeżenia to sama Betlejemka, panujący w niej ścisk i jednocześnie pewnego rodzaju atmosfera konfrontacji. Niestety, obiekt ten jest urządzony tak, że kiedy jedni instruktorzy (młodsi) ledwo mieszczą się tam w łóżkach i jedzą na korytarzu, u innych instruktorów  (starszych) jest jeszcze miejsce i wygoda. W tym wszystkim oczywiście nie my jesteśmy najważniejsi, ale kursanci i &amp;quot;zwykli wspinacze&amp;quot;, którzy też nie mają tam lekko. W naszym jaskiniowym środowisku chyba przyzwyczajeni jesteśmy do innych, bardziej egalitarnych (trudne słowo) standardów. No cóż. Na szczęście pogoda i towarzystwo dopisało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Babia Góra od południa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Upalnie. Startujemy od schroniska w Slanej Vodzie (740) żółtym szlakiem aż na szczyt Babiej Góry (1724). Robimy 1000 m przewyższenia. Na szczycie musimy się jednak ubrać solidnie bo jak przystało na Daiblaka wiało nie źle. Zjazd mniej więcej wzdłuż drogi podejścia. Śnieg czasem o zmiennej strukturze (raczej przepadający) ale tak bajecznie. Do auta docieramy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 9:20 wyruszyłem z Koczego Zamku pod Ochodzitą w kierunku Wisły Czarne trasa biegła przez Gańczorkę, Przysłup, Pietroszonkę, Stecówkę, Szarculę Zadni Groń aż pod zaporę w Czarnym gdzie dotarłem ok 14:00. Pogoda dopisała warunki też. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 11:40 wyruszyłem z Krzysztówki pod Czantorią w kierunku Istebnej trasa biegła przez Soszów, Stożek, Kiczory, Młodą Górę, Suszki aż do Istebnej Centrum. Do domu dotarłem o 15.20 pogoda była kiepska mgła i mżawka ale przynajmniej śniegu nie brakowało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - wspin|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z różnych przyczyn nie mogliśmy sobie pozwolić na dwudniowy wypad w tatry, więc wybraliśmy się na akcję typu  Fast and Light. Wyjechaliśmy o 24.00 tak więc dzięki małemu ruchowi po niespełna 3 godzinach byliśmy w Kuźnicach. Po spacerku w lekkim deszczu w  Murowańcu zatrzymaliśmy się na śniadanie, niestety jedliśmy je na schodach (podobnie jak kilka innych osób), gdyż na noc sala na dole jest zamykana(noc trwa co najmniej do 6.30!!!). Chwilę przed nami na Prawe Żebro wyrusza jeden zespół, którego spotykamy nad Czarnym Stawem w czasie wycofu z powodu zerowej widoczności. Po kilku minutach oczekiwania na tzw. Okno pogodowe dochodzimy do wniosku, że nie damy rady nawet wejść w Drogę Potoczka, więc postanawiamy wybrać coś krótszego i bardziej widocznego w czasie dupowy. Wybór pada na połączenie drogi Klisia (2 pierwsze wyciągi ) i drogi Kochańczyka (3wyciąg).  Pogoda w czasie wspinu jest iście zimowa, padający śnieg, mgła, wiatr, zerowa widoczność i częste pyłówki.  Powrót po zrobieniu drogi wygodny i szybki -  jeden zjazd i krótkie zejście pobliskim żlebem.  Po  smacznym obiedzie w schronie, grzecznie wracamy do szarej rzeczywistości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Odkryłem&amp;quot; najpiękniejszy zjazd z Skrzycznego. Miał być to spacerek a tura okazała się nie złym wyzwaniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Auto zostawiłem przy ostatnich chałupach w Godziszce. Padał deszcz z śniegiem. Doliną podążałem wg wskazań GPS aż pod stromizny opadające z Skrzycznego od NE. Forsowanie stromizn (nie myślałem, że może być tu aż tak stromo) zmusiło mnie do &amp;quot;tatrzańskiego&amp;quot; wysiłku. W 2 miejscach musiałem zdjąć narty i wykuwać stopnie na kilku metrach w zmarzniętym śniegu  (przydały by się harszle). W końcu dotarłem do nartostrady i niebieskiego szlaku trawersującego Skrzyczne w pobliżu szczytu. Tu mocny wiatr rozgonił chmury i śnieg przybrał barwę srebra. Na przełaj dochodzę na wierzchołek. Potem krótki odpoczynek w schronisku i cudowny zjazd. Najpierw przez wiatrołomowisko (latem trudne do sforsowania) a potem przez owe stromizny a następnie rzadkim bukowym lasem w kilka chwil osiągam dolinę. Tu roztopy zrobiły trochę zamieszania ale i tak na nartach docieram do auta. Wg mnie ten zjazd to prawdziwy hit w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacery|Ola i &amp;lt;U&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|10 - 11 03 2012}}&lt;br /&gt;
''Po ostatnim ociepleniu, opadach deszczu i mżawki wypogodziło się, obniżyła się temperatura, tak, że śnieg zamarzł, tworząc grubą warstwę lodoszreni. W dniu 27.02. o godz. 18-tej poinformowano TOPR, że podczas zjazdu z Grzesia wywróciła się i doznała kontuzji kolana narciarka skitourowa ... złamała nogę znana skialpinistka ... zjechał po zalodzonym stromym zboczu aż na dno ... z Przeł. Karb na taflę Czarnego Stawu zsunął się żlebem jakiś turysta ... zsunęła się po stromym zboczu kilkadziesiąt m ... przylot śmigłowca do narciarki, która złamała kość udową ... kontuzji nogi doznała 20-letnia narciarka skiturowa ... w wyniku upadku i uderzenia głową o lód straciła przytomność  ... ze względu na duże zalodzenie szlaku miał problemy ... widział jak przed chwilą z Zadniego Granata do Koziej Dolinki spadł jakiś turysta ... spadł stromym żlebem ich kolega ... ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tak dalej i tak dalej. Po przeczytaniu kroniki TOPR z 5.03. zdecydowaliśmy, że to najwyraźniej nie jest czas na ambitne projekty. Postanowiliśmy wybrać się tam, gdzie po prostu przy innej okazji się nie pójdzie, bo będą pewnie inne cele. Zaczęliśmy od Cichej Doliny Liptowskiej. Decyzja żeby nie brać nart była słuszna - na drodze w dolinie wywijaliśmy orły, a po metrowej wysokości pokrywie śnieżnej w dolinie można było skakać do woli, nie zapadając się ani o centymetr. Mijając ostrzeżenia o zamknięciu szlaku do Tomanowej Przełęczy ze względu na niedźwiedzie (miejmy nadzieję, że one też to czytały), dotarliśmy do Polany Wierchcichej. Stamtąd próbowaliśmy kawałek przedrzeć się w stronę przełęczy Zawory. Niestety okazało się to niełatwe, bo tu już, zwłaszcza ze względu na późną porę dnia, zapadanie się dało się nam we znaki. Ostatecznie musieliśmy się wycofać. Dolinę ogólnie można polecić - choć jest baaaaardzo długa, oferuje niesamowite widoki na Czerwone Wierchy. Od tej strony to zupełnie małe górki, zwłaszcza Kasprowy Wierch robi wrażenie nieznaczącej kulminacji na grani. Dopiero Świnica to poważna góra. Poza tym, okazuje się, że od Przełęczy Tomanowej do Kasprowego Wierchu to właściwie jest rzut beretem. No, przynajmniej tak to od południa wygląda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia (warunki dużo gorsze) przemieściliśmy się do Tatranskiej Kotliny i stamtąd przespacerowaliśmy się do Chaty Plesniviec. Tam uraczyliśmy się specjałami kuchni regionalnej. Menu chatki jest dosyć ubogie (Varena klobasa, Kapustova polevka, Cesnakova polevka) - ale dzięki temu wybór potrawy jest oczywisty. Jej smak jest tu specyficzny, z górnej półki - porównywalny z tym w Szyndłowcu (choć tu robią ją nieco bardziej tłustą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 10:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Obłaziec trasa biegła drogą stokową dalej krótki zjazd na Zieleńską Polane ponowne założenie fok i podejście w kierunku żółtego szlaku idącego z Salmopola przez Smrekowiec Trzy Kopce. Za Trzema Kopcami odbijam przez pola lasy w kierunku Bukowej. Niestety z Bukowej nie udało się zjechać ze względu na zbyt małą pokrywę śniegu. W Wiśle Obłaziec byłem ok. 14 pogoda dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Mała Kopa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kieczka, Jan Kempny (os. tow. - został w Korbielowie na wyciągach)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rzadko odwiedzany zachodni zakątek Tatr na Słowacji był celem naszej wycieczki skiturowej. Okolice doliny Jałowieckiej stanowią wspaniały teren dla miłośników skialpinzmu, legalnie zresztą udostępniony.  Podchodzimy od Bobrowieckiej Wapiennicy szlakiem. Większość podejścia narty niesiemy na plecach. Śnieg był twardy, zalodzony więc buty nie zapadały się nawet na milimetr. Kilku spotkanych skiturowców ostrzegało nas przed lodem pokrywającym zbocza gór powyżej lasu a jeden poinformaował o wczorajszych tragediach w Niżnych Tatrach. Przy chacie pod Narużim robimy krótki odpoczynek po czym wychodzimy na Małą Kopę (1637). Próbuję zjechać w stronę przełęczy Przedwrocie lecz łyżwy zostawiłem w aucie. „Betony” pokryte szkliwem wymusiły na nas respekt więc odpuszczamy sobie drapanie bez raków na Ostrą i zjeżdżamy z Kopy. Mimo obaw długi zjazd drogą podejścia jest wspaniały. Wspaniałe były również widoki i pogoda. Szczęśliwie więc docieramy do auta odwiedzając po drodze kryjówkę partyzantów z II wojny światowej. &lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaKopa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitury na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Michał O. (os.tow.)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w ramach akcji &amp;quot;30+&amp;quot; ;). Wychodzimy na szczyt Pilska żółtym szlakiem z Korbielowa, wracamy nartostradą. Zaczynamy i kończymy wycieczkę spacerem &amp;quot;z buta&amp;quot;. Śniegu generalnie niezbyt dużo już zostało. Jak już jest to mocno zmrożony, twardy i przewiany. Mimo tego wycieczka bardzo udana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura na Wielką Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek|26 02 2012}}&lt;br /&gt;
Z Soblówki podejście trochę na przełaj oraz szlakiem do bacówki pod Wlk. Rycerzową. Przeczekujemy tu śnieżycę a potem wychodzimy na szczyt. Stąd granicą państwa zjeżdżamy na przełęcz Prislop. Warunki do zjazdu wręcz idealne (5 - 10 cm puchu na zsiadłym podłożu). Doliną zjeżdżamy spowrotem do Soblówki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Miętusia|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk oraz kadra: Tomasz Jaworski, Agnieszka Szmatłoch|24 - 25 02 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny weekend to kolejny wyjazd kursowy. Zapakowani po sam dach (a nawet wyżej, bo aż pod box dachowy) wyjeżdżamy o 17:00 by przed 21:00 być na miejscu.  Wieczór tym razem bez wykładu, ponieważ planowaliśmy wcześnie wstać, by jak najwcześniej być pod jaskinią - i jak najszybciej wrócić do domu (plan był by wracać jeszcze w sobotę). Przed snem pointegrowaliśmy się troszkę jeszcze z TKTJ'tem w jadalni :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia planowo o 7:15 wszyscy byliśmy gotowi do wyjścia (punktualność zaskoczyła niektóre osoby) i ruszyliśmy w stronę Doliny Miętusiej. Na ten dzień do miętusiej  było zaplanowanych jeszcze  co najmniej 4 zespoły, co dało się zauważyć już przy wejściu do doliny Kościeliskiej gdzie spotkaliśmy ekipę z KKTJ'u (planowali również iść w partie wielkich kominów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinię dotarliśmy przed 10:00, szybka przebiórka i o pełnej weszliśmy do rury. Prowadziła Gosia, która dzielnie gnała rurą w głąb jaskini. Szybko zaporęczowaliśmy pierwszy worek i kolejnym poręczującym od Kaskad byłem ja. Do Błotnych Zamków dotarliśmy krótko po 12, a że byliśmy pierwsi Krzysiek ruszył na poręczowanie Wielkich Kominów a my mieliśmy czas na posiłek.  Kominem na dół zjechaliśmy wszyscy by osiągnąć -213m w Syfonie w Wielkich Kominach. Szybka fotka i powrót. Na deporęczowanie zostałem wytypowany dziwnym trafem ja, także już wiedziałem że suchy nie wyjdę na powierzchnię tym bardziej że kominem wody lało się nie mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście deporęcz poszła wg. mnie szybko (pewnie reszta była innego zdania gdy marzła w Błotych Zamkach). Gdy zrobiłem co trzeba, mój wór przejął Krzysiek i ruszył z Agnieszką do wyjścia, a ja zacząłem deporęczować resztę. Musieliśmy się spieszyć, gdyż reszta ekip (m.in. KKTJ) również zaczęła wracać. Szczęśliwie pod rurę dotarliśmy pierwsi, także nie było wymuszonych przestojów. Rura wszystkim nam poszła bez większych problemów (poza małą kaskadą po drodze) i o 18:00 byliśmy po akcji na powierzchni. Za nami wyszło jeszcze kilkanaście osób, co widać na fotkach. Stąd już tylko 1,5h do auta i powrót do Rudy. W domu byłem o 0:30, także zgodnie z tym co planowaliśmy :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Mietusia%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|22 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:00 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Czarne trasa biegła drogą stokową dalej przez Wyszni i Cieńków aż do nadleśnictwa gdzie dotarłem ok. godz. 14:00. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kłodnica - Śledź z piratami|Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka, Janusz Dolibog, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik, Henryk Tomanek i wiele osób tow. i dzieci (jak kogoś pominąłem to proszę się upomnieć) |21 02 2012}}&lt;br /&gt;
U Basi i Tadka Szmatłochów na Kłodnicy odbył się kolejny ''Śledż'' tym razem &amp;quot;Piraci z Karaibów&amp;quot;. Przednia zabawa przy szantach, piękne stroje, groźni piraci i ich wspaniałe kobiety, tu można to zobaczyć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FPiraci. Gospodarze zadbali o przepiękny wystrój za co im bardzo dziękujemy. Tu &amp;quot;film&amp;quot; z imprezy: http://vimeo.com/37422216&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura przez Klimczok i Szyndzielnię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow - Jan Kempny i Ewa Kempna |19 02 2012}}&lt;br /&gt;
Nasi towarzysze zostają w Szczyrku ucząc się narciarskich przymiarek na wyciągu Kaimówka. Ja z Teresą idziemy szlakiem na Klimczok (w schronisku odpoczynek) a dalej na Szyndzielnię i zjeżdżamy &amp;quot;nartostradą&amp;quot; do Olszówki. Tu podjeżdżają po nas znajomi i wracamy razem do domu w momencie gdy zaczął padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skitour i SPA|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|11 - 12 02 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy na nartach na Ciemniak. Na parkingu pod Kościeliską samochód pokazywał -30, ale generalnie pogoda dopisała (słonecznie), w związku z czym ludzi na tej trasie było bardzo dużo. Zjazd granią do Chudej Turni bardzo nieprzyjemny (przewiany, twardy śnieg). Niewielką, acz znaczącą rekompensatą był za to puch na Gładkim Upłaziańskim. Adamicą pojechaliśmy ciekawym wariantem za miejscowymi. Dzień kończymy uroczystą kolacją. Następnego dnia Słowacja i Dolina Rohacska. Tu sytuacja zgoła inna, ostatnich skiturowców widzimy przy aucie, przy Pensjonacie Szyndłowiec. Dalej zupełnie sami idziemy w stronę Banikowskiej Przełęczy. Byliśmy już bliscy odwrotu ze względu na zimno (-20) i twardy śnieg, ale ostatecznie za śladami które zauważyliśmy (jedynymi w dolinie) udało się nam wdrapać na Spaloną (2083). Stamtąd odbyliśmy naprawdę rozkoszny zjazd do Rohackiej Siklawy i dalej do Szyndłowca, gdzie posililiśmy się specjałami kuchni regionalnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - lodospady|Damian Żmuda, Andrzej Rudkowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak(WKTJ) |11-12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy o 6.00, z Krupówek odbieramy Paulinę, szybki przepak i ruszamy na nad Zmarzły Staw. Pogoda prawie idealna, pełna lampa, bezwietrznie,  może trochę za zimno w cieniu. W słońcu termometr przy Betlejce  pokazywał 7 stopni, nic tylko wyciągnąć leżak. Niestety w Laboratorium  cień i tłumy ludzi - głównie kursanci . Lodospady wylały się całkiem fajnie, ale były dosłownie zadziabane przez wspinaczy. Wspinamy się do zmroku, w schronisku jemy  lekko opóźniony obiad i schodzimy/zjeżdżamy do Kuźnic . Śpimy w bazie w Kirach. W niedzielę wyruszamy z samego rana w poszukiwaniu znacznie bliżej położonych lodospadów. Po ponad godzinnym torowaniu w głębokim śniegu dochodzimy do celu, ale pojawił się mały problem – lodospad był całkowicie przysypany głębokim śniegiem. Pomimo prób nie udało się nam dokopać do lodu, nie pozostało nam nic innego jak zachowując pełen spokój i pogodę ducha wycofać się po własnych śladach i uznać tą drogę jako spacer kondycyjny z lekkim obciążeniem (raki, liny, śruby, czekany, uprzęże  kaski itd.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka |12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Mroźna ale słoneczna pogoda jest okazją na krótki wypad skiturowy. Ruszamy niebieskim szlakiem z Poniwca na Czantorię. Z szczytu zjazd do czeskiego &amp;quot;schroniska&amp;quot; na ciepłe napoje. Potem pędzimy na Poniwiec i nartostradą zjeżdżamy w dół. Do auta poruszamy się poboczem drogi ryzykując uszkodzenie sprzętu. Przed zapadnięciem zmroku docieramy do celu. Tu jakieś zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt; |8 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Stecówki. Trasa biegła przez Malinowską Skałkę, Magurkę Wiślaną, Baranią Górę, Przysłup, doliną Czarnej Wisełki. O godzinie 15:00 doszedłem na Stecówkę gdzie miałem zostawiony wcześniej samochód. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Niedzielny obiad|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy w samo południe z Ustronia Zdroju. Dzień dosyć ładny, choć mroźny. Łatwo nie było. Miasteczko zostało &amp;quot;po(p)sute hasiem&amp;quot; i naprawdę nie sposób poruszać się po nim na nartach mimo srogiej zimy. Poszliśmy czerwonym szlakiem w stronę Równicy... w lesie służby miejskie na szczęście odpuściły. Zagospodarowanie szczytu nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia (nigdy wcześniej tam nie byłem). Naszym celem w tamtym miejscu był obiad w Zbójnickiej Chacie. Zaczęliśmy od żurku (nieco inny niż śląski, mniej ostry, tłusty, ale dobry). Porcja jednak nie była zbyt duża, więc dalej schab po zbójnicku (schab, zwłaszcza po zbójnicku, kojarzy mi się raczej z czymś dosyć mocno obrobionym i podpieczonym, a tymczasem w tej wersji to bardzo delikatnie przyrządzone mięso). Na deser - jedna szarlotka i jeden murzynek - obdywa na ciepło z lodami (doskonałe). Podsumowując, obiad był pyszny i niedrogi. Podany bardzo szybko. Do wystroju przybytku też nie miałem zastrzeżeń... Zastanawiam się, gdzie tkwił haczyk (nie widzieliśmy kuchni). Żeby choć w części odparować przyjęte kalorie, przemieściliśmy się grzbietem w stronę przełęczy Beskidek. Stamtąd zjazd &amp;quot;na czuja&amp;quot; do Ustronia Jaszowca - dosyć trudny, ze względu na twardszą warstwę śniegu z wierzchu; skręty wymagały sporego wysiłku. Kiedy tylko na horyzoncie dostrzegliśmy pierwsze domy wczasowe, na trasie pojawił się żwir i trzeba było &amp;quot;kombinować&amp;quot;. Zjeżdżamy sobie raz z wyciągu, a następnie bulwarem wzdłuż Wisły (na szczęście nieposypanym) wracamy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spojrzeć śmierci prosto w oczy, czyli skiturem po Chechle|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Jasińska&amp;lt;/u&amp;gt;|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Niedziela – piękna mroźna i słoneczna. Dzwoni guru Heniu. Odbieram i pytam gdzie i kiedy? W odpowiedzi rechot w słuchawce. A zatem moja skiturowa inicjacja tej zimy odbędzie się w scenerii dość wyjątkowej, co zresztą cieszy mnie niezmiernie.  Czasu nie mamy wiele, więc trzeba coś na szybciora wykombinować. I nie może być za długo bo cherlam jeszcze jak stary gruźlik.  Śniegu na Śląsku tyle co kot napłakał, ale skoro Heniu twierdzi , że się da to dać się musi. I po godzinie już jedziemy w kierunku Tarnowskich Gór. Chechło to jezioro z taką ładną wyspą na środeczku, do której zawsze latem chciałam dopłynąć i nigdy nie przyszło mi do głowy, że tam po prostu dojadę na nartach. Początkowo próbujemy obchodzić jeziorko plażą wokół, ale pespektywa ślizgu gładką, przyprószoną śniegiem taflą jeziora jest zbyt kusząca.  Najpierw ostrożnie i przy brzegu… Maciuś trzeszczy!!! Kto by się przejmował takimi detalami! W miarę wzrostu zaufania do wytrzymałości lodu wypuszczamy się na sam środek. No bajecznie. Niepokojące są jedynie ogromne pęknięcia przecinające połać jeziora i biegnące w rożnych kierunkach. Heniu konsultuje jeszcze sprawę naszego bezpieczeństwa z wędkarzem zakotwionym nad przeręblą - „ lodu jest ze 30 cm a ryba nie bierze”. Hmmm …w szkole nigdy nie mówili ile to wytrzymuje. Ale wytrzymało. Z radochą wbijamy w napotkane szuwary i czujemy się całkiem jak w jakimś odległym zakątku świata. Swoją drogą na łyżwach byłoby zapewne szybciej i wygodniej, ale nie udało mi się namówić do tego chłopców. Spotykamy jeszcze prawdziwego morsa, który namawia nas na kąpiel w przerębli. Heniu natychmiast podchwycił ideę, wiec obawiam się, że za tydzień czeka nas poważna przeprawa. Uchichani i trochę zziębnięci kończymy spacer przed zachodem słońca i udajemy się do domów na spóźniony obiadek. Tu obrazki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FChechlo&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Dzięki chłopaki;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, Karol Jagoda|3 - 5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Piątek, późne popołudnie,plecaki spakowane, więc ruszamy w drogę, w stronę Zakopanego. Sobotni cel-Jaskinia Czarna. Droga do Kir upływa bardzo szybko, sprawnie przejeżdżamy zakopiankę. Z niepokojem obserwujemy malejącą wciąż temperaturę na wskaźniku w aucie.Minus 23 stopnie to na pewno nie jest mało. Ale damy radę. Ostatnio niepokonał nas w szalonych ilościach padający z nieba śnieg, to i i te kilkadziesiąt stopni na minus też nie powinno. Wieczorkiem jeszcze wykład na tematy przyjemne, tzn. gdzie, w Polsce i na świecie, najlepiej szukać jaskiń niebylejakich i już poranek nadchodzi szybko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 8 wyruszamy na szlak. Niebo lekko zachmurzone, mróz szczypie w policzki, szybciutko przemierzamy dolinę Kościeliska. Oczywiście przegapiamy właściwe wejście na żółty szlak, ale błąd szybo zostaje naprawiony. Dalsza droga do jaskini bardzo ładnie została wytyczona przez naszych poprzedników, więc nie mamy problemów z  znalezieniem jaskini. Wspinamy się bardzo stromo w górę, początkowo przez las, a potem wzdłuż żlebu. Śniegu sporo,ale po ostatniej akcji to i tak raczej niewiele. Po około 2 godzinach od wyjścia jesteśmy u celu. Przed nami pierwsze„wyzwanie”,  przygotowanie do wejścia do jaskini. Kombinezony sztywne, gumiaczki na pewno nie grzeją w stopy. Każdy pragnie jak najszybciej znaleźć się w jaskini, tam przynajmniej 4 stopnie powyżej zera, a nie minus 25. Niektórzy muszą trochę na to poczekać, a niestety zimno  szybko sprawia, że przestaje się czuć palce u stóp i rąk. W głowie kołacze się tylko jedna myśl, po jakim czasie można nabawić się odmrożeń;-) Na szczęście każdemu udaje się jakoś dotrwać do swojego czasu i po pierwszym, krótkim zjeździe jesteśmy w środku. Szybko docieramy do  prożku Rabka, a następnie do sporej Sali Francuskiej. Przestrzenność tej jaskini na pewno robi na nas wrażenie.  Za chwilę przed nami do zaporęczowania Trawers Herkulesa, a po nim Komin Węgierski. Dajemy radę. Zastanawiamy się tylko czy starczy nam czasu,żeby zobaczyć jeziorko Szmaragdowe. Z decyzją wstrzymujemy się do momentu , aż dotrzemy do studni Smoluchowskiego. Oczywiście gdy tam już jesteśmy, nie jesteśmy w stanie odmówić sobie przyjemności zjazdu ponad  20 metrową studnią i zobaczenia szmaragdowego cudeńka. Z drugiej strony, kto wie, czy jeszcze kiedyś tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeziorko faktycznie robi wrażenie, chociaż wody w nim niewiele. Na ścianach wyraźnie widać, dokąd woda zazwyczaj sięga i tym razem na pewno nie można w nim ponurkować ;-) Spoglądamy w górę studni i nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie,że drogę tą można pokonać też w przeciwną stronę. Szacun dla tych, którz tą studnią potrafią wspiąć się w górę. Pełni pozytywnych wrażeń wracamy, bo pora też na to już stosowna. Około godz. 22 wszyscy jesteśmy na powierzchni. Z zaskoczeniem odkrywamy,że nasze plecaczki przysypane zostały świeżą porcją śniegu. Temperatura niestety nie zmalała.Przebieramy się i w dół. Niektórzy czują się jak na torze bobslejowym. Droga doliną jakimś cudem od rana się wydłużyła i wydaje się nie  mieć końca. Na szczęście uprzyjemniają ją wspomnienia tego co przeżyliśmy i myśli o tym, co fajnego, czeka na nas następnym razem....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Czarna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Żółta Turnia na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kuźnic przez Boczań do Murowańca. Pada słaby śnieg, temperatura – kilkanaście stopni poniżej zera. W schronisku krótki odpoczynek (spotykam tu kolegę z Rudy) i podjęcie ostatecznej decyzji co do celu. Wybieramy Żółtą Turnię. Górne partie tej góry wywiane były z śniegu lecz można było zaryzykować. Minusem tego rejonu jest fakt, że od Murowańca trzeba stracić prawie 200 m na wysokości. Na podejściu w Dubrowiskach „niegrzeczne” są foki. Wkurzeni wrzucamy narty na plecaki i dajemy z buta bo ścieżka była przetarta. Na Żółtą Turnię (2087) podchodzimy pn - zach. ramieniem wzdłuż Pańszczyckiego Żlebu. W rakach osiągamy szczyt przy sypiącym śniegu i coraz bardziej ograniczonej widoczności. Trzeba przyznać, że ostatnie kilkadziesiąt metrów podejścia było przykre z uwagi na super zmienne warunki śniegowe (raz po pas a w chwilę później kamienie). Na szczycie jesteśmy dosłownie kilka sekund i uciekamy w dół. Schodzimy niżej do początku centralnego żlebu gdzie zakładamy narty i śmigamy w dół przez cudowne pola śniegu pisząc swoje ślady na dziewiczych połaciach. Jak zwykle dużo za szybko docieramy do szlaku i nim podążamy z powrotem do schroniska. Do auta przy rondzie w Zakopcu dojeżdżamy na nartach w sam raz przed zapadającymi ciemnościami. Zdjęć nie robiłem bo zamarzł mi aparat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie. |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin G. - os.tow.|2-4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Króciutki wypadzik w tatery na odstresowanie:) Pierwszy dzionek zajęła nam podróż, dojście do Kondratowej i spacer po dolince, w drugim wdrapaliśmy się na Giewont (zawsze przeze mnie unikany, teraz byliśmy na szczycie sami; nie licząc grupki siedmiu kozic:) i stamtąd pomaszerowaliśmy na Kondracką Kopę, w sobotę trzeba było wracać. Pogoda przepiękna: niebo bezchmurne, słoneczko, niesamowita widoczność, śnieg-marzenie. Jeden szkopuł: przeokrutne zimno. W nocy i rano -25st, w dzień minus kilkanaście. Zamarzało wszystko po kolei: od nieopatrznie odsłoniętych części ciała, przez garderobę, po aparat:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury: Jaworze-Błatnia-Szyndzielnia-Jaworze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.)|2 02 2012}}&lt;br /&gt;
Zachęceni wspaniałą pogodą i warunkami śniegowymi zrobiliśmy z dziewczyną szybki wypad klasyczną trasą turową: Jaworze - Błatnia - Szyndzielnia - Jaworze. W górach pięknie i mroźno. Mimo niezmąconego niczym słońca i braku wiatru nie można było sobie pozwolić, jak w niedzielę, na wygrzewanie się na grani. Wypad krótki ale bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spacer skiturowy koła emerytów i rencistów na Kotarz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
Korzystając z uroków zimowej aury jak i podążając za modą na aktywny wypoczynek ostatniej niedzieli nasze koło emerytów i rencistów zorganizowało spacer skiturowy po beskidzkich wzgórzach. Chciałbym od razu dodać - niezwykle udany spacer. W miłej i bezstresowej atmosferze przeszuraliśmy z Brennej na Kotarz i w pysznym śniegu zjechaliśmy z powrotem. Zimowe słońce opalało nasze czerstwe twarze zaś lekki mróz zdrowo szczypał w policzki. Organizatorzy spisali się na medal, pozwalając nam przyjemnie i bezpiecznie spędzić dzień na świeżym górskim powietrzu i nacieszyć się pięknem natury, za co chciałbym im w tym miejscu serdecznie podziękować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niedzielnym śniadaniu ruszam autobusem z Istebnej Centrum na Koczy Zamek pod Ochodzitą. Około godziny 11:10 ruszam na skiturach z Koczego zamku w kierunku Trojaków dalej trasa biegnie wzdłuż granicy państwa w przez trójstyk aż do rzeki Olza. Po drodze zmuszony jestem pokonać kilka potoków ale dzięki silnemu mrozowi większości są one pozamarzane. Podczas wędrówki był silny mróz szczególnie w ostanie fazie drogi oraz piękna słoneczna pogoda. Zdarzyło mi się też skąpać buta w jednym z potoków. Ok. godz 18:20 dotarłem do domu.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Małej Łąki i inne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, momentami w towarzystwie Marka Wierzbowskiego (UKA), Małgorzaty Czeczott (UKA) którzy gościli mnie w Zakopanem|28 - 29 01 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę skorzystałem z bardzo dobrych warunków i ograniczonej ilości skitourowców w Tatrach (prawie wszyscy na zawodach ;-). Wystartowałem o godz. 8:40 z wylotu doliny Małej Łąki bez zbytniego przywiązywania się do konkretnych planów, ot &amp;quot;zobaczymy co się stanie&amp;quot;. Miejsce odpoczynku na Wielkiej Polanie okazało się być przysypane do poziomu stołu. Do tego momentu nie miałem jeszcze nart na nogach - śnieg na szlaku był tak ubity, że spokojnie szło się piechotą. Sytuacja zmieniła się radykalnie za Ciekiem - zmuszony byłem torować, gdyż najwyraźniej po ostatnich opadach pojawiłem się tam jako pierwszy. Pod Wielką Turnią moją uwagę przykuły Świstówki i dosyć konkretnie zasypany Przechód. Za każdym razem, kiedy pokonuję ten próg na dojścu do Śnieżnej myślę sobie, że byłoby super któregoś dnia zjechać go na nartach. Doszedłem do wniosku, że to właśnie jest ten dzień. Szybciutko wbiegłem więc na Kopę Kondracką (godz. 11:45!) - na szczęście od Kondrackiej Przełęczy było już przetarte - i rozpocząłęm zjazd na zachód, szeroooką granią w kierunku Małołąckiej Przełęczy. Stamtąd skręciłem w dolinę, przez Wyżnią Świstówkę, okolice Wielkiej Śnieżnej i nad Przechód. Próg pokonałem skrajem, po orograficznej lewej. Trzeba przyznać, że jest tam kilka emocjonujących metrów, ale rzecz jest do zrobienia bez skakania. Dalej Niżnią Świstówką z powrotem pod ściany Wielkiej Turni. Co mnie zaskoczyło, do żółtego szlaku da się zjechać i nie trzeba zakładać fok - latem wcale tak to nie wygląda. Cały zjazd był po prostu przedni, dawno się tak dobrze nie bawiłem. Śnieg był bardzo dobrej klasy, tym bardziej, że zdążyłem zanim pojawiło się słońce. Całkiem poważnie zastanawiałem się, czy od razu nie powtórzyć tej trasy, z miejsca i tego samego dnia. Ostatecznie jednak wszedłem z powrotem pod Giewont i zjechałem do doliny Kondratowej (również przyjemnie, ale śnieg liźnięty już słońcem), a następnie do Kuźnic na zakończenie zawodów Pucharu Polski. Tam spotykam się z moimi znajomymi, a także Damianem i Pawłem. Po odzyskaniu samochodu (1.5h) i krótkiej regeneracji, dzień kończę wypadem z Markiem na nocne foki z Brzezin do Betlejemki.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano nie wiedziałem jeszcze dokładnie co będę robił, ale na pewno miał być to jakiś ambitny zjazd. Pomyślałem sobie, że jestem pewnie trochę zmęczony, więc trzeba sobie nieco ułatwić. Zgodnie z tą linią, wjeżdżam na Kasprowy kolejką (co było możliwe tylko dzięki zmiane turnusów - ludzie zajęci pakowaniem/rozpakowywaniem...). Dalej idę piechotą w stronę Świnicy, przyglądając się bacznie Kościelcowi. Chciałem dotrzeć na Karb, więc jako miejsce zjazdu z grani wybrałem Świnicką Przełęcz, co okazało się niezbyt rozsądne. W związku z ładną pogodą, piechurzy rozchodzili ją poprzedniego dnia maksymalnie i pozostawili po sobie głębokie rynny po dupozjazdach. Zaliczyłem tam ciekawą glebę i podreptałem dalej w stronę Karbiu. Jak się okazało, śniegu na Kościelcu jest mimo wszystko dużo za mało na zjazd. Nawet gdyby było go dosyć, nie mogłoby mi się udać. Na zjeździe z Karbiu w stronę Czarnego Stawu okazało się bowiem, że ... wysiadły mi uda :) W samo południe znalazłem się więc w Murowańcu w bardzo przykrej sytuacji - słońce, brak wiatru, umiarkowany mróz, warunki narciarskie idealne - a ja po prostu już nie mogę. Poczekałem na Gośkę, która podchodziła z Kuźnic (z Moniką Strojny) i była w podobnym stanie co ja, choć wywołanym nieco innymi okolicznościami (zawodami). Spróbowaliśmy jeszcze ostatniej deski ratunku - wyciągu i trasy narciarskiej w Gąsienicowej. Tu również okazało się, że po prostu się nie da, na ten weekend to już koniec i nie pozostaje nic, jak tylko zjazd Goryczkową do Kuźnic. Przynajmniej wyjechałem z Zakopanego dosyć wcześnie i dzięki temu pewnie uniknąłem korków...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - IV puchar Budrem KW Zakopane w narciarstwie wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik. Na miejscu byli nasi koledzy z Speleoklubu Bielsko Biała: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer i Zosia Chruściel (z wyjątkiem Jurka też startowali). Zjawił się również Mateusz Golicz z kolegami z Warszawy| 28 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze w tym roku zawody Pucharu Polski w narciarstwie wysokogórskim odbyły się w idealnych warunkach pogodowych i śnieżnych. Trasa wiodła szlakiem z Kuźnic (1032) na Nosalową Przłęcz (1103), następnie zjazd szlakiem narciarskim spowrotem do Kuźnic a dalej podejście na Halę Kondratową (1330) i do kotła Goryczkowego (1550) skąd już podejście zakosami na szczyt Kasprowego (1987). Tu przepinka i zjazd początkowo granią a dalej częściowo nartostradą do Goryczkowej. Stąd leśnymi duktami poza trasą do „esa” i dalej już nartostradą do Kuźnic. Zawody ukończyłem i tym razem było to dla mnie sukcesem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: startowałem pierwszy raz na lżejszym sprzęcie. W butach F1 obtarłem sobie pięty do krwi, więc od Kondratowej głównie walczyłem z bólem przy każdym kroku. Na domiar złego zamarzł mi wężyk od pojemnika z płynem więc cały dystans pokonałem bez kropli płynu. W trakcie zjazdu przez las na dużej szybkości i to w wąskim miejscu nagle przede mną pojawił się leżący w poprzek zawodnik. Aby nie doszło do katastrofy desantowałem się w kosówki. Zgubiłem nartę. Zapięcie buta w niewygodnym miejscu kosztowało mnie sporo energii, czasu i jeszcze więcej przekleństw. W dodatku minęło mnie kilku rywali. W końcu zmęczony (do zawodów przystąpiłem „z marszu” bez specjalnego przygotowania) dotarłem do mety. Biuro zawodów mieściło się w małym Jurtabar w Kuźnicach i tam wydawane były posiłki. Przy setce zawodników był to mierny pomysł.  Tam też spotkałem Mateusza Golicza, który zrobił ciekawy zjazd (na pewno opisze) oraz potem dołączył Paweł, który pokonał trasę zawodów poza konkursem. Do auta przy rondzie zjechaliśmy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2Fppa-zakopane&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Szyndzilenię|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna przebieżka na Szyndzielnię. Wyruszam z domu po 9 tej, wracam przed 15 tą. Warunki na czerwonym szlaku całkiem niezłe ( słońce i przechodzona trasa). Zjazd nartostradą do samochodu zaparkowanego pod Dębowcem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Skrzyczne (1257) niebieskim szlakiem od Ostrego (od wschodu). Początkowo w słońcu i lazurowym niebie. Od hali Jaskowej całkowita zmiana pogody. Zadymka śnieżna, ograniczona widoczność. Po 2 godzinach osiągamy szczyt a potem odpoczynek w schronisku. Zjazd mimo warunków był przepiękny. Po drodze spotkaliśmy 3 skiturowców i 3 ludzi bez nart. Generalnie dużo śniegu a zjazd na tą stronę Skrzycznego godny polecenia. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Skrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w masyw Pilska|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, Mateusz Górowski, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Justyna&amp;lt;/u&amp;gt; (os. tow.)| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dementując plotki o nie chceniu zrobienia opisu na temat wypadu który odbył się 22.01.2012 r. w Beskid Żywiecki – skitury w masywie Pilska, właśnie go tworzę…  A tworzenie zajmuje mi trochę czasu gdyż właśnie dochodzę do siebie po tym że wypadzie… J&lt;br /&gt;
Otóż  jako osoba, która pierwszy raz w życiu miała styczność z tą odmianą sportu zimowego, jestem mile zaskoczona J&lt;br /&gt;
Będąc totalnym laikiem, na pewniaka wybrałam się razem z Henrykiem, Maćkiem, Mateuszem, Łukaszem na skitury. Na pożyczonym sprzęcie od życzliwego kolegi, pewnie wyruszyliśmy z Korbielowa na Halę Miziową, wszystko pięknie i wspaniale do momentu gdy weszliśmy na szlak, tu zaczęły się schody. Jako, iż byłam jedyną dziewczyną w gronie, dzielnie próbowałam brnąć za kolegami, (co prawda ostatnia ale po wspaniale utorowanych śladach :D). Przyznam się, trochę odstawałam, ale to przez podziwianie pięknych widoków przez wysokie ośnieżone drzewa ;)&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy kilkoro „napaleńców”, którzy bez sprzętu skiturowego również podążali tym szlakiem. (Kiedy piechurzy nas doganiali tzn. mnie, musiałam szybko spiąć pośladki i dalej gonić kolegów). Gdy wyszliśmy na nartostradę i podążaliśmy  do schroniska można było zauważyć dziwne spojrzenia ludzi którzy zjeżdżając, patrzyli na nas jak na dziwolągów.&lt;br /&gt;
Gdy dotarliśmy do schroniska (w moim przypadku na ostatnim tchnieniu) mogliśmy zregenerować siły przy najlepszym trunku na świcie jakim wtedy wydawała się herbata z termosu (nie wnikam co koledzy mieli w termosach) ale jak później wystrzeli w górę przy podejściu na Kopiec pomyślałam, że w moim termosie zabrakło „prądu”.&lt;br /&gt;
Niestety wiatr oraz śnieg nie pozwoliły  nam na wejście na sam szczyt Pilska. Postanowiono, iż ściągamy foki i brniemy w dół zielonym a potem czarnym szlakiem. I tak było… do pierwszej polany, gdyż wewnętrzny GPS naszego kolegi  został „zaśnieżony”…  Potem były próby powrotu na właściwą drogę ale to oznaczało małe podejście w górę… Koledzy świetnie poradzili sobie bez fok, natomiast ja wpadłam na pomysł, iż zdejmę narty i podejdę w butach. Jak się okazało był to bardzo głupi pomysł gdyż tuż po uwolnieniu buta z „jakże wspaniałych zapięć” utopiłam się w śniegu po udo, szybko wróciłam do wyżej wspomnianych „jakże wspaniałych zapięć” próbując umieścić tam spowrotem   uwolnionego wcześniej buta. Całe szczęcie, nadeszła pomoc Heńka oraz foki wróciły na narty :D. I tak pełna szczęśliwości, iż można swobodnie poruszać się w górę dołączyłam do kolegów.&lt;br /&gt;
Później równie były ciekawe atrakcje ale nie będę tego opisywać bo wyszedł by esej…  wspomnę tylko iż udało nam się pozostawić kilka śladów za sobą w postaci ogolonych choinek ze śniegu, czy to odbitych orłów w ścianie śniegu &amp;lt;Lol&amp;gt;. Co jak co ale zjazd w puchu był niesamowity. Końcówka również była interesująca ponieważ mimo zastanych ciemności Kolega Łukasz dzielnie oświetlał nam drogę „wspaniałą czołową latarnią” &amp;lt;Lol&amp;gt;  (naszcze czołówki przy jego „reflektorze” wydawały się „zapalniczkami w tunelu”).&lt;br /&gt;
Wszyscy cali w jednym kawału dotarliśmy bezpiecznie do Korbielowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;| 19 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 14:00 wyruszyłem z Istebnej Tokarzonka w kierunku Kiczor po drodze wykładam sól w dwóch lizawkach dla zwierzyny. Trasa początkowo biegnie szlakiem zrywkowym później dołącza do czerwonego szlaku biegnącego z Kubalonki. Po wejściu na wierzchołek Kiczor zjeżdżam na nartach wzdłuż granicy państwa w kierunku rzeki Olza przy moście granicznym zakładam ponownie foki i drogą biegnącą wzdłuż Olzy dochodzę ok. 19:00 do Istebnej Centrum pod same drzwi domu. Podczas patrolu w górnych partiach panowała silna mgła wiał wiatr i sypał śnieg a widoczność ograniczona była do kilkunastu metrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: W śniegach Małej Fatry|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Henryk Tomanek, Jan Kieczka| 15 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W górach zapanowała prawdziwa zima i natura gór udzieliła nam kolejnej lekcji pokory. Już na samym dojeździe do celu wyciągał nas traktor z przydrożnego zagłębienia. Celem w górach był Mały Kriwań (1671) od doliny Kur. Przejście na nartach doliną po w miarę przetartym szlaku było jeszcze znośne. Naiwni piesi turyści, którzy przed nami częściowo przetarli szlak wkrótce poszli po rozum do głowy a nam w udziale przypadło torowanie w półmetrowym puchu. Wyżej zaspy były znacznie większe. Po ciężkiej walce udało nam się osiągnąć lesisty wierzchołek Strazskiej Holi (1141). Powyżej granicy lasu w zupełnie odkrytym terenie szalała zamieć a widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Wiatr błyskawicznie zacierał nasze ślady podejścia. Dojście grzbietem w pobliże przełęczy Priehib na wys. ok. 1400 zajęło nam niemal 4 godziny. W takich okolicznościach pozostał nam jedynie zjazd w dół. To była nagroda za udrękę podejścia. Wspaniały puch i cudowny zjazd (jak zawsze za krótki) do wylotu doliny. Po drodze wchodzimy jeszcze do &amp;quot;sztolni&amp;quot; (jest tego tylko kilka metrów, niegodne uwagi). W Małej Fatrze ogłoszono IV stopień zagrożenia lawinowego. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaFatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Kasprowa Niżna|Tomasz Zięć, &amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Ryszard Widuch| 14 01 2012}}&lt;br /&gt;
No to się doczekaliśmy :) pierwszy wyjazd w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Śląsku od południa już ostro sypie śnieg. My ruszamy o 17. Do Krakowa &lt;br /&gt;
jakoś przeleciało bez komplikacji, ale później ukochana zakopianka :) śnieg &lt;br /&gt;
sypie, korki…. wiadomo. W Rabce uciekamy na czarny Dunajec i wszystko &lt;br /&gt;
wygląda już super, droga zaśnieżona ale pusta i przejezdna. Wszystko fajnie &lt;br /&gt;
do czasu kiedy pomyliliśmy jakimś cudem drogi i wpadliśmy znów na &lt;br /&gt;
zakopiankę. Masakra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale tragedii nie ma zajechaliśmy na 21. Rano pobudka, patrzymy przez okno &lt;br /&gt;
auto zniknęło pod 40 cm warstwą śniegu. Bo odkopaniu dojeżdżamy do Kuźnic. &lt;br /&gt;
Wiec ruszamy w drogę. Szlak nie przetarty ale da rade iść – śnieg do kolan, &lt;br /&gt;
po zejściu ze szlaku zaczynają się schody - śnieg do pasa (i człowiek &lt;br /&gt;
wspomina rakiety które leżą w szafie na ostatniej półce). Zrzucamy plecaki i &lt;br /&gt;
jakoś mozolnie torujemy sobie drogę do dziury. Po dotarciu ku zdziwieniu &lt;br /&gt;
kursantów okazuje się ze w dziurze znajduje się piękna ”szatnia” do &lt;br /&gt;
przebrania. Szybka przebiórka, przepak i ruszamy. Bardzo sucho, pierwszego &lt;br /&gt;
jeziorka w ogóle nie ma. Przy Wielkim Kominie znajdujemy liny + worek, ale &lt;br /&gt;
patrząc na drogę do jaskini dziś na pewno nikt do niej nie wchodził. &lt;br /&gt;
Spokojnie bez pośpiechu idziemy dalej można powiedzieć ze suchą stopą &lt;br /&gt;
przechodzimy jaskinie i zapałki. Na tym kończymy. Trzeba coś sobie zostawić &lt;br /&gt;
na kolejny wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej Rysiek przeprowadził wykład geologiczny &lt;br /&gt;
o umieraniu i rodzeniu się jaskiń. Przejście jak na pierwszy raz chyba &lt;br /&gt;
poszło dość sprawnie, po 5 godzinach już się przebieramy i zmienia nas &lt;br /&gt;
następna ekipa (w sumie to nawet nie wiemy skąd). Dziękowali nam ze &lt;br /&gt;
przetarliśmy im szlak, a my im że go jeszcze poprawili. Powrót mimo ciągłych &lt;br /&gt;
opadów śniegu przeszedł sprawnie. Czekamy na kolejny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Zgubiłem batona kit kata – jak ktoś znajdzie to na zdrowie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wyprawa w ramach programu PHZ|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Człowiek Mucha, Rozi Rossenbaum i Grucha (os. tow.)| 08 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od paru dni prześladują nas słowa piosenki „uciekali, uciekali, uciekali na osiołku przez pustyni żar.....” więc stwierdzamy, że to musi być znak i my też postanawiamy uciec, może nie przez pustynię, może nie na osiołku ale z miasta, i to pociągiem (póki jeszcze możemy się ruszyć gdziekolwiek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy do Wisły i w wysiadamy w Głębcach, skąd ruszamy na Stożek. O ile przez prawie całą drogę lało, tak za Ustroniem szarobury krajobraz zamienia się całkowicie, czyli mróz po pas i śniegu 30°.&lt;br /&gt;
Ostro ruszamy pod górę i...... po 10 min gubimy szlak. Ale jest busola, szybka orientacja w terenie i mkniemy na azymut 220 prosto na Stożek. Po zdobyciu stromego, bliżej nieokreślonego najwyższego punktu wypukłej formy terenu dochodzimy do wniosku, że zdobycie szczytu to nie wszystko. Dlatego też postanawiamy znaleźć jakąś miłą polanę i skonsumować wszystko co ze sobą mieliśmy. A mieliśmy dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 500 m spaceru przełajowego docieramy do uroczego miejsca, gdzie urządzamy sobie popas. Pogoda piękna, nawet słońce czasem wychyla się zza chmur. Jest lekko na minusie.&lt;br /&gt;
Kiedy Słońce chyli się ku górom - czas wracać. Stożek musi poczekać do następnego razu;) cóż każdy ma swoje priorytety....:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety powrót okazuje się najtrudniejszą częścią wyprawy. Trzeba torować w głębokim śniegu. A że mamy lekko z górki to wpadamy na pomysł, że ulepimy kulę i będziemy ją toczyć przed sobą i to ona będzie torowała nam szlak. Idzie całkiem nieźle do czasu kiedy kula jest już tak duuuuuuuża, że nie ma opcji by ją ruszyć. Dalej musimy sobie radzić już sami. Warunki ekstremalne....a w butlach kończy nam się już tlen (choć reduktory mamy ustawione na przepływ 1l/h). Na szczęście mniej więcej w tym samym czasie docieramy do asfaltu prowadzącego do drogi wojewódzkiej nr 941. Wyprawę kończymy w jakieś karczmie w Centrum smakując m. in. fusatych klusek. Jeszcze tylko fascynująca partia szachów (bułgarski atak + końcówka Fischera) i żegnamy Wisłę. W pociągu towarzyszą nam rozmowy o życiu  i parę świńskich kawałów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ufni, że może uda nam się jeszcze gdzieś wyskoczyć na równie ekscytującą akcję przed godziną zero, zmęczeni acz szczęśliwi wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Miętusia-prawie do końca |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Michał Wyciślik | 06- 07 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Umyty sprzęt już się suszy, siniaki na kolanach policzone, pora więc na napisanie sprawozdania. Od dawna planowany wyjazd do jaskini Miętusiej za syfon Zielonego Buta, w końcu został zrealizowany. Dzień wcześniej zgłaszam wyjście do Miętusiej, z internetowej Książki Wyjść wynika, że jesteśmy trzecim zespołem, który wybiera się do tej jaskini. Korzystając z 3-dniowego weekendu wyruszamy w piątek o 8:00 z Rudy. Pod otworem jesteśmy ok. 14:00. Rura puszcza szybko, lecz już pierwszy batinox jest tak zapchany linami, że musimy kombinować. Na kaskadach mijamy grotołazów z Olkusza i Poznania, którzy informują nas, że poziom wody w MarWoju pozwala na przejście. Na Progu Męczenników wspomagamy się wiszącymi linami, więc idzie nawet gładko. W końcu docieramy do owianego mitem hardcoru syfonu i zaczynamy zmysłowy striptiz niestety bez publiki. Dajemy nura i wychodzimy po drugiej stronie z okrzykami o znacznie podwyższonym tonie. Żeby się rozgrzać zwiększamy tempo marszu lecz nie na długo, bo zatrzymuje nas plątanina korytarzy. Nikt z nas nie był tu wcześniej więc Michał wyciąga kilku stronicowy opis dalszej części jaskini, dzięki któremu docieramy aż do Progu Odzyskanych Nadziei. Niestety nie przewidzieliśmy wcześniej tego, że dotrzemy aż tak daleko i nie wzięliśmy sprzętu potrzebnego na dalsze partie, zresztą czas też naglił więc musieliśmy wracać. Z powrotem jakoś już szybciej choć woda w syfonie jakby chłodniejsza. Z jaskini wychodzimy o 3:00 w nocy, co daje nam ok. 12 godzin akcji w jaskini. O 5 rano jesteśmy gotowi do powrotu, lecz zatrzymujemy się na godzinkę, żeby choć trochę się przespać. W Rudzie jesteśmy… nawet nie wiem o której. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany, choć mi osobiście pokazał gdzie jest miejsce niedoświadczonego grotołaza. Partie za Zielonym Butem robią kolosalne wrażenie, z moim niewielkim dorobkiem jaskiniowym uważam, że to najładniejsze partie ze wszystkich poprzednich jaskiń w których byłem. Szkoda tylko, że nie wzięliśmy aparatu. &lt;br /&gt;
P.S. Zapomniałem napisać, że Zielony But był na szczęście zlewarowany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Wielka Puszcza|od piątku do poniedziałku – Zygmunt Zbirenda, Henryk Tomanek, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek (os. tow.), z soboty na niedzielę – &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola (os. tow.) | 30 12 2011 - 2 1 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacery górskie, impreza sylwestrowa, wycieczka skitruowa. Tak można podsumować spotkanie „starych” klubowiczów z przełomu lat 2011 – 2012. Wszystko to miało miejsce tak jak rok wcześniej w Wielkiej Puszczy w Beskidzie Małym. Wspaniała, sympatyczna atmosfera i ciepła chatka to sprawa nieocenionego Zigi za co mu serdecznie dziękujemy. Sytuację dodatkowo uratował w ostatniej chwili opad śniegu. Dzięki informacjom Heńka zabieram skitury (zrobił poniższą trasę na nogach dzień wcześniej). Śniegu nie było dużo ale pozwolił mi zrobić pętlę skiturową (Terasa szła pieszo) na trasie Wielka Puszcza – Wielka Góra (879) – Beskid (759) – zjazd doliną Wielkiej Puszczy do wsi. Mimo, że często wystawały kamienie (mam takie narty na wyrzucenie) to udało mi się całą trasę pokonać narciarsko. Reszta ekipy eksplorowała bez szlaków północne stoki głównego grzbietu.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWielka_Puszcza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY/AUSTRIA: Sylwester w Tyrolu |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz | 25 12 2011- 01 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd z kategorii: &amp;quot;Gdzie jest zima?&amp;quot;. Pierwsze dni spędzamy we włoskiej miejscowości Mals (pogranicze Austrii i Włoch). Niestety na miejscu ze śniegiem dosyć słabo. Robimy trzy podejścia. Z każdym jest coraz lepiej. Gdy już znajdujemy śnieg, przenosimy się w rejon miejscowości Pfunds (Austria). Tam pozostawiamy samochód i już na nartach przemieszczamy się na resztę naszego urlopu do zimowej chatki przy schronisku Hohenzollernhaus (2.123 m.). Śnieg i jest i pada. Pada tak intensywnie, że unieruchamia nas na kolejny dzień w chatce...To co udaje nam się zrobić, to dość krótka wycieczka po okolicy pod szczytem Glockturm i całkiem niezły zjazd. Jednak groźnie osuwajacy się śnieg pod nartami i rozlegające się z każdej strony grzmoty schodzących lawin dość sprawnie przekonują nas by za daleko się nie wypuszczać. Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/sylwester-tyrol&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2011&amp;diff=2443</id>
		<title>Wyjazdy 2011</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2011&amp;diff=2443"/>
		<updated>2012-02-05T18:06:44Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== IV kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sylwester w Tyrolu |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz | 25 12 2011- 01 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd z kategorii: &amp;quot;Gdzie jest zima?&amp;quot;. Pierwsze dni spędzamy we włoskiej miejscowości Mals (pogranicze Austrii i Włoch). Niestety na miejscu ze śniegiem dosyć słabo. Robimy trzy podejścia. Z każdym jest coraz lepiej. Gdy już znajdujemy śnieg, przenosimy się w rejon miejscowości Pfunds (Austria). Tam pozostawiamy samochód i już na nartach przemieszczamy się na resztę naszego urlopu do zimowej chatki przy schronisku Hohenzollernhaus (2.123 m.). Śnieg i jest i pada. Pada tak intensywnie, że unieruchamia nas na kolejny dzień w chatce...To co udaje nam się zrobić, to dość krótka wycieczka po okolicy pod szczytem Glockturm i całkiem niezły zjazd. Jednak groźnie osuwajacy się śnieg pod nartami i rozlegające się z każdej strony grzmoty schodzących lawin dość sprawnie przekonują nas by za daleko się nie wypuszczać. Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/sylwester-tyrol&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: skitury w Jesenikach |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Mateusz Górowski | 18 12 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dość zdesperowani w wyczekiwaniu na skiturowy śnieg ruszamy w jego poszukiwaniu w czeskie Jeseniki. Posiłkując się współczesną techniką robimy przed wyjazdem rozeznanie śniegowe w miarę bliskich nam pasm górskich i wybór pada właśnie na ten rejon.  Auto zostawiamy w Ramzovej na wys. 782 m. n. p. m. (jest tu ośrodek narciarski) i od razu na nartach idziemy do góry szlakami przez ciekawe Obri skaly na Serak (1350) a dalej na Keprnik (1423). Po drodze spotykamy kilku narciarzy na biegówkach. Wyżej panuje prawdziwa zima. Z Keprnika niestety nic nie widzimy. Zjazd bardzo łagodny. W chacie Jirihe robimy odpoczynek po czym nartostradami bardzo szybko zjeżdżamy do auta w Ramzovej. Trasa dość ciekawa, pogoda ciut mniej. Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FJeseniki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia pod Skipirzepą i 3 inne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Michał Wyciślik, Mietek Smetaniuk | 17 12 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po ostatnich posuchach liczyliśmy jak się okazało dość naiwnie, że stan wody w jaskini pod Skipirzepą będzie choć trochę niższy. Na miejscu okazało się jednak inaczej. Zaledwie kilka metrów puściło w przód. Dalej woda sięgała stropu. Sumienie jednak mamy spokojne bo sprawdziliśmy to na własne oczy. Po drodze odwiedzamy jeszcze jaskinie Cabanowa i Towarna – Dzwonnica. „Akcję”  kończymy w Olsztynie w ciastkarni. Tu kilka ujęć z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FSkipirzepa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - jaskinia Miętusia |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Karol Jagoda | 10 12 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez zbędnego pośpiechu i w miłej, aczkolwiek nadal nie zimowej atmosferze odwiedzamy jaskinię Miętusią do Błotnych Zamków. Następnie chłopaki mierzą się ze wspinaczką w Korytarzu Trzech Króli. Zatrzymuje nas jednak fragment o największej trudności, polegającej głównie na jednym jedynym &amp;quot;przelocie&amp;quot; na końcu drogi( obiektywnie za daleko i niebezpiecznie bez kostki lub innego przyjaciela do asekuracji poniżej).Wracamy więc na górę trasą zjazdu. Na zewnątrz piękna ciepła noc-księżyc świeci całą swą okazałością.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - szlak Jasieniowy na MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Stanisław Włodarczyk (os. tow.)| 10 12 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Były lata kiedy w tym czasie śmigałem na skiturach. Cóż nie mamy wpływu na pogodę i choć wyższe partie Beskidów przyprószone są śniegiem to narty muszą jeszcze poczekać. Korzystając z okazji i pięknej pogody przemierzam rowerem ciekawy szlak Jasieniowy w okolicach Goleszowa. Wiedzie on przez stare, porośnięte już lasem wapienne kamieniołomy oraz niezbyt wysokie wzgórza w pobliżu. Szlak zróżnicowany. Np. na odcinku około 450 metrów pokonuje bowiem blisko 100 metrów różnicy wysokości. Jest tu kilka wprawdzie krótkich podejść, ale za to bardzo stromych. Z rowerem na plecach musiałem włożyć sporo wysiłku by po puszczonym lodzie wdrapać  się na górę. Z szczytu Wygóry ciekawe widoki od Czantorii po Skrzyczne. Z kulminacji (520) fajny zjazd do Goleszowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - unifikacja instruktorska|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Kupras)| 3 - 4 12 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA - Via Ferrata „ la traditinelle”, Auron|&amp;lt;u&amp;gt;Kasia Jasińska&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Czarnecki, Przemysław Piatkowski, Maciej Dziurka| 3 12 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest przepiękna słoneczna niedziela. Dzień w prawdzie krótki, ale syty wrażeń. Śmigamy na via ferratkę w okolicach Auron (nieczynnej jeszcze o tej porze stacji narciarskiej).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zasięgnąwszy języka pośród nielicznych tubylców udaje nam się namierzyć ferratę, acz „montagnarka” ostrzega, że robimy to na własną odpowiedzialność, bo żelazna droga od 3 lat jest nieczynna i nikt nie wie w jakim jest stanie technicznym. No!  Większej zachęty nie trzeba nam było. Ochoczo wbijamy jakieś 400m w górę gołą trasą narciarską i dalej na przełęcz skąd startuje nasza droga. Biegnie ona wzdłuż skalistego zbocza układając się w potężny (na jakieś 3h) trawers i osiągając wysokość 2270 mnpm. Skała piękna,  lita, urzeźbiona warstwowo, o intensywnej żółtawej  barwie, miejscami purpurowej… Przemieszczamy się sprawnie pokonując półki  i niewysokie spiętrzenia, tocząć rozmowę na temat wypadków w górach. Dość siłowe i wymagające są zwłaszcza krótkie przewieszone ścianki pokonywane w dół. Co jakiś czas zmieniamy ”testera”. Tester, czyli osobnik czołowy, sprawdza czy kotwy są na swoim miejscu i czy stalówka wytrzyma. Stalówka trzyma, chociaż niestety często na słowo honoru a kotwy bywają powyrywane, co w naszej ocenie czyni ferratę bardziej atrakcyjną. Naturalnie cała zabawa polega mniej więcej na tym, że zanim tester obciąży dany punkt należy wyrazić całą masę wątpliwości, posiłkując się szeroką argumentacją  naukową lub instynktem samozachowawczym. Efekty są zaskakujące – tester musi zachować zimną krew i nie dać się zbałamucić. Courage mon petit! Courage!&lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
Kulminacyjnym momentem było pokonanie wiszącego mostu, czy raczej drewnianej kładki o poważnie nadszarpniętej konstrukcji, żeby nie powiedzieć zdewastowanej przez nieznanych nam sprawców, tudzież niezbadane zjawiska metafizyczne. Co tam! przecież mamy kaski, absorbery energii też jakby co. Licho nas nie sięgnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kończymy ferratę w promieniach zachodzącego słońca. Gdy opada ono za kurtyną szczytów robi się nagle bardzo zimno. Wychodzimy na ścieżkę prowadzącą do podstawy ściany, tam gdzie brała początek ferrata. Tuptamy w śniegu po kostki w adidasach lub innych ”klapkach”. Na horyzoncie pasmo Mercanture już przyodziane bielą śniegu. Oczarowani tym widokiem schodzimy na parking w nadziei, że za tydzień ruszą wyciągi i wrócimy tu z nartami. Ach!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Dudnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)| 3 12 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sucha jesień więc czas na mokre jaskinie. Dudnica to dziura na akcję nurkową lecz obecnie liczyliśmy na przejście pierwszego syfonu bez sprzętu. Istotnie tak jest. Heniek z Pawłem stanowili zaplecze psychiczne a ja sam w piance (była to trochę ściema, bo w piance była dziura przy dziurze) przechodzę na drugą stronę W syfonie był prześwit więc tylko nieznacznie muszę zanurzyć usta i nos. Syfon początkowo niezbyt przestrzenny lecz potem nagle nogi tracą oparcie. Wszystkiego kilka metrów. Następnie mytym korytarzem docieram kilkadziesiąt metrów dalej do drugiego syfonu. Woda krystaliczna, widzę nawet załamanie syfonu. Sądząc po lince stabilizacyjnej woda tu też zeszła niżej. Bez sprzętu jednak nie zaryzykuję. Z opisów jaskini wynika, iż zwykle dudni (stąd nazwa jaskini) tu woda, prąd potoku jest silny lecz teraz ciurkał zaledwie strumyczek i to gdzieś pod głazami. Wracam do kolegów pokonując w drugą stronę wodną przeszkodę. Po wyjściu sprawdzamy jeszcze otwór Bystrej używając kawałka repa do zejścia. Dalsza droga zamknięta przez syfon. Ponieważ był jeszcze czas idziemy na Halę Kondratową a potem odwiedzamy wywierzyska Bystrej i ścieżką nad Reglami oraz dolinę Białego wracamy już w ciemnościach do auta przy TOPR. Z Kir odbieramy jeszcze Justynę, która przez Kasprowy i Czerwone Wierchy dotarła do „Harnasia”. Tak, Dudnica to dobra dziura na treningowe akcje nurkowe. Dla nas w sam raz na krótki jesienny dzień. Byliśmy tu pierwszy raz. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FDudnica oraz filmik tu: http://vimeo.com/33105564&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyjazd kursowy na górę Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski oraz kursaci - Gosia, Adam Langer, Krzysiek Atamaniuk, Tomek Zięć| 19 11 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poręczowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MOK Nowy Bytom - &amp;quot;LAWINY`2011&amp;quot; |przez MOK przwinęli się: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Basia Szmatłoch, Tadek Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Janusz Dolibog, Darek Rank, Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka, Ola Golicz, Mateusz Golicz, Tomek Jaworski, Ryszard Widuch, Wojciech Wyciślik, Łukasz Pawlas, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik, Bianka Fulde, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Daniel Bula, Jerzy Krzyżanowski , Adam Langer , Janusz Rudoll (mogłem kogoś pominąć) | 18, 19, 20 11 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszy dzień w kinie &amp;quot;Patria&amp;quot; występował zespół muzyczny ''Wywenieni'' (muzyka związana z górami) a potem był ciekawy film o wspinaczce - &amp;quot;Kings Lines&amp;quot;. W sobotę impreza odbywała w Miejskim Ośrodku Kultury w Nowym Bytomiu. Oprócz naszych klubowych prezentacji był bardzo ciekawy film &amp;quot;Zew ciszy&amp;quot; (o pierwszych próbach zdobycia Eigeru) oraz spotkanie z Krzysztofem Wielickim.&lt;br /&gt;
Bardzo fajna impreza. Organizatorzy jak zwykle stanęli na wysokości zadania. Były potrawy i napoje. W niedzielę odbyło się podsumowanie &amp;quot;Lawin&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki: Wielka Rycerzowa przez (prawie) Oszus|&amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk| 12 - 13 11 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Soblówki dojeżdżamy transportem kombinowanym. Do Rajczy pociągiem, z Rajczy do rozstaju szlaków w Soblówce stopem z przesiadką w Ujsołach i już o 12 wychodzimy w góry ;-) Doliną potoku Urwiska kierujemy się na Oszus. W dolince ziemia zmrożona, chłód bije od potoku, zostawiamy więc dłuższy popas na słoneczny grzbiet. Za drugim mostkiem i pięcioma potokami wbijamy się w las, by najkrótszą drogą wejść na przełęcz pod Oszusem. Tam przecinamy szlak niebieski, którym podążamy dalej, już w stronę Wielkiej Rycerzowej. Oszus pozostawiamy niezdobyty. Na granicy długo wyczekiwane śniadanie i wygrzewanko w popołudniowym słońcu. Ludzi jak na lekarstwo.. i wszyscy idący w przeciwną do naszej stronę. Dalej jeszcze 3 h marszu, przez Krkoskulę, Beskid Bednarów, Bukowinę - tam zmuszeni już jesteśmy do użycia czołówek. Na zejściu ze Świtkowej mamy zaszczyt uczestniczyć w zapalaniu wielkiej pomarańczowej lampy, która na szczęście dosyć szybko się rozpala - przy ostatnim podejściu, na Wielką Rycerzową jest już na tyle wysoko, że całkowicie rezygnujemy ze sztucznego światła. Wbrew moim obawom to późnopopołudniowe podchodzenie w ciemności okazuje się najprzyjemniejsze, schizują mnie tylko „odgłosy lasu” ;-)  &lt;br /&gt;
Z Hali Rycerzowej widoki ujmujące. Mgły w dolinach, a ponad nimi pasma Rysianki, Pilska, Babiej.. jest też „dziura” na Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Docieramy do schroniska koło 18:30 – całkowicie nabite. Jasne jest, że spanie na podłodze, pozostaje tylko kwestia „gdzie”. Jadalnia okazuje się całkiem pojemna, w sumie śpimy tam razem z około dwudziestoma osobami. Z racji mojego stanu błogosławionego nikt nie kłóci się ze mną o miejsce, zostajemy też poczęstowani rewelacyjną herbatą na koszt :)&lt;br /&gt;
Następnego dnia z przyzwyczajenia budzę się przed świtem. Nagroda jest zacna – z „mojego” okna jest cudowny widok na Tary o świcie.&lt;br /&gt;
Na niedzielę w planie mamy zejście najkrótszą żółta trasą do Soblówki, by zdążyć na wcześniejszy pociąg o 15 z Rajczy. Bez pośpiechu wychodzimy ze schroniska po 9 i.. zlegamy na polanie kilkadziesiąt metrów powyżej. Upał jak w sierpniu sprawia, że budzimy się dopiero po paru godzinach.. Nie zdążyliśmy na busa z Soblówki, jednak i tym razem stop nas nie zawiódł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ps. w ten weekend w okolicy podobno widziano dwa wilki: starego basiora i waderę......&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WĘGRY: Jaskinie Budapesztu i okolic|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Maciej Dziurka, Katarzyna Jasińska, Janusz Rudol, Henryk Tomanek, Jerzy Krzyżanowski z żoną Olą i synem Wojtkiem|11 - 13 11 2011}}&lt;br /&gt;
W piątek zwiedzaliśmy Budapeszt i ustalaliśmy plan dalszego działania w bardzo ciekawym mieszkaniu Zoltana i Evy. W sobotę koledzy z ''BEAC Barlangkutató Csoport'' oprowadzili nas po jaskiniach Budapesztu o genezie hydrotermalnej: ''Szemlő-hegyi-barlang'' (turystyczna, świetny pokój edukacyjny o alpinizmie jaskiniowym), ''Ferenc-hegyi-barlang'' (labirynt wąskich korytarzy), ''Pál-völgyi-barlang'' (turystyczna), ''Mátyás-hegyi-barlang'' (nieco bardziej obszerna, ciekawe formy  spągu). W niedzielę wybraliśmy się do ''Solymári-ördöglyuk'' - istnej, wielopoziomowej plątaniny korytarzy, wśród których nie sposób znaleźć drogę. W kilku miejscach w jaskini powieszone były liny, ale lokalny zwyczaj najwyraźniej każe korzystać z nich poprzez chwyt rękawicami (momentami bardzo ambitny jeśli nie nieco ekstrawagancki system).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - Suchy Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)| 12 11 2011}}&lt;br /&gt;
Z Streczna przechodzimy po kładce nad dość szerokim Wagiem i podążamy ciekawym widokowo szlakiem na Suchy Wierch (1468), pierwszy od zachodu wybitny szczyt w głównej grani Małej Fatry. Po drodze zwiedzamy ruiny zamku Stary Hrad. Pogoda przewspaniała choć bardzo rześka. Po ok. 3 godzinach jesteśmy na wierzchołku skąd widoki doprawdy wyśmienite. Wracamy ciekawym szlakiem przez grań Białych Skał a potem długim trawersem zbocza Plesela. Do auta docieramy równo z zmrokiem. Tak to mniej więcej wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FMalaFatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki – wspin|Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 5-6 11 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy w piątek, cieszymy się z jeszcze bezpłatnej autostrady, dojeżdżamy  na miejsce w około 3 godziny. Plan działania był dojść prosty - trzeba wyłoić wszystko czego się nie wyłoiło ostatnim razem. Zaczynam od rozpatentowanego do granic możliwości Znikającego Punktu (VI.3+/4), puszcza w 2 próbie, więc jest jeszcze trochę sił na Ambrożego (VI.3), którego udaje się poprowadził również w 2 próbie. W niedziele chcąc nieco zmienić miejsce (okolice Sukiennic) idziemy na Tępą, gdzie szybko pada Zulu Gula (VI.2+/3). W drodze powrotnej zahaczamy jeszcze o Krzywą, gdzie robię Brzytwę(VI.2). Mateusz natomiast podzielił wyjazd na 2 części: sobota stała pod znakiem OS-a ( 2 drogi na zachodniej ścianie Chatki + klasyk rejonu Trzy Okapy –wszystkie za VI+), niedziela szybie RP: Margaryna, Dziurki Pankiewicza 2x(VI.1+). Wszystkie powyższe drogi potwierdziły odważną tezę, że w Sokolikach nie ma dróg brzydkich lub typowych rzęchów. Wniosek nasuwa się sam - trzeba częściej ten rejon odwiedzać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały na rowerach MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Janusz Rudoll (Rudi)| 6 11 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z wręcz bajkowej pogody robimy kolejny wypad na rowery górskie. Tym razem w Beskid Mały. Trasa: Straconka – Groniczki (839) – Hrobacza Łąka (828) – Żarnówka nad jeziorem Międzybrodzkim – Nowy Świat – Przeł. Przegibek – Straconka. Kolory jesieni na całej trasie obłędne. Rudi na nowym rowerze radził sobie już całkiem nie źle. Trasa urozmaicona zwłaszcza pod względem nawierzchni. Niemal wszędzie dywany z liści. Deniwelacje takie sobie choć czasem musieliśmy rowery prowadzić. Ciekawy zjazd do jeziora. Niemal na samym dole zaliczyłem nie groźną na szczęście glebę. W trakcie podjazdu na Gaiki przebiegło przed nami liczne stado saren. Zjazd do auta upojną szybkością. Zamknęliśmy się w 30 km ale bardzo „treściwych”. Tu obrazki z trasy: &lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FBeskidMaly&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskidy: Wisła, wspinanie na Kobylej Skale|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;+ osoby towarzyszące| 5 11 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknej jesiennej scenerii wspinamy się na stosunkowo łatwej Kobylej Skale. Część dróg prowadzimy , a część ze względu na brak obicia na wędkę. Sporo czasu poświęcamy na patentowaniu na wędkę bardzo wywieszonego okapu w centralnej części skały.  Okap co prawda klamiasty (wycena coś koło VI+) ale tak dużych przewieszeń w naszym kraju nie ma zbyt wiele więc chyba warty polecenia. Na mnie zrobił duże wrażenie. Po zachodzie słońca trochę wspinamy się jeszcze w świetle czołówek a potem siedząc przy ognisku i piekąc kiełbaski wpatrujemy się w pojawiające się na horyzoncie światła gwiazd i domów w leżącej pod nami Wiśle.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA/SŁOWENIA: W poszukiwaniu śniegu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz| 29 10 - 01 11 2011}}&lt;br /&gt;
W poszukiwaniu śniegu odwiedziliśmy wschodnią część Alp. Zabraliśmy ze sobą narty, ale niestety nie było dane nam ich wyciągnąć z samochodu. Sobotę i niedzielę spędziliśmy w Wysokich Taurach (Austria). Najpierw podeszliśmy do Niedersachsenhaus (2 471 m) - schroniska w dolnie Rauristal (Goldberggruppe) z dobrym widokiem na Hoher Sonnblick (3105). Konkretna, zjeżdżalna pokrywa zaczynała się tak gdzieś na 2 200 - 2 300. Wobec tego, wieczorem przemieściliśmy się do Venedigergruppe i następnego dnia wybraliśmy się do Alte Prager Hutte (2 489 m). Stamtąd widoki na Grossvenedigera i największe lodowce Tyrolu. Tu również śniegu jak na lekarstwo (lodowce zdyskwalifikowaliśmy - A0). Ostatnim miejscem poszukiwań były Alpy Julijskie i dolina Bavšicy, w której bawiliśmy we wtorek. Generalnie w Słowenii aktualnie ma miejsce koniec lata - także i tu o śniegu nie mogło być mowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspin w Zastudniu|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,Piotr i Maciek (os.tow.)| 31 10 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z wolnego poniedziałku i pięknej pogody wybrałem się do Zastudnia. Pomimo, iż skały mają niekorzystną wystawę i są położone w lesie panująca temperatura pozwoliła na komfortowy wspin. Udało się zrobić: Romanticę (VI.3) w 2 próbie – droga warta szczególnego polecenia, wspinanie po prostu genialne, Dead Fox (VI.3) FL oraz Mmła (VI.2+) OS-em po latach.  Pogoda zmusza mnie już od dłuższego czasu na ciągłe odkładanie daty zakończenia sezonu, ale z natura jeszcze nikt nie wygrał, więc trzeba łoić:)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – Dolina Kobylańska - wspinanie|Karol Jagoda,Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Wojciech Sitko&amp;lt;/u&amp;gt;,| 30 10 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To był wyjątkowo spokojny i krótki wyjazd wspinaczkowy. Wszak nieczęsto Karol już o godzinie 16 sygnalizuje chęć pozbierania szpeju i udania się w drogę powrotną. A jednak. Dolina Kobylańska w pięknej jesiennej scenerii również zmierza w stronę końca sezonu - mimo słonecznej, bezwietrznej pogody wspinaczy było niewielu. Dzień zaczynamy od &amp;quot;rozgrzewki&amp;quot; na wrednej VI, potem zabawy z liną na Szarej Płycie, gdzie Karol wywalczył RP - Środkiem Płyty (VI.3) - reszta ekipy wędkuje. Kolejny przystanek to Zjazdowa Turnia, a tutaj już tylko 2x po VI.1+(Lewa Funiówka, Prawa Pirania), przystawka do VI.2 i kursowa IV na miły koniec krótkiego, jesiennego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - jesienne MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Janusz Rudoll (Rudi)| 30 10 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dość ambitna a zarazem przepiękna trasa przez jesienną Jurę w jej południowej części. Trasa: Brodło – Gaudymowskie Skały (obite drogi, dla bardzo leniwych asekuracja z fotela z auta, tu topo: http://wspinanie.pl/topo/polska/podkrakowskie/galdynowskie/index.htm , jest też jaskinia ale z uwagi na zalegające w otworze śmieci nie wchodzimy do środka) – Sanka (fajny zjazd) – Brzoskwinia (skracamy drogę przez trudny teren) – Wąwóz Kochanowski (rekord szybkości trasy – 55 km/h, 100 m różnicy na odcinku 600 m, potem koszmarne podejście) – Wąwóz Zbrza (bardzo ciekawy fragment trasy) – Dolina Brzoskwinki (zaliczmy pętlę ścieżką dydaktyczną) – Wąwóz Półrzeczki (błogi zjazd liściastą ścieżką a potem odlotowy zjazd do Zimnego Dołu) – Zimny Dół – rezerwat Kojasówka (tu szukamy jaskini Trzebińskiej ale namiary GPS okazały się fałszywe a na dłuższe szukanie nie pozwolił zapadający zmrok) – Brodło (nim dotarliśmy na miejsce trochę pobłądziliśmy głównie z przyczyny zapadających ciemności). Do auta docieramy już w kompletnych ciemnościach. Ponad 50 km w bardzo zróżnicowanym terenie. Trasa ciekawa i pod względem technicznym i krajobrazowym. Wszystko co może zadowolić terenowych bikerów. Zobaczcie sami: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FJura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;| 23 10 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wyjazd na Jurę zmęczyć się trochę na rowerze górskim. Trasa: Wola Filipowska - Miękinia - Krzeszowice - Wola Filipowska. Szlak rowerowy częściowo w terenie część na asfalcie. W Rudzie było słonecznie lecz na Jurze mgła utrudniająca orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Śnieżna|RKG: Jerzy Krzyżanowski z Olą, Wojtkiem i mamą; Mateusz Górowski, Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; BEAC Barlangkutató Csoport: Tamás Kovács, Ferenc Szemerédi, Ádám Sándor Polyák, László Horváth, Anita Horváth, Éva Mária Tóth, Zoltán Povázsay, Mátyás Szili; na bazie spotkaliśmy też Darka Sapieszko (TKTJ) z kursantami|14 - 16 10 2011}}&lt;br /&gt;
Po zeszłorocznej wycieczce do Błotnych Łaźni, nasi przyjaciele już od dłuższego czasu ostrzyli sobie zęby na przejście przez studnie Nadkotlin, aż do Suchego Biwaku. &amp;quot;Kiedy możemy przyjechać?&amp;quot;. Polska gościnność dyktowała tylko jedną odpowiedź: &amp;quot;Kiedy tylko zechcecie&amp;quot;. Tym oto sposobem Węgrzy przyjechali do nas w weekend z mgłą, śniegiem i zimnem w rolach głównych. Na akcję do jaskini zapowiedziało się 6 osób. Eva i Anita zaplanowały wycieczkę szlakami pomiędzy doliną Małej Łąki a Kościeliską.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trochę przypadkiem, cały wyjazd obsłużyliśmy bardzo profesjonalnie. Mieliśmy rezydenta na bazie - tę rolę przyjął na siebie Pająk, chory i niezdatny do akcji jaskiniowej. Mateusz po drodze do jaskini stwierdził z kolei, że trochę słabo z jego kondycją. To świetnie złożyło się z decyzją Ferenca, który przed Przechodem stwierdził bez specjalnego tłumaczenia się, że on w tym miejscu zawraca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo szczerych chęci, aby nie popsuć kolegom długo planowanego weekendu, o dotarciu do Nadkotlin nie mogło być mowy. Pod Przechodem zastaliśmy ok. 0.5 m śniegu (zapadanie powyżej kolan). Próg pokonaliśmy z duszą na ramieniu (wspominam niedawno przeczytane &amp;quot;Bezpieczeństwo i ryzyko w skale i lodzie&amp;quot;, a miałem być ostrożniejszy...). Raki nic by nie dały, bo mieliśmy do czynienia ze śniegiem o konsystencji mąki. Jeśli chodzi o temperaturę, było zgodnie z prognozami: minus dwa na termometrze, a odczuwane jakby minus dwanaście. Ja w tę prognozę nie uwierzyłem i bardzo z tego powodu cierpiałem (odmrożenie palców i ból przy ich odtajaniu na dnie Zlotówki). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy otworze Śnieżnej, do którego znalezienia wymagane było użycie GPS (mgła), jednoznacznie doszliśmy do wniosku, że dużym sukcesem wyjazdu będzie jeśli w ogóle pójdziemy do jakiejkolwiek jaskini. Szybki telefon do przyjaciół i otrzymaliśmy informację o stanie oporęczowania Śnieżnej plus pozwolenie na użycie wszystkiego po drodze, co tylko będzie nosiło oznaczenie &amp;quot;SGW&amp;quot;. Musieliśmy tylko powiesić rurę i kawałek wlotówki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W siódemkę (Tamás, Sami, László, Povi, Mati, Ola i ja) dotarliśmy ostatecznie do Syfonu Dziadka. Nasi koledzy radzili sobie bez większych trudności z dosyć jednak głęboką jaskinią, przynajmniej jak na standardy ich kraju. Mimo to, akcja miała raczej powolne tempo. Tylko ja znałem drogę poniżej Suchego Biwaku. Trzeba było często zatrzymywać się i czekać na wszystkich. Praktycznie całą drogę od Suchego Biwaku do II Biwaku przebyłem w puchówce, której zabranie okazało się doskonałym pomysłem. O dziwo, na wyjściu z Wielkiej Studni nie zakorkowaliśmy się jakoś wybitnie (czekały na dnie maks. 2 osoby). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini spędziliśmy łącznie 14 godzin. Na całe szczęście, w czasie naszego pobytu pod ziemią, pogoda poprawiła się. Kiedy wyszliśmy, przestało wiać, a widoczność stała się bardzo dobra. Mimo zmroku (2 am) mieliśmy tylko niewielkie problemy ze zlokalizowaniem właściwego miejsca wejścia w Przechód. Trudno mi sobie wyobrazić, co zrobilibyśmy, gdyby po wyjściu trafiłaby się nam mgła i zawieja zasypująca nasze ślady. Na bazie jesteśmy o 04:30 am.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy kolegom z Sekcji Grotołazów Wrocław za umożliwienie nam skorzystania z ich lin. Tu kilka fotek: https://picasaweb.google.com/fakusz01/2011Oktober18&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA: Rzędkowice – wspinaczka|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda| 16 10 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie wiem od czego zacząć, czy od stanowczego wyśmiania osób, które wymiękły przed wspinaniem w kilkustopniowej temperaturze, a jednocześnie są zdobywcami 4-tysięczników, czy od tego w jak dobrym stylu można zakończyć sezon wspinaczkowy. &lt;br /&gt;
Oczywiście, że nie będę wredny i nie napisze o tym jak kolega D. Ż. zapobiegawczo nie zabrał ze sobą sprzętu od pracy żebyśmy broń Boże nie wyciągnęli go w skały w TAKI mróz. Myślałem, że kogo jak kogo, ale weteranów wspinaczkowych nasza zima zła nie szczypie w nosy ani uszy – a jednak. Inny stary wspinaczkowy wyjadacz oznajmił, że po prostu w jego harmonogramie treningowym przyszedł czas na dłuższy odpoczynek, a wcześniej założonego planu trzeba się trzymać choćby nawet pogoda była przepiękna. To tylko wybrane przykłady odpowiedzi jakie usłyszeliśmy zbierając ekipę wyjazdową.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A więc ruszamy w 2 osoby. Wyjeżdżamy dość późno bo około 10. Wynikało to z trzech powodów: standardowego poślizgu porannego, kłopotów z komunikacją (ja biegałem po Zabrzu szukając Karola, który szukał mnie jeżdżąc autem), a po trzecie chcieliśmy jednak dać skale się nagrzać do temperatury optymalnej wspinaczkowo.&lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach nasze szacunki co do liczby zapaleńców wspinaczkowych naszego pokroju okazują się zupełnie błędne – parking zajęty w 90%, polana pod Okiennikiem zawalona namiotami i samochodami z Poznania, Lechwor i inne klasyki zajęte. Warta podkreślenia jest również struktura obecnych tam wspinaczy pod względem stażu wspinaczkowego – w ok. 80% wspinali się początkujący. Tym większe nasze zaskoczenie bo spodziewaliśmy się wyłącznie kilku wspinaczy i to wyjątkowo zapalonych no bo jednak prognozy pogody wskazywały na kilka stopni ciepła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ubrani jak na wyprawę alpejską, docieramy pod Turnię nad Garażem, szybka rozgrzewka na nieznanej nam drodze i wstawiamy się w drogę Wiosenne Klekoty i już po pierwszej próbie ściągamy ciepłe kurtki, po kolejnych zostajemy w cienkich polarkach już do końca dnia – tak było zimno!:) Po kilku próbach przechodzimy drogę stanowiącą wyznacznik trudności stopnia VI.3+ i jednocześnie mój rekord. Karol podbudowany sukcesem wstawia się kilkukrotnie w Szatańskie Wersety (VI.4) lecz nieskutecznie oraz w bardzo kruchą i niesympatyczną drogę Spam (VI.2+) również bez sukcesu. Następnie na Turni Kursantów prowadzimy kilka naprawdę ładnych dróg m. in. Pochód esesmanów VI.1+, Telefon VI.2+. Jeszcze na koniec dnia Karol dobija się na Poślizgu Kontrolowanym i o zachodzie słońca, z latającymi kilka metrów nad głowami spadolotniami wracamy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując, pogoda naprawdę była optymalna. Osobiście wspinało mi się dużo lepiej niż w sierpniowe upały, a dopiero przy silniejszych podmuchach wiatru można było poczuć chłód. Dla mnie wyjazd ten był swoistym zwieńczeniem całego sezonu wspinaczkowego, a dla Karola miał znaczenie bardziej duchowe i stanowił odzwierciedlenie uczucia pełnej wolności, bo przecież „Cóż to jest wolność? Możność prowadzenia życia wedle swego upodobania.”* &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*Cyceron. Cytat znaleziony przez Karola na odwrocie opakowania po Prince Polo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Kysucki – MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik| 16 10 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z bajkowej jesiennej pogody pokonujemy ciekawą i nawet wymagającą górską trasę przebiegającą jak by nie było przez 3 kraje. Startujemy z Jaworzynki Trzycatka do trójstyku. Dalej fragment przez Czechy i ciekawy zjazd częściowo potokiem na Słowację do Ciernego. Stąd niezły podjazd na Tri Kopce tzw. Kysucką magistralą rowerowo narciarską. Kombinacją szlaków i lokalnych dróg o urozmaiconej nawierzchni (w cieniu przymrozek) i profilu docieramy do polskiej granicy na Vreszczowskiej przełęczy. Dalej granicą znanym nam szlakiem zjazd do Zwardonia i zaraz solidnym podjazdem do Wierchu Czadeczka. Potem boski zjazd najpierw w terenie a następnie asfaltową alejką w dolinie Krężelki. Ostatnie metry to strome podejście i podjazd do Trzycatka gdzie dojeżdżamy do auta. Dystans 45 km. Cały dzień przecudna pogoda i wspaniałe pejzaże głównie w zielono-żółtej kolorystyce. Tu dowody: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FBeskidKysucki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – Drakonidy na Wielkiej Raczy, Trzy Siostry|Dariusz Rank| 8 - 9.10.2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Już za kilka dni, a dokładniej w nocy z 8 na 9 października czeka nas kolejne wyjątkowe zjawisko związane z deszczem meteorów z roju Drakonidów. Rój ten osiąga swoją coroczną aktywność w dniach od 6 do 10 października. Tegoroczne maksimum przypada na sobotę 8 października. […] Jak podaje Polska Pracownia Komet i Meteorów podczas tegorocznego maksimum przewiduję się aktywność wynoszącą aż 800 obiektów na godzinę”&lt;br /&gt;
źródło: www.astronomia24.com&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
---&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
8 Października. Godzina 5:00 rano. Dzwoni Budzik. Wstaję i pierwsze swe kroki kieruję ku oknu. Podnoszę żaluzję i…widzę niebo usiane gwiazdami. Pamiętam jak kilka dni temu trafiłem na informację ze strony astronomia24.com o Drakonidach. Fajnie byłoby je oglądać gdzieś w górach, z dala od świateł wielkich miast – pomyślałem. Niestety znajomi nie chcieli dać się namówić na wyjazd na Wielką Raczę w tym terminie. Albo termin nie ten, albo obawa przed zapowiadanym deszczem w weekend. Fakt, prognozy nie były zbyt optymistyczne, ale dawały nikły procent nadziei, że może jednak. A, że lepiej żałować za grzechy, niż za niewykorzystane okazje, postanawiam jechać sam. Ostateczna decyzja miała zapaść właśnie dzisiaj, z rana. Jest ładnie, widać gwiazdy, szybkie śniadanie, zabieram plecak i w drogę…&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Od Zwardonia zaczyna padać. Podchodzę czerwonym, granicznym szlakiem na Wielką Raczę. Nie pada co prawda jakoś mocno, ot taka sobie lekka mżawka, ale po czterech godzinach spędzonych w takich warunkach ma się wrażenie, jak by się właśnie przeżyło jakąś ulewę. Na jakieś 1,5h drogi przed szczytem WR wypogadza się. Wychodzi słońce i pokazuje się błękitne niebo. Może się tak utrzyma do wieczora myślę. Niestety, po jakiejś godzinie na góry znowu nachodzi mgła, a na kopule szczytowej, gdzieś tak od wysokości 1050 m n.p.m. wita mnie mała warstewka śniegu zalegająca na trawie. Termometr przy schronisku, koło godz. 16stej pokazuje 0stopni. Taka mglista pogoda utrzymuje się aż do nocy. No cóż, Mantek w końcu zapowiadał też mgły. Darkonidy z pewnością wyglądają powalająco, tyle, że z WR ich nie widać, koło 22giej na chwilę zaczyna przebijać blask księżyca. Tylko na chwilę…&lt;br /&gt;
Skoro jednak śpię już w schronisku na szczycie to może chociaż wschód słońca, myślę. Gdyby do rana mgły zeszły w doliny…Hmm… wschód słońca nad morzem mgieł…to musi być piękne. Nastawiam budzik i idę spać.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Rano widoki za oknem niestety podobne do tych z wieczora. Wszędzie biało. Na ziemi od śniegu, w powietrzu od mgły. Postanawiam zejść najkrótszym, żółtym szlakiem do Rycerki Koloni. Po drodze, te same mgły, które wczoraj ocenzurowały spektakl pt. „Drakonidy 2011”, teraz jakby starając się przeprosić, udobruchać, same występują w roli głównej pięknego show, nadając góra atmosferę tajemniczości. Idę to wchodząc w mroczny las zalegający gęstą mgła, by za parę kroków wejść w lekką mgiełkę poprzeplataną promieniami słońca, przybierająca bajkowe kolory od jesiennych drzew i rosy odbijającej słońce od podłoża. Za chwile znowu wychodzę z mgieł do całkiem przejrzystego powietrza, obserwując jedynie małe „chmurki” unoszące się do pół metra nad ziemią, by po paru metrach znowu ujrzeć przed sobą inny świat przygotowany przez kolejną, czekającą przede mną mgiełkę. Dla takich chwil warto jeździć w góry  Na koniec jeszcze pałaszuję jeżyny na czarnym szlaku z Rycerki Dolnej do Soli. Mimo intensywnych prób nie udało mi się ogołocić wszystkich krzewów, więc gdyby ktoś miał ochotę na świeże jeżyny na pewno znajdzie tam jeszcze sporo dla siebie ;)&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Czy wyjazd można zaliczyć do udanych?? Ciężko stwierdzić. Na pewno nie udał się jego główny cel… deszcze meteorów na szczycie Wielkiej Raczy. Nie udało się również zobaczyć wschodu słońca a sobotni spacer w deszczu również mógłby przebiegać w lepszych warunkach. Niemniej jednak udało się pochodzić trochę po Beskidach i przypomnieć szlaki, na których dawno mnie już nie było i w których przez najbliższy czas pewnie nie będę miał okazji być. Niedzielny spektakl mgieł również nieco zrekompensował sobotnią, deszczowa pogodę. No cóż…mogło być lepiej, ale nie było najgorzej ;)&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – Mirów, Trzy Siostry|Karol Jagoda, Łukasz Pawlas, Wojtek Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i NN Rymarczyk| 2 10 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pomysłu nieobecnego niestety kolegi Wojtka S. wybieramy się na skały Mirowa, co okazuje się wyborem bardzo dobrym zważywszy na ekspozycję (jest czas na wspinanie w przyjemnym chłodzie i czas na ładowanie baterii w palącym słońcu) jak i dość naturalny sposób podziału na dwa zespoły: patentujący i wędkujący. Także każdy znalazł coś dla siebie. Łukasz z Karolem kontemplują parę dróg w skali sześć ileśtam (nie nazwałabym łojeniem tak dogłębnej analizy dziurek krawądek i wszystkich ruchów dokonywanych na każdej drodze.. ;-) m.in. Pajęczą zwinność (VI.3), Krainę wytrwałych (VI.2+), Uwolnienie bąka i Drogę Prokopów. Natomiast my w trójkę zajmujemy się zdobywaniem kolejnych piątek: Sztywny pal Azji (no, akurat VI-), Niebo w gębie, Gofer Wylewny, Misja i Ściana od stodoły. Na nieco dłużej lecz z satysfakcją zajmują nas Pozdrowienia z podziemia (VI+), także ze względu na kolejki (!). Cóż, w szczytowym momencie naliczyliśmy około 30 osób na Trzech Siostrach, co było szczególnie problematyczne przy łatwiejszych drogach. Przynajmniej jednak był czas na zjedzenie dwóch śniadań i obiadu z deserem ;-) Ogólnie drogi bardzo przyjemne i nie tak wyślizgane jak na Górze Zborów... Po południu skały systematycznie pustoszeją. O zachodzie słońca zostajemy już sami (dobrze, że mieszkamy tak blisko), kończąc ostatnie drogi wraz z zapadnięciem zmroku. Powrót, pomimo obaw chłopaków, w moim odczuciu dosyć sprawny – po porcji czekolady przechylam głowę na bok i budzę się na światłach na Goduli. Parę zdjęć będzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wysokie - Kończysta|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Janusz Rudoll (Rudi)|2 10 2011}}&lt;br /&gt;
Startujemy z Wyżnich Hag szlakiem do doliny Batyżowieckiej. Dalej bez szlaku nie trudną granią na Kończystą (2538). Na szczycie bardzo ciekawa skała „kowadło” na którą się wdrapujemy. Piękne widoki z szczytu na sąsiedni Gierlach i cały najwyższy fragment głównej grani Tatr. Pogoda zresztą znakomita. Spotykamy tylko kilka osób. W dół schodzimy po potężnym piarżysku na Stwolską Przełęcz i dalej wznosimy się na Tępą (2266). W dole dolina Złomisk i Popradskie Pleso. My schodzimy do Magistrali a potem znanym już nam szlakiem do Hag. Jazda do domu prawie 5 godzin.&lt;br /&gt;
Dla lubiących tatrzańskie widoczki tu kilka zdjęć: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FKonczysta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym samym czasie co my Heniek Tomanek z 2 koleżankami przechodził trasę z Strebskiego Plesa przez Rysy to Moka i Łysej Polany. Może będzie relacja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wysokie - Gerlach|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|1 - 2 10 2011}}&lt;br /&gt;
W niedzielę rano budzimy się pod kamieniem w dolinie Batyżowieckiej. Przez Batyżowiecką Próbę (I) podchodzimy na Gerlach, najwyższy szczyt Tatr. Droga nas rozczarowała, nic się nie działo. Interesujący był za to fragment grani między Gerlachem a Przełeczą Tetmajera - eksponowany i &amp;quot;czujny&amp;quot;. Zejście Gypsyho Feratą (II) do dol. Wielickiej. Pogoda sierpniowa. W Tatrach tłumy, od Batyżowieckiej towarzyszyło nam sporo wycieczek z przewodnikami. Na zejściu nie spotkaliśmy ludzi, za to w Wielickiej tłumy turystów. Konsekwentnie, sytuacja na drogach również dramatyczna (powrót powyżej 4h).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Tadek Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur Szmatłoch, Janusz Dolibog|1 10 2011}}&lt;br /&gt;
Trawers jaskini Czarnej. Janusz pokonał go jako najstarszy jak dotychczas członek naszego klubu. Na wyjściu z Progu Latających Want zaobserwowano obryw na górnym stanowisku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym samy czasie Basia i Aga Szmatłoch zrobiły sobie spacer na Gubałówkę. Pogoda przepiękna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – jaskinia Mamutowa|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,Robert (os. tow.)|25 09 2011}}&lt;br /&gt;
Już trochę czasu upłynęło od ostatniej mojej akcji jaskiniowej (niezapomniany trawers jask.Jasnej), dlatego postanowiłem odwiedzić jaskinie Mamutową. Roberta odbieram w Białym Kościele(tuż za Jerzmanowicami) i razem szybko odnajdujemy otwór. Akcja z serii Fast and light, więc nie bierzemy ze sobą szpeju, kombinezonów  czy czołówek. Zwiedzanie bez problemów, brak trudnych zacisków –  prawie jak w //Czarnej.  Na koniec trochę się powspinaliśmy, udało się zrobić Boskie Buenos (VI.3+ ) w drugiej próbie, ale na Grubasa (VI.3) już sił nie starczyło. Obie drogi warte polecenia – mocno przewieszone, ciekawe ruchy po pozytywnych chwytach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – unifikacja instruktorska|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;|25 09 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie wspinaczkowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Alpy Wschodnie, Stulecie klubu grotołazów w Salzburgu|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|24 - 25 09 2011}}&lt;br /&gt;
Pojechaliśmy do Salzburga i z powrotem, na obchody 100-lecia tamtejszego klubu grotołazów. Obchody trwały łącznie cztery dni, od czwartku do niedzieli odbyły się liczne wycieczki, odczyty i spotkania towarzyskie. Z przyczyn prozaicznych (czas i pieniądze), my musieliśmy ograniczyć nasz udział tylko do weekendu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę, po zarejestrowaniu się i krótkiej drzemce, pojechaliśmy na zorganizowaną wycieczkę do Eisriesenweltu - podobno największej jaskini lodowej świata. Jaskinia niewątpliwie robi wrażenie, ale mimo wszystko, jeśli to jest największy tego typu obiekt naszej planety, to jestem trochę rozczarowany tą planetą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem, w miasteczku Scheffau w górach Tennengebirge odbyło się główne &amp;quot;party&amp;quot; - przemówienia, grill i napoje chłodzące. Spotkaliśmy koleżanki i kolegów z innych polskich klubów jaskiniowych: z KKTJ-u Andrzeja Ciszewskiego i Ewę Wójcik, Marka Wierzbowskiego z UKA, z SKTJu: Darka Bartoszewskiego, Radosława Paternogę i Darka Lubomskiego. Na ręce Gerharda Zehentnera, prezesa Landesverein fur Hohlenkunde in Salzburg, przekazane zostały prezenty - okolicznościowy upominek oraz napoje rodem z Polski (&amp;quot;distilled in Poland&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę poszliśmy na wycieczkę w masyw Goll. Przeszliśmy od północnej strony (Grutred) poprzez szczyty Vorderes Freieck, Hinteres Freieck, Kammerschneid, na Hochscharte i stamtąd &amp;quot;drogą klasyczną&amp;quot; przez Almwinkl do doliny Bluntautal po południowej stronie masywu. Tym razem powrót (zresztą podobnie jak i dojazd) był bardzo bolesny (mało kierowców). Przez cały wyjazd, a nawet i po nim, byliśmy na dużym deficycie snu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wysokie - Furkot i Hruby Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Janusz Rudoll (Rudi)|25 09 2011}}&lt;br /&gt;
Niedzielny spacerek w nieodwiedzane jeszcze przez nas partie Tatr  na trasie: Strebskie Pleso – dolina Młynicka – Bystry Prehod – grań z Furkotnego (2408) na Hruby Wierch (2428)  - dolina Furkotna – Stebskie Pleso. Najciekawszym fragmentem była grań z Furkota na Hruby. Nie ma tam szlaku. Hruby opada potężnymi ścianami do głęboko wciętej doliny Hlińskiej. Robi wrażenie. Wspaniałe widoki we wszystkie strony Tatr. Cały dzień przecudna pogoda. Jak tydzień wcześniej i tym razem do domu wracamy „wieki”. Tu kilka impresji: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FFurkot&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Sitko&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|24 09 2011}}&lt;br /&gt;
I wreszcie spełniło się marzenie Karola... jedziemy do Rzędkowic! Na miejscu zaskoczenie “ Turnia Lechwora i okoliczne ścianki całkowicie puste, więc szybko bierzemy się do roboty (za szybko). Rozgrzewamy się na VI+ (Bader-Mainhoff) oraz na VI.1 (Skorkówka), jak dla mnie z wątpliwym skutkiem, po czym przenosimy się na Brzuchatą Turnię, gdzie czekają na Karola &amp;quot;Starsi panowie dwaj&amp;quot; (VI.4). Przewieszenie całkiem spore, chwyty ponoć &amp;quot;niezłe&amp;quot;, więc rusza. Dwadzieścia minut i droga odpuszcza w drugiej próbie! (...już??!!). Jak widać Karol misternie zaplanował swój pobyt w Rzędkach, w końcu miał na to trzy miesiące. Wracamy zatem pod Turnię Kursantów, by zmierzyć się z &amp;quot;Magnetowidem&amp;quot; (VI.3+) a tam już tłumy ludzi i heroiczna walka o każdą wpinkę. To jest to! Zostajemy na dłużej! Karol zasila grono walczących z ową VI.3 (tym razem niestety), ja w tym czasie robię kilka ładnych dróg o wycenie od VI+ do VI.1+. Pod koniec dnia idziemy jeszcze w okolice Garażu (tu skanowanie Wiosennych Klekotów VI.3+) oraz pod Zegarową. Tradycyjnie kończymy o zmroku z uśmiechami na ustach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie na Górze Zborów|Ola i Wojtek Rymarczykowie,&amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Sitko&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|18 09 2011}}&lt;br /&gt;
Piękny jesienny dzień rozpoczynamy na skałce Młyny oraz na turni Nad Kaskadami. Tu wspinamy kilka ciekawych dróg o wycenie od V do VI.1 (m. in. Lewa pilchówka “ wyślizgana, lecz godna uwagi oraz powszechnie znany i lubiany Filar Wyklętych). Drugą część dnia spędzamy przy Młynarzu wspinając prawie wszystkie tutejsze drogi łącznie z &amp;quot;Prawym kantem&amp;quot; VI.1+/2 (tylko Karol). Dzień całkiem udany, lecz... gdyby ta cyfra była wyższa...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskidy - wspinanie na Kobylej Skale|Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Lukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|18 09 2011}}&lt;br /&gt;
W jesiennej już scenerii wspinamy się na niedokończone projekty, tym samym zaliczam wszystkie logiczne drogi na tej skalce. Razem z nami wspina się liczna rodzinka z Ustronia i mała ekipa Czechów. Na koniec trawersuje kilka razy całą skle - super bulderki - i wracamy w doliny:) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Mięguszowiecki Czarny Szczyt|Paweł Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 09 2011}}&lt;br /&gt;
Przepiękną pogodę ostatnich dni lata wykorzystujemy na wyjście na Czarny Mięguszowiecki Szczyt (2410) idąc z Palenicy przez Morskie Oko - Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem (dotąd jest szlak). Potem bez szlaku (miejscami kopczyki) po słowackiej stronie grani. Duża kruszyzna. Na samą grań dostajemy się wspinczkowo skalnym kominkiem i granią na szczyt. Od południa strasznie wiało. Powrót tą samą drogą, jedynie Moko obchodzimy drugą stroną. Szlak na przełęcz nie był oblężony lecz w Moku już prawdziwe tłumy. Powrót do domu generalnie koszmarnie długi. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FMengusz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA)|18 09 2011}}&lt;br /&gt;
Podejście z Kuźnic przez dol. Jaworzynki na Halę Gąsienicową. Stamtąd nad Czarny Staw, przełęcz Karb i pod zachodnią ścianę Kościelca. Na niej robimy ''drogę Dziędzielewicza'' (VI, 150m, 3h 30m). Następnie wchodzimy na szczyt przez komin Świerza (''drogą Stanisławskiego'', IV). Schodzimy szlakiem na przełęcz Karb, następnie przez stawki z powrotem na Halę. Powrót do domu kolejką przez Kasprowy Wierch (oszczędzanie kolan).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda w Tatrach była bardzo dobra (ciepło), choć w miarę upływu dnia wiało coraz mocniej. Na wspinaczce było jeszcze znośnie, ale kiedy podchodziliśmy na Kasprowy, halny niektórymi podmuchami przestawiał nas po parę metrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – Podlesice – wspinanie na Górze Kołoczek|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;,+ osoby towarzyszące|17 09 2011}}&lt;br /&gt;
O Godzinie 9tej wyjeżdżamy z Katowic i ruszamy do Podlesic, na górę Kołoczek. Na początek robimy sporo bardzo łatwych dróg na Brzuchu Buddy: Scooby Doo (V-), Myszka Miki i Przyjaciele (IV+), Brzuszki Buddy (IV+), Między Nami Jaskiniowcami (V-). Ja przystawiam się także do Przygód Kaczora Donalda (VI) a także prowadzę RP Babcię Gienię (VI+) na Lalce (wycena jak dla mnie zawyżona). Generalnie fajny powrót w jurajski wapień po lecie spędzonym w tatrzańskim granicie ;-). Wspinanie kończymy z ostatnimi promieniami zachodzącego słońca i koło 20stej wyjeżdżamy z Podlesic w drogę powrotną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki w okolicach Piaseczna|Paweł Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2011}}&lt;br /&gt;
Wykorzystujemy cudowną pogodę na trochę wspinu jurajskiego. Pierwszą drogę robimy na niezbyt dużym murze skalnym w rejonie nieco &amp;quot;dziewiczym&amp;quot;. Już samo założenie wędki było wyzwaniem. Potem poleciały 2 kluczowe klamy a odłamkiem jednej dostałem w głowę (oczywiście kask w plecaku). Udało się jednak to przemęczyć. Potem wspinamy się z dołem i wędką na Cydzowniku. Udało mi się na raty przepatentować lewą ryskę. Piaseczno puste, pogoda fenomenalna, błękitne niebo, białe skały i coraz bardziej żółta zieleń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hiszpania - garść Barcelony i beztroski wypad w Pireneje| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa) + Marcin G. -os. tow. &amp;lt;/u&amp;gt; 09 2011}}&lt;br /&gt;
Opis już wkrótce:))&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki - wspinianie|Ania Bil, Łukasz Pawlas, Bartek(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|3 - 4 09 2011}}&lt;br /&gt;
Ruszamy w piątek i po trzech godzinach jesteśmy na miejscu. Wieczór spędzamy przy  małym ognisku, konsumując ogniste owoce (specjalność Ani). Następnego dnia razem z Łukaszem męczymy główny cel wyjazdu czyli Znikający Punkt VI.3+/4, niestety tym razem droga nie puściła pomimo wielu prób. Wspinamy się przez cały weekend w okolicach Sukiennic i Krzywej.  Na miejscu spotykamy Roberta, który polecił nam kilka pięknych dróg: Kant trzech nierobów VI.2, Kant Krzywej VI.2 oraz parę innych, które trzeba będzie koniecznie poprowadzić następnym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA - Șureanu, Mehedinţi|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Wyciślik, Jerzy Krzyżanowski|02 - 04 09 2011}}&lt;br /&gt;
Udało mi się przekonać towarzyszy, że długi weekend to stan umysłu, a nie sprzyjająca okoliczność przyrody. W związku z tym, zachęceni sukcesem wyjazdu sprzed trzech tygodni, postanowiliśmy zamknąć(?) sezon na jaskinie mokre kolejnym, trzydniowym wyjazdem do kraju Daków.  Tym razem zapuściliśmy się dosyć daleko w głąb, zahaczając aż o granicę serbską na południu Rumunii. Przez niewiele ponad 3 doby przemierzyliśmy nieco ponad 2 000 km (Katowice - Kraków - Poprad - Rożnawa - Miskolc - Debrecen - Oradea - Hunedoara - Petroşani - Târgu Jiu - Timişoara - Szeged - Budapeszt - Győr - Bratysława - Żilina - Cieszyn - Katowice). Choć najwięcej czasu podczas tego wypadu spędziliśmy w samochodzie, udało się w międzyczasie zrealizować także intensywny program speleo-wycieczkowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność merytoryczną rozpoczęliśmy dosyć późno, tj. w piątek po południu. Miało na to wpływ kilka czynników. Najpierw długo szukaliśmy właściwej dróżki w masyw, zanim zorientowaliśmy się, że odchodzi ona pośrodku odcinka ruchu wahadłowego (roboty drogowe). Potem na godzinę zatrzymały nas jeżyny, których w życiu nie widziałem w jednym miejscu aż tyle. Jedli wszyscy, oprócz Michała - który zresztą odmówił przyjmowania jakiegokolwiek poważnego posiłku tego dnia i bynajmniej nie było to związane z ćwiczeniem silnej woli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszym punktem wspominanego programu była jaskinia Gaura Oanei w górach Șureanu, wybrana jako bezpieczny cel w obliczu złowieszczej prognozy pogody (burze). Jaskinia ta stanowi podziemny przepływ potoku w kanionie Jghiabului. Jak się okazało, dosyć krótki - ku naszemu zaskoczeniu po przejściu kilkudziesięciu metrów znaleźliśmy się na chwilę na powierzchni, po to żeby za chwilę znowu wejść pod ziemię i znowu wychylić się na słońce. Niespodziewanie dla nas, wycieczka do jaskini zamieniła się w rasowy canyoning, ze zjazdami przy wodospadach, wodnymi pochylniami i skakaniem do basenów. Wody nie było zbyt dużo, ale to w gruncie rzeczy dobrze się złożyło dla Oli i Pająka, którzy z tego rodzaju rozrywką mieli do czynienia po raz pierwszy. Pod koniec czekał nas nieplanowany przemarsz przez wioskę w piankach - na oko musielismy podejść ok. 250 m do auta, gorąco!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę planowaliśmy akcję do Șura Mare, jak powiadają reklamy, najwyższej jaskini w Rumunii. Tym razem nie spodziewaliśmy się problemów z lokalizacją otworu - ma ok. 38 m wysokości i wypływa z niego rzeka, toteż nie sposób go przeoczyć. Z rana zmieniliśmy koło w samochodzie i odkładając wizytę u wulkanizatora na później, ruszyliśmy do wioski Ohaba-Ponor, przez którą wspominana rzeka przepływa. Mieszkańcy myją w niej garnki i wylewają doń nieczystości, co nadaje wodzie specyficzny zapach i kolor, znany nam już z Pâdurea Craiului. Na szczęście im bardziej w górę rzeki, tym lepiej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Șura Mare spędziliśmy 5 godzin. Szata naciekowa i wielkie przestrzenie, w połączeniu z aqua-parkowym charakterem tej jaskini zrobiły na nas niesamowite wrażenie. Wydaje się nam, że stan wody był dosyć niski. W kilku miejscach musieliśmy przewinąć się pod obniżeniami, którym do zalania brakowało dosłownie kilku - kilkunastu centymetrów. Dobrze, że pogoda się wyklarowała, bo inaczej czulibyśmy się mało komfortowo. Dotarliśmy do syfonu, na kilka metrów przed którym powieszona była lina w górę. Bardzo kusiło, żeby po niej wejść, ale wykorzystaliśmy już do maksimum założony czas. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze tego samego dnia przemieściliśmy się na wyżynę Mehedinţi, załatwiając po drodze sprawy z wulkanizatorem przed Petroşani. Nie mieliśmy żadnej dobrej mapy, więc trochę błądziliśmy (nocą), ale ostatecznie udało się ok. 22:00 dotrzeć na polankę niedaleko systemu jaskiniowego Topolniţa. Mimo późnej pory, znaleźliśmy jeszcze energię, żeby rozpalić ognisko, usmażyć kiełbaski i otworzyć mołdawskie wino, w które Pająk zainwestował ok. 8 zł (ponoć doskonałe!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano, po wczesnej pobudce (wada formuły &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;) ruszyliśmy do otworu Prosacului, zamierzając przejść trawersem do otworu Gaura lui Ciocirde. Podobno to taki &amp;quot;klasyk&amp;quot; podziemnej Rumunii; słyszałem o &amp;quot;trawersie w rwącej rzece&amp;quot; i &amp;quot;pływaniu pontonami&amp;quot;. Cóż, być może, ale na pewno nie przy poziomie wody, jaki zastaliśmy. Raptem w kilku miejscach trzeba było płynąć żabką, na ogół szliśmy po kolana czy pas w leniwie płynącym strumieniu. Po Șura Mare ta atrakcja wydała się nam nieco przereklamowana, choć trzeba przyznać, że obydwa otwory były same w sobie imponujące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót rozpoczęliśmy mniej więcej w samo południe w niedzielę. Dotarcie do domu zajęło nam niespełna 14 godzin, przy czym Rumunię opuściliśmy dopiero ok. 17:00. Ciekawym punktem trasy był rzut oka na Dunaj w Orşovej, gdzie wyznacza on granicę między Unią Europejską a Serbią. Zastanawialiśmy się, jakie jeszcze atrakcyjne z punktu widzenia naszego hobby miejsca można odwiedzić dysponując trzema czy czterema dniami. Jest jeszcze kilka dobrych pomysłów :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 08 2011}}&lt;br /&gt;
Na rowerze górskim pokonuję trasę: Podzamcze - Gieblo - Siamoszyce - Kroczyce - Piaseczno - Karlin - Podzamcze. Wschodnia część mojej pętli wiodła żółtym szlakiem. Trasa bardzo ciekawa. Najpierw dość głęboko wciętą doliną, potem lasami aż do zalewu w Siamoszycach. Od Kroczyc już wśród białych skał. Nawierzchnia jak to na Jurze bardzo urozmaicona co przekładało się na włożony wysiłek. Fajna trasa i wrażenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie – Mnich + Pazurek| Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26-28 08 2011}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Wojtkiem w piątek, na Palenicy jesteśmy późnym wieczorem. Mimo to, że jest tak późno wysoka temperatura daje nam w kość na podejściu, pod Mnichem jesteśmy około pierwszej w nocy. Szybka drzemka (bo niecałe 4 godziny, snem nazwać nie można) i jeszcze przed świtem jesteśmy na nogach. Pogoda jest niepewna nad szczytami kłębią się ciemne chmury. Pierwszym naszym celem jest Sprężyna(VII-), do dolnych półek dochodzimy jednym długim  wyciągiem (VI),  60 metrów liny starcza nam na styk. W międzyczasie chmury znikają i zaczyna przyświecać nam słońce. Decydujemy się zrobić  następny wyciąg wariantem prostującym (VI+) co okazało się bardzo dobrym pomysłem, gdyż oferuje on zróżnicowane i ciekawe wspinanie. Kluczowy wyciąg nieco rozczarowuje, natomiast następne dwa przypominają nam nieco wspinanie w Norwegii. Na szczyt docieramy kantem południowo-zachodnim (VI), robi on niesamowite wrażenie: uboga asekuracja + brak pewnych chwytów zapewniły odpowiednią dawkę adrenaliny. Na szczycie tłok, więc szybko go opuszczamy. Teraz kierujemy się w stronę Międzymiastowej (VI+), 3 wyciągi fajnego wspinania robimy w niecałe 2 godziny, na górnych półkach jesteśmy około 16-tej. Po konsultacjach pogodowych decydujemy się na taktyczny odwrót, gdyż w nocy i w niedziele ma lać w Tatrach, ale nie na Jurze,  więc umawiamy się z Ania, Wojtkiem, Sławkiem i Bartkiem na wspin na Pazurku.  O 12-stej po odespaniu akcji w Tatrach zaczynamy działać na skałce, robimy parę fajnych długich dróg:  Drogę przez Polskę VI.1 (mocne), Wibrator dla szatynki VI.2+, Botanikt  VI+. Zbierając patenty na przepięknej  drodze Bellissima VI.2+/3 , niestety urwałem kluczową klamę na wyjściu z przewieszki, przez co droga w obecnej konfiguracji z pewnością zasługuje już na wycenę VI.3.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rassija - Bajkał |&amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Rymarczyk|7 - 27 08 2011}}&lt;br /&gt;
Przed paroma dniami szczęśliwie wróciliśmy znad Bajkału. Trzy tygodnie słońca na Syberii :) Wiele wrażeń z takiej podróży. Już samo przejechanie tych 7 tys. km pociągiem to nie lada wyzwanie... na miejscu trochę bywaliśmy w miastach (siłą rzeczy), trochę próbowaliśmy miejscowych smakołyków, kilka dni spędziliśmy w tajdze w górach, a kilka mieszkaliśmy na wyspie na plaży (w końcu to też urlop wypoczynkowy!). Trochę niedosyt gór mamy. Tyle tam pięknych pasm, w zasadzie całe przybajkale słynie z gór. A myśmy widzieli tylko niewielki fragment jednego z nich, Hamar- Dabanu......  Życie nam nieco zweryfikowało bardziej górskie zapędy. Sam Bajkał za to niezwykły! jego kolor, kamienie, piasek i woda - takiej przejrzystej i czystej nie ma nigdzie indziej! Jedząc rybę z Bajkału (omul - endemit i zarazem największy lokalny przysmak) śmiało mogliśmy powiedzieć, że jest to nasz najzdrowszy posiłek w życiu. &lt;br /&gt;
I na prawdę wygląda jak morze! Są fragmenty kiedy na dużej przestrzeni nie widać lądu tylko bezkres. Są fale, ryby i mewy. Fok nie widzieliśmy, ale przecież też tam są. Rosjanie używają prawie wyłącznie określenia 'morje'. Wszyscy się nim zachwycają: starzy, młodsi, ci trzeźwi i ci mniej.. ci ostatni są bardzo dumni gdy mogą nam je pokazać przez szybę pociągu (tak jakbyśmy go nie widzieli ;) i co chwilę pytają czy nam się podoba. &lt;br /&gt;
Problemy językowe były, ale nie takie, których nie udałoby się przeskoczyć. Głównie w kasach biletowych transportu publicznego. Życzliwych ludzi gotowych do pomocy jednak nigdy nie brakowało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Mała w Mułowej - &amp;quot;Śladami swoistego kuriozum&amp;quot;|RKG: Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; KKS: Jacek Szczygieł, Szymon Konsek, Mateusz Kaźmierczak|20 - 21 08 2011}}&lt;br /&gt;
W ramach badań prowadzonych przez Jacka, odwiedziliśmy jaskinię Małą w Mułowej. Celem było pozyskanie jak najwięcej informacji o geologii jaskini z ciągu do &amp;quot;starego&amp;quot; dna (za Łubinką, -384 m). Przez cały czas pobytu w jaskini Mały to coś mierzył, to sprawdzał jakieś azymuty czy nachylenia warstw i dyktował do zapisania skrybie. Czasem nawet objaśniał nam, niewtajemniczonym, o co chodzi. Były to niesamowite opowieści - o rzeczach, które widać gołym okiem, ale na które w życiu nie zwrócilibyśmy uwagi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oprócz zapisków geologicznych, wykonaliśmy także pomiary przestrzenne w sali Fakro używając dalmierza i palmtopa. Opisaliśmy salę chmurą 492 punktów. Może wyjdzie z tego jakiś ładny rysunek. Akcja trwała aż 11 godzin, do czego przyczyniło się głównie błądzenie (nikt z nas nie był poniżej Sali Fakro) i &amp;quot;ogólnie słaby spręż&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie – Kościelec|Dariusz Rank, Grzegorz (osoba towarzysząca)|21 08 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanawiamy wybrać się na niezbyt trudną (II/III) ale piękną widokowo wspinaczkę granią Kościelców, zaczynając standardowo od Mylnej Przełęczy. Na początek podchodzimy pod Płytę Lerskiego (II), którą po dwóch wyciągach osiągamy trawniki przez które trawersujemy na Mylną Przełęcz. Stąd „granią praojców” przechodzimy aż na Zadni Kościelec, gdzie robimy sobie dłuższy postój, parę fotek z widokiem na Kościelec i w kierunku Orlej, po czym schodzimy na Kościelcowa Przełęcz. Tu, ograniczeni godziną odjazdu ostatniego PKSu z Zakopanego decydujemy się zostawić ostatni odcinek grani prowadzący na Kościelec na przyszłość i schodzimy ścieżką zejściową na przeł. Karb.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - trawers jaskini Jasnej|Tomek Jaworski,Wojtek Sitko, Łukasz Pawlas,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|21 08 2011}}&lt;br /&gt;
Udaje się nam w ciągu jednego dnia zrobić trawers jaskini Jasnej oraz przejść całą jaskinie Zegarową. Niejako przy okazji mając jeszcze trochę czasu i sił wspinaliśmy się na okolicznych skałkach. Na największej i zarazem  najładniejszej z nich prowadzimy piękne i długie drogi: Pierwsza lewa VI.1+, Wczasowicz VI, udaje się także zrobić bulderową Kukiełkę  VI.3 i parę innych fajnych dróg.  Ze względu na brak sprzętu (kombinezonu, gumiaków, rękawic) nikogo nie udało mi się namówić na wspinanie w jaskini Jasnej. (Oczywiście dlatego, że wspinanie w jaskini bez ww. sprzętu jest nieetyczne:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Grota Niedźwiedzia i inne ciekawostki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, w Mirowie spotkałem Pająka i Olę Krzyżanowksą z synem|21 08 2011}}&lt;br /&gt;
Obchodzę ścieżką dydaktyczną Złoty Potok zwiedzając po drodze Grotę Niedźwiedzią w rezerwacie Parkowe oraz kilka innych schronisk skalnych. Potem przejeżdżam do Mirowa gdzie spotkałem w/w kol. klubowych, którzy wspinali się w skałkach m. in. w Rzędkowicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Wlk. Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|19 -20 08 2011}}&lt;br /&gt;
Nocna akcja w systemie do dna I Pięćdziesiątki. Zliczyliśmy lekki falstart z linami. Po drodze oglądamy kilka zakamarków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA - Pădurea Craiului|Michał Wyciślik, Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|13 - 15 08 2011}}&lt;br /&gt;
Wyjazd na długi weekend, pod hasłem &amp;quot;trzy dni w Rumunii&amp;quot;. Startujemy w piątek ok. godziny 20:00. Jakimś cudem udaje się nam uniknąć korka na Zakopiance. Podróż przez Poprad, Rożnavę, Miskolc, Debrecen, Oradeę aż do ''Gărda de Sus'' w górach Bihor zajmuje nam mniej więcej 12 godzin. Tam spotykamy się w sobotę rano z ekipą z SGW (pozdrowienia!) oraz poznajemy słynnego Cristiana Cibotarescu. Nie da się ukryć, że koledzy z SGW są dużo lepiej przygotowani niż my. Mają zezwolenia z parku narodowego, referencje na piśmie od lokalnych służb ratowniczych - i przede wszystkim - dobrze określony plan. Przez chwilę zastanawiamy się, czy po prostu nie dołączyć do tej bardzo dobrze zorganizowanej wycieczki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie jednak decydujemy się pójść na żywioł, robiąc użytek z materiałów które zawczasu przygotowałem. Wracamy kawałek w stronę domu, w góry ''Pădurea Craiului''. Pierwszym celem staje się ''Peştera de la Izvorul lui Gabor'', w okolicach wioski ''Cornet''. Otwór odnajdujemy bez większych problemów przy pomocy mapy i GPS. Jaskinia charakteryzuje się bogatą szatą naciekową i półsyfonami, których pokonywanie wymagało zamoczenia się aż po uszy (prześwity rzędu kilkunastu cm). Pierwszy znajduje się właściwie jeszcze w zasięgu światła dziennego, także neoprenowe stroje i akcesoria okazały się nieodzowne. Zapach wody jednoznacznie wskazywał na gospodarcze znaczenie rzek i potoków w tej okolicy. W jaskini bawiliśmy ok. 2 godzin. Kiedy się przebieraliśmy, na pogawędkę zatrzymała się przy nas babcia, która uparła się nauczyć mnie kilku słów po Rumuńsku. Po kilkunastu minutach udało się nam nawet ustalić gdzie tu w okolicy można by się wykąpać i czyją kobietą jest Ola. Noc z soboty na niedzielę spędzamy na polance nieopodal miejscowości ''Varciorog''. Wykąpać się nie udało, gdyż w naszej ocenie rzeka rekomendowana przez miejscowych nie spełniała standardów unijnych. Psa bym tam nie wykąpał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia ruszamy do systemu ''Țiclu - Stan''. Tu orientacja okazała się sprawą niebanalną. Dopiero trzeci, znaleziony w okolicy otwór faktycznie wyglądał na ''Peşterę de Sub Stan''. Aby dojść do ciągu głównego, musieliśmy wejść po drabinie i chwilę szukać drogi, która okazała się prowadzić przez ciasny przełaz pomiędzy naciekami. Wewnątrz, ten obiekt był dosyć podobny do ''Izvorul lui Gabor'' - brązowa ciecz wypełniająca jaskinię na ogół sięgała łydek czy kolan, ale momentami trzeba było się w niej położyć. Odpuściliśmy, kiedy dotarliśmy do miejsca w którym było ok. 10 cm prześwitu na odcinku 4 m. Może gdyby ktoś czekał na nas na powierzchni... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po rozważeniu wielu różnych opcji, konsultacjach z Tadkiem i zjedzeniu lodów, na dalszą część soboty przenieśliśmy się do miejscowości Remeți. Tam chcieliśmy odwiedzić ''Peşterę cu Apă din Dealul Lelii''. Mimo tego, że otwór był zlokalizowany w środku lasu, na zboczu wzgórza, trafiliśmy bezbłędnie. Jaskinia została odkryta podczas drążenia sztolni. Istotnie w sali wstępnej Michał rozpoznaje wiertło górnicze. Aby dostać się do głównego ciągu, musieliśmy zjechać ok. 40 m bardzo kruchą, acz dosyć obszerną studnią. Było to bardzo nieprzyjemne - trudno było uniknąć zrzucania sobie na głowy zaschniętego błota. Na dodatek, spity, delikatnie rzecz ujmując, nie były wbite pod poręczowanie liną 9 mm. Po zjechaniu &amp;quot;zlotówki&amp;quot; niektórzy z nas byli skłonni uważać ten obiekt za &amp;quot;najgorszy&amp;quot; z dotychczas odwiedzonych. Szybkie rozeznanie poziomego piętra, do którego dotarliśmy, ujawniło jednak, że jaskinia jest bardzo ładna. Przeszliśmy m.in. przez dwa, różne w swoim charakterze aktywne ciągi wodne. Z czystym sumieniem można powiedzieć, że była to woda - tym razem ciecz przezroczysta i bez zapachu! Sporą atrakcją było też nagłe wyjście jednym z bocznych korytarzy wprost do ... starej kopalni. Stemple, wiertła, tory, szyby... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczór spędzamy w dolinie ''Dâicii'', przy wyjątkowo czystym potoku (w jego górnym biegu działała hodowla pstrągów). Uruchamiamy ognisko. Następnego dnia pierzemy sprzęt i szybko jeszcze wybieramy się do ''Peştery cu Apă din Valea Leşului''. Ustaliliśmy zawczasu, że nie będziemy w tej jaskini obijać kolan i &amp;quot;ciorać się&amp;quot;. Z tym założeniem udało się nam przejść 300, może 400 metrów wzdłuż ładnego i czystego ciągu wodnego. Zgodnie z planem, wycofaliśmy się kiedy tylko pojawiły się pierwsze nieprzyjemności (obejście syfonu przez partie z błotem). Sprawnie spakowaliśmy samochód i około 13:00 ruszyliśmy do domu. Podróż powrotna, z półtoragodzinną przerwą obiadową w Debrecenie potrwała do ok. 2 am.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, przez cały nasz pobyt towarzyszyła nam doskonała pogoda i bardzo dobra atmosfera. Wcale się nie spiesząc, w dwa i pół dnia zdołaliśmy być w czterech całkiem sensownych jaskiniach. Mimo dalekiego dojazdu, był to bardzo dobrze spędzony długi weekend. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Nasz wyjazd sponsorowali: Tadek Szmatłoch i Google Tłumacz. Dzięki! Bez Waszych wskazówek, nie znając ani słowa po rumuńsku, na pewno byśmy sobie na miejscu nie poradzili.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Polska wschodnia - od Bieszczad do Gór Sudawskich|Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|3 - 13 08 2011}}&lt;br /&gt;
Celem naszej „wyprawy” były wschodnie tereny Polski czyli tzw. „ściana wschodnia” od trójstyku południowego (Polska, Słowacja, Ukraina) do północnego (Polska, Litwa, Rosja). W trakcie naszego wyjazdu w Bieszczadach wyszliśmy na Rawki i Kremenaros (trójstyk), zdobyliśmy Tarnicę i Halicz a także dotarliśmy do najdalej na południe wysuniętego i dostępnego turystycznie punktu Polski – źródła Sanu (do Opołonka jest nie daleko ale trudno o zezwolenie). W dalszej kolejności jechaliśmy na północ trzymając się bardzo blisko wschodniej granicy. W Zosinie osiągliśmy najdalej na wschód wysunięty punkt Polski a dalej wzdłuż Bugu do Chełma. Tu zwiedziliśmy podziemia kredowe. Bardzo ciekawy system dawnych wyrobisk górniczych gdzie przez wieki miejscowa ludność wydobywała kredę. Na odcinku Sławetycze – Jabłeczna dokonaliśmy spływu kajakowego po granicznym tu z Białorusią odcinkiem Bugu. Ponieważ prawie cała wschodnia granica Polski jest jednocześnie wschodnią granicą Uni to straż graniczna często krąży po okolicy a spływ Bugiem trzeba odpowiednio wcześniej zgłosić. Na całej trasie mnóstwo starych cerkwi, kościołów a nawet 2 meczety. Zwiedzamy ten w Kruszynianach. Po puszczy Białowieskiej robimy sobie wycieczkę rowerową. Ten park narodowy raczej polecał bym koneserom roślin. Na północy Suwalszczyzny docieramy do gór Sudawskich. Może słowo góry to za wielka nazwa ale wzgórza morenowe mogą zaskakiwać w tym rejonie stromością niektórych zboczy. Tu także robimy wycieczki rowerowe przez te „góry” oraz wokół jeziora Wiżajny. Tu jest kres Polski. Oficjalnie kończymy wyprawę w Wiszyńcu przy styku granic Polski, Litwy i Rosji (Obwodu Kaliningradzkiego). Do domu wracamy przez Mazury i centralną Polskę. Reasumując – był to całkiem fajny wyjazd. Poruszaliśmy się drogami o znikomym ruchu, wczuliśmy się w senny i powolny klimat życia nadbużańskich i podlaskich wsi. Uważam ten wyjazd za bardzo ciekawy. Tereny te nie są jeszcze skażone komercją w takim stopniu jak na zachodzie a dla nas swój sposób egzotyczne. Chyba niegdzie indziej jak tu można choćby po zabytkach architektury zaobserwować przenikanie się kultur i religii a historia kresów należy do bardzo ciekawych pod każdym względem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FKresy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kaszuby – kajaki i windsurfing|Łukasz Pawlas, Ala Kucharska |1-8 08 2011}}&lt;br /&gt;
Nie wytrzymując beznadziejnej pogody na Śląsku ruszamy na północ. Zatrzymujemy się po drodze w Szwajcarii Kaszubskiej, gdzie wypożyczamy kajak i spływamy rzekę Radunię. Szlak dzielimy na dwa dni. Pierwszego dnia zaczynamy jeziorami i dalej kawałek rzeką o spokojnym nurcie i pięknymi widokami. Drugi dzień to już nie przelewki: rzeka płynie wąwozem o stromych ścianach, wysokich do ok. 30m, dodatkowo jest to rezerwat więc zwalonych drzew jest całe mnóstwo. Rzeka na tym odcinku znacznie przyspiesza (w przewodnikach charakteryzują ten odcinek jako rzekę górską!), co znacznie utrudnia przeprawę. Generalnie więcej siedzi się w wodzie i przerzuca kajak przez zwalone drzewa niż płynie się kajakiem. Spływ, doszczętnie zmęczeni (zmęczenie ośmielę się porównać do zmęczenia po akcji w tatrzańskiej jaskini) kończymy w Żukowie. Kolejny dzień spędzamy jeszcze nad jeziorami, a następnie dzień odpoczynku-zwiedzamy Gdańsk. Z Gdańska ruszamy nad zatokę Pucką gdzie zostajemy już do końca i powiększamy zwyrodnienie stawów łokciowych przez nieustanne serfowanie na deskach, a trzeba przyznać, że w tym sezonie wiatr nam dopisywał. Kaszuby polecam, szczególnie na rowery i kajaki. Tamtejsze szlaki rowerowe są bardzo podobne do szlaków beskidzkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie – Mnich|Dariusz Rank, Tomek, Piotrek, Krzysiek (osoby towarzyszące)|7 08 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla mnie to rewanż na Mnichu, choć w innej ekipie Dwa tygodnie temu pogoda pokrzyżowała plany, tym razem wg. prognoz do południa ma być ładnie. Z rana nad Mięguszami wisi trochę ciemniejszych chmur, ale póki co nie jest źle. Trzeba próbować. Na początku z Tomkiem wbijamy się w wariant Skierskiego, którym idziemy do pierwszego stanu. Potem trawers półkami pod płytą do drogi klasycznej i dalej już nią aż na wierzchołek. Trawersem pod płyta wg. Mastertopo nie prowadziła żadna droga, więc można by powiedzieć, że zrobiliśmy dziewiczy kawałek ściany :P ale z racji tego, że to jednak Mnich a w dodatku trawers jak na mój gust nie miał więcej niż I może II w skali tatrzańskiej to pewnie był jednak robiony wiele razy tylko nie został odnotowany w toposach. Piotrek z Krzysiem robią w tym czasie Wacława. Pogoda jak na tatry idealna. Utrzymała się cały dzień, nie padało a temperatura na wspin w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Dolinie Będkowskiej|Ania Bil,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|6 - 7 08 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie docieramy pod Dupę Słonia, z wielkim zapałem zaczynamy przystawiać się do klasyków rejonu. Niestety pogoda nie daje nam dużych szans na sukces, w takiej temperaturze ciężko  w naszym wapieniu o dobry wynik. Do końca dnia jedynie zbieramy patenty.  Znając prognozę na niedzielę (upał) ustalamy, że wstajemy wcześnie rano, aby wykorzystać nieco niższą temperaturę. Mimo tak wielkiej determinacji (pod skałami  byliśmy pierwsi o godzinie 8.15!!!:) udaje się poprowadzić jedynie Prawy Meningitis VI.2+/3, resztę musimy odłożyć na później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - Hoher Göll 2011|WKTJ: Norbert Skowroński, Marcin Gorzelańczyk, Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Piotr Graczyk, Bogdan Guzik, Paulina Piechowiak, Wojciech Hołysz, Anna Lipko, Grzegorz Sokół, Amadeusz Lisiecki, Paweł Król, Waldemar Krzysztof; AKG AGH: Marcin Pruc, Patrycjusz Nowik; KKS: Szymon Konsek, Jacek Szczygieł, Miłosz Dryjański; SGW: Przemysław Skowroński; KKTJ: Jakub Nowak; RKG: Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (kierownik wyprawy)|1 - 30 07 2011}}&lt;br /&gt;
Dobiegła końca wyprawa eksploracyjna WKTJ w Hoher Göll. Powoli rozpakowujemy plecaki, przebieramy zdjęcia, przeliczamy pomiary.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co, dostępna jest [http://pza.org.pl/news.acs?id=848754 Relacja na stronie PZA].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tatry, Słowacja|&amp;lt;u&amp;gt;Pacyfa&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby dochodzące:)|25 - 29 07 2011}}&lt;br /&gt;
Kilkudniowy, deszczowy wypad regeneracyjny w taterki. Odkryłam, że chodzenie w deszczu też może być przyjemne, że nawet z mokrego da się conieco rozpalić, że noc z niedźwiedziami nie jest taka straszna, jeśli ma się przy sobie kelta, i że latem Tatry Słowackie to jedyna słuszna opcja. Pierwszy nocleg na taborisku w Dolinie Białej Wody, przejście przez Dolinę Litworową i Polski Grzebień, zejście nad Wielickie Pleso do obiektu niegodnego wzmianki, potem kawałek magistralą do Przełęczy pod Ostrvą, liźnięcie Doliny Mięguszowieckiej w drodze do Chatki pod Rysami (w miejsce umówionego spotkania z krajanami:). Wspólne zejście tą samą trasą, skręt w stronę Wielkiego Hińczowego Plesa i wejście na Koprowski. Zejście Dolinką Hlińską, podejście na Zavory i przelot na chmurce do Piątki. Ot. Pięknie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie – Mnich|Dariusz Rank, Michał i Michał (osoby towarzyszące)|23 - 24 07 2011}}&lt;br /&gt;
Już tradycyjnie w tym sezonie pogoda pokazuje pazury i krzyżuje nam plany. W niedzielę z rana co prawda nie pada, ale nad głowami wiszą czarne chmury. Zanim jednak zdążyliśmy coś zjeść i wyruszyć z taboru deszcz przypomniał o sobie. Celem miała być klasyczna na Mnichu, ale w związku z ciągle utrzymująca się mżawką zmieniamy plany na najłatwiejszą możliwa drogę – przez płytę. Dochodzimy ścieżką przez Ministranta i fragmentem Robakiewicza na górne półki pod właściwa drogę, a właściwie Michał dochodzi a ja asekuruję go ze stanowiska poniżej. Tu miała nastąpić właściwa „wspinaczka” a nastąpił odwrót, bo płyta okazała się zbyt mokra i śliska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Podzamczu|Ania Bil,Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|23 07 2011}}&lt;br /&gt;
Nadszedł czas zemsty: Ania uporała się z drogą: Policjanci to palanci VI.1+ w drugiej próbie, a ja wymęczyłem wreszcie Ani gniady nie da rady VI.3+/4 w trzeciej próbie tego dnia (w – nastej w ogóle). Wojtek tymczasem poprowadził 2xVI.1+ OS, czym jedynie potwierdził swoją teorię, że wszystkie drogi powyżej VI.1 są parametryczne(wyjątki potwierdzające regułę).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach - Jasny Awen|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|23 07 2011}}&lt;br /&gt;
Rzadko uczęszczany fragment systemu Wielkiej Śnieżnej był celem naszej szybkiej akcji. Tym razem zatrzymał nasz zacisk Maridi (?). Poszukiwanie punktów i w efekcie zjazd drugą studnią z zardzewiałego spita (trudności z przykręceniem plakietki). Potem kawałek wspinaczki i zacisk, który jak dla mnie raczej trudny do pokonania. Stąd się wycofujemy a i tak całość zajmuje nam 3 godziny. W dziurze generalnie improwizacja, warto dobić spity.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, Piotr Pawlas|17 07 2011}}&lt;br /&gt;
Korzystając z sobotniego okna pogodowego przechodzimy szlak Orlej Perci w całości, a nawet więcej bo od Kasprowego do schroniska w Pięciu Stawach. Okno pogodowe okazało się na tyle „korzystne”, że na następny dzień wyglądaliśmy jak buraki (płaty skóry do zobaczeniu na wystawie w klubie). Na całym szlaku turystów nie za wielu, a za Kozim Wierchem praktycznie pusto. Generalnie wyjazd udany bo warto raz na jakiś czas przypomnieć sobie jak się chodzi po górach z plecakiem lżejszym niż ciężar swoich grzechów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach - wypad na Wołowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Paweł Szołtysik, osoby tow.: Helena K., Ewa B.|17 07 2011}}&lt;br /&gt;
Z Zwerowki idziemy pustą doliną Łataną, dalej przełęcz Zabrat - Rakoń - Wołowiec (2045). Wszędzie dominuje zieleń. Zejście z Zabratu do doliny Rochackiej. Przepiękna pogoda, wspaniałe widoki i nawet nie dużo ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najlepiej wszystko obrazują zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FWolowec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Podzamczu|Ania Bil,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|16-17 07 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długiej przerwie od wspinania w wapieniu nie mogłem się doczekać, aby znów poczuć polskie mydełko, bo ileż można się wspinać w zacięciach i rysach, no i te nieznośne tarcie w tym granicie:). Wybór padł na Podzamcze, gdyż miałem tam rachunki do wyrównania (Ani gniady nie da rady), niestety okazało się, że forma była daleka od tej z przed wyjazdu do Norwegii. Mimo 2 dni wstawek droga nie puściła, trzykrotnie odpadałem na ostatnim ruchu!!!  Ania również walczyła dzielnie na swoim projekcie, ale niestety też nie udało się go poprowadzić.  Na otarcie łez udało się zrobić: Godzina W, Belladonna,  Hot Rats, 997, Żywcem się Okocim, Policjanci to palanci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Lofoty - Wspinaczka|Mateusz Górowski, Karol Jagoda, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|30 06 - 14 07 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dziale Wyprawy pojawiła się, nie wiadomo skąd, długa i nudna (bo mojego autorstwa) relacja z naszego wyjazdu na Lofoty. Polecam jako środek nasenny, bądź równoważnik tępego gapienia się w sufit podczas kolejnego tygodnia opadów ciągłych :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pogórze Ciężkowickie - spotkanie eksploratorów jaskiń beskidzkich|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Rudoll (Rudi) oraz grotołazi z Speleoklubu Beskidzkiego z Dębicy: Dorota Cichowska, Tomasz Mleczek,  Michał Klimek , Monika Klimek, Bogdan Szatkowski, Jerzy Marszałek, Małgorzata Marszałek, Kamila Marszałek, Tomasz Kałuża, Tomasz Lechowski, Monika Lechowska , Adam Klimek, Bartosz Lechowski (os. tow), Kinga Lechowska (os. tow), Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego: Michał Zatorski, Speleoklub Bielsko Biała: Beata Michalska-Kasperkiewicz, Paweł Kasperkiewicz, Błażej Nikiel, Filip Nikiel (os. tow.), Jerzy Pukowski, Jerzy Ganszer |9 - 10 07 2011}}&lt;br /&gt;
Koledzy z Speleoklubu Beskidzkiego zorganizowali kolejne spotkanie. W sobotę razem zwiedzamy Skamieniałe Miasto oraz Diable Boisko. Wieczorem udajemy się do uroczego Bukowca. Gwoździem programu była akcja w jaskini Diabla Dziura. Ma ona 42 m głębokości i 365 m długości. Jaskinia rozbudowana jest na pionowych szczelinach. Przy zwiedzaniu wskazana lina. Ponieważ oprowadzali nas eksploratorzy tej jaskini (&amp;quot;znali każdy kamień&amp;quot;) część grupy pokonuje całą dziurę obejściami bez liny. W każdym razie jaskinia godna. W nocy ognisko. Śpimy w namiotach w uroczym miejscu na polanie za starym kościółkiem w Bukowcu. W niedzielę jedziemy do Rożnowa gdzie niezłym wyzwaniem była jaskinia Szkieletowa. Otwór w ścianie więc aby się tam dostać musimy zjeżdżać na linie. W samej dziurze pionowa, wąska szczelina ok. 7 m głębokości. W dół nieźle za to w górę trzeba było się sprężać. Z otworu zjeżdżamy na linie do podstawy ściany. Potem większość zażywa kąpieli w pobliskim jeziorze Rożnowskim. Bardzo fajny wyjazd, wesoła atmosfera. Podziękowania dla Tomka Mleczka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FDiabla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Oravske Beskydy - spacer na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk|2 07 2011}}&lt;br /&gt;
Opis wieczorem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - spacery|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|25 - 26 06 2011}}&lt;br /&gt;
Nie było czasu na porządny obiad, więc w sobotę o godzinie 15:30 odebraliśmy pizzę z &amp;quot;Drewnianego Bociana&amp;quot; i spożyliśmy ją niezdrowo po drodze do Wyżnich Hagów. Dzięki korzystnej porze roku (długi dzień) i dzięki zapakowaniu plecaków zgodnie z ideą &amp;quot;light and fast&amp;quot;, udało się nam jeszcze przed zmrokiem dotrzeć do Batyżowieckiego Stawu. U jego północnego brzegu odnaleźliśmy kolibę, z której korzystałem rok temu. Pogoda była dosyć niestabilna, co chyba było przyczyną dla której mieliśmy całą dolinę dla siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazało się, że w naszych podejrzanie lekkich plecakach znalazło się jednak wszystko czego potrzeba, żeby miło spędzić noc pod kamieniem. Jedyne co można by poprawić to grubość karimatek - w sumie izolowały dobrze (na oko było ok. 5 st.), ale czuć było przez nie nierówności podłoża. Rano obudziło nas słońce. Chmury podniosły się o kilkaset metrów, ujawniając ok. 3 - 5 centymetrową pokrywę śniegu od wys. ok. 2000 m. Nasz cel - Gierlach - był stosunkowo słabo widoczny. W trakcie śniadania zaobserwowaliśmy grupkę Słowaków dziarsko zmierzających do Batyżowieckiego Żlebu. Zarazili nas swoim optymistycznym podejściem, więc spakowaliśmy się jak gdyby nigdy nic i ruszyliśmy po ich śladach, na wszelki wypadek konfrontując co kilkaset kroków ich pomysł na wejście na szczyt z opisem klasyka (Witolda H. P.). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po około 150 m pionu, idąc &amp;quot;rynną tą (do jej rozwidlenia lewą odnogą) w górę z odchyleniem w lewo&amp;quot;, doszliśmy jednak do wniosku że cel nie jest dobrze dobrany do warunków. Cienka warstwa mokrego śniegu na eksponowanych płytach po prostu pachniała śmiercią. Wobec tego podjęliśmy decyzję o wycofie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalszą część dnia spędziliśmy na spacerze magistralą w kierunku Doliny Mięguszowieckiej - do Przełęczy pod Osterwą. Żeby mimo wszystko trochę się zmęczyć, zdecydowaliśmy się na zejście stamtąd przez Dolinę Wielkiej Huczawy. Z dala widzieliśmy zakosy, oznaczone zresztą dobrze na mapie. Niestety nie udało się w nie trafić. Nawet amerykańska, wojskowa technika satelitarna okazała się bezsilna wobec morza kosówki, przez które brnęliśmy przez następne dwie i pół godziny... Takie ćwiczenie zresztą w ogóle mogłoby się znaleźć w programie szkolenia sił specjalnych armii USA. Na szczęście z grubsza nie padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydawało się nam, że po zejściu do drogi i zjedzeniu obiadu bazującego na specjałach kuchni regionalnej (mmm!), możemy już odetchnać z ulgą. Jednak prawdziwe niebezpieczeństwa czyhały na nas dopiero na trasie Nowy Targ - Katowice. Musieliśmy uważać na rajdowców (ścinanie zakrętów przy dużej prędkości z naprzeciwka) i mafię gubiącą pościg Policji (przecinanie dwóch pasów w celu dotarcia do zjazdu który już zniknął w lusterku). Również im nie udało się nas zabić, choć muszę przyznać, że przez moment wstrząsnęli moim poczuciem nieśmiertelności nawet bardziej niż przepaści pod Gierlachem i mięsożerna kosodrzewina. Z duszą na ramieniu, o godzinie 20:30 udało się nam osiągnąć dom. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie – wspin i trekking|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotrek (os. towarzysząca)|23-26 06 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wyjazdem sprawdzam prognozy pogody. Nie zapowiadają się najlepiej, ale co portal to nieco inna wersja pogody, więc ostatecznie zapada decyzja o wyjeździe. Pakujemy szpej i w czwartek po południu meldujemy się w Murowańcu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątkowy poranek nie napawa optymizmem. W nocy padało, choć teraz tylko mgła. Dajemy pogodzie trochę czasu na określenie się, i późnym przedpołudniem już w promieniach słońca ruszamy na Zamarłą. Płytowe formacje i południowa ekspozycja pozwalają sądzić, że warunki będą znośne. Podchodzimy pod ścianę, jest praktycznie sucha. Na Lewych Wrześniakach (V) nie ma żadnego zespołu więc decydujemy się zaatakować. Pod drogą zalega duży płat starego śniegu więc obieramy sprytną strategię wbicia się w ścianę na lewo od oryginalnego przebiegu drogi i przetrawersowania ponad płatem śniegu na prawo, do jej właściwej linii. Dochodzimy do pierwszego stanu, gdzie grad wielkości groszku zmusza nas do wycofu ze ściany. Żeby wynagrodzić sobie niedosyt wspinu chowamy plecak w kolebie pod ścianą i na lekko udajemy się na szarlotkę do schroniska w „Piątce” :D&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotę spędzamy na kiblowaniu w betlejemce, wpatrywaniu się w padający na Hali deszcz i bielejące od padającego śniegu wyższe szczyty, przeglądaniu topo, podpatrywaniu kursantów podczas ćwiczeń technik linowych, jedzeniu i picu :p&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę budzi nas słońce, choć w wyższych partiach ciągle leży gdzie niegdzie trochę śniegu. Wstajemy czym prędzej, wpisujemy się do książki wyjść i ruszamy w kierunku Granatów. Udaje się zrobić całe środkowe żeberko, choć woda z topniejącego śniegu w zacięciu Kusiona (V-) zmusza mnie do przeazerowania i zadania z ekspresa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - wycieczka topograficzna|RKG: Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz; KKTJ: Ewa Wójcik, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski, Paweł (os. tow.)|23 06 2011}}&lt;br /&gt;
Odbyliśmy wycieczkę topograficzną do doliny tatrzańskiej. W dolnie tatrzańskiej zwiedziliśmy m.in. dwie niewielkie jaskinie tatrzańskie. Ta druga była bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Podzamczu|Ania Bil, Wojtek Sitko, Bartek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|19 06 2011}}&lt;br /&gt;
Mimo niepewnej pogody decydujemy się na wyjazd na Góre Birów. Na miejscu spotykamy kolegów speleologów z Dąbrowy Górniczej, którzy organizowali wyjazd kursowy. Po rozgrzewkowej drodze wstawiłem się w Czarną wdowę VI.4. Udało mi się ją  poprowadzić już w 2 próbie i tym samym ustalić swój nowy rekord:). Choć zbieranie patentów w 1 próbie trwało jakieś 30min, asekurujący mnie Wojtek wykazał się wielką cierpliwością i wytrzymałością (nie zasnął, przynajmniej ja o tym nic nie wiem). Spotkaliśmy także Dariusza Ranka, który polecił nam parę fajnych, długich dróg. Kończymy wspin równo z nadejściem burzy, co ostatnio staje się  normą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Małą Panwią|&amp;lt;u&amp;gt;Damian  Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch, Basia Szmatłoch, Tadek Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Artur Szmatłoch z os.tow., Tomek Szmatłoch z Wiolettą (os.tow.), Henryk Tomanek, Bianka Fulde-Witman, Janusz Dolibog, Wojtciech Orszulik, Ewa Orszulik, Adam Tomanek z Manuelą (os. tow.), Zygmunt Zbirenda (towarzyszył nam z lądu) |17 - 19 06 2011}}&lt;br /&gt;
Część ekipy jedzie już w piątek wieczorem wyszukując przy okazji miejsce biwaku. W sobotę rano spotykamy się w stanicy wodnej w Krupskim Młynie skąd rozpoczynamy spływ. Ten odcinek rzeki obfituje w różne terenowe przeszkody w postaci zwalonych drzew, płycizn, kamieni. Na rzece spotykamy 2 załogi z kolegami z TKTJ. Biwak mamy przy progu wodnym w Żędowicach. Fajny wieczór przy ognisku. Rano zwiedzamy pobliski młyn. Przez Zawadzkie płyniemy szerszą już i łatwiejszą rzeką do Kolonowskiego. Rzeka wije się przez lasy a po drodze mamy 2 krótkie przenoski progów wodnych. W końcu finiszujemy przy moście w Kolonowskim gdzie kończymy spływ. W sam raz bo kilku minutach przyszła burza ale my już byliśmy przy autach. Niektóre osoby były pierwszy raz i na pewno nabyły nowych doświadczeń. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2011/Splyw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Śnieżna|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Ewa Wójcik, Michał Ciszewski; TKTJ: Tomasz Chojnacki|18 06 2011}}&lt;br /&gt;
Dotarliśmy od otworu Nadkotlin do najniższego punktu systemu do którego można dotrzeć bez nurkowania (Syfon Dziadka, -754). Dzięki uprzejmości kolegów ze Speleoklubu Olkusz oraz Sekcji Grotołazów Wrocław, nie musieliśmy poręczować i w worach generalnie  mieliśmy tylko krótkie kawałki lin &amp;quot;na wszelki wypadek&amp;quot; (dzięki!). Mimo to, akcja zajęła niespełna 12 godzin. Błądziliśmy na połączeniu Nadkotlin ze Śnieżną oraz później w Błotnych Łaźniach; długo zajęło także wychodzenie &amp;quot;Setki&amp;quot; po jednej osobie. Kiedy wyszliśmy z jaskini (godz. 22:00), na zewnątrz zastaliśmy dosyć słabe warunki (zmrok + deszcz i mgła). Trochę utrudniło nam to powrót. Szczęśliwie jednak dzięki doświadczeniu kolegów wspomaganemu amerykańską technologią satelitarną, udało się nam bezpiecznie zejść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Podufała Baszta|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|12 06 2011}}&lt;br /&gt;
Z Tatranskych Zrubów podchodzimy do Doliny Wielickiej - do Śląskiego Domu i dalej, do Wielickiego Ogrodu. Stamtąd kierujemy się na Podufałą Basztę - turnię o wysokości ok. 2285 mnpm, znajdującą się poniżej Granatów Wielickich. Wchodzimy na Basztę tak z grubsza filarem (wg Słowaków IV+, cztery wyciągi). Był to dosyć dobry cel na rozpoczęcie sezonu w Tatrach. Pogoda słoneczna, ale wspinaczkę utrudniał intensywny wiatr, przez który było nam naprawdę bardzo zimno (zwłaszcza w ręce). Ludzi w górnym piętrze doliny brak, w końcu jeszcze nie wolno tam chodzić. Wspinaczy nie odnotowaliśmy. Wyjazd kończymy kuchnią regionalną. Tym razem jednak słabo trafiliśmy - rosół z czosnkiem to jeszcze nie czesnaczka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pływanie w Bałtyku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk oraz Kasia M. (os. tow.)|11 06 2011}}&lt;br /&gt;
Woda rześka... acz cieplejsza niż w jaskini, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że do pływania się nadaje. Styl pływacki - niezidentyfikowany, lekka hipotermia po niespełna 3 minutowej kąpieli ustępuje jednak dosyć szybko. Samych jaskiń w okolicy nie było - jeno podziemne korytarze piaskowych zamków. Poza tym słońce, plaża, błękit nieba, morska bryza... ;-) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Helena K. (os. tow.)|11 06 2011}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Krowiarki płajem a potem Percią Akademicką na szczyt Diablaka (1725). Zejście granią przez Sokolicę. Pogoda w miarę dobra. U góry oczywiście chłodno i wietrznie a szliśmy &amp;quot;skąpo&amp;quot; ubrani jako ludzie hartu ducha i ciała. Cały czas górskie klimaty czyli zapach kosówki i wiatru. Wycieczkę kończymy w karczmie &amp;quot;Koliba&amp;quot; w Zawoji na szarlotce z lodami. Powrót do domu w wesołych nastrojach przy akompaniamentach muzyki głównie lat siedemdziesiątych. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice - wspin i slaczenie|Dariusz Rank, osoby tow.|3-5 06 2011}}&lt;br /&gt;
W niedzielę odwiedzamy obitą pod koniec zeszłego sezony skałę podlesicką – Aptekę. Skała jeszcze nie wyślizgana, drogi długie, ciekawe. Niestety akurat na Aptece zadomowiła się też spora grupa osób z klubu sportów ekstremalnych „On Sight” więc wybór dróg mamy nieco ograniczony. Ostatecznie naszym łupem padają: Anakolut (V+), Fizyk (V+). Potem przenosimy się na mniej obleganą turnię motocyklistów gdzie walczymy początkowo z VI.1 (Ku Słońcu) a później z zaklinowaną na tej drodze liną. W międzyczasie próbujemy swoich sił w slackliningu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Przełom Białki - wspinanie|Damian Żmuda, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 06 2011}}&lt;br /&gt;
Tatry –śniegu już nie ma, więc najwyższy czas rozpocząć sezon! Po długiej debacie z Damianem o wyższości icmu nad innymi prognozami pogody, dochodzimy do trudnego  kompromisu: w sobotę wspinamy się  na przełomie Białki i obserwujemy pogodę w Tatrach,  w niedzielę jak pogoda pozwoli  to wybierzemy się na Mnicha. W ostatniej chwili Łukasz decyduje się jechać z nami, co było dla nas niezmiernie wygodne,  gdyż pełnił on funkcje kustosza rejonu (wspinał się tam już 2 razy). W piątek docieramy na miejsce i szybko zaczynamy wizualizować drogi jakie zrobimy w sobotę.  Skały okazują się być bardzo ciekawe, przewieszone i lekko patenciarskie. Za namową kustosza wstawiamy się w piękną drogę Telewizor,  potem  jakby z rozpędu udaje się poprowadzić Bóg Honor Okocim i jeszcze parę innych fajnych dróg. Pogoda z icmu niestety się sprawdza,  więc bez większego żalu odpuszczamy sobie wycieczkę bryczką nad Morskie Oko i zostajemy na niedzielę w skałkach.  Niestety nawet tu nie byliśmy bezpieczni , burza uderzyła około 13-tej i wybiła nam z głowy dalsze wspinanie, czekała nas jeszcze emocjonująca  przeprawa przez wezbraną Białkę, obyło się bez większych strat nie licząc mojej magnezji , z której  powstało mleczko magnezjowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry|Grupa wędrowna: Aleksandra Golicz, Małgorzata Strach (os. tow.); grupa jaskiniowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|5 06 2011}}&lt;br /&gt;
Wyjście do jaskini Marmurowej w formule &amp;quot;light and fast&amp;quot;. Liny &amp;quot;9&amp;quot;, Marek bez kaloszy, ja bez kurtki itd. Czas jakim dysponowaliśmy i zabrany sprzęt pozwoliły na dotarcie raptem do dna Studni Kandydata (niecałe -100). Razem z podejściem i powrotem zajęło nam to 5h 40min. Udało się nam podejść na sucho, ale w jaskini było już dosyć dużo wody. Na zejściu dopadła nas regularna zlewa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym samym czasie Ola z mamą odbyły spacer do Czarnego Stawu pod Rysami. Sezon powoli się zaczyna, chociaż nie było jeszcze dzikich tłumów. Dziewczynom udało się przez cały dzień być akurat w tych miejscach, gdzie chwilowo nie padało. Dzień kończymy w trójkę obiadem, tym razem bazującym na potrawach dosyć odległych od kuchni regionalnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - MTB|Damian Szołtysik|5 06 2011}}&lt;br /&gt;
Start z Ostrego doliną. Stokową drogą w miarę wygodnie do jej końca. Potem na przełaj na Magurę Radziechowską a dalej na Magurkę Wiślańską (1140), Zielony Kopiec (1154). Wokół krążyły burzowe chmury, jedna mnie nawet zmoczyła. Żółtym szlakiem uciekam w dół przed kolejną czarną chmurą. Zjazd kamienistym traktem był dość wymagający. Szczęśliwie docieram do auta w Ostrym. Zlewa nadeszła jak już jechałem do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Mont Gelas 3131 m (najwyższy szczyt Alpes Maritimes)|&amp;lt;u&amp;gt;Kasia Jasińska&amp;lt;/u&amp;gt;, Maciej Dziurka|06.2011}}&lt;br /&gt;
Sezon alpejski tego roku zaczął się dla mnie wyjątkowo wcześnie, chyba już  w zasadzie w marcu. Koledzy z pracy nie bardzo ogarniali, dlaczego przepiękne Lazurowe w ogóle nas nie zachwyca (o przepraszam, na całe 4 m-ce pobytu w Nicei kąpaliśmy się aż raz!) a dla odmiany nie możemy oderwać wzroku od lśniących bielą szczytów  ''Alpes Maritimes''. Nie potrafiliśmy tego wyjaśnić, więc uznano że mamy niewłaściwie skonfigurowane błędniki. Jak przystało na rasowych ''cordistes'' (''*linowiec'' w tłumaczeniu wolnym) poczytaliśmy sobie tę zniewagę za komplement i z zapałem graniczącym z obłędem penetrowaliśmy nasze nowe nicejskie podwórko. Na dzień dobry wykończyliśmy wszystkie godne uwagi Via Ferraty (''L’Escale'' w ''Peille'', ''Les Demoiselles du Castagnet'', ''Baus de la Frema'', ''Ciappea'', ''Canyons de Lantosque'' i inne). Wzdłuż i wszerz przemierzyliśmy rowerami ''Col de Vence'', licząc że spotkamy to UFO , o którym tyle się tu mówi i przy okazji testując moje kolano na rekonwalescencji (dobrze, że mój ortopeda tego nie oglądał hehe, bo by mnie zabił ups).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już po tygodniu od zainstalowania się na południu Francji przestaliśmy śledzić prognozę pogody. Słońce (o rozpaczy!) z nielicznymi wyjątkami, które traktuje się tu bardziej jak anomalię, niż błogosławieństwo, świeci prawie ZAWSZE, z naciskiem na ZAWSZE! Po miesiącu zazdrościliśmy Wam wszystkim w kraju i w Europie, których spaprało, zmoczyło, którym zalało skały (naszych nie dało się dotknąć), których dopadła burza, tudzież otarli się o hipotermię z powodu zimna lub kąpieli w północnych morzach „stalowej barwy” itd. itd. Jednoczyliśmy się z Wami w bólu, acz zjawisko deszczu stało się nam odległe i zupełnie abstrakcyjne. Morze miało kolor najszczerszego turkusu, niebo n i e w y o b r a ż a l n ą przejrzystość. Daremnie wypatrywaliśmy jednego chociaż cumulusika! W krainie luksusu i bałwochwalstwa pogoda najwyraźniej służy bogaczom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warunki klimatyczne decydowały o kierunku naszych eskapad i tzw. ”śnieżnym przyciąganiu”. Upodobaliśmy sobie szczególnie malowniczy ''Parc Mercanture'' oddalony od wybrzeża jakieś 70km. Dotarcie tam miało dla nas wymiar podróży kosmicznej, gdyż w przeciągu godziny zmienialiśmy wysokość, klimat i porę roku. Palmy przeistaczały się w swojskie sosenki, kokosy w szyszunie, pelargonie i kwitnące pnącza w przebiśniegi i alpejskie rododendrony a rasowe eleganckie pieski w nieokrzesane koziorożce hasające beztrosko z różowym papierem toaletowym w pyskach. I co najważniejsze – palące słońce i hałas wielkiego miasta przestawały dokuczać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Parc Mercanture'', w odróżnieniu do TPN, ma szczególna zaletę, zwaną w skrócie NNNNZ, tj. ''nikt nikomu niczego nie zabrania''. Niespożytą energię trwonimy na jego szlakach i bezdrożach odurzeni ogromem i dzikością masywu w poczuciu całkowitej wolności, nieposkromionej dyktaturą TPN-owskich zakazów. Jest bosko! Wchodzimy m.in. na pokaźny  (ok.2700m) szczyt, by w totalnym osłupieniu stwierdzić, że nie ma on nazwy!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To, że wejdziemy na (MONT GELAS 3131m) najwyższy w masywie było jak konieczność  postawienia kropki nad „i”. No musieliśmy i już. W przepięknej zimowej scenerii, pośród skutych lodem, szmaragdowych jezior i w zupełnym osamotnieniu wytyczamy drogę, kierując się zdrowym rozsądkiem i intuicją. Opis, którym dysponujemy przypomina mroczną poezję Bodlaire’a. Sprawnie pokonujemy pierwszy „betonowy” kuluar, kolejny w dużej ekspozycji przechodzimy już w pełnym słońcu. Mokra, ciężka pokrywa śniegu niepokojąco trzeszczy pod naszym ciężarem. Pokonanie 100-u metrowego spiętrzenia zabiera nam sytą godzinę. U wylotu kuluary wypuszczamy niewielką lawinkę i stajemy na wierzchołku. Chmury jak jachty pojawiają się nagle i tulą do szczytu. Jesteśmy otoczeni ciszą, wypełnieni jej kontemplacją, jej doświadczaniem. Widok jest zgoła egzotyczny. Dopiero po chwili uświadamiam sobie, że to niebieskie na horyzoncie to morze, zatoka okolic Antibes i plaże Cannes. Tak bliskie sąsiedztwo tak odmiennych żywiołów jest dla mnie kwintesencją niezwykłości i harmonii tego miejsca. W głowach nieco nam szumi, cóż rano byliśmy 3000m niżej Schodzimy ostrożnie a i tak wpadam w jakąś dziurę po pachy, bo staramy się nie władować w rewir potężnego koziorożca, który zdenerwowany mógłby chcieć wyciągnąć konsekwencje z naszej nonszalancji.. Nad stawem fundujemy Winiusiowi raffting w pudełku po Cammembercie i galopem schodzimy na parking. Spieszymy się , bo może jeszcze wieczorem uda się zjeść pizzę na plaży z chłopakami?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niebieskie Vivaro zabiera nas w podróż do nowego domu. Zjeżdżamy w dół a ja odpływam. Na choinkach rosną kokosy, trawniki szaleją intensywnością barw i zapachów, słońce zachodzi leniwe , eleganckie pudle wybiegają na plażę. Nie ogarniam…. nie ogarniam tego kontrastu. Wiem, że trzeba będzie czekać cały tydzień, by w przypływie pasji i tęsknoty móc opuścić ten przyjazny nam, dziwny i słodki świat lazuru i udać się ponownie tam, skąd jesteśmy….. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…''tam'', gdzie odnajdziemy w sobie ciszę – luksus jakiego nie zna Lazurowe Wybrzeże….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2Flazurowe-kasia-maciek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda - spływ kajakowy|Łukasz Pawlas + ok.60 os.|29 05 2011}}&lt;br /&gt;
Spływ zaczynamy przy Jeziorze Rybnickim i kończymy w Kuźni Raciborskiej. Cały odcinek liczy ok. 16 km więc idealnie jak na jeden dzień. Rzeczka bardzo urokliwa, szczególnie w okolicach Rud Raciborskich (rzeka przepływa przez Park Krajobrazowy „Cysterskie Kompozycje” Rud Wielkich). Kilka kajaków zalicza wywrotkę, ale wszystko pod czujnym okiem ratownika WOPR, zresztą i tak głębokość wody nie przekracza 1m. Choć,  jak nas przekonywał organizator jeszcze 4 lata temu nie chcielibyśmy zanurzyć w tej rzece palca, to woda wydawała się czysta, a nawet zaskakująco czysta jak na warunki śląskie. Po spływie kiełbaski z ogniska i dobra zabawa do wieczora. Cały dzień pogoda lenia, w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Od organizatorów udało mi się uzyskać parę cennych informacji na temat możliwości spływów w województwie śląskim i okolicach, więc wystarczy tylko przetrzepać Internet w tym zakresie i organizować spływy Nockowe.&lt;br /&gt;
Zdjęcia niebawem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wojcieszów - Kurs instruktorski|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|27 05 2011}}&lt;br /&gt;
W Wojcieszowie odbył się egzamin końcowy kursu instruktorskiego, w którym miałem przyjemność uczestniczyć. Egzamin prowadzili Marek Lorczyk, Krzysztof Recielski i Dariusz Sapieszko. Wszyscy kursanci otrzymali ponad połowę możliwych punktów, zatem całą grupą zaliczyliśmy. Najlepszy wynik uzyskał Michał Parczewski (ST), a ja, mimo bardzo słabo napisanej topografii zająłem zaszczytne drugie miejsce. Dwie najsłabsze osoby zostały poproszone o uzupełnienie braków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym samym, do grona instruktorów taternictwa jaskiniowego wkrótce dołączą: '''Jacek Szczygieł''' (Katowicki Klub Speleologiczny), '''Tomasz Olczak''' (Speleoklub Łódzki), '''Michał Składzień''' (Sekcja Grotołazów Wrocław), '''Michał Parczewski''' (Speleoklub Tatrzański), '''Arkadiusz Brzoza''' (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego), '''Bartosz Sierota''' i '''Sebastian Lewandowski''' (Wałbrzyski Klub Górski i Jaskiniowy), '''Piotr Sienkiewicz''' (Sekcja Taternictwa Jaskiniowego KW Kraków) oraz wyżej podpisany (Rudzki Klub Grotołazów &amp;quot;Nocek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gliwice - zawody wspinaczkowe|RKG: Jerzy Krzyżanowski z synem Wojtkiem, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; z członkami UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot;: Łukasz Pałka, Adrian Filipiak|25 05 2011}}&lt;br /&gt;
Na ściance wspinaczkowej Fabryki Mocy w Gliwicach odbyły się zawody wspinaczkowe dla dzieci i młodzieży (od podstawówek do szkół ponadgimnazjalnych). Wojtek Krzyżanowski dotarł do półfinału, Łukasz Pałka do finału a Adrian Filipiak do półfinału. Eliminacje we wszystkich grupach odbywały się na &amp;quot;wędkę&amp;quot; a finały dla starszych &amp;quot;z dołem&amp;quot;. Tu kilka zdjęć Pająka: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2011/1gzwdim &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 35-lecie klubu w Łutowcu|Wojtek Sitko, Ola i Wojciech Rymarczyk, Łukasz Pawlas (byli w sobotę), Karol Jagoda, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/U&amp;gt;, Ryszard Widuch, Basia Szmatłoch, Tadek Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Janusz Dolibog, Zygmunt Zbirenda, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik, Daniel Bula z Magdą, Jerzy Krzyżanowski, Ola Krzyżanowska z dzieckiem, Henryk Tomanek, Adam Tomanek z Manuelą i osobami tow., Janusz Rudol z Ramoną, Bianka Fulde, Jurek Fulde oraz osoby tow. Na rowerach przyjechali nas odwiedzić byli członkowie klubu: Janusz Proksza, Celina Proksza, Esi i Iwona Piotrowska|21 - 22 05 2011}}&lt;br /&gt;
Młodzież wspinała się całą sobotę patentując z sukcesem 6.3 ma Knurze. Przerywnikami były krótkie opady deszczu. Wieczorem przy ognisku prezes wręczył nagrody w konkursie &amp;quot;Spity 2011&amp;quot; oraz podziękował byłemu już prezesowi za całokształt działalności. Został również rozwiązany konkurs &amp;quot;gwoździowy&amp;quot;. W niedzielę część osób udała się do jaskini Szczelina Piętrowa, część się wspinała a część (1) ćwiczył techniki jaskiniowe (tyrolka, przepinki). Jak zwykle było wiele śmiechu i bardzo miła atmosfera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
SPITY 2011 - wyniki: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Aktualno%C5%9Bci &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - szkolenie w TPN; wycieczki|z RKG – Aleksandra Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/U&amp;gt;|21 - 22 05 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę odbyło się szkolenie w TPN dla instruktorów i kursantów z kursu instruktorskiego. Udział wzięło ok. 30 osób. Szkolenie prowadził Jan Krzeptowski, który najpierw zaprowadził nas na wystawę ze spreparowanymi zwierzętami, zlokalizowaną w byłej wozowni dworu Homolacsów. Potem przeszliśmy spacerem z Kuźnic, do Kalatówek, następnie po przeczekaniu deszczu, ścieżką nad reglami do Doliny Białego i stamtąd z powrotem wzdłuż Białego Potoku do skoczni. Co jakiś czas przystawaliśmy na krótką pogadankę. Ogółem, wszyscy z którymi rozmawiałem byli pozytywnie zaskoczeni programem i jakością tego szkolenia. Było jasne, że Jasiek nie tylko pracuje w TPN, ale też zna się na rzeczy i ma zamiłowanie do przyrody. Szkolenie było dostosowane do słuchaczy. Oprócz ogólnych treści, było także wiele uwag dotyczących działalności jaskiniowej. Ilościowo, materiału było w sam raz. Na tyle żeby było ciekawie, ale żebyśmy też byli w stanie coś zapamiętać. W kuluarach rozmawialiśmy trochę o trudnych tematach - m.in. wyjaśniono nam dlaczego Park nie zgadza się na udostępnienie określonych jaskiń. Z drugiej strony dostaliśmy też wskazówki, na co Park ewentualnie byłby skłonny się zgodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym samym czasie Ola kondycyjnym tempem przeszła Czerwone Wierchy od wylotu Kościeliskiej, przez Ciemniak, do przełęczy pod Kondracką Kopą i dalej przez Dolinę Kondratową do Kuźnic i Ronda, gdzie spotkaliśmy się na obiedzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wędrówkom towarzyszyły grzmoty i przelotne opady. Po południu rozpadało się na dobre. Pod wieczór chmury ustąpiły miejsca słońcu, pozwalając jeszcze na krótkie wycieczki w okolicach Kir, gdzie bazowaliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę pojechaliśmy we dwójkę z Olą na Słowację, do Doliny Młynickiej. Chcieliśmy się wspinać na Stenie i Veży pod Skokom, ale skończyło się na kondycyjnym noszeniu sprzętu po dolinie. Grzmoty i ściana opadów nad Strbskim Plesem skutecznie odstraszyły nas od wejścia w ścianę. Poprzestaliśmy więc na romantycznym spacerze z obciążeniem, który okazał się równie dobrym sposobem na spędzenie dnia. W pewnym momencie zrobiło się dosyć ciemno i ludzie się stracili, a my mieliśmy całą dolinę dla siebie. Zmokliśmy tylko trochę. Wyjazd zakończyliśmy obiadem bazującym na kuchni regionalnej (w Oravskym Podzamoku).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Rzędkowice, Kurs Instruktorów Taternictwa Jaskiniowego|z RKG – &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/U&amp;gt;|7 - 15 05 2011}}&lt;br /&gt;
Udział w zajęciach, skądinąd bardzo intensywnych. Zgodnie z harmonogramem, każdego dnia mieliśmy uczyć się od 08:00 do 21:30. W praktyce było różnie, czasem kończyliśmy nieco wcześniej, a czasem o 23:00. Był to bardzo pouczający tydzień. Udało się zgromadzić w jednym miejscu i w jednym czasie wiele osób z bardzo dużym doświadczeniem. Nawet jeśli nie uda mi się zdać egzaminu, było warto poświęcić czas.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tematyka zajęć obejmowała: geologię i procesy krasowe, metodykę nauczania technik podstawowych, kryteria doboru i cechy węzłów, topografię Tatr i rejonów krasowych Polski, przygotowanie instruktora do zajęć w terenie, uwarunkowania medyczne w pracy instruktora, florę i faunę jaskiń, konfigurację sprzętu indywidualnego, procesy starzeniowe i zużycie w sprzęcie, techniki linowe w rekreacji, teorię asekuracji, ćwiczenia na zrzutni, dobre praktyki w poręczowaniu, techniki prezentacji wiedzy teoretycznej o TJ, terenoznawstwo, kartowanie i wstępną obróbkę danych pomiarowych, konsekwencje prawne ustawy o sporcie, historię eksploracji, ogólną metodykę nauczania na kursie taternickim, rozwiązywanie sytuacji konfliktowych w grupie, elementy psychologii, historię sprzętu, organizację formalną kursu, wytrzymałość i uwarunkowania osadzania stałych punktów asekuracyjnych. Na koniec wysłuchaliśmy 6-godzinnego wykładu Andrzeja Ciszewskiego o rejonach krasowych świata.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kadrę kursu stanowili głównie: Marek Lorczyk, Piotr Słupiński i Krzysztof Recielski. Ponadto zajęcia i warsztaty prowadzili Robert Matuszczak, Marcin Gala, Michał Gradziński, Agnieszka Gajewska, Bogusław Kowalski, Rafał Kardaś, Jakub Nowak, Marek Wierzbowski, Andrzej Ciszewski, a w części psychologiczno-metodycznej także Sylwia Gutkowska i Tomasz Fiedorowicz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Zjazd weteranów taternictwa jaskiniowego, jaskinia Ostra&lt;br /&gt;
|Weterani i osoby towarzyszące z różnych środowisk jaskiniowo-wspinaczkowych z kraju, RKG – &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/U&amp;gt;, Janusz Rudol (Rudi), wykaz wszystkich na stronie SBB&lt;br /&gt;
|14 - 15 05 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Jurek Ganszer z SBB, zorganizował już 22 spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego (choć byli i ludzie z klubów wysokogórskich). Tym razem poszliśmy do jaskini Ostrej. W tej chwili to najgłębsza (-61) jaskinia polskich Karpat fliszowych. Jej długość to 700 m. Została odkryta w zeszłym roku przez Rafała Klimarę z SBB i on oprowadzał nas po tej pięknej jaskini. Jej przestrzenne gangi są jak na flisz ewenementem na niespotykaną skalę (kubatura kojarzyła się nam bardziej z jaskinię tatrzańską). Jaskinia posiada 2 otwory (Ostra i Rolling Stones) - na co dzień zamknięte. Rozbudowana jest na potężnej skośnej szczelinie opadającej dość jednolicie w dół. Strop choć miejscami spękany jest gładki jak przysłowiowe lustro. Wszyscy docierają do końca przestrzennej upadowy. Dalej jest ciaśniej ale nie tragicznie. Do końca na deniwelację załapujemy się w trójkę (Rudi, Kazik, Damian), prowadził nas oczywiście Rafał. Akcja w dziurze trwała ok. 2 godzin. Potem zwiedzamy jeszcze 2 mniejsze jaskinie w pobliżu. W dalszym programie szacowne grono weteranów przemieszcza się do Szczyrku gdzie wchodzimy do jaskini Lodowej. Tym razem był lód o czym niektórzy przekonali się dosadnie. Po części jaskiniowej spotykamy się na Zieleńskiej Polanie (wiślańska strona Salmopolu). Na tzw. Wyrszczyku jest obszerna wiata. W pobliżu rozpalamy watrę i dalsze uroczystości mają miejsce przy ognisku. „Oficjalne” przemowy wygłasza Jurek i Paweł natomiast Chwieju przytoczył życiorys zmarłego niedawno weterana Mariusza Szelerewicza i chwilą ciszy uczciliśmy jego pamięć.&lt;br /&gt;
Odbyło się również pasowanie na nowych weteranów. Dalej do godzin późno nocnych odbywała  się część „artystyczna”. Nocowaliśmy w namiotach a niektórzy w wiacie. Ranek okazał się mglisty i deszczowy co w zasadzie położyło kres dalszym „wyczynom”. Wracamy do domu przez Wisłę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Malinowska&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/U&amp;gt;, Marek Kohut, Joanna Bujak, (strażacy z OSP Istebna Centrum oraz OSP Wisła Malinka)  &lt;br /&gt;
|8 05 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorny wypad do Jaskini Malinowskiej. Niestety w jaskini widać liczne ślady ludzkiej działalności w postaci śmieci i niedopałków po pseudo turystach no ale cóż bandytów nie brakuje. Wycieczka udana pogoda dobra. Jaskinia dostępna w całości bez dodatkowego sprzętu poza światłem. Przy wejściu w dalszym ciągu znajduje się drabinka metalowa z tym że nie jest ona przymocowana na stałe tak jak kiedyś tylko oparta jest o skałę. Zwiedzanie wewnętrznych partii jaskini dla wprawnego grotołaza nie powinno stanowić żadnych problemów.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspin w Podzamczu&lt;br /&gt;
|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/U&amp;gt;&lt;br /&gt;
|08 05 2011}}&lt;br /&gt;
Mimo mocno opóźnionego startu (z godz. 8 na 10 ) z powodu deszczu, wyjazd okazał się bardzo udany. W skałach spotkaliśmy niespodziewanie Świerzynkę, który sprzedał nam patenty na przepiękną drogę – Ani gniady nie da rady. Niestety droga nie puściła, ale padło za to wiele innych zacnych dróg: Małe modrzewiowe loty, 998 (wreszcie udało się je poprowadził), Z okna na świat, Bal samców. Znaczna większość z nich (4 z 5) prowadzi przez przewieszenia, czyli formację, którą tygryski lubię najbardziej. &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY - wspinaczki i MTB w rejonie Roviste&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski, Aleksandra Golicz, Adam Langer, Janusz Rudol (Rudi)   |29 04 2011 - 03 05 2011}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy ze Śląska (Ola właściwie prosto z Norwegii) w piątkowe późne popołudnie by po 500 km jazdy głównie przez Czechy dotrzeć w środku nocy na polanę w Roviste. Ten wyszukany w necie przez Mateusza rejon położony jest w przełomie Wełtawy ok. 50 km na południe od Pragi. Granitowe mury skalne na wysokość do jednego wyciągu w wielu miejscach sięgają wód Wełtawy. Tak więc po przespaniu reszty nocy i skorygowaniu biwaku wspinamy się od razu w bardzo ciekawych formacjach. Karol i Mateusz jako najlepsi wspinacze z naszej grupki wybierali ambitniejsze drogi (&amp;gt; VII) a reszta satysfakcjonowała się &amp;quot;piątkami&amp;quot; z dołem lub ciut trudniejszymi &amp;quot;z górą&amp;quot;. W pierwszy dzień tylko Ola na krótko czmychła na rowerową przejażdżkę (z wyjątkiem Karola i Mateusza wszyscy zabrali rowery górskie) a reszta walczyła do zmroku w granitowych stromiznach patentując skrajne dla siebie trudności. Na krótko tylko pozwoliła na odpoczynek burza. W drugi dzień dalsze wspinanie. Do południa razem a potem wspinacze (Karol i Mateusz) łoili dalej a reszta pojechała na bardzo ciekawą pod względem krajobrazowym ale także i technicznym wycieczkę rowerową na trasie Roviste - Predni Chlum - Solenice - Kamyk na Veltawou - Roviste. Trasa wiodła wzdłuż meandrów Wełtawy w urozmaiconym terenie, z fajnymi zjazdami i trochę wymagającymi podjazdami. Po drodze ciekawe ruiny zamku w Kamyku n. V. Wieczór przy ognisku. W trzeci dzień znów do południa wspinaczki w skałkach po przeciwnym brzegu Wełtawy w Blanicach. Pęka kilka ciekawych dróg a Karol przepatentował VIII. Po południu Ola urządza krótką wycieczkę i kotwiczy w obozie, Karol z Mateuszem kontynuują wspin a Damian, Rudi i Adam przemierzają rowerami również ciekawą a miejscami bardzo piękną trasę: Roviste - Krasna Hora - Svaty Jan - Zrubek - Roviste. Wieczorem znów wszyscy spotykamy się przy ognisku. Ostatni dzień to powrót do domu. Od rana leje. Do Polski wjeżdżamy już w śniegu. I pomyśleć, że 3 dni mieliśmy piękną pogodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka uwag ogólnych - skały bardzo ciekawe, urozmaicone o różnej skali trudności. Każdy może znaleźć coś dla siebie. Obicie dróg jednak już różne. Często pierwsze wpinki są dopiero po kilku metrach od ziemi i to w po trudnych fragmentach. Można również pochodzić na własnej protekcji. Miejsce biwaku przy 2 opuszczonych chatkach z fajnymi werandami (dobre w razie deszczu) jest blisko skał. Brak jedynie wody (można nabrać przy pobliskim campingu). Kąpiel w Wełtawie raczej nie wskazana ze względu na jej stan czystości (a raczej nieczystości). Szlaki piesze i trasy rowerowe bardzo ciekawe choć wysokości względne nie są najwyższe ale to raczej na plus tego terenu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia :http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FMaj%C3%B3wka%20Czechy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
﻿{{wyjazd|NORWEGIA: Hardangervidda, Hallingskarvet. Cztery dni i pół dnia w Norwegii|Aleksandra Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|23 - 28 04 2011}}&lt;br /&gt;
Na prawach &amp;quot;szybkiej akcji&amp;quot;, z okazji swiat wielkanocnych, wybralismy sie zakonczyc sezon skiturowy do Norwegii. Rejon dzialania dobralismy pod katem latwosci transportu - kupilismy bilety do najwyzej polozonej stacji w kraju fjordow i zalozylismy, ze musi byc tam snieg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W podrozy nocnym pociagiem do Wroclawia czulismy sie nieswojo w towarzystwie pokrowca na narty z naszym sprzetem. Sytuacja niewiele sie zmienila po dotarciu samolotem do Sandefjord i przesiadce na norweski pociag. Wyswietlacz w wagonie pokazywal temperature na zewnatrz: 18 stopni. Moze popsuty? Jednak werandy domow ktore widzielismy przez okna pociagu byly zastawione lezakami. Miejscowi korzystali ze swiat, zazywajac slonca.  Podobalo sie nam to, czy nie, wiosna w poludniowej Norwegii zawitala juz na dobre.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bylismy przerazeni. Zamykalismy oczy i probowalismy zasnac, z nadzieja, ze kiedy sie obudzimy, za oknami beda przechadzac sie po zamarznietych jeziorach renifery. Snieg pojawil sie na  godzine przed naszym celem. Termometr w wagonie ciagle obwieszczal wiosne: 16 st. C. Kiedy jednak dotarlismy na miejsce - do Finse, na 1222 m n.p.m. - nie mielismy watpliwosci, ze bialego wystarczy jeszcze na miesiac czy dwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finse to wioska powstala na okolicznosc utrzymywania linii kolejowej Oslo-Bergen.  Lezy na polnocnym krancu plaskowyzu Hardangervidda; dalej na polnoc od niej ciagna sie gory Skarvheimen. Jak na nasze standardy, to rejony dosyc nisko polozone (1000 - 2000 m n.p.m.) i przewaznie o niewielkich wysokosciach wzglednych. Jest to jednak bardzo rozlegly obszar gor, ze szczatkowa roslinnoscia (brak drzew) i  lodowcami zaczynajacymi sie juz na 1400 m n.p.m. Snieg zalega tu dlugo i koleje norweskie musialy przez caly XX wiek utrzymywac stala zaloge odsniezajaca tory. Potem technika poszla do przodu, zbudowano tunele i dzis Finse to raczej kurort. O ile tak mozna nazwac ok. 20 domow, do ktorych nawet nie da sie dojechac samochodem - bo nie ma drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schronisko turystyczne pekalo w szwach. I zabijalo cenami, ale na to na szczescie bylismy przygotowani. Przynajmniej psychicznie. Podczas moich wczesniejszych podrozy do Norwegii korzystalem ze schronisk samoobslugowych i wygladalo to jednak znosniej niz tu w Finse - gdzie jest normalna obsluga, kuchnia itp. Ceny posilkow juz na etapie przygotowan do wyjazdu uznalismy za nie do przeskoczenia. Grzecznie przestrzegajac zakazow i nakazow oddalilismy sie od chatki i zjedlismy posilek na bazie produktow przywiezionych z Polski. Noclegu jednak nie dalo sie uniknac - bylo juz po poludniu, a ciezar naszych plecakow tylko potwierdzal slusznosc decyzji o nie zabieraniu ze soba namiotu i szturmowych spiworow.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W swiateczna niedziele, wczesnym rankiem ruszylismy na polnocny zachod, w park Hallingskarvet w gorach Skarvheimen. Naszym celem bylo Hallingskeid, punkt na linii kolejowej, w ktorym moglismy liczyc na nocleg w mniej obleganej, samoobslugowej chatce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chodzenie w nartach alpejskich po tym terenie jest pewnego rodzaju ekscentryzmem. Miejscowi preferuja biegowki. Ma to sens, biorac pod uwage wystepujace tu nachylenia i odleglosci. Mimo tego, ze celowo poszlismy inaczej niz szlak - zeby bardziej optymalnie wykorzystac nasz sprzet - zjazdow bylo niewiele. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nam dopisywala, wlasciwie przez caly wyjazd bylo bez opadow, przewaznie slonecznie. Wiekszosc czasu dosyc konkretnie wialo. Tylko tego pierwszego dnia, na drodze do Hallingskeid, spotkalismy dwojke Norwegow - poza tym co najwyzej widzielismy w oddali ludzkie sylwetki lub skuter sniezny. (Tu trasa calego wyjazdu: [http://nocek.pl/wiki/images/Nor.jpg])&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chatka w Hallingskeid faktycznie oferowala lepsze warunki - moglismy sami gotowac i mielismy pokoj dla siebie (oprocz nas bylo jeszcze 5 osob). O specyfice norweskich schronisk samoobslugowych pisalem juz kiedys. Przypomne tylko smutna refleksje, ze system jest zupelnie nieprzygotowany na wieksza ilosc Polakow m.in. ze wzgledu na w zaden sposob niezabezpieczone szafy pelne prowiantu (prowiant nalezy pobrac i uiscic oplate zgodnie z wiszacym cennikiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Hallingskeid spedzilismy dwie noce, w poniedzialek spacerujac &amp;quot;na lekko&amp;quot; w Grondalen. Snieg tego dnia byl na tyle rozmiekly, ze pokonalismy 500 metrow przewyzszenia ani na moment nie zakladajac fok. Tego dnia nawet zalozylismy na chwile zestawy lawinowe. Znowu jednak malo przydaly sie kaski i czolowki (jasno od 5 do 22). Tymczasem Norwegom skonczylo sie wolne, takze wieczorem w chatce bylismy juz sami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem na wtorek bylo dotarcie do Rembesdalsseter - chatki na polnocno-zachodnich krancach plaskowyzu Hardangervidda, na wys. ok. 960 m. Podazalismy szlakiem prowadzacym przez wielkie, plytkie U-ksztaltne doliny bez zadnych charakterystycznych punktow - silne skojarzenia z pustynia. Ciekawym epizodem bylo natrafienie w miejscu, gdzie zgodnie z mapa mial stac szalas na... komin wystajacy raptem na pol metra ze sniegu. Jak dlugo trwa tu sezon?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo wszystko, w ciagu osmiu godzin wedrowki zaliczylismy dwa krotkie, ale przyjemne zjazdy. Drugi, na 1 km przed chatka, przebiegal 200-metrowym progiem eksponowanym na slonce. Trzeba przyznac, ze na koniec dnia byl nieco stresujacy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W chatce w Rembesdal zastalismy dwojke studentow z Niemiec (na biegowkach - przyznali sie ze prog schodzili piechota - ha!). Warunki tam sa kameralne, chatka sklada sie z jadalniokuchni i dwoch malych sypialni. Pradu brak, jest za to widok na jezioro i na bloki lodu odrywajace sie od lodowca Hardangerjokulen.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mozna powiedziec, ze to wlasnie ten lodowiec, jeden z wiekszych w Norwegii, byl tematem wiodacym naszego ostatniego, czwartego dnia w terenie. Obeszlismy go od polnocnego zachodu, podziwiajac z bezpiecznej odleglosci bezkresna biel i moreny usypane w zwiazku z wahaniami zasiegu lodowca z ostatnich kilkudziesieciu lat. Nie obeszlo sie bez odrobiny problemow orientacyjnych - w tym terenie mapa to niewiele, trzeba jeszcze miec glowe na karku i najlepiej odbiornik GPS. Pod koniec spaceru spotkal nas calkiem dlugi, lagodny zjazd do Finsevatnet. Potem poszlismy za sladami ok. dwa kilometry po zamarznietym jeziorze. Minelismy wprawdzie kilka konkretnych pekniec ktore troche nas zaniepokoily, ale jak dowiedzielismy sie potem w schronisku, w ubieglym roku lod odpuscil dopiero w sierpniu. Do Finse dotarlismy dosyc wczesnie. Mielismy cos gotowac, ale zalapalismy sie na lasagne dla pracownikow w hotelu (w pewnym sensie bylo to tanie). Ostro juz sie nudzac, pojechalismy w strone domu nocnym pociagiem o 01:38.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na koniec zostaje wyjasnienie dlugosci opisu i braku polskich liter. Otoz odwolano nasz lot powrotny do Katowic i chcac zdazyc na piatek do pracy, musielismy przebukowac sie na... Gdansk. I dalej przemieszczac sie pociagiem. Pociag jedzie 8 godzin i 30 minut - opis w zwiazku z tym powstal na telefonie komorkowym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitour na Salatyn&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt; Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|26 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli ktoś w końcu kwietnia w Zachodnich Tatrach chce zjechać z głównej grani do auta  pokonując ponad 1000 m deniwelacji i kilka kilometrów pysznego zjazdu to wycieczka na Salatyn może zaspokoić te oczekiwania. Powodem takiego stanu rzeczy jest naśnieżana nartostrada (na wys. 1477) w dolinie Salatyńskiej a wyżej naturalne śniegi zalegające w tej wystawionej ku północy dolinie. Przeanalizowanie widoku z internetowych webkamer pomaga podjąć decyzję. Tak więc w dość pogodne przedpołudnie ruszamy na fokach z parkingu w Spalonej. Wyciąg nie działa więc wszędzie pustki i tylko nasze auto jako jedyne stało na  rozległym parkingu. Do górnej stacji podchodzimy po rozmiękłym śniegu. Dalej czasem kłopotliwe przedzieranie się przez kosówki choć generalnie poruszamy się naturalną rozpadliną. Dość stromym żlebem wydostajemy się na Pośrednią Salatyńską Przełęcz (2012) a stąd na wierzchołek Salatyna (2048). Znów możemy nasycić oczy rozległymi widokami choć tak bardzo nam znanymi to zawsze fascynującymi. Zjazd po mokrych śniegach jest ciekawy. Żleb jest początkowo dość stromy ale zarazem dość szeroki więc jest możliwość manewru. Na stromiznach stacza się z nami „rzeka” mokrego śniegu a czasem duże kule. Fajnie się jednak bawimy. Dalej mykamy pod zboczami Zadniego Salatynu by ominąć kosówki. Tylko na chwilę musimy zdjąć narty by przez małą górkę dostać się na nartostradę. Dalej w dół pędzimy jak szaleni aż na parking. Wkrótce jedziemy autem przez dolinę Rochacką gdzie nie ma nawet grama śniegu. Niżej już całkowicie rządziła wiosna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FSalatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspin na górze Zborów w Podlesicach&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt; Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|21 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinamy w sumie 12 dróg od IV+ do VI+ na Długiej Grani, Dziurkach, Czujniku i Młynarzu. Paweł przystawił się do dwóch VI.2. Fantastyczna pogoda do łojenia, ludzi mało, cisza i spokój.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – &amp;quot;otwarcie sezonu&amp;quot; w Górach Towarnych, wspinaczki, jaskinie&lt;br /&gt;
|2 dni - Karol Jagoda, Wojtek Sitko, Adam Langer, Tomasz Wieszyński, Łukasz Pawlas (z koleżanką), Ola Golicz, Mateusz Golicz, Basia Szmatłoch, Tadek Szmatłoch, Aga Szmatłoch,  Janusz Dolibog, Zygmunt Zbirenda, Daniel Bula, Ola Rymarczyk, Wojciech Rymarczyk,, niedziela - &amp;lt;u&amp;gt; Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Olek Kufel, Tomek Jaworski, Asia Jaworska (z Karolkiem), Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch (z Wojtusiem)|16 - 17 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo fajne „otwarcie sezonu” (tak naprawdę jest stale otwarty). Padło wiele dróg wspinaczkowych i każdy znalazł chyba coś dla siebie. Ponadto niektórzy zwiedzili jaskinie: Niedźwiedzia-Dzwonnica, Cabanowa, Towarna. Na pewno coś dopisze Karol.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wezwany do tablicy pisze:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zaczynamy około godziny 10 tej jesteśmy w trójkę, lecz z każdą następną godziną przybywa Nockowiczów. Wspinamy się w górach Towarnych Małych, nazwa ta nie jest przypadkowa, gdyż na większość z dróg wystarczają 3 ekspresy!!! Wieczorem wybieramy się w licznym składzie (około 10 osób) do pobliskich jaskiń, które okazują się warte zobaczenia.&lt;br /&gt;
Pozostała część ekipy rozpalała w tym czasie ognisko, przy którym siedzimy do późnego wieczoru próbując rozwiązać zagadkę, tzw..gwóźdź programu. Brak rozwiązania tego problemu nie pozwolił zapewne zmrużyć oczu większości z uczestników. Z tego pewnie powodu część z nas nie była wstanie wspinać się dnia następnego:). Braki w zespole uzupełniony został tzw. ,,niedzielnymi Nockowiczami’’ Wspinamy się na ciekawszych niż sobotnie skałkach w Górach Towarnych Dużych -  4 ekspresy tu to standard - do godzinny 16- tej.( nawet najstarsi górale nie pamiętają, żebym tak wcześnie kończył wspinanie !!!) Wracając zahaczamy jeszcze o Olsztyn, aby skosztować specjalności miejscowej, czyli dobrych lodów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Rzędkowicach&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Sitko |10 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby uciec od codziennego zgiełku i tłoku udaliśmy się do zacisznych Rzędkowic:) Pogoda mimo kilku prób(wiatr, zachmurzenie, temperatura) nie zdołała stłumić naszego pragnienia wspinu. Działaliśmy w sprawdzonym dwuosobowym składzie, co bezpośrednio przełożyło się na liczbę zrobionych dróg (jak zwykle wspinanie non stop od świtu do zmierzchu). Padły między innymi: Myśliwi z Jurgowa, Trwoga Ginekologa, Homer Simpson, polecamy także ładną i dłuuuuugą drogę Nikodemówkę – patenty sprzedam niedrogo:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – Jaskinia Czarna, Partie Królewskie&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Fidzińska (KKTJ) |09 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dwóch tygodniach wspinu nieuchronnie musiałem zatęsknić za jaskiniami. Kaja po dwóch tygodniach na Kitzu chciała więcej... Nikt nikogo nie musiał namawiać, zachęcać, przekonywać. Dwa krótkie maile i jedziemy. Uwielbiam to. Prognoza mało zachęcająca, więc wybór pada na Czarną. Partie Królewskie, bo żadne z nas jeszcze nie było. Taki jaskiniowy sobotni spacer. Powłóczyliśmy się po jaskini, nacieszyliśmy urokiem królewskich (zdecydowanie polecam). Czyli wieczorne piwko można było uznać za zasłużone :) Spożywamy je już w Krakowie oglądając Staszka i Kai zdjęcia z wyprawy i słuchając opowieści... I mimo, że parę godzin wcześniej byliśmy jeszcze w jaskini tęsknię za kolejnym wyjazdem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wspin na Kobylej w Wiśle&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, (Seweryn Kohut, Agnieszka Kaczmarzyk, Karolina Kukuczka, OSP Istebna Centrum) |9 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd a raczej krótki wypad na skałki do Wisły na tzw. Kobylą. W przypadku moich kompanów było to pierwsze spotkanie ze skałkową przygodą. Jak na strażaków przystało bez większych problemów poradzili sobie z pierwszymi krokami w wspinaczce. Powspinaliśmy się trochę na wędkę drogą ok. czwórkową oraz potrenowaliśmy wychodzenie po linie przy pomocy przyrządów zaciskowych. Pogoda podczas wycieczki była słoneczna jedynie wiejący od PN zimny wiatr powodował dreszcze i nie przyjemne uczucie zimna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA/POLSKA: Tatry - narciarski trawers Tatr&lt;br /&gt;
|Zofia Chruściel (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG) - zrobili całość, do przełęczy Zawory - Ewa Kondela (SBB/GOPR), Stanisław Banot (GOPR), Krzysztof Banot (GOPR), Przemysław Miszczyk (GOPR) |1 - 5 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tzw. tatrzańska Haute Route zrobiona. Przepiękna a zarazem trudna i wymagająca kondycyjnie wysokogórska tura przemierzona od Kieżmarskich Żlebów u wylotu Kieżmarskiej Doliny na wschodzie po Zwerowkę w Dolinie Rochackiej na zachodzie. Przez przełęcze: Barania, Czerwona Ławska, Rohatka, Wschodnie Żelazne Wrota, Koprowa, Zawory, Tomanowa, Iwaniacka i wierzchołek Grzesia. Pogoda z wyjątkiem ostatniego dnia wspaniała (tylko dzięki temu udało się zrealizować projekt), warunki z uwagi na mało śniegu trudne. Jeżeli komuś chce się poczytać więcej to szerszy opis tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:THR_2011&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FTHR&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Łysych Skałach&lt;br /&gt;
|Karol Jagoda, Wojtek Sitko, Mateusz Górowski, Sara (os. tow.)|03 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kwiecień - po 5 miesiącach ściankowego restu wreszcie trafił się słoneczny, ciepły weekend, więc co do wyjazdu porozumieliśmy się niemal bez słów. Jak się okazało po całkiem spokojnym poranku, znacznie więcej wspinaczy stęskniło się już za kasującym palce jurajskim wapieniem - koło południa zrobiło się trochę ciasno. Udało nam się jednak wywspinać parę ciekawych dróg - między innymi: &amp;quot;Niedzielny Dülferek&amp;quot; za VI.1+/2, niejaki &amp;quot;Koziołek&amp;quot;(VI.1+) i &amp;quot;Prawa płytka&amp;quot; (VI.1). Wyjazd zakończylismy w nienagannych humorach.  Zdjęcia - http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2Flyse%20skaly&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWENIA/WŁOCHY – wspinanie w Ospie i Lumignano&lt;br /&gt;
|Karol Jagoda, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 26 03 2011}}&lt;br /&gt;
Przejazd przełożony z uwagi na chorobę Prezesa i intensywne opady dla docelowego rejonu, na późny poniedziałkowy wieczór. Wyjeżdżamy z Bytomia i zaczyna lać; generalnie co nas to obchodzi, w końcu jedziemy na południe – tam przecież nie będzie padać. Nad Czechami i Austrią gwieździste niebo, lecz gdy wjeżdżamy do Włoch zaczęło się … i nie przestało przez kolejne 2 dni – totalna zlewa. Na miejsce –Osp – dojeżdżamy nad ranem i na krótką chwilę przestaje padać więc mamy trochę czasu na poznanie okolicy i znalezienie miejsca na rozbicie namiotu. Decyzja pada na płaski teren tuż obok jednego z filarów podtrzymujących wiadukt z autostradą. Już na samym początku musimy wykazać się zdolnościami McGyver’a bo łamiemy jeden z pałąków namiotu Damiana. Nad Słowenią wiszą ciężkie chmury ale nie leje, więc wspinamy po jednej drodze w rejonie Crni Kal. Generalnie skała podobna do tej z polskiej jury, ale nie przypada nam do gustu – przecież przyjechaliśmy na południowy wapień a nie na jurajskie dziurki. W nocy najprawdopodobniej w okolicy przechodziło tornado bo budzimy się z wyrwanymi odciągami i kałużą błota w namiocie. Następny – jeszcze bardziej deszczowy dzień przeznaczamy na zwiedzanie Słoweńskiego wybrzeża, w szczególności miasta Koper i Piran. Na ten temat rozpisywał się nie będę – Piran choć mniejszy to dużo ładniejszy. W 2 biurach informacji turystycznej dostajemy rozbieżne informacje dotyczące prognozy pogody – według tej bardziej optymistycznej jutro może na chwile przestanie padać, a potem już słońce. I rzeczywiście, a nawet lepiej bo tylko parę minut lekko pokropiło, a silny wiatr skutecznie osuszył większość z połaci skał. Do dziś nie wiem czemu w pierwszy dzień wspinaczkowy Karol wyciągnął Nas do Misji Pec - sektora z najtrudniejszymi drogami – jakaś nowa strategia rozgrzewki? Pod skałą prawie sami włosi i Słoweńcy ale słyszymy też polskie słowa – w Ospie wspinał się z nami Tomek „Mendoza” Ręgwelski z Krakowa,  znany nam z Grochowca i z historii polskiego wspinania:) Zaczynamy mocno - od w ogóle nie rozgrzewkowych 6b+ i 6c! na których bułuje się na cały dzień. Pod wieczór decydujemy się zmienić miejsce noclegu na mniej błotne i mniej wietrzne. W Crnim Kalu, opodal parkingu pod skałami znajdujemy przytulną polankę; miejsce idealne: blisko do samochodu, blisko do kibelka, po wodę, tylko pod skały mamy jakieś 5 km. Przez kolejne dni wspinamy w Ospie od rana do wieczora, zmieniając się na drogach, z krótkimi przerwami na ciasteczka i lekturę na hamaku – po prostu wspinaczkowe wakacje:) Liczba dróg wspinaczkowych w Ospie jest przytłaczająca, jak i wysokość tutejszych skał; pomimo niedostępności połowy dróg – ze względu na intensywne opady, w połowie długości muru skalnego powstało potężne wywierzysko i kaskady odcinające dostęp do wielu dróg wspinaczkowych -  jest tu do czego się przystawiać przynajmniej na kilka sezonów. Po kilku dniach łojenia pora na odpoczynek; wybieramy się więc do Postojnej żeby zwiedzić jaskinie turystyczną i w drodze powrotnej zobaczyć Skocjanskie Jamy. Niestety ceny biletów wstępu do tych jaskiń były iście Europejskie i jak dla Nas zaporowe więc  korzystamy tylko z tamtejszych toalet, gdzie bierzemy porządną kąpiel w umywalkach:)po kilku dniach wspinania była to rzeczywiście już konieczność, chociaż Damian dopiero przedostatniego dnia wyjazdu zaczął narzekać, że mu tapicerka przesiąkła smrodem rzekomo moich skarpetek:) W poniedziałek w skałach spotykamy Bytomsko-Gliwickich znajomych, a następnego dnia, wczesnym rankiem wyruszamy do Lumignano. Z Ospu do Lumignano jest ok 230 km więc zdążyliśmy się jeszcze tego dnia solidnie powspinać. Skała tu inna niż w Słowenii- brak długich i masywnych kaloryferów, choć niewielkie też się zdarzały, dużo za to dziurek i krawądek często bardzo ostrych - spytajcie Damiana żeby pokazał rozcięty palec. Warunki socjalne rewelacyjne: parking, dwa stoliki z ławeczkami, ubikacja, umywalka i bieżąca woda, tylko namiotu nie ma za bardzo gdzie rozbić, a w grotach spać nie będziemy bo grasują skorpiony-naprawdę. W Lumignano wspinamy już bez dnia odpoczynkowego, zmieniając tylko sektory. Wieczory standardowo spędzamy przy grzanym winie w towarzystwie sympatycznych Niemców, z którymi wymieniamy się doświadczeniami i rekomendujemy sobie nawzajem Nasze rodzime rejony. Na ostatni dzień zostawiamy sobie po jednym projekcie, z których tylko Damianowi udało się swój wykonać, pakujemy samochód, szybka pizza w towarzystwie wesołego kelnera i powrót do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Informacje praktyczne:'''&lt;br /&gt;
Osp – woda we wsi Crnotice; zakupy w centrum handlowym na przedmieściach Triestu tuż za granicą Włosko-Słoweńską-podobno w ubikacji dla niepełnosprawnych można wziąć niezłą kąpiel:); spanie na campingu w Ospie (10EUR/os/dobę) lub na dziko ale trzeba dobrze szukać – właściciel campu wzywa Policję; w dni odpoczynkowe można zwiedzać całą Słowenię-nie jest zbyt duża.&lt;br /&gt;
Lumignano- woda i kibelek na parkingu; zakupy można zrobić w sklepikach w samym Lumignano lub przejechać się ok 4 km do marketu w pobliskim Longare; spanie w namiocie na parkingu, ale zmieszczą się tylko 2 lub 3 namioty więc weekendami może być problem, można próbować w licznych, bardzo klimatycznych grotkach skalnych, uwaga na skorpiony; na odpoczynek można wybrać się do pobliskich miast (Padwa, Vicenza, Wenecja), a jak się znudzi wspinanie w Lumignano lub będzie tu za gorąco to można przenieść się do Arco (ok. 120km) lub właśnie do Ospu (ok230km).&lt;br /&gt;
Myślę, że Karol i Damian też napiszą parę słów relacji z wyjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - Kitzsteinhorn|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik,&lt;br /&gt;
Jakub Nowak, Jan Wołek, Bartosz Berdel, Marcin Grych, Stanisław Wasyluk, Kaja Fidzińska; ST: Filip Filar; SC: Kazimierz Szych; SDG: Włodzimierz Porębski; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 - 2 04 2011}}&lt;br /&gt;
W dniach 16.03. - 2.04. odbyła się kolejna wyprawa Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini Feichtnerschacht, w której uczestniczyłem przez dwa tygodnie. Specyficzną cechą tych cyklicznych wyjazdów jest położenie bazy wyprawy - w podziemiach tzw. Alpincenter, centrum rozrywkowo-gastronomicznego ośrodka narciarskiego, na wysokości 2450 m. Aktywność nie ogranicza się więc tylko do jaskiń - są też narty zjazdowe i skitury. Ja, dzięki całkiem dobremu połączeniu z Internetem sporo pracowałem w ciszy i spokoju nad pewnym programem komputerowym, przeszkadzające mi telefony zbywając stwierdzeniem &amp;quot;jestem za granicą, proszę dzwonić po powrocie&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Feichtnerschacht jest rozwinięta w nietypowej skale - marglu mikowo-wapiennym. W miejscach gdzie nie ma błota, przypomina ona nieco piaskowiec. Działalność odbywa się w oparciu o biwak w tzw. Sali z Miśkiem - na głębokości ok. 430 m, za piaszczystym przekopem. W tym roku kierunki eksploracji były dwa - po pierwsze, zjeżdżaliśmy z tzw. Kubatur (ok. 610 m) studniami w dół. Po około 60 m zjazdu zostało jednak osiągnięte połączenie z Żółtymi Marmitami - częścią jaskini znajdująca się poniżej. To połączenie nie było zresztą niczym niespodziewanym, Feichtnerschacht rozwija się bowiem pod przewidywalnym upadem; spróbować jednak było trzeba. Drugi &amp;quot;przodek&amp;quot;, na którym działałem m.in. ja, był problemem &amp;quot;do kopania&amp;quot; z zeszłego roku, położonym w najbardziej wysuniętym na wschód punkcie jaskini. Urobek (piasek) trzeba było wyciągać wykonaną z karnistra wanienką przez ok. 10-metrową rurę. Na trzecim z kolei biwaku, na którym znalazłem się wspólnie z Kają Fidzińską (w zespole) oraz Michałem Pawlikowskim i Staszkiem Wasylukiem (druga ekipa), wyciągnęliśmy z Kają 83 takie wanienki. Na kolejnej szychcie, Michałowi i Staszkowi udało się w końcu przekopać. Wąski korytarz, w którym trzeba było się czołgać, skręcał pod kątem prostym, by przejść w 7-metrową studzienkę o ok. 2-3 metrach średnicy. Na końcu zastaliśmy szczelinę nie do przejścia i zamulony korytarz idący pod górę. Łącznie za naszym przekopem zmierzyliśmy ok. 37 metrów i wobec słabych perspektyw, trzeba było podjąć trudną decyzję o deporęczowaniu tej części jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza trzema dniami w jaskini, popołudniami około trzech razy byłem na Grosser Schmiedingerze (ok. 440 Hm z Alpincenter), raz na Maurerkoglu (podobnie), raz na Schmiedingerscharte. Pod koniec wyprawy rozjeździłem się na tyle, że zdecydowałem się na zjazd z samego wierzchołka Kitzsteinhorna (wys. 3203 m, ale podejść trzeba niespełna 200 m). Warunki śniegowe były od strony lawinowej dosyć dobre, ale spod niewielkiej ilości śniegu wystawały niebezpieczne skały, więc poszaleć się nie dało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Czarna, partie III Komina&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Jerzy Krzyżanowski (Pająk)|27 03 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem było dotarcie do drugiego otworu. Poruszając się zgodnie z opisem docieramy do miejsca gdzie było dużo ziemi, roślinki, ćmy i muszki. Otwór jak tu jest to był zasypany (chyba, że to nie ten). Ponieważ byliśmy uzależnieni od dojazdu to nie mamy czasu chodzić po tych pięknych partiach jaskini. Po wyjściu z dziury lecimy w dół i do domu wracamy z Ryśkiem i Tomkiem, którzy byli na szkoleniu w TPN. Zdjęcia - http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – szkolenie z ochrony przyrody dla instruktorów PZA.&lt;br /&gt;
|Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski, na miejscu instruktorzy w wszystkich klubów PZA|27 03 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyła się wycieczka ścieżką nad Reglami pod przewodnictwem pracownika TPN. Na wycieczce poruszone były kwestie ochrony przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry – skitour na Chabenec&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz, Adam Langer (szedł bez nart)|26 03 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Magurki  (1050) zielonym szlakiem na główną grań Niżnych Tatr. Śnieg znajdujemy dopiero na wys. 1500 i to jeszcze z przerwami. Podejście boczną granią na zwornik i dalej w fatalnych warunkach przy mocnym wietrze i mgle docieramy na szczyt Chabenca (1955). Szybko jednak stąd uciekamy. Zjazd łagodny ale w/w warunkach pogodowych i zmarzniętym śniegu a często po trawach zjeżdżamy do porzełęczy. Dalej upatrzonym wcześniej żlebem w dół do doliny. Zjazd żlebem wynagrodził nam wszystkie poprzednie trudy. Od 1300 na przemian idziemy a jak się pojawia śnieg jedziemy docierając tak aż do Magurki. Była to wspaniała tura. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FChabenec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyjazd do jaskini Trzy Kopce&lt;br /&gt;
|Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Tomasz Wieszyński|19 - 20 03 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę o 16 spotykamy się przy Plazie i wyruszamy &amp;quot;panterką&amp;quot; Buliego&lt;br /&gt;
w stronę Szczyrku. Przed dotarciem na miejsce, zatrzymujemy się&lt;br /&gt;
jeszcze na pyszną (ponoć) szarlotkę na ciepło i herbatę w Bagateli, by&lt;br /&gt;
ostatecznie do Chaty Wuja Toma dojść ok. 19. Tu raczymy się zimnym&lt;br /&gt;
piwkiem (oczywiście bezalkoholowym) i idziemy spać, aby na drugi dzień&lt;br /&gt;
być wypoczętym na akcję w jaskini. Pobudka, z uwagi na fakt iż jaskinia&lt;br /&gt;
jest o &amp;quot;rzut beretem&amp;quot; nie była skoro świt, związku z tym ze schroniska&lt;br /&gt;
wychodzimy dopiero ok. 9. Dnia poprzedniego spadło 20cm świeżego&lt;br /&gt;
śniegu, także w stronę Klimczoka przecieraliśmy szlak brodząc po&lt;br /&gt;
kostki w białym puchu. Pod wejście do jaskini dotarliśmy po 30 min,&lt;br /&gt;
gdzie nastąpiła krótka przebierka i byliśmy gotowi do wejścia. Dla&lt;br /&gt;
niektórych z nas była to pierwsza poważna (poważna jak na nasze&lt;br /&gt;
umiejętności) jaskinia w życiu, także na pewno adrenalina pojawiła się&lt;br /&gt;
w naszej krwi. Zejście do jaskini (4 metrową studnię) pokonaliśmy bez&lt;br /&gt;
problemów, a dzięki przewodnikowi w roli Buliego bez kłopotów&lt;br /&gt;
pokonywaliśmy kolejne sale, by ostatecznie dotrzeć do sali Smoczej,&lt;br /&gt;
gdzie znaleźliśmy kartkę z informacją iż księga wpisów znajduje się na&lt;br /&gt;
stronie Speleoklubu Bielsko-Biała. W drodze powrotnej Buli zrobił nam&lt;br /&gt;
test i kazał nam prowadzić do wyjścia, niestety wstyd się przyznać ale&lt;br /&gt;
nie mogliśmy znaleźć poprawnej drogi już przy pierwszym rozwidleniu.&lt;br /&gt;
Jednak z małą pomocą naszego przewodnika, ostatecznie trafiliśmy do&lt;br /&gt;
wyjścia, zwiedzając po drodze jeszcze Komnatę Chrystusa i Salę Ewy.&lt;br /&gt;
Akcja nie trwała długo, bo troszkę ponad 2h, także pod Plazą byliśmy&lt;br /&gt;
już przed 16, skąd rozjechaliśmy się do domów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - nocny wypad pieszo z Ustronia do Bielska&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Ozimina&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Langer|19 - 20 03 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do celu udajemy się pociągiem z Katowic i jesteśmy o 20.40 na stacji Ustroń Polana. Wysiadając widzimy, że śniegu na peronie jest ponad kostki, to już nam zwiastuje co nas będzie czekać w nocy. Na początku udajemy się w stronę Równicy, dochodząc w okolicę schroniska spotyka nas pierwsza niespodzianka – mgła. Po drodze mijamy biesiadników z knajpek przy schronisku, którzy oczywiście ewakuowali się do domów samochodami. Z Równicy kierujemy się zielonym szlakiem do Brennej, momentami ściegu jest około 30 cm. Oczywiście mgła też nie dawała za wygraną, czasem się nasilała i próbowała dać nam w kość. Na szczęście mieliśmy gpsa, co usprawniło poruszanie się w tych warunkach. W Brennej jesteśmy około północy, później dalej kierujemy nasze kroki zielonym szlakiem na Błatnią, a stamtąd na Szyndzielnię. W tym czasie zaczął przez chmury przebijać się księżyc, który był tej nocy w pełni (oprócz saren i zająca żadnego wilkołaka nie spotkaliśmy), pozwoliło nam to w każdym razie trochę dojrzeć sąsiadujące góry. W drodze na Szyndzielnię mogliśmy też przyjrzeć się rozświetlonemu Bielsku. Po zejściu z góry ok. 5.15 okazuje się, że za 5 minut mamy autobus na dworzec pkp, więc szybko pakujemy niepotrzebne rzeczy i po przyjeździe busa kończymy naszą nocną wędrówkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA-CHOPOK - Skitury i spacery po okolicy |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski |19 03 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo niesprzyjającym warunkom pogodowym za oknem wybraliśmy się na - jak się okazało - bardzo przyjemną wycieczkę. Na  rozgrzewkę zrobiliśmy krótką turę na nartach- spod dolnych wyciągów na Chopok na wysokość około 1600m. Początek trasy robimy lewą odnogą nartostrady (sztucznie naśnieżona), a następnie idziemy poza trasą wzdłuż nieczynnego wyciągu narciarskiego już na naturalnym śniegu, którego wraz z wysokością systematycznie przybywa. Odnajdujemy tam świetny teren do zjazdu. Niestety wraz z wysokością robi się coraz bardziej mglisto, a do tego wynik testu lawinowego, którego dokonuje  Mateusz jednoznacznie wskazuje, iż trzeba wracać (przy drugim wykonaniu płyta śniegu wyjeżdża już po wbiciu łopaty…). Kolejną atrakcją jest więc eksploracja skądinąd znanego nam już nieco sporego terenu wspinaczkowego (Machnato) w tej samej dolinie.&lt;br /&gt;
A potem to już tylko spokojny powrót do domów, przerywany zakupami słowackich „towarów eksportowych” :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY ZACHODNIE - Dolina Jarząbcza - skitury |Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Wyciślik|13 03 2011}}&lt;br /&gt;
Debiut Michała na nartach. Postanowiliśmy od razu uczyć go na skiturach, żeby nie wchodziły mu w krew złe nawyki. W Chochołowskiej próbujemy trochę iść na nartach, ale sens miało to średni - totalnie zamoczyliśmy foki od spodu. Pierwotny plan - Kończysty - szybko musiał ulec modyfikacji, gdy gołym okiem ujrzeliśmy, że na stokach tego szczytu nie możemy liczyć nawet na niewielkie płaty śniegu. Ostatecznie poszliśmy za śladami wzdłuż potoku, prowadzącymi do Doliny Jarząbczej. Stoki Łopaty i Czerwonego Wierchu okazały się bardzo ciekawym terenem narciarskim, na którym śnieg dosyć dobrze się trzyma. Na wysokości ok. 1 700 m, nie docierając do żadnego specyficznego punktu, zdecydowaliśmy się na odwrót z uwagi na bardzo silny wiatr. Nasz kursant zmęczył się jak... kursant, ale dzielnie przyjął na zjeździe wiedzę z zakresu wpinania i wypinania nart, trawersowania zbocz i zsuwania się. Kiedy zaczęły się drzewa, natychmiast zapięliśmy mu kask, bo polegaliśmy na nim jeśli chodzi o transport do domu. Niestety ze względu na późną porę i zmęczenie materiału, zakręcanie będziemy musieli poćwiczyć na następnym wyjeździe. Doliną Chochołowską dało się zjechać do Polany Huciska, ale to może być już nieaktualne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY WYSOKIE - Niżnie Rysy|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 03 2011}}&lt;br /&gt;
Przebieżka skitourowa na Niżnie Rysy (2430). Do Morskiego Oka idziemy z buta - wprawdzie dało się na nartach, ale uznaliśmy, że nie mamy na to czasu (piechotą zajęło nam to 1.5h). Morskie Oko, Czarny Próg i Czarny Staw pod Rysami tj. ok. 200 metrów przewyższenia przechodzimy na fokach; kolejne 800 m pionu to już tylko raki. Pod Bulą pod Rysami wykonujemy wykop, który potwierdza, że sytuacja śniegowa jest nieciekawa - górna warstwa śniegu jest zupełnie niezwiązana z podłożem. Na szczęście grubość tej pokrywy wynosiła na ogół kilka cm. Jesteśmy jedynymi skiturowcami w okolicy (czyżby wszyscy na zawodach?), poza nami widzimy tylko piechurów drapiących się na Rysy i wspinaczy działających na Kazalnicy. Wierzchołek osiągamy przed 16:00 - najtrudniejsze było ostatnie 200 m, nie da się ukryć że trochę zmęczyło nas te 1446 metrów podejścia. Zjazd jest pierwszorzędny, stromy (początkowo 42 stopnie) ale na ogół szeroki. Pod wierzchnią warstwą, która natychmiast się osuwała, śnieg był dosyć twardy, lecz nie zlodzony. Przed przemierzeniem Morskiego Oka musieliśmy przystanąć na dłużej na płotku, bo nogi zaczynały już odmawiać nam posłuszeństwa. Na szczęście sporą część stawu udało się pokonać bezwysiłkowo dzięki silnemu wiatrowi. W schronisku dłuższy postój; zjazd do Palenicy odbywamy już po zmroku. Piechotą idziemy ostatnie 20 minut, nie chcąc katować szlachetnych nart, które mieliśmy na tym wyjeździe na nogach (mieliśmy dokładnie ten sam model). Za ten dzień przyszło mi zapłacić okrutnymi odciskami na nogach od moich nowych butów - superlekkich i superniewygodnych (tanio sprzedam!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BABIA GÓRA - na wschód słońca|Asia Wasil i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 03 2011}}&lt;br /&gt;
Spontaniczny pomysł zainspirowany wiosennym już prawie słońcem wpadającym przez okno. -Jutro w góry! Babia. Dzwonię do Pacyfy, bo wiem, że ma wolne. &lt;br /&gt;
Zastanawia się nie dłużej niż sekundę – Jadę! Ale może pojedźmy na wschód słońca. Czyli wyjazd już dziś.&lt;br /&gt;
Do 22:00 wspinam się jeszcze na ściance w Bytomiu a o 23:30 wyjazd. Perfekcyjnie. Drogi puste. Podejście do Markowych Szczawin w 1h mimo oblodzonego szlaku, czyli z kondycją nie jest tak źle. Ja wprawdzie jak zwykle idę na dopingu, czyli z słuchawkami i odpowiednią muzyką na uszach. Pacyfka bez wspomagaczy twardo dorównuje mi kroku. Na perci akademików śniegu niewiele, ale przewiany i twardy. Spod nóg wydobywają się odgłosy mrożące krew w żyłach – głuche dudnienie, skrzypienie i trzaski łamiących się śnieżnych płyt. Na szczęście śniegu jest zbyt mało na jakiekolwiek zagrożenie lawinowe, ale zdecydowanie nie chciałbym usłyszeć tego gdzieś, gdzie wyjeżdżająca śnieżna deska mogłaby zabrać mnie ze sobą w daleką podróż. Na szczycie nagroda w postaci legendarnego wschódu słońca na &amp;quot;babci&amp;quot;. Pięknie. Widok na Tatry dosłownie miażdżący. Robimy zdjęcia, chłoniemy słońce i schodzimy, bo jednak mróz. Powrót przez Bronę do samochodu i walcząc z narastającą sennością do domu, pod pierzynę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat skiturowy: Podejście i zjazd z Babiej do Markowych przez Bronę możliwy, śniegu wystarczająco, ale jest bardzo twardy. Poniżej Markowych już raczej narty na plecach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia tatrzańska|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;, SŁ:Tomasz Olczak, ST:Zbigniew Tabaczynski, SGW:Mirek Kopertowski, SW:Oliwia Ryśnik|05 - 07 03 2011}}&lt;br /&gt;
Udana akcja w jednej z jaskiń tatrzańskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BESKID ŻYWIECKI - skitourowy biwaczek na Pilsku|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|05 - 06 03 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę o 19:30 startujemy z parkingu pod ośrodkiem narciarskim. Z braku innych opcji, podchodzimy trasami, omijając najpierw narciarzy (nocne jeżdżenie) a potem ratraki. Mieliśmy spać w okolicach Hali Miziowej, ale dobrze się szło i zatrzymaliśmy się w sumie na Pilsku o 21:40. W nocy silny wiatr, temperatura w namiocie -7.5 st. Rano, wobec niekorzystnych warunków narciarskich zjeżdżamy po prostu na dół i wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUŁTANAT OMANU - Wspinaczki, jaskinie, off-road|KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Michał Ciszewski; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; Sądecki KTJ: Marek Lorczyk; SW: Piotr Słupiński|16 02 - 01 03 2011}}&lt;br /&gt;
Szersza relacja w [[Relacje:Oman_2011|sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Ski tur Pilsko - Mechy - Rezerwat Pilsko - Las Suchowarski|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Maciek Dziurka, Adam Kozniewski (os.tow.)|27 02 2011}}&lt;br /&gt;
Z szczytu Pilska rzadkim lasem zjeżdżamy na szczyt Mechy. Sam szczyt jest płaski otoczony niskimi świerkami. Pogoda idealna,bez chmur. Wyraźnie widać Tatry i Babią Górę. Śnieg momentami lepi się do nart, nawet nie trzeba zakładać fok. Od Pilska żadnych turowców. Cisze jednak przerywają jeżdżące i smrodzące skutery śnieżne które jeżdżą jak szalone obok nas. Trawersujemy Pilsko od wschodu. Dają nam popalić kosówki, które zapadają się pod nami. Wjeżdżamy między drzewa Rezerwatu Pilska, a następie Lasu Suchowarskiego. Teren zupełnie dziki. Adam wjeżdża w drzewo a Maciek znika pod kosówką , ale zjazd jest rewelacyjny. Jedziemy tak długo dopóki był śnieg. Gdy go brakło narty na plecy i za pół godziny jesteśmy na parkingu. Tam czekają już na nas Sonia i Gabi, które piechotą były na Hali Miziowej.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Skitury w okolicach Kasprowego|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Lechu (os.tow.)|27 02 2011}}&lt;br /&gt;
W pięknych okolicznościach przyrody ( w Tatrach ciepło i słonecznie) robimy w dosyć &amp;quot;emeryckiej&amp;quot; wersji trasę Kuźnice-Schronisko na Kondratowej-Kasprowy-Kuźnice. Główny szlak naszego przejścia to różne odgałęzienia nartostrady Goryczkowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - jaskinia Zimna|Jasińska Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Jaworska Asia&amp;lt;/u&amp;gt;, Rymarczyk Ola, Wasil Asia  |26-27 02 2011}}&lt;br /&gt;
Dokonano przejścia jaskini Zimnej od dolnego do górnego otworu. Wspinaczka nie sprawiała większych trudności, każda z nas znalazła &amp;quot;coś dla siebie&amp;quot;. Czas akcji 8 godzin. Trochę czasu zeszło nam na szukanie prawidłowej drogi w partiach przy górnym otworze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BESKID ŻYWIECKI - spacerowo na Krawców Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Sara (os. tow.) |26 - 27 02 2011}}&lt;br /&gt;
Spokojny spacerek do Bacówki na Krawców Wierch, pogoda zdecydowanie wiosenna. Bacówka bardzo przyjemna i w dobrej lokalizacji gdyby chcieć robić przejście np. narciarskie od Zwardonia do Babiej (może w przyszłym sezonie ;)).&lt;br /&gt;
W niedzielę szybki spacer granią na Grubą Buczynę, skąd rozpościera się piękny widok na Tatry i Pilsko. Wracając zatrzymujemy się jeszcze w Rajczy na boulderze :). Warunki na tury nieciekawe, granią niby się da, ale tylko szlakiem i to nie wszędzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Ski tur Pilsko - Rysianka - Sopotnia.|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Kozniewski - -pierwszy raz na skiturach(os.tow.)|20 02 2011}}&lt;br /&gt;
Na Pilsko wjeżdżamy wyciągami. Na szczycie jesteśmy o 12:00.Zjeżdżamy przez Munczolik-Trzy Kopce na Rysianke. Warunki śniegowe rewelacyjne, pogoda mglista. Na Rysiance jesteśmy o 16:00. Wchodzimy na herbatę do schroniska. Zjazd do Sopotni zaczynamy gdy robi się ciemnawo. Nie umiemy trafić na szlak dlatego mamy wspaniały zjazd poza szlakiem. Na dole jesteśmy gdy jest już całkiem ciemno. Po godzinie przyjeżdżają po nas znajomi, którzy jezdzili  na wyciągach. Adamowi tak spodobał sie wyjazd że pojechał w następną niedziele.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Skitury w okolicach Kasprowego|Ola Stra.. yyyyy, wróć - Golicz, Mateusz Górowski, Tomasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; |20 02 2011}}&lt;br /&gt;
O 6:40 autobusem dojeżdżamy z Zabrza na BP-Wirek,  gdzie podjeżdża po Nas Ola. Szybkie śniadanko na stacji i wyruszamy o 7 ze sporym hakiem.  Na szczęście przespałem większość drogi i nie musiałem się stresować z powodu dość ciężkiej nogi Oli, bo już przed 10:00 jesteśmy w Kuźnicach pod kolejką na Kasprowy. Dzielimy się na 2 grupy: pierwsza-Mateusz i Ola foczą nartostradą; druga - Pawlasy dają z buta przez Boczań. Spotykamy się  w Murowańcu w samo południe. W chwili gdy wiatr rozwiewa chmurzyska na kilka sekund dostrzegamy, że początkowe plany muszą ulec zmianie bo na Żółtej Turni ani grama śniegu. Szybko podejmujemy decyzje o objęciu kierunku na Kasprowy i zjedzie z Liliowego lub Beskidu. Po paru minutach Tomek orientuje się, że coś mu lekko na plecach i w takim bądź razie chyba zgubił po drodze raki. Nie pozostaje mu nic innego jak resztę dnia spędzić na przebieżkach po Tatrach w poszukiwaniu zagubionego sprzętu. Bardziej rozważna i mniej roztrzepana część wycieczki zmierza ku Beskidowi skąd zjeżdża do dolnej stacji wyciągu krzesełkowego. Wjeżdżamy na górę i spotykamy Tomka i jego zgubę. Krótką przerwę przeznaczamy na narzekanie na panujące warunki narciarskie i zjeżdżamy przez Goryczkową do samego ronda. Tuż pod szczytem Kasprowego postanawiam jeszcze trochę poszaleć i oram głową przez poletko rozrzuconych skałek – ot taka sobie rozrywka. Zjeżdżamy pod auto jeszcze przed zmrokiem i powrót na Śląsk. Generalnie choć śniegu sporo to warunki fatalne (mgła, szreń, lód). Ewidentnie daje się zauważyć wzrost zainteresowania skiturami, gdyż połowa spotkanych narciarzy (w pobliżu Kasprowego) była wyposażona w sprzęt turowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Zaczynając ten opis chciałem napisać coś co pretendowałoby do nagrody na najlepszy opis roku, ale chyba poczekam z weną na jakiś bardziej treściwy wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. 2. Wiem, że uzgodniliśmy, że to Tomek zrobi opis, ale jaki jest sens czytania relacji z wyjazdu po kilku miesiącach:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Dolina Gąsienicowa|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|13 02 2011}}&lt;br /&gt;
Po dwóch falstartach, ruszamy z Katowic o 08:35. Z uwagi na późną porę, postanawiamy tym razem wykorzystać ogólnonarodowe dobro, kolejkę linową na Kasprowy Wierch. Kosztowało nas to trochę nerwów w ogonku i 64 zł, ale dzięki tej decyzji, w samo południe stajemy na szczycie Kasprowego. Przebijamy się przez tłumy na Beskid i dalej, na Liliowe. Foki nie były konieczne, gdyż ten szlak jest wydeptany jak Krupówki. Z Liliowego zjeżdżamy trzymając kierunek na stawy. Przez pierwsze 150 metrów śnieg typu beton. Ola nabiła sobie kilka siniaków, a ja efektownie wylądowałem głową w dół wprost na podchodzącym do góry skitourowcu (&amp;quot;trudne mamy dziś warunki, prawda?&amp;quot;). Potem znacznie się poprawiło i zrobiliśmy ładnych parę zakrętów w pysznej, ok. 20-centymetrowej warstwie świeżego puchu. Po dotarciu niemalże pod dolną stację wyciągu, zakładamy foki i ruszamy w kierunku przełęczy Karb. Po zachodniej stronie śnieg dosyć przyjemny, ale jak będzie na stronę Czarnego Stawu? Otóż całkiem nieźle - udało się nam odbyć ten klasyczny zjazd w rzadko chyba o tej porze roku spotykanych warunkach śniegowych. Zwłaszcza w jego górnej części jechaliśmy po miękkim i wiele wybaczającym śniegu. Ze Stawu zjechaliśmy następnie do Murowańca, gdzie po szybkiej decyzji ubraliśmy na powrót foki i weszliśmy z powrotem na Kasprowy, załapując się na zachód słońca. Cała pętla zajęła nam dokładnie cztery godziny. Z Kasprowego zjechaliśmy trasą w dol. Goryczkowej, w sporej części znowu po puchu. Po raz pierwszy w tym sezonie udało się nam wrócić do auta przed zmrokiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały dzień mieliśmy bardzo dobrą pogodę i widoczność; było wprawdzie zimno, ale słonecznie. Warunki narciarskie szczerze nas zaskoczyły, z perspektywy Katowic nie spodziewaliśmy się, że może być tak dobrze. Nartostrada w Goryczkowej jest przejezdna aż do Kuźnic, a nawet dalej. Co również było miłe, mimo ferii, bez problemu znalazł się dla nas stolik w restauracji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Omszała Studnia|Damian, Teresa Szołtysik|13 02 2011}}&lt;br /&gt;
W ramach zwiedzania jaskiń jurajskich w Cisowej Skale zjeżdżam do Omszałej Studni (-10), w dziurze wysokie ale ciasne korytarze. Następnie przechodzimy ciekawym szlakiem wokół rezerwatu Pazurek. Bardzo ciekawe okazały się Zubowe skały. Teren lekko przyprószony śniegiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Miętusia Wyżnia|Kaja Fidzińska (KKTJ), Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; |12-13 02 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano dojeżdżam do Krakowa, gdzie czekają już na mnie Kaja z Damianem. Po krakowskiej imprezie dnia poprzedniego szybko zamieniamy się z Damianem za kierownicą. Do bazy docieramy nawet szybko choć drogi poza zakopianką białe. Na bazie witamy się z krakusami i szybki przepak . Gdy ruszamy w góry chmury po prostu się rozmywają i pod sam otwór towarzyszy nam cudowna pogoda. Po męczącym pokonaniu stromego żlebu docieramy pod otwór. Dojście do Błotnego Syfonu schodzi błyskawicznie. Tutaj trochę latania z worem pełnym wody (3-osobowy zespół) ale jakoś poszło. Syfon Paszczaka też puszcza chociaż woda dostaje się w różne zakamarki kombinezonów. Syfon Salome to generalnie mała kałuża więc szybko docieramy na dno i wracamy. W drugą stronę lewarowanie idzie nam znacznie już łatwiej. Ale jeszcze przed syfonami dostaje powoli trzęsawek. Na powierzchni wita nas rozgwieżdżone niebo i temperatura grubo poniżej -10. W kombinezonach zjeżdżamy żlebem i przebieramy się w suche ciuchy. Do bazy docieramy ok. 23 i zastajemy krakusów w trakcie imprezy. Niestety nie dotrzymujemy do końca i idziemy spać. Powrót następnego dnia. Choć nie byliśmy wysoko w górach, warunki narciarskie oceniam jako dobre.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz ubiegł mnie z opisem, więc dopiszę tylko kilka zdań od siebie. Kolejna z akcji &amp;quot;dla koneserów&amp;quot; - niekoniecznie przyjemna, ale jak kiedyś inteligentnie skonstatował Mateusz Golicz - bez odrobiny upodlenia ten sport traci sens :) Za to powrót... dawno nie byłem w górach w tak piękną noc, aż nie chciało się iść na bazę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ps. Relację z akcji &amp;quot;mufinki&amp;quot; zgłaszam do konkursu na &amp;quot;Opis roku 2011&amp;quot;. Genialna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Zimna|Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2011}}&lt;br /&gt;
Nowy Prezes klubu zaszczycił swoja obecnością naszą skromną, szybką akcje do Zimnej. W ciągu równo czterech godzin przeszliśmy od dolnego do górnego otworu. Przy kracie było sporo plecaków, także nic dziwnego że przy Ponorze spotkaliśmy Staszka Wasyluka z KKTJ-u z małą ekipą kursową (dzięki za puszczenie nas!). Potem jeszcze nawiązaliśmy łączność głosową z ekipą wracającą zza syfonu KKTJ-u.  Każdy z nas coś tam sobie powspinał. Większość oszukiwała, jedynie Karol świecił przykładem i tylko raz chwycił się Bat'inoxa na ''Czarnym Kominie''. Może warto też odnotować, że najważniejszą kością tego wyjazdu była kość ogonowa - najpierw Michał zjechał od kraty po lodzie, potem wszyscy przewracaliśmy się na śniegu i walczyliśmy o życie na zejściu z górnego otworu. Ogólnie, nie zmęczyliśmy się zbyt bardzo, ale przynajmniej ruszyliśmy się z miasta. Nawet Tomek J. żałował, że z nami nie pojechał. Wyszliśmy na tyle wcześnie, że przez chwilę nawet na poważnie planowaliśmy pójść do kina na ''Sanctum''. Znaleźliśmy jednak niepomyślne recenzje w Internecie, więc podarowaliśmy sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda w Tatrach zniechęcająca. Roztopy, momentami mżawka, halny, mgły. W Zachodnich żadnych szans na wycieczki narciarskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Muffinki bananowe|5-6 bananów, 2 szlanki mąki pszennej, pół szklanki oleju, 2 jajka, jedna łyżeczka proszku do pieczenia i ćwierć łyżeczki sody oczyszczonej; pół szklanki cukru; bakalie|Czas przygotowania ok. 45 min.}}&lt;br /&gt;
Banany miksujemy z cukrem i jajkami. Potem dodajemy mąkę, proszek, sodę i olej. Gotową masę przelewamy do papierków muffinkowych i pieczemy w formie do muffinek. Pieczemy ok. 20 minut w temperaturze 200 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Zimna od dolnego do górnego otworu oraz Korytarz Rubinowy| Kaja Fidzińska (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2011}}&lt;br /&gt;
W ramach niedzielnego spaceru w identycznym składzie powtórka akcji sprzed roku z wariantem do Rubinowego. Ekipa Nockowa (Mateusz, Ola, Michał i Prezes) przebiegają jaskinię jakieś dwie godzinki przed nami. My natomiast spotykamy w dziurze kurs KKTJ prowadzony przez Staszka Wasyluka  – męża Kai. Fajnie tak spotkać małżonka w jaskini:) chwilę im towarzyszymy, po czym puszczają nas przodem przed Beczką (dzięki!). Odwrotnie niż w tamtym roku, każdy robi to czego nie lubi – czyli Kaja wspina, a ja targam wora. Przyznam, że wycieczka była jednak trochę dłuższa i bardziej męcząca niż zakładaliśmy na &amp;quot;dzień restowy&amp;quot;. Ale co tam, odpocznę w pracy :) Integrujemy się na bazie jeszcze długo w noc, a rano pobudka o 6:00, bo koleżanka musi się stawić na rano do pracy w Krakowie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Miętusia, Ciasne Kominy | Kaja Fidzińska (KKTJ), Michał Parczewski (ST  Zakopane), Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|05 02 2011}}&lt;br /&gt;
Dziura. Nareszcie znowu dziura. Już prawie zapomniałem jak to wciąga. Na szczęście rzucenie tego nałogu skutecznie utrudniają współuzależnieni.  Zaczepny mail od Kajaka i znowu wiem, że Kundera miał rację – „Prawdziwe życie jest gdzie indziej”. Widok osobniczki we wnętrzu jaskiniowym, z worem i rogalem na twarzy działa jak pierwszy kieliszek na alkoholika:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny raz udowadniamy, że idea integracji międzyklubowej ma przyszłość – czteroosobowa ekipa, trzy kluby. Statystyczną większość stanowią członkowie Nocka. Duma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie z opowieściami miało być erotycznie – czyli mokro i ciasno.  Aż tak ciasno ani mokro wcale nie było – było miło. Akcja poszła sprawnie i bez przygód. Syfon na dnie urokliwy – głęboka, przejrzysta woda, pomościk zbudowany do magazynowania butli nurkowych – jak nad morzem. Powrót w coraz lepszych nastrojach, Wojtek rozkręca się towarzysko, wszyscy chyba czujemy, że jest dobrze, tu i teraz. Z Kir Michał i Wojtek wracają do domów (Michał ma cokolwiek bliżej), a ja z Kają dołączamy na bazie do krakusów (obóz zimowy KKTJ) i przy piwku wymyślamy akcję na jutro. Nałóg działa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUDETY - skitour na Śnieżkę|Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|30 01 2011}}&lt;br /&gt;
Mimo pobudki o 5:30am, startujemy z miasteczka ''Pec pod Sněžkou'' dopiero o 11:20. W Karkonoszach panuje zima na całego, ośrodki narciarskie pracują pełną parą. Atmosferę kurortu podtrzymuje charakterystyczna woń... spalin, która towarzyszy nam właściwie przez cały dzień, nawet na grani. Co chwilę mijają nas skutery śnieżne, najwyraźniej nieodłączny element krajobrazu tutejszego Parku Narodowego. Na pocieszenie mamy przepiękne widoki i świeży, nietknięty nartą skitourową śnieg. Popularne są za to biegówki. Nad Výrovką robi się gęsto od biegaczy i przekonujemy się jak niebezpieczny jest to sport. Biegacze na jak najbardziej cienkich nartach zjeżdżają granią i co chwilę któryś spektakularnie wywraca się, wzbijając w powietrze masę śniegu i czasem uszkadzając swój sprzęt. Przy któreś z kolei kraksie tego samego zawodnika odnotowuję w myślach, że naród czeski w pogardzie ma śmierć i jeśli poddaje się bez jednego wystrzału, to z czystego wyrachowania, w żadnym razie z tchórzostwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu na grań tj. na wys. ok. 1400, kierujemy się w stronę najwyższego szczytu Sudetów - ''Śnieżki'' (1602). Czterdziestominutowy spacer prawie płaską równiną uświadamia nam, jak bardzo te góry różnią się od innych pasm, tak bliskich naszym sercom. Z wyglądu drzew wnioskujemy, że trafiliśmy na wyjątkowo dobrą pogodę (bez wiatru). Wreszcie docieramy do granicy polskiej i ''Śląskiego Domu'' - schroniska położonego bezpośrednio pod kopułą Śnieżki. Widzimy już stąd, że zjazd będzie problematyczny - wiatr odsłonił kamienie. W tłumach podchodzimy ostatnie 200 m przewyższenia i kiedy dzień chyli się już ku końcowi, rozpoczynamy zjazd na południe (wzdłuż kolejki linowej). Początkowo dewastujemy trochę sprzęt, ale potem mamy 10 minut zjazdu w świeżym puchu, dla których warto było tu przyjechać. Dalej szlakiem przez las aż do górnych stacji ośrodka narciarskiego w ''Velkej Úpie''. Już zamknięte, cała trasa dla nas, choć śnieg już twardy i nie jedzie się przyjemnie. Dzień kończymy obiadem bazującym na specjałach kuchni regionalnej. W domu jesteśmy po 22:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - PPA w narciarstwie wysokogórskim na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon Czapik (partner w zespole) |29 01 2011}}&lt;br /&gt;
Ostateczną decyzję o starcie podjąłem przed północą, 4.15 pobudka, przejazd do Korbielowa, wyjazd ratrakiem z grupą pozostałym maruderów do schroniska na hali Miziowej. Zawody odbywały się w parach. Przydzielono mi Szymona (startował pierwszy raz w zawodach). Trasa składała się z trzech częściowo różnych pętli. Od schroniska na Kopiec, potem zjazd przez las i długą rynną do czerwonej nartostrady, dalej do góry bardzo stromy odcinek w rakach po poręczówkach i lasem na Pilsko z dwoma stromymi podejściami w zakosach. Zjazd wzdłuż granicy (tu wyglebiłem niefortunnie przebijając w plecaku worek z drogocennym napojem) Druga pętla podobna ale bez raków. Szymon miał ciągłe problemy z sprzętem no i chyba braki kondycyjne. Zajęliśmy więc jedno z ostatnich miejsc ale przy tak wspaniałej pogodzie potraktowałem to raczej jako wycieczkę skiturową w cudownej scenerii beskidzkich i tatrzańskich szczytów (widoczność była idealna). Po za tym był to mój pierwszy start w tym sezonie. Po obiedzie w schronisku zjeżdżam do auta. Dzień kończę na zabawie studnówkowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skiturowanie na Świniorce|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamil Szołtysik |26 01 2011}}&lt;br /&gt;
Wyjazd treningowy do doliny Leśnicy w Brennej. W Beskidach wciąż mało śniegu na skitury. W okolicach wyciągów lepiej. Przeszliśmy 2 pętle trasy na zawody PPA w celu zapoznania się z terenem. Czas jednej pętli - 25 min. Póki co nie warto chyba niszczyć nart na kamieniach w lesie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mała Fatra - biwak|Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|22 - 23 01 2011}}&lt;br /&gt;
W brzydkiej pogodzie (mgła, wiatry) piechotą podążamy z Terchovej śladami Juraja Janosika. Potem mieliśmy pójść na ''Velký Kriváň'', aby spać tam gdzieś w terenie, ale przenikliwe zimno w połączeniu z brakiem sprzętu do gotowania wybiło nam ten pomysł z głowy. Ostatecznie przespaliśmy się w pozostałościach po nieczynnym wyciągu na ''Gruniu''. Następnego dnia schodzimy do Stefanowej, aby pozostawić tam zamarznięte butelki z wodą. Stamtąd dreptamy na ''Veľký Rozsutec'', co miało sens właściwie jedynie kondycyjny. Na koniec wyjazdu zrobiliśmy zimowe przejście Hornych Dier (bez raków!) i po powrocie autobusem do punktu wyjścia, zakończyliśmy dzień obiadem bazującym na specjałach kuchni regionalnej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - narciarstwo przywyciągowe w dolinie Zillertal|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Kamil Szołtysik, Henryk Tomanek, osoby tow: Krzysztof Hilus, Eryka Hilus|15 - 22 01 2011}}&lt;br /&gt;
Dolina posiada ogromne kompleksy narciarskie (dziennie byliśmy gdzie indziej). Przez 3 dni pogoda wspaniała z widokami na najwyższe alpejskie szczyty w Austrii. Później trochę gorzej. Trasy typu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Widzieliśmy sporo skiturowców podchodzących nartostradami co chyba jest miernym pomysłem. Najwyższym osiągniętym kolejką punktem był Gletcher w Hintertuks (3250). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA); część narciarska także Gosia Czeczott (UKA)|08 - 09 01 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy do ''Ski Bachledovej'' (Magura Spiska) na narty zjazdowe. Warunki dosyć trudne - roztopy, twardo, wiatr, widoczność taka sobie, nieco gości zza wschodniej granicy. Jeździmy do ok. 14. Po przerwie obiadowo-regeneracyjnej przebiegamy się do Zimnej dolnym otworem. Cel tym razem wypadł nam w Sali Złomisk, czas pobytu wyszedł 3h 20min. W niedzielę rano Marek deklaruje się jako niezdatny do wyjścia na świeże powietrze (gorączka itd.), jadę więc z Gośką znowu do ''Bachledovej''. Tym razem jest pusto, chociaż warunki nadal późnowiosenne. W Katowicach jesteśmy z powrotem ok. 20:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Złota Góra na skiturach|Zygmunt Zbirenda, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, &amp;lt;U&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, do soboty byli - Bianka Fulde-Witman, Darek Garbas (os. tow.), Kasia Garbas (os. tow.) z dziećmi  |31 12 2010 - 2 01 2011&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
Spotykamy się w sylwestrowy wieczór w domku u Zigi w Wielkiej Puszczy. Bardzo fajna zabawa w przemiłej atmosferze. W pierwsze minuty nowego roku przewozimy dziewczyny na saneczkach zamieniając się w chyba w renifery. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 stycznia w trójkę (Damian, Heniek, Teresa) idziemy na skiturach na Targanicką Przełęcz a dalej na Złotą Górę (794). Legenda powiada, że bodaj w osiemnastym wieku zbójnicy ukryli w jakiejś pieczarze złoto. Obchodzę wierzchołek wkoło lecz jakoś nic nie znajduję i tylko wiatr huczał w knieji. Północne zbocza opadają dość stromo w dół.  Stąd po różnych śniegach (generalnie śniegu mniej niż u nas i często zawadzaliśmy o różne przeszkody) zjeżdżamy do Wielkiej Puszczy. Trasa też była ciekawa. Najpierw leśnymi duktami, potem wspaniała jazda przez rozległą polanę a dalej kluczenie między drzewami a niżej chatami. Trafiamy jednak do celu wraz z zapadającym zmrokiem. Pozostała grupa zrobiła sobie pieszy spacer. Wieczór upływa tym razem na wspomnieniach (ach jak ten czas szybko upływa).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę Tadek z ekipą jedzie jeszcze do Szczyrku a my z Zigą do domu. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FNowyRok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Wielkie dzięki Ziga za zorganizowanie imprezy.''&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2442</id>
		<title>Wyjazdy 2012</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2442"/>
		<updated>2012-02-05T18:01:22Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Żółta Turnia na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kuźnic przez Boczań do Murowańca. Pada słaby śnieg, temperatura – kilkanaście stopni poniżej zera. W schronisku krótki odpoczynek (spotykam tu kolegę z Rudy) i podjęcie ostatecznej decyzji co do celu. Wybieramy Żółtą Turnię. Górne partie tej góry wywiane były z śniegu lecz można było zaryzykować. Minusem tego rejonu jest fakt, że od Murowańca trzeba stracić prawie 200 m na wysokości. Na podejściu w Dubrowiskach „niegrzeczne” są foki. Wkurzeni wrzucamy narty na plecaki i dajemy z buta bo ścieżka była przetarta. Na Żółtą Turnię (2087) podchodzimy pn - zach. ramieniem wzdłuż Pańszczyckiego Żlebu. W rakach osiągamy szczyt przy sypiącym śniegu i coraz bardziej ograniczonej widoczności. Trzeba przyznać, że ostatnie kilkadziesiąt metrów podejścia było przykre z uwagi na super zmienne warunki śniegowe (raz po pas a w chwilę później kamienie). Na szczycie jesteśmy dosłownie kilka sekund i uciekamy w dół. Schodzimy niżej do początku centralnego żlebu gdzie zakładamy narty i śmigamy w dół przez cudowne pola śniegu pisząc swoje ślady na dziewiczych połaciach. Jak zwykle dużo za szybko docieramy do szlaku i nim podążamy z powrotem do schroniska. Do auta przy rondzie w Zakopcu dojeżdżamy na nartach w sam raz przed zapadającymi ciemnościami. Zdjęć nie robiłem bo zamarzł mi aparat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie. |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin G. - os.tow.|2-4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Króciutki wypadzik w tatery na odstresowanie:) Pierwszy dzionek zajęła nam podróż, dojście do Kondratowej i spacer po dolince, w drugim wdrapaliśmy się na Giewont (zawsze przeze mnie unikany, teraz byliśmy na szczycie sami; nie licząc grupki siedmiu kozic:) i stamtąd pomaszerowaliśmy na Kondracką Kopę, w sobotę trzeba było wracać. Pogoda przepiękna: niebo bezchmurne, słoneczko, niesamowita widoczność, śnieg-marzenie. Jeden szkopuł: przeokrutne zimno. W nocy i rano -25st, w dzień minus kilkanaście. Zamarzało wszystko po kolei: od nieopatrznie odsłoniętych części ciała, przez garderobę, po aparat:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury: Jaworze-Błatnia-Szyndzielnia-Jaworze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.)|2 02 2012}}&lt;br /&gt;
Zachęceni wspaniałą pogodą i warunkami śniegowymi zrobiliśmy z dziewczyną szybki wypad klasyczną trasą turową: Jaworze - Błatnia - Szyndzielnia - Jaworze. W górach pięknie i mroźno. Mimo niezmąconego niczym słońca i braku wiatru nie można było sobie pozwolić, jak w niedzielę, na wygrzewanie się na grani. Wypad krótki ale bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spacer skiturowy koła emerytów i rencistów na Kotarz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
Korzystając z uroków zimowej aury jak i podążając za modą na aktywny wypoczynek ostatniej niedzieli nasze koło emerytów i rencistów zorganizowało spacer skiturowy po beskidzkich wzgórzach. Chciałbym od razu dodać - niezwykle udany spacer. W miłej i bezstresowej atmosferze przeszuraliśmy z Brennej na Kotarz i w pysznym śniegu zjechaliśmy z powrotem. Zimowe słońce opalało nasze czerstwe twarze zaś lekki mróz zdrowo szczypał w policzki. Organizatorzy spisali się na medal, pozwalając nam przyjemnie i bezpiecznie spędzić dzień na świeżym górskim powietrzu i nacieszyć się pięknem natury, za co chciałbym im w tym miejscu serdecznie podziękować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niedzielnym śniadaniu ruszam autobusem z Istebnej Centrum na Koczy Zamek pod Ochodzitą. Około godziny 11:10 ruszam na skiturach z Koczego zamku w kierunku Trojaków dalej trasa biegnie wzdłuż granicy państwa w przez trójstyk aż do rzeki Olza. Po drodze zmuszony jestem pokonać kilka potoków ale dzięki silnemu mrozowi większości są one pozamarzane. Podczas wędrówki był silny mróz szczególnie w ostanie fazie drogi oraz piękna słoneczna pogoda. Zdarzyło mi się też skąpać buta w jednym z potoków. Ok. godz 18:20 dotarłem do domu.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Małej Łąki i inne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, momentami w towarzystwie Marka Wierzbowskiego (UKA), Małgorzaty Czeczott (UKA) którzy gościli mnie w Zakopanem|28 - 29 01 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę skorzystałem z bardzo dobrych warunków i ograniczonej ilości skitourowców w Tatrach (prawie wszyscy na zawodach ;-). Wystartowałem o godz. 8:40 z wylotu doliny Małej Łąki bez zbytniego przywiązywania się do konkretnych planów, ot &amp;quot;zobaczymy co się stanie&amp;quot;. Miejsce odpoczynku na Wielkiej Polanie okazało się być przysypane do poziomu stołu. Do tego momentu nie miałem jeszcze nart na nogach - śnieg na szlaku był tak ubity, że spokojnie szło się piechotą. Sytuacja zmieniła się radykalnie za Ciekiem - zmuszony byłem torować, gdyż najwyraźniej po ostatnich opadach pojawiłem się tam jako pierwszy. Pod Wielką Turnią moją uwagę przykuły Świstówki i dosyć konkretnie zasypany Przechód. Za każdym razem, kiedy pokonuję ten próg na dojścu do Śnieżnej myślę sobie, że byłoby super któregoś dnia zjechać go na nartach. Doszedłem do wniosku, że to właśnie jest ten dzień. Szybciutko wbiegłem więc na Kopę Kondracką (godz. 11:45!) - na szczęście od Kondrackiej Przełęczy było już przetarte - i rozpocząłęm zjazd na zachód, szeroooką granią w kierunku Małołąckiej Przełęczy. Stamtąd skręciłem w dolinę, przez Wyżnią Świstówkę, okolice Wielkiej Śnieżnej i nad Przechód. Próg pokonałem skrajem, po orograficznej lewej. Trzeba przyznać, że jest tam kilka emocjonujących metrów, ale rzecz jest do zrobienia bez skakania. Dalej Niżnią Świstówką z powrotem pod ściany Wielkiej Turni. Co mnie zaskoczyło, do żółtego szlaku da się zjechać i nie trzeba zakładać fok - latem wcale tak to nie wygląda. Cały zjazd był po prostu przedni, dawno się tak dobrze nie bawiłem. Śnieg był bardzo dobrej klasy, tym bardziej, że zdążyłem zanim pojawiło się słońce. Całkiem poważnie zastanawiałem się, czy od razu nie powtórzyć tej trasy, z miejsca i tego samego dnia. Ostatecznie jednak wszedłem z powrotem pod Giewont i zjechałem do doliny Kondratowej (również przyjemnie, ale śnieg liźnięty już słońcem), a następnie do Kuźnic na zakończenie zawodów Pucharu Polski. Tam spotykam się z moimi znajomymi, a także Damianem i Pawłem. Po odzyskaniu samochodu (1.5h) i krótkiej regeneracji, dzień kończę wypadem z Markiem na nocne foki z Brzezin do Betlejemki.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano nie wiedziałem jeszcze dokładnie co będę robił, ale na pewno miał być to jakiś ambitny zjazd. Pomyślałem sobie, że jestem pewnie trochę zmęczony, więc trzeba sobie nieco ułatwić. Zgodnie z tą linią, wjeżdżam na Kasprowy kolejką (co było możliwe tylko dzięki zmiane turnusów - ludzie zajęci pakowaniem/rozpakowywaniem...). Dalej idę piechotą w stronę Świnicy, przyglądając się bacznie Kościelcowi. Chciałem dotrzeć na Karb, więc jako miejsce zjazdu z grani wybrałem Świnicką Przełęcz, co okazało się niezbyt rozsądne. W związku z ładną pogodą, piechurzy rozchodzili ją poprzedniego dnia maksymalnie i pozostawili po sobie głębokie rynny po dupozjazdach. Zaliczyłem tam ciekawą glebę i podreptałem dalej w stronę Karbiu. Jak się okazało, śniegu na Kościelcu jest mimo wszystko dużo za mało na zjazd. Nawet gdyby było go dosyć, nie mogłoby mi się udać. Na zjeździe z Karbiu w stronę Czarnego Stawu okazało się bowiem, że ... wysiadły mi uda :) W samo południe znalazłem się więc w Murowańcu w bardzo przykrej sytuacji - słońce, brak wiatru, umiarkowany mróz, warunki narciarskie idealne - a ja po prostu już nie mogę. Poczekałem na Gośkę, która podchodziła z Kuźnic (z Moniką Strojny) i była w podobnym stanie co ja, choć wywołanym nieco innymi okolicznościami (zawodami). Spróbowaliśmy jeszcze ostatniej deski ratunku - wyciągu i trasy narciarskiej w Gąsienicowej. Tu również okazało się, że po prostu się nie da, na ten weekend to już koniec i nie pozostaje nic, jak tylko zjazd Goryczkową do Kuźnic. Przynajmniej wyjechałem z Zakopanego dosyć wcześnie i dzięki temu pewnie uniknąłem korków...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - IV puchar Budrem KW Zakopane w narciarstwie wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik. Na miejscu byli nasi koledzy z Speleoklubu Bielsko Biała: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer i Zosia Chruściel (z wyjątkiem Jurka też startowali). Zjawił się również Mateusz Golicz z kolegami z Warszawy| 28 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze w tym roku zawody Pucharu Polski w narciarstwie wysokogórskim odbyły się w idealnych warunkach pogodowych i śnieżnych. Trasa wiodła szlakiem z Kuźnic (1032) na Nosalową Przłęcz (1103), następnie zjazd szlakiem narciarskim spowrotem do Kuźnic a dalej podejście na Halę Kondratową (1330) i do kotła Goryczkowego (1550) skąd już podejście zakosami na szczyt Kasprowego (1987). Tu przepinka i zjazd początkowo granią a dalej częściowo nartostradą do Goryczkowej. Stąd leśnymi duktami poza trasą do „esa” i dalej już nartostradą do Kuźnic. Zawody ukończyłem i tym razem było to dla mnie sukcesem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: startowałem pierwszy raz na lżejszym sprzęcie. W butach F1 obtarłem sobie pięty do krwi, więc od Kondratowej głównie walczyłem z bólem przy każdym kroku. Na domiar złego zamarzł mi wężyk od pojemnika z płynem więc cały dystans pokonałem bez kropli płynu. W trakcie zjazdu przez las na dużej szybkości i to w wąskim miejscu nagle przede mną pojawił się leżący w poprzek zawodnik. Aby nie doszło do katastrofy desantowałem się w kosówki. Zgubiłem nartę. Zapięcie buta w niewygodnym miejscu kosztowało mnie sporo energii, czasu i jeszcze więcej przekleństw. W dodatku minęło mnie kilku rywali. W końcu zmęczony (do zawodów przystąpiłem „z marszu” bez specjalnego przygotowania) dotarłem do mety. Biuro zawodów mieściło się w małym Jurtabar w Kuźnicach i tam wydawane były posiłki. Przy setce zawodników był to mierny pomysł.  Tam też spotkałem Mateusza Golicza, który zrobił ciekawy zjazd (na pewno opisze) oraz potem dołączył Paweł, który pokonał trasę zawodów poza konkursem. Do auta przy rondzie zjechaliśmy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2Fppa-zakopane&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Szyndzilenię|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna przebieżka na Szyndzielnię. Wyruszam z domu po 9 tej, wracam przed 15 tą. Warunki na czerwonym szlaku całkiem niezłe ( słońce i przechodzona trasa). Zjazd nartostradą do samochodu zaparkowanego pod Dębowcem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Skrzyczne (1257) niebieskim szlakiem od Ostrego (od wschodu). Początkowo w słońcu i lazurowym niebie. Od hali Jaskowej całkowita zmiana pogody. Zadymka śnieżna, ograniczona widoczność. Po 2 godzinach osiągamy szczyt a potem odpoczynek w schronisku. Zjazd mimo warunków był przepiękny. Po drodze spotkaliśmy 3 skiturowców i 3 ludzi bez nart. Generalnie dużo śniegu a zjazd na tą stronę Skrzycznego godny polecenia. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Skrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w masyw Pilska|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, Mateusz Górowski, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Justyna&amp;lt;/u&amp;gt; (os. tow.)| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dementując plotki o nie chceniu zrobienia opisu na temat wypadu który odbył się 22.01.2012 r. w Beskid Żywiecki – skitury w masywie Pilska, właśnie go tworzę…  A tworzenie zajmuje mi trochę czasu gdyż właśnie dochodzę do siebie po tym że wypadzie… J&lt;br /&gt;
Otóż  jako osoba, która pierwszy raz w życiu miała styczność z tą odmianą sportu zimowego, jestem mile zaskoczona J&lt;br /&gt;
Będąc totalnym laikiem, na pewniaka wybrałam się razem z Henrykiem, Maćkiem, Mateuszem, Łukaszem na skitury. Na pożyczonym sprzęcie od życzliwego kolegi, pewnie wyruszyliśmy z Korbielowa na Halę Miziową, wszystko pięknie i wspaniale do momentu gdy weszliśmy na szlak, tu zaczęły się schody. Jako, iż byłam jedyną dziewczyną w gronie, dzielnie próbowałam brnąć za kolegami, (co prawda ostatnia ale po wspaniale utorowanych śladach :D). Przyznam się, trochę odstawałam, ale to przez podziwianie pięknych widoków przez wysokie ośnieżone drzewa ;)&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy kilkoro „napaleńców”, którzy bez sprzętu skiturowego również podążali tym szlakiem. (Kiedy piechurzy nas doganiali tzn. mnie, musiałam szybko spiąć pośladki i dalej gonić kolegów). Gdy wyszliśmy na nartostradę i podążaliśmy  do schroniska można było zauważyć dziwne spojrzenia ludzi którzy zjeżdżając, patrzyli na nas jak na dziwolągów.&lt;br /&gt;
Gdy dotarliśmy do schroniska (w moim przypadku na ostatnim tchnieniu) mogliśmy zregenerować siły przy najlepszym trunku na świcie jakim wtedy wydawała się herbata z termosu (nie wnikam co koledzy mieli w termosach) ale jak później wystrzeli w górę przy podejściu na Kopiec pomyślałam, że w moim termosie zabrakło „prądu”.&lt;br /&gt;
Niestety wiatr oraz śnieg nie pozwoliły  nam na wejście na sam szczyt Pilska. Postanowiono, iż ściągamy foki i brniemy w dół zielonym a potem czarnym szlakiem. I tak było… do pierwszej polany, gdyż wewnętrzny GPS naszego kolegi  został „zaśnieżony”…  Potem były próby powrotu na właściwą drogę ale to oznaczało małe podejście w górę… Koledzy świetnie poradzili sobie bez fok, natomiast ja wpadłam na pomysł, iż zdejmę narty i podejdę w butach. Jak się okazało był to bardzo głupi pomysł gdyż tuż po uwolnieniu buta z „jakże wspaniałych zapięć” utopiłam się w śniegu po udo, szybko wróciłam do wyżej wspomnianych „jakże wspaniałych zapięć” próbując umieścić tam spowrotem   uwolnionego wcześniej buta. Całe szczęcie, nadeszła pomoc Heńka oraz foki wróciły na narty :D. I tak pełna szczęśliwości, iż można swobodnie poruszać się w górę dołączyłam do kolegów.&lt;br /&gt;
Później równie były ciekawe atrakcje ale nie będę tego opisywać bo wyszedł by esej…  wspomnę tylko iż udało nam się pozostawić kilka śladów za sobą w postaci ogolonych choinek ze śniegu, czy to odbitych orłów w ścianie śniegu &amp;lt;Lol&amp;gt;. Co jak co ale zjazd w puchu był niesamowity. Końcówka również była interesująca ponieważ mimo zastanych ciemności Kolega Łukasz dzielnie oświetlał nam drogę „wspaniałą czołową latarnią” &amp;lt;Lol&amp;gt;  (naszcze czołówki przy jego „reflektorze” wydawały się „zapalniczkami w tunelu”).&lt;br /&gt;
Wszyscy cali w jednym kawału dotarliśmy bezpiecznie do Korbielowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;| 19 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 14:00 wyruszyłem z Istebnej Tokarzonka w kierunku Kiczor po drodze wykładam sól w dwóch lizawkach dla zwierzyny. Trasa początkowo biegnie szlakiem zrywkowym później dołącza do czerwonego szlaku biegnącego z Kubalonki. Po wejściu na wierzchołek Kiczor zjeżdżam na nartach wzdłuż granicy państwa w kierunku rzeki Olza przy moście granicznym zakładam ponownie foki i drogą biegnącą wzdłuż Olzy dochodzę ok. 19:00 do Istebnej Centrum pod same drzwi domu. Podczas patrolu w górnych partiach panowała silna mgła wiał wiatr i sypał śnieg a widoczność ograniczona była do kilkunastu metrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: W śniegach Małej Fatry|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Henryk Tomanek, Jan Kieczka| 15 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W górach zapanowała prawdziwa zima i natura gór udzieliła nam kolejnej lekcji pokory. Już na samym dojeździe do celu wyciągał nas traktor z przydrożnego zagłębienia. Celem w górach był Mały Kriwań (1671) od doliny Kur. Przejście na nartach doliną po w miarę przetartym szlaku było jeszcze znośne. Naiwni piesi turyści, którzy przed nami częściowo przetarli szlak wkrótce poszli po rozum do głowy a nam w udziale przypadło torowanie w półmetrowym puchu. Wyżej zaspy były znacznie większe. Po ciężkiej walce udało nam się osiągnąć lesisty wierzchołek Strazskiej Holi (1141). Powyżej granicy lasu w zupełnie odkrytym terenie szalała zamieć a widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Wiatr błyskawicznie zacierał nasze ślady podejścia. Dojście grzbietem w pobliże przełęczy Priehib na wys. ok. 1400 zajęło nam niemal 4 godziny. W takich okolicznościach pozostał nam jedynie zjazd w dół. To była nagroda za udrękę podejścia. Wspaniały puch i cudowny zjazd (jak zawsze za krótki) do wylotu doliny. Po drodze wchodzimy jeszcze do &amp;quot;sztolni&amp;quot; (jest tego tylko kilka metrów, niegodne uwagi). W Małej Fatrze ogłoszono IV stopień zagrożenia lawinowego. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaFatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Kasprowa Niżna|Tomasz Zięć, &amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Ryszard Widuch| 14 01 2012}}&lt;br /&gt;
No to się doczekaliśmy :) pierwszy wyjazd w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Śląsku od południa już ostro sypie śnieg. My ruszamy o 17. Do Krakowa &lt;br /&gt;
jakoś przeleciało bez komplikacji, ale później ukochana zakopianka :) śnieg &lt;br /&gt;
sypie, korki…. wiadomo. W Rabce uciekamy na czarny Dunajec i wszystko &lt;br /&gt;
wygląda już super, droga zaśnieżona ale pusta i przejezdna. Wszystko fajnie &lt;br /&gt;
do czasu kiedy pomyliliśmy jakimś cudem drogi i wpadliśmy znów na &lt;br /&gt;
zakopiankę. Masakra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale tragedii nie ma zajechaliśmy na 21. Rano pobudka, patrzymy przez okno &lt;br /&gt;
auto zniknęło pod 40 cm warstwą śniegu. Bo odkopaniu dojeżdżamy do Kuźnic. &lt;br /&gt;
Wiec ruszamy w drogę. Szlak nie przetarty ale da rade iść – śnieg do kolan, &lt;br /&gt;
po zejściu ze szlaku zaczynają się schody - śnieg do pasa (i człowiek &lt;br /&gt;
wspomina rakiety które leżą w szafie na ostatniej półce). Zrzucamy plecaki i &lt;br /&gt;
jakoś mozolnie torujemy sobie drogę do dziury. Po dotarciu ku zdziwieniu &lt;br /&gt;
kursantów okazuje się ze w dziurze znajduje się piękna ”szatnia” do &lt;br /&gt;
przebrania. Szybka przebiórka, przepak i ruszamy. Bardzo sucho, pierwszego &lt;br /&gt;
jeziorka w ogóle nie ma. Przy Wielkim Kominie znajdujemy liny + worek, ale &lt;br /&gt;
patrząc na drogę do jaskini dziś na pewno nikt do niej nie wchodził. &lt;br /&gt;
Spokojnie bez pośpiechu idziemy dalej można powiedzieć ze suchą stopą &lt;br /&gt;
przechodzimy jaskinie i zapałki. Na tym kończymy. Trzeba coś sobie zostawić &lt;br /&gt;
na kolejny wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej Rysiek przeprowadził wykład geologiczny &lt;br /&gt;
o umieraniu i rodzeniu się jaskiń. Przejście jak na pierwszy raz chyba &lt;br /&gt;
poszło dość sprawnie, po 5 godzinach już się przebieramy i zmienia nas &lt;br /&gt;
następna ekipa (w sumie to nawet nie wiemy skąd). Dziękowali nam ze &lt;br /&gt;
przetarliśmy im szlak, a my im że go jeszcze poprawili. Powrót mimo ciągłych &lt;br /&gt;
opadów śniegu przeszedł sprawnie. Czekamy na kolejny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Zgubiłem batona kit kata – jak ktoś znajdzie to na zdrowie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wyprawa w ramach programu PHZ|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Człowiek Mucha, Rozi Rossenbaum i Grucha (os. tow.)| 08 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od paru dni prześladują nas słowa piosenki „uciekali, uciekali, uciekali na osiołku przez pustyni żar.....” więc stwierdzamy, że to musi być znak i my też postanawiamy uciec, może nie przez pustynię, może nie na osiołku ale z miasta, i to pociągiem (póki jeszcze możemy się ruszyć gdziekolwiek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy do Wisły i w wysiadamy w Głębcach, skąd ruszamy na Stożek. O ile przez prawie całą drogę lało, tak za Ustroniem szarobury krajobraz zamienia się całkowicie, czyli mróz po pas i śniegu 30°.&lt;br /&gt;
Ostro ruszamy pod górę i...... po 10 min gubimy szlak. Ale jest busola, szybka orientacja w terenie i mkniemy na azymut 220 prosto na Stożek. Po zdobyciu stromego, bliżej nieokreślonego najwyższego punktu wypukłej formy terenu dochodzimy do wniosku, że zdobycie szczytu to nie wszystko. Dlatego też postanawiamy znaleźć jakąś miłą polanę i skonsumować wszystko co ze sobą mieliśmy. A mieliśmy dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 500 m spaceru przełajowego docieramy do uroczego miejsca, gdzie urządzamy sobie popas. Pogoda piękna, nawet słońce czasem wychyla się zza chmur. Jest lekko na minusie.&lt;br /&gt;
Kiedy Słońce chyli się ku górom - czas wracać. Stożek musi poczekać do następnego razu;) cóż każdy ma swoje priorytety....:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety powrót okazuje się najtrudniejszą częścią wyprawy. Trzeba torować w głębokim śniegu. A że mamy lekko z górki to wpadamy na pomysł, że ulepimy kulę i będziemy ją toczyć przed sobą i to ona będzie torowała nam szlak. Idzie całkiem nieźle do czasu kiedy kula jest już tak duuuuuuuża, że nie ma opcji by ją ruszyć. Dalej musimy sobie radzić już sami. Warunki ekstremalne....a w butlach kończy nam się już tlen (choć reduktory mamy ustawione na przepływ 1l/h). Na szczęście mniej więcej w tym samym czasie docieramy do asfaltu prowadzącego do drogi wojewódzkiej nr 941. Wyprawę kończymy w jakieś karczmie w Centrum smakując m. in. fusatych klusek. Jeszcze tylko fascynująca partia szachów (bułgarski atak + końcówka Fischera) i żegnamy Wisłę. W pociągu towarzyszą nam rozmowy o życiu  i parę świńskich kawałów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ufni, że może uda nam się jeszcze gdzieś wyskoczyć na równie ekscytującą akcję przed godziną zero, zmęczeni acz szczęśliwi wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Miętusia-prawie do końca |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Michał Wyciślik | 06- 07 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Umyty sprzęt już się suszy, siniaki na kolanach policzone, pora więc na napisanie sprawozdania. Od dawna planowany wyjazd do jaskini Miętusiej za syfon Zielonego Buta, w końcu został zrealizowany. Dzień wcześniej zgłaszam wyjście do Miętusiej, z internetowej Książki Wyjść wynika, że jesteśmy trzecim zespołem, który wybiera się do tej jaskini. Korzystając z 3-dniowego weekendu wyruszamy w piątek o 8:00 z Rudy. Pod otworem jesteśmy ok. 14:00. Rura puszcza szybko, lecz już pierwszy batinox jest tak zapchany linami, że musimy kombinować. Na kaskadach mijamy grotołazów z Olkusza i Poznania, którzy informują nas, że poziom wody w MarWoju pozwala na przejście. Na Progu Męczenników wspomagamy się wiszącymi linami, więc idzie nawet gładko. W końcu docieramy do owianego mitem hardcoru syfonu i zaczynamy zmysłowy striptiz niestety bez publiki. Dajemy nura i wychodzimy po drugiej stronie z okrzykami o znacznie podwyższonym tonie. Żeby się rozgrzać zwiększamy tempo marszu lecz nie na długo, bo zatrzymuje nas plątanina korytarzy. Nikt z nas nie był tu wcześniej więc Michał wyciąga kilku stronicowy opis dalszej części jaskini, dzięki któremu docieramy aż do Progu Odzyskanych Nadziei. Niestety nie przewidzieliśmy wcześniej tego, że dotrzemy aż tak daleko i nie wzięliśmy sprzętu potrzebnego na dalsze partie, zresztą czas też naglił więc musieliśmy wracać. Z powrotem jakoś już szybciej choć woda w syfonie jakby chłodniejsza. Z jaskini wychodzimy o 3:00 w nocy, co daje nam ok. 12 godzin akcji w jaskini. O 5 rano jesteśmy gotowi do powrotu, lecz zatrzymujemy się na godzinkę, żeby choć trochę się przespać. W Rudzie jesteśmy… nawet nie wiem o której. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany, choć mi osobiście pokazał gdzie jest miejsce niedoświadczonego grotołaza. Partie za Zielonym Butem robią kolosalne wrażenie, z moim niewielkim dorobkiem jaskiniowym uważam, że to najładniejsze partie ze wszystkich poprzednich jaskiń w których byłem. Szkoda tylko, że nie wzięliśmy aparatu. &lt;br /&gt;
P.S. Zapomniałem napisać, że Zielony But był na szczęście zlewarowany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Wielka Puszcza|od piątku do poniedziałku – Zygmunt Zbirenda, Henryk Tomanek, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek (os. tow.), z soboty na niedzielę – &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola (os. tow.) | 30 12 2011 - 2 1 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacery górskie, impreza sylwestrowa, wycieczka skitruowa. Tak można podsumować spotkanie „starych” klubowiczów z przełomu lat 2011 – 2012. Wszystko to miało miejsce tak jak rok wcześniej w Wielkiej Puszczy w Beskidzie Małym. Wspaniała, sympatyczna atmosfera i ciepła chatka to sprawa nieocenionego Zigi za co mu serdecznie dziękujemy. Sytuację dodatkowo uratował w ostatniej chwili opad śniegu. Dzięki informacjom Heńka zabieram skitury (zrobił poniższą trasę na nogach dzień wcześniej). Śniegu nie było dużo ale pozwolił mi zrobić pętlę skiturową (Terasa szła pieszo) na trasie Wielka Puszcza – Wielka Góra (879) – Beskid (759) – zjazd doliną Wielkiej Puszczy do wsi. Mimo, że często wystawały kamienie (mam takie narty na wyrzucenie) to udało mi się całą trasę pokonać narciarsko. Reszta ekipy eksplorowała bez szlaków północne stoki głównego grzbietu.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWielka_Puszcza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY/AUSTRIA: Sylwester w Tyrolu |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz | 25 12 2011- 01 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd z kategorii: &amp;quot;Gdzie jest zima?&amp;quot;. Pierwsze dni spędzamy we włoskiej miejscowości Mals (pogranicze Austrii i Włoch). Niestety na miejscu ze śniegiem dosyć słabo. Robimy trzy podejścia. Z każdym jest coraz lepiej. Gdy już znajdujemy śnieg, przenosimy się w rejon miejscowości Pfunds (Austria). Tam pozostawiamy samochód i już na nartach przemieszczamy się na resztę naszego urlopu do zimowej chatki przy schronisku Hohenzollernhaus (2.123 m.). Śnieg i jest i pada. Pada tak intensywnie, że unieruchamia nas na kolejny dzień w chatce...To co udaje nam się zrobić, to dość krótka wycieczka po okolicy pod szczytem Glockturm i całkiem niezły zjazd. Jednak groźnie osuwajacy się śnieg pod nartami i rozlegające się z każdej strony grzmoty schodzących lawin dość sprawnie przekonują nas by za daleko się nie wypuszczać. Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/sylwester-tyrol&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2011&amp;diff=2150</id>
		<title>Wyjazdy 2011</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2011&amp;diff=2150"/>
		<updated>2011-07-31T18:05:10Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: /* II kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tatry, Słowacja 25-29.07.2011|&amp;lt;u&amp;gt;Pacyfa&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby dochodzące:)|}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilkudniowy, deszczowy wypad regeneracyjny w taterki. Odkryłam, że chodzenie w deszczu też może być przyjemne, że nawet z mokrego da się conieco rozpalić, że noc z niedźwiedziami nie jest taka straszna, jeśli ma się przy sobie kelta, i że latem Tatry Słowackie to jedyna słuszna opcja. Pierwszy nocleg na taborisku w Dolinie Białej Wody, przejście przez Dolinę Litworową i Polski Grzebień, zejście nad Wielickie Pleso do obiektu niegodnego wzmianki, potem kawałek magistralą do Przełęczy pod Ostrvą, liźnięcie Doliny Mięguszowieckiej w drodze do Chatki pod Rysami (w miejsce umówionego spotkania z krajanami:). Wspólne zejście tą samą trasą, skręt w stronę Wielkiego Hińczowego Plesa i wejście na Koprowski. Zejście Dolinką Hlińską, podejście na Zavory i przelot na chmurce do Piątki. Ot. Pięknie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Podzamczu|Ania Bil,Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|23 07 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nadszedł czas zemsty: Ania uporała się z drogą: Policjanci to palanci VI.1+ w drugiej próbie, a ja wymęczyłem wreszcie Ani gniady nie da rady VI.3+/4 w trzeciej próbie tego dnia (w – nastej w ogóle). Wojtek tymczasem poprowadził 2xVI.1+ OS, czym jedynie potwierdził swoją teorię, że wszystkie drogi powyżej VI.1 są parametryczne(wyjątki potwierdzające regułę).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach - Jasny Awen|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|23 07 2011}}&lt;br /&gt;
Rzadko uczęszczany fragment systemu Wielkiej Śnieżnej był celem naszej szybkiej akcji. Tym razem zatrzymał nasz zacisk Maridi (?). Poszukiwanie punktów i w efekcie zjazd drugą studnią z zardzewiałego spita (trudności z przykręceniem plakietki). Potem kawałek wspinaczki i zacisk, który jak dla mnie raczej trudny do pokonania. Stąd się wycofujemy a i tak całość zajmuje nam 3 godziny. W dziurze generalnie improwizacja, warto dobić spity.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, Piotr Pawlas|17 07 2011}}&lt;br /&gt;
Korzystając z sobotniego okna pogodowego przechodzimy szlak Orlej Perci w całości, a nawet więcej bo od Kasprowego do schroniska w Pięciu Stawach. Okno pogodowe okazało się na tyle „korzystne”, że na następny dzień wyglądaliśmy jak buraki (płaty skóry do zobaczeniu na wystawie w klubie). Na całym szlaku turystów nie za wielu, a za Kozim Wierchem praktycznie pusto. Generalnie wyjazd udany bo warto raz na jakiś czas przypomnieć sobie jak się chodzi po górach z plecakiem lżejszym niż ciężar swoich grzechów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach - wypad na Wołowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Paweł Szołtysik, osoby tow.: Helena K., Ewa B.|17 07 2011}}&lt;br /&gt;
Z Zwerowki idziemy pustą doliną Łataną, dalej przełęcz Zabrat - Rakoń - Wołowiec (2045). Wszędzie dominuje zieleń. Zejście z Zabratu do doliny Rochackiej. Przepiękna pogoda, wspaniałe widoki i nawet nie dużo ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najlepiej wszystko obrazują zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FWolowec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Podzamczu|Ania Bil,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|16-17 07 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długiej przerwie od wspinania w wapieniu nie mogłem się doczekać, aby znów poczuć polskie mydełko, bo ileż można się wspinać w zacięciach i rysach, no i te nieznośne tarcie w tym granicie:). Wybór padł na Podzamcze, gdyż miałem tam rachunki do wyrównania (Ani gniady nie da rady), niestety okazało się, że forma była daleka od tej z przed wyjazdu do Norwegii. Mimo 2 dni wstawek droga nie puściła, trzykrotnie odpadałem na ostatnim ruchu!!!  Ania również walczyła dzielnie na swoim projekcie, ale niestety też nie udało się go poprowadzić.  Na otarcie łez udało się zrobić: Godzina W, Belladonna,  Hot Rats, 997, Żywcem się Okocim, Policjanci to palanci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Lofoty - Wspinaczka|Mateusz Górowski, Karol Jagoda, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|30 06 - 14 07 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dziale Wyprawy pojawiła się, nie wiadomo skąd, długa i nudna (bo mojego autorstwa) relacja z naszego wyjazdu na Lofoty. Polecam jako środek nasenny, bądź równoważnik tępego gapienia się w sufit podczas kolejnego tygodnia opadów ciągłych :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pogórze Ciężkowickie - spotkanie eksploratorów jaskiń beskidzkich|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Rudoll (Rudi) oraz grotołazi z Speleoklubu Beskidzkiego z Dębicy: Dorota Cichowska, Tomasz Mleczek,  Michał Klimek , Monika Klimek, Bogdan Szatkowski, Jerzy Marszałek, Małgorzata Marszałek, Kamila Marszałek, Tomasz Kałuża, Tomasz Lechowski, Monika Lechowska , Adam Klimek, Bartosz Lechowski (os. tow), Kinga Lechowska (os. tow), Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego: Michał Zatorski, Speleoklub Bielsko Biała: Beata Michalska-Kasperkiewicz, Paweł Kasperkiewicz, Błażej Nikiel, Filip Nikiel (os. tow.), Jerzy Pukowski, Jerzy Ganszer |9 - 10 07 2011}}&lt;br /&gt;
Koledzy z Speleoklubu Beskidzkiego zorganizowali kolejne spotkanie. W sobotę razem zwiedzamy Skamieniałe Miasto oraz Diable Boisko. Wieczorem udajemy się do uroczego Bukowca. Gwoździem programu była akcja w jaskini Diabla Dziura. Ma ona 42 m głębokości i 365 m długości. Jaskinia rozbudowana jest na pionowych szczelinach. Przy zwiedzaniu wskazana lina. Ponieważ oprowadzali nas eksploratorzy tej jaskini (&amp;quot;znali każdy kamień&amp;quot;) część grupy pokonuje całą dziurę obejściami bez liny. W każdym razie jaskinia godna. W nocy ognisko. Śpimy w namiotach w uroczym miejscu na polanie za starym kościółkiem w Bukowcu. W niedzielę jedziemy do Rożnowa gdzie niezłym wyzwaniem była jaskinia Szkieletowa. Otwór w ścianie więc aby się tam dostać musimy zjeżdżać na linie. W samej dziurze pionowa, wąska szczelina ok. 7 m głębokości. W dół nieźle za to w górę trzeba było się sprężać. Z otworu zjeżdżamy na linie do podstawy ściany. Potem większość zażywa kąpieli w pobliskim jeziorze Rożnowskim. Bardzo fajny wyjazd, wesoła atmosfera. Podziękowania dla Tomka Mleczka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FDiabla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Oravske Beskydy - spacer na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk|2 07 2011}}&lt;br /&gt;
Opis wieczorem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - spacery|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|25 - 26 06 2011}}&lt;br /&gt;
Nie było czasu na porządny obiad, więc w sobotę o godzinie 15:30 odebraliśmy pizzę z &amp;quot;Drewnianego Bociana&amp;quot; i spożyliśmy ją niezdrowo po drodze do Wyżnich Hagów. Dzięki korzystnej porze roku (długi dzień) i dzięki zapakowaniu plecaków zgodnie z ideą &amp;quot;light and fast&amp;quot;, udało się nam jeszcze przed zmrokiem dotrzeć do Batyżowieckiego Stawu. U jego północnego brzegu odnaleźliśmy kolibę, z której korzystałem rok temu. Pogoda była dosyć niestabilna, co chyba było przyczyną dla której mieliśmy całą dolinę dla siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazało się, że w naszych podejrzanie lekkich plecakach znalazło się jednak wszystko czego potrzeba, żeby miło spędzić noc pod kamieniem. Jedyne co można by poprawić to grubość karimatek - w sumie izolowały dobrze (na oko było ok. 5 st.), ale czuć było przez nie nierówności podłoża. Rano obudziło nas słońce. Chmury podniosły się o kilkaset metrów, ujawniając ok. 3 - 5 centymetrową pokrywę śniegu od wys. ok. 2000 m. Nasz cel - Gierlach - był stosunkowo słabo widoczny. W trakcie śniadania zaobserwowaliśmy grupkę Słowaków dziarsko zmierzających do Batyżowieckiego Żlebu. Zarazili nas swoim optymistycznym podejściem, więc spakowaliśmy się jak gdyby nigdy nic i ruszyliśmy po ich śladach, na wszelki wypadek konfrontując co kilkaset kroków ich pomysł na wejście na szczyt z opisem klasyka (Witolda H. P.). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po około 150 m pionu, idąc &amp;quot;rynną tą (do jej rozwidlenia lewą odnogą) w górę z odchyleniem w lewo&amp;quot;, doszliśmy jednak do wniosku że cel nie jest dobrze dobrany do warunków. Cienka warstwa mokrego śniegu na eksponowanych płytach po prostu pachniała śmiercią. Wobec tego podjęliśmy decyzję o wycofie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalszą część dnia spędziliśmy na spacerze magistralą w kierunku Doliny Mięguszowieckiej - do Przełęczy pod Osterwą. Żeby mimo wszystko trochę się zmęczyć, zdecydowaliśmy się na zejście stamtąd przez Dolinę Wielkiej Huczawy. Z dala widzieliśmy zakosy, oznaczone zresztą dobrze na mapie. Niestety nie udało się w nie trafić. Nawet amerykańska, wojskowa technika satelitarna okazała się bezsilna wobec morza kosówki, przez które brnęliśmy przez następne dwie i pół godziny... Takie ćwiczenie zresztą w ogóle mogłoby się znaleźć w programie szkolenia sił specjalnych armii USA. Na szczęście z grubsza nie padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydawało się nam, że po zejściu do drogi i zjedzeniu obiadu bazującego na specjałach kuchni regionalnej (mmm!), możemy już odetchnać z ulgą. Jednak prawdziwe niebezpieczeństwa czyhały na nas dopiero na trasie Nowy Targ - Katowice. Musieliśmy uważać na rajdowców (ścinanie zakrętów przy dużej prędkości z naprzeciwka) i mafię gubiącą pościg Policji (przecinanie dwóch pasów w celu dotarcia do zjazdu który już zniknął w lusterku). Również im nie udało się nas zabić, choć muszę przyznać, że przez moment wstrząsnęli moim poczuciem nieśmiertelności nawet bardziej niż przepaści pod Gierlachem i mięsożerna kosodrzewina. Z duszą na ramieniu, o godzinie 20:30 udało się nam osiągnąć dom. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie – wspin i trekking|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotrek (os. towarzysząca)|23-26 06 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wyjazdem sprawdzam prognozy pogody. Nie zapowiadają się najlepiej, ale co portal to nieco inna wersja pogody, więc ostatecznie zapada decyzja o wyjeździe. Pakujemy szpej i w czwartek po południu meldujemy się w Murowańcu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątkowy poranek nie napawa optymizmem. W nocy padało, choć teraz tylko mgła. Dajemy pogodzie trochę czasu na określenie się, i późnym przedpołudniem już w promieniach słońca ruszamy na Zamarłą. Płytowe formacje i południowa ekspozycja pozwalają sądzić, że warunki będą znośne. Podchodzimy pod ścianę, jest praktycznie sucha. Na Lewych Wrześniakach (V) nie ma żadnego zespołu więc decydujemy się zaatakować. Pod drogą zalega duży płat starego śniegu więc obieramy sprytną strategię wbicia się w ścianę na lewo od oryginalnego przebiegu drogi i przetrawersowania ponad płatem śniegu na prawo, do jej właściwej linii. Dochodzimy do pierwszego stanu, gdzie grad wielkości groszku zmusza nas do wycofu ze ściany. Żeby wynagrodzić sobie niedosyt wspinu chowamy plecak w kolebie pod ścianą i na lekko udajemy się na szarlotkę do schroniska w „Piątce” :D&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotę spędzamy na kiblowaniu w betlejemce, wpatrywaniu się w padający na Hali deszcz i bielejące od padającego śniegu wyższe szczyty, przeglądaniu topo, podpatrywaniu kursantów podczas ćwiczeń technik linowych, jedzeniu i picu :p&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę budzi nas słońce, choć w wyższych partiach ciągle leży gdzie niegdzie trochę śniegu. Wstajemy czym prędzej, wpisujemy się do książki wyjść i ruszamy w kierunku Granatów. Udaje się zrobić całe środkowe żeberko, choć woda z topniejącego śniegu w zacięciu Kusiona (V-) zmusza mnie do przeazerowania i zadania z ekspresa…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - wycieczka topograficzna|RKG: Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz; KKTJ: Ewa Wójcik, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski, Paweł (os. tow.)|23 06 2011}}&lt;br /&gt;
Odbyliśmy wycieczkę topograficzną do doliny tatrzańskiej. W dolnie tatrzańskiej zwiedziliśmy m.in. dwie niewielkie jaskinie tatrzańskie. Ta druga była bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Podzamczu|Ania Bil, Wojtek Sitko, Bartek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|19 06 2011}}&lt;br /&gt;
Mimo niepewnej pogody decydujemy się na wyjazd na Góre Birów. Na miejscu spotykamy kolegów speleologów z Dąbrowy Górniczej, którzy organizowali wyjazd kursowy. Po rozgrzewkowej drodze wstawiłem się w Czarną wdowę VI.4. Udało mi się ją  poprowadzić już w 2 próbie i tym samym ustalić swój nowy rekord:). Choć zbieranie patentów w 1 próbie trwało jakieś 30min, asekurujący mnie Wojtek wykazał się wielką cierpliwością i wytrzymałością (nie zasnął, przynajmniej ja o tym nic nie wiem). Spotkaliśmy także Dariusza Ranka, który polecił nam parę fajnych, długich dróg. Kończymy wspin równo z nadejściem burzy, co ostatnio staje się  normą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Małą Panwią|&amp;lt;u&amp;gt;Damian  Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch, Basia Szmatłoch, Tadek Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Artur Szmatłoch z os.tow., Tomek Szmatłoch z Wiolettą (os.tow.), Henryk Tomanek, Bianka Fulde-Witman, Janusz Dolibog, Wojtciech Orszulik, Ewa Orszulik, Adam Tomanek z Manuelą (os. tow.), Zygmunt Zbirenda (towarzyszył nam z lądu) |17 - 19 06 2011}}&lt;br /&gt;
Część ekipy jedzie już w piątek wieczorem wyszukując przy okazji miejsce biwaku. W sobotę rano spotykamy się w stanicy wodnej w Krupskim Młynie skąd rozpoczynamy spływ. Ten odcinek rzeki obfituje w różne terenowe przeszkody w postaci zwalonych drzew, płycizn, kamieni. Na rzece spotykamy 2 załogi z kolegami z TKTJ. Biwak mamy przy progu wodnym w Żędowicach. Fajny wieczór przy ognisku. Rano zwiedzamy pobliski młyn. Przez Zawadzkie płyniemy szerszą już i łatwiejszą rzeką do Kolonowskiego. Rzeka wije się przez lasy a po drodze mamy 2 krótkie przenoski progów wodnych. W końcu finiszujemy przy moście w Kolonowskim gdzie kończymy spływ. W sam raz bo kilku minutach przyszła burza ale my już byliśmy przy autach. Niektóre osoby były pierwszy raz i na pewno nabyły nowych doświadczeń. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2011/Splyw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Śnieżna|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Ewa Wójcik, Michał Ciszewski; TKTJ: Tomasz Chojnacki|18 06 2011}}&lt;br /&gt;
Dotarliśmy od otworu Nadkotlin do najniższego punktu systemu do którego można dotrzeć bez nurkowania (Syfon Dziadka, -754). Dzięki uprzejmości kolegów ze Speleoklubu Olkusz oraz Sekcji Grotołazów Wrocław, nie musieliśmy poręczować i w worach generalnie  mieliśmy tylko krótkie kawałki lin &amp;quot;na wszelki wypadek&amp;quot; (dzięki!). Mimo to, akcja zajęła niespełna 12 godzin. Błądziliśmy na połączeniu Nadkotlin ze Śnieżną oraz później w Błotnych Łaźniach; długo zajęło także wychodzenie &amp;quot;Setki&amp;quot; po jednej osobie. Kiedy wyszliśmy z jaskini (godz. 22:00), na zewnątrz zastaliśmy dosyć słabe warunki (zmrok + deszcz i mgła). Trochę utrudniło nam to powrót. Szczęśliwie jednak dzięki doświadczeniu kolegów wspomaganemu amerykańską technologią satelitarną, udało się nam bezpiecznie zejść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Podufała Baszta|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|12 06 2011}}&lt;br /&gt;
Z Tatranskych Zrubów podchodzimy do Doliny Wielickiej - do Śląskiego Domu i dalej, do Wielickiego Ogrodu. Stamtąd kierujemy się na Podufałą Basztę - turnię o wysokości ok. 2285 mnpm, znajdującą się poniżej Granatów Wielickich. Wchodzimy na Basztę tak z grubsza filarem (wg Słowaków IV+, cztery wyciągi). Był to dosyć dobry cel na rozpoczęcie sezonu w Tatrach. Pogoda słoneczna, ale wspinaczkę utrudniał intensywny wiatr, przez który było nam naprawdę bardzo zimno (zwłaszcza w ręce). Ludzi w górnym piętrze doliny brak, w końcu jeszcze nie wolno tam chodzić. Wspinaczy nie odnotowaliśmy. Wyjazd kończymy kuchnią regionalną. Tym razem jednak słabo trafiliśmy - rosół z czosnkiem to jeszcze nie czesnaczka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pływanie w Bałtyku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk oraz Kasia M. (os. tow.)|11 06 2011}}&lt;br /&gt;
Woda rześka... acz cieplejsza niż w jaskini, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że do pływania się nadaje. Styl pływacki - niezidentyfikowany, lekka hipotermia po niespełna 3 minutowej kąpieli ustępuje jednak dosyć szybko. Samych jaskiń w okolicy nie było - jeno podziemne korytarze piaskowych zamków. Poza tym słońce, plaża, błękit nieba, morska bryza... ;-) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Helena K. (os. tow.)|11 06 2011}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Krowiarki płajem a potem Percią Akademicką na szczyt Diablaka (1725). Zejście granią przez Sokolicę. Pogoda w miarę dobra. U góry oczywiście chłodno i wietrznie a szliśmy &amp;quot;skąpo&amp;quot; ubrani jako ludzie hartu ducha i ciała. Cały czas górskie klimaty czyli zapach kosówki i wiatru. Wycieczkę kończymy w karczmie &amp;quot;Koliba&amp;quot; w Zawoji na szarlotce z lodami. Powrót do domu w wesołych nastrojach przy akompaniamentach muzyki głównie lat siedemdziesiątych. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice - wspin i slaczenie|Dariusz Rank, osoby tow.|3-5 06 2011}}&lt;br /&gt;
W niedzielę odwiedzamy obitą pod koniec zeszłego sezony skałę podlesicką – Aptekę. Skała jeszcze nie wyślizgana, drogi długie, ciekawe. Niestety akurat na Aptece zadomowiła się też spora grupa osób z klubu sportów ekstremalnych „On Sight” więc wybór dróg mamy nieco ograniczony. Ostatecznie naszym łupem padają: Anakolut (V+), Fizyk (V+). Potem przenosimy się na mniej obleganą turnię motocyklistów gdzie walczymy początkowo z VI.1 (Ku Słońcu) a później z zaklinowaną na tej drodze liną. W międzyczasie próbujemy swoich sił w slackliningu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Przełom Białki - wspinanie|Damian Żmuda, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 06 2011}}&lt;br /&gt;
Tatry –śniegu już nie ma, więc najwyższy czas rozpocząć sezon! Po długiej debacie z Damianem o wyższości icmu nad innymi prognozami pogody, dochodzimy do trudnego  kompromisu: w sobotę wspinamy się  na przełomie Białki i obserwujemy pogodę w Tatrach,  w niedzielę jak pogoda pozwoli  to wybierzemy się na Mnicha. W ostatniej chwili Łukasz decyduje się jechać z nami, co było dla nas niezmiernie wygodne,  gdyż pełnił on funkcje kustosza rejonu (wspinał się tam już 2 razy). W piątek docieramy na miejsce i szybko zaczynamy wizualizować drogi jakie zrobimy w sobotę.  Skały okazują się być bardzo ciekawe, przewieszone i lekko patenciarskie. Za namową kustosza wstawiamy się w piękną drogę Telewizor,  potem  jakby z rozpędu udaje się poprowadzić Bóg Honor Okocim i jeszcze parę innych fajnych dróg. Pogoda z icmu niestety się sprawdza,  więc bez większego żalu odpuszczamy sobie wycieczkę bryczką nad Morskie Oko i zostajemy na niedzielę w skałkach.  Niestety nawet tu nie byliśmy bezpieczni , burza uderzyła około 13-tej i wybiła nam z głowy dalsze wspinanie, czekała nas jeszcze emocjonująca  przeprawa przez wezbraną Białkę, obyło się bez większych strat nie licząc mojej magnezji , z której  powstało mleczko magnezjowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry|Grupa wędrowna: Aleksandra Golicz, Małgorzata Strach (os. tow.); grupa jaskiniowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|5 06 2011}}&lt;br /&gt;
Wyjście do jaskini Marmurowej w formule &amp;quot;light and fast&amp;quot;. Liny &amp;quot;9&amp;quot;, Marek bez kaloszy, ja bez kurtki itd. Czas jakim dysponowaliśmy i zabrany sprzęt pozwoliły na dotarcie raptem do dna Studni Kandydata (niecałe -100). Razem z podejściem i powrotem zajęło nam to 5h 40min. Udało się nam podejść na sucho, ale w jaskini było już dosyć dużo wody. Na zejściu dopadła nas regularna zlewa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym samym czasie Ola z mamą odbyły spacer do Czarnego Stawu pod Rysami. Sezon powoli się zaczyna, chociaż nie było jeszcze dzikich tłumów. Dziewczynom udało się przez cały dzień być akurat w tych miejscach, gdzie chwilowo nie padało. Dzień kończymy w trójkę obiadem, tym razem bazującym na potrawach dosyć odległych od kuchni regionalnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - MTB|Damian Szołtysik|5 06 2011}}&lt;br /&gt;
Start z Ostrego doliną. Stokową drogą w miarę wygodnie do jej końca. Potem na przełaj na Magurę Radziechowską a dalej na Magurkę Wiślańską (1140), Zielony Kopiec (1154). Wokół krążyły burzowe chmury, jedna mnie nawet zmoczyła. Żółtym szlakiem uciekam w dół przed kolejną czarną chmurą. Zjazd kamienistym traktem był dość wymagający. Szczęśliwie docieram do auta w Ostrym. Zlewa nadeszła jak już jechałem do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda - spływ kajakowy|Łukasz Pawlas + ok.60 os.|29 05 2011}}&lt;br /&gt;
Spływ zaczynamy przy Jeziorze Rybnickim i kończymy w Kuźni Raciborskiej. Cały odcinek liczy ok. 16 km więc idealnie jak na jeden dzień. Rzeczka bardzo urokliwa, szczególnie w okolicach Rud Raciborskich (rzeka przepływa przez Park Krajobrazowy „Cysterskie Kompozycje” Rud Wielkich). Kilka kajaków zalicza wywrotkę, ale wszystko pod czujnym okiem ratownika WOPR, zresztą i tak głębokość wody nie przekracza 1m. Choć,  jak nas przekonywał organizator jeszcze 4 lata temu nie chcielibyśmy zanurzyć w tej rzece palca, to woda wydawała się czysta, a nawet zaskakująco czysta jak na warunki śląskie. Po spływie kiełbaski z ogniska i dobra zabawa do wieczora. Cały dzień pogoda lenia, w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Od organizatorów udało mi się uzyskać parę cennych informacji na temat możliwości spływów w województwie śląskim i okolicach, więc wystarczy tylko przetrzepać Internet w tym zakresie i organizować spływy Nockowe.&lt;br /&gt;
Zdjęcia niebawem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wojcieszów - Kurs instruktorski|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|27 05 2011}}&lt;br /&gt;
W Wojcieszowie odbył się egzamin końcowy kursu instruktorskiego, w którym miałem przyjemność uczestniczyć. Egzamin prowadzili Marek Lorczyk, Krzysztof Recielski i Dariusz Sapieszko. Wszyscy kursanci otrzymali ponad połowę możliwych punktów, zatem całą grupą zaliczyliśmy. Najlepszy wynik uzyskał Michał Parczewski (ST), a ja, mimo bardzo słabo napisanej topografii zająłem zaszczytne drugie miejsce. Dwie najsłabsze osoby zostały poproszone o uzupełnienie braków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym samym, do grona instruktorów taternictwa jaskiniowego wkrótce dołączą: '''Jacek Szczygieł''' (Katowicki Klub Speleologiczny), '''Tomasz Olczak''' (Speleoklub Łódzki), '''Michał Składzień''' (Sekcja Grotołazów Wrocław), '''Michał Parczewski''' (Speleoklub Tatrzański), '''Arkadiusz Brzoza''' (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego), '''Bartosz Sierota''' i '''Sebastian Lewandowski''' (Wałbrzyski Klub Górski i Jaskiniowy), '''Piotr Sienkiewicz''' (Sekcja Taternictwa Jaskiniowego KW Kraków) oraz wyżej podpisany (Rudzki Klub Grotołazów &amp;quot;Nocek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gliwice - zawody wspinaczkowe|RKG: Jerzy Krzyżanowski z synem Wojtkiem, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; z członkami UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot;: Łukasz Pałka, Adrian Filipiak|25 05 2011}}&lt;br /&gt;
Na ściance wspinaczkowej Fabryki Mocy w Gliwicach odbyły się zawody wspinaczkowe dla dzieci i młodzieży (od podstawówek do szkół ponadgimnazjalnych). Wojtek Krzyżanowski dotarł do półfinału, Łukasz Pałka do finału a Adrian Filipiak do półfinału. Eliminacje we wszystkich grupach odbywały się na &amp;quot;wędkę&amp;quot; a finały dla starszych &amp;quot;z dołem&amp;quot;. Tu kilka zdjęć Pająka: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2011/1gzwdim &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 35-lecie klubu w Łutowcu|Wojtek Sitko, Ola i Wojciech Rymarczyk, Łukasz Pawlas (byli w sobotę), Karol Jagoda, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/U&amp;gt;, Ryszard Widuch, Basia Szmatłoch, Tadek Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Janusz Dolibog, Zygmunt Zbirenda, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik, Daniel Bula z Magdą, Jerzy Krzyżanowski, Ola Krzyżanowska z dzieckiem, Henryk Tomanek, Adam Tomanek z Manuelą i osobami tow., Janusz Rudol z Ramoną, Bianka Fulde, Jurek Fulde oraz osoby tow. Na rowerach przyjechali nas odwiedzić byli członkowie klubu: Janusz Proksza, Celina Proksza, Esi i Iwona Piotrowska|21 - 22 05 2011}}&lt;br /&gt;
Młodzież wspinała się całą sobotę patentując z sukcesem 6.3 ma Knurze. Przerywnikami były krótkie opady deszczu. Wieczorem przy ognisku prezes wręczył nagrody w konkursie &amp;quot;Spity 2011&amp;quot; oraz podziękował byłemu już prezesowi za całokształt działalności. Został również rozwiązany konkurs &amp;quot;gwoździowy&amp;quot;. W niedzielę część osób udała się do jaskini Szczelina Piętrowa, część się wspinała a część (1) ćwiczył techniki jaskiniowe (tyrolka, przepinki). Jak zwykle było wiele śmiechu i bardzo miła atmosfera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
SPITY 2011 - wyniki: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Aktualno%C5%9Bci &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - szkolenie w TPN; wycieczki|z RKG – Aleksandra Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/U&amp;gt;|21 - 22 05 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę odbyło się szkolenie w TPN dla instruktorów i kursantów z kursu instruktorskiego. Udział wzięło ok. 30 osób. Szkolenie prowadził Jan Krzeptowski, który najpierw zaprowadził nas na wystawę ze spreparowanymi zwierzętami, zlokalizowaną w byłej wozowni dworu Homolacsów. Potem przeszliśmy spacerem z Kuźnic, do Kalatówek, następnie po przeczekaniu deszczu, ścieżką nad reglami do Doliny Białego i stamtąd z powrotem wzdłuż Białego Potoku do skoczni. Co jakiś czas przystawaliśmy na krótką pogadankę. Ogółem, wszyscy z którymi rozmawiałem byli pozytywnie zaskoczeni programem i jakością tego szkolenia. Było jasne, że Jasiek nie tylko pracuje w TPN, ale też zna się na rzeczy i ma zamiłowanie do przyrody. Szkolenie było dostosowane do słuchaczy. Oprócz ogólnych treści, było także wiele uwag dotyczących działalności jaskiniowej. Ilościowo, materiału było w sam raz. Na tyle żeby było ciekawie, ale żebyśmy też byli w stanie coś zapamiętać. W kuluarach rozmawialiśmy trochę o trudnych tematach - m.in. wyjaśniono nam dlaczego Park nie zgadza się na udostępnienie określonych jaskiń. Z drugiej strony dostaliśmy też wskazówki, na co Park ewentualnie byłby skłonny się zgodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym samym czasie Ola kondycyjnym tempem przeszła Czerwone Wierchy od wylotu Kościeliskiej, przez Ciemniak, do przełęczy pod Kondracką Kopą i dalej przez Dolinę Kondratową do Kuźnic i Ronda, gdzie spotkaliśmy się na obiedzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wędrówkom towarzyszyły grzmoty i przelotne opady. Po południu rozpadało się na dobre. Pod wieczór chmury ustąpiły miejsca słońcu, pozwalając jeszcze na krótkie wycieczki w okolicach Kir, gdzie bazowaliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę pojechaliśmy we dwójkę z Olą na Słowację, do Doliny Młynickiej. Chcieliśmy się wspinać na Stenie i Veży pod Skokom, ale skończyło się na kondycyjnym noszeniu sprzętu po dolinie. Grzmoty i ściana opadów nad Strbskim Plesem skutecznie odstraszyły nas od wejścia w ścianę. Poprzestaliśmy więc na romantycznym spacerze z obciążeniem, który okazał się równie dobrym sposobem na spędzenie dnia. W pewnym momencie zrobiło się dosyć ciemno i ludzie się stracili, a my mieliśmy całą dolinę dla siebie. Zmokliśmy tylko trochę. Wyjazd zakończyliśmy obiadem bazującym na kuchni regionalnej (w Oravskym Podzamoku).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Rzędkowice, Kurs Instruktorów Taternictwa Jaskiniowego|z RKG – &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/U&amp;gt;|7 - 15 05 2011}}&lt;br /&gt;
Udział w zajęciach, skądinąd bardzo intensywnych. Zgodnie z harmonogramem, każdego dnia mieliśmy uczyć się od 08:00 do 21:30. W praktyce było różnie, czasem kończyliśmy nieco wcześniej, a czasem o 23:00. Był to bardzo pouczający tydzień. Udało się zgromadzić w jednym miejscu i w jednym czasie wiele osób z bardzo dużym doświadczeniem. Nawet jeśli nie uda mi się zdać egzaminu, było warto poświęcić czas.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tematyka zajęć obejmowała: geologię i procesy krasowe, metodykę nauczania technik podstawowych, kryteria doboru i cechy węzłów, topografię Tatr i rejonów krasowych Polski, przygotowanie instruktora do zajęć w terenie, uwarunkowania medyczne w pracy instruktora, florę i faunę jaskiń, konfigurację sprzętu indywidualnego, procesy starzeniowe i zużycie w sprzęcie, techniki linowe w rekreacji, teorię asekuracji, ćwiczenia na zrzutni, dobre praktyki w poręczowaniu, techniki prezentacji wiedzy teoretycznej o TJ, terenoznawstwo, kartowanie i wstępną obróbkę danych pomiarowych, konsekwencje prawne ustawy o sporcie, historię eksploracji, ogólną metodykę nauczania na kursie taternickim, rozwiązywanie sytuacji konfliktowych w grupie, elementy psychologii, historię sprzętu, organizację formalną kursu, wytrzymałość i uwarunkowania osadzania stałych punktów asekuracyjnych. Na koniec wysłuchaliśmy 6-godzinnego wykładu Andrzeja Ciszewskiego o rejonach krasowych świata.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kadrę kursu stanowili głównie: Marek Lorczyk, Piotr Słupiński i Krzysztof Recielski. Ponadto zajęcia i warsztaty prowadzili Robert Matuszczak, Marcin Gala, Michał Gradziński, Agnieszka Gajewska, Bogusław Kowalski, Rafał Kardaś, Jakub Nowak, Marek Wierzbowski, Andrzej Ciszewski, a w części psychologiczno-metodycznej także Sylwia Gutkowska i Tomasz Fiedorowicz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Zjazd weteranów taternictwa jaskiniowego, jaskinia Ostra&lt;br /&gt;
|Weterani i osoby towarzyszące z różnych środowisk jaskiniowo-wspinaczkowych z kraju, RKG – &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/U&amp;gt;, Janusz Rudol (Rudi), wykaz wszystkich na stronie SBB&lt;br /&gt;
|14 - 15 05 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku Jurek Ganszer z SBB, zorganizował już 22 spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego (choć byli i ludzie z klubów wysokogórskich). Tym razem poszliśmy do jaskini Ostrej. W tej chwili to najgłębsza (-61) jaskinia polskich Karpat fliszowych. Jej długość to 700 m. Została odkryta w zeszłym roku przez Rafała Klimarę z SBB i on oprowadzał nas po tej pięknej jaskini. Jej przestrzenne gangi są jak na flisz ewenementem na niespotykaną skalę (kubatura kojarzyła się nam bardziej z jaskinię tatrzańską). Jaskinia posiada 2 otwory (Ostra i Rolling Stones) - na co dzień zamknięte. Rozbudowana jest na potężnej skośnej szczelinie opadającej dość jednolicie w dół. Strop choć miejscami spękany jest gładki jak przysłowiowe lustro. Wszyscy docierają do końca przestrzennej upadowy. Dalej jest ciaśniej ale nie tragicznie. Do końca na deniwelację załapujemy się w trójkę (Rudi, Kazik, Damian), prowadził nas oczywiście Rafał. Akcja w dziurze trwała ok. 2 godzin. Potem zwiedzamy jeszcze 2 mniejsze jaskinie w pobliżu. W dalszym programie szacowne grono weteranów przemieszcza się do Szczyrku gdzie wchodzimy do jaskini Lodowej. Tym razem był lód o czym niektórzy przekonali się dosadnie. Po części jaskiniowej spotykamy się na Zieleńskiej Polanie (wiślańska strona Salmopolu). Na tzw. Wyrszczyku jest obszerna wiata. W pobliżu rozpalamy watrę i dalsze uroczystości mają miejsce przy ognisku. „Oficjalne” przemowy wygłasza Jurek i Paweł natomiast Chwieju przytoczył życiorys zmarłego niedawno weterana Mariusza Szelerewicza i chwilą ciszy uczciliśmy jego pamięć.&lt;br /&gt;
Odbyło się również pasowanie na nowych weteranów. Dalej do godzin późno nocnych odbywała  się część „artystyczna”. Nocowaliśmy w namiotach a niektórzy w wiacie. Ranek okazał się mglisty i deszczowy co w zasadzie położyło kres dalszym „wyczynom”. Wracamy do domu przez Wisłę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Malinowska&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/U&amp;gt;, Marek Kohut, Joanna Bujak, (strażacy z OSP Istebna Centrum oraz OSP Wisła Malinka)  &lt;br /&gt;
|8 05 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorny wypad do Jaskini Malinowskiej. Niestety w jaskini widać liczne ślady ludzkiej działalności w postaci śmieci i niedopałków po pseudo turystach no ale cóż bandytów nie brakuje. Wycieczka udana pogoda dobra. Jaskinia dostępna w całości bez dodatkowego sprzętu poza światłem. Przy wejściu w dalszym ciągu znajduje się drabinka metalowa z tym że nie jest ona przymocowana na stałe tak jak kiedyś tylko oparta jest o skałę. Zwiedzanie wewnętrznych partii jaskini dla wprawnego grotołaza nie powinno stanowić żadnych problemów.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspin w Podzamczu&lt;br /&gt;
|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/U&amp;gt;&lt;br /&gt;
|08 05 2011}}&lt;br /&gt;
Mimo mocno opóźnionego startu (z godz. 8 na 10 ) z powodu deszczu, wyjazd okazał się bardzo udany. W skałach spotkaliśmy niespodziewanie Świerzynkę, który sprzedał nam patenty na przepiękną drogę – Ani gniady nie da rady. Niestety droga nie puściła, ale padło za to wiele innych zacnych dróg: Małe modrzewiowe loty, 998 (wreszcie udało się je poprowadził), Z okna na świat, Bal samców. Znaczna większość z nich (4 z 5) prowadzi przez przewieszenia, czyli formację, którą tygryski lubię najbardziej. &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY - wspinaczki i MTB w rejonie Roviste&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski, Aleksandra Golicz, Adam Langer, Janusz Rudol (Rudi)   |29 04 2011 - 03 05 2011}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy ze Śląska (Ola właściwie prosto z Norwegii) w piątkowe późne popołudnie by po 500 km jazdy głównie przez Czechy dotrzeć w środku nocy na polanę w Roviste. Ten wyszukany w necie przez Mateusza rejon położony jest w przełomie Wełtawy ok. 50 km na południe od Pragi. Granitowe mury skalne na wysokość do jednego wyciągu w wielu miejscach sięgają wód Wełtawy. Tak więc po przespaniu reszty nocy i skorygowaniu biwaku wspinamy się od razu w bardzo ciekawych formacjach. Karol i Mateusz jako najlepsi wspinacze z naszej grupki wybierali ambitniejsze drogi (&amp;gt; VII) a reszta satysfakcjonowała się &amp;quot;piątkami&amp;quot; z dołem lub ciut trudniejszymi &amp;quot;z górą&amp;quot;. W pierwszy dzień tylko Ola na krótko czmychła na rowerową przejażdżkę (z wyjątkiem Karola i Mateusza wszyscy zabrali rowery górskie) a reszta walczyła do zmroku w granitowych stromiznach patentując skrajne dla siebie trudności. Na krótko tylko pozwoliła na odpoczynek burza. W drugi dzień dalsze wspinanie. Do południa razem a potem wspinacze (Karol i Mateusz) łoili dalej a reszta pojechała na bardzo ciekawą pod względem krajobrazowym ale także i technicznym wycieczkę rowerową na trasie Roviste - Predni Chlum - Solenice - Kamyk na Veltawou - Roviste. Trasa wiodła wzdłuż meandrów Wełtawy w urozmaiconym terenie, z fajnymi zjazdami i trochę wymagającymi podjazdami. Po drodze ciekawe ruiny zamku w Kamyku n. V. Wieczór przy ognisku. W trzeci dzień znów do południa wspinaczki w skałkach po przeciwnym brzegu Wełtawy w Blanicach. Pęka kilka ciekawych dróg a Karol przepatentował VIII. Po południu Ola urządza krótką wycieczkę i kotwiczy w obozie, Karol z Mateuszem kontynuują wspin a Damian, Rudi i Adam przemierzają rowerami również ciekawą a miejscami bardzo piękną trasę: Roviste - Krasna Hora - Svaty Jan - Zrubek - Roviste. Wieczorem znów wszyscy spotykamy się przy ognisku. Ostatni dzień to powrót do domu. Od rana leje. Do Polski wjeżdżamy już w śniegu. I pomyśleć, że 3 dni mieliśmy piękną pogodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka uwag ogólnych - skały bardzo ciekawe, urozmaicone o różnej skali trudności. Każdy może znaleźć coś dla siebie. Obicie dróg jednak już różne. Często pierwsze wpinki są dopiero po kilku metrach od ziemi i to w po trudnych fragmentach. Można również pochodzić na własnej protekcji. Miejsce biwaku przy 2 opuszczonych chatkach z fajnymi werandami (dobre w razie deszczu) jest blisko skał. Brak jedynie wody (można nabrać przy pobliskim campingu). Kąpiel w Wełtawie raczej nie wskazana ze względu na jej stan czystości (a raczej nieczystości). Szlaki piesze i trasy rowerowe bardzo ciekawe choć wysokości względne nie są najwyższe ale to raczej na plus tego terenu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia :http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FMaj%C3%B3wka%20Czechy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
﻿{{wyjazd|NORWEGIA: Hardangervidda, Hallingskarvet. Cztery dni i pół dnia w Norwegii|Aleksandra Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|23 - 28 04 2011}}&lt;br /&gt;
Na prawach &amp;quot;szybkiej akcji&amp;quot;, z okazji swiat wielkanocnych, wybralismy sie zakonczyc sezon skiturowy do Norwegii. Rejon dzialania dobralismy pod katem latwosci transportu - kupilismy bilety do najwyzej polozonej stacji w kraju fjordow i zalozylismy, ze musi byc tam snieg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W podrozy nocnym pociagiem do Wroclawia czulismy sie nieswojo w towarzystwie pokrowca na narty z naszym sprzetem. Sytuacja niewiele sie zmienila po dotarciu samolotem do Sandefjord i przesiadce na norweski pociag. Wyswietlacz w wagonie pokazywal temperature na zewnatrz: 18 stopni. Moze popsuty? Jednak werandy domow ktore widzielismy przez okna pociagu byly zastawione lezakami. Miejscowi korzystali ze swiat, zazywajac slonca.  Podobalo sie nam to, czy nie, wiosna w poludniowej Norwegii zawitala juz na dobre.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bylismy przerazeni. Zamykalismy oczy i probowalismy zasnac, z nadzieja, ze kiedy sie obudzimy, za oknami beda przechadzac sie po zamarznietych jeziorach renifery. Snieg pojawil sie na  godzine przed naszym celem. Termometr w wagonie ciagle obwieszczal wiosne: 16 st. C. Kiedy jednak dotarlismy na miejsce - do Finse, na 1222 m n.p.m. - nie mielismy watpliwosci, ze bialego wystarczy jeszcze na miesiac czy dwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finse to wioska powstala na okolicznosc utrzymywania linii kolejowej Oslo-Bergen.  Lezy na polnocnym krancu plaskowyzu Hardangervidda; dalej na polnoc od niej ciagna sie gory Skarvheimen. Jak na nasze standardy, to rejony dosyc nisko polozone (1000 - 2000 m n.p.m.) i przewaznie o niewielkich wysokosciach wzglednych. Jest to jednak bardzo rozlegly obszar gor, ze szczatkowa roslinnoscia (brak drzew) i  lodowcami zaczynajacymi sie juz na 1400 m n.p.m. Snieg zalega tu dlugo i koleje norweskie musialy przez caly XX wiek utrzymywac stala zaloge odsniezajaca tory. Potem technika poszla do przodu, zbudowano tunele i dzis Finse to raczej kurort. O ile tak mozna nazwac ok. 20 domow, do ktorych nawet nie da sie dojechac samochodem - bo nie ma drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schronisko turystyczne pekalo w szwach. I zabijalo cenami, ale na to na szczescie bylismy przygotowani. Przynajmniej psychicznie. Podczas moich wczesniejszych podrozy do Norwegii korzystalem ze schronisk samoobslugowych i wygladalo to jednak znosniej niz tu w Finse - gdzie jest normalna obsluga, kuchnia itp. Ceny posilkow juz na etapie przygotowan do wyjazdu uznalismy za nie do przeskoczenia. Grzecznie przestrzegajac zakazow i nakazow oddalilismy sie od chatki i zjedlismy posilek na bazie produktow przywiezionych z Polski. Noclegu jednak nie dalo sie uniknac - bylo juz po poludniu, a ciezar naszych plecakow tylko potwierdzal slusznosc decyzji o nie zabieraniu ze soba namiotu i szturmowych spiworow.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W swiateczna niedziele, wczesnym rankiem ruszylismy na polnocny zachod, w park Hallingskarvet w gorach Skarvheimen. Naszym celem bylo Hallingskeid, punkt na linii kolejowej, w ktorym moglismy liczyc na nocleg w mniej obleganej, samoobslugowej chatce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chodzenie w nartach alpejskich po tym terenie jest pewnego rodzaju ekscentryzmem. Miejscowi preferuja biegowki. Ma to sens, biorac pod uwage wystepujace tu nachylenia i odleglosci. Mimo tego, ze celowo poszlismy inaczej niz szlak - zeby bardziej optymalnie wykorzystac nasz sprzet - zjazdow bylo niewiele. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nam dopisywala, wlasciwie przez caly wyjazd bylo bez opadow, przewaznie slonecznie. Wiekszosc czasu dosyc konkretnie wialo. Tylko tego pierwszego dnia, na drodze do Hallingskeid, spotkalismy dwojke Norwegow - poza tym co najwyzej widzielismy w oddali ludzkie sylwetki lub skuter sniezny. (Tu trasa calego wyjazdu: [http://nocek.pl/wiki/images/Nor.jpg])&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chatka w Hallingskeid faktycznie oferowala lepsze warunki - moglismy sami gotowac i mielismy pokoj dla siebie (oprocz nas bylo jeszcze 5 osob). O specyfice norweskich schronisk samoobslugowych pisalem juz kiedys. Przypomne tylko smutna refleksje, ze system jest zupelnie nieprzygotowany na wieksza ilosc Polakow m.in. ze wzgledu na w zaden sposob niezabezpieczone szafy pelne prowiantu (prowiant nalezy pobrac i uiscic oplate zgodnie z wiszacym cennikiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Hallingskeid spedzilismy dwie noce, w poniedzialek spacerujac &amp;quot;na lekko&amp;quot; w Grondalen. Snieg tego dnia byl na tyle rozmiekly, ze pokonalismy 500 metrow przewyzszenia ani na moment nie zakladajac fok. Tego dnia nawet zalozylismy na chwile zestawy lawinowe. Znowu jednak malo przydaly sie kaski i czolowki (jasno od 5 do 22). Tymczasem Norwegom skonczylo sie wolne, takze wieczorem w chatce bylismy juz sami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem na wtorek bylo dotarcie do Rembesdalsseter - chatki na polnocno-zachodnich krancach plaskowyzu Hardangervidda, na wys. ok. 960 m. Podazalismy szlakiem prowadzacym przez wielkie, plytkie U-ksztaltne doliny bez zadnych charakterystycznych punktow - silne skojarzenia z pustynia. Ciekawym epizodem bylo natrafienie w miejscu, gdzie zgodnie z mapa mial stac szalas na... komin wystajacy raptem na pol metra ze sniegu. Jak dlugo trwa tu sezon?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo wszystko, w ciagu osmiu godzin wedrowki zaliczylismy dwa krotkie, ale przyjemne zjazdy. Drugi, na 1 km przed chatka, przebiegal 200-metrowym progiem eksponowanym na slonce. Trzeba przyznac, ze na koniec dnia byl nieco stresujacy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W chatce w Rembesdal zastalismy dwojke studentow z Niemiec (na biegowkach - przyznali sie ze prog schodzili piechota - ha!). Warunki tam sa kameralne, chatka sklada sie z jadalniokuchni i dwoch malych sypialni. Pradu brak, jest za to widok na jezioro i na bloki lodu odrywajace sie od lodowca Hardangerjokulen.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mozna powiedziec, ze to wlasnie ten lodowiec, jeden z wiekszych w Norwegii, byl tematem wiodacym naszego ostatniego, czwartego dnia w terenie. Obeszlismy go od polnocnego zachodu, podziwiajac z bezpiecznej odleglosci bezkresna biel i moreny usypane w zwiazku z wahaniami zasiegu lodowca z ostatnich kilkudziesieciu lat. Nie obeszlo sie bez odrobiny problemow orientacyjnych - w tym terenie mapa to niewiele, trzeba jeszcze miec glowe na karku i najlepiej odbiornik GPS. Pod koniec spaceru spotkal nas calkiem dlugi, lagodny zjazd do Finsevatnet. Potem poszlismy za sladami ok. dwa kilometry po zamarznietym jeziorze. Minelismy wprawdzie kilka konkretnych pekniec ktore troche nas zaniepokoily, ale jak dowiedzielismy sie potem w schronisku, w ubieglym roku lod odpuscil dopiero w sierpniu. Do Finse dotarlismy dosyc wczesnie. Mielismy cos gotowac, ale zalapalismy sie na lasagne dla pracownikow w hotelu (w pewnym sensie bylo to tanie). Ostro juz sie nudzac, pojechalismy w strone domu nocnym pociagiem o 01:38.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na koniec zostaje wyjasnienie dlugosci opisu i braku polskich liter. Otoz odwolano nasz lot powrotny do Katowic i chcac zdazyc na piatek do pracy, musielismy przebukowac sie na... Gdansk. I dalej przemieszczac sie pociagiem. Pociag jedzie 8 godzin i 30 minut - opis w zwiazku z tym powstal na telefonie komorkowym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitour na Salatyn&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt; Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|26 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli ktoś w końcu kwietnia w Zachodnich Tatrach chce zjechać z głównej grani do auta  pokonując ponad 1000 m deniwelacji i kilka kilometrów pysznego zjazdu to wycieczka na Salatyn może zaspokoić te oczekiwania. Powodem takiego stanu rzeczy jest naśnieżana nartostrada (na wys. 1477) w dolinie Salatyńskiej a wyżej naturalne śniegi zalegające w tej wystawionej ku północy dolinie. Przeanalizowanie widoku z internetowych webkamer pomaga podjąć decyzję. Tak więc w dość pogodne przedpołudnie ruszamy na fokach z parkingu w Spalonej. Wyciąg nie działa więc wszędzie pustki i tylko nasze auto jako jedyne stało na  rozległym parkingu. Do górnej stacji podchodzimy po rozmiękłym śniegu. Dalej czasem kłopotliwe przedzieranie się przez kosówki choć generalnie poruszamy się naturalną rozpadliną. Dość stromym żlebem wydostajemy się na Pośrednią Salatyńską Przełęcz (2012) a stąd na wierzchołek Salatyna (2048). Znów możemy nasycić oczy rozległymi widokami choć tak bardzo nam znanymi to zawsze fascynującymi. Zjazd po mokrych śniegach jest ciekawy. Żleb jest początkowo dość stromy ale zarazem dość szeroki więc jest możliwość manewru. Na stromiznach stacza się z nami „rzeka” mokrego śniegu a czasem duże kule. Fajnie się jednak bawimy. Dalej mykamy pod zboczami Zadniego Salatynu by ominąć kosówki. Tylko na chwilę musimy zdjąć narty by przez małą górkę dostać się na nartostradę. Dalej w dół pędzimy jak szaleni aż na parking. Wkrótce jedziemy autem przez dolinę Rochacką gdzie nie ma nawet grama śniegu. Niżej już całkowicie rządziła wiosna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FSalatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspin na górze Zborów w Podlesicach&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt; Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|21 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinamy w sumie 12 dróg od IV+ do VI+ na Długiej Grani, Dziurkach, Czujniku i Młynarzu. Paweł przystawił się do dwóch VI.2. Fantastyczna pogoda do łojenia, ludzi mało, cisza i spokój.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – &amp;quot;otwarcie sezonu&amp;quot; w Górach Towarnych, wspinaczki, jaskinie&lt;br /&gt;
|2 dni - Karol Jagoda, Wojtek Sitko, Adam Langer, Tomasz Wieszyński, Łukasz Pawlas (z koleżanką), Ola Golicz, Mateusz Golicz, Basia Szmatłoch, Tadek Szmatłoch, Aga Szmatłoch,  Janusz Dolibog, Zygmunt Zbirenda, Daniel Bula, Ola Rymarczyk, Wojciech Rymarczyk,, niedziela - &amp;lt;u&amp;gt; Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Olek Kufel, Tomek Jaworski, Asia Jaworska (z Karolkiem), Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch (z Wojtusiem)|16 - 17 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo fajne „otwarcie sezonu” (tak naprawdę jest stale otwarty). Padło wiele dróg wspinaczkowych i każdy znalazł chyba coś dla siebie. Ponadto niektórzy zwiedzili jaskinie: Niedźwiedzia-Dzwonnica, Cabanowa, Towarna. Na pewno coś dopisze Karol.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wezwany do tablicy pisze:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zaczynamy około godziny 10 tej jesteśmy w trójkę, lecz z każdą następną godziną przybywa Nockowiczów. Wspinamy się w górach Towarnych Małych, nazwa ta nie jest przypadkowa, gdyż na większość z dróg wystarczają 3 ekspresy!!! Wieczorem wybieramy się w licznym składzie (około 10 osób) do pobliskich jaskiń, które okazują się warte zobaczenia.&lt;br /&gt;
Pozostała część ekipy rozpalała w tym czasie ognisko, przy którym siedzimy do późnego wieczoru próbując rozwiązać zagadkę, tzw..gwóźdź programu. Brak rozwiązania tego problemu nie pozwolił zapewne zmrużyć oczu większości z uczestników. Z tego pewnie powodu część z nas nie była wstanie wspinać się dnia następnego:). Braki w zespole uzupełniony został tzw. ,,niedzielnymi Nockowiczami’’ Wspinamy się na ciekawszych niż sobotnie skałkach w Górach Towarnych Dużych -  4 ekspresy tu to standard - do godzinny 16- tej.( nawet najstarsi górale nie pamiętają, żebym tak wcześnie kończył wspinanie !!!) Wracając zahaczamy jeszcze o Olsztyn, aby skosztować specjalności miejscowej, czyli dobrych lodów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Rzędkowicach&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Sitko |10 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby uciec od codziennego zgiełku i tłoku udaliśmy się do zacisznych Rzędkowic:) Pogoda mimo kilku prób(wiatr, zachmurzenie, temperatura) nie zdołała stłumić naszego pragnienia wspinu. Działaliśmy w sprawdzonym dwuosobowym składzie, co bezpośrednio przełożyło się na liczbę zrobionych dróg (jak zwykle wspinanie non stop od świtu do zmierzchu). Padły między innymi: Myśliwi z Jurgowa, Trwoga Ginekologa, Homer Simpson, polecamy także ładną i dłuuuuugą drogę Nikodemówkę – patenty sprzedam niedrogo:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – Jaskinia Czarna, Partie Królewskie&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Fidzińska (KKTJ) |09 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dwóch tygodniach wspinu nieuchronnie musiałem zatęsknić za jaskiniami. Kaja po dwóch tygodniach na Kitzu chciała więcej... Nikt nikogo nie musiał namawiać, zachęcać, przekonywać. Dwa krótkie maile i jedziemy. Uwielbiam to. Prognoza mało zachęcająca, więc wybór pada na Czarną. Partie Królewskie, bo żadne z nas jeszcze nie było. Taki jaskiniowy sobotni spacer. Powłóczyliśmy się po jaskini, nacieszyliśmy urokiem królewskich (zdecydowanie polecam). Czyli wieczorne piwko można było uznać za zasłużone :) Spożywamy je już w Krakowie oglądając Staszka i Kai zdjęcia z wyprawy i słuchając opowieści... I mimo, że parę godzin wcześniej byliśmy jeszcze w jaskini tęsknię za kolejnym wyjazdem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wspin na Kobylej w Wiśle&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, (Seweryn Kohut, Agnieszka Kaczmarzyk, Karolina Kukuczka, OSP Istebna Centrum) |9 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd a raczej krótki wypad na skałki do Wisły na tzw. Kobylą. W przypadku moich kompanów było to pierwsze spotkanie ze skałkową przygodą. Jak na strażaków przystało bez większych problemów poradzili sobie z pierwszymi krokami w wspinaczce. Powspinaliśmy się trochę na wędkę drogą ok. czwórkową oraz potrenowaliśmy wychodzenie po linie przy pomocy przyrządów zaciskowych. Pogoda podczas wycieczki była słoneczna jedynie wiejący od PN zimny wiatr powodował dreszcze i nie przyjemne uczucie zimna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA/POLSKA: Tatry - narciarski trawers Tatr&lt;br /&gt;
|Zofia Chruściel (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG) - zrobili całość, do przełęczy Zawory - Ewa Kondela (SBB/GOPR), Stanisław Banot (GOPR), Krzysztof Banot (GOPR), Przemysław Miszczyk (GOPR) |1 - 5 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tzw. tatrzańska Haute Route zrobiona. Przepiękna a zarazem trudna i wymagająca kondycyjnie wysokogórska tura przemierzona od Kieżmarskich Żlebów u wylotu Kieżmarskiej Doliny na wschodzie po Zwerowkę w Dolinie Rochackiej na zachodzie. Przez przełęcze: Barania, Czerwona Ławska, Rohatka, Wschodnie Żelazne Wrota, Koprowa, Zawory, Tomanowa, Iwaniacka i wierzchołek Grzesia. Pogoda z wyjątkiem ostatniego dnia wspaniała (tylko dzięki temu udało się zrealizować projekt), warunki z uwagi na mało śniegu trudne. Jeżeli komuś chce się poczytać więcej to szerszy opis tu: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:THR_2011&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FTHR&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Łysych Skałach&lt;br /&gt;
|Karol Jagoda, Wojtek Sitko, Mateusz Górowski, Sara (os. tow.)|03 04 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kwiecień - po 5 miesiącach ściankowego restu wreszcie trafił się słoneczny, ciepły weekend, więc co do wyjazdu porozumieliśmy się niemal bez słów. Jak się okazało po całkiem spokojnym poranku, znacznie więcej wspinaczy stęskniło się już za kasującym palce jurajskim wapieniem - koło południa zrobiło się trochę ciasno. Udało nam się jednak wywspinać parę ciekawych dróg - między innymi: &amp;quot;Niedzielny Dülferek&amp;quot; za VI.1+/2, niejaki &amp;quot;Koziołek&amp;quot;(VI.1+) i &amp;quot;Prawa płytka&amp;quot; (VI.1). Wyjazd zakończylismy w nienagannych humorach.  Zdjęcia - http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2Flyse%20skaly&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWENIA/WŁOCHY – wspinanie w Ospie i Lumignano&lt;br /&gt;
|Karol Jagoda, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 26 03 2011}}&lt;br /&gt;
Przejazd przełożony z uwagi na chorobę Prezesa i intensywne opady dla docelowego rejonu, na późny poniedziałkowy wieczór. Wyjeżdżamy z Bytomia i zaczyna lać; generalnie co nas to obchodzi, w końcu jedziemy na południe – tam przecież nie będzie padać. Nad Czechami i Austrią gwieździste niebo, lecz gdy wjeżdżamy do Włoch zaczęło się … i nie przestało przez kolejne 2 dni – totalna zlewa. Na miejsce –Osp – dojeżdżamy nad ranem i na krótką chwilę przestaje padać więc mamy trochę czasu na poznanie okolicy i znalezienie miejsca na rozbicie namiotu. Decyzja pada na płaski teren tuż obok jednego z filarów podtrzymujących wiadukt z autostradą. Już na samym początku musimy wykazać się zdolnościami McGyver’a bo łamiemy jeden z pałąków namiotu Damiana. Nad Słowenią wiszą ciężkie chmury ale nie leje, więc wspinamy po jednej drodze w rejonie Crni Kal. Generalnie skała podobna do tej z polskiej jury, ale nie przypada nam do gustu – przecież przyjechaliśmy na południowy wapień a nie na jurajskie dziurki. W nocy najprawdopodobniej w okolicy przechodziło tornado bo budzimy się z wyrwanymi odciągami i kałużą błota w namiocie. Następny – jeszcze bardziej deszczowy dzień przeznaczamy na zwiedzanie Słoweńskiego wybrzeża, w szczególności miasta Koper i Piran. Na ten temat rozpisywał się nie będę – Piran choć mniejszy to dużo ładniejszy. W 2 biurach informacji turystycznej dostajemy rozbieżne informacje dotyczące prognozy pogody – według tej bardziej optymistycznej jutro może na chwile przestanie padać, a potem już słońce. I rzeczywiście, a nawet lepiej bo tylko parę minut lekko pokropiło, a silny wiatr skutecznie osuszył większość z połaci skał. Do dziś nie wiem czemu w pierwszy dzień wspinaczkowy Karol wyciągnął Nas do Misji Pec - sektora z najtrudniejszymi drogami – jakaś nowa strategia rozgrzewki? Pod skałą prawie sami włosi i Słoweńcy ale słyszymy też polskie słowa – w Ospie wspinał się z nami Tomek „Mendoza” Ręgwelski z Krakowa,  znany nam z Grochowca i z historii polskiego wspinania:) Zaczynamy mocno - od w ogóle nie rozgrzewkowych 6b+ i 6c! na których bułuje się na cały dzień. Pod wieczór decydujemy się zmienić miejsce noclegu na mniej błotne i mniej wietrzne. W Crnim Kalu, opodal parkingu pod skałami znajdujemy przytulną polankę; miejsce idealne: blisko do samochodu, blisko do kibelka, po wodę, tylko pod skały mamy jakieś 5 km. Przez kolejne dni wspinamy w Ospie od rana do wieczora, zmieniając się na drogach, z krótkimi przerwami na ciasteczka i lekturę na hamaku – po prostu wspinaczkowe wakacje:) Liczba dróg wspinaczkowych w Ospie jest przytłaczająca, jak i wysokość tutejszych skał; pomimo niedostępności połowy dróg – ze względu na intensywne opady, w połowie długości muru skalnego powstało potężne wywierzysko i kaskady odcinające dostęp do wielu dróg wspinaczkowych -  jest tu do czego się przystawiać przynajmniej na kilka sezonów. Po kilku dniach łojenia pora na odpoczynek; wybieramy się więc do Postojnej żeby zwiedzić jaskinie turystyczną i w drodze powrotnej zobaczyć Skocjanskie Jamy. Niestety ceny biletów wstępu do tych jaskiń były iście Europejskie i jak dla Nas zaporowe więc  korzystamy tylko z tamtejszych toalet, gdzie bierzemy porządną kąpiel w umywalkach:)po kilku dniach wspinania była to rzeczywiście już konieczność, chociaż Damian dopiero przedostatniego dnia wyjazdu zaczął narzekać, że mu tapicerka przesiąkła smrodem rzekomo moich skarpetek:) W poniedziałek w skałach spotykamy Bytomsko-Gliwickich znajomych, a następnego dnia, wczesnym rankiem wyruszamy do Lumignano. Z Ospu do Lumignano jest ok 230 km więc zdążyliśmy się jeszcze tego dnia solidnie powspinać. Skała tu inna niż w Słowenii- brak długich i masywnych kaloryferów, choć niewielkie też się zdarzały, dużo za to dziurek i krawądek często bardzo ostrych - spytajcie Damiana żeby pokazał rozcięty palec. Warunki socjalne rewelacyjne: parking, dwa stoliki z ławeczkami, ubikacja, umywalka i bieżąca woda, tylko namiotu nie ma za bardzo gdzie rozbić, a w grotach spać nie będziemy bo grasują skorpiony-naprawdę. W Lumignano wspinamy już bez dnia odpoczynkowego, zmieniając tylko sektory. Wieczory standardowo spędzamy przy grzanym winie w towarzystwie sympatycznych Niemców, z którymi wymieniamy się doświadczeniami i rekomendujemy sobie nawzajem Nasze rodzime rejony. Na ostatni dzień zostawiamy sobie po jednym projekcie, z których tylko Damianowi udało się swój wykonać, pakujemy samochód, szybka pizza w towarzystwie wesołego kelnera i powrót do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Informacje praktyczne:'''&lt;br /&gt;
Osp – woda we wsi Crnotice; zakupy w centrum handlowym na przedmieściach Triestu tuż za granicą Włosko-Słoweńską-podobno w ubikacji dla niepełnosprawnych można wziąć niezłą kąpiel:); spanie na campingu w Ospie (10EUR/os/dobę) lub na dziko ale trzeba dobrze szukać – właściciel campu wzywa Policję; w dni odpoczynkowe można zwiedzać całą Słowenię-nie jest zbyt duża.&lt;br /&gt;
Lumignano- woda i kibelek na parkingu; zakupy można zrobić w sklepikach w samym Lumignano lub przejechać się ok 4 km do marketu w pobliskim Longare; spanie w namiocie na parkingu, ale zmieszczą się tylko 2 lub 3 namioty więc weekendami może być problem, można próbować w licznych, bardzo klimatycznych grotkach skalnych, uwaga na skorpiony; na odpoczynek można wybrać się do pobliskich miast (Padwa, Vicenza, Wenecja), a jak się znudzi wspinanie w Lumignano lub będzie tu za gorąco to można przenieść się do Arco (ok. 120km) lub właśnie do Ospu (ok230km).&lt;br /&gt;
Myślę, że Karol i Damian też napiszą parę słów relacji z wyjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - Kitzsteinhorn|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik,&lt;br /&gt;
Jakub Nowak, Jan Wołek, Bartosz Berdel, Marcin Grych, Stanisław Wasyluk, Kaja Fidzińska; ST: Filip Filar; SC: Kazimierz Szych; SDG: Włodzimierz Porębski; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 - 2 04 2011}}&lt;br /&gt;
W dniach 16.03. - 2.04. odbyła się kolejna wyprawa Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini Feichtnerschacht, w której uczestniczyłem przez dwa tygodnie. Specyficzną cechą tych cyklicznych wyjazdów jest położenie bazy wyprawy - w podziemiach tzw. Alpincenter, centrum rozrywkowo-gastronomicznego ośrodka narciarskiego, na wysokości 2450 m. Aktywność nie ogranicza się więc tylko do jaskiń - są też narty zjazdowe i skitury. Ja, dzięki całkiem dobremu połączeniu z Internetem sporo pracowałem w ciszy i spokoju nad pewnym programem komputerowym, przeszkadzające mi telefony zbywając stwierdzeniem &amp;quot;jestem za granicą, proszę dzwonić po powrocie&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Feichtnerschacht jest rozwinięta w nietypowej skale - marglu mikowo-wapiennym. W miejscach gdzie nie ma błota, przypomina ona nieco piaskowiec. Działalność odbywa się w oparciu o biwak w tzw. Sali z Miśkiem - na głębokości ok. 430 m, za piaszczystym przekopem. W tym roku kierunki eksploracji były dwa - po pierwsze, zjeżdżaliśmy z tzw. Kubatur (ok. 610 m) studniami w dół. Po około 60 m zjazdu zostało jednak osiągnięte połączenie z Żółtymi Marmitami - częścią jaskini znajdująca się poniżej. To połączenie nie było zresztą niczym niespodziewanym, Feichtnerschacht rozwija się bowiem pod przewidywalnym upadem; spróbować jednak było trzeba. Drugi &amp;quot;przodek&amp;quot;, na którym działałem m.in. ja, był problemem &amp;quot;do kopania&amp;quot; z zeszłego roku, położonym w najbardziej wysuniętym na wschód punkcie jaskini. Urobek (piasek) trzeba było wyciągać wykonaną z karnistra wanienką przez ok. 10-metrową rurę. Na trzecim z kolei biwaku, na którym znalazłem się wspólnie z Kają Fidzińską (w zespole) oraz Michałem Pawlikowskim i Staszkiem Wasylukiem (druga ekipa), wyciągnęliśmy z Kają 83 takie wanienki. Na kolejnej szychcie, Michałowi i Staszkowi udało się w końcu przekopać. Wąski korytarz, w którym trzeba było się czołgać, skręcał pod kątem prostym, by przejść w 7-metrową studzienkę o ok. 2-3 metrach średnicy. Na końcu zastaliśmy szczelinę nie do przejścia i zamulony korytarz idący pod górę. Łącznie za naszym przekopem zmierzyliśmy ok. 37 metrów i wobec słabych perspektyw, trzeba było podjąć trudną decyzję o deporęczowaniu tej części jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza trzema dniami w jaskini, popołudniami około trzech razy byłem na Grosser Schmiedingerze (ok. 440 Hm z Alpincenter), raz na Maurerkoglu (podobnie), raz na Schmiedingerscharte. Pod koniec wyprawy rozjeździłem się na tyle, że zdecydowałem się na zjazd z samego wierzchołka Kitzsteinhorna (wys. 3203 m, ale podejść trzeba niespełna 200 m). Warunki śniegowe były od strony lawinowej dosyć dobre, ale spod niewielkiej ilości śniegu wystawały niebezpieczne skały, więc poszaleć się nie dało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Czarna, partie III Komina&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Jerzy Krzyżanowski (Pająk)|27 03 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem było dotarcie do drugiego otworu. Poruszając się zgodnie z opisem docieramy do miejsca gdzie było dużo ziemi, roślinki, ćmy i muszki. Otwór jak tu jest to był zasypany (chyba, że to nie ten). Ponieważ byliśmy uzależnieni od dojazdu to nie mamy czasu chodzić po tych pięknych partiach jaskini. Po wyjściu z dziury lecimy w dół i do domu wracamy z Ryśkiem i Tomkiem, którzy byli na szkoleniu w TPN. Zdjęcia - http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – szkolenie z ochrony przyrody dla instruktorów PZA.&lt;br /&gt;
|Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski, na miejscu instruktorzy w wszystkich klubów PZA|27 03 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyła się wycieczka ścieżką nad Reglami pod przewodnictwem pracownika TPN. Na wycieczce poruszone były kwestie ochrony przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry – skitour na Chabenec&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz, Adam Langer (szedł bez nart)|26 03 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Magurki  (1050) zielonym szlakiem na główną grań Niżnych Tatr. Śnieg znajdujemy dopiero na wys. 1500 i to jeszcze z przerwami. Podejście boczną granią na zwornik i dalej w fatalnych warunkach przy mocnym wietrze i mgle docieramy na szczyt Chabenca (1955). Szybko jednak stąd uciekamy. Zjazd łagodny ale w/w warunkach pogodowych i zmarzniętym śniegu a często po trawach zjeżdżamy do porzełęczy. Dalej upatrzonym wcześniej żlebem w dół do doliny. Zjazd żlebem wynagrodził nam wszystkie poprzednie trudy. Od 1300 na przemian idziemy a jak się pojawia śnieg jedziemy docierając tak aż do Magurki. Była to wspaniała tura. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FChabenec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyjazd do jaskini Trzy Kopce&lt;br /&gt;
|Daniel Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Tomasz Wieszyński|19 - 20 03 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę o 16 spotykamy się przy Plazie i wyruszamy &amp;quot;panterką&amp;quot; Buliego&lt;br /&gt;
w stronę Szczyrku. Przed dotarciem na miejsce, zatrzymujemy się&lt;br /&gt;
jeszcze na pyszną (ponoć) szarlotkę na ciepło i herbatę w Bagateli, by&lt;br /&gt;
ostatecznie do Chaty Wuja Toma dojść ok. 19. Tu raczymy się zimnym&lt;br /&gt;
piwkiem (oczywiście bezalkoholowym) i idziemy spać, aby na drugi dzień&lt;br /&gt;
być wypoczętym na akcję w jaskini. Pobudka, z uwagi na fakt iż jaskinia&lt;br /&gt;
jest o &amp;quot;rzut beretem&amp;quot; nie była skoro świt, związku z tym ze schroniska&lt;br /&gt;
wychodzimy dopiero ok. 9. Dnia poprzedniego spadło 20cm świeżego&lt;br /&gt;
śniegu, także w stronę Klimczoka przecieraliśmy szlak brodząc po&lt;br /&gt;
kostki w białym puchu. Pod wejście do jaskini dotarliśmy po 30 min,&lt;br /&gt;
gdzie nastąpiła krótka przebierka i byliśmy gotowi do wejścia. Dla&lt;br /&gt;
niektórych z nas była to pierwsza poważna (poważna jak na nasze&lt;br /&gt;
umiejętności) jaskinia w życiu, także na pewno adrenalina pojawiła się&lt;br /&gt;
w naszej krwi. Zejście do jaskini (4 metrową studnię) pokonaliśmy bez&lt;br /&gt;
problemów, a dzięki przewodnikowi w roli Buliego bez kłopotów&lt;br /&gt;
pokonywaliśmy kolejne sale, by ostatecznie dotrzeć do sali Smoczej,&lt;br /&gt;
gdzie znaleźliśmy kartkę z informacją iż księga wpisów znajduje się na&lt;br /&gt;
stronie Speleoklubu Bielsko-Biała. W drodze powrotnej Buli zrobił nam&lt;br /&gt;
test i kazał nam prowadzić do wyjścia, niestety wstyd się przyznać ale&lt;br /&gt;
nie mogliśmy znaleźć poprawnej drogi już przy pierwszym rozwidleniu.&lt;br /&gt;
Jednak z małą pomocą naszego przewodnika, ostatecznie trafiliśmy do&lt;br /&gt;
wyjścia, zwiedzając po drodze jeszcze Komnatę Chrystusa i Salę Ewy.&lt;br /&gt;
Akcja nie trwała długo, bo troszkę ponad 2h, także pod Plazą byliśmy&lt;br /&gt;
już przed 16, skąd rozjechaliśmy się do domów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - nocny wypad pieszo z Ustronia do Bielska&lt;br /&gt;
|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Ozimina&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Langer|19 - 20 03 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do celu udajemy się pociągiem z Katowic i jesteśmy o 20.40 na stacji Ustroń Polana. Wysiadając widzimy, że śniegu na peronie jest ponad kostki, to już nam zwiastuje co nas będzie czekać w nocy. Na początku udajemy się w stronę Równicy, dochodząc w okolicę schroniska spotyka nas pierwsza niespodzianka – mgła. Po drodze mijamy biesiadników z knajpek przy schronisku, którzy oczywiście ewakuowali się do domów samochodami. Z Równicy kierujemy się zielonym szlakiem do Brennej, momentami ściegu jest około 30 cm. Oczywiście mgła też nie dawała za wygraną, czasem się nasilała i próbowała dać nam w kość. Na szczęście mieliśmy gpsa, co usprawniło poruszanie się w tych warunkach. W Brennej jesteśmy około północy, później dalej kierujemy nasze kroki zielonym szlakiem na Błatnią, a stamtąd na Szyndzielnię. W tym czasie zaczął przez chmury przebijać się księżyc, który był tej nocy w pełni (oprócz saren i zająca żadnego wilkołaka nie spotkaliśmy), pozwoliło nam to w każdym razie trochę dojrzeć sąsiadujące góry. W drodze na Szyndzielnię mogliśmy też przyjrzeć się rozświetlonemu Bielsku. Po zejściu z góry ok. 5.15 okazuje się, że za 5 minut mamy autobus na dworzec pkp, więc szybko pakujemy niepotrzebne rzeczy i po przyjeździe busa kończymy naszą nocną wędrówkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA-CHOPOK - Skitury i spacery po okolicy |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski |19 03 2011}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo niesprzyjającym warunkom pogodowym za oknem wybraliśmy się na - jak się okazało - bardzo przyjemną wycieczkę. Na  rozgrzewkę zrobiliśmy krótką turę na nartach- spod dolnych wyciągów na Chopok na wysokość około 1600m. Początek trasy robimy lewą odnogą nartostrady (sztucznie naśnieżona), a następnie idziemy poza trasą wzdłuż nieczynnego wyciągu narciarskiego już na naturalnym śniegu, którego wraz z wysokością systematycznie przybywa. Odnajdujemy tam świetny teren do zjazdu. Niestety wraz z wysokością robi się coraz bardziej mglisto, a do tego wynik testu lawinowego, którego dokonuje  Mateusz jednoznacznie wskazuje, iż trzeba wracać (przy drugim wykonaniu płyta śniegu wyjeżdża już po wbiciu łopaty…). Kolejną atrakcją jest więc eksploracja skądinąd znanego nam już nieco sporego terenu wspinaczkowego (Machnato) w tej samej dolinie.&lt;br /&gt;
A potem to już tylko spokojny powrót do domów, przerywany zakupami słowackich „towarów eksportowych” :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY ZACHODNIE - Dolina Jarząbcza - skitury |Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Wyciślik|13 03 2011}}&lt;br /&gt;
Debiut Michała na nartach. Postanowiliśmy od razu uczyć go na skiturach, żeby nie wchodziły mu w krew złe nawyki. W Chochołowskiej próbujemy trochę iść na nartach, ale sens miało to średni - totalnie zamoczyliśmy foki od spodu. Pierwotny plan - Kończysty - szybko musiał ulec modyfikacji, gdy gołym okiem ujrzeliśmy, że na stokach tego szczytu nie możemy liczyć nawet na niewielkie płaty śniegu. Ostatecznie poszliśmy za śladami wzdłuż potoku, prowadzącymi do Doliny Jarząbczej. Stoki Łopaty i Czerwonego Wierchu okazały się bardzo ciekawym terenem narciarskim, na którym śnieg dosyć dobrze się trzyma. Na wysokości ok. 1 700 m, nie docierając do żadnego specyficznego punktu, zdecydowaliśmy się na odwrót z uwagi na bardzo silny wiatr. Nasz kursant zmęczył się jak... kursant, ale dzielnie przyjął na zjeździe wiedzę z zakresu wpinania i wypinania nart, trawersowania zbocz i zsuwania się. Kiedy zaczęły się drzewa, natychmiast zapięliśmy mu kask, bo polegaliśmy na nim jeśli chodzi o transport do domu. Niestety ze względu na późną porę i zmęczenie materiału, zakręcanie będziemy musieli poćwiczyć na następnym wyjeździe. Doliną Chochołowską dało się zjechać do Polany Huciska, ale to może być już nieaktualne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY WYSOKIE - Niżnie Rysy|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 03 2011}}&lt;br /&gt;
Przebieżka skitourowa na Niżnie Rysy (2430). Do Morskiego Oka idziemy z buta - wprawdzie dało się na nartach, ale uznaliśmy, że nie mamy na to czasu (piechotą zajęło nam to 1.5h). Morskie Oko, Czarny Próg i Czarny Staw pod Rysami tj. ok. 200 metrów przewyższenia przechodzimy na fokach; kolejne 800 m pionu to już tylko raki. Pod Bulą pod Rysami wykonujemy wykop, który potwierdza, że sytuacja śniegowa jest nieciekawa - górna warstwa śniegu jest zupełnie niezwiązana z podłożem. Na szczęście grubość tej pokrywy wynosiła na ogół kilka cm. Jesteśmy jedynymi skiturowcami w okolicy (czyżby wszyscy na zawodach?), poza nami widzimy tylko piechurów drapiących się na Rysy i wspinaczy działających na Kazalnicy. Wierzchołek osiągamy przed 16:00 - najtrudniejsze było ostatnie 200 m, nie da się ukryć że trochę zmęczyło nas te 1446 metrów podejścia. Zjazd jest pierwszorzędny, stromy (początkowo 42 stopnie) ale na ogół szeroki. Pod wierzchnią warstwą, która natychmiast się osuwała, śnieg był dosyć twardy, lecz nie zlodzony. Przed przemierzeniem Morskiego Oka musieliśmy przystanąć na dłużej na płotku, bo nogi zaczynały już odmawiać nam posłuszeństwa. Na szczęście sporą część stawu udało się pokonać bezwysiłkowo dzięki silnemu wiatrowi. W schronisku dłuższy postój; zjazd do Palenicy odbywamy już po zmroku. Piechotą idziemy ostatnie 20 minut, nie chcąc katować szlachetnych nart, które mieliśmy na tym wyjeździe na nogach (mieliśmy dokładnie ten sam model). Za ten dzień przyszło mi zapłacić okrutnymi odciskami na nogach od moich nowych butów - superlekkich i superniewygodnych (tanio sprzedam!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BABIA GÓRA - na wschód słońca|Asia Wasil i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 03 2011}}&lt;br /&gt;
Spontaniczny pomysł zainspirowany wiosennym już prawie słońcem wpadającym przez okno. -Jutro w góry! Babia. Dzwonię do Pacyfy, bo wiem, że ma wolne. &lt;br /&gt;
Zastanawia się nie dłużej niż sekundę – Jadę! Ale może pojedźmy na wschód słońca. Czyli wyjazd już dziś.&lt;br /&gt;
Do 22:00 wspinam się jeszcze na ściance w Bytomiu a o 23:30 wyjazd. Perfekcyjnie. Drogi puste. Podejście do Markowych Szczawin w 1h mimo oblodzonego szlaku, czyli z kondycją nie jest tak źle. Ja wprawdzie jak zwykle idę na dopingu, czyli z słuchawkami i odpowiednią muzyką na uszach. Pacyfka bez wspomagaczy twardo dorównuje mi kroku. Na perci akademików śniegu niewiele, ale przewiany i twardy. Spod nóg wydobywają się odgłosy mrożące krew w żyłach – głuche dudnienie, skrzypienie i trzaski łamiących się śnieżnych płyt. Na szczęście śniegu jest zbyt mało na jakiekolwiek zagrożenie lawinowe, ale zdecydowanie nie chciałbym usłyszeć tego gdzieś, gdzie wyjeżdżająca śnieżna deska mogłaby zabrać mnie ze sobą w daleką podróż. Na szczycie nagroda w postaci legendarnego wschódu słońca na &amp;quot;babci&amp;quot;. Pięknie. Widok na Tatry dosłownie miażdżący. Robimy zdjęcia, chłoniemy słońce i schodzimy, bo jednak mróz. Powrót przez Bronę do samochodu i walcząc z narastającą sennością do domu, pod pierzynę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat skiturowy: Podejście i zjazd z Babiej do Markowych przez Bronę możliwy, śniegu wystarczająco, ale jest bardzo twardy. Poniżej Markowych już raczej narty na plecach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia tatrzańska|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;, SŁ:Tomasz Olczak, ST:Zbigniew Tabaczynski, SGW:Mirek Kopertowski, SW:Oliwia Ryśnik|05 - 07 03 2011}}&lt;br /&gt;
Udana akcja w jednej z jaskiń tatrzańskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BESKID ŻYWIECKI - skitourowy biwaczek na Pilsku|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|05 - 06 03 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę o 19:30 startujemy z parkingu pod ośrodkiem narciarskim. Z braku innych opcji, podchodzimy trasami, omijając najpierw narciarzy (nocne jeżdżenie) a potem ratraki. Mieliśmy spać w okolicach Hali Miziowej, ale dobrze się szło i zatrzymaliśmy się w sumie na Pilsku o 21:40. W nocy silny wiatr, temperatura w namiocie -7.5 st. Rano, wobec niekorzystnych warunków narciarskich zjeżdżamy po prostu na dół i wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUŁTANAT OMANU - Wspinaczki, jaskinie, off-road|KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Michał Ciszewski; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; Sądecki KTJ: Marek Lorczyk; SW: Piotr Słupiński|16 02 - 01 03 2011}}&lt;br /&gt;
Szersza relacja w [[Relacje:Oman_2011|sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Ski tur Pilsko - Mechy - Rezerwat Pilsko - Las Suchowarski|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Maciek Dziurka, Adam Kozniewski (os.tow.)|27 02 2011}}&lt;br /&gt;
Z szczytu Pilska rzadkim lasem zjeżdżamy na szczyt Mechy. Sam szczyt jest płaski otoczony niskimi świerkami. Pogoda idealna,bez chmur. Wyraźnie widać Tatry i Babią Górę. Śnieg momentami lepi się do nart, nawet nie trzeba zakładać fok. Od Pilska żadnych turowców. Cisze jednak przerywają jeżdżące i smrodzące skutery śnieżne które jeżdżą jak szalone obok nas. Trawersujemy Pilsko od wschodu. Dają nam popalić kosówki, które zapadają się pod nami. Wjeżdżamy między drzewa Rezerwatu Pilska, a następie Lasu Suchowarskiego. Teren zupełnie dziki. Adam wjeżdża w drzewo a Maciek znika pod kosówką , ale zjazd jest rewelacyjny. Jedziemy tak długo dopóki był śnieg. Gdy go brakło narty na plecy i za pół godziny jesteśmy na parkingu. Tam czekają już na nas Sonia i Gabi, które piechotą były na Hali Miziowej.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Skitury w okolicach Kasprowego|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Lechu (os.tow.)|27 02 2011}}&lt;br /&gt;
W pięknych okolicznościach przyrody ( w Tatrach ciepło i słonecznie) robimy w dosyć &amp;quot;emeryckiej&amp;quot; wersji trasę Kuźnice-Schronisko na Kondratowej-Kasprowy-Kuźnice. Główny szlak naszego przejścia to różne odgałęzienia nartostrady Goryczkowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - jaskinia Zimna|Jasińska Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Jaworska Asia&amp;lt;/u&amp;gt;, Rymarczyk Ola, Wasil Asia  |26-27 02 2011}}&lt;br /&gt;
Dokonano przejścia jaskini Zimnej od dolnego do górnego otworu. Wspinaczka nie sprawiała większych trudności, każda z nas znalazła &amp;quot;coś dla siebie&amp;quot;. Czas akcji 8 godzin. Trochę czasu zeszło nam na szukanie prawidłowej drogi w partiach przy górnym otworze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BESKID ŻYWIECKI - spacerowo na Krawców Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Sara (os. tow.) |26 - 27 02 2011}}&lt;br /&gt;
Spokojny spacerek do Bacówki na Krawców Wierch, pogoda zdecydowanie wiosenna. Bacówka bardzo przyjemna i w dobrej lokalizacji gdyby chcieć robić przejście np. narciarskie od Zwardonia do Babiej (może w przyszłym sezonie ;)).&lt;br /&gt;
W niedzielę szybki spacer granią na Grubą Buczynę, skąd rozpościera się piękny widok na Tatry i Pilsko. Wracając zatrzymujemy się jeszcze w Rajczy na boulderze :). Warunki na tury nieciekawe, granią niby się da, ale tylko szlakiem i to nie wszędzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Ski tur Pilsko - Rysianka - Sopotnia.|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Kozniewski - -pierwszy raz na skiturach(os.tow.)|20 02 2011}}&lt;br /&gt;
Na Pilsko wjeżdżamy wyciągami. Na szczycie jesteśmy o 12:00.Zjeżdżamy przez Munczolik-Trzy Kopce na Rysianke. Warunki śniegowe rewelacyjne, pogoda mglista. Na Rysiance jesteśmy o 16:00. Wchodzimy na herbatę do schroniska. Zjazd do Sopotni zaczynamy gdy robi się ciemnawo. Nie umiemy trafić na szlak dlatego mamy wspaniały zjazd poza szlakiem. Na dole jesteśmy gdy jest już całkiem ciemno. Po godzinie przyjeżdżają po nas znajomi, którzy jezdzili  na wyciągach. Adamowi tak spodobał sie wyjazd że pojechał w następną niedziele.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Skitury w okolicach Kasprowego|Ola Stra.. yyyyy, wróć - Golicz, Mateusz Górowski, Tomasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; |20 02 2011}}&lt;br /&gt;
O 6:40 autobusem dojeżdżamy z Zabrza na BP-Wirek,  gdzie podjeżdża po Nas Ola. Szybkie śniadanko na stacji i wyruszamy o 7 ze sporym hakiem.  Na szczęście przespałem większość drogi i nie musiałem się stresować z powodu dość ciężkiej nogi Oli, bo już przed 10:00 jesteśmy w Kuźnicach pod kolejką na Kasprowy. Dzielimy się na 2 grupy: pierwsza-Mateusz i Ola foczą nartostradą; druga - Pawlasy dają z buta przez Boczań. Spotykamy się  w Murowańcu w samo południe. W chwili gdy wiatr rozwiewa chmurzyska na kilka sekund dostrzegamy, że początkowe plany muszą ulec zmianie bo na Żółtej Turni ani grama śniegu. Szybko podejmujemy decyzje o objęciu kierunku na Kasprowy i zjedzie z Liliowego lub Beskidu. Po paru minutach Tomek orientuje się, że coś mu lekko na plecach i w takim bądź razie chyba zgubił po drodze raki. Nie pozostaje mu nic innego jak resztę dnia spędzić na przebieżkach po Tatrach w poszukiwaniu zagubionego sprzętu. Bardziej rozważna i mniej roztrzepana część wycieczki zmierza ku Beskidowi skąd zjeżdża do dolnej stacji wyciągu krzesełkowego. Wjeżdżamy na górę i spotykamy Tomka i jego zgubę. Krótką przerwę przeznaczamy na narzekanie na panujące warunki narciarskie i zjeżdżamy przez Goryczkową do samego ronda. Tuż pod szczytem Kasprowego postanawiam jeszcze trochę poszaleć i oram głową przez poletko rozrzuconych skałek – ot taka sobie rozrywka. Zjeżdżamy pod auto jeszcze przed zmrokiem i powrót na Śląsk. Generalnie choć śniegu sporo to warunki fatalne (mgła, szreń, lód). Ewidentnie daje się zauważyć wzrost zainteresowania skiturami, gdyż połowa spotkanych narciarzy (w pobliżu Kasprowego) była wyposażona w sprzęt turowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Zaczynając ten opis chciałem napisać coś co pretendowałoby do nagrody na najlepszy opis roku, ale chyba poczekam z weną na jakiś bardziej treściwy wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. 2. Wiem, że uzgodniliśmy, że to Tomek zrobi opis, ale jaki jest sens czytania relacji z wyjazdu po kilku miesiącach:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Dolina Gąsienicowa|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|13 02 2011}}&lt;br /&gt;
Po dwóch falstartach, ruszamy z Katowic o 08:35. Z uwagi na późną porę, postanawiamy tym razem wykorzystać ogólnonarodowe dobro, kolejkę linową na Kasprowy Wierch. Kosztowało nas to trochę nerwów w ogonku i 64 zł, ale dzięki tej decyzji, w samo południe stajemy na szczycie Kasprowego. Przebijamy się przez tłumy na Beskid i dalej, na Liliowe. Foki nie były konieczne, gdyż ten szlak jest wydeptany jak Krupówki. Z Liliowego zjeżdżamy trzymając kierunek na stawy. Przez pierwsze 150 metrów śnieg typu beton. Ola nabiła sobie kilka siniaków, a ja efektownie wylądowałem głową w dół wprost na podchodzącym do góry skitourowcu (&amp;quot;trudne mamy dziś warunki, prawda?&amp;quot;). Potem znacznie się poprawiło i zrobiliśmy ładnych parę zakrętów w pysznej, ok. 20-centymetrowej warstwie świeżego puchu. Po dotarciu niemalże pod dolną stację wyciągu, zakładamy foki i ruszamy w kierunku przełęczy Karb. Po zachodniej stronie śnieg dosyć przyjemny, ale jak będzie na stronę Czarnego Stawu? Otóż całkiem nieźle - udało się nam odbyć ten klasyczny zjazd w rzadko chyba o tej porze roku spotykanych warunkach śniegowych. Zwłaszcza w jego górnej części jechaliśmy po miękkim i wiele wybaczającym śniegu. Ze Stawu zjechaliśmy następnie do Murowańca, gdzie po szybkiej decyzji ubraliśmy na powrót foki i weszliśmy z powrotem na Kasprowy, załapując się na zachód słońca. Cała pętla zajęła nam dokładnie cztery godziny. Z Kasprowego zjechaliśmy trasą w dol. Goryczkowej, w sporej części znowu po puchu. Po raz pierwszy w tym sezonie udało się nam wrócić do auta przed zmrokiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały dzień mieliśmy bardzo dobrą pogodę i widoczność; było wprawdzie zimno, ale słonecznie. Warunki narciarskie szczerze nas zaskoczyły, z perspektywy Katowic nie spodziewaliśmy się, że może być tak dobrze. Nartostrada w Goryczkowej jest przejezdna aż do Kuźnic, a nawet dalej. Co również było miłe, mimo ferii, bez problemu znalazł się dla nas stolik w restauracji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Omszała Studnia|Damian, Teresa Szołtysik|13 02 2011}}&lt;br /&gt;
W ramach zwiedzania jaskiń jurajskich w Cisowej Skale zjeżdżam do Omszałej Studni (-10), w dziurze wysokie ale ciasne korytarze. Następnie przechodzimy ciekawym szlakiem wokół rezerwatu Pazurek. Bardzo ciekawe okazały się Zubowe skały. Teren lekko przyprószony śniegiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Miętusia Wyżnia|Kaja Fidzińska (KKTJ), Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; |12-13 02 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano dojeżdżam do Krakowa, gdzie czekają już na mnie Kaja z Damianem. Po krakowskiej imprezie dnia poprzedniego szybko zamieniamy się z Damianem za kierownicą. Do bazy docieramy nawet szybko choć drogi poza zakopianką białe. Na bazie witamy się z krakusami i szybki przepak . Gdy ruszamy w góry chmury po prostu się rozmywają i pod sam otwór towarzyszy nam cudowna pogoda. Po męczącym pokonaniu stromego żlebu docieramy pod otwór. Dojście do Błotnego Syfonu schodzi błyskawicznie. Tutaj trochę latania z worem pełnym wody (3-osobowy zespół) ale jakoś poszło. Syfon Paszczaka też puszcza chociaż woda dostaje się w różne zakamarki kombinezonów. Syfon Salome to generalnie mała kałuża więc szybko docieramy na dno i wracamy. W drugą stronę lewarowanie idzie nam znacznie już łatwiej. Ale jeszcze przed syfonami dostaje powoli trzęsawek. Na powierzchni wita nas rozgwieżdżone niebo i temperatura grubo poniżej -10. W kombinezonach zjeżdżamy żlebem i przebieramy się w suche ciuchy. Do bazy docieramy ok. 23 i zastajemy krakusów w trakcie imprezy. Niestety nie dotrzymujemy do końca i idziemy spać. Powrót następnego dnia. Choć nie byliśmy wysoko w górach, warunki narciarskie oceniam jako dobre.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz ubiegł mnie z opisem, więc dopiszę tylko kilka zdań od siebie. Kolejna z akcji &amp;quot;dla koneserów&amp;quot; - niekoniecznie przyjemna, ale jak kiedyś inteligentnie skonstatował Mateusz Golicz - bez odrobiny upodlenia ten sport traci sens :) Za to powrót... dawno nie byłem w górach w tak piękną noc, aż nie chciało się iść na bazę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ps. Relację z akcji &amp;quot;mufinki&amp;quot; zgłaszam do konkursu na &amp;quot;Opis roku 2011&amp;quot;. Genialna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Zimna|Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2011}}&lt;br /&gt;
Nowy Prezes klubu zaszczycił swoja obecnością naszą skromną, szybką akcje do Zimnej. W ciągu równo czterech godzin przeszliśmy od dolnego do górnego otworu. Przy kracie było sporo plecaków, także nic dziwnego że przy Ponorze spotkaliśmy Staszka Wasyluka z KKTJ-u z małą ekipą kursową (dzięki za puszczenie nas!). Potem jeszcze nawiązaliśmy łączność głosową z ekipą wracającą zza syfonu KKTJ-u.  Każdy z nas coś tam sobie powspinał. Większość oszukiwała, jedynie Karol świecił przykładem i tylko raz chwycił się Bat'inoxa na ''Czarnym Kominie''. Może warto też odnotować, że najważniejszą kością tego wyjazdu była kość ogonowa - najpierw Michał zjechał od kraty po lodzie, potem wszyscy przewracaliśmy się na śniegu i walczyliśmy o życie na zejściu z górnego otworu. Ogólnie, nie zmęczyliśmy się zbyt bardzo, ale przynajmniej ruszyliśmy się z miasta. Nawet Tomek J. żałował, że z nami nie pojechał. Wyszliśmy na tyle wcześnie, że przez chwilę nawet na poważnie planowaliśmy pójść do kina na ''Sanctum''. Znaleźliśmy jednak niepomyślne recenzje w Internecie, więc podarowaliśmy sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda w Tatrach zniechęcająca. Roztopy, momentami mżawka, halny, mgły. W Zachodnich żadnych szans na wycieczki narciarskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Muffinki bananowe|5-6 bananów, 2 szlanki mąki pszennej, pół szklanki oleju, 2 jajka, jedna łyżeczka proszku do pieczenia i ćwierć łyżeczki sody oczyszczonej; pół szklanki cukru; bakalie|Czas przygotowania ok. 45 min.}}&lt;br /&gt;
Banany miksujemy z cukrem i jajkami. Potem dodajemy mąkę, proszek, sodę i olej. Gotową masę przelewamy do papierków muffinkowych i pieczemy w formie do muffinek. Pieczemy ok. 20 minut w temperaturze 200 stopni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Zimna od dolnego do górnego otworu oraz Korytarz Rubinowy| Kaja Fidzińska (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2011}}&lt;br /&gt;
W ramach niedzielnego spaceru w identycznym składzie powtórka akcji sprzed roku z wariantem do Rubinowego. Ekipa Nockowa (Mateusz, Ola, Michał i Prezes) przebiegają jaskinię jakieś dwie godzinki przed nami. My natomiast spotykamy w dziurze kurs KKTJ prowadzony przez Staszka Wasyluka  – męża Kai. Fajnie tak spotkać małżonka w jaskini:) chwilę im towarzyszymy, po czym puszczają nas przodem przed Beczką (dzięki!). Odwrotnie niż w tamtym roku, każdy robi to czego nie lubi – czyli Kaja wspina, a ja targam wora. Przyznam, że wycieczka była jednak trochę dłuższa i bardziej męcząca niż zakładaliśmy na &amp;quot;dzień restowy&amp;quot;. Ale co tam, odpocznę w pracy :) Integrujemy się na bazie jeszcze długo w noc, a rano pobudka o 6:00, bo koleżanka musi się stawić na rano do pracy w Krakowie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Jaskinia Miętusia, Ciasne Kominy | Kaja Fidzińska (KKTJ), Michał Parczewski (ST  Zakopane), Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|05 02 2011}}&lt;br /&gt;
Dziura. Nareszcie znowu dziura. Już prawie zapomniałem jak to wciąga. Na szczęście rzucenie tego nałogu skutecznie utrudniają współuzależnieni.  Zaczepny mail od Kajaka i znowu wiem, że Kundera miał rację – „Prawdziwe życie jest gdzie indziej”. Widok osobniczki we wnętrzu jaskiniowym, z worem i rogalem na twarzy działa jak pierwszy kieliszek na alkoholika:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny raz udowadniamy, że idea integracji międzyklubowej ma przyszłość – czteroosobowa ekipa, trzy kluby. Statystyczną większość stanowią członkowie Nocka. Duma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zgodnie z opowieściami miało być erotycznie – czyli mokro i ciasno.  Aż tak ciasno ani mokro wcale nie było – było miło. Akcja poszła sprawnie i bez przygód. Syfon na dnie urokliwy – głęboka, przejrzysta woda, pomościk zbudowany do magazynowania butli nurkowych – jak nad morzem. Powrót w coraz lepszych nastrojach, Wojtek rozkręca się towarzysko, wszyscy chyba czujemy, że jest dobrze, tu i teraz. Z Kir Michał i Wojtek wracają do domów (Michał ma cokolwiek bliżej), a ja z Kają dołączamy na bazie do krakusów (obóz zimowy KKTJ) i przy piwku wymyślamy akcję na jutro. Nałóg działa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUDETY - skitour na Śnieżkę|Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|30 01 2011}}&lt;br /&gt;
Mimo pobudki o 5:30am, startujemy z miasteczka ''Pec pod Sněžkou'' dopiero o 11:20. W Karkonoszach panuje zima na całego, ośrodki narciarskie pracują pełną parą. Atmosferę kurortu podtrzymuje charakterystyczna woń... spalin, która towarzyszy nam właściwie przez cały dzień, nawet na grani. Co chwilę mijają nas skutery śnieżne, najwyraźniej nieodłączny element krajobrazu tutejszego Parku Narodowego. Na pocieszenie mamy przepiękne widoki i świeży, nietknięty nartą skitourową śnieg. Popularne są za to biegówki. Nad Výrovką robi się gęsto od biegaczy i przekonujemy się jak niebezpieczny jest to sport. Biegacze na jak najbardziej cienkich nartach zjeżdżają granią i co chwilę któryś spektakularnie wywraca się, wzbijając w powietrze masę śniegu i czasem uszkadzając swój sprzęt. Przy któreś z kolei kraksie tego samego zawodnika odnotowuję w myślach, że naród czeski w pogardzie ma śmierć i jeśli poddaje się bez jednego wystrzału, to z czystego wyrachowania, w żadnym razie z tchórzostwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu na grań tj. na wys. ok. 1400, kierujemy się w stronę najwyższego szczytu Sudetów - ''Śnieżki'' (1602). Czterdziestominutowy spacer prawie płaską równiną uświadamia nam, jak bardzo te góry różnią się od innych pasm, tak bliskich naszym sercom. Z wyglądu drzew wnioskujemy, że trafiliśmy na wyjątkowo dobrą pogodę (bez wiatru). Wreszcie docieramy do granicy polskiej i ''Śląskiego Domu'' - schroniska położonego bezpośrednio pod kopułą Śnieżki. Widzimy już stąd, że zjazd będzie problematyczny - wiatr odsłonił kamienie. W tłumach podchodzimy ostatnie 200 m przewyższenia i kiedy dzień chyli się już ku końcowi, rozpoczynamy zjazd na południe (wzdłuż kolejki linowej). Początkowo dewastujemy trochę sprzęt, ale potem mamy 10 minut zjazdu w świeżym puchu, dla których warto było tu przyjechać. Dalej szlakiem przez las aż do górnych stacji ośrodka narciarskiego w ''Velkej Úpie''. Już zamknięte, cała trasa dla nas, choć śnieg już twardy i nie jedzie się przyjemnie. Dzień kończymy obiadem bazującym na specjałach kuchni regionalnej. W domu jesteśmy po 22:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - PPA w narciarstwie wysokogórskim na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon Czapik (partner w zespole) |29 01 2011}}&lt;br /&gt;
Ostateczną decyzję o starcie podjąłem przed północą, 4.15 pobudka, przejazd do Korbielowa, wyjazd ratrakiem z grupą pozostałym maruderów do schroniska na hali Miziowej. Zawody odbywały się w parach. Przydzielono mi Szymona (startował pierwszy raz w zawodach). Trasa składała się z trzech częściowo różnych pętli. Od schroniska na Kopiec, potem zjazd przez las i długą rynną do czerwonej nartostrady, dalej do góry bardzo stromy odcinek w rakach po poręczówkach i lasem na Pilsko z dwoma stromymi podejściami w zakosach. Zjazd wzdłuż granicy (tu wyglebiłem niefortunnie przebijając w plecaku worek z drogocennym napojem) Druga pętla podobna ale bez raków. Szymon miał ciągłe problemy z sprzętem no i chyba braki kondycyjne. Zajęliśmy więc jedno z ostatnich miejsc ale przy tak wspaniałej pogodzie potraktowałem to raczej jako wycieczkę skiturową w cudownej scenerii beskidzkich i tatrzańskich szczytów (widoczność była idealna). Po za tym był to mój pierwszy start w tym sezonie. Po obiedzie w schronisku zjeżdżam do auta. Dzień kończę na zabawie studnówkowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skiturowanie na Świniorce|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kamil Szołtysik |26 01 2011}}&lt;br /&gt;
Wyjazd treningowy do doliny Leśnicy w Brennej. W Beskidach wciąż mało śniegu na skitury. W okolicach wyciągów lepiej. Przeszliśmy 2 pętle trasy na zawody PPA w celu zapoznania się z terenem. Czas jednej pętli - 25 min. Póki co nie warto chyba niszczyć nart na kamieniach w lesie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mała Fatra - biwak|Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|22 - 23 01 2011}}&lt;br /&gt;
W brzydkiej pogodzie (mgła, wiatry) piechotą podążamy z Terchovej śladami Juraja Janosika. Potem mieliśmy pójść na ''Velký Kriváň'', aby spać tam gdzieś w terenie, ale przenikliwe zimno w połączeniu z brakiem sprzętu do gotowania wybiło nam ten pomysł z głowy. Ostatecznie przespaliśmy się w pozostałościach po nieczynnym wyciągu na ''Gruniu''. Następnego dnia schodzimy do Stefanowej, aby pozostawić tam zamarznięte butelki z wodą. Stamtąd dreptamy na ''Veľký Rozsutec'', co miało sens właściwie jedynie kondycyjny. Na koniec wyjazdu zrobiliśmy zimowe przejście Hornych Dier (bez raków!) i po powrocie autobusem do punktu wyjścia, zakończyliśmy dzień obiadem bazującym na specjałach kuchni regionalnej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - narciarstwo przywyciągowe w dolinie Zillertal|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Kamil Szołtysik, Henryk Tomanek, osoby tow: Krzysztof Hilus, Eryka Hilus|15 - 22 01 2011}}&lt;br /&gt;
Dolina posiada ogromne kompleksy narciarskie (dziennie byliśmy gdzie indziej). Przez 3 dni pogoda wspaniała z widokami na najwyższe alpejskie szczyty w Austrii. Później trochę gorzej. Trasy typu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Widzieliśmy sporo skiturowców podchodzących nartostradami co chyba jest miernym pomysłem. Najwyższym osiągniętym kolejką punktem był Gletcher w Hintertuks (3250). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA); część narciarska także Gosia Czeczott (UKA)|08 - 09 01 2011}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy do ''Ski Bachledovej'' (Magura Spiska) na narty zjazdowe. Warunki dosyć trudne - roztopy, twardo, wiatr, widoczność taka sobie, nieco gości zza wschodniej granicy. Jeździmy do ok. 14. Po przerwie obiadowo-regeneracyjnej przebiegamy się do Zimnej dolnym otworem. Cel tym razem wypadł nam w Sali Złomisk, czas pobytu wyszedł 3h 20min. W niedzielę rano Marek deklaruje się jako niezdatny do wyjścia na świeże powietrze (gorączka itd.), jadę więc z Gośką znowu do ''Bachledovej''. Tym razem jest pusto, chociaż warunki nadal późnowiosenne. W Katowicach jesteśmy z powrotem ok. 20:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Złota Góra na skiturach|Zygmunt Zbirenda, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, &amp;lt;U&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, do soboty byli - Bianka Fulde-Witman, Darek Garbas (os. tow.), Kasia Garbas (os. tow.) z dziećmi  |31 12 2010 - 2 01 2011&lt;br /&gt;
}}&lt;br /&gt;
Spotykamy się w sylwestrowy wieczór w domku u Zigi w Wielkiej Puszczy. Bardzo fajna zabawa w przemiłej atmosferze. W pierwsze minuty nowego roku przewozimy dziewczyny na saneczkach zamieniając się w chyba w renifery. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 stycznia w trójkę (Damian, Heniek, Teresa) idziemy na skiturach na Targanicką Przełęcz a dalej na Złotą Górę (794). Legenda powiada, że bodaj w osiemnastym wieku zbójnicy ukryli w jakiejś pieczarze złoto. Obchodzę wierzchołek wkoło lecz jakoś nic nie znajduję i tylko wiatr huczał w knieji. Północne zbocza opadają dość stromo w dół.  Stąd po różnych śniegach (generalnie śniegu mniej niż u nas i często zawadzaliśmy o różne przeszkody) zjeżdżamy do Wielkiej Puszczy. Trasa też była ciekawa. Najpierw leśnymi duktami, potem wspaniała jazda przez rozległą polanę a dalej kluczenie między drzewami a niżej chatami. Trafiamy jednak do celu wraz z zapadającym zmrokiem. Pozostała grupa zrobiła sobie pieszy spacer. Wieczór upływa tym razem na wspomnieniach (ach jak ten czas szybko upływa).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę Tadek z ekipą jedzie jeszcze do Szczyrku a my z Zigą do domu. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2011%2FNowyRok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Wielkie dzięki Ziga za zorganizowanie imprezy.''&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2010&amp;diff=1444</id>
		<title>Wyjazdy 2010</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2010&amp;diff=1444"/>
		<updated>2010-08-18T01:32:53Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Drawa - spływ kajakowy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, + 17 osób tow|08-17 08 2010}}&lt;br /&gt;
Jak co roku zorganizowaliśmy spływ kajakowy. Na ten sezon wybraliśmy w końcu coś  trudniejszego, więc padło na Drawę. Po uzbieraniu ekipy ( w sumie 19 osób!) wyruszyliśmy na północny-zachód Polski. W wyniku problemów technicznych z naszym samochodem pojechaliśmy pociągiem przez Wrocław. Ze względu na remonty wrocławskiego dworca i wynikające z tego trudności przepływu informacji, trasa nasza nieświadomie/nieoczekiwanie przedłużyła się przez Szczecin (nie mylić ze Szczecinkiem;)). Udało nam się jednak dostać do Czaplinka, a stamtąd furgonetką cyrkową do Starego Drawska, skąd następnego dnia wypłynęliśmy kajakami. Trasa naszego spływu planowana od St. Drawska do Krzyża Wlkp. Skrócona została do Starego Osieczna, z powodów pogodowych i kondycyjnych części ekipy;) Rzeka rzeczywiście fragmentami posiada charakter rzeki górskiej. Szczególnie przepływając przez Drawieński Park Narodowy, gdzie nurt niebezpiecznie przyspiesza i zwiększa się liczba przeszkód w postaci zwalonych drzew. W efekcie wywrotki zaliczyły „tylko” trzy załogi, z czego dwie płynące w canoe. To potwierdza moją teorię o bezsensowności pływania tego typu kajakami po bardziej wymagających rzekach. Wracając pociągiem organizujemy strajk kończący się wezwaniem policji i wyproszeniu nas z pociągu w Poznaniu… a my po prostu chcieliśmy wrócić do domów jak ludzie, a nie jak zwierzęta:( lecz widocznie PKP nie rozumie dlaczego weekendowe pociągi wakacyjne z nad morza są przepełnione i nie są w stanie tego przewidzieć – żenada. Poza tym wyjazd oczywiście udany. Zdjęcia już niebawem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - wypad turystyczny|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|12 08 2010}}&lt;br /&gt;
Wyjście na Lodową Przełęcz od Doliny Jaworowej. W górach wspaniała pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - rajd rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|9 08 2010}}&lt;br /&gt;
Start z Węgierskiej Górki a dalej górskimi szlakami rowerowymi (niebieskim i żółtym) do Złatnej i partiami podszczytowymi Baraniej Góry spowrotem do Złatnej a następnie wzdłuż Soły do Węgierskiej Górki. Szlak ciekawy widokowo, niezbyt trudny no może z wyjątkiem specjalnego odcinka, który sobie sam wytyczyłem a wiódł łożyskiem górskiego strumienia. Burze były blisko ale mnie nie dopadły choć trochę zmokłem. Ostatnie kilometry jadę na feldze (miałem jedną łatkę a w dętce były 2 dziury). Na zielonym szlaku w pobliżu WG jest ciekawa wychodnia skał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|POLSKA/SŁOWACJA: Tatry Wysokie|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;|7-11 08 2010}}&lt;br /&gt;
Znów nadarzyła się okazja do wypadu w ulubione górki:) Pierwsze dwa dni w towarzystwie Krzyśka. Start z Kuźnic, wejście z wielkim plecakiem na Halę, potem przełęcz Kozią, delikatne łańcuchowanie do Koziego i powitanie przepięknej jak zawsze Piątki:) Po drodze spotkaliśmy parę świstaków, coś się powoli przyzwyczajają do ludzi:))Następnego dnia postanowiliśmy ruszyć na Orlą z &amp;quot;niezalecanej&amp;quot; strony; śliczne wejście na Krzyżne ponad poziom chmur i przejście granią znów do Koziego. Ten kierunek to dobry pomysł, jeśli chce się unikać tłumów; wszyscy walą na Orla od Zawratu, także spotykamy się z trampkarzami dopiero na Kozim. Zejście znów do Piątki, żegnam się z Krzysiem i rozpoczynam walkę o miejsce na glebie:)) W poniedziałek wybieram się na Słowację, troszkę okrężną drogą:Szpiglasowa, Szpiglasowy, Wrota Chałubińskiego i w dół pseudo-ścieżką do Dolinki Ciemnosmreczyńskiej. Tam, nad prześlicznymi stawami dopada nas burza (mnie i stadko kozic). Spędzam ponad godzinę wciśnięta pod jakąś skałę, udając że chroni mnie przed deszczem:) Plany noclegu nad stawami oddalają się, jak tylko deszcz słabnie, postanawiam schodzić niżej. Docieram do wiaty w dolinie Koprowej, przebieram w suche rzeczy, rozkładam śpiwór i pojawia się para Słowaków ostrzegająca przed grasująca w tych okolicach niedźwiedzica z młodymi. Pupa. O 21 docieram do miejscowości Tri Studnicky (choć miejscowością trudno nazwać dwie chaty na krzyż). Tam nocleg w schronisku tanapowskim, milutko; gorący prysznic, darmowe jedzenie a nawet coś mocniejszego na rozgrzewkę:)) Chyba musiałam wzbudzać litość:P Rano zorientowawszy się gdzie jestem (znalazłam się w miejscu na granicy mojej mapy) postanawiam wyskoczyć na Krywań. Karkołomne z wielkim plecakiem startując z 1100m n.p.m., ale udaje się:) Na górze bardzo patriotycznie; flaga, hymn, zdjęcia przy krzyżu:)) Szybko uciekam. Schodzić muszę znów do Studzienek i stamtąd szybciutko pomykać znów na wyżyny, chcąc zdążyć przed zmrokiem (i kolejna burzą:)) do Piątki. &lt;br /&gt;
Przechodzę całą Dolinę Koprową, kieruje się na Zavory (bardzo malowniczy szlak), stamtąd na Gładką Przełęcz, oglądając się tęsknie na Dolinkę Cichą i marząc o noclegu pod kamieniem:P Z Gładkiej schodzę już w szarościach, ale zdążam do schroniska jeszcze przed zamknięciem bufetu:P Postanawiam sobie wynagrodzić piwem i szarlotką 13-godzinny wycisk:)) A potem znów walka o miejsce na podłodze. Rano na dół przez Roztokę. Pięknie:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki - wspinanie|Damian Żmuda, Mateusz Górowski, Paulina Piechowiak (WKTJ)|30 07 - 01 08 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PZA Hoher Göll 2010|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (kierownik wyprawy), Damian Żmuda, Michał Wyciślik; WKTJ: Aleksandra Harat, Norbert Skowroński, Barbara Marczak, Piotr Graczyk, Paulina Piechowiak, Marcin Gorzelańczyk, Radosław Gałązkiewicz, Piotr Kluza, Waldemar Krzysztof, Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Bogdan Guzik, Krzysztof Klaja|1 07 - 31 07 2010}}&lt;br /&gt;
Udział w wyprawie eksploracyjnej - szersze informacje będą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZARNOGÓRA: wyjazd poznawczo – eksploracyjny|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Rudol (Rudi)|18 - 31 07 2010}}&lt;br /&gt;
Czarnogóra powinna nazywać się Białogóra. Takie wrażenie można odnieść po ilości wapiennych masywów znajdujących się w tym kraju. Na zaproszenie Marco Zornji, grotołaza z Kotoru  docieramy do tego górskiego kraju. Po spotkaniu Marca i Meri (akurat brali ślub) lądujemy w wiosce Erkoviczi na wys 1000 m n p m. Kilka dni to nasza baza wypadowa. Penetrujemy jaskinię eksplorowaną przez Węgrów a potem sami szukamy nowych otworów. Zjeżdżamy lub wchodzimy do kilku obiektów. W dnie jednej z studni udaje nam się przekopać przez namulisko to obszernej sali z ciągiem powietrza lecz na rozkopanie następnego namuliska nie posiadamy narzędzi i czasu. Pozostałe studnie niestety kończyły się zawaliskami lub ciasnotami nie do przejścia. Teren jednak jest obiecujący.&lt;br /&gt;
Następne kilka dni spędzamy w Durmitorze. Wychodzimy na najwyższy Bobotow Kuk (2523), odwiedzamy bazę naszych kolegów z TKTJ (pozdrawiamy) oraz łapiemy się na niestety komercyjny rafting na rzece Tarze (podobno najgłębszy kanion Europy). Jadąc wybrzeżem Czarnogóry i Chorwacji nie omieszkaliśmy zażyć morskich kąpieli. Wyjazd potraktowaliśmy jako rekonesans i być może niebawem tam wrócimy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardziej szczegółowy opis tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Czarnogora_2010&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2010/Czarnogora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Faszystowski ogródek i Apteka - wspinanie|Ola Strach, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Mateusz Górowski|24 - 25 07 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|11 07 2010}}&lt;br /&gt;
Przejście szlakami trasy Zverowka - Brestowa - Salatyn (2047) - Pahola (2107) - Banikowska Przeł. - Zverowka. Można było odetchnąć od upału (ale nie od much), ludzi nie wiele. Właściwie to ostatni brakujący mi do kompletu odcinek grani Tatr Zach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Batyżowiecki Szczyt - wspinanie|Ola Strach, Karol Jagoda, Łukasz Pawlas, Mateusz Górowski|10 - 11 07 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w piątek wieczorem, trochę porozrzucani, z różnych miejsc. Ja na wyjazd dojeżdżam prosto z Bielska, Karola zabieramy dopiero z Wadowic. Na miejsce docieramy więc dobrze już po północy. W sobotę po długim i męczącym podejściu szybko ruszamy ( w dwóch zespołach O+M i Ł+K) na podbój upatrzonej już wcześniej przez Mateusza drogi opatrzonej takim oto opisem: „Droga Kutty ( IV+, 4h)uznawana jest za najpiękniejszą płytówkę Tatr. Wspaniała ściana z potężnymi płytami. Idealna do letniej wspinaczki.” No i ja osobiście się z tym wszystkim zgadzam, szkoda tylko że nie dopisano nic na temat drogi powrotnej (albo się starzeje albo nie na moje nerwy takie szarpanie się po grani i kruchymi zboczami)…W każdym razie w niedziele na powtórkę decydują się tylko Mateusz z Karolem pokonując w ekspresowym tempie kolejną drogę na płd.-wsch. ścianie - Filar Kuffa (V) 3h.Ja z Łukaszam tworzę w tym czasie dwójkę wypoczynkowo-turystyczną. W drogę powrotną ruszamy dość wcześnie, ku radości Karola, że zdąży jeszcze zobaczyć finał MŚ :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry  Wysokie |Pacyfa, Sławek|08 - 11 07 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd w czwartek po pracy, na taborisko taternickie w Dolinie Białej Wody docieramy około północy. Na piątek planujemy łagodny spacer do Żabiej, Bielovodskiej Dolinki, jednak obiecująca i idąca (początkowo) zgodnie z mapą ścieżka,  doprowadza nas niemal pod asfaltówkę do Moka ( z daleka śmierdzi końskim łajnem:P) Pozostaje więc przedzieranie się przez krzaki w kierunku najbliższym do właściwego i &amp;quot;lightowa&amp;quot; wycieczka zmienia się w prawdziwy survival. Ale warto. Dolinka przepiękna, turkusowe stawy, niesamowita widoki na ściany Młynarza, Młynarczyka i Żabich szczytów. I co najważniejsze, ani żywej duszy. W polskich wysokich nie do pomyślenia:) &lt;br /&gt;
W sobotę wytyczamy nową, mikstową drogę trekkingowo-wspinaczkową na Wagę:) Znów śliczna, cicha, Ciężka Dolinka i znów gubimy ścieżkę w śniegu. Pozostaje azymut, ku uciesze kukających spod przełęczy turystów:) Z Rysów rezygnujemy, ludzi jak na stadionie piłkarskim, patrzę tęsknie w kierunku Ciężkiego Szczytu, ale ostatecznie mykamy tylko na kawę do Chaty i wracamy, tym razem nieco bezpieczniej.&lt;br /&gt;
Na niedzielę planujemy przejście całej Bielovodskiej Dolinki; dochodzimy do Polskiego Grzebienia, stamtąd skaczemy na Małą Wysoką. Przepięknie, choć tu, jak to na szlakach, ludzi odrobinę więcej. Ale w moim odczuciu, kultura nieco inna (choć tez sporo Polaków), jakoś przyjemniej, większe poczucie prywatności i kontaktu z górami.&lt;br /&gt;
Jednym słowem coraz bardziej przekonuję się, że jak w Tatry latem, to raczej na Słowację.&lt;br /&gt;
Polecam też taborisko na Polanie pod Wysoką, niezwykle przyjazne i zaciszne, choć położone blisko głównego szlaku miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Wojciech Sitko, Mateusz Górowski|4 07 2010}}&lt;br /&gt;
Parę słów opisu już niedługo i zdjęcia też jakieś będą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Wiślańska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, na miejscu minęliśmy się z kolegami z SBB m. in. Jurkiem Ganszerem|4 07 2010}}&lt;br /&gt;
Jaskinia Wiślańska to obecnie najdłuższa jaskinia Beskidów (ponad 2100 m dł.). Trochę pechowo spóźniam się na miejsce i nie dane mi było pójść na dno (-37) ale po pobycie w wstępnych partiach za bardzo nie żałuję. Jest wprawdzie fajna przestronna sala ale dalej labirynt i ciasnoty. Po za tym z Teresą przebyłem trasę z przełęczy Salmopolskiej na przełęcz między Zielonym Kopce a Malinowem. Na Biały Krzyż wróciliśmy szlakiem. Kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2010/Wislana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - spacery w okolicach Małej Mędralowej|&amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Rymarczyk|27 - 28 06 2010}}&lt;br /&gt;
W sobotnio-niedzielną noc zostawiamy samochód przy drodze w lesie i blaskiem księżyca (u)wiedzeni podchodzimy jeszcze kawałek na Przysiółek Moczarki, by o 2 a.m. wpaść w ognisko mocno już rozgrzanego towarzystwa. Gospodarze na szczęście dali radę wskazać nam w chacie miejsce do spania:) W niedzielę wybieramy się na spacer po okolicy, wyobraźnia wiedzie daleko... ale tym razem wchodzimy na Małą Mędralową, wzbudzając i tak niemałą sensację wśród napotkanych turystów ;) Wszak człek przemierzający o kulach górskie szlaki nieczęstym jest widokiem. Pogoda bajkowa i widoki... dobrze mieć znajomych w tak malowniczych miejscach:) Do Rudy wracamy wczesnym poniedziałkowym rankiem. Artur, Aga - dzięki raz jeszcze za gościnę!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Suliszowice i Zastudnie - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Damian Żmuda|26 - 27 06 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy wyjazd w Tatry, niestety pogoda nie dawała nam wielkich szans nam na udany wspin, dlatego wybraliśmy się na Jurę. Mieliśmy jechać do dolinek podkrakowskich, lecz z powodu nie zabrania topa decydujemy się nieco przypadkowo na Suliszowice. Wybór okazał się strzałem w 10. Cisza, spokój, czas jakby płynął wolniej, pierwszy weekend wakacji i zero ekip wspinających - po prostu przeciwieństwo Rzędkowic! Zaczynamy od malowniczo położonej Srogiej Skały. Ja z Mateuszem przechodzimy kilka ciekawych dróg, w tym czasie Damian wizualizuje swoje przyszłe wspinaczki…Po południu przenosimy się na Biedruniową, w czasie długiego i męczącego podejścia, zmuszeni jesteśmy założyć bazę wysuniętą położoną na polance z mnóstwem poziomek. Wieczorem udaje się nam rozpalić ognisko, pomimo, że nie ma z nami Ani. Następnego dnia wspinamy się w niedaleko położonym Zastudniu - polecamy Demenówkę, oraz bardzo efektownego Czarnego Psa.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Bielskie - Hawrań|Sebastian Śmiarowski, Asia Wasil |21 - 23 06 2010}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce:) Zdjęcia: [http://picasaweb.google.pl/102191807893637828671/TatryBielskie062010#]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Ptasia Studnia|Jerzy Krzyżanowski, Damian Żmuda, Michał Wyciślik, Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|18 - 20 06 2010}}&lt;br /&gt;
Integrujemy się trochę z Poznaniakami, śpiąc na ich bazie. Na miejscu jest Arek Brzoza, Wojtek Hołysz i kursanci. Niestety nie ci, z którymi się umawiałem na wspólną akcję. No nic, pójdziemy sami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę rano wychodzimy o ósmej (!), w strugach deszczu (!!). Ciągle jestem pod wrażeniem tej mobilizacji. Nad otwór docieramy zupełnie przemoczeni ok. 11:30. W jaskini też trochę leje się nam na głowy, także akcja przebiega sprawnie, przynajmniej do Sali Dantego. Byłem przekonany, że tam &amp;quot;tak jak puszcza&amp;quot;  nie mamy iść, bo to jest Studnia Taty. Około pół godziny zajmuje nam dojście do tego, że jednak mamy tak iść, albowiem Studnia Taty i Studnia Flacha są naprawdę, naprawdę tak zaraz obok siebie. Pod Studnią Flacha zjeżdżamy jeszcze ok. 10-metrowy prożek i gubimy się. Tak dokładniej, przeciskamy się jakimiś zwężeniami, najpierw ja, potem reszta ekipy - tak w sumie zajmuje to z godzinę. Wypadamy (chyba) gdzieś na dnie Studni Taty (ok. -200, a tam mieliśmy przecież nie iść). No nic, tak to jest, jak się idzie z &amp;quot;wiedzą zerową&amp;quot; w nieznane sobie partie całkiem dużej jaskini. Gramolimy się z powrotem no i decydujemy się na wycof, nie wiedząc co dalej i nie chcąc upodlić się ponad miarę - Ola musiała dotrzeć do pracy w Bielsku na niedzielę rano. Jeszcze tylko zjazd w mżawce i mgle Progiem Mułowym (to mamy już przećwiczone kilka razy) no i ok. 23:00 jesteśmy z powrotem na bazie, na imprezie. I tak było fajnie - przynajmniej nie siedzieliśmy w domu w ten deszczowy weekend.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - okolice Szczyrku| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|19 06 2010}}&lt;br /&gt;
Chodziliśmy poza szlakami po południowych stokach Magury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Dolina Łomnicka - wspinaczki|Damian Żmuda, Anna Bil, Mateusz Górowski, Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Ewa Wójcik (KKTJ)|12 - 13 06 2010}}&lt;br /&gt;
Puma i ja startujemy jeszcze w piątek wieczorem - podchodzimy nocą do Skalnatej Chaty, którą osiągamy ok. 01:30am. Okrutny gorąc. Śpimy na ławkach pod chatą. Nazajutrz ruszamy pod 550-metrową, południową ścianę Kieżmarskiego. Ten cel wymyślił Damian i chwała mu za to!  Startujemy na ''Drogę Birkenmajera'' (IV, 4h). Gdzieś w okolicach drugiego wyciągu widzimy, jak pod ścianę dociera reszta ekipy (wjechali kolejką). Nam droga upływa całkiem miło; pogoda dopisuje, upał daje się wytrzymać dzięki lekkiemu wietrzykowi. Końcówka może trochę nudna - kilka wyciągów II, na których jednak postanowiliśmy się normalnie (oddolnie) asekurować. Łącznie w ścianie spędziliśmy ok. 7 godzin. W tym czasie pod nami rozgrywał się dramat - poszukiwania w lawinisku, psy, ludzie zaginieni we mgle, ratownicy, nosze, helikopter. Przez cały dzień kręcono ujęcia do serialu o ratownikach górskich. Na szczycie (świetnym!) chwila kontemplacji i telefon do reszty Nocków. Otóż oni robili tę samą drogę co my i są już w połowie zejścia. Nie, nie wiedzą dlaczego w ogóle się nie minęliśmy. Bardzo ciekawe. Spotykamy się pod ścianą, gdzie okazuje się, że przeszli jednak ''Ľavým vhĺbením (Puškáš)'' (IV, 3-4h). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Skalnatej Chacie jest tylko piwo, noclegów chwilowo nie udzielają. Dobre i to. Dowiadujemy się o prognozy na jutro - přeháňky i możliwe bouřky. Zgodnie z rekomendacją, której udzielił nam napotkany rano strażnik przyrody, postanawiamy spędzić noc na stacji kolejki. Bardzo przyjemna bunkierbaza. Gotujemy kolację w poczekalni i kładziemy się spać na wykładzinie w korytarzu. Rano pracownicy kolejki informują nas, że generalnie to nie ma problemu, ale tak do siódmej rano musielibyśmy się pozwijać; dzięki temu nie wyspaliśmy się wprawdzie zbytnio, ale przynajmniej wcześnie wyruszyliśmy pod ścianę. Puma i ja tym razem idziemy na Huncowski Szczyt drogą przez Huncowską Basztę - IV+, 4h. Godna polecenia droga po dosyć chwytnych płytach. Mateusz, Ania, Damian i Karol znowu w ścianie Kieżmarskiego - tym razem dla odmiany ''Pravým vhĺbením (Puškáš)'' (V, 3h). Bouřky trochę straszą grzmotami w oddali, ale na szczęście spada na nas raptem kilka kropli. Nie spotykamy się już wszyscy. Nasza dwójka zjeżdża ok. 16:00 kolejką do Tatrzańskiej Łomnicy. W Zakopanem odwiedzamy jeszcze cukiernię i znajomych - no i udajemy się do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Janusz Rudol (Rudi)|13 06 2010}}&lt;br /&gt;
Odwiedzamy niewielką pionową jaskinię. Jasny Awen - cel naszego wyjazdu niedostępny z uwagi na zalegający jeszcze śnieg. Nad Kotliny i Małołącka dostępne. W sumie fajna wycieczka, w górach niewielu ludzi, nie lało za to było duszno i porno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nowy Bytom - mistrzostwa Rudy Śląskiej w wspinaczce sportowej|Wojtek Sitko, Mietek Smetaniuk, Paweł Szołtysik, Adam Langer, Ola Skowron, Wojtek Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Rudkowski, Tomasz Pawlas, Łukasz Pawlas, Artur Szmatłoch i inni|12 06 2010}}&lt;br /&gt;
Kolejne zawody w upalnej pogodzie. Zawodników nie wielu. Drogi finałowe dość trudne. Jedynie Tomek Pawlas doszedł do topu. Wyniki i szczegóły w AKTUALNOŚCIACH. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2010%2FZawodyWspin&amp;amp;startat=16&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA: Olsztyn|Mateusz Górowski, Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 06 2010}}&lt;br /&gt;
Wyposażony w karimatkę, odsypiam trochę powrót z Rumunii. Leniwie wspinamy kilka dróg w sąsiedztwie zamku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: Góry Trascăului, góry Apuseni - jaskinie wodne|Jerzy Krzyżanowski, Damian Żmuda, Daniel Bula, Mieczysław Smetaniuk, Tomasz Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; w piątek także Tadeusz Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Basia Szmatoch|03 - 06 06 2010}}&lt;br /&gt;
Trochę ekscentryczny wyjazd - w Polsce, na Słowacji i Węgrzech powodź - a my neopren i do jaskiń wodnych. Po osiemnastu godzinach (!) jazdy, w piątek robimy wspólnie z Tadkiem jaskinię ''Huda lui Papară'' w górach Trascăului. Dwa kilometry ciągu wodnego, olbrzymie przestrzenie, ok. 4 godzin kąpieli. Poprzedniego dnia uparłem się, żeby podjechać pod otwór tak jak Tadek, więc po wyjściu z jaskini czekała nas dodatkowa przygoda: wyciąganie dwutonowego auta flaszencugami (po jednym na każdą tonę). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tadek z rodziną jedzie w swoją stronę, a my wieczorem docieramy na polanę La Grajduri, gdzie spotykamy kolegów z Olkusza (pozdrowienia!). Rano ruszamy do ''Cetățile Ponorului''. Przy zastanym stanie wodnym, akcja była dosyć trudna. Jak wskazuje nazwa, do tej jaskini woda _wpływa_, także poręczowania wymagają także niektóre poziome odcinki, żeby później móc wyjść pod prąd. Pobyt w jaskini trwał ok. 4.5h, a przeszliśmy może z 300 metrów za miejsce, do którego normalnie dochodzi się na sucho. Akcja załamała się podczas poręczowania kolejnego  poziomego jeziorka - w wirze zaplątuję się w liny (poręczowanie + asekuracja) i szarpiąc się, gubię gumowca. Może kiedyś gdzieś wypłynie. Potem chłopaki ściągali mnie z powrotem i w momencie &amp;quot;ciorania&amp;quot; przez malutki wodospad dodatkowo tracę skarpetę. Przed powrotem boso ratuje mnie Mietek pożyczoną skarpetką, na którą zawiązuję turbkę. Na szczęście po wyjściu szybko odzyskuję czucie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na polanie integrujemy się trochę z lokalną służbą ratowniczą i po niespiesznej kolacji startujemy do domu - w nocy udaje się nam wrócić zaledwie w 13 godzin. W Rudzie jesteśmy ok. 9 rano; Mietek i Tomek nieco później (postanowili po drodze się trochę przespać).&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Sudety - Skalne Miasto |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Ryszard Widuch, Marzena Widuch, Maciek Widuch |5 - 6 06 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza w Szczawnie Zdroju. Przy przepięknej pogodzie zwiedzamy rezerwaty Skalnego Miasta tj. Skały Teplickie i Adrszpach. Jest to rzeczywiście jeden z najpiękniejszych skalnych zakątków naszego kontynentu. Przecudowne wręcz formy skalne wyrzeźbione przez wodę i wiatr. Zresztą załączone zdjęcia chyba lepiej zastąpią opis: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FSkalneMiasto . Prawdziwy raj dla wspinacza (ale takiego od 6.5 wzwyż). Mimo, że park zwiedza dużo ludzi to infrastruktura turystyczna jest fajnie wkomponowana w tło. Jest tu też dość ciekawa zawaliskowa jaskinia Teplicka (nieturystyczna). W jaskini jest dużo lodu i płynie nawet rzeka. Nie mając kombinezonu zwiedzam tylko obszerniejsze partie. Szlak wiodący przez rezerwaty jest bardzo ciekawie poprowadzony i chyba tylko super malkontent mógł by narzekać. Godny polecenia rejon dla wszelkich skałołazów ale i zwykłych turystów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień jadąc już do domu wychodzimy na Ślężę szlakiem z Sobótki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 34-lecie klubu |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Ola Strach, Zygmunt Zbirenda, Aga Szmatłoch, Tomek Głowania, Basia Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Janusz Dolibog, Bianka Witman-Fulde, Jurek Fulde, Grzegorz Przybyła z żoną. |29 - 30 05 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lecie odbyło się w wyjątkowo kameralnej atmosferze. Skałki jakoś puste. W sobotę wspinaczki (ja i Mateusz). Wieczorem zjechało resztę ludzi i impreza pełna śmiechu przy ognisku. W niedzielę znów wspinaczki. Deszcz przyśpieszył powrót do domu. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy MTB |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, |23 05 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Mirowa do Ogorzelnika szlakiem. Dalej również przedzieram się szlakiem w stronę Łutowca. Po ostatnich klęskach żywiołowych drzewostan jest w fatalnym stanie. Kilka kilometrów prowadzę lub przenoszę rower przez przeróżne przeszkody. Po drodze zatrzymuję się przy jaskini Piętrowej Szczelinie i Kamiennego Gradu. Od Żarek szlak jest przejezdny. Wracam przez Niegową do Mirowa. Cały dzień piękna pogoda, soczysta zieleń ale skałki mokre. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FMTB_Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspinaczki w Mirowie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Damian Żmuda|22 05 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo niepewnej pogody wybieramy się do Mirowa, lecz po około godzinie jazdy autem docieramy niespodziewanie do Częstochowy. Po krótkiej chwili konsternacji, wklepujemy poprawnie do GPSu ,,właściwy’’ Mirów. Po drodze dopada nas przelotny deszcz, na szczęście na miejscu jest sucho. Udało się poprowadzić kilka fajnych dróg, o wycenach lekko zawyżonych, jest to pewnie spowodowane położeniem Mirowa, który sąsiaduje z Łutowcem J. Ze skał zeszliśmy w idealnym momencie, dzięki temu dotarliśmy do samochodu przed atakiem potężnej burzy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice - rozszerzone posiedzenie KTJ PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|15 05 2010}}&lt;br /&gt;
Marek W. wolał jechać z Warszawy nocą i spać pod skałami; ja pakuję do bagażnika stację lutowniczą i docieram z Rudy ok. 8 am. Temperatura otoczenia (dziewięć stopni) wymusza wyjście na Bibliotekę. Zaczynamy &amp;quot;po raz setny&amp;quot; od ''Żółtych Ścianek'' (VI+, V+). W końcu udaje mi się też zrobić ''Na przełaj'' (IV.1), choć nie obyło się bez latania. W przerwie udajemy się na spotkanie KTJ z kierownikami wypraw i prezesami klubów. Obrady przebiegły nadzwyczaj spokojnie, tym razem nie będąc zdominowanymi przez jedną osobę lub jeden temat. Najwięcej emocji jak zwykle budził budżet wyprawowy. Było trochę o sprawozdawczości z wypraw, Andrzej przedstawił też kilka nowości z TPN. Ogólnie, bez rewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po spotkaniu wykorzystuję sprzęt z bagażnika - szybko składam na miejscu DistoX dla Dreda i wracamy korzystać z okna pogodowego. Tym razem świeżo obita przez UKA Apteka. Zrobiło się już całkiem ciepło i całkiem ludnie. Marek &amp;quot;pokazuje mi jak przejść&amp;quot;: ''Apteczną depresję'' (VI+), ''Gancjana'' (VI+), ''Wyciski palczaste'' (VI.1). Powtórzyć pierwszą się mi udało, na drugiej oszukiwałem, na trzeciej już całkiem poległem. Do domu wracam jeszcze przed potopem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda|08 - 09 05 2010}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii upadlających, stanowiący doskonałą przeciwwagę dla betonowego trawersu Baradli, który zaliczyliśmy tydzień temu na Węgrzech. Szczegóły... kiedyś...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówka pod Tatrami|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 - 03 05 2010}}&lt;br /&gt;
Opis z wyjazdu wspinaczkowego w Przełomie Białki, który ukazał się na stronie Chorzowskiego Progresu - http://www.boulderowniaprogres.pl/&lt;br /&gt;
Na tej stronie również galeria ze zdjęciami z wyjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Majówka pod Tatrami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W licznym składzie wyruszyliśmy (z lekkim opóźnieniem :) na południe Polski pod, jeszcze ośnieżone, Tatry. Bazą wypadową był dom w miejscowości Czarna Góra, skąd jeździliśmy się wspinać głównie nad Przełom Białki. Mimo niepokojących prognoz, pogoda w pełni nam dopisała. Sobotę spędziliśmy na Kramnicy, gdzie towarzystwo się &amp;quot;rozruszało&amp;quot;, aby następnego dnia rozwinąć linę na Obłązowej i zmierzyć się z trudniejszymi, przewieszonymi problemami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tak dużej liczbie uczestników wyjazdu oczywiście nie zabrakło wieczornych spotkań towarzyskich :. Podczas ogniska Tomek i Karol popisali się znakomitą umiejętnością gry na gitarze, co wszystkim niezmiernie umiliło wieczór. Program muzyczny nie zakończył się tylko grą na gitarze :. Dołączyli do nas również utalentowani wokalnie górale przygrywając nam na skrzypeckach. Nie zabrakło również fajki wodnej i degustacji alkoholi :. Wspólne imprezowanie odbyło się bez nadmiernego pijaństwa a co za tym idzie i bez kaca, dlatego następnego dnia, niestety ostatniego, niektórzy uczestnicy, jeszcze przed wyjazdem do domu, odwiedzili zamek w Niedzicy, podczas gdy inni wyrównywali porachunki na Obłazowej i na Kramnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas powrotu nadszedł nieubłaganie. Zmęczeni i w dobrych humorach rozjechaliśmy się do domów, jednak tak krótka majówka, w tak pięknym miejscu, spędzona w tak dobrym towarzystwie pozostawiła ogromny niedosyt ;-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podziękowania dla chłopaków z Czarnej Góry - Jacka i Dawida za imprezę z przytupem ;-)&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skład ekipy (kol. alfabetyczna): Agnieszka Kucharska, Alicja Kucharska, Adrian &amp;quot;Emil&amp;quot; Kościański, Bartek Splewiński, Danuta Gogolińska, Karol Suwała, Łukasz Pawlas, Marta Kostrzewska, Martyna Dykta, Michał Myronik, Marcin Wasiak, Paulina Baba, Patryk Garbas, Radek Ptak, Tomasz Pawlas.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczkowy weekend w Przełomie Białki |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas + ekipa z chorzowskiego Progresu|30 04 - 03 05 2010}}&lt;br /&gt;
Po długich namysłach, weekend majowy postanawiamy spędzić wraz z zaprzyjaźnioną chorzowską ekipą, w okolicach Białki Tatrzańskiej. Pierwszego dnia wspinamy się na 30 metrowej Kramnicy. Następnego, ciut mokrego dnia łoimy na Skale Obłazowej i w Grocie. Ostatniego dnia, z powodu kiepskiej pogody robimy objazdówkę wokół zalewu Czorsztyńskiego i ładujemy się w kilometrowe korki w stronę domu. Obydwie skały leżąc tuż nad wodami Białki, tworzą rezerwat „Przełom Białki”. Miejsce naprawdę warte odwiedzenia, chociażby przy okazji wypadu w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WĘGRY - Aggtelek Nemzeti Park|TKTJ: Dariusz Sapieszko, Iwona Sapieszko, Zuzanna Sapieszko, Hanna Kullman, Bogdan Kullman, Paulina Kullman; RKG: Tomasz Jaworski, Joanna Jaworska, Karol Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Strach, Mateusz Górowski, Jerzy Krzyżanowski, Michał Wyciślik, Łukasz Korzeniowski, Damian Żmuda|30 04 - 03 05 2010}}&lt;br /&gt;
Koledzy z Węgier oprowadzili nas po kilku jaskiniach parku narodowego Aggtelek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę odwiedziliśmy ''Szabó-pallagi-zsomboly''. Jaskinia ma tylko 120 metrów głębokości, ale akcja zajęła nam dobre kilka godzin z uwagi na wielki tramwaj (10 osób). Potem było multi-language party, na którym Pająk przedstawił ciekawą wizję grotołażenia jako pokuty. Otóż do każdej akcji jaskiniowej należy podchodzić z pewną intencją. Na przykład Pająk niedawno był w Miętusiej w intencji grzechów młodości - a było tych grzechów wiele, wiemy bo kilka opowiedział.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela upłynęła nam jednak całkiem przyjemnie. Nasi przewodnicy zabrali nas do ''Béke'', gdzie przeszliśmy w poziomie ok. 6 km - do drugiego syfonu (a potem z powrotem). Z początku było po kostki, potem po kolana, a ostatnie 20 minut po szyję. Niektórym bozia wzrostu nie dała i trzeba było ich holować na pętlach. Cuda zdziałały tu pianki, które niektórzy z nas mieli w związku z innymi hobby, a niektórzy nabyli w promocji w Decathlonie. Węgrzy twardo szli bez neoprenu; mysleli że wykończą nas tempem i nie będziemy chcieli iść do końca, ale nie daliśmy się. Spacer tam i z powrotem zajął ok. 3.5 godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potem pojechaliśmy na obiad (ach, te 15-minutowe podejścia), a następnie, po przeczekaniu deszczu, udaliśmy się do ''Kossuth-barlang''. Krótka jaskińka na godzinę zabawy. Tym razem kąpieli mało, bo wyposażona jest w ubezpieczenia, które pozwalają przejść z minimalnym zanurzeniem. Tylko na samym końcu mogliśmy wskoczyć do wody...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem większość naszych przyjaciół wraca do Budapesztu, zostają z nami tylko Zoltán i Mátyás. W poniedziałek robimy trawers systemu Baradla, najdłuższej jaskini Węgier. z Aggtelek do Jósvafõ. Siedem i pół kilometra... ... po betonie. Masakra. Ani razu nie trzeba się było schylić, ani razu upodlić w wodzie, nic z tych rzeczy. Pająk ma rację, bez aspektu pokutnego ta zabawa traci sens!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie jaskinie, które odwiedziliśmy, cechowała fantastyczna szata naciekowa. Kolory, kształty, fantasmagorie. Wielu z nas jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziało. Po Baradli zaczęliśmy powoli rozumieć Zoltána, który twierdzi, że nienawidzi nacieków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Serdeczne dzięki dla Darka Sapieszko, który zorganizował ten wyjazd i zaprosił nań ekpię z Nocka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Wspinaczki|Aleksandra Strach, Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Damian Żmuda, Jerzy Krzyżanowski|30 04 2010}}&lt;br /&gt;
Wypad do Doliny Młynickiej, na stenę i veżę pod wodospadem Skok. W środę ściągnęli mi gips, lekarz kazał &amp;quot;używać ręki normalnie&amp;quot; - no to zacząłem używać normalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Świetna pogoda. Dobry widok na Strbskie Pleso. Rozpoczęliśmy sezon wejściem ''Pravou časťou platne'' (IV, 3h), potem równolegle wspięliśmy ''Cez kút'' (Damian i ja, V+, 1.5h) i ''Veterný kút'' (Pająk, Ola i Mateusz, V-) a następnie ruszyliśmy w Aggtelek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Karlinie| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Ola Strach, Olek Kufel, Ryszard Widuch, Marzena Widuch, Maciek Widuch |25 04 2010}}&lt;br /&gt;
Znów po raz pierwszy wspinaliśmy się na ciekawej skale w Karlinie. Zrobiliśmy w sielankowej atmosferze kilka dróg &amp;quot;łatwych&amp;quot; i łatwych. Najwięcej emocji przysporzyła pierwsza droga, którą robiłem na własnej protekcji w niezwykle kruchej rysie równolegle do komina obok. Wydająca się na łatwą z dołu droga okazała się paskudna bo kruszyła się niesamowicie. Po ukończeniu (spociłem się tu nieco) drogi w zjeździe wyleciał mi spod stóp wielki głaz i tylko dzięki przytomności umysłu Ola z Olkiem zdążyli odskoczyć w bok. &lt;br /&gt;
Następne 3 drogi nie wzbudziły już takich emocji. Rysiek z rodziną wraca trochę wcześniej a my dzień kończymy również ogniskiem.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2010/Karlin&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Weekend narciarski|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Ewa Wójcik|24 - 26 04 2010}}&lt;br /&gt;
W trakcie poprzedniego wyjazdu naszą uwagę przykuła Żółta Turnia - nawet ślepy zauważyłby, że zjazd z niej jest bardzo szeroki i nie aż tak stromy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia pierwszego właściwe podejście rozpoczynamy z Hali o 13:00. Wyjaśniam po kolei: przechwycenie Pumy i wyjazd z Krakowa zajęły jakieś półtorej godziny. Ponadto, dodatkowe opóźnienie wystąpiło na wizycie w Betlejemce (zostawialiśmy graty i pożyczaliśmy piepsa). Chatar zaprosił nas na herbatkę, no i nie wypadało odmówić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie aż tyle zmian podejście/zjazd. Lampa, śnieg znika w oczach. Turnia nawet całkiem popularna: widzimy narciarzy, potem mijamy jeszcze pieszą dwójkę. Ze szczytu roztacza się całkiem nowy widok na otoczenie Gąsienicowej, który kontemplujemy przez blisko dwie godziny. Zjazd mija nam w przyjemnym śniegu, nawet Pumie się trochę podoba. Niestety Halę osiągamy na 15 minut przed zamknięciem kuchni w Murowańcu i musimy zadowolić się zupkami. Wieczór upływa na rozmowach z różnymi znajomymi (głównie Pumy), przypadkiem również obecnymi w Murowańcu i Betlejemce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wybieramy się na Słowację. Drepczemy na Liliowe w prażącym słońcu. Na ogonie siedzi nam jakaś kilkunastoosobowa grupa narciarzy; wkrótce wyjaśnia się, że to kurs przewodnicki. Obecny w tej grupie znajomy radzi nam, żeby zjeżdżać jednak ze Świnickiej Przełęczy.  Odnotowujemy, że grupie kursowej towarzyszą wysoko postawieni pracownicy TPN, co wywołuje dodatkowy dreszczyk emocji - wszak nasze wrogie zamiary wobec przepisów (wprawdzie Słowackich, ale jednak) mogły się im nie podobać. Egon przekonuje nas, powołując się na wczorajsze doświadczenia, że na stronę słowacką &amp;quot;w ogóle nie jest lawiniasto&amp;quot;; proponuje nam przebieżkę granią Konia na Walentkowy - nie robił tego wprawdzie, ale gdyby okoliczności były inne, taki byłby jego pomysł na dziś. Puma sceptycznie nastawiona, decydujemy się zdecydować po zjeździe. No nic, patrzymy w lewo, w prawo, nikt nie widzi, no to ziu. Zjazd drastycznie weryfikuje wiarygodność Egona - po jednym z zakrętów spod nart wyjeżdża mi warstwa śniegu z powierzchni i suuuuunie w dół. No cóż, mówiąc krótko, nie spodobało się to nam. Trawersujemy w górnej części Dolinę Walentkową i zderzamy się z Koniem. Następuje moment podjęcia decyzji: brniemy dalej w optymizm i idziemy granią? zawracamy po niestabilnym śniegu? obchodzimy przez morze kosówki w Wierchcichej?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszliśmy granią, która okazała się być mikstem kosówkowo-śnieżnym. Potem pojawiły się krótkie elementy wspinaczkowe; przypuszczamy, że mogło być to pierwsze zimowe przejście ze złamaną ręką. Po ok. 2 godzinach walki odsłania się kopka przed Walentkowym w całej swojej okazałości. Stok idealnie oświetlony, na wprost słońca, późne godziny popołudniowe, rozmiękły śnieg...  Uświadomiliśmy sobie, że oto widzimy podręcznikowy przykład pt. NIE IDŹ DALEJ.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teoretycznie wydawało by się, że zawsze można odwrócić się za siebie i wrócić do domu po własnych śladach. No cóż, nie zawsze - my jesteśmy na nartach, a tą granią, sorry, nie da się jechać. Zatem narty na plecy i ubieramy raki? Niby tak, ale brakuje nam maczety; pamiętajmy po czym tu weszliśmy, gęsta kosówka pokryta z wierzchu śniegiem. Co robić, co robić? Najkrótsza droga odwrotu biegnie żlebem opadającym do Walentkowej, a potem z powrotem na Świnicką Przełęcz. Tylko że ten żleb stoi dęba, na dole skały, nie chcielibyśmy polecieć na nie razem z masą śniegu. Rzut oka na dalszą część grani. Może jednak - przecież to tylko kawałek - a potem już tylko łatwy zjazd do &amp;quot;piątki&amp;quot;...?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie. Nie będziemy ryzykować wywoływania lawiny stulecia. Czekamy. Powoli nasz żleb ewakuacyjny wchodzi w cień. Robimy teścik - obkopujemy łopatami nawis i popychamy w dół. Uff, nie pociągnął nic za sobą. Dobrze. No to jeszcze godzina... Telefon do przyjaciela, herbata, próbujemy jeść... Dobra, będzie. Ja przodem - nie wiem, czy lepiej nie czułbym się zjeżdżając na nartach, ale Puma szybko pacyfikuje ten pomysł. Powoli, krok po kroku, przodem do zbocza obniżamy się do doliny. Z wierzchu zrobiła się już lekka skorupka i na pewno czujemy się dużo lepiej niż na zjeździe ze Świnickiej. Dostajemy się na wypłaszczenie - no i z powrotem na Świnicką. W zasięg GSM na przełęczy wchodzimy po zmroku, meldujemy się Przyjacielowi. Na stronę Hali totalny beton, nie ma opcji żeby Puma zjechała na nartach. Będzie dodatkowe opóźnienie... A ja jutro muszę być gdzieś pod Rawą Mazowiecką.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Betlejemki trafiamy ok. 23:00. Kuchnia w Murowańcu od trzech godzin zamknięta. Ale wyobraźcie sobie, żona chatara, uprzedzona o naszych kłopotach, przygotowała nam makaron a'la carbonara. Nie mieliśmy nawet najmniejszego prawa tego oczekiwać, tak naprawdę to bardzo mało się znaliśmy. O rany, jak taka kolacja smakuje...! Nie wiem, czy kiedykolwiek damy radę wyrównać ten gest.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niby taka pora to nic specjalnego, akcje jaskiniowe kończą się dużo później... Jednak wariant z nocnym zejściem do Kuźnic zostaje odrzucony jako nieefektywny. A ja _muszę_ podążać jutro w stronę Warszawy. Poniedziałek zaczyna się więc dla mnie o piątej rano zbiegiem w butach narciarskich po nartostradzie. Puma się nie zdecydowała. W sumie pewnie miło się wyspać... ale jedne, czego jej nie zazdroszczę, to powrotu autobusem do Krakowa w skorupach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całe szczęście, że zima się już kończy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspin w Trzebniowie| &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, Andrzej Rudkowski + 5 osób towarzyszących|24 04 2010}}&lt;br /&gt;
Tym razem postanawiamy ponownie odwiedzić skałki w Trzebniowie. Bardzo urokliwe miejsce – zero ludzi, cisza i spokój, a i skały niczego sobie. Rozgrzewamy się na skale na wzgórzu, by porządnie przyłoić drogi z Kaczej Skały. W efekcie przesuwamy nasze wspinaczkowe limesy na VI 3:) I z łęzką w oku wspominamy meeting wspinaczkowy z zeszłego sezonu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nowy Bytom - MOK, Spotkanie ludzi wody| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Wojtek Orszulik, Ewa Orszulik, Tomek Jaworski|23 i 24 04 2010}}&lt;br /&gt;
Mimo, że impreza raczej wodniacka to 3 rewelacyjne filmy o nurkowaniu w jaskiniach (Meksyk, Francja, Węgry). A film &amp;quot;Antarktyczna podróż sir Ernesta Shackletona&amp;quot; powinien zobaczyć każdy kto chodzi po górach lub pływa gdyż historia ta chyba sobie nie ma równych jeśli chodzi o determinację przeżycia w beznadziejnej sytuacji oraz poczucie odpowiedzialności wobec członków wyprawy. Całą imprezę przygotował b. czł. naszego klubu - Michał Kuszewski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy - turystyka rowerowa| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski |17 - 18 04 2010}}&lt;br /&gt;
Wyjazd ten podporządkowany był dwom istotnym dla nas celom. Po pierwsze rowerowej turystyce górskiej, po drugie poznawaniu nowych dla nas miejsc wspinaczkowych. W związku z powyższym w sobotę po dotarciu do wioski Bedrichov ruszyliśmy na rowerach na ruiny zamku Rabstejn. Oprócz ładnych szlaków rowerowych jest tam też całkiem ciekawy, ale też mocno oblegany rejon wspinaczkowy. Część dróg poprowadzona jest na samych ścianach byłego zamku! Po zwiedzeniu okolicy i cudownych zjeździe, zapakowaliśmy rowery do samochodu i ruszyliśmy dalej do Karlovej Studanki. Jest to małe, acz niezwykle urokliwe miasteczko uzdrowiskowe, leżące pod Pradědem (Pradziadem) -najwyższym szczytem Jeseników i całych wschodnich Sudetów. Na szczyt Pradziada wybraliśmy się w niedziele na rowerach (prowadzi tam szlak rowerowy), niestety nie udało nam się na nich dotrzeć na sam szczyt, gdyż u góry na poziomie wyciągów narciarskich panowały całkiem niezłe warunki śniegowe!!! ( przez chwile żałowaliśmy, że nie mamy ze sobą nart…). Szczyt zdobyliśmy więc pieszo. Największa frajda czekała na nas  oczywiście w drodze powrotnej - 6 km zjazd. Wracając do domu zahaczyliśmy jeszcze o turystyczny szlak na Górę Zamkową w okolicach Vrbna pod Pradedem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Kotarz| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jaworski, Tomek Jaworski|17 - 18 04 2010}}&lt;br /&gt;
Pierwszy poważny szczyt beskidzki w życiu Karola zdobyty-Kotarz 974 m n.p.m.:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góry Towarne i okolice Olsztyna, wspin|Ania Bil, Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk|17 - 18 04 2010}}&lt;br /&gt;
W sobotę wspinamy się w Górach Towarnych.  Mimo, że pod skałami jesteśmy dopiero około 11, słońce piękne i niebo bezchmurne, wciąż jest dosyć chłodno. Naubierani jak niedźwiedzie zaczynamy wspinaczkę na Grocie – trochę jeszcze w cieniu, przez co palce w momencie niemal dębieją od zimnej skały. Udaje się jednak zrobić kilka przyjemnych dróg, tym razem o zwierzęcych nazwach: Pawiany na ściany, Żyrafy do szafy, Ryby na wagę czy 12 małp. Mnie najwięcej satysfakcji przyniosła ta ostatnia :) Przedział trudnościowy od V do VI.1+ (Karol:). Sielankowo i słonecznie. Późniejszym popołudniem przenosimy się jeszcze na Małe Towarne, gdzie robimy kilka dróg na Przekładańcu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielę spędzamy już w 3-osobowym składzie w Olsztynie na Szafie i Bibliotece. Karol próbuje subtelnie (oczywiście z subtelnością, na jaką stać Karola :) przełamać mój i Ani chwilowy skałowstręt (Ania odzyskuje „moc” na ostatniej tego dnia drodze, ja chyba poczekam do następnego razu). Wynajduje łatwe i przyjemne drogi, przez co nie może się do końca spełnić. W końcu jednak pewna zaniżona VI+ daje mu popalić na tyle, że przysiada i zjada drugie śniadanie (marsa;). Ogólnie dzień mija na wielu rozmowach i rozważających wydarzenia dnia poprzedniego i inne, nurtujące nas tematy. W tym czasie Wojtek odpoczywa w częstochowskim szpitalu po operacji złamanej nogi. Po raz pierwszy tak dosadnie przekonałam się, że jest to niebezpieczny sport. &lt;br /&gt;
Parę zdjęć będzie nieco później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki w okolicach Trzebniowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;,Paweł Szołtysik, Wojtek Sitko, Filip (os. tow.)|18 04 2010}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz wspinaliśmy się na Kaczej Górze tuż obok Trzebniowa. Skały może nie wysokie ale lite, obite i nasłonecznione. Spokojne miejsce bez tłumów. Zrobiliśmy sporo dróg od V do VI.1. Cały dzień upał i bezchmurne niebo. Dla mnie było to rozpoczęcie sezonu skałkowego, nawet udane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Ewa Wójcik|17 04 2010}}&lt;br /&gt;
Podejście i zjazd na przełęcz Krzyżne od strony Pańszczycy - podziękowania dla Damiana za podsunięcie tego pomysłu. Trzeba przyznać, ża okazał się on bardziej skomplikowany niż przypuszczałem, z uwagi na ilość zjazdów w trakcie podejścia. Łącznie w ciągu dnia foki musieliśmy zakładać cztery razy. Warunki śniegowe w rejonie Hali Gąsienicowej dobre, wiosna postępuje powoli. Dopisała nam także pogoda, było upalnie i bezwietrznie. Na Krzyżnym przesiadujemy przez dłuższą chwilę (było kilku ludzi, w tym także piechotą) i pracujemy nad topografią. Już po kilkunastu metrach zjazdu z Przełęczy przestałem żałować, że poszedłem w moich nartach &amp;quot;zjazdowych&amp;quot;, które wcześniej ciążyły mi na podejściu. Pełna kontrola nad nartami, pewność ruchów... klasa! Zjazd był naprawdę syty, przynajmniej dla mnie i Furka. Pumie udało się zsunąć bez szkód dla kolana, ale też bez większej przyjemności; musiała sobie zrekompensować straty moralne racuchami w Murowańcu. Plan wyjściowy obejmował zjazd do Kuźnic przez Kasprowy, ale zrobiło się trochę późno i musieliśmy salwować się ucieczką przez nartostradę z Hali. Koleiny w zmrożonym śniegu dawały konkretny poślizg, a w połączeniu z zapadającym zmrokiem dostarczyły także dodatkowej dawki adrenaliny, jeśli komuś jeszcze było mało. Nartostradą da się zjechać mniej-więcej do Nosalowej Przełęczy. Mniej-więcej, bo zależy to od determinacji, podejścia do sprzętu i budżetu jakim się dysponuje na jego remont. Wycieczkę kończymy ok. 21:30 uroczystą kolacją.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie,|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;|14-20 04 2010}}&lt;br /&gt;
Zaległy, zeszłoroczny urlop plus odwołany zjazd na uczelni, poskładał się na kolejna ucieczkę od szarości miasta. Pogoda w kratkę, od zalegającego wszędzie mleka i opadów deszczu lub śniegu, po palące słońce na bezchmurnym niebie. Śniegu pełno, na moku większość szlaków nieprzetarta. W czasie &amp;quot;okienka&amp;quot; udało się przetorować na Mnicha wśród huku spadających mniejszych i większych lawinek:) strasznie mało miejsca na tym wierzchołku:)) drugi dzień &amp;quot;okienka&amp;quot; totalnie zmarnowany na przebijanie się lasami na Gąsienicówkę. Następnego dnia, mimo niecnych planów, udało się już tylko dojść do Koziej Dolinki, zapanowało mleko i chmury. Nie widać było skąd &amp;quot;huka&amp;quot;:) Zejście piękną Jaworzynką we wschodzie słońca, wśród rozkwitających krokusów:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie, Ciemniak|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 04 2010}}&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Ciemniak. Warunki nieprzychylne: opady śniegu, widoczność ograniczona - nad Chudą Przełęczą do 20 m. Wprawiam się coraz bardziej w zjazdach na GPS, doszedłem już do tego, że noszę ze sobą zapasowy odbiornik (w postaci telefonu z wgraną mapą topograficzną).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA, Wysokie Taury, Grossglockner|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 02 04 2010}}&lt;br /&gt;
Postanawiam zrobić trochę użytku z aklimatyzacji pozostałej mi po wyprawie na Kitzsteinhorn. Wiadomo, chodzenie solo po nieznanych górach jest ryzykowne - wybieram zatem masyw, w którym podobno bywają tłumy ludzi. Może uda się podłączyć pod jakąś grupę, albo przynajmniej w razie problemów, może ktoś na szlaku mnie poratuje. Mimo wszystko bojąc się trochę, wybieram najłatwiejszą drogę - z Lucknerhaus przez Adlersruhe. Najłatwiejsza oznacza w tym wypadku i tak ponad kilometr po lodowcu, UIAA II, nachylenie 35 - 40 st.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw, w środę 31.03., po pożegnaniu się z kolegami i koleżankami z wyprawy na Kitza, docieram z chatki pod Lampo do parkingu w Kals (1924). Stamtąd ruszam o 13:00 do Stuedlhutte (2801), gdzie zamierzam nocować. Po drodze wyprzedzam trójkę Austriaków z przewodnikiem - zamieniamy kilka słów, wygląda na to, że mają podobne plany. Super. Tylko coś wolno idą, jak na miejscowych...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W schronisku, odpowiedzią na pytanie, czy są jakieś wolne miejsca, jest śmiech. W obiekcie przewidzianym na 104 osoby jest o zgrozo, cicho i głucho - oprócz mnie tylko obsługa. Ponieważ jestem ponoć Junior Mitgleider, nocleg kosztuje mnie 6 EUR (sic!)... no ale odbijają to sobie na jedzeniu, które jest horrendalnie drogie. Godzinę po mnie dociera powolna czwórka, na kolacji jest jeszcze jeden gość. Gdzie te tłumy?... Cały plan w łeb. Nie umiem zasnąć, może to tylko kwestia wysokości, ale może też jestem przerażony łażeniem po lodowcu samopas.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W chatce panuje germańska dyscyplina tzn. śniadanie o 6:00. Dzięki temu udaje mi się wyjść o siódmej. Pogoda dopisuje, słońce zza grani oświetla lodowiec Koednitzkees i widzę dokładnie co jest grane, tzn. potrafię odnieść narysowaną na mapie &amp;quot;rozsądną trasę&amp;quot; do terenu. Niestety z minuty na minutę sytuacja się pogarsza, chmury schodzą coraz niżej, zaczyna wiać. Kiedy o dziewiątej docieram do chatki Erzherzog-Johann (3454), regularnie pada śnieg i widoczność spada do ok. 50 metrów. Chatka jest zamknięta, ale ma &amp;quot;pokój awaryjny&amp;quot;, także ucinam sobie dwugodzinną drzemkę (niestety w sąsiedztwie śmieci, niestety ewidentnie z Polski (!)) - a nuż się poprawi. Nie poprawia się jednak, także przyjmuję założenie, że to wyjście nie będzie dla widoków, a tylko dla przejścia ciekawej drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców o ciekawości drogi na Glocknera wypowiadać się nie mogę, bo troszku się pogubiłem i poszedłem jakimś wariancikiem. Było trochę dramatycznie (momentami bardziej IV niż II), no ale przeżyłem, wychodząc na przełęczy między Kleinglocknerem a Grossglocknerem. Najwyższy szczyt Austrii (3798) osiągam ok. 13:30, w totalnym mleku i silnym wietrze. Wypijam pospiesznie trzy kubki herbaty, zdjęcie no i zawracam, tym razem już normalną drogą. Przynajmniej przez 200 m pionu, bo potem znowu jakoś zboczyłem, ale już bez negatywnych emocji. W Erzherzogu-Johannie zatrzymuję się tylko na moment, żeby odmrozić kominiarkę - no i pędzę szukać nart, zostawionych na brzegu lodowca. Zjazd Koednitzkeesem trochę stresujący. Moje ślady zasypało, także raz po raz nerwowe spoglądanie na GPSa. Z uwagi zaś na ograniczoną widoczność, prędkość jazdy musiałem szacować patrząc na czubki nart. Do Stuedlhutte docieram nieco po 16, zastając Austriaków na ćwiczeniach lawinowych, czyli aktywności dużo lepiej dostosowanej do pogody niż moja wycieczka. Schronisko powoli wypełnia się ludźmi, a sądząc z ilości telefonów odbieranych przez obsługę, na święta to dopiero będzie tu pełno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, w pięknej pogodzie wychodzę na Teufelskamp (3511), oglądając Glocknera od zachodu i północnego zachodu. Przemierzając lodowiec Teischnitzkees poznaję dokładnie drogę na szczyt przez Stuedlgrat. Jakby ktoś był na to chętny, dajcie znać, bo na solo to się nie nadaje. Przebytą przeze mnie wczoraj trasą przez Adlersruhe ciągną tłumy - na Koednitzkees widzę cztery grupy. Wycieczkę kończę dosyć szybko, ok. 13:00 jestem z powrotem po rzeczy w Stuedlhutte... a tam: &amp;quot;Mateus? Bist du Mateus, aus den Polnischen Hoehlenverein?&amp;quot;. No, tego się nie spodziewałem. Zamieniamy z kolegą z Salzburga kilka zdań, pokazuję zdjęcia z Kitza, zjadamy po szarlotce. Pakuję śpiwór, laptopa. &amp;quot;Ciężki masz plecak jak na jazdę na nartach.&amp;quot; &amp;quot;Nooo, masz rację, niestety.&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety. Na zjeździe z Stuedlhutte, ok. 10 minut przed parkingiem tracę kontrolę nad nartami, lecę na przody i dociążany przez plecak - łamię rękę. Taki właśnie ból wyobrażam sobie przy porodzie. Pobolało pół minuty i trochę zeszło - pomyślałem sobie, ot nadwyrężyłem mocno nadgarstek. Poboli i przestanie. Pozbierałem się, zjechałem do auta, zapakowałem...  Tak sobie jadę i myślę, trochę spuchło, a może by tak zaeksperymentować - pewnie do szpitali przychodzą tu ludzie z większymi błahostkami. Istotnie, dla Umfallchirurgii w Krankenhausie w Lienz mój przypadek był błahostką, nie wartą więcej niż 10 minut. &amp;quot;Does this hurt?&amp;quot; &amp;quot;No...? AAAuaaa!!!&amp;quot; &amp;quot;Okay, we'll make an X-ray&amp;quot; ... ... &amp;quot;There, you see this fracture?&amp;quot;. No istotnie, jest rysa gdzieś na końcu kości promieniowej. &amp;quot;We'll have to plaster it.&amp;quot;. Cztery do sześciu tygodni w gipsie; a za tydzień wpadnij na kontrolę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zatem do usłyszenia - następny opis nieprędko ;-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Rzędki, czyli dream-team na wspinie ;-) |Ania Bil, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Wojtek Sitko|1 04 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Taki ot climbingowo-(ciut)restowy event w skałach. Pogoda cud miód! Dyskusje o życiu i dywagacje nt. roli śledziony w odnajdywaniu w sobie nowych pokładów mocy, przełamujących wszelkie trudności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sprawach technicznych mam nadzieję wypowie się Karol, dbając oczywiście o czystość naszej polskiej polszczyzny;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA, Wysokie Taury, Kitzsteinhorn|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Jakub Nowak, Bartłomiej Berdel, Jan Wołek, Michał Pawlikowski; WKTJ: Robert Matuszczak; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 31 03 2010}}&lt;br /&gt;
Udział w wyprawie KKTJ-u. Szerzej [[Relacje:Kitzsteinhorn_2010|w sekcji wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wirek - szkolenie przedmedyczne w klubie|Maciej Dziurka,  Andrzej Rudkowski ,  Damian Ozimina,  Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk,  Aleksandra Krzyżanowska, Jerzy Krzyżanowski, Tomasz Wieszyński, &amp;lt;U&amp;gt;Kasia Jasińska – Żmuda &amp;lt;/U&amp;gt;, os. tow. - Paulina Dałkowska,  Paweł Twardoch         &lt;br /&gt;
|27 - 28 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W klubie odbyło się szkolenie w udzielaniu pierwszej pomocy przedmedycznej. Szczegóły w AKTUALNOŚCIACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - Dolomity, wspin w kamieniołomach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil|26 i 28 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na brak chętnych na dalszy wypad w piątek decydujemy się na dolomity. Wspinamy się w starym kamieniołomie, gdzie miałem kilka dróg, z którymi chciałem wyrównać rachunki. Pogoda idealna, wspinaczy kilku się pojawiło, ale o tłoku nie można tu mówić. Zrobiliśmy kilka ciekawych dróg, a o poziom adrenaliny zadbała, jak zawsze niezawodna kruszyzna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na niedziele planowaliśmy wyjazd w skałki olsztyńskie, niestety akcja załamała się rano, gdy prognoza pogody, mówiąc delikatnie, nie miała za dużo wspólnego z tym, co widzieliśmy za oknem. Dopiero około południa nieznośne słońce zmobilizowało nas do działania, ale było  trochę za późno na jurę, więc…. dużego wyboru nie było - dolomity, lecz tym razem dla odmiany nowy kamieniołom. Miejsce warte polecenia, przede wszystkim ze względu na długość dróg. Pomimo niepewnej pogody udało nam się trafić w okno pogodowe, które pozwoliło na całkiem fajny wspin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Finał Pucharu Polski Amatorów - Zawody KW Zakopane w ski-alpinizmie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu koledzy z SBB: Jurek, Michał i Wanda Ganszer, Jurek Pukowski, Zosia Chruściel|26 - 27 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zawody godne finału Pucharu Polski. Wbrew przepowiedniom meteorologów (w nocy lało a spałem u Gliców) i braku śniegu na niżej położonym terenie zawody odbyły się i to nawet na wydłużonej trasie. Start spod Harnasia w dolinie Kościeliskiej, dalej bieg 3 – 4 km (ja biegłem w trekach) na Przysłop Miętusi i do doliny Małej Łąki. Śnieg zaczynał się dopiero na końcu polany. Dalej już na nartach w górę. Rewelacyjne podejście Głaźnym Żlebem wprost na przełęcz Kondracką (wyszło słońce). Następnie ciekawy zjazd po lawinisku z przełęczy na Polanę Kondratową. Ale to nie koniec. Na dobitkę podejście na Przełęcz pod Kopą Kondracką i wejście na Suchy Wierch Kondracki. Stąd emocjonujący zjazd żlebem w dół po różnych gatunkach śniegu aż do „esa” skąd ostatnie krótkie podejście do schroniska na Kalatówkach.  Cała trasa o długości 15 km i 1300 m przewyższenia.  Zajęło mi to 3 godz i 4 min. Tym razem byłem 4 w nestorach i ok. 30 miejsca w ogóle (65 startujących). W generalnej klasyfikacji Pucharu Polski Amatorów w narciarstwie wysokogórskim po 8 edycjach w kategorii nestorów zająłem 2 miejsce za Zbyszkiem Rajtarem a przed ubiegłorocznym zwycięzcą Stasiem Kruczkiem.  Tu wyniki: http://www.watra.pl/files/get/WYNIKI%20KW%20ZAKOPANE.pdf a tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FfinalPPA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Podsumowanie:&amp;lt;/b&amp;gt; Brałem udział w wszystkich edycjach PPA (do generalki liczone było 5 najlepszych). Mimo, że na początku z rezerwą podchodziłem do tego typu imprez po ukończeniu zmieniłem zdanie. Jest to na swój sposób wyzwanie, któremu potem trzeba sprostać. Tak więc ciekawe trasy (no może z wyjątkiem Czantorii) w różnych pasmach górskich, już same w sobie traktować można jako fajne tury. Następną sprawą jest samodyscyplina (trzeba pojechać na określoną datę i godzinę a także stosownie się przygotować zwłaszcza pod względem kondycyjnym). Na trasie cały czas się idzie na granicach swoich możliwości często nawet na kredyt. Na pewno to jedna z trudniejszych dyscyplin sportowych a zarazem nawiązująca do pierwowzoru narciarstwa. Wydolność na podejściach, technika na zakosach, potem trudne zjazdy, często miedzy drzewami lub żlebach. Przy tym wszystkim cała logistyka rozłożenia sił, umiejętność szybkiego wykonania przepinek, nawet spożywanie płynów i słodyczy wymaga wysiłku i techniki.  Jako jeden z nielicznych startowałem na zwykłym sprzęcie turystycznym, który niestety jest co najmniej 2 razy cięższy od sportowego co w całych zawodach przełożyło się na dziesiątki przeniesionych ton więcej.  Oprócz tego przegrałem zawody zespołowe. Tak więc 2 miejsce jest chyba sprawiedliwą wypadkową choć walka była do samego końca. Poszczególne zawody organizowały kluby wysokogórskie z Krakowa, Warszawy, Zakopanego, Rzeszowa a także klub Kandahar i firma Polarsport. Patronem imprezy była firma Berghauz.  Niektóre zawody podciągnięte były pod kalendarz PZA.  Generalnie wszystkie zawody były w miarę dobrze przygotowane. Do szczegółów się nie doczepiam bo tylko ci nie robią błędów co nic nie robią. W zawodach startowało wiele osób z klubów wysokogórskich, klubów speleologicznych (zwłaszcza SBB: Zosia Chruściel – 1 w nestorkach, Michał Ganszer – 1 w kadetach) a także klubów narciarskich.  Zachęcam klubowiczów do spróbowania swoich sił w przyszłym roku . &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek|21 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo niesprzyjającej prognozy pogody postanowiliśmy zaryzykować. Słońce grzało, że hej a my szukaliśmy skrawków śniegu. Dopiero na przełęczy Glinne ujrzeliśmy płaty śniegu, które ewentualnie nadawały się na skitury. Już myślałam, że zafudujemy sobie pieszą wycieczkę ale postanowiliśmy jednak ryzykować. Z przełęczy ruszyliśmy niebieskim szlakiem w kierunku Pilska. Początkowy odcinek obfitował w dużą ilość konarów, krzaków itp. za to śniegu było jak na lekarstwo. Jednakże szybko się to zmieniło i po pewnym czasie dotarliśmy już do poważnego śniegu-turyści zapadali się nawet po pas. Powyżej Rezerwatu Pilsko, w partii podszczytowej zaczęły się poważne zawieje. Postanowiliśmy iść dalej, jako że wiatr był w miarę ciepły. Padał deszcz ze śniegiem. Ze szczytu, we mgle, zjechaliśmy  do schroniska na Hali Miziowej, stamtąd przepięknym czerwonym szlakiem dotarliśmy na Przełęcz Glinne, gdzie zostawiliśmy auto.&lt;br /&gt;
Opłaciło się zaryzykować, mimo że wiosna za pasem. Poza tym, moje świeżo zregenerowane, podklejone i zaimpregnowane foki spisały się na medal.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  Ania Bil, Tomasz Pawlas, Łukasz Pawlas, Andrzej Rudkowski|20 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie koniec zimy!!! Na pierwszy wypad wybieramy Rzędkowice ze względu na korzystną wystawę oraz na fascynacje tym rejonem Rudego. W drodze na miejsce obstawiamy ilu wspinaczy wpadło na ten sam pomysł, co my. Na parkingu zastajemy tylko jedno auto, lecz trzeba dodać, że byliśmy tam już o 9.30. Niestety już dwie godziny później  liczba wspinaczy na każdy metr kwadratowy wzrosła gwałtownie. Zaczynamy spokojnie od dwóch krótkich, ładnych, rozgrzewkowych dróg. Następnie udaje się nam bez kolejki!!! powspinać na Lechworze, lecz szybko się przenosimy na mniej obleganą Turnie Kursantów. Tam robimy kilka bardzo fajnych dróg, z których najwięcej czasu i sił poświęcamy na Czerwone Brygady. Na koniec dnia wspinamy się na Zegarowej, lecz nie zostajemy tam zbyt długo ze względu na silny, nieprzyjemny wiaterek. Podsumowując można bezsprzecznie ogłosić, że sezon wspinaczkowy rozpoczął się na dobreJ&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Puchar SNPTT im. Józefa Oppenheima w Narciarstwie Wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu kol. z SBB: Jurek i Michał Ganszer, Zosia i Ola Chruściel oraz inni|19 - 20 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszy dzień w nocy podchodzę na nartach żmudną jak dla mnie doliną Chochołowską do schroniska. Nazajutrz słonecznie i ciepło. Po kontroli pipsów startujemy na Bobrowiecką przełęcz - potem dość strome zakosy na Grzesia - dalej na przełęcz pod Rakoniem (z uwagi na mocny wiatr organizatorzy skrócili odcinek na Rakoń) - stąd ładny zjazd między kosówkami, który mocno dawał na nogi - ostatnie metry to krótki podbieg do schroniska. Trasa krótka więc na początku w tłoku. Dopiero na grani wszystko się rozciągło i było więcej swobody.&lt;br /&gt;
Niektórzy zawodnicy zaliczali wywrotki, łamanie kijków, byli nawet ranni (lekko). Startowało ponad 100 zawodników. W nestorach byłem 3, Jurek - 7, Zosia - 1 (w nestorkach), Michał 3 (kadeci). W oczekiwaniu na zakończenie imprezy wygrzewamy się przed schroniskiem w słonku, potem obiad i piwo od sponsora. Po wręczeniu nagród zjeżdżam na nartach aż do auta. Tu wyniki: http://www.sport-timing.pl/system/wyniki/12/WYNIKI.pdf , a tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FOppenhaim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Serdecznie pozdrawiam kolegów a zarazem rywali z trasy. Była naprawdę fajna atmosfera&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - tura|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach|18 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pilsko - tura|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach, Lechu - osoba towarzysząca|14 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w okolice Lipowskiej i Rysianki|Henryk Tomanek, Bianka Fulde-Witman|14 03 2010}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z gatunku &amp;quot;szalonych&amp;quot;. Start na nartach z Złatnej niebieskim szlakiem w stronę Lipowskiej. Po intensywnych nocnych opadach kompletnie nie przetarty. Bianka pierwszy raz w życiu skitury na nogach (buty zjazdowe) a narty w ogóle chyba trzeci raz. Heniek torował szlak, który w warunkach letnich zajmuje góra 3 godziny teraz pochłania 7 godzin i to bez dotarcia do Lipowskiej. Z uwagi na zapadające ciemności i coraz gorszą pogodę Heniek decyduje najkrótszą drogą (była to przecinka leśna) dostać się do czarnego szlaku schodzącego z Rysianki do Złatnej Huta w dolinie potoku Bystra. Aby szybciej się poruszać Bianka próbuje zdjąć narty ale efekt to zapadnięcie po pas w śniegu. W dodatku narasta zmęczenie. Przedzierając się przy czołówkach w sypiącym śniegu przez las udaje im się dotrzeć wreszcie do nie przetartego czarnego szlaku, którym zjeżdżają do Huty. Stąd Heniek podąża 3 km po auto do Złatnej a Bianka (chyba jednak już osłabiona i zmaltretowana niewygodnym obuwiem) oczekuje na miejscu. Jak się okazało droga jezdna też zasypana i dojazd wcale nie był prosty. Przy aucie byli o godzinie 22. Stąd Heniek dzwoni do żony Moniki a rozmowa wygląda mniej więcej tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;...Jestem przy aucie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...Otworzyć ci garaż? (Monika myślała, że przy domu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...My jesteśmy przy aucie ale w Złatnej...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do domu wrócili w milczeniu o północy. (wg relacji Heńka - D. Sz.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja do jaskini Kasprowej Niżnej|Tomasz Jaworski, Andrzej Rudkowski, Jerzy Krzyżanowski, Jan Dobkowski, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Ozimina&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy w sobotę rano spod Plazy. Większości z nas podróż minęła dosyć szybko, ponieważ wóz Pająka umożliwiał bardzo wygodne spanie podczas drogi. Do Zakopanego zajechaliśmy około godz. 10.Po szybkim zorganizowaniu zaczęliśmy podążać w stronę jaskini, by o 11 zacząć wchodzić do dziury. Naszym celem było dojście do syfonu Danka, co udało nam się zrobić dosyć szybko. Po drodze nie musieliśmy kombinować jak przejść wodę, gdyż jej nie było. Minęliśmy nawet ponton zostawiony przez TOPR, a przy syfonie natknęliśmy się na ekwipunek nurka, też z TOPRu. Stamtąd wróciliśmy do sali rycerskiej, gdzie spotkaliśmy inną grupę grotołazów i poszliśmy na zapałki, a po nich już powrót do wyjścia. Wyszliśmy ok.17 i po przebraniu poszliśmy w stronę Pająka speleobusa, który został zaparkowany pod skocznią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skiturowy Puchar Polski Amatorów - skialpinistyczny memoriał Strzeleckiego w Tatrach Wysokich|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur Kondracki (partner w zespole), na miejscu koledzy z SBB m in.: Jerzy i Michał Ganszer (startowali razem w zespole), Beata Michalska, Błażej Nikiel, Zofia Chruściel i inni |12 - 13 03 2010}}&lt;br /&gt;
Spotykamy się w piątek wieczorem w przytulnym schronisku w Roztoce. Marek Głogoczowski (zawody organizował KW Warszawa i KW Kraków) na odprawie zapoznaje uczestników z trasą. Nazajutrz start sprzed schroniska i podejście na czas doliną Roztoki do schroniska w 5 Stawach. Artur pognał do przodu i spotykam go dopiero przed schroniskiem. Dalej turystycznie podchodzimy po lodzie na stawach pod Kołową Czubę. Wiatr, śnieg, ograniczona widoczność. Początkowo zjazd miał być z przełęczy Schodki ale z uwagi na fatalne warunki śniegowe został przeniesiony na bulę (2000)pod Kołową Czubą. Zjazd (po bramkach) początkowo stromymi żlebikami (nawet się potknąłem) potem najkrótszą drogą na lód Przedniego Stawu i do schroniska gdzie ja z kolei czekam na Artura. Tu koniec ścigania. Żurek w schronisku i zjazd doliną Roztoki do Wodogrzmotów. &amp;quot;Gwoździem&amp;quot; programu okazało się fakultatywne przejście trasą: Wodogrzmoty - Polana pod Wołoszynem - Wksumndzka Rówień - Gęsia Szyja (1490)z pięknym skałkami wapiennymi na szczycie - zjazd na Rusinową Polanę - schronisko Roztoka. Cała trasa wg Głogoczowskiego 22 km i 1700 m przewyższenia. Wszyscy uczestnicy bezpiecznie wrócili do schroniska gdzie wieczorem miało miejsce zakończenie imprezy. Po podliczeniu (stosuje się tu jakieś skomplikowane przeliczniki, współczynniki, przeliczenia na punkty) zajęliśmy 14 miejsce jako zespół. Mimo, że przy grzańcu atmosfera w schronisku się rozkręcała ja w nocy wracam do domu. W Tatrach sypało śniegiem niemal ciągle. Tu klasyfikacja Pucharu Polski - http://www.kandahar.miconet.pl/dokumenty/2010/ppa/klasyfikacja%20PPA%202010%20po%204%20edycjach%20M.pdf&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - tura|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;|07 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skiturowy Puchar Polski Amatorów - okolice Mosornego Gronia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |7 03 2010}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim falstarcie (jechałem w sobotę na zawody i w Makowie Podhalańskim przypomniało mi się, że zawody są nazajutrz)w niedzielę już bez rozterek docieram do Zawoji. Śniegu trochę przybyło. Start przy górnej stacji wyciągu na Mosorny Groń. Tym razem rekordowa liczba uczestników - 137. Najpierw zbieg po kamieniach na miejsce z śniegiem. Dalej trochę tłoku ale potem wszystko się rozchodzi i jest spokojnie. Trasa jest ciekawa. Szlakiem w stronę Hali Śmietanowej. Potem dość wymagający stromy zjazd w lesie między drzewami.Następnie bardzo długi ale łagodny zjazd w stronę przysiółka Mosorne. Podejście ciekawym terenem do górnej stacji, zjazd do połowy nartostradą i podejście pod wyciągiem po kiepskim śniegu do mety. Trasa krótka ale ciekawa. W ogólnej klasyfikacji byłem 50 wśród &amp;quot;dziadków&amp;quot; 2 (choć tym razem byliśmy w jednym miechu z ogólnie starszymi). Tradycji stało się zadość i tym razem. W trakcie zawodów prószył śnieg a 3 razy trzeba było zdejmować narty aby pokonać odcinki niemal bezśnieżne. Potem jeszcze ceremonia zakończenia, którą spędziłem w fajnym towarzystwie znajomy z poprzednich zawodów (pozdrawiam). Zjazd do auta nartostradą z pięknym już widokiem na Babią Górę. Przy aucie -13 stopni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry- Jaskinia Czarna- trawers|&amp;lt;u&amp;gt;Katarzyna Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra Skowron&amp;lt;/u&amp;gt; |6 - 7 03 2010}}&lt;br /&gt;
Dzięki dziewczyny za wspaniały wyjazd- bylo super! :)) (na razie tyle, ale myślę warto poczekać na opis Kasi;-))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…i chociaż nikt już w to nie wierzył podjęłyśmy trzecią próbę i pojechałyśmy… Odziane bielą Zakopane powitało nas siarczystym mrozem. Pokłoniłyśmy się gospodarzom na bazie, zapewniając, że jesteśmy psychicznie zrównoważone i że wiemy co robimy – raczej nie uwierzyli.&lt;br /&gt;
	Spakowałyśmy wory. Próbowałam wcisnąć jeszcze gdzieś miśka, ale Aga posadziła go na stole  -  ty tu siedzisz i pilnujesz, a jak wrócimy obiad ma być gotowy. Uległam wobec jej stanowczości. Jeszcze wpis do książki, pamiątkowa fotka i trzy kobiety „po przejściach” w pełnym speleorynsztunku  przemaszerowały Doliną Kościeliską w poszukiwaniu nowych „podkładów” kobiecości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Na podejściu jest ślisko. Pod świeżym puchem szklanka. Przeskakujemy beztrosko od drzewka do drzewka i przed otworem doganiamy „7 wspaniałych”  kolegów z Łodzi, którzy oddają się celebracji szpejenia. Wiemy, co to dla nas oznacza – pokorne oczekiwanie . Panowie proponują, żebyśmy skorzystały z ich lin, ale Ola zdecydowanie odmawia tłumacząc, że to sprawa honoru i że absolutnie jest to wykluczone. Przebieramy się i ….czekamy i …. czekamy…. I gdy już prawie zapadłyśmy w 3 stopień hipotermii lina drgnęła i łaskawie wysunęła się z batinów otwierając nam drogę do wnętrza, o którego cieple marzymy z utęsknieniem. I zaczęło się nasze „ZEJŚCIE” (film – znakomita komedia – polecam;)). Mykamy w dół. Partie przyotworowe usiane są mnóstwem lodowych pipantów. Żartujemy z ich falicznych kształtów. Budujące są spokój i pewność, z jakimi ściągamy linę. Żadna z nas się nie waha, nie ma wątpliwości, że sobie poradzimy. Ta pewność wyzwala pozytywne emocje, ciśniemy w głąb z radochną i zacietrzewieniem.&lt;br /&gt;
	Depczemy Łodzianom po piętach, ale są zbyt „rozciągnięci”, żeby móc ich wyprzedzić. Pod Węgierskim czekam ponad godzinę. Nie wiem, co mnie powstrzymuje przed rzuceniem jakiejś adekwatnej do sytuacji i dosadnej „zachęty”. Tym razem jednak nie zachowam się jak facet. No nie wypada po prostu;) Dla zabicia czasu śpiewamy z Olą z naciskiem na decybele. Dominuje repertuar piosenek dziecięcych, ale gdy w czarnej sali echem odbija się „Bal…” M. Rodowicz  atmosfera staje się wyjątkowa, bo to nasz bal dzisiaj… nasz „Dzień Kobiet”. Magia  kryje się w ciemnościach i otacza nas niczym potwory w amerykański horrorze. Czuję jej obecność, ale nie widzę, nie nazywam, by nie spłoszyć…&lt;br /&gt;
	Przestajemy się spieszyć, pośpiech niczego nie zmieni. Cierpliwie śledzimy postępy chłopców. Aga niestrudzenie cyka fotki i targa „Kilerka” – żółta, pietnastokilowa kanalia. Za Prożkiem Furkotnym Ola przejmuje prowadzenie.&lt;br /&gt;
	Rezolutna Pani Kierownik przystąpiła do pertraktacji i wynegocjowała z Ładzinami, że puszczą nas przodem, ale dopiero  w Sali Bernarda. Stanęło na tym , że Panowie trawersem nad Imieninową a „ Szybkie Damy” studnią w dół. Tu mały zonk - hmmm… ktoś pamięta jak się łączyło liny różnej grubości? Szybka burza mózgów i patent rodzi się sam. Budzi na tyle zaufania, że zjeżdżamy bez obaw. Z dna Imieninowej galopem do Sali Benka. Progiem  Latających Want Ola przemknęła jak torpeda. Grupa wsparcia posuwała się wolniej z uwagi na wory. Przed obejściem trudności Aga przechodzi szybki kurs „obciągania stópką”   - cokolwiek to oznacza J. I po trudnościach.&lt;br /&gt;
	Przebieramy się jeszcze w jaskini (buty, stuptuty) i drzemy do otworu. Nie wiem o co chodzi z tym vibramem, ale w jaskini to się w ogóle nie sprawdza. Brak sił tarcia daje się odczuć na ostatnich metrach. To też podkładamy swoje kobiecości pod siebie (znaczy łazimy sobie po plecach). Aga z przerażeniem staje na plecach filigranowej Oli i po chwili już wyczołgujemy się na zewnątrz. Zakładamy zjazd z 70-tki i bezpiecznie opuszczamy zalodzone stromizny. Lina sztywnieje w oczach i sterczy z wora jak  niepokorny szczypior. Teraz już tylko w dół, w świeżym, iskrzącym puchu.&lt;br /&gt;
	Polana. Telefony do tych , którzy czekają i kibicują. Tak dobrze wiedzieć, że ktoś czeka… przytulasy, radość i uśmiechy na już nieco sfatygowanych twarzach (mija 11 godzina akcji). Wdzięczność i kupa szczęścia. &lt;br /&gt;
	Schodzimy w milczeniu, w niemej solidaryzacji jajników, ramię przy ramieniu, nie odstępując się na krok. Sprzęt pobrzękuje w rytm naszych kroków, ziąb nie dokucza. Przy samochodzie sprawdzam temperaturę (18 poniżej zera). Ups! Cichutko wchodzimy na bazę. Dom śpi a my kąpiemy się i warzymy grzańca. To wino kupiłam 3 miesiące temu, kiedy wpadłam na pomysł babskiej akcji. Wystarcza nam sił tylko na jeden kubek i zasypiamy w locie do poduszki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Szmaragdowa jest ta noc….. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klejnotem to, czego nazwać nie potrafię…..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To ja Wam dziękuję dziewczyny…. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Nie brakowało nam kondycji i umiejętności. Nie napotkałyśmy na żaden problem, którego nie umiałybyśmy rozwiązać. Wiem, że dla wielu trawers Czarnej to prosta akcja, mizerne osiągnięcie. Nie będę z tym dyskutować. Nie na tym polegała jednak wartość tego przejścia. Pierwszy raz działamy tak świadomie i odpowiedzialnie. Na akcjach koedukacyjnych usuwamy się na bok, bo wychodzimy z założenia, że zrobicie to szybciej i lepiej od nas. Oddajemy Wam pałeczkę z uwagi na czas a przecież nie o to chodzi.  Mam nadzieję, że to nie ostatni taki zryw i że będzie nas więcejJ&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozdrawiam &lt;br /&gt;
Stefan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|60-lecie STJ KW Kraków|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; |06 03 2010}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano solowe wyjście na skitury w Tatrach. Nie było to ani zbyt rozsądne, ani zbyt bezpieczne - usłyszałem *ten* dźwięk, i to niestety nie jeden raz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem udział w obchodach 60-lecia STJ KW w Krakowie. Dobrze przygotowana impreza z wspomnieniami, slajdami, filmami i mnóstwem znamienitych gości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę (z Gosią Czeczott) spacer na turach do Goryczkowej, a potem testowanie zachowania nart w świeżym śniegu - korzystaliśmy w tym jednak z wydatnej pomocy wyciągu na Gąsienicowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - lodospady oraz jaskinia Lamprechtsofen| RKG: Tomasz Jaworski, Damian Żmuda, Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Wojciech Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;; w akcji jaskiniowej brali udział: RKG: Mateusz Golicz; WKTJ: Norbert Skowroński, Marcin Gorzelańczyk, Michał; |24 - 28 02 2010}}&lt;br /&gt;
Dzięki aktywności i zaangażowaniu Mateusza mieliśmy okazję wejścia do jednej z najgłębszych jaskiń na świecie – jaskini Lamprechtsofen. Plan wyjazdu urodził się dla naszej czwórki dosyć szybko, choć nie obeszło się bez dawki bólu okołoporodowego. Wyruszamy w czwartek z Rudy z zamiarem dotarcia do rejonu Austrii, gdzie będziemy mogli powspinać się trochę na lodospadach. Karol, uzbrojony w całe dwa wydruki z internetu był naszym przewodnikiem. Pod wieczór docieramy na miejsce i pierwsza konsternacja – ostatnie 4,5 km drogi jest płatne. Nasza desperacja jest na tyle silna, że postanawiamy następnego dnia skoro świt opłacić haracz (9 euro) byle tylko dotrzeć do tych lodospadów. Noc spędzamy w namiocie na przydrożnym parkingu. Rano wstajemy i ruszamy wyłoić coś w lodzie. Po dotarciu pod szlaban kolejna konsternacja – nie ma komu zapłacić za przejazd. Tak więc pozostaje nam piesza wycieczka pod lodospady. Po dwóch godzinach marszu docieramy do pięknej doliny. W międzyczasie zaczyna padać deszcz a po chwili już śnieg. Ale to nie mogło nas zrazić. Kubek ciepłej herbaty w schronisku, krótkie negocjacje z obsługą i już mamy pozwolenie na skorzystanie ze sztucznej lodowej ścianki jaka stoi przed schroniskiem. Pierwsze metry pokonuje Damian, potem po kolei każdy z nas ma okazję zasmakować przyjemności lodowego wspinania. Po krótkiej rozgrzewce (każdy z nas przechodzi dwie drogi), postanawiamy przenieść się na naturalne lodospady. Znajdujemy odpowiedni cel i znów do ataku rusza Damian. Prowadzi z dolną asekuracją jako pierwszy drogę o długości ok. 35 metrów i zakłada wędkę dla nas – mniej zaawansowanych. Później zabawa zaczyna się na całego i każdy z nas ma okazję doskonalić swoje umiejętności. Dzień pomimo padającego nieustannie śniegu zaliczamy do bardzo udanych. Wracamy do samochodu i ruszamy do chatki grotołazów znajdującej się przy wejściu do jaskini Lamprechtsofen. Po dotarciu na miejsce okazuje się, że chatka jest zamknięta a w środku nikogo nie ma. Nic to jednak dla grupy młodych aktywistów z Nocka. Już po półtorej godzinie znajdujemy klucz i dostajemy się do środka. Po chwili wraca szeroka ekipa ze spotkania w Salzburgu. Ustalamy wstępnie plan na dzień następny i udajemy się na spoczynek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień to akcja w jaskini. Najwyższa Komisja wydaje opinię – można iść. Mateusz jest naszym przewodnikiem. Od początku narzuca zdecydowane tempo. Jaskinia generalnie jest dobrze zaporęczowana, wyposażona w stalowe drabiny i inne udogodnienia. Urozmaiceniem wędrówki są mosty linowe i przeprawa „promowa”. Po dotarciu do biwaku decydujemy, że dojdziemy do partii zwanych „King-Kong”. To ogromna dwustumetrowa studnia sprowadzająca w dół jaskini. Dwójka poznaniaków postanawia zawrócić z biwaku i czekać na nas w drodze powrotnej. Reszta ekipy rusza dalej. Po ok. godzinie docieramy do studni. Sprawdzamy organoleptycznie, że jest faktycznie głęboka i zaczynamy odwrót. W drodze powrotnej napełniamy wory zlasowanym karbidem (obiecaliśmy wynieść śmieci) i solidnie dociążeni ruszamy do wyjścia. Dodatkowe obciążenie, braki kondycyjne i postępujące zmęczenie kumulują się (szczególnie u mnie), co spowalnia nieco akcję. Na szczęście wszyscy cało i o własnych siłach wychodzą z jaskini. Cała akcja zajęła nam ponad 10 godz.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Jaskinia sama w sobie jest bardzo ciekawa. Pięknie myte korytarze przeplatają się z większymi i mniejszymi salami. Jest też coś dla miłośników czołgania i pełzania. Każdy znajdzie coś dla siebie. W pełni usatysfakcjonowani wracamy w niedzielę bez większych przeszkód do Rudy.&lt;br /&gt;
Ogólnie wyjazd był bardzo udany. Przede wszystkim chcę w nszym imieniu podziękować Mateuszowi za to, że pamiętał o nas i zorganizował wejście do jaskini (co wcale nie jest takie proste) oraz był naszym przewodnikiem. Mam nadzieję, że nie był to ostatni raz :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wędrówka na Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk |27 - 28 02 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna trasa, piękna pogoda, ciekawi ludzie... tak pokrótce można opisać ten wyjazd. Trochę się nachodziliśmy, stopy się odbiły, ale szczęście znów  dopisało. A było to tak...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Rudy dojeżdżamy pociągiem do Rycerki, dalej busem do Kolonii, gdzie docieramy jakoś po 11. W między czasie trochę pada deszczem, potem lekko śniegiem, co generalnie napawa optymizmem - bo to oznacza, że ICM się nie myli i już niedługo czeka nas również zapowiadana piękna pogoda. Wszystko sprawdza się jak w zegarku i w czasie pierwszego podejścia od czasu do czasu zza chmur zaczyna przedzierać się słońce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadzi początkowo żółtym szlakiem na Wielką Raczę i dalej granią - wzdłuż granicy - za czerwonymi znakami, aż do Rycerzowej Wielkiej. Dla mnie to jeden z najbardziej malowniczych i jednocześnie mało chodzonych szlaków w Beskidach. Idzie się bardzo przyjemnie... a w myślach pojawiają się kolejne plany, już na cieplejsze dni, żeby pójść granicą dalej - do Babiej co najmniej... aż nie mogę się doczekać!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przegibku ostatnie promienie słońca tego dnia. Końcowy odcinek idziemy w ciemności. Ale nie całkowitej, oj nie, ciemności wypełnionej srebrnym blaskiem pełni księżyca, który wisząc nisko nad horyzontem prowadzi dalej i dalej na wschód – tam gdzie zdążamy. Ostatnie podejście na Rycerzową Wielką wchodzę już resztką sił (nie dziwne, bo obiad był na Raczy), ale kryzys udało się łatwo zażegnać linijką czekolady ;) Warto było się jednak wdrapywać, bo potem jaką ma się radochę przy zbieganiu! w zmrożonym śniegu na Halę R. i do bacówki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W schronisku jesteśmy trochę przed 20 i zastajemy full ludzi. Wieczór w jadalni mija w niezwykle przyjemnej atmosferze śpiewów, żartów, pląsów nawet ;-) i w bardzo ciekawym towarzystwie. I właściciele wykazali się nie lada gestem stawiając wszystkim obecnym piwo na wieść o złocie Agaty :) Na obiado-podwieczorek dosiadamy się do Marcina i Sebastiana, którym udało się wyrwać z domu po raz pierwszy od pół roku, czyli od narodzin ich potomków (postanowili fakt ten uczcić nieprzespaną nocą i wrócić następnego dnia najkrótszą trasą). Śmiechy, śpiewy, opowiastki, w końcu bełkot, mnie się film urywa, wiec i czas już spać. Na koniec akrobacje przed zajęciem naszej miejscówki na glebie w jaskółce i już o północy w błogi zapadam sen...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień przynosi z sobą słońce i wiatr. Aż nie chce się opuszczać tej urokliwej polany. Na szlak w pełnym rynsztunku udaje nam się w końcu wyjść około 14. Od Hali Rycerzowej trzymamy się zielonego szlaku, który prowadzi polaną na wschodnich stokach Rycerzowej Małej i dalej momentami stromo (jak na Beskidy) w dół lasem do Przełęczy Kotarz. Z tego miejsca znów trzeba się wdrapać na prawie 1200 m npm na Muńcuł, jednak trudy podejścia w pełni rekompensują uzyskane w ten sposób widoki… a droga wcale nie nuży. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ujsołach jesteśmy jeszcze z odpowiednio dużym zapasem na dojście na pociąg. Jednak i długość całej trasy jak i mokry śnieg, który dał się we znaki butom, sprawiają, że coraz silniej odczuwalne staje się zmęczenie. Drepczemy jednak wytrwale asfaltem i.. może tym razem uda się złapać stopa..? Oj tak, udało się! W niecałe 10 min jesteśmy więc w Rajczy, dzięki czemu możemy spokojnie zjeść obiad na stacji :) Zaś na samej stacji tłumy (z 25 osób!), pociąg się spóźnia, ale na szczęście mamy miejsca siedzące. W drodze do Katowic pociąg łapie w sumie z 40 min opóźnienia, droga jednak mija szybko i miło w towarzystwie kolejnych poznanych świeżo ludzi..&lt;br /&gt;
Koniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - skiturowy Puchar Połonin i wędrówki górskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Adam Langer |26 - 28 02 2010}}&lt;br /&gt;
W piątek docieramy po naszych &amp;quot;pięknych&amp;quot; drogach do bieszczadzkiej Wetliny. Dzięki Biance mamy nocleg w domku kampingowym. Tego wieczoru zapisuję się na zawody. W sobotę Heniek z Adamem pokonują w fatalnych warunkach (deszcz na przemian z śniegiem a do tego mocny wiatr) trasę Wetlina - przeł. Orłowicza - Połonina Wetlińska - schronisko Chatka Puchatka - Wyżnia Przełęcz. Ja natomiast startuję w kolejnej edycji Pucharu Polski Amatorów w narciarstwie wysokogórskim. Tym razem zawody organizował Klub Wysokogórski z Rzeszowa. Po ostatnim ociepleniu trasa została zmieniona i wiodła z Wetliny na Jawornik i Paportnę (1198), następnie zjazd polanmi, lasem bukowym i &amp;quot;rynnami&amp;quot; w dół do doliny Smereka, kawałek z nartami na plecach leśną drogą, podejście od zachodu na przełaj przez las boczną granią na Jawornik i druga pętala po tej samej trasie. Potem fajny zjazd w dół aż do torów kolejki wąskotorowej w Wetlinie. Wszystko w fatalnej widoczności, mżawce lub śniegu. Tym razem w grupce nestorów musiałem się zadowolić II miejscem (wyniki: http://www.rkw.org.pl/index.php/strona-gs-mainmenu-1/127-puchar-posonin/563-xxv-puchar-poonin-wyniki ) Na mecie czekali już na mnie Heniek z Adamem. Resztę dnia spędzamy w Hotelu Górskim gdzie odbyło się zakończenie imprezy. Ludzie jeszcze na gorąco przeżywali ostatnie godziny na trasie. Ciekawostką były ślady przebudzonego niedźwiedzia. Jeżeli chodzi o mnie to miałem dwa kryzysy i jeden taktyczny błąd (wyprzedzanie na stromym podejściu). Trasa była jak dla mnie dość wymagająca choć może to subiektywne odczucie związane z pogodą. Byłem na mecie mokry i nawet zziębniety i dopiero ciepły prysznic przywrócił mnie do życia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wcześnie jedziemy na Wyżniańską Przeł. Stąd idziemy na nartach (Adam bez nart) na Małą Rawkę (1272). Planowaliśmy dojście na Kremenarosa ale aura znów wygrała. Porywisty wiatr, ograniczona do kilkunastu metrów widoczność niweczy nasze plany. Adam zbiega na nogach ja z Heńkiem na nartach początkowo niewygodną rynną lecz potem w pięknym bukowym lesie choć po niezbyt dobrym śniegu. Szybko docieramy do auta na przełęczy. Do domu wracamy inną drogą. Po drodze zatrzymujemy się w Komańczy, Dukli i Nowym Wiśniczu. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FBieszczady&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - tura|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Tydzień w St. Martin bei Lofer|KKTJ: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski, Ewa Wójcik; KKS: Miłosz Dryjański; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; chwilę byli także: RKG: Tomasz Jaworski, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Wojciech Wyciślik; WKTJ: Norbert Skowroński, Marcin Gorzelańczyk z żoną Kasią, Michał; UKA/SGW: Marek Wierzbowski; SKTJ: Radosław Paternoga, Dariusz Bartoszewski; Alex Dryjański|20 - 28 02 2010}}&lt;br /&gt;
﻿W Austrii znaleźliśmy się z powodu Spotkania Aktywistów, organizowanego co roku przez klub w Salzburgu. Kto by tam jednak jechał tak daleko na jeden dzień?... Korzystając z dobrego pretekstu, wyrwaliśmy się więc na cały tydzień do chatki pod jaskinia Lamprechtsofen, skąd prowadziliśmy działalność jaskiniowo-narciarsko-różną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na bazie zjawiam się w sobotę nad ranem; po krótkim śnie odkrywam tabun Węgrów i małe zamieszanie wokół naszych planów: założenia obejmują wyjście na biwak w partie &amp;quot;King-Kong&amp;quot;, ale w ich realizacji przeszkadza brak formalnego pozwolenia. Austriacy, wygląda na to, trochę stracili kontrolę nad tym, kto do jaskini wchodzi, po co i z kim. O ile dobrze rozumiem zawiłe stosunki w Landzie Salzburg, zirytowali się tym własciciele terenu na którym leży jaskinia - tzn. lasy państwowe Kraju Związkowego... Bawaria. Oczekując na poprawę ich humorów, wspinamy się trochę na pobliskich lodospadach (sobota). Właściwie to wspinają się Alex z Furkiem pod okiem Andrzeja i Miłosza, podczas gdy Puma i ja udajemy się na wycieczkę skiturową po dolinie, która okazuje się być terenem dosyć absurdalnym z punktu widzenia poruszania się na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wiadomo, w niedzielę w Austrii załatwić się nic nie da, zatem wybieramy się na skitury pełną gębą. W trójke (Puma, Furek, ja) wychodzimy na Saalbachkogel (2092) a nastepnie na Stemmerkogel (2123). Pogoda dopisuje, z grani mamy fenomenalny widok na Wysokie Taury, Leoganger i Loferer Steinberge, a także inne, bliskie naszym sercom góry. Warstwa świeżego śniegu na zjeździe utrwaliła dodatkowo pozytywne doznania tego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniedziałek to rozmowy, Miłosz i Andrzej nie dają za wygraną. My, pozostali, nerwowo oczekujemy (wory spakowane do wyjścia). Ostatecznie dzień kończy się spotkaniem z bliżej mi nieznanym Burgrabią (Miłosz i Andrzej) i popołudniowym wyjściem na topiący się lodospad (reszta). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek, czekając na rozwój sytuacji, wybieramy się w czwórkę na narty zjazdowe, do Hinterglemm. Andrzej, trochę źle się czując, czuwa przy telefonie. Poza trasami niestety dosyć rozjeżdżone, ale pogoda znów się udała. Zmęczyliśmy się trochę: Miłosz i Furek, którzy nie brali udziału w ostatnich &amp;quot;cyber-weekendach&amp;quot; mieli chwilę zawahania, kiedy przekonywaliśmy ich, że wejście do jaskini na noc, po nartach, to nic strasznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z lekkim sceptycyzmem wychodzimy na biwak pod Zieloną Latarnią ok. 23:00 we wtorek. Rano budzą nas Marek i Dziura, którzy zaraz po swoim przyjeździe do Chatki postanowili zerknąc sobie gdzież to planujemy zjeżdżać. Nastawieni na &amp;quot;czasówkę&amp;quot;, obrócili tam i z powrotem zanim zdążyliśmy zjeść i się zebrać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
King-Kong to system obszernych studni z dużą ilością wody. Zaczyna się na ok. +400. Ktoś tam był przed nami, ale to było dawno i nieprawda (lata '70). Do akcji podchodzimy z 300-ma metrami liny, wiertarką, dwoma pontonami i beczką sprzętu foto. Furek obija pierwszą studnię (ok. 60 m). Na drugiej udaje się mi przebić z &amp;quot;mogę ja, mogę ja, prooszę :&amp;gt;&amp;quot;. Nad trzecią chwila zgrozy - to, że leje się do niej wodospad to nic nowego, ale że trzeba w nim zjeżdżać i że ląduje się w wodzie - to już gorzej. Na szczescie udaje się dotrawersować z &amp;quot;wyższego poziomu&amp;quot; na przeciwległą ścianę i opuścić do płytkiego potoku, odprowadzającego wodę ze studni. Idziemy potokiem póki się da, a potem dmuchamy pontony. Miłosz i Furek płyną pierwsi, stwierdzając za zakrętem mały prożek. Kiedy wracają po wiertarkę, sytuację płyniemy obejrzeć ja i Puma. Faktycznie, jest mały wodospad, ktory obfotografowujemy. O zakończeniu akcji w tym miejscu zadecydowała Puma, dziurawiąc ponton przy wsiadaniu na powrocie. Niewiele myśląc, wskakuję w ten wrak i z bojowym zaśpiewem (&amp;quot;Łajba to jest morski statek, sztorm to wiatr co dmucha gestem!&amp;quot;) wracam mokry, ale przynajmniej nie zatopiony. Niby był jakiś lepszy pomysł na powrót, ale brakowało mi w nim planu na wypadek gdyby udało się Pumie popsuć nasz ostatni sprawny okręt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powrocie wysłuchuję to i owo na temat dobrego poręczowania. Dobijamy jakieś pięć dodatkowych punktów. Pocieszam się, że po Furku też trochę poprawialiśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na biwak uznajemy, ze wyszła nam dosyć syta akcja, 17 godzin. Budzi nas znów Marek, poprawia czas z wczoraj. Szkoda, że poprzednio nie poprosiliśmy go, zeby przyniósł ketchup. Po suchym śniadaniu wychodzimy na zewnątrz - w czwartek wieczór - i zostajemy przywitani na bazie papryką faszerowaną po sycylijsku (za sprawą Darka).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek miały być skitury, ale leje konkretnie. Po ok. dwóch godzinach, odprowadzani pukaniem w czoło, udajemy się z Markiem na wyciągi do Leogangu. Nie żałowaliśmy - powyżej 1000 m n.p.m. padał już śnieg, i było go dużo i dobrze. Udało się nie stracić dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem clou wycieczki - wyjazd do Salzburga, na zamek Hellbrunn (siedziba klubu). Zdawanie dokumentacji, polityka. Wyszło nawet nieźle. W międzyczasie, z perypetiami, do chatki dotarła delegacja z Nocka, którą w sobotę zabieram na małą wycieczkę. Nie będe jednak wyręczał ich w opisie. Tak jak ja, mieli na jego przygotowanie co najmniej siedem godzin, podczas powrotu w niedzielę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Miachał Wyciślik oraz grupa kursowa - Tomek Jaworski (instr.), Damian Ozimina, Jan Dobkowski, Ola Krzyżanowska, Jerzy Krzyżanowski (Pająk), Karol Jagoda (pomagał Tomkowi przy kursie) |20 - 21 02 2010}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano z wyjątkiem Heńka wszyscy idą do Miętusiej przy dość wrednej pogodzie (deszcz i ciapa). Grupa kursowa idzie do Marwoja a ja z Michałem wchodzimy od sali Bez Stropu w górne partie jaskini. Po linach docieramy dość wysoko ale nie wspinamy dalej i zjeżdżamy z Sali Bez Stropu bezpośrednio w dół (piękne myte ściany w tych partiach jaskini). Heniek w tym czasie odbył wycieczkę na trasie Kościeliska - Ornak - Siwa Przełęcz - Chochołowska - Kiry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nazajutrz Michał, Janek, Damian O., Karol idą do dolin Strążyska i Białego i wchodzą do tamtejszej sztolni. Damian, Heniek, Tomek pod okiem instruktorów narciarskich w postaciach Oli i Pająka doskonalą narciarstwo przywyciągowe na stoku Harenda w Zakopanem. Tym razem pogoda i warunki dopisały znakomicie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Specjalne podziękowania dla Oli i Pająka za poświęcenie kilku godzin dla narciarskich analfabetów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kłodnica - zabawa w BOLLYWOOD|Basia Szmatłoch, Tadek Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Heniek Tomanek, Monika Tomanek, Zygmunt Zbirenda, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Tomek Głowania, Wojtek Rusek, Justyna Rusek, Ania Fulde, Jurek Fulde, Bianka Witman, Wojtek Orszulik, Ewa Orszulik, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Daniel Bula, Janusz Dolibog  oraz inne osoby tow. |16 02 2010}}&lt;br /&gt;
U państwa Szmatłochów na Kłodnicy odbył się kolejny Śledź tym razem pod hasłem BOLLYWOOD. Wspaniała oprawa, dekoracje i cudowne kreacje kobiet (mężczyzn zresztą też). Można było poczuć się jak w baśni z krainy 1001 nocy. Wszystko okraszone hinduską muzyką, bollywoodzkim filmem w tle. Były również tańce wschodnie i fakirzy (próby stawania na desce z gwoździami na szczęście nie zakończyły się kalectwami). Jak na wschodnie tradycje przystało siedzieliśmy na ziemi (poduszkach), delektując się potrawami, tudzież trunkami i paląc fajkę wodną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps. Basia, wielkie dzięki za przygotowanie tego wszystkiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach, osoby towarzyszące: Daria i Lechu |14  02 2010}}&lt;br /&gt;
Na tę niedzielę wybraliśmy się do Brennej celem wyjścia na Błatnią i spotkania się tam ze znajomymi. Warunki zapowiadały się całkiem nieźle, od piątku cały czas padał śnieg. Około 10 starujemy z centrum czarnym szlakiem na Błatnią (czy jak to jest napisane na tabliczce Błotny) by po niecałych 90 minutach dotrzeć do schroniska. Tam niestety drobne rozczarowanie, gdyż zabrakło ciasta, no cóż musieliśmy się zadowolić tylko herbatką i batonikami. W schronisku całkiem sporo ludzi, paru skitourowców i 3 narciarzy biegowych. Po krótkim odpoczynku ruszamy już w czwórkę w stronę Klimczoka. Trzy osoby na turach i Daria na rakietach śnieżnych. W okolicach jaskini w Stołowie zbaczamy na szlak narciarski sprowadzający nas serią krótkich zjazdów na Karkoszczonkę. Niestety szlak ten upatrzyli sobie po.... tzn. mili panowie na skuterach i musieliśmy trochę na nich uważać. Od Karkoszczonki wydreptaliśmy szybciutko na przełęcz Siodło skąd z lenistwa wyjeżdżamy wyciągiem na Klimczok. Stąd już tylko w dwójkę wracamy na Błatnią i dalej do Brennej. Szlak zjazdowy okazuje się być całkiem przyjemny, nareszcie zrobiło się na tyle śniegu, że można zapuścić się w las :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zawody skiturowe Pucharu Polski na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|14 02 2010}}&lt;br /&gt;
Po nawet niezłym noclegu w samochodzie na parkingu w Korbielowie o 6.00 ruszamy na nartach na Halę Miziową. Nikogo o tak wczesnej porze nie spotykając nartostradami docieramy do budzącego się schroniska, które najpierw musieliśmy w mgle odnaleźć. Po spełnieniu formalności związanych z startem ustawiamy się w grupie zawodników. Tym razem to zawody zespołowe w parach (ja byłem w parze z Pawłem). Trasa z uwagi na kiepskie warunki została zmieniona i składała się z 3 coraz krótszych pętli. Od schroniska podejście na Kopiec – zjazd na przełaj rzadkim lasem a potem piękną rynną wyglądającą jak tor saneczkarski – dalej częściowo nartostradą wiodącą płajem do Kamiennej – podejście na Byka i czerwony szlak z Glinnego – następnie żółtym szlakiem na szczyt polskiego Pilska (ten stromy odcinek był dla niektórych weryfikacją swoich umiejętności technicznych a przede wszystkim miernikiem kondycji). Ostatni odcinek do mety wiódł czarną nartostradą do góry (narty trzeba nieść na plecach). Cały zawody jak dla nas były fajną zabawą. Paweł dostał popalić na tym feralnym podejściu czego efektem było skrócenie jednej pętli. Zawody więc ukończyliśmy i nawet  nie na ostatnim miejscu...Po zakończeniu imprezy niemal jednym szusem pędzimy do auta. Sporo wrażeń jak na 2 dni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|13 02 2010}}&lt;br /&gt;
Przebieżka na Kasprowy przez Halę Kondratową. Warunki nieprzychylne (mgła, wiatr, zimno, II). Po drodze natrafiamy na zawody skiturowe (Alpin Sport Ski Tour Race), w których brał udział nasz Prezes - Damian Szołtysik. Damiana nie spotkaliśmy, za to ubiliśmy mu porządnie fragment trasy podejściowej. Mam nadzieję, że skorzystał. Na Kasprowy podchodziliśmy tempem Gośki, w związku z czym nieźle się spociłem. Poza tym zassało mnie tak, że aż musiałem coś zjeść w &amp;quot;McDonaldzie&amp;quot; na szczycie. Zjeżdżamy trasą na Halę Gąsienicową, po drodze w pędzie mijając Pawła Szołtysika. Odwiedzamy na chwilę Betlejemkę i robimy sobie zdjęcia z chatarem. Potem nartostradą na Nosalową Przełęcz, skąd podchodzimy na Nosala żeby mieć jeszcze fragment ostrzejszego zjazdu. Stok Nosala oczywiście był zasilany z wyciągów ciągłym strumieniem narciarzy zjazdowych, także było tam trochę tłoczno - ale nie żałowaliśmy. Popołudnie wykorzystuję jeszcze na spacer z Pumą po Chochołowskiej, połączony z elementami... emm... szkolenia zimowego (na zdjęciach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zawody skiturowe Pucharu Polski w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|13 02 2010}}&lt;br /&gt;
O świcie startujemy z Rudy i jedziemy do Zakopca na rondo gdzie były zapisy na zawody. Po załatwieniu formalności ja idę na start do Kuźnic (został przeniesiony z ronda do Kuźnic) a Paweł szykuje się na wycieczkę skiturową na Halę Gąsienicową i wyżej. Zawody natomiast odbywają się na trasie (zupełnie zmienionej od planowanej) Kuźnice – szlak narciarski na Halę Gąsienicową – Betlejemka (zbieg na nogach) – podejście na Kasprowy na prawo od nartostrady z dwoma stromymi odcinkami gdzie narty trzeba założyć na plecak – szczyt Kasprowego – zjazd na Goryczkową – zbieg na nogach 400 m (z uwagi na warunki) – dalej zjazd nartostradą do Kuźnic gdzie ostatnie 300 m trzeba pokonać biegiem z nartami w ręku. Wystartowało ponad 120 zawodników w różnych kategoriach. Na trasie było znośnie, jedyny poważniejszy kryzys miałem na ostatnim podejściu na szczyt Kasprowego (kopny śnieg, wiatr szybko zacierał ślady poprzedników). Widoczność ograniczona do kilkunastu metrów, wiatr walił drobinkami śniegu. Zjazd jak dla mnie niemal na oślep. Mgła zlewała mi się ze śniegiem. Gdyby nie czerwone chorągiewki (niektóre już przewrócone) jazda była by jeszcze gorsza. I tak kilka razy miałem dużo szczęścia że nie glebłem. Na Goryczkowej już widoczność lepsza więc i odwagi przybyło. Zbieg na nogach te 400 m był moim zdaniem bardziej niebezpieczny niż zjazd na nartach (organizatorzy chcieli zadbać o bezpieczeństwo bo na trasie były trawy i kamienie) gdyż łatwo można było źle ustawić nogę i kontuzja gotowa. Dalej gnam na nartach co sił do mety w Kuźnicach. Podobnie z ostatnim odcinkiem (moim zdaniem można było śmiało jechać na nartach). Bieg z nartami w ręku te 300 m w zablokowanych butach wypruł ze mnie resztki sił tak że na metę wpadłem półprzytomny ze zmęczenia. Cała trasa Kuźnice – Kasprowy – Kuźnice zajęła mi 2,20 godz. (najlepszy zawodnik około 1,30). W mojej kategorii wiekowej zająłem jednak pierwsze miejsce (kilku wariatów w moim przedziale wiekowym jednak się znalazło). Tu wyniki: http://www.tatrateam.com/wyniki/wyniki2010.pdf . &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paweł w międzyczasie niebieskim szlakiem poszedł na Halę Gąsienicowym i po popasie w schronisku podchodził na Kasprowy. Po drodze spotkał Mateusza Golicza na nartach również. Następnie spod szczytu Kasprowego zjechał szlakiem narciarskim do Kuźnic.&lt;br /&gt;
Zakończenie całej imprezy i wręczenie nagród odbyło się w holu Muzeum Tatrzańskiego. Jak na razie to wszystkie zawody, w których startowałem były sprawnie przeprowadzone.&lt;br /&gt;
W tym dniu jeszcze przez Słowację jedziemy do Korbielowa gdzie nazajutrz startujemy w następnej imprezie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowa Niżna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|13 02 2010}}&lt;br /&gt;
Ostatnio Kasprowa Niżna dość licznie odwiedzana jest przez członków naszego klubu. Myśmy ten wyjazd odłożyli ale jak się okazało najlepiej na tym wyszliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No ale od początku: znowu startujemy z Rudy około 6 rano. Podrzucamy Damiana na bazę u Glizdowej i ruszamy do Zakopca a stamtąd do Kasprowej. Do jaskini wchodzimy przed 12. Przed nami w dziurze jest już kurs KKTJ, jednak nie przeszkadzamy sobie nawzajem i szybko docieramy za zapałki. Odbywa się dość szybko i sprawnie ze względu na niski poziom wody-Długi Korytarz&lt;br /&gt;
przechodzimy suchą nogą (haha). Póżniej kierujemy się do Sali Gwieździstej, gdzie kończymy naszą wycieczkę. Po 16 wychodzimy z jaskini. Do domu wracamy w trudnych warunkach drogowych. Tym razem podczas wyjazdu udział kobiet wynosił 50% więc widać, że tendencja jest wzrostowa-już niedługo może dojdzie do prawdziwej długo wyczekiwanej babskiej akcji:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry | &amp;lt;u&amp;gt;Pacyfa&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysiek i jeszcze kilka osób poznawanych na bieżąco...:)|11-14 02 2010}}&lt;br /&gt;
Niestety znów nie udało się trafić w warunki. Totalne mleko, wkurzający, niezwiązany z niczym, nawet sam ze sobą, śnieg i totalnie niezależne od niczego piękno Doliny Pięciu Stawów powodowało lekką sportowa frustrację:) Na szczęście nadrobiliśmy na polu towarzyskim a nawet załapaliśmy się na toprowskie szkolenie:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Miętusia|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Ewa Wójcik, UKA: Marek Wierzbowski|11 02 2010}}&lt;br /&gt;
Nie udało się wstać wystarczająco wcześnie, więc na Kasprowy musieliśmy wjechać kolejką (32 zł, granda!). Jeździmy trochę na krześle na Gąsienicowej, a po południu zjeżdżamy Goryczkową. Staraniami Gosi udaje się wykorzystać szpinak który przywiozłem i załapujemy się jeszcze przed wyjściem na obiad. Koniec końców startujemy dość późno, więc musimy się spieszyć, żeby Marek mógł się wyspać zanim jego bardzo małoletnia córka rano wszystkich obudzi. Do jaskini wchodzimy o 18:05, ale prawdziwy początek osiągamy dopiero o 18:50 (Marwoj). Marek i ja pokonujemy syfon w stylu sportowym, tzn. goło, wydając bojowe okrzyki. Puma przechodzi w OP-1. Za Marwojem tempo akcji trochę zwalnia, bo wyciągamy aparat. Zielony But na szczęście odpompowany, ale zaraz za nim Szmaragdowe Jeziorko swoim istnieniem zaskoczyło nas wszystkich. Mimo zastosowania metody podciągowej (podciągnięcie kombinezonów nad kolana) zmoczyliśmy się w Jeziorku dosyć konkretnie. Potem tylko bieganie i bieganie, całkiem długa ta jaskinia, ale i tak stóp nie udało się już rozgrzać. Na Dupcyngiera wzięliśmy linę, niestety na Próg Odzyskanych Nadziei nie - zatem w tym miejscu przychodzi nam zawracać o 21:30. Na powierzchni jesteśmy po siedmiu godzinach akcji, czyli ok. 1:00... co dało szansę jeszcze trochę się wyspać. Rano Marek zabiera rodzinę na narty, a Puma i ja odbywamy wycieczkę na skiturach - Lejowa, Kominiarska Polana, a potem tajemnymi ścieżkami &amp;quot;w krzakach&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Rycerzowa|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|07 02 2010}}&lt;br /&gt;
Plany były jaskiniowe ale postanowiliśmy jednak pospacerować po górkach licząc na piękną pogodę. Po 6 rano ruszamy z Rudy i już po 8 jesteśmy w Rajczy, gdzie zostawiamy auto. Stamtąd czerwonym szlakiem dreptamy dość długo w kierunku Rycerzowej. Pogoda średnia-dużo chmur i trochę ponuro. Gdy myślimy, że już blisko to okazuje się, że jesteśmy dopiero w pobliżu Młodej Hory. Czasu coraz mniej a tu jeszcze ponad godzinka dreptania, nie mówiąc o powrocie. Postanowiliśmy jednak brnąć dalej no i w sumie po jakiś 4 godzinach widzimy Rycerzową. Odwiedzamy schronisko, jemy obiad i uciekamy na dół. Najpierw kierujemy się niebieskim szlakiem, póżniej jednak postanawiamy zboczyć i iść &amp;quot;na czuja&amp;quot; w kierunku drogi asfaltowej. Dotarliśmy do drogi, po której dreptaliśmy jeszcze może z półtora godziny. Tak nas to wykończyło, że nie mogliśmy zrealizować naszych planów na następny dzień tzn. wspinaczki na ściance.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Buli sorry za tą długą trasę ale i tak myślę, że było super!:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach (w niedziele)|06-07 02 2010}}&lt;br /&gt;
Nie chcąc marnować kolejnego weekendu wybrałem się w sobotę na samotną turę po Beskidzie Śląskim. Plan był ambitny: przejście z Ustronia przez Przełęcz Salmopolską do schroniska na Koziej Górze. Pobudka o 4.50, szybkie śniadanko i już o 8.40 byłem w Ustroniu Polanie. Na miejscu jeszcze małe zakupy, przebranie butów i o 9.20 ruszam w trasę. Pogoda nie napawa optymizmem- góry jakieś takie zamglone, no ale nie ma co marudzić :). Pierwszy punkt programu to wyjście na Orłową- poszło całkiem sprawnie i w dodatku okazało się, że wyżej to i błękitne niebo i słoneczko całkiem przyjemnie przygrzewa, generalnie idealnie. Z Orłowej szybciutko dotarłem do górnej stacji wyciągów Doliny Leśnicy gdzie zjechałem na dno doliny. Tam czekało mnie podejście w stronę Starego Gronia. Na mapie wyglądało całkiem niewinnie, niestety okazało się, że szlak był nieprzetarty i całkiem sporo nawianych zasp nie pozwalało mi poruszać się z taką szybkością i łatwością jak bym chciał. Dalej to trochę monotonne dojście na Biały Krzyż i Przełęcz Salmopolską.  Myślałem, że zrobię sobie tam przerwę ale idąc cały czas sam zdążyłem odzwyczaić się od dużej ilości ludzi (a że jak wiadomo jest tam pełno wyciągów i knajpek, to też ludzi nie brakuje) i musiałem szybciutko uciekać z przełęczy, spokojne miejsce na odpoczynek znalazłem na dopiero na Malinowie. Dalsza droga prowadziła trawersem z Przełęczy Malinowskiej na Kopę Skrzyczeńską i dalej szlakiem na Skrzyczne. Tu pojawiły się wątpliwości czy uda mi się dotrzeć o rozsądnej porze do celu, była już 16.30, a mi jeszcze trochę do przejścia zostało. Ale na razie czekał mnie całkiem przyjemny długi zjazd do Szczyrku. Dalej mój plan zakładał podejście na przełaj na Beskidek i szlakiem na Klimczok, Szyndzielnię i Kozią Górę, niestety pora zweryfikowała moje plany i postanowiłem podchodzić na Klimczok niebieskim szlakiem. Odradzam go wszystkim- narty tak na stałe mogłem założyć dopiero bardzo wysoko, a wcześniej szlak szedł przez osiedla domów jednorodzinnych. Narty musiałem nieść na plecach od dolnej stacji kolejki na Skrzyczne do Sanktuarium MB Królowej Polski, trochę mnie to wykończyło i zniechęciło do dalszego marszu. O 19.20 dotarłem do schroniska na Klimczoku gdzie postanowiłem już zostać i nie pchać się dalej, co okazało się niezłym pomysłem, gdyż schronisko było całkiem puste, a warunki mają bardzo fajne. Teraz pozostało tylko pójść spać i rano spotkać się z Olą :). Poranek przywitał mnie pięknie ośnieżonymi drzewami i leciutką  mgiełką- piękny widok, super sprawa móc usiąść rano  z książką w pustym schronisku, zjeść dobre śniadanko i po prostu się zrelaksować :). Koło 10 spotkałem się z Olą w schronisku na Szyndzielni i podreptaliśmy sobie spokojnie w stronę Błatniej. Gdy tylko odbiliśmy na czarny szlak trawersujący Klimczok i wyrwaliśmy się z tłumu ludzi idących głównym szlakiem od razu nam ulżyło. Dalej było już tylko lepiej :), lekka mgła sprawiała, że las wyglądał cudownie. Na Błatniej zjedliśmy pyszny obiad i znowu zachwycaliśmy się schroniskiem, które jest bardzo fajnie prowadzone. W drodze powrotnej stanęliśmy jeszcze nad „sauną” (jaskinią Dującą) i korzystając ze świetnych warunków na czerwonym szlaku zjechaliśmy pod drzwi samochodu zostawionego na Olszówce Górnej :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Damian Żmuda, Tadek Szmatłoch, Aga Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Głowania|06 02 2010}}&lt;br /&gt;
W Tatrach mało śniegu ale na tyle aby uprzykrzyć podejście pod otwór (ledwo przykryte kamienie, korzenie itp.). Celem jest nurkowanie (na bezdechu) Tadka w jeziorku Szmaragdowym oraz wywspinanie komina Smoluchowskiego przez Damiana Żmudy. W drodze do Wegierskiego Komina Tadek obrywa niefortunnie kamieniem w czoło i trzeba było skorzystać z apteczki. Po dojściu na miejsce mimo przeciwności losu Tadek realizuje swoje zamierzenie ale wchodząc do wody mąci ją znacznie więc nie udało mu się odnaleźć zgubionego niegdyś szanta. Damian Żmuda wspina Smolucha. Potem to robi Tadek a na końcu ja likwiduję punkty. Na ostatniej trudności udało mi się nawet odpaść i zrobić nieprzyjemne wahadełko. W końcu jednak wszyscy spotykamy się u góry. Z jaskini wychodzimy nocą a zejście z uwagi na bardziej zmarznięty śnieg jest znośne. Tej samej nocy Tadek z ekipą wraca do domu a my zostajemy do niedzieli. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kasprowa Niżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, UKA: Marek Wierzbowski, KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik|06 02 2010}}&lt;br /&gt;
To już trzeci taki weekend w ciągu ostatniego miesiąca - rano narty, wieczorem jaskinia. Lekkie problemy ze zgraniem się: Marek przyjeżdża z Warszawy &amp;quot;na styk&amp;quot;, z kolei ja musiałem jeszcze przed wyjściem zadbać o zajęcie dla mojej ekipy narciarskiej. Istotnie, jak można było przewidzieć czytając niedawną relację z &amp;quot;babskiej akcji&amp;quot;, woda w jaskini była. Tak wyszło, że ktoś musiał się wykąpać, żeby nasza wycieczka wykroczyła poza Długi Chodnik. Nie czekając aż i tak zostanę wytypowany (jako najmłodszy), zgłosiłem się na ochotnika. Wykąpał się też Marek, choć w sumie nie było to konieczne - stwierdził jednak, że musi, bo nie wypada mu azerować. Idziemy sobie najpierw w stronę Danka. Po drodze wspólnie z Pumą robimy trochę fotek, ale niestety wszystko &amp;quot;z ręki&amp;quot;, na dużej czułości. W międzyczasie trwają dyskusje polityczne, wciągające najwyraźniej na tyle, że aż wracając troszkę się pogubiliśmy (sic!). Z Rycerskiej przebiegamy się jeszcze szybciutko do Zapałek, no i wycof. Rozchodzimy się w swoje strony, z różnymi planami na niedzielę. Jeśli chodzi o mnie - pobudka o ósmej, śniadanie - no i znowu na narty, do Bachledovej. Coś trzeba robić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie|&amp;lt;u&amp;gt;Pacyfa&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysiek|01-03 02 2010}}&lt;br /&gt;
Kolejna szybka, krótka, ale dająca chwilę wytchnienia psychicznego i zaspokojenia fizycznego ;) akcja. Jak to z Krzysiem nie spiesząc się i świetnie się bawiąc, wykonaliśmy jedynie plan minimum, tj. przejście z murowańca przez Zawrat do Piątki. Na nasze usprawiedliwienie można jedynie rzec, że  warunki nienajlepsze; szlaki nieprzetarte, śnieg sypki, zapadający się i załamująca się ok 13.00-14.00 pogoda. Krzysiu przekonał się ponadto, że nawet stary dobry Zawrat nie jest wolny od niebezpieczeństw; między Zmarzłym a przełęczą minęliśmy dwa, spore lawiniska. A w Piątce cichutko, puściutko, nic nie przetarte...:) Już są plany, by to zmienić w przyszłym tygodniu...;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: „Babska Akcja” czyli Kasprowa Niżna i Kościelec|Maciejka Dziurka, Karolinka Jagoda, Ola Strach – znana na co dzień jako &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Ż&amp;lt;/u&amp;gt;;)|30 - 31 01 2010}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
I kto powiedział, że to się nie uda? Nic bardziej mylnego! Wystarczy odrobina determinacji, czy jak kto woli desperacji i organizujemy prawie babską, acz niewątpliwie udaną akcję jaskiniową. Plan taktyczny jest prosty – Kasprowa Niżnia dokąd się da. A dało się całkiem daleko.&lt;br /&gt;
	W towarzystwie moich przesympatycznych koleżanek dotarłam do Zakopanego i jak na kobietę przystało zbagatelizowałam wyciek paliwa z baku. Podczas podróży pochłania nas rozmowa na temat najnowszych kosmetyków do liftingu biustu i ciała. Przed północą docieramy na bazę. Chichocząc Karolina flirtuje nieco z Poznaniakami na temat Zimnej. Wskakujemy w piżamy w różowe motylki i życząc sobie wzajemnie słodkich snów zamykamy znużone oczęta.&lt;br /&gt;
	Budzimy się nieco leniwie, ale śniadanko stawia nas na nogi. Z niepokojem zauważamy z Maciejką, że dieta koleżanki Karoliny obfituje w zbyt duża ilość węglowodanów i próbujemy zasugerować urozmaicenie jadłospisu, w skład którego wchodzą głównie bułki i zupki chińskie (bułki robi mama, zupki Chińczycy). Bezskutecznie niestety. Jak ta dziewczyna utrzymuje taka figurę?! (patrz galeria)&lt;br /&gt;
	Pogoda jest ładna – ciepło i nie wieje. Fryzurę pod kontrolą utrzyma zwykła pianka do włosów. Fakt ów napawa nas optymizmem. Otwór znajdujemy, bo było wydeptane J. Przebieramy się… Barwne kombinezony     „od Kotarby” (kolekcja 2009) znakomicie prezentują się na tle tonącego w śniegu lasu. Z przejęciem słuchamy opowieści Karoliny o potworach zamieszkujących jaskinie …. ale ciekawość bierze górę nad strachem i schodzimy pod ziemię. &lt;br /&gt;
	Jesteśmy profesjonalnie przygotowane – mamy nawet liny, karabinki i plan techniczny. Posuwamy się do przodu zgodnie z planem aż tu nagle duża kałuża! Musimy ją przejść, żeby dostać się do syfonu Danka i potem za Zapałki. Maciejka nie jest zachwycona moczeniem swojej nowej bielizny, ale zachwalam skuteczność zimnych kąpieli w zwalczaniu celulitis i to ostatecznie przekonuje dziewczęta. W pobliżu Syfonu Danka dokonujemy drastycznego odkrycia. Potwór, o którym mówiła Karolina pożarł płetwonurków – zostały tylko butle tlenowe och! Postanawiamy wycofać się cichutko, by nie budzić czającego się licha. Opuszczamy zaczarowany bór szczęśliwe, że nic nam już nie grozi i w  radosnych pląsach schodzimy do ronda kuźnickiego, gdzie prawdopodobnie zostawiłyśmy samochód (ups!) Paliwo na szczęście nie wyciekło i możemy wrócić na bazę. Zdążymy na serial! :)&lt;br /&gt;
A poza tym to jaskinia jest przereklamowana, bo nie sprzedają tam  ani Gąbek (osobiście sprawdzałam), ani Złotych Kaczek, w Sali Rycerzowej nie ma rycerzy, zapałki są zalane i bezużyteczne, i nie było żadnej imprezy Sylwestrowej L! Postanowiłyśmy złożyć zażalenie do dyrekcji TPN i wniosek o weryfikację planu technicznego galerii Kasprowa Niżnia (foch).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzeźwiająca kąpiel w olejkach eterycznych przydaje blasku naszej nieco sfatygowanej urodzie i przywraca siły. Posilamy się lekkostrawną pożywną konserwą  z Aldiego a Karolina konsumuje swoją 36-ą bułkę…. Oglądamy „M jak miłość” a potem przygody agenta 007 (Maciejka wolała Chucka Norrisa, ale Karola uparła się, że chce  Jamesa Bonda). Karolina serwuje malinowe reedsy i chipsy (ach ta niepoprawna KarolciaJ), którym to przysmakom nie możemy się oprzeć. Zasypiamy marząc o przystojnych agentach…..&lt;br /&gt;
Nazajutrz, rządne nowych wrażeń, maszerujemy na Kościelec – spora dawka fitnessJ. Za Murowańcem przydają się te psujące fason obuwia kolce i te….no…. dziobaki do loduJ - koledzy nam pożyczyli z klubu. Poznałyśmy przystojniaka z Krakowa, który towarzyszy nam w drodze na szczyt. Na szczycie nic nie widać, tylko zimno, wieje i sypie śnieg. Schodzimy a raczej zbiegamy w świeżutkim puszku już po zmroku. &lt;br /&gt;
…bo my kobiety damy radę i dziurom i górom hehe J &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. No kobitki …. może to nas w końcu zmobilizuje J Zapraszam na babską akcję bez prawie…. Pozdrawiam ciepło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: wypad skiturowy w rejon Klimczoka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek|31 01 2010}}&lt;br /&gt;
Bardzo fajna tura: z Szczyrku Biłej na Karkoszczonkę, następnie trochę szlakiem a dalej na przełaj na Trzy Kopce i Klimczok. Przed tym ostatnim wyraźny wytop w śniegu i po sprawdzeniu mała jaskinia. Dalej zjazd do schroniska pod Klimczokiem. Tu obowiązkowo sernik i piwo z sokiem. Potem zjazd zielonym szlakiem do Biłej. Warunki śniegowe całkiem niezłe na szlakach. Jak dopada jeszcze z 30 cm to szykują się piękne zjazdy przez las. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2010/Klimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Trzech Kopców Wiślanych- wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2010}}&lt;br /&gt;
Samotnie przemierzam trasę: Ustronia Polana - Orłowa (zielonym szlakiem) - Trzy Kopce Wiślane (niebieskim) - Telesforówka - Orłowa (powrót tą samą drogą) - Równica (dalej niebieskim szlakiem)-Ustroń Polana (zjazd czerwonym szlakiem). Warunki pogodowo-śniegowe jak dla mnie były świetne. Do tego zachmurzone niebo, lekkie zamglenie i brak ludzi do złudzenia przypominają mi klimat filmu Białe Szaleństwo (który skiturowcom i innym „dziwakom” serdecznie polecam :)). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Zawody skiturowe o Puchar Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu Jurek Ganszer (SBB), Michał Ganszer (SBB)|30 01 2010}}&lt;br /&gt;
Zgłosiło się około 30 zawodników (amatorów i zawodowców). Ciekawa choć nie zbyt długa trasa (8 km, 700 m przewyższenia). Wiodła z stoków narciarskich w Brennej na Halę Jaworową – Kotarz – Hyrcę, następnie zjazd nie przygotowanym terenem do Brennej, dalej podejście powyżej startu i zjazd do mety. W mojej kategorii wiekowej (nestor) udało mi się zająć I miejsce. Fajna, kameralna impreza, dobra oprawa i organizacja. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - słoneczno-mroźny spacer na Halę Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk |24 - 25 01 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako uczestnik współfinansowanego przez Unię Europejską programu &amp;quot;Chrońmy Tatry- jedźmy w Beskidy&amp;quot;, skłoniłam ostatnio swoje górołażeniowe zapędy w stronę tych bliższych nam geograficznie wzniesień. Wydawałoby się, że takie tam górki- niskie, bliskie- nie mogą mieć wiele ciekawego do zaoferowania.. tymczasem te nasze Beskidy zimą to coś pięknego jest! Mróz, śnieg, inwersja i to słońce! plus prawie bezludnie na szlakach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Soli dojeżdżamy pociągiem. Pociąg postanowił nie oszczędzić nam przygód zaraz na początku - przymarzł do trakcji na 300m przed peronem na Chebziu. Ale że nie wstaliśmy po darmo o tej piątej rano szybko udaje się zorganizować alternatywny dojazd do Kato.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Soli trasa wiodła czarnym szlakiem najpierw przez Łysicę do Rycerki Dolnej i dalej przez Praszywkę i Bendoszkę na Przegibek. Z Przegibka zaś dalej - na Rycerzową niebieskim szlakiem, trawersującym Banię, Majcherową i Rycerzową Wielką. Ostatnią godzinę idziemy już zupełnie po ciemku i kiedy wychodzimy umęczeni z lasu na Halę Rycerzową, wydobyć udaje się tylko przeciągłe &amp;quot;łooo....&amp;quot; w różnych tonacjach w odpowiedzi na niesamowicie rozgwieżdżone niebo nad głowami. Mimo mrozu spędzamy tam chyba z godzinę. &lt;br /&gt;
Schronisko zastajemy nabite po brzegi. Nawet poza brzegi, bo pod bacówką  jacyś kolesie rozbili dwa namioty (nic tam te 20 st. na minusie!)- jak się okazało, chcieli się wreszcie wyspać w spokoju, bo z żoną to jakoś nie idzie.. albo z łokcia przysadzi albo kołdrę zabierze. Nam udaje się dostać rewelacyjną miejscówkę na glebie pod samym dachem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia przy równie bajecznej pogodzie wracamy czerwonym szlakiem przez Mładą Horę do Rajczy, skąd pociągiem powoli powoli do Katowic i Chebzia. Na tym jednak nie koniec weekendowych wrażeń. &lt;br /&gt;
Z Chebzia odbiera nas poznany w sobotę Paweł. Z nim i jego żoną Martą mijaliśmy się na szlaku - oni coś zgubili i poprosili o kontakt w razie znalezienia, my znaleźliśmy i skontaktowaliśmy się w celu przesłania pocztą. Wtedy dopiero wyszło na jaw, że i oni są z Rudy Śląskiej i to w dodatku z Orzegowa!! Wieczór więc spędzamy w ich mieszkaniu na herbacie, a do domu wracam po 22. Sił starcza już tylko na kąpiel, a plecak... cóż, poczeka :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Trawers wybrzeża (skitury)|Ewa Wójcik (KKTJ), Karolina Filipczak (STJ KW Kraków), Emanuel Lis (SW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;|22 - 24 01 2010}}&lt;br /&gt;
Oj, ile było się trzeba najeździć żeby ten wyjazd doszedł do skutku. Najpierw spotkaliśmy się we wtorek w Krakowie, żeby &amp;quot;omówić szczegóły&amp;quot; - dodam, że przy pysznym raclette. Zorganizowaliśmy dla wszystkich sprzęt i przejrzeliśmy rozkłady jazdy w Internecie. Konkluzja: jeśli chcemy się zmieścić w trzech dniach, na publiczny transport nie mamy co liczyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczynamy więc o 00:20 w piątek - na dworcu PKP we Wrocławiu odbieram z pociągu dziewczyny. Dalej autem przez Poznań do Słupska - gdzie o 06:30 jesteśmy umówieni z Emu. W Słupsku zostawiamy vana Emu i jedziemy do Ustki. Nawigacja satelitarna na azymut 0 st. wyprowadza nas do Domu Wczasowo-Sanatoryjnego PERŁA. Co ciekawe, trwa turnus i po krótkich negocjacjach na recepcji, udaje się nam załapać na śniadanie z wczasowiczami na stołówce. Bezcenne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Senna atmosfera wczasów nad morzem udziela się nam i wyruszamy dopiero ok. 12:30 (piątek). Schodki na plażę za ośrodkiem są nieczynne, zjazd z wydm wygląda na bardzo trudny (powaga!), więc z początku idziemy lasem, widząc Bałtyk gdzieś za drzewami. Puma i Emu swój dobytek ciągną w saniach a'la Marek Kamiński. Wygląda na to, że taki system oszczędza kolana, za to kasuje kręgosłup. Po godzinie docieramy w końcu do plaży i następuje długa przerwa na przywitanie się z wielką wodą. Przed wyjazdem nasz informator z Pomorza mówił obrazowo o &amp;quot;zaspach do dwóch metrów&amp;quot;, ale sama plaża okazuje się być pokryta cienką warstwą śniegu i z pewnością bez nart poruszalibyśmy się szybciej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dreptamy sobie plażą do zmroku, a nawet dalej. Pogoda dopisała, przez większość czasu, a także przez następne dni towarzyszyło nam momentami tylko lekko przychmurzone niebo i delikatne wiatry. Zachody słońca nad morzem i takie tam. Mróz na poziomie kilkunastu stopni staraliśmy się traktować jako atrakcję, a nie przeciwność losu. Mała niespodzianka spotyka nas w Rowach, gdzie musimy obchodzić dookoła port z zamarzniętymi kutrami (&amp;quot;tego nie było, chyba jakoś niedawno musieli zbudować&amp;quot; - Puma). Za Rowami znajdujemy miejsce na nocleg w zagajniku, rozkładamy nasze dwa namioty i po sytej kolacji kładziemy się spać. Tak ogólnie rzecz biorąc, po zmroku zrobiło się Zimno. Nie wiem konkretnie jak zimno, co najmniej minus fafnaście (według prognoz, -15). Mam świadomość że teorie na ten temat są różne, ale ja wszedłem do śpiwora tak jak stałem (koszulka, polarek, kurtka na wiatr, puchówka), może popełniłem błąd. Karoli z kolei zepsuła się mata samopompująca. O świcie budzi nas delirka. Pijemy herbatkę, no nic, jakoś dotrwamy - ale która tak właściwie jest godzina? Oszsz... Jaki tam świt... dopiero pierwsza w nocy!...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie najlepszym sposobem na mróz okazuje się być mieszany zespół. Na szczęście mamy optymalną konfigurację. Rano bardzo trudno wychodzi się ze śpiworów, ale tłumaczymy sobie, że odsypiamy przecież podróż. Benzyna schodzi jak woda, myślałem że wziąłem dużo, ale teraz nie wygląda to dobrze. Śniadanie na ciepło (pyszna kaszka!), topienie śniegu, cztery termosy wrzątku... Przynajmniej tyle, że jest słońce dzięki któremu udaje się nam pozbyć szronu ze śpiworów. Emu po namyśle troczy narty do sanek (totalnie oblodził sobie foki), Karola po zapoznaniu się ze stanem swoich goleni pakuje deski na plecak. Na nartach zostaję ja i Puma. Butów nie braliśmy, więc Emu i Karola dreptają w skorupach. Pomysł z zabraniem nart forsowałem głównie ja - ekipa okazuje mi jednak dużą grzeczność i konsekwentnie twierdzi, że dobrze się bawi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały drugi dzień wędrujemy plażą przez Słowiński Park Narodowy. Jest rześko. Wędrówka wybrzeżem jest dość osobliwa, przynajmniej dla kogoś kto nie jest szczególnym entuzjastą morza (np. mnie). Trudno o jakieś pośrednie cele (granica lasu, rozwidlenie ścieżki, zmiana charakteru terenu?). Widoczne w oddali cyple są jednak dużo odleglejsze niż to się wydaje na pierwszy rzut oka. Napotkany z &amp;quot;rana&amp;quot; człowiek wspomina coś o latarni, do której rzekomo mieliśmy dotrzeć za godzinę. Światło latarni dostrzegamy dopiero po zmroku. Co niektórzy z nas w poniedziałek rano mieli zamiar być w pracy, także porzucamy śmiały plan dotarcia do Łeby i kolejny biwak odbywamy w głębi lądu - tzn. ok. 200 m w linii prostej od Bałtyku, w okolicach Czołpina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynentalna zima jak wiadomo, jest ostrzejsza. Zdaniem funkcjonariuszy policji przybyłych na miejsce nazajutrz, w nocy było -20. Tym razem byliśmy jednak lepiej przygotowani, także psychicznie. Rozbiliśmy się przy (nieczynnym oczywiście) budynku, a wieczorem zrobiliśmy jeszcze małą, acz gorącą imprezę taneczną. Może dzięki temu spało się dużo lepiej niż poprzednio. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano kierujemy się w stronę Tatr - a na początek przynajmniej do Smołdzina, przez las, szlakiem obok jeziora Dołgiego. Spotykamy ludzi, potem samochody, a na koniec odśnieżoną drogę. Po drodze robimy przymusową operację Karoli, która uparła się iść na nartach. Leczenie przebiegało zarówno objawowo (smarowanie Voltarenem), jak i przyczynowo (odebranie nart siłą). Smołdzino okazuje się być bliżej niż przypuszczaliśmy, a na dodatek na przystanku rozkład powiada, że autobus mamy za pół godzinki - super. Jest jeszcze bardzo wcześnie (16:00), zatem po drodze używamy pozostałej w moim telefonie baterii do zapoznania się z bazą gastronomiczną w Słupsku. Porzucamy bagaże i dziewczyny na dworcu PKP (dziwne, ludzie chyba rzadko widują tu czekany...), wracamy z Emu po auto do Ustki i kończymy nasz wyjazd ucztą w restauracji japońskiej &amp;quot;SAKE&amp;quot;. Jeszcze tylko dziewięć godzin jazdy po naszych drogach (i jak tu kochać swój kraj...) - i ok. 5:00am w poniedziałek jesteśmy w Krakowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wypad pieszo-skiturowy|dwójka piesza - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, dwójka skiturowa - Mateusz Górowski, Damian Żmuda, transport - Ola Strach |24 01 2010}}&lt;br /&gt;
O ostatecznej trasie decydujemy tuż przed wyjściem z auta w Ustroniu Polanie. Na dworze -20 st. Ja z Teresą idę pieszo a Damian z Mateuszem na skiturach. Razem podchodzimy pod Orłową. Pogoda mimo mrozu cudowna a na dodatek im wyżej tym cieplej (wyraźna inwersja). Na przełęczy Beskidek się rozstajemy. Damian z Mateuszem górami doszli do Małego Skrzycznego skąd zjechali do Szczyrku (miała ich tem odebrać Ola) a ja z Teresą na Równicę.  O dziwo na Równicy przy drzwiach schroniska termometr wskazywał +3 st. (może był uszkodzony a może świeciło na niego słońce). Jednak różnica temperatur jest zauważalna bo po zejściu na dół znów czujemy się jak w zamrażarce. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FZimowy_Beskid&lt;br /&gt;
&amp;lt;i&amp;gt;Resztę dopisze Damian Ż.&amp;lt;/i&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|Kaja Fidzińska (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|16 - 17 01 2010}}&lt;br /&gt;
„Grotołajzy wszystkich klubów łączcie się” – kolejny wyjazd w Tatry odbywa się pod tym hasłem. Na przeprowadzoną w klubie kampanię reklamową wypadu do dziury odpowiedział jedynie (we właściwy sobie sposób) nasz forumowicz nr 1 czyli Buli. Idea integracji międzyklubowej potwierdza swoją słuszność. Tak więc w sobotę rano spotykam się w Krakowie na Westerplatte (siedziba KKTJ) z kierownikiem akcji. Kaja pobiera dla nas sprzęt… i tu następuje pierwsze zderzenie z kolorytem lokalnym. Z klubowej szafy dobywamy znakomite radzieckie karabinki „Irimiel” – naprawdę sprawdzony sprzęt ;-) Ładujemy go do bagażnika i ok. 11 docieramy do Kir. U Galicowej spotykamy znajomych z sylwestra, umawiamy się na wieczornego grzańca i ok. 14 dochodzimy pod dolny otwór Zimnej. W tatrach lampa, mrozu prawie nie ma a w ponorze wody po kostki – koncert życzeń. Schody zaczynają się na etapie podziału ról w zespole. Kaja wyraża pewną niechęć do wspinania w jaskini i proponuje mi możliwość prowadzenia wszystkich studni, stając się tym samym partnerką idealną – bez walki dostaję całe miodzio Zimnej ;-) Jednak z uwagi na aspekt feministyczny żąda w zamian oddania wora. W efekcie kobieta i kierownik akcji przez niemal całą jamę idzie z ciężką kichą, a ja wieczny kursant, spaceruję sobie na lekko i spijam śmietankę. Już wiem dlaczego KKTJ ma na kursie takie tłumy ;-) Dzięki osiągnięciu tak korzystnego dla obydwu stron kompromisu, w wyjątkowo sympatycznej atmosferze szybko docieramy do syfonu krakowskiego. Okazało się, że nikomu przed nami nie chciało się go zlewarować, na co po cichu liczyliśmy i jeżeli chcemy osiągnąć zaplanowany korytarz rubinowy, to czeka nas przynajmniej 1,5h mało rozwijającego machania wiaderkiem. Wobec braku męskiej determinacji w zespole podejmujemy decyzję o realizacji wariantu „B”, czyli zrobieniu trawersu  z dolnego do górnego otworu. Daje to okazję powspinania się w kominku za widłami, którym mnie trochę straszono przed wyjazdem.  Wprawdzie pierwszy Batinox jest rzeczywiście dość wysoko – po  jakiś 15 metrach, ale komin naprawdę nie jest trudny. Stąd już blisko do górnego otworu. Na zejściu śniegu  prawie wcale, za to lód i ślisko, trzeba uważać. Udaje się jednak zejść bez przygód. W dolinie spotykamy wracający z Czarnej kurs WKTJ. Chłopaki zapraszają nas na poznańską bazę, gdzie zostajemy uraczeni zimnym browarem i  pyszną zupą. WKTJ pozyskał nowego, bardzo uzdolnionego kulinarnie członka – sugeruję włączenie go w skład przyszłorocznej wyprawy ;-). W niedzielę robimy jeszcze powierzchniowy spacer, udaje nam się znaleźć miejsce gdzie nie byliśmy dotychczas (Wielki Kopieniec) i  na tym kończymy. Bardzo udany wyjazd, acz oboje stwierdziliśmy, że tęsknimy już za akcją, która da nam porządnie w d… Cóż, perwersja…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zawody skiturowe Pucharu Polski amatorów na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|16 01 2010}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz w życiu wziąłem udział w takich zawodach by zobaczyć jak to jest. Wystartowało ok 80 zawodników (zawodowcy i amatorzy) w różnych kategoriach wiekowych. Jako &amp;quot;dziadek&amp;quot; startowałem w nestorach. Docelowo należało zrobić 4 pętle od dolnej stacji wyciągu na Czantorię, początkowo trochę przez las, następnie mały zjazd pod wyciąg. Dalej dość strome podejście pod wyciągiem, w którego górnej części narty należało zdjąć i założyć na plecak. Po ok. 100 m podejścia znów na nartach trawers do trasy zjazdowej poniżej górnej stacji wyciągu. Dalej zjazd niebieską nartostradą do mety. Zrobiłem 3 pętle bo więcej nie starczyło czasu. Ostatnią pętlę większość zawodników robiła przy czołówkach. Udało mi się zająć drugie miejsce (oczywiście w mojej kategorii wiekowej bo ogólnie 48)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: średnim pomysłem jest startować na zwykłym sprzęcie turystycznym (wiązania diamir z skistopami, buty scarpa i narty). Mój sprzęt jak zważyłem to na jedną nogę przypadało ponad 4,5 kg czyli o ponad 100% więcej niż &amp;quot;zawodniczy&amp;quot;. Poza tym z &amp;quot;braku laku&amp;quot; miałem zbyt duży plecak. U kilku zawodników widziałem też ciężki sprzęt ale nie wiem jak wypadli w rankingu. Oprócz tego na stromych odcinkach podejścia nie trzymały mi foki (chyba już zbyt wytarte) i tam gdzie inni szli prosto ja musiałem robić zakosy co na wąskim trakcie (=przekładanie nart) wycisło ze mnie sporo sił. Warunki śniegowe i pogodowe były znakomite. Tak po za tym to fajna zabawa, dobra oprawa i ciekawe nagrody. Na dole spotkałem kol. z SBB: Jurka Ganszera (jego syn Michał też startował), Zosię Chruściel i innych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paweł w tym czasie odbył pieszą wycieczkę górską na trasie: Ustroń Polana - Orłowa - Równica - Polana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny wypad skiturowy na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 01 2010}}&lt;br /&gt;
W nocy samotnie podchodziłem na Czantorię i zjeżdżałem nartostradą. Warunki śnieżne dobre.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - biwak zimowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Karol Jagoda, Paweł Szołtysik oraz grotołazi z różnych klubów|9 - 10 01 2010}}&lt;br /&gt;
Bodaj po raz 16 Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował biwak zimowy. Tym razem była to Dolina Białej Wody a dokładnie taborisko taternickie na Polanie pod Wysoką (1310). Jest to jedyne takie miejsce biwakowe w całych słowackich Tarach. Dojście na miejsce zajmowało ludziom do 2 do 4 godzin. Jak się na miejscu okazało w Rudzie było może trzy razy więcej śniegu niż na Łysej Polanie z której zaczynaliśmy podejście. Jako jedyny z naszej grupki podchodziłem na nartach, właściwie po lodzie i wodzie. Czym wyżej tym mniej śniegu. W połowie doliny musiałem już narty nieść. Pocieszałem się jedynie faktem, że większość biwkowiczów tachało też narty na plecach. Ostatnie fragmenty szlaku pokonujemy w deszczu. Na taborisku jest na szczęście wiata, gdzie koledzy już rozpalili ognisko i wesoło dźwięczała gitara. Namioty rozbijamy na drewnianym podeście w prawdziwej ulewie. W sumie zjawiło się 66 dziwaków. Jurek wygłosił jak zwykle mowę. Całą noc deszcz z śniegiem walił o ściany namiotu. Drugi dzień nie zmienił znacząco sytuacji. Po zrobieniu tradycyjnego zdjęcia grupowego wszyscy zaczynają schodzić w dół. Nasze plany wyjścia wyżej (jest to wg mnie najpiękniejszy zakątek Tatr) z uwagi na pogodę nie wchodziły w grę. W połowie doliny zakładam narty i mknę po lodzie w dół, czasem w rozbryzgach wody. Błyskawicznie docieram do auta w Łysej Polanie gdzie prawie godzinę czekam na kolegów idących z buta. Wszyscy szczęśliwie doszli na dół. Dla nas było to ciekawe doświadczenie i lekcja pokory. Deszcz zimą jak się okazuje może dać bardziej w dupę niż mróz. Cała Europa walczy z zimą a w Tatrach trawy. Cóż kolejna ciekawa przygoda z nami. I tak jesteśmy szczęśliwi. Szczegóły na stronie SBB. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FBiwak%20zimowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|9 01 2010}}&lt;br /&gt;
Szybkie, wieczorne wyjście na wspinanie Czarnego Komina. Uwagi o pogodzie jw. - podejście w mżawce, stąpając po rozchlapującym się śniegu. Dotarliśmy ostatecznie do ''Chatki'', co razem z wyjściem zajęło niecałe trzy godziny. Powrót w regularnej zlewie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klimczok - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;,Mateusz Górowski|9 01 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ignorując podający deszcz i zamrożony śnieg wybraliśmy się w sobotę z rana do Bielska. &lt;br /&gt;
Na miejscu zrobiliśmy trasę Dębowiec – Szyndzielnia – Klimczok – Szyndzielnia&lt;br /&gt;
- Dębowiec. Do góry trasę robimy zielonym szlakiem na Szyndzielnie i dalej przez szczyt idziemy na ciepłą zupę do schroniska na Klimczoku. Śnieg po drodze głównie występował &lt;br /&gt;
w dwóch wersjach: albo zmrożona wierzchnia skorupa albo prawie woda…. Mimo tego szło się nie najgorzej. Wracamy trasą czerwonej nartostrady, której jakość- jeśli chodzi o warunki śniegowe - była całkiem niezła jak na zastaną w górach pogodę. Po wycieczce Mateusz wraca do domu, ja zostaję w Bielsku do niedzieli. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Biwak zimowy na Babiej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Maciej Dziurka&amp;lt;/u&amp;gt;,Kasia Żmuda|5 - 6 01 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już od dawna mieliśmy pomysł na biwak zimowy. W godzinach popołudniowych podchodzimy szlakiem Perć Akademików. Brodząc po pas w śniegu po przekroczeniu granicy lasu zaczyna nam się gubić szlak. Z racji nadchodzącego zmierzchu decydujemy się na biwak jeszcze przed  ejściem w poręczówki. W nocy na zewnątrz mróz, hulający wiatr i zawiewany śnieg. Kolejnego dni podchodzimy do góry. Początkowo zakosami brniemy w śniegu po pas, dalej krok za krokiem żlebem. Ostatnie metry na grań to walka z silnym zwalającym z nóg wiatrem i zawiewanym w twarz zmrożonym śniegiem. Bardzo szybko podejmujemy decyzje że schodzimy. Był to ostatni moment na zrobienie tego przejścia przed  agrożeniem lawinowym a i tak pod samym szczytem spuściliśmy sobie deskę śnieżną na siebie. W drodze powrotnej odwiedzamy schronisko. Pod wieczór wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - na nartach biegowych|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek|3 01 2010}}&lt;br /&gt;
Mroźna pogoda, lotny, puszysty śnieg to warunki, w których odbyliśmy wędrówkę narciarską w okolicach Przewodziszowic. W tej wsi zostawiamy auto i na biegówkach obchodzimy ruiny pobliskiej warowni a następnie idziemy lasami i polami. Po drodze o dziwo spotykamy 2 narciarki i narciarza na biegówkach z którymi zamieniamy kilka zdań. Następnie robimy błąd nawigacyjny i lądujemy w Leśniowie. Po korekcie, częściowo na przełaj docieramy do Pustenlni w Czatachowej (uroczy kościółek na skraju lasu) i stamtąd ładnym zjazdem docieramy do głównego rowerowego szlaku jurajskiego i nim wracamy do auta. Pokonaliśmy kilkanaście kilometrów na nartach. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FJura-narty&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2010&amp;diff=1411</id>
		<title>Wyjazdy 2010</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2010&amp;diff=1411"/>
		<updated>2010-07-17T20:52:34Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|11 07 2010}}&lt;br /&gt;
Przejście szlakami trasy Zverowka - Brestowa - Salatyn (2047) - Pahola (2107) - Banikowska Przeł. - Zverowka. Można było odetchnąć od upału (ale nie od much), ludzi nie wiele. Właściwie to ostatni brakujący mi do kompletu odcinek grani Tatr Zach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Batyżowiecki Szczyt - wspinanie|Ola Strach, Karol Jagoda, Łukasz Pawlas, Mateusz Górowski|10 - 11 07 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w piątek wieczorem, trochę porozrzucani, z różnych miejsc. Ja na wyjazd dojeżdżam prosto z Bielska, Karola zabieramy dopiero z Wadowic. Na miejsce docieramy więc dobrze już po północy. W sobotę po długim i męczącym podejściu szybko ruszamy ( w dwóch zespołach O+M i Ł+K) na podbój upatrzonej już wcześniej przez Mateusza drogi opatrzonej takim oto opisem: „Droga Kutty ( IV+, 4h)uznawana jest za najpiękniejszą płytówkę Tatr. Wspaniała ściana z potężnymi płytami. Idealna do letniej wspinaczki.” No i ja osobiście się z tym wszystkim zgadzam, szkoda tylko że nie dopisano nic na temat drogi powrotnej (albo się starzeje albo nie na moje nerwy takie szarpanie się po grani i kruchymi zboczami)…W każdym razie w niedziele na powtórkę decydują się tylko Mateusz z Karolem pokonując w ekspresowym tempie kolejną drogę na płd.-wsch. ścianie - Filar Kuffa (V) 3h.Ja z Łukaszam tworzę w tym czasie dwójkę wypoczynkowo-turystyczną. W drogę powrotną ruszamy dość wcześnie, ku radości Karola, że zdąży jeszcze zobaczyć finał MŚ :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry  Wysokie |Pacyfa, Sławek|08 - 11 07 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd w czwartek po pracy, na taborisko taternickie w Dolinie Białej Wody docieramy około północy. Na piątek planujemy łagodny spacer do Żabiej, Bielovodskiej Dolinki, jednak obiecująca i idąca (początkowo) zgodnie z mapą ścieżka,  doprowadza nas niemal pod asfaltówkę do Moka ( z daleka śmierdzi końskim łajnem:P) Pozostaje więc przedzieranie się przez krzaki w kierunku najbliższym do właściwego i &amp;quot;lightowa&amp;quot; wycieczka zmienia się w prawdziwy survival. Ale warto. Dolinka przepiękna, turkusowe stawy, niesamowita widoki na ściany Młynarza, Młynarczyka i Żabich szczytów. I co najważniejsze, ani żywej duszy. W polskich wysokich nie do pomyślenia:) &lt;br /&gt;
W sobotę wytyczamy nową, mikstową drogę trekkingowo-wspinaczkową na Wagę:) Znów śliczna, cicha, Ciężka Dolinka i znów gubimy ścieżkę w śniegu. Pozostaje azymut, ku uciesze kukających spod przełęczy turystów:) Z Rysów rezygnujemy, ludzi jak na stadionie piłkarskim, patrzę tęsknie w kierunku Ciężkiego Szczytu, ale ostatecznie mykamy tylko na kawę do Chaty i wracamy, tym razem nieco bezpieczniej.&lt;br /&gt;
Na niedzielę planujemy przejście całej Bielovodskiej Dolinki; dochodzimy do Polskiego Grzebienia, stamtąd skaczemy na Małą Wysoką. Przepięknie, choć tu, jak to na szlakach, ludzi odrobinę więcej. Ale w moim odczuciu, kultura nieco inna (choć tez sporo Polaków), jakoś przyjemniej, większe poczucie prywatności i kontaktu z górami.&lt;br /&gt;
Jednym słowem coraz bardziej przekonuję się, że jak w Tatry latem, to raczej na Słowację.&lt;br /&gt;
Polecam też taborisko na Polanie pod Wysoką, niezwykle przyjazne i zaciszne, choć położone blisko głównego szlaku miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Wojciech Sitko, Mateusz Górowski|4 07 2010}}&lt;br /&gt;
Parę słów opisu już niedługo i zdjęcia też jakieś będą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Wiślańska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, na miejscu minęliśmy się z kolegami z SBB m. in. Jurkiem Ganszerem|4 07 2010}}&lt;br /&gt;
Jaskinia Wiślańska to obecnie najdłuższa jaskinia Beskidów (ponad 2100 m dł.). Trochę pechowo spóźniam się na miejsce i nie dane mi było pójść na dno (-37) ale po pobycie w wstępnych partiach za bardzo nie żałuję. Jest wprawdzie fajna przestronna sala ale dalej labirynt i ciasnoty. Po za tym z Teresą przebyłem trasę z przełęczy Salmopolskiej na przełęcz między Zielonym Kopce a Malinowem. Na Biały Krzyż wróciliśmy szlakiem. Kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2010/Wislana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - spacery w okolicach Małej Mędralowej|&amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Rymarczyk|27 - 28 06 2010}}&lt;br /&gt;
W sobotnio-niedzielną noc zostawiamy samochód przy drodze w lesie i blaskiem księżyca (u)wiedzeni podchodzimy jeszcze kawałek na Przysiółek Moczarki, by o 2 a.m. wpaść w ognisko mocno już rozgrzanego towarzystwa. Gospodarze na szczęście dali radę wskazać nam w chacie miejsce do spania:) W niedzielę wybieramy się na spacer po okolicy, wyobraźnia wiedzie daleko... ale tym razem wchodzimy na Małą Mędralową, wzbudzając i tak niemałą sensację wśród napotkanych turystów ;) Wszak człek przemierzający o kulach górskie szlaki nieczęstym jest widokiem. Pogoda bajkowa i widoki... dobrze mieć znajomych w tak malowniczych miejscach:) Do Rudy wracamy wczesnym poniedziałkowym rankiem. Artur, Aga - dzięki raz jeszcze za gościnę!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Suliszowice i Zastudnie - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Damian Żmuda|26 - 27 06 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy wyjazd w Tatry, niestety pogoda nie dawała nam wielkich szans nam na udany wspin, dlatego wybraliśmy się na Jurę. Mieliśmy jechać do dolinek podkrakowskich, lecz z powodu nie zabrania topa decydujemy się nieco przypadkowo na Suliszowice. Wybór okazał się strzałem w 10. Cisza, spokój, czas jakby płynął wolniej, pierwszy weekend wakacji i zero ekip wspinających - po prostu przeciwieństwo Rzędkowic! Zaczynamy od malowniczo położonej Srogiej Skały. Ja z Mateuszem przechodzimy kilka ciekawych dróg, w tym czasie Damian wizualizuje swoje przyszłe wspinaczki…Po południu przenosimy się na Biedruniową, w czasie długiego i męczącego podejścia, zmuszeni jesteśmy założyć bazę wysuniętą położoną na polance z mnóstwem poziomek. Wieczorem udaje się nam rozpalić ognisko, pomimo, że nie ma z nami Ani. Następnego dnia wspinamy się w niedaleko położonym Zastudniu - polecamy Demenówkę, oraz bardzo efektownego Czarnego Psa.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Bielskie - Hawrań|Sebastian Śmiarowski, Asia Wasil |21 - 23 06 2010}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce:) Zdjęcia: [http://picasaweb.google.pl/102191807893637828671/TatryBielskie062010#]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Ptasia Studnia|Jerzy Krzyżanowski, Damian Żmuda, Michał Wyciślik, Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|18 - 20 06 2010}}&lt;br /&gt;
Integrujemy się trochę z Poznaniakami, śpiąc na ich bazie. Na miejscu jest Arek Brzoza, Wojtek Hołysz i kursanci. Niestety nie ci, z którymi się umawiałem na wspólną akcję. No nic, pójdziemy sami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę rano wychodzimy o ósmej (!), w strugach deszczu (!!). Ciągle jestem pod wrażeniem tej mobilizacji. Nad otwór docieramy zupełnie przemoczeni ok. 11:30. W jaskini też trochę leje się nam na głowy, także akcja przebiega sprawnie, przynajmniej do Sali Dantego. Byłem przekonany, że tam &amp;quot;tak jak puszcza&amp;quot;  nie mamy iść, bo to jest Studnia Taty. Około pół godziny zajmuje nam dojście do tego, że jednak mamy tak iść, albowiem Studnia Taty i Studnia Flacha są naprawdę, naprawdę tak zaraz obok siebie. Pod Studnią Flacha zjeżdżamy jeszcze ok. 10-metrowy prożek i gubimy się. Tak dokładniej, przeciskamy się jakimiś zwężeniami, najpierw ja, potem reszta ekipy - tak w sumie zajmuje to z godzinę. Wypadamy (chyba) gdzieś na dnie Studni Taty (ok. -200, a tam mieliśmy przecież nie iść). No nic, tak to jest, jak się idzie z &amp;quot;wiedzą zerową&amp;quot; w nieznane sobie partie całkiem dużej jaskini. Gramolimy się z powrotem no i decydujemy się na wycof, nie wiedząc co dalej i nie chcąc upodlić się ponad miarę - Ola musiała dotrzeć do pracy w Bielsku na niedzielę rano. Jeszcze tylko zjazd w mżawce i mgle Progiem Mułowym (to mamy już przećwiczone kilka razy) no i ok. 23:00 jesteśmy z powrotem na bazie, na imprezie. I tak było fajnie - przynajmniej nie siedzieliśmy w domu w ten deszczowy weekend.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - okolice Szczyrku| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|19 06 2010}}&lt;br /&gt;
Chodziliśmy poza szlakami po południowych stokach Magury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Dolina Łomnicka - wspinaczki|Damian Żmuda, Anna Bil, Mateusz Górowski, Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Ewa Wójcik (KKTJ)|12 - 13 06 2010}}&lt;br /&gt;
Puma i ja startujemy jeszcze w piątek wieczorem - podchodzimy nocą do Skalnatej Chaty, którą osiągamy ok. 01:30am. Okrutny gorąc. Śpimy na ławkach pod chatą. Nazajutrz ruszamy pod 550-metrową, południową ścianę Kieżmarskiego. Ten cel wymyślił Damian i chwała mu za to!  Startujemy na ''Drogę Birkenmajera'' (IV, 4h). Gdzieś w okolicach drugiego wyciągu widzimy, jak pod ścianę dociera reszta ekipy (wjechali kolejką). Nam droga upływa całkiem miło; pogoda dopisuje, upał daje się wytrzymać dzięki lekkiemu wietrzykowi. Końcówka może trochę nudna - kilka wyciągów II, na których jednak postanowiliśmy się normalnie (oddolnie) asekurować. Łącznie w ścianie spędziliśmy ok. 7 godzin. W tym czasie pod nami rozgrywał się dramat - poszukiwania w lawinisku, psy, ludzie zaginieni we mgle, ratownicy, nosze, helikopter. Przez cały dzień kręcono ujęcia do serialu o ratownikach górskich. Na szczycie (świetnym!) chwila kontemplacji i telefon do reszty Nocków. Otóż oni robili tę samą drogę co my i są już w połowie zejścia. Nie, nie wiedzą dlaczego w ogóle się nie minęliśmy. Bardzo ciekawe. Spotykamy się pod ścianą, gdzie okazuje się, że przeszli jednak ''Ľavým vhĺbením (Puškáš)'' (IV, 3-4h). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Skalnatej Chacie jest tylko piwo, noclegów chwilowo nie udzielają. Dobre i to. Dowiadujemy się o prognozy na jutro - přeháňky i możliwe bouřky. Zgodnie z rekomendacją, której udzielił nam napotkany rano strażnik przyrody, postanawiamy spędzić noc na stacji kolejki. Bardzo przyjemna bunkierbaza. Gotujemy kolację w poczekalni i kładziemy się spać na wykładzinie w korytarzu. Rano pracownicy kolejki informują nas, że generalnie to nie ma problemu, ale tak do siódmej rano musielibyśmy się pozwijać; dzięki temu nie wyspaliśmy się wprawdzie zbytnio, ale przynajmniej wcześnie wyruszyliśmy pod ścianę. Puma i ja tym razem idziemy na Huncowski Szczyt drogą przez Huncowską Basztę - IV+, 4h. Godna polecenia droga po dosyć chwytnych płytach. Mateusz, Ania, Damian i Karol znowu w ścianie Kieżmarskiego - tym razem dla odmiany ''Pravým vhĺbením (Puškáš)'' (V, 3h). Bouřky trochę straszą grzmotami w oddali, ale na szczęście spada na nas raptem kilka kropli. Nie spotykamy się już wszyscy. Nasza dwójka zjeżdża ok. 16:00 kolejką do Tatrzańskiej Łomnicy. W Zakopanem odwiedzamy jeszcze cukiernię i znajomych - no i udajemy się do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Janusz Rudol (Rudi)|13 06 2010}}&lt;br /&gt;
Odwiedzamy niewielką pionową jaskinię. Jasny Awen - cel naszego wyjazdu niedostępny z uwagi na zalegający jeszcze śnieg. Nad Kotliny i Małołącka dostępne. W sumie fajna wycieczka, w górach niewielu ludzi, nie lało za to było duszno i porno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nowy Bytom - mistrzostwa Rudy Śląskiej w wspinaczce sportowej|Wojtek Sitko, Mietek Smetaniuk, Paweł Szołtysik, Adam Langer, Ola Skowron, Wojtek Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Rudkowski, Tomasz Pawlas, Łukasz Pawlas, Artur Szmatłoch i inni|12 06 2010}}&lt;br /&gt;
Kolejne zawody w upalnej pogodzie. Zawodników nie wielu. Drogi finałowe dość trudne. Jedynie Tomek Pawlas doszedł do topu. Wyniki i szczegóły w AKTUALNOŚCIACH. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2010%2FZawodyWspin&amp;amp;startat=16&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA: Olsztyn|Mateusz Górowski, Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 06 2010}}&lt;br /&gt;
Wyposażony w karimatkę, odsypiam trochę powrót z Rumunii. Leniwie wspinamy kilka dróg w sąsiedztwie zamku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: Góry Trascăului, góry Apuseni - jaskinie wodne|Jerzy Krzyżanowski, Damian Żmuda, Daniel Bula, Mieczysław Smetaniuk, Tomasz Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; w piątek także Tadeusz Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Basia Szmatoch|03 - 06 06 2010}}&lt;br /&gt;
Trochę ekscentryczny wyjazd - w Polsce, na Słowacji i Węgrzech powodź - a my neopren i do jaskiń wodnych. Po osiemnastu godzinach (!) jazdy, w piątek robimy wspólnie z Tadkiem jaskinię ''Huda lui Papară'' w górach Trascăului. Dwa kilometry ciągu wodnego, olbrzymie przestrzenie, ok. 4 godzin kąpieli. Poprzedniego dnia uparłem się, żeby podjechać pod otwór tak jak Tadek, więc po wyjściu z jaskini czekała nas dodatkowa przygoda: wyciąganie dwutonowego auta flaszencugami (po jednym na każdą tonę). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tadek z rodziną jedzie w swoją stronę, a my wieczorem docieramy na polanę La Grajduri, gdzie spotykamy kolegów z Olkusza (pozdrowienia!). Rano ruszamy do ''Cetățile Ponorului''. Przy zastanym stanie wodnym, akcja była dosyć trudna. Jak wskazuje nazwa, do tej jaskini woda _wpływa_, także poręczowania wymagają także niektóre poziome odcinki, żeby później móc wyjść pod prąd. Pobyt w jaskini trwał ok. 4.5h, a przeszliśmy może z 300 metrów za miejsce, do którego normalnie dochodzi się na sucho. Akcja załamała się podczas poręczowania kolejnego  poziomego jeziorka - w wirze zaplątuję się w liny (poręczowanie + asekuracja) i szarpiąc się, gubię gumowca. Może kiedyś gdzieś wypłynie. Potem chłopaki ściągali mnie z powrotem i w momencie &amp;quot;ciorania&amp;quot; przez malutki wodospad dodatkowo tracę skarpetę. Przed powrotem boso ratuje mnie Mietek pożyczoną skarpetką, na którą zawiązuję turbkę. Na szczęście po wyjściu szybko odzyskuję czucie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na polanie integrujemy się trochę z lokalną służbą ratowniczą i po niespiesznej kolacji startujemy do domu - w nocy udaje się nam wrócić zaledwie w 13 godzin. W Rudzie jesteśmy ok. 9 rano; Mietek i Tomek nieco później (postanowili po drodze się trochę przespać).&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Sudety - Skalne Miasto |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Ryszard Widuch, Marzena Widuch, Maciek Widuch |5 - 6 06 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza w Szczawnie Zdroju. Przy przepięknej pogodzie zwiedzamy rezerwaty Skalnego Miasta tj. Skały Teplickie i Adrszpach. Jest to rzeczywiście jeden z najpiękniejszych skalnych zakątków naszego kontynentu. Przecudowne wręcz formy skalne wyrzeźbione przez wodę i wiatr. Zresztą załączone zdjęcia chyba lepiej zastąpią opis: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FSkalneMiasto . Prawdziwy raj dla wspinacza (ale takiego od 6.5 wzwyż). Mimo, że park zwiedza dużo ludzi to infrastruktura turystyczna jest fajnie wkomponowana w tło. Jest tu też dość ciekawa zawaliskowa jaskinia Teplicka (nieturystyczna). W jaskini jest dużo lodu i płynie nawet rzeka. Nie mając kombinezonu zwiedzam tylko obszerniejsze partie. Szlak wiodący przez rezerwaty jest bardzo ciekawie poprowadzony i chyba tylko super malkontent mógł by narzekać. Godny polecenia rejon dla wszelkich skałołazów ale i zwykłych turystów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień jadąc już do domu wychodzimy na Ślężę szlakiem z Sobótki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 34-lecie klubu |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Ola Strach, Zygmunt Zbirenda, Aga Szmatłoch, Tomek Głowania, Basia Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Janusz Dolibog, Bianka Witman-Fulde, Jurek Fulde, Grzegorz Przybyła z żoną. |29 - 30 05 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lecie odbyło się w wyjątkowo kameralnej atmosferze. Skałki jakoś puste. W sobotę wspinaczki (ja i Mateusz). Wieczorem zjechało resztę ludzi i impreza pełna śmiechu przy ognisku. W niedzielę znów wspinaczki. Deszcz przyśpieszył powrót do domu. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy MTB |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, |23 05 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Mirowa do Ogorzelnika szlakiem. Dalej również przedzieram się szlakiem w stronę Łutowca. Po ostatnich klęskach żywiołowych drzewostan jest w fatalnym stanie. Kilka kilometrów prowadzę lub przenoszę rower przez przeróżne przeszkody. Po drodze zatrzymuję się przy jaskini Piętrowej Szczelinie i Kamiennego Gradu. Od Żarek szlak jest przejezdny. Wracam przez Niegową do Mirowa. Cały dzień piękna pogoda, soczysta zieleń ale skałki mokre. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FMTB_Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspinaczki w Mirowie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Damian Żmuda|22 05 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo niepewnej pogody wybieramy się do Mirowa, lecz po około godzinie jazdy autem docieramy niespodziewanie do Częstochowy. Po krótkiej chwili konsternacji, wklepujemy poprawnie do GPSu ,,właściwy’’ Mirów. Po drodze dopada nas przelotny deszcz, na szczęście na miejscu jest sucho. Udało się poprowadzić kilka fajnych dróg, o wycenach lekko zawyżonych, jest to pewnie spowodowane położeniem Mirowa, który sąsiaduje z Łutowcem J. Ze skał zeszliśmy w idealnym momencie, dzięki temu dotarliśmy do samochodu przed atakiem potężnej burzy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice - rozszerzone posiedzenie KTJ PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|15 05 2010}}&lt;br /&gt;
Marek W. wolał jechać z Warszawy nocą i spać pod skałami; ja pakuję do bagażnika stację lutowniczą i docieram z Rudy ok. 8 am. Temperatura otoczenia (dziewięć stopni) wymusza wyjście na Bibliotekę. Zaczynamy &amp;quot;po raz setny&amp;quot; od ''Żółtych Ścianek'' (VI+, V+). W końcu udaje mi się też zrobić ''Na przełaj'' (IV.1), choć nie obyło się bez latania. W przerwie udajemy się na spotkanie KTJ z kierownikami wypraw i prezesami klubów. Obrady przebiegły nadzwyczaj spokojnie, tym razem nie będąc zdominowanymi przez jedną osobę lub jeden temat. Najwięcej emocji jak zwykle budził budżet wyprawowy. Było trochę o sprawozdawczości z wypraw, Andrzej przedstawił też kilka nowości z TPN. Ogólnie, bez rewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po spotkaniu wykorzystuję sprzęt z bagażnika - szybko składam na miejscu DistoX dla Dreda i wracamy korzystać z okna pogodowego. Tym razem świeżo obita przez UKA Apteka. Zrobiło się już całkiem ciepło i całkiem ludnie. Marek &amp;quot;pokazuje mi jak przejść&amp;quot;: ''Apteczną depresję'' (VI+), ''Gancjana'' (VI+), ''Wyciski palczaste'' (VI.1). Powtórzyć pierwszą się mi udało, na drugiej oszukiwałem, na trzeciej już całkiem poległem. Do domu wracam jeszcze przed potopem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda|08 - 09 05 2010}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii upadlających, stanowiący doskonałą przeciwwagę dla betonowego trawersu Baradli, który zaliczyliśmy tydzień temu na Węgrzech. Szczegóły... kiedyś...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówka pod Tatrami|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 - 03 05 2010}}&lt;br /&gt;
Opis z wyjazdu wspinaczkowego w Przełomie Białki, który ukazał się na stronie Chorzowskiego Progresu - http://www.boulderowniaprogres.pl/&lt;br /&gt;
Na tej stronie również galeria ze zdjęciami z wyjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Majówka pod Tatrami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W licznym składzie wyruszyliśmy (z lekkim opóźnieniem :) na południe Polski pod, jeszcze ośnieżone, Tatry. Bazą wypadową był dom w miejscowości Czarna Góra, skąd jeździliśmy się wspinać głównie nad Przełom Białki. Mimo niepokojących prognoz, pogoda w pełni nam dopisała. Sobotę spędziliśmy na Kramnicy, gdzie towarzystwo się &amp;quot;rozruszało&amp;quot;, aby następnego dnia rozwinąć linę na Obłązowej i zmierzyć się z trudniejszymi, przewieszonymi problemami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tak dużej liczbie uczestników wyjazdu oczywiście nie zabrakło wieczornych spotkań towarzyskich :. Podczas ogniska Tomek i Karol popisali się znakomitą umiejętnością gry na gitarze, co wszystkim niezmiernie umiliło wieczór. Program muzyczny nie zakończył się tylko grą na gitarze :. Dołączyli do nas również utalentowani wokalnie górale przygrywając nam na skrzypeckach. Nie zabrakło również fajki wodnej i degustacji alkoholi :. Wspólne imprezowanie odbyło się bez nadmiernego pijaństwa a co za tym idzie i bez kaca, dlatego następnego dnia, niestety ostatniego, niektórzy uczestnicy, jeszcze przed wyjazdem do domu, odwiedzili zamek w Niedzicy, podczas gdy inni wyrównywali porachunki na Obłazowej i na Kramnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas powrotu nadszedł nieubłaganie. Zmęczeni i w dobrych humorach rozjechaliśmy się do domów, jednak tak krótka majówka, w tak pięknym miejscu, spędzona w tak dobrym towarzystwie pozostawiła ogromny niedosyt ;-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podziękowania dla chłopaków z Czarnej Góry - Jacka i Dawida za imprezę z przytupem ;-)&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skład ekipy (kol. alfabetyczna): Agnieszka Kucharska, Alicja Kucharska, Adrian &amp;quot;Emil&amp;quot; Kościański, Bartek Splewiński, Danuta Gogolińska, Karol Suwała, Łukasz Pawlas, Marta Kostrzewska, Martyna Dykta, Michał Myronik, Marcin Wasiak, Paulina Baba, Patryk Garbas, Radek Ptak, Tomasz Pawlas.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczkowy weekend w Przełomie Białki |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas + ekipa z chorzowskiego Progresu|30 04 - 03 05 2010}}&lt;br /&gt;
Po długich namysłach, weekend majowy postanawiamy spędzić wraz z zaprzyjaźnioną chorzowską ekipą, w okolicach Białki Tatrzańskiej. Pierwszego dnia wspinamy się na 30 metrowej Kramnicy. Następnego, ciut mokrego dnia łoimy na Skale Obłazowej i w Grocie. Ostatniego dnia, z powodu kiepskiej pogody robimy objazdówkę wokół zalewu Czorsztyńskiego i ładujemy się w kilometrowe korki w stronę domu. Obydwie skały leżąc tuż nad wodami Białki, tworzą rezerwat „Przełom Białki”. Miejsce naprawdę warte odwiedzenia, chociażby przy okazji wypadu w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WĘGRY - Aggtelek Nemzeti Park|TKTJ: Dariusz Sapieszko, Iwona Sapieszko, Zuzanna Sapieszko, Hanna Kullman, Bogdan Kullman, Paulina Kullman; RKG: Tomasz Jaworski, Joanna Jaworska, Karol Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Strach, Mateusz Górowski, Jerzy Krzyżanowski, Michał Wyciślik, Łukasz Korzeniowski, Damian Żmuda|30 04 - 03 05 2010}}&lt;br /&gt;
Koledzy z Węgier oprowadzili nas po kilku jaskiniach parku narodowego Aggtelek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę odwiedziliśmy ''Szabó-pallagi-zsomboly''. Jaskinia ma tylko 120 metrów głębokości, ale akcja zajęła nam dobre kilka godzin z uwagi na wielki tramwaj (10 osób). Potem było multi-language party, na którym Pająk przedstawił ciekawą wizję grotołażenia jako pokuty. Otóż do każdej akcji jaskiniowej należy podchodzić z pewną intencją. Na przykład Pająk niedawno był w Miętusiej w intencji grzechów młodości - a było tych grzechów wiele, wiemy bo kilka opowiedział.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela upłynęła nam jednak całkiem przyjemnie. Nasi przewodnicy zabrali nas do ''Béke'', gdzie przeszliśmy w poziomie ok. 6 km - do drugiego syfonu (a potem z powrotem). Z początku było po kostki, potem po kolana, a ostatnie 20 minut po szyję. Niektórym bozia wzrostu nie dała i trzeba było ich holować na pętlach. Cuda zdziałały tu pianki, które niektórzy z nas mieli w związku z innymi hobby, a niektórzy nabyli w promocji w Decathlonie. Węgrzy twardo szli bez neoprenu; mysleli że wykończą nas tempem i nie będziemy chcieli iść do końca, ale nie daliśmy się. Spacer tam i z powrotem zajął ok. 3.5 godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potem pojechaliśmy na obiad (ach, te 15-minutowe podejścia), a następnie, po przeczekaniu deszczu, udaliśmy się do ''Kossuth-barlang''. Krótka jaskińka na godzinę zabawy. Tym razem kąpieli mało, bo wyposażona jest w ubezpieczenia, które pozwalają przejść z minimalnym zanurzeniem. Tylko na samym końcu mogliśmy wskoczyć do wody...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem większość naszych przyjaciół wraca do Budapesztu, zostają z nami tylko Zoltán i Mátyás. W poniedziałek robimy trawers systemu Baradla, najdłuższej jaskini Węgier. z Aggtelek do Jósvafõ. Siedem i pół kilometra... ... po betonie. Masakra. Ani razu nie trzeba się było schylić, ani razu upodlić w wodzie, nic z tych rzeczy. Pająk ma rację, bez aspektu pokutnego ta zabawa traci sens!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie jaskinie, które odwiedziliśmy, cechowała fantastyczna szata naciekowa. Kolory, kształty, fantasmagorie. Wielu z nas jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziało. Po Baradli zaczęliśmy powoli rozumieć Zoltána, który twierdzi, że nienawidzi nacieków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Serdeczne dzięki dla Darka Sapieszko, który zorganizował ten wyjazd i zaprosił nań ekpię z Nocka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Wspinaczki|Aleksandra Strach, Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Damian Żmuda, Jerzy Krzyżanowski|30 04 2010}}&lt;br /&gt;
Wypad do Doliny Młynickiej, na stenę i veżę pod wodospadem Skok. W środę ściągnęli mi gips, lekarz kazał &amp;quot;używać ręki normalnie&amp;quot; - no to zacząłem używać normalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Świetna pogoda. Dobry widok na Strbskie Pleso. Rozpoczęliśmy sezon wejściem ''Pravou časťou platne'' (IV, 3h), potem równolegle wspięliśmy ''Cez kút'' (Damian i ja, V+, 1.5h) i ''Veterný kút'' (Pająk, Ola i Mateusz, V-) a następnie ruszyliśmy w Aggtelek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Karlinie| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Ola Strach, Olek Kufel, Ryszard Widuch, Marzena Widuch, Maciek Widuch |25 04 2010}}&lt;br /&gt;
Znów po raz pierwszy wspinaliśmy się na ciekawej skale w Karlinie. Zrobiliśmy w sielankowej atmosferze kilka dróg &amp;quot;łatwych&amp;quot; i łatwych. Najwięcej emocji przysporzyła pierwsza droga, którą robiłem na własnej protekcji w niezwykle kruchej rysie równolegle do komina obok. Wydająca się na łatwą z dołu droga okazała się paskudna bo kruszyła się niesamowicie. Po ukończeniu (spociłem się tu nieco) drogi w zjeździe wyleciał mi spod stóp wielki głaz i tylko dzięki przytomności umysłu Ola z Olkiem zdążyli odskoczyć w bok. &lt;br /&gt;
Następne 3 drogi nie wzbudziły już takich emocji. Rysiek z rodziną wraca trochę wcześniej a my dzień kończymy również ogniskiem.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2010/Karlin&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Weekend narciarski|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Ewa Wójcik|24 - 26 04 2010}}&lt;br /&gt;
W trakcie poprzedniego wyjazdu naszą uwagę przykuła Żółta Turnia - nawet ślepy zauważyłby, że zjazd z niej jest bardzo szeroki i nie aż tak stromy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia pierwszego właściwe podejście rozpoczynamy z Hali o 13:00. Wyjaśniam po kolei: przechwycenie Pumy i wyjazd z Krakowa zajęły jakieś półtorej godziny. Ponadto, dodatkowe opóźnienie wystąpiło na wizycie w Betlejemce (zostawialiśmy graty i pożyczaliśmy piepsa). Chatar zaprosił nas na herbatkę, no i nie wypadało odmówić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie aż tyle zmian podejście/zjazd. Lampa, śnieg znika w oczach. Turnia nawet całkiem popularna: widzimy narciarzy, potem mijamy jeszcze pieszą dwójkę. Ze szczytu roztacza się całkiem nowy widok na otoczenie Gąsienicowej, który kontemplujemy przez blisko dwie godziny. Zjazd mija nam w przyjemnym śniegu, nawet Pumie się trochę podoba. Niestety Halę osiągamy na 15 minut przed zamknięciem kuchni w Murowańcu i musimy zadowolić się zupkami. Wieczór upływa na rozmowach z różnymi znajomymi (głównie Pumy), przypadkiem również obecnymi w Murowańcu i Betlejemce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wybieramy się na Słowację. Drepczemy na Liliowe w prażącym słońcu. Na ogonie siedzi nam jakaś kilkunastoosobowa grupa narciarzy; wkrótce wyjaśnia się, że to kurs przewodnicki. Obecny w tej grupie znajomy radzi nam, żeby zjeżdżać jednak ze Świnickiej Przełęczy.  Odnotowujemy, że grupie kursowej towarzyszą wysoko postawieni pracownicy TPN, co wywołuje dodatkowy dreszczyk emocji - wszak nasze wrogie zamiary wobec przepisów (wprawdzie Słowackich, ale jednak) mogły się im nie podobać. Egon przekonuje nas, powołując się na wczorajsze doświadczenia, że na stronę słowacką &amp;quot;w ogóle nie jest lawiniasto&amp;quot;; proponuje nam przebieżkę granią Konia na Walentkowy - nie robił tego wprawdzie, ale gdyby okoliczności były inne, taki byłby jego pomysł na dziś. Puma sceptycznie nastawiona, decydujemy się zdecydować po zjeździe. No nic, patrzymy w lewo, w prawo, nikt nie widzi, no to ziu. Zjazd drastycznie weryfikuje wiarygodność Egona - po jednym z zakrętów spod nart wyjeżdża mi warstwa śniegu z powierzchni i suuuuunie w dół. No cóż, mówiąc krótko, nie spodobało się to nam. Trawersujemy w górnej części Dolinę Walentkową i zderzamy się z Koniem. Następuje moment podjęcia decyzji: brniemy dalej w optymizm i idziemy granią? zawracamy po niestabilnym śniegu? obchodzimy przez morze kosówki w Wierchcichej?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszliśmy granią, która okazała się być mikstem kosówkowo-śnieżnym. Potem pojawiły się krótkie elementy wspinaczkowe; przypuszczamy, że mogło być to pierwsze zimowe przejście ze złamaną ręką. Po ok. 2 godzinach walki odsłania się kopka przed Walentkowym w całej swojej okazałości. Stok idealnie oświetlony, na wprost słońca, późne godziny popołudniowe, rozmiękły śnieg...  Uświadomiliśmy sobie, że oto widzimy podręcznikowy przykład pt. NIE IDŹ DALEJ.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teoretycznie wydawało by się, że zawsze można odwrócić się za siebie i wrócić do domu po własnych śladach. No cóż, nie zawsze - my jesteśmy na nartach, a tą granią, sorry, nie da się jechać. Zatem narty na plecy i ubieramy raki? Niby tak, ale brakuje nam maczety; pamiętajmy po czym tu weszliśmy, gęsta kosówka pokryta z wierzchu śniegiem. Co robić, co robić? Najkrótsza droga odwrotu biegnie żlebem opadającym do Walentkowej, a potem z powrotem na Świnicką Przełęcz. Tylko że ten żleb stoi dęba, na dole skały, nie chcielibyśmy polecieć na nie razem z masą śniegu. Rzut oka na dalszą część grani. Może jednak - przecież to tylko kawałek - a potem już tylko łatwy zjazd do &amp;quot;piątki&amp;quot;...?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie. Nie będziemy ryzykować wywoływania lawiny stulecia. Czekamy. Powoli nasz żleb ewakuacyjny wchodzi w cień. Robimy teścik - obkopujemy łopatami nawis i popychamy w dół. Uff, nie pociągnął nic za sobą. Dobrze. No to jeszcze godzina... Telefon do przyjaciela, herbata, próbujemy jeść... Dobra, będzie. Ja przodem - nie wiem, czy lepiej nie czułbym się zjeżdżając na nartach, ale Puma szybko pacyfikuje ten pomysł. Powoli, krok po kroku, przodem do zbocza obniżamy się do doliny. Z wierzchu zrobiła się już lekka skorupka i na pewno czujemy się dużo lepiej niż na zjeździe ze Świnickiej. Dostajemy się na wypłaszczenie - no i z powrotem na Świnicką. W zasięg GSM na przełęczy wchodzimy po zmroku, meldujemy się Przyjacielowi. Na stronę Hali totalny beton, nie ma opcji żeby Puma zjechała na nartach. Będzie dodatkowe opóźnienie... A ja jutro muszę być gdzieś pod Rawą Mazowiecką.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Betlejemki trafiamy ok. 23:00. Kuchnia w Murowańcu od trzech godzin zamknięta. Ale wyobraźcie sobie, żona chatara, uprzedzona o naszych kłopotach, przygotowała nam makaron a'la carbonara. Nie mieliśmy nawet najmniejszego prawa tego oczekiwać, tak naprawdę to bardzo mało się znaliśmy. O rany, jak taka kolacja smakuje...! Nie wiem, czy kiedykolwiek damy radę wyrównać ten gest.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niby taka pora to nic specjalnego, akcje jaskiniowe kończą się dużo później... Jednak wariant z nocnym zejściem do Kuźnic zostaje odrzucony jako nieefektywny. A ja _muszę_ podążać jutro w stronę Warszawy. Poniedziałek zaczyna się więc dla mnie o piątej rano zbiegiem w butach narciarskich po nartostradzie. Puma się nie zdecydowała. W sumie pewnie miło się wyspać... ale jedne, czego jej nie zazdroszczę, to powrotu autobusem do Krakowa w skorupach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całe szczęście, że zima się już kończy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspin w Trzebniowie| &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, Andrzej Rudkowski + 5 osób towarzyszących|24 04 2010}}&lt;br /&gt;
Tym razem postanawiamy ponownie odwiedzić skałki w Trzebniowie. Bardzo urokliwe miejsce – zero ludzi, cisza i spokój, a i skały niczego sobie. Rozgrzewamy się na skale na wzgórzu, by porządnie przyłoić drogi z Kaczej Skały. W efekcie przesuwamy nasze wspinaczkowe limesy na VI 3:) I z łęzką w oku wspominamy meeting wspinaczkowy z zeszłego sezonu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nowy Bytom - MOK, Spotkanie ludzi wody| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Wojtek Orszulik, Ewa Orszulik, Tomek Jaworski|23 i 24 04 2010}}&lt;br /&gt;
Mimo, że impreza raczej wodniacka to 3 rewelacyjne filmy o nurkowaniu w jaskiniach (Meksyk, Francja, Węgry). A film &amp;quot;Antarktyczna podróż sir Ernesta Shackletona&amp;quot; powinien zobaczyć każdy kto chodzi po górach lub pływa gdyż historia ta chyba sobie nie ma równych jeśli chodzi o determinację przeżycia w beznadziejnej sytuacji oraz poczucie odpowiedzialności wobec członków wyprawy. Całą imprezę przygotował b. czł. naszego klubu - Michał Kuszewski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy - turystyka rowerowa| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski |17 - 18 04 2010}}&lt;br /&gt;
Wyjazd ten podporządkowany był dwom istotnym dla nas celom. Po pierwsze rowerowej turystyce górskiej, po drugie poznawaniu nowych dla nas miejsc wspinaczkowych. W związku z powyższym w sobotę po dotarciu do wioski Bedrichov ruszyliśmy na rowerach na ruiny zamku Rabstejn. Oprócz ładnych szlaków rowerowych jest tam też całkiem ciekawy, ale też mocno oblegany rejon wspinaczkowy. Część dróg poprowadzona jest na samych ścianach byłego zamku! Po zwiedzeniu okolicy i cudownych zjeździe, zapakowaliśmy rowery do samochodu i ruszyliśmy dalej do Karlovej Studanki. Jest to małe, acz niezwykle urokliwe miasteczko uzdrowiskowe, leżące pod Pradědem (Pradziadem) -najwyższym szczytem Jeseników i całych wschodnich Sudetów. Na szczyt Pradziada wybraliśmy się w niedziele na rowerach (prowadzi tam szlak rowerowy), niestety nie udało nam się na nich dotrzeć na sam szczyt, gdyż u góry na poziomie wyciągów narciarskich panowały całkiem niezłe warunki śniegowe!!! ( przez chwile żałowaliśmy, że nie mamy ze sobą nart…). Szczyt zdobyliśmy więc pieszo. Największa frajda czekała na nas  oczywiście w drodze powrotnej - 6 km zjazd. Wracając do domu zahaczyliśmy jeszcze o turystyczny szlak na Górę Zamkową w okolicach Vrbna pod Pradedem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Kotarz| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jaworski, Tomek Jaworski|17 - 18 04 2010}}&lt;br /&gt;
Pierwszy poważny szczyt beskidzki w życiu Karola zdobyty-Kotarz 974 m n.p.m.:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góry Towarne i okolice Olsztyna, wspin|Ania Bil, Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk|17 - 18 04 2010}}&lt;br /&gt;
W sobotę wspinamy się w Górach Towarnych.  Mimo, że pod skałami jesteśmy dopiero około 11, słońce piękne i niebo bezchmurne, wciąż jest dosyć chłodno. Naubierani jak niedźwiedzie zaczynamy wspinaczkę na Grocie – trochę jeszcze w cieniu, przez co palce w momencie niemal dębieją od zimnej skały. Udaje się jednak zrobić kilka przyjemnych dróg, tym razem o zwierzęcych nazwach: Pawiany na ściany, Żyrafy do szafy, Ryby na wagę czy 12 małp. Mnie najwięcej satysfakcji przyniosła ta ostatnia :) Przedział trudnościowy od V do VI.1+ (Karol:). Sielankowo i słonecznie. Późniejszym popołudniem przenosimy się jeszcze na Małe Towarne, gdzie robimy kilka dróg na Przekładańcu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielę spędzamy już w 3-osobowym składzie w Olsztynie na Szafie i Bibliotece. Karol próbuje subtelnie (oczywiście z subtelnością, na jaką stać Karola :) przełamać mój i Ani chwilowy skałowstręt (Ania odzyskuje „moc” na ostatniej tego dnia drodze, ja chyba poczekam do następnego razu). Wynajduje łatwe i przyjemne drogi, przez co nie może się do końca spełnić. W końcu jednak pewna zaniżona VI+ daje mu popalić na tyle, że przysiada i zjada drugie śniadanie (marsa;). Ogólnie dzień mija na wielu rozmowach i rozważających wydarzenia dnia poprzedniego i inne, nurtujące nas tematy. W tym czasie Wojtek odpoczywa w częstochowskim szpitalu po operacji złamanej nogi. Po raz pierwszy tak dosadnie przekonałam się, że jest to niebezpieczny sport. &lt;br /&gt;
Parę zdjęć będzie nieco później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki w okolicach Trzebniowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;,Paweł Szołtysik, Wojtek Sitko, Filip (os. tow.)|18 04 2010}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz wspinaliśmy się na Kaczej Górze tuż obok Trzebniowa. Skały może nie wysokie ale lite, obite i nasłonecznione. Spokojne miejsce bez tłumów. Zrobiliśmy sporo dróg od V do VI.1. Cały dzień upał i bezchmurne niebo. Dla mnie było to rozpoczęcie sezonu skałkowego, nawet udane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Ewa Wójcik|17 04 2010}}&lt;br /&gt;
Podejście i zjazd na przełęcz Krzyżne od strony Pańszczycy - podziękowania dla Damiana za podsunięcie tego pomysłu. Trzeba przyznać, ża okazał się on bardziej skomplikowany niż przypuszczałem, z uwagi na ilość zjazdów w trakcie podejścia. Łącznie w ciągu dnia foki musieliśmy zakładać cztery razy. Warunki śniegowe w rejonie Hali Gąsienicowej dobre, wiosna postępuje powoli. Dopisała nam także pogoda, było upalnie i bezwietrznie. Na Krzyżnym przesiadujemy przez dłuższą chwilę (było kilku ludzi, w tym także piechotą) i pracujemy nad topografią. Już po kilkunastu metrach zjazdu z Przełęczy przestałem żałować, że poszedłem w moich nartach &amp;quot;zjazdowych&amp;quot;, które wcześniej ciążyły mi na podejściu. Pełna kontrola nad nartami, pewność ruchów... klasa! Zjazd był naprawdę syty, przynajmniej dla mnie i Furka. Pumie udało się zsunąć bez szkód dla kolana, ale też bez większej przyjemności; musiała sobie zrekompensować straty moralne racuchami w Murowańcu. Plan wyjściowy obejmował zjazd do Kuźnic przez Kasprowy, ale zrobiło się trochę późno i musieliśmy salwować się ucieczką przez nartostradę z Hali. Koleiny w zmrożonym śniegu dawały konkretny poślizg, a w połączeniu z zapadającym zmrokiem dostarczyły także dodatkowej dawki adrenaliny, jeśli komuś jeszcze było mało. Nartostradą da się zjechać mniej-więcej do Nosalowej Przełęczy. Mniej-więcej, bo zależy to od determinacji, podejścia do sprzętu i budżetu jakim się dysponuje na jego remont. Wycieczkę kończymy ok. 21:30 uroczystą kolacją.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie,|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;|14-20 04 2010}}&lt;br /&gt;
Zaległy, zeszłoroczny urlop plus odwołany zjazd na uczelni, poskładał się na kolejna ucieczkę od szarości miasta. Pogoda w kratkę, od zalegającego wszędzie mleka i opadów deszczu lub śniegu, po palące słońce na bezchmurnym niebie. Śniegu pełno, na moku większość szlaków nieprzetarta. W czasie &amp;quot;okienka&amp;quot; udało się przetorować na Mnicha wśród huku spadających mniejszych i większych lawinek:) strasznie mało miejsca na tym wierzchołku:)) drugi dzień &amp;quot;okienka&amp;quot; totalnie zmarnowany na przebijanie się lasami na Gąsienicówkę. Następnego dnia, mimo niecnych planów, udało się już tylko dojść do Koziej Dolinki, zapanowało mleko i chmury. Nie widać było skąd &amp;quot;huka&amp;quot;:) Zejście piękną Jaworzynką we wschodzie słońca, wśród rozkwitających krokusów:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie, Ciemniak|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 04 2010}}&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Ciemniak. Warunki nieprzychylne: opady śniegu, widoczność ograniczona - nad Chudą Przełęczą do 20 m. Wprawiam się coraz bardziej w zjazdach na GPS, doszedłem już do tego, że noszę ze sobą zapasowy odbiornik (w postaci telefonu z wgraną mapą topograficzną).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA, Wysokie Taury, Grossglockner|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 02 04 2010}}&lt;br /&gt;
Postanawiam zrobić trochę użytku z aklimatyzacji pozostałej mi po wyprawie na Kitzsteinhorn. Wiadomo, chodzenie solo po nieznanych górach jest ryzykowne - wybieram zatem masyw, w którym podobno bywają tłumy ludzi. Może uda się podłączyć pod jakąś grupę, albo przynajmniej w razie problemów, może ktoś na szlaku mnie poratuje. Mimo wszystko bojąc się trochę, wybieram najłatwiejszą drogę - z Lucknerhaus przez Adlersruhe. Najłatwiejsza oznacza w tym wypadku i tak ponad kilometr po lodowcu, UIAA II, nachylenie 35 - 40 st.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw, w środę 31.03., po pożegnaniu się z kolegami i koleżankami z wyprawy na Kitza, docieram z chatki pod Lampo do parkingu w Kals (1924). Stamtąd ruszam o 13:00 do Stuedlhutte (2801), gdzie zamierzam nocować. Po drodze wyprzedzam trójkę Austriaków z przewodnikiem - zamieniamy kilka słów, wygląda na to, że mają podobne plany. Super. Tylko coś wolno idą, jak na miejscowych...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W schronisku, odpowiedzią na pytanie, czy są jakieś wolne miejsca, jest śmiech. W obiekcie przewidzianym na 104 osoby jest o zgrozo, cicho i głucho - oprócz mnie tylko obsługa. Ponieważ jestem ponoć Junior Mitgleider, nocleg kosztuje mnie 6 EUR (sic!)... no ale odbijają to sobie na jedzeniu, które jest horrendalnie drogie. Godzinę po mnie dociera powolna czwórka, na kolacji jest jeszcze jeden gość. Gdzie te tłumy?... Cały plan w łeb. Nie umiem zasnąć, może to tylko kwestia wysokości, ale może też jestem przerażony łażeniem po lodowcu samopas.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W chatce panuje germańska dyscyplina tzn. śniadanie o 6:00. Dzięki temu udaje mi się wyjść o siódmej. Pogoda dopisuje, słońce zza grani oświetla lodowiec Koednitzkees i widzę dokładnie co jest grane, tzn. potrafię odnieść narysowaną na mapie &amp;quot;rozsądną trasę&amp;quot; do terenu. Niestety z minuty na minutę sytuacja się pogarsza, chmury schodzą coraz niżej, zaczyna wiać. Kiedy o dziewiątej docieram do chatki Erzherzog-Johann (3454), regularnie pada śnieg i widoczność spada do ok. 50 metrów. Chatka jest zamknięta, ale ma &amp;quot;pokój awaryjny&amp;quot;, także ucinam sobie dwugodzinną drzemkę (niestety w sąsiedztwie śmieci, niestety ewidentnie z Polski (!)) - a nuż się poprawi. Nie poprawia się jednak, także przyjmuję założenie, że to wyjście nie będzie dla widoków, a tylko dla przejścia ciekawej drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców o ciekawości drogi na Glocknera wypowiadać się nie mogę, bo troszku się pogubiłem i poszedłem jakimś wariancikiem. Było trochę dramatycznie (momentami bardziej IV niż II), no ale przeżyłem, wychodząc na przełęczy między Kleinglocknerem a Grossglocknerem. Najwyższy szczyt Austrii (3798) osiągam ok. 13:30, w totalnym mleku i silnym wietrze. Wypijam pospiesznie trzy kubki herbaty, zdjęcie no i zawracam, tym razem już normalną drogą. Przynajmniej przez 200 m pionu, bo potem znowu jakoś zboczyłem, ale już bez negatywnych emocji. W Erzherzogu-Johannie zatrzymuję się tylko na moment, żeby odmrozić kominiarkę - no i pędzę szukać nart, zostawionych na brzegu lodowca. Zjazd Koednitzkeesem trochę stresujący. Moje ślady zasypało, także raz po raz nerwowe spoglądanie na GPSa. Z uwagi zaś na ograniczoną widoczność, prędkość jazdy musiałem szacować patrząc na czubki nart. Do Stuedlhutte docieram nieco po 16, zastając Austriaków na ćwiczeniach lawinowych, czyli aktywności dużo lepiej dostosowanej do pogody niż moja wycieczka. Schronisko powoli wypełnia się ludźmi, a sądząc z ilości telefonów odbieranych przez obsługę, na święta to dopiero będzie tu pełno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, w pięknej pogodzie wychodzę na Teufelskamp (3511), oglądając Glocknera od zachodu i północnego zachodu. Przemierzając lodowiec Teischnitzkees poznaję dokładnie drogę na szczyt przez Stuedlgrat. Jakby ktoś był na to chętny, dajcie znać, bo na solo to się nie nadaje. Przebytą przeze mnie wczoraj trasą przez Adlersruhe ciągną tłumy - na Koednitzkees widzę cztery grupy. Wycieczkę kończę dosyć szybko, ok. 13:00 jestem z powrotem po rzeczy w Stuedlhutte... a tam: &amp;quot;Mateus? Bist du Mateus, aus den Polnischen Hoehlenverein?&amp;quot;. No, tego się nie spodziewałem. Zamieniamy z kolegą z Salzburga kilka zdań, pokazuję zdjęcia z Kitza, zjadamy po szarlotce. Pakuję śpiwór, laptopa. &amp;quot;Ciężki masz plecak jak na jazdę na nartach.&amp;quot; &amp;quot;Nooo, masz rację, niestety.&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety. Na zjeździe z Stuedlhutte, ok. 10 minut przed parkingiem tracę kontrolę nad nartami, lecę na przody i dociążany przez plecak - łamię rękę. Taki właśnie ból wyobrażam sobie przy porodzie. Pobolało pół minuty i trochę zeszło - pomyślałem sobie, ot nadwyrężyłem mocno nadgarstek. Poboli i przestanie. Pozbierałem się, zjechałem do auta, zapakowałem...  Tak sobie jadę i myślę, trochę spuchło, a może by tak zaeksperymentować - pewnie do szpitali przychodzą tu ludzie z większymi błahostkami. Istotnie, dla Umfallchirurgii w Krankenhausie w Lienz mój przypadek był błahostką, nie wartą więcej niż 10 minut. &amp;quot;Does this hurt?&amp;quot; &amp;quot;No...? AAAuaaa!!!&amp;quot; &amp;quot;Okay, we'll make an X-ray&amp;quot; ... ... &amp;quot;There, you see this fracture?&amp;quot;. No istotnie, jest rysa gdzieś na końcu kości promieniowej. &amp;quot;We'll have to plaster it.&amp;quot;. Cztery do sześciu tygodni w gipsie; a za tydzień wpadnij na kontrolę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zatem do usłyszenia - następny opis nieprędko ;-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Rzędki, czyli dream-team na wspinie ;-) |Ania Bil, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Wojtek Sitko|1 04 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Taki ot climbingowo-(ciut)restowy event w skałach. Pogoda cud miód! Dyskusje o życiu i dywagacje nt. roli śledziony w odnajdywaniu w sobie nowych pokładów mocy, przełamujących wszelkie trudności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sprawach technicznych mam nadzieję wypowie się Karol, dbając oczywiście o czystość naszej polskiej polszczyzny;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA, Wysokie Taury, Kitzsteinhorn|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Jakub Nowak, Bartłomiej Berdel, Jan Wołek, Michał Pawlikowski; WKTJ: Robert Matuszczak; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 31 03 2010}}&lt;br /&gt;
Udział w wyprawie KKTJ-u. Szerzej [[Relacje:Kitzsteinhorn_2010|w sekcji wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wirek - szkolenie przedmedyczne w klubie|Maciej Dziurka,  Andrzej Rudkowski ,  Damian Ozimina,  Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk,  Aleksandra Krzyżanowska, Jerzy Krzyżanowski, Tomasz Wieszyński, &amp;lt;U&amp;gt;Kasia Jasińska – Żmuda &amp;lt;/U&amp;gt;, os. tow. - Paulina Dałkowska,  Paweł Twardoch         &lt;br /&gt;
|27 - 28 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W klubie odbyło się szkolenie w udzielaniu pierwszej pomocy przedmedycznej. Szczegóły w AKTUALNOŚCIACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - Dolomity, wspin w kamieniołomach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil|26 i 28 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na brak chętnych na dalszy wypad w piątek decydujemy się na dolomity. Wspinamy się w starym kamieniołomie, gdzie miałem kilka dróg, z którymi chciałem wyrównać rachunki. Pogoda idealna, wspinaczy kilku się pojawiło, ale o tłoku nie można tu mówić. Zrobiliśmy kilka ciekawych dróg, a o poziom adrenaliny zadbała, jak zawsze niezawodna kruszyzna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na niedziele planowaliśmy wyjazd w skałki olsztyńskie, niestety akcja załamała się rano, gdy prognoza pogody, mówiąc delikatnie, nie miała za dużo wspólnego z tym, co widzieliśmy za oknem. Dopiero około południa nieznośne słońce zmobilizowało nas do działania, ale było  trochę za późno na jurę, więc…. dużego wyboru nie było - dolomity, lecz tym razem dla odmiany nowy kamieniołom. Miejsce warte polecenia, przede wszystkim ze względu na długość dróg. Pomimo niepewnej pogody udało nam się trafić w okno pogodowe, które pozwoliło na całkiem fajny wspin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Finał Pucharu Polski Amatorów - Zawody KW Zakopane w ski-alpinizmie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu koledzy z SBB: Jurek, Michał i Wanda Ganszer, Jurek Pukowski, Zosia Chruściel|26 - 27 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zawody godne finału Pucharu Polski. Wbrew przepowiedniom meteorologów (w nocy lało a spałem u Gliców) i braku śniegu na niżej położonym terenie zawody odbyły się i to nawet na wydłużonej trasie. Start spod Harnasia w dolinie Kościeliskiej, dalej bieg 3 – 4 km (ja biegłem w trekach) na Przysłop Miętusi i do doliny Małej Łąki. Śnieg zaczynał się dopiero na końcu polany. Dalej już na nartach w górę. Rewelacyjne podejście Głaźnym Żlebem wprost na przełęcz Kondracką (wyszło słońce). Następnie ciekawy zjazd po lawinisku z przełęczy na Polanę Kondratową. Ale to nie koniec. Na dobitkę podejście na Przełęcz pod Kopą Kondracką i wejście na Suchy Wierch Kondracki. Stąd emocjonujący zjazd żlebem w dół po różnych gatunkach śniegu aż do „esa” skąd ostatnie krótkie podejście do schroniska na Kalatówkach.  Cała trasa o długości 15 km i 1300 m przewyższenia.  Zajęło mi to 3 godz i 4 min. Tym razem byłem 4 w nestorach i ok. 30 miejsca w ogóle (65 startujących). W generalnej klasyfikacji Pucharu Polski Amatorów w narciarstwie wysokogórskim po 8 edycjach w kategorii nestorów zająłem 2 miejsce za Zbyszkiem Rajtarem a przed ubiegłorocznym zwycięzcą Stasiem Kruczkiem.  Tu wyniki: http://www.watra.pl/files/get/WYNIKI%20KW%20ZAKOPANE.pdf a tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FfinalPPA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Podsumowanie:&amp;lt;/b&amp;gt; Brałem udział w wszystkich edycjach PPA (do generalki liczone było 5 najlepszych). Mimo, że na początku z rezerwą podchodziłem do tego typu imprez po ukończeniu zmieniłem zdanie. Jest to na swój sposób wyzwanie, któremu potem trzeba sprostać. Tak więc ciekawe trasy (no może z wyjątkiem Czantorii) w różnych pasmach górskich, już same w sobie traktować można jako fajne tury. Następną sprawą jest samodyscyplina (trzeba pojechać na określoną datę i godzinę a także stosownie się przygotować zwłaszcza pod względem kondycyjnym). Na trasie cały czas się idzie na granicach swoich możliwości często nawet na kredyt. Na pewno to jedna z trudniejszych dyscyplin sportowych a zarazem nawiązująca do pierwowzoru narciarstwa. Wydolność na podejściach, technika na zakosach, potem trudne zjazdy, często miedzy drzewami lub żlebach. Przy tym wszystkim cała logistyka rozłożenia sił, umiejętność szybkiego wykonania przepinek, nawet spożywanie płynów i słodyczy wymaga wysiłku i techniki.  Jako jeden z nielicznych startowałem na zwykłym sprzęcie turystycznym, który niestety jest co najmniej 2 razy cięższy od sportowego co w całych zawodach przełożyło się na dziesiątki przeniesionych ton więcej.  Oprócz tego przegrałem zawody zespołowe. Tak więc 2 miejsce jest chyba sprawiedliwą wypadkową choć walka była do samego końca. Poszczególne zawody organizowały kluby wysokogórskie z Krakowa, Warszawy, Zakopanego, Rzeszowa a także klub Kandahar i firma Polarsport. Patronem imprezy była firma Berghauz.  Niektóre zawody podciągnięte były pod kalendarz PZA.  Generalnie wszystkie zawody były w miarę dobrze przygotowane. Do szczegółów się nie doczepiam bo tylko ci nie robią błędów co nic nie robią. W zawodach startowało wiele osób z klubów wysokogórskich, klubów speleologicznych (zwłaszcza SBB: Zosia Chruściel – 1 w nestorkach, Michał Ganszer – 1 w kadetach) a także klubów narciarskich.  Zachęcam klubowiczów do spróbowania swoich sił w przyszłym roku . &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek|21 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo niesprzyjającej prognozy pogody postanowiliśmy zaryzykować. Słońce grzało, że hej a my szukaliśmy skrawków śniegu. Dopiero na przełęczy Glinne ujrzeliśmy płaty śniegu, które ewentualnie nadawały się na skitury. Już myślałam, że zafudujemy sobie pieszą wycieczkę ale postanowiliśmy jednak ryzykować. Z przełęczy ruszyliśmy niebieskim szlakiem w kierunku Pilska. Początkowy odcinek obfitował w dużą ilość konarów, krzaków itp. za to śniegu było jak na lekarstwo. Jednakże szybko się to zmieniło i po pewnym czasie dotarliśmy już do poważnego śniegu-turyści zapadali się nawet po pas. Powyżej Rezerwatu Pilsko, w partii podszczytowej zaczęły się poważne zawieje. Postanowiliśmy iść dalej, jako że wiatr był w miarę ciepły. Padał deszcz ze śniegiem. Ze szczytu, we mgle, zjechaliśmy  do schroniska na Hali Miziowej, stamtąd przepięknym czerwonym szlakiem dotarliśmy na Przełęcz Glinne, gdzie zostawiliśmy auto.&lt;br /&gt;
Opłaciło się zaryzykować, mimo że wiosna za pasem. Poza tym, moje świeżo zregenerowane, podklejone i zaimpregnowane foki spisały się na medal.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  Ania Bil, Tomasz Pawlas, Łukasz Pawlas, Andrzej Rudkowski|20 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie koniec zimy!!! Na pierwszy wypad wybieramy Rzędkowice ze względu na korzystną wystawę oraz na fascynacje tym rejonem Rudego. W drodze na miejsce obstawiamy ilu wspinaczy wpadło na ten sam pomysł, co my. Na parkingu zastajemy tylko jedno auto, lecz trzeba dodać, że byliśmy tam już o 9.30. Niestety już dwie godziny później  liczba wspinaczy na każdy metr kwadratowy wzrosła gwałtownie. Zaczynamy spokojnie od dwóch krótkich, ładnych, rozgrzewkowych dróg. Następnie udaje się nam bez kolejki!!! powspinać na Lechworze, lecz szybko się przenosimy na mniej obleganą Turnie Kursantów. Tam robimy kilka bardzo fajnych dróg, z których najwięcej czasu i sił poświęcamy na Czerwone Brygady. Na koniec dnia wspinamy się na Zegarowej, lecz nie zostajemy tam zbyt długo ze względu na silny, nieprzyjemny wiaterek. Podsumowując można bezsprzecznie ogłosić, że sezon wspinaczkowy rozpoczął się na dobreJ&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Puchar SNPTT im. Józefa Oppenheima w Narciarstwie Wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu kol. z SBB: Jurek i Michał Ganszer, Zosia i Ola Chruściel oraz inni|19 - 20 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszy dzień w nocy podchodzę na nartach żmudną jak dla mnie doliną Chochołowską do schroniska. Nazajutrz słonecznie i ciepło. Po kontroli pipsów startujemy na Bobrowiecką przełęcz - potem dość strome zakosy na Grzesia - dalej na przełęcz pod Rakoniem (z uwagi na mocny wiatr organizatorzy skrócili odcinek na Rakoń) - stąd ładny zjazd między kosówkami, który mocno dawał na nogi - ostatnie metry to krótki podbieg do schroniska. Trasa krótka więc na początku w tłoku. Dopiero na grani wszystko się rozciągło i było więcej swobody.&lt;br /&gt;
Niektórzy zawodnicy zaliczali wywrotki, łamanie kijków, byli nawet ranni (lekko). Startowało ponad 100 zawodników. W nestorach byłem 3, Jurek - 7, Zosia - 1 (w nestorkach), Michał 3 (kadeci). W oczekiwaniu na zakończenie imprezy wygrzewamy się przed schroniskiem w słonku, potem obiad i piwo od sponsora. Po wręczeniu nagród zjeżdżam na nartach aż do auta. Tu wyniki: http://www.sport-timing.pl/system/wyniki/12/WYNIKI.pdf , a tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FOppenhaim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Serdecznie pozdrawiam kolegów a zarazem rywali z trasy. Była naprawdę fajna atmosfera&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - tura|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach|18 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pilsko - tura|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach, Lechu - osoba towarzysząca|14 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w okolice Lipowskiej i Rysianki|Henryk Tomanek, Bianka Fulde-Witman|14 03 2010}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z gatunku &amp;quot;szalonych&amp;quot;. Start na nartach z Złatnej niebieskim szlakiem w stronę Lipowskiej. Po intensywnych nocnych opadach kompletnie nie przetarty. Bianka pierwszy raz w życiu skitury na nogach (buty zjazdowe) a narty w ogóle chyba trzeci raz. Heniek torował szlak, który w warunkach letnich zajmuje góra 3 godziny teraz pochłania 7 godzin i to bez dotarcia do Lipowskiej. Z uwagi na zapadające ciemności i coraz gorszą pogodę Heniek decyduje najkrótszą drogą (była to przecinka leśna) dostać się do czarnego szlaku schodzącego z Rysianki do Złatnej Huta w dolinie potoku Bystra. Aby szybciej się poruszać Bianka próbuje zdjąć narty ale efekt to zapadnięcie po pas w śniegu. W dodatku narasta zmęczenie. Przedzierając się przy czołówkach w sypiącym śniegu przez las udaje im się dotrzeć wreszcie do nie przetartego czarnego szlaku, którym zjeżdżają do Huty. Stąd Heniek podąża 3 km po auto do Złatnej a Bianka (chyba jednak już osłabiona i zmaltretowana niewygodnym obuwiem) oczekuje na miejscu. Jak się okazało droga jezdna też zasypana i dojazd wcale nie był prosty. Przy aucie byli o godzinie 22. Stąd Heniek dzwoni do żony Moniki a rozmowa wygląda mniej więcej tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;...Jestem przy aucie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...Otworzyć ci garaż? (Monika myślała, że przy domu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...My jesteśmy przy aucie ale w Złatnej...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do domu wrócili w milczeniu o północy. (wg relacji Heńka - D. Sz.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja do jaskini Kasprowej Niżnej|Tomasz Jaworski, Andrzej Rudkowski, Jerzy Krzyżanowski, Jan Dobkowski, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Ozimina&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy w sobotę rano spod Plazy. Większości z nas podróż minęła dosyć szybko, ponieważ wóz Pająka umożliwiał bardzo wygodne spanie podczas drogi. Do Zakopanego zajechaliśmy około godz. 10.Po szybkim zorganizowaniu zaczęliśmy podążać w stronę jaskini, by o 11 zacząć wchodzić do dziury. Naszym celem było dojście do syfonu Danka, co udało nam się zrobić dosyć szybko. Po drodze nie musieliśmy kombinować jak przejść wodę, gdyż jej nie było. Minęliśmy nawet ponton zostawiony przez TOPR, a przy syfonie natknęliśmy się na ekwipunek nurka, też z TOPRu. Stamtąd wróciliśmy do sali rycerskiej, gdzie spotkaliśmy inną grupę grotołazów i poszliśmy na zapałki, a po nich już powrót do wyjścia. Wyszliśmy ok.17 i po przebraniu poszliśmy w stronę Pająka speleobusa, który został zaparkowany pod skocznią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skiturowy Puchar Polski Amatorów - skialpinistyczny memoriał Strzeleckiego w Tatrach Wysokich|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur Kondracki (partner w zespole), na miejscu koledzy z SBB m in.: Jerzy i Michał Ganszer (startowali razem w zespole), Beata Michalska, Błażej Nikiel, Zofia Chruściel i inni |12 - 13 03 2010}}&lt;br /&gt;
Spotykamy się w piątek wieczorem w przytulnym schronisku w Roztoce. Marek Głogoczowski (zawody organizował KW Warszawa i KW Kraków) na odprawie zapoznaje uczestników z trasą. Nazajutrz start sprzed schroniska i podejście na czas doliną Roztoki do schroniska w 5 Stawach. Artur pognał do przodu i spotykam go dopiero przed schroniskiem. Dalej turystycznie podchodzimy po lodzie na stawach pod Kołową Czubę. Wiatr, śnieg, ograniczona widoczność. Początkowo zjazd miał być z przełęczy Schodki ale z uwagi na fatalne warunki śniegowe został przeniesiony na bulę (2000)pod Kołową Czubą. Zjazd (po bramkach) początkowo stromymi żlebikami (nawet się potknąłem) potem najkrótszą drogą na lód Przedniego Stawu i do schroniska gdzie ja z kolei czekam na Artura. Tu koniec ścigania. Żurek w schronisku i zjazd doliną Roztoki do Wodogrzmotów. &amp;quot;Gwoździem&amp;quot; programu okazało się fakultatywne przejście trasą: Wodogrzmoty - Polana pod Wołoszynem - Wksumndzka Rówień - Gęsia Szyja (1490)z pięknym skałkami wapiennymi na szczycie - zjazd na Rusinową Polanę - schronisko Roztoka. Cała trasa wg Głogoczowskiego 22 km i 1700 m przewyższenia. Wszyscy uczestnicy bezpiecznie wrócili do schroniska gdzie wieczorem miało miejsce zakończenie imprezy. Po podliczeniu (stosuje się tu jakieś skomplikowane przeliczniki, współczynniki, przeliczenia na punkty) zajęliśmy 14 miejsce jako zespół. Mimo, że przy grzańcu atmosfera w schronisku się rozkręcała ja w nocy wracam do domu. W Tatrach sypało śniegiem niemal ciągle. Tu klasyfikacja Pucharu Polski - http://www.kandahar.miconet.pl/dokumenty/2010/ppa/klasyfikacja%20PPA%202010%20po%204%20edycjach%20M.pdf&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - tura|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;|07 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skiturowy Puchar Polski Amatorów - okolice Mosornego Gronia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |7 03 2010}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim falstarcie (jechałem w sobotę na zawody i w Makowie Podhalańskim przypomniało mi się, że zawody są nazajutrz)w niedzielę już bez rozterek docieram do Zawoji. Śniegu trochę przybyło. Start przy górnej stacji wyciągu na Mosorny Groń. Tym razem rekordowa liczba uczestników - 137. Najpierw zbieg po kamieniach na miejsce z śniegiem. Dalej trochę tłoku ale potem wszystko się rozchodzi i jest spokojnie. Trasa jest ciekawa. Szlakiem w stronę Hali Śmietanowej. Potem dość wymagający stromy zjazd w lesie między drzewami.Następnie bardzo długi ale łagodny zjazd w stronę przysiółka Mosorne. Podejście ciekawym terenem do górnej stacji, zjazd do połowy nartostradą i podejście pod wyciągiem po kiepskim śniegu do mety. Trasa krótka ale ciekawa. W ogólnej klasyfikacji byłem 50 wśród &amp;quot;dziadków&amp;quot; 2 (choć tym razem byliśmy w jednym miechu z ogólnie starszymi). Tradycji stało się zadość i tym razem. W trakcie zawodów prószył śnieg a 3 razy trzeba było zdejmować narty aby pokonać odcinki niemal bezśnieżne. Potem jeszcze ceremonia zakończenia, którą spędziłem w fajnym towarzystwie znajomy z poprzednich zawodów (pozdrawiam). Zjazd do auta nartostradą z pięknym już widokiem na Babią Górę. Przy aucie -13 stopni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry- Jaskinia Czarna- trawers|&amp;lt;u&amp;gt;Katarzyna Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra Skowron&amp;lt;/u&amp;gt; |6 - 7 03 2010}}&lt;br /&gt;
Dzięki dziewczyny za wspaniały wyjazd- bylo super! :)) (na razie tyle, ale myślę warto poczekać na opis Kasi;-))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…i chociaż nikt już w to nie wierzył podjęłyśmy trzecią próbę i pojechałyśmy… Odziane bielą Zakopane powitało nas siarczystym mrozem. Pokłoniłyśmy się gospodarzom na bazie, zapewniając, że jesteśmy psychicznie zrównoważone i że wiemy co robimy – raczej nie uwierzyli.&lt;br /&gt;
	Spakowałyśmy wory. Próbowałam wcisnąć jeszcze gdzieś miśka, ale Aga posadziła go na stole  -  ty tu siedzisz i pilnujesz, a jak wrócimy obiad ma być gotowy. Uległam wobec jej stanowczości. Jeszcze wpis do książki, pamiątkowa fotka i trzy kobiety „po przejściach” w pełnym speleorynsztunku  przemaszerowały Doliną Kościeliską w poszukiwaniu nowych „podkładów” kobiecości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Na podejściu jest ślisko. Pod świeżym puchem szklanka. Przeskakujemy beztrosko od drzewka do drzewka i przed otworem doganiamy „7 wspaniałych”  kolegów z Łodzi, którzy oddają się celebracji szpejenia. Wiemy, co to dla nas oznacza – pokorne oczekiwanie . Panowie proponują, żebyśmy skorzystały z ich lin, ale Ola zdecydowanie odmawia tłumacząc, że to sprawa honoru i że absolutnie jest to wykluczone. Przebieramy się i ….czekamy i …. czekamy…. I gdy już prawie zapadłyśmy w 3 stopień hipotermii lina drgnęła i łaskawie wysunęła się z batinów otwierając nam drogę do wnętrza, o którego cieple marzymy z utęsknieniem. I zaczęło się nasze „ZEJŚCIE” (film – znakomita komedia – polecam;)). Mykamy w dół. Partie przyotworowe usiane są mnóstwem lodowych pipantów. Żartujemy z ich falicznych kształtów. Budujące są spokój i pewność, z jakimi ściągamy linę. Żadna z nas się nie waha, nie ma wątpliwości, że sobie poradzimy. Ta pewność wyzwala pozytywne emocje, ciśniemy w głąb z radochną i zacietrzewieniem.&lt;br /&gt;
	Depczemy Łodzianom po piętach, ale są zbyt „rozciągnięci”, żeby móc ich wyprzedzić. Pod Węgierskim czekam ponad godzinę. Nie wiem, co mnie powstrzymuje przed rzuceniem jakiejś adekwatnej do sytuacji i dosadnej „zachęty”. Tym razem jednak nie zachowam się jak facet. No nie wypada po prostu;) Dla zabicia czasu śpiewamy z Olą z naciskiem na decybele. Dominuje repertuar piosenek dziecięcych, ale gdy w czarnej sali echem odbija się „Bal…” M. Rodowicz  atmosfera staje się wyjątkowa, bo to nasz bal dzisiaj… nasz „Dzień Kobiet”. Magia  kryje się w ciemnościach i otacza nas niczym potwory w amerykański horrorze. Czuję jej obecność, ale nie widzę, nie nazywam, by nie spłoszyć…&lt;br /&gt;
	Przestajemy się spieszyć, pośpiech niczego nie zmieni. Cierpliwie śledzimy postępy chłopców. Aga niestrudzenie cyka fotki i targa „Kilerka” – żółta, pietnastokilowa kanalia. Za Prożkiem Furkotnym Ola przejmuje prowadzenie.&lt;br /&gt;
	Rezolutna Pani Kierownik przystąpiła do pertraktacji i wynegocjowała z Ładzinami, że puszczą nas przodem, ale dopiero  w Sali Bernarda. Stanęło na tym , że Panowie trawersem nad Imieninową a „ Szybkie Damy” studnią w dół. Tu mały zonk - hmmm… ktoś pamięta jak się łączyło liny różnej grubości? Szybka burza mózgów i patent rodzi się sam. Budzi na tyle zaufania, że zjeżdżamy bez obaw. Z dna Imieninowej galopem do Sali Benka. Progiem  Latających Want Ola przemknęła jak torpeda. Grupa wsparcia posuwała się wolniej z uwagi na wory. Przed obejściem trudności Aga przechodzi szybki kurs „obciągania stópką”   - cokolwiek to oznacza J. I po trudnościach.&lt;br /&gt;
	Przebieramy się jeszcze w jaskini (buty, stuptuty) i drzemy do otworu. Nie wiem o co chodzi z tym vibramem, ale w jaskini to się w ogóle nie sprawdza. Brak sił tarcia daje się odczuć na ostatnich metrach. To też podkładamy swoje kobiecości pod siebie (znaczy łazimy sobie po plecach). Aga z przerażeniem staje na plecach filigranowej Oli i po chwili już wyczołgujemy się na zewnątrz. Zakładamy zjazd z 70-tki i bezpiecznie opuszczamy zalodzone stromizny. Lina sztywnieje w oczach i sterczy z wora jak  niepokorny szczypior. Teraz już tylko w dół, w świeżym, iskrzącym puchu.&lt;br /&gt;
	Polana. Telefony do tych , którzy czekają i kibicują. Tak dobrze wiedzieć, że ktoś czeka… przytulasy, radość i uśmiechy na już nieco sfatygowanych twarzach (mija 11 godzina akcji). Wdzięczność i kupa szczęścia. &lt;br /&gt;
	Schodzimy w milczeniu, w niemej solidaryzacji jajników, ramię przy ramieniu, nie odstępując się na krok. Sprzęt pobrzękuje w rytm naszych kroków, ziąb nie dokucza. Przy samochodzie sprawdzam temperaturę (18 poniżej zera). Ups! Cichutko wchodzimy na bazę. Dom śpi a my kąpiemy się i warzymy grzańca. To wino kupiłam 3 miesiące temu, kiedy wpadłam na pomysł babskiej akcji. Wystarcza nam sił tylko na jeden kubek i zasypiamy w locie do poduszki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Szmaragdowa jest ta noc….. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klejnotem to, czego nazwać nie potrafię…..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To ja Wam dziękuję dziewczyny…. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Nie brakowało nam kondycji i umiejętności. Nie napotkałyśmy na żaden problem, którego nie umiałybyśmy rozwiązać. Wiem, że dla wielu trawers Czarnej to prosta akcja, mizerne osiągnięcie. Nie będę z tym dyskutować. Nie na tym polegała jednak wartość tego przejścia. Pierwszy raz działamy tak świadomie i odpowiedzialnie. Na akcjach koedukacyjnych usuwamy się na bok, bo wychodzimy z założenia, że zrobicie to szybciej i lepiej od nas. Oddajemy Wam pałeczkę z uwagi na czas a przecież nie o to chodzi.  Mam nadzieję, że to nie ostatni taki zryw i że będzie nas więcejJ&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozdrawiam &lt;br /&gt;
Stefan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|60-lecie STJ KW Kraków|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; |06 03 2010}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano solowe wyjście na skitury w Tatrach. Nie było to ani zbyt rozsądne, ani zbyt bezpieczne - usłyszałem *ten* dźwięk, i to niestety nie jeden raz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem udział w obchodach 60-lecia STJ KW w Krakowie. Dobrze przygotowana impreza z wspomnieniami, slajdami, filmami i mnóstwem znamienitych gości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę (z Gosią Czeczott) spacer na turach do Goryczkowej, a potem testowanie zachowania nart w świeżym śniegu - korzystaliśmy w tym jednak z wydatnej pomocy wyciągu na Gąsienicowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - lodospady oraz jaskinia Lamprechtsofen| RKG: Tomasz Jaworski, Damian Żmuda, Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Wojciech Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;; w akcji jaskiniowej brali udział: RKG: Mateusz Golicz; WKTJ: Norbert Skowroński, Marcin Gorzelańczyk, Michał; |24 - 28 02 2010}}&lt;br /&gt;
Dzięki aktywności i zaangażowaniu Mateusza mieliśmy okazję wejścia do jednej z najgłębszych jaskiń na świecie – jaskini Lamprechtsofen. Plan wyjazdu urodził się dla naszej czwórki dosyć szybko, choć nie obeszło się bez dawki bólu okołoporodowego. Wyruszamy w czwartek z Rudy z zamiarem dotarcia do rejonu Austrii, gdzie będziemy mogli powspinać się trochę na lodospadach. Karol, uzbrojony w całe dwa wydruki z internetu był naszym przewodnikiem. Pod wieczór docieramy na miejsce i pierwsza konsternacja – ostatnie 4,5 km drogi jest płatne. Nasza desperacja jest na tyle silna, że postanawiamy następnego dnia skoro świt opłacić haracz (9 euro) byle tylko dotrzeć do tych lodospadów. Noc spędzamy w namiocie na przydrożnym parkingu. Rano wstajemy i ruszamy wyłoić coś w lodzie. Po dotarciu pod szlaban kolejna konsternacja – nie ma komu zapłacić za przejazd. Tak więc pozostaje nam piesza wycieczka pod lodospady. Po dwóch godzinach marszu docieramy do pięknej doliny. W międzyczasie zaczyna padać deszcz a po chwili już śnieg. Ale to nie mogło nas zrazić. Kubek ciepłej herbaty w schronisku, krótkie negocjacje z obsługą i już mamy pozwolenie na skorzystanie ze sztucznej lodowej ścianki jaka stoi przed schroniskiem. Pierwsze metry pokonuje Damian, potem po kolei każdy z nas ma okazję zasmakować przyjemności lodowego wspinania. Po krótkiej rozgrzewce (każdy z nas przechodzi dwie drogi), postanawiamy przenieść się na naturalne lodospady. Znajdujemy odpowiedni cel i znów do ataku rusza Damian. Prowadzi z dolną asekuracją jako pierwszy drogę o długości ok. 35 metrów i zakłada wędkę dla nas – mniej zaawansowanych. Później zabawa zaczyna się na całego i każdy z nas ma okazję doskonalić swoje umiejętności. Dzień pomimo padającego nieustannie śniegu zaliczamy do bardzo udanych. Wracamy do samochodu i ruszamy do chatki grotołazów znajdującej się przy wejściu do jaskini Lamprechtsofen. Po dotarciu na miejsce okazuje się, że chatka jest zamknięta a w środku nikogo nie ma. Nic to jednak dla grupy młodych aktywistów z Nocka. Już po półtorej godzinie znajdujemy klucz i dostajemy się do środka. Po chwili wraca szeroka ekipa ze spotkania w Salzburgu. Ustalamy wstępnie plan na dzień następny i udajemy się na spoczynek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień to akcja w jaskini. Najwyższa Komisja wydaje opinię – można iść. Mateusz jest naszym przewodnikiem. Od początku narzuca zdecydowane tempo. Jaskinia generalnie jest dobrze zaporęczowana, wyposażona w stalowe drabiny i inne udogodnienia. Urozmaiceniem wędrówki są mosty linowe i przeprawa „promowa”. Po dotarciu do biwaku decydujemy, że dojdziemy do partii zwanych „King-Kong”. To ogromna dwustumetrowa studnia sprowadzająca w dół jaskini. Dwójka poznaniaków postanawia zawrócić z biwaku i czekać na nas w drodze powrotnej. Reszta ekipy rusza dalej. Po ok. godzinie docieramy do studni. Sprawdzamy organoleptycznie, że jest faktycznie głęboka i zaczynamy odwrót. W drodze powrotnej napełniamy wory zlasowanym karbidem (obiecaliśmy wynieść śmieci) i solidnie dociążeni ruszamy do wyjścia. Dodatkowe obciążenie, braki kondycyjne i postępujące zmęczenie kumulują się (szczególnie u mnie), co spowalnia nieco akcję. Na szczęście wszyscy cało i o własnych siłach wychodzą z jaskini. Cała akcja zajęła nam ponad 10 godz.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Jaskinia sama w sobie jest bardzo ciekawa. Pięknie myte korytarze przeplatają się z większymi i mniejszymi salami. Jest też coś dla miłośników czołgania i pełzania. Każdy znajdzie coś dla siebie. W pełni usatysfakcjonowani wracamy w niedzielę bez większych przeszkód do Rudy.&lt;br /&gt;
Ogólnie wyjazd był bardzo udany. Przede wszystkim chcę w nszym imieniu podziękować Mateuszowi za to, że pamiętał o nas i zorganizował wejście do jaskini (co wcale nie jest takie proste) oraz był naszym przewodnikiem. Mam nadzieję, że nie był to ostatni raz :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wędrówka na Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk |27 - 28 02 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna trasa, piękna pogoda, ciekawi ludzie... tak pokrótce można opisać ten wyjazd. Trochę się nachodziliśmy, stopy się odbiły, ale szczęście znów  dopisało. A było to tak...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Rudy dojeżdżamy pociągiem do Rycerki, dalej busem do Kolonii, gdzie docieramy jakoś po 11. W między czasie trochę pada deszczem, potem lekko śniegiem, co generalnie napawa optymizmem - bo to oznacza, że ICM się nie myli i już niedługo czeka nas również zapowiadana piękna pogoda. Wszystko sprawdza się jak w zegarku i w czasie pierwszego podejścia od czasu do czasu zza chmur zaczyna przedzierać się słońce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadzi początkowo żółtym szlakiem na Wielką Raczę i dalej granią - wzdłuż granicy - za czerwonymi znakami, aż do Rycerzowej Wielkiej. Dla mnie to jeden z najbardziej malowniczych i jednocześnie mało chodzonych szlaków w Beskidach. Idzie się bardzo przyjemnie... a w myślach pojawiają się kolejne plany, już na cieplejsze dni, żeby pójść granicą dalej - do Babiej co najmniej... aż nie mogę się doczekać!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przegibku ostatnie promienie słońca tego dnia. Końcowy odcinek idziemy w ciemności. Ale nie całkowitej, oj nie, ciemności wypełnionej srebrnym blaskiem pełni księżyca, który wisząc nisko nad horyzontem prowadzi dalej i dalej na wschód – tam gdzie zdążamy. Ostatnie podejście na Rycerzową Wielką wchodzę już resztką sił (nie dziwne, bo obiad był na Raczy), ale kryzys udało się łatwo zażegnać linijką czekolady ;) Warto było się jednak wdrapywać, bo potem jaką ma się radochę przy zbieganiu! w zmrożonym śniegu na Halę R. i do bacówki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W schronisku jesteśmy trochę przed 20 i zastajemy full ludzi. Wieczór w jadalni mija w niezwykle przyjemnej atmosferze śpiewów, żartów, pląsów nawet ;-) i w bardzo ciekawym towarzystwie. I właściciele wykazali się nie lada gestem stawiając wszystkim obecnym piwo na wieść o złocie Agaty :) Na obiado-podwieczorek dosiadamy się do Marcina i Sebastiana, którym udało się wyrwać z domu po raz pierwszy od pół roku, czyli od narodzin ich potomków (postanowili fakt ten uczcić nieprzespaną nocą i wrócić następnego dnia najkrótszą trasą). Śmiechy, śpiewy, opowiastki, w końcu bełkot, mnie się film urywa, wiec i czas już spać. Na koniec akrobacje przed zajęciem naszej miejscówki na glebie w jaskółce i już o północy w błogi zapadam sen...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień przynosi z sobą słońce i wiatr. Aż nie chce się opuszczać tej urokliwej polany. Na szlak w pełnym rynsztunku udaje nam się w końcu wyjść około 14. Od Hali Rycerzowej trzymamy się zielonego szlaku, który prowadzi polaną na wschodnich stokach Rycerzowej Małej i dalej momentami stromo (jak na Beskidy) w dół lasem do Przełęczy Kotarz. Z tego miejsca znów trzeba się wdrapać na prawie 1200 m npm na Muńcuł, jednak trudy podejścia w pełni rekompensują uzyskane w ten sposób widoki… a droga wcale nie nuży. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ujsołach jesteśmy jeszcze z odpowiednio dużym zapasem na dojście na pociąg. Jednak i długość całej trasy jak i mokry śnieg, który dał się we znaki butom, sprawiają, że coraz silniej odczuwalne staje się zmęczenie. Drepczemy jednak wytrwale asfaltem i.. może tym razem uda się złapać stopa..? Oj tak, udało się! W niecałe 10 min jesteśmy więc w Rajczy, dzięki czemu możemy spokojnie zjeść obiad na stacji :) Zaś na samej stacji tłumy (z 25 osób!), pociąg się spóźnia, ale na szczęście mamy miejsca siedzące. W drodze do Katowic pociąg łapie w sumie z 40 min opóźnienia, droga jednak mija szybko i miło w towarzystwie kolejnych poznanych świeżo ludzi..&lt;br /&gt;
Koniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - skiturowy Puchar Połonin i wędrówki górskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Adam Langer |26 - 28 02 2010}}&lt;br /&gt;
W piątek docieramy po naszych &amp;quot;pięknych&amp;quot; drogach do bieszczadzkiej Wetliny. Dzięki Biance mamy nocleg w domku kampingowym. Tego wieczoru zapisuję się na zawody. W sobotę Heniek z Adamem pokonują w fatalnych warunkach (deszcz na przemian z śniegiem a do tego mocny wiatr) trasę Wetlina - przeł. Orłowicza - Połonina Wetlińska - schronisko Chatka Puchatka - Wyżnia Przełęcz. Ja natomiast startuję w kolejnej edycji Pucharu Polski Amatorów w narciarstwie wysokogórskim. Tym razem zawody organizował Klub Wysokogórski z Rzeszowa. Po ostatnim ociepleniu trasa została zmieniona i wiodła z Wetliny na Jawornik i Paportnę (1198), następnie zjazd polanmi, lasem bukowym i &amp;quot;rynnami&amp;quot; w dół do doliny Smereka, kawałek z nartami na plecach leśną drogą, podejście od zachodu na przełaj przez las boczną granią na Jawornik i druga pętala po tej samej trasie. Potem fajny zjazd w dół aż do torów kolejki wąskotorowej w Wetlinie. Wszystko w fatalnej widoczności, mżawce lub śniegu. Tym razem w grupce nestorów musiałem się zadowolić II miejscem (wyniki: http://www.rkw.org.pl/index.php/strona-gs-mainmenu-1/127-puchar-posonin/563-xxv-puchar-poonin-wyniki ) Na mecie czekali już na mnie Heniek z Adamem. Resztę dnia spędzamy w Hotelu Górskim gdzie odbyło się zakończenie imprezy. Ludzie jeszcze na gorąco przeżywali ostatnie godziny na trasie. Ciekawostką były ślady przebudzonego niedźwiedzia. Jeżeli chodzi o mnie to miałem dwa kryzysy i jeden taktyczny błąd (wyprzedzanie na stromym podejściu). Trasa była jak dla mnie dość wymagająca choć może to subiektywne odczucie związane z pogodą. Byłem na mecie mokry i nawet zziębniety i dopiero ciepły prysznic przywrócił mnie do życia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wcześnie jedziemy na Wyżniańską Przeł. Stąd idziemy na nartach (Adam bez nart) na Małą Rawkę (1272). Planowaliśmy dojście na Kremenarosa ale aura znów wygrała. Porywisty wiatr, ograniczona do kilkunastu metrów widoczność niweczy nasze plany. Adam zbiega na nogach ja z Heńkiem na nartach początkowo niewygodną rynną lecz potem w pięknym bukowym lesie choć po niezbyt dobrym śniegu. Szybko docieramy do auta na przełęczy. Do domu wracamy inną drogą. Po drodze zatrzymujemy się w Komańczy, Dukli i Nowym Wiśniczu. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FBieszczady&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - tura|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Tydzień w St. Martin bei Lofer|KKTJ: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski, Ewa Wójcik; KKS: Miłosz Dryjański; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; chwilę byli także: RKG: Tomasz Jaworski, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Wojciech Wyciślik; WKTJ: Norbert Skowroński, Marcin Gorzelańczyk z żoną Kasią, Michał; UKA/SGW: Marek Wierzbowski; SKTJ: Radosław Paternoga, Dariusz Bartoszewski; Alex Dryjański|20 - 28 02 2010}}&lt;br /&gt;
﻿W Austrii znaleźliśmy się z powodu Spotkania Aktywistów, organizowanego co roku przez klub w Salzburgu. Kto by tam jednak jechał tak daleko na jeden dzień?... Korzystając z dobrego pretekstu, wyrwaliśmy się więc na cały tydzień do chatki pod jaskinia Lamprechtsofen, skąd prowadziliśmy działalność jaskiniowo-narciarsko-różną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na bazie zjawiam się w sobotę nad ranem; po krótkim śnie odkrywam tabun Węgrów i małe zamieszanie wokół naszych planów: założenia obejmują wyjście na biwak w partie &amp;quot;King-Kong&amp;quot;, ale w ich realizacji przeszkadza brak formalnego pozwolenia. Austriacy, wygląda na to, trochę stracili kontrolę nad tym, kto do jaskini wchodzi, po co i z kim. O ile dobrze rozumiem zawiłe stosunki w Landzie Salzburg, zirytowali się tym własciciele terenu na którym leży jaskinia - tzn. lasy państwowe Kraju Związkowego... Bawaria. Oczekując na poprawę ich humorów, wspinamy się trochę na pobliskich lodospadach (sobota). Właściwie to wspinają się Alex z Furkiem pod okiem Andrzeja i Miłosza, podczas gdy Puma i ja udajemy się na wycieczkę skiturową po dolinie, która okazuje się być terenem dosyć absurdalnym z punktu widzenia poruszania się na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wiadomo, w niedzielę w Austrii załatwić się nic nie da, zatem wybieramy się na skitury pełną gębą. W trójke (Puma, Furek, ja) wychodzimy na Saalbachkogel (2092) a nastepnie na Stemmerkogel (2123). Pogoda dopisuje, z grani mamy fenomenalny widok na Wysokie Taury, Leoganger i Loferer Steinberge, a także inne, bliskie naszym sercom góry. Warstwa świeżego śniegu na zjeździe utrwaliła dodatkowo pozytywne doznania tego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniedziałek to rozmowy, Miłosz i Andrzej nie dają za wygraną. My, pozostali, nerwowo oczekujemy (wory spakowane do wyjścia). Ostatecznie dzień kończy się spotkaniem z bliżej mi nieznanym Burgrabią (Miłosz i Andrzej) i popołudniowym wyjściem na topiący się lodospad (reszta). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek, czekając na rozwój sytuacji, wybieramy się w czwórkę na narty zjazdowe, do Hinterglemm. Andrzej, trochę źle się czując, czuwa przy telefonie. Poza trasami niestety dosyć rozjeżdżone, ale pogoda znów się udała. Zmęczyliśmy się trochę: Miłosz i Furek, którzy nie brali udziału w ostatnich &amp;quot;cyber-weekendach&amp;quot; mieli chwilę zawahania, kiedy przekonywaliśmy ich, że wejście do jaskini na noc, po nartach, to nic strasznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z lekkim sceptycyzmem wychodzimy na biwak pod Zieloną Latarnią ok. 23:00 we wtorek. Rano budzą nas Marek i Dziura, którzy zaraz po swoim przyjeździe do Chatki postanowili zerknąc sobie gdzież to planujemy zjeżdżać. Nastawieni na &amp;quot;czasówkę&amp;quot;, obrócili tam i z powrotem zanim zdążyliśmy zjeść i się zebrać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
King-Kong to system obszernych studni z dużą ilością wody. Zaczyna się na ok. +400. Ktoś tam był przed nami, ale to było dawno i nieprawda (lata '70). Do akcji podchodzimy z 300-ma metrami liny, wiertarką, dwoma pontonami i beczką sprzętu foto. Furek obija pierwszą studnię (ok. 60 m). Na drugiej udaje się mi przebić z &amp;quot;mogę ja, mogę ja, prooszę :&amp;gt;&amp;quot;. Nad trzecią chwila zgrozy - to, że leje się do niej wodospad to nic nowego, ale że trzeba w nim zjeżdżać i że ląduje się w wodzie - to już gorzej. Na szczescie udaje się dotrawersować z &amp;quot;wyższego poziomu&amp;quot; na przeciwległą ścianę i opuścić do płytkiego potoku, odprowadzającego wodę ze studni. Idziemy potokiem póki się da, a potem dmuchamy pontony. Miłosz i Furek płyną pierwsi, stwierdzając za zakrętem mały prożek. Kiedy wracają po wiertarkę, sytuację płyniemy obejrzeć ja i Puma. Faktycznie, jest mały wodospad, ktory obfotografowujemy. O zakończeniu akcji w tym miejscu zadecydowała Puma, dziurawiąc ponton przy wsiadaniu na powrocie. Niewiele myśląc, wskakuję w ten wrak i z bojowym zaśpiewem (&amp;quot;Łajba to jest morski statek, sztorm to wiatr co dmucha gestem!&amp;quot;) wracam mokry, ale przynajmniej nie zatopiony. Niby był jakiś lepszy pomysł na powrót, ale brakowało mi w nim planu na wypadek gdyby udało się Pumie popsuć nasz ostatni sprawny okręt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powrocie wysłuchuję to i owo na temat dobrego poręczowania. Dobijamy jakieś pięć dodatkowych punktów. Pocieszam się, że po Furku też trochę poprawialiśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na biwak uznajemy, ze wyszła nam dosyć syta akcja, 17 godzin. Budzi nas znów Marek, poprawia czas z wczoraj. Szkoda, że poprzednio nie poprosiliśmy go, zeby przyniósł ketchup. Po suchym śniadaniu wychodzimy na zewnątrz - w czwartek wieczór - i zostajemy przywitani na bazie papryką faszerowaną po sycylijsku (za sprawą Darka).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek miały być skitury, ale leje konkretnie. Po ok. dwóch godzinach, odprowadzani pukaniem w czoło, udajemy się z Markiem na wyciągi do Leogangu. Nie żałowaliśmy - powyżej 1000 m n.p.m. padał już śnieg, i było go dużo i dobrze. Udało się nie stracić dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem clou wycieczki - wyjazd do Salzburga, na zamek Hellbrunn (siedziba klubu). Zdawanie dokumentacji, polityka. Wyszło nawet nieźle. W międzyczasie, z perypetiami, do chatki dotarła delegacja z Nocka, którą w sobotę zabieram na małą wycieczkę. Nie będe jednak wyręczał ich w opisie. Tak jak ja, mieli na jego przygotowanie co najmniej siedem godzin, podczas powrotu w niedzielę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Miachał Wyciślik oraz grupa kursowa - Tomek Jaworski (instr.), Damian Ozimina, Jan Dobkowski, Ola Krzyżanowska, Jerzy Krzyżanowski (Pająk), Karol Jagoda (pomagał Tomkowi przy kursie) |20 - 21 02 2010}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano z wyjątkiem Heńka wszyscy idą do Miętusiej przy dość wrednej pogodzie (deszcz i ciapa). Grupa kursowa idzie do Marwoja a ja z Michałem wchodzimy od sali Bez Stropu w górne partie jaskini. Po linach docieramy dość wysoko ale nie wspinamy dalej i zjeżdżamy z Sali Bez Stropu bezpośrednio w dół (piękne myte ściany w tych partiach jaskini). Heniek w tym czasie odbył wycieczkę na trasie Kościeliska - Ornak - Siwa Przełęcz - Chochołowska - Kiry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nazajutrz Michał, Janek, Damian O., Karol idą do dolin Strążyska i Białego i wchodzą do tamtejszej sztolni. Damian, Heniek, Tomek pod okiem instruktorów narciarskich w postaciach Oli i Pająka doskonalą narciarstwo przywyciągowe na stoku Harenda w Zakopanem. Tym razem pogoda i warunki dopisały znakomicie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Specjalne podziękowania dla Oli i Pająka za poświęcenie kilku godzin dla narciarskich analfabetów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kłodnica - zabawa w BOLLYWOOD|Basia Szmatłoch, Tadek Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Heniek Tomanek, Monika Tomanek, Zygmunt Zbirenda, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Tomek Głowania, Wojtek Rusek, Justyna Rusek, Ania Fulde, Jurek Fulde, Bianka Witman, Wojtek Orszulik, Ewa Orszulik, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Daniel Bula, Janusz Dolibog  oraz inne osoby tow. |16 02 2010}}&lt;br /&gt;
U państwa Szmatłochów na Kłodnicy odbył się kolejny Śledź tym razem pod hasłem BOLLYWOOD. Wspaniała oprawa, dekoracje i cudowne kreacje kobiet (mężczyzn zresztą też). Można było poczuć się jak w baśni z krainy 1001 nocy. Wszystko okraszone hinduską muzyką, bollywoodzkim filmem w tle. Były również tańce wschodnie i fakirzy (próby stawania na desce z gwoździami na szczęście nie zakończyły się kalectwami). Jak na wschodnie tradycje przystało siedzieliśmy na ziemi (poduszkach), delektując się potrawami, tudzież trunkami i paląc fajkę wodną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps. Basia, wielkie dzięki za przygotowanie tego wszystkiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach, osoby towarzyszące: Daria i Lechu |14  02 2010}}&lt;br /&gt;
Na tę niedzielę wybraliśmy się do Brennej celem wyjścia na Błatnią i spotkania się tam ze znajomymi. Warunki zapowiadały się całkiem nieźle, od piątku cały czas padał śnieg. Około 10 starujemy z centrum czarnym szlakiem na Błatnią (czy jak to jest napisane na tabliczce Błotny) by po niecałych 90 minutach dotrzeć do schroniska. Tam niestety drobne rozczarowanie, gdyż zabrakło ciasta, no cóż musieliśmy się zadowolić tylko herbatką i batonikami. W schronisku całkiem sporo ludzi, paru skitourowców i 3 narciarzy biegowych. Po krótkim odpoczynku ruszamy już w czwórkę w stronę Klimczoka. Trzy osoby na turach i Daria na rakietach śnieżnych. W okolicach jaskini w Stołowie zbaczamy na szlak narciarski sprowadzający nas serią krótkich zjazdów na Karkoszczonkę. Niestety szlak ten upatrzyli sobie po.... tzn. mili panowie na skuterach i musieliśmy trochę na nich uważać. Od Karkoszczonki wydreptaliśmy szybciutko na przełęcz Siodło skąd z lenistwa wyjeżdżamy wyciągiem na Klimczok. Stąd już tylko w dwójkę wracamy na Błatnią i dalej do Brennej. Szlak zjazdowy okazuje się być całkiem przyjemny, nareszcie zrobiło się na tyle śniegu, że można zapuścić się w las :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zawody skiturowe Pucharu Polski na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|14 02 2010}}&lt;br /&gt;
Po nawet niezłym noclegu w samochodzie na parkingu w Korbielowie o 6.00 ruszamy na nartach na Halę Miziową. Nikogo o tak wczesnej porze nie spotykając nartostradami docieramy do budzącego się schroniska, które najpierw musieliśmy w mgle odnaleźć. Po spełnieniu formalności związanych z startem ustawiamy się w grupie zawodników. Tym razem to zawody zespołowe w parach (ja byłem w parze z Pawłem). Trasa z uwagi na kiepskie warunki została zmieniona i składała się z 3 coraz krótszych pętli. Od schroniska podejście na Kopiec – zjazd na przełaj rzadkim lasem a potem piękną rynną wyglądającą jak tor saneczkarski – dalej częściowo nartostradą wiodącą płajem do Kamiennej – podejście na Byka i czerwony szlak z Glinnego – następnie żółtym szlakiem na szczyt polskiego Pilska (ten stromy odcinek był dla niektórych weryfikacją swoich umiejętności technicznych a przede wszystkim miernikiem kondycji). Ostatni odcinek do mety wiódł czarną nartostradą do góry (narty trzeba nieść na plecach). Cały zawody jak dla nas były fajną zabawą. Paweł dostał popalić na tym feralnym podejściu czego efektem było skrócenie jednej pętli. Zawody więc ukończyliśmy i nawet  nie na ostatnim miejscu...Po zakończeniu imprezy niemal jednym szusem pędzimy do auta. Sporo wrażeń jak na 2 dni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|13 02 2010}}&lt;br /&gt;
Przebieżka na Kasprowy przez Halę Kondratową. Warunki nieprzychylne (mgła, wiatr, zimno, II). Po drodze natrafiamy na zawody skiturowe (Alpin Sport Ski Tour Race), w których brał udział nasz Prezes - Damian Szołtysik. Damiana nie spotkaliśmy, za to ubiliśmy mu porządnie fragment trasy podejściowej. Mam nadzieję, że skorzystał. Na Kasprowy podchodziliśmy tempem Gośki, w związku z czym nieźle się spociłem. Poza tym zassało mnie tak, że aż musiałem coś zjeść w &amp;quot;McDonaldzie&amp;quot; na szczycie. Zjeżdżamy trasą na Halę Gąsienicową, po drodze w pędzie mijając Pawła Szołtysika. Odwiedzamy na chwilę Betlejemkę i robimy sobie zdjęcia z chatarem. Potem nartostradą na Nosalową Przełęcz, skąd podchodzimy na Nosala żeby mieć jeszcze fragment ostrzejszego zjazdu. Stok Nosala oczywiście był zasilany z wyciągów ciągłym strumieniem narciarzy zjazdowych, także było tam trochę tłoczno - ale nie żałowaliśmy. Popołudnie wykorzystuję jeszcze na spacer z Pumą po Chochołowskiej, połączony z elementami... emm... szkolenia zimowego (na zdjęciach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zawody skiturowe Pucharu Polski w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|13 02 2010}}&lt;br /&gt;
O świcie startujemy z Rudy i jedziemy do Zakopca na rondo gdzie były zapisy na zawody. Po załatwieniu formalności ja idę na start do Kuźnic (został przeniesiony z ronda do Kuźnic) a Paweł szykuje się na wycieczkę skiturową na Halę Gąsienicową i wyżej. Zawody natomiast odbywają się na trasie (zupełnie zmienionej od planowanej) Kuźnice – szlak narciarski na Halę Gąsienicową – Betlejemka (zbieg na nogach) – podejście na Kasprowy na prawo od nartostrady z dwoma stromymi odcinkami gdzie narty trzeba założyć na plecak – szczyt Kasprowego – zjazd na Goryczkową – zbieg na nogach 400 m (z uwagi na warunki) – dalej zjazd nartostradą do Kuźnic gdzie ostatnie 300 m trzeba pokonać biegiem z nartami w ręku. Wystartowało ponad 120 zawodników w różnych kategoriach. Na trasie było znośnie, jedyny poważniejszy kryzys miałem na ostatnim podejściu na szczyt Kasprowego (kopny śnieg, wiatr szybko zacierał ślady poprzedników). Widoczność ograniczona do kilkunastu metrów, wiatr walił drobinkami śniegu. Zjazd jak dla mnie niemal na oślep. Mgła zlewała mi się ze śniegiem. Gdyby nie czerwone chorągiewki (niektóre już przewrócone) jazda była by jeszcze gorsza. I tak kilka razy miałem dużo szczęścia że nie glebłem. Na Goryczkowej już widoczność lepsza więc i odwagi przybyło. Zbieg na nogach te 400 m był moim zdaniem bardziej niebezpieczny niż zjazd na nartach (organizatorzy chcieli zadbać o bezpieczeństwo bo na trasie były trawy i kamienie) gdyż łatwo można było źle ustawić nogę i kontuzja gotowa. Dalej gnam na nartach co sił do mety w Kuźnicach. Podobnie z ostatnim odcinkiem (moim zdaniem można było śmiało jechać na nartach). Bieg z nartami w ręku te 300 m w zablokowanych butach wypruł ze mnie resztki sił tak że na metę wpadłem półprzytomny ze zmęczenia. Cała trasa Kuźnice – Kasprowy – Kuźnice zajęła mi 2,20 godz. (najlepszy zawodnik około 1,30). W mojej kategorii wiekowej zająłem jednak pierwsze miejsce (kilku wariatów w moim przedziale wiekowym jednak się znalazło). Tu wyniki: http://www.tatrateam.com/wyniki/wyniki2010.pdf . &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paweł w międzyczasie niebieskim szlakiem poszedł na Halę Gąsienicowym i po popasie w schronisku podchodził na Kasprowy. Po drodze spotkał Mateusza Golicza na nartach również. Następnie spod szczytu Kasprowego zjechał szlakiem narciarskim do Kuźnic.&lt;br /&gt;
Zakończenie całej imprezy i wręczenie nagród odbyło się w holu Muzeum Tatrzańskiego. Jak na razie to wszystkie zawody, w których startowałem były sprawnie przeprowadzone.&lt;br /&gt;
W tym dniu jeszcze przez Słowację jedziemy do Korbielowa gdzie nazajutrz startujemy w następnej imprezie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowa Niżna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|13 02 2010}}&lt;br /&gt;
Ostatnio Kasprowa Niżna dość licznie odwiedzana jest przez członków naszego klubu. Myśmy ten wyjazd odłożyli ale jak się okazało najlepiej na tym wyszliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No ale od początku: znowu startujemy z Rudy około 6 rano. Podrzucamy Damiana na bazę u Glizdowej i ruszamy do Zakopca a stamtąd do Kasprowej. Do jaskini wchodzimy przed 12. Przed nami w dziurze jest już kurs KKTJ, jednak nie przeszkadzamy sobie nawzajem i szybko docieramy za zapałki. Odbywa się dość szybko i sprawnie ze względu na niski poziom wody-Długi Korytarz&lt;br /&gt;
przechodzimy suchą nogą (haha). Póżniej kierujemy się do Sali Gwieździstej, gdzie kończymy naszą wycieczkę. Po 16 wychodzimy z jaskini. Do domu wracamy w trudnych warunkach drogowych. Tym razem podczas wyjazdu udział kobiet wynosił 50% więc widać, że tendencja jest wzrostowa-już niedługo może dojdzie do prawdziwej długo wyczekiwanej babskiej akcji:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry | &amp;lt;u&amp;gt;Pacyfa&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysiek i jeszcze kilka osób poznawanych na bieżąco...:)|11-14 02 2010}}&lt;br /&gt;
Niestety znów nie udało się trafić w warunki. Totalne mleko, wkurzający, niezwiązany z niczym, nawet sam ze sobą, śnieg i totalnie niezależne od niczego piękno Doliny Pięciu Stawów powodowało lekką sportowa frustrację:) Na szczęście nadrobiliśmy na polu towarzyskim a nawet załapaliśmy się na toprowskie szkolenie:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Miętusia|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Ewa Wójcik, UKA: Marek Wierzbowski|11 02 2010}}&lt;br /&gt;
Nie udało się wstać wystarczająco wcześnie, więc na Kasprowy musieliśmy wjechać kolejką (32 zł, granda!). Jeździmy trochę na krześle na Gąsienicowej, a po południu zjeżdżamy Goryczkową. Staraniami Gosi udaje się wykorzystać szpinak który przywiozłem i załapujemy się jeszcze przed wyjściem na obiad. Koniec końców startujemy dość późno, więc musimy się spieszyć, żeby Marek mógł się wyspać zanim jego bardzo małoletnia córka rano wszystkich obudzi. Do jaskini wchodzimy o 18:05, ale prawdziwy początek osiągamy dopiero o 18:50 (Marwoj). Marek i ja pokonujemy syfon w stylu sportowym, tzn. goło, wydając bojowe okrzyki. Puma przechodzi w OP-1. Za Marwojem tempo akcji trochę zwalnia, bo wyciągamy aparat. Zielony But na szczęście odpompowany, ale zaraz za nim Szmaragdowe Jeziorko swoim istnieniem zaskoczyło nas wszystkich. Mimo zastosowania metody podciągowej (podciągnięcie kombinezonów nad kolana) zmoczyliśmy się w Jeziorku dosyć konkretnie. Potem tylko bieganie i bieganie, całkiem długa ta jaskinia, ale i tak stóp nie udało się już rozgrzać. Na Dupcyngiera wzięliśmy linę, niestety na Próg Odzyskanych Nadziei nie - zatem w tym miejscu przychodzi nam zawracać o 21:30. Na powierzchni jesteśmy po siedmiu godzinach akcji, czyli ok. 1:00... co dało szansę jeszcze trochę się wyspać. Rano Marek zabiera rodzinę na narty, a Puma i ja odbywamy wycieczkę na skiturach - Lejowa, Kominiarska Polana, a potem tajemnymi ścieżkami &amp;quot;w krzakach&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Rycerzowa|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|07 02 2010}}&lt;br /&gt;
Plany były jaskiniowe ale postanowiliśmy jednak pospacerować po górkach licząc na piękną pogodę. Po 6 rano ruszamy z Rudy i już po 8 jesteśmy w Rajczy, gdzie zostawiamy auto. Stamtąd czerwonym szlakiem dreptamy dość długo w kierunku Rycerzowej. Pogoda średnia-dużo chmur i trochę ponuro. Gdy myślimy, że już blisko to okazuje się, że jesteśmy dopiero w pobliżu Młodej Hory. Czasu coraz mniej a tu jeszcze ponad godzinka dreptania, nie mówiąc o powrocie. Postanowiliśmy jednak brnąć dalej no i w sumie po jakiś 4 godzinach widzimy Rycerzową. Odwiedzamy schronisko, jemy obiad i uciekamy na dół. Najpierw kierujemy się niebieskim szlakiem, póżniej jednak postanawiamy zboczyć i iść &amp;quot;na czuja&amp;quot; w kierunku drogi asfaltowej. Dotarliśmy do drogi, po której dreptaliśmy jeszcze może z półtora godziny. Tak nas to wykończyło, że nie mogliśmy zrealizować naszych planów na następny dzień tzn. wspinaczki na ściance.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Buli sorry za tą długą trasę ale i tak myślę, że było super!:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach (w niedziele)|06-07 02 2010}}&lt;br /&gt;
Nie chcąc marnować kolejnego weekendu wybrałem się w sobotę na samotną turę po Beskidzie Śląskim. Plan był ambitny: przejście z Ustronia przez Przełęcz Salmopolską do schroniska na Koziej Górze. Pobudka o 4.50, szybkie śniadanko i już o 8.40 byłem w Ustroniu Polanie. Na miejscu jeszcze małe zakupy, przebranie butów i o 9.20 ruszam w trasę. Pogoda nie napawa optymizmem- góry jakieś takie zamglone, no ale nie ma co marudzić :). Pierwszy punkt programu to wyjście na Orłową- poszło całkiem sprawnie i w dodatku okazało się, że wyżej to i błękitne niebo i słoneczko całkiem przyjemnie przygrzewa, generalnie idealnie. Z Orłowej szybciutko dotarłem do górnej stacji wyciągów Doliny Leśnicy gdzie zjechałem na dno doliny. Tam czekało mnie podejście w stronę Starego Gronia. Na mapie wyglądało całkiem niewinnie, niestety okazało się, że szlak był nieprzetarty i całkiem sporo nawianych zasp nie pozwalało mi poruszać się z taką szybkością i łatwością jak bym chciał. Dalej to trochę monotonne dojście na Biały Krzyż i Przełęcz Salmopolską.  Myślałem, że zrobię sobie tam przerwę ale idąc cały czas sam zdążyłem odzwyczaić się od dużej ilości ludzi (a że jak wiadomo jest tam pełno wyciągów i knajpek, to też ludzi nie brakuje) i musiałem szybciutko uciekać z przełęczy, spokojne miejsce na odpoczynek znalazłem na dopiero na Malinowie. Dalsza droga prowadziła trawersem z Przełęczy Malinowskiej na Kopę Skrzyczeńską i dalej szlakiem na Skrzyczne. Tu pojawiły się wątpliwości czy uda mi się dotrzeć o rozsądnej porze do celu, była już 16.30, a mi jeszcze trochę do przejścia zostało. Ale na razie czekał mnie całkiem przyjemny długi zjazd do Szczyrku. Dalej mój plan zakładał podejście na przełaj na Beskidek i szlakiem na Klimczok, Szyndzielnię i Kozią Górę, niestety pora zweryfikowała moje plany i postanowiłem podchodzić na Klimczok niebieskim szlakiem. Odradzam go wszystkim- narty tak na stałe mogłem założyć dopiero bardzo wysoko, a wcześniej szlak szedł przez osiedla domów jednorodzinnych. Narty musiałem nieść na plecach od dolnej stacji kolejki na Skrzyczne do Sanktuarium MB Królowej Polski, trochę mnie to wykończyło i zniechęciło do dalszego marszu. O 19.20 dotarłem do schroniska na Klimczoku gdzie postanowiłem już zostać i nie pchać się dalej, co okazało się niezłym pomysłem, gdyż schronisko było całkiem puste, a warunki mają bardzo fajne. Teraz pozostało tylko pójść spać i rano spotkać się z Olą :). Poranek przywitał mnie pięknie ośnieżonymi drzewami i leciutką  mgiełką- piękny widok, super sprawa móc usiąść rano  z książką w pustym schronisku, zjeść dobre śniadanko i po prostu się zrelaksować :). Koło 10 spotkałem się z Olą w schronisku na Szyndzielni i podreptaliśmy sobie spokojnie w stronę Błatniej. Gdy tylko odbiliśmy na czarny szlak trawersujący Klimczok i wyrwaliśmy się z tłumu ludzi idących głównym szlakiem od razu nam ulżyło. Dalej było już tylko lepiej :), lekka mgła sprawiała, że las wyglądał cudownie. Na Błatniej zjedliśmy pyszny obiad i znowu zachwycaliśmy się schroniskiem, które jest bardzo fajnie prowadzone. W drodze powrotnej stanęliśmy jeszcze nad „sauną” (jaskinią Dującą) i korzystając ze świetnych warunków na czerwonym szlaku zjechaliśmy pod drzwi samochodu zostawionego na Olszówce Górnej :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Damian Żmuda, Tadek Szmatłoch, Aga Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Głowania|06 02 2010}}&lt;br /&gt;
W Tatrach mało śniegu ale na tyle aby uprzykrzyć podejście pod otwór (ledwo przykryte kamienie, korzenie itp.). Celem jest nurkowanie (na bezdechu) Tadka w jeziorku Szmaragdowym oraz wywspinanie komina Smoluchowskiego przez Damiana Żmudy. W drodze do Wegierskiego Komina Tadek obrywa niefortunnie kamieniem w czoło i trzeba było skorzystać z apteczki. Po dojściu na miejsce mimo przeciwności losu Tadek realizuje swoje zamierzenie ale wchodząc do wody mąci ją znacznie więc nie udało mu się odnaleźć zgubionego niegdyś szanta. Damian Żmuda wspina Smolucha. Potem to robi Tadek a na końcu ja likwiduję punkty. Na ostatniej trudności udało mi się nawet odpaść i zrobić nieprzyjemne wahadełko. W końcu jednak wszyscy spotykamy się u góry. Z jaskini wychodzimy nocą a zejście z uwagi na bardziej zmarznięty śnieg jest znośne. Tej samej nocy Tadek z ekipą wraca do domu a my zostajemy do niedzieli. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kasprowa Niżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, UKA: Marek Wierzbowski, KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik|06 02 2010}}&lt;br /&gt;
To już trzeci taki weekend w ciągu ostatniego miesiąca - rano narty, wieczorem jaskinia. Lekkie problemy ze zgraniem się: Marek przyjeżdża z Warszawy &amp;quot;na styk&amp;quot;, z kolei ja musiałem jeszcze przed wyjściem zadbać o zajęcie dla mojej ekipy narciarskiej. Istotnie, jak można było przewidzieć czytając niedawną relację z &amp;quot;babskiej akcji&amp;quot;, woda w jaskini była. Tak wyszło, że ktoś musiał się wykąpać, żeby nasza wycieczka wykroczyła poza Długi Chodnik. Nie czekając aż i tak zostanę wytypowany (jako najmłodszy), zgłosiłem się na ochotnika. Wykąpał się też Marek, choć w sumie nie było to konieczne - stwierdził jednak, że musi, bo nie wypada mu azerować. Idziemy sobie najpierw w stronę Danka. Po drodze wspólnie z Pumą robimy trochę fotek, ale niestety wszystko &amp;quot;z ręki&amp;quot;, na dużej czułości. W międzyczasie trwają dyskusje polityczne, wciągające najwyraźniej na tyle, że aż wracając troszkę się pogubiliśmy (sic!). Z Rycerskiej przebiegamy się jeszcze szybciutko do Zapałek, no i wycof. Rozchodzimy się w swoje strony, z różnymi planami na niedzielę. Jeśli chodzi o mnie - pobudka o ósmej, śniadanie - no i znowu na narty, do Bachledovej. Coś trzeba robić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie|&amp;lt;u&amp;gt;Pacyfa&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysiek|01-03 02 2010}}&lt;br /&gt;
Kolejna szybka, krótka, ale dająca chwilę wytchnienia psychicznego i zaspokojenia fizycznego ;) akcja. Jak to z Krzysiem nie spiesząc się i świetnie się bawiąc, wykonaliśmy jedynie plan minimum, tj. przejście z murowańca przez Zawrat do Piątki. Na nasze usprawiedliwienie można jedynie rzec, że  warunki nienajlepsze; szlaki nieprzetarte, śnieg sypki, zapadający się i załamująca się ok 13.00-14.00 pogoda. Krzysiu przekonał się ponadto, że nawet stary dobry Zawrat nie jest wolny od niebezpieczeństw; między Zmarzłym a przełęczą minęliśmy dwa, spore lawiniska. A w Piątce cichutko, puściutko, nic nie przetarte...:) Już są plany, by to zmienić w przyszłym tygodniu...;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: „Babska Akcja” czyli Kasprowa Niżna i Kościelec|Maciejka Dziurka, Karolinka Jagoda, Ola Strach – znana na co dzień jako &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Ż&amp;lt;/u&amp;gt;;)|30 - 31 01 2010}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
I kto powiedział, że to się nie uda? Nic bardziej mylnego! Wystarczy odrobina determinacji, czy jak kto woli desperacji i organizujemy prawie babską, acz niewątpliwie udaną akcję jaskiniową. Plan taktyczny jest prosty – Kasprowa Niżnia dokąd się da. A dało się całkiem daleko.&lt;br /&gt;
	W towarzystwie moich przesympatycznych koleżanek dotarłam do Zakopanego i jak na kobietę przystało zbagatelizowałam wyciek paliwa z baku. Podczas podróży pochłania nas rozmowa na temat najnowszych kosmetyków do liftingu biustu i ciała. Przed północą docieramy na bazę. Chichocząc Karolina flirtuje nieco z Poznaniakami na temat Zimnej. Wskakujemy w piżamy w różowe motylki i życząc sobie wzajemnie słodkich snów zamykamy znużone oczęta.&lt;br /&gt;
	Budzimy się nieco leniwie, ale śniadanko stawia nas na nogi. Z niepokojem zauważamy z Maciejką, że dieta koleżanki Karoliny obfituje w zbyt duża ilość węglowodanów i próbujemy zasugerować urozmaicenie jadłospisu, w skład którego wchodzą głównie bułki i zupki chińskie (bułki robi mama, zupki Chińczycy). Bezskutecznie niestety. Jak ta dziewczyna utrzymuje taka figurę?! (patrz galeria)&lt;br /&gt;
	Pogoda jest ładna – ciepło i nie wieje. Fryzurę pod kontrolą utrzyma zwykła pianka do włosów. Fakt ów napawa nas optymizmem. Otwór znajdujemy, bo było wydeptane J. Przebieramy się… Barwne kombinezony     „od Kotarby” (kolekcja 2009) znakomicie prezentują się na tle tonącego w śniegu lasu. Z przejęciem słuchamy opowieści Karoliny o potworach zamieszkujących jaskinie …. ale ciekawość bierze górę nad strachem i schodzimy pod ziemię. &lt;br /&gt;
	Jesteśmy profesjonalnie przygotowane – mamy nawet liny, karabinki i plan techniczny. Posuwamy się do przodu zgodnie z planem aż tu nagle duża kałuża! Musimy ją przejść, żeby dostać się do syfonu Danka i potem za Zapałki. Maciejka nie jest zachwycona moczeniem swojej nowej bielizny, ale zachwalam skuteczność zimnych kąpieli w zwalczaniu celulitis i to ostatecznie przekonuje dziewczęta. W pobliżu Syfonu Danka dokonujemy drastycznego odkrycia. Potwór, o którym mówiła Karolina pożarł płetwonurków – zostały tylko butle tlenowe och! Postanawiamy wycofać się cichutko, by nie budzić czającego się licha. Opuszczamy zaczarowany bór szczęśliwe, że nic nam już nie grozi i w  radosnych pląsach schodzimy do ronda kuźnickiego, gdzie prawdopodobnie zostawiłyśmy samochód (ups!) Paliwo na szczęście nie wyciekło i możemy wrócić na bazę. Zdążymy na serial! :)&lt;br /&gt;
A poza tym to jaskinia jest przereklamowana, bo nie sprzedają tam  ani Gąbek (osobiście sprawdzałam), ani Złotych Kaczek, w Sali Rycerzowej nie ma rycerzy, zapałki są zalane i bezużyteczne, i nie było żadnej imprezy Sylwestrowej L! Postanowiłyśmy złożyć zażalenie do dyrekcji TPN i wniosek o weryfikację planu technicznego galerii Kasprowa Niżnia (foch).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzeźwiająca kąpiel w olejkach eterycznych przydaje blasku naszej nieco sfatygowanej urodzie i przywraca siły. Posilamy się lekkostrawną pożywną konserwą  z Aldiego a Karolina konsumuje swoją 36-ą bułkę…. Oglądamy „M jak miłość” a potem przygody agenta 007 (Maciejka wolała Chucka Norrisa, ale Karola uparła się, że chce  Jamesa Bonda). Karolina serwuje malinowe reedsy i chipsy (ach ta niepoprawna KarolciaJ), którym to przysmakom nie możemy się oprzeć. Zasypiamy marząc o przystojnych agentach…..&lt;br /&gt;
Nazajutrz, rządne nowych wrażeń, maszerujemy na Kościelec – spora dawka fitnessJ. Za Murowańcem przydają się te psujące fason obuwia kolce i te….no…. dziobaki do loduJ - koledzy nam pożyczyli z klubu. Poznałyśmy przystojniaka z Krakowa, który towarzyszy nam w drodze na szczyt. Na szczycie nic nie widać, tylko zimno, wieje i sypie śnieg. Schodzimy a raczej zbiegamy w świeżutkim puszku już po zmroku. &lt;br /&gt;
…bo my kobiety damy radę i dziurom i górom hehe J &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. No kobitki …. może to nas w końcu zmobilizuje J Zapraszam na babską akcję bez prawie…. Pozdrawiam ciepło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: wypad skiturowy w rejon Klimczoka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek|31 01 2010}}&lt;br /&gt;
Bardzo fajna tura: z Szczyrku Biłej na Karkoszczonkę, następnie trochę szlakiem a dalej na przełaj na Trzy Kopce i Klimczok. Przed tym ostatnim wyraźny wytop w śniegu i po sprawdzeniu mała jaskinia. Dalej zjazd do schroniska pod Klimczokiem. Tu obowiązkowo sernik i piwo z sokiem. Potem zjazd zielonym szlakiem do Biłej. Warunki śniegowe całkiem niezłe na szlakach. Jak dopada jeszcze z 30 cm to szykują się piękne zjazdy przez las. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2010/Klimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Trzech Kopców Wiślanych- wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2010}}&lt;br /&gt;
Samotnie przemierzam trasę: Ustronia Polana - Orłowa (zielonym szlakiem) - Trzy Kopce Wiślane (niebieskim) - Telesforówka - Orłowa (powrót tą samą drogą) - Równica (dalej niebieskim szlakiem)-Ustroń Polana (zjazd czerwonym szlakiem). Warunki pogodowo-śniegowe jak dla mnie były świetne. Do tego zachmurzone niebo, lekkie zamglenie i brak ludzi do złudzenia przypominają mi klimat filmu Białe Szaleństwo (który skiturowcom i innym „dziwakom” serdecznie polecam :)). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Zawody skiturowe o Puchar Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu Jurek Ganszer (SBB), Michał Ganszer (SBB)|30 01 2010}}&lt;br /&gt;
Zgłosiło się około 30 zawodników (amatorów i zawodowców). Ciekawa choć nie zbyt długa trasa (8 km, 700 m przewyższenia). Wiodła z stoków narciarskich w Brennej na Halę Jaworową – Kotarz – Hyrcę, następnie zjazd nie przygotowanym terenem do Brennej, dalej podejście powyżej startu i zjazd do mety. W mojej kategorii wiekowej (nestor) udało mi się zająć I miejsce. Fajna, kameralna impreza, dobra oprawa i organizacja. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - słoneczno-mroźny spacer na Halę Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk |24 - 25 01 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako uczestnik współfinansowanego przez Unię Europejską programu &amp;quot;Chrońmy Tatry- jedźmy w Beskidy&amp;quot;, skłoniłam ostatnio swoje górołażeniowe zapędy w stronę tych bliższych nam geograficznie wzniesień. Wydawałoby się, że takie tam górki- niskie, bliskie- nie mogą mieć wiele ciekawego do zaoferowania.. tymczasem te nasze Beskidy zimą to coś pięknego jest! Mróz, śnieg, inwersja i to słońce! plus prawie bezludnie na szlakach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Soli dojeżdżamy pociągiem. Pociąg postanowił nie oszczędzić nam przygód zaraz na początku - przymarzł do trakcji na 300m przed peronem na Chebziu. Ale że nie wstaliśmy po darmo o tej piątej rano szybko udaje się zorganizować alternatywny dojazd do Kato.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Soli trasa wiodła czarnym szlakiem najpierw przez Łysicę do Rycerki Dolnej i dalej przez Praszywkę i Bendoszkę na Przegibek. Z Przegibka zaś dalej - na Rycerzową niebieskim szlakiem, trawersującym Banię, Majcherową i Rycerzową Wielką. Ostatnią godzinę idziemy już zupełnie po ciemku i kiedy wychodzimy umęczeni z lasu na Halę Rycerzową, wydobyć udaje się tylko przeciągłe &amp;quot;łooo....&amp;quot; w różnych tonacjach w odpowiedzi na niesamowicie rozgwieżdżone niebo nad głowami. Mimo mrozu spędzamy tam chyba z godzinę. &lt;br /&gt;
Schronisko zastajemy nabite po brzegi. Nawet poza brzegi, bo pod bacówką  jacyś kolesie rozbili dwa namioty (nic tam te 20 st. na minusie!)- jak się okazało, chcieli się wreszcie wyspać w spokoju, bo z żoną to jakoś nie idzie.. albo z łokcia przysadzi albo kołdrę zabierze. Nam udaje się dostać rewelacyjną miejscówkę na glebie pod samym dachem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia przy równie bajecznej pogodzie wracamy czerwonym szlakiem przez Mładą Horę do Rajczy, skąd pociągiem powoli powoli do Katowic i Chebzia. Na tym jednak nie koniec weekendowych wrażeń. &lt;br /&gt;
Z Chebzia odbiera nas poznany w sobotę Paweł. Z nim i jego żoną Martą mijaliśmy się na szlaku - oni coś zgubili i poprosili o kontakt w razie znalezienia, my znaleźliśmy i skontaktowaliśmy się w celu przesłania pocztą. Wtedy dopiero wyszło na jaw, że i oni są z Rudy Śląskiej i to w dodatku z Orzegowa!! Wieczór więc spędzamy w ich mieszkaniu na herbacie, a do domu wracam po 22. Sił starcza już tylko na kąpiel, a plecak... cóż, poczeka :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Trawers wybrzeża (skitury)|Ewa Wójcik (KKTJ), Karolina Filipczak (STJ KW Kraków), Emanuel Lis (SW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;|22 - 24 01 2010}}&lt;br /&gt;
Oj, ile było się trzeba najeździć żeby ten wyjazd doszedł do skutku. Najpierw spotkaliśmy się we wtorek w Krakowie, żeby &amp;quot;omówić szczegóły&amp;quot; - dodam, że przy pysznym raclette. Zorganizowaliśmy dla wszystkich sprzęt i przejrzeliśmy rozkłady jazdy w Internecie. Konkluzja: jeśli chcemy się zmieścić w trzech dniach, na publiczny transport nie mamy co liczyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczynamy więc o 00:20 w piątek - na dworcu PKP we Wrocławiu odbieram z pociągu dziewczyny. Dalej autem przez Poznań do Słupska - gdzie o 06:30 jesteśmy umówieni z Emu. W Słupsku zostawiamy vana Emu i jedziemy do Ustki. Nawigacja satelitarna na azymut 0 st. wyprowadza nas do Domu Wczasowo-Sanatoryjnego PERŁA. Co ciekawe, trwa turnus i po krótkich negocjacjach na recepcji, udaje się nam załapać na śniadanie z wczasowiczami na stołówce. Bezcenne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Senna atmosfera wczasów nad morzem udziela się nam i wyruszamy dopiero ok. 12:30 (piątek). Schodki na plażę za ośrodkiem są nieczynne, zjazd z wydm wygląda na bardzo trudny (powaga!), więc z początku idziemy lasem, widząc Bałtyk gdzieś za drzewami. Puma i Emu swój dobytek ciągną w saniach a'la Marek Kamiński. Wygląda na to, że taki system oszczędza kolana, za to kasuje kręgosłup. Po godzinie docieramy w końcu do plaży i następuje długa przerwa na przywitanie się z wielką wodą. Przed wyjazdem nasz informator z Pomorza mówił obrazowo o &amp;quot;zaspach do dwóch metrów&amp;quot;, ale sama plaża okazuje się być pokryta cienką warstwą śniegu i z pewnością bez nart poruszalibyśmy się szybciej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dreptamy sobie plażą do zmroku, a nawet dalej. Pogoda dopisała, przez większość czasu, a także przez następne dni towarzyszyło nam momentami tylko lekko przychmurzone niebo i delikatne wiatry. Zachody słońca nad morzem i takie tam. Mróz na poziomie kilkunastu stopni staraliśmy się traktować jako atrakcję, a nie przeciwność losu. Mała niespodzianka spotyka nas w Rowach, gdzie musimy obchodzić dookoła port z zamarzniętymi kutrami (&amp;quot;tego nie było, chyba jakoś niedawno musieli zbudować&amp;quot; - Puma). Za Rowami znajdujemy miejsce na nocleg w zagajniku, rozkładamy nasze dwa namioty i po sytej kolacji kładziemy się spać. Tak ogólnie rzecz biorąc, po zmroku zrobiło się Zimno. Nie wiem konkretnie jak zimno, co najmniej minus fafnaście (według prognoz, -15). Mam świadomość że teorie na ten temat są różne, ale ja wszedłem do śpiwora tak jak stałem (koszulka, polarek, kurtka na wiatr, puchówka), może popełniłem błąd. Karoli z kolei zepsuła się mata samopompująca. O świcie budzi nas delirka. Pijemy herbatkę, no nic, jakoś dotrwamy - ale która tak właściwie jest godzina? Oszsz... Jaki tam świt... dopiero pierwsza w nocy!...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie najlepszym sposobem na mróz okazuje się być mieszany zespół. Na szczęście mamy optymalną konfigurację. Rano bardzo trudno wychodzi się ze śpiworów, ale tłumaczymy sobie, że odsypiamy przecież podróż. Benzyna schodzi jak woda, myślałem że wziąłem dużo, ale teraz nie wygląda to dobrze. Śniadanie na ciepło (pyszna kaszka!), topienie śniegu, cztery termosy wrzątku... Przynajmniej tyle, że jest słońce dzięki któremu udaje się nam pozbyć szronu ze śpiworów. Emu po namyśle troczy narty do sanek (totalnie oblodził sobie foki), Karola po zapoznaniu się ze stanem swoich goleni pakuje deski na plecak. Na nartach zostaję ja i Puma. Butów nie braliśmy, więc Emu i Karola dreptają w skorupach. Pomysł z zabraniem nart forsowałem głównie ja - ekipa okazuje mi jednak dużą grzeczność i konsekwentnie twierdzi, że dobrze się bawi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały drugi dzień wędrujemy plażą przez Słowiński Park Narodowy. Jest rześko. Wędrówka wybrzeżem jest dość osobliwa, przynajmniej dla kogoś kto nie jest szczególnym entuzjastą morza (np. mnie). Trudno o jakieś pośrednie cele (granica lasu, rozwidlenie ścieżki, zmiana charakteru terenu?). Widoczne w oddali cyple są jednak dużo odleglejsze niż to się wydaje na pierwszy rzut oka. Napotkany z &amp;quot;rana&amp;quot; człowiek wspomina coś o latarni, do której rzekomo mieliśmy dotrzeć za godzinę. Światło latarni dostrzegamy dopiero po zmroku. Co niektórzy z nas w poniedziałek rano mieli zamiar być w pracy, także porzucamy śmiały plan dotarcia do Łeby i kolejny biwak odbywamy w głębi lądu - tzn. ok. 200 m w linii prostej od Bałtyku, w okolicach Czołpina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynentalna zima jak wiadomo, jest ostrzejsza. Zdaniem funkcjonariuszy policji przybyłych na miejsce nazajutrz, w nocy było -20. Tym razem byliśmy jednak lepiej przygotowani, także psychicznie. Rozbiliśmy się przy (nieczynnym oczywiście) budynku, a wieczorem zrobiliśmy jeszcze małą, acz gorącą imprezę taneczną. Może dzięki temu spało się dużo lepiej niż poprzednio. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano kierujemy się w stronę Tatr - a na początek przynajmniej do Smołdzina, przez las, szlakiem obok jeziora Dołgiego. Spotykamy ludzi, potem samochody, a na koniec odśnieżoną drogę. Po drodze robimy przymusową operację Karoli, która uparła się iść na nartach. Leczenie przebiegało zarówno objawowo (smarowanie Voltarenem), jak i przyczynowo (odebranie nart siłą). Smołdzino okazuje się być bliżej niż przypuszczaliśmy, a na dodatek na przystanku rozkład powiada, że autobus mamy za pół godzinki - super. Jest jeszcze bardzo wcześnie (16:00), zatem po drodze używamy pozostałej w moim telefonie baterii do zapoznania się z bazą gastronomiczną w Słupsku. Porzucamy bagaże i dziewczyny na dworcu PKP (dziwne, ludzie chyba rzadko widują tu czekany...), wracamy z Emu po auto do Ustki i kończymy nasz wyjazd ucztą w restauracji japońskiej &amp;quot;SAKE&amp;quot;. Jeszcze tylko dziewięć godzin jazdy po naszych drogach (i jak tu kochać swój kraj...) - i ok. 5:00am w poniedziałek jesteśmy w Krakowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wypad pieszo-skiturowy|dwójka piesza - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, dwójka skiturowa - Mateusz Górowski, Damian Żmuda, transport - Ola Strach |24 01 2010}}&lt;br /&gt;
O ostatecznej trasie decydujemy tuż przed wyjściem z auta w Ustroniu Polanie. Na dworze -20 st. Ja z Teresą idę pieszo a Damian z Mateuszem na skiturach. Razem podchodzimy pod Orłową. Pogoda mimo mrozu cudowna a na dodatek im wyżej tym cieplej (wyraźna inwersja). Na przełęczy Beskidek się rozstajemy. Damian z Mateuszem górami doszli do Małego Skrzycznego skąd zjechali do Szczyrku (miała ich tem odebrać Ola) a ja z Teresą na Równicę.  O dziwo na Równicy przy drzwiach schroniska termometr wskazywał +3 st. (może był uszkodzony a może świeciło na niego słońce). Jednak różnica temperatur jest zauważalna bo po zejściu na dół znów czujemy się jak w zamrażarce. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FZimowy_Beskid&lt;br /&gt;
&amp;lt;i&amp;gt;Resztę dopisze Damian Ż.&amp;lt;/i&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|Kaja Fidzińska (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|16 - 17 01 2010}}&lt;br /&gt;
„Grotołajzy wszystkich klubów łączcie się” – kolejny wyjazd w Tatry odbywa się pod tym hasłem. Na przeprowadzoną w klubie kampanię reklamową wypadu do dziury odpowiedział jedynie (we właściwy sobie sposób) nasz forumowicz nr 1 czyli Buli. Idea integracji międzyklubowej potwierdza swoją słuszność. Tak więc w sobotę rano spotykam się w Krakowie na Westerplatte (siedziba KKTJ) z kierownikiem akcji. Kaja pobiera dla nas sprzęt… i tu następuje pierwsze zderzenie z kolorytem lokalnym. Z klubowej szafy dobywamy znakomite radzieckie karabinki „Irimiel” – naprawdę sprawdzony sprzęt ;-) Ładujemy go do bagażnika i ok. 11 docieramy do Kir. U Galicowej spotykamy znajomych z sylwestra, umawiamy się na wieczornego grzańca i ok. 14 dochodzimy pod dolny otwór Zimnej. W tatrach lampa, mrozu prawie nie ma a w ponorze wody po kostki – koncert życzeń. Schody zaczynają się na etapie podziału ról w zespole. Kaja wyraża pewną niechęć do wspinania w jaskini i proponuje mi możliwość prowadzenia wszystkich studni, stając się tym samym partnerką idealną – bez walki dostaję całe miodzio Zimnej ;-) Jednak z uwagi na aspekt feministyczny żąda w zamian oddania wora. W efekcie kobieta i kierownik akcji przez niemal całą jamę idzie z ciężką kichą, a ja wieczny kursant, spaceruję sobie na lekko i spijam śmietankę. Już wiem dlaczego KKTJ ma na kursie takie tłumy ;-) Dzięki osiągnięciu tak korzystnego dla obydwu stron kompromisu, w wyjątkowo sympatycznej atmosferze szybko docieramy do syfonu krakowskiego. Okazało się, że nikomu przed nami nie chciało się go zlewarować, na co po cichu liczyliśmy i jeżeli chcemy osiągnąć zaplanowany korytarz rubinowy, to czeka nas przynajmniej 1,5h mało rozwijającego machania wiaderkiem. Wobec braku męskiej determinacji w zespole podejmujemy decyzję o realizacji wariantu „B”, czyli zrobieniu trawersu  z dolnego do górnego otworu. Daje to okazję powspinania się w kominku za widłami, którym mnie trochę straszono przed wyjazdem.  Wprawdzie pierwszy Batinox jest rzeczywiście dość wysoko – po  jakiś 15 metrach, ale komin naprawdę nie jest trudny. Stąd już blisko do górnego otworu. Na zejściu śniegu  prawie wcale, za to lód i ślisko, trzeba uważać. Udaje się jednak zejść bez przygód. W dolinie spotykamy wracający z Czarnej kurs WKTJ. Chłopaki zapraszają nas na poznańską bazę, gdzie zostajemy uraczeni zimnym browarem i  pyszną zupą. WKTJ pozyskał nowego, bardzo uzdolnionego kulinarnie członka – sugeruję włączenie go w skład przyszłorocznej wyprawy ;-). W niedzielę robimy jeszcze powierzchniowy spacer, udaje nam się znaleźć miejsce gdzie nie byliśmy dotychczas (Wielki Kopieniec) i  na tym kończymy. Bardzo udany wyjazd, acz oboje stwierdziliśmy, że tęsknimy już za akcją, która da nam porządnie w d… Cóż, perwersja…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zawody skiturowe Pucharu Polski amatorów na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|16 01 2010}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz w życiu wziąłem udział w takich zawodach by zobaczyć jak to jest. Wystartowało ok 80 zawodników (zawodowcy i amatorzy) w różnych kategoriach wiekowych. Jako &amp;quot;dziadek&amp;quot; startowałem w nestorach. Docelowo należało zrobić 4 pętle od dolnej stacji wyciągu na Czantorię, początkowo trochę przez las, następnie mały zjazd pod wyciąg. Dalej dość strome podejście pod wyciągiem, w którego górnej części narty należało zdjąć i założyć na plecak. Po ok. 100 m podejścia znów na nartach trawers do trasy zjazdowej poniżej górnej stacji wyciągu. Dalej zjazd niebieską nartostradą do mety. Zrobiłem 3 pętle bo więcej nie starczyło czasu. Ostatnią pętlę większość zawodników robiła przy czołówkach. Udało mi się zająć drugie miejsce (oczywiście w mojej kategorii wiekowej bo ogólnie 48)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: średnim pomysłem jest startować na zwykłym sprzęcie turystycznym (wiązania diamir z skistopami, buty scarpa i narty). Mój sprzęt jak zważyłem to na jedną nogę przypadało ponad 4,5 kg czyli o ponad 100% więcej niż &amp;quot;zawodniczy&amp;quot;. Poza tym z &amp;quot;braku laku&amp;quot; miałem zbyt duży plecak. U kilku zawodników widziałem też ciężki sprzęt ale nie wiem jak wypadli w rankingu. Oprócz tego na stromych odcinkach podejścia nie trzymały mi foki (chyba już zbyt wytarte) i tam gdzie inni szli prosto ja musiałem robić zakosy co na wąskim trakcie (=przekładanie nart) wycisło ze mnie sporo sił. Warunki śniegowe i pogodowe były znakomite. Tak po za tym to fajna zabawa, dobra oprawa i ciekawe nagrody. Na dole spotkałem kol. z SBB: Jurka Ganszera (jego syn Michał też startował), Zosię Chruściel i innych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paweł w tym czasie odbył pieszą wycieczkę górską na trasie: Ustroń Polana - Orłowa - Równica - Polana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny wypad skiturowy na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 01 2010}}&lt;br /&gt;
W nocy samotnie podchodziłem na Czantorię i zjeżdżałem nartostradą. Warunki śnieżne dobre.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - biwak zimowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Karol Jagoda, Paweł Szołtysik oraz grotołazi z różnych klubów|9 - 10 01 2010}}&lt;br /&gt;
Bodaj po raz 16 Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował biwak zimowy. Tym razem była to Dolina Białej Wody a dokładnie taborisko taternickie na Polanie pod Wysoką (1310). Jest to jedyne takie miejsce biwakowe w całych słowackich Tarach. Dojście na miejsce zajmowało ludziom do 2 do 4 godzin. Jak się na miejscu okazało w Rudzie było może trzy razy więcej śniegu niż na Łysej Polanie z której zaczynaliśmy podejście. Jako jedyny z naszej grupki podchodziłem na nartach, właściwie po lodzie i wodzie. Czym wyżej tym mniej śniegu. W połowie doliny musiałem już narty nieść. Pocieszałem się jedynie faktem, że większość biwkowiczów tachało też narty na plecach. Ostatnie fragmenty szlaku pokonujemy w deszczu. Na taborisku jest na szczęście wiata, gdzie koledzy już rozpalili ognisko i wesoło dźwięczała gitara. Namioty rozbijamy na drewnianym podeście w prawdziwej ulewie. W sumie zjawiło się 66 dziwaków. Jurek wygłosił jak zwykle mowę. Całą noc deszcz z śniegiem walił o ściany namiotu. Drugi dzień nie zmienił znacząco sytuacji. Po zrobieniu tradycyjnego zdjęcia grupowego wszyscy zaczynają schodzić w dół. Nasze plany wyjścia wyżej (jest to wg mnie najpiękniejszy zakątek Tatr) z uwagi na pogodę nie wchodziły w grę. W połowie doliny zakładam narty i mknę po lodzie w dół, czasem w rozbryzgach wody. Błyskawicznie docieram do auta w Łysej Polanie gdzie prawie godzinę czekam na kolegów idących z buta. Wszyscy szczęśliwie doszli na dół. Dla nas było to ciekawe doświadczenie i lekcja pokory. Deszcz zimą jak się okazuje może dać bardziej w dupę niż mróz. Cała Europa walczy z zimą a w Tatrach trawy. Cóż kolejna ciekawa przygoda z nami. I tak jesteśmy szczęśliwi. Szczegóły na stronie SBB. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FBiwak%20zimowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|9 01 2010}}&lt;br /&gt;
Szybkie, wieczorne wyjście na wspinanie Czarnego Komina. Uwagi o pogodzie jw. - podejście w mżawce, stąpając po rozchlapującym się śniegu. Dotarliśmy ostatecznie do ''Chatki'', co razem z wyjściem zajęło niecałe trzy godziny. Powrót w regularnej zlewie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klimczok - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;,Mateusz Górowski|9 01 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ignorując podający deszcz i zamrożony śnieg wybraliśmy się w sobotę z rana do Bielska. &lt;br /&gt;
Na miejscu zrobiliśmy trasę Dębowiec – Szyndzielnia – Klimczok – Szyndzielnia&lt;br /&gt;
- Dębowiec. Do góry trasę robimy zielonym szlakiem na Szyndzielnie i dalej przez szczyt idziemy na ciepłą zupę do schroniska na Klimczoku. Śnieg po drodze głównie występował &lt;br /&gt;
w dwóch wersjach: albo zmrożona wierzchnia skorupa albo prawie woda…. Mimo tego szło się nie najgorzej. Wracamy trasą czerwonej nartostrady, której jakość- jeśli chodzi o warunki śniegowe - była całkiem niezła jak na zastaną w górach pogodę. Po wycieczce Mateusz wraca do domu, ja zostaję w Bielsku do niedzieli. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Biwak zimowy na Babiej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Maciej Dziurka&amp;lt;/u&amp;gt;,Kasia Żmuda|5 - 6 01 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już od dawna mieliśmy pomysł na biwak zimowy. W godzinach popołudniowych podchodzimy szlakiem Perć Akademików. Brodząc po pas w śniegu po przekroczeniu granicy lasu zaczyna nam się gubić szlak. Z racji nadchodzącego zmierzchu decydujemy się na biwak jeszcze przed  ejściem w poręczówki. W nocy na zewnątrz mróz, hulający wiatr i zawiewany śnieg. Kolejnego dni podchodzimy do góry. Początkowo zakosami brniemy w śniegu po pas, dalej krok za krokiem żlebem. Ostatnie metry na grań to walka z silnym zwalającym z nóg wiatrem i zawiewanym w twarz zmrożonym śniegiem. Bardzo szybko podejmujemy decyzje że schodzimy. Był to ostatni moment na zrobienie tego przejścia przed  agrożeniem lawinowym a i tak pod samym szczytem spuściliśmy sobie deskę śnieżną na siebie. W drodze powrotnej odwiedzamy schronisko. Pod wieczór wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - na nartach biegowych|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek|3 01 2010}}&lt;br /&gt;
Mroźna pogoda, lotny, puszysty śnieg to warunki, w których odbyliśmy wędrówkę narciarską w okolicach Przewodziszowic. W tej wsi zostawiamy auto i na biegówkach obchodzimy ruiny pobliskiej warowni a następnie idziemy lasami i polami. Po drodze o dziwo spotykamy 2 narciarki i narciarza na biegówkach z którymi zamieniamy kilka zdań. Następnie robimy błąd nawigacyjny i lądujemy w Leśniowie. Po korekcie, częściowo na przełaj docieramy do Pustenlni w Czatachowej (uroczy kościółek na skraju lasu) i stamtąd ładnym zjazdem docieramy do głównego rowerowego szlaku jurajskiego i nim wracamy do auta. Pokonaliśmy kilkanaście kilometrów na nartach. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FJura-narty&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2010&amp;diff=1410</id>
		<title>Wyjazdy 2010</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2010&amp;diff=1410"/>
		<updated>2010-07-17T20:47:42Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: /* II kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|11 07 2010}}&lt;br /&gt;
Przejście szlakami trasy Zverowka - Brestowa - Salatyn (2047) - Pahola (2107) - Banikowska Przeł. - Zverowka. Można było odetchnąć od upału (ale nie od much), ludzi nie wiele. Właściwie to ostatni brakujący mi do kompletu odcinek grani Tatr Zach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Batyżowiecki Szczyt - wspinanie|Ola Strach, Karol Jagoda, Łukasz Pawlas, Mateusz Górowski|10 - 11 07 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w piątek wieczorem, trochę porozrzucani, z różnych miejsc. Ja na wyjazd dojeżdżam prosto z Bielska, Karola zabieramy dopiero z Wadowic. Na miejsce docieramy więc dobrze już po północy. W sobotę po długim i męczącym podejściu szybko ruszamy ( w dwóch zespołach O+M i Ł+K) na podbój upatrzonej już wcześniej przez Mateusza drogi opatrzonej takim oto opisem: „Droga Kutty ( IV+, 4h)uznawana jest za najpiękniejszą płytówkę Tatr. Wspaniała ściana z potężnymi płytami. Idealna do letniej wspinaczki.” No i ja osobiście się z tym wszystkim zgadzam, szkoda tylko że nie dopisano nic na temat drogi powrotnej (albo się starzeje albo nie na moje nerwy takie szarpanie się po grani i kruchymi zboczami)…W każdym razie w niedziele na powtórkę decydują się tylko Mateusz z Karolem pokonując w ekspresowym tempie kolejną drogę na płd.-wsch. ścianie - Filar Kuffa (V) 3h.Ja z Łukaszam tworzę w tym czasie dwójkę wypoczynkowo-turystyczną. W drogę powrotną ruszamy dość wcześnie, ku radości Karola, że zdąży jeszcze zobaczyć finał MŚ :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry  Wysokie |Pacyfa, Sławek|08 - 11 07 2010 begin_of_the_skype_highlighting              08 - 11 07 2010      end_of_the_skype_highlighting}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd w czwartek po pracy, na taborisko taternickie w Dolinie Białej Wody docieramy około północy. Na piątek planujemy łagodny spacer do Żabiej, Bielovodskiej Dolinki, jednak obiecująca i idąca (początkowo) zgodnie z mapą ścieżka,  doprowadza nas niemal pod asfaltówkę do Moka ( z daleka śmierdzi końskim łajnem:P) Pozostaje więc przedzieranie się przez krzaki w kierunku najbliższym do właściwego i &amp;quot;lightowa&amp;quot; wycieczka zmienia się w prawdziwy survival. Ale warto. Dolinka przepiękna, turkusowe stawy, niesamowita widoki na ściany Młynarza, Młynarczyka i Żabich szczytów. I co najważniejsze, ani żywej duszy. W polskich wysokich nie do pomyślenia:) &lt;br /&gt;
W sobotę wytyczamy nową, mikstową drogę trekkingowo-wspinaczkową na Wagę:) Znów śliczna, cicha, Ciężka Dolinka i znów gubimy ścieżkę w śniegu. Pozostaje azymut, ku uciesze kukających spod przełęczy turystów:) Z Rysów rezygnujemy, ludzi jak na stadionie piłkarskim, patrzę tęsknie w kierunku Ciężkiego Szczytu, ale ostatecznie mykamy tylko na kawę do Chaty i wracamy, tym razem nieco bezpieczniej.&lt;br /&gt;
Na niedzielę planujemy przejście całej Bielovodskiej Dolinki; dochodzimy do Polskiego Grzebienia, stamtąd skaczemy na Małą Wysoką. Przepięknie, choć tu, jak to na szlakach, ludzi odrobinę więcej. Ale w moim odczuciu, kultura nieco inna (choć tez sporo Polaków), jakoś przyjemniej, większe poczucie prywatności i kontaktu z górami.&lt;br /&gt;
Jednym słowem coraz bardziej przekonuję się, że jak w Tatry latem, to raczej na Słowację.&lt;br /&gt;
Polecam też taborisko na Polanie pod Wysoką, niezwykle przyjazne i zaciszne, choć położone blisko głównego szlaku miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Wojciech Sitko, Mateusz Górowski|4 07 2010}}&lt;br /&gt;
Parę słów opisu już niedługo i zdjęcia też jakieś będą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Wiślańska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, na miejscu minęliśmy się z kolegami z SBB m. in. Jurkiem Ganszerem|4 07 2010}}&lt;br /&gt;
Jaskinia Wiślańska to obecnie najdłuższa jaskinia Beskidów (ponad 2100 m dł.). Trochę pechowo spóźniam się na miejsce i nie dane mi było pójść na dno (-37) ale po pobycie w wstępnych partiach za bardzo nie żałuję. Jest wprawdzie fajna przestronna sala ale dalej labirynt i ciasnoty. Po za tym z Teresą przebyłem trasę z przełęczy Salmopolskiej na przełęcz między Zielonym Kopce a Malinowem. Na Biały Krzyż wróciliśmy szlakiem. Kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2010/Wislana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - spacery w okolicach Małej Mędralowej|&amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Rymarczyk|27 - 28 06 2010}}&lt;br /&gt;
W sobotnio-niedzielną noc zostawiamy samochód przy drodze w lesie i blaskiem księżyca (u)wiedzeni podchodzimy jeszcze kawałek na Przysiółek Moczarki, by o 2 a.m. wpaść w ognisko mocno już rozgrzanego towarzystwa. Gospodarze na szczęście dali radę wskazać nam w chacie miejsce do spania:) W niedzielę wybieramy się na spacer po okolicy, wyobraźnia wiedzie daleko... ale tym razem wchodzimy na Małą Mędralową, wzbudzając i tak niemałą sensację wśród napotkanych turystów ;) Wszak człek przemierzający o kulach górskie szlaki nieczęstym jest widokiem. Pogoda bajkowa i widoki... dobrze mieć znajomych w tak malowniczych miejscach:) Do Rudy wracamy wczesnym poniedziałkowym rankiem. Artur, Aga - dzięki raz jeszcze za gościnę!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Suliszowice i Zastudnie - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Damian Żmuda|26 - 27 06 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy wyjazd w Tatry, niestety pogoda nie dawała nam wielkich szans nam na udany wspin, dlatego wybraliśmy się na Jurę. Mieliśmy jechać do dolinek podkrakowskich, lecz z powodu nie zabrania topa decydujemy się nieco przypadkowo na Suliszowice. Wybór okazał się strzałem w 10. Cisza, spokój, czas jakby płynął wolniej, pierwszy weekend wakacji i zero ekip wspinających - po prostu przeciwieństwo Rzędkowic! Zaczynamy od malowniczo położonej Srogiej Skały. Ja z Mateuszem przechodzimy kilka ciekawych dróg, w tym czasie Damian wizualizuje swoje przyszłe wspinaczki…Po południu przenosimy się na Biedruniową, w czasie długiego i męczącego podejścia, zmuszeni jesteśmy założyć bazę wysuniętą położoną na polance z mnóstwem poziomek. Wieczorem udaje się nam rozpalić ognisko, pomimo, że nie ma z nami Ani. Następnego dnia wspinamy się w niedaleko położonym Zastudniu - polecamy Demenówkę, oraz bardzo efektownego Czarnego Psa.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Bielskie - Hawrań|Sebastian Śmiarowski, Asia Wasil |21 - 23 06 2010}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce:) Zdjęcia: [http://picasaweb.google.pl/102191807893637828671/TatryBielskie062010#]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Ptasia Studnia|Jerzy Krzyżanowski, Damian Żmuda, Michał Wyciślik, Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|18 - 20 06 2010}}&lt;br /&gt;
Integrujemy się trochę z Poznaniakami, śpiąc na ich bazie. Na miejscu jest Arek Brzoza, Wojtek Hołysz i kursanci. Niestety nie ci, z którymi się umawiałem na wspólną akcję. No nic, pójdziemy sami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę rano wychodzimy o ósmej (!), w strugach deszczu (!!). Ciągle jestem pod wrażeniem tej mobilizacji. Nad otwór docieramy zupełnie przemoczeni ok. 11:30. W jaskini też trochę leje się nam na głowy, także akcja przebiega sprawnie, przynajmniej do Sali Dantego. Byłem przekonany, że tam &amp;quot;tak jak puszcza&amp;quot;  nie mamy iść, bo to jest Studnia Taty. Około pół godziny zajmuje nam dojście do tego, że jednak mamy tak iść, albowiem Studnia Taty i Studnia Flacha są naprawdę, naprawdę tak zaraz obok siebie. Pod Studnią Flacha zjeżdżamy jeszcze ok. 10-metrowy prożek i gubimy się. Tak dokładniej, przeciskamy się jakimiś zwężeniami, najpierw ja, potem reszta ekipy - tak w sumie zajmuje to z godzinę. Wypadamy (chyba) gdzieś na dnie Studni Taty (ok. -200, a tam mieliśmy przecież nie iść). No nic, tak to jest, jak się idzie z &amp;quot;wiedzą zerową&amp;quot; w nieznane sobie partie całkiem dużej jaskini. Gramolimy się z powrotem no i decydujemy się na wycof, nie wiedząc co dalej i nie chcąc upodlić się ponad miarę - Ola musiała dotrzeć do pracy w Bielsku na niedzielę rano. Jeszcze tylko zjazd w mżawce i mgle Progiem Mułowym (to mamy już przećwiczone kilka razy) no i ok. 23:00 jesteśmy z powrotem na bazie, na imprezie. I tak było fajnie - przynajmniej nie siedzieliśmy w domu w ten deszczowy weekend.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - okolice Szczyrku| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|19 06 2010}}&lt;br /&gt;
Chodziliśmy poza szlakami po południowych stokach Magury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Dolina Łomnicka - wspinaczki|Damian Żmuda, Anna Bil, Mateusz Górowski, Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Ewa Wójcik (KKTJ)|12 - 13 06 2010}}&lt;br /&gt;
Puma i ja startujemy jeszcze w piątek wieczorem - podchodzimy nocą do Skalnatej Chaty, którą osiągamy ok. 01:30am. Okrutny gorąc. Śpimy na ławkach pod chatą. Nazajutrz ruszamy pod 550-metrową, południową ścianę Kieżmarskiego. Ten cel wymyślił Damian i chwała mu za to!  Startujemy na ''Drogę Birkenmajera'' (IV, 4h). Gdzieś w okolicach drugiego wyciągu widzimy, jak pod ścianę dociera reszta ekipy (wjechali kolejką). Nam droga upływa całkiem miło; pogoda dopisuje, upał daje się wytrzymać dzięki lekkiemu wietrzykowi. Końcówka może trochę nudna - kilka wyciągów II, na których jednak postanowiliśmy się normalnie (oddolnie) asekurować. Łącznie w ścianie spędziliśmy ok. 7 godzin. W tym czasie pod nami rozgrywał się dramat - poszukiwania w lawinisku, psy, ludzie zaginieni we mgle, ratownicy, nosze, helikopter. Przez cały dzień kręcono ujęcia do serialu o ratownikach górskich. Na szczycie (świetnym!) chwila kontemplacji i telefon do reszty Nocków. Otóż oni robili tę samą drogę co my i są już w połowie zejścia. Nie, nie wiedzą dlaczego w ogóle się nie minęliśmy. Bardzo ciekawe. Spotykamy się pod ścianą, gdzie okazuje się, że przeszli jednak ''Ľavým vhĺbením (Puškáš)'' (IV, 3-4h). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Skalnatej Chacie jest tylko piwo, noclegów chwilowo nie udzielają. Dobre i to. Dowiadujemy się o prognozy na jutro - přeháňky i możliwe bouřky. Zgodnie z rekomendacją, której udzielił nam napotkany rano strażnik przyrody, postanawiamy spędzić noc na stacji kolejki. Bardzo przyjemna bunkierbaza. Gotujemy kolację w poczekalni i kładziemy się spać na wykładzinie w korytarzu. Rano pracownicy kolejki informują nas, że generalnie to nie ma problemu, ale tak do siódmej rano musielibyśmy się pozwijać; dzięki temu nie wyspaliśmy się wprawdzie zbytnio, ale przynajmniej wcześnie wyruszyliśmy pod ścianę. Puma i ja tym razem idziemy na Huncowski Szczyt drogą przez Huncowską Basztę - IV+, 4h. Godna polecenia droga po dosyć chwytnych płytach. Mateusz, Ania, Damian i Karol znowu w ścianie Kieżmarskiego - tym razem dla odmiany ''Pravým vhĺbením (Puškáš)'' (V, 3h). Bouřky trochę straszą grzmotami w oddali, ale na szczęście spada na nas raptem kilka kropli. Nie spotykamy się już wszyscy. Nasza dwójka zjeżdża ok. 16:00 kolejką do Tatrzańskiej Łomnicy. W Zakopanem odwiedzamy jeszcze cukiernię i znajomych - no i udajemy się do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Janusz Rudol (Rudi)|13 06 2010}}&lt;br /&gt;
Odwiedzamy niewielką pionową jaskinię. Jasny Awen - cel naszego wyjazdu niedostępny z uwagi na zalegający jeszcze śnieg. Nad Kotliny i Małołącka dostępne. W sumie fajna wycieczka, w górach niewielu ludzi, nie lało za to było duszno i porno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nowy Bytom - mistrzostwa Rudy Śląskiej w wspinaczce sportowej|Wojtek Sitko, Mietek Smetaniuk, Paweł Szołtysik, Adam Langer, Ola Skowron, Wojtek Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Rudkowski, Tomasz Pawlas, Łukasz Pawlas, Artur Szmatłoch i inni|12 06 2010}}&lt;br /&gt;
Kolejne zawody w upalnej pogodzie. Zawodników nie wielu. Drogi finałowe dość trudne. Jedynie Tomek Pawlas doszedł do topu. Wyniki i szczegóły w AKTUALNOŚCIACH. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2010%2FZawodyWspin&amp;amp;startat=16&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA: Olsztyn|Mateusz Górowski, Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 06 2010}}&lt;br /&gt;
Wyposażony w karimatkę, odsypiam trochę powrót z Rumunii. Leniwie wspinamy kilka dróg w sąsiedztwie zamku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: Góry Trascăului, góry Apuseni - jaskinie wodne|Jerzy Krzyżanowski, Damian Żmuda, Daniel Bula, Mieczysław Smetaniuk, Tomasz Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; w piątek także Tadeusz Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Basia Szmatoch|03 - 06 06 2010}}&lt;br /&gt;
Trochę ekscentryczny wyjazd - w Polsce, na Słowacji i Węgrzech powodź - a my neopren i do jaskiń wodnych. Po osiemnastu godzinach (!) jazdy, w piątek robimy wspólnie z Tadkiem jaskinię ''Huda lui Papară'' w górach Trascăului. Dwa kilometry ciągu wodnego, olbrzymie przestrzenie, ok. 4 godzin kąpieli. Poprzedniego dnia uparłem się, żeby podjechać pod otwór tak jak Tadek, więc po wyjściu z jaskini czekała nas dodatkowa przygoda: wyciąganie dwutonowego auta flaszencugami (po jednym na każdą tonę). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tadek z rodziną jedzie w swoją stronę, a my wieczorem docieramy na polanę La Grajduri, gdzie spotykamy kolegów z Olkusza (pozdrowienia!). Rano ruszamy do ''Cetățile Ponorului''. Przy zastanym stanie wodnym, akcja była dosyć trudna. Jak wskazuje nazwa, do tej jaskini woda _wpływa_, także poręczowania wymagają także niektóre poziome odcinki, żeby później móc wyjść pod prąd. Pobyt w jaskini trwał ok. 4.5h, a przeszliśmy może z 300 metrów za miejsce, do którego normalnie dochodzi się na sucho. Akcja załamała się podczas poręczowania kolejnego  poziomego jeziorka - w wirze zaplątuję się w liny (poręczowanie + asekuracja) i szarpiąc się, gubię gumowca. Może kiedyś gdzieś wypłynie. Potem chłopaki ściągali mnie z powrotem i w momencie &amp;quot;ciorania&amp;quot; przez malutki wodospad dodatkowo tracę skarpetę. Przed powrotem boso ratuje mnie Mietek pożyczoną skarpetką, na którą zawiązuję turbkę. Na szczęście po wyjściu szybko odzyskuję czucie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na polanie integrujemy się trochę z lokalną służbą ratowniczą i po niespiesznej kolacji startujemy do domu - w nocy udaje się nam wrócić zaledwie w 13 godzin. W Rudzie jesteśmy ok. 9 rano; Mietek i Tomek nieco później (postanowili po drodze się trochę przespać).&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Sudety - Skalne Miasto |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Ryszard Widuch, Marzena Widuch, Maciek Widuch |5 - 6 06 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza w Szczawnie Zdroju. Przy przepięknej pogodzie zwiedzamy rezerwaty Skalnego Miasta tj. Skały Teplickie i Adrszpach. Jest to rzeczywiście jeden z najpiękniejszych skalnych zakątków naszego kontynentu. Przecudowne wręcz formy skalne wyrzeźbione przez wodę i wiatr. Zresztą załączone zdjęcia chyba lepiej zastąpią opis: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FSkalneMiasto . Prawdziwy raj dla wspinacza (ale takiego od 6.5 wzwyż). Mimo, że park zwiedza dużo ludzi to infrastruktura turystyczna jest fajnie wkomponowana w tło. Jest tu też dość ciekawa zawaliskowa jaskinia Teplicka (nieturystyczna). W jaskini jest dużo lodu i płynie nawet rzeka. Nie mając kombinezonu zwiedzam tylko obszerniejsze partie. Szlak wiodący przez rezerwaty jest bardzo ciekawie poprowadzony i chyba tylko super malkontent mógł by narzekać. Godny polecenia rejon dla wszelkich skałołazów ale i zwykłych turystów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień jadąc już do domu wychodzimy na Ślężę szlakiem z Sobótki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 34-lecie klubu |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Ola Strach, Zygmunt Zbirenda, Aga Szmatłoch, Tomek Głowania, Basia Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Janusz Dolibog, Bianka Witman-Fulde, Jurek Fulde, Grzegorz Przybyła z żoną. |29 - 30 05 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lecie odbyło się w wyjątkowo kameralnej atmosferze. Skałki jakoś puste. W sobotę wspinaczki (ja i Mateusz). Wieczorem zjechało resztę ludzi i impreza pełna śmiechu przy ognisku. W niedzielę znów wspinaczki. Deszcz przyśpieszył powrót do domu. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy MTB |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, |23 05 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Mirowa do Ogorzelnika szlakiem. Dalej również przedzieram się szlakiem w stronę Łutowca. Po ostatnich klęskach żywiołowych drzewostan jest w fatalnym stanie. Kilka kilometrów prowadzę lub przenoszę rower przez przeróżne przeszkody. Po drodze zatrzymuję się przy jaskini Piętrowej Szczelinie i Kamiennego Gradu. Od Żarek szlak jest przejezdny. Wracam przez Niegową do Mirowa. Cały dzień piękna pogoda, soczysta zieleń ale skałki mokre. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FMTB_Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspinaczki w Mirowie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Damian Żmuda|22 05 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo niepewnej pogody wybieramy się do Mirowa, lecz po około godzinie jazdy autem docieramy niespodziewanie do Częstochowy. Po krótkiej chwili konsternacji, wklepujemy poprawnie do GPSu ,,właściwy’’ Mirów. Po drodze dopada nas przelotny deszcz, na szczęście na miejscu jest sucho. Udało się poprowadzić kilka fajnych dróg, o wycenach lekko zawyżonych, jest to pewnie spowodowane położeniem Mirowa, który sąsiaduje z Łutowcem J. Ze skał zeszliśmy w idealnym momencie, dzięki temu dotarliśmy do samochodu przed atakiem potężnej burzy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice - rozszerzone posiedzenie KTJ PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|15 05 2010}}&lt;br /&gt;
Marek W. wolał jechać z Warszawy nocą i spać pod skałami; ja pakuję do bagażnika stację lutowniczą i docieram z Rudy ok. 8 am. Temperatura otoczenia (dziewięć stopni) wymusza wyjście na Bibliotekę. Zaczynamy &amp;quot;po raz setny&amp;quot; od ''Żółtych Ścianek'' (VI+, V+). W końcu udaje mi się też zrobić ''Na przełaj'' (IV.1), choć nie obyło się bez latania. W przerwie udajemy się na spotkanie KTJ z kierownikami wypraw i prezesami klubów. Obrady przebiegły nadzwyczaj spokojnie, tym razem nie będąc zdominowanymi przez jedną osobę lub jeden temat. Najwięcej emocji jak zwykle budził budżet wyprawowy. Było trochę o sprawozdawczości z wypraw, Andrzej przedstawił też kilka nowości z TPN. Ogólnie, bez rewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po spotkaniu wykorzystuję sprzęt z bagażnika - szybko składam na miejscu DistoX dla Dreda i wracamy korzystać z okna pogodowego. Tym razem świeżo obita przez UKA Apteka. Zrobiło się już całkiem ciepło i całkiem ludnie. Marek &amp;quot;pokazuje mi jak przejść&amp;quot;: ''Apteczną depresję'' (VI+), ''Gancjana'' (VI+), ''Wyciski palczaste'' (VI.1). Powtórzyć pierwszą się mi udało, na drugiej oszukiwałem, na trzeciej już całkiem poległem. Do domu wracam jeszcze przed potopem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda|08 - 09 05 2010}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii upadlających, stanowiący doskonałą przeciwwagę dla betonowego trawersu Baradli, który zaliczyliśmy tydzień temu na Węgrzech. Szczegóły... kiedyś...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówka pod Tatrami|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 - 03 05 2010}}&lt;br /&gt;
Opis z wyjazdu wspinaczkowego w Przełomie Białki, który ukazał się na stronie Chorzowskiego Progresu - http://www.boulderowniaprogres.pl/&lt;br /&gt;
Na tej stronie również galeria ze zdjęciami z wyjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Majówka pod Tatrami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W licznym składzie wyruszyliśmy (z lekkim opóźnieniem :) na południe Polski pod, jeszcze ośnieżone, Tatry. Bazą wypadową był dom w miejscowości Czarna Góra, skąd jeździliśmy się wspinać głównie nad Przełom Białki. Mimo niepokojących prognoz, pogoda w pełni nam dopisała. Sobotę spędziliśmy na Kramnicy, gdzie towarzystwo się &amp;quot;rozruszało&amp;quot;, aby następnego dnia rozwinąć linę na Obłązowej i zmierzyć się z trudniejszymi, przewieszonymi problemami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tak dużej liczbie uczestników wyjazdu oczywiście nie zabrakło wieczornych spotkań towarzyskich :. Podczas ogniska Tomek i Karol popisali się znakomitą umiejętnością gry na gitarze, co wszystkim niezmiernie umiliło wieczór. Program muzyczny nie zakończył się tylko grą na gitarze :. Dołączyli do nas również utalentowani wokalnie górale przygrywając nam na skrzypeckach. Nie zabrakło również fajki wodnej i degustacji alkoholi :. Wspólne imprezowanie odbyło się bez nadmiernego pijaństwa a co za tym idzie i bez kaca, dlatego następnego dnia, niestety ostatniego, niektórzy uczestnicy, jeszcze przed wyjazdem do domu, odwiedzili zamek w Niedzicy, podczas gdy inni wyrównywali porachunki na Obłazowej i na Kramnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas powrotu nadszedł nieubłaganie. Zmęczeni i w dobrych humorach rozjechaliśmy się do domów, jednak tak krótka majówka, w tak pięknym miejscu, spędzona w tak dobrym towarzystwie pozostawiła ogromny niedosyt ;-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podziękowania dla chłopaków z Czarnej Góry - Jacka i Dawida za imprezę z przytupem ;-)&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skład ekipy (kol. alfabetyczna): Agnieszka Kucharska, Alicja Kucharska, Adrian &amp;quot;Emil&amp;quot; Kościański, Bartek Splewiński, Danuta Gogolińska, Karol Suwała, Łukasz Pawlas, Marta Kostrzewska, Martyna Dykta, Michał Myronik, Marcin Wasiak, Paulina Baba, Patryk Garbas, Radek Ptak, Tomasz Pawlas.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczkowy weekend w Przełomie Białki |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas + ekipa z chorzowskiego Progresu|30 04 - 03 05 2010}}&lt;br /&gt;
Po długich namysłach, weekend majowy postanawiamy spędzić wraz z zaprzyjaźnioną chorzowską ekipą, w okolicach Białki Tatrzańskiej. Pierwszego dnia wspinamy się na 30 metrowej Kramnicy. Następnego, ciut mokrego dnia łoimy na Skale Obłazowej i w Grocie. Ostatniego dnia, z powodu kiepskiej pogody robimy objazdówkę wokół zalewu Czorsztyńskiego i ładujemy się w kilometrowe korki w stronę domu. Obydwie skały leżąc tuż nad wodami Białki, tworzą rezerwat „Przełom Białki”. Miejsce naprawdę warte odwiedzenia, chociażby przy okazji wypadu w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WĘGRY - Aggtelek Nemzeti Park|TKTJ: Dariusz Sapieszko, Iwona Sapieszko, Zuzanna Sapieszko, Hanna Kullman, Bogdan Kullman, Paulina Kullman; RKG: Tomasz Jaworski, Joanna Jaworska, Karol Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Strach, Mateusz Górowski, Jerzy Krzyżanowski, Michał Wyciślik, Łukasz Korzeniowski, Damian Żmuda|30 04 - 03 05 2010}}&lt;br /&gt;
Koledzy z Węgier oprowadzili nas po kilku jaskiniach parku narodowego Aggtelek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę odwiedziliśmy ''Szabó-pallagi-zsomboly''. Jaskinia ma tylko 120 metrów głębokości, ale akcja zajęła nam dobre kilka godzin z uwagi na wielki tramwaj (10 osób). Potem było multi-language party, na którym Pająk przedstawił ciekawą wizję grotołażenia jako pokuty. Otóż do każdej akcji jaskiniowej należy podchodzić z pewną intencją. Na przykład Pająk niedawno był w Miętusiej w intencji grzechów młodości - a było tych grzechów wiele, wiemy bo kilka opowiedział.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela upłynęła nam jednak całkiem przyjemnie. Nasi przewodnicy zabrali nas do ''Béke'', gdzie przeszliśmy w poziomie ok. 6 km - do drugiego syfonu (a potem z powrotem). Z początku było po kostki, potem po kolana, a ostatnie 20 minut po szyję. Niektórym bozia wzrostu nie dała i trzeba było ich holować na pętlach. Cuda zdziałały tu pianki, które niektórzy z nas mieli w związku z innymi hobby, a niektórzy nabyli w promocji w Decathlonie. Węgrzy twardo szli bez neoprenu; mysleli że wykończą nas tempem i nie będziemy chcieli iść do końca, ale nie daliśmy się. Spacer tam i z powrotem zajął ok. 3.5 godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potem pojechaliśmy na obiad (ach, te 15-minutowe podejścia), a następnie, po przeczekaniu deszczu, udaliśmy się do ''Kossuth-barlang''. Krótka jaskińka na godzinę zabawy. Tym razem kąpieli mało, bo wyposażona jest w ubezpieczenia, które pozwalają przejść z minimalnym zanurzeniem. Tylko na samym końcu mogliśmy wskoczyć do wody...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem większość naszych przyjaciół wraca do Budapesztu, zostają z nami tylko Zoltán i Mátyás. W poniedziałek robimy trawers systemu Baradla, najdłuższej jaskini Węgier. z Aggtelek do Jósvafõ. Siedem i pół kilometra... ... po betonie. Masakra. Ani razu nie trzeba się było schylić, ani razu upodlić w wodzie, nic z tych rzeczy. Pająk ma rację, bez aspektu pokutnego ta zabawa traci sens!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie jaskinie, które odwiedziliśmy, cechowała fantastyczna szata naciekowa. Kolory, kształty, fantasmagorie. Wielu z nas jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziało. Po Baradli zaczęliśmy powoli rozumieć Zoltána, który twierdzi, że nienawidzi nacieków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Serdeczne dzięki dla Darka Sapieszko, który zorganizował ten wyjazd i zaprosił nań ekpię z Nocka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Wspinaczki|Aleksandra Strach, Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Damian Żmuda, Jerzy Krzyżanowski|30 04 2010}}&lt;br /&gt;
Wypad do Doliny Młynickiej, na stenę i veżę pod wodospadem Skok. W środę ściągnęli mi gips, lekarz kazał &amp;quot;używać ręki normalnie&amp;quot; - no to zacząłem używać normalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Świetna pogoda. Dobry widok na Strbskie Pleso. Rozpoczęliśmy sezon wejściem ''Pravou časťou platne'' (IV, 3h), potem równolegle wspięliśmy ''Cez kút'' (Damian i ja, V+, 1.5h) i ''Veterný kút'' (Pająk, Ola i Mateusz, V-) a następnie ruszyliśmy w Aggtelek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Karlinie| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Ola Strach, Olek Kufel, Ryszard Widuch, Marzena Widuch, Maciek Widuch |25 04 2010}}&lt;br /&gt;
Znów po raz pierwszy wspinaliśmy się na ciekawej skale w Karlinie. Zrobiliśmy w sielankowej atmosferze kilka dróg &amp;quot;łatwych&amp;quot; i łatwych. Najwięcej emocji przysporzyła pierwsza droga, którą robiłem na własnej protekcji w niezwykle kruchej rysie równolegle do komina obok. Wydająca się na łatwą z dołu droga okazała się paskudna bo kruszyła się niesamowicie. Po ukończeniu (spociłem się tu nieco) drogi w zjeździe wyleciał mi spod stóp wielki głaz i tylko dzięki przytomności umysłu Ola z Olkiem zdążyli odskoczyć w bok. &lt;br /&gt;
Następne 3 drogi nie wzbudziły już takich emocji. Rysiek z rodziną wraca trochę wcześniej a my dzień kończymy również ogniskiem.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2010/Karlin&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Weekend narciarski|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Ewa Wójcik|24 - 26 04 2010}}&lt;br /&gt;
W trakcie poprzedniego wyjazdu naszą uwagę przykuła Żółta Turnia - nawet ślepy zauważyłby, że zjazd z niej jest bardzo szeroki i nie aż tak stromy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia pierwszego właściwe podejście rozpoczynamy z Hali o 13:00. Wyjaśniam po kolei: przechwycenie Pumy i wyjazd z Krakowa zajęły jakieś półtorej godziny. Ponadto, dodatkowe opóźnienie wystąpiło na wizycie w Betlejemce (zostawialiśmy graty i pożyczaliśmy piepsa). Chatar zaprosił nas na herbatkę, no i nie wypadało odmówić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie aż tyle zmian podejście/zjazd. Lampa, śnieg znika w oczach. Turnia nawet całkiem popularna: widzimy narciarzy, potem mijamy jeszcze pieszą dwójkę. Ze szczytu roztacza się całkiem nowy widok na otoczenie Gąsienicowej, który kontemplujemy przez blisko dwie godziny. Zjazd mija nam w przyjemnym śniegu, nawet Pumie się trochę podoba. Niestety Halę osiągamy na 15 minut przed zamknięciem kuchni w Murowańcu i musimy zadowolić się zupkami. Wieczór upływa na rozmowach z różnymi znajomymi (głównie Pumy), przypadkiem również obecnymi w Murowańcu i Betlejemce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wybieramy się na Słowację. Drepczemy na Liliowe w prażącym słońcu. Na ogonie siedzi nam jakaś kilkunastoosobowa grupa narciarzy; wkrótce wyjaśnia się, że to kurs przewodnicki. Obecny w tej grupie znajomy radzi nam, żeby zjeżdżać jednak ze Świnickiej Przełęczy.  Odnotowujemy, że grupie kursowej towarzyszą wysoko postawieni pracownicy TPN, co wywołuje dodatkowy dreszczyk emocji - wszak nasze wrogie zamiary wobec przepisów (wprawdzie Słowackich, ale jednak) mogły się im nie podobać. Egon przekonuje nas, powołując się na wczorajsze doświadczenia, że na stronę słowacką &amp;quot;w ogóle nie jest lawiniasto&amp;quot;; proponuje nam przebieżkę granią Konia na Walentkowy - nie robił tego wprawdzie, ale gdyby okoliczności były inne, taki byłby jego pomysł na dziś. Puma sceptycznie nastawiona, decydujemy się zdecydować po zjeździe. No nic, patrzymy w lewo, w prawo, nikt nie widzi, no to ziu. Zjazd drastycznie weryfikuje wiarygodność Egona - po jednym z zakrętów spod nart wyjeżdża mi warstwa śniegu z powierzchni i suuuuunie w dół. No cóż, mówiąc krótko, nie spodobało się to nam. Trawersujemy w górnej części Dolinę Walentkową i zderzamy się z Koniem. Następuje moment podjęcia decyzji: brniemy dalej w optymizm i idziemy granią? zawracamy po niestabilnym śniegu? obchodzimy przez morze kosówki w Wierchcichej?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszliśmy granią, która okazała się być mikstem kosówkowo-śnieżnym. Potem pojawiły się krótkie elementy wspinaczkowe; przypuszczamy, że mogło być to pierwsze zimowe przejście ze złamaną ręką. Po ok. 2 godzinach walki odsłania się kopka przed Walentkowym w całej swojej okazałości. Stok idealnie oświetlony, na wprost słońca, późne godziny popołudniowe, rozmiękły śnieg...  Uświadomiliśmy sobie, że oto widzimy podręcznikowy przykład pt. NIE IDŹ DALEJ.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teoretycznie wydawało by się, że zawsze można odwrócić się za siebie i wrócić do domu po własnych śladach. No cóż, nie zawsze - my jesteśmy na nartach, a tą granią, sorry, nie da się jechać. Zatem narty na plecy i ubieramy raki? Niby tak, ale brakuje nam maczety; pamiętajmy po czym tu weszliśmy, gęsta kosówka pokryta z wierzchu śniegiem. Co robić, co robić? Najkrótsza droga odwrotu biegnie żlebem opadającym do Walentkowej, a potem z powrotem na Świnicką Przełęcz. Tylko że ten żleb stoi dęba, na dole skały, nie chcielibyśmy polecieć na nie razem z masą śniegu. Rzut oka na dalszą część grani. Może jednak - przecież to tylko kawałek - a potem już tylko łatwy zjazd do &amp;quot;piątki&amp;quot;...?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie. Nie będziemy ryzykować wywoływania lawiny stulecia. Czekamy. Powoli nasz żleb ewakuacyjny wchodzi w cień. Robimy teścik - obkopujemy łopatami nawis i popychamy w dół. Uff, nie pociągnął nic za sobą. Dobrze. No to jeszcze godzina... Telefon do przyjaciela, herbata, próbujemy jeść... Dobra, będzie. Ja przodem - nie wiem, czy lepiej nie czułbym się zjeżdżając na nartach, ale Puma szybko pacyfikuje ten pomysł. Powoli, krok po kroku, przodem do zbocza obniżamy się do doliny. Z wierzchu zrobiła się już lekka skorupka i na pewno czujemy się dużo lepiej niż na zjeździe ze Świnickiej. Dostajemy się na wypłaszczenie - no i z powrotem na Świnicką. W zasięg GSM na przełęczy wchodzimy po zmroku, meldujemy się Przyjacielowi. Na stronę Hali totalny beton, nie ma opcji żeby Puma zjechała na nartach. Będzie dodatkowe opóźnienie... A ja jutro muszę być gdzieś pod Rawą Mazowiecką.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Betlejemki trafiamy ok. 23:00. Kuchnia w Murowańcu od trzech godzin zamknięta. Ale wyobraźcie sobie, żona chatara, uprzedzona o naszych kłopotach, przygotowała nam makaron a'la carbonara. Nie mieliśmy nawet najmniejszego prawa tego oczekiwać, tak naprawdę to bardzo mało się znaliśmy. O rany, jak taka kolacja smakuje...! Nie wiem, czy kiedykolwiek damy radę wyrównać ten gest.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niby taka pora to nic specjalnego, akcje jaskiniowe kończą się dużo później... Jednak wariant z nocnym zejściem do Kuźnic zostaje odrzucony jako nieefektywny. A ja _muszę_ podążać jutro w stronę Warszawy. Poniedziałek zaczyna się więc dla mnie o piątej rano zbiegiem w butach narciarskich po nartostradzie. Puma się nie zdecydowała. W sumie pewnie miło się wyspać... ale jedne, czego jej nie zazdroszczę, to powrotu autobusem do Krakowa w skorupach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całe szczęście, że zima się już kończy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspin w Trzebniowie| &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, Andrzej Rudkowski + 5 osób towarzyszących|24 04 2010}}&lt;br /&gt;
Tym razem postanawiamy ponownie odwiedzić skałki w Trzebniowie. Bardzo urokliwe miejsce – zero ludzi, cisza i spokój, a i skały niczego sobie. Rozgrzewamy się na skale na wzgórzu, by porządnie przyłoić drogi z Kaczej Skały. W efekcie przesuwamy nasze wspinaczkowe limesy na VI 3:) I z łęzką w oku wspominamy meeting wspinaczkowy z zeszłego sezonu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nowy Bytom - MOK, Spotkanie ludzi wody| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Wojtek Orszulik, Ewa Orszulik, Tomek Jaworski|23 i 24 04 2010}}&lt;br /&gt;
Mimo, że impreza raczej wodniacka to 3 rewelacyjne filmy o nurkowaniu w jaskiniach (Meksyk, Francja, Węgry). A film &amp;quot;Antarktyczna podróż sir Ernesta Shackletona&amp;quot; powinien zobaczyć każdy kto chodzi po górach lub pływa gdyż historia ta chyba sobie nie ma równych jeśli chodzi o determinację przeżycia w beznadziejnej sytuacji oraz poczucie odpowiedzialności wobec członków wyprawy. Całą imprezę przygotował b. czł. naszego klubu - Michał Kuszewski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy - turystyka rowerowa| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski |17 - 18 04 2010}}&lt;br /&gt;
Wyjazd ten podporządkowany był dwom istotnym dla nas celom. Po pierwsze rowerowej turystyce górskiej, po drugie poznawaniu nowych dla nas miejsc wspinaczkowych. W związku z powyższym w sobotę po dotarciu do wioski Bedrichov ruszyliśmy na rowerach na ruiny zamku Rabstejn. Oprócz ładnych szlaków rowerowych jest tam też całkiem ciekawy, ale też mocno oblegany rejon wspinaczkowy. Część dróg poprowadzona jest na samych ścianach byłego zamku! Po zwiedzeniu okolicy i cudownych zjeździe, zapakowaliśmy rowery do samochodu i ruszyliśmy dalej do Karlovej Studanki. Jest to małe, acz niezwykle urokliwe miasteczko uzdrowiskowe, leżące pod Pradědem (Pradziadem) -najwyższym szczytem Jeseników i całych wschodnich Sudetów. Na szczyt Pradziada wybraliśmy się w niedziele na rowerach (prowadzi tam szlak rowerowy), niestety nie udało nam się na nich dotrzeć na sam szczyt, gdyż u góry na poziomie wyciągów narciarskich panowały całkiem niezłe warunki śniegowe!!! ( przez chwile żałowaliśmy, że nie mamy ze sobą nart…). Szczyt zdobyliśmy więc pieszo. Największa frajda czekała na nas  oczywiście w drodze powrotnej - 6 km zjazd. Wracając do domu zahaczyliśmy jeszcze o turystyczny szlak na Górę Zamkową w okolicach Vrbna pod Pradedem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Kotarz| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jaworski, Tomek Jaworski|17 - 18 04 2010}}&lt;br /&gt;
Pierwszy poważny szczyt beskidzki w życiu Karola zdobyty-Kotarz 974 m n.p.m.:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góry Towarne i okolice Olsztyna, wspin|Ania Bil, Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk|17 - 18 04 2010}}&lt;br /&gt;
W sobotę wspinamy się w Górach Towarnych.  Mimo, że pod skałami jesteśmy dopiero około 11, słońce piękne i niebo bezchmurne, wciąż jest dosyć chłodno. Naubierani jak niedźwiedzie zaczynamy wspinaczkę na Grocie – trochę jeszcze w cieniu, przez co palce w momencie niemal dębieją od zimnej skały. Udaje się jednak zrobić kilka przyjemnych dróg, tym razem o zwierzęcych nazwach: Pawiany na ściany, Żyrafy do szafy, Ryby na wagę czy 12 małp. Mnie najwięcej satysfakcji przyniosła ta ostatnia :) Przedział trudnościowy od V do VI.1+ (Karol:). Sielankowo i słonecznie. Późniejszym popołudniem przenosimy się jeszcze na Małe Towarne, gdzie robimy kilka dróg na Przekładańcu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielę spędzamy już w 3-osobowym składzie w Olsztynie na Szafie i Bibliotece. Karol próbuje subtelnie (oczywiście z subtelnością, na jaką stać Karola :) przełamać mój i Ani chwilowy skałowstręt (Ania odzyskuje „moc” na ostatniej tego dnia drodze, ja chyba poczekam do następnego razu). Wynajduje łatwe i przyjemne drogi, przez co nie może się do końca spełnić. W końcu jednak pewna zaniżona VI+ daje mu popalić na tyle, że przysiada i zjada drugie śniadanie (marsa;). Ogólnie dzień mija na wielu rozmowach i rozważających wydarzenia dnia poprzedniego i inne, nurtujące nas tematy. W tym czasie Wojtek odpoczywa w częstochowskim szpitalu po operacji złamanej nogi. Po raz pierwszy tak dosadnie przekonałam się, że jest to niebezpieczny sport. &lt;br /&gt;
Parę zdjęć będzie nieco później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki w okolicach Trzebniowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;,Paweł Szołtysik, Wojtek Sitko, Filip (os. tow.)|18 04 2010}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz wspinaliśmy się na Kaczej Górze tuż obok Trzebniowa. Skały może nie wysokie ale lite, obite i nasłonecznione. Spokojne miejsce bez tłumów. Zrobiliśmy sporo dróg od V do VI.1. Cały dzień upał i bezchmurne niebo. Dla mnie było to rozpoczęcie sezonu skałkowego, nawet udane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Ewa Wójcik|17 04 2010}}&lt;br /&gt;
Podejście i zjazd na przełęcz Krzyżne od strony Pańszczycy - podziękowania dla Damiana za podsunięcie tego pomysłu. Trzeba przyznać, ża okazał się on bardziej skomplikowany niż przypuszczałem, z uwagi na ilość zjazdów w trakcie podejścia. Łącznie w ciągu dnia foki musieliśmy zakładać cztery razy. Warunki śniegowe w rejonie Hali Gąsienicowej dobre, wiosna postępuje powoli. Dopisała nam także pogoda, było upalnie i bezwietrznie. Na Krzyżnym przesiadujemy przez dłuższą chwilę (było kilku ludzi, w tym także piechotą) i pracujemy nad topografią. Już po kilkunastu metrach zjazdu z Przełęczy przestałem żałować, że poszedłem w moich nartach &amp;quot;zjazdowych&amp;quot;, które wcześniej ciążyły mi na podejściu. Pełna kontrola nad nartami, pewność ruchów... klasa! Zjazd był naprawdę syty, przynajmniej dla mnie i Furka. Pumie udało się zsunąć bez szkód dla kolana, ale też bez większej przyjemności; musiała sobie zrekompensować straty moralne racuchami w Murowańcu. Plan wyjściowy obejmował zjazd do Kuźnic przez Kasprowy, ale zrobiło się trochę późno i musieliśmy salwować się ucieczką przez nartostradę z Hali. Koleiny w zmrożonym śniegu dawały konkretny poślizg, a w połączeniu z zapadającym zmrokiem dostarczyły także dodatkowej dawki adrenaliny, jeśli komuś jeszcze było mało. Nartostradą da się zjechać mniej-więcej do Nosalowej Przełęczy. Mniej-więcej, bo zależy to od determinacji, podejścia do sprzętu i budżetu jakim się dysponuje na jego remont. Wycieczkę kończymy ok. 21:30 uroczystą kolacją.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie,|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;|14-20 04 2010}}&lt;br /&gt;
Zaległy, zeszłoroczny urlop plus odwołany zjazd na uczelni, poskładał się na kolejna ucieczkę od szarości miasta. Pogoda w kratkę, od zalegającego wszędzie mleka i opadów deszczu lub śniegu, po palące słońce na bezchmurnym niebie. Śniegu pełno, na moku większość szlaków nieprzetarta. W czasie &amp;quot;okienka&amp;quot; udało się przetorować na Mnicha wśród huku spadających mniejszych i większych lawinek:) strasznie mało miejsca na tym wierzchołku:)) drugi dzień &amp;quot;okienka&amp;quot; totalnie zmarnowany na przebijanie się lasami na Gąsienicówkę. Następnego dnia, mimo niecnych planów, udało się już tylko dojść do Koziej Dolinki, zapanowało mleko i chmury. Nie widać było skąd &amp;quot;huka&amp;quot;:) Zejście piękną Jaworzynką we wschodzie słońca, wśród rozkwitających krokusów:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie, Ciemniak|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 04 2010}}&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Ciemniak. Warunki nieprzychylne: opady śniegu, widoczność ograniczona - nad Chudą Przełęczą do 20 m. Wprawiam się coraz bardziej w zjazdach na GPS, doszedłem już do tego, że noszę ze sobą zapasowy odbiornik (w postaci telefonu z wgraną mapą topograficzną).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA, Wysokie Taury, Grossglockner|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 02 04 2010}}&lt;br /&gt;
Postanawiam zrobić trochę użytku z aklimatyzacji pozostałej mi po wyprawie na Kitzsteinhorn. Wiadomo, chodzenie solo po nieznanych górach jest ryzykowne - wybieram zatem masyw, w którym podobno bywają tłumy ludzi. Może uda się podłączyć pod jakąś grupę, albo przynajmniej w razie problemów, może ktoś na szlaku mnie poratuje. Mimo wszystko bojąc się trochę, wybieram najłatwiejszą drogę - z Lucknerhaus przez Adlersruhe. Najłatwiejsza oznacza w tym wypadku i tak ponad kilometr po lodowcu, UIAA II, nachylenie 35 - 40 st.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw, w środę 31.03., po pożegnaniu się z kolegami i koleżankami z wyprawy na Kitza, docieram z chatki pod Lampo do parkingu w Kals (1924). Stamtąd ruszam o 13:00 do Stuedlhutte (2801), gdzie zamierzam nocować. Po drodze wyprzedzam trójkę Austriaków z przewodnikiem - zamieniamy kilka słów, wygląda na to, że mają podobne plany. Super. Tylko coś wolno idą, jak na miejscowych...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W schronisku, odpowiedzią na pytanie, czy są jakieś wolne miejsca, jest śmiech. W obiekcie przewidzianym na 104 osoby jest o zgrozo, cicho i głucho - oprócz mnie tylko obsługa. Ponieważ jestem ponoć Junior Mitgleider, nocleg kosztuje mnie 6 EUR (sic!)... no ale odbijają to sobie na jedzeniu, które jest horrendalnie drogie. Godzinę po mnie dociera powolna czwórka, na kolacji jest jeszcze jeden gość. Gdzie te tłumy?... Cały plan w łeb. Nie umiem zasnąć, może to tylko kwestia wysokości, ale może też jestem przerażony łażeniem po lodowcu samopas.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W chatce panuje germańska dyscyplina tzn. śniadanie o 6:00. Dzięki temu udaje mi się wyjść o siódmej. Pogoda dopisuje, słońce zza grani oświetla lodowiec Koednitzkees i widzę dokładnie co jest grane, tzn. potrafię odnieść narysowaną na mapie &amp;quot;rozsądną trasę&amp;quot; do terenu. Niestety z minuty na minutę sytuacja się pogarsza, chmury schodzą coraz niżej, zaczyna wiać. Kiedy o dziewiątej docieram do chatki Erzherzog-Johann (3454), regularnie pada śnieg i widoczność spada do ok. 50 metrów. Chatka jest zamknięta, ale ma &amp;quot;pokój awaryjny&amp;quot;, także ucinam sobie dwugodzinną drzemkę (niestety w sąsiedztwie śmieci, niestety ewidentnie z Polski (!)) - a nuż się poprawi. Nie poprawia się jednak, także przyjmuję założenie, że to wyjście nie będzie dla widoków, a tylko dla przejścia ciekawej drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców o ciekawości drogi na Glocknera wypowiadać się nie mogę, bo troszku się pogubiłem i poszedłem jakimś wariancikiem. Było trochę dramatycznie (momentami bardziej IV niż II), no ale przeżyłem, wychodząc na przełęczy między Kleinglocknerem a Grossglocknerem. Najwyższy szczyt Austrii (3798) osiągam ok. 13:30, w totalnym mleku i silnym wietrze. Wypijam pospiesznie trzy kubki herbaty, zdjęcie no i zawracam, tym razem już normalną drogą. Przynajmniej przez 200 m pionu, bo potem znowu jakoś zboczyłem, ale już bez negatywnych emocji. W Erzherzogu-Johannie zatrzymuję się tylko na moment, żeby odmrozić kominiarkę - no i pędzę szukać nart, zostawionych na brzegu lodowca. Zjazd Koednitzkeesem trochę stresujący. Moje ślady zasypało, także raz po raz nerwowe spoglądanie na GPSa. Z uwagi zaś na ograniczoną widoczność, prędkość jazdy musiałem szacować patrząc na czubki nart. Do Stuedlhutte docieram nieco po 16, zastając Austriaków na ćwiczeniach lawinowych, czyli aktywności dużo lepiej dostosowanej do pogody niż moja wycieczka. Schronisko powoli wypełnia się ludźmi, a sądząc z ilości telefonów odbieranych przez obsługę, na święta to dopiero będzie tu pełno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, w pięknej pogodzie wychodzę na Teufelskamp (3511), oglądając Glocknera od zachodu i północnego zachodu. Przemierzając lodowiec Teischnitzkees poznaję dokładnie drogę na szczyt przez Stuedlgrat. Jakby ktoś był na to chętny, dajcie znać, bo na solo to się nie nadaje. Przebytą przeze mnie wczoraj trasą przez Adlersruhe ciągną tłumy - na Koednitzkees widzę cztery grupy. Wycieczkę kończę dosyć szybko, ok. 13:00 jestem z powrotem po rzeczy w Stuedlhutte... a tam: &amp;quot;Mateus? Bist du Mateus, aus den Polnischen Hoehlenverein?&amp;quot;. No, tego się nie spodziewałem. Zamieniamy z kolegą z Salzburga kilka zdań, pokazuję zdjęcia z Kitza, zjadamy po szarlotce. Pakuję śpiwór, laptopa. &amp;quot;Ciężki masz plecak jak na jazdę na nartach.&amp;quot; &amp;quot;Nooo, masz rację, niestety.&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety. Na zjeździe z Stuedlhutte, ok. 10 minut przed parkingiem tracę kontrolę nad nartami, lecę na przody i dociążany przez plecak - łamię rękę. Taki właśnie ból wyobrażam sobie przy porodzie. Pobolało pół minuty i trochę zeszło - pomyślałem sobie, ot nadwyrężyłem mocno nadgarstek. Poboli i przestanie. Pozbierałem się, zjechałem do auta, zapakowałem...  Tak sobie jadę i myślę, trochę spuchło, a może by tak zaeksperymentować - pewnie do szpitali przychodzą tu ludzie z większymi błahostkami. Istotnie, dla Umfallchirurgii w Krankenhausie w Lienz mój przypadek był błahostką, nie wartą więcej niż 10 minut. &amp;quot;Does this hurt?&amp;quot; &amp;quot;No...? AAAuaaa!!!&amp;quot; &amp;quot;Okay, we'll make an X-ray&amp;quot; ... ... &amp;quot;There, you see this fracture?&amp;quot;. No istotnie, jest rysa gdzieś na końcu kości promieniowej. &amp;quot;We'll have to plaster it.&amp;quot;. Cztery do sześciu tygodni w gipsie; a za tydzień wpadnij na kontrolę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zatem do usłyszenia - następny opis nieprędko ;-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Rzędki, czyli dream-team na wspinie ;-) |Ania Bil, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Wojtek Sitko|1 04 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Taki ot climbingowo-(ciut)restowy event w skałach. Pogoda cud miód! Dyskusje o życiu i dywagacje nt. roli śledziony w odnajdywaniu w sobie nowych pokładów mocy, przełamujących wszelkie trudności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sprawach technicznych mam nadzieję wypowie się Karol, dbając oczywiście o czystość naszej polskiej polszczyzny;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA, Wysokie Taury, Kitzsteinhorn|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Jakub Nowak, Bartłomiej Berdel, Jan Wołek, Michał Pawlikowski; WKTJ: Robert Matuszczak; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 31 03 2010}}&lt;br /&gt;
Udział w wyprawie KKTJ-u. Szerzej [[Relacje:Kitzsteinhorn_2010|w sekcji wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wirek - szkolenie przedmedyczne w klubie|Maciej Dziurka,  Andrzej Rudkowski ,  Damian Ozimina,  Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk,  Aleksandra Krzyżanowska, Jerzy Krzyżanowski, Tomasz Wieszyński, &amp;lt;U&amp;gt;Kasia Jasińska – Żmuda &amp;lt;/U&amp;gt;, os. tow. - Paulina Dałkowska,  Paweł Twardoch         &lt;br /&gt;
|27 - 28 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W klubie odbyło się szkolenie w udzielaniu pierwszej pomocy przedmedycznej. Szczegóły w AKTUALNOŚCIACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - Dolomity, wspin w kamieniołomach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil|26 i 28 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na brak chętnych na dalszy wypad w piątek decydujemy się na dolomity. Wspinamy się w starym kamieniołomie, gdzie miałem kilka dróg, z którymi chciałem wyrównać rachunki. Pogoda idealna, wspinaczy kilku się pojawiło, ale o tłoku nie można tu mówić. Zrobiliśmy kilka ciekawych dróg, a o poziom adrenaliny zadbała, jak zawsze niezawodna kruszyzna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na niedziele planowaliśmy wyjazd w skałki olsztyńskie, niestety akcja załamała się rano, gdy prognoza pogody, mówiąc delikatnie, nie miała za dużo wspólnego z tym, co widzieliśmy za oknem. Dopiero około południa nieznośne słońce zmobilizowało nas do działania, ale było  trochę za późno na jurę, więc…. dużego wyboru nie było - dolomity, lecz tym razem dla odmiany nowy kamieniołom. Miejsce warte polecenia, przede wszystkim ze względu na długość dróg. Pomimo niepewnej pogody udało nam się trafić w okno pogodowe, które pozwoliło na całkiem fajny wspin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Finał Pucharu Polski Amatorów - Zawody KW Zakopane w ski-alpinizmie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu koledzy z SBB: Jurek, Michał i Wanda Ganszer, Jurek Pukowski, Zosia Chruściel|26 - 27 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zawody godne finału Pucharu Polski. Wbrew przepowiedniom meteorologów (w nocy lało a spałem u Gliców) i braku śniegu na niżej położonym terenie zawody odbyły się i to nawet na wydłużonej trasie. Start spod Harnasia w dolinie Kościeliskiej, dalej bieg 3 – 4 km (ja biegłem w trekach) na Przysłop Miętusi i do doliny Małej Łąki. Śnieg zaczynał się dopiero na końcu polany. Dalej już na nartach w górę. Rewelacyjne podejście Głaźnym Żlebem wprost na przełęcz Kondracką (wyszło słońce). Następnie ciekawy zjazd po lawinisku z przełęczy na Polanę Kondratową. Ale to nie koniec. Na dobitkę podejście na Przełęcz pod Kopą Kondracką i wejście na Suchy Wierch Kondracki. Stąd emocjonujący zjazd żlebem w dół po różnych gatunkach śniegu aż do „esa” skąd ostatnie krótkie podejście do schroniska na Kalatówkach.  Cała trasa o długości 15 km i 1300 m przewyższenia.  Zajęło mi to 3 godz i 4 min. Tym razem byłem 4 w nestorach i ok. 30 miejsca w ogóle (65 startujących). W generalnej klasyfikacji Pucharu Polski Amatorów w narciarstwie wysokogórskim po 8 edycjach w kategorii nestorów zająłem 2 miejsce za Zbyszkiem Rajtarem a przed ubiegłorocznym zwycięzcą Stasiem Kruczkiem.  Tu wyniki: http://www.watra.pl/files/get/WYNIKI%20KW%20ZAKOPANE.pdf a tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FfinalPPA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Podsumowanie:&amp;lt;/b&amp;gt; Brałem udział w wszystkich edycjach PPA (do generalki liczone było 5 najlepszych). Mimo, że na początku z rezerwą podchodziłem do tego typu imprez po ukończeniu zmieniłem zdanie. Jest to na swój sposób wyzwanie, któremu potem trzeba sprostać. Tak więc ciekawe trasy (no może z wyjątkiem Czantorii) w różnych pasmach górskich, już same w sobie traktować można jako fajne tury. Następną sprawą jest samodyscyplina (trzeba pojechać na określoną datę i godzinę a także stosownie się przygotować zwłaszcza pod względem kondycyjnym). Na trasie cały czas się idzie na granicach swoich możliwości często nawet na kredyt. Na pewno to jedna z trudniejszych dyscyplin sportowych a zarazem nawiązująca do pierwowzoru narciarstwa. Wydolność na podejściach, technika na zakosach, potem trudne zjazdy, często miedzy drzewami lub żlebach. Przy tym wszystkim cała logistyka rozłożenia sił, umiejętność szybkiego wykonania przepinek, nawet spożywanie płynów i słodyczy wymaga wysiłku i techniki.  Jako jeden z nielicznych startowałem na zwykłym sprzęcie turystycznym, który niestety jest co najmniej 2 razy cięższy od sportowego co w całych zawodach przełożyło się na dziesiątki przeniesionych ton więcej.  Oprócz tego przegrałem zawody zespołowe. Tak więc 2 miejsce jest chyba sprawiedliwą wypadkową choć walka była do samego końca. Poszczególne zawody organizowały kluby wysokogórskie z Krakowa, Warszawy, Zakopanego, Rzeszowa a także klub Kandahar i firma Polarsport. Patronem imprezy była firma Berghauz.  Niektóre zawody podciągnięte były pod kalendarz PZA.  Generalnie wszystkie zawody były w miarę dobrze przygotowane. Do szczegółów się nie doczepiam bo tylko ci nie robią błędów co nic nie robią. W zawodach startowało wiele osób z klubów wysokogórskich, klubów speleologicznych (zwłaszcza SBB: Zosia Chruściel – 1 w nestorkach, Michał Ganszer – 1 w kadetach) a także klubów narciarskich.  Zachęcam klubowiczów do spróbowania swoich sił w przyszłym roku . &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek|21 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo niesprzyjającej prognozy pogody postanowiliśmy zaryzykować. Słońce grzało, że hej a my szukaliśmy skrawków śniegu. Dopiero na przełęczy Glinne ujrzeliśmy płaty śniegu, które ewentualnie nadawały się na skitury. Już myślałam, że zafudujemy sobie pieszą wycieczkę ale postanowiliśmy jednak ryzykować. Z przełęczy ruszyliśmy niebieskim szlakiem w kierunku Pilska. Początkowy odcinek obfitował w dużą ilość konarów, krzaków itp. za to śniegu było jak na lekarstwo. Jednakże szybko się to zmieniło i po pewnym czasie dotarliśmy już do poważnego śniegu-turyści zapadali się nawet po pas. Powyżej Rezerwatu Pilsko, w partii podszczytowej zaczęły się poważne zawieje. Postanowiliśmy iść dalej, jako że wiatr był w miarę ciepły. Padał deszcz ze śniegiem. Ze szczytu, we mgle, zjechaliśmy  do schroniska na Hali Miziowej, stamtąd przepięknym czerwonym szlakiem dotarliśmy na Przełęcz Glinne, gdzie zostawiliśmy auto.&lt;br /&gt;
Opłaciło się zaryzykować, mimo że wiosna za pasem. Poza tym, moje świeżo zregenerowane, podklejone i zaimpregnowane foki spisały się na medal.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  Ania Bil, Tomasz Pawlas, Łukasz Pawlas, Andrzej Rudkowski|20 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie koniec zimy!!! Na pierwszy wypad wybieramy Rzędkowice ze względu na korzystną wystawę oraz na fascynacje tym rejonem Rudego. W drodze na miejsce obstawiamy ilu wspinaczy wpadło na ten sam pomysł, co my. Na parkingu zastajemy tylko jedno auto, lecz trzeba dodać, że byliśmy tam już o 9.30. Niestety już dwie godziny później  liczba wspinaczy na każdy metr kwadratowy wzrosła gwałtownie. Zaczynamy spokojnie od dwóch krótkich, ładnych, rozgrzewkowych dróg. Następnie udaje się nam bez kolejki!!! powspinać na Lechworze, lecz szybko się przenosimy na mniej obleganą Turnie Kursantów. Tam robimy kilka bardzo fajnych dróg, z których najwięcej czasu i sił poświęcamy na Czerwone Brygady. Na koniec dnia wspinamy się na Zegarowej, lecz nie zostajemy tam zbyt długo ze względu na silny, nieprzyjemny wiaterek. Podsumowując można bezsprzecznie ogłosić, że sezon wspinaczkowy rozpoczął się na dobreJ&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Puchar SNPTT im. Józefa Oppenheima w Narciarstwie Wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu kol. z SBB: Jurek i Michał Ganszer, Zosia i Ola Chruściel oraz inni|19 - 20 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszy dzień w nocy podchodzę na nartach żmudną jak dla mnie doliną Chochołowską do schroniska. Nazajutrz słonecznie i ciepło. Po kontroli pipsów startujemy na Bobrowiecką przełęcz - potem dość strome zakosy na Grzesia - dalej na przełęcz pod Rakoniem (z uwagi na mocny wiatr organizatorzy skrócili odcinek na Rakoń) - stąd ładny zjazd między kosówkami, który mocno dawał na nogi - ostatnie metry to krótki podbieg do schroniska. Trasa krótka więc na początku w tłoku. Dopiero na grani wszystko się rozciągło i było więcej swobody.&lt;br /&gt;
Niektórzy zawodnicy zaliczali wywrotki, łamanie kijków, byli nawet ranni (lekko). Startowało ponad 100 zawodników. W nestorach byłem 3, Jurek - 7, Zosia - 1 (w nestorkach), Michał 3 (kadeci). W oczekiwaniu na zakończenie imprezy wygrzewamy się przed schroniskiem w słonku, potem obiad i piwo od sponsora. Po wręczeniu nagród zjeżdżam na nartach aż do auta. Tu wyniki: http://www.sport-timing.pl/system/wyniki/12/WYNIKI.pdf , a tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FOppenhaim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Serdecznie pozdrawiam kolegów a zarazem rywali z trasy. Była naprawdę fajna atmosfera&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - tura|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach|18 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pilsko - tura|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach, Lechu - osoba towarzysząca|14 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w okolice Lipowskiej i Rysianki|Henryk Tomanek, Bianka Fulde-Witman|14 03 2010}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z gatunku &amp;quot;szalonych&amp;quot;. Start na nartach z Złatnej niebieskim szlakiem w stronę Lipowskiej. Po intensywnych nocnych opadach kompletnie nie przetarty. Bianka pierwszy raz w życiu skitury na nogach (buty zjazdowe) a narty w ogóle chyba trzeci raz. Heniek torował szlak, który w warunkach letnich zajmuje góra 3 godziny teraz pochłania 7 godzin i to bez dotarcia do Lipowskiej. Z uwagi na zapadające ciemności i coraz gorszą pogodę Heniek decyduje najkrótszą drogą (była to przecinka leśna) dostać się do czarnego szlaku schodzącego z Rysianki do Złatnej Huta w dolinie potoku Bystra. Aby szybciej się poruszać Bianka próbuje zdjąć narty ale efekt to zapadnięcie po pas w śniegu. W dodatku narasta zmęczenie. Przedzierając się przy czołówkach w sypiącym śniegu przez las udaje im się dotrzeć wreszcie do nie przetartego czarnego szlaku, którym zjeżdżają do Huty. Stąd Heniek podąża 3 km po auto do Złatnej a Bianka (chyba jednak już osłabiona i zmaltretowana niewygodnym obuwiem) oczekuje na miejscu. Jak się okazało droga jezdna też zasypana i dojazd wcale nie był prosty. Przy aucie byli o godzinie 22. Stąd Heniek dzwoni do żony Moniki a rozmowa wygląda mniej więcej tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;...Jestem przy aucie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...Otworzyć ci garaż? (Monika myślała, że przy domu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...My jesteśmy przy aucie ale w Złatnej...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do domu wrócili w milczeniu o północy. (wg relacji Heńka - D. Sz.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja do jaskini Kasprowej Niżnej|Tomasz Jaworski, Andrzej Rudkowski, Jerzy Krzyżanowski, Jan Dobkowski, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Ozimina&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy w sobotę rano spod Plazy. Większości z nas podróż minęła dosyć szybko, ponieważ wóz Pająka umożliwiał bardzo wygodne spanie podczas drogi. Do Zakopanego zajechaliśmy około godz. 10.Po szybkim zorganizowaniu zaczęliśmy podążać w stronę jaskini, by o 11 zacząć wchodzić do dziury. Naszym celem było dojście do syfonu Danka, co udało nam się zrobić dosyć szybko. Po drodze nie musieliśmy kombinować jak przejść wodę, gdyż jej nie było. Minęliśmy nawet ponton zostawiony przez TOPR, a przy syfonie natknęliśmy się na ekwipunek nurka, też z TOPRu. Stamtąd wróciliśmy do sali rycerskiej, gdzie spotkaliśmy inną grupę grotołazów i poszliśmy na zapałki, a po nich już powrót do wyjścia. Wyszliśmy ok.17 i po przebraniu poszliśmy w stronę Pająka speleobusa, który został zaparkowany pod skocznią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skiturowy Puchar Polski Amatorów - skialpinistyczny memoriał Strzeleckiego w Tatrach Wysokich|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur Kondracki (partner w zespole), na miejscu koledzy z SBB m in.: Jerzy i Michał Ganszer (startowali razem w zespole), Beata Michalska, Błażej Nikiel, Zofia Chruściel i inni |12 - 13 03 2010}}&lt;br /&gt;
Spotykamy się w piątek wieczorem w przytulnym schronisku w Roztoce. Marek Głogoczowski (zawody organizował KW Warszawa i KW Kraków) na odprawie zapoznaje uczestników z trasą. Nazajutrz start sprzed schroniska i podejście na czas doliną Roztoki do schroniska w 5 Stawach. Artur pognał do przodu i spotykam go dopiero przed schroniskiem. Dalej turystycznie podchodzimy po lodzie na stawach pod Kołową Czubę. Wiatr, śnieg, ograniczona widoczność. Początkowo zjazd miał być z przełęczy Schodki ale z uwagi na fatalne warunki śniegowe został przeniesiony na bulę (2000)pod Kołową Czubą. Zjazd (po bramkach) początkowo stromymi żlebikami (nawet się potknąłem) potem najkrótszą drogą na lód Przedniego Stawu i do schroniska gdzie ja z kolei czekam na Artura. Tu koniec ścigania. Żurek w schronisku i zjazd doliną Roztoki do Wodogrzmotów. &amp;quot;Gwoździem&amp;quot; programu okazało się fakultatywne przejście trasą: Wodogrzmoty - Polana pod Wołoszynem - Wksumndzka Rówień - Gęsia Szyja (1490)z pięknym skałkami wapiennymi na szczycie - zjazd na Rusinową Polanę - schronisko Roztoka. Cała trasa wg Głogoczowskiego 22 km i 1700 m przewyższenia. Wszyscy uczestnicy bezpiecznie wrócili do schroniska gdzie wieczorem miało miejsce zakończenie imprezy. Po podliczeniu (stosuje się tu jakieś skomplikowane przeliczniki, współczynniki, przeliczenia na punkty) zajęliśmy 14 miejsce jako zespół. Mimo, że przy grzańcu atmosfera w schronisku się rozkręcała ja w nocy wracam do domu. W Tatrach sypało śniegiem niemal ciągle. Tu klasyfikacja Pucharu Polski - http://www.kandahar.miconet.pl/dokumenty/2010/ppa/klasyfikacja%20PPA%202010%20po%204%20edycjach%20M.pdf&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - tura|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;|07 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skiturowy Puchar Polski Amatorów - okolice Mosornego Gronia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |7 03 2010}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim falstarcie (jechałem w sobotę na zawody i w Makowie Podhalańskim przypomniało mi się, że zawody są nazajutrz)w niedzielę już bez rozterek docieram do Zawoji. Śniegu trochę przybyło. Start przy górnej stacji wyciągu na Mosorny Groń. Tym razem rekordowa liczba uczestników - 137. Najpierw zbieg po kamieniach na miejsce z śniegiem. Dalej trochę tłoku ale potem wszystko się rozchodzi i jest spokojnie. Trasa jest ciekawa. Szlakiem w stronę Hali Śmietanowej. Potem dość wymagający stromy zjazd w lesie między drzewami.Następnie bardzo długi ale łagodny zjazd w stronę przysiółka Mosorne. Podejście ciekawym terenem do górnej stacji, zjazd do połowy nartostradą i podejście pod wyciągiem po kiepskim śniegu do mety. Trasa krótka ale ciekawa. W ogólnej klasyfikacji byłem 50 wśród &amp;quot;dziadków&amp;quot; 2 (choć tym razem byliśmy w jednym miechu z ogólnie starszymi). Tradycji stało się zadość i tym razem. W trakcie zawodów prószył śnieg a 3 razy trzeba było zdejmować narty aby pokonać odcinki niemal bezśnieżne. Potem jeszcze ceremonia zakończenia, którą spędziłem w fajnym towarzystwie znajomy z poprzednich zawodów (pozdrawiam). Zjazd do auta nartostradą z pięknym już widokiem na Babią Górę. Przy aucie -13 stopni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry- Jaskinia Czarna- trawers|&amp;lt;u&amp;gt;Katarzyna Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra Skowron&amp;lt;/u&amp;gt; |6 - 7 03 2010}}&lt;br /&gt;
Dzięki dziewczyny za wspaniały wyjazd- bylo super! :)) (na razie tyle, ale myślę warto poczekać na opis Kasi;-))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…i chociaż nikt już w to nie wierzył podjęłyśmy trzecią próbę i pojechałyśmy… Odziane bielą Zakopane powitało nas siarczystym mrozem. Pokłoniłyśmy się gospodarzom na bazie, zapewniając, że jesteśmy psychicznie zrównoważone i że wiemy co robimy – raczej nie uwierzyli.&lt;br /&gt;
	Spakowałyśmy wory. Próbowałam wcisnąć jeszcze gdzieś miśka, ale Aga posadziła go na stole  -  ty tu siedzisz i pilnujesz, a jak wrócimy obiad ma być gotowy. Uległam wobec jej stanowczości. Jeszcze wpis do książki, pamiątkowa fotka i trzy kobiety „po przejściach” w pełnym speleorynsztunku  przemaszerowały Doliną Kościeliską w poszukiwaniu nowych „podkładów” kobiecości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Na podejściu jest ślisko. Pod świeżym puchem szklanka. Przeskakujemy beztrosko od drzewka do drzewka i przed otworem doganiamy „7 wspaniałych”  kolegów z Łodzi, którzy oddają się celebracji szpejenia. Wiemy, co to dla nas oznacza – pokorne oczekiwanie . Panowie proponują, żebyśmy skorzystały z ich lin, ale Ola zdecydowanie odmawia tłumacząc, że to sprawa honoru i że absolutnie jest to wykluczone. Przebieramy się i ….czekamy i …. czekamy…. I gdy już prawie zapadłyśmy w 3 stopień hipotermii lina drgnęła i łaskawie wysunęła się z batinów otwierając nam drogę do wnętrza, o którego cieple marzymy z utęsknieniem. I zaczęło się nasze „ZEJŚCIE” (film – znakomita komedia – polecam;)). Mykamy w dół. Partie przyotworowe usiane są mnóstwem lodowych pipantów. Żartujemy z ich falicznych kształtów. Budujące są spokój i pewność, z jakimi ściągamy linę. Żadna z nas się nie waha, nie ma wątpliwości, że sobie poradzimy. Ta pewność wyzwala pozytywne emocje, ciśniemy w głąb z radochną i zacietrzewieniem.&lt;br /&gt;
	Depczemy Łodzianom po piętach, ale są zbyt „rozciągnięci”, żeby móc ich wyprzedzić. Pod Węgierskim czekam ponad godzinę. Nie wiem, co mnie powstrzymuje przed rzuceniem jakiejś adekwatnej do sytuacji i dosadnej „zachęty”. Tym razem jednak nie zachowam się jak facet. No nie wypada po prostu;) Dla zabicia czasu śpiewamy z Olą z naciskiem na decybele. Dominuje repertuar piosenek dziecięcych, ale gdy w czarnej sali echem odbija się „Bal…” M. Rodowicz  atmosfera staje się wyjątkowa, bo to nasz bal dzisiaj… nasz „Dzień Kobiet”. Magia  kryje się w ciemnościach i otacza nas niczym potwory w amerykański horrorze. Czuję jej obecność, ale nie widzę, nie nazywam, by nie spłoszyć…&lt;br /&gt;
	Przestajemy się spieszyć, pośpiech niczego nie zmieni. Cierpliwie śledzimy postępy chłopców. Aga niestrudzenie cyka fotki i targa „Kilerka” – żółta, pietnastokilowa kanalia. Za Prożkiem Furkotnym Ola przejmuje prowadzenie.&lt;br /&gt;
	Rezolutna Pani Kierownik przystąpiła do pertraktacji i wynegocjowała z Ładzinami, że puszczą nas przodem, ale dopiero  w Sali Bernarda. Stanęło na tym , że Panowie trawersem nad Imieninową a „ Szybkie Damy” studnią w dół. Tu mały zonk - hmmm… ktoś pamięta jak się łączyło liny różnej grubości? Szybka burza mózgów i patent rodzi się sam. Budzi na tyle zaufania, że zjeżdżamy bez obaw. Z dna Imieninowej galopem do Sali Benka. Progiem  Latających Want Ola przemknęła jak torpeda. Grupa wsparcia posuwała się wolniej z uwagi na wory. Przed obejściem trudności Aga przechodzi szybki kurs „obciągania stópką”   - cokolwiek to oznacza J. I po trudnościach.&lt;br /&gt;
	Przebieramy się jeszcze w jaskini (buty, stuptuty) i drzemy do otworu. Nie wiem o co chodzi z tym vibramem, ale w jaskini to się w ogóle nie sprawdza. Brak sił tarcia daje się odczuć na ostatnich metrach. To też podkładamy swoje kobiecości pod siebie (znaczy łazimy sobie po plecach). Aga z przerażeniem staje na plecach filigranowej Oli i po chwili już wyczołgujemy się na zewnątrz. Zakładamy zjazd z 70-tki i bezpiecznie opuszczamy zalodzone stromizny. Lina sztywnieje w oczach i sterczy z wora jak  niepokorny szczypior. Teraz już tylko w dół, w świeżym, iskrzącym puchu.&lt;br /&gt;
	Polana. Telefony do tych , którzy czekają i kibicują. Tak dobrze wiedzieć, że ktoś czeka… przytulasy, radość i uśmiechy na już nieco sfatygowanych twarzach (mija 11 godzina akcji). Wdzięczność i kupa szczęścia. &lt;br /&gt;
	Schodzimy w milczeniu, w niemej solidaryzacji jajników, ramię przy ramieniu, nie odstępując się na krok. Sprzęt pobrzękuje w rytm naszych kroków, ziąb nie dokucza. Przy samochodzie sprawdzam temperaturę (18 poniżej zera). Ups! Cichutko wchodzimy na bazę. Dom śpi a my kąpiemy się i warzymy grzańca. To wino kupiłam 3 miesiące temu, kiedy wpadłam na pomysł babskiej akcji. Wystarcza nam sił tylko na jeden kubek i zasypiamy w locie do poduszki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Szmaragdowa jest ta noc….. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klejnotem to, czego nazwać nie potrafię…..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To ja Wam dziękuję dziewczyny…. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Nie brakowało nam kondycji i umiejętności. Nie napotkałyśmy na żaden problem, którego nie umiałybyśmy rozwiązać. Wiem, że dla wielu trawers Czarnej to prosta akcja, mizerne osiągnięcie. Nie będę z tym dyskutować. Nie na tym polegała jednak wartość tego przejścia. Pierwszy raz działamy tak świadomie i odpowiedzialnie. Na akcjach koedukacyjnych usuwamy się na bok, bo wychodzimy z założenia, że zrobicie to szybciej i lepiej od nas. Oddajemy Wam pałeczkę z uwagi na czas a przecież nie o to chodzi.  Mam nadzieję, że to nie ostatni taki zryw i że będzie nas więcejJ&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozdrawiam &lt;br /&gt;
Stefan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|60-lecie STJ KW Kraków|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; |06 03 2010}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano solowe wyjście na skitury w Tatrach. Nie było to ani zbyt rozsądne, ani zbyt bezpieczne - usłyszałem *ten* dźwięk, i to niestety nie jeden raz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem udział w obchodach 60-lecia STJ KW w Krakowie. Dobrze przygotowana impreza z wspomnieniami, slajdami, filmami i mnóstwem znamienitych gości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę (z Gosią Czeczott) spacer na turach do Goryczkowej, a potem testowanie zachowania nart w świeżym śniegu - korzystaliśmy w tym jednak z wydatnej pomocy wyciągu na Gąsienicowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - lodospady oraz jaskinia Lamprechtsofen| RKG: Tomasz Jaworski, Damian Żmuda, Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Wojciech Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;; w akcji jaskiniowej brali udział: RKG: Mateusz Golicz; WKTJ: Norbert Skowroński, Marcin Gorzelańczyk, Michał; |24 - 28 02 2010}}&lt;br /&gt;
Dzięki aktywności i zaangażowaniu Mateusza mieliśmy okazję wejścia do jednej z najgłębszych jaskiń na świecie – jaskini Lamprechtsofen. Plan wyjazdu urodził się dla naszej czwórki dosyć szybko, choć nie obeszło się bez dawki bólu okołoporodowego. Wyruszamy w czwartek z Rudy z zamiarem dotarcia do rejonu Austrii, gdzie będziemy mogli powspinać się trochę na lodospadach. Karol, uzbrojony w całe dwa wydruki z internetu był naszym przewodnikiem. Pod wieczór docieramy na miejsce i pierwsza konsternacja – ostatnie 4,5 km drogi jest płatne. Nasza desperacja jest na tyle silna, że postanawiamy następnego dnia skoro świt opłacić haracz (9 euro) byle tylko dotrzeć do tych lodospadów. Noc spędzamy w namiocie na przydrożnym parkingu. Rano wstajemy i ruszamy wyłoić coś w lodzie. Po dotarciu pod szlaban kolejna konsternacja – nie ma komu zapłacić za przejazd. Tak więc pozostaje nam piesza wycieczka pod lodospady. Po dwóch godzinach marszu docieramy do pięknej doliny. W międzyczasie zaczyna padać deszcz a po chwili już śnieg. Ale to nie mogło nas zrazić. Kubek ciepłej herbaty w schronisku, krótkie negocjacje z obsługą i już mamy pozwolenie na skorzystanie ze sztucznej lodowej ścianki jaka stoi przed schroniskiem. Pierwsze metry pokonuje Damian, potem po kolei każdy z nas ma okazję zasmakować przyjemności lodowego wspinania. Po krótkiej rozgrzewce (każdy z nas przechodzi dwie drogi), postanawiamy przenieść się na naturalne lodospady. Znajdujemy odpowiedni cel i znów do ataku rusza Damian. Prowadzi z dolną asekuracją jako pierwszy drogę o długości ok. 35 metrów i zakłada wędkę dla nas – mniej zaawansowanych. Później zabawa zaczyna się na całego i każdy z nas ma okazję doskonalić swoje umiejętności. Dzień pomimo padającego nieustannie śniegu zaliczamy do bardzo udanych. Wracamy do samochodu i ruszamy do chatki grotołazów znajdującej się przy wejściu do jaskini Lamprechtsofen. Po dotarciu na miejsce okazuje się, że chatka jest zamknięta a w środku nikogo nie ma. Nic to jednak dla grupy młodych aktywistów z Nocka. Już po półtorej godzinie znajdujemy klucz i dostajemy się do środka. Po chwili wraca szeroka ekipa ze spotkania w Salzburgu. Ustalamy wstępnie plan na dzień następny i udajemy się na spoczynek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień to akcja w jaskini. Najwyższa Komisja wydaje opinię – można iść. Mateusz jest naszym przewodnikiem. Od początku narzuca zdecydowane tempo. Jaskinia generalnie jest dobrze zaporęczowana, wyposażona w stalowe drabiny i inne udogodnienia. Urozmaiceniem wędrówki są mosty linowe i przeprawa „promowa”. Po dotarciu do biwaku decydujemy, że dojdziemy do partii zwanych „King-Kong”. To ogromna dwustumetrowa studnia sprowadzająca w dół jaskini. Dwójka poznaniaków postanawia zawrócić z biwaku i czekać na nas w drodze powrotnej. Reszta ekipy rusza dalej. Po ok. godzinie docieramy do studni. Sprawdzamy organoleptycznie, że jest faktycznie głęboka i zaczynamy odwrót. W drodze powrotnej napełniamy wory zlasowanym karbidem (obiecaliśmy wynieść śmieci) i solidnie dociążeni ruszamy do wyjścia. Dodatkowe obciążenie, braki kondycyjne i postępujące zmęczenie kumulują się (szczególnie u mnie), co spowalnia nieco akcję. Na szczęście wszyscy cało i o własnych siłach wychodzą z jaskini. Cała akcja zajęła nam ponad 10 godz.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Jaskinia sama w sobie jest bardzo ciekawa. Pięknie myte korytarze przeplatają się z większymi i mniejszymi salami. Jest też coś dla miłośników czołgania i pełzania. Każdy znajdzie coś dla siebie. W pełni usatysfakcjonowani wracamy w niedzielę bez większych przeszkód do Rudy.&lt;br /&gt;
Ogólnie wyjazd był bardzo udany. Przede wszystkim chcę w nszym imieniu podziękować Mateuszowi za to, że pamiętał o nas i zorganizował wejście do jaskini (co wcale nie jest takie proste) oraz był naszym przewodnikiem. Mam nadzieję, że nie był to ostatni raz :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wędrówka na Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk |27 - 28 02 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna trasa, piękna pogoda, ciekawi ludzie... tak pokrótce można opisać ten wyjazd. Trochę się nachodziliśmy, stopy się odbiły, ale szczęście znów  dopisało. A było to tak...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Rudy dojeżdżamy pociągiem do Rycerki, dalej busem do Kolonii, gdzie docieramy jakoś po 11. W między czasie trochę pada deszczem, potem lekko śniegiem, co generalnie napawa optymizmem - bo to oznacza, że ICM się nie myli i już niedługo czeka nas również zapowiadana piękna pogoda. Wszystko sprawdza się jak w zegarku i w czasie pierwszego podejścia od czasu do czasu zza chmur zaczyna przedzierać się słońce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadzi początkowo żółtym szlakiem na Wielką Raczę i dalej granią - wzdłuż granicy - za czerwonymi znakami, aż do Rycerzowej Wielkiej. Dla mnie to jeden z najbardziej malowniczych i jednocześnie mało chodzonych szlaków w Beskidach. Idzie się bardzo przyjemnie... a w myślach pojawiają się kolejne plany, już na cieplejsze dni, żeby pójść granicą dalej - do Babiej co najmniej... aż nie mogę się doczekać!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przegibku ostatnie promienie słońca tego dnia. Końcowy odcinek idziemy w ciemności. Ale nie całkowitej, oj nie, ciemności wypełnionej srebrnym blaskiem pełni księżyca, który wisząc nisko nad horyzontem prowadzi dalej i dalej na wschód – tam gdzie zdążamy. Ostatnie podejście na Rycerzową Wielką wchodzę już resztką sił (nie dziwne, bo obiad był na Raczy), ale kryzys udało się łatwo zażegnać linijką czekolady ;) Warto było się jednak wdrapywać, bo potem jaką ma się radochę przy zbieganiu! w zmrożonym śniegu na Halę R. i do bacówki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W schronisku jesteśmy trochę przed 20 i zastajemy full ludzi. Wieczór w jadalni mija w niezwykle przyjemnej atmosferze śpiewów, żartów, pląsów nawet ;-) i w bardzo ciekawym towarzystwie. I właściciele wykazali się nie lada gestem stawiając wszystkim obecnym piwo na wieść o złocie Agaty :) Na obiado-podwieczorek dosiadamy się do Marcina i Sebastiana, którym udało się wyrwać z domu po raz pierwszy od pół roku, czyli od narodzin ich potomków (postanowili fakt ten uczcić nieprzespaną nocą i wrócić następnego dnia najkrótszą trasą). Śmiechy, śpiewy, opowiastki, w końcu bełkot, mnie się film urywa, wiec i czas już spać. Na koniec akrobacje przed zajęciem naszej miejscówki na glebie w jaskółce i już o północy w błogi zapadam sen...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień przynosi z sobą słońce i wiatr. Aż nie chce się opuszczać tej urokliwej polany. Na szlak w pełnym rynsztunku udaje nam się w końcu wyjść około 14. Od Hali Rycerzowej trzymamy się zielonego szlaku, który prowadzi polaną na wschodnich stokach Rycerzowej Małej i dalej momentami stromo (jak na Beskidy) w dół lasem do Przełęczy Kotarz. Z tego miejsca znów trzeba się wdrapać na prawie 1200 m npm na Muńcuł, jednak trudy podejścia w pełni rekompensują uzyskane w ten sposób widoki… a droga wcale nie nuży. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ujsołach jesteśmy jeszcze z odpowiednio dużym zapasem na dojście na pociąg. Jednak i długość całej trasy jak i mokry śnieg, który dał się we znaki butom, sprawiają, że coraz silniej odczuwalne staje się zmęczenie. Drepczemy jednak wytrwale asfaltem i.. może tym razem uda się złapać stopa..? Oj tak, udało się! W niecałe 10 min jesteśmy więc w Rajczy, dzięki czemu możemy spokojnie zjeść obiad na stacji :) Zaś na samej stacji tłumy (z 25 osób!), pociąg się spóźnia, ale na szczęście mamy miejsca siedzące. W drodze do Katowic pociąg łapie w sumie z 40 min opóźnienia, droga jednak mija szybko i miło w towarzystwie kolejnych poznanych świeżo ludzi..&lt;br /&gt;
Koniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - skiturowy Puchar Połonin i wędrówki górskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Adam Langer |26 - 28 02 2010}}&lt;br /&gt;
W piątek docieramy po naszych &amp;quot;pięknych&amp;quot; drogach do bieszczadzkiej Wetliny. Dzięki Biance mamy nocleg w domku kampingowym. Tego wieczoru zapisuję się na zawody. W sobotę Heniek z Adamem pokonują w fatalnych warunkach (deszcz na przemian z śniegiem a do tego mocny wiatr) trasę Wetlina - przeł. Orłowicza - Połonina Wetlińska - schronisko Chatka Puchatka - Wyżnia Przełęcz. Ja natomiast startuję w kolejnej edycji Pucharu Polski Amatorów w narciarstwie wysokogórskim. Tym razem zawody organizował Klub Wysokogórski z Rzeszowa. Po ostatnim ociepleniu trasa została zmieniona i wiodła z Wetliny na Jawornik i Paportnę (1198), następnie zjazd polanmi, lasem bukowym i &amp;quot;rynnami&amp;quot; w dół do doliny Smereka, kawałek z nartami na plecach leśną drogą, podejście od zachodu na przełaj przez las boczną granią na Jawornik i druga pętala po tej samej trasie. Potem fajny zjazd w dół aż do torów kolejki wąskotorowej w Wetlinie. Wszystko w fatalnej widoczności, mżawce lub śniegu. Tym razem w grupce nestorów musiałem się zadowolić II miejscem (wyniki: http://www.rkw.org.pl/index.php/strona-gs-mainmenu-1/127-puchar-posonin/563-xxv-puchar-poonin-wyniki ) Na mecie czekali już na mnie Heniek z Adamem. Resztę dnia spędzamy w Hotelu Górskim gdzie odbyło się zakończenie imprezy. Ludzie jeszcze na gorąco przeżywali ostatnie godziny na trasie. Ciekawostką były ślady przebudzonego niedźwiedzia. Jeżeli chodzi o mnie to miałem dwa kryzysy i jeden taktyczny błąd (wyprzedzanie na stromym podejściu). Trasa była jak dla mnie dość wymagająca choć może to subiektywne odczucie związane z pogodą. Byłem na mecie mokry i nawet zziębniety i dopiero ciepły prysznic przywrócił mnie do życia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wcześnie jedziemy na Wyżniańską Przeł. Stąd idziemy na nartach (Adam bez nart) na Małą Rawkę (1272). Planowaliśmy dojście na Kremenarosa ale aura znów wygrała. Porywisty wiatr, ograniczona do kilkunastu metrów widoczność niweczy nasze plany. Adam zbiega na nogach ja z Heńkiem na nartach początkowo niewygodną rynną lecz potem w pięknym bukowym lesie choć po niezbyt dobrym śniegu. Szybko docieramy do auta na przełęczy. Do domu wracamy inną drogą. Po drodze zatrzymujemy się w Komańczy, Dukli i Nowym Wiśniczu. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FBieszczady&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - tura|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Tydzień w St. Martin bei Lofer|KKTJ: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski, Ewa Wójcik; KKS: Miłosz Dryjański; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; chwilę byli także: RKG: Tomasz Jaworski, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Wojciech Wyciślik; WKTJ: Norbert Skowroński, Marcin Gorzelańczyk z żoną Kasią, Michał; UKA/SGW: Marek Wierzbowski; SKTJ: Radosław Paternoga, Dariusz Bartoszewski; Alex Dryjański|20 - 28 02 2010}}&lt;br /&gt;
﻿W Austrii znaleźliśmy się z powodu Spotkania Aktywistów, organizowanego co roku przez klub w Salzburgu. Kto by tam jednak jechał tak daleko na jeden dzień?... Korzystając z dobrego pretekstu, wyrwaliśmy się więc na cały tydzień do chatki pod jaskinia Lamprechtsofen, skąd prowadziliśmy działalność jaskiniowo-narciarsko-różną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na bazie zjawiam się w sobotę nad ranem; po krótkim śnie odkrywam tabun Węgrów i małe zamieszanie wokół naszych planów: założenia obejmują wyjście na biwak w partie &amp;quot;King-Kong&amp;quot;, ale w ich realizacji przeszkadza brak formalnego pozwolenia. Austriacy, wygląda na to, trochę stracili kontrolę nad tym, kto do jaskini wchodzi, po co i z kim. O ile dobrze rozumiem zawiłe stosunki w Landzie Salzburg, zirytowali się tym własciciele terenu na którym leży jaskinia - tzn. lasy państwowe Kraju Związkowego... Bawaria. Oczekując na poprawę ich humorów, wspinamy się trochę na pobliskich lodospadach (sobota). Właściwie to wspinają się Alex z Furkiem pod okiem Andrzeja i Miłosza, podczas gdy Puma i ja udajemy się na wycieczkę skiturową po dolinie, która okazuje się być terenem dosyć absurdalnym z punktu widzenia poruszania się na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wiadomo, w niedzielę w Austrii załatwić się nic nie da, zatem wybieramy się na skitury pełną gębą. W trójke (Puma, Furek, ja) wychodzimy na Saalbachkogel (2092) a nastepnie na Stemmerkogel (2123). Pogoda dopisuje, z grani mamy fenomenalny widok na Wysokie Taury, Leoganger i Loferer Steinberge, a także inne, bliskie naszym sercom góry. Warstwa świeżego śniegu na zjeździe utrwaliła dodatkowo pozytywne doznania tego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniedziałek to rozmowy, Miłosz i Andrzej nie dają za wygraną. My, pozostali, nerwowo oczekujemy (wory spakowane do wyjścia). Ostatecznie dzień kończy się spotkaniem z bliżej mi nieznanym Burgrabią (Miłosz i Andrzej) i popołudniowym wyjściem na topiący się lodospad (reszta). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek, czekając na rozwój sytuacji, wybieramy się w czwórkę na narty zjazdowe, do Hinterglemm. Andrzej, trochę źle się czując, czuwa przy telefonie. Poza trasami niestety dosyć rozjeżdżone, ale pogoda znów się udała. Zmęczyliśmy się trochę: Miłosz i Furek, którzy nie brali udziału w ostatnich &amp;quot;cyber-weekendach&amp;quot; mieli chwilę zawahania, kiedy przekonywaliśmy ich, że wejście do jaskini na noc, po nartach, to nic strasznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z lekkim sceptycyzmem wychodzimy na biwak pod Zieloną Latarnią ok. 23:00 we wtorek. Rano budzą nas Marek i Dziura, którzy zaraz po swoim przyjeździe do Chatki postanowili zerknąc sobie gdzież to planujemy zjeżdżać. Nastawieni na &amp;quot;czasówkę&amp;quot;, obrócili tam i z powrotem zanim zdążyliśmy zjeść i się zebrać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
King-Kong to system obszernych studni z dużą ilością wody. Zaczyna się na ok. +400. Ktoś tam był przed nami, ale to było dawno i nieprawda (lata '70). Do akcji podchodzimy z 300-ma metrami liny, wiertarką, dwoma pontonami i beczką sprzętu foto. Furek obija pierwszą studnię (ok. 60 m). Na drugiej udaje się mi przebić z &amp;quot;mogę ja, mogę ja, prooszę :&amp;gt;&amp;quot;. Nad trzecią chwila zgrozy - to, że leje się do niej wodospad to nic nowego, ale że trzeba w nim zjeżdżać i że ląduje się w wodzie - to już gorzej. Na szczescie udaje się dotrawersować z &amp;quot;wyższego poziomu&amp;quot; na przeciwległą ścianę i opuścić do płytkiego potoku, odprowadzającego wodę ze studni. Idziemy potokiem póki się da, a potem dmuchamy pontony. Miłosz i Furek płyną pierwsi, stwierdzając za zakrętem mały prożek. Kiedy wracają po wiertarkę, sytuację płyniemy obejrzeć ja i Puma. Faktycznie, jest mały wodospad, ktory obfotografowujemy. O zakończeniu akcji w tym miejscu zadecydowała Puma, dziurawiąc ponton przy wsiadaniu na powrocie. Niewiele myśląc, wskakuję w ten wrak i z bojowym zaśpiewem (&amp;quot;Łajba to jest morski statek, sztorm to wiatr co dmucha gestem!&amp;quot;) wracam mokry, ale przynajmniej nie zatopiony. Niby był jakiś lepszy pomysł na powrót, ale brakowało mi w nim planu na wypadek gdyby udało się Pumie popsuć nasz ostatni sprawny okręt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powrocie wysłuchuję to i owo na temat dobrego poręczowania. Dobijamy jakieś pięć dodatkowych punktów. Pocieszam się, że po Furku też trochę poprawialiśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na biwak uznajemy, ze wyszła nam dosyć syta akcja, 17 godzin. Budzi nas znów Marek, poprawia czas z wczoraj. Szkoda, że poprzednio nie poprosiliśmy go, zeby przyniósł ketchup. Po suchym śniadaniu wychodzimy na zewnątrz - w czwartek wieczór - i zostajemy przywitani na bazie papryką faszerowaną po sycylijsku (za sprawą Darka).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek miały być skitury, ale leje konkretnie. Po ok. dwóch godzinach, odprowadzani pukaniem w czoło, udajemy się z Markiem na wyciągi do Leogangu. Nie żałowaliśmy - powyżej 1000 m n.p.m. padał już śnieg, i było go dużo i dobrze. Udało się nie stracić dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem clou wycieczki - wyjazd do Salzburga, na zamek Hellbrunn (siedziba klubu). Zdawanie dokumentacji, polityka. Wyszło nawet nieźle. W międzyczasie, z perypetiami, do chatki dotarła delegacja z Nocka, którą w sobotę zabieram na małą wycieczkę. Nie będe jednak wyręczał ich w opisie. Tak jak ja, mieli na jego przygotowanie co najmniej siedem godzin, podczas powrotu w niedzielę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Miachał Wyciślik oraz grupa kursowa - Tomek Jaworski (instr.), Damian Ozimina, Jan Dobkowski, Ola Krzyżanowska, Jerzy Krzyżanowski (Pająk), Karol Jagoda (pomagał Tomkowi przy kursie) |20 - 21 02 2010}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano z wyjątkiem Heńka wszyscy idą do Miętusiej przy dość wrednej pogodzie (deszcz i ciapa). Grupa kursowa idzie do Marwoja a ja z Michałem wchodzimy od sali Bez Stropu w górne partie jaskini. Po linach docieramy dość wysoko ale nie wspinamy dalej i zjeżdżamy z Sali Bez Stropu bezpośrednio w dół (piękne myte ściany w tych partiach jaskini). Heniek w tym czasie odbył wycieczkę na trasie Kościeliska - Ornak - Siwa Przełęcz - Chochołowska - Kiry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nazajutrz Michał, Janek, Damian O., Karol idą do dolin Strążyska i Białego i wchodzą do tamtejszej sztolni. Damian, Heniek, Tomek pod okiem instruktorów narciarskich w postaciach Oli i Pająka doskonalą narciarstwo przywyciągowe na stoku Harenda w Zakopanem. Tym razem pogoda i warunki dopisały znakomicie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Specjalne podziękowania dla Oli i Pająka za poświęcenie kilku godzin dla narciarskich analfabetów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kłodnica - zabawa w BOLLYWOOD|Basia Szmatłoch, Tadek Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Heniek Tomanek, Monika Tomanek, Zygmunt Zbirenda, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Tomek Głowania, Wojtek Rusek, Justyna Rusek, Ania Fulde, Jurek Fulde, Bianka Witman, Wojtek Orszulik, Ewa Orszulik, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Daniel Bula, Janusz Dolibog  oraz inne osoby tow. |16 02 2010}}&lt;br /&gt;
U państwa Szmatłochów na Kłodnicy odbył się kolejny Śledź tym razem pod hasłem BOLLYWOOD. Wspaniała oprawa, dekoracje i cudowne kreacje kobiet (mężczyzn zresztą też). Można było poczuć się jak w baśni z krainy 1001 nocy. Wszystko okraszone hinduską muzyką, bollywoodzkim filmem w tle. Były również tańce wschodnie i fakirzy (próby stawania na desce z gwoździami na szczęście nie zakończyły się kalectwami). Jak na wschodnie tradycje przystało siedzieliśmy na ziemi (poduszkach), delektując się potrawami, tudzież trunkami i paląc fajkę wodną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps. Basia, wielkie dzięki za przygotowanie tego wszystkiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach, osoby towarzyszące: Daria i Lechu |14  02 2010}}&lt;br /&gt;
Na tę niedzielę wybraliśmy się do Brennej celem wyjścia na Błatnią i spotkania się tam ze znajomymi. Warunki zapowiadały się całkiem nieźle, od piątku cały czas padał śnieg. Około 10 starujemy z centrum czarnym szlakiem na Błatnią (czy jak to jest napisane na tabliczce Błotny) by po niecałych 90 minutach dotrzeć do schroniska. Tam niestety drobne rozczarowanie, gdyż zabrakło ciasta, no cóż musieliśmy się zadowolić tylko herbatką i batonikami. W schronisku całkiem sporo ludzi, paru skitourowców i 3 narciarzy biegowych. Po krótkim odpoczynku ruszamy już w czwórkę w stronę Klimczoka. Trzy osoby na turach i Daria na rakietach śnieżnych. W okolicach jaskini w Stołowie zbaczamy na szlak narciarski sprowadzający nas serią krótkich zjazdów na Karkoszczonkę. Niestety szlak ten upatrzyli sobie po.... tzn. mili panowie na skuterach i musieliśmy trochę na nich uważać. Od Karkoszczonki wydreptaliśmy szybciutko na przełęcz Siodło skąd z lenistwa wyjeżdżamy wyciągiem na Klimczok. Stąd już tylko w dwójkę wracamy na Błatnią i dalej do Brennej. Szlak zjazdowy okazuje się być całkiem przyjemny, nareszcie zrobiło się na tyle śniegu, że można zapuścić się w las :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zawody skiturowe Pucharu Polski na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|14 02 2010}}&lt;br /&gt;
Po nawet niezłym noclegu w samochodzie na parkingu w Korbielowie o 6.00 ruszamy na nartach na Halę Miziową. Nikogo o tak wczesnej porze nie spotykając nartostradami docieramy do budzącego się schroniska, które najpierw musieliśmy w mgle odnaleźć. Po spełnieniu formalności związanych z startem ustawiamy się w grupie zawodników. Tym razem to zawody zespołowe w parach (ja byłem w parze z Pawłem). Trasa z uwagi na kiepskie warunki została zmieniona i składała się z 3 coraz krótszych pętli. Od schroniska podejście na Kopiec – zjazd na przełaj rzadkim lasem a potem piękną rynną wyglądającą jak tor saneczkarski – dalej częściowo nartostradą wiodącą płajem do Kamiennej – podejście na Byka i czerwony szlak z Glinnego – następnie żółtym szlakiem na szczyt polskiego Pilska (ten stromy odcinek był dla niektórych weryfikacją swoich umiejętności technicznych a przede wszystkim miernikiem kondycji). Ostatni odcinek do mety wiódł czarną nartostradą do góry (narty trzeba nieść na plecach). Cały zawody jak dla nas były fajną zabawą. Paweł dostał popalić na tym feralnym podejściu czego efektem było skrócenie jednej pętli. Zawody więc ukończyliśmy i nawet  nie na ostatnim miejscu...Po zakończeniu imprezy niemal jednym szusem pędzimy do auta. Sporo wrażeń jak na 2 dni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|13 02 2010}}&lt;br /&gt;
Przebieżka na Kasprowy przez Halę Kondratową. Warunki nieprzychylne (mgła, wiatr, zimno, II). Po drodze natrafiamy na zawody skiturowe (Alpin Sport Ski Tour Race), w których brał udział nasz Prezes - Damian Szołtysik. Damiana nie spotkaliśmy, za to ubiliśmy mu porządnie fragment trasy podejściowej. Mam nadzieję, że skorzystał. Na Kasprowy podchodziliśmy tempem Gośki, w związku z czym nieźle się spociłem. Poza tym zassało mnie tak, że aż musiałem coś zjeść w &amp;quot;McDonaldzie&amp;quot; na szczycie. Zjeżdżamy trasą na Halę Gąsienicową, po drodze w pędzie mijając Pawła Szołtysika. Odwiedzamy na chwilę Betlejemkę i robimy sobie zdjęcia z chatarem. Potem nartostradą na Nosalową Przełęcz, skąd podchodzimy na Nosala żeby mieć jeszcze fragment ostrzejszego zjazdu. Stok Nosala oczywiście był zasilany z wyciągów ciągłym strumieniem narciarzy zjazdowych, także było tam trochę tłoczno - ale nie żałowaliśmy. Popołudnie wykorzystuję jeszcze na spacer z Pumą po Chochołowskiej, połączony z elementami... emm... szkolenia zimowego (na zdjęciach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zawody skiturowe Pucharu Polski w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|13 02 2010}}&lt;br /&gt;
O świcie startujemy z Rudy i jedziemy do Zakopca na rondo gdzie były zapisy na zawody. Po załatwieniu formalności ja idę na start do Kuźnic (został przeniesiony z ronda do Kuźnic) a Paweł szykuje się na wycieczkę skiturową na Halę Gąsienicową i wyżej. Zawody natomiast odbywają się na trasie (zupełnie zmienionej od planowanej) Kuźnice – szlak narciarski na Halę Gąsienicową – Betlejemka (zbieg na nogach) – podejście na Kasprowy na prawo od nartostrady z dwoma stromymi odcinkami gdzie narty trzeba założyć na plecak – szczyt Kasprowego – zjazd na Goryczkową – zbieg na nogach 400 m (z uwagi na warunki) – dalej zjazd nartostradą do Kuźnic gdzie ostatnie 300 m trzeba pokonać biegiem z nartami w ręku. Wystartowało ponad 120 zawodników w różnych kategoriach. Na trasie było znośnie, jedyny poważniejszy kryzys miałem na ostatnim podejściu na szczyt Kasprowego (kopny śnieg, wiatr szybko zacierał ślady poprzedników). Widoczność ograniczona do kilkunastu metrów, wiatr walił drobinkami śniegu. Zjazd jak dla mnie niemal na oślep. Mgła zlewała mi się ze śniegiem. Gdyby nie czerwone chorągiewki (niektóre już przewrócone) jazda była by jeszcze gorsza. I tak kilka razy miałem dużo szczęścia że nie glebłem. Na Goryczkowej już widoczność lepsza więc i odwagi przybyło. Zbieg na nogach te 400 m był moim zdaniem bardziej niebezpieczny niż zjazd na nartach (organizatorzy chcieli zadbać o bezpieczeństwo bo na trasie były trawy i kamienie) gdyż łatwo można było źle ustawić nogę i kontuzja gotowa. Dalej gnam na nartach co sił do mety w Kuźnicach. Podobnie z ostatnim odcinkiem (moim zdaniem można było śmiało jechać na nartach). Bieg z nartami w ręku te 300 m w zablokowanych butach wypruł ze mnie resztki sił tak że na metę wpadłem półprzytomny ze zmęczenia. Cała trasa Kuźnice – Kasprowy – Kuźnice zajęła mi 2,20 godz. (najlepszy zawodnik około 1,30). W mojej kategorii wiekowej zająłem jednak pierwsze miejsce (kilku wariatów w moim przedziale wiekowym jednak się znalazło). Tu wyniki: http://www.tatrateam.com/wyniki/wyniki2010.pdf . &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paweł w międzyczasie niebieskim szlakiem poszedł na Halę Gąsienicowym i po popasie w schronisku podchodził na Kasprowy. Po drodze spotkał Mateusza Golicza na nartach również. Następnie spod szczytu Kasprowego zjechał szlakiem narciarskim do Kuźnic.&lt;br /&gt;
Zakończenie całej imprezy i wręczenie nagród odbyło się w holu Muzeum Tatrzańskiego. Jak na razie to wszystkie zawody, w których startowałem były sprawnie przeprowadzone.&lt;br /&gt;
W tym dniu jeszcze przez Słowację jedziemy do Korbielowa gdzie nazajutrz startujemy w następnej imprezie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowa Niżna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|13 02 2010}}&lt;br /&gt;
Ostatnio Kasprowa Niżna dość licznie odwiedzana jest przez członków naszego klubu. Myśmy ten wyjazd odłożyli ale jak się okazało najlepiej na tym wyszliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No ale od początku: znowu startujemy z Rudy około 6 rano. Podrzucamy Damiana na bazę u Glizdowej i ruszamy do Zakopca a stamtąd do Kasprowej. Do jaskini wchodzimy przed 12. Przed nami w dziurze jest już kurs KKTJ, jednak nie przeszkadzamy sobie nawzajem i szybko docieramy za zapałki. Odbywa się dość szybko i sprawnie ze względu na niski poziom wody-Długi Korytarz&lt;br /&gt;
przechodzimy suchą nogą (haha). Póżniej kierujemy się do Sali Gwieździstej, gdzie kończymy naszą wycieczkę. Po 16 wychodzimy z jaskini. Do domu wracamy w trudnych warunkach drogowych. Tym razem podczas wyjazdu udział kobiet wynosił 50% więc widać, że tendencja jest wzrostowa-już niedługo może dojdzie do prawdziwej długo wyczekiwanej babskiej akcji:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry | &amp;lt;u&amp;gt;Pacyfa&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysiek i jeszcze kilka osób poznawanych na bieżąco...:)|11-14 02 2010}}&lt;br /&gt;
Niestety znów nie udało się trafić w warunki. Totalne mleko, wkurzający, niezwiązany z niczym, nawet sam ze sobą, śnieg i totalnie niezależne od niczego piękno Doliny Pięciu Stawów powodowało lekką sportowa frustrację:) Na szczęście nadrobiliśmy na polu towarzyskim a nawet załapaliśmy się na toprowskie szkolenie:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Miętusia|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Ewa Wójcik, UKA: Marek Wierzbowski|11 02 2010}}&lt;br /&gt;
Nie udało się wstać wystarczająco wcześnie, więc na Kasprowy musieliśmy wjechać kolejką (32 zł, granda!). Jeździmy trochę na krześle na Gąsienicowej, a po południu zjeżdżamy Goryczkową. Staraniami Gosi udaje się wykorzystać szpinak który przywiozłem i załapujemy się jeszcze przed wyjściem na obiad. Koniec końców startujemy dość późno, więc musimy się spieszyć, żeby Marek mógł się wyspać zanim jego bardzo małoletnia córka rano wszystkich obudzi. Do jaskini wchodzimy o 18:05, ale prawdziwy początek osiągamy dopiero o 18:50 (Marwoj). Marek i ja pokonujemy syfon w stylu sportowym, tzn. goło, wydając bojowe okrzyki. Puma przechodzi w OP-1. Za Marwojem tempo akcji trochę zwalnia, bo wyciągamy aparat. Zielony But na szczęście odpompowany, ale zaraz za nim Szmaragdowe Jeziorko swoim istnieniem zaskoczyło nas wszystkich. Mimo zastosowania metody podciągowej (podciągnięcie kombinezonów nad kolana) zmoczyliśmy się w Jeziorku dosyć konkretnie. Potem tylko bieganie i bieganie, całkiem długa ta jaskinia, ale i tak stóp nie udało się już rozgrzać. Na Dupcyngiera wzięliśmy linę, niestety na Próg Odzyskanych Nadziei nie - zatem w tym miejscu przychodzi nam zawracać o 21:30. Na powierzchni jesteśmy po siedmiu godzinach akcji, czyli ok. 1:00... co dało szansę jeszcze trochę się wyspać. Rano Marek zabiera rodzinę na narty, a Puma i ja odbywamy wycieczkę na skiturach - Lejowa, Kominiarska Polana, a potem tajemnymi ścieżkami &amp;quot;w krzakach&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Rycerzowa|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|07 02 2010}}&lt;br /&gt;
Plany były jaskiniowe ale postanowiliśmy jednak pospacerować po górkach licząc na piękną pogodę. Po 6 rano ruszamy z Rudy i już po 8 jesteśmy w Rajczy, gdzie zostawiamy auto. Stamtąd czerwonym szlakiem dreptamy dość długo w kierunku Rycerzowej. Pogoda średnia-dużo chmur i trochę ponuro. Gdy myślimy, że już blisko to okazuje się, że jesteśmy dopiero w pobliżu Młodej Hory. Czasu coraz mniej a tu jeszcze ponad godzinka dreptania, nie mówiąc o powrocie. Postanowiliśmy jednak brnąć dalej no i w sumie po jakiś 4 godzinach widzimy Rycerzową. Odwiedzamy schronisko, jemy obiad i uciekamy na dół. Najpierw kierujemy się niebieskim szlakiem, póżniej jednak postanawiamy zboczyć i iść &amp;quot;na czuja&amp;quot; w kierunku drogi asfaltowej. Dotarliśmy do drogi, po której dreptaliśmy jeszcze może z półtora godziny. Tak nas to wykończyło, że nie mogliśmy zrealizować naszych planów na następny dzień tzn. wspinaczki na ściance.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Buli sorry za tą długą trasę ale i tak myślę, że było super!:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach (w niedziele)|06-07 02 2010}}&lt;br /&gt;
Nie chcąc marnować kolejnego weekendu wybrałem się w sobotę na samotną turę po Beskidzie Śląskim. Plan był ambitny: przejście z Ustronia przez Przełęcz Salmopolską do schroniska na Koziej Górze. Pobudka o 4.50, szybkie śniadanko i już o 8.40 byłem w Ustroniu Polanie. Na miejscu jeszcze małe zakupy, przebranie butów i o 9.20 ruszam w trasę. Pogoda nie napawa optymizmem- góry jakieś takie zamglone, no ale nie ma co marudzić :). Pierwszy punkt programu to wyjście na Orłową- poszło całkiem sprawnie i w dodatku okazało się, że wyżej to i błękitne niebo i słoneczko całkiem przyjemnie przygrzewa, generalnie idealnie. Z Orłowej szybciutko dotarłem do górnej stacji wyciągów Doliny Leśnicy gdzie zjechałem na dno doliny. Tam czekało mnie podejście w stronę Starego Gronia. Na mapie wyglądało całkiem niewinnie, niestety okazało się, że szlak był nieprzetarty i całkiem sporo nawianych zasp nie pozwalało mi poruszać się z taką szybkością i łatwością jak bym chciał. Dalej to trochę monotonne dojście na Biały Krzyż i Przełęcz Salmopolską.  Myślałem, że zrobię sobie tam przerwę ale idąc cały czas sam zdążyłem odzwyczaić się od dużej ilości ludzi (a że jak wiadomo jest tam pełno wyciągów i knajpek, to też ludzi nie brakuje) i musiałem szybciutko uciekać z przełęczy, spokojne miejsce na odpoczynek znalazłem na dopiero na Malinowie. Dalsza droga prowadziła trawersem z Przełęczy Malinowskiej na Kopę Skrzyczeńską i dalej szlakiem na Skrzyczne. Tu pojawiły się wątpliwości czy uda mi się dotrzeć o rozsądnej porze do celu, była już 16.30, a mi jeszcze trochę do przejścia zostało. Ale na razie czekał mnie całkiem przyjemny długi zjazd do Szczyrku. Dalej mój plan zakładał podejście na przełaj na Beskidek i szlakiem na Klimczok, Szyndzielnię i Kozią Górę, niestety pora zweryfikowała moje plany i postanowiłem podchodzić na Klimczok niebieskim szlakiem. Odradzam go wszystkim- narty tak na stałe mogłem założyć dopiero bardzo wysoko, a wcześniej szlak szedł przez osiedla domów jednorodzinnych. Narty musiałem nieść na plecach od dolnej stacji kolejki na Skrzyczne do Sanktuarium MB Królowej Polski, trochę mnie to wykończyło i zniechęciło do dalszego marszu. O 19.20 dotarłem do schroniska na Klimczoku gdzie postanowiłem już zostać i nie pchać się dalej, co okazało się niezłym pomysłem, gdyż schronisko było całkiem puste, a warunki mają bardzo fajne. Teraz pozostało tylko pójść spać i rano spotkać się z Olą :). Poranek przywitał mnie pięknie ośnieżonymi drzewami i leciutką  mgiełką- piękny widok, super sprawa móc usiąść rano  z książką w pustym schronisku, zjeść dobre śniadanko i po prostu się zrelaksować :). Koło 10 spotkałem się z Olą w schronisku na Szyndzielni i podreptaliśmy sobie spokojnie w stronę Błatniej. Gdy tylko odbiliśmy na czarny szlak trawersujący Klimczok i wyrwaliśmy się z tłumu ludzi idących głównym szlakiem od razu nam ulżyło. Dalej było już tylko lepiej :), lekka mgła sprawiała, że las wyglądał cudownie. Na Błatniej zjedliśmy pyszny obiad i znowu zachwycaliśmy się schroniskiem, które jest bardzo fajnie prowadzone. W drodze powrotnej stanęliśmy jeszcze nad „sauną” (jaskinią Dującą) i korzystając ze świetnych warunków na czerwonym szlaku zjechaliśmy pod drzwi samochodu zostawionego na Olszówce Górnej :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Damian Żmuda, Tadek Szmatłoch, Aga Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Głowania|06 02 2010}}&lt;br /&gt;
W Tatrach mało śniegu ale na tyle aby uprzykrzyć podejście pod otwór (ledwo przykryte kamienie, korzenie itp.). Celem jest nurkowanie (na bezdechu) Tadka w jeziorku Szmaragdowym oraz wywspinanie komina Smoluchowskiego przez Damiana Żmudy. W drodze do Wegierskiego Komina Tadek obrywa niefortunnie kamieniem w czoło i trzeba było skorzystać z apteczki. Po dojściu na miejsce mimo przeciwności losu Tadek realizuje swoje zamierzenie ale wchodząc do wody mąci ją znacznie więc nie udało mu się odnaleźć zgubionego niegdyś szanta. Damian Żmuda wspina Smolucha. Potem to robi Tadek a na końcu ja likwiduję punkty. Na ostatniej trudności udało mi się nawet odpaść i zrobić nieprzyjemne wahadełko. W końcu jednak wszyscy spotykamy się u góry. Z jaskini wychodzimy nocą a zejście z uwagi na bardziej zmarznięty śnieg jest znośne. Tej samej nocy Tadek z ekipą wraca do domu a my zostajemy do niedzieli. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kasprowa Niżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, UKA: Marek Wierzbowski, KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik|06 02 2010}}&lt;br /&gt;
To już trzeci taki weekend w ciągu ostatniego miesiąca - rano narty, wieczorem jaskinia. Lekkie problemy ze zgraniem się: Marek przyjeżdża z Warszawy &amp;quot;na styk&amp;quot;, z kolei ja musiałem jeszcze przed wyjściem zadbać o zajęcie dla mojej ekipy narciarskiej. Istotnie, jak można było przewidzieć czytając niedawną relację z &amp;quot;babskiej akcji&amp;quot;, woda w jaskini była. Tak wyszło, że ktoś musiał się wykąpać, żeby nasza wycieczka wykroczyła poza Długi Chodnik. Nie czekając aż i tak zostanę wytypowany (jako najmłodszy), zgłosiłem się na ochotnika. Wykąpał się też Marek, choć w sumie nie było to konieczne - stwierdził jednak, że musi, bo nie wypada mu azerować. Idziemy sobie najpierw w stronę Danka. Po drodze wspólnie z Pumą robimy trochę fotek, ale niestety wszystko &amp;quot;z ręki&amp;quot;, na dużej czułości. W międzyczasie trwają dyskusje polityczne, wciągające najwyraźniej na tyle, że aż wracając troszkę się pogubiliśmy (sic!). Z Rycerskiej przebiegamy się jeszcze szybciutko do Zapałek, no i wycof. Rozchodzimy się w swoje strony, z różnymi planami na niedzielę. Jeśli chodzi o mnie - pobudka o ósmej, śniadanie - no i znowu na narty, do Bachledovej. Coś trzeba robić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie|&amp;lt;u&amp;gt;Pacyfa&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysiek|01-03 02 2010}}&lt;br /&gt;
Kolejna szybka, krótka, ale dająca chwilę wytchnienia psychicznego i zaspokojenia fizycznego ;) akcja. Jak to z Krzysiem nie spiesząc się i świetnie się bawiąc, wykonaliśmy jedynie plan minimum, tj. przejście z murowańca przez Zawrat do Piątki. Na nasze usprawiedliwienie można jedynie rzec, że  warunki nienajlepsze; szlaki nieprzetarte, śnieg sypki, zapadający się i załamująca się ok 13.00-14.00 pogoda. Krzysiu przekonał się ponadto, że nawet stary dobry Zawrat nie jest wolny od niebezpieczeństw; między Zmarzłym a przełęczą minęliśmy dwa, spore lawiniska. A w Piątce cichutko, puściutko, nic nie przetarte...:) Już są plany, by to zmienić w przyszłym tygodniu...;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: „Babska Akcja” czyli Kasprowa Niżna i Kościelec|Maciejka Dziurka, Karolinka Jagoda, Ola Strach – znana na co dzień jako &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Ż&amp;lt;/u&amp;gt;;)|30 - 31 01 2010}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
I kto powiedział, że to się nie uda? Nic bardziej mylnego! Wystarczy odrobina determinacji, czy jak kto woli desperacji i organizujemy prawie babską, acz niewątpliwie udaną akcję jaskiniową. Plan taktyczny jest prosty – Kasprowa Niżnia dokąd się da. A dało się całkiem daleko.&lt;br /&gt;
	W towarzystwie moich przesympatycznych koleżanek dotarłam do Zakopanego i jak na kobietę przystało zbagatelizowałam wyciek paliwa z baku. Podczas podróży pochłania nas rozmowa na temat najnowszych kosmetyków do liftingu biustu i ciała. Przed północą docieramy na bazę. Chichocząc Karolina flirtuje nieco z Poznaniakami na temat Zimnej. Wskakujemy w piżamy w różowe motylki i życząc sobie wzajemnie słodkich snów zamykamy znużone oczęta.&lt;br /&gt;
	Budzimy się nieco leniwie, ale śniadanko stawia nas na nogi. Z niepokojem zauważamy z Maciejką, że dieta koleżanki Karoliny obfituje w zbyt duża ilość węglowodanów i próbujemy zasugerować urozmaicenie jadłospisu, w skład którego wchodzą głównie bułki i zupki chińskie (bułki robi mama, zupki Chińczycy). Bezskutecznie niestety. Jak ta dziewczyna utrzymuje taka figurę?! (patrz galeria)&lt;br /&gt;
	Pogoda jest ładna – ciepło i nie wieje. Fryzurę pod kontrolą utrzyma zwykła pianka do włosów. Fakt ów napawa nas optymizmem. Otwór znajdujemy, bo było wydeptane J. Przebieramy się… Barwne kombinezony     „od Kotarby” (kolekcja 2009) znakomicie prezentują się na tle tonącego w śniegu lasu. Z przejęciem słuchamy opowieści Karoliny o potworach zamieszkujących jaskinie …. ale ciekawość bierze górę nad strachem i schodzimy pod ziemię. &lt;br /&gt;
	Jesteśmy profesjonalnie przygotowane – mamy nawet liny, karabinki i plan techniczny. Posuwamy się do przodu zgodnie z planem aż tu nagle duża kałuża! Musimy ją przejść, żeby dostać się do syfonu Danka i potem za Zapałki. Maciejka nie jest zachwycona moczeniem swojej nowej bielizny, ale zachwalam skuteczność zimnych kąpieli w zwalczaniu celulitis i to ostatecznie przekonuje dziewczęta. W pobliżu Syfonu Danka dokonujemy drastycznego odkrycia. Potwór, o którym mówiła Karolina pożarł płetwonurków – zostały tylko butle tlenowe och! Postanawiamy wycofać się cichutko, by nie budzić czającego się licha. Opuszczamy zaczarowany bór szczęśliwe, że nic nam już nie grozi i w  radosnych pląsach schodzimy do ronda kuźnickiego, gdzie prawdopodobnie zostawiłyśmy samochód (ups!) Paliwo na szczęście nie wyciekło i możemy wrócić na bazę. Zdążymy na serial! :)&lt;br /&gt;
A poza tym to jaskinia jest przereklamowana, bo nie sprzedają tam  ani Gąbek (osobiście sprawdzałam), ani Złotych Kaczek, w Sali Rycerzowej nie ma rycerzy, zapałki są zalane i bezużyteczne, i nie było żadnej imprezy Sylwestrowej L! Postanowiłyśmy złożyć zażalenie do dyrekcji TPN i wniosek o weryfikację planu technicznego galerii Kasprowa Niżnia (foch).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzeźwiająca kąpiel w olejkach eterycznych przydaje blasku naszej nieco sfatygowanej urodzie i przywraca siły. Posilamy się lekkostrawną pożywną konserwą  z Aldiego a Karolina konsumuje swoją 36-ą bułkę…. Oglądamy „M jak miłość” a potem przygody agenta 007 (Maciejka wolała Chucka Norrisa, ale Karola uparła się, że chce  Jamesa Bonda). Karolina serwuje malinowe reedsy i chipsy (ach ta niepoprawna KarolciaJ), którym to przysmakom nie możemy się oprzeć. Zasypiamy marząc o przystojnych agentach…..&lt;br /&gt;
Nazajutrz, rządne nowych wrażeń, maszerujemy na Kościelec – spora dawka fitnessJ. Za Murowańcem przydają się te psujące fason obuwia kolce i te….no…. dziobaki do loduJ - koledzy nam pożyczyli z klubu. Poznałyśmy przystojniaka z Krakowa, który towarzyszy nam w drodze na szczyt. Na szczycie nic nie widać, tylko zimno, wieje i sypie śnieg. Schodzimy a raczej zbiegamy w świeżutkim puszku już po zmroku. &lt;br /&gt;
…bo my kobiety damy radę i dziurom i górom hehe J &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. No kobitki …. może to nas w końcu zmobilizuje J Zapraszam na babską akcję bez prawie…. Pozdrawiam ciepło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: wypad skiturowy w rejon Klimczoka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek|31 01 2010}}&lt;br /&gt;
Bardzo fajna tura: z Szczyrku Biłej na Karkoszczonkę, następnie trochę szlakiem a dalej na przełaj na Trzy Kopce i Klimczok. Przed tym ostatnim wyraźny wytop w śniegu i po sprawdzeniu mała jaskinia. Dalej zjazd do schroniska pod Klimczokiem. Tu obowiązkowo sernik i piwo z sokiem. Potem zjazd zielonym szlakiem do Biłej. Warunki śniegowe całkiem niezłe na szlakach. Jak dopada jeszcze z 30 cm to szykują się piękne zjazdy przez las. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2010/Klimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Trzech Kopców Wiślanych- wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2010}}&lt;br /&gt;
Samotnie przemierzam trasę: Ustronia Polana - Orłowa (zielonym szlakiem) - Trzy Kopce Wiślane (niebieskim) - Telesforówka - Orłowa (powrót tą samą drogą) - Równica (dalej niebieskim szlakiem)-Ustroń Polana (zjazd czerwonym szlakiem). Warunki pogodowo-śniegowe jak dla mnie były świetne. Do tego zachmurzone niebo, lekkie zamglenie i brak ludzi do złudzenia przypominają mi klimat filmu Białe Szaleństwo (który skiturowcom i innym „dziwakom” serdecznie polecam :)). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Zawody skiturowe o Puchar Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu Jurek Ganszer (SBB), Michał Ganszer (SBB)|30 01 2010}}&lt;br /&gt;
Zgłosiło się około 30 zawodników (amatorów i zawodowców). Ciekawa choć nie zbyt długa trasa (8 km, 700 m przewyższenia). Wiodła z stoków narciarskich w Brennej na Halę Jaworową – Kotarz – Hyrcę, następnie zjazd nie przygotowanym terenem do Brennej, dalej podejście powyżej startu i zjazd do mety. W mojej kategorii wiekowej (nestor) udało mi się zająć I miejsce. Fajna, kameralna impreza, dobra oprawa i organizacja. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - słoneczno-mroźny spacer na Halę Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk |24 - 25 01 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako uczestnik współfinansowanego przez Unię Europejską programu &amp;quot;Chrońmy Tatry- jedźmy w Beskidy&amp;quot;, skłoniłam ostatnio swoje górołażeniowe zapędy w stronę tych bliższych nam geograficznie wzniesień. Wydawałoby się, że takie tam górki- niskie, bliskie- nie mogą mieć wiele ciekawego do zaoferowania.. tymczasem te nasze Beskidy zimą to coś pięknego jest! Mróz, śnieg, inwersja i to słońce! plus prawie bezludnie na szlakach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Soli dojeżdżamy pociągiem. Pociąg postanowił nie oszczędzić nam przygód zaraz na początku - przymarzł do trakcji na 300m przed peronem na Chebziu. Ale że nie wstaliśmy po darmo o tej piątej rano szybko udaje się zorganizować alternatywny dojazd do Kato.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Soli trasa wiodła czarnym szlakiem najpierw przez Łysicę do Rycerki Dolnej i dalej przez Praszywkę i Bendoszkę na Przegibek. Z Przegibka zaś dalej - na Rycerzową niebieskim szlakiem, trawersującym Banię, Majcherową i Rycerzową Wielką. Ostatnią godzinę idziemy już zupełnie po ciemku i kiedy wychodzimy umęczeni z lasu na Halę Rycerzową, wydobyć udaje się tylko przeciągłe &amp;quot;łooo....&amp;quot; w różnych tonacjach w odpowiedzi na niesamowicie rozgwieżdżone niebo nad głowami. Mimo mrozu spędzamy tam chyba z godzinę. &lt;br /&gt;
Schronisko zastajemy nabite po brzegi. Nawet poza brzegi, bo pod bacówką  jacyś kolesie rozbili dwa namioty (nic tam te 20 st. na minusie!)- jak się okazało, chcieli się wreszcie wyspać w spokoju, bo z żoną to jakoś nie idzie.. albo z łokcia przysadzi albo kołdrę zabierze. Nam udaje się dostać rewelacyjną miejscówkę na glebie pod samym dachem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia przy równie bajecznej pogodzie wracamy czerwonym szlakiem przez Mładą Horę do Rajczy, skąd pociągiem powoli powoli do Katowic i Chebzia. Na tym jednak nie koniec weekendowych wrażeń. &lt;br /&gt;
Z Chebzia odbiera nas poznany w sobotę Paweł. Z nim i jego żoną Martą mijaliśmy się na szlaku - oni coś zgubili i poprosili o kontakt w razie znalezienia, my znaleźliśmy i skontaktowaliśmy się w celu przesłania pocztą. Wtedy dopiero wyszło na jaw, że i oni są z Rudy Śląskiej i to w dodatku z Orzegowa!! Wieczór więc spędzamy w ich mieszkaniu na herbacie, a do domu wracam po 22. Sił starcza już tylko na kąpiel, a plecak... cóż, poczeka :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Trawers wybrzeża (skitury)|Ewa Wójcik (KKTJ), Karolina Filipczak (STJ KW Kraków), Emanuel Lis (SW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;|22 - 24 01 2010}}&lt;br /&gt;
Oj, ile było się trzeba najeździć żeby ten wyjazd doszedł do skutku. Najpierw spotkaliśmy się we wtorek w Krakowie, żeby &amp;quot;omówić szczegóły&amp;quot; - dodam, że przy pysznym raclette. Zorganizowaliśmy dla wszystkich sprzęt i przejrzeliśmy rozkłady jazdy w Internecie. Konkluzja: jeśli chcemy się zmieścić w trzech dniach, na publiczny transport nie mamy co liczyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczynamy więc o 00:20 w piątek - na dworcu PKP we Wrocławiu odbieram z pociągu dziewczyny. Dalej autem przez Poznań do Słupska - gdzie o 06:30 jesteśmy umówieni z Emu. W Słupsku zostawiamy vana Emu i jedziemy do Ustki. Nawigacja satelitarna na azymut 0 st. wyprowadza nas do Domu Wczasowo-Sanatoryjnego PERŁA. Co ciekawe, trwa turnus i po krótkich negocjacjach na recepcji, udaje się nam załapać na śniadanie z wczasowiczami na stołówce. Bezcenne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Senna atmosfera wczasów nad morzem udziela się nam i wyruszamy dopiero ok. 12:30 (piątek). Schodki na plażę za ośrodkiem są nieczynne, zjazd z wydm wygląda na bardzo trudny (powaga!), więc z początku idziemy lasem, widząc Bałtyk gdzieś za drzewami. Puma i Emu swój dobytek ciągną w saniach a'la Marek Kamiński. Wygląda na to, że taki system oszczędza kolana, za to kasuje kręgosłup. Po godzinie docieramy w końcu do plaży i następuje długa przerwa na przywitanie się z wielką wodą. Przed wyjazdem nasz informator z Pomorza mówił obrazowo o &amp;quot;zaspach do dwóch metrów&amp;quot;, ale sama plaża okazuje się być pokryta cienką warstwą śniegu i z pewnością bez nart poruszalibyśmy się szybciej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dreptamy sobie plażą do zmroku, a nawet dalej. Pogoda dopisała, przez większość czasu, a także przez następne dni towarzyszyło nam momentami tylko lekko przychmurzone niebo i delikatne wiatry. Zachody słońca nad morzem i takie tam. Mróz na poziomie kilkunastu stopni staraliśmy się traktować jako atrakcję, a nie przeciwność losu. Mała niespodzianka spotyka nas w Rowach, gdzie musimy obchodzić dookoła port z zamarzniętymi kutrami (&amp;quot;tego nie było, chyba jakoś niedawno musieli zbudować&amp;quot; - Puma). Za Rowami znajdujemy miejsce na nocleg w zagajniku, rozkładamy nasze dwa namioty i po sytej kolacji kładziemy się spać. Tak ogólnie rzecz biorąc, po zmroku zrobiło się Zimno. Nie wiem konkretnie jak zimno, co najmniej minus fafnaście (według prognoz, -15). Mam świadomość że teorie na ten temat są różne, ale ja wszedłem do śpiwora tak jak stałem (koszulka, polarek, kurtka na wiatr, puchówka), może popełniłem błąd. Karoli z kolei zepsuła się mata samopompująca. O świcie budzi nas delirka. Pijemy herbatkę, no nic, jakoś dotrwamy - ale która tak właściwie jest godzina? Oszsz... Jaki tam świt... dopiero pierwsza w nocy!...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie najlepszym sposobem na mróz okazuje się być mieszany zespół. Na szczęście mamy optymalną konfigurację. Rano bardzo trudno wychodzi się ze śpiworów, ale tłumaczymy sobie, że odsypiamy przecież podróż. Benzyna schodzi jak woda, myślałem że wziąłem dużo, ale teraz nie wygląda to dobrze. Śniadanie na ciepło (pyszna kaszka!), topienie śniegu, cztery termosy wrzątku... Przynajmniej tyle, że jest słońce dzięki któremu udaje się nam pozbyć szronu ze śpiworów. Emu po namyśle troczy narty do sanek (totalnie oblodził sobie foki), Karola po zapoznaniu się ze stanem swoich goleni pakuje deski na plecak. Na nartach zostaję ja i Puma. Butów nie braliśmy, więc Emu i Karola dreptają w skorupach. Pomysł z zabraniem nart forsowałem głównie ja - ekipa okazuje mi jednak dużą grzeczność i konsekwentnie twierdzi, że dobrze się bawi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały drugi dzień wędrujemy plażą przez Słowiński Park Narodowy. Jest rześko. Wędrówka wybrzeżem jest dość osobliwa, przynajmniej dla kogoś kto nie jest szczególnym entuzjastą morza (np. mnie). Trudno o jakieś pośrednie cele (granica lasu, rozwidlenie ścieżki, zmiana charakteru terenu?). Widoczne w oddali cyple są jednak dużo odleglejsze niż to się wydaje na pierwszy rzut oka. Napotkany z &amp;quot;rana&amp;quot; człowiek wspomina coś o latarni, do której rzekomo mieliśmy dotrzeć za godzinę. Światło latarni dostrzegamy dopiero po zmroku. Co niektórzy z nas w poniedziałek rano mieli zamiar być w pracy, także porzucamy śmiały plan dotarcia do Łeby i kolejny biwak odbywamy w głębi lądu - tzn. ok. 200 m w linii prostej od Bałtyku, w okolicach Czołpina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynentalna zima jak wiadomo, jest ostrzejsza. Zdaniem funkcjonariuszy policji przybyłych na miejsce nazajutrz, w nocy było -20. Tym razem byliśmy jednak lepiej przygotowani, także psychicznie. Rozbiliśmy się przy (nieczynnym oczywiście) budynku, a wieczorem zrobiliśmy jeszcze małą, acz gorącą imprezę taneczną. Może dzięki temu spało się dużo lepiej niż poprzednio. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano kierujemy się w stronę Tatr - a na początek przynajmniej do Smołdzina, przez las, szlakiem obok jeziora Dołgiego. Spotykamy ludzi, potem samochody, a na koniec odśnieżoną drogę. Po drodze robimy przymusową operację Karoli, która uparła się iść na nartach. Leczenie przebiegało zarówno objawowo (smarowanie Voltarenem), jak i przyczynowo (odebranie nart siłą). Smołdzino okazuje się być bliżej niż przypuszczaliśmy, a na dodatek na przystanku rozkład powiada, że autobus mamy za pół godzinki - super. Jest jeszcze bardzo wcześnie (16:00), zatem po drodze używamy pozostałej w moim telefonie baterii do zapoznania się z bazą gastronomiczną w Słupsku. Porzucamy bagaże i dziewczyny na dworcu PKP (dziwne, ludzie chyba rzadko widują tu czekany...), wracamy z Emu po auto do Ustki i kończymy nasz wyjazd ucztą w restauracji japońskiej &amp;quot;SAKE&amp;quot;. Jeszcze tylko dziewięć godzin jazdy po naszych drogach (i jak tu kochać swój kraj...) - i ok. 5:00am w poniedziałek jesteśmy w Krakowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wypad pieszo-skiturowy|dwójka piesza - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, dwójka skiturowa - Mateusz Górowski, Damian Żmuda, transport - Ola Strach |24 01 2010}}&lt;br /&gt;
O ostatecznej trasie decydujemy tuż przed wyjściem z auta w Ustroniu Polanie. Na dworze -20 st. Ja z Teresą idę pieszo a Damian z Mateuszem na skiturach. Razem podchodzimy pod Orłową. Pogoda mimo mrozu cudowna a na dodatek im wyżej tym cieplej (wyraźna inwersja). Na przełęczy Beskidek się rozstajemy. Damian z Mateuszem górami doszli do Małego Skrzycznego skąd zjechali do Szczyrku (miała ich tem odebrać Ola) a ja z Teresą na Równicę.  O dziwo na Równicy przy drzwiach schroniska termometr wskazywał +3 st. (może był uszkodzony a może świeciło na niego słońce). Jednak różnica temperatur jest zauważalna bo po zejściu na dół znów czujemy się jak w zamrażarce. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FZimowy_Beskid&lt;br /&gt;
&amp;lt;i&amp;gt;Resztę dopisze Damian Ż.&amp;lt;/i&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|Kaja Fidzińska (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|16 - 17 01 2010}}&lt;br /&gt;
„Grotołajzy wszystkich klubów łączcie się” – kolejny wyjazd w Tatry odbywa się pod tym hasłem. Na przeprowadzoną w klubie kampanię reklamową wypadu do dziury odpowiedział jedynie (we właściwy sobie sposób) nasz forumowicz nr 1 czyli Buli. Idea integracji międzyklubowej potwierdza swoją słuszność. Tak więc w sobotę rano spotykam się w Krakowie na Westerplatte (siedziba KKTJ) z kierownikiem akcji. Kaja pobiera dla nas sprzęt… i tu następuje pierwsze zderzenie z kolorytem lokalnym. Z klubowej szafy dobywamy znakomite radzieckie karabinki „Irimiel” – naprawdę sprawdzony sprzęt ;-) Ładujemy go do bagażnika i ok. 11 docieramy do Kir. U Galicowej spotykamy znajomych z sylwestra, umawiamy się na wieczornego grzańca i ok. 14 dochodzimy pod dolny otwór Zimnej. W tatrach lampa, mrozu prawie nie ma a w ponorze wody po kostki – koncert życzeń. Schody zaczynają się na etapie podziału ról w zespole. Kaja wyraża pewną niechęć do wspinania w jaskini i proponuje mi możliwość prowadzenia wszystkich studni, stając się tym samym partnerką idealną – bez walki dostaję całe miodzio Zimnej ;-) Jednak z uwagi na aspekt feministyczny żąda w zamian oddania wora. W efekcie kobieta i kierownik akcji przez niemal całą jamę idzie z ciężką kichą, a ja wieczny kursant, spaceruję sobie na lekko i spijam śmietankę. Już wiem dlaczego KKTJ ma na kursie takie tłumy ;-) Dzięki osiągnięciu tak korzystnego dla obydwu stron kompromisu, w wyjątkowo sympatycznej atmosferze szybko docieramy do syfonu krakowskiego. Okazało się, że nikomu przed nami nie chciało się go zlewarować, na co po cichu liczyliśmy i jeżeli chcemy osiągnąć zaplanowany korytarz rubinowy, to czeka nas przynajmniej 1,5h mało rozwijającego machania wiaderkiem. Wobec braku męskiej determinacji w zespole podejmujemy decyzję o realizacji wariantu „B”, czyli zrobieniu trawersu  z dolnego do górnego otworu. Daje to okazję powspinania się w kominku za widłami, którym mnie trochę straszono przed wyjazdem.  Wprawdzie pierwszy Batinox jest rzeczywiście dość wysoko – po  jakiś 15 metrach, ale komin naprawdę nie jest trudny. Stąd już blisko do górnego otworu. Na zejściu śniegu  prawie wcale, za to lód i ślisko, trzeba uważać. Udaje się jednak zejść bez przygód. W dolinie spotykamy wracający z Czarnej kurs WKTJ. Chłopaki zapraszają nas na poznańską bazę, gdzie zostajemy uraczeni zimnym browarem i  pyszną zupą. WKTJ pozyskał nowego, bardzo uzdolnionego kulinarnie członka – sugeruję włączenie go w skład przyszłorocznej wyprawy ;-). W niedzielę robimy jeszcze powierzchniowy spacer, udaje nam się znaleźć miejsce gdzie nie byliśmy dotychczas (Wielki Kopieniec) i  na tym kończymy. Bardzo udany wyjazd, acz oboje stwierdziliśmy, że tęsknimy już za akcją, która da nam porządnie w d… Cóż, perwersja…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zawody skiturowe Pucharu Polski amatorów na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|16 01 2010}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz w życiu wziąłem udział w takich zawodach by zobaczyć jak to jest. Wystartowało ok 80 zawodników (zawodowcy i amatorzy) w różnych kategoriach wiekowych. Jako &amp;quot;dziadek&amp;quot; startowałem w nestorach. Docelowo należało zrobić 4 pętle od dolnej stacji wyciągu na Czantorię, początkowo trochę przez las, następnie mały zjazd pod wyciąg. Dalej dość strome podejście pod wyciągiem, w którego górnej części narty należało zdjąć i założyć na plecak. Po ok. 100 m podejścia znów na nartach trawers do trasy zjazdowej poniżej górnej stacji wyciągu. Dalej zjazd niebieską nartostradą do mety. Zrobiłem 3 pętle bo więcej nie starczyło czasu. Ostatnią pętlę większość zawodników robiła przy czołówkach. Udało mi się zająć drugie miejsce (oczywiście w mojej kategorii wiekowej bo ogólnie 48)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: średnim pomysłem jest startować na zwykłym sprzęcie turystycznym (wiązania diamir z skistopami, buty scarpa i narty). Mój sprzęt jak zważyłem to na jedną nogę przypadało ponad 4,5 kg czyli o ponad 100% więcej niż &amp;quot;zawodniczy&amp;quot;. Poza tym z &amp;quot;braku laku&amp;quot; miałem zbyt duży plecak. U kilku zawodników widziałem też ciężki sprzęt ale nie wiem jak wypadli w rankingu. Oprócz tego na stromych odcinkach podejścia nie trzymały mi foki (chyba już zbyt wytarte) i tam gdzie inni szli prosto ja musiałem robić zakosy co na wąskim trakcie (=przekładanie nart) wycisło ze mnie sporo sił. Warunki śniegowe i pogodowe były znakomite. Tak po za tym to fajna zabawa, dobra oprawa i ciekawe nagrody. Na dole spotkałem kol. z SBB: Jurka Ganszera (jego syn Michał też startował), Zosię Chruściel i innych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paweł w tym czasie odbył pieszą wycieczkę górską na trasie: Ustroń Polana - Orłowa - Równica - Polana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny wypad skiturowy na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 01 2010}}&lt;br /&gt;
W nocy samotnie podchodziłem na Czantorię i zjeżdżałem nartostradą. Warunki śnieżne dobre.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - biwak zimowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Karol Jagoda, Paweł Szołtysik oraz grotołazi z różnych klubów|9 - 10 01 2010}}&lt;br /&gt;
Bodaj po raz 16 Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował biwak zimowy. Tym razem była to Dolina Białej Wody a dokładnie taborisko taternickie na Polanie pod Wysoką (1310). Jest to jedyne takie miejsce biwakowe w całych słowackich Tarach. Dojście na miejsce zajmowało ludziom do 2 do 4 godzin. Jak się na miejscu okazało w Rudzie było może trzy razy więcej śniegu niż na Łysej Polanie z której zaczynaliśmy podejście. Jako jedyny z naszej grupki podchodziłem na nartach, właściwie po lodzie i wodzie. Czym wyżej tym mniej śniegu. W połowie doliny musiałem już narty nieść. Pocieszałem się jedynie faktem, że większość biwkowiczów tachało też narty na plecach. Ostatnie fragmenty szlaku pokonujemy w deszczu. Na taborisku jest na szczęście wiata, gdzie koledzy już rozpalili ognisko i wesoło dźwięczała gitara. Namioty rozbijamy na drewnianym podeście w prawdziwej ulewie. W sumie zjawiło się 66 dziwaków. Jurek wygłosił jak zwykle mowę. Całą noc deszcz z śniegiem walił o ściany namiotu. Drugi dzień nie zmienił znacząco sytuacji. Po zrobieniu tradycyjnego zdjęcia grupowego wszyscy zaczynają schodzić w dół. Nasze plany wyjścia wyżej (jest to wg mnie najpiękniejszy zakątek Tatr) z uwagi na pogodę nie wchodziły w grę. W połowie doliny zakładam narty i mknę po lodzie w dół, czasem w rozbryzgach wody. Błyskawicznie docieram do auta w Łysej Polanie gdzie prawie godzinę czekam na kolegów idących z buta. Wszyscy szczęśliwie doszli na dół. Dla nas było to ciekawe doświadczenie i lekcja pokory. Deszcz zimą jak się okazuje może dać bardziej w dupę niż mróz. Cała Europa walczy z zimą a w Tatrach trawy. Cóż kolejna ciekawa przygoda z nami. I tak jesteśmy szczęśliwi. Szczegóły na stronie SBB. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FBiwak%20zimowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|9 01 2010}}&lt;br /&gt;
Szybkie, wieczorne wyjście na wspinanie Czarnego Komina. Uwagi o pogodzie jw. - podejście w mżawce, stąpając po rozchlapującym się śniegu. Dotarliśmy ostatecznie do ''Chatki'', co razem z wyjściem zajęło niecałe trzy godziny. Powrót w regularnej zlewie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klimczok - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;,Mateusz Górowski|9 01 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ignorując podający deszcz i zamrożony śnieg wybraliśmy się w sobotę z rana do Bielska. &lt;br /&gt;
Na miejscu zrobiliśmy trasę Dębowiec – Szyndzielnia – Klimczok – Szyndzielnia&lt;br /&gt;
- Dębowiec. Do góry trasę robimy zielonym szlakiem na Szyndzielnie i dalej przez szczyt idziemy na ciepłą zupę do schroniska na Klimczoku. Śnieg po drodze głównie występował &lt;br /&gt;
w dwóch wersjach: albo zmrożona wierzchnia skorupa albo prawie woda…. Mimo tego szło się nie najgorzej. Wracamy trasą czerwonej nartostrady, której jakość- jeśli chodzi o warunki śniegowe - była całkiem niezła jak na zastaną w górach pogodę. Po wycieczce Mateusz wraca do domu, ja zostaję w Bielsku do niedzieli. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Biwak zimowy na Babiej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Maciej Dziurka&amp;lt;/u&amp;gt;,Kasia Żmuda|5 - 6 01 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już od dawna mieliśmy pomysł na biwak zimowy. W godzinach popołudniowych podchodzimy szlakiem Perć Akademików. Brodząc po pas w śniegu po przekroczeniu granicy lasu zaczyna nam się gubić szlak. Z racji nadchodzącego zmierzchu decydujemy się na biwak jeszcze przed  ejściem w poręczówki. W nocy na zewnątrz mróz, hulający wiatr i zawiewany śnieg. Kolejnego dni podchodzimy do góry. Początkowo zakosami brniemy w śniegu po pas, dalej krok za krokiem żlebem. Ostatnie metry na grań to walka z silnym zwalającym z nóg wiatrem i zawiewanym w twarz zmrożonym śniegiem. Bardzo szybko podejmujemy decyzje że schodzimy. Był to ostatni moment na zrobienie tego przejścia przed  agrożeniem lawinowym a i tak pod samym szczytem spuściliśmy sobie deskę śnieżną na siebie. W drodze powrotnej odwiedzamy schronisko. Pod wieczór wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - na nartach biegowych|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek|3 01 2010}}&lt;br /&gt;
Mroźna pogoda, lotny, puszysty śnieg to warunki, w których odbyliśmy wędrówkę narciarską w okolicach Przewodziszowic. W tej wsi zostawiamy auto i na biegówkach obchodzimy ruiny pobliskiej warowni a następnie idziemy lasami i polami. Po drodze o dziwo spotykamy 2 narciarki i narciarza na biegówkach z którymi zamieniamy kilka zdań. Następnie robimy błąd nawigacyjny i lądujemy w Leśniowie. Po korekcie, częściowo na przełaj docieramy do Pustenlni w Czatachowej (uroczy kościółek na skraju lasu) i stamtąd ładnym zjazdem docieramy do głównego rowerowego szlaku jurajskiego i nim wracamy do auta. Pokonaliśmy kilkanaście kilometrów na nartach. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FJura-narty&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2010&amp;diff=1384</id>
		<title>Wyjazdy 2010</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2010&amp;diff=1384"/>
		<updated>2010-06-25T16:23:22Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: /* II kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Bielskie - Hawrań|Sebastian Śmiarowski, Asia Wasil |21 - 23 06 2010}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce:) Zdjęcia: [http://picasaweb.google.pl/102191807893637828671/TatryBielskie062010#]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Ptasia Studnia|Jerzy Krzyżanowski, Damian Żmuda, Michał Wyciślik, Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|18 - 20 06 2010}}&lt;br /&gt;
Integrujemy się trochę z Poznaniakami, śpiąc na ich bazie. Na miejscu jest Arek Brzoza, Wojtek Hołysz i kursanci. Niestety nie ci, z którymi się umawiałem na wspólną akcję. No nic, pójdziemy sami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę rano wychodzimy o ósmej (!), w strugach deszczu (!!). Ciągle jestem pod wrażeniem tej mobilizacji. Nad otwór docieramy zupełnie przemoczeni ok. 11:30. W jaskini też trochę leje się nam na głowy, także akcja przebiega sprawnie, przynajmniej do Sali Dantego. Byłem przekonany, że tam &amp;quot;tak jak puszcza&amp;quot;  nie mamy iść, bo to jest Studnia Taty. Około pół godziny zajmuje nam dojście do tego, że jednak mamy tak iść, albowiem Studnia Taty i Studnia Flacha są naprawdę, naprawdę tak zaraz obok siebie. Pod Studnią Flacha zjeżdżamy jeszcze ok. 10-metrowy prożek i gubimy się. Tak dokładniej, przeciskamy się jakimiś zwężeniami, najpierw ja, potem reszta ekipy - tak w sumie zajmuje to z godzinę. Wypadamy (chyba) gdzieś na dnie Studni Taty (ok. -200, a tam mieliśmy przecież nie iść). No nic, tak to jest, jak się idzie z &amp;quot;wiedzą zerową&amp;quot; w nieznane sobie partie całkiem dużej jaskini. Gramolimy się z powrotem no i decydujemy się na wycof, nie wiedząc co dalej i nie chcąc upodlić się ponad miarę - Ola musiała dotrzeć do pracy w Bielsku na niedzielę rano. Jeszcze tylko zjazd w mżawce i mgle Progiem Mułowym (to mamy już przećwiczone kilka razy) no i ok. 23:00 jesteśmy z powrotem na bazie, na imprezie. I tak było fajnie - przynajmniej nie siedzieliśmy w domu w ten deszczowy weekend.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - okolice Szczyrku| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|19 06 2010}}&lt;br /&gt;
Chodziliśmy poza szlakami po południowych stokach Magury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Dolina Łomnicka - wspinaczki|Damian Żmuda, Anna Bil, Mateusz Górowski, Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Ewa Wójcik (KKTJ)|12 - 13 06 2010 begin_of_the_skype_highlighting              13 06 2010      end_of_the_skype_highlighting}}&lt;br /&gt;
Puma i ja startujemy jeszcze w piątek wieczorem - podchodzimy nocą do Skalnatej Chaty, którą osiągamy ok. 01:30am. Okrutny gorąc. Śpimy na ławkach pod chatą. Nazajutrz ruszamy pod 550-metrową, południową ścianę Kieżmarskiego. Ten cel wymyślił Damian i chwała mu za to!  Startujemy na ''Drogę Birkenmajera'' (IV, 4h). Gdzieś w okolicach drugiego wyciągu widzimy, jak pod ścianę dociera reszta ekipy (wjechali kolejką). Nam droga upływa całkiem miło; pogoda dopisuje, upał daje się wytrzymać dzięki lekkiemu wietrzykowi. Końcówka może trochę nudna - kilka wyciągów II, na których jednak postanowiliśmy się normalnie (oddolnie) asekurować. Łącznie w ścianie spędziliśmy ok. 7 godzin. W tym czasie pod nami rozgrywał się dramat - poszukiwania w lawinisku, psy, ludzie zaginieni we mgle, ratownicy, nosze, helikopter. Przez cały dzień kręcono ujęcia do serialu o ratownikach górskich. Na szczycie (świetnym!) chwila kontemplacji i telefon do reszty Nocków. Otóż oni robili tę samą drogę co my i są już w połowie zejścia. Nie, nie wiedzą dlaczego w ogóle się nie minęliśmy. Bardzo ciekawe. Spotykamy się pod ścianą, gdzie okazuje się, że przeszli jednak ''Ľavým vhĺbením (Puškáš)'' (IV, 3-4h). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Skalnatej Chacie jest tylko piwo, noclegów chwilowo nie udzielają. Dobre i to. Dowiadujemy się o prognozy na jutro - přeháňky i możliwe bouřky. Zgodnie z rekomendacją, której udzielił nam napotkany rano strażnik przyrody, postanawiamy spędzić noc na stacji kolejki. Bardzo przyjemna bunkierbaza. Gotujemy kolację w poczekalni i kładziemy się spać na wykładzinie w korytarzu. Rano pracownicy kolejki informują nas, że generalnie to nie ma problemu, ale tak do siódmej rano musielibyśmy się pozwijać; dzięki temu nie wyspaliśmy się wprawdzie zbytnio, ale przynajmniej wcześnie wyruszyliśmy pod ścianę. Puma i ja tym razem idziemy na Huncowski Szczyt drogą przez Huncowską Basztę - IV+, 4h. Godna polecenia droga po dosyć chwytnych płytach. Mateusz, Ania, Damian i Karol znowu w ścianie Kieżmarskiego - tym razem dla odmiany ''Pravým vhĺbením (Puškáš)'' (V, 3h). Bouřky trochę straszą grzmotami w oddali, ale na szczęście spada na nas raptem kilka kropli. Nie spotykamy się już wszyscy. Nasza dwójka zjeżdża ok. 16:00 kolejką do Tatrzańskiej Łomnicy. W Zakopanem odwiedzamy jeszcze cukiernię i znajomych - no i udajemy się do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Janusz Rudol (Rudi)|13 06 2010}}&lt;br /&gt;
Odwiedzamy niewielką pionową jaskinię. Jasny Awen - cel naszego wyjazdu niedostępny z uwagi na zalegający jeszcze śnieg. Nad Kotliny i Małołącka dostępne. W sumie fajna wycieczka, w górach niewielu ludzi, nie lało za to było duszno i porno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nowy Bytom - mistrzostwa Rudy Śląskiej w wspinaczce sportowej|Wojtek Sitko, Mietek Smetaniuk, Paweł Szołtysik, Adam Langer, Ola Skowron, Wojtek Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Rudkowski, Tomasz Pawlas, Łukasz Pawlas, Artur Szmatłoch i inni|12 06 2010}}&lt;br /&gt;
Kolejne zawody w upalnej pogodzie. Zawodników nie wielu. Drogi finałowe dość trudne. Jedynie Tomek Pawlas doszedł do topu. Wyniki i szczegóły w AKTUALNOŚCIACH. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2010%2FZawodyWspin&amp;amp;startat=16&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA: Olsztyn|Mateusz Górowski, Aleksandra Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 06 2010}}&lt;br /&gt;
Wyposażony w karimatkę, odsypiam trochę powrót z Rumunii. Leniwie wspinamy kilka dróg w sąsiedztwie zamku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: Góry Trascăului, góry Apuseni - jaskinie wodne|Jerzy Krzyżanowski, Damian Żmuda, Daniel Bula, Mieczysław Smetaniuk, Tomasz Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; w piątek także Tadeusz Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Basia Szmatoch|03 - 06 06 2010}}&lt;br /&gt;
Trochę ekscentryczny wyjazd - w Polsce, na Słowacji i Węgrzech powodź - a my neopren i do jaskiń wodnych. Po osiemnastu godzinach (!) jazdy, w piątek robimy wspólnie z Tadkiem jaskinię ''Huda lui Papară'' w górach Trascăului. Dwa kilometry ciągu wodnego, olbrzymie przestrzenie, ok. 4 godzin kąpieli. Poprzedniego dnia uparłem się, żeby podjechać pod otwór tak jak Tadek, więc po wyjściu z jaskini czekała nas dodatkowa przygoda: wyciąganie dwutonowego auta flaszencugami (po jednym na każdą tonę). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tadek z rodziną jedzie w swoją stronę, a my wieczorem docieramy na polanę La Grajduri, gdzie spotykamy kolegów z Olkusza (pozdrowienia!). Rano ruszamy do ''Cetățile Ponorului''. Przy zastanym stanie wodnym, akcja była dosyć trudna. Jak wskazuje nazwa, do tej jaskini woda _wpływa_, także poręczowania wymagają także niektóre poziome odcinki, żeby później móc wyjść pod prąd. Pobyt w jaskini trwał ok. 4.5h, a przeszliśmy może z 300 metrów za miejsce, do którego normalnie dochodzi się na sucho. Akcja załamała się podczas poręczowania kolejnego  poziomego jeziorka - w wirze zaplątuję się w liny (poręczowanie + asekuracja) i szarpiąc się, gubię gumowca. Może kiedyś gdzieś wypłynie. Potem chłopaki ściągali mnie z powrotem i w momencie &amp;quot;ciorania&amp;quot; przez malutki wodospad dodatkowo tracę skarpetę. Przed powrotem boso ratuje mnie Mietek pożyczoną skarpetką, na którą zawiązuję turbkę. Na szczęście po wyjściu szybko odzyskuję czucie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na polanie integrujemy się trochę z lokalną służbą ratowniczą i po niespiesznej kolacji startujemy do domu - w nocy udaje się nam wrócić zaledwie w 13 godzin. W Rudzie jesteśmy ok. 9 rano; Mietek i Tomek nieco później (postanowili po drodze się trochę przespać).&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Sudety - Skalne Miasto |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Ryszard Widuch, Marzena Widuch, Maciek Widuch |5 - 6 06 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza w Szczawnie Zdroju. Przy przepięknej pogodzie zwiedzamy rezerwaty Skalnego Miasta tj. Skały Teplickie i Adrszpach. Jest to rzeczywiście jeden z najpiękniejszych skalnych zakątków naszego kontynentu. Przecudowne wręcz formy skalne wyrzeźbione przez wodę i wiatr. Zresztą załączone zdjęcia chyba lepiej zastąpią opis: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FSkalneMiasto . Prawdziwy raj dla wspinacza (ale takiego od 6.5 wzwyż). Mimo, że park zwiedza dużo ludzi to infrastruktura turystyczna jest fajnie wkomponowana w tło. Jest tu też dość ciekawa zawaliskowa jaskinia Teplicka (nieturystyczna). W jaskini jest dużo lodu i płynie nawet rzeka. Nie mając kombinezonu zwiedzam tylko obszerniejsze partie. Szlak wiodący przez rezerwaty jest bardzo ciekawie poprowadzony i chyba tylko super malkontent mógł by narzekać. Godny polecenia rejon dla wszelkich skałołazów ale i zwykłych turystów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień jadąc już do domu wychodzimy na Ślężę szlakiem z Sobótki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 34-lecie klubu |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Ola Strach, Zygmunt Zbirenda, Aga Szmatłoch, Tomek Głowania, Basia Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Janusz Dolibog, Bianka Witman-Fulde, Jurek Fulde, Grzegorz Przybyła z żoną. |29 - 30 05 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lecie odbyło się w wyjątkowo kameralnej atmosferze. Skałki jakoś puste. W sobotę wspinaczki (ja i Mateusz). Wieczorem zjechało resztę ludzi i impreza pełna śmiechu przy ognisku. W niedzielę znów wspinaczki. Deszcz przyśpieszył powrót do domu. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy MTB |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, |23 05 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Mirowa do Ogorzelnika szlakiem. Dalej również przedzieram się szlakiem w stronę Łutowca. Po ostatnich klęskach żywiołowych drzewostan jest w fatalnym stanie. Kilka kilometrów prowadzę lub przenoszę rower przez przeróżne przeszkody. Po drodze zatrzymuję się przy jaskini Piętrowej Szczelinie i Kamiennego Gradu. Od Żarek szlak jest przejezdny. Wracam przez Niegową do Mirowa. Cały dzień piękna pogoda, soczysta zieleń ale skałki mokre. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FMTB_Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspinaczki w Mirowie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Damian Żmuda|22 05 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo niepewnej pogody wybieramy się do Mirowa, lecz po około godzinie jazdy autem docieramy niespodziewanie do Częstochowy. Po krótkiej chwili konsternacji, wklepujemy poprawnie do GPSu ,,właściwy’’ Mirów. Po drodze dopada nas przelotny deszcz, na szczęście na miejscu jest sucho. Udało się poprowadzić kilka fajnych dróg, o wycenach lekko zawyżonych, jest to pewnie spowodowane położeniem Mirowa, który sąsiaduje z Łutowcem J. Ze skał zeszliśmy w idealnym momencie, dzięki temu dotarliśmy do samochodu przed atakiem potężnej burzy.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice - rozszerzone posiedzenie KTJ PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|15 05 2010}}&lt;br /&gt;
Marek W. wolał jechać z Warszawy nocą i spać pod skałami; ja pakuję do bagażnika stację lutowniczą i docieram z Rudy ok. 8 am. Temperatura otoczenia (dziewięć stopni) wymusza wyjście na Bibliotekę. Zaczynamy &amp;quot;po raz setny&amp;quot; od ''Żółtych Ścianek'' (VI+, V+). W końcu udaje mi się też zrobić ''Na przełaj'' (IV.1), choć nie obyło się bez latania. W przerwie udajemy się na spotkanie KTJ z kierownikami wypraw i prezesami klubów. Obrady przebiegły nadzwyczaj spokojnie, tym razem nie będąc zdominowanymi przez jedną osobę lub jeden temat. Najwięcej emocji jak zwykle budził budżet wyprawowy. Było trochę o sprawozdawczości z wypraw, Andrzej przedstawił też kilka nowości z TPN. Ogólnie, bez rewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po spotkaniu wykorzystuję sprzęt z bagażnika - szybko składam na miejscu DistoX dla Dreda i wracamy korzystać z okna pogodowego. Tym razem świeżo obita przez UKA Apteka. Zrobiło się już całkiem ciepło i całkiem ludnie. Marek &amp;quot;pokazuje mi jak przejść&amp;quot;: ''Apteczną depresję'' (VI+), ''Gancjana'' (VI+), ''Wyciski palczaste'' (VI.1). Powtórzyć pierwszą się mi udało, na drugiej oszukiwałem, na trzeciej już całkiem poległem. Do domu wracam jeszcze przed potopem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda|08 - 09 05 2010}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii upadlających, stanowiący doskonałą przeciwwagę dla betonowego trawersu Baradli, który zaliczyliśmy tydzień temu na Węgrzech. Szczegóły... kiedyś...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówka pod Tatrami|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 - 03 05 2010}}&lt;br /&gt;
Opis z wyjazdu wspinaczkowego w Przełomie Białki, który ukazał się na stronie Chorzowskiego Progresu - http://www.boulderowniaprogres.pl/&lt;br /&gt;
Na tej stronie również galeria ze zdjęciami z wyjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Majówka pod Tatrami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W licznym składzie wyruszyliśmy (z lekkim opóźnieniem :) na południe Polski pod, jeszcze ośnieżone, Tatry. Bazą wypadową był dom w miejscowości Czarna Góra, skąd jeździliśmy się wspinać głównie nad Przełom Białki. Mimo niepokojących prognoz, pogoda w pełni nam dopisała. Sobotę spędziliśmy na Kramnicy, gdzie towarzystwo się &amp;quot;rozruszało&amp;quot;, aby następnego dnia rozwinąć linę na Obłązowej i zmierzyć się z trudniejszymi, przewieszonymi problemami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tak dużej liczbie uczestników wyjazdu oczywiście nie zabrakło wieczornych spotkań towarzyskich :. Podczas ogniska Tomek i Karol popisali się znakomitą umiejętnością gry na gitarze, co wszystkim niezmiernie umiliło wieczór. Program muzyczny nie zakończył się tylko grą na gitarze :. Dołączyli do nas również utalentowani wokalnie górale przygrywając nam na skrzypeckach. Nie zabrakło również fajki wodnej i degustacji alkoholi :. Wspólne imprezowanie odbyło się bez nadmiernego pijaństwa a co za tym idzie i bez kaca, dlatego następnego dnia, niestety ostatniego, niektórzy uczestnicy, jeszcze przed wyjazdem do domu, odwiedzili zamek w Niedzicy, podczas gdy inni wyrównywali porachunki na Obłazowej i na Kramnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas powrotu nadszedł nieubłaganie. Zmęczeni i w dobrych humorach rozjechaliśmy się do domów, jednak tak krótka majówka, w tak pięknym miejscu, spędzona w tak dobrym towarzystwie pozostawiła ogromny niedosyt ;-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podziękowania dla chłopaków z Czarnej Góry - Jacka i Dawida za imprezę z przytupem ;-)&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skład ekipy (kol. alfabetyczna): Agnieszka Kucharska, Alicja Kucharska, Adrian &amp;quot;Emil&amp;quot; Kościański, Bartek Splewiński, Danuta Gogolińska, Karol Suwała, Łukasz Pawlas, Marta Kostrzewska, Martyna Dykta, Michał Myronik, Marcin Wasiak, Paulina Baba, Patryk Garbas, Radek Ptak, Tomasz Pawlas.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczkowy weekend w Przełomie Białki |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas + ekipa z chorzowskiego Progresu|30 04 - 03 05 2010}}&lt;br /&gt;
Po długich namysłach, weekend majowy postanawiamy spędzić wraz z zaprzyjaźnioną chorzowską ekipą, w okolicach Białki Tatrzańskiej. Pierwszego dnia wspinamy się na 30 metrowej Kramnicy. Następnego, ciut mokrego dnia łoimy na Skale Obłazowej i w Grocie. Ostatniego dnia, z powodu kiepskiej pogody robimy objazdówkę wokół zalewu Czorsztyńskiego i ładujemy się w kilometrowe korki w stronę domu. Obydwie skały leżąc tuż nad wodami Białki, tworzą rezerwat „Przełom Białki”. Miejsce naprawdę warte odwiedzenia, chociażby przy okazji wypadu w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WĘGRY - Aggtelek Nemzeti Park|TKTJ: Dariusz Sapieszko, Iwona Sapieszko, Zuzanna Sapieszko, Hanna Kullman, Bogdan Kullman, Paulina Kullman; RKG: Tomasz Jaworski, Joanna Jaworska, Karol Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Strach, Mateusz Górowski, Jerzy Krzyżanowski, Michał Wyciślik, Łukasz Korzeniowski, Damian Żmuda|30 04 - 03 05 2010}}&lt;br /&gt;
Koledzy z Węgier oprowadzili nas po kilku jaskiniach parku narodowego Aggtelek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę odwiedziliśmy ''Szabó-pallagi-zsomboly''. Jaskinia ma tylko 120 metrów głębokości, ale akcja zajęła nam dobre kilka godzin z uwagi na wielki tramwaj (10 osób). Potem było multi-language party, na którym Pająk przedstawił ciekawą wizję grotołażenia jako pokuty. Otóż do każdej akcji jaskiniowej należy podchodzić z pewną intencją. Na przykład Pająk niedawno był w Miętusiej w intencji grzechów młodości - a było tych grzechów wiele, wiemy bo kilka opowiedział.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela upłynęła nam jednak całkiem przyjemnie. Nasi przewodnicy zabrali nas do ''Béke'', gdzie przeszliśmy w poziomie ok. 6 km - do drugiego syfonu (a potem z powrotem). Z początku było po kostki, potem po kolana, a ostatnie 20 minut po szyję. Niektórym bozia wzrostu nie dała i trzeba było ich holować na pętlach. Cuda zdziałały tu pianki, które niektórzy z nas mieli w związku z innymi hobby, a niektórzy nabyli w promocji w Decathlonie. Węgrzy twardo szli bez neoprenu; mysleli że wykończą nas tempem i nie będziemy chcieli iść do końca, ale nie daliśmy się. Spacer tam i z powrotem zajął ok. 3.5 godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potem pojechaliśmy na obiad (ach, te 15-minutowe podejścia), a następnie, po przeczekaniu deszczu, udaliśmy się do ''Kossuth-barlang''. Krótka jaskińka na godzinę zabawy. Tym razem kąpieli mało, bo wyposażona jest w ubezpieczenia, które pozwalają przejść z minimalnym zanurzeniem. Tylko na samym końcu mogliśmy wskoczyć do wody...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem większość naszych przyjaciół wraca do Budapesztu, zostają z nami tylko Zoltán i Mátyás. W poniedziałek robimy trawers systemu Baradla, najdłuższej jaskini Węgier. z Aggtelek do Jósvafõ. Siedem i pół kilometra... ... po betonie. Masakra. Ani razu nie trzeba się było schylić, ani razu upodlić w wodzie, nic z tych rzeczy. Pająk ma rację, bez aspektu pokutnego ta zabawa traci sens!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie jaskinie, które odwiedziliśmy, cechowała fantastyczna szata naciekowa. Kolory, kształty, fantasmagorie. Wielu z nas jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziało. Po Baradli zaczęliśmy powoli rozumieć Zoltána, który twierdzi, że nienawidzi nacieków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Serdeczne dzięki dla Darka Sapieszko, który zorganizował ten wyjazd i zaprosił nań ekpię z Nocka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Wspinaczki|Aleksandra Strach, Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Damian Żmuda, Jerzy Krzyżanowski|30 04 2010}}&lt;br /&gt;
Wypad do Doliny Młynickiej, na stenę i veżę pod wodospadem Skok. W środę ściągnęli mi gips, lekarz kazał &amp;quot;używać ręki normalnie&amp;quot; - no to zacząłem używać normalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Świetna pogoda. Dobry widok na Strbskie Pleso. Rozpoczęliśmy sezon wejściem ''Pravou časťou platne'' (IV, 3h), potem równolegle wspięliśmy ''Cez kút'' (Damian i ja, V+, 1.5h) i ''Veterný kút'' (Pająk, Ola i Mateusz, V-) a następnie ruszyliśmy w Aggtelek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Karlinie| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Ola Strach, Olek Kufel, Ryszard Widuch, Marzena Widuch, Maciek Widuch |25 04 2010}}&lt;br /&gt;
Znów po raz pierwszy wspinaliśmy się na ciekawej skale w Karlinie. Zrobiliśmy w sielankowej atmosferze kilka dróg &amp;quot;łatwych&amp;quot; i łatwych. Najwięcej emocji przysporzyła pierwsza droga, którą robiłem na własnej protekcji w niezwykle kruchej rysie równolegle do komina obok. Wydająca się na łatwą z dołu droga okazała się paskudna bo kruszyła się niesamowicie. Po ukończeniu (spociłem się tu nieco) drogi w zjeździe wyleciał mi spod stóp wielki głaz i tylko dzięki przytomności umysłu Ola z Olkiem zdążyli odskoczyć w bok. &lt;br /&gt;
Następne 3 drogi nie wzbudziły już takich emocji. Rysiek z rodziną wraca trochę wcześniej a my dzień kończymy również ogniskiem.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2010/Karlin&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Weekend narciarski|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Ewa Wójcik|24 - 26 04 2010}}&lt;br /&gt;
W trakcie poprzedniego wyjazdu naszą uwagę przykuła Żółta Turnia - nawet ślepy zauważyłby, że zjazd z niej jest bardzo szeroki i nie aż tak stromy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia pierwszego właściwe podejście rozpoczynamy z Hali o 13:00. Wyjaśniam po kolei: przechwycenie Pumy i wyjazd z Krakowa zajęły jakieś półtorej godziny. Ponadto, dodatkowe opóźnienie wystąpiło na wizycie w Betlejemce (zostawialiśmy graty i pożyczaliśmy piepsa). Chatar zaprosił nas na herbatkę, no i nie wypadało odmówić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie aż tyle zmian podejście/zjazd. Lampa, śnieg znika w oczach. Turnia nawet całkiem popularna: widzimy narciarzy, potem mijamy jeszcze pieszą dwójkę. Ze szczytu roztacza się całkiem nowy widok na otoczenie Gąsienicowej, który kontemplujemy przez blisko dwie godziny. Zjazd mija nam w przyjemnym śniegu, nawet Pumie się trochę podoba. Niestety Halę osiągamy na 15 minut przed zamknięciem kuchni w Murowańcu i musimy zadowolić się zupkami. Wieczór upływa na rozmowach z różnymi znajomymi (głównie Pumy), przypadkiem również obecnymi w Murowańcu i Betlejemce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wybieramy się na Słowację. Drepczemy na Liliowe w prażącym słońcu. Na ogonie siedzi nam jakaś kilkunastoosobowa grupa narciarzy; wkrótce wyjaśnia się, że to kurs przewodnicki. Obecny w tej grupie znajomy radzi nam, żeby zjeżdżać jednak ze Świnickiej Przełęczy.  Odnotowujemy, że grupie kursowej towarzyszą wysoko postawieni pracownicy TPN, co wywołuje dodatkowy dreszczyk emocji - wszak nasze wrogie zamiary wobec przepisów (wprawdzie Słowackich, ale jednak) mogły się im nie podobać. Egon przekonuje nas, powołując się na wczorajsze doświadczenia, że na stronę słowacką &amp;quot;w ogóle nie jest lawiniasto&amp;quot;; proponuje nam przebieżkę granią Konia na Walentkowy - nie robił tego wprawdzie, ale gdyby okoliczności były inne, taki byłby jego pomysł na dziś. Puma sceptycznie nastawiona, decydujemy się zdecydować po zjeździe. No nic, patrzymy w lewo, w prawo, nikt nie widzi, no to ziu. Zjazd drastycznie weryfikuje wiarygodność Egona - po jednym z zakrętów spod nart wyjeżdża mi warstwa śniegu z powierzchni i suuuuunie w dół. No cóż, mówiąc krótko, nie spodobało się to nam. Trawersujemy w górnej części Dolinę Walentkową i zderzamy się z Koniem. Następuje moment podjęcia decyzji: brniemy dalej w optymizm i idziemy granią? zawracamy po niestabilnym śniegu? obchodzimy przez morze kosówki w Wierchcichej?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszliśmy granią, która okazała się być mikstem kosówkowo-śnieżnym. Potem pojawiły się krótkie elementy wspinaczkowe; przypuszczamy, że mogło być to pierwsze zimowe przejście ze złamaną ręką. Po ok. 2 godzinach walki odsłania się kopka przed Walentkowym w całej swojej okazałości. Stok idealnie oświetlony, na wprost słońca, późne godziny popołudniowe, rozmiękły śnieg...  Uświadomiliśmy sobie, że oto widzimy podręcznikowy przykład pt. NIE IDŹ DALEJ.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teoretycznie wydawało by się, że zawsze można odwrócić się za siebie i wrócić do domu po własnych śladach. No cóż, nie zawsze - my jesteśmy na nartach, a tą granią, sorry, nie da się jechać. Zatem narty na plecy i ubieramy raki? Niby tak, ale brakuje nam maczety; pamiętajmy po czym tu weszliśmy, gęsta kosówka pokryta z wierzchu śniegiem. Co robić, co robić? Najkrótsza droga odwrotu biegnie żlebem opadającym do Walentkowej, a potem z powrotem na Świnicką Przełęcz. Tylko że ten żleb stoi dęba, na dole skały, nie chcielibyśmy polecieć na nie razem z masą śniegu. Rzut oka na dalszą część grani. Może jednak - przecież to tylko kawałek - a potem już tylko łatwy zjazd do &amp;quot;piątki&amp;quot;...?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie. Nie będziemy ryzykować wywoływania lawiny stulecia. Czekamy. Powoli nasz żleb ewakuacyjny wchodzi w cień. Robimy teścik - obkopujemy łopatami nawis i popychamy w dół. Uff, nie pociągnął nic za sobą. Dobrze. No to jeszcze godzina... Telefon do przyjaciela, herbata, próbujemy jeść... Dobra, będzie. Ja przodem - nie wiem, czy lepiej nie czułbym się zjeżdżając na nartach, ale Puma szybko pacyfikuje ten pomysł. Powoli, krok po kroku, przodem do zbocza obniżamy się do doliny. Z wierzchu zrobiła się już lekka skorupka i na pewno czujemy się dużo lepiej niż na zjeździe ze Świnickiej. Dostajemy się na wypłaszczenie - no i z powrotem na Świnicką. W zasięg GSM na przełęczy wchodzimy po zmroku, meldujemy się Przyjacielowi. Na stronę Hali totalny beton, nie ma opcji żeby Puma zjechała na nartach. Będzie dodatkowe opóźnienie... A ja jutro muszę być gdzieś pod Rawą Mazowiecką.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Betlejemki trafiamy ok. 23:00. Kuchnia w Murowańcu od trzech godzin zamknięta. Ale wyobraźcie sobie, żona chatara, uprzedzona o naszych kłopotach, przygotowała nam makaron a'la carbonara. Nie mieliśmy nawet najmniejszego prawa tego oczekiwać, tak naprawdę to bardzo mało się znaliśmy. O rany, jak taka kolacja smakuje...! Nie wiem, czy kiedykolwiek damy radę wyrównać ten gest.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niby taka pora to nic specjalnego, akcje jaskiniowe kończą się dużo później... Jednak wariant z nocnym zejściem do Kuźnic zostaje odrzucony jako nieefektywny. A ja _muszę_ podążać jutro w stronę Warszawy. Poniedziałek zaczyna się więc dla mnie o piątej rano zbiegiem w butach narciarskich po nartostradzie. Puma się nie zdecydowała. W sumie pewnie miło się wyspać... ale jedne, czego jej nie zazdroszczę, to powrotu autobusem do Krakowa w skorupach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całe szczęście, że zima się już kończy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspin w Trzebniowie| &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, Andrzej Rudkowski + 5 osób towarzyszących|24 04 2010}}&lt;br /&gt;
Tym razem postanawiamy ponownie odwiedzić skałki w Trzebniowie. Bardzo urokliwe miejsce – zero ludzi, cisza i spokój, a i skały niczego sobie. Rozgrzewamy się na skale na wzgórzu, by porządnie przyłoić drogi z Kaczej Skały. W efekcie przesuwamy nasze wspinaczkowe limesy na VI 3:) I z łęzką w oku wspominamy meeting wspinaczkowy z zeszłego sezonu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nowy Bytom - MOK, Spotkanie ludzi wody| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Wojtek Orszulik, Ewa Orszulik, Tomek Jaworski|23 i 24 04 2010}}&lt;br /&gt;
Mimo, że impreza raczej wodniacka to 3 rewelacyjne filmy o nurkowaniu w jaskiniach (Meksyk, Francja, Węgry). A film &amp;quot;Antarktyczna podróż sir Ernesta Shackletona&amp;quot; powinien zobaczyć każdy kto chodzi po górach lub pływa gdyż historia ta chyba sobie nie ma równych jeśli chodzi o determinację przeżycia w beznadziejnej sytuacji oraz poczucie odpowiedzialności wobec członków wyprawy. Całą imprezę przygotował b. czł. naszego klubu - Michał Kuszewski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy - turystyka rowerowa| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski |17 - 18 04 2010}}&lt;br /&gt;
Wyjazd ten podporządkowany był dwom istotnym dla nas celom. Po pierwsze rowerowej turystyce górskiej, po drugie poznawaniu nowych dla nas miejsc wspinaczkowych. W związku z powyższym w sobotę po dotarciu do wioski Bedrichov ruszyliśmy na rowerach na ruiny zamku Rabstejn. Oprócz ładnych szlaków rowerowych jest tam też całkiem ciekawy, ale też mocno oblegany rejon wspinaczkowy. Część dróg poprowadzona jest na samych ścianach byłego zamku! Po zwiedzeniu okolicy i cudownych zjeździe, zapakowaliśmy rowery do samochodu i ruszyliśmy dalej do Karlovej Studanki. Jest to małe, acz niezwykle urokliwe miasteczko uzdrowiskowe, leżące pod Pradědem (Pradziadem) -najwyższym szczytem Jeseników i całych wschodnich Sudetów. Na szczyt Pradziada wybraliśmy się w niedziele na rowerach (prowadzi tam szlak rowerowy), niestety nie udało nam się na nich dotrzeć na sam szczyt, gdyż u góry na poziomie wyciągów narciarskich panowały całkiem niezłe warunki śniegowe!!! ( przez chwile żałowaliśmy, że nie mamy ze sobą nart…). Szczyt zdobyliśmy więc pieszo. Największa frajda czekała na nas  oczywiście w drodze powrotnej - 6 km zjazd. Wracając do domu zahaczyliśmy jeszcze o turystyczny szlak na Górę Zamkową w okolicach Vrbna pod Pradedem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Kotarz| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jaworski, Tomek Jaworski|17 - 18 04 2010}}&lt;br /&gt;
Pierwszy poważny szczyt beskidzki w życiu Karola zdobyty-Kotarz 974 m n.p.m.:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góry Towarne i okolice Olsztyna, wspin|Ania Bil, Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk|17 - 18 04 2010}}&lt;br /&gt;
W sobotę wspinamy się w Górach Towarnych.  Mimo, że pod skałami jesteśmy dopiero około 11, słońce piękne i niebo bezchmurne, wciąż jest dosyć chłodno. Naubierani jak niedźwiedzie zaczynamy wspinaczkę na Grocie – trochę jeszcze w cieniu, przez co palce w momencie niemal dębieją od zimnej skały. Udaje się jednak zrobić kilka przyjemnych dróg, tym razem o zwierzęcych nazwach: Pawiany na ściany, Żyrafy do szafy, Ryby na wagę czy 12 małp. Mnie najwięcej satysfakcji przyniosła ta ostatnia :) Przedział trudnościowy od V do VI.1+ (Karol:). Sielankowo i słonecznie. Późniejszym popołudniem przenosimy się jeszcze na Małe Towarne, gdzie robimy kilka dróg na Przekładańcu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielę spędzamy już w 3-osobowym składzie w Olsztynie na Szafie i Bibliotece. Karol próbuje subtelnie (oczywiście z subtelnością, na jaką stać Karola :) przełamać mój i Ani chwilowy skałowstręt (Ania odzyskuje „moc” na ostatniej tego dnia drodze, ja chyba poczekam do następnego razu). Wynajduje łatwe i przyjemne drogi, przez co nie może się do końca spełnić. W końcu jednak pewna zaniżona VI+ daje mu popalić na tyle, że przysiada i zjada drugie śniadanie (marsa;). Ogólnie dzień mija na wielu rozmowach i rozważających wydarzenia dnia poprzedniego i inne, nurtujące nas tematy. W tym czasie Wojtek odpoczywa w częstochowskim szpitalu po operacji złamanej nogi. Po raz pierwszy tak dosadnie przekonałam się, że jest to niebezpieczny sport. &lt;br /&gt;
Parę zdjęć będzie nieco później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki w okolicach Trzebniowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;,Paweł Szołtysik, Wojtek Sitko, Filip (os. tow.)|18 04 2010}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz wspinaliśmy się na Kaczej Górze tuż obok Trzebniowa. Skały może nie wysokie ale lite, obite i nasłonecznione. Spokojne miejsce bez tłumów. Zrobiliśmy sporo dróg od V do VI.1. Cały dzień upał i bezchmurne niebo. Dla mnie było to rozpoczęcie sezonu skałkowego, nawet udane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Ewa Wójcik|17 04 2010}}&lt;br /&gt;
Podejście i zjazd na przełęcz Krzyżne od strony Pańszczycy - podziękowania dla Damiana za podsunięcie tego pomysłu. Trzeba przyznać, ża okazał się on bardziej skomplikowany niż przypuszczałem, z uwagi na ilość zjazdów w trakcie podejścia. Łącznie w ciągu dnia foki musieliśmy zakładać cztery razy. Warunki śniegowe w rejonie Hali Gąsienicowej dobre, wiosna postępuje powoli. Dopisała nam także pogoda, było upalnie i bezwietrznie. Na Krzyżnym przesiadujemy przez dłuższą chwilę (było kilku ludzi, w tym także piechotą) i pracujemy nad topografią. Już po kilkunastu metrach zjazdu z Przełęczy przestałem żałować, że poszedłem w moich nartach &amp;quot;zjazdowych&amp;quot;, które wcześniej ciążyły mi na podejściu. Pełna kontrola nad nartami, pewność ruchów... klasa! Zjazd był naprawdę syty, przynajmniej dla mnie i Furka. Pumie udało się zsunąć bez szkód dla kolana, ale też bez większej przyjemności; musiała sobie zrekompensować straty moralne racuchami w Murowańcu. Plan wyjściowy obejmował zjazd do Kuźnic przez Kasprowy, ale zrobiło się trochę późno i musieliśmy salwować się ucieczką przez nartostradę z Hali. Koleiny w zmrożonym śniegu dawały konkretny poślizg, a w połączeniu z zapadającym zmrokiem dostarczyły także dodatkowej dawki adrenaliny, jeśli komuś jeszcze było mało. Nartostradą da się zjechać mniej-więcej do Nosalowej Przełęczy. Mniej-więcej, bo zależy to od determinacji, podejścia do sprzętu i budżetu jakim się dysponuje na jego remont. Wycieczkę kończymy ok. 21:30 uroczystą kolacją.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie,|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;|14-20 04 2010}}&lt;br /&gt;
Zaległy, zeszłoroczny urlop plus odwołany zjazd na uczelni, poskładał się na kolejna ucieczkę od szarości miasta. Pogoda w kratkę, od zalegającego wszędzie mleka i opadów deszczu lub śniegu, po palące słońce na bezchmurnym niebie. Śniegu pełno, na moku większość szlaków nieprzetarta. W czasie &amp;quot;okienka&amp;quot; udało się przetorować na Mnicha wśród huku spadających mniejszych i większych lawinek:) strasznie mało miejsca na tym wierzchołku:)) drugi dzień &amp;quot;okienka&amp;quot; totalnie zmarnowany na przebijanie się lasami na Gąsienicówkę. Następnego dnia, mimo niecnych planów, udało się już tylko dojść do Koziej Dolinki, zapanowało mleko i chmury. Nie widać było skąd &amp;quot;huka&amp;quot;:) Zejście piękną Jaworzynką we wschodzie słońca, wśród rozkwitających krokusów:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie, Ciemniak|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 04 2010}}&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Ciemniak. Warunki nieprzychylne: opady śniegu, widoczność ograniczona - nad Chudą Przełęczą do 20 m. Wprawiam się coraz bardziej w zjazdach na GPS, doszedłem już do tego, że noszę ze sobą zapasowy odbiornik (w postaci telefonu z wgraną mapą topograficzną).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA, Wysokie Taury, Grossglockner|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 02 04 2010}}&lt;br /&gt;
Postanawiam zrobić trochę użytku z aklimatyzacji pozostałej mi po wyprawie na Kitzsteinhorn. Wiadomo, chodzenie solo po nieznanych górach jest ryzykowne - wybieram zatem masyw, w którym podobno bywają tłumy ludzi. Może uda się podłączyć pod jakąś grupę, albo przynajmniej w razie problemów, może ktoś na szlaku mnie poratuje. Mimo wszystko bojąc się trochę, wybieram najłatwiejszą drogę - z Lucknerhaus przez Adlersruhe. Najłatwiejsza oznacza w tym wypadku i tak ponad kilometr po lodowcu, UIAA II, nachylenie 35 - 40 st.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw, w środę 31.03., po pożegnaniu się z kolegami i koleżankami z wyprawy na Kitza, docieram z chatki pod Lampo do parkingu w Kals (1924). Stamtąd ruszam o 13:00 do Stuedlhutte (2801), gdzie zamierzam nocować. Po drodze wyprzedzam trójkę Austriaków z przewodnikiem - zamieniamy kilka słów, wygląda na to, że mają podobne plany. Super. Tylko coś wolno idą, jak na miejscowych...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W schronisku, odpowiedzią na pytanie, czy są jakieś wolne miejsca, jest śmiech. W obiekcie przewidzianym na 104 osoby jest o zgrozo, cicho i głucho - oprócz mnie tylko obsługa. Ponieważ jestem ponoć Junior Mitgleider, nocleg kosztuje mnie 6 EUR (sic!)... no ale odbijają to sobie na jedzeniu, które jest horrendalnie drogie. Godzinę po mnie dociera powolna czwórka, na kolacji jest jeszcze jeden gość. Gdzie te tłumy?... Cały plan w łeb. Nie umiem zasnąć, może to tylko kwestia wysokości, ale może też jestem przerażony łażeniem po lodowcu samopas.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W chatce panuje germańska dyscyplina tzn. śniadanie o 6:00. Dzięki temu udaje mi się wyjść o siódmej. Pogoda dopisuje, słońce zza grani oświetla lodowiec Koednitzkees i widzę dokładnie co jest grane, tzn. potrafię odnieść narysowaną na mapie &amp;quot;rozsądną trasę&amp;quot; do terenu. Niestety z minuty na minutę sytuacja się pogarsza, chmury schodzą coraz niżej, zaczyna wiać. Kiedy o dziewiątej docieram do chatki Erzherzog-Johann (3454), regularnie pada śnieg i widoczność spada do ok. 50 metrów. Chatka jest zamknięta, ale ma &amp;quot;pokój awaryjny&amp;quot;, także ucinam sobie dwugodzinną drzemkę (niestety w sąsiedztwie śmieci, niestety ewidentnie z Polski (!)) - a nuż się poprawi. Nie poprawia się jednak, także przyjmuję założenie, że to wyjście nie będzie dla widoków, a tylko dla przejścia ciekawej drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców o ciekawości drogi na Glocknera wypowiadać się nie mogę, bo troszku się pogubiłem i poszedłem jakimś wariancikiem. Było trochę dramatycznie (momentami bardziej IV niż II), no ale przeżyłem, wychodząc na przełęczy między Kleinglocknerem a Grossglocknerem. Najwyższy szczyt Austrii (3798) osiągam ok. 13:30, w totalnym mleku i silnym wietrze. Wypijam pospiesznie trzy kubki herbaty, zdjęcie no i zawracam, tym razem już normalną drogą. Przynajmniej przez 200 m pionu, bo potem znowu jakoś zboczyłem, ale już bez negatywnych emocji. W Erzherzogu-Johannie zatrzymuję się tylko na moment, żeby odmrozić kominiarkę - no i pędzę szukać nart, zostawionych na brzegu lodowca. Zjazd Koednitzkeesem trochę stresujący. Moje ślady zasypało, także raz po raz nerwowe spoglądanie na GPSa. Z uwagi zaś na ograniczoną widoczność, prędkość jazdy musiałem szacować patrząc na czubki nart. Do Stuedlhutte docieram nieco po 16, zastając Austriaków na ćwiczeniach lawinowych, czyli aktywności dużo lepiej dostosowanej do pogody niż moja wycieczka. Schronisko powoli wypełnia się ludźmi, a sądząc z ilości telefonów odbieranych przez obsługę, na święta to dopiero będzie tu pełno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, w pięknej pogodzie wychodzę na Teufelskamp (3511), oglądając Glocknera od zachodu i północnego zachodu. Przemierzając lodowiec Teischnitzkees poznaję dokładnie drogę na szczyt przez Stuedlgrat. Jakby ktoś był na to chętny, dajcie znać, bo na solo to się nie nadaje. Przebytą przeze mnie wczoraj trasą przez Adlersruhe ciągną tłumy - na Koednitzkees widzę cztery grupy. Wycieczkę kończę dosyć szybko, ok. 13:00 jestem z powrotem po rzeczy w Stuedlhutte... a tam: &amp;quot;Mateus? Bist du Mateus, aus den Polnischen Hoehlenverein?&amp;quot;. No, tego się nie spodziewałem. Zamieniamy z kolegą z Salzburga kilka zdań, pokazuję zdjęcia z Kitza, zjadamy po szarlotce. Pakuję śpiwór, laptopa. &amp;quot;Ciężki masz plecak jak na jazdę na nartach.&amp;quot; &amp;quot;Nooo, masz rację, niestety.&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety. Na zjeździe z Stuedlhutte, ok. 10 minut przed parkingiem tracę kontrolę nad nartami, lecę na przody i dociążany przez plecak - łamię rękę. Taki właśnie ból wyobrażam sobie przy porodzie. Pobolało pół minuty i trochę zeszło - pomyślałem sobie, ot nadwyrężyłem mocno nadgarstek. Poboli i przestanie. Pozbierałem się, zjechałem do auta, zapakowałem...  Tak sobie jadę i myślę, trochę spuchło, a może by tak zaeksperymentować - pewnie do szpitali przychodzą tu ludzie z większymi błahostkami. Istotnie, dla Umfallchirurgii w Krankenhausie w Lienz mój przypadek był błahostką, nie wartą więcej niż 10 minut. &amp;quot;Does this hurt?&amp;quot; &amp;quot;No...? AAAuaaa!!!&amp;quot; &amp;quot;Okay, we'll make an X-ray&amp;quot; ... ... &amp;quot;There, you see this fracture?&amp;quot;. No istotnie, jest rysa gdzieś na końcu kości promieniowej. &amp;quot;We'll have to plaster it.&amp;quot;. Cztery do sześciu tygodni w gipsie; a za tydzień wpadnij na kontrolę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zatem do usłyszenia - następny opis nieprędko ;-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Rzędki, czyli dream-team na wspinie ;-) |Ania Bil, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Wojtek Sitko|1 04 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Taki ot climbingowo-(ciut)restowy event w skałach. Pogoda cud miód! Dyskusje o życiu i dywagacje nt. roli śledziony w odnajdywaniu w sobie nowych pokładów mocy, przełamujących wszelkie trudności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sprawach technicznych mam nadzieję wypowie się Karol, dbając oczywiście o czystość naszej polskiej polszczyzny;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA, Wysokie Taury, Kitzsteinhorn|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Jakub Nowak, Bartłomiej Berdel, Jan Wołek, Michał Pawlikowski; WKTJ: Robert Matuszczak; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 31 03 2010}}&lt;br /&gt;
Udział w wyprawie KKTJ-u. Szerzej [[Relacje:Kitzsteinhorn_2010|w sekcji wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wirek - szkolenie przedmedyczne w klubie|Maciej Dziurka,  Andrzej Rudkowski ,  Damian Ozimina,  Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk,  Aleksandra Krzyżanowska, Jerzy Krzyżanowski, Tomasz Wieszyński, &amp;lt;U&amp;gt;Kasia Jasińska – Żmuda &amp;lt;/U&amp;gt;, os. tow. - Paulina Dałkowska,  Paweł Twardoch         &lt;br /&gt;
|27 - 28 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W klubie odbyło się szkolenie w udzielaniu pierwszej pomocy przedmedycznej. Szczegóły w AKTUALNOŚCIACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - Dolomity, wspin w kamieniołomach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil|26 i 28 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na brak chętnych na dalszy wypad w piątek decydujemy się na dolomity. Wspinamy się w starym kamieniołomie, gdzie miałem kilka dróg, z którymi chciałem wyrównać rachunki. Pogoda idealna, wspinaczy kilku się pojawiło, ale o tłoku nie można tu mówić. Zrobiliśmy kilka ciekawych dróg, a o poziom adrenaliny zadbała, jak zawsze niezawodna kruszyzna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na niedziele planowaliśmy wyjazd w skałki olsztyńskie, niestety akcja załamała się rano, gdy prognoza pogody, mówiąc delikatnie, nie miała za dużo wspólnego z tym, co widzieliśmy za oknem. Dopiero około południa nieznośne słońce zmobilizowało nas do działania, ale było  trochę za późno na jurę, więc…. dużego wyboru nie było - dolomity, lecz tym razem dla odmiany nowy kamieniołom. Miejsce warte polecenia, przede wszystkim ze względu na długość dróg. Pomimo niepewnej pogody udało nam się trafić w okno pogodowe, które pozwoliło na całkiem fajny wspin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Finał Pucharu Polski Amatorów - Zawody KW Zakopane w ski-alpinizmie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu koledzy z SBB: Jurek, Michał i Wanda Ganszer, Jurek Pukowski, Zosia Chruściel|26 - 27 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zawody godne finału Pucharu Polski. Wbrew przepowiedniom meteorologów (w nocy lało a spałem u Gliców) i braku śniegu na niżej położonym terenie zawody odbyły się i to nawet na wydłużonej trasie. Start spod Harnasia w dolinie Kościeliskiej, dalej bieg 3 – 4 km (ja biegłem w trekach) na Przysłop Miętusi i do doliny Małej Łąki. Śnieg zaczynał się dopiero na końcu polany. Dalej już na nartach w górę. Rewelacyjne podejście Głaźnym Żlebem wprost na przełęcz Kondracką (wyszło słońce). Następnie ciekawy zjazd po lawinisku z przełęczy na Polanę Kondratową. Ale to nie koniec. Na dobitkę podejście na Przełęcz pod Kopą Kondracką i wejście na Suchy Wierch Kondracki. Stąd emocjonujący zjazd żlebem w dół po różnych gatunkach śniegu aż do „esa” skąd ostatnie krótkie podejście do schroniska na Kalatówkach.  Cała trasa o długości 15 km i 1300 m przewyższenia.  Zajęło mi to 3 godz i 4 min. Tym razem byłem 4 w nestorach i ok. 30 miejsca w ogóle (65 startujących). W generalnej klasyfikacji Pucharu Polski Amatorów w narciarstwie wysokogórskim po 8 edycjach w kategorii nestorów zająłem 2 miejsce za Zbyszkiem Rajtarem a przed ubiegłorocznym zwycięzcą Stasiem Kruczkiem.  Tu wyniki: http://www.watra.pl/files/get/WYNIKI%20KW%20ZAKOPANE.pdf a tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FfinalPPA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Podsumowanie:&amp;lt;/b&amp;gt; Brałem udział w wszystkich edycjach PPA (do generalki liczone było 5 najlepszych). Mimo, że na początku z rezerwą podchodziłem do tego typu imprez po ukończeniu zmieniłem zdanie. Jest to na swój sposób wyzwanie, któremu potem trzeba sprostać. Tak więc ciekawe trasy (no może z wyjątkiem Czantorii) w różnych pasmach górskich, już same w sobie traktować można jako fajne tury. Następną sprawą jest samodyscyplina (trzeba pojechać na określoną datę i godzinę a także stosownie się przygotować zwłaszcza pod względem kondycyjnym). Na trasie cały czas się idzie na granicach swoich możliwości często nawet na kredyt. Na pewno to jedna z trudniejszych dyscyplin sportowych a zarazem nawiązująca do pierwowzoru narciarstwa. Wydolność na podejściach, technika na zakosach, potem trudne zjazdy, często miedzy drzewami lub żlebach. Przy tym wszystkim cała logistyka rozłożenia sił, umiejętność szybkiego wykonania przepinek, nawet spożywanie płynów i słodyczy wymaga wysiłku i techniki.  Jako jeden z nielicznych startowałem na zwykłym sprzęcie turystycznym, który niestety jest co najmniej 2 razy cięższy od sportowego co w całych zawodach przełożyło się na dziesiątki przeniesionych ton więcej.  Oprócz tego przegrałem zawody zespołowe. Tak więc 2 miejsce jest chyba sprawiedliwą wypadkową choć walka była do samego końca. Poszczególne zawody organizowały kluby wysokogórskie z Krakowa, Warszawy, Zakopanego, Rzeszowa a także klub Kandahar i firma Polarsport. Patronem imprezy była firma Berghauz.  Niektóre zawody podciągnięte były pod kalendarz PZA.  Generalnie wszystkie zawody były w miarę dobrze przygotowane. Do szczegółów się nie doczepiam bo tylko ci nie robią błędów co nic nie robią. W zawodach startowało wiele osób z klubów wysokogórskich, klubów speleologicznych (zwłaszcza SBB: Zosia Chruściel – 1 w nestorkach, Michał Ganszer – 1 w kadetach) a także klubów narciarskich.  Zachęcam klubowiczów do spróbowania swoich sił w przyszłym roku . &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek|21 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo niesprzyjającej prognozy pogody postanowiliśmy zaryzykować. Słońce grzało, że hej a my szukaliśmy skrawków śniegu. Dopiero na przełęczy Glinne ujrzeliśmy płaty śniegu, które ewentualnie nadawały się na skitury. Już myślałam, że zafudujemy sobie pieszą wycieczkę ale postanowiliśmy jednak ryzykować. Z przełęczy ruszyliśmy niebieskim szlakiem w kierunku Pilska. Początkowy odcinek obfitował w dużą ilość konarów, krzaków itp. za to śniegu było jak na lekarstwo. Jednakże szybko się to zmieniło i po pewnym czasie dotarliśmy już do poważnego śniegu-turyści zapadali się nawet po pas. Powyżej Rezerwatu Pilsko, w partii podszczytowej zaczęły się poważne zawieje. Postanowiliśmy iść dalej, jako że wiatr był w miarę ciepły. Padał deszcz ze śniegiem. Ze szczytu, we mgle, zjechaliśmy  do schroniska na Hali Miziowej, stamtąd przepięknym czerwonym szlakiem dotarliśmy na Przełęcz Glinne, gdzie zostawiliśmy auto.&lt;br /&gt;
Opłaciło się zaryzykować, mimo że wiosna za pasem. Poza tym, moje świeżo zregenerowane, podklejone i zaimpregnowane foki spisały się na medal.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  Ania Bil, Tomasz Pawlas, Łukasz Pawlas, Andrzej Rudkowski|20 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie koniec zimy!!! Na pierwszy wypad wybieramy Rzędkowice ze względu na korzystną wystawę oraz na fascynacje tym rejonem Rudego. W drodze na miejsce obstawiamy ilu wspinaczy wpadło na ten sam pomysł, co my. Na parkingu zastajemy tylko jedno auto, lecz trzeba dodać, że byliśmy tam już o 9.30. Niestety już dwie godziny później  liczba wspinaczy na każdy metr kwadratowy wzrosła gwałtownie. Zaczynamy spokojnie od dwóch krótkich, ładnych, rozgrzewkowych dróg. Następnie udaje się nam bez kolejki!!! powspinać na Lechworze, lecz szybko się przenosimy na mniej obleganą Turnie Kursantów. Tam robimy kilka bardzo fajnych dróg, z których najwięcej czasu i sił poświęcamy na Czerwone Brygady. Na koniec dnia wspinamy się na Zegarowej, lecz nie zostajemy tam zbyt długo ze względu na silny, nieprzyjemny wiaterek. Podsumowując można bezsprzecznie ogłosić, że sezon wspinaczkowy rozpoczął się na dobreJ&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Puchar SNPTT im. Józefa Oppenheima w Narciarstwie Wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu kol. z SBB: Jurek i Michał Ganszer, Zosia i Ola Chruściel oraz inni|19 - 20 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszy dzień w nocy podchodzę na nartach żmudną jak dla mnie doliną Chochołowską do schroniska. Nazajutrz słonecznie i ciepło. Po kontroli pipsów startujemy na Bobrowiecką przełęcz - potem dość strome zakosy na Grzesia - dalej na przełęcz pod Rakoniem (z uwagi na mocny wiatr organizatorzy skrócili odcinek na Rakoń) - stąd ładny zjazd między kosówkami, który mocno dawał na nogi - ostatnie metry to krótki podbieg do schroniska. Trasa krótka więc na początku w tłoku. Dopiero na grani wszystko się rozciągło i było więcej swobody.&lt;br /&gt;
Niektórzy zawodnicy zaliczali wywrotki, łamanie kijków, byli nawet ranni (lekko). Startowało ponad 100 zawodników. W nestorach byłem 3, Jurek - 7, Zosia - 1 (w nestorkach), Michał 3 (kadeci). W oczekiwaniu na zakończenie imprezy wygrzewamy się przed schroniskiem w słonku, potem obiad i piwo od sponsora. Po wręczeniu nagród zjeżdżam na nartach aż do auta. Tu wyniki: http://www.sport-timing.pl/system/wyniki/12/WYNIKI.pdf , a tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FOppenhaim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Serdecznie pozdrawiam kolegów a zarazem rywali z trasy. Była naprawdę fajna atmosfera&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - tura|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach|18 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pilsko - tura|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach, Lechu - osoba towarzysząca|14 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w okolice Lipowskiej i Rysianki|Henryk Tomanek, Bianka Fulde-Witman|14 03 2010}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z gatunku &amp;quot;szalonych&amp;quot;. Start na nartach z Złatnej niebieskim szlakiem w stronę Lipowskiej. Po intensywnych nocnych opadach kompletnie nie przetarty. Bianka pierwszy raz w życiu skitury na nogach (buty zjazdowe) a narty w ogóle chyba trzeci raz. Heniek torował szlak, który w warunkach letnich zajmuje góra 3 godziny teraz pochłania 7 godzin i to bez dotarcia do Lipowskiej. Z uwagi na zapadające ciemności i coraz gorszą pogodę Heniek decyduje najkrótszą drogą (była to przecinka leśna) dostać się do czarnego szlaku schodzącego z Rysianki do Złatnej Huta w dolinie potoku Bystra. Aby szybciej się poruszać Bianka próbuje zdjąć narty ale efekt to zapadnięcie po pas w śniegu. W dodatku narasta zmęczenie. Przedzierając się przy czołówkach w sypiącym śniegu przez las udaje im się dotrzeć wreszcie do nie przetartego czarnego szlaku, którym zjeżdżają do Huty. Stąd Heniek podąża 3 km po auto do Złatnej a Bianka (chyba jednak już osłabiona i zmaltretowana niewygodnym obuwiem) oczekuje na miejscu. Jak się okazało droga jezdna też zasypana i dojazd wcale nie był prosty. Przy aucie byli o godzinie 22. Stąd Heniek dzwoni do żony Moniki a rozmowa wygląda mniej więcej tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;...Jestem przy aucie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...Otworzyć ci garaż? (Monika myślała, że przy domu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...My jesteśmy przy aucie ale w Złatnej...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do domu wrócili w milczeniu o północy. (wg relacji Heńka - D. Sz.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja do jaskini Kasprowej Niżnej|Tomasz Jaworski, Andrzej Rudkowski, Jerzy Krzyżanowski, Jan Dobkowski, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Ozimina&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy w sobotę rano spod Plazy. Większości z nas podróż minęła dosyć szybko, ponieważ wóz Pająka umożliwiał bardzo wygodne spanie podczas drogi. Do Zakopanego zajechaliśmy około godz. 10.Po szybkim zorganizowaniu zaczęliśmy podążać w stronę jaskini, by o 11 zacząć wchodzić do dziury. Naszym celem było dojście do syfonu Danka, co udało nam się zrobić dosyć szybko. Po drodze nie musieliśmy kombinować jak przejść wodę, gdyż jej nie było. Minęliśmy nawet ponton zostawiony przez TOPR, a przy syfonie natknęliśmy się na ekwipunek nurka, też z TOPRu. Stamtąd wróciliśmy do sali rycerskiej, gdzie spotkaliśmy inną grupę grotołazów i poszliśmy na zapałki, a po nich już powrót do wyjścia. Wyszliśmy ok.17 i po przebraniu poszliśmy w stronę Pająka speleobusa, który został zaparkowany pod skocznią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skiturowy Puchar Polski Amatorów - skialpinistyczny memoriał Strzeleckiego w Tatrach Wysokich|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur Kondracki (partner w zespole), na miejscu koledzy z SBB m in.: Jerzy i Michał Ganszer (startowali razem w zespole), Beata Michalska, Błażej Nikiel, Zofia Chruściel i inni |12 - 13 03 2010}}&lt;br /&gt;
Spotykamy się w piątek wieczorem w przytulnym schronisku w Roztoce. Marek Głogoczowski (zawody organizował KW Warszawa i KW Kraków) na odprawie zapoznaje uczestników z trasą. Nazajutrz start sprzed schroniska i podejście na czas doliną Roztoki do schroniska w 5 Stawach. Artur pognał do przodu i spotykam go dopiero przed schroniskiem. Dalej turystycznie podchodzimy po lodzie na stawach pod Kołową Czubę. Wiatr, śnieg, ograniczona widoczność. Początkowo zjazd miał być z przełęczy Schodki ale z uwagi na fatalne warunki śniegowe został przeniesiony na bulę (2000)pod Kołową Czubą. Zjazd (po bramkach) początkowo stromymi żlebikami (nawet się potknąłem) potem najkrótszą drogą na lód Przedniego Stawu i do schroniska gdzie ja z kolei czekam na Artura. Tu koniec ścigania. Żurek w schronisku i zjazd doliną Roztoki do Wodogrzmotów. &amp;quot;Gwoździem&amp;quot; programu okazało się fakultatywne przejście trasą: Wodogrzmoty - Polana pod Wołoszynem - Wksumndzka Rówień - Gęsia Szyja (1490)z pięknym skałkami wapiennymi na szczycie - zjazd na Rusinową Polanę - schronisko Roztoka. Cała trasa wg Głogoczowskiego 22 km i 1700 m przewyższenia. Wszyscy uczestnicy bezpiecznie wrócili do schroniska gdzie wieczorem miało miejsce zakończenie imprezy. Po podliczeniu (stosuje się tu jakieś skomplikowane przeliczniki, współczynniki, przeliczenia na punkty) zajęliśmy 14 miejsce jako zespół. Mimo, że przy grzańcu atmosfera w schronisku się rozkręcała ja w nocy wracam do domu. W Tatrach sypało śniegiem niemal ciągle. Tu klasyfikacja Pucharu Polski - http://www.kandahar.miconet.pl/dokumenty/2010/ppa/klasyfikacja%20PPA%202010%20po%204%20edycjach%20M.pdf&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - tura|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;|07 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skiturowy Puchar Polski Amatorów - okolice Mosornego Gronia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |7 03 2010}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim falstarcie (jechałem w sobotę na zawody i w Makowie Podhalańskim przypomniało mi się, że zawody są nazajutrz)w niedzielę już bez rozterek docieram do Zawoji. Śniegu trochę przybyło. Start przy górnej stacji wyciągu na Mosorny Groń. Tym razem rekordowa liczba uczestników - 137. Najpierw zbieg po kamieniach na miejsce z śniegiem. Dalej trochę tłoku ale potem wszystko się rozchodzi i jest spokojnie. Trasa jest ciekawa. Szlakiem w stronę Hali Śmietanowej. Potem dość wymagający stromy zjazd w lesie między drzewami.Następnie bardzo długi ale łagodny zjazd w stronę przysiółka Mosorne. Podejście ciekawym terenem do górnej stacji, zjazd do połowy nartostradą i podejście pod wyciągiem po kiepskim śniegu do mety. Trasa krótka ale ciekawa. W ogólnej klasyfikacji byłem 50 wśród &amp;quot;dziadków&amp;quot; 2 (choć tym razem byliśmy w jednym miechu z ogólnie starszymi). Tradycji stało się zadość i tym razem. W trakcie zawodów prószył śnieg a 3 razy trzeba było zdejmować narty aby pokonać odcinki niemal bezśnieżne. Potem jeszcze ceremonia zakończenia, którą spędziłem w fajnym towarzystwie znajomy z poprzednich zawodów (pozdrawiam). Zjazd do auta nartostradą z pięknym już widokiem na Babią Górę. Przy aucie -13 stopni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry- Jaskinia Czarna- trawers|&amp;lt;u&amp;gt;Katarzyna Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra Skowron&amp;lt;/u&amp;gt; |6 - 7 03 2010}}&lt;br /&gt;
Dzięki dziewczyny za wspaniały wyjazd- bylo super! :)) (na razie tyle, ale myślę warto poczekać na opis Kasi;-))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…i chociaż nikt już w to nie wierzył podjęłyśmy trzecią próbę i pojechałyśmy… Odziane bielą Zakopane powitało nas siarczystym mrozem. Pokłoniłyśmy się gospodarzom na bazie, zapewniając, że jesteśmy psychicznie zrównoważone i że wiemy co robimy – raczej nie uwierzyli.&lt;br /&gt;
	Spakowałyśmy wory. Próbowałam wcisnąć jeszcze gdzieś miśka, ale Aga posadziła go na stole  -  ty tu siedzisz i pilnujesz, a jak wrócimy obiad ma być gotowy. Uległam wobec jej stanowczości. Jeszcze wpis do książki, pamiątkowa fotka i trzy kobiety „po przejściach” w pełnym speleorynsztunku  przemaszerowały Doliną Kościeliską w poszukiwaniu nowych „podkładów” kobiecości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Na podejściu jest ślisko. Pod świeżym puchem szklanka. Przeskakujemy beztrosko od drzewka do drzewka i przed otworem doganiamy „7 wspaniałych”  kolegów z Łodzi, którzy oddają się celebracji szpejenia. Wiemy, co to dla nas oznacza – pokorne oczekiwanie . Panowie proponują, żebyśmy skorzystały z ich lin, ale Ola zdecydowanie odmawia tłumacząc, że to sprawa honoru i że absolutnie jest to wykluczone. Przebieramy się i ….czekamy i …. czekamy…. I gdy już prawie zapadłyśmy w 3 stopień hipotermii lina drgnęła i łaskawie wysunęła się z batinów otwierając nam drogę do wnętrza, o którego cieple marzymy z utęsknieniem. I zaczęło się nasze „ZEJŚCIE” (film – znakomita komedia – polecam;)). Mykamy w dół. Partie przyotworowe usiane są mnóstwem lodowych pipantów. Żartujemy z ich falicznych kształtów. Budujące są spokój i pewność, z jakimi ściągamy linę. Żadna z nas się nie waha, nie ma wątpliwości, że sobie poradzimy. Ta pewność wyzwala pozytywne emocje, ciśniemy w głąb z radochną i zacietrzewieniem.&lt;br /&gt;
	Depczemy Łodzianom po piętach, ale są zbyt „rozciągnięci”, żeby móc ich wyprzedzić. Pod Węgierskim czekam ponad godzinę. Nie wiem, co mnie powstrzymuje przed rzuceniem jakiejś adekwatnej do sytuacji i dosadnej „zachęty”. Tym razem jednak nie zachowam się jak facet. No nie wypada po prostu;) Dla zabicia czasu śpiewamy z Olą z naciskiem na decybele. Dominuje repertuar piosenek dziecięcych, ale gdy w czarnej sali echem odbija się „Bal…” M. Rodowicz  atmosfera staje się wyjątkowa, bo to nasz bal dzisiaj… nasz „Dzień Kobiet”. Magia  kryje się w ciemnościach i otacza nas niczym potwory w amerykański horrorze. Czuję jej obecność, ale nie widzę, nie nazywam, by nie spłoszyć…&lt;br /&gt;
	Przestajemy się spieszyć, pośpiech niczego nie zmieni. Cierpliwie śledzimy postępy chłopców. Aga niestrudzenie cyka fotki i targa „Kilerka” – żółta, pietnastokilowa kanalia. Za Prożkiem Furkotnym Ola przejmuje prowadzenie.&lt;br /&gt;
	Rezolutna Pani Kierownik przystąpiła do pertraktacji i wynegocjowała z Ładzinami, że puszczą nas przodem, ale dopiero  w Sali Bernarda. Stanęło na tym , że Panowie trawersem nad Imieninową a „ Szybkie Damy” studnią w dół. Tu mały zonk - hmmm… ktoś pamięta jak się łączyło liny różnej grubości? Szybka burza mózgów i patent rodzi się sam. Budzi na tyle zaufania, że zjeżdżamy bez obaw. Z dna Imieninowej galopem do Sali Benka. Progiem  Latających Want Ola przemknęła jak torpeda. Grupa wsparcia posuwała się wolniej z uwagi na wory. Przed obejściem trudności Aga przechodzi szybki kurs „obciągania stópką”   - cokolwiek to oznacza J. I po trudnościach.&lt;br /&gt;
	Przebieramy się jeszcze w jaskini (buty, stuptuty) i drzemy do otworu. Nie wiem o co chodzi z tym vibramem, ale w jaskini to się w ogóle nie sprawdza. Brak sił tarcia daje się odczuć na ostatnich metrach. To też podkładamy swoje kobiecości pod siebie (znaczy łazimy sobie po plecach). Aga z przerażeniem staje na plecach filigranowej Oli i po chwili już wyczołgujemy się na zewnątrz. Zakładamy zjazd z 70-tki i bezpiecznie opuszczamy zalodzone stromizny. Lina sztywnieje w oczach i sterczy z wora jak  niepokorny szczypior. Teraz już tylko w dół, w świeżym, iskrzącym puchu.&lt;br /&gt;
	Polana. Telefony do tych , którzy czekają i kibicują. Tak dobrze wiedzieć, że ktoś czeka… przytulasy, radość i uśmiechy na już nieco sfatygowanych twarzach (mija 11 godzina akcji). Wdzięczność i kupa szczęścia. &lt;br /&gt;
	Schodzimy w milczeniu, w niemej solidaryzacji jajników, ramię przy ramieniu, nie odstępując się na krok. Sprzęt pobrzękuje w rytm naszych kroków, ziąb nie dokucza. Przy samochodzie sprawdzam temperaturę (18 poniżej zera). Ups! Cichutko wchodzimy na bazę. Dom śpi a my kąpiemy się i warzymy grzańca. To wino kupiłam 3 miesiące temu, kiedy wpadłam na pomysł babskiej akcji. Wystarcza nam sił tylko na jeden kubek i zasypiamy w locie do poduszki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Szmaragdowa jest ta noc….. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klejnotem to, czego nazwać nie potrafię…..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To ja Wam dziękuję dziewczyny…. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Nie brakowało nam kondycji i umiejętności. Nie napotkałyśmy na żaden problem, którego nie umiałybyśmy rozwiązać. Wiem, że dla wielu trawers Czarnej to prosta akcja, mizerne osiągnięcie. Nie będę z tym dyskutować. Nie na tym polegała jednak wartość tego przejścia. Pierwszy raz działamy tak świadomie i odpowiedzialnie. Na akcjach koedukacyjnych usuwamy się na bok, bo wychodzimy z założenia, że zrobicie to szybciej i lepiej od nas. Oddajemy Wam pałeczkę z uwagi na czas a przecież nie o to chodzi.  Mam nadzieję, że to nie ostatni taki zryw i że będzie nas więcejJ&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozdrawiam &lt;br /&gt;
Stefan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|60-lecie STJ KW Kraków|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; |06 03 2010}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano solowe wyjście na skitury w Tatrach. Nie było to ani zbyt rozsądne, ani zbyt bezpieczne - usłyszałem *ten* dźwięk, i to niestety nie jeden raz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem udział w obchodach 60-lecia STJ KW w Krakowie. Dobrze przygotowana impreza z wspomnieniami, slajdami, filmami i mnóstwem znamienitych gości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę (z Gosią Czeczott) spacer na turach do Goryczkowej, a potem testowanie zachowania nart w świeżym śniegu - korzystaliśmy w tym jednak z wydatnej pomocy wyciągu na Gąsienicowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - lodospady oraz jaskinia Lamprechtsofen| RKG: Tomasz Jaworski, Damian Żmuda, Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Wojciech Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;; w akcji jaskiniowej brali udział: RKG: Mateusz Golicz; WKTJ: Norbert Skowroński, Marcin Gorzelańczyk, Michał; |24 - 28 02 2010}}&lt;br /&gt;
Dzięki aktywności i zaangażowaniu Mateusza mieliśmy okazję wejścia do jednej z najgłębszych jaskiń na świecie – jaskini Lamprechtsofen. Plan wyjazdu urodził się dla naszej czwórki dosyć szybko, choć nie obeszło się bez dawki bólu okołoporodowego. Wyruszamy w czwartek z Rudy z zamiarem dotarcia do rejonu Austrii, gdzie będziemy mogli powspinać się trochę na lodospadach. Karol, uzbrojony w całe dwa wydruki z internetu był naszym przewodnikiem. Pod wieczór docieramy na miejsce i pierwsza konsternacja – ostatnie 4,5 km drogi jest płatne. Nasza desperacja jest na tyle silna, że postanawiamy następnego dnia skoro świt opłacić haracz (9 euro) byle tylko dotrzeć do tych lodospadów. Noc spędzamy w namiocie na przydrożnym parkingu. Rano wstajemy i ruszamy wyłoić coś w lodzie. Po dotarciu pod szlaban kolejna konsternacja – nie ma komu zapłacić za przejazd. Tak więc pozostaje nam piesza wycieczka pod lodospady. Po dwóch godzinach marszu docieramy do pięknej doliny. W międzyczasie zaczyna padać deszcz a po chwili już śnieg. Ale to nie mogło nas zrazić. Kubek ciepłej herbaty w schronisku, krótkie negocjacje z obsługą i już mamy pozwolenie na skorzystanie ze sztucznej lodowej ścianki jaka stoi przed schroniskiem. Pierwsze metry pokonuje Damian, potem po kolei każdy z nas ma okazję zasmakować przyjemności lodowego wspinania. Po krótkiej rozgrzewce (każdy z nas przechodzi dwie drogi), postanawiamy przenieść się na naturalne lodospady. Znajdujemy odpowiedni cel i znów do ataku rusza Damian. Prowadzi z dolną asekuracją jako pierwszy drogę o długości ok. 35 metrów i zakłada wędkę dla nas – mniej zaawansowanych. Później zabawa zaczyna się na całego i każdy z nas ma okazję doskonalić swoje umiejętności. Dzień pomimo padającego nieustannie śniegu zaliczamy do bardzo udanych. Wracamy do samochodu i ruszamy do chatki grotołazów znajdującej się przy wejściu do jaskini Lamprechtsofen. Po dotarciu na miejsce okazuje się, że chatka jest zamknięta a w środku nikogo nie ma. Nic to jednak dla grupy młodych aktywistów z Nocka. Już po półtorej godzinie znajdujemy klucz i dostajemy się do środka. Po chwili wraca szeroka ekipa ze spotkania w Salzburgu. Ustalamy wstępnie plan na dzień następny i udajemy się na spoczynek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień to akcja w jaskini. Najwyższa Komisja wydaje opinię – można iść. Mateusz jest naszym przewodnikiem. Od początku narzuca zdecydowane tempo. Jaskinia generalnie jest dobrze zaporęczowana, wyposażona w stalowe drabiny i inne udogodnienia. Urozmaiceniem wędrówki są mosty linowe i przeprawa „promowa”. Po dotarciu do biwaku decydujemy, że dojdziemy do partii zwanych „King-Kong”. To ogromna dwustumetrowa studnia sprowadzająca w dół jaskini. Dwójka poznaniaków postanawia zawrócić z biwaku i czekać na nas w drodze powrotnej. Reszta ekipy rusza dalej. Po ok. godzinie docieramy do studni. Sprawdzamy organoleptycznie, że jest faktycznie głęboka i zaczynamy odwrót. W drodze powrotnej napełniamy wory zlasowanym karbidem (obiecaliśmy wynieść śmieci) i solidnie dociążeni ruszamy do wyjścia. Dodatkowe obciążenie, braki kondycyjne i postępujące zmęczenie kumulują się (szczególnie u mnie), co spowalnia nieco akcję. Na szczęście wszyscy cało i o własnych siłach wychodzą z jaskini. Cała akcja zajęła nam ponad 10 godz.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Jaskinia sama w sobie jest bardzo ciekawa. Pięknie myte korytarze przeplatają się z większymi i mniejszymi salami. Jest też coś dla miłośników czołgania i pełzania. Każdy znajdzie coś dla siebie. W pełni usatysfakcjonowani wracamy w niedzielę bez większych przeszkód do Rudy.&lt;br /&gt;
Ogólnie wyjazd był bardzo udany. Przede wszystkim chcę w nszym imieniu podziękować Mateuszowi za to, że pamiętał o nas i zorganizował wejście do jaskini (co wcale nie jest takie proste) oraz był naszym przewodnikiem. Mam nadzieję, że nie był to ostatni raz :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wędrówka na Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk |27 - 28 02 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna trasa, piękna pogoda, ciekawi ludzie... tak pokrótce można opisać ten wyjazd. Trochę się nachodziliśmy, stopy się odbiły, ale szczęście znów  dopisało. A było to tak...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Rudy dojeżdżamy pociągiem do Rycerki, dalej busem do Kolonii, gdzie docieramy jakoś po 11. W między czasie trochę pada deszczem, potem lekko śniegiem, co generalnie napawa optymizmem - bo to oznacza, że ICM się nie myli i już niedługo czeka nas również zapowiadana piękna pogoda. Wszystko sprawdza się jak w zegarku i w czasie pierwszego podejścia od czasu do czasu zza chmur zaczyna przedzierać się słońce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadzi początkowo żółtym szlakiem na Wielką Raczę i dalej granią - wzdłuż granicy - za czerwonymi znakami, aż do Rycerzowej Wielkiej. Dla mnie to jeden z najbardziej malowniczych i jednocześnie mało chodzonych szlaków w Beskidach. Idzie się bardzo przyjemnie... a w myślach pojawiają się kolejne plany, już na cieplejsze dni, żeby pójść granicą dalej - do Babiej co najmniej... aż nie mogę się doczekać!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przegibku ostatnie promienie słońca tego dnia. Końcowy odcinek idziemy w ciemności. Ale nie całkowitej, oj nie, ciemności wypełnionej srebrnym blaskiem pełni księżyca, który wisząc nisko nad horyzontem prowadzi dalej i dalej na wschód – tam gdzie zdążamy. Ostatnie podejście na Rycerzową Wielką wchodzę już resztką sił (nie dziwne, bo obiad był na Raczy), ale kryzys udało się łatwo zażegnać linijką czekolady ;) Warto było się jednak wdrapywać, bo potem jaką ma się radochę przy zbieganiu! w zmrożonym śniegu na Halę R. i do bacówki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W schronisku jesteśmy trochę przed 20 i zastajemy full ludzi. Wieczór w jadalni mija w niezwykle przyjemnej atmosferze śpiewów, żartów, pląsów nawet ;-) i w bardzo ciekawym towarzystwie. I właściciele wykazali się nie lada gestem stawiając wszystkim obecnym piwo na wieść o złocie Agaty :) Na obiado-podwieczorek dosiadamy się do Marcina i Sebastiana, którym udało się wyrwać z domu po raz pierwszy od pół roku, czyli od narodzin ich potomków (postanowili fakt ten uczcić nieprzespaną nocą i wrócić następnego dnia najkrótszą trasą). Śmiechy, śpiewy, opowiastki, w końcu bełkot, mnie się film urywa, wiec i czas już spać. Na koniec akrobacje przed zajęciem naszej miejscówki na glebie w jaskółce i już o północy w błogi zapadam sen...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień przynosi z sobą słońce i wiatr. Aż nie chce się opuszczać tej urokliwej polany. Na szlak w pełnym rynsztunku udaje nam się w końcu wyjść około 14. Od Hali Rycerzowej trzymamy się zielonego szlaku, który prowadzi polaną na wschodnich stokach Rycerzowej Małej i dalej momentami stromo (jak na Beskidy) w dół lasem do Przełęczy Kotarz. Z tego miejsca znów trzeba się wdrapać na prawie 1200 m npm na Muńcuł, jednak trudy podejścia w pełni rekompensują uzyskane w ten sposób widoki… a droga wcale nie nuży. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ujsołach jesteśmy jeszcze z odpowiednio dużym zapasem na dojście na pociąg. Jednak i długość całej trasy jak i mokry śnieg, który dał się we znaki butom, sprawiają, że coraz silniej odczuwalne staje się zmęczenie. Drepczemy jednak wytrwale asfaltem i.. może tym razem uda się złapać stopa..? Oj tak, udało się! W niecałe 10 min jesteśmy więc w Rajczy, dzięki czemu możemy spokojnie zjeść obiad na stacji :) Zaś na samej stacji tłumy (z 25 osób!), pociąg się spóźnia, ale na szczęście mamy miejsca siedzące. W drodze do Katowic pociąg łapie w sumie z 40 min opóźnienia, droga jednak mija szybko i miło w towarzystwie kolejnych poznanych świeżo ludzi..&lt;br /&gt;
Koniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - skiturowy Puchar Połonin i wędrówki górskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Adam Langer |26 - 28 02 2010}}&lt;br /&gt;
W piątek docieramy po naszych &amp;quot;pięknych&amp;quot; drogach do bieszczadzkiej Wetliny. Dzięki Biance mamy nocleg w domku kampingowym. Tego wieczoru zapisuję się na zawody. W sobotę Heniek z Adamem pokonują w fatalnych warunkach (deszcz na przemian z śniegiem a do tego mocny wiatr) trasę Wetlina - przeł. Orłowicza - Połonina Wetlińska - schronisko Chatka Puchatka - Wyżnia Przełęcz. Ja natomiast startuję w kolejnej edycji Pucharu Polski Amatorów w narciarstwie wysokogórskim. Tym razem zawody organizował Klub Wysokogórski z Rzeszowa. Po ostatnim ociepleniu trasa została zmieniona i wiodła z Wetliny na Jawornik i Paportnę (1198), następnie zjazd polanmi, lasem bukowym i &amp;quot;rynnami&amp;quot; w dół do doliny Smereka, kawałek z nartami na plecach leśną drogą, podejście od zachodu na przełaj przez las boczną granią na Jawornik i druga pętala po tej samej trasie. Potem fajny zjazd w dół aż do torów kolejki wąskotorowej w Wetlinie. Wszystko w fatalnej widoczności, mżawce lub śniegu. Tym razem w grupce nestorów musiałem się zadowolić II miejscem (wyniki: http://www.rkw.org.pl/index.php/strona-gs-mainmenu-1/127-puchar-posonin/563-xxv-puchar-poonin-wyniki ) Na mecie czekali już na mnie Heniek z Adamem. Resztę dnia spędzamy w Hotelu Górskim gdzie odbyło się zakończenie imprezy. Ludzie jeszcze na gorąco przeżywali ostatnie godziny na trasie. Ciekawostką były ślady przebudzonego niedźwiedzia. Jeżeli chodzi o mnie to miałem dwa kryzysy i jeden taktyczny błąd (wyprzedzanie na stromym podejściu). Trasa była jak dla mnie dość wymagająca choć może to subiektywne odczucie związane z pogodą. Byłem na mecie mokry i nawet zziębniety i dopiero ciepły prysznic przywrócił mnie do życia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wcześnie jedziemy na Wyżniańską Przeł. Stąd idziemy na nartach (Adam bez nart) na Małą Rawkę (1272). Planowaliśmy dojście na Kremenarosa ale aura znów wygrała. Porywisty wiatr, ograniczona do kilkunastu metrów widoczność niweczy nasze plany. Adam zbiega na nogach ja z Heńkiem na nartach początkowo niewygodną rynną lecz potem w pięknym bukowym lesie choć po niezbyt dobrym śniegu. Szybko docieramy do auta na przełęczy. Do domu wracamy inną drogą. Po drodze zatrzymujemy się w Komańczy, Dukli i Nowym Wiśniczu. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FBieszczady&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - tura|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Tydzień w St. Martin bei Lofer|KKTJ: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski, Ewa Wójcik; KKS: Miłosz Dryjański; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; chwilę byli także: RKG: Tomasz Jaworski, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Wojciech Wyciślik; WKTJ: Norbert Skowroński, Marcin Gorzelańczyk z żoną Kasią, Michał; UKA/SGW: Marek Wierzbowski; SKTJ: Radosław Paternoga, Dariusz Bartoszewski; Alex Dryjański|20 - 28 02 2010}}&lt;br /&gt;
﻿W Austrii znaleźliśmy się z powodu Spotkania Aktywistów, organizowanego co roku przez klub w Salzburgu. Kto by tam jednak jechał tak daleko na jeden dzień?... Korzystając z dobrego pretekstu, wyrwaliśmy się więc na cały tydzień do chatki pod jaskinia Lamprechtsofen, skąd prowadziliśmy działalność jaskiniowo-narciarsko-różną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na bazie zjawiam się w sobotę nad ranem; po krótkim śnie odkrywam tabun Węgrów i małe zamieszanie wokół naszych planów: założenia obejmują wyjście na biwak w partie &amp;quot;King-Kong&amp;quot;, ale w ich realizacji przeszkadza brak formalnego pozwolenia. Austriacy, wygląda na to, trochę stracili kontrolę nad tym, kto do jaskini wchodzi, po co i z kim. O ile dobrze rozumiem zawiłe stosunki w Landzie Salzburg, zirytowali się tym własciciele terenu na którym leży jaskinia - tzn. lasy państwowe Kraju Związkowego... Bawaria. Oczekując na poprawę ich humorów, wspinamy się trochę na pobliskich lodospadach (sobota). Właściwie to wspinają się Alex z Furkiem pod okiem Andrzeja i Miłosza, podczas gdy Puma i ja udajemy się na wycieczkę skiturową po dolinie, która okazuje się być terenem dosyć absurdalnym z punktu widzenia poruszania się na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wiadomo, w niedzielę w Austrii załatwić się nic nie da, zatem wybieramy się na skitury pełną gębą. W trójke (Puma, Furek, ja) wychodzimy na Saalbachkogel (2092) a nastepnie na Stemmerkogel (2123). Pogoda dopisuje, z grani mamy fenomenalny widok na Wysokie Taury, Leoganger i Loferer Steinberge, a także inne, bliskie naszym sercom góry. Warstwa świeżego śniegu na zjeździe utrwaliła dodatkowo pozytywne doznania tego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniedziałek to rozmowy, Miłosz i Andrzej nie dają za wygraną. My, pozostali, nerwowo oczekujemy (wory spakowane do wyjścia). Ostatecznie dzień kończy się spotkaniem z bliżej mi nieznanym Burgrabią (Miłosz i Andrzej) i popołudniowym wyjściem na topiący się lodospad (reszta). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek, czekając na rozwój sytuacji, wybieramy się w czwórkę na narty zjazdowe, do Hinterglemm. Andrzej, trochę źle się czując, czuwa przy telefonie. Poza trasami niestety dosyć rozjeżdżone, ale pogoda znów się udała. Zmęczyliśmy się trochę: Miłosz i Furek, którzy nie brali udziału w ostatnich &amp;quot;cyber-weekendach&amp;quot; mieli chwilę zawahania, kiedy przekonywaliśmy ich, że wejście do jaskini na noc, po nartach, to nic strasznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z lekkim sceptycyzmem wychodzimy na biwak pod Zieloną Latarnią ok. 23:00 we wtorek. Rano budzą nas Marek i Dziura, którzy zaraz po swoim przyjeździe do Chatki postanowili zerknąc sobie gdzież to planujemy zjeżdżać. Nastawieni na &amp;quot;czasówkę&amp;quot;, obrócili tam i z powrotem zanim zdążyliśmy zjeść i się zebrać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
King-Kong to system obszernych studni z dużą ilością wody. Zaczyna się na ok. +400. Ktoś tam był przed nami, ale to było dawno i nieprawda (lata '70). Do akcji podchodzimy z 300-ma metrami liny, wiertarką, dwoma pontonami i beczką sprzętu foto. Furek obija pierwszą studnię (ok. 60 m). Na drugiej udaje się mi przebić z &amp;quot;mogę ja, mogę ja, prooszę :&amp;gt;&amp;quot;. Nad trzecią chwila zgrozy - to, że leje się do niej wodospad to nic nowego, ale że trzeba w nim zjeżdżać i że ląduje się w wodzie - to już gorzej. Na szczescie udaje się dotrawersować z &amp;quot;wyższego poziomu&amp;quot; na przeciwległą ścianę i opuścić do płytkiego potoku, odprowadzającego wodę ze studni. Idziemy potokiem póki się da, a potem dmuchamy pontony. Miłosz i Furek płyną pierwsi, stwierdzając za zakrętem mały prożek. Kiedy wracają po wiertarkę, sytuację płyniemy obejrzeć ja i Puma. Faktycznie, jest mały wodospad, ktory obfotografowujemy. O zakończeniu akcji w tym miejscu zadecydowała Puma, dziurawiąc ponton przy wsiadaniu na powrocie. Niewiele myśląc, wskakuję w ten wrak i z bojowym zaśpiewem (&amp;quot;Łajba to jest morski statek, sztorm to wiatr co dmucha gestem!&amp;quot;) wracam mokry, ale przynajmniej nie zatopiony. Niby był jakiś lepszy pomysł na powrót, ale brakowało mi w nim planu na wypadek gdyby udało się Pumie popsuć nasz ostatni sprawny okręt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powrocie wysłuchuję to i owo na temat dobrego poręczowania. Dobijamy jakieś pięć dodatkowych punktów. Pocieszam się, że po Furku też trochę poprawialiśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na biwak uznajemy, ze wyszła nam dosyć syta akcja, 17 godzin. Budzi nas znów Marek, poprawia czas z wczoraj. Szkoda, że poprzednio nie poprosiliśmy go, zeby przyniósł ketchup. Po suchym śniadaniu wychodzimy na zewnątrz - w czwartek wieczór - i zostajemy przywitani na bazie papryką faszerowaną po sycylijsku (za sprawą Darka).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek miały być skitury, ale leje konkretnie. Po ok. dwóch godzinach, odprowadzani pukaniem w czoło, udajemy się z Markiem na wyciągi do Leogangu. Nie żałowaliśmy - powyżej 1000 m n.p.m. padał już śnieg, i było go dużo i dobrze. Udało się nie stracić dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem clou wycieczki - wyjazd do Salzburga, na zamek Hellbrunn (siedziba klubu). Zdawanie dokumentacji, polityka. Wyszło nawet nieźle. W międzyczasie, z perypetiami, do chatki dotarła delegacja z Nocka, którą w sobotę zabieram na małą wycieczkę. Nie będe jednak wyręczał ich w opisie. Tak jak ja, mieli na jego przygotowanie co najmniej siedem godzin, podczas powrotu w niedzielę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Miachał Wyciślik oraz grupa kursowa - Tomek Jaworski (instr.), Damian Ozimina, Jan Dobkowski, Ola Krzyżanowska, Jerzy Krzyżanowski (Pająk), Karol Jagoda (pomagał Tomkowi przy kursie) |20 - 21 02 2010}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano z wyjątkiem Heńka wszyscy idą do Miętusiej przy dość wrednej pogodzie (deszcz i ciapa). Grupa kursowa idzie do Marwoja a ja z Michałem wchodzimy od sali Bez Stropu w górne partie jaskini. Po linach docieramy dość wysoko ale nie wspinamy dalej i zjeżdżamy z Sali Bez Stropu bezpośrednio w dół (piękne myte ściany w tych partiach jaskini). Heniek w tym czasie odbył wycieczkę na trasie Kościeliska - Ornak - Siwa Przełęcz - Chochołowska - Kiry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nazajutrz Michał, Janek, Damian O., Karol idą do dolin Strążyska i Białego i wchodzą do tamtejszej sztolni. Damian, Heniek, Tomek pod okiem instruktorów narciarskich w postaciach Oli i Pająka doskonalą narciarstwo przywyciągowe na stoku Harenda w Zakopanem. Tym razem pogoda i warunki dopisały znakomicie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Specjalne podziękowania dla Oli i Pająka za poświęcenie kilku godzin dla narciarskich analfabetów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kłodnica - zabawa w BOLLYWOOD|Basia Szmatłoch, Tadek Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Heniek Tomanek, Monika Tomanek, Zygmunt Zbirenda, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Tomek Głowania, Wojtek Rusek, Justyna Rusek, Ania Fulde, Jurek Fulde, Bianka Witman, Wojtek Orszulik, Ewa Orszulik, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Daniel Bula, Janusz Dolibog  oraz inne osoby tow. |16 02 2010}}&lt;br /&gt;
U państwa Szmatłochów na Kłodnicy odbył się kolejny Śledź tym razem pod hasłem BOLLYWOOD. Wspaniała oprawa, dekoracje i cudowne kreacje kobiet (mężczyzn zresztą też). Można było poczuć się jak w baśni z krainy 1001 nocy. Wszystko okraszone hinduską muzyką, bollywoodzkim filmem w tle. Były również tańce wschodnie i fakirzy (próby stawania na desce z gwoździami na szczęście nie zakończyły się kalectwami). Jak na wschodnie tradycje przystało siedzieliśmy na ziemi (poduszkach), delektując się potrawami, tudzież trunkami i paląc fajkę wodną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps. Basia, wielkie dzięki za przygotowanie tego wszystkiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach, osoby towarzyszące: Daria i Lechu |14  02 2010}}&lt;br /&gt;
Na tę niedzielę wybraliśmy się do Brennej celem wyjścia na Błatnią i spotkania się tam ze znajomymi. Warunki zapowiadały się całkiem nieźle, od piątku cały czas padał śnieg. Około 10 starujemy z centrum czarnym szlakiem na Błatnią (czy jak to jest napisane na tabliczce Błotny) by po niecałych 90 minutach dotrzeć do schroniska. Tam niestety drobne rozczarowanie, gdyż zabrakło ciasta, no cóż musieliśmy się zadowolić tylko herbatką i batonikami. W schronisku całkiem sporo ludzi, paru skitourowców i 3 narciarzy biegowych. Po krótkim odpoczynku ruszamy już w czwórkę w stronę Klimczoka. Trzy osoby na turach i Daria na rakietach śnieżnych. W okolicach jaskini w Stołowie zbaczamy na szlak narciarski sprowadzający nas serią krótkich zjazdów na Karkoszczonkę. Niestety szlak ten upatrzyli sobie po.... tzn. mili panowie na skuterach i musieliśmy trochę na nich uważać. Od Karkoszczonki wydreptaliśmy szybciutko na przełęcz Siodło skąd z lenistwa wyjeżdżamy wyciągiem na Klimczok. Stąd już tylko w dwójkę wracamy na Błatnią i dalej do Brennej. Szlak zjazdowy okazuje się być całkiem przyjemny, nareszcie zrobiło się na tyle śniegu, że można zapuścić się w las :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zawody skiturowe Pucharu Polski na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|14 02 2010}}&lt;br /&gt;
Po nawet niezłym noclegu w samochodzie na parkingu w Korbielowie o 6.00 ruszamy na nartach na Halę Miziową. Nikogo o tak wczesnej porze nie spotykając nartostradami docieramy do budzącego się schroniska, które najpierw musieliśmy w mgle odnaleźć. Po spełnieniu formalności związanych z startem ustawiamy się w grupie zawodników. Tym razem to zawody zespołowe w parach (ja byłem w parze z Pawłem). Trasa z uwagi na kiepskie warunki została zmieniona i składała się z 3 coraz krótszych pętli. Od schroniska podejście na Kopiec – zjazd na przełaj rzadkim lasem a potem piękną rynną wyglądającą jak tor saneczkarski – dalej częściowo nartostradą wiodącą płajem do Kamiennej – podejście na Byka i czerwony szlak z Glinnego – następnie żółtym szlakiem na szczyt polskiego Pilska (ten stromy odcinek był dla niektórych weryfikacją swoich umiejętności technicznych a przede wszystkim miernikiem kondycji). Ostatni odcinek do mety wiódł czarną nartostradą do góry (narty trzeba nieść na plecach). Cały zawody jak dla nas były fajną zabawą. Paweł dostał popalić na tym feralnym podejściu czego efektem było skrócenie jednej pętli. Zawody więc ukończyliśmy i nawet  nie na ostatnim miejscu...Po zakończeniu imprezy niemal jednym szusem pędzimy do auta. Sporo wrażeń jak na 2 dni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|13 02 2010}}&lt;br /&gt;
Przebieżka na Kasprowy przez Halę Kondratową. Warunki nieprzychylne (mgła, wiatr, zimno, II). Po drodze natrafiamy na zawody skiturowe (Alpin Sport Ski Tour Race), w których brał udział nasz Prezes - Damian Szołtysik. Damiana nie spotkaliśmy, za to ubiliśmy mu porządnie fragment trasy podejściowej. Mam nadzieję, że skorzystał. Na Kasprowy podchodziliśmy tempem Gośki, w związku z czym nieźle się spociłem. Poza tym zassało mnie tak, że aż musiałem coś zjeść w &amp;quot;McDonaldzie&amp;quot; na szczycie. Zjeżdżamy trasą na Halę Gąsienicową, po drodze w pędzie mijając Pawła Szołtysika. Odwiedzamy na chwilę Betlejemkę i robimy sobie zdjęcia z chatarem. Potem nartostradą na Nosalową Przełęcz, skąd podchodzimy na Nosala żeby mieć jeszcze fragment ostrzejszego zjazdu. Stok Nosala oczywiście był zasilany z wyciągów ciągłym strumieniem narciarzy zjazdowych, także było tam trochę tłoczno - ale nie żałowaliśmy. Popołudnie wykorzystuję jeszcze na spacer z Pumą po Chochołowskiej, połączony z elementami... emm... szkolenia zimowego (na zdjęciach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zawody skiturowe Pucharu Polski w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|13 02 2010}}&lt;br /&gt;
O świcie startujemy z Rudy i jedziemy do Zakopca na rondo gdzie były zapisy na zawody. Po załatwieniu formalności ja idę na start do Kuźnic (został przeniesiony z ronda do Kuźnic) a Paweł szykuje się na wycieczkę skiturową na Halę Gąsienicową i wyżej. Zawody natomiast odbywają się na trasie (zupełnie zmienionej od planowanej) Kuźnice – szlak narciarski na Halę Gąsienicową – Betlejemka (zbieg na nogach) – podejście na Kasprowy na prawo od nartostrady z dwoma stromymi odcinkami gdzie narty trzeba założyć na plecak – szczyt Kasprowego – zjazd na Goryczkową – zbieg na nogach 400 m (z uwagi na warunki) – dalej zjazd nartostradą do Kuźnic gdzie ostatnie 300 m trzeba pokonać biegiem z nartami w ręku. Wystartowało ponad 120 zawodników w różnych kategoriach. Na trasie było znośnie, jedyny poważniejszy kryzys miałem na ostatnim podejściu na szczyt Kasprowego (kopny śnieg, wiatr szybko zacierał ślady poprzedników). Widoczność ograniczona do kilkunastu metrów, wiatr walił drobinkami śniegu. Zjazd jak dla mnie niemal na oślep. Mgła zlewała mi się ze śniegiem. Gdyby nie czerwone chorągiewki (niektóre już przewrócone) jazda była by jeszcze gorsza. I tak kilka razy miałem dużo szczęścia że nie glebłem. Na Goryczkowej już widoczność lepsza więc i odwagi przybyło. Zbieg na nogach te 400 m był moim zdaniem bardziej niebezpieczny niż zjazd na nartach (organizatorzy chcieli zadbać o bezpieczeństwo bo na trasie były trawy i kamienie) gdyż łatwo można było źle ustawić nogę i kontuzja gotowa. Dalej gnam na nartach co sił do mety w Kuźnicach. Podobnie z ostatnim odcinkiem (moim zdaniem można było śmiało jechać na nartach). Bieg z nartami w ręku te 300 m w zablokowanych butach wypruł ze mnie resztki sił tak że na metę wpadłem półprzytomny ze zmęczenia. Cała trasa Kuźnice – Kasprowy – Kuźnice zajęła mi 2,20 godz. (najlepszy zawodnik około 1,30). W mojej kategorii wiekowej zająłem jednak pierwsze miejsce (kilku wariatów w moim przedziale wiekowym jednak się znalazło). Tu wyniki: http://www.tatrateam.com/wyniki/wyniki2010.pdf . &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paweł w międzyczasie niebieskim szlakiem poszedł na Halę Gąsienicowym i po popasie w schronisku podchodził na Kasprowy. Po drodze spotkał Mateusza Golicza na nartach również. Następnie spod szczytu Kasprowego zjechał szlakiem narciarskim do Kuźnic.&lt;br /&gt;
Zakończenie całej imprezy i wręczenie nagród odbyło się w holu Muzeum Tatrzańskiego. Jak na razie to wszystkie zawody, w których startowałem były sprawnie przeprowadzone.&lt;br /&gt;
W tym dniu jeszcze przez Słowację jedziemy do Korbielowa gdzie nazajutrz startujemy w następnej imprezie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowa Niżna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|13 02 2010}}&lt;br /&gt;
Ostatnio Kasprowa Niżna dość licznie odwiedzana jest przez członków naszego klubu. Myśmy ten wyjazd odłożyli ale jak się okazało najlepiej na tym wyszliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No ale od początku: znowu startujemy z Rudy około 6 rano. Podrzucamy Damiana na bazę u Glizdowej i ruszamy do Zakopca a stamtąd do Kasprowej. Do jaskini wchodzimy przed 12. Przed nami w dziurze jest już kurs KKTJ, jednak nie przeszkadzamy sobie nawzajem i szybko docieramy za zapałki. Odbywa się dość szybko i sprawnie ze względu na niski poziom wody-Długi Korytarz&lt;br /&gt;
przechodzimy suchą nogą (haha). Póżniej kierujemy się do Sali Gwieździstej, gdzie kończymy naszą wycieczkę. Po 16 wychodzimy z jaskini. Do domu wracamy w trudnych warunkach drogowych. Tym razem podczas wyjazdu udział kobiet wynosił 50% więc widać, że tendencja jest wzrostowa-już niedługo może dojdzie do prawdziwej długo wyczekiwanej babskiej akcji:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry | &amp;lt;u&amp;gt;Pacyfa&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysiek i jeszcze kilka osób poznawanych na bieżąco...:)|11-14 02 2010}}&lt;br /&gt;
Niestety znów nie udało się trafić w warunki. Totalne mleko, wkurzający, niezwiązany z niczym, nawet sam ze sobą, śnieg i totalnie niezależne od niczego piękno Doliny Pięciu Stawów powodowało lekką sportowa frustrację:) Na szczęście nadrobiliśmy na polu towarzyskim a nawet załapaliśmy się na toprowskie szkolenie:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Miętusia|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Ewa Wójcik, UKA: Marek Wierzbowski|11 02 2010}}&lt;br /&gt;
Nie udało się wstać wystarczająco wcześnie, więc na Kasprowy musieliśmy wjechać kolejką (32 zł, granda!). Jeździmy trochę na krześle na Gąsienicowej, a po południu zjeżdżamy Goryczkową. Staraniami Gosi udaje się wykorzystać szpinak który przywiozłem i załapujemy się jeszcze przed wyjściem na obiad. Koniec końców startujemy dość późno, więc musimy się spieszyć, żeby Marek mógł się wyspać zanim jego bardzo małoletnia córka rano wszystkich obudzi. Do jaskini wchodzimy o 18:05, ale prawdziwy początek osiągamy dopiero o 18:50 (Marwoj). Marek i ja pokonujemy syfon w stylu sportowym, tzn. goło, wydając bojowe okrzyki. Puma przechodzi w OP-1. Za Marwojem tempo akcji trochę zwalnia, bo wyciągamy aparat. Zielony But na szczęście odpompowany, ale zaraz za nim Szmaragdowe Jeziorko swoim istnieniem zaskoczyło nas wszystkich. Mimo zastosowania metody podciągowej (podciągnięcie kombinezonów nad kolana) zmoczyliśmy się w Jeziorku dosyć konkretnie. Potem tylko bieganie i bieganie, całkiem długa ta jaskinia, ale i tak stóp nie udało się już rozgrzać. Na Dupcyngiera wzięliśmy linę, niestety na Próg Odzyskanych Nadziei nie - zatem w tym miejscu przychodzi nam zawracać o 21:30. Na powierzchni jesteśmy po siedmiu godzinach akcji, czyli ok. 1:00... co dało szansę jeszcze trochę się wyspać. Rano Marek zabiera rodzinę na narty, a Puma i ja odbywamy wycieczkę na skiturach - Lejowa, Kominiarska Polana, a potem tajemnymi ścieżkami &amp;quot;w krzakach&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Rycerzowa|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|07 02 2010}}&lt;br /&gt;
Plany były jaskiniowe ale postanowiliśmy jednak pospacerować po górkach licząc na piękną pogodę. Po 6 rano ruszamy z Rudy i już po 8 jesteśmy w Rajczy, gdzie zostawiamy auto. Stamtąd czerwonym szlakiem dreptamy dość długo w kierunku Rycerzowej. Pogoda średnia-dużo chmur i trochę ponuro. Gdy myślimy, że już blisko to okazuje się, że jesteśmy dopiero w pobliżu Młodej Hory. Czasu coraz mniej a tu jeszcze ponad godzinka dreptania, nie mówiąc o powrocie. Postanowiliśmy jednak brnąć dalej no i w sumie po jakiś 4 godzinach widzimy Rycerzową. Odwiedzamy schronisko, jemy obiad i uciekamy na dół. Najpierw kierujemy się niebieskim szlakiem, póżniej jednak postanawiamy zboczyć i iść &amp;quot;na czuja&amp;quot; w kierunku drogi asfaltowej. Dotarliśmy do drogi, po której dreptaliśmy jeszcze może z półtora godziny. Tak nas to wykończyło, że nie mogliśmy zrealizować naszych planów na następny dzień tzn. wspinaczki na ściance.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Buli sorry za tą długą trasę ale i tak myślę, że było super!:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach (w niedziele)|06-07 02 2010}}&lt;br /&gt;
Nie chcąc marnować kolejnego weekendu wybrałem się w sobotę na samotną turę po Beskidzie Śląskim. Plan był ambitny: przejście z Ustronia przez Przełęcz Salmopolską do schroniska na Koziej Górze. Pobudka o 4.50, szybkie śniadanko i już o 8.40 byłem w Ustroniu Polanie. Na miejscu jeszcze małe zakupy, przebranie butów i o 9.20 ruszam w trasę. Pogoda nie napawa optymizmem- góry jakieś takie zamglone, no ale nie ma co marudzić :). Pierwszy punkt programu to wyjście na Orłową- poszło całkiem sprawnie i w dodatku okazało się, że wyżej to i błękitne niebo i słoneczko całkiem przyjemnie przygrzewa, generalnie idealnie. Z Orłowej szybciutko dotarłem do górnej stacji wyciągów Doliny Leśnicy gdzie zjechałem na dno doliny. Tam czekało mnie podejście w stronę Starego Gronia. Na mapie wyglądało całkiem niewinnie, niestety okazało się, że szlak był nieprzetarty i całkiem sporo nawianych zasp nie pozwalało mi poruszać się z taką szybkością i łatwością jak bym chciał. Dalej to trochę monotonne dojście na Biały Krzyż i Przełęcz Salmopolską.  Myślałem, że zrobię sobie tam przerwę ale idąc cały czas sam zdążyłem odzwyczaić się od dużej ilości ludzi (a że jak wiadomo jest tam pełno wyciągów i knajpek, to też ludzi nie brakuje) i musiałem szybciutko uciekać z przełęczy, spokojne miejsce na odpoczynek znalazłem na dopiero na Malinowie. Dalsza droga prowadziła trawersem z Przełęczy Malinowskiej na Kopę Skrzyczeńską i dalej szlakiem na Skrzyczne. Tu pojawiły się wątpliwości czy uda mi się dotrzeć o rozsądnej porze do celu, była już 16.30, a mi jeszcze trochę do przejścia zostało. Ale na razie czekał mnie całkiem przyjemny długi zjazd do Szczyrku. Dalej mój plan zakładał podejście na przełaj na Beskidek i szlakiem na Klimczok, Szyndzielnię i Kozią Górę, niestety pora zweryfikowała moje plany i postanowiłem podchodzić na Klimczok niebieskim szlakiem. Odradzam go wszystkim- narty tak na stałe mogłem założyć dopiero bardzo wysoko, a wcześniej szlak szedł przez osiedla domów jednorodzinnych. Narty musiałem nieść na plecach od dolnej stacji kolejki na Skrzyczne do Sanktuarium MB Królowej Polski, trochę mnie to wykończyło i zniechęciło do dalszego marszu. O 19.20 dotarłem do schroniska na Klimczoku gdzie postanowiłem już zostać i nie pchać się dalej, co okazało się niezłym pomysłem, gdyż schronisko było całkiem puste, a warunki mają bardzo fajne. Teraz pozostało tylko pójść spać i rano spotkać się z Olą :). Poranek przywitał mnie pięknie ośnieżonymi drzewami i leciutką  mgiełką- piękny widok, super sprawa móc usiąść rano  z książką w pustym schronisku, zjeść dobre śniadanko i po prostu się zrelaksować :). Koło 10 spotkałem się z Olą w schronisku na Szyndzielni i podreptaliśmy sobie spokojnie w stronę Błatniej. Gdy tylko odbiliśmy na czarny szlak trawersujący Klimczok i wyrwaliśmy się z tłumu ludzi idących głównym szlakiem od razu nam ulżyło. Dalej było już tylko lepiej :), lekka mgła sprawiała, że las wyglądał cudownie. Na Błatniej zjedliśmy pyszny obiad i znowu zachwycaliśmy się schroniskiem, które jest bardzo fajnie prowadzone. W drodze powrotnej stanęliśmy jeszcze nad „sauną” (jaskinią Dującą) i korzystając ze świetnych warunków na czerwonym szlaku zjechaliśmy pod drzwi samochodu zostawionego na Olszówce Górnej :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Damian Żmuda, Tadek Szmatłoch, Aga Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Głowania|06 02 2010}}&lt;br /&gt;
W Tatrach mało śniegu ale na tyle aby uprzykrzyć podejście pod otwór (ledwo przykryte kamienie, korzenie itp.). Celem jest nurkowanie (na bezdechu) Tadka w jeziorku Szmaragdowym oraz wywspinanie komina Smoluchowskiego przez Damiana Żmudy. W drodze do Wegierskiego Komina Tadek obrywa niefortunnie kamieniem w czoło i trzeba było skorzystać z apteczki. Po dojściu na miejsce mimo przeciwności losu Tadek realizuje swoje zamierzenie ale wchodząc do wody mąci ją znacznie więc nie udało mu się odnaleźć zgubionego niegdyś szanta. Damian Żmuda wspina Smolucha. Potem to robi Tadek a na końcu ja likwiduję punkty. Na ostatniej trudności udało mi się nawet odpaść i zrobić nieprzyjemne wahadełko. W końcu jednak wszyscy spotykamy się u góry. Z jaskini wychodzimy nocą a zejście z uwagi na bardziej zmarznięty śnieg jest znośne. Tej samej nocy Tadek z ekipą wraca do domu a my zostajemy do niedzieli. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kasprowa Niżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, UKA: Marek Wierzbowski, KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik|06 02 2010}}&lt;br /&gt;
To już trzeci taki weekend w ciągu ostatniego miesiąca - rano narty, wieczorem jaskinia. Lekkie problemy ze zgraniem się: Marek przyjeżdża z Warszawy &amp;quot;na styk&amp;quot;, z kolei ja musiałem jeszcze przed wyjściem zadbać o zajęcie dla mojej ekipy narciarskiej. Istotnie, jak można było przewidzieć czytając niedawną relację z &amp;quot;babskiej akcji&amp;quot;, woda w jaskini była. Tak wyszło, że ktoś musiał się wykąpać, żeby nasza wycieczka wykroczyła poza Długi Chodnik. Nie czekając aż i tak zostanę wytypowany (jako najmłodszy), zgłosiłem się na ochotnika. Wykąpał się też Marek, choć w sumie nie było to konieczne - stwierdził jednak, że musi, bo nie wypada mu azerować. Idziemy sobie najpierw w stronę Danka. Po drodze wspólnie z Pumą robimy trochę fotek, ale niestety wszystko &amp;quot;z ręki&amp;quot;, na dużej czułości. W międzyczasie trwają dyskusje polityczne, wciągające najwyraźniej na tyle, że aż wracając troszkę się pogubiliśmy (sic!). Z Rycerskiej przebiegamy się jeszcze szybciutko do Zapałek, no i wycof. Rozchodzimy się w swoje strony, z różnymi planami na niedzielę. Jeśli chodzi o mnie - pobudka o ósmej, śniadanie - no i znowu na narty, do Bachledovej. Coś trzeba robić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie|&amp;lt;u&amp;gt;Pacyfa&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysiek|01-03 02 2010}}&lt;br /&gt;
Kolejna szybka, krótka, ale dająca chwilę wytchnienia psychicznego i zaspokojenia fizycznego ;) akcja. Jak to z Krzysiem nie spiesząc się i świetnie się bawiąc, wykonaliśmy jedynie plan minimum, tj. przejście z murowańca przez Zawrat do Piątki. Na nasze usprawiedliwienie można jedynie rzec, że  warunki nienajlepsze; szlaki nieprzetarte, śnieg sypki, zapadający się i załamująca się ok 13.00-14.00 pogoda. Krzysiu przekonał się ponadto, że nawet stary dobry Zawrat nie jest wolny od niebezpieczeństw; między Zmarzłym a przełęczą minęliśmy dwa, spore lawiniska. A w Piątce cichutko, puściutko, nic nie przetarte...:) Już są plany, by to zmienić w przyszłym tygodniu...;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: „Babska Akcja” czyli Kasprowa Niżna i Kościelec|Maciejka Dziurka, Karolinka Jagoda, Ola Strach – znana na co dzień jako &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Ż&amp;lt;/u&amp;gt;;)|30 - 31 01 2010}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
I kto powiedział, że to się nie uda? Nic bardziej mylnego! Wystarczy odrobina determinacji, czy jak kto woli desperacji i organizujemy prawie babską, acz niewątpliwie udaną akcję jaskiniową. Plan taktyczny jest prosty – Kasprowa Niżnia dokąd się da. A dało się całkiem daleko.&lt;br /&gt;
	W towarzystwie moich przesympatycznych koleżanek dotarłam do Zakopanego i jak na kobietę przystało zbagatelizowałam wyciek paliwa z baku. Podczas podróży pochłania nas rozmowa na temat najnowszych kosmetyków do liftingu biustu i ciała. Przed północą docieramy na bazę. Chichocząc Karolina flirtuje nieco z Poznaniakami na temat Zimnej. Wskakujemy w piżamy w różowe motylki i życząc sobie wzajemnie słodkich snów zamykamy znużone oczęta.&lt;br /&gt;
	Budzimy się nieco leniwie, ale śniadanko stawia nas na nogi. Z niepokojem zauważamy z Maciejką, że dieta koleżanki Karoliny obfituje w zbyt duża ilość węglowodanów i próbujemy zasugerować urozmaicenie jadłospisu, w skład którego wchodzą głównie bułki i zupki chińskie (bułki robi mama, zupki Chińczycy). Bezskutecznie niestety. Jak ta dziewczyna utrzymuje taka figurę?! (patrz galeria)&lt;br /&gt;
	Pogoda jest ładna – ciepło i nie wieje. Fryzurę pod kontrolą utrzyma zwykła pianka do włosów. Fakt ów napawa nas optymizmem. Otwór znajdujemy, bo było wydeptane J. Przebieramy się… Barwne kombinezony     „od Kotarby” (kolekcja 2009) znakomicie prezentują się na tle tonącego w śniegu lasu. Z przejęciem słuchamy opowieści Karoliny o potworach zamieszkujących jaskinie …. ale ciekawość bierze górę nad strachem i schodzimy pod ziemię. &lt;br /&gt;
	Jesteśmy profesjonalnie przygotowane – mamy nawet liny, karabinki i plan techniczny. Posuwamy się do przodu zgodnie z planem aż tu nagle duża kałuża! Musimy ją przejść, żeby dostać się do syfonu Danka i potem za Zapałki. Maciejka nie jest zachwycona moczeniem swojej nowej bielizny, ale zachwalam skuteczność zimnych kąpieli w zwalczaniu celulitis i to ostatecznie przekonuje dziewczęta. W pobliżu Syfonu Danka dokonujemy drastycznego odkrycia. Potwór, o którym mówiła Karolina pożarł płetwonurków – zostały tylko butle tlenowe och! Postanawiamy wycofać się cichutko, by nie budzić czającego się licha. Opuszczamy zaczarowany bór szczęśliwe, że nic nam już nie grozi i w  radosnych pląsach schodzimy do ronda kuźnickiego, gdzie prawdopodobnie zostawiłyśmy samochód (ups!) Paliwo na szczęście nie wyciekło i możemy wrócić na bazę. Zdążymy na serial! :)&lt;br /&gt;
A poza tym to jaskinia jest przereklamowana, bo nie sprzedają tam  ani Gąbek (osobiście sprawdzałam), ani Złotych Kaczek, w Sali Rycerzowej nie ma rycerzy, zapałki są zalane i bezużyteczne, i nie było żadnej imprezy Sylwestrowej L! Postanowiłyśmy złożyć zażalenie do dyrekcji TPN i wniosek o weryfikację planu technicznego galerii Kasprowa Niżnia (foch).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzeźwiająca kąpiel w olejkach eterycznych przydaje blasku naszej nieco sfatygowanej urodzie i przywraca siły. Posilamy się lekkostrawną pożywną konserwą  z Aldiego a Karolina konsumuje swoją 36-ą bułkę…. Oglądamy „M jak miłość” a potem przygody agenta 007 (Maciejka wolała Chucka Norrisa, ale Karola uparła się, że chce  Jamesa Bonda). Karolina serwuje malinowe reedsy i chipsy (ach ta niepoprawna KarolciaJ), którym to przysmakom nie możemy się oprzeć. Zasypiamy marząc o przystojnych agentach…..&lt;br /&gt;
Nazajutrz, rządne nowych wrażeń, maszerujemy na Kościelec – spora dawka fitnessJ. Za Murowańcem przydają się te psujące fason obuwia kolce i te….no…. dziobaki do loduJ - koledzy nam pożyczyli z klubu. Poznałyśmy przystojniaka z Krakowa, który towarzyszy nam w drodze na szczyt. Na szczycie nic nie widać, tylko zimno, wieje i sypie śnieg. Schodzimy a raczej zbiegamy w świeżutkim puszku już po zmroku. &lt;br /&gt;
…bo my kobiety damy radę i dziurom i górom hehe J &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. No kobitki …. może to nas w końcu zmobilizuje J Zapraszam na babską akcję bez prawie…. Pozdrawiam ciepło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: wypad skiturowy w rejon Klimczoka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek|31 01 2010}}&lt;br /&gt;
Bardzo fajna tura: z Szczyrku Biłej na Karkoszczonkę, następnie trochę szlakiem a dalej na przełaj na Trzy Kopce i Klimczok. Przed tym ostatnim wyraźny wytop w śniegu i po sprawdzeniu mała jaskinia. Dalej zjazd do schroniska pod Klimczokiem. Tu obowiązkowo sernik i piwo z sokiem. Potem zjazd zielonym szlakiem do Biłej. Warunki śniegowe całkiem niezłe na szlakach. Jak dopada jeszcze z 30 cm to szykują się piękne zjazdy przez las. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2010/Klimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Trzech Kopców Wiślanych- wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2010}}&lt;br /&gt;
Samotnie przemierzam trasę: Ustronia Polana - Orłowa (zielonym szlakiem) - Trzy Kopce Wiślane (niebieskim) - Telesforówka - Orłowa (powrót tą samą drogą) - Równica (dalej niebieskim szlakiem)-Ustroń Polana (zjazd czerwonym szlakiem). Warunki pogodowo-śniegowe jak dla mnie były świetne. Do tego zachmurzone niebo, lekkie zamglenie i brak ludzi do złudzenia przypominają mi klimat filmu Białe Szaleństwo (który skiturowcom i innym „dziwakom” serdecznie polecam :)). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Zawody skiturowe o Puchar Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu Jurek Ganszer (SBB), Michał Ganszer (SBB)|30 01 2010}}&lt;br /&gt;
Zgłosiło się około 30 zawodników (amatorów i zawodowców). Ciekawa choć nie zbyt długa trasa (8 km, 700 m przewyższenia). Wiodła z stoków narciarskich w Brennej na Halę Jaworową – Kotarz – Hyrcę, następnie zjazd nie przygotowanym terenem do Brennej, dalej podejście powyżej startu i zjazd do mety. W mojej kategorii wiekowej (nestor) udało mi się zająć I miejsce. Fajna, kameralna impreza, dobra oprawa i organizacja. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - słoneczno-mroźny spacer na Halę Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk |24 - 25 01 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako uczestnik współfinansowanego przez Unię Europejską programu &amp;quot;Chrońmy Tatry- jedźmy w Beskidy&amp;quot;, skłoniłam ostatnio swoje górołażeniowe zapędy w stronę tych bliższych nam geograficznie wzniesień. Wydawałoby się, że takie tam górki- niskie, bliskie- nie mogą mieć wiele ciekawego do zaoferowania.. tymczasem te nasze Beskidy zimą to coś pięknego jest! Mróz, śnieg, inwersja i to słońce! plus prawie bezludnie na szlakach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Soli dojeżdżamy pociągiem. Pociąg postanowił nie oszczędzić nam przygód zaraz na początku - przymarzł do trakcji na 300m przed peronem na Chebziu. Ale że nie wstaliśmy po darmo o tej piątej rano szybko udaje się zorganizować alternatywny dojazd do Kato.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Soli trasa wiodła czarnym szlakiem najpierw przez Łysicę do Rycerki Dolnej i dalej przez Praszywkę i Bendoszkę na Przegibek. Z Przegibka zaś dalej - na Rycerzową niebieskim szlakiem, trawersującym Banię, Majcherową i Rycerzową Wielką. Ostatnią godzinę idziemy już zupełnie po ciemku i kiedy wychodzimy umęczeni z lasu na Halę Rycerzową, wydobyć udaje się tylko przeciągłe &amp;quot;łooo....&amp;quot; w różnych tonacjach w odpowiedzi na niesamowicie rozgwieżdżone niebo nad głowami. Mimo mrozu spędzamy tam chyba z godzinę. &lt;br /&gt;
Schronisko zastajemy nabite po brzegi. Nawet poza brzegi, bo pod bacówką  jacyś kolesie rozbili dwa namioty (nic tam te 20 st. na minusie!)- jak się okazało, chcieli się wreszcie wyspać w spokoju, bo z żoną to jakoś nie idzie.. albo z łokcia przysadzi albo kołdrę zabierze. Nam udaje się dostać rewelacyjną miejscówkę na glebie pod samym dachem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia przy równie bajecznej pogodzie wracamy czerwonym szlakiem przez Mładą Horę do Rajczy, skąd pociągiem powoli powoli do Katowic i Chebzia. Na tym jednak nie koniec weekendowych wrażeń. &lt;br /&gt;
Z Chebzia odbiera nas poznany w sobotę Paweł. Z nim i jego żoną Martą mijaliśmy się na szlaku - oni coś zgubili i poprosili o kontakt w razie znalezienia, my znaleźliśmy i skontaktowaliśmy się w celu przesłania pocztą. Wtedy dopiero wyszło na jaw, że i oni są z Rudy Śląskiej i to w dodatku z Orzegowa!! Wieczór więc spędzamy w ich mieszkaniu na herbacie, a do domu wracam po 22. Sił starcza już tylko na kąpiel, a plecak... cóż, poczeka :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Trawers wybrzeża (skitury)|Ewa Wójcik (KKTJ), Karolina Filipczak (STJ KW Kraków), Emanuel Lis (SW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;|22 - 24 01 2010}}&lt;br /&gt;
Oj, ile było się trzeba najeździć żeby ten wyjazd doszedł do skutku. Najpierw spotkaliśmy się we wtorek w Krakowie, żeby &amp;quot;omówić szczegóły&amp;quot; - dodam, że przy pysznym raclette. Zorganizowaliśmy dla wszystkich sprzęt i przejrzeliśmy rozkłady jazdy w Internecie. Konkluzja: jeśli chcemy się zmieścić w trzech dniach, na publiczny transport nie mamy co liczyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczynamy więc o 00:20 w piątek - na dworcu PKP we Wrocławiu odbieram z pociągu dziewczyny. Dalej autem przez Poznań do Słupska - gdzie o 06:30 jesteśmy umówieni z Emu. W Słupsku zostawiamy vana Emu i jedziemy do Ustki. Nawigacja satelitarna na azymut 0 st. wyprowadza nas do Domu Wczasowo-Sanatoryjnego PERŁA. Co ciekawe, trwa turnus i po krótkich negocjacjach na recepcji, udaje się nam załapać na śniadanie z wczasowiczami na stołówce. Bezcenne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Senna atmosfera wczasów nad morzem udziela się nam i wyruszamy dopiero ok. 12:30 (piątek). Schodki na plażę za ośrodkiem są nieczynne, zjazd z wydm wygląda na bardzo trudny (powaga!), więc z początku idziemy lasem, widząc Bałtyk gdzieś za drzewami. Puma i Emu swój dobytek ciągną w saniach a'la Marek Kamiński. Wygląda na to, że taki system oszczędza kolana, za to kasuje kręgosłup. Po godzinie docieramy w końcu do plaży i następuje długa przerwa na przywitanie się z wielką wodą. Przed wyjazdem nasz informator z Pomorza mówił obrazowo o &amp;quot;zaspach do dwóch metrów&amp;quot;, ale sama plaża okazuje się być pokryta cienką warstwą śniegu i z pewnością bez nart poruszalibyśmy się szybciej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dreptamy sobie plażą do zmroku, a nawet dalej. Pogoda dopisała, przez większość czasu, a także przez następne dni towarzyszyło nam momentami tylko lekko przychmurzone niebo i delikatne wiatry. Zachody słońca nad morzem i takie tam. Mróz na poziomie kilkunastu stopni staraliśmy się traktować jako atrakcję, a nie przeciwność losu. Mała niespodzianka spotyka nas w Rowach, gdzie musimy obchodzić dookoła port z zamarzniętymi kutrami (&amp;quot;tego nie było, chyba jakoś niedawno musieli zbudować&amp;quot; - Puma). Za Rowami znajdujemy miejsce na nocleg w zagajniku, rozkładamy nasze dwa namioty i po sytej kolacji kładziemy się spać. Tak ogólnie rzecz biorąc, po zmroku zrobiło się Zimno. Nie wiem konkretnie jak zimno, co najmniej minus fafnaście (według prognoz, -15). Mam świadomość że teorie na ten temat są różne, ale ja wszedłem do śpiwora tak jak stałem (koszulka, polarek, kurtka na wiatr, puchówka), może popełniłem błąd. Karoli z kolei zepsuła się mata samopompująca. O świcie budzi nas delirka. Pijemy herbatkę, no nic, jakoś dotrwamy - ale która tak właściwie jest godzina? Oszsz... Jaki tam świt... dopiero pierwsza w nocy!...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie najlepszym sposobem na mróz okazuje się być mieszany zespół. Na szczęście mamy optymalną konfigurację. Rano bardzo trudno wychodzi się ze śpiworów, ale tłumaczymy sobie, że odsypiamy przecież podróż. Benzyna schodzi jak woda, myślałem że wziąłem dużo, ale teraz nie wygląda to dobrze. Śniadanie na ciepło (pyszna kaszka!), topienie śniegu, cztery termosy wrzątku... Przynajmniej tyle, że jest słońce dzięki któremu udaje się nam pozbyć szronu ze śpiworów. Emu po namyśle troczy narty do sanek (totalnie oblodził sobie foki), Karola po zapoznaniu się ze stanem swoich goleni pakuje deski na plecak. Na nartach zostaję ja i Puma. Butów nie braliśmy, więc Emu i Karola dreptają w skorupach. Pomysł z zabraniem nart forsowałem głównie ja - ekipa okazuje mi jednak dużą grzeczność i konsekwentnie twierdzi, że dobrze się bawi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały drugi dzień wędrujemy plażą przez Słowiński Park Narodowy. Jest rześko. Wędrówka wybrzeżem jest dość osobliwa, przynajmniej dla kogoś kto nie jest szczególnym entuzjastą morza (np. mnie). Trudno o jakieś pośrednie cele (granica lasu, rozwidlenie ścieżki, zmiana charakteru terenu?). Widoczne w oddali cyple są jednak dużo odleglejsze niż to się wydaje na pierwszy rzut oka. Napotkany z &amp;quot;rana&amp;quot; człowiek wspomina coś o latarni, do której rzekomo mieliśmy dotrzeć za godzinę. Światło latarni dostrzegamy dopiero po zmroku. Co niektórzy z nas w poniedziałek rano mieli zamiar być w pracy, także porzucamy śmiały plan dotarcia do Łeby i kolejny biwak odbywamy w głębi lądu - tzn. ok. 200 m w linii prostej od Bałtyku, w okolicach Czołpina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynentalna zima jak wiadomo, jest ostrzejsza. Zdaniem funkcjonariuszy policji przybyłych na miejsce nazajutrz, w nocy było -20. Tym razem byliśmy jednak lepiej przygotowani, także psychicznie. Rozbiliśmy się przy (nieczynnym oczywiście) budynku, a wieczorem zrobiliśmy jeszcze małą, acz gorącą imprezę taneczną. Może dzięki temu spało się dużo lepiej niż poprzednio. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano kierujemy się w stronę Tatr - a na początek przynajmniej do Smołdzina, przez las, szlakiem obok jeziora Dołgiego. Spotykamy ludzi, potem samochody, a na koniec odśnieżoną drogę. Po drodze robimy przymusową operację Karoli, która uparła się iść na nartach. Leczenie przebiegało zarówno objawowo (smarowanie Voltarenem), jak i przyczynowo (odebranie nart siłą). Smołdzino okazuje się być bliżej niż przypuszczaliśmy, a na dodatek na przystanku rozkład powiada, że autobus mamy za pół godzinki - super. Jest jeszcze bardzo wcześnie (16:00), zatem po drodze używamy pozostałej w moim telefonie baterii do zapoznania się z bazą gastronomiczną w Słupsku. Porzucamy bagaże i dziewczyny na dworcu PKP (dziwne, ludzie chyba rzadko widują tu czekany...), wracamy z Emu po auto do Ustki i kończymy nasz wyjazd ucztą w restauracji japońskiej &amp;quot;SAKE&amp;quot;. Jeszcze tylko dziewięć godzin jazdy po naszych drogach (i jak tu kochać swój kraj...) - i ok. 5:00am w poniedziałek jesteśmy w Krakowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wypad pieszo-skiturowy|dwójka piesza - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, dwójka skiturowa - Mateusz Górowski, Damian Żmuda, transport - Ola Strach |24 01 2010}}&lt;br /&gt;
O ostatecznej trasie decydujemy tuż przed wyjściem z auta w Ustroniu Polanie. Na dworze -20 st. Ja z Teresą idę pieszo a Damian z Mateuszem na skiturach. Razem podchodzimy pod Orłową. Pogoda mimo mrozu cudowna a na dodatek im wyżej tym cieplej (wyraźna inwersja). Na przełęczy Beskidek się rozstajemy. Damian z Mateuszem górami doszli do Małego Skrzycznego skąd zjechali do Szczyrku (miała ich tem odebrać Ola) a ja z Teresą na Równicę.  O dziwo na Równicy przy drzwiach schroniska termometr wskazywał +3 st. (może był uszkodzony a może świeciło na niego słońce). Jednak różnica temperatur jest zauważalna bo po zejściu na dół znów czujemy się jak w zamrażarce. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FZimowy_Beskid&lt;br /&gt;
&amp;lt;i&amp;gt;Resztę dopisze Damian Ż.&amp;lt;/i&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|Kaja Fidzińska (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|16 - 17 01 2010}}&lt;br /&gt;
„Grotołajzy wszystkich klubów łączcie się” – kolejny wyjazd w Tatry odbywa się pod tym hasłem. Na przeprowadzoną w klubie kampanię reklamową wypadu do dziury odpowiedział jedynie (we właściwy sobie sposób) nasz forumowicz nr 1 czyli Buli. Idea integracji międzyklubowej potwierdza swoją słuszność. Tak więc w sobotę rano spotykam się w Krakowie na Westerplatte (siedziba KKTJ) z kierownikiem akcji. Kaja pobiera dla nas sprzęt… i tu następuje pierwsze zderzenie z kolorytem lokalnym. Z klubowej szafy dobywamy znakomite radzieckie karabinki „Irimiel” – naprawdę sprawdzony sprzęt ;-) Ładujemy go do bagażnika i ok. 11 docieramy do Kir. U Galicowej spotykamy znajomych z sylwestra, umawiamy się na wieczornego grzańca i ok. 14 dochodzimy pod dolny otwór Zimnej. W tatrach lampa, mrozu prawie nie ma a w ponorze wody po kostki – koncert życzeń. Schody zaczynają się na etapie podziału ról w zespole. Kaja wyraża pewną niechęć do wspinania w jaskini i proponuje mi możliwość prowadzenia wszystkich studni, stając się tym samym partnerką idealną – bez walki dostaję całe miodzio Zimnej ;-) Jednak z uwagi na aspekt feministyczny żąda w zamian oddania wora. W efekcie kobieta i kierownik akcji przez niemal całą jamę idzie z ciężką kichą, a ja wieczny kursant, spaceruję sobie na lekko i spijam śmietankę. Już wiem dlaczego KKTJ ma na kursie takie tłumy ;-) Dzięki osiągnięciu tak korzystnego dla obydwu stron kompromisu, w wyjątkowo sympatycznej atmosferze szybko docieramy do syfonu krakowskiego. Okazało się, że nikomu przed nami nie chciało się go zlewarować, na co po cichu liczyliśmy i jeżeli chcemy osiągnąć zaplanowany korytarz rubinowy, to czeka nas przynajmniej 1,5h mało rozwijającego machania wiaderkiem. Wobec braku męskiej determinacji w zespole podejmujemy decyzję o realizacji wariantu „B”, czyli zrobieniu trawersu  z dolnego do górnego otworu. Daje to okazję powspinania się w kominku za widłami, którym mnie trochę straszono przed wyjazdem.  Wprawdzie pierwszy Batinox jest rzeczywiście dość wysoko – po  jakiś 15 metrach, ale komin naprawdę nie jest trudny. Stąd już blisko do górnego otworu. Na zejściu śniegu  prawie wcale, za to lód i ślisko, trzeba uważać. Udaje się jednak zejść bez przygód. W dolinie spotykamy wracający z Czarnej kurs WKTJ. Chłopaki zapraszają nas na poznańską bazę, gdzie zostajemy uraczeni zimnym browarem i  pyszną zupą. WKTJ pozyskał nowego, bardzo uzdolnionego kulinarnie członka – sugeruję włączenie go w skład przyszłorocznej wyprawy ;-). W niedzielę robimy jeszcze powierzchniowy spacer, udaje nam się znaleźć miejsce gdzie nie byliśmy dotychczas (Wielki Kopieniec) i  na tym kończymy. Bardzo udany wyjazd, acz oboje stwierdziliśmy, że tęsknimy już za akcją, która da nam porządnie w d… Cóż, perwersja…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zawody skiturowe Pucharu Polski amatorów na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|16 01 2010}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz w życiu wziąłem udział w takich zawodach by zobaczyć jak to jest. Wystartowało ok 80 zawodników (zawodowcy i amatorzy) w różnych kategoriach wiekowych. Jako &amp;quot;dziadek&amp;quot; startowałem w nestorach. Docelowo należało zrobić 4 pętle od dolnej stacji wyciągu na Czantorię, początkowo trochę przez las, następnie mały zjazd pod wyciąg. Dalej dość strome podejście pod wyciągiem, w którego górnej części narty należało zdjąć i założyć na plecak. Po ok. 100 m podejścia znów na nartach trawers do trasy zjazdowej poniżej górnej stacji wyciągu. Dalej zjazd niebieską nartostradą do mety. Zrobiłem 3 pętle bo więcej nie starczyło czasu. Ostatnią pętlę większość zawodników robiła przy czołówkach. Udało mi się zająć drugie miejsce (oczywiście w mojej kategorii wiekowej bo ogólnie 48)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: średnim pomysłem jest startować na zwykłym sprzęcie turystycznym (wiązania diamir z skistopami, buty scarpa i narty). Mój sprzęt jak zważyłem to na jedną nogę przypadało ponad 4,5 kg czyli o ponad 100% więcej niż &amp;quot;zawodniczy&amp;quot;. Poza tym z &amp;quot;braku laku&amp;quot; miałem zbyt duży plecak. U kilku zawodników widziałem też ciężki sprzęt ale nie wiem jak wypadli w rankingu. Oprócz tego na stromych odcinkach podejścia nie trzymały mi foki (chyba już zbyt wytarte) i tam gdzie inni szli prosto ja musiałem robić zakosy co na wąskim trakcie (=przekładanie nart) wycisło ze mnie sporo sił. Warunki śniegowe i pogodowe były znakomite. Tak po za tym to fajna zabawa, dobra oprawa i ciekawe nagrody. Na dole spotkałem kol. z SBB: Jurka Ganszera (jego syn Michał też startował), Zosię Chruściel i innych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paweł w tym czasie odbył pieszą wycieczkę górską na trasie: Ustroń Polana - Orłowa - Równica - Polana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny wypad skiturowy na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 01 2010}}&lt;br /&gt;
W nocy samotnie podchodziłem na Czantorię i zjeżdżałem nartostradą. Warunki śnieżne dobre.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - biwak zimowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Karol Jagoda, Paweł Szołtysik oraz grotołazi z różnych klubów|9 - 10 01 2010}}&lt;br /&gt;
Bodaj po raz 16 Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował biwak zimowy. Tym razem była to Dolina Białej Wody a dokładnie taborisko taternickie na Polanie pod Wysoką (1310). Jest to jedyne takie miejsce biwakowe w całych słowackich Tarach. Dojście na miejsce zajmowało ludziom do 2 do 4 godzin. Jak się na miejscu okazało w Rudzie było może trzy razy więcej śniegu niż na Łysej Polanie z której zaczynaliśmy podejście. Jako jedyny z naszej grupki podchodziłem na nartach, właściwie po lodzie i wodzie. Czym wyżej tym mniej śniegu. W połowie doliny musiałem już narty nieść. Pocieszałem się jedynie faktem, że większość biwkowiczów tachało też narty na plecach. Ostatnie fragmenty szlaku pokonujemy w deszczu. Na taborisku jest na szczęście wiata, gdzie koledzy już rozpalili ognisko i wesoło dźwięczała gitara. Namioty rozbijamy na drewnianym podeście w prawdziwej ulewie. W sumie zjawiło się 66 dziwaków. Jurek wygłosił jak zwykle mowę. Całą noc deszcz z śniegiem walił o ściany namiotu. Drugi dzień nie zmienił znacząco sytuacji. Po zrobieniu tradycyjnego zdjęcia grupowego wszyscy zaczynają schodzić w dół. Nasze plany wyjścia wyżej (jest to wg mnie najpiękniejszy zakątek Tatr) z uwagi na pogodę nie wchodziły w grę. W połowie doliny zakładam narty i mknę po lodzie w dół, czasem w rozbryzgach wody. Błyskawicznie docieram do auta w Łysej Polanie gdzie prawie godzinę czekam na kolegów idących z buta. Wszyscy szczęśliwie doszli na dół. Dla nas było to ciekawe doświadczenie i lekcja pokory. Deszcz zimą jak się okazuje może dać bardziej w dupę niż mróz. Cała Europa walczy z zimą a w Tatrach trawy. Cóż kolejna ciekawa przygoda z nami. I tak jesteśmy szczęśliwi. Szczegóły na stronie SBB. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FBiwak%20zimowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|9 01 2010}}&lt;br /&gt;
Szybkie, wieczorne wyjście na wspinanie Czarnego Komina. Uwagi o pogodzie jw. - podejście w mżawce, stąpając po rozchlapującym się śniegu. Dotarliśmy ostatecznie do ''Chatki'', co razem z wyjściem zajęło niecałe trzy godziny. Powrót w regularnej zlewie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klimczok - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;,Mateusz Górowski|9 01 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ignorując podający deszcz i zamrożony śnieg wybraliśmy się w sobotę z rana do Bielska. &lt;br /&gt;
Na miejscu zrobiliśmy trasę Dębowiec – Szyndzielnia – Klimczok – Szyndzielnia&lt;br /&gt;
- Dębowiec. Do góry trasę robimy zielonym szlakiem na Szyndzielnie i dalej przez szczyt idziemy na ciepłą zupę do schroniska na Klimczoku. Śnieg po drodze głównie występował &lt;br /&gt;
w dwóch wersjach: albo zmrożona wierzchnia skorupa albo prawie woda…. Mimo tego szło się nie najgorzej. Wracamy trasą czerwonej nartostrady, której jakość- jeśli chodzi o warunki śniegowe - była całkiem niezła jak na zastaną w górach pogodę. Po wycieczce Mateusz wraca do domu, ja zostaję w Bielsku do niedzieli. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Biwak zimowy na Babiej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Maciej Dziurka&amp;lt;/u&amp;gt;,Kasia Żmuda|5 - 6 01 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już od dawna mieliśmy pomysł na biwak zimowy. W godzinach popołudniowych podchodzimy szlakiem Perć Akademików. Brodząc po pas w śniegu po przekroczeniu granicy lasu zaczyna nam się gubić szlak. Z racji nadchodzącego zmierzchu decydujemy się na biwak jeszcze przed  ejściem w poręczówki. W nocy na zewnątrz mróz, hulający wiatr i zawiewany śnieg. Kolejnego dni podchodzimy do góry. Początkowo zakosami brniemy w śniegu po pas, dalej krok za krokiem żlebem. Ostatnie metry na grań to walka z silnym zwalającym z nóg wiatrem i zawiewanym w twarz zmrożonym śniegiem. Bardzo szybko podejmujemy decyzje że schodzimy. Był to ostatni moment na zrobienie tego przejścia przed  agrożeniem lawinowym a i tak pod samym szczytem spuściliśmy sobie deskę śnieżną na siebie. W drodze powrotnej odwiedzamy schronisko. Pod wieczór wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - na nartach biegowych|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek|3 01 2010}}&lt;br /&gt;
Mroźna pogoda, lotny, puszysty śnieg to warunki, w których odbyliśmy wędrówkę narciarską w okolicach Przewodziszowic. W tej wsi zostawiamy auto i na biegówkach obchodzimy ruiny pobliskiej warowni a następnie idziemy lasami i polami. Po drodze o dziwo spotykamy 2 narciarki i narciarza na biegówkach z którymi zamieniamy kilka zdań. Następnie robimy błąd nawigacyjny i lądujemy w Leśniowie. Po korekcie, częściowo na przełaj docieramy do Pustenlni w Czatachowej (uroczy kościółek na skraju lasu) i stamtąd ładnym zjazdem docieramy do głównego rowerowego szlaku jurajskiego i nim wracamy do auta. Pokonaliśmy kilkanaście kilometrów na nartach. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FJura-narty&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=1292</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=1292"/>
		<updated>2010-04-26T11:13:42Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''25 04 2010''' - Jura - wspin w Karlinie&lt;br /&gt;
* '''18 04 2010''' - Jura - wspin w Trzebniowie&lt;br /&gt;
* '''17 - 18 04 2010''' - Jura - wspin w Górach Towarnych&lt;br /&gt;
* '''17 - 18 04 2010''' - CZECHY: MTB w Jesenikach&lt;br /&gt;
* '''17 04 2010''' - Tatry Wysokie - skitour, Krzyżne&lt;br /&gt;
* '''14-20 04 2010''' - Tatry Wysokie - trek&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2010&amp;diff=1291</id>
		<title>Wyjazdy 2010</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2010&amp;diff=1291"/>
		<updated>2010-04-26T11:12:02Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Karlinie| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Ola Strach, Olek Kufel, Ryszard Widuch, Marzena Widuch, Maciek Widuch |25 04 2010}}&lt;br /&gt;
Znów po raz pierwszy wspinaliśmy się na ciekawej skale w Karlinie. Zrobiliśmy w sielankowej atmosferze kilka dróg &amp;quot;łatwych&amp;quot; i łatwych. Najwięcej emocji przysporzyła pierwsza droga, którą robiłem na własnej protekcji w niezwykle kruchej rysie równolegle do komina obok. Wydająca się na łatwą z dołu droga okazała się paskudna bo kruszyła się niesamowicie. Po ukończeniu (spociłem się tu nieco) drogi w zjeździe wyleciał mi spod stóp wielki głaz i tylko dzięki przytomności umysłu Ola z Olkiem zdążyli odskoczyć w bok. &lt;br /&gt;
Następne 3 drogi nie wzbudziły już takich emocji. Rysiek z rodziną wraca trochę wcześniej a my dzień kończymy również ogniskiem.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2010/Karlin&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nowy Bytom - MOK, Spotkanie ludzi wody| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Wojtek Orszulik, Ewa Orszulik, Tomek Jaworski|23 i 24 04 2010}}&lt;br /&gt;
Mimo, że impreza raczej wodniacka to 3 rewelacyjne filmy o nurkowaniu w jaskiniach (Meksyk, Francja, Węgry). A film &amp;quot;Antarktyczna podróż sir Ernesta Shackletona&amp;quot; powinien zobaczyć każdy kto chodzi po górach lub pływa gdyż historia ta chyba sobie nie ma równych jeśli chodzi o determinację przeżycia w beznadziejnej sytuacji oraz poczucie odpowiedzialności wobec członków wyprawy. Całą imprezę przygotował b. czł. naszego klubu - Michał Kuszewski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czechy - turystyka rowerowa| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski |17 - 18 04 2010}}&lt;br /&gt;
Wyjazd ten podporządkowany był dwom istotnym dla nas celom. Po pierwsze rowerowej turystyce górskiej, po drugie poznawaniu nowych dla nas miejsc wspinaczkowych. W związku z powyższym w sobotę po dotarciu do wioski Bedrichov ruszyliśmy na rowerach na ruiny zamku Rabstejn. Oprócz ładnych szlaków rowerowych jest tam też całkiem ciekawy, ale też mocno oblegany rejon wspinaczkowy. Część dróg poprowadzona jest na samych ścianach byłego zamku! Po zwiedzeniu okolicy i cudownych zjeździe, zapakowaliśmy rowery do samochodu i ruszyliśmy dalej do Karlovej Studanki. Jest to małe, acz niezwykle urokliwe miasteczko uzdrowiskowe, leżące pod Pradědem (Pradziadem) -najwyższym szczytem Jeseników i całych wschodnich Sudetów. Na szczyt Pradziada wybraliśmy się w niedziele na rowerach (prowadzi tam szlak rowerowy), niestety nie udało nam się na nich dotrzeć na sam szczyt, gdyż u góry na poziomie wyciągów narciarskich panowały całkiem niezłe warunki śniegowe!!! ( przez chwile żałowaliśmy, że nie mamy ze sobą nart…). Szczyt zdobyliśmy więc pieszo. Największa frajda czekała na nas  oczywiście w drodze powrotnej - 6 km zjazd. Wracając do domu zahaczyliśmy jeszcze o turystyczny szlak na Górę Zamkową w okolicach Vrbna pod Pradedem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Kotarz| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jaworski, Tomek Jaworski|17 - 18 04 2010}}&lt;br /&gt;
Pierwszy poważny szczyt beskidzki w życiu Karola zdobyty-Kotarz 974 m n.p.m.:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góry Towarne i okolice Olsztyna, wspin|Ania Bil, Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk|17 - 18 04 2010}}&lt;br /&gt;
W sobotę wspinamy się w Górach Towarnych.  Mimo, że pod skałami jesteśmy dopiero około 11, słońce piękne i niebo bezchmurne, wciąż jest dosyć chłodno. Naubierani jak niedźwiedzie zaczynamy wspinaczkę na Grocie – trochę jeszcze w cieniu, przez co palce w momencie niemal dębieją od zimnej skały. Udaje się jednak zrobić kilka przyjemnych dróg, tym razem o zwierzęcych nazwach: Pawiany na ściany, Żyrafy do szafy, Ryby na wagę czy 12 małp. Mnie najwięcej satysfakcji przyniosła ta ostatnia :) Przedział trudnościowy od V do VI.1+ (Karol:). Sielankowo i słonecznie. Późniejszym popołudniem przenosimy się jeszcze na Małe Towarne, gdzie robimy kilka dróg na Przekładańcu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielę spędzamy już w 3-osobowym składzie w Olsztynie na Szafie i Bibliotece. Karol próbuje subtelnie (oczywiście z subtelnością, na jaką stać Karola :) przełamać mój i Ani chwilowy skałowstręt (Ania odzyskuje „moc” na ostatniej tego dnia drodze, ja chyba poczekam do następnego razu). Wynajduje łatwe i przyjemne drogi, przez co nie może się do końca spełnić. W końcu jednak pewna zaniżona VI+ daje mu popalić na tyle, że przysiada i zjada drugie śniadanie (marsa;). Ogólnie dzień mija na wielu rozmowach i rozważających wydarzenia dnia poprzedniego i inne, nurtujące nas tematy. W tym czasie Wojtek odpoczywa w częstochowskim szpitalu po operacji złamanej nogi. Po raz pierwszy tak dosadnie przekonałam się, że jest to niebezpieczny sport. &lt;br /&gt;
Parę zdjęć będzie nieco później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki w okolicach Trzebniowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;,Paweł Szołtysik, Wojtek Sitko, Filip (os. tow.)|18 04 2010}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz wspinaliśmy się na Kaczej Górze tuż obok Trzebniowa. Skały może nie wysokie ale lite, obite i nasłonecznione. Spokojne miejsce bez tłumów. Zrobiliśmy sporo dróg od V do VI.1. Cały dzień upał i bezchmurne niebo. Dla mnie było to rozpoczęcie sezonu skałkowego, nawet udane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Michał Ciszewski, Ewa Wójcik|17 04 2010}}&lt;br /&gt;
Podejście i zjazd na przełęcz Krzyżne od strony Pańszczycy - podziękowania dla Damiana za podsunięcie tego pomysłu. Trzeba przyznać, ża okazał się on bardziej skomplikowany niż przypuszczałem, z uwagi na ilość zjazdów w trakcie podejścia. Łącznie w ciągu dnia foki musieliśmy zakładać cztery razy. Warunki śniegowe w rejonie Hali Gąsienicowej dobre, wiosna postępuje powoli. Dopisała nam także pogoda, było upalnie i bezwietrznie. Na Krzyżnym przesiadujemy przez dłuższą chwilę (było kilku ludzi, w tym także piechotą) i pracujemy nad topografią. Już po kilkunastu metrach zjazdu z Przełęczy przestałem żałować, że poszedłem w moich nartach &amp;quot;zjazdowych&amp;quot;, które wcześniej ciążyły mi na podejściu. Pełna kontrola nad nartami, pewność ruchów... klasa! Zjazd był naprawdę syty, przynajmniej dla mnie i Furka. Pumie udało się zsunąć bez szkód dla kolana, ale też bez większej przyjemności; musiała sobie zrekompensować straty moralne racuchami w Murowańcu. Plan wyjściowy obejmował zjazd do Kuźnic przez Kasprowy, ale zrobiło się trochę późno i musieliśmy salwować się ucieczką przez nartostradę z Hali. Koleiny w zmrożonym śniegu dawały konkretny poślizg, a w połączeniu z zapadającym zmrokiem dostarczyły także dodatkowej dawki adrenaliny, jeśli komuś jeszcze było mało. Nartostradą da się zjechać mniej-więcej do Nosalowej Przełęczy. Mniej-więcej, bo zależy to od determinacji, podejścia do sprzętu i budżetu jakim się dysponuje na jego remont. Wycieczkę kończymy ok. 21:30 uroczystą kolacją.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie,|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;|14-20 04 2010}}&lt;br /&gt;
Zaległy, zeszłoroczny urlop plus odwołany zjazd na uczelni, poskładał się na kolejna ucieczkę od szarości miasta. Pogoda w kratkę, od zalegającego wszędzie mleka i opadów deszczu lub śniegu, po palące słońce na bezchmurnym niebie. Śniegu pełno, na moku większość szlaków nieprzetarta. W czasie &amp;quot;okienka&amp;quot; udało się przetorować na Mnicha wśród huku spadających mniejszych i większych lawinek:) strasznie mało miejsca na tym wierzchołku:)) drugi dzień &amp;quot;okienka&amp;quot; totalnie zmarnowany na przebijanie się lasami na Gąsienicówkę. Następnego dnia, mimo niecnych planów, udało się już tylko dojść do Koziej Dolinki, zapanowało mleko i chmury. Nie widać było skąd &amp;quot;huka&amp;quot;:) Zejście piękną Jaworzynką we wschodzie słońca, wśród rozkwitających krokusów:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie, Ciemniak|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 04 2010}}&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Ciemniak. Warunki nieprzychylne: opady śniegu, widoczność ograniczona - nad Chudą Przełęczą do 20 m. Wprawiam się coraz bardziej w zjazdach na GPS, doszedłem już do tego, że noszę ze sobą zapasowy odbiornik (w postaci telefonu z wgraną mapą topograficzną).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA, Wysokie Taury, Grossglockner|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 02 04 2010}}&lt;br /&gt;
Postanawiam zrobić trochę użytku z aklimatyzacji pozostałej mi po wyprawie na Kitzsteinhorn. Wiadomo, chodzenie solo po nieznanych górach jest ryzykowne - wybieram zatem masyw, w którym podobno bywają tłumy ludzi. Może uda się podłączyć pod jakąś grupę, albo przynajmniej w razie problemów, może ktoś na szlaku mnie poratuje. Mimo wszystko bojąc się trochę, wybieram najłatwiejszą drogę - z Lucknerhaus przez Adlersruhe. Najłatwiejsza oznacza w tym wypadku i tak ponad kilometr po lodowcu, UIAA II, nachylenie 35 - 40 st.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw, w środę 31.03., po pożegnaniu się z kolegami i koleżankami z wyprawy na Kitza, docieram z chatki pod Lampo do parkingu w Kals (1924). Stamtąd ruszam o 13:00 do Stuedlhutte (2801), gdzie zamierzam nocować. Po drodze wyprzedzam trójkę Austriaków z przewodnikiem - zamieniamy kilka słów, wygląda na to, że mają podobne plany. Super. Tylko coś wolno idą, jak na miejscowych...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W schronisku, odpowiedzią na pytanie, czy są jakieś wolne miejsca, jest śmiech. W obiekcie przewidzianym na 104 osoby jest o zgrozo, cicho i głucho - oprócz mnie tylko obsługa. Ponieważ jestem ponoć Junior Mitgleider, nocleg kosztuje mnie 6 EUR (sic!)... no ale odbijają to sobie na jedzeniu, które jest horrendalnie drogie. Godzinę po mnie dociera powolna czwórka, na kolacji jest jeszcze jeden gość. Gdzie te tłumy?... Cały plan w łeb. Nie umiem zasnąć, może to tylko kwestia wysokości, ale może też jestem przerażony łażeniem po lodowcu samopas.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W chatce panuje germańska dyscyplina tzn. śniadanie o 6:00. Dzięki temu udaje mi się wyjść o siódmej. Pogoda dopisuje, słońce zza grani oświetla lodowiec Koednitzkees i widzę dokładnie co jest grane, tzn. potrafię odnieść narysowaną na mapie &amp;quot;rozsądną trasę&amp;quot; do terenu. Niestety z minuty na minutę sytuacja się pogarsza, chmury schodzą coraz niżej, zaczyna wiać. Kiedy o dziewiątej docieram do chatki Erzherzog-Johann (3454), regularnie pada śnieg i widoczność spada do ok. 50 metrów. Chatka jest zamknięta, ale ma &amp;quot;pokój awaryjny&amp;quot;, także ucinam sobie dwugodzinną drzemkę (niestety w sąsiedztwie śmieci, niestety ewidentnie z Polski (!)) - a nuż się poprawi. Nie poprawia się jednak, także przyjmuję założenie, że to wyjście nie będzie dla widoków, a tylko dla przejścia ciekawej drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców o ciekawości drogi na Glocknera wypowiadać się nie mogę, bo troszku się pogubiłem i poszedłem jakimś wariancikiem. Było trochę dramatycznie (momentami bardziej IV niż II), no ale przeżyłem, wychodząc na przełęczy między Kleinglocknerem a Grossglocknerem. Najwyższy szczyt Austrii (3798) osiągam ok. 13:30, w totalnym mleku i silnym wietrze. Wypijam pospiesznie trzy kubki herbaty, zdjęcie no i zawracam, tym razem już normalną drogą. Przynajmniej przez 200 m pionu, bo potem znowu jakoś zboczyłem, ale już bez negatywnych emocji. W Erzherzogu-Johannie zatrzymuję się tylko na moment, żeby odmrozić kominiarkę - no i pędzę szukać nart, zostawionych na brzegu lodowca. Zjazd Koednitzkeesem trochę stresujący. Moje ślady zasypało, także raz po raz nerwowe spoglądanie na GPSa. Z uwagi zaś na ograniczoną widoczność, prędkość jazdy musiałem szacować patrząc na czubki nart. Do Stuedlhutte docieram nieco po 16, zastając Austriaków na ćwiczeniach lawinowych, czyli aktywności dużo lepiej dostosowanej do pogody niż moja wycieczka. Schronisko powoli wypełnia się ludźmi, a sądząc z ilości telefonów odbieranych przez obsługę, na święta to dopiero będzie tu pełno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, w pięknej pogodzie wychodzę na Teufelskamp (3511), oglądając Glocknera od zachodu i północnego zachodu. Przemierzając lodowiec Teischnitzkees poznaję dokładnie drogę na szczyt przez Stuedlgrat. Jakby ktoś był na to chętny, dajcie znać, bo na solo to się nie nadaje. Przebytą przeze mnie wczoraj trasą przez Adlersruhe ciągną tłumy - na Koednitzkees widzę cztery grupy. Wycieczkę kończę dosyć szybko, ok. 13:00 jestem z powrotem po rzeczy w Stuedlhutte... a tam: &amp;quot;Mateus? Bist du Mateus, aus den Polnischen Hoehlenverein?&amp;quot;. No, tego się nie spodziewałem. Zamieniamy z kolegą z Salzburga kilka zdań, pokazuję zdjęcia z Kitza, zjadamy po szarlotce. Pakuję śpiwór, laptopa. &amp;quot;Ciężki masz plecak jak na jazdę na nartach.&amp;quot; &amp;quot;Nooo, masz rację, niestety.&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety. Na zjeździe z Stuedlhutte, ok. 10 minut przed parkingiem tracę kontrolę nad nartami, lecę na przody i dociążany przez plecak - łamię rękę. Taki właśnie ból wyobrażam sobie przy porodzie. Pobolało pół minuty i trochę zeszło - pomyślałem sobie, ot nadwyrężyłem mocno nadgarstek. Poboli i przestanie. Pozbierałem się, zjechałem do auta, zapakowałem...  Tak sobie jadę i myślę, trochę spuchło, a może by tak zaeksperymentować - pewnie do szpitali przychodzą tu ludzie z większymi błahostkami. Istotnie, dla Umfallchirurgii w Krankenhausie w Lienz mój przypadek był błahostką, nie wartą więcej niż 10 minut. &amp;quot;Does this hurt?&amp;quot; &amp;quot;No...? AAAuaaa!!!&amp;quot; &amp;quot;Okay, we'll make an X-ray&amp;quot; ... ... &amp;quot;There, you see this fracture?&amp;quot;. No istotnie, jest rysa gdzieś na końcu kości promieniowej. &amp;quot;We'll have to plaster it.&amp;quot;. Cztery do sześciu tygodni w gipsie; a za tydzień wpadnij na kontrolę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zatem do usłyszenia - następny opis nieprędko ;-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Rzędki, czyli dream-team na wspinie ;-) |Ania Bil, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Wojtek Sitko|1 04 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Taki ot climbingowo-(ciut)restowy event w skałach. Pogoda cud miód! Dyskusje o życiu i dywagacje nt. roli śledziony w odnajdywaniu w sobie nowych pokładów mocy, przełamujących wszelkie trudności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sprawach technicznych mam nadzieję wypowie się Karol, dbając oczywiście o czystość naszej polskiej polszczyzny;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA, Wysokie Taury, Kitzsteinhorn|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Jakub Nowak, Bartłomiej Berdel, Jan Wołek, Michał Pawlikowski; WKTJ: Robert Matuszczak; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 31 03 2010}}&lt;br /&gt;
Udział w wyprawie KKTJ-u. Szerzej [[Relacje:Kitzsteinhorn_2010|w sekcji wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wirek - szkolenie przedmedyczne w klubie|Maciej Dziurka,  Andrzej Rudkowski ,  Damian Ozimina,  Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk,  Aleksandra Krzyżanowska, Jerzy Krzyżanowski, Tomasz Wieszyński, &amp;lt;U&amp;gt;Kasia Jasińska – Żmuda &amp;lt;/U&amp;gt;, os. tow. - Paulina Dałkowska,  Paweł Twardoch         &lt;br /&gt;
|27 - 28 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W klubie odbyło się szkolenie w udzielaniu pierwszej pomocy przedmedycznej. Szczegóły w AKTUALNOŚCIACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - Dolomity, wspin w kamieniołomach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil|26 i 28 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na brak chętnych na dalszy wypad w piątek decydujemy się na dolomity. Wspinamy się w starym kamieniołomie, gdzie miałem kilka dróg, z którymi chciałem wyrównać rachunki. Pogoda idealna, wspinaczy kilku się pojawiło, ale o tłoku nie można tu mówić. Zrobiliśmy kilka ciekawych dróg, a o poziom adrenaliny zadbała, jak zawsze niezawodna kruszyzna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na niedziele planowaliśmy wyjazd w skałki olsztyńskie, niestety akcja załamała się rano, gdy prognoza pogody, mówiąc delikatnie, nie miała za dużo wspólnego z tym, co widzieliśmy za oknem. Dopiero około południa nieznośne słońce zmobilizowało nas do działania, ale było  trochę za późno na jurę, więc…. dużego wyboru nie było - dolomity, lecz tym razem dla odmiany nowy kamieniołom. Miejsce warte polecenia, przede wszystkim ze względu na długość dróg. Pomimo niepewnej pogody udało nam się trafić w okno pogodowe, które pozwoliło na całkiem fajny wspin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Finał Pucharu Polski Amatorów - Zawody KW Zakopane w ski-alpinizmie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu koledzy z SBB: Jurek, Michał i Wanda Ganszer, Jurek Pukowski, Zosia Chruściel|26 - 27 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zawody godne finału Pucharu Polski. Wbrew przepowiedniom meteorologów (w nocy lało a spałem u Gliców) i braku śniegu na niżej położonym terenie zawody odbyły się i to nawet na wydłużonej trasie. Start spod Harnasia w dolinie Kościeliskiej, dalej bieg 3 – 4 km (ja biegłem w trekach) na Przysłop Miętusi i do doliny Małej Łąki. Śnieg zaczynał się dopiero na końcu polany. Dalej już na nartach w górę. Rewelacyjne podejście Głaźnym Żlebem wprost na przełęcz Kondracką (wyszło słońce). Następnie ciekawy zjazd po lawinisku z przełęczy na Polanę Kondratową. Ale to nie koniec. Na dobitkę podejście na Przełęcz pod Kopą Kondracką i wejście na Suchy Wierch Kondracki. Stąd emocjonujący zjazd żlebem w dół po różnych gatunkach śniegu aż do „esa” skąd ostatnie krótkie podejście do schroniska na Kalatówkach.  Cała trasa o długości 15 km i 1300 m przewyższenia.  Zajęło mi to 3 godz i 4 min. Tym razem byłem 4 w nestorach i ok. 30 miejsca w ogóle (65 startujących). W generalnej klasyfikacji Pucharu Polski Amatorów w narciarstwie wysokogórskim po 8 edycjach w kategorii nestorów zająłem 2 miejsce za Zbyszkiem Rajtarem a przed ubiegłorocznym zwycięzcą Stasiem Kruczkiem.  Tu wyniki: http://www.watra.pl/files/get/WYNIKI%20KW%20ZAKOPANE.pdf a tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FfinalPPA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Podsumowanie:&amp;lt;/b&amp;gt; Brałem udział w wszystkich edycjach PPA (do generalki liczone było 5 najlepszych). Mimo, że na początku z rezerwą podchodziłem do tego typu imprez po ukończeniu zmieniłem zdanie. Jest to na swój sposób wyzwanie, któremu potem trzeba sprostać. Tak więc ciekawe trasy (no może z wyjątkiem Czantorii) w różnych pasmach górskich, już same w sobie traktować można jako fajne tury. Następną sprawą jest samodyscyplina (trzeba pojechać na określoną datę i godzinę a także stosownie się przygotować zwłaszcza pod względem kondycyjnym). Na trasie cały czas się idzie na granicach swoich możliwości często nawet na kredyt. Na pewno to jedna z trudniejszych dyscyplin sportowych a zarazem nawiązująca do pierwowzoru narciarstwa. Wydolność na podejściach, technika na zakosach, potem trudne zjazdy, często miedzy drzewami lub żlebach. Przy tym wszystkim cała logistyka rozłożenia sił, umiejętność szybkiego wykonania przepinek, nawet spożywanie płynów i słodyczy wymaga wysiłku i techniki.  Jako jeden z nielicznych startowałem na zwykłym sprzęcie turystycznym, który niestety jest co najmniej 2 razy cięższy od sportowego co w całych zawodach przełożyło się na dziesiątki przeniesionych ton więcej.  Oprócz tego przegrałem zawody zespołowe. Tak więc 2 miejsce jest chyba sprawiedliwą wypadkową choć walka była do samego końca. Poszczególne zawody organizowały kluby wysokogórskie z Krakowa, Warszawy, Zakopanego, Rzeszowa a także klub Kandahar i firma Polarsport. Patronem imprezy była firma Berghauz.  Niektóre zawody podciągnięte były pod kalendarz PZA.  Generalnie wszystkie zawody były w miarę dobrze przygotowane. Do szczegółów się nie doczepiam bo tylko ci nie robią błędów co nic nie robią. W zawodach startowało wiele osób z klubów wysokogórskich, klubów speleologicznych (zwłaszcza SBB: Zosia Chruściel – 1 w nestorkach, Michał Ganszer – 1 w kadetach) a także klubów narciarskich.  Zachęcam klubowiczów do spróbowania swoich sił w przyszłym roku . &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek|21 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo niesprzyjającej prognozy pogody postanowiliśmy zaryzykować. Słońce grzało, że hej a my szukaliśmy skrawków śniegu. Dopiero na przełęczy Glinne ujrzeliśmy płaty śniegu, które ewentualnie nadawały się na skitury. Już myślałam, że zafudujemy sobie pieszą wycieczkę ale postanowiliśmy jednak ryzykować. Z przełęczy ruszyliśmy niebieskim szlakiem w kierunku Pilska. Początkowy odcinek obfitował w dużą ilość konarów, krzaków itp. za to śniegu było jak na lekarstwo. Jednakże szybko się to zmieniło i po pewnym czasie dotarliśmy już do poważnego śniegu-turyści zapadali się nawet po pas. Powyżej Rezerwatu Pilsko, w partii podszczytowej zaczęły się poważne zawieje. Postanowiliśmy iść dalej, jako że wiatr był w miarę ciepły. Padał deszcz ze śniegiem. Ze szczytu, we mgle, zjechaliśmy  do schroniska na Hali Miziowej, stamtąd przepięknym czerwonym szlakiem dotarliśmy na Przełęcz Glinne, gdzie zostawiliśmy auto.&lt;br /&gt;
Opłaciło się zaryzykować, mimo że wiosna za pasem. Poza tym, moje świeżo zregenerowane, podklejone i zaimpregnowane foki spisały się na medal.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  Ania Bil, Tomasz Pawlas, Łukasz Pawlas, Andrzej Rudkowski|20 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie koniec zimy!!! Na pierwszy wypad wybieramy Rzędkowice ze względu na korzystną wystawę oraz na fascynacje tym rejonem Rudego. W drodze na miejsce obstawiamy ilu wspinaczy wpadło na ten sam pomysł, co my. Na parkingu zastajemy tylko jedno auto, lecz trzeba dodać, że byliśmy tam już o 9.30. Niestety już dwie godziny później  liczba wspinaczy na każdy metr kwadratowy wzrosła gwałtownie. Zaczynamy spokojnie od dwóch krótkich, ładnych, rozgrzewkowych dróg. Następnie udaje się nam bez kolejki!!! powspinać na Lechworze, lecz szybko się przenosimy na mniej obleganą Turnie Kursantów. Tam robimy kilka bardzo fajnych dróg, z których najwięcej czasu i sił poświęcamy na Czerwone Brygady. Na koniec dnia wspinamy się na Zegarowej, lecz nie zostajemy tam zbyt długo ze względu na silny, nieprzyjemny wiaterek. Podsumowując można bezsprzecznie ogłosić, że sezon wspinaczkowy rozpoczął się na dobreJ&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Puchar SNPTT im. Józefa Oppenheima w Narciarstwie Wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu kol. z SBB: Jurek i Michał Ganszer, Zosia i Ola Chruściel oraz inni|19 - 20 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszy dzień w nocy podchodzę na nartach żmudną jak dla mnie doliną Chochołowską do schroniska. Nazajutrz słonecznie i ciepło. Po kontroli pipsów startujemy na Bobrowiecką przełęcz - potem dość strome zakosy na Grzesia - dalej na przełęcz pod Rakoniem (z uwagi na mocny wiatr organizatorzy skrócili odcinek na Rakoń) - stąd ładny zjazd między kosówkami, który mocno dawał na nogi - ostatnie metry to krótki podbieg do schroniska. Trasa krótka więc na początku w tłoku. Dopiero na grani wszystko się rozciągło i było więcej swobody.&lt;br /&gt;
Niektórzy zawodnicy zaliczali wywrotki, łamanie kijków, byli nawet ranni (lekko). Startowało ponad 100 zawodników. W nestorach byłem 3, Jurek - 7, Zosia - 1 (w nestorkach), Michał 3 (kadeci). W oczekiwaniu na zakończenie imprezy wygrzewamy się przed schroniskiem w słonku, potem obiad i piwo od sponsora. Po wręczeniu nagród zjeżdżam na nartach aż do auta. Tu wyniki: http://www.sport-timing.pl/system/wyniki/12/WYNIKI.pdf , a tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FOppenhaim&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Serdecznie pozdrawiam kolegów a zarazem rywali z trasy. Była naprawdę fajna atmosfera&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - tura|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach|18 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pilsko - tura|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach, Lechu - osoba towarzysząca|14 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w okolice Lipowskiej i Rysianki|Henryk Tomanek, Bianka Fulde-Witman|14 03 2010}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z gatunku &amp;quot;szalonych&amp;quot;. Start na nartach z Złatnej niebieskim szlakiem w stronę Lipowskiej. Po intensywnych nocnych opadach kompletnie nie przetarty. Bianka pierwszy raz w życiu skitury na nogach (buty zjazdowe) a narty w ogóle chyba trzeci raz. Heniek torował szlak, który w warunkach letnich zajmuje góra 3 godziny teraz pochłania 7 godzin i to bez dotarcia do Lipowskiej. Z uwagi na zapadające ciemności i coraz gorszą pogodę Heniek decyduje najkrótszą drogą (była to przecinka leśna) dostać się do czarnego szlaku schodzącego z Rysianki do Złatnej Huta w dolinie potoku Bystra. Aby szybciej się poruszać Bianka próbuje zdjąć narty ale efekt to zapadnięcie po pas w śniegu. W dodatku narasta zmęczenie. Przedzierając się przy czołówkach w sypiącym śniegu przez las udaje im się dotrzeć wreszcie do nie przetartego czarnego szlaku, którym zjeżdżają do Huty. Stąd Heniek podąża 3 km po auto do Złatnej a Bianka (chyba jednak już osłabiona i zmaltretowana niewygodnym obuwiem) oczekuje na miejscu. Jak się okazało droga jezdna też zasypana i dojazd wcale nie był prosty. Przy aucie byli o godzinie 22. Stąd Heniek dzwoni do żony Moniki a rozmowa wygląda mniej więcej tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;...Jestem przy aucie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...Otworzyć ci garaż? (Monika myślała, że przy domu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...My jesteśmy przy aucie ale w Złatnej...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do domu wrócili w milczeniu o północy. (wg relacji Heńka - D. Sz.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja do jaskini Kasprowej Niżnej|Tomasz Jaworski, Andrzej Rudkowski, Jerzy Krzyżanowski, Jan Dobkowski, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Ozimina&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy w sobotę rano spod Plazy. Większości z nas podróż minęła dosyć szybko, ponieważ wóz Pająka umożliwiał bardzo wygodne spanie podczas drogi. Do Zakopanego zajechaliśmy około godz. 10.Po szybkim zorganizowaniu zaczęliśmy podążać w stronę jaskini, by o 11 zacząć wchodzić do dziury. Naszym celem było dojście do syfonu Danka, co udało nam się zrobić dosyć szybko. Po drodze nie musieliśmy kombinować jak przejść wodę, gdyż jej nie było. Minęliśmy nawet ponton zostawiony przez TOPR, a przy syfonie natknęliśmy się na ekwipunek nurka, też z TOPRu. Stamtąd wróciliśmy do sali rycerskiej, gdzie spotkaliśmy inną grupę grotołazów i poszliśmy na zapałki, a po nich już powrót do wyjścia. Wyszliśmy ok.17 i po przebraniu poszliśmy w stronę Pająka speleobusa, który został zaparkowany pod skocznią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skiturowy Puchar Polski Amatorów - skialpinistyczny memoriał Strzeleckiego w Tatrach Wysokich|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur Kondracki (partner w zespole), na miejscu koledzy z SBB m in.: Jerzy i Michał Ganszer (startowali razem w zespole), Beata Michalska, Błażej Nikiel, Zofia Chruściel i inni |12 - 13 03 2010}}&lt;br /&gt;
Spotykamy się w piątek wieczorem w przytulnym schronisku w Roztoce. Marek Głogoczowski (zawody organizował KW Warszawa i KW Kraków) na odprawie zapoznaje uczestników z trasą. Nazajutrz start sprzed schroniska i podejście na czas doliną Roztoki do schroniska w 5 Stawach. Artur pognał do przodu i spotykam go dopiero przed schroniskiem. Dalej turystycznie podchodzimy po lodzie na stawach pod Kołową Czubę. Wiatr, śnieg, ograniczona widoczność. Początkowo zjazd miał być z przełęczy Schodki ale z uwagi na fatalne warunki śniegowe został przeniesiony na bulę (2000)pod Kołową Czubą. Zjazd (po bramkach) początkowo stromymi żlebikami (nawet się potknąłem) potem najkrótszą drogą na lód Przedniego Stawu i do schroniska gdzie ja z kolei czekam na Artura. Tu koniec ścigania. Żurek w schronisku i zjazd doliną Roztoki do Wodogrzmotów. &amp;quot;Gwoździem&amp;quot; programu okazało się fakultatywne przejście trasą: Wodogrzmoty - Polana pod Wołoszynem - Wksumndzka Rówień - Gęsia Szyja (1490)z pięknym skałkami wapiennymi na szczycie - zjazd na Rusinową Polanę - schronisko Roztoka. Cała trasa wg Głogoczowskiego 22 km i 1700 m przewyższenia. Wszyscy uczestnicy bezpiecznie wrócili do schroniska gdzie wieczorem miało miejsce zakończenie imprezy. Po podliczeniu (stosuje się tu jakieś skomplikowane przeliczniki, współczynniki, przeliczenia na punkty) zajęliśmy 14 miejsce jako zespół. Mimo, że przy grzańcu atmosfera w schronisku się rozkręcała ja w nocy wracam do domu. W Tatrach sypało śniegiem niemal ciągle. Tu klasyfikacja Pucharu Polski - http://www.kandahar.miconet.pl/dokumenty/2010/ppa/klasyfikacja%20PPA%202010%20po%204%20edycjach%20M.pdf&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - tura|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;|07 03 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skiturowy Puchar Polski Amatorów - okolice Mosornego Gronia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |7 03 2010}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim falstarcie (jechałem w sobotę na zawody i w Makowie Podhalańskim przypomniało mi się, że zawody są nazajutrz)w niedzielę już bez rozterek docieram do Zawoji. Śniegu trochę przybyło. Start przy górnej stacji wyciągu na Mosorny Groń. Tym razem rekordowa liczba uczestników - 137. Najpierw zbieg po kamieniach na miejsce z śniegiem. Dalej trochę tłoku ale potem wszystko się rozchodzi i jest spokojnie. Trasa jest ciekawa. Szlakiem w stronę Hali Śmietanowej. Potem dość wymagający stromy zjazd w lesie między drzewami.Następnie bardzo długi ale łagodny zjazd w stronę przysiółka Mosorne. Podejście ciekawym terenem do górnej stacji, zjazd do połowy nartostradą i podejście pod wyciągiem po kiepskim śniegu do mety. Trasa krótka ale ciekawa. W ogólnej klasyfikacji byłem 50 wśród &amp;quot;dziadków&amp;quot; 2 (choć tym razem byliśmy w jednym miechu z ogólnie starszymi). Tradycji stało się zadość i tym razem. W trakcie zawodów prószył śnieg a 3 razy trzeba było zdejmować narty aby pokonać odcinki niemal bezśnieżne. Potem jeszcze ceremonia zakończenia, którą spędziłem w fajnym towarzystwie znajomy z poprzednich zawodów (pozdrawiam). Zjazd do auta nartostradą z pięknym już widokiem na Babią Górę. Przy aucie -13 stopni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry- Jaskinia Czarna- trawers|&amp;lt;u&amp;gt;Katarzyna Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra Skowron&amp;lt;/u&amp;gt; |6 - 7 03 2010}}&lt;br /&gt;
Dzięki dziewczyny za wspaniały wyjazd- bylo super! :)) (na razie tyle, ale myślę warto poczekać na opis Kasi;-))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…i chociaż nikt już w to nie wierzył podjęłyśmy trzecią próbę i pojechałyśmy… Odziane bielą Zakopane powitało nas siarczystym mrozem. Pokłoniłyśmy się gospodarzom na bazie, zapewniając, że jesteśmy psychicznie zrównoważone i że wiemy co robimy – raczej nie uwierzyli.&lt;br /&gt;
	Spakowałyśmy wory. Próbowałam wcisnąć jeszcze gdzieś miśka, ale Aga posadziła go na stole  -  ty tu siedzisz i pilnujesz, a jak wrócimy obiad ma być gotowy. Uległam wobec jej stanowczości. Jeszcze wpis do książki, pamiątkowa fotka i trzy kobiety „po przejściach” w pełnym speleorynsztunku  przemaszerowały Doliną Kościeliską w poszukiwaniu nowych „podkładów” kobiecości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Na podejściu jest ślisko. Pod świeżym puchem szklanka. Przeskakujemy beztrosko od drzewka do drzewka i przed otworem doganiamy „7 wspaniałych”  kolegów z Łodzi, którzy oddają się celebracji szpejenia. Wiemy, co to dla nas oznacza – pokorne oczekiwanie . Panowie proponują, żebyśmy skorzystały z ich lin, ale Ola zdecydowanie odmawia tłumacząc, że to sprawa honoru i że absolutnie jest to wykluczone. Przebieramy się i ….czekamy i …. czekamy…. I gdy już prawie zapadłyśmy w 3 stopień hipotermii lina drgnęła i łaskawie wysunęła się z batinów otwierając nam drogę do wnętrza, o którego cieple marzymy z utęsknieniem. I zaczęło się nasze „ZEJŚCIE” (film – znakomita komedia – polecam;)). Mykamy w dół. Partie przyotworowe usiane są mnóstwem lodowych pipantów. Żartujemy z ich falicznych kształtów. Budujące są spokój i pewność, z jakimi ściągamy linę. Żadna z nas się nie waha, nie ma wątpliwości, że sobie poradzimy. Ta pewność wyzwala pozytywne emocje, ciśniemy w głąb z radochną i zacietrzewieniem.&lt;br /&gt;
	Depczemy Łodzianom po piętach, ale są zbyt „rozciągnięci”, żeby móc ich wyprzedzić. Pod Węgierskim czekam ponad godzinę. Nie wiem, co mnie powstrzymuje przed rzuceniem jakiejś adekwatnej do sytuacji i dosadnej „zachęty”. Tym razem jednak nie zachowam się jak facet. No nie wypada po prostu;) Dla zabicia czasu śpiewamy z Olą z naciskiem na decybele. Dominuje repertuar piosenek dziecięcych, ale gdy w czarnej sali echem odbija się „Bal…” M. Rodowicz  atmosfera staje się wyjątkowa, bo to nasz bal dzisiaj… nasz „Dzień Kobiet”. Magia  kryje się w ciemnościach i otacza nas niczym potwory w amerykański horrorze. Czuję jej obecność, ale nie widzę, nie nazywam, by nie spłoszyć…&lt;br /&gt;
	Przestajemy się spieszyć, pośpiech niczego nie zmieni. Cierpliwie śledzimy postępy chłopców. Aga niestrudzenie cyka fotki i targa „Kilerka” – żółta, pietnastokilowa kanalia. Za Prożkiem Furkotnym Ola przejmuje prowadzenie.&lt;br /&gt;
	Rezolutna Pani Kierownik przystąpiła do pertraktacji i wynegocjowała z Ładzinami, że puszczą nas przodem, ale dopiero  w Sali Bernarda. Stanęło na tym , że Panowie trawersem nad Imieninową a „ Szybkie Damy” studnią w dół. Tu mały zonk - hmmm… ktoś pamięta jak się łączyło liny różnej grubości? Szybka burza mózgów i patent rodzi się sam. Budzi na tyle zaufania, że zjeżdżamy bez obaw. Z dna Imieninowej galopem do Sali Benka. Progiem  Latających Want Ola przemknęła jak torpeda. Grupa wsparcia posuwała się wolniej z uwagi na wory. Przed obejściem trudności Aga przechodzi szybki kurs „obciągania stópką”   - cokolwiek to oznacza J. I po trudnościach.&lt;br /&gt;
	Przebieramy się jeszcze w jaskini (buty, stuptuty) i drzemy do otworu. Nie wiem o co chodzi z tym vibramem, ale w jaskini to się w ogóle nie sprawdza. Brak sił tarcia daje się odczuć na ostatnich metrach. To też podkładamy swoje kobiecości pod siebie (znaczy łazimy sobie po plecach). Aga z przerażeniem staje na plecach filigranowej Oli i po chwili już wyczołgujemy się na zewnątrz. Zakładamy zjazd z 70-tki i bezpiecznie opuszczamy zalodzone stromizny. Lina sztywnieje w oczach i sterczy z wora jak  niepokorny szczypior. Teraz już tylko w dół, w świeżym, iskrzącym puchu.&lt;br /&gt;
	Polana. Telefony do tych , którzy czekają i kibicują. Tak dobrze wiedzieć, że ktoś czeka… przytulasy, radość i uśmiechy na już nieco sfatygowanych twarzach (mija 11 godzina akcji). Wdzięczność i kupa szczęścia. &lt;br /&gt;
	Schodzimy w milczeniu, w niemej solidaryzacji jajników, ramię przy ramieniu, nie odstępując się na krok. Sprzęt pobrzękuje w rytm naszych kroków, ziąb nie dokucza. Przy samochodzie sprawdzam temperaturę (18 poniżej zera). Ups! Cichutko wchodzimy na bazę. Dom śpi a my kąpiemy się i warzymy grzańca. To wino kupiłam 3 miesiące temu, kiedy wpadłam na pomysł babskiej akcji. Wystarcza nam sił tylko na jeden kubek i zasypiamy w locie do poduszki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Szmaragdowa jest ta noc….. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klejnotem to, czego nazwać nie potrafię…..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To ja Wam dziękuję dziewczyny…. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Nie brakowało nam kondycji i umiejętności. Nie napotkałyśmy na żaden problem, którego nie umiałybyśmy rozwiązać. Wiem, że dla wielu trawers Czarnej to prosta akcja, mizerne osiągnięcie. Nie będę z tym dyskutować. Nie na tym polegała jednak wartość tego przejścia. Pierwszy raz działamy tak świadomie i odpowiedzialnie. Na akcjach koedukacyjnych usuwamy się na bok, bo wychodzimy z założenia, że zrobicie to szybciej i lepiej od nas. Oddajemy Wam pałeczkę z uwagi na czas a przecież nie o to chodzi.  Mam nadzieję, że to nie ostatni taki zryw i że będzie nas więcejJ&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozdrawiam &lt;br /&gt;
Stefan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|60-lecie STJ KW Kraków|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; |06 03 2010}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano solowe wyjście na skitury w Tatrach. Nie było to ani zbyt rozsądne, ani zbyt bezpieczne - usłyszałem *ten* dźwięk, i to niestety nie jeden raz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem udział w obchodach 60-lecia STJ KW w Krakowie. Dobrze przygotowana impreza z wspomnieniami, slajdami, filmami i mnóstwem znamienitych gości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę (z Gosią Czeczott) spacer na turach do Goryczkowej, a potem testowanie zachowania nart w świeżym śniegu - korzystaliśmy w tym jednak z wydatnej pomocy wyciągu na Gąsienicowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - lodospady oraz jaskinia Lamprechtsofen| RKG: Tomasz Jaworski, Damian Żmuda, Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Wojciech Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;; w akcji jaskiniowej brali udział: RKG: Mateusz Golicz; WKTJ: Norbert Skowroński, Marcin Gorzelańczyk, Michał; |24 - 28 02 2010}}&lt;br /&gt;
Dzięki aktywności i zaangażowaniu Mateusza mieliśmy okazję wejścia do jednej z najgłębszych jaskiń na świecie – jaskini Lamprechtsofen. Plan wyjazdu urodził się dla naszej czwórki dosyć szybko, choć nie obeszło się bez dawki bólu okołoporodowego. Wyruszamy w czwartek z Rudy z zamiarem dotarcia do rejonu Austrii, gdzie będziemy mogli powspinać się trochę na lodospadach. Karol, uzbrojony w całe dwa wydruki z internetu był naszym przewodnikiem. Pod wieczór docieramy na miejsce i pierwsza konsternacja – ostatnie 4,5 km drogi jest płatne. Nasza desperacja jest na tyle silna, że postanawiamy następnego dnia skoro świt opłacić haracz (9 euro) byle tylko dotrzeć do tych lodospadów. Noc spędzamy w namiocie na przydrożnym parkingu. Rano wstajemy i ruszamy wyłoić coś w lodzie. Po dotarciu pod szlaban kolejna konsternacja – nie ma komu zapłacić za przejazd. Tak więc pozostaje nam piesza wycieczka pod lodospady. Po dwóch godzinach marszu docieramy do pięknej doliny. W międzyczasie zaczyna padać deszcz a po chwili już śnieg. Ale to nie mogło nas zrazić. Kubek ciepłej herbaty w schronisku, krótkie negocjacje z obsługą i już mamy pozwolenie na skorzystanie ze sztucznej lodowej ścianki jaka stoi przed schroniskiem. Pierwsze metry pokonuje Damian, potem po kolei każdy z nas ma okazję zasmakować przyjemności lodowego wspinania. Po krótkiej rozgrzewce (każdy z nas przechodzi dwie drogi), postanawiamy przenieść się na naturalne lodospady. Znajdujemy odpowiedni cel i znów do ataku rusza Damian. Prowadzi z dolną asekuracją jako pierwszy drogę o długości ok. 35 metrów i zakłada wędkę dla nas – mniej zaawansowanych. Później zabawa zaczyna się na całego i każdy z nas ma okazję doskonalić swoje umiejętności. Dzień pomimo padającego nieustannie śniegu zaliczamy do bardzo udanych. Wracamy do samochodu i ruszamy do chatki grotołazów znajdującej się przy wejściu do jaskini Lamprechtsofen. Po dotarciu na miejsce okazuje się, że chatka jest zamknięta a w środku nikogo nie ma. Nic to jednak dla grupy młodych aktywistów z Nocka. Już po półtorej godzinie znajdujemy klucz i dostajemy się do środka. Po chwili wraca szeroka ekipa ze spotkania w Salzburgu. Ustalamy wstępnie plan na dzień następny i udajemy się na spoczynek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień to akcja w jaskini. Najwyższa Komisja wydaje opinię – można iść. Mateusz jest naszym przewodnikiem. Od początku narzuca zdecydowane tempo. Jaskinia generalnie jest dobrze zaporęczowana, wyposażona w stalowe drabiny i inne udogodnienia. Urozmaiceniem wędrówki są mosty linowe i przeprawa „promowa”. Po dotarciu do biwaku decydujemy, że dojdziemy do partii zwanych „King-Kong”. To ogromna dwustumetrowa studnia sprowadzająca w dół jaskini. Dwójka poznaniaków postanawia zawrócić z biwaku i czekać na nas w drodze powrotnej. Reszta ekipy rusza dalej. Po ok. godzinie docieramy do studni. Sprawdzamy organoleptycznie, że jest faktycznie głęboka i zaczynamy odwrót. W drodze powrotnej napełniamy wory zlasowanym karbidem (obiecaliśmy wynieść śmieci) i solidnie dociążeni ruszamy do wyjścia. Dodatkowe obciążenie, braki kondycyjne i postępujące zmęczenie kumulują się (szczególnie u mnie), co spowalnia nieco akcję. Na szczęście wszyscy cało i o własnych siłach wychodzą z jaskini. Cała akcja zajęła nam ponad 10 godz.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Jaskinia sama w sobie jest bardzo ciekawa. Pięknie myte korytarze przeplatają się z większymi i mniejszymi salami. Jest też coś dla miłośników czołgania i pełzania. Każdy znajdzie coś dla siebie. W pełni usatysfakcjonowani wracamy w niedzielę bez większych przeszkód do Rudy.&lt;br /&gt;
Ogólnie wyjazd był bardzo udany. Przede wszystkim chcę w nszym imieniu podziękować Mateuszowi za to, że pamiętał o nas i zorganizował wejście do jaskini (co wcale nie jest takie proste) oraz był naszym przewodnikiem. Mam nadzieję, że nie był to ostatni raz :)  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wędrówka na Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk |27 - 28 02 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna trasa, piękna pogoda, ciekawi ludzie... tak pokrótce można opisać ten wyjazd. Trochę się nachodziliśmy, stopy się odbiły, ale szczęście znów  dopisało. A było to tak...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Rudy dojeżdżamy pociągiem do Rycerki, dalej busem do Kolonii, gdzie docieramy jakoś po 11. W między czasie trochę pada deszczem, potem lekko śniegiem, co generalnie napawa optymizmem - bo to oznacza, że ICM się nie myli i już niedługo czeka nas również zapowiadana piękna pogoda. Wszystko sprawdza się jak w zegarku i w czasie pierwszego podejścia od czasu do czasu zza chmur zaczyna przedzierać się słońce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trasa prowadzi początkowo żółtym szlakiem na Wielką Raczę i dalej granią - wzdłuż granicy - za czerwonymi znakami, aż do Rycerzowej Wielkiej. Dla mnie to jeden z najbardziej malowniczych i jednocześnie mało chodzonych szlaków w Beskidach. Idzie się bardzo przyjemnie... a w myślach pojawiają się kolejne plany, już na cieplejsze dni, żeby pójść granicą dalej - do Babiej co najmniej... aż nie mogę się doczekać!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Przegibku ostatnie promienie słońca tego dnia. Końcowy odcinek idziemy w ciemności. Ale nie całkowitej, oj nie, ciemności wypełnionej srebrnym blaskiem pełni księżyca, który wisząc nisko nad horyzontem prowadzi dalej i dalej na wschód – tam gdzie zdążamy. Ostatnie podejście na Rycerzową Wielką wchodzę już resztką sił (nie dziwne, bo obiad był na Raczy), ale kryzys udało się łatwo zażegnać linijką czekolady ;) Warto było się jednak wdrapywać, bo potem jaką ma się radochę przy zbieganiu! w zmrożonym śniegu na Halę R. i do bacówki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W schronisku jesteśmy trochę przed 20 i zastajemy full ludzi. Wieczór w jadalni mija w niezwykle przyjemnej atmosferze śpiewów, żartów, pląsów nawet ;-) i w bardzo ciekawym towarzystwie. I właściciele wykazali się nie lada gestem stawiając wszystkim obecnym piwo na wieść o złocie Agaty :) Na obiado-podwieczorek dosiadamy się do Marcina i Sebastiana, którym udało się wyrwać z domu po raz pierwszy od pół roku, czyli od narodzin ich potomków (postanowili fakt ten uczcić nieprzespaną nocą i wrócić następnego dnia najkrótszą trasą). Śmiechy, śpiewy, opowiastki, w końcu bełkot, mnie się film urywa, wiec i czas już spać. Na koniec akrobacje przed zajęciem naszej miejscówki na glebie w jaskółce i już o północy w błogi zapadam sen...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień przynosi z sobą słońce i wiatr. Aż nie chce się opuszczać tej urokliwej polany. Na szlak w pełnym rynsztunku udaje nam się w końcu wyjść około 14. Od Hali Rycerzowej trzymamy się zielonego szlaku, który prowadzi polaną na wschodnich stokach Rycerzowej Małej i dalej momentami stromo (jak na Beskidy) w dół lasem do Przełęczy Kotarz. Z tego miejsca znów trzeba się wdrapać na prawie 1200 m npm na Muńcuł, jednak trudy podejścia w pełni rekompensują uzyskane w ten sposób widoki… a droga wcale nie nuży. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Ujsołach jesteśmy jeszcze z odpowiednio dużym zapasem na dojście na pociąg. Jednak i długość całej trasy jak i mokry śnieg, który dał się we znaki butom, sprawiają, że coraz silniej odczuwalne staje się zmęczenie. Drepczemy jednak wytrwale asfaltem i.. może tym razem uda się złapać stopa..? Oj tak, udało się! W niecałe 10 min jesteśmy więc w Rajczy, dzięki czemu możemy spokojnie zjeść obiad na stacji :) Zaś na samej stacji tłumy (z 25 osób!), pociąg się spóźnia, ale na szczęście mamy miejsca siedzące. W drodze do Katowic pociąg łapie w sumie z 40 min opóźnienia, droga jednak mija szybko i miło w towarzystwie kolejnych poznanych świeżo ludzi..&lt;br /&gt;
Koniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - skiturowy Puchar Połonin i wędrówki górskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Adam Langer |26 - 28 02 2010}}&lt;br /&gt;
W piątek docieramy po naszych &amp;quot;pięknych&amp;quot; drogach do bieszczadzkiej Wetliny. Dzięki Biance mamy nocleg w domku kampingowym. Tego wieczoru zapisuję się na zawody. W sobotę Heniek z Adamem pokonują w fatalnych warunkach (deszcz na przemian z śniegiem a do tego mocny wiatr) trasę Wetlina - przeł. Orłowicza - Połonina Wetlińska - schronisko Chatka Puchatka - Wyżnia Przełęcz. Ja natomiast startuję w kolejnej edycji Pucharu Polski Amatorów w narciarstwie wysokogórskim. Tym razem zawody organizował Klub Wysokogórski z Rzeszowa. Po ostatnim ociepleniu trasa została zmieniona i wiodła z Wetliny na Jawornik i Paportnę (1198), następnie zjazd polanmi, lasem bukowym i &amp;quot;rynnami&amp;quot; w dół do doliny Smereka, kawałek z nartami na plecach leśną drogą, podejście od zachodu na przełaj przez las boczną granią na Jawornik i druga pętala po tej samej trasie. Potem fajny zjazd w dół aż do torów kolejki wąskotorowej w Wetlinie. Wszystko w fatalnej widoczności, mżawce lub śniegu. Tym razem w grupce nestorów musiałem się zadowolić II miejscem (wyniki: http://www.rkw.org.pl/index.php/strona-gs-mainmenu-1/127-puchar-posonin/563-xxv-puchar-poonin-wyniki ) Na mecie czekali już na mnie Heniek z Adamem. Resztę dnia spędzamy w Hotelu Górskim gdzie odbyło się zakończenie imprezy. Ludzie jeszcze na gorąco przeżywali ostatnie godziny na trasie. Ciekawostką były ślady przebudzonego niedźwiedzia. Jeżeli chodzi o mnie to miałem dwa kryzysy i jeden taktyczny błąd (wyprzedzanie na stromym podejściu). Trasa była jak dla mnie dość wymagająca choć może to subiektywne odczucie związane z pogodą. Byłem na mecie mokry i nawet zziębniety i dopiero ciepły prysznic przywrócił mnie do życia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wcześnie jedziemy na Wyżniańską Przeł. Stąd idziemy na nartach (Adam bez nart) na Małą Rawkę (1272). Planowaliśmy dojście na Kremenarosa ale aura znów wygrała. Porywisty wiatr, ograniczona do kilkunastu metrów widoczność niweczy nasze plany. Adam zbiega na nogach ja z Heńkiem na nartach początkowo niewygodną rynną lecz potem w pięknym bukowym lesie choć po niezbyt dobrym śniegu. Szybko docieramy do auta na przełęczy. Do domu wracamy inną drogą. Po drodze zatrzymujemy się w Komańczy, Dukli i Nowym Wiśniczu. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FBieszczady&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - tura|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Tydzień w St. Martin bei Lofer|KKTJ: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski, Ewa Wójcik; KKS: Miłosz Dryjański; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; chwilę byli także: RKG: Tomasz Jaworski, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Wojciech Wyciślik; WKTJ: Norbert Skowroński, Marcin Gorzelańczyk z żoną Kasią, Michał; UKA/SGW: Marek Wierzbowski; SKTJ: Radosław Paternoga, Dariusz Bartoszewski; Alex Dryjański|20 - 28 02 2010}}&lt;br /&gt;
﻿W Austrii znaleźliśmy się z powodu Spotkania Aktywistów, organizowanego co roku przez klub w Salzburgu. Kto by tam jednak jechał tak daleko na jeden dzień?... Korzystając z dobrego pretekstu, wyrwaliśmy się więc na cały tydzień do chatki pod jaskinia Lamprechtsofen, skąd prowadziliśmy działalność jaskiniowo-narciarsko-różną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na bazie zjawiam się w sobotę nad ranem; po krótkim śnie odkrywam tabun Węgrów i małe zamieszanie wokół naszych planów: założenia obejmują wyjście na biwak w partie &amp;quot;King-Kong&amp;quot;, ale w ich realizacji przeszkadza brak formalnego pozwolenia. Austriacy, wygląda na to, trochę stracili kontrolę nad tym, kto do jaskini wchodzi, po co i z kim. O ile dobrze rozumiem zawiłe stosunki w Landzie Salzburg, zirytowali się tym własciciele terenu na którym leży jaskinia - tzn. lasy państwowe Kraju Związkowego... Bawaria. Oczekując na poprawę ich humorów, wspinamy się trochę na pobliskich lodospadach (sobota). Właściwie to wspinają się Alex z Furkiem pod okiem Andrzeja i Miłosza, podczas gdy Puma i ja udajemy się na wycieczkę skiturową po dolinie, która okazuje się być terenem dosyć absurdalnym z punktu widzenia poruszania się na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wiadomo, w niedzielę w Austrii załatwić się nic nie da, zatem wybieramy się na skitury pełną gębą. W trójke (Puma, Furek, ja) wychodzimy na Saalbachkogel (2092) a nastepnie na Stemmerkogel (2123). Pogoda dopisuje, z grani mamy fenomenalny widok na Wysokie Taury, Leoganger i Loferer Steinberge, a także inne, bliskie naszym sercom góry. Warstwa świeżego śniegu na zjeździe utrwaliła dodatkowo pozytywne doznania tego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniedziałek to rozmowy, Miłosz i Andrzej nie dają za wygraną. My, pozostali, nerwowo oczekujemy (wory spakowane do wyjścia). Ostatecznie dzień kończy się spotkaniem z bliżej mi nieznanym Burgrabią (Miłosz i Andrzej) i popołudniowym wyjściem na topiący się lodospad (reszta). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek, czekając na rozwój sytuacji, wybieramy się w czwórkę na narty zjazdowe, do Hinterglemm. Andrzej, trochę źle się czując, czuwa przy telefonie. Poza trasami niestety dosyć rozjeżdżone, ale pogoda znów się udała. Zmęczyliśmy się trochę: Miłosz i Furek, którzy nie brali udziału w ostatnich &amp;quot;cyber-weekendach&amp;quot; mieli chwilę zawahania, kiedy przekonywaliśmy ich, że wejście do jaskini na noc, po nartach, to nic strasznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z lekkim sceptycyzmem wychodzimy na biwak pod Zieloną Latarnią ok. 23:00 we wtorek. Rano budzą nas Marek i Dziura, którzy zaraz po swoim przyjeździe do Chatki postanowili zerknąc sobie gdzież to planujemy zjeżdżać. Nastawieni na &amp;quot;czasówkę&amp;quot;, obrócili tam i z powrotem zanim zdążyliśmy zjeść i się zebrać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
King-Kong to system obszernych studni z dużą ilością wody. Zaczyna się na ok. +400. Ktoś tam był przed nami, ale to było dawno i nieprawda (lata '70). Do akcji podchodzimy z 300-ma metrami liny, wiertarką, dwoma pontonami i beczką sprzętu foto. Furek obija pierwszą studnię (ok. 60 m). Na drugiej udaje się mi przebić z &amp;quot;mogę ja, mogę ja, prooszę :&amp;gt;&amp;quot;. Nad trzecią chwila zgrozy - to, że leje się do niej wodospad to nic nowego, ale że trzeba w nim zjeżdżać i że ląduje się w wodzie - to już gorzej. Na szczescie udaje się dotrawersować z &amp;quot;wyższego poziomu&amp;quot; na przeciwległą ścianę i opuścić do płytkiego potoku, odprowadzającego wodę ze studni. Idziemy potokiem póki się da, a potem dmuchamy pontony. Miłosz i Furek płyną pierwsi, stwierdzając za zakrętem mały prożek. Kiedy wracają po wiertarkę, sytuację płyniemy obejrzeć ja i Puma. Faktycznie, jest mały wodospad, ktory obfotografowujemy. O zakończeniu akcji w tym miejscu zadecydowała Puma, dziurawiąc ponton przy wsiadaniu na powrocie. Niewiele myśląc, wskakuję w ten wrak i z bojowym zaśpiewem (&amp;quot;Łajba to jest morski statek, sztorm to wiatr co dmucha gestem!&amp;quot;) wracam mokry, ale przynajmniej nie zatopiony. Niby był jakiś lepszy pomysł na powrót, ale brakowało mi w nim planu na wypadek gdyby udało się Pumie popsuć nasz ostatni sprawny okręt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powrocie wysłuchuję to i owo na temat dobrego poręczowania. Dobijamy jakieś pięć dodatkowych punktów. Pocieszam się, że po Furku też trochę poprawialiśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na biwak uznajemy, ze wyszła nam dosyć syta akcja, 17 godzin. Budzi nas znów Marek, poprawia czas z wczoraj. Szkoda, że poprzednio nie poprosiliśmy go, zeby przyniósł ketchup. Po suchym śniadaniu wychodzimy na zewnątrz - w czwartek wieczór - i zostajemy przywitani na bazie papryką faszerowaną po sycylijsku (za sprawą Darka).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek miały być skitury, ale leje konkretnie. Po ok. dwóch godzinach, odprowadzani pukaniem w czoło, udajemy się z Markiem na wyciągi do Leogangu. Nie żałowaliśmy - powyżej 1000 m n.p.m. padał już śnieg, i było go dużo i dobrze. Udało się nie stracić dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem clou wycieczki - wyjazd do Salzburga, na zamek Hellbrunn (siedziba klubu). Zdawanie dokumentacji, polityka. Wyszło nawet nieźle. W międzyczasie, z perypetiami, do chatki dotarła delegacja z Nocka, którą w sobotę zabieram na małą wycieczkę. Nie będe jednak wyręczał ich w opisie. Tak jak ja, mieli na jego przygotowanie co najmniej siedem godzin, podczas powrotu w niedzielę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Miachał Wyciślik oraz grupa kursowa - Tomek Jaworski (instr.), Damian Ozimina, Jan Dobkowski, Ola Krzyżanowska, Jerzy Krzyżanowski (Pająk), Karol Jagoda (pomagał Tomkowi przy kursie) |20 - 21 02 2010}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano z wyjątkiem Heńka wszyscy idą do Miętusiej przy dość wrednej pogodzie (deszcz i ciapa). Grupa kursowa idzie do Marwoja a ja z Michałem wchodzimy od sali Bez Stropu w górne partie jaskini. Po linach docieramy dość wysoko ale nie wspinamy dalej i zjeżdżamy z Sali Bez Stropu bezpośrednio w dół (piękne myte ściany w tych partiach jaskini). Heniek w tym czasie odbył wycieczkę na trasie Kościeliska - Ornak - Siwa Przełęcz - Chochołowska - Kiry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nazajutrz Michał, Janek, Damian O., Karol idą do dolin Strążyska i Białego i wchodzą do tamtejszej sztolni. Damian, Heniek, Tomek pod okiem instruktorów narciarskich w postaciach Oli i Pająka doskonalą narciarstwo przywyciągowe na stoku Harenda w Zakopanem. Tym razem pogoda i warunki dopisały znakomicie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Specjalne podziękowania dla Oli i Pająka za poświęcenie kilku godzin dla narciarskich analfabetów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kłodnica - zabawa w BOLLYWOOD|Basia Szmatłoch, Tadek Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Heniek Tomanek, Monika Tomanek, Zygmunt Zbirenda, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Tomek Głowania, Wojtek Rusek, Justyna Rusek, Ania Fulde, Jurek Fulde, Bianka Witman, Wojtek Orszulik, Ewa Orszulik, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Daniel Bula, Janusz Dolibog  oraz inne osoby tow. |16 02 2010}}&lt;br /&gt;
U państwa Szmatłochów na Kłodnicy odbył się kolejny Śledź tym razem pod hasłem BOLLYWOOD. Wspaniała oprawa, dekoracje i cudowne kreacje kobiet (mężczyzn zresztą też). Można było poczuć się jak w baśni z krainy 1001 nocy. Wszystko okraszone hinduską muzyką, bollywoodzkim filmem w tle. Były również tańce wschodnie i fakirzy (próby stawania na desce z gwoździami na szczęście nie zakończyły się kalectwami). Jak na wschodnie tradycje przystało siedzieliśmy na ziemi (poduszkach), delektując się potrawami, tudzież trunkami i paląc fajkę wodną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps. Basia, wielkie dzięki za przygotowanie tego wszystkiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach, osoby towarzyszące: Daria i Lechu |14  02 2010}}&lt;br /&gt;
Na tę niedzielę wybraliśmy się do Brennej celem wyjścia na Błatnią i spotkania się tam ze znajomymi. Warunki zapowiadały się całkiem nieźle, od piątku cały czas padał śnieg. Około 10 starujemy z centrum czarnym szlakiem na Błatnią (czy jak to jest napisane na tabliczce Błotny) by po niecałych 90 minutach dotrzeć do schroniska. Tam niestety drobne rozczarowanie, gdyż zabrakło ciasta, no cóż musieliśmy się zadowolić tylko herbatką i batonikami. W schronisku całkiem sporo ludzi, paru skitourowców i 3 narciarzy biegowych. Po krótkim odpoczynku ruszamy już w czwórkę w stronę Klimczoka. Trzy osoby na turach i Daria na rakietach śnieżnych. W okolicach jaskini w Stołowie zbaczamy na szlak narciarski sprowadzający nas serią krótkich zjazdów na Karkoszczonkę. Niestety szlak ten upatrzyli sobie po.... tzn. mili panowie na skuterach i musieliśmy trochę na nich uważać. Od Karkoszczonki wydreptaliśmy szybciutko na przełęcz Siodło skąd z lenistwa wyjeżdżamy wyciągiem na Klimczok. Stąd już tylko w dwójkę wracamy na Błatnią i dalej do Brennej. Szlak zjazdowy okazuje się być całkiem przyjemny, nareszcie zrobiło się na tyle śniegu, że można zapuścić się w las :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zawody skiturowe Pucharu Polski na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|14 02 2010}}&lt;br /&gt;
Po nawet niezłym noclegu w samochodzie na parkingu w Korbielowie o 6.00 ruszamy na nartach na Halę Miziową. Nikogo o tak wczesnej porze nie spotykając nartostradami docieramy do budzącego się schroniska, które najpierw musieliśmy w mgle odnaleźć. Po spełnieniu formalności związanych z startem ustawiamy się w grupie zawodników. Tym razem to zawody zespołowe w parach (ja byłem w parze z Pawłem). Trasa z uwagi na kiepskie warunki została zmieniona i składała się z 3 coraz krótszych pętli. Od schroniska podejście na Kopiec – zjazd na przełaj rzadkim lasem a potem piękną rynną wyglądającą jak tor saneczkarski – dalej częściowo nartostradą wiodącą płajem do Kamiennej – podejście na Byka i czerwony szlak z Glinnego – następnie żółtym szlakiem na szczyt polskiego Pilska (ten stromy odcinek był dla niektórych weryfikacją swoich umiejętności technicznych a przede wszystkim miernikiem kondycji). Ostatni odcinek do mety wiódł czarną nartostradą do góry (narty trzeba nieść na plecach). Cały zawody jak dla nas były fajną zabawą. Paweł dostał popalić na tym feralnym podejściu czego efektem było skrócenie jednej pętli. Zawody więc ukończyliśmy i nawet  nie na ostatnim miejscu...Po zakończeniu imprezy niemal jednym szusem pędzimy do auta. Sporo wrażeń jak na 2 dni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|13 02 2010}}&lt;br /&gt;
Przebieżka na Kasprowy przez Halę Kondratową. Warunki nieprzychylne (mgła, wiatr, zimno, II). Po drodze natrafiamy na zawody skiturowe (Alpin Sport Ski Tour Race), w których brał udział nasz Prezes - Damian Szołtysik. Damiana nie spotkaliśmy, za to ubiliśmy mu porządnie fragment trasy podejściowej. Mam nadzieję, że skorzystał. Na Kasprowy podchodziliśmy tempem Gośki, w związku z czym nieźle się spociłem. Poza tym zassało mnie tak, że aż musiałem coś zjeść w &amp;quot;McDonaldzie&amp;quot; na szczycie. Zjeżdżamy trasą na Halę Gąsienicową, po drodze w pędzie mijając Pawła Szołtysika. Odwiedzamy na chwilę Betlejemkę i robimy sobie zdjęcia z chatarem. Potem nartostradą na Nosalową Przełęcz, skąd podchodzimy na Nosala żeby mieć jeszcze fragment ostrzejszego zjazdu. Stok Nosala oczywiście był zasilany z wyciągów ciągłym strumieniem narciarzy zjazdowych, także było tam trochę tłoczno - ale nie żałowaliśmy. Popołudnie wykorzystuję jeszcze na spacer z Pumą po Chochołowskiej, połączony z elementami... emm... szkolenia zimowego (na zdjęciach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zawody skiturowe Pucharu Polski w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|13 02 2010}}&lt;br /&gt;
O świcie startujemy z Rudy i jedziemy do Zakopca na rondo gdzie były zapisy na zawody. Po załatwieniu formalności ja idę na start do Kuźnic (został przeniesiony z ronda do Kuźnic) a Paweł szykuje się na wycieczkę skiturową na Halę Gąsienicową i wyżej. Zawody natomiast odbywają się na trasie (zupełnie zmienionej od planowanej) Kuźnice – szlak narciarski na Halę Gąsienicową – Betlejemka (zbieg na nogach) – podejście na Kasprowy na prawo od nartostrady z dwoma stromymi odcinkami gdzie narty trzeba założyć na plecak – szczyt Kasprowego – zjazd na Goryczkową – zbieg na nogach 400 m (z uwagi na warunki) – dalej zjazd nartostradą do Kuźnic gdzie ostatnie 300 m trzeba pokonać biegiem z nartami w ręku. Wystartowało ponad 120 zawodników w różnych kategoriach. Na trasie było znośnie, jedyny poważniejszy kryzys miałem na ostatnim podejściu na szczyt Kasprowego (kopny śnieg, wiatr szybko zacierał ślady poprzedników). Widoczność ograniczona do kilkunastu metrów, wiatr walił drobinkami śniegu. Zjazd jak dla mnie niemal na oślep. Mgła zlewała mi się ze śniegiem. Gdyby nie czerwone chorągiewki (niektóre już przewrócone) jazda była by jeszcze gorsza. I tak kilka razy miałem dużo szczęścia że nie glebłem. Na Goryczkowej już widoczność lepsza więc i odwagi przybyło. Zbieg na nogach te 400 m był moim zdaniem bardziej niebezpieczny niż zjazd na nartach (organizatorzy chcieli zadbać o bezpieczeństwo bo na trasie były trawy i kamienie) gdyż łatwo można było źle ustawić nogę i kontuzja gotowa. Dalej gnam na nartach co sił do mety w Kuźnicach. Podobnie z ostatnim odcinkiem (moim zdaniem można było śmiało jechać na nartach). Bieg z nartami w ręku te 300 m w zablokowanych butach wypruł ze mnie resztki sił tak że na metę wpadłem półprzytomny ze zmęczenia. Cała trasa Kuźnice – Kasprowy – Kuźnice zajęła mi 2,20 godz. (najlepszy zawodnik około 1,30). W mojej kategorii wiekowej zająłem jednak pierwsze miejsce (kilku wariatów w moim przedziale wiekowym jednak się znalazło). Tu wyniki: http://www.tatrateam.com/wyniki/wyniki2010.pdf . &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paweł w międzyczasie niebieskim szlakiem poszedł na Halę Gąsienicowym i po popasie w schronisku podchodził na Kasprowy. Po drodze spotkał Mateusza Golicza na nartach również. Następnie spod szczytu Kasprowego zjechał szlakiem narciarskim do Kuźnic.&lt;br /&gt;
Zakończenie całej imprezy i wręczenie nagród odbyło się w holu Muzeum Tatrzańskiego. Jak na razie to wszystkie zawody, w których startowałem były sprawnie przeprowadzone.&lt;br /&gt;
W tym dniu jeszcze przez Słowację jedziemy do Korbielowa gdzie nazajutrz startujemy w następnej imprezie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowa Niżna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|13 02 2010}}&lt;br /&gt;
Ostatnio Kasprowa Niżna dość licznie odwiedzana jest przez członków naszego klubu. Myśmy ten wyjazd odłożyli ale jak się okazało najlepiej na tym wyszliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No ale od początku: znowu startujemy z Rudy około 6 rano. Podrzucamy Damiana na bazę u Glizdowej i ruszamy do Zakopca a stamtąd do Kasprowej. Do jaskini wchodzimy przed 12. Przed nami w dziurze jest już kurs KKTJ, jednak nie przeszkadzamy sobie nawzajem i szybko docieramy za zapałki. Odbywa się dość szybko i sprawnie ze względu na niski poziom wody-Długi Korytarz&lt;br /&gt;
przechodzimy suchą nogą (haha). Póżniej kierujemy się do Sali Gwieździstej, gdzie kończymy naszą wycieczkę. Po 16 wychodzimy z jaskini. Do domu wracamy w trudnych warunkach drogowych. Tym razem podczas wyjazdu udział kobiet wynosił 50% więc widać, że tendencja jest wzrostowa-już niedługo może dojdzie do prawdziwej długo wyczekiwanej babskiej akcji:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry | &amp;lt;u&amp;gt;Pacyfa&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysiek i jeszcze kilka osób poznawanych na bieżąco...:)|11-14 02 2010}}&lt;br /&gt;
Niestety znów nie udało się trafić w warunki. Totalne mleko, wkurzający, niezwiązany z niczym, nawet sam ze sobą, śnieg i totalnie niezależne od niczego piękno Doliny Pięciu Stawów powodowało lekką sportowa frustrację:) Na szczęście nadrobiliśmy na polu towarzyskim a nawet załapaliśmy się na toprowskie szkolenie:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Miętusia|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Ewa Wójcik, UKA: Marek Wierzbowski|11 02 2010}}&lt;br /&gt;
Nie udało się wstać wystarczająco wcześnie, więc na Kasprowy musieliśmy wjechać kolejką (32 zł, granda!). Jeździmy trochę na krześle na Gąsienicowej, a po południu zjeżdżamy Goryczkową. Staraniami Gosi udaje się wykorzystać szpinak który przywiozłem i załapujemy się jeszcze przed wyjściem na obiad. Koniec końców startujemy dość późno, więc musimy się spieszyć, żeby Marek mógł się wyspać zanim jego bardzo małoletnia córka rano wszystkich obudzi. Do jaskini wchodzimy o 18:05, ale prawdziwy początek osiągamy dopiero o 18:50 (Marwoj). Marek i ja pokonujemy syfon w stylu sportowym, tzn. goło, wydając bojowe okrzyki. Puma przechodzi w OP-1. Za Marwojem tempo akcji trochę zwalnia, bo wyciągamy aparat. Zielony But na szczęście odpompowany, ale zaraz za nim Szmaragdowe Jeziorko swoim istnieniem zaskoczyło nas wszystkich. Mimo zastosowania metody podciągowej (podciągnięcie kombinezonów nad kolana) zmoczyliśmy się w Jeziorku dosyć konkretnie. Potem tylko bieganie i bieganie, całkiem długa ta jaskinia, ale i tak stóp nie udało się już rozgrzać. Na Dupcyngiera wzięliśmy linę, niestety na Próg Odzyskanych Nadziei nie - zatem w tym miejscu przychodzi nam zawracać o 21:30. Na powierzchni jesteśmy po siedmiu godzinach akcji, czyli ok. 1:00... co dało szansę jeszcze trochę się wyspać. Rano Marek zabiera rodzinę na narty, a Puma i ja odbywamy wycieczkę na skiturach - Lejowa, Kominiarska Polana, a potem tajemnymi ścieżkami &amp;quot;w krzakach&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Rycerzowa|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|07 02 2010}}&lt;br /&gt;
Plany były jaskiniowe ale postanowiliśmy jednak pospacerować po górkach licząc na piękną pogodę. Po 6 rano ruszamy z Rudy i już po 8 jesteśmy w Rajczy, gdzie zostawiamy auto. Stamtąd czerwonym szlakiem dreptamy dość długo w kierunku Rycerzowej. Pogoda średnia-dużo chmur i trochę ponuro. Gdy myślimy, że już blisko to okazuje się, że jesteśmy dopiero w pobliżu Młodej Hory. Czasu coraz mniej a tu jeszcze ponad godzinka dreptania, nie mówiąc o powrocie. Postanowiliśmy jednak brnąć dalej no i w sumie po jakiś 4 godzinach widzimy Rycerzową. Odwiedzamy schronisko, jemy obiad i uciekamy na dół. Najpierw kierujemy się niebieskim szlakiem, póżniej jednak postanawiamy zboczyć i iść &amp;quot;na czuja&amp;quot; w kierunku drogi asfaltowej. Dotarliśmy do drogi, po której dreptaliśmy jeszcze może z półtora godziny. Tak nas to wykończyło, że nie mogliśmy zrealizować naszych planów na następny dzień tzn. wspinaczki na ściance.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Buli sorry za tą długą trasę ale i tak myślę, że było super!:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach (w niedziele)|06-07 02 2010}}&lt;br /&gt;
Nie chcąc marnować kolejnego weekendu wybrałem się w sobotę na samotną turę po Beskidzie Śląskim. Plan był ambitny: przejście z Ustronia przez Przełęcz Salmopolską do schroniska na Koziej Górze. Pobudka o 4.50, szybkie śniadanko i już o 8.40 byłem w Ustroniu Polanie. Na miejscu jeszcze małe zakupy, przebranie butów i o 9.20 ruszam w trasę. Pogoda nie napawa optymizmem- góry jakieś takie zamglone, no ale nie ma co marudzić :). Pierwszy punkt programu to wyjście na Orłową- poszło całkiem sprawnie i w dodatku okazało się, że wyżej to i błękitne niebo i słoneczko całkiem przyjemnie przygrzewa, generalnie idealnie. Z Orłowej szybciutko dotarłem do górnej stacji wyciągów Doliny Leśnicy gdzie zjechałem na dno doliny. Tam czekało mnie podejście w stronę Starego Gronia. Na mapie wyglądało całkiem niewinnie, niestety okazało się, że szlak był nieprzetarty i całkiem sporo nawianych zasp nie pozwalało mi poruszać się z taką szybkością i łatwością jak bym chciał. Dalej to trochę monotonne dojście na Biały Krzyż i Przełęcz Salmopolską.  Myślałem, że zrobię sobie tam przerwę ale idąc cały czas sam zdążyłem odzwyczaić się od dużej ilości ludzi (a że jak wiadomo jest tam pełno wyciągów i knajpek, to też ludzi nie brakuje) i musiałem szybciutko uciekać z przełęczy, spokojne miejsce na odpoczynek znalazłem na dopiero na Malinowie. Dalsza droga prowadziła trawersem z Przełęczy Malinowskiej na Kopę Skrzyczeńską i dalej szlakiem na Skrzyczne. Tu pojawiły się wątpliwości czy uda mi się dotrzeć o rozsądnej porze do celu, była już 16.30, a mi jeszcze trochę do przejścia zostało. Ale na razie czekał mnie całkiem przyjemny długi zjazd do Szczyrku. Dalej mój plan zakładał podejście na przełaj na Beskidek i szlakiem na Klimczok, Szyndzielnię i Kozią Górę, niestety pora zweryfikowała moje plany i postanowiłem podchodzić na Klimczok niebieskim szlakiem. Odradzam go wszystkim- narty tak na stałe mogłem założyć dopiero bardzo wysoko, a wcześniej szlak szedł przez osiedla domów jednorodzinnych. Narty musiałem nieść na plecach od dolnej stacji kolejki na Skrzyczne do Sanktuarium MB Królowej Polski, trochę mnie to wykończyło i zniechęciło do dalszego marszu. O 19.20 dotarłem do schroniska na Klimczoku gdzie postanowiłem już zostać i nie pchać się dalej, co okazało się niezłym pomysłem, gdyż schronisko było całkiem puste, a warunki mają bardzo fajne. Teraz pozostało tylko pójść spać i rano spotkać się z Olą :). Poranek przywitał mnie pięknie ośnieżonymi drzewami i leciutką  mgiełką- piękny widok, super sprawa móc usiąść rano  z książką w pustym schronisku, zjeść dobre śniadanko i po prostu się zrelaksować :). Koło 10 spotkałem się z Olą w schronisku na Szyndzielni i podreptaliśmy sobie spokojnie w stronę Błatniej. Gdy tylko odbiliśmy na czarny szlak trawersujący Klimczok i wyrwaliśmy się z tłumu ludzi idących głównym szlakiem od razu nam ulżyło. Dalej było już tylko lepiej :), lekka mgła sprawiała, że las wyglądał cudownie. Na Błatniej zjedliśmy pyszny obiad i znowu zachwycaliśmy się schroniskiem, które jest bardzo fajnie prowadzone. W drodze powrotnej stanęliśmy jeszcze nad „sauną” (jaskinią Dującą) i korzystając ze świetnych warunków na czerwonym szlaku zjechaliśmy pod drzwi samochodu zostawionego na Olszówce Górnej :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Damian Żmuda, Tadek Szmatłoch, Aga Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Głowania|06 02 2010}}&lt;br /&gt;
W Tatrach mało śniegu ale na tyle aby uprzykrzyć podejście pod otwór (ledwo przykryte kamienie, korzenie itp.). Celem jest nurkowanie (na bezdechu) Tadka w jeziorku Szmaragdowym oraz wywspinanie komina Smoluchowskiego przez Damiana Żmudy. W drodze do Wegierskiego Komina Tadek obrywa niefortunnie kamieniem w czoło i trzeba było skorzystać z apteczki. Po dojściu na miejsce mimo przeciwności losu Tadek realizuje swoje zamierzenie ale wchodząc do wody mąci ją znacznie więc nie udało mu się odnaleźć zgubionego niegdyś szanta. Damian Żmuda wspina Smolucha. Potem to robi Tadek a na końcu ja likwiduję punkty. Na ostatniej trudności udało mi się nawet odpaść i zrobić nieprzyjemne wahadełko. W końcu jednak wszyscy spotykamy się u góry. Z jaskini wychodzimy nocą a zejście z uwagi na bardziej zmarznięty śnieg jest znośne. Tej samej nocy Tadek z ekipą wraca do domu a my zostajemy do niedzieli. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kasprowa Niżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, UKA: Marek Wierzbowski, KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik|06 02 2010}}&lt;br /&gt;
To już trzeci taki weekend w ciągu ostatniego miesiąca - rano narty, wieczorem jaskinia. Lekkie problemy ze zgraniem się: Marek przyjeżdża z Warszawy &amp;quot;na styk&amp;quot;, z kolei ja musiałem jeszcze przed wyjściem zadbać o zajęcie dla mojej ekipy narciarskiej. Istotnie, jak można było przewidzieć czytając niedawną relację z &amp;quot;babskiej akcji&amp;quot;, woda w jaskini była. Tak wyszło, że ktoś musiał się wykąpać, żeby nasza wycieczka wykroczyła poza Długi Chodnik. Nie czekając aż i tak zostanę wytypowany (jako najmłodszy), zgłosiłem się na ochotnika. Wykąpał się też Marek, choć w sumie nie było to konieczne - stwierdził jednak, że musi, bo nie wypada mu azerować. Idziemy sobie najpierw w stronę Danka. Po drodze wspólnie z Pumą robimy trochę fotek, ale niestety wszystko &amp;quot;z ręki&amp;quot;, na dużej czułości. W międzyczasie trwają dyskusje polityczne, wciągające najwyraźniej na tyle, że aż wracając troszkę się pogubiliśmy (sic!). Z Rycerskiej przebiegamy się jeszcze szybciutko do Zapałek, no i wycof. Rozchodzimy się w swoje strony, z różnymi planami na niedzielę. Jeśli chodzi o mnie - pobudka o ósmej, śniadanie - no i znowu na narty, do Bachledovej. Coś trzeba robić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie|&amp;lt;u&amp;gt;Pacyfa&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysiek|01-03 02 2010}}&lt;br /&gt;
Kolejna szybka, krótka, ale dająca chwilę wytchnienia psychicznego i zaspokojenia fizycznego ;) akcja. Jak to z Krzysiem nie spiesząc się i świetnie się bawiąc, wykonaliśmy jedynie plan minimum, tj. przejście z murowańca przez Zawrat do Piątki. Na nasze usprawiedliwienie można jedynie rzec, że  warunki nienajlepsze; szlaki nieprzetarte, śnieg sypki, zapadający się i załamująca się ok 13.00-14.00 pogoda. Krzysiu przekonał się ponadto, że nawet stary dobry Zawrat nie jest wolny od niebezpieczeństw; między Zmarzłym a przełęczą minęliśmy dwa, spore lawiniska. A w Piątce cichutko, puściutko, nic nie przetarte...:) Już są plany, by to zmienić w przyszłym tygodniu...;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: „Babska Akcja” czyli Kasprowa Niżna i Kościelec|Maciejka Dziurka, Karolinka Jagoda, Ola Strach – znana na co dzień jako &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Ż&amp;lt;/u&amp;gt;;)|30 - 31 01 2010}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
I kto powiedział, że to się nie uda? Nic bardziej mylnego! Wystarczy odrobina determinacji, czy jak kto woli desperacji i organizujemy prawie babską, acz niewątpliwie udaną akcję jaskiniową. Plan taktyczny jest prosty – Kasprowa Niżnia dokąd się da. A dało się całkiem daleko.&lt;br /&gt;
	W towarzystwie moich przesympatycznych koleżanek dotarłam do Zakopanego i jak na kobietę przystało zbagatelizowałam wyciek paliwa z baku. Podczas podróży pochłania nas rozmowa na temat najnowszych kosmetyków do liftingu biustu i ciała. Przed północą docieramy na bazę. Chichocząc Karolina flirtuje nieco z Poznaniakami na temat Zimnej. Wskakujemy w piżamy w różowe motylki i życząc sobie wzajemnie słodkich snów zamykamy znużone oczęta.&lt;br /&gt;
	Budzimy się nieco leniwie, ale śniadanko stawia nas na nogi. Z niepokojem zauważamy z Maciejką, że dieta koleżanki Karoliny obfituje w zbyt duża ilość węglowodanów i próbujemy zasugerować urozmaicenie jadłospisu, w skład którego wchodzą głównie bułki i zupki chińskie (bułki robi mama, zupki Chińczycy). Bezskutecznie niestety. Jak ta dziewczyna utrzymuje taka figurę?! (patrz galeria)&lt;br /&gt;
	Pogoda jest ładna – ciepło i nie wieje. Fryzurę pod kontrolą utrzyma zwykła pianka do włosów. Fakt ów napawa nas optymizmem. Otwór znajdujemy, bo było wydeptane J. Przebieramy się… Barwne kombinezony     „od Kotarby” (kolekcja 2009) znakomicie prezentują się na tle tonącego w śniegu lasu. Z przejęciem słuchamy opowieści Karoliny o potworach zamieszkujących jaskinie …. ale ciekawość bierze górę nad strachem i schodzimy pod ziemię. &lt;br /&gt;
	Jesteśmy profesjonalnie przygotowane – mamy nawet liny, karabinki i plan techniczny. Posuwamy się do przodu zgodnie z planem aż tu nagle duża kałuża! Musimy ją przejść, żeby dostać się do syfonu Danka i potem za Zapałki. Maciejka nie jest zachwycona moczeniem swojej nowej bielizny, ale zachwalam skuteczność zimnych kąpieli w zwalczaniu celulitis i to ostatecznie przekonuje dziewczęta. W pobliżu Syfonu Danka dokonujemy drastycznego odkrycia. Potwór, o którym mówiła Karolina pożarł płetwonurków – zostały tylko butle tlenowe och! Postanawiamy wycofać się cichutko, by nie budzić czającego się licha. Opuszczamy zaczarowany bór szczęśliwe, że nic nam już nie grozi i w  radosnych pląsach schodzimy do ronda kuźnickiego, gdzie prawdopodobnie zostawiłyśmy samochód (ups!) Paliwo na szczęście nie wyciekło i możemy wrócić na bazę. Zdążymy na serial! :)&lt;br /&gt;
A poza tym to jaskinia jest przereklamowana, bo nie sprzedają tam  ani Gąbek (osobiście sprawdzałam), ani Złotych Kaczek, w Sali Rycerzowej nie ma rycerzy, zapałki są zalane i bezużyteczne, i nie było żadnej imprezy Sylwestrowej L! Postanowiłyśmy złożyć zażalenie do dyrekcji TPN i wniosek o weryfikację planu technicznego galerii Kasprowa Niżnia (foch).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzeźwiająca kąpiel w olejkach eterycznych przydaje blasku naszej nieco sfatygowanej urodzie i przywraca siły. Posilamy się lekkostrawną pożywną konserwą  z Aldiego a Karolina konsumuje swoją 36-ą bułkę…. Oglądamy „M jak miłość” a potem przygody agenta 007 (Maciejka wolała Chucka Norrisa, ale Karola uparła się, że chce  Jamesa Bonda). Karolina serwuje malinowe reedsy i chipsy (ach ta niepoprawna KarolciaJ), którym to przysmakom nie możemy się oprzeć. Zasypiamy marząc o przystojnych agentach…..&lt;br /&gt;
Nazajutrz, rządne nowych wrażeń, maszerujemy na Kościelec – spora dawka fitnessJ. Za Murowańcem przydają się te psujące fason obuwia kolce i te….no…. dziobaki do loduJ - koledzy nam pożyczyli z klubu. Poznałyśmy przystojniaka z Krakowa, który towarzyszy nam w drodze na szczyt. Na szczycie nic nie widać, tylko zimno, wieje i sypie śnieg. Schodzimy a raczej zbiegamy w świeżutkim puszku już po zmroku. &lt;br /&gt;
…bo my kobiety damy radę i dziurom i górom hehe J &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. No kobitki …. może to nas w końcu zmobilizuje J Zapraszam na babską akcję bez prawie…. Pozdrawiam ciepło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: wypad skiturowy w rejon Klimczoka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek|31 01 2010}}&lt;br /&gt;
Bardzo fajna tura: z Szczyrku Biłej na Karkoszczonkę, następnie trochę szlakiem a dalej na przełaj na Trzy Kopce i Klimczok. Przed tym ostatnim wyraźny wytop w śniegu i po sprawdzeniu mała jaskinia. Dalej zjazd do schroniska pod Klimczokiem. Tu obowiązkowo sernik i piwo z sokiem. Potem zjazd zielonym szlakiem do Biłej. Warunki śniegowe całkiem niezłe na szlakach. Jak dopada jeszcze z 30 cm to szykują się piękne zjazdy przez las. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2010/Klimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Trzech Kopców Wiślanych- wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2010}}&lt;br /&gt;
Samotnie przemierzam trasę: Ustronia Polana - Orłowa (zielonym szlakiem) - Trzy Kopce Wiślane (niebieskim) - Telesforówka - Orłowa (powrót tą samą drogą) - Równica (dalej niebieskim szlakiem)-Ustroń Polana (zjazd czerwonym szlakiem). Warunki pogodowo-śniegowe jak dla mnie były świetne. Do tego zachmurzone niebo, lekkie zamglenie i brak ludzi do złudzenia przypominają mi klimat filmu Białe Szaleństwo (który skiturowcom i innym „dziwakom” serdecznie polecam :)). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Zawody skiturowe o Puchar Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu Jurek Ganszer (SBB), Michał Ganszer (SBB)|30 01 2010}}&lt;br /&gt;
Zgłosiło się około 30 zawodników (amatorów i zawodowców). Ciekawa choć nie zbyt długa trasa (8 km, 700 m przewyższenia). Wiodła z stoków narciarskich w Brennej na Halę Jaworową – Kotarz – Hyrcę, następnie zjazd nie przygotowanym terenem do Brennej, dalej podejście powyżej startu i zjazd do mety. W mojej kategorii wiekowej (nestor) udało mi się zająć I miejsce. Fajna, kameralna impreza, dobra oprawa i organizacja. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - słoneczno-mroźny spacer na Halę Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk |24 - 25 01 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako uczestnik współfinansowanego przez Unię Europejską programu &amp;quot;Chrońmy Tatry- jedźmy w Beskidy&amp;quot;, skłoniłam ostatnio swoje górołażeniowe zapędy w stronę tych bliższych nam geograficznie wzniesień. Wydawałoby się, że takie tam górki- niskie, bliskie- nie mogą mieć wiele ciekawego do zaoferowania.. tymczasem te nasze Beskidy zimą to coś pięknego jest! Mróz, śnieg, inwersja i to słońce! plus prawie bezludnie na szlakach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Soli dojeżdżamy pociągiem. Pociąg postanowił nie oszczędzić nam przygód zaraz na początku - przymarzł do trakcji na 300m przed peronem na Chebziu. Ale że nie wstaliśmy po darmo o tej piątej rano szybko udaje się zorganizować alternatywny dojazd do Kato.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Soli trasa wiodła czarnym szlakiem najpierw przez Łysicę do Rycerki Dolnej i dalej przez Praszywkę i Bendoszkę na Przegibek. Z Przegibka zaś dalej - na Rycerzową niebieskim szlakiem, trawersującym Banię, Majcherową i Rycerzową Wielką. Ostatnią godzinę idziemy już zupełnie po ciemku i kiedy wychodzimy umęczeni z lasu na Halę Rycerzową, wydobyć udaje się tylko przeciągłe &amp;quot;łooo....&amp;quot; w różnych tonacjach w odpowiedzi na niesamowicie rozgwieżdżone niebo nad głowami. Mimo mrozu spędzamy tam chyba z godzinę. &lt;br /&gt;
Schronisko zastajemy nabite po brzegi. Nawet poza brzegi, bo pod bacówką  jacyś kolesie rozbili dwa namioty (nic tam te 20 st. na minusie!)- jak się okazało, chcieli się wreszcie wyspać w spokoju, bo z żoną to jakoś nie idzie.. albo z łokcia przysadzi albo kołdrę zabierze. Nam udaje się dostać rewelacyjną miejscówkę na glebie pod samym dachem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia przy równie bajecznej pogodzie wracamy czerwonym szlakiem przez Mładą Horę do Rajczy, skąd pociągiem powoli powoli do Katowic i Chebzia. Na tym jednak nie koniec weekendowych wrażeń. &lt;br /&gt;
Z Chebzia odbiera nas poznany w sobotę Paweł. Z nim i jego żoną Martą mijaliśmy się na szlaku - oni coś zgubili i poprosili o kontakt w razie znalezienia, my znaleźliśmy i skontaktowaliśmy się w celu przesłania pocztą. Wtedy dopiero wyszło na jaw, że i oni są z Rudy Śląskiej i to w dodatku z Orzegowa!! Wieczór więc spędzamy w ich mieszkaniu na herbacie, a do domu wracam po 22. Sił starcza już tylko na kąpiel, a plecak... cóż, poczeka :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Trawers wybrzeża (skitury)|Ewa Wójcik (KKTJ), Karolina Filipczak (STJ KW Kraków), Emanuel Lis (SW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;|22 - 24 01 2010}}&lt;br /&gt;
Oj, ile było się trzeba najeździć żeby ten wyjazd doszedł do skutku. Najpierw spotkaliśmy się we wtorek w Krakowie, żeby &amp;quot;omówić szczegóły&amp;quot; - dodam, że przy pysznym raclette. Zorganizowaliśmy dla wszystkich sprzęt i przejrzeliśmy rozkłady jazdy w Internecie. Konkluzja: jeśli chcemy się zmieścić w trzech dniach, na publiczny transport nie mamy co liczyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczynamy więc o 00:20 w piątek - na dworcu PKP we Wrocławiu odbieram z pociągu dziewczyny. Dalej autem przez Poznań do Słupska - gdzie o 06:30 jesteśmy umówieni z Emu. W Słupsku zostawiamy vana Emu i jedziemy do Ustki. Nawigacja satelitarna na azymut 0 st. wyprowadza nas do Domu Wczasowo-Sanatoryjnego PERŁA. Co ciekawe, trwa turnus i po krótkich negocjacjach na recepcji, udaje się nam załapać na śniadanie z wczasowiczami na stołówce. Bezcenne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Senna atmosfera wczasów nad morzem udziela się nam i wyruszamy dopiero ok. 12:30 (piątek). Schodki na plażę za ośrodkiem są nieczynne, zjazd z wydm wygląda na bardzo trudny (powaga!), więc z początku idziemy lasem, widząc Bałtyk gdzieś za drzewami. Puma i Emu swój dobytek ciągną w saniach a'la Marek Kamiński. Wygląda na to, że taki system oszczędza kolana, za to kasuje kręgosłup. Po godzinie docieramy w końcu do plaży i następuje długa przerwa na przywitanie się z wielką wodą. Przed wyjazdem nasz informator z Pomorza mówił obrazowo o &amp;quot;zaspach do dwóch metrów&amp;quot;, ale sama plaża okazuje się być pokryta cienką warstwą śniegu i z pewnością bez nart poruszalibyśmy się szybciej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dreptamy sobie plażą do zmroku, a nawet dalej. Pogoda dopisała, przez większość czasu, a także przez następne dni towarzyszyło nam momentami tylko lekko przychmurzone niebo i delikatne wiatry. Zachody słońca nad morzem i takie tam. Mróz na poziomie kilkunastu stopni staraliśmy się traktować jako atrakcję, a nie przeciwność losu. Mała niespodzianka spotyka nas w Rowach, gdzie musimy obchodzić dookoła port z zamarzniętymi kutrami (&amp;quot;tego nie było, chyba jakoś niedawno musieli zbudować&amp;quot; - Puma). Za Rowami znajdujemy miejsce na nocleg w zagajniku, rozkładamy nasze dwa namioty i po sytej kolacji kładziemy się spać. Tak ogólnie rzecz biorąc, po zmroku zrobiło się Zimno. Nie wiem konkretnie jak zimno, co najmniej minus fafnaście (według prognoz, -15). Mam świadomość że teorie na ten temat są różne, ale ja wszedłem do śpiwora tak jak stałem (koszulka, polarek, kurtka na wiatr, puchówka), może popełniłem błąd. Karoli z kolei zepsuła się mata samopompująca. O świcie budzi nas delirka. Pijemy herbatkę, no nic, jakoś dotrwamy - ale która tak właściwie jest godzina? Oszsz... Jaki tam świt... dopiero pierwsza w nocy!...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie najlepszym sposobem na mróz okazuje się być mieszany zespół. Na szczęście mamy optymalną konfigurację. Rano bardzo trudno wychodzi się ze śpiworów, ale tłumaczymy sobie, że odsypiamy przecież podróż. Benzyna schodzi jak woda, myślałem że wziąłem dużo, ale teraz nie wygląda to dobrze. Śniadanie na ciepło (pyszna kaszka!), topienie śniegu, cztery termosy wrzątku... Przynajmniej tyle, że jest słońce dzięki któremu udaje się nam pozbyć szronu ze śpiworów. Emu po namyśle troczy narty do sanek (totalnie oblodził sobie foki), Karola po zapoznaniu się ze stanem swoich goleni pakuje deski na plecak. Na nartach zostaję ja i Puma. Butów nie braliśmy, więc Emu i Karola dreptają w skorupach. Pomysł z zabraniem nart forsowałem głównie ja - ekipa okazuje mi jednak dużą grzeczność i konsekwentnie twierdzi, że dobrze się bawi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały drugi dzień wędrujemy plażą przez Słowiński Park Narodowy. Jest rześko. Wędrówka wybrzeżem jest dość osobliwa, przynajmniej dla kogoś kto nie jest szczególnym entuzjastą morza (np. mnie). Trudno o jakieś pośrednie cele (granica lasu, rozwidlenie ścieżki, zmiana charakteru terenu?). Widoczne w oddali cyple są jednak dużo odleglejsze niż to się wydaje na pierwszy rzut oka. Napotkany z &amp;quot;rana&amp;quot; człowiek wspomina coś o latarni, do której rzekomo mieliśmy dotrzeć za godzinę. Światło latarni dostrzegamy dopiero po zmroku. Co niektórzy z nas w poniedziałek rano mieli zamiar być w pracy, także porzucamy śmiały plan dotarcia do Łeby i kolejny biwak odbywamy w głębi lądu - tzn. ok. 200 m w linii prostej od Bałtyku, w okolicach Czołpina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynentalna zima jak wiadomo, jest ostrzejsza. Zdaniem funkcjonariuszy policji przybyłych na miejsce nazajutrz, w nocy było -20. Tym razem byliśmy jednak lepiej przygotowani, także psychicznie. Rozbiliśmy się przy (nieczynnym oczywiście) budynku, a wieczorem zrobiliśmy jeszcze małą, acz gorącą imprezę taneczną. Może dzięki temu spało się dużo lepiej niż poprzednio. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano kierujemy się w stronę Tatr - a na początek przynajmniej do Smołdzina, przez las, szlakiem obok jeziora Dołgiego. Spotykamy ludzi, potem samochody, a na koniec odśnieżoną drogę. Po drodze robimy przymusową operację Karoli, która uparła się iść na nartach. Leczenie przebiegało zarówno objawowo (smarowanie Voltarenem), jak i przyczynowo (odebranie nart siłą). Smołdzino okazuje się być bliżej niż przypuszczaliśmy, a na dodatek na przystanku rozkład powiada, że autobus mamy za pół godzinki - super. Jest jeszcze bardzo wcześnie (16:00), zatem po drodze używamy pozostałej w moim telefonie baterii do zapoznania się z bazą gastronomiczną w Słupsku. Porzucamy bagaże i dziewczyny na dworcu PKP (dziwne, ludzie chyba rzadko widują tu czekany...), wracamy z Emu po auto do Ustki i kończymy nasz wyjazd ucztą w restauracji japońskiej &amp;quot;SAKE&amp;quot;. Jeszcze tylko dziewięć godzin jazdy po naszych drogach (i jak tu kochać swój kraj...) - i ok. 5:00am w poniedziałek jesteśmy w Krakowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wypad pieszo-skiturowy|dwójka piesza - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, dwójka skiturowa - Mateusz Górowski, Damian Żmuda, transport - Ola Strach |24 01 2010}}&lt;br /&gt;
O ostatecznej trasie decydujemy tuż przed wyjściem z auta w Ustroniu Polanie. Na dworze -20 st. Ja z Teresą idę pieszo a Damian z Mateuszem na skiturach. Razem podchodzimy pod Orłową. Pogoda mimo mrozu cudowna a na dodatek im wyżej tym cieplej (wyraźna inwersja). Na przełęczy Beskidek się rozstajemy. Damian z Mateuszem górami doszli do Małego Skrzycznego skąd zjechali do Szczyrku (miała ich tem odebrać Ola) a ja z Teresą na Równicę.  O dziwo na Równicy przy drzwiach schroniska termometr wskazywał +3 st. (może był uszkodzony a może świeciło na niego słońce). Jednak różnica temperatur jest zauważalna bo po zejściu na dół znów czujemy się jak w zamrażarce. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FZimowy_Beskid&lt;br /&gt;
&amp;lt;i&amp;gt;Resztę dopisze Damian Ż.&amp;lt;/i&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|Kaja Fidzińska (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|16 - 17 01 2010}}&lt;br /&gt;
„Grotołajzy wszystkich klubów łączcie się” – kolejny wyjazd w Tatry odbywa się pod tym hasłem. Na przeprowadzoną w klubie kampanię reklamową wypadu do dziury odpowiedział jedynie (we właściwy sobie sposób) nasz forumowicz nr 1 czyli Buli. Idea integracji międzyklubowej potwierdza swoją słuszność. Tak więc w sobotę rano spotykam się w Krakowie na Westerplatte (siedziba KKTJ) z kierownikiem akcji. Kaja pobiera dla nas sprzęt… i tu następuje pierwsze zderzenie z kolorytem lokalnym. Z klubowej szafy dobywamy znakomite radzieckie karabinki „Irimiel” – naprawdę sprawdzony sprzęt ;-) Ładujemy go do bagażnika i ok. 11 docieramy do Kir. U Galicowej spotykamy znajomych z sylwestra, umawiamy się na wieczornego grzańca i ok. 14 dochodzimy pod dolny otwór Zimnej. W tatrach lampa, mrozu prawie nie ma a w ponorze wody po kostki – koncert życzeń. Schody zaczynają się na etapie podziału ról w zespole. Kaja wyraża pewną niechęć do wspinania w jaskini i proponuje mi możliwość prowadzenia wszystkich studni, stając się tym samym partnerką idealną – bez walki dostaję całe miodzio Zimnej ;-) Jednak z uwagi na aspekt feministyczny żąda w zamian oddania wora. W efekcie kobieta i kierownik akcji przez niemal całą jamę idzie z ciężką kichą, a ja wieczny kursant, spaceruję sobie na lekko i spijam śmietankę. Już wiem dlaczego KKTJ ma na kursie takie tłumy ;-) Dzięki osiągnięciu tak korzystnego dla obydwu stron kompromisu, w wyjątkowo sympatycznej atmosferze szybko docieramy do syfonu krakowskiego. Okazało się, że nikomu przed nami nie chciało się go zlewarować, na co po cichu liczyliśmy i jeżeli chcemy osiągnąć zaplanowany korytarz rubinowy, to czeka nas przynajmniej 1,5h mało rozwijającego machania wiaderkiem. Wobec braku męskiej determinacji w zespole podejmujemy decyzję o realizacji wariantu „B”, czyli zrobieniu trawersu  z dolnego do górnego otworu. Daje to okazję powspinania się w kominku za widłami, którym mnie trochę straszono przed wyjazdem.  Wprawdzie pierwszy Batinox jest rzeczywiście dość wysoko – po  jakiś 15 metrach, ale komin naprawdę nie jest trudny. Stąd już blisko do górnego otworu. Na zejściu śniegu  prawie wcale, za to lód i ślisko, trzeba uważać. Udaje się jednak zejść bez przygód. W dolinie spotykamy wracający z Czarnej kurs WKTJ. Chłopaki zapraszają nas na poznańską bazę, gdzie zostajemy uraczeni zimnym browarem i  pyszną zupą. WKTJ pozyskał nowego, bardzo uzdolnionego kulinarnie członka – sugeruję włączenie go w skład przyszłorocznej wyprawy ;-). W niedzielę robimy jeszcze powierzchniowy spacer, udaje nam się znaleźć miejsce gdzie nie byliśmy dotychczas (Wielki Kopieniec) i  na tym kończymy. Bardzo udany wyjazd, acz oboje stwierdziliśmy, że tęsknimy już za akcją, która da nam porządnie w d… Cóż, perwersja…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zawody skiturowe Pucharu Polski amatorów na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|16 01 2010}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz w życiu wziąłem udział w takich zawodach by zobaczyć jak to jest. Wystartowało ok 80 zawodników (zawodowcy i amatorzy) w różnych kategoriach wiekowych. Jako &amp;quot;dziadek&amp;quot; startowałem w nestorach. Docelowo należało zrobić 4 pętle od dolnej stacji wyciągu na Czantorię, początkowo trochę przez las, następnie mały zjazd pod wyciąg. Dalej dość strome podejście pod wyciągiem, w którego górnej części narty należało zdjąć i założyć na plecak. Po ok. 100 m podejścia znów na nartach trawers do trasy zjazdowej poniżej górnej stacji wyciągu. Dalej zjazd niebieską nartostradą do mety. Zrobiłem 3 pętle bo więcej nie starczyło czasu. Ostatnią pętlę większość zawodników robiła przy czołówkach. Udało mi się zająć drugie miejsce (oczywiście w mojej kategorii wiekowej bo ogólnie 48)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: średnim pomysłem jest startować na zwykłym sprzęcie turystycznym (wiązania diamir z skistopami, buty scarpa i narty). Mój sprzęt jak zważyłem to na jedną nogę przypadało ponad 4,5 kg czyli o ponad 100% więcej niż &amp;quot;zawodniczy&amp;quot;. Poza tym z &amp;quot;braku laku&amp;quot; miałem zbyt duży plecak. U kilku zawodników widziałem też ciężki sprzęt ale nie wiem jak wypadli w rankingu. Oprócz tego na stromych odcinkach podejścia nie trzymały mi foki (chyba już zbyt wytarte) i tam gdzie inni szli prosto ja musiałem robić zakosy co na wąskim trakcie (=przekładanie nart) wycisło ze mnie sporo sił. Warunki śniegowe i pogodowe były znakomite. Tak po za tym to fajna zabawa, dobra oprawa i ciekawe nagrody. Na dole spotkałem kol. z SBB: Jurka Ganszera (jego syn Michał też startował), Zosię Chruściel i innych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paweł w tym czasie odbył pieszą wycieczkę górską na trasie: Ustroń Polana - Orłowa - Równica - Polana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny wypad skiturowy na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 01 2010}}&lt;br /&gt;
W nocy samotnie podchodziłem na Czantorię i zjeżdżałem nartostradą. Warunki śnieżne dobre.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - biwak zimowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Karol Jagoda, Paweł Szołtysik oraz grotołazi z różnych klubów|9 - 10 01 2010}}&lt;br /&gt;
Bodaj po raz 16 Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował biwak zimowy. Tym razem była to Dolina Białej Wody a dokładnie taborisko taternickie na Polanie pod Wysoką (1310). Jest to jedyne takie miejsce biwakowe w całych słowackich Tarach. Dojście na miejsce zajmowało ludziom do 2 do 4 godzin. Jak się na miejscu okazało w Rudzie było może trzy razy więcej śniegu niż na Łysej Polanie z której zaczynaliśmy podejście. Jako jedyny z naszej grupki podchodziłem na nartach, właściwie po lodzie i wodzie. Czym wyżej tym mniej śniegu. W połowie doliny musiałem już narty nieść. Pocieszałem się jedynie faktem, że większość biwkowiczów tachało też narty na plecach. Ostatnie fragmenty szlaku pokonujemy w deszczu. Na taborisku jest na szczęście wiata, gdzie koledzy już rozpalili ognisko i wesoło dźwięczała gitara. Namioty rozbijamy na drewnianym podeście w prawdziwej ulewie. W sumie zjawiło się 66 dziwaków. Jurek wygłosił jak zwykle mowę. Całą noc deszcz z śniegiem walił o ściany namiotu. Drugi dzień nie zmienił znacząco sytuacji. Po zrobieniu tradycyjnego zdjęcia grupowego wszyscy zaczynają schodzić w dół. Nasze plany wyjścia wyżej (jest to wg mnie najpiękniejszy zakątek Tatr) z uwagi na pogodę nie wchodziły w grę. W połowie doliny zakładam narty i mknę po lodzie w dół, czasem w rozbryzgach wody. Błyskawicznie docieram do auta w Łysej Polanie gdzie prawie godzinę czekam na kolegów idących z buta. Wszyscy szczęśliwie doszli na dół. Dla nas było to ciekawe doświadczenie i lekcja pokory. Deszcz zimą jak się okazuje może dać bardziej w dupę niż mróz. Cała Europa walczy z zimą a w Tatrach trawy. Cóż kolejna ciekawa przygoda z nami. I tak jesteśmy szczęśliwi. Szczegóły na stronie SBB. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FBiwak%20zimowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|9 01 2010}}&lt;br /&gt;
Szybkie, wieczorne wyjście na wspinanie Czarnego Komina. Uwagi o pogodzie jw. - podejście w mżawce, stąpając po rozchlapującym się śniegu. Dotarliśmy ostatecznie do ''Chatki'', co razem z wyjściem zajęło niecałe trzy godziny. Powrót w regularnej zlewie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klimczok - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;,Mateusz Górowski|9 01 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ignorując podający deszcz i zamrożony śnieg wybraliśmy się w sobotę z rana do Bielska. &lt;br /&gt;
Na miejscu zrobiliśmy trasę Dębowiec – Szyndzielnia – Klimczok – Szyndzielnia&lt;br /&gt;
- Dębowiec. Do góry trasę robimy zielonym szlakiem na Szyndzielnie i dalej przez szczyt idziemy na ciepłą zupę do schroniska na Klimczoku. Śnieg po drodze głównie występował &lt;br /&gt;
w dwóch wersjach: albo zmrożona wierzchnia skorupa albo prawie woda…. Mimo tego szło się nie najgorzej. Wracamy trasą czerwonej nartostrady, której jakość- jeśli chodzi o warunki śniegowe - była całkiem niezła jak na zastaną w górach pogodę. Po wycieczce Mateusz wraca do domu, ja zostaję w Bielsku do niedzieli. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Biwak zimowy na Babiej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Maciej Dziurka&amp;lt;/u&amp;gt;,Kasia Żmuda|5 - 6 01 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już od dawna mieliśmy pomysł na biwak zimowy. W godzinach popołudniowych podchodzimy szlakiem Perć Akademików. Brodząc po pas w śniegu po przekroczeniu granicy lasu zaczyna nam się gubić szlak. Z racji nadchodzącego zmierzchu decydujemy się na biwak jeszcze przed  ejściem w poręczówki. W nocy na zewnątrz mróz, hulający wiatr i zawiewany śnieg. Kolejnego dni podchodzimy do góry. Początkowo zakosami brniemy w śniegu po pas, dalej krok za krokiem żlebem. Ostatnie metry na grań to walka z silnym zwalającym z nóg wiatrem i zawiewanym w twarz zmrożonym śniegiem. Bardzo szybko podejmujemy decyzje że schodzimy. Był to ostatni moment na zrobienie tego przejścia przed  agrożeniem lawinowym a i tak pod samym szczytem spuściliśmy sobie deskę śnieżną na siebie. W drodze powrotnej odwiedzamy schronisko. Pod wieczór wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - na nartach biegowych|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek|3 01 2010}}&lt;br /&gt;
Mroźna pogoda, lotny, puszysty śnieg to warunki, w których odbyliśmy wędrówkę narciarską w okolicach Przewodziszowic. W tej wsi zostawiamy auto i na biegówkach obchodzimy ruiny pobliskiej warowni a następnie idziemy lasami i polami. Po drodze o dziwo spotykamy 2 narciarki i narciarza na biegówkach z którymi zamieniamy kilka zdań. Następnie robimy błąd nawigacyjny i lądujemy w Leśniowie. Po korekcie, częściowo na przełaj docieramy do Pustenlni w Czatachowej (uroczy kościółek na skraju lasu) i stamtąd ładnym zjazdem docieramy do głównego rowerowego szlaku jurajskiego i nim wracamy do auta. Pokonaliśmy kilkanaście kilometrów na nartach. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FJura-narty&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyprawy&amp;diff=1150</id>
		<title>Wyprawy</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyprawy&amp;diff=1150"/>
		<updated>2010-03-09T14:26:10Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: /* Rok 2009 */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2009 ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Austria - eksploracja jaskiniowa masywu Goll&lt;br /&gt;
* [http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Usa Kanada/USA - wyprawa rowerowa - Great Divide]&lt;br /&gt;
* [http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Hagen Austria - eksploracja jaskiniowa masywu Hagengebirge&lt;br /&gt;
* Indie, Nepal - wyprawa trekkingowa wokół Annapurny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2008 ==&lt;br /&gt;
* [[Relacje:Sylwester_w_Norwegii_2008|Norwegia - zabawy na śniegu w sylwestra]]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_goll08.htm Austria - eksploracja jaskiniowa masywu Goll]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_hagen08.htm Austria  - Hagengebirge 2008]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_lofoty08.htm Norwegia - wspinaczki na Lofotach]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_rumunia-08-1.htm Rumunia - off road i jaskinie]&lt;br /&gt;
* Włochy - Dolomity&lt;br /&gt;
* Rumunia - jaskinie Karpat Zachodniorumuńskich&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2007 ==&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_meksyk07.htm Meksyk - wulkany, jaskinie i piramidy]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_goll07.htm Austria - eksploracja jaskiniowa masywu Goll]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_dolomity07.htm Włochy - Dolomity]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_camino07.htm Hiszpania - Moje Camino czyli na przełaj przez Europę]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_turcja07.htm Turcja -  Rowerem do Turcji]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_hiszpania07.htm Hiszpania - Picos de Europa i Pireneje]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_czarnohora07.htm Ukraina - skiturowa wyprawa na Czarnohorę]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_alpy07.htm Francja - Parc National des Ecrins]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2006 ==&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_goll06.htm Austria - eksploracja masywu Goll]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_gotland06.htm Szwecja - żeglarska wyprawa na Gotlandię]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_maroko06.htm Maroko]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_hiszp06.htm Wyprawa rowerowa El Camino]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_czarnohora06.htm Ukraina - Czarnohora]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_wegry06.htm Węgry - Jaskinie parku Aggtelek]&lt;br /&gt;
* [http://dzyndzyryndzy.w.interia.pl/ten1.html Teneryfa - rowerowa eskapada Stanisława Zawady]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2005 ==&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_goll05.htm Austria - eksploracja jaskiniowa masywu Göll]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_moldowal05.htm Mołdowa - jaskinie w gipsach]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_ukrl05.htm Ukraina - przejście Czarnohory]&lt;br /&gt;
* Rejs po Bałtyku&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_francja05.htm Jaskinie Francji]&lt;br /&gt;
* Gotlandia - wspinaczki na klifach&lt;br /&gt;
* Rumunia - jaskinie i góry&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_slow05.htm Słowenia i Chorwacja]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2004 ==&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_goll04.htm Austria - eksploracja jaskiniowa masywu Göll]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_rum.htm Góry i jaskinie Rumunii]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_balt.htm Kraje nadbałtyckie]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_mb.htm Alpy - Mount Blanc]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_borl.htm Dania - wspinaczki na Bornholmie]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_dolom.htm Włochy - feratty w Dolomitach]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_pirynej.htm Hiszpania i Francja - treking w Pirenejach]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2003 ==&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_goll.htm Austria - Göll]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_picos.htm Hiszpania - Picos de Europa]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_rejs.htm Gotlandia - wyprawa żeglarska &amp;quot;Kuszy&amp;quot;]&lt;br /&gt;
* Polska - dookoła rowerem 1 lipiec - 13 sierpien &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2002 ==&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_gol2.htm Austria Hoher Goll, jaskiniowa wyprawa eksploracyjna w Alpy]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_benelux.htm Kraje Beneluxu]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2001 ==&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_wegry.htm Węgry]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_austria01.htm Austria]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_korsyka.htm Korsyka]&lt;br /&gt;
* Ukraina&lt;br /&gt;
* Czechy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 2000 ==&lt;br /&gt;
* Austria&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_norway.htm Norwegia]&lt;br /&gt;
* Czechy&lt;br /&gt;
* Bornholm&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Rok 1999 ==&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_austria99.htm Austria]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/wyprawy_usa.htm USA]&lt;br /&gt;
* Kaukaz - wejście na Elbrus&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Archiwum ==&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_przejscie.htm Przejście polskiego łańcucha Karpat]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_dook_pol.htm Rowerowa wyprawa dookoła Polski]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_przez_slow.htm Rowerowa wyprawa na Słowację i Węgry]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_splyw.htm Spływ pontonem Wisły z Oświęcimia do Warszawy]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_splyw1.htm Spływ kajakowy górnego Dunajca i Popradu]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_wypr_spel.htm Wyprawa speleologiczna do Jugosławii]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/tunezja.htm Wyprawa rowerowo - speleologiczna do Tunezji]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_wypr_spel_nor.htm Wyprawa speleologiczna do Norwegii]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_wypr_spel_mong.htm Wyprawa trekingowa do Mongolii]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_wypr_spel_hiszp.htm Wyprawa speleologiczna do Hiszpanii]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_wypr_spel_kaukaz.htm Wyprawa speleologiczna w Kaukaz]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_wypr_spel_indie.htm Wyprawa trekingowa do Indii i Nepalu]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/arch_wypr_bornho.htm Wyjazd rowerowy dookoła Bornholmu]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/argent.htm Wyprawa trekingowa do Argentyny]&lt;br /&gt;
* [http:/arch/anglia.htm Wyprawa do jaskiń Wielkiej Brytanii]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2010&amp;diff=1128</id>
		<title>Wyjazdy 2010</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2010&amp;diff=1128"/>
		<updated>2010-02-24T18:41:12Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Miachał Wyciślik oraz grupa kursowa - Tomek Jaworski (instr.), Damian Ozimina, Jan Dobkowski, Ola Krzyżanowska, Jerzy Krzyżanowski (Pająk), Karol Jagoda (pomagał Tomkowi przy kursie) |20 - 21 02 2010}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano z wyjątkiem Heńka wszyscy idą do Miętusiej przy dość wrednej pogodzie (deszcz i ciapa). Grupa kursowa idzie do Marwoja a ja z Michałem wchodzimy od sali Bez Stropu w górne partie jaskini. Po linach docieramy dość wysoko ale nie wspinamy dalej i zjeżdżamy z Sali Bez Stropu bezpośrednio w dół (piękne myte ściany w tych partiach jaskini). Heniek w tym czasie odbył wycieczkę na trasie Kościeliska - Ornak - Siwa Przełęcz - Chochołowska - Kiry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nazajutrz Michał, Janek, Damian O., Karol idą do dolin Strążyska i Białego i wchodzą do tamtejszej sztolni. Damian, Heniek, Tomek pod okiem instruktorów narciarskich w postaciach Oli i Pająka doskonalą narciarstwo przywyciągowe na stoku Harenda w Zakopanem. Tym razem pogoda i warunki dopisały znakomicie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Specjalne podziękowania dla Oli i Pająka za poświęcenie kilku godzin dla narciarskich analfabetów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kłodnica - zabawa w BOLLYWOOD|Basia Szmatłoch, Tadek Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Heniek Tomanek, Monika Tomanek, Zygmunt Zbirenda, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Tomek Głowania, Wojtek Rusek, Justyna Rusek, Ania Fulde, Jurek Fulde, Bianka Witman, Wojtek Orszulik, Ewa Orszulik, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Daniel Bula, Janusz Dolibog  oraz inne osoby tow. |16 02 2010}}&lt;br /&gt;
U państwa Szmatłochów na Kłodnicy odbył się kolejny Śledź tym razem pod hasłem BOLLYWOOD. Wspaniała oprawa, dekoracje i cudowne kreacje kobiet (mężczyzn zresztą też). Można było poczuć się jak w baśni z krainy 1001 nocy. Wszystko okraszone hinduską muzyką, bollywoodzkim filmem w tle. Były również tańce wschodnie i fakirzy (próby stawania na desce z gwoździami na szczęście nie zakończyły się kalectwami). Jak na wschodnie tradycje przystało siedzieliśmy na ziemi (poduszkach), delektując się potrawami, tudzież trunkami i paląc fajkę wodną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps. Basia, wielkie dzięki za przygotowanie tego wszystkiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach, osoby towarzyszące: Daria i Lechu |14  02 2010}}&lt;br /&gt;
Na tę niedzielę wybraliśmy się do Brennej celem wyjścia na Błatnią i spotkania się tam ze znajomymi. Warunki zapowiadały się całkiem nieźle, od piątku cały czas padał śnieg. Około 10 starujemy z centrum czarnym szlakiem na Błatnią (czy jak to jest napisane na tabliczce Błotny) by po niecałych 90 minutach dotrzeć do schroniska. Tam niestety drobne rozczarowanie, gdyż zabrakło ciasta, no cóż musieliśmy się zadowolić tylko herbatką i batonikami. W schronisku całkiem sporo ludzi, paru skitourowców i 3 narciarzy biegowych. Po krótkim odpoczynku ruszamy już w czwórkę w stronę Klimczoka. Trzy osoby na turach i Daria na rakietach śnieżnych. W okolicach jaskini w Stołowie zbaczamy na szlak narciarski sprowadzający nas serią krótkich zjazdów na Karkoszczonkę. Niestety szlak ten upatrzyli sobie po.... tzn. mili panowie na skuterach i musieliśmy trochę na nich uważać. Od Karkoszczonki wydreptaliśmy szybciutko na przełęcz Siodło skąd z lenistwa wyjeżdżamy wyciągiem na Klimczok. Stąd już tylko w dwójkę wracamy na Błatnią i dalej do Brennej. Szlak zjazdowy okazuje się być całkiem przyjemny, nareszcie zrobiło się na tyle śniegu, że można zapuścić się w las :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zawody skiturowe Pucharu Polski na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|14 02 2010}}&lt;br /&gt;
Po nawet niezłym noclegu w samochodzie na parkingu w Korbielowie o 6.00 ruszamy na nartach na Halę Miziową. Nikogo o tak wczesnej porze nie spotykając nartostradami docieramy do budzącego się schroniska, które najpierw musieliśmy w mgle odnaleźć. Po spełnieniu formalności związanych z startem ustawiamy się w grupie zawodników. Tym razem to zawody zespołowe w parach (ja byłem w parze z Pawłem). Trasa z uwagi na kiepskie warunki została zmieniona i składała się z 3 coraz krótszych pętli. Od schroniska podejście na Kopiec – zjazd na przełaj rzadkim lasem a potem piękną rynną wyglądającą jak tor saneczkarski – dalej częściowo nartostradą wiodącą płajem do Kamiennej – podejście na Byka i czerwony szlak z Glinnego – następnie żółtym szlakiem na szczyt polskiego Pilska (ten stromy odcinek był dla niektórych weryfikacją swoich umiejętności technicznych a przede wszystkim miernikiem kondycji). Ostatni odcinek do mety wiódł czarną nartostradą do góry (narty trzeba nieść na plecach). Cały zawody jak dla nas były fajną zabawą. Paweł dostał popalić na tym feralnym podejściu czego efektem było skrócenie jednej pętli. Zawody więc ukończyliśmy i nawet  nie na ostatnim miejscu...Po zakończeniu imprezy niemal jednym szusem pędzimy do auta. Sporo wrażeń jak na 2 dni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|13 02 2010}}&lt;br /&gt;
Przebieżka na Kasprowy przez Halę Kondratową. Warunki nieprzychylne (mgła, wiatr, zimno, II). Po drodze natrafiamy na zawody skiturowe (Alpin Sport Ski Tour Race), w których brał udział nasz Prezes - Damian Szołtysik. Damiana nie spotkaliśmy, za to ubiliśmy mu porządnie fragment trasy podejściowej. Mam nadzieję, że skorzystał. Na Kasprowy podchodziliśmy tempem Gośki, w związku z czym nieźle się spociłem. Poza tym zassało mnie tak, że aż musiałem coś zjeść w &amp;quot;McDonaldzie&amp;quot; na szczycie. Zjeżdżamy trasą na Halę Gąsienicową, po drodze w pędzie mijając Pawła Szołtysika. Odwiedzamy na chwilę Betlejemkę i robimy sobie zdjęcia z chatarem. Potem nartostradą na Nosalową Przełęcz, skąd podchodzimy na Nosala żeby mieć jeszcze fragment ostrzejszego zjazdu. Stok Nosala oczywiście był zasilany z wyciągów ciągłym strumieniem narciarzy zjazdowych, także było tam trochę tłoczno - ale nie żałowaliśmy. Popołudnie wykorzystuję jeszcze na spacer z Pumą po Chochołowskiej, połączony z elementami... emm... szkolenia zimowego (na zdjęciach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zawody skiturowe Pucharu Polski w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|13 02 2010}}&lt;br /&gt;
O świcie startujemy z Rudy i jedziemy do Zakopca na rondo gdzie były zapisy na zawody. Po załatwieniu formalności ja idę na start do Kuźnic (został przeniesiony z ronda do Kuźnic) a Paweł szykuje się na wycieczkę skiturową na Halę Gąsienicową i wyżej. Zawody natomiast odbywają się na trasie (zupełnie zmienionej od planowanej) Kuźnice – szlak narciarski na Halę Gąsienicową – Betlejemka (zbieg na nogach) – podejście na Kasprowy na prawo od nartostrady z dwoma stromymi odcinkami gdzie narty trzeba założyć na plecak – szczyt Kasprowego – zjazd na Goryczkową – zbieg na nogach 400 m (z uwagi na warunki) – dalej zjazd nartostradą do Kuźnic gdzie ostatnie 300 m trzeba pokonać biegiem z nartami w ręku. Wystartowało ponad 120 zawodników w różnych kategoriach. Na trasie było znośnie, jedyny poważniejszy kryzys miałem na ostatnim podejściu na szczyt Kasprowego (kopny śnieg, wiatr szybko zacierał ślady poprzedników). Widoczność ograniczona do kilkunastu metrów, wiatr walił drobinkami śniegu. Zjazd jak dla mnie niemal na oślep. Mgła zlewała mi się ze śniegiem. Gdyby nie czerwone chorągiewki (niektóre już przewrócone) jazda była by jeszcze gorsza. I tak kilka razy miałem dużo szczęścia że nie glebłem. Na Goryczkowej już widoczność lepsza więc i odwagi przybyło. Zbieg na nogach te 400 m był moim zdaniem bardziej niebezpieczny niż zjazd na nartach (organizatorzy chcieli zadbać o bezpieczeństwo bo na trasie były trawy i kamienie) gdyż łatwo można było źle ustawić nogę i kontuzja gotowa. Dalej gnam na nartach co sił do mety w Kuźnicach. Podobnie z ostatnim odcinkiem (moim zdaniem można było śmiało jechać na nartach). Bieg z nartami w ręku te 300 m w zablokowanych butach wypruł ze mnie resztki sił tak że na metę wpadłem półprzytomny ze zmęczenia. Cała trasa Kuźnice – Kasprowy – Kuźnice zajęła mi 2,20 godz. (najlepszy zawodnik około 1,30). W mojej kategorii wiekowej zająłem jednak pierwsze miejsce (kilku wariatów w moim przedziale wiekowym jednak się znalazło). Tu wyniki: http://www.tatrateam.com/wyniki/wyniki2010.pdf . &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paweł w międzyczasie niebieskim szlakiem poszedł na Halę Gąsienicowym i po popasie w schronisku podchodził na Kasprowy. Po drodze spotkał Mateusza Golicza na nartach również. Następnie spod szczytu Kasprowego zjechał szlakiem narciarskim do Kuźnic.&lt;br /&gt;
Zakończenie całej imprezy i wręczenie nagród odbyło się w holu Muzeum Tatrzańskiego. Jak na razie to wszystkie zawody, w których startowałem były sprawnie przeprowadzone.&lt;br /&gt;
W tym dniu jeszcze przez Słowację jedziemy do Korbielowa gdzie nazajutrz startujemy w następnej imprezie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowa Niżna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|13 02 2010}}&lt;br /&gt;
Ostatnio Kasprowa Niżna dość licznie odwiedzana jest przez członków naszego klubu. Myśmy ten wyjazd odłożyli ale jak się okazało najlepiej na tym wyszliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No ale od początku: znowu startujemy z Rudy około 6 rano. Podrzucamy Damiana na bazę u Glizdowej i ruszamy do Zakopca a stamtąd do Kasprowej. Do jaskini wchodzimy przed 12. Przed nami w dziurze jest już kurs KKTJ, jednak nie przeszkadzamy sobie nawzajem i szybko docieramy za zapałki. Odbywa się dość szybko i sprawnie ze względu na niski poziom wody-Długi Korytarz&lt;br /&gt;
przechodzimy suchą nogą (haha). Póżniej kierujemy się do Sali Gwieździstej, gdzie kończymy naszą wycieczkę. Po 16 wychodzimy z jaskini. Do domu wracamy w trudnych warunkach drogowych. Tym razem podczas wyjazdu udział kobiet wynosił 50% więc widać, że tendencja jest wzrostowa-już niedługo może dojdzie do prawdziwej długo wyczekiwanej babskiej akcji:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry | &amp;lt;u&amp;gt;Pacyfa&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysiek i jeszcze kilka osób poznawanych na bieżąco...:)|11-14 02 2010}}&lt;br /&gt;
Niestety znów nie udało się trafić w warunki. Totalne mleko, wkurzający, niezwiązany z niczym, nawet sam ze sobą, śnieg i totalnie niezależne od niczego piękno Doliny Pięciu Stawów powodowało lekką sportowa frustrację:) Na szczęście nadrobiliśmy na polu towarzyskim a nawet załapaliśmy się na toprowskie szkolenie:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Miętusia|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, KKTJ: Ewa Wójcik, UKA: Marek Wierzbowski|11 02 2010}}&lt;br /&gt;
Nie udało się wstać wystarczająco wcześnie, więc na Kasprowy musieliśmy wjechać kolejką (32 zł, granda!). Jeździmy trochę na krześle na Gąsienicowej, a po południu zjeżdżamy Goryczkową. Staraniami Gosi udaje się wykorzystać szpinak który przywiozłem i załapujemy się jeszcze przed wyjściem na obiad. Koniec końców startujemy dość późno, więc musimy się spieszyć, żeby Marek mógł się wyspać zanim jego bardzo małoletnia córka rano wszystkich obudzi. Do jaskini wchodzimy o 18:05, ale prawdziwy początek osiągamy dopiero o 18:50 (Marwoj). Marek i ja pokonujemy syfon w stylu sportowym, tzn. goło, wydając bojowe okrzyki. Puma przechodzi w OP-1. Za Marwojem tempo akcji trochę zwalnia, bo wyciągamy aparat. Zielony But na szczęście odpompowany, ale zaraz za nim Szmaragdowe Jeziorko swoim istnieniem zaskoczyło nas wszystkich. Mimo zastosowania metody podciągowej (podciągnięcie kombinezonów nad kolana) zmoczyliśmy się w Jeziorku dosyć konkretnie. Potem tylko bieganie i bieganie, całkiem długa ta jaskinia, ale i tak stóp nie udało się już rozgrzać. Na Dupcyngiera wzięliśmy linę, niestety na Próg Odzyskanych Nadziei nie - zatem w tym miejscu przychodzi nam zawracać o 21:30. Na powierzchni jesteśmy po siedmiu godzinach akcji, czyli ok. 1:00... co dało szansę jeszcze trochę się wyspać. Rano Marek zabiera rodzinę na narty, a Puma i ja odbywamy wycieczkę na skiturach - Lejowa, Kominiarska Polana, a potem tajemnymi ścieżkami &amp;quot;w krzakach&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Rycerzowa|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|07 02 2010}}&lt;br /&gt;
Plany były jaskiniowe ale postanowiliśmy jednak pospacerować po górkach licząc na piękną pogodę. Po 6 rano ruszamy z Rudy i już po 8 jesteśmy w Rajczy, gdzie zostawiamy auto. Stamtąd czerwonym szlakiem dreptamy dość długo w kierunku Rycerzowej. Pogoda średnia-dużo chmur i trochę ponuro. Gdy myślimy, że już blisko to okazuje się, że jesteśmy dopiero w pobliżu Młodej Hory. Czasu coraz mniej a tu jeszcze ponad godzinka dreptania, nie mówiąc o powrocie. Postanowiliśmy jednak brnąć dalej no i w sumie po jakiś 4 godzinach widzimy Rycerzową. Odwiedzamy schronisko, jemy obiad i uciekamy na dół. Najpierw kierujemy się niebieskim szlakiem, póżniej jednak postanawiamy zboczyć i iść &amp;quot;na czuja&amp;quot; w kierunku drogi asfaltowej. Dotarliśmy do drogi, po której dreptaliśmy jeszcze może z półtora godziny. Tak nas to wykończyło, że nie mogliśmy zrealizować naszych planów na następny dzień tzn. wspinaczki na ściance.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Buli sorry za tą długą trasę ale i tak myślę, że było super!:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach (w niedziele)|06-07 02 2010}}&lt;br /&gt;
Nie chcąc marnować kolejnego weekendu wybrałem się w sobotę na samotną turę po Beskidzie Śląskim. Plan był ambitny: przejście z Ustronia przez Przełęcz Salmopolską do schroniska na Koziej Górze. Pobudka o 4.50, szybkie śniadanko i już o 8.40 byłem w Ustroniu Polanie. Na miejscu jeszcze małe zakupy, przebranie butów i o 9.20 ruszam w trasę. Pogoda nie napawa optymizmem- góry jakieś takie zamglone, no ale nie ma co marudzić :). Pierwszy punkt programu to wyjście na Orłową- poszło całkiem sprawnie i w dodatku okazało się, że wyżej to i błękitne niebo i słoneczko całkiem przyjemnie przygrzewa, generalnie idealnie. Z Orłowej szybciutko dotarłem do górnej stacji wyciągów Doliny Leśnicy gdzie zjechałem na dno doliny. Tam czekało mnie podejście w stronę Starego Gronia. Na mapie wyglądało całkiem niewinnie, niestety okazało się, że szlak był nieprzetarty i całkiem sporo nawianych zasp nie pozwalało mi poruszać się z taką szybkością i łatwością jak bym chciał. Dalej to trochę monotonne dojście na Biały Krzyż i Przełęcz Salmopolską.  Myślałem, że zrobię sobie tam przerwę ale idąc cały czas sam zdążyłem odzwyczaić się od dużej ilości ludzi (a że jak wiadomo jest tam pełno wyciągów i knajpek, to też ludzi nie brakuje) i musiałem szybciutko uciekać z przełęczy, spokojne miejsce na odpoczynek znalazłem na dopiero na Malinowie. Dalsza droga prowadziła trawersem z Przełęczy Malinowskiej na Kopę Skrzyczeńską i dalej szlakiem na Skrzyczne. Tu pojawiły się wątpliwości czy uda mi się dotrzeć o rozsądnej porze do celu, była już 16.30, a mi jeszcze trochę do przejścia zostało. Ale na razie czekał mnie całkiem przyjemny długi zjazd do Szczyrku. Dalej mój plan zakładał podejście na przełaj na Beskidek i szlakiem na Klimczok, Szyndzielnię i Kozią Górę, niestety pora zweryfikowała moje plany i postanowiłem podchodzić na Klimczok niebieskim szlakiem. Odradzam go wszystkim- narty tak na stałe mogłem założyć dopiero bardzo wysoko, a wcześniej szlak szedł przez osiedla domów jednorodzinnych. Narty musiałem nieść na plecach od dolnej stacji kolejki na Skrzyczne do Sanktuarium MB Królowej Polski, trochę mnie to wykończyło i zniechęciło do dalszego marszu. O 19.20 dotarłem do schroniska na Klimczoku gdzie postanowiłem już zostać i nie pchać się dalej, co okazało się niezłym pomysłem, gdyż schronisko było całkiem puste, a warunki mają bardzo fajne. Teraz pozostało tylko pójść spać i rano spotkać się z Olą :). Poranek przywitał mnie pięknie ośnieżonymi drzewami i leciutką  mgiełką- piękny widok, super sprawa móc usiąść rano  z książką w pustym schronisku, zjeść dobre śniadanko i po prostu się zrelaksować :). Koło 10 spotkałem się z Olą w schronisku na Szyndzielni i podreptaliśmy sobie spokojnie w stronę Błatniej. Gdy tylko odbiliśmy na czarny szlak trawersujący Klimczok i wyrwaliśmy się z tłumu ludzi idących głównym szlakiem od razu nam ulżyło. Dalej było już tylko lepiej :), lekka mgła sprawiała, że las wyglądał cudownie. Na Błatniej zjedliśmy pyszny obiad i znowu zachwycaliśmy się schroniskiem, które jest bardzo fajnie prowadzone. W drodze powrotnej stanęliśmy jeszcze nad „sauną” (jaskinią Dującą) i korzystając ze świetnych warunków na czerwonym szlaku zjechaliśmy pod drzwi samochodu zostawionego na Olszówce Górnej :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Damian Żmuda, Tadek Szmatłoch, Aga Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Głowania|06 02 2010}}&lt;br /&gt;
W Tatrach mało śniegu ale na tyle aby uprzykrzyć podejście pod otwór (ledwo przykryte kamienie, korzenie itp.). Celem jest nurkowanie (na bezdechu) Tadka w jeziorku Szmaragdowym oraz wywspinanie komina Smoluchowskiego przez Damiana Żmudy. W drodze do Wegierskiego Komina Tadek obrywa niefortunnie kamieniem w czoło i trzeba było skorzystać z apteczki. Po dojściu na miejsce mimo przeciwności losu Tadek realizuje swoje zamierzenie ale wchodząc do wody mąci ją znacznie więc nie udało mu się odnaleźć zgubionego niegdyś szanta. Damian Żmuda wspina Smolucha. Potem to robi Tadek a na końcu ja likwiduję punkty. Na ostatniej trudności udało mi się nawet odpaść i zrobić nieprzyjemne wahadełko. W końcu jednak wszyscy spotykamy się u góry. Z jaskini wychodzimy nocą a zejście z uwagi na bardziej zmarznięty śnieg jest znośne. Tej samej nocy Tadek z ekipą wraca do domu a my zostajemy do niedzieli. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kasprowa Niżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, UKA: Marek Wierzbowski, KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik|06 02 2010}}&lt;br /&gt;
To już trzeci taki weekend w ciągu ostatniego miesiąca - rano narty, wieczorem jaskinia. Lekkie problemy ze zgraniem się: Marek przyjeżdża z Warszawy &amp;quot;na styk&amp;quot;, z kolei ja musiałem jeszcze przed wyjściem zadbać o zajęcie dla mojej ekipy narciarskiej. Istotnie, jak można było przewidzieć czytając niedawną relację z &amp;quot;babskiej akcji&amp;quot;, woda w jaskini była. Tak wyszło, że ktoś musiał się wykąpać, żeby nasza wycieczka wykroczyła poza Długi Chodnik. Nie czekając aż i tak zostanę wytypowany (jako najmłodszy), zgłosiłem się na ochotnika. Wykąpał się też Marek, choć w sumie nie było to konieczne - stwierdził jednak, że musi, bo nie wypada mu azerować. Idziemy sobie najpierw w stronę Danka. Po drodze wspólnie z Pumą robimy trochę fotek, ale niestety wszystko &amp;quot;z ręki&amp;quot;, na dużej czułości. W międzyczasie trwają dyskusje polityczne, wciągające najwyraźniej na tyle, że aż wracając troszkę się pogubiliśmy (sic!). Z Rycerskiej przebiegamy się jeszcze szybciutko do Zapałek, no i wycof. Rozchodzimy się w swoje strony, z różnymi planami na niedzielę. Jeśli chodzi o mnie - pobudka o ósmej, śniadanie - no i znowu na narty, do Bachledovej. Coś trzeba robić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie|&amp;lt;u&amp;gt;Pacyfa&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysiek|01-03 02 2010}}&lt;br /&gt;
Kolejna szybka, krótka, ale dająca chwilę wytchnienia psychicznego i zaspokojenia fizycznego ;) akcja. Jak to z Krzysiem nie spiesząc się i świetnie się bawiąc, wykonaliśmy jedynie plan minimum, tj. przejście z murowańca przez Zawrat do Piątki. Na nasze usprawiedliwienie można jedynie rzec, że  warunki nienajlepsze; szlaki nieprzetarte, śnieg sypki, zapadający się i załamująca się ok 13.00-14.00 pogoda. Krzysiu przekonał się ponadto, że nawet stary dobry Zawrat nie jest wolny od niebezpieczeństw; między Zmarzłym a przełęczą minęliśmy dwa, spore lawiniska. A w Piątce cichutko, puściutko, nic nie przetarte...:) Już są plany, by to zmienić w przyszłym tygodniu...;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: „Babska Akcja” czyli Kasprowa Niżna i Kościelec|Maciejka Dziurka, Karolinka Jagoda, Ola Strach – znana na co dzień jako &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Ż&amp;lt;/u&amp;gt;;)|30 - 31 01 2010}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
I kto powiedział, że to się nie uda? Nic bardziej mylnego! Wystarczy odrobina determinacji, czy jak kto woli desperacji i organizujemy prawie babską, acz niewątpliwie udaną akcję jaskiniową. Plan taktyczny jest prosty – Kasprowa Niżnia dokąd się da. A dało się całkiem daleko.&lt;br /&gt;
	W towarzystwie moich przesympatycznych koleżanek dotarłam do Zakopanego i jak na kobietę przystało zbagatelizowałam wyciek paliwa z baku. Podczas podróży pochłania nas rozmowa na temat najnowszych kosmetyków do liftingu biustu i ciała. Przed północą docieramy na bazę. Chichocząc Karolina flirtuje nieco z Poznaniakami na temat Zimnej. Wskakujemy w piżamy w różowe motylki i życząc sobie wzajemnie słodkich snów zamykamy znużone oczęta.&lt;br /&gt;
	Budzimy się nieco leniwie, ale śniadanko stawia nas na nogi. Z niepokojem zauważamy z Maciejką, że dieta koleżanki Karoliny obfituje w zbyt duża ilość węglowodanów i próbujemy zasugerować urozmaicenie jadłospisu, w skład którego wchodzą głównie bułki i zupki chińskie (bułki robi mama, zupki Chińczycy). Bezskutecznie niestety. Jak ta dziewczyna utrzymuje taka figurę?! (patrz galeria)&lt;br /&gt;
	Pogoda jest ładna – ciepło i nie wieje. Fryzurę pod kontrolą utrzyma zwykła pianka do włosów. Fakt ów napawa nas optymizmem. Otwór znajdujemy, bo było wydeptane J. Przebieramy się… Barwne kombinezony     „od Kotarby” (kolekcja 2009) znakomicie prezentują się na tle tonącego w śniegu lasu. Z przejęciem słuchamy opowieści Karoliny o potworach zamieszkujących jaskinie …. ale ciekawość bierze górę nad strachem i schodzimy pod ziemię. &lt;br /&gt;
	Jesteśmy profesjonalnie przygotowane – mamy nawet liny, karabinki i plan techniczny. Posuwamy się do przodu zgodnie z planem aż tu nagle duża kałuża! Musimy ją przejść, żeby dostać się do syfonu Danka i potem za Zapałki. Maciejka nie jest zachwycona moczeniem swojej nowej bielizny, ale zachwalam skuteczność zimnych kąpieli w zwalczaniu celulitis i to ostatecznie przekonuje dziewczęta. W pobliżu Syfonu Danka dokonujemy drastycznego odkrycia. Potwór, o którym mówiła Karolina pożarł płetwonurków – zostały tylko butle tlenowe och! Postanawiamy wycofać się cichutko, by nie budzić czającego się licha. Opuszczamy zaczarowany bór szczęśliwe, że nic nam już nie grozi i w  radosnych pląsach schodzimy do ronda kuźnickiego, gdzie prawdopodobnie zostawiłyśmy samochód (ups!) Paliwo na szczęście nie wyciekło i możemy wrócić na bazę. Zdążymy na serial! :)&lt;br /&gt;
A poza tym to jaskinia jest przereklamowana, bo nie sprzedają tam  ani Gąbek (osobiście sprawdzałam), ani Złotych Kaczek, w Sali Rycerzowej nie ma rycerzy, zapałki są zalane i bezużyteczne, i nie było żadnej imprezy Sylwestrowej L! Postanowiłyśmy złożyć zażalenie do dyrekcji TPN i wniosek o weryfikację planu technicznego galerii Kasprowa Niżnia (foch).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzeźwiająca kąpiel w olejkach eterycznych przydaje blasku naszej nieco sfatygowanej urodzie i przywraca siły. Posilamy się lekkostrawną pożywną konserwą  z Aldiego a Karolina konsumuje swoją 36-ą bułkę…. Oglądamy „M jak miłość” a potem przygody agenta 007 (Maciejka wolała Chucka Norrisa, ale Karola uparła się, że chce  Jamesa Bonda). Karolina serwuje malinowe reedsy i chipsy (ach ta niepoprawna KarolciaJ), którym to przysmakom nie możemy się oprzeć. Zasypiamy marząc o przystojnych agentach…..&lt;br /&gt;
Nazajutrz, rządne nowych wrażeń, maszerujemy na Kościelec – spora dawka fitnessJ. Za Murowańcem przydają się te psujące fason obuwia kolce i te….no…. dziobaki do loduJ - koledzy nam pożyczyli z klubu. Poznałyśmy przystojniaka z Krakowa, który towarzyszy nam w drodze na szczyt. Na szczycie nic nie widać, tylko zimno, wieje i sypie śnieg. Schodzimy a raczej zbiegamy w świeżutkim puszku już po zmroku. &lt;br /&gt;
…bo my kobiety damy radę i dziurom i górom hehe J &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. No kobitki …. może to nas w końcu zmobilizuje J Zapraszam na babską akcję bez prawie…. Pozdrawiam ciepło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: wypad skiturowy w rejon Klimczoka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek|31 01 2010}}&lt;br /&gt;
Bardzo fajna tura: z Szczyrku Biłej na Karkoszczonkę, następnie trochę szlakiem a dalej na przełaj na Trzy Kopce i Klimczok. Przed tym ostatnim wyraźny wytop w śniegu i po sprawdzeniu mała jaskinia. Dalej zjazd do schroniska pod Klimczokiem. Tu obowiązkowo sernik i piwo z sokiem. Potem zjazd zielonym szlakiem do Biłej. Warunki śniegowe całkiem niezłe na szlakach. Jak dopada jeszcze z 30 cm to szykują się piękne zjazdy przez las. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2010/Klimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Trzech Kopców Wiślanych- wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2010}}&lt;br /&gt;
Samotnie przemierzam trasę: Ustronia Polana - Orłowa (zielonym szlakiem) - Trzy Kopce Wiślane (niebieskim) - Telesforówka - Orłowa (powrót tą samą drogą) - Równica (dalej niebieskim szlakiem)-Ustroń Polana (zjazd czerwonym szlakiem). Warunki pogodowo-śniegowe jak dla mnie były świetne. Do tego zachmurzone niebo, lekkie zamglenie i brak ludzi do złudzenia przypominają mi klimat filmu Białe Szaleństwo (który skiturowcom i innym „dziwakom” serdecznie polecam :)). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Zawody skiturowe o Puchar Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu Jurek Ganszer (SBB), Michał Ganszer (SBB)|30 01 2010}}&lt;br /&gt;
Zgłosiło się około 30 zawodników (amatorów i zawodowców). Ciekawa choć nie zbyt długa trasa (8 km, 700 m przewyższenia). Wiodła z stoków narciarskich w Brennej na Halę Jaworową – Kotarz – Hyrcę, następnie zjazd nie przygotowanym terenem do Brennej, dalej podejście powyżej startu i zjazd do mety. W mojej kategorii wiekowej (nestor) udało mi się zająć I miejsce. Fajna, kameralna impreza, dobra oprawa i organizacja. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Trawers wybrzeża (skitury)|Ewa Wójcik (KKTJ), Karolina Filipczak (STJ KW Kraków), Emanuel Lis (SW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;|22 - 24 01 2010}}&lt;br /&gt;
Oj, ile było się trzeba najeździć żeby ten wyjazd doszedł do skutku. Najpierw spotkaliśmy się we wtorek w Krakowie, żeby &amp;quot;omówić szczegóły&amp;quot; - dodam, że przy pysznym raclette. Zorganizowaliśmy dla wszystkich sprzęt i przejrzeliśmy rozkłady jazdy w Internecie. Konkluzja: jeśli chcemy się zmieścić w trzech dniach, na publiczny transport nie mamy co liczyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczynamy więc o 00:20 w piątek - na dworcu PKP we Wrocławiu odbieram z pociągu dziewczyny. Dalej autem przez Poznań do Słupska - gdzie o 06:30 jesteśmy umówieni z Emu. W Słupsku zostawiamy vana Emu i jedziemy do Ustki. Nawigacja satelitarna na azymut 0 st. wyprowadza nas do Domu Wczasowo-Sanatoryjnego PERŁA. Co ciekawe, trwa turnus i po krótkich negocjacjach na recepcji, udaje się nam załapać na śniadanie z wczasowiczami na stołówce. Bezcenne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Senna atmosfera wczasów nad morzem udziela się nam i wyruszamy dopiero ok. 12:30 (piątek). Schodki na plażę za ośrodkiem są nieczynne, zjazd z wydm wygląda na bardzo trudny (powaga!), więc z początku idziemy lasem, widząc Bałtyk gdzieś za drzewami. Puma i Emu swój dobytek ciągną w saniach a'la Marek Kamiński. Wygląda na to, że taki system oszczędza kolana, za to kasuje kręgosłup. Po godzinie docieramy w końcu do plaży i następuje długa przerwa na przywitanie się z wielką wodą. Przed wyjazdem nasz informator z Pomorza mówił obrazowo o &amp;quot;zaspach do dwóch metrów&amp;quot;, ale sama plaża okazuje się być pokryta cienką warstwą śniegu i z pewnością bez nart poruszalibyśmy się szybciej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dreptamy sobie plażą do zmroku, a nawet dalej. Pogoda dopisała, przez większość czasu, a także przez następne dni towarzyszyło nam momentami tylko lekko przychmurzone niebo i delikatne wiatry. Zachody słońca nad morzem i takie tam. Mróz na poziomie kilkunastu stopni staraliśmy się traktować jako atrakcję, a nie przeciwność losu. Mała niespodzianka spotyka nas w Rowach, gdzie musimy obchodzić dookoła port z zamarzniętymi kutrami (&amp;quot;tego nie było, chyba jakoś niedawno musieli zbudować&amp;quot; - Puma). Za Rowami znajdujemy miejsce na nocleg w zagajniku, rozkładamy nasze dwa namioty i po sytej kolacji kładziemy się spać. Tak ogólnie rzecz biorąc, po zmroku zrobiło się Zimno. Nie wiem konkretnie jak zimno, co najmniej minus fafnaście (według prognoz, -15). Mam świadomość że teorie na ten temat są różne, ale ja wszedłem do śpiwora tak jak stałem (koszulka, polarek, kurtka na wiatr, puchówka), może popełniłem błąd. Karoli z kolei zepsuła się mata samopompująca. O świcie budzi nas delirka. Pijemy herbatkę, no nic, jakoś dotrwamy - ale która tak właściwie jest godzina? Oszsz... Jaki tam świt... dopiero pierwsza w nocy!...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie najlepszym sposobem na mróz okazuje się być mieszany zespół. Na szczęście mamy optymalną konfigurację. Rano bardzo trudno wychodzi się ze śpiworów, ale tłumaczymy sobie, że odsypiamy przecież podróż. Benzyna schodzi jak woda, myślałem że wziąłem dużo, ale teraz nie wygląda to dobrze. Śniadanie na ciepło (pyszna kaszka!), topienie śniegu, cztery termosy wrzątku... Przynajmniej tyle, że jest słońce dzięki któremu udaje się nam pozbyć szronu ze śpiworów. Emu po namyśle troczy narty do sanek (totalnie oblodził sobie foki), Karola po zapoznaniu się ze stanem swoich goleni pakuje deski na plecak. Na nartach zostaję ja i Puma. Butów nie braliśmy, więc Emu i Karola dreptają w skorupach. Pomysł z zabraniem nart forsowałem głównie ja - ekipa okazuje mi jednak dużą grzeczność i konsekwentnie twierdzi, że dobrze się bawi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały drugi dzień wędrujemy plażą przez Słowiński Park Narodowy. Jest rześko. Wędrówka wybrzeżem jest dość osobliwa, przynajmniej dla kogoś kto nie jest szczególnym entuzjastą morza (np. mnie). Trudno o jakieś pośrednie cele (granica lasu, rozwidlenie ścieżki, zmiana charakteru terenu?). Widoczne w oddali cyple są jednak dużo odleglejsze niż to się wydaje na pierwszy rzut oka. Napotkany z &amp;quot;rana&amp;quot; człowiek wspomina coś o latarni, do której rzekomo mieliśmy dotrzeć za godzinę. Światło latarni dostrzegamy dopiero po zmroku. Co niektórzy z nas w poniedziałek rano mieli zamiar być w pracy, także porzucamy śmiały plan dotarcia do Łeby i kolejny biwak odbywamy w głębi lądu - tzn. ok. 200 m w linii prostej od Bałtyku, w okolicach Czołpina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynentalna zima jak wiadomo, jest ostrzejsza. Zdaniem funkcjonariuszy policji przybyłych na miejsce nazajutrz, w nocy było -20. Tym razem byliśmy jednak lepiej przygotowani, także psychicznie. Rozbiliśmy się przy (nieczynnym oczywiście) budynku, a wieczorem zrobiliśmy jeszcze małą, acz gorącą imprezę taneczną. Może dzięki temu spało się dużo lepiej niż poprzednio. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano kierujemy się w stronę Tatr - a na początek przynajmniej do Smołdzina, przez las, szlakiem obok jeziora Dołgiego. Spotykamy ludzi, potem samochody, a na koniec odśnieżoną drogę. Po drodze robimy przymusową operację Karoli, która uparła się iść na nartach. Leczenie przebiegało zarówno objawowo (smarowanie Voltarenem), jak i przyczynowo (odebranie nart siłą). Smołdzino okazuje się być bliżej niż przypuszczaliśmy, a na dodatek na przystanku rozkład powiada, że autobus mamy za pół godzinki - super. Jest jeszcze bardzo wcześnie (16:00), zatem po drodze używamy pozostałej w moim telefonie baterii do zapoznania się z bazą gastronomiczną w Słupsku. Porzucamy bagaże i dziewczyny na dworcu PKP (dziwne, ludzie chyba rzadko widują tu czekany...), wracamy z Emu po auto do Ustki i kończymy nasz wyjazd ucztą w restauracji japońskiej &amp;quot;SAKE&amp;quot;. Jeszcze tylko dziewięć godzin jazdy po naszych drogach (i jak tu kochać swój kraj...) - i ok. 5:00am w poniedziałek jesteśmy w Krakowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wypad pieszo-skiturowy|dwójka piesza - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, dwójka skiturowa - Mateusz Górowski, Damian Żmuda, transport - Ola Strach |24 01 2010}}&lt;br /&gt;
O ostatecznej trasie decydujemy tuż przed wyjściem z auta w Ustroniu Polanie. Na dworze -20 st. Ja z Teresą idę pieszo a Damian z Mateuszem na skiturach. Razem podchodzimy pod Orłową. Pogoda mimo mrozu cudowna a na dodatek im wyżej tym cieplej (wyraźna inwersja). Na przełęczy Beskidek się rozstajemy. Damian z Mateuszem górami doszli do Małego Skrzycznego skąd zjechali do Szczyrku (miała ich tem odebrać Ola) a ja z Teresą na Równicę.  O dziwo na Równicy przy drzwiach schroniska termometr wskazywał +3 st. (może był uszkodzony a może świeciło na niego słońce). Jednak różnica temperatur jest zauważalna bo po zejściu na dół znów czujemy się jak w zamrażarce. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FZimowy_Beskid&lt;br /&gt;
&amp;lt;i&amp;gt;Resztę dopisze Damian Ż.&amp;lt;/i&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|Kaja Fidzińska (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|16 - 17 01 2010}}&lt;br /&gt;
„Grotołajzy wszystkich klubów łączcie się” – kolejny wyjazd w Tatry odbywa się pod tym hasłem. Na przeprowadzoną w klubie kampanię reklamową wypadu do dziury odpowiedział jedynie (we właściwy sobie sposób) nasz forumowicz nr 1 czyli Buli. Idea integracji międzyklubowej potwierdza swoją słuszność. Tak więc w sobotę rano spotykam się w Krakowie na Westerplatte (siedziba KKTJ) z kierownikiem akcji. Kaja pobiera dla nas sprzęt… i tu następuje pierwsze zderzenie z kolorytem lokalnym. Z klubowej szafy dobywamy znakomite radzieckie karabinki „Irimiel” – naprawdę sprawdzony sprzęt ;-) Ładujemy go do bagażnika i ok. 11 docieramy do Kir. U Galicowej spotykamy znajomych z sylwestra, umawiamy się na wieczornego grzańca i ok. 14 dochodzimy pod dolny otwór Zimnej. W tatrach lampa, mrozu prawie nie ma a w ponorze wody po kostki – koncert życzeń. Schody zaczynają się na etapie podziału ról w zespole. Kaja wyraża pewną niechęć do wspinania w jaskini i proponuje mi możliwość prowadzenia wszystkich studni, stając się tym samym partnerką idealną – bez walki dostaję całe miodzio Zimnej ;-) Jednak z uwagi na aspekt feministyczny żąda w zamian oddania wora. W efekcie kobieta i kierownik akcji przez niemal całą jamę idzie z ciężką kichą, a ja wieczny kursant, spaceruję sobie na lekko i spijam śmietankę. Już wiem dlaczego KKTJ ma na kursie takie tłumy ;-) Dzięki osiągnięciu tak korzystnego dla obydwu stron kompromisu, w wyjątkowo sympatycznej atmosferze szybko docieramy do syfonu krakowskiego. Okazało się, że nikomu przed nami nie chciało się go zlewarować, na co po cichu liczyliśmy i jeżeli chcemy osiągnąć zaplanowany korytarz rubinowy, to czeka nas przynajmniej 1,5h mało rozwijającego machania wiaderkiem. Wobec braku męskiej determinacji w zespole podejmujemy decyzję o realizacji wariantu „B”, czyli zrobieniu trawersu  z dolnego do górnego otworu. Daje to okazję powspinania się w kominku za widłami, którym mnie trochę straszono przed wyjazdem.  Wprawdzie pierwszy Batinox jest rzeczywiście dość wysoko – po  jakiś 15 metrach, ale komin naprawdę nie jest trudny. Stąd już blisko do górnego otworu. Na zejściu śniegu  prawie wcale, za to lód i ślisko, trzeba uważać. Udaje się jednak zejść bez przygód. W dolinie spotykamy wracający z Czarnej kurs WKTJ. Chłopaki zapraszają nas na poznańską bazę, gdzie zostajemy uraczeni zimnym browarem i  pyszną zupą. WKTJ pozyskał nowego, bardzo uzdolnionego kulinarnie członka – sugeruję włączenie go w skład przyszłorocznej wyprawy ;-). W niedzielę robimy jeszcze powierzchniowy spacer, udaje nam się znaleźć miejsce gdzie nie byliśmy dotychczas (Wielki Kopieniec) i  na tym kończymy. Bardzo udany wyjazd, acz oboje stwierdziliśmy, że tęsknimy już za akcją, która da nam porządnie w d… Cóż, perwersja…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zawody skiturowe Pucharu Polski amatorów na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|16 01 2010}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz w życiu wziąłem udział w takich zawodach by zobaczyć jak to jest. Wystartowało ok 80 zawodników (zawodowcy i amatorzy) w różnych kategoriach wiekowych. Jako &amp;quot;dziadek&amp;quot; startowałem w nestorach. Docelowo należało zrobić 4 pętle od dolnej stacji wyciągu na Czantorię, początkowo trochę przez las, następnie mały zjazd pod wyciąg. Dalej dość strome podejście pod wyciągiem, w którego górnej części narty należało zdjąć i założyć na plecak. Po ok. 100 m podejścia znów na nartach trawers do trasy zjazdowej poniżej górnej stacji wyciągu. Dalej zjazd niebieską nartostradą do mety. Zrobiłem 3 pętle bo więcej nie starczyło czasu. Ostatnią pętlę większość zawodników robiła przy czołówkach. Udało mi się zająć drugie miejsce (oczywiście w mojej kategorii wiekowej bo ogólnie 48)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: średnim pomysłem jest startować na zwykłym sprzęcie turystycznym (wiązania diamir z skistopami, buty scarpa i narty). Mój sprzęt jak zważyłem to na jedną nogę przypadało ponad 4,5 kg czyli o ponad 100% więcej niż &amp;quot;zawodniczy&amp;quot;. Poza tym z &amp;quot;braku laku&amp;quot; miałem zbyt duży plecak. U kilku zawodników widziałem też ciężki sprzęt ale nie wiem jak wypadli w rankingu. Oprócz tego na stromych odcinkach podejścia nie trzymały mi foki (chyba już zbyt wytarte) i tam gdzie inni szli prosto ja musiałem robić zakosy co na wąskim trakcie (=przekładanie nart) wycisło ze mnie sporo sił. Warunki śniegowe i pogodowe były znakomite. Tak po za tym to fajna zabawa, dobra oprawa i ciekawe nagrody. Na dole spotkałem kol. z SBB: Jurka Ganszera (jego syn Michał też startował), Zosię Chruściel i innych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paweł w tym czasie odbył pieszą wycieczkę górską na trasie: Ustroń Polana - Orłowa - Równica - Polana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny wypad skiturowy na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 01 2010}}&lt;br /&gt;
W nocy samotnie podchodziłem na Czantorię i zjeżdżałem nartostradą. Warunki śnieżne dobre.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - biwak zimowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Karol Jagoda, Paweł Szołtysik oraz grotołazi z różnych klubów|9 - 10 01 2010}}&lt;br /&gt;
Bodaj po raz 16 Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował biwak zimowy. Tym razem była to Dolina Białej Wody a dokładnie taborisko taternickie na Polanie pod Wysoką (1310). Jest to jedyne takie miejsce biwakowe w całych słowackich Tarach. Dojście na miejsce zajmowało ludziom do 2 do 4 godzin. Jak się na miejscu okazało w Rudzie było może trzy razy więcej śniegu niż na Łysej Polanie z której zaczynaliśmy podejście. Jako jedyny z naszej grupki podchodziłem na nartach, właściwie po lodzie i wodzie. Czym wyżej tym mniej śniegu. W połowie doliny musiałem już narty nieść. Pocieszałem się jedynie faktem, że większość biwkowiczów tachało też narty na plecach. Ostatnie fragmenty szlaku pokonujemy w deszczu. Na taborisku jest na szczęście wiata, gdzie koledzy już rozpalili ognisko i wesoło dźwięczała gitara. Namioty rozbijamy na drewnianym podeście w prawdziwej ulewie. W sumie zjawiło się 66 dziwaków. Jurek wygłosił jak zwykle mowę. Całą noc deszcz z śniegiem walił o ściany namiotu. Drugi dzień nie zmienił znacząco sytuacji. Po zrobieniu tradycyjnego zdjęcia grupowego wszyscy zaczynają schodzić w dół. Nasze plany wyjścia wyżej (jest to wg mnie najpiękniejszy zakątek Tatr) z uwagi na pogodę nie wchodziły w grę. W połowie doliny zakładam narty i mknę po lodzie w dół, czasem w rozbryzgach wody. Błyskawicznie docieram do auta w Łysej Polanie gdzie prawie godzinę czekam na kolegów idących z buta. Wszyscy szczęśliwie doszli na dół. Dla nas było to ciekawe doświadczenie i lekcja pokory. Deszcz zimą jak się okazuje może dać bardziej w dupę niż mróz. Cała Europa walczy z zimą a w Tatrach trawy. Cóż kolejna ciekawa przygoda z nami. I tak jesteśmy szczęśliwi. Szczegóły na stronie SBB. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FBiwak%20zimowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|9 01 2010}}&lt;br /&gt;
Szybkie, wieczorne wyjście na wspinanie Czarnego Komina. Uwagi o pogodzie jw. - podejście w mżawce, stąpając po rozchlapującym się śniegu. Dotarliśmy ostatecznie do ''Chatki'', co razem z wyjściem zajęło niecałe trzy godziny. Powrót w regularnej zlewie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klimczok - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;,Mateusz Górowski|9 01 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ignorując podający deszcz i zamrożony śnieg wybraliśmy się w sobotę z rana do Bielska. &lt;br /&gt;
Na miejscu zrobiliśmy trasę Dębowiec – Szyndzielnia – Klimczok – Szyndzielnia&lt;br /&gt;
- Dębowiec. Do góry trasę robimy zielonym szlakiem na Szyndzielnie i dalej przez szczyt idziemy na ciepłą zupę do schroniska na Klimczoku. Śnieg po drodze głównie występował &lt;br /&gt;
w dwóch wersjach: albo zmrożona wierzchnia skorupa albo prawie woda…. Mimo tego szło się nie najgorzej. Wracamy trasą czerwonej nartostrady, której jakość- jeśli chodzi o warunki śniegowe - była całkiem niezła jak na zastaną w górach pogodę. Po wycieczce Mateusz wraca do domu, ja zostaję w Bielsku do niedzieli. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Biwak zimowy na Babiej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Maciej Dziurka&amp;lt;/u&amp;gt;,Kasia Żmuda|5 - 6 01 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już od dawna mieliśmy pomysł na biwak zimowy. W godzinach popołudniowych podchodzimy szlakiem Perć Akademików. Brodząc po pas w śniegu po przekroczeniu granicy lasu zaczyna nam się gubić szlak. Z racji nadchodzącego zmierzchu decydujemy się na biwak jeszcze przed  ejściem w poręczówki. W nocy na zewnątrz mróz, hulający wiatr i zawiewany śnieg. Kolejnego dni podchodzimy do góry. Początkowo zakosami brniemy w śniegu po pas, dalej krok za krokiem żlebem. Ostatnie metry na grań to walka z silnym zwalającym z nóg wiatrem i zawiewanym w twarz zmrożonym śniegiem. Bardzo szybko podejmujemy decyzje że schodzimy. Był to ostatni moment na zrobienie tego przejścia przed  agrożeniem lawinowym a i tak pod samym szczytem spuściliśmy sobie deskę śnieżną na siebie. W drodze powrotnej odwiedzamy schronisko. Pod wieczór wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - na nartach biegowych|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek|3 01 2010}}&lt;br /&gt;
Mroźna pogoda, lotny, puszysty śnieg to warunki, w których odbyliśmy wędrówkę narciarską w okolicach Przewodziszowic. W tej wsi zostawiamy auto i na biegówkach obchodzimy ruiny pobliskiej warowni a następnie idziemy lasami i polami. Po drodze o dziwo spotykamy 2 narciarki i narciarza na biegówkach z którymi zamieniamy kilka zdań. Następnie robimy błąd nawigacyjny i lądujemy w Leśniowie. Po korekcie, częściowo na przełaj docieramy do Pustenlni w Czatachowej (uroczy kościółek na skraju lasu) i stamtąd ładnym zjazdem docieramy do głównego rowerowego szlaku jurajskiego i nim wracamy do auta. Pokonaliśmy kilkanaście kilometrów na nartach. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FJura-narty&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2010&amp;diff=1085</id>
		<title>Wyjazdy 2010</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2010&amp;diff=1085"/>
		<updated>2010-02-04T17:26:29Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie|&amp;lt;u&amp;gt;Pacyfa&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysiek|01-03 02 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna szybka, krótka, ale dająca chwilę wytchnienia psychicznego i zaspokojenia fizycznego ;) akcja. Jak to z Krzysiem nie spiesząc się i świetnie się bawiąc, wykonaliśmy jedynie plan minimum, tj. przejście z murowańca przez Zawrat do Piątki. Na nasze usprawiedliwienie można jedynie rzec, że  warunki nienajlepsze; szlaki nieprzetarte, śnieg sypki, zapadający się i załamująca się ok 13.00-14.00 pogoda. Krzysiu przekonał się ponadto, że nawet stary dobry Zawrat nie jest wolny od niebezpieczeństw; między Zmarzłym a przełęczą minęliśmy dwa, spore lawiniska. A w Piątce cichutko, puściutko, nic nie przetarte...:) Już są plany, by to zmienić w przyszłym tygodniu...;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: „Babska Akcja” czyli Kasprowa Niżna i Kościelec|Maciejka Dziurka, Karolinka Jagoda, Ola Strach – znana na co dzień jako &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Ż&amp;lt;/u&amp;gt;;)|30 - 31 01 2010}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
I kto powiedział, że to się nie uda? Nic bardziej mylnego! Wystarczy odrobina determinacji, czy jak kto woli desperacji i organizujemy prawie babską, acz niewątpliwie udaną akcję jaskiniową. Plan taktyczny jest prosty – Kasprowa Niżnia dokąd się da. A dało się całkiem daleko.&lt;br /&gt;
	W towarzystwie moich przesympatycznych koleżanek dotarłam do Zakopanego i jak na kobietę przystało zbagatelizowałam wyciek paliwa z baku. Podczas podróży pochłania nas rozmowa na temat najnowszych kosmetyków do liftingu biustu i ciała. Przed północą docieramy na bazę. Chichocząc Karolina flirtuje nieco z Poznaniakami na temat Zimnej. Wskakujemy w piżamy w różowe motylki i życząc sobie wzajemnie słodkich snów zamykamy znużone oczęta.&lt;br /&gt;
	Budzimy się nieco leniwie, ale śniadanko stawia nas na nogi. Z niepokojem zauważamy z Maciejką, że dieta koleżanki Karoliny obfituje w zbyt duża ilość węglowodanów i próbujemy zasugerować urozmaicenie jadłospisu, w skład którego wchodzą głównie bułki i zupki chińskie (bułki robi mama, zupki Chińczycy). Bezskutecznie niestety. Jak ta dziewczyna utrzymuje taka figurę?! (patrz galeria)&lt;br /&gt;
	Pogoda jest ładna – ciepło i nie wieje. Fryzurę pod kontrolą utrzyma zwykła pianka do włosów. Fakt ów napawa nas optymizmem. Otwór znajdujemy, bo było wydeptane J. Przebieramy się… Barwne kombinezony     „od Kotarby” (kolekcja 2009) znakomicie prezentują się na tle tonącego w śniegu lasu. Z przejęciem słuchamy opowieści Karoliny o potworach zamieszkujących jaskinie …. ale ciekawość bierze górę nad strachem i schodzimy pod ziemię. &lt;br /&gt;
	Jesteśmy profesjonalnie przygotowane – mamy nawet liny, karabinki i plan techniczny. Posuwamy się do przodu zgodnie z planem aż tu nagle duża kałuża! Musimy ją przejść, żeby dostać się do syfonu Danka i potem za Zapałki. Maciejka nie jest zachwycona moczeniem swojej nowej bielizny, ale zachwalam skuteczność zimnych kąpieli w zwalczaniu celulitis i to ostatecznie przekonuje dziewczęta. W pobliżu Syfonu Danka dokonujemy drastycznego odkrycia. Potwór, o którym mówiła Karolina pożarł płetwonurków – zostały tylko butle tlenowe och! Postanawiamy wycofać się cichutko, by nie budzić czającego się licha. Opuszczamy zaczarowany bór szczęśliwe, że nic nam już nie grozi i w  radosnych pląsach schodzimy do ronda kuźnickiego, gdzie prawdopodobnie zostawiłyśmy samochód (ups!) Paliwo na szczęście nie wyciekło i możemy wrócić na bazę. Zdążymy na serial! :)&lt;br /&gt;
A poza tym to jaskinia jest przereklamowana, bo nie sprzedają tam  ani Gąbek (osobiście sprawdzałam), ani Złotych Kaczek, w Sali Rycerzowej nie ma rycerzy, zapałki są zalane i bezużyteczne, i nie było żadnej imprezy Sylwestrowej L! Postanowiłyśmy złożyć zażalenie do dyrekcji TPN i wniosek o weryfikację planu technicznego galerii Kasprowa Niżnia (foch).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzeźwiająca kąpiel w olejkach eterycznych przydaje blasku naszej nieco sfatygowanej urodzie i przywraca siły. Posilamy się lekkostrawną pożywną konserwą  z Aldiego a Karolina konsumuje swoją 36-ą bułkę…. Oglądamy „M jak miłość” a potem przygody agenta 007 (Maciejka wolała Chucka Norrisa, ale Karola uparła się, że chce  Jamesa Bonda). Karolina serwuje malinowe reedsy i chipsy (ach ta niepoprawna KarolciaJ), którym to przysmakom nie możemy się oprzeć. Zasypiamy marząc o przystojnych agentach…..&lt;br /&gt;
Nazajutrz, rządne nowych wrażeń, maszerujemy na Kościelec – spora dawka fitnessJ. Za Murowańcem przydają się te psujące fason obuwia kolce i te….no…. dziobaki do loduJ - koledzy nam pożyczyli z klubu. Poznałyśmy przystojniaka z Krakowa, który towarzyszy nam w drodze na szczyt. Na szczycie nic nie widać, tylko zimno, wieje i sypie śnieg. Schodzimy a raczej zbiegamy w świeżutkim puszku już po zmroku. &lt;br /&gt;
…bo my kobiety damy radę i dziurom i górom hehe J &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. No kobitki …. może to nas w końcu zmobilizuje J Zapraszam na babską akcję bez prawie…. Pozdrawiam ciepło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: wypad skiturowy w rejon Klimczoka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek|31 01 2010}}&lt;br /&gt;
Bardzo fajna tura: z Szczyrku Biłej na Karkoszczonkę, następnie trochę szlakiem a dalej na przełaj na Trzy Kopce i Klimczok. Przed tym ostatnim wyraźny wytop w śniegu i po sprawdzeniu mała jaskinia. Dalej zjazd do schroniska pod Klimczokiem. Tu obowiązkowo sernik i piwo z sokiem. Potem zjazd zielonym szlakiem do Biłej. Warunki śniegowe całkiem niezłe na szlakach. Jak dopada jeszcze z 30 cm to szykują się piękne zjazdy przez las. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2010/Klimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Trzech Kopców Wiślanych- wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2010}}&lt;br /&gt;
Samotnie przemierzam trasę: Ustronia Polana - Orłowa (zielonym szlakiem) - Trzy Kopce Wiślane (niebieskim) - Telesforówka - Orłowa (powrót tą samą drogą) - Równica (dalej niebieskim szlakiem)-Ustroń Polana (zjazd czerwonym szlakiem). Warunki pogodowo-śniegowe jak dla mnie były świetne. Do tego zachmurzone niebo, lekkie zamglenie i brak ludzi do złudzenia przypominają mi klimat filmu Białe Szaleństwo (który skiturowcom i innym „dziwakom” serdecznie polecam :)). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Zawody skiturowe o Puchar Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu Jurek Ganszer (SBB), Michał Ganszer (SBB)|30 01 2010}}&lt;br /&gt;
Zgłosiło się około 30 zawodników (amatorów i zawodowców). Ciekawa choć nie zbyt długa trasa (8 km, 700 m przewyższenia). Wiodła z stoków narciarskich w Brennej na Halę Jaworową – Kotarz – Hyrcę, następnie zjazd nie przygotowanym terenem do Brennej, dalej podejście powyżej startu i zjazd do mety. W mojej kategorii wiekowej (nestor) udało mi się zająć I miejsce. Fajna, kameralna impreza, dobra oprawa i organizacja. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Trawers wybrzeża (skitury)|Ewa Wójcik (KKTJ), Karolina Filipczak (STJ KW Kraków), Emanuel Lis (SW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;|22 - 24 01 2010}}&lt;br /&gt;
Oj, ile było się trzeba najeździć żeby ten wyjazd doszedł do skutku. Najpierw spotkaliśmy się we wtorek w Krakowie, żeby &amp;quot;omówić szczegóły&amp;quot; - dodam, że przy pysznym raclette. Zorganizowaliśmy dla wszystkich sprzęt i przejrzeliśmy rozkłady jazdy w Internecie. Konkluzja: jeśli chcemy się zmieścić w trzech dniach, na publiczny transport nie mamy co liczyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczynamy więc o 00:20 w piątek - na dworcu PKP we Wrocławiu odbieram z pociągu dziewczyny. Dalej autem przez Poznań do Słupska - gdzie o 06:30 jesteśmy umówieni z Emu. W Słupsku zostawiamy vana Emu i jedziemy do Ustki. Nawigacja satelitarna na azymut 0 st. wyprowadza nas do Domu Wczasowo-Sanatoryjnego PERŁA. Co ciekawe, trwa turnus i po krótkich negocjacjach na recepcji, udaje się nam załapać na śniadanie z wczasowiczami na stołówce. Bezcenne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Senna atmosfera wczasów nad morzem udziela się nam i wyruszamy dopiero ok. 12:30 (piątek). Schodki na plażę za ośrodkiem są nieczynne, zjazd z wydm wygląda na bardzo trudny (powaga!), więc z początku idziemy lasem, widząc Bałtyk gdzieś za drzewami. Puma i Emu swój dobytek ciągną w saniach a'la Marek Kamiński. Wygląda na to, że taki system oszczędza kolana, za to kasuje kręgosłup. Po godzinie docieramy w końcu do plaży i następuje długa przerwa na przywitanie się z wielką wodą. Przed wyjazdem nasz informator z Pomorza mówił obrazowo o &amp;quot;zaspach do dwóch metrów&amp;quot;, ale sama plaża okazuje się być pokryta cienką warstwą śniegu i z pewnością bez nart poruszalibyśmy się szybciej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dreptamy sobie plażą do zmroku, a nawet dalej. Pogoda dopisała, przez większość czasu, a także przez następne dni towarzyszyło nam momentami tylko lekko przychmurzone niebo i delikatne wiatry. Zachody słońca nad morzem i takie tam. Mróz na poziomie kilkunastu stopni staraliśmy się traktować jako atrakcję, a nie przeciwność losu. Mała niespodzianka spotyka nas w Rowach, gdzie musimy obchodzić dookoła port z zamarzniętymi kutrami (&amp;quot;tego nie było, chyba jakoś niedawno musieli zbudować&amp;quot; - Puma). Za Rowami znajdujemy miejsce na nocleg w zagajniku, rozkładamy nasze dwa namioty i po sytej kolacji kładziemy się spać. Tak ogólnie rzecz biorąc, po zmroku zrobiło się Zimno. Nie wiem konkretnie jak zimno, co najmniej minus fafnaście (według prognoz, -15). Mam świadomość że teorie na ten temat są różne, ale ja wszedłem do śpiwora tak jak stałem (koszulka, polarek, kurtka na wiatr, puchówka), może popełniłem błąd. Karoli z kolei zepsuła się mata samopompująca. O świcie budzi nas delirka. Pijemy herbatkę, no nic, jakoś dotrwamy - ale która tak właściwie jest godzina? Oszsz... Jaki tam świt... dopiero pierwsza w nocy!...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie najlepszym sposobem na mróz okazuje się być mieszany zespół. Na szczęście mamy optymalną konfigurację. Rano bardzo trudno wychodzi się ze śpiworów, ale tłumaczymy sobie, że odsypiamy przecież podróż. Benzyna schodzi jak woda, myślałem że wziąłem dużo, ale teraz nie wygląda to dobrze. Śniadanie na ciepło (pyszna kaszka!), topienie śniegu, cztery termosy wrzątku... Przynajmniej tyle, że jest słońce dzięki któremu udaje się nam pozbyć szronu ze śpiworów. Emu po namyśle troczy narty do sanek (totalnie oblodził sobie foki), Karola po zapoznaniu się ze stanem swoich goleni pakuje deski na plecak. Na nartach zostaję ja i Puma. Butów nie braliśmy, więc Emu i Karola dreptają w skorupach. Pomysł z zabraniem nart forsowałem głównie ja - ekipa okazuje mi jednak dużą grzeczność i konsekwentnie twierdzi, że dobrze się bawi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały drugi dzień wędrujemy plażą przez Słowiński Park Narodowy. Jest rześko. Wędrówka wybrzeżem jest dość osobliwa, przynajmniej dla kogoś kto nie jest szczególnym entuzjastą morza (np. mnie). Trudno o jakieś pośrednie cele (granica lasu, rozwidlenie ścieżki, zmiana charakteru terenu?). Widoczne w oddali cyple są jednak dużo odleglejsze niż to się wydaje na pierwszy rzut oka. Napotkany z &amp;quot;rana&amp;quot; człowiek wspomina coś o latarni, do której rzekomo mieliśmy dotrzeć za godzinę. Światło latarni dostrzegamy dopiero po zmroku. Co niektórzy z nas w poniedziałek rano mieli zamiar być w pracy, także porzucamy śmiały plan dotarcia do Łeby i kolejny biwak odbywamy w głębi lądu - tzn. ok. 200 m w linii prostej od Bałtyku, w okolicach Czołpina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynentalna zima jak wiadomo, jest ostrzejsza. Zdaniem funkcjonariuszy policji przybyłych na miejsce nazajutrz, w nocy było -20. Tym razem byliśmy jednak lepiej przygotowani, także psychicznie. Rozbiliśmy się przy (nieczynnym oczywiście) budynku, a wieczorem zrobiliśmy jeszcze małą, acz gorącą imprezę taneczną. Może dzięki temu spało się dużo lepiej niż poprzednio. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano kierujemy się w stronę Tatr - a na początek przynajmniej do Smołdzina, przez las, szlakiem obok jeziora Dołgiego. Spotykamy ludzi, potem samochody, a na koniec odśnieżoną drogę. Po drodze robimy przymusową operację Karoli, która uparła się iść na nartach. Leczenie przebiegało zarówno objawowo (smarowanie Voltarenem), jak i przyczynowo (odebranie nart siłą). Smołdzino okazuje się być bliżej niż przypuszczaliśmy, a na dodatek na przystanku rozkład powiada, że autobus mamy za pół godzinki - super. Jest jeszcze bardzo wcześnie (16:00), zatem po drodze używamy pozostałej w moim telefonie baterii do zapoznania się z bazą gastronomiczną w Słupsku. Porzucamy bagaże i dziewczyny na dworcu PKP (dziwne, ludzie chyba rzadko widują tu czekany...), wracamy z Emu po auto do Ustki i kończymy nasz wyjazd ucztą w restauracji japońskiej &amp;quot;SAKE&amp;quot;. Jeszcze tylko dziewięć godzin jazdy po naszych drogach (i jak tu kochać swój kraj...) - i ok. 5:00am w poniedziałek jesteśmy w Krakowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wypad pieszo-skiturowy|dwójka piesza - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, dwójka skiturowa - Mateusz Górowski, Damian Żmuda, transport - Ola Strach |24 01 2010}}&lt;br /&gt;
O ostatecznej trasie decydujemy tuż przed wyjściem z auta w Ustroniu Polanie. Na dworze -20 st. Ja z Teresą idę pieszo a Damian z Mateuszem na skiturach. Razem podchodzimy pod Orłową. Pogoda mimo mrozu cudowna a na dodatek im wyżej tym cieplej (wyraźna inwersja). Na przełęczy Beskidek się rozstajemy. Damian z Mateuszem górami doszli do Małego Skrzycznego skąd zjechali do Szczyrku (miała ich tem odebrać Ola) a ja z Teresą na Równicę.  O dziwo na Równicy przy drzwiach schroniska termometr wskazywał +3 st. (może był uszkodzony a może świeciło na niego słońce). Jednak różnica temperatur jest zauważalna bo po zejściu na dół znów czujemy się jak w zamrażarce. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FZimowy_Beskid&lt;br /&gt;
&amp;lt;i&amp;gt;Resztę dopisze Damian Ż.&amp;lt;/i&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|Kaja Fidzińska (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;|16 - 17 01 2010}}&lt;br /&gt;
„Grotołajzy wszystkich klubów łączcie się” – kolejny wyjazd w Tatry odbywa się pod tym hasłem. Na przeprowadzoną w klubie kampanię reklamową wypadu do dziury odpowiedział jedynie (we właściwy sobie sposób) nasz forumowicz nr 1 czyli Buli. Idea integracji międzyklubowej potwierdza swoją słuszność. Tak więc w sobotę rano spotykam się w Krakowie na Westerplatte (siedziba KKTJ) z kierownikiem akcji. Kaja pobiera dla nas sprzęt… i tu następuje pierwsze zderzenie z kolorytem lokalnym. Z klubowej szafy dobywamy znakomite radzieckie karabinki „Irimiel” – naprawdę sprawdzony sprzęt ;-) Ładujemy go do bagażnika i ok. 11 docieramy do Kir. U Galicowej spotykamy znajomych z sylwestra, umawiamy się na wieczornego grzańca i ok. 14 dochodzimy pod dolny otwór Zimnej. W tatrach lampa, mrozu prawie nie ma a w ponorze wody po kostki – koncert życzeń. Schody zaczynają się na etapie podziału ról w zespole. Kaja wyraża pewną niechęć do wspinania w jaskini i proponuje mi możliwość prowadzenia wszystkich studni, stając się tym samym partnerką idealną – bez walki dostaję całe miodzio Zimnej ;-) Jednak z uwagi na aspekt feministyczny żąda w zamian oddania wora. W efekcie kobieta i kierownik akcji przez niemal całą jamę idzie z ciężką kichą, a ja wieczny kursant, spaceruję sobie na lekko i spijam śmietankę. Już wiem dlaczego KKTJ ma na kursie takie tłumy ;-) Dzięki osiągnięciu tak korzystnego dla obydwu stron kompromisu, w wyjątkowo sympatycznej atmosferze szybko docieramy do syfonu krakowskiego. Okazało się, że nikomu przed nami nie chciało się go zlewarować, na co po cichu liczyliśmy i jeżeli chcemy osiągnąć zaplanowany korytarz rubinowy, to czeka nas przynajmniej 1,5h mało rozwijającego machania wiaderkiem. Wobec braku męskiej determinacji w zespole podejmujemy decyzję o realizacji wariantu „B”, czyli zrobieniu trawersu  z dolnego do górnego otworu. Daje to okazję powspinania się w kominku za widłami, którym mnie trochę straszono przed wyjazdem.  Wprawdzie pierwszy Batinox jest rzeczywiście dość wysoko – po  jakiś 15 metrach, ale komin naprawdę nie jest trudny. Stąd już blisko do górnego otworu. Na zejściu śniegu  prawie wcale, za to lód i ślisko, trzeba uważać. Udaje się jednak zejść bez przygód. W dolinie spotykamy wracający z Czarnej kurs WKTJ. Chłopaki zapraszają nas na poznańską bazę, gdzie zostajemy uraczeni zimnym browarem i  pyszną zupą. WKTJ pozyskał nowego, bardzo uzdolnionego kulinarnie członka – sugeruję włączenie go w skład przyszłorocznej wyprawy ;-). W niedzielę robimy jeszcze powierzchniowy spacer, udaje nam się znaleźć miejsce gdzie nie byliśmy dotychczas (Wielki Kopieniec) i  na tym kończymy. Bardzo udany wyjazd, acz oboje stwierdziliśmy, że tęsknimy już za akcją, która da nam porządnie w d… Cóż, perwersja…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zawody skiturowe Pucharu Polski amatorów na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|16 01 2010}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz w życiu wziąłem udział w takich zawodach by zobaczyć jak to jest. Wystartowało ok 80 zawodników (zawodowcy i amatorzy) w różnych kategoriach wiekowych. Jako &amp;quot;dziadek&amp;quot; startowałem w nestorach. Docelowo należało zrobić 4 pętle od dolnej stacji wyciągu na Czantorię, początkowo trochę przez las, następnie mały zjazd pod wyciąg. Dalej dość strome podejście pod wyciągiem, w którego górnej części narty należało zdjąć i założyć na plecak. Po ok. 100 m podejścia znów na nartach trawers do trasy zjazdowej poniżej górnej stacji wyciągu. Dalej zjazd niebieską nartostradą do mety. Zrobiłem 3 pętle bo więcej nie starczyło czasu. Ostatnią pętlę większość zawodników robiła przy czołówkach. Udało mi się zająć drugie miejsce (oczywiście w mojej kategorii wiekowej bo ogólnie 48)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: średnim pomysłem jest startować na zwykłym sprzęcie turystycznym (wiązania diamir z skistopami, buty scarpa i narty). Mój sprzęt jak zważyłem to na jedną nogę przypadało ponad 4,5 kg czyli o ponad 100% więcej niż &amp;quot;zawodniczy&amp;quot;. Poza tym z &amp;quot;braku laku&amp;quot; miałem zbyt duży plecak. U kilku zawodników widziałem też ciężki sprzęt ale nie wiem jak wypadli w rankingu. Oprócz tego na stromych odcinkach podejścia nie trzymały mi foki (chyba już zbyt wytarte) i tam gdzie inni szli prosto ja musiałem robić zakosy co na wąskim trakcie (=przekładanie nart) wycisło ze mnie sporo sił. Warunki śniegowe i pogodowe były znakomite. Tak po za tym to fajna zabawa, dobra oprawa i ciekawe nagrody. Na dole spotkałem kol. z SBB: Jurka Ganszera (jego syn Michał też startował), Zosię Chruściel i innych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paweł w tym czasie odbył pieszą wycieczkę górską na trasie: Ustroń Polana - Orłowa - Równica - Polana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny wypad skiturowy na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 01 2010}}&lt;br /&gt;
W nocy samotnie podchodziłem na Czantorię i zjeżdżałem nartostradą. Warunki śnieżne dobre.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - biwak zimowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Karol Jagoda, Paweł Szołtysik oraz grotołazi z różnych klubów|9 - 10 01 2010}}&lt;br /&gt;
Bodaj po raz 16 Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował biwak zimowy. Tym razem była to Dolina Białej Wody a dokładnie taborisko taternickie na Polanie pod Wysoką (1310). Jest to jedyne takie miejsce biwakowe w całych słowackich Tarach. Dojście na miejsce zajmowało ludziom do 2 do 4 godzin. Jak się na miejscu okazało w Rudzie było może trzy razy więcej śniegu niż na Łysej Polanie z której zaczynaliśmy podejście. Jako jedyny z naszej grupki podchodziłem na nartach, właściwie po lodzie i wodzie. Czym wyżej tym mniej śniegu. W połowie doliny musiałem już narty nieść. Pocieszałem się jedynie faktem, że większość biwkowiczów tachało też narty na plecach. Ostatnie fragmenty szlaku pokonujemy w deszczu. Na taborisku jest na szczęście wiata, gdzie koledzy już rozpalili ognisko i wesoło dźwięczała gitara. Namioty rozbijamy na drewnianym podeście w prawdziwej ulewie. W sumie zjawiło się 66 dziwaków. Jurek wygłosił jak zwykle mowę. Całą noc deszcz z śniegiem walił o ściany namiotu. Drugi dzień nie zmienił znacząco sytuacji. Po zrobieniu tradycyjnego zdjęcia grupowego wszyscy zaczynają schodzić w dół. Nasze plany wyjścia wyżej (jest to wg mnie najpiękniejszy zakątek Tatr) z uwagi na pogodę nie wchodziły w grę. W połowie doliny zakładam narty i mknę po lodzie w dół, czasem w rozbryzgach wody. Błyskawicznie docieram do auta w Łysej Polanie gdzie prawie godzinę czekam na kolegów idących z buta. Wszyscy szczęśliwie doszli na dół. Dla nas było to ciekawe doświadczenie i lekcja pokory. Deszcz zimą jak się okazuje może dać bardziej w dupę niż mróz. Cała Europa walczy z zimą a w Tatrach trawy. Cóż kolejna ciekawa przygoda z nami. I tak jesteśmy szczęśliwi. Szczegóły na stronie SBB. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FBiwak%20zimowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|9 01 2010}}&lt;br /&gt;
Szybkie, wieczorne wyjście na wspinanie Czarnego Komina. Uwagi o pogodzie jw. - podejście w mżawce, stąpając po rozchlapującym się śniegu. Dotarliśmy ostatecznie do ''Chatki'', co razem z wyjściem zajęło niecałe trzy godziny. Powrót w regularnej zlewie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klimczok - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;,Mateusz Górowski|9 01 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ignorując podający deszcz i zamrożony śnieg wybraliśmy się w sobotę z rana do Bielska. &lt;br /&gt;
Na miejscu zrobiliśmy trasę Dębowiec – Szyndzielnia – Klimczok – Szyndzielnia&lt;br /&gt;
- Dębowiec. Do góry trasę robimy zielonym szlakiem na Szyndzielnie i dalej przez szczyt idziemy na ciepłą zupę do schroniska na Klimczoku. Śnieg po drodze głównie występował &lt;br /&gt;
w dwóch wersjach: albo zmrożona wierzchnia skorupa albo prawie woda…. Mimo tego szło się nie najgorzej. Wracamy trasą czerwonej nartostrady, której jakość- jeśli chodzi o warunki śniegowe - była całkiem niezła jak na zastaną w górach pogodę. Po wycieczce Mateusz wraca do domu, ja zostaję w Bielsku do niedzieli. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Biwak zimowy na Babiej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Maciej Dziurka&amp;lt;/u&amp;gt;,Kasia Żmuda|5 - 6 01 2010}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już od dawna mieliśmy pomysł na biwak zimowy. W godzinach popołudniowych podchodzimy szlakiem Perć Akademików. Brodząc po pas w śniegu po przekroczeniu granicy lasu zaczyna nam się gubić szlak. Z racji nadchodzącego zmierzchu decydujemy się na biwak jeszcze przed  ejściem w poręczówki. W nocy na zewnątrz mróz, hulający wiatr i zawiewany śnieg. Kolejnego dni podchodzimy do góry. Początkowo zakosami brniemy w śniegu po pas, dalej krok za krokiem żlebem. Ostatnie metry na grań to walka z silnym zwalającym z nóg wiatrem i zawiewanym w twarz zmrożonym śniegiem. Bardzo szybko podejmujemy decyzje że schodzimy. Był to ostatni moment na zrobienie tego przejścia przed  agrożeniem lawinowym a i tak pod samym szczytem spuściliśmy sobie deskę śnieżną na siebie. W drodze powrotnej odwiedzamy schronisko. Pod wieczór wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - na nartach biegowych|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek|3 01 2010}}&lt;br /&gt;
Mroźna pogoda, lotny, puszysty śnieg to warunki, w których odbyliśmy wędrówkę narciarską w okolicach Przewodziszowic. W tej wsi zostawiamy auto i na biegówkach obchodzimy ruiny pobliskiej warowni a następnie idziemy lasami i polami. Po drodze o dziwo spotykamy 2 narciarki i narciarza na biegówkach z którymi zamieniamy kilka zdań. Następnie robimy błąd nawigacyjny i lądujemy w Leśniowie. Po korekcie, częściowo na przełaj docieramy do Pustenlni w Czatachowej (uroczy kościółek na skraju lasu) i stamtąd ładnym zjazdem docieramy do głównego rowerowego szlaku jurajskiego i nim wracamy do auta. Pokonaliśmy kilkanaście kilometrów na nartach. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2010%2FJura-narty&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=1013</id>
		<title>Wyjazdy 2009</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=1013"/>
		<updated>2010-01-07T15:29:03Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== IV kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Żółta Turnia 28-30.12.2009| &amp;lt;u&amp;gt;Pacyfa&amp;lt;/u&amp;gt;, Strzelec, Krzysiek i Maciek}}&lt;br /&gt;
Szybki wyjazd, wciśnięty między pracę a pracę, lub też (u normalnych ludzi) między święta a sylwestra:) Pomysłów było sporo, ostatecznie zaatakowaliśmy Żółtą Turnię. Wejście pierwszym żlebem od Czarnego Stawu (nie pamiętam nazwy), dość strome, ale ogólnie przyjemne. Szczyt w słońcu, piękny widok na Tatry Zachodnie i Orlą Perć. Postanowiliśmy podejść granią w stronę Granatów i ostatecznie dotarliśmy niemalże na szczyt Wierchu pod Fajką (zabrakło kilka skałek). Powrót nie okazał się aż tak miły. Jako drogę zejściową wybraliśmy bowiem żleb wychodzący z Żółtej Przełęczy, szczerze mówiąc nie polecam bez liny. Na szczęście wszyscy przeżyli cali i zdrowi, z mocnym postanowieniem nie schodzenia zimą z gór nieznanymi sobie drogami:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zbocza Szyndzielni: inauguracja sezonu skiturowego|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;, Lechu (osoba tow.)|20 12 2009}}&lt;br /&gt;
Zazdrosząc ekipie na szkoleniu lawinowym w Tatrach, wykorzystuję kilka wolnych godzin w niedzielę&lt;br /&gt;
na otwarcie sezonu skiturowego. Razem z Lechem ruszamy żółtym szklakiem z Cygańskiego Lasu na Szyndzielnie. Po drodze zbaczamy na chwilę na Kozią Górę, gdzie odkrywamy niewielkie acz śliczne schronisko. Trasa bardzo fajna, ale śniegu jeszcze ciut za mało ( kamole i wystające korzenie uprzykrzają mocno zjad). Na Szyndzielnie dociera niestety tylko mój towarzysz, ja zawracam tuż przed szczytem, by zdążyć na czas do pobliskiego ośrodka psychoterapii...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|19 - 20 12 2009}}&lt;br /&gt;
Wycieczka pod roboczym tytułem &amp;quot;zimno, ciemność, samotność&amp;quot; ;). Kiedy startuję w sobotę z Palenicy, auto pokazuje 04:15am i -18 stopni. Idę Roztoką do &amp;quot;piątki&amp;quot; - niestety narty na plecach. W schronisku czekam trochę na otwarcie kuchni (wziąłem sobie książkę), po czym po śniadaniu ruszam na Zawrat. W międzyczasie robi się bardzo ładna pogoda, na niebie prawie żadnej chmurki. Na przełęczy dłuższa przerwa na szlifowanie topografii. Zjazd do Zmarzłego Stawu mija nawet całkiem przyjemnie, ale dalej już trzeba było zaciskać zęby i powtarzać sobie, że przecież sprzęt jest po to, żeby go używać. Przy Murowańcu mijam pół naszego klubu (szkolenie lawinowe). Jedząc obiad w schronisku wymyśliłem, że jednak najwięcej użyję nart jeśli wrócę przez Kasprowy - wychodzę więc na szczyt szlakiem (krzesło nie chodzi) i zjeżdżam nartostradą do Kuźnic. Okazało się, że nawet da się zjechać na sam dół; najgorzej w zasadzie było bezpośrednio pod szczytem (kosówka). W każdym razie ślizgi do renowacji. Została najtrudniejsza część całej wycieczki czyli odzyskanie auta spod Palenicy. Zajęło to ponad 2 godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na noc i na niedzielę przygarnęli mnie znajomi w Zakopanem - ogrzali, nakarmili, ukulturalniali, nasmarowali narty... Dzięki! Pojeździliśmy też trochę na wyciągach na Harendzie (nudy, ale po mojej wycieczce uznałem, że jednak na początek sezonu trzeba się &amp;quot;rozjeździć&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: szkolenie lawinowe na Hali Gąsienicowej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzegorz Przybyła , Mietek Smetaniuk, Łukasz Pawlas, Tomasz Pawlas, Jan Dobkowski, Piotr Strzelecki, Damian Ozimina, Adam Domin, Michał Szymusiński, Mateusz Górowski, Paweł Szołtysik, Wojtek Wyciślik, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Andrzej Rudkowski oraz kilka osób z TKTJ i niezrzeszonych|18 - 20 12 2009}}&lt;br /&gt;
W pierwszy dzień w siarczystych mrozach w małych grupkach uczestnicy docierają do Betlejemki o różnych porach. W sobotę i niedzielę Tomek Nodzyński prowadził pouczające szkolenie. Dwa wykłady oraz zajęcia w terenie. W sobotę idziemy pod Granaty (po drodze spotykamy Mateusza Golicza, który z &amp;quot;5&amp;quot; przez Zawrat przedarł się na nartach) gdzie ćwiczymy poszukiwanie za pomocą piepsów różnego typu. Śniegu wprawdzie mało ale jakoś to wychodzi. W niedzielę pod Liliowym robimy testy śniegu. Mróz dochodził do 20 stopni ale nie było wiatru. Najtrudniejsze okazało się sondowanie w poszukiwaniu &amp;quot;trupa&amp;quot; na zaimprowizowanym lawinisku. Jedna grupa musi przyjechać po niego na wiosnę. Mateusz Górowski i Łukasz Pawlas poruszali się na nartach. Warunki znośne do hali potem kamole. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólne wnioski: Uratować człowieka (żywego) spod lawiny bez piepsa jest chyba mniej możliwe niż wygrana w totka. Najlepszy obecnie pieps to Barryvoxs (nie wiem czy dobrze napisałem ale jest dobry). Umiejętność szukania trzeba po prostu trenować zwłaszcza wyszukiwanie w promieniu 2 m od zasypanego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podziękowania dla Tomka Nodzyńskiego za poprowadzenia szkolenia i Mateusza Górowskiego za zorganizowanie całej imprezy. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fszkolenie_lawinowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: jaskinia Miętusia Wyżnia|Ryszard Widuch - instruktor, Daniel Bula, kursanci: Ola Krzyżanowska, Jerzy Krzyżanowski, Rudy, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Ozimina&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 13 12 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy w piątkowy wieczór, po drodze zaczął prószyć śnieg, co zapowiadało jaki krajobraz będzie nas czekał w sobote. Do Kir dotarliśmy ok.22.00, na miejscu był już Rysiek z Bulim,którzy jechali osobno, spotkaliśmy tam również ekipę z Tarnowskich Gór. Rano w drodze do jaskini już było biało. Ponieważ leży ona poza szlakiem udostępnionym dla turystów trzeba było czasem powalczyć ze złośliwymi choinkami, które broniły dojścia do otworu. Ok. godz. 11.00 zaczęliśmy zagłębiać się w jaskinię. Była ona trochę ciasna, więc podczas pokonywania jej rzadko kiedy można było się wyprostować. Udało nam się przejść przez syfon błotny i paszczaka, natomiast po przejściu trzeciego (salome) musieliśmy zawrócić, ponieważ na godz. 18 została ustalona godzina alarmowa i nie chcieliśmy się spóźnić. Podczas pokonywania syfonów najbardziej czasochłonne było pozbywanie się z nich wody. Po powrocie do wyjścia na zewnątrz było już ciemno, więc powrót odbył się w świetle czołówek. Z Kir postanowiliśmy wracać w niedziele, po wcześniejszym wyspaniu się. Przed wyjazdem spotkaliśmy grupę z naszego klubu, która wcześniej była w Bandziochu Kominiarskim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Bańdzioch Kominiarski; spacer w Wysokich|Maciej Dziurka, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; Katarzyna Żmuda (tylko na powierzchni)|11 - 13 12 2009}}&lt;br /&gt;
Udział w pracach inwentaryzacyjnych. W niedzielę wycieczka na Słowację, do Chaty Tery'ego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinia Girova|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, Paweł Szołtysik|13 12 2009}}&lt;br /&gt;
Góry ledwo przyprószone śniegiem. Z Bukovca ruszamy na górę Girova (840). Tu w skalnym masywie Diabelski Młyn znajduje się kilka jaskiń a największą jest jaskinia Girova. Po odszukaniu otworu Teresa z Pawłem schodzą do końca pochylni a ja systemem szczelin i korytarzy docieram do dna, które stanowi sala. Był tu kawałek kartonu i mazak na wpisy. Jaskinia schodzi na co najmniej 20 m głębokości i narzucający się główny ciąg (nie znalazłem żadnych planów ani opisów jaskini). Do wszystkich bocznych korytarzy się nie pchałem. Typowa osuwiskowa jaskinia z wiszącymi w wielu miejscach głazami, dość przestrzenna. Wypad w sam raz na krótki, szary, jesienny dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Wielka Litworowa - ciasnotki|RKG: Maciej Dziurka, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; STJ KW Kraków: Magdalena Wrona|6 12 2009}}&lt;br /&gt;
Z początku wydawało mi się, że trochę już zmądrzeliśmy: w końcu przyjeżdżamy w Tatry na dzień przed akcją!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę około 21:30 zakładamy bazę w świeżo wynajętym mieszkaniu Brodzi (dwa pokoje w centrum Zakopanego, hej!), po czym udajemy się na kurtuazyjną wizytę na Polną, namówić pewnego starsz... wróć... &amp;quot;bardziej doświadczonego&amp;quot; kolegę, żeby poszedł z nami i pokazał nam którędy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Litworce nie byłem nigdy dalej niż za salą pod Płytowcem (pierwszym). O tym, jak bardzo zbagatelizowałem dalszą część tej jaskini niech świadczy fakt, że obecałem Michałowi, że zdąży do pracy (poniedziałek 05:00 am), zaś Kasi - jego żonie - że zanim do tej pracy pójdzie, to zdąży jeszcze chwilkę się przespać. Wspomniany znajomy wyśmiewa zaplanowane przez nas czasy i stwierdza, że mając w perspektywie ważne, poniedziałkowo-poranne spotkanie w przedszkolu, nie może pozwolić sobie na powrót do domu późną nocą. Tym oto sposobem naszym jedynym drogowskazem w jaskini będą strzałki i Michał, który był tam przed laty i pamięta przede wszystkim, że po drodze był czerwony kubek i grabie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poręczujemy wszystko własnymi sznurkami. W Sali pod Płytowcem drastyczne odszpejanie i wyruszamy na poszukiwanie Zła. W sumie to nie błądzimy, ale do IV Płytowca poruszamy się dosyć powoli, zaglądając na wszelki wypadek w różne opcje i zastanawiając się czy to aby na pewno tu. Tuż przed Płytowcem - jest! - strzałka podpisana &amp;quot;BUBUŚ&amp;quot;. Sukces! Pamiętałem z rozmowy z Tadkiem, że właśnie tam mamy nie iść. Wniosek - dobrze idziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Magiel nawet trochę zabawny - nazwa oddaje uczucie jakiego doznaje się schodząc w dół. Przy Elektromaglu faktycznie są grabie (nie grabki - a normalne ogrodowe grabie). Zezwierzęcenie poczuliśmy dopiero w korytarzyku z wodą, zaraz pod Elektromaglem. Rozrywki w rodzaju czołgania się w ciasnym, w wodzie i (co niektórzy) ze ściągniętym kaskiem - kto to zrozumie? Potem cioraliśmy się jeszcze z godzinę - chciałbym dokładniej wiedzieć przez co, ale chyba muszę zajrzeć do innego tomu Inwentarza. Michał z jakiegoś okienka w szczelinie krzyczy do nas, że to już tu, już za zakrętem, Ekstaza, ale trzyosobową komisją uznaliśmy, że już dosyć przyjemności na dziś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oj, w drodze z powrotem nauczyliśmy się trochę pokory. Jeszcze przed korytarzykiem z wodą musiałem narodzić się na nowo (pół godziny i pomoc akuszerki), chociaż może nie trzeba było się tak upierać, że dam radę z pełną kieszonką kombinezonu i w uprzęży. Potem wszystkim nam zeszło sporo na tych całych prasownicach. Wychodząc Elektromagla myślałem o własnej głupocie dosyć wąsko: dlaczego zostawiłem kostkowca pod Płytowcem? Na dnie dużo dłuższego Magla wydłużyła się i perspektywa: co zrobi mi żona Michała jak mnie następnym razem zobaczy? Po wyjściu Maglem na górę: ciekawe, czy Michał ma jeszcze do wykorzystania urlop na żądanie?... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod Płytowcem wielka wyżerka - no i wyjście z deporęczem na śnieg i mróz około 22:00 (czyli po ok. 10 godzinach). Na zejściu czujemy się straszliwie oszukani - po totalnie zabetonowanym Kobylarzu następują... najzwyklejsze, poukładane na szlaku kamienie. Zero śniegu, a my w twardych butach - co to ma być, grudzień? Robimy sporo postojów, bo przecież lekarz kazał oszczędzać kolana. Przy aucie jesteśmy dopiero o 02:00 nad ranem. Herbatka u Brodzi i wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskidy Kysuckie - wycieczka na Oszast |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek&lt;br /&gt;
|6 12 2009}}&lt;br /&gt;
Od strony słowackiej z Leśnej Orawskiej startujemy na graniczną górę Oszast (1155). Jest tu rezerwat przyrody a podejście na szczyt jak na warunki beskidzkie nadzwyczaj strome. Trochę poniżej szczytu chyba najpiękniejszy w Beskidach widok na polską część tych gór. Wracamy częściowo bez szlaku. Góry czekają na śnieg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Andrzejki w klubie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tadek Szmatłoch, Henryk Tomanek, Sonia Tomanek, Teresa Szołtysik, Wojciech Orszulik. Ewa Orszulik, Grzegorz Przybyła z żoną, Adam Domin, Maciej Dziurka, Kasia Żmuda, Bianka Fulde-Witman, Rudy, Ania Fulde, Pająk, Ola Krzyżanowska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Daniel Bula z Magdą, Aga Szmatłoch, Tomek Głowania, Mateusz Górowski, Ola Strach&lt;br /&gt;
|30 11 2009}}&lt;br /&gt;
&amp;lt;i&amp;gt;Wróżby, tańce...po prostu dobra zabawa&amp;lt;/i&amp;gt;&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2009%2Fandrzejki&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wyjazd dla &amp;quot;dinozaurów&amp;quot; do Wielkiej Puszczy |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Bianka Fulde-Witman (dawny Speleoklub Gliwice), Henryk Tomanek, Monika Tomanek, Janusz Dolibog, Artur Szmatłoch (jedyny małolat).&lt;br /&gt;
|28 - 29 11 2009}}&lt;br /&gt;
Spontaniczne spotkanie starych repów w Wielkiej Puszczy w uroczej chatce u Zigi. Wieczór upływa na oglądaniu tradycyjnych slajdów z lat siedemdziesiątych lub osiemdziesiątych. Większość z nich widziałem po raz pierwszy w życiu. Utrwalone sytuacje wydawały się mieć miejsce przed chwilą ale lata szybko śmigają. Oglądanie urozmaicały &amp;quot;wściekłe psy&amp;quot; serwowane przez Zigę. Nazajutrz Tadek, Basia, Artur, Janusz i Heniek jadą na emocjonującą wycieczkę samochodem terenowym przez góry do Targanic i spowrotem. Ziga, Bianka, Teresa i Damian idą piękną głęboko wciętą doliną na Kocierską przełęcz następnie szlakiem do przełęczy Targanickiej i spowrotem do Wielkiej Puszczy. Fajne spotkanie, góry i pogoda. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2FZiga&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|Maciej Dziurka, Rudy, Kasia Żmuda, Karol Jagoda, Wojtek Sitko&lt;br /&gt;
|28 11 2009}}&lt;br /&gt;
Niebawem opis&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs kartowania|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|27 - 29 11 2009}}&lt;br /&gt;
W weekend 27 - 29.11. brałem udział w kursie kartowania jaskiń zorganizowanym przez KTJ PZA. Przybyło łącznie ok. 15 kursantów. Kurs rozpoczął się 3-godzinnym wykładem Tomka Snopkiewicza. Potem bawiliśmy się w kalibrację przyrządów w lasku obok zajazdu, a następnie, podzieleni na pięć zespołów, zmierzyliśmy i skartowaliśmy jaskinię Głęboką w Podlesicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja wprawdzie mierzyłem przy użyciu busoli, ale Damian prosił, żebym odnotował w tym miejscu, że w dzisiejszych czasach miernictwo jaskiniowe prowadzi się za pomocą przyrządu [http://paperless.bheeb.ch distoX]. Generalnie idea jest taka sama od lat: w jaskini wyznacza się punkty, pomiędzy którymi dokonuje się pomiarów: odległości, upadu i azymutu. Nowość tkwi w narzędziu do tego pomiaru - do tej pory robiło się to przy pomocy busoli z klinometrem oraz taśmy mierniczej, a w najlepszym przypadku dalmierza laserowego. Teraz mamy ''distoX'' - modyfikację dalmierza laserowego Disto A3, która polega na &amp;quot;wszczepieniu&amp;quot; do niego specjalnego modułu mierzącego upad i azymut magnetyczny. W efekcie mamy przyrząd, który jednocześnie mierzy wszystko co trzeba. Już samo to znacznie przyspiesza kartowanie. A dodatkowo, wyniki pomiaru mogą zostać od razu przesłane przez łącze bezprzewodowe Bluetooth do palmtopa, na którym będąc w jaskini można już rysować plan w skali (uwzględniający domiary). Brzmi futurystycznie, ale są polskie ekipy, które z sukcesem stosowały już taką metodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracając do szkolenia - w tzw. międzyczasie, z wykorzystaniem ''Bardzo Drogiego Urządzenia'', został wykonany skan laserowy Głębokiej z dokładnością do 2 mm. W wyniku skanu powstaje przestrzenny model jaskini, który po wczytaniu do komputera można obracać, chodzić w nim itd. Robi wrażenie. Sporządzone przez nas plany zostały w niedzielę rano porównane z rzeczywistymi kształtami korytarzy ze skanu. Jeden z nich nawet był podobny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielne popołudnie spędzam na wspinaczce z Markiem W. i Pumą. Śliczna pogoda, słońce, chociaż palce marzną (30. listopada!). Marek wymyśla jakiś ''klasyk'' na Górze Zborów, ale ja robię to z ledwością na wędkę i z blokami, a Pumie w ogóle się nie udaje (nie dała bozia wzrostu). Zatem przenosimy się na ''Bibliotekę'', gdzie bawimy się kolejno na czterech drogach, gdzieś między V+ a VI.1.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Rudnicka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik&lt;br /&gt;
|22 11 2009}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z góry Czubatka (w Kluczach) na Rudnicę. Ciekawostką są tu dwa ładne stawy powstałe po zalaniu starych kamieniołomów. Zwiedzamy niedużą jaskinię Rudnicką oraz sztolnię obok. Za niepozornym wejściem ciągnie się sporych rozmiarów długi (ponad 100 m) i wysoki korytarz z resztkami drewnianej obudowy. Wchodzimy jeszcze kawałek na pustynię Błędowską do Białej Przemszy a potem wracamy na Czubatkę gdzie zostawiliśmy auto. Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SPELEOKONFRONTACJE - Podlesice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Katarzyna Żmuda, Daniel Bula, Maciej Dziurka|21 - 22 11 09}}&lt;br /&gt;
Z rana poszerzone posiedzenie KTJ, potem spotkania ze starymi a także dość nowymi znajomymi z polskiego podziemia. Trochę poplotkowałem z różnymi ludźmi i może coś ciekawego z tego wyjdzie... a może nie.  Jeśli chodzi o same prezentacje z speleo-aktywności za cały rok, to było ich zaskakująco mało. Poza sztandarowymi produktami eksportowymi polskiego przemysłu jaskiniowego, niewiele nowego. Wygrały (o ile dobrze zrozumiałem) Bobry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem zostałem na noc - nie wiem jak było &amp;quot;zwykle&amp;quot;, ale nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że impreza wymknęła się spod kontroli :-). Przynajmniej niektórym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia Marek W. wyciąga mnie na Bibliotekę i walczymy z ''Lewą Żółtą Ścianką'' (V+), ''Żółtą Ścianką'' (VI+), ''Na przełaj'' (VI.1 - nie zrobiłem), ''Postrzyżynami Isztwana'' (VI.2 - nawet nie próbowałem) i ''Ryskami Dawidowymi'' (VI - w fatalnym stylu, wędka, bloki). Może dla uściślenia: walczę ja, bo Marek to raczej jest tam w ramach &amp;quot;przypominania sobie kilku dawno nie robionych dróg&amp;quot;. Z mojego rzeźbienia trochę się nabija, no ale co tam, w moim podejściu do wspinania to nie styl jest najważniejszy - i tej wersji będę się trzymał!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;quot;LAWINY&amp;quot; - IV Spotkania Górskie |Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomek Głowania, Tomek Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Zygmunt Zbirenda, Janusz Dolibog, Ania Bil, Karol Jagoda, Ola Skowron, Tomek Pawlas, Łukasz Pawlas, Asia Jaworska, Tomek Jaworski, Teresa Szołtysik, Paweł Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Korzeniowski, Ryszard Widuch, Ania Fulde, Dariusz Rank. Każdy przychodził kiedy chciał.&lt;br /&gt;
|20 - 22 11 2009}}&lt;br /&gt;
Jak co roku w Domu Kultury w Nowym Bytomiu odbyły się Spotkania Górskie &amp;quot;LAWINY&amp;quot;. Mogliśmy zobaczyć m. in. &amp;quot;Masters or stone VI&amp;quot; oraz wiele ciekawych prezentacji i filmów o górach wysokich, sportach ekstremalnych. Nasz klub przedstawił prezentację &amp;quot;Rowerami przez Dziki Zachód&amp;quot;. W tym roku spotkania cieszyły się dużą frekwencją, fajna oprawa i klimat imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowy wyjazd do jaskiń Kasprowych |Tomasz Jaworski -instruktor, Karol Jagoda, Wojciech Sitko, Łukasz Pawlas oraz kursanci: Rudy, Ania Bil, &amp;lt;u&amp;gt;Jerzy Krzyżanowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Krzyżanowska&lt;br /&gt;
|15 11 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy spod Plazy w dwa samochody - mój i Łukasza. Tomek jechał z Pawlasem szybciej bo chciał kupić zestawy lawinowe w Poroninie - ale ostatecznie ich nie kupił .W Zakopanym jesteśmy o 9 rano. pogoda okropna -leje i mgła. Do Kuźnic podwozi nas bacobus po 3 zeta od łba. Podejście do jaskiń w mokrym śniegu i deszczu nie należy do przyjemnych. Zespół w składzie Karol i Wojtek idzie do Kasprowej Niżnej a kurs do Kasprowej Średniej . Przebieramy się, psiocząc, w deszczu lejącym na głowy . Ani spada kask i toczy się 100m żlebem w dół -idę z nią na poszukiwania uwieńczone sukcesem. Trawers do jaskini poręczuje Pawlas asekurowany przez Rudego. w jaskini trochę czołgania i fajna studnia ( trochę problemów Oli sprawiło znalezienie batona na przepinkę- przejechała i podchodziła). Na dnie znalazłem martwego lisa. Wychodząc spotykamy ekipę z Niżnej -doszli jedynie do kaczki- więc ruszyli do Średniej. Pogoda na zewnątrz trochę lepsza - nie pada. Dziewczyny z chłopakami z Niżnej wracają do Kuźnic, a my w męskim składzie &amp;quot;szybka czwórka&amp;quot; ruszamy do Wyżniej .Pod otworem dopada nas zmierzch. Robimy trawers jaskini i po ciemku zjeżdżamy 70m w dół do plecaków. Szybkie przebieranki i parami schodzimy do szlaku i dalej czwórką do Kuźnic i szóstką do Ronda. Dziewczyny jedzą w bacówce, a my w maku. W Rudzie jesteśmy przed 23&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWENIA - Alpy Julijskie - Kanin|STJ KW Kraków: Paweł Ramatowski (kierownik), Piotr Rożek, Michał Kuryłowicz, Karolina Filipczak, Piotr Sienkiewicz, Mariusz Mucha; KKTJ: Ewa Wójcik; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 15 11 2009}}&lt;br /&gt;
Na długi, listopadowy weekend, podłączyłem się pod wyjazd organizowany przez STJ KW Kraków. Krakusi prowadzą systematyczną eksplorację masywu ''Kanin''. Jak miałem się okazję przekonać, geologia masywu powoduje dosyć specyficzne warunki w jaskiniach - są to obiekty jednocześnie obszerne i ciasne. W zadziwiająco regularny sposób, ciągi litych studni są przecinane warstwami, na których tworzą się bardzo wąskie meandry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ideą tego wypadu był biwak w jaskini ''BC-10'', która rokuje na połączenie z systemem ''Mala Boka-Polijska Jama''. Taki cel był naturalną kontynuacją letniej wyprawy STJ-u, która miała miejsce w sierpniu. Pogoda dopisała - udało się uciec ze strefy deszczu i właściwie tylko piątek był trochę chmurny, ale bez znacznych opadów. Spotkaliśmy za to sporo śniegu. To co z parkingu w lesie na którym biwakowaliśmy wyglądało na &amp;quot;lekkie przyprószenie&amp;quot;, okazało się w rzeczywistości być miejscami metrową pokrywą - ale nie zatrzymało to nas.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja działałem w ekipie wsparcia, wspólnie z Pablem i Pumą. Zanieśliśmy na biwak wór liny, a po drodze zrobiliśmy dużo zdjęć. Interesująca akcja - niby tylko na -300 i z powrotem, ale odkrywanie, że da się przeciskać przez te ciasnoty dawało sporo radości. Szczególnie przyjemnie wspominam ''Meander Raczkującego Ciumka''. Na początku wydawał mi się strasznym upodleniem - nogami w dół po pochylni ściśniętej w pionie, ciągnąc za sobą kask i wór - ale tak naprawdę okazało się, że trudność jest tylko w jednej osi (pionowej), bo w poziomie jest dużo miejsca na manewry rękami. Za to nie potrafię sobie wyobrazić jak przechodziło się ''Meander Gaussa'' zanim jeszcze przeprowadzono w tej jaskini ''degaussing'' (z użyciem materiałów wybuchowych, naturalnie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o biwak, to w sumie, dwie dwójki (Piotrek+Piotrek i Michał+Mariusz) odbyły po jednej szychcie. Przesunęli &amp;quot;przodek&amp;quot; o ok. 100 m w dół i natrafili tam na studnię o głębokości ok. 80 m (pomiar dalmierzem), która nie została zjechana z braku czasu. Jaskinia osiągnęła głębokość 699 m, o ile dobrze pamiętam. Trochę nie do końca się dogadaliśmy - spodziewaliśmy się, że pierwsza ekipa wróci na bazę w nocy. Kiedy po 12 godzinach ciągle ich nie było, Pablo zarządził &amp;quot;akcję ratunkową&amp;quot;, która na szczęście skończyła się odebraniem telefonu na 40 minut przed dotraciem do otworu - postanowili poczekać i wyjść wszyscy razem. Podobno osiągnęliśmy bardzo dobry czas podejścia, dobry nawet gdyby były letnie warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mój wkład w ten wyjazd to głównie dokumentacja fotograficzna jaskini - zachęcam do obejrzenia zdjęć w ''Galerii''; kilka wyszło całkiem ciekawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl. - Halemba: Udział w Biegu Niepodległości |Damian Szołtysik|11 11 2009}}&lt;br /&gt;
Wziąłem udział w Biegu Niepodległości na dyst. 9 km. &amp;quot;Błotne łaźnie&amp;quot; w listopadowym deszczu, tak można określić trasę ale ja lubię takie warunki. Mimo fatalnych warunków spotkałem kilku znajomych &amp;quot;dziadków&amp;quot; z mojego pokolenia. Jak zwykle fajna atmosfera i oprawa imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mała Fatra- w niecierpliwym oczekiwaniu na śnieg…| &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra Strach&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|10-11 11 2009}}&lt;br /&gt;
Na długo przed wyjazdem, wobec nieprzewidywalnych zachowań pogody,&lt;br /&gt;
zastanawiamy się -pakować narty czy sprzęt wspinaczkowy (?!). Jak&lt;br /&gt;
okazuje się na miejscu ani jedno, ani drugie nie miało szans na&lt;br /&gt;
wykorzystanie. Niestety lało...Mimo tego we wtorek robimy sobie spacer&lt;br /&gt;
urokliwym  szlakiem od Tiesnavy Zbójnickim Chodnikiem przez Sokole, sedlo Prislop do Starego Dworu. W górach&lt;br /&gt;
zupełnie pusto no i cudowna jesień. W środę aura nie daje nam żadnych&lt;br /&gt;
szans ( od nocy leje intensywnie &lt;br /&gt;
i bez przerwy, od rana deszcz ze śniegiem). Nie pozostaje nam nic innego&lt;br /&gt;
jak pozachwycać się...świetnie wyposażonymi w sprzęt skiturowy&lt;br /&gt;
sklepami sportowymi w Żylinie. Mimo wszystko wracamy wypoczęci i&lt;br /&gt;
zadowoleni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia w Trzech Kopcach | &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula, Sandra Lemańczyk|08 11 2009}}&lt;br /&gt;
Niedzielny, miły wypad do jaskinki-Daniel już tradycyjnie w roli przewodnika. Fajnie znowu poczuć smak jaskini po tak długim czasie, no tak, tego mi brakowało. Tomek w tym czasie spędzał przemiłe chwile z synkiem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Bańdzioch Kominiarski|RKG: Michał Wyciślik, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Michał Ciszewski, Ewa Wójcik; SCC: Zbigniew Rabenda|07 11 2009}}&lt;br /&gt;
Znowu, wskutek działan Brodzi, w praktyce dzień spędziłem zupełnie inaczej niż wcześniej się umawialiśmy. Ale nie narzekam, pasuje mi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przyjeździe do Kir, oczekujemy na okno pogodowe u p. Chotarskiej. A raczej: oczekujemy na decyzję Pumy, bo posłuchałem Brodzi i nie zabrałem ani kawałka liny. Brodzia stwierdziła, że jednak z nami nie idzie dzisiaj (ważne sprawy), więc jesteśmy na łasce albo niełasce Pumy - jak nie będzie się jej chciało iść, to i tak nie mamy co z sobą zrobić =)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W końcu plany o których rozmawialiśmy przez telefon ostatecznie się krystalizują - Bandzioch, przygotujemy dojście na VI dno w związku z trwającą inwentaryzacją i innymi pracami. Po konsultacjach z Andrzejem i poznańskim Kierownikiem, z odpowiednią ceremonią, wychodzimy. Początkowo trochę siąpi, ale jeszcze przed wejściem na szlak na stoły zaczyna lać jak z cebra. Pierwsze ziarna defetyzmu: ktoś sugeruje, że trudno - najwyżej akcja ograniczy się do kondycyjnego wejścia na Stoły z obciażeniem; ktoś zazdrości Andrzejowi &amp;quot;wyczucia w kościach&amp;quot;, które kazało mu dziś zostać na bazie. Furek jednak poważnie podchodzi do swojej roli (kierownika tej akcji) i brutalnymi metodami (tj. nakaz kierownika) przywraca poprawne morale.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warunki podejścia do dolnego otworu bardzo korzystne - bezpiecznie jak spacer po lesie, właściwie nawet raki były zbędne. Na szczęście przestaje padać. Trochę po pierwszej ładujemy się do środka i ruszamy do Lazaretu. Tam gorączkowe poszukiwania - niby wszystko ostrzałkowane, ale trudność z jaką Michał przeciska się przez tę &amp;quot;studzienkę&amp;quot; o której mówił nam Kierownik sieje w nas wątpliwość i chwilę tracimy na rozpoznanie innych opcji. Ale jednak nie - wygląda na to, że trzeba przejść tę ciasnotkę. Szczęściem okazuje się, że zmiana techniki (a jednak na brzuchu!) pomaga i po chwili wbijamy się wszyscy w Meander Klasyczny. Ładne miejsce. Poręczowanie trwa i jest czas na zdjęcia (testuję nowy aparat, obiecałem sobie - po zniszczeniu poprzedniego - że się zmienię i tym razem będę o niego dbał!). Potem są jakieś ciasnotki, przeciskanie się, ale w sumie to faktycznie - tak jak mówiła Puma - i tak się to wszystko w pamięci zlewa w jedno i nawet kolejność trudno odtworzyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dno osiągamy około szóstej. Pamiątkowa fotka, jedzenie i uciekamy do góry. Po drodze jeszcze kilka poprawek - bo przecież jakby kiedyś otwarli Bandziocha i ktoś miałby tu przyjść z kursem, to musi być wzorowo! :). Notujemy też kilka informacji do szkicu technicznego... Największym problemem okazuje się ciasnotka na wyjściu do Lazaretu. Nawet powieszenie liny niewiele pomaga i dopiero jak z Furkiem i Damianem zaczęliśmy śpiewać (&amp;quot;głowyyy Lenina znad pianiiiina!!&amp;quot;), Michałowi udaje się wydobyć z tej &amp;quot;studzienki&amp;quot; i uciec jak najdalej od nas (&amp;quot;bo trudno to wytrzymać!&amp;quot;) :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysypujemy się na powierzchnię troszkę przed jedenastą, na całe szczęście nie pada. Zejście w atmosferze miłej rozmowy. Jeszcze herbatka na bazie w Kirach i wracamy do domu, odstawiając po drodze Furka do Krakowa. Podsumowując, bardzo przyjemne dno. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Bielskie - Bujaczy Wierch|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; STJ KW Kraków: Magda Wrona, Piotr German; KKTJ: Ewa Wójcik, Andrzej Ciszewski|01 11 2009}}&lt;br /&gt;
Dzień jest cudowny. Rześko, ale ze słońcem. Słowacja, południowa wystawa, wiadomo. Śniegu jak na lekarstwo. Mam wrażenie, że ostatnie przygody z dojściem do Czarnej (patrz dwa tygodnie niżej) to był tylko jakiś zły sen. Auta zostawiamy nieco za ''Tatrzańską Kotliną'' i ruszamy zielonym szlakiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wycieczka to tak właściwie była niekończąca się rozmowa. Dawno mi się coś takiego nie zdarzyło - ale jestem skłonny uwierzyć w to, że zawsze się tak dzieje kiedy spotykają się te dwie sympatyczne gaduły: Brodzia i Puma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw, w drodze do ''Schroniska pod Szarotką'' słuchaliśmy opowieści Pumy i Andrzeja o grotołazach i grotołażeniu w Iranie a także wrażeń Brodzi z jej niedawnego wyjazdu. Z kolei w schronisku, nad ''czesnekową polevką'' zeszliśmy trochę na politykę (związkową) i zasiedzieliśmy się na ponad godzinę. W tym miejscu ważne sprawy wzywają Andrzeja poprzez telefon komórkowy z powrotem do Krakowa - i dalej wędrujemy już tylko w czwórkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Puma rzuca pomysł, żeby przejść się kawałek starą magistralą: na przełęcz Skalne Wrota i dalej. Szlakiem ktoś szedł, super (tu już jest trochę śniegu - po kostki). Rozmowa idzie w stronę &amp;quot;o jak tu pięknie&amp;quot; i spraw różnych. Za Wrotami fenomenalne okna z jednej strony grani na drugą. A chwilę potem zatrzymują nas parkowcy (chyba społeczni). Ten incydent kosztował nas... sporo czasu; musimy niezły kawałek się wrócić, ale ostatecznie dzięki tzw. ''tupetowi jak taran'' wracamy na prowadzącą do naszego celu drogę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na pierwszy wierzchołek - Bujaczy Wierch (1947) - wchodzimy o zachodzie słońca (!). Zimno, ale mamy jeszcze jeden cały termos herbaty, a widok na Kieżmarskiego, Kieżmarską i okolice zapiera dech. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drogę powrotną oświetla nam księżyc w pełni. Przed schroniskiem tematy dyskusji krążą wokół przesiedleń i wywłaszczeń - ziemi pod parki narodowe, działek pod budowę autostrad, wreszcie kamienic. Przy schronisku krótka przerwa, po czym przechodzimy do sztucznej inteligencji i logiki rozmytej (to tematy zadane przez Pumę!), a także rozstrzygalności. Gadamy, wcinamy miśki Haribo, aż tu nagle... jesteśmy z powrotem przy aucie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za daleko w sumie nie uszliśmy. Ale kozice, zachwyty nad prostymi rzeczami i - przede wszystkim - dzień w miłym i radosnym (!) towarzystwie, oj trochę mi to pomogło na smutki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze wspólna herbatka u Brodzi i żegnamy się, snując kolejne plany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Lodowa i Pod Porzeczką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|31 10 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Jaroszowca przechadzka ścieżką dydaktyczną wokół Stołowej Góry. W jej trakcie zwiedzamy jaskinię Lodową (trawers otworów z dołu w górę) oraz jaskinię Pod Porzeczką, która znajduje się w stoku Ostrej Góry. Tam również robimy trawers wspinając się w górę. Wogóle fajna jaskinia do ćwiczenia zapieraczek. Posiada kilka otworów. Pogoda przepiękna, wszystko utkane w barwy cudownej jesieni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jesienny wspin w dolinie Szklarki|&amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Sitko&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Damian Żmuda, Karol Jagoda, |26 10 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To chyba już naprawdę był ostatni rozsądny wypad wspinaczkowy w tym roku. Owego ładnego jesiennego poranka zaparkowaliśmy samochód trochę w ciemno przy jakiejś bocznej drodze w Jerzmanowicach, lecz na szczęście po kilkuminutowym marszu byliśmy już przy Witkowych Skałach. Tam też zostaliśmy do zmroku, a nawet jeszcze dłużej. Jak zwykle drogi były różne, jedne podnosiły na duchu, inne dołowały, niektóre wymagały użycia niecenzuralnych słów, jednak najwięcej emocji wzbudziły: &amp;quot;Przybloczek Dla Foczek&amp;quot; (VI,1+) , &amp;quot;Rozchełstane Wieśniaczki Flamandzkie&amp;quot; (VI,1+) oraz &amp;quot;Speleologia Dekoltów&amp;quot; (VI,1). W drodze powrotnej dopadła nas mokra i chłodna jesień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Dująca i w Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski, Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;|25 10 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy pięknej pogodzie spacerkiem od Szczyrku przez Karkoszczonkę docieramy pod jaskinie. Zwiedzamy najpierw jaskinię w Stołowie, a następnie sporo czasu grzebiemy się w jaskini Dującej. Dochodzimy tam do korytarzy, w których wcześniej nie byliśmy. Wrażenie robi na nas korytarz z podziemnym deszczem (patrz zdjęcia). Wracamy w pięknych okolicznościach przyrody przez Klimczok. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rejon sztolni tarnogórskich - wypad rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 10 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Rudy Śl przez Bytom Karb. Potem szlakami rowerowymi i pieszymi m in. przez rezerwat lasu bukowego Segiet. Wiele pięknych drzew powalonych chyba po ostatnich nawałnicach. Fajnymi leśnymi szlakami docieram do Rept w rejon sztolni Czarnego Pstrąga. Wracam nieco inną drogą do Rudy spotykając po drodze Wojtka Sitki z nieco innym pojazdem. Zrobiłem niecałe 70 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach - manewry ratownictwa jaskiniowego|Daniel Bula|23 - 25 10 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja niebawem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wirek - Ciekawostki &amp;quot;przyrodnicze&amp;quot; Rudy Śl.|&amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;|18 10 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie to, co chciałam przedstawić jest w galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2FWirek+-+ha%C2%B3da &lt;br /&gt;
ale myślę wypada krótki komentarz do tego..&lt;br /&gt;
Już jakiś czas temu, trafiłam na hałdę w Wirku pomiędzy ulicą Nowary a Korczaka. Jest to pohutnicza hałda cynkowo-ołowiowa, podobnych w naszym mieście jest jeszcze kilka. Generalnie hałdy tego typu są mało malownicze - taki rudo-bury żużel. Mimo iż skałdowanie zostało na nich zakończone dobre 70 lat temu w dalszym ciągu są słabo albo zupełnie nieporośnięte roślinnością, co świadczy tylko o tym, jak bardzo są (delikatnie mówiąc) &amp;quot;nieprzyjazne&amp;quot; dla życia. &lt;br /&gt;
Niby nic specjalnego, jednak zwykle jest nam dane oglądać bryłę hałdy tylko z zewnątrz. Tymczasem zwałowisko na Nowary jest od kilku lat systematycznie rozbierane, dzięki czemu można zajrzeć w jego głąb. To trochę jakby zajrzeć w historię naszego regionu (w końcu hałdy to &amp;quot;tylko&amp;quot; przetopione przez człowieka skały, związki chemiczne, podobnie jak węglan czy siarczan wapnia - nad których formami się często zachwycamy). Można też zobaczyć na własne oczy, co działo się we wnętrzu hałdy. Wraz ze stygnięciem składowanego materiału w wolnych przestrzeniach krystalizowały różne związki, tworząc naprawdę fantazyjne pod względem kształtów i kolorów formy. Wprawdzie nie do końca wiem co fotografowałam (jeśli ktoś wie, to chętnie posłucham), ale jednak uznałam, że jest to na tyle ciekawe zjawisko, żeby jego dokumentację w galerii nockowej zamieścić :-) &lt;br /&gt;
(mam nadzieję, że Admin nie będzie miał nic przeciwko ;-) w końcu na Wirek też musiałam dojechać, więc liczy się jako &amp;quot;wyjazd&amp;quot;, prawda? :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Studnia w Tankowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Aga Szmatłoch, Tomek Głowania, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Tomek Szmatłoch|18 10 2009}}&lt;br /&gt;
Dwoma terenowymi samochodami robimy rajd po Jurze. Po małych perypetiach technicznych docieramy do Zaborza i Studni w Tankowcu (-23). Zwiedzamy jaskinię (tylko pionowa studnia). Wracamy częściowo terenowymi drogami usuwając po drodze wiele torujących po ostatnich nawałnicach drzew i gałęzi. Do domu wracamy dość późno. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fstudnia%20w%20tankowcu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zamość - sympozjum speleologiczne|Wojciech Sitko|16 - 18 10 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyżyna Lubelska wraz z Roztoczem są chyba najbardziej niedocenianym obszarem krasowym w Polsce. W sumie nic w tym dziwnego, gdyż na obszarze Roztocza Południowego odkryto jak dotąd jedynie 9 jaskiń, wśród których największa (Diabelska) liczy sobie 21 metrów długości. Mimo wszystko ten nieco dziewiczy obszar jest bardzo ciekawy pod względem przyrodniczym i naukowym, a to ze względu na występowanie  rasu w kredzie piszącej oraz w neogeńskich wapieniach detrytycznych. To właśnie ten walor skłonił członków Sekcji Speleologicznej Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika do ponownego (po 40 latach) zorganizowania Sympozjum Speleologicznego na Lubelszczyźnie. Przebieg całej imprezy był jak najbardziej typowy. Było uroczyste otwarcie, były dobrze przygotowane sesje terenowe, grono naukowców z całego kraju przedstawiało swoje odkrycia podczas sesji referatowych i posterowych. Ostatniego wieczoru odbyła się ... a jakże inaczej ... uroczysta kolacja. W trakcie wycieczek mieliśmy okazję zwiedzić między innymi wspomnianą już Jaskinię Diabelską, liczne sztolnie w Senderkach, Zamojską Starówkę wraz z podziemnymi korytarzami oraz Podziemia Kredowe Chełma. W drodze powrotnej zobaczyliśmy również Jaskinie Szydłowskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Damian Żmuda, Michał Wyciślik|17 10 2009}}&lt;br /&gt;
W Kirach jesteśmy troszkę po dziewiątej. Plan: trawers czarnej, od północnego do kraty. Prognoza ICM-u na szczęście nie sprawdziła się - jest całkiem niezła widoczność i nawet sporo słońca. Jeden z woźniców u wylotu doliny informuje nas, że dolina jest dziś nieczynna. Pomyślałem sobie, że się zgrywa - ale faktycznie, budka z biletami zamknięta na cztery spusty, wisi tylko kartka: z powodu oberwanych konarów drzew, wejście na własną odpowiedzialność. Oberwanych konarów, hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszą atrakcją tego wypadu okazało się być dojście pod północny otwór Czarnej. Zajęło nam to około czterech godzin, nie licząc przerwy na oszpejenie się. Do Polany Upłaz jakoś szło - spotkaliśmy m.in. kolegów z Nowego Sącza (pozdrowienia!), a także kilku sympatycznych turystów, których tak jak nas nie przeraziły oberwane konary. Cóż z tego, skoro pożegnaliśmy ich wszystkich na Upłazie i stamtąd już musieliśmy walczyć sami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przejście przez samą polanę nie wyglądało tak źle, wydawało się że godzinka i będziemy. Ale już przy pierwszych drzewach żarty się skończyły. Nawet długie nogi Michała nie pomagały w niektórych momentach  i musieliśmy zdobywać trasę metr po metrze opracowaną przez Damiana techniką &amp;quot;kolanka&amp;quot;. Na czym polega ta technika? Ano jeden z długonogich delikwentów stara się postawić nogę na czymś twardym i zgiąć ją w kolanie. Damian wchodzi na tę nogę i wybija się z niej do góry prosto na śnieg powyżej siebie ([http://23am.jaszczur.org/~mteg/kolanko.jpg fotka]). Ach, zapomniałem napisać o śniegu. Otóż w ciągu ostatnich czterech dni trochę napadało. Tak dokładniej to po pas (na Upłazie), a miejscami trochę więcej (na podejściu do Czarnej). I pomyśleć, że jeszcze tydzień temu dokładnie na tej samej trasie moim największym zmartwieniem były metrowej wysokości chwasty moczące mi ciuchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini wchodzimy jakoś przed drugą. Oczywiście clou tego wyjazdu miały być dwie wspinaczki - Komin Smoluchowskiego no i Zlotówka. No i to tak naprawdę zajęło nam najwięcej czasu - reszta to takie tam zabawy na linach (o ile się nie myle, był to mój dwunasty raz w Czarnej). Ponieważ w naszym zespole na życiu najbardziej zależało Michałowi, dzielimy się tak: ja robię Komin, Damian zlotówkę. Wspinaczki były ciekawe - ale nie da się ukryć, że dosyć się spociliśmy. Plakietek nie wzięliśmy, więc te kilka spitów po drodze było dla nas bezużyteczne. Damian robił zlotówkę tylko &amp;quot;na własnej&amp;quot; (kości/friendy/naturki); ja dodatkowo skorzystałem z trzech haków i kostki wiszącej &amp;quot;na stałe&amp;quot;, a także z prawa (przywileju?) grotołazów do azerowania. Obyło się bez latania. Wychodzimy po jakichś siedmiu godzinach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O dziwo, mimo że już na starcie co niektórzy z nas byli przemoczeni, nie przemarzliśmy zbytnio. Nawet na zejściu - w nocy było ok. zero - jednego stopnia. Niestety najwyraźniej nie było dziś innych chętnych do Czarnej i znowu jesteśmy zmuszeni do zadawania gwałtu gładkiej powierzchni świeżo siadłego puchu. W dół to jest nawet zabawne (ubaw po pachy!). A także straszne. Ale może czasem jedno nie wyklucza drugiego (?). Grunt, że szczęśliwie osiągamy Kościeliską i chwilę po dziesiątej jesteśmy przy aucie. Powrót do domu przez BP na Kuźnicach, bez specjalnych przygód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - jaskinia Czarna (kurs)|Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski, Maciej Dziurka, Mateusz Golicz; kursanci (w tym &amp;quot;wieczni kursanci&amp;quot;): Katarzyna Żmuda, Aleksandra Krzyżanowska, Jerzy Krzyżanowski, Rudy, Wojciech Rusek, Łukasz Korzeniowski|09 - 11 10 2009}}&lt;br /&gt;
Dokonaliśmy trawersu otworów. Opis należy do kursantów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolina Będkowska - wspinaczka|Ania Bil, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Wojtek Sitko|4 10 2009}}&lt;br /&gt;
Na wstępie niniejszego opisu chciałam przytoczyć słowa Karola, który kazał mi napisać, że generalnie łoiliśmy najtrudniejsze drogi w najlepszym stylu. W zasadzie merytorycznie wyczerpuje to temat niedzielnego wspinu. Acha, no cośtam jeszcze mówił o kadrze narodowej, ale było już późno i nie słuchałam go zbyt uważnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Także jeszcze coś od siebie: Rozpoczynamy na Sokolicy, gdzie na rozgrzewkę Ania z Wojtkiem robią Lewy Komin bojaże (V+), a Karol i ja Prawy Komin (VI+). (Nie wiem czy powinnam pisać te cyfry w nawiasach, bo jeszcze to chłopakom wstyd przyniesie? ..;-) W każdym bądź razie Ania rozkoszuje się pierwszą w życiu wielowyciągówką, a ja przeżywam lekkie katusze związane z kompletnym brakiem komunikacji na drodze (moje rozpaczliwe &amp;quot;luz! luz!!&amp;quot; Karol ostatecznie interpretuje jako &amp;quot;dół, dół!&amp;quot; i nie chcąc dopuścić do mojej rezygnacji jeszcze bardziej zaciąga linę..). Za to już drugi wyciąg to jak dla mnie poezja i w poszukiwaniu widoków robimy najpierw Komin do końca a potem Wariant na Prawy Świecznik:) Przy zjeździe mijamy się z Wojtkiem i Anią, którzy przyszli sprawdzić co tak długo. &lt;br /&gt;
Pod ścianą spotykamy się wszyscy o trzeciej (!). Wojtek z bólem serca odpuszcza obleganego Ostapowskiego i żeby nie tracić czasu ruszamy w te pędy pod Zaklęty Mur - jakaś taka skałka w lesie, do której, przy włączeniu trybu tatrzańskiego, udaje nam się dojść w niecałe 40 min ;) Mało znana, a bardzo fajna. Ania i ja, jak przystało na babski zespół, zaczynamy od Rysy Prawdziwych Mężczyzn. W tym czasie chłopaki zdążyli obrobić dwie inne drogi i generalnie szaleją do zmroku. My z Anią nieco bardziej lightowo, ale jak dla mnie syto :)&lt;br /&gt;
Do samochodu wracamy przy fantastycznym świetle księżyca. Fine.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - okolice Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus i inne osoby tow. |3 - 4 10 2009}}&lt;br /&gt;
W Szczyrku u Krzyśka odbyło się spotkanie po wyprawowe. W trakcie pobytu w pierwszy dzień na rowerze górskim pojeździłem po dolinie Żylicy i trasach MTB na Magurze. W drugi dzień wyjście na Skrzyczne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki - wspinaczka|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Damian Żmuda|30 09 - 2 10 2009}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie mieliśmy się wybrać na Mnicha, lecz ze względu na mroźne prognozy decydujemy się na Sokoliki. W kwestii tarcia Sokoliki są przeciwieństwem Jury, bardzo szybko można się o tym przekonać na własnej skórze. Pierwszego dnia wspinamy się w rejonie Sokolika Dużego, robimy tam drogę o bardzo wymownej nazwie ,,Wariant R‘’ - czujemy się prawie jak w Tatrach. Kolejny dzień przynosi załamanie pogody, zdążyliśmy przejść jedynie 3 drogi. Czując duży niedosyt wspinania w piątek uderzamy w skały z samego rana i ambitnie walczymy na Tańcu TygryskaVI.1+. W tak zwanym międzyczasie Damian robi Ani mini wykład o wspinaniu na własnej asekuracji. Kończymy wspinanie tradycyjnie (jak przystało na grotołazów) w świetle czołówek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góra Birów - wyjazd kursowy i nie tylko|Tomek Jaworski (instruktor), kursanci - Jan Dobkowski, Jerzy Krzyżanowski (Pająk), Aleksandra Krzyżanowska, Aleksander Kufel, Joanna Wasil (Pacyfa), Andrzej Rudkowski oraz Ania Fulde, Ania Bil, Maciej Dziurka i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 09 2009}}&lt;br /&gt;
Odbył się miniegzamin z podstawowych technik jaskiniowych oraz wspinaczki. Większość wywiązała się z swoich zadań właściwie. Osoby nie biorące udział w zajęciach kursowych wspinały się tudzież doglądali poczynania kursantów. Pogoda była wręcz cudowna. W drodze powrotnej Ola z Pająkiem zaprosili całą grupę na piwo (kierowcy cola) i lody do knajpy pod zamkiem z okazji rocznicy ślubu. Dziękujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Ptasia - kontynuacja|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Damian Żmuda, Mateusz Górowski, Aleksandra Strach, Tomasz Pawlas, Aleksandra Skowron; znajomi z STJ KW Kraków: Magdalena Wrona, Krzysztof Bac, Michał Pisarczyk| 25 - 27 09 2009}}&lt;br /&gt;
Akcja pod roboczym tytułem ''do trzech razy sztuka'' - czyli ponowny atak na ''Wielkiego Kłamcę'', największe w Tatrach podziemne jezioro. Podchodzimy w ekspresowym tempie - na 9 osób, cały &amp;quot;wyprawowy&amp;quot; ładunek stanowiły dwa kawałki liny i spitownica. Reszta szpeju znajdowała się już w jaskini. Pogodę mamy po prostu doskonałą - łagodne, jesienne słońce na bezchmurnym niebie. Zaczynamy akcję około południa. Nie mija godzina, a osiągamy stan totalnego pomieszania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Część ekipy postanawia dotrzeć do ''Wielkiego Kłamcy'' przez Lodową Litworową, gdy tymczasem ja czekam na nich pod stropem ''Pustynnej Burzy''. Myślę sobie - no chyba się nie pogubili, skoro za mną idzie Damian, z którym byłem tu raptem miesiąc temu. Słyszę z dołu jak kolejne osoby coś do siebie krzyczą - poznaję głosy, ale na taką odległość zrozumieć ich nie sposób. Po pół godzinie wiszenia, kiedy krzyki nabierają intensywności, dochodzę do wniosku, że najwyraźniej jednak ktoś się zabił. Co ma przynajmniej taki plus, że jak do nich zjadę, to nie będę musiał jeszcze raz wychodzić tych 50 metrów w jednym odcinku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No nic. Zjeżdżam. Jednak wszyscy żyją i będę musiał... ech, a przecież lekarz kazał oszczędzać kolana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakoś udaje się zawrócić Krzyśka i Michała, ale po Damianie i Brodzi słuch zaginął i trzeba po nich pójść. Wysyłam wszystkich we właściwym kierunku pod przewodnictwem Mateusza (który również był ze mną tu miesiąc temu) - a sam idę szukać zagubionych w stronę Kaskad. Na szczęście Damianowi coś jednak wydało się nie tak i jeszcze zanim władowałem się w meander, słychać głosy. To chyba nie może być nikt inny, skoro oprócz nas prawie wszyscy jaskiniowcy znad Wisły są dziś w Bandziochu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No nic. Już widzę, że trochę się jeszcze nabiegam na tej akcji. W planie mieliśmy spitowanie nad ''Salą Gwiazdeczki'', więc po powtórnym wyjściu tych nieszczęsnych 50 metrów, ruszam w te pędy na pierwszą linię frontu. Po wyprzedzeniu kilku tramwajów udaje mi się dotrzeć do szczeliny za ''Okiem Demona''. Ostatnio nie udało się nam znaleźć żadnych punktów do zjazdu, więc tym razem bez zbytniego namysłu i poszukiwania wbijam ekspresem dwa spity. Słyszeliśmy wprawdzie plotki, że da się zejść &amp;quot;na żywca&amp;quot;, ale jednak metoda siłowa zwyciężyła. W sali czekamy na wszystkich i próbujemy jakoś podsumować sprzęt i nasze szanse na dotarcie do ''Kłamcy''. Wygląda to kiepsko: brakuje jednego odcinka liny, 25 metrów. Jak się okazuje, chyba nie bez związku z tym zamieszaniem na początku, nikt nie zainteresował się ostatnim z worów na ''Mostku Piratów''. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No nic. Jak mawiają koledzy z Poznania, to się musi udać. Mateusz i Ola wracają się w celu pozyskania jakieś liny z mało newralgicznego miejsca - a Damian i Brodzia idą poręczować dalej. Reszta tymczasem nudzi się w salce. Czekając na rozwój sytuacji, idę poszukać tego &amp;quot;żywcowego&amp;quot; obejścia. Chyba faktycznie, da się - ale i tak jestem utwierdzony w przekonaniu, że zabijając te dwa spity zrobiliśmy dobry uczynek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd studnią ''Oddziałową'' był jedną z największych atrakcji tego wyjazdu. Szał, ale tam ładnie. Wprawdzie znowu kilkadziesiąt metrów zjazdu w powietrzu, ale co robić, taka po prostu Ptasia jest. A ja znowu jak dziecko pcham się na przód i po kilkunastu minutach dotykam worem tafli ''Wielkiego Kłamcy''. Miała być wąska półeczka, ale albo mamy wysoki stan wody, albo może są półeczki i ''półeczki''. W każdym razie, oglądać ''Kłamcę'' musimy pojedynczo, co trochę trwa. Oprócz Michała, który z racji obaw o swoją kondycję powoli zaczął się wycofywać, wszyscy obejrzeli sobie jezioro z bliska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy do ''Gwiazdeczki'', przegrupowujemy się i rozpoczynamy wycof, tym razem z pełnym deporęczowaniem. Pierwsza osoba wychodzi po 9, a ostatnia po 11 godzinach akcji. Mgły nie ma, a zatem wracamy progiem - chociaż po ściągnięciu liny znad otworu długo jeszcze zastanawiamy się, czy te ryki na dole to jelenie, czy niedźwiedzie. Dzięki różnym kombinacjom opracowanym na poprzednim wyjeździe, zjazdy przebiegają nadzwyczaj sprawnie (jak na 9 osób). U wylotu doliny jesteśmy tak jakoś przed czwartą. Rozdzielamy się - Krzysiek i Michał idą spać, Tomka porzucamy na przystanku, a Brodzię odwozimy do domu. Na BP w Kuźnicach już chyba trochę nas kojarzą (banda wygłodniałych brudasów, pojawiających się o stałej porze). Proponuję swoją kandydaturę na kierowcę, ale Ola Strach po krótkim badaniu wzrokowym stwierdza, że nie chce, żebym prowadził w takim stanie jej samochód. Zatem powrót do domu odbywa się dla mnie na zasadzie teleportu: po posileniu się zapiekanką wsiadam do auta, zamykam oczy i... kiedy je otwieram, jestem już pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom akcji (także sobie) gratuluję przeżycia. Przy okazji chciałem serdecznie podziękować kolegom z Nowego Sącza za pozostawienie liny w ''Pustynnej Burzy'' - przed naszym wypadem słyszałem plotki, że rozważają jej ściągnięcie. Rozumiem, że jest potrzebna pewna dyskusja nad różnymi takimi &amp;quot;stałymi linami&amp;quot; - ale faktem jest, że bez tego odcinka bardzo ładna część jaskini byłaby po prostu niedostępna dla takich wycieczkowiczów jak my.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura- wspinaczki w Łutowcu|Łukasz Pawlas, Karol Jagoda, Ania Bil (czw.-pt), Ola Skowron, Wojtek Sitko (pt)| 24-25 09 2009}}&lt;br /&gt;
Zwykłą większością głosów została już wytypowana osoba do napisania opisu, także... wkrótce się pojawi :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach - turystycznie|Teresa Szołtysik, Paweł Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 09 2009}}&lt;br /&gt;
Ostatni letni weekend i wspaniałą pogodę wykorzystujemy na wycieczkę tatrzańską. Z Rohackiej Doliny wychodzimy na Banikową Przeł. (2045) i przechodzimy fragment głównej grani Tatr do Smutnej Przełęczy (1985)skąd spowrotem schodzimy do Rohackiej. Szlak ciekawy, czasem ubezpieczony łańcuchami. Na północy poniżej nas czasem kłębiły się chmury i mogliśmy obserwować widmo Brockena. Tu zdjęcia : http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2FSlowacja-Tatry%20Zach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka – Podlesice|Tomasz Pawlas, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 10 09 2009}}&lt;br /&gt;
Korzystając z ładnej pogody wybieramy się w środku tygodnia na Jurę, licząc na brak tłoku na skałach. Pierwszego dnia wspinamy się na Górze Zborów, gdzie prowadzona jest intensywna wycinka drzew i innych zarośli. Ludzi istotnie było mało, drogi ładne szczególnie na Młynarzu, lecz niestety mocno wyślizgane. Dzień kończymy ogniskiem w sprawdzonym miejscu. Rano mimo zakwasów, Tomka i mnie ciągnie w skały, Łukasz natomiast postanawia się wyspać. Sami robimy 2 drogi na Żółtej Ściance, później dołącza do nas Łukasz. Wspinamy jeszcze kilka dróg w rejonie Biblioteki, aby w drugiej połowie dnia przenieść się na Górę Kołoczek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Norwegia - Nordland - Narvikfjellene|Aleksandra Skowron, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 - 12 09 2009}}&lt;br /&gt;
Spacery po górach na wschód od Narviku. W każdy jeden z dziewięciu dni pobytu padał deszcz. Krótkie okna pogodowe umożliwiały nam poruszanie się. Ostatnie dwa dni (oczywiście w strugach deszczu) spędzamy na Lofotach. Powrót stamtąd cokolwiek skomplikowany - siedem odcinków: pieszo (start o 06:18am), prom, autobus, autobus, samolot, samolot, auto(10:20pm w Rudzie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Meeting Wspinaczkowy w Trzebniowie |Tomasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|05 - 06 09 2009}}&lt;br /&gt;
Kilka dni temu, na portalach wspinaczkowych ukazało się zaproszenie na meeting wspinaczkowy, które postanowiliśmy przyjąć. Cała impreza została skrzętnie zorganizowana przez KW Częstochowa. Dzięki nim powstało ponad 20 dróg, które ubezpieczyli specjalnie na tą imprezę. Wspinacze zjechali się z całej Polski. Podczas meetingu rozegrane zostały zawody wspinaczkowe na Kaczej Skale. Same zawody zostały traktowane przez uczestników „bezciśnieniowo”. Polegały na przejściu jak największej liczby dróg. Ostatecznie nie udało nam się nic zwojować, choć padły ciekawe drogi do VI.2. Pierwszego dnia odbył się również mecz piłki nożnej, wspinacze vs. lokalni piłkarze, o wynik nie pytajcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzebniów jest pięknie położonym miejscem na Jurze Północnej, niedaleko Żarek. Rejon dotąd praktycznie nieznany. Jeżeli ktoś będzie chętny się tam wybrać to gorąco polecam i dysponuję topo. Zdjęcia powinny się ukazać na stronie KW Częstochowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Organizatorom serdecznie dziękujemy za udaną imprezę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Śląskie Manewry Ratownictwa Jaskiniowego|Mietek Smetaniuk, Tomasz Jaworski, Katarzyna Żmuda, Maciek Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula&amp;lt;/u&amp;gt;|4-6 IX 2009}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Manewry odbyły się w jaskiniach Studnisko i Koralowa.Wraz z członkami innych klubów powtórzyliśmy sobie głównie autoratownictwo, budowę punktu cieplnego, transportu rannego. Dzięki organizatorom i wszystkim uczestnikom. Do następnego. Zdjęcia na stronie klubu SCW&lt;br /&gt;
[http://www.scw.wroc.pl/galeria/galeria_flash.php?katalog=2009manewry Zdjęcia]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KANADA/STANY ZJEDNOCZONE: Na rowerach górskich przez Great Divide|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Paweł Szołtysik, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu) |17 07 - 4 09 2009}}&lt;br /&gt;
Na rowerach górskich przejechaliśmy górski szlak rowerowy Great Divide (Great Divide Mountain Bike Route - http://www.adventurecycling.org/routes/greatdivide.cfm )od miejscowości Banff w kanadyjskiej prowincji Alberta do Lordsburga w pobliżu meksykańskiej granicy w stanie Nowy Meksyk w USA. 4500 km niesamowicie zróżnicowanej trasy. Great Divide to tzw wielki dział wód wiodący głównym grzbietem Gór Skalistych dzielących wody spływające z jednej strony do Atlantyku a z drugiej do Pacyfiku. Szlak może niezbyt trudny technicznie (w &amp;quot;skali górskiej&amp;quot;) ale jego długość i deniwelacje (66 km na całej trasie) budziły w nas respekt. W niektórych miejscach trudności były znaczne tzn. nie dało się jechać. Szlak wiódł głównie polnymi drogami o żwirowej nawierzchni, ścieżkami, i trochę asfaltami. 33 razy przekraczaliśmy przełęcze w głównej grani. Najwyższa - Indiana Pass w stanie Colorado jest na 3600 m wysokości a startuje się z 1800. Przemierzyliśmy więc &amp;quot;Dziki Zachód&amp;quot; z północy na południe w przeróżnej scenerii. Na północy przez kanadyjskie knieje, potem porośnięte preriami góry Montany, dalej półpustynne góry Wyoming, wysokie Colorado a w finale Nowy Meksyk. Ameryka zupełnie inna, burząca wszelkie wyobrażenia o tym kraju. W wielu miejscach o tym że jest wiek XXI świadczyły tylko druty i miejscami asfalt, no i może zamiast koni traki. Wspaniałe pejzaże oglądaliśmy codziennie. Wszystko okupione potężnym wysiłkiem. Szersza relacja tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Usa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB po Beskidzie Śląskim|Tomasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Maciejczyk (os.towarzysząca)|31 08 – 01 09 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dwudniowy wypad na rowerki po szlakach i nie tylko Beskidu Śląskiego. &lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia wyruszamy z Ustronia Polany na Trzy Kopce i dalej przez Salmopol, gdzie odwiedzamy jaskinię Salmopolską, do Brennej. Stamtąd do Górek Wielkich, a potem już wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa bardzo urokliwa, kilka przepięknych panoram, szczególnie na odcinku z Salmopolu do Brennej. &lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Kolejny  dzień, już z bolącymi tyłkami, przeznaczamy na wycieczkę bardziej szosową choć jak się okaże nie tylko, niż poprzedniego dnia. Jedziemy przez całą Wisłę pozdrawiając Prezydenta RP w swojej rezydencji nad Jeziorem Czerniańskim i serpentynami osiągamy Przełęcz Szarcule. Stamtąd przez Stecówkę do Istebnej, gdzie zmieniamy plany i rozpoczynamy powrót w stronę Ustronia. &lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Ogólnie, obydwie trasy obfitowały w strome podjazdy i bardzo ostre zjazdy ale nie zabrakło również i pięknych odcinków graniami oraz cudownych widoków. Pogoda dopisała. &lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Dla ciekawych, chętnych i dociekliwych polecam stronę z trasami rowerowymi po Beskidach: www.mtbbeskidy.pl. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka na Zamarłej|Karol Jagoda, Tomasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|19-21 VIII 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W końcu nastał ten czas, w którym Pawlasy zaczęły się wspinać po tatrzańskich ścianach. A wszystko to dzięki wielokrotnym namowom, a wręcz błaganiom Karola i jego uspokajaniu: „Tak, to jest bezpieczne…”. Tak też, w nocy z 18 na 19 wsiadamy z Karolem w pociąg do Zakopca i w Kuźnicach jesteśmy prawie pierwsi. Tomek jednak postanowił wyruszyć z Zabrza kilka godzin wcześniej by dojechać autostopem. Na Łysej Polanie był wczesny wieczorem. &lt;br /&gt;
Tu ciekawostka – w budynkach byłego przejścia granicznego w Łysej Polanie noclegi z własnym śpiworem za 10 PLN!&lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
W każdym bądź razie ja z Karolem idziemy przez Gąsienicową i Kozią Przełęczą przechodzimy pod ścianę Zamarłej. Tam zsynchronizowani w 100% spotykamy Tomka, który szedł od Roztoki. Pod, nad i na ścianie tłumy, a przypominam że była to środa! Przebierając się próbujemy kontem oka wyszukać w rumowisku Pustej Dolinki jakiegoś lokum, jednak decydujemy się pozostawić te sprawy na wieczór. Na drogę startujemy ok. godz. 15. Pierwszy wyciąg idzie mozolnie i już wtedy Karol zastanawia się czy aby wzięcie ze sobą braci P. to na pewno był dobry pomysł. Jednak kość za kością, friend za friendem rozkręcamy się i top drogi Klasycznej V, osiągamy ok. godz. 18. Prawie cała droga idzie samym środkiem ściany. Po zejściu emocje pozostawiają uśmiech na naszych twarzach już do końca dnia. &lt;br /&gt;
Ale trzeba jeszcze znaleźć miejsce do spania. Wysyłamy Tomka po wodę, a my z Karolem przeszukujemy każdą dziurę w rumowisku, poszukując kwatery. Gdy robi się już naprawdę ciemno Karol zaprowadza nas do naszej nory – to znaczy – prawdziwego apartamentu. Koliba jak z marzeń, no może trochę ciasno. &lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Następnego dnia napieramy na Festiwal Granitu V . Piękna droga z niezłą ekspozycją na ok. 30-metrowym trawersie. A na górze ustawiamy się do kolejki aby zejść po drabinie. Pod ścianą przeprowadzamy dłuuugie pertraktacje nad wyborem kolejnej drogi, aż w końcu wybór pada na Lewego Heinricha IV. Droga dużo mniej efektywna od poprzedniczek. Następnie kolejny nocleg w Hotelu Pod Zamarłą. &lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Następnego ranka żegnamy Tomka, który niestety musi już wracać i napieramy na coś „grubszego” – Prawi Wrześniacy VI+. Według mnie, najpiękniejsza droga tego wyjazdu. Najtrudniejsze wyciągi prowadzą przez lekko przewieszone rysy, ale również przejście płytowych wyciągów pompuje adrenalinę. &lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Po skończonej drodze przepak i wracamy do domu, tym razem przez Roztokę.&lt;br /&gt;
Cały wyjazd pogoda idealna. Dla mnie samego niesamowite przeżycie. Chcę jeszcze… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Ptasia|RKG: Michał Wyciślik, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek Jaworski, Ola Strach, Mateusz Golicz, Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;|29-30 08 2009}}&lt;br /&gt;
Jako że na sobotę icm zapowiadał przejście frontu akcja zostaje przesunięta na niedzielę. Parcie na szkło jest, bo wory czekają spakowane już od tygodnia ;]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śpimy na Rogoźniczance i skoro świt ruszamy pod jaskinię. Partie ponoć fajne. Ale o szczegóły pytajcie tych, co tam byli :D ...ja w każdym bądź razie przed zjazdem do otworu dojrzewam do decyzji.. i oto stało się - dezercja! Szkoda tak pięknego dnia. Czekam, aż zjedzie ostatni człek, odwiązuję linę (odwrót robili progiem Mułowym) i idę na Czerwone Wierchy. Na Ciemniaku nieco dłuższa kima- fantastyczne słońce i fantastyczne widoki. Kiedy się budzę turystów też już nie ma, no więc dalej na Małołączniak:) Za Kobylarzem dostaję sms, że już wyszli. Coś trochu wcześnie - nieco burzy to mój plan i nie chce mi się już iść do nich pod ścianę. Z Przysłopu oglądam sobie jeszcze wschodzący zza grani księżyc i światełka w ścianie. Spotykamy się na rozstaju dróg i razem wszyscy wracamy do samochodów. Koniec :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;u&amp;gt;Opis Mateusza: &amp;lt;/u&amp;gt; Próba dotarcia do &amp;lt;i&amp;gt;Wielkiego Kłamcy&amp;lt;/i&amp;gt;. W sobotę miało padać - po doświadczeniach ostatniego wyjazdu decydujemy się więc na start w niedzielę. Niestety, jak to było do przewidzenia, wpadliśmy w problemy czasowe - spora część ekipy musiała być w poniedziałek rano w pracy. Na dodatek zaraz za &amp;lt;i&amp;gt;Okiem Demona&amp;lt;/i&amp;gt; pojawił się problem ze zjazdem (prawdopodobnie do &amp;lt;i&amp;gt;Sali Gwiazdeczki&amp;lt;/i&amp;gt;). Nie umiemy znaleźć obejścia ani punktu do zjazdu. Po kilkunastu minutach poszukiwań, zakładam zjazd z zaklinowanej wanty i docieram do dna sali - ale pozostała część ekipy uznaje takie poręczowanie za &amp;quot;ryzykanctwo&amp;quot; (i ma rację, kurka!!!). Zdeterminowany, żeby w tym sezonie do &amp;quot;Kłamcy&amp;quot; dotrzeć, decyduję się na pozostawienie oporęczowania do &amp;quot;Mostka Piratów&amp;quot; i zdeponowania tam worów z linami. Wychodzimy na lekko - dzięki temu, mimo że nie dotarliśmy do celu, wszyscy zapamiętują akcję pozytywnie :). Dla samego Meandra Majowego warto było przyjechać w Tatry na jeden dzień. Wycof Progiem Mułowym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Polana Rogoźniczańska|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Tomasz Jaworski, Mateusz Górowski, Krzysztof Bac (STJ-KW Kraków)|22 09 2009}}&lt;br /&gt;
W bardzo trudnych warunkach, czarnym szlakiem (drogą) docieramy na Polanę Rogoźniczańską. Nazajutrz, po noclegu, planujemy atak na Ptasią. Pogoda natomiast planuje opady - zatem o siódmej rano, stwierdzając opad ciągły i brak perspektyw, pakujemy się i wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry|RKG: Michał Wyciślik, Wojciech Wyciślik, Łukasz Pawlas, Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; koleżanki z STJ KW Kraków: Magdalena Wrona (Brodzia), Dominika, Ola; koledzy z SDG: Ryszard Równicki, Jakub Dębski|15 - 16 08 2009}}&lt;br /&gt;
Pogoda doskonała. Meldujemy się na Rogoźniczance i ok. 11:30 wyruszamy do Kościeliskiej. Chwilami musimy się trochę przeciskać w fali nacierającej na Halę Ornak, ale to nic. Szlak na Ciemniak również dosyć zatłoczony, turyści zadają nam dziwne pytania (''przepraszam, czy to jest trening kondycyjny przed Himalajami?''). Zaraz po dotarciu pod jaskinię zalegamy pod otworem i przystępujemy do opalania się. W takim stanie znajduje nas ekipa z STJ KW/SDG (''- oni wchodzą, czy wychodzą? - hmm, wyglądają jakby właśnie wyszli''). Mimo początkowego spięcia (''- skąd jesteście? - a wy skąd? - to ja pierwsza zadałam pytanie!'') udaje się nam dojść do porozumienia i wspólnie odwiedzamy bardzo dużą salę w tzw. Ptasiej. W sali serwuję herbatę z miodem, która ostatecznie uzdrawia atmosferę (''a czy moglibyście wystartować do góry najpierw, a zostawić nam dziewczyny?'' :-))). Wyjście w środku nocy - nasi towarzysze schodzą od razu, a my postanawiamy zaczekać do świtu, oglądając Perseidy. Z rana trochę zimno, zwłaszcza Wojtkowi, ale wrażenia ze świtu wynagradzają niedogodności. Na Rogoźniczance jesteśmy ok. 10:00 i od razu wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Hoher Göll 2009|RKG: Aleksandra Skowron, Michał Wyciślik, Tomasz Jaworski, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (kierownik wyprawy); WKTJ: Aleksandra Harat, Norbert Skowroński, Maciej Gorzelańczyk, Piotr Stelmach, Wojciech Hołysz, Szymon Nowakowski, Michał Macioszczyk| 02 07 - 02 08 2009}}&lt;br /&gt;
Szerszy opis będzie wkrótce dostępny w sekcji [[Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyjazd wspinaczkowo-rowerowy po Jurze Północnej| &amp;lt;u&amp;gt; Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. towarzysząca| 13 - 17 07 2009}}&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem wyjeżdżamy pociągiem do Częstochowy. Stamtąd kierujemy się do Mirowa k. Częstochowy żeby  powspinać się na skałkach położonych tuż nad Wartą. Niestety nadmiar natrętnych komarów i innych insektów pozwala nam na przejście tylko kilku dróg. Cali pokąsani uciekamy do Olsztyna, odwiedzając po drodze liczne skały m.in. G. Towarne. W Olsztynie śpimy na terenie ruin zamku, a rano poznajemy okoliczne Sałki. Następne 2 dni spędzamy na licznych skałkach okolic Suliszowic i doliny Wiercicy. Kojący cień przy źródełku Zygmunta pozwala nam odpocząć od tropikalnych upałów. W Mirowie, w nocy praktycznie nie śpimy z powodu szalejącej burzy. Ale już z samego rana ruszamy do Skarżyc przez Podlesice i Morsko i łoimy na Okienniku (ale SKAŁA!). Ostatni dzień to dalszy wspin na Okienniku i dojazd do Zawiercia na pociąg do domu.&lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Przez cały wyjazd temperatura powietrza nie schodziła poniżej krytycznego poziomu ludzkiej wytrzymałości, co skutecznie unieszkodliwiło pokonanie planowanej trasy oraz dróg wspinaczkowych. Mimo tego, padły drogi od VI po VI.2+. Cały wyjazd oczywiście udany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka w Podzamczu| Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas + os. towarzyszące|11 07 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Pomimo niepewnej pogody ruszamy na wspin do Podzamcza. Tam spotykamy resztę ekipy z Rudy Śląskiej i łoimy głównie na Ratuszu, Obeliksie i Gołębniku. Padają drogi od V do VI.1+. Nabieramy też ochoty na Cimy ale może kiedy indziej:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Jaskinia przed Rozdrożem + wyjście na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szoltysik, |12 07 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Korbielowa żółtym szlakiem (bardzo ładny szlak). Przed osiągnięciem Hali Miziowej zwiedzamy jeszcze Jaskinię przed Rozdrożem. Jaskinia nie duża ale przynajmniej nie trzeba się czołgać. Następnie wychodzimy na Pilsko słowackie i dalej na przełęcz Glinne granicznym szlakiem. Na dobitkę idziemy dalej szczytami granicznymi przez Studenne i Beskid Korbielowski by później zejść żółtym szlakiem przez Korbielów Górny do auta w Korbielowie. Wymoczenie nóg w zimnym potoku i powrót do domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolinki podkrakowskie rowerem|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Max Maksalon&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotrek Strzelecki, Tomek Pawlas, Asia Wasil, Jarek Kochański |05 07 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie udało mi się zrealizować wypad na rower w piękny rejon skał i źródełek w okolicy Jerzmanowic i Ojcowa. Auto zostawiamy przy jaskini Nietoperzowej i ruszamy doliną Będkowską. Po drodze mijamy wywierzysko i największy wodospad na Jurze czyli Szum...Niagara to to nie jest :). Przejeżdżamy całą dolinę Będkowską i kierujemy się na Kobylany. Po śniadanku jedziemy dalej doliną Kobylańską. Następnie kierujemy się na Dolinę Bolechowicką gdzie jakiś nabywca zakupił dużą część terenu przez który biegł nasz żółty szlak. W konsekwencji „jedziemy” wyschniętym korytem potoku Krzemionka. Chwilę podziwiamy piękne skały Bramy Bolechowickiej i dalej w drogę. Kierujemy się na Zelków-Gacki i potem Dolną Kluczwody w kierunku Wierzchowia gdzie robimy dłuższy postój przy jaskini Mamutowej. Z Wierzchowia kierujemy się w stronę Ojcowa zjeżdżając trasą asfaltową zamkniętą dla ruchu samochodowego. W Dolinie Prądnika wpadamy na wysokości Bramy Krakowskiej i decydujemy się na przejazd w stronę Krakowa, potem wracamy i jedziemy w kierunku Skały. Po drodze tłumy turystów i mnoostwo bryczek...jak na Krupówkach. Z Doliny Prądnika wyjeżdżamy drogą w okolicy zamku ojcowskiego i jedziemy około 2km aż do parkingu w lesie gdzie pięknym (dla niektórych strasznym :)) zjazdem zielonym szlakiem osiągamy dno doliny Sąspowskiej którą jedziemy aż do Sąspowa po drodze mijając Jaskinie Koziarnia i Jaskinie Pod Kościołem. Następnie kierujemy się w stronę drogi Olkusz-Kraków i jedziemy do Jerzmanowic. Podsumowując zrobiliśmy 55km w dość trudnym terenie gdzie czasem trzeba było podawać rowery i nawzajem sobie pomagać. Niektórzy czuli niedosyt a niektórzy pomimo zmęczenia cieszyli się ze dali rade. Już planujemy następny wypadzik :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wypad pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szoltysik, Paweł Szołtysik|5 07 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Brennej czarnym szlakiem przez Stary Groń na Grabową i zejście niebieskim z Kotarza do Brennej. Po drodze kilka deszczy. Szlak nawet pusty tylko w Brennej tłumy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze –wspinaczki na Adepcie i Górze Birów |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|5 07 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ten piękny niedzielny dzień spędzamy na dość leniwych wspinaczkach na skałach &lt;br /&gt;
w Podzamczu. Robimy kilka dróg na Adepcie, tuż pod zamkiem oraz sprawdzamy czy pewna droga na Górze Birów (Jumanji) nadal nas tak samo zachwyca jak kiedyś… Przy okazji spotykamy się z grupą szkolących się grotołazów z TKTJ-tu. Godzinką na kajaku w okolicach Siewierza kończymy nasz weekendowy wyjazd. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - wspinaczki na Kościelcu |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Sitko|4 - 5 07 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie pogoda, a właściwie prognoza pogody:) umożliwiła nam rozpoczęcie sezonu wspinaczkowego w Tatarach(lepiej późno niż wcale).  W sobotę po nocnej jeździe i podejściu nieco zaspani zaczynamy od Stanisławskiego(V-). Droga okazuje się bardzo ładna, szczególnie dwa pierwsze wyciągi. Na szczycie Kościelca jak zwykle tłum ludzi, zjazdami wycofujemy się pod ścianę i robimy Gnojka (III). Mimo niepewnej pogody przez cały dzień nie lało. W niedziele decydujemy się na bezstresową drogę (czytaj ubezpieczoną) Lobby Instruktorskie(VII+). Okazało się , że droga jest naprawdę dobrze obita. Podczas, gdy Wojtek prowadził kluczowy wyciąg  zaczęła się burza, która skutecznie zniechęciła mnie do przejścia tego odcinka. Dwa ostatnie zjazdy robiliśmy w pełnym słońcu, które pozwoliło na częściowe wysuszenie przemoczonych rzeczy. Podczas zejścia na zmianę padało i przyświecało słońce.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góra Birów – wyjazd kursowy|Dariusz Sapieszko ( instruktor TKTJ), Ola i Jerzy Krzyżanowscy, Jan Dobkowski, Damian Ozimina, &amp;lt;u&amp;gt;Olek Kufel&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach, Mateusz Górowski + osoby towarzyszące (TKTJ)|4 07 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd  kursowy odbył się tym razem na górze Birów. Zbiórka na miejscu pod skałami ok. godz. 9. Zajęcia prowadził Darek Sapieszko znany też jako &amp;quot;instruktor z Warszawy&amp;quot;. Tym razem doskonaliliśmy umiejętności zakładania stanowisk asekuracyjnych, ostro trenowaliśmy poręczowanie i deporęczowanie z wykorzystaniem plakietek, a na koniec napinaliśmy tyrolkę. Pogodę przez cały dzień mieliśmy super. Ola z Mateuszem pozostali w Podzamczu jeszcze jeden dzień, reszta wróciła do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinanie na Ostańcach Jerzmanowickich| Asia Wasil, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas + os. towarzyszące|04 07 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednodniowy wyjazd wspinaczkowy na Ostańcach Jerzmanowickich. Początek dnia wspinamy się na Słonecznych Skałach, gdzie spotykamy Piotra „Szalonego” Korczaka. Popołudnie spędzamy na Witkowych Skałach – tłumy. Wyjazdem tym rozpoczynamy wspinaczkowe wakacje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góra Birów - Kurs autoratownictwa |Tomasz Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby z innych klubów|27 - 28 06 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny kurs autoratownictwa odbył się na Górze Birów. W sobotę ćwiczyliśmy podstawowe techniki autoratownicze, czyli: uwolnienie z szanta, uwolnienie z crolla, zjazd z poszkodowanym przez przepinkę i węzeł, oraz na koniec uwolnienie „ofiary” z ucha przepinki. Pogoda bardzo dopisywała i chwilami nawet niepadało :). W niedzielę pogoda się trochę zepsuła i czasem pojawiało się słoneczko. Spędziliśmy ten dzień ratując się z trawersu i tyrolki. Ćwiczyliśmy też metodę bloczka ruchomego i „hiszpańską przeciwwagę”. Na koniec zastosowaliśmy najszybszą metodę, czyli najzwyklejsze cięcie sznura :). Wyjazd był bardzo owocny i to nie tylko w siniaki i obtarcia od uprzęży :). Myślę że każdemu by się przydało takie krótkie szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Wrota Chałubińskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|21 06 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer &amp;quot;tam i z powrotem&amp;quot;. O 5:54 ruszamy z parkingu w Palenicy Białczańskiej, dochodzimy do Wrót Chałubińskiego i jakoś przed 16 jesteśmy znów przy samochodzie. Miłym zaskoczeniem jest remont drogi do MOka, przez co wstrzymany był ruch bryczkowy, a ruch pieszy skierowany został na stary szlak, biegnący dnem doliny Białki prosto do schroniska w Starej Roztoce. Szkoda, że normalnie droga do Morskiego nie wiedzie tamtędy.. bardzo malowniczo i przede wszystkim - bez asfaltu, chociaż ten kawałek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dość stabilna: na asfalcie do MOka „sipi”, potem już raczej pada, a na przełęczy od czasu do czasu coś lodowego spada. Dzięki ograniczającym widoczność chmurom mogliśmy się skoncentrować na „bliskim kontakcie z przyrodą” ;) Zaś na ostatnich 100m przed przełęczą trochę żałujemy, że nie mamy raków, bo śnieg twardy, ale daje radę. Wracamy zupełnie przemoczeni, w butach zima, ale warto… Dolinka za Mnichem jest urocza, a Wrota jeszcze w chmurach naprawdę wyglądają jak wrota (do nieba:). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W końcu – nie ma złej pogody, jest tylko zły ubiór :)&lt;br /&gt;
(Ciężko jest tylko przeboleć krótki sen..)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Slack Fest|&amp;lt;u&amp;gt;Kaja Kaczmarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow|19 - 21 06 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek /sobota&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątkowym, późnym popołudniem wyjeżdżam na swój pierwszy Slack Fest. Po 18 podjeżdża Tomek i kierujemy się w stronę Wrocławia, gdzie czekać ma reszta ekipy(Kajtek i Damian). Zgarniamy ich w miarę sprawnie i pod osłoną nocy próbujemy trafić do Hejnic – celu naszej podróży. Po drodze mijamy fajne, stare lasy obfitujące w przeróżną zwierzynę, która co jakiś czas usilnie chce nam wbiec pod koła. Kajtek odkrył, że są to lisy – szpiegi W końcu są Hejnice, tylko jakieś pogrążone we śnie i w sumie nic się nie dzieje Zupełnie przypadkiem zauważamy niewielkich rozmiarów ognisko i grupkę ludzi – to musi być tu. Zapoznaję się z Czechami i resztą polskiej drużyny, wkładam kolejny polar i kurtkę bo strasznie zimno, a w tym czasie Czesi kolejne warstwy ubrań... ściągają Dołączają do nich nasi polscy chłopcy i już po chwili cała gromada nagich ludzi znajduje się w basenie Co jakiś czas ktoś próbuje swoich sił na vaserlajnie a ja postanawiam przyglądać się temu z boku. Nakładam jeszcze kaptur-brrr! Jak zimno-myślę....Potem są jeszcze polsko – czeskie rozmowy przy ognisku, chodzenie po nightlajnach, borowiki instant o 4 nad ranem i w końcu sen. Spanie w samochodzie może nie jest bardzo wygodne ale narzekać nie mogę;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę z rana zaczynają się zawody. Szybkie zapisy i start. Pierwszą konkurencją jest speedlajn. Reguły są proste- zawodnicy musza przejść w jak najkrótszym czasie taśmę.16 najlepszych przechodzi dalej. Mi pomimo czterech prób nie udaje się opanować nerwowego drżenia nóg Tomek i Damian przechodzą cała taśmę, a Kajtek to nie wiem gdzie jest, pewnie odsypia gdzieś noc Do ćwierćfinałów dostaje się Damian. Teraz slakerzy ścigają się po dwóch równoległych taśmach. Kto pierwszy ten lepszy. Wśród kobiet zwycięża Gabina z Susek, a wśród mężczyzn Honza-Spidy Gonzales. Do kolejnych konkurencji mamy parę godzin czasu. Wykorzystujemy je na opalanie, chodzenie po vaserlajnach, tricklajanach i jeszcze wielu innych lajnach, których nazw już nie pamiętam Około 15 rozpoczynają się eliminacje do zawodów zwanych vagabundlajn-czyli chodzenie po taśmie z rękami w kieszeniach. Moje nogi nadal nerwowo drżą i cudem udaje mi się zrobić 2 kroki Wielu jednak eliminacje przechodzi. Dalsza część odbywa się na dłuższej i wyżej powieszonej taśmie. Bezkonkurencyjny okazuje się Damian, który chodzi tak długo aż znudzeni sędziowie przerywają komisyjnie jego chód Prawdę mówiąc nie wiem co działo się dalej bo z Neiko postanowiłyśmy spróbować swoich sił na gibbonie Wieczorem dojeżdża jeszcze spóźniony Michał „Corny”, który nie wiedzieć czemu udał się najpierw do tych drugich Hejnic;) ale fajnie bo przywozi ze sobą gitarę i można trochę poleżeć na trawie słuchając muzyki.&lt;br /&gt;
Wydaje się, że atrakcji na dziś wystarczy, postanawiam jednak wykorzystać obecność wody i vaserlajna, zbieram się w sobie i nocą wskakuje do basenu. Najgorsze nie jest wyziębienie podczas pływania, tylko to które następuje po wyjściu. Teraz już nie drżą mi tylko nogi ale wszystko Na domiar złego w głowie mam perspektywę spania w nieogrzewanym samochodzie;) Tomek wymyśla, że ogrzeje nas glukoza zawarta w czekoladzie. Ja słusznie w to wątpię;) i nie obywa się bez ciepłej herbaty. Jakoś dotrzymujemy do rana(dobrze, że mam tak pojemny plecak i tak dużo rzeczy się w nim mieści;))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oczywiście przespaliśmy budzik;) choć może on wcale nie dzwonił. Pogoda jeszcze ładna, w planach hajlajn. Żyć nie umierać Ekipa zbiera się dość leniwie w wyznaczonym miejscu. Już prawie wyruszamy kiedy chłopcy wpadają na genialny pomysł powrzucania dziewczyn do wody. Pierwsza zatopiona zostaje Karolina (Neiko), potem Prcek i w końcu pada na mnie. Bez walki się nie poddaję ale jestem bezradna wobec trzech rosłych chłopów i ląduje w lodowatej cieczy Zabawy zabawami a hajlajn czeka Po drodze trochę się gubimy, Kajtek i Damian marudzą niemiłosiernie z tyłu więc cieszymy się gdy ich głosy milkną;) pewnie zrezygnowali- myślimy. Po kilkudziesięciu minutach jesteśmy na miejscu. Janek „Kudłaty” z Kwjetem jeszcze montują taśmę. Siedząc z boku na skale przyglądam się bacznie wszystkiemu i trochę ogarnia mnie stres W międzyczasie pojawiają się niestrudzeni Damian i Kajtek;) Pierwszy hajlajna przechodzi Kwjetak, potem Janek i Damian, w końcu przychodzi czas na Tomka, który zakłada dla bezpieczeństwa kask i rusza. Udaje mu się wstać i zrobić kilka kroków (sukces zabrzańskiej drużyny) po czym spada w przepaść. Ja z Neiko trochę się wahamy, nawzajem pocieszamy, dopingujemy Siedząc na krawędzi przypominam sobie o moim lęku wysokości, myślę o tej wystającej na dole skale, wyobraźnia zaczyna pracować jak oszalała wysuwam się na bezpieczną odległość i nawet coś tam próbuje wstawać ale rezygnuje o jak dobrze czuć grunt pod nogami Neiko za bardzo się boi więc po chwili schodzi z taśmy. Nadchodzi czas powrotu. Gdy kończymy zdejmować hajlajna dopada nas ulewa. Znajdujemy schronienie pod skałą i czekamy na slońce i.... czekamy nadal Jako że z Tomkiem jedyni mamy kurtki przeciwdeszczowe postanawiamy schodzić. Tak, tak wiem kompanów się nie zostawia nawet jeśli są bryłami lodu;) deszcz nie odpuszcza i lekko mokrzy docieramy na kemping, reszta wraca niedługo po nas i o zgrozo sucha Jeszcze tylko szybki posiłek, pożegnania, ostatnie pakowanie i ruszamy w drogę powrotną. Z chęcią zostałabym tam dłużej, warto było przejechać 350 kilometrów(w jedną stronę) w środku sesji bo wrażenia są niezapomniane &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
tu foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2FKeep%20balance-slackfest%20w%20Hejnicach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolina Kobylańska i Brama Bolechowicka - wspin  | &amp;lt;u&amp;gt; Wojtek Sitko &amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda |14 06 2009}}&lt;br /&gt;
Niepocieszeni tym, iż sobotnie zawody wspinaczkowe oddaliśmy walkowerem, postanowiliśmy wyruszyć w Kobylany, by zaliczyć tam kilka najbardziej reprezentacyjnych dróg, tudzież pobić jakieś patenciarskie rekordy. Niestety - gdy weszliśmy do doliny nasz optymizm nieco przygasł. Chmara namiotów, stada ludzi pod skałkami w kolorowych kaskach i rozciągnięta w poprzek tyrolka nie wróżyły nic dobrego. I faktycznie. Spod Żabiego Konia zostaliśmy odprawieni z kwitkiem - kurs. No nic - idziemy w okolice Szarej Płyty, tam krótka rozgrzewka (2 średniej urody drogi) i... znowu nas gonią - kolejny kurs. Udajemy się pod Zjazdową Turnię, a tam aż kolorowo od wiszących lin. Zrobiliśmy tam kolejne 2 nawet ciekawe drogi, po czym postanowiliśmy jeszcze raz zaatakować Żabiego Konia. Niestety i tym razem bezskutecznie. Tutaj miarka się przebrała. Obrażeni na całą Dolinę Kobylańską udaliśmy się w kierunku Bramy Bolechowickiej. Tu ludzi jakby mniej, skałki niczego sobie, więc do dzieła. Szybko wyszukaliśmy i skutecznie wywspinali kilka bardzo ładnych, długich dróg o trudnościach od V+ do VI.1. Szczególnie do gustu przypadły nam tutejsze filarki (ryski natomiast były dla nas mniej przyjazne).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyjazd kursowy do Piętrowej Szczeliny | &amp;lt;u&amp;gt; Damian Ozimina &amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Mateusz Górowski, Mietek Smetaniuk |14 06 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy w niedzielny poranek spod Plazy. Od samego rana świeciło słońce,  pogoda więc zachęcała do tego, żeby nie siedzieć w domu. Po dojechaniu na miejsce przebraliśmy się i poszliśmy w stronę naszego celu. Przeszliśmy niedaleko Kamiennego Gradu i dotarliśmy do Piętrowej Szczeliny. Jako, że byłem jedynym kursantem wyjazd można nazwać tak jak było w planach kursowym, ponieważ kierownik kursu-Mateusz i tak szkolił gdy tylko nadarzała się do tego okazja. Ogólnie jaskinia całkiem sympatyczna, a jej budowa pozwalała na doskonalenie swoich umiejętności m.in. w zapieraczce. Podczas wychodzenia przy otworze spotkaliśmy dwie osoby, które również chciały tego dnia zwiedzić tą jaskinię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mistrzostwa Rudy Śląskiej w wspinaczce sportowej | &amp;lt;u&amp;gt; Łukasz Pawlas &amp;lt;/u&amp;gt;, w organizacji pomagali - Tomek Pawlas, Ola Skowron, Maciej Dziurka, Kasia Żmuda |13 06 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień przywitał uczestników chmurami i zimnym deszczem choć wszelkie pogodowe portale, oraz organizatorzy przewidywali inaczej… J, ale nie zniechęciło to śląskich wspinaczy do uczestnictwa w rywalizacji na rudzkim MOSiRze. Mimo ze połowa nie była przygotowana na owe warunki pogodowe cierpliwie czekali na swoją kolej rozgrzewając się na dwóch rozwieszonych slacklinach pod bacznym okiem najlepszej śląskiej slakerki Kaji Kaczmarczyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kategorie były 4 ale ze względu na wiek i ilość uczestników została dołożona jeszcze jedna kategoria („ mężczyźni ” do lat 10 ) ta tez kategoria najbardziej cieszyła się uwagą i dopingiem publiki która rozgrzewała gorącą atmosferą wyjątkowo chłodną pogodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszyscy z niecierpliwością wyczekiwali na rozpoczęcie i na jak najszybszy kontakt ze ścianą.&lt;br /&gt;
Wybija 10 wiec zaczynamy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Eliminacje przebiegły sprawnie poziom był wysoki i wszyscy „łoili na maxa” nikt nie odpuszczał choć praktycznie wszyscy mieli zapewniony start w finale większość uczestników osiągnęła TOP. &lt;br /&gt;
Mniej więcej po godzinie eliminacje dobiegły końca zaczynamy finały…&lt;br /&gt;
Atmosfera coraz bardziej gorąca, uczestnicy wydają się wyluzowani choć wszyscy wiemy ze trema daje się we znaki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finały były bardzo widowiskowe, a finałowy ekstrem dla mężczyzn powyżej 16 lat zapierał dech w piersiach szczególnie podczas przejścia Piotra Majki któremu brakło dwóch przechwytów do osiągnięcia TOPu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyniki:&lt;br /&gt;
Kategoria Dziewczęta do lat 16:&lt;br /&gt;
1.	Marcelina Adamek&lt;br /&gt;
2.	Anna Przystupa&lt;br /&gt;
Kategoria Dziewczęta powyżej lat 16:&lt;br /&gt;
1.	Aleksandra Skowron&lt;br /&gt;
2.	Katarzyna Żmuda&lt;br /&gt;
3.	Kaja Kaczmarczyk&lt;br /&gt;
Kategoria Chłopcy do lat 10:&lt;br /&gt;
1.	Jakub Przystupa&lt;br /&gt;
2.	Jakub Gutt&lt;br /&gt;
3.	Paweł Kurzelowski&lt;br /&gt;
Kategoria Chłopcy do lat 16:&lt;br /&gt;
1.	Michał Rajda&lt;br /&gt;
2.	Kamil Socha&lt;br /&gt;
3.	Jakub Coder&lt;br /&gt;
Kategoria Chłopcy powyżej lat 16:&lt;br /&gt;
1.	Piotr Majka&lt;br /&gt;
2.	Maciej Dziurka&lt;br /&gt;
3.	Grzegorz Szczurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA - jaskinie wodne | &amp;lt;u&amp;gt; Damian Szotysik &amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmtłoch, Artur Szmatłoch, Damian Żmuda |10 - 14 06 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po masakrycznej  podróży autem docieramy wreszcie do miejscowości Ponor w górach Surreanu (16 godzin jazdy). Tu spotykamy się z kolegami i koleżankami z Speleoklubu Olkusz. (byli w trakcie podróży do kanionów w Grecji) Razem idziemy do wodnej jaskini Sura Mare. Jaskinia posiada potężny otwór. Poruszamy się pod prąd wartkiej rzeki. Po drodze musimy przepływać „żabką” głębokie jeziorka, przechodzić kaskady a nawet dwa razy na krótko zanurkować. Docieramy do 2 m wodospadu (w linii spadku wody nie do przejścia). Damian Żmuda obchodzi go górą lecz bez liny trochę kaprawo. Z tego miejsca wracamy z prądem do otworu. Noc spędzamy w uroczej cabanie w dolinie Strei. Zbocza doliny wieńczą potężne mury skał wapiennych. W drugi dzień grupa z Olkusza jedzie dalej na południe a my idziemy do wywierzysk Tecuri oraz penetrujemy tą piękną okolicę. Nocleg w tej samej cabanie.  W trzeci dzień we wsi Ponor przechodzimy niewielką lecz bardzo urokliwą jaskinię Cocolbea. Też potężny otwór, rzeka, kilkunastometrowy wodospad (wyłoił Damian Żmuda) na końcu dopływamy do syfonu, który nam zamyka definitywnie drogę w głąb. W drodze powrotnej w okolicach wodospadu zaliczamy efektowne skoki do wody (na głowę, nogi i takie różne). Aby skrócić sobie drogę do domu podjeżdżamy tego samego dnia do znanej nam cabany Meziad gdzie spędzamy noc. Wcześnie rano zwiedzamy jaskinię Meziad i wracamy 13 godzin do domu (najgorzej w korkach w Polsce). Mistrzem kierownicy okazał się Tadek, który nie dość, że cała drogę był za kółkiem to po rumuńskich wsiach szalał jak miejscowy. Generalnie wspaniały wyjazd i pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ Małą Panwią |Henryk Tomanek, Adam Tomanek (os. tow.) |11 06 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spływ kajakiem pneumatycznym rzeką Mała Panew od Zawadzkiego do Kolonowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieszy rajd po Jurze| Damian Szotysik + 11 osób tow.|8 - 10 06 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach zachęcania młodzieży do uprawiania turystyki kwalifikowanej przemierzamy trasę z Kluczy przez pustynię Błędowską, Chechło do Ryczowa. Nocleg w Jaskini w Straszykowej Górze. W drugi dzień przez Podzamcze, Okiennik, Podlesice , zalew w Dzibicach (tu boska  kąpiel w zalewie) docieramy do Mirowa gdzie śpimy w pieczarze w tutejszych skałach. W trzeci dzień wracamy busem do domu z Mirowa. Przeszliśmy 60 km.. Pogoda nienajgorsza.. Nie mieliśmy namiotów, noce przy ogniskach. Grupa dość wytrzymała. Na wyżej wymienionej trasie znajdują się niemal wszystkie charakterystyczne dla Jury obiekty naturalne i historyczne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolina Kobylańska – Wspin| Ola Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Grzegorz Szczurek&amp;lt;/u&amp;gt;,Paweł Szołtysik, Karol Jagoda |7.06.2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejscu byliśmy o 10. Zaliczaliśmy drogi na Wroniej Baszcie i na Lotnikach. Robiliśmy drogi zarówno obite jak i z własną asekuracją. Na jednej z dróg na własnej asekuracji Paweł zaliczył efektowny lot – wyrwał klame atakując asekurującą go Olę kamieniami. Pomimo niezachęcających prognoz pogoda utrzymała się przez cały dzień rewelacyjna. Przechodziły chmury ale spełniały tylko funkcję odstraszania innych wspinaczy – skały mieliśmy prawie tylko dla siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 33-lecie klubu w Piasecznie|w pierwszy dzień: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Basia Szmatłoch, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Głowania, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Janusz Dolibog, Wojtek Wyciślik, Ola Skowron, Mateusz Golicz, Tomek Jaworski, Ola Strach, Mateusz Górowski, Wojtek Orszulik, Ewa Orszulik, Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, Kasia Żmuda, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Wojtek Sitko |30 - 31 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo nieprzychylnych warunków całkiem spora grupka zjawiła się w umówionym miejscu. Część osób się wspinała, część zjechała do jaskini Wielkanocnej a część bawiła się przy ognisku. Sporo emocji wzbudził konkurs przeciągania liny.  Tu zdjęcia z pierwszego dnia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
tu z drugiego dnia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2FKopia%2033%20lecie%20nocek%2030-31%2C05%2C09&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice: wyjazd kursowy|Ryszard Widuch, Ola Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Jan Dobkowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Damian Ozimina, Jerzy Krzyżanowski, Aleksandra Krzyżanowska, Aleksander Kufel, w sobotę: Aleksandra Skowron, Mateusz Golicz, Michał Wyciślik|23-24 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem drugiego wyjazdu kursowego było doskonalenie technik linowych i poręczowanie na Bibliotece oraz jaskinia Studnia Szpatowców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejscu byliśmy w sobotę około godziny 10, ćwiczyliśmy podchodzenie i zjazdy z dużym zagęszczeniem przepinek. Towarzyszyli nam Mateusz, Ola i Michał, którzy przyjechali na odbywające się nieopodal spotkanie z poznaniakami przed wyprawą w masyw Göll. Było słonecznie, ale męczył nas wiejący mocno wiatr, więc po południu uciekliśmy pod ziemię. Jako że jaskinia nieduża, zmieścili się tylko kursanci, a instruktor i kierownik jedynie do połowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na noc Rysiek i Pająk z Olą pojechali do domu, reszta udała się w znane wcześniej Oli miejsce w okolicy Kostkowic (4 km na północ od Kroczyc). Ładny kawałek łąki, trochę drzew nad samym zalewem – świetne miejsce na nocleg. Dzień zakończyliśmy orzeźwiającą kąpielą. Drugiego dnia wróciliśmy na Bibliotekę i dalej żmudnie przesuwaliśmy ciała w dół i w górę wzdłuż lin, tym razem dla urozmaicenia z podwieszonymi worami wypchanymi czym się dało. Wyjazd zakończony oficjalnie lodami w ''Zajezdzie Jurajskim''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - zlot weteranów taternictwa jaskiniowego| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik oraz weterani taternictwa jaskiniowego z różnych środowisk|22 - 24 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę liczna grupa weteranów pod przewodnictwem Jurka Ganszera (SBB) wyruszyła z przeł. Salmopolskiej do jaskini Miecharskiej. &lt;br /&gt;
Większość dotarła do tzw. Vanhali gdzie koledzy z Dzikiej Grupy z Malinki doprowadzili kabel i elektrycznym światłem oświetlili tą piękną salę. Do dna jaskini na -54 dotarło 6 osób. Prowadził nas Czesław Szura (jeden z ekploratorów tej jaskini), Jurek i Michał Ganszer, Damian i Teresa Szołtysik (do samego końca się nie wciskała) oraz 1 kol. z GOPR. W mojej ocenie to najciekawsza jaskinia fliszowa. Dużo przestrzennych miejsc, wodospad, potok płynący przez całą jaskinie, jeziorko z okazami jaskiniowej fauny. W przeciwieństwie do innych jaskiń tego typu jest tu wyraźny główny ciąg systematycznie opadający w dół oraz boczne labirynty z ciasnotami. Sale zbudowane z potężnych ciosów skalnych. Obecnie jest największą jaskinią w Beskidach. Ma ponad 1800 m dł i 54 m głębokości. Błota było dużo ale warto było. Po akcji wracamy do Szczyrku. Główne obchody zlotu odbywały się na polanie Hondraski. My noc spędzamy w dolnym Szczyrku gdzie mieliśmy akurat zjazd rodzinny. Zabawa była przednia. W niedzielę już samotnie podbiegam wzdłuż wyciągu na Skrzyczne i zbiegam zielonym szlakiem w dół do Szczyrku. Więcej informacji na temat zlotu na stronie SBB. Tu zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fzjazd-weteranow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Petzl Slack Trip in Ostrov 30x30|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i osoby towarzyszące: Kudłaty, Kajtek, Corny, Deamon|18 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
18 maja w Ostrovie koło Teplic (Czechy) (jasny guzik, 500 km ze Śląska!) w ramach festiwalu Petzl Slack Trip 2009, odbył się maraton slacklajnowy, choć po cześci miał charakter zawodów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Organizatorzy przygotowali bardzo oryginalną konkurencję, nazwaną Maraton. Na polance na terenie kempu Pod Císařem, wśród pięknych piaskowcowych turni, rozwieszonych zostało 18 taśm: 16 trzydziestometrowych i 2 dwudziestopięciometrowe. Zawody polegały na uzbieraniu w ciągu 5 godzin jak największej ilości przejść owych taśm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polskę reprezentowała pięcioosobowa ekipa zabrzańsko-wrocławsko-bystrzycka w składzie: Janek 'Kudłaty', Damian 'Daemon', Kajetan Kłakowski i Korny i ja. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozegrane zostały dwie konkurencje: OnSajt (przejście taśmy jak największą ilość razy w pierwszej próbie, bez odpadnięcia) i Absolut Distance (przejście jak największą ilość razy w wielu próbach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wśród kobiet walka była bardzo wyrównana i tylko jedna długość taśmy zadecydowała o wygranej. Najlepsza okazała się Klára zwana Prcekiem (32 przejścia - 960m). Na drugiej pozycji znalazły się ex equo Terka i Gábina, które uzyskały 31 przejść (930m). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W OnSajcie niepokonany okazał się Janek 'Kudłaty', który bez odpadnięcia przeszedł trzydziestometrową taśmę 91 razy, gromadząc tym samym 2730m, co zapewniło mu jednocześnie czwartą pozycję w kategorii Absolut Distance. Na drugiej pozycji wśród onsajterów znalazł się Míra (Slacklive webmaster) - 70 przejść (2100m), na trzeciej natomiast Kajoch (Singing Rock Slackline Team) - 42 przejścia (1260m).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W konkurencji Absolut Distance początkowo walka rozgrywała się pomiędzy Smoldą (Singing Rock Slackline Team) i Daemonem, którym nie poszło w oesie i postanowili się zreflektować. Do walki o wygraną włączył się jednak Míra, który nie odpuścił po wysiłku na onsajcie. I udało mu się, przeszedł trzydziestometrową taśmę w sumie 165 razy (4950m), wyprzedzając Daemona o dwie długości (163 przejścia - 4890m). Na trzecim miejscu, z liczbą 152 przejść (4560m) uplasował się Smolda. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja OSa spaliłem ale w klasyfikacji generalniej uplasowałem się na 11 pozycji, przechodząc ok. 2000m z czego jestem bardzo dumny ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sumie wszyscy zawodnicy w ciągu pięciu godzin przechodzą taśmy 1960 razy, co daje 58,8 km. Prawdziwy maraton ;-) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oprócz zawodów, wśród atrakcji znalazły się koncerty, nocne chodzenie po slakach, FireShow, a także 107-metrowy longlajn w nielę oraz highline którego niestety nie udalo nam się zobaczyć, choć bardzo mi na tym zależało - ale trudno może następnym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Longlina udało się przejść tylko dwóm osobom z polskiej ekipy tj. Jankowi oraz Damianowi. Ja się przystawiałem 3 razy, niestety bez sukcesu, ale fajnie było spróbowac.&lt;br /&gt;
��&lt;br /&gt;
Jak widac polski dream team nie zawiódł i godnie reprezentował swoja ojczyznę. Kolejny fest już 19.06.2009 w Hejnicach zapraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Kobylany- wyjazd kursowy|Tomek Jaworski, Ola Strach, Mateusz Górowski, Jan Dobkowski, Damian Ozimina, Jerzy Krzyżanowski, Aleksandra Krzyżanowska, Aleksander Kufel, Joanna Wasil, &amp;lt;u&amp;gt;Andrzej Rudkowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Krzysiek, Łukasz Korzeniowski, Piotr Strzelecki|17 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd w powyższym składzie odbył się do dolinki Kobylańskiej na wspinanie. Kursanci łoili pierwsze drogi na zaliczanie z prowadzaniem(niektórzy pierwszy raz w życiu to robili) a reszta ekipy walczyła z innym kalibrem dróg. Ola i Łukasz wspinali się trochę na własnej, Pacyfa jak zawsze nie zjadła mięsa :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: pobyt na wyspie Thassos|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, + osoby tow. |6 - 17 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byłem służbowo z młodzieżą szkolną na greckiej wyspie Thasos w północnej części morza Egejskiego. Wyspa zbudowana z marmurów i wapieni ale także z granitów i piaskowców. Przypadkowo od miejscowych dowiedziałem się o jaskini Drakotripa (Dragon's Hall)jako rzekomo największej na wyspie a znajdującej się w pobliżu miejscowości Panagia niedaleko miejsca naszego pobytu. Terenowym wozem z jednym z miejscowych Greków podjeżdżamy w pobliże owej groty. Ma ponad 60 m dł. przestrzennego korytarza. Ciekawostką jest duża kolonia nietoperzy, która z piskiem setkami sztuk wylatywała akurat z jaskini. Tubylcy planują udostępnić jaskinię turystom. Póki co tylko nieliczni znają dość zagmatwane dojście wśród zarośli. Ponadto jaskinie znajdują się w klifach. W trakcie rejsu statkiem wzdłuż wsch. wybrzeża kotwiczymy przy jednej z wysp i wpław dopływamy do widocznego z dala otworu pieczary, która okazała się krótka choć jeden z bocznych korytarzy znikał pod wodą.&lt;br /&gt;
Ponadto wychodzimy na największy szczyt na wyspie - Ypsario (1208). Wysokość może nie imponująca ale wędrówkę zaczynamy dosłownie z plaży a w górnych partiach ścieżka ma charakter typowego tatrzańskiego szlaku. Wędrówka tam i z powrotem zajmuje 6 godzin. Codziennie upały. Plaża i szafirowe morze na dłużej wolałbym zapomnieć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Jaskinia Zimna|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 05 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjazd w celu ponownego nawiązania łączności z nadajnikiem niemieckiej marynarki wojennej DHO38. A także, na co jednak liczyłem bardziej, moim nadajnikiem pozostawionym na powierzchni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydawało się, że znalezienie kogoś na wyjazd do Zimnej jest niemożliwe - a tu proszę, okazało się, że Mateusz nigdy nie był w tej jaskini. Była kąpiel w Ponorze - nie spodziewałem się cudów, faktem jest, że było dużo lepiej niż tydzień temu, ale jednak jeszcze z półtorej metra brakuje. Było też odpompowywanie syfonu i inne atrakcje, żeby Mateusz również miał z tego wyjazdu jakąś korzyść :). Łącznie pod ziemią spędzamy ok. 7 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|10 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fantastyczny dzień, który - być może nie rozpoczął się zbyt fantastycznie, za to skończył rewelacyjnie :) Mój organizm domagał się odpoczynku i zwyciężył nad duchem, który także nie był zbyt silny.. więc zaspałam. Mateusz odbraził się na mnie już w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kościeliska zalana słońcem. W marszu doliną towarzyszy nam natrętna myśl: cóż, _znów_ Zimna... Przyczajeni pod otworem - z jednej strony ogrzewani światłem z nieba, a z drugiej chłodzeni powietrzem z wnętrza skał - obserwujemy ludzików kończących pobyt w Mroźnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia wcale nie okazuje się aż _tak_ dobrze nam znana. Przypominamy sobie, że jest całkiem ładna i obszerna, w dodatku dawno nas tam nie było, a już na pewno nigdy o tej porze roku - lód z większości ścian wprawdzie odpadł, za to zupełnie pokrył spąg. Ponor okazuje się tak zalany, jak zalanego jeszcze go nigdy nie widzieliśmy, także tam kończy się nasza wycieczka - przynajmniej w głąb jaskini. W trakcie odwrotu Mateusz kilkakrotnie rozkłada swoje kabelki i gada przez komórkę z łodziami podwodnymi. Ja natomiast bawię się aparatem fotograficznym. Na całość schodzi nam jakieś trzy godzinki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni wita nas cudne słońce. Jestem zdania, że dla takiego wyjścia warto jest spotkać dużą wodę w Ponorze. Jakiś czas pozostajemy jeszcze w otoczeniu jaskini.. a w tak zwanym międzyczasie chmurzy się, trochę pada i grzmi. Powrót doliną udaje się jednak odbyć na sucho. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dobre rozpadało się, gdy byliśmy już w samochodzie, ale i to zostało nam wynagrodzone barwnymi znakami na niebie. Ze względu zaś na wczesną, jak na &amp;quot;szybką akcję&amp;quot;, godzinę powrotu nie potrafiliśmy się oprzeć, by nie odwiedzić pewnej dobrze nam znanej knajpki w Krakowie. Jedynym zmartwieniem pozostało tylko to, że tambylcy nie są przyzwyczajeni do zapachu jaskini...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Höllental - wspinaczki|Ola Strach, Mateusz Górowski, Ola Skowron, Mateusz Golicz, Karol Jagoda, Wojtek Sitko, Paweł Szołtysik, Łukasz Pawlas z ekipą: Ala, Ola Górczyńska, Martyna, Mateusz Brewczyński|1 - 3 05 2009}}&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd w Hollental wyszedł od Mateusza i Oli, którzy jako jedyni byli wcześniej w tym rejonie. Wyjechaliśmy w czwartek wieczorem - mimo niewielkiego (jak na majówkę) ruchu turystów, droga przez Cieszyn, Żilinę i Bratysławę zajęła nam 8 godzin (!!). Szczególnie irytowały nas remonty autostrady na Słowacji, stresowały także kolumny tirów nacierających naprzeciw nas w Czechach, a także wypadek z udziałem ciężarówki, który widzieliśmy po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocleg zaplanowaliśmy w Kaiserbrunn, z pełną świadomością, że będą tam tłumy. Zasadniczo jest to parking, a nie pole namiotowe - obowiązuje zakaz biwakowania, ale mało komu to przeszkadza. Po jakichś trzech godzinach snu zrobiło się rano, wszyscy jedzą śniadanie i dzwonią szpejem, hałas, no i co robić, też musieliśmy wypełznąć z namiotów. Łukasz stwierdził, że musi zaopiekować się mało wspinaczkową ekipą ze swojego auta, zaś pozostałym na początek Mateusz zaproponował łatwe, acz długie drogi na Stadlwandzie (1407). Podejście było z przygodami - trzymajmy się wersji, że musieliśmy przyzwyczaić się do stylu rysunków w przewodniku. Sam akt wspinaczki rozpoczynamy o godzinie 14:00. Zespół tzw. sportowy (Wojtek, Karol i Paweł) zaczynają walkę z 9-wyciągową Richterweg (5-). Pozostali zaś dzielą się na dwie ekipy - po jednym Mateuszu i Oli w każdej - i kontemplują Brunnerweg (11 wyciągów, również 5-). Cały ten tłum z &amp;quot;pola namiotowego&amp;quot; jakoś rozchodzi się po dużym w końcu rejonie, jesteśmy na ścianie sami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na naszej drodze, trudności były tylko na początku. Od połowy to już dosyć nudne wyciągi dwójkowe i trójkowe - ale w zasadzie o to nam chodziło, żeby przypomnieć sobie, jak to szło w tym &amp;quot;poważnym&amp;quot; wspinaniu - a nie &amp;quot;zajechać się&amp;quot;. Stałe punkty znajdujemy tylko od czasu do czasu - raczej jest to obicie &amp;quot;zjazdowe&amp;quot;. Mimo to, kości i friendy nie schodzą - jak wiadomo bowiem, podstawowym punktem asekuracyjnym w Hollentalu jest sosna, która potrafi wyrosnąć z naprawdę niespodziewanych miejsc. Szczególnie istotny jest gatunek &amp;quot;sosny stanowiskowej&amp;quot;. Jak się popatrzy na korony tych drzew (zdjęcia), to naprawdę można ufać im bardziej niż jakimś tam szczelinkom na kości. Skoro one przeżyły, to my też damy radę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mateusz i Ola uzyskują nad nami przewagę dwóch wyciągów i na dobrą godzinę tracimy ich z oczu. Jakie jest nasze zdziwienie, kiedy na przedostatnim - a może ostatnim wyciągu mijają nas ... w dół. Zejścia jednak nie ma. Albo przynajmniej nie potrafimy znaleźć. No trudno, co robić, problem tylko w tym, że jest już dosyć późno, a do najbliższego, lokalnego minimum energii potencjalnej - zlokalizowanego u podstawy ściany - jest 340 metrów. Mateusz jest zdeterminowany, żeby zjechać jeszcze &amp;quot;po jasnoku&amp;quot;. Powątpiewam w taką możliwość - ale podobno &amp;quot;po jasnoku&amp;quot; można rozumieć inaczej jako &amp;quot;nie włączając czołówek&amp;quot;. Dokonując tu pewnego skrótu - kiedy nasza cała czwórka stoi bezpiecznie na dole, mamy już godzinę dwudziestą drugą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z chłopakami umówiliśmy się, że nie czekamy na siebie - wracamy na &amp;quot;bazę&amp;quot; każda grupa osobno. Na ścianie obok ciemno, nic nie słychać - najwyraźniej dawno temu już zjechali. Ale czy na pewno? Coś mnie &amp;quot;tknęło&amp;quot; - hej, wrócćie tu na chwilę - czy też widzicie blade światełka wysoko na górze? Niestety nie przywidziało mi się. &amp;quot;O rety, oni są chyba dopiero na drugim zjeździe&amp;quot;. Przez blisko godzinę obserwujemy światełka. Nie do końca rozumiemy, dlaczego niektóre zamiast w dół, poruszają się w górę. I dlaczego niektóre z tych poruszających się w dół poruszają się tak szybko. Ciągle próbujemy się do nich dodzwonić, ale nie odbierają. W końcu się udaje - twierdzą, że wszystko jest pod kontrolą i zostały im może jeszcze ze dwa zjazdy. Uzajemy, że i tak z pozycji podstawy ściany nie jesteśmy w stanie im pomóc, układamy wyjaśnienie dla prokuratora i wracamy na bazę. Nie wnikam co było i jak było, ale oni wrócili zdaje się coś koło trzeciej. I faktycznie - spadła im czołówka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wyraźna niechęć (Mateusze i Ole) albo wręcz paniczny lęk (Wojtek) przed wyjściem na wspinanie na cały dzień. Poza tym, Łukasz zabrał ze sobą grilla, i jeśli mamy go uruchomić, to nie możemy wrócić tak zmęczeni jak poprzednio. Zachęceni spokojem i niewielką ilością ludzi, wracamy niemal w to samo miejsce - Vordere Stadlwand. Tym razem idziemy wszyscy - razem z Łukaszem i jego przyjaciółmi i przyjaciółkami (niestety, jak się okazało, nie wyposażonymi w kaski). Podejścia od asfaltu jest dużo mniej (ok. 15 minut), więc i zainteresowanie większe. Słyszymy czeski, węgierski, polski, niemiecki... Razem z Mateuszem i Olą przymierzamy się do Peternpfad (5-). Musimy czekać na drogę, ale warto było, bo całkiem przyjemna. Pięć wyciągów o w miarę jednostajnej trudności (nie mniej niż 4), razem 160 m. Wpisujemy się do książki. Nie wiem kto i po co chciałby czytać te książki, ale gdyby ktoś zamierzał to robić, to pewnie pomyśli, że żartowaliśmy wpisując dwa razy &amp;quot;Mateusz i Ola, RKG Nocek&amp;quot; - i tę samą datę. Co robić, takie są fakty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie wiem, co dokładnie robił zespół sportowy - dowiem się i uzupełnię. Spotykamy się na ścieżce zejściowej. Tym razem stracił się Łukasz i jego towarzysze, ale mamy nadzieję, że nauczyli się na naszych błędach i jakoś sobie radzą. Poza tym, według naszych informacji, robili tylko drogi &amp;quot;sportowe&amp;quot;. Do wieczora jeszcze daleko, także i my bawimy się jeszcze trochę na jednowyciągówkach - z Mateuszem przechodzimy jeden po drugim jakąś szóstkę, zaś Wojtek, Paweł i Karol przymierzają się do różnych dróg obok o trudnościach sięgających do 8-. Kombinowanie, patentowanie, &amp;quot;po lewej, po lewej masz taką małą dziurkę na nogę!&amp;quot;. Chyba są w swoim żywiole i nawet nie zauważyli, kiedy ich opuściliśmy i poszliśmy robić obiad i grillować. Chciałem podkreślić w tym miejscu, że nie byliśmy świadomi majówkowych wypowiedzi jednego z polskich polityków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyznaję, nie jesteśmy szczególnie &amp;quot;rozrywkowym&amp;quot; klubem - ale przynajmniej dzięki temu udaje się nam w niedzielę wstać o siódmej rano. Plan obejmuje ściany Grossofen, chociaż mój pomysł, żeby się trochę bardziej zmęczyć znajduje niewielu entuzjastów. Swego rodzaju &amp;quot;konflikt interesów&amp;quot; udaje się opanować dopiero pod ścianą - ktoś wpadł na pomysł, żeby nieco inaczej niż w poprzednich dniach podzielić zespoły. Z podziału wykluczony jest Paweł, który ma problemy żołądkowe. Łukasz jest z nami, choć jego towarzysze znowu się gdzieś wyalienowali i zgubiłem ich z oczu jeszcze na bazie. Wracając do Grossofen - Mateusz i dwie Ole udają się na Sudwestturm z zamiarem zrobienia In Vino Veritas (6, 130 m). Karol i Wojtek idą w trudności, na drogę Primus (7-, 170 m). Ponieważ zaś Łukasz będzie pierwszy raz robił &amp;quot;wielowyciągówkę&amp;quot; i jest mu wszystko jedno gdzie - biorę go na 340-metrową drogę pod nazwą Himmelsleiter, na głównej ścianie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodziewam się problemów, bo droga jest wyceniona wysoko jak na moje możliwości (6+). Większość wyciągów nie schodzi poniżej 6-. No ale w końcu o to chodzi - problemy muszą być, trzeba je pokonywać. To nie jaskinia, w razie czego, zawsze można się wycofać, co nie? Przed nami trzyosobowy zespół węgierski - musimy troszkę na nich czekać tu i ówdzie, ale przynajmniej widzimy, jak idzie droga i gdzie są największe problemy. Mamy zarówno dobry widok na lewą stronę - na Mateusza na jakimś karkołomnym trawersie, jak i fenomenalny podgląd na prawą - na Karola przyklejonego gdzieś daleko do stanowiska w ścianie. Prowadzimy na zmianę, ale staramy się tak wycelować, żeby najtrudniejsze momenty trafiły na Łukasza, który ma lepszą technikę wspinania. Przez większość drogi było (jak na nas) faktycznie trudno. Nadwyrężyłem sobie palce, którymi - jak mi się przypomniało - zarabiam przecież na życie. Przełączenie trybu pokonywania drogi z klasycznego na hakowy wydawało się nieuchronne - na szczęście udało się to odwlec do przedostatniego wyciągu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ścieżka z powrotem do podstawy ściany jest właściwie jednokierunkowa. Fantastyczny piarg - świetnie się jedzie w dół, ale podchodzić to bym tamtędy nie chciał. Udało się nam całkiem nieźle zgrać w czasie - na dole czekają już na nas Mateusz i Ole. Trochę się pogubili w ścianie, tak do końca nie wiedzą gdzie byli. Po kilkunastu minutach wraca też ekipa z Primusa. Najwyraźniej dobrze dobrali sobie drogę - również na skraju swoich możliwości na tę niedzielę, bo jak się przyznali, też momentami musieli oszukiwać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień się kończy i pozostaje już nam tylko ugotować obiad i wracać do domu. Obiad nad rzeką - zanotować, że Schwarza jest bardzo ładna. Wracamy w przekonaniu, że był to bardzo udany wyjazd. Niby tylko trzy dni, ale żal, że nie możemy zostać dłużej jest tłumiony przez bóle i zmęczenie, odczuwane w rozmaitych częściach ciała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: |&amp;lt;u&amp;gt;Tadeusz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz, Agnieszka, Artur Szmatłoch, Tomasz Głowania |30 04 - 03 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: skałki rzędkowickie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, na miejscu - Ryszard, Marzena, Maciek Widuch, Andrzej i Grażyna Ciołek, Wiesław (Esi) i Iwona Piotrowska, Janusz i Celina Proksza |3 05 2009}}&lt;br /&gt;
Skały zatłoczone do niemal ostatniej ryski. Robimy tylko małe bouldery. Starzy koledzy z klubu tradycyjnie na majówkę jeżdżą w ulubione miejsce na skałkach rzędkowickich i tam się z nimi spotykamy. Czas spędzamy towarzysko. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fjurajska-majowka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mistrzostwa Polski w autostopie|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka (os. tow.)|1 - 2 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na mistrzostwa autostopu chciałem się wybrać juz dwa lata temu, ale co roku cos musiało wyskoczyć. W końcu się udało - choć majówka czasowe ograniczenia narzuciła dość znaczne. W tym roku trasa biegła z Sopotu do Lwowa - ok. 850 km, wiec kawałek był. Z Agniechą ustawiamy się na 0.15 w piątek 1 maja, ponieważ pociąg ma ruszać 0.47 (przynajmniej teoretycznie). Przy kasie okazuje się ze ma 100min opóźnienia. Myślę sobie „spoko”, mamy  zapas czasu, bo w Sopocie mamy być na 12:00. Pociąg nadjeżdża wiec pakujemy się do środka a raczej tłumy wgniatają nas w przestrzeń wagonową.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ucieszeni, że jesteśmy w sferze pociągu czekamy na odjazd. Marne nasze oczekiwanie, bo czekamy na brakujące 5 wagonów jadących z Wisły, które za szybko nie dotrą gdyż ktoś zajumał trakcje. Całkiem klawo szkoda ze trafił na majówkowe wyjazdy. W miedzy czasie robi się 200 min spóźnienia. Przezywamy właśnie pierwsze załamanie. Nie ma co narzekać, cza działać, wiec idziemy sprawdzić PKSy niestety. Jest tez plan, żeby Ondre zawiózł nas na trasę warszawską może uda się cos złapać, ale rezygnujemy i wracamy na dworzec, pakujemy się do środka i po chwili wpadamy w letarg na glebie. Agniecha po ok. 30 min budzi się z zimna ja już wiem ze będą kłopoty. Po chwili pada. „Co robimy, wracamy???” - jestem w stanie się zgodzić, ale z pomocą nadjeżdża  kolejny pociąg do Warszawy, w który się pakujemy... podroż się zaczyna! &lt;br /&gt;
Znajdujemy dwa miejsca, Agniecha w przedziale (nota bene z gratisami), ja na glebie w przejściu. Idziemy się przespać, po 3 godz jesteśmy w Wawie, czekamy na kolejny pociąg do Gdyni który będzie za ok. 1,5h. Idziemy się przejść pod Palac Kultury zażyć troszkę słońca. Po powrocie na peron okazuje się ze dogania nas pociąg z Katowic, z 250 min opóźnienia. My wiemy ze do niego już na pewno nie wsiądziemy. Po chwili przyjeżdża pociąg do Gdyni i ruszamy zaraz za już legendarnym „pociągiem 047”. Gleba standardowo wolna, tyle że pod rowerami wiszącymi na wątpliwej wytrzymałości haczykach, ale bez chwili zastanowienia kładziemy się i za moment śpimy. Budzimy się gdzieś przed Malborkiem i zaczynamy przygotowywać „kartony”. O godzinie 16:00 wysiadamy w Sopocie Kamiennym Potoku i dymamy pod miejsce startu gdzie już nikogo nima ale w sumie to się nie dziwimy, ponieważ mamy 4-godzinne spóźnienie. U portiera odbieramy mapy oraz numer startowy nota bene „013”...  Czas działać, cza dogonić resztę. Posuwamy się do desperackich czynów na pierwszych światłach podchodzimy do samochodów i bezczelnie pukamy w szyby i z błagalnymi minami prosimy o jakąkolwiek podwózkę. Już drugi samochód zgarnia nas i podwozi do zjazdu na obwodnice jakieś 3 km, ale ważne ze w kierunku Pd-Wsch. Generalnie piździ, wiec marzymy o kolejnych dobrodziejach. Starszy, bardzo miły Pan wraca z pracy i mówi ze zabierze nas w super miejsce do łapania i na pewno tam cos chycimy bo to tranzyt na wschód. Ja - yhy. W końcu docieramy do autostrady A1, myśląc stąd to już pikus za chwilkę będziemy w Łodzi. Generalnie znowu się mylimy ponieważ autostrada jest płatna - to generalnie jeśli już ktoś jedzie, to w stronę wody czyli nie tam gdzie my. Rezygnujemy z autobany i dalej tranzytem na Warszawę (chyba). Pomału się kulamy, podwózki są, ludzie bardzo mili, tyle że odcinkami po 20 - 30 km, ale do przodu. Koło godziny 20 zatrzymujemy się na wysokości Chełmna. Pomału dzień zmierza ku końcowi wiec zaczynamy się rozglądać za jakąś... koliba??? Daleko nie szukamy znajdujemy... rów. Ustalamy ze będziemy się zmieniać. Najpierw w kime idzie Agnieszka. Pomału jak już zasypia, zatrzymuje się młody facet z dzieckiem które strasznie się nas wystraszyło (chyba Agniechy bo na pewno nie mnie ;). Chcemy troszkę je uspokoić podlizując sie balonem co generalnie pomaga. Tato, chyba tez były włóczykijo-hitchhiker udziela nam paru rad ;) Dojeżdżamy na przedmieścia Torunia i tu decydujemy się na nocleg. Ciemno, zimno i do domu daleko, niemiłosiernie jesteśmy zmęczeni wiec wesoło już nie jest, na jakieś ��&lt;br /&gt;
polance rozbijamy prowizorycznie namiot, ustalamy że wstajemy o 5 i zaczynamy łapać. Los na pewno się odmieni i pójdzie jak po maśle ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota 2.05.2009'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstajemy jak zaplanowaliśmy o... 8.03 ale słonce się uśmiecha, jest ciepło jesteśmy w miarę wypoczęci, morale tez skoczyły o parę oczek w górę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś pierwsi zatrzymują się Bracia którzy wybrali się kupić samochód jest miło, śmiesznie i nabijamy kolejne 50 km, jesteśmy w Lipnie tu przekraczamy jedno skrzyżowanie i TIR zabiera nas do Warszawy wiec dziś Idzie zdecydowanie lepiej, mijamy pare policyjnych patroli, więc Agniecha stara się chować na leżance kierowcy, co dość komicznie wygląda ale generalnie się sprawdza ;). Wyskakujemy przy zjeździe na Lublin i tam tez spotykamy pierwszych zawodników. Wymieniamy się wrażeniami, śmiechy, chichy, poczęstunek, i po chwili... kciuk do góry i na Lublin. Jedziemy w piątkę kierowca, jego brat, ja z Agnieszką i... stopowy filozof, Agnieszce nie podpada do gustu i idzie spać zostawiając mnie na pożarcie. Okazuje się bardzo miłym facetem, choć nawija bez przerwy co jest troszkę irytujące ale udziela nam paru cennych wskazówek dotyczących stopa i Ukrainy. Wysiada wcześniej a my dalej do Lublina. Rodzeństwo bardzo miłe, gawędzimy o Skandynawii gdzie bracia często wyjeżdżają dorabiać. Podwożą nas za Lublin i w eter puszczają, że zostawiają przesyłkę przy Scani.  Nie zdązywszy jeszcze wystawić kciuka już zatrzymuje się rodzinny van. Rodzina bardzo miła, zaczynają nas wypytywać o co cho z tymi stopersami ze dziś ich taki wysyp... ;). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W koncu osiągamy Zamość, miejscówka wręcz wymarzona do łapania ale Agnieszka zauważa ze właśnie wysiedliśmy z 13 samochodu... i tu tez mamy najdłuższy postój z całej trasy jakieś 1.5h ale przynajmniej jest okazja by cos zjeść. Po owej 1 godzinie i 30 minutach inny zespól nas zauważył i uprosił kierowcę by zabrał jeszcze nas... jak miło. Bardzo szybko zbliżamy się do wschodniej granicy UE i troszkę się niepokoimy. Nasz niepokój potęguje spotkanie z Panią która opowiada nam o nie ciekawych przypadkach  przygranicznej okolicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W końcu docieramy do granicy w Hrebenne (gdzie czekają nas chwile naj... całego wyjazdu) jest ok. 20.00 tu spotykamy kolejnych mistrzów autostopu, zamieniamy kilka słów a po chwili zjawia się Ukrainiec proponując dwa miejsca z podwózka do Lwowa, troszkę mi to jakąś ściema śmierdzi ale wypada na nas. Okazuje się ze jest rodzinka jest bardzo mila, ale miejsca w samochodzie raczej niema bo cały VW Transporter zapchany polskimi meblami, bo ponoć tańsze i są.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na przejściu okazuje się ze do Ukrainy można przywieść tylko 50kg albo równowartość 200 euro na twarz, wiec już wiemy czemu jedziemy w szóstkę pięcioosobowym samochodem ;) Polacy patrzą na wszystko z przymrużeniem oka. Celnicy ukraińscy już oka mrużyć nie chcą wiec się zaczyna... na pierwszy ogień poszliśmy my: „nie znacie dokładnego adresu, to nie wiedziecie na Ukrainę” (klawo, 60 km od celu), jakoś go przekonujemy choć ja odpalam niezłe akcje i Bargiela ma mnie dosyć. Czas na rodaków: co to, co tamto, zły przelicznik euro i za dużo towaru, wiec dalej nie jedziemy (przypominam 60 km od celu). Ja już podsypiam, Agniecha też, a Ukraińcom głupio ze nas w to wciągnęli choć my wcale im za złe nie mamy. Zaprawień w boju wschodni sąsiedzi wiedza jak sobie z tym poradzić, wystarczy tylko... wcisnąć jeszcze dwie osoby do samochodu. Wiec granice po 5h oczekiwań przekraczamy w 9 osób. Celnik pyta co nas tak mało, ale raczej nie interesuje go to, że jedzie w samochodzie 2x więcej osób niż może, tylko to czy masa na łeb nie przekracza 50 kg. W końcu jedziemy a raczej to się kulamy bo na drodze wszędzie dziury, a raczej rowy.&lt;br /&gt;
��&lt;br /&gt;
W końcu… Lwów, L’viv, Leopolis, Львів, tyle że o 3.00. Korzystamy więc z pomocy taksówki, która zawozi nas na miejsce które jak sie okazuje niekoniecznie było miejscem logicznie wynikajacym z mapy, ale jesteśmy. Witają nas już lekko „zmęczeni” organizatorzy i gratulują 71 chyba miejsca. Jest tragicznie zimno wiec nie rozbijamy namiotu, tylko na bezczela idziemy kimać pod łazienki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano budzi nas Pani kierownik ośrodka nie bardzo wiemy co mówi ale z jej intonacji wynikalo ze mamy się z tamta wynosić ;). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
12:00 wręczenie dyplomów... nagród..., podziękowania... i brawa... łza się w oku kreci na koniec parę fotek i...  z powrotem. Lecimy na szybkie zwiedzanie Lwowa jest cudnie i chętnie byśmy tam zostali jeszcze przynajmniej dzień ale czas nas nagli, więc na obwodnice Lwowa.&lt;br /&gt;
Po parunastu minutach łapiemy stopa do katowickich bramek na A4 super zdążymy na poniedziałkowe zajęcia. Czech który nas zabiera (generalnie Ukrainiec mieszkający w Czechach i pracujący w Niemczech) częstuje nas plackami, które wiezie od swej rodzicielki ze Lwowa, którą odwiedza przynajmniej raz w miesiącu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bramkach stoimy jakieś 40 min i poza tym ze zimno to nic. W koncu sympatyczni młodzieńcy z Sącza litują się nad nami i wiozą nas do Kato stąd już odbiera nas Bąbelek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za rok Sopot-Praga. Zapraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Wyjazd rowerowy + jaskinia Psia i Na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Helena Kempna (os. tow)|1 05 2009}}&lt;br /&gt;
Na rowerach startujemy z Ryczowa piaszczystym, leśnym szlakiem do Smolenia. Tu w dolinie Wodącej odwiedzamy jaskinie na Biśniku i Psią. Następnie przez Złożeniec szlakiem rowerowym wracamy do Ryczowa zahaczając jeszcze o skałki z obeliskiem. Pogoda cudowna na rower. Na Jurze eksplozja zieleni. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fjurajska-majowka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Dolina Pięciu Stawów Polskich|&amp;lt;u&amp;gt; Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 - 1 05 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjazd baardzo wcześnie rano, pomimo to w dolinie zameldowałam się późnym popołudniem. Rzuciłam tylko graty i na lekko spacerek w poszukiwaniu Wolego Oka:) Szlaki niemal wszystkie przetarte, tylko śnieg rozmiękły, rozmokły, osuwający się. Z tego też powodu następnego ranka wychodzę bardzo wcześnie. Kierunek: Zawrat. Przełęcz osiągam w dość szybkim tempie, teraz zastanowienie co dalej:) Patrzę w kierunku Świnicy, ale jakoś tak nieswojo samej:) Kieruję się zatem granią w prawo. Skały zalodzone lub wysuszone, zależy od strony. Po krótkim odpoczynku na Małym Kozim postanawiam schodzić. Śnieg już się grzeje, im później, tym zejście może być ciekawsze;) dochodze jeszcze do Zmarzłych Czub i kieruję się w dół jakąś dziwną, ale sympatycznie wyglądającą przełączką. Sympatycznie do czasu:P Staram się byc ostrożna, ale kilkakrotnie wykonuję mniej lub bardziej kontrolowane zjazdy w strone Pustej Dolinki wśród huku spadających z góry nawisów. Stresogennie odrobinkę:) Ale udaje się uciec bezpiecznie. Następnego dnia wyjście troszkę później, ale za to w miłym towarzystwie. Decydujemy sie na Gładką Przełęcz. Ślicznie, ze śpiącą kozicą i widokami na słowacką dolinkę. Myślimy o Walentkowym albo o słowackiej przełęczy Zavory, ale na myśleniu sie kończy. Nadchodzą chmury, zaczyna wiać, decydujemy się na powrót. Kilka godzin później potężna burza. Złapała Strzelca w drodze. Przychodzi dopiero wieczorem, juz się zaczynam niepokoić:) Wieczór zakończony imprezką po-urodzinową z widokiem na niedźwiadka przechodzącego sobie w najlepsze po stawach:) W piatek, niemiłe zaskoczenie; następnego dnia musze iśc do pracy. Decydujemy się więc ponownie na Gładką z aspiracjami na pobliskie szczyty:) Wychodzimy w czwórkę tym razem i w czwórkę dochodzimy na Gładki Wierch, Przepiekne widoki, naprawdę szkoda że trzeba wracać..:( Zjeżdżamy jeszcze dwa razy(!!) z przełęczy na pupach i spokojny powrót do schroniska. Tam obiadek, piwko, pożegnanie i niestety zejście na dół...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Podzamcze |&amp;lt;u&amp;gt;Tadeusz&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur Szmatłoch |26.04.2009}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy z domu w niedziele rano, po dojeździe na miejsce małe jedzonko i w skały.&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy z 6 - 7 dróg średniej ciężkości. Powrót do domu wieczorem  tego samego dnia :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - skiturowanie w otoczeniu Hali Gąsienicowej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik&lt;br /&gt;
|26 04 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem na Halę podchodzimy Jaworzynką. Od tygodnia śniegi znów trochę uciekły wyżej. Z Hali Gąsienicowej Teresa podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego (wyciąg z uwagi na brak narciarzy już nie kursuje) a ja wychodzę na przeł. Liliowe i dalej granią do Świnickiej przełęczy, z której zamierzałem zjechać. Żleb jednak okazał się &amp;quot;zajęty&amp;quot;. Dwie grupki &amp;quot;wspinaczy&amp;quot; z sprzętem wykuwało stopnie by wdrapać się na przełęcz blokując tym samy drogę. Wracam więc na Skrajną Turnię (2096) i stąd zjeżdżam na Liliowe i dalej do kotła. Potem podejście na Kasprowy i dalej już wspólny zjazd przez Goryczkową do Kuźnic. Przez tydzień trasa skróciła się zaledwie o sto metrów więc możemy być szczęśliwi z długiego zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Jaskinia Szeptunów (Szmaragdowa), wspinaczki w Olsztynie|Mateusz Górowski, Ola Strach, Ola Skowron, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Mietek Smetaniuk, Jan Dobkowski, Michał Wyciślik; towarzyszyli nam: Kasia Wyciślik, Basia Dobkowska, Kasia Smetaniuk, Asia Jaworska, Karol Jaworski, Ela Skowron, Zuzia Skowron, Wojtek Strach|26 04 2009}}&lt;br /&gt;
Zainspirowany zdjęciami Adama z marca, rzuciłem temat odwiedzenia jaskini Szmaragdowej. Z Wirku, kawalkadą samochodów (5 aut!) przemieszczamy się do kamieniołomu w Rudnikach. Niektórzy pod otworem - swoją drogą, fenomenalnie położonym - sugerują, że zejście nad jeziorko do  malutkiej w sumie Szmaragdowej nie jest warte tak długiego dojazdu. Nie zrażony tym, obwieszczam moje plany zwiedzania jaskini do przesamego końca. W związku z doskonałą pogodą - upał i bezchmurne niebo - miało to obejmować również ''dogłębne'' zapoznanie się z istotą tego podobnież największego na Jurze jaskiniowego jeziorka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z początku entuzjazm przejawiają tylko Mietek i jego wodoszczelny aparat fotograficzny. Żeby przedostać się do bocznej odnogi jeziorka (całkiem go tam jeszcze sporo), musieliśmy &amp;quot;myknąć&amp;quot; pod przełazem. Ktoś krzyczał ''dokumeeentyy!!'' - swoim zwyczajem miałem pod kaskiem portfel, żeby w razie czego nie utrudniać identyfikacji - ale krzyczał zupełnie niepotrzebnie, bo przecież zanurzyliśmy się tylko po szyję. Faktem jest, że to chyba przez to &amp;quot;myknięcie&amp;quot; dojrzenie do decyzji o kąpieli zajęło reszcie ekipy osiem minut i wymagało pomocy obecnego na miejscu psychologa. W sumie to zaskoczyli mnie - w deczko zimnej wodzie wykąpali się wszyscy, łącznie z Jankiem (pierwszy raz w jaskini w ogóle!), Tomkiem (który niedługo wcześniej coś wspominał o tym, jak to jesteśmy pogrzani) i Olą (tą bliższą mi - jak ją zobaczyłem po drugiej stronie, to ''dopiero'' mi się zrobiło zimno!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W &amp;quot;mokrej&amp;quot; części odnajdujemy sporo śladów muszli, gąbek - a może nawet jakiegoś amonita. Po raz kolejny próbujemy uwierzyć w to, że jaskinie naprawdę zrobione są z resztek po wielkich ślimakach - chociaż dla mnie brzmi to równie fantastycznie jak płaska ziemia podpierana przez słonie na grzbiecie wielkiego żółwia. W jaskini siedzimy prawie godzinę. Dziewczyny narzekają na brak bielizny na zmianę, więc sugeruję, że w takim słońcu najlepiej rzeczy suszyć na sobie. Znowu jestem zaskoczony, bo co niektóre na to przystają i ku radości głownie mojej :), wracają do auta - naprawdę pocieszny widok - w trekach, z wielkim plecakiem, ale bez spodni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszym programie dnia (jest dopiero 12) wspinaczka w okolicach Olsztyna. Ekipa uszczupla się lekko - Mietek i Kasia opuszczają nas z powodu rodzinnych spraw do załatwienia. Tomek odgraża się, że on nie ma butków i przecież oni są z Asią i Karolem tylko na chwilkę  - ostatecznie jednak zrobił drogę czy dwie &amp;quot;w laćkach&amp;quot;. Pozostali okupują Bibliotekę do ok. 17; obok nas tylko jedna ekipa (pozdrawiamy!), więc tłoku nie ma. Z naszą formą fatalnie, tylko Mateusz Górowski daje radę wyjść na czysto V+. Niby pocieszamy się, że przecież nie jesteśmy &amp;quot;sportowcami&amp;quot;, że chodziło nam o przypomnienie sobie paru rzeczy przed większym wyjazdem za tydzień... no ale jednak chciałoby się wspinać &amp;quot;lepiej&amp;quot; :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Wyjazd wspinaczkowy - okolice Olsztyna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda,&amp;lt;/u&amp;gt; Wojtek Sitko&lt;br /&gt;
|25 04 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaliśmy się początkowo w rejnie skał przy zamku, gdzie nie spotkaliśmy ani jednego wspinacza, pomimo wspaniałej pogody. Dokuczały&lt;br /&gt;
nam jedynie nieznośne podmuchy wiatru. Po kilku godzinach wspinaczki, kiedy mięśnie zaczeły odmawiać nam posłuszeństwa wpadliśmy na pomysł, aby poprowadzić śmiałą drogę dwuwyciągową(w porywach IV) pod pretekstem przećwiczenia budowy stanowisk itd. W ten sposób  abraliśmy nieco sił i postanowiliśmy jeszcze powalczyć w rejonie Biblioteki. Wyjazd okazał się niezwykle owocny czego dowodem jest fakt,  e udało nam się zrobić około 16-stu dróg w lepszym lub gorszym stylu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Jaskinia na Świniuszce - Skały Ryczowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Tadeusz,&amp;lt;/u&amp;gt; Barbara, Ania, Adam, Artur Szmatłoch + 2 osoby towarzyszące &lt;br /&gt;
|19 04 2009}}&lt;br /&gt;
Po odnalezieniu otworu Tadek,Adam,Ania i Artur penetrują jaskinie. &lt;br /&gt;
Barbara w tym czasie odnajduje otwór jaskini w  Rudnikach.&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini wspólnie udajemy się do jaskiń w Rudnikach.&lt;br /&gt;
Po południu przyjeżdżamy do Ryczowa gdzie odbywamy kilka pierwszych wspinaczek w tym roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - narciarski zjazd z Koziej Przeł. + wyjście na Świnicę|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Golicz, Ola Strach, Tomek Pawlas, Łukasz Pawlas, grupa piesza - Michał Wyciślik, Damian Ozimina, Jan Dobkowski&lt;br /&gt;
|19 04 2009}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic wszyscy w dość żwawym tempie podchodzimy na Gąsinicową. Śnieg napotykamy dopiero przed samą halą. Stąd grupa piesza podąża przez Świnicką Przeł. na Świnicę (2308)a następnie granią w stronę Kopy Kondrackiej. Zejście na halę Kondratową następuje wcześniej w głębokich śniegach na przełaj w dół. Z Kondratowej wracają do Kuźnic.&lt;br /&gt;
Grupa narciarska od Zmarzłego Stawu mozolnie drapie się w rakach na Kozią Przeł (2138) niosąc narty (Tomek deskę) na plecakach. Stąd na początku bardzo stromym terenem tą samą drogą w dół. Zjazd jest bardzo urozmaicony (szkoda, że w zjeździe tak szybko leci czas). Aby uniknąć schodzenia z Gąsienicowej bez śniegu decydujemy się na wyjazd krzesełkiem na Kasprowy i stąd nartostradą zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic. Wszyscy spotykamy przy autach przy TOPRze (spotykaliśmy tu nawet Ewę Liberę z SDG z kolegami, którzy też wracali z skiturów). Pogoda dopisała, wyjazd z wszech miar udany). Tu zdjecia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fkozia-przelecz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Sitko,&amp;lt;/u&amp;gt; Paweł Szołtysik, Karol Jagoda&lt;br /&gt;
|14 04 2009}}&lt;br /&gt;
Był to typowy wyjazd wspinaczkowy o znanym wszystkim schemacie działania. W akordowym tempie wywspinaliśmy 10 bardzo fajnych dróg w skali od V do &amp;gt; VI.2, przy czym najwięcej emocji wzbudziła owa VI.2 (Ludzie Silnej Woli),  która obudziła również drzemiące w nas instynkty  rawdziwych jurajskich patenciarzy. Zgodnie z przewidywaniami początek tygodnia zapewnił nam  niemal puste skałki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczkowo-narciarsko-snowboardowo-rowerowy wyjazd dyngusowy|Łukasz Pawlas, Ala Kucharska (os. tow), Andrzej Tomczyk (os. tow), Mateusz Brewczyński (os. tow), &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 - 13 04 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjazd standardowo na wariackich papierach organizowany przez co sporo włosów znowusz wysiwiało …nie zauważyliście??? No tak od razu wypadły. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W  sobotę z rana poczynając szukając chętnych na wspin w Kobylanach dowiaduje się od Alyny ze w Szczyrku w niedziele najbliższą za free śmiganie na „golgocie” będzie. Burzy to całkowicie moje plany wspinaczkowe ponieważ jestem już umówiony w Kobylanach z klawą ekipą z zagłębia ;). dowiaduje się tez ze chłopaki od nas siedzą gdzieś w północnej części Jury.&lt;br /&gt;
Jest w czym wybierać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W końcu stawiamy na wieczór i nockę w Kobylanach a następnie niedzielne śmiganie po „golgocie”.&lt;br /&gt;
Umawiamy  się na 16 bo u nas jeszcze uroczystości i zjazd rodziny. &lt;br /&gt;
Do samochodu pakujemy co się da i generalnie mamy problem z zapakiem ale decydujemy się jeszcze na 2 rowery... a co. Wyjazd koło 17.30 niestety ale bez obsuwy to by nie było to.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do doliny docieramy ok. 19. Dzierżawimy na jedna noc kawałek pola dla naszego szerszenia od jednego z lokalów bez targowania się nie obejdzie. Na miejscu czeka juz ognicho i mila atmosfera, szybko się rozkładamy, mamy 3 na 5osób i już na wstępie oddelegowują mnie pod ognisk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczór miły wiec mija zdecydowanie za szybko lepiej poznajemy zagłębiaków i już planujemy kolejny wyjazd. Późna godzina cza iść spać ja bezpośrednio na kobylańskiej glabie wiem ze będzie ciężko. Ania z Peterem zapraszają mnie do siebie ale ja udaje twardziela i stawiam na swoim. Zakładam wszystko co mam na siebie i w kime...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Budzik dzwoni 5.00 nie ciągnie mnie wcale na zewnątrz śpiwora wiec nie było tragicznie pod względem termiki. Wiem ze teraz będzie ciężej bo reszta nie podzieliła mego pomysłu o tak wczesnej pobudce ale jestem bezwzględny...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 30min w kobylańskiej nie śpi już żadne żyjątko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka herbata i przystawka do długo wyczekiwanej „Direttisimy Żabiego Konia” to tylko szósteczka ale należy do jednych z piękniejszych lini Kobylan. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod Żabiego podchodzę z lekkim stresem bo po kontuzji ale idziem... Początek jest wręcz banalny ale bardzo przyjemny szkoda ze tak szybko mija. Dochodzę do lekkiej przewieszki i robią się schody jest ciężko ale jestem jeszcze Świeży wiec ten moment puszcza gorzej jest przy cruxsie który już tak łatwo mnie nie puszcza ale ostatkiem sił łapie przyjazną klame która pozwala mi zaliczyć linie OS wiec jestem naprawdę uradowany. Linia jest długa ok. 35m z niesamowitymi widokami - wspin był jeszcze przyjemniejszy ze o 6 rano rzadko kto się wspinał wiec cały Koń był nasz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolej na Brewusa, obserwuje go z góry idzie mu całkiem fajnie ale przy przewieszce zaczynają się schody bierze blok ja instruuje go z góry Młody z dołu przystawia się jeszcze raz ale troszkę przkombinowuje i rezygnuje z drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnie przystawia się Babel i bez większych problemów osiąga szczyt choć sapie ostro ale to ponoć element jego techniki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ondre, początek wygląda obiecująco i mocno trzymamy za niego kciuki bo wiemy ze bardzo mu zależy na tej lini ale podobnie jak u Brewy przewieszka jest nie do pokonania po pierwszym bloku traci szanse na OS i widać ze przestaje mu zależeć... kończy.&lt;br /&gt;
��&lt;br /&gt;
Okazuje się ze już mamy obsówe czasową a do szczyrku jakieś 130km wiec szybka decyzja, zapak i ruszamy w dalszą część tripa. Młody i Ala zostają się wspinać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Cześć narciarsko-rowerowa'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie pamiętam o której wyjeżdżamy z doliny w każdym razie za późno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na mapie wybieramy drogę najkrótszą. GPS prowadzi nas przez każdą skuśkę nawet drogami leśnymi. OSy nie nalezą do najłatwiejszych szczególnie z rowerami na dachu parę razy mało co nie zostawiamy kółek w dziurach, ale szerszeń się nie daje. Trasa bardzo urokliwa szczególnie od okolic Andrychowa. Chmury się rozeszły i jest niezła lampa nie chce się nam wierzyć ze uświadczymy jeszcze śnieg. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczyrk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na golgocie jeszcze śnieg i to wcale nie mało. tak jak chętnych kolejka na 10min może nie przeraźliwie ale zachęcająco nie jest. Lampa jest taka ze jeździmy w koszulkach. Zjazdy bardzo przyjemne śnieg bardzo mokry ale świetnie trzyma nie przesadzamy tez z wyczynami bo to zamkniecie sezonu i szkoda  by było pożegnać się kontuzja. Przed zamknięciem wyciągów jesteśmy już wypompowani ale jeździmy do końca i zamykamy wyciąg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koło 15 czas w końcu na śniadanie przy kawce i kanapkach „ze wczoraj” obmyślamy plan na resztę dnia. Myślimy o slacku na Skrzycznem ale plan upada wiec jeździmy w kierunku Wisły.&lt;br /&gt;
Na Białym Krzyrzu ściągamy rowery i w las... Nie do końca wiemy jak, ale lądujemy we Wiśle Malince czyli tam gdzie planowaliśmy na dole czeka Ondre z poczęstunkiem ... super! ...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest jeszcze dość wcześnie wiec planujemy odwiedzić kościół, ale wszędzie jesteśmy spóźnieni wiec zalegamy na brzegu Wisły na kontemplacje dnia. Koło 18 się zbieramy, bo na 20 cza być u Franciszkanów w Zabrzu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka udana, bardzo spontaniczna i kolejny raz się okazuje ze takie są najlepsze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: skiturowo - rowerowy wypad na Wielką Fatrę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Paweł Szołtysik&lt;br /&gt;
|11 04 2009}}&lt;br /&gt;
Auto zostawiamy przy wyciągu na początku doliny Lubochniańskiej (najdłuższa dolina Słowacji - 25 km). Z przytroczonymi do rowerów nartami pedałujemy w górę doliny prawie 20 km. Jest tu asfaltowa (zamknięta dla ruchu) wąska droga, która wyżej staje się gorsza. W końcu dalszą drogę zagradza śnieg, na szczęście blisko miejsca, z którego mamy startować na nartach. Rowery kryjemy w knieji i dalej już po mokrym śniegu podążamy w górę. Stromy odcinek w lesie był pozbawiony śniegu i tu musimy iść z buta szybko zyskując wysokość. Na grzbiecie warunki śnieżne są znakomite więc szybko osiągamy Gruń (1266) i po trawersie Ciernego Kamienia osiągamy przełęcz i wkrótce szczyt Płoskiej (1544) gdzie spotykamy kilku narciarzy na śladówkach (jedynych ludzi, których spotkaliśmy na całej trasie). Pogoda słoneczna więc można podziwiać otaczające nas morze gór. Z szczytu fajny zjazd po firnowatych śniegach. Do rowerów wracamy inną doliną boczną. Zjazd obfitował jak to zwykle bywa w wiele ciekawych niespodzianek. Po małych rozterkach nawigacyjnych trafiamy bez pudła do celu czyli rowerów ukrytych w zaroślach. Zjazd w dół na rowerach już bez niespodzianek terenowych za to upojenie szybkością znakomite. O zachodzie słońca docieramy do auta i w miarę pustymi drogami wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: skitour na Małej Fatrze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, Ola Strach, Mateusz Górowski, Mateusz Golicz, Ola Skowron, Wojciech Wyciślik, Łukasz Pawlas&lt;br /&gt;
|5 04 2009}}&lt;br /&gt;
Znów liczną ekipą startujemy z Stefanowej. W iście letnim upale z nartami na plecakach podchodzimy do schroniska pod Południowym Gruniem zakładając narty na kilkaset metrów przed schroniskiem. Dalej stromym stokiem na Południowy Gruń (1468). Stąd zjazd na przełęcz (na południowych stokach ogromne lawiniska, śnieg wyjechał do samego gruntu). Dalej znów podejście w upale na Stoh (1608). Z Stoha cudowny zjazd na przełęcz pod Rozsutcem. Z przełęczy zielonym szlakiem kontynuujemy zjazd z przeszkodami w dół aż do momentu w którym  po prostu brakło śniegu. Potem jeszcze kilkanaście minut zejścia i jesteśmy przy autach w Stefanowej. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fskitury-fatra-grun &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w skałkach rzędkowickich|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Wojtek Sitko, Karol Jagoda, Damian Ozimina&lt;br /&gt;
|4 04 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Rudy o 8 rano. Pogoda od rana piękna, żadnej chmurki. Po 9 jesteśmy w Rzędkach. Zaczynamy od turni Lechwora gdzie robimy filar , komin i kilka dróg obok w skali V – VI i VI.1 . Niestety fantastyczna pogoda przyciągnęła dziesiątki ludzi i było tak aż do wieczora. Po Lechworze przenieśliśmy się na kolejną skałkę gdzie zrobiliśmy dwie V- ki w tym jedna na kościach. Na końcu załoiliśmy jeszcze jedną VI, i dwie V. Łącznie około 10 dróg co ze względu na  duże oblężenie skałek jest wynikiem całkiem niezłym. Po 19 zebraliśmy się do domu. Wypad bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - wspin w kamieniołomie|&amp;lt;u&amp;gt;Wojciech Sitko&amp;lt;/u&amp;gt; Karol Jagoda&lt;br /&gt;
|3 04 2009}}&lt;br /&gt;
To, że w Bytomiu jest deficyt ścianek wspinaczkowych wcale nie oznacza, że nie ma się tam gdzie wspinać. W słynnych Dolomitach jest bowiem całkiem spory wybór ciekawych i nienagannie obitych dróg. Jest to też prawdziwy rarytas dla miłośników spadających kamieni. Wsponianego  dnia powalczyliśmy na około 10 drogach w skali od V do VI.1+. Liczba innych ekip wspinaczkowych: 0,0.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - mokry skitour na Lipowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Paweł Szołtysik, Ola Strach, Mateusz Golicz, Ola Skowron, Henryk Tomanek, Kasia Żmuda, Damian Żmuda, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek (os. tow.)&lt;br /&gt;
|29 03 2009}}&lt;br /&gt;
Chyba najliczniejsza &amp;quot;wyprawa&amp;quot; skiturowa z klubu. Lądujemy w Złatnej. Drugie auto odstawiamy na miejsce mety czyli do Rajczy. Idziemy na Rysiankę. Tu przerwa w schronisku. Ciekawostką jest, że Heniek Tomanek dzisiejszą trasą pierwszy raz odbył w roku 1969. Jak widać skitury łączą pokolenia. Z schroniska idziemy dalej na Lipowską. Stąd już bez fok. Pogoda robi się fatalna. Ograniczona widoczność i coraz mocniej padający deszcz. Mijamy Redykalny Wierch i podążamy do Zapolanki. Śnieg był mokry i wolny do zjazdu. W Zapolance Mateusz, Ola, Maciek, Kasia i Damian Żmuda zjeżdżają do Złatnej i wracają do auta, które było na końcowym parkingu natomiast pozostali zjeżdżają do Nickuliny i do auta, które tam zostawiliśmy. W strugach deszczu i zapadającym zmroku spotykamy się w centrum Rajczy i po przepaku wracamy późno do domu. Trasa ciekawa lecz warunki już nie zbyt. Po drodze Kasia i Grzegorz złamali kijki. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fmokra-rysianka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza i Velky Prislop na skiturach |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, Grzegorz Burek (os. tow.)&lt;br /&gt;
|22 03 2009}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Rycerki Górnej szlakiem na Wielką Raczę (1236). W schronisku krótki odpoczynek. Następnie szlakiem granicznym zjeżdżamy na północ. 3 razy musimy jeszcze zakładać foki by dostać się na Velki Prislop (1046). Stąd wg słowackiej mapy odchodzi do Rycerki szlak narciarski. W terenie jednak nie ma po nim śladu. Zjeżdżamy więc na przełaj z wszystkimi urokami takiego zjazdu (zwalone drzewa, wykroty, strumyki). Czary goryczy dopełniła (na szczęście już na dole) droga po zrywce drzewa. Wytargana spychaczami i pełna gliny. Jakoś bokiem przedzieramy się i wkrótce osiągamy Rycerkę Górną gdzie zostawiliśmy auto. W górach jeszcze mnóstwo śniegu. Było pochmurno ale bez opadów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Touring z Czantorii na Soszów Wielki|&amp;lt;u&amp;gt; Tomek Pawlas,&amp;lt;/u&amp;gt; Agnieszka Bargielska (os. tow.)&lt;br /&gt;
|21 - 22 03 2009}}&lt;br /&gt;
Pierwszy Dzień Wiosny: 21.03.09.&lt;br /&gt;
Czyli wypad „doświadczonych skitourowców” -&lt;br /&gt;
W pociągu spaliśmy, jedyną przerwą w drzemce było podziwianie szukających wiosny sarenek.&lt;br /&gt;
Krótki kurs instruktażowy i w drogę. Nartostradą, pod bacznym okiem zjeżdżających, wspinamy się na Czantorię. Kilkanaście przerw na cukierki i jedna - na konkretną rozmowę z GOPRowcem kochającym skitoury i polecającym Łysą Górę- mekkę polskich skitourowców, ale czy też i nie miejsce sabatu czarownic?&lt;br /&gt;
Po czterech intensywnych godzinach wspięliśmy się na Czantorię, następnie zaproponowanym skrótem przecieraliśmy szlak. Dotarliśmy do chatki przygranicznej, niezwykle urokliwej i potencjalnie doskonałej do spędzenia tam nocy, gdyby nie zrobiony z niej w środku kosz na śmieci. Tabliczka: „Soszów 3 km” zmobilizowała nas, by wejść choć tam…&lt;br /&gt;
Jazda po puchu, tam gdzie nikt nie szedł, a jeśli szedł to się zapadał, była imponująca, choć dość męcząca. &lt;br /&gt;
Pełni szczęścia oglądaliśmy zachód słońca i rozbiliśmy namiot, który następnego dnia stał się  turystyczną atrakcją .&lt;br /&gt;
Musieliśmy się zebrać w trybie natychmiastowym na pociąg, który nam uciekł, ale dobrzy i nieprzerażeni  ludzie naszą ilością bagażu (rada na przyszłość : nie zabieraj 70l plecaka na skitoury) zabrali autostopowiczów na brudny i pozbawiony Śniegu Śląsk…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustroń – skiturowy spacer przez Równicę|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski &lt;br /&gt;
|21.03.2009 }}&lt;br /&gt;
Ze względu na niezwykle napięty terminarz na sobotę robimy krótką trasę z Ustronia Polany czerwonym szlakiem na Równicę, dalej niebieskim na Beskidek i najkrótszą drogą do samochodu. Warunki krajobrazowo-przyrodnicze urocze (zaskakująco jak na to miejsce –zero ludzi), śniegowe dużo gorzej- uprzykrzający wędrówkę mocno klejący się do nart śnieg…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Szmaragdowa | Tadeusz, Barbara, Adam, Ania, Aga, Artur Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Głowania&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|15 03 2009}}&lt;br /&gt;
Dnia 15 marca byliśmy w Jaskini Szmaragdowej. Znajduje się w Rudnikach, koło Częstochowy, w starym nieczynnym już kamieniołomie. Po przybyciu na miejsce, znalezienie wejścia do jaskini nie stanowiło problemu, już z daleka widoczne było obmurowane wejście: krótki tunel w formie łuku który z daleka wyglądał jak kapliczka. Celem naszej wyprawy, było dotarcie do podziemnego jeziorka. Nie wszyscy byliśmy wyposażeni w sprzęt, jednak nie stanowiło to problemu w dotarciu w docelowe miejsce, gdyż skorzystaliśmy z wąskiego obejścia. Po dotarciu całej ekipy nad jeziorko kąpieli uraczyli Pan Tadeusz oraz Artur. Tylko ta dwu osobowa reprezentacja posiadała pianki, które w końcu mieli okazję przetestować. Nad jeziorkiem wszystkich urzekło to, że patrząc w toń widać zafałszowany obraz dna. Jest on lustrzanym odbiciem otaczających skał. Adam natchniony urokiem miejsca poczuł w sobie duszę artysty i rozpoczął sesję zdjęciową. Nie znajdując spełnienia dla swojej wizji stwierdził, że żaden z modelów nie spełnia jego artystycznych oczekiwań i zapowiedział ponowne odwiedzenie miejsca z profesjonalną ekipą (robotów :) ). W pogodnych nastrojach opuściliśmy jaskinię i udaliśmy się w kierunku kolejnego punktu dnia czyli jaskini w Zielonej Górze. Mogliśmy oglądnąć tam zachwycające nacieki które są jedyne w swoim rodzaju, niestety mocno nadszarpnięte ingerencją człowieka. Koniec wyprawy umililiśmy sobie krótkim spacerem po lesie, wśród skałek, po którym udaliśmy się wszyscy na pyszny koktajl truskawkowy do hacjendy Szmatłochów :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitour na Mędralową | Ola Strach, Ola Skowron, Mateusz Górowski, Paweł Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|8 03 2009}}&lt;br /&gt;
Po nocnych opadach góry zasypane śniegiem. Z trudem dojeżdżamy do końca drogi w Koszarawie Bystrej. Stąd początkowo za znakami potem na przełaj (szlak nie przetarty) osiągamy przy bardzo słabej widoczności i prószącym śniegu wierzchołek Mędralowej (1169). Poniżej znajduje się szałas dobry na biwak. Tu robimy krótki postój. Potem zjazd na przełęcz Klekociny (864). Po drodze dość niespodziewanie spotykamy wycieczkę &amp;quot;zakładową&amp;quot;, szło w głębokim śniegu chyba z 30 osób torując w śniegu głęboką rynnę. Chyba mieli jednak już dość co wynikało z krótkiej wymiany zdań. My z przełęczy Klekociny wychodzimy jeszcze na Beskidek (1040) a z niego przez rozległe polany zjeżdżamy z powrotem do Koszarawy. W ograniczonej widoczności zjazd w głębokim puchu jest dość zwodniczy. Docieramy jednak szczęśliwie do auta gdzie w towarzystwie kilku nudzących się aczkolwiek wygłodniały psów pakujemy się i wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia|Aleksandra Skowron, Karol Jagoda, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|1 03 2009}}&lt;br /&gt;
Tatry toną w śniegu, ale jak to o tej porze roku bywa, do Miętusiej przedeptana jest autostrada. Przed otworem spotykamy grupę kursową z SW. Za nami podążają koledzy z KKTJu, którzy planowali robić w jaskini zdjęcia. Na szczęście w jaskini sobie nawzajem nie przeszkadzaliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdania co do celów naszej akcji były podzielone. Ja niosłem do jaskini komputer i trochę sprzętu elektronicznego, zamierzając wykonać kilka... pomiarów. Moi towarzysze zdecydowanie bardziej nastawiali się na &amp;quot;trasę turystyczną&amp;quot; :). W każdym razie, z ''Sali bez Stropu'' wspinamy się w górę - ciągiem ''Korytarza Trzech Króli'' osiągamy ''Błotne Zamki'', skąd dalej kierujemy się w ''Wielkie Kominy''. Odwrót tą samą drogą. Akcja zajęła ok. siedmiu godzin i myślę, że wszyscy byli z niej zadowoleni - a jeśli nawet nie z samej akcji, to już na pewno z nocnego powrotu pod gwiaździstym niebem i z meteorami w tle.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - skiturowa wycieczka na Okrąglicę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Mietek Smetaniuk&lt;br /&gt;
|1 03 2009}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy z Skawicy Sucha Góra szlakiem na Kucałową Przełęcz a stąd na Okrąglicę (1247). Znajduje się tu drewniana kapliczka poświęcona ludziom gór. Widoczność była fatalna więc zjazd północną stroną za bardzo nie wyszedł bo za szybko zjechaliśmy na szlak. Poniżej jednak udało nam się zjechać bardzo fajnym zboczem w rzadkim lesie na wprost do doliny. Śnieg mokry. Z braku czasu nie udało się już zrealizować jaskiniowego programu wyjazdu choć po drodze zauważyliśmy kilka ciekawych wytopów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Aktivistensitzung|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Aleksandra Skowron, Łukasz Zawada|20 - 22 02 2009}}&lt;br /&gt;
W piątek wieczór wzięliśmy udział w spotkaniu aktywistów w ''Landesverein fur Hohlenkunde in Salzburg'' ([http://www.hoehlenverein-salzburg.at/]). Było to głównym celem naszego wyjazdu; spotkanie to jest organizowane raz w roku i ma na celu przedyskutowanie planów poszczególnych grup jaskiniowych, działających w Landzie Salzburg. Około półtorej godziny spotkania zostało poświęcone na dyskusję o [http://goll.pl wyprawie WKTJ-u w masyw Hoher Goll], w której członkowie naszego klubu regularnie uczestniczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na noc zostaliśmy w klubie. Następnego dnia przenieśliśmy się do chatki pod otworem jaskini Lamprechtsofen, gdzie poznaliśmy grupę grotołazów z Węgier, przebywających tu na &amp;quot;wakacjach&amp;quot;. Odbyliśmy razem z nimi krótki wypad do ''Lampo''. Biegaliśmy po jaskini niecałe trzy godziny - niestety nie byliśmy przygotowani na akcję w jaskini (brak szpeju, kasków czy choćby nawet kombinezonów) i nasi węgierscy przyjaciele nalegali, żebyśmy nie szli za nimi dalej :). Pod wieczór wielkie ''multi-language Party''. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - trasa z Żaru na Kocierz na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;,Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, ost tow.: Marcin i Gosia&lt;br /&gt;
|22 02 2009}}&lt;br /&gt;
Sytuacja luksusowa. Marcin z Gosią jeżdżą na Żarze, więc nie musimy wracać do auta. Na Żar wjeżdżamy wagonikiem z tłumami ludzi (brrrr). Potem czerwonym szlakiem idziemy a potem brniemy na Kocierz (879) Stąd generalnie na przełaj zjeżdżamy do doliny Kocierzanki. Jak dotarliśmy w głębokich śniegach do drogi akurat nadjechali nasi znajomi i wróciliśmy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacki Raj, Tatry Wysokie|Piotr &amp;quot;Strzelec&amp;quot; Strzelecki, Maciek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|18-27 luty}}&lt;br /&gt;
Wyjazd się odbył mimo dezercji 80% żołnierzy:) Pogoda świetna, dawno się tak nie udało. Dopiero przedostatni dzień w Tatrach wietrzny i śnieżny:) Ale zacznijmy od początku.&lt;br /&gt;
Wyjazd 18 lutego, zbyt wcześnie rano, w pociągu spotykamy się z Maćkiem. Mamy troszkę czasu na zastanowienie się gdzie jedziemy, bo na skutek wyżej wspomnianej dezercji, sami się pogubiliśmy:) Mnie jak zwykle pcha w Tatry, jednak chłopaki skłaniają się ku Rajowi. I na tym staje. Podróż długa: przesiadki w Krakowie, Zakopcu, Popradzie, w końcu docieramy do Hrabusic, tam śpimy przez dwa dni, potem na dwa dni do pobliskich Betlanovców (czy jak to tam się pisze;).&lt;br /&gt;
Słowacki Raj wspaniały. Łazimy po najpiękniejszych dolinach (Prielom Hornadu, Sucha Bela, Velky Sokol), przechodząc po zawieszonych nad potokami drewnianych, oblodzonych kładkach, niemal pionowych drabinkach lub dziwnych formacjach, mających uatrakcyjnić wycieczki. Podziwiamy wspaniałe widoki (widać nawet słowackie Wysokie Tatry!), kuszące lodospady (szkoda że nie wyszła zaplanowana wspinaczka) i przepyszne słowackie piwo:P&lt;br /&gt;
W niedzielę zwijamy się do Polski (kieszenie poczuły ulgę; po wejściu na Słowację eurosów, wszystko jest naprawdę drogie...). Strzelec wraca, my z Maćkiem decydujemy się na Tatry. Początkowo planujemy pobyt w Piątce, ale z powodu zbyt późnego dotarcia do Palenicy, lądujemy w Morskim Oku. Jest cudownie. Kupa śniegu, szlaki nieprzetarte, pogoda słoneczno-mroźna.. Idealnie:) Jeszcze nocny wypad nad Czarny Staw pod Rysami i jesteśmy naprawdę wniebowzięci.&lt;br /&gt;
Rano wybieramy się do dolinki mnichowej, wytyczając własny hardcorowy szlak:) Na szczęście udaje się i żywi docieramy do celu...Krótki odpoczynek przy zasypanych stawach Staszica, chyba dawno nikogo tam nie było; nasze ślady są jedyne. Powrót na szczęście bardziej cywilizowaną drogą, choc również troszkę różniącą się od normalnego zimowego szlaku;) W schronisku poznajemy wspaniałą ekipę górskich wygów z Jastrzębia, impreza trwa dość długo;)&lt;br /&gt;
Nastepnego dnia chcemy spróbować gdzieś w kierunku Bandziocha (nie śmiemy marzyć o Chłopku; jest dość lawiniasto a widok Maszynki do Mięsa oddziaływuje na wyobraźnię;) Koniec końców, docieramy jedynie w okolice wejścia do Bandziocha (też jako pionierzy), przy każdym kroku zastanawiając się, kiedy wszystko poleci i świat się skończy:)&lt;br /&gt;
Maciek postanawia wracać, ja decyduję się jeszcze zostać. Wsiąkłam kompletnie:) Nowi znajomi z Jastrzębia postanawiają się mna zaopiekować:) Następnego dnia wstajemy o 5:30 (!!!) i w dwóch grupach podchodzimy do Dolinki Mnichowej. Normalnym szlakiem idzie się szybciutko:) Stamtąd podchodzimy jak najbardziej ostrożnie pod masyw Miedzianego i granią do Szpiglasowej. Widoki niesamowite. Jednak zejście do Piątki nie wydaje się prostym zadaniem.. Okazuje się jednak że dla moich towarzyszy nie ma żadnych trudności. I udało się. Przeżyłam swój pierwszy zjazd na pupie z dwóch tysięcy metrów:D Wrażenia naprawdę niesamowite... Polecam:)&lt;br /&gt;
Dolinka skąpana w słońcu, zasypana śniegiem, cudownie pusta i piękna jak zawsze.. wracaliśmy roztoką do wodogrzmotów i stamtąd spowrotem do Moka. Naprawdę dobra trasa, jak na te warunki, byliśmy z siebie dumni. W czwartek postanawiamy wejść na Zadnią Galerię Cubryńską. Jeszcze nigdy Mnich nie wydawał mi się taki mały:) I nigdy wczesniej go nie głaskałam... Podeszliśmy pod niego przy okazji schodzenia z Galerii...&lt;br /&gt;
No i tyle, następnego dnia wracałam. Córka, studentka i pracownica marnotrawna;):)Zdjęcia: [http://www.extreme.webserwer.pl/index.php?option=com_phocagallery&amp;amp;view=category&amp;amp;id=98&amp;amp;Itemid=62]  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: skiturowy wypad na południową stronę Pilska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Skowron, Heniek Tomanek&lt;br /&gt;
|14 02 2009}}&lt;br /&gt;
Po ośnieżonych drogach docieramy do Oravskiego Vesela (800)skąd zielonym szlakiem podchodzimy na kopułę szczytową Pilska. Po ostatnich opadach szlak jest kompletnie nie przetarty więc mamy dodatkową robotę brnąc po kolana w puchu. Im wyżej tym gorsze warunki. W szczytowych partiach śnieżna zadymka, widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Śnieżne zaspy sięgają 2 metrów i tworzą coś w rodzaju tarki. Zmagamy się jeszcze w białym świecie lecz gdzieś na 1500 pokornie zawracamy. Tylko dzięki GPS udaje nam się trafić do granicy lasu (w miejsce gdzie go opuściliśmy) bo wiatr zatarł ślady. Tu wśród kilku zacisznych świerków przepinamy się do zjazdu. Śnieg lotny więc zjazd nie wyglądał najgorzej. W dolnej części modyfikujemy zjazd i jakoś z innej strony docieramy do auta w Oravskim Veselu wraz z zapadającym zmrokiem. Cóż, chyba nie po raz ostatni musieliśmy uznać wyższość natury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Romantyczne Skitu(o)rowanie walentynkowe :)|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach  &lt;br /&gt;
|14 02 2009}}&lt;br /&gt;
W głębokim i ciągle padającym śniegu robimy trasę Ustroń Polana PKP-Czantoria (wzdłuż nartostrady)-Soszów -Stożek-Wisła Głębce PKP(zjazd nartostradą). Droga piękna i urokliwa, ale warunki pogodowo-śniegowe mało sprzyjające tj. śniegu po pas, odcinki do torowania, &lt;br /&gt;
a jazdy w dół narty odmawiają- zapadamy się gdy tylko lekko opuścimy ubitą trasę…Wracamy z przygodami, mocno zmęczeni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szczyrk Narty|&amp;lt;u&amp;gt;Artur Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Szmatłoch, Anna Szmatłoch, Adam Szmatłoch&lt;br /&gt;
|5-8 02 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjazd na narty do Szczyrku, warunki średnie, śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lipowa Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Tadek Szmatloch&amp;lt;/u&amp;gt;, Basia Szmatloch&lt;br /&gt;
|7 - 8 02 2009}}&lt;br /&gt;
Tym razem wyjazd calkowicie rekreacyjny. W lipowej brak śniegu, Skrzyczne lekko osypane śniegiem.Impreza do bialego rana.Rano przejazd do Szczyrku.Wychodzimy na polanę Młaki.Tutaj spotykamy się z resztą rodziny.Wieczorem wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Panta Rei- czyli ski-water-tour na Pilsko ;)|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach  &lt;br /&gt;
|08 02 2009}}&lt;br /&gt;
Na przekór pogodzie ruszamy rano do Korbielowa. Całą drogę leje. Zatrzymujemy się pod wyciągami na Pilsko i stamtąd o dziwo już od samego dołu zasuwamy na nartach nartostradą na sam szczyt Pilska.  Podczas podejścia pogoda nas rozpieszcza a zza chmur wychodzi słońce.  Na szczycie dopada nas mgła i lekko padający śnieg. W gęstniejącej mgle zjeżdżamy na dół (niestety też nartostradą). Warunki kiepskie (czasami nawet fatalne) ale wyjazd uznajemy za udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kalacka + wypad skiturowy na Kondratową Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik&lt;br /&gt;
|7 02 2009}}&lt;br /&gt;
W Zakopcu totalna chlapa. Halny. Plusem było to, że nie kursowała kolejka na Kasprowy więc ludzi mniej. Śnieg ledwo sięgał do Kuźnic. Podchodzimy na nartach a ostatni stromy odcinek w lesie na nogach. W jaskini Kalackiej jesteśmy pierwszy raz i nie jest to znów taka mała bździna. Docieramy na koniec do małego syfoniku (ktoś próbuje lub próbował tu kopać) a w drodze powrotnej wchodzimy w boczne zakamarki choć tylko jeden jest nieco dłuższy i kończy się błotnym namuliskiem. W jaskini generalnie błotnisto i mokro. W partiach przyotworowych ładne formy lodowe. Po wyjściu (było już dość późno) kontynujemy wycieczkę na halę Kondratową i dalej na przełęcz. Powyżej granicy lasu podmuchy halnego chciały nas zwalać z nóg. Pułap chmur oparł się na przełęczy Kondratowej. Ostatni stromy odcinek niesiemy narty i musimy uważać by z tym wszystkim nie odfrunąć. Na przełęczy przepinka do zjazdu. Wszystko trzeba uważnie trzymać bo wiatr chciał nam ukraść dobytek. Zjazd tą samą drogą. Początkowe metry beton. Dalej kilkadziesiąt metrów schodkujemy w dół bo podmuchy wiatru oraz pękające pod nartami płyty odebrały nam jakoś odwagę. Dopiero nieco niżej gdzie śnieg był miększy a wiatr nieco ścichł ruszamy odważnie w dół. Tym razem śnieg jest mokry i ciężki. Raz przyśpieszenia raz hamulce. Dopiero w dolinie jazda jest przewidywalna i gnamy co sił w dół bo gonił nas zmrok. Nie spotykając nikogo docieramy do Kuźnic równo z nastaniem nocy. Można rzec, iż był to ekscytujący i urozmaicony wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyjazd narciarski w Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; Ania Bil, Tomasz Pawlas + os. tow&lt;br /&gt;
|1 02 2009}}&lt;br /&gt;
Aby być pierwszymi osobami na stoku wyjeżdżamy o 6:30 z Zabrza.&lt;br /&gt;
Plan jest taki: ja wysiadam wcześniej i na skiturach dochodzę do reszty ekipy szusującej na Stożku. Jako, że był to mój pierwszy raz na skiturach wycieczkę dobrałem krótką, ale bogatą w walory widokowe. Cały dzień pogoda słoneczna i lekki mróz, czyli idealna. Po spotkaniu z ekipą, Tomek z zazdrości kradnie mi skitury i znika, więc teraz ja muszę się ustawić w kolejce do wyciągu i jeździć tą samą, wyjeżdżoną, nudną trasą i oglądać się wkoło żeby w nikogo nie wrąbać… bez porównania!!! Tak się w te skitury wkręciłem, że już planuje kolejne wycieczki. Karnety przestają działać o 17:00 więc pakujemy się i wracamy zmęczeni i zadowoleni do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sopotnia Wielka-skitur|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski, Lechu (os. tow.) &lt;br /&gt;
|01 02 2009}}&lt;br /&gt;
Ruszamy żółtym szlakiem z Sopotni Wielkiej (na przełęcz Przysłopy), by następnie czarnym przez polanę Malorkę dojść na Halę Mizową. Stamtąd po krótkiej przerwie idziemy na&lt;br /&gt;
Rysiankę. Jako drogę powrotną wybieramy  piękny zjazd lasem wzdłuż&lt;br /&gt;
niebieskiego szlaku do Sopotni Wielkiej Kolonii. Pogoda dobra, warunki śniegowe nie&lt;br /&gt;
najlepsze( dobrze było tylko u góry). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, partie Wawelskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Golicz, Michał Wyciślk&lt;br /&gt;
|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Brnąc w śniegach i drażniąc się z zimnem dotarliśmy do N otworu Czarnej. W trakcie akcji zwiedziliśmy dość dokładnie partie Wawelskie, osiągliśmy najwyższy punkt Czarnej +141 m oraz zjechaliśmy Mleczną Studnią do Szmaragdowego Jeziorka skąd wróciliśmy &amp;quot;klasycznym&amp;quot; ciągiem do Ślimaka i ponownie weszliśmy w Wawelskie by ściągnąć linę i zwiedzić pozostałe ciągi. Dotarliśmy nad Żlobisty Komin oraz do kilku innych zakamarków. Ciekawy i warty obejrzenia fragment jaskini. Kilka zdjęć z akcji: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2FCzarna-Wawelskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - wyjazd narciarski|Tadek Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Wojtek Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Głowania&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch; Basia Szmatłoch i Anna Szmatłoch chodzące po dolinach|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Dzień mimo iż plany były ambitne miał rozpocząć się o godzinie 6 pobudką wszystkich członków wyprawy, jednak lenistwo zwyciężyło i około 2 godzin później wszyscy meldowali się na wspólnym śniadaniu. Wyprawa rozpoczęła się wędrówką przez dolinę Kościeliską do punktu docelowego jakim miał być Starorobociański. Jak zdążyłem się już przekonać droga tą doliną  potrafi się ciągnąć w nieskończoność jednak podczas pieszej wędrówki, jak zawsze zresztą, mogliśmy liczyć na cenne uwagi od Pana Tadeusza odnośnie topografii tudzież nazw poszczególnych polan, co bardzo umilało, przynajmniej moją pieszą wędrówkę. Uzbrojeni w snowboardy oraz narty żwawo...tempem (cytuję) starych bab docieramy do Iwaniackiej Przełęczy. Tam decydujemy wspólnie, że to nie koniec wędrówki i kierujemy się wyżej na Starorobociański Wierch. Niestety podczas drogi nie cieszymy oka widokami z uwagi na gęstniejącą mgłę. Po dotarciu na Wolarnię maszerujemy po grani i z uwagi na bardzo ograniczoną widoczność ciężko zlokalizować nasze położenie dochodzimy chyba do Siwej przełęczy. Po podjęciu decyzji, że pieszej wędrówki już kres zakładamy wszyscy deski, tudzież stoły- zwał jak zwał, i uradowani zaczynamy cieszyć się zimowym szaleństwem, jak się okazało za moment, radość nasza była przedwczesna. Z uwagi na zbyt duże zagrożenie lawinowe wycofujemy się ze zjazdu po zboczu. Wracamy pieszo po śladach tą samą drogą i sprzęt zapinamy dopiero przy zjeździe z Wolarni w kierunku Iwaniackiej Przełęczy. I tu zaczęła się namiastka tego co misie lubią najbardziej...dla zaawansowanych snowboardzistów był to raj na ziemi w postaci dosyć sporej warstwy puchu śniegu i zjazdu pomiędzy drzewami. Dla mniej zaawansowanych, czytaj amatorów, których byłem jedynym przedstawicielem wśród ekipy była to walka o przetrwanie :) Jednak po ochłonięciu stwierdzam że nie zamieniłbym ani jednej chwili z tego dnia gdyż przede wszystkim chodziło tu o zabawę. Wyprawa kończy się w dolinie Chochołowskiej gdzie znowu maszerujemy ale już przy świetle czołówek. Dzień zakończony posiłkiem(postawionym przez Panią Basię) w postaci czerwonego barszczyku jemy w  jednej z karczm, które znajdują się w dolinie . Zmęczeni, po 10 godzinach obcowania z górami udajemy się na zasłużony odpoczynek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasze kochane kobiety Barbara oraz Ania Szmatłoch nie wybrały się z nami w pieszą wędrówkę lecz podążyły swoimi ścieżkami. Spokojnie oraz spacerowo przeszły dolinę Chochołowską aż do schroniska, gdzie uraczyły się ciepłym posiłkiem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad pieszo narciarski na Muronkę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik &lt;br /&gt;
|25 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy zielonym szlakiem z Ostrego. Przez ostatni tydzień z kotliny Żywieckiej śnieg zniknął. Teresa nawet nie zabrała nart z auta. Ja cierpliwie niosłem bagaż by wyżej iść już na nartach po śniegu. Osiągamy szczyt Muronki i wracamy ściśle grzbietem spowrotem. Najpierw zjazd fajny ale potem szreń łamliwa. Do auta znów muszę nieść narty. Pogoda dość słoneczna, było ciepło i w górach jakoś tak spokojnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;|19-24 01 2009}}&lt;br /&gt;
Samotny wypad w Tatry z zamiarem zrobienia Czerwonych Wierchów zimą. Pierwszego dnia podejście pod Ciemniak, jednak tempo marszu po kolana w śniegu i w wietrze 70/h zmusiło do wycofu tą samą drogą. Następnego dnia próba od drugiej strony; wejście na Kasprowy. U góry wieje jeszcze gorzej niż wczoraj, strażnik TPN surowo zakazuje mi dalszej wędrówki:) Zejście nieczynną nartostradą do Murowańca. Stamtąd wycieczki w wysokie, w oczekiwaniu na poprawę warunków. Poprawa nie nastąpiła, przyszła odwilż, zaczęły spadać lawiny, więc z żalem rozpoczęłam odwrót do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Brenna Bukowa- niedzielny spacer skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski &lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Robimy krótką, ale niezwykle urokliwą trasę. Zaczynamy żółtym szlakiem do&lt;br /&gt;
Szczyrku. Dochodzimy nim na Karkoszczonkę i zmieniamy szlak na czerwony w&lt;br /&gt;
kierunku Przełęczy Salmopolskiej. Dochodzimy na  Kotarz  i od pięknej&lt;br /&gt;
rozległej polanki zjeżdżamy już na dół prosto do samochodu pozostawionego&lt;br /&gt;
na parkingu przy wyciągach narciarskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad skiturowy na Baranią Górę|Henryk Tomanek i Martyna (os. tow.)&lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjście z zjazd z Baraniej Góry od strony Węgierskiej Górki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Wyjazd narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik + os tow. (Stanisław i Werka Włodarczyk, Krzysztof i Eryka Hilus)|8 - 18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Przez tydzień bawiliśmy w szwajcarskich Alpach w rejonie 4 Dolin (4 Vallees) położonym między Mt. Blanc a Matterhornem (oba szczyty dobrze widoczne z wyższych przełęczy). Jest to duży kompleks narciarski z setkami km tras zjazdowych i siecią przeróżnych wyciągów. Można podszlifować jazdę na przygotowanych trasach co też intensywnie czyniliśmy. Są tu również wyzn&lt;br /&gt;
aczone trasy skiturowe, które kilka razy użyliśmy do zjazdu. Są to trasy nieprzygotowane przez ratraki na ogół na stromych zboczach z morzem muld. Te zjazdy naprawdę poczuliśmy w nogach (zjeżdżała tam tylko męska część naszej ekipy). Ciekawy był również zjazd z najwyższego w rejonie szczytu Mt. Fort (3330) na poziom 1400 mnpm (16 km zjazdu w różnorodnym terenie, początek jako trasa skiturowa). Cały tydzień królowało słońce na lazurowym niebie (dosłownie jak w folderach). Dziennie kończyliśmy zjazdy przy drzwiach naszego domku na trasie zjazdu. &lt;br /&gt;
Kilka innych refleksji: teren dobry dla ludzi lubiących wygodę, istnieje ryzyko zderzenia z innymi pędzącymi narciarzami, wielu glajciarzy ryzykancko lądujących na trasach zjazdowych. Jak dla mnie brakowało tu &amp;quot;majestatu gór&amp;quot; i z wielkim utęsknieniem czekam na zwykłą skiturową harówkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole - jaskinia Studnisko|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Artur Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Szmatłoch + 2 kolegów z Łodzi|16 01 2009}}&lt;br /&gt;
Zjazd i zejście na dno jaskini&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SLOWACJA: Skitur na Pilsko i Palenicę|Damian Szołtysik|1 01 2009}}&lt;br /&gt;
Puste drogi to jedna z zalet pierwszego dnia stycznia więc niebywale szybko dojeżdżam do Sopotni Wielkiej przy wylocie doliny Cebulowego Potoku. Jestem sam bo raczej ciężko w takim dniu znaleźć chętnych na kondycyjne wyczyny. Szkoda bo pogoda była wymarzona. Od wylotu doliny podchodzę zboczem na Buczynkę. Wiedzie nawet tędy nie oznaczona na mapie ścieżka rekreacyjna czy coś takiego. Szlak nie przetarty choć śladów zwierząt jest mnóstwo, zwłaszcza dzików. Na podejściu wspaniałe widoki na grupę Romanki i Rysianki. Docieram w głębokich śniegach na halę Jałowcową a wkrótce potem do Hali Miziowej. To tak jakby nagle dostać się do centrum miasta. Wyciągi, narciarze, skutery śnieżne. Szybko śmigam na szczyt Pilska słowackiego. Widoki nieziemskie choć tak dobrze mi znane. Na szczycie wieje więc zmykam na dół. Teraz granicznym szlakiem zjazd i krótkie podejście na Munczolik, zjazd i podejście na Palenicę (1359). Stąd cudowny zjazd przez halę Cudzichową a dalej rzadkim lasem do doliny Cebulowego Potoku. Leśną drogą śmigam szybko do jej wylotu. Przy wylocie doliny natknąłem się na parkę młodych narciarzy, którzy w swej nieświadomości a może niefrasobliwości zamiast do Korbielowa zjechali na drugą stronę góry o czym w ogóle nie mieli pojęcia. Mieli tylko zwykły sprzęt zjazdowy a dziewczyna była bardzo zmęczona. Cóż, zawożę ich do Korbielowa gdzie mieli kwatery i potem dopiero wracam do domu. W mojej ocenie trasa, którą przemierzyłem jest jedną z ciekawszych w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Sylwester|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowron|28.12.08 - 2.01.09}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sylwestra 2008/2009 spędziliśmy w Norwegii. Warunki nie były łatwe... trochę pochodziliśmy na nartach, a trochę bawiliśmy się na śniegu... Szerszy opis [[Relacje:Sylwester w Norwegii 2008|tutaj]].&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=681</id>
		<title>Wyjazdy 2009</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=681"/>
		<updated>2009-07-20T06:20:29Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: /* II kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyjazd wspinaczkowo-rowerowy po Jurze Północnej| &amp;lt;u&amp;gt; Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. towarzysząca| 13-17 07 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem wyjeżdżamy pociągiem do Częstochowy. Stamtąd kierujemy się do Mirowa k. Częstochowy żeby  powspinać się na skałkach położonych tuż nad Wartą. Niestety nadmiar natrętnych komarów i innych insektów pozwala nam na przejście tylko kilku dróg. Cali pokąsani uciekamy do Olsztyna, odwiedzając po drodze liczne skały m.in. G. Towarne. W Olsztynie śpimy na terenie ruin zamku, a rano poznajemy okoliczne Sałki. Następne 2 dni spędzamy na licznych skałkach okolic Suliszowic i doliny Wiercicy. Kojący cień przy źródełku Zygmunta pozwala nam odpocząć od tropikalnych upałów. W Mirowie, w nocy praktycznie nie śpimy z powodu szalejącej burzy. Ale już z samego rana ruszamy do Skarżyc przez Podlesice i Morsko i łoimy na Okienniku (ale SKAŁA!). Ostatni dzień to dalszy wspin na Okienniku i dojazd do Zawiercia na pociąg do domu.&lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Przez cały wyjazd temperatura powietrza nie schodziła poniżej krytycznego poziomu ludzkiej wytrzymałości, co skutecznie unieszkodliwiło pokonanie planowanej trasy oraz dróg wspinaczkowych. Mimo tego, padły drogi od VI po VI.2+. Cały wyjazd oczywiście udany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka w Podzamczu| Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas + os. towarzyszące|11 07 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Pomimo niepewnej pogody ruszamy na wspin do Podzamcza. Tam spotykamy resztę ekipy z Rudy Śląskiej i łoimy głównie na Ratuszu, Obeliksie i Gołębniku. Padają drogi od V do VI.1+. Nabieramy też ochoty na Cimy ale może kiedy indziej:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Jaskinia przed Rozdrożem + wyjście na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szoltysik, |12 07 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Korbielowa żółtym szlakiem (bardzo ładny szlak). Przed osiągnięciem Hali Miziowej zwiedzamy jeszcze Jaskinię przed Rozdrożem. Jaskinia nie duża ale przynajmniej nie trzeba się czołgać. Następnie wychodzimy na Pilsko słowackie i dalej na przełęcz Glinne granicznym szlakiem. Na dobitkę idziemy dalej szczytami granicznymi przez Studenne i Beskid Korbielowski by później zejść żółtym szlakiem przez Korbielów Górny do auta w Korbielowie. Wymoczenie nóg w zimnym potoku i powrót do domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolinki podkrakowskie rowerem|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Max Maksalon&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotrek Strzelecki, Tomek Pawlas, Asia Wasil, Jarek Kochański |05 07 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie udało mi się zrealizować wypad na rower w piękny rejon skał i źródełek w okolicy Jerzmanowic i Ojcowa. Auto zostawiamy przy jaskini Nietoperzowej i ruszamy doliną Będkowską. Po drodze mijamy wywierzysko i największy wodospad na Jurze czyli Szum...Niagara to to nie jest :). Przejeżdżamy całą dolinę Będkowską i kierujemy się na Kobylany. Po śniadanku jedziemy dalej doliną Kobylańską. Następnie kierujemy się na Dolinę Bolechowicką gdzie jakiś nabywca zakupił dużą część terenu przez który biegł nasz żółty szlak. W konsekwencji „jedziemy” wyschniętym korytem potoku Krzemionka. Chwilę podziwiamy piękne skały Bramy Bolechowickiej i dalej w drogę. Kierujemy się na Zelków-Gacki i potem Dolną Kluczwody w kierunku Wierzchowia gdzie robimy dłuższy postój przy jaskini Mamutowej. Z Wierzchowia kierujemy się w stronę Ojcowa zjeżdżając trasą asfaltową zamkniętą dla ruchu samochodowego. W Dolinie Prądnika wpadamy na wysokości Bramy Krakowskiej i decydujemy się na przejazd w stronę Krakowa, potem wracamy i jedziemy w kierunku Skały. Po drodze tłumy turystów i mnoostwo bryczek...jak na Krupówkach. Z Doliny Prądnika wyjeżdżamy drogą w okolicy zamku ojcowskiego i jedziemy około 2km aż do parkingu w lesie gdzie pięknym (dla niektórych strasznym :)) zjazdem zielonym szlakiem osiągamy dno doliny Sąspowskiej którą jedziemy aż do Sąspowa po drodze mijając Jaskinie Koziarnia i Jaskinie Pod Kościołem. Następnie kierujemy się w stronę drogi Olkusz-Kraków i jedziemy do Jerzmanowic. Podsumowując zrobiliśmy 55km w dość trudnym terenie gdzie czasem trzeba było podawać rowery i nawzajem sobie pomagać. Niektórzy czuli niedosyt a niektórzy pomimo zmęczenia cieszyli się ze dali rade. Już planujemy następny wypadzik :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wypad pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szoltysik, Paweł Szołtysik|5 07 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Brennej czarnym szlakiem przez Stary Groń na Grabową i zejście niebieskim z Kotarza do Brennej. Po drodze kilka deszczy. Szlak nawet pusty tylko w Brennej tłumy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze –wspinaczki na Adepcie i Górze Birów |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|5 07 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ten piękny niedzielny dzień spędzamy na dość leniwych wspinaczkach na skałach &lt;br /&gt;
w Podzamczu. Robimy kilka dróg na Adepcie, tuż pod zamkiem oraz sprawdzamy czy pewna droga na Górze Birów (Jumanji) nadal nas tak samo zachwyca jak kiedyś… Przy okazji spotykamy się z grupą szkolących się grotołazów z TKTJ-tu. Godzinką na kajaku w okolicach Siewierza kończymy nasz weekendowy wyjazd. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - wspinaczki na Kościelcu |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Sitko|4 - 5 07 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie pogoda, a właściwie prognoza pogody:) umożliwiła nam rozpoczęcie sezonu wspinaczkowego w Tatarach(lepiej późno niż wcale).  W sobotę po nocnej jeździe i podejściu nieco zaspani zaczynamy od Stanisławskiego(V-). Droga okazuje się bardzo ładna, szczególnie dwa pierwsze wyciągi. Na szczycie Kościelca jak zwykle tłum ludzi, zjazdami wycofujemy się pod ścianę i robimy Gnojka (III). Mimo niepewnej pogody przez cały dzień nie lało. W niedziele decydujemy się na bezstresową drogę (czytaj ubezpieczoną) Lobby Instruktorskie(VII+). Okazało się , że droga jest naprawdę dobrze obita. Podczas, gdy Wojtek prowadził kluczowy wyciąg  zaczęła się burza, która skutecznie zniechęciła mnie do przejścia tego odcinka. Dwa ostatnie zjazdy robiliśmy w pełnym słońcu, które pozwoliło na częściowe wysuszenie przemoczonych rzeczy. Podczas zejścia na zmianę padało i przyświecało słońce.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góra Birów – wyjazd kursowy|Dariusz Sapieszko ( instruktor TKTJ), Ola i Jerzy Krzyżanowscy, Jan Dobkowski, Damian Ozimina, &amp;lt;u&amp;gt;Olek Kufel&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach, Mateusz Górowski + osoby towarzyszące (TKTJ)|4 07 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd  kursowy odbył się tym razem na górze Birów. Zbiórka na miejscu pod skałami ok. godz. 9. Zajęcia prowadził Darek Sapieszko znany też jako &amp;quot;instruktor z Warszawy&amp;quot;. Tym razem doskonaliliśmy umiejętności zakładania stanowisk asekuracyjnych, ostro trenowaliśmy poręczowanie i deporęczowanie z wykorzystaniem plakietek, a na koniec napinaliśmy tyrolkę. Pogodę przez cały dzień mieliśmy super. Ola z Mateuszem pozostali w Podzamczu jeszcze jeden dzień, reszta wróciła do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinanie na Ostańcach Jerzmanowickich| Asia Wasil, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas + os. towarzyszące|04 07 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednodniowy wyjazd wspinaczkowy na Ostańcach Jerzmanowickich. Początek dnia wspinamy się na Słonecznych Skałach, gdzie spotykamy Piotra „Szalonego” Korczaka. Popołudnie spędzamy na Witkowych Skałach – tłumy. Wyjazdem tym rozpoczynamy wspinaczkowe wakacje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góra Birów - Kurs autoratownictwa |Tomasz Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby z innych klubów|27 - 28 06 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczny kurs autoratownictwa odbył się na Górze Birów. W sobotę ćwiczyliśmy podstawowe techniki autoratownicze, czyli: uwolnienie z szanta, uwolnienie z crolla, zjazd z poszkodowanym przez przepinkę i węzeł, oraz na koniec uwolnienie „ofiary” z ucha przepinki. Pogoda bardzo dopisywała i chwilami nawet niepadało :). W niedzielę pogoda się trochę zepsuła i czasem pojawiało się słoneczko. Spędziliśmy ten dzień ratując się z trawersu i tyrolki. Ćwiczyliśmy też metodę bloczka ruchomego i „hiszpańską przeciwwagę”. Na koniec zastosowaliśmy najszybszą metodę, czyli najzwyklejsze cięcie sznura :). Wyjazd był bardzo owocny i to nie tylko w siniaki i obtarcia od uprzęży :). Myślę że każdemu by się przydało takie krótkie szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Wrota Chałubińskiego|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|21 06 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer &amp;quot;tam i z powrotem&amp;quot;. O 5:54 ruszamy z parkingu w Palenicy Białczańskiej, dochodzimy do Wrót Chałubińskiego i jakoś przed 16 jesteśmy znów przy samochodzie. Miłym zaskoczeniem jest remont drogi do MOka, przez co wstrzymany był ruch bryczkowy, a ruch pieszy skierowany został na stary szlak, biegnący dnem doliny Białki prosto do schroniska w Starej Roztoce. Szkoda, że normalnie droga do Morskiego nie wiedzie tamtędy.. bardzo malowniczo i przede wszystkim - bez asfaltu, chociaż ten kawałek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dość stabilna: na asfalcie do MOka „sipi”, potem już raczej pada, a na przełęczy od czasu do czasu coś lodowego spada. Dzięki ograniczającym widoczność chmurom mogliśmy się skoncentrować na „bliskim kontakcie z przyrodą” ;) Zaś na ostatnich 100m przed przełęczą trochę żałujemy, że nie mamy raków, bo śnieg twardy, ale daje radę. Wracamy zupełnie przemoczeni, w butach zima, ale warto… Dolinka za Mnichem jest urocza, a Wrota jeszcze w chmurach naprawdę wyglądają jak wrota (do nieba:). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W końcu – nie ma złej pogody, jest tylko zły ubiór :)&lt;br /&gt;
(Ciężko jest tylko przeboleć krótki sen..)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Slack Fest|&amp;lt;u&amp;gt;Kaja Kaczmarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow|19 - 21 06 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek /sobota&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątkowym, późnym popołudniem wyjeżdżam na swój pierwszy Slack Fest. Po 18 podjeżdża Tomek i kierujemy się w stronę Wrocławia, gdzie czekać ma reszta ekipy(Kajtek i Damian). Zgarniamy ich w miarę sprawnie i pod osłoną nocy próbujemy trafić do Hejnic – celu naszej podróży. Po drodze mijamy fajne, stare lasy obfitujące w przeróżną zwierzynę, która co jakiś czas usilnie chce nam wbiec pod koła. Kajtek odkrył, że są to lisy – szpiegi W końcu są Hejnice, tylko jakieś pogrążone we śnie i w sumie nic się nie dzieje Zupełnie przypadkiem zauważamy niewielkich rozmiarów ognisko i grupkę ludzi – to musi być tu. Zapoznaję się z Czechami i resztą polskiej drużyny, wkładam kolejny polar i kurtkę bo strasznie zimno, a w tym czasie Czesi kolejne warstwy ubrań... ściągają Dołączają do nich nasi polscy chłopcy i już po chwili cała gromada nagich ludzi znajduje się w basenie Co jakiś czas ktoś próbuje swoich sił na vaserlajnie a ja postanawiam przyglądać się temu z boku. Nakładam jeszcze kaptur-brrr! Jak zimno-myślę....Potem są jeszcze polsko – czeskie rozmowy przy ognisku, chodzenie po nightlajnach, borowiki instant o 4 nad ranem i w końcu sen. Spanie w samochodzie może nie jest bardzo wygodne ale narzekać nie mogę;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę z rana zaczynają się zawody. Szybkie zapisy i start. Pierwszą konkurencją jest speedlajn. Reguły są proste- zawodnicy musza przejść w jak najkrótszym czasie taśmę.16 najlepszych przechodzi dalej. Mi pomimo czterech prób nie udaje się opanować nerwowego drżenia nóg Tomek i Damian przechodzą cała taśmę, a Kajtek to nie wiem gdzie jest, pewnie odsypia gdzieś noc Do ćwierćfinałów dostaje się Damian. Teraz slakerzy ścigają się po dwóch równoległych taśmach. Kto pierwszy ten lepszy. Wśród kobiet zwycięża Gabina z Susek, a wśród mężczyzn Honza-Spidy Gonzales. Do kolejnych konkurencji mamy parę godzin czasu. Wykorzystujemy je na opalanie, chodzenie po vaserlajnach, tricklajanach i jeszcze wielu innych lajnach, których nazw już nie pamiętam Około 15 rozpoczynają się eliminacje do zawodów zwanych vagabundlajn-czyli chodzenie po taśmie z rękami w kieszeniach. Moje nogi nadal nerwowo drżą i cudem udaje mi się zrobić 2 kroki Wielu jednak eliminacje przechodzi. Dalsza część odbywa się na dłuższej i wyżej powieszonej taśmie. Bezkonkurencyjny okazuje się Damian, który chodzi tak długo aż znudzeni sędziowie przerywają komisyjnie jego chód Prawdę mówiąc nie wiem co działo się dalej bo z Neiko postanowiłyśmy spróbować swoich sił na gibbonie Wieczorem dojeżdża jeszcze spóźniony Michał „Corny”, który nie wiedzieć czemu udał się najpierw do tych drugich Hejnic;) ale fajnie bo przywozi ze sobą gitarę i można trochę poleżeć na trawie słuchając muzyki.&lt;br /&gt;
Wydaje się, że atrakcji na dziś wystarczy, postanawiam jednak wykorzystać obecność wody i vaserlajna, zbieram się w sobie i nocą wskakuje do basenu. Najgorsze nie jest wyziębienie podczas pływania, tylko to które następuje po wyjściu. Teraz już nie drżą mi tylko nogi ale wszystko Na domiar złego w głowie mam perspektywę spania w nieogrzewanym samochodzie;) Tomek wymyśla, że ogrzeje nas glukoza zawarta w czekoladzie. Ja słusznie w to wątpię;) i nie obywa się bez ciepłej herbaty. Jakoś dotrzymujemy do rana(dobrze, że mam tak pojemny plecak i tak dużo rzeczy się w nim mieści;))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oczywiście przespaliśmy budzik;) choć może on wcale nie dzwonił. Pogoda jeszcze ładna, w planach hajlajn. Żyć nie umierać Ekipa zbiera się dość leniwie w wyznaczonym miejscu. Już prawie wyruszamy kiedy chłopcy wpadają na genialny pomysł powrzucania dziewczyn do wody. Pierwsza zatopiona zostaje Karolina (Neiko), potem Prcek i w końcu pada na mnie. Bez walki się nie poddaję ale jestem bezradna wobec trzech rosłych chłopów i ląduje w lodowatej cieczy Zabawy zabawami a hajlajn czeka Po drodze trochę się gubimy, Kajtek i Damian marudzą niemiłosiernie z tyłu więc cieszymy się gdy ich głosy milkną;) pewnie zrezygnowali- myślimy. Po kilkudziesięciu minutach jesteśmy na miejscu. Janek „Kudłaty” z Kwjetem jeszcze montują taśmę. Siedząc z boku na skale przyglądam się bacznie wszystkiemu i trochę ogarnia mnie stres W międzyczasie pojawiają się niestrudzeni Damian i Kajtek;) Pierwszy hajlajna przechodzi Kwjetak, potem Janek i Damian, w końcu przychodzi czas na Tomka, który zakłada dla bezpieczeństwa kask i rusza. Udaje mu się wstać i zrobić kilka kroków (sukces zabrzańskiej drużyny) po czym spada w przepaść. Ja z Neiko trochę się wahamy, nawzajem pocieszamy, dopingujemy Siedząc na krawędzi przypominam sobie o moim lęku wysokości, myślę o tej wystającej na dole skale, wyobraźnia zaczyna pracować jak oszalała wysuwam się na bezpieczną odległość i nawet coś tam próbuje wstawać ale rezygnuje o jak dobrze czuć grunt pod nogami Neiko za bardzo się boi więc po chwili schodzi z taśmy. Nadchodzi czas powrotu. Gdy kończymy zdejmować hajlajna dopada nas ulewa. Znajdujemy schronienie pod skałą i czekamy na slońce i.... czekamy nadal Jako że z Tomkiem jedyni mamy kurtki przeciwdeszczowe postanawiamy schodzić. Tak, tak wiem kompanów się nie zostawia nawet jeśli są bryłami lodu;) deszcz nie odpuszcza i lekko mokrzy docieramy na kemping, reszta wraca niedługo po nas i o zgrozo sucha Jeszcze tylko szybki posiłek, pożegnania, ostatnie pakowanie i ruszamy w drogę powrotną. Z chęcią zostałabym tam dłużej, warto było przejechać 350 kilometrów(w jedną stronę) w środku sesji bo wrażenia są niezapomniane &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
tu foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2FKeep%20balance-slackfest%20w%20Hejnicach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolina Kobylańska i Brama Bolechowicka - wspin  | &amp;lt;u&amp;gt; Wojtek Sitko &amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda |14 06 2009}}&lt;br /&gt;
Niepocieszeni tym, iż sobotnie zawody wspinaczkowe oddaliśmy walkowerem, postanowiliśmy wyruszyć w Kobylany, by zaliczyć tam kilka najbardziej reprezentacyjnych dróg, tudzież pobić jakieś patenciarskie rekordy. Niestety - gdy weszliśmy do doliny nasz optymizm nieco przygasł. Chmara namiotów, stada ludzi pod skałkami w kolorowych kaskach i rozciągnięta w poprzek tyrolka nie wróżyły nic dobrego. I faktycznie. Spod Żabiego Konia zostaliśmy odprawieni z kwitkiem - kurs. No nic - idziemy w okolice Szarej Płyty, tam krótka rozgrzewka (2 średniej urody drogi) i... znowu nas gonią - kolejny kurs. Udajemy się pod Zjazdową Turnię, a tam aż kolorowo od wiszących lin. Zrobiliśmy tam kolejne 2 nawet ciekawe drogi, po czym postanowiliśmy jeszcze raz zaatakować Żabiego Konia. Niestety i tym razem bezskutecznie. Tutaj miarka się przebrała. Obrażeni na całą Dolinę Kobylańską udaliśmy się w kierunku Bramy Bolechowickiej. Tu ludzi jakby mniej, skałki niczego sobie, więc do dzieła. Szybko wyszukaliśmy i skutecznie wywspinali kilka bardzo ładnych, długich dróg o trudnościach od V+ do VI.1. Szczególnie do gustu przypadły nam tutejsze filarki (ryski natomiast były dla nas mniej przyjazne).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyjazd kursowy do Piętrowej Szczeliny | &amp;lt;u&amp;gt; Damian Ozimina &amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Mateusz Górowski, Mietek Smetaniuk |14 06 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy w niedzielny poranek spod Plazy. Od samego rana świeciło słońce,  pogoda więc zachęcała do tego, żeby nie siedzieć w domu. Po dojechaniu na miejsce przebraliśmy się i poszliśmy w stronę naszego celu. Przeszliśmy niedaleko Kamiennego Gradu i dotarliśmy do Piętrowej Szczeliny. Jako, że byłem jedynym kursantem wyjazd można nazwać tak jak było w planach kursowym, ponieważ kierownik kursu-Mateusz i tak szkolił gdy tylko nadarzała się do tego okazja. Ogólnie jaskinia całkiem sympatyczna, a jej budowa pozwalała na doskonalenie swoich umiejętności m.in. w zapieraczce. Podczas wychodzenia przy otworze spotkaliśmy dwie osoby, które również chciały tego dnia zwiedzić tą jaskinię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mistrzostwa Rudy Śląskiej w wspinaczce sportowej | &amp;lt;u&amp;gt; Łukasz Pawlas &amp;lt;/u&amp;gt;, w organizacji pomagali - Tomek Pawlas, Ola Skowron, Maciej Dziurka, Kasia Żmuda |13 06 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień przywitał uczestników chmurami i zimnym deszczem choć wszelkie pogodowe portale, oraz organizatorzy przewidywali inaczej… J, ale nie zniechęciło to śląskich wspinaczy do uczestnictwa w rywalizacji na rudzkim MOSiRze. Mimo ze połowa nie była przygotowana na owe warunki pogodowe cierpliwie czekali na swoją kolej rozgrzewając się na dwóch rozwieszonych slacklinach pod bacznym okiem najlepszej śląskiej slakerki Kaji Kaczmarczyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kategorie były 4 ale ze względu na wiek i ilość uczestników została dołożona jeszcze jedna kategoria („ mężczyźni ” do lat 10 ) ta tez kategoria najbardziej cieszyła się uwagą i dopingiem publiki która rozgrzewała gorącą atmosferą wyjątkowo chłodną pogodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszyscy z niecierpliwością wyczekiwali na rozpoczęcie i na jak najszybszy kontakt ze ścianą.&lt;br /&gt;
Wybija 10 wiec zaczynamy…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Eliminacje przebiegły sprawnie poziom był wysoki i wszyscy „łoili na maxa” nikt nie odpuszczał choć praktycznie wszyscy mieli zapewniony start w finale większość uczestników osiągnęła TOP. &lt;br /&gt;
Mniej więcej po godzinie eliminacje dobiegły końca zaczynamy finały…&lt;br /&gt;
Atmosfera coraz bardziej gorąca, uczestnicy wydają się wyluzowani choć wszyscy wiemy ze trema daje się we znaki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finały były bardzo widowiskowe, a finałowy ekstrem dla mężczyzn powyżej 16 lat zapierał dech w piersiach szczególnie podczas przejścia Piotra Majki któremu brakło dwóch przechwytów do osiągnięcia TOPu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyniki:&lt;br /&gt;
Kategoria Dziewczęta do lat 16:&lt;br /&gt;
1.	Marcelina Adamek&lt;br /&gt;
2.	Anna Przystupa&lt;br /&gt;
Kategoria Dziewczęta powyżej lat 16:&lt;br /&gt;
1.	Aleksandra Skowron&lt;br /&gt;
2.	Katarzyna Żmuda&lt;br /&gt;
3.	Kaja Kaczmarczyk&lt;br /&gt;
Kategoria Chłopcy do lat 10:&lt;br /&gt;
1.	Jakub Przystupa&lt;br /&gt;
2.	Jakub Gutt&lt;br /&gt;
3.	Paweł Kurzelowski&lt;br /&gt;
Kategoria Chłopcy do lat 16:&lt;br /&gt;
1.	Michał Rajda&lt;br /&gt;
2.	Kamil Socha&lt;br /&gt;
3.	Jakub Coder&lt;br /&gt;
Kategoria Chłopcy powyżej lat 16:&lt;br /&gt;
1.	Piotr Majka&lt;br /&gt;
2.	Maciej Dziurka&lt;br /&gt;
3.	Grzegorz Szczurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA - jaskinie wodne | &amp;lt;u&amp;gt; Damian Szotysik &amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmtłoch, Artur Szmatłoch, Damian Żmuda |10 - 14 06 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po masakrycznej  podróży autem docieramy wreszcie do miejscowości Ponor w górach Surreanu (16 godzin jazdy). Tu spotykamy się z kolegami i koleżankami z Speleoklubu Olkusz. (byli w trakcie podróży do kanionów w Grecji) Razem idziemy do wodnej jaskini Sura Mare. Jaskinia posiada potężny otwór. Poruszamy się pod prąd wartkiej rzeki. Po drodze musimy przepływać „żabką” głębokie jeziorka, przechodzić kaskady a nawet dwa razy na krótko zanurkować. Docieramy do 2 m wodospadu (w linii spadku wody nie do przejścia). Damian Żmuda obchodzi go górą lecz bez liny trochę kaprawo. Z tego miejsca wracamy z prądem do otworu. Noc spędzamy w uroczej cabanie w dolinie Strei. Zbocza doliny wieńczą potężne mury skał wapiennych. W drugi dzień grupa z Olkusza jedzie dalej na południe a my idziemy do wywierzysk Tecuri oraz penetrujemy tą piękną okolicę. Nocleg w tej samej cabanie.  W trzeci dzień we wsi Ponor przechodzimy niewielką lecz bardzo urokliwą jaskinię Cocolbea. Też potężny otwór, rzeka, kilkunastometrowy wodospad (wyłoił Damian Żmuda) na końcu dopływamy do syfonu, który nam zamyka definitywnie drogę w głąb. W drodze powrotnej w okolicach wodospadu zaliczamy efektowne skoki do wody (na głowę, nogi i takie różne). Aby skrócić sobie drogę do domu podjeżdżamy tego samego dnia do znanej nam cabany Meziad gdzie spędzamy noc. Wcześnie rano zwiedzamy jaskinię Meziad i wracamy 13 godzin do domu (najgorzej w korkach w Polsce). Mistrzem kierownicy okazał się Tadek, który nie dość, że cała drogę był za kółkiem to po rumuńskich wsiach szalał jak miejscowy. Generalnie wspaniały wyjazd i pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ Małą Panwią |Henryk Tomanek, Adam Tomanek (os. tow.) |11 06 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spływ kajakiem pneumatycznym rzeką Mała Panew od Zawadzkiego do Kolonowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieszy rajd po Jurze| Damian Szotysik + 11 osób tow.|8 - 10 06 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach zachęcania młodzieży do uprawiania turystyki kwalifikowanej przemierzamy trasę z Kluczy przez pustynię Błędowską, Chechło do Ryczowa. Nocleg w Jaskini w Straszykowej Górze. W drugi dzień przez Podzamcze, Okiennik, Podlesice , zalew w Dzibicach (tu boska  kąpiel w zalewie) docieramy do Mirowa gdzie śpimy w pieczarze w tutejszych skałach. W trzeci dzień wracamy busem do domu z Mirowa. Przeszliśmy 60 km.. Pogoda nienajgorsza.. Nie mieliśmy namiotów, noce przy ogniskach. Grupa dość wytrzymała. Na wyżej wymienionej trasie znajdują się niemal wszystkie charakterystyczne dla Jury obiekty naturalne i historyczne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolina Kobylańska – Wspin| Ola Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Grzegorz Szczurek&amp;lt;/u&amp;gt;,Paweł Szołtysik, Karol Jagoda |7.06.2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejscu byliśmy o 10. Zaliczaliśmy drogi na Wroniej Baszcie i na Lotnikach. Robiliśmy drogi zarówno obite jak i z własną asekuracją. Na jednej z dróg na własnej asekuracji Paweł zaliczył efektowny lot – wyrwał klame atakując asekurującą go Olę kamieniami. Pomimo niezachęcających prognoz pogoda utrzymała się przez cały dzień rewelacyjna. Przechodziły chmury ale spełniały tylko funkcję odstraszania innych wspinaczy – skały mieliśmy prawie tylko dla siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 33-lecie klubu w Piasecznie|w pierwszy dzień: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Basia Szmatłoch, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Głowania, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Janusz Dolibog, Wojtek Wyciślik, Ola Skowron, Mateusz Golicz, Tomek Jaworski, Ola Strach, Mateusz Górowski, Wojtek Orszulik, Ewa Orszulik, Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, Kasia Żmuda, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Wojtek Sitko |30 - 31 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo nieprzychylnych warunków całkiem spora grupka zjawiła się w umówionym miejscu. Część osób się wspinała, część zjechała do jaskini Wielkanocnej a część bawiła się przy ognisku. Sporo emocji wzbudził konkurs przeciągania liny.  Tu zdjęcia z pierwszego dnia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
tu z drugiego dnia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2FKopia%2033%20lecie%20nocek%2030-31%2C05%2C09&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice: wyjazd kursowy|Ryszard Widuch, Ola Strach, &amp;lt;u&amp;gt;Jan Dobkowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Damian Ozimina, Jerzy Krzyżanowski, Aleksandra Krzyżanowska, Aleksander Kufel, w sobotę: Aleksandra Skowron, Mateusz Golicz, Michał Wyciślik|23-24 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem drugiego wyjazdu kursowego było doskonalenie technik linowych i poręczowanie na Bibliotece oraz jaskinia Studnia Szpatowców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejscu byliśmy w sobotę około godziny 10, ćwiczyliśmy podchodzenie i zjazdy z dużym zagęszczeniem przepinek. Towarzyszyli nam Mateusz, Ola i Michał, którzy przyjechali na odbywające się nieopodal spotkanie z poznaniakami przed wyprawą w masyw Göll. Było słonecznie, ale męczył nas wiejący mocno wiatr, więc po południu uciekliśmy pod ziemię. Jako że jaskinia nieduża, zmieścili się tylko kursanci, a instruktor i kierownik jedynie do połowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na noc Rysiek i Pająk z Olą pojechali do domu, reszta udała się w znane wcześniej Oli miejsce w okolicy Kostkowic (4 km na północ od Kroczyc). Ładny kawałek łąki, trochę drzew nad samym zalewem – świetne miejsce na nocleg. Dzień zakończyliśmy orzeźwiającą kąpielą. Drugiego dnia wróciliśmy na Bibliotekę i dalej żmudnie przesuwaliśmy ciała w dół i w górę wzdłuż lin, tym razem dla urozmaicenia z podwieszonymi worami wypchanymi czym się dało. Wyjazd zakończony oficjalnie lodami w ''Zajezdzie Jurajskim''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - zlot weteranów taternictwa jaskiniowego| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik oraz weterani taternictwa jaskiniowego z różnych środowisk|22 - 24 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę liczna grupa weteranów pod przewodnictwem Jurka Ganszera (SBB) wyruszyła z przeł. Salmopolskiej do jaskini Miecharskiej. &lt;br /&gt;
Większość dotarła do tzw. Vanhali gdzie koledzy z Dzikiej Grupy z Malinki doprowadzili kabel i elektrycznym światłem oświetlili tą piękną salę. Do dna jaskini na -54 dotarło 6 osób. Prowadził nas Czesław Szura (jeden z ekploratorów tej jaskini), Jurek i Michał Ganszer, Damian i Teresa Szołtysik (do samego końca się nie wciskała) oraz 1 kol. z GOPR. W mojej ocenie to najciekawsza jaskinia fliszowa. Dużo przestrzennych miejsc, wodospad, potok płynący przez całą jaskinie, jeziorko z okazami jaskiniowej fauny. W przeciwieństwie do innych jaskiń tego typu jest tu wyraźny główny ciąg systematycznie opadający w dół oraz boczne labirynty z ciasnotami. Sale zbudowane z potężnych ciosów skalnych. Obecnie jest największą jaskinią w Beskidach. Ma ponad 1800 m dł i 54 m głębokości. Błota było dużo ale warto było. Po akcji wracamy do Szczyrku. Główne obchody zlotu odbywały się na polanie Hondraski. My noc spędzamy w dolnym Szczyrku gdzie mieliśmy akurat zjazd rodzinny. Zabawa była przednia. W niedzielę już samotnie podbiegam wzdłuż wyciągu na Skrzyczne i zbiegam zielonym szlakiem w dół do Szczyrku. Więcej informacji na temat zlotu na stronie SBB. Tu zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fzjazd-weteranow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Petzl Slack Trip in Ostrov 30x30|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i osoby towarzyszące: Kudłaty, Kajtek, Corny, Deamon|18 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
18 maja w Ostrovie koło Teplic (Czechy) (jasny guzik, 500 km ze Śląska!) w ramach festiwalu Petzl Slack Trip 2009, odbył się maraton slacklajnowy, choć po cześci miał charakter zawodów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Organizatorzy przygotowali bardzo oryginalną konkurencję, nazwaną Maraton. Na polance na terenie kempu Pod Císařem, wśród pięknych piaskowcowych turni, rozwieszonych zostało 18 taśm: 16 trzydziestometrowych i 2 dwudziestopięciometrowe. Zawody polegały na uzbieraniu w ciągu 5 godzin jak największej ilości przejść owych taśm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polskę reprezentowała pięcioosobowa ekipa zabrzańsko-wrocławsko-bystrzycka w składzie: Janek 'Kudłaty', Damian 'Daemon', Kajetan Kłakowski i Korny i ja. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozegrane zostały dwie konkurencje: OnSajt (przejście taśmy jak największą ilość razy w pierwszej próbie, bez odpadnięcia) i Absolut Distance (przejście jak największą ilość razy w wielu próbach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wśród kobiet walka była bardzo wyrównana i tylko jedna długość taśmy zadecydowała o wygranej. Najlepsza okazała się Klára zwana Prcekiem (32 przejścia - 960m). Na drugiej pozycji znalazły się ex equo Terka i Gábina, które uzyskały 31 przejść (930m). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W OnSajcie niepokonany okazał się Janek 'Kudłaty', który bez odpadnięcia przeszedł trzydziestometrową taśmę 91 razy, gromadząc tym samym 2730m, co zapewniło mu jednocześnie czwartą pozycję w kategorii Absolut Distance. Na drugiej pozycji wśród onsajterów znalazł się Míra (Slacklive webmaster) - 70 przejść (2100m), na trzeciej natomiast Kajoch (Singing Rock Slackline Team) - 42 przejścia (1260m).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W konkurencji Absolut Distance początkowo walka rozgrywała się pomiędzy Smoldą (Singing Rock Slackline Team) i Daemonem, którym nie poszło w oesie i postanowili się zreflektować. Do walki o wygraną włączył się jednak Míra, który nie odpuścił po wysiłku na onsajcie. I udało mu się, przeszedł trzydziestometrową taśmę w sumie 165 razy (4950m), wyprzedzając Daemona o dwie długości (163 przejścia - 4890m). Na trzecim miejscu, z liczbą 152 przejść (4560m) uplasował się Smolda. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja OSa spaliłem ale w klasyfikacji generalniej uplasowałem się na 11 pozycji, przechodząc ok. 2000m z czego jestem bardzo dumny ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sumie wszyscy zawodnicy w ciągu pięciu godzin przechodzą taśmy 1960 razy, co daje 58,8 km. Prawdziwy maraton ;-) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oprócz zawodów, wśród atrakcji znalazły się koncerty, nocne chodzenie po slakach, FireShow, a także 107-metrowy longlajn w nielę oraz highline którego niestety nie udalo nam się zobaczyć, choć bardzo mi na tym zależało - ale trudno może następnym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Longlina udało się przejść tylko dwóm osobom z polskiej ekipy tj. Jankowi oraz Damianowi. Ja się przystawiałem 3 razy, niestety bez sukcesu, ale fajnie było spróbowac.&lt;br /&gt;
��&lt;br /&gt;
Jak widac polski dream team nie zawiódł i godnie reprezentował swoja ojczyznę. Kolejny fest już 19.06.2009 w Hejnicach zapraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Kobylany- wyjazd kursowy|Tomek Jaworski, Ola Strach, Mateusz Górowski, Jan Dobkowski, Damian Ozimina, Jerzy Krzyżanowski, Aleksandra Krzyżanowska, Aleksander Kufel, Joanna Wasil, &amp;lt;u&amp;gt;Andrzej Rudkowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Krzysiek, Łukasz Korzeniowski, Piotr Strzelecki|17 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd w powyższym składzie odbył się do dolinki Kobylańskiej na wspinanie. Kursanci łoili pierwsze drogi na zaliczanie z prowadzaniem(niektórzy pierwszy raz w życiu to robili) a reszta ekipy walczyła z innym kalibrem dróg. Ola i Łukasz wspinali się trochę na własnej, Pacyfa jak zawsze nie zjadła mięsa :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: pobyt na wyspie Thassos|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, + osoby tow. |6 - 17 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byłem służbowo z młodzieżą szkolną na greckiej wyspie Thasos w północnej części morza Egejskiego. Wyspa zbudowana z marmurów i wapieni ale także z granitów i piaskowców. Przypadkowo od miejscowych dowiedziałem się o jaskini Drakotripa (Dragon's Hall)jako rzekomo największej na wyspie a znajdującej się w pobliżu miejscowości Panagia niedaleko miejsca naszego pobytu. Terenowym wozem z jednym z miejscowych Greków podjeżdżamy w pobliże owej groty. Ma ponad 60 m dł. przestrzennego korytarza. Ciekawostką jest duża kolonia nietoperzy, która z piskiem setkami sztuk wylatywała akurat z jaskini. Tubylcy planują udostępnić jaskinię turystom. Póki co tylko nieliczni znają dość zagmatwane dojście wśród zarośli. Ponadto jaskinie znajdują się w klifach. W trakcie rejsu statkiem wzdłuż wsch. wybrzeża kotwiczymy przy jednej z wysp i wpław dopływamy do widocznego z dala otworu pieczary, która okazała się krótka choć jeden z bocznych korytarzy znikał pod wodą.&lt;br /&gt;
Ponadto wychodzimy na największy szczyt na wyspie - Ypsario (1208). Wysokość może nie imponująca ale wędrówkę zaczynamy dosłownie z plaży a w górnych partiach ścieżka ma charakter typowego tatrzańskiego szlaku. Wędrówka tam i z powrotem zajmuje 6 godzin. Codziennie upały. Plaża i szafirowe morze na dłużej wolałbym zapomnieć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Jaskinia Zimna|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 05 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjazd w celu ponownego nawiązania łączności z nadajnikiem niemieckiej marynarki wojennej DHO38. A także, na co jednak liczyłem bardziej, moim nadajnikiem pozostawionym na powierzchni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydawało się, że znalezienie kogoś na wyjazd do Zimnej jest niemożliwe - a tu proszę, okazało się, że Mateusz nigdy nie był w tej jaskini. Była kąpiel w Ponorze - nie spodziewałem się cudów, faktem jest, że było dużo lepiej niż tydzień temu, ale jednak jeszcze z półtorej metra brakuje. Było też odpompowywanie syfonu i inne atrakcje, żeby Mateusz również miał z tego wyjazdu jakąś korzyść :). Łącznie pod ziemią spędzamy ok. 7 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Skowron&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|10 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fantastyczny dzień, który - być może nie rozpoczął się zbyt fantastycznie, za to skończył rewelacyjnie :) Mój organizm domagał się odpoczynku i zwyciężył nad duchem, który także nie był zbyt silny.. więc zaspałam. Mateusz odbraził się na mnie już w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kościeliska zalana słońcem. W marszu doliną towarzyszy nam natrętna myśl: cóż, _znów_ Zimna... Przyczajeni pod otworem - z jednej strony ogrzewani światłem z nieba, a z drugiej chłodzeni powietrzem z wnętrza skał - obserwujemy ludzików kończących pobyt w Mroźnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia wcale nie okazuje się aż _tak_ dobrze nam znana. Przypominamy sobie, że jest całkiem ładna i obszerna, w dodatku dawno nas tam nie było, a już na pewno nigdy o tej porze roku - lód z większości ścian wprawdzie odpadł, za to zupełnie pokrył spąg. Ponor okazuje się tak zalany, jak zalanego jeszcze go nigdy nie widzieliśmy, także tam kończy się nasza wycieczka - przynajmniej w głąb jaskini. W trakcie odwrotu Mateusz kilkakrotnie rozkłada swoje kabelki i gada przez komórkę z łodziami podwodnymi. Ja natomiast bawię się aparatem fotograficznym. Na całość schodzi nam jakieś trzy godzinki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni wita nas cudne słońce. Jestem zdania, że dla takiego wyjścia warto jest spotkać dużą wodę w Ponorze. Jakiś czas pozostajemy jeszcze w otoczeniu jaskini.. a w tak zwanym międzyczasie chmurzy się, trochę pada i grzmi. Powrót doliną udaje się jednak odbyć na sucho. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dobre rozpadało się, gdy byliśmy już w samochodzie, ale i to zostało nam wynagrodzone barwnymi znakami na niebie. Ze względu zaś na wczesną, jak na &amp;quot;szybką akcję&amp;quot;, godzinę powrotu nie potrafiliśmy się oprzeć, by nie odwiedzić pewnej dobrze nam znanej knajpki w Krakowie. Jedynym zmartwieniem pozostało tylko to, że tambylcy nie są przyzwyczajeni do zapachu jaskini...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Höllental - wspinaczki|Ola Strach, Mateusz Górowski, Ola Skowron, Mateusz Golicz, Karol Jagoda, Wojtek Sitko, Paweł Szołtysik, Łukasz Pawlas z ekipą: Ala, Ola Górczyńska, Martyna, Mateusz Brewczyński|1 - 3 05 2009}}&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd w Hollental wyszedł od Mateusza i Oli, którzy jako jedyni byli wcześniej w tym rejonie. Wyjechaliśmy w czwartek wieczorem - mimo niewielkiego (jak na majówkę) ruchu turystów, droga przez Cieszyn, Żilinę i Bratysławę zajęła nam 8 godzin (!!). Szczególnie irytowały nas remonty autostrady na Słowacji, stresowały także kolumny tirów nacierających naprzeciw nas w Czechach, a także wypadek z udziałem ciężarówki, który widzieliśmy po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocleg zaplanowaliśmy w Kaiserbrunn, z pełną świadomością, że będą tam tłumy. Zasadniczo jest to parking, a nie pole namiotowe - obowiązuje zakaz biwakowania, ale mało komu to przeszkadza. Po jakichś trzech godzinach snu zrobiło się rano, wszyscy jedzą śniadanie i dzwonią szpejem, hałas, no i co robić, też musieliśmy wypełznąć z namiotów. Łukasz stwierdził, że musi zaopiekować się mało wspinaczkową ekipą ze swojego auta, zaś pozostałym na początek Mateusz zaproponował łatwe, acz długie drogi na Stadlwandzie (1407). Podejście było z przygodami - trzymajmy się wersji, że musieliśmy przyzwyczaić się do stylu rysunków w przewodniku. Sam akt wspinaczki rozpoczynamy o godzinie 14:00. Zespół tzw. sportowy (Wojtek, Karol i Paweł) zaczynają walkę z 9-wyciągową Richterweg (5-). Pozostali zaś dzielą się na dwie ekipy - po jednym Mateuszu i Oli w każdej - i kontemplują Brunnerweg (11 wyciągów, również 5-). Cały ten tłum z &amp;quot;pola namiotowego&amp;quot; jakoś rozchodzi się po dużym w końcu rejonie, jesteśmy na ścianie sami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na naszej drodze, trudności były tylko na początku. Od połowy to już dosyć nudne wyciągi dwójkowe i trójkowe - ale w zasadzie o to nam chodziło, żeby przypomnieć sobie, jak to szło w tym &amp;quot;poważnym&amp;quot; wspinaniu - a nie &amp;quot;zajechać się&amp;quot;. Stałe punkty znajdujemy tylko od czasu do czasu - raczej jest to obicie &amp;quot;zjazdowe&amp;quot;. Mimo to, kości i friendy nie schodzą - jak wiadomo bowiem, podstawowym punktem asekuracyjnym w Hollentalu jest sosna, która potrafi wyrosnąć z naprawdę niespodziewanych miejsc. Szczególnie istotny jest gatunek &amp;quot;sosny stanowiskowej&amp;quot;. Jak się popatrzy na korony tych drzew (zdjęcia), to naprawdę można ufać im bardziej niż jakimś tam szczelinkom na kości. Skoro one przeżyły, to my też damy radę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mateusz i Ola uzyskują nad nami przewagę dwóch wyciągów i na dobrą godzinę tracimy ich z oczu. Jakie jest nasze zdziwienie, kiedy na przedostatnim - a może ostatnim wyciągu mijają nas ... w dół. Zejścia jednak nie ma. Albo przynajmniej nie potrafimy znaleźć. No trudno, co robić, problem tylko w tym, że jest już dosyć późno, a do najbliższego, lokalnego minimum energii potencjalnej - zlokalizowanego u podstawy ściany - jest 340 metrów. Mateusz jest zdeterminowany, żeby zjechać jeszcze &amp;quot;po jasnoku&amp;quot;. Powątpiewam w taką możliwość - ale podobno &amp;quot;po jasnoku&amp;quot; można rozumieć inaczej jako &amp;quot;nie włączając czołówek&amp;quot;. Dokonując tu pewnego skrótu - kiedy nasza cała czwórka stoi bezpiecznie na dole, mamy już godzinę dwudziestą drugą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z chłopakami umówiliśmy się, że nie czekamy na siebie - wracamy na &amp;quot;bazę&amp;quot; każda grupa osobno. Na ścianie obok ciemno, nic nie słychać - najwyraźniej dawno temu już zjechali. Ale czy na pewno? Coś mnie &amp;quot;tknęło&amp;quot; - hej, wrócćie tu na chwilę - czy też widzicie blade światełka wysoko na górze? Niestety nie przywidziało mi się. &amp;quot;O rety, oni są chyba dopiero na drugim zjeździe&amp;quot;. Przez blisko godzinę obserwujemy światełka. Nie do końca rozumiemy, dlaczego niektóre zamiast w dół, poruszają się w górę. I dlaczego niektóre z tych poruszających się w dół poruszają się tak szybko. Ciągle próbujemy się do nich dodzwonić, ale nie odbierają. W końcu się udaje - twierdzą, że wszystko jest pod kontrolą i zostały im może jeszcze ze dwa zjazdy. Uzajemy, że i tak z pozycji podstawy ściany nie jesteśmy w stanie im pomóc, układamy wyjaśnienie dla prokuratora i wracamy na bazę. Nie wnikam co było i jak było, ale oni wrócili zdaje się coś koło trzeciej. I faktycznie - spadła im czołówka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wyraźna niechęć (Mateusze i Ole) albo wręcz paniczny lęk (Wojtek) przed wyjściem na wspinanie na cały dzień. Poza tym, Łukasz zabrał ze sobą grilla, i jeśli mamy go uruchomić, to nie możemy wrócić tak zmęczeni jak poprzednio. Zachęceni spokojem i niewielką ilością ludzi, wracamy niemal w to samo miejsce - Vordere Stadlwand. Tym razem idziemy wszyscy - razem z Łukaszem i jego przyjaciółmi i przyjaciółkami (niestety, jak się okazało, nie wyposażonymi w kaski). Podejścia od asfaltu jest dużo mniej (ok. 15 minut), więc i zainteresowanie większe. Słyszymy czeski, węgierski, polski, niemiecki... Razem z Mateuszem i Olą przymierzamy się do Peternpfad (5-). Musimy czekać na drogę, ale warto było, bo całkiem przyjemna. Pięć wyciągów o w miarę jednostajnej trudności (nie mniej niż 4), razem 160 m. Wpisujemy się do książki. Nie wiem kto i po co chciałby czytać te książki, ale gdyby ktoś zamierzał to robić, to pewnie pomyśli, że żartowaliśmy wpisując dwa razy &amp;quot;Mateusz i Ola, RKG Nocek&amp;quot; - i tę samą datę. Co robić, takie są fakty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie wiem, co dokładnie robił zespół sportowy - dowiem się i uzupełnię. Spotykamy się na ścieżce zejściowej. Tym razem stracił się Łukasz i jego towarzysze, ale mamy nadzieję, że nauczyli się na naszych błędach i jakoś sobie radzą. Poza tym, według naszych informacji, robili tylko drogi &amp;quot;sportowe&amp;quot;. Do wieczora jeszcze daleko, także i my bawimy się jeszcze trochę na jednowyciągówkach - z Mateuszem przechodzimy jeden po drugim jakąś szóstkę, zaś Wojtek, Paweł i Karol przymierzają się do różnych dróg obok o trudnościach sięgających do 8-. Kombinowanie, patentowanie, &amp;quot;po lewej, po lewej masz taką małą dziurkę na nogę!&amp;quot;. Chyba są w swoim żywiole i nawet nie zauważyli, kiedy ich opuściliśmy i poszliśmy robić obiad i grillować. Chciałem podkreślić w tym miejscu, że nie byliśmy świadomi majówkowych wypowiedzi jednego z polskich polityków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyznaję, nie jesteśmy szczególnie &amp;quot;rozrywkowym&amp;quot; klubem - ale przynajmniej dzięki temu udaje się nam w niedzielę wstać o siódmej rano. Plan obejmuje ściany Grossofen, chociaż mój pomysł, żeby się trochę bardziej zmęczyć znajduje niewielu entuzjastów. Swego rodzaju &amp;quot;konflikt interesów&amp;quot; udaje się opanować dopiero pod ścianą - ktoś wpadł na pomysł, żeby nieco inaczej niż w poprzednich dniach podzielić zespoły. Z podziału wykluczony jest Paweł, który ma problemy żołądkowe. Łukasz jest z nami, choć jego towarzysze znowu się gdzieś wyalienowali i zgubiłem ich z oczu jeszcze na bazie. Wracając do Grossofen - Mateusz i dwie Ole udają się na Sudwestturm z zamiarem zrobienia In Vino Veritas (6, 130 m). Karol i Wojtek idą w trudności, na drogę Primus (7-, 170 m). Ponieważ zaś Łukasz będzie pierwszy raz robił &amp;quot;wielowyciągówkę&amp;quot; i jest mu wszystko jedno gdzie - biorę go na 340-metrową drogę pod nazwą Himmelsleiter, na głównej ścianie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodziewam się problemów, bo droga jest wyceniona wysoko jak na moje możliwości (6+). Większość wyciągów nie schodzi poniżej 6-. No ale w końcu o to chodzi - problemy muszą być, trzeba je pokonywać. To nie jaskinia, w razie czego, zawsze można się wycofać, co nie? Przed nami trzyosobowy zespół węgierski - musimy troszkę na nich czekać tu i ówdzie, ale przynajmniej widzimy, jak idzie droga i gdzie są największe problemy. Mamy zarówno dobry widok na lewą stronę - na Mateusza na jakimś karkołomnym trawersie, jak i fenomenalny podgląd na prawą - na Karola przyklejonego gdzieś daleko do stanowiska w ścianie. Prowadzimy na zmianę, ale staramy się tak wycelować, żeby najtrudniejsze momenty trafiły na Łukasza, który ma lepszą technikę wspinania. Przez większość drogi było (jak na nas) faktycznie trudno. Nadwyrężyłem sobie palce, którymi - jak mi się przypomniało - zarabiam przecież na życie. Przełączenie trybu pokonywania drogi z klasycznego na hakowy wydawało się nieuchronne - na szczęście udało się to odwlec do przedostatniego wyciągu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ścieżka z powrotem do podstawy ściany jest właściwie jednokierunkowa. Fantastyczny piarg - świetnie się jedzie w dół, ale podchodzić to bym tamtędy nie chciał. Udało się nam całkiem nieźle zgrać w czasie - na dole czekają już na nas Mateusz i Ole. Trochę się pogubili w ścianie, tak do końca nie wiedzą gdzie byli. Po kilkunastu minutach wraca też ekipa z Primusa. Najwyraźniej dobrze dobrali sobie drogę - również na skraju swoich możliwości na tę niedzielę, bo jak się przyznali, też momentami musieli oszukiwać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień się kończy i pozostaje już nam tylko ugotować obiad i wracać do domu. Obiad nad rzeką - zanotować, że Schwarza jest bardzo ładna. Wracamy w przekonaniu, że był to bardzo udany wyjazd. Niby tylko trzy dni, ale żal, że nie możemy zostać dłużej jest tłumiony przez bóle i zmęczenie, odczuwane w rozmaitych częściach ciała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: |&amp;lt;u&amp;gt;Tadeusz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz, Agnieszka, Artur Szmatłoch, Tomasz Głowania |30 04 - 03 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: skałki rzędkowickie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, na miejscu - Ryszard, Marzena, Maciek Widuch, Andrzej i Grażyna Ciołek, Wiesław (Esi) i Iwona Piotrowska, Janusz i Celina Proksza |3 05 2009}}&lt;br /&gt;
Skały zatłoczone do niemal ostatniej ryski. Robimy tylko małe bouldery. Starzy koledzy z klubu tradycyjnie na majówkę jeżdżą w ulubione miejsce na skałkach rzędkowickich i tam się z nimi spotykamy. Czas spędzamy towarzysko. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fjurajska-majowka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mistrzostwa Polski w autostopie|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka (os. tow.)|1 - 2 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na mistrzostwa autostopu chciałem się wybrać juz dwa lata temu, ale co roku cos musiało wyskoczyć. W końcu się udało - choć majówka czasowe ograniczenia narzuciła dość znaczne. W tym roku trasa biegła z Sopotu do Lwowa - ok. 850 km, wiec kawałek był. Z Agniechą ustawiamy się na 0.15 w piątek 1 maja, ponieważ pociąg ma ruszać 0.47 (przynajmniej teoretycznie). Przy kasie okazuje się ze ma 100min opóźnienia. Myślę sobie „spoko”, mamy  zapas czasu, bo w Sopocie mamy być na 12:00. Pociąg nadjeżdża wiec pakujemy się do środka a raczej tłumy wgniatają nas w przestrzeń wagonową.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ucieszeni, że jesteśmy w sferze pociągu czekamy na odjazd. Marne nasze oczekiwanie, bo czekamy na brakujące 5 wagonów jadących z Wisły, które za szybko nie dotrą gdyż ktoś zajumał trakcje. Całkiem klawo szkoda ze trafił na majówkowe wyjazdy. W miedzy czasie robi się 200 min spóźnienia. Przezywamy właśnie pierwsze załamanie. Nie ma co narzekać, cza działać, wiec idziemy sprawdzić PKSy niestety. Jest tez plan, żeby Ondre zawiózł nas na trasę warszawską może uda się cos złapać, ale rezygnujemy i wracamy na dworzec, pakujemy się do środka i po chwili wpadamy w letarg na glebie. Agniecha po ok. 30 min budzi się z zimna ja już wiem ze będą kłopoty. Po chwili pada. „Co robimy, wracamy???” - jestem w stanie się zgodzić, ale z pomocą nadjeżdża  kolejny pociąg do Warszawy, w który się pakujemy... podroż się zaczyna! &lt;br /&gt;
Znajdujemy dwa miejsca, Agniecha w przedziale (nota bene z gratisami), ja na glebie w przejściu. Idziemy się przespać, po 3 godz jesteśmy w Wawie, czekamy na kolejny pociąg do Gdyni który będzie za ok. 1,5h. Idziemy się przejść pod Palac Kultury zażyć troszkę słońca. Po powrocie na peron okazuje się ze dogania nas pociąg z Katowic, z 250 min opóźnienia. My wiemy ze do niego już na pewno nie wsiądziemy. Po chwili przyjeżdża pociąg do Gdyni i ruszamy zaraz za już legendarnym „pociągiem 047”. Gleba standardowo wolna, tyle że pod rowerami wiszącymi na wątpliwej wytrzymałości haczykach, ale bez chwili zastanowienia kładziemy się i za moment śpimy. Budzimy się gdzieś przed Malborkiem i zaczynamy przygotowywać „kartony”. O godzinie 16:00 wysiadamy w Sopocie Kamiennym Potoku i dymamy pod miejsce startu gdzie już nikogo nima ale w sumie to się nie dziwimy, ponieważ mamy 4-godzinne spóźnienie. U portiera odbieramy mapy oraz numer startowy nota bene „013”...  Czas działać, cza dogonić resztę. Posuwamy się do desperackich czynów na pierwszych światłach podchodzimy do samochodów i bezczelnie pukamy w szyby i z błagalnymi minami prosimy o jakąkolwiek podwózkę. Już drugi samochód zgarnia nas i podwozi do zjazdu na obwodnice jakieś 3 km, ale ważne ze w kierunku Pd-Wsch. Generalnie piździ, wiec marzymy o kolejnych dobrodziejach. Starszy, bardzo miły Pan wraca z pracy i mówi ze zabierze nas w super miejsce do łapania i na pewno tam cos chycimy bo to tranzyt na wschód. Ja - yhy. W końcu docieramy do autostrady A1, myśląc stąd to już pikus za chwilkę będziemy w Łodzi. Generalnie znowu się mylimy ponieważ autostrada jest płatna - to generalnie jeśli już ktoś jedzie, to w stronę wody czyli nie tam gdzie my. Rezygnujemy z autobany i dalej tranzytem na Warszawę (chyba). Pomału się kulamy, podwózki są, ludzie bardzo mili, tyle że odcinkami po 20 - 30 km, ale do przodu. Koło godziny 20 zatrzymujemy się na wysokości Chełmna. Pomału dzień zmierza ku końcowi wiec zaczynamy się rozglądać za jakąś... koliba??? Daleko nie szukamy znajdujemy... rów. Ustalamy ze będziemy się zmieniać. Najpierw w kime idzie Agnieszka. Pomału jak już zasypia, zatrzymuje się młody facet z dzieckiem które strasznie się nas wystraszyło (chyba Agniechy bo na pewno nie mnie ;). Chcemy troszkę je uspokoić podlizując sie balonem co generalnie pomaga. Tato, chyba tez były włóczykijo-hitchhiker udziela nam paru rad ;) Dojeżdżamy na przedmieścia Torunia i tu decydujemy się na nocleg. Ciemno, zimno i do domu daleko, niemiłosiernie jesteśmy zmęczeni wiec wesoło już nie jest, na jakieś ��&lt;br /&gt;
polance rozbijamy prowizorycznie namiot, ustalamy że wstajemy o 5 i zaczynamy łapać. Los na pewno się odmieni i pójdzie jak po maśle ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota 2.05.2009'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstajemy jak zaplanowaliśmy o... 8.03 ale słonce się uśmiecha, jest ciepło jesteśmy w miarę wypoczęci, morale tez skoczyły o parę oczek w górę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś pierwsi zatrzymują się Bracia którzy wybrali się kupić samochód jest miło, śmiesznie i nabijamy kolejne 50 km, jesteśmy w Lipnie tu przekraczamy jedno skrzyżowanie i TIR zabiera nas do Warszawy wiec dziś Idzie zdecydowanie lepiej, mijamy pare policyjnych patroli, więc Agniecha stara się chować na leżance kierowcy, co dość komicznie wygląda ale generalnie się sprawdza ;). Wyskakujemy przy zjeździe na Lublin i tam tez spotykamy pierwszych zawodników. Wymieniamy się wrażeniami, śmiechy, chichy, poczęstunek, i po chwili... kciuk do góry i na Lublin. Jedziemy w piątkę kierowca, jego brat, ja z Agnieszką i... stopowy filozof, Agnieszce nie podpada do gustu i idzie spać zostawiając mnie na pożarcie. Okazuje się bardzo miłym facetem, choć nawija bez przerwy co jest troszkę irytujące ale udziela nam paru cennych wskazówek dotyczących stopa i Ukrainy. Wysiada wcześniej a my dalej do Lublina. Rodzeństwo bardzo miłe, gawędzimy o Skandynawii gdzie bracia często wyjeżdżają dorabiać. Podwożą nas za Lublin i w eter puszczają, że zostawiają przesyłkę przy Scani.  Nie zdązywszy jeszcze wystawić kciuka już zatrzymuje się rodzinny van. Rodzina bardzo miła, zaczynają nas wypytywać o co cho z tymi stopersami ze dziś ich taki wysyp... ;). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W koncu osiągamy Zamość, miejscówka wręcz wymarzona do łapania ale Agnieszka zauważa ze właśnie wysiedliśmy z 13 samochodu... i tu tez mamy najdłuższy postój z całej trasy jakieś 1.5h ale przynajmniej jest okazja by cos zjeść. Po owej 1 godzinie i 30 minutach inny zespól nas zauważył i uprosił kierowcę by zabrał jeszcze nas... jak miło. Bardzo szybko zbliżamy się do wschodniej granicy UE i troszkę się niepokoimy. Nasz niepokój potęguje spotkanie z Panią która opowiada nam o nie ciekawych przypadkach  przygranicznej okolicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W końcu docieramy do granicy w Hrebenne (gdzie czekają nas chwile naj... całego wyjazdu) jest ok. 20.00 tu spotykamy kolejnych mistrzów autostopu, zamieniamy kilka słów a po chwili zjawia się Ukrainiec proponując dwa miejsca z podwózka do Lwowa, troszkę mi to jakąś ściema śmierdzi ale wypada na nas. Okazuje się ze jest rodzinka jest bardzo mila, ale miejsca w samochodzie raczej niema bo cały VW Transporter zapchany polskimi meblami, bo ponoć tańsze i są.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na przejściu okazuje się ze do Ukrainy można przywieść tylko 50kg albo równowartość 200 euro na twarz, wiec już wiemy czemu jedziemy w szóstkę pięcioosobowym samochodem ;) Polacy patrzą na wszystko z przymrużeniem oka. Celnicy ukraińscy już oka mrużyć nie chcą wiec się zaczyna... na pierwszy ogień poszliśmy my: „nie znacie dokładnego adresu, to nie wiedziecie na Ukrainę” (klawo, 60 km od celu), jakoś go przekonujemy choć ja odpalam niezłe akcje i Bargiela ma mnie dosyć. Czas na rodaków: co to, co tamto, zły przelicznik euro i za dużo towaru, wiec dalej nie jedziemy (przypominam 60 km od celu). Ja już podsypiam, Agniecha też, a Ukraińcom głupio ze nas w to wciągnęli choć my wcale im za złe nie mamy. Zaprawień w boju wschodni sąsiedzi wiedza jak sobie z tym poradzić, wystarczy tylko... wcisnąć jeszcze dwie osoby do samochodu. Wiec granice po 5h oczekiwań przekraczamy w 9 osób. Celnik pyta co nas tak mało, ale raczej nie interesuje go to, że jedzie w samochodzie 2x więcej osób niż może, tylko to czy masa na łeb nie przekracza 50 kg. W końcu jedziemy a raczej to się kulamy bo na drodze wszędzie dziury, a raczej rowy.&lt;br /&gt;
��&lt;br /&gt;
W końcu… Lwów, L’viv, Leopolis, Львів, tyle że o 3.00. Korzystamy więc z pomocy taksówki, która zawozi nas na miejsce które jak sie okazuje niekoniecznie było miejscem logicznie wynikajacym z mapy, ale jesteśmy. Witają nas już lekko „zmęczeni” organizatorzy i gratulują 71 chyba miejsca. Jest tragicznie zimno wiec nie rozbijamy namiotu, tylko na bezczela idziemy kimać pod łazienki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano budzi nas Pani kierownik ośrodka nie bardzo wiemy co mówi ale z jej intonacji wynikalo ze mamy się z tamta wynosić ;). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
12:00 wręczenie dyplomów... nagród..., podziękowania... i brawa... łza się w oku kreci na koniec parę fotek i...  z powrotem. Lecimy na szybkie zwiedzanie Lwowa jest cudnie i chętnie byśmy tam zostali jeszcze przynajmniej dzień ale czas nas nagli, więc na obwodnice Lwowa.&lt;br /&gt;
Po parunastu minutach łapiemy stopa do katowickich bramek na A4 super zdążymy na poniedziałkowe zajęcia. Czech który nas zabiera (generalnie Ukrainiec mieszkający w Czechach i pracujący w Niemczech) częstuje nas plackami, które wiezie od swej rodzicielki ze Lwowa, którą odwiedza przynajmniej raz w miesiącu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bramkach stoimy jakieś 40 min i poza tym ze zimno to nic. W koncu sympatyczni młodzieńcy z Sącza litują się nad nami i wiozą nas do Kato stąd już odbiera nas Bąbelek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za rok Sopot-Praga. Zapraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Wyjazd rowerowy + jaskinia Psia i Na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Helena Kempna (os. tow)|1 05 2009}}&lt;br /&gt;
Na rowerach startujemy z Ryczowa piaszczystym, leśnym szlakiem do Smolenia. Tu w dolinie Wodącej odwiedzamy jaskinie na Biśniku i Psią. Następnie przez Złożeniec szlakiem rowerowym wracamy do Ryczowa zahaczając jeszcze o skałki z obeliskiem. Pogoda cudowna na rower. Na Jurze eksplozja zieleni. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fjurajska-majowka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Dolina Pięciu Stawów Polskich|&amp;lt;u&amp;gt; Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;|28 04 - 1 05 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjazd baardzo wcześnie rano, pomimo to w dolinie zameldowałam się późnym popołudniem. Rzuciłam tylko graty i na lekko spacerek w poszukiwaniu Wolego Oka:) Szlaki niemal wszystkie przetarte, tylko śnieg rozmiękły, rozmokły, osuwający się. Z tego też powodu następnego ranka wychodzę bardzo wcześnie. Kierunek: Zawrat. Przełęcz osiągam w dość szybkim tempie, teraz zastanowienie co dalej:) Patrzę w kierunku Świnicy, ale jakoś tak nieswojo samej:) Kieruję się zatem granią w prawo. Skały zalodzone lub wysuszone, zależy od strony. Po krótkim odpoczynku na Małym Kozim postanawiam schodzić. Śnieg już się grzeje, im później, tym zejście może być ciekawsze;) dochodze jeszcze do Zmarzłych Czub i kieruję się w dół jakąś dziwną, ale sympatycznie wyglądającą przełączką. Sympatycznie do czasu:P Staram się byc ostrożna, ale kilkakrotnie wykonuję mniej lub bardziej kontrolowane zjazdy w strone Pustej Dolinki wśród huku spadających z góry nawisów. Stresogennie odrobinkę:) Ale udaje się uciec bezpiecznie. Następnego dnia wyjście troszkę później, ale za to w miłym towarzystwie. Decydujemy sie na Gładką Przełęcz. Ślicznie, ze śpiącą kozicą i widokami na słowacką dolinkę. Myślimy o Walentkowym albo o słowackiej przełęczy Zavory, ale na myśleniu sie kończy. Nadchodzą chmury, zaczyna wiać, decydujemy się na powrót. Kilka godzin później potężna burza. Złapała Strzelca w drodze. Przychodzi dopiero wieczorem, juz się zaczynam niepokoić:) Wieczór zakończony imprezką po-urodzinową z widokiem na niedźwiadka przechodzącego sobie w najlepsze po stawach:) W piatek, niemiłe zaskoczenie; następnego dnia musze iśc do pracy. Decydujemy się więc ponownie na Gładką z aspiracjami na pobliskie szczyty:) Wychodzimy w czwórkę tym razem i w czwórkę dochodzimy na Gładki Wierch, Przepiekne widoki, naprawdę szkoda że trzeba wracać..:( Zjeżdżamy jeszcze dwa razy(!!) z przełęczy na pupach i spokojny powrót do schroniska. Tam obiadek, piwko, pożegnanie i niestety zejście na dół...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Podzamcze |&amp;lt;u&amp;gt;Tadeusz&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur Szmatłoch |26.04.2009}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy z domu w niedziele rano, po dojeździe na miejsce małe jedzonko i w skały.&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy z 6 - 7 dróg średniej ciężkości. Powrót do domu wieczorem  tego samego dnia :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - skiturowanie w otoczeniu Hali Gąsienicowej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik&lt;br /&gt;
|26 04 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem na Halę podchodzimy Jaworzynką. Od tygodnia śniegi znów trochę uciekły wyżej. Z Hali Gąsienicowej Teresa podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego (wyciąg z uwagi na brak narciarzy już nie kursuje) a ja wychodzę na przeł. Liliowe i dalej granią do Świnickiej przełęczy, z której zamierzałem zjechać. Żleb jednak okazał się &amp;quot;zajęty&amp;quot;. Dwie grupki &amp;quot;wspinaczy&amp;quot; z sprzętem wykuwało stopnie by wdrapać się na przełęcz blokując tym samy drogę. Wracam więc na Skrajną Turnię (2096) i stąd zjeżdżam na Liliowe i dalej do kotła. Potem podejście na Kasprowy i dalej już wspólny zjazd przez Goryczkową do Kuźnic. Przez tydzień trasa skróciła się zaledwie o sto metrów więc możemy być szczęśliwi z długiego zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Jaskinia Szeptunów (Szmaragdowa), wspinaczki w Olsztynie|Mateusz Górowski, Ola Strach, Ola Skowron, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Mietek Smetaniuk, Jan Dobkowski, Michał Wyciślik; towarzyszyli nam: Kasia Wyciślik, Basia Dobkowska, Kasia Smetaniuk, Asia Jaworska, Karol Jaworski, Ela Skowron, Zuzia Skowron, Wojtek Strach|26 04 2009}}&lt;br /&gt;
Zainspirowany zdjęciami Adama z marca, rzuciłem temat odwiedzenia jaskini Szmaragdowej. Z Wirku, kawalkadą samochodów (5 aut!) przemieszczamy się do kamieniołomu w Rudnikach. Niektórzy pod otworem - swoją drogą, fenomenalnie położonym - sugerują, że zejście nad jeziorko do  malutkiej w sumie Szmaragdowej nie jest warte tak długiego dojazdu. Nie zrażony tym, obwieszczam moje plany zwiedzania jaskini do przesamego końca. W związku z doskonałą pogodą - upał i bezchmurne niebo - miało to obejmować również ''dogłębne'' zapoznanie się z istotą tego podobnież największego na Jurze jaskiniowego jeziorka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z początku entuzjazm przejawiają tylko Mietek i jego wodoszczelny aparat fotograficzny. Żeby przedostać się do bocznej odnogi jeziorka (całkiem go tam jeszcze sporo), musieliśmy &amp;quot;myknąć&amp;quot; pod przełazem. Ktoś krzyczał ''dokumeeentyy!!'' - swoim zwyczajem miałem pod kaskiem portfel, żeby w razie czego nie utrudniać identyfikacji - ale krzyczał zupełnie niepotrzebnie, bo przecież zanurzyliśmy się tylko po szyję. Faktem jest, że to chyba przez to &amp;quot;myknięcie&amp;quot; dojrzenie do decyzji o kąpieli zajęło reszcie ekipy osiem minut i wymagało pomocy obecnego na miejscu psychologa. W sumie to zaskoczyli mnie - w deczko zimnej wodzie wykąpali się wszyscy, łącznie z Jankiem (pierwszy raz w jaskini w ogóle!), Tomkiem (który niedługo wcześniej coś wspominał o tym, jak to jesteśmy pogrzani) i Olą (tą bliższą mi - jak ją zobaczyłem po drugiej stronie, to ''dopiero'' mi się zrobiło zimno!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W &amp;quot;mokrej&amp;quot; części odnajdujemy sporo śladów muszli, gąbek - a może nawet jakiegoś amonita. Po raz kolejny próbujemy uwierzyć w to, że jaskinie naprawdę zrobione są z resztek po wielkich ślimakach - chociaż dla mnie brzmi to równie fantastycznie jak płaska ziemia podpierana przez słonie na grzbiecie wielkiego żółwia. W jaskini siedzimy prawie godzinę. Dziewczyny narzekają na brak bielizny na zmianę, więc sugeruję, że w takim słońcu najlepiej rzeczy suszyć na sobie. Znowu jestem zaskoczony, bo co niektóre na to przystają i ku radości głownie mojej :), wracają do auta - naprawdę pocieszny widok - w trekach, z wielkim plecakiem, ale bez spodni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszym programie dnia (jest dopiero 12) wspinaczka w okolicach Olsztyna. Ekipa uszczupla się lekko - Mietek i Kasia opuszczają nas z powodu rodzinnych spraw do załatwienia. Tomek odgraża się, że on nie ma butków i przecież oni są z Asią i Karolem tylko na chwilkę  - ostatecznie jednak zrobił drogę czy dwie &amp;quot;w laćkach&amp;quot;. Pozostali okupują Bibliotekę do ok. 17; obok nas tylko jedna ekipa (pozdrawiamy!), więc tłoku nie ma. Z naszą formą fatalnie, tylko Mateusz Górowski daje radę wyjść na czysto V+. Niby pocieszamy się, że przecież nie jesteśmy &amp;quot;sportowcami&amp;quot;, że chodziło nam o przypomnienie sobie paru rzeczy przed większym wyjazdem za tydzień... no ale jednak chciałoby się wspinać &amp;quot;lepiej&amp;quot; :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Wyjazd wspinaczkowy - okolice Olsztyna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda,&amp;lt;/u&amp;gt; Wojtek Sitko&lt;br /&gt;
|25 04 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaliśmy się początkowo w rejnie skał przy zamku, gdzie nie spotkaliśmy ani jednego wspinacza, pomimo wspaniałej pogody. Dokuczały&lt;br /&gt;
nam jedynie nieznośne podmuchy wiatru. Po kilku godzinach wspinaczki, kiedy mięśnie zaczeły odmawiać nam posłuszeństwa wpadliśmy na pomysł, aby poprowadzić śmiałą drogę dwuwyciągową(w porywach IV) pod pretekstem przećwiczenia budowy stanowisk itd. W ten sposób  abraliśmy nieco sił i postanowiliśmy jeszcze powalczyć w rejonie Biblioteki. Wyjazd okazał się niezwykle owocny czego dowodem jest fakt,  e udało nam się zrobić około 16-stu dróg w lepszym lub gorszym stylu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Jaskinia na Świniuszce - Skały Ryczowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Tadeusz,&amp;lt;/u&amp;gt; Barbara, Ania, Adam, Artur Szmatłoch + 2 osoby towarzyszące &lt;br /&gt;
|19 04 2009}}&lt;br /&gt;
Po odnalezieniu otworu Tadek,Adam,Ania i Artur penetrują jaskinie. &lt;br /&gt;
Barbara w tym czasie odnajduje otwór jaskini w  Rudnikach.&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini wspólnie udajemy się do jaskiń w Rudnikach.&lt;br /&gt;
Po południu przyjeżdżamy do Ryczowa gdzie odbywamy kilka pierwszych wspinaczek w tym roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - narciarski zjazd z Koziej Przeł. + wyjście na Świnicę|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Golicz, Ola Strach, Tomek Pawlas, Łukasz Pawlas, grupa piesza - Michał Wyciślik, Damian Ozimina, Jan Dobkowski&lt;br /&gt;
|19 04 2009}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic wszyscy w dość żwawym tempie podchodzimy na Gąsinicową. Śnieg napotykamy dopiero przed samą halą. Stąd grupa piesza podąża przez Świnicką Przeł. na Świnicę (2308)a następnie granią w stronę Kopy Kondrackiej. Zejście na halę Kondratową następuje wcześniej w głębokich śniegach na przełaj w dół. Z Kondratowej wracają do Kuźnic.&lt;br /&gt;
Grupa narciarska od Zmarzłego Stawu mozolnie drapie się w rakach na Kozią Przeł (2138) niosąc narty (Tomek deskę) na plecakach. Stąd na początku bardzo stromym terenem tą samą drogą w dół. Zjazd jest bardzo urozmaicony (szkoda, że w zjeździe tak szybko leci czas). Aby uniknąć schodzenia z Gąsienicowej bez śniegu decydujemy się na wyjazd krzesełkiem na Kasprowy i stąd nartostradą zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic. Wszyscy spotykamy przy autach przy TOPRze (spotykaliśmy tu nawet Ewę Liberę z SDG z kolegami, którzy też wracali z skiturów). Pogoda dopisała, wyjazd z wszech miar udany). Tu zdjecia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fkozia-przelecz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Sitko,&amp;lt;/u&amp;gt; Paweł Szołtysik, Karol Jagoda&lt;br /&gt;
|14 04 2009}}&lt;br /&gt;
Był to typowy wyjazd wspinaczkowy o znanym wszystkim schemacie działania. W akordowym tempie wywspinaliśmy 10 bardzo fajnych dróg w skali od V do &amp;gt; VI.2, przy czym najwięcej emocji wzbudziła owa VI.2 (Ludzie Silnej Woli),  która obudziła również drzemiące w nas instynkty  rawdziwych jurajskich patenciarzy. Zgodnie z przewidywaniami początek tygodnia zapewnił nam  niemal puste skałki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczkowo-narciarsko-snowboardowo-rowerowy wyjazd dyngusowy|Łukasz Pawlas, Ala Kucharska (os. tow), Andrzej Tomczyk (os. tow), Mateusz Brewczyński (os. tow), &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 - 13 04 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjazd standardowo na wariackich papierach organizowany przez co sporo włosów znowusz wysiwiało …nie zauważyliście??? No tak od razu wypadły. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W  sobotę z rana poczynając szukając chętnych na wspin w Kobylanach dowiaduje się od Alyny ze w Szczyrku w niedziele najbliższą za free śmiganie na „golgocie” będzie. Burzy to całkowicie moje plany wspinaczkowe ponieważ jestem już umówiony w Kobylanach z klawą ekipą z zagłębia ;). dowiaduje się tez ze chłopaki od nas siedzą gdzieś w północnej części Jury.&lt;br /&gt;
Jest w czym wybierać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W końcu stawiamy na wieczór i nockę w Kobylanach a następnie niedzielne śmiganie po „golgocie”.&lt;br /&gt;
Umawiamy  się na 16 bo u nas jeszcze uroczystości i zjazd rodziny. &lt;br /&gt;
Do samochodu pakujemy co się da i generalnie mamy problem z zapakiem ale decydujemy się jeszcze na 2 rowery... a co. Wyjazd koło 17.30 niestety ale bez obsuwy to by nie było to.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do doliny docieramy ok. 19. Dzierżawimy na jedna noc kawałek pola dla naszego szerszenia od jednego z lokalów bez targowania się nie obejdzie. Na miejscu czeka juz ognicho i mila atmosfera, szybko się rozkładamy, mamy 3 na 5osób i już na wstępie oddelegowują mnie pod ognisk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczór miły wiec mija zdecydowanie za szybko lepiej poznajemy zagłębiaków i już planujemy kolejny wyjazd. Późna godzina cza iść spać ja bezpośrednio na kobylańskiej glabie wiem ze będzie ciężko. Ania z Peterem zapraszają mnie do siebie ale ja udaje twardziela i stawiam na swoim. Zakładam wszystko co mam na siebie i w kime...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Budzik dzwoni 5.00 nie ciągnie mnie wcale na zewnątrz śpiwora wiec nie było tragicznie pod względem termiki. Wiem ze teraz będzie ciężej bo reszta nie podzieliła mego pomysłu o tak wczesnej pobudce ale jestem bezwzględny...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 30min w kobylańskiej nie śpi już żadne żyjątko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka herbata i przystawka do długo wyczekiwanej „Direttisimy Żabiego Konia” to tylko szósteczka ale należy do jednych z piękniejszych lini Kobylan. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod Żabiego podchodzę z lekkim stresem bo po kontuzji ale idziem... Początek jest wręcz banalny ale bardzo przyjemny szkoda ze tak szybko mija. Dochodzę do lekkiej przewieszki i robią się schody jest ciężko ale jestem jeszcze Świeży wiec ten moment puszcza gorzej jest przy cruxsie który już tak łatwo mnie nie puszcza ale ostatkiem sił łapie przyjazną klame która pozwala mi zaliczyć linie OS wiec jestem naprawdę uradowany. Linia jest długa ok. 35m z niesamowitymi widokami - wspin był jeszcze przyjemniejszy ze o 6 rano rzadko kto się wspinał wiec cały Koń był nasz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolej na Brewusa, obserwuje go z góry idzie mu całkiem fajnie ale przy przewieszce zaczynają się schody bierze blok ja instruuje go z góry Młody z dołu przystawia się jeszcze raz ale troszkę przkombinowuje i rezygnuje z drogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnie przystawia się Babel i bez większych problemów osiąga szczyt choć sapie ostro ale to ponoć element jego techniki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ondre, początek wygląda obiecująco i mocno trzymamy za niego kciuki bo wiemy ze bardzo mu zależy na tej lini ale podobnie jak u Brewy przewieszka jest nie do pokonania po pierwszym bloku traci szanse na OS i widać ze przestaje mu zależeć... kończy.&lt;br /&gt;
��&lt;br /&gt;
Okazuje się ze już mamy obsówe czasową a do szczyrku jakieś 130km wiec szybka decyzja, zapak i ruszamy w dalszą część tripa. Młody i Ala zostają się wspinać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Cześć narciarsko-rowerowa'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie pamiętam o której wyjeżdżamy z doliny w każdym razie za późno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na mapie wybieramy drogę najkrótszą. GPS prowadzi nas przez każdą skuśkę nawet drogami leśnymi. OSy nie nalezą do najłatwiejszych szczególnie z rowerami na dachu parę razy mało co nie zostawiamy kółek w dziurach, ale szerszeń się nie daje. Trasa bardzo urokliwa szczególnie od okolic Andrychowa. Chmury się rozeszły i jest niezła lampa nie chce się nam wierzyć ze uświadczymy jeszcze śnieg. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczyrk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na golgocie jeszcze śnieg i to wcale nie mało. tak jak chętnych kolejka na 10min może nie przeraźliwie ale zachęcająco nie jest. Lampa jest taka ze jeździmy w koszulkach. Zjazdy bardzo przyjemne śnieg bardzo mokry ale świetnie trzyma nie przesadzamy tez z wyczynami bo to zamkniecie sezonu i szkoda  by było pożegnać się kontuzja. Przed zamknięciem wyciągów jesteśmy już wypompowani ale jeździmy do końca i zamykamy wyciąg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koło 15 czas w końcu na śniadanie przy kawce i kanapkach „ze wczoraj” obmyślamy plan na resztę dnia. Myślimy o slacku na Skrzycznem ale plan upada wiec jeździmy w kierunku Wisły.&lt;br /&gt;
Na Białym Krzyrzu ściągamy rowery i w las... Nie do końca wiemy jak, ale lądujemy we Wiśle Malince czyli tam gdzie planowaliśmy na dole czeka Ondre z poczęstunkiem ... super! ...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest jeszcze dość wcześnie wiec planujemy odwiedzić kościół, ale wszędzie jesteśmy spóźnieni wiec zalegamy na brzegu Wisły na kontemplacje dnia. Koło 18 się zbieramy, bo na 20 cza być u Franciszkanów w Zabrzu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycieczka udana, bardzo spontaniczna i kolejny raz się okazuje ze takie są najlepsze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: skiturowo - rowerowy wypad na Wielką Fatrę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Paweł Szołtysik&lt;br /&gt;
|11 04 2009}}&lt;br /&gt;
Auto zostawiamy przy wyciągu na początku doliny Lubochniańskiej (najdłuższa dolina Słowacji - 25 km). Z przytroczonymi do rowerów nartami pedałujemy w górę doliny prawie 20 km. Jest tu asfaltowa (zamknięta dla ruchu) wąska droga, która wyżej staje się gorsza. W końcu dalszą drogę zagradza śnieg, na szczęście blisko miejsca, z którego mamy startować na nartach. Rowery kryjemy w knieji i dalej już po mokrym śniegu podążamy w górę. Stromy odcinek w lesie był pozbawiony śniegu i tu musimy iść z buta szybko zyskując wysokość. Na grzbiecie warunki śnieżne są znakomite więc szybko osiągamy Gruń (1266) i po trawersie Ciernego Kamienia osiągamy przełęcz i wkrótce szczyt Płoskiej (1544) gdzie spotykamy kilku narciarzy na śladówkach (jedynych ludzi, których spotkaliśmy na całej trasie). Pogoda słoneczna więc można podziwiać otaczające nas morze gór. Z szczytu fajny zjazd po firnowatych śniegach. Do rowerów wracamy inną doliną boczną. Zjazd obfitował jak to zwykle bywa w wiele ciekawych niespodzianek. Po małych rozterkach nawigacyjnych trafiamy bez pudła do celu czyli rowerów ukrytych w zaroślach. Zjazd w dół na rowerach już bez niespodzianek terenowych za to upojenie szybkością znakomite. O zachodzie słońca docieramy do auta i w miarę pustymi drogami wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: skitour na Małej Fatrze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, Ola Strach, Mateusz Górowski, Mateusz Golicz, Ola Skowron, Wojciech Wyciślik, Łukasz Pawlas&lt;br /&gt;
|5 04 2009}}&lt;br /&gt;
Znów liczną ekipą startujemy z Stefanowej. W iście letnim upale z nartami na plecakach podchodzimy do schroniska pod Południowym Gruniem zakładając narty na kilkaset metrów przed schroniskiem. Dalej stromym stokiem na Południowy Gruń (1468). Stąd zjazd na przełęcz (na południowych stokach ogromne lawiniska, śnieg wyjechał do samego gruntu). Dalej znów podejście w upale na Stoh (1608). Z Stoha cudowny zjazd na przełęcz pod Rozsutcem. Z przełęczy zielonym szlakiem kontynuujemy zjazd z przeszkodami w dół aż do momentu w którym  po prostu brakło śniegu. Potem jeszcze kilkanaście minut zejścia i jesteśmy przy autach w Stefanowej. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fskitury-fatra-grun &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w skałkach rzędkowickich|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Wojtek Sitko, Karol Jagoda, Damian Ozimina&lt;br /&gt;
|4 04 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Rudy o 8 rano. Pogoda od rana piękna, żadnej chmurki. Po 9 jesteśmy w Rzędkach. Zaczynamy od turni Lechwora gdzie robimy filar , komin i kilka dróg obok w skali V – VI i VI.1 . Niestety fantastyczna pogoda przyciągnęła dziesiątki ludzi i było tak aż do wieczora. Po Lechworze przenieśliśmy się na kolejną skałkę gdzie zrobiliśmy dwie V- ki w tym jedna na kościach. Na końcu załoiliśmy jeszcze jedną VI, i dwie V. Łącznie około 10 dróg co ze względu na  duże oblężenie skałek jest wynikiem całkiem niezłym. Po 19 zebraliśmy się do domu. Wypad bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - wspin w kamieniołomie|&amp;lt;u&amp;gt;Wojciech Sitko&amp;lt;/u&amp;gt; Karol Jagoda&lt;br /&gt;
|3 04 2009}}&lt;br /&gt;
To, że w Bytomiu jest deficyt ścianek wspinaczkowych wcale nie oznacza, że nie ma się tam gdzie wspinać. W słynnych Dolomitach jest bowiem całkiem spory wybór ciekawych i nienagannie obitych dróg. Jest to też prawdziwy rarytas dla miłośników spadających kamieni. Wsponianego  dnia powalczyliśmy na około 10 drogach w skali od V do VI.1+. Liczba innych ekip wspinaczkowych: 0,0.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - mokry skitour na Lipowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Paweł Szołtysik, Ola Strach, Mateusz Golicz, Ola Skowron, Henryk Tomanek, Kasia Żmuda, Damian Żmuda, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek (os. tow.)&lt;br /&gt;
|29 03 2009}}&lt;br /&gt;
Chyba najliczniejsza &amp;quot;wyprawa&amp;quot; skiturowa z klubu. Lądujemy w Złatnej. Drugie auto odstawiamy na miejsce mety czyli do Rajczy. Idziemy na Rysiankę. Tu przerwa w schronisku. Ciekawostką jest, że Heniek Tomanek dzisiejszą trasą pierwszy raz odbył w roku 1969. Jak widać skitury łączą pokolenia. Z schroniska idziemy dalej na Lipowską. Stąd już bez fok. Pogoda robi się fatalna. Ograniczona widoczność i coraz mocniej padający deszcz. Mijamy Redykalny Wierch i podążamy do Zapolanki. Śnieg był mokry i wolny do zjazdu. W Zapolance Mateusz, Ola, Maciek, Kasia i Damian Żmuda zjeżdżają do Złatnej i wracają do auta, które było na końcowym parkingu natomiast pozostali zjeżdżają do Nickuliny i do auta, które tam zostawiliśmy. W strugach deszczu i zapadającym zmroku spotykamy się w centrum Rajczy i po przepaku wracamy późno do domu. Trasa ciekawa lecz warunki już nie zbyt. Po drodze Kasia i Grzegorz złamali kijki. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fmokra-rysianka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza i Velky Prislop na skiturach |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, Grzegorz Burek (os. tow.)&lt;br /&gt;
|22 03 2009}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Rycerki Górnej szlakiem na Wielką Raczę (1236). W schronisku krótki odpoczynek. Następnie szlakiem granicznym zjeżdżamy na północ. 3 razy musimy jeszcze zakładać foki by dostać się na Velki Prislop (1046). Stąd wg słowackiej mapy odchodzi do Rycerki szlak narciarski. W terenie jednak nie ma po nim śladu. Zjeżdżamy więc na przełaj z wszystkimi urokami takiego zjazdu (zwalone drzewa, wykroty, strumyki). Czary goryczy dopełniła (na szczęście już na dole) droga po zrywce drzewa. Wytargana spychaczami i pełna gliny. Jakoś bokiem przedzieramy się i wkrótce osiągamy Rycerkę Górną gdzie zostawiliśmy auto. W górach jeszcze mnóstwo śniegu. Było pochmurno ale bez opadów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Touring z Czantorii na Soszów Wielki|&amp;lt;u&amp;gt; Tomek Pawlas,&amp;lt;/u&amp;gt; Agnieszka Bargielska (os. tow.)&lt;br /&gt;
|21 - 22 03 2009}}&lt;br /&gt;
Pierwszy Dzień Wiosny: 21.03.09.&lt;br /&gt;
Czyli wypad „doświadczonych skitourowców” -&lt;br /&gt;
W pociągu spaliśmy, jedyną przerwą w drzemce było podziwianie szukających wiosny sarenek.&lt;br /&gt;
Krótki kurs instruktażowy i w drogę. Nartostradą, pod bacznym okiem zjeżdżających, wspinamy się na Czantorię. Kilkanaście przerw na cukierki i jedna - na konkretną rozmowę z GOPRowcem kochającym skitoury i polecającym Łysą Górę- mekkę polskich skitourowców, ale czy też i nie miejsce sabatu czarownic?&lt;br /&gt;
Po czterech intensywnych godzinach wspięliśmy się na Czantorię, następnie zaproponowanym skrótem przecieraliśmy szlak. Dotarliśmy do chatki przygranicznej, niezwykle urokliwej i potencjalnie doskonałej do spędzenia tam nocy, gdyby nie zrobiony z niej w środku kosz na śmieci. Tabliczka: „Soszów 3 km” zmobilizowała nas, by wejść choć tam…&lt;br /&gt;
Jazda po puchu, tam gdzie nikt nie szedł, a jeśli szedł to się zapadał, była imponująca, choć dość męcząca. &lt;br /&gt;
Pełni szczęścia oglądaliśmy zachód słońca i rozbiliśmy namiot, który następnego dnia stał się  turystyczną atrakcją .&lt;br /&gt;
Musieliśmy się zebrać w trybie natychmiastowym na pociąg, który nam uciekł, ale dobrzy i nieprzerażeni  ludzie naszą ilością bagażu (rada na przyszłość : nie zabieraj 70l plecaka na skitoury) zabrali autostopowiczów na brudny i pozbawiony Śniegu Śląsk…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustroń – skiturowy spacer przez Równicę|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski &lt;br /&gt;
|21.03.2009 }}&lt;br /&gt;
Ze względu na niezwykle napięty terminarz na sobotę robimy krótką trasę z Ustronia Polany czerwonym szlakiem na Równicę, dalej niebieskim na Beskidek i najkrótszą drogą do samochodu. Warunki krajobrazowo-przyrodnicze urocze (zaskakująco jak na to miejsce –zero ludzi), śniegowe dużo gorzej- uprzykrzający wędrówkę mocno klejący się do nart śnieg…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Szmaragdowa | Tadeusz, Barbara, Adam, Ania, Aga, Artur Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Głowania&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|15 03 2009}}&lt;br /&gt;
Dnia 15 marca byliśmy w Jaskini Szmaragdowej. Znajduje się w Rudnikach, koło Częstochowy, w starym nieczynnym już kamieniołomie. Po przybyciu na miejsce, znalezienie wejścia do jaskini nie stanowiło problemu, już z daleka widoczne było obmurowane wejście: krótki tunel w formie łuku który z daleka wyglądał jak kapliczka. Celem naszej wyprawy, było dotarcie do podziemnego jeziorka. Nie wszyscy byliśmy wyposażeni w sprzęt, jednak nie stanowiło to problemu w dotarciu w docelowe miejsce, gdyż skorzystaliśmy z wąskiego obejścia. Po dotarciu całej ekipy nad jeziorko kąpieli uraczyli Pan Tadeusz oraz Artur. Tylko ta dwu osobowa reprezentacja posiadała pianki, które w końcu mieli okazję przetestować. Nad jeziorkiem wszystkich urzekło to, że patrząc w toń widać zafałszowany obraz dna. Jest on lustrzanym odbiciem otaczających skał. Adam natchniony urokiem miejsca poczuł w sobie duszę artysty i rozpoczął sesję zdjęciową. Nie znajdując spełnienia dla swojej wizji stwierdził, że żaden z modelów nie spełnia jego artystycznych oczekiwań i zapowiedział ponowne odwiedzenie miejsca z profesjonalną ekipą (robotów :) ). W pogodnych nastrojach opuściliśmy jaskinię i udaliśmy się w kierunku kolejnego punktu dnia czyli jaskini w Zielonej Górze. Mogliśmy oglądnąć tam zachwycające nacieki które są jedyne w swoim rodzaju, niestety mocno nadszarpnięte ingerencją człowieka. Koniec wyprawy umililiśmy sobie krótkim spacerem po lesie, wśród skałek, po którym udaliśmy się wszyscy na pyszny koktajl truskawkowy do hacjendy Szmatłochów :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitour na Mędralową | Ola Strach, Ola Skowron, Mateusz Górowski, Paweł Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|8 03 2009}}&lt;br /&gt;
Po nocnych opadach góry zasypane śniegiem. Z trudem dojeżdżamy do końca drogi w Koszarawie Bystrej. Stąd początkowo za znakami potem na przełaj (szlak nie przetarty) osiągamy przy bardzo słabej widoczności i prószącym śniegu wierzchołek Mędralowej (1169). Poniżej znajduje się szałas dobry na biwak. Tu robimy krótki postój. Potem zjazd na przełęcz Klekociny (864). Po drodze dość niespodziewanie spotykamy wycieczkę &amp;quot;zakładową&amp;quot;, szło w głębokim śniegu chyba z 30 osób torując w śniegu głęboką rynnę. Chyba mieli jednak już dość co wynikało z krótkiej wymiany zdań. My z przełęczy Klekociny wychodzimy jeszcze na Beskidek (1040) a z niego przez rozległe polany zjeżdżamy z powrotem do Koszarawy. W ograniczonej widoczności zjazd w głębokim puchu jest dość zwodniczy. Docieramy jednak szczęśliwie do auta gdzie w towarzystwie kilku nudzących się aczkolwiek wygłodniały psów pakujemy się i wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia|Aleksandra Skowron, Karol Jagoda, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|1 03 2009}}&lt;br /&gt;
Tatry toną w śniegu, ale jak to o tej porze roku bywa, do Miętusiej przedeptana jest autostrada. Przed otworem spotykamy grupę kursową z SW. Za nami podążają koledzy z KKTJu, którzy planowali robić w jaskini zdjęcia. Na szczęście w jaskini sobie nawzajem nie przeszkadzaliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdania co do celów naszej akcji były podzielone. Ja niosłem do jaskini komputer i trochę sprzętu elektronicznego, zamierzając wykonać kilka... pomiarów. Moi towarzysze zdecydowanie bardziej nastawiali się na &amp;quot;trasę turystyczną&amp;quot; :). W każdym razie, z ''Sali bez Stropu'' wspinamy się w górę - ciągiem ''Korytarza Trzech Króli'' osiągamy ''Błotne Zamki'', skąd dalej kierujemy się w ''Wielkie Kominy''. Odwrót tą samą drogą. Akcja zajęła ok. siedmiu godzin i myślę, że wszyscy byli z niej zadowoleni - a jeśli nawet nie z samej akcji, to już na pewno z nocnego powrotu pod gwiaździstym niebem i z meteorami w tle.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - skiturowa wycieczka na Okrąglicę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Mietek Smetaniuk&lt;br /&gt;
|1 03 2009}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy z Skawicy Sucha Góra szlakiem na Kucałową Przełęcz a stąd na Okrąglicę (1247). Znajduje się tu drewniana kapliczka poświęcona ludziom gór. Widoczność była fatalna więc zjazd północną stroną za bardzo nie wyszedł bo za szybko zjechaliśmy na szlak. Poniżej jednak udało nam się zjechać bardzo fajnym zboczem w rzadkim lesie na wprost do doliny. Śnieg mokry. Z braku czasu nie udało się już zrealizować jaskiniowego programu wyjazdu choć po drodze zauważyliśmy kilka ciekawych wytopów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Aktivistensitzung|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Aleksandra Skowron, Łukasz Zawada|20 - 22 02 2009}}&lt;br /&gt;
W piątek wieczór wzięliśmy udział w spotkaniu aktywistów w ''Landesverein fur Hohlenkunde in Salzburg'' ([http://www.hoehlenverein-salzburg.at/]). Było to głównym celem naszego wyjazdu; spotkanie to jest organizowane raz w roku i ma na celu przedyskutowanie planów poszczególnych grup jaskiniowych, działających w Landzie Salzburg. Około półtorej godziny spotkania zostało poświęcone na dyskusję o [http://goll.pl wyprawie WKTJ-u w masyw Hoher Goll], w której członkowie naszego klubu regularnie uczestniczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na noc zostaliśmy w klubie. Następnego dnia przenieśliśmy się do chatki pod otworem jaskini Lamprechtsofen, gdzie poznaliśmy grupę grotołazów z Węgier, przebywających tu na &amp;quot;wakacjach&amp;quot;. Odbyliśmy razem z nimi krótki wypad do ''Lampo''. Biegaliśmy po jaskini niecałe trzy godziny - niestety nie byliśmy przygotowani na akcję w jaskini (brak szpeju, kasków czy choćby nawet kombinezonów) i nasi węgierscy przyjaciele nalegali, żebyśmy nie szli za nimi dalej :). Pod wieczór wielkie ''multi-language Party''. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - trasa z Żaru na Kocierz na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;,Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, ost tow.: Marcin i Gosia&lt;br /&gt;
|22 02 2009}}&lt;br /&gt;
Sytuacja luksusowa. Marcin z Gosią jeżdżą na Żarze, więc nie musimy wracać do auta. Na Żar wjeżdżamy wagonikiem z tłumami ludzi (brrrr). Potem czerwonym szlakiem idziemy a potem brniemy na Kocierz (879) Stąd generalnie na przełaj zjeżdżamy do doliny Kocierzanki. Jak dotarliśmy w głębokich śniegach do drogi akurat nadjechali nasi znajomi i wróciliśmy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacki Raj, Tatry Wysokie|Piotr &amp;quot;Strzelec&amp;quot; Strzelecki, Maciek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|18-27 luty}}&lt;br /&gt;
Wyjazd się odbył mimo dezercji 80% żołnierzy:) Pogoda świetna, dawno się tak nie udało. Dopiero przedostatni dzień w Tatrach wietrzny i śnieżny:) Ale zacznijmy od początku.&lt;br /&gt;
Wyjazd 18 lutego, zbyt wcześnie rano, w pociągu spotykamy się z Maćkiem. Mamy troszkę czasu na zastanowienie się gdzie jedziemy, bo na skutek wyżej wspomnianej dezercji, sami się pogubiliśmy:) Mnie jak zwykle pcha w Tatry, jednak chłopaki skłaniają się ku Rajowi. I na tym staje. Podróż długa: przesiadki w Krakowie, Zakopcu, Popradzie, w końcu docieramy do Hrabusic, tam śpimy przez dwa dni, potem na dwa dni do pobliskich Betlanovców (czy jak to tam się pisze;).&lt;br /&gt;
Słowacki Raj wspaniały. Łazimy po najpiękniejszych dolinach (Prielom Hornadu, Sucha Bela, Velky Sokol), przechodząc po zawieszonych nad potokami drewnianych, oblodzonych kładkach, niemal pionowych drabinkach lub dziwnych formacjach, mających uatrakcyjnić wycieczki. Podziwiamy wspaniałe widoki (widać nawet słowackie Wysokie Tatry!), kuszące lodospady (szkoda że nie wyszła zaplanowana wspinaczka) i przepyszne słowackie piwo:P&lt;br /&gt;
W niedzielę zwijamy się do Polski (kieszenie poczuły ulgę; po wejściu na Słowację eurosów, wszystko jest naprawdę drogie...). Strzelec wraca, my z Maćkiem decydujemy się na Tatry. Początkowo planujemy pobyt w Piątce, ale z powodu zbyt późnego dotarcia do Palenicy, lądujemy w Morskim Oku. Jest cudownie. Kupa śniegu, szlaki nieprzetarte, pogoda słoneczno-mroźna.. Idealnie:) Jeszcze nocny wypad nad Czarny Staw pod Rysami i jesteśmy naprawdę wniebowzięci.&lt;br /&gt;
Rano wybieramy się do dolinki mnichowej, wytyczając własny hardcorowy szlak:) Na szczęście udaje się i żywi docieramy do celu...Krótki odpoczynek przy zasypanych stawach Staszica, chyba dawno nikogo tam nie było; nasze ślady są jedyne. Powrót na szczęście bardziej cywilizowaną drogą, choc również troszkę różniącą się od normalnego zimowego szlaku;) W schronisku poznajemy wspaniałą ekipę górskich wygów z Jastrzębia, impreza trwa dość długo;)&lt;br /&gt;
Nastepnego dnia chcemy spróbować gdzieś w kierunku Bandziocha (nie śmiemy marzyć o Chłopku; jest dość lawiniasto a widok Maszynki do Mięsa oddziaływuje na wyobraźnię;) Koniec końców, docieramy jedynie w okolice wejścia do Bandziocha (też jako pionierzy), przy każdym kroku zastanawiając się, kiedy wszystko poleci i świat się skończy:)&lt;br /&gt;
Maciek postanawia wracać, ja decyduję się jeszcze zostać. Wsiąkłam kompletnie:) Nowi znajomi z Jastrzębia postanawiają się mna zaopiekować:) Następnego dnia wstajemy o 5:30 (!!!) i w dwóch grupach podchodzimy do Dolinki Mnichowej. Normalnym szlakiem idzie się szybciutko:) Stamtąd podchodzimy jak najbardziej ostrożnie pod masyw Miedzianego i granią do Szpiglasowej. Widoki niesamowite. Jednak zejście do Piątki nie wydaje się prostym zadaniem.. Okazuje się jednak że dla moich towarzyszy nie ma żadnych trudności. I udało się. Przeżyłam swój pierwszy zjazd na pupie z dwóch tysięcy metrów:D Wrażenia naprawdę niesamowite... Polecam:)&lt;br /&gt;
Dolinka skąpana w słońcu, zasypana śniegiem, cudownie pusta i piękna jak zawsze.. wracaliśmy roztoką do wodogrzmotów i stamtąd spowrotem do Moka. Naprawdę dobra trasa, jak na te warunki, byliśmy z siebie dumni. W czwartek postanawiamy wejść na Zadnią Galerię Cubryńską. Jeszcze nigdy Mnich nie wydawał mi się taki mały:) I nigdy wczesniej go nie głaskałam... Podeszliśmy pod niego przy okazji schodzenia z Galerii...&lt;br /&gt;
No i tyle, następnego dnia wracałam. Córka, studentka i pracownica marnotrawna;):)Zdjęcia: [http://www.extreme.webserwer.pl/index.php?option=com_phocagallery&amp;amp;view=category&amp;amp;id=98&amp;amp;Itemid=62]  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: skiturowy wypad na południową stronę Pilska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Skowron, Heniek Tomanek&lt;br /&gt;
|14 02 2009}}&lt;br /&gt;
Po ośnieżonych drogach docieramy do Oravskiego Vesela (800)skąd zielonym szlakiem podchodzimy na kopułę szczytową Pilska. Po ostatnich opadach szlak jest kompletnie nie przetarty więc mamy dodatkową robotę brnąc po kolana w puchu. Im wyżej tym gorsze warunki. W szczytowych partiach śnieżna zadymka, widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Śnieżne zaspy sięgają 2 metrów i tworzą coś w rodzaju tarki. Zmagamy się jeszcze w białym świecie lecz gdzieś na 1500 pokornie zawracamy. Tylko dzięki GPS udaje nam się trafić do granicy lasu (w miejsce gdzie go opuściliśmy) bo wiatr zatarł ślady. Tu wśród kilku zacisznych świerków przepinamy się do zjazdu. Śnieg lotny więc zjazd nie wyglądał najgorzej. W dolnej części modyfikujemy zjazd i jakoś z innej strony docieramy do auta w Oravskim Veselu wraz z zapadającym zmrokiem. Cóż, chyba nie po raz ostatni musieliśmy uznać wyższość natury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Romantyczne Skitu(o)rowanie walentynkowe :)|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach  &lt;br /&gt;
|14 02 2009}}&lt;br /&gt;
W głębokim i ciągle padającym śniegu robimy trasę Ustroń Polana PKP-Czantoria (wzdłuż nartostrady)-Soszów -Stożek-Wisła Głębce PKP(zjazd nartostradą). Droga piękna i urokliwa, ale warunki pogodowo-śniegowe mało sprzyjające tj. śniegu po pas, odcinki do torowania, &lt;br /&gt;
a jazdy w dół narty odmawiają- zapadamy się gdy tylko lekko opuścimy ubitą trasę…Wracamy z przygodami, mocno zmęczeni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szczyrk Narty|&amp;lt;u&amp;gt;Artur Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Szmatłoch, Anna Szmatłoch, Adam Szmatłoch&lt;br /&gt;
|5-8 02 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjazd na narty do Szczyrku, warunki średnie, śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lipowa Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Tadek Szmatloch&amp;lt;/u&amp;gt;, Basia Szmatloch&lt;br /&gt;
|7 - 8 02 2009}}&lt;br /&gt;
Tym razem wyjazd calkowicie rekreacyjny. W lipowej brak śniegu, Skrzyczne lekko osypane śniegiem.Impreza do bialego rana.Rano przejazd do Szczyrku.Wychodzimy na polanę Młaki.Tutaj spotykamy się z resztą rodziny.Wieczorem wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Panta Rei- czyli ski-water-tour na Pilsko ;)|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach  &lt;br /&gt;
|08 02 2009}}&lt;br /&gt;
Na przekór pogodzie ruszamy rano do Korbielowa. Całą drogę leje. Zatrzymujemy się pod wyciągami na Pilsko i stamtąd o dziwo już od samego dołu zasuwamy na nartach nartostradą na sam szczyt Pilska.  Podczas podejścia pogoda nas rozpieszcza a zza chmur wychodzi słońce.  Na szczycie dopada nas mgła i lekko padający śnieg. W gęstniejącej mgle zjeżdżamy na dół (niestety też nartostradą). Warunki kiepskie (czasami nawet fatalne) ale wyjazd uznajemy za udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kalacka + wypad skiturowy na Kondratową Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik&lt;br /&gt;
|7 02 2009}}&lt;br /&gt;
W Zakopcu totalna chlapa. Halny. Plusem było to, że nie kursowała kolejka na Kasprowy więc ludzi mniej. Śnieg ledwo sięgał do Kuźnic. Podchodzimy na nartach a ostatni stromy odcinek w lesie na nogach. W jaskini Kalackiej jesteśmy pierwszy raz i nie jest to znów taka mała bździna. Docieramy na koniec do małego syfoniku (ktoś próbuje lub próbował tu kopać) a w drodze powrotnej wchodzimy w boczne zakamarki choć tylko jeden jest nieco dłuższy i kończy się błotnym namuliskiem. W jaskini generalnie błotnisto i mokro. W partiach przyotworowych ładne formy lodowe. Po wyjściu (było już dość późno) kontynujemy wycieczkę na halę Kondratową i dalej na przełęcz. Powyżej granicy lasu podmuchy halnego chciały nas zwalać z nóg. Pułap chmur oparł się na przełęczy Kondratowej. Ostatni stromy odcinek niesiemy narty i musimy uważać by z tym wszystkim nie odfrunąć. Na przełęczy przepinka do zjazdu. Wszystko trzeba uważnie trzymać bo wiatr chciał nam ukraść dobytek. Zjazd tą samą drogą. Początkowe metry beton. Dalej kilkadziesiąt metrów schodkujemy w dół bo podmuchy wiatru oraz pękające pod nartami płyty odebrały nam jakoś odwagę. Dopiero nieco niżej gdzie śnieg był miększy a wiatr nieco ścichł ruszamy odważnie w dół. Tym razem śnieg jest mokry i ciężki. Raz przyśpieszenia raz hamulce. Dopiero w dolinie jazda jest przewidywalna i gnamy co sił w dół bo gonił nas zmrok. Nie spotykając nikogo docieramy do Kuźnic równo z nastaniem nocy. Można rzec, iż był to ekscytujący i urozmaicony wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyjazd narciarski w Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; Ania Bil, Tomasz Pawlas + os. tow&lt;br /&gt;
|1 02 2009}}&lt;br /&gt;
Aby być pierwszymi osobami na stoku wyjeżdżamy o 6:30 z Zabrza.&lt;br /&gt;
Plan jest taki: ja wysiadam wcześniej i na skiturach dochodzę do reszty ekipy szusującej na Stożku. Jako, że był to mój pierwszy raz na skiturach wycieczkę dobrałem krótką, ale bogatą w walory widokowe. Cały dzień pogoda słoneczna i lekki mróz, czyli idealna. Po spotkaniu z ekipą, Tomek z zazdrości kradnie mi skitury i znika, więc teraz ja muszę się ustawić w kolejce do wyciągu i jeździć tą samą, wyjeżdżoną, nudną trasą i oglądać się wkoło żeby w nikogo nie wrąbać… bez porównania!!! Tak się w te skitury wkręciłem, że już planuje kolejne wycieczki. Karnety przestają działać o 17:00 więc pakujemy się i wracamy zmęczeni i zadowoleni do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sopotnia Wielka-skitur|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski, Lechu (os. tow.) &lt;br /&gt;
|01 02 2009}}&lt;br /&gt;
Ruszamy żółtym szlakiem z Sopotni Wielkiej (na przełęcz Przysłopy), by następnie czarnym przez polanę Malorkę dojść na Halę Mizową. Stamtąd po krótkiej przerwie idziemy na&lt;br /&gt;
Rysiankę. Jako drogę powrotną wybieramy  piękny zjazd lasem wzdłuż&lt;br /&gt;
niebieskiego szlaku do Sopotni Wielkiej Kolonii. Pogoda dobra, warunki śniegowe nie&lt;br /&gt;
najlepsze( dobrze było tylko u góry). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, partie Wawelskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Golicz, Michał Wyciślk&lt;br /&gt;
|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Brnąc w śniegach i drażniąc się z zimnem dotarliśmy do N otworu Czarnej. W trakcie akcji zwiedziliśmy dość dokładnie partie Wawelskie, osiągliśmy najwyższy punkt Czarnej +141 m oraz zjechaliśmy Mleczną Studnią do Szmaragdowego Jeziorka skąd wróciliśmy &amp;quot;klasycznym&amp;quot; ciągiem do Ślimaka i ponownie weszliśmy w Wawelskie by ściągnąć linę i zwiedzić pozostałe ciągi. Dotarliśmy nad Żlobisty Komin oraz do kilku innych zakamarków. Ciekawy i warty obejrzenia fragment jaskini. Kilka zdjęć z akcji: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2FCzarna-Wawelskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - wyjazd narciarski|Tadek Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Wojtek Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Głowania&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch; Basia Szmatłoch i Anna Szmatłoch chodzące po dolinach|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Dzień mimo iż plany były ambitne miał rozpocząć się o godzinie 6 pobudką wszystkich członków wyprawy, jednak lenistwo zwyciężyło i około 2 godzin później wszyscy meldowali się na wspólnym śniadaniu. Wyprawa rozpoczęła się wędrówką przez dolinę Kościeliską do punktu docelowego jakim miał być Starorobociański. Jak zdążyłem się już przekonać droga tą doliną  potrafi się ciągnąć w nieskończoność jednak podczas pieszej wędrówki, jak zawsze zresztą, mogliśmy liczyć na cenne uwagi od Pana Tadeusza odnośnie topografii tudzież nazw poszczególnych polan, co bardzo umilało, przynajmniej moją pieszą wędrówkę. Uzbrojeni w snowboardy oraz narty żwawo...tempem (cytuję) starych bab docieramy do Iwaniackiej Przełęczy. Tam decydujemy wspólnie, że to nie koniec wędrówki i kierujemy się wyżej na Starorobociański Wierch. Niestety podczas drogi nie cieszymy oka widokami z uwagi na gęstniejącą mgłę. Po dotarciu na Wolarnię maszerujemy po grani i z uwagi na bardzo ograniczoną widoczność ciężko zlokalizować nasze położenie dochodzimy chyba do Siwej przełęczy. Po podjęciu decyzji, że pieszej wędrówki już kres zakładamy wszyscy deski, tudzież stoły- zwał jak zwał, i uradowani zaczynamy cieszyć się zimowym szaleństwem, jak się okazało za moment, radość nasza była przedwczesna. Z uwagi na zbyt duże zagrożenie lawinowe wycofujemy się ze zjazdu po zboczu. Wracamy pieszo po śladach tą samą drogą i sprzęt zapinamy dopiero przy zjeździe z Wolarni w kierunku Iwaniackiej Przełęczy. I tu zaczęła się namiastka tego co misie lubią najbardziej...dla zaawansowanych snowboardzistów był to raj na ziemi w postaci dosyć sporej warstwy puchu śniegu i zjazdu pomiędzy drzewami. Dla mniej zaawansowanych, czytaj amatorów, których byłem jedynym przedstawicielem wśród ekipy była to walka o przetrwanie :) Jednak po ochłonięciu stwierdzam że nie zamieniłbym ani jednej chwili z tego dnia gdyż przede wszystkim chodziło tu o zabawę. Wyprawa kończy się w dolinie Chochołowskiej gdzie znowu maszerujemy ale już przy świetle czołówek. Dzień zakończony posiłkiem(postawionym przez Panią Basię) w postaci czerwonego barszczyku jemy w  jednej z karczm, które znajdują się w dolinie . Zmęczeni, po 10 godzinach obcowania z górami udajemy się na zasłużony odpoczynek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasze kochane kobiety Barbara oraz Ania Szmatłoch nie wybrały się z nami w pieszą wędrówkę lecz podążyły swoimi ścieżkami. Spokojnie oraz spacerowo przeszły dolinę Chochołowską aż do schroniska, gdzie uraczyły się ciepłym posiłkiem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad pieszo narciarski na Muronkę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik &lt;br /&gt;
|25 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy zielonym szlakiem z Ostrego. Przez ostatni tydzień z kotliny Żywieckiej śnieg zniknął. Teresa nawet nie zabrała nart z auta. Ja cierpliwie niosłem bagaż by wyżej iść już na nartach po śniegu. Osiągamy szczyt Muronki i wracamy ściśle grzbietem spowrotem. Najpierw zjazd fajny ale potem szreń łamliwa. Do auta znów muszę nieść narty. Pogoda dość słoneczna, było ciepło i w górach jakoś tak spokojnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;|19-24 01 2009}}&lt;br /&gt;
Samotny wypad w Tatry z zamiarem zrobienia Czerwonych Wierchów zimą. Pierwszego dnia podejście pod Ciemniak, jednak tempo marszu po kolana w śniegu i w wietrze 70/h zmusiło do wycofu tą samą drogą. Następnego dnia próba od drugiej strony; wejście na Kasprowy. U góry wieje jeszcze gorzej niż wczoraj, strażnik TPN surowo zakazuje mi dalszej wędrówki:) Zejście nieczynną nartostradą do Murowańca. Stamtąd wycieczki w wysokie, w oczekiwaniu na poprawę warunków. Poprawa nie nastąpiła, przyszła odwilż, zaczęły spadać lawiny, więc z żalem rozpoczęłam odwrót do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Brenna Bukowa- niedzielny spacer skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski &lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Robimy krótką, ale niezwykle urokliwą trasę. Zaczynamy żółtym szlakiem do&lt;br /&gt;
Szczyrku. Dochodzimy nim na Karkoszczonkę i zmieniamy szlak na czerwony w&lt;br /&gt;
kierunku Przełęczy Salmopolskiej. Dochodzimy na  Kotarz  i od pięknej&lt;br /&gt;
rozległej polanki zjeżdżamy już na dół prosto do samochodu pozostawionego&lt;br /&gt;
na parkingu przy wyciągach narciarskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad skiturowy na Baranią Górę|Henryk Tomanek i Martyna (os. tow.)&lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjście z zjazd z Baraniej Góry od strony Węgierskiej Górki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Wyjazd narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik + os tow. (Stanisław i Werka Włodarczyk, Krzysztof i Eryka Hilus)|8 - 18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Przez tydzień bawiliśmy w szwajcarskich Alpach w rejonie 4 Dolin (4 Vallees) położonym między Mt. Blanc a Matterhornem (oba szczyty dobrze widoczne z wyższych przełęczy). Jest to duży kompleks narciarski z setkami km tras zjazdowych i siecią przeróżnych wyciągów. Można podszlifować jazdę na przygotowanych trasach co też intensywnie czyniliśmy. Są tu również wyzn&lt;br /&gt;
aczone trasy skiturowe, które kilka razy użyliśmy do zjazdu. Są to trasy nieprzygotowane przez ratraki na ogół na stromych zboczach z morzem muld. Te zjazdy naprawdę poczuliśmy w nogach (zjeżdżała tam tylko męska część naszej ekipy). Ciekawy był również zjazd z najwyższego w rejonie szczytu Mt. Fort (3330) na poziom 1400 mnpm (16 km zjazdu w różnorodnym terenie, początek jako trasa skiturowa). Cały tydzień królowało słońce na lazurowym niebie (dosłownie jak w folderach). Dziennie kończyliśmy zjazdy przy drzwiach naszego domku na trasie zjazdu. &lt;br /&gt;
Kilka innych refleksji: teren dobry dla ludzi lubiących wygodę, istnieje ryzyko zderzenia z innymi pędzącymi narciarzami, wielu glajciarzy ryzykancko lądujących na trasach zjazdowych. Jak dla mnie brakowało tu &amp;quot;majestatu gór&amp;quot; i z wielkim utęsknieniem czekam na zwykłą skiturową harówkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole - jaskinia Studnisko|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Artur Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Szmatłoch + 2 kolegów z Łodzi|16 01 2009}}&lt;br /&gt;
Zjazd i zejście na dno jaskini&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SLOWACJA: Skitur na Pilsko i Palenicę|Damian Szołtysik|1 01 2009}}&lt;br /&gt;
Puste drogi to jedna z zalet pierwszego dnia stycznia więc niebywale szybko dojeżdżam do Sopotni Wielkiej przy wylocie doliny Cebulowego Potoku. Jestem sam bo raczej ciężko w takim dniu znaleźć chętnych na kondycyjne wyczyny. Szkoda bo pogoda była wymarzona. Od wylotu doliny podchodzę zboczem na Buczynkę. Wiedzie nawet tędy nie oznaczona na mapie ścieżka rekreacyjna czy coś takiego. Szlak nie przetarty choć śladów zwierząt jest mnóstwo, zwłaszcza dzików. Na podejściu wspaniałe widoki na grupę Romanki i Rysianki. Docieram w głębokich śniegach na halę Jałowcową a wkrótce potem do Hali Miziowej. To tak jakby nagle dostać się do centrum miasta. Wyciągi, narciarze, skutery śnieżne. Szybko śmigam na szczyt Pilska słowackiego. Widoki nieziemskie choć tak dobrze mi znane. Na szczycie wieje więc zmykam na dół. Teraz granicznym szlakiem zjazd i krótkie podejście na Munczolik, zjazd i podejście na Palenicę (1359). Stąd cudowny zjazd przez halę Cudzichową a dalej rzadkim lasem do doliny Cebulowego Potoku. Leśną drogą śmigam szybko do jej wylotu. Przy wylocie doliny natknąłem się na parkę młodych narciarzy, którzy w swej nieświadomości a może niefrasobliwości zamiast do Korbielowa zjechali na drugą stronę góry o czym w ogóle nie mieli pojęcia. Mieli tylko zwykły sprzęt zjazdowy a dziewczyna była bardzo zmęczona. Cóż, zawożę ich do Korbielowa gdzie mieli kwatery i potem dopiero wracam do domu. W mojej ocenie trasa, którą przemierzyłem jest jedną z ciekawszych w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Sylwester|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowron|28.12.08 - 2.01.09}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sylwestra 2008/2009 spędziliśmy w Norwegii. Warunki nie były łatwe... trochę pochodziliśmy na nartach, a trochę bawiliśmy się na śniegu... Szerszy opis [[Relacje:Sylwester w Norwegii 2008|tutaj]].&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=568</id>
		<title>Wyjazdy 2009</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=568"/>
		<updated>2009-05-11T08:14:38Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skały : Podzamcze |&amp;lt;u&amp;gt;Tadeusz&amp;lt;/u&amp;gt; , Artur Szmatłoch |26.04.2009 }}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy z domu w niedziele rano, po dojeździe na miejsce małe jedzonko i w skały.&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy z 6-7 dróg średniej ciężkości.&lt;br /&gt;
Powrót do domu wieczorem  tego samego dnia :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: |&amp;lt;u&amp;gt;Tadeusz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz, Agnieszka, Artur Szmatłoch, Tomasz Głowania |30.04-03 - 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: skałki rzędkowickie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, na miejscu - Ryszard, Marzena, Maciek Widuch, Andrzej i Grażyna Ciołek, Wiesław (Esi) i Iwona Piotrowska, Janusz i Celina Proksza |3 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skały zatłoczone do niemal ostatniej ryski. Robimy tylko małe bouldery. Starzy koledzy z klubu tradycyjnie na majówkę jeżdżą w ulubione miejsce na skałkach rzędkowickich i tam się z nimi spotykamy. Czas spędzamy towarzysko.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Wyjazd rowerowy + jaskinia Psia i Na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Helena Kempna (os. tow)|1 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na rowerach startujemy z Ryczowa piaszczystym, leśnym szlakiem do Smolenia. Tu w dolinie Wodącej odwiedzamy jaskinie na Biśniku i Psią. Następnie przez Złożeniec szlakiem rowerowym wracamy do Ryczowa zahaczając jeszcze o skałki z obeliskiem. Pogoda cudowna na rower. Na Jurze eksplozja zieleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
|'''Tatry Wysokie: Dolina Pięciu Stawów Polskich'''| &lt;br /&gt;
&amp;lt;u&amp;gt; Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt; &lt;br /&gt;
|28.04 - 1.05&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd baardzo wcześnie rano, pomimo to w dolinie zameldowałam się późnym popołudniem. Rzuciłam tylko graty i na lekko spacerek w poszukiwaniu Wolego Oka:) Szlaki niemal wszystkie przetarte, tylko śnieg rozmiękły, rozmokły, osuwający się. Z tego też powodu następnego ranka wychodzę bardzo wcześnie. Kierunek: Zawrat. Przełęcz osiągam w dość szybkim tempie, teraz zastanowienie co dalej:) Patrzę w kierunku Świnicy, ale jakoś tak nieswojo samej:) Kieruję się zatem granią w prawo. Skały zalodzone lub wysuszone, zależy od strony. Po krótkim odpoczynku na Małym Kozim postanawiam schodzić. Śnieg już się grzeje, im później, tym zejście może być ciekawsze;) dochodze jeszcze do Zmarzłych Czub i kieruję się w dół jakąś dziwną, ale sympatycznie wyglądającą przełączką. Sympatycznie do czasu:P Staram się byc ostrożna, ale kilkakrotnie wykonuję mniej lub bardziej kontrolowane zjazdy w strone Pustej Dolinki wśród huku spadających z góry nawisów. Stresogennie odrobinkę:) Ale udaje się uciec bezpiecznie. Następnego dnia wyjście troszkę później, ale za to w miłym towarzystwie. Decydujemy sie na Gładką Przełęcz. Ślicznie, ze śpiącą kozicą i widokami na słowacką dolinkę. Myślimy o Walentkowym albo o słowackiej przełęczy Zavory, ale na myśleniu sie kończy. Nadchodzą chmury, zaczyna wiać, decydujemy się na powrót. Kilka godzin później potężna burza. Złapała Strzelca w drodze. Przychodzi dopiero wieczorem, juz się zaczynam niepokoić:) Wieczór zakończony imprezką po-urodzinową z widokiem na niedźwiadka przechodzącego sobie w najlepsze po stawach:) W piatek, niemiłe zaskoczenie; następnego dnia musze iśc do pracy. Decydujemy się więc ponownie na Gładką z aspiracjami na pobliskie szczyty:) Wychodzimy w czwórkę tym razem i w czwórkę dochodzimy na Gładki Wierch, Przepiekne widoki, naprawdę szkoda że trzeba wracać..:( Zjeżdżamy jeszcze dwa razy(!!) z przełęczy na pupach i spokojny powrót do schroniska. Tam obiadek, piwko, pożegnanie i niestety zejście na dół...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - skiturowanie w otoczeniu Hali Gąsienicowej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik&lt;br /&gt;
|26 04 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem na Halę podchodzimy Jaworzynką. Od tygodnia śniegi znów trochę uciekły wyżej. Z Hali Gąsienicowej Teresa podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego (wyciąg z uwagi na brak narciarzy już nie kursuje) a ja wychodzę na przeł. Liliowe i dalej granią do Świnickiej przełęczy, z której zamierzałem zjechać. Żleb jednak okazał się &amp;quot;zajęty&amp;quot;. Dwie grupki &amp;quot;wspinaczy&amp;quot; z sprzętem wykuwało stopnie by wdrapać się na przełęcz blokując tym samy drogę. Wracam więc na Skrajną Turnię (2096) i stąd zjeżdżam na Liliowe i dalej do kotła. Potem podejście na Kasprowy i dalej już wspólny zjazd przez Goryczkową do Kuźnic. Przez tydzień trasa skróciła się zaledwie o sto metrów więc możemy być szczęśliwi z długiego zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Jaskinia Szeptunów (Szmaragdowa), wspinaczki w Olsztynie|Mateusz Górowski, Ola Strach, Ola Skowron, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Mietek Smetaniuk, Jan Dobkowski, Michał Wyciślik; towarzyszyli nam: Kasia Wyciślik, Basia Dobkowska, Kasia Smetaniuk, Asia Jaworska, Karol Jaworski, Ela Skowron, Zuzia Skowron, Wojtek Strach|26 04 2009}}&lt;br /&gt;
Zainspirowany zdjęciami Adama z marca, rzuciłem temat odwiedzenia jaskini Szmaragdowej. Z Wirku, kawalkadą samochodów (5 aut!) przemieszczamy się do kamieniołomu w Rudnikach. Niektórzy pod otworem - swoją drogą, fenomenalnie położonym - sugerują, że zejście nad jeziorko do  malutkiej w sumie Szmaragdowej nie jest warte tak długiego dojazdu. Nie zrażony tym, obwieszczam moje plany zwiedzania jaskini do przesamego końca. W związku z doskonałą pogodą - upał i bezchmurne niebo - miało to obejmować również ''dogłębne'' zapoznanie się z istotą tego podobnież największego na Jurze jaskiniowego jeziorka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z początku entuzjazm przejawiają tylko Mietek i jego wodoszczelny aparat fotograficzny. Żeby przedostać się do bocznej odnogi jeziorka (całkiem go tam jeszcze sporo), musieliśmy &amp;quot;myknąć&amp;quot; pod przełazem. Ktoś krzyczał ''dokumeeentyy!!'' - swoim zwyczajem miałem pod kaskiem portfel, żeby w razie czego nie utrudniać identyfikacji - ale krzyczał zupełnie niepotrzebnie, bo przecież zanurzyliśmy się tylko po szyję. Faktem jest, że to chyba przez to &amp;quot;myknięcie&amp;quot; dojrzenie do decyzji o kąpieli zajęło reszcie ekipy osiem minut i wymagało pomocy obecnego na miejscu psychologa. W sumie to zaskoczyli mnie - w deczko zimnej wodzie wykąpali się wszyscy, łącznie z Jankiem (pierwszy raz w jaskini w ogóle!), Tomkiem (który niedługo wcześniej coś wspominał o tym, jak to jesteśmy pogrzani) i Olą (tą bliższą mi - jak ją zobaczyłem po drugiej stronie, to ''dopiero'' mi się zrobiło zimno!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W &amp;quot;mokrej&amp;quot; części odnajdujemy sporo śladów muszli, gąbek - a może nawet jakiegoś amonita. Po raz kolejny próbujemy uwierzyć w to, że jaskinie naprawdę zrobione są z resztek po wielkich ślimakach - chociaż dla mnie brzmi to równie fantastycznie jak płaska ziemia podpierana przez słonie na grzbiecie wielkiego żółwia. W jaskini siedzimy prawie godzinę. Dziewczyny narzekają na brak bielizny na zmianę, więc sugeruję, że w takim słońcu najlepiej rzeczy suszyć na sobie. Znowu jestem zaskoczony, bo co niektóre na to przystają i ku radości głownie mojej :), wracają do auta - naprawdę pocieszny widok - w trekach, z wielkim plecakiem, ale bez spodni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszym programie dnia (jest dopiero 12) wspinaczka w okolicach Olsztyna. Ekipa uszczupla się lekko - Mietek i Kasia opuszczają nas z powodu rodzinnych spraw do załatwienia. Tomek odgraża się, że on nie ma butków i przecież oni są z Asią i Karolem tylko na chwilkę  - ostatecznie jednak zrobił drogę czy dwie &amp;quot;w laćkach&amp;quot;. Pozostali okupują Bibliotekę do ok. 17; obok nas tylko jedna ekipa (pozdrawiamy!), więc tłoku nie ma. Z naszą formą fatalnie, tylko Mateusz Górowski daje radę wyjść na czysto V+. Niby pocieszamy się, że przecież nie jesteśmy &amp;quot;sportowcami&amp;quot;, że chodziło nam o przypomnienie sobie paru rzeczy przed większym wyjazdem za tydzień... no ale jednak chciałoby się wspinać &amp;quot;lepiej&amp;quot; :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Wyjazd wspinaczkowy - okolice Olsztyna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda,&amp;lt;/u&amp;gt; Wojtek Sitko&lt;br /&gt;
|25 04 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaliśmy się początkowo w rejnie skał przy zamku, gdzie nie spotkaliśmy ani jednego wspinacza, pomimo wspaniałej pogody. Dokuczały&lt;br /&gt;
nam jedynie nieznośne podmuchy wiatru. Po kilku godzinach wspinaczki, kiedy mięśnie zaczeły odmawiać nam posłuszeństwa wpadliśmy na pomysł, aby poprowadzić śmiałą drogę dwuwyciągową(w porywach IV) pod pretekstem przećwiczenia budowy stanowisk itd. W ten sposób  abraliśmy nieco sił i postanowiliśmy jeszcze powalczyć w rejonie Biblioteki. Wyjazd okazał się niezwykle owocny czego dowodem jest fakt,  e udało nam się zrobić około 16-stu dróg w lepszym lub gorszym stylu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Jaskinia na Świniuszce - Skały Ryczowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Tadeusz,&amp;lt;/u&amp;gt; Barbara, Ania, Adam, Artur Szmatłoch + 2 osoby towarzyszące &lt;br /&gt;
|19 04 2009}}&lt;br /&gt;
Po odnalezieniu otworu Tadek,Adam,Ania i Artur penetrują jaskinie. &lt;br /&gt;
Barbara w tym czasie odnajduje otwór jaskini w  Rudnikach.&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini wspólnie udajemy się do jaskiń w Rudnikach.&lt;br /&gt;
Po południu przyjeżdżamy do Ryczowa gdzie odbywamy kilka pierwszych wspinaczek w tym roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - narciarski zjazd z Koziej Przeł. + wyjście na Świnicę|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Golicz, Ola Strach, Tomek Pawlas, Łukasz Pawlas, grupa piesza - Michał Wyciślik, Damian Ozimina, Jan Dobkowski&lt;br /&gt;
|19 04 2009}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic wszyscy w dość żwawym tempie podchodzimy na Gąsinicową. Śnieg napotykamy dopiero przed samą halą. Stąd grupa piesza podąża przez Świnicką Przeł. na Świnicę (2308)a następnie granią w stronę Kopy Kondrackiej. Zejście na halę Kondratową następuje wcześniej w głębokich śniegach na przełaj w dół. Z Kondratowej wracają do Kuźnic.&lt;br /&gt;
Grupa narciarska od Zmarzłego Stawu mozolnie drapie się w rakach na Kozią Przeł (2138) niosąc narty (Tomek deskę) na plecakach. Stąd na początku bardzo stromym terenem tą samą drogą w dół. Zjazd jest bardzo urozmaicony (szkoda, że w zjeździe tak szybko leci czas). Aby uniknąć schodzenia z Gąsienicowej bez śniegu decydujemy się na wyjazd krzesełkiem na Kasprowy i stąd nartostradą zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic. Wszyscy spotykamy przy autach przy TOPRze (spotykaliśmy tu nawet Ewę Liberę z SDG z kolegami, którzy też wracali z skiturów). Pogoda dopisała, wyjazd z wszech miar udany). Tu zdjecia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fkozia-przelecz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Sitko,&amp;lt;/u&amp;gt; Paweł Szołtysik, Karol Jagoda&lt;br /&gt;
|14 04 2009}}&lt;br /&gt;
Był to typowy wyjazd wspinaczkowy o znanym wszystkim schemacie działania. W akordowym tempie wywspinaliśmy 10 bardzo fajnych dróg w skali od V do &amp;gt; VI.2, przy czym najwięcej emocji wzbudziła owa VI.2 (Ludzie Silnej Woli),  która obudziła również drzemiące w nas instynkty  rawdziwych jurajskich patenciarzy. Zgodnie z przewidywaniami początek tygodnia zapewnił nam  niemal puste skałki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: skiturowo - rowerowy wypad na Wielką Fatrę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Paweł Szołtysik&lt;br /&gt;
|11 04 2009}}&lt;br /&gt;
Auto zostawiamy przy wyciągu na początku doliny Lubochniańskiej (najdłuższa dolina Słowacji - 25 km). Z przytroczonymi do rowerów nartami pedałujemy w górę doliny prawie 20 km. Jest tu asfaltowa (zamknięta dla ruchu) wąska droga, która wyżej staje się gorsza. W końcu dalszą drogę zagradza śnieg, na szczęście blisko miejsca, z którego mamy startować na nartach. Rowery kryjemy w knieji i dalej już po mokrym śniegu podążamy w górę. Stromy odcinek w lesie był pozbawiony śniegu i tu musimy iść z buta szybko zyskując wysokość. Na grzbiecie warunki śnieżne są znakomite więc szybko osiągamy Gruń (1266) i po trawersie Ciernego Kamienia osiągamy przełęcz i wkrótce szczyt Płoskiej (1544) gdzie spotykamy kilku narciarzy na śladówkach (jedynych ludzi, których spotkaliśmy na całej trasie). Pogoda słoneczna więc można podziwiać otaczające nas morze gór. Z szczytu fajny zjazd po firnowatych śniegach. Do rowerów wracamy inną doliną boczną. Zjazd obfitował jak to zwykle bywa w wiele ciekawych niespodzianek. Po małych rozterkach nawigacyjnych trafiamy bez pudła do celu czyli rowerów ukrytych w zaroślach. Zjazd w dół na rowerach już bez niespodzianek terenowych za to upojenie szybkością znakomite. O zachodzie słońca docieramy do auta i w miarę pustymi drogami wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: skitour na Małej Fatrze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, Ola Strach, Mateusz Górowski, Mateusz Golicz, Ola Skowron, Wojciech Wyciślik, Łukasz Pawlas&lt;br /&gt;
|5 04 2009}}&lt;br /&gt;
Znów liczną ekipą startujemy z Stefanowej. W iście letnim upale z nartami na plecakach podchodzimy do schroniska pod Południowym Gruniem zakładając narty na kilkaset metrów przed schroniskiem. Dalej stromym stokiem na Południowy Gruń (1468). Stąd zjazd na przełęcz (na południowych stokach ogromne lawiniska, śnieg wyjechał do samego gruntu). Dalej znów podejście w upale na Stoh (1608). Z Stoha cudowny zjazd na przełęcz pod Rozsutcem. Z przełęczy zielonym szlakiem kontynuujemy zjazd z przeszkodami w dół aż do momentu w którym  po prostu brakło śniegu. Potem jeszcze kilkanaście minut zejścia i jesteśmy przy autach w Stefanowej. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fskitury-fatra-grun &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w skałkach rzędkowickich|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Wojtek Sitko, Karol Jagoda, Damian Ozimina&lt;br /&gt;
|4 04 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Rudy o 8 rano. Pogoda od rana piękna, żadnej chmurki. Po 9 jesteśmy w Rzędkach. Zaczynamy od turni Lechwora gdzie robimy filar , komin i kilka dróg obok w skali V – VI i VI.1 . Niestety fantastyczna pogoda przyciągnęła dziesiątki ludzi i było tak aż do wieczora. Po Lechworze przenieśliśmy się na kolejną skałkę gdzie zrobiliśmy dwie V- ki w tym jedna na kościach. Na końcu załoiliśmy jeszcze jedną VI, i dwie V. Łącznie około 10 dróg co ze względu na  duże oblężenie skałek jest wynikiem całkiem niezłym. Po 19 zebraliśmy się do domu. Wypad bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - wspin w kamieniołomie|&amp;lt;u&amp;gt;Wojciech Sitko&amp;lt;/u&amp;gt; Karol Jagoda&lt;br /&gt;
|3 04 2009}}&lt;br /&gt;
To, że w Bytomiu jest deficyt ścianek wspinaczkowych wcale nie oznacza, że nie ma się tam gdzie wspinać. W słynnych Dolomitach jest bowiem całkiem spory wybór ciekawych i nienagannie obitych dróg. Jest to też prawdziwy rarytas dla miłośników spadających kamieni. Wsponianego  dnia powalczyliśmy na około 10 drogach w skali od V do VI.1+. Liczba innych ekip wspinaczkowych: 0,0.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - mokry skitour na Lipowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Paweł Szołtysik, Ola Strach, Mateusz Golicz, Ola Skowron, Henryk Tomanek, Kasia Żmuda, Damian Żmuda, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek (os. tow.)&lt;br /&gt;
|29 03 2009}}&lt;br /&gt;
Chyba najliczniejsza &amp;quot;wyprawa&amp;quot; skiturowa z klubu. Lądujemy w Złatnej. Drugie auto odstawiamy na miejsce mety czyli do Rajczy. Idziemy na Rysiankę. Tu przerwa w schronisku. Ciekawostką jest, że Heniek Tomanek dzisiejszą trasą pierwszy raz odbył w roku 1969. Jak widać skitury łączą pokolenia. Z schroniska idziemy dalej na Lipowską. Stąd już bez fok. Pogoda robi się fatalna. Ograniczona widoczność i coraz mocniej padający deszcz. Mijamy Redykalny Wierch i podążamy do Zapolanki. Śnieg był mokry i wolny do zjazdu. W Zapolance Mateusz, Ola, Maciek, Kasia i Damian Żmuda zjeżdżają do Złatnej i wracają do auta, które było na końcowym parkingu natomiast pozostali zjeżdżają do Nickuliny i do auta, które tam zostawiliśmy. W strugach deszczu i zapadającym zmroku spotykamy się w centrum Rajczy i po przepaku wracamy późno do domu. Trasa ciekawa lecz warunki już nie zbyt. Po drodze Kasia i Grzegorz złamali kijki. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fmokra-rysianka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza i Velky Prislop na skiturach |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, Grzegorz Burek (os. tow.)&lt;br /&gt;
|22 03 2009}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Rycerki Górnej szlakiem na Wielką Raczę (1236). W schronisku krótki odpoczynek. Następnie szlakiem granicznym zjeżdżamy na północ. 3 razy musimy jeszcze zakładać foki by dostać się na Velki Prislop (1046). Stąd wg słowackiej mapy odchodzi do Rycerki szlak narciarski. W terenie jednak nie ma po nim śladu. Zjeżdżamy więc na przełaj z wszystkimi urokami takiego zjazdu (zwalone drzewa, wykroty, strumyki). Czary goryczy dopełniła (na szczęście już na dole) droga po zrywce drzewa. Wytargana spychaczami i pełna gliny. Jakoś bokiem przedzieramy się i wkrótce osiągamy Rycerkę Górną gdzie zostawiliśmy auto. W górach jeszcze mnóstwo śniegu. Było pochmurno ale bez opadów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Touring z Czantorii na Soszów Wielki|&amp;lt;u&amp;gt; Tomek Pawlas,&amp;lt;/u&amp;gt; Agnieszka Bargielska (os. tow.)&lt;br /&gt;
|21 - 22 03 2009}}&lt;br /&gt;
Pierwszy Dzień Wiosny: 21.03.09.&lt;br /&gt;
Czyli wypad „doświadczonych skitourowców” -&lt;br /&gt;
W pociągu spaliśmy, jedyną przerwą w drzemce było podziwianie szukających wiosny sarenek.&lt;br /&gt;
Krótki kurs instruktażowy i w drogę. Nartostradą, pod bacznym okiem zjeżdżających, wspinamy się na Czantorię. Kilkanaście przerw na cukierki i jedna - na konkretną rozmowę z GOPRowcem kochającym skitoury i polecającym Łysą Górę- mekkę polskich skitourowców, ale czy też i nie miejsce sabatu czarownic?&lt;br /&gt;
Po czterech intensywnych godzinach wspięliśmy się na Czantorię, następnie zaproponowanym skrótem przecieraliśmy szlak. Dotarliśmy do chatki przygranicznej, niezwykle urokliwej i potencjalnie doskonałej do spędzenia tam nocy, gdyby nie zrobiony z niej w środku kosz na śmieci. Tabliczka: „Soszów 3 km” zmobilizowała nas, by wejść choć tam…&lt;br /&gt;
Jazda po puchu, tam gdzie nikt nie szedł, a jeśli szedł to się zapadał, była imponująca, choć dość męcząca. &lt;br /&gt;
Pełni szczęścia oglądaliśmy zachód słońca i rozbiliśmy namiot, który następnego dnia stał się  turystyczną atrakcją .&lt;br /&gt;
Musieliśmy się zebrać w trybie natychmiastowym na pociąg, który nam uciekł, ale dobrzy i nieprzerażeni  ludzie naszą ilością bagażu (rada na przyszłość : nie zabieraj 70l plecaka na skitoury) zabrali autostopowiczów na brudny i pozbawiony Śniegu Śląsk…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustroń – skiturowy spacer przez Równicę|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski &lt;br /&gt;
|21.03.2009 }}&lt;br /&gt;
Ze względu na niezwykle napięty terminarz na sobotę robimy krótką trasę z Ustronia Polany czerwonym szlakiem na Równicę, dalej niebieskim na Beskidek i najkrótszą drogą do samochodu. Warunki krajobrazowo-przyrodnicze urocze (zaskakująco jak na to miejsce –zero ludzi), śniegowe dużo gorzej- uprzykrzający wędrówkę mocno klejący się do nart śnieg…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Szmaragdowa | Tadeusz, Barbara, Adam, Ania, Aga, Artur Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Głowania&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|15 03 2009}}&lt;br /&gt;
Dnia 15 marca byliśmy w Jaskini Szmaragdowej. Znajduje się w Rudnikach, koło Częstochowy, w starym nieczynnym już kamieniołomie. Po przybyciu na miejsce, znalezienie wejścia do jaskini nie stanowiło problemu, już z daleka widoczne było obmurowane wejście: krótki tunel w formie łuku który z daleka wyglądał jak kapliczka. Celem naszej wyprawy, było dotarcie do podziemnego jeziorka. Nie wszyscy byliśmy wyposażeni w sprzęt, jednak nie stanowiło to problemu w dotarciu w docelowe miejsce, gdyż skorzystaliśmy z wąskiego obejścia. Po dotarciu całej ekipy nad jeziorko kąpieli uraczyli Pan Tadeusz oraz Artur. Tylko ta dwu osobowa reprezentacja posiadała pianki, które w końcu mieli okazję przetestować. Nad jeziorkiem wszystkich urzekło to, że patrząc w toń widać zafałszowany obraz dna. Jest on lustrzanym odbiciem otaczających skał. Adam natchniony urokiem miejsca poczuł w sobie duszę artysty i rozpoczął sesję zdjęciową. Nie znajdując spełnienia dla swojej wizji stwierdził, że żaden z modelów nie spełnia jego artystycznych oczekiwań i zapowiedział ponowne odwiedzenie miejsca z profesjonalną ekipą (robotów :) ). W pogodnych nastrojach opuściliśmy jaskinię i udaliśmy się w kierunku kolejnego punktu dnia czyli jaskini w Zielonej Górze. Mogliśmy oglądnąć tam zachwycające nacieki które są jedyne w swoim rodzaju, niestety mocno nadszarpnięte ingerencją człowieka. Koniec wyprawy umililiśmy sobie krótkim spacerem po lesie, wśród skałek, po którym udaliśmy się wszyscy na pyszny koktajl truskawkowy do hacjendy Szmatłochów :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitour na Mędralową | Ola Strach, Ola Skowron, Mateusz Górowski, Paweł Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|8 03 2009}}&lt;br /&gt;
Po nocnych opadach góry zasypane śniegiem. Z trudem dojeżdżamy do końca drogi w Koszarawie Bystrej. Stąd początkowo za znakami potem na przełaj (szlak nie przetarty) osiągamy przy bardzo słabej widoczności i prószącym śniegu wierzchołek Mędralowej (1169). Poniżej znajduje się szałas dobry na biwak. Tu robimy krótki postój. Potem zjazd na przełęcz Klekociny (864). Po drodze dość niespodziewanie spotykamy wycieczkę &amp;quot;zakładową&amp;quot;, szło w głębokim śniegu chyba z 30 osób torując w śniegu głęboką rynnę. Chyba mieli jednak już dość co wynikało z krótkiej wymiany zdań. My z przełęczy Klekociny wychodzimy jeszcze na Beskidek (1040) a z niego przez rozległe polany zjeżdżamy z powrotem do Koszarawy. W ograniczonej widoczności zjazd w głębokim puchu jest dość zwodniczy. Docieramy jednak szczęśliwie do auta gdzie w towarzystwie kilku nudzących się aczkolwiek wygłodniały psów pakujemy się i wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia|Aleksandra Skowron, Karol Jagoda, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|1 03 2009}}&lt;br /&gt;
Tatry toną w śniegu, ale jak to o tej porze roku bywa, do Miętusiej przedeptana jest autostrada. Przed otworem spotykamy grupę kursową z SW. Za nami podążają koledzy z KKTJu, którzy planowali robić w jaskini zdjęcia. Na szczęście w jaskini sobie nawzajem nie przeszkadzaliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdania co do celów naszej akcji były podzielone. Ja niosłem do jaskini komputer i trochę sprzętu elektronicznego, zamierzając wykonać kilka... pomiarów. Moi towarzysze zdecydowanie bardziej nastawiali się na &amp;quot;trasę turystyczną&amp;quot; :). W każdym razie, z ''Sali bez Stropu'' wspinamy się w górę - ciągiem ''Korytarza Trzech Króli'' osiągamy ''Błotne Zamki'', skąd dalej kierujemy się w ''Wielkie Kominy''. Odwrót tą samą drogą. Akcja zajęła ok. siedmiu godzin i myślę, że wszyscy byli z niej zadowoleni - a jeśli nawet nie z samej akcji, to już na pewno z nocnego powrotu pod gwiaździstym niebem i z meteorami w tle.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - skiturowa wycieczka na Okrąglicę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Mietek Smetaniuk&lt;br /&gt;
|1 03 2009}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy z Skawicy Sucha Góra szlakiem na Kucałową Przełęcz a stąd na Okrąglicę (1247). Znajduje się tu drewniana kapliczka poświęcona ludziom gór. Widoczność była fatalna więc zjazd północną stroną za bardzo nie wyszedł bo za szybko zjechaliśmy na szlak. Poniżej jednak udało nam się zjechać bardzo fajnym zboczem w rzadkim lesie na wprost do doliny. Śnieg mokry. Z braku czasu nie udało się już zrealizować jaskiniowego programu wyjazdu choć po drodze zauważyliśmy kilka ciekawych wytopów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Aktivistensitzung|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Aleksandra Skowron, Łukasz Zawada|20 - 22 02 2009}}&lt;br /&gt;
W piątek wieczór wzięliśmy udział w spotkaniu aktywistów w ''Landesverein fur Hohlenkunde in Salzburg'' ([http://www.hoehlenverein-salzburg.at/]). Było to głównym celem naszego wyjazdu; spotkanie to jest organizowane raz w roku i ma na celu przedyskutowanie planów poszczególnych grup jaskiniowych, działających w Landzie Salzburg. Około półtorej godziny spotkania zostało poświęcone na dyskusję o [http://goll.pl wyprawie WKTJ-u w masyw Hoher Goll], w której członkowie naszego klubu regularnie uczestniczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na noc zostaliśmy w klubie. Następnego dnia przenieśliśmy się do chatki pod otworem jaskini Lamprechtsofen, gdzie poznaliśmy grupę grotołazów z Węgier, przebywających tu na &amp;quot;wakacjach&amp;quot;. Odbyliśmy razem z nimi krótki wypad do ''Lampo''. Biegaliśmy po jaskini niecałe trzy godziny - niestety nie byliśmy przygotowani na akcję w jaskini (brak szpeju, kasków czy choćby nawet kombinezonów) i nasi węgierscy przyjaciele nalegali, żebyśmy nie szli za nimi dalej :). Pod wieczór wielkie ''multi-language Party''. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - trasa z Żaru na Kocierz na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;,Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, ost tow.: Marcin i Gosia&lt;br /&gt;
|22 02 2009}}&lt;br /&gt;
Sytuacja luksusowa. Marcin z Gosią jeżdżą na Żarze, więc nie musimy wracać do auta. Na Żar wjeżdżamy wagonikiem z tłumami ludzi (brrrr). Potem czerwonym szlakiem idziemy a potem brniemy na Kocierz (879) Stąd generalnie na przełaj zjeżdżamy do doliny Kocierzanki. Jak dotarliśmy w głębokich śniegach do drogi akurat nadjechali nasi znajomi i wróciliśmy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacki Raj, Tatry Wysokie|Piotr &amp;quot;Strzelec&amp;quot; Strzelecki, Maciek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|18-27 luty}}&lt;br /&gt;
Wyjazd się odbył mimo dezercji 80% żołnierzy:) Pogoda świetna, dawno się tak nie udało. Dopiero przedostatni dzień w Tatrach wietrzny i śnieżny:) Ale zacznijmy od początku.&lt;br /&gt;
Wyjazd 18 lutego, zbyt wcześnie rano, w pociągu spotykamy się z Maćkiem. Mamy troszkę czasu na zastanowienie się gdzie jedziemy, bo na skutek wyżej wspomnianej dezercji, sami się pogubiliśmy:) Mnie jak zwykle pcha w Tatry, jednak chłopaki skłaniają się ku Rajowi. I na tym staje. Podróż długa: przesiadki w Krakowie, Zakopcu, Popradzie, w końcu docieramy do Hrabusic, tam śpimy przez dwa dni, potem na dwa dni do pobliskich Betlanovców (czy jak to tam się pisze;).&lt;br /&gt;
Słowacki Raj wspaniały. Łazimy po najpiękniejszych dolinach (Prielom Hornadu, Sucha Bela, Velky Sokol), przechodząc po zawieszonych nad potokami drewnianych, oblodzonych kładkach, niemal pionowych drabinkach lub dziwnych formacjach, mających uatrakcyjnić wycieczki. Podziwiamy wspaniałe widoki (widać nawet słowackie Wysokie Tatry!), kuszące lodospady (szkoda że nie wyszła zaplanowana wspinaczka) i przepyszne słowackie piwo:P&lt;br /&gt;
W niedzielę zwijamy się do Polski (kieszenie poczuły ulgę; po wejściu na Słowację eurosów, wszystko jest naprawdę drogie...). Strzelec wraca, my z Maćkiem decydujemy się na Tatry. Początkowo planujemy pobyt w Piątce, ale z powodu zbyt późnego dotarcia do Palenicy, lądujemy w Morskim Oku. Jest cudownie. Kupa śniegu, szlaki nieprzetarte, pogoda słoneczno-mroźna.. Idealnie:) Jeszcze nocny wypad nad Czarny Staw pod Rysami i jesteśmy naprawdę wniebowzięci.&lt;br /&gt;
Rano wybieramy się do dolinki mnichowej, wytyczając własny hardcorowy szlak:) Na szczęście udaje się i żywi docieramy do celu...Krótki odpoczynek przy zasypanych stawach Staszica, chyba dawno nikogo tam nie było; nasze ślady są jedyne. Powrót na szczęście bardziej cywilizowaną drogą, choc również troszkę różniącą się od normalnego zimowego szlaku;) W schronisku poznajemy wspaniałą ekipę górskich wygów z Jastrzębia, impreza trwa dość długo;)&lt;br /&gt;
Nastepnego dnia chcemy spróbować gdzieś w kierunku Bandziocha (nie śmiemy marzyć o Chłopku; jest dość lawiniasto a widok Maszynki do Mięsa oddziaływuje na wyobraźnię;) Koniec końców, docieramy jedynie w okolice wejścia do Bandziocha (też jako pionierzy), przy każdym kroku zastanawiając się, kiedy wszystko poleci i świat się skończy:)&lt;br /&gt;
Maciek postanawia wracać, ja decyduję się jeszcze zostać. Wsiąkłam kompletnie:) Nowi znajomi z Jastrzębia postanawiają się mna zaopiekować:) Następnego dnia wstajemy o 5:30 (!!!) i w dwóch grupach podchodzimy do Dolinki Mnichowej. Normalnym szlakiem idzie się szybciutko:) Stamtąd podchodzimy jak najbardziej ostrożnie pod masyw Miedzianego i granią do Szpiglasowej. Widoki niesamowite. Jednak zejście do Piątki nie wydaje się prostym zadaniem.. Okazuje się jednak że dla moich towarzyszy nie ma żadnych trudności. I udało się. Przeżyłam swój pierwszy zjazd na pupie z dwóch tysięcy metrów:D Wrażenia naprawdę niesamowite... Polecam:)&lt;br /&gt;
Dolinka skąpana w słońcu, zasypana śniegiem, cudownie pusta i piękna jak zawsze.. wracaliśmy roztoką do wodogrzmotów i stamtąd spowrotem do Moka. Naprawdę dobra trasa, jak na te warunki, byliśmy z siebie dumni. W czwartek postanawiamy wejść na Zadnią Galerię Cubryńską. Jeszcze nigdy Mnich nie wydawał mi się taki mały:) I nigdy wczesniej go nie głaskałam... Podeszliśmy pod niego przy okazji schodzenia z Galerii...&lt;br /&gt;
No i tyle, następnego dnia wracałam. Córka, studentka i pracownica marnotrawna;):)Zdjęcia: [http://www.extreme.webserwer.pl/index.php?option=com_phocagallery&amp;amp;view=category&amp;amp;id=98&amp;amp;Itemid=62]  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: skiturowy wypad na południową stronę Pilska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Skowron, Heniek Tomanek&lt;br /&gt;
|14 02 2009}}&lt;br /&gt;
Po ośnieżonych drogach docieramy do Oravskiego Vesela (800)skąd zielonym szlakiem podchodzimy na kopułę szczytową Pilska. Po ostatnich opadach szlak jest kompletnie nie przetarty więc mamy dodatkową robotę brnąc po kolana w puchu. Im wyżej tym gorsze warunki. W szczytowych partiach śnieżna zadymka, widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Śnieżne zaspy sięgają 2 metrów i tworzą coś w rodzaju tarki. Zmagamy się jeszcze w białym świecie lecz gdzieś na 1500 pokornie zawracamy. Tylko dzięki GPS udaje nam się trafić do granicy lasu (w miejsce gdzie go opuściliśmy) bo wiatr zatarł ślady. Tu wśród kilku zacisznych świerków przepinamy się do zjazdu. Śnieg lotny więc zjazd nie wyglądał najgorzej. W dolnej części modyfikujemy zjazd i jakoś z innej strony docieramy do auta w Oravskim Veselu wraz z zapadającym zmrokiem. Cóż, chyba nie po raz ostatni musieliśmy uznać wyższość natury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Romantyczne Skitu(o)rowanie walentynkowe :)|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach  &lt;br /&gt;
|14 02 2009}}&lt;br /&gt;
W głębokim i ciągle padającym śniegu robimy trasę Ustroń Polana PKP-Czantoria (wzdłuż nartostrady)-Soszów -Stożek-Wisła Głębce PKP(zjazd nartostradą). Droga piękna i urokliwa, ale warunki pogodowo-śniegowe mało sprzyjające tj. śniegu po pas, odcinki do torowania, &lt;br /&gt;
a jazdy w dół narty odmawiają- zapadamy się gdy tylko lekko opuścimy ubitą trasę…Wracamy z przygodami, mocno zmęczeni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szczyrk Narty|&amp;lt;u&amp;gt;Artur Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Szmatłoch, Anna Szmatłoch, Adam Szmatłoch&lt;br /&gt;
|5-8 02 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjazd na narty do Szczyrku, warunki średnie, śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lipowa Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Tadek Szmatloch&amp;lt;/u&amp;gt;, Basia Szmatloch&lt;br /&gt;
|7 - 8 02 2009}}&lt;br /&gt;
Tym razem wyjazd calkowicie rekreacyjny. W lipowej brak śniegu, Skrzyczne lekko osypane śniegiem.Impreza do bialego rana.Rano przejazd do Szczyrku.Wychodzimy na polanę Młaki.Tutaj spotykamy się z resztą rodziny.Wieczorem wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Panta Rei- czyli ski-water-tour na Pilsko ;)|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach  &lt;br /&gt;
|08 02 2009}}&lt;br /&gt;
Na przekór pogodzie ruszamy rano do Korbielowa. Całą drogę leje. Zatrzymujemy się pod wyciągami na Pilsko i stamtąd o dziwo już od samego dołu zasuwamy na nartach nartostradą na sam szczyt Pilska.  Podczas podejścia pogoda nas rozpieszcza a zza chmur wychodzi słońce.  Na szczycie dopada nas mgła i lekko padający śnieg. W gęstniejącej mgle zjeżdżamy na dół (niestety też nartostradą). Warunki kiepskie (czasami nawet fatalne) ale wyjazd uznajemy za udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kalacka + wypad skiturowy na Kondratową Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik&lt;br /&gt;
|7 02 2009}}&lt;br /&gt;
W Zakopcu totalna chlapa. Halny. Plusem było to, że nie kursowała kolejka na Kasprowy więc ludzi mniej. Śnieg ledwo sięgał do Kuźnic. Podchodzimy na nartach a ostatni stromy odcinek w lesie na nogach. W jaskini Kalackiej jesteśmy pierwszy raz i nie jest to znów taka mała bździna. Docieramy na koniec do małego syfoniku (ktoś próbuje lub próbował tu kopać) a w drodze powrotnej wchodzimy w boczne zakamarki choć tylko jeden jest nieco dłuższy i kończy się błotnym namuliskiem. W jaskini generalnie błotnisto i mokro. W partiach przyotworowych ładne formy lodowe. Po wyjściu (było już dość późno) kontynujemy wycieczkę na halę Kondratową i dalej na przełęcz. Powyżej granicy lasu podmuchy halnego chciały nas zwalać z nóg. Pułap chmur oparł się na przełęczy Kondratowej. Ostatni stromy odcinek niesiemy narty i musimy uważać by z tym wszystkim nie odfrunąć. Na przełęczy przepinka do zjazdu. Wszystko trzeba uważnie trzymać bo wiatr chciał nam ukraść dobytek. Zjazd tą samą drogą. Początkowe metry beton. Dalej kilkadziesiąt metrów schodkujemy w dół bo podmuchy wiatru oraz pękające pod nartami płyty odebrały nam jakoś odwagę. Dopiero nieco niżej gdzie śnieg był miększy a wiatr nieco ścichł ruszamy odważnie w dół. Tym razem śnieg jest mokry i ciężki. Raz przyśpieszenia raz hamulce. Dopiero w dolinie jazda jest przewidywalna i gnamy co sił w dół bo gonił nas zmrok. Nie spotykając nikogo docieramy do Kuźnic równo z nastaniem nocy. Można rzec, iż był to ekscytujący i urozmaicony wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyjazd narciarski w Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; Ania Bil, Tomasz Pawlas + os. tow&lt;br /&gt;
|1 02 2009}}&lt;br /&gt;
Aby być pierwszymi osobami na stoku wyjeżdżamy o 6:30 z Zabrza.&lt;br /&gt;
Plan jest taki: ja wysiadam wcześniej i na skiturach dochodzę do reszty ekipy szusującej na Stożku. Jako, że był to mój pierwszy raz na skiturach wycieczkę dobrałem krótką, ale bogatą w walory widokowe. Cały dzień pogoda słoneczna i lekki mróz, czyli idealna. Po spotkaniu z ekipą, Tomek z zazdrości kradnie mi skitury i znika, więc teraz ja muszę się ustawić w kolejce do wyciągu i jeździć tą samą, wyjeżdżoną, nudną trasą i oglądać się wkoło żeby w nikogo nie wrąbać… bez porównania!!! Tak się w te skitury wkręciłem, że już planuje kolejne wycieczki. Karnety przestają działać o 17:00 więc pakujemy się i wracamy zmęczeni i zadowoleni do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sopotnia Wielka-skitur|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski, Lechu (os. tow.) &lt;br /&gt;
|01 02 2009}}&lt;br /&gt;
Ruszamy żółtym szlakiem z Sopotni Wielkiej (na przełęcz Przysłopy), by następnie czarnym przez polanę Malorkę dojść na Halę Mizową. Stamtąd po krótkiej przerwie idziemy na&lt;br /&gt;
Rysiankę. Jako drogę powrotną wybieramy  piękny zjazd lasem wzdłuż&lt;br /&gt;
niebieskiego szlaku do Sopotni Wielkiej Kolonii. Pogoda dobra, warunki śniegowe nie&lt;br /&gt;
najlepsze( dobrze było tylko u góry). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, partie Wawelskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Golicz, Michał Wyciślk&lt;br /&gt;
|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Brnąc w śniegach i drażniąc się z zimnem dotarliśmy do N otworu Czarnej. W trakcie akcji zwiedziliśmy dość dokładnie partie Wawelskie, osiągliśmy najwyższy punkt Czarnej +141 m oraz zjechaliśmy Mleczną Studnią do Szmaragdowego Jeziorka skąd wróciliśmy &amp;quot;klasycznym&amp;quot; ciągiem do Ślimaka i ponownie weszliśmy w Wawelskie by ściągnąć linę i zwiedzić pozostałe ciągi. Dotarliśmy nad Żlobisty Komin oraz do kilku innych zakamarków. Ciekawy i warty obejrzenia fragment jaskini. Kilka zdjęć z akcji: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2FCzarna-Wawelskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - wyjazd narciarski|Tadek Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Wojtek Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Głowania&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch; Basia Szmatłoch i Anna Szmatłoch chodzące po dolinach|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Dzień mimo iż plany były ambitne miał rozpocząć się o godzinie 6 pobudką wszystkich członków wyprawy, jednak lenistwo zwyciężyło i około 2 godzin później wszyscy meldowali się na wspólnym śniadaniu. Wyprawa rozpoczęła się wędrówką przez dolinę Kościeliską do punktu docelowego jakim miał być Starorobociański. Jak zdążyłem się już przekonać droga tą doliną  potrafi się ciągnąć w nieskończoność jednak podczas pieszej wędrówki, jak zawsze zresztą, mogliśmy liczyć na cenne uwagi od Pana Tadeusza odnośnie topografii tudzież nazw poszczególnych polan, co bardzo umilało, przynajmniej moją pieszą wędrówkę. Uzbrojeni w snowboardy oraz narty żwawo...tempem (cytuję) starych bab docieramy do Iwaniackiej Przełęczy. Tam decydujemy wspólnie, że to nie koniec wędrówki i kierujemy się wyżej na Starorobociański Wierch. Niestety podczas drogi nie cieszymy oka widokami z uwagi na gęstniejącą mgłę. Po dotarciu na Wolarnię maszerujemy po grani i z uwagi na bardzo ograniczoną widoczność ciężko zlokalizować nasze położenie dochodzimy chyba do Siwej przełęczy. Po podjęciu decyzji, że pieszej wędrówki już kres zakładamy wszyscy deski, tudzież stoły- zwał jak zwał, i uradowani zaczynamy cieszyć się zimowym szaleństwem, jak się okazało za moment, radość nasza była przedwczesna. Z uwagi na zbyt duże zagrożenie lawinowe wycofujemy się ze zjazdu po zboczu. Wracamy pieszo po śladach tą samą drogą i sprzęt zapinamy dopiero przy zjeździe z Wolarni w kierunku Iwaniackiej Przełęczy. I tu zaczęła się namiastka tego co misie lubią najbardziej...dla zaawansowanych snowboardzistów był to raj na ziemi w postaci dosyć sporej warstwy puchu śniegu i zjazdu pomiędzy drzewami. Dla mniej zaawansowanych, czytaj amatorów, których byłem jedynym przedstawicielem wśród ekipy była to walka o przetrwanie :) Jednak po ochłonięciu stwierdzam że nie zamieniłbym ani jednej chwili z tego dnia gdyż przede wszystkim chodziło tu o zabawę. Wyprawa kończy się w dolinie Chochołowskiej gdzie znowu maszerujemy ale już przy świetle czołówek. Dzień zakończony posiłkiem(postawionym przez Panią Basię) w postaci czerwonego barszczyku jemy w  jednej z karczm, które znajdują się w dolinie . Zmęczeni, po 10 godzinach obcowania z górami udajemy się na zasłużony odpoczynek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasze kochane kobiety Barbara oraz Ania Szmatłoch nie wybrały się z nami w pieszą wędrówkę lecz podążyły swoimi ścieżkami. Spokojnie oraz spacerowo przeszły dolinę Chochołowską aż do schroniska, gdzie uraczyły się ciepłym posiłkiem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad pieszo narciarski na Muronkę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik &lt;br /&gt;
|25 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy zielonym szlakiem z Ostrego. Przez ostatni tydzień z kotliny Żywieckiej śnieg zniknął. Teresa nawet nie zabrała nart z auta. Ja cierpliwie niosłem bagaż by wyżej iść już na nartach po śniegu. Osiągamy szczyt Muronki i wracamy ściśle grzbietem spowrotem. Najpierw zjazd fajny ale potem szreń łamliwa. Do auta znów muszę nieść narty. Pogoda dość słoneczna, było ciepło i w górach jakoś tak spokojnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;|19-24 01 2009}}&lt;br /&gt;
Samotny wypad w Tatry z zamiarem zrobienia Czerwonych Wierchów zimą. Pierwszego dnia podejście pod Ciemniak, jednak tempo marszu po kolana w śniegu i w wietrze 70/h zmusiło do wycofu tą samą drogą. Następnego dnia próba od drugiej strony; wejście na Kasprowy. U góry wieje jeszcze gorzej niż wczoraj, strażnik TPN surowo zakazuje mi dalszej wędrówki:) Zejście nieczynną nartostradą do Murowańca. Stamtąd wycieczki w wysokie, w oczekiwaniu na poprawę warunków. Poprawa nie nastąpiła, przyszła odwilż, zaczęły spadać lawiny, więc z żalem rozpoczęłam odwrót do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Brenna Bukowa- niedzielny spacer skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski &lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Robimy krótką, ale niezwykle urokliwą trasę. Zaczynamy żółtym szlakiem do&lt;br /&gt;
Szczyrku. Dochodzimy nim na Karkoszczonkę i zmieniamy szlak na czerwony w&lt;br /&gt;
kierunku Przełęczy Salmopolskiej. Dochodzimy na  Kotarz  i od pięknej&lt;br /&gt;
rozległej polanki zjeżdżamy już na dół prosto do samochodu pozostawionego&lt;br /&gt;
na parkingu przy wyciągach narciarskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad skiturowy na Baranią Górę|Henryk Tomanek i Martyna (os. tow.)&lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjście z zjazd z Baraniej Góry od strony Węgierskiej Górki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Wyjazd narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik + os tow. (Stanisław i Werka Włodarczyk, Krzysztof i Eryka Hilus)|8 - 18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Przez tydzień bawiliśmy w szwajcarskich Alpach w rejonie 4 Dolin (4 Vallees) położonym między Mt. Blanc a Matterhornem (oba szczyty dobrze widoczne z wyższych przełęczy). Jest to duży kompleks narciarski z setkami km tras zjazdowych i siecią przeróżnych wyciągów. Można podszlifować jazdę na przygotowanych trasach co też intensywnie czyniliśmy. Są tu również wyzn&lt;br /&gt;
aczone trasy skiturowe, które kilka razy użyliśmy do zjazdu. Są to trasy nieprzygotowane przez ratraki na ogół na stromych zboczach z morzem muld. Te zjazdy naprawdę poczuliśmy w nogach (zjeżdżała tam tylko męska część naszej ekipy). Ciekawy był również zjazd z najwyższego w rejonie szczytu Mt. Fort (3330) na poziom 1400 mnpm (16 km zjazdu w różnorodnym terenie, początek jako trasa skiturowa). Cały tydzień królowało słońce na lazurowym niebie (dosłownie jak w folderach). Dziennie kończyliśmy zjazdy przy drzwiach naszego domku na trasie zjazdu. &lt;br /&gt;
Kilka innych refleksji: teren dobry dla ludzi lubiących wygodę, istnieje ryzyko zderzenia z innymi pędzącymi narciarzami, wielu glajciarzy ryzykancko lądujących na trasach zjazdowych. Jak dla mnie brakowało tu &amp;quot;majestatu gór&amp;quot; i z wielkim utęsknieniem czekam na zwykłą skiturową harówkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole - jaskinia Studnisko|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Artur Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Szmatłoch + 2 kolegów z Łodzi|16 01 2009}}&lt;br /&gt;
Zjazd i zejście na dno jaskini&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SLOWACJA: Skitur na Pilsko i Palenicę|Damian Szołtysik|1 01 2009}}&lt;br /&gt;
Puste drogi to jedna z zalet pierwszego dnia stycznia więc niebywale szybko dojeżdżam do Sopotni Wielkiej przy wylocie doliny Cebulowego Potoku. Jestem sam bo raczej ciężko w takim dniu znaleźć chętnych na kondycyjne wyczyny. Szkoda bo pogoda była wymarzona. Od wylotu doliny podchodzę zboczem na Buczynkę. Wiedzie nawet tędy nie oznaczona na mapie ścieżka rekreacyjna czy coś takiego. Szlak nie przetarty choć śladów zwierząt jest mnóstwo, zwłaszcza dzików. Na podejściu wspaniałe widoki na grupę Romanki i Rysianki. Docieram w głębokich śniegach na halę Jałowcową a wkrótce potem do Hali Miziowej. To tak jakby nagle dostać się do centrum miasta. Wyciągi, narciarze, skutery śnieżne. Szybko śmigam na szczyt Pilska słowackiego. Widoki nieziemskie choć tak dobrze mi znane. Na szczycie wieje więc zmykam na dół. Teraz granicznym szlakiem zjazd i krótkie podejście na Munczolik, zjazd i podejście na Palenicę (1359). Stąd cudowny zjazd przez halę Cudzichową a dalej rzadkim lasem do doliny Cebulowego Potoku. Leśną drogą śmigam szybko do jej wylotu. Przy wylocie doliny natknąłem się na parkę młodych narciarzy, którzy w swej nieświadomości a może niefrasobliwości zamiast do Korbielowa zjechali na drugą stronę góry o czym w ogóle nie mieli pojęcia. Mieli tylko zwykły sprzęt zjazdowy a dziewczyna była bardzo zmęczona. Cóż, zawożę ich do Korbielowa gdzie mieli kwatery i potem dopiero wracam do domu. W mojej ocenie trasa, którą przemierzyłem jest jedną z ciekawszych w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Sylwester|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowron|28.12.08 - 2.01.09}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sylwestra 2008/2009 spędziliśmy w Norwegii. Warunki nie były łatwe... trochę pochodziliśmy na nartach, a trochę bawiliśmy się na śniegu... Szerszy opis [[Relacje:Sylwester w Norwegii 2008|tutaj]].&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=567</id>
		<title>Wyjazdy 2009</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=567"/>
		<updated>2009-05-11T08:10:43Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skały : Podzamcze |&amp;lt;u&amp;gt;Tadeusz&amp;lt;/u&amp;gt; , Artur Szmatłoch |26.04.2009 }}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy z domu w niedziele rano, po dojeździe na miejsce małe jedzonko i w skały.&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy z 6-7 dróg średniej ciężkości.&lt;br /&gt;
Powrót do domu wieczorem  tego samego dnia :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: |&amp;lt;u&amp;gt;Tadeusz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz, Agnieszka, Artur Szmatłoch, Tomasz Głowania |30.04-03 - 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: skałki rzędkowickie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, na miejscu - Ryszard, Marzena, Maciek Widuch, Andrzej i Grażyna Ciołek, Wiesław (Esi) i Iwona Piotrowska, Janusz i Celina Proksza |3 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skały zatłoczone do niemal ostatniej ryski. Robimy tylko małe bouldery. Starzy koledzy z klubu tradycyjnie na majówkę jeżdżą w ulubione miejsce na skałkach rzędkowickich i tam się z nimi spotykamy. Czas spędzamy towarzysko.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Wyjazd rowerowy + jaskinia Psia i Na Biśniku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Helena Kempna (os. tow)|1 05 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na rowerach startujemy z Ryczowa piaszczystym, leśnym szlakiem do Smolenia. Tu w dolinie Wodącej odwiedzamy jaskinie na Biśniku i Psią. Następnie przez Złożeniec szlakiem rowerowym wracamy do Ryczowa zahaczając jeszcze o skałki z obeliskiem. Pogoda cudowna na rower. Na Jurze eksplozja zieleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie ; Dolina Pięciu Stawów Polskich| &amp;lt;u&amp;gt; Asia Wasil,&amp;lt;/u&amp;gt; &lt;br /&gt;
|28.04 - 1.05&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd baardzo wcześnie rano, pomimo to w dolinie zameldowałam się późnym popołudniem. Rzuciłam tylko graty i na lekko spacerek w poszukiwaniu Wolego Oka:) Szlaki niemal wszystkie przetarte, tylko śnieg rozmiękły, rozmokły, osuwający się. Z tego też powodu następnego ranka wychodzę bardzo wcześnie. Kierunek: Zawrat. Przełęcz osiągam w dość szybkim tempie, teraz zastanowienie co dalej:) Patrzę w kierunku Świnicy, ale jakoś tak nieswojo samej:) Kieruję się zatem granią w prawo. Skały zalodzone lub wysuszone, zależy od strony. Po krótkim odpoczynku na Małym Kozim postanawiam schodzić. Śnieg już się grzeje, im później, tym zejście może być ciekawsze;) dochodze jeszcze do Zmarzłych Czub i kieruję się w dół jakąś dziwną, ale sympatycznie wyglądającą przełączką. Sympatycznie do czasu:P Staram się byc ostrożna, ale kilkakrotnie wykonuję mniej lub bardziej kontrolowane zjazdy w strone Pustej Dolinki wśród huku spadających z góry nawisów. Stresogennie odrobinkę:) Ale udaje się uciec bezpiecznie. Następnego dnia wyjście troszkę później, ale za to w miłym towarzystwie. Decydujemy sie na Gładką Przełęcz. Ślicznie, ze śpiącą kozicą i widokami na słowacką dolinkę. Myślimy o Walentkowym albo o słowackiej przełęczy Zavory, ale na myśleniu sie kończy. Nadchodzą chmury, zaczyna wiać, decydujemy się na powrót. Kilka godzin później potężna burza. Złapała Strzelca w drodze. Przychodzi dopiero wieczorem, juz się zaczynam niepokoić:) Wieczór zakończony imprezką po-urodzinową z widokiem na niedźwiadka przechodzącego sobie w najlepsze po stawach:) W piatek, niemiłe zaskoczenie; następnego dnia musze iśc do pracy. Decydujemy się więc ponownie na Gładką z aspiracjami na pobliskie szczyty:) Wychodzimy w czwórkę tym razem i w czwórkę dochodzimy na Gładki Wierch, Przepiekne widoki, naprawdę szkoda że trzeba wracać..:( Zjeżdżamy jeszcze dwa razy(!!) z przełęczy na pupach i spokojny powrót do schroniska. Tam obiadek, piwko, pożegnanie i niestety zejście na dół...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - skiturowanie w otoczeniu Hali Gąsienicowej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik&lt;br /&gt;
|26 04 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem na Halę podchodzimy Jaworzynką. Od tygodnia śniegi znów trochę uciekły wyżej. Z Hali Gąsienicowej Teresa podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego (wyciąg z uwagi na brak narciarzy już nie kursuje) a ja wychodzę na przeł. Liliowe i dalej granią do Świnickiej przełęczy, z której zamierzałem zjechać. Żleb jednak okazał się &amp;quot;zajęty&amp;quot;. Dwie grupki &amp;quot;wspinaczy&amp;quot; z sprzętem wykuwało stopnie by wdrapać się na przełęcz blokując tym samy drogę. Wracam więc na Skrajną Turnię (2096) i stąd zjeżdżam na Liliowe i dalej do kotła. Potem podejście na Kasprowy i dalej już wspólny zjazd przez Goryczkową do Kuźnic. Przez tydzień trasa skróciła się zaledwie o sto metrów więc możemy być szczęśliwi z długiego zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Jaskinia Szeptunów (Szmaragdowa), wspinaczki w Olsztynie|Mateusz Górowski, Ola Strach, Ola Skowron, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Mietek Smetaniuk, Jan Dobkowski, Michał Wyciślik; towarzyszyli nam: Kasia Wyciślik, Basia Dobkowska, Kasia Smetaniuk, Asia Jaworska, Karol Jaworski, Ela Skowron, Zuzia Skowron, Wojtek Strach|26 04 2009}}&lt;br /&gt;
Zainspirowany zdjęciami Adama z marca, rzuciłem temat odwiedzenia jaskini Szmaragdowej. Z Wirku, kawalkadą samochodów (5 aut!) przemieszczamy się do kamieniołomu w Rudnikach. Niektórzy pod otworem - swoją drogą, fenomenalnie położonym - sugerują, że zejście nad jeziorko do  malutkiej w sumie Szmaragdowej nie jest warte tak długiego dojazdu. Nie zrażony tym, obwieszczam moje plany zwiedzania jaskini do przesamego końca. W związku z doskonałą pogodą - upał i bezchmurne niebo - miało to obejmować również ''dogłębne'' zapoznanie się z istotą tego podobnież największego na Jurze jaskiniowego jeziorka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z początku entuzjazm przejawiają tylko Mietek i jego wodoszczelny aparat fotograficzny. Żeby przedostać się do bocznej odnogi jeziorka (całkiem go tam jeszcze sporo), musieliśmy &amp;quot;myknąć&amp;quot; pod przełazem. Ktoś krzyczał ''dokumeeentyy!!'' - swoim zwyczajem miałem pod kaskiem portfel, żeby w razie czego nie utrudniać identyfikacji - ale krzyczał zupełnie niepotrzebnie, bo przecież zanurzyliśmy się tylko po szyję. Faktem jest, że to chyba przez to &amp;quot;myknięcie&amp;quot; dojrzenie do decyzji o kąpieli zajęło reszcie ekipy osiem minut i wymagało pomocy obecnego na miejscu psychologa. W sumie to zaskoczyli mnie - w deczko zimnej wodzie wykąpali się wszyscy, łącznie z Jankiem (pierwszy raz w jaskini w ogóle!), Tomkiem (który niedługo wcześniej coś wspominał o tym, jak to jesteśmy pogrzani) i Olą (tą bliższą mi - jak ją zobaczyłem po drugiej stronie, to ''dopiero'' mi się zrobiło zimno!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W &amp;quot;mokrej&amp;quot; części odnajdujemy sporo śladów muszli, gąbek - a może nawet jakiegoś amonita. Po raz kolejny próbujemy uwierzyć w to, że jaskinie naprawdę zrobione są z resztek po wielkich ślimakach - chociaż dla mnie brzmi to równie fantastycznie jak płaska ziemia podpierana przez słonie na grzbiecie wielkiego żółwia. W jaskini siedzimy prawie godzinę. Dziewczyny narzekają na brak bielizny na zmianę, więc sugeruję, że w takim słońcu najlepiej rzeczy suszyć na sobie. Znowu jestem zaskoczony, bo co niektóre na to przystają i ku radości głownie mojej :), wracają do auta - naprawdę pocieszny widok - w trekach, z wielkim plecakiem, ale bez spodni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszym programie dnia (jest dopiero 12) wspinaczka w okolicach Olsztyna. Ekipa uszczupla się lekko - Mietek i Kasia opuszczają nas z powodu rodzinnych spraw do załatwienia. Tomek odgraża się, że on nie ma butków i przecież oni są z Asią i Karolem tylko na chwilkę  - ostatecznie jednak zrobił drogę czy dwie &amp;quot;w laćkach&amp;quot;. Pozostali okupują Bibliotekę do ok. 17; obok nas tylko jedna ekipa (pozdrawiamy!), więc tłoku nie ma. Z naszą formą fatalnie, tylko Mateusz Górowski daje radę wyjść na czysto V+. Niby pocieszamy się, że przecież nie jesteśmy &amp;quot;sportowcami&amp;quot;, że chodziło nam o przypomnienie sobie paru rzeczy przed większym wyjazdem za tydzień... no ale jednak chciałoby się wspinać &amp;quot;lepiej&amp;quot; :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Wyjazd wspinaczkowy - okolice Olsztyna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda,&amp;lt;/u&amp;gt; Wojtek Sitko&lt;br /&gt;
|25 04 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaliśmy się początkowo w rejnie skał przy zamku, gdzie nie spotkaliśmy ani jednego wspinacza, pomimo wspaniałej pogody. Dokuczały&lt;br /&gt;
nam jedynie nieznośne podmuchy wiatru. Po kilku godzinach wspinaczki, kiedy mięśnie zaczeły odmawiać nam posłuszeństwa wpadliśmy na pomysł, aby poprowadzić śmiałą drogę dwuwyciągową(w porywach IV) pod pretekstem przećwiczenia budowy stanowisk itd. W ten sposób  abraliśmy nieco sił i postanowiliśmy jeszcze powalczyć w rejonie Biblioteki. Wyjazd okazał się niezwykle owocny czego dowodem jest fakt,  e udało nam się zrobić około 16-stu dróg w lepszym lub gorszym stylu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Jaskinia na Świniuszce - Skały Ryczowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Tadeusz,&amp;lt;/u&amp;gt; Barbara, Ania, Adam, Artur Szmatłoch + 2 osoby towarzyszące &lt;br /&gt;
|19 04 2009}}&lt;br /&gt;
Po odnalezieniu otworu Tadek,Adam,Ania i Artur penetrują jaskinie. &lt;br /&gt;
Barbara w tym czasie odnajduje otwór jaskini w  Rudnikach.&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini wspólnie udajemy się do jaskiń w Rudnikach.&lt;br /&gt;
Po południu przyjeżdżamy do Ryczowa gdzie odbywamy kilka pierwszych wspinaczek w tym roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - narciarski zjazd z Koziej Przeł. + wyjście na Świnicę|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Golicz, Ola Strach, Tomek Pawlas, Łukasz Pawlas, grupa piesza - Michał Wyciślik, Damian Ozimina, Jan Dobkowski&lt;br /&gt;
|19 04 2009}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic wszyscy w dość żwawym tempie podchodzimy na Gąsinicową. Śnieg napotykamy dopiero przed samą halą. Stąd grupa piesza podąża przez Świnicką Przeł. na Świnicę (2308)a następnie granią w stronę Kopy Kondrackiej. Zejście na halę Kondratową następuje wcześniej w głębokich śniegach na przełaj w dół. Z Kondratowej wracają do Kuźnic.&lt;br /&gt;
Grupa narciarska od Zmarzłego Stawu mozolnie drapie się w rakach na Kozią Przeł (2138) niosąc narty (Tomek deskę) na plecakach. Stąd na początku bardzo stromym terenem tą samą drogą w dół. Zjazd jest bardzo urozmaicony (szkoda, że w zjeździe tak szybko leci czas). Aby uniknąć schodzenia z Gąsienicowej bez śniegu decydujemy się na wyjazd krzesełkiem na Kasprowy i stąd nartostradą zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic. Wszyscy spotykamy przy autach przy TOPRze (spotykaliśmy tu nawet Ewę Liberę z SDG z kolegami, którzy też wracali z skiturów). Pogoda dopisała, wyjazd z wszech miar udany). Tu zdjecia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fkozia-przelecz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Sitko,&amp;lt;/u&amp;gt; Paweł Szołtysik, Karol Jagoda&lt;br /&gt;
|14 04 2009}}&lt;br /&gt;
Był to typowy wyjazd wspinaczkowy o znanym wszystkim schemacie działania. W akordowym tempie wywspinaliśmy 10 bardzo fajnych dróg w skali od V do &amp;gt; VI.2, przy czym najwięcej emocji wzbudziła owa VI.2 (Ludzie Silnej Woli),  która obudziła również drzemiące w nas instynkty  rawdziwych jurajskich patenciarzy. Zgodnie z przewidywaniami początek tygodnia zapewnił nam  niemal puste skałki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: skiturowo - rowerowy wypad na Wielką Fatrę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Paweł Szołtysik&lt;br /&gt;
|11 04 2009}}&lt;br /&gt;
Auto zostawiamy przy wyciągu na początku doliny Lubochniańskiej (najdłuższa dolina Słowacji - 25 km). Z przytroczonymi do rowerów nartami pedałujemy w górę doliny prawie 20 km. Jest tu asfaltowa (zamknięta dla ruchu) wąska droga, która wyżej staje się gorsza. W końcu dalszą drogę zagradza śnieg, na szczęście blisko miejsca, z którego mamy startować na nartach. Rowery kryjemy w knieji i dalej już po mokrym śniegu podążamy w górę. Stromy odcinek w lesie był pozbawiony śniegu i tu musimy iść z buta szybko zyskując wysokość. Na grzbiecie warunki śnieżne są znakomite więc szybko osiągamy Gruń (1266) i po trawersie Ciernego Kamienia osiągamy przełęcz i wkrótce szczyt Płoskiej (1544) gdzie spotykamy kilku narciarzy na śladówkach (jedynych ludzi, których spotkaliśmy na całej trasie). Pogoda słoneczna więc można podziwiać otaczające nas morze gór. Z szczytu fajny zjazd po firnowatych śniegach. Do rowerów wracamy inną doliną boczną. Zjazd obfitował jak to zwykle bywa w wiele ciekawych niespodzianek. Po małych rozterkach nawigacyjnych trafiamy bez pudła do celu czyli rowerów ukrytych w zaroślach. Zjazd w dół na rowerach już bez niespodzianek terenowych za to upojenie szybkością znakomite. O zachodzie słońca docieramy do auta i w miarę pustymi drogami wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: skitour na Małej Fatrze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, Ola Strach, Mateusz Górowski, Mateusz Golicz, Ola Skowron, Wojciech Wyciślik, Łukasz Pawlas&lt;br /&gt;
|5 04 2009}}&lt;br /&gt;
Znów liczną ekipą startujemy z Stefanowej. W iście letnim upale z nartami na plecakach podchodzimy do schroniska pod Południowym Gruniem zakładając narty na kilkaset metrów przed schroniskiem. Dalej stromym stokiem na Południowy Gruń (1468). Stąd zjazd na przełęcz (na południowych stokach ogromne lawiniska, śnieg wyjechał do samego gruntu). Dalej znów podejście w upale na Stoh (1608). Z Stoha cudowny zjazd na przełęcz pod Rozsutcem. Z przełęczy zielonym szlakiem kontynuujemy zjazd z przeszkodami w dół aż do momentu w którym  po prostu brakło śniegu. Potem jeszcze kilkanaście minut zejścia i jesteśmy przy autach w Stefanowej. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fskitury-fatra-grun &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w skałkach rzędkowickich|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Wojtek Sitko, Karol Jagoda, Damian Ozimina&lt;br /&gt;
|4 04 2009}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Rudy o 8 rano. Pogoda od rana piękna, żadnej chmurki. Po 9 jesteśmy w Rzędkach. Zaczynamy od turni Lechwora gdzie robimy filar , komin i kilka dróg obok w skali V – VI i VI.1 . Niestety fantastyczna pogoda przyciągnęła dziesiątki ludzi i było tak aż do wieczora. Po Lechworze przenieśliśmy się na kolejną skałkę gdzie zrobiliśmy dwie V- ki w tym jedna na kościach. Na końcu załoiliśmy jeszcze jedną VI, i dwie V. Łącznie około 10 dróg co ze względu na  duże oblężenie skałek jest wynikiem całkiem niezłym. Po 19 zebraliśmy się do domu. Wypad bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - wspin w kamieniołomie|&amp;lt;u&amp;gt;Wojciech Sitko&amp;lt;/u&amp;gt; Karol Jagoda&lt;br /&gt;
|3 04 2009}}&lt;br /&gt;
To, że w Bytomiu jest deficyt ścianek wspinaczkowych wcale nie oznacza, że nie ma się tam gdzie wspinać. W słynnych Dolomitach jest bowiem całkiem spory wybór ciekawych i nienagannie obitych dróg. Jest to też prawdziwy rarytas dla miłośników spadających kamieni. Wsponianego  dnia powalczyliśmy na około 10 drogach w skali od V do VI.1+. Liczba innych ekip wspinaczkowych: 0,0.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - mokry skitour na Lipowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Paweł Szołtysik, Ola Strach, Mateusz Golicz, Ola Skowron, Henryk Tomanek, Kasia Żmuda, Damian Żmuda, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek (os. tow.)&lt;br /&gt;
|29 03 2009}}&lt;br /&gt;
Chyba najliczniejsza &amp;quot;wyprawa&amp;quot; skiturowa z klubu. Lądujemy w Złatnej. Drugie auto odstawiamy na miejsce mety czyli do Rajczy. Idziemy na Rysiankę. Tu przerwa w schronisku. Ciekawostką jest, że Heniek Tomanek dzisiejszą trasą pierwszy raz odbył w roku 1969. Jak widać skitury łączą pokolenia. Z schroniska idziemy dalej na Lipowską. Stąd już bez fok. Pogoda robi się fatalna. Ograniczona widoczność i coraz mocniej padający deszcz. Mijamy Redykalny Wierch i podążamy do Zapolanki. Śnieg był mokry i wolny do zjazdu. W Zapolance Mateusz, Ola, Maciek, Kasia i Damian Żmuda zjeżdżają do Złatnej i wracają do auta, które było na końcowym parkingu natomiast pozostali zjeżdżają do Nickuliny i do auta, które tam zostawiliśmy. W strugach deszczu i zapadającym zmroku spotykamy się w centrum Rajczy i po przepaku wracamy późno do domu. Trasa ciekawa lecz warunki już nie zbyt. Po drodze Kasia i Grzegorz złamali kijki. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2Fmokra-rysianka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza i Velky Prislop na skiturach |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, Grzegorz Burek (os. tow.)&lt;br /&gt;
|22 03 2009}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Rycerki Górnej szlakiem na Wielką Raczę (1236). W schronisku krótki odpoczynek. Następnie szlakiem granicznym zjeżdżamy na północ. 3 razy musimy jeszcze zakładać foki by dostać się na Velki Prislop (1046). Stąd wg słowackiej mapy odchodzi do Rycerki szlak narciarski. W terenie jednak nie ma po nim śladu. Zjeżdżamy więc na przełaj z wszystkimi urokami takiego zjazdu (zwalone drzewa, wykroty, strumyki). Czary goryczy dopełniła (na szczęście już na dole) droga po zrywce drzewa. Wytargana spychaczami i pełna gliny. Jakoś bokiem przedzieramy się i wkrótce osiągamy Rycerkę Górną gdzie zostawiliśmy auto. W górach jeszcze mnóstwo śniegu. Było pochmurno ale bez opadów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Touring z Czantorii na Soszów Wielki|&amp;lt;u&amp;gt; Tomek Pawlas,&amp;lt;/u&amp;gt; Agnieszka Bargielska (os. tow.)&lt;br /&gt;
|21 - 22 03 2009}}&lt;br /&gt;
Pierwszy Dzień Wiosny: 21.03.09.&lt;br /&gt;
Czyli wypad „doświadczonych skitourowców” -&lt;br /&gt;
W pociągu spaliśmy, jedyną przerwą w drzemce było podziwianie szukających wiosny sarenek.&lt;br /&gt;
Krótki kurs instruktażowy i w drogę. Nartostradą, pod bacznym okiem zjeżdżających, wspinamy się na Czantorię. Kilkanaście przerw na cukierki i jedna - na konkretną rozmowę z GOPRowcem kochającym skitoury i polecającym Łysą Górę- mekkę polskich skitourowców, ale czy też i nie miejsce sabatu czarownic?&lt;br /&gt;
Po czterech intensywnych godzinach wspięliśmy się na Czantorię, następnie zaproponowanym skrótem przecieraliśmy szlak. Dotarliśmy do chatki przygranicznej, niezwykle urokliwej i potencjalnie doskonałej do spędzenia tam nocy, gdyby nie zrobiony z niej w środku kosz na śmieci. Tabliczka: „Soszów 3 km” zmobilizowała nas, by wejść choć tam…&lt;br /&gt;
Jazda po puchu, tam gdzie nikt nie szedł, a jeśli szedł to się zapadał, była imponująca, choć dość męcząca. &lt;br /&gt;
Pełni szczęścia oglądaliśmy zachód słońca i rozbiliśmy namiot, który następnego dnia stał się  turystyczną atrakcją .&lt;br /&gt;
Musieliśmy się zebrać w trybie natychmiastowym na pociąg, który nam uciekł, ale dobrzy i nieprzerażeni  ludzie naszą ilością bagażu (rada na przyszłość : nie zabieraj 70l plecaka na skitoury) zabrali autostopowiczów na brudny i pozbawiony Śniegu Śląsk…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustroń – skiturowy spacer przez Równicę|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski &lt;br /&gt;
|21.03.2009 }}&lt;br /&gt;
Ze względu na niezwykle napięty terminarz na sobotę robimy krótką trasę z Ustronia Polany czerwonym szlakiem na Równicę, dalej niebieskim na Beskidek i najkrótszą drogą do samochodu. Warunki krajobrazowo-przyrodnicze urocze (zaskakująco jak na to miejsce –zero ludzi), śniegowe dużo gorzej- uprzykrzający wędrówkę mocno klejący się do nart śnieg…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Szmaragdowa | Tadeusz, Barbara, Adam, Ania, Aga, Artur Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Głowania&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|15 03 2009}}&lt;br /&gt;
Dnia 15 marca byliśmy w Jaskini Szmaragdowej. Znajduje się w Rudnikach, koło Częstochowy, w starym nieczynnym już kamieniołomie. Po przybyciu na miejsce, znalezienie wejścia do jaskini nie stanowiło problemu, już z daleka widoczne było obmurowane wejście: krótki tunel w formie łuku który z daleka wyglądał jak kapliczka. Celem naszej wyprawy, było dotarcie do podziemnego jeziorka. Nie wszyscy byliśmy wyposażeni w sprzęt, jednak nie stanowiło to problemu w dotarciu w docelowe miejsce, gdyż skorzystaliśmy z wąskiego obejścia. Po dotarciu całej ekipy nad jeziorko kąpieli uraczyli Pan Tadeusz oraz Artur. Tylko ta dwu osobowa reprezentacja posiadała pianki, które w końcu mieli okazję przetestować. Nad jeziorkiem wszystkich urzekło to, że patrząc w toń widać zafałszowany obraz dna. Jest on lustrzanym odbiciem otaczających skał. Adam natchniony urokiem miejsca poczuł w sobie duszę artysty i rozpoczął sesję zdjęciową. Nie znajdując spełnienia dla swojej wizji stwierdził, że żaden z modelów nie spełnia jego artystycznych oczekiwań i zapowiedział ponowne odwiedzenie miejsca z profesjonalną ekipą (robotów :) ). W pogodnych nastrojach opuściliśmy jaskinię i udaliśmy się w kierunku kolejnego punktu dnia czyli jaskini w Zielonej Górze. Mogliśmy oglądnąć tam zachwycające nacieki które są jedyne w swoim rodzaju, niestety mocno nadszarpnięte ingerencją człowieka. Koniec wyprawy umililiśmy sobie krótkim spacerem po lesie, wśród skałek, po którym udaliśmy się wszyscy na pyszny koktajl truskawkowy do hacjendy Szmatłochów :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitour na Mędralową | Ola Strach, Ola Skowron, Mateusz Górowski, Paweł Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|8 03 2009}}&lt;br /&gt;
Po nocnych opadach góry zasypane śniegiem. Z trudem dojeżdżamy do końca drogi w Koszarawie Bystrej. Stąd początkowo za znakami potem na przełaj (szlak nie przetarty) osiągamy przy bardzo słabej widoczności i prószącym śniegu wierzchołek Mędralowej (1169). Poniżej znajduje się szałas dobry na biwak. Tu robimy krótki postój. Potem zjazd na przełęcz Klekociny (864). Po drodze dość niespodziewanie spotykamy wycieczkę &amp;quot;zakładową&amp;quot;, szło w głębokim śniegu chyba z 30 osób torując w śniegu głęboką rynnę. Chyba mieli jednak już dość co wynikało z krótkiej wymiany zdań. My z przełęczy Klekociny wychodzimy jeszcze na Beskidek (1040) a z niego przez rozległe polany zjeżdżamy z powrotem do Koszarawy. W ograniczonej widoczności zjazd w głębokim puchu jest dość zwodniczy. Docieramy jednak szczęśliwie do auta gdzie w towarzystwie kilku nudzących się aczkolwiek wygłodniały psów pakujemy się i wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia|Aleksandra Skowron, Karol Jagoda, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|1 03 2009}}&lt;br /&gt;
Tatry toną w śniegu, ale jak to o tej porze roku bywa, do Miętusiej przedeptana jest autostrada. Przed otworem spotykamy grupę kursową z SW. Za nami podążają koledzy z KKTJu, którzy planowali robić w jaskini zdjęcia. Na szczęście w jaskini sobie nawzajem nie przeszkadzaliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdania co do celów naszej akcji były podzielone. Ja niosłem do jaskini komputer i trochę sprzętu elektronicznego, zamierzając wykonać kilka... pomiarów. Moi towarzysze zdecydowanie bardziej nastawiali się na &amp;quot;trasę turystyczną&amp;quot; :). W każdym razie, z ''Sali bez Stropu'' wspinamy się w górę - ciągiem ''Korytarza Trzech Króli'' osiągamy ''Błotne Zamki'', skąd dalej kierujemy się w ''Wielkie Kominy''. Odwrót tą samą drogą. Akcja zajęła ok. siedmiu godzin i myślę, że wszyscy byli z niej zadowoleni - a jeśli nawet nie z samej akcji, to już na pewno z nocnego powrotu pod gwiaździstym niebem i z meteorami w tle.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - skiturowa wycieczka na Okrąglicę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Mietek Smetaniuk&lt;br /&gt;
|1 03 2009}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy z Skawicy Sucha Góra szlakiem na Kucałową Przełęcz a stąd na Okrąglicę (1247). Znajduje się tu drewniana kapliczka poświęcona ludziom gór. Widoczność była fatalna więc zjazd północną stroną za bardzo nie wyszedł bo za szybko zjechaliśmy na szlak. Poniżej jednak udało nam się zjechać bardzo fajnym zboczem w rzadkim lesie na wprost do doliny. Śnieg mokry. Z braku czasu nie udało się już zrealizować jaskiniowego programu wyjazdu choć po drodze zauważyliśmy kilka ciekawych wytopów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Aktivistensitzung|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Aleksandra Skowron, Łukasz Zawada|20 - 22 02 2009}}&lt;br /&gt;
W piątek wieczór wzięliśmy udział w spotkaniu aktywistów w ''Landesverein fur Hohlenkunde in Salzburg'' ([http://www.hoehlenverein-salzburg.at/]). Było to głównym celem naszego wyjazdu; spotkanie to jest organizowane raz w roku i ma na celu przedyskutowanie planów poszczególnych grup jaskiniowych, działających w Landzie Salzburg. Około półtorej godziny spotkania zostało poświęcone na dyskusję o [http://goll.pl wyprawie WKTJ-u w masyw Hoher Goll], w której członkowie naszego klubu regularnie uczestniczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na noc zostaliśmy w klubie. Następnego dnia przenieśliśmy się do chatki pod otworem jaskini Lamprechtsofen, gdzie poznaliśmy grupę grotołazów z Węgier, przebywających tu na &amp;quot;wakacjach&amp;quot;. Odbyliśmy razem z nimi krótki wypad do ''Lampo''. Biegaliśmy po jaskini niecałe trzy godziny - niestety nie byliśmy przygotowani na akcję w jaskini (brak szpeju, kasków czy choćby nawet kombinezonów) i nasi węgierscy przyjaciele nalegali, żebyśmy nie szli za nimi dalej :). Pod wieczór wielkie ''multi-language Party''. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - trasa z Żaru na Kocierz na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;,Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, ost tow.: Marcin i Gosia&lt;br /&gt;
|22 02 2009}}&lt;br /&gt;
Sytuacja luksusowa. Marcin z Gosią jeżdżą na Żarze, więc nie musimy wracać do auta. Na Żar wjeżdżamy wagonikiem z tłumami ludzi (brrrr). Potem czerwonym szlakiem idziemy a potem brniemy na Kocierz (879) Stąd generalnie na przełaj zjeżdżamy do doliny Kocierzanki. Jak dotarliśmy w głębokich śniegach do drogi akurat nadjechali nasi znajomi i wróciliśmy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacki Raj, Tatry Wysokie|Piotr &amp;quot;Strzelec&amp;quot; Strzelecki, Maciek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|18-27 luty}}&lt;br /&gt;
Wyjazd się odbył mimo dezercji 80% żołnierzy:) Pogoda świetna, dawno się tak nie udało. Dopiero przedostatni dzień w Tatrach wietrzny i śnieżny:) Ale zacznijmy od początku.&lt;br /&gt;
Wyjazd 18 lutego, zbyt wcześnie rano, w pociągu spotykamy się z Maćkiem. Mamy troszkę czasu na zastanowienie się gdzie jedziemy, bo na skutek wyżej wspomnianej dezercji, sami się pogubiliśmy:) Mnie jak zwykle pcha w Tatry, jednak chłopaki skłaniają się ku Rajowi. I na tym staje. Podróż długa: przesiadki w Krakowie, Zakopcu, Popradzie, w końcu docieramy do Hrabusic, tam śpimy przez dwa dni, potem na dwa dni do pobliskich Betlanovców (czy jak to tam się pisze;).&lt;br /&gt;
Słowacki Raj wspaniały. Łazimy po najpiękniejszych dolinach (Prielom Hornadu, Sucha Bela, Velky Sokol), przechodząc po zawieszonych nad potokami drewnianych, oblodzonych kładkach, niemal pionowych drabinkach lub dziwnych formacjach, mających uatrakcyjnić wycieczki. Podziwiamy wspaniałe widoki (widać nawet słowackie Wysokie Tatry!), kuszące lodospady (szkoda że nie wyszła zaplanowana wspinaczka) i przepyszne słowackie piwo:P&lt;br /&gt;
W niedzielę zwijamy się do Polski (kieszenie poczuły ulgę; po wejściu na Słowację eurosów, wszystko jest naprawdę drogie...). Strzelec wraca, my z Maćkiem decydujemy się na Tatry. Początkowo planujemy pobyt w Piątce, ale z powodu zbyt późnego dotarcia do Palenicy, lądujemy w Morskim Oku. Jest cudownie. Kupa śniegu, szlaki nieprzetarte, pogoda słoneczno-mroźna.. Idealnie:) Jeszcze nocny wypad nad Czarny Staw pod Rysami i jesteśmy naprawdę wniebowzięci.&lt;br /&gt;
Rano wybieramy się do dolinki mnichowej, wytyczając własny hardcorowy szlak:) Na szczęście udaje się i żywi docieramy do celu...Krótki odpoczynek przy zasypanych stawach Staszica, chyba dawno nikogo tam nie było; nasze ślady są jedyne. Powrót na szczęście bardziej cywilizowaną drogą, choc również troszkę różniącą się od normalnego zimowego szlaku;) W schronisku poznajemy wspaniałą ekipę górskich wygów z Jastrzębia, impreza trwa dość długo;)&lt;br /&gt;
Nastepnego dnia chcemy spróbować gdzieś w kierunku Bandziocha (nie śmiemy marzyć o Chłopku; jest dość lawiniasto a widok Maszynki do Mięsa oddziaływuje na wyobraźnię;) Koniec końców, docieramy jedynie w okolice wejścia do Bandziocha (też jako pionierzy), przy każdym kroku zastanawiając się, kiedy wszystko poleci i świat się skończy:)&lt;br /&gt;
Maciek postanawia wracać, ja decyduję się jeszcze zostać. Wsiąkłam kompletnie:) Nowi znajomi z Jastrzębia postanawiają się mna zaopiekować:) Następnego dnia wstajemy o 5:30 (!!!) i w dwóch grupach podchodzimy do Dolinki Mnichowej. Normalnym szlakiem idzie się szybciutko:) Stamtąd podchodzimy jak najbardziej ostrożnie pod masyw Miedzianego i granią do Szpiglasowej. Widoki niesamowite. Jednak zejście do Piątki nie wydaje się prostym zadaniem.. Okazuje się jednak że dla moich towarzyszy nie ma żadnych trudności. I udało się. Przeżyłam swój pierwszy zjazd na pupie z dwóch tysięcy metrów:D Wrażenia naprawdę niesamowite... Polecam:)&lt;br /&gt;
Dolinka skąpana w słońcu, zasypana śniegiem, cudownie pusta i piękna jak zawsze.. wracaliśmy roztoką do wodogrzmotów i stamtąd spowrotem do Moka. Naprawdę dobra trasa, jak na te warunki, byliśmy z siebie dumni. W czwartek postanawiamy wejść na Zadnią Galerię Cubryńską. Jeszcze nigdy Mnich nie wydawał mi się taki mały:) I nigdy wczesniej go nie głaskałam... Podeszliśmy pod niego przy okazji schodzenia z Galerii...&lt;br /&gt;
No i tyle, następnego dnia wracałam. Córka, studentka i pracownica marnotrawna;):)Zdjęcia: [http://www.extreme.webserwer.pl/index.php?option=com_phocagallery&amp;amp;view=category&amp;amp;id=98&amp;amp;Itemid=62]  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: skiturowy wypad na południową stronę Pilska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Skowron, Heniek Tomanek&lt;br /&gt;
|14 02 2009}}&lt;br /&gt;
Po ośnieżonych drogach docieramy do Oravskiego Vesela (800)skąd zielonym szlakiem podchodzimy na kopułę szczytową Pilska. Po ostatnich opadach szlak jest kompletnie nie przetarty więc mamy dodatkową robotę brnąc po kolana w puchu. Im wyżej tym gorsze warunki. W szczytowych partiach śnieżna zadymka, widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Śnieżne zaspy sięgają 2 metrów i tworzą coś w rodzaju tarki. Zmagamy się jeszcze w białym świecie lecz gdzieś na 1500 pokornie zawracamy. Tylko dzięki GPS udaje nam się trafić do granicy lasu (w miejsce gdzie go opuściliśmy) bo wiatr zatarł ślady. Tu wśród kilku zacisznych świerków przepinamy się do zjazdu. Śnieg lotny więc zjazd nie wyglądał najgorzej. W dolnej części modyfikujemy zjazd i jakoś z innej strony docieramy do auta w Oravskim Veselu wraz z zapadającym zmrokiem. Cóż, chyba nie po raz ostatni musieliśmy uznać wyższość natury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Romantyczne Skitu(o)rowanie walentynkowe :)|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach  &lt;br /&gt;
|14 02 2009}}&lt;br /&gt;
W głębokim i ciągle padającym śniegu robimy trasę Ustroń Polana PKP-Czantoria (wzdłuż nartostrady)-Soszów -Stożek-Wisła Głębce PKP(zjazd nartostradą). Droga piękna i urokliwa, ale warunki pogodowo-śniegowe mało sprzyjające tj. śniegu po pas, odcinki do torowania, &lt;br /&gt;
a jazdy w dół narty odmawiają- zapadamy się gdy tylko lekko opuścimy ubitą trasę…Wracamy z przygodami, mocno zmęczeni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szczyrk Narty|&amp;lt;u&amp;gt;Artur Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Szmatłoch, Anna Szmatłoch, Adam Szmatłoch&lt;br /&gt;
|5-8 02 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjazd na narty do Szczyrku, warunki średnie, śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lipowa Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Tadek Szmatloch&amp;lt;/u&amp;gt;, Basia Szmatloch&lt;br /&gt;
|7 - 8 02 2009}}&lt;br /&gt;
Tym razem wyjazd calkowicie rekreacyjny. W lipowej brak śniegu, Skrzyczne lekko osypane śniegiem.Impreza do bialego rana.Rano przejazd do Szczyrku.Wychodzimy na polanę Młaki.Tutaj spotykamy się z resztą rodziny.Wieczorem wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Panta Rei- czyli ski-water-tour na Pilsko ;)|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach  &lt;br /&gt;
|08 02 2009}}&lt;br /&gt;
Na przekór pogodzie ruszamy rano do Korbielowa. Całą drogę leje. Zatrzymujemy się pod wyciągami na Pilsko i stamtąd o dziwo już od samego dołu zasuwamy na nartach nartostradą na sam szczyt Pilska.  Podczas podejścia pogoda nas rozpieszcza a zza chmur wychodzi słońce.  Na szczycie dopada nas mgła i lekko padający śnieg. W gęstniejącej mgle zjeżdżamy na dół (niestety też nartostradą). Warunki kiepskie (czasami nawet fatalne) ale wyjazd uznajemy za udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kalacka + wypad skiturowy na Kondratową Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik&lt;br /&gt;
|7 02 2009}}&lt;br /&gt;
W Zakopcu totalna chlapa. Halny. Plusem było to, że nie kursowała kolejka na Kasprowy więc ludzi mniej. Śnieg ledwo sięgał do Kuźnic. Podchodzimy na nartach a ostatni stromy odcinek w lesie na nogach. W jaskini Kalackiej jesteśmy pierwszy raz i nie jest to znów taka mała bździna. Docieramy na koniec do małego syfoniku (ktoś próbuje lub próbował tu kopać) a w drodze powrotnej wchodzimy w boczne zakamarki choć tylko jeden jest nieco dłuższy i kończy się błotnym namuliskiem. W jaskini generalnie błotnisto i mokro. W partiach przyotworowych ładne formy lodowe. Po wyjściu (było już dość późno) kontynujemy wycieczkę na halę Kondratową i dalej na przełęcz. Powyżej granicy lasu podmuchy halnego chciały nas zwalać z nóg. Pułap chmur oparł się na przełęczy Kondratowej. Ostatni stromy odcinek niesiemy narty i musimy uważać by z tym wszystkim nie odfrunąć. Na przełęczy przepinka do zjazdu. Wszystko trzeba uważnie trzymać bo wiatr chciał nam ukraść dobytek. Zjazd tą samą drogą. Początkowe metry beton. Dalej kilkadziesiąt metrów schodkujemy w dół bo podmuchy wiatru oraz pękające pod nartami płyty odebrały nam jakoś odwagę. Dopiero nieco niżej gdzie śnieg był miększy a wiatr nieco ścichł ruszamy odważnie w dół. Tym razem śnieg jest mokry i ciężki. Raz przyśpieszenia raz hamulce. Dopiero w dolinie jazda jest przewidywalna i gnamy co sił w dół bo gonił nas zmrok. Nie spotykając nikogo docieramy do Kuźnic równo z nastaniem nocy. Można rzec, iż był to ekscytujący i urozmaicony wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyjazd narciarski w Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; Ania Bil, Tomasz Pawlas + os. tow&lt;br /&gt;
|1 02 2009}}&lt;br /&gt;
Aby być pierwszymi osobami na stoku wyjeżdżamy o 6:30 z Zabrza.&lt;br /&gt;
Plan jest taki: ja wysiadam wcześniej i na skiturach dochodzę do reszty ekipy szusującej na Stożku. Jako, że był to mój pierwszy raz na skiturach wycieczkę dobrałem krótką, ale bogatą w walory widokowe. Cały dzień pogoda słoneczna i lekki mróz, czyli idealna. Po spotkaniu z ekipą, Tomek z zazdrości kradnie mi skitury i znika, więc teraz ja muszę się ustawić w kolejce do wyciągu i jeździć tą samą, wyjeżdżoną, nudną trasą i oglądać się wkoło żeby w nikogo nie wrąbać… bez porównania!!! Tak się w te skitury wkręciłem, że już planuje kolejne wycieczki. Karnety przestają działać o 17:00 więc pakujemy się i wracamy zmęczeni i zadowoleni do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sopotnia Wielka-skitur|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski, Lechu (os. tow.) &lt;br /&gt;
|01 02 2009}}&lt;br /&gt;
Ruszamy żółtym szlakiem z Sopotni Wielkiej (na przełęcz Przysłopy), by następnie czarnym przez polanę Malorkę dojść na Halę Mizową. Stamtąd po krótkiej przerwie idziemy na&lt;br /&gt;
Rysiankę. Jako drogę powrotną wybieramy  piękny zjazd lasem wzdłuż&lt;br /&gt;
niebieskiego szlaku do Sopotni Wielkiej Kolonii. Pogoda dobra, warunki śniegowe nie&lt;br /&gt;
najlepsze( dobrze było tylko u góry). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, partie Wawelskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Golicz, Michał Wyciślk&lt;br /&gt;
|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Brnąc w śniegach i drażniąc się z zimnem dotarliśmy do N otworu Czarnej. W trakcie akcji zwiedziliśmy dość dokładnie partie Wawelskie, osiągliśmy najwyższy punkt Czarnej +141 m oraz zjechaliśmy Mleczną Studnią do Szmaragdowego Jeziorka skąd wróciliśmy &amp;quot;klasycznym&amp;quot; ciągiem do Ślimaka i ponownie weszliśmy w Wawelskie by ściągnąć linę i zwiedzić pozostałe ciągi. Dotarliśmy nad Żlobisty Komin oraz do kilku innych zakamarków. Ciekawy i warty obejrzenia fragment jaskini. Kilka zdjęć z akcji: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2FCzarna-Wawelskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - wyjazd narciarski|Tadek Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Wojtek Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Głowania&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch; Basia Szmatłoch i Anna Szmatłoch chodzące po dolinach|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Dzień mimo iż plany były ambitne miał rozpocząć się o godzinie 6 pobudką wszystkich członków wyprawy, jednak lenistwo zwyciężyło i około 2 godzin później wszyscy meldowali się na wspólnym śniadaniu. Wyprawa rozpoczęła się wędrówką przez dolinę Kościeliską do punktu docelowego jakim miał być Starorobociański. Jak zdążyłem się już przekonać droga tą doliną  potrafi się ciągnąć w nieskończoność jednak podczas pieszej wędrówki, jak zawsze zresztą, mogliśmy liczyć na cenne uwagi od Pana Tadeusza odnośnie topografii tudzież nazw poszczególnych polan, co bardzo umilało, przynajmniej moją pieszą wędrówkę. Uzbrojeni w snowboardy oraz narty żwawo...tempem (cytuję) starych bab docieramy do Iwaniackiej Przełęczy. Tam decydujemy wspólnie, że to nie koniec wędrówki i kierujemy się wyżej na Starorobociański Wierch. Niestety podczas drogi nie cieszymy oka widokami z uwagi na gęstniejącą mgłę. Po dotarciu na Wolarnię maszerujemy po grani i z uwagi na bardzo ograniczoną widoczność ciężko zlokalizować nasze położenie dochodzimy chyba do Siwej przełęczy. Po podjęciu decyzji, że pieszej wędrówki już kres zakładamy wszyscy deski, tudzież stoły- zwał jak zwał, i uradowani zaczynamy cieszyć się zimowym szaleństwem, jak się okazało za moment, radość nasza była przedwczesna. Z uwagi na zbyt duże zagrożenie lawinowe wycofujemy się ze zjazdu po zboczu. Wracamy pieszo po śladach tą samą drogą i sprzęt zapinamy dopiero przy zjeździe z Wolarni w kierunku Iwaniackiej Przełęczy. I tu zaczęła się namiastka tego co misie lubią najbardziej...dla zaawansowanych snowboardzistów był to raj na ziemi w postaci dosyć sporej warstwy puchu śniegu i zjazdu pomiędzy drzewami. Dla mniej zaawansowanych, czytaj amatorów, których byłem jedynym przedstawicielem wśród ekipy była to walka o przetrwanie :) Jednak po ochłonięciu stwierdzam że nie zamieniłbym ani jednej chwili z tego dnia gdyż przede wszystkim chodziło tu o zabawę. Wyprawa kończy się w dolinie Chochołowskiej gdzie znowu maszerujemy ale już przy świetle czołówek. Dzień zakończony posiłkiem(postawionym przez Panią Basię) w postaci czerwonego barszczyku jemy w  jednej z karczm, które znajdują się w dolinie . Zmęczeni, po 10 godzinach obcowania z górami udajemy się na zasłużony odpoczynek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasze kochane kobiety Barbara oraz Ania Szmatłoch nie wybrały się z nami w pieszą wędrówkę lecz podążyły swoimi ścieżkami. Spokojnie oraz spacerowo przeszły dolinę Chochołowską aż do schroniska, gdzie uraczyły się ciepłym posiłkiem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad pieszo narciarski na Muronkę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik &lt;br /&gt;
|25 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy zielonym szlakiem z Ostrego. Przez ostatni tydzień z kotliny Żywieckiej śnieg zniknął. Teresa nawet nie zabrała nart z auta. Ja cierpliwie niosłem bagaż by wyżej iść już na nartach po śniegu. Osiągamy szczyt Muronki i wracamy ściśle grzbietem spowrotem. Najpierw zjazd fajny ale potem szreń łamliwa. Do auta znów muszę nieść narty. Pogoda dość słoneczna, było ciepło i w górach jakoś tak spokojnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;|19-24 01 2009}}&lt;br /&gt;
Samotny wypad w Tatry z zamiarem zrobienia Czerwonych Wierchów zimą. Pierwszego dnia podejście pod Ciemniak, jednak tempo marszu po kolana w śniegu i w wietrze 70/h zmusiło do wycofu tą samą drogą. Następnego dnia próba od drugiej strony; wejście na Kasprowy. U góry wieje jeszcze gorzej niż wczoraj, strażnik TPN surowo zakazuje mi dalszej wędrówki:) Zejście nieczynną nartostradą do Murowańca. Stamtąd wycieczki w wysokie, w oczekiwaniu na poprawę warunków. Poprawa nie nastąpiła, przyszła odwilż, zaczęły spadać lawiny, więc z żalem rozpoczęłam odwrót do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Brenna Bukowa- niedzielny spacer skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski &lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Robimy krótką, ale niezwykle urokliwą trasę. Zaczynamy żółtym szlakiem do&lt;br /&gt;
Szczyrku. Dochodzimy nim na Karkoszczonkę i zmieniamy szlak na czerwony w&lt;br /&gt;
kierunku Przełęczy Salmopolskiej. Dochodzimy na  Kotarz  i od pięknej&lt;br /&gt;
rozległej polanki zjeżdżamy już na dół prosto do samochodu pozostawionego&lt;br /&gt;
na parkingu przy wyciągach narciarskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad skiturowy na Baranią Górę|Henryk Tomanek i Martyna (os. tow.)&lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjście z zjazd z Baraniej Góry od strony Węgierskiej Górki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Wyjazd narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik + os tow. (Stanisław i Werka Włodarczyk, Krzysztof i Eryka Hilus)|8 - 18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Przez tydzień bawiliśmy w szwajcarskich Alpach w rejonie 4 Dolin (4 Vallees) położonym między Mt. Blanc a Matterhornem (oba szczyty dobrze widoczne z wyższych przełęczy). Jest to duży kompleks narciarski z setkami km tras zjazdowych i siecią przeróżnych wyciągów. Można podszlifować jazdę na przygotowanych trasach co też intensywnie czyniliśmy. Są tu również wyzn&lt;br /&gt;
aczone trasy skiturowe, które kilka razy użyliśmy do zjazdu. Są to trasy nieprzygotowane przez ratraki na ogół na stromych zboczach z morzem muld. Te zjazdy naprawdę poczuliśmy w nogach (zjeżdżała tam tylko męska część naszej ekipy). Ciekawy był również zjazd z najwyższego w rejonie szczytu Mt. Fort (3330) na poziom 1400 mnpm (16 km zjazdu w różnorodnym terenie, początek jako trasa skiturowa). Cały tydzień królowało słońce na lazurowym niebie (dosłownie jak w folderach). Dziennie kończyliśmy zjazdy przy drzwiach naszego domku na trasie zjazdu. &lt;br /&gt;
Kilka innych refleksji: teren dobry dla ludzi lubiących wygodę, istnieje ryzyko zderzenia z innymi pędzącymi narciarzami, wielu glajciarzy ryzykancko lądujących na trasach zjazdowych. Jak dla mnie brakowało tu &amp;quot;majestatu gór&amp;quot; i z wielkim utęsknieniem czekam na zwykłą skiturową harówkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole - jaskinia Studnisko|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Artur Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Szmatłoch + 2 kolegów z Łodzi|16 01 2009}}&lt;br /&gt;
Zjazd i zejście na dno jaskini&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SLOWACJA: Skitur na Pilsko i Palenicę|Damian Szołtysik|1 01 2009}}&lt;br /&gt;
Puste drogi to jedna z zalet pierwszego dnia stycznia więc niebywale szybko dojeżdżam do Sopotni Wielkiej przy wylocie doliny Cebulowego Potoku. Jestem sam bo raczej ciężko w takim dniu znaleźć chętnych na kondycyjne wyczyny. Szkoda bo pogoda była wymarzona. Od wylotu doliny podchodzę zboczem na Buczynkę. Wiedzie nawet tędy nie oznaczona na mapie ścieżka rekreacyjna czy coś takiego. Szlak nie przetarty choć śladów zwierząt jest mnóstwo, zwłaszcza dzików. Na podejściu wspaniałe widoki na grupę Romanki i Rysianki. Docieram w głębokich śniegach na halę Jałowcową a wkrótce potem do Hali Miziowej. To tak jakby nagle dostać się do centrum miasta. Wyciągi, narciarze, skutery śnieżne. Szybko śmigam na szczyt Pilska słowackiego. Widoki nieziemskie choć tak dobrze mi znane. Na szczycie wieje więc zmykam na dół. Teraz granicznym szlakiem zjazd i krótkie podejście na Munczolik, zjazd i podejście na Palenicę (1359). Stąd cudowny zjazd przez halę Cudzichową a dalej rzadkim lasem do doliny Cebulowego Potoku. Leśną drogą śmigam szybko do jej wylotu. Przy wylocie doliny natknąłem się na parkę młodych narciarzy, którzy w swej nieświadomości a może niefrasobliwości zamiast do Korbielowa zjechali na drugą stronę góry o czym w ogóle nie mieli pojęcia. Mieli tylko zwykły sprzęt zjazdowy a dziewczyna była bardzo zmęczona. Cóż, zawożę ich do Korbielowa gdzie mieli kwatery i potem dopiero wracam do domu. W mojej ocenie trasa, którą przemierzyłem jest jedną z ciekawszych w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Sylwester|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowron|28.12.08 - 2.01.09}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sylwestra 2008/2009 spędziliśmy w Norwegii. Warunki nie były łatwe... trochę pochodziliśmy na nartach, a trochę bawiliśmy się na śniegu... Szerszy opis [[Relacje:Sylwester w Norwegii 2008|tutaj]].&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=471</id>
		<title>Wyjazdy 2009</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=471"/>
		<updated>2009-03-11T15:39:43Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitour na Mędralową | Ola Strach, Ola Skowron, Mateusz Górowski, Paweł Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|8 03 2009}}&lt;br /&gt;
Po nocnych opadach góry zasypane śniegiem. Z trudem dojeżdżamy do końca drogi w Koszarawie Bystrej. Stąd początkowo za znakami potem na przełaj (szlak nie przetarty) osiągamy przy bardzo słabej widoczności i prószącym śniegu wierzchołek Mędralowej (1169). Poniżej znajduje się szałas dobry na biwak. Tu robimy krótki postój. Potem zjazd na przełęcz Klekociny (864). Po drodze dość niespodziewanie spotykamy wycieczkę &amp;quot;zakładową&amp;quot;, szło w głębokim śniegu chyba z 30 osób torując w śniegu głęboką rynnę. Chyba mieli jednak już dość co wynikało z krótkiej wymiany zdań. My z przełęczy Klekociny wychodzimy jeszcze na Beskidek (1040) a z niego przez rozległe polany zjeżdżamy z powrotem do Koszarawy. W ograniczonej widoczności zjazd w głębokim puchu jest dość zwodniczy. Docieramy jednak szczęśliwie do auta gdzie w towarzystwie kilku nudzących się aczkolwiek wygłodniały psów pakujemy się i wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia|Aleksandra Skowron, Karol Jagoda, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|1 03 2009}}&lt;br /&gt;
Tatry toną w śniegu, ale jak to o tej porze roku bywa, do Miętusiej przedeptana jest autostrada. Przed otworem spotykamy grupę kursową z SW. Za nami podążają koledzy z KKTJu, którzy planowali robić w jaskini zdjęcia. Na szczęście w jaskini sobie nawzajem nie przeszkadzaliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdania co do celów naszej akcji były podzielone. Ja niosłem do jaskini komputer i trochę sprzętu elektronicznego, zamierzając wykonać kilka... pomiarów. Moi towarzysze zdecydowanie bardziej nastawiali się na &amp;quot;trasę turystyczną&amp;quot; :). W każdym razie, z ''Sali bez Stropu'' wspinamy się w górę - ciągiem ''Korytarza Trzech Króli'' osiągamy ''Błotne Zamki'', skąd dalej kierujemy się w ''Wielkie Kominy''. Odwrót tą samą drogą. Akcja zajęła ok. siedmiu godzin i myślę, że wszyscy byli z niej zadowoleni - a jeśli nawet nie z samej akcji, to już na pewno z nocnego powrotu pod gwiaździstym niebem i z meteorami w tle.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - skiturowa wycieczka na Okrąglicę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Mietek Smetaniuk&lt;br /&gt;
|1 03 2009}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy z Skawicy Sucha Góra szlakiem na Kucałową Przełęcz a stąd na Okrąglicę (1247). Znajduje się tu drewniana kapliczka poświęcona ludziom gór. Widoczność była fatalna więc zjazd północną stroną za bardzo nie wyszedł bo za szybko zjechaliśmy na szlak. Poniżej jednak udało nam się zjechać bardzo fajnym zboczem w rzadkim lesie na wprost do doliny. Śnieg mokry. Z braku czasu nie udało się już zrealizować jaskiniowego programu wyjazdu choć po drodze zauważyliśmy kilka ciekawych wytopów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Aktivistensitzung|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Aleksandra Skowron, Łukasz Zawada|20 - 22 02 2009}}&lt;br /&gt;
W piątek wieczór wzięliśmy udział w spotkaniu aktywistów w ''Landesverein fur Hohlenkunde in Salzburg'' ([http://www.hoehlenverein-salzburg.at/]). Było to głównym celem naszego wyjazdu; spotkanie to jest organizowane raz w roku i ma na celu przedyskutowanie planów poszczególnych grup jaskiniowych, działających w Landzie Salzburg. Około półtorej godziny spotkania zostało poświęcone na dyskusję o [http://goll.pl wyprawie WKTJ-u w masyw Hoher Goll], w której członkowie naszego klubu regularnie uczestniczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na noc zostaliśmy w klubie. Następnego dnia przenieśliśmy się do chatki pod otworem jaskini Lamprechtsofen, gdzie poznaliśmy grupę grotołazów z Węgier, przebywających tu na &amp;quot;wakacjach&amp;quot;. Odbyliśmy razem z nimi krótki wypad do ''Lampo''. Biegaliśmy po jaskini niecałe trzy godziny - niestety nie byliśmy przygotowani na akcję w jaskini (brak szpeju, kasków czy choćby nawet kombinezonów) i nasi węgierscy przyjaciele nalegali, żebyśmy nie szli za nimi dalej :). Pod wieczór wielkie ''multi-language Party''. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - trasa z Żaru na Kocierz na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;,Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, ost tow.: Marcin i Gosia&lt;br /&gt;
|22 02 2009}}&lt;br /&gt;
Sytuacja luksusowa. Marcin z Gosią jeżdżą na Żarze, więc nie musimy wracać do auta. Na Żar wjeżdżamy wagonikiem z tłumami ludzi (brrrr). Potem czerwonym szlakiem idziemy a potem brniemy na Kocierz (879) Stąd generalnie na przełaj zjeżdżamy do doliny Kocierzanki. Jak dotarliśmy w głębokich śniegach do drogi akurat nadjechali nasi znajomi i wróciliśmy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacki Raj, Tatry Wysokie|Piotr &amp;quot;Strzelec&amp;quot; Strzelecki, Maciek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|18-27 luty}}&lt;br /&gt;
Wyjazd się odbył mimo dezercji 80% żołnierzy:) Pogoda świetna, dawno się tak nie udało. Dopiero przedostatni dzień w Tatrach wietrzny i śnieżny:) Ale zacznijmy od początku.&lt;br /&gt;
Wyjazd 18 lutego, zbyt wcześnie rano, w pociągu spotykamy się z Maćkiem. Mamy troszkę czasu na zastanowienie się gdzie jedziemy, bo na skutek wyżej wspomnianej dezercji, sami się pogubiliśmy:) Mnie jak zwykle pcha w Tatry, jednak chłopaki skłaniają się ku Rajowi. I na tym staje. Podróż długa: przesiadki w Krakowie, Zakopcu, Popradzie, w końcu docieramy do Hrabusic, tam śpimy przez dwa dni, potem na dwa dni do pobliskich Betlanovców (czy jak to tam się pisze;).&lt;br /&gt;
Słowacki Raj wspaniały. Łazimy po najpiękniejszych dolinach (Prielom Hornadu, Sucha Bela, Velky Sokol), przechodząc po zawieszonych nad potokami drewnianych, oblodzonych kładkach, niemal pionowych drabinkach lub dziwnych formacjach, mających uatrakcyjnić wycieczki. Podziwiamy wspaniałe widoki (widać nawet słowackie Wysokie Tatry!), kuszące lodospady (szkoda że nie wyszła zaplanowana wspinaczka) i przepyszne słowackie piwo:P&lt;br /&gt;
W niedzielę zwijamy się do Polski (kieszenie poczuły ulgę; po wejściu na Słowację eurosów, wszystko jest naprawdę drogie...). Strzelec wraca, my z Maćkiem decydujemy się na Tatry. Początkowo planujemy pobyt w Piątce, ale z powodu zbyt późnego dotarcia do Palenicy, lądujemy w Morskim Oku. Jest cudownie. Kupa śniegu, szlaki nieprzetarte, pogoda słoneczno-mroźna.. Idealnie:) Jeszcze nocny wypad nad Czarny Staw pod Rysami i jesteśmy naprawdę wniebowzięci.&lt;br /&gt;
Rano wybieramy się do dolinki mnichowej, wytyczając własny hardcorowy szlak:) Na szczęście udaje się i żywi docieramy do celu...Krótki odpoczynek przy zasypanych stawach Staszica, chyba dawno nikogo tam nie było; nasze ślady są jedyne. Powrót na szczęście bardziej cywilizowaną drogą, choc również troszkę różniącą się od normalnego zimowego szlaku;) W schronisku poznajemy wspaniałą ekipę górskich wygów z Jastrzębia, impreza trwa dość długo;)&lt;br /&gt;
Nastepnego dnia chcemy spróbować gdzieś w kierunku Bandziocha (nie śmiemy marzyć o Chłopku; jest dość lawiniasto a widok Maszynki do Mięsa oddziaływuje na wyobraźnię;) Koniec końców, docieramy jedynie w okolice wejścia do Bandziocha (też jako pionierzy), przy każdym kroku zastanawiając się, kiedy wszystko poleci i świat się skończy:)&lt;br /&gt;
Maciek postanawia wracać, ja decyduję się jeszcze zostać. Wsiąkłam kompletnie:) Nowi znajomi z Jastrzębia postanawiają się mna zaopiekować:) Następnego dnia wstajemy o 5:30 (!!!) i w dwóch grupach podchodzimy do Dolinki Mnichowej. Normalnym szlakiem idzie się szybciutko:) Stamtąd podchodzimy jak najbardziej ostrożnie pod masyw Miedzianego i granią do Szpiglasowej. Widoki niesamowite. Jednak zejście do Piątki nie wydaje się prostym zadaniem.. Okazuje się jednak że dla moich towarzyszy nie ma żadnych trudności. I udało się. Przeżyłam swój pierwszy zjazd na pupie z dwóch tysięcy metrów:D Wrażenia naprawdę niesamowite... Polecam:)&lt;br /&gt;
Dolinka skąpana w słońcu, zasypana śniegiem, cudownie pusta i piękna jak zawsze.. wracaliśmy roztoką do wodogrzmotów i stamtąd spowrotem do Moka. Naprawdę dobra trasa, jak na te warunki, byliśmy z siebie dumni. W czwartek postanawiamy wejść na Zadnią Galerię Cubryńską. Jeszcze nigdy Mnich nie wydawał mi się taki mały:) I nigdy wczesniej go nie głaskałam... Podeszliśmy pod niego przy okazji schodzenia z Galerii...&lt;br /&gt;
No i tyle, następnego dnia wracałam. Córka, studentka i pracownica marnotrawna;):)Zdjęcia: [http://www.extreme.webserwer.pl/index.php?option=com_phocagallery&amp;amp;view=category&amp;amp;id=98&amp;amp;Itemid=62]  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: skiturowy wypad na południową stronę Pilska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Skowron, Heniek Tomanek&lt;br /&gt;
|14 02 2009}}&lt;br /&gt;
Po ośnieżonych drogach docieramy do Oravskiego Vesela (800)skąd zielonym szlakiem podchodzimy na kopułę szczytową Pilska. Po ostatnich opadach szlak jest kompletnie nie przetarty więc mamy dodatkową robotę brnąc po kolana w puchu. Im wyżej tym gorsze warunki. W szczytowych partiach śnieżna zadymka, widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Śnieżne zaspy sięgają 2 metrów i tworzą coś w rodzaju tarki. Zmagamy się jeszcze w białym świecie lecz gdzieś na 1500 pokornie zawracamy. Tylko dzięki GPS udaje nam się trafić do granicy lasu (w miejsce gdzie go opuściliśmy) bo wiatr zatarł ślady. Tu wśród kilku zacisznych świerków przepinamy się do zjazdu. Śnieg lotny więc zjazd nie wyglądał najgorzej. W dolnej części modyfikujemy zjazd i jakoś z innej strony docieramy do auta w Oravskim Veselu wraz z zapadającym zmrokiem. Cóż, chyba nie po raz ostatni musieliśmy uznać wyższość natury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Romantyczne Skitu(o)rowanie walentynkowe :)|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach  &lt;br /&gt;
|14 02 2009}}&lt;br /&gt;
W głębokim i ciągle padającym śniegu robimy trasę Ustroń Polana PKP-Czantoria (wzdłuż nartostrady)-Soszów -Stożek-Wisła Głębce PKP(zjazd nartostradą). Droga piękna i urokliwa, ale warunki pogodowo-śniegowe mało sprzyjające tj. śniegu po pas, odcinki do torowania, &lt;br /&gt;
a jazdy w dół narty odmawiają- zapadamy się gdy tylko lekko opuścimy ubitą trasę…Wracamy z przygodami, mocno zmęczeni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szczyrk Narty|&amp;lt;u&amp;gt;Artur Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Szmatłoch, Anna Szmatłoch, Adam Szmatłoch&lt;br /&gt;
|5-8 02 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjazd na narty do Szczyrku, warunki średnie, śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lipowa Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Tadek Szmatloch&amp;lt;/u&amp;gt;, Basia Szmatloch&lt;br /&gt;
|7 - 8 02 2009}}&lt;br /&gt;
Tym razem wyjazd calkowicie rekreacyjny. W lipowej brak śniegu, Skrzyczne lekko osypane śniegiem.Impreza do bialego rana.Rano przejazd do Szczyrku.Wychodzimy na polanę Młaki.Tutaj spotykamy się z resztą rodziny.Wieczorem wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Panta Rei- czyli ski-water-tour na Pilsko ;)|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach  &lt;br /&gt;
|08 02 2009}}&lt;br /&gt;
Na przekór pogodzie ruszamy rano do Korbielowa. Całą drogę leje. Zatrzymujemy się pod wyciągami na Pilsko i stamtąd o dziwo już od samego dołu zasuwamy na nartach nartostradą na sam szczyt Pilska.  Podczas podejścia pogoda nas rozpieszcza a zza chmur wychodzi słońce.  Na szczycie dopada nas mgła i lekko padający śnieg. W gęstniejącej mgle zjeżdżamy na dół (niestety też nartostradą). Warunki kiepskie (czasami nawet fatalne) ale wyjazd uznajemy za udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kalacka + wypad skiturowy na Kondratową Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik&lt;br /&gt;
|7 02 2009}}&lt;br /&gt;
W Zakopcu totalna chlapa. Halny. Plusem było to, że nie kursowała kolejka na Kasprowy więc ludzi mniej. Śnieg ledwo sięgał do Kuźnic. Podchodzimy na nartach a ostatni stromy odcinek w lesie na nogach. W jaskini Kalackiej jesteśmy pierwszy raz i nie jest to znów taka mała bździna. Docieramy na koniec do małego syfoniku (ktoś próbuje lub próbował tu kopać) a w drodze powrotnej wchodzimy w boczne zakamarki choć tylko jeden jest nieco dłuższy i kończy się błotnym namuliskiem. W jaskini generalnie błotnisto i mokro. W partiach przyotworowych ładne formy lodowe. Po wyjściu (było już dość późno) kontynujemy wycieczkę na halę Kondratową i dalej na przełęcz. Powyżej granicy lasu podmuchy halnego chciały nas zwalać z nóg. Pułap chmur oparł się na przełęczy Kondratowej. Ostatni stromy odcinek niesiemy narty i musimy uważać by z tym wszystkim nie odfrunąć. Na przełęczy przepinka do zjazdu. Wszystko trzeba uważnie trzymać bo wiatr chciał nam ukraść dobytek. Zjazd tą samą drogą. Początkowe metry beton. Dalej kilkadziesiąt metrów schodkujemy w dół bo podmuchy wiatru oraz pękające pod nartami płyty odebrały nam jakoś odwagę. Dopiero nieco niżej gdzie śnieg był miększy a wiatr nieco ścichł ruszamy odważnie w dół. Tym razem śnieg jest mokry i ciężki. Raz przyśpieszenia raz hamulce. Dopiero w dolinie jazda jest przewidywalna i gnamy co sił w dół bo gonił nas zmrok. Nie spotykając nikogo docieramy do Kuźnic równo z nastaniem nocy. Można rzec, iż był to ekscytujący i urozmaicony wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyjazd narciarski w Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; Ania Bil, Tomasz Pawlas + os. tow&lt;br /&gt;
|1 02 2009}}&lt;br /&gt;
Aby być pierwszymi osobami na stoku wyjeżdżamy o 6:30 z Zabrza.&lt;br /&gt;
Plan jest taki: ja wysiadam wcześniej i na skiturach dochodzę do reszty ekipy szusującej na Stożku. Jako, że był to mój pierwszy raz na skiturach wycieczkę dobrałem krótką, ale bogatą w walory widokowe. Cały dzień pogoda słoneczna i lekki mróz, czyli idealna. Po spotkaniu z ekipą, Tomek z zazdrości kradnie mi skitury i znika, więc teraz ja muszę się ustawić w kolejce do wyciągu i jeździć tą samą, wyjeżdżoną, nudną trasą i oglądać się wkoło żeby w nikogo nie wrąbać… bez porównania!!! Tak się w te skitury wkręciłem, że już planuje kolejne wycieczki. Karnety przestają działać o 17:00 więc pakujemy się i wracamy zmęczeni i zadowoleni do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sopotnia Wielka-skitur|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski, Lechu (os. tow.) &lt;br /&gt;
|01 02 2009}}&lt;br /&gt;
Ruszamy żółtym szlakiem z Sopotni Wielkiej (na przełęcz Przysłopy), by następnie czarnym przez polanę Malorkę dojść na Halę Mizową. Stamtąd po krótkiej przerwie idziemy na&lt;br /&gt;
Rysiankę. Jako drogę powrotną wybieramy  piękny zjazd lasem wzdłuż&lt;br /&gt;
niebieskiego szlaku do Sopotni Wielkiej Kolonii. Pogoda dobra, warunki śniegowe nie&lt;br /&gt;
najlepsze( dobrze było tylko u góry). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, partie Wawelskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Golicz, Michał Wyciślk&lt;br /&gt;
|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Brnąc w śniegach i drażniąc się z zimnem dotarliśmy do N otworu Czarnej. W trakcie akcji zwiedziliśmy dość dokładnie partie Wawelskie, osiągliśmy najwyższy punkt Czarnej +141 m oraz zjechaliśmy Mleczną Studnią do Szmaragdowego Jeziorka skąd wróciliśmy &amp;quot;klasycznym&amp;quot; ciągiem do Ślimaka i ponownie weszliśmy w Wawelskie by ściągnąć linę i zwiedzić pozostałe ciągi. Dotarliśmy nad Żlobisty Komin oraz do kilku innych zakamarków. Ciekawy i warty obejrzenia fragment jaskini. Kilka zdjęć z akcji: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2FCzarna-Wawelskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - wyjazd narciarski|Tadek Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Wojtek Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Głowania&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch; Basia Szmatłoch i Anna Szmatłoch chodzące po dolinach|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Dzień mimo iż plany były ambitne miał rozpocząć się o godzinie 6 pobudką wszystkich członków wyprawy, jednak lenistwo zwyciężyło i około 2 godzin później wszyscy meldowali się na wspólnym śniadaniu. Wyprawa rozpoczęła się wędrówką przez dolinę Kościeliską do punktu docelowego jakim miał być Starorobociański. Jak zdążyłem się już przekonać droga tą doliną  potrafi się ciągnąć w nieskończoność jednak podczas pieszej wędrówki, jak zawsze zresztą, mogliśmy liczyć na cenne uwagi od Pana Tadeusza odnośnie topografii tudzież nazw poszczególnych polan, co bardzo umilało, przynajmniej moją pieszą wędrówkę. Uzbrojeni w snowboardy oraz narty żwawo...tempem (cytuję) starych bab docieramy do Iwaniackiej Przełęczy. Tam decydujemy wspólnie, że to nie koniec wędrówki i kierujemy się wyżej na Starorobociański Wierch. Niestety podczas drogi nie cieszymy oka widokami z uwagi na gęstniejącą mgłę. Po dotarciu na Wolarnię maszerujemy po grani i z uwagi na bardzo ograniczoną widoczność ciężko zlokalizować nasze położenie dochodzimy chyba do Siwej przełęczy. Po podjęciu decyzji, że pieszej wędrówki już kres zakładamy wszyscy deski, tudzież stoły- zwał jak zwał, i uradowani zaczynamy cieszyć się zimowym szaleństwem, jak się okazało za moment, radość nasza była przedwczesna. Z uwagi na zbyt duże zagrożenie lawinowe wycofujemy się ze zjazdu po zboczu. Wracamy pieszo po śladach tą samą drogą i sprzęt zapinamy dopiero przy zjeździe z Wolarni w kierunku Iwaniackiej Przełęczy. I tu zaczęła się namiastka tego co misie lubią najbardziej...dla zaawansowanych snowboardzistów był to raj na ziemi w postaci dosyć sporej warstwy puchu śniegu i zjazdu pomiędzy drzewami. Dla mniej zaawansowanych, czytaj amatorów, których byłem jedynym przedstawicielem wśród ekipy była to walka o przetrwanie :) Jednak po ochłonięciu stwierdzam że nie zamieniłbym ani jednej chwili z tego dnia gdyż przede wszystkim chodziło tu o zabawę. Wyprawa kończy się w dolinie Chochołowskiej gdzie znowu maszerujemy ale już przy świetle czołówek. Dzień zakończony posiłkiem(postawionym przez Panią Basię) w postaci czerwonego barszczyku jemy w  jednej z karczm, które znajdują się w dolinie . Zmęczeni, po 10 godzinach obcowania z górami udajemy się na zasłużony odpoczynek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasze kochane kobiety Barbara oraz Ania Szmatłoch nie wybrały się z nami w pieszą wędrówkę lecz podążyły swoimi ścieżkami. Spokojnie oraz spacerowo przeszły dolinę Chochołowską aż do schroniska, gdzie uraczyły się ciepłym posiłkiem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad pieszo narciarski na Muronkę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik &lt;br /&gt;
|25 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy zielonym szlakiem z Ostrego. Przez ostatni tydzień z kotliny Żywieckiej śnieg zniknął. Teresa nawet nie zabrała nart z auta. Ja cierpliwie niosłem bagaż by wyżej iść już na nartach po śniegu. Osiągamy szczyt Muronki i wracamy ściśle grzbietem spowrotem. Najpierw zjazd fajny ale potem szreń łamliwa. Do auta znów muszę nieść narty. Pogoda dość słoneczna, było ciepło i w górach jakoś tak spokojnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;|19-24 01 2009}}&lt;br /&gt;
Samotny wypad w Tatry z zamiarem zrobienia Czerwonych Wierchów zimą. Pierwszego dnia podejście pod Ciemniak, jednak tempo marszu po kolana w śniegu i w wietrze 70/h zmusiło do wycofu tą samą drogą. Następnego dnia próba od drugiej strony; wejście na Kasprowy. U góry wieje jeszcze gorzej niż wczoraj, strażnik TPN surowo zakazuje mi dalszej wędrówki:) Zejście nieczynną nartostradą do Murowańca. Stamtąd wycieczki w wysokie, w oczekiwaniu na poprawę warunków. Poprawa nie nastąpiła, przyszła odwilż, zaczęły spadać lawiny, więc z żalem rozpoczęłam odwrót do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Brenna Bukowa- niedzielny spacer skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski &lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Robimy krótką, ale niezwykle urokliwą trasę. Zaczynamy żółtym szlakiem do&lt;br /&gt;
Szczyrku. Dochodzimy nim na Karkoszczonkę i zmieniamy szlak na czerwony w&lt;br /&gt;
kierunku Przełęczy Salmopolskiej. Dochodzimy na  Kotarz  i od pięknej&lt;br /&gt;
rozległej polanki zjeżdżamy już na dół prosto do samochodu pozostawionego&lt;br /&gt;
na parkingu przy wyciągach narciarskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad skiturowy na Baranią Górę|Henryk Tomanek i Martyna (os. tow.)&lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjście z zjazd z Baraniej Góry od strony Węgierskiej Górki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Wyjazd narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik + os tow. (Stanisław i Werka Włodarczyk, Krzysztof i Eryka Hilus)|8 - 18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Przez tydzień bawiliśmy w szwajcarskich Alpach w rejonie 4 Dolin (4 Vallees) położonym między Mt. Blanc a Matterhornem (oba szczyty dobrze widoczne z wyższych przełęczy). Jest to duży kompleks narciarski z setkami km tras zjazdowych i siecią przeróżnych wyciągów. Można podszlifować jazdę na przygotowanych trasach co też intensywnie czyniliśmy. Są tu również wyzn&lt;br /&gt;
aczone trasy skiturowe, które kilka razy użyliśmy do zjazdu. Są to trasy nieprzygotowane przez ratraki na ogół na stromych zboczach z morzem muld. Te zjazdy naprawdę poczuliśmy w nogach (zjeżdżała tam tylko męska część naszej ekipy). Ciekawy był również zjazd z najwyższego w rejonie szczytu Mt. Fort (3330) na poziom 1400 mnpm (16 km zjazdu w różnorodnym terenie, początek jako trasa skiturowa). Cały tydzień królowało słońce na lazurowym niebie (dosłownie jak w folderach). Dziennie kończyliśmy zjazdy przy drzwiach naszego domku na trasie zjazdu. &lt;br /&gt;
Kilka innych refleksji: teren dobry dla ludzi lubiących wygodę, istnieje ryzyko zderzenia z innymi pędzącymi narciarzami, wielu glajciarzy ryzykancko lądujących na trasach zjazdowych. Jak dla mnie brakowało tu &amp;quot;majestatu gór&amp;quot; i z wielkim utęsknieniem czekam na zwykłą skiturową harówkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole - jaskinia Studnisko|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Artur Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Szmatłoch + 2 kolegów z Łodzi|16 01 2009}}&lt;br /&gt;
Zjazd i zejście na dno jaskini&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SLOWACJA: Skitur na Pilsko i Palenicę|Damian Szołtysik|1 01 2009}}&lt;br /&gt;
Puste drogi to jedna z zalet pierwszego dnia stycznia więc niebywale szybko dojeżdżam do Sopotni Wielkiej przy wylocie doliny Cebulowego Potoku. Jestem sam bo raczej ciężko w takim dniu znaleźć chętnych na kondycyjne wyczyny. Szkoda bo pogoda była wymarzona. Od wylotu doliny podchodzę zboczem na Buczynkę. Wiedzie nawet tędy nie oznaczona na mapie ścieżka rekreacyjna czy coś takiego. Szlak nie przetarty choć śladów zwierząt jest mnóstwo, zwłaszcza dzików. Na podejściu wspaniałe widoki na grupę Romanki i Rysianki. Docieram w głębokich śniegach na halę Jałowcową a wkrótce potem do Hali Miziowej. To tak jakby nagle dostać się do centrum miasta. Wyciągi, narciarze, skutery śnieżne. Szybko śmigam na szczyt Pilska słowackiego. Widoki nieziemskie choć tak dobrze mi znane. Na szczycie wieje więc zmykam na dół. Teraz granicznym szlakiem zjazd i krótkie podejście na Munczolik, zjazd i podejście na Palenicę (1359). Stąd cudowny zjazd przez halę Cudzichową a dalej rzadkim lasem do doliny Cebulowego Potoku. Leśną drogą śmigam szybko do jej wylotu. Przy wylocie doliny natknąłem się na parkę młodych narciarzy, którzy w swej nieświadomości a może niefrasobliwości zamiast do Korbielowa zjechali na drugą stronę góry o czym w ogóle nie mieli pojęcia. Mieli tylko zwykły sprzęt zjazdowy a dziewczyna była bardzo zmęczona. Cóż, zawożę ich do Korbielowa gdzie mieli kwatery i potem dopiero wracam do domu. W mojej ocenie trasa, którą przemierzyłem jest jedną z ciekawszych w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Sylwester|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowron|28.12.08 - 2.01.09}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sylwestra 2008/2009 spędziliśmy w Norwegii. Warunki nie były łatwe... trochę pochodziliśmy na nartach, a trochę bawiliśmy się na śniegu... Szerszy opis [[Relacje:Sylwester w Norwegii 2008|tutaj]].&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=470</id>
		<title>Wyjazdy 2009</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=470"/>
		<updated>2009-03-11T15:38:39Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitour na Mędralową | Ola Strach, Ola Skowron, Mateusz Górowski, Paweł Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|8 03 2009}}&lt;br /&gt;
Po nocnych opadach góry zasypane śniegiem. Z trudem dojeżdżamy do końca drogi w Koszarawie Bystrej. Stąd początkowo za znakami potem na przełaj (szlak nie przetarty) osiągamy przy bardzo słabej widoczności i prószącym śniegu wierzchołek Mędralowej (1169). Poniżej znajduje się szałas dobry na biwak. Tu robimy krótki postój. Potem zjazd na przełęcz Klekociny (864). Po drodze dość niespodziewanie spotykamy wycieczkę &amp;quot;zakładową&amp;quot;, szło w głębokim śniegu chyba z 30 osób torując w śniegu głęboką rynnę. Chyba mieli jednak już dość co wynikało z krótkiej wymiany zdań. My z przełęczy Klekociny wychodzimy jeszcze na Beskidek (1040) a z niego przez rozległe polany zjeżdżamy z powrotem do Koszarawy. W ograniczonej widoczności zjazd w głębokim puchu jest dość zwodniczy. Docieramy jednak szczęśliwie do auta gdzie w towarzystwie kilku nudzących się aczkolwiek wygłodniały psów pakujemy się i wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia|Aleksandra Skowron, Karol Jagoda, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|1 03 2009}}&lt;br /&gt;
Tatry toną w śniegu, ale jak to o tej porze roku bywa, do Miętusiej przedeptana jest autostrada. Przed otworem spotykamy grupę kursową z SW. Za nami podążają koledzy z KKTJu, którzy planowali robić w jaskini zdjęcia. Na szczęście w jaskini sobie nawzajem nie przeszkadzaliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdania co do celów naszej akcji były podzielone. Ja niosłem do jaskini komputer i trochę sprzętu elektronicznego, zamierzając wykonać kilka... pomiarów. Moi towarzysze zdecydowanie bardziej nastawiali się na &amp;quot;trasę turystyczną&amp;quot; :). W każdym razie, z ''Sali bez Stropu'' wspinamy się w górę - ciągiem ''Korytarza Trzech Króli'' osiągamy ''Błotne Zamki'', skąd dalej kierujemy się w ''Wielkie Kominy''. Odwrót tą samą drogą. Akcja zajęła ok. siedmiu godzin i myślę, że wszyscy byli z niej zadowoleni - a jeśli nawet nie z samej akcji, to już na pewno z nocnego powrotu pod gwiaździstym niebem i z meteorami w tle.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - skiturowa wycieczka na Okrąglicę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Mietek Smetaniuk&lt;br /&gt;
|1 03 2009}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy z Skawicy Sucha Góra szlakiem na Kucałową Przełęcz a stąd na Okrąglicę (1247). Znajduje się tu drewniana kapliczka poświęcona ludziom gór. Widoczność była fatalna więc zjazd północną stroną za bardzo nie wyszedł bo za szybko zjechaliśmy na szlak. Poniżej jednak udało nam się zjechać bardzo fajnym zboczem w rzadkim lesie na wprost do doliny. Śnieg mokry. Z braku czasu nie udało się już zrealizować jaskiniowego programu wyjazdu choć po drodze zauważyliśmy kilka ciekawych wytopów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Aktivistensitzung|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Aleksandra Skowron, Łukasz Zawada|20 - 22 02 2009}}&lt;br /&gt;
W piątek wieczór wzięliśmy udział w spotkaniu aktywistów w ''Landesverein fur Hohlenkunde in Salzburg'' ([http://www.hoehlenverein-salzburg.at/]). Było to głównym celem naszego wyjazdu; spotkanie to jest organizowane raz w roku i ma na celu przedyskutowanie planów poszczególnych grup jaskiniowych, działających w Landzie Salzburg. Około półtorej godziny spotkania zostało poświęcone na dyskusję o [http://goll.pl wyprawie WKTJ-u w masyw Hoher Goll], w której członkowie naszego klubu regularnie uczestniczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na noc zostaliśmy w klubie. Następnego dnia przenieśliśmy się do chatki pod otworem jaskini Lamprechtsofen, gdzie poznaliśmy grupę grotołazów z Węgier, przebywających tu na &amp;quot;wakacjach&amp;quot;. Odbyliśmy razem z nimi krótki wypad do ''Lampo''. Biegaliśmy po jaskini niecałe trzy godziny - niestety nie byliśmy przygotowani na akcję w jaskini (brak szpeju, kasków czy choćby nawet kombinezonów) i nasi węgierscy przyjaciele nalegali, żebyśmy nie szli za nimi dalej :). Pod wieczór wielkie ''multi-language Party''. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - trasa z Żaru na Kocierz na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;,Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, ost tow.: Marcin i Gosia&lt;br /&gt;
|22 02 2009}}&lt;br /&gt;
Sytuacja luksusowa. Marcin z Gosią jeżdżą na Żarze, więc nie musimy wracać do auta. Na Żar wjeżdżamy wagonikiem z tłumami ludzi (brrrr). Potem czerwonym szlakiem idziemy a potem brniemy na Kocierz (879) Stąd generalnie na przełaj zjeżdżamy do doliny Kocierzanki. Jak dotarliśmy w głębokich śniegach do drogi akurat nadjechali nasi znajomi i wróciliśmy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacki Raj, Tatry Wysokie|Piotr &amp;quot;Strzelec&amp;quot; Strzelecki, Maciek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|18-27 luty}}&lt;br /&gt;
Wyjazd się odbył mimo dezercji 80% żołnierzy:) Pogoda świetna, dawno się tak nie udało. Dopiero przedostatni dzień w Tatrach wietrzny i śnieżny:) Ale zacznijmy od początku.&lt;br /&gt;
Wyjazd 18 lutego, zbyt wcześnie rano, w pociągu spotykamy się z Maćkiem. Mamy troszkę czasu na zastanowienie się gdzie jedziemy, bo na skutek wyżej wspomnianej dezercji, sami się pogubiliśmy:) Mnie jak zwykle pcha w Tatry, jednak chłopaki skłaniają się ku Rajowi. I na tym staje. Podróż długa: przesiadki w Krakowie, Zakopcu, Popradzie, w końcu docieramy do Hrabusic, tam śpimy przez dwa dni, potem na dwa dni do pobliskich Betlanovców (czy jak to tam się pisze;).&lt;br /&gt;
Słowacki Raj wspaniały. Łazimy po najpiękniejszych dolinach (Prielom Hornadu, Sucha Bela, Velky Sokol), przechodząc po zawieszonych nad potokami drewnianych, oblodzonych kładkach, niemal pionowych drabinkach lub dziwnych formacjach, mających uatrakcyjnić wycieczki. Podziwiamy wspaniałe widoki (widać nawet słowackie Wysokie Tatry!), kuszące lodospady (szkoda że nie wyszła zaplanowana wspinaczka) i przepyszne słowackie piwo:P&lt;br /&gt;
W niedzielę zwijamy się do Polski (kieszenie poczuły ulgę; po wejściu na Słowację eurosów, wszystko jest naprawdę drogie...). Strzelec wraca, my z Maćkiem decydujemy się na Tatry. Początkowo planujemy pobyt w Piątce, ale z powodu zbyt późnego dotarcia do Palenicy, lądujemy w Morskim Oku. Jest cudownie. Kupa śniegu, szlaki nieprzetarte, pogoda słoneczno-mroźna.. Idealnie:) Jeszcze nocny wypad nad Czarny Staw pod Rysami i jesteśmy naprawdę wniebowzięci.&lt;br /&gt;
Rano wybieramy się do dolinki mnichowej, wytyczając własny hardcorowy szlak:) Na szczęście udaje się i żywi docieramy do celu...Krótki odpoczynek przy zasypanych stawach Staszica, chyba dawno nikogo tam nie było; nasze ślady są jedyne. Powrót na szczęście bardziej cywilizowaną drogą, choc również troszkę różniącą się od normalnego zimowego szlaku;) W schronisku poznajemy wspaniałą ekipę górskich wygów z Jastrzębia, impreza trwa dość długo;)&lt;br /&gt;
Nastepnego dnia chcemy spróbować gdzieś w kierunku Bandziocha (nie śmiemy marzyć o Chłopku; jest dość lawiniasto a widok Maszynki do Mięsa oddziaływuje na wyobraźnię;) Koniec końców, docieramy jedynie w okolice wejścia do Bandziocha (też jako pionierzy), przy każdym kroku zastanawiając się, kiedy wszystko poleci i świat się skończy:)&lt;br /&gt;
Maciek postanawia wracać, ja decyduję się jeszcze zostać. Wsiąkłam kompletnie:) Nowi znajomi z Jastrzębia postanawiają się mna zaopiekować:) Następnego dnia wstajemy o 5:30 (!!!) i w dwóch grupach podchodzimy do Dolinki Mnichowej. Normalnym szlakiem idzie się szybciutko:) Stamtąd podchodzimy jak najbardziej ostrożnie pod masyw Miedzianego i granią do Szpiglasowej. Widoki niesamowite. Jednak zejście do Piątki nie wydaje się prostym zadaniem.. Okazuje się jednak że dla moich towarzyszy nie ma żadnych trudności. I udało się. Przeżyłam swój pierwszy zjazd na pupie z dwóch tysięcy metrów:D Wrażenia naprawdę niesamowite... Polecam:)&lt;br /&gt;
Dolinka skąpana w słońcu, zasypana śniegiem, cudownie pusta i piękna jak zawsze.. wracaliśmy roztoką do wodogrzmotów i stamtąd spowrotem do Moka. Naprawdę dobra trasa, jak na te warunki, byliśmy z siebie dumni. W czwartek postanawiamy wejść na Zadnią Galerię Cubryńską. Jeszcze nigdy Mnich nie wydawał mi się taki mały:) I nigdy wczesniej go nie głaskałam... Podeszliśmy pod niego przy okazji schodzenia z Galerii...&lt;br /&gt;
No i tyle, następnego dnia wracałam. Córka, studentka i pracownica marnotrawna;):)Zdjęcia: [http://http://www.extreme.webserwer.pl/index.php?option=com_phocagallery&amp;amp;view=category&amp;amp;id=98&amp;amp;Itemid=62]  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: skiturowy wypad na południową stronę Pilska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Skowron, Heniek Tomanek&lt;br /&gt;
|14 02 2009}}&lt;br /&gt;
Po ośnieżonych drogach docieramy do Oravskiego Vesela (800)skąd zielonym szlakiem podchodzimy na kopułę szczytową Pilska. Po ostatnich opadach szlak jest kompletnie nie przetarty więc mamy dodatkową robotę brnąc po kolana w puchu. Im wyżej tym gorsze warunki. W szczytowych partiach śnieżna zadymka, widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Śnieżne zaspy sięgają 2 metrów i tworzą coś w rodzaju tarki. Zmagamy się jeszcze w białym świecie lecz gdzieś na 1500 pokornie zawracamy. Tylko dzięki GPS udaje nam się trafić do granicy lasu (w miejsce gdzie go opuściliśmy) bo wiatr zatarł ślady. Tu wśród kilku zacisznych świerków przepinamy się do zjazdu. Śnieg lotny więc zjazd nie wyglądał najgorzej. W dolnej części modyfikujemy zjazd i jakoś z innej strony docieramy do auta w Oravskim Veselu wraz z zapadającym zmrokiem. Cóż, chyba nie po raz ostatni musieliśmy uznać wyższość natury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Romantyczne Skitu(o)rowanie walentynkowe :)|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach  &lt;br /&gt;
|14 02 2009}}&lt;br /&gt;
W głębokim i ciągle padającym śniegu robimy trasę Ustroń Polana PKP-Czantoria (wzdłuż nartostrady)-Soszów -Stożek-Wisła Głębce PKP(zjazd nartostradą). Droga piękna i urokliwa, ale warunki pogodowo-śniegowe mało sprzyjające tj. śniegu po pas, odcinki do torowania, &lt;br /&gt;
a jazdy w dół narty odmawiają- zapadamy się gdy tylko lekko opuścimy ubitą trasę…Wracamy z przygodami, mocno zmęczeni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szczyrk Narty|&amp;lt;u&amp;gt;Artur Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Szmatłoch, Anna Szmatłoch, Adam Szmatłoch&lt;br /&gt;
|5-8 02 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjazd na narty do Szczyrku, warunki średnie, śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lipowa Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Tadek Szmatloch&amp;lt;/u&amp;gt;, Basia Szmatloch&lt;br /&gt;
|7 - 8 02 2009}}&lt;br /&gt;
Tym razem wyjazd calkowicie rekreacyjny. W lipowej brak śniegu, Skrzyczne lekko osypane śniegiem.Impreza do bialego rana.Rano przejazd do Szczyrku.Wychodzimy na polanę Młaki.Tutaj spotykamy się z resztą rodziny.Wieczorem wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Panta Rei- czyli ski-water-tour na Pilsko ;)|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach  &lt;br /&gt;
|08 02 2009}}&lt;br /&gt;
Na przekór pogodzie ruszamy rano do Korbielowa. Całą drogę leje. Zatrzymujemy się pod wyciągami na Pilsko i stamtąd o dziwo już od samego dołu zasuwamy na nartach nartostradą na sam szczyt Pilska.  Podczas podejścia pogoda nas rozpieszcza a zza chmur wychodzi słońce.  Na szczycie dopada nas mgła i lekko padający śnieg. W gęstniejącej mgle zjeżdżamy na dół (niestety też nartostradą). Warunki kiepskie (czasami nawet fatalne) ale wyjazd uznajemy za udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kalacka + wypad skiturowy na Kondratową Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik&lt;br /&gt;
|7 02 2009}}&lt;br /&gt;
W Zakopcu totalna chlapa. Halny. Plusem było to, że nie kursowała kolejka na Kasprowy więc ludzi mniej. Śnieg ledwo sięgał do Kuźnic. Podchodzimy na nartach a ostatni stromy odcinek w lesie na nogach. W jaskini Kalackiej jesteśmy pierwszy raz i nie jest to znów taka mała bździna. Docieramy na koniec do małego syfoniku (ktoś próbuje lub próbował tu kopać) a w drodze powrotnej wchodzimy w boczne zakamarki choć tylko jeden jest nieco dłuższy i kończy się błotnym namuliskiem. W jaskini generalnie błotnisto i mokro. W partiach przyotworowych ładne formy lodowe. Po wyjściu (było już dość późno) kontynujemy wycieczkę na halę Kondratową i dalej na przełęcz. Powyżej granicy lasu podmuchy halnego chciały nas zwalać z nóg. Pułap chmur oparł się na przełęczy Kondratowej. Ostatni stromy odcinek niesiemy narty i musimy uważać by z tym wszystkim nie odfrunąć. Na przełęczy przepinka do zjazdu. Wszystko trzeba uważnie trzymać bo wiatr chciał nam ukraść dobytek. Zjazd tą samą drogą. Początkowe metry beton. Dalej kilkadziesiąt metrów schodkujemy w dół bo podmuchy wiatru oraz pękające pod nartami płyty odebrały nam jakoś odwagę. Dopiero nieco niżej gdzie śnieg był miększy a wiatr nieco ścichł ruszamy odważnie w dół. Tym razem śnieg jest mokry i ciężki. Raz przyśpieszenia raz hamulce. Dopiero w dolinie jazda jest przewidywalna i gnamy co sił w dół bo gonił nas zmrok. Nie spotykając nikogo docieramy do Kuźnic równo z nastaniem nocy. Można rzec, iż był to ekscytujący i urozmaicony wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyjazd narciarski w Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; Ania Bil, Tomasz Pawlas + os. tow&lt;br /&gt;
|1 02 2009}}&lt;br /&gt;
Aby być pierwszymi osobami na stoku wyjeżdżamy o 6:30 z Zabrza.&lt;br /&gt;
Plan jest taki: ja wysiadam wcześniej i na skiturach dochodzę do reszty ekipy szusującej na Stożku. Jako, że był to mój pierwszy raz na skiturach wycieczkę dobrałem krótką, ale bogatą w walory widokowe. Cały dzień pogoda słoneczna i lekki mróz, czyli idealna. Po spotkaniu z ekipą, Tomek z zazdrości kradnie mi skitury i znika, więc teraz ja muszę się ustawić w kolejce do wyciągu i jeździć tą samą, wyjeżdżoną, nudną trasą i oglądać się wkoło żeby w nikogo nie wrąbać… bez porównania!!! Tak się w te skitury wkręciłem, że już planuje kolejne wycieczki. Karnety przestają działać o 17:00 więc pakujemy się i wracamy zmęczeni i zadowoleni do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sopotnia Wielka-skitur|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski, Lechu (os. tow.) &lt;br /&gt;
|01 02 2009}}&lt;br /&gt;
Ruszamy żółtym szlakiem z Sopotni Wielkiej (na przełęcz Przysłopy), by następnie czarnym przez polanę Malorkę dojść na Halę Mizową. Stamtąd po krótkiej przerwie idziemy na&lt;br /&gt;
Rysiankę. Jako drogę powrotną wybieramy  piękny zjazd lasem wzdłuż&lt;br /&gt;
niebieskiego szlaku do Sopotni Wielkiej Kolonii. Pogoda dobra, warunki śniegowe nie&lt;br /&gt;
najlepsze( dobrze było tylko u góry). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, partie Wawelskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Golicz, Michał Wyciślk&lt;br /&gt;
|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Brnąc w śniegach i drażniąc się z zimnem dotarliśmy do N otworu Czarnej. W trakcie akcji zwiedziliśmy dość dokładnie partie Wawelskie, osiągliśmy najwyższy punkt Czarnej +141 m oraz zjechaliśmy Mleczną Studnią do Szmaragdowego Jeziorka skąd wróciliśmy &amp;quot;klasycznym&amp;quot; ciągiem do Ślimaka i ponownie weszliśmy w Wawelskie by ściągnąć linę i zwiedzić pozostałe ciągi. Dotarliśmy nad Żlobisty Komin oraz do kilku innych zakamarków. Ciekawy i warty obejrzenia fragment jaskini. Kilka zdjęć z akcji: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2FCzarna-Wawelskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - wyjazd narciarski|Tadek Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Wojtek Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Głowania&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch; Basia Szmatłoch i Anna Szmatłoch chodzące po dolinach|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Dzień mimo iż plany były ambitne miał rozpocząć się o godzinie 6 pobudką wszystkich członków wyprawy, jednak lenistwo zwyciężyło i około 2 godzin później wszyscy meldowali się na wspólnym śniadaniu. Wyprawa rozpoczęła się wędrówką przez dolinę Kościeliską do punktu docelowego jakim miał być Starorobociański. Jak zdążyłem się już przekonać droga tą doliną  potrafi się ciągnąć w nieskończoność jednak podczas pieszej wędrówki, jak zawsze zresztą, mogliśmy liczyć na cenne uwagi od Pana Tadeusza odnośnie topografii tudzież nazw poszczególnych polan, co bardzo umilało, przynajmniej moją pieszą wędrówkę. Uzbrojeni w snowboardy oraz narty żwawo...tempem (cytuję) starych bab docieramy do Iwaniackiej Przełęczy. Tam decydujemy wspólnie, że to nie koniec wędrówki i kierujemy się wyżej na Starorobociański Wierch. Niestety podczas drogi nie cieszymy oka widokami z uwagi na gęstniejącą mgłę. Po dotarciu na Wolarnię maszerujemy po grani i z uwagi na bardzo ograniczoną widoczność ciężko zlokalizować nasze położenie dochodzimy chyba do Siwej przełęczy. Po podjęciu decyzji, że pieszej wędrówki już kres zakładamy wszyscy deski, tudzież stoły- zwał jak zwał, i uradowani zaczynamy cieszyć się zimowym szaleństwem, jak się okazało za moment, radość nasza była przedwczesna. Z uwagi na zbyt duże zagrożenie lawinowe wycofujemy się ze zjazdu po zboczu. Wracamy pieszo po śladach tą samą drogą i sprzęt zapinamy dopiero przy zjeździe z Wolarni w kierunku Iwaniackiej Przełęczy. I tu zaczęła się namiastka tego co misie lubią najbardziej...dla zaawansowanych snowboardzistów był to raj na ziemi w postaci dosyć sporej warstwy puchu śniegu i zjazdu pomiędzy drzewami. Dla mniej zaawansowanych, czytaj amatorów, których byłem jedynym przedstawicielem wśród ekipy była to walka o przetrwanie :) Jednak po ochłonięciu stwierdzam że nie zamieniłbym ani jednej chwili z tego dnia gdyż przede wszystkim chodziło tu o zabawę. Wyprawa kończy się w dolinie Chochołowskiej gdzie znowu maszerujemy ale już przy świetle czołówek. Dzień zakończony posiłkiem(postawionym przez Panią Basię) w postaci czerwonego barszczyku jemy w  jednej z karczm, które znajdują się w dolinie . Zmęczeni, po 10 godzinach obcowania z górami udajemy się na zasłużony odpoczynek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasze kochane kobiety Barbara oraz Ania Szmatłoch nie wybrały się z nami w pieszą wędrówkę lecz podążyły swoimi ścieżkami. Spokojnie oraz spacerowo przeszły dolinę Chochołowską aż do schroniska, gdzie uraczyły się ciepłym posiłkiem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad pieszo narciarski na Muronkę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik &lt;br /&gt;
|25 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy zielonym szlakiem z Ostrego. Przez ostatni tydzień z kotliny Żywieckiej śnieg zniknął. Teresa nawet nie zabrała nart z auta. Ja cierpliwie niosłem bagaż by wyżej iść już na nartach po śniegu. Osiągamy szczyt Muronki i wracamy ściśle grzbietem spowrotem. Najpierw zjazd fajny ale potem szreń łamliwa. Do auta znów muszę nieść narty. Pogoda dość słoneczna, było ciepło i w górach jakoś tak spokojnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;|19-24 01 2009}}&lt;br /&gt;
Samotny wypad w Tatry z zamiarem zrobienia Czerwonych Wierchów zimą. Pierwszego dnia podejście pod Ciemniak, jednak tempo marszu po kolana w śniegu i w wietrze 70/h zmusiło do wycofu tą samą drogą. Następnego dnia próba od drugiej strony; wejście na Kasprowy. U góry wieje jeszcze gorzej niż wczoraj, strażnik TPN surowo zakazuje mi dalszej wędrówki:) Zejście nieczynną nartostradą do Murowańca. Stamtąd wycieczki w wysokie, w oczekiwaniu na poprawę warunków. Poprawa nie nastąpiła, przyszła odwilż, zaczęły spadać lawiny, więc z żalem rozpoczęłam odwrót do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Brenna Bukowa- niedzielny spacer skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski &lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Robimy krótką, ale niezwykle urokliwą trasę. Zaczynamy żółtym szlakiem do&lt;br /&gt;
Szczyrku. Dochodzimy nim na Karkoszczonkę i zmieniamy szlak na czerwony w&lt;br /&gt;
kierunku Przełęczy Salmopolskiej. Dochodzimy na  Kotarz  i od pięknej&lt;br /&gt;
rozległej polanki zjeżdżamy już na dół prosto do samochodu pozostawionego&lt;br /&gt;
na parkingu przy wyciągach narciarskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad skiturowy na Baranią Górę|Henryk Tomanek i Martyna (os. tow.)&lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjście z zjazd z Baraniej Góry od strony Węgierskiej Górki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Wyjazd narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik + os tow. (Stanisław i Werka Włodarczyk, Krzysztof i Eryka Hilus)|8 - 18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Przez tydzień bawiliśmy w szwajcarskich Alpach w rejonie 4 Dolin (4 Vallees) położonym między Mt. Blanc a Matterhornem (oba szczyty dobrze widoczne z wyższych przełęczy). Jest to duży kompleks narciarski z setkami km tras zjazdowych i siecią przeróżnych wyciągów. Można podszlifować jazdę na przygotowanych trasach co też intensywnie czyniliśmy. Są tu również wyzn&lt;br /&gt;
aczone trasy skiturowe, które kilka razy użyliśmy do zjazdu. Są to trasy nieprzygotowane przez ratraki na ogół na stromych zboczach z morzem muld. Te zjazdy naprawdę poczuliśmy w nogach (zjeżdżała tam tylko męska część naszej ekipy). Ciekawy był również zjazd z najwyższego w rejonie szczytu Mt. Fort (3330) na poziom 1400 mnpm (16 km zjazdu w różnorodnym terenie, początek jako trasa skiturowa). Cały tydzień królowało słońce na lazurowym niebie (dosłownie jak w folderach). Dziennie kończyliśmy zjazdy przy drzwiach naszego domku na trasie zjazdu. &lt;br /&gt;
Kilka innych refleksji: teren dobry dla ludzi lubiących wygodę, istnieje ryzyko zderzenia z innymi pędzącymi narciarzami, wielu glajciarzy ryzykancko lądujących na trasach zjazdowych. Jak dla mnie brakowało tu &amp;quot;majestatu gór&amp;quot; i z wielkim utęsknieniem czekam na zwykłą skiturową harówkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole - jaskinia Studnisko|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Artur Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Szmatłoch + 2 kolegów z Łodzi|16 01 2009}}&lt;br /&gt;
Zjazd i zejście na dno jaskini&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SLOWACJA: Skitur na Pilsko i Palenicę|Damian Szołtysik|1 01 2009}}&lt;br /&gt;
Puste drogi to jedna z zalet pierwszego dnia stycznia więc niebywale szybko dojeżdżam do Sopotni Wielkiej przy wylocie doliny Cebulowego Potoku. Jestem sam bo raczej ciężko w takim dniu znaleźć chętnych na kondycyjne wyczyny. Szkoda bo pogoda była wymarzona. Od wylotu doliny podchodzę zboczem na Buczynkę. Wiedzie nawet tędy nie oznaczona na mapie ścieżka rekreacyjna czy coś takiego. Szlak nie przetarty choć śladów zwierząt jest mnóstwo, zwłaszcza dzików. Na podejściu wspaniałe widoki na grupę Romanki i Rysianki. Docieram w głębokich śniegach na halę Jałowcową a wkrótce potem do Hali Miziowej. To tak jakby nagle dostać się do centrum miasta. Wyciągi, narciarze, skutery śnieżne. Szybko śmigam na szczyt Pilska słowackiego. Widoki nieziemskie choć tak dobrze mi znane. Na szczycie wieje więc zmykam na dół. Teraz granicznym szlakiem zjazd i krótkie podejście na Munczolik, zjazd i podejście na Palenicę (1359). Stąd cudowny zjazd przez halę Cudzichową a dalej rzadkim lasem do doliny Cebulowego Potoku. Leśną drogą śmigam szybko do jej wylotu. Przy wylocie doliny natknąłem się na parkę młodych narciarzy, którzy w swej nieświadomości a może niefrasobliwości zamiast do Korbielowa zjechali na drugą stronę góry o czym w ogóle nie mieli pojęcia. Mieli tylko zwykły sprzęt zjazdowy a dziewczyna była bardzo zmęczona. Cóż, zawożę ich do Korbielowa gdzie mieli kwatery i potem dopiero wracam do domu. W mojej ocenie trasa, którą przemierzyłem jest jedną z ciekawszych w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Sylwester|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowron|28.12.08 - 2.01.09}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sylwestra 2008/2009 spędziliśmy w Norwegii. Warunki nie były łatwe... trochę pochodziliśmy na nartach, a trochę bawiliśmy się na śniegu... Szerszy opis [[Relacje:Sylwester w Norwegii 2008|tutaj]].&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=460</id>
		<title>Wyjazdy 2009</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=460"/>
		<updated>2009-03-02T18:14:08Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia|Aleksandra Skowron, Karol Jagoda, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|1 03 2009}}&lt;br /&gt;
Tatry toną w śniegu, ale jak to o tej porze roku bywa, do Miętusiej przedeptana jest autostrada. Przed otworem spotykamy grupę kursową z SW. Za nami podążają koledzy z KKTJu, którzy planowali robić w jaskini zdjęcia. Na szczęście w jaskini sobie nawzajem nie przeszkadzaliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdania co do celów naszej akcji były podzielone. Ja niosłem do jaskini komputer i trochę sprzętu elektronicznego, zamierzając wykonać kilka... pomiarów. Moi towarzysze zdecydowanie bardziej nastawiali się na &amp;quot;trasę turystyczną&amp;quot; :). W każdym razie, z ''Sali bez Stropu'' wspinamy się w górę - ciągiem ''Korytarza Trzech Króli'' osiągamy ''Błotne Zamki'', skąd dalej kierujemy się w ''Wielkie Kominy''. Odwrót tą samą drogą. Akcja zajęła ok. siedmiu godzin i myślę, że wszyscy byli z niej zadowoleni - a jeśli nawet nie z samej akcji, to już na pewno z nocnego powrotu pod gwiaździstym niebem i z meteorytami w tle.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - skiturowa wycieczka na Okrąglicę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Mietek Smetaniuk&lt;br /&gt;
|1 03 2009}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy z Skawicy Sucha Góra szlakiem na Kucałową Przełęcz a stąd na Okrąglicę (1247). Znajduje się tu drewniana kapliczka poświęcona ludziom gór. Widoczność była fatalna więc zjazd północną stroną za bardzo nie wyszedł bo za szybko zjechaliśmy na szlak. Poniżej jednak udało nam się zjechać bardzo fajnym zboczem w rzadkim lesie na wprost do doliny. Śnieg mokry. Z braku czasu nie udało się już zrealizować jaskiniowego programu wyjazdu choć po drodze zauważyliśmy kilka ciekawych wytopów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Aktivistensitzung|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Aleksandra Skowron, Łukasz Zawada|20 - 22 02 2009}}&lt;br /&gt;
W piątek wieczór wzięliśmy udział w spotkaniu aktywistów w ''Landesverein fur Hohlenkunde in Salzburg'' ([http://www.hoehlenverein-salzburg.at/]). Było to głównym celem naszego wyjazdu; spotkanie to jest organizowane raz w roku i ma na celu przedyskutowanie planów poszczególnych grup jaskiniowych, działających w Landzie Salzburg. Około półtorej godziny spotkania zostało poświęcone na dyskusję o [http://goll.pl wyprawie WKTJ-u w masyw Hoher Goll], w której członkowie naszego klubu regularnie uczestniczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na noc zostaliśmy w klubie. Następnego dnia przenieśliśmy się do chatki pod otworem jaskini Lamprechtsofen, gdzie poznaliśmy grupę grotołazów z Węgier, przebywających tu na &amp;quot;wakacjach&amp;quot;. Odbyliśmy razem z nimi krótki wypad do ''Lampo''. Biegaliśmy po jaskini niecałe trzy godziny - niestety nie byliśmy przygotowani na akcję w jaskini (brak szpeju, kasków czy choćby nawet kombinezonów) i nasi węgierscy przyjaciele nalegali, żebyśmy nie szli za nimi dalej :). Pod wieczór wielkie ''multi-language Party''. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - trasa z Żaru na Kocierz na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;,Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, ost tow.: Marcin i Gosia&lt;br /&gt;
|22 02 2009}}&lt;br /&gt;
Sytuacja luksusowa. Marcin z Gosią jeżdżą na Żarze, więc nie musimy wracać do auta. Na Żar wjeżdżamy wagonikiem z tłumami ludzi (brrrr). Potem czerwonym szlakiem idziemy a potem brniemy na Kocierz (879) Stąd generalnie na przełaj zjeżdżamy do doliny Kocierzanki. Jak dotarliśmy w głębokich śniegach do drogi akurat nadjechali nasi znajomi i wróciliśmy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacki Raj, Tatry Wysokie|Piotr &amp;quot;Strzelec&amp;quot; Strzelecki, Maciek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|18-27 luty}}&lt;br /&gt;
Wyjazd się odbył mimo dezercji 80% żołnierzy:) Pogoda świetna, dawno się tak nie udało. Dopiero przedostatni dzień w Tatrach wietrzny i śnieżny:) Ale zacznijmy od początku.&lt;br /&gt;
Wyjazd 18 lutego, zbyt wcześnie rano, w pociągu spotykamy się z Maćkiem. Mamy troszkę czasu na zastanowienie się gdzie jedziemy, bo na skutek wyżej wspomnianej dezercji, sami się pogubiliśmy:) Mnie jak zwykle pcha w Tatry, jednak chłopaki skłaniają się ku Rajowi. I na tym staje. Podróż długa: przesiadki w Krakowie, Zakopcu, Popradzie, w końcu docieramy do Hrabusic, tam śpimy przez dwa dni, potem na dwa dni do pobliskich Betlanovców (czy jak to tam się pisze;).&lt;br /&gt;
Słowacki Raj wspaniały. Łazimy po najpiękniejszych dolinach (Prielom Hornadu, Sucha Bela, Velky Sokol), przechodząc po zawieszonych nad potokami drewnianych, oblodzonych kładkach, niemal pionowych drabinkach lub dziwnych formacjach, mających uatrakcyjnić wycieczki. Podziwiamy wspaniałe widoki (widać nawet słowackie Wysokie Tatry!), kuszące lodospady (szkoda że nie wyszła zaplanowana wspinaczka) i przepyszne słowackie piwo:P&lt;br /&gt;
W niedzielę zwijamy się do Polski (kieszenie poczuły ulgę; po wejściu na Słowację eurosów, wszystko jest naprawdę drogie...). Strzelec wraca, my z Maćkiem decydujemy się na Tatry. Początkowo planujemy pobyt w Piątce, ale z powodu zbyt późnego dotarcia do Palenicy, lądujemy w Morskim Oku. Jest cudownie. Kupa śniegu, szlaki nieprzetarte, pogoda słoneczno-mroźna.. Idealnie:) Jeszcze nocny wypad nad Czarny Staw pod Rysami i jesteśmy naprawdę wniebowzięci.&lt;br /&gt;
Rano wybieramy się do dolinki mnichowej, wytyczając własny hardcorowy szlak:) Na szczęście udaje się i żywi docieramy do celu...Krótki odpoczynek przy zasypanych stawach Staszica, chyba dawno nikogo tam nie było; nasze ślady są jedyne. Powrót na szczęście bardziej cywilizowaną drogą, choc również troszkę różniącą się od normalnego zimowego szlaku;) W schronisku poznajemy wspaniałą ekipę górskich wygów z Jastrzębia, impreza trwa dość długo;)&lt;br /&gt;
Nastepnego dnia chcemy spróbować gdzieś w kierunku Bandziocha (nie śmiemy marzyć o Chłopku; jest dość lawiniasto a widok Maszynki do Mięsa oddziaływuje na wyobraźnię;) Koniec końców, docieramy jedynie w okolice wejścia do Bandziocha (też jako pionierzy), przy każdym kroku zastanawiając się, kiedy wszystko poleci i świat się skończy:)&lt;br /&gt;
Maciek postanawia wracać, ja decyduję się jeszcze zostać. Wsiąkłam kompletnie:) Nowi znajomi z Jastrzębia postanawiają się mna zaopiekować:) Następnego dnia wstajemy o 5:30 (!!!) i w dwóch grupach podchodzimy do Dolinki Mnichowej. Normalnym szlakiem idzie się szybciutko:) Stamtąd podchodzimy jak najbardziej ostrożnie pod masyw Miedzianego i granią do Szpiglasowej. Widoki niesamowite. Jednak zejście do Piątki nie wydaje się prostym zadaniem.. Okazuje się jednak że dla moich towarzyszy nie ma żadnych trudności. I udało się. Przeżyłam swój pierwszy zjazd na pupie z dwóch tysięcy metrów:D Wrażenia naprawdę niesamowite... Polecam:)&lt;br /&gt;
Dolinka skąpana w słońcu, zasypana śniegiem, cudownie pusta i piękna jak zawsze.. wracaliśmy roztoką do wodogrzmotów i stamtąd spowrotem do Moka. Naprawdę dobra trasa, jak na te warunki, byliśmy z siebie dumni. W czwartek postanawiamy wejść na Zadnią Galerię Cubryńską. Jeszcze nigdy Mnich nie wydawał mi się taki mały:) I nigdy wczesniej go nie głaskałam... Podeszliśmy pod niego przy okazji schodzenia z Galerii...&lt;br /&gt;
No i tyle, następnego dnia wracałam. Córka, studentka i pracownica marnotrawna;):) Zdjęcia później... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: skiturowy wypad na południową stronę Pilska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Skowron, Heniek Tomanek&lt;br /&gt;
|14 02 2009}}&lt;br /&gt;
Po ośnieżonych drogach docieramy do Oravskiego Vesela (800)skąd zielonym szlakiem podchodzimy na kopułę szczytową Pilska. Po ostatnich opadach szlak jest kompletnie nie przetarty więc mamy dodatkową robotę brnąc po kolana w puchu. Im wyżej tym gorsze warunki. W szczytowych partiach śnieżna zadymka, widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Śnieżne zaspy sięgają 2 metrów i tworzą coś w rodzaju tarki. Zmagamy się jeszcze w białym świecie lecz gdzieś na 1500 pokornie zawracamy. Tylko dzięki GPS udaje nam się trafić do granicy lasu (w miejsce gdzie go opuściliśmy) bo wiatr zatarł ślady. Tu wśród kilku zacisznych świerków przepinamy się do zjazdu. Śnieg lotny więc zjazd nie wyglądał najgorzej. W dolnej części modyfikujemy zjazd i jakoś z innej strony docieramy do auta w Oravskim Veselu wraz z zapadającym zmrokiem. Cóż, chyba nie po raz ostatni musieliśmy uznać wyższość natury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Romantyczne Skitu(o)rowanie walentynkowe :)|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach  &lt;br /&gt;
|14 02 2009}}&lt;br /&gt;
W głębokim i ciągle padającym śniegu robimy trasę Ustroń Polana PKP-Czantoria (wzdłuż nartostrady)-Soszów -Stożek-Wisła Głębce PKP(zjazd nartostradą). Droga piękna i urokliwa, ale warunki pogodowo-śniegowe mało sprzyjające tj. śniegu po pas, odcinki do torowania, &lt;br /&gt;
a jazdy w dół narty odmawiają- zapadamy się gdy tylko lekko opuścimy ubitą trasę…Wracamy z przygodami, mocno zmęczeni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szczyrk Narty|&amp;lt;u&amp;gt;Artur Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Szmatłoch, Anna Szmatłoch, Adam Szmatłoch&lt;br /&gt;
|5-8 02 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjazd na narty do Szczyrku, warunki średnie, śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lipowa Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Tadek Szmatloch&amp;lt;/u&amp;gt;, Basia Szmatloch&lt;br /&gt;
|7 - 8 02 2009}}&lt;br /&gt;
Tym razem wyjazd calkowicie rekreacyjny. W lipowej brak śniegu, Skrzyczne lekko osypane śniegiem.Impreza do bialego rana.Rano przejazd do Szczyrku.Wychodzimy na polanę Młaki.Tutaj spotykamy się z resztą rodziny.Wieczorem wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Panta Rei- czyli ski-water-tour na Pilsko ;)|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach  &lt;br /&gt;
|08 02 2009}}&lt;br /&gt;
Na przekór pogodzie ruszamy rano do Korbielowa. Całą drogę leje. Zatrzymujemy się pod wyciągami na Pilsko i stamtąd o dziwo już od samego dołu zasuwamy na nartach nartostradą na sam szczyt Pilska.  Podczas podejścia pogoda nas rozpieszcza a zza chmur wychodzi słońce.  Na szczycie dopada nas mgła i lekko padający śnieg. W gęstniejącej mgle zjeżdżamy na dół (niestety też nartostradą). Warunki kiepskie (czasami nawet fatalne) ale wyjazd uznajemy za udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kalacka + wypad skiturowy na Kondratową Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik&lt;br /&gt;
|7 02 2009}}&lt;br /&gt;
W Zakopcu totalna chlapa. Halny. Plusem było to, że nie kursowała kolejka na Kasprowy więc ludzi mniej. Śnieg ledwo sięgał do Kuźnic. Podchodzimy na nartach a ostatni stromy odcinek w lesie na nogach. W jaskini Kalackiej jesteśmy pierwszy raz i nie jest to znów taka mała bździna. Docieramy na koniec do małego syfoniku (ktoś próbuje lub próbował tu kopać) a w drodze powrotnej wchodzimy w boczne zakamarki choć tylko jeden jest nieco dłuższy i kończy się błotnym namuliskiem. W jaskini generalnie błotnisto i mokro. W partiach przyotworowych ładne formy lodowe. Po wyjściu (było już dość późno) kontynujemy wycieczkę na halę Kondratową i dalej na przełęcz. Powyżej granicy lasu podmuchy halnego chciały nas zwalać z nóg. Pułap chmur oparł się na przełęczy Kondratowej. Ostatni stromy odcinek niesiemy narty i musimy uważać by z tym wszystkim nie odfrunąć. Na przełęczy przepinka do zjazdu. Wszystko trzeba uważnie trzymać bo wiatr chciał nam ukraść dobytek. Zjazd tą samą drogą. Początkowe metry beton. Dalej kilkadziesiąt metrów schodkujemy w dół bo podmuchy wiatru oraz pękające pod nartami płyty odebrały nam jakoś odwagę. Dopiero nieco niżej gdzie śnieg był miększy a wiatr nieco ścichł ruszamy odważnie w dół. Tym razem śnieg jest mokry i ciężki. Raz przyśpieszenia raz hamulce. Dopiero w dolinie jazda jest przewidywalna i gnamy co sił w dół bo gonił nas zmrok. Nie spotykając nikogo docieramy do Kuźnic równo z nastaniem nocy. Można rzec, iż był to ekscytujący i urozmaicony wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyjazd narciarski w Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; Ania Bil, Tomasz Pawlas + os. tow&lt;br /&gt;
|1 02 2009}}&lt;br /&gt;
Aby być pierwszymi osobami na stoku wyjeżdżamy o 6:30 z Zabrza.&lt;br /&gt;
Plan jest taki: ja wysiadam wcześniej i na skiturach dochodzę do reszty ekipy szusującej na Stożku. Jako, że był to mój pierwszy raz na skiturach wycieczkę dobrałem krótką, ale bogatą w walory widokowe. Cały dzień pogoda słoneczna i lekki mróz, czyli idealna. Po spotkaniu z ekipą, Tomek z zazdrości kradnie mi skitury i znika, więc teraz ja muszę się ustawić w kolejce do wyciągu i jeździć tą samą, wyjeżdżoną, nudną trasą i oglądać się wkoło żeby w nikogo nie wrąbać… bez porównania!!! Tak się w te skitury wkręciłem, że już planuje kolejne wycieczki. Karnety przestają działać o 17:00 więc pakujemy się i wracamy zmęczeni i zadowoleni do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sopotnia Wielka-skitur|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski, Lechu (os. tow.) &lt;br /&gt;
|01 02 2009}}&lt;br /&gt;
Ruszamy żółtym szlakiem z Sopotni Wielkiej (na przełęcz Przysłopy), by następnie czarnym przez polanę Malorkę dojść na Halę Mizową. Stamtąd po krótkiej przerwie idziemy na&lt;br /&gt;
Rysiankę. Jako drogę powrotną wybieramy  piękny zjazd lasem wzdłuż&lt;br /&gt;
niebieskiego szlaku do Sopotni Wielkiej Kolonii. Pogoda dobra, warunki śniegowe nie&lt;br /&gt;
najlepsze( dobrze było tylko u góry). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, partie Wawelskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Golicz, Michał Wyciślk&lt;br /&gt;
|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Brnąc w śniegach i drażniąc się z zimnem dotarliśmy do N otworu Czarnej. W trakcie akcji zwiedziliśmy dość dokładnie partie Wawelskie, osiągliśmy najwyższy punkt Czarnej +141 m oraz zjechaliśmy Mleczną Studnią do Szmaragdowego Jeziorka skąd wróciliśmy &amp;quot;klasycznym&amp;quot; ciągiem do Ślimaka i ponownie weszliśmy w Wawelskie by ściągnąć linę i zwiedzić pozostałe ciągi. Dotarliśmy nad Żlobisty Komin oraz do kilku innych zakamarków. Ciekawy i warty obejrzenia fragment jaskini. Kilka zdjęć z akcji: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2FCzarna-Wawelskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - wyjazd narciarski|Tadek Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Wojtek Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Głowania&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Szmatłoch, Artur Szmatłoch; Basia Szmatłoch i Anna Szmatłoch chodzące po dolinach|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Dzień mimo iż plany były ambitne miał rozpocząć się o godzinie 6 pobudką wszystkich członków wyprawy, jednak lenistwo zwyciężyło i około 2 godzin później wszyscy meldowali się na wspólnym śniadaniu. Wyprawa rozpoczęła się wędrówką przez dolinę Kościeliską do punktu docelowego jakim miał być Starorobociański. Jak zdążyłem się już przekonać droga tą doliną  potrafi się ciągnąć w nieskończoność jednak podczas pieszej wędrówki, jak zawsze zresztą, mogliśmy liczyć na cenne uwagi od Pana Tadeusza odnośnie topografii tudzież nazw poszczególnych polan, co bardzo umilało, przynajmniej moją pieszą wędrówkę. Uzbrojeni w snowboardy oraz narty żwawo...tempem (cytuję) starych bab docieramy do Iwaniackiej Przełęczy. Tam decydujemy wspólnie, że to nie koniec wędrówki i kierujemy się wyżej na Starorobociański Wierch. Niestety podczas drogi nie cieszymy oka widokami z uwagi na gęstniejącą mgłę. Po dotarciu na Wolarnię maszerujemy po grani i z uwagi na bardzo ograniczoną widoczność ciężko zlokalizować nasze położenie dochodzimy chyba do Siwej przełęczy. Po podjęciu decyzji, że pieszej wędrówki już kres zakładamy wszyscy deski, tudzież stoły- zwał jak zwał, i uradowani zaczynamy cieszyć się zimowym szaleństwem, jak się okazało za moment, radość nasza była przedwczesna. Z uwagi na zbyt duże zagrożenie lawinowe wycofujemy się ze zjazdu po zboczu. Wracamy pieszo po śladach tą samą drogą i sprzęt zapinamy dopiero przy zjeździe z Wolarni w kierunku Iwaniackiej Przełęczy. I tu zaczęła się namiastka tego co misie lubią najbardziej...dla zaawansowanych snowboardzistów był to raj na ziemi w postaci dosyć sporej warstwy puchu śniegu i zjazdu pomiędzy drzewami. Dla mniej zaawansowanych, czytaj amatorów, których byłem jedynym przedstawicielem wśród ekipy była to walka o przetrwanie :) Jednak po ochłonięciu stwierdzam że nie zamieniłbym ani jednej chwili z tego dnia gdyż przede wszystkim chodziło tu o zabawę. Wyprawa kończy się w dolinie Chochołowskiej gdzie znowu maszerujemy ale już przy świetle czołówek. Dzień zakończony posiłkiem(postawionym przez Panią Basię) w postaci czerwonego barszczyku jemy w  jednej z karczm, które znajdują się w dolinie . Zmęczeni, po 10 godzinach obcowania z górami udajemy się na zasłużony odpoczynek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasze kochane kobiety Barbara oraz Ania Szmatłoch nie wybrały się z nami w pieszą wędrówkę lecz podążyły swoimi ścieżkami. Spokojnie oraz spacerowo przeszły dolinę Chochołowską aż do schroniska, gdzie uraczyły się ciepłym posiłkiem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad pieszo narciarski na Muronkę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik &lt;br /&gt;
|25 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy zielonym szlakiem z Ostrego. Przez ostatni tydzień z kotliny Żywieckiej śnieg zniknął. Teresa nawet nie zabrała nart z auta. Ja cierpliwie niosłem bagaż by wyżej iść już na nartach po śniegu. Osiągamy szczyt Muronki i wracamy ściśle grzbietem spowrotem. Najpierw zjazd fajny ale potem szreń łamliwa. Do auta znów muszę nieść narty. Pogoda dość słoneczna, było ciepło i w górach jakoś tak spokojnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;|19-24 01 2009}}&lt;br /&gt;
Samotny wypad w Tatry z zamiarem zrobienia Czerwonych Wierchów zimą. Pierwszego dnia podejście pod Ciemniak, jednak tempo marszu po kolana w śniegu i w wietrze 70/h zmusiło do wycofu tą samą drogą. Następnego dnia próba od drugiej strony; wejście na Kasprowy. U góry wieje jeszcze gorzej niż wczoraj, strażnik TPN surowo zakazuje mi dalszej wędrówki:) Zejście nieczynną nartostradą do Murowańca. Stamtąd wycieczki w wysokie, w oczekiwaniu na poprawę warunków. Poprawa nie nastąpiła, przyszła odwilż, zaczęły spadać lawiny, więc z żalem rozpoczęłam odwrót do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Brenna Bukowa- niedzielny spacer skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski &lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Robimy krótką, ale niezwykle urokliwą trasę. Zaczynamy żółtym szlakiem do&lt;br /&gt;
Szczyrku. Dochodzimy nim na Karkoszczonkę i zmieniamy szlak na czerwony w&lt;br /&gt;
kierunku Przełęczy Salmopolskiej. Dochodzimy na  Kotarz  i od pięknej&lt;br /&gt;
rozległej polanki zjeżdżamy już na dół prosto do samochodu pozostawionego&lt;br /&gt;
na parkingu przy wyciągach narciarskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad skiturowy na Baranią Górę|Henryk Tomanek i Martyna (os. tow.)&lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjście z zjazd z Baraniej Góry od strony Węgierskiej Górki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Wyjazd narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik + os tow. (Stanisław i Werka Włodarczyk, Krzysztof i Eryka Hilus)|8 - 18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Przez tydzień bawiliśmy w szwajcarskich Alpach w rejonie 4 Dolin (4 Vallees) położonym między Mt. Blanc a Matterhornem (oba szczyty dobrze widoczne z wyższych przełęczy). Jest to duży kompleks narciarski z setkami km tras zjazdowych i siecią przeróżnych wyciągów. Można podszlifować jazdę na przygotowanych trasach co też intensywnie czyniliśmy. Są tu również wyzn&lt;br /&gt;
aczone trasy skiturowe, które kilka razy użyliśmy do zjazdu. Są to trasy nieprzygotowane przez ratraki na ogół na stromych zboczach z morzem muld. Te zjazdy naprawdę poczuliśmy w nogach (zjeżdżała tam tylko męska część naszej ekipy). Ciekawy był również zjazd z najwyższego w rejonie szczytu Mt. Fort (3330) na poziom 1400 mnpm (16 km zjazdu w różnorodnym terenie, początek jako trasa skiturowa). Cały tydzień królowało słońce na lazurowym niebie (dosłownie jak w folderach). Dziennie kończyliśmy zjazdy przy drzwiach naszego domku na trasie zjazdu. &lt;br /&gt;
Kilka innych refleksji: teren dobry dla ludzi lubiących wygodę, istnieje ryzyko zderzenia z innymi pędzącymi narciarzami, wielu glajciarzy ryzykancko lądujących na trasach zjazdowych. Jak dla mnie brakowało tu &amp;quot;majestatu gór&amp;quot; i z wielkim utęsknieniem czekam na zwykłą skiturową harówkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole - jaskinia Studnisko|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Artur Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Szmatłoch + 2 kolegów z Łodzi|16 01 2009}}&lt;br /&gt;
Zjazd i zejście na dno jaskini&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SLOWACJA: Skitur na Pilsko i Palenicę|Damian Szołtysik|1 01 2009}}&lt;br /&gt;
Puste drogi to jedna z zalet pierwszego dnia stycznia więc niebywale szybko dojeżdżam do Sopotni Wielkiej przy wylocie doliny Cebulowego Potoku. Jestem sam bo raczej ciężko w takim dniu znaleźć chętnych na kondycyjne wyczyny. Szkoda bo pogoda była wymarzona. Od wylotu doliny podchodzę zboczem na Buczynkę. Wiedzie nawet tędy nie oznaczona na mapie ścieżka rekreacyjna czy coś takiego. Szlak nie przetarty choć śladów zwierząt jest mnóstwo, zwłaszcza dzików. Na podejściu wspaniałe widoki na grupę Romanki i Rysianki. Docieram w głębokich śniegach na halę Jałowcową a wkrótce potem do Hali Miziowej. To tak jakby nagle dostać się do centrum miasta. Wyciągi, narciarze, skutery śnieżne. Szybko śmigam na szczyt Pilska słowackiego. Widoki nieziemskie choć tak dobrze mi znane. Na szczycie wieje więc zmykam na dół. Teraz granicznym szlakiem zjazd i krótkie podejście na Munczolik, zjazd i podejście na Palenicę (1359). Stąd cudowny zjazd przez halę Cudzichową a dalej rzadkim lasem do doliny Cebulowego Potoku. Leśną drogą śmigam szybko do jej wylotu. Przy wylocie doliny natknąłem się na parkę młodych narciarzy, którzy w swej nieświadomości a może niefrasobliwości zamiast do Korbielowa zjechali na drugą stronę góry o czym w ogóle nie mieli pojęcia. Mieli tylko zwykły sprzęt zjazdowy a dziewczyna była bardzo zmęczona. Cóż, zawożę ich do Korbielowa gdzie mieli kwatery i potem dopiero wracam do domu. W mojej ocenie trasa, którą przemierzyłem jest jedną z ciekawszych w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Sylwester|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowron|28.12.08 - 2.01.09}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sylwestra 2008/2009 spędziliśmy w Norwegii. Warunki nie były łatwe... trochę pochodziliśmy na nartach, a trochę bawiliśmy się na śniegu... Szerszy opis [[Relacje:Sylwester w Norwegii 2008|tutaj]].&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=418</id>
		<title>Wyjazdy 2009</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=418"/>
		<updated>2009-02-12T10:31:06Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lipowa Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Tadek Szmatloch&amp;lt;/u&amp;gt;,Basia Szmatloch&lt;br /&gt;
|7 - 8 02 2009}}&lt;br /&gt;
Tym razem wyjazd calkowicie rekreacyjny. W lipowej brak śniegu, Skrzyczne lekko osypane śniegiem.Impreza do bialego rana.Rano przejazd do Szczyrku.Wychodzimy na polanę Młaki.Tutaj spotykamy się z resztą rodziny.Wieczorem wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Panta Rei- czyli ski-water-tour na Pilsko ;)|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach  &lt;br /&gt;
|08 02 2009}}&lt;br /&gt;
Na przekór pogodzie ruszamy rano do Korbielowa. Całą drogę leje. Zatrzymujemy się pod wyciągami na Pilsko i stamtąd o dziwo już od samego dołu zasuwamy na nartach nartostradą na sam szczyt Pilska.  Podczas podejścia pogoda nas rozpieszcza a zza chmur wychodzi słońce.  Na szczycie dopada nas mgła i lekko padający śnieg. W gęstniejącej mgle zjeżdżamy na dół (niestety też nartostradą). Warunki kiepskie (czasami nawet fatalne) ale wyjazd uznajemy za udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kalacka + wypad skiturowy na Kondratową Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik&lt;br /&gt;
|7 02 2009}}&lt;br /&gt;
W Zakopcu totalna chlapa. Halny. Plusem było to, że nie kursowała kolejka na Kasprowy więc ludzi mniej. Śnieg ledwo sięgał do Kuźnic. Podchodzimy na nartach a ostatni stromy odcinek w lesie na nogach. W jaskini Kalackiej jesteśmy pierwszy raz i nie jest to znów taka mała bździna. Docieramy na koniec do małego syfoniku (ktoś próbuje lub próbował tu kopać) a w drodze powrotnej wchodzimy w boczne zakamarki choć tylko jeden jest nieco dłuższy i kończy się błotnym namuliskiem. W jaskini generalnie błotnisto i mokro. W partiach przyotworowych ładne formy lodowe. Po wyjściu (było już dość późno) kontynujemy wycieczkę na halę Kondratową i dalej na przełęcz. Powyżej granicy lasu podmuchy halnego chciały nas zwalać z nóg. Pułap chmur oparł się na przełęczy Kondratowej. Ostatni stromy odcinek niesiemy narty i musimy uważać by z tym wszystkim nie odfrunąć. Na przełęczy przepinka do zjazdu. Wszystko trzeba uważnie trzymać bo wiatr chciał nam ukraść dobytek. Zjazd tą samą drogą. Początkowe metry beton. Dalej kilkadziesiąt metrów schodkujemy w dół bo podmuchy wiatru oraz pękające pod nartami płyty odebrały nam jakoś odwagę. Dopiero nieco niżej gdzie śnieg był miększy a wiatr nieco ścichł ruszamy odważnie w dół. Tym razem śnieg jest mokry i ciężki. Raz przyśpieszenia raz hamulce. Dopiero w dolinie jazda jest przewidywalna i gnamy co sił w dół bo gonił nas zmrok. Nie spotykając nikogo docieramy do Kuźnic równo z nastaniem nocy. Można rzec, iż był to ekscytujący i urozmaicony wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyjazd narciarski w Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; Ania Bil, Tomasz Pawlas + os. tow&lt;br /&gt;
|1 02 2009}}&lt;br /&gt;
Aby być pierwszymi osobami na stoku wyjeżdżamy o 6:30 z Zabrza.&lt;br /&gt;
Plan jest taki: ja wysiadam wcześniej i na skiturach dochodzę do reszty ekipy szusującej na Stożku. Jako, że był to mój pierwszy raz na skiturach wycieczkę dobrałem krótką, ale bogatą w walory widokowe. Cały dzień pogoda słoneczna i lekki mróz, czyli idealna. Po spotkaniu z ekipą, Tomek z zazdrości kradnie mi skitury i znika, więc teraz ja muszę się ustawić w kolejce do wyciągu i jeździć tą samą, wyjeżdżoną, nudną trasą i oglądać się wkoło żeby w nikogo nie wrąbać… bez porównania!!! Tak się w te skitury wkręciłem, że już planuje kolejne wycieczki. Karnety przestają działać o 17:00 więc pakujemy się i wracamy zmęczeni i zadowoleni do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sopotnia Wielka-skitur|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski, Lechu (os. tow.) &lt;br /&gt;
|01 02 2009}}&lt;br /&gt;
Ruszamy żółtym szlakiem z Sopotni Wielkiej (na przełęcz Przysłopy), by następnie czarnym przez polanę Malorkę dojść na Halę Mizową. Stamtąd po krótkiej przerwie idziemy na&lt;br /&gt;
Rysiankę. Jako drogę powrotną wybieramy  piękny zjazd lasem wzdłuż&lt;br /&gt;
niebieskiego szlaku do Sopotni Wielkiej Kolonii. Pogoda dobra, warunki śniegowe nie&lt;br /&gt;
najlepsze( dobrze było tylko u góry). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, partie Wawelskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Golicz, Michał Wyciślk&lt;br /&gt;
|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Brnąc w śniegach i drażniąc się z zimnem dotarliśmy do N otworu Czarnej. W trakcie akcji zwiedziliśmy dość dokładnie partie Wawelskie, osiągliśmy najwyższy punkt Czarnej +141 m oraz zjechaliśmy Mleczną Studnią do Szmaragdowego Jeziorka skąd wróciliśmy &amp;quot;klasycznym&amp;quot; ciągiem do Ślimaka i ponownie weszliśmy w Wawelskie by ściągnąć linę i zwiedzić pozostałe ciągi. Dotarliśmy nad Żlobisty Komin oraz do kilku innych zakamarków. Ciekawy i warty obejrzenia fragment jaskini. Kilka zdjęć z akcji: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2FCzarna-Wawelskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - wyjazd narciarski-próba zjazdu ze Starorobocianskiego Wierchu|Tadek,Adam, Agnieszka, Tomek, Artur, Wojtek Szmatłoch,[[Tomek Głowania]]&lt;br /&gt;
|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Dzień mimo iż plany były ambitne miał rozpocząć się o godzinie 6 pobudką wszystkich członków wyprawy, jednak lenistwo zwyciężyło i około 2 godzin później wszyscy meldowali się na wspólnym śniadaniu. Wyprawa rozpoczęła się wędrówką przez dolinę Kościeliską do punktu docelowego jakim miał być Starorobociański. Jak zdążyłem się już przekonać droga tą doliną  potrafi się ciągnąć w nieskończoność jednak podczas pieszej wędrówki, jak zawsze zresztą, mogliśmy liczyć na cenne uwagi od Pana Tadeusza odnośnie topografii tudzież nazw poszczególnych polan, co bardzo umilało, przynajmniej moją pieszą wędrówkę. Uzbrojeni w snowboardy oraz narty żwawo...tempem (cytuję) starych bab docieramy do Iwaniackiej Przełęczy. Tam decydujemy wspólnie, że to nie koniec wędrówki i kierujemy się wyżej na Starorobociański Wierch. Niestety podczas drogi nie cieszymy oka widokami z uwagi na gęstniejącą mgłę. Po dotarciu na Wolarnię maszerujemy po grani i z uwagi na bardzo ograniczoną widoczność ciężko zlokalizować nasze położenie dochodzimy chyba do Siwej przełęczy. Po podjęciu decyzji, że pieszej wędrówki już kres zakładamy wszyscy deski, tudzież stoły- zwał jak zwał, i uradowani zaczynamy cieszyć się zimowym szaleństwem, jak się okazało za moment, radość nasza była przedwczesna. Z uwagi na zbyt duże zagrożenie lawinowe wycofujemy się ze zjazdu po zboczu. Wracamy pieszo po śladach tą samą drogą i sprzęt zapinamy dopiero przy zjeździe z Wolarni w kierunku Iwaniackiej Przełęczy. I tu zaczęła się namiastka tego co misie lubią najbardziej...dla zaawansowanych snowboardzistów był to raj na ziemi w postaci dosyć sporej warstwy puchu śniegu i zjazdu pomiędzy drzewami. Dla mniej zaawansowanych, czytaj amatorów, których byłem jedynym przedstawicielem wśród ekipy była to walka o przetrwanie :) Jednak po ochłonięciu stwierdzam że nie zamieniłbym ani jednej chwili z tego dnia gdyż przede wszystkim chodziło tu o zabawę. Wyprawa kończy się w dolinie Chochołowskiej gdzie znowu maszerujemy ale już przy świetle czołówek. Dzień zakończony posiłkiem(postawionym przez Panią Basię) w postaci czerwonego barszczyku jemy w  jednej z karczm, które znajdują się w dolinie . Zmęczeni, po 10 godzinach obcowania z górami udajemy się na zasłużony odpoczynek.&lt;br /&gt;
Nasze kochane kobiety Barbara oraz Ania Szmatłoch nie wybrały się z nami w pieszą wędrówkę lecz podążyły swoimi ścieżkami. Spokojnie oraz spacerowo przeszły dolinę Chochołowską aż do schroniska, gdzie uraczyły się ciepłym posiłkiem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad pieszo narciarski na Muronkę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik &lt;br /&gt;
|25 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy zielonym szlakiem z Ostrego. Przez ostatni tydzień z kotliny Żywieckiej śnieg zniknął. Teresa nawet nie zabrała nart z auta. Ja cierpliwie niosłem bagaż by wyżej iść już na nartach po śniegu. Osiągamy szczyt Muronki i wracamy ściśle grzbietem spowrotem. Najpierw zjazd fajny ale potem szreń łamliwa. Do auta znów muszę nieść narty. Pogoda dość słoneczna, było ciepło i w górach jakoś tak spokojnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Brenna Bukowa- niedzielny spacer skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski &lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Robimy krótką, ale niezwykle urokliwą trasę. Zaczynamy żółtym szlakiem do&lt;br /&gt;
Szczyrku. Dochodzimy nim na Karkoszczonkę i zmieniamy szlak na czerwony w&lt;br /&gt;
kierunku Przełęczy Salmopolskiej. Dochodzimy na  Kotarz  i od pięknej&lt;br /&gt;
rozległej polanki zjeżdżamy już na dół prosto do samochodu pozostawionego&lt;br /&gt;
na parkingu przy wyciągach narciarskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt; &lt;br /&gt;
|19-24 01 2009}}&lt;br /&gt;
Samotny wypad w Tatry z zamiarem zrobienia Czerwonych Wierchów zimą. Pierwszego dnia podejście pod Ciemniak, jednak tempo marszu po kolana w śniegu i w wietrze 70/h zmusiło do wycofu tą samą drogą. Następnego dnia próba od drugiej strony; wejście na Kasprowy. U góry wieje jeszcze gorzej niż wczoraj, strażnik TPN surowo zakazuje mi dalszej wędrówki:) Zejście nieczynną nartostradą do Murowańca. Stamtąd wycieczki w wysokie, w oczekiwaniu na poprawę warunków. Poprawa nie nastąpiła, przyszła odwilż, zaczęły spadać lawiny, więc z żalem rozpoczęłam odwrót do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad skiturowy na Baranią Górę|Henryk Tomanek i Martyna (os. tow.)&lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjście z zjazd z Baraniej Góry od strony Węgierskiej Górki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Wyjazd narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik + os tow. (Stanisław i Werka Włodarczyk, Krzysztof i Eryka Hilus)|8 - 18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Przez tydzień bawiliśmy w szwajcarskich Alpach w rejonie 4 Dolin (4 Vallees) położonym między Mt. Blanc a Matterhornem (oba szczyty dobrze widoczne z wyższych przełęczy). Jest to duży kompleks narciarski z setkami km tras zjazdowych i siecią przeróżnych wyciągów. Można podszlifować jazdę na przygotowanych trasach co też intensywnie czyniliśmy. Są tu również wyzn&lt;br /&gt;
aczone trasy skiturowe, które kilka razy użyliśmy do zjazdu. Są to trasy nieprzygotowane przez ratraki na ogół na stromych zboczach z morzem muld. Te zjazdy naprawdę poczuliśmy w nogach (zjeżdżała tam tylko męska część naszej ekipy). Ciekawy był również zjazd z najwyższego w rejonie szczytu Mt. Fort (3330) na poziom 1400 mnpm (16 km zjazdu w różnorodnym terenie, początek jako trasa skiturowa). Cały tydzień królowało słońce na lazurowym niebie (dosłownie jak w folderach). Dziennie kończyliśmy zjazdy przy drzwiach naszego domku na trasie zjazdu. &lt;br /&gt;
Kilka innych refleksji: teren dobry dla ludzi lubiących wygodę, istnieje ryzyko zderzenia z innymi pędzącymi narciarzami, wielu glajciarzy ryzykancko lądujących na trasach zjazdowych. Jak dla mnie brakowało tu &amp;quot;majestatu gór&amp;quot; i z wielkim utęsknieniem czekam na zwykłą skiturową harówkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole - jaskinia Studnisko|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Artur Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Szmatłoch + 2 kolegów z Łodzi|16 01 2009}}&lt;br /&gt;
Zjazd i zejście na dno jaskini&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SLOWACJA: Skitur na Pilsko i Palenicę|Damian Szołtysik|1 01 2009}}&lt;br /&gt;
Puste drogi to jedna z zalet pierwszego dnia stycznia więc niebywale szybko dojeżdżam do Sopotni Wielkiej przy wylocie doliny Cebulowego Potoku. Jestem sam bo raczej ciężko w takim dniu znaleźć chętnych na kondycyjne wyczyny. Szkoda bo pogoda była wymarzona. Od wylotu doliny podchodzę zboczem na Buczynkę. Wiedzie nawet tędy nie oznaczona na mapie ścieżka rekreacyjna czy coś takiego. Szlak nie przetarty choć śladów zwierząt jest mnóstwo, zwłaszcza dzików. Na podejściu wspaniałe widoki na grupę Romanki i Rysianki. Docieram w głębokich śniegach na halę Jałowcową a wkrótce potem do Hali Miziowej. To tak jakby nagle dostać się do centrum miasta. Wyciągi, narciarze, skutery śnieżne. Szybko śmigam na szczyt Pilska słowackiego. Widoki nieziemskie choć tak dobrze mi znane. Na szczycie wieje więc zmykam na dół. Teraz granicznym szlakiem zjazd i krótkie podejście na Munczolik, zjazd i podejście na Palenicę (1359). Stąd cudowny zjazd przez halę Cudzichową a dalej rzadkim lasem do doliny Cebulowego Potoku. Leśną drogą śmigam szybko do jej wylotu. Przy wylocie doliny natknąłem się na parkę młodych narciarzy, którzy w swej nieświadomości a może niefrasobliwości zamiast do Korbielowa zjechali na drugą stronę góry o czym w ogóle nie mieli pojęcia. Mieli tylko zwykły sprzęt zjazdowy a dziewczyna była bardzo zmęczona. Cóż, zawożę ich do Korbielowa gdzie mieli kwatery i potem dopiero wracam do domu. W mojej ocenie trasa, którą przemierzyłem jest jedną z ciekawszych w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Sylwester|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowron|28.12.08 - 2.01.09}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sylwestra 2008/2009 spędziliśmy w Norwegii. Warunki nie były łatwe... trochę pochodziliśmy na nartach, a trochę bawiliśmy się na śniegu... Szerszy opis [[Relacje:Sylwester w Norwegii 2008|tutaj]].&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=417</id>
		<title>Wyjazdy 2009</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=417"/>
		<updated>2009-02-12T10:28:44Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lipowa Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Tadek Szmatloch&amp;lt;/u&amp;gt;,Basia Szmatloch&lt;br /&gt;
|7 - 8 02 2009}}&lt;br /&gt;
Tym razem wyjazd calkowicie rekreacyjny. W lipowej brak śniegu, Skrzyczne lekko osypane śniegiem.Impreza do bialego rana.Rano przejazd do Szczyrku.Wychodzimy na polanę Młaki.Tutaj spotykamy się z resztą rodziny.Wieczorem wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Panta Rei- czyli ski-water-tour na Pilsko ;)|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach  &lt;br /&gt;
|08 02 2009}}&lt;br /&gt;
Na przekór pogodzie ruszamy rano do Korbielowa. Całą drogę leje. Zatrzymujemy się pod wyciągami na Pilsko i stamtąd o dziwo już od samego dołu zasuwamy na nartach nartostradą na sam szczyt Pilska.  Podczas podejścia pogoda nas rozpieszcza a zza chmur wychodzi słońce.  Na szczycie dopada nas mgła i lekko padający śnieg. W gęstniejącej mgle zjeżdżamy na dół (niestety też nartostradą). Warunki kiepskie (czasami nawet fatalne) ale wyjazd uznajemy za udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kalacka + wypad skiturowy na Kondratową Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik&lt;br /&gt;
|7 02 2009}}&lt;br /&gt;
W Zakopcu totalna chlapa. Halny. Plusem było to, że nie kursowała kolejka na Kasprowy więc ludzi mniej. Śnieg ledwo sięgał do Kuźnic. Podchodzimy na nartach a ostatni stromy odcinek w lesie na nogach. W jaskini Kalackiej jesteśmy pierwszy raz i nie jest to znów taka mała bździna. Docieramy na koniec do małego syfoniku (ktoś próbuje lub próbował tu kopać) a w drodze powrotnej wchodzimy w boczne zakamarki choć tylko jeden jest nieco dłuższy i kończy się błotnym namuliskiem. W jaskini generalnie błotnisto i mokro. W partiach przyotworowych ładne formy lodowe. Po wyjściu (było już dość późno) kontynujemy wycieczkę na halę Kondratową i dalej na przełęcz. Powyżej granicy lasu podmuchy halnego chciały nas zwalać z nóg. Pułap chmur oparł się na przełęczy Kondratowej. Ostatni stromy odcinek niesiemy narty i musimy uważać by z tym wszystkim nie odfrunąć. Na przełęczy przepinka do zjazdu. Wszystko trzeba uważnie trzymać bo wiatr chciał nam ukraść dobytek. Zjazd tą samą drogą. Początkowe metry beton. Dalej kilkadziesiąt metrów schodkujemy w dół bo podmuchy wiatru oraz pękające pod nartami płyty odebrały nam jakoś odwagę. Dopiero nieco niżej gdzie śnieg był miększy a wiatr nieco ścichł ruszamy odważnie w dół. Tym razem śnieg jest mokry i ciężki. Raz przyśpieszenia raz hamulce. Dopiero w dolinie jazda jest przewidywalna i gnamy co sił w dół bo gonił nas zmrok. Nie spotykając nikogo docieramy do Kuźnic równo z nastaniem nocy. Można rzec, iż był to ekscytujący i urozmaicony wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyjazd narciarski w Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; Ania Bil, Tomasz Pawlas + os. tow&lt;br /&gt;
|1 02 2009}}&lt;br /&gt;
Aby być pierwszymi osobami na stoku wyjeżdżamy o 6:30 z Zabrza.&lt;br /&gt;
Plan jest taki: ja wysiadam wcześniej i na skiturach dochodzę do reszty ekipy szusującej na Stożku. Jako, że był to mój pierwszy raz na skiturach wycieczkę dobrałem krótką, ale bogatą w walory widokowe. Cały dzień pogoda słoneczna i lekki mróz, czyli idealna. Po spotkaniu z ekipą, Tomek z zazdrości kradnie mi skitury i znika, więc teraz ja muszę się ustawić w kolejce do wyciągu i jeździć tą samą, wyjeżdżoną, nudną trasą i oglądać się wkoło żeby w nikogo nie wrąbać… bez porównania!!! Tak się w te skitury wkręciłem, że już planuje kolejne wycieczki. Karnety przestają działać o 17:00 więc pakujemy się i wracamy zmęczeni i zadowoleni do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sopotnia Wielka-skitur|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski, Lechu (os. tow.) &lt;br /&gt;
|01 02 2009}}&lt;br /&gt;
Ruszamy żółtym szlakiem z Sopotni Wielkiej (na przełęcz Przysłopy), by następnie czarnym przez polanę Malorkę dojść na Halę Mizową. Stamtąd po krótkiej przerwie idziemy na&lt;br /&gt;
Rysiankę. Jako drogę powrotną wybieramy  piękny zjazd lasem wzdłuż&lt;br /&gt;
niebieskiego szlaku do Sopotni Wielkiej Kolonii. Pogoda dobra, warunki śniegowe nie&lt;br /&gt;
najlepsze( dobrze było tylko u góry). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, partie Wawelskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Golicz, Michał Wyciślk&lt;br /&gt;
|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Brnąc w śniegach i drażniąc się z zimnem dotarliśmy do N otworu Czarnej. W trakcie akcji zwiedziliśmy dość dokładnie partie Wawelskie, osiągliśmy najwyższy punkt Czarnej +141 m oraz zjechaliśmy Mleczną Studnią do Szmaragdowego Jeziorka skąd wróciliśmy &amp;quot;klasycznym&amp;quot; ciągiem do Ślimaka i ponownie weszliśmy w Wawelskie by ściągnąć linę i zwiedzić pozostałe ciągi. Dotarliśmy nad Żlobisty Komin oraz do kilku innych zakamarków. Ciekawy i warty obejrzenia fragment jaskini. Kilka zdjęć z akcji: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2FCzarna-Wawelskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - wyjazd narciarski-próba zjazdu ze Starorobocianskiego Wierchu|Tadek,Adam, Agnieszka, Tomek, Artur, Wojtek Szmatłoch,[[Tomek Głowania]]&lt;br /&gt;
|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Dzień mimo iż plany były ambitne miał rozpocząć się o godzinie 6 pobudką wszystkich członków wyprawy, jednak lenistwo zwyciężyło i około 2 godzin później wszyscy meldowali się na wspólnym śniadaniu. Wyprawa rozpoczęła się wędrówką przez dolinę Kościeliską do punktu docelowego jakim miał być Starorobociański. Jak zdążyłem się już przekonać droga tą doliną  potrafi się ciągnąć w nieskończoność jednak podczas pieszej wędrówki, jak zawsze zresztą, mogliśmy liczyć na cenne uwagi od Pana Tadeusza odnośnie topografii tudzież nazw poszczególnych polan, co bardzo umilało, przynajmniej moją pieszą wędrówkę. Uzbrojeni w snowboardy oraz narty żwawo...tempem (cytuję) starych bab docieramy do Iwaniackiej Przełęczy. Tam decydujemy wspólnie, że to nie koniec wędrówki i kierujemy się wyżej na Starorobociański Wierch. Niestety podczas drogi nie cieszymy oka widokami z uwagi na gęstniejącą mgłę. Po dotarciu na Wolarnię maszerujemy po grani i z uwagi na bardzo ograniczoną widoczność ciężko zlokalizować nasze położenie dochodzimy chyba do Siwej przełęczy. Po podjęciu decyzji, że pieszej wędrówki już kres zakładamy wszyscy deski, tudzież stoły- zwał jak zwał, i uradowani zaczynamy cieszyć się zimowym szaleństwem, jak się okazało za moment, radość nasza była przedwczesna. Z uwagi na zbyt duże zagrożenie lawinowe wycofujemy się ze zjazdu po zboczu. Wracamy pieszo po śladach tą samą drogą i sprzęt zapinamy dopiero przy zjeździe z Wolarni w kierunku Iwaniackiej Przełęczy. I tu zaczęła się namiastka tego co misie lubią najbardziej...dla zaawansowanych snowboardzistów był to raj na ziemi w postaci dosyć sporej warstwy puchu śniegu i zjazdu pomiędzy drzewami. Dla mniej zaawansowanych, czytaj amatorów, których byłem jedynym przedstawicielem wśród ekipy była to walka o przetrwanie :) Jednak po ochłonięciu stwierdzam że nie zamieniłbym ani jednej chwili z tego dnia gdyż przede wszystkim chodziło tu o zabawę. Wyprawa kończy się w dolinie Chochołowskiej gdzie znowu maszerujemy ale już przy świetle czołówek. Dzień zakończony posiłkiem(postawionym przez Panią Basię) w postaci czerwonego barszczyku jemy w  jednej z karczm, które znajdują się w dolinie . Zmęczeni, po 10 godzinach obcowania z górami udajemy się na zasłużony odpoczynek.&lt;br /&gt;
Nasze kochane kobiety Barbara oraz Ania Szmatłoch nie wybrały się z nami w pieszą wędrówkę lecz podążyły swoimi ścieżkami. Spokojnie oraz spacerowo przeszły dolinę Chochołowską aż do schroniska, gdzie uraczyły się ciepłym posiłkiem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad pieszo narciarski na Muronkę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik &lt;br /&gt;
|25 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy zielonym szlakiem z Ostrego. Przez ostatni tydzień z kotliny Żywieckiej śnieg zniknął. Teresa nawet nie zabrała nart z auta. Ja cierpliwie niosłem bagaż by wyżej iść już na nartach po śniegu. Osiągamy szczyt Muronki i wracamy ściśle grzbietem spowrotem. Najpierw zjazd fajny ale potem szreń łamliwa. Do auta znów muszę nieść narty. Pogoda dość słoneczna, było ciepło i w górach jakoś tak spokojnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Brenna Bukowa- niedzielny spacer skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski &lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Robimy krótką, ale niezwykle urokliwą trasę. Zaczynamy żółtym szlakiem do&lt;br /&gt;
Szczyrku. Dochodzimy nim na Karkoszczonkę i zmieniamy szlak na czerwony w&lt;br /&gt;
kierunku Przełęczy Salmopolskiej. Dochodzimy na  Kotarz  i od pięknej&lt;br /&gt;
rozległej polanki zjeżdżamy już na dół prosto do samochodu pozostawionego&lt;br /&gt;
na parkingu przy wyciągach narciarskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u &lt;br /&gt;
|19-24 01 2009}}&lt;br /&gt;
Samotny wypad w Tatry z zamiarem zrobienia Czerwonych Wierchów zimą. Pierwszego dnia podejście pod Ciemniak, jednak tempo marszu po kolana w śniegu i w wietrze 70/h zmusiło do wycofu tą samą drogą. Następnego dnia próba od drugiej strony; wejście na Kasprowy. U góry wieje jeszcze gorzej niż wczoraj, strażnik TPN surowo zakazuje mi dalszej wędrówki:) Zejście nieczynną nartostradą do Murowańca. Stamtąd wycieczki w wysokie, w oczekiwaniu na poprawę warunków. Poprawa nie nastąpiła, przyszła odwilż, zaczęły spadać lawiny, więc z żalem rozpoczęłam odwrót do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad skiturowy na Baranią Górę|Henryk Tomanek i Martyna (os. tow.)&lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjście z zjazd z Baraniej Góry od strony Węgierskiej Górki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Wyjazd narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik + os tow. (Stanisław i Werka Włodarczyk, Krzysztof i Eryka Hilus)|8 - 18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Przez tydzień bawiliśmy w szwajcarskich Alpach w rejonie 4 Dolin (4 Vallees) położonym między Mt. Blanc a Matterhornem (oba szczyty dobrze widoczne z wyższych przełęczy). Jest to duży kompleks narciarski z setkami km tras zjazdowych i siecią przeróżnych wyciągów. Można podszlifować jazdę na przygotowanych trasach co też intensywnie czyniliśmy. Są tu również wyzn&lt;br /&gt;
aczone trasy skiturowe, które kilka razy użyliśmy do zjazdu. Są to trasy nieprzygotowane przez ratraki na ogół na stromych zboczach z morzem muld. Te zjazdy naprawdę poczuliśmy w nogach (zjeżdżała tam tylko męska część naszej ekipy). Ciekawy był również zjazd z najwyższego w rejonie szczytu Mt. Fort (3330) na poziom 1400 mnpm (16 km zjazdu w różnorodnym terenie, początek jako trasa skiturowa). Cały tydzień królowało słońce na lazurowym niebie (dosłownie jak w folderach). Dziennie kończyliśmy zjazdy przy drzwiach naszego domku na trasie zjazdu. &lt;br /&gt;
Kilka innych refleksji: teren dobry dla ludzi lubiących wygodę, istnieje ryzyko zderzenia z innymi pędzącymi narciarzami, wielu glajciarzy ryzykancko lądujących na trasach zjazdowych. Jak dla mnie brakowało tu &amp;quot;majestatu gór&amp;quot; i z wielkim utęsknieniem czekam na zwykłą skiturową harówkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole - jaskinia Studnisko|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Artur Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Szmatłoch + 2 kolegów z Łodzi|16 01 2009}}&lt;br /&gt;
Zjazd i zejście na dno jaskini&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SLOWACJA: Skitur na Pilsko i Palenicę|Damian Szołtysik|1 01 2009}}&lt;br /&gt;
Puste drogi to jedna z zalet pierwszego dnia stycznia więc niebywale szybko dojeżdżam do Sopotni Wielkiej przy wylocie doliny Cebulowego Potoku. Jestem sam bo raczej ciężko w takim dniu znaleźć chętnych na kondycyjne wyczyny. Szkoda bo pogoda była wymarzona. Od wylotu doliny podchodzę zboczem na Buczynkę. Wiedzie nawet tędy nie oznaczona na mapie ścieżka rekreacyjna czy coś takiego. Szlak nie przetarty choć śladów zwierząt jest mnóstwo, zwłaszcza dzików. Na podejściu wspaniałe widoki na grupę Romanki i Rysianki. Docieram w głębokich śniegach na halę Jałowcową a wkrótce potem do Hali Miziowej. To tak jakby nagle dostać się do centrum miasta. Wyciągi, narciarze, skutery śnieżne. Szybko śmigam na szczyt Pilska słowackiego. Widoki nieziemskie choć tak dobrze mi znane. Na szczycie wieje więc zmykam na dół. Teraz granicznym szlakiem zjazd i krótkie podejście na Munczolik, zjazd i podejście na Palenicę (1359). Stąd cudowny zjazd przez halę Cudzichową a dalej rzadkim lasem do doliny Cebulowego Potoku. Leśną drogą śmigam szybko do jej wylotu. Przy wylocie doliny natknąłem się na parkę młodych narciarzy, którzy w swej nieświadomości a może niefrasobliwości zamiast do Korbielowa zjechali na drugą stronę góry o czym w ogóle nie mieli pojęcia. Mieli tylko zwykły sprzęt zjazdowy a dziewczyna była bardzo zmęczona. Cóż, zawożę ich do Korbielowa gdzie mieli kwatery i potem dopiero wracam do domu. W mojej ocenie trasa, którą przemierzyłem jest jedną z ciekawszych w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Sylwester|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowron|28.12.08 - 2.01.09}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sylwestra 2008/2009 spędziliśmy w Norwegii. Warunki nie były łatwe... trochę pochodziliśmy na nartach, a trochę bawiliśmy się na śniegu... Szerszy opis [[Relacje:Sylwester w Norwegii 2008|tutaj]].&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=416</id>
		<title>Wyjazdy 2009</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=416"/>
		<updated>2009-02-12T10:27:18Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lipowa Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Tadek Szmatloch&amp;lt;/u&amp;gt;,Basia Szmatloch&lt;br /&gt;
|7 - 8 02 2009}}&lt;br /&gt;
Tym razem wyjazd calkowicie rekreacyjny. W lipowej brak śniegu, Skrzyczne lekko osypane śniegiem.Impreza do bialego rana.Rano przejazd do Szczyrku.Wychodzimy na polanę Młaki.Tutaj spotykamy się z resztą rodziny.Wieczorem wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Panta Rei- czyli ski-water-tour na Pilsko ;)|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach  &lt;br /&gt;
|08 02 2009}}&lt;br /&gt;
Na przekór pogodzie ruszamy rano do Korbielowa. Całą drogę leje. Zatrzymujemy się pod wyciągami na Pilsko i stamtąd o dziwo już od samego dołu zasuwamy na nartach nartostradą na sam szczyt Pilska.  Podczas podejścia pogoda nas rozpieszcza a zza chmur wychodzi słońce.  Na szczycie dopada nas mgła i lekko padający śnieg. W gęstniejącej mgle zjeżdżamy na dół (niestety też nartostradą). Warunki kiepskie (czasami nawet fatalne) ale wyjazd uznajemy za udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kalacka + wypad skiturowy na Kondratową Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik&lt;br /&gt;
|7 02 2009}}&lt;br /&gt;
W Zakopcu totalna chlapa. Halny. Plusem było to, że nie kursowała kolejka na Kasprowy więc ludzi mniej. Śnieg ledwo sięgał do Kuźnic. Podchodzimy na nartach a ostatni stromy odcinek w lesie na nogach. W jaskini Kalackiej jesteśmy pierwszy raz i nie jest to znów taka mała bździna. Docieramy na koniec do małego syfoniku (ktoś próbuje lub próbował tu kopać) a w drodze powrotnej wchodzimy w boczne zakamarki choć tylko jeden jest nieco dłuższy i kończy się błotnym namuliskiem. W jaskini generalnie błotnisto i mokro. W partiach przyotworowych ładne formy lodowe. Po wyjściu (było już dość późno) kontynujemy wycieczkę na halę Kondratową i dalej na przełęcz. Powyżej granicy lasu podmuchy halnego chciały nas zwalać z nóg. Pułap chmur oparł się na przełęczy Kondratowej. Ostatni stromy odcinek niesiemy narty i musimy uważać by z tym wszystkim nie odfrunąć. Na przełęczy przepinka do zjazdu. Wszystko trzeba uważnie trzymać bo wiatr chciał nam ukraść dobytek. Zjazd tą samą drogą. Początkowe metry beton. Dalej kilkadziesiąt metrów schodkujemy w dół bo podmuchy wiatru oraz pękające pod nartami płyty odebrały nam jakoś odwagę. Dopiero nieco niżej gdzie śnieg był miększy a wiatr nieco ścichł ruszamy odważnie w dół. Tym razem śnieg jest mokry i ciężki. Raz przyśpieszenia raz hamulce. Dopiero w dolinie jazda jest przewidywalna i gnamy co sił w dół bo gonił nas zmrok. Nie spotykając nikogo docieramy do Kuźnic równo z nastaniem nocy. Można rzec, iż był to ekscytujący i urozmaicony wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyjazd narciarski w Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; Ania Bil, Tomasz Pawlas + os. tow&lt;br /&gt;
|1 02 2009}}&lt;br /&gt;
Aby być pierwszymi osobami na stoku wyjeżdżamy o 6:30 z Zabrza.&lt;br /&gt;
Plan jest taki: ja wysiadam wcześniej i na skiturach dochodzę do reszty ekipy szusującej na Stożku. Jako, że był to mój pierwszy raz na skiturach wycieczkę dobrałem krótką, ale bogatą w walory widokowe. Cały dzień pogoda słoneczna i lekki mróz, czyli idealna. Po spotkaniu z ekipą, Tomek z zazdrości kradnie mi skitury i znika, więc teraz ja muszę się ustawić w kolejce do wyciągu i jeździć tą samą, wyjeżdżoną, nudną trasą i oglądać się wkoło żeby w nikogo nie wrąbać… bez porównania!!! Tak się w te skitury wkręciłem, że już planuje kolejne wycieczki. Karnety przestają działać o 17:00 więc pakujemy się i wracamy zmęczeni i zadowoleni do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sopotnia Wielka-skitur|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski, Lechu (os. tow.) &lt;br /&gt;
|01 02 2009}}&lt;br /&gt;
Ruszamy żółtym szlakiem z Sopotni Wielkiej (na przełęcz Przysłopy), by następnie czarnym przez polanę Malorkę dojść na Halę Mizową. Stamtąd po krótkiej przerwie idziemy na&lt;br /&gt;
Rysiankę. Jako drogę powrotną wybieramy  piękny zjazd lasem wzdłuż&lt;br /&gt;
niebieskiego szlaku do Sopotni Wielkiej Kolonii. Pogoda dobra, warunki śniegowe nie&lt;br /&gt;
najlepsze( dobrze było tylko u góry). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, partie Wawelskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Golicz, Michał Wyciślk&lt;br /&gt;
|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Brnąc w śniegach i drażniąc się z zimnem dotarliśmy do N otworu Czarnej. W trakcie akcji zwiedziliśmy dość dokładnie partie Wawelskie, osiągliśmy najwyższy punkt Czarnej +141 m oraz zjechaliśmy Mleczną Studnią do Szmaragdowego Jeziorka skąd wróciliśmy &amp;quot;klasycznym&amp;quot; ciągiem do Ślimaka i ponownie weszliśmy w Wawelskie by ściągnąć linę i zwiedzić pozostałe ciągi. Dotarliśmy nad Żlobisty Komin oraz do kilku innych zakamarków. Ciekawy i warty obejrzenia fragment jaskini. Kilka zdjęć z akcji: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2FCzarna-Wawelskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - wyjazd narciarski-próba zjazdu ze Starorobocianskiego Wierchu|Tadek,Adam, Agnieszka, Tomek, Artur, Wojtek Szmatłoch,[[Tomek Głowania]]&lt;br /&gt;
|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Dzień mimo iż plany były ambitne miał rozpocząć się o godzinie 6 pobudką wszystkich członków wyprawy, jednak lenistwo zwyciężyło i około 2 godzin później wszyscy meldowali się na wspólnym śniadaniu. Wyprawa rozpoczęła się wędrówką przez dolinę Kościeliską do punktu docelowego jakim miał być Starorobociański. Jak zdążyłem się już przekonać droga tą doliną  potrafi się ciągnąć w nieskończoność jednak podczas pieszej wędrówki, jak zawsze zresztą, mogliśmy liczyć na cenne uwagi od Pana Tadeusza odnośnie topografii tudzież nazw poszczególnych polan, co bardzo umilało, przynajmniej moją pieszą wędrówkę. Uzbrojeni w snowboardy oraz narty żwawo...tempem (cytuję) starych bab docieramy do Iwaniackiej Przełęczy. Tam decydujemy wspólnie, że to nie koniec wędrówki i kierujemy się wyżej na Starorobociański Wierch. Niestety podczas drogi nie cieszymy oka widokami z uwagi na gęstniejącą mgłę. Po dotarciu na Wolarnię maszerujemy po grani i z uwagi na bardzo ograniczoną widoczność ciężko zlokalizować nasze położenie dochodzimy chyba do Siwej przełęczy. Po podjęciu decyzji, że pieszej wędrówki już kres zakładamy wszyscy deski, tudzież stoły- zwał jak zwał, i uradowani zaczynamy cieszyć się zimowym szaleństwem, jak się okazało za moment, radość nasza była przedwczesna. Z uwagi na zbyt duże zagrożenie lawinowe wycofujemy się ze zjazdu po zboczu. Wracamy pieszo po śladach tą samą drogą i sprzęt zapinamy dopiero przy zjeździe z Wolarni w kierunku Iwaniackiej Przełęczy. I tu zaczęła się namiastka tego co misie lubią najbardziej...dla zaawansowanych snowboardzistów był to raj na ziemi w postaci dosyć sporej warstwy puchu śniegu i zjazdu pomiędzy drzewami. Dla mniej zaawansowanych, czytaj amatorów, których byłem jedynym przedstawicielem wśród ekipy była to walka o przetrwanie :) Jednak po ochłonięciu stwierdzam że nie zamieniłbym ani jednej chwili z tego dnia gdyż przede wszystkim chodziło tu o zabawę. Wyprawa kończy się w dolinie Chochołowskiej gdzie znowu maszerujemy ale już przy świetle czołówek. Dzień zakończony posiłkiem(postawionym przez Panią Basię) w postaci czerwonego barszczyku jemy w  jednej z karczm, które znajdują się w dolinie . Zmęczeni, po 10 godzinach obcowania z górami udajemy się na zasłużony odpoczynek.&lt;br /&gt;
Nasze kochane kobiety Barbara oraz Ania Szmatłoch nie wybrały się z nami w pieszą wędrówkę lecz podążyły swoimi ścieżkami. Spokojnie oraz spacerowo przeszły dolinę Chochołowską aż do schroniska, gdzie uraczyły się ciepłym posiłkiem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad pieszo narciarski na Muronkę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik &lt;br /&gt;
|25 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy zielonym szlakiem z Ostrego. Przez ostatni tydzień z kotliny Żywieckiej śnieg zniknął. Teresa nawet nie zabrała nart z auta. Ja cierpliwie niosłem bagaż by wyżej iść już na nartach po śniegu. Osiągamy szczyt Muronki i wracamy ściśle grzbietem spowrotem. Najpierw zjazd fajny ale potem szreń łamliwa. Do auta znów muszę nieść narty. Pogoda dość słoneczna, było ciepło i w górach jakoś tak spokojnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Brenna Bukowa- niedzielny spacer skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski &lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Robimy krótką, ale niezwykle urokliwą trasę. Zaczynamy żółtym szlakiem do&lt;br /&gt;
Szczyrku. Dochodzimy nim na Karkoszczonkę i zmieniamy szlak na czerwony w&lt;br /&gt;
kierunku Przełęczy Salmopolskiej. Dochodzimy na  Kotarz  i od pięknej&lt;br /&gt;
rozległej polanki zjeżdżamy już na dół prosto do samochodu pozostawionego&lt;br /&gt;
na parkingu przy wyciągach narciarskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u |19-24 01 2009}}&lt;br /&gt;
Samotny wypad w Tatry z zamiarem zrobienia Czerwonych Wierchów zimą. Pierwszego dnia podejście pod Ciemniak, jednak tempo marszu po kolana w śniegu i w wietrze 70/h zmusiło do wycofu tą samą drogą. Następnego dnia próba od drugiej strony; wejście na Kasprowy. U góry wieje jeszcze gorzej niż wczoraj, strażnik TPN surowo zakazuje mi dalszej wędrówki:) Zejście nieczynną nartostradą do Murowańca. Stamtąd wycieczki w wysokie, w oczekiwaniu na poprawę warunków. Poprawa nie nastąpiła, przyszła odwilż, zaczęły spadać lawiny, więc z żalem rozpoczęłam odwrót do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad skiturowy na Baranią Górę|Henryk Tomanek i Martyna (os. tow.)&lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjście z zjazd z Baraniej Góry od strony Węgierskiej Górki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Wyjazd narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik + os tow. (Stanisław i Werka Włodarczyk, Krzysztof i Eryka Hilus)|8 - 18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Przez tydzień bawiliśmy w szwajcarskich Alpach w rejonie 4 Dolin (4 Vallees) położonym między Mt. Blanc a Matterhornem (oba szczyty dobrze widoczne z wyższych przełęczy). Jest to duży kompleks narciarski z setkami km tras zjazdowych i siecią przeróżnych wyciągów. Można podszlifować jazdę na przygotowanych trasach co też intensywnie czyniliśmy. Są tu również wyzn&lt;br /&gt;
aczone trasy skiturowe, które kilka razy użyliśmy do zjazdu. Są to trasy nieprzygotowane przez ratraki na ogół na stromych zboczach z morzem muld. Te zjazdy naprawdę poczuliśmy w nogach (zjeżdżała tam tylko męska część naszej ekipy). Ciekawy był również zjazd z najwyższego w rejonie szczytu Mt. Fort (3330) na poziom 1400 mnpm (16 km zjazdu w różnorodnym terenie, początek jako trasa skiturowa). Cały tydzień królowało słońce na lazurowym niebie (dosłownie jak w folderach). Dziennie kończyliśmy zjazdy przy drzwiach naszego domku na trasie zjazdu. &lt;br /&gt;
Kilka innych refleksji: teren dobry dla ludzi lubiących wygodę, istnieje ryzyko zderzenia z innymi pędzącymi narciarzami, wielu glajciarzy ryzykancko lądujących na trasach zjazdowych. Jak dla mnie brakowało tu &amp;quot;majestatu gór&amp;quot; i z wielkim utęsknieniem czekam na zwykłą skiturową harówkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole - jaskinia Studnisko|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Artur Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Szmatłoch + 2 kolegów z Łodzi|16 01 2009}}&lt;br /&gt;
Zjazd i zejście na dno jaskini&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SLOWACJA: Skitur na Pilsko i Palenicę|Damian Szołtysik|1 01 2009}}&lt;br /&gt;
Puste drogi to jedna z zalet pierwszego dnia stycznia więc niebywale szybko dojeżdżam do Sopotni Wielkiej przy wylocie doliny Cebulowego Potoku. Jestem sam bo raczej ciężko w takim dniu znaleźć chętnych na kondycyjne wyczyny. Szkoda bo pogoda była wymarzona. Od wylotu doliny podchodzę zboczem na Buczynkę. Wiedzie nawet tędy nie oznaczona na mapie ścieżka rekreacyjna czy coś takiego. Szlak nie przetarty choć śladów zwierząt jest mnóstwo, zwłaszcza dzików. Na podejściu wspaniałe widoki na grupę Romanki i Rysianki. Docieram w głębokich śniegach na halę Jałowcową a wkrótce potem do Hali Miziowej. To tak jakby nagle dostać się do centrum miasta. Wyciągi, narciarze, skutery śnieżne. Szybko śmigam na szczyt Pilska słowackiego. Widoki nieziemskie choć tak dobrze mi znane. Na szczycie wieje więc zmykam na dół. Teraz granicznym szlakiem zjazd i krótkie podejście na Munczolik, zjazd i podejście na Palenicę (1359). Stąd cudowny zjazd przez halę Cudzichową a dalej rzadkim lasem do doliny Cebulowego Potoku. Leśną drogą śmigam szybko do jej wylotu. Przy wylocie doliny natknąłem się na parkę młodych narciarzy, którzy w swej nieświadomości a może niefrasobliwości zamiast do Korbielowa zjechali na drugą stronę góry o czym w ogóle nie mieli pojęcia. Mieli tylko zwykły sprzęt zjazdowy a dziewczyna była bardzo zmęczona. Cóż, zawożę ich do Korbielowa gdzie mieli kwatery i potem dopiero wracam do domu. W mojej ocenie trasa, którą przemierzyłem jest jedną z ciekawszych w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Sylwester|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowron|28.12.08 - 2.01.09}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sylwestra 2008/2009 spędziliśmy w Norwegii. Warunki nie były łatwe... trochę pochodziliśmy na nartach, a trochę bawiliśmy się na śniegu... Szerszy opis [[Relacje:Sylwester w Norwegii 2008|tutaj]].&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=415</id>
		<title>Wyjazdy 2009</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2009&amp;diff=415"/>
		<updated>2009-02-12T10:26:02Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Pacyfa: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Lipowa Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Tadek Szmatloch&amp;lt;/u&amp;gt;,Basia Szmatloch&lt;br /&gt;
|7 - 8 02 2009}}&lt;br /&gt;
Tym razem wyjazd calkowicie rekreacyjny. W lipowej brak śniegu, Skrzyczne lekko osypane śniegiem.Impreza do bialego rana.Rano przejazd do Szczyrku.Wychodzimy na polanę Młaki.Tutaj spotykamy się z resztą rodziny.Wieczorem wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Panta Rei- czyli ski-water-tour na Pilsko ;)|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Strach  &lt;br /&gt;
|08 02 2009}}&lt;br /&gt;
Na przekór pogodzie ruszamy rano do Korbielowa. Całą drogę leje. Zatrzymujemy się pod wyciągami na Pilsko i stamtąd o dziwo już od samego dołu zasuwamy na nartach nartostradą na sam szczyt Pilska.  Podczas podejścia pogoda nas rozpieszcza a zza chmur wychodzi słońce.  Na szczycie dopada nas mgła i lekko padający śnieg. W gęstniejącej mgle zjeżdżamy na dół (niestety też nartostradą). Warunki kiepskie (czasami nawet fatalne) ale wyjazd uznajemy za udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kalacka + wypad skiturowy na Kondratową Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik&lt;br /&gt;
|7 02 2009}}&lt;br /&gt;
W Zakopcu totalna chlapa. Halny. Plusem było to, że nie kursowała kolejka na Kasprowy więc ludzi mniej. Śnieg ledwo sięgał do Kuźnic. Podchodzimy na nartach a ostatni stromy odcinek w lesie na nogach. W jaskini Kalackiej jesteśmy pierwszy raz i nie jest to znów taka mała bździna. Docieramy na koniec do małego syfoniku (ktoś próbuje lub próbował tu kopać) a w drodze powrotnej wchodzimy w boczne zakamarki choć tylko jeden jest nieco dłuższy i kończy się błotnym namuliskiem. W jaskini generalnie błotnisto i mokro. W partiach przyotworowych ładne formy lodowe. Po wyjściu (było już dość późno) kontynujemy wycieczkę na halę Kondratową i dalej na przełęcz. Powyżej granicy lasu podmuchy halnego chciały nas zwalać z nóg. Pułap chmur oparł się na przełęczy Kondratowej. Ostatni stromy odcinek niesiemy narty i musimy uważać by z tym wszystkim nie odfrunąć. Na przełęczy przepinka do zjazdu. Wszystko trzeba uważnie trzymać bo wiatr chciał nam ukraść dobytek. Zjazd tą samą drogą. Początkowe metry beton. Dalej kilkadziesiąt metrów schodkujemy w dół bo podmuchy wiatru oraz pękające pod nartami płyty odebrały nam jakoś odwagę. Dopiero nieco niżej gdzie śnieg był miększy a wiatr nieco ścichł ruszamy odważnie w dół. Tym razem śnieg jest mokry i ciężki. Raz przyśpieszenia raz hamulce. Dopiero w dolinie jazda jest przewidywalna i gnamy co sił w dół bo gonił nas zmrok. Nie spotykając nikogo docieramy do Kuźnic równo z nastaniem nocy. Można rzec, iż był to ekscytujący i urozmaicony wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyjazd narciarski w Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; Ania Bil, Tomasz Pawlas + os. tow&lt;br /&gt;
|1 02 2009}}&lt;br /&gt;
Aby być pierwszymi osobami na stoku wyjeżdżamy o 6:30 z Zabrza.&lt;br /&gt;
Plan jest taki: ja wysiadam wcześniej i na skiturach dochodzę do reszty ekipy szusującej na Stożku. Jako, że był to mój pierwszy raz na skiturach wycieczkę dobrałem krótką, ale bogatą w walory widokowe. Cały dzień pogoda słoneczna i lekki mróz, czyli idealna. Po spotkaniu z ekipą, Tomek z zazdrości kradnie mi skitury i znika, więc teraz ja muszę się ustawić w kolejce do wyciągu i jeździć tą samą, wyjeżdżoną, nudną trasą i oglądać się wkoło żeby w nikogo nie wrąbać… bez porównania!!! Tak się w te skitury wkręciłem, że już planuje kolejne wycieczki. Karnety przestają działać o 17:00 więc pakujemy się i wracamy zmęczeni i zadowoleni do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sopotnia Wielka-skitur|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski, Lechu (os. tow.) &lt;br /&gt;
|01 02 2009}}&lt;br /&gt;
Ruszamy żółtym szlakiem z Sopotni Wielkiej (na przełęcz Przysłopy), by następnie czarnym przez polanę Malorkę dojść na Halę Mizową. Stamtąd po krótkiej przerwie idziemy na&lt;br /&gt;
Rysiankę. Jako drogę powrotną wybieramy  piękny zjazd lasem wzdłuż&lt;br /&gt;
niebieskiego szlaku do Sopotni Wielkiej Kolonii. Pogoda dobra, warunki śniegowe nie&lt;br /&gt;
najlepsze( dobrze było tylko u góry). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, partie Wawelskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Golicz, Michał Wyciślk&lt;br /&gt;
|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Brnąc w śniegach i drażniąc się z zimnem dotarliśmy do N otworu Czarnej. W trakcie akcji zwiedziliśmy dość dokładnie partie Wawelskie, osiągliśmy najwyższy punkt Czarnej +141 m oraz zjechaliśmy Mleczną Studnią do Szmaragdowego Jeziorka skąd wróciliśmy &amp;quot;klasycznym&amp;quot; ciągiem do Ślimaka i ponownie weszliśmy w Wawelskie by ściągnąć linę i zwiedzić pozostałe ciągi. Dotarliśmy nad Żlobisty Komin oraz do kilku innych zakamarków. Ciekawy i warty obejrzenia fragment jaskini. Kilka zdjęć z akcji: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2009%2FCzarna-Wawelskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - wyjazd narciarski-próba zjazdu ze Starorobocianskiego Wierchu|Tadek,Adam, Agnieszka, Tomek, Artur, Wojtek Szmatłoch,[[Tomek Głowania]]&lt;br /&gt;
|31 01 2009}}&lt;br /&gt;
Dzień mimo iż plany były ambitne miał rozpocząć się o godzinie 6 pobudką wszystkich członków wyprawy, jednak lenistwo zwyciężyło i około 2 godzin później wszyscy meldowali się na wspólnym śniadaniu. Wyprawa rozpoczęła się wędrówką przez dolinę Kościeliską do punktu docelowego jakim miał być Starorobociański. Jak zdążyłem się już przekonać droga tą doliną  potrafi się ciągnąć w nieskończoność jednak podczas pieszej wędrówki, jak zawsze zresztą, mogliśmy liczyć na cenne uwagi od Pana Tadeusza odnośnie topografii tudzież nazw poszczególnych polan, co bardzo umilało, przynajmniej moją pieszą wędrówkę. Uzbrojeni w snowboardy oraz narty żwawo...tempem (cytuję) starych bab docieramy do Iwaniackiej Przełęczy. Tam decydujemy wspólnie, że to nie koniec wędrówki i kierujemy się wyżej na Starorobociański Wierch. Niestety podczas drogi nie cieszymy oka widokami z uwagi na gęstniejącą mgłę. Po dotarciu na Wolarnię maszerujemy po grani i z uwagi na bardzo ograniczoną widoczność ciężko zlokalizować nasze położenie dochodzimy chyba do Siwej przełęczy. Po podjęciu decyzji, że pieszej wędrówki już kres zakładamy wszyscy deski, tudzież stoły- zwał jak zwał, i uradowani zaczynamy cieszyć się zimowym szaleństwem, jak się okazało za moment, radość nasza była przedwczesna. Z uwagi na zbyt duże zagrożenie lawinowe wycofujemy się ze zjazdu po zboczu. Wracamy pieszo po śladach tą samą drogą i sprzęt zapinamy dopiero przy zjeździe z Wolarni w kierunku Iwaniackiej Przełęczy. I tu zaczęła się namiastka tego co misie lubią najbardziej...dla zaawansowanych snowboardzistów był to raj na ziemi w postaci dosyć sporej warstwy puchu śniegu i zjazdu pomiędzy drzewami. Dla mniej zaawansowanych, czytaj amatorów, których byłem jedynym przedstawicielem wśród ekipy była to walka o przetrwanie :) Jednak po ochłonięciu stwierdzam że nie zamieniłbym ani jednej chwili z tego dnia gdyż przede wszystkim chodziło tu o zabawę. Wyprawa kończy się w dolinie Chochołowskiej gdzie znowu maszerujemy ale już przy świetle czołówek. Dzień zakończony posiłkiem(postawionym przez Panią Basię) w postaci czerwonego barszczyku jemy w  jednej z karczm, które znajdują się w dolinie . Zmęczeni, po 10 godzinach obcowania z górami udajemy się na zasłużony odpoczynek.&lt;br /&gt;
Nasze kochane kobiety Barbara oraz Ania Szmatłoch nie wybrały się z nami w pieszą wędrówkę lecz podążyły swoimi ścieżkami. Spokojnie oraz spacerowo przeszły dolinę Chochołowską aż do schroniska, gdzie uraczyły się ciepłym posiłkiem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad pieszo narciarski na Muronkę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik &lt;br /&gt;
|25 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy zielonym szlakiem z Ostrego. Przez ostatni tydzień z kotliny Żywieckiej śnieg zniknął. Teresa nawet nie zabrała nart z auta. Ja cierpliwie niosłem bagaż by wyżej iść już na nartach po śniegu. Osiągamy szczyt Muronki i wracamy ściśle grzbietem spowrotem. Najpierw zjazd fajny ale potem szreń łamliwa. Do auta znów muszę nieść narty. Pogoda dość słoneczna, było ciepło i w górach jakoś tak spokojnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Brenna Bukowa- niedzielny spacer skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Strach&amp;lt;/u&amp;gt; Mateusz Górowski &lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Robimy krótką, ale niezwykle urokliwą trasę. Zaczynamy żółtym szlakiem do&lt;br /&gt;
Szczyrku. Dochodzimy nim na Karkoszczonkę i zmieniamy szlak na czerwony w&lt;br /&gt;
kierunku Przełęczy Salmopolskiej. Dochodzimy na  Kotarz  i od pięknej&lt;br /&gt;
rozległej polanki zjeżdżamy już na dół prosto do samochodu pozostawionego&lt;br /&gt;
na parkingu przy wyciągach narciarskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u|19-24 01 2009}}&lt;br /&gt;
Samotny wypad w Tatry z zamiarem zrobienia Czerwonych Wierchów zimą. Pierwszego dnia podejście pod Ciemniak, jednak tempo marszu po kolana w śniegu i w wietrze 70/h zmusiło do wycofu tą samą drogą. Następnego dnia próba od drugiej strony; wejście na Kasprowy. U góry wieje jeszcze gorzej niż wczoraj, strażnik TPN surowo zakazuje mi dalszej wędrówki:) Zejście nieczynną nartostradą do Murowańca. Stamtąd wycieczki w wysokie, w oczekiwaniu na poprawę warunków. Poprawa nie nastąpiła, przyszła odwilż, zaczęły spadać lawiny, więc z żalem rozpoczęłam odwrót do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wypad skiturowy na Baranią Górę|Henryk Tomanek i Martyna (os. tow.)&lt;br /&gt;
|18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Wyjście z zjazd z Baraniej Góry od strony Węgierskiej Górki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Wyjazd narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik + os tow. (Stanisław i Werka Włodarczyk, Krzysztof i Eryka Hilus)|8 - 18 01 2009}}&lt;br /&gt;
Przez tydzień bawiliśmy w szwajcarskich Alpach w rejonie 4 Dolin (4 Vallees) położonym między Mt. Blanc a Matterhornem (oba szczyty dobrze widoczne z wyższych przełęczy). Jest to duży kompleks narciarski z setkami km tras zjazdowych i siecią przeróżnych wyciągów. Można podszlifować jazdę na przygotowanych trasach co też intensywnie czyniliśmy. Są tu również wyzn&lt;br /&gt;
aczone trasy skiturowe, które kilka razy użyliśmy do zjazdu. Są to trasy nieprzygotowane przez ratraki na ogół na stromych zboczach z morzem muld. Te zjazdy naprawdę poczuliśmy w nogach (zjeżdżała tam tylko męska część naszej ekipy). Ciekawy był również zjazd z najwyższego w rejonie szczytu Mt. Fort (3330) na poziom 1400 mnpm (16 km zjazdu w różnorodnym terenie, początek jako trasa skiturowa). Cały tydzień królowało słońce na lazurowym niebie (dosłownie jak w folderach). Dziennie kończyliśmy zjazdy przy drzwiach naszego domku na trasie zjazdu. &lt;br /&gt;
Kilka innych refleksji: teren dobry dla ludzi lubiących wygodę, istnieje ryzyko zderzenia z innymi pędzącymi narciarzami, wielu glajciarzy ryzykancko lądujących na trasach zjazdowych. Jak dla mnie brakowało tu &amp;quot;majestatu gór&amp;quot; i z wielkim utęsknieniem czekam na zwykłą skiturową harówkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sokole - jaskinia Studnisko|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Artur Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Szmatłoch + 2 kolegów z Łodzi|16 01 2009}}&lt;br /&gt;
Zjazd i zejście na dno jaskini&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SLOWACJA: Skitur na Pilsko i Palenicę|Damian Szołtysik|1 01 2009}}&lt;br /&gt;
Puste drogi to jedna z zalet pierwszego dnia stycznia więc niebywale szybko dojeżdżam do Sopotni Wielkiej przy wylocie doliny Cebulowego Potoku. Jestem sam bo raczej ciężko w takim dniu znaleźć chętnych na kondycyjne wyczyny. Szkoda bo pogoda była wymarzona. Od wylotu doliny podchodzę zboczem na Buczynkę. Wiedzie nawet tędy nie oznaczona na mapie ścieżka rekreacyjna czy coś takiego. Szlak nie przetarty choć śladów zwierząt jest mnóstwo, zwłaszcza dzików. Na podejściu wspaniałe widoki na grupę Romanki i Rysianki. Docieram w głębokich śniegach na halę Jałowcową a wkrótce potem do Hali Miziowej. To tak jakby nagle dostać się do centrum miasta. Wyciągi, narciarze, skutery śnieżne. Szybko śmigam na szczyt Pilska słowackiego. Widoki nieziemskie choć tak dobrze mi znane. Na szczycie wieje więc zmykam na dół. Teraz granicznym szlakiem zjazd i krótkie podejście na Munczolik, zjazd i podejście na Palenicę (1359). Stąd cudowny zjazd przez halę Cudzichową a dalej rzadkim lasem do doliny Cebulowego Potoku. Leśną drogą śmigam szybko do jej wylotu. Przy wylocie doliny natknąłem się na parkę młodych narciarzy, którzy w swej nieświadomości a może niefrasobliwości zamiast do Korbielowa zjechali na drugą stronę góry o czym w ogóle nie mieli pojęcia. Mieli tylko zwykły sprzęt zjazdowy a dziewczyna była bardzo zmęczona. Cóż, zawożę ich do Korbielowa gdzie mieli kwatery i potem dopiero wracam do domu. W mojej ocenie trasa, którą przemierzyłem jest jedną z ciekawszych w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Sylwester|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowron|28.12.08 - 2.01.09}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sylwestra 2008/2009 spędziliśmy w Norwegii. Warunki nie były łatwe... trochę pochodziliśmy na nartach, a trochę bawiliśmy się na śniegu... Szerszy opis [[Relacje:Sylwester w Norwegii 2008|tutaj]].&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Pacyfa</name></author>
		
	</entry>
</feed>