<?xml version="1.0"?>
<feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xml:lang="pl">
	<id>http://stara.nocek.pl//wiki/api.php?action=feedcontributions&amp;feedformat=atom&amp;user=Osk</id>
	<title>Nocek - Wkład użytkownika [pl]</title>
	<link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://stara.nocek.pl//wiki/api.php?action=feedcontributions&amp;feedformat=atom&amp;user=Osk"/>
	<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Specjalna:Wk%C5%82ad/Osk"/>
	<updated>2026-05-09T13:23:40Z</updated>
	<subtitle>Wkład użytkownika</subtitle>
	<generator>MediaWiki 1.31.5</generator>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11462</id>
		<title>Wyjazdy 2024</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2024&amp;diff=11462"/>
		<updated>2024-03-18T09:50:32Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Pętla z Lipowej przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Magurkę Radziechowską |Asia Jaworska,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|17 03 2024}}&lt;br /&gt;
Przepiękna widokowo trasa. Startujemy z parkingu u wylotu Doliny Zimnika i kierujemy się na Skrzyczne. Dalej grzbietem na Malinowską Skałę, Zielony Kopiec, Magurkę Wiślańską, Magurkę Radziechowską i przez Muronkę i Ostre schodzimy do Lipowej. Chłoniemy słońce i widoki całym jestestwem ;) Bez 14 kg dziecka na plecach idzie się jakby lżej, więc w ciągu 7,5 h łącznie z blisko 2-godzinnymi postojami przechodzimy całą trasę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieg - BnO „Zorientowane Kozy 2024”|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 03 2024}}&lt;br /&gt;
W sobotę brałem udział w przedwiosennym biegu na orientację , który odbywał się w starym kamieniołomie w Kozach niedaleko Bielska Białej. Impreza otwarta dla wszystkich(zarejestrowanych prawie 380 uczestników) była jednocześnie Mistrzostwami 13 Śląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej w biegach na orientację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej kategorii wiekowej M35 otrzymałem trasę poziomu A(Trasa A (długość ok. 4,0 - 4,5 km) – dla biegaczy mających doświadczenie w orientacji sportowej, start indywidualny z oddzielną klasyfikacją dla kobiet AK i mężczyzn AM.) Teren bardzo zróżnicowany ze sporą jak na takie rozłożenie terenu różnicą poziomów, bardzo przebieżny z dobrą widocznością. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej uczestników kategorii AM zajmuję 24 miejsce. W klasyfikacji Mistrzostw 13 ŚBOT miejsce pierwsze przy niezbyt sporej konkurencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna - Partie wrocławskie |&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania (KKS), Magda, Sylwia (KKTJ), Kinga (SKTJ), Misiek (ST), Zbyszek |16 03 2024}}&lt;br /&gt;
Napisała do mnie Ania, że planują z Sylwią rozeznać dojście do partii wrocławskich, a że miałem porachunki po ostatnim wyjściu do tej jaskini, to przystałem na propozycję dziewczyn. Spotykamy się rano na Groniku, gdzie przy okazji spotykam kolegę Łukasza M., który z ekipą kursową z Bielska poszedł do Pod Wantą. Dzielimy liny i idziemy. Pogoda zdecydowanie lepsza niż za ostatnim razem, ale przed samym Przechodem dopada nas deszcz. Zmoknięci przebieramy się w iglo (super sprawa dach nad głową) i wchodzimy ok. 11.30 przez okienko do jaskini. Tym razem mam odpowiednie kalosze (prawy i lewy) natomiast jeżeli chodzi o rękawiczki, tym razem zabrałem dwie prawe. Korzystamy z zawieszonych w jaskini lin i sukcesywnie docieramy do Suchego Biwaku. Po krótkiej przerwie kieruje się na drugą strony salki, gdzie każdy z nas znika w ciasnym przełazie. Przez krótką chwilę wędrujemy korytarzykiem, którym od czasu do czasu wymusza niską pozycję. Korytarzyk kończy się przy pierwszej linie, którą wychodzimy w Białe Kaskady. Ta część jaskini bardzo przypomina mi płytowce z wyjątkiem, że co kilkanaście metrów są jeziorka, których ciąg tworzą kaskady, stąd zapewne nazwa. W tym miejscu spotykamy kilkuosobową ekipę z bielska, która podpowiada, aby uważać na liny, gdyż widać, że nadgryzł je ząb czasu. Pomiędzy Kaskadami a Czarnym kominem przechodzimy przez ciasnawy meanderek, który akurat mi sprawił małą trudność, ale za czwartą próbą puścił. Docieramy do kolejnych lin dzięki którym przechodzimy przez III biwak i docieramy do Salki z sercem. Tam po zapoznaniu się jak dalej ciągną się Partie Wrocławskie zawracamy. Ciasnoty w drugą stronę puszczają łatwiej i po kilku zjazdach ponownie witamy na Suchym Biwaku. Ustalamy kolejność wychodzenia i lecimy do otworu, po drodze deporenczując liny. Ostatnie wizyty w Śnieżnej bez deporęnczu odzwyczaiły mnie, jak przyjemna z ciężkim worem jest rura, ale na szczęście szybko sobie to przypominam. Wychodzę z jaskini ok. 21.30, na zewnątrz śnieży, a w iglo przyjemnie. Schodzę we wnętrzu, bo ciuchy z podejścia nie wyschły. Na powrocie na przemian deszcz lub śnieg. Białe Kaskady warte odwiedzenia, ponoć to najpiękniejsza część Partii Wrocławskich.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: xyz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Tryptyk Kusiętowski z przyległościami, czyli Towarna, Cabanowa i Dzwonnica|&amp;lt;u&amp;gt; EmilStępniak&amp;lt;/u&amp;gt;,Daniel Jankowski, Michał Przybycień, |14 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny &amp;quot;szybki&amp;quot; wypad w tygodniu. Tym razem za cel przyjmujemy okolice Olsztyna pod Częstochową, gdzie kryją się w Górach Towarnych dwa, a w zasadzie trzy całkiem przyjemne i proste obiekty. W związku z tym, że mówimy o stosunkowo bezpiecznych i niewymagających jaskiniach poziomych, dołącza do nas Damian, który chce spróbować, czy spodoba mu się pod ziemią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjnie, jak to na Jurze, przejście z parkingu pod otwór pierwszej jaskini zabiera całe 10 minut, po których stajemy przed wejściem do Cabanowej. Ogarnięcie pierwszej dziury nie zajmuje nam więcej, niż pół godziny. Większych atrakcji w środku brak, szata jaka była taka jest, nietoperzy praktycznie zero, robale nie śpią. Michał podejmuje się wyzwania polegającego na przejściu przez Okienko Wąskiego Zadu udowadniając, że moja nienawiść do niego wynikająca z różnicy gabarytów i związanych z tym większych możliwości wpełzania w ciasne miejsca, nie jest bezpodstawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do wyjścia i przechodzimy kilkadziesiąt metrów do Towarnej. Ta jak zwykle trzyma poziom, dając możliwość pozaglądania w swoje zakamarki zarówno na poziomie spągu, jak i gdzieś wyżej, pod stropem. Michał z Danielem znajdują jakąś zapomnianą studzienkę do której zaczynają się cisnąć zastanawiając się, jak daleko wejdą, ja bardziej zastanawiam się, kto później będzie ich stamtąd wyciągał. Szczęśliwie, jak sami wleźli, tak sami wyszli, mogliśmy więc się przemieścić do części &amp;quot;Niedźwiedziej&amp;quot;. Tam pijemy tradycyjnego radlerka korzystając z okazji do wygodniejszego ułożenia się w suchym miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Deser, czyli przejście do Dzwonnicy dołem: Damian ma okazję sprawdzić, na ile dobrze czuje się w ciaśniejszych miejscach. Jak się okazuje: źródłem większego dyskomfortu była dla niego kałuża, niż ciasnota w przeczołgiwanym kawałku jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Dzwonnicę na całej jej długości i kierujemy się do drugiego wyjścia już na powierzchnię, znajdującego się pomiędzy zawalonymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę dnia spędzamy na spacerze po okolicznych atrakcjach, zachwycając się mniej lub bardziej dostępnymi rejonami Jury ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - szarpanie żwirów z Almberghöhle|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Eva Kaminsky (Landesverein für Höhlenkunde in Niederösterreich und Wien), Lukas Plan (m.in. LfHK NÖ/W oraz VHO)|04 03 2024}} &lt;br /&gt;
Szerszy opis [[Relacje:Almberghöhle 2023|w osobnym artykule]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna - wyjście kursowe|Asia Piskorek, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt;, |03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To szczególny dzień - nasza ostatnia jaskinia kursowa. I nic dziwnego, że wszyscy kursanci obudziliśmy się przed budzikami. Wstawanie nie było jednak lekkie, po wczorajszej wizycie w Miętusiej Wyżnej, wszyscy odczuwaliśmy brak dobrej regeneracji. Po mocnej kawie z dużej kawiarki całą ekipą odzyskaliśmy trochę energii  Szybkie przepakowanie sprzętu i ruszamy samochodem do Kuźnic. Plecaki z ciężkimi i mokrymi worami trochę nas spowolniły, lecz “co się odwlecze, to nie uciecze”. Docieramy do zejścia ze szlaku, szybkie rozpoznanie na GPS i znajdujemy otwór wejściowy. Czas się przebrać. Nie ma nic lepszego jak ubieranie wilgotnego, zimnego i brudnego kombinezonu. Deponujemy plecaki w “przebieralni”, po czym ruszamy dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obchodzimy pierwsze jeziorko, w którym jest pełno wody, później szybki zjazd i wspinam pierwszy prożek. Zniecierpliwiony Mateusz postanawia wspinać Wielki Komin, co poszło mu zaskakująco dobrze i szybko. Dalej tylko jeden zjazd i jesteśmy Gnieździe Złotej Kaczki. O dziwo nie zalanej, a nawet z prześwitem. Nasz plan obejmował dojście właśnie tam, tak więc po chwili rozpoczynamy odwrót. Po drodze każdy z nas potrenował zjazd na złodzieja, a taka powtórka na pewno przyda się do egzaminu. Po 4 godzinach akcji meldujemy się na zewnątrz. Zakończenie było dosłownie szampańskie : wspólne zdjęcie i szampan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKurs-tatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wokół Złotego Gronia na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, spotkaliśmy też przypadkowo Jasia Kieczkę|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukując dramatycznie śniegu skierowaliśmy się w okolice Złotego Gronia w Istebnej. Po resztkach naśnieżonej nartostrady wychodzimy na fokach na wierzchołek i błyskawicznie zjeżdżamy do parkingu po odpuszczonym śniegu. Następnie narty zostawiamy w aucie i bierzemy rowery, na których objeżdżamy ciekawą trasą Złoty Groń docierając do dol. Olzy. Esa jedzie drogą do Istebnej a ja wybieram &amp;quot;odcinek specjalny&amp;quot;. Niesamowicie ciekawy i wymagający. Po kolana w wodzie forsuję Olzę w brud. Potem ścieżką o różnej konfiguracji pełną korzeni i kamieni wzdłuż rzeki docieram na umówione miejsce. Pogoda fajna. Wszystkiego razem to 500 m deniwelacji i kilkanaście kilometrów ciekawej trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska-Golicz, kursanci|03 03 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może zrobią opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Ptasia Studnia|RKG:&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;; KKTJ: Jakub Nowak, Asia Gawęska, Justyna i Marek |02 03 2024}}&lt;br /&gt;
Podsumowując było: wesoło, pięknie, mokro i zimno. Kolejność nieprzypadkowa. Towarzystwa opisywać nie będę, kto zna duet Kuba i Asia, ten wie. Kto nie zna, nie zrozumie. Reszta towarzystwa, również bardzo sympatyczna. Pięknie - Zmora, oraz myte kaskadowe studnie Coctail-Baru to coś co naprawdę zachwyciło moje oko, Kanion i Mokra Osiemnastka (w której odstałam swoje pozując do zdjęć) i na koniec Studnia Moczydupka z syfonem. Mokro, bo w kulminacyjnym momencie, podczas pomiarów bocznego korytarzyka, woda wlewała się rękawem i przelewała do kaloszy. Zimno, to już wynikowa przemoknięcia, przeciągu, długiego stania i śniegu na powierzchni. Ogólnie, wyjście oceniam na 6+!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fptasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia W Hucisku|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawde mowiac to do Jaskini w Hucisku wybraliśmy się tylko i wyłącznie dlatego, ze byla obok Jaskini Ciesienc, ktora mielismy w planie tego dnia. Obiekt stosunkowo maly, zeby przejechac specjalnie dla niego, no ale jak sie jest juz w poblizu to czemu by nie. Jaskinia znajduje się u podnóża skał znajdujących się na niewielkim wzniesieniu. Jest zdecydowanie jaskinia o rozwinięciu poziomym, ma co najmniej jedno wejście, chociaz my wybraliśmy to, w którym człowiek w pozycji dżdżownicy jest w stanie się przeczołgać. To drugie wejście jak dla mnie było nie do pokonania. Przez dłuższą czesc korytarza, spąg pokryty jest ziemia i glina.Strop natomiast obfitował w duże ilości pająków i innych przemiłych stworzeń. Nic w tym chyba dziwnego bo sam korytarz, którym poznaliśmy przypominał bardziej nore jakiegoś zwierzęcia. Po drodze pojawiały się jakieś bardziej obszerne miejsca, ale mówienie o nich &amp;quot;komora&amp;quot; byłoby mocno nad wyraz.Ja osobiscie nie doszedlem do końca, a Michał który był przede mna tez po chwili zwątpił. widząc wokół siebie dosc duza ilosc poobijanych w glinie łapek zwierzęcych. Gdy tylko uświadomiliśmy sobie, że właśnie mogliśmy bez zaproszenia wejść do czyjegoś domu to zrobiliśmy delikatny wycof. Michał znalazł miejsce na obrót, ale niestety ja i Emil powróciliśmy technika pełzania &amp;quot;na wstecznym&amp;quot;. Dla mnie ubaw po pachy, głównie z sytuacji w jakiej się znaleźliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|Emil Stępniak, Michal Przybcień, &amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;|29 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowy dzień, bo jedyny taki na cztery lata no i jaskinia też wyjątkowa, bo jak na warunki jurajskie posiada całkiem okazała szatę naciekowa. Wejście nie sprawiło nam żadnych problemów, chociaż każdy z nas znalazł swój własny sposób na pokonanie pozostałości po kracie, która kiedyś tam była. Wzięliśmy swoja line (30m), ale jak się później okazało w jaskini jest już pozostawiona lina, która była w zupełności wystarczająca. Informacyjnie dla przyszłych odwiedzających - przejście przez sama &amp;quot;kratę&amp;quot; nie wymaga zakładania liny, dopiero później pojawia się studzienka. Jaskinia dość obszerna (jak na Jurę), spędziliśmy w niej ponad 2h i zajrzeliśmy we wszystkie dostępne przestrzenie, ale jakoś tak na szybko, bo czas gonił. Kolejny raz stwierdzam, ze jesteśmy zbyt oszczędni wyliczając planowany czas wyjścia i alarmu. Brakowało mi trochę czasu na jaskiniowa kontemplacje, na szczęście nadrobiłem w domu trzykrotnie czyszcząc kostium i szpej z przeogromnej ilości błota. Błoto i nacieki - to słowa mocno związane z ta jaskinia. Nie mniej jednak udało zrobić się kilka fajny zdjęć i nawet nagrać filmik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCiesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Orawickie Wierchy, na nartach i rowerze| Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orawicko-Witowskie Wierchy znajdują się od północy na styku z Tatrami Zachodnimi. Z Oravic z buta (niosąc narty na plecakach) ruszamy szlakiem i leśnymi traktami na Krupovą (1065). Z szczytu (piękne widoki) na przełaj przez las docieramy do nieczynnej nartostrady gdzie jednak jeszcze nie stopniał cały śnieg. Zjazd piękny aż do parkingu. Po tej przebieżce wyciągamy z auta rowery i jedziemy niesamowicie malowniczym szlakiem rowerowym z bliskimi widokami na Tatry, tworzącym pętle w Dolinie Cichej. Sumarycznie deniwelacje nie przekroczyły 600 m lecz całość bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKrupova&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Śnieżna| Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 02 2024}}&lt;br /&gt;
Pomysł na akcję do Śnieżnej wyszedł przy okazji wymiany wiadomości z klubowym kolegą Mizurim. Okazało się również, że można było skorzystać z ułatwień pozostawionych po innym klubie, w zamian za wyniesienie śmieci z jaskini, na co chętnie przystaliśmy. W tym tygodniu pogoda w Tatrach się psuła, ale mieliśmy wielkie chęci na powtórzenie akcji Damiana do Dziadka. Pierwszy zgrzyt był na parkingu, kiedy się okazało, że pada deszcz, który towarzyszył nam pod sam Przechód, zamieniając się okazjonalnie na opad śniegu. Podchodząc wyżej, słychać było coraz silniejsze podmuchy wiatru, ale dopóki byliśmy na wysokości lasu nie był on dokuczliwy. Znacznie gorzej było na wejściu do Świstówki, tam wiatr hulał, porywał śnieg i smagał nim po naszych twarzach. Ścieżka była nie przetarta, co również było momentami dokuczliwe. Z Łukaszem podeszliśmy pod Przychód i udało nam się trafić na linę. Zaczęliśmy się przebierać w uprzęże w najmniej wygodnych warunkach jakie mogliśmy wybrać, bo nie wiedzieliśmy że tak szybko trafimy na linę, żeby przejść zimowy wariant progu. Wiatr się zmagał, było coraz mniej przyjemnie. Odczucie chłodu po 1,5h wędrówce w deszczu było spotęgowane. Łukasz przeszedł nad próg, ja musiałem się wycofać, żeby założyć raki. W między czasie dogoniła nas grupa z Bielska-Białej. Kilka osób wyminęła mnie i podeszła pod otwór jaskini. Łukasz nie widząc mnie, zawrócił i zdał mi relację, że nad progiem jest jeszcze gorzej z wiatrem. Ciężko ustać, a co dopiero szukać otworu i go odkopać. Po chwili reszta grupy z Bielska otrzymała cynk od ludzi z nad progu, że oni również się wycofują, bo za silny wiatr jest, żeby cokolwiek działać. Przemoczeni, wyziębieni również podjęliśmy decyzję, że nic tu po nas. Powrót był szybki, a po drodze minęliśmy m.in. Sylwię S., która ok. godz. 10 wychodziła z swoją grupą do Śnieżnej, bo po co miały iść wcześniej w deszczu i się przemoczyć od samego startu? I to było całe clue sprawy naszej wycieczki. Wyszliśmy za wcześnie i najgorszą dupówę przyjęliśmy na klatę. Gdybyśmy odczekali do 9/9.30 to podchodzilibyśmy w słoneczku, a wiatr zelżałby do akceptowanego poziomu. Po godz. 14 dostałem zdjęcie od Sylwii, że po godzinnym kopaniu wchodzą do jaskini, czego nam się tego dnia nie udało. No cóż, następnym razem trzeba będzie obrać lepszą strategię z planowaniem i uwzględnianiem warunków pogodowych. Faktycznie nie zawsze wczesny wyjazd się opłaca :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy, zjazd na nartach|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdarza się, że rzeczywistość wyprzedza marzenia. Zejście na dno najgłębszej jaskini w naszym kraju i wyjście na najwyższy jego szczyt w zimie w przeciągu kilkunastu dni jest tego przykładem. W obu przypadkach narty okazały się bardzo przydatne. Ten jednak dzień przerósł wszystko co oczekiwaliśmy gdyż mimo sceptycznych prognoz pogody okazał się pod każdym względem idealny do pokonania Rysy na nartach. Ku naszej radości w poprzednim dniu i w nocy napadało z 20 cm śniegu i leżał już na parkingu. Ciągle po śniegu docieramy do Moka a dalej na nartach przez stawy pod Bulę. Narty wrzucamy na plecaki i dalej w rakach na szczyt. Ludzi nie wielu. Od auta na szczyt jednak upływa 7 h. Na podejściu spotykamy 3 skiturowców oraz 2 szaleńców mknących w nienagannym stylu od żlebu do Cz. S. Jasiu z nartami wychodzi aż na szczyt, ja zostawiam narty na wygodnej półce śnieżnej ciut poniżej przełączki. Jasiu jeszcze zalicza słowackie Rysy i już razem schodzimy do przełączki. Góra żlebu była przeryta przez pieszych lecz nie co niżej zjazd tzw. Rysą był cudowny, w sumie najlepszy z całej tury. Niżej też bardzo fajnie choć czasem natrafić można było na kamień (co mi się raz zdarzyło) lub na zmarzliny starych lawinisk. Szybko osiągamy Czarny Staw. Najczujniejszy był odcinek od krzyża do Moka. Tu rzeczywiście śnieg leżał na „betonie” i żeby z nim nie zjechać trzeba było bardziej wytężać intelekt. W schronisku chwila przerwy (akurat chmury zasłoniły szczyty i zaczął pruszyć śnieg) i dalej drogą mkniemy do parkingu. W ciągu dnia w wielu miejscach śnieg się wytopił więc musimy kombinować poboczami i kilka razy na krótkich odcinkach zdejmować narty. Tym nie mniej o zmroku na nartach docieramy do parkingu. Od szczytu do auta z postojem w Moku zajmuje nam to 2.45 h. Zrobiliśmy 1500 m przewyższenia i 25 km dystansu. Użyliśmy ciężkich nart z wiązaniami Diamir. Z domu wyruszyłem o 3.30 wróciłem o 21.40. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Foto (nie chronologicznie): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie lutego Beskidy bez śniegu. Czantoria oferuje nartostradę. Z Ustronia Polany podchodzimy niestandardowo na szczyt leśnymi dróżkami i dopiero pod szczytem wchodzimy na szlak skrywając uprzednio narty w chaszczach. W drodze powrotnej zabieramy narty i zjeżdżamy zalodzoną nartostradą (oficjalnie nieczynną) do parkingu. Pogoda piękna. Zrobiliśmy 630 m przewyższenia i poznaliśmy nowy teren podejścia, m. in ciekawy parów na dole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Salatyn, Brestova i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ)|16 02 2024}} &lt;br /&gt;
W Dolinie Rohackiej masa ludzi, o godzinie jedenastej ledwo udaje się znaleźć miejsce na parkingu. Skiturowców też niemało. Wjeżdżamy napierw wyciągiem za 7 Euro, a potem szwendamy się po okolicy do g. 16. Odwiedziliśmy m.in. wierzchołki Małego Salatyna, Salatyna i Brestowej, w sumie wyszło 1410 m przewyższenia. Na pierwszy rzut oka warunki były słabe (twardo), ale znaleźliśmy na zjazdy sporo śniegów kwietniowych, ładnie &amp;quot;odpuszczonych&amp;quot; przez słońce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śl - spływ Kłodnicą|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek,  w drugi dzień &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |11 i 12 02 2024}}&lt;br /&gt;
Warunki śniegowe przestały dopisywać, więc w sobotę, zamiast w Beskidy wybraliśmy się na długi spacer w Lasy Panewnickie. Wędrując, Łukasz zauważył, że stan wód jest dość wysoki, co nie jest częste w rzece Kłodnicy. Spacerując zaczęliśmy podświadomie robić rekonesans i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować spłynąć tą rzeką. Choć na pół niedzieli mieliśmy już plany, to zmobilizowaliśmy się na drugą połowę dnia, żeby zdążyć nim wody zaczną opadać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego o godzinie 14:15 w niedzielę byliśmy w Katowicach Panewnikach na starcie i przepłynęliśmy ponad 3 km, aż do dzielnicy Kłodnica w Rudzie Śląskiej, gdzie Jamna dopływa do Kłodnicy. Całość zajęła nam 1:20h. Sama rzeka miała odpowiedni stan, by móc ją na tym odcinku przepłynąć. W dwóch miejscach nie byliśmy w stanie pokonać wodą powalonych (przez bobry) drzew i musieliśmy zrobić przenoski. Nie była też nudna, dużo przeszkód (niestety nie wszystkie były naturalne), zdarzały się też bystrza utworzone z kamieni osiadłych na dnie, dużo meandrów i niewątpliwie ciekawy przepływ pod przepustem ul. Panewnickiej, gdzie emocje i trudności były jak na rzece górskiej (tylko wody do pół łydki). Przemoczeni i zmarznięci zakończyliśmy spływ spacerem powrotnym do samochodu, ale szczęśliwi, że udało nam się przeżyć taką atrakcję, tak blisko domu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka ujęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fsplyw_klodnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień (poniedziałek) po spływie Asi i Łukasza, wziąłem ich kajak pneumatyczny i pognałem ich śladem aby załapać się na wyższą wodę. Dzień wcześniej jednak rowerem przejechałem doliną analizując stan wody i kluczowe miejsca. Na &amp;quot;mecie&amp;quot; u Basi i Tadka Szmatłochów zostawiam rower a autem z kajakiem jadę na start na granicę Rudy Śl. - Kochłowic i Katowic - Panewnik. Istotnie spływ bardzo ciekawy i nie ma czasu na nudę. Rzeka wije się niewyobrażalnie po całej dolinie, której zbocza porośnięte są lasami. Niestety zahaczam gdzieś o podwodne przeszkody i rozcinam w kilku miejscach powłokę więc co krótki czas muszę dopompować powietrza. Dopływam do dzielnicy Halemba (Kłodnica) w pobliżu domu Basi i Tadka i w korzystnym miejscu wydostaję się na brzeg. Od Basi jeszcze biorę rower i jadę po auto na start. Odcinek rzeki, który spłynęliśmy jest bodaj najciekawszy, gdyż rzeka płynie tu naturalnym korytem w miarę odosobnionym od ludzi terenem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kuracja i skitury w Tyrolu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ) i cały przychówek|5 - 8 02 2024}} &lt;br /&gt;
Z powodów zdrowotnych plany wszystkich domowników zostały odwołane. Dotyczyło to nawet psa - Kawa została zmuszona do skrócenia feryjnego pobytu u swojego kumpla. Tradycyjny wymaz z obydwóch dziurek nie wykazał nic ciekawego. Zarezerwowaliśmy więc last minute kwaterę w dolinie Kaunertal dla wszystkich ... i ruszyliśmy w Tyrol, po drodze przesłuchując do końca audiobook &amp;quot;Dzwonnik z Notre Dame&amp;quot; w świetnej kreacji Janusza Zadury (... miłośnikom szczęśliwych zakończeń zdecydowanie nie polecamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niektórzy spali, niektórzy czytali książki, niektórzy oglądali filmy... a w tym czasie my z Olą na rozgrzewkę prawie wyszliśmy na Habicht (3092). Prawie, bo przelękliśmy się nawisu na grani i wobec tego na samiutki wierzchołek nie dotarliśmy, ale byliśmy naprawdę blisko i powinno nam zostać zaliczone. W każdym razie, ten dzień będzie kolejnym poważnym kandydatem w plebiscycie na najlepszą wycieczkę sezonu zimowego 2023/2024. Start z wysokości 2150 m kosztował nas niebagatelną kwotę 28 Euro (!) za wjazd płatną drogą, ale były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Od auta szliśmy od razu w miękkim śniegu, zapadając się po kostki. Słońce przygrzewało przyjemnie, wiatr dmuchnął tylko czasem, a temperatura trzymała się w okolicy zera. Stopień zagrożenia lawinowego wynosił - serio! - jeden. Na grani wygrzewaliśmy się dobre pół godziny, podziwiając widoki. Zjazd z początku niezły, potem śniegi chwilami były zmienne, co wymuszało zmniejszenie prędkości i czujność. Ale i tak swoje poskakałem. Wyszło 850 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek bakcyl przeszedł na mnie na dobre i przez cały dzień dręczył mnie obfity wyciek z nosa. Oli za to chciało rozsadzić łeb. Dużym sukcesem tego dnia było ugotowanie obiadu - ale! - oprócz tego wybraliśmy się wszyscy (w tym pies) na oświetlony (!) miejski tor saneczkowy. Genialna sprawa. Trasa taka akurat, nie za długa, nie za krótka - 1,3 km, ok. 140 Hm. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę trochę się nam poprawiło, ale nie na tyle, żeby planować jakieś wielce ambitne wyrypy. Pojechaliśmy w kierunku kurortu Kühtai (... technicznie w Alpach Sztubajskich) i z parkingu pomiędzy Ochsengarten a samym Kühtai wystartowaliśmy do doliny Wörgetal na szlak biegnący na Wetterkreuzkogel 2587. Krótko mówiąc, tym razem był to zły pomysł. Niestety, nie zawsze się udaje przewidzieć warunki z samych tylko map, kamerek i prognoz pogody. Śnieg od samego początku do samego końca był przewiany, twardy i miejscami przetopiony na beton. Dolina zresztą jest chyba jakimś ulubionym celem grup zorganizowanych, bo mimo środy spotkaliśmy dwie grupy skiturowców z przewodnikiem, po 7-8 osób każda, a do tego jeszcze emerytów na rakietach. W lesie też widać było, że szlak jest mocno używany: wielkie garby z twardego śniegu wyprodukowane przez setki zakręcających w tym samym miejscu narciarzy czyniły i podejście i zjazd bardzo wymagającym. Na domiar złego po południu rozwiało się bardzo nieprzyjemnie. Ja dotarłem na szczyt (ostatnie 20 m z buta), a Ola zakończyła wycieczkę jakieś 70 m poniżej krzyża. Licznik w moim telefonie zatrzymał się na 910 Hm. Zjazd trudny. W międzyczasie jedyna dotychczas zdrowa uczestniczka wyjazdu zwymiotowała. Po obiedzie pozostawiliśmy ją na kwaterze, a pozostałą ekipą (plus pies) wybraliśmy się ponownie na przejazd torem saneczkowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek, kiedy wszyscy z grubsza już wydobrzeli, przyszedł czas na powrót do domu. No i tak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szczelina Piętrowa|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Łukasz Mazurek, Michał Przybycien|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek tygodnia, godzina 17, na dworze 2 stopnie i śnieg z deszczem wręcz wymarzona pogoda by wybrać się do jaskini. Pierwotne plany zakładały jaskinie Zabia, ale nadmiar wody skłonił nas do zmiany planów i padło na Piętrowa Szczeline.&lt;br /&gt;
Wcisnęliśmy sie w chyba każdy zakamarek jaskini, ale Labirynt Króla Minosa będzie wymagał więcej uwagi innym razem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna do Syfonu Dziadka|Jerzy Ganszer (SBB), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To była wspaniała akcja. Z Gronika podejście na nartach dol. Małej Łąki pod Przechód. Narty zostawiamy przy ostatnich drzewkach i uzbrajamy się w raki i czekany oraz zakładamy uprzęże. Po bardzo zalodzonym zboczu podchodzimy do wiszącej tam liny. Pionowy próg pokonujemy z pomocą puanietek. Wyżej raki ledwo wbijają się w zlodzony śnieg. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam zlokalizowanie jaskini pod śniegiem. Jurek za pomocą sondy lawinowej odnajduje pustkę pod śniegiem. Wykopujemy spore zagłębienie i dostajemy się do okazałego igloo, które wykonali inni koledzy. Jaskinia była chwilę zaporęczowana, więc dość sprawnie poruszamy się po linach w dół. Dojście do Syfonu Dziadka na dnie jaskini (-580) zajmuje nam 2.45 h. Powrót do góry zajmuje znacznie więcej czasu (ach, ta starość…). Najwięcej czasu i problemu nastręcza tzw. Rura wyjściowa. Zasypana częściowo śniegiem na sporej długości ogranicza ruchy (taki śnieżno-skalny Magiel). Koniec końców wydostajemy się do igloo i łączny czas akcji zawiera się w  8.45 h. Niespodzianką okazuje się wyjście z przytulnego igloo. Otwór został całkowicie zasypany. Kilka dobrych minut Jurek walczy łopatą z przekopaniem się na zewnątrz. Gdy wydostaliśmy się na dwór tam szalała śnieżna zadymka. Jeszcze musimy „zamknąć” otwór przez wycięcie łopatą bloków śnieżnych i szczelnie okrywamy wejście. W silnych podmuchach wiatru i zacinającym śniegu ostrożnie schodzimy do liny zjazdowej za pomocą której docieramy do nart. Zjazd w ciemnościach, w śnieżycy i jeszcze z ciężkawym plecakiem jest wyzwaniem samym w sobie. Jakoś udaje nam się zjechać do szlaku w dolinie i nim aż do wylotu doliny. Na dole pada deszcz z śniegiem, a przez kilkanaście godzin śnieg w niektórych miejscach został wytopiony więc kilka razy musimy zdjąć na chwilę narty. Zmęczeni docieramy do auta. W tym  samym dniu wracamy jeszcze do domu (o 4 rano wyruszyłem z domu, wróciłem o 3 w nocy - 23h na pełnych obrotach). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FSniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Kopiec|Łukasz Mazurek, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W rejonie Pilska trudno już nam wyłuskać nowe drogi podejścia ale i tym razem jeszcze się udało pokonać taki &amp;quot;szlak&amp;quot;. W niemal ciągle padającym deszczu a u góry prawdziwej wichury osiągamy Kopiec (1391). Podchodzenie na Pilsko w tych warunkach wg nas mijało się z celem. Zjazd nartostradami po mokrym śniegu i zacinającym deszczu (po krótkim pobycie w schronisku na Hali Miziowej) mimo wszystko jest  bardzo fajny. Na marginesie, na trasach zjazdowych byli chyba sami desperaci a było ich nie wielu. Do domu wracamy w prawdziwej ulewie. Deniwelacja - 740 m i 10 km dystansu. Dolne partie gór bez śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik na tik toku (autor Ł. Mazurek): https://vm.tiktok.com/ZGekBtJ3s/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - Magurka (Kolisty Groń)|Iwona i  &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |04 02 2024}}&lt;br /&gt;
Odstawiamy dziecko do szwagierki i cieszymy się pierwszą wspólną od trzech lat wycieczką po górach. Nawet deszcz, wiatr, grząski śnieg i błoto na szlaku było przyjemne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: wędrówki po kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.) |22 01 - 02 02 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Omanu jedziemy na tydzień. W naszych planach był objazd ciekawych choć standardowych miejsc w północnym Omanie w rejonie Muscatu. Mieliśmy zarezerwowane wcześniej auto tylko 2x2 to też nie zamierzaliśmy zapuszczać się gdzieś w offroad. Zwiedzamy znane forty w tym ten w Nizwie i opuszczoną wioskę Birkat al Mous. Udajemy się również na krótki treking do największego kanionu Arabii. Wchodzimy też do dużej turystycznej jaskini Al Hoota w okolicach miasta Al Hamra. Kolejne dni przeznaczamy na znane Wadi-Bani Khalid, As Shab, Tiwi. Dzień przed wylotem spędzamy na wybrzeżu niedaleko starego Musacatu i Qantab. Oporócz tego zwiedzamy Wielki meczet Sułtana Qabossa i muzeum narodowe Omanu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa; Szkolenie Zimowe kursantów |Asia Piskorek, Magda Dacy, Staszek Dacy, Mateusz Balcer, Miłosz Pawlik, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Przybycień&amp;lt;/u&amp;gt; |26 - 28 01 2024}}&lt;br /&gt;
No i doczekaliśmy się. Pierwszy kursowy wyjazd Zimowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety, tym razem bez jaskini. Wyjeżdżamy w Piątek wieczorem, dojazd do Brzezin - bezproblemowy. Tak samo błyskawicznie docieramy do miejsca naszego noclegu - Betlejemki. My kursanci, jesteśmy tam pierwszy raz - szybkie oprowadzanie, planowanie działań na następny dzień i w kimę - prosto na strych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota.''' Prognozy się potwierdziły - mocny wiatr i duży opad śniegu. Po prostu idealne warunki na szkolenie lawinowe. Zaczynamy od wykładu na temat lawinowego ABC i jego użycia. Posiadając nową wiedzę, wychodzimy ją przećwiczyć. Staszek ze stoperem w ręce obserwował nasze działania (czasami bardziej, czasami mniej udane). Gdy my (kursanci) opanowaliśmy dostatecznie praktyczne wykorzystanie nowych umiejętności - zostaliśmy wysłani na przerwę, z informacją o wieczornej akcji. Chwila na ogrzanie się i wychodzimy. Tym razem na zewnątrz było już ciemno, a warunki atmosferyczne się nie zmieniły - dalej wiało i padało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem oprócz standardowego znalezienia i wykopania &amp;quot;Zenka Damiana&amp;quot; (manekina) trenowaliśmy resuscytację krążeniowo-oddechową pod namiotem awaryjnym. Po ogłoszeniu pełnego sukcesu, kończymy sobotnie szkolenie. Ciężki dzień kończymy wizytą w Schronisku Murowaniec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela.''' Pogoda na zewnątrz dużo lepsza, brak opadów, brak porywistego wiatru. Po szybkim śniadaniu i pobraniu sprzętu, wychodzimy okiełznać zimowe poruszanie się w górach. Szybkie szkolenie pod pilnym okiem naszego instruktora - Asi - chodzenia w rakach, następnie nauka hamowania czekanem i ulubiona część instruktorów - zrzucanie kursantów w przepaść (koloryzowane). Na zakończenie - omówiliśmy i przećwiczyliśmy asekurację w terenie śnieżnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz chcielibyśmy podziękować Magdzie i Staszkowi! Bez nich te szkolenie nie było by tak rozbudowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy także instruktorowi - Asi! To był jej instruktorski debiut w Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2Fkurs_zima&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - IX bieg z sercem - WOŚP|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel Bula|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
Bierzemy z Bulim udział w corocznym biegu charytatywnym w ramach finału WOŚP w Chorzowie. Trasa to ok. 7 km pętla wokół Parku Śląskiego z metą w &amp;quot;kotle czarownic&amp;quot;. Buli kończy bieg jako drugi zawodnik z czasem ok. 26 min, ja natomiast przybiegam 6 min później na metę. Średnie tempo poprawiono z porównaniu z zeszłym rokiem. Z 5 km/min na 4min 35s km/min, także jestem zadowolony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Trawers Cyla i Diablaka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Hansel|28 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dojeździe do Zawoji nic nie wskazywało, że nasza trasa skiturowa odbędzie się w tak wspaniałych warunkach śniegowych. Startujemy z parkingu przy wyciągach w Zawoji Czatoży. Od parkingu na nartach szlakiem i bez podchodzimy na przełęcz pod Jałowcowym Garbem (1017). Stąd niemal ciągle do góry na Cyla (Mała Babia Góra - 1517). Pruszył śnieg i była pochmurno a na szczycie Cyla widoczność bardzo ograniczona i dość mocna wiało. Na fokach zjeżdżamy na Przełęcz Brona (1408) i dalej podejście na szczyt Diablaka (Babia Góra - 1724). Nasza radość była ogromna gdy nagle wyszliśmy z opończy mgieł w krainę błękitu, bieli i słońca. Nad oceanem chmur górowały tylko Tatry i nasza Babia. Na krótkim odcinku zakładamy raki a później na wierzchołek już na nartach. Dość sporo osób na szczycie i o dziwo niemal nie było wiatru. Zjazd w stronę Krowiarek najpierw w olśniewającym słońcu a później (gdzieś od 1400 m) znów w mgle. Od Sokolicy zjeżdżamy szlakiem narciarskim po fajnych śniegach. Na Krowiarkach przypinamy foki i płajem wędrujemy do schroniska gdzie robimy krótki odpoczynek. Zjazd szlakiem narciarskim w stronę Markowej. Najpierw po szreni lecz niżej znów po dobrym śniegu. Przed Markową trawersujemy do nieb. szlaku i nim w zapadającym mroku przy czołówkach docieramy na nartach aż do auta. Zrobiliśmy 28 km i 1360 m przewyższenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorc - w górach szaleństwa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2024}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając z Rudy o 5 rano deszcz nie opuszcza mnie, aż do Poręby Wielkiej. Na wyciągu Tobołów ku mojemu zdziwieniu jest śnieg i jest go dużo a stok jest pusty. Rozpoczynam podejście w kierunku zielonego szlaku. Padający deszcz zamienił się na obfite opady śniegu a dodatkowo porywisty wiatr daje się we znaki. W takiej pogodzie i masach świeżego śniegu idę do schroniska na Turbaczu. Tu kończy się śmieszkowanie a dobry humor powoli znika. Idąc przez Halę Długą, której nazwa jest w stu procentach trafiona przemykam od tyczki do tyczki. Tutaj już nie ma żadnych śladów. Zmieniam szlak z czerwonego na zielony. Przechodzę przez kolejną polanę ale już bez tyczek. Jest coraz słabsza widoczność. Kieruję się wyłącznie wskazaniami GPS’u. Dalsza cześć trasy to wiatrołomy, zaspy, łamiące się drzewa i szalejąca zamieć śnieżna. W tych warunkach gubię się kilka razy. Udaje mi się po kilku godzinach wejść na wieżę widokową na Gorcu. Wracając na Turbacz miałem nadzieję że będę miał założony ślad i będzie łatwiej. Nic z tego wszystko zawiane świeżym śniegiem. Walcząc z wiatrem i sypiącym śniegiem toruje całą trasę od nowa. Mimo zapadającego zmroku i zamarzniętych gogli nie ściągam ich. Światło czołówki zamiast pomagać rozmazuje się na płatkach wirującego śniegu. Przed Jaworzyną Kamiennicką przechodzę małą polane (bez tyczek) ale teraz nie idę środkiem. Nie wchodzę w białą kipiel tylko trzymam się granicy lasu. Udaje mi się odnaleźć dalszą część szlaku. Droga mija mi na rozkminianiu jak pokonać Halę Długą. Tu już sztuczka z lasem się nie uda. Na pół godziny przed Halą spotykam pierwszego turystę idącego od schroniska też na skiturach. Zatrzymując się na granicy lasu próbuję odnaleźć tyczki. Nic z tego, widoczność jest tak słaba, że tylko przypadkiem wpadam na jedną z nich. Taktyka miała być prosta od tyczki do tyczki tyle teorii. Zadymka plus ciemności niweczą taktykę z tyczkami. Mijając jedną,  nie widzę następnej, a ta z tyłu znika z oczu. W dodatku tyczki nie są w jednej linii. Miotany wiatrem, wychłodzony ze skorupą lodu na ubraniu próbuję już tylko wyrwać się z tej lodowej pułapki. Do tego z powodu ciągłego torowanie zbliża się bomba (taka rowerowa). Hala dosłownie wypluwa mnie mniej więcej w kierunku schroniska. Teraz tylko końcowe 8 km. To się tak romantycznie nazywa „zakładanie śladu” po prostu kulam się do samochodu.  Na sam koniec niespodzianka. Wyciąg jest od połowy oświetlony co ułatwia mi zjazd.  Co poszło nie tak? Dystans umówmy się nie był wyzwaniem. Przewyższenie wiadomo że to nie płaskopolska ale akceptowalne – takie typowo beskidzkie. Trasa pod względem trudności technicznych też spoko. Sprzęt pomimo wieku sprawdził się. Prognoza pogody też się sprawdziła. Dyspozycja dnia też była. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni batonik. Skitury romantyczne wszyscy znają, i tu mi się zdaje że mamy do czynienia z nowym nurtem tzw. skiturami niedorzecznymi. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć osobom postronnym, a mimo wszystko sprawiają radość i satysfakcję. Po pierwsze primo i secundo tu pogoda rozdawała karty. Byłem na to przygotowany. Wiedziałem, że może być śnieg, lód, wiatr,  daleko do domu ale że aż tak jak było, to ja się nie spodziewałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„No Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Ale za to niedziela&lt;br /&gt;
Niedziela będzie dla nas”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie: 1300m podejścia i 37 km na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: &amp;quot;Zgrupowanie szkoleniowo-kondycyjne&amp;quot;, czyli jaskinia i narty w Salzburgu|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Małgorzata Czeczott (UKA), Magdalena Sitarz (ST), Joanna Zdżalik (AKG)|19 - 21 01 2024}} &lt;br /&gt;
Trzydniowy obóz rozpoczęliśmy w piątek rozgrzewką. Na ten dzień kierownictwo zaplanowało ok. 600 m przewyższenia. Z powodu złej pogody ćwiczenia odbywaliśmy w jaskini przy drodze. Przy okazji kadrowiczka z najmniejszym doświadczeniem jaskiniowym zdobyła nieco wprawy w czołganiu, w szczególności w czołganiu w błocie, a także w korzystaniu z przyrządów jaskiniowych. Dosyć znana salzburska grota okazała się bardzo praktycznym obiektem treningowym. Jak zapewniali kadrowiczkę instruktorzy, jaskinia ta jest przecież w końcu praktycznie obszerna, praktycznie czysta, praktycznie idzie się w niej tylko do góry, praktycznie nie używa się sprzętu, i praktycznie, mimo wszechobecnej wody, człowiek się nie moczy. Kadrowiczka zdawała się nie podzielać tego entuzjazmu. Jej rzucaniu się na kolana lub przystawianiu się do wspinaczki w błocie często towarzyszyło zrezygnowane westchnięcie: &amp;quot;o Boże...&amp;quot;. Wspominała też coś o suchych, czystych i obszernych jaskiniach alpejskich, ale kto jej czegoś takiego naopowiadał, tego już nam nie powiedziała. Koniec końców powtórzyliśmy &amp;quot;klasyczną wycieczkę&amp;quot; nad studnię King Kong, którą m.in. odbyliśmy razem z Markiem siedem lat temu. Tym razem jednak - wraz z różnymi elementami kursowymi, takimi jak nauka wpinania rolki zjazdowej w linę - cała akcja zajęła nam ponad dziewięć i pół godziny. Kursantce-kadrowiczce to przejście zostało zaliczone jako trzy jaskinie zimowe jednocześnie. Po wyjściu z dziury sprawnie przemieściliśmy się do willi na stoku w miejscowości Piesendorf u stóp Wysokich Taurów. W późnych godzinach wieczornych miały jeszcze miejsce warsztaty dietetyczne prowadzone przez kwalifikowanego instruktora PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zoptymalizować logistykę, dalsze zajęcia odbywały się na stokach pobliskich pagórków. W sobotę, w mroźną, ale bardzo słoneczną i niemal bezwietrzną pogodę instruktorzy demonstrowali prawidłowe tempo treningowe. W ramach tych ćwiczeń wyszliśmy na przełączkę (ok. 2550) pod szczytem Grüneckkogel. Mówiąc ściślej, nie wszyscy wyszliśmy, bo jedna z kadrowiczek samowolnie pozostała na wysokości ok. 2400. To była kropla, która przelała czarę goryczy i uruchomiła srogość instruktorów. Posypały się kary dyscyplinujące. Nadzorujący przebieg obozu prezes PZA spojrzał na objawy hipotermii kadrowiczki z politowaniem, a potem udzielił jej ustnej reprymendy i zalecił codzienne podbiegi na Nosal, jak również plan dietetyczny. Innej z kadrowiczek, mimo tego, że ukończyła cały program przewidziany na sobotę, pani instruktor i tak zaordynowała tysiąc kilometrów po trasach zjazdowych. Te wybuchy gniewu były jednak chyba trochę nieuzasadnione, ponieważ wobec pokonania 1780 m przewyższenia, dzień bardzo trudno było uznać za niezadowalający. Szczególnie, że przez jakieś z lekksza siedemset metrów przewyższenia zjazd z rzeczonej przełączki przebiegał w puchu o głębokości do kolan. Był to przy tym puch przeważająco nierozjeżdżony, ponieważ w tę słoneczną sobotę spotkaliśmy w sumie jakieś piętnaście osób, a w tej liczbie ani jednego obywatela republiki czeskiej. Dalej był wprawdzie nieco nieprzyjemny fragment zabetonowanych kolein przykrytych warstwą puchu oraz las, w którym trzeba było momentami walczyć o życie. Zrekompensowaliśmy sobie te niedogodności następującym po nich szaleńczym zjazdem drogą &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; przez jakiś bliżej niezidentyfikowany pojazd gąsienicowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu kontynuowaliśmy wątek warsztatów dietetycznych. Tym razem kadrowiczki gotowały same i trzeba przyznać, że wyszło im to świetnie. Warto w tym miejscu dodać, że na potrzeby tego wyjazdu zostaliśmy zaopatrzeni przez PZA w specjalne woreczki ryżu o powiększonej gramaturze 150 g, których nie sposób było przejeść. By zbilansować liczbę kalorii - tych wydatkowanych oraz tych przyjętych w pożywieniu - byliśmy zmuszeni spożyć oscypka z żurawiną, następnie curry z ryżem, a także Germknödle z mrożonki i owoce. W utrzymaniu odpowiedniego poziomu nawodnienia pomogły nam napoje regionalne. Suplementacja na tym wyjeździe została ograniczona do niezbędnego minimum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, już nie tak słoneczną i mroźną, ale i tak słoneczną i mroźną, trasa wycieczki została wybrana przez kierownika ponownie w sposób genialny. Mieliśmy dużą dolinę niemal tylko dla siebie; w ciągu całego dnia minęliśmy się w terenie w sumie z dwiema osobami. Dotarliśmy z Markiem i Aśką na szczyt Glanzgschirr (2653). Może i było po drodze jakieś zagrożenie lawinowe, ale dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu ratowniczemu naszego obozu, w ogóle nie musieliśmy się takimi drobiazgami przejmować. Przez pierwsze 1100 m przewyższenia zjazd przebiegał znów w puchu, choć już na ogół mniej głębokim, niż poprzedniego dnia. Potem nie było żadnych niedogodności, a jedynie szaleńczy zjazd znów tę samą, &amp;quot;wyratrakowaną&amp;quot; drogą. Program treningowy na ten dzień został zrealizowany z naddatkiem, poprzez przekroczenie wartości 1800 Hm. Ja chyba zrobiłem jakis życiowy rekord, bo na szczyt wdrapałem się w 4h 10m, z jedną przerwą po drodze i jednym szybkim postojem na uzupełnienie płynów. Do samochodu pakujemy się jakoś za piętnaście czwarta i przez śródferyjne korki metodycznie przebijamy się z powrotem do kraju. Podsumowując krótko: mieliśmy tym razem fantastyczną pogodę oraz warunki śniegowe i wykorzystaliśmy to do cna!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CYPR: wędrówki po wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka (os. tow.)|14 - 21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Lądujemy na lotnisku w Larnace. Tego samego dnia zwiedzamy krótko ścisłe centrum miasta Ayia Napa w pd.-wsch. Cyprze gdzie zostajemy na 2 noce. Nazajutrz wynajmujemy rowery (miejskie bo innych nie mieli) i robimy fajną wycieczkę ok. 30 km wzdłuż wybrzeża i wokół przylądka Greco. Następnego dnia wcześnie jedziemy ponownie busem do Nikozji gdzie odbywamy parogodzinny spacer wzdłuż strefy buforowej podzielonej stolicy. Oprowadza nas tam przewodniczka Eleni urodzona na Cyprze ale z polskimi korzeniami. Nocujemy w Nikozji ale po stronie tureckiej już w Cyprze północnym. Następnego dnia rano wynajmujemy samochód w północnej Nikozji (niestety nie można łatwo przekraczać granicy autem wynajętym w Cyprze południowym ponieważ firmy nie chcą brać odpowiedzialności i jest problem z ubezpieczeniem). Na Cyprze północnym odwiedzamy od niedawna udostępnioną część miasta Famagusta-Waroshia. Widoki tam trochę przypominają Czarnobyl. Z Famagusty kierujemy się na pn.-wsch. w kierunku Dipkarapaz z zamiarem dotarcia do Zefer Bunu. Niestety tego dnia do 16-tej musimy oddać auto w Nikozji, przedostać się przez granice i złapać busa do Pafos. Docieramy daleko za Dipkarazapaz do monastyru na wybrzeżu i wracamy wzdłuż północnego Wybrzeża wyspy skąd odbijamy do Nikozji. Zgodnie z planem docieramy wieczorem do Pafos. Nazajutrz jedziemy w góry Troodos gdzie robimy krótki treking wokół najwyższego szczytu Cypru - Olimpu. Na sam szczyt nie można wejść bo jest tam baza wojskowa. Zwiedzamy też okoliczne wioski i wracamy do Pafos. Ostatni pełny dzień schodzi nam na przejście całego kanionu Avakas (na szczęście poziom wody był niski) i okolice miasta Polis na północnym wybrzeżu. Na krótko przed wylotem udaje nam się zwiedzić park archeologiczny w Pafos. Powrót do Polski z lotniska w Pafos.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - Turbacz |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Hansel, Edyta (KW W-wa) |21 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start na skiturach z Koninek szlakiem przez Suchy Groń i Czoło Turbacza na Turbacz (1310). Na większości podejścia śniegu tylko tyle aby iść na nartach. Sporo kamieni. U góry warunki świetne. W schronisku i obok mnóstwo ludzi i nie wiele mniej psów. Pogoda cud, sąsiednie Tatry w &amp;quot;zasięgu ręki&amp;quot;. Z wierzchołka zjazd po fajnym śniegu. Pędząc w dół udało nam się zjechać z zaplanowanej trasy w stronę Solniska. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Korygujemy trasę przez las i polanę Kocurka. Zjazd tym terenem jest boski. Później profil trasy jest lekko w dół lub ciut w górę co bez fok nie jest zbyt komfortowe zwłaszcza dla dziewczyn, na których twarzach rysowała się lekka dezaprobata. Od Obidowca (1106) opuszczamy główny grzbiet i bardzo fajnym zjazdem, miejscami bardziej wymagającym obniżamy się do Tobołowa (tu z 3 krótkie, łagodne podejścia, większość &amp;quot;z łyżwy&amp;quot;). W przeciwieństwie do szlaku podejścia tu śnieg był dobry i ciągły. Spod Tobołowa (994) całkiem przyzwoitą i nawet stroma nartostradą błyskawicznie zjeżdżamy na parking aż do auta na nartach. Całość ok. 17 km i 720 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Turbacz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; |20 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Glinne gdzie na parkingu zostawiam auto. Granicznym szlakiem niebieskim na Pilsko. Na dole śniegu nie wystarczająco do zjazdu więc przy podejściu rozkminiam jak tu zjechać w stylu dowolnym. Na szczęście z każdym metrem przewyższenia warunki poprawiały się. Kopuła szczytowa to już prawdziwa zima i warunki całkiem niezłe. Zjeżdżam w stronę Byka do wysokości 950 m – potem pojawia się zbyt dużo kamieni. Przepinka &lt;br /&gt;
i powrót na szczyt następnie zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku do auta. Dolny odcinek czujnie. Po zeszłotygodniowych przebiegach Michała przemilczę dystans a przewyższenia wyszło 1300 m.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrkowski klasyk|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska-Golicz (WKTJ)|14 01 2024}} &lt;br /&gt;
Wycieczka dyżurna na trudne warunki - bo bezpieczna. Z Soliska podchodzimy na fokach zamkniętą Golgotą i dalej wzdłuż wyciągu. Potem pod Malinowem wbijamy się w opadający trawers zbocza i leśnymi drogami obchodzimy całą dolinę Potoku Malinów, docierając do grzbietu w połowie drogi między Malinowską Skałą a Kopą Skrzyczeńską. Dalej na Małe Skrzyczne i zjazd trasami ośrodka narciarskiego. W górnych partiach Beskidów sroga i groźna zima. Mgła, mróz, zawieje, te rzeczy. Gdzieniegdzie były jakieś ślady nart, ale niemałą część drogi przez las torowaliśmy w dziewiczym puchu. Na grzbiecie było już trochę ludzi, a w ośrodku narciarskim to już w ogóle tłumy. Myśleliśmy, że wyjazd o siódmej pozwoli nam uniknąć korków w Szczyrku, ale gdzie tam! W sumie 650 m podejścia i 10.7 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - Dedovka |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt; |14 01 2024}}&lt;br /&gt;
Po karnawałowych szaleństwach krótka przebieżka skiturowa na Dedovkę (975) w rejonie Wielkiej Raczy. Podejście znacznie dłuższym szlakiem na wierch, zjazd nartostradą do parkingu po nawet fajnym śniegu. Po za nartostradą leży śnieg lecz niżej jest go niezbyt dużo więc właśnie nartostrada był dobrym wyborem. Pogoda średnia. Mgła i lekki minus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka skiturowa|&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Start siódma rano z przełęczy Glinka. Od razu na nartach. Granicą Państwa idę w kierunku południowym na Javorina i Oszusta. Mijam totalne pustkowia, cisza jest niesamowita. Pierwszego turystę spotykam dopiero na Wielkiej Rycerzowej. W sumie na całej trasie było ich ośmiu. Idąc dalej szlakiem granicznym, który jest genialnie oznakowany słupki betonowe są co kilkadziesiąt metrów (można chodzić bez mapy) wchodzę na Banię, Bugaj oraz Orło. Warun jest idealny. Świeży suchy śnieg na solidnym podkładzie i prawie zerowa wilgotność powietrza. Przed Wielką Raczą doganiam dwóch skiturowców, tylko tylu spotykam na całej trasie. Z Raczy udaje się do Zwardonia gdzie o 19:30 kończę turę na kasie w Lewiatanie. Wyjazd udany, pogoda i śnieg znakomity. Całość 2150m podejścia i 44 km na nartach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |13 01 2024}}&lt;br /&gt;
Wracam do marszobiegów na Leskowiec przy okazji wizyt u rodziców Iwony. Tym razem udało się w pięknej zimowej scenerii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Suchy Wierch Kondracki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2024}} &lt;br /&gt;
Tak zwany &amp;quot;powder day&amp;quot;. Na grani mocno wiało, ale to nic. Pierwsze 50 m zjazdu po twardym, a potem aż do schroniska w warstwie ok. 25 do 30 cm świeżego śniegu. Nawet sporo ludzi. Zrobiłem uczciwe 1000 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Skitura na Kasprowy |Asia Piskorek, Staszek Dacy |10 - 11 01 2024}}&lt;br /&gt;
Gościnnie spędzam kilka dni w okolicy Hali Gąsienicowej i Zakopanego. W wolnej chwili wybieramy się ze Staszkiem na szybki skiturowy wypad na Kasprowy Wierch, start z Betlejemki. Idziemy wzdłuż nartostrady na Kasprową Przełęcz, gdzie postanawiamy zakończyć turę. Choć środek tygodnia, to na szczycie tłumy, a ja pierwszy raz w sezonie na nartach więc palę się do zjazdu. Następnego dnia, zjeżdżam do Brzezin, gdzie zostawiłam samochód. Śnieg do samego dołu, aczkolwiek na krótkim odcinku trzeba uważać na wystające na szlaku kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FKasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W dolinie Bierawki |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2024}}&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ostatniego wypadu rowerowego w błocie i wodzie teraz funduję sobie (a właściwie warunki)  mróz i śnieg, choć dzień słoneczny. Rzeka Bierawka to prawy dopływ Odry. Tu gdzie jechałem (okolice Nieborowic) stanowi północną granicę Parku Krajobrazowego - Lasy Cystereskie. Było wprawdzie tylko -13 st ale i to wystarczyło by błyskawicznie siadała elektronika (nawigacja na telefonie) oraz przestały mi działać przerzutki. W lesie teren właściwie nie przetarty więc brnę w kilkucentymetrowej warstwie śniegu co znacząco spowalnia tempo. Po drodze mijam miejsce - &amp;quot;Ruskie mostki&amp;quot;, skąd w 1968 r. siły zbrojne Ukł. Warszawskiego ruszyły na interwencję do Czechosłowacji. Trasa ciekawa choć ze względu na warunki i tak ją jeszcze skróciłem (na 22 km). Po za tym traciłem czucie w palcach rąk i nóg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2024/Bierawka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Żar |Emil i Daniel|07 01 2024}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce lub tu: https://www.facebook.com/profile.php?id=100064782635640&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Hala Gąsienicowa |Asia Piskorek, Łukasz Piskorek |30 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
Spędzamy Sylwestra i Nowy rok na Hali Gąsienicowej. Wyjazd bardziej towarzyski niż turystyczny, ale udaje się trochę pospacerować w okolicy i poczuć zimowy klimat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaGasienicowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Hala Skrzyczeńska|Teresa, Paweł, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.), Bianka (os. tow.). Odwiedziny w chatce na Czyrnej naszych klubowych przyjaciół m. in. Adam , Tomek, Artur, Ania Szmatłoch, Agnieszka. Z Basią i Takiem minęliśmy się. W Szczyrku odwiedziliśmy Krzyśka Hilusa (b. czł. klubu) |31 12 2023 - 01 01 2024}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocna przechadzka pieszo - skiturowa (skitury mieli Damian i Teresa). Żółtym szlakiem (jeszcze tu wcześniej nie podchodziliśmy) najpierw lasem bez śniegu a potem nartostradą na Halę Skrzyczeńską. W lesie znajdujemy fajne osłonięte miejsce i robimy ognisko witając Nowy Rok. Wiatr huczał w koronach drzew a z dołu dochodziły odgłosy charakterystyczne dla tej nocy. Później ja z Esą zjeżdżamy na nartach do parkingu po całkiem niezłym śniegu a pozostała czwórka schodzi z buta zaglądając do chatki naszych przyjaciół. Jeszcze przed wyjazdem z Szczyrku zaglądamy do domu Krzyśka gdzie godzinkę przegadaliśmy w miłej atmosferze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2024%2FHalaSkrzycz&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2020&amp;diff=9351</id>
		<title>Wyjazdy 2020</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2020&amp;diff=9351"/>
		<updated>2020-08-16T20:19:47Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__ &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - pętla przez dolinki krakowskie|Esa i  &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, oraz inne os. tow.|16 08 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy piękną pętlę rowerową przez dolinki krakowskie poczynając z Krzeszowic. Przepiękny odcinek od wąwozu Zbrza przez dol. Racławiki a następnie ciekawym wąwozem Stradlina do dol. Szklarki i dalej wierzchowinami do Radwanowic. Wracamy przez Bukową Górę do punktu wyjścia. W trakcie wyjazdu kilka awarii sprzętu lecz wszystko się dobrze skończyło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FJura-rowery&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie|Wojtek, Zosia, Staś, Hania i &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|03-14 08 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wakacje w tym roku spędziliśmy na dobrze nam znanej kwaterze w Tatrach, do której niemal co roku (lub kilka razy w roku) wracamy z dużym sentymentem.  Udało nam się odbyć kilka wycieczek „rozruchowych”, jedną zasadniczą i jedną „relaksacyjną”. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dziećmi w pełnym składzie (czyli z wycieczek rozruchowych) odwiedziliśmy Dolinę Lejową z przejściem Ścieżką nad Reglami do Dol. Chochołowskiej oraz z Kir na Przysłop Miętusi przez Staników Żleb i powrót do Dol. Kościeliskiej. Próbowaliśmy również któregoś popołudnia odwiedzić Wąwóz Kraków, jednak kawałek za Polaną Cudakową (do której szliśmy bagatela 40 min) stwierdziliśmy, że jesteśmy na tyle wyrąbani, że po zjedzeniu zapasów zarządziliśmy odwrót. Logistyka wyjścia z niespełna dwulatkiem rządzi się swoimi prawami :) Poziom grzeczności i słodkości nie mają tu niestety nic do rzeczy. Wąwóz Kraków z przejściem przez Smoczą Jamę  nadrobiłam ze „starszakami” dnia następnego. Wcześniej chcieli odwiedzić jeszcze Raptawicką i Obłazkową - jak w zeszłym roku z tatą, ale wybór w końcu padł na „coś nowego” i nie żałowali. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zasadniczą wycieczką była pierwsza rodzinna wycieczka ponadreglowa. Hania została pod najlepszą opieką, a my w 4 ruszyliśmy Dol. Małej Łąki na Kondracką Przełęcz. Starszeństwo było zachwycone łażeniem po głazach i drobnymi wspinaczkami i choć podejście nawet dla mnie po dłuższej przerwie było wyczerpujące – nie zająknęli się ani razu. Po osiągnięciu przełęczy i drugim śniadaniu szybko zmyliśmy się w kierunku Wyżniej Kondrackiej Przełęczy, skąd zeszliśmy czerwonym szlakiem przez Siodło i Grzybowiec, ponownie do Dol. Małej Łąki. Z całej wycieczki i sześcio- i ośmioletnim nogom  najbardziej podobało się łażenie po skałach i drobne wspinaczki/trudności do pokonania. Tylko te dolinne łażenie – dość uciążliwe, szczególnie dla nóg najkrótszych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z ciekawostek przyrodniczych – w dol. Lejowej spotkaliśmy żmiję zygzakowatą (ach i pozostałość po kałuży z martwymi kijankami), przy zejściu z Wyżniej Kondrackiej Przełęczy widzieliśmy sporo szarotek, goździka postrzępionego, goździka pysznego, dzwonka wąskolistnego i tojad. Kilka razy spotkaliśmy żerdziankę krawca (takie bydle z długimi czułkami). Prawdziwym hitem okazał się dzięcioł trójpalczasty na Przełęczy Iwaniackiej i…. mały niedźwiedź u zbiegu dolin Iwaniackiej i Starorobociańskiej. Tutaj mieliśmy dość konkretny stres, niedźwiedź był dość blisko (ok. 100 m od nas – choć odszedł w przeciwnym do naszego kierunku), a my z Wojtkiem dopiero zaczynaliśmy wycieczkę. Szlak mało uczęszczany (do tego momentu widziałam same plusy tego rodzaju rozwiązania) i w dodatku spora część prowadziła wysokimi zaroślami po stronie stoków Kominiarskigo. Nic tylko czekać, aż wychynie jakaś większa GŁOWA. Z duszą na ramieniu i szybką kalkulacją życiowo-ekonomiczną w głowie (lepiej niech zje mnie) ruszyliśmy w górę. Także to była ta wycieczka relaksacyjna. Z lekkim stresem i wiatrem we włosach, gdy znaleźliśmy się już na grani Ornaku. Wtedy już jedynym zmartwieniem pozostał czas jaki mamy na posiedzenie sobie na wysokościach.  Nie było jednak go zbyt wiele. Z Siwej Przełęczy zeszliśmy prosto do Dol. Starorobociańskiej, gdzie nieustannie szukaliśmy rodziny niedźwiadka z rana ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małżonek przemierzył jeszcze parę fragmentów grani w Tatrach Zachodnich, a ja szukałam patyków i czasem podawałam kamienie do rzucania w wodę. Zdjęcia wkrótce&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy Nadmorskie - wyjazd kanioningowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|01 - 14 08 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie wyjazdu zrobiliśmy 12 kanionów o łatwo – średnich trudnościach. Cały czas piękna pogoda, noclegi pod gołym niebem. Przemieszczanie z doliny do doliny setkami wąskich  serpentyn. Oprócz tego wspaniałe pejzaże francuskiej prowincji. Bardzo fajna przygoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu szerszy opis: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francja_2020&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FFrancja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wyprawa Hoher Goll 2020|Z RKG Nocek: Magda Sarapata, Mateusz Golicz, Stanisław Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Z KKS-u: Miłoasz Dryjański, Jacek Szczygieł, Dariusz Mazur, Tomasz Chojnacki, z WKTJ:  Ola Skowrońska, Sonia Dudziak, Paulina Piechowiak, Witold Hoffmann, Kacper , z SKTJ: Marta Katafiasz, z JKJ: Paweł Jeziorny|01 - 22 08 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku dźwięk nadlatującego helikoptera dawał znać, że wyprawa się rozpoczeła. Po porannych przygotowaniach szpej, jedzenie i rzeczy osobiste były przygotowane do lotu. Ze względu na większą liczbę osób oraz na fakt, że śmieci trzeba było przygotować, helikopter musiał zrobić jedną dodatkową rundę. &lt;br /&gt;
Co było dobrego w tym roku, w porównaniu z poprzednimi moimi wyprawami, to  &amp;quot;świeża krew&amp;quot; z Poznania, która znacznie wzmocniła potencjał wyprawy. Każdy z nowych towarzyszy był zaznajomiony z trudami wypraw, gdyż swoje doświadczenia zbierali na innych wyprawach i to nie tylko polskich, więc w większości byli bardziej doświadczeni niż ja sam. &lt;br /&gt;
Od początku wyprawy był nacisk, aby wykorzystać ten potencjał ludzki, gdyż większość osób była na jeden, góra dwa tygodnie (ja byłem na 10 dni). Już w dniu przylotu, pierwsza ekipa otworzyła biwak w Cichych gangach, a my kolejnego dnia po przylocie rozłożyliśmy nowy biwak w Puchowych gangach, choć ze względu na ilość błota, pieszczotliwie nazywane były Kałowymi ;) Każdy powrót z jaskini dodawał kolejne skartowane metry. W pierwszym tygodniu wyprawy udało się skartować ok. 500 m nowych ciągów jaskini, co było dobrym wynikiem, gdyż średnia ilość skartowanych ciągów na poprzednich wyprawach wahała się pomiędzy 600-800 m, także bardzo fajnie jak na pierwszy tydzień. &lt;br /&gt;
Ja osobiście bardzo dobrze wspominam tegoroczną wyprawę (choć brak było mi Iwony). Jak na moje możliwości, w miarę dużo zdziałałem (choć teraz jak siędzę przed klawiaturą to czuję niedosyt), poznałem nowych fajnych ludzi od których dużo się nauczyłem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ Świdrem z Woli Karczewskiej do Wisły i Wisłą do Rezerwatu Wyspy Zawadowskie|Tadek i &amp;lt;u&amp;gt;Basia&amp;lt;/u&amp;gt; Szmatłoch, Adam i Ania Szmatłoch z Pawełkiem i Wojtusiem, Agnieszka i Piotrek Witkowscy z Ignasiem, Artur Szmatłoch z Julią, Marek, Wojtek, Hania, Staś|30 07 2020}}&lt;br /&gt;
Było bardzo ciekawie, choć czasami męcząco ze względu na niski stan wody jak widać na załączonych zdjęciach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy wpływaliśmy na wody Wisły trochę ogarnął niektórych uczestników strach przed tak wielką rzeką, jaką jest Wisła. Ale nawet gdy wiatr nam wiał w oczy, myśmy z determinacją i resztkami sił, po 7,5 h wiosłowania, dotarli do celu. Znaczy na Wyspy Zawadowskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tam przyjechały samochody, które odwiozły nas do stanicy kajakowej w Otwocku, gdzie mieliśmy samochody.&lt;br /&gt;
Po powrocie na miejsce biwaku w Wildze, pojechaliśmy na zasłużoną pizzę do leśnej knajpki &amp;quot;Pod Aniołami&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FSplywSwidrem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury - ferraty i nie tylko|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 2 os.tow.|19 - 26 07 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem wyjazdu bylo kilka ferrat w rejonie masywu Dachstein a potem przejazd w Wysokie Taury i wejście normalną drogą na Grossglockner. Pierwszego dnia dojeżdżamy do miejscowości Ramsau am Dachstein i śpimy na pobliskim campingu. W przeciwieństwie do podawanych prognoz pogoda nawet dobra.  Udajemy się do schroniska Sudwandhutte, które było tu naszą bazą. na kolejne dwie noce. Tego dnia idziemy przez przełęcz Huhnerscharte na pobliski szczyt Dachstein ( pod drodze dwie łatwe Ferraty z tego na szczyt wyprowadza ferrata Schulter - 3-cia cześć tzw. superferraty).&lt;br /&gt;
Nazajutrz idziemy na sąsiedni Koperkarstein gdzie dochodzimy przez tę samą przełęcz ale inną trudną ferratą (Skywalk) i na dół schodzimy inną doliną. Wieczorem burza a następnego dnia pogoda się załamuje my jednak i tak planowaliśmy przenieść się pod Grossglocknera (3798). Ten dzień poświęcamy na dodatkowe zakupy i przejazd pod Lucknerhaus. Stamtąd idziemy do Studlhutte gdzie śpimy jedną noc. Pogoda tego dnia nie rozpieszcza. Co chwile pada deszcz. Następnego dnia dochodzimy do schroniska Eherzog. Próbujemy tego dnia dojść na szczyt lecz przed podejściem na grań zaczyna wiać, padać śnieg i załamuje się widoczność. Taka pogoda w sumie utrzymuje się przez dwa kolejne dni. Z powodu luźnego śniegu i wiatru wracamy do schroniska. Ostatniego dnia udaje się wyjść na szczyt w kiepskich warunkach i schodzimy z powrotem do auta. Wieczorem wyjeżdżamy z gór pod Salzburg gdzie śpimy po drodze a nazajutrz wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Romanka-Rysianka-Hala Miziowa|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt; + 2 os.tow.|26 07 2020}}&lt;br /&gt;
Zaliczyliśmy piękną pętlę: Sopotnia Wlk.-Romanka-Rysianka-Hala Miziowa-Sopotnia Wlk. W górach, o dziwo, nie było znacznych tłumów, pogoda dopisała, w związku z czym humory też.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sudety - Rudawy Janowickie|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotrek Strzelecki|16 - 19 07 2020}}&lt;br /&gt;
W ostatni weekend wzięliśmy udział w szkoleniu wspinaczkowym organizowanym przez KTJ PZA. Były one dedykowane zarówno dla grotołazów jak i dla instruktorów taternictwa jaskiniowego, w celu unifikacji. Zajęcia odbywały się w Rudawach Janowickich, a ich tematem była wspinaczka na własnej asekuracji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy się w czwartek wieczorem na Taborze Pod Krzywą. Dla planujących odwiedziny w tym miejscu podpowiadamy, że żeby dostać się na kemping nie należy kierować się wskazaniami GPS'u lecz wejść na stronę Taboru i kierować się na pole wg. wskazówek tam podanych!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia zaczęliśmy w piątek rano od przeglądu sprzętu osobistego oraz zespołowego. Podzieleni zostaliśmy również na mniejsze grupy oraz zespoły wspinaczkowe, w których mieliśmy ćwiczyć przez najbliższe dni. &lt;br /&gt;
Następnie przeszliśmy do części teoretycznej w której omówione zostały takie tematy jak budowanie stanowisk, osadzanie punktów, wspinanie wielowyciągowe czy autoratownictwo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym popołudniem wybraliśmy się na skały w rejonie zamku Bolczów, na Strażnicę, gdzie ćwiczyliśmy omawiane zagadnienia. Nowością dla mnie była wspinaczka w zespole trzyosobowym oraz na linie połówkowej. Wraz z dziewczynami z którymi byłam w grupie, udało nam się pokonać dwie drogi (trudność III i IV). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia przenieśliśmy się na skały Grupy Fajki- Skałę Fajkę. Tutaj ćwiczymy budowanie stanowisk pośrednich i zmianę prowadzącego w zespole na drogach o wycenach III, IV+ i V+.  Naszym największym utrapieniem był permanentny bałagan na stanowisku, którego nie umiałyśmy opanować mimo wszelkich starań oraz uporczywie blokujący się w klinie skalnym, podczas ściągania liny, węzeł. Na koniec do zdobytych umiejętności dokładamy zjazd ,,z przesiadką” na stanowisku wiszącym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia z rana odbywa się kolejna część pokazowo-teoretyczna, w trakcie której jeszcze raz omawiane są niektóre wcześniej już poruszone tematy, budowa stanowisk z liny oraz poznajemy trochę przydatnych trików. Po wykładzie pakujemy się i składamy namioty, po czym jedziemy ponownie w rejon Zamku Bolczów na Głaziska Janowieckie i pokonujemy naszą ostatnią drogę IV+, na której mieliśmy ćwiczyć budowanie stanowiska z liny, niestety wybrane miejsce na stanowisko pośrednie wcale nie jest sympatyczną półką na jaką wyglądało z ziemi, a osadzane punkty nie siedzą zbyt dobrze, w związku z czym powróciłyśmy do wcześniej ćwiczonego stanowiska z taśmy oraz wspomagamy się punktem stałym należącym do pokonywanej przez nas drogi. Krążąca niedaleko burza, wprowadziła nas w klimat ,,poważnej” górskiej wspinaczki i dodatkowo dopingowane przez instruktora,staramy się jak najszybciej pokonać dalszą część drogi. Na szczęście burza ani deszcz wcale nie nadchodzą, dzięki czemu mogliśmy w spokoju spotkać się z pozostałymi zespołami na mowę końcową oraz podział przywiezionego sprzętu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FRudawyJanowickie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - dolina Wrzosy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 07 2020}}&lt;br /&gt;
Nieopodal Brodły znajduje się ciekawa dolina Wrzosy. Cztery wysokie masywy skalne oraz nie wielka jaskinia na Wrzosach. Skały obite, drogi trudne. Było po deszczu i parno jak w Amazonii. Wchodzimy do niewielkiej pieczary i oglądamy skały. Szybko jednak musimy uciekać gdyż nawała komarów była nie do zdzierżenia. Potem jeszcze udajemy się do rezerwatu przyrody potoku Rudno. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2020/Wrzosy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Mędralowa|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 07 2020}}&lt;br /&gt;
Z Koszarawy na przełaj podejście na Mędralową (1168). Stąd ciekawym szlakiem na przeł. Klekociny i zejście do auta. W górach króluje soczysta zieleń wspaniale kontrastująca z głębokim błękitem nieba z delikatnymi cumulusami. W dodatku lekki przyjemny wietrzyk. Spotkaliśmy tu zaledwie kilka osób. Wyjście kondycyjne lecz z dużą dozą wrażeń natury estetycznej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2020/Medralowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspin|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; oraz kolega |04 07 2020}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy okolice Łabajowej, a dokładniej Mur Skwirczyńskiego. Koledze padło kilka dróg (IV-VI.1+), ja sobie po nim wędkowałem. W tym czasie Iwona zwiedzała okolicę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Lecie Klubu|Daniel Bula z Basią, Staszek Dacy, Łukasz Pawlas z Helencią, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Maciek Rurański z Natalką i Igorem, Magda Sarapata, Damian i Teresa Szołtysik, Adam Tulec oraz kilkoro znajomych z wraz z rodzinami i pies Piwo|27 - 28 06 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy to niepewna pogoda, czy może wynik czasów pandemii, ale w tym roku Lecie klubu świętowane było w okrojonym składzie. Bardzo brakowało nam wszystkich klubowych znajomych i ich rodzin, jak również opowieści przy ognisku o tym jak kiedyś zdobywano jaskinie i rad od bardziej doświadczonych kolegów jak zostać grotołazem nad grotołazami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę, spędziliśmy czas przy dobrze klubowiczom znanej skałce w Piasecznie - Cydzowniku. Padło kilka cyferek, obietnic poprawy na przyszłość i gróźb do skały, która nie chciała się kleić do rąk. Wieczorem ognisko i pogaduchy. Poszliśmy spać w sam raz by schować się przed deszczem i burzą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę po śniadaniu i kawie ekipa podzieliła się. Część osób wróciło wcześniej do domu, Damian z Teresą zdecydowali się na eksplorację Dupickiej Pochylni. Spora grupka wybrała się na Sowie skały by poćwiczyć autoratownictwo oraz techniki linowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Choć było nas niewielu, to miło było zobaczyć tyle twarzy po takiej przerwie. Mamy nadzieję, że na przyszły rok klubowicze i sympatycy pojawia się ze zdwojoną siłą! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia wkrótce.. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Ptasia|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; + 1|27 06 2020}}&lt;br /&gt;
W 2017 r. po odebraniu karty taternika jaskiniowego często padało hasło, aby wybrać się na akcję do Ptasiej. Każda historia z Ptasią zawierała takie elementy jak: wyczerpująca, długa, ledwo uszedł z życiem, 22h na nogach. Mimo tego, bardzo chciałem pójść do Ptasiej, żeby w końcu &amp;quot;odhaczyć&amp;quot; klasyka. Wielokrotnie zagadywałem Mateusza w ostatnim czasie, czy się do Ptasiej wybiera i ostatecznie w ostatni weekend obydwoje mieliścy wolny termin. Celem było dojście do Szczeliny Strzygi. Na szczęście w tym czasie do Ptasiej wybierało się również Bielsko, które umożliwiło nam skorzystanie z ich lin, a to było duże odciążenie dla naszej trójki. Ok. 8 rano wyruszyliśmy z parkingu w Kirach w stronę naszego celu. Podejście poszło sprawnie. Dochodząc pod jaskinię zastajemy kończących się przebierać chłopaków z BB. Po oszpejeniu ok. 11.30 wchodzimy do Ptasiej. Dla mnie pozytywny szok, bo mało tatrzańskich jaskiń zaczyna się tak majestatycznym zjazdem. Gorzej będzie w drugą stronę. Dalej czeka zaporęczowana &amp;quot;szczelina do piekła&amp;quot; zwana czterdziestką i w okolicach Palidera nasze drogi z drugą ekipą się rozmijają, choć jeszcze przez długi czas ich słyszymy. Idzie nam sprawnie, pierwsze problemy (wyolbrzymione) powoduje zacisk klasy &amp;quot;Lux&amp;quot;, ale po odpowiednim wyprofilowaniu mojego ciała przechodzi się go gładko. Będąc pierwszy raz Ptasiej podążam &amp;quot;za gumiakami&amp;quot; i w ten sposób mijamy kolejne studnie i węższe miejsca. Ze względu na duży potok lejący się wprost w lini zjazdu deszczowej &amp;quot;11&amp;quot; postanawiamy zawrócić, nieosiągając szczeliny Strzygi. Powrót idzie sprawnie, choć większe studnie pokonuje wolniej niż bym chciał, przejścia w Czarnej na to nie przygotowują :) Ostatecznie po 18.30 jesteśmy na powierzchni. Pogoda piękna, tak by się chciało zawsze wychodzić z jaskini. Wracając do auta słyszymy na szlaku włoskie szlagiery, myśląc, że za rogiem ktoś organizuje wesele. Źródłem dźwięku był zagubiony na szlaku telefon. Właściciel miał szczęście, bo o tamtej porze byliśmy chyba jedynymi osobami szlaku. Oddajemy w dolinie zgubę i docieramy do auta. Ptasia zrobiła na mnie dobre wrażenie, mimo jej hardego charakteru, którego skutki poczułem w nogach następnego dnia :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dupicka Pochylnia|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 2020}}&lt;br /&gt;
W ramach spotkania klubowego m. in. lecia klubu poszliśmy do Dupickiej Pochylni. Znajduje się ona w paśmie niewielkich skał porośniętych lasem. Nazwa trafna. Zjeżdżamy z 10 m pochylnią, która przechodzi dalej w pionową studzienkę. Na Dole dwa zaglinione korytarze. Na przełamaniu pochylni pięterko z również dwoma gliniastymi korytarzami. W obu przodkach sprzęt do kopania. Obiekt w sumie dość ciekawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FDupica_Pochylnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna|Joanna Przymus, Magda Sarapata, Stanisław Dacy, Buli oraz &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|21 06 2020}}&lt;br /&gt;
Ze względu na nieprzychylną aurę wybraliśmy się (po raz kolejny) do Czarnej, tym razem odwiedzić partie Królewskie. Od samego początku trzeba było walczyć z defetyzmem załogi, bo pogoda w Tatrach w ten weekend nie rozpieszczała. Na szczęście żelazna, ba stalowa wola kierownika pozwoliła przezwyciężyć niechęć zespołu. Pomimo, że wyszliśmy przemoczeni z jaskini (wielodniowe deszcze dawały się we znaki, szczególnie w okolicach smolucha) jednogłośnie stwierdziliśmy, że wyszła nam całkiem fajna, sprawna akcja :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A Magda widziała to tak: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3 nad ranem, dzwoni budzik. Wtedy po raz kolejny zastanawiamy się: po co nam to? Przed nami wolny dzień, można pospać, ale nie! Przecież umówiliśmy się na akcję i wszyscy są zmotywowani, mimo niezbyt sprzyjającej pogody. O 4 podjeżdża Karol z Asią i Bulim, po drodze szybko okazuje się, że nie tylko my mieliśmy takie myśli. Przed bramkami padały kolejne wątpliwości, doszło nawet do sprawdzania prognozowanych mm opadów, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się jechać ku przygodzie. W aucie wybieramy Partie Królewskie, co nas (mnie i Staszka) cieszy, bo jeszcze tam nie byliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dojeżdżamy, idziemy doliną, próbując sobie nawet przypomnieć nazwy kolejnych Kopek. Na podejściu szybko okazuje się, że kalosze to był bardzo dobry pomysł (nawet z dziurką!). Dochodzimy pod otwór, sprawnie się przebieramy i Karol zaczyna zjazd. Okazuje się, że zlotówka z dużą ilością dodatkowych punktów niezmiernie zaskakuje sposobem poręczowania. Zjeżdżam jako trzecia za Staszkiem, a na końcu idzie mała loża szyderców (służących też dobrą radą ;)) w postaci Asi i Buliego. Dochodzę do prożku Rabka, ale już po wszystkim. Karol napiera jak dzik! Tym razem nawet Staszkowi nie udaje się dopchać do wspinaczki. W jaskini dosyć mokro, przed Herkulesem sporo wody. Potem pada KW, Karola nie da się zatrzymać :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wejściem do Królewskich zamieniamy się i ja przejmuję asekurację (w końcu udaje się zaprezentować wyćwiczoną półwyblinkę) i poręczowanie na drugiego. Zawsze to trochę ćwiczeń, gdy na wspinanie nie ma pary. Partie Królewskie okazują się pięknie przyozdobione, aż żal się po nich poruszać. Na koniec jeszcze trawers nad Smoluchem i woda, która prawie wszystkim wlewa się do rękawów. Jest jeszcze dreszczyk, czy uda się ściągnąć linę, ale Buli pomaga uniknąć kłopotów. Pora na odwrót i tutaj nie brakuje przygód. Karol i Staszek ratują mnie przed groźbą spadającego w KW kamienia, który zatrzymuje się na załamaniu liny. Potem chłopaki zjeżdżają równolegle, co daje im (niepokojącą jak na dwóch facetów ;P) dużą frajdę. Z Asią i Bulim idziemy przodem, chłopaki zgłaszają się do deporęczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu ku naszej ogromnej radości okazuje się, że nie pada, jest nawet dość ciepło. Cześć się przebiera, część zostaje w kombinezonach z wizją licznych dupozjazdów na błocie. Po wejściu do doliny wpadamy do wody, by wypłukać z kaloszy trochę błota i strzelić pamiątkowe zdjęcie. Po drodze wisi jeszcze nad nami mała chmura z deszczem (niemal jak w kreskówce!), szczęśliwi Ci, którzy zostali w kombinezonach (mimo dziwnych spojrzeń turystów, w końcu dawno nie wychodziliśmy z jaskini tak wcześniej). Podbudowani wizją przystanku w Macu, szybko docieramy do auta i sprawnie przebieramy się do suchych ciuchów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|14 06 2020}}&lt;br /&gt;
Przedpołudniowy, szybki spacer na Halę Stoły i z powrotem. W Kościeliskiej tłumy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wyjazd ,,młodzieży&amp;quot; klubowej :D |Staszek Dacy, Karol i Iwona Pastuszka, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Magda Sarapata|13 - 14 06 2020}}&lt;br /&gt;
Upalną sobotę spędzamy pod ziemią w jaskiniach w okolicy Sokolich Gór. Następnie przenosimy się na stałe miejsce biwakowe w Piasecznie (wyjątkowo tłumnie teraz oblegane przez biwakowiczów i wspinaczy na Cydzowniku), gdzie robimy sobie przed kolacją spacer i zwiedzanie bardziej dostępnych dziur. Chwilę po naszym powrocie dojeżdżają Magda ze Staszkiem. Prowadzimy rozmowy do nocy przy kiełbasie innych smakołykach z ogniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Jaskinia Salmopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|12 06 2020}}&lt;br /&gt;
Jaskinia Salmopolska kojarzyła mi się głównie z pierwszymi wyjściami na naszych kursach. Osobiście nigdy w niej nie byłem. Pojechaliśmy tam na zasadzie &amp;quot;po drodze w Tatry&amp;quot;, nastawieni raczej na obejrzenie ciekawostki, niż na &amp;quot;prawdziwą&amp;quot; akcję jaskiniową. Zostałem tymczasem mile zaskoczony licznymi, niebanalnymi zapieraczkami i obszernymi salami, które w jaskini objawiają się jako &amp;quot;nagroda&amp;quot; za czołganie i cioranie. Dotarliśmy najpierw do Galerii Postrzodkowo i Sali Łupkowej, a następnie do Sali Płytowej. W sumie spędziliśmy w jaskini trzy godziny - cały czas w ruchu - i nie odwiedziliśmy wszystkich miejsc, do których chciałem dotrzeć. Na dłuższy pobyt w każdym razie i tak nie było czasu. Notatka na przyszłość: warto może pamiętać o tym, że jaskinia jest dosyć mokra i nie należy tego bagatelizować.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|06 06 2020}}&lt;br /&gt;
Szybka przebieżka na Skrzyczne. Jedziemy zaraz po przyjściu Łukasza pracy. Mimo wcześniej pory już czuć zbliżający się upał. Na parkingu w Lipowej machamy do znajomych speloeologów z innego klubu i ruszamy żółtym szlakiem w kierunku szczytu. Ludzi nie ma dużo. Zagęszcza się dopiero w okolicach Malinowskiej Skały i dalej przy Małym Skrzycznem. Niedługo przed szczytem ponownie spotykamy naszych znajomych i tym razem zamieniamy z nimi parę słów. Na szczycie późne śniadanie i powrót niebieskim szlakiem na dół. Po przejściu 17 km jesteśmy z powrotem na parkingu. Choć wiemy, że dość szybko udało nam się skończyć nasza trasę (12:20), to i tak dziwimy się, że dla wielu ludzi jest to dopiero godzina wyjścia w góry... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Plaskuli|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 06 2020}}&lt;br /&gt;
Plaskula to niezbyt wyskoki masyw skalny w pobliżu Kochanowa na południowej Jurze. Kilkanaście dobrze obitych dróg o nie wygórowanych trudnościach (od III od VI.1+). Dodatkowym atutem jest rzadki bukowy las chroniący przed upałem. Robimy 9 szybkich dróg od IV do VI. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Czarna|Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 2020}}&lt;br /&gt;
To była walka, od samego początku. Najpierw okazało się, że z naszej 3 zostajemy we dwoje. Adam wycofał się w piątek przed wyjazdem. Podrzucił nam na szczęście szpej i życzył powodzenia. Trzymały nas w zasadzie obiecane przez Mateusza liny. Co to była za ulga wiedzieć, że nie trzeba wspinać ostatniego komina. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatry przyjechaliśmy w piątek, po drodze odbierając naprawione przez Olę Chruściel kombinezony. Cieszymy się, że posłużą nam jeszcze trochę :) Dotarliśmy koło 22 i przyszedł czas na pakowanie. Po sprawdzeniu pogody przyszedł czas na klasyczne pytanie: iść czy nie iść. Wątpliwości było sporo, szczególnie, że to akcja dwuosobowa. Taki mały test na trwałość związku ;) Ja roztaczałam czarne wizje pt. co jeśli Staszkowi coś się stanie. Jednak po przejrzeniu historii wypadków jaskiniowych zdecydowaliśmy się iść. Ruszyliśmy później niż zakładaliśmy, dlatego spotkaliśmy się z kilkoma dziwnymi spojrzeniami turystów (w końcu szliśmy we wnętrzach i czymś od deszczu). Pod otwór doszliśmy żwawym tempem. Spotkaliśmy tam Melona z partnerką, którzy również szykowali się do trawersu. Szczerze, nawet nie łudziłam się, że ich jeszcze spotkamy. I miałam rację. Szybki przepak i już zjeżdżam zlotówkę. W głowie podzieliłam sobie jaskinię na 12 odcinków (trzeba było podzielić na więcej). Później przyszedł czas na prożek, który tak chętnie pokonałam na kursie. Teraz było mniej entuzjazmu, więc Staszkowi przypadło prowadzenie (podobnie jak w trakcie całej akcji). Komin Węgierski poszedł sprawnie, okazało się, że więcej czasu zajmują nam operacje&lt;br /&gt;
linowe (trzeba było zabrać jedną linę mniej). Chodzenie trawersu na drugiego okazało się wyzwaniem. Do jeziorka doszliśmy stosunkowo szybko, ale w naszej pamięci wydawało się bardziej przyjazne. Spędziliśmy tutaj trochę czasu. Potem już tylko prożki, które Staszek bardzo zwinnie pokonywał. Mimo małego doświadczenia wspinaczkowego radził sobie świetnie. Całkiem sporo z tej jaskini pamiętaliśmy, miałam nawet nie najgorszą orientację. Ba! Udało mi się nawet wygrać jeden spór pt. w którą stronę należy iść. Nagle czas zaczął się kurczyć, a my niebezpiecznie zbliżaliśmy się do godziny wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy nadzieję na spotkanie drugiego składu z Karolem, Olą i Mateuszem, który planował Partie Wawelskie. Jednak niedoczekanie. Okazało się, że nie tylko byliśmy na końcu dość późno, ale po wyjściu dowiedzieliśmy się, że spędzili oni w jaskini jedynie 3 godziny. Do drugiego otworu wyszliśmy po pozostawionych po nich linach. Zapomniałam, że na koniec trzeba jeszcze pokonać dwa wredne progi. I tak oto zobaczyliśmy świat po drugiej stronie. Przywitał nas opad śniegu i lekka mgła. Zachęceni pogarszającą się pogodą, szybko zjechaliśmy drzewne odcinki, by jak najszybciej dotrzeć do suchego auta. Oczami wyobraźni już jedliśmy hot dogi na stacji i przebieraliśmy się w suche ubrania. Akcja udana, duży szacunek dla Staszka za poprowadzenie akcji :) Teraz nic tylko pobijać czas, który okazał się nieco krótszy niż na kursie, ale zawsze może być lepiej!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. i Jura - Spacer i skałki|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol&amp;lt;/u&amp;gt; Pastuszka oraz znajomi|23 - 24 - 05 2020}}&lt;br /&gt;
Po piątkowym zamieszaniu wokół planów weekendowych decydujemy się z Iwoną na sobotni spacer. Z Lipowej koło Szczyrku wyruszamy na Skrzyczne. Później grzbietem na Malinowską Skałę i z powrotem do auta. Następnego dnia zawitaliśmy w Słoneczne Skały, co było dobrym pomysłem, gdyż po każdym przelotnym opadzie, skały na słoneczku szybko wysychały. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 - 05 2020}}&lt;br /&gt;
Trasa: Wisła Łabajów, Tabula, Kiczory, Stożek, Łabajów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - różne zajęcia|w okolicy Piaseczna przebywali - Tadek i Basia Szmatłoch, Piotr, Ignacy, Aga Witkowska Szmatłoch, Artur, Tomek Szmatłoch, Julia, Justyna, Kinga, Bianka Witman-Fulde, Kasia Jasińska, Baranek, Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsyik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz kilka innych osób|15 - 17 05 2020}}&lt;br /&gt;
W okolicy Piaseczna przebywali różne osoby z klubu oraz sympatycy. Trochę spacerów oraz wspinaczki. Jura w wiosennej krasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FJura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura, Beskid Śl|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 05 2020}}&lt;br /&gt;
Sytuacja rodzinna niejako wymusiła na mnie inne spojrzenie na wspinanie. Mimo kilku wyjazdów wspinaczkowych na Jurę, skąd inąd udanych, stwierdziłem że warto by trochę urozmaicić rodzaj wspinania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cóż nie zawsze można w skały zabrać babcię, która będzie czuwać przy dziecku, a wspinając się we dwójkę, nawet przy śpiącym dziecku, w razie wszelkiego wypadku np. pobudki i wszelkich konsekwencji pobudki, czas dotarcia bezpiecznie do dziecka może zająć trochę czasu.&lt;br /&gt;
Pomyślałem więc o boulderingu. Dyscyplina znana od dawna, ale jakoś nie było mi dane jej spróbować wcześniej. &lt;br /&gt;
Powyższe przemyślenia oraz wynikła nagle sytuacja wirusowa skłoniła mnie do pożyczenia crashpada – materac na który się spada/zeskakuje i poszukania pobliskich miejscówek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na pierwszy, szybki wyjazd decyduję się na skałki w Niegowonicach – Jura. Chyba najbliżej położona skała jurajska od Zabrza. Topo znalazłem w Internecie. Kilka przystawek i już wiem, że różni się to znacznie od wspinania sportowego z liną – drogi są krótkie, ale za to przechwyty bywają bardzo trudne. Oczywiście drogi mają odpowiednią wycenę i szybko znajduje swoje miejsce w skali. Niestety, gdy Ala bawi dziecko nie bardzo ma mnie kto asekurować co znacznie podnosi trudność no bo jednak ciężko uwierzyć w ochronę materaca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na kolejny wyjazd wybieram rumowisko skalne pod Stożkiem. Samochodem da się podjechać bardzo wysoko, więc na koniec czeka nas ok. 30 min spacer w kierunku szczytu. Należy wiedzieć jednak kiedy zboczyć ze ścieżki w bok. Miejsce całkiem urokliwe, a  wspinanie po piaskowcowych blokach przysparza wiele radości. Brak czasu nie pozwala na obmacanie wszystkich skałek więc mam po co wracać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnio odwiedziłem były kamieniołom Skalica w Ustroniu. Skały kamieniołomu tworzą wysoki amfiteatr, ale główna ściana jest raczej mało atrakcyjna wspinaczkowo. Pozostaje 5-7 metrowa skałka po drugiej stronie. Tam można znaleźć drogi od IV do VI.1+ oraz kilka dróg o nieznanych trudnościach. Skałka niska jak na wspinanie z liną, ale wysoka jak na bouldering, dlatego drogi są obite sportowo. Ja z racji braku asekuranta wybieram drogi o niewygórowanych trudnościach i mniejszych wysokościach. Kto mnie zna wie, że do odważnych wspinaczy nie należę dlatego nie myślcie, że przesadziłem z poziomem podjętego ryzyka wspinając się solo na drogach sportowych – charakter wybranych przez mnie dróg oraz możliwość „odczytania” drogi z dołu pozwoliły na optymalny wybór dróg. Wspomnę, że tu też skała jest piaskowcowa z wszelkimi tego zaletami. Miejsce odwiedzę jeszcze kiedyś, żeby przystawić się do trudniejszych dróg – tym razem z liną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na wybranych przeze mnie skałach nie spotkałem ani 1 osoby, choć w szczycie sezony podejrzewam, że jedynie w Niegowonicach można kogoś spotkać. Pozostałe dwa rejony są bardzo mało znane i nie sądzę by ktoś często tam zaglądał. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co do samego boulderingu to całkowicie polecam, choć najlepiej wspinać się w kilka osób i kilka materacy, to znacznie podnosi poziom bezpieczeństwa i spokoju psychicznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Dawno niczego nie wrzucałem na stronkę i albo zapomniałem albo coś się zmieniło bo nie wiem jak wrzucić skrót na stronę główną. Może ktoś pomoże?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|Daniel ,,Buli&amp;quot; Bula, Karol Pastuszka, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2020}}&lt;br /&gt;
Korzystając z możliwości ponownego odwiedzenia Parku, meldujemy się o godzinie 6:00 na szlaku (chyba się starzeję, ale praca do 22, ogarnięcie się do spania o 23 i wstanie o 2 w nocy, nie przyszło mi z taką łatwością jak za czasów studenckich). Od rana ciepło, śnieg w jednym miejscu na szlaku, więcej na podejściu pod otwór. Pierwszy zjazdy bezproblemowy. Pierwszą (i wszystkie następne) wspinaczkę przejął Łukasz. Specjalnie wzięliśmy więcej kawałków lin, by móc podzielić się na dwie podgrupki, jedna zakładająca, druga deporęczująca. Poza Łukaszem ciągle prącym na przedzie, pozostała trójka zmienia się na pozycjach. Najpierw pomagam Łukaszowi przy zakładaniu zjazdów, dalej deporęczuję z Bulim trawers Smolucha. Buliego bardzo ciekawiło, czy ktoś kiedyś sprawdzał, czy jeziorko jest głębokie. Pomagam mu to sprawdzić przed samym końcem, kiedy to nie zgrywamy się w zeskakiwaniu ze ściany i luzowaniu liny... W tym czasie chłopaki kończą już wspinać Smolucha. Kiedy dochodzę ostatnia na górę, pierwszej dójki już nie ma... Idziemy od teraz we dwójkę, słysząc co jakiś czas Łukasza z Karolem. Po małym zamieszaniu, które sobie zafundwaliśmy przy zjeździe z komina Węgierskiego dochodzimy do chłopkach, którzy kończą (również nie bez przygód) wspinać złotówkę. Na dworze ciągle ciepło i słonecznie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Magdalena Sarapata, Stanisław Dacy, Damian Szołtysik, +1|10 05 2020}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy Partie Bielskie w Jaskini Litworowej. Ola i ja dotarliśmy do Ptasiej Sali, pozostała część ekipy z różnych powodów stopniowo wycofywała się z wcześniejszych partii (Damian +1 spod progu do Płytowca B a Staszek z Magdą z Salki z Naciekami). Osobiście jestem bardzo zadowolony z całokształtu wycieczki. Bardzo podobało mi się urozmaicenie - były obszerne studnie i duże sale, ale i meanderki, pochylnie, przytulne ciasnotki, czołganie się przy rzeczkach (bez moczenia!) i wspinanie typu &amp;quot;jaskiniowe 3D&amp;quot;. Na wyjściu bardzo przydał się superlekki zestaw do gotowania, bardzo się cieszę że zabieranie go weszło już nam w nawyk. U wylotu doliny byliśmy z powrotem dopiero o trzeciej w nocy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FLitoworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kończysty Wierch - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|09 05 2020}}&lt;br /&gt;
Podjeżdżamy rowerami na Polanę Trzydniówkę i stamtąd zboczami Kopieńców podchodzimy najpierw na Trzydniowiański, a potem na Kończysty Wierch. Wracamy się kawałek i schodzimy przez Dolinę Jarząbczą do rowerów. Pogoda dobra, ludzi masa. Warunki narciarskie też bardzo dobre, szkoda tylko, że wolno chodzić tylko na butach...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rysia|Stanisław Dacy, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2020}}&lt;br /&gt;
Przy zapowiadanych na majowy weekend opadach deszczu zdecydowaliśmy, że najlepszym pomysłem na spędzenie wolnego czasu będzie zaliczenie kolejnej jurajskiej jaskini. Nie wiedzieliśmy czemu Mateusz najbardziej rekomendował jaskinię Józefa. Mówił, że to jedyna z tych trzech, którą warto zobaczyć. Teraz wiemy już, co miał na myśli. Tym razem postanowiliśmy ruszyć nieco wcześniej. W Rodakach napotkaliśmy na ogromną kałużę, której głębokość badał Staszek swoim kaloszem. Teraz pozostało już tylko znalezienie drogi do otworu Rysiej. Zajęło nam to chwilę. Tym razem poręczowania podjął się Staszek. Kiedy byłam jeszcze na kursie znajomi często pytali, czemu chodzę po jaskiniach, przecież jest tam brudno i chodzą po nich pająki. Po doświadczeniach z Tatr, zupełnie nie wiedziałam o co im chodzi. Teraz już wiem. Te momenty trwogi w otoczeniu pająków i czekanie na upragnione słowo: wolna! Okazało się, że jaskinia Rysia nie jest już tak obszerna. Po drodze w dół padło kilka przekleństw, ale był to dopiero przedsmak tego, co ściany miały usłyszeć podczas naszego wychodzenia do góry. Po zjeździe było trochę błądzenia, ale Karol trafił w miejsce, gdzie znajdowało się przejście do komina. Poczuliśmy się lekko wypluci przeciskając się w wąskich szczelinach. Przed trawersem okazało się, że zbliżamy się do alarmu. Nie wiedzieliśmy, ile może zająć wychodzenie do góry, dlatego zdecydowaliśmy się na odwrót. Karol ochoczo zgłosił się do deporęczu. Była to wielka ulga, bo nie wyobrażałam sobie przeciskania wora w górę. W drodze powrotnej o pająkach już można było zapomnieć. W końcu trzeba było skupić się na odpowiednim ustawieniu ciała. Sprawnie poszedł nawet ostatni zacisk. Dzięki niedokończonemu trawersowi, wiemy, że będzie trzeba tutaj wrócić :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Dolina Hołcyny - Stary Groń - Kotarz |Asia, Karol, Szymon i &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Jaworscy&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2020}}&lt;br /&gt;
Rodzinny wyjazd w Beskidy by nie zwariować do końca w domu. Trasa dobrze nam znana i wielokrotnie przemaszerowana – wybraliśmy specjalnie by uniknąć tłumów. Niestety do końca się to nie udało. W miejscach poza szlakiem gdzie nigdy nie widziałem żywej duszy napotykaliśmy spragnionych gór turystów/niedzielnych spacerowiczów. Na halach pod Kotarzem gdzie często niebieski szlak zarastał wysoką trawą wylegiwały się znaczne grupki. Prywatność zachowaliśmy tylko dzięki kilku mniej znanych i narzucających się ścieżek.      &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2020}}&lt;br /&gt;
Spod hotelu &amp;quot;Zimnik&amp;quot; na Skrzyczne, dalej przez Malinowską Skałę na Magurkę Wiślańską, potem Magurka Radziechowska, Muronka i z powrotem na parking. Wyszło 21 km i 945 m przewyższenia w 4.5h. Ludzi tyle, co w lipcu. Szczególnie dużo tzw. rowerzystów na &amp;quot;elektrykach&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Racławki i jaskinia Beczkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2020}}&lt;br /&gt;
Nareszcie trochę więcej wolno. Zrobiłem krótką lecz dość ciekawą wycieczkę rowerową dwoma jurajskimi dolinkami. Najpierw bardzo uroczą doliną Racławki. Po drodze odnalazłem jaskinię Beczkową. Znajduje się w magicznym miejscu pod starym bukiem rosnącym niemal na litej skale dość wysoko nad dnem doliny. Daleko w jaskini nie dotarłem (choć sama jaskinia ma zaledwie 50 m dł i 16 m głęb.) gdyż za drugą komorą musiał bym się tarzać w glinie a nie miałem kombinezonu. Potem jadę na południe trochę szutrami, trochę asfaltami docierając do Krzeszowic. Stąd na północ doliną Eliaszówki wracam do Paczułtowc gdzie miałem auto. Wiosna w natarciu, czas ruszać w skały i góry (szkoda, że Tatry wciąż zamknięte).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2020/Beczkowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Rysianka z Sopotni|Stanisław Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2020}}&lt;br /&gt;
Po intensywnej sobocie zakończonej pieczeniem tortu bez okazji, zdecydowaliśmy wybrać się na górską wycieczkę. Tęskniliśmy za Rysianką, więc wybór był oczywisty, pozostawało pytanie skąd ruszamy. Zdecydowaliśmy się na start z Sopotni Wielkiej. W plecakach pyszne kanapki, na smyczy pies, a w domu pozostawione pyszne ciasto.  Podejście zajęło nam nieco ponad godzinę, a dzięki wybranej trasie zrobiliśmy ok. 500 metrów przewyższenia. Na trasie sporo turystów. Widać, że każdy wyczekiwał już momentu, by ruszyć ku przygodzie. Polana pod schroniskiem pełna! Turyści rozmieszczeni gęsto niemal jak do niedawna krokusy, które można było jeszcze gdzieniegdzie wypatrzyć. Oczy ucieszyły też Tatry, skrywające kochane jaskinie. Była też mała lekcja topografii. Na koniec powrót do auta i szybki, mimo odległości powrót z psem zasypiającym z nadmiaru wrażeń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Józefa|Stanisław Dacy, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 2020}}&lt;br /&gt;
Będąc na jaskiniowym głodzie, unieruchomieni przez sytuację w kraju, ochoczo zareagowaliśmy na propozycję Karola, by wybrać się do jurajskiej dziury. W planie były trzy, stanęło na jednej na rozgrzewkę. Przyjemnie było znów spakować się do jaskini, nawet jeśli w całości stanowiła tyle metrów, ile w Tatrach liczy sobie jeden zjazd. I tak oto wyruszyliśmy w kierunku miejscowości Rodaki. Poprzedniego dnia Staszek wprowadził do GPSa odpowiednie dane, dzięki czemu znalezienie otworu przebiegło wyjątkowo sprawnie. Pomyśleć, że będąc na kursie tak z Adamem błądziliśmy po lesie :) Wróciły miłe wspomnienia z kursu i wypadu, który Mateusz zorganizował, żebym mogła nadgonić poręczowanie. Pod otworem szybkie przygotowanie, pamiątkowe zdjęcie i czas start. Karol podjął się poręczowania, ja jechałam za nim, a Staszek zamykał stawkę. Zjazd poszedł wyjątkowo sprawnie, choć każdy chyba odczuł skutki długiego siedzenia w domu. Następnie przyszedł czas na zwiedzanie. Chłopaki odczuwali dziwne przyciąganie w stronę Salki Niestałości (być może przypomniały im się wyprawowe biwaki). Był też czas na oglądanie mleka wapiennego, zjedzenie batoników (znalazły się i takie pamiętające czasy początku naszego kursu) i parę zdjęć. Potem już tylko wychodzenie do góry i deporęcz wykonany przez Staszka. Po wyjściu psychologiczne podchody: robimy jeszcze jedną czy wracamy? Stanęło na powrocie, Karol spieszył się do czekającej w domu Iwony, a my do psa, który i tak znienawidził nas za pozostawienie go w domu na cały dzień. Tak więc dobrze usprawiedliwieni, zdecydowaliśmy się, że dwie pozostałe jaskinie odkładamy na raz następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rowerami z biegiem Kochłówki|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2020}}&lt;br /&gt;
Kochłówka (Potok Bielszowicki) to prawy dopływ Kłodnicy, która z kolei stanowi prawy dopływ Odry. Rzeka (choć właściwie ten ciek trudno tak nazwać) zaczyna swój bieg na granicy Chorzowa Batorego i Rudy Śląskiej i płynie przez południowe dzielnice naszego miasta (Kochłowice, Wirek, Bielszowice)  a dalej przez Zabrze (Kończyce, Makoszowy) i uchodzi do Kłodnicy już na terenie powiatu gliwickiego. Długość - ponad 10 km.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W obecnej sytuacji epidemiologicznej był to dobry cel wycieczki rowerowej (z dala od ludzi). Generalnie wzdłuż rzeki jechaliśmy ścieżkami, drogami gruntowymi i leśnymi lub pchaliśmy rowery przez chaszcze. Dolina rzeki jest w dużym stopniu przeobrażona przez działalność ludzką. Pamiętam ją z mojego dzieciństwa kiedy to meandrowała w malowniczej dolinie porosłej trawami. Ludzie nawet kąpali się w stawach, które kiedyś istniały w drodze jej nurtu. Jednak na przestrzeni lat wszystko się zmieniało na niekorzyść przyrody.  Rzeka od samego początku jest zanieczyszczona i zaśmiecona a niemal na całej długości bardziej lub mniej skanalizowana. Są jednak też miejsca bardzo urocze a woda dość czysta. W Kochłowicach w widłach Kochłówki i jej dopływu jest wzgórze z fosą, gdzie w XIV wieku istniała drewniana forteca. Teraz w kilku miejscach na wskutek szkód górniczych powstały zalewiska, w których na dobre zadomowiło się wszelkiej maści ptactwo.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda była piękna. Trasa od źródeł do ujścia zajęła kilka godzin z uwagi na częste zatrzymania na robienie zdjęć bądź oglądanie ciekawych miejsc. Gdyby tak przestać ją zanieczyszczać to przyroda szybko odrobiła by straty. Jak widać jednak dbałość o przyrodę wbrew szczytnym hasłom szermowanym na lewo i prawo nie jest jeszcze wyznacznikiem naszej cywilizacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FKochlowka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Kopa Skrzyczeńska i Malinowska Skała|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem od wschodniej strony masywu Skrzycznego (z Ostrego) znów z pomocą roweru przedostaje się leśną drogą w górne partie doliny Malinowskiego Potoku. Rower ukrywam w lesie i dalej po cienkim śniegu do góry na przełaj. Narty wkrótce muszę zdjąć bo zbocze jest strome, poprzetykane skałami i wielu miejscach porośnięte upierdliwym młodnikiem. Wiele przewróconych drzew do przekraczania. Czyni to całe wyjście dość trudnym. Gdzieś na wys. 900 m natrafiam na dobry śnieg, którym już na nartach wychodzę na Skrzyczeńską Kopę (1182). Stąd piękny zjazd po zlodzonym śniegu po skosie do stokowej drogi. Dalej podejście na Malinowską Skałę (1152) i znów z szczytu zjazd miejscami po bardzo twardym śniegu. Zaliczam nawet upadek z uderzeniem twarzą w lód. Dalej ostrożnie lawirując między wystającymi kikutami drzew do leśnej drogi zrywkowej i nią w dół do doliny. Nawet udało się dość nisko zjechać. Potem jednak z buta do rozlanego potoku i wkrótce docieram z innej strony do roweru. Później już tylko upojny zjazd rowerem do auta. Zrobiłem ponad 800 m deniwelacji. Ludzi spotkałem jedynie u góry na szlaku grzbietowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FKopaSkrzycz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rajd narciarski w masywie Skrzycznego|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W 1981 stan wojenny, w 1986 chmura radioaktywna z Czarnobyla nad Polską, teraz koronawirus. Co jeszcze trzeba będzie przeżyć (lub nie)? W każdej z tych sytuacji były ograniczenia z dostępem do gór. Przepiękna pogoda wygania nas jednak z domu aby choć trochę chłonąć radość śnieżnej wędrówki. Ponieważ Tatry zamknięto i nartostrady na Skrzycznym też to jednak śniegu jeszcze trochę zostało. Wybór więc jest trochę zawężony. Uderzamy na Mł. Skrzyczne (1211) od Soliska. Śnieg jeszcze leży lecz jutro już nie da się tu zjechać bez zdejmowania nart. Szybko osiągamy wierzchołek szczytu (po drodze widzimy jak wylesiony został ten rejon, który pół wieku temu porośnięty był borem, co nawet ja pamiętam). Stąd zjazd po przepysznym śniegu na południe do stokowej drogi a nią dalej trawersem w stronę Skrzycznego (1257). Ładne podejście na szczyt Skrzycznego i wspaniały zjazd niemal pustą nartostradą (byli jeszcze jacyś skiturowcy) z powrotem do Soliska. Zrobiliśmy ponad 700 m deniwelacji. Wracamy przez wyludniony Szczyrk. W ogóle był taki spokój na drogach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FSkrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Opawskie - Biskupia Kopa|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia, Krzysiu|15 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Pokrzywnej na Biskupią Kopę (891) zielonym szlakiem przez Mokrą Przełęcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - wycieczki skiturowe|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|10 - 13 03 2020}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy w poniedziałkowy wieczór. W tym roku wyjątkowo postanowiliśmy nocować po drodze w kulturalnym hotelu, tuż przy autostradzie (w Pöchlarn). Wtorkowa godzina startu wprawdzie nie była dzięki temu lepsza, niż zwykle (ok. 13:00), ale przynajmniej wyruszyliśmy w dolinę Krimmlerachental wypoczęci. Dolina długa i nudna, a na dodatek musiałem wrócić się do samochodu po szczoteczkę do zębów. Na szczęście opóźnienie udało mi się nadrobić łapiąc na stopa ratrak. Na pozostałych czekam w Krimmler Tauernhaus (1622), ekskluzywnym schronisku pośrodku doliny. Spożywamy tam po zupce i preparacie nawadniającym, po czym skręcamy w Rainbachtal, zamierzając dotrzeć do samoobsługowej Richterhütte (2367). Furkowi i Markowi udaje się dotrzeć do chaty jeszcze przed zmrokiem. Na szczęście nikogo oprócz nas w schronisku nie ma, nie musimy więc obawiać się zarażenia jakimś wirusem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowe opady śniegu wzmagają się w nocy i nad ranem przechodzą w deszcz. Następnego dnia zastajemy wokół nas 30 - 50 cm świeżego śniegu. Choć niebo przetarło się i przygrzewa nas przyjemne, wiosenne słońce, to jednak silny wiatr trochę studzi nasz zapał. Sytuacja lawinowa jest skomplikowana. Wszystkie te uwarunkowania zmusiły nas do przełączenia trybu działalności z &amp;quot;dzielnego zdobywania szczytów&amp;quot; na &amp;quot;ostrożne szwendanie się po dolinie&amp;quot;. Najpierw podeszliśmy pod Rainbachspitze, do wysokości ok. 2900, idąc głównie po śladach przybyłych licznie o poranku miejscowych. Następnie, po dosyć trudnym zjeździe (ciężki, uwodniony snieg) z wys. 2580 wychodzimy na Windbachtalkogel (2843), skąd udaje się nam bardzo dobry (choć męczący) zjazd do chatki. Kończymy nasz dzień dosyć wcześnie, dzięki czemu idziemy spać o dziewiątej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek gorąco, słonecznie i bezwietrznie. Podchodzimy pod Richterspitze, ale z wysokości 2970 jesteśmy zmuszeni zawrócić z uwagi na niestabilną sytuację lawinową. Zjeżdżamy ok. 350 metrów i dla odmiany ruszamy na Nordliche Zillerscharte (2849) - przełęczy z zasięgiem i przyjemnym widokiem na drugą stronę grani. Stamtąd zjeżdżamy do chatki, dopakowujemy do plecaków śpiwory i na ciężko ruszamy na Hohe Scharte (2712), aby nie musieć wycofywać się płaską częścią doliny. Jak się okazuje, jest to strzał w dziesiątkę, bo zjazd do doliny Windbachtal sprawia nam bardzo dużą przyjemność. Oraz - niektórym z nas - nieco stresu. Dwie z czterech śrub mocujących przód wiązania mojej narty okazują się być poluzowane i za nic nie dają się dokręcić. Cały przód wiązania rusza się, a w razie jego odpadnięcia stoję przed perspektywą schodzenia piechotą w rozmokłym śniegu po pas. Na szczęście znowu się udaje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnią noc spędzamy w wygodnych, dwuosobowych pokojach Krimmler Tauernhausu. Słabe prognozy na piątek sprawdzają się: ciepły front przynosi ciągły opad (na szczęście śniegu) i słabą widoczność. Ja, obawiając się o stan wiązania, wracam na parking (1180), zaś reszta ekipy odwiedza pobliski szczyt Rainbachegg (2530). W międzyczasie deszcze wymiotły śnieg z drogi podejściowej do Tauernhausu, więc nie mam nawet szczególnych okazji do testowania mojego wiązania. Spotykamy się wszyscy pod autem około drugiej i - najwyraźniej w ostatni dzień, kiedy jeszcze się da zrobić to przez Czechy - wracamy do domu. Choć opuściłem tę ostatnią wycieczkę, w sumie w trzy dni wyszło mi ok. 3200 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Barania Góra|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, po okolicy kręcił się Jasiu Kieczka, z którym kontaktowaliśmy się telefonicznie|08 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niezbyt długa lecz bardzo ciekawa i emocjonująca wycieczka na Baranią Górę (1220) od wschodu z Złatnicy. Od ostatniego parkingu gdzie można dojechać autem ruszamy na rowerach z nartami doliną Bystrej. Po kilku kilometrach pojawia się śnieg akurat w miejscu, w którym przypuszczałem (kończyła się tam wąska asfaltowa droga leśna). Rowery chowamy w lesie i dalej podążamy do góry na nartach przeważnie na przełaj osiągając grzbiet Czerwienieckiej Góry i wkrótce szczyt Baraniej. Stąd zjazd mniej więcej trasą podejścia do miejsca ukrycia rowerów. Śnieg był cudowny (warstewka świeżego śniegu na twardszym podłożu). Trochę trudności nastręczył jedynie stromy odcinek w gęstszym lesie gdzie trochę trzeba było się nakręcić. Potem tylko formalność w postaci pięknego zjazdu rowerowego do auta. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji ale w bardzo atrakcyjny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2020/BaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Opawskie - Biskupia Kopa|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia, Krzysiu|08 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Jarnałtówka na wprost czerwonym szlakiem na szczyt Biskupiej Kopy (891).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Grecja - Leonidio - wspinaczka|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Pastuszka wraz z paczką znajomych|29 02 - 08 03 2020}}&lt;br /&gt;
Podobnie jak w zeszłym roku zaplanowaliśmy wyjazd rekreacyjno-wspinaczkowy z paczką znajomych Karola. Tym razem po krótkich negocjacjach wybór padł na Leonidio w Grecji. Ktoś zamówił nocleg,  ktoś zarezerwował samochody,  ktoś załatwił topo i tak znaleźliśmy się w lekko górzystym,  malowniczym terenie nad morzem. Jako że było nas 8 osób, wynajęliśmy dom z widokiem na morze, jednocześnie znajdujący się niedaleko rejonów wspinaczkowych. Dodatkową atrakcją były koty zamieszkujące okolicę oraz pies nazwany przez nas Bunio,  który przez cały wyjazd wywoływał mieszane emocje - od strachu tych co się psów boją, przez zachwyt tych którym własnego psa brakowało, po zdenerwowanie osoby której nowego buta wspinaczkowego zagryzł (niestety byłam to ja). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Leonidio jest małą mieściną z wąskimi uliczkami leżącą na dnie doliny, nad którą rozpościerają się ściany wąwozu będące ścianami wspinaczkowymi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działaliśmy kolejno w rejonach: Kokkinovrachos Main (jak na początek idealny start - dużo łatwych dróg w pionie), Mars (rejon skał w kolorze czerwonym z ogromnymi tufami, drogi dość trudne, ale widoki kosmiczne), Skiadhianiko (dużo łatwych dróg, a te trudniejsze z ciekawymi formacjami), Theos cave (rejon, który najbardziej nam się spodobał – w naszym zasięgu trudności, tzn. do 6c, były drogi prowadzące między tufami i innymi naciekami), Hot Rock (tu trzeba by wrócić, na koniec już brakowało sił, a były tam ciekawe długie drogi).  W dzień restowy zwiedziliśmy średniowieczne miasto Mistra i starożytne ruiny Epidauros w międzyczasie zajadając się greckimi specjałami i korzystając z pięknej słonecznej pogody. Próbowaliśmy wykąpać się też w morzu, gdzie dopływają gorące źródła w Methanie, jednak temperatura wody skutecznie nas do tego zniechęciła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując – w porównaniu do zeszłorocznej wspinaczki w San Vito Lo Capo bardziej polecamy Leonidio. Dlaczego? Bardziej spodobał nam się grecki klimat - przyroda była mniej surowa, niż na Sycylii, ludzie bardziej życzliwi, jedzenie smaczniejsze, wspinaczka ciekawsza, więcej rejonów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tygodniowej perspektywy czasu okazuje się, że wyjechaliśmy w ostatnim możliwym terminie przed wybuchem epidemii. Mając wylot w kolejnych dniach pewnie bylibyśmy zmuszeni zrezygnować z wyjazdu. Na lotniskach nie mieliśmy żadnych dodatkowych kontroli, nie widzieliśmy też paniki wśród ludzi (tylko pojedyncze osoby nosiły maseczki). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FGrecja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia Wyżnia i szkolenie zimowe|Stanisław Dacy, Mateusz Golicz, Joanna Przymus, Magda Sarapata oraz kursanci: Kamil Liwocha, Maciek Rurański, Michał Trąbski|29 02 - 01 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwotny plan, który zakładał wyjście do Jaskini Zimnej został odwołany, a jakakolwiek inna akcja jaskiniowa stała pod dużym znakiem zapytania. Ostatecznie padło, że w ramach relaksu wybierzemy się do Jaskini Miętusiej Wyżniej. W planie było &amp;quot;Suche Dno&amp;quot; i może, ale to może próba przelewania syfonów. Akcja miała być szybka więc wejście do doliny Kościeliska rozpoczęło się o 9:15. Przy okazji dojścia i trochę większej ilości śniegu niż ostatnio, mogliśmy porozmawiać o lawinach jakie występują w Tatrach. &lt;br /&gt;
I tak spacerkiem z kilkoma przerwami na pogadanki o lawinach ciśliśmy do jaskini. Słońce, zero wiatru, wszyscy w dobrych nastrojach bo w końcu w Tatrach jest jakiś konkretny śnieg. Pierwsze zdziwienie i reorganizacja tego co mamy na sobie nastąpiła po wyjściu zza linii drzew. Na polanie &amp;quot;Wyżnia Miętusia Równień&amp;quot; dopadła nas zamieć i śnieg po kolana. Od tego momentu skończyła się zabawa na utartym szlaku, a czekało nas jeszcze przejście przez las &amp;quot;Wantule&amp;quot;. Każdą wizytę w tym lesie próbujemy wyprzeć z pamięci ale tym razem chyba nie będzie łatwo.:D Zbocze o dużym nachyleniu, powalone drzewa, wanty i śniegu po pas. Przejście 100 metrów w tym lesie zajmuje nam około 30 minut. Z każdym krokiem więcej śniegu i bardziej stromo. W kolejne 30 minut pokonaliśmy już tylko 50 metrów... Na szczęście udało się Nam podejść pod zbocze z wąską linią drzew. Tam śniegu było już znacznie mniej i w końcu jakoś się to ruszyło. Ostatecznie o 12:45 meldujemy się pod otworem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wejście do jaskini znajduje się w ścianie około 5 metrów nad nami. Skały są oblodzone i aby bezpiecznie się tam dostać, dojście musiało zostać zaporęczowane. Szybka przebieralnia i około 13:45 rozpoczynamy akcję jaskiniową. Wleczemy się jak muchy ale w końcu docieramy do &amp;quot;Suchego Dna&amp;quot;. To co tam zobaczyliśmy raczej jest nie do opisania i lepiej zobaczyć to na własne oczy. Jak to powiedział Michał: &amp;quot; Takie coś to się nawet ludziom nie śniło&amp;quot; ... Po chwili doszedł Kamil i też nie mógł uwierzyć w to co ujrzał... Koniec, końców... Trzeba tam po prostu być. Nie było czasu na dalsze ekscytacje. W planie jest grubsza akcja. Przelewanie syfonów. Najpierw musimy opróżnić syfon &amp;quot;Błotny&amp;quot;. Do tego celu potrzebne są szczelne wory aby przetransportować wodę 11 metrów wyżej i wylać ją do innego korytarza. Następnie wodę z syfonu &amp;quot;Paszczaka&amp;quot; musimy przelać do już suchego syfonu &amp;quot;Błotnego&amp;quot; i możemy iść dalej. Przelewając wodę odcinamy sobie drogę powrotną więc wracając czeka nas kolejne przelewanie... Proste ? Proste . Jako pierwsi przy &amp;quot;Błotnym&amp;quot; syfonie są Mateusz i Kamil. Kiedy doszedłem tam jako trzeci już szykowała się &amp;quot;gruba akcja&amp;quot;. Aby przyśpieszyć Kamil postanowił przenurkować syfon i zlać całą wodę. Akcja ryzykowna ale szybka. Zanim co i jak, Kamil już w majtach szykował się do nurkowania. Poszedł jak kuna ! Coś zabulgotało, zamieszało, poprzeklinało i już po chwili było słychać przelewającą się wodę. Powolutku poziom wody zaczął opadać. Gdy wody było na tyle mało aby przepchnąć suchego wora, Kamil dostał transport z ubraniami. Ciężko powiedzieć ile to trwało ale ostatecznie &amp;quot;Błotny&amp;quot; syfon został opróżniony. Przechodzimy i od razu przystępujemy do przelewania syfonu &amp;quot;Paszczaka&amp;quot;. Pierwszy transport wody i mamy prysznic. Wór dziurawy. Zmiana wora. Znowu prysznic. Wszystkie wory okazały się dziurawe. Już wiemy, że sucho to tu nie będzie. Kaptury na głowę i transporty z wodą ruszyły pełną parą. Po godzinie przelewania nasza droga powrotna jest już zalana, a przejście dalej znajduje się pod wodą. Z góry słyszymy motywatora: &amp;quot;Wiecie, że i tak robicie nikomu niepotrzebną robotę ?&amp;quot;. Michał dobrze się bawił i stwierdził, że lepsza taka praca od leżenia :D ... Po kolejnych 30 minutach mamy prześwit ale w górnym syfonie jest już na tyle wody, że zaczyna z powrotem przelewać się do Nas. Przerwa. Mateusz schodzi na inspekcję. Zagląda do rury wypełnionej wodą i mówi: &amp;quot;Chłopaki. To jest ten moment kiedy trzeba sobie powiedzieć, że nie damy rady tego przejść.&amp;quot; Chyba dobrze, że to powiedział. Jak to nie damy rady ? Tyle pracy... Musi być jakiś sposób ? Wchodzimy ocenić sytuację czy w &amp;quot;Błotnym&amp;quot; syfonie jeszcze się coś zmieści... Hm... Jednak się nie zmieści. Wisimy na tej linie zrezygnowani i nagle mamy TO: &amp;quot;Robimy tamę !!!&amp;quot; Mateusz patrzy i mówi: &amp;quot;To się może udać&amp;quot;. Teraz zamiast wody w worach transportujemy glinę i kamienie. Dużo gliny i kamieni.:D Michał odnalazł się w roli kopacza i w ekspresowym tempie rył glinę warstwami ! Coś tam mruczał pod nosem: &amp;quot;Z dziada pradziada,... Tata... górnicy&amp;quot; Nie ważne. Mamy materiał na tamę.:D Pół godziny lepienia, ostatnie szlify, inspekcja instruktora i jest zgoda ! To musi wytrzymać ! Pompujemy ! Cała procedura transportu wody ruszyła ponownie. Nie wiem ile kubików wody przeszło przez nasze ręce tego dnia ale po kolejnych 40 minutach syfon był drożny. Drożny znaczy było widać co jest dalej ale przejście wymagało czołgania się w wodzie po kostki. Mateusz zostaje zaproszony na inspekcję. &amp;quot; No, no, no... Chłopki... Idziemy... !!!&amp;quot;  Szybka ocena tamy i jeden da drugim do rury. Pierwsze sekundy czołgania i cała woda jest już pod kombinezonem. Po naszym przejściu w rurze jest jej znacząco mniej. Jesteśmy wszyscy. Idziemy dalej. Cali mokrzy poruszamy się ekspresem. Docieramy do &amp;quot;Syfonik Salome&amp;quot;. Na nasze szczęście jest w nim tak mało wody, że brodzimy w nim tylko plecami bez przelewania się wody do kombinezonu. Docieramy do &amp;quot;I Studni&amp;quot;. Jest to ostatnie miejsce, które możemy pokonać bez lin. Chwila dla fotoreporterów i wracamy. W drodze powrotnej różne myśli. Czy Nasza tama wytrzymała? Czy syfon zalany? Na miejsce dotarłem pierwszy. Syfon drożny! Przechodzimy. Ja, Kamil, Mateusz... Czekamy na Michała. Zaklinował się. Wycof i kolejna próba. Jest. Udało się. W tej samej chwili gdy wyszedł z syfonu zaczynamy ekspresową procedurę przelewania wody. Zbliża się godzina alarmowa i ktoś z Nas musi jak najszybciej dostać się na powierzchnię. Ilość wody jest ogromna !!! Sam zrzut w dół zajął ponad pół godziny. Michał robił za pompę. Wiadomo. Z dziada, pradziada... Górnicy... Syfon drożny!!! Część ekipy kieruje się na powierzchnie, a reszta deporęczuje jaskinię i podąża za nimi. Jaskinia jest typu &amp;quot;czołgająca&amp;quot;. Zdecydowanie łatwiej się schodziło niż wychodzi. &lt;br /&gt;
Ostatecznie o 21:15 jesteśmy na powierzchni. Niestety dla nas to jeszcze nie koniec akcji. Na zewnątrz jest poniżej zera. Szybkie przebieranie mokrych ubrań i bezpieczne opuszczenie jaskini. Rozpoczynamy powrót na bazę. Droga powrotne jest trochę lżejsza. Część drogi, po stoku zjeżdżamy na tyłkach. Reszta to już szybki marsz... Chwilę przed północą docieramy na bazę. Udało się coś czego chyba nawet nie byliśmy świadomi, że może się udać. Przeszliśmy wszystkie syfony i dotarliśmy do &amp;quot;I studni&amp;quot;... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|01 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach “trójka&amp;quot; więc uderzamy na Pilsko. Tym razem od wsch. strony z Sihelnego na Słowacji. Podejście generalnie niebieskim szlakiem. Jest dość ciepło i śnieg klei się do fok. Ludzi spotykamy dopiero pod szczytem Pilska (1557). Wyżej kiepska widoczność, mocny wiatr. Zjeżdżamy do schroniska na Hali Miziowej (1271) gdzie robimy sobie posiłek. Potem ponownie podchodzimy na szczyt Pilska i zjeżdżamy drogą podejścia do parkingu w Sihelnym. Zjazd bardzo fajny, no może śnieg taki hamujący. Dojeżdżamy jednak do auta. Zrobiliśmy trochę ponad 1000 m deniwelacji i 15 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2020/Pilsko2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Szkolenie zimowe KTJ PZA|Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka, Łukasz Piskorek,&amp;lt;u&amp;gt; Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Tulec|21 - 23 02 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla mnie kolejny raz, dla pozostałych uczestników z naszego klubu, było to pierwsze szkolenie zimowe KTJ PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia, powtarzamy i ćwiczymy posługiwanie się rakami i czekanami. Obsługę pipsów oraz poszukiwanie zakopanego w lawinie. Ćwiczymy również jego odkopywanie, zarówno w większych zespołach jak i małych grupach. Udaje nam się zbudować kilka solidnych punktów asekuracyjno - zjazdowych z ,,grzyba” i z czekanów. Na koniec przemieszczamy się na bardziej stromy stok, aby poćwiczyć hamowanie czekanem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem na bazie, w ciepłych i komfortowych warunkach uczymy wiązania liny do asekuracji lotnej w zespołach trzy lub czteroosobowych oraz uzyskujemy podstawowe informacje, jak taki zespół powinien poruszać się w terenie.  &lt;br /&gt;
Kolejnego dnia możemy już w praktyce przećwiczyć to o czym słuchaliśmy poprzedniego dnia. &lt;br /&gt;
Podchodzimy przez Murowaniec za Czarny Staw Gąsienicowy, do grupy skałek zwanych Laboratorium. Mój zespół wyznacza mnie na prowadzącego! Przystaję na to początkowo z obawą, czy to na pewno dobry wybór. Jednak w miarę wspinania cieszę się coraz bardziej, że chłopaki oddali mi prowadzenie :D Choć nasza droga prowadzi po grzbiecie skałek tuż przy ich krawędzi to jednak jest na tyle dobrze obita by czuć się pewnie. Na naszej drodze są zarówno miejsca wymagające ruchów wspinaczkowych, jak i użycia czekana. Pokonujemy trawers i wspinamy się na ostatnią pochyłą płytę. Po niej czeka nas już zejście również z asekuracją. Tym razem w zapowiadanym mocnym wietrze. &lt;br /&gt;
Na koniec dołączamy się do budowy miasta schronisk w śniegu, które rozpoczęła budować poprzednia grupa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia uczymy się czegoś dla nas zupełnie nowego – wyciągania ze szczelin. Każdy z zespołu po kolei ,,wpada” w szczelinę, a pozostali połączeni z nim liną hamują zjazd i wyciągają go ,,na powierzchnię”. Na zakończenie (i już w deszczu) budujemy schronisko śnieżne poprzez usypywanie kopca. Na bazie omawiamy minione dni i omawiamy różne pomysły na kolejne szkolenia zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Romanka|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech (b. czł. klubu)|16 02 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Sopotni Wielkiej podchodzimy początkowo niebieskim szlakiem a następnie przez Halę Stefanka docieramy do schroniska na Rysiance gdzie spotykamy Magdę i Staszka (wypożyczalnia sprzętu skiturowego  z Tuttu). Krótki odpoczynek i kierujemy się w stronę Romanki. Zjazd generalnie prosto z szczytu dość stromym zboczem jak na beskid. Warunki śniegowe mimo plusowych temperatur bardzo dobre ( na nartach z auta do auta).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FRomanka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitury na zboczach Rakonia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Przemysław Styrna (KKTJ), Florian Małek (KKTJ i KW Kraków), Igor (niezrz.)|15 02 2020}}&lt;br /&gt;
Ze Zverowki doliną Łataną wchodzimy na przełęcz Zabrat i dalej na Rakoń. Stąd zjeżdżamy do Wyżniej Chochołowskiej, następnie podchodzimy z powrotem na Rakoń i zjeżdżamy do Tatliakowej Chaty. Powrót do Zverowki przez Zabrat i dalej Doliną Łataną. W sumie wyszło 1675 metrów podejścia. Pogoda dopisała - dużo słońca i mało wiatru. Sytuacja śniegowa skomplikowana, ale nie beznadziejna. Dzięki dynamicznemu planowaniu zjazdu udało się nam zaliczyć sporo skrętów w sypkim i przyjemnym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - skitura na Kudłoń|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 02 2020}}&lt;br /&gt;
Akurat w Gorcach napadało więcej śniegu więc jako cel wybieramy górę Kudłoń (1274). Najpierw przez rozległe polany a potem leśnymi duktami wychodzimy w przepięknej pogodzie na szczyt. Poniżej wierzchołka znajduje się kilka ciekawych ostańców skalnych. Zjazd ładny choć miejscami musieliśmy kluczyć w lesie by ominąć bardziej kamieniste odcinki. Dolny odcinek to biały kobierzec, którym trochę inną drogą docieramy na nartach wprost do auta. Zrobiliśmy 740 m deniwelacji i 12 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FKudlon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Niżna - partie Gąbczaste|Ryszard Widuch, Grzegorz Szczurek, Kamil Liwocha, Maciej Rurański, Michał Trąbski, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 02 2020}}&lt;br /&gt;
Grupa kursowa doszła do Złotej Kaczki (niestety była zalana). Druga grupa przedarła się przez Partie Gąbczaste (zlewarowaliśmy dwa jeziorka) do Długiego Korytarza (chodnik znacznie zalany). Potem wszyscy posiedzieliśmy pod Wielkim Kominem oraz zwiedzaliśmy suchsze ciągi Partii Gąbczastych. Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: góry Al-Hadżar|Mateusz Golicz (kierownik), Ola Skowrońska (WKTJ), Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 19 01 2020}}&lt;br /&gt;
Dość intensywna działalność górska (jaskinie, kaniony, wspinaczka, trekingi). Szerszy opis i zdjęcia tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Oman_2020&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia w GALERII: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FOman&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy, Łukasz Majewicz + os.tow.|06 01 2020}}&lt;br /&gt;
Szczęście nam sprzyjało, dzięki czemu zaliczyliśmy piękną turę w Beskidzie. Pogoda dopisała, śnieg jeszcze bardziej. Startowaliśmy z parkingu w Korbielowie, gdzie wskoczyliśmy na żółty szlak prowadzący na Halę Miziową, którą osiągnęliśmy w około 2 godz. Po szybkim posiłku w schronisku wyruszyliśmy na szczyt w dość chłodnej aurze, aczkolwiek szybko się rozgrzaliśmy. Ze szczytu zjeżdżaliśmy niemalże w euforii, podziwiając i komentując przy każdym susie warunki, jakie napotkaliśmy. Śnieg był wtedy czystą poezją a niektórzy ogłosili ten zjazd najlepszym w sezonie. Zdjęcia chętnie bym wrzuciła ale nie ogarnęłam niestety tej czynności po wprowadzonych zmianach :(&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Okrągły Grzbiet|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 01 2020}}&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało czasu ale mimo to wyskoczyliśmy na krótką przebieżkę skiturową. Celem, dość spontanicznym okazał się Okrągły Grzbiet (947). Z Złatnej podchodzimy najpierw stokową drogą a potem stromo wprost na Okrągły Grzbiet. Dalej podążamy nieznacznie do góry w stronę granicy państwa lecz szybko nadciągający zmrok nakazuje nam zawrócić. Zjeżdżamy nie co inną drogą. Dość stromą rynną gdzie w dolnym fragmencie musieliśmy uważać na kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FOkraglyGrzbiet&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd na Błatnię i dzienny na Przykrą|Henryk Tomanek|31 12 2019 - 01 01 2020}}&lt;br /&gt;
W sylwestrową noc podejście na Błatnią (917). Tu potężne ognisko. Wszyscy poszli po 1-ej do schroniska więc do czwartej można było spokojnie posiedzieć przy ogniu i upiec kiełbaski. Reszta nocy to trochę zabawy w schronisku i powrót w dół razem z poznanymi rok temu znajomymi. Po nocy spędzonej przy wiacie szkoda było wracać do domu. Ponowne podejście lecz tym razem na przełaj w stronę Bałatni. Od Przykrej (818) powrót leśnymi ścieżkami w stronę Jaworza do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - nocny rajd narciarski na Wielką Raczę|Asia i Tomek Jaworski, Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz inne osoby|31 12 2019 - 01 01 2020}}&lt;br /&gt;
Sylwestrowo-noworoczny rajd skiturowy był umownym zakończeniem a jednocześnie rozpoczęciem naszej górskiej działalności na przełomie lat. Z Lalkovici od razu na nartach podchodzimy na wprost doliną Oscadnicy pod północne stoki Wielkiej Raczy (1236) i Upłazu (1043). Podejście miejscami dość strome z kluczeniem między łożyskami potoków tudzież młodników. Przed północą osiągamy graniczny grzbiet i w podmuchach mocnego wiatru i przy prószącym śniegu osiągamy szczyt Wielkiej Raczy witając Nowy Rok tuż przed szczytem. W schronisku Tomek odpala szampana i w miłych nastrojach spędzamy pierwszą godzinę nowego roku. Potem ładny zjazd przy świetle czołówek w stronę kompletnie pustych o tej porze nocy nartostrad i dalej do dołu do miejsca startu. Zrobiliśmy 780 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TYROL - Alpy Ötztalskie - Taschachtal|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|28 12 2019 - 01 01 2020}}&lt;br /&gt;
Okres poświąteczno-noworoczny spędziliśmy w Taschachhausie, schronisku znanym mi już wcześniej z wyjazdu z Markiem, Moniką i Furkiem na wiosnę 2015 roku. Główny budynek jest o tej porze roku zamknięty, ale obok funkcjonuje samoobsługowy &amp;quot;Winterhaus&amp;quot;. Ta z pozoru mała chatynka posiada w pełni wyposażoną i ogrzewaną kuchnię (w tym piekarnik), trzy sypialnie po ok. 10 łóżek każda, patentową bio-toaletę (niby latryna, ale z porcelanowym interfejsem), oświetlenie elektryczne na baterie słoneczne (niestety nie funkcjonujące w grudniu) i zapas piwa na cały sezon narciarski (Rädler, Weißbier oraz bezalkoholowe). Zakładaliśmy, że jeśli nawet ktoś jeszcze wpadnie na pomysł spędzenia Sylwestra w tych górach, to akurat w Taschachhausie jakoś się pomieścimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dodatkowym atutem Taschachhausu jest - jak na alpejskie standardy - stosunkowo krótkie podejście, sprzyjające noszeniu na grzbiecie zapasu jedzenia na pięć dni. Dzięki położeniu doliny Taschach w sąsiedztwie ośrodka narciarskiego Pitztal, można podjechać samochodem odśnieżoną drogą aż do wysokości 1720 m. Nasze schronisko znajduje się na 2435 m. Całą drogę torujemy w świeżym śniegu o miąższości do pół metra. Trafiliśmy idealnie w kilka dni doskonałej, słonecznej pogody, które nastąpiły bezpośrednio po obfitych opadach. Jedynym minusem tych okoliczności był trzeci stopień zagrożenia lawinowego, który zresztą zapewne wraz z medialnymi doniesieniami o kilku wypadkach lawinowych na przestrzeni raptem kilku dni przyczynił się do chwilowego spadku popularności wysokogórskich wycieczek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście zajmuje nam niecałe pięć godzin sobotniego popołudnia; w pustej chacie jesteśmy więc na krótko przed zmrokiem. Kiedy już rozpaliliśmy w piecu, dołącza do nas Philipp, Niemiec z Bawarii, uradowany, że w końcu udało mu się zrealizować od dawna zamierzony plan na wycieczkę górską z noclegiem. Wieczór upływa na rozmowach o różnych górskich aktywnościach i na czytaniu książek. Choć jadalnia jest dobrze zaizolowana i z łatwością daje się nagrzać do przyjemnej temperatury, to jednak sypialnie nie są już ogrzewane i przychodzi nam kłaść się spać w temperaturze ok. -15 C. Duży zapas kocy - który zresztą można znaleźć w każdej chacie samoobsługowej w Austrii - pomaga przetrwać ten mróz. Na szczęście w nocy przychodzi znaczne ocieplenie i budzimy się już w dużo  bardziej komfortowych warunkach (lekko na minusie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielny poranek Philipp wyrusza torować szlak na Bliggspitze (3454), a my podążamy jego śladem &amp;quot;i zobaczymy, co się stanie&amp;quot;. Powyżej chatki na śniegu nie ma absolutnie żadnych śladów nart, a nasz kolega czuje potrzebę zrewanżowania się nam za przygotowanie trasy do schroniska. Mimo doskonałej widoczności Philipp myli drogę i skręca w prawo o jedną dolinę za wcześnie. Na skutek tego błędu trafiamy pod lodowiec Eiskastenferner, na wysokość mniej więcej 3040 m. Stąd Philipp zjeżdża na sam dół, na parking. My mogliśmy wprawdzie podejść na nartach kolejne 150 - 200 m wyżej, ale uznajemy, że na początek nam wystarczy. Zjazd do chatki przebiega po bajecznym puchu. Śniegu jest tak dużo, że na stokach o niewielkim nachyleniu musimy się wręcz odpychać. Na dnie doliny odczuwamy wady wczesnej zimy w postaci niewidocznych, przykrytych warstwą świeżego śniegu kamieni. Na bazę wracamy około drugiej. Jak na pierwsze wyjście skiturowe sezonu, na dającej się już we znaki wysokości, z lekką infekcją górnych dróg oddechowych (Ola) - w zupełności nam wystarcza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy tylko rozpoczęliśmy popołudniowe czytanie, do domku wchodzą Simon i Dominik, młodzi i ambitni bawarczycy; jeden z brodą, a drugi z &amp;quot;dziwnym fonsem&amp;quot;. Chłopaki są trochę zawiedzeni, że oprócz nas nikt nie szwendał się po okolicznych górach. Rozhajcowują piec tak, że w jadalni robi się 25 stopni i wybierają sypialnię tuż nad kuchnią. Są bardzo sympatyczni, choć to kombinatorzy - następnego poranka robią wszystko, żeby tylko wyjść po nas i iść naszym śladem. Kiedy my przystajemy na sprawdzenie mapy, oni gdzieś tam za nami również przystają w jakieś bardzo ważnej sprawie. Wyprzedzają nas dopiero, kiedy nasze drogi się rozchodzą; my idziemy na północ w stronę Bliggscharte (3210), zaś oni żwawym krokiem podążają na zachód, docelowo mając w zamiarach wejście na Ölgrubenkopf (3392). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bliggscharte jest bardzo dobrym celem na wysokie zagrożenie lawinowe. Szerokie stoki opadające z tej przełęczy cechują się stosunkowo niewielkim nachyleniem i tylko ostatnie 70 m pionu jest zauważalnie strome. Układ wiatrów nam jednak sprzyja i na tym najgorszym odcinku natrafiamy na z pozoru stabilny, nieprzemodelowany przez wiatr śnieg. Gdzieś od 2800 (Ola) - 2900 (Mateusz) dopada nasze organizmy obniżona podaż tlenu i musimy wkładać dużo wysiłku w kontrolowanie tempa. Tak to już jest - co wiem z poprzednich wycieczek na skitury w Alpach - że choć po półtorej godziny jest się już w połowie wysokości, to wyjście tej drugiej połowy zajmuje kolejne trzy godziny. Trzeba się po prostu z tym pogodzić i odpowiednio planować. Rozległy widok z przełęczy Bliggscharte pod bezchmurnym niebem jest miłą nagrodą za włożone w mozolne zdobywanie wysokości kalorie. Jeszcze milszy jest bajeczny zjazd po dwudniowym już puchu, jednorodnie pokrywającym zbocza o kilkudziesięciometrowej szerokości. Z kamieniami niżej w dolinie jest lepiej: te płytko położone pod śniegiem są już lepiej odsłonięte; a te nie odsłonięte są już lepiej przykryte... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy docieramy do schroniska o trzeciej, Simon i Dominik zdążyli już nahajcować do swojej ulubionej temperatury. Przez okno jadalni rozpościera się widok na skąpane w ostatnich promieniach słońca dno doliny, położone 400 metrów pod nami. Wymieniamy się informacjami o warunkach i oddajemy zajęciom w podgrupach - Ola i ja czytamy beletrystykę, Simon uczy się medycyny, a Dominik idzie na drzemkę. Wszyscy zresztą uzupełniliśmy braki w śnie za cały 2019 rok. O ile tylko nie jest się w sportowej formie, wyjazdy skiturowe do alpejskich chatek sprzyjają wypoczynkowi biernemu. W terenie wysokogórskim swój dzienny limit wysiłku można z łatwością wyczerpać w 6-8 godzin. Potem, choćby się chciało zrobić coś jeszcze, to jednak mięśnie i stawy protestują i nie pozostaje nic innego, jak tylko spać, konwersować z towarzyszami albo czytać książkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sylwestrowy poranek Simon i Dominik idą na strome, południowe, stale znajdujące się w cieniu zbocza Taschachtal. Przez całe przedpołudnie obserwujemy ich na budzącym grozę lodowcu Sexegertenferner. My tymczasem podążamy gotowym śladem na sprawdzony przez nich dzień wcześniej cel - szczyt Ölgrubenkopf (3392). Ze względów bezpieczeństwa zatrzymujemy się na grani, około 3 m pod właściwym &amp;quot;pikiem&amp;quot;. Ilość gór widoczna z tego miejsca jednocześnie zachwyca i przeraża. Szczególnie ciekawy jest zaskakująco dla nas płaski i rozległy lodowiec Gepatschferner oraz zlokalizowany nad jeziorkiem Weißsee ośrodek narciarski. Po trzech nocach spędzonych na poziomie 2434 m organizm zaczyna już się przystosowywać i właściwie moglibyśmy podejść jeszcze trochę wyżej, ale droga na kolejny na grani wierzchołek Vord. Ölgrubenspitze (3456) to już rasowe, zimowe wspinanie - na które ani nie mieliśmy ochoty, ani sprzętu. Zaoszczędzona energia przydała się na zjazd, tym razem w górnej części biegnący przez przewiane śniegi poprzetykane mniej lub bardziej wystającymi kamieniami. Właśnie w tej górnej części zahaczam o jeden, jedyny kamień i wyrywam kawałek ślizgu przy krawędzi. Cóż, w tym śniegu narta &amp;quot;jedzie&amp;quot; nadal dobrze, ale naprawa będzie kosztowna i niekoniecznie na dłuższą metę skuteczna. Mimo tej sprzętowej przykrości mamy bardzo dobry dzień. Poniżej  3100 m śnieg jest już nietknięty przez wiatr - i choć już zauważalnie cięższy i bardziej męczący niż w poprzednie dni - to nadal niezwykle przyjemny do zjazdu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodziewaliśmy się zastać w chatce &amp;quot;naszych chłopców&amp;quot;, którzy pierwotnie mieli zostać z nami aż do Nowego Roku. Najwyraźniej jednak Bawarczycy zmienili zdanie i wróciwszy wcześnie ze swojej lodowcowej eskapady, postanowili Sylwestra spędzić w dolinach. Została bowiem po nich tylko duża puszka orzeszków ziemnych, bardzo sugestywnie umieszczona wśród naszych rzeczy. Na tej wysokości, w tych temperaturach, dwieście gramów orzeszków - około 1000 kalorii - to nie jest byle co! Dzięki temu prezentowi z łatwością oszczędziliśmy jeden liofilizowany posiłek. Jak można było przewidzieć - tym bardziej, że komunikat lawinowy złagodniał do &amp;quot;2&amp;quot; - sylwestrowy wieczór przyszło nam spędzić w najliczniejszym towarzystwie. Przed zmrokiem w chatce zjawiają się przybysze z nizin - trzech Czechów z Brna i czworo Niemców z okolic Frankfurtu. W Taschachhausie taka liczba osób nadal może bytować w komfortowych warunkach: w jadalni samorzutnie powstaje stolik &amp;quot;słowiański&amp;quot; i stolik &amp;quot;germański&amp;quot; - a jeden stolik pośrodku jest nadal pusty. Przyszło mu zresztą pełnić symboliczną rolę. Czesi podzielili się z nami przygotowaną przez siebie pyszną herbatą, a Niemcy - cóż - tolerowali naszą obecność. Nie doszło do żadnych gorszących scen i nieprzyjemnych sytuacji (nic takiego zresztą nigdy mi się  w alpejskich chatkach nie przytrafiło), ale komunikacja niewerbalna w naszym kierunku miała znamiona lekkiej niechęci. Wycofaliśmy się do śpiworów o ósmej; zresztą chyba wszyscy - bodaj z wyjątkiem dwóch najtwardszych Czechów - powitali Nowy Rok w objęciach Morfeusza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatni nasz dzień w Alpach - środa, dzień powrotu do domu - miło nas zaskoczył. Poranek upłynął nam niemal jak co dzień - z tą różnicą, że po raz pierwszy mieszkańcy schroniska budzili się o różnych porach. W przeciwieństwie do poprzednio zamieszkujących tu z nami Bawarczyków, Germanie w górach przestrzegają germańskiej dyscypliny i wstają o szóstej rano. Słońce wstaje wprawdzie o ósmej, a oni nie zamierzają się dziś na żaden poważny cel - chcą zjechać do doliny i pojeździć na wyciągach na lodowcu - ale w górach wstaje się wcześnie, bo tak się robi w górach, bo przodkowie tak kazali - i tyle. Dzięki temu mamy ich przynajmniej szybko z głowy - a dzięki wczesnemu udaniu się na spoczynek nie narzekamy na ich głośną, poranną krzątaninę. Trzeba im w każdym razie policzyć na plus sprzątanie: przetarli kuchnię, pozamiatali pół jadalni, wynieśli śnieg z przedsionka... Czesi tymczasem zbierają się powoli - i choć oni idą w góry, a my w doliny, to jednak my z całym dobytkiem na plecach wyruszamy znacznie przed nimi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym miłym zaskoczeniem dnia był nasz zjazd na parking. Poranne wycofy z alpejskich schronisk kojarzą mi się z walką o życie na betonach - albo wręcz przeciwnie, z mokrym, hamującym śniegiem, brutalnie wyznaczającym dla narciarza granicę między zimą a wiosną. Byłem pewien, że na tym &amp;quot;zjeździe&amp;quot; będziemy musieli założyć foki. Z prognoz pogody, które sprawdzaliśmy codziennie, wynikało, że śnieg powinien się powoli topić; dolina Taschach pozostaje jednak o tej porze roku przez zdecydowaną większość dnia w cieniu i lokalny mikroklimat najwyraźniej przyczynił się do jedynie niewielkiego zmetamorfizowania zalegającego tu śniegu. Aż do parkingu nadal leżał puch. Pierwszą połowę wysokości pokonaliśmy w piętnaście minut i z wielką przyjemnością. Potem zrobiło się płasko, ale dzięki koleinom ubitym przez naszych czcigodnych poprzedników miejscami udawało się nabrać trochę prędkości. Cały zjazd zajął nam półtorej godziny - czyli mniej więcej połowę tego, co prognozowałem. Na dobry początek nowego roku przy samochodzie spotykamy dwoje Francuzów, którzy z zaparkowanego obok nas busa wyciągnęli stolik i składane krzesełka i rozbili się na śniadanie na pobliskim, ośnieżonym pagórku (temperatura powietrza -2 C). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując: przez cztery doby pobytu w Alpach przebyliśmy ok. 3200 m deniwelacji. Pogoda i warunki śniegowe sprzyjały nam jak rzadko kiedy. Nie licząc krótkich mijanek z Philippem, Simonem i Dominikiem, w terenie nie spotkaliśmy ani jednego człowieka.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2020&amp;diff=9350</id>
		<title>Wyjazdy 2020</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2020&amp;diff=9350"/>
		<updated>2020-08-16T20:19:13Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__ &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - pętla przez dolinki krakowskie|Esa i  &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, oraz inne os. tow.|16 08 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy piękną pętlę rowerową przez dolinki krakowskie poczynając z Krzeszowic. Przepiękny odcinek od wąwozu Zbrza przez dol. Racławiki a następnie ciekawym wąwozem Stradlina do dol. Szklarki i dalej wierzchowinami do Radwanowic. Wracamy przez Bukową Górę do punktu wyjścia. W trakcie wyjazdu kilka awarii sprzętu lecz wszystko się dobrze skończyło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FJura-rowery&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie|Wojtek, Zosia, Staś, Hania i &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, oraz inne os. tow.|03-14 08 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wakacje w tym roku spędziliśmy na dobrze nam znanej kwaterze w Tatrach, do której niemal co roku (lub kilka razy w roku) wracamy z dużym sentymentem.  Udało nam się odbyć kilka wycieczek „rozruchowych”, jedną zasadniczą i jedną „relaksacyjną”. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dziećmi w pełnym składzie (czyli z wycieczek rozruchowych) odwiedziliśmy Dolinę Lejową z przejściem Ścieżką nad Reglami do Dol. Chochołowskiej oraz z Kir na Przysłop Miętusi przez Staników Żleb i powrót do Dol. Kościeliskiej. Próbowaliśmy również któregoś popołudnia odwiedzić Wąwóz Kraków, jednak kawałek za Polaną Cudakową (do której szliśmy bagatela 40 min) stwierdziliśmy, że jesteśmy na tyle wyrąbani, że po zjedzeniu zapasów zarządziliśmy odwrót. Logistyka wyjścia z niespełna dwulatkiem rządzi się swoimi prawami :) Poziom grzeczności i słodkości nie mają tu niestety nic do rzeczy. Wąwóz Kraków z przejściem przez Smoczą Jamę  nadrobiłam ze „starszakami” dnia następnego. Wcześniej chcieli odwiedzić jeszcze Raptawicką i Obłazkową - jak w zeszłym roku z tatą, ale wybór w końcu padł na „coś nowego” i nie żałowali. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zasadniczą wycieczką była pierwsza rodzinna wycieczka ponadreglowa. Hania została pod najlepszą opieką, a my w 4 ruszyliśmy Dol. Małej Łąki na Kondracką Przełęcz. Starszeństwo było zachwycone łażeniem po głazach i drobnymi wspinaczkami i choć podejście nawet dla mnie po dłuższej przerwie było wyczerpujące – nie zająknęli się ani razu. Po osiągnięciu przełęczy i drugim śniadaniu szybko zmyliśmy się w kierunku Wyżniej Kondrackiej Przełęczy, skąd zeszliśmy czerwonym szlakiem przez Siodło i Grzybowiec, ponownie do Dol. Małej Łąki. Z całej wycieczki i sześcio- i ośmioletnim nogom  najbardziej podobało się łażenie po skałach i drobne wspinaczki/trudności do pokonania. Tylko te dolinne łażenie – dość uciążliwe, szczególnie dla nóg najkrótszych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z ciekawostek przyrodniczych – w dol. Lejowej spotkaliśmy żmiję zygzakowatą (ach i pozostałość po kałuży z martwymi kijankami), przy zejściu z Wyżniej Kondrackiej Przełęczy widzieliśmy sporo szarotek, goździka postrzępionego, goździka pysznego, dzwonka wąskolistnego i tojad. Kilka razy spotkaliśmy żerdziankę krawca (takie bydle z długimi czułkami). Prawdziwym hitem okazał się dzięcioł trójpalczasty na Przełęczy Iwaniackiej i…. mały niedźwiedź u zbiegu dolin Iwaniackiej i Starorobociańskiej. Tutaj mieliśmy dość konkretny stres, niedźwiedź był dość blisko (ok. 100 m od nas – choć odszedł w przeciwnym do naszego kierunku), a my z Wojtkiem dopiero zaczynaliśmy wycieczkę. Szlak mało uczęszczany (do tego momentu widziałam same plusy tego rodzaju rozwiązania) i w dodatku spora część prowadziła wysokimi zaroślami po stronie stoków Kominiarskigo. Nic tylko czekać, aż wychynie jakaś większa GŁOWA. Z duszą na ramieniu i szybką kalkulacją życiowo-ekonomiczną w głowie (lepiej niech zje mnie) ruszyliśmy w górę. Także to była ta wycieczka relaksacyjna. Z lekkim stresem i wiatrem we włosach, gdy znaleźliśmy się już na grani Ornaku. Wtedy już jedynym zmartwieniem pozostał czas jaki mamy na posiedzenie sobie na wysokościach.  Nie było jednak go zbyt wiele. Z Siwej Przełęczy zeszliśmy prosto do Dol. Starorobociańskiej, gdzie nieustannie szukaliśmy rodziny niedźwiadka z rana ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małżonek przemierzył jeszcze parę fragmentów grani w Tatrach Zachodnich, a ja szukałam patyków i czasem podawałam kamienie do rzucania w wodę. Zdjęcia wkrótce&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy Nadmorskie - wyjazd kanioningowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|01 - 14 08 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie wyjazdu zrobiliśmy 12 kanionów o łatwo – średnich trudnościach. Cały czas piękna pogoda, noclegi pod gołym niebem. Przemieszczanie z doliny do doliny setkami wąskich  serpentyn. Oprócz tego wspaniałe pejzaże francuskiej prowincji. Bardzo fajna przygoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu szerszy opis: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francja_2020&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FFrancja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wyprawa Hoher Goll 2020|Z RKG Nocek: Magda Sarapata, Mateusz Golicz, Stanisław Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Z KKS-u: Miłoasz Dryjański, Jacek Szczygieł, Dariusz Mazur, Tomasz Chojnacki, z WKTJ:  Ola Skowrońska, Sonia Dudziak, Paulina Piechowiak, Witold Hoffmann, Kacper , z SKTJ: Marta Katafiasz, z JKJ: Paweł Jeziorny|01 - 22 08 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku dźwięk nadlatującego helikoptera dawał znać, że wyprawa się rozpoczeła. Po porannych przygotowaniach szpej, jedzenie i rzeczy osobiste były przygotowane do lotu. Ze względu na większą liczbę osób oraz na fakt, że śmieci trzeba było przygotować, helikopter musiał zrobić jedną dodatkową rundę. &lt;br /&gt;
Co było dobrego w tym roku, w porównaniu z poprzednimi moimi wyprawami, to  &amp;quot;świeża krew&amp;quot; z Poznania, która znacznie wzmocniła potencjał wyprawy. Każdy z nowych towarzyszy był zaznajomiony z trudami wypraw, gdyż swoje doświadczenia zbierali na innych wyprawach i to nie tylko polskich, więc w większości byli bardziej doświadczeni niż ja sam. &lt;br /&gt;
Od początku wyprawy był nacisk, aby wykorzystać ten potencjał ludzki, gdyż większość osób była na jeden, góra dwa tygodnie (ja byłem na 10 dni). Już w dniu przylotu, pierwsza ekipa otworzyła biwak w Cichych gangach, a my kolejnego dnia po przylocie rozłożyliśmy nowy biwak w Puchowych gangach, choć ze względu na ilość błota, pieszczotliwie nazywane były Kałowymi ;) Każdy powrót z jaskini dodawał kolejne skartowane metry. W pierwszym tygodniu wyprawy udało się skartować ok. 500 m nowych ciągów jaskini, co było dobrym wynikiem, gdyż średnia ilość skartowanych ciągów na poprzednich wyprawach wahała się pomiędzy 600-800 m, także bardzo fajnie jak na pierwszy tydzień. &lt;br /&gt;
Ja osobiście bardzo dobrze wspominam tegoroczną wyprawę (choć brak było mi Iwony). Jak na moje możliwości, w miarę dużo zdziałałem (choć teraz jak siędzę przed klawiaturą to czuję niedosyt), poznałem nowych fajnych ludzi od których dużo się nauczyłem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ Świdrem z Woli Karczewskiej do Wisły i Wisłą do Rezerwatu Wyspy Zawadowskie|Tadek i &amp;lt;u&amp;gt;Basia&amp;lt;/u&amp;gt; Szmatłoch, Adam i Ania Szmatłoch z Pawełkiem i Wojtusiem, Agnieszka i Piotrek Witkowscy z Ignasiem, Artur Szmatłoch z Julią, Marek, Wojtek, Hania, Staś|30 07 2020}}&lt;br /&gt;
Było bardzo ciekawie, choć czasami męcząco ze względu na niski stan wody jak widać na załączonych zdjęciach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy wpływaliśmy na wody Wisły trochę ogarnął niektórych uczestników strach przed tak wielką rzeką, jaką jest Wisła. Ale nawet gdy wiatr nam wiał w oczy, myśmy z determinacją i resztkami sił, po 7,5 h wiosłowania, dotarli do celu. Znaczy na Wyspy Zawadowskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tam przyjechały samochody, które odwiozły nas do stanicy kajakowej w Otwocku, gdzie mieliśmy samochody.&lt;br /&gt;
Po powrocie na miejsce biwaku w Wildze, pojechaliśmy na zasłużoną pizzę do leśnej knajpki &amp;quot;Pod Aniołami&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FSplywSwidrem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury - ferraty i nie tylko|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 2 os.tow.|19 - 26 07 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem wyjazdu bylo kilka ferrat w rejonie masywu Dachstein a potem przejazd w Wysokie Taury i wejście normalną drogą na Grossglockner. Pierwszego dnia dojeżdżamy do miejscowości Ramsau am Dachstein i śpimy na pobliskim campingu. W przeciwieństwie do podawanych prognoz pogoda nawet dobra.  Udajemy się do schroniska Sudwandhutte, które było tu naszą bazą. na kolejne dwie noce. Tego dnia idziemy przez przełęcz Huhnerscharte na pobliski szczyt Dachstein ( pod drodze dwie łatwe Ferraty z tego na szczyt wyprowadza ferrata Schulter - 3-cia cześć tzw. superferraty).&lt;br /&gt;
Nazajutrz idziemy na sąsiedni Koperkarstein gdzie dochodzimy przez tę samą przełęcz ale inną trudną ferratą (Skywalk) i na dół schodzimy inną doliną. Wieczorem burza a następnego dnia pogoda się załamuje my jednak i tak planowaliśmy przenieść się pod Grossglocknera (3798). Ten dzień poświęcamy na dodatkowe zakupy i przejazd pod Lucknerhaus. Stamtąd idziemy do Studlhutte gdzie śpimy jedną noc. Pogoda tego dnia nie rozpieszcza. Co chwile pada deszcz. Następnego dnia dochodzimy do schroniska Eherzog. Próbujemy tego dnia dojść na szczyt lecz przed podejściem na grań zaczyna wiać, padać śnieg i załamuje się widoczność. Taka pogoda w sumie utrzymuje się przez dwa kolejne dni. Z powodu luźnego śniegu i wiatru wracamy do schroniska. Ostatniego dnia udaje się wyjść na szczyt w kiepskich warunkach i schodzimy z powrotem do auta. Wieczorem wyjeżdżamy z gór pod Salzburg gdzie śpimy po drodze a nazajutrz wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Romanka-Rysianka-Hala Miziowa|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt; + 2 os.tow.|26 07 2020}}&lt;br /&gt;
Zaliczyliśmy piękną pętlę: Sopotnia Wlk.-Romanka-Rysianka-Hala Miziowa-Sopotnia Wlk. W górach, o dziwo, nie było znacznych tłumów, pogoda dopisała, w związku z czym humory też.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sudety - Rudawy Janowickie|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotrek Strzelecki|16 - 19 07 2020}}&lt;br /&gt;
W ostatni weekend wzięliśmy udział w szkoleniu wspinaczkowym organizowanym przez KTJ PZA. Były one dedykowane zarówno dla grotołazów jak i dla instruktorów taternictwa jaskiniowego, w celu unifikacji. Zajęcia odbywały się w Rudawach Janowickich, a ich tematem była wspinaczka na własnej asekuracji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy się w czwartek wieczorem na Taborze Pod Krzywą. Dla planujących odwiedziny w tym miejscu podpowiadamy, że żeby dostać się na kemping nie należy kierować się wskazaniami GPS'u lecz wejść na stronę Taboru i kierować się na pole wg. wskazówek tam podanych!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia zaczęliśmy w piątek rano od przeglądu sprzętu osobistego oraz zespołowego. Podzieleni zostaliśmy również na mniejsze grupy oraz zespoły wspinaczkowe, w których mieliśmy ćwiczyć przez najbliższe dni. &lt;br /&gt;
Następnie przeszliśmy do części teoretycznej w której omówione zostały takie tematy jak budowanie stanowisk, osadzanie punktów, wspinanie wielowyciągowe czy autoratownictwo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym popołudniem wybraliśmy się na skały w rejonie zamku Bolczów, na Strażnicę, gdzie ćwiczyliśmy omawiane zagadnienia. Nowością dla mnie była wspinaczka w zespole trzyosobowym oraz na linie połówkowej. Wraz z dziewczynami z którymi byłam w grupie, udało nam się pokonać dwie drogi (trudność III i IV). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia przenieśliśmy się na skały Grupy Fajki- Skałę Fajkę. Tutaj ćwiczymy budowanie stanowisk pośrednich i zmianę prowadzącego w zespole na drogach o wycenach III, IV+ i V+.  Naszym największym utrapieniem był permanentny bałagan na stanowisku, którego nie umiałyśmy opanować mimo wszelkich starań oraz uporczywie blokujący się w klinie skalnym, podczas ściągania liny, węzeł. Na koniec do zdobytych umiejętności dokładamy zjazd ,,z przesiadką” na stanowisku wiszącym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia z rana odbywa się kolejna część pokazowo-teoretyczna, w trakcie której jeszcze raz omawiane są niektóre wcześniej już poruszone tematy, budowa stanowisk z liny oraz poznajemy trochę przydatnych trików. Po wykładzie pakujemy się i składamy namioty, po czym jedziemy ponownie w rejon Zamku Bolczów na Głaziska Janowieckie i pokonujemy naszą ostatnią drogę IV+, na której mieliśmy ćwiczyć budowanie stanowiska z liny, niestety wybrane miejsce na stanowisko pośrednie wcale nie jest sympatyczną półką na jaką wyglądało z ziemi, a osadzane punkty nie siedzą zbyt dobrze, w związku z czym powróciłyśmy do wcześniej ćwiczonego stanowiska z taśmy oraz wspomagamy się punktem stałym należącym do pokonywanej przez nas drogi. Krążąca niedaleko burza, wprowadziła nas w klimat ,,poważnej” górskiej wspinaczki i dodatkowo dopingowane przez instruktora,staramy się jak najszybciej pokonać dalszą część drogi. Na szczęście burza ani deszcz wcale nie nadchodzą, dzięki czemu mogliśmy w spokoju spotkać się z pozostałymi zespołami na mowę końcową oraz podział przywiezionego sprzętu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FRudawyJanowickie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - dolina Wrzosy|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 07 2020}}&lt;br /&gt;
Nieopodal Brodły znajduje się ciekawa dolina Wrzosy. Cztery wysokie masywy skalne oraz nie wielka jaskinia na Wrzosach. Skały obite, drogi trudne. Było po deszczu i parno jak w Amazonii. Wchodzimy do niewielkiej pieczary i oglądamy skały. Szybko jednak musimy uciekać gdyż nawała komarów była nie do zdzierżenia. Potem jeszcze udajemy się do rezerwatu przyrody potoku Rudno. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2020/Wrzosy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Mędralowa|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 07 2020}}&lt;br /&gt;
Z Koszarawy na przełaj podejście na Mędralową (1168). Stąd ciekawym szlakiem na przeł. Klekociny i zejście do auta. W górach króluje soczysta zieleń wspaniale kontrastująca z głębokim błękitem nieba z delikatnymi cumulusami. W dodatku lekki przyjemny wietrzyk. Spotkaliśmy tu zaledwie kilka osób. Wyjście kondycyjne lecz z dużą dozą wrażeń natury estetycznej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2020/Medralowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspin|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; oraz kolega |04 07 2020}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy okolice Łabajowej, a dokładniej Mur Skwirczyńskiego. Koledze padło kilka dróg (IV-VI.1+), ja sobie po nim wędkowałem. W tym czasie Iwona zwiedzała okolicę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Lecie Klubu|Daniel Bula z Basią, Staszek Dacy, Łukasz Pawlas z Helencią, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Maciek Rurański z Natalką i Igorem, Magda Sarapata, Damian i Teresa Szołtysik, Adam Tulec oraz kilkoro znajomych z wraz z rodzinami i pies Piwo|27 - 28 06 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy to niepewna pogoda, czy może wynik czasów pandemii, ale w tym roku Lecie klubu świętowane było w okrojonym składzie. Bardzo brakowało nam wszystkich klubowych znajomych i ich rodzin, jak również opowieści przy ognisku o tym jak kiedyś zdobywano jaskinie i rad od bardziej doświadczonych kolegów jak zostać grotołazem nad grotołazami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę, spędziliśmy czas przy dobrze klubowiczom znanej skałce w Piasecznie - Cydzowniku. Padło kilka cyferek, obietnic poprawy na przyszłość i gróźb do skały, która nie chciała się kleić do rąk. Wieczorem ognisko i pogaduchy. Poszliśmy spać w sam raz by schować się przed deszczem i burzą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę po śniadaniu i kawie ekipa podzieliła się. Część osób wróciło wcześniej do domu, Damian z Teresą zdecydowali się na eksplorację Dupickiej Pochylni. Spora grupka wybrała się na Sowie skały by poćwiczyć autoratownictwo oraz techniki linowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Choć było nas niewielu, to miło było zobaczyć tyle twarzy po takiej przerwie. Mamy nadzieję, że na przyszły rok klubowicze i sympatycy pojawia się ze zdwojoną siłą! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia wkrótce.. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Ptasia|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; + 1|27 06 2020}}&lt;br /&gt;
W 2017 r. po odebraniu karty taternika jaskiniowego często padało hasło, aby wybrać się na akcję do Ptasiej. Każda historia z Ptasią zawierała takie elementy jak: wyczerpująca, długa, ledwo uszedł z życiem, 22h na nogach. Mimo tego, bardzo chciałem pójść do Ptasiej, żeby w końcu &amp;quot;odhaczyć&amp;quot; klasyka. Wielokrotnie zagadywałem Mateusza w ostatnim czasie, czy się do Ptasiej wybiera i ostatecznie w ostatni weekend obydwoje mieliścy wolny termin. Celem było dojście do Szczeliny Strzygi. Na szczęście w tym czasie do Ptasiej wybierało się również Bielsko, które umożliwiło nam skorzystanie z ich lin, a to było duże odciążenie dla naszej trójki. Ok. 8 rano wyruszyliśmy z parkingu w Kirach w stronę naszego celu. Podejście poszło sprawnie. Dochodząc pod jaskinię zastajemy kończących się przebierać chłopaków z BB. Po oszpejeniu ok. 11.30 wchodzimy do Ptasiej. Dla mnie pozytywny szok, bo mało tatrzańskich jaskiń zaczyna się tak majestatycznym zjazdem. Gorzej będzie w drugą stronę. Dalej czeka zaporęczowana &amp;quot;szczelina do piekła&amp;quot; zwana czterdziestką i w okolicach Palidera nasze drogi z drugą ekipą się rozmijają, choć jeszcze przez długi czas ich słyszymy. Idzie nam sprawnie, pierwsze problemy (wyolbrzymione) powoduje zacisk klasy &amp;quot;Lux&amp;quot;, ale po odpowiednim wyprofilowaniu mojego ciała przechodzi się go gładko. Będąc pierwszy raz Ptasiej podążam &amp;quot;za gumiakami&amp;quot; i w ten sposób mijamy kolejne studnie i węższe miejsca. Ze względu na duży potok lejący się wprost w lini zjazdu deszczowej &amp;quot;11&amp;quot; postanawiamy zawrócić, nieosiągając szczeliny Strzygi. Powrót idzie sprawnie, choć większe studnie pokonuje wolniej niż bym chciał, przejścia w Czarnej na to nie przygotowują :) Ostatecznie po 18.30 jesteśmy na powierzchni. Pogoda piękna, tak by się chciało zawsze wychodzić z jaskini. Wracając do auta słyszymy na szlaku włoskie szlagiery, myśląc, że za rogiem ktoś organizuje wesele. Źródłem dźwięku był zagubiony na szlaku telefon. Właściciel miał szczęście, bo o tamtej porze byliśmy chyba jedynymi osobami szlaku. Oddajemy w dolinie zgubę i docieramy do auta. Ptasia zrobiła na mnie dobre wrażenie, mimo jej hardego charakteru, którego skutki poczułem w nogach następnego dnia :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dupicka Pochylnia|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 06 2020}}&lt;br /&gt;
W ramach spotkania klubowego m. in. lecia klubu poszliśmy do Dupickiej Pochylni. Znajduje się ona w paśmie niewielkich skał porośniętych lasem. Nazwa trafna. Zjeżdżamy z 10 m pochylnią, która przechodzi dalej w pionową studzienkę. Na Dole dwa zaglinione korytarze. Na przełamaniu pochylni pięterko z również dwoma gliniastymi korytarzami. W obu przodkach sprzęt do kopania. Obiekt w sumie dość ciekawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FDupica_Pochylnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna|Joanna Przymus, Magda Sarapata, Stanisław Dacy, Buli oraz &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|21 06 2020}}&lt;br /&gt;
Ze względu na nieprzychylną aurę wybraliśmy się (po raz kolejny) do Czarnej, tym razem odwiedzić partie Królewskie. Od samego początku trzeba było walczyć z defetyzmem załogi, bo pogoda w Tatrach w ten weekend nie rozpieszczała. Na szczęście żelazna, ba stalowa wola kierownika pozwoliła przezwyciężyć niechęć zespołu. Pomimo, że wyszliśmy przemoczeni z jaskini (wielodniowe deszcze dawały się we znaki, szczególnie w okolicach smolucha) jednogłośnie stwierdziliśmy, że wyszła nam całkiem fajna, sprawna akcja :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A Magda widziała to tak: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3 nad ranem, dzwoni budzik. Wtedy po raz kolejny zastanawiamy się: po co nam to? Przed nami wolny dzień, można pospać, ale nie! Przecież umówiliśmy się na akcję i wszyscy są zmotywowani, mimo niezbyt sprzyjającej pogody. O 4 podjeżdża Karol z Asią i Bulim, po drodze szybko okazuje się, że nie tylko my mieliśmy takie myśli. Przed bramkami padały kolejne wątpliwości, doszło nawet do sprawdzania prognozowanych mm opadów, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się jechać ku przygodzie. W aucie wybieramy Partie Królewskie, co nas (mnie i Staszka) cieszy, bo jeszcze tam nie byliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dojeżdżamy, idziemy doliną, próbując sobie nawet przypomnieć nazwy kolejnych Kopek. Na podejściu szybko okazuje się, że kalosze to był bardzo dobry pomysł (nawet z dziurką!). Dochodzimy pod otwór, sprawnie się przebieramy i Karol zaczyna zjazd. Okazuje się, że zlotówka z dużą ilością dodatkowych punktów niezmiernie zaskakuje sposobem poręczowania. Zjeżdżam jako trzecia za Staszkiem, a na końcu idzie mała loża szyderców (służących też dobrą radą ;)) w postaci Asi i Buliego. Dochodzę do prożku Rabka, ale już po wszystkim. Karol napiera jak dzik! Tym razem nawet Staszkowi nie udaje się dopchać do wspinaczki. W jaskini dosyć mokro, przed Herkulesem sporo wody. Potem pada KW, Karola nie da się zatrzymać :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wejściem do Królewskich zamieniamy się i ja przejmuję asekurację (w końcu udaje się zaprezentować wyćwiczoną półwyblinkę) i poręczowanie na drugiego. Zawsze to trochę ćwiczeń, gdy na wspinanie nie ma pary. Partie Królewskie okazują się pięknie przyozdobione, aż żal się po nich poruszać. Na koniec jeszcze trawers nad Smoluchem i woda, która prawie wszystkim wlewa się do rękawów. Jest jeszcze dreszczyk, czy uda się ściągnąć linę, ale Buli pomaga uniknąć kłopotów. Pora na odwrót i tutaj nie brakuje przygód. Karol i Staszek ratują mnie przed groźbą spadającego w KW kamienia, który zatrzymuje się na załamaniu liny. Potem chłopaki zjeżdżają równolegle, co daje im (niepokojącą jak na dwóch facetów ;P) dużą frajdę. Z Asią i Bulim idziemy przodem, chłopaki zgłaszają się do deporęczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu ku naszej ogromnej radości okazuje się, że nie pada, jest nawet dość ciepło. Cześć się przebiera, część zostaje w kombinezonach z wizją licznych dupozjazdów na błocie. Po wejściu do doliny wpadamy do wody, by wypłukać z kaloszy trochę błota i strzelić pamiątkowe zdjęcie. Po drodze wisi jeszcze nad nami mała chmura z deszczem (niemal jak w kreskówce!), szczęśliwi Ci, którzy zostali w kombinezonach (mimo dziwnych spojrzeń turystów, w końcu dawno nie wychodziliśmy z jaskini tak wcześniej). Podbudowani wizją przystanku w Macu, szybko docieramy do auta i sprawnie przebieramy się do suchych ciuchów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|14 06 2020}}&lt;br /&gt;
Przedpołudniowy, szybki spacer na Halę Stoły i z powrotem. W Kościeliskiej tłumy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wyjazd ,,młodzieży&amp;quot; klubowej :D |Staszek Dacy, Karol i Iwona Pastuszka, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Magda Sarapata|13 - 14 06 2020}}&lt;br /&gt;
Upalną sobotę spędzamy pod ziemią w jaskiniach w okolicy Sokolich Gór. Następnie przenosimy się na stałe miejsce biwakowe w Piasecznie (wyjątkowo tłumnie teraz oblegane przez biwakowiczów i wspinaczy na Cydzowniku), gdzie robimy sobie przed kolacją spacer i zwiedzanie bardziej dostępnych dziur. Chwilę po naszym powrocie dojeżdżają Magda ze Staszkiem. Prowadzimy rozmowy do nocy przy kiełbasie innych smakołykach z ogniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Jaskinia Salmopolska|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|12 06 2020}}&lt;br /&gt;
Jaskinia Salmopolska kojarzyła mi się głównie z pierwszymi wyjściami na naszych kursach. Osobiście nigdy w niej nie byłem. Pojechaliśmy tam na zasadzie &amp;quot;po drodze w Tatry&amp;quot;, nastawieni raczej na obejrzenie ciekawostki, niż na &amp;quot;prawdziwą&amp;quot; akcję jaskiniową. Zostałem tymczasem mile zaskoczony licznymi, niebanalnymi zapieraczkami i obszernymi salami, które w jaskini objawiają się jako &amp;quot;nagroda&amp;quot; za czołganie i cioranie. Dotarliśmy najpierw do Galerii Postrzodkowo i Sali Łupkowej, a następnie do Sali Płytowej. W sumie spędziliśmy w jaskini trzy godziny - cały czas w ruchu - i nie odwiedziliśmy wszystkich miejsc, do których chciałem dotrzeć. Na dłuższy pobyt w każdym razie i tak nie było czasu. Notatka na przyszłość: warto może pamiętać o tym, że jaskinia jest dosyć mokra i nie należy tego bagatelizować.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|06 06 2020}}&lt;br /&gt;
Szybka przebieżka na Skrzyczne. Jedziemy zaraz po przyjściu Łukasza pracy. Mimo wcześniej pory już czuć zbliżający się upał. Na parkingu w Lipowej machamy do znajomych speloeologów z innego klubu i ruszamy żółtym szlakiem w kierunku szczytu. Ludzi nie ma dużo. Zagęszcza się dopiero w okolicach Malinowskiej Skały i dalej przy Małym Skrzycznem. Niedługo przed szczytem ponownie spotykamy naszych znajomych i tym razem zamieniamy z nimi parę słów. Na szczycie późne śniadanie i powrót niebieskim szlakiem na dół. Po przejściu 17 km jesteśmy z powrotem na parkingu. Choć wiemy, że dość szybko udało nam się skończyć nasza trasę (12:20), to i tak dziwimy się, że dla wielu ludzi jest to dopiero godzina wyjścia w góry... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Plaskuli|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|04 06 2020}}&lt;br /&gt;
Plaskula to niezbyt wyskoki masyw skalny w pobliżu Kochanowa na południowej Jurze. Kilkanaście dobrze obitych dróg o nie wygórowanych trudnościach (od III od VI.1+). Dodatkowym atutem jest rzadki bukowy las chroniący przed upałem. Robimy 9 szybkich dróg od IV do VI. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Czarna|Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;|30 05 2020}}&lt;br /&gt;
To była walka, od samego początku. Najpierw okazało się, że z naszej 3 zostajemy we dwoje. Adam wycofał się w piątek przed wyjazdem. Podrzucił nam na szczęście szpej i życzył powodzenia. Trzymały nas w zasadzie obiecane przez Mateusza liny. Co to była za ulga wiedzieć, że nie trzeba wspinać ostatniego komina. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatry przyjechaliśmy w piątek, po drodze odbierając naprawione przez Olę Chruściel kombinezony. Cieszymy się, że posłużą nam jeszcze trochę :) Dotarliśmy koło 22 i przyszedł czas na pakowanie. Po sprawdzeniu pogody przyszedł czas na klasyczne pytanie: iść czy nie iść. Wątpliwości było sporo, szczególnie, że to akcja dwuosobowa. Taki mały test na trwałość związku ;) Ja roztaczałam czarne wizje pt. co jeśli Staszkowi coś się stanie. Jednak po przejrzeniu historii wypadków jaskiniowych zdecydowaliśmy się iść. Ruszyliśmy później niż zakładaliśmy, dlatego spotkaliśmy się z kilkoma dziwnymi spojrzeniami turystów (w końcu szliśmy we wnętrzach i czymś od deszczu). Pod otwór doszliśmy żwawym tempem. Spotkaliśmy tam Melona z partnerką, którzy również szykowali się do trawersu. Szczerze, nawet nie łudziłam się, że ich jeszcze spotkamy. I miałam rację. Szybki przepak i już zjeżdżam zlotówkę. W głowie podzieliłam sobie jaskinię na 12 odcinków (trzeba było podzielić na więcej). Później przyszedł czas na prożek, który tak chętnie pokonałam na kursie. Teraz było mniej entuzjazmu, więc Staszkowi przypadło prowadzenie (podobnie jak w trakcie całej akcji). Komin Węgierski poszedł sprawnie, okazało się, że więcej czasu zajmują nam operacje&lt;br /&gt;
linowe (trzeba było zabrać jedną linę mniej). Chodzenie trawersu na drugiego okazało się wyzwaniem. Do jeziorka doszliśmy stosunkowo szybko, ale w naszej pamięci wydawało się bardziej przyjazne. Spędziliśmy tutaj trochę czasu. Potem już tylko prożki, które Staszek bardzo zwinnie pokonywał. Mimo małego doświadczenia wspinaczkowego radził sobie świetnie. Całkiem sporo z tej jaskini pamiętaliśmy, miałam nawet nie najgorszą orientację. Ba! Udało mi się nawet wygrać jeden spór pt. w którą stronę należy iść. Nagle czas zaczął się kurczyć, a my niebezpiecznie zbliżaliśmy się do godziny wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy nadzieję na spotkanie drugiego składu z Karolem, Olą i Mateuszem, który planował Partie Wawelskie. Jednak niedoczekanie. Okazało się, że nie tylko byliśmy na końcu dość późno, ale po wyjściu dowiedzieliśmy się, że spędzili oni w jaskini jedynie 3 godziny. Do drugiego otworu wyszliśmy po pozostawionych po nich linach. Zapomniałam, że na koniec trzeba jeszcze pokonać dwa wredne progi. I tak oto zobaczyliśmy świat po drugiej stronie. Przywitał nas opad śniegu i lekka mgła. Zachęceni pogarszającą się pogodą, szybko zjechaliśmy drzewne odcinki, by jak najszybciej dotrzeć do suchego auta. Oczami wyobraźni już jedliśmy hot dogi na stacji i przebieraliśmy się w suche ubrania. Akcja udana, duży szacunek dla Staszka za poprowadzenie akcji :) Teraz nic tylko pobijać czas, który okazał się nieco krótszy niż na kursie, ale zawsze może być lepiej!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. i Jura - Spacer i skałki|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol&amp;lt;/u&amp;gt; Pastuszka oraz znajomi|23 - 24 - 05 2020}}&lt;br /&gt;
Po piątkowym zamieszaniu wokół planów weekendowych decydujemy się z Iwoną na sobotni spacer. Z Lipowej koło Szczyrku wyruszamy na Skrzyczne. Później grzbietem na Malinowską Skałę i z powrotem do auta. Następnego dnia zawitaliśmy w Słoneczne Skały, co było dobrym pomysłem, gdyż po każdym przelotnym opadzie, skały na słoneczku szybko wysychały. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|23 - 05 2020}}&lt;br /&gt;
Trasa: Wisła Łabajów, Tabula, Kiczory, Stożek, Łabajów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - różne zajęcia|w okolicy Piaseczna przebywali - Tadek i Basia Szmatłoch, Piotr, Ignacy, Aga Witkowska Szmatłoch, Artur, Tomek Szmatłoch, Julia, Justyna, Kinga, Bianka Witman-Fulde, Kasia Jasińska, Baranek, Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtsyik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz kilka innych osób|15 - 17 05 2020}}&lt;br /&gt;
W okolicy Piaseczna przebywali różne osoby z klubu oraz sympatycy. Trochę spacerów oraz wspinaczki. Jura w wiosennej krasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FJura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura, Beskid Śl|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 05 2020}}&lt;br /&gt;
Sytuacja rodzinna niejako wymusiła na mnie inne spojrzenie na wspinanie. Mimo kilku wyjazdów wspinaczkowych na Jurę, skąd inąd udanych, stwierdziłem że warto by trochę urozmaicić rodzaj wspinania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cóż nie zawsze można w skały zabrać babcię, która będzie czuwać przy dziecku, a wspinając się we dwójkę, nawet przy śpiącym dziecku, w razie wszelkiego wypadku np. pobudki i wszelkich konsekwencji pobudki, czas dotarcia bezpiecznie do dziecka może zająć trochę czasu.&lt;br /&gt;
Pomyślałem więc o boulderingu. Dyscyplina znana od dawna, ale jakoś nie było mi dane jej spróbować wcześniej. &lt;br /&gt;
Powyższe przemyślenia oraz wynikła nagle sytuacja wirusowa skłoniła mnie do pożyczenia crashpada – materac na który się spada/zeskakuje i poszukania pobliskich miejscówek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na pierwszy, szybki wyjazd decyduję się na skałki w Niegowonicach – Jura. Chyba najbliżej położona skała jurajska od Zabrza. Topo znalazłem w Internecie. Kilka przystawek i już wiem, że różni się to znacznie od wspinania sportowego z liną – drogi są krótkie, ale za to przechwyty bywają bardzo trudne. Oczywiście drogi mają odpowiednią wycenę i szybko znajduje swoje miejsce w skali. Niestety, gdy Ala bawi dziecko nie bardzo ma mnie kto asekurować co znacznie podnosi trudność no bo jednak ciężko uwierzyć w ochronę materaca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na kolejny wyjazd wybieram rumowisko skalne pod Stożkiem. Samochodem da się podjechać bardzo wysoko, więc na koniec czeka nas ok. 30 min spacer w kierunku szczytu. Należy wiedzieć jednak kiedy zboczyć ze ścieżki w bok. Miejsce całkiem urokliwe, a  wspinanie po piaskowcowych blokach przysparza wiele radości. Brak czasu nie pozwala na obmacanie wszystkich skałek więc mam po co wracać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnio odwiedziłem były kamieniołom Skalica w Ustroniu. Skały kamieniołomu tworzą wysoki amfiteatr, ale główna ściana jest raczej mało atrakcyjna wspinaczkowo. Pozostaje 5-7 metrowa skałka po drugiej stronie. Tam można znaleźć drogi od IV do VI.1+ oraz kilka dróg o nieznanych trudnościach. Skałka niska jak na wspinanie z liną, ale wysoka jak na bouldering, dlatego drogi są obite sportowo. Ja z racji braku asekuranta wybieram drogi o niewygórowanych trudnościach i mniejszych wysokościach. Kto mnie zna wie, że do odważnych wspinaczy nie należę dlatego nie myślcie, że przesadziłem z poziomem podjętego ryzyka wspinając się solo na drogach sportowych – charakter wybranych przez mnie dróg oraz możliwość „odczytania” drogi z dołu pozwoliły na optymalny wybór dróg. Wspomnę, że tu też skała jest piaskowcowa z wszelkimi tego zaletami. Miejsce odwiedzę jeszcze kiedyś, żeby przystawić się do trudniejszych dróg – tym razem z liną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na wybranych przeze mnie skałach nie spotkałem ani 1 osoby, choć w szczycie sezony podejrzewam, że jedynie w Niegowonicach można kogoś spotkać. Pozostałe dwa rejony są bardzo mało znane i nie sądzę by ktoś często tam zaglądał. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co do samego boulderingu to całkowicie polecam, choć najlepiej wspinać się w kilka osób i kilka materacy, to znacznie podnosi poziom bezpieczeństwa i spokoju psychicznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Dawno niczego nie wrzucałem na stronkę i albo zapomniałem albo coś się zmieniło bo nie wiem jak wrzucić skrót na stronę główną. Może ktoś pomoże?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|Daniel ,,Buli&amp;quot; Bula, Karol Pastuszka, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2020}}&lt;br /&gt;
Korzystając z możliwości ponownego odwiedzenia Parku, meldujemy się o godzinie 6:00 na szlaku (chyba się starzeję, ale praca do 22, ogarnięcie się do spania o 23 i wstanie o 2 w nocy, nie przyszło mi z taką łatwością jak za czasów studenckich). Od rana ciepło, śnieg w jednym miejscu na szlaku, więcej na podejściu pod otwór. Pierwszy zjazdy bezproblemowy. Pierwszą (i wszystkie następne) wspinaczkę przejął Łukasz. Specjalnie wzięliśmy więcej kawałków lin, by móc podzielić się na dwie podgrupki, jedna zakładająca, druga deporęczująca. Poza Łukaszem ciągle prącym na przedzie, pozostała trójka zmienia się na pozycjach. Najpierw pomagam Łukaszowi przy zakładaniu zjazdów, dalej deporęczuję z Bulim trawers Smolucha. Buliego bardzo ciekawiło, czy ktoś kiedyś sprawdzał, czy jeziorko jest głębokie. Pomagam mu to sprawdzić przed samym końcem, kiedy to nie zgrywamy się w zeskakiwaniu ze ściany i luzowaniu liny... W tym czasie chłopaki kończą już wspinać Smolucha. Kiedy dochodzę ostatnia na górę, pierwszej dójki już nie ma... Idziemy od teraz we dwójkę, słysząc co jakiś czas Łukasza z Karolem. Po małym zamieszaniu, które sobie zafundwaliśmy przy zjeździe z komina Węgierskiego dochodzimy do chłopkach, którzy kończą (również nie bez przygód) wspinać złotówkę. Na dworze ciągle ciepło i słonecznie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Magdalena Sarapata, Stanisław Dacy, Damian Szołtysik, +1|10 05 2020}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy Partie Bielskie w Jaskini Litworowej. Ola i ja dotarliśmy do Ptasiej Sali, pozostała część ekipy z różnych powodów stopniowo wycofywała się z wcześniejszych partii (Damian +1 spod progu do Płytowca B a Staszek z Magdą z Salki z Naciekami). Osobiście jestem bardzo zadowolony z całokształtu wycieczki. Bardzo podobało mi się urozmaicenie - były obszerne studnie i duże sale, ale i meanderki, pochylnie, przytulne ciasnotki, czołganie się przy rzeczkach (bez moczenia!) i wspinanie typu &amp;quot;jaskiniowe 3D&amp;quot;. Na wyjściu bardzo przydał się superlekki zestaw do gotowania, bardzo się cieszę że zabieranie go weszło już nam w nawyk. U wylotu doliny byliśmy z powrotem dopiero o trzeciej w nocy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FLitoworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kończysty Wierch - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|09 05 2020}}&lt;br /&gt;
Podjeżdżamy rowerami na Polanę Trzydniówkę i stamtąd zboczami Kopieńców podchodzimy najpierw na Trzydniowiański, a potem na Kończysty Wierch. Wracamy się kawałek i schodzimy przez Dolinę Jarząbczą do rowerów. Pogoda dobra, ludzi masa. Warunki narciarskie też bardzo dobre, szkoda tylko, że wolno chodzić tylko na butach...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rysia|Stanisław Dacy, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2020}}&lt;br /&gt;
Przy zapowiadanych na majowy weekend opadach deszczu zdecydowaliśmy, że najlepszym pomysłem na spędzenie wolnego czasu będzie zaliczenie kolejnej jurajskiej jaskini. Nie wiedzieliśmy czemu Mateusz najbardziej rekomendował jaskinię Józefa. Mówił, że to jedyna z tych trzech, którą warto zobaczyć. Teraz wiemy już, co miał na myśli. Tym razem postanowiliśmy ruszyć nieco wcześniej. W Rodakach napotkaliśmy na ogromną kałużę, której głębokość badał Staszek swoim kaloszem. Teraz pozostało już tylko znalezienie drogi do otworu Rysiej. Zajęło nam to chwilę. Tym razem poręczowania podjął się Staszek. Kiedy byłam jeszcze na kursie znajomi często pytali, czemu chodzę po jaskiniach, przecież jest tam brudno i chodzą po nich pająki. Po doświadczeniach z Tatr, zupełnie nie wiedziałam o co im chodzi. Teraz już wiem. Te momenty trwogi w otoczeniu pająków i czekanie na upragnione słowo: wolna! Okazało się, że jaskinia Rysia nie jest już tak obszerna. Po drodze w dół padło kilka przekleństw, ale był to dopiero przedsmak tego, co ściany miały usłyszeć podczas naszego wychodzenia do góry. Po zjeździe było trochę błądzenia, ale Karol trafił w miejsce, gdzie znajdowało się przejście do komina. Poczuliśmy się lekko wypluci przeciskając się w wąskich szczelinach. Przed trawersem okazało się, że zbliżamy się do alarmu. Nie wiedzieliśmy, ile może zająć wychodzenie do góry, dlatego zdecydowaliśmy się na odwrót. Karol ochoczo zgłosił się do deporęczu. Była to wielka ulga, bo nie wyobrażałam sobie przeciskania wora w górę. W drodze powrotnej o pająkach już można było zapomnieć. W końcu trzeba było skupić się na odpowiednim ustawieniu ciała. Sprawnie poszedł nawet ostatni zacisk. Dzięki niedokończonemu trawersowi, wiemy, że będzie trzeba tutaj wrócić :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Dolina Hołcyny - Stary Groń - Kotarz |Asia, Karol, Szymon i &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Jaworscy&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2020}}&lt;br /&gt;
Rodzinny wyjazd w Beskidy by nie zwariować do końca w domu. Trasa dobrze nam znana i wielokrotnie przemaszerowana – wybraliśmy specjalnie by uniknąć tłumów. Niestety do końca się to nie udało. W miejscach poza szlakiem gdzie nigdy nie widziałem żywej duszy napotykaliśmy spragnionych gór turystów/niedzielnych spacerowiczów. Na halach pod Kotarzem gdzie często niebieski szlak zarastał wysoką trawą wylegiwały się znaczne grupki. Prywatność zachowaliśmy tylko dzięki kilku mniej znanych i narzucających się ścieżek.      &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2020}}&lt;br /&gt;
Spod hotelu &amp;quot;Zimnik&amp;quot; na Skrzyczne, dalej przez Malinowską Skałę na Magurkę Wiślańską, potem Magurka Radziechowska, Muronka i z powrotem na parking. Wyszło 21 km i 945 m przewyższenia w 4.5h. Ludzi tyle, co w lipcu. Szczególnie dużo tzw. rowerzystów na &amp;quot;elektrykach&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Racławki i jaskinia Beczkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2020}}&lt;br /&gt;
Nareszcie trochę więcej wolno. Zrobiłem krótką lecz dość ciekawą wycieczkę rowerową dwoma jurajskimi dolinkami. Najpierw bardzo uroczą doliną Racławki. Po drodze odnalazłem jaskinię Beczkową. Znajduje się w magicznym miejscu pod starym bukiem rosnącym niemal na litej skale dość wysoko nad dnem doliny. Daleko w jaskini nie dotarłem (choć sama jaskinia ma zaledwie 50 m dł i 16 m głęb.) gdyż za drugą komorą musiał bym się tarzać w glinie a nie miałem kombinezonu. Potem jadę na południe trochę szutrami, trochę asfaltami docierając do Krzeszowic. Stąd na północ doliną Eliaszówki wracam do Paczułtowc gdzie miałem auto. Wiosna w natarciu, czas ruszać w skały i góry (szkoda, że Tatry wciąż zamknięte).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2020/Beczkowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Rysianka z Sopotni|Stanisław Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2020}}&lt;br /&gt;
Po intensywnej sobocie zakończonej pieczeniem tortu bez okazji, zdecydowaliśmy wybrać się na górską wycieczkę. Tęskniliśmy za Rysianką, więc wybór był oczywisty, pozostawało pytanie skąd ruszamy. Zdecydowaliśmy się na start z Sopotni Wielkiej. W plecakach pyszne kanapki, na smyczy pies, a w domu pozostawione pyszne ciasto.  Podejście zajęło nam nieco ponad godzinę, a dzięki wybranej trasie zrobiliśmy ok. 500 metrów przewyższenia. Na trasie sporo turystów. Widać, że każdy wyczekiwał już momentu, by ruszyć ku przygodzie. Polana pod schroniskiem pełna! Turyści rozmieszczeni gęsto niemal jak do niedawna krokusy, które można było jeszcze gdzieniegdzie wypatrzyć. Oczy ucieszyły też Tatry, skrywające kochane jaskinie. Była też mała lekcja topografii. Na koniec powrót do auta i szybki, mimo odległości powrót z psem zasypiającym z nadmiaru wrażeń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Józefa|Stanisław Dacy, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 2020}}&lt;br /&gt;
Będąc na jaskiniowym głodzie, unieruchomieni przez sytuację w kraju, ochoczo zareagowaliśmy na propozycję Karola, by wybrać się do jurajskiej dziury. W planie były trzy, stanęło na jednej na rozgrzewkę. Przyjemnie było znów spakować się do jaskini, nawet jeśli w całości stanowiła tyle metrów, ile w Tatrach liczy sobie jeden zjazd. I tak oto wyruszyliśmy w kierunku miejscowości Rodaki. Poprzedniego dnia Staszek wprowadził do GPSa odpowiednie dane, dzięki czemu znalezienie otworu przebiegło wyjątkowo sprawnie. Pomyśleć, że będąc na kursie tak z Adamem błądziliśmy po lesie :) Wróciły miłe wspomnienia z kursu i wypadu, który Mateusz zorganizował, żebym mogła nadgonić poręczowanie. Pod otworem szybkie przygotowanie, pamiątkowe zdjęcie i czas start. Karol podjął się poręczowania, ja jechałam za nim, a Staszek zamykał stawkę. Zjazd poszedł wyjątkowo sprawnie, choć każdy chyba odczuł skutki długiego siedzenia w domu. Następnie przyszedł czas na zwiedzanie. Chłopaki odczuwali dziwne przyciąganie w stronę Salki Niestałości (być może przypomniały im się wyprawowe biwaki). Był też czas na oglądanie mleka wapiennego, zjedzenie batoników (znalazły się i takie pamiętające czasy początku naszego kursu) i parę zdjęć. Potem już tylko wychodzenie do góry i deporęcz wykonany przez Staszka. Po wyjściu psychologiczne podchody: robimy jeszcze jedną czy wracamy? Stanęło na powrocie, Karol spieszył się do czekającej w domu Iwony, a my do psa, który i tak znienawidził nas za pozostawienie go w domu na cały dzień. Tak więc dobrze usprawiedliwieni, zdecydowaliśmy się, że dwie pozostałe jaskinie odkładamy na raz następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rowerami z biegiem Kochłówki|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2020}}&lt;br /&gt;
Kochłówka (Potok Bielszowicki) to prawy dopływ Kłodnicy, która z kolei stanowi prawy dopływ Odry. Rzeka (choć właściwie ten ciek trudno tak nazwać) zaczyna swój bieg na granicy Chorzowa Batorego i Rudy Śląskiej i płynie przez południowe dzielnice naszego miasta (Kochłowice, Wirek, Bielszowice)  a dalej przez Zabrze (Kończyce, Makoszowy) i uchodzi do Kłodnicy już na terenie powiatu gliwickiego. Długość - ponad 10 km.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W obecnej sytuacji epidemiologicznej był to dobry cel wycieczki rowerowej (z dala od ludzi). Generalnie wzdłuż rzeki jechaliśmy ścieżkami, drogami gruntowymi i leśnymi lub pchaliśmy rowery przez chaszcze. Dolina rzeki jest w dużym stopniu przeobrażona przez działalność ludzką. Pamiętam ją z mojego dzieciństwa kiedy to meandrowała w malowniczej dolinie porosłej trawami. Ludzie nawet kąpali się w stawach, które kiedyś istniały w drodze jej nurtu. Jednak na przestrzeni lat wszystko się zmieniało na niekorzyść przyrody.  Rzeka od samego początku jest zanieczyszczona i zaśmiecona a niemal na całej długości bardziej lub mniej skanalizowana. Są jednak też miejsca bardzo urocze a woda dość czysta. W Kochłowicach w widłach Kochłówki i jej dopływu jest wzgórze z fosą, gdzie w XIV wieku istniała drewniana forteca. Teraz w kilku miejscach na wskutek szkód górniczych powstały zalewiska, w których na dobre zadomowiło się wszelkiej maści ptactwo.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda była piękna. Trasa od źródeł do ujścia zajęła kilka godzin z uwagi na częste zatrzymania na robienie zdjęć bądź oglądanie ciekawych miejsc. Gdyby tak przestać ją zanieczyszczać to przyroda szybko odrobiła by straty. Jak widać jednak dbałość o przyrodę wbrew szczytnym hasłom szermowanym na lewo i prawo nie jest jeszcze wyznacznikiem naszej cywilizacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FKochlowka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Kopa Skrzyczeńska i Malinowska Skała|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem od wschodniej strony masywu Skrzycznego (z Ostrego) znów z pomocą roweru przedostaje się leśną drogą w górne partie doliny Malinowskiego Potoku. Rower ukrywam w lesie i dalej po cienkim śniegu do góry na przełaj. Narty wkrótce muszę zdjąć bo zbocze jest strome, poprzetykane skałami i wielu miejscach porośnięte upierdliwym młodnikiem. Wiele przewróconych drzew do przekraczania. Czyni to całe wyjście dość trudnym. Gdzieś na wys. 900 m natrafiam na dobry śnieg, którym już na nartach wychodzę na Skrzyczeńską Kopę (1182). Stąd piękny zjazd po zlodzonym śniegu po skosie do stokowej drogi. Dalej podejście na Malinowską Skałę (1152) i znów z szczytu zjazd miejscami po bardzo twardym śniegu. Zaliczam nawet upadek z uderzeniem twarzą w lód. Dalej ostrożnie lawirując między wystającymi kikutami drzew do leśnej drogi zrywkowej i nią w dół do doliny. Nawet udało się dość nisko zjechać. Potem jednak z buta do rozlanego potoku i wkrótce docieram z innej strony do roweru. Później już tylko upojny zjazd rowerem do auta. Zrobiłem ponad 800 m deniwelacji. Ludzi spotkałem jedynie u góry na szlaku grzbietowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FKopaSkrzycz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rajd narciarski w masywie Skrzycznego|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W 1981 stan wojenny, w 1986 chmura radioaktywna z Czarnobyla nad Polską, teraz koronawirus. Co jeszcze trzeba będzie przeżyć (lub nie)? W każdej z tych sytuacji były ograniczenia z dostępem do gór. Przepiękna pogoda wygania nas jednak z domu aby choć trochę chłonąć radość śnieżnej wędrówki. Ponieważ Tatry zamknięto i nartostrady na Skrzycznym też to jednak śniegu jeszcze trochę zostało. Wybór więc jest trochę zawężony. Uderzamy na Mł. Skrzyczne (1211) od Soliska. Śnieg jeszcze leży lecz jutro już nie da się tu zjechać bez zdejmowania nart. Szybko osiągamy wierzchołek szczytu (po drodze widzimy jak wylesiony został ten rejon, który pół wieku temu porośnięty był borem, co nawet ja pamiętam). Stąd zjazd po przepysznym śniegu na południe do stokowej drogi a nią dalej trawersem w stronę Skrzycznego (1257). Ładne podejście na szczyt Skrzycznego i wspaniały zjazd niemal pustą nartostradą (byli jeszcze jacyś skiturowcy) z powrotem do Soliska. Zrobiliśmy ponad 700 m deniwelacji. Wracamy przez wyludniony Szczyrk. W ogóle był taki spokój na drogach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FSkrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Opawskie - Biskupia Kopa|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia, Krzysiu|15 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Pokrzywnej na Biskupią Kopę (891) zielonym szlakiem przez Mokrą Przełęcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - wycieczki skiturowe|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|10 - 13 03 2020}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy w poniedziałkowy wieczór. W tym roku wyjątkowo postanowiliśmy nocować po drodze w kulturalnym hotelu, tuż przy autostradzie (w Pöchlarn). Wtorkowa godzina startu wprawdzie nie była dzięki temu lepsza, niż zwykle (ok. 13:00), ale przynajmniej wyruszyliśmy w dolinę Krimmlerachental wypoczęci. Dolina długa i nudna, a na dodatek musiałem wrócić się do samochodu po szczoteczkę do zębów. Na szczęście opóźnienie udało mi się nadrobić łapiąc na stopa ratrak. Na pozostałych czekam w Krimmler Tauernhaus (1622), ekskluzywnym schronisku pośrodku doliny. Spożywamy tam po zupce i preparacie nawadniającym, po czym skręcamy w Rainbachtal, zamierzając dotrzeć do samoobsługowej Richterhütte (2367). Furkowi i Markowi udaje się dotrzeć do chaty jeszcze przed zmrokiem. Na szczęście nikogo oprócz nas w schronisku nie ma, nie musimy więc obawiać się zarażenia jakimś wirusem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowe opady śniegu wzmagają się w nocy i nad ranem przechodzą w deszcz. Następnego dnia zastajemy wokół nas 30 - 50 cm świeżego śniegu. Choć niebo przetarło się i przygrzewa nas przyjemne, wiosenne słońce, to jednak silny wiatr trochę studzi nasz zapał. Sytuacja lawinowa jest skomplikowana. Wszystkie te uwarunkowania zmusiły nas do przełączenia trybu działalności z &amp;quot;dzielnego zdobywania szczytów&amp;quot; na &amp;quot;ostrożne szwendanie się po dolinie&amp;quot;. Najpierw podeszliśmy pod Rainbachspitze, do wysokości ok. 2900, idąc głównie po śladach przybyłych licznie o poranku miejscowych. Następnie, po dosyć trudnym zjeździe (ciężki, uwodniony snieg) z wys. 2580 wychodzimy na Windbachtalkogel (2843), skąd udaje się nam bardzo dobry (choć męczący) zjazd do chatki. Kończymy nasz dzień dosyć wcześnie, dzięki czemu idziemy spać o dziewiątej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek gorąco, słonecznie i bezwietrznie. Podchodzimy pod Richterspitze, ale z wysokości 2970 jesteśmy zmuszeni zawrócić z uwagi na niestabilną sytuację lawinową. Zjeżdżamy ok. 350 metrów i dla odmiany ruszamy na Nordliche Zillerscharte (2849) - przełęczy z zasięgiem i przyjemnym widokiem na drugą stronę grani. Stamtąd zjeżdżamy do chatki, dopakowujemy do plecaków śpiwory i na ciężko ruszamy na Hohe Scharte (2712), aby nie musieć wycofywać się płaską częścią doliny. Jak się okazuje, jest to strzał w dziesiątkę, bo zjazd do doliny Windbachtal sprawia nam bardzo dużą przyjemność. Oraz - niektórym z nas - nieco stresu. Dwie z czterech śrub mocujących przód wiązania mojej narty okazują się być poluzowane i za nic nie dają się dokręcić. Cały przód wiązania rusza się, a w razie jego odpadnięcia stoję przed perspektywą schodzenia piechotą w rozmokłym śniegu po pas. Na szczęście znowu się udaje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnią noc spędzamy w wygodnych, dwuosobowych pokojach Krimmler Tauernhausu. Słabe prognozy na piątek sprawdzają się: ciepły front przynosi ciągły opad (na szczęście śniegu) i słabą widoczność. Ja, obawiając się o stan wiązania, wracam na parking (1180), zaś reszta ekipy odwiedza pobliski szczyt Rainbachegg (2530). W międzyczasie deszcze wymiotły śnieg z drogi podejściowej do Tauernhausu, więc nie mam nawet szczególnych okazji do testowania mojego wiązania. Spotykamy się wszyscy pod autem około drugiej i - najwyraźniej w ostatni dzień, kiedy jeszcze się da zrobić to przez Czechy - wracamy do domu. Choć opuściłem tę ostatnią wycieczkę, w sumie w trzy dni wyszło mi ok. 3200 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Barania Góra|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, po okolicy kręcił się Jasiu Kieczka, z którym kontaktowaliśmy się telefonicznie|08 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niezbyt długa lecz bardzo ciekawa i emocjonująca wycieczka na Baranią Górę (1220) od wschodu z Złatnicy. Od ostatniego parkingu gdzie można dojechać autem ruszamy na rowerach z nartami doliną Bystrej. Po kilku kilometrach pojawia się śnieg akurat w miejscu, w którym przypuszczałem (kończyła się tam wąska asfaltowa droga leśna). Rowery chowamy w lesie i dalej podążamy do góry na nartach przeważnie na przełaj osiągając grzbiet Czerwienieckiej Góry i wkrótce szczyt Baraniej. Stąd zjazd mniej więcej trasą podejścia do miejsca ukrycia rowerów. Śnieg był cudowny (warstewka świeżego śniegu na twardszym podłożu). Trochę trudności nastręczył jedynie stromy odcinek w gęstszym lesie gdzie trochę trzeba było się nakręcić. Potem tylko formalność w postaci pięknego zjazdu rowerowego do auta. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji ale w bardzo atrakcyjny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2020/BaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Opawskie - Biskupia Kopa|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia, Krzysiu|08 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Jarnałtówka na wprost czerwonym szlakiem na szczyt Biskupiej Kopy (891).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Grecja - Leonidio - wspinaczka|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Pastuszka wraz z paczką znajomych|29 02 - 08 03 2020}}&lt;br /&gt;
Podobnie jak w zeszłym roku zaplanowaliśmy wyjazd rekreacyjno-wspinaczkowy z paczką znajomych Karola. Tym razem po krótkich negocjacjach wybór padł na Leonidio w Grecji. Ktoś zamówił nocleg,  ktoś zarezerwował samochody,  ktoś załatwił topo i tak znaleźliśmy się w lekko górzystym,  malowniczym terenie nad morzem. Jako że było nas 8 osób, wynajęliśmy dom z widokiem na morze, jednocześnie znajdujący się niedaleko rejonów wspinaczkowych. Dodatkową atrakcją były koty zamieszkujące okolicę oraz pies nazwany przez nas Bunio,  który przez cały wyjazd wywoływał mieszane emocje - od strachu tych co się psów boją, przez zachwyt tych którym własnego psa brakowało, po zdenerwowanie osoby której nowego buta wspinaczkowego zagryzł (niestety byłam to ja). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Leonidio jest małą mieściną z wąskimi uliczkami leżącą na dnie doliny, nad którą rozpościerają się ściany wąwozu będące ścianami wspinaczkowymi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działaliśmy kolejno w rejonach: Kokkinovrachos Main (jak na początek idealny start - dużo łatwych dróg w pionie), Mars (rejon skał w kolorze czerwonym z ogromnymi tufami, drogi dość trudne, ale widoki kosmiczne), Skiadhianiko (dużo łatwych dróg, a te trudniejsze z ciekawymi formacjami), Theos cave (rejon, który najbardziej nam się spodobał – w naszym zasięgu trudności, tzn. do 6c, były drogi prowadzące między tufami i innymi naciekami), Hot Rock (tu trzeba by wrócić, na koniec już brakowało sił, a były tam ciekawe długie drogi).  W dzień restowy zwiedziliśmy średniowieczne miasto Mistra i starożytne ruiny Epidauros w międzyczasie zajadając się greckimi specjałami i korzystając z pięknej słonecznej pogody. Próbowaliśmy wykąpać się też w morzu, gdzie dopływają gorące źródła w Methanie, jednak temperatura wody skutecznie nas do tego zniechęciła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując – w porównaniu do zeszłorocznej wspinaczki w San Vito Lo Capo bardziej polecamy Leonidio. Dlaczego? Bardziej spodobał nam się grecki klimat - przyroda była mniej surowa, niż na Sycylii, ludzie bardziej życzliwi, jedzenie smaczniejsze, wspinaczka ciekawsza, więcej rejonów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tygodniowej perspektywy czasu okazuje się, że wyjechaliśmy w ostatnim możliwym terminie przed wybuchem epidemii. Mając wylot w kolejnych dniach pewnie bylibyśmy zmuszeni zrezygnować z wyjazdu. Na lotniskach nie mieliśmy żadnych dodatkowych kontroli, nie widzieliśmy też paniki wśród ludzi (tylko pojedyncze osoby nosiły maseczki). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FGrecja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia Wyżnia i szkolenie zimowe|Stanisław Dacy, Mateusz Golicz, Joanna Przymus, Magda Sarapata oraz kursanci: Kamil Liwocha, Maciek Rurański, Michał Trąbski|29 02 - 01 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwotny plan, który zakładał wyjście do Jaskini Zimnej został odwołany, a jakakolwiek inna akcja jaskiniowa stała pod dużym znakiem zapytania. Ostatecznie padło, że w ramach relaksu wybierzemy się do Jaskini Miętusiej Wyżniej. W planie było &amp;quot;Suche Dno&amp;quot; i może, ale to może próba przelewania syfonów. Akcja miała być szybka więc wejście do doliny Kościeliska rozpoczęło się o 9:15. Przy okazji dojścia i trochę większej ilości śniegu niż ostatnio, mogliśmy porozmawiać o lawinach jakie występują w Tatrach. &lt;br /&gt;
I tak spacerkiem z kilkoma przerwami na pogadanki o lawinach ciśliśmy do jaskini. Słońce, zero wiatru, wszyscy w dobrych nastrojach bo w końcu w Tatrach jest jakiś konkretny śnieg. Pierwsze zdziwienie i reorganizacja tego co mamy na sobie nastąpiła po wyjściu zza linii drzew. Na polanie &amp;quot;Wyżnia Miętusia Równień&amp;quot; dopadła nas zamieć i śnieg po kolana. Od tego momentu skończyła się zabawa na utartym szlaku, a czekało nas jeszcze przejście przez las &amp;quot;Wantule&amp;quot;. Każdą wizytę w tym lesie próbujemy wyprzeć z pamięci ale tym razem chyba nie będzie łatwo.:D Zbocze o dużym nachyleniu, powalone drzewa, wanty i śniegu po pas. Przejście 100 metrów w tym lesie zajmuje nam około 30 minut. Z każdym krokiem więcej śniegu i bardziej stromo. W kolejne 30 minut pokonaliśmy już tylko 50 metrów... Na szczęście udało się Nam podejść pod zbocze z wąską linią drzew. Tam śniegu było już znacznie mniej i w końcu jakoś się to ruszyło. Ostatecznie o 12:45 meldujemy się pod otworem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wejście do jaskini znajduje się w ścianie około 5 metrów nad nami. Skały są oblodzone i aby bezpiecznie się tam dostać, dojście musiało zostać zaporęczowane. Szybka przebieralnia i około 13:45 rozpoczynamy akcję jaskiniową. Wleczemy się jak muchy ale w końcu docieramy do &amp;quot;Suchego Dna&amp;quot;. To co tam zobaczyliśmy raczej jest nie do opisania i lepiej zobaczyć to na własne oczy. Jak to powiedział Michał: &amp;quot; Takie coś to się nawet ludziom nie śniło&amp;quot; ... Po chwili doszedł Kamil i też nie mógł uwierzyć w to co ujrzał... Koniec, końców... Trzeba tam po prostu być. Nie było czasu na dalsze ekscytacje. W planie jest grubsza akcja. Przelewanie syfonów. Najpierw musimy opróżnić syfon &amp;quot;Błotny&amp;quot;. Do tego celu potrzebne są szczelne wory aby przetransportować wodę 11 metrów wyżej i wylać ją do innego korytarza. Następnie wodę z syfonu &amp;quot;Paszczaka&amp;quot; musimy przelać do już suchego syfonu &amp;quot;Błotnego&amp;quot; i możemy iść dalej. Przelewając wodę odcinamy sobie drogę powrotną więc wracając czeka nas kolejne przelewanie... Proste ? Proste . Jako pierwsi przy &amp;quot;Błotnym&amp;quot; syfonie są Mateusz i Kamil. Kiedy doszedłem tam jako trzeci już szykowała się &amp;quot;gruba akcja&amp;quot;. Aby przyśpieszyć Kamil postanowił przenurkować syfon i zlać całą wodę. Akcja ryzykowna ale szybka. Zanim co i jak, Kamil już w majtach szykował się do nurkowania. Poszedł jak kuna ! Coś zabulgotało, zamieszało, poprzeklinało i już po chwili było słychać przelewającą się wodę. Powolutku poziom wody zaczął opadać. Gdy wody było na tyle mało aby przepchnąć suchego wora, Kamil dostał transport z ubraniami. Ciężko powiedzieć ile to trwało ale ostatecznie &amp;quot;Błotny&amp;quot; syfon został opróżniony. Przechodzimy i od razu przystępujemy do przelewania syfonu &amp;quot;Paszczaka&amp;quot;. Pierwszy transport wody i mamy prysznic. Wór dziurawy. Zmiana wora. Znowu prysznic. Wszystkie wory okazały się dziurawe. Już wiemy, że sucho to tu nie będzie. Kaptury na głowę i transporty z wodą ruszyły pełną parą. Po godzinie przelewania nasza droga powrotna jest już zalana, a przejście dalej znajduje się pod wodą. Z góry słyszymy motywatora: &amp;quot;Wiecie, że i tak robicie nikomu niepotrzebną robotę ?&amp;quot;. Michał dobrze się bawił i stwierdził, że lepsza taka praca od leżenia :D ... Po kolejnych 30 minutach mamy prześwit ale w górnym syfonie jest już na tyle wody, że zaczyna z powrotem przelewać się do Nas. Przerwa. Mateusz schodzi na inspekcję. Zagląda do rury wypełnionej wodą i mówi: &amp;quot;Chłopaki. To jest ten moment kiedy trzeba sobie powiedzieć, że nie damy rady tego przejść.&amp;quot; Chyba dobrze, że to powiedział. Jak to nie damy rady ? Tyle pracy... Musi być jakiś sposób ? Wchodzimy ocenić sytuację czy w &amp;quot;Błotnym&amp;quot; syfonie jeszcze się coś zmieści... Hm... Jednak się nie zmieści. Wisimy na tej linie zrezygnowani i nagle mamy TO: &amp;quot;Robimy tamę !!!&amp;quot; Mateusz patrzy i mówi: &amp;quot;To się może udać&amp;quot;. Teraz zamiast wody w worach transportujemy glinę i kamienie. Dużo gliny i kamieni.:D Michał odnalazł się w roli kopacza i w ekspresowym tempie rył glinę warstwami ! Coś tam mruczał pod nosem: &amp;quot;Z dziada pradziada,... Tata... górnicy&amp;quot; Nie ważne. Mamy materiał na tamę.:D Pół godziny lepienia, ostatnie szlify, inspekcja instruktora i jest zgoda ! To musi wytrzymać ! Pompujemy ! Cała procedura transportu wody ruszyła ponownie. Nie wiem ile kubików wody przeszło przez nasze ręce tego dnia ale po kolejnych 40 minutach syfon był drożny. Drożny znaczy było widać co jest dalej ale przejście wymagało czołgania się w wodzie po kostki. Mateusz zostaje zaproszony na inspekcję. &amp;quot; No, no, no... Chłopki... Idziemy... !!!&amp;quot;  Szybka ocena tamy i jeden da drugim do rury. Pierwsze sekundy czołgania i cała woda jest już pod kombinezonem. Po naszym przejściu w rurze jest jej znacząco mniej. Jesteśmy wszyscy. Idziemy dalej. Cali mokrzy poruszamy się ekspresem. Docieramy do &amp;quot;Syfonik Salome&amp;quot;. Na nasze szczęście jest w nim tak mało wody, że brodzimy w nim tylko plecami bez przelewania się wody do kombinezonu. Docieramy do &amp;quot;I Studni&amp;quot;. Jest to ostatnie miejsce, które możemy pokonać bez lin. Chwila dla fotoreporterów i wracamy. W drodze powrotnej różne myśli. Czy Nasza tama wytrzymała? Czy syfon zalany? Na miejsce dotarłem pierwszy. Syfon drożny! Przechodzimy. Ja, Kamil, Mateusz... Czekamy na Michała. Zaklinował się. Wycof i kolejna próba. Jest. Udało się. W tej samej chwili gdy wyszedł z syfonu zaczynamy ekspresową procedurę przelewania wody. Zbliża się godzina alarmowa i ktoś z Nas musi jak najszybciej dostać się na powierzchnię. Ilość wody jest ogromna !!! Sam zrzut w dół zajął ponad pół godziny. Michał robił za pompę. Wiadomo. Z dziada, pradziada... Górnicy... Syfon drożny!!! Część ekipy kieruje się na powierzchnie, a reszta deporęczuje jaskinię i podąża za nimi. Jaskinia jest typu &amp;quot;czołgająca&amp;quot;. Zdecydowanie łatwiej się schodziło niż wychodzi. &lt;br /&gt;
Ostatecznie o 21:15 jesteśmy na powierzchni. Niestety dla nas to jeszcze nie koniec akcji. Na zewnątrz jest poniżej zera. Szybkie przebieranie mokrych ubrań i bezpieczne opuszczenie jaskini. Rozpoczynamy powrót na bazę. Droga powrotne jest trochę lżejsza. Część drogi, po stoku zjeżdżamy na tyłkach. Reszta to już szybki marsz... Chwilę przed północą docieramy na bazę. Udało się coś czego chyba nawet nie byliśmy świadomi, że może się udać. Przeszliśmy wszystkie syfony i dotarliśmy do &amp;quot;I studni&amp;quot;... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|01 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach “trójka&amp;quot; więc uderzamy na Pilsko. Tym razem od wsch. strony z Sihelnego na Słowacji. Podejście generalnie niebieskim szlakiem. Jest dość ciepło i śnieg klei się do fok. Ludzi spotykamy dopiero pod szczytem Pilska (1557). Wyżej kiepska widoczność, mocny wiatr. Zjeżdżamy do schroniska na Hali Miziowej (1271) gdzie robimy sobie posiłek. Potem ponownie podchodzimy na szczyt Pilska i zjeżdżamy drogą podejścia do parkingu w Sihelnym. Zjazd bardzo fajny, no może śnieg taki hamujący. Dojeżdżamy jednak do auta. Zrobiliśmy trochę ponad 1000 m deniwelacji i 15 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2020/Pilsko2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Szkolenie zimowe KTJ PZA|Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka, Łukasz Piskorek,&amp;lt;u&amp;gt; Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Tulec|21 - 23 02 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla mnie kolejny raz, dla pozostałych uczestników z naszego klubu, było to pierwsze szkolenie zimowe KTJ PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia, powtarzamy i ćwiczymy posługiwanie się rakami i czekanami. Obsługę pipsów oraz poszukiwanie zakopanego w lawinie. Ćwiczymy również jego odkopywanie, zarówno w większych zespołach jak i małych grupach. Udaje nam się zbudować kilka solidnych punktów asekuracyjno - zjazdowych z ,,grzyba” i z czekanów. Na koniec przemieszczamy się na bardziej stromy stok, aby poćwiczyć hamowanie czekanem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem na bazie, w ciepłych i komfortowych warunkach uczymy wiązania liny do asekuracji lotnej w zespołach trzy lub czteroosobowych oraz uzyskujemy podstawowe informacje, jak taki zespół powinien poruszać się w terenie.  &lt;br /&gt;
Kolejnego dnia możemy już w praktyce przećwiczyć to o czym słuchaliśmy poprzedniego dnia. &lt;br /&gt;
Podchodzimy przez Murowaniec za Czarny Staw Gąsienicowy, do grupy skałek zwanych Laboratorium. Mój zespół wyznacza mnie na prowadzącego! Przystaję na to początkowo z obawą, czy to na pewno dobry wybór. Jednak w miarę wspinania cieszę się coraz bardziej, że chłopaki oddali mi prowadzenie :D Choć nasza droga prowadzi po grzbiecie skałek tuż przy ich krawędzi to jednak jest na tyle dobrze obita by czuć się pewnie. Na naszej drodze są zarówno miejsca wymagające ruchów wspinaczkowych, jak i użycia czekana. Pokonujemy trawers i wspinamy się na ostatnią pochyłą płytę. Po niej czeka nas już zejście również z asekuracją. Tym razem w zapowiadanym mocnym wietrze. &lt;br /&gt;
Na koniec dołączamy się do budowy miasta schronisk w śniegu, które rozpoczęła budować poprzednia grupa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia uczymy się czegoś dla nas zupełnie nowego – wyciągania ze szczelin. Każdy z zespołu po kolei ,,wpada” w szczelinę, a pozostali połączeni z nim liną hamują zjazd i wyciągają go ,,na powierzchnię”. Na zakończenie (i już w deszczu) budujemy schronisko śnieżne poprzez usypywanie kopca. Na bazie omawiamy minione dni i omawiamy różne pomysły na kolejne szkolenia zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Romanka|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech (b. czł. klubu)|16 02 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Sopotni Wielkiej podchodzimy początkowo niebieskim szlakiem a następnie przez Halę Stefanka docieramy do schroniska na Rysiance gdzie spotykamy Magdę i Staszka (wypożyczalnia sprzętu skiturowego  z Tuttu). Krótki odpoczynek i kierujemy się w stronę Romanki. Zjazd generalnie prosto z szczytu dość stromym zboczem jak na beskid. Warunki śniegowe mimo plusowych temperatur bardzo dobre ( na nartach z auta do auta).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FRomanka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitury na zboczach Rakonia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Przemysław Styrna (KKTJ), Florian Małek (KKTJ i KW Kraków), Igor (niezrz.)|15 02 2020}}&lt;br /&gt;
Ze Zverowki doliną Łataną wchodzimy na przełęcz Zabrat i dalej na Rakoń. Stąd zjeżdżamy do Wyżniej Chochołowskiej, następnie podchodzimy z powrotem na Rakoń i zjeżdżamy do Tatliakowej Chaty. Powrót do Zverowki przez Zabrat i dalej Doliną Łataną. W sumie wyszło 1675 metrów podejścia. Pogoda dopisała - dużo słońca i mało wiatru. Sytuacja śniegowa skomplikowana, ale nie beznadziejna. Dzięki dynamicznemu planowaniu zjazdu udało się nam zaliczyć sporo skrętów w sypkim i przyjemnym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - skitura na Kudłoń|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 02 2020}}&lt;br /&gt;
Akurat w Gorcach napadało więcej śniegu więc jako cel wybieramy górę Kudłoń (1274). Najpierw przez rozległe polany a potem leśnymi duktami wychodzimy w przepięknej pogodzie na szczyt. Poniżej wierzchołka znajduje się kilka ciekawych ostańców skalnych. Zjazd ładny choć miejscami musieliśmy kluczyć w lesie by ominąć bardziej kamieniste odcinki. Dolny odcinek to biały kobierzec, którym trochę inną drogą docieramy na nartach wprost do auta. Zrobiliśmy 740 m deniwelacji i 12 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FKudlon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Niżna - partie Gąbczaste|Ryszard Widuch, Grzegorz Szczurek, Kamil Liwocha, Maciej Rurański, Michał Trąbski, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 02 2020}}&lt;br /&gt;
Grupa kursowa doszła do Złotej Kaczki (niestety była zalana). Druga grupa przedarła się przez Partie Gąbczaste (zlewarowaliśmy dwa jeziorka) do Długiego Korytarza (chodnik znacznie zalany). Potem wszyscy posiedzieliśmy pod Wielkim Kominem oraz zwiedzaliśmy suchsze ciągi Partii Gąbczastych. Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: góry Al-Hadżar|Mateusz Golicz (kierownik), Ola Skowrońska (WKTJ), Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 19 01 2020}}&lt;br /&gt;
Dość intensywna działalność górska (jaskinie, kaniony, wspinaczka, trekingi). Szerszy opis i zdjęcia tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Oman_2020&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia w GALERII: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FOman&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy, Łukasz Majewicz + os.tow.|06 01 2020}}&lt;br /&gt;
Szczęście nam sprzyjało, dzięki czemu zaliczyliśmy piękną turę w Beskidzie. Pogoda dopisała, śnieg jeszcze bardziej. Startowaliśmy z parkingu w Korbielowie, gdzie wskoczyliśmy na żółty szlak prowadzący na Halę Miziową, którą osiągnęliśmy w około 2 godz. Po szybkim posiłku w schronisku wyruszyliśmy na szczyt w dość chłodnej aurze, aczkolwiek szybko się rozgrzaliśmy. Ze szczytu zjeżdżaliśmy niemalże w euforii, podziwiając i komentując przy każdym susie warunki, jakie napotkaliśmy. Śnieg był wtedy czystą poezją a niektórzy ogłosili ten zjazd najlepszym w sezonie. Zdjęcia chętnie bym wrzuciła ale nie ogarnęłam niestety tej czynności po wprowadzonych zmianach :(&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Okrągły Grzbiet|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 01 2020}}&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało czasu ale mimo to wyskoczyliśmy na krótką przebieżkę skiturową. Celem, dość spontanicznym okazał się Okrągły Grzbiet (947). Z Złatnej podchodzimy najpierw stokową drogą a potem stromo wprost na Okrągły Grzbiet. Dalej podążamy nieznacznie do góry w stronę granicy państwa lecz szybko nadciągający zmrok nakazuje nam zawrócić. Zjeżdżamy nie co inną drogą. Dość stromą rynną gdzie w dolnym fragmencie musieliśmy uważać na kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FOkraglyGrzbiet&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd na Błatnię i dzienny na Przykrą|Henryk Tomanek|31 12 2019 - 01 01 2020}}&lt;br /&gt;
W sylwestrową noc podejście na Błatnią (917). Tu potężne ognisko. Wszyscy poszli po 1-ej do schroniska więc do czwartej można było spokojnie posiedzieć przy ogniu i upiec kiełbaski. Reszta nocy to trochę zabawy w schronisku i powrót w dół razem z poznanymi rok temu znajomymi. Po nocy spędzonej przy wiacie szkoda było wracać do domu. Ponowne podejście lecz tym razem na przełaj w stronę Bałatni. Od Przykrej (818) powrót leśnymi ścieżkami w stronę Jaworza do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - nocny rajd narciarski na Wielką Raczę|Asia i Tomek Jaworski, Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz inne osoby|31 12 2019 - 01 01 2020}}&lt;br /&gt;
Sylwestrowo-noworoczny rajd skiturowy był umownym zakończeniem a jednocześnie rozpoczęciem naszej górskiej działalności na przełomie lat. Z Lalkovici od razu na nartach podchodzimy na wprost doliną Oscadnicy pod północne stoki Wielkiej Raczy (1236) i Upłazu (1043). Podejście miejscami dość strome z kluczeniem między łożyskami potoków tudzież młodników. Przed północą osiągamy graniczny grzbiet i w podmuchach mocnego wiatru i przy prószącym śniegu osiągamy szczyt Wielkiej Raczy witając Nowy Rok tuż przed szczytem. W schronisku Tomek odpala szampana i w miłych nastrojach spędzamy pierwszą godzinę nowego roku. Potem ładny zjazd przy świetle czołówek w stronę kompletnie pustych o tej porze nocy nartostrad i dalej do dołu do miejsca startu. Zrobiliśmy 780 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TYROL - Alpy Ötztalskie - Taschachtal|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|28 12 2019 - 01 01 2020}}&lt;br /&gt;
Okres poświąteczno-noworoczny spędziliśmy w Taschachhausie, schronisku znanym mi już wcześniej z wyjazdu z Markiem, Moniką i Furkiem na wiosnę 2015 roku. Główny budynek jest o tej porze roku zamknięty, ale obok funkcjonuje samoobsługowy &amp;quot;Winterhaus&amp;quot;. Ta z pozoru mała chatynka posiada w pełni wyposażoną i ogrzewaną kuchnię (w tym piekarnik), trzy sypialnie po ok. 10 łóżek każda, patentową bio-toaletę (niby latryna, ale z porcelanowym interfejsem), oświetlenie elektryczne na baterie słoneczne (niestety nie funkcjonujące w grudniu) i zapas piwa na cały sezon narciarski (Rädler, Weißbier oraz bezalkoholowe). Zakładaliśmy, że jeśli nawet ktoś jeszcze wpadnie na pomysł spędzenia Sylwestra w tych górach, to akurat w Taschachhausie jakoś się pomieścimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dodatkowym atutem Taschachhausu jest - jak na alpejskie standardy - stosunkowo krótkie podejście, sprzyjające noszeniu na grzbiecie zapasu jedzenia na pięć dni. Dzięki położeniu doliny Taschach w sąsiedztwie ośrodka narciarskiego Pitztal, można podjechać samochodem odśnieżoną drogą aż do wysokości 1720 m. Nasze schronisko znajduje się na 2435 m. Całą drogę torujemy w świeżym śniegu o miąższości do pół metra. Trafiliśmy idealnie w kilka dni doskonałej, słonecznej pogody, które nastąpiły bezpośrednio po obfitych opadach. Jedynym minusem tych okoliczności był trzeci stopień zagrożenia lawinowego, który zresztą zapewne wraz z medialnymi doniesieniami o kilku wypadkach lawinowych na przestrzeni raptem kilku dni przyczynił się do chwilowego spadku popularności wysokogórskich wycieczek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście zajmuje nam niecałe pięć godzin sobotniego popołudnia; w pustej chacie jesteśmy więc na krótko przed zmrokiem. Kiedy już rozpaliliśmy w piecu, dołącza do nas Philipp, Niemiec z Bawarii, uradowany, że w końcu udało mu się zrealizować od dawna zamierzony plan na wycieczkę górską z noclegiem. Wieczór upływa na rozmowach o różnych górskich aktywnościach i na czytaniu książek. Choć jadalnia jest dobrze zaizolowana i z łatwością daje się nagrzać do przyjemnej temperatury, to jednak sypialnie nie są już ogrzewane i przychodzi nam kłaść się spać w temperaturze ok. -15 C. Duży zapas kocy - który zresztą można znaleźć w każdej chacie samoobsługowej w Austrii - pomaga przetrwać ten mróz. Na szczęście w nocy przychodzi znaczne ocieplenie i budzimy się już w dużo  bardziej komfortowych warunkach (lekko na minusie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielny poranek Philipp wyrusza torować szlak na Bliggspitze (3454), a my podążamy jego śladem &amp;quot;i zobaczymy, co się stanie&amp;quot;. Powyżej chatki na śniegu nie ma absolutnie żadnych śladów nart, a nasz kolega czuje potrzebę zrewanżowania się nam za przygotowanie trasy do schroniska. Mimo doskonałej widoczności Philipp myli drogę i skręca w prawo o jedną dolinę za wcześnie. Na skutek tego błędu trafiamy pod lodowiec Eiskastenferner, na wysokość mniej więcej 3040 m. Stąd Philipp zjeżdża na sam dół, na parking. My mogliśmy wprawdzie podejść na nartach kolejne 150 - 200 m wyżej, ale uznajemy, że na początek nam wystarczy. Zjazd do chatki przebiega po bajecznym puchu. Śniegu jest tak dużo, że na stokach o niewielkim nachyleniu musimy się wręcz odpychać. Na dnie doliny odczuwamy wady wczesnej zimy w postaci niewidocznych, przykrytych warstwą świeżego śniegu kamieni. Na bazę wracamy około drugiej. Jak na pierwsze wyjście skiturowe sezonu, na dającej się już we znaki wysokości, z lekką infekcją górnych dróg oddechowych (Ola) - w zupełności nam wystarcza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy tylko rozpoczęliśmy popołudniowe czytanie, do domku wchodzą Simon i Dominik, młodzi i ambitni bawarczycy; jeden z brodą, a drugi z &amp;quot;dziwnym fonsem&amp;quot;. Chłopaki są trochę zawiedzeni, że oprócz nas nikt nie szwendał się po okolicznych górach. Rozhajcowują piec tak, że w jadalni robi się 25 stopni i wybierają sypialnię tuż nad kuchnią. Są bardzo sympatyczni, choć to kombinatorzy - następnego poranka robią wszystko, żeby tylko wyjść po nas i iść naszym śladem. Kiedy my przystajemy na sprawdzenie mapy, oni gdzieś tam za nami również przystają w jakieś bardzo ważnej sprawie. Wyprzedzają nas dopiero, kiedy nasze drogi się rozchodzą; my idziemy na północ w stronę Bliggscharte (3210), zaś oni żwawym krokiem podążają na zachód, docelowo mając w zamiarach wejście na Ölgrubenkopf (3392). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bliggscharte jest bardzo dobrym celem na wysokie zagrożenie lawinowe. Szerokie stoki opadające z tej przełęczy cechują się stosunkowo niewielkim nachyleniem i tylko ostatnie 70 m pionu jest zauważalnie strome. Układ wiatrów nam jednak sprzyja i na tym najgorszym odcinku natrafiamy na z pozoru stabilny, nieprzemodelowany przez wiatr śnieg. Gdzieś od 2800 (Ola) - 2900 (Mateusz) dopada nasze organizmy obniżona podaż tlenu i musimy wkładać dużo wysiłku w kontrolowanie tempa. Tak to już jest - co wiem z poprzednich wycieczek na skitury w Alpach - że choć po półtorej godziny jest się już w połowie wysokości, to wyjście tej drugiej połowy zajmuje kolejne trzy godziny. Trzeba się po prostu z tym pogodzić i odpowiednio planować. Rozległy widok z przełęczy Bliggscharte pod bezchmurnym niebem jest miłą nagrodą za włożone w mozolne zdobywanie wysokości kalorie. Jeszcze milszy jest bajeczny zjazd po dwudniowym już puchu, jednorodnie pokrywającym zbocza o kilkudziesięciometrowej szerokości. Z kamieniami niżej w dolinie jest lepiej: te płytko położone pod śniegiem są już lepiej odsłonięte; a te nie odsłonięte są już lepiej przykryte... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy docieramy do schroniska o trzeciej, Simon i Dominik zdążyli już nahajcować do swojej ulubionej temperatury. Przez okno jadalni rozpościera się widok na skąpane w ostatnich promieniach słońca dno doliny, położone 400 metrów pod nami. Wymieniamy się informacjami o warunkach i oddajemy zajęciom w podgrupach - Ola i ja czytamy beletrystykę, Simon uczy się medycyny, a Dominik idzie na drzemkę. Wszyscy zresztą uzupełniliśmy braki w śnie za cały 2019 rok. O ile tylko nie jest się w sportowej formie, wyjazdy skiturowe do alpejskich chatek sprzyjają wypoczynkowi biernemu. W terenie wysokogórskim swój dzienny limit wysiłku można z łatwością wyczerpać w 6-8 godzin. Potem, choćby się chciało zrobić coś jeszcze, to jednak mięśnie i stawy protestują i nie pozostaje nic innego, jak tylko spać, konwersować z towarzyszami albo czytać książkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sylwestrowy poranek Simon i Dominik idą na strome, południowe, stale znajdujące się w cieniu zbocza Taschachtal. Przez całe przedpołudnie obserwujemy ich na budzącym grozę lodowcu Sexegertenferner. My tymczasem podążamy gotowym śladem na sprawdzony przez nich dzień wcześniej cel - szczyt Ölgrubenkopf (3392). Ze względów bezpieczeństwa zatrzymujemy się na grani, około 3 m pod właściwym &amp;quot;pikiem&amp;quot;. Ilość gór widoczna z tego miejsca jednocześnie zachwyca i przeraża. Szczególnie ciekawy jest zaskakująco dla nas płaski i rozległy lodowiec Gepatschferner oraz zlokalizowany nad jeziorkiem Weißsee ośrodek narciarski. Po trzech nocach spędzonych na poziomie 2434 m organizm zaczyna już się przystosowywać i właściwie moglibyśmy podejść jeszcze trochę wyżej, ale droga na kolejny na grani wierzchołek Vord. Ölgrubenspitze (3456) to już rasowe, zimowe wspinanie - na które ani nie mieliśmy ochoty, ani sprzętu. Zaoszczędzona energia przydała się na zjazd, tym razem w górnej części biegnący przez przewiane śniegi poprzetykane mniej lub bardziej wystającymi kamieniami. Właśnie w tej górnej części zahaczam o jeden, jedyny kamień i wyrywam kawałek ślizgu przy krawędzi. Cóż, w tym śniegu narta &amp;quot;jedzie&amp;quot; nadal dobrze, ale naprawa będzie kosztowna i niekoniecznie na dłuższą metę skuteczna. Mimo tej sprzętowej przykrości mamy bardzo dobry dzień. Poniżej  3100 m śnieg jest już nietknięty przez wiatr - i choć już zauważalnie cięższy i bardziej męczący niż w poprzednie dni - to nadal niezwykle przyjemny do zjazdu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodziewaliśmy się zastać w chatce &amp;quot;naszych chłopców&amp;quot;, którzy pierwotnie mieli zostać z nami aż do Nowego Roku. Najwyraźniej jednak Bawarczycy zmienili zdanie i wróciwszy wcześnie ze swojej lodowcowej eskapady, postanowili Sylwestra spędzić w dolinach. Została bowiem po nich tylko duża puszka orzeszków ziemnych, bardzo sugestywnie umieszczona wśród naszych rzeczy. Na tej wysokości, w tych temperaturach, dwieście gramów orzeszków - około 1000 kalorii - to nie jest byle co! Dzięki temu prezentowi z łatwością oszczędziliśmy jeden liofilizowany posiłek. Jak można było przewidzieć - tym bardziej, że komunikat lawinowy złagodniał do &amp;quot;2&amp;quot; - sylwestrowy wieczór przyszło nam spędzić w najliczniejszym towarzystwie. Przed zmrokiem w chatce zjawiają się przybysze z nizin - trzech Czechów z Brna i czworo Niemców z okolic Frankfurtu. W Taschachhausie taka liczba osób nadal może bytować w komfortowych warunkach: w jadalni samorzutnie powstaje stolik &amp;quot;słowiański&amp;quot; i stolik &amp;quot;germański&amp;quot; - a jeden stolik pośrodku jest nadal pusty. Przyszło mu zresztą pełnić symboliczną rolę. Czesi podzielili się z nami przygotowaną przez siebie pyszną herbatą, a Niemcy - cóż - tolerowali naszą obecność. Nie doszło do żadnych gorszących scen i nieprzyjemnych sytuacji (nic takiego zresztą nigdy mi się  w alpejskich chatkach nie przytrafiło), ale komunikacja niewerbalna w naszym kierunku miała znamiona lekkiej niechęci. Wycofaliśmy się do śpiworów o ósmej; zresztą chyba wszyscy - bodaj z wyjątkiem dwóch najtwardszych Czechów - powitali Nowy Rok w objęciach Morfeusza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatni nasz dzień w Alpach - środa, dzień powrotu do domu - miło nas zaskoczył. Poranek upłynął nam niemal jak co dzień - z tą różnicą, że po raz pierwszy mieszkańcy schroniska budzili się o różnych porach. W przeciwieństwie do poprzednio zamieszkujących tu z nami Bawarczyków, Germanie w górach przestrzegają germańskiej dyscypliny i wstają o szóstej rano. Słońce wstaje wprawdzie o ósmej, a oni nie zamierzają się dziś na żaden poważny cel - chcą zjechać do doliny i pojeździć na wyciągach na lodowcu - ale w górach wstaje się wcześnie, bo tak się robi w górach, bo przodkowie tak kazali - i tyle. Dzięki temu mamy ich przynajmniej szybko z głowy - a dzięki wczesnemu udaniu się na spoczynek nie narzekamy na ich głośną, poranną krzątaninę. Trzeba im w każdym razie policzyć na plus sprzątanie: przetarli kuchnię, pozamiatali pół jadalni, wynieśli śnieg z przedsionka... Czesi tymczasem zbierają się powoli - i choć oni idą w góry, a my w doliny, to jednak my z całym dobytkiem na plecach wyruszamy znacznie przed nimi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym miłym zaskoczeniem dnia był nasz zjazd na parking. Poranne wycofy z alpejskich schronisk kojarzą mi się z walką o życie na betonach - albo wręcz przeciwnie, z mokrym, hamującym śniegiem, brutalnie wyznaczającym dla narciarza granicę między zimą a wiosną. Byłem pewien, że na tym &amp;quot;zjeździe&amp;quot; będziemy musieli założyć foki. Z prognoz pogody, które sprawdzaliśmy codziennie, wynikało, że śnieg powinien się powoli topić; dolina Taschach pozostaje jednak o tej porze roku przez zdecydowaną większość dnia w cieniu i lokalny mikroklimat najwyraźniej przyczynił się do jedynie niewielkiego zmetamorfizowania zalegającego tu śniegu. Aż do parkingu nadal leżał puch. Pierwszą połowę wysokości pokonaliśmy w piętnaście minut i z wielką przyjemnością. Potem zrobiło się płasko, ale dzięki koleinom ubitym przez naszych czcigodnych poprzedników miejscami udawało się nabrać trochę prędkości. Cały zjazd zajął nam półtorej godziny - czyli mniej więcej połowę tego, co prognozowałem. Na dobry początek nowego roku przy samochodzie spotykamy dwoje Francuzów, którzy z zaparkowanego obok nas busa wyciągnęli stolik i składane krzesełka i rozbili się na śniadanie na pobliskim, ośnieżonym pagórku (temperatura powietrza -2 C). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując: przez cztery doby pobytu w Alpach przebyliśmy ok. 3200 m deniwelacji. Pogoda i warunki śniegowe sprzyjały nam jak rzadko kiedy. Nie licząc krótkich mijanek z Philippem, Simonem i Dominikiem, w terenie nie spotkaliśmy ani jednego człowieka.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6333</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6333"/>
		<updated>2016-04-16T17:03:03Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie, Alpy Zillertalskie - narty i chatki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski i Agata Klewar (KKTJ)|8 - 11 04 2016}}&lt;br /&gt;
W sprawdzonej formule, nocując w samoobsługowych schroniskach należacych do Alpenverein, spędzamy cztery dni na skiturach w Austrii. Przez ten czas podchodzimy łącznie ponad 6150 m i zjeżdżamy niemal tyle samo, o dziwo całkiem sporo w świeżym śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Po nocnym dojeździe docieramy do Nürnberger Hütte (2297 m). Po zainstalowaniu się w chatce, pozostawiwszy Agatę w śpiworze, wychodzimy jeszcze na krótką wycieczkę na nienazwaną przełęcz (2698 m). Widoczność jest słaba, a warunki narciarskie jeszcze gorsze. Mimo tego, że na ogół cały mój kijek (1,30 m) wchodzi w śnieg, wystaje wiele kamieni, a jeszcze więcej przykryte jest tylko cienką warstewką. Zupełnie jak po pierwszych, październikowych śniegach. Na zjeździe do schroniska nasze ślizgi zyskują kilka porządnych rys, a w narcie Marka pęka krawędź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Okazuje się, że w nocy spadło sporo śniegu. Przy pełnym zachmurzeniu i w umiarkowanej widoczności ruszamy ostrożnie w kierunku Freigerscharte. Po drodze dogania nas pewien (południowy) Tyrolczyk imieniem Andreas, który postanowił tego dnia kondycyjnie podejść z parkingu prosto na szczyt Wilder Freiger (3418 m). Z językami wywieszonymi do kolan idziemy śladem torowanym w puchu przez naszego nowego kolegę, który zapewnił nas, że trasę zna i że nie musimy obawiać się lodowca. Rzeczywiście, z wierzchołka zaliczyliśmy jeden z najlepszych puchowych zjazdów sezonu. Brak słońca działał tylko na naszą korzyść, bo jakiekolwiek podgrzanie mocno zaśnieżonych stoków niechybnie skończyłoby się lawiną. Po obiedzie zjeżdżamy na parking - traumatyczne przeżycie; z całą pewnością najgorszy zjazd sezonu z powodu zabójczych dla nart kamieni. Przemieszczamy się samochodem do doliny Ziller i w świetle czołówek podchodzimy do Berliner Hütte (2042 m). Do nowego miejsca zakwaterowania docieramy grubo po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wychodzimy na III. Hornspitze (Berliner Spitze). Tym razem, dla odmiany, przez całe popołudnie towarzyszyło nam palące słońce. Znowu spotykamy miejscowych, którzy niby robią podobne rzeczy jak my, tylko tyle, że podchodząc z samego podnóża gór. Z uwagi na późną porę, wierzchołek sobie odpuszczamy i rozpoczynamy pyszny, puchowy zjazd z przełeczy pod szczytem (3174 m). Tego wieczora mamy w chatce aż sześciu gości i nie musimy nigdzie się spieszyć. Udaje mi się nawet przeczytać kilka stron książki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Austriacy budzą nas krzątaniną o czwartej trzydzieści nad ranem, a godzinę później dobudzają jeszcze dzwoniąc śrubami lodowymi (sypialnia jest najlepszym miejscem, żeby je przechowywać, czyż nie?). Przyznaję, że jestem pod dużym wrażeniem kultury górskiej tych dobrych ludzi (większość miała na kurtkach dumne naszywki &amp;quot;Przewodnik górski IVBV&amp;quot;). Koledzy zostawili śmieci, a jeden nawet specjalnie wrócił się, żeby dołożyć do nich jeszcze jedną puszkę po piwie. Cóż, być może zamierzali przez chatkę wracać. W każdym razie, bez Agaty, która skuteczniej niż my zakopała się w śpiworze, ledwo widocznym śladem ścigamy naszych oprawców na Schwarzenstein (3368 m). Choć dzień jest bardzo słoneczny i przyjemny, to jednak wczesna pora rozpoczęcia naszej wycieczki i dobór trasy pod kątem stabilności lawinowej oznaczają dla nas nieprzyjemności na zjeździe. Pierwsze 300 m to pyszny puch, ale dalej przychodzi nam zjeżdżać po lodoszreni i betonach. Po obiedzie w chatce zjeżdżamy/znosimy narty na parking i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Ogrodzieńca na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 04 2016}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ta niedziela była zaprzeczeniem poprzedniej gdzie w letnich strojach i warunkach uprawialiśmy wspinaczkę w skałkach Łutowca. Skitury w Tatrach nie były zbyt dobrym pomysłem więc koniec końców wyskoczyliśmy na rowery na równie zamgloną, mokrą i dość chłodną (6 st.) Jurę. Z Ogrodzieńca piaszczystymi traktami do ośrodka Krempa gdzie są akweny wodne. Dalej przez lasy do Śrubarni i Żelazka. Stąd pięknym do jazdy rowerem górskim szlakiem pomknęliśmy do Podzamcza. Okolice zamku Bonerów to obecnie jakiś cyrk (gabinety strachu, kramy, sklepiki, park linowy, itp.). Skały za zamkiem wydają się jeszcze odcięte od &amp;quot;atrakcji&amp;quot;. Tym nie mniej jednak w tych warunkach było tu zupełnie pusto. Stąd jeszcze jedziemy w stronę Birowa i Bzowa i od północy wróciliśmy do punktu startu w Ogrodzieńcu. Nawet fajna wycieczka jak na tak ponury dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOgrodzieniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną i os.tow.|03.04.2016}}&lt;br /&gt;
Na przywitanie wiosny trasa z Dębowca przez Szyndzielnie na Klimczok i z powrotem. Pogoda już prawie letnia (trasę pokonałem w krótkich spodenkach). Powyżej schroniska na Szyndzielni jeszcze w śniegu, choć mokrym i płynącym. Na szlakach masa rowerzystów, na których coraz bardziej trzeba uważać szczególnie idąc z dziećmi bo mkną w dół bez hamulców :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Teresa Szołtysik, Karol Jagoda i Ania, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda i Kasia, Ania Bil, Sławek Musiał i jeden pies|03 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wręcz upalny dzień wygnał z domu wszelkich wspinaczy a wielu z nich wybrało jako cel wiosennego przetarcia skałki Łutowca. Grupka z naszego klubu wspinała się głównie na Knurze i Zamkowej Turni przechodząc wiele dróg od IV do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - trawers Czarnej|Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow., w okolicy kręcił się również Ryszard Widuch z Marzeną|02.04.2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczyna się wiosna. Jest to jedyne wytłumaczenie jakie znajduję dla faktu, że w końcu ktoś zdecydował się zrezygnować ze skiturów na rzecz jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początek sezonu poskiturowego padł trawers Czarnej. Zaklepywanie kto i co wspina zaczęliśmy już w samochodzie. Całe szczęście, że trafiłam na dżentelmenów, którzy ustąpili mi większość wspinaczek oraz jeden trawers. Dla urozmaicenia wybraliśmy drogę z obejściem Węgierskiego Komina. Mieliśmy również zjechać  Brązowym Progiem, niestety okazało się to niemożliwe z powodu wysokiego poziomu wody. Wyszliśmy za dnia (pięknego, ciepłego i słonecznego). Ja zaczęłam doszukiwać się oznak wiosny - ptaszki, roztopy i krokusy, chłopcy natomiast uronili łezkę nad coraz bardziej uszczuplającymi się połaciami śniegu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Czarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Karyntia - Wielkanoc na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi Julią i Stefanem|26 - 29 03 2016}}&lt;br /&gt;
W związku z wysypaniem się moich planów narciarskich w Kaukazie, skorzystałem z zaproszenia Marka do spędzenia świąt wielkanocnych z jego rodziną. Naszą bazą wypadową było miasteczko Flattach, znajdujące się po południowej stronie grani głównej Wysokich Taurów. W ciągu czterech dni w Austrii udaje mi się wyjść na trzy wycieczki skiturowe w rejonie Goldberggruppe i spędzić jeden dzień na wyciągach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Wybieram się z Gogo na Stellkopf (2852 m, niecałe 900 m podejścia). Niewiele pamiętam, bo byłem po nocnym dojeździe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wspólnie z Markiem podchodzimy na Hoher Sonnblick (3106 m). Startujemy z wysokości 1530, więc dzień jest długi i schodzi nam dużo wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Całą grupą wybieramy się do ośrodka narciarskiego na lodowcu Mölltaler Gletscher. Przez pół dnia Gogo kondycyjnie podchodzi na fokach wzdłuż tras, a w tym samym czasie Marek jeździ po trasach ze mną i z dziećmi. Potem dzieci przechodzą pod opiekę matki, a my z Markiem możemy wyszaleć się poza trasą. Niestety, po niedzielnej wycieczce czuję bardzo duże zmęczenie  w nogach i ogólnie rzecz biorąc, błagam dużo bardziej rozjeżdżonego ode mnie Marka o litość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': Ruszamy z Gogo spod gościńca Jamnighütte w gminie Mallnitz (uwaga, droga płatna 4 EUR, automat na monety!) z zamiarem wejścia na Vorderer Geisslkopf (2974). Od rana jest jednak bardzo ciepło i słonecznie, co wpływa w naszej ocenie niekorzystnie na stabilność pokrywy śnieżnej. Na przełęczy Feldseescharte (2714) widząc nachylenie żlebu prowadzącego na szczyt podejmujemy decyzję o odwrocie. Mimo wszystko, zrobiliśmy uczciwy tysiąc metrów podejścia, a i zjazd tego dnia był moim zdaniem najlepszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza poniedziałkowym przedpołudniem, widziałem sporo słońca. Nie musiałem ani przez moment nosić nart na plecach i codziennie choć kawałek zjeżdżałem w przyjemnym, miękkim śniegu. Wieczorami miałem zamiar trochę popracować, ale zmęczenie kompletnie mi na to nie pozwoliło i co najwyżej byłem w stanie pójść na spacer na plac zabaw z dziećmi. I właśnie o to chodziło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Czantoria &amp;amp; Czeremosz|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszy weekend po jesienno-zimowym sezonie grypowym, kiedy to żaden z członków rodziny nie wykazywał oznak choroby, postanowiliśmy uczcić drobną wycieczką. Skorzystaliśmy z miejscowych udogodnień i atrakcji, także pierwszy odcinek pokonujemy ELKĄ, lecz z twardym postanowieniem, że tylko w jedną stronę;) Warto było jednak choć przez chwilę zaznać cudownego uczucia, kiedy słońce rozgrzewa kości, a ty możesz siedzieć w miejscu, bo dzieci są... przymocowane. Kolejny etap to dojście od kolejki na szczyt Czantorii. Muszę przyznać, że trochę wyszliśmy z wprawy w kwestii &amp;quot;ogarniania&amp;quot; i w dalszą drogę wyruszyliśmy po 14 (tłumacząc sobie, że to wina zmiany czasu). Po kolejnych nieudanych próbach zagonienia w jednym kierunku (ledwie) dwuosobowej dzieciarni przyjmujemy metodę na wielbłąda - kogo i co się da - na plecy i w drogę. I sukces! jest szyczyt! a ja prawie padam ze zmęczenia. Zastanawiamy się czy bilety w jedną stronę to było dobre rozwiązanie. Zosia i Staś bawią się w najlepsze na śniegu (nie mieli za bardzo okazji w tym roku), a ja próbuję wyrównać oddech. Do zejścia niebieskim szlakiem, doliną Potoku Gronik, Wojtek jest dość sceptycznie nastawiony, jest 15, a do auta będzie jeszcze kawałek dreptania. Na szczęście wyłączam racjonalizm i przekonuję go, że nie będzie tak źle. Uciekamy wreszcie od tłumów i od razu jakoś lepiej, lżej się idzie. Wreszcie wiatr, jakaś polana. Mijamy schronisko i w dół - ostatni śnieżny odcinek. Szlak bardzo przyjemny, żywego ducha, a strome zbocza doliny robią wrażenie. Kiedy dochodzimy do głównej drogi robimy mały przepak - chłopaki idą po auto, a ja i nasz własna mała Czantoria przeżywamy w opowiadaniach ten dzień raz jeszcze. /Czeremosz na odwiedzenie swojego imiennika będzie musiał zaczekać pewnie dłużej ;)/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pd. - wspina w Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Ania Bil, Sławek Musiał, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda i os. tow.|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
W wyniku tzw. &amp;quot;szumów komunikacyjnych&amp;quot; ja z Alą wspinamy się na Słonecznych Skałach (jak było ustalone dzień wcześniej), a reszta na sąsiednich Witkowych Skałach. W związku z dobranymi projektami na ten dzień, spotykamy się razem dopiero popołudniu robiąc razem tylko jedną drogę i składając sobie świąteczne życzenia. Z konkretów to ja nie urobiłem nic ciekawego, a reszta to nawet nie wiem:) choć znając Damiana zrobił &amp;quot;Speleologię dekoltu&amp;quot; i to nie raz:) &lt;br /&gt;
Jak na taką pogodę i wybrane miejsce, to można powiedzieć, że ludzi BRAK!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy debiut na Pilsku| Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu mało, narty za długie, buty dużo za duże i kijki za krótkie, a tak w ogóle to nigdy nie jeździłam na skiturach. Nadrabiałam zapałem, dobrymi radami Michała i energią czerpaną ze słońca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polana Strugi, z której mieliśmy wystartować, wyglądała tak jakby nie widziała Zimy tej zimy. W poszukiwaniu śniegu wjechaliśmy wyciągiem na Szczawiny. Stamtąd w słońcu i upale, slalomem między wyciągami i unikając zderzenia czołowego z narciarzami weszliśmy na szczyt. Potem zjechaliśmy do schroniska na Halę Miziową, poopalaliśmy się na ławce i jeszcze raz weszliśmy na szczyt. Zjechaliśmy z powrotem na Szczawiny, przejechaliśmy pod taśmą i dojechaliśmy nieczynną nartostradą ,,tam gdzie się da&amp;quot;. Dalej pieszo w błocie i po kamieniach na sam dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodobały mi się te skitury, tylko następnym razem nie dam się podpuścić opowieściom Damiana o Teresie jeżdżącej w jego sprzęcie i nie będę pchała nóg w buty cztery rozmiary za duże... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - z Rysianki na Krawców Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia Tomanek (os. tow.)|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Złatnej Huty na Rysiankę. Wyżej idzie się w śniegu. Z Rysianki granicznym szlakiem na Krawców Wierch niemal ciągle po śniegu. Szlak pusty. Powrót do Złatnej i kilka kilometrów drogą do auta zostawionego w Hucie. Niżej śniegu brak. Cała trasa zrobiona z buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Świstowy Szczyt na skiturach|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przy Zbójnickiej Chacie spotkaliśmy ekipę z SBB - Beata i Paweł Kasperkiewicz, Jakub Krajewski oraz 3 inne osoby|27 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna trasa choć nie zbyt trudna na Świstowy Szczyt (2386) w słowackich Tatrach Wysokich. Najpierw w niepewnej pogodzie startujemy z Starego Smokoca na Hrebieniok (1282). Podejście z buta gdyż śniegu było za mało. Od Hrebienioka warunki bardzo dobre. Podchodzimy szlakiem rezerwując sobie późniejszy zjazd dnem doliny. W dolinie dość wielu skiturowców gdyż i warunki, i pogoda, i piękno tego zakątka Tatr działają magnetycznie. Im wyżej tym pogoda lepsza. Aby nie było jednak zbyt pięknie udaje mi się złamać kijek podczas zbijania śniegu przyklejonego do foki (zdartej zresztą do zera). Z Dzikiej Kotliny podchodzi się częściowo Świstową Granią wprost na szczyt należący do główniej grani Tatr. W moim przypadku jestem skasowany walką z zniszczonymi fokami (a właściwie przyklejającymi się tonami śniegu do jej spodu) i pracą złamanym kijkiem. Jako ostatni dowlekam się na szczyt. Nagle robi się cudownie. Chmury znikają gdzieś w dole i sąsiednimi graniami a my zostajemy w słońcu pod granatowym niebem otoczni granitowymi kolosami. Niemal idealny warun do zjazdu. W kilka chwil tracimy wysokość upajając się każdą sekundą zjazdu. Przy Zbójnickiej Chacie spotykamy przypadkowo grupkę naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała. Potem doliną pędzimy najpierw pośród kosówek a potem w lesie aż do Hrebienioka. Ostatni odcinek niestety z buta ale i tak było cudownie. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji i 20 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwistowySzczyt&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Jasna w Strzegowej - Egzamin na Kartę Taternika|Ryszard Widuch Jacek Szczygieł (KKS), Mateusz Golicz, Asia Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), Piotr Strzelecki, Emil Stępniak, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek |20 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pytania nie trafiły, stres dopadł, zimno było, a Emil nas wszystkich zdołował. Piter zapomniał uprzęży, a Jackowi pomyliły się terminy egzaminów (ubrał się jak na swój, majowy). Po prostu to nie był dobry dzień. Zdarza się. Ja na prawo jazdy zdałem za trzecim razem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Goryczkowa|Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótka wycieczka do kotła Goryczkowego nowym szlakiem skiturowym&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Wieża na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Łomnicy podejście nartostradami w stronę Łomnickiej Przełęczy. Potem na wprost na Łomnicką Wieżę (2215). Pogoda znakomita, właściwie bezwietrznie. Z szczytu zjeżdżamy przez przełęcz w Łomnickim Grzebieniu a potem aż do auta nartostradami. Zrobiliśmy 1325 m przewyższenia. Tu zdjęcia (niezbyt udane): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLomnickaVeza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kalacka i Nosal|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod Kalacką Turnię doszłam od strony schroniska na Kalatówkach. Po wgłębieniu się w opis dojścia do jaskini Kalackiej wytypowałam dwie najbardziej prawdopodobne drogi odpowiadające wskazówce ,,''podchodzimy wprost do góry''&amp;quot;. Ostateczną decyzję podjęła moja kobieca intuicja i ze zdziwieniem odkryłam, że ona naprawdę działa. Działa też moja bujna wyobraźnia, która podsunęła mi w jaskini wizję chrapiącego misia. Miś okazał się przebudzonym motylem, a każdy ruch jego przemrożonych skrzydełek był słyszalny w całej komorze wstępnej.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia przyjemna, miejscami bardzo błotnista (szczególnie jeśli się postanowi wepchnąć w każdą szczelinę). Wycieczka zajęła mi godzinę. Udało mi się dojść do końca, mimo, że miejscami korytarz bardziej przypominał wyrobisko górnicze przed zawałem niż jaskinię...  (ps. opis jaskini trochę nieaktualny - brak kraty na wejściu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na szlak i szybkiej, telefonicznej konsultacji z grupą skitourową postanawiłam jeszcze marszobiegiem podejść na Kondratową Polanę, popodziwiać widoki. Widoki miałam podobne jak reszta ekipy - ,,mleko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej, zgodnie z planem, wróciłam do Kuźnic, zmieniłam szlak i weszłam na Nosal. Znowu podziwiałam ,,mleko&amp;quot;. Na poziomie miasta udało mi się dwa razy zgubić, nim trafiłam do samochodu. Skitourowcy zjawili się 10 min później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/kalacka  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Joanna Przymus|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mleko, tak można określić pogodę panującą ostatnimi dniami w Tatrach. Podchodzimy na Halę Gąsienicową przez Boczań lecz narty zakładamy dopiero nad przełęczą gdyż dolne partie gór są tylko przylukrowane śniegiem. Krótki popas w Murowańcu a dalej szlakiem na Kasprowy Wierch gdyż w tych warunkach to jedyny sensowny cel. Z wietrznego i mglistego szczytu zjeżdżamy do Dol. Goryczkowej testując przy okazji nasze błędniki. Niżej jest lepiej więc jeszcze śmigamy na Kondratową a potem całkiem w nie złych warunkach niemal do Kuźnic. Asia w tym czasie zrobiła sobie też ciekawą wycieczkę o czym zapewne napisze.&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Kasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kurs lawinowy IIgo stopnia|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + inne osoby z całej Polski|11-13 03 2016}}&lt;br /&gt;
Od piątku do niedzieli miałem okazję brać udział w prowadzonym w Pięciu Stawach kursie lawinowym 2-go stopnia. Kurs miał za zadanie rozszerzenie podstawowej wiedzy lawinowej o tzw. &amp;quot;trudne scenariusze&amp;quot;. W naszej niewielkiej - 6cio osobowej grupie pod okiem doświadczonego ratownika TOPRu - Marcina Józefowicza - szefa szkolenia TOPRowców specjalizującego się w temacie lawin, zdobywamy nową wiedzę i ćwiczymy ją w praktyce. Po krótkim podsumowaniu podstawowej wiedzy lawinowej mieliśmy okazję przećwiczyć sposoby poszukiwania wielu zasypanych w bliskiej odległości od siebie (metoda wąskich korytarzy i trzech kółek), poszukiwania w przypadku głębokich zasypań, poznać zasady szukania w trybie analogowym, zasady postępowania gdy wyświetlacz detektora zostanie uszkodzony lub gdy padnie nam bateria oraz zastanowić się nad logistyką akcji ratunkowej, poznać odwrotny triage i jego zastosowanie w wypadku lawinowym.&lt;br /&gt;
W ostatni dzień szkolenia odgrywaliśmy scenki lawinowe przeprowadzając symulowane akcje poszukiwawczo ratunkowe na zasypanych manekinach z, i bez detektorów lawinowych. Nasze działania mogliśmy późnej przeanalizować na nagranych w trakcie naszych działań materiałach filmowych oraz poznać nasze słabe strony, nad którymi musimy jeszcze poćwiczyć.&lt;br /&gt;
Okazało się, że wbrew pozorom największy nacisk powinniśmy położyć nie na ćwiczenie szukania zasypanych, a na ich odkopywanie, czego z doświadczenia wiem, że prawie nikt samodzielnie nie ćwiczy. Praktycznie każdy z nas popełniał też błędy w sondowaniu (sondowanie pionowo w dół a nie prostopadle do powierzchni śniegu) na czym traciliśmy kilka cennych sekund. Zapominaliśmy też o monitorowaniu stanu zdrowia już odkopanych osób (wg. zaleceń IKAR powinno się to robić co 2min) zostawiając odkopane osoby z funkcjami życiowymi na lawinisku same sobie, co powodowało, że część odkopanych &amp;quot;żywych&amp;quot; straciliśmy podczas odkopywania pozostałych.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo interesujące i pouczające zajęcia, które na pewno wiele nas nauczyły i dały wskazówki nad czym pracować i co ćwiczyć z osobami, z którymi udajemy się później w zimowe góry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Beskid Żywiecki - Dynamicznie planowany weekend|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i momentami Monika Strojny (TKN Tatra Team) i Marek Wierzbowski (UKA)|05 - 07 03 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy z Moniką na Słowację. Za 3,33 EUR / os. wjeżdżamy kolejką w Skrajną Salatyńską Dolinę. Świeże lawiniska na północnych zboczach przekonują nas do pierwszej zmiany planów i przyjęcia kursu na Brestovą. Druga zmiana planów została wymuszona przez halny, tuż pod granią Skrajnego Salatyna. Po drodze kilka razy tuliliśmy się do stoku w związku z przewracającym wiatrem, ale kiedy czas oczekiwania na możliwość dalszej wędrówki przekroczył pięć minut, doszliśmy do wniosku, że już nam wystarczy. Pierwszy raz przepinałem się do zjazdu na leżąco. Warto odnotować, że warunki w dół w tym rejonie są nawet przyjemne. Ponieważ zmęczyliśmy się dużo mniej, niż było w planie, wieczorem doprawiamy się wspólnie z Markiem przebieżką tam i z powrotem na Halę Gąsienicową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę z kolei widok za oknem doprowadził mnie do jedynie słusznego wniosku, że należy się spakować i pojechać na Pilsko. Przemieszczam się wobec tego przez Słowację i w okazyjnej cenie 35 PLN nabywam popołudniowy karnet, który pozwala mi dostać się kolejką linową na Halę Szczawiny. Poranna decyzja była dobra, bo już na wysokości Szczawin panowała w miarę sensowna zima, a na Hali Miziowej padał zupełnie poprawny śnieg. Korzystając z pustek, jeżdżę trochę w górę i w dół i trochę pracuję w schronisku, a po zamknięciu ośrodka przemieszczam się na fokach na Halę Lipowską (notka na przyszłość - zajmuje to 1h10m). Tam spędzam noc i w poniedziałek bladym świtem wracam na Halę Miziową (1h40m), zjeżdżam na Szczawiny i wypraszam darmowy przejazd kolejką w dół, do samochodu, żeby zdążyć do pracy na spotkanie w samo południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Justyna|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od przeł. Glinne. Śnieg dopiero od granicy lasu. Na szczycie mgła i zadymka. Zjazd/zejście tą samą drogą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Martyna, Kasia, Marta i Dominika|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moje założenie na ten weekend miało(tak tak miało) być proste odpoczynek od jakichkolwiek wyjazdów aby choć w minimalnym stopniu zregenerować siły. Miałem nawet nie czytać wiadomości, żeby mnie nie kusiło ale tym razem znowu uległem odbierając telefon w dodatku o 3 nad ranem(albo w nocy jak kto woli). &amp;quot;Może jutro wyskoczymy gdzieś w góry pohasać ale, żeby nie było jakoś specjalnie hardcorowo?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się zgodziłem. Myśląc, że jedziemy sami napisałem nawet do reszty, że można się zabrać z nami a rano okazało się, że to ja jestem piąty w samochodzie. Trasa jak się okazało również była ustalona lecz nie zostałem do końca wyjazdu dopuszczony do tajemnicy jej poznania. Swoją drogą ciekawe dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądała następująco z Brennej ruszamy niebieskim szlakiem na Kotarz dalej czerwonym na Przełęcz Salmopolską następnie na Trzy Kopce Wiślańskie(przez Smerekowiec) dalej niebieskim na Orłową, żółtym na Stary Groń i zielonym do Brennej.&lt;br /&gt;
Trasa 25.9km w niecałe 6h30min Pogoda mogła by być lepsza jak na taki spacer ale przynajmniej nie padało non stop no i było o czym pogadać. Zaproszenie na kurs nadal aktualne!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mł. Fatra - ferrata i skitury na Velką Lukę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, WM|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W strugach deszczu ruszamy z Stranego doliną Pivowarskego Potoku z nartami na plecach. Śniegu brak. Głęboko wcięta dolina przekształca się wyżej w skalisty wąwóz, którego ścianami poprowadzono Ferratę HZS. Może nie jest ona specjalnie trudna lecz w zimowych warunkach podchodzimy do niej z należytą powagą. W uprzężach wspinaczkowych z lonżami przechodzimy po stalowych linach, które czasem znikają pod śniegiem. Dodatkową atrakcją jest szumiący w dole potok, który pokonujemy często różnym wariantami bacząc by nie urozmaicić przypadkiem wycieczki o nie planowany kanioning. Przejście trudności w tych warunkach jest atrakcyjne, zwłaszcza, że nagle pojawia się mnóstwo śniegu. Po sforsowaniu wąwozu zakładamy narty i na fokach podążamy w gęstej mgle wprost na szczyt Velkiej Luki (1476). Biała mgła i biały śnieg zlewają się w jedno więc na szczyt docieramy posiłkując się wskazaniami GPSa. Stalowy maszt znajdujący się na szczycie dostrzegamy dopiero z kilku metrów. Na szczęście za ogrodzeniem jest osłonięte od wiatru miejsce więc dość wygodnie przepinamy się do zjazdu. Z uwagi na warunki zjazd ciekawy a śnieg całkiem dobry (jak na dole padał deszcz to tu sypał śnieg). Wkrótce dojeżdżamy do nartostrady i nią w dół a dalej szlakiem dokąd tylko pozwala śnieg. Później jednak narty ku naszej złości znów wędrują na plecy i z buta docieramy do auta już w znacznie lepszej pogodzie. Bardzo fajna i urozmaicona tura i tylko żal tych 3 km na butach w dół. Zrobiliśmy 952 m deniwelacji, czas: 6 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FVelkaLuka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Andy - wyjście na Aconcagua (6963)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|13 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na najwyższy szczyt obu Ameryk drogą &amp;quot;normalną&amp;quot;. Szczegóły w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Andy , tuz zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FAconcagua&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Smocza Jama|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy kursanci wesoło pląsali między syfonami w Miętusiej Wyżnej, ja musiałam po raz kolejny odpuścić wizytę w tej jaskini. Pogoda niesprzyjająca czytaniu książki na bazie, dlatego zdecydowałam się na krótki spacer - kolejny z cyklu ,,Tatry - podstawy i początki&amp;quot;. Wybrałam  Smoczą Jamę. Tłumy turystów napotkanych w Dolinie Kościeliskiej, na szczęście da mnie, nie odważyły się zapuścić za odstraszający znak ,,uwaga lawiny&amp;quot; znajdujący się na wejściu do Wąwozu Kraków. Owszem po drodze napotkałam małe lawiniątka, jednak zamiast wzbudzić moje przerażenie, raczej fascynowały, szczególnie ze względu na szkolenie lawinowe z dnia poprzedniego. Powyżej drabiny ślisko, a Jama kończy się szybciej niż zaczyna. Szlak schodzący do Wyżniej Pisanej Polany zaoferował ciekawszą niż zwykle perspektywę otoczenia Doliny Kościeliskiej, co zaowocowało kolejnym postojem ,,topograficznym&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Niżne - granią na rakietach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, os. tow.: Agnieszka, Rafał, Krzysiek i Marek|25 - 28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan był by powtórzyć po części jesienną wyprawę w Tatry Niżne, ale tym razem w otoczeniu śniegu i przemierzyć trasę na rakietach śnieżnych.&lt;br /&gt;
Mieliśmy 4 dni by dojechać w Tatry, przejść trasę i wrócić na Śląsk. W czwartek z samego rana wyjeżdżamy na dwa auta na Słowację. Zostawiamy auto Demanovskiej Dolinie i dwoma autobusami przenosimy się na start, tj. do Vysna Boca. Stamtąd idziemy niebieskim szlakiem w stronę głównej grani gdzie przebiega czerwony szlak i nim na wschód w stronę Ramzy, gdzie mamy zaplanowany pierwszy nocleg w szałasie oddalonym ok 50m od szlaku. W szałasie nocuję prócz nas jeszcze dwóch Czechów i jeden Słowak - wszyscy trzej na skiturach. Warunki śniegowe na grani wyśmienite, śniegu co najmniej 50 cm, choć w większości lekko zmrożony i tworzy się skorupa. Chodzenie w samych butach powoduje zapadanie się po kolana, także rakiety bądź skitury obowiązkowe. Rano przy bezchmurnej pogodzie czerwonym szlakiem idziemy na zachód, aż do schroniska Chata gen. Stefanika. Tu za 21€ od osoby dostajemy nocleg ze śniadaniem (dla zainteresowanych piwo jest po 2,5€ - co i tak moim zdaniem jest nie drogo zważając że cały towar w schronisku został wniesiony na plecach). Niestety w schronisku była awaria wody i prysznice były nieczynne, także zostały mokre chusteczki :)&lt;br /&gt;
Trzeci dzień startujemy w gęstej mgle a musimy zaraz za schroniskiem wdrapać się na Dumbier (2043m). Niestety pogoda nie pozwala podziwiać widoków - widać do 10m. Na szczęście im dalej w stronę Chopoka tym pogoda się poprawia, mgła schodzi a niebo staje się praktycznie bezchmurne. Od schroniska do Chopoka mijają nas praktycznie sami skiturowcy. Ludzi na rakietach jak na lekarstwo, ludzi w samych butach można policzyć na placach jednej ręki. Ale nie dziwię się, sam przekonałem się że następny tego typu wyjazd to tylko skitury. To co ja musiałem schodzić i zajmowało mi to niewiele mniej nich wchodzenie, skiturowcy pokonywali w sekundach. Po schronisku również widać iż trend idzie w stronę skiturów, praktycznie 90% obecnych byli na nartach. &lt;br /&gt;
W niższych partiach jak okolice Certovicy można spotkać jeszcze ludzi na biegówkach, ale gdy już idzie o podchodzenie powyżej 1700m to tylko skitury. Na koniec ostatni nocleg pod namiotem z ogniskiem w tle i w niedziele do domu.&lt;br /&gt;
Trochę statystyk: Pokonaliśmy 86km z tego 30km na nogach. Na nogach podejść było 3409m, zejść 2344m. Po płaskim z tego było tylko 4,2km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/TatryNizne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-skitury| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel W.|11 02 -28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16 dni na nartach plus jeden dzień wspinaczkowy. Pomimo słabej zimy niezwykle udany wyjazd podczas którego skiturowo zwiedzamy rejon Höllengebirge, Dachstein oraz Alpy Berchtesgadeńskie, doskonalimy moje umiejętności narciarskie (nie ma to jak prywatny instruktor!), bawimy się w poszukiwanie pipsa oraz odwiedzamy austriackich znajomych. Przez kilka dni towarzyszy nam również Klaus. W ramach dnia restowego wspinamy się w St. Gilgen w rejonie Plombergstein (http://www.bergsteigen.com/klettergarten/salzburg/salzkammergut-berge/plombergstein), ćwiczymy techniki linowe, a nawet zwiedzamy okoliczną jaskinię!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Kaja Kałużyńska (SŁ)|28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od rana wszystko wydawało się jakby nie takie, jakim być powinno: obolała Asia trzeszcząc stawami oznajmiła, że rezygnuje z wyjścia do jaskini, Piter wyglądał jakby ktoś go zjadł i częściowo strawił, a ja po średnio przespanej nocy czułem, że zamiast zapału do odwiedzenia dziury – wypełnia mnie  egzystencjalny ból i toczące mój organizm przeziębienie. Do tego kanapka, która miała zostać zabrana do jaskini, wyszła jakoś dziwnie. Bo i bułka krzywo się ukroiła i ser wyglądał jakoś tak mało zachęcająco. Tylko Łukasz i Bogdan bez względu na warunki i samopoczucie, od rana buchali z nozdrzy parą nie mogąc się doczekać jaskiniowych przeszkód. Ale u nich to normalne.	&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne oznaki nadchodzących ciężkich czasów, zaczęły się pojawiać po wyjściu z bazy: na starcie mieliśmy ponad 20 minut poślizgu, niebo wyglądało jakby miało zamiar zwymiotować na nas jednocześnie deszczem, śniegiem, żabami i ogniem piekielnym, a delikatny wiaterek starał się zedrzeć nam skórę z twarzy. Mimo to, ruszyliśmy w komplecie. Przyznam się bez bicia: szedłem bez większego przekonania i wiary, że uda mi się dotrzeć do jaskini. Jedno było pewne: idę na Wyżnią Miętusią Rówień, czyli do ostatniego miejsca z którego mogę wycofać się sam. Właśnie tam zdecyduję czy mam siłę i zapał, by iść dalej. Pech chciał, że jakoś wpadłem w głębokie zamyślenie i nim zorientowałem się co robimy – doszliśmy bez większych problemów do podnóża Małej Świstówki. Tak to bywa, gdy człowiek zamiast myśleć o bolączkach egzystencjalnych i słabościach ciała, skupia się na kamieniach pod nogami, próbując nie wybić sobie zębów podczas stawiania kolejnych kroków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeprawa spod Świstówki do otworu jaskini idzie sprawniej niż dzień wcześniej podczas szkolenia lawinowo-rakowo-czekanowego: mokry śnieg daje stabilniejsze oparcie. Poza tym, lwia część drogi została przetarta, gdy gnaliśmy w górę odbyć taniec z czekanami. Szczęśliwie dochodzimy pod otwór Jaskini Miętusiej Wyżniej nawet nie mając stanu przedzawałowego. Nie pozostaje nic innego, jak wtarabanić się kilka metrów na linie w górę, skąd łypie na nas otwór jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenia dotyczące zaliczenia Jaskini Miętusiej były następujące: pracujemy głównie Piter i ja (bo podobno się obijamy, co wcale nie jest prawdą. To nie nasza wina, że ciężko nadążyć za pozostałymi speleopsychopatami z kursu). Zakładamy, że ja biorę na siebie część jaskini do syfonów, a jeśli uda się je pokonać – Piter przejmuje poręczowanie w niższych partiach. Tak czy inaczej – ku ogólnej rozpaczy - ja prowadzę. Nie da się ukryć – co skrzyżowanie następuje z mojej strony kontrola mapy i sprawdzenie czy idziemy w dobrą stronę; każdy prożek poddawany jest przeze mnie dogłębnej analizie. Oczywiście nawet godzinne gapienie się w strop nie gwarantuje wypatrzenia przeze mnie wszystkiego, co niezbędne: np. udaje mi się przegapić połowę batinoxów (tzn. jeden z dwóch).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tak czy inaczej, brniemy do przodu. Powoli. Bardzo powoli. Mateusz tradycyjnie (jako instruktor) nie pogania, nie miesza się do tego co robimy, a jedynie pilnuje byśmy się nie pozabijali. &lt;br /&gt;
W końcu docieramy do miejsca, które (po dokładnej analizie planu) określam jako punkt, w którym powinniśmy zacząć wędrówkę w dół, ku Syfonowi Błotnemu i Syfonowi Paszczaka. Niestety, daję sobie wmówić, że pomyliłem się i to srodze, a miejsce gdzie jesteśmy to dopiero studnia nad Suchym Dnem. Plując sobie w brodę brnę dalej do przodu, po chwili docierając do końca jaskini – jak się okazało – zarezerwowanego przez Warszawę. Nie wiedziałem, że jaskinie można rezerwować, widocznie ze speleoodkryciami jest jak z fragami – za ich podkradanie można dostać w dziób. Wycofujemy się z przodka bardzo uważając, by czasami czegoś przez przypadek nie odkryć.  Moglibyśmy w ten sposób narazić się aktualnej Stolycy. Wracamy do punkty, który określiłem przejściem w stronę Syfonów i zdecydowanie kierujemy się w stronę najpaskudniejszego miejsca, w jakie udało mi się trafić podczas kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Syfony Błotny i Syfonik Paszczaka okazują się czymś pomiędzy porankiem po ostrym kebabie, a rodzeniem jeża. Opróżnienie górnego syfonu (Błotnego) wymaga wyciągania wiader i worów z wodą ponad 10m w górę, aż do głównego ciągu jaskini. Inne atrakcje? Przeciskanie się przez Syfon Błotny gwarantuje borowanie pyskiem w błocie, a to, co jaskinia rzuca w oczy po przebrnięciu Błotnego, to cztery metry kwadratowe przestrzeni i kolejna studnia prowadząca do Syfonu Paszczaka.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Matka natura to złośliwa zołza: chcąc opróżnić Paszczaka, musimy zalać syfon Błotny. Oczywiście transportując wodę w górę za pomocą worów… Po półtorej godziny efekt pracy mającej na celu osuszenie Paszczaka, można zamknąć w 3 punktach:&lt;br /&gt;
*Łukasz i Bogdan przeciskają się na drugą stronę mocząc sobie nawet te miejsca, do których normalnie woda nie dociera;&lt;br /&gt;
*Ja na tyle się wyziębiam, że nawet przestaję drzeć się po wszystkich i trząść;&lt;br /&gt;
*Łukasz z Bogdanem stwierdzają, że po drugiej stronie Syfonu Paszczaka nie ma miejsca, gdzie można zlewać wodę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W związku z tym, że już nie mamy gdzie upychać wody (oraz faktem, że mój organizm zaczyna przybierać barwę sino-bladą) zapada decyzja o wyjściu z jaskini. A w zasadzie ja ją podejmuję. A w zasadzie zarządzam wyjście. A w zasadzie drę się na speleoprzodowników, by (tu padają krótkie żołnierskie słowa) odpuścili temat i zaczęli się zbierać w stronę wyjścia. Oczywiście za swe kwieciste motywatory słowne wszystkich zebranych serdecznie przepraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście w górę i przejście przez Syfon Błotny wymaga jego zlewarowania. Tym razem wodę przenosimy w dół. Szczęśliwie zrzucenie wody na niższy poziom nie zabiera wiele czasu i dość sprawnie wydostajemy się poza rejon syfonów, gdzie mogę się ubrać w dodatkową warstwę ciuchów. A i przy okazji wmusić w siebie coś do jedzenia i picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbieramy się do wyjścia. Droga powrotna idzie jak krew z nosa, wybitnie opóźniam przemarsz. Domyślam się, że lwia część ekipy wolałaby przynajmniej odwiedzić Suche Dno zamiast od razu iść do wyjścia, jednak zdecydowanie pcham się ku powierzchni. Przemarsz w górę rozkosznie rozgrzewa, odzywa się zdrowy głód, a to najlepszy dowód, że będę żył. Czeka mnie jeszcze długie przepraszanie uczestników wyprawy za uwagi dotyczące ich powiązań genetycznych ze ślepymi zaułkami ludzkiej ewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Docieramy do otworu wyjściowego – z zadowoleniem stwierdzamy, że jeszcze jest jasno. Zjeżdżamy w ciuchach jaskiniowych z ostatniego progu, a następnie niczym dzieci na megaślizgawce, zsuwamy się radośnie w dół zbocza, zostawiając za sobą obrzydliwe, brązowe ślady. Taki ładny śnieg ubrudziliśmy… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do bazy docieramy już po zmroku. Nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć szybki prysznic, spakować wory do samochodu i ruszać w stronę domu. Po drodze odwiedzamy Zimową Stolicę Polski, doceniając jej największe skarby kultury i dziedzictwa. Znaczy się wpadamy do Maca i pochłaniamy stertę martwych krów. Dławiąc się kęsami paszy, ronimy łzy pełne żalu i smutku – w końcu to było nasze ostatnie kursowe zejście do jaskini…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMietusia-Wyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - szkolenie zimowe|Mateusz Golicz, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn, Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Teresa Szołtysik|26 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna słoneczna pogoda, niewielki mróz ale tez mało śniegu. Dzień wcześniej przypomnieliśmy sobie wiadomości o sprzęcie zimowym i specyfice poruszania się zimą po górach. W dolinie Miętusiej i w kotle MS ćwiczyliśmy hamowanie czekanem w różnych sytuacjach, poruszanie się w rakach, wykorzystanie czekana przy podchodzeniu i schodzeniu, wykonanie asekuracji i zjazdu z grzyba śnieżnego. Później na polanie odbyły się zajęcia z lawinoznawstwa (poszukiwanie zasypanego z pipsem, sondowanie metodą tradycyjną). Trzy osoby poruszały się na nartach z różnym skutkiem gdyż z śniegiem jest dość kiepsko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu (Emil): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie_zimowe-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitura - Beskid Śl.| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna &amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|22 02 2016}}&lt;br /&gt;
Nie wiem jakim cudem-bo śniegu jak na lekarstwo-ale udało się zorganizować wypad na skitury. Próbujemy trochę w Istebnej na stoku Zagroń (poza stokiem tylko trawa), następnie przenosimy się na Stożek, gdzie warunki zdecydowanie lepsze, na nartach można było dojść aż do schroniska... (wow!)W drodze powrotnej spotkaliśmy Jasia K wracającego z pracy w związku z czym spędziliśmy jeszcze godzinkę w domu nadleśnictwa :) na miłej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dwa dni i 45km Tatr| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|19-21 02 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia naszych spacerów pogoda była sprzyjająca, mimo zachmurzenia i mgły towarzyszących nam podczas wędrówki Doliną Chochołowską, przez większą część dnia było słonecznie, dzięki czemu miałam odpowiednie widoki do nauki topografii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo ze schroniska ruszamy zielonym szlakiem prowadzącym na grań. Bez problemów torujemy sobie szlak, jednak na wysokości ok 1400m n.p.m postanawiamy zmienić trasę i udać się na Trzydniowianski Wierch. Podchodzimy od strony Doliny Jarząbczej, po drodze mijamy jednego skituourowca, następni ludzie pojawiają się dopiero w okolicy szczytu. U góry nagle odzyskujemy zasięg (chyba przywiał go wiatr), nim kończymy rozmowy okazuje się, że już jesteśmy zbyt wyziębieni by patrzeć w mapę i na widoki dookoła. Schodzimy w dół Kulawcem. Gdzieś pomiędzy jego końcem i początkiem Krowiego Żlebu odkrywam szybszy, łatwiejszy i przede wszystkim &amp;lt;u&amp;gt;zabawniejszy!&amp;lt;/u&amp;gt; sposób schodzenia (przydają się grube spodnie zimowe, bardziej zaawansowani mogą użyć sanek; uwaga na czekany wbijające się w nogi).  Niestety ten sposób nie nadawał się do zastosowania w Dolinie Chochołowskiej przez co musieliśmy ją znowu całą przedeptać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na pierwszy dzień uległy zmianie, to te na drugi dzień też musiały zostać zmienione. Zaplanowaną trasę postanowiliśmy zrobić w odwrotnej kolejności niż początkowo zakładaliśmy. Wycieczka pod znakiem deszczu. Na wejściu na szlak prowadzący na Przysłop Miętusi przez Staników Żleb zamieniłam polar na kurtkę przeciwdeszczową. Przez plusowe temperatury ze śniegu zrobiła się ciapa, miejscami śliska ciapa, albo woda z ciapą, co zaowocowało całkowitym przemoczeniem gdzieś pomiędzy Przełęczą w Grzybowcu, a Strążyską Polaną. Idąc Ścieżką nad Reglami do Doliny Białego po drodze wstąpiliśmy jeszcze na Sarnią Skałę. W Dolinie Białego spotkaliśmy dużo ludzi - nie dziwię się, ponieważ jest to jak na razie najładniejsza dolina w Tatrach w jakiej byłam. Po drodze do wylotu robimy kilka przerw na zerknięcie w mapę i próbę zajrzenia głąb starej sztolni uranu. W drodze powrotnej weszliśmy jeszcze do Doliny ku Dziurze i do Dziury (jak na pilnych grotołazów przystało!) oraz do Doliny za Bramką. Wycieczkę zakończyliśmy wykręcaniem skarpetek pod bazą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Chongqing - Wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG Nocek), dr Jacek Szczygieł (KKS/Uniwersytet Śląski), Erin Lynch (Hong Meigui CES; kierownik wyprawy), Devra Heyer (Paamul Grotto), Annie Leonard (Cambridge University Caving Club)|30 01 - 15 02 2016}}&lt;br /&gt;
Po raz drugi z rzędu miałem przyjemność uczestniczyć w cyklicznej, noworocznej wyprawie jaskiniowej, organizowanej przez Erin Lynch z klubu jaskiniowego Hong Meigui. Działaliśmy w bardzo okrojonym, ale za to bardzo dobrze zgranym amerykańsko-polskim zespole. Wyprawa była bardzo intensywna. Przez 11 dni pod rząd codziennie byliśmy pod ziemią, z czego przez dziesięć działaliśmy w Luo Shui Kong, jaskini rozpoczynającej się 210-metrową studnią. W skromnym gronie Polaków trochę liczyliśmy na piony i wspinaczki hakowe. Choć jednak tegoroczne odkrycia miały w dużej mierze charakter poziomy, i tak dały nam bardzo dużo satysfakcji. Najbardziej spektakularna była Casablanca, wielka sala o kształcie trójkąta o najdłuższym boku 100 m i &amp;quot;szerokości&amp;quot; 65 m. Salę nazwaliśmy tak od mnóstwa gipsowych kryształów, które formują w niej liczne, dwumetrowe wieże, gipsowe &amp;quot;krzaki&amp;quot; i inne ozdobniki. Spąg pokrywa gruz, będący połamanymi fragmentami krystalicznej gipsowej skorupy, odseparowanej od stropu. W sumie, w Luo Shui Kong skartowaliśmy ponad 4.8 hektara przy długości ciągów pomiarowych 2.5 km. Dla porównania, całkowita powierzchnia rzutu spągu jaskini Zimnej wynosi ok. 0.8 ha, zaś jaskini Miętusiej - ok. 1.9 ha. Dłuższa relacja zostanie opublikowana w &amp;quot;Jaskiniach&amp;quot;. Zdjęcia dostępne są w Galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLSK2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
Jak na wzorowych kursantów przystało, ruszamy z bazy o ustalonej wcześniej godzinie. Przedzierając się przez półmroki poranka, docieramy Doliną Kościeliską pod największe wyzwanie podejściowe tego dnia: schody do Jaskini Mroźnej. Po ich pokonaniu wskakujemy w kombinezony, a następnie podchodzimy kilkanaście kolejnych metrów w górę i wchodzimy do Jaskini Zimnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo nic nie zapowiada dramatu, który ma się wydarzyć:  trochę się czołgamy, trochę przeciskamy. Nagle, niczym grom z jasnego nieba, spada na nas wiadomość, że trzeba będzie się tego dnia solidnie zmoczyć. Jeszcze przez moment nie budzi to jakiejś szczególnej grozy – w końcu niekiedy  po powrocie z jaskini człowiekowi zdarzy się wziąć prysznic… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie chodzi o pucowanie stref intymnych, lecz o przebrnięcie przez zalany Ponor. Rozlewisko zbadane wcześniej przez Asię i Łukasza, pokonujemy kolejno, prezentując swoje bogactwo językowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszej części jaskini mamy okazję do zaprezentowania umiejętności wspinaczkowych. Jedno po drugim wspinamy się na progi, ściany i kominy. Asia wraz z Łukaszem znudzeni pokonywaniem standardowych przeszkód, przedzierają się obejściem wokół Czarnego Komina, co pozwala nam zaoszczędzić sporo czasu. Rzucona przez nich z góry lina sprawia, że nie muszę od dołu zdobywać całości Czarnego Komina, co zapewne trwałoby wieki.&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy za Prożek Burcharda, gdzie po zlewarowaniu syfonu otwiera się dla nas przejście w stronę Korytarza Galeriowego. Początkowo ruszamy doń we czwórkę: Asia, Piotr, Łukasz i ja. Niestety Korkociąg Krakowski pokonuje mnie oraz Pitera, w związku z czym wycofujemy się na Prożek. Asia z Łukaszem są nie do zatrzymania: docierają do Korytarza Galeriowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej mamy jeszcze raz okazję do sprawdzenia odporności na zimno: tym razem mało komu chce się rozbierać przed pokonaniem Ponoru. Wchodzimy doń praktycznie w kompletnym ubiorze. Nic tak nie motywuje do szybszego wydostania się z jaskini, jak klejący się do ciała mokry kombinezon, dzięki czemu ostatni odcinek pokonujemy szybko i sprawnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię docieramy 10 minut przez wyznaczonym czasem. Do bazy wracamy już w kompletnych ciemnościach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fzimna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Na nartach na Babią Górę| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Pawlas, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybór znów padł na Babią Górę i znów od południa. Po ostatnich opadach przybyło śniegu lecz bez rewelacji. Z Slanej Wody początkowo szlakiem a potem na przełaj na Jedlę i granicznym grzbietem na szczyt Babiej Góry (1725). Śnieg na podejście znośny lecz do zjazdu na pewno kiepski. Wystawały kamienie i kosówki. Pogoda w górnych partiach dość charakterystyczna dla tego szczytu. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności na zjazd obieramy znany nam żółty szlak. Była to bardzo dobra decyzja. Do połowy góry zjazd wyśmienity choć śnieg tępy. Dalej uważnie (więcej kamieni) lecz ciągle na nartach śmigamy w dół aż do połączenia z drogą podejścia i dalej do auta w Slanej Wodzie. Zrobiliśmy niemal 1000 m deniwelacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/BabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu film: https://vimeo.com/156540639&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Grześ| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo pierwszego dnia śląskich ferii udało nam się dojechać prawie bez korków. W Tatrach już czekał na nas śnieg i bałwany na każdym rogu. Dolinę Chochołowską udało nam się przejść w miarę szybko. Przed wejściem na szlak prowadzący na Grzesia zrobiliśmy przerwę śniadaniową w schronisku.  Na szlaku sporo ludzi, dzięki temu był przedeptany. U góry przerwa na zdjęcia i telefon od Ryśka ,,tylko nie mów kursantom, że w Zimnej będzie kąpiel&amp;quot;. Droga na dół, do schroniska bardzo przyjemna, od schroniska do parkingu raczej nudna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura-Sokole Góry, Kamieniołom Kielniki| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworski z dzieciakami|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy narty, ale wyszło inaczej. Odwiedziliśmy Olsztyn, gdzie wędrowaliśmy ścieżką geologiczną Kamieniołomu Kielniki. Zwiedziliśmy kamieniołom a także Jaskinię Magazyn w Kielnikach. Dalej szlakiem żółtym i czerwonym zawędrowaliśmy do rezerwatu Sokole Góry, gdzie odwiedziliśmy Jaskinię Olsztyńską. Starszy syn ewidentnie poczuł zew eksploratora. Dzień jeszcze jest zbyt krótki więc wróciliśmy do auta po zmroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Cienkowie |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek lutego, +8 stopni, słońce. Gdzie ta zima?! Jednak i tym razem w desperacji intuicja mnie nie zawiodła w zaplanowaniu skiturowego spacerku. W Stryczkowie zostawiamy auto i bez szlaku podchodzimy północnym skłonem pasma cienkowskiego. Ku naszemu zaskoczeniu po kilkuset metrach zakładamy narty i podchodzimy po nieskalanej bieli na szczyt Cienkowa Postrzedniego (867). Stąd łagodnym zjazdem w stronę Cienkowa. Na rozległym obniżeniu śnieg zalega już tylko płatami więc znów kilkaset metrów dajemy z buta podchodząc w efekcie na początek nartostrady. Tu mocno wieje. Z wierzchołka zjeżdżamy już błyskawicznie do doliny. Tu Esa klaruje sprzęt a ja już na lekko biegnę ponad 2 km w górę po zostawione w Stryczkowie auto. Wkrótce też wracamy do domu. Jeżeli nie dopada śniegu to chyba będzie czas definitywnie przerzucić się  na rowery i wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FCienkow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka na Rysiankę |Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk &amp;lt;/u&amp;gt; Tomanek, Justyna (os. tow.)|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Żabnicy zielonym szlakiem na Rysiankę. Powrót przez Boraczą. Śniegu mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Malinów |Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2016}}&lt;br /&gt;
Desperacki wyjazd na ekspresowe skitury. Wyjeżdżamy ok. 16:30 do Szczyrku, gdzie trasą Golgoty podchodzimy w okolice Malinowa. Trasa narciarska oświetlona, wyżej trasę chwilowo oświetlają krążące ratraki, a potem już tylko w czołówkach. Piękna gwieździsta i bardzo wietrzna noc. Zjeżdżamy trasą podejścia. Stoki Skrzycznego jeszcze z niewielką warstwą białego, ale chyba już nie długo wytrzyma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie |Łukasz Depta(instruktor), Artur,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|01-05 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszym tygodniu lutego miałem przyjemność uczestniczyć w kursie taternictwa zimowego. Podobnie jak dwa lata temu odbył się on na Hali Gąsienicowej. W poniedziałek wieczorem po deszczowym (!!!) podejściu spotykamy się w zatłoczonej jak zawsze Betlejemce. Niestety we wtorek odwilż nie odpuszcza, podobnie jak my :). Wybieramy drogę Potoczka (III) z wariatem prostującym  na Czubie nad Karbem jako dobrą drogę na początek. Na własnej skórze przekonuje się, że dodatnia temperatura znacząco zwiększa trudności pokonywanej drogi. Ze względu na zagrożenie lawinowe wracamy dłuższą drogą przez pojezierze. W środę udaje się sprawnie zrobić klasyk Hali Gąsienicowej tj. filar Świnicy (IV), na kluczowych wyciągach wspinaczkę utrudniały zalane lodem rysy (patrz pogoda dwa dni wcześniej). Kolejnego dnia wyznaczony cel jest ambitny -  Filar Staszla (V), jest to droga znacznie poważniejsza od dwóch poprzednich. Pogoda w tym dniu zadbała, żeby pokonanie tej drogi wryło się w pamięć.  Pomimo zmęczenia i niepromocyjnych warunków drogę udaję się skończyć przed zmierzchem. W ostatnim dniu ze względu na brak sił (czytaj brak warunków m.in. 30cm świeżego śniegu) Łukasz szkoli nas jak powinno się wspinać w lodzie. Zaczynamy od pokonania lodospadu nad Zmarzłym Stawem z dwoma czekanami, potem z jednym a na końcu bez. Wniosek czekany są dla słabych :).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Kysucki - skitura na Wielką Raczę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima tylko z nazwy, bardzo kiepska. Z Lalik podchodzimy nieczynną nartostradą (bo gdzie indziej brak śniegu) obok wyciągu na zachodni grzbiet Raczy. Dalej szlakiem o dziwo po twardym śniegu na szczyt Wielkiej Raczy (1236) zaglądając po drodze do Dier (niewielka jaskinia tektoniczna). Pogoda dobra. W schronisku robimy dłuższy odpoczynek po czym zjeżdżamy. Pod szczytem spotykamy zupełnie przypadkowo naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała: Beatę Michalską i Pawła Kasperkiewicza, którzy też na skiturach podchodzili do góry. Później zalodzonymi nartostradami zjeżdżamy aż do auta. Całkiem udany wyjazd i warunki wykorzystane w 100%.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/VelkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacer |Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt; Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy w Kirach po akcji w Miętusiej. W nocy padał deszcz, rano za oknem szaro, jednak w momencie w którym zdecydowaliśmy się na wysunięcie ze śpiworów zaczął padać śnieg. Po wyjściu z bazy było go już powyżej kostek. Zakrył lodowe placki z dnia wczorajszego, a tam gdzie nie było go na tyle żeby uniknąć poślizgu zapewniał w miarę miękkie lądowanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeszliśmy od Kir Drogą pod Reglami, aż do wlotu do Doliny Strążyskiej, którą doszliśmy do Siklawicy. Spod wodospadu wycofaliśmy się do połączenia ze Ścieżką Nad Reglami, którą poszliśmy dalej, przez Przełęcz Grzybowską i Przysłop Miętusi do Doliny Kościeliskiej. Po 4 godzinach marszu docieramy z powrotem na bazę , pakujemy się i jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Ftatry_spacer&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia - kurs |Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|30 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota, szósta rano. Jak to na wzorowych kursantów przystało, zwarci i gotowi czekamy przed Bazą na wymarsz. Kilka minut później ruszamy w komplecie do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Droga bez większych problemów: śniegu praktycznie zero, jedynie leżące miejscami placki zdradliwego lodu starają się sprawić, że nasze kończyny wygną się w niecodzienny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez złamań i z kompletem zębów docieramy do jaskini. W sobotę ma być na dole dość tłoczno, więc z radością stwierdzamy brak śladów innych ekip. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesteśmy pierwsi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz z Bogdanem nurkują w otworze, zanim reszta skończy przeżuwanie przedzejściowych kanapek. Asia gna za nimi (Bogdanem i Łukaszem, nie kanapkami) starając się dogonić rozbrykane speleostadko, zaś Rysiek, Piter i ja dostojnie schodzimy w dół, kolejno polerując zadami Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
Przodowników jaskiniowych doganiamy na Kaskadach, skąd razem ruszamy w dół ku Wielkim Kominom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po osiągnięciu dna, zaczynamy wspinaczkę do góry. Do zdeporęczowania zostaje całość lin, która czekała na nas od poprzedniej wizyty Nockowiczów w Miętusiej. Nawet w miarę sensownie i sprawnie idzie nam przekazywanie worów, jakimś sposobem nikt nie popada w hipotermię, chociaż Piter trzęsąc się ziewa na potęgę i zaczyna coś majaczyć. Na szczęście majaczy o piwie, więc nie jest z nim źle.&lt;br /&gt;
Na Kaskadach mamy wielokrotną mijankę - trafiamy na pozostałe ekipy, które planowały dziś odwiedziny w Miętusiej. Po grzecznościowej wymianie uprzejmości i podzieleniu się prowiantem, ruszamy w górę gdzie czeka na nas Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek, Bogdan i Piter pokonują korytarz w oka mgnieniu, Asia znudzona moim ślimaczym przepychaniem gabarytów przez rurę wyprzedza nas obejściem, a ja celebrując tradycję, klinuję się każdym możliwym elementem w miejscu, gdzie podobno zaklinować się nie da.&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć jakim magicznym sposobem Łukasz nie umiera z wyziębienia czekając za mną aż łaskawie schudnę i przejdę przez Ciasny Korytarzyk. Po długiej walce w końcu przeciągam swe boskie ciało przez problematyczne miejsca i ruszamy ku górze. Udaje nam się zabłądzić (tak, da się zabłądzić w Ciasnym Korytarzyku) i zamiast na powierzchnię - trafiamy w jakiś komin, który zamiast wyjścia ma śpiącego nietoperza i stado komarów. Po wykonaniu odwrotu i powrocie do głównego ciągu, w ułamku sekundy trafiamy w odpowiednią dziurę i wyczłapujemy na powierzchnię, wyczekiwani przez resztę ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót (pomimo występującego miejscami oblodzenia) to przyjemny spacerek, wracamy do bazy przed zapadnięciem zmierzchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego samego dnia Rysiek, Piter i ja decydujemy się na powrót do domu, Asia, Bogdan i Łukasz zostają by jeszcze w niedzielę pohasać po tatrzańskich szlakach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Spitzingsee-Bawaria - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6086</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6086"/>
		<updated>2016-01-30T01:12:11Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spitzingsee-Bawaria-Niemcy - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6085</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6085"/>
		<updated>2016-01-30T01:06:32Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spitzingsee-Bawaria-Niemcy - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące, znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu, zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6084</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6084"/>
		<updated>2016-01-30T01:02:26Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spitzingsee-Bawaria-Niemcy - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące, znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu, zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6083</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6083"/>
		<updated>2016-01-30T01:00:37Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spitzingsee-Bawaria-Niemcy - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące, znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu, zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasu pilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6026</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6026"/>
		<updated>2016-01-17T12:36:28Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, Ola Rymarczyk, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5913</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5913"/>
		<updated>2015-12-12T19:43:52Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== IV kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - otoczenie doliny Bystrej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Piotr Strzelecki, Teresa Szołtysik|06 12 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny i dość ciekawy szlak na poniekąd kondycyjną przechadzkę górską. Z doliny Bystrej na Lachowe Młaki, następnie przeciwną stroną doliny przez Juszczynkę (891) i Przypór (899) do doliny gdzie nieopodal leśniczówki zostawiliśmy auto. Przepiękna pogoda, lazurowe niebo i bardzo kontrastowe widoki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBeskidZywiecki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/06122015Bystra?authkey=Gv1sRgCMim--n7zs2OrwE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – Szczelina Piętrowa  i spacer z Mirowa do Bobolic| Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt; i Kasia Mysiak|05 12 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczny wyjazd z odpowiednią proporcją ciorania do ładowania akumulatorów w grudniowym słońcu. Dla mnie był to pierwszy raz w tej jaskini i wcześniej sporo się nasłuchałam jaka to niby jest niewdzięczna. Pewnie z racji tego, że spore grono osób właśnie tutaj stawia swoje pierwsze taternickie nieporadne kroki. Muszę przyznać, że mnie bardzo ta dziura przypadła do gustu. Ponieważ zastosowaliśmy technikę „idziemy bez lin i zobaczymy co będzie” (cały ewentualnie potrzebny sprzęt taszcząc w worach), sporo było przeciskania, zapierania i drobnej wspinaczki. Ja akurat tego typu kontakt ze skałą bardzo lubię i sporo miałam przy tym radości. Asia jako nasz nawigator też miała z tego tytułu radochę, dodatkowo wzbogacając wycieczkę o różne geo-ciekawostki. Kasia, która postanowiła tego dnia z nami rozpocząć jaskiniową przygodę miała okazję zobaczyć jak to jest pokonać jaskinię bez użycia liny, jak i całkowicie _z_ (spotkaliśmy około dwunasto- lub dwudziestoosobową - coś z dwójką w każdym razie - grupę z Wa-wy). Łukasz doskonale sprawdził się jako żywa podpora i jak zwykle – niezawodne wsparcie techniczne. No a Piter… tego się nie da opisać, więc przytoczę jego własne słowa zamieszczone na pewnym portalu;) (mam nadzieję, że się nie obrazi:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Nie lubiłem tej jaskini, miałem do niej uraz, może dlatego że była jedną z moich pierwszych. Jak się dowiedziałem, że za cel naszej wycieczki została wybrana właśnie ona pomyślałem sobie ' no nie, zaś tam?' Aż tu nagle szok, niedowierzanie, łamiąca wiadomość! Przeprosiłem się dzisiaj z ową jaskinią, można w niej zobaczyć wiele ciekawych nacieków, spotkać wiele buł krzemionkowych, gdzieniegdzie ładnie przebijający się kalcyt. I ten Korytarz Bajkowy! Jaskinia jak najlepsza do ćwiczenia zapieraczki! Niby wymaga użycia liny, ale sprawny zespół obędzie się bez niej. Ogólnie polecam. Jednak osoby niedoświadczone powinny ją zwiedzać z osobnikami obytymi w poruszaniu się po jaskiniach, polecam! Aż dziw mnie bierze, bo jaskinia jaka była, taka jest, a tu taka odmiana postrzegania.”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedyne co, to okazuje się, że nie byliśmy w Korytarzu Bajkowym, a w Kryształowym. W każdym razie - ekstra!&lt;br /&gt;
Po wyjściu zastanawiamy się przez moment, co zrobić z resztą tego pięknego dnia i wybór w końcu pada na spacer od zamku w Mirowie do zamku w Bobolicach. Bardziej zawzięci zwiedzają jeszcze jaskinię Suchą, a ja kolejny raz uświadomiłam sobie jak słabo znam Jurę… ale co się odwlecze… może jeszcze kiedyś nadrobię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacery|Piotr i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|28 - 29 11 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę rodzinna wycieczka w Dolinie Gąsienicowej. W niedzielę sam kondycyjnie wchodzę na grań Ornaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria nie co inaczej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Teresa Szołtysik|29 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na górę doliną Suchego Potoku, który w górnym odcinku posiada charakter dość stromego jak na Beskidy jaru. Czasem wskazane użycie rąk przy podchodzeniu. Przed dwoma laty podchodząc tu z nartami uciekliśmy na łatwiejszą drogę. Tym razem wydostajemy się do góry. Z Czantorii schodzimy na stronę czeską w stronę Nydka. Dalej dość długim trawersem podążamy na południe by osiągnąć ponownie główny grzbiet i czerwony szlak wiodący z Soszowa na Czantorię. Z szczytu schodzimy tymże szlakiem do auta w Ustroniu Polanie. Warunki już w miarę zimowe lecz o nartach za bardzo nie ma mowy (jedynie wzdłuż orczyka na szczycie Czantorii można spokojnie pojeździć). Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Czantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|28 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wobec Zimy cierpliwość nie jest moją mocną stroną...Ruszyłam dziś z rana do Korbielowa na poszukiwanie warunków skiturowych. Co znalazłam: świetne warunki na podchodzenie-zaczynam z parkingu (trasa nartostradą) i kończę na szczycie. Jednakże już po drodze wiem, że zjeżdżać to za dużo dziś nie będę i czeka mnie znoszenie nart na dół. Ze szczytu do Hali Miziowej-ostrożnie, ale dało się zjechać (wychodzące zewsząd i hamujące roślinki). Dalej to już tylko walka by nie zniszczyć nart (lód, kamienie, jagody)-odpuściłam więc szybko. W górach spory ruch. Schronisko pełne. Spotykam kilku fanów wychodzenia na nartach i schodzenia z nimi na plecach, jednego zimowego kolarza, górskiego biegacza oraz tłumy spacerowiczów (akcja: wycieczka zakładowa, itp.). Podsumowując: Hurra-Zima!!! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Wierna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Kaja Kałużyńska (SŁ), Jacek Szczygieł (KKS); Magdalena Słupińska, Mariusz Polok, Zbigniew Wiśniewski (KS Aven); Jerzy Zygmunt (SCC); Francesco Sauro z koleżanką Danielą; koledzy-przewodnicy ze Speleo Myszków pod przewodnictwem dzielnego Mateusza|22 11 2015}}&lt;br /&gt;
Dzięki ofercie Małego ze &amp;quot;Speleokonfrontacji&amp;quot;, udało mi się wkręcić na akcję do Wiernej. Jak na jurajskie warunki, jaskinia jest faktycznie niecodzienna. Zaobserwowaliśmy kilka nietoperzy, belemnitów i ramienionogów. O bułach krzemiennych i naciekach nie wspominam, bo trudno było ich nie zauważyć. Spostrzegawczy eksperci wskazali nam również zmiany osi wzrostu nacieków (ich pion przestał być pionem...). Mimo długiego oczekiwania &amp;quot;na klucze&amp;quot; i sporego tramwaju w jaskini, udany dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SPELEOKONFRONTACJE|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + masa ludzi|21 11 2015}}&lt;br /&gt;
Udział w oficjalnym spotkaniu KTJ z przedstawicielami klubów, a następnie w części największej jaskiniowej imprezy w ciągu roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|LAWINY'2015| Warsztaty w G7 - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Paweł Szołtysik, Ania Bil, Sławek Musiał, Ola Rymarczyk, Michał Chowaniec, Daniel Bula z Magdą, dzieci klubowe oraz kilka osób tow. Na krótko pojawili się Rysiek i Marzenna Widuch (dyr. G7)&lt;br /&gt;
MCK (oprócz w/w) - Wojciech Wyciślik, Tomasz Jaworski, Henryk i Monika Tomanek, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola, Zygmunt Zbirenda, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Aga Szmatłoch, Piotrek, Tomasz Szmatłoch, Asia, Marzenna i Ryszard Widuch&lt;br /&gt;
|20, 21, 22 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się jubileuszowe dziesiąte już LAWINY. Jako klub zorganizowaliśmy warsztaty wspinaczkowe dla dzieci na ściance i hali sportowej Gimnazjum nr 7. Przybyło 20 dzieci (przeważnie małych). Podzieleni zostali na 5 grup by przechodzić z „stacji” na „stację”. Tak więc była typowa wspinaczka „na wędkę”, tyrolka, nauka podstawowych węzłów, pierwsza pomoc i slack. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugim etapem działań był „tor grotołaza”. W założeniu halowe mistrzostwa w jaskiniowych technikach linowych. W tym zadaniu wzięli udział członkowie naszego klubu (po zdobytym doświadczeniu być może w przyszłości rozszerzmy formułę na zawody międzyklubowe) . Na trasie znalazły się niemal wszystkie podstawowe elementy techniczne wymagane od rasowego grotołaza. Rywalizację na czas wygrał Artur Szmatłoch. Szczegóły i wyniki w AKTUALNOŚCIACH. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prezentacje i filmy o tematyce górskiej odbyły się w kinie „Patria” (piątek) a w sobotę i niedzielę w MCK w Nowym Bytomiu. Z naszego klubu były 2 prezentacje: Damian Szołtysik o narciarskim przejściu GSB i Asia Przymus o kulisach wyprawy speleologicznej w masyw Göll. Goście specjalnym był tym razem Leszek Cichy, który opowiadał ciekawe historie związane z zimowym zdobyciem Everestu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zarząd klubu serdecznie dziękuje wszystkim, którzy przyczynili się do przygotowania i przeprowadzenia warsztatów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLawiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{Wyjazd|Beskid Śląski - Piekło Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuując moją przygodę z górskim bieganiem postanowiłam w sobotę zmierzyć się z trasą górskiego półmaratonu o zachęcającej nazwie &amp;quot;Piekło Czantorii&amp;quot;. Był to mój pierwszy w życiu start na tak długim dystansie. Trasa niezwykle ciekawa (dla zainteresowanych info na stronie - http://beskidzka160naraty.pl/ ), warunki pogodowe jesienno-zimowe. Bieg był jak najbardziej górski - trasa miała ok.2000 m przewyższenia, a finisz biegł pod słupami kolejki liniowej na Czantorię! Ku własnemu (a pewnie nie tylko) wielkiemu zdumieniu bieg ten wygrałam-dobiegłam na metę jako pierwsza kobieta (20 w całym biegu) wygrywając tym samym kategorię Open Kobiet oraz K1. Tu wyniki&amp;quot;https://drive.google.com/folderview?id=0B4P-qsW-UY4uVUN6eUU3OXU4V3c&amp;amp;usp=sharing&amp;quot;,&lt;br /&gt;
a tu trochę zdjęć: https://photos.google.com/share/AF1QipO0HtwYrO7px0ZEJmrMTLn8YWfOE25pt0tZIyZY2kNt-rgToHMJbltBvSUUglvqtA?key=UHo3QzFtcTBkeTZJSTRUQ002dEYwQU5aZG03ZFBB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{Wyjazd|Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Martyna(os. tow.)|20 11 2015}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Jako, że obietnic trzeba dotrzymywać  a jedyny jeszcze wolny dzień w tym tygodniu był w piątek postanawiamy uderzyć na Baranią. Wyjazd chwilę po 08.00 rano do Mikołowa po Martynę a następnie lecimy już w stronę Węgierskiej Górki. Na szlak wchodzimy o 10.10. Najpierw zielonym, który jako tako był do przejścia a następnie czarnym, który dosłownie wyglądał jak potok. Woda spływała całą szerokością szlaku.  Po niecałych dwóch godzinach osiągamy szczyt i zaczynamy schodzić czerwonym szlakiem, który wygląda zupełnie tak samo jak czarny(wszędzie woda). Przy schodzeniu spotykamy jedynych tego dnia turystów wchodzących na szczyt i w tym momencie zaczyna padać śnieg, który na szczęście szybko ustępuje. Droga do samochodu to kolejne dwie godziny. Całość to 26.32km w czasie 4h19min gdzie całkowicie pod górę było 1363m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/20112015BaraniaGora?authkey=Gv1sRgCLaaiLLL2_fa0AE#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Iwaniacka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|15 11 2015}}&lt;br /&gt;
Jako, że nie mieliśmy nic lepszego do roboty (w przeciwieństwie do kolegów, którzy opuścili nas poprzedniego dnia po powrocie z jaskini) zostaliśmy na niedzielę w Tatrach. Zrobiliśmy sobie krótki spacer. Przeszliśmy Drogą pod Reglami z Kir do Doliny Chochołowskiej (ble...błoto), stamtąd na Iwaniacką Przełęcz (śnieeeeg!), dalej do Doliny Kościeliskiej. Tam spełniłam swoje małe marzenie i zobaczyłam w końcu Smreczyński Staw. Wróciliśmy na Halę Ornak (taaaak.... do schroniska) i po krótkiej przerwie (zupa o smaku ciepłym) Doliną Kościeliską wróciliśmy do Kir.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA)|14 11 2015}}&lt;br /&gt;
Ponieważ chcieliśmy wykorzystać okno pogodowe w postaci całego dnia słońca, wybraliśmy cel z długim i przyjemnym dojściem tj. wspinaczką w Dolinie Miętusiej. Jak się szybko okazało, planowanie schrzaniliśmy, bo ta dolina o tej porze roku jest głównie w cieniu. Jako asekurujący zmarzłem więc okrutnie. Zgodnie z planem, w jaskini zjechaliśmy tylko pierwszą studnię, docierając do zacisku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kursowy trawers Czarnej|Rysiek Widuch, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek|14 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: jaskinie gór Bihor|Tadeusz Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Maciej Dziurka (SDG), Piotr (os. tow.) |10 - 15 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo owocny wyjazd do jaskiń Rumunii. W jego trakcie zjechaliśmy do Awenu Batfia. Zwłaszcza oglądając go z dołu robi wrażenie. Padła również Twierdza Ponoru (Cetatile Ponorului). Dotarliśmy wreszcie do końca jaskini głównie dzięki niskiemu stanowi wody choć pływania było bardzo dużo. Przy pokonywaniu niektórych wodnych progów warto zostawić linę gdyż powrót pod prąd może okazać się trudny lub nawet nie możliwy. To potężna i przepiękna jaskinia. Następnie przemieściliśmy się w okolice Rosii gdzie zwiedziliśmy nie wielką lecz bardzo urokliwą jaskinię Gurui. Jedynym niewypałem okazała się jaskinia Toplica (to druga, zasyfonalna część rozległej jaskini Ciur Ponor). Za imponującym otworem korytarz nagle obniża się a przepływająca woda tworzy dość ciasny syfon. Ostatnią jaskinią była B. Avenul. Przepiękna szata naciekowa w tej dziurze to fajny deser na zakończenie wyjazdu. Po za tym przez wszystkie dni rewelacyjna pogoda z upałami do 19 stopni. Noce chłodne lecz zawsze w pobliżu buzującego ogniska. Do tego fajna kompania co  w komplecie stanowić będzie dobre wspomnienie kolejnej rumuńskiej przygody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura -wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby towarzyszące |08 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie zakończyłem sezon wspinania skałkowego, już tradycyjnie ostatni wyjazd odbył się na początku listopada. Podobnie jak w ostatnich latach starałem się w każdy weekend gdzieś się wybrać, dominowała Jura północna, lecz nie zapomniałem o odwiedzeniu Sokolików. Niestety ilość nie do końca przełożyła się na jakość… Z ciekawszych dróg jakie udało się zrobić: Obecność mitu VI.3+/4 –  bulder ze słabymi stopniami;  Anakonda VI.3- takich promocji to nawet w Tesco nie ma; Zapotrzebowanie na pozory VI.4+ - całkiem sympatyczne wspinanie;   San Quentin VI.4 – niby proste, ale nie do końca; Bezpawle VI.3+ - kruche, przewieszone, fajne; Porozumienia Gdańskie VI.3- bulder, proste; Hula Gula 2+/3 – szybka piłka, Lewy kant Kuli VI.3 - droga jednego miejsca, Taniec ze Słoniem VI.3 – Doleżychówka fajniejsza; Filar Zjazdowej VI.3+ – klasyk, fajne wspinanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Warsztaty pierwszej pomocy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, prowadzący i uczestnicy z różnych klubów|07 - 08 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie w tym roku szkolenie organizowane przez PZA. W sobotę większość zajęć odbywała się na bazie. Rozpoczęliśmy od wykładów dotyczących roli świadka w łańcuchu przeżycia, podstaw prawnych udzielania pierwszej pomocy, mechanizmów urazu oraz oceny i badania poszkodowanego po urazie. Następnie odbywały się zajęcia w grupach. U różnych prowadzących ćwiczyliśmy usztywnianie kończyn, opatrywanie ran oraz badanie poszkodowanego po urazie. Po przerwie obiadowej odbył się wykład o hipotermii, a następnie kolejne zajęcia w grupach. Budowa namiotu cieplnego, ewakuacja poszkodowanego, zajęcia na fantomie - reanimacja i użycie aparatu do automatycznej defibrylacji (BLS-AED) oraz postępowanie w przypadku nagłych stanów internistycznych. Po kolacji podzieliliśmy się na dwie grupy. Pierwsza wyszła razem z instruktorami, druga miała dojść w wyznaczone miejsce po 15 min, tam zastaliśmy zaimprowizowany wypadek z 7 poszkodowanymi w różnym stanie. Po opatrzeniu wszystkich rannych, grupy zamieniły się rolami i ratownicy zasymulowali kolejny wypadek w górach, a wcześniejsi poszkodowani byli ratownikami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia wyszliśmy na akcje jaskiniowe. Działaliśmy w Jaskini Zimnej na odcinku od wejścia do ponoru. Instruktorzy zasymulowali w sumie 3 wypadki, uczestnicy byli podzieleni na trzy grupy, każda zajmowała się jednym poszkodowanym, działaliśmy niezależnie od siebie. Obowiązywał pełny realizm. Akcja rozpoczynała się w momencie znalezienia poszkodowanego - zbieraliśmy wywiad, opatrywaliśmy go, przenosiliśmy do bezpiecznego miejsce i zapewnialiśmy komfort cieplny. Każdorazowo dwie osoby z zespołu cofały się do wejścia w celu wezwania pomocy u podstawionych dyspozytorów służb ratowniczych. Po każdej z symulacji odbywało się krótkie omówienie, za każdym razem dowiadywaliśmy się nie tylko o błędach jakie popełnialiśmy, ale też o ocenie akcji (komfortu) z punktu widzenia poszkodowanego. Uwagi te były niezwykle cenne bo pokazały o jak wielu rzeczach trzeba pamiętać i myśleć podczas udzielania pomocy poszkodowanemu, szczególnie że wiele z nich ma wpływ nie tylko na zdrowie, ale też na życie osoby rannej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pogody wybraliśmy się z Łukaszem na wspinaczkę na Straszykową Górę. Było słonecznie i zimno, ale nie na tyle, żeby palce zamarzały na skale. Pokonaliśmy kilka dróg, o wycenach od IV do V+. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w skałkach mirowskich|Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinamy kilka dróg &amp;quot;czwórkowo-piątkowych&amp;quot; na Klawiaturze i Skałkach z Grotą (m. in. ''Filar Klawiatury'' - IV, ''Zacięcie Groty'' - V+). Przepiękna pogoda i cudowne kolory. Oprócz nas w skałach zaledwie kilku wspinaczy. Do domu wracamy okrężną drogą przez Częstochowę gdzie odwiedzamy fajną knajpę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Przełom Białki - wspinanie|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Rank, Olga|31 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się na Przełom Białki na wspinanie, znajdują się tam dwie skały rozcięte przez rzekę – Kramnica i Obłazowa Skała. Olga z Darkiem byli ostatnio na tej pierwszej, dlatego dziś zaczęliśmy od Obłazowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że okolica bardziej urokliwa od Jury, skały też wyglądają fajniej. Nie tylko wyglądają, ale też są ,,fajniejsze”, od razu pominęliśmy Grotę Obłazowej z drogami 8+ i więcej - ,,na inny raz” i Filar Obłazowej - bo nikt nie miał ochoty asekurować w wodzie po kolana. Bawiliśmy się na Obłazowej, ale, że wszystkie drogi zaczynają się tu z przewieszenia to nasza cierpliwość to tej ściany szybko się skończyła i postanowiliśmy się przenieść na Kramnicę. Po drodze jeszcze zerknęliśmy  do ,,jaskini” Obłazowej – małe schronisko skalne, normalnie nie warte wzmianki, ale ze względu na najstarszy na świecie bumerang, paliczek lewej dłoni, lwa i nosorożca wspominam (a kogo zaciekawiłam odsyłam do internetów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Kramnicy było więcej ludzi, ale ściana większa (i wyższa) niż poprzednia więc się jakoś wpasowaliśmy. Drogi Kramnicy zaczynają się od VI-. Pod koniec dnia nikt nie mógł powiedzieć, że nie zaliczył jakiejś drogi. Choć muszę się przyznać, że chyba jedyną motywacja do wciągnięcia się na to VI- była perspektywa widoku na Tatry i 30 metrowego zjazdu :]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/31102015ObAzowaKramnica?authkey=Gv1sRgCLLV6-nQj-bP6wE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dziura w Dąbrowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, Teresa Szołtysik|25 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spenetrowaliśmy odkrytą kilka lat temu jaskinię - Dziura w Dąbrowie. Mimo, że bez sprzętowa wymaga trochę doświadczenia. Osiągamy najniższy punkt i zaglądamy do poszczególnych odgałęzień. Generalnie krucho. Potem udajemy się jeszcze na wzgórze Cisownik w okolicach Żelazka gdzie również penetrujemy teren odnajdując jedną z znajdujących się tam jaskiń (Żelazkowa Szczelina) do której zresztą wchodzimy. Na Jurze cudowna, kolorowa jesień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDziura-w-Dabrowie i tu: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/25102015JaskinieJuraDziuraWDabrowie?authkey=Gv1sRgCPnfpM_r09CD6QE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - centralne manewry ratownictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Bula&amp;lt;/u&amp;gt;|23 - 25 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek dowiaduję się iż jednak zostaję zaproszony na manewry (znajdowałem się na liście rezerwowych). Dlatego też ruszam w piątek po pracy i omija mnie unifikacja w Dziurze. Dołączam do innych w trakcie spożywania obiadu. Tego samego dnia zostajemy podzieleni na 4 pięcioosobowe zespoły, zostaje nam przedstawiony plan akcji w Zimnej, organizujemy potrzebny sprzęt i biwakujemy. Plan przewiduje rozpoczęcie transportu &amp;quot;ratowanego&amp;quot; od beczki, poprzez wielki komin, chatkę do górnego otworu. Mnie przypada najtrudniejszy odcinek, od prożku pomiędzy chatką, a widłami do górnego otworu. Tak zdecydowało kierownictwo, gdyż mam pewne doświadczenie jeśli chodzi o ten odcinek. Niestety duże braki w sprzęcie powodują, że nosze dochodzą, a my nie mamy zaplanowanych stanowisk wykonanych. Po jakimś czasie sprzęt dochodzi i jakoś powoli wynosimy na powierzchnię &amp;quot;ratowanego&amp;quot;. Po wyjściu nasi koledzy, członkowie Grupy Ratownictwa Jaskiniowego dowiadują się o wypadku w jaskini Niedźwiedziej i byłoby dobrze, gdyby się pojawili. Zatem szybko wracamy do bazy, myjemy sprzęt potrzebny do akcji, pomagamy się chłopakom spakować i żegnamy. Niektórzy rozjeżdżają się do domów już w nocy, niektórzy zostają do rana poznając się lepiej... ja zostałem. Kolejne manewry za mną, czekam na następne... no i na moją ukochaną Zimną:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - górska przebieżka|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|24 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, że piękny sobotni poranek wita mnie w Szczyrku, pomimo nieprzespanej nocy (wesele przyjaciół) pozwalam sobie na świetną zresztą (cudna jesień!!!) górską przebieżką. Robię pętle od parkingu w centrum Buczkowic-czerwonym szlakiem na Skrzyczne i dalej zielonym na Malinowską Skałę, by podążać znów czerwonym przez Przełęcz Salmopolską aż do Karkoszczonki.&lt;br /&gt;
Dalej już niestety asfaltem, ale na szczęście nową ścieżką spacerową wzdłuż rzeki, aż do miejsca startu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRESTOVÁ VERTICAL 2015|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|17-19 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wzięłam udział w biegu górskim Oravaman Brestowa Vertical - 7.7 km, 1200 m przewyższenia. Start z Penzion Pribisko na szczyt Brestowej (1902 npm.). Startuję pod szyldem RKG Nocek i kończę bieg na 5 miejscu w klasyfikacji generalnej kobiet (tu wyniki: http://oravaman.sk/wp-content/uploads/2015/10/Brestova-Vertical-2015.pdf). W niedzielę z kilkuosobową ekipą głównie organizatorów i osób odpowiedzialnych za zawody Oravaman przebiegam 23 km na trasie Zverowka-Rakoń- Wołowiec-Rakoń-Grześ-sedlo pod Osobitą- Penzion Pribisko. Częściowo biegniemy po triatlonowej trasie w//w zawodów. W poniedziałek już tylko spacerem przemierzam trasę- Predny Sindlovec- Brestova-Salatyn-Banikovske sedlo-Predny Sindlovec. Cały weekend wyjątkowo udany. Samym bieganiem po górach bawiłam się przednio :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - marszobieg|Łukasz Piskorek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, w Brennej spotkaliśmy Olę i Wojtka Rymrczyków|17 10 2015}}&lt;br /&gt;
Trasa wiodła dookoła doliny Brennicy. Z Brennej na Kotarz (985), potem Beskid Węgierski, przeł. Karkoszczonka, Klimczok (1117), Trzy Kopce, Błatnia, Brenna (24 km). Ja całą pętlę pokonuję biegnąc lub szybko idąc a Esa z Łukaszem poruszali się szybkim marszem. Spotykamy się w Brennej centrum. Ola w Wojtkiem wyruszali w przeciwną stronę na imprezę w Chacie Wuja Toma. Pogoda była bardzo zmienna. Tu kilka zdjęć:  https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/17102015Klimczok?authkey=Gv1sRgCLfSof_mwLjucw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - manewry autoratownictwa|Tomasz Jaworski jako instruktor, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; jako uczestnik|10 - 11 10 2015}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia zajęcia były prowadzone w jaskiniach położonych ,,wysoko”. Rano zostaliśmy podzieleni na grupy i przypisani do instruktorów. W tych zespołach mieliśmy działać przez dwa dni. Tomek prowadził zajęcia dla swojej grupy w jaskini Czarnej, ja natomiast zostałam oddelegowana do jaskini Wielkiej Litworowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda już jesienna, było zimno i pochmurnie, na szczęście nie padało. W jaskini jako pierwsza poszkodowana zjechałam na dno Studni Flacha, skąd byłam wyciągana najpierw przez jednego ratownika do góry studni, a następnie przez całą resztę grupy przez trawers do sali na dnie I Pięćdziesiątki. Tam czekał na mnie punk cieplny (namiot z foli NRC), chwila przerwy na ogrzanie się i zmiana poszkodowanego. Ja do wyciągnięcia poszkodowanego przyczyniłam się najpierw powyżej Pięćdziesiątki, opuszczając go z prożka zaraz za tą studnią i dalej na mniejszych studniach, raz będąc balansem, a raz wyciągając go samodzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia wybraliśmy się do bliżej położonych jaskiń. Tomek poprowadził swoją grupę do Miętusiej Wyżniej. Ja ćwiczyłam w Kasprowej Wyżniej. Nasza czteroosobowa grupa podzieliła się na dwie dwójki i mając do dyspozycji dwa odcinki linowe ćwiczyliśmy na zmianę wciąganie i zjazdy z poszkodowanym. Na koniec pierwsza dwójka miała jeszcze okazję przećwiczyć zjazd z poszkodowanym na długim zjeździe na powierzchni. Po zakończeniu ćwiczeń szybki powrót na bazę i podsumowanie manewrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA - Bihor|Efrosina Aleksandrova Hristova, Tomasz Pawłowski (STJ KW Kraków), Kaja Kałużyńska (SŁ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 11 10 2015}}&lt;br /&gt;
Tomi poprosił mnie o indywidualne szkolenie z kartowania, czy raczej obróbki danych pomiarowych. Zaproponowałem, żeby zrobić je w plenerze - no i tak oto zaczęło się planowanie tego wyjazdu. Poza ćwiczeniami okołokartograficznymi, Tomi miał pomóc kolegom w eksploracji, Efi miała zobaczyć rumuńskie jaskinie, a Kaja pouczyć się szkicowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek odwiedziliśmy Cetățile Ponorului. Tomi, Efi i jeden z Rumunów poszli wspinać komin niedaleko III otworu, podczas gdy Kaja i ja mierzyliśmy i szkicowaliśmy szkoleniowo, podążając ich śladami. Pewnym kuriozum tego wyjścia był pies jaskiniowy Piatrăşca (&amp;quot;Kamyczek&amp;quot;) z polany Glăvoi. Pies ten zamiast patyków woli aportować kamienie, ale to jeszcze nic! Otóż Petraszka odprowadził nas do Cetățile, poszedł z nami do jaskini i przeszedł kawałek rzeką, to skacząc z kamienia na kamień, to mocząc trochę łapy - właściwie to zupełnie tak, jak my. Zatrzymał go dopiero błotny próg, na który nie był w stanie się wdrapać. Usadowił się więc pod nim i zaczął ujadać. Konsternacja. Tego jeszcze nie przerabiałem w jaskini. Co tu zrobić? Pomóc wejść? Pogonić w ciemność? Próba odprowadzenia zwierzaka do otworu nie dała rezultatu. Pies wyraźnie nie był zainteresowany zakończeniem swojej jaskiniowej przygody tak szybko. W końcu zostawiliśmy mu włączoną czołówkę, żeby mu nie było smutno i żeby miał szanse przejść najgorszy chyba dla niego fragment rzeki, jeśli jednak zdecydowałby się wrócić do otworu. Oczywiście wszystko skończyło się dobrze i kiedy wyszliśmy na powierzchnię, spotkaliśmy Petraszkę radośnie bawiącego się kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę odpoczywaliśmy od wszelakich nauk i daliśmy się Tomiemu oprowadzić po rumuńskich jaskiniach. Tak dokładniej, spędziliśmy ok. 8.5 godziny w Peșterze Zăpodie, docierając najpierw do czarnego kanionu, a następnie pod syfon łączący Zăpodie z jaskinią Neagră. Zăpodie jest dosyć zróżnicowana i niesamowicie ładna, nawet jak na rumuńskie standardy. Większość drogi do syfonu przebywa się wzdłuż aktywnego ciągu wodnego, bogato udekorowanego naciekami. Wody było podobno stosunkowo niewiele; tylko w jednym miejscu musieliśmy przejść kilka metrów jeziorem sięgającym po kolana. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomiędzy tymi dwoma wyjściami, jak również przed i po, przetwarzaliśmy dane, gotowaliśmy i spaliśmy. Mimo niesprzyjającej pogody, każde z &amp;quot;założeń&amp;quot; choć w części udało się zrealizować. Podsumowując: deszczowy, ale nawet w miarę udany wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy Smoleń - Udorz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|11 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spod zamku Smoleń udajemy się rowerami do zapomnianych ruin zamku Udorz. Przez jurajskie pola i lasy, pofałdowanym dość mocno terenem osiągamy cel. Ruiny usytuowane są na wapiennym wzgórzu porośniętym bukowym lasem. Teren odosobniony i gdyby nie stara tablica informacyjna trudno było by tu trafić. Z zamku pozostały tylko resztki murów obronnych. Stąd wracamy przez Strzegową i dolinę Wodącej do Smolenia. Dzień słoneczny lecz dość zimny (5 st. C). Tu kilka zdjęć: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FUdorz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów, Góra Adeptów, Straszykowa Góra – kurs wspinaczkowy |&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|08 - 10 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I dzień &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, zimny czwartkowy poranek - spotkanie na Podzamczu z „Emkiem”. Rozpoczynamy szkolenie teoretyczne. Szukając ciepła przesuwamy się wokół góry zgodnie z kierunkiem przesuwania się promieni słonecznych. Koniec żartów, koniec teorii, instruktor  rozdziela sprzęt i rozpoczęła się rozgrzewka na skałkach. Zaczynamy oczywiście z grubej rury od  najmniejszych drogi Pierdolony rurociąg IV.1.  Tyrolka IV.1. , Lewe dziurki IV.1. , Dziurki Kukuczki IV.1. Z biegiem czasu przesuwamy się coraz dalej, są postępy , trasy zaczynają się robić coraz trudniejsze i dłuższe, a tym samym  fajniejsze. Krew zaczyna powoli buzować, rozkręcamy się z Łukaszem i znajdujemy przyjemność ze wspinania. Na razie wspinamy się na Podzamczu – góra Birów, ostatnia droga  Jumanji IV+, a następnie zmiana miejsca. Jedziemy na górę Adept. Tu robimy dwie drogi, chyba Piątka V. W pierwszym dniu udało się nam przejść po 7 tras wspinaczkowych od IV kończąc na V.  Z pełnym optymizmem jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
II dzień &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, zimniejszy piątkowy poranek  - spotkanie na Straszykowej Górze. Znów szukamy słonecznych skał ,tym razem pada na  Weselną. Rozpoczynamy rozgrzewką Prawym okruszkiem V. Potem Okropne klamry IV+ , Straszny filar V+ . Po drodze jeszcze kilka dróg, których nazw nie zapamiętałem. Razem z Łukaszem nawzajem sobie dopingowaliśmy, bo były wzloty i upadki. Na koniec Cicha rysa V na której się prawie udało, ale byliśmy już zbyt zmęczeni i wyziębnięci, więc postanowiliśmy dać jej trochę czasu. W tym dniu udało się nam przejść po 7 tras wspinaczkowych od IV +kończąc na V+.  Z naderwanymi opuszkami palców jedziemy do domu. Oczywiście z pełnym optymizmem, przecież dopiero jutro zacznie się zabawa, jak będziemy montować własne punkty asekuracyjne : )&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
III dzień&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, jeszcze zimniejszy sobotni poranek - spotkanie na Podzamczu. Rozpoczynamy szkolenie teoretyczne w temacie zakładania  własnych  punktów. Szukamy szczelin, otworów i innych dziur, gdzie można założyć różne dziwne ustrojstwa. Skaczemy w miejscu, żeby się rozgrzać. I zaczęło się: robimy pierwsze własne drogi i nawet całkiem sprawnie nam to idzie. Spotykając się u góry Łukasz stwierdził, że może dzisiaj wyjątkowo zakręcać karabinki ja nie mogę być dłużny też postanowiłem zakręcać  : ). Czas szybko mijał, a nam w sumie udało się przejść po 3 trasy wspinaczkowe  z własnymi  punktami. Wyziębnięci, ale oczywiście z pełnym optymizmem jedziemy do domu. I zapomniałbym wspomnieć o tym, że rzucaliśmy HENIA z góry i próbowaliśmy go wyłapywać na asekuracji. Heniowi po piątym razie zaczęły wypadać wnętrzności ,ale przeżył i wrócił o własnych siłach na parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
IV dzień&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielny słoneczny poranek , teraz to już nieziemsko zimno ,wieje nieprzyjemny wiatr, spotkanie na Podzamczu. Szybkie rozgrzanie na Prawym filarze V-  połączone z trawersowaniem półki. Następnie  Komandos i jeszcze jedna droga od strony grodu (coś z ogrodami, ale nazwy dokładnie nie pamiętam). Ostatnią drogą, którą mieliśmy przyjemność przejść był Komin kursantów. Jeszcze kilka ćwiczeń w zakresie ratownictwa i koniec szkolenia. Całe szkolenie odbyło się z hasłem „Z uśmiechem na twarzy i pogardą dla śmierci w oczach”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKurs-wspinaczkowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia w Straszykowej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|10 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji pobytu w pobliżu Ryczowa postanowiliśmy zwiedzić Jaskinię w Straszykowej Górze, której długość wynosi ok. 150m natomiast głębokość ok 21m. Dojście do jaskini bezproblemowe, bardzo ciekawa szata naciekowa oraz sam układ głównego korytarza. W jaskini napotkaliśmy jednego nietoperza. Zdjęcia tu: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/JaskiniaWStraszykowejGorze?authkey=Gv1sRgCLe_2t2EvPj6RA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Tatry - Buczynowe Turnie - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur (os. towarzysząca - KW Katowice)|02 - 04 10 2015}}&lt;br /&gt;
Wykorzystując chyba ostatnie tego roku dobre letnie warunki w Tatrach wybieramy się na długo planowaną przeze mnie drogę na Buczynowych Turniach - drogę lewym skrajem środkowego żebra południowej ściany Wielkiej Buczynowej Turni (W.C. 181).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Buczynowe Turnie? to tam są jakieś drogi wspinaczkowe? - tak, wiem, że wielu pewnie teraz zadaje sobie to pytanie. Owszem, są i o taką drogę właśnie chodziło. Mało popularną, w spokojnej, rzadko odwiedzanej okolicy (siedzieć całkiem samemu w Dolince Buczynowej, podczas gdy dookoła z każdej strony przechodzą tłumy turystów - bezcenne). Chcieliśmy zdobyć doświadczenie na mało popularnej, w miarę łatwej drodze z dobrą możliwością wycofu. Buczynowa Turnia okazała się być idealna. Droga max IV, poprzecinana w połowie ściany siecią trawiastych zachodów dających możliwość wycofu do jedynkowego żlebu sprowadzającego do podstawy ściany.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W ścianę wchodzimy dość późno, ale ze względu na późną jesień w górach pozwoliło nam to uniknąć porannych przymrozków i wspinać się w słońcu pięknie ogrzewającym południową ścianę. Na początku zgodnie z W.C. szeroką rynną pod płytową przewieszkę. Tutaj pierwsze miejsce, które zatrzymało nas na nieco dłużej. Wyjście z przewieszki asekurowalne z zawilgoconych pęknięć na duże frendy. Zakładam jednego, potem metr wyżej dokładam drugiego. Próbuję. Wyglądają na pancerne. Nieco wyżej dałoby się wrzucić w szczelinę w okapie jeszcze jednego frienda, ale ten pewnie już nie utrzymałby lotu. Wyjście z przewieszki w porównaniu do innych tatrzańskich czwórek jakie robiłem mogłoby być spokojnie wycenione przynajmniej na V.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
A może to tylko odczucie psychiczne. Niepewność co będzie dalej. Idziemy bez schematu drogi, bo taki nie istnieje. Posługujemy się jedynie opisem słownym W.C oraz znajomością topografi góry zdobytą podczas wcześniejszych tygodni przeglądania zdjęć ściany ujętej z różnych perspektyw. Czujemy się trochę jak pionierzy i myślę, że wiele się nie pomylę, jeżeli napiszę, że nasze przejście było pierwszym przejściem tej drogi (a nawet ściany) od kilku, kilkunastu a może i kilkudziesięciu lat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Spoglądam jeszcze raz na przewieszkę i po raz kolejny podchodzę pod jej próg. Stąd jeszcze możemy się wycofać. Zjechać do podstawy ściany. Nie wiem co czeka mnie nad przewieszką ale wiem, że stamtąd możliwości wycofu będą mocno ograniczone. Podchodzę wyżej, badam ścianę, moment zawahania, odpuszczam. Prowadzenie przejmuje Artur. Również kilka razy przystawia się do przewieszki i również rezygnuje. Ale udaje mu się pokonać ścianę innym wariantem, po stromych płytach z lewej strony przewieszki. Na prowizorycznej asekuracji wychodzi ponad przewieszkę i odcina sobie drogę łatwego wycofu. Teraz najbardziej emocjonujący fragment drogi - kilka, kilkanaście metrów połogich płyt, jednak wszystko co wydaje się dobrym chwytem lub miejscem na osadzenie asekuracji zostaje w rękach. Na prawdę wielki szacun dla Artura za poprowadzenie tego co prawda krótkiego, jednak jakże emocjonującego wyciągu.&lt;br /&gt;
Artur ściąga mnie do stanowiska gdzie dając mu odpocząć psychicznie przejmuję od niego prowadzenie na wszystkich pozostałych wyciągach drogi. Na szczęście teraz ściana oferuje już wspinanie w litej skale i mogę przyśpieszyć nadganiając nieco stracony czas.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Drogę ze względu na zapadający zmrok kończymy na siodełku w połowie ściany, skąd zjeżdżamy do piarżystego, jedynkowego żlebu, którym już w zupełnych ciemnościach schodzimy (w kilku bardziej stromych miejscach zakładając krótkie zjazdy) do podstawy ściany.&lt;br /&gt;
W samej Dolince Buczynowej gubimy się jeszcze w kosówkach, próbując znaleźć przecinkę wyprowadzającą z Dolinki na żółty szlak do Piątki i chodzimy to w tą to w drugą stronę wzdłuż ściany kosodrzewiny. Kto by pomyślał, że te małe drzewka mogą sprawić taką niespodziankę. Na szczęście jest piękna, gwieździsta noc. Na chwilę nawet gasimy czołówki by popatrzeć na miliony gwiazd. Jesteśmy przecież w Dolinie całkiem odciętej od innych źródeł światła - no może poza małym światełkiem schroniska daleko w Dolinie.&lt;br /&gt;
Do schroniska docieramy koło północy i znajdujemy kawałek podłogi (a właściwie schodów) gdzie przeczekujemy do rana.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Refleksje z naszego przejścia? Na pewno jestem zadowolony, że udało się znaleźć partnera i spróbować tej drogi. Z Arturem wspinałem się pierwszy raz, ale myślę, że fajnie się uzupełnialiśmy. Na pewno sporo rzeczy mogło być zrobionych lepiej, a przede wszystkim szybciej, ale chodziło przecież o zdobycie doświadczenia na tego typu drogach - drogach typowo górskich, bez znajomości pełnego przebiegu drogi, w kruszyźnie itd. Cel został osiągnięty a zdobytego doświadczenia nikt nam nie odbierze. Droga typowo górska, bardzo pouczająca i ciekawa (poza jednym, mega kruchym wyciągiem nad przewieszką).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Śnieżna - kurs|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek, Ola Rymarczyk, i (prawie) Ksawery Patryn|03 - 04 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotni wieczór rozpoczynamy od wykładu o jaskiniach na całym świecie. Mateusz wprowadza nas w multimedialną podróż po wszystkich kontynentach świata , jednocześnie bardzo ciekawie opowiadając o swoich doświadczeniach jaskiniowych zdobytych podczas wypraw. Ciągle kręcąc się wokół osi ziemi, dzięki ogromnemu globusowi skaczemy z jednego kontynentu na drugi. Czas szybko biegnie w miłym towarzystwie, ale rano trzeba wcześnie wstawać. Jest niedziela, nadszedł ten dzień i powtórka z rozrywki - może tym razem się uda. Wyruszamy wcześnie rano, około 6,30, naładowani dobrą energią i zaskoczeni ciepłym porankiem. No to w drogę (bez nakręcanych niebieskich butów). Ciepły poranek był zmyłką, w drodze do jaskini zaczęło mocno wiać (prawie halny) i już tak miło nie było. W trakcie podejścia u Ksawerego nastąpił nawrót choroby i żeby nas nie stopować, postanowił zawrócić do bazy. Pożegnaliśmy go przy źródełku, rozdzielając jego sprzęt między sobą. Z łezką w oczach pomachaliśmy mu na pożegnanie i ruszyliśmy w dalszą drogę. Silny, zimny  wiatr nic nam nie odpuszczał, chmury mknęły jak wyścigówki na autostradzie. Dotarliśmy  przed otwór Wielkiej Śnieżnej nawet dość szybko  w około 2,45 h. Chowając się za kamiennym murem, rozpoczęliśmy przebieranie się w stroje wizytowe, w końcu to Wielka Śnieżna. Poręczowanie pierwszego odcinka przypadło Łukaszowi (poszło szybko i sprawnie). Mnie przypadła wielka studnia, niby już to robiłem, ale ogrom dziury znów zrobił duże wrażenie – lecz tym razem było łatwiej. Mateusz przy zjedzie znów rozpoczął swój recital (maja haaa itd…). Następny odcinek rozpoczął Emil, a my w tym czasie nabieraliśmy siły konsumując gorącego Plusza przygotowanego przez Mateusza. Kolejny odcinek Piter, a końcówka znów należała do Łukasz. I tak przechodząc przez pierwszy płytowiec, drugi płytowiec , małe trawersy (tu odezwał się wewnętrzny poetycki głos Emila), wodociągi miejskie dotarliśmy do miejsca docelowego, czyli suchego biwaku. Mała chwila odpoczynku i znów podawano główne danie Mateusza, czyli gorącego plusza. Chwila refleksji i rozdzielenie zadań i powrót. Przy wielkiej studni mały korek , jak przed bramkami przy wjeździe na autostradzie A4. Siedząc na dnie utworzyła się Loża Vipów, która dopingowała wychodzących. Każdemu było wesoło dopóki nie musiał zawisnąć na cienkiej bujającej linie (nie dotyczy to Mateusza rzecz jasna, on jak wystartował ,to tylko przepinka go lekko spowolniła). Jak był wjazd na autostradę, to i musi być wyjazd z niej - tym razem przypadł przy wyjściu Lodospadem. Ola będąc już na górze krzyczała” jest jeszcze jasno” (tylko ona to widziała), a niżej zabawa zaczęła się od nowa. Emil znów się rozkręcał poetycko i nie tylko on. Ostatni wychodził Łukasz, ale jego zastała już totalna ciemność. Szybkie przebieranie się, pakowanie, założenie latarek na czoło i w drogę powrotną, na szczęście przestało wiać. Powrót szybki i bezpieczny. Wszyscy zadowoleni, choć mocno zmęczeni. Było super fajnie w doborowym towarzystwie. Z góralskim pozdrowieniem hej! czekamy na jeszcze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSniezna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Polskie i Słowackie - jesienne spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|03-04 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę w tłumie turystów przemierzam trasę: Dolina Suchej Wody- Murowaniec- Przełęcz Krzyżne- Schronisko w Piątce-Szpiglasowa Przełęcz-Morskie Oko-Polana Białczańska. W niedzielę odpoczywam po Słowackiej stronie na trasie: Strednica-Kopske Sedlo-Biele Pleso-Chata pri Zelenom plese. Powrót tą sama drogą. W górach przepiękna jesień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - MTB w okolicach Sporysza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa: Żywiec Browar - Grojec (612) - Sporysz - Jastrzębica (758) - Wikarówka - Świnna - Żywiec. Ponieważ sypła się akcja jaskiniowa a pogoda była rewelacyjna to realizuję kolejną akcję rowerową tym razem na w/w trasie. Ostra rozgrzewka na Grojec wypruła ze mnie sporo sił (przez moment nawet trzeba było nieść rower na plecach), dużo technicznej jazdy. Potem zjazd i kolejny długi podjazd na Jastrzębicę (okolice Przełękowa). Kilka stromych podejść. Z Jastrzębicy przepiękny zjazd do Świnnej i powrót drogą do Żywca. Trasa dość trudna. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMTB-BeskidZywiecki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Mietusia Wyżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch, Łukasz Majewicz, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcję rozpoczęliśmy o poranku w Kirach. Idąc szlakiem dało się zauważyć wysoki stan w potokach. Zdarzało się, że woda płynęła radośnie samym szlakiem. Na końcowej części podejścia mieliśmy do pokonania na przełaj mokrą od deszczu kosówkę, co nie było najprzyjemniejszym doznaniem tego dnia. Do otworu dostaliśmy się krótką wspinaczką gdzie we względnie suchych warunkach dało się przebrać. Korytarze o rozwinięciu poziomym, czasem ciaśniejsze, w większości na tyle niskie, że nie dało się wyprostować. Naszym pierwotnym planem było zejście na dno -108m pokonując kolejno zalane syfony. Po dotarciu do pierwszego z nich życie zweryfikowało nasze założenia. Ze względu na intensywne opady z ostatnich dni, poziom wody w syfoniku był wyjątkowo wysoki. Do tego węże do przelewania, które podobno tam zawsze były, w jakiś nieznany sposób zniknęły. Wspólnie podjęto decyzję, że przelewanie wody worami niewiele pomoże i nie będziemy w stanie przejść przez kolejne syfony bez ryzyka potopienia się. Zostało nam zrobić pamiątkowe zdjęcie nad wodą i zawrócić. W drodze powrotnej zdecydowaliśmy zaliczyć suche dno. Zejście szybkie i sprawne, jedynie Lucas musiał  odpuścić ze względu na naglącą fizjologiczną potrzebę wydostania się na zewnątrz w tempie ekspresowy. Powrót do otworu poszedł sprawnie, gdzie część postanowiła się przebrać w ubrania, a druga część zdecydowała że przebierze się w coś bardziej galowego dopiero na polance poniżej. Droga do bazy przebiegła bez dodatkowych atrakcji. Po przepakowaniu pozostało jedynie zapakować się do samochodu i pomknąć w kierunku Śląska.  Akcja udana, tylko tych syfonów szkoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy w okolicach Niegowonic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa: Niegowonice - Grabowa - Kanki - Rokitno Szlacheckie - Niegowonice. Dość urozmaicona trasa wiodąca szlakami pieszymi i rowerowymi. W lasach kilka ciekawych obiektów skalnych. Na skałkach niegowonickich obitych jest kilkanaście dróg wspinaczkowych. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNiegowonice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerem w podkrakowskich dolinkach|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
Trasa z mojego ulubionego przewodnika po Jurze: Dolina Będkowska-Brzezinka-Rudawa-Nielepice-Kleszczów-Las Zabierzowski-Dolina Bolechowicka-Zelków-Biały Kościół-Bębło- Będkowice. Trasa po asfalcie, lesie, błocie i wodzie-czyli jak dla mnie idealnie poprowadzona :). Oczywiście sobie tylko znanym sposobem mimo mapy i dość dokładnego opisu kilka razy robię mały, własny wariant proponowanej przez przewodnik trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz tatrzański KTJ|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; oraz uczestnicy i instruktorzy z różnych klubów|17-20 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działania rozpoczęliśmy w czwartek rano od omówienia planowanych akcji jakie miały się odbyć podczas obozu. Pierwszego dnia znalazłam się w jednej z dwóch grup idących do jaskini Ptasiej. Wyszliśmy jako pierwsi aby wywspinać i zaporęczować Próg Mułowy, którym miały się poruszać wszystkie grupy w trakcie obozu. Droga do jaskini przez Wantule i Wielką Świstówkę była bardzo przyjemna dzięki słonecznej pogodzie. W samej jaskini mieliśmy zrobić porządki. Początkowo bardzo sprawnie zjechaliśmy wszyscy do jaskini i rozdzieliliśmy się za Mokrą Czterdziestką. Pierwsza grupa udała się do Sali Dantego, druga (moja) na dno Studni z Mostkiem Piratów, po drodze okazało się ,że mamy małe zamieszanie z linami i ze szkicem technicznym. Po trzykrotnym rozpoczynaniu poręczowania, pominięciu dwóch batinoksów zjechałam  w deszczu i... zawisłam 5m nad dnem Studni z Mostkiem Piratów. Po uporaniu się z tym problemem i sprzątaniem szybko wyszliśmy z jaskini i wróciliśmy na bazę na Polanie Rogoźniczańskiej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek również był bardzo słonecznym dniem. Obóz działał w jaskiniach: Śnieżna, Ptasia i Wysoka. Ten dzień był przewidziany na prace ekiperskie. Byłam w jednej z dwóch grup idących do jaskini Wysokiej. Wszyscy zachwycali się Wąwozem Kraków, a później widokami z plato pod otworem. Zanim weszliśmy do jaskini zademonstrowano nam sposób wklejania batinoksów. W samej jaskini pierwsza grupa poszła poprawić oporęczowanie w rejonie tyrolki w Wielkiej studni, moja natomiast oddzieliła się w Sali Gotyckiej i poszła w kierunku Górnych Partii. Prace prowadziliśmy w kominie za trawersem w stropie Sali Trzech Kominów. Część z nas poszła jeszcze zwiedzić Salę Naciekową. Z powodu późnego wejścia  do jaskini nie spędziliśmy w niej za dużo czasu, jednak udało się wykonać większość zaplanowanych prac. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę nastąpiło załamanie pogody (mgła i mżawka na przemian z deszczem), grupy wybrały się na trawersy Czarnej (z dwóch stron), deporęczowanie progu Mułowego oraz do Bańdziocha. Ku mojej wielkiej radości trafiłam do tej ostatniej. Weszliśmy dolnym otworem i poszliśmy na III dno. Wspólnym wnioskiem było to, że jest to jaskinia w której nie można się nudzić. Największych wrażeń dostarczyły: Wyżymaczka, początkowy ciasny zjazd do studni Brody (a raczej pokonanie tej części do góry), Zamulony Syfon przed partiami Afrykańskimi, z którego osobiście miałam okazję wybierać wodę oraz same (ciasne) Partie Afrykańskie – zabłocona rura, którą w dół pokonuje się jak zjeżdżalnię . Na III dnie zebraliśmy niepotrzebne już rzeczy, obejrzeliśmy syfon i system służący do jego  opróżniania i ruszyliśmy w drogę powrotną. Była ona znacznie bardziej męcząca z powodu małej ilości odcinków linowych a dużej prożków do wywspinania. Na zewnątrz pogoda dalej nie sprzyjała, ale raczej nikt nie zwracał uwagi na deszcz. Na bazę wróciliśmy późno w nocy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę zajmowaliśmy się czyszczeniem i porządkowaniem sprzętu jaskiniowego oraz pomagaliśmy w porządkach i zamknięciu obozowiska na Polanie Rogoźniczańskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Trawertynowa |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik |19 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała jaskinia jest ciekawostką geologiczną (jedyna w Polsce) w skale trawertynowej w pobliżu miejscowości Laski. Stąd na rowerach zataczamy ciekawą pętlę (Laski - Błędów - Kuźniczka - Krzykawa - Laski) wiodącą częściowo wzdłuż Białej Przemszy. Tereny bagienne w dolinie, w lasach wiele fragmentów piaszczystych . Tu kilka zdjęć okolicy: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLaski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Trawersy|Przewodnicy: Joanna Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; koledzy z BEAC Barlangkutato Csoport: Eva Maria Toth, Zoltan Povazsay, Ors Sepsi, Pal Maak, Dalma Hericz, Ferenc Ujhelyi, Barbara Golya, Peter Juhasz, Agi Berentes, Anett Hegedus|11 - 13 09 2015}}&lt;br /&gt;
W dwóch grupach (jedna poręczująca od Śnieżnej, druga od Nad Kotlinami) dokonaliśmy trawersu otworów przez Suchy Biwak. W jaskini spędziliśmy ok. 14 - 16 godzin, niektórzy więcej, niektórzy mniej. W każdym razie, pod wpływem zmęczenia musieliśmy zmienić dalsze plany. W założeniu, w niedzielę miał być Wielki Kłamca, a stanęło na trawersie Czarnej - przy czym wybrała się tam tylko część ekipy: Eva, Povi, Ors, Pal, Anett, Asia i ja. Tym razem poszło nam bardzo sprawnie i zamknęliśmy się w sześciu godzinach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Wyspowy - rowerem na Mogielicę |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, na imprezie w tipi Jacek Joniec z swoja rodziną i przyjaciółmi |05 - 06 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pretekstem do tego wyjazdu był pobyt w Polsce a konkretnie w Starej Wsi k. Limanowej kolegi z Arizony (poznanego podczas mojej wyprawy na Great Divide) Jacka Jońca. Jacenty obchodził akurat urodziny więc oprócz celu górskiego łapiemy się na &amp;quot;indiańską&amp;quot; imprezę w prawdziwym tipi (siostra Jacka przemysłowo produkuje tipi, może nawet sprzedaje Indianom, jeżeli ktoś nie czytał literatury o Dzikim Zachodzie to tipi jest takim indiańskim namiotem). Gitara i śpiewy kończą się przed północą a ja z Esą śpię właśnie na derkach w owym tipi. W niedzielę auto zostawiamy w Zalesiu i ruszamy rowerami górskimi początkowo trasą wiodącą wokół Mogielicy  (najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego - 1171) a potem prosto na szczyt. Ostatnie podejście dość ostre i po kamieniach. Na wierzchołku jest wieża widokowa lecz mgła skryła wszystko wkoło. Niemal ciągle w deszczu zjeżdżamy innym szlakiem do Zalesia i stąd wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Mogielica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Alpy Salzburskie - wyprawa Göll'2015 |Mateusz Golicz (kierownik), Joanna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Michał Macioszczyk (WKTJ), Miłosz Dryjański (KKS), Jacek Szczygieł (KKS), Michał Machnik (KKS),  |14 08 - 04 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyła się kolejna wyprawa eksploracyjna do jaskiń masywu Hoher Göll. W trakcie jej trwania dokonano dalszych odkryć w jaskini Gammsteighölle. Do transportu ludzi i sprzętu na bazę w tzw. Zakrystii użyto śmigłowca co znacząco przyśpieszyło nasze działania. Dobra organizacja oraz założenie linii telefonicznej z biwaku w jaskini na bazę znacznie przyczyniło się do osiągniętego wyniku. Więcej szczegółów w dziale WYPRAWY: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Wyprawa_Jaskiniowa_Hoher_G%C3%B6ll , zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGoll  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Alpy Karnickie - kaniony na sucho |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Zbigniew Tabaczyński (Speleoklub Tatrzański) |27 - 30 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niespodziewanie wracając z wyprawy jaskiniowej na Göll (zejście z Zakrystii kosztuje sporo sił) jedziemy w Alpy Karnckie w pn. Włochach. Pierwszy biwak przy ognisku w dolinie pięknej rzeki gdzie spotykamy się z Tabaką i Marcinem. Ponieważ ja nie byłem przygotowany na akcje kanoningowe (miałem tylko wracać z Pauliną autem do domu) schodzę tylko do kanionów do miejsc gdzie mogę poruszać się tradycyjnie. Potem się wycofuję i zjeżdżam autem po Zbyszka i Paulnę. Przy okazji dokonuję rozpoznania terenu a jest on super ciekawy pod względem różnorodności i obfitości kanionów. W ogóle cały ten region jest przepiękny pod każdym względem. Drugi biwak znów nad piękną rzeką. W trakcie tych dni odwiedziliśmy kaniony Cosa, Gasparini i Quajpedi. Ostatnią noc spędzamy w aucie w drodze do domu. Natomiast wyprawa na Göllu trwała jeszcze tydzień a opis zrobiła Asia: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Wyprawa_Jaskiniowa_Hoher_G%C3%B6ll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Skalne Miasto|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski z dzieciakami|29 08 2015}}&lt;br /&gt;
Dystans ogromny ale było warto. Zwiedziliśmy Skalne Miasto startując z Teplic. Jeden dzień to za mało ale i tak pooglądaliśmy masę przepięknych rzeczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu filmik: https://vimeo.com/141228121&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk |23 08 2015}}&lt;br /&gt;
Turystyczne wejście na Kościelec od Czarnego Stawu Gąsienicowego z zejściem do Doliny Zielonej G. Dużą część trasy jesteśmy praktycznie sami na szlaku, mimo na oko dość sporej ilości turystów. Na szczycie spędzamy ponad godzinę - w końcu po to tam przyszłam... nic nie robić, tylko posiedzieć między kamolami... jak najdłużej.&lt;br /&gt;
Po południu wracamy na kwaterę do dzieci. Wojtek niestety odjeżdża jeszcze tego dnia wieczorem, ja natomiast zostaję z bąblami na parę dni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Kobylańskiej |Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Ania, Sławek(os. tow.) |23 08 2015}}&lt;br /&gt;
Udany wyjazd w doborowym towarzystwie - piękna pogoda, mało ludzi... Cały dzień wspinamy na &amp;quot;Kuli&amp;quot; - długie drogi jak na Jurę. Tym razem bez ciśnienia i bez rekordowych przejść:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Słowacki Raj, Tatry Wyskoie|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;,Tomek Jaworski+ dzieciaki |02-15 08 2015}}&lt;br /&gt;
Wyjazd rodzinny &amp;quot; pod namiot&amp;quot;. Zrobiliśmy parę tras w Słowackim Raju (startując z  Podlesoka i z Dedinek), odwiedziliśmy Jaskinię Lodową. Po paru dniach podjechaliśmy  w rejon Wysokich Tatr i tam spędziliśmy kilka dni na campie w Tatranskiej Strbie. Zrobiliśmy wycieczkę do schroniska przy Popradskim Plesie. Zaliczyliśmy długi przejazd Tatranska elektricką do Starego Smokowca, tam  wjechaliśmy także na Hrebieniok i doszliśmy do chaty Zamkhego. Wracając z Tatr zahaczyliśmy o Jaskinię Bielańską. Okazało się, że w Tatrach Wysokich da się porobić parę fajnych rzeczy z marudzącymi dzieciakami, w prawie 40 stopniowym upale. Ścieżki dydaktyczne ułatwiają sprawę i mobilizują znudzonych maluchów. Przepiękne widoki to dla rodzica wystarczjąca nagroda za próby mobilizacji do marszu.&lt;br /&gt;
Oczywiście był też czas na aquaparki podczas naszych wakacji: Szaflary, Tatralandię i Zakopane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA/WŁOCHY – wspinanie w Alpach i Dolomitach|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Kasia (os. tow.) |31 07 - 16 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niezwykle udanym zeszłorocznym wyjeździe w Alpy Delfinatu postanawiamy pojechać tam znowu, lecz tym razem pod strony Ailefroide. Po długie podróży zatrzymujemy się na jednym z największych kampingów w Europie, na którym szczęśliwie udaje nam się znaleźć fajne miejsce na rozbicie namiotów. Ludzi jest naprawdę dużo, zdecydowanie najwięcej jest Francuzów, lecz Polaków niejednokrotnie  też udało nam się spotkać. Pogoda z początku rozpieszczała, więc bez większej napinki rozpoczynamy rozwspinanie od 300m drogi położonej o 15min z kampingu La snoopy direct (6b). Szczęśliwie Damian z Kasią znają francuski, dzięki czemu dowiedzieliśmy się o obrywie na Pic Sans Nome, który wyeliminował ze wspinania kilka polecanych dróg. Ponadto w biurze przewodników poinformowano nas o tym, że totalnie nie ma warunków w tym roku na drogach alpejskich, szkoda bo zamiast sprzętu zimowego mogliśmy zabrać sprzęt do kanioningu. Tak więc dojść drastycznie ograniczyła nam się ilość celów jakie sobie zaplanowaliśmy. W tak zwanym międzyczasie zwiedzamy okoliczne rejony sportowe w których niestety nie potrafiliśmy znaleźć miękkiej cyfry. Pierwszą i jak się okazało później ostatnią górską drogą jaką zrobiliśmy byłą 350m Ventre a Terre (6a) na Aiguille de Sialouze (3576m) . Startuje ona z wysokości około 3200 mnpm, więc musieliśmy jakimś cudem pokonać 1700m przewyższenia…. Ze względu na nasze bogate doświadczenie górskie i niezwykłą kondycję rezerwujemy sobie na to podejście cały dzień. Śpimy w pięknej bezludnej dolince z widokami na pobliskie lodowce. Ściana robi wrażenie…, droga na ,,papierze’’ wygląda na rozgrzewkową, lecz już na początku pokazuje, że lekko nie będzie. Droga startuje ze stromego śniegu co ze względu na brak raków troszkę przeciągnęło start w drogę (konieczność kopania stopni).  Mała ilość śniegu spowodowała, że już sam początek drogi jest trudny – w topo miejsce A0, lecz udało się je pokonać klasycznie. Powagę drogi zdecydowanie zwiększa lotna asekuracja. Po  4 lub 5 wyciągu na chwilę gubimy drogę, Damian montuje czuje stanowisko z gatunku lepiej nie obciążać. Po 15m trawersie bez przelotu udaje się nam znowu znaleźć się na właściwej drodze. Kolejne wyciągi oferowały wyśmienite wspinanie w sporej ekspozycji. Niestety nie odnaleźliśmy linii zjazdów, więc byliśmy zmuszeni na żmudne i ryzykowne zjazdy w linii drogi. Tego samego dnia docieramy na kamping jeszcze za dnia, choć w tej kwestii zdania są podzielone - ciemno jest wtedy kiedy musisz odpalić czołówkę:) W tym czasie dziewczyny ambitnie zwiedzają okoliczne szlaki i schroniska. We czwórkę robimy jeszcze ciekawą via ferratę, biegnącą nad malowniczą rzeką. Niestety prognozy na następne dni nie pozostawiają złudzeń – będzie padać …. decyzja o odwrocie zostaje podjęta wyjątkowo szybko. Szybkie sprawdzenie prognoz pogody i rejon wybrany – Dolomity. Przepak i droga zajmują nam właściwie cały dzień. Podróż po autostradach we Włoszech uświadamia nam, że nasza A4 wcale nie jest najdroższą i najbardziej rozkopaną autostradą w Europie. Zatrzymujemy się na kampingu w Cofosco, który jest czysto turystyczny i zatłoczony jak całe Dolomity. Pogoda idealna, więc szybko organizujemy topo i robimy na pierwszej turni Sella drogę Schobera i Kleisla (VI-) 180m. Wspinanie bardzo przyjemne poza kruchym pierwszym wyciągiem. Kolejnego dnia robimy drogę 300m drogę Gluck (VI) na drogiej turni Sella, która była znacznie bardziej ,,górska’’ od poprzedniej, przede wszystkim ze względu na kruszyznę i jakość asekuracji. Dziewczyny w tym czasie zdobywają swój pierwszy trzytysięcznik Piz Boe (3152m). Następnego dnia Damian z Kasią idą na via ferrate na Marmoladzie (ta wycieczka zasługuje na osobne omówienie:)), ja z Anią restujemy wspinając się w rejonie Capanna Bill, udaje się tam poprowadzić Amico fragile (7a+ OS). Wracając nie możemy ominąć sprawdzonej knajpy w Czechach, w której solidny obiad poprawia wszystkim humory pomimo nieubłaganego końca urlopu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA/SZWECJA - wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Adam Koniewicz (os. tow.) |26 07 - 12 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Polski do Norwegii jedziemy samochodem Heńka na wyspę Flø do miejscowości o tej samej nazwie (koniec drogi, &amp;quot;koniec świata&amp;quot;). Stamtąd Jeepem Adama (który tu mieszka i pracuje od 2 lat) przez Szwecję na północ. Po drodze niekończące się lasy i bagna tej części Szwecji a na biwakach roje komarów. Przez północną Finlandię (tundra) znów wjeżdżamy do Norwegii docierając na północny cypel Europy, przylądek Nordkapp (jest tu wysoki klif a samo miejsce komercyjnie zagospodarowane). Dalej pędzimy na południe na wyspy Lofoty. W okolicach Kalle wspinamy się trochę (2 jednowciągowe drogi do zapoznania z tutejszą skałą o znakomitym zresztą tarciu). Wychodzimy również na wieńczący ten rejon wyspy szczyt Vøgakallen (948). Droga na niego nie jest całkiem łatwa a start z poziomu morza. Atrakcją jest przejście po &amp;quot;kalenicy dachu&amp;quot; w dużej ekspozycji. Z Lofotów udajemy się promem do Bodø i dalej na południe gdzie w okolicach Molde wchodzimy do największej w tym rejonie kraju jaskini: Trollkrjeka. Jest nie komercyjna choć dostępna dla lepiej wyposażonych &amp;quot;grotołazów&amp;quot;. W tak krótkich czasie zrobiliśmy autami niemal 8000 km więc sporo czasu spędziliśmy w aucie. O tyle dobrze, że było chłodno a dni bez deszczu były zaledwie 3 (w przeciwieństwie do upałów w Polsce było całkiem rześko). W trakcie jazdy 9 przepraw promowych, setki wielokilometrowych tuneli (w tym kilka pod dnem fiordów), potężne mosty i oczywiście wspaniałe pejzaże. Termometr pokładowy zanotował skrajne temperatury od +5 st. do +27 (ale to była tylko chwila przed burzą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Do GALERII wrzuciłem dość sporo zdjęć (może lepiej oddają skandynawską rzeczywistość) więc jak się komuś chce to oglądać to tu:'' http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNorwegia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Obóz Kursowy|Mateusz Golicz, Agnieszka Lakwa, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn z Anią, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło,  Bogdan Posłuszny, Joanna Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki |05 - 09 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
DOJAZD [Łukasz]&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Środa godzina 17.00 wyjeżdżam z domu by po kolei zabrać Bogdana, Mateusza i Asię aby następnie kilka minut po godzinie 18.00 jechać już w stronę Zakopanego.&lt;br /&gt;
Trasa pomimo ulewy jaka zastała nas na autostradzie przebiega sprawnie i na Polanie Rogoźniczańskiej jesteśmy jeszcze sporo przed zmrokiem.&lt;br /&gt;
Wieczór mija na przygotowaniu sprzętu, rozmowach. Po kolacji udajemy się spać. W nocy dojeżdżają do nas Aga z Piotrem i Emilem.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
DZIEŃ I&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wstajemy z samego rana, po szybkim śniadaniu udajemy się do Kir aby jak najwcześniej być na szlaku. Nasz cel jaskinia Pod Wantą.&lt;br /&gt;
Wędrówka szlakiem przebiega sprawnie a na postojach poznajemy topografię tatr. Po dojściu na ostatnią prostą na niebieskim szlaku prowadzącym na Małołączniak wyciągamy opis dojścia i zaczynamy szukać otworu jaskini. Po ”jakimś” czasie udaje mi się go zlokalizować i doprowadzić do niego resztę.&lt;br /&gt;
Pod otworem szybko się szpejujemy i po chwili pierwsza osoba już poręczuje wlot. Do jaskini wchodzę jako ostatni. W bardzo szybkim czasie wszyscy stajemy na dnie jaskini zwiedzając wszystkie zakamarki najniższej salki. Po ustaleniu kolejności wyjścia przypada mi deporęczowanie lin do samej studni wlotowej gdzie zmienia mnie Aga i deporęczuje ostatni odcinek. Była to moja pierwsza okazja wyjścia z jaskini na samym końcu przez co czekając na dole Dzwonu na hasło „lina wolna” miałem okazję sprawdzić jak to jest z tą ciemnością w jaskini, która nie może się równać z żadną inną, którą znają ludzie nie związani z taternictwem. Niesamowite uczucie.&lt;br /&gt;
Po wyjściu wszystkich na powierzchnię przepakowujemy sprzęt, przebieramy się i po chwili jesteśmy gotowi do drogi.  Wracamy na polanę tą samą trasą.&lt;br /&gt;
GPS, którego przy sobie nosiłem wykazał, że przeszedłem w tym dniu 16km. Po powrocie na polanie spotykamy Łukasza oraz Ksawerego z dziewczyną, którzy przyjechali na szkolenie z pracownikiem TPN-u, które miało odbyć się w następnym dniu.&lt;br /&gt;
Po szybkim prysznicu, na który nie mogłem się doczekać spotykamy się na kolacji, po której udajemy się do namiotów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień II [Emil]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień naszego pobytu był poświęcony szkoleniu TPN. Skład wzmocniony nowoprzybyłymi Nockowiczami dziarsko ruszył samochodami w stronę Doliny Kościeliskiej, gdzie czekał już na nas pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jakimś magicznym sposobem, udało nam się spóźnić tylko kilka minut.&lt;br /&gt;
Szkolenie miało formę spaceru Doliną do Polany pisanej. W trakcie przemarszu mieliśmy okazję poznać historię Tatr – nie tylko tą geologiczną, ale także związaną z działalnością człowieka. Całość materiału uzupełniły informacje dotyczące flory i fauny, dzięki którym wiemy jakiego zielska użyć chcąc wykończyć Instruktora, oraz jak się zachować, gdy w krzaczku dopadnie człowieka niedźwiedź-sexturysta. &lt;br /&gt;
Robiąc mądre miny godne uczestników sympozjum neurochirurgicznego, chłonęliśmy wiedzę jak gąbka, wzbudzając podziw wśród przemieszczających się Doliną turystów. Nawet stado pędzącej w naszym kierunku rogacizny jakby potulniej spuściło łby, czując respekt przed przewalającą się naszych głowach wszechwiedzą.&lt;br /&gt;
Zależnie od ilości posiadanych zasobów siłowych, popołudnie spędziliśmy na leżeniu w cieniu, namiocie, lub nad rzeką. Jedynie Mateusz z Asią jako osoby którym nigdy dość, wyruszyli na zwiedzanie kolejnej dziury.  &lt;br /&gt;
Wieczorowa pora tradycyjnie minęła na przygotowaniu sprzętu do kolejnej wyprawy, oraz ustaleniu przebiegu samego zejścia do Wielkiej Litworowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień III [autor ciągle tworzy]&lt;br /&gt;
''W tym dniu Bogdan, Łukasz, Emil, Piotr i Aga odwiedzili Jaskinię Litworową.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień IV [Bogdan]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwarty dzień, śpimy godzinę dłużej, ponieważ sprzęt jest już przed otworem jaskini Śnieżnej. Z rana jeszcze dyskusja, do którego miejsca w jaskini mamy zamiar dojść (dyskusja dość burzliwa, ponieważ część grupy czuje zmęczenie penetrowania poprzednich jaskiń: pod Wantą i Wielkiej Litworowej). Stwierdzając, że ostateczną decyzję podejmujemy pod jaskinią, wyruszamy w drogę. Agnieszka zrezygnowała z jaskini, ale zdecydowała, że odprowadzi nas do Niżnej Świstówki i dalej pójdzie na Kondracką Kopę . Rozdzielając się idziemy do Wielkiej Śnieżnej (pierwszy oczywiście pędzi Mateusz, a my powoli, bardzo powoli za nim). Przed otworem znów rozpoczęła się bardzo burzliwa dyskusja, do którego miejsca mamy dojść. Grupa odczuwała duże zmęczenie i nawet propozycja Mateusza, że pomoże nam zaporęczować pierwszy odcinek, nie przekonała grupy. I tak zostałem w mniejszości 2:1. Decyzja ostateczna: idziemy do dna wielkiej studni (tego chyba nigdy nie przeżałuję – być tak blisko, a jednak tak daleko). Łukasz rozpoczął poręczowanie pierwszego odcinka, podczas którego niefortunie uderzył się w kolano, co skutkowało jego „wielkim wkurzeniem”, ale postanowił dokończyć przydzielone mu zadanie. Dalej szedłem ja. Rozpocząłem poręczowanie Wielkiej Studni. Widok ogromu dziury zrobił bardzo duże wrażenie - nogi zrobiły się jak z waty. Duży szacunek dla jaskiń. Zjazd do pierwszej przepinki w porządku, tylko nie mogłem dosięgnąć batinoksa, ale tu z pomocą przyszedł Mateusz, który z góry mnie rozhuśtał. Drugi odcinek pokonywałem już przy śpiewach Mateusza, który sprawdzał akustykę Wielkiej Studni. Stopa na dnie – wielka ulga i spojrzenie do góry, a w głowie myśli, jak z stąd wyjść J. Po dotarciu Mateusza otrzymałem wiadomość, że koledzy zrezygnowali. Zwiedziłem jeszcze zakamarki jaskini, pamiątkowe zdjęcia wykonane przez Mateusza, mała niespodzianka z kaskiem i szykowanie się do powrotu. Tu znowu trochę żalu, że będąc tak blisko nie można iść dalej. Wyjście ze studni okazało się nie takie straszne. Po wyjściu pokazały się chmury i mały deszcz, więc było szybkie pakowanie sprzętu, nakręcenie butów i droga powrotna po super śliskich kamieniach. Miała być kolacja, ale nie wypaliło ,więc udajemy się do domu. I tak w miłej atmosferze i wspaniałym towarzystwie Mateusza, Agnieszki, Łukasza, Piotra, Emila kończy się pierwszy obóz kursowy. Prawie zapomniałbym, ale była jeszcze Asia (Kierownik Kursu – dobrze, że mi się przypomniało, bo miałbym przechlapane) ,Łukasz Czarnobrody J, Ksawery z dziewczyną i Sebastian.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA/ROSJA: Kaukaz - wyjście na Elbrus i Kazbek|&amp;lt;u&amp;gt;Olek Kufel&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech T. Patryk S.|14 - 29 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Elbrus i Kaukaz drogami &amp;quot;normalnymi&amp;quot;. Szersza relacja w WYPRAWACH: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=G%C3%B3ry_Kaukaz_-_Elbrus_i_Kazbek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Kanioningowe wagary w okolicach Tolmezzo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Dorota Raj, z innych klubów: Olo Dobrzański, Karolina Tkaczyk, Łukasz Wójcik, Asia Wójcik, Łukasz Pater, Marlena Pater, Karolina Meyer, Ewa Stańczuk, Ania Stańczuk|16 - 20 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze nikt nie zrobił opisu ani nie wrzucił zdjęć z Korsyki, film mam poskładany w 40% a już nadarzyła się okazja na kolejny wyjazd w kaniony. To mój drugi wyjazd  z ekipą V7A7. Wybraliśmy się w okolice Tolmezzo/Włochy pomimo tego że plany były na wyjad do Słowenii. Mieliśmy tylko 2 dni urlopu + weekend a udało się zrobić aż 6 kanionów.&lt;br /&gt;
Rio Negro, Rio Leale, Torrente Cosa, Rio Carlo Gasparini, Pichions + Vinadia, oraz Rio Brussine. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słowniczek dla niewtajemniczonych: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
S-&amp;gt;Saut(skok) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
T-&amp;gt;Toboggan(dupozjazd) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
D-&amp;gt;Descent(zjazd na linie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczęliśmy w piątek z rana od Rio Brussine [z ciekawszych rzeczy ciasne S10 i D50] na który poszli nowicjusze z opieką, reszta mogła zająć się spożyciem :D. Kosztowało to szczególnie mnie bardzo złym samopoczuciem na drugim celu wyjazdu tego samego dnia czyli Rio Negro. Tutaj za bardzo nie pamiętam co się działo, były jakieś skoki, kanion wielki i bardzo fajny z tego co mówili inni, na koniec można zrobić 4m syfon i S10 z tamy (foto z galerii). W kolejne 2 dni padły Rio Leale i Torrent Cosa, oba świetne, szczególnie Cosa do którego zdecydowanie warto iść nawet jak się jest bez doświadczenia nawet jaskiniowego. Bezwzględnie trzeba iść w samo południe gdy przez wąską szczelinę idealnie pada słońce.W ostatni dzień w zmniejszonej już ekipie zrobiliśmy Rio Carlo Gasparaini i Pichions połączone z dolną częścią Viniadii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie udany wyjazd, no i kaniony :D a film się kiedyś poskłada...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galeri: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FTolmezzo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa - wyjazd kursowy|Mateusz Golicz, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|18-19 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Druga wyprawa w Tatry, odbywająca się w ramach Kursu.  Na celowniku Jaskinia Marmurowa i jej najniższe partie – Piaskownica. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygotowania do wymarszu rozpoczynają się już dzień wcześniej. Na Polanie Rogoźniczańskiej dzielimy sprzęt, dokładnie rozplanowując kolejność zejść poszczególnych członków ekipy.  Po uporaniu się z worami, rozpoczyna się krótkie szkolenie kartograficzne, oraz wykład o pszczółkach. W temacie  owadów – komary tego wieczora są łaskawe. Jedyną ofiarą jakichkolwiek pogryzień jest jedynie nasz prowiant, pochłaniany ze smakiem pod skąpanym w blasku zachodzącego słońca niebem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 5 rano wyskakujemy z namiotów, by po solidnym śniadaniu ruszyć z Doliny Kościeliskiej w stronę Jaskini Marmurowej. Pomimo obaw dotyczących pogody, ta wydaje się nam sprzyjać. Wykorzystując fakt, że burze najwyraźniej są zajęte zlewaniem innych części kraju, w ekspresowym tempie podążamy w stronę Czerwonych Wierchów. Z podejściem wiążą się dwa wielkie sukcesy: po pierwsze nikt nie dostał zawału, a po drugie – sprawniejsza część ekipy nie zanudziła się na śmierć podczas oczekiwania na dojście tych sprawnych inaczej. Ogólnie, niewiele brakowało, by podczas liczenia czasu dojścia do jaskini przydatniejszy od zegarka okazał się kalendarz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dojść w okolice otworu jaskini i nawet odnaleźć sam otwór. Sympatyczna paszcza ziejąca chłodem wygląda na tyle zachęcająco, że wszyscy ochoczo wyskakują ze spodni, chcąc jak najszybciej przyodziać swoje wyjściowe – jaskiniowe kreacje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga w dół przebiega prawie bez problemów. Z naciskiem na  „prawie”. Co prawda nikt nie traci życia, za to konieczne jest wprowadzenie kilku poprawek na wykonanym poręczowaniu. Szczęśliwie efekt końcowy jest na tyle stabilny, że w jak najbardziej kontrolowany sposób kierujemy się w stronę dna jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niewielką Piaskownicę osiągamy po około 2.5 godz. Pamiątkowa fotka, cukierek, ustalenie kolejności wyjścia i ruszamy w drogę powrotną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini wydaje się o wiele barwniejsze od zejścia. Mokre liny uroczo ciągną w dół, worki starają się stawać w poprzek każdego otworu, a przepchnięcie się przez zaciśnięty wykop nad Studnią Kandydata wydaje się niemożliwe. Na szczęście upór i niezwykle bogactwo językowe pozwalają na przebrnięcie przez problematyczną część jaskini. Dalsza droga w górę przebiega już bez większych zgrzytów i zaklinowań. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydostanie się z jaskini zajmuje nam w sumie około 3 godzin. Z radością witamy ciepłe powietrze i promienie słońca ogrzewające nasze wilgotne ciuchy. Solidny posiłek wzmacnia nas przed drogą powrotną, która przebiega o wiele sprawniej. W 2.5 godziny osiągamy Kiry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczęśliwi pakujemy się do samochodów, odwiedzając w drodze powrotnej sympatyczną Niewiastę handlującą pierwszej klasy przetworami z owczego cyca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tatry żegnają nas potężną burzą, którą obserwujemy z wnętrza suchego samochodu gnającego w stronę domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Dłubni na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|19 07 2015}}&lt;br /&gt;
Słoneczny a co gorsza upalny dzień wykorzystujemy na rowerową wycieczkę górnym odcinkiem doliny Dłubni (pn. dopływ Wisły w rejonie Jury krakowskiej). Malownicza dolina z czystą rzeczką urozmaicona gdzie nie gdzie skałkami, starymi budowlami, piękną przyrodą. Sam trakt też urozmaicony od asfaltu po wodne przeprawy. Nasza trasa wiodła pętlą od Glanowa do Imbramowic (ciekawy klasztor z XIII w.) następnie Wysocice i powrót przez Ulinę i wąwóz Orszyni do Glanowa. Generalnie ciekawy zakątek naszej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Włochy - Giro d`Italia|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|10-17 07 2015}}&lt;br /&gt;
Tygodniowe MTB w rekordowych upałach i cudowej scenerii gór, jezior i kilkumetrowych kwitnących oleandrów. Połowa wyjazdu w oklicach Riva del Garda, połowa w nieznanym mi dotąd rejonie Dolomitów-Alpe Di Siusi (Sudtirol).Dla orzeźwienia korzystamy z otaczających nas jezior- wygrywa bezkonkurencyjnie Lago di Tenno (lazurowa woda, 6 metrowe skoki, niewielu ludzi).Dla urozmaicenia znajdujemy też fajną via ferattę wiodącą na Cime Sat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - ćwiczenia z poręczowania na Bibliotece|instruktor: Tomek Jaworski, kursanci: Aga Lakwa, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek|12 07 2015}}&lt;br /&gt;
Niedzielny poranek. Chmurki wróżą pogodę, lekkie i świecące, (...) jako trzody owiec na murawie śpiące. &lt;br /&gt;
A my ruszamy z miejsca zbiórki ku Podlesicom, gdzie prężąc swą pierś stoi dumna Biblioteka. &lt;br /&gt;
Barbarzyńsko wczesna pora wyjazdu ma swoje plusy: nie ma zbyt dużego ruchu na drodze, więc szybko docieramy do celu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po solidnej powtórce węzłów, pod czujnym okiem Tomka wchodzimy na skały z których mamy schodzić przy użyciu najbardziej wyuzdanych, znanych nam technik poręczowania. Rozpoczyna się festiwal dyndania, sapania, oraz wypominania kto komu jak głęboko w co wsadzi za namówienie na udział w kursie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyblinki, ósemki i odciągi sieją się gęsto, tu i ówdzie motyl przeleci, liny trzeszczą, pot kapie, czasami łza przerażenia i bezsilności po policzku się potoczy, gdy przy łączeniu lin zamiast potrójnej ósemki wychodzi coś zbliżonego kształtem do dwóch pijanych, bijących się ośmiornic. &lt;br /&gt;
Szczęśliwie wszyscy zaliczają swój pakiet wejść i zejść bez większych strat na zdrowiu i psychice, więc zabieramy się jeszcze za tyrolkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda cały czas dopisuje. W zasadzie jest skwar jak diabli, na kaskach można robić jajka smażone, karki spiekają się w piękne wzorki od pasków mocujących nakrycia głowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem opuszczamy Organy, zaliczając u ich podnóża ponowne, krótkie szkolenie z tworzenia tyrolki. Nawet jest okazja, by każdy mógł spróbować własnoręcznego stworzenia maleńkiej, maciupeńkiej minityroleczki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym wieczorem rozjeżdżamy się do domów wbijając sobie do łba, by następnym razem nie zapomnieć kremu z filtrem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Magurska|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Lubomski (SKTJ), Daria, Gosia|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Załapałem&amp;quot; się na wyjście na zezwolenie naukowe Darii, która zamierza pobrać próbki wody z kilkunastu tatrzańskich jaskiń. W jaskini spędziliśmy ok. 4h. Dosyć tam błotniście, ale urokliwie i chwilami całkiem obszernie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna; Krakowskie Kominy |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Asia Przymus, jedna os. z klubu|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna pogoda. Przed otworem Śnieżnej spotkaliśmy wychodzącą ekipę z Łodzi. Potem sprawnie w dół do I Biwaku. W Krakowskich Kominach osiągamy Salę Śmiałka (- 130 względem otw. Śnieżnej). Ponieważ byliśmy pod presją czasu więc szybko pomykamy z powrotem najpierw w dół do Wodociągu a potem do wyjścia. Cała akcja zamyka się w 7,5 h. Jeszcze za dnia wracamy do auta. Może Asia napisze coś więcej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Sniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry: Szarpane Turnie - wspinanie |Damian Żmuda, Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,Ania K., Ania B.|03 - 05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis niebawem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy 12 dróg o trudnościach od IV do VI. Skały w cieniu porośniętego lasem wąwozu więc mimo upału było przyjemnie. Bardzo fajny rejon, mnóstwo obitych dróg w stylu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Ludzi nie wielu. Zakosztowaliśmy również trochę off-roadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Wodogrzmoty Mickiewicza - Warsztaty z autoratownictwa kanioningowego|&amp;lt;u&amp;gt;Majewicz Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W weekend odbyły się warsztaty z autoratownictwa kanioningowego. Niestety mogłem wziąć udział tylko w 2, praktycznym dniu szkolenia na Wodogrzmotach Mickiewicza. &amp;quot;Perła polskich kanionów&amp;quot; okazała się być bardzo przyjemna i ciekawa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podzieleni na 4 grupy pod patronatem TOPRu ćwiczyliśmy transport poszkodowanego przez &lt;br /&gt;
standardowe trudności spotykane w kanionach. Każda grupa miała wyznaczoną swoją część kanionu na transport, resztę pokonywaliśmy na sportowo. Niewysokie skoki, ciekawe tobogany i całkiem duży przepływ z cofkami i odwojami dał dużo radochy. Na moście naturalnie wywołaliśmy dużą sensację, a pod nim niczym rasowe żule obaliliśmy &amp;quot;bezalkoholowego&amp;quot; szampana z okazji 300-tnego kanionu Ola. Na koniec wparowaliśmy prosto do schroniska w dol.Roztoki w mokrych piankach na obiad. Miny ludzi bezcenne, tak samo jak gdy przebieraliśmy się w pianki przy WC Serwisach :D [lokowanie produktu]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - świetne szkolenie, szczególnie dla osób zaczynających ten sport. Nie obyło się oczywiście bez sobotniej imprezy, chrztu nowicjuszy i fantastycznej atmosfery. Zdecydowanie polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Centralny Kurs Autoratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|26 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne z cyklu szkoleń PZA w jakim miałam okazję uczestniczyć. Ćwiczenia rozpoczęły się w piątek na Suchym Połeciu (Góra Birów) od zaporęczowania stanowisk na dzień następny. W związku z tym, że dotarłam do Podzamcza dość późno, nie uczestniczyłam w tej zabawie, za to zdążyłam rozbić namiot przed deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zostaliśmy podzieleni na grupy i ćwiczyliśmy po kolei na pięciu różnych stanowiskach. Na pierwszym uczyliśmy się ratować poszkodowanego z trawersu oraz tyrolki. O ile to pierwsze nie sprawiło nikomu trudności, to już przy trawersie trzeba było ,,się naszarpać”. Kolejne stanowisko było powtórką z kursu podstawowego: ściąganie z przyrządów do zjazdu, z przyrządów do wchodzenia metodami croll w croll i przeciwwagi. Trzecie stanowisko podobało mi się najbardziej, zjazd z poszkodowanym przez przepinki i wyciąganie ofiary z ucha przepinki. To drugie niechcąco musiałam przećwiczyć przed demonstracją instruktora, kiedy wjechałam z moim poszkodowanym zbyt nisko w przepinkę. Na ostatnich dwóch stanowiskach ćwiczyliśmy wyciąganie poszkodowanego do góry, łącznie z przepinkami, metodami ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi. Drugiej metody nie zdążyłam już przećwiczyć z powodu końca zajęć, które i tak były przedłużone. Po wszystkim musieliśmy jeszcze zdeporęczować stanowiska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień ćwiczeń to akcje pozorowane w jaskiniach: Józefa, Rysiej, Szpatowców i na Świniuszce. Byłam w grupie idącej do jaskini Rysiej i już w sobotę wieczorem zostałam wyznaczona na pozoranta. Żeby akcje były jak najbardziej realne i aby wyeliminować jakąkolwiek pomoc ze strony poszkodowanych, to wszyscy pozoranci mieli mieć zasłonięte oczy w trakcie akcji. Na pocieszenie kierownik wyjścia pozwolił mi poręczować początek zjazdu do jaskini (wybranie najmniejszej osoby do tego zadania i tak było najlepszym pomysłem przy dość ciasnym zjeździe). Przy wchodzeniu na drugą poręczówkę ,,stałam się ofiarą” tzn. miałam zasłonięte oczy, a wszyscy uczestnicy dostali informację, że przestałam widzieć i mam uszkodzoną jedną rękę, co w sumie było bardziej moim zmartwieniem niż ratowników, ponieważ to ja nie mogłam jej używać do wymacywania ścian i chodzenia (z zasłoniętymi oczami!). Najpierw zostałam ściągnięta z liny, a później zaprowadzona pod studnię wlotową. Muszę przyznać, że było to dość zabawne, przez cały czas miałam przy sobie jakieś osoby, które mnie prowadziły i pomagały, choć mając sprawne nogi i jedną rękę, z instrukcjami i asekuracją musiałam się wspinać na prożki, przeciskać przez zaciski i robić zacieraczki. Wyciąganie do góry poszło bardzo sprawnie i szybko, choć moje rozmiary na pewno ułatwiły sprawę, większa osoba, nie widząc jak ma się ustawić mogła by się częściej klinować i nie była by tak łatwo wyciągnięta przez zacisk przy wejściu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazie instruktorzy szybko omówili zmagania obu dni, później szybko spakowaliśmy się w deszczu i wyjechaliśmy przed największą ulewą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Bardzkie - klubowy spływ kajakowy po Nysie Kłodzkiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadeusz i Barbara Szmatłoch, Tomasz i Joanna Jaworska, Michał Chowaniec, Marta Urbańczyk, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek, Karina, Paweł, Michał, Rafał i Wiktor Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec, Adam Mazur, Sara Wolny, Justyna Francik z Robertem, Henryk Tomanek z koleżanką (byli w niedzielę)|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny klubowy spływ kajakowy odbył się na górnym odcinku Nysy Kłodzkiej. W 2 dni spłynęliśmy tą rzeką od Młynowa przez Przełom Bardzki do Barda a dalej po biwaku w okolicy Suszki do zbiornika w Topoli gdzie przy moście skończyliśmy spływ. Rzeka o zmiennym charakterze w dolinie o stromych zboczach. Wiele bystrzyn i płycizn urozmaicających spływ. W Bardzie nawet kąpiel kilku kajakarzy w rzece. Zwiedzamy też po drodze starą sztolnię. Pierwszy dzień kończymy w deszczu. Lało całą noc aż do godzin dopołudniowych w niedzielę. Drugi etap znów po wartkim nurcie niemal do samej mety. Mimo niezbyt dobrej pogody wspaniała atmosfera w ekipie i świetne humory do końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu relacja foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNysa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt; Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|21 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano po wyjeździe kilku osób do domu nasza trójka postanawia wyjść jeszcze na szlak. Cel: Czerwone Wierchy. Trasa z Kir zielonym szlakiem na Cudakową Polanę, następnie Ścieżką nad Reglami na Miętusi Przysłop. Stamtąd niebieskim szlakiem(gdzie po drodze na przemian było słonecznie, pochmurnie, padał grad, śnieg lub deszcz.) na Małołączniak . Dalej czerwonym szlakiem na Krzesanicę i Ciemniak skąd schodzimy z powrotem na Ścieżkę nad Reglami czerwonym szlakiem i dalej do Kir zielonym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę 16.81 km pokonaliśmy w 6g:32m, przewyższenie 1222m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto (są tu też zdjęcia z akcji do Czarnej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Jaskinia Czarna Kurs - Partie Tehuby| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Aleksandra Rymarczyk, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajny wyjazd, dzięki :) Myślę, że gdyby ktoś postawił piwo Emilowi to w 10 min powstanie niezapomniany elaborat... a warto jednak, żeby jakaś dłuższa notka się tu znalazła ;) - obyło się bez piwa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza tatrzańska jaskinia odwiedzana w ramach kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek udaje nam się w miarę sprawnie i o dziwo bez opóźnienia wystartować z Bytomia. Wielki Asfaltus, bóstwo autostrad, jest dla nas łaskawy - pod Dolinę Kościeliską docieramy bez większych korków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka reorganizacja plecaków, wciągamy po kanapce i ruszamy w stronę jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nawet sprzyja: pomimo że początkowo nieco straszyło deszczem, udaje nam się w drodze załapać trochę słońca. Po godzinie mozolnego człapania Doliną docieramy na Polanę Niżnią Pisaną, skąd po wchłonięciu kolejnego szybkiego posiłku ruszamy bezpośrednio pod otwór jaskini. &lt;br /&gt;
Po 10-15 minutach wędrówki w miarę cywilizowanym szlakiem skręcamy w las i zaczynamy się wspinać zboczem w stronę Czarnej.&lt;br /&gt;
Około godzinne przeciskanie się pod górę pomiędzy drzewami pozwala nam na nowo zerknąć na temat kursu i zapewnień w stylu: „będzie fajnie” i  „fantastyczna przygoda”. Ogólnie przeprawa przez las daje szansę na zastanowienie się jak daleko mam do zawału; z czym wiąże się wylew w górach oraz czy to coś, co ruszało się w krzakach to przeżarty turysta, czy też będziemy zaraz uciekać przed niedźwiedziem. W międzyczasie udaje się także wymyślić kilka nowych przekleństw, w których główną rolę odgrywają drzewa, góry, pajęczyny oraz wsadzanie gór i wędrówek w miejsce, do którego promień słoneczny nie sięga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli docieramy pod otwór Czarnej, gdzie... po kolejny posiłku (czy my tam cały czas jemy?!) przebieramy się, by po chwili ruszyć w głąb jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakimś magicznym sposobem udaje się nikomu nie zabić, co jest szczególnie dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że praktycznie wszelkie poręczowania wykonywane były przez kursantów. Widocznie czujne oko Asi sprawiło, że nikt nie odważył się na jakieś większe błędy. &lt;br /&gt;
Do Studni Ewy docieramy z małym poślizgiem, wynikającym z nie do końca sensownego rozdzielenia worów i lin. Można było spokojnie urwać 10-15 minut czasu, które zostały zmarnowane na czekanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dotrzeć do celu i zaczynamy zwiedzać Partie Tehuby. Na pierwszy ogień idzie kierunek zachodni, skąd po dotarciu w okolice Labiryntu Wiatrów ruszamy na wschód, docierając pod Syfon Tehuby. Wyprawa odbywa się bez problemów. W trakcie jej trwania mamy okazję zaliczyć szybkie przypomnienie wiązania kilku podstawowych węzłów, znajdujemy salkę z McDonaldem oraz dla równowagi - nadziewamy się na speleokupę pozostawioną zapewne przez jakiegoś człowieka pierwotnego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy po około sześciu godzinach. W międzyczasie na powierzchni padał deszcz, co sprawia, że droga w dół zbocza dostarczyła nam wielu nowych doznań. Mamy  więc festiwal poślizgów, przyziemień oraz możliwość obserwacji jaki styl ślizgowy poszczególni uczestnicy wykorzystują podczas schodzenia w dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godzinne zejście do doliny Niżniej Pisanej kończy się szczęśliwie, kolejny posiłek pozwala nam zregenerować siły na powrót Doliną Kościeliską. Za Kirami spotykamy się jeszcze z kolejną grupą Klubowiczów wracających z wyprawy do Ptasiej. Po kilku minutach rozmowy i wykonaniu pamiątkowego zdjęcia, ruszamy do schroniska, skąd późną, wieczorową porą wychodzimy na poszukiwanie otwartego przybytku gastronomicznych rozkoszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, w godzinach porannych, czwórka z nas wraca do domu gnana obowiązkami, a reszta ekipy spędza jeszcze jeden dzień wędrując po Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W galerii Czarna-kurs dodane są zdjęcia Bogdana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Tadeusz Szmatłoch, Łukasz Pawlas, + 1 os. z klubu|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pesymistycznym prognozom, pogoda okazała się całkiem przyzwoita. Wszystko poszło sprawnie i szybko. W jaskini dotarliśmy do Starego Dna (-255) przez Salę Dantego i Studnię Taty. Od otworu wycof zjazdami (200 m) przez Próg Mułowy do Wielkiej Świstówki. W dolinie Kościeliskiej spotkaliśmy naszych klubowych kolegów i koleżanki wracających z jaskini Czarnej. Tego samego dnia wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''''Schemat zjazdu:''' od otworu jaskini Ptasiej trawersem trawiastą półką udajemy się do końca (na zachód). Z 2 ostatnich batinoksów zjazd (potrzeba 2 x 100 m liny) na dużą skalna platformę z charakterystyczną wnęką skalną (dobra osłona przed deszczem lub spadającymi kamieniami). Trochę poniżej po lewej orograficznie stronie znajdują się następne 2 batinoksy. Stąd zjazd po skosie orograficznie w lewo ok. 30 m na półkę z kolejnymi 2 batinoksami. Stąd już bezpośrednio do kotła ok. 60 m. Warto też mieć „łoki toki” do komunikacji w ścianie. Tu orientacyjny schemat:'' http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2FPtasia%2Fschemat%20zjazdu.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (Udało się odzyskać skasowane zdjęcia Tadka i dołączono do GALERII): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FPtasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Brennej czarnym a następnie zielonym szlakiem na Błatnią dalej żółtym przez Stołów, Trzy Kopce na Klimczok. Zejście czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę i zejście żółtym szlakiem do Brennej. Dystans 18km pokonane w 5h11min z drobnymi przerwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB- Jura/Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rowerowy weekend. Pierwszego dnia z pełną premedytacją błądzę na rowerze po łąkach, polach i lasach Podzamcza. Pięknie, letnio i zadziwiająco pusto. W niedzielę po wizycie w  Śląskim Centrum  Rehabilitacji  i  Prewencji,  robię trasę-Ustroń Zawodzie-Równica-Orłowa-Trzy Kopce Wiślane- powrót żółtym szlakiem do Wisły Centrum,a dalej trasą rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa stosunkowo kamienista na trasie Równica-Trzy Kopce Wiślane (na tyle, by skutecznie przekonała mnie wreszcie do zakupu rowerowych... spodenek :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Kozia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
Najdłuższa jak na razie z naszych &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;. Od samochodu do samochodu 11 godzin. Wejście do jaskini na podstawie odrębnego zezwolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem  RKG ,,Nocek” wystąpił jako partner Motoserca, czyli akcji zbiórki krwi prowadzonej przez klub motocyklowy Invaders z Rudy Śląskiej. Impreza miała miejsce na terenach przylegających do Aquadromu na Halembie. Początkowo planowaliśmy zbudować mały park linowy, jednak z powodu niedomówień z gospodarzem terenu musieliśmy powstrzymać wyobraźnię i zejść na ziemię (dosłownie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy na głównym placu odbywały się koncerty i pokazy (różne dziecięce zespoły, wystawa motocykli, starych samochodów itp.) oraz zbiórka krwi, na trawie nieopodal, w cieniu drzew działaliśmy my. Atrakcje jakie zafundował Nocek dzieciom można zobaczyć na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2Fmotoserce&amp;amp;startat=1 Zbudowaliśmy z Łukaszem i Olą, która dołączyła do nas później (całe szczęście, bo miała wenę do plątania lin), ogromną pajęczynę, pomiędzy którą dzieciaki musiały przechodzić i zbierać taśmy z karabinkami. Druga konkurencja była bardziej związana z działalnością jaskiniową – trzeba było wciągnąć wór jaskiniowy (ciężki wór jaskiniowy) parę metrów nad ziemię. Wszystkie dzieciaki radziły sobie wspaniale, podobało im się na tyle, że część z nich wracała parę razy. Ja jednak nadal czuję niedosyt związany z brakiem trudnych przepraw nadziemnych, jednak mądrzejsza o zaistniałą sytuację jestem pewna, że nadrobimy następnym razem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd  kanioningowy zrodził się oczywiście z zazdrości. Jako, że nie byliśmy wstanie wybrać się na profesjonalny wyjazd z Prezesem na czele postanowiliśmy zrobić wyjazd alternatywny. Wybieramy rejon położony miedzy Linz a Monachium, nad pięknym jeziorem Attersee. Niestety podobnie jak w Polsce również w Austrii w długi weekend  wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wiec mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca na kampingu. W pierwszym dniu robimy kanion Burggrabenklamm (v3, a3, III) który startuje ze szlaku, więc publiczność mieliśmy gwarantowaną. Kanion całkiem fajny, szczególnie efektowny 18 metrowy zjazd, końcowa część prowadzi pod komercyjną drogą  poprowadzoną na stalowych podestach nad dnem kanionu (sława, zachwyty publiczności itp.). Po tej rozgrzewce byliśmy gotowi na główny cel wyjazdu czyli kanion Jabron (v4,a4, III) , który okazuje się znacznie bardzie wymagający od poprzednika. Spotykamy w nim grupę przewodników, którzy sprawdzali pierwszy raz w sezonie stan całego kaniony przed rozpoczęciem sezonu z klientami, to się nazywa profesjonalne podejście. W Jabronie jest kilka ciekawych skoków, lecz większość z nich odpuściliśmy, za to mogliśmy podziwiać wyczyny jednego z przewodników, który zaprezentował nam np. 6 metrowy, ryzykowny (śliski start, duża odległość pozioma) skok z pełnym saltem !!!. W sobotę wybieramy kanion Strubklamm(v1,a3, III), który  najbardziej nas zaskoczył, od samego startu był nietypowy. Rozpoczynał się nie podejściem ale zejściem z zapory, ponadto pokonaliśmy go bez użycia liny za to trochę sobie popływaliśmy. Pokonanie kanionu zajęło nam około 2,5h z czego ponad godzinę trzeba było pływać!!! Najdłuższy odcinek do przepłynięcia miał 300m,nie pamiętam kiedy wcześniej  tyle przepłynąłem:) Kanion też obfitował w duża ilość fajnych skoków,  w tym jeden 8 metrowy. Muszę tu wspomnieć również o przepięknym wodospadzie, który spadał z jednej ze ścian prosto do kanionu. Dzięki odpowiedniemu usytuowaniu słońca mogliśmy podziwiać podwójną tęcze, która nieomal się zamykała. Niestety w tym dniu zapomnieliśmy zabrać aparatu ……Koniec kanionu ponownie nas zaskoczył, ponieważ niespodziewanie znaleźliśmy się na zatłoczonej plaży i znowu te zachwyty tłumu, autografy….W niedziele bardzo leniwie zbieramy się do drogi powrotnej, w trakcie której odwiedzamy sprawdzoną knajpę w Czechach z przepysznym jedzeniem np. kotlet nadziewany szynką …jak dla mnie mistrzostwo, szczególnie że od 4 dni nie jadłem mięsa:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, dłuższy wyjazd w ramach kursu. Do odwiedzenia cztery jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolska i Malinowska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów docieramy do schroniska. Skromny stan przedzawałowy i łza rozpaczy tocząca się po policzku w trakcie podejścia do schroniska, wyraźnie sygnalizują, że zaczyna się zabawa z przeprawą przez tereny, które nie mają wiele wspólnego z wygodnym, płaskim chodnikiem i budkami z kebabem rozstawionymi co kilkaset metrów.&lt;br /&gt;
Po zrzuceniu części bagażu do schroniska i  delikatnej redukcji zawartości plecaków ze sprzętem, ruszamy w stronę Trzech Kopców. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja. Docieramy pod Trzy Kopce bez większych niespodzianek. Żaden zwierz leśny ni gadzina pełzająca nie stają na naszej drodze. Mijamy jedynie kilka grupek turystów, sympatycznie pozdrawiających nas w drodze do jaskini. Jest gorąco…&lt;br /&gt;
Po szybkim posiłku wchłoniętym przed wejściem do Trzech Kopców, przebieramy się w wyjściowe ciuszki i kolejne wskakujemy do przyjemnie chłodnej dziury. &lt;br /&gt;
Trzy Kopce witają nas licznymi szczelinami, zawaliskami, oraz stadem odstających, twardych krawędzi idealnych do tego, by przypomnieć sobie o konieczności uważania na łokcie, kolana, czy inne wystające elementy organizmu. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini przebiega bez większych problemów: jest okazja do przeciśnięcia się przez kilka ciaśniejszych miejsc, znajdujemy lokalizację idealną do rozprostowania nóg w pozycji leżącej, dającą jednocześnie możliwość wygodnej obserwacji umordowanych osób wypełzających z dojścia do końcowych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Tradycyjne poszukiwania wyjścia przez kursantów kończą się fiaskiem. Na szczęście Buli orientuje się z grubsza którędy do góry, więc nie grozi nam śmierć głodowa. &lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu sporej części Trzech Kopców, gramolimy się na powierzchnię, gdzie wita nas deszcz przechodzący po chwili w burzę. Gdy myślimy, że nie może być gorzej, pojawia się grad. Na szczęście znajdujemy minimalne schronienie pod pobliskimi drzewami. &lt;br /&gt;
Kilkanaście minut (i kanapek) później ruszamy w stronę Dującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpogadza się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedaleko celu naszej podróży znów rzucamy się na szybki posiłek. Po kilkunastu minutach naciągnąwszy na grzbiety nieco wilgotne kombinezony, idziemy szukać wejścia. &lt;br /&gt;
Niewielki otwór z przerzuconą przezeń kłodą, nie zapowiada wrażeń, które czekają nas na dole. Kolejno wskakujemy w ciemność, uprzednio żegnając się z jakimś sympatycznym pytongiem górskim, który urządził sobie legowisko na kamieniu obok wejścia.&lt;br /&gt;
Dująca wyraźniej daje się nam we znaki. O ile jeszcze Smukła Szczelina w drodze na dół nie wydaje się wielkim wyzwaniem, tak posiadacze dłuższego organizmu, już na Ciągu Twardzieli mogą mieć problemy ze złamaniem swego cielska w taki sposób, by dostać się do dalszych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w przypadku Trzech Kopców, zwiedzamy Dującą bez większych niespodzianek. Problem pojawia się dopiero przy wyjściu, gdy to mój skromny organizm nijak nie daje rady przepchnąć się w górę przez Smukłą Szczelinę. Łukasz i Asia dzielnie ciągną mnie za fraki do góry, co przy jednoczesnym wypychaniu mnie od spodu przez Buliego sprawia, że jakimś sposobem udaje się mnie wypchnąć z otworu, z którym nijak nie jestem kompatybilny gabarytowo. &lt;br /&gt;
Wychodząc na powierzchnię, jesteśmy tradycyjnie witani… deszczem. Tym razem bez burzy i gradu. &lt;br /&gt;
Droga powrotna przebiega bez większych komplikacji. Nikomu nie udaje się poważniej zgubić, nikt nie zostaje pożarty przez zwierzynę leśną, bezpiecznie docieramy do schroniska, skąd po doprowadzeniu swoich powłok cielesnych do stanu, w którym nie powodujemy ataków paniki postronnych osób, ruszamy w stronę cywilizacji, by zjeść ciepłą kolację.&lt;br /&gt;
Jak się okazuje, znalezienie wieczorową porą otwartej knajpy w Szczyrku jest trudniejsze, niż znalezienie Dującej. Na szczęście udaje nam się trafić do miejsca, gdzie zostajemy nakarmieni i napojeni.&lt;br /&gt;
Kolacja kończy się pożegnaniem – opuszczają nas Bogdan, Asia i Łukasz, zmuszeni obowiązkami do powrotu. Reszta rusza w stronę schroniska, gdzie ku chwale Morfeusza zwala się na materace, chwile później pochrapując radośnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wciągnięciu solidnego śniadania, opuszczamy schronisko i przemieszczamy się w stronę Jaskini Salmopolskiej. Pogoda jak najbardziej sprzyja. Być może tym razem uda się nie zmoknąć…&lt;br /&gt;
Po przebyciu niedługiego odcinka drogi, prowadzącego od parkingu do okolic otworu wejściowego, wskakujemy w kombinezony, których stan jednoznacznie wskazuje na to, co przeszły poprzedniego dnia. Chwilę później kolejno zanurzamy się przyjemnie chłodną jaskinię. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie Salmopolskiej nie zabiera wiele czasu: sprawnie docieramy do północnej części jaskini, następnie po nawrocie kierujemy się ku studni końcowej. Tam czeka nas niespodzianka: nad studnią objawia się okienko prawdopodobnie prowadzące do dalszych partii, których nie mamy oznaczonych na mapie. Część z nas decyduje się na szybki rzut okiem w stronę otworu.&lt;br /&gt;
Chwilę później zawracamy, kierując się już w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;
Wydostajemy się na powierzchnię – szok. Nie pada! Mało tego – słońce świeci! Ruszamy raźno do ostatniej jaskini, którą mamy zamiar zwiedzić. Naszym celem jest Malinowska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów znajdujemy jaskinię. Przy pomocy znajdującej się w środku drabiny, kolejno schodzimy w dół.&lt;br /&gt;
Malinowska ze względu na swoje rozmiary, nie zabiera nam wiele czasu. Krótki podziemny przemarsz można w zasadzie potraktować bardziej jak niedzielny spacerek. Po zwiedzeniu całości jaskini wdrapujemy się na powierzchnię, gdzie w końcu można wyłączyć czołówki na dłuższy czas. &lt;br /&gt;
Idealnym zakończeniem weekendu jest postój na tradycyjnej szarlotce w miejscu, gdzie nie da się skończyć konsumpcji na jednym ciastku. Po wchłonięciu kalorii w ilości mogącej zasilić średniej wielkości miasteczko, pakujemy się do samochodów i ruszamy w stronę domów… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5912</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5912"/>
		<updated>2015-12-12T19:40:26Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== IV kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - otoczenie doliny Bystrej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Piotr Strzelecki, Teresa Szołtysik|06 12 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny i dość ciekawy szlak na poniekąd kondycyjną przechadzkę górską. Z doliny Bystrej na Lachowe Młaki, następnie przeciwną stroną doliny przez Juszczynkę (891) i Przypór (899) do doliny gdzie nieopodal leśniczówki zostawiliśmy auto. Przepiękna pogoda, lazurowe niebo i bardzo kontrastowe widoki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBeskidZywiecki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/06122015Bystra?authkey=Gv1sRgCMim--n7zs2OrwE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – Szczelina Piętrowa  i spacer z Mirowa do Bobolic| Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt; i Kasia Mysiak|05 12 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczny wyjazd z odpowiednią proporcją ciorania do ładowania akumulatorów w grudniowym słońcu. Dla mnie był to pierwszy raz w tej jaskini i wcześniej sporo się nasłuchałam jaka to niby jest niewdzięczna. Pewnie z racji tego, że spore grono osób właśnie tutaj stawia swoje pierwsze taternickie nieporadne kroki. Muszę przyznać, że mnie bardzo ta dziura przypadła do gustu. Ponieważ zastosowaliśmy technikę „idziemy bez lin i zobaczymy co będzie” (cały ewentualnie potrzebny sprzęt taszcząc w worach), sporo było przeciskania, zapierania i drobnej wspinaczki. Ja akurat tego typu kontakt ze skałą bardzo lubię i sporo miałam przy tym radości. Asia jako nasz nawigator też miała z tego tytułu radochę, dodatkowo wzbogacając wycieczkę o różne geo-ciekawostki. Kasia, która postanowiła tego dnia z nami rozpocząć jaskiniową przygodę miała okazję zobaczyć jak to jest pokonać jaskinię bez użycia liny, jak i całkowicie _z_ (spotkaliśmy około dwunasto- lub dwudziestoosobową - coś z dwójką w każdym razie - grupę z Wa-wy). Łukasz doskonale sprawdził się jako żywa podpora i jak zwykle – niezawodne wsparcie techniczne. No a Piter… tego się nie da opisać, więc przytoczę jego własne słowa (mam nadzieję, że się nie obrazi:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Nie lubiłem tej jaskini, miałem do niej uraz, może dlatego że była jedną z moich pierwszych. Jak się dowiedziałem, że za cel naszej wycieczki została wybrana właśnie ona pomyślałem sobie ' no nie, zaś tam?' Aż tu nagle szok, niedowierzanie, łamiąca wiadomość! Przeprosiłem się dzisiaj z ową jaskinią, można w niej zobaczyć wiele ciekawych nacieków, spotkać wiele buł krzemionkowych, gdzieniegdzie ładnie przebijający się kalcyt. I ten Korytarz Bajkowy! Jaskinia jak najlepsza do ćwiczenia zapieraczki! Niby wymaga użycia liny, ale sprawny zespół obędzie się bez niej. Ogólnie polecam. Jednak osoby niedoświadczone powinny ją zwiedzać z osobnikami obytymi w poruszaniu się po jaskiniach, polecam! Aż dziw mnie bierze, bo jaskinia jaka była, taka jest, a tu taka odmiana postrzegania.”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedyne co, to okazuje się, że nie byliśmy w Korytarzu Bajkowym, a w Kryształowym. W każdym razie - ekstra!&lt;br /&gt;
Po wyjściu zastanawiamy się przez moment, co zrobić z resztą tego pięknego dnia i wybór w końcu pada na spacer od zamku w Mirowie do zamku w Bobolicach. Bardziej zawzięci zwiedzają jeszcze jaskinię Suchą, a ja kolejny raz uświadomiłam sobie jak słabo znam Jurę… ale co się odwlecze… może jeszcze kiedyś nadrobię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacery|Piotr i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|28 - 29 11 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę rodzinna wycieczka w Dolinie Gąsienicowej. W niedzielę sam kondycyjnie wchodzę na grań Ornaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria nie co inaczej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Teresa Szołtysik|29 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na górę doliną Suchego Potoku, który w górnym odcinku posiada charakter dość stromego jak na Beskidy jaru. Czasem wskazane użycie rąk przy podchodzeniu. Przed dwoma laty podchodząc tu z nartami uciekliśmy na łatwiejszą drogę. Tym razem wydostajemy się do góry. Z Czantorii schodzimy na stronę czeską w stronę Nydka. Dalej dość długim trawersem podążamy na południe by osiągnąć ponownie główny grzbiet i czerwony szlak wiodący z Soszowa na Czantorię. Z szczytu schodzimy tymże szlakiem do auta w Ustroniu Polanie. Warunki już w miarę zimowe lecz o nartach za bardzo nie ma mowy (jedynie wzdłuż orczyka na szczycie Czantorii można spokojnie pojeździć). Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Czantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|28 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wobec Zimy cierpliwość nie jest moją mocną stroną...Ruszyłam dziś z rana do Korbielowa na poszukiwanie warunków skiturowych. Co znalazłam: świetne warunki na podchodzenie-zaczynam z parkingu (trasa nartostradą) i kończę na szczycie. Jednakże już po drodze wiem, że zjeżdżać to za dużo dziś nie będę i czeka mnie znoszenie nart na dół. Ze szczytu do Hali Miziowej-ostrożnie, ale dało się zjechać (wychodzące zewsząd i hamujące roślinki). Dalej to już tylko walka by nie zniszczyć nart (lód, kamienie, jagody)-odpuściłam więc szybko. W górach spory ruch. Schronisko pełne. Spotykam kilku fanów wychodzenia na nartach i schodzenia z nimi na plecach, jednego zimowego kolarza, górskiego biegacza oraz tłumy spacerowiczów (akcja: wycieczka zakładowa, itp.). Podsumowując: Hurra-Zima!!! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Wierna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Kaja Kałużyńska (SŁ), Jacek Szczygieł (KKS); Magdalena Słupińska, Mariusz Polok, Zbigniew Wiśniewski (KS Aven); Jerzy Zygmunt (SCC); Francesco Sauro z koleżanką Danielą; koledzy-przewodnicy ze Speleo Myszków pod przewodnictwem dzielnego Mateusza|22 11 2015}}&lt;br /&gt;
Dzięki ofercie Małego ze &amp;quot;Speleokonfrontacji&amp;quot;, udało mi się wkręcić na akcję do Wiernej. Jak na jurajskie warunki, jaskinia jest faktycznie niecodzienna. Zaobserwowaliśmy kilka nietoperzy, belemnitów i ramienionogów. O bułach krzemiennych i naciekach nie wspominam, bo trudno było ich nie zauważyć. Spostrzegawczy eksperci wskazali nam również zmiany osi wzrostu nacieków (ich pion przestał być pionem...). Mimo długiego oczekiwania &amp;quot;na klucze&amp;quot; i sporego tramwaju w jaskini, udany dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SPELEOKONFRONTACJE|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + masa ludzi|21 11 2015}}&lt;br /&gt;
Udział w oficjalnym spotkaniu KTJ z przedstawicielami klubów, a następnie w części największej jaskiniowej imprezy w ciągu roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|LAWINY'2015| Warsztaty w G7 - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Paweł Szołtysik, Ania Bil, Sławek Musiał, Ola Rymarczyk, Michał Chowaniec, Daniel Bula z Magdą, dzieci klubowe oraz kilka osób tow. Na krótko pojawili się Rysiek i Marzenna Widuch (dyr. G7)&lt;br /&gt;
MCK (oprócz w/w) - Wojciech Wyciślik, Tomasz Jaworski, Henryk i Monika Tomanek, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola, Zygmunt Zbirenda, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Aga Szmatłoch, Piotrek, Tomasz Szmatłoch, Asia, Marzenna i Ryszard Widuch&lt;br /&gt;
|20, 21, 22 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się jubileuszowe dziesiąte już LAWINY. Jako klub zorganizowaliśmy warsztaty wspinaczkowe dla dzieci na ściance i hali sportowej Gimnazjum nr 7. Przybyło 20 dzieci (przeważnie małych). Podzieleni zostali na 5 grup by przechodzić z „stacji” na „stację”. Tak więc była typowa wspinaczka „na wędkę”, tyrolka, nauka podstawowych węzłów, pierwsza pomoc i slack. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugim etapem działań był „tor grotołaza”. W założeniu halowe mistrzostwa w jaskiniowych technikach linowych. W tym zadaniu wzięli udział członkowie naszego klubu (po zdobytym doświadczeniu być może w przyszłości rozszerzmy formułę na zawody międzyklubowe) . Na trasie znalazły się niemal wszystkie podstawowe elementy techniczne wymagane od rasowego grotołaza. Rywalizację na czas wygrał Artur Szmatłoch. Szczegóły i wyniki w AKTUALNOŚCIACH. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prezentacje i filmy o tematyce górskiej odbyły się w kinie „Patria” (piątek) a w sobotę i niedzielę w MCK w Nowym Bytomiu. Z naszego klubu były 2 prezentacje: Damian Szołtysik o narciarskim przejściu GSB i Asia Przymus o kulisach wyprawy speleologicznej w masyw Göll. Goście specjalnym był tym razem Leszek Cichy, który opowiadał ciekawe historie związane z zimowym zdobyciem Everestu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zarząd klubu serdecznie dziękuje wszystkim, którzy przyczynili się do przygotowania i przeprowadzenia warsztatów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLawiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{Wyjazd|Beskid Śląski - Piekło Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuując moją przygodę z górskim bieganiem postanowiłam w sobotę zmierzyć się z trasą górskiego półmaratonu o zachęcającej nazwie &amp;quot;Piekło Czantorii&amp;quot;. Był to mój pierwszy w życiu start na tak długim dystansie. Trasa niezwykle ciekawa (dla zainteresowanych info na stronie - http://beskidzka160naraty.pl/ ), warunki pogodowe jesienno-zimowe. Bieg był jak najbardziej górski - trasa miała ok.2000 m przewyższenia, a finisz biegł pod słupami kolejki liniowej na Czantorię! Ku własnemu (a pewnie nie tylko) wielkiemu zdumieniu bieg ten wygrałam-dobiegłam na metę jako pierwsza kobieta (20 w całym biegu) wygrywając tym samym kategorię Open Kobiet oraz K1. Tu wyniki&amp;quot;https://drive.google.com/folderview?id=0B4P-qsW-UY4uVUN6eUU3OXU4V3c&amp;amp;usp=sharing&amp;quot;,&lt;br /&gt;
a tu trochę zdjęć: https://photos.google.com/share/AF1QipO0HtwYrO7px0ZEJmrMTLn8YWfOE25pt0tZIyZY2kNt-rgToHMJbltBvSUUglvqtA?key=UHo3QzFtcTBkeTZJSTRUQ002dEYwQU5aZG03ZFBB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{Wyjazd|Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Martyna(os. tow.)|20 11 2015}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Jako, że obietnic trzeba dotrzymywać  a jedyny jeszcze wolny dzień w tym tygodniu był w piątek postanawiamy uderzyć na Baranią. Wyjazd chwilę po 08.00 rano do Mikołowa po Martynę a następnie lecimy już w stronę Węgierskiej Górki. Na szlak wchodzimy o 10.10. Najpierw zielonym, który jako tako był do przejścia a następnie czarnym, który dosłownie wyglądał jak potok. Woda spływała całą szerokością szlaku.  Po niecałych dwóch godzinach osiągamy szczyt i zaczynamy schodzić czerwonym szlakiem, który wygląda zupełnie tak samo jak czarny(wszędzie woda). Przy schodzeniu spotykamy jedynych tego dnia turystów wchodzących na szczyt i w tym momencie zaczyna padać śnieg, który na szczęście szybko ustępuje. Droga do samochodu to kolejne dwie godziny. Całość to 26.32km w czasie 4h19min gdzie całkowicie pod górę było 1363m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/20112015BaraniaGora?authkey=Gv1sRgCLaaiLLL2_fa0AE#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Iwaniacka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|15 11 2015}}&lt;br /&gt;
Jako, że nie mieliśmy nic lepszego do roboty (w przeciwieństwie do kolegów, którzy opuścili nas poprzedniego dnia po powrocie z jaskini) zostaliśmy na niedzielę w Tatrach. Zrobiliśmy sobie krótki spacer. Przeszliśmy Drogą pod Reglami z Kir do Doliny Chochołowskiej (ble...błoto), stamtąd na Iwaniacką Przełęcz (śnieeeeg!), dalej do Doliny Kościeliskiej. Tam spełniłam swoje małe marzenie i zobaczyłam w końcu Smreczyński Staw. Wróciliśmy na Halę Ornak (taaaak.... do schroniska) i po krótkiej przerwie (zupa o smaku ciepłym) Doliną Kościeliską wróciliśmy do Kir.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA)|14 11 2015}}&lt;br /&gt;
Ponieważ chcieliśmy wykorzystać okno pogodowe w postaci całego dnia słońca, wybraliśmy cel z długim i przyjemnym dojściem tj. wspinaczką w Dolinie Miętusiej. Jak się szybko okazało, planowanie schrzaniliśmy, bo ta dolina o tej porze roku jest głównie w cieniu. Jako asekurujący zmarzłem więc okrutnie. Zgodnie z planem, w jaskini zjechaliśmy tylko pierwszą studnię, docierając do zacisku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kursowy trawers Czarnej|Rysiek Widuch, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek|14 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: jaskinie gór Bihor|Tadeusz Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Maciej Dziurka (SDG), Piotr (os. tow.) |10 - 15 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo owocny wyjazd do jaskiń Rumunii. W jego trakcie zjechaliśmy do Awenu Batfia. Zwłaszcza oglądając go z dołu robi wrażenie. Padła również Twierdza Ponoru (Cetatile Ponorului). Dotarliśmy wreszcie do końca jaskini głównie dzięki niskiemu stanowi wody choć pływania było bardzo dużo. Przy pokonywaniu niektórych wodnych progów warto zostawić linę gdyż powrót pod prąd może okazać się trudny lub nawet nie możliwy. To potężna i przepiękna jaskinia. Następnie przemieściliśmy się w okolice Rosii gdzie zwiedziliśmy nie wielką lecz bardzo urokliwą jaskinię Gurui. Jedynym niewypałem okazała się jaskinia Toplica (to druga, zasyfonalna część rozległej jaskini Ciur Ponor). Za imponującym otworem korytarz nagle obniża się a przepływająca woda tworzy dość ciasny syfon. Ostatnią jaskinią była B. Avenul. Przepiękna szata naciekowa w tej dziurze to fajny deser na zakończenie wyjazdu. Po za tym przez wszystkie dni rewelacyjna pogoda z upałami do 19 stopni. Noce chłodne lecz zawsze w pobliżu buzującego ogniska. Do tego fajna kompania co  w komplecie stanowić będzie dobre wspomnienie kolejnej rumuńskiej przygody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura -wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby towarzyszące |08 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie zakończyłem sezon wspinania skałkowego, już tradycyjnie ostatni wyjazd odbył się na początku listopada. Podobnie jak w ostatnich latach starałem się w każdy weekend gdzieś się wybrać, dominowała Jura północna, lecz nie zapomniałem o odwiedzeniu Sokolików. Niestety ilość nie do końca przełożyła się na jakość… Z ciekawszych dróg jakie udało się zrobić: Obecność mitu VI.3+/4 –  bulder ze słabymi stopniami;  Anakonda VI.3- takich promocji to nawet w Tesco nie ma; Zapotrzebowanie na pozory VI.4+ - całkiem sympatyczne wspinanie;   San Quentin VI.4 – niby proste, ale nie do końca; Bezpawle VI.3+ - kruche, przewieszone, fajne; Porozumienia Gdańskie VI.3- bulder, proste; Hula Gula 2+/3 – szybka piłka, Lewy kant Kuli VI.3 - droga jednego miejsca, Taniec ze Słoniem VI.3 – Doleżychówka fajniejsza; Filar Zjazdowej VI.3+ – klasyk, fajne wspinanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Warsztaty pierwszej pomocy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, prowadzący i uczestnicy z różnych klubów|07 - 08 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie w tym roku szkolenie organizowane przez PZA. W sobotę większość zajęć odbywała się na bazie. Rozpoczęliśmy od wykładów dotyczących roli świadka w łańcuchu przeżycia, podstaw prawnych udzielania pierwszej pomocy, mechanizmów urazu oraz oceny i badania poszkodowanego po urazie. Następnie odbywały się zajęcia w grupach. U różnych prowadzących ćwiczyliśmy usztywnianie kończyn, opatrywanie ran oraz badanie poszkodowanego po urazie. Po przerwie obiadowej odbył się wykład o hipotermii, a następnie kolejne zajęcia w grupach. Budowa namiotu cieplnego, ewakuacja poszkodowanego, zajęcia na fantomie - reanimacja i użycie aparatu do automatycznej defibrylacji (BLS-AED) oraz postępowanie w przypadku nagłych stanów internistycznych. Po kolacji podzieliliśmy się na dwie grupy. Pierwsza wyszła razem z instruktorami, druga miała dojść w wyznaczone miejsce po 15 min, tam zastaliśmy zaimprowizowany wypadek z 7 poszkodowanymi w różnym stanie. Po opatrzeniu wszystkich rannych, grupy zamieniły się rolami i ratownicy zasymulowali kolejny wypadek w górach, a wcześniejsi poszkodowani byli ratownikami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia wyszliśmy na akcje jaskiniowe. Działaliśmy w Jaskini Zimnej na odcinku od wejścia do ponoru. Instruktorzy zasymulowali w sumie 3 wypadki, uczestnicy byli podzieleni na trzy grupy, każda zajmowała się jednym poszkodowanym, działaliśmy niezależnie od siebie. Obowiązywał pełny realizm. Akcja rozpoczynała się w momencie znalezienia poszkodowanego - zbieraliśmy wywiad, opatrywaliśmy go, przenosiliśmy do bezpiecznego miejsce i zapewnialiśmy komfort cieplny. Każdorazowo dwie osoby z zespołu cofały się do wejścia w celu wezwania pomocy u podstawionych dyspozytorów służb ratowniczych. Po każdej z symulacji odbywało się krótkie omówienie, za każdym razem dowiadywaliśmy się nie tylko o błędach jakie popełnialiśmy, ale też o ocenie akcji (komfortu) z punktu widzenia poszkodowanego. Uwagi te były niezwykle cenne bo pokazały o jak wielu rzeczach trzeba pamiętać i myśleć podczas udzielania pomocy poszkodowanemu, szczególnie że wiele z nich ma wpływ nie tylko na zdrowie, ale też na życie osoby rannej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pogody wybraliśmy się z Łukaszem na wspinaczkę na Straszykową Górę. Było słonecznie i zimno, ale nie na tyle, żeby palce zamarzały na skale. Pokonaliśmy kilka dróg, o wycenach od IV do V+. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w skałkach mirowskich|Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinamy kilka dróg &amp;quot;czwórkowo-piątkowych&amp;quot; na Klawiaturze i Skałkach z Grotą (m. in. ''Filar Klawiatury'' - IV, ''Zacięcie Groty'' - V+). Przepiękna pogoda i cudowne kolory. Oprócz nas w skałach zaledwie kilku wspinaczy. Do domu wracamy okrężną drogą przez Częstochowę gdzie odwiedzamy fajną knajpę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Przełom Białki - wspinanie|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Rank, Olga|31 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się na Przełom Białki na wspinanie, znajdują się tam dwie skały rozcięte przez rzekę – Kramnica i Obłazowa Skała. Olga z Darkiem byli ostatnio na tej pierwszej, dlatego dziś zaczęliśmy od Obłazowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że okolica bardziej urokliwa od Jury, skały też wyglądają fajniej. Nie tylko wyglądają, ale też są ,,fajniejsze”, od razu pominęliśmy Grotę Obłazowej z drogami 8+ i więcej - ,,na inny raz” i Filar Obłazowej - bo nikt nie miał ochoty asekurować w wodzie po kolana. Bawiliśmy się na Obłazowej, ale, że wszystkie drogi zaczynają się tu z przewieszenia to nasza cierpliwość to tej ściany szybko się skończyła i postanowiliśmy się przenieść na Kramnicę. Po drodze jeszcze zerknęliśmy  do ,,jaskini” Obłazowej – małe schronisko skalne, normalnie nie warte wzmianki, ale ze względu na najstarszy na świecie bumerang, paliczek lewej dłoni, lwa i nosorożca wspominam (a kogo zaciekawiłam odsyłam do internetów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Kramnicy było więcej ludzi, ale ściana większa (i wyższa) niż poprzednia więc się jakoś wpasowaliśmy. Drogi Kramnicy zaczynają się od VI-. Pod koniec dnia nikt nie mógł powiedzieć, że nie zaliczył jakiejś drogi. Choć muszę się przyznać, że chyba jedyną motywacja do wciągnięcia się na to VI- była perspektywa widoku na Tatry i 30 metrowego zjazdu :]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/31102015ObAzowaKramnica?authkey=Gv1sRgCLLV6-nQj-bP6wE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dziura w Dąbrowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, Teresa Szołtysik|25 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spenetrowaliśmy odkrytą kilka lat temu jaskinię - Dziura w Dąbrowie. Mimo, że bez sprzętowa wymaga trochę doświadczenia. Osiągamy najniższy punkt i zaglądamy do poszczególnych odgałęzień. Generalnie krucho. Potem udajemy się jeszcze na wzgórze Cisownik w okolicach Żelazka gdzie również penetrujemy teren odnajdując jedną z znajdujących się tam jaskiń (Żelazkowa Szczelina) do której zresztą wchodzimy. Na Jurze cudowna, kolorowa jesień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDziura-w-Dabrowie i tu: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/25102015JaskinieJuraDziuraWDabrowie?authkey=Gv1sRgCPnfpM_r09CD6QE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - centralne manewry ratownictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Bula&amp;lt;/u&amp;gt;|23 - 25 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek dowiaduję się iż jednak zostaję zaproszony na manewry (znajdowałem się na liście rezerwowych). Dlatego też ruszam w piątek po pracy i omija mnie unifikacja w Dziurze. Dołączam do innych w trakcie spożywania obiadu. Tego samego dnia zostajemy podzieleni na 4 pięcioosobowe zespoły, zostaje nam przedstawiony plan akcji w Zimnej, organizujemy potrzebny sprzęt i biwakujemy. Plan przewiduje rozpoczęcie transportu &amp;quot;ratowanego&amp;quot; od beczki, poprzez wielki komin, chatkę do górnego otworu. Mnie przypada najtrudniejszy odcinek, od prożku pomiędzy chatką, a widłami do górnego otworu. Tak zdecydowało kierownictwo, gdyż mam pewne doświadczenie jeśli chodzi o ten odcinek. Niestety duże braki w sprzęcie powodują, że nosze dochodzą, a my nie mamy zaplanowanych stanowisk wykonanych. Po jakimś czasie sprzęt dochodzi i jakoś powoli wynosimy na powierzchnię &amp;quot;ratowanego&amp;quot;. Po wyjściu nasi koledzy, członkowie Grupy Ratownictwa Jaskiniowego dowiadują się o wypadku w jaskini Niedźwiedziej i byłoby dobrze, gdyby się pojawili. Zatem szybko wracamy do bazy, myjemy sprzęt potrzebny do akcji, pomagamy się chłopakom spakować i żegnamy. Niektórzy rozjeżdżają się do domów już w nocy, niektórzy zostają do rana poznając się lepiej... ja zostałem. Kolejne manewry za mną, czekam na następne... no i na moją ukochaną Zimną:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - górska przebieżka|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|24 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, że piękny sobotni poranek wita mnie w Szczyrku, pomimo nieprzespanej nocy (wesele przyjaciół) pozwalam sobie na świetną zresztą (cudna jesień!!!) górską przebieżką. Robię pętle od parkingu w centrum Buczkowic-czerwonym szlakiem na Skrzyczne i dalej zielonym na Malinowską Skałę, by podążać znów czerwonym przez Przełęcz Salmopolską aż do Karkoszczonki.&lt;br /&gt;
Dalej już niestety asfaltem, ale na szczęście nową ścieżką spacerową wzdłuż rzeki, aż do miejsca startu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRESTOVÁ VERTICAL 2015|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|17-19 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wzięłam udział w biegu górskim Oravaman Brestowa Vertical - 7.7 km, 1200 m przewyższenia. Start z Penzion Pribisko na szczyt Brestowej (1902 npm.). Startuję pod szyldem RKG Nocek i kończę bieg na 5 miejscu w klasyfikacji generalnej kobiet (tu wyniki: http://oravaman.sk/wp-content/uploads/2015/10/Brestova-Vertical-2015.pdf). W niedzielę z kilkuosobową ekipą głównie organizatorów i osób odpowiedzialnych za zawody Oravaman przebiegam 23 km na trasie Zverowka-Rakoń- Wołowiec-Rakoń-Grześ-sedlo pod Osobitą- Penzion Pribisko. Częściowo biegniemy po triatlonowej trasie w//w zawodów. W poniedziałek już tylko spacerem przemierzam trasę- Predny Sindlovec- Brestova-Salatyn-Banikovske sedlo-Predny Sindlovec. Cały weekend wyjątkowo udany. Samym bieganiem po górach bawiłam się przednio :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - marszobieg|Łukasz Piskorek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, w Brennej spotkaliśmy Olę i Wojtka Rymrczyków|17 10 2015}}&lt;br /&gt;
Trasa wiodła dookoła doliny Brennicy. Z Brennej na Kotarz (985), potem Beskid Węgierski, przeł. Karkoszczonka, Klimczok (1117), Trzy Kopce, Błatnia, Brenna (24 km). Ja całą pętlę pokonuję biegnąc lub szybko idąc a Esa z Łukaszem poruszali się szybkim marszem. Spotykamy się w Brennej centrum. Ola w Wojtkiem wyruszali w przeciwną stronę na imprezę w Chacie Wuja Toma. Pogoda była bardzo zmienna. Tu kilka zdjęć:  https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/17102015Klimczok?authkey=Gv1sRgCLfSof_mwLjucw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - manewry autoratownictwa|Tomasz Jaworski jako instruktor, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; jako uczestnik|10 - 11 10 2015}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia zajęcia były prowadzone w jaskiniach położonych ,,wysoko”. Rano zostaliśmy podzieleni na grupy i przypisani do instruktorów. W tych zespołach mieliśmy działać przez dwa dni. Tomek prowadził zajęcia dla swojej grupy w jaskini Czarnej, ja natomiast zostałam oddelegowana do jaskini Wielkiej Litworowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda już jesienna, było zimno i pochmurnie, na szczęście nie padało. W jaskini jako pierwsza poszkodowana zjechałam na dno Studni Flacha, skąd byłam wyciągana najpierw przez jednego ratownika do góry studni, a następnie przez całą resztę grupy przez trawers do sali na dnie I Pięćdziesiątki. Tam czekał na mnie punk cieplny (namiot z foli NRC), chwila przerwy na ogrzanie się i zmiana poszkodowanego. Ja do wyciągnięcia poszkodowanego przyczyniłam się najpierw powyżej Pięćdziesiątki, opuszczając go z prożka zaraz za tą studnią i dalej na mniejszych studniach, raz będąc balansem, a raz wyciągając go samodzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia wybraliśmy się do bliżej położonych jaskiń. Tomek poprowadził swoją grupę do Miętusiej Wyżniej. Ja ćwiczyłam w Kasprowej Wyżniej. Nasza czteroosobowa grupa podzieliła się na dwie dwójki i mając do dyspozycji dwa odcinki linowe ćwiczyliśmy na zmianę wciąganie i zjazdy z poszkodowanym. Na koniec pierwsza dwójka miała jeszcze okazję przećwiczyć zjazd z poszkodowanym na długim zjeździe na powierzchni. Po zakończeniu ćwiczeń szybki powrót na bazę i podsumowanie manewrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA - Bihor|Efrosina Aleksandrova Hristova, Tomasz Pawłowski (STJ KW Kraków), Kaja Kałużyńska (SŁ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 11 10 2015}}&lt;br /&gt;
Tomi poprosił mnie o indywidualne szkolenie z kartowania, czy raczej obróbki danych pomiarowych. Zaproponowałem, żeby zrobić je w plenerze - no i tak oto zaczęło się planowanie tego wyjazdu. Poza ćwiczeniami okołokartograficznymi, Tomi miał pomóc kolegom w eksploracji, Efi miała zobaczyć rumuńskie jaskinie, a Kaja pouczyć się szkicowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek odwiedziliśmy Cetățile Ponorului. Tomi, Efi i jeden z Rumunów poszli wspinać komin niedaleko III otworu, podczas gdy Kaja i ja mierzyliśmy i szkicowaliśmy szkoleniowo, podążając ich śladami. Pewnym kuriozum tego wyjścia był pies jaskiniowy Piatrăşca (&amp;quot;Kamyczek&amp;quot;) z polany Glăvoi. Pies ten zamiast patyków woli aportować kamienie, ale to jeszcze nic! Otóż Petraszka odprowadził nas do Cetățile, poszedł z nami do jaskini i przeszedł kawałek rzeką, to skacząc z kamienia na kamień, to mocząc trochę łapy - właściwie to zupełnie tak, jak my. Zatrzymał go dopiero błotny próg, na który nie był w stanie się wdrapać. Usadowił się więc pod nim i zaczął ujadać. Konsternacja. Tego jeszcze nie przerabiałem w jaskini. Co tu zrobić? Pomóc wejść? Pogonić w ciemność? Próba odprowadzenia zwierzaka do otworu nie dała rezultatu. Pies wyraźnie nie był zainteresowany zakończeniem swojej jaskiniowej przygody tak szybko. W końcu zostawiliśmy mu włączoną czołówkę, żeby mu nie było smutno i żeby miał szanse przejść najgorszy chyba dla niego fragment rzeki, jeśli jednak zdecydowałby się wrócić do otworu. Oczywiście wszystko skończyło się dobrze i kiedy wyszliśmy na powierzchnię, spotkaliśmy Petraszkę radośnie bawiącego się kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę odpoczywaliśmy od wszelakich nauk i daliśmy się Tomiemu oprowadzić po rumuńskich jaskiniach. Tak dokładniej, spędziliśmy ok. 8.5 godziny w Peșterze Zăpodie, docierając najpierw do czarnego kanionu, a następnie pod syfon łączący Zăpodie z jaskinią Neagră. Zăpodie jest dosyć zróżnicowana i niesamowicie ładna, nawet jak na rumuńskie standardy. Większość drogi do syfonu przebywa się wzdłuż aktywnego ciągu wodnego, bogato udekorowanego naciekami. Wody było podobno stosunkowo niewiele; tylko w jednym miejscu musieliśmy przejść kilka metrów jeziorem sięgającym po kolana. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomiędzy tymi dwoma wyjściami, jak również przed i po, przetwarzaliśmy dane, gotowaliśmy i spaliśmy. Mimo niesprzyjającej pogody, każde z &amp;quot;założeń&amp;quot; choć w części udało się zrealizować. Podsumowując: deszczowy, ale nawet w miarę udany wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy Smoleń - Udorz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|11 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spod zamku Smoleń udajemy się rowerami do zapomnianych ruin zamku Udorz. Przez jurajskie pola i lasy, pofałdowanym dość mocno terenem osiągamy cel. Ruiny usytuowane są na wapiennym wzgórzu porośniętym bukowym lasem. Teren odosobniony i gdyby nie stara tablica informacyjna trudno było by tu trafić. Z zamku pozostały tylko resztki murów obronnych. Stąd wracamy przez Strzegową i dolinę Wodącej do Smolenia. Dzień słoneczny lecz dość zimny (5 st. C). Tu kilka zdjęć: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FUdorz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów, Góra Adeptów, Straszykowa Góra – kurs wspinaczkowy |&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|08 - 10 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I dzień &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, zimny czwartkowy poranek - spotkanie na Podzamczu z „Emkiem”. Rozpoczynamy szkolenie teoretyczne. Szukając ciepła przesuwamy się wokół góry zgodnie z kierunkiem przesuwania się promieni słonecznych. Koniec żartów, koniec teorii, instruktor  rozdziela sprzęt i rozpoczęła się rozgrzewka na skałkach. Zaczynamy oczywiście z grubej rury od  najmniejszych drogi Pierdolony rurociąg IV.1.  Tyrolka IV.1. , Lewe dziurki IV.1. , Dziurki Kukuczki IV.1. Z biegiem czasu przesuwamy się coraz dalej, są postępy , trasy zaczynają się robić coraz trudniejsze i dłuższe, a tym samym  fajniejsze. Krew zaczyna powoli buzować, rozkręcamy się z Łukaszem i znajdujemy przyjemność ze wspinania. Na razie wspinamy się na Podzamczu – góra Birów, ostatnia droga  Jumanji IV+, a następnie zmiana miejsca. Jedziemy na górę Adept. Tu robimy dwie drogi, chyba Piątka V. W pierwszym dniu udało się nam przejść po 7 tras wspinaczkowych od IV kończąc na V.  Z pełnym optymizmem jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
II dzień &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, zimniejszy piątkowy poranek  - spotkanie na Straszykowej Górze. Znów szukamy słonecznych skał ,tym razem pada na  Weselną. Rozpoczynamy rozgrzewką Prawym okruszkiem V. Potem Okropne klamry IV+ , Straszny filar V+ . Po drodze jeszcze kilka dróg, których nazw nie zapamiętałem. Razem z Łukaszem nawzajem sobie dopingowaliśmy, bo były wzloty i upadki. Na koniec Cicha rysa V na której się prawie udało, ale byliśmy już zbyt zmęczeni i wyziębnięci, więc postanowiliśmy dać jej trochę czasu. W tym dniu udało się nam przejść po 7 tras wspinaczkowych od IV +kończąc na V+.  Z naderwanymi opuszkami palców jedziemy do domu. Oczywiście z pełnym optymizmem, przecież dopiero jutro zacznie się zabawa, jak będziemy montować własne punkty asekuracyjne : )&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
III dzień&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, jeszcze zimniejszy sobotni poranek - spotkanie na Podzamczu. Rozpoczynamy szkolenie teoretyczne w temacie zakładania  własnych  punktów. Szukamy szczelin, otworów i innych dziur, gdzie można założyć różne dziwne ustrojstwa. Skaczemy w miejscu, żeby się rozgrzać. I zaczęło się: robimy pierwsze własne drogi i nawet całkiem sprawnie nam to idzie. Spotykając się u góry Łukasz stwierdził, że może dzisiaj wyjątkowo zakręcać karabinki ja nie mogę być dłużny też postanowiłem zakręcać  : ). Czas szybko mijał, a nam w sumie udało się przejść po 3 trasy wspinaczkowe  z własnymi  punktami. Wyziębnięci, ale oczywiście z pełnym optymizmem jedziemy do domu. I zapomniałbym wspomnieć o tym, że rzucaliśmy HENIA z góry i próbowaliśmy go wyłapywać na asekuracji. Heniowi po piątym razie zaczęły wypadać wnętrzności ,ale przeżył i wrócił o własnych siłach na parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
IV dzień&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielny słoneczny poranek , teraz to już nieziemsko zimno ,wieje nieprzyjemny wiatr, spotkanie na Podzamczu. Szybkie rozgrzanie na Prawym filarze V-  połączone z trawersowaniem półki. Następnie  Komandos i jeszcze jedna droga od strony grodu (coś z ogrodami, ale nazwy dokładnie nie pamiętam). Ostatnią drogą, którą mieliśmy przyjemność przejść był Komin kursantów. Jeszcze kilka ćwiczeń w zakresie ratownictwa i koniec szkolenia. Całe szkolenie odbyło się z hasłem „Z uśmiechem na twarzy i pogardą dla śmierci w oczach”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKurs-wspinaczkowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia w Straszykowej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|10 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji pobytu w pobliżu Ryczowa postanowiliśmy zwiedzić Jaskinię w Straszykowej Górze, której długość wynosi ok. 150m natomiast głębokość ok 21m. Dojście do jaskini bezproblemowe, bardzo ciekawa szata naciekowa oraz sam układ głównego korytarza. W jaskini napotkaliśmy jednego nietoperza. Zdjęcia tu: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/JaskiniaWStraszykowejGorze?authkey=Gv1sRgCLe_2t2EvPj6RA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Tatry - Buczynowe Turnie - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur (os. towarzysząca - KW Katowice)|02 - 04 10 2015}}&lt;br /&gt;
Wykorzystując chyba ostatnie tego roku dobre letnie warunki w Tatrach wybieramy się na długo planowaną przeze mnie drogę na Buczynowych Turniach - drogę lewym skrajem środkowego żebra południowej ściany Wielkiej Buczynowej Turni (W.C. 181).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Buczynowe Turnie? to tam są jakieś drogi wspinaczkowe? - tak, wiem, że wielu pewnie teraz zadaje sobie to pytanie. Owszem, są i o taką drogę właśnie chodziło. Mało popularną, w spokojnej, rzadko odwiedzanej okolicy (siedzieć całkiem samemu w Dolince Buczynowej, podczas gdy dookoła z każdej strony przechodzą tłumy turystów - bezcenne). Chcieliśmy zdobyć doświadczenie na mało popularnej, w miarę łatwej drodze z dobrą możliwością wycofu. Buczynowa Turnia okazała się być idealna. Droga max IV, poprzecinana w połowie ściany siecią trawiastych zachodów dających możliwość wycofu do jedynkowego żlebu sprowadzającego do podstawy ściany.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W ścianę wchodzimy dość późno, ale ze względu na późną jesień w górach pozwoliło nam to uniknąć porannych przymrozków i wspinać się w słońcu pięknie ogrzewającym południową ścianę. Na początku zgodnie z W.C. szeroką rynną pod płytową przewieszkę. Tutaj pierwsze miejsce, które zatrzymało nas na nieco dłużej. Wyjście z przewieszki asekurowalne z zawilgoconych pęknięć na duże frendy. Zakładam jednego, potem metr wyżej dokładam drugiego. Próbuję. Wyglądają na pancerne. Nieco wyżej dałoby się wrzucić w szczelinę w okapie jeszcze jednego frienda, ale ten pewnie już nie utrzymałby lotu. Wyjście z przewieszki w porównaniu do innych tatrzańskich czwórek jakie robiłem mogłoby być spokojnie wycenione przynajmniej na V.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
A może to tylko odczucie psychiczne. Niepewność co będzie dalej. Idziemy bez schematu drogi, bo taki nie istnieje. Posługujemy się jedynie opisem słownym W.C oraz znajomością topografi góry zdobytą podczas wcześniejszych tygodni przeglądania zdjęć ściany ujętej z różnych perspektyw. Czujemy się trochę jak pionierzy i myślę, że wiele się nie pomylę, jeżeli napiszę, że nasze przejście było pierwszym przejściem tej drogi (a nawet ściany) od kilku, kilkunastu a może i kilkudziesięciu lat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Spoglądam jeszcze raz na przewieszkę i po raz kolejny podchodzę pod jej próg. Stąd jeszcze możemy się wycofać. Zjechać do podstawy ściany. Nie wiem co czeka mnie nad przewieszką ale wiem, że stamtąd możliwości wycofu będą mocno ograniczone. Podchodzę wyżej, badam ścianę, moment zawahania, odpuszczam. Prowadzenie przejmuje Artur. Również kilka razy przystawia się do przewieszki i również rezygnuje. Ale udaje mu się pokonać ścianę innym wariantem, po stromych płytach z lewej strony przewieszki. Na prowizorycznej asekuracji wychodzi ponad przewieszkę i odcina sobie drogę łatwego wycofu. Teraz najbardziej emocjonujący fragment drogi - kilka, kilkanaście metrów połogich płyt, jednak wszystko co wydaje się dobrym chwytem lub miejscem na osadzenie asekuracji zostaje w rękach. Na prawdę wielki szacun dla Artura za poprowadzenie tego co prawda krótkiego, jednak jakże emocjonującego wyciągu.&lt;br /&gt;
Artur ściąga mnie do stanowiska gdzie dając mu odpocząć psychicznie przejmuję od niego prowadzenie na wszystkich pozostałych wyciągach drogi. Na szczęście teraz ściana oferuje już wspinanie w litej skale i mogę przyśpieszyć nadganiając nieco stracony czas.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Drogę ze względu na zapadający zmrok kończymy na siodełku w połowie ściany, skąd zjeżdżamy do piarżystego, jedynkowego żlebu, którym już w zupełnych ciemnościach schodzimy (w kilku bardziej stromych miejscach zakładając krótkie zjazdy) do podstawy ściany.&lt;br /&gt;
W samej Dolince Buczynowej gubimy się jeszcze w kosówkach, próbując znaleźć przecinkę wyprowadzającą z Dolinki na żółty szlak do Piątki i chodzimy to w tą to w drugą stronę wzdłuż ściany kosodrzewiny. Kto by pomyślał, że te małe drzewka mogą sprawić taką niespodziankę. Na szczęście jest piękna, gwieździsta noc. Na chwilę nawet gasimy czołówki by popatrzeć na miliony gwiazd. Jesteśmy przecież w Dolinie całkiem odciętej od innych źródeł światła - no może poza małym światełkiem schroniska daleko w Dolinie.&lt;br /&gt;
Do schroniska docieramy koło północy i znajdujemy kawałek podłogi (a właściwie schodów) gdzie przeczekujemy do rana.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Refleksje z naszego przejścia? Na pewno jestem zadowolony, że udało się znaleźć partnera i spróbować tej drogi. Z Arturem wspinałem się pierwszy raz, ale myślę, że fajnie się uzupełnialiśmy. Na pewno sporo rzeczy mogło być zrobionych lepiej, a przede wszystkim szybciej, ale chodziło przecież o zdobycie doświadczenia na tego typu drogach - drogach typowo górskich, bez znajomości pełnego przebiegu drogi, w kruszyźnie itd. Cel został osiągnięty a zdobytego doświadczenia nikt nam nie odbierze. Droga typowo górska, bardzo pouczająca i ciekawa (poza jednym, mega kruchym wyciągiem nad przewieszką).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Śnieżna - kurs|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek, Ola Rymarczyk, i (prawie) Ksawery Patryn|03 - 04 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotni wieczór rozpoczynamy od wykładu o jaskiniach na całym świecie. Mateusz wprowadza nas w multimedialną podróż po wszystkich kontynentach świata , jednocześnie bardzo ciekawie opowiadając o swoich doświadczeniach jaskiniowych zdobytych podczas wypraw. Ciągle kręcąc się wokół osi ziemi, dzięki ogromnemu globusowi skaczemy z jednego kontynentu na drugi. Czas szybko biegnie w miłym towarzystwie, ale rano trzeba wcześnie wstawać. Jest niedziela, nadszedł ten dzień i powtórka z rozrywki - może tym razem się uda. Wyruszamy wcześnie rano, około 6,30, naładowani dobrą energią i zaskoczeni ciepłym porankiem. No to w drogę (bez nakręcanych niebieskich butów). Ciepły poranek był zmyłką, w drodze do jaskini zaczęło mocno wiać (prawie halny) i już tak miło nie było. W trakcie podejścia u Ksawerego nastąpił nawrót choroby i żeby nas nie stopować, postanowił zawrócić do bazy. Pożegnaliśmy go przy źródełku, rozdzielając jego sprzęt między sobą. Z łezką w oczach pomachaliśmy mu na pożegnanie i ruszyliśmy w dalszą drogę. Silny, zimny  wiatr nic nam nie odpuszczał, chmury mknęły jak wyścigówki na autostradzie. Dotarliśmy  przed otwór Wielkiej Śnieżnej nawet dość szybko  w około 2,45 h. Chowając się za kamiennym murem, rozpoczęliśmy przebieranie się w stroje wizytowe, w końcu to Wielka Śnieżna. Poręczowanie pierwszego odcinka przypadło Łukaszowi (poszło szybko i sprawnie). Mnie przypadła wielka studnia, niby już to robiłem, ale ogrom dziury znów zrobił duże wrażenie – lecz tym razem było łatwiej. Mateusz przy zjedzie znów rozpoczął swój recital (maja haaa itd…). Następny odcinek rozpoczął Emil, a my w tym czasie nabieraliśmy siły konsumując gorącego Plusza przygotowanego przez Mateusza. Kolejny odcinek Piter, a końcówka znów należała do Łukasz. I tak przechodząc przez pierwszy płytowiec, drugi płytowiec , małe trawersy (tu odezwał się wewnętrzny poetycki głos Emila), wodociągi miejskie dotarliśmy do miejsca docelowego, czyli suchego biwaku. Mała chwila odpoczynku i znów podawano główne danie Mateusza, czyli gorącego plusza. Chwila refleksji i rozdzielenie zadań i powrót. Przy wielkiej studni mały korek , jak przed bramkami przy wjeździe na autostradzie A4. Siedząc na dnie utworzyła się Loża Vipów, która dopingowała wychodzących. Każdemu było wesoło dopóki nie musiał zawisnąć na cienkiej bujającej linie (nie dotyczy to Mateusza rzecz jasna, on jak wystartował ,to tylko przepinka go lekko spowolniła). Jak był wjazd na autostradę, to i musi być wyjazd z niej - tym razem przypadł przy wyjściu Lodospadem. Ola będąc już na górze krzyczała” jest jeszcze jasno” (tylko ona to widziała), a niżej zabawa zaczęła się od nowa. Emil znów się rozkręcał poetycko i nie tylko on. Ostatni wychodził Łukasz, ale jego zastała już totalna ciemność. Szybkie przebieranie się, pakowanie, założenie latarek na czoło i w drogę powrotną, na szczęście przestało wiać. Powrót szybki i bezpieczny. Wszyscy zadowoleni, choć mocno zmęczeni. Było super fajnie w doborowym towarzystwie. Z góralskim pozdrowieniem hej! czekamy na jeszcze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSniezna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Polskie i Słowackie - jesienne spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|03-04 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę w tłumie turystów przemierzam trasę: Dolina Suchej Wody- Murowaniec- Przełęcz Krzyżne- Schronisko w Piątce-Szpiglasowa Przełęcz-Morskie Oko-Polana Białczańska. W niedzielę odpoczywam po Słowackiej stronie na trasie: Strednica-Kopske Sedlo-Biele Pleso-Chata pri Zelenom plese. Powrót tą sama drogą. W górach przepiękna jesień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - MTB w okolicach Sporysza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa: Żywiec Browar - Grojec (612) - Sporysz - Jastrzębica (758) - Wikarówka - Świnna - Żywiec. Ponieważ sypła się akcja jaskiniowa a pogoda była rewelacyjna to realizuję kolejną akcję rowerową tym razem na w/w trasie. Ostra rozgrzewka na Grojec wypruła ze mnie sporo sił (przez moment nawet trzeba było nieść rower na plecach), dużo technicznej jazdy. Potem zjazd i kolejny długi podjazd na Jastrzębicę (okolice Przełękowa). Kilka stromych podejść. Z Jastrzębicy przepiękny zjazd do Świnnej i powrót drogą do Żywca. Trasa dość trudna. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMTB-BeskidZywiecki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Mietusia Wyżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch, Łukasz Majewicz, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcję rozpoczęliśmy o poranku w Kirach. Idąc szlakiem dało się zauważyć wysoki stan w potokach. Zdarzało się, że woda płynęła radośnie samym szlakiem. Na końcowej części podejścia mieliśmy do pokonania na przełaj mokrą od deszczu kosówkę, co nie było najprzyjemniejszym doznaniem tego dnia. Do otworu dostaliśmy się krótką wspinaczką gdzie we względnie suchych warunkach dało się przebrać. Korytarze o rozwinięciu poziomym, czasem ciaśniejsze, w większości na tyle niskie, że nie dało się wyprostować. Naszym pierwotnym planem było zejście na dno -108m pokonując kolejno zalane syfony. Po dotarciu do pierwszego z nich życie zweryfikowało nasze założenia. Ze względu na intensywne opady z ostatnich dni, poziom wody w syfoniku był wyjątkowo wysoki. Do tego węże do przelewania, które podobno tam zawsze były, w jakiś nieznany sposób zniknęły. Wspólnie podjęto decyzję, że przelewanie wody worami niewiele pomoże i nie będziemy w stanie przejść przez kolejne syfony bez ryzyka potopienia się. Zostało nam zrobić pamiątkowe zdjęcie nad wodą i zawrócić. W drodze powrotnej zdecydowaliśmy zaliczyć suche dno. Zejście szybkie i sprawne, jedynie Lucas musiał  odpuścić ze względu na naglącą fizjologiczną potrzebę wydostania się na zewnątrz w tempie ekspresowy. Powrót do otworu poszedł sprawnie, gdzie część postanowiła się przebrać w ubrania, a druga część zdecydowała że przebierze się w coś bardziej galowego dopiero na polance poniżej. Droga do bazy przebiegła bez dodatkowych atrakcji. Po przepakowaniu pozostało jedynie zapakować się do samochodu i pomknąć w kierunku Śląska.  Akcja udana, tylko tych syfonów szkoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy w okolicach Niegowonic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa: Niegowonice - Grabowa - Kanki - Rokitno Szlacheckie - Niegowonice. Dość urozmaicona trasa wiodąca szlakami pieszymi i rowerowymi. W lasach kilka ciekawych obiektów skalnych. Na skałkach niegowonickich obitych jest kilkanaście dróg wspinaczkowych. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNiegowonice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerem w podkrakowskich dolinkach|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
Trasa z mojego ulubionego przewodnika po Jurze: Dolina Będkowska-Brzezinka-Rudawa-Nielepice-Kleszczów-Las Zabierzowski-Dolina Bolechowicka-Zelków-Biały Kościół-Bębło- Będkowice. Trasa po asfalcie, lesie, błocie i wodzie-czyli jak dla mnie idealnie poprowadzona :). Oczywiście sobie tylko znanym sposobem mimo mapy i dość dokładnego opisu kilka razy robię mały, własny wariant proponowanej przez przewodnik trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz tatrzański KTJ|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; oraz uczestnicy i instruktorzy z różnych klubów|17-20 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działania rozpoczęliśmy w czwartek rano od omówienia planowanych akcji jakie miały się odbyć podczas obozu. Pierwszego dnia znalazłam się w jednej z dwóch grup idących do jaskini Ptasiej. Wyszliśmy jako pierwsi aby wywspinać i zaporęczować Próg Mułowy, którym miały się poruszać wszystkie grupy w trakcie obozu. Droga do jaskini przez Wantule i Wielką Świstówkę była bardzo przyjemna dzięki słonecznej pogodzie. W samej jaskini mieliśmy zrobić porządki. Początkowo bardzo sprawnie zjechaliśmy wszyscy do jaskini i rozdzieliliśmy się za Mokrą Czterdziestką. Pierwsza grupa udała się do Sali Dantego, druga (moja) na dno Studni z Mostkiem Piratów, po drodze okazało się ,że mamy małe zamieszanie z linami i ze szkicem technicznym. Po trzykrotnym rozpoczynaniu poręczowania, pominięciu dwóch batinoksów zjechałam  w deszczu i... zawisłam 5m nad dnem Studni z Mostkiem Piratów. Po uporaniu się z tym problemem i sprzątaniem szybko wyszliśmy z jaskini i wróciliśmy na bazę na Polanie Rogoźniczańskiej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek również był bardzo słonecznym dniem. Obóz działał w jaskiniach: Śnieżna, Ptasia i Wysoka. Ten dzień był przewidziany na prace ekiperskie. Byłam w jednej z dwóch grup idących do jaskini Wysokiej. Wszyscy zachwycali się Wąwozem Kraków, a później widokami z plato pod otworem. Zanim weszliśmy do jaskini zademonstrowano nam sposób wklejania batinoksów. W samej jaskini pierwsza grupa poszła poprawić oporęczowanie w rejonie tyrolki w Wielkiej studni, moja natomiast oddzieliła się w Sali Gotyckiej i poszła w kierunku Górnych Partii. Prace prowadziliśmy w kominie za trawersem w stropie Sali Trzech Kominów. Część z nas poszła jeszcze zwiedzić Salę Naciekową. Z powodu późnego wejścia  do jaskini nie spędziliśmy w niej za dużo czasu, jednak udało się wykonać większość zaplanowanych prac. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę nastąpiło załamanie pogody (mgła i mżawka na przemian z deszczem), grupy wybrały się na trawersy Czarnej (z dwóch stron), deporęczowanie progu Mułowego oraz do Bańdziocha. Ku mojej wielkiej radości trafiłam do tej ostatniej. Weszliśmy dolnym otworem i poszliśmy na III dno. Wspólnym wnioskiem było to, że jest to jaskinia w której nie można się nudzić. Największych wrażeń dostarczyły: Wyżymaczka, początkowy ciasny zjazd do studni Brody (a raczej pokonanie tej części do góry), Zamulony Syfon przed partiami Afrykańskimi, z którego osobiście miałam okazję wybierać wodę oraz same (ciasne) Partie Afrykańskie – zabłocona rura, którą w dół pokonuje się jak zjeżdżalnię . Na III dnie zebraliśmy niepotrzebne już rzeczy, obejrzeliśmy syfon i system służący do jego  opróżniania i ruszyliśmy w drogę powrotną. Była ona znacznie bardziej męcząca z powodu małej ilości odcinków linowych a dużej prożków do wywspinania. Na zewnątrz pogoda dalej nie sprzyjała, ale raczej nikt nie zwracał uwagi na deszcz. Na bazę wróciliśmy późno w nocy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę zajmowaliśmy się czyszczeniem i porządkowaniem sprzętu jaskiniowego oraz pomagaliśmy w porządkach i zamknięciu obozowiska na Polanie Rogoźniczańskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Trawertynowa |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik |19 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała jaskinia jest ciekawostką geologiczną (jedyna w Polsce) w skale trawertynowej w pobliżu miejscowości Laski. Stąd na rowerach zataczamy ciekawą pętlę (Laski - Błędów - Kuźniczka - Krzykawa - Laski) wiodącą częściowo wzdłuż Białej Przemszy. Tereny bagienne w dolinie, w lasach wiele fragmentów piaszczystych . Tu kilka zdjęć okolicy: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLaski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Trawersy|Przewodnicy: Joanna Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; koledzy z BEAC Barlangkutato Csoport: Eva Maria Toth, Zoltan Povazsay, Ors Sepsi, Pal Maak, Dalma Hericz, Ferenc Ujhelyi, Barbara Golya, Peter Juhasz, Agi Berentes, Anett Hegedus|11 - 13 09 2015}}&lt;br /&gt;
W dwóch grupach (jedna poręczująca od Śnieżnej, druga od Nad Kotlinami) dokonaliśmy trawersu otworów przez Suchy Biwak. W jaskini spędziliśmy ok. 14 - 16 godzin, niektórzy więcej, niektórzy mniej. W każdym razie, pod wpływem zmęczenia musieliśmy zmienić dalsze plany. W założeniu, w niedzielę miał być Wielki Kłamca, a stanęło na trawersie Czarnej - przy czym wybrała się tam tylko część ekipy: Eva, Povi, Ors, Pal, Anett, Asia i ja. Tym razem poszło nam bardzo sprawnie i zamknęliśmy się w sześciu godzinach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Wyspowy - rowerem na Mogielicę |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, na imprezie w tipi Jacek Joniec z swoja rodziną i przyjaciółmi |05 - 06 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pretekstem do tego wyjazdu był pobyt w Polsce a konkretnie w Starej Wsi k. Limanowej kolegi z Arizony (poznanego podczas mojej wyprawy na Great Divide) Jacka Jońca. Jacenty obchodził akurat urodziny więc oprócz celu górskiego łapiemy się na &amp;quot;indiańską&amp;quot; imprezę w prawdziwym tipi (siostra Jacka przemysłowo produkuje tipi, może nawet sprzedaje Indianom, jeżeli ktoś nie czytał literatury o Dzikim Zachodzie to tipi jest takim indiańskim namiotem). Gitara i śpiewy kończą się przed północą a ja z Esą śpię właśnie na derkach w owym tipi. W niedzielę auto zostawiamy w Zalesiu i ruszamy rowerami górskimi początkowo trasą wiodącą wokół Mogielicy  (najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego - 1171) a potem prosto na szczyt. Ostatnie podejście dość ostre i po kamieniach. Na wierzchołku jest wieża widokowa lecz mgła skryła wszystko wkoło. Niemal ciągle w deszczu zjeżdżamy innym szlakiem do Zalesia i stąd wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Mogielica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Alpy Salzburskie - wyprawa Göll'2015 |Mateusz Golicz (kierownik), Joanna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Michał Macioszczyk (WKTJ), Miłosz Dryjański (KKS), Jacek Szczygieł (KKS), Michał Machnik (KKS),  |14 08 - 04 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyła się kolejna wyprawa eksploracyjna do jaskiń masywu Hoher Göll. W trakcie jej trwania dokonano dalszych odkryć w jaskini Gammsteighölle. Do transportu ludzi i sprzętu na bazę w tzw. Zakrystii użyto śmigłowca co znacząco przyśpieszyło nasze działania. Dobra organizacja oraz założenie linii telefonicznej z biwaku w jaskini na bazę znacznie przyczyniło się do osiągniętego wyniku. Więcej szczegółów w dziale WYPRAWY: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Wyprawa_Jaskiniowa_Hoher_G%C3%B6ll , zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGoll  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Alpy Karnickie - kaniony na sucho |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Zbigniew Tabaczyński (Speleoklub Tatrzański) |27 - 30 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niespodziewanie wracając z wyprawy jaskiniowej na Göll (zejście z Zakrystii kosztuje sporo sił) jedziemy w Alpy Karnckie w pn. Włochach. Pierwszy biwak przy ognisku w dolinie pięknej rzeki gdzie spotykamy się z Tabaką i Marcinem. Ponieważ ja nie byłem przygotowany na akcje kanoningowe (miałem tylko wracać z Pauliną autem do domu) schodzę tylko do kanionów do miejsc gdzie mogę poruszać się tradycyjnie. Potem się wycofuję i zjeżdżam autem po Zbyszka i Paulnę. Przy okazji dokonuję rozpoznania terenu a jest on super ciekawy pod względem różnorodności i obfitości kanionów. W ogóle cały ten region jest przepiękny pod każdym względem. Drugi biwak znów nad piękną rzeką. W trakcie tych dni odwiedziliśmy kaniony Cosa, Gasparini i Quajpedi. Ostatnią noc spędzamy w aucie w drodze do domu. Natomiast wyprawa na Göllu trwała jeszcze tydzień a opis zrobiła Asia: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Wyprawa_Jaskiniowa_Hoher_G%C3%B6ll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Skalne Miasto|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski z dzieciakami|29 08 2015}}&lt;br /&gt;
Dystans ogromny ale było warto. Zwiedziliśmy Skalne Miasto startując z Teplic. Jeden dzień to za mało ale i tak pooglądaliśmy masę przepięknych rzeczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu filmik: https://vimeo.com/141228121&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk |23 08 2015}}&lt;br /&gt;
Turystyczne wejście na Kościelec od Czarnego Stawu Gąsienicowego z zejściem do Doliny Zielonej G. Dużą część trasy jesteśmy praktycznie sami na szlaku, mimo na oko dość sporej ilości turystów. Na szczycie spędzamy ponad godzinę - w końcu po to tam przyszłam... nic nie robić, tylko posiedzieć między kamolami... jak najdłużej.&lt;br /&gt;
Po południu wracamy na kwaterę do dzieci. Wojtek niestety odjeżdża jeszcze tego dnia wieczorem, ja natomiast zostaję z bąblami na parę dni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Kobylańskiej |Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Ania, Sławek(os. tow.) |23 08 2015}}&lt;br /&gt;
Udany wyjazd w doborowym towarzystwie - piękna pogoda, mało ludzi... Cały dzień wspinamy na &amp;quot;Kuli&amp;quot; - długie drogi jak na Jurę. Tym razem bez ciśnienia i bez rekordowych przejść:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Słowacki Raj, Tatry Wyskoie|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;,Tomek Jaworski+ dzieciaki |02-15 08 2015}}&lt;br /&gt;
Wyjazd rodzinny &amp;quot; pod namiot&amp;quot;. Zrobiliśmy parę tras w Słowackim Raju (startując z  Podlesoka i z Dedinek), odwiedziliśmy Jaskinię Lodową. Po paru dniach podjechaliśmy  w rejon Wysokich Tatr i tam spędziliśmy kilka dni na campie w Tatranskiej Strbie. Zrobiliśmy wycieczkę do schroniska przy Popradskim Plesie. Zaliczyliśmy długi przejazd Tatranska elektricką do Starego Smokowca, tam  wjechaliśmy także na Hrebieniok i doszliśmy do chaty Zamkhego. Wracając z Tatr zahaczyliśmy o Jaskinię Bielańską. Okazało się, że w Tatrach Wysokich da się porobić parę fajnych rzeczy z marudzącymi dzieciakami, w prawie 40 stopniowym upale. Ścieżki dydaktyczne ułatwiają sprawę i mobilizują znudzonych maluchów. Przepiękne widoki to dla rodzica wystarczjąca nagroda za próby mobilizacji do marszu.&lt;br /&gt;
Oczywiście był też czas na aquaparki podczas naszych wakacji: Szaflary, Tatralandię i Zakopane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA/WŁOCHY – wspinanie w Alpach i Dolomitach|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Kasia (os. tow.) |31 07 - 16 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niezwykle udanym zeszłorocznym wyjeździe w Alpy Delfinatu postanawiamy pojechać tam znowu, lecz tym razem pod strony Ailefroide. Po długie podróży zatrzymujemy się na jednym z największych kampingów w Europie, na którym szczęśliwie udaje nam się znaleźć fajne miejsce na rozbicie namiotów. Ludzi jest naprawdę dużo, zdecydowanie najwięcej jest Francuzów, lecz Polaków niejednokrotnie  też udało nam się spotkać. Pogoda z początku rozpieszczała, więc bez większej napinki rozpoczynamy rozwspinanie od 300m drogi położonej o 15min z kampingu La snoopy direct (6b). Szczęśliwie Damian z Kasią znają francuski, dzięki czemu dowiedzieliśmy się o obrywie na Pic Sans Nome, który wyeliminował ze wspinania kilka polecanych dróg. Ponadto w biurze przewodników poinformowano nas o tym, że totalnie nie ma warunków w tym roku na drogach alpejskich, szkoda bo zamiast sprzętu zimowego mogliśmy zabrać sprzęt do kanioningu. Tak więc dojść drastycznie ograniczyła nam się ilość celów jakie sobie zaplanowaliśmy. W tak zwanym międzyczasie zwiedzamy okoliczne rejony sportowe w których niestety nie potrafiliśmy znaleźć miękkiej cyfry. Pierwszą i jak się okazało później ostatnią górską drogą jaką zrobiliśmy byłą 350m Ventre a Terre (6a) na Aiguille de Sialouze (3576m) . Startuje ona z wysokości około 3200 mnpm, więc musieliśmy jakimś cudem pokonać 1700m przewyższenia…. Ze względu na nasze bogate doświadczenie górskie i niezwykłą kondycję rezerwujemy sobie na to podejście cały dzień. Śpimy w pięknej bezludnej dolince z widokami na pobliskie lodowce. Ściana robi wrażenie…, droga na ,,papierze’’ wygląda na rozgrzewkową, lecz już na początku pokazuje, że lekko nie będzie. Droga startuje ze stromego śniegu co ze względu na brak raków troszkę przeciągnęło start w drogę (konieczność kopania stopni).  Mała ilość śniegu spowodowała, że już sam początek drogi jest trudny – w topo miejsce A0, lecz udało się je pokonać klasycznie. Powagę drogi zdecydowanie zwiększa lotna asekuracja. Po  4 lub 5 wyciągu na chwilę gubimy drogę, Damian montuje czuje stanowisko z gatunku lepiej nie obciążać. Po 15m trawersie bez przelotu udaje się nam znowu znaleźć się na właściwej drodze. Kolejne wyciągi oferowały wyśmienite wspinanie w sporej ekspozycji. Niestety nie odnaleźliśmy linii zjazdów, więc byliśmy zmuszeni na żmudne i ryzykowne zjazdy w linii drogi. Tego samego dnia docieramy na kamping jeszcze za dnia, choć w tej kwestii zdania są podzielone - ciemno jest wtedy kiedy musisz odpalić czołówkę:) W tym czasie dziewczyny ambitnie zwiedzają okoliczne szlaki i schroniska. We czwórkę robimy jeszcze ciekawą via ferratę, biegnącą nad malowniczą rzeką. Niestety prognozy na następne dni nie pozostawiają złudzeń – będzie padać …. decyzja o odwrocie zostaje podjęta wyjątkowo szybko. Szybkie sprawdzenie prognoz pogody i rejon wybrany – Dolomity. Przepak i droga zajmują nam właściwie cały dzień. Podróż po autostradach we Włoszech uświadamia nam, że nasza A4 wcale nie jest najdroższą i najbardziej rozkopaną autostradą w Europie. Zatrzymujemy się na kampingu w Cofosco, który jest czysto turystyczny i zatłoczony jak całe Dolomity. Pogoda idealna, więc szybko organizujemy topo i robimy na pierwszej turni Sella drogę Schobera i Kleisla (VI-) 180m. Wspinanie bardzo przyjemne poza kruchym pierwszym wyciągiem. Kolejnego dnia robimy drogę 300m drogę Gluck (VI) na drogiej turni Sella, która była znacznie bardziej ,,górska’’ od poprzedniej, przede wszystkim ze względu na kruszyznę i jakość asekuracji. Dziewczyny w tym czasie zdobywają swój pierwszy trzytysięcznik Piz Boe (3152m). Następnego dnia Damian z Kasią idą na via ferrate na Marmoladzie (ta wycieczka zasługuje na osobne omówienie:)), ja z Anią restujemy wspinając się w rejonie Capanna Bill, udaje się tam poprowadzić Amico fragile (7a+ OS). Wracając nie możemy ominąć sprawdzonej knajpy w Czechach, w której solidny obiad poprawia wszystkim humory pomimo nieubłaganego końca urlopu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA/SZWECJA - wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Adam Koniewicz (os. tow.) |26 07 - 12 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Polski do Norwegii jedziemy samochodem Heńka na wyspę Flø do miejscowości o tej samej nazwie (koniec drogi, &amp;quot;koniec świata&amp;quot;). Stamtąd Jeepem Adama (który tu mieszka i pracuje od 2 lat) przez Szwecję na północ. Po drodze niekończące się lasy i bagna tej części Szwecji a na biwakach roje komarów. Przez północną Finlandię (tundra) znów wjeżdżamy do Norwegii docierając na północny cypel Europy, przylądek Nordkapp (jest tu wysoki klif a samo miejsce komercyjnie zagospodarowane). Dalej pędzimy na południe na wyspy Lofoty. W okolicach Kalle wspinamy się trochę (2 jednowciągowe drogi do zapoznania z tutejszą skałą o znakomitym zresztą tarciu). Wychodzimy również na wieńczący ten rejon wyspy szczyt Vøgakallen (948). Droga na niego nie jest całkiem łatwa a start z poziomu morza. Atrakcją jest przejście po &amp;quot;kalenicy dachu&amp;quot; w dużej ekspozycji. Z Lofotów udajemy się promem do Bodø i dalej na południe gdzie w okolicach Molde wchodzimy do największej w tym rejonie kraju jaskini: Trollkrjeka. Jest nie komercyjna choć dostępna dla lepiej wyposażonych &amp;quot;grotołazów&amp;quot;. W tak krótkich czasie zrobiliśmy autami niemal 8000 km więc sporo czasu spędziliśmy w aucie. O tyle dobrze, że było chłodno a dni bez deszczu były zaledwie 3 (w przeciwieństwie do upałów w Polsce było całkiem rześko). W trakcie jazdy 9 przepraw promowych, setki wielokilometrowych tuneli (w tym kilka pod dnem fiordów), potężne mosty i oczywiście wspaniałe pejzaże. Termometr pokładowy zanotował skrajne temperatury od +5 st. do +27 (ale to była tylko chwila przed burzą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Do GALERII wrzuciłem dość sporo zdjęć (może lepiej oddają skandynawską rzeczywistość) więc jak się komuś chce to oglądać to tu:'' http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNorwegia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Obóz Kursowy|Mateusz Golicz, Agnieszka Lakwa, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn z Anią, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło,  Bogdan Posłuszny, Joanna Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki |05 - 09 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
DOJAZD [Łukasz]&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Środa godzina 17.00 wyjeżdżam z domu by po kolei zabrać Bogdana, Mateusza i Asię aby następnie kilka minut po godzinie 18.00 jechać już w stronę Zakopanego.&lt;br /&gt;
Trasa pomimo ulewy jaka zastała nas na autostradzie przebiega sprawnie i na Polanie Rogoźniczańskiej jesteśmy jeszcze sporo przed zmrokiem.&lt;br /&gt;
Wieczór mija na przygotowaniu sprzętu, rozmowach. Po kolacji udajemy się spać. W nocy dojeżdżają do nas Aga z Piotrem i Emilem.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
DZIEŃ I&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wstajemy z samego rana, po szybkim śniadaniu udajemy się do Kir aby jak najwcześniej być na szlaku. Nasz cel jaskinia Pod Wantą.&lt;br /&gt;
Wędrówka szlakiem przebiega sprawnie a na postojach poznajemy topografię tatr. Po dojściu na ostatnią prostą na niebieskim szlaku prowadzącym na Małołączniak wyciągamy opis dojścia i zaczynamy szukać otworu jaskini. Po ”jakimś” czasie udaje mi się go zlokalizować i doprowadzić do niego resztę.&lt;br /&gt;
Pod otworem szybko się szpejujemy i po chwili pierwsza osoba już poręczuje wlot. Do jaskini wchodzę jako ostatni. W bardzo szybkim czasie wszyscy stajemy na dnie jaskini zwiedzając wszystkie zakamarki najniższej salki. Po ustaleniu kolejności wyjścia przypada mi deporęczowanie lin do samej studni wlotowej gdzie zmienia mnie Aga i deporęczuje ostatni odcinek. Była to moja pierwsza okazja wyjścia z jaskini na samym końcu przez co czekając na dole Dzwonu na hasło „lina wolna” miałem okazję sprawdzić jak to jest z tą ciemnością w jaskini, która nie może się równać z żadną inną, którą znają ludzie nie związani z taternictwem. Niesamowite uczucie.&lt;br /&gt;
Po wyjściu wszystkich na powierzchnię przepakowujemy sprzęt, przebieramy się i po chwili jesteśmy gotowi do drogi.  Wracamy na polanę tą samą trasą.&lt;br /&gt;
GPS, którego przy sobie nosiłem wykazał, że przeszedłem w tym dniu 16km. Po powrocie na polanie spotykamy Łukasza oraz Ksawerego z dziewczyną, którzy przyjechali na szkolenie z pracownikiem TPN-u, które miało odbyć się w następnym dniu.&lt;br /&gt;
Po szybkim prysznicu, na który nie mogłem się doczekać spotykamy się na kolacji, po której udajemy się do namiotów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień II [Emil]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień naszego pobytu był poświęcony szkoleniu TPN. Skład wzmocniony nowoprzybyłymi Nockowiczami dziarsko ruszył samochodami w stronę Doliny Kościeliskiej, gdzie czekał już na nas pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jakimś magicznym sposobem, udało nam się spóźnić tylko kilka minut.&lt;br /&gt;
Szkolenie miało formę spaceru Doliną do Polany pisanej. W trakcie przemarszu mieliśmy okazję poznać historię Tatr – nie tylko tą geologiczną, ale także związaną z działalnością człowieka. Całość materiału uzupełniły informacje dotyczące flory i fauny, dzięki którym wiemy jakiego zielska użyć chcąc wykończyć Instruktora, oraz jak się zachować, gdy w krzaczku dopadnie człowieka niedźwiedź-sexturysta. &lt;br /&gt;
Robiąc mądre miny godne uczestników sympozjum neurochirurgicznego, chłonęliśmy wiedzę jak gąbka, wzbudzając podziw wśród przemieszczających się Doliną turystów. Nawet stado pędzącej w naszym kierunku rogacizny jakby potulniej spuściło łby, czując respekt przed przewalającą się naszych głowach wszechwiedzą.&lt;br /&gt;
Zależnie od ilości posiadanych zasobów siłowych, popołudnie spędziliśmy na leżeniu w cieniu, namiocie, lub nad rzeką. Jedynie Mateusz z Asią jako osoby którym nigdy dość, wyruszyli na zwiedzanie kolejnej dziury.  &lt;br /&gt;
Wieczorowa pora tradycyjnie minęła na przygotowaniu sprzętu do kolejnej wyprawy, oraz ustaleniu przebiegu samego zejścia do Wielkiej Litworowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień III [autor ciągle tworzy]&lt;br /&gt;
''W tym dniu Bogdan, Łukasz, Emil, Piotr i Aga odwiedzili Jaskinię Litworową.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień IV [Bogdan]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwarty dzień, śpimy godzinę dłużej, ponieważ sprzęt jest już przed otworem jaskini Śnieżnej. Z rana jeszcze dyskusja, do którego miejsca w jaskini mamy zamiar dojść (dyskusja dość burzliwa, ponieważ część grupy czuje zmęczenie penetrowania poprzednich jaskiń: pod Wantą i Wielkiej Litworowej). Stwierdzając, że ostateczną decyzję podejmujemy pod jaskinią, wyruszamy w drogę. Agnieszka zrezygnowała z jaskini, ale zdecydowała, że odprowadzi nas do Niżnej Świstówki i dalej pójdzie na Kondracką Kopę . Rozdzielając się idziemy do Wielkiej Śnieżnej (pierwszy oczywiście pędzi Mateusz, a my powoli, bardzo powoli za nim). Przed otworem znów rozpoczęła się bardzo burzliwa dyskusja, do którego miejsca mamy dojść. Grupa odczuwała duże zmęczenie i nawet propozycja Mateusza, że pomoże nam zaporęczować pierwszy odcinek, nie przekonała grupy. I tak zostałem w mniejszości 2:1. Decyzja ostateczna: idziemy do dna wielkiej studni (tego chyba nigdy nie przeżałuję – być tak blisko, a jednak tak daleko). Łukasz rozpoczął poręczowanie pierwszego odcinka, podczas którego niefortunie uderzył się w kolano, co skutkowało jego „wielkim wkurzeniem”, ale postanowił dokończyć przydzielone mu zadanie. Dalej szedłem ja. Rozpocząłem poręczowanie Wielkiej Studni. Widok ogromu dziury zrobił bardzo duże wrażenie - nogi zrobiły się jak z waty. Duży szacunek dla jaskiń. Zjazd do pierwszej przepinki w porządku, tylko nie mogłem dosięgnąć batinoksa, ale tu z pomocą przyszedł Mateusz, który z góry mnie rozhuśtał. Drugi odcinek pokonywałem już przy śpiewach Mateusza, który sprawdzał akustykę Wielkiej Studni. Stopa na dnie – wielka ulga i spojrzenie do góry, a w głowie myśli, jak z stąd wyjść J. Po dotarciu Mateusza otrzymałem wiadomość, że koledzy zrezygnowali. Zwiedziłem jeszcze zakamarki jaskini, pamiątkowe zdjęcia wykonane przez Mateusza, mała niespodzianka z kaskiem i szykowanie się do powrotu. Tu znowu trochę żalu, że będąc tak blisko nie można iść dalej. Wyjście ze studni okazało się nie takie straszne. Po wyjściu pokazały się chmury i mały deszcz, więc było szybkie pakowanie sprzętu, nakręcenie butów i droga powrotna po super śliskich kamieniach. Miała być kolacja, ale nie wypaliło ,więc udajemy się do domu. I tak w miłej atmosferze i wspaniałym towarzystwie Mateusza, Agnieszki, Łukasza, Piotra, Emila kończy się pierwszy obóz kursowy. Prawie zapomniałbym, ale była jeszcze Asia (Kierownik Kursu – dobrze, że mi się przypomniało, bo miałbym przechlapane) ,Łukasz Czarnobrody J, Ksawery z dziewczyną i Sebastian.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA/ROSJA: Kaukaz - wyjście na Elbrus i Kazbek|&amp;lt;u&amp;gt;Olek Kufel&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech T. Patryk S.|14 - 29 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Elbrus i Kaukaz drogami &amp;quot;normalnymi&amp;quot;. Szersza relacja w WYPRAWACH: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=G%C3%B3ry_Kaukaz_-_Elbrus_i_Kazbek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Kanioningowe wagary w okolicach Tolmezzo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Dorota Raj, z innych klubów: Olo Dobrzański, Karolina Tkaczyk, Łukasz Wójcik, Asia Wójcik, Łukasz Pater, Marlena Pater, Karolina Meyer, Ewa Stańczuk, Ania Stańczuk|16 - 20 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze nikt nie zrobił opisu ani nie wrzucił zdjęć z Korsyki, film mam poskładany w 40% a już nadarzyła się okazja na kolejny wyjazd w kaniony. To mój drugi wyjazd  z ekipą V7A7. Wybraliśmy się w okolice Tolmezzo/Włochy pomimo tego że plany były na wyjad do Słowenii. Mieliśmy tylko 2 dni urlopu + weekend a udało się zrobić aż 6 kanionów.&lt;br /&gt;
Rio Negro, Rio Leale, Torrente Cosa, Rio Carlo Gasparini, Pichions + Vinadia, oraz Rio Brussine. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słowniczek dla niewtajemniczonych: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
S-&amp;gt;Saut(skok) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
T-&amp;gt;Toboggan(dupozjazd) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
D-&amp;gt;Descent(zjazd na linie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczęliśmy w piątek z rana od Rio Brussine [z ciekawszych rzeczy ciasne S10 i D50] na który poszli nowicjusze z opieką, reszta mogła zająć się spożyciem :D. Kosztowało to szczególnie mnie bardzo złym samopoczuciem na drugim celu wyjazdu tego samego dnia czyli Rio Negro. Tutaj za bardzo nie pamiętam co się działo, były jakieś skoki, kanion wielki i bardzo fajny z tego co mówili inni, na koniec można zrobić 4m syfon i S10 z tamy (foto z galerii). W kolejne 2 dni padły Rio Leale i Torrent Cosa, oba świetne, szczególnie Cosa do którego zdecydowanie warto iść nawet jak się jest bez doświadczenia nawet jaskiniowego. Bezwzględnie trzeba iść w samo południe gdy przez wąską szczelinę idealnie pada słońce.W ostatni dzień w zmniejszonej już ekipie zrobiliśmy Rio Carlo Gasparaini i Pichions połączone z dolną częścią Viniadii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie udany wyjazd, no i kaniony :D a film się kiedyś poskłada...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galeri: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FTolmezzo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa - wyjazd kursowy|Mateusz Golicz, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|18-19 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Druga wyprawa w Tatry, odbywająca się w ramach Kursu.  Na celowniku Jaskinia Marmurowa i jej najniższe partie – Piaskownica. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygotowania do wymarszu rozpoczynają się już dzień wcześniej. Na Polanie Rogoźniczańskiej dzielimy sprzęt, dokładnie rozplanowując kolejność zejść poszczególnych członków ekipy.  Po uporaniu się z worami, rozpoczyna się krótkie szkolenie kartograficzne, oraz wykład o pszczółkach. W temacie  owadów – komary tego wieczora są łaskawe. Jedyną ofiarą jakichkolwiek pogryzień jest jedynie nasz prowiant, pochłaniany ze smakiem pod skąpanym w blasku zachodzącego słońca niebem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 5 rano wyskakujemy z namiotów, by po solidnym śniadaniu ruszyć z Doliny Kościeliskiej w stronę Jaskini Marmurowej. Pomimo obaw dotyczących pogody, ta wydaje się nam sprzyjać. Wykorzystując fakt, że burze najwyraźniej są zajęte zlewaniem innych części kraju, w ekspresowym tempie podążamy w stronę Czerwonych Wierchów. Z podejściem wiążą się dwa wielkie sukcesy: po pierwsze nikt nie dostał zawału, a po drugie – sprawniejsza część ekipy nie zanudziła się na śmierć podczas oczekiwania na dojście tych sprawnych inaczej. Ogólnie, niewiele brakowało, by podczas liczenia czasu dojścia do jaskini przydatniejszy od zegarka okazał się kalendarz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dojść w okolice otworu jaskini i nawet odnaleźć sam otwór. Sympatyczna paszcza ziejąca chłodem wygląda na tyle zachęcająco, że wszyscy ochoczo wyskakują ze spodni, chcąc jak najszybciej przyodziać swoje wyjściowe – jaskiniowe kreacje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga w dół przebiega prawie bez problemów. Z naciskiem na  „prawie”. Co prawda nikt nie traci życia, za to konieczne jest wprowadzenie kilku poprawek na wykonanym poręczowaniu. Szczęśliwie efekt końcowy jest na tyle stabilny, że w jak najbardziej kontrolowany sposób kierujemy się w stronę dna jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niewielką Piaskownicę osiągamy po około 2.5 godz. Pamiątkowa fotka, cukierek, ustalenie kolejności wyjścia i ruszamy w drogę powrotną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini wydaje się o wiele barwniejsze od zejścia. Mokre liny uroczo ciągną w dół, worki starają się stawać w poprzek każdego otworu, a przepchnięcie się przez zaciśnięty wykop nad Studnią Kandydata wydaje się niemożliwe. Na szczęście upór i niezwykle bogactwo językowe pozwalają na przebrnięcie przez problematyczną część jaskini. Dalsza droga w górę przebiega już bez większych zgrzytów i zaklinowań. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydostanie się z jaskini zajmuje nam w sumie około 3 godzin. Z radością witamy ciepłe powietrze i promienie słońca ogrzewające nasze wilgotne ciuchy. Solidny posiłek wzmacnia nas przed drogą powrotną, która przebiega o wiele sprawniej. W 2.5 godziny osiągamy Kiry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczęśliwi pakujemy się do samochodów, odwiedzając w drodze powrotnej sympatyczną Niewiastę handlującą pierwszej klasy przetworami z owczego cyca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tatry żegnają nas potężną burzą, którą obserwujemy z wnętrza suchego samochodu gnającego w stronę domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Dłubni na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|19 07 2015}}&lt;br /&gt;
Słoneczny a co gorsza upalny dzień wykorzystujemy na rowerową wycieczkę górnym odcinkiem doliny Dłubni (pn. dopływ Wisły w rejonie Jury krakowskiej). Malownicza dolina z czystą rzeczką urozmaicona gdzie nie gdzie skałkami, starymi budowlami, piękną przyrodą. Sam trakt też urozmaicony od asfaltu po wodne przeprawy. Nasza trasa wiodła pętlą od Glanowa do Imbramowic (ciekawy klasztor z XIII w.) następnie Wysocice i powrót przez Ulinę i wąwóz Orszyni do Glanowa. Generalnie ciekawy zakątek naszej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Włochy - Giro d`Italia|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|10-17 07 2015}}&lt;br /&gt;
Tygodniowe MTB w rekordowych upałach i cudowej scenerii gór, jezior i kilkumetrowych kwitnących oleandrów. Połowa wyjazdu w oklicach Riva del Garda, połowa w nieznanym mi dotąd rejonie Dolomitów-Alpe Di Siusi (Sudtirol).Dla orzeźwienia korzystamy z otaczających nas jezior- wygrywa bezkonkurencyjnie Lago di Tenno (lazurowa woda, 6 metrowe skoki, niewielu ludzi).Dla urozmaicenia znajdujemy też fajną via ferattę wiodącą na Cime Sat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - ćwiczenia z poręczowania na Bibliotece|instruktor: Tomek Jaworski, kursanci: Aga Lakwa, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek|12 07 2015}}&lt;br /&gt;
Niedzielny poranek. Chmurki wróżą pogodę, lekkie i świecące, (...) jako trzody owiec na murawie śpiące. &lt;br /&gt;
A my ruszamy z miejsca zbiórki ku Podlesicom, gdzie prężąc swą pierś stoi dumna Biblioteka. &lt;br /&gt;
Barbarzyńsko wczesna pora wyjazdu ma swoje plusy: nie ma zbyt dużego ruchu na drodze, więc szybko docieramy do celu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po solidnej powtórce węzłów, pod czujnym okiem Tomka wchodzimy na skały z których mamy schodzić przy użyciu najbardziej wyuzdanych, znanych nam technik poręczowania. Rozpoczyna się festiwal dyndania, sapania, oraz wypominania kto komu jak głęboko w co wsadzi za namówienie na udział w kursie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyblinki, ósemki i odciągi sieją się gęsto, tu i ówdzie motyl przeleci, liny trzeszczą, pot kapie, czasami łza przerażenia i bezsilności po policzku się potoczy, gdy przy łączeniu lin zamiast potrójnej ósemki wychodzi coś zbliżonego kształtem do dwóch pijanych, bijących się ośmiornic. &lt;br /&gt;
Szczęśliwie wszyscy zaliczają swój pakiet wejść i zejść bez większych strat na zdrowiu i psychice, więc zabieramy się jeszcze za tyrolkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda cały czas dopisuje. W zasadzie jest skwar jak diabli, na kaskach można robić jajka smażone, karki spiekają się w piękne wzorki od pasków mocujących nakrycia głowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem opuszczamy Organy, zaliczając u ich podnóża ponowne, krótkie szkolenie z tworzenia tyrolki. Nawet jest okazja, by każdy mógł spróbować własnoręcznego stworzenia maleńkiej, maciupeńkiej minityroleczki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym wieczorem rozjeżdżamy się do domów wbijając sobie do łba, by następnym razem nie zapomnieć kremu z filtrem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Magurska|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Lubomski (SKTJ), Daria, Gosia|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Załapałem&amp;quot; się na wyjście na zezwolenie naukowe Darii, która zamierza pobrać próbki wody z kilkunastu tatrzańskich jaskiń. W jaskini spędziliśmy ok. 4h. Dosyć tam błotniście, ale urokliwie i chwilami całkiem obszernie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna; Krakowskie Kominy |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Asia Przymus, jedna os. z klubu|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna pogoda. Przed otworem Śnieżnej spotkaliśmy wychodzącą ekipę z Łodzi. Potem sprawnie w dół do I Biwaku. W Krakowskich Kominach osiągamy Salę Śmiałka (- 130 względem otw. Śnieżnej). Ponieważ byliśmy pod presją czasu więc szybko pomykamy z powrotem najpierw w dół do Wodociągu a potem do wyjścia. Cała akcja zamyka się w 7,5 h. Jeszcze za dnia wracamy do auta. Może Asia napisze coś więcej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Sniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry: Szarpane Turnie - wspinanie |Damian Żmuda, Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,Ania K., Ania B.|03 - 05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis niebawem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy 12 dróg o trudnościach od IV do VI. Skały w cieniu porośniętego lasem wąwozu więc mimo upału było przyjemnie. Bardzo fajny rejon, mnóstwo obitych dróg w stylu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Ludzi nie wielu. Zakosztowaliśmy również trochę off-roadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Wodogrzmoty Mickiewicza - Warsztaty z autoratownictwa kanioningowego|&amp;lt;u&amp;gt;Majewicz Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W weekend odbyły się warsztaty z autoratownictwa kanioningowego. Niestety mogłem wziąć udział tylko w 2, praktycznym dniu szkolenia na Wodogrzmotach Mickiewicza. &amp;quot;Perła polskich kanionów&amp;quot; okazała się być bardzo przyjemna i ciekawa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podzieleni na 4 grupy pod patronatem TOPRu ćwiczyliśmy transport poszkodowanego przez &lt;br /&gt;
standardowe trudności spotykane w kanionach. Każda grupa miała wyznaczoną swoją część kanionu na transport, resztę pokonywaliśmy na sportowo. Niewysokie skoki, ciekawe tobogany i całkiem duży przepływ z cofkami i odwojami dał dużo radochy. Na moście naturalnie wywołaliśmy dużą sensację, a pod nim niczym rasowe żule obaliliśmy &amp;quot;bezalkoholowego&amp;quot; szampana z okazji 300-tnego kanionu Ola. Na koniec wparowaliśmy prosto do schroniska w dol.Roztoki w mokrych piankach na obiad. Miny ludzi bezcenne, tak samo jak gdy przebieraliśmy się w pianki przy WC Serwisach :D [lokowanie produktu]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - świetne szkolenie, szczególnie dla osób zaczynających ten sport. Nie obyło się oczywiście bez sobotniej imprezy, chrztu nowicjuszy i fantastycznej atmosfery. Zdecydowanie polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Centralny Kurs Autoratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|26 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne z cyklu szkoleń PZA w jakim miałam okazję uczestniczyć. Ćwiczenia rozpoczęły się w piątek na Suchym Połeciu (Góra Birów) od zaporęczowania stanowisk na dzień następny. W związku z tym, że dotarłam do Podzamcza dość późno, nie uczestniczyłam w tej zabawie, za to zdążyłam rozbić namiot przed deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zostaliśmy podzieleni na grupy i ćwiczyliśmy po kolei na pięciu różnych stanowiskach. Na pierwszym uczyliśmy się ratować poszkodowanego z trawersu oraz tyrolki. O ile to pierwsze nie sprawiło nikomu trudności, to już przy trawersie trzeba było ,,się naszarpać”. Kolejne stanowisko było powtórką z kursu podstawowego: ściąganie z przyrządów do zjazdu, z przyrządów do wchodzenia metodami croll w croll i przeciwwagi. Trzecie stanowisko podobało mi się najbardziej, zjazd z poszkodowanym przez przepinki i wyciąganie ofiary z ucha przepinki. To drugie niechcąco musiałam przećwiczyć przed demonstracją instruktora, kiedy wjechałam z moim poszkodowanym zbyt nisko w przepinkę. Na ostatnich dwóch stanowiskach ćwiczyliśmy wyciąganie poszkodowanego do góry, łącznie z przepinkami, metodami ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi. Drugiej metody nie zdążyłam już przećwiczyć z powodu końca zajęć, które i tak były przedłużone. Po wszystkim musieliśmy jeszcze zdeporęczować stanowiska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień ćwiczeń to akcje pozorowane w jaskiniach: Józefa, Rysiej, Szpatowców i na Świniuszce. Byłam w grupie idącej do jaskini Rysiej i już w sobotę wieczorem zostałam wyznaczona na pozoranta. Żeby akcje były jak najbardziej realne i aby wyeliminować jakąkolwiek pomoc ze strony poszkodowanych, to wszyscy pozoranci mieli mieć zasłonięte oczy w trakcie akcji. Na pocieszenie kierownik wyjścia pozwolił mi poręczować początek zjazdu do jaskini (wybranie najmniejszej osoby do tego zadania i tak było najlepszym pomysłem przy dość ciasnym zjeździe). Przy wchodzeniu na drugą poręczówkę ,,stałam się ofiarą” tzn. miałam zasłonięte oczy, a wszyscy uczestnicy dostali informację, że przestałam widzieć i mam uszkodzoną jedną rękę, co w sumie było bardziej moim zmartwieniem niż ratowników, ponieważ to ja nie mogłam jej używać do wymacywania ścian i chodzenia (z zasłoniętymi oczami!). Najpierw zostałam ściągnięta z liny, a później zaprowadzona pod studnię wlotową. Muszę przyznać, że było to dość zabawne, przez cały czas miałam przy sobie jakieś osoby, które mnie prowadziły i pomagały, choć mając sprawne nogi i jedną rękę, z instrukcjami i asekuracją musiałam się wspinać na prożki, przeciskać przez zaciski i robić zacieraczki. Wyciąganie do góry poszło bardzo sprawnie i szybko, choć moje rozmiary na pewno ułatwiły sprawę, większa osoba, nie widząc jak ma się ustawić mogła by się częściej klinować i nie była by tak łatwo wyciągnięta przez zacisk przy wejściu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazie instruktorzy szybko omówili zmagania obu dni, później szybko spakowaliśmy się w deszczu i wyjechaliśmy przed największą ulewą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Bardzkie - klubowy spływ kajakowy po Nysie Kłodzkiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadeusz i Barbara Szmatłoch, Tomasz i Joanna Jaworska, Michał Chowaniec, Marta Urbańczyk, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek, Karina, Paweł, Michał, Rafał i Wiktor Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec, Adam Mazur, Sara Wolny, Justyna Francik z Robertem, Henryk Tomanek z koleżanką (byli w niedzielę)|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny klubowy spływ kajakowy odbył się na górnym odcinku Nysy Kłodzkiej. W 2 dni spłynęliśmy tą rzeką od Młynowa przez Przełom Bardzki do Barda a dalej po biwaku w okolicy Suszki do zbiornika w Topoli gdzie przy moście skończyliśmy spływ. Rzeka o zmiennym charakterze w dolinie o stromych zboczach. Wiele bystrzyn i płycizn urozmaicających spływ. W Bardzie nawet kąpiel kilku kajakarzy w rzece. Zwiedzamy też po drodze starą sztolnię. Pierwszy dzień kończymy w deszczu. Lało całą noc aż do godzin dopołudniowych w niedzielę. Drugi etap znów po wartkim nurcie niemal do samej mety. Mimo niezbyt dobrej pogody wspaniała atmosfera w ekipie i świetne humory do końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu relacja foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNysa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt; Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|21 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano po wyjeździe kilku osób do domu nasza trójka postanawia wyjść jeszcze na szlak. Cel: Czerwone Wierchy. Trasa z Kir zielonym szlakiem na Cudakową Polanę, następnie Ścieżką nad Reglami na Miętusi Przysłop. Stamtąd niebieskim szlakiem(gdzie po drodze na przemian było słonecznie, pochmurnie, padał grad, śnieg lub deszcz.) na Małołączniak . Dalej czerwonym szlakiem na Krzesanicę i Ciemniak skąd schodzimy z powrotem na Ścieżkę nad Reglami czerwonym szlakiem i dalej do Kir zielonym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę 16.81 km pokonaliśmy w 6g:32m, przewyższenie 1222m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto (są tu też zdjęcia z akcji do Czarnej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Jaskinia Czarna Kurs - Partie Tehuby| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Aleksandra Rymarczyk, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajny wyjazd, dzięki :) Myślę, że gdyby ktoś postawił piwo Emilowi to w 10 min powstanie niezapomniany elaborat... a warto jednak, żeby jakaś dłuższa notka się tu znalazła ;) - obyło się bez piwa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza tatrzańska jaskinia odwiedzana w ramach kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek udaje nam się w miarę sprawnie i o dziwo bez opóźnienia wystartować z Bytomia. Wielki Asfaltus, bóstwo autostrad, jest dla nas łaskawy - pod Dolinę Kościeliską docieramy bez większych korków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka reorganizacja plecaków, wciągamy po kanapce i ruszamy w stronę jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nawet sprzyja: pomimo że początkowo nieco straszyło deszczem, udaje nam się w drodze załapać trochę słońca. Po godzinie mozolnego człapania Doliną docieramy na Polanę Niżnią Pisaną, skąd po wchłonięciu kolejnego szybkiego posiłku ruszamy bezpośrednio pod otwór jaskini. &lt;br /&gt;
Po 10-15 minutach wędrówki w miarę cywilizowanym szlakiem skręcamy w las i zaczynamy się wspinać zboczem w stronę Czarnej.&lt;br /&gt;
Około godzinne przeciskanie się pod górę pomiędzy drzewami pozwala nam na nowo zerknąć na temat kursu i zapewnień w stylu: „będzie fajnie” i  „fantastyczna przygoda”. Ogólnie przeprawa przez las daje szansę na zastanowienie się jak daleko mam do zawału; z czym wiąże się wylew w górach oraz czy to coś, co ruszało się w krzakach to przeżarty turysta, czy też będziemy zaraz uciekać przed niedźwiedziem. W międzyczasie udaje się także wymyślić kilka nowych przekleństw, w których główną rolę odgrywają drzewa, góry, pajęczyny oraz wsadzanie gór i wędrówek w miejsce, do którego promień słoneczny nie sięga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli docieramy pod otwór Czarnej, gdzie... po kolejny posiłku (czy my tam cały czas jemy?!) przebieramy się, by po chwili ruszyć w głąb jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakimś magicznym sposobem udaje się nikomu nie zabić, co jest szczególnie dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że praktycznie wszelkie poręczowania wykonywane były przez kursantów. Widocznie czujne oko Asi sprawiło, że nikt nie odważył się na jakieś większe błędy. &lt;br /&gt;
Do Studni Ewy docieramy z małym poślizgiem, wynikającym z nie do końca sensownego rozdzielenia worów i lin. Można było spokojnie urwać 10-15 minut czasu, które zostały zmarnowane na czekanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dotrzeć do celu i zaczynamy zwiedzać Partie Tehuby. Na pierwszy ogień idzie kierunek zachodni, skąd po dotarciu w okolice Labiryntu Wiatrów ruszamy na wschód, docierając pod Syfon Tehuby. Wyprawa odbywa się bez problemów. W trakcie jej trwania mamy okazję zaliczyć szybkie przypomnienie wiązania kilku podstawowych węzłów, znajdujemy salkę z McDonaldem oraz dla równowagi - nadziewamy się na speleokupę pozostawioną zapewne przez jakiegoś człowieka pierwotnego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy po około sześciu godzinach. W międzyczasie na powierzchni padał deszcz, co sprawia, że droga w dół zbocza dostarczyła nam wielu nowych doznań. Mamy  więc festiwal poślizgów, przyziemień oraz możliwość obserwacji jaki styl ślizgowy poszczególni uczestnicy wykorzystują podczas schodzenia w dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godzinne zejście do doliny Niżniej Pisanej kończy się szczęśliwie, kolejny posiłek pozwala nam zregenerować siły na powrót Doliną Kościeliską. Za Kirami spotykamy się jeszcze z kolejną grupą Klubowiczów wracających z wyprawy do Ptasiej. Po kilku minutach rozmowy i wykonaniu pamiątkowego zdjęcia, ruszamy do schroniska, skąd późną, wieczorową porą wychodzimy na poszukiwanie otwartego przybytku gastronomicznych rozkoszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, w godzinach porannych, czwórka z nas wraca do domu gnana obowiązkami, a reszta ekipy spędza jeszcze jeden dzień wędrując po Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W galerii Czarna-kurs dodane są zdjęcia Bogdana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Tadeusz Szmatłoch, Łukasz Pawlas, + 1 os. z klubu|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pesymistycznym prognozom, pogoda okazała się całkiem przyzwoita. Wszystko poszło sprawnie i szybko. W jaskini dotarliśmy do Starego Dna (-255) przez Salę Dantego i Studnię Taty. Od otworu wycof zjazdami (200 m) przez Próg Mułowy do Wielkiej Świstówki. W dolinie Kościeliskiej spotkaliśmy naszych klubowych kolegów i koleżanki wracających z jaskini Czarnej. Tego samego dnia wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''''Schemat zjazdu:''' od otworu jaskini Ptasiej trawersem trawiastą półką udajemy się do końca (na zachód). Z 2 ostatnich batinoksów zjazd (potrzeba 2 x 100 m liny) na dużą skalna platformę z charakterystyczną wnęką skalną (dobra osłona przed deszczem lub spadającymi kamieniami). Trochę poniżej po lewej orograficznie stronie znajdują się następne 2 batinoksy. Stąd zjazd po skosie orograficznie w lewo ok. 30 m na półkę z kolejnymi 2 batinoksami. Stąd już bezpośrednio do kotła ok. 60 m. Warto też mieć „łoki toki” do komunikacji w ścianie. Tu orientacyjny schemat:'' http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2FPtasia%2Fschemat%20zjazdu.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (Udało się odzyskać skasowane zdjęcia Tadka i dołączono do GALERII): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FPtasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Brennej czarnym a następnie zielonym szlakiem na Błatnią dalej żółtym przez Stołów, Trzy Kopce na Klimczok. Zejście czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę i zejście żółtym szlakiem do Brennej. Dystans 18km pokonane w 5h11min z drobnymi przerwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB- Jura/Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rowerowy weekend. Pierwszego dnia z pełną premedytacją błądzę na rowerze po łąkach, polach i lasach Podzamcza. Pięknie, letnio i zadziwiająco pusto. W niedzielę po wizycie w  Śląskim Centrum  Rehabilitacji  i  Prewencji,  robię trasę-Ustroń Zawodzie-Równica-Orłowa-Trzy Kopce Wiślane- powrót żółtym szlakiem do Wisły Centrum,a dalej trasą rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa stosunkowo kamienista na trasie Równica-Trzy Kopce Wiślane (na tyle, by skutecznie przekonała mnie wreszcie do zakupu rowerowych... spodenek :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Kozia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
Najdłuższa jak na razie z naszych &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;. Od samochodu do samochodu 11 godzin. Wejście do jaskini na podstawie odrębnego zezwolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem  RKG ,,Nocek” wystąpił jako partner Motoserca, czyli akcji zbiórki krwi prowadzonej przez klub motocyklowy Invaders z Rudy Śląskiej. Impreza miała miejsce na terenach przylegających do Aquadromu na Halembie. Początkowo planowaliśmy zbudować mały park linowy, jednak z powodu niedomówień z gospodarzem terenu musieliśmy powstrzymać wyobraźnię i zejść na ziemię (dosłownie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy na głównym placu odbywały się koncerty i pokazy (różne dziecięce zespoły, wystawa motocykli, starych samochodów itp.) oraz zbiórka krwi, na trawie nieopodal, w cieniu drzew działaliśmy my. Atrakcje jakie zafundował Nocek dzieciom można zobaczyć na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2Fmotoserce&amp;amp;startat=1 Zbudowaliśmy z Łukaszem i Olą, która dołączyła do nas później (całe szczęście, bo miała wenę do plątania lin), ogromną pajęczynę, pomiędzy którą dzieciaki musiały przechodzić i zbierać taśmy z karabinkami. Druga konkurencja była bardziej związana z działalnością jaskiniową – trzeba było wciągnąć wór jaskiniowy (ciężki wór jaskiniowy) parę metrów nad ziemię. Wszystkie dzieciaki radziły sobie wspaniale, podobało im się na tyle, że część z nich wracała parę razy. Ja jednak nadal czuję niedosyt związany z brakiem trudnych przepraw nadziemnych, jednak mądrzejsza o zaistniałą sytuację jestem pewna, że nadrobimy następnym razem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd  kanioningowy zrodził się oczywiście z zazdrości. Jako, że nie byliśmy wstanie wybrać się na profesjonalny wyjazd z Prezesem na czele postanowiliśmy zrobić wyjazd alternatywny. Wybieramy rejon położony miedzy Linz a Monachium, nad pięknym jeziorem Attersee. Niestety podobnie jak w Polsce również w Austrii w długi weekend  wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wiec mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca na kampingu. W pierwszym dniu robimy kanion Burggrabenklamm (v3, a3, III) który startuje ze szlaku, więc publiczność mieliśmy gwarantowaną. Kanion całkiem fajny, szczególnie efektowny 18 metrowy zjazd, końcowa część prowadzi pod komercyjną drogą  poprowadzoną na stalowych podestach nad dnem kanionu (sława, zachwyty publiczności itp.). Po tej rozgrzewce byliśmy gotowi na główny cel wyjazdu czyli kanion Jabron (v4,a4, III) , który okazuje się znacznie bardzie wymagający od poprzednika. Spotykamy w nim grupę przewodników, którzy sprawdzali pierwszy raz w sezonie stan całego kaniony przed rozpoczęciem sezonu z klientami, to się nazywa profesjonalne podejście. W Jabronie jest kilka ciekawych skoków, lecz większość z nich odpuściliśmy, za to mogliśmy podziwiać wyczyny jednego z przewodników, który zaprezentował nam np. 6 metrowy, ryzykowny (śliski start, duża odległość pozioma) skok z pełnym saltem !!!. W sobotę wybieramy kanion Strubklamm(v1,a3, III), który  najbardziej nas zaskoczył, od samego startu był nietypowy. Rozpoczynał się nie podejściem ale zejściem z zapory, ponadto pokonaliśmy go bez użycia liny za to trochę sobie popływaliśmy. Pokonanie kanionu zajęło nam około 2,5h z czego ponad godzinę trzeba było pływać!!! Najdłuższy odcinek do przepłynięcia miał 300m,nie pamiętam kiedy wcześniej  tyle przepłynąłem:) Kanion też obfitował w duża ilość fajnych skoków,  w tym jeden 8 metrowy. Muszę tu wspomnieć również o przepięknym wodospadzie, który spadał z jednej ze ścian prosto do kanionu. Dzięki odpowiedniemu usytuowaniu słońca mogliśmy podziwiać podwójną tęcze, która nieomal się zamykała. Niestety w tym dniu zapomnieliśmy zabrać aparatu ……Koniec kanionu ponownie nas zaskoczył, ponieważ niespodziewanie znaleźliśmy się na zatłoczonej plaży i znowu te zachwyty tłumu, autografy….W niedziele bardzo leniwie zbieramy się do drogi powrotnej, w trakcie której odwiedzamy sprawdzoną knajpę w Czechach z przepysznym jedzeniem np. kotlet nadziewany szynką …jak dla mnie mistrzostwo, szczególnie że od 4 dni nie jadłem mięsa:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, dłuższy wyjazd w ramach kursu. Do odwiedzenia cztery jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolska i Malinowska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów docieramy do schroniska. Skromny stan przedzawałowy i łza rozpaczy tocząca się po policzku w trakcie podejścia do schroniska, wyraźnie sygnalizują, że zaczyna się zabawa z przeprawą przez tereny, które nie mają wiele wspólnego z wygodnym, płaskim chodnikiem i budkami z kebabem rozstawionymi co kilkaset metrów.&lt;br /&gt;
Po zrzuceniu części bagażu do schroniska i  delikatnej redukcji zawartości plecaków ze sprzętem, ruszamy w stronę Trzech Kopców. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja. Docieramy pod Trzy Kopce bez większych niespodzianek. Żaden zwierz leśny ni gadzina pełzająca nie stają na naszej drodze. Mijamy jedynie kilka grupek turystów, sympatycznie pozdrawiających nas w drodze do jaskini. Jest gorąco…&lt;br /&gt;
Po szybkim posiłku wchłoniętym przed wejściem do Trzech Kopców, przebieramy się w wyjściowe ciuszki i kolejne wskakujemy do przyjemnie chłodnej dziury. &lt;br /&gt;
Trzy Kopce witają nas licznymi szczelinami, zawaliskami, oraz stadem odstających, twardych krawędzi idealnych do tego, by przypomnieć sobie o konieczności uważania na łokcie, kolana, czy inne wystające elementy organizmu. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini przebiega bez większych problemów: jest okazja do przeciśnięcia się przez kilka ciaśniejszych miejsc, znajdujemy lokalizację idealną do rozprostowania nóg w pozycji leżącej, dającą jednocześnie możliwość wygodnej obserwacji umordowanych osób wypełzających z dojścia do końcowych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Tradycyjne poszukiwania wyjścia przez kursantów kończą się fiaskiem. Na szczęście Buli orientuje się z grubsza którędy do góry, więc nie grozi nam śmierć głodowa. &lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu sporej części Trzech Kopców, gramolimy się na powierzchnię, gdzie wita nas deszcz przechodzący po chwili w burzę. Gdy myślimy, że nie może być gorzej, pojawia się grad. Na szczęście znajdujemy minimalne schronienie pod pobliskimi drzewami. &lt;br /&gt;
Kilkanaście minut (i kanapek) później ruszamy w stronę Dującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpogadza się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedaleko celu naszej podróży znów rzucamy się na szybki posiłek. Po kilkunastu minutach naciągnąwszy na grzbiety nieco wilgotne kombinezony, idziemy szukać wejścia. &lt;br /&gt;
Niewielki otwór z przerzuconą przezeń kłodą, nie zapowiada wrażeń, które czekają nas na dole. Kolejno wskakujemy w ciemność, uprzednio żegnając się z jakimś sympatycznym pytongiem górskim, który urządził sobie legowisko na kamieniu obok wejścia.&lt;br /&gt;
Dująca wyraźniej daje się nam we znaki. O ile jeszcze Smukła Szczelina w drodze na dół nie wydaje się wielkim wyzwaniem, tak posiadacze dłuższego organizmu, już na Ciągu Twardzieli mogą mieć problemy ze złamaniem swego cielska w taki sposób, by dostać się do dalszych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w przypadku Trzech Kopców, zwiedzamy Dującą bez większych niespodzianek. Problem pojawia się dopiero przy wyjściu, gdy to mój skromny organizm nijak nie daje rady przepchnąć się w górę przez Smukłą Szczelinę. Łukasz i Asia dzielnie ciągną mnie za fraki do góry, co przy jednoczesnym wypychaniu mnie od spodu przez Buliego sprawia, że jakimś sposobem udaje się mnie wypchnąć z otworu, z którym nijak nie jestem kompatybilny gabarytowo. &lt;br /&gt;
Wychodząc na powierzchnię, jesteśmy tradycyjnie witani… deszczem. Tym razem bez burzy i gradu. &lt;br /&gt;
Droga powrotna przebiega bez większych komplikacji. Nikomu nie udaje się poważniej zgubić, nikt nie zostaje pożarty przez zwierzynę leśną, bezpiecznie docieramy do schroniska, skąd po doprowadzeniu swoich powłok cielesnych do stanu, w którym nie powodujemy ataków paniki postronnych osób, ruszamy w stronę cywilizacji, by zjeść ciepłą kolację.&lt;br /&gt;
Jak się okazuje, znalezienie wieczorową porą otwartej knajpy w Szczyrku jest trudniejsze, niż znalezienie Dującej. Na szczęście udaje nam się trafić do miejsca, gdzie zostajemy nakarmieni i napojeni.&lt;br /&gt;
Kolacja kończy się pożegnaniem – opuszczają nas Bogdan, Asia i Łukasz, zmuszeni obowiązkami do powrotu. Reszta rusza w stronę schroniska, gdzie ku chwale Morfeusza zwala się na materace, chwile później pochrapując radośnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wciągnięciu solidnego śniadania, opuszczamy schronisko i przemieszczamy się w stronę Jaskini Salmopolskiej. Pogoda jak najbardziej sprzyja. Być może tym razem uda się nie zmoknąć…&lt;br /&gt;
Po przebyciu niedługiego odcinka drogi, prowadzącego od parkingu do okolic otworu wejściowego, wskakujemy w kombinezony, których stan jednoznacznie wskazuje na to, co przeszły poprzedniego dnia. Chwilę później kolejno zanurzamy się przyjemnie chłodną jaskinię. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie Salmopolskiej nie zabiera wiele czasu: sprawnie docieramy do północnej części jaskini, następnie po nawrocie kierujemy się ku studni końcowej. Tam czeka nas niespodzianka: nad studnią objawia się okienko prawdopodobnie prowadzące do dalszych partii, których nie mamy oznaczonych na mapie. Część z nas decyduje się na szybki rzut okiem w stronę otworu.&lt;br /&gt;
Chwilę później zawracamy, kierując się już w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;
Wydostajemy się na powierzchnię – szok. Nie pada! Mało tego – słońce świeci! Ruszamy raźno do ostatniej jaskini, którą mamy zamiar zwiedzić. Naszym celem jest Malinowska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów znajdujemy jaskinię. Przy pomocy znajdującej się w środku drabiny, kolejno schodzimy w dół.&lt;br /&gt;
Malinowska ze względu na swoje rozmiary, nie zabiera nam wiele czasu. Krótki podziemny przemarsz można w zasadzie potraktować bardziej jak niedzielny spacerek. Po zwiedzeniu całości jaskini wdrapujemy się na powierzchnię, gdzie w końcu można wyłączyć czołówki na dłuższy czas. &lt;br /&gt;
Idealnym zakończeniem weekendu jest postój na tradycyjnej szarlotce w miejscu, gdzie nie da się skończyć konsumpcji na jednym ciastku. Po wchłonięciu kalorii w ilości mogącej zasilić średniej wielkości miasteczko, pakujemy się do samochodów i ruszamy w stronę domów… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5911</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5911"/>
		<updated>2015-12-12T19:37:20Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== IV kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - otoczenie doliny Bystrej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Piotr Strzelecki, Teresa Szołtysik|06 12 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny i dość ciekawy szlak na poniekąd kondycyjną przechadzkę górską. Z doliny Bystrej na Lachowe Młaki, następnie przeciwną stroną doliny przez Juszczynkę (891) i Przypór (899) do doliny gdzie nieopodal leśniczówki zostawiliśmy auto. Przepiękna pogoda, lazurowe niebo i bardzo kontrastowe widoki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBeskidZywiecki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/06122015Bystra?authkey=Gv1sRgCMim--n7zs2OrwE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura. – Szczelina Piętrowa  i spacer z Mirowa do Bobolic| Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt; i Kasia Mysiak|05 12 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczny wyjazd z odpowiednią proporcją ciorania do ładowania akumulatorów w grudniowym słońcu. Dla mnie był to pierwszy raz w tej jaskini i wcześniej sporo się nasłuchałam jaka to niby jest niewdzięczna. Pewnie z racji tego, że spore grono osób właśnie tutaj stawia swoje pierwsze taternickie nieporadne kroki. Muszę przyznać, że mnie bardzo ta dziura przypadła do gustu. Ponieważ zastosowaliśmy technikę „idziemy bez lin i zobaczymy co będzie” (cały ewentualnie potrzebny sprzęt taszcząc w worach), sporo było przeciskania, zapierania i drobnej wspinaczki. Ja akurat tego typu kontakt ze skałą bardzo lubię i sporo miałam przy tym radości. Asia jako nasz nawigator też miała z tego tytułu radochę, dodatkowo wzbogacając wycieczkę o różne geo-ciekawostki. Kasia, która postanowiła tego dnia z nami rozpocząć jaskiniową przygodę miała okazję zobaczyć jak to jest pokonać jaskinię bez użycia liny, jak i całkowicie _z_ (spotkaliśmy około dwunasto- lub dwudziestoosobową - coś z dwójką w każdym razie - grupę z Wa-wy). Łukasz doskonale sprawdził się jako żywa podpora i jak zwykle – niezawodne wsparcie techniczne. No a Piter… tego się nie da opisać, więc przytoczę jego własne słowa (mam nadzieję, że się nie obrazi:). „Nie lubiłem tej jaskini, miałem do niej uraz, może dlatego że była jedną z moich pierwszych. Jak się dowiedziałem, że za cel naszej wycieczki została wybrana właśnie ona pomyślałem sobie ' no nie, zaś tam?' Aż tu nagle szok, niedowierzanie, łamiąca wiadomość! Przeprosiłem się dzisiaj z ową jaskinią, można w niej zobaczyć wiele ciekawych nacieków, spotkać wiele buł krzemieniowych, gdzieniegdzie ładnie przebijający się kalcyt. I ten Korytarz Bajkowy! Jaskinia jak najlepsza do ćwiczenia zapieraczki! Niby wymaga użycia liny, ale sprawny zespół obędzie się bez niej. Ogólnie polecam. Jednak osoby niedoświadczone powinny ją zwiedzać z osobnikami obytymi w poruszaniu się po jaskiniach, polecam! Aż dziw mnie bierze, bo jaskinia jaka była, taka jest, a tu taka odmiana postrzegania.” Jedyne co, to okazuje się, że nie byliśmy w Korytarzu Bajkowym, a w Kryształowym. W każdym razie - ekstra!&lt;br /&gt;
Po wyjściu zastanawiamy się przez moment, co zrobić z resztą tego pięknego dnia i wybór w końcu pada na spacer od zamku w Mirowie do zamku w Bobolicach. Bardziej zawzięci zwiedzają jeszcze jaskinię Suchą, a ja kolejny raz uświadomiłam sobie jak słabo znam Jurę… ale co się odwlecze… może jeszcze kiedyś nadrobię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacery|Piotr i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|28 - 29 11 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę rodzinna wycieczka w Dolinie Gąsienicowej. W niedzielę sam kondycyjnie wchodzę na grań Ornaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria nie co inaczej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Teresa Szołtysik|29 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na górę doliną Suchego Potoku, który w górnym odcinku posiada charakter dość stromego jak na Beskidy jaru. Czasem wskazane użycie rąk przy podchodzeniu. Przed dwoma laty podchodząc tu z nartami uciekliśmy na łatwiejszą drogę. Tym razem wydostajemy się do góry. Z Czantorii schodzimy na stronę czeską w stronę Nydka. Dalej dość długim trawersem podążamy na południe by osiągnąć ponownie główny grzbiet i czerwony szlak wiodący z Soszowa na Czantorię. Z szczytu schodzimy tymże szlakiem do auta w Ustroniu Polanie. Warunki już w miarę zimowe lecz o nartach za bardzo nie ma mowy (jedynie wzdłuż orczyka na szczycie Czantorii można spokojnie pojeździć). Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Czantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|28 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wobec Zimy cierpliwość nie jest moją mocną stroną...Ruszyłam dziś z rana do Korbielowa na poszukiwanie warunków skiturowych. Co znalazłam: świetne warunki na podchodzenie-zaczynam z parkingu (trasa nartostradą) i kończę na szczycie. Jednakże już po drodze wiem, że zjeżdżać to za dużo dziś nie będę i czeka mnie znoszenie nart na dół. Ze szczytu do Hali Miziowej-ostrożnie, ale dało się zjechać (wychodzące zewsząd i hamujące roślinki). Dalej to już tylko walka by nie zniszczyć nart (lód, kamienie, jagody)-odpuściłam więc szybko. W górach spory ruch. Schronisko pełne. Spotykam kilku fanów wychodzenia na nartach i schodzenia z nimi na plecach, jednego zimowego kolarza, górskiego biegacza oraz tłumy spacerowiczów (akcja: wycieczka zakładowa, itp.). Podsumowując: Hurra-Zima!!! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Wierna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Kaja Kałużyńska (SŁ), Jacek Szczygieł (KKS); Magdalena Słupińska, Mariusz Polok, Zbigniew Wiśniewski (KS Aven); Jerzy Zygmunt (SCC); Francesco Sauro z koleżanką Danielą; koledzy-przewodnicy ze Speleo Myszków pod przewodnictwem dzielnego Mateusza|22 11 2015}}&lt;br /&gt;
Dzięki ofercie Małego ze &amp;quot;Speleokonfrontacji&amp;quot;, udało mi się wkręcić na akcję do Wiernej. Jak na jurajskie warunki, jaskinia jest faktycznie niecodzienna. Zaobserwowaliśmy kilka nietoperzy, belemnitów i ramienionogów. O bułach krzemiennych i naciekach nie wspominam, bo trudno było ich nie zauważyć. Spostrzegawczy eksperci wskazali nam również zmiany osi wzrostu nacieków (ich pion przestał być pionem...). Mimo długiego oczekiwania &amp;quot;na klucze&amp;quot; i sporego tramwaju w jaskini, udany dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SPELEOKONFRONTACJE|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + masa ludzi|21 11 2015}}&lt;br /&gt;
Udział w oficjalnym spotkaniu KTJ z przedstawicielami klubów, a następnie w części największej jaskiniowej imprezy w ciągu roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|LAWINY'2015| Warsztaty w G7 - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Paweł Szołtysik, Ania Bil, Sławek Musiał, Ola Rymarczyk, Michał Chowaniec, Daniel Bula z Magdą, dzieci klubowe oraz kilka osób tow. Na krótko pojawili się Rysiek i Marzenna Widuch (dyr. G7)&lt;br /&gt;
MCK (oprócz w/w) - Wojciech Wyciślik, Tomasz Jaworski, Henryk i Monika Tomanek, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola, Zygmunt Zbirenda, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Aga Szmatłoch, Piotrek, Tomasz Szmatłoch, Asia, Marzenna i Ryszard Widuch&lt;br /&gt;
|20, 21, 22 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się jubileuszowe dziesiąte już LAWINY. Jako klub zorganizowaliśmy warsztaty wspinaczkowe dla dzieci na ściance i hali sportowej Gimnazjum nr 7. Przybyło 20 dzieci (przeważnie małych). Podzieleni zostali na 5 grup by przechodzić z „stacji” na „stację”. Tak więc była typowa wspinaczka „na wędkę”, tyrolka, nauka podstawowych węzłów, pierwsza pomoc i slack. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugim etapem działań był „tor grotołaza”. W założeniu halowe mistrzostwa w jaskiniowych technikach linowych. W tym zadaniu wzięli udział członkowie naszego klubu (po zdobytym doświadczeniu być może w przyszłości rozszerzmy formułę na zawody międzyklubowe) . Na trasie znalazły się niemal wszystkie podstawowe elementy techniczne wymagane od rasowego grotołaza. Rywalizację na czas wygrał Artur Szmatłoch. Szczegóły i wyniki w AKTUALNOŚCIACH. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prezentacje i filmy o tematyce górskiej odbyły się w kinie „Patria” (piątek) a w sobotę i niedzielę w MCK w Nowym Bytomiu. Z naszego klubu były 2 prezentacje: Damian Szołtysik o narciarskim przejściu GSB i Asia Przymus o kulisach wyprawy speleologicznej w masyw Göll. Goście specjalnym był tym razem Leszek Cichy, który opowiadał ciekawe historie związane z zimowym zdobyciem Everestu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zarząd klubu serdecznie dziękuje wszystkim, którzy przyczynili się do przygotowania i przeprowadzenia warsztatów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLawiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{Wyjazd|Beskid Śląski - Piekło Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuując moją przygodę z górskim bieganiem postanowiłam w sobotę zmierzyć się z trasą górskiego półmaratonu o zachęcającej nazwie &amp;quot;Piekło Czantorii&amp;quot;. Był to mój pierwszy w życiu start na tak długim dystansie. Trasa niezwykle ciekawa (dla zainteresowanych info na stronie - http://beskidzka160naraty.pl/ ), warunki pogodowe jesienno-zimowe. Bieg był jak najbardziej górski - trasa miała ok.2000 m przewyższenia, a finisz biegł pod słupami kolejki liniowej na Czantorię! Ku własnemu (a pewnie nie tylko) wielkiemu zdumieniu bieg ten wygrałam-dobiegłam na metę jako pierwsza kobieta (20 w całym biegu) wygrywając tym samym kategorię Open Kobiet oraz K1. Tu wyniki&amp;quot;https://drive.google.com/folderview?id=0B4P-qsW-UY4uVUN6eUU3OXU4V3c&amp;amp;usp=sharing&amp;quot;,&lt;br /&gt;
a tu trochę zdjęć: https://photos.google.com/share/AF1QipO0HtwYrO7px0ZEJmrMTLn8YWfOE25pt0tZIyZY2kNt-rgToHMJbltBvSUUglvqtA?key=UHo3QzFtcTBkeTZJSTRUQ002dEYwQU5aZG03ZFBB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{Wyjazd|Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Martyna(os. tow.)|20 11 2015}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Jako, że obietnic trzeba dotrzymywać  a jedyny jeszcze wolny dzień w tym tygodniu był w piątek postanawiamy uderzyć na Baranią. Wyjazd chwilę po 08.00 rano do Mikołowa po Martynę a następnie lecimy już w stronę Węgierskiej Górki. Na szlak wchodzimy o 10.10. Najpierw zielonym, który jako tako był do przejścia a następnie czarnym, który dosłownie wyglądał jak potok. Woda spływała całą szerokością szlaku.  Po niecałych dwóch godzinach osiągamy szczyt i zaczynamy schodzić czerwonym szlakiem, który wygląda zupełnie tak samo jak czarny(wszędzie woda). Przy schodzeniu spotykamy jedynych tego dnia turystów wchodzących na szczyt i w tym momencie zaczyna padać śnieg, który na szczęście szybko ustępuje. Droga do samochodu to kolejne dwie godziny. Całość to 26.32km w czasie 4h19min gdzie całkowicie pod górę było 1363m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/20112015BaraniaGora?authkey=Gv1sRgCLaaiLLL2_fa0AE#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Iwaniacka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|15 11 2015}}&lt;br /&gt;
Jako, że nie mieliśmy nic lepszego do roboty (w przeciwieństwie do kolegów, którzy opuścili nas poprzedniego dnia po powrocie z jaskini) zostaliśmy na niedzielę w Tatrach. Zrobiliśmy sobie krótki spacer. Przeszliśmy Drogą pod Reglami z Kir do Doliny Chochołowskiej (ble...błoto), stamtąd na Iwaniacką Przełęcz (śnieeeeg!), dalej do Doliny Kościeliskiej. Tam spełniłam swoje małe marzenie i zobaczyłam w końcu Smreczyński Staw. Wróciliśmy na Halę Ornak (taaaak.... do schroniska) i po krótkiej przerwie (zupa o smaku ciepłym) Doliną Kościeliską wróciliśmy do Kir.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA)|14 11 2015}}&lt;br /&gt;
Ponieważ chcieliśmy wykorzystać okno pogodowe w postaci całego dnia słońca, wybraliśmy cel z długim i przyjemnym dojściem tj. wspinaczką w Dolinie Miętusiej. Jak się szybko okazało, planowanie schrzaniliśmy, bo ta dolina o tej porze roku jest głównie w cieniu. Jako asekurujący zmarzłem więc okrutnie. Zgodnie z planem, w jaskini zjechaliśmy tylko pierwszą studnię, docierając do zacisku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kursowy trawers Czarnej|Rysiek Widuch, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek|14 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: jaskinie gór Bihor|Tadeusz Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Maciej Dziurka (SDG), Piotr (os. tow.) |10 - 15 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo owocny wyjazd do jaskiń Rumunii. W jego trakcie zjechaliśmy do Awenu Batfia. Zwłaszcza oglądając go z dołu robi wrażenie. Padła również Twierdza Ponoru (Cetatile Ponorului). Dotarliśmy wreszcie do końca jaskini głównie dzięki niskiemu stanowi wody choć pływania było bardzo dużo. Przy pokonywaniu niektórych wodnych progów warto zostawić linę gdyż powrót pod prąd może okazać się trudny lub nawet nie możliwy. To potężna i przepiękna jaskinia. Następnie przemieściliśmy się w okolice Rosii gdzie zwiedziliśmy nie wielką lecz bardzo urokliwą jaskinię Gurui. Jedynym niewypałem okazała się jaskinia Toplica (to druga, zasyfonalna część rozległej jaskini Ciur Ponor). Za imponującym otworem korytarz nagle obniża się a przepływająca woda tworzy dość ciasny syfon. Ostatnią jaskinią była B. Avenul. Przepiękna szata naciekowa w tej dziurze to fajny deser na zakończenie wyjazdu. Po za tym przez wszystkie dni rewelacyjna pogoda z upałami do 19 stopni. Noce chłodne lecz zawsze w pobliżu buzującego ogniska. Do tego fajna kompania co  w komplecie stanowić będzie dobre wspomnienie kolejnej rumuńskiej przygody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura -wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby towarzyszące |08 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie zakończyłem sezon wspinania skałkowego, już tradycyjnie ostatni wyjazd odbył się na początku listopada. Podobnie jak w ostatnich latach starałem się w każdy weekend gdzieś się wybrać, dominowała Jura północna, lecz nie zapomniałem o odwiedzeniu Sokolików. Niestety ilość nie do końca przełożyła się na jakość… Z ciekawszych dróg jakie udało się zrobić: Obecność mitu VI.3+/4 –  bulder ze słabymi stopniami;  Anakonda VI.3- takich promocji to nawet w Tesco nie ma; Zapotrzebowanie na pozory VI.4+ - całkiem sympatyczne wspinanie;   San Quentin VI.4 – niby proste, ale nie do końca; Bezpawle VI.3+ - kruche, przewieszone, fajne; Porozumienia Gdańskie VI.3- bulder, proste; Hula Gula 2+/3 – szybka piłka, Lewy kant Kuli VI.3 - droga jednego miejsca, Taniec ze Słoniem VI.3 – Doleżychówka fajniejsza; Filar Zjazdowej VI.3+ – klasyk, fajne wspinanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Warsztaty pierwszej pomocy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, prowadzący i uczestnicy z różnych klubów|07 - 08 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie w tym roku szkolenie organizowane przez PZA. W sobotę większość zajęć odbywała się na bazie. Rozpoczęliśmy od wykładów dotyczących roli świadka w łańcuchu przeżycia, podstaw prawnych udzielania pierwszej pomocy, mechanizmów urazu oraz oceny i badania poszkodowanego po urazie. Następnie odbywały się zajęcia w grupach. U różnych prowadzących ćwiczyliśmy usztywnianie kończyn, opatrywanie ran oraz badanie poszkodowanego po urazie. Po przerwie obiadowej odbył się wykład o hipotermii, a następnie kolejne zajęcia w grupach. Budowa namiotu cieplnego, ewakuacja poszkodowanego, zajęcia na fantomie - reanimacja i użycie aparatu do automatycznej defibrylacji (BLS-AED) oraz postępowanie w przypadku nagłych stanów internistycznych. Po kolacji podzieliliśmy się na dwie grupy. Pierwsza wyszła razem z instruktorami, druga miała dojść w wyznaczone miejsce po 15 min, tam zastaliśmy zaimprowizowany wypadek z 7 poszkodowanymi w różnym stanie. Po opatrzeniu wszystkich rannych, grupy zamieniły się rolami i ratownicy zasymulowali kolejny wypadek w górach, a wcześniejsi poszkodowani byli ratownikami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia wyszliśmy na akcje jaskiniowe. Działaliśmy w Jaskini Zimnej na odcinku od wejścia do ponoru. Instruktorzy zasymulowali w sumie 3 wypadki, uczestnicy byli podzieleni na trzy grupy, każda zajmowała się jednym poszkodowanym, działaliśmy niezależnie od siebie. Obowiązywał pełny realizm. Akcja rozpoczynała się w momencie znalezienia poszkodowanego - zbieraliśmy wywiad, opatrywaliśmy go, przenosiliśmy do bezpiecznego miejsce i zapewnialiśmy komfort cieplny. Każdorazowo dwie osoby z zespołu cofały się do wejścia w celu wezwania pomocy u podstawionych dyspozytorów służb ratowniczych. Po każdej z symulacji odbywało się krótkie omówienie, za każdym razem dowiadywaliśmy się nie tylko o błędach jakie popełnialiśmy, ale też o ocenie akcji (komfortu) z punktu widzenia poszkodowanego. Uwagi te były niezwykle cenne bo pokazały o jak wielu rzeczach trzeba pamiętać i myśleć podczas udzielania pomocy poszkodowanemu, szczególnie że wiele z nich ma wpływ nie tylko na zdrowie, ale też na życie osoby rannej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pogody wybraliśmy się z Łukaszem na wspinaczkę na Straszykową Górę. Było słonecznie i zimno, ale nie na tyle, żeby palce zamarzały na skale. Pokonaliśmy kilka dróg, o wycenach od IV do V+. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w skałkach mirowskich|Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinamy kilka dróg &amp;quot;czwórkowo-piątkowych&amp;quot; na Klawiaturze i Skałkach z Grotą (m. in. ''Filar Klawiatury'' - IV, ''Zacięcie Groty'' - V+). Przepiękna pogoda i cudowne kolory. Oprócz nas w skałach zaledwie kilku wspinaczy. Do domu wracamy okrężną drogą przez Częstochowę gdzie odwiedzamy fajną knajpę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Przełom Białki - wspinanie|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Rank, Olga|31 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się na Przełom Białki na wspinanie, znajdują się tam dwie skały rozcięte przez rzekę – Kramnica i Obłazowa Skała. Olga z Darkiem byli ostatnio na tej pierwszej, dlatego dziś zaczęliśmy od Obłazowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że okolica bardziej urokliwa od Jury, skały też wyglądają fajniej. Nie tylko wyglądają, ale też są ,,fajniejsze”, od razu pominęliśmy Grotę Obłazowej z drogami 8+ i więcej - ,,na inny raz” i Filar Obłazowej - bo nikt nie miał ochoty asekurować w wodzie po kolana. Bawiliśmy się na Obłazowej, ale, że wszystkie drogi zaczynają się tu z przewieszenia to nasza cierpliwość to tej ściany szybko się skończyła i postanowiliśmy się przenieść na Kramnicę. Po drodze jeszcze zerknęliśmy  do ,,jaskini” Obłazowej – małe schronisko skalne, normalnie nie warte wzmianki, ale ze względu na najstarszy na świecie bumerang, paliczek lewej dłoni, lwa i nosorożca wspominam (a kogo zaciekawiłam odsyłam do internetów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Kramnicy było więcej ludzi, ale ściana większa (i wyższa) niż poprzednia więc się jakoś wpasowaliśmy. Drogi Kramnicy zaczynają się od VI-. Pod koniec dnia nikt nie mógł powiedzieć, że nie zaliczył jakiejś drogi. Choć muszę się przyznać, że chyba jedyną motywacja do wciągnięcia się na to VI- była perspektywa widoku na Tatry i 30 metrowego zjazdu :]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/31102015ObAzowaKramnica?authkey=Gv1sRgCLLV6-nQj-bP6wE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dziura w Dąbrowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, Teresa Szołtysik|25 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spenetrowaliśmy odkrytą kilka lat temu jaskinię - Dziura w Dąbrowie. Mimo, że bez sprzętowa wymaga trochę doświadczenia. Osiągamy najniższy punkt i zaglądamy do poszczególnych odgałęzień. Generalnie krucho. Potem udajemy się jeszcze na wzgórze Cisownik w okolicach Żelazka gdzie również penetrujemy teren odnajdując jedną z znajdujących się tam jaskiń (Żelazkowa Szczelina) do której zresztą wchodzimy. Na Jurze cudowna, kolorowa jesień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDziura-w-Dabrowie i tu: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/25102015JaskinieJuraDziuraWDabrowie?authkey=Gv1sRgCPnfpM_r09CD6QE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - centralne manewry ratownictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Bula&amp;lt;/u&amp;gt;|23 - 25 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek dowiaduję się iż jednak zostaję zaproszony na manewry (znajdowałem się na liście rezerwowych). Dlatego też ruszam w piątek po pracy i omija mnie unifikacja w Dziurze. Dołączam do innych w trakcie spożywania obiadu. Tego samego dnia zostajemy podzieleni na 4 pięcioosobowe zespoły, zostaje nam przedstawiony plan akcji w Zimnej, organizujemy potrzebny sprzęt i biwakujemy. Plan przewiduje rozpoczęcie transportu &amp;quot;ratowanego&amp;quot; od beczki, poprzez wielki komin, chatkę do górnego otworu. Mnie przypada najtrudniejszy odcinek, od prożku pomiędzy chatką, a widłami do górnego otworu. Tak zdecydowało kierownictwo, gdyż mam pewne doświadczenie jeśli chodzi o ten odcinek. Niestety duże braki w sprzęcie powodują, że nosze dochodzą, a my nie mamy zaplanowanych stanowisk wykonanych. Po jakimś czasie sprzęt dochodzi i jakoś powoli wynosimy na powierzchnię &amp;quot;ratowanego&amp;quot;. Po wyjściu nasi koledzy, członkowie Grupy Ratownictwa Jaskiniowego dowiadują się o wypadku w jaskini Niedźwiedziej i byłoby dobrze, gdyby się pojawili. Zatem szybko wracamy do bazy, myjemy sprzęt potrzebny do akcji, pomagamy się chłopakom spakować i żegnamy. Niektórzy rozjeżdżają się do domów już w nocy, niektórzy zostają do rana poznając się lepiej... ja zostałem. Kolejne manewry za mną, czekam na następne... no i na moją ukochaną Zimną:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - górska przebieżka|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|24 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, że piękny sobotni poranek wita mnie w Szczyrku, pomimo nieprzespanej nocy (wesele przyjaciół) pozwalam sobie na świetną zresztą (cudna jesień!!!) górską przebieżką. Robię pętle od parkingu w centrum Buczkowic-czerwonym szlakiem na Skrzyczne i dalej zielonym na Malinowską Skałę, by podążać znów czerwonym przez Przełęcz Salmopolską aż do Karkoszczonki.&lt;br /&gt;
Dalej już niestety asfaltem, ale na szczęście nową ścieżką spacerową wzdłuż rzeki, aż do miejsca startu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRESTOVÁ VERTICAL 2015|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|17-19 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wzięłam udział w biegu górskim Oravaman Brestowa Vertical - 7.7 km, 1200 m przewyższenia. Start z Penzion Pribisko na szczyt Brestowej (1902 npm.). Startuję pod szyldem RKG Nocek i kończę bieg na 5 miejscu w klasyfikacji generalnej kobiet (tu wyniki: http://oravaman.sk/wp-content/uploads/2015/10/Brestova-Vertical-2015.pdf). W niedzielę z kilkuosobową ekipą głównie organizatorów i osób odpowiedzialnych za zawody Oravaman przebiegam 23 km na trasie Zverowka-Rakoń- Wołowiec-Rakoń-Grześ-sedlo pod Osobitą- Penzion Pribisko. Częściowo biegniemy po triatlonowej trasie w//w zawodów. W poniedziałek już tylko spacerem przemierzam trasę- Predny Sindlovec- Brestova-Salatyn-Banikovske sedlo-Predny Sindlovec. Cały weekend wyjątkowo udany. Samym bieganiem po górach bawiłam się przednio :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - marszobieg|Łukasz Piskorek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, w Brennej spotkaliśmy Olę i Wojtka Rymrczyków|17 10 2015}}&lt;br /&gt;
Trasa wiodła dookoła doliny Brennicy. Z Brennej na Kotarz (985), potem Beskid Węgierski, przeł. Karkoszczonka, Klimczok (1117), Trzy Kopce, Błatnia, Brenna (24 km). Ja całą pętlę pokonuję biegnąc lub szybko idąc a Esa z Łukaszem poruszali się szybkim marszem. Spotykamy się w Brennej centrum. Ola w Wojtkiem wyruszali w przeciwną stronę na imprezę w Chacie Wuja Toma. Pogoda była bardzo zmienna. Tu kilka zdjęć:  https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/17102015Klimczok?authkey=Gv1sRgCLfSof_mwLjucw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - manewry autoratownictwa|Tomasz Jaworski jako instruktor, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; jako uczestnik|10 - 11 10 2015}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia zajęcia były prowadzone w jaskiniach położonych ,,wysoko”. Rano zostaliśmy podzieleni na grupy i przypisani do instruktorów. W tych zespołach mieliśmy działać przez dwa dni. Tomek prowadził zajęcia dla swojej grupy w jaskini Czarnej, ja natomiast zostałam oddelegowana do jaskini Wielkiej Litworowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda już jesienna, było zimno i pochmurnie, na szczęście nie padało. W jaskini jako pierwsza poszkodowana zjechałam na dno Studni Flacha, skąd byłam wyciągana najpierw przez jednego ratownika do góry studni, a następnie przez całą resztę grupy przez trawers do sali na dnie I Pięćdziesiątki. Tam czekał na mnie punk cieplny (namiot z foli NRC), chwila przerwy na ogrzanie się i zmiana poszkodowanego. Ja do wyciągnięcia poszkodowanego przyczyniłam się najpierw powyżej Pięćdziesiątki, opuszczając go z prożka zaraz za tą studnią i dalej na mniejszych studniach, raz będąc balansem, a raz wyciągając go samodzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia wybraliśmy się do bliżej położonych jaskiń. Tomek poprowadził swoją grupę do Miętusiej Wyżniej. Ja ćwiczyłam w Kasprowej Wyżniej. Nasza czteroosobowa grupa podzieliła się na dwie dwójki i mając do dyspozycji dwa odcinki linowe ćwiczyliśmy na zmianę wciąganie i zjazdy z poszkodowanym. Na koniec pierwsza dwójka miała jeszcze okazję przećwiczyć zjazd z poszkodowanym na długim zjeździe na powierzchni. Po zakończeniu ćwiczeń szybki powrót na bazę i podsumowanie manewrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA - Bihor|Efrosina Aleksandrova Hristova, Tomasz Pawłowski (STJ KW Kraków), Kaja Kałużyńska (SŁ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 11 10 2015}}&lt;br /&gt;
Tomi poprosił mnie o indywidualne szkolenie z kartowania, czy raczej obróbki danych pomiarowych. Zaproponowałem, żeby zrobić je w plenerze - no i tak oto zaczęło się planowanie tego wyjazdu. Poza ćwiczeniami okołokartograficznymi, Tomi miał pomóc kolegom w eksploracji, Efi miała zobaczyć rumuńskie jaskinie, a Kaja pouczyć się szkicowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek odwiedziliśmy Cetățile Ponorului. Tomi, Efi i jeden z Rumunów poszli wspinać komin niedaleko III otworu, podczas gdy Kaja i ja mierzyliśmy i szkicowaliśmy szkoleniowo, podążając ich śladami. Pewnym kuriozum tego wyjścia był pies jaskiniowy Piatrăşca (&amp;quot;Kamyczek&amp;quot;) z polany Glăvoi. Pies ten zamiast patyków woli aportować kamienie, ale to jeszcze nic! Otóż Petraszka odprowadził nas do Cetățile, poszedł z nami do jaskini i przeszedł kawałek rzeką, to skacząc z kamienia na kamień, to mocząc trochę łapy - właściwie to zupełnie tak, jak my. Zatrzymał go dopiero błotny próg, na który nie był w stanie się wdrapać. Usadowił się więc pod nim i zaczął ujadać. Konsternacja. Tego jeszcze nie przerabiałem w jaskini. Co tu zrobić? Pomóc wejść? Pogonić w ciemność? Próba odprowadzenia zwierzaka do otworu nie dała rezultatu. Pies wyraźnie nie był zainteresowany zakończeniem swojej jaskiniowej przygody tak szybko. W końcu zostawiliśmy mu włączoną czołówkę, żeby mu nie było smutno i żeby miał szanse przejść najgorszy chyba dla niego fragment rzeki, jeśli jednak zdecydowałby się wrócić do otworu. Oczywiście wszystko skończyło się dobrze i kiedy wyszliśmy na powierzchnię, spotkaliśmy Petraszkę radośnie bawiącego się kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę odpoczywaliśmy od wszelakich nauk i daliśmy się Tomiemu oprowadzić po rumuńskich jaskiniach. Tak dokładniej, spędziliśmy ok. 8.5 godziny w Peșterze Zăpodie, docierając najpierw do czarnego kanionu, a następnie pod syfon łączący Zăpodie z jaskinią Neagră. Zăpodie jest dosyć zróżnicowana i niesamowicie ładna, nawet jak na rumuńskie standardy. Większość drogi do syfonu przebywa się wzdłuż aktywnego ciągu wodnego, bogato udekorowanego naciekami. Wody było podobno stosunkowo niewiele; tylko w jednym miejscu musieliśmy przejść kilka metrów jeziorem sięgającym po kolana. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomiędzy tymi dwoma wyjściami, jak również przed i po, przetwarzaliśmy dane, gotowaliśmy i spaliśmy. Mimo niesprzyjającej pogody, każde z &amp;quot;założeń&amp;quot; choć w części udało się zrealizować. Podsumowując: deszczowy, ale nawet w miarę udany wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy Smoleń - Udorz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|11 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spod zamku Smoleń udajemy się rowerami do zapomnianych ruin zamku Udorz. Przez jurajskie pola i lasy, pofałdowanym dość mocno terenem osiągamy cel. Ruiny usytuowane są na wapiennym wzgórzu porośniętym bukowym lasem. Teren odosobniony i gdyby nie stara tablica informacyjna trudno było by tu trafić. Z zamku pozostały tylko resztki murów obronnych. Stąd wracamy przez Strzegową i dolinę Wodącej do Smolenia. Dzień słoneczny lecz dość zimny (5 st. C). Tu kilka zdjęć: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FUdorz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów, Góra Adeptów, Straszykowa Góra – kurs wspinaczkowy |&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|08 - 10 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I dzień &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, zimny czwartkowy poranek - spotkanie na Podzamczu z „Emkiem”. Rozpoczynamy szkolenie teoretyczne. Szukając ciepła przesuwamy się wokół góry zgodnie z kierunkiem przesuwania się promieni słonecznych. Koniec żartów, koniec teorii, instruktor  rozdziela sprzęt i rozpoczęła się rozgrzewka na skałkach. Zaczynamy oczywiście z grubej rury od  najmniejszych drogi Pierdolony rurociąg IV.1.  Tyrolka IV.1. , Lewe dziurki IV.1. , Dziurki Kukuczki IV.1. Z biegiem czasu przesuwamy się coraz dalej, są postępy , trasy zaczynają się robić coraz trudniejsze i dłuższe, a tym samym  fajniejsze. Krew zaczyna powoli buzować, rozkręcamy się z Łukaszem i znajdujemy przyjemność ze wspinania. Na razie wspinamy się na Podzamczu – góra Birów, ostatnia droga  Jumanji IV+, a następnie zmiana miejsca. Jedziemy na górę Adept. Tu robimy dwie drogi, chyba Piątka V. W pierwszym dniu udało się nam przejść po 7 tras wspinaczkowych od IV kończąc na V.  Z pełnym optymizmem jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
II dzień &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, zimniejszy piątkowy poranek  - spotkanie na Straszykowej Górze. Znów szukamy słonecznych skał ,tym razem pada na  Weselną. Rozpoczynamy rozgrzewką Prawym okruszkiem V. Potem Okropne klamry IV+ , Straszny filar V+ . Po drodze jeszcze kilka dróg, których nazw nie zapamiętałem. Razem z Łukaszem nawzajem sobie dopingowaliśmy, bo były wzloty i upadki. Na koniec Cicha rysa V na której się prawie udało, ale byliśmy już zbyt zmęczeni i wyziębnięci, więc postanowiliśmy dać jej trochę czasu. W tym dniu udało się nam przejść po 7 tras wspinaczkowych od IV +kończąc na V+.  Z naderwanymi opuszkami palców jedziemy do domu. Oczywiście z pełnym optymizmem, przecież dopiero jutro zacznie się zabawa, jak będziemy montować własne punkty asekuracyjne : )&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
III dzień&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, jeszcze zimniejszy sobotni poranek - spotkanie na Podzamczu. Rozpoczynamy szkolenie teoretyczne w temacie zakładania  własnych  punktów. Szukamy szczelin, otworów i innych dziur, gdzie można założyć różne dziwne ustrojstwa. Skaczemy w miejscu, żeby się rozgrzać. I zaczęło się: robimy pierwsze własne drogi i nawet całkiem sprawnie nam to idzie. Spotykając się u góry Łukasz stwierdził, że może dzisiaj wyjątkowo zakręcać karabinki ja nie mogę być dłużny też postanowiłem zakręcać  : ). Czas szybko mijał, a nam w sumie udało się przejść po 3 trasy wspinaczkowe  z własnymi  punktami. Wyziębnięci, ale oczywiście z pełnym optymizmem jedziemy do domu. I zapomniałbym wspomnieć o tym, że rzucaliśmy HENIA z góry i próbowaliśmy go wyłapywać na asekuracji. Heniowi po piątym razie zaczęły wypadać wnętrzności ,ale przeżył i wrócił o własnych siłach na parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
IV dzień&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielny słoneczny poranek , teraz to już nieziemsko zimno ,wieje nieprzyjemny wiatr, spotkanie na Podzamczu. Szybkie rozgrzanie na Prawym filarze V-  połączone z trawersowaniem półki. Następnie  Komandos i jeszcze jedna droga od strony grodu (coś z ogrodami, ale nazwy dokładnie nie pamiętam). Ostatnią drogą, którą mieliśmy przyjemność przejść był Komin kursantów. Jeszcze kilka ćwiczeń w zakresie ratownictwa i koniec szkolenia. Całe szkolenie odbyło się z hasłem „Z uśmiechem na twarzy i pogardą dla śmierci w oczach”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKurs-wspinaczkowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia w Straszykowej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|10 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji pobytu w pobliżu Ryczowa postanowiliśmy zwiedzić Jaskinię w Straszykowej Górze, której długość wynosi ok. 150m natomiast głębokość ok 21m. Dojście do jaskini bezproblemowe, bardzo ciekawa szata naciekowa oraz sam układ głównego korytarza. W jaskini napotkaliśmy jednego nietoperza. Zdjęcia tu: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/JaskiniaWStraszykowejGorze?authkey=Gv1sRgCLe_2t2EvPj6RA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Tatry - Buczynowe Turnie - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur (os. towarzysząca - KW Katowice)|02 - 04 10 2015}}&lt;br /&gt;
Wykorzystując chyba ostatnie tego roku dobre letnie warunki w Tatrach wybieramy się na długo planowaną przeze mnie drogę na Buczynowych Turniach - drogę lewym skrajem środkowego żebra południowej ściany Wielkiej Buczynowej Turni (W.C. 181).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Buczynowe Turnie? to tam są jakieś drogi wspinaczkowe? - tak, wiem, że wielu pewnie teraz zadaje sobie to pytanie. Owszem, są i o taką drogę właśnie chodziło. Mało popularną, w spokojnej, rzadko odwiedzanej okolicy (siedzieć całkiem samemu w Dolince Buczynowej, podczas gdy dookoła z każdej strony przechodzą tłumy turystów - bezcenne). Chcieliśmy zdobyć doświadczenie na mało popularnej, w miarę łatwej drodze z dobrą możliwością wycofu. Buczynowa Turnia okazała się być idealna. Droga max IV, poprzecinana w połowie ściany siecią trawiastych zachodów dających możliwość wycofu do jedynkowego żlebu sprowadzającego do podstawy ściany.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W ścianę wchodzimy dość późno, ale ze względu na późną jesień w górach pozwoliło nam to uniknąć porannych przymrozków i wspinać się w słońcu pięknie ogrzewającym południową ścianę. Na początku zgodnie z W.C. szeroką rynną pod płytową przewieszkę. Tutaj pierwsze miejsce, które zatrzymało nas na nieco dłużej. Wyjście z przewieszki asekurowalne z zawilgoconych pęknięć na duże frendy. Zakładam jednego, potem metr wyżej dokładam drugiego. Próbuję. Wyglądają na pancerne. Nieco wyżej dałoby się wrzucić w szczelinę w okapie jeszcze jednego frienda, ale ten pewnie już nie utrzymałby lotu. Wyjście z przewieszki w porównaniu do innych tatrzańskich czwórek jakie robiłem mogłoby być spokojnie wycenione przynajmniej na V.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
A może to tylko odczucie psychiczne. Niepewność co będzie dalej. Idziemy bez schematu drogi, bo taki nie istnieje. Posługujemy się jedynie opisem słownym W.C oraz znajomością topografi góry zdobytą podczas wcześniejszych tygodni przeglądania zdjęć ściany ujętej z różnych perspektyw. Czujemy się trochę jak pionierzy i myślę, że wiele się nie pomylę, jeżeli napiszę, że nasze przejście było pierwszym przejściem tej drogi (a nawet ściany) od kilku, kilkunastu a może i kilkudziesięciu lat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Spoglądam jeszcze raz na przewieszkę i po raz kolejny podchodzę pod jej próg. Stąd jeszcze możemy się wycofać. Zjechać do podstawy ściany. Nie wiem co czeka mnie nad przewieszką ale wiem, że stamtąd możliwości wycofu będą mocno ograniczone. Podchodzę wyżej, badam ścianę, moment zawahania, odpuszczam. Prowadzenie przejmuje Artur. Również kilka razy przystawia się do przewieszki i również rezygnuje. Ale udaje mu się pokonać ścianę innym wariantem, po stromych płytach z lewej strony przewieszki. Na prowizorycznej asekuracji wychodzi ponad przewieszkę i odcina sobie drogę łatwego wycofu. Teraz najbardziej emocjonujący fragment drogi - kilka, kilkanaście metrów połogich płyt, jednak wszystko co wydaje się dobrym chwytem lub miejscem na osadzenie asekuracji zostaje w rękach. Na prawdę wielki szacun dla Artura za poprowadzenie tego co prawda krótkiego, jednak jakże emocjonującego wyciągu.&lt;br /&gt;
Artur ściąga mnie do stanowiska gdzie dając mu odpocząć psychicznie przejmuję od niego prowadzenie na wszystkich pozostałych wyciągach drogi. Na szczęście teraz ściana oferuje już wspinanie w litej skale i mogę przyśpieszyć nadganiając nieco stracony czas.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Drogę ze względu na zapadający zmrok kończymy na siodełku w połowie ściany, skąd zjeżdżamy do piarżystego, jedynkowego żlebu, którym już w zupełnych ciemnościach schodzimy (w kilku bardziej stromych miejscach zakładając krótkie zjazdy) do podstawy ściany.&lt;br /&gt;
W samej Dolince Buczynowej gubimy się jeszcze w kosówkach, próbując znaleźć przecinkę wyprowadzającą z Dolinki na żółty szlak do Piątki i chodzimy to w tą to w drugą stronę wzdłuż ściany kosodrzewiny. Kto by pomyślał, że te małe drzewka mogą sprawić taką niespodziankę. Na szczęście jest piękna, gwieździsta noc. Na chwilę nawet gasimy czołówki by popatrzeć na miliony gwiazd. Jesteśmy przecież w Dolinie całkiem odciętej od innych źródeł światła - no może poza małym światełkiem schroniska daleko w Dolinie.&lt;br /&gt;
Do schroniska docieramy koło północy i znajdujemy kawałek podłogi (a właściwie schodów) gdzie przeczekujemy do rana.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Refleksje z naszego przejścia? Na pewno jestem zadowolony, że udało się znaleźć partnera i spróbować tej drogi. Z Arturem wspinałem się pierwszy raz, ale myślę, że fajnie się uzupełnialiśmy. Na pewno sporo rzeczy mogło być zrobionych lepiej, a przede wszystkim szybciej, ale chodziło przecież o zdobycie doświadczenia na tego typu drogach - drogach typowo górskich, bez znajomości pełnego przebiegu drogi, w kruszyźnie itd. Cel został osiągnięty a zdobytego doświadczenia nikt nam nie odbierze. Droga typowo górska, bardzo pouczająca i ciekawa (poza jednym, mega kruchym wyciągiem nad przewieszką).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Śnieżna - kurs|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek, Ola Rymarczyk, i (prawie) Ksawery Patryn|03 - 04 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotni wieczór rozpoczynamy od wykładu o jaskiniach na całym świecie. Mateusz wprowadza nas w multimedialną podróż po wszystkich kontynentach świata , jednocześnie bardzo ciekawie opowiadając o swoich doświadczeniach jaskiniowych zdobytych podczas wypraw. Ciągle kręcąc się wokół osi ziemi, dzięki ogromnemu globusowi skaczemy z jednego kontynentu na drugi. Czas szybko biegnie w miłym towarzystwie, ale rano trzeba wcześnie wstawać. Jest niedziela, nadszedł ten dzień i powtórka z rozrywki - może tym razem się uda. Wyruszamy wcześnie rano, około 6,30, naładowani dobrą energią i zaskoczeni ciepłym porankiem. No to w drogę (bez nakręcanych niebieskich butów). Ciepły poranek był zmyłką, w drodze do jaskini zaczęło mocno wiać (prawie halny) i już tak miło nie było. W trakcie podejścia u Ksawerego nastąpił nawrót choroby i żeby nas nie stopować, postanowił zawrócić do bazy. Pożegnaliśmy go przy źródełku, rozdzielając jego sprzęt między sobą. Z łezką w oczach pomachaliśmy mu na pożegnanie i ruszyliśmy w dalszą drogę. Silny, zimny  wiatr nic nam nie odpuszczał, chmury mknęły jak wyścigówki na autostradzie. Dotarliśmy  przed otwór Wielkiej Śnieżnej nawet dość szybko  w około 2,45 h. Chowając się za kamiennym murem, rozpoczęliśmy przebieranie się w stroje wizytowe, w końcu to Wielka Śnieżna. Poręczowanie pierwszego odcinka przypadło Łukaszowi (poszło szybko i sprawnie). Mnie przypadła wielka studnia, niby już to robiłem, ale ogrom dziury znów zrobił duże wrażenie – lecz tym razem było łatwiej. Mateusz przy zjedzie znów rozpoczął swój recital (maja haaa itd…). Następny odcinek rozpoczął Emil, a my w tym czasie nabieraliśmy siły konsumując gorącego Plusza przygotowanego przez Mateusza. Kolejny odcinek Piter, a końcówka znów należała do Łukasz. I tak przechodząc przez pierwszy płytowiec, drugi płytowiec , małe trawersy (tu odezwał się wewnętrzny poetycki głos Emila), wodociągi miejskie dotarliśmy do miejsca docelowego, czyli suchego biwaku. Mała chwila odpoczynku i znów podawano główne danie Mateusza, czyli gorącego plusza. Chwila refleksji i rozdzielenie zadań i powrót. Przy wielkiej studni mały korek , jak przed bramkami przy wjeździe na autostradzie A4. Siedząc na dnie utworzyła się Loża Vipów, która dopingowała wychodzących. Każdemu było wesoło dopóki nie musiał zawisnąć na cienkiej bujającej linie (nie dotyczy to Mateusza rzecz jasna, on jak wystartował ,to tylko przepinka go lekko spowolniła). Jak był wjazd na autostradę, to i musi być wyjazd z niej - tym razem przypadł przy wyjściu Lodospadem. Ola będąc już na górze krzyczała” jest jeszcze jasno” (tylko ona to widziała), a niżej zabawa zaczęła się od nowa. Emil znów się rozkręcał poetycko i nie tylko on. Ostatni wychodził Łukasz, ale jego zastała już totalna ciemność. Szybkie przebieranie się, pakowanie, założenie latarek na czoło i w drogę powrotną, na szczęście przestało wiać. Powrót szybki i bezpieczny. Wszyscy zadowoleni, choć mocno zmęczeni. Było super fajnie w doborowym towarzystwie. Z góralskim pozdrowieniem hej! czekamy na jeszcze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSniezna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Polskie i Słowackie - jesienne spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|03-04 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę w tłumie turystów przemierzam trasę: Dolina Suchej Wody- Murowaniec- Przełęcz Krzyżne- Schronisko w Piątce-Szpiglasowa Przełęcz-Morskie Oko-Polana Białczańska. W niedzielę odpoczywam po Słowackiej stronie na trasie: Strednica-Kopske Sedlo-Biele Pleso-Chata pri Zelenom plese. Powrót tą sama drogą. W górach przepiękna jesień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - MTB w okolicach Sporysza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa: Żywiec Browar - Grojec (612) - Sporysz - Jastrzębica (758) - Wikarówka - Świnna - Żywiec. Ponieważ sypła się akcja jaskiniowa a pogoda była rewelacyjna to realizuję kolejną akcję rowerową tym razem na w/w trasie. Ostra rozgrzewka na Grojec wypruła ze mnie sporo sił (przez moment nawet trzeba było nieść rower na plecach), dużo technicznej jazdy. Potem zjazd i kolejny długi podjazd na Jastrzębicę (okolice Przełękowa). Kilka stromych podejść. Z Jastrzębicy przepiękny zjazd do Świnnej i powrót drogą do Żywca. Trasa dość trudna. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMTB-BeskidZywiecki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Mietusia Wyżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch, Łukasz Majewicz, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcję rozpoczęliśmy o poranku w Kirach. Idąc szlakiem dało się zauważyć wysoki stan w potokach. Zdarzało się, że woda płynęła radośnie samym szlakiem. Na końcowej części podejścia mieliśmy do pokonania na przełaj mokrą od deszczu kosówkę, co nie było najprzyjemniejszym doznaniem tego dnia. Do otworu dostaliśmy się krótką wspinaczką gdzie we względnie suchych warunkach dało się przebrać. Korytarze o rozwinięciu poziomym, czasem ciaśniejsze, w większości na tyle niskie, że nie dało się wyprostować. Naszym pierwotnym planem było zejście na dno -108m pokonując kolejno zalane syfony. Po dotarciu do pierwszego z nich życie zweryfikowało nasze założenia. Ze względu na intensywne opady z ostatnich dni, poziom wody w syfoniku był wyjątkowo wysoki. Do tego węże do przelewania, które podobno tam zawsze były, w jakiś nieznany sposób zniknęły. Wspólnie podjęto decyzję, że przelewanie wody worami niewiele pomoże i nie będziemy w stanie przejść przez kolejne syfony bez ryzyka potopienia się. Zostało nam zrobić pamiątkowe zdjęcie nad wodą i zawrócić. W drodze powrotnej zdecydowaliśmy zaliczyć suche dno. Zejście szybkie i sprawne, jedynie Lucas musiał  odpuścić ze względu na naglącą fizjologiczną potrzebę wydostania się na zewnątrz w tempie ekspresowy. Powrót do otworu poszedł sprawnie, gdzie część postanowiła się przebrać w ubrania, a druga część zdecydowała że przebierze się w coś bardziej galowego dopiero na polance poniżej. Droga do bazy przebiegła bez dodatkowych atrakcji. Po przepakowaniu pozostało jedynie zapakować się do samochodu i pomknąć w kierunku Śląska.  Akcja udana, tylko tych syfonów szkoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy w okolicach Niegowonic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa: Niegowonice - Grabowa - Kanki - Rokitno Szlacheckie - Niegowonice. Dość urozmaicona trasa wiodąca szlakami pieszymi i rowerowymi. W lasach kilka ciekawych obiektów skalnych. Na skałkach niegowonickich obitych jest kilkanaście dróg wspinaczkowych. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNiegowonice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerem w podkrakowskich dolinkach|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
Trasa z mojego ulubionego przewodnika po Jurze: Dolina Będkowska-Brzezinka-Rudawa-Nielepice-Kleszczów-Las Zabierzowski-Dolina Bolechowicka-Zelków-Biały Kościół-Bębło- Będkowice. Trasa po asfalcie, lesie, błocie i wodzie-czyli jak dla mnie idealnie poprowadzona :). Oczywiście sobie tylko znanym sposobem mimo mapy i dość dokładnego opisu kilka razy robię mały, własny wariant proponowanej przez przewodnik trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz tatrzański KTJ|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; oraz uczestnicy i instruktorzy z różnych klubów|17-20 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działania rozpoczęliśmy w czwartek rano od omówienia planowanych akcji jakie miały się odbyć podczas obozu. Pierwszego dnia znalazłam się w jednej z dwóch grup idących do jaskini Ptasiej. Wyszliśmy jako pierwsi aby wywspinać i zaporęczować Próg Mułowy, którym miały się poruszać wszystkie grupy w trakcie obozu. Droga do jaskini przez Wantule i Wielką Świstówkę była bardzo przyjemna dzięki słonecznej pogodzie. W samej jaskini mieliśmy zrobić porządki. Początkowo bardzo sprawnie zjechaliśmy wszyscy do jaskini i rozdzieliliśmy się za Mokrą Czterdziestką. Pierwsza grupa udała się do Sali Dantego, druga (moja) na dno Studni z Mostkiem Piratów, po drodze okazało się ,że mamy małe zamieszanie z linami i ze szkicem technicznym. Po trzykrotnym rozpoczynaniu poręczowania, pominięciu dwóch batinoksów zjechałam  w deszczu i... zawisłam 5m nad dnem Studni z Mostkiem Piratów. Po uporaniu się z tym problemem i sprzątaniem szybko wyszliśmy z jaskini i wróciliśmy na bazę na Polanie Rogoźniczańskiej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek również był bardzo słonecznym dniem. Obóz działał w jaskiniach: Śnieżna, Ptasia i Wysoka. Ten dzień był przewidziany na prace ekiperskie. Byłam w jednej z dwóch grup idących do jaskini Wysokiej. Wszyscy zachwycali się Wąwozem Kraków, a później widokami z plato pod otworem. Zanim weszliśmy do jaskini zademonstrowano nam sposób wklejania batinoksów. W samej jaskini pierwsza grupa poszła poprawić oporęczowanie w rejonie tyrolki w Wielkiej studni, moja natomiast oddzieliła się w Sali Gotyckiej i poszła w kierunku Górnych Partii. Prace prowadziliśmy w kominie za trawersem w stropie Sali Trzech Kominów. Część z nas poszła jeszcze zwiedzić Salę Naciekową. Z powodu późnego wejścia  do jaskini nie spędziliśmy w niej za dużo czasu, jednak udało się wykonać większość zaplanowanych prac. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę nastąpiło załamanie pogody (mgła i mżawka na przemian z deszczem), grupy wybrały się na trawersy Czarnej (z dwóch stron), deporęczowanie progu Mułowego oraz do Bańdziocha. Ku mojej wielkiej radości trafiłam do tej ostatniej. Weszliśmy dolnym otworem i poszliśmy na III dno. Wspólnym wnioskiem było to, że jest to jaskinia w której nie można się nudzić. Największych wrażeń dostarczyły: Wyżymaczka, początkowy ciasny zjazd do studni Brody (a raczej pokonanie tej części do góry), Zamulony Syfon przed partiami Afrykańskimi, z którego osobiście miałam okazję wybierać wodę oraz same (ciasne) Partie Afrykańskie – zabłocona rura, którą w dół pokonuje się jak zjeżdżalnię . Na III dnie zebraliśmy niepotrzebne już rzeczy, obejrzeliśmy syfon i system służący do jego  opróżniania i ruszyliśmy w drogę powrotną. Była ona znacznie bardziej męcząca z powodu małej ilości odcinków linowych a dużej prożków do wywspinania. Na zewnątrz pogoda dalej nie sprzyjała, ale raczej nikt nie zwracał uwagi na deszcz. Na bazę wróciliśmy późno w nocy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę zajmowaliśmy się czyszczeniem i porządkowaniem sprzętu jaskiniowego oraz pomagaliśmy w porządkach i zamknięciu obozowiska na Polanie Rogoźniczańskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Trawertynowa |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik |19 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała jaskinia jest ciekawostką geologiczną (jedyna w Polsce) w skale trawertynowej w pobliżu miejscowości Laski. Stąd na rowerach zataczamy ciekawą pętlę (Laski - Błędów - Kuźniczka - Krzykawa - Laski) wiodącą częściowo wzdłuż Białej Przemszy. Tereny bagienne w dolinie, w lasach wiele fragmentów piaszczystych . Tu kilka zdjęć okolicy: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLaski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Trawersy|Przewodnicy: Joanna Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; koledzy z BEAC Barlangkutato Csoport: Eva Maria Toth, Zoltan Povazsay, Ors Sepsi, Pal Maak, Dalma Hericz, Ferenc Ujhelyi, Barbara Golya, Peter Juhasz, Agi Berentes, Anett Hegedus|11 - 13 09 2015}}&lt;br /&gt;
W dwóch grupach (jedna poręczująca od Śnieżnej, druga od Nad Kotlinami) dokonaliśmy trawersu otworów przez Suchy Biwak. W jaskini spędziliśmy ok. 14 - 16 godzin, niektórzy więcej, niektórzy mniej. W każdym razie, pod wpływem zmęczenia musieliśmy zmienić dalsze plany. W założeniu, w niedzielę miał być Wielki Kłamca, a stanęło na trawersie Czarnej - przy czym wybrała się tam tylko część ekipy: Eva, Povi, Ors, Pal, Anett, Asia i ja. Tym razem poszło nam bardzo sprawnie i zamknęliśmy się w sześciu godzinach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Wyspowy - rowerem na Mogielicę |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, na imprezie w tipi Jacek Joniec z swoja rodziną i przyjaciółmi |05 - 06 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pretekstem do tego wyjazdu był pobyt w Polsce a konkretnie w Starej Wsi k. Limanowej kolegi z Arizony (poznanego podczas mojej wyprawy na Great Divide) Jacka Jońca. Jacenty obchodził akurat urodziny więc oprócz celu górskiego łapiemy się na &amp;quot;indiańską&amp;quot; imprezę w prawdziwym tipi (siostra Jacka przemysłowo produkuje tipi, może nawet sprzedaje Indianom, jeżeli ktoś nie czytał literatury o Dzikim Zachodzie to tipi jest takim indiańskim namiotem). Gitara i śpiewy kończą się przed północą a ja z Esą śpię właśnie na derkach w owym tipi. W niedzielę auto zostawiamy w Zalesiu i ruszamy rowerami górskimi początkowo trasą wiodącą wokół Mogielicy  (najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego - 1171) a potem prosto na szczyt. Ostatnie podejście dość ostre i po kamieniach. Na wierzchołku jest wieża widokowa lecz mgła skryła wszystko wkoło. Niemal ciągle w deszczu zjeżdżamy innym szlakiem do Zalesia i stąd wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Mogielica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Alpy Salzburskie - wyprawa Göll'2015 |Mateusz Golicz (kierownik), Joanna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Michał Macioszczyk (WKTJ), Miłosz Dryjański (KKS), Jacek Szczygieł (KKS), Michał Machnik (KKS),  |14 08 - 04 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyła się kolejna wyprawa eksploracyjna do jaskiń masywu Hoher Göll. W trakcie jej trwania dokonano dalszych odkryć w jaskini Gammsteighölle. Do transportu ludzi i sprzętu na bazę w tzw. Zakrystii użyto śmigłowca co znacząco przyśpieszyło nasze działania. Dobra organizacja oraz założenie linii telefonicznej z biwaku w jaskini na bazę znacznie przyczyniło się do osiągniętego wyniku. Więcej szczegółów w dziale WYPRAWY: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Wyprawa_Jaskiniowa_Hoher_G%C3%B6ll , zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGoll  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Alpy Karnickie - kaniony na sucho |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Zbigniew Tabaczyński (Speleoklub Tatrzański) |27 - 30 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niespodziewanie wracając z wyprawy jaskiniowej na Göll (zejście z Zakrystii kosztuje sporo sił) jedziemy w Alpy Karnckie w pn. Włochach. Pierwszy biwak przy ognisku w dolinie pięknej rzeki gdzie spotykamy się z Tabaką i Marcinem. Ponieważ ja nie byłem przygotowany na akcje kanoningowe (miałem tylko wracać z Pauliną autem do domu) schodzę tylko do kanionów do miejsc gdzie mogę poruszać się tradycyjnie. Potem się wycofuję i zjeżdżam autem po Zbyszka i Paulnę. Przy okazji dokonuję rozpoznania terenu a jest on super ciekawy pod względem różnorodności i obfitości kanionów. W ogóle cały ten region jest przepiękny pod każdym względem. Drugi biwak znów nad piękną rzeką. W trakcie tych dni odwiedziliśmy kaniony Cosa, Gasparini i Quajpedi. Ostatnią noc spędzamy w aucie w drodze do domu. Natomiast wyprawa na Göllu trwała jeszcze tydzień a opis zrobiła Asia: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Wyprawa_Jaskiniowa_Hoher_G%C3%B6ll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Skalne Miasto|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski z dzieciakami|29 08 2015}}&lt;br /&gt;
Dystans ogromny ale było warto. Zwiedziliśmy Skalne Miasto startując z Teplic. Jeden dzień to za mało ale i tak pooglądaliśmy masę przepięknych rzeczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu filmik: https://vimeo.com/141228121&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk |23 08 2015}}&lt;br /&gt;
Turystyczne wejście na Kościelec od Czarnego Stawu Gąsienicowego z zejściem do Doliny Zielonej G. Dużą część trasy jesteśmy praktycznie sami na szlaku, mimo na oko dość sporej ilości turystów. Na szczycie spędzamy ponad godzinę - w końcu po to tam przyszłam... nic nie robić, tylko posiedzieć między kamolami... jak najdłużej.&lt;br /&gt;
Po południu wracamy na kwaterę do dzieci. Wojtek niestety odjeżdża jeszcze tego dnia wieczorem, ja natomiast zostaję z bąblami na parę dni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Kobylańskiej |Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Ania, Sławek(os. tow.) |23 08 2015}}&lt;br /&gt;
Udany wyjazd w doborowym towarzystwie - piękna pogoda, mało ludzi... Cały dzień wspinamy na &amp;quot;Kuli&amp;quot; - długie drogi jak na Jurę. Tym razem bez ciśnienia i bez rekordowych przejść:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Słowacki Raj, Tatry Wyskoie|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;,Tomek Jaworski+ dzieciaki |02-15 08 2015}}&lt;br /&gt;
Wyjazd rodzinny &amp;quot; pod namiot&amp;quot;. Zrobiliśmy parę tras w Słowackim Raju (startując z  Podlesoka i z Dedinek), odwiedziliśmy Jaskinię Lodową. Po paru dniach podjechaliśmy  w rejon Wysokich Tatr i tam spędziliśmy kilka dni na campie w Tatranskiej Strbie. Zrobiliśmy wycieczkę do schroniska przy Popradskim Plesie. Zaliczyliśmy długi przejazd Tatranska elektricką do Starego Smokowca, tam  wjechaliśmy także na Hrebieniok i doszliśmy do chaty Zamkhego. Wracając z Tatr zahaczyliśmy o Jaskinię Bielańską. Okazało się, że w Tatrach Wysokich da się porobić parę fajnych rzeczy z marudzącymi dzieciakami, w prawie 40 stopniowym upale. Ścieżki dydaktyczne ułatwiają sprawę i mobilizują znudzonych maluchów. Przepiękne widoki to dla rodzica wystarczjąca nagroda za próby mobilizacji do marszu.&lt;br /&gt;
Oczywiście był też czas na aquaparki podczas naszych wakacji: Szaflary, Tatralandię i Zakopane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA/WŁOCHY – wspinanie w Alpach i Dolomitach|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Kasia (os. tow.) |31 07 - 16 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niezwykle udanym zeszłorocznym wyjeździe w Alpy Delfinatu postanawiamy pojechać tam znowu, lecz tym razem pod strony Ailefroide. Po długie podróży zatrzymujemy się na jednym z największych kampingów w Europie, na którym szczęśliwie udaje nam się znaleźć fajne miejsce na rozbicie namiotów. Ludzi jest naprawdę dużo, zdecydowanie najwięcej jest Francuzów, lecz Polaków niejednokrotnie  też udało nam się spotkać. Pogoda z początku rozpieszczała, więc bez większej napinki rozpoczynamy rozwspinanie od 300m drogi położonej o 15min z kampingu La snoopy direct (6b). Szczęśliwie Damian z Kasią znają francuski, dzięki czemu dowiedzieliśmy się o obrywie na Pic Sans Nome, który wyeliminował ze wspinania kilka polecanych dróg. Ponadto w biurze przewodników poinformowano nas o tym, że totalnie nie ma warunków w tym roku na drogach alpejskich, szkoda bo zamiast sprzętu zimowego mogliśmy zabrać sprzęt do kanioningu. Tak więc dojść drastycznie ograniczyła nam się ilość celów jakie sobie zaplanowaliśmy. W tak zwanym międzyczasie zwiedzamy okoliczne rejony sportowe w których niestety nie potrafiliśmy znaleźć miękkiej cyfry. Pierwszą i jak się okazało później ostatnią górską drogą jaką zrobiliśmy byłą 350m Ventre a Terre (6a) na Aiguille de Sialouze (3576m) . Startuje ona z wysokości około 3200 mnpm, więc musieliśmy jakimś cudem pokonać 1700m przewyższenia…. Ze względu na nasze bogate doświadczenie górskie i niezwykłą kondycję rezerwujemy sobie na to podejście cały dzień. Śpimy w pięknej bezludnej dolince z widokami na pobliskie lodowce. Ściana robi wrażenie…, droga na ,,papierze’’ wygląda na rozgrzewkową, lecz już na początku pokazuje, że lekko nie będzie. Droga startuje ze stromego śniegu co ze względu na brak raków troszkę przeciągnęło start w drogę (konieczność kopania stopni).  Mała ilość śniegu spowodowała, że już sam początek drogi jest trudny – w topo miejsce A0, lecz udało się je pokonać klasycznie. Powagę drogi zdecydowanie zwiększa lotna asekuracja. Po  4 lub 5 wyciągu na chwilę gubimy drogę, Damian montuje czuje stanowisko z gatunku lepiej nie obciążać. Po 15m trawersie bez przelotu udaje się nam znowu znaleźć się na właściwej drodze. Kolejne wyciągi oferowały wyśmienite wspinanie w sporej ekspozycji. Niestety nie odnaleźliśmy linii zjazdów, więc byliśmy zmuszeni na żmudne i ryzykowne zjazdy w linii drogi. Tego samego dnia docieramy na kamping jeszcze za dnia, choć w tej kwestii zdania są podzielone - ciemno jest wtedy kiedy musisz odpalić czołówkę:) W tym czasie dziewczyny ambitnie zwiedzają okoliczne szlaki i schroniska. We czwórkę robimy jeszcze ciekawą via ferratę, biegnącą nad malowniczą rzeką. Niestety prognozy na następne dni nie pozostawiają złudzeń – będzie padać …. decyzja o odwrocie zostaje podjęta wyjątkowo szybko. Szybkie sprawdzenie prognoz pogody i rejon wybrany – Dolomity. Przepak i droga zajmują nam właściwie cały dzień. Podróż po autostradach we Włoszech uświadamia nam, że nasza A4 wcale nie jest najdroższą i najbardziej rozkopaną autostradą w Europie. Zatrzymujemy się na kampingu w Cofosco, który jest czysto turystyczny i zatłoczony jak całe Dolomity. Pogoda idealna, więc szybko organizujemy topo i robimy na pierwszej turni Sella drogę Schobera i Kleisla (VI-) 180m. Wspinanie bardzo przyjemne poza kruchym pierwszym wyciągiem. Kolejnego dnia robimy drogę 300m drogę Gluck (VI) na drogiej turni Sella, która była znacznie bardziej ,,górska’’ od poprzedniej, przede wszystkim ze względu na kruszyznę i jakość asekuracji. Dziewczyny w tym czasie zdobywają swój pierwszy trzytysięcznik Piz Boe (3152m). Następnego dnia Damian z Kasią idą na via ferrate na Marmoladzie (ta wycieczka zasługuje na osobne omówienie:)), ja z Anią restujemy wspinając się w rejonie Capanna Bill, udaje się tam poprowadzić Amico fragile (7a+ OS). Wracając nie możemy ominąć sprawdzonej knajpy w Czechach, w której solidny obiad poprawia wszystkim humory pomimo nieubłaganego końca urlopu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA/SZWECJA - wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Adam Koniewicz (os. tow.) |26 07 - 12 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Polski do Norwegii jedziemy samochodem Heńka na wyspę Flø do miejscowości o tej samej nazwie (koniec drogi, &amp;quot;koniec świata&amp;quot;). Stamtąd Jeepem Adama (który tu mieszka i pracuje od 2 lat) przez Szwecję na północ. Po drodze niekończące się lasy i bagna tej części Szwecji a na biwakach roje komarów. Przez północną Finlandię (tundra) znów wjeżdżamy do Norwegii docierając na północny cypel Europy, przylądek Nordkapp (jest tu wysoki klif a samo miejsce komercyjnie zagospodarowane). Dalej pędzimy na południe na wyspy Lofoty. W okolicach Kalle wspinamy się trochę (2 jednowciągowe drogi do zapoznania z tutejszą skałą o znakomitym zresztą tarciu). Wychodzimy również na wieńczący ten rejon wyspy szczyt Vøgakallen (948). Droga na niego nie jest całkiem łatwa a start z poziomu morza. Atrakcją jest przejście po &amp;quot;kalenicy dachu&amp;quot; w dużej ekspozycji. Z Lofotów udajemy się promem do Bodø i dalej na południe gdzie w okolicach Molde wchodzimy do największej w tym rejonie kraju jaskini: Trollkrjeka. Jest nie komercyjna choć dostępna dla lepiej wyposażonych &amp;quot;grotołazów&amp;quot;. W tak krótkich czasie zrobiliśmy autami niemal 8000 km więc sporo czasu spędziliśmy w aucie. O tyle dobrze, że było chłodno a dni bez deszczu były zaledwie 3 (w przeciwieństwie do upałów w Polsce było całkiem rześko). W trakcie jazdy 9 przepraw promowych, setki wielokilometrowych tuneli (w tym kilka pod dnem fiordów), potężne mosty i oczywiście wspaniałe pejzaże. Termometr pokładowy zanotował skrajne temperatury od +5 st. do +27 (ale to była tylko chwila przed burzą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Do GALERII wrzuciłem dość sporo zdjęć (może lepiej oddają skandynawską rzeczywistość) więc jak się komuś chce to oglądać to tu:'' http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNorwegia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Obóz Kursowy|Mateusz Golicz, Agnieszka Lakwa, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn z Anią, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło,  Bogdan Posłuszny, Joanna Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki |05 - 09 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
DOJAZD [Łukasz]&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Środa godzina 17.00 wyjeżdżam z domu by po kolei zabrać Bogdana, Mateusza i Asię aby następnie kilka minut po godzinie 18.00 jechać już w stronę Zakopanego.&lt;br /&gt;
Trasa pomimo ulewy jaka zastała nas na autostradzie przebiega sprawnie i na Polanie Rogoźniczańskiej jesteśmy jeszcze sporo przed zmrokiem.&lt;br /&gt;
Wieczór mija na przygotowaniu sprzętu, rozmowach. Po kolacji udajemy się spać. W nocy dojeżdżają do nas Aga z Piotrem i Emilem.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
DZIEŃ I&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wstajemy z samego rana, po szybkim śniadaniu udajemy się do Kir aby jak najwcześniej być na szlaku. Nasz cel jaskinia Pod Wantą.&lt;br /&gt;
Wędrówka szlakiem przebiega sprawnie a na postojach poznajemy topografię tatr. Po dojściu na ostatnią prostą na niebieskim szlaku prowadzącym na Małołączniak wyciągamy opis dojścia i zaczynamy szukać otworu jaskini. Po ”jakimś” czasie udaje mi się go zlokalizować i doprowadzić do niego resztę.&lt;br /&gt;
Pod otworem szybko się szpejujemy i po chwili pierwsza osoba już poręczuje wlot. Do jaskini wchodzę jako ostatni. W bardzo szybkim czasie wszyscy stajemy na dnie jaskini zwiedzając wszystkie zakamarki najniższej salki. Po ustaleniu kolejności wyjścia przypada mi deporęczowanie lin do samej studni wlotowej gdzie zmienia mnie Aga i deporęczuje ostatni odcinek. Była to moja pierwsza okazja wyjścia z jaskini na samym końcu przez co czekając na dole Dzwonu na hasło „lina wolna” miałem okazję sprawdzić jak to jest z tą ciemnością w jaskini, która nie może się równać z żadną inną, którą znają ludzie nie związani z taternictwem. Niesamowite uczucie.&lt;br /&gt;
Po wyjściu wszystkich na powierzchnię przepakowujemy sprzęt, przebieramy się i po chwili jesteśmy gotowi do drogi.  Wracamy na polanę tą samą trasą.&lt;br /&gt;
GPS, którego przy sobie nosiłem wykazał, że przeszedłem w tym dniu 16km. Po powrocie na polanie spotykamy Łukasza oraz Ksawerego z dziewczyną, którzy przyjechali na szkolenie z pracownikiem TPN-u, które miało odbyć się w następnym dniu.&lt;br /&gt;
Po szybkim prysznicu, na który nie mogłem się doczekać spotykamy się na kolacji, po której udajemy się do namiotów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień II [Emil]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień naszego pobytu był poświęcony szkoleniu TPN. Skład wzmocniony nowoprzybyłymi Nockowiczami dziarsko ruszył samochodami w stronę Doliny Kościeliskiej, gdzie czekał już na nas pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jakimś magicznym sposobem, udało nam się spóźnić tylko kilka minut.&lt;br /&gt;
Szkolenie miało formę spaceru Doliną do Polany pisanej. W trakcie przemarszu mieliśmy okazję poznać historię Tatr – nie tylko tą geologiczną, ale także związaną z działalnością człowieka. Całość materiału uzupełniły informacje dotyczące flory i fauny, dzięki którym wiemy jakiego zielska użyć chcąc wykończyć Instruktora, oraz jak się zachować, gdy w krzaczku dopadnie człowieka niedźwiedź-sexturysta. &lt;br /&gt;
Robiąc mądre miny godne uczestników sympozjum neurochirurgicznego, chłonęliśmy wiedzę jak gąbka, wzbudzając podziw wśród przemieszczających się Doliną turystów. Nawet stado pędzącej w naszym kierunku rogacizny jakby potulniej spuściło łby, czując respekt przed przewalającą się naszych głowach wszechwiedzą.&lt;br /&gt;
Zależnie od ilości posiadanych zasobów siłowych, popołudnie spędziliśmy na leżeniu w cieniu, namiocie, lub nad rzeką. Jedynie Mateusz z Asią jako osoby którym nigdy dość, wyruszyli na zwiedzanie kolejnej dziury.  &lt;br /&gt;
Wieczorowa pora tradycyjnie minęła na przygotowaniu sprzętu do kolejnej wyprawy, oraz ustaleniu przebiegu samego zejścia do Wielkiej Litworowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień III [autor ciągle tworzy]&lt;br /&gt;
''W tym dniu Bogdan, Łukasz, Emil, Piotr i Aga odwiedzili Jaskinię Litworową.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień IV [Bogdan]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwarty dzień, śpimy godzinę dłużej, ponieważ sprzęt jest już przed otworem jaskini Śnieżnej. Z rana jeszcze dyskusja, do którego miejsca w jaskini mamy zamiar dojść (dyskusja dość burzliwa, ponieważ część grupy czuje zmęczenie penetrowania poprzednich jaskiń: pod Wantą i Wielkiej Litworowej). Stwierdzając, że ostateczną decyzję podejmujemy pod jaskinią, wyruszamy w drogę. Agnieszka zrezygnowała z jaskini, ale zdecydowała, że odprowadzi nas do Niżnej Świstówki i dalej pójdzie na Kondracką Kopę . Rozdzielając się idziemy do Wielkiej Śnieżnej (pierwszy oczywiście pędzi Mateusz, a my powoli, bardzo powoli za nim). Przed otworem znów rozpoczęła się bardzo burzliwa dyskusja, do którego miejsca mamy dojść. Grupa odczuwała duże zmęczenie i nawet propozycja Mateusza, że pomoże nam zaporęczować pierwszy odcinek, nie przekonała grupy. I tak zostałem w mniejszości 2:1. Decyzja ostateczna: idziemy do dna wielkiej studni (tego chyba nigdy nie przeżałuję – być tak blisko, a jednak tak daleko). Łukasz rozpoczął poręczowanie pierwszego odcinka, podczas którego niefortunie uderzył się w kolano, co skutkowało jego „wielkim wkurzeniem”, ale postanowił dokończyć przydzielone mu zadanie. Dalej szedłem ja. Rozpocząłem poręczowanie Wielkiej Studni. Widok ogromu dziury zrobił bardzo duże wrażenie - nogi zrobiły się jak z waty. Duży szacunek dla jaskiń. Zjazd do pierwszej przepinki w porządku, tylko nie mogłem dosięgnąć batinoksa, ale tu z pomocą przyszedł Mateusz, który z góry mnie rozhuśtał. Drugi odcinek pokonywałem już przy śpiewach Mateusza, który sprawdzał akustykę Wielkiej Studni. Stopa na dnie – wielka ulga i spojrzenie do góry, a w głowie myśli, jak z stąd wyjść J. Po dotarciu Mateusza otrzymałem wiadomość, że koledzy zrezygnowali. Zwiedziłem jeszcze zakamarki jaskini, pamiątkowe zdjęcia wykonane przez Mateusza, mała niespodzianka z kaskiem i szykowanie się do powrotu. Tu znowu trochę żalu, że będąc tak blisko nie można iść dalej. Wyjście ze studni okazało się nie takie straszne. Po wyjściu pokazały się chmury i mały deszcz, więc było szybkie pakowanie sprzętu, nakręcenie butów i droga powrotna po super śliskich kamieniach. Miała być kolacja, ale nie wypaliło ,więc udajemy się do domu. I tak w miłej atmosferze i wspaniałym towarzystwie Mateusza, Agnieszki, Łukasza, Piotra, Emila kończy się pierwszy obóz kursowy. Prawie zapomniałbym, ale była jeszcze Asia (Kierownik Kursu – dobrze, że mi się przypomniało, bo miałbym przechlapane) ,Łukasz Czarnobrody J, Ksawery z dziewczyną i Sebastian.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA/ROSJA: Kaukaz - wyjście na Elbrus i Kazbek|&amp;lt;u&amp;gt;Olek Kufel&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech T. Patryk S.|14 - 29 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Elbrus i Kaukaz drogami &amp;quot;normalnymi&amp;quot;. Szersza relacja w WYPRAWACH: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=G%C3%B3ry_Kaukaz_-_Elbrus_i_Kazbek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Kanioningowe wagary w okolicach Tolmezzo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Dorota Raj, z innych klubów: Olo Dobrzański, Karolina Tkaczyk, Łukasz Wójcik, Asia Wójcik, Łukasz Pater, Marlena Pater, Karolina Meyer, Ewa Stańczuk, Ania Stańczuk|16 - 20 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze nikt nie zrobił opisu ani nie wrzucił zdjęć z Korsyki, film mam poskładany w 40% a już nadarzyła się okazja na kolejny wyjazd w kaniony. To mój drugi wyjazd  z ekipą V7A7. Wybraliśmy się w okolice Tolmezzo/Włochy pomimo tego że plany były na wyjad do Słowenii. Mieliśmy tylko 2 dni urlopu + weekend a udało się zrobić aż 6 kanionów.&lt;br /&gt;
Rio Negro, Rio Leale, Torrente Cosa, Rio Carlo Gasparini, Pichions + Vinadia, oraz Rio Brussine. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słowniczek dla niewtajemniczonych: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
S-&amp;gt;Saut(skok) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
T-&amp;gt;Toboggan(dupozjazd) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
D-&amp;gt;Descent(zjazd na linie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczęliśmy w piątek z rana od Rio Brussine [z ciekawszych rzeczy ciasne S10 i D50] na który poszli nowicjusze z opieką, reszta mogła zająć się spożyciem :D. Kosztowało to szczególnie mnie bardzo złym samopoczuciem na drugim celu wyjazdu tego samego dnia czyli Rio Negro. Tutaj za bardzo nie pamiętam co się działo, były jakieś skoki, kanion wielki i bardzo fajny z tego co mówili inni, na koniec można zrobić 4m syfon i S10 z tamy (foto z galerii). W kolejne 2 dni padły Rio Leale i Torrent Cosa, oba świetne, szczególnie Cosa do którego zdecydowanie warto iść nawet jak się jest bez doświadczenia nawet jaskiniowego. Bezwzględnie trzeba iść w samo południe gdy przez wąską szczelinę idealnie pada słońce.W ostatni dzień w zmniejszonej już ekipie zrobiliśmy Rio Carlo Gasparaini i Pichions połączone z dolną częścią Viniadii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie udany wyjazd, no i kaniony :D a film się kiedyś poskłada...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galeri: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FTolmezzo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa - wyjazd kursowy|Mateusz Golicz, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|18-19 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Druga wyprawa w Tatry, odbywająca się w ramach Kursu.  Na celowniku Jaskinia Marmurowa i jej najniższe partie – Piaskownica. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygotowania do wymarszu rozpoczynają się już dzień wcześniej. Na Polanie Rogoźniczańskiej dzielimy sprzęt, dokładnie rozplanowując kolejność zejść poszczególnych członków ekipy.  Po uporaniu się z worami, rozpoczyna się krótkie szkolenie kartograficzne, oraz wykład o pszczółkach. W temacie  owadów – komary tego wieczora są łaskawe. Jedyną ofiarą jakichkolwiek pogryzień jest jedynie nasz prowiant, pochłaniany ze smakiem pod skąpanym w blasku zachodzącego słońca niebem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 5 rano wyskakujemy z namiotów, by po solidnym śniadaniu ruszyć z Doliny Kościeliskiej w stronę Jaskini Marmurowej. Pomimo obaw dotyczących pogody, ta wydaje się nam sprzyjać. Wykorzystując fakt, że burze najwyraźniej są zajęte zlewaniem innych części kraju, w ekspresowym tempie podążamy w stronę Czerwonych Wierchów. Z podejściem wiążą się dwa wielkie sukcesy: po pierwsze nikt nie dostał zawału, a po drugie – sprawniejsza część ekipy nie zanudziła się na śmierć podczas oczekiwania na dojście tych sprawnych inaczej. Ogólnie, niewiele brakowało, by podczas liczenia czasu dojścia do jaskini przydatniejszy od zegarka okazał się kalendarz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dojść w okolice otworu jaskini i nawet odnaleźć sam otwór. Sympatyczna paszcza ziejąca chłodem wygląda na tyle zachęcająco, że wszyscy ochoczo wyskakują ze spodni, chcąc jak najszybciej przyodziać swoje wyjściowe – jaskiniowe kreacje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga w dół przebiega prawie bez problemów. Z naciskiem na  „prawie”. Co prawda nikt nie traci życia, za to konieczne jest wprowadzenie kilku poprawek na wykonanym poręczowaniu. Szczęśliwie efekt końcowy jest na tyle stabilny, że w jak najbardziej kontrolowany sposób kierujemy się w stronę dna jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niewielką Piaskownicę osiągamy po około 2.5 godz. Pamiątkowa fotka, cukierek, ustalenie kolejności wyjścia i ruszamy w drogę powrotną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini wydaje się o wiele barwniejsze od zejścia. Mokre liny uroczo ciągną w dół, worki starają się stawać w poprzek każdego otworu, a przepchnięcie się przez zaciśnięty wykop nad Studnią Kandydata wydaje się niemożliwe. Na szczęście upór i niezwykle bogactwo językowe pozwalają na przebrnięcie przez problematyczną część jaskini. Dalsza droga w górę przebiega już bez większych zgrzytów i zaklinowań. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydostanie się z jaskini zajmuje nam w sumie około 3 godzin. Z radością witamy ciepłe powietrze i promienie słońca ogrzewające nasze wilgotne ciuchy. Solidny posiłek wzmacnia nas przed drogą powrotną, która przebiega o wiele sprawniej. W 2.5 godziny osiągamy Kiry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczęśliwi pakujemy się do samochodów, odwiedzając w drodze powrotnej sympatyczną Niewiastę handlującą pierwszej klasy przetworami z owczego cyca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tatry żegnają nas potężną burzą, którą obserwujemy z wnętrza suchego samochodu gnającego w stronę domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Dłubni na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|19 07 2015}}&lt;br /&gt;
Słoneczny a co gorsza upalny dzień wykorzystujemy na rowerową wycieczkę górnym odcinkiem doliny Dłubni (pn. dopływ Wisły w rejonie Jury krakowskiej). Malownicza dolina z czystą rzeczką urozmaicona gdzie nie gdzie skałkami, starymi budowlami, piękną przyrodą. Sam trakt też urozmaicony od asfaltu po wodne przeprawy. Nasza trasa wiodła pętlą od Glanowa do Imbramowic (ciekawy klasztor z XIII w.) następnie Wysocice i powrót przez Ulinę i wąwóz Orszyni do Glanowa. Generalnie ciekawy zakątek naszej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Włochy - Giro d`Italia|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|10-17 07 2015}}&lt;br /&gt;
Tygodniowe MTB w rekordowych upałach i cudowej scenerii gór, jezior i kilkumetrowych kwitnących oleandrów. Połowa wyjazdu w oklicach Riva del Garda, połowa w nieznanym mi dotąd rejonie Dolomitów-Alpe Di Siusi (Sudtirol).Dla orzeźwienia korzystamy z otaczających nas jezior- wygrywa bezkonkurencyjnie Lago di Tenno (lazurowa woda, 6 metrowe skoki, niewielu ludzi).Dla urozmaicenia znajdujemy też fajną via ferattę wiodącą na Cime Sat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - ćwiczenia z poręczowania na Bibliotece|instruktor: Tomek Jaworski, kursanci: Aga Lakwa, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek|12 07 2015}}&lt;br /&gt;
Niedzielny poranek. Chmurki wróżą pogodę, lekkie i świecące, (...) jako trzody owiec na murawie śpiące. &lt;br /&gt;
A my ruszamy z miejsca zbiórki ku Podlesicom, gdzie prężąc swą pierś stoi dumna Biblioteka. &lt;br /&gt;
Barbarzyńsko wczesna pora wyjazdu ma swoje plusy: nie ma zbyt dużego ruchu na drodze, więc szybko docieramy do celu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po solidnej powtórce węzłów, pod czujnym okiem Tomka wchodzimy na skały z których mamy schodzić przy użyciu najbardziej wyuzdanych, znanych nam technik poręczowania. Rozpoczyna się festiwal dyndania, sapania, oraz wypominania kto komu jak głęboko w co wsadzi za namówienie na udział w kursie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyblinki, ósemki i odciągi sieją się gęsto, tu i ówdzie motyl przeleci, liny trzeszczą, pot kapie, czasami łza przerażenia i bezsilności po policzku się potoczy, gdy przy łączeniu lin zamiast potrójnej ósemki wychodzi coś zbliżonego kształtem do dwóch pijanych, bijących się ośmiornic. &lt;br /&gt;
Szczęśliwie wszyscy zaliczają swój pakiet wejść i zejść bez większych strat na zdrowiu i psychice, więc zabieramy się jeszcze za tyrolkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda cały czas dopisuje. W zasadzie jest skwar jak diabli, na kaskach można robić jajka smażone, karki spiekają się w piękne wzorki od pasków mocujących nakrycia głowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem opuszczamy Organy, zaliczając u ich podnóża ponowne, krótkie szkolenie z tworzenia tyrolki. Nawet jest okazja, by każdy mógł spróbować własnoręcznego stworzenia maleńkiej, maciupeńkiej minityroleczki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym wieczorem rozjeżdżamy się do domów wbijając sobie do łba, by następnym razem nie zapomnieć kremu z filtrem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Magurska|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Lubomski (SKTJ), Daria, Gosia|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Załapałem&amp;quot; się na wyjście na zezwolenie naukowe Darii, która zamierza pobrać próbki wody z kilkunastu tatrzańskich jaskiń. W jaskini spędziliśmy ok. 4h. Dosyć tam błotniście, ale urokliwie i chwilami całkiem obszernie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna; Krakowskie Kominy |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Asia Przymus, jedna os. z klubu|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna pogoda. Przed otworem Śnieżnej spotkaliśmy wychodzącą ekipę z Łodzi. Potem sprawnie w dół do I Biwaku. W Krakowskich Kominach osiągamy Salę Śmiałka (- 130 względem otw. Śnieżnej). Ponieważ byliśmy pod presją czasu więc szybko pomykamy z powrotem najpierw w dół do Wodociągu a potem do wyjścia. Cała akcja zamyka się w 7,5 h. Jeszcze za dnia wracamy do auta. Może Asia napisze coś więcej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Sniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry: Szarpane Turnie - wspinanie |Damian Żmuda, Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,Ania K., Ania B.|03 - 05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis niebawem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy 12 dróg o trudnościach od IV do VI. Skały w cieniu porośniętego lasem wąwozu więc mimo upału było przyjemnie. Bardzo fajny rejon, mnóstwo obitych dróg w stylu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Ludzi nie wielu. Zakosztowaliśmy również trochę off-roadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Wodogrzmoty Mickiewicza - Warsztaty z autoratownictwa kanioningowego|&amp;lt;u&amp;gt;Majewicz Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W weekend odbyły się warsztaty z autoratownictwa kanioningowego. Niestety mogłem wziąć udział tylko w 2, praktycznym dniu szkolenia na Wodogrzmotach Mickiewicza. &amp;quot;Perła polskich kanionów&amp;quot; okazała się być bardzo przyjemna i ciekawa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podzieleni na 4 grupy pod patronatem TOPRu ćwiczyliśmy transport poszkodowanego przez &lt;br /&gt;
standardowe trudności spotykane w kanionach. Każda grupa miała wyznaczoną swoją część kanionu na transport, resztę pokonywaliśmy na sportowo. Niewysokie skoki, ciekawe tobogany i całkiem duży przepływ z cofkami i odwojami dał dużo radochy. Na moście naturalnie wywołaliśmy dużą sensację, a pod nim niczym rasowe żule obaliliśmy &amp;quot;bezalkoholowego&amp;quot; szampana z okazji 300-tnego kanionu Ola. Na koniec wparowaliśmy prosto do schroniska w dol.Roztoki w mokrych piankach na obiad. Miny ludzi bezcenne, tak samo jak gdy przebieraliśmy się w pianki przy WC Serwisach :D [lokowanie produktu]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - świetne szkolenie, szczególnie dla osób zaczynających ten sport. Nie obyło się oczywiście bez sobotniej imprezy, chrztu nowicjuszy i fantastycznej atmosfery. Zdecydowanie polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Centralny Kurs Autoratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|26 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne z cyklu szkoleń PZA w jakim miałam okazję uczestniczyć. Ćwiczenia rozpoczęły się w piątek na Suchym Połeciu (Góra Birów) od zaporęczowania stanowisk na dzień następny. W związku z tym, że dotarłam do Podzamcza dość późno, nie uczestniczyłam w tej zabawie, za to zdążyłam rozbić namiot przed deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zostaliśmy podzieleni na grupy i ćwiczyliśmy po kolei na pięciu różnych stanowiskach. Na pierwszym uczyliśmy się ratować poszkodowanego z trawersu oraz tyrolki. O ile to pierwsze nie sprawiło nikomu trudności, to już przy trawersie trzeba było ,,się naszarpać”. Kolejne stanowisko było powtórką z kursu podstawowego: ściąganie z przyrządów do zjazdu, z przyrządów do wchodzenia metodami croll w croll i przeciwwagi. Trzecie stanowisko podobało mi się najbardziej, zjazd z poszkodowanym przez przepinki i wyciąganie ofiary z ucha przepinki. To drugie niechcąco musiałam przećwiczyć przed demonstracją instruktora, kiedy wjechałam z moim poszkodowanym zbyt nisko w przepinkę. Na ostatnich dwóch stanowiskach ćwiczyliśmy wyciąganie poszkodowanego do góry, łącznie z przepinkami, metodami ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi. Drugiej metody nie zdążyłam już przećwiczyć z powodu końca zajęć, które i tak były przedłużone. Po wszystkim musieliśmy jeszcze zdeporęczować stanowiska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień ćwiczeń to akcje pozorowane w jaskiniach: Józefa, Rysiej, Szpatowców i na Świniuszce. Byłam w grupie idącej do jaskini Rysiej i już w sobotę wieczorem zostałam wyznaczona na pozoranta. Żeby akcje były jak najbardziej realne i aby wyeliminować jakąkolwiek pomoc ze strony poszkodowanych, to wszyscy pozoranci mieli mieć zasłonięte oczy w trakcie akcji. Na pocieszenie kierownik wyjścia pozwolił mi poręczować początek zjazdu do jaskini (wybranie najmniejszej osoby do tego zadania i tak było najlepszym pomysłem przy dość ciasnym zjeździe). Przy wchodzeniu na drugą poręczówkę ,,stałam się ofiarą” tzn. miałam zasłonięte oczy, a wszyscy uczestnicy dostali informację, że przestałam widzieć i mam uszkodzoną jedną rękę, co w sumie było bardziej moim zmartwieniem niż ratowników, ponieważ to ja nie mogłam jej używać do wymacywania ścian i chodzenia (z zasłoniętymi oczami!). Najpierw zostałam ściągnięta z liny, a później zaprowadzona pod studnię wlotową. Muszę przyznać, że było to dość zabawne, przez cały czas miałam przy sobie jakieś osoby, które mnie prowadziły i pomagały, choć mając sprawne nogi i jedną rękę, z instrukcjami i asekuracją musiałam się wspinać na prożki, przeciskać przez zaciski i robić zacieraczki. Wyciąganie do góry poszło bardzo sprawnie i szybko, choć moje rozmiary na pewno ułatwiły sprawę, większa osoba, nie widząc jak ma się ustawić mogła by się częściej klinować i nie była by tak łatwo wyciągnięta przez zacisk przy wejściu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazie instruktorzy szybko omówili zmagania obu dni, później szybko spakowaliśmy się w deszczu i wyjechaliśmy przed największą ulewą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Bardzkie - klubowy spływ kajakowy po Nysie Kłodzkiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadeusz i Barbara Szmatłoch, Tomasz i Joanna Jaworska, Michał Chowaniec, Marta Urbańczyk, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek, Karina, Paweł, Michał, Rafał i Wiktor Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec, Adam Mazur, Sara Wolny, Justyna Francik z Robertem, Henryk Tomanek z koleżanką (byli w niedzielę)|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny klubowy spływ kajakowy odbył się na górnym odcinku Nysy Kłodzkiej. W 2 dni spłynęliśmy tą rzeką od Młynowa przez Przełom Bardzki do Barda a dalej po biwaku w okolicy Suszki do zbiornika w Topoli gdzie przy moście skończyliśmy spływ. Rzeka o zmiennym charakterze w dolinie o stromych zboczach. Wiele bystrzyn i płycizn urozmaicających spływ. W Bardzie nawet kąpiel kilku kajakarzy w rzece. Zwiedzamy też po drodze starą sztolnię. Pierwszy dzień kończymy w deszczu. Lało całą noc aż do godzin dopołudniowych w niedzielę. Drugi etap znów po wartkim nurcie niemal do samej mety. Mimo niezbyt dobrej pogody wspaniała atmosfera w ekipie i świetne humory do końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu relacja foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNysa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt; Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|21 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano po wyjeździe kilku osób do domu nasza trójka postanawia wyjść jeszcze na szlak. Cel: Czerwone Wierchy. Trasa z Kir zielonym szlakiem na Cudakową Polanę, następnie Ścieżką nad Reglami na Miętusi Przysłop. Stamtąd niebieskim szlakiem(gdzie po drodze na przemian było słonecznie, pochmurnie, padał grad, śnieg lub deszcz.) na Małołączniak . Dalej czerwonym szlakiem na Krzesanicę i Ciemniak skąd schodzimy z powrotem na Ścieżkę nad Reglami czerwonym szlakiem i dalej do Kir zielonym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę 16.81 km pokonaliśmy w 6g:32m, przewyższenie 1222m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto (są tu też zdjęcia z akcji do Czarnej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Jaskinia Czarna Kurs - Partie Tehuby| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Aleksandra Rymarczyk, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajny wyjazd, dzięki :) Myślę, że gdyby ktoś postawił piwo Emilowi to w 10 min powstanie niezapomniany elaborat... a warto jednak, żeby jakaś dłuższa notka się tu znalazła ;) - obyło się bez piwa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza tatrzańska jaskinia odwiedzana w ramach kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek udaje nam się w miarę sprawnie i o dziwo bez opóźnienia wystartować z Bytomia. Wielki Asfaltus, bóstwo autostrad, jest dla nas łaskawy - pod Dolinę Kościeliską docieramy bez większych korków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka reorganizacja plecaków, wciągamy po kanapce i ruszamy w stronę jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nawet sprzyja: pomimo że początkowo nieco straszyło deszczem, udaje nam się w drodze załapać trochę słońca. Po godzinie mozolnego człapania Doliną docieramy na Polanę Niżnią Pisaną, skąd po wchłonięciu kolejnego szybkiego posiłku ruszamy bezpośrednio pod otwór jaskini. &lt;br /&gt;
Po 10-15 minutach wędrówki w miarę cywilizowanym szlakiem skręcamy w las i zaczynamy się wspinać zboczem w stronę Czarnej.&lt;br /&gt;
Około godzinne przeciskanie się pod górę pomiędzy drzewami pozwala nam na nowo zerknąć na temat kursu i zapewnień w stylu: „będzie fajnie” i  „fantastyczna przygoda”. Ogólnie przeprawa przez las daje szansę na zastanowienie się jak daleko mam do zawału; z czym wiąże się wylew w górach oraz czy to coś, co ruszało się w krzakach to przeżarty turysta, czy też będziemy zaraz uciekać przed niedźwiedziem. W międzyczasie udaje się także wymyślić kilka nowych przekleństw, w których główną rolę odgrywają drzewa, góry, pajęczyny oraz wsadzanie gór i wędrówek w miejsce, do którego promień słoneczny nie sięga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli docieramy pod otwór Czarnej, gdzie... po kolejny posiłku (czy my tam cały czas jemy?!) przebieramy się, by po chwili ruszyć w głąb jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakimś magicznym sposobem udaje się nikomu nie zabić, co jest szczególnie dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że praktycznie wszelkie poręczowania wykonywane były przez kursantów. Widocznie czujne oko Asi sprawiło, że nikt nie odważył się na jakieś większe błędy. &lt;br /&gt;
Do Studni Ewy docieramy z małym poślizgiem, wynikającym z nie do końca sensownego rozdzielenia worów i lin. Można było spokojnie urwać 10-15 minut czasu, które zostały zmarnowane na czekanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dotrzeć do celu i zaczynamy zwiedzać Partie Tehuby. Na pierwszy ogień idzie kierunek zachodni, skąd po dotarciu w okolice Labiryntu Wiatrów ruszamy na wschód, docierając pod Syfon Tehuby. Wyprawa odbywa się bez problemów. W trakcie jej trwania mamy okazję zaliczyć szybkie przypomnienie wiązania kilku podstawowych węzłów, znajdujemy salkę z McDonaldem oraz dla równowagi - nadziewamy się na speleokupę pozostawioną zapewne przez jakiegoś człowieka pierwotnego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy po około sześciu godzinach. W międzyczasie na powierzchni padał deszcz, co sprawia, że droga w dół zbocza dostarczyła nam wielu nowych doznań. Mamy  więc festiwal poślizgów, przyziemień oraz możliwość obserwacji jaki styl ślizgowy poszczególni uczestnicy wykorzystują podczas schodzenia w dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godzinne zejście do doliny Niżniej Pisanej kończy się szczęśliwie, kolejny posiłek pozwala nam zregenerować siły na powrót Doliną Kościeliską. Za Kirami spotykamy się jeszcze z kolejną grupą Klubowiczów wracających z wyprawy do Ptasiej. Po kilku minutach rozmowy i wykonaniu pamiątkowego zdjęcia, ruszamy do schroniska, skąd późną, wieczorową porą wychodzimy na poszukiwanie otwartego przybytku gastronomicznych rozkoszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, w godzinach porannych, czwórka z nas wraca do domu gnana obowiązkami, a reszta ekipy spędza jeszcze jeden dzień wędrując po Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W galerii Czarna-kurs dodane są zdjęcia Bogdana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Tadeusz Szmatłoch, Łukasz Pawlas, + 1 os. z klubu|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pesymistycznym prognozom, pogoda okazała się całkiem przyzwoita. Wszystko poszło sprawnie i szybko. W jaskini dotarliśmy do Starego Dna (-255) przez Salę Dantego i Studnię Taty. Od otworu wycof zjazdami (200 m) przez Próg Mułowy do Wielkiej Świstówki. W dolinie Kościeliskiej spotkaliśmy naszych klubowych kolegów i koleżanki wracających z jaskini Czarnej. Tego samego dnia wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''''Schemat zjazdu:''' od otworu jaskini Ptasiej trawersem trawiastą półką udajemy się do końca (na zachód). Z 2 ostatnich batinoksów zjazd (potrzeba 2 x 100 m liny) na dużą skalna platformę z charakterystyczną wnęką skalną (dobra osłona przed deszczem lub spadającymi kamieniami). Trochę poniżej po lewej orograficznie stronie znajdują się następne 2 batinoksy. Stąd zjazd po skosie orograficznie w lewo ok. 30 m na półkę z kolejnymi 2 batinoksami. Stąd już bezpośrednio do kotła ok. 60 m. Warto też mieć „łoki toki” do komunikacji w ścianie. Tu orientacyjny schemat:'' http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2FPtasia%2Fschemat%20zjazdu.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (Udało się odzyskać skasowane zdjęcia Tadka i dołączono do GALERII): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FPtasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Brennej czarnym a następnie zielonym szlakiem na Błatnią dalej żółtym przez Stołów, Trzy Kopce na Klimczok. Zejście czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę i zejście żółtym szlakiem do Brennej. Dystans 18km pokonane w 5h11min z drobnymi przerwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB- Jura/Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rowerowy weekend. Pierwszego dnia z pełną premedytacją błądzę na rowerze po łąkach, polach i lasach Podzamcza. Pięknie, letnio i zadziwiająco pusto. W niedzielę po wizycie w  Śląskim Centrum  Rehabilitacji  i  Prewencji,  robię trasę-Ustroń Zawodzie-Równica-Orłowa-Trzy Kopce Wiślane- powrót żółtym szlakiem do Wisły Centrum,a dalej trasą rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa stosunkowo kamienista na trasie Równica-Trzy Kopce Wiślane (na tyle, by skutecznie przekonała mnie wreszcie do zakupu rowerowych... spodenek :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Kozia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
Najdłuższa jak na razie z naszych &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;. Od samochodu do samochodu 11 godzin. Wejście do jaskini na podstawie odrębnego zezwolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem  RKG ,,Nocek” wystąpił jako partner Motoserca, czyli akcji zbiórki krwi prowadzonej przez klub motocyklowy Invaders z Rudy Śląskiej. Impreza miała miejsce na terenach przylegających do Aquadromu na Halembie. Początkowo planowaliśmy zbudować mały park linowy, jednak z powodu niedomówień z gospodarzem terenu musieliśmy powstrzymać wyobraźnię i zejść na ziemię (dosłownie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy na głównym placu odbywały się koncerty i pokazy (różne dziecięce zespoły, wystawa motocykli, starych samochodów itp.) oraz zbiórka krwi, na trawie nieopodal, w cieniu drzew działaliśmy my. Atrakcje jakie zafundował Nocek dzieciom można zobaczyć na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2Fmotoserce&amp;amp;startat=1 Zbudowaliśmy z Łukaszem i Olą, która dołączyła do nas później (całe szczęście, bo miała wenę do plątania lin), ogromną pajęczynę, pomiędzy którą dzieciaki musiały przechodzić i zbierać taśmy z karabinkami. Druga konkurencja była bardziej związana z działalnością jaskiniową – trzeba było wciągnąć wór jaskiniowy (ciężki wór jaskiniowy) parę metrów nad ziemię. Wszystkie dzieciaki radziły sobie wspaniale, podobało im się na tyle, że część z nich wracała parę razy. Ja jednak nadal czuję niedosyt związany z brakiem trudnych przepraw nadziemnych, jednak mądrzejsza o zaistniałą sytuację jestem pewna, że nadrobimy następnym razem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd  kanioningowy zrodził się oczywiście z zazdrości. Jako, że nie byliśmy wstanie wybrać się na profesjonalny wyjazd z Prezesem na czele postanowiliśmy zrobić wyjazd alternatywny. Wybieramy rejon położony miedzy Linz a Monachium, nad pięknym jeziorem Attersee. Niestety podobnie jak w Polsce również w Austrii w długi weekend  wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wiec mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca na kampingu. W pierwszym dniu robimy kanion Burggrabenklamm (v3, a3, III) który startuje ze szlaku, więc publiczność mieliśmy gwarantowaną. Kanion całkiem fajny, szczególnie efektowny 18 metrowy zjazd, końcowa część prowadzi pod komercyjną drogą  poprowadzoną na stalowych podestach nad dnem kanionu (sława, zachwyty publiczności itp.). Po tej rozgrzewce byliśmy gotowi na główny cel wyjazdu czyli kanion Jabron (v4,a4, III) , który okazuje się znacznie bardzie wymagający od poprzednika. Spotykamy w nim grupę przewodników, którzy sprawdzali pierwszy raz w sezonie stan całego kaniony przed rozpoczęciem sezonu z klientami, to się nazywa profesjonalne podejście. W Jabronie jest kilka ciekawych skoków, lecz większość z nich odpuściliśmy, za to mogliśmy podziwiać wyczyny jednego z przewodników, który zaprezentował nam np. 6 metrowy, ryzykowny (śliski start, duża odległość pozioma) skok z pełnym saltem !!!. W sobotę wybieramy kanion Strubklamm(v1,a3, III), który  najbardziej nas zaskoczył, od samego startu był nietypowy. Rozpoczynał się nie podejściem ale zejściem z zapory, ponadto pokonaliśmy go bez użycia liny za to trochę sobie popływaliśmy. Pokonanie kanionu zajęło nam około 2,5h z czego ponad godzinę trzeba było pływać!!! Najdłuższy odcinek do przepłynięcia miał 300m,nie pamiętam kiedy wcześniej  tyle przepłynąłem:) Kanion też obfitował w duża ilość fajnych skoków,  w tym jeden 8 metrowy. Muszę tu wspomnieć również o przepięknym wodospadzie, który spadał z jednej ze ścian prosto do kanionu. Dzięki odpowiedniemu usytuowaniu słońca mogliśmy podziwiać podwójną tęcze, która nieomal się zamykała. Niestety w tym dniu zapomnieliśmy zabrać aparatu ……Koniec kanionu ponownie nas zaskoczył, ponieważ niespodziewanie znaleźliśmy się na zatłoczonej plaży i znowu te zachwyty tłumu, autografy….W niedziele bardzo leniwie zbieramy się do drogi powrotnej, w trakcie której odwiedzamy sprawdzoną knajpę w Czechach z przepysznym jedzeniem np. kotlet nadziewany szynką …jak dla mnie mistrzostwo, szczególnie że od 4 dni nie jadłem mięsa:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, dłuższy wyjazd w ramach kursu. Do odwiedzenia cztery jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolska i Malinowska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów docieramy do schroniska. Skromny stan przedzawałowy i łza rozpaczy tocząca się po policzku w trakcie podejścia do schroniska, wyraźnie sygnalizują, że zaczyna się zabawa z przeprawą przez tereny, które nie mają wiele wspólnego z wygodnym, płaskim chodnikiem i budkami z kebabem rozstawionymi co kilkaset metrów.&lt;br /&gt;
Po zrzuceniu części bagażu do schroniska i  delikatnej redukcji zawartości plecaków ze sprzętem, ruszamy w stronę Trzech Kopców. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja. Docieramy pod Trzy Kopce bez większych niespodzianek. Żaden zwierz leśny ni gadzina pełzająca nie stają na naszej drodze. Mijamy jedynie kilka grupek turystów, sympatycznie pozdrawiających nas w drodze do jaskini. Jest gorąco…&lt;br /&gt;
Po szybkim posiłku wchłoniętym przed wejściem do Trzech Kopców, przebieramy się w wyjściowe ciuszki i kolejne wskakujemy do przyjemnie chłodnej dziury. &lt;br /&gt;
Trzy Kopce witają nas licznymi szczelinami, zawaliskami, oraz stadem odstających, twardych krawędzi idealnych do tego, by przypomnieć sobie o konieczności uważania na łokcie, kolana, czy inne wystające elementy organizmu. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini przebiega bez większych problemów: jest okazja do przeciśnięcia się przez kilka ciaśniejszych miejsc, znajdujemy lokalizację idealną do rozprostowania nóg w pozycji leżącej, dającą jednocześnie możliwość wygodnej obserwacji umordowanych osób wypełzających z dojścia do końcowych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Tradycyjne poszukiwania wyjścia przez kursantów kończą się fiaskiem. Na szczęście Buli orientuje się z grubsza którędy do góry, więc nie grozi nam śmierć głodowa. &lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu sporej części Trzech Kopców, gramolimy się na powierzchnię, gdzie wita nas deszcz przechodzący po chwili w burzę. Gdy myślimy, że nie może być gorzej, pojawia się grad. Na szczęście znajdujemy minimalne schronienie pod pobliskimi drzewami. &lt;br /&gt;
Kilkanaście minut (i kanapek) później ruszamy w stronę Dującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpogadza się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedaleko celu naszej podróży znów rzucamy się na szybki posiłek. Po kilkunastu minutach naciągnąwszy na grzbiety nieco wilgotne kombinezony, idziemy szukać wejścia. &lt;br /&gt;
Niewielki otwór z przerzuconą przezeń kłodą, nie zapowiada wrażeń, które czekają nas na dole. Kolejno wskakujemy w ciemność, uprzednio żegnając się z jakimś sympatycznym pytongiem górskim, który urządził sobie legowisko na kamieniu obok wejścia.&lt;br /&gt;
Dująca wyraźniej daje się nam we znaki. O ile jeszcze Smukła Szczelina w drodze na dół nie wydaje się wielkim wyzwaniem, tak posiadacze dłuższego organizmu, już na Ciągu Twardzieli mogą mieć problemy ze złamaniem swego cielska w taki sposób, by dostać się do dalszych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w przypadku Trzech Kopców, zwiedzamy Dującą bez większych niespodzianek. Problem pojawia się dopiero przy wyjściu, gdy to mój skromny organizm nijak nie daje rady przepchnąć się w górę przez Smukłą Szczelinę. Łukasz i Asia dzielnie ciągną mnie za fraki do góry, co przy jednoczesnym wypychaniu mnie od spodu przez Buliego sprawia, że jakimś sposobem udaje się mnie wypchnąć z otworu, z którym nijak nie jestem kompatybilny gabarytowo. &lt;br /&gt;
Wychodząc na powierzchnię, jesteśmy tradycyjnie witani… deszczem. Tym razem bez burzy i gradu. &lt;br /&gt;
Droga powrotna przebiega bez większych komplikacji. Nikomu nie udaje się poważniej zgubić, nikt nie zostaje pożarty przez zwierzynę leśną, bezpiecznie docieramy do schroniska, skąd po doprowadzeniu swoich powłok cielesnych do stanu, w którym nie powodujemy ataków paniki postronnych osób, ruszamy w stronę cywilizacji, by zjeść ciepłą kolację.&lt;br /&gt;
Jak się okazuje, znalezienie wieczorową porą otwartej knajpy w Szczyrku jest trudniejsze, niż znalezienie Dującej. Na szczęście udaje nam się trafić do miejsca, gdzie zostajemy nakarmieni i napojeni.&lt;br /&gt;
Kolacja kończy się pożegnaniem – opuszczają nas Bogdan, Asia i Łukasz, zmuszeni obowiązkami do powrotu. Reszta rusza w stronę schroniska, gdzie ku chwale Morfeusza zwala się na materace, chwile później pochrapując radośnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wciągnięciu solidnego śniadania, opuszczamy schronisko i przemieszczamy się w stronę Jaskini Salmopolskiej. Pogoda jak najbardziej sprzyja. Być może tym razem uda się nie zmoknąć…&lt;br /&gt;
Po przebyciu niedługiego odcinka drogi, prowadzącego od parkingu do okolic otworu wejściowego, wskakujemy w kombinezony, których stan jednoznacznie wskazuje na to, co przeszły poprzedniego dnia. Chwilę później kolejno zanurzamy się przyjemnie chłodną jaskinię. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie Salmopolskiej nie zabiera wiele czasu: sprawnie docieramy do północnej części jaskini, następnie po nawrocie kierujemy się ku studni końcowej. Tam czeka nas niespodzianka: nad studnią objawia się okienko prawdopodobnie prowadzące do dalszych partii, których nie mamy oznaczonych na mapie. Część z nas decyduje się na szybki rzut okiem w stronę otworu.&lt;br /&gt;
Chwilę później zawracamy, kierując się już w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;
Wydostajemy się na powierzchnię – szok. Nie pada! Mało tego – słońce świeci! Ruszamy raźno do ostatniej jaskini, którą mamy zamiar zwiedzić. Naszym celem jest Malinowska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów znajdujemy jaskinię. Przy pomocy znajdującej się w środku drabiny, kolejno schodzimy w dół.&lt;br /&gt;
Malinowska ze względu na swoje rozmiary, nie zabiera nam wiele czasu. Krótki podziemny przemarsz można w zasadzie potraktować bardziej jak niedzielny spacerek. Po zwiedzeniu całości jaskini wdrapujemy się na powierzchnię, gdzie w końcu można wyłączyć czołówki na dłuższy czas. &lt;br /&gt;
Idealnym zakończeniem weekendu jest postój na tradycyjnej szarlotce w miejscu, gdzie nie da się skończyć konsumpcji na jednym ciastku. Po wchłonięciu kalorii w ilości mogącej zasilić średniej wielkości miasteczko, pakujemy się do samochodów i ruszamy w stronę domów… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5888</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5888"/>
		<updated>2015-12-07T09:56:43Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== IV kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - otoczenie doliny Bystrej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Piotr Strzelecki, Teresa Szołtysik|06 12 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny i dość ciekawy szlak na poniekąd kondycyjną przechadzkę górską. Z doliny Bystrej na Lachowe Młaki, następnie przeciwną stroną doliny przez Juszczynkę (891) i Przypór (899) do doliny gdzie nieopodal leśniczówki zostawiliśmy auto. Przepiękna pogoda, lazurowe niebo i bardzo kontrastowe widoki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBeskidZywiecki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/06122015Bystra?authkey=Gv1sRgCMim--n7zs2OrwE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura. – Szczelina Piętrowa  i spacer z Mirowa do Bobolic| Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt; i Kasia Mysiak|05 12 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii, opis będzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacery|Piotr i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|28 - 29 11 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę rodzinna wycieczka w Dolinie Gąsienicowej. W niedzielę sam kondycyjnie wchodzę na grań Ornaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria nie co inaczej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Teresa Szołtysik|29 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na górę doliną Suchego Potoku, który w górnym odcinku posiada charakter dość stromego jak na Beskidy jaru. Czasem wskazane użycie rąk przy podchodzeniu. Przed dwoma laty podchodząc tu z nartami uciekliśmy na łatwiejszą drogę. Tym razem wydostajemy się do góry. Z Czantorii schodzimy na stronę czeską w stronę Nydka. Dalej dość długim trawersem podążamy na południe by osiągnąć ponownie główny grzbiet i czerwony szlak wiodący z Soszowa na Czantorię. Z szczytu schodzimy tymże szlakiem do auta w Ustroniu Polanie. Warunki już w miarę zimowe lecz o nartach za bardzo nie ma mowy (jedynie wzdłuż orczyka na szczycie Czantorii można spokojnie pojeździć). Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Czantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|28 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wobec Zimy cierpliwość nie jest moją mocną stroną...Ruszyłam dziś z rana do Korbielowa na poszukiwanie warunków skiturowych. Co znalazłam: świetne warunki na podchodzenie-zaczynam z parkingu (trasa nartostradą) i kończę na szczycie. Jednakże już po drodze wiem, że zjeżdżać to za dużo dziś nie będę i czeka mnie znoszenie nart na dół. Ze szczytu do Hali Miziowej-ostrożnie, ale dało się zjechać (wychodzące zewsząd i hamujące roślinki). Dalej to już tylko walka by nie zniszczyć nart (lód, kamienie, jagody)-odpuściłam więc szybko. W górach spory ruch. Schronisko pełne. Spotykam kilku fanów wychodzenia na nartach i schodzenia z nimi na plecach, jednego zimowego kolarza, górskiego biegacza oraz tłumy spacerowiczów (akcja: wycieczka zakładowa, itp.). Podsumowując: Hurra-Zima!!! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Wierna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Kaja Kałużyńska (SŁ), Jacek Szczygieł (KKS); Magdalena Słupińska, Mariusz Polok, Zbigniew Wiśniewski (KS Aven); Jerzy Zygmunt (SCC); Francesco Sauro z koleżanką Danielą; koledzy-przewodnicy ze Speleo Myszków pod przewodnictwem dzielnego Mateusza|22 11 2015}}&lt;br /&gt;
Dzięki ofercie Małego ze &amp;quot;Speleokonfrontacji&amp;quot;, udało mi się wkręcić na akcję do Wiernej. Jak na jurajskie warunki, jaskinia jest faktycznie niecodzienna. Zaobserwowaliśmy kilka nietoperzy, belemnitów i ramienionogów. O bułach krzemiennych i naciekach nie wspominam, bo trudno było ich nie zauważyć. Spostrzegawczy eksperci wskazali nam również zmiany osi wzrostu nacieków (ich pion przestał być pionem...). Mimo długiego oczekiwania &amp;quot;na klucze&amp;quot; i sporego tramwaju w jaskini, udany dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SPELEOKONFRONTACJE|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + masa ludzi|21 11 2015}}&lt;br /&gt;
Udział w oficjalnym spotkaniu KTJ z przedstawicielami klubów, a następnie w części największej jaskiniowej imprezy w ciągu roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|LAWINY'2015| Warsztaty w G7 - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Paweł Szołtysik, Ania Bil, Sławek Musiał, Ola Rymarczyk, Michał Chowaniec, Daniel Bula z Magdą, dzieci klubowe oraz kilka osób tow. Na krótko pojawili się Rysiek i Marzenna Widuch (dyr. G7)&lt;br /&gt;
MCK (oprócz w/w) - Wojciech Wyciślik, Tomasz Jaworski, Henryk i Monika Tomanek, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola, Zygmunt Zbirenda, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Aga Szmatłoch, Piotrek, Tomasz Szmatłoch, Asia, Marzenna i Ryszard Widuch&lt;br /&gt;
|20, 21, 22 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się jubileuszowe dziesiąte już LAWINY. Jako klub zorganizowaliśmy warsztaty wspinaczkowe dla dzieci na ściance i hali sportowej Gimnazjum nr 7. Przybyło 20 dzieci (przeważnie małych). Podzieleni zostali na 5 grup by przechodzić z „stacji” na „stację”. Tak więc była typowa wspinaczka „na wędkę”, tyrolka, nauka podstawowych węzłów, pierwsza pomoc i slack. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugim etapem działań był „tor grotołaza”. W założeniu halowe mistrzostwa w jaskiniowych technikach linowych. W tym zadaniu wzięli udział członkowie naszego klubu (po zdobytym doświadczeniu być może w przyszłości rozszerzmy formułę na zawody międzyklubowe) . Na trasie znalazły się niemal wszystkie podstawowe elementy techniczne wymagane od rasowego grotołaza. Rywalizację na czas wygrał Artur Szmatłoch. Szczegóły i wyniki w AKTUALNOŚCIACH. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prezentacje i filmy o tematyce górskiej odbyły się w kinie „Patria” (piątek) a w sobotę i niedzielę w MCK w Nowym Bytomiu. Z naszego klubu były 2 prezentacje: Damian Szołtysik o narciarskim przejściu GSB i Asia Przymus o kulisach wyprawy speleologicznej w masyw Göll. Goście specjalnym był tym razem Leszek Cichy, który opowiadał ciekawe historie związane z zimowym zdobyciem Everestu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zarząd klubu serdecznie dziękuje wszystkim, którzy przyczynili się do przygotowania i przeprowadzenia warsztatów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLawiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{Wyjazd|Beskid Śląski - Piekło Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuując moją przygodę z górskim bieganiem postanowiłam w sobotę zmierzyć się z trasą górskiego półmaratonu o zachęcającej nazwie &amp;quot;Piekło Czantorii&amp;quot;. Był to mój pierwszy w życiu start na tak długim dystansie. Trasa niezwykle ciekawa (dla zainteresowanych info na stronie - http://beskidzka160naraty.pl/ ), warunki pogodowe jesienno-zimowe. Bieg był jak najbardziej górski - trasa miała ok.2000 m przewyższenia, a finisz biegł pod słupami kolejki liniowej na Czantorię! Ku własnemu (a pewnie nie tylko) wielkiemu zdumieniu bieg ten wygrałam-dobiegłam na metę jako pierwsza kobieta (20 w całym biegu) wygrywając tym samym kategorię Open Kobiet oraz K1. Tu wyniki&amp;quot;https://drive.google.com/folderview?id=0B4P-qsW-UY4uVUN6eUU3OXU4V3c&amp;amp;usp=sharing&amp;quot;,&lt;br /&gt;
a tu trochę zdjęć: https://photos.google.com/share/AF1QipO0HtwYrO7px0ZEJmrMTLn8YWfOE25pt0tZIyZY2kNt-rgToHMJbltBvSUUglvqtA?key=UHo3QzFtcTBkeTZJSTRUQ002dEYwQU5aZG03ZFBB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{Wyjazd|Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Martyna(os. tow.)|20 11 2015}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Jako, że obietnic trzeba dotrzymywać  a jedyny jeszcze wolny dzień w tym tygodniu był w piątek postanawiamy uderzyć na Baranią. Wyjazd chwilę po 08.00 rano do Mikołowa po Martynę a następnie lecimy już w stronę Węgierskiej Górki. Na szlak wchodzimy o 10.10. Najpierw zielonym, który jako tako był do przejścia a następnie czarnym, który dosłownie wyglądał jak potok. Woda spływała całą szerokością szlaku.  Po niecałych dwóch godzinach osiągamy szczyt i zaczynamy schodzić czerwonym szlakiem, który wygląda zupełnie tak samo jak czarny(wszędzie woda). Przy schodzeniu spotykamy jedynych tego dnia turystów wchodzących na szczyt i w tym momencie zaczyna padać śnieg, który na szczęście szybko ustępuje. Droga do samochodu to kolejne dwie godziny. Całość to 26.32km w czasie 4h19min gdzie całkowicie pod górę było 1363m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/20112015BaraniaGora?authkey=Gv1sRgCLaaiLLL2_fa0AE#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Iwaniacka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|15 11 2015}}&lt;br /&gt;
Jako, że nie mieliśmy nic lepszego do roboty (w przeciwieństwie do kolegów, którzy opuścili nas poprzedniego dnia po powrocie z jaskini) zostaliśmy na niedzielę w Tatrach. Zrobiliśmy sobie krótki spacer. Przeszliśmy Drogą pod Reglami z Kir do Doliny Chochołowskiej (ble...błoto), stamtąd na Iwaniacką Przełęcz (śnieeeeg!), dalej do Doliny Kościeliskiej. Tam spełniłam swoje małe marzenie i zobaczyłam w końcu Smreczyński Staw. Wróciliśmy na Halę Ornak (taaaak.... do schroniska) i po krótkiej przerwie (zupa o smaku ciepłym) Doliną Kościeliską wróciliśmy do Kir.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA)|14 11 2015}}&lt;br /&gt;
Ponieważ chcieliśmy wykorzystać okno pogodowe w postaci całego dnia słońca, wybraliśmy cel z długim i przyjemnym dojściem tj. wspinaczką w Dolinie Miętusiej. Jak się szybko okazało, planowanie schrzaniliśmy, bo ta dolina o tej porze roku jest głównie w cieniu. Jako asekurujący zmarzłem więc okrutnie. Zgodnie z planem, w jaskini zjechaliśmy tylko pierwszą studnię, docierając do zacisku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kursowy trawers Czarnej|Rysiek Widuch, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek|14 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: jaskinie gór Bihor|Tadeusz Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Maciej Dziurka (SDG), Piotr (os. tow.) |10 - 15 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo owocny wyjazd do jaskiń Rumunii. W jego trakcie zjechaliśmy do Awenu Batfia. Zwłaszcza oglądając go z dołu robi wrażenie. Padła również Twierdza Ponoru (Cetatile Ponorului). Dotarliśmy wreszcie do końca jaskini głównie dzięki niskiemu stanowi wody choć pływania było bardzo dużo. Przy pokonywaniu niektórych wodnych progów warto zostawić linę gdyż powrót pod prąd może okazać się trudny lub nawet nie możliwy. To potężna i przepiękna jaskinia. Następnie przemieściliśmy się w okolice Rosii gdzie zwiedziliśmy nie wielką lecz bardzo urokliwą jaskinię Gurui. Jedynym niewypałem okazała się jaskinia Toplica (to druga, zasyfonalna część rozległej jaskini Ciur Ponor). Za imponującym otworem korytarz nagle obniża się a przepływająca woda tworzy dość ciasny syfon. Ostatnią jaskinią była B. Avenul. Przepiękna szata naciekowa w tej dziurze to fajny deser na zakończenie wyjazdu. Po za tym przez wszystkie dni rewelacyjna pogoda z upałami do 19 stopni. Noce chłodne lecz zawsze w pobliżu buzującego ogniska. Do tego fajna kompania co  w komplecie stanowić będzie dobre wspomnienie kolejnej rumuńskiej przygody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura -wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby towarzyszące |08 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie zakończyłem sezon wspinania skałkowego, już tradycyjnie ostatni wyjazd odbył się na początku listopada. Podobnie jak w ostatnich latach starałem się w każdy weekend gdzieś się wybrać, dominowała Jura północna, lecz nie zapomniałem o odwiedzeniu Sokolików. Niestety ilość nie do końca przełożyła się na jakość… Z ciekawszych dróg jakie udało się zrobić: Obecność mitu VI.3+/4 –  bulder ze słabymi stopniami;  Anakonda VI.3- takich promocji to nawet w Tesco nie ma; Zapotrzebowanie na pozory VI.4+ - całkiem sympatyczne wspinanie;   San Quentin VI.4 – niby proste, ale nie do końca; Bezpawle VI.3+ - kruche, przewieszone, fajne; Porozumienia Gdańskie VI.3- bulder, proste; Hula Gula 2+/3 – szybka piłka, Lewy kant Kuli VI.3 - droga jednego miejsca, Taniec ze Słoniem VI.3 – Doleżychówka fajniejsza; Filar Zjazdowej VI.3+ – klasyk, fajne wspinanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Warsztaty pierwszej pomocy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, prowadzący i uczestnicy z różnych klubów|07 - 08 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie w tym roku szkolenie organizowane przez PZA. W sobotę większość zajęć odbywała się na bazie. Rozpoczęliśmy od wykładów dotyczących roli świadka w łańcuchu przeżycia, podstaw prawnych udzielania pierwszej pomocy, mechanizmów urazu oraz oceny i badania poszkodowanego po urazie. Następnie odbywały się zajęcia w grupach. U różnych prowadzących ćwiczyliśmy usztywnianie kończyn, opatrywanie ran oraz badanie poszkodowanego po urazie. Po przerwie obiadowej odbył się wykład o hipotermii, a następnie kolejne zajęcia w grupach. Budowa namiotu cieplnego, ewakuacja poszkodowanego, zajęcia na fantomie - reanimacja i użycie aparatu do automatycznej defibrylacji (BLS-AED) oraz postępowanie w przypadku nagłych stanów internistycznych. Po kolacji podzieliliśmy się na dwie grupy. Pierwsza wyszła razem z instruktorami, druga miała dojść w wyznaczone miejsce po 15 min, tam zastaliśmy zaimprowizowany wypadek z 7 poszkodowanymi w różnym stanie. Po opatrzeniu wszystkich rannych, grupy zamieniły się rolami i ratownicy zasymulowali kolejny wypadek w górach, a wcześniejsi poszkodowani byli ratownikami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia wyszliśmy na akcje jaskiniowe. Działaliśmy w Jaskini Zimnej na odcinku od wejścia do ponoru. Instruktorzy zasymulowali w sumie 3 wypadki, uczestnicy byli podzieleni na trzy grupy, każda zajmowała się jednym poszkodowanym, działaliśmy niezależnie od siebie. Obowiązywał pełny realizm. Akcja rozpoczynała się w momencie znalezienia poszkodowanego - zbieraliśmy wywiad, opatrywaliśmy go, przenosiliśmy do bezpiecznego miejsce i zapewnialiśmy komfort cieplny. Każdorazowo dwie osoby z zespołu cofały się do wejścia w celu wezwania pomocy u podstawionych dyspozytorów służb ratowniczych. Po każdej z symulacji odbywało się krótkie omówienie, za każdym razem dowiadywaliśmy się nie tylko o błędach jakie popełnialiśmy, ale też o ocenie akcji (komfortu) z punktu widzenia poszkodowanego. Uwagi te były niezwykle cenne bo pokazały o jak wielu rzeczach trzeba pamiętać i myśleć podczas udzielania pomocy poszkodowanemu, szczególnie że wiele z nich ma wpływ nie tylko na zdrowie, ale też na życie osoby rannej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pogody wybraliśmy się z Łukaszem na wspinaczkę na Straszykową Górę. Było słonecznie i zimno, ale nie na tyle, żeby palce zamarzały na skale. Pokonaliśmy kilka dróg, o wycenach od IV do V+. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w skałkach mirowskich|Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinamy kilka dróg &amp;quot;czwórkowo-piątkowych&amp;quot; na Klawiaturze i Skałkach z Grotą (m. in. ''Filar Klawiatury'' - IV, ''Zacięcie Groty'' - V+). Przepiękna pogoda i cudowne kolory. Oprócz nas w skałach zaledwie kilku wspinaczy. Do domu wracamy okrężną drogą przez Częstochowę gdzie odwiedzamy fajną knajpę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Przełom Białki - wspinanie|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Rank, Olga|31 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się na Przełom Białki na wspinanie, znajdują się tam dwie skały rozcięte przez rzekę – Kramnica i Obłazowa Skała. Olga z Darkiem byli ostatnio na tej pierwszej, dlatego dziś zaczęliśmy od Obłazowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że okolica bardziej urokliwa od Jury, skały też wyglądają fajniej. Nie tylko wyglądają, ale też są ,,fajniejsze”, od razu pominęliśmy Grotę Obłazowej z drogami 8+ i więcej - ,,na inny raz” i Filar Obłazowej - bo nikt nie miał ochoty asekurować w wodzie po kolana. Bawiliśmy się na Obłazowej, ale, że wszystkie drogi zaczynają się tu z przewieszenia to nasza cierpliwość to tej ściany szybko się skończyła i postanowiliśmy się przenieść na Kramnicę. Po drodze jeszcze zerknęliśmy  do ,,jaskini” Obłazowej – małe schronisko skalne, normalnie nie warte wzmianki, ale ze względu na najstarszy na świecie bumerang, paliczek lewej dłoni, lwa i nosorożca wspominam (a kogo zaciekawiłam odsyłam do internetów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Kramnicy było więcej ludzi, ale ściana większa (i wyższa) niż poprzednia więc się jakoś wpasowaliśmy. Drogi Kramnicy zaczynają się od VI-. Pod koniec dnia nikt nie mógł powiedzieć, że nie zaliczył jakiejś drogi. Choć muszę się przyznać, że chyba jedyną motywacja do wciągnięcia się na to VI- była perspektywa widoku na Tatry i 30 metrowego zjazdu :]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/31102015ObAzowaKramnica?authkey=Gv1sRgCLLV6-nQj-bP6wE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dziura w Dąbrowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, Teresa Szołtysik|25 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spenetrowaliśmy odkrytą kilka lat temu jaskinię - Dziura w Dąbrowie. Mimo, że bez sprzętowa wymaga trochę doświadczenia. Osiągamy najniższy punkt i zaglądamy do poszczególnych odgałęzień. Generalnie krucho. Potem udajemy się jeszcze na wzgórze Cisownik w okolicach Żelazka gdzie również penetrujemy teren odnajdując jedną z znajdujących się tam jaskiń (Żelazkowa Szczelina) do której zresztą wchodzimy. Na Jurze cudowna, kolorowa jesień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDziura-w-Dabrowie i tu: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/25102015JaskinieJuraDziuraWDabrowie?authkey=Gv1sRgCPnfpM_r09CD6QE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - centralne manewry ratownictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Bula&amp;lt;/u&amp;gt;|23 - 25 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek dowiaduję się iż jednak zostaję zaproszony na manewry (znajdowałem się na liście rezerwowych). Dlatego też ruszam w piątek po pracy i omija mnie unifikacja w Dziurze. Dołączam do innych w trakcie spożywania obiadu. Tego samego dnia zostajemy podzieleni na 4 pięcioosobowe zespoły, zostaje nam przedstawiony plan akcji w Zimnej, organizujemy potrzebny sprzęt i biwakujemy. Plan przewiduje rozpoczęcie transportu &amp;quot;ratowanego&amp;quot; od beczki, poprzez wielki komin, chatkę do górnego otworu. Mnie przypada najtrudniejszy odcinek, od prożku pomiędzy chatką, a widłami do górnego otworu. Tak zdecydowało kierownictwo, gdyż mam pewne doświadczenie jeśli chodzi o ten odcinek. Niestety duże braki w sprzęcie powodują, że nosze dochodzą, a my nie mamy zaplanowanych stanowisk wykonanych. Po jakimś czasie sprzęt dochodzi i jakoś powoli wynosimy na powierzchnię &amp;quot;ratowanego&amp;quot;. Po wyjściu nasi koledzy, członkowie Grupy Ratownictwa Jaskiniowego dowiadują się o wypadku w jaskini Niedźwiedziej i byłoby dobrze, gdyby się pojawili. Zatem szybko wracamy do bazy, myjemy sprzęt potrzebny do akcji, pomagamy się chłopakom spakować i żegnamy. Niektórzy rozjeżdżają się do domów już w nocy, niektórzy zostają do rana poznając się lepiej... ja zostałem. Kolejne manewry za mną, czekam na następne... no i na moją ukochaną Zimną:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - górska przebieżka|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|24 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, że piękny sobotni poranek wita mnie w Szczyrku, pomimo nieprzespanej nocy (wesele przyjaciół) pozwalam sobie na świetną zresztą (cudna jesień!!!) górską przebieżką. Robię pętle od parkingu w centrum Buczkowic-czerwonym szlakiem na Skrzyczne i dalej zielonym na Malinowską Skałę, by podążać znów czerwonym przez Przełęcz Salmopolską aż do Karkoszczonki.&lt;br /&gt;
Dalej już niestety asfaltem, ale na szczęście nową ścieżką spacerową wzdłuż rzeki, aż do miejsca startu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRESTOVÁ VERTICAL 2015|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|17-19 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wzięłam udział w biegu górskim Oravaman Brestowa Vertical - 7.7 km, 1200 m przewyższenia. Start z Penzion Pribisko na szczyt Brestowej (1902 npm.). Startuję pod szyldem RKG Nocek i kończę bieg na 5 miejscu w klasyfikacji generalnej kobiet (tu wyniki: http://oravaman.sk/wp-content/uploads/2015/10/Brestova-Vertical-2015.pdf). W niedzielę z kilkuosobową ekipą głównie organizatorów i osób odpowiedzialnych za zawody Oravaman przebiegam 23 km na trasie Zverowka-Rakoń- Wołowiec-Rakoń-Grześ-sedlo pod Osobitą- Penzion Pribisko. Częściowo biegniemy po triatlonowej trasie w//w zawodów. W poniedziałek już tylko spacerem przemierzam trasę- Predny Sindlovec- Brestova-Salatyn-Banikovske sedlo-Predny Sindlovec. Cały weekend wyjątkowo udany. Samym bieganiem po górach bawiłam się przednio :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - marszobieg|Łukasz Piskorek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, w Brennej spotkaliśmy Olę i Wojtka Rymrczyków|17 10 2015}}&lt;br /&gt;
Trasa wiodła dookoła doliny Brennicy. Z Brennej na Kotarz (985), potem Beskid Węgierski, przeł. Karkoszczonka, Klimczok (1117), Trzy Kopce, Błatnia, Brenna (24 km). Ja całą pętlę pokonuję biegnąc lub szybko idąc a Esa z Łukaszem poruszali się szybkim marszem. Spotykamy się w Brennej centrum. Ola w Wojtkiem wyruszali w przeciwną stronę na imprezę w Chacie Wuja Toma. Pogoda była bardzo zmienna. Tu kilka zdjęć:  https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/17102015Klimczok?authkey=Gv1sRgCLfSof_mwLjucw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - manewry autoratownictwa|Tomasz Jaworski jako instruktor, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; jako uczestnik|10 - 11 10 2015}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia zajęcia były prowadzone w jaskiniach położonych ,,wysoko”. Rano zostaliśmy podzieleni na grupy i przypisani do instruktorów. W tych zespołach mieliśmy działać przez dwa dni. Tomek prowadził zajęcia dla swojej grupy w jaskini Czarnej, ja natomiast zostałam oddelegowana do jaskini Wielkiej Litworowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda już jesienna, było zimno i pochmurnie, na szczęście nie padało. W jaskini jako pierwsza poszkodowana zjechałam na dno Studni Flacha, skąd byłam wyciągana najpierw przez jednego ratownika do góry studni, a następnie przez całą resztę grupy przez trawers do sali na dnie I Pięćdziesiątki. Tam czekał na mnie punk cieplny (namiot z foli NRC), chwila przerwy na ogrzanie się i zmiana poszkodowanego. Ja do wyciągnięcia poszkodowanego przyczyniłam się najpierw powyżej Pięćdziesiątki, opuszczając go z prożka zaraz za tą studnią i dalej na mniejszych studniach, raz będąc balansem, a raz wyciągając go samodzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia wybraliśmy się do bliżej położonych jaskiń. Tomek poprowadził swoją grupę do Miętusiej Wyżniej. Ja ćwiczyłam w Kasprowej Wyżniej. Nasza czteroosobowa grupa podzieliła się na dwie dwójki i mając do dyspozycji dwa odcinki linowe ćwiczyliśmy na zmianę wciąganie i zjazdy z poszkodowanym. Na koniec pierwsza dwójka miała jeszcze okazję przećwiczyć zjazd z poszkodowanym na długim zjeździe na powierzchni. Po zakończeniu ćwiczeń szybki powrót na bazę i podsumowanie manewrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA - Bihor|Efrosina Aleksandrova Hristova, Tomasz Pawłowski (STJ KW Kraków), Kaja Kałużyńska (SŁ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 11 10 2015}}&lt;br /&gt;
Tomi poprosił mnie o indywidualne szkolenie z kartowania, czy raczej obróbki danych pomiarowych. Zaproponowałem, żeby zrobić je w plenerze - no i tak oto zaczęło się planowanie tego wyjazdu. Poza ćwiczeniami okołokartograficznymi, Tomi miał pomóc kolegom w eksploracji, Efi miała zobaczyć rumuńskie jaskinie, a Kaja pouczyć się szkicowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek odwiedziliśmy Cetățile Ponorului. Tomi, Efi i jeden z Rumunów poszli wspinać komin niedaleko III otworu, podczas gdy Kaja i ja mierzyliśmy i szkicowaliśmy szkoleniowo, podążając ich śladami. Pewnym kuriozum tego wyjścia był pies jaskiniowy Piatrăşca (&amp;quot;Kamyczek&amp;quot;) z polany Glăvoi. Pies ten zamiast patyków woli aportować kamienie, ale to jeszcze nic! Otóż Petraszka odprowadził nas do Cetățile, poszedł z nami do jaskini i przeszedł kawałek rzeką, to skacząc z kamienia na kamień, to mocząc trochę łapy - właściwie to zupełnie tak, jak my. Zatrzymał go dopiero błotny próg, na który nie był w stanie się wdrapać. Usadowił się więc pod nim i zaczął ujadać. Konsternacja. Tego jeszcze nie przerabiałem w jaskini. Co tu zrobić? Pomóc wejść? Pogonić w ciemność? Próba odprowadzenia zwierzaka do otworu nie dała rezultatu. Pies wyraźnie nie był zainteresowany zakończeniem swojej jaskiniowej przygody tak szybko. W końcu zostawiliśmy mu włączoną czołówkę, żeby mu nie było smutno i żeby miał szanse przejść najgorszy chyba dla niego fragment rzeki, jeśli jednak zdecydowałby się wrócić do otworu. Oczywiście wszystko skończyło się dobrze i kiedy wyszliśmy na powierzchnię, spotkaliśmy Petraszkę radośnie bawiącego się kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę odpoczywaliśmy od wszelakich nauk i daliśmy się Tomiemu oprowadzić po rumuńskich jaskiniach. Tak dokładniej, spędziliśmy ok. 8.5 godziny w Peșterze Zăpodie, docierając najpierw do czarnego kanionu, a następnie pod syfon łączący Zăpodie z jaskinią Neagră. Zăpodie jest dosyć zróżnicowana i niesamowicie ładna, nawet jak na rumuńskie standardy. Większość drogi do syfonu przebywa się wzdłuż aktywnego ciągu wodnego, bogato udekorowanego naciekami. Wody było podobno stosunkowo niewiele; tylko w jednym miejscu musieliśmy przejść kilka metrów jeziorem sięgającym po kolana. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomiędzy tymi dwoma wyjściami, jak również przed i po, przetwarzaliśmy dane, gotowaliśmy i spaliśmy. Mimo niesprzyjającej pogody, każde z &amp;quot;założeń&amp;quot; choć w części udało się zrealizować. Podsumowując: deszczowy, ale nawet w miarę udany wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy Smoleń - Udorz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|11 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spod zamku Smoleń udajemy się rowerami do zapomnianych ruin zamku Udorz. Przez jurajskie pola i lasy, pofałdowanym dość mocno terenem osiągamy cel. Ruiny usytuowane są na wapiennym wzgórzu porośniętym bukowym lasem. Teren odosobniony i gdyby nie stara tablica informacyjna trudno było by tu trafić. Z zamku pozostały tylko resztki murów obronnych. Stąd wracamy przez Strzegową i dolinę Wodącej do Smolenia. Dzień słoneczny lecz dość zimny (5 st. C). Tu kilka zdjęć: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FUdorz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów, Góra Adeptów, Straszykowa Góra – kurs wspinaczkowy |&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|08 - 10 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I dzień &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, zimny czwartkowy poranek - spotkanie na Podzamczu z „Emkiem”. Rozpoczynamy szkolenie teoretyczne. Szukając ciepła przesuwamy się wokół góry zgodnie z kierunkiem przesuwania się promieni słonecznych. Koniec żartów, koniec teorii, instruktor  rozdziela sprzęt i rozpoczęła się rozgrzewka na skałkach. Zaczynamy oczywiście z grubej rury od  najmniejszych drogi Pierdolony rurociąg IV.1.  Tyrolka IV.1. , Lewe dziurki IV.1. , Dziurki Kukuczki IV.1. Z biegiem czasu przesuwamy się coraz dalej, są postępy , trasy zaczynają się robić coraz trudniejsze i dłuższe, a tym samym  fajniejsze. Krew zaczyna powoli buzować, rozkręcamy się z Łukaszem i znajdujemy przyjemność ze wspinania. Na razie wspinamy się na Podzamczu – góra Birów, ostatnia droga  Jumanji IV+, a następnie zmiana miejsca. Jedziemy na górę Adept. Tu robimy dwie drogi, chyba Piątka V. W pierwszym dniu udało się nam przejść po 7 tras wspinaczkowych od VI kończąc na V.  Z pełnym optymizmem jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
II dzień &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, zimniejszy piątkowy poranek  - spotkanie na Straszykowej Górze. Znów szukamy słonecznych skał ,tym razem pada na  Weselną. Rozpoczynamy rozgrzewką Prawym okruszkiem V. Potem Okropne klamry IV+ , Straszny filar V+ . Po drodze jeszcze kilka dróg, których nazw nie zapamiętałem. Razem z Łukaszem nawzajem sobie dopingowaliśmy, bo były wzloty i upadki. Na koniec Cicha rysa V na której się prawie udało, ale byliśmy już zbyt zmęczeni i wyziębnięci, więc postanowiliśmy dać jej trochę czasu. W tym dniu udało się nam przejść po 7 tras wspinaczkowych od VI +kończąc na V+.  Z naderwanymi opuszkami palców jedziemy do domu. Oczywiście z pełnym optymizmem, przecież dopiero jutro zacznie się zabawa, jak będziemy montować własne punkty asekuracyjne : )&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
III dzień&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, jeszcze zimniejszy sobotni poranek - spotkanie na Podzamczu. Rozpoczynamy szkolenie teoretyczne w temacie zakładania  własnych  punktów. Szukamy szczelin, otworów i innych dziur, gdzie można założyć różne dziwne ustrojstwa. Skaczemy w miejscu, żeby się rozgrzać. I zaczęło się: robimy pierwsze własne drogi i nawet całkiem sprawnie nam to idzie. Spotykając się u góry Łukasz stwierdził, że może dzisiaj wyjątkowo zakręcać karabinki ja nie mogę być dłużny też postanowiłem zakręcać  : ). Czas szybko mijał, a nam w sumie udało się przejść po 3 trasy wspinaczkowe  z własnymi  punktami. Wyziębnięci, ale oczywiście z pełnym optymizmem jedziemy do domu. I zapomniałbym wspomnieć o tym, że rzucaliśmy HENIA z góry i próbowaliśmy go wyłapywać na asekuracji. Heniowi po piątym razie zaczęły wypadać wnętrzności ,ale przeżył i wrócił o własnych siłach na parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
IV dzień&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielny słoneczny poranek , teraz to już nieziemsko zimno ,wieje nieprzyjemny wiatr, spotkanie na Podzamczu. Szybkie rozgrzanie na Prawym filarze V-  połączone z trawersowaniem półki. Następnie  Komandos i jeszcze jedna droga od strony grodu (coś z ogrodami, ale nazwy dokładnie nie pamiętam). Ostatnią drogą, którą mieliśmy przyjemność przejść był Komin kursantów. Jeszcze kilka ćwiczeń w zakresie ratownictwa i koniec szkolenia. Całe szkolenie odbyło się z hasłem „Z uśmiechem na twarzy i pogardą dla śmieci w oczach”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKurs-wspinaczkowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia w Straszykowej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|10 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji pobytu w pobliżu Ryczowa postanowiliśmy zwiedzić Jaskinię w Straszykowej Górze, której długość wynosi ok. 150m natomiast głębokość ok 21m. Dojście do jaskini bezproblemowe, bardzo ciekawa szata naciekowa oraz sam układ głównego korytarza. W jaskini napotkaliśmy jednego nietoperza. Zdjęcia tu: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/JaskiniaWStraszykowejGorze?authkey=Gv1sRgCLe_2t2EvPj6RA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Tatry - Buczynowe Turnie - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur (os. towarzysząca - KW Katowice)|02 - 04 10 2015}}&lt;br /&gt;
Wykorzystując chyba ostatnie tego roku dobre letnie warunki w Tatrach wybieramy się na długo planowaną przeze mnie drogę na Buczynowych Turniach - drogę lewym skrajem środkowego żebra południowej ściany Wielkiej Buczynowej Turni (W.C. 181).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Buczynowe Turnie? to tam są jakieś drogi wspinaczkowe? - tak, wiem, że wielu pewnie teraz zadaje sobie to pytanie. Owszem, są i o taką drogę właśnie chodziło. Mało popularną, w spokojnej, rzadko odwiedzanej okolicy (siedzieć całkiem samemu w Dolince Buczynowej, podczas gdy dookoła z każdej strony przechodzą tłumy turystów - bezcenne). Chcieliśmy zdobyć doświadczenie na mało popularnej, w miarę łatwej drodze z dobrą możliwością wycofu. Buczynowa Turnia okazała się być idealna. Droga max IV, poprzecinana w połowie ściany siecią trawiastych zachodów dających możliwość wycofu do jedynkowego żlebu sprowadzającego do podstawy ściany.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W ścianę wchodzimy dość późno, ale ze względu na późną jesień w górach pozwoliło nam to uniknąć porannych przymrozków i wspinać się w słońcu pięknie ogrzewającym południową ścianę. Na początku zgodnie z W.C. szeroką rynną pod płytową przewieszkę. Tutaj pierwsze miejsce, które zatrzymało nas na nieco dłużej. Wyjście z przewieszki asekurowalne z zawilgoconych pęknięć na duże frendy. Zakładam jednego, potem metr wyżej dokładam drugiego. Próbuję. Wyglądają na pancerne. Nieco wyżej dałoby się wrzucić w szczelinę w okapie jeszcze jednego frienda, ale ten pewnie już nie utrzymałby lotu. Wyjście z przewieszki w porównaniu do innych tatrzańskich czwórek jakie robiłem mogłoby być spokojnie wycenione przynajmniej na V.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
A może to tylko odczucie psychiczne. Niepewność co będzie dalej. Idziemy bez schematu drogi, bo taki nie istnieje. Posługujemy się jedynie opisem słownym W.C oraz znajomością topografi góry zdobytą podczas wcześniejszych tygodni przeglądania zdjęć ściany ujętej z różnych perspektyw. Czujemy się trochę jak pionierzy i myślę, że wiele się nie pomylę, jeżeli napiszę, że nasze przejście było pierwszym przejściem tej drogi (a nawet ściany) od kilku, kilkunastu a może i kilkudziesięciu lat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Spoglądam jeszcze raz na przewieszkę i po raz kolejny podchodzę pod jej próg. Stąd jeszcze możemy się wycofać. Zjechać do podstawy ściany. Nie wiem co czeka mnie nad przewieszką ale wiem, że stamtąd możliwości wycofu będą mocno ograniczone. Podchodzę wyżej, badam ścianę, moment zawahania, odpuszczam. Prowadzenie przejmuje Artur. Również kilka razy przystawia się do przewieszki i również rezygnuje. Ale udaje mu się pokonać ścianę innym wariantem, po stromych płytach z lewej strony przewieszki. Na prowizorycznej asekuracji wychodzi ponad przewieszkę i odcina sobie drogę łatwego wycofu. Teraz najbardziej emocjonujący fragment drogi - kilka, kilkanaście metrów połogich płyt, jednak wszystko co wydaje się dobrym chwytem lub miejscem na osadzenie asekuracji zostaje w rękach. Na prawdę wielki szacun dla Artura za poprowadzenie tego co prawda krótkiego, jednak jakże emocjonującego wyciągu.&lt;br /&gt;
Artur ściąga mnie do stanowiska gdzie dając mu odpocząć psychicznie przejmuję od niego prowadzenie na wszystkich pozostałych wyciągach drogi. Na szczęście teraz ściana oferuje już wspinanie w litej skale i mogę przyśpieszyć nadganiając nieco stracony czas.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Drogę ze względu na zapadający zmrok kończymy na siodełku w połowie ściany, skąd zjeżdżamy do piarżystego, jedynkowego żlebu, którym już w zupełnych ciemnościach schodzimy (w kilku bardziej stromych miejscach zakładając krótkie zjazdy) do podstawy ściany.&lt;br /&gt;
W samej Dolince Buczynowej gubimy się jeszcze w kosówkach, próbując znaleźć przecinkę wyprowadzającą z Dolinki na żółty szlak do Piątki i chodzimy to w tą to w drugą stronę wzdłuż ściany kosodrzewiny. Kto by pomyślał, że te małe drzewka mogą sprawić taką niespodziankę. Na szczęście jest piękna, gwieździsta noc. Na chwilę nawet gasimy czołówki by popatrzeć na miliony gwiazd. Jesteśmy przecież w Dolinie całkiem odciętej od innych źródeł światła - no może poza małym światełkiem schroniska daleko w Dolinie.&lt;br /&gt;
Do schroniska docieramy koło północy i znajdujemy kawałek podłogi (a właściwie schodów) gdzie przeczekujemy do rana.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Refleksje z naszego przejścia? Na pewno jestem zadowolony, że udało się znaleźć partnera i spróbować tej drogi. Z Arturem wspinałem się pierwszy raz, ale myślę, że fajnie się uzupełnialiśmy. Na pewno sporo rzeczy mogło być zrobionych lepiej, a przede wszystkim szybciej, ale chodziło przecież o zdobycie doświadczenia na tego typu drogach - drogach typowo górskich, bez znajomości pełnego przebiegu drogi, w kruszyźnie itd. Cel został osiągnięty a zdobytego doświadczenia nikt nam nie odbierze. Droga typowo górska, bardzo pouczająca i ciekawa (poza jednym, mega kruchym wyciągiem nad przewieszką).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Śnieżna - kurs|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek, Ola Rymarczyk, i (prawie) Ksawery Patryn|03 - 04 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotni wieczór rozpoczynamy od wykładu o jaskiniach na całym świecie. Mateusz wprowadza nas w multimedialną podróż po wszystkich kontynentach świata , jednocześnie bardzo ciekawie opowiadając o swoich doświadczeniach jaskiniowych zdobytych podczas wypraw. Ciągle kręcąc się wokół osi ziemi, dzięki ogromnemu globusowi skaczemy z jednego kontynentu na drugi. Czas szybko biegnie w miłym towarzystwie, ale rano trzeba wcześnie wstawać. Jest niedziela, nadszedł ten dzień i powtórka z rozrywki - może tym razem się uda. Wyruszamy wcześnie rano, około 6,30, naładowani dobrą energią i zaskoczeni ciepłym porankiem. No to w drogę (bez nakręcanych niebieskich butów). Ciepły poranek był zmyłką, w drodze do jaskini zaczęło mocno wiać (prawie halny) i już tak miło nie było. W trakcie podejścia u Ksawerego nastąpił nawrót choroby i żeby nas nie stopować, postanowił zawrócić do bazy. Pożegnaliśmy go przy źródełku, rozdzielając jego sprzęt między sobą. Z łezką w oczach pomachaliśmy mu na pożegnanie i ruszyliśmy w dalszą drogę. Silny, zimny  wiatr nic nam nie odpuszczał, chmury mknęły jak wyścigówki na autostradzie. Dotarliśmy  przed otwór Wielkiej Śnieżnej nawet dość szybko  w około 2,45 h. Chowając się za kamiennym murem, rozpoczęliśmy przebieranie się w stroje wizytowe, w końcu to Wielka Śnieżna. Poręczowanie pierwszego odcinka przypadło Łukaszowi (poszło szybko i sprawnie). Mnie przypadła wielka studnia, niby już to robiłem, ale ogrom dziury znów zrobił duże wrażenie – lecz tym razem było łatwiej. Mateusz przy zjedzie znów rozpoczął swój recital (maja haaa itd…). Następny odcinek rozpoczął Emil, a my w tym czasie nabieraliśmy siły konsumując gorącego Plusza przygotowanego przez Mateusza. Kolejny odcinek Piter, a końcówka znów należała do Łukasz. I tak przechodząc przez pierwszy płytowiec, drugi płytowiec , małe trawersy (tu odezwał się wewnętrzny poetycki głos Emila), wodociągi miejskie dotarliśmy do miejsca docelowego, czyli suchego biwaku. Mała chwila odpoczynku i znów podawano główne danie Mateusza, czyli gorącego plusza. Chwila refleksji i rozdzielenie zadań i powrót. Przy wielkiej studni mały korek , jak przed bramkami przy wjeździe na autostradzie A4. Siedząc na dnie utworzyła się Loża Vipów, która dopingowała wychodzących. Każdemu było wesoło dopóki nie musiał zawisnąć na cienkiej bujającej linie (nie dotyczy to Mateusza rzecz jasna, on jak wystartował ,to tylko przepinka go lekko spowolniła). Jak był wjazd na autostradę, to i musi być wyjazd z niej - tym razem przypadł przy wyjściu Lodospadem. Ola będąc już na górze krzyczała” jest jeszcze jasno” (tylko ona to widziała), a niżej zabawa zaczęła się od nowa. Emil znów się rozkręcał poetycko i nie tylko on. Ostatni wychodził Łukasz, ale jego zastała już totalna ciemność. Szybkie przebieranie się, pakowanie, założenie latarek na czoło i w drogę powrotną, na szczęście przestało wiać. Powrót szybki i bezpieczny. Wszyscy zadowoleni, choć mocno zmęczeni. Było super fajnie w doborowym towarzystwie. Z góralskim pozdrowieniem hej! czekamy na jeszcze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSniezna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Polskie i Słowackie - jesienne spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|03-04 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę w tłumie turystów przemierzam trasę: Dolina Suchej Wody- Murowaniec- Przełęcz Krzyżne- Schronisko w Piątce-Szpiglasowa Przełęcz-Morskie Oko-Polana Białczańska. W niedzielę odpoczywam po Słowackiej stronie na trasie: Strednica-Kopske Sedlo-Biele Pleso-Chata pri Zelenom plese. Powrót tą sama drogą. W górach przepiękna jesień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - MTB w okolicach Sporysza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa: Żywiec Browar - Grojec (612) - Sporysz - Jastrzębica (758) - Wikarówka - Świnna - Żywiec. Ponieważ sypła się akcja jaskiniowa a pogoda była rewelacyjna to realizuję kolejną akcję rowerową tym razem na w/w trasie. Ostra rozgrzewka na Grojec wypruła ze mnie sporo sił (przez moment nawet trzeba było nieść rower na plecach), dużo technicznej jazdy. Potem zjazd i kolejny długi podjazd na Jastrzębicę (okolice Przełękowa). Kilka stromych podejść. Z Jastrzębicy przepiękny zjazd do Świnnej i powrót drogą do Żywca. Trasa dość trudna. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMTB-BeskidZywiecki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Mietusia Wyżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch, Łukasz Majewicz, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcję rozpoczęliśmy o poranku w Kirach. Idąc szlakiem dało się zauważyć wysoki stan w potokach. Zdarzało się, że woda płynęła radośnie samym szlakiem. Na końcowej części podejścia mieliśmy do pokonania na przełaj mokrą od deszczu kosówkę, co nie było najprzyjemniejszym doznaniem tego dnia. Do otworu dostaliśmy się krótką wspinaczką gdzie we względnie suchych warunkach dało się przebrać. Korytarze o rozwinięciu poziomym, czasem ciaśniejsze, w większości na tyle niskie, że nie dało się wyprostować. Naszym pierwotnym planem było zejście na dno -108m pokonując kolejno zalane syfony. Po dotarciu do pierwszego z nich życie zweryfikowało nasze założenia. Ze względu na intensywne opady z ostatnich dni, poziom wody w syfoniku był wyjątkowo wysoki. Do tego węże do przelewania, które podobno tam zawsze były, w jakiś nieznany sposób zniknęły. Wspólnie podjęto decyzję, że przelewanie wody worami niewiele pomoże i nie będziemy w stanie przejść przez kolejne syfony bez ryzyka potopienia się. Zostało nam zrobić pamiątkowe zdjęcie nad wodą i zawrócić. W drodze powrotnej zdecydowaliśmy zaliczyć suche dno. Zejście szybkie i sprawne, jedynie Lucas musiał  odpuścić ze względu na naglącą fizjologiczną potrzebę wydostania się na zewnątrz w tempie ekspresowy. Powrót do otworu poszedł sprawnie, gdzie część postanowiła się przebrać w ubrania, a druga część zdecydowała że przebierze się w coś bardziej galowego dopiero na polance poniżej. Droga do bazy przebiegła bez dodatkowych atrakcji. Po przepakowaniu pozostało jedynie zapakować się do samochodu i pomknąć w kierunku Śląska.  Akcja udana, tylko tych syfonów szkoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy w okolicach Niegowonic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa: Niegowonice - Grabowa - Kanki - Rokitno Szlacheckie - Niegowonice. Dość urozmaicona trasa wiodąca szlakami pieszymi i rowerowymi. W lasach kilka ciekawych obiektów skalnych. Na skałkach niegowonickich obitych jest kilkanaście dróg wspinaczkowych. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNiegowonice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerem w podkrakowskich dolinkach|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
Trasa z mojego ulubionego przewodnika po Jurze: Dolina Będkowska-Brzezinka-Rudawa-Nielepice-Kleszczów-Las Zabierzowski-Dolina Bolechowicka-Zelków-Biały Kościół-Bębło- Będkowice. Trasa po asfalcie, lesie, błocie i wodzie-czyli jak dla mnie idealnie poprowadzona :). Oczywiście sobie tylko znanym sposobem mimo mapy i dość dokładnego opisu kilka razy robię mały, własny wariant proponowanej przez przewodnik trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz tatrzański KTJ|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; oraz uczestnicy i instruktorzy z różnych klubów|17-20 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działania rozpoczęliśmy w czwartek rano od omówienia planowanych akcji jakie miały się odbyć podczas obozu. Pierwszego dnia znalazłam się w jednej z dwóch grup idących do jaskini Ptasiej. Wyszliśmy jako pierwsi aby wywspinać i zaporęczować Próg Mułowy, którym miały się poruszać wszystkie grupy w trakcie obozu. Droga do jaskini przez Wantule i Wielką Świstówkę była bardzo przyjemna dzięki słonecznej pogodzie. W samej jaskini mieliśmy zrobić porządki. Początkowo bardzo sprawnie zjechaliśmy wszyscy do jaskini i rozdzieliliśmy się za Mokrą Czterdziestką. Pierwsza grupa udała się do Sali Dantego, druga (moja) na dno Studni z Mostkiem Piratów, po drodze okazało się ,że mamy małe zamieszanie z linami i ze szkicem technicznym. Po trzykrotnym rozpoczynaniu poręczowania, pominięciu dwóch batinoksów zjechałam  w deszczu i... zawisłam 5m nad dnem Studni z Mostkiem Piratów. Po uporaniu się z tym problemem i sprzątaniem szybko wyszliśmy z jaskini i wróciliśmy na bazę na Polanie Rogoźniczańskiej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek również był bardzo słonecznym dniem. Obóz działał w jaskiniach: Śnieżna, Ptasia i Wysoka. Ten dzień był przewidziany na prace ekiperskie. Byłam w jednej z dwóch grup idących do jaskini Wysokiej. Wszyscy zachwycali się Wąwozem Kraków, a później widokami z plato pod otworem. Zanim weszliśmy do jaskini zademonstrowano nam sposób wklejania batinoksów. W samej jaskini pierwsza grupa poszła poprawić oporęczowanie w rejonie tyrolki w Wielkiej studni, moja natomiast oddzieliła się w Sali Gotyckiej i poszła w kierunku Górnych Partii. Prace prowadziliśmy w kominie za trawersem w stropie Sali Trzech Kominów. Część z nas poszła jeszcze zwiedzić Salę Naciekową. Z powodu późnego wejścia  do jaskini nie spędziliśmy w niej za dużo czasu, jednak udało się wykonać większość zaplanowanych prac. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę nastąpiło załamanie pogody (mgła i mżawka na przemian z deszczem), grupy wybrały się na trawersy Czarnej (z dwóch stron), deporęczowanie progu Mułowego oraz do Bańdziocha. Ku mojej wielkiej radości trafiłam do tej ostatniej. Weszliśmy dolnym otworem i poszliśmy na III dno. Wspólnym wnioskiem było to, że jest to jaskinia w której nie można się nudzić. Największych wrażeń dostarczyły: Wyżymaczka, początkowy ciasny zjazd do studni Brody (a raczej pokonanie tej części do góry), Zamulony Syfon przed partiami Afrykańskimi, z którego osobiście miałam okazję wybierać wodę oraz same (ciasne) Partie Afrykańskie – zabłocona rura, którą w dół pokonuje się jak zjeżdżalnię . Na III dnie zebraliśmy niepotrzebne już rzeczy, obejrzeliśmy syfon i system służący do jego  opróżniania i ruszyliśmy w drogę powrotną. Była ona znacznie bardziej męcząca z powodu małej ilości odcinków linowych a dużej prożków do wywspinania. Na zewnątrz pogoda dalej nie sprzyjała, ale raczej nikt nie zwracał uwagi na deszcz. Na bazę wróciliśmy późno w nocy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę zajmowaliśmy się czyszczeniem i porządkowaniem sprzętu jaskiniowego oraz pomagaliśmy w porządkach i zamknięciu obozowiska na Polanie Rogoźniczańskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Trawertynowa |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik |19 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała jaskinia jest ciekawostką geologiczną (jedyna w Polsce) w skale trawertynowej w pobliżu miejscowości Laski. Stąd na rowerach zataczamy ciekawą pętlę (Laski - Błędów - Kuźniczka - Krzykawa - Laski) wiodącą częściowo wzdłuż Białej Przemszy. Tereny bagienne w dolinie, w lasach wiele fragmentów piaszczystych . Tu kilka zdjęć okolicy: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLaski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Trawersy|Przewodnicy: Joanna Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; koledzy z BEAC Barlangkutato Csoport: Eva Maria Toth, Zoltan Povazsay, Ors Sepsi, Pal Maak, Dalma Hericz, Ferenc Ujhelyi, Barbara Golya, Peter Juhasz, Agi Berentes, Anett Hegedus|11 - 13 09 2015}}&lt;br /&gt;
W dwóch grupach (jedna poręczująca od Śnieżnej, druga od Nad Kotlinami) dokonaliśmy trawersu otworów przez Suchy Biwak. W jaskini spędziliśmy ok. 14 - 16 godzin, niektórzy więcej, niektórzy mniej. W każdym razie, pod wpływem zmęczenia musieliśmy zmienić dalsze plany. W założeniu, w niedzielę miał być Wielki Kłamca, a stanęło na trawersie Czarnej - przy czym wybrała się tam tylko część ekipy: Eva, Povi, Ors, Pal, Anett, Asia i ja. Tym razem poszło nam bardzo sprawnie i zamknęliśmy się w sześciu godzinach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Wyspowy - rowerem na Mogielicę |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, na imprezie w tipi Jacek Joniec z swoja rodziną i przyjaciółmi |05 - 06 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pretekstem do tego wyjazdu był pobyt w Polsce a konkretnie w Starej Wsi k. Limanowej kolegi z Arizony (poznanego podczas mojej wyprawy na Great Divide) Jacka Jońca. Jacenty obchodził akurat urodziny więc oprócz celu górskiego łapiemy się na &amp;quot;indiańską&amp;quot; imprezę w prawdziwym tipi (siostra Jacka przemysłowo produkuje tipi, może nawet sprzedaje Indianom, jeżeli ktoś nie czytał literatury o Dzikim Zachodzie to tipi jest takim indiańskim namiotem). Gitara i śpiewy kończą się przed północą a ja z Esą śpię właśnie na derkach w owym tipi. W niedzielę auto zostawiamy w Zalesiu i ruszamy rowerami górskimi początkowo trasą wiodącą wokół Mogielicy  (najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego - 1171) a potem prosto na szczyt. Ostatnie podejście dość ostre i po kamieniach. Na wierzchołku jest wieża widokowa lecz mgła skryła wszystko wkoło. Niemal ciągle w deszczu zjeżdżamy innym szlakiem do Zalesia i stąd wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Mogielica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Alpy Salzburskie - wyprawa Göll'2015 |Mateusz Golicz (kierownik), Joanna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Michał Macioszczyk (WKTJ), Miłosz Dryjański (KKS), Jacek Szczygieł (KKS), Michał Machnik (KKS),  |14 08 - 04 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyła się kolejna wyprawa eksploracyjna do jaskiń masywu Hoher Göll. W trakcie jej trwania dokonano dalszych odkryć w jaskini Gammsteighölle. Do transportu ludzi i sprzętu na bazę w tzw. Zakrystii użyto śmigłowca co znacząco przyśpieszyło nasze działania. Dobra organizacja oraz założenie linii telefonicznej z biwaku w jaskini na bazę znacznie przyczyniło się do osiągniętego wyniku. Więcej szczegółów w dziale WYPRAWY: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Wyprawa_Jaskiniowa_Hoher_G%C3%B6ll , zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGoll  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Alpy Karnickie - kaniony na sucho |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Zbigniew Tabaczyński (Speleoklub Tatrzański) |27 - 30 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niespodziewanie wracając z wyprawy jaskiniowej na Göll (zejście z Zakrystii kosztuje sporo sił) jedziemy w Alpy Karnckie w pn. Włochach. Pierwszy biwak przy ognisku w dolinie pięknej rzeki gdzie spotykamy się z Tabaką i Marcinem. Ponieważ ja nie byłem przygotowany na akcje kanoningowe (miałem tylko wracać z Pauliną autem do domu) schodzę tylko do kanionów do miejsc gdzie mogę poruszać się tradycyjnie. Potem się wycofuję i zjeżdżam autem po Zbyszka i Paulnę. Przy okazji dokonuję rozpoznania terenu a jest on super ciekawy pod względem różnorodności i obfitości kanionów. W ogóle cały ten region jest przepiękny pod każdym względem. Drugi biwak znów nad piękną rzeką. W trakcie tych dni odwiedziliśmy kaniony Cosa, Gasparini i Quajpedi. Ostatnią noc spędzamy w aucie w drodze do domu. Natomiast wyprawa na Göllu trwała jeszcze tydzień a opis zrobiła Asia: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Wyprawa_Jaskiniowa_Hoher_G%C3%B6ll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Skalne Miasto|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski z dzieciakami|29 08 2015}}&lt;br /&gt;
Dystans ogromny ale było warto. Zwiedziliśmy Skalne Miasto startując z Teplic. Jeden dzień to za mało ale i tak pooglądaliśmy masę przepięknych rzeczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu filmik: https://vimeo.com/141228121&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk |23 08 2015}}&lt;br /&gt;
Turystyczne wejście na Kościelec od Czarnego Stawu Gąsienicowego z zejściem do Doliny Zielonej G. Dużą część trasy jesteśmy praktycznie sami na szlaku, mimo na oko dość sporej ilości turystów. Na szczycie spędzamy ponad godzinę - w końcu po to tam przyszłam... nic nie robić, tylko posiedzieć między kamolami... jak najdłużej.&lt;br /&gt;
Po południu wracamy na kwaterę do dzieci. Wojtek niestety odjeżdża jeszcze tego dnia wieczorem, ja natomiast zostaję z bąblami na parę dni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Kobylańskiej |Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Ania, Sławek(os. tow.) |23 08 2015}}&lt;br /&gt;
Udany wyjazd w doborowym towarzystwie - piękna pogoda, mało ludzi... Cały dzień wspinamy na &amp;quot;Kuli&amp;quot; - długie drogi jak na Jurę. Tym razem bez ciśnienia i bez rekordowych przejść:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Słowacki Raj, Tatry Wyskoie|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;,Tomek Jaworski+ dzieciaki |02-15 08 2015}}&lt;br /&gt;
Wyjazd rodzinny &amp;quot; pod namiot&amp;quot;. Zrobiliśmy parę tras w Słowackim Raju (startując z  Podlesoka i z Dedinek), odwiedziliśmy Jaskinię Lodową. Po paru dniach podjechaliśmy  w rejon Wysokich Tatr i tam spędziliśmy kilka dni na campie w Tatranskiej Strbie. Zrobiliśmy wycieczkę do schroniska przy Popradskim Plesie. Zaliczyliśmy długi przejazd Tatranska elektricką do Starego Smokowca, tam  wjechaliśmy także na Hrebieniok i doszliśmy do chaty Zamkhego. Wracając z Tatr zahaczyliśmy o Jaskinię Bielańską. Okazało się, że w Tatrach Wysokich da się porobić parę fajnych rzeczy z marudzącymi dzieciakami, w prawie 40 stopniowym upale. Ścieżki dydaktyczne ułatwiają sprawę i mobilizują znudzonych maluchów. Przepiękne widoki to dla rodzica wystarczjąca nagroda za próby mobilizacji do marszu.&lt;br /&gt;
Oczywiście był też czas na aquaparki podczas naszych wakacji: Szaflary, Tatralandię i Zakopane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA/WŁOCHY – wspinanie w Alpach i Dolomitach|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Kasia (os. tow.) |31 07 - 16 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niezwykle udanym zeszłorocznym wyjeździe w Alpy Delfinatu postanawiamy pojechać tam znowu, lecz tym razem pod strony Ailefroide. Po długie podróży zatrzymujemy się na jednym z największych kampingów w Europie, na którym szczęśliwie udaje nam się znaleźć fajne miejsce na rozbicie namiotów. Ludzi jest naprawdę dużo, zdecydowanie najwięcej jest Francuzów, lecz Polaków niejednokrotnie  też udało nam się spotkać. Pogoda z początku rozpieszczała, więc bez większej napinki rozpoczynamy rozwspinanie od 300m drogi położonej o 15min z kampingu La snoopy direct (6b). Szczęśliwie Damian z Kasią znają francuski, dzięki czemu dowiedzieliśmy się o obrywie na Pic Sans Nome, który wyeliminował ze wspinania kilka polecanych dróg. Ponadto w biurze przewodników poinformowano nas o tym, że totalnie nie ma warunków w tym roku na drogach alpejskich, szkoda bo zamiast sprzętu zimowego mogliśmy zabrać sprzęt do kanioningu. Tak więc dojść drastycznie ograniczyła nam się ilość celów jakie sobie zaplanowaliśmy. W tak zwanym międzyczasie zwiedzamy okoliczne rejony sportowe w których niestety nie potrafiliśmy znaleźć miękkiej cyfry. Pierwszą i jak się okazało później ostatnią górską drogą jaką zrobiliśmy byłą 350m Ventre a Terre (6a) na Aiguille de Sialouze (3576m) . Startuje ona z wysokości około 3200 mnpm, więc musieliśmy jakimś cudem pokonać 1700m przewyższenia…. Ze względu na nasze bogate doświadczenie górskie i niezwykłą kondycję rezerwujemy sobie na to podejście cały dzień. Śpimy w pięknej bezludnej dolince z widokami na pobliskie lodowce. Ściana robi wrażenie…, droga na ,,papierze’’ wygląda na rozgrzewkową, lecz już na początku pokazuje, że lekko nie będzie. Droga startuje ze stromego śniegu co ze względu na brak raków troszkę przeciągnęło start w drogę (konieczność kopania stopni).  Mała ilość śniegu spowodowała, że już sam początek drogi jest trudny – w topo miejsce A0, lecz udało się je pokonać klasycznie. Powagę drogi zdecydowanie zwiększa lotna asekuracja. Po  4 lub 5 wyciągu na chwilę gubimy drogę, Damian montuje czuje stanowisko z gatunku lepiej nie obciążać. Po 15m trawersie bez przelotu udaje się nam znowu znaleźć się na właściwej drodze. Kolejne wyciągi oferowały wyśmienite wspinanie w sporej ekspozycji. Niestety nie odnaleźliśmy linii zjazdów, więc byliśmy zmuszeni na żmudne i ryzykowne zjazdy w linii drogi. Tego samego dnia docieramy na kamping jeszcze za dnia, choć w tej kwestii zdania są podzielone - ciemno jest wtedy kiedy musisz odpalić czołówkę:) W tym czasie dziewczyny ambitnie zwiedzają okoliczne szlaki i schroniska. We czwórkę robimy jeszcze ciekawą via ferratę, biegnącą nad malowniczą rzeką. Niestety prognozy na następne dni nie pozostawiają złudzeń – będzie padać …. decyzja o odwrocie zostaje podjęta wyjątkowo szybko. Szybkie sprawdzenie prognoz pogody i rejon wybrany – Dolomity. Przepak i droga zajmują nam właściwie cały dzień. Podróż po autostradach we Włoszech uświadamia nam, że nasza A4 wcale nie jest najdroższą i najbardziej rozkopaną autostradą w Europie. Zatrzymujemy się na kampingu w Cofosco, który jest czysto turystyczny i zatłoczony jak całe Dolomity. Pogoda idealna, więc szybko organizujemy topo i robimy na pierwszej turni Sella drogę Schobera i Kleisla (VI-) 180m. Wspinanie bardzo przyjemne poza kruchym pierwszym wyciągiem. Kolejnego dnia robimy drogę 300m drogę Gluck (VI) na drogiej turni Sella, która była znacznie bardziej ,,górska’’ od poprzedniej, przede wszystkim ze względu na kruszyznę i jakość asekuracji. Dziewczyny w tym czasie zdobywają swój pierwszy trzytysięcznik Piz Boe (3152m). Następnego dnia Damian z Kasią idą na via ferrate na Marmoladzie (ta wycieczka zasługuje na osobne omówienie:)), ja z Anią restujemy wspinając się w rejonie Capanna Bill, udaje się tam poprowadzić Amico fragile (7a+ OS). Wracając nie możemy ominąć sprawdzonej knajpy w Czechach, w której solidny obiad poprawia wszystkim humory pomimo nieubłaganego końca urlopu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA/SZWECJA - wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Adam Koniewicz (os. tow.) |26 07 - 12 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Polski do Norwegii jedziemy samochodem Heńka na wyspę Flø do miejscowości o tej samej nazwie (koniec drogi, &amp;quot;koniec świata&amp;quot;). Stamtąd Jeepem Adama (który tu mieszka i pracuje od 2 lat) przez Szwecję na północ. Po drodze niekończące się lasy i bagna tej części Szwecji a na biwakach roje komarów. Przez północną Finlandię (tundra) znów wjeżdżamy do Norwegii docierając na północny cypel Europy, przylądek Nordkapp (jest tu wysoki klif a samo miejsce komercyjnie zagospodarowane). Dalej pędzimy na południe na wyspy Lofoty. W okolicach Kalle wspinamy się trochę (2 jednowciągowe drogi do zapoznania z tutejszą skałą o znakomitym zresztą tarciu). Wychodzimy również na wieńczący ten rejon wyspy szczyt Vøgakallen (948). Droga na niego nie jest całkiem łatwa a start z poziomu morza. Atrakcją jest przejście po &amp;quot;kalenicy dachu&amp;quot; w dużej ekspozycji. Z Lofotów udajemy się promem do Bodø i dalej na południe gdzie w okolicach Molde wchodzimy do największej w tym rejonie kraju jaskini: Trollkrjeka. Jest nie komercyjna choć dostępna dla lepiej wyposażonych &amp;quot;grotołazów&amp;quot;. W tak krótkich czasie zrobiliśmy autami niemal 8000 km więc sporo czasu spędziliśmy w aucie. O tyle dobrze, że było chłodno a dni bez deszczu były zaledwie 3 (w przeciwieństwie do upałów w Polsce było całkiem rześko). W trakcie jazdy 9 przepraw promowych, setki wielokilometrowych tuneli (w tym kilka pod dnem fiordów), potężne mosty i oczywiście wspaniałe pejzaże. Termometr pokładowy zanotował skrajne temperatury od +5 st. do +27 (ale to była tylko chwila przed burzą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Do GALERII wrzuciłem dość sporo zdjęć (może lepiej oddają skandynawską rzeczywistość) więc jak się komuś chce to oglądać to tu:'' http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNorwegia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Obóz Kursowy|Mateusz Golicz, Agnieszka Lakwa, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn z Anią, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło,  Bogdan Posłuszny, Joanna Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki |05 - 09 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
DOJAZD [Łukasz]&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Środa godzina 17.00 wyjeżdżam z domu by po kolei zabrać Bogdana, Mateusza i Asię aby następnie kilka minut po godzinie 18.00 jechać już w stronę Zakopanego.&lt;br /&gt;
Trasa pomimo ulewy jaka zastała nas na autostradzie przebiega sprawnie i na Polanie Rogoźniczańskiej jesteśmy jeszcze sporo przed zmrokiem.&lt;br /&gt;
Wieczór mija na przygotowaniu sprzętu, rozmowach. Po kolacji udajemy się spać. W nocy dojeżdżają do nas Aga z Piotrem i Emilem.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
DZIEŃ I&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wstajemy z samego rana, po szybkim śniadaniu udajemy się do Kir aby jak najwcześniej być na szlaku. Nasz cel jaskinia Pod Wantą.&lt;br /&gt;
Wędrówka szlakiem przebiega sprawnie a na postojach poznajemy topografię tatr. Po dojściu na ostatnią prostą na niebieskim szlaku prowadzącym na Małołączniak wyciągamy opis dojścia i zaczynamy szukać otworu jaskini. Po ”jakimś” czasie udaje mi się go zlokalizować i doprowadzić do niego resztę.&lt;br /&gt;
Pod otworem szybko się szpejujemy i po chwili pierwsza osoba już poręczuje wlot. Do jaskini wchodzę jako ostatni. W bardzo szybkim czasie wszyscy stajemy na dnie jaskini zwiedzając wszystkie zakamarki najniższej salki. Po ustaleniu kolejności wyjścia przypada mi deporęczowanie lin do samej studni wlotowej gdzie zmienia mnie Aga i deporęczuje ostatni odcinek. Była to moja pierwsza okazja wyjścia z jaskini na samym końcu przez co czekając na dole Dzwonu na hasło „lina wolna” miałem okazję sprawdzić jak to jest z tą ciemnością w jaskini, która nie może się równać z żadną inną, którą znają ludzie nie związani z taternictwem. Niesamowite uczucie.&lt;br /&gt;
Po wyjściu wszystkich na powierzchnię przepakowujemy sprzęt, przebieramy się i po chwili jesteśmy gotowi do drogi.  Wracamy na polanę tą samą trasą.&lt;br /&gt;
GPS, którego przy sobie nosiłem wykazał, że przeszedłem w tym dniu 16km. Po powrocie na polanie spotykamy Łukasza oraz Ksawerego z dziewczyną, którzy przyjechali na szkolenie z pracownikiem TPN-u, które miało odbyć się w następnym dniu.&lt;br /&gt;
Po szybkim prysznicu, na który nie mogłem się doczekać spotykamy się na kolacji, po której udajemy się do namiotów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień II [Emil]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień naszego pobytu był poświęcony szkoleniu TPN. Skład wzmocniony nowoprzybyłymi Nockowiczami dziarsko ruszył samochodami w stronę Doliny Kościeliskiej, gdzie czekał już na nas pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jakimś magicznym sposobem, udało nam się spóźnić tylko kilka minut.&lt;br /&gt;
Szkolenie miało formę spaceru Doliną do Polany pisanej. W trakcie przemarszu mieliśmy okazję poznać historię Tatr – nie tylko tą geologiczną, ale także związaną z działalnością człowieka. Całość materiału uzupełniły informacje dotyczące flory i fauny, dzięki którym wiemy jakiego zielska użyć chcąc wykończyć Instruktora, oraz jak się zachować, gdy w krzaczku dopadnie człowieka niedźwiedź-sexturysta. &lt;br /&gt;
Robiąc mądre miny godne uczestników sympozjum neurochirurgicznego, chłonęliśmy wiedzę jak gąbka, wzbudzając podziw wśród przemieszczających się Doliną turystów. Nawet stado pędzącej w naszym kierunku rogacizny jakby potulniej spuściło łby, czując respekt przed przewalającą się naszych głowach wszechwiedzą.&lt;br /&gt;
Zależnie od ilości posiadanych zasobów siłowych, popołudnie spędziliśmy na leżeniu w cieniu, namiocie, lub nad rzeką. Jedynie Mateusz z Asią jako osoby którym nigdy dość, wyruszyli na zwiedzanie kolejnej dziury.  &lt;br /&gt;
Wieczorowa pora tradycyjnie minęła na przygotowaniu sprzętu do kolejnej wyprawy, oraz ustaleniu przebiegu samego zejścia do Wielkiej Litworowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień III [autor ciągle tworzy]&lt;br /&gt;
''W tym dniu Bogdan, Łukasz, Emil, Piotr i Aga odwiedzili Jaskinię Litworową.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień IV [Bogdan]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwarty dzień, śpimy godzinę dłużej, ponieważ sprzęt jest już przed otworem jaskini Śnieżnej. Z rana jeszcze dyskusja, do którego miejsca w jaskini mamy zamiar dojść (dyskusja dość burzliwa, ponieważ część grupy czuje zmęczenie penetrowania poprzednich jaskiń: pod Wantą i Wielkiej Litworowej). Stwierdzając, że ostateczną decyzję podejmujemy pod jaskinią, wyruszamy w drogę. Agnieszka zrezygnowała z jaskini, ale zdecydowała, że odprowadzi nas do Niżnej Świstówki i dalej pójdzie na Kondracką Kopę . Rozdzielając się idziemy do Wielkiej Śnieżnej (pierwszy oczywiście pędzi Mateusz, a my powoli, bardzo powoli za nim). Przed otworem znów rozpoczęła się bardzo burzliwa dyskusja, do którego miejsca mamy dojść. Grupa odczuwała duże zmęczenie i nawet propozycja Mateusza, że pomoże nam zaporęczować pierwszy odcinek, nie przekonała grupy. I tak zostałem w mniejszości 2:1. Decyzja ostateczna: idziemy do dna wielkiej studni (tego chyba nigdy nie przeżałuję – być tak blisko, a jednak tak daleko). Łukasz rozpoczął poręczowanie pierwszego odcinka, podczas którego niefortunie uderzył się w kolano, co skutkowało jego „wielkim wkurzeniem”, ale postanowił dokończyć przydzielone mu zadanie. Dalej szedłem ja. Rozpocząłem poręczowanie Wielkiej Studni. Widok ogromu dziury zrobił bardzo duże wrażenie - nogi zrobiły się jak z waty. Duży szacunek dla jaskiń. Zjazd do pierwszej przepinki w porządku, tylko nie mogłem dosięgnąć batinoksa, ale tu z pomocą przyszedł Mateusz, który z góry mnie rozhuśtał. Drugi odcinek pokonywałem już przy śpiewach Mateusza, który sprawdzał akustykę Wielkiej Studni. Stopa na dnie – wielka ulga i spojrzenie do góry, a w głowie myśli, jak z stąd wyjść J. Po dotarciu Mateusza otrzymałem wiadomość, że koledzy zrezygnowali. Zwiedziłem jeszcze zakamarki jaskini, pamiątkowe zdjęcia wykonane przez Mateusza, mała niespodzianka z kaskiem i szykowanie się do powrotu. Tu znowu trochę żalu, że będąc tak blisko nie można iść dalej. Wyjście ze studni okazało się nie takie straszne. Po wyjściu pokazały się chmury i mały deszcz, więc było szybkie pakowanie sprzętu, nakręcenie butów i droga powrotna po super śliskich kamieniach. Miała być kolacja, ale nie wypaliło ,więc udajemy się do domu. I tak w miłej atmosferze i wspaniałym towarzystwie Mateusza, Agnieszki, Łukasza, Piotra, Emila kończy się pierwszy obóz kursowy. Prawie zapomniałbym, ale była jeszcze Asia (Kierownik Kursu – dobrze, że mi się przypomniało, bo miałbym przechlapane) ,Łukasz Czarnobrody J, Ksawery z dziewczyną i Sebastian.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA/ROSJA: Kaukaz - wyjście na Elbrus i Kazbek|&amp;lt;u&amp;gt;Olek Kufel&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech T. Patryk S.|14 - 29 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Elbrus i Kaukaz drogami &amp;quot;normalnymi&amp;quot;. Szersza relacja w WYPRAWACH: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=G%C3%B3ry_Kaukaz_-_Elbrus_i_Kazbek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Kanioningowe wagary w okolicach Tolmezzo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Dorota Raj, z innych klubów: Olo Dobrzański, Karolina Tkaczyk, Łukasz Wójcik, Asia Wójcik, Łukasz Pater, Marlena Pater, Karolina Meyer, Ewa Stańczuk, Ania Stańczuk|16 - 20 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze nikt nie zrobił opisu ani nie wrzucił zdjęć z Korsyki, film mam poskładany w 40% a już nadarzyła się okazja na kolejny wyjazd w kaniony. To mój drugi wyjazd  z ekipą V7A7. Wybraliśmy się w okolice Tolmezzo/Włochy pomimo tego że plany były na wyjad do Słowenii. Mieliśmy tylko 2 dni urlopu + weekend a udało się zrobić aż 6 kanionów.&lt;br /&gt;
Rio Negro, Rio Leale, Torrente Cosa, Rio Carlo Gasparini, Pichions + Vinadia, oraz Rio Brussine. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słowniczek dla niewtajemniczonych: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
S-&amp;gt;Saut(skok) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
T-&amp;gt;Toboggan(dupozjazd) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
D-&amp;gt;Descent(zjazd na linie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczęliśmy w piątek z rana od Rio Brussine [z ciekawszych rzeczy ciasne S10 i D50] na który poszli nowicjusze z opieką, reszta mogła zająć się spożyciem :D. Kosztowało to szczególnie mnie bardzo złym samopoczuciem na drugim celu wyjazdu tego samego dnia czyli Rio Negro. Tutaj za bardzo nie pamiętam co się działo, były jakieś skoki, kanion wielki i bardzo fajny z tego co mówili inni, na koniec można zrobić 4m syfon i S10 z tamy (foto z galerii). W kolejne 2 dni padły Rio Leale i Torrent Cosa, oba świetne, szczególnie Cosa do którego zdecydowanie warto iść nawet jak się jest bez doświadczenia nawet jaskiniowego. Bezwzględnie trzeba iść w samo południe gdy przez wąską szczelinę idealnie pada słońce.W ostatni dzień w zmniejszonej już ekipie zrobiliśmy Rio Carlo Gasparaini i Pichions połączone z dolną częścią Viniadii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie udany wyjazd, no i kaniony :D a film się kiedyś poskłada...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galeri: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FTolmezzo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa - wyjazd kursowy|Mateusz Golicz, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|18-19 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Druga wyprawa w Tatry, odbywająca się w ramach Kursu.  Na celowniku Jaskinia Marmurowa i jej najniższe partie – Piaskownica. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygotowania do wymarszu rozpoczynają się już dzień wcześniej. Na Polanie Rogoźniczańskiej dzielimy sprzęt, dokładnie rozplanowując kolejność zejść poszczególnych członków ekipy.  Po uporaniu się z worami, rozpoczyna się krótkie szkolenie kartograficzne, oraz wykład o pszczółkach. W temacie  owadów – komary tego wieczora są łaskawe. Jedyną ofiarą jakichkolwiek pogryzień jest jedynie nasz prowiant, pochłaniany ze smakiem pod skąpanym w blasku zachodzącego słońca niebem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 5 rano wyskakujemy z namiotów, by po solidnym śniadaniu ruszyć z Doliny Kościeliskiej w stronę Jaskini Marmurowej. Pomimo obaw dotyczących pogody, ta wydaje się nam sprzyjać. Wykorzystując fakt, że burze najwyraźniej są zajęte zlewaniem innych części kraju, w ekspresowym tempie podążamy w stronę Czerwonych Wierchów. Z podejściem wiążą się dwa wielkie sukcesy: po pierwsze nikt nie dostał zawału, a po drugie – sprawniejsza część ekipy nie zanudziła się na śmierć podczas oczekiwania na dojście tych sprawnych inaczej. Ogólnie, niewiele brakowało, by podczas liczenia czasu dojścia do jaskini przydatniejszy od zegarka okazał się kalendarz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dojść w okolice otworu jaskini i nawet odnaleźć sam otwór. Sympatyczna paszcza ziejąca chłodem wygląda na tyle zachęcająco, że wszyscy ochoczo wyskakują ze spodni, chcąc jak najszybciej przyodziać swoje wyjściowe – jaskiniowe kreacje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga w dół przebiega prawie bez problemów. Z naciskiem na  „prawie”. Co prawda nikt nie traci życia, za to konieczne jest wprowadzenie kilku poprawek na wykonanym poręczowaniu. Szczęśliwie efekt końcowy jest na tyle stabilny, że w jak najbardziej kontrolowany sposób kierujemy się w stronę dna jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niewielką Piaskownicę osiągamy po około 2.5 godz. Pamiątkowa fotka, cukierek, ustalenie kolejności wyjścia i ruszamy w drogę powrotną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini wydaje się o wiele barwniejsze od zejścia. Mokre liny uroczo ciągną w dół, worki starają się stawać w poprzek każdego otworu, a przepchnięcie się przez zaciśnięty wykop nad Studnią Kandydata wydaje się niemożliwe. Na szczęście upór i niezwykle bogactwo językowe pozwalają na przebrnięcie przez problematyczną część jaskini. Dalsza droga w górę przebiega już bez większych zgrzytów i zaklinowań. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydostanie się z jaskini zajmuje nam w sumie około 3 godzin. Z radością witamy ciepłe powietrze i promienie słońca ogrzewające nasze wilgotne ciuchy. Solidny posiłek wzmacnia nas przed drogą powrotną, która przebiega o wiele sprawniej. W 2.5 godziny osiągamy Kiry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczęśliwi pakujemy się do samochodów, odwiedzając w drodze powrotnej sympatyczną Niewiastę handlującą pierwszej klasy przetworami z owczego cyca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tatry żegnają nas potężną burzą, którą obserwujemy z wnętrza suchego samochodu gnającego w stronę domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Dłubni na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|19 07 2015}}&lt;br /&gt;
Słoneczny a co gorsza upalny dzień wykorzystujemy na rowerową wycieczkę górnym odcinkiem doliny Dłubni (pn. dopływ Wisły w rejonie Jury krakowskiej). Malownicza dolina z czystą rzeczką urozmaicona gdzie nie gdzie skałkami, starymi budowlami, piękną przyrodą. Sam trakt też urozmaicony od asfaltu po wodne przeprawy. Nasza trasa wiodła pętlą od Glanowa do Imbramowic (ciekawy klasztor z XIII w.) następnie Wysocice i powrót przez Ulinę i wąwóz Orszyni do Glanowa. Generalnie ciekawy zakątek naszej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Włochy - Giro d`Italia|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|10-17 07 2015}}&lt;br /&gt;
Tygodniowe MTB w rekordowych upałach i cudowej scenerii gór, jezior i kilkumetrowych kwitnących oleandrów. Połowa wyjazdu w oklicach Riva del Garda, połowa w nieznanym mi dotąd rejonie Dolomitów-Alpe Di Siusi (Sudtirol).Dla orzeźwienia korzystamy z otaczających nas jezior- wygrywa bezkonkurencyjnie Lago di Tenno (lazurowa woda, 6 metrowe skoki, niewielu ludzi).Dla urozmaicenia znajdujemy też fajną via ferattę wiodącą na Cime Sat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - ćwiczenia z poręczowania na Bibliotece|instruktor: Tomek Jaworski, kursanci: Aga Lakwa, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek|12 07 2015}}&lt;br /&gt;
Niedzielny poranek. Chmurki wróżą pogodę, lekkie i świecące, (...) jako trzody owiec na murawie śpiące. &lt;br /&gt;
A my ruszamy z miejsca zbiórki ku Podlesicom, gdzie prężąc swą pierś stoi dumna Biblioteka. &lt;br /&gt;
Barbarzyńsko wczesna pora wyjazdu ma swoje plusy: nie ma zbyt dużego ruchu na drodze, więc szybko docieramy do celu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po solidnej powtórce węzłów, pod czujnym okiem Tomka wchodzimy na skały z których mamy schodzić przy użyciu najbardziej wyuzdanych, znanych nam technik poręczowania. Rozpoczyna się festiwal dyndania, sapania, oraz wypominania kto komu jak głęboko w co wsadzi za namówienie na udział w kursie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyblinki, ósemki i odciągi sieją się gęsto, tu i ówdzie motyl przeleci, liny trzeszczą, pot kapie, czasami łza przerażenia i bezsilności po policzku się potoczy, gdy przy łączeniu lin zamiast potrójnej ósemki wychodzi coś zbliżonego kształtem do dwóch pijanych, bijących się ośmiornic. &lt;br /&gt;
Szczęśliwie wszyscy zaliczają swój pakiet wejść i zejść bez większych strat na zdrowiu i psychice, więc zabieramy się jeszcze za tyrolkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda cały czas dopisuje. W zasadzie jest skwar jak diabli, na kaskach można robić jajka smażone, karki spiekają się w piękne wzorki od pasków mocujących nakrycia głowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem opuszczamy Organy, zaliczając u ich podnóża ponowne, krótkie szkolenie z tworzenia tyrolki. Nawet jest okazja, by każdy mógł spróbować własnoręcznego stworzenia maleńkiej, maciupeńkiej minityroleczki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym wieczorem rozjeżdżamy się do domów wbijając sobie do łba, by następnym razem nie zapomnieć kremu z filtrem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Magurska|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Lubomski (SKTJ), Daria, Gosia|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Załapałem&amp;quot; się na wyjście na zezwolenie naukowe Darii, która zamierza pobrać próbki wody z kilkunastu tatrzańskich jaskiń. W jaskini spędziliśmy ok. 4h. Dosyć tam błotniście, ale urokliwie i chwilami całkiem obszernie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna; Krakowskie Kominy |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Asia Przymus, jedna os. z klubu|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna pogoda. Przed otworem Śnieżnej spotkaliśmy wychodzącą ekipę z Łodzi. Potem sprawnie w dół do I Biwaku. W Krakowskich Kominach osiągamy Salę Śmiałka (- 130 względem otw. Śnieżnej). Ponieważ byliśmy pod presją czasu więc szybko pomykamy z powrotem najpierw w dół do Wodociągu a potem do wyjścia. Cała akcja zamyka się w 7,5 h. Jeszcze za dnia wracamy do auta. Może Asia napisze coś więcej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Sniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry: Szarpane Turnie - wspinanie |Damian Żmuda, Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,Ania K., Ania B.|03 - 05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis niebawem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy 12 dróg o trudnościach od IV do VI. Skały w cieniu porośniętego lasem wąwozu więc mimo upału było przyjemnie. Bardzo fajny rejon, mnóstwo obitych dróg w stylu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Ludzi nie wielu. Zakosztowaliśmy również trochę off-roadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Wodogrzmoty Mickiewicza - Warsztaty z autoratownictwa kanioningowego|&amp;lt;u&amp;gt;Majewicz Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W weekend odbyły się warsztaty z autoratownictwa kanioningowego. Niestety mogłem wziąć udział tylko w 2, praktycznym dniu szkolenia na Wodogrzmotach Mickiewicza. &amp;quot;Perła polskich kanionów&amp;quot; okazała się być bardzo przyjemna i ciekawa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podzieleni na 4 grupy pod patronatem TOPRu ćwiczyliśmy transport poszkodowanego przez &lt;br /&gt;
standardowe trudności spotykane w kanionach. Każda grupa miała wyznaczoną swoją część kanionu na transport, resztę pokonywaliśmy na sportowo. Niewysokie skoki, ciekawe tobogany i całkiem duży przepływ z cofkami i odwojami dał dużo radochy. Na moście naturalnie wywołaliśmy dużą sensację, a pod nim niczym rasowe żule obaliliśmy &amp;quot;bezalkoholowego&amp;quot; szampana z okazji 300-tnego kanionu Ola. Na koniec wparowaliśmy prosto do schroniska w dol.Roztoki w mokrych piankach na obiad. Miny ludzi bezcenne, tak samo jak gdy przebieraliśmy się w pianki przy WC Serwisach :D [lokowanie produktu]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - świetne szkolenie, szczególnie dla osób zaczynających ten sport. Nie obyło się oczywiście bez sobotniej imprezy, chrztu nowicjuszy i fantastycznej atmosfery. Zdecydowanie polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Centralny Kurs Autoratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|26 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne z cyklu szkoleń PZA w jakim miałam okazję uczestniczyć. Ćwiczenia rozpoczęły się w piątek na Suchym Połeciu (Góra Birów) od zaporęczowania stanowisk na dzień następny. W związku z tym, że dotarłam do Podzamcza dość późno, nie uczestniczyłam w tej zabawie, za to zdążyłam rozbić namiot przed deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zostaliśmy podzieleni na grupy i ćwiczyliśmy po kolei na pięciu różnych stanowiskach. Na pierwszym uczyliśmy się ratować poszkodowanego z trawersu oraz tyrolki. O ile to pierwsze nie sprawiło nikomu trudności, to już przy trawersie trzeba było ,,się naszarpać”. Kolejne stanowisko było powtórką z kursu podstawowego: ściąganie z przyrządów do zjazdu, z przyrządów do wchodzenia metodami croll w croll i przeciwwagi. Trzecie stanowisko podobało mi się najbardziej, zjazd z poszkodowanym przez przepinki i wyciąganie ofiary z ucha przepinki. To drugie niechcąco musiałam przećwiczyć przed demonstracją instruktora, kiedy wjechałam z moim poszkodowanym zbyt nisko w przepinkę. Na ostatnich dwóch stanowiskach ćwiczyliśmy wyciąganie poszkodowanego do góry, łącznie z przepinkami, metodami ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi. Drugiej metody nie zdążyłam już przećwiczyć z powodu końca zajęć, które i tak były przedłużone. Po wszystkim musieliśmy jeszcze zdeporęczować stanowiska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień ćwiczeń to akcje pozorowane w jaskiniach: Józefa, Rysiej, Szpatowców i na Świniuszce. Byłam w grupie idącej do jaskini Rysiej i już w sobotę wieczorem zostałam wyznaczona na pozoranta. Żeby akcje były jak najbardziej realne i aby wyeliminować jakąkolwiek pomoc ze strony poszkodowanych, to wszyscy pozoranci mieli mieć zasłonięte oczy w trakcie akcji. Na pocieszenie kierownik wyjścia pozwolił mi poręczować początek zjazdu do jaskini (wybranie najmniejszej osoby do tego zadania i tak było najlepszym pomysłem przy dość ciasnym zjeździe). Przy wchodzeniu na drugą poręczówkę ,,stałam się ofiarą” tzn. miałam zasłonięte oczy, a wszyscy uczestnicy dostali informację, że przestałam widzieć i mam uszkodzoną jedną rękę, co w sumie było bardziej moim zmartwieniem niż ratowników, ponieważ to ja nie mogłam jej używać do wymacywania ścian i chodzenia (z zasłoniętymi oczami!). Najpierw zostałam ściągnięta z liny, a później zaprowadzona pod studnię wlotową. Muszę przyznać, że było to dość zabawne, przez cały czas miałam przy sobie jakieś osoby, które mnie prowadziły i pomagały, choć mając sprawne nogi i jedną rękę, z instrukcjami i asekuracją musiałam się wspinać na prożki, przeciskać przez zaciski i robić zacieraczki. Wyciąganie do góry poszło bardzo sprawnie i szybko, choć moje rozmiary na pewno ułatwiły sprawę, większa osoba, nie widząc jak ma się ustawić mogła by się częściej klinować i nie była by tak łatwo wyciągnięta przez zacisk przy wejściu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazie instruktorzy szybko omówili zmagania obu dni, później szybko spakowaliśmy się w deszczu i wyjechaliśmy przed największą ulewą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Bardzkie - klubowy spływ kajakowy po Nysie Kłodzkiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadeusz i Barbara Szmatłoch, Tomasz i Joanna Jaworska, Michał Chowaniec, Marta Urbańczyk, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek, Karina, Paweł, Michał, Rafał i Wiktor Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec, Adam Mazur, Sara Wolny, Justyna Francik z Robertem, Henryk Tomanek z koleżanką (byli w niedzielę)|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny klubowy spływ kajakowy odbył się na górnym odcinku Nysy Kłodzkiej. W 2 dni spłynęliśmy tą rzeką od Młynowa przez Przełom Bardzki do Barda a dalej po biwaku w okolicy Suszki do zbiornika w Topoli gdzie przy moście skończyliśmy spływ. Rzeka o zmiennym charakterze w dolinie o stromych zboczach. Wiele bystrzyn i płycizn urozmaicających spływ. W Bardzie nawet kąpiel kilku kajakarzy w rzece. Zwiedzamy też po drodze starą sztolnię. Pierwszy dzień kończymy w deszczu. Lało całą noc aż do godzin dopołudniowych w niedzielę. Drugi etap znów po wartkim nurcie niemal do samej mety. Mimo niezbyt dobrej pogody wspaniała atmosfera w ekipie i świetne humory do końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu relacja foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNysa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt; Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|21 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano po wyjeździe kilku osób do domu nasza trójka postanawia wyjść jeszcze na szlak. Cel: Czerwone Wierchy. Trasa z Kir zielonym szlakiem na Cudakową Polanę, następnie Ścieżką nad Reglami na Miętusi Przysłop. Stamtąd niebieskim szlakiem(gdzie po drodze na przemian było słonecznie, pochmurnie, padał grad, śnieg lub deszcz.) na Małołączniak . Dalej czerwonym szlakiem na Krzesanicę i Ciemniak skąd schodzimy z powrotem na Ścieżkę nad Reglami czerwonym szlakiem i dalej do Kir zielonym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę 16.81 km pokonaliśmy w 6g:32m, przewyższenie 1222m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto (są tu też zdjęcia z akcji do Czarnej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Jaskinia Czarna Kurs - Partie Tehuby| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Aleksandra Rymarczyk, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajny wyjazd, dzięki :) Myślę, że gdyby ktoś postawił piwo Emilowi to w 10 min powstanie niezapomniany elaborat... a warto jednak, żeby jakaś dłuższa notka się tu znalazła ;) - obyło się bez piwa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza tatrzańska jaskinia odwiedzana w ramach kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek udaje nam się w miarę sprawnie i o dziwo bez opóźnienia wystartować z Bytomia. Wielki Asfaltus, bóstwo autostrad, jest dla nas łaskawy - pod Dolinę Kościeliską docieramy bez większych korków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka reorganizacja plecaków, wciągamy po kanapce i ruszamy w stronę jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nawet sprzyja: pomimo że początkowo nieco straszyło deszczem, udaje nam się w drodze załapać trochę słońca. Po godzinie mozolnego człapania Doliną docieramy na Polanę Niżnią Pisaną, skąd po wchłonięciu kolejnego szybkiego posiłku ruszamy bezpośrednio pod otwór jaskini. &lt;br /&gt;
Po 10-15 minutach wędrówki w miarę cywilizowanym szlakiem skręcamy w las i zaczynamy się wspinać zboczem w stronę Czarnej.&lt;br /&gt;
Około godzinne przeciskanie się pod górę pomiędzy drzewami pozwala nam na nowo zerknąć na temat kursu i zapewnień w stylu: „będzie fajnie” i  „fantastyczna przygoda”. Ogólnie przeprawa przez las daje szansę na zastanowienie się jak daleko mam do zawału; z czym wiąże się wylew w górach oraz czy to coś, co ruszało się w krzakach to przeżarty turysta, czy też będziemy zaraz uciekać przed niedźwiedziem. W międzyczasie udaje się także wymyślić kilka nowych przekleństw, w których główną rolę odgrywają drzewa, góry, pajęczyny oraz wsadzanie gór i wędrówek w miejsce, do którego promień słoneczny nie sięga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli docieramy pod otwór Czarnej, gdzie... po kolejny posiłku (czy my tam cały czas jemy?!) przebieramy się, by po chwili ruszyć w głąb jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakimś magicznym sposobem udaje się nikomu nie zabić, co jest szczególnie dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że praktycznie wszelkie poręczowania wykonywane były przez kursantów. Widocznie czujne oko Asi sprawiło, że nikt nie odważył się na jakieś większe błędy. &lt;br /&gt;
Do Studni Ewy docieramy z małym poślizgiem, wynikającym z nie do końca sensownego rozdzielenia worów i lin. Można było spokojnie urwać 10-15 minut czasu, które zostały zmarnowane na czekanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dotrzeć do celu i zaczynamy zwiedzać Partie Tehuby. Na pierwszy ogień idzie kierunek zachodni, skąd po dotarciu w okolice Labiryntu Wiatrów ruszamy na wschód, docierając pod Syfon Tehuby. Wyprawa odbywa się bez problemów. W trakcie jej trwania mamy okazję zaliczyć szybkie przypomnienie wiązania kilku podstawowych węzłów, znajdujemy salkę z McDonaldem oraz dla równowagi - nadziewamy się na speleokupę pozostawioną zapewne przez jakiegoś człowieka pierwotnego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy po około sześciu godzinach. W międzyczasie na powierzchni padał deszcz, co sprawia, że droga w dół zbocza dostarczyła nam wielu nowych doznań. Mamy  więc festiwal poślizgów, przyziemień oraz możliwość obserwacji jaki styl ślizgowy poszczególni uczestnicy wykorzystują podczas schodzenia w dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godzinne zejście do doliny Niżniej Pisanej kończy się szczęśliwie, kolejny posiłek pozwala nam zregenerować siły na powrót Doliną Kościeliską. Za Kirami spotykamy się jeszcze z kolejną grupą Klubowiczów wracających z wyprawy do Ptasiej. Po kilku minutach rozmowy i wykonaniu pamiątkowego zdjęcia, ruszamy do schroniska, skąd późną, wieczorową porą wychodzimy na poszukiwanie otwartego przybytku gastronomicznych rozkoszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, w godzinach porannych, czwórka z nas wraca do domu gnana obowiązkami, a reszta ekipy spędza jeszcze jeden dzień wędrując po Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W galerii Czarna-kurs dodane są zdjęcia Bogdana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Tadeusz Szmatłoch, Łukasz Pawlas, + 1 os. z klubu|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pesymistycznym prognozom, pogoda okazała się całkiem przyzwoita. Wszystko poszło sprawnie i szybko. W jaskini dotarliśmy do Starego Dna (-255) przez Salę Dantego i Studnię Taty. Od otworu wycof zjazdami (200 m) przez Próg Mułowy do Wielkiej Świstówki. W dolinie Kościeliskiej spotkaliśmy naszych klubowych kolegów i koleżanki wracających z jaskini Czarnej. Tego samego dnia wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''''Schemat zjazdu:''' od otworu jaskini Ptasiej trawersem trawiastą półką udajemy się do końca (na zachód). Z 2 ostatnich batinoksów zjazd (potrzeba 2 x 100 m liny) na dużą skalna platformę z charakterystyczną wnęką skalną (dobra osłona przed deszczem lub spadającymi kamieniami). Trochę poniżej po lewej orograficznie stronie znajdują się następne 2 batinoksy. Stąd zjazd po skosie orograficznie w lewo ok. 30 m na półkę z kolejnymi 2 batinoksami. Stąd już bezpośrednio do kotła ok. 60 m. Warto też mieć „łoki toki” do komunikacji w ścianie. Tu orientacyjny schemat:'' http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2FPtasia%2Fschemat%20zjazdu.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (Udało się odzyskać skasowane zdjęcia Tadka i dołączono do GALERII): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FPtasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Brennej czarnym a następnie zielonym szlakiem na Błatnią dalej żółtym przez Stołów, Trzy Kopce na Klimczok. Zejście czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę i zejście żółtym szlakiem do Brennej. Dystans 18km pokonane w 5h11min z drobnymi przerwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB- Jura/Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rowerowy weekend. Pierwszego dnia z pełną premedytacją błądzę na rowerze po łąkach, polach i lasach Podzamcza. Pięknie, letnio i zadziwiająco pusto. W niedzielę po wizycie w  Śląskim Centrum  Rehabilitacji  i  Prewencji,  robię trasę-Ustroń Zawodzie-Równica-Orłowa-Trzy Kopce Wiślane- powrót żółtym szlakiem do Wisły Centrum,a dalej trasą rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa stosunkowo kamienista na trasie Równica-Trzy Kopce Wiślane (na tyle, by skutecznie przekonała mnie wreszcie do zakupu rowerowych... spodenek :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Kozia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
Najdłuższa jak na razie z naszych &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;. Od samochodu do samochodu 11 godzin. Wejście do jaskini na podstawie odrębnego zezwolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem  RKG ,,Nocek” wystąpił jako partner Motoserca, czyli akcji zbiórki krwi prowadzonej przez klub motocyklowy Invaders z Rudy Śląskiej. Impreza miała miejsce na terenach przylegających do Aquadromu na Halembie. Początkowo planowaliśmy zbudować mały park linowy, jednak z powodu niedomówień z gospodarzem terenu musieliśmy powstrzymać wyobraźnię i zejść na ziemię (dosłownie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy na głównym placu odbywały się koncerty i pokazy (różne dziecięce zespoły, wystawa motocykli, starych samochodów itp.) oraz zbiórka krwi, na trawie nieopodal, w cieniu drzew działaliśmy my. Atrakcje jakie zafundował Nocek dzieciom można zobaczyć na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2Fmotoserce&amp;amp;startat=1 Zbudowaliśmy z Łukaszem i Olą, która dołączyła do nas później (całe szczęście, bo miała wenę do plątania lin), ogromną pajęczynę, pomiędzy którą dzieciaki musiały przechodzić i zbierać taśmy z karabinkami. Druga konkurencja była bardziej związana z działalnością jaskiniową – trzeba było wciągnąć wór jaskiniowy (ciężki wór jaskiniowy) parę metrów nad ziemię. Wszystkie dzieciaki radziły sobie wspaniale, podobało im się na tyle, że część z nich wracała parę razy. Ja jednak nadal czuję niedosyt związany z brakiem trudnych przepraw nadziemnych, jednak mądrzejsza o zaistniałą sytuację jestem pewna, że nadrobimy następnym razem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd  kanioningowy zrodził się oczywiście z zazdrości. Jako, że nie byliśmy wstanie wybrać się na profesjonalny wyjazd z Prezesem na czele postanowiliśmy zrobić wyjazd alternatywny. Wybieramy rejon położony miedzy Linz a Monachium, nad pięknym jeziorem Attersee. Niestety podobnie jak w Polsce również w Austrii w długi weekend  wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wiec mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca na kampingu. W pierwszym dniu robimy kanion Burggrabenklamm (v3, a3, III) który startuje ze szlaku, więc publiczność mieliśmy gwarantowaną. Kanion całkiem fajny, szczególnie efektowny 18 metrowy zjazd, końcowa część prowadzi pod komercyjną drogą  poprowadzoną na stalowych podestach nad dnem kanionu (sława, zachwyty publiczności itp.). Po tej rozgrzewce byliśmy gotowi na główny cel wyjazdu czyli kanion Jabron (v4,a4, III) , który okazuje się znacznie bardzie wymagający od poprzednika. Spotykamy w nim grupę przewodników, którzy sprawdzali pierwszy raz w sezonie stan całego kaniony przed rozpoczęciem sezonu z klientami, to się nazywa profesjonalne podejście. W Jabronie jest kilka ciekawych skoków, lecz większość z nich odpuściliśmy, za to mogliśmy podziwiać wyczyny jednego z przewodników, który zaprezentował nam np. 6 metrowy, ryzykowny (śliski start, duża odległość pozioma) skok z pełnym saltem !!!. W sobotę wybieramy kanion Strubklamm(v1,a3, III), który  najbardziej nas zaskoczył, od samego startu był nietypowy. Rozpoczynał się nie podejściem ale zejściem z zapory, ponadto pokonaliśmy go bez użycia liny za to trochę sobie popływaliśmy. Pokonanie kanionu zajęło nam około 2,5h z czego ponad godzinę trzeba było pływać!!! Najdłuższy odcinek do przepłynięcia miał 300m,nie pamiętam kiedy wcześniej  tyle przepłynąłem:) Kanion też obfitował w duża ilość fajnych skoków,  w tym jeden 8 metrowy. Muszę tu wspomnieć również o przepięknym wodospadzie, który spadał z jednej ze ścian prosto do kanionu. Dzięki odpowiedniemu usytuowaniu słońca mogliśmy podziwiać podwójną tęcze, która nieomal się zamykała. Niestety w tym dniu zapomnieliśmy zabrać aparatu ……Koniec kanionu ponownie nas zaskoczył, ponieważ niespodziewanie znaleźliśmy się na zatłoczonej plaży i znowu te zachwyty tłumu, autografy….W niedziele bardzo leniwie zbieramy się do drogi powrotnej, w trakcie której odwiedzamy sprawdzoną knajpę w Czechach z przepysznym jedzeniem np. kotlet nadziewany szynką …jak dla mnie mistrzostwo, szczególnie że od 4 dni nie jadłem mięsa:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, dłuższy wyjazd w ramach kursu. Do odwiedzenia cztery jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolska i Malinowska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów docieramy do schroniska. Skromny stan przedzawałowy i łza rozpaczy tocząca się po policzku w trakcie podejścia do schroniska, wyraźnie sygnalizują, że zaczyna się zabawa z przeprawą przez tereny, które nie mają wiele wspólnego z wygodnym, płaskim chodnikiem i budkami z kebabem rozstawionymi co kilkaset metrów.&lt;br /&gt;
Po zrzuceniu części bagażu do schroniska i  delikatnej redukcji zawartości plecaków ze sprzętem, ruszamy w stronę Trzech Kopców. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja. Docieramy pod Trzy Kopce bez większych niespodzianek. Żaden zwierz leśny ni gadzina pełzająca nie stają na naszej drodze. Mijamy jedynie kilka grupek turystów, sympatycznie pozdrawiających nas w drodze do jaskini. Jest gorąco…&lt;br /&gt;
Po szybkim posiłku wchłoniętym przed wejściem do Trzech Kopców, przebieramy się w wyjściowe ciuszki i kolejne wskakujemy do przyjemnie chłodnej dziury. &lt;br /&gt;
Trzy Kopce witają nas licznymi szczelinami, zawaliskami, oraz stadem odstających, twardych krawędzi idealnych do tego, by przypomnieć sobie o konieczności uważania na łokcie, kolana, czy inne wystające elementy organizmu. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini przebiega bez większych problemów: jest okazja do przeciśnięcia się przez kilka ciaśniejszych miejsc, znajdujemy lokalizację idealną do rozprostowania nóg w pozycji leżącej, dającą jednocześnie możliwość wygodnej obserwacji umordowanych osób wypełzających z dojścia do końcowych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Tradycyjne poszukiwania wyjścia przez kursantów kończą się fiaskiem. Na szczęście Buli orientuje się z grubsza którędy do góry, więc nie grozi nam śmierć głodowa. &lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu sporej części Trzech Kopców, gramolimy się na powierzchnię, gdzie wita nas deszcz przechodzący po chwili w burzę. Gdy myślimy, że nie może być gorzej, pojawia się grad. Na szczęście znajdujemy minimalne schronienie pod pobliskimi drzewami. &lt;br /&gt;
Kilkanaście minut (i kanapek) później ruszamy w stronę Dującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpogadza się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedaleko celu naszej podróży znów rzucamy się na szybki posiłek. Po kilkunastu minutach naciągnąwszy na grzbiety nieco wilgotne kombinezony, idziemy szukać wejścia. &lt;br /&gt;
Niewielki otwór z przerzuconą przezeń kłodą, nie zapowiada wrażeń, które czekają nas na dole. Kolejno wskakujemy w ciemność, uprzednio żegnając się z jakimś sympatycznym pytongiem górskim, który urządził sobie legowisko na kamieniu obok wejścia.&lt;br /&gt;
Dująca wyraźniej daje się nam we znaki. O ile jeszcze Smukła Szczelina w drodze na dół nie wydaje się wielkim wyzwaniem, tak posiadacze dłuższego organizmu, już na Ciągu Twardzieli mogą mieć problemy ze złamaniem swego cielska w taki sposób, by dostać się do dalszych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w przypadku Trzech Kopców, zwiedzamy Dującą bez większych niespodzianek. Problem pojawia się dopiero przy wyjściu, gdy to mój skromny organizm nijak nie daje rady przepchnąć się w górę przez Smukłą Szczelinę. Łukasz i Asia dzielnie ciągną mnie za fraki do góry, co przy jednoczesnym wypychaniu mnie od spodu przez Buliego sprawia, że jakimś sposobem udaje się mnie wypchnąć z otworu, z którym nijak nie jestem kompatybilny gabarytowo. &lt;br /&gt;
Wychodząc na powierzchnię, jesteśmy tradycyjnie witani… deszczem. Tym razem bez burzy i gradu. &lt;br /&gt;
Droga powrotna przebiega bez większych komplikacji. Nikomu nie udaje się poważniej zgubić, nikt nie zostaje pożarty przez zwierzynę leśną, bezpiecznie docieramy do schroniska, skąd po doprowadzeniu swoich powłok cielesnych do stanu, w którym nie powodujemy ataków paniki postronnych osób, ruszamy w stronę cywilizacji, by zjeść ciepłą kolację.&lt;br /&gt;
Jak się okazuje, znalezienie wieczorową porą otwartej knajpy w Szczyrku jest trudniejsze, niż znalezienie Dującej. Na szczęście udaje nam się trafić do miejsca, gdzie zostajemy nakarmieni i napojeni.&lt;br /&gt;
Kolacja kończy się pożegnaniem – opuszczają nas Bogdan, Asia i Łukasz, zmuszeni obowiązkami do powrotu. Reszta rusza w stronę schroniska, gdzie ku chwale Morfeusza zwala się na materace, chwile później pochrapując radośnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wciągnięciu solidnego śniadania, opuszczamy schronisko i przemieszczamy się w stronę Jaskini Salmopolskiej. Pogoda jak najbardziej sprzyja. Być może tym razem uda się nie zmoknąć…&lt;br /&gt;
Po przebyciu niedługiego odcinka drogi, prowadzącego od parkingu do okolic otworu wejściowego, wskakujemy w kombinezony, których stan jednoznacznie wskazuje na to, co przeszły poprzedniego dnia. Chwilę później kolejno zanurzamy się przyjemnie chłodną jaskinię. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie Salmopolskiej nie zabiera wiele czasu: sprawnie docieramy do północnej części jaskini, następnie po nawrocie kierujemy się ku studni końcowej. Tam czeka nas niespodzianka: nad studnią objawia się okienko prawdopodobnie prowadzące do dalszych partii, których nie mamy oznaczonych na mapie. Część z nas decyduje się na szybki rzut okiem w stronę otworu.&lt;br /&gt;
Chwilę później zawracamy, kierując się już w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;
Wydostajemy się na powierzchnię – szok. Nie pada! Mało tego – słońce świeci! Ruszamy raźno do ostatniej jaskini, którą mamy zamiar zwiedzić. Naszym celem jest Malinowska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów znajdujemy jaskinię. Przy pomocy znajdującej się w środku drabiny, kolejno schodzimy w dół.&lt;br /&gt;
Malinowska ze względu na swoje rozmiary, nie zabiera nam wiele czasu. Krótki podziemny przemarsz można w zasadzie potraktować bardziej jak niedzielny spacerek. Po zwiedzeniu całości jaskini wdrapujemy się na powierzchnię, gdzie w końcu można wyłączyć czołówki na dłuższy czas. &lt;br /&gt;
Idealnym zakończeniem weekendu jest postój na tradycyjnej szarlotce w miejscu, gdzie nie da się skończyć konsumpcji na jednym ciastku. Po wchłonięciu kalorii w ilości mogącej zasilić średniej wielkości miasteczko, pakujemy się do samochodów i ruszamy w stronę domów… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5887</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5887"/>
		<updated>2015-12-07T09:56:15Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== IV kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - otoczenie doliny Bystrej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Piotr Strzelecki, Teresa Szołtysik|06 12 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny i dość ciekawy szlak na poniekąd kondycyjną przechadzkę górską. Z doliny Bystrej na Lachowe Młaki, następnie przeciwną stroną doliny przez Juszczynkę (891) i Przypór (899) do doliny gdzie nieopodal leśniczówki zostawiliśmy auto. Przepiękna pogoda, lazurowe niebo i bardzo kontrastowe widoki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBeskidZywiecki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/06122015Bystra?authkey=Gv1sRgCMim--n7zs2OrwE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura. – Szczelina Piętrowa  i spacer z Mirowa do Bobolic| Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt; i Kasia Mysiak|05 12 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii, opis będzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacery|Piotr i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|28 - 29 11 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę rodzinna wycieczka w Dolinie Gąsienicowej. W niedzielę sam kondycyjnie wchodzę na grań Ornaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria nie co inaczej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Teresa Szołtysik|29 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na górę doliną Suchego Potoku, który w górnym odcinku posiada charakter dość stromego jak na Beskidy jaru. Czasem wskazane użycie rąk przy podchodzeniu. Przed dwoma laty podchodząc tu z nartami uciekliśmy na łatwiejszą drogę. Tym razem wydostajemy się do góry. Z Czantorii schodzimy na stronę czeską w stronę Nydka. Dalej dość długim trawersem podążamy na południe by osiągnąć ponownie główny grzbiet i czerwony szlak wiodący z Soszowa na Czantorię. Z szczytu schodzimy tymże szlakiem do auta w Ustroniu Polanie. Warunki już w miarę zimowe lecz o nartach za bardzo nie ma mowy (jedynie wzdłuż orczyka na szczycie Czantorii można spokojnie pojeździć). Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Czantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|28 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wobec Zimy cierpliwość nie jest moją mocną stroną...Ruszyłam dziś z rana do Korbielowa na poszukiwanie warunków skiturowych. Co znalazłam: świetne warunki na podchodzenie-zaczynam z parkingu (trasa nartostradą) i kończę na szczycie. Jednakże już po drodze wiem, że zjeżdżać to za dużo dziś nie będę i czeka mnie znoszenie nart na dół. Ze szczytu do Hali Miziowej-ostrożnie, ale dało się zjechać (wychodzące zewsząd i hamujące roślinki). Dalej to już tylko walka by nie zniszczyć nart (lód, kamienie, jagody)-odpuściłam więc szybko. W górach spory ruch. Schronisko pełne. Spotykam kilku fanów wychodzenia na nartach i schodzenia z nimi na plecach, jednego zimowego kolarza, górskiego biegacza oraz tłumy spacerowiczów (akcja: wycieczka zakładowa, itp.). Podsumowując: Hurra-Zima!!! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Wierna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Kaja Kałużyńska (SŁ), Jacek Szczygieł (KKS); Magdalena Słupińska, Mariusz Polok, Zbigniew Wiśniewski (KS Aven); Jerzy Zygmunt (SCC); Francesco Sauro z koleżanką Danielą; koledzy-przewodnicy ze Speleo Myszków pod przewodnictwem dzielnego Mateusza|22 11 2015}}&lt;br /&gt;
Dzięki ofercie Małego ze &amp;quot;Speleokonfrontacji&amp;quot;, udało mi się wkręcić na akcję do Wiernej. Jak na jurajskie warunki, jaskinia jest faktycznie niecodzienna. Zaobserwowaliśmy kilka nietoperzy, belemnitów i ramienionogów. O bułach krzemiennych i naciekach nie wspominam, bo trudno było ich nie zauważyć. Spostrzegawczy eksperci wskazali nam również zmiany osi wzrostu nacieków (ich pion przestał być pionem...). Mimo długiego oczekiwania &amp;quot;na klucze&amp;quot; i sporego tramwaju w jaskini, udany dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SPELEOKONFRONTACJE|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + masa ludzi|21 11 2015}}&lt;br /&gt;
Udział w oficjalnym spotkaniu KTJ z przedstawicielami klubów, a następnie w części największej jaskiniowej imprezy w ciągu roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|LAWINY'2015| Warsztaty w G7 - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Paweł Szołtysik, Ania Bil, Sławek Musiał, Ola Rymarczyk, Michał Chowaniec, Daniel Bula z Magdą, dzieci klubowe oraz kilka osób tow. Na krótko pojawili się Rysiek i Marzenna Widuch (dyr. G7)&lt;br /&gt;
MCK (oprócz w/w) - Wojciech Wyciślik, Tomasz Jaworski, Henryk i Monika Tomanek, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola, Zygmunt Zbirenda, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Aga Szmatłoch, Piotrek, Tomasz Szmatłoch, Asia, Marzenna i Ryszard Widuch&lt;br /&gt;
|20, 21, 22 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się jubileuszowe dziesiąte już LAWINY. Jako klub zorganizowaliśmy warsztaty wspinaczkowe dla dzieci na ściance i hali sportowej Gimnazjum nr 7. Przybyło 20 dzieci (przeważnie małych). Podzieleni zostali na 5 grup by przechodzić z „stacji” na „stację”. Tak więc była typowa wspinaczka „na wędkę”, tyrolka, nauka podstawowych węzłów, pierwsza pomoc i slack. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugim etapem działań był „tor grotołaza”. W założeniu halowe mistrzostwa w jaskiniowych technikach linowych. W tym zadaniu wzięli udział członkowie naszego klubu (po zdobytym doświadczeniu być może w przyszłości rozszerzmy formułę na zawody międzyklubowe) . Na trasie znalazły się niemal wszystkie podstawowe elementy techniczne wymagane od rasowego grotołaza. Rywalizację na czas wygrał Artur Szmatłoch. Szczegóły i wyniki w AKTUALNOŚCIACH. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prezentacje i filmy o tematyce górskiej odbyły się w kinie „Patria” (piątek) a w sobotę i niedzielę w MCK w Nowym Bytomiu. Z naszego klubu były 2 prezentacje: Damian Szołtysik o narciarskim przejściu GSB i Asia Przymus o kulisach wyprawy speleologicznej w masyw Göll. Goście specjalnym był tym razem Leszek Cichy, który opowiadał ciekawe historie związane z zimowym zdobyciem Everestu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zarząd klubu serdecznie dziękuje wszystkim, którzy przyczynili się do przygotowania i przeprowadzenia warsztatów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLawiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{Wyjazd|Beskid Śląski - Piekło Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuując moją przygodę z górskim bieganiem postanowiłam w sobotę zmierzyć się z trasą górskiego półmaratonu o zachęcającej nazwie &amp;quot;Piekło Czantorii&amp;quot;. Był to mój pierwszy w życiu start na tak długim dystansie. Trasa niezwykle ciekawa (dla zainteresowanych info na stronie - http://beskidzka160naraty.pl/ ), warunki pogodowe jesienno-zimowe. Bieg był jak najbardziej górski - trasa miała ok.2000 m przewyższenia, a finisz biegł pod słupami kolejki liniowej na Czantorię! Ku własnemu (a pewnie nie tylko) wielkiemu zdumieniu bieg ten wygrałam-dobiegłam na metę jako pierwsza kobieta (20 w całym biegu) wygrywając tym samym kategorię Open Kobiet oraz K1. Tu wyniki&amp;quot;https://drive.google.com/folderview?id=0B4P-qsW-UY4uVUN6eUU3OXU4V3c&amp;amp;usp=sharing&amp;quot;,&lt;br /&gt;
a tu trochę zdjęć: https://photos.google.com/share/AF1QipO0HtwYrO7px0ZEJmrMTLn8YWfOE25pt0tZIyZY2kNt-rgToHMJbltBvSUUglvqtA?key=UHo3QzFtcTBkeTZJSTRUQ002dEYwQU5aZG03ZFBB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{Wyjazd|Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Martyna(os. tow.)|20 11 2015}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Jako, że obietnic trzeba dotrzymywać  a jedyny jeszcze wolny dzień w tym tygodniu był w piątek postanawiamy uderzyć na Baranią. Wyjazd chwilę po 08.00 rano do Mikołowa po Martynę a następnie lecimy już w stronę Węgierskiej Górki. Na szlak wchodzimy o 10.10. Najpierw zielonym, który jako tako był do przejścia a następnie czarnym, który dosłownie wyglądał jak potok. Woda spływała całą szerokością szlaku.  Po niecałych dwóch godzinach osiągamy szczyt i zaczynamy schodzić czerwonym szlakiem, który wygląda zupełnie tak samo jak czarny(wszędzie woda). Przy schodzeniu spotykamy jedynych tego dnia turystów wchodzących na szczyt i w tym momencie zaczyna padać śnieg, który na szczęście szybko ustępuje. Droga do samochodu to kolejne dwie godziny. Całość to 26.32km w czasie 4h19min gdzie całkowicie pod górę było 1363m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/20112015BaraniaGora?authkey=Gv1sRgCLaaiLLL2_fa0AE#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Iwaniacka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|15 11 2015}}&lt;br /&gt;
Jako, że nie mieliśmy nic lepszego do roboty (w przeciwieństwie do kolegów, którzy opuścili nas poprzedniego dnia po powrocie z jaskini) zostaliśmy na niedzielę w Tatrach. Zrobiliśmy sobie krótki spacer. Przeszliśmy Drogą pod Reglami z Kir do Doliny Chochołowskiej (ble...błoto), stamtąd na Iwaniacką Przełęcz (śnieeeeg!), dalej do Doliny Kościeliskiej. Tam spełniłam swoje małe marzenie i zobaczyłam w końcu Smreczyński Staw. Wróciliśmy na Halę Ornak (taaaak.... do schroniska) i po krótkiej przerwie (zupa o smaku ciepłym) Doliną Kościeliską wróciliśmy do Kir.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA)|14 11 2015}}&lt;br /&gt;
Ponieważ chcieliśmy wykorzystać okno pogodowe w postaci całego dnia słońca, wybraliśmy cel z długim i przyjemnym dojściem tj. wspinaczką w Dolinie Miętusiej. Jak się szybko okazało, planowanie schrzaniliśmy, bo ta dolina o tej porze roku jest głównie w cieniu. Jako asekurujący zmarzłem więc okrutnie. Zgodnie z planem, w jaskini zjechaliśmy tylko pierwszą studnię, docierając do zacisku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kursowy trawers Czarnej|Rysiek Widuch, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek|14 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: jaskinie gór Bihor|Tadeusz Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Maciej Dziurka (SDG), Piotr (os. tow.) |10 - 15 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo owocny wyjazd do jaskiń Rumunii. W jego trakcie zjechaliśmy do Awenu Batfia. Zwłaszcza oglądając go z dołu robi wrażenie. Padła również Twierdza Ponoru (Cetatile Ponorului). Dotarliśmy wreszcie do końca jaskini głównie dzięki niskiemu stanowi wody choć pływania było bardzo dużo. Przy pokonywaniu niektórych wodnych progów warto zostawić linę gdyż powrót pod prąd może okazać się trudny lub nawet nie możliwy. To potężna i przepiękna jaskinia. Następnie przemieściliśmy się w okolice Rosii gdzie zwiedziliśmy nie wielką lecz bardzo urokliwą jaskinię Gurui. Jedynym niewypałem okazała się jaskinia Toplica (to druga, zasyfonalna część rozległej jaskini Ciur Ponor). Za imponującym otworem korytarz nagle obniża się a przepływająca woda tworzy dość ciasny syfon. Ostatnią jaskinią była B. Avenul. Przepiękna szata naciekowa w tej dziurze to fajny deser na zakończenie wyjazdu. Po za tym przez wszystkie dni rewelacyjna pogoda z upałami do 19 stopni. Noce chłodne lecz zawsze w pobliżu buzującego ogniska. Do tego fajna kompania co  w komplecie stanowić będzie dobre wspomnienie kolejnej rumuńskiej przygody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura -wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby towarzyszące |08 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie zakończyłem sezon wspinania skałkowego, już tradycyjnie ostatni wyjazd odbył się na początku listopada. Podobnie jak w ostatnich latach starałem się w każdy weekend gdzieś się wybrać, dominowała Jura północna, lecz nie zapomniałem o odwiedzeniu Sokolików. Niestety ilość nie do końca przełożyła się na jakość… Z ciekawszych dróg jakie udało się zrobić: Obecność mitu VI.3+/4 –  bulder ze słabymi stopniami;  Anakonda VI.3- takich promocji to nawet w Tesco nie ma; Zapotrzebowanie na pozory VI.4+ - całkiem sympatyczne wspinanie;   San Quentin VI.4 – niby proste, ale nie do końca; Bezpawle VI.3+ - kruche, przewieszone, fajne; Porozumienia Gdańskie VI.3- bulder, proste; Hula Gula 2+/3 – szybka piłka, Lewy kant Kuli VI.3 - droga jednego miejsca, Taniec ze Słoniem VI.3 – Doleżychówka fajniejsza; Filar Zjazdowej VI.3+ – klasyk, fajne wspinanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Warsztaty pierwszej pomocy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, prowadzący i uczestnicy z różnych klubów|07 - 08 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie w tym roku szkolenie organizowane przez PZA. W sobotę większość zajęć odbywała się na bazie. Rozpoczęliśmy od wykładów dotyczących roli świadka w łańcuchu przeżycia, podstaw prawnych udzielania pierwszej pomocy, mechanizmów urazu oraz oceny i badania poszkodowanego po urazie. Następnie odbywały się zajęcia w grupach. U różnych prowadzących ćwiczyliśmy usztywnianie kończyn, opatrywanie ran oraz badanie poszkodowanego po urazie. Po przerwie obiadowej odbył się wykład o hipotermii, a następnie kolejne zajęcia w grupach. Budowa namiotu cieplnego, ewakuacja poszkodowanego, zajęcia na fantomie - reanimacja i użycie aparatu do automatycznej defibrylacji (BLS-AED) oraz postępowanie w przypadku nagłych stanów internistycznych. Po kolacji podzieliliśmy się na dwie grupy. Pierwsza wyszła razem z instruktorami, druga miała dojść w wyznaczone miejsce po 15 min, tam zastaliśmy zaimprowizowany wypadek z 7 poszkodowanymi w różnym stanie. Po opatrzeniu wszystkich rannych, grupy zamieniły się rolami i ratownicy zasymulowali kolejny wypadek w górach, a wcześniejsi poszkodowani byli ratownikami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia wyszliśmy na akcje jaskiniowe. Działaliśmy w Jaskini Zimnej na odcinku od wejścia do ponoru. Instruktorzy zasymulowali w sumie 3 wypadki, uczestnicy byli podzieleni na trzy grupy, każda zajmowała się jednym poszkodowanym, działaliśmy niezależnie od siebie. Obowiązywał pełny realizm. Akcja rozpoczynała się w momencie znalezienia poszkodowanego - zbieraliśmy wywiad, opatrywaliśmy go, przenosiliśmy do bezpiecznego miejsce i zapewnialiśmy komfort cieplny. Każdorazowo dwie osoby z zespołu cofały się do wejścia w celu wezwania pomocy u podstawionych dyspozytorów służb ratowniczych. Po każdej z symulacji odbywało się krótkie omówienie, za każdym razem dowiadywaliśmy się nie tylko o błędach jakie popełnialiśmy, ale też o ocenie akcji (komfortu) z punktu widzenia poszkodowanego. Uwagi te były niezwykle cenne bo pokazały o jak wielu rzeczach trzeba pamiętać i myśleć podczas udzielania pomocy poszkodowanemu, szczególnie że wiele z nich ma wpływ nie tylko na zdrowie, ale też na życie osoby rannej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pogody wybraliśmy się z Łukaszem na wspinaczkę na Straszykową Górę. Było słonecznie i zimno, ale nie na tyle, żeby palce zamarzały na skale. Pokonaliśmy kilka dróg, o wycenach od IV do V+. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w skałkach mirowskich|Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinamy kilka dróg &amp;quot;czwórkowo-piątkowych&amp;quot; na Klawiaturze i Skałkach z Grotą (m. in. ''Filar Klawiatury'' - IV, ''Zacięcie Groty'' - V+). Przepiękna pogoda i cudowne kolory. Oprócz nas w skałach zaledwie kilku wspinaczy. Do domu wracamy okrężną drogą przez Częstochowę gdzie odwiedzamy fajną knajpę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Przełom Białki - wspinanie|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Rank, Olga|31 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się na Przełom Białki na wspinanie, znajdują się tam dwie skały rozcięte przez rzekę – Kramnica i Obłazowa Skała. Olga z Darkiem byli ostatnio na tej pierwszej, dlatego dziś zaczęliśmy od Obłazowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że okolica bardziej urokliwa od Jury, skały też wyglądają fajniej. Nie tylko wyglądają, ale też są ,,fajniejsze”, od razu pominęliśmy Grotę Obłazowej z drogami 8+ i więcej - ,,na inny raz” i Filar Obłazowej - bo nikt nie miał ochoty asekurować w wodzie po kolana. Bawiliśmy się na Obłazowej, ale, że wszystkie drogi zaczynają się tu z przewieszenia to nasza cierpliwość to tej ściany szybko się skończyła i postanowiliśmy się przenieść na Kramnicę. Po drodze jeszcze zerknęliśmy  do ,,jaskini” Obłazowej – małe schronisko skalne, normalnie nie warte wzmianki, ale ze względu na najstarszy na świecie bumerang, paliczek lewej dłoni, lwa i nosorożca wspominam (a kogo zaciekawiłam odsyłam do internetów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Kramnicy było więcej ludzi, ale ściana większa (i wyższa) niż poprzednia więc się jakoś wpasowaliśmy. Drogi Kramnicy zaczynają się od VI-. Pod koniec dnia nikt nie mógł powiedzieć, że nie zaliczył jakiejś drogi. Choć muszę się przyznać, że chyba jedyną motywacja do wciągnięcia się na to VI- była perspektywa widoku na Tatry i 30 metrowego zjazdu :]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/31102015ObAzowaKramnica?authkey=Gv1sRgCLLV6-nQj-bP6wE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dziura w Dąbrowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, Teresa Szołtysik|25 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spenetrowaliśmy odkrytą kilka lat temu jaskinię - Dziura w Dąbrowie. Mimo, że bez sprzętowa wymaga trochę doświadczenia. Osiągamy najniższy punkt i zaglądamy do poszczególnych odgałęzień. Generalnie krucho. Potem udajemy się jeszcze na wzgórze Cisownik w okolicach Żelazka gdzie również penetrujemy teren odnajdując jedną z znajdujących się tam jaskiń (Żelazkowa Szczelina) do której zresztą wchodzimy. Na Jurze cudowna, kolorowa jesień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDziura-w-Dabrowie i tu: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/25102015JaskinieJuraDziuraWDabrowie?authkey=Gv1sRgCPnfpM_r09CD6QE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - centralne manewry ratownictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Bula&amp;lt;/u&amp;gt;|23 - 25 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek dowiaduję się iż jednak zostaję zaproszony na manewry (znajdowałem się na liście rezerwowych). Dlatego też ruszam w piątek po pracy i omija mnie unifikacja w Dziurze. Dołączam do innych w trakcie spożywania obiadu. Tego samego dnia zostajemy podzieleni na 4 pięcioosobowe zespoły, zostaje nam przedstawiony plan akcji w Zimnej, organizujemy potrzebny sprzęt i biwakujemy. Plan przewiduje rozpoczęcie transportu &amp;quot;ratowanego&amp;quot; od beczki, poprzez wielki komin, chatkę do górnego otworu. Mnie przypada najtrudniejszy odcinek, od prożku pomiędzy chatką, a widłami do górnego otworu. Tak zdecydowało kierownictwo, gdyż mam pewne doświadczenie jeśli chodzi o ten odcinek. Niestety duże braki w sprzęcie powodują, że nosze dochodzą, a my nie mamy zaplanowanych stanowisk wykonanych. Po jakimś czasie sprzęt dochodzi i jakoś powoli wynosimy na powierzchnię &amp;quot;ratowanego&amp;quot;. Po wyjściu nasi koledzy, członkowie Grupy Ratownictwa Jaskiniowego dowiadują się o wypadku w jaskini Niedźwiedziej i byłoby dobrze, gdyby się pojawili. Zatem szybko wracamy do bazy, myjemy sprzęt potrzebny do akcji, pomagamy się chłopakom spakować i żegnamy. Niektórzy rozjeżdżają się do domów już w nocy, niektórzy zostają do rana poznając się lepiej... ja zostałem. Kolejne manewry za mną, czekam na następne... no i na moją ukochaną Zimną:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - górska przebieżka|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|24 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, że piękny sobotni poranek wita mnie w Szczyrku, pomimo nieprzespanej nocy (wesele przyjaciół) pozwalam sobie na świetną zresztą (cudna jesień!!!) górską przebieżką. Robię pętle od parkingu w centrum Buczkowic-czerwonym szlakiem na Skrzyczne i dalej zielonym na Malinowską Skałę, by podążać znów czerwonym przez Przełęcz Salmopolską aż do Karkoszczonki.&lt;br /&gt;
Dalej już niestety asfaltem, ale na szczęście nową ścieżką spacerową wzdłuż rzeki, aż do miejsca startu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRESTOVÁ VERTICAL 2015|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|17-19 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wzięłam udział w biegu górskim Oravaman Brestowa Vertical - 7.7 km, 1200 m przewyższenia. Start z Penzion Pribisko na szczyt Brestowej (1902 npm.). Startuję pod szyldem RKG Nocek i kończę bieg na 5 miejscu w klasyfikacji generalnej kobiet (tu wyniki: http://oravaman.sk/wp-content/uploads/2015/10/Brestova-Vertical-2015.pdf). W niedzielę z kilkuosobową ekipą głównie organizatorów i osób odpowiedzialnych za zawody Oravaman przebiegam 23 km na trasie Zverowka-Rakoń- Wołowiec-Rakoń-Grześ-sedlo pod Osobitą- Penzion Pribisko. Częściowo biegniemy po triatlonowej trasie w//w zawodów. W poniedziałek już tylko spacerem przemierzam trasę- Predny Sindlovec- Brestova-Salatyn-Banikovske sedlo-Predny Sindlovec. Cały weekend wyjątkowo udany. Samym bieganiem po górach bawiłam się przednio :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - marszobieg|Łukasz Piskorek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, w Brennej spotkaliśmy Olę i Wojtka Rymrczyków|17 10 2015}}&lt;br /&gt;
Trasa wiodła dookoła doliny Brennicy. Z Brennej na Kotarz (985), potem Beskid Węgierski, przeł. Karkoszczonka, Klimczok (1117), Trzy Kopce, Błatnia, Brenna (24 km). Ja całą pętlę pokonuję biegnąc lub szybko idąc a Esa z Łukaszem poruszali się szybkim marszem. Spotykamy się w Brennej centrum. Ola w Wojtkiem wyruszali w przeciwną stronę na imprezę w Chacie Wuja Toma. Pogoda była bardzo zmienna. Tu kilka zdjęć:  https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/17102015Klimczok?authkey=Gv1sRgCLfSof_mwLjucw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - manewry autoratownictwa|Tomasz Jaworski jako instruktor, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; jako uczestnik|10 - 11 10 2015}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia zajęcia były prowadzone w jaskiniach położonych ,,wysoko”. Rano zostaliśmy podzieleni na grupy i przypisani do instruktorów. W tych zespołach mieliśmy działać przez dwa dni. Tomek prowadził zajęcia dla swojej grupy w jaskini Czarnej, ja natomiast zostałam oddelegowana do jaskini Wielkiej Litworowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda już jesienna, było zimno i pochmurnie, na szczęście nie padało. W jaskini jako pierwsza poszkodowana zjechałam na dno Studni Flacha, skąd byłam wyciągana najpierw przez jednego ratownika do góry studni, a następnie przez całą resztę grupy przez trawers do sali na dnie I Pięćdziesiątki. Tam czekał na mnie punk cieplny (namiot z foli NRC), chwila przerwy na ogrzanie się i zmiana poszkodowanego. Ja do wyciągnięcia poszkodowanego przyczyniłam się najpierw powyżej Pięćdziesiątki, opuszczając go z prożka zaraz za tą studnią i dalej na mniejszych studniach, raz będąc balansem, a raz wyciągając go samodzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia wybraliśmy się do bliżej położonych jaskiń. Tomek poprowadził swoją grupę do Miętusiej Wyżniej. Ja ćwiczyłam w Kasprowej Wyżniej. Nasza czteroosobowa grupa podzieliła się na dwie dwójki i mając do dyspozycji dwa odcinki linowe ćwiczyliśmy na zmianę wciąganie i zjazdy z poszkodowanym. Na koniec pierwsza dwójka miała jeszcze okazję przećwiczyć zjazd z poszkodowanym na długim zjeździe na powierzchni. Po zakończeniu ćwiczeń szybki powrót na bazę i podsumowanie manewrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA - Bihor|Efrosina Aleksandrova Hristova, Tomasz Pawłowski (STJ KW Kraków), Kaja Kałużyńska (SŁ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 11 10 2015}}&lt;br /&gt;
Tomi poprosił mnie o indywidualne szkolenie z kartowania, czy raczej obróbki danych pomiarowych. Zaproponowałem, żeby zrobić je w plenerze - no i tak oto zaczęło się planowanie tego wyjazdu. Poza ćwiczeniami okołokartograficznymi, Tomi miał pomóc kolegom w eksploracji, Efi miała zobaczyć rumuńskie jaskinie, a Kaja pouczyć się szkicowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek odwiedziliśmy Cetățile Ponorului. Tomi, Efi i jeden z Rumunów poszli wspinać komin niedaleko III otworu, podczas gdy Kaja i ja mierzyliśmy i szkicowaliśmy szkoleniowo, podążając ich śladami. Pewnym kuriozum tego wyjścia był pies jaskiniowy Piatrăşca (&amp;quot;Kamyczek&amp;quot;) z polany Glăvoi. Pies ten zamiast patyków woli aportować kamienie, ale to jeszcze nic! Otóż Petraszka odprowadził nas do Cetățile, poszedł z nami do jaskini i przeszedł kawałek rzeką, to skacząc z kamienia na kamień, to mocząc trochę łapy - właściwie to zupełnie tak, jak my. Zatrzymał go dopiero błotny próg, na który nie był w stanie się wdrapać. Usadowił się więc pod nim i zaczął ujadać. Konsternacja. Tego jeszcze nie przerabiałem w jaskini. Co tu zrobić? Pomóc wejść? Pogonić w ciemność? Próba odprowadzenia zwierzaka do otworu nie dała rezultatu. Pies wyraźnie nie był zainteresowany zakończeniem swojej jaskiniowej przygody tak szybko. W końcu zostawiliśmy mu włączoną czołówkę, żeby mu nie było smutno i żeby miał szanse przejść najgorszy chyba dla niego fragment rzeki, jeśli jednak zdecydowałby się wrócić do otworu. Oczywiście wszystko skończyło się dobrze i kiedy wyszliśmy na powierzchnię, spotkaliśmy Petraszkę radośnie bawiącego się kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę odpoczywaliśmy od wszelakich nauk i daliśmy się Tomiemu oprowadzić po rumuńskich jaskiniach. Tak dokładniej, spędziliśmy ok. 8.5 godziny w Peșterze Zăpodie, docierając najpierw do czarnego kanionu, a następnie pod syfon łączący Zăpodie z jaskinią Neagră. Zăpodie jest dosyć zróżnicowana i niesamowicie ładna, nawet jak na rumuńskie standardy. Większość drogi do syfonu przebywa się wzdłuż aktywnego ciągu wodnego, bogato udekorowanego naciekami. Wody było podobno stosunkowo niewiele; tylko w jednym miejscu musieliśmy przejść kilka metrów jeziorem sięgającym po kolana. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomiędzy tymi dwoma wyjściami, jak również przed i po, przetwarzaliśmy dane, gotowaliśmy i spaliśmy. Mimo niesprzyjającej pogody, każde z &amp;quot;założeń&amp;quot; choć w części udało się zrealizować. Podsumowując: deszczowy, ale nawet w miarę udany wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy Smoleń - Udorz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|11 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spod zamku Smoleń udajemy się rowerami do zapomnianych ruin zamku Udorz. Przez jurajskie pola i lasy, pofałdowanym dość mocno terenem osiągamy cel. Ruiny usytuowane są na wapiennym wzgórzu porośniętym bukowym lasem. Teren odosobniony i gdyby nie stara tablica informacyjna trudno było by tu trafić. Z zamku pozostały tylko resztki murów obronnych. Stąd wracamy przez Strzegową i dolinę Wodącej do Smolenia. Dzień słoneczny lecz dość zimny (5 st. C). Tu kilka zdjęć: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FUdorz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów, Góra Adeptów, Straszykowa Góra – kurs wspinaczkowy |&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|08 - 10 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I dzień &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, zimny czwartkowy poranek - spotkanie na Podzamczu z „Emkiem”. Rozpoczynamy szkolenie teoretyczne. Szukając ciepła przesuwamy się wokół góry zgodnie z kierunkiem przesuwania się promieni słonecznych. Koniec żartów, koniec teorii, instruktor  rozdziela sprzęt i rozpoczęła się rozgrzewka na skałkach. Zaczynamy oczywiście z grubej rury od  najmniejszych drogi Pierdolony rurociąg IV.1.  Tyrolka IV.1. , Lewe dziurki IV.1. , Dziurki Kukuczki IV.1. Z biegiem czasu przesuwamy się coraz dalej, są postępy , trasy zaczynają się robić coraz trudniejsze i dłuższe, a tym samym  fajniejsze. Krew zaczyna powoli buzować, rozkręcamy się z Łukaszem i znajdujemy przyjemność ze wspinania. Na razie wspinamy się na Podzamczu – góra Birów, ostatnia droga  Jumanji IV+, a następnie zmiana miejsca. Jedziemy na górę Adept. Tu robimy dwie drogi, chyba Piątka V. W pierwszym dniu udało się nam przejść po 7 tras wspinaczkowych od VI kończąc na V.  Z pełnym optymizmem jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
II dzień &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, zimniejszy piątkowy poranek  - spotkanie na Straszykowej Górze. Znów szukamy słonecznych skał ,tym razem pada na  Weselną. Rozpoczynamy rozgrzewką Prawym okruszkiem V. Potem Okropne klamry IV+ , Straszny filar V+ . Po drodze jeszcze kilka dróg, których nazw nie zapamiętałem. Razem z Łukaszem nawzajem sobie dopingowaliśmy, bo były wzloty i upadki. Na koniec Cicha rysa V na której się prawie udało, ale byliśmy już zbyt zmęczeni i wyziębnięci, więc postanowiliśmy dać jej trochę czasu. W tym dniu udało się nam przejść po 7 tras wspinaczkowych od VI +kończąc na V+.  Z naderwanymi opuszkami palców jedziemy do domu. Oczywiście z pełnym optymizmem, przecież dopiero jutro zacznie się zabawa, jak będziemy montować własne punkty asekuracyjne : )&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
III dzień&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, jeszcze zimniejszy sobotni poranek - spotkanie na Podzamczu. Rozpoczynamy szkolenie teoretyczne w temacie zakładania  własnych  punktów. Szukamy szczelin, otworów i innych dziur, gdzie można założyć różne dziwne ustrojstwa. Skaczemy w miejscu, żeby się rozgrzać. I zaczęło się: robimy pierwsze własne drogi i nawet całkiem sprawnie nam to idzie. Spotykając się u góry Łukasz stwierdził, że może dzisiaj wyjątkowo zakręcać karabinki ja nie mogę być dłużny też postanowiłem zakręcać  : ). Czas szybko mijał, a nam w sumie udało się przejść po 3 trasy wspinaczkowe  z własnymi  punktami. Wyziębnięci, ale oczywiście z pełnym optymizmem jedziemy do domu. I zapomniałbym wspomnieć o tym, że rzucaliśmy HENIA z góry i próbowaliśmy go wyłapywać na asekuracji. Heniowi po piątym razie zaczęły wypadać wnętrzności ,ale przeżył i wrócił o własnych siłach na parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
IV dzień&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielny słoneczny poranek , teraz to już nieziemsko zimno ,wieje nieprzyjemny wiatr, spotkanie na Podzamczu. Szybkie rozgrzanie na Prawym filarze V-  połączone z trawersowaniem półki. Następnie  Komandos i jeszcze jedna droga od strony grodu (coś z ogrodami, ale nazwy dokładnie nie pamiętam). Ostatnią drogą, którą mieliśmy przyjemność przejść był Komin kursantów. Jeszcze kilka ćwiczeń w zakresie ratownictwa i koniec szkolenia. Całe szkolenie odbyło się z hasłem „Z uśmiechem na twarzy i pogardą dla śmieci w oczach”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKurs-wspinaczkowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia w Straszykowej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|10 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji pobytu w pobliżu Ryczowa postanowiliśmy zwiedzić Jaskinię w Straszykowej Górze, której długość wynosi ok. 150m natomiast głębokość ok 21m. Dojście do jaskini bezproblemowe, bardzo ciekawa szata naciekowa oraz sam układ głównego korytarza. W jaskini napotkaliśmy jednego nietoperza. Zdjęcia tu: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/JaskiniaWStraszykowejGorze?authkey=Gv1sRgCLe_2t2EvPj6RA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Tatry - Buczynowe Turnie - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur (os. towarzysząca - KW Katowice)|02 - 04 10 2015}}&lt;br /&gt;
Wykorzystując chyba ostatnie tego roku dobre letnie warunki w Tatrach wybieramy się na długo planowaną przeze mnie drogę na Buczynowych Turniach - drogę lewym skrajem środkowego żebra południowej ściany Wielkiej Buczynowej Turni (W.C. 181).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Buczynowe Turnie? to tam są jakieś drogi wspinaczkowe? - tak, wiem, że wielu pewnie teraz zadaje sobie to pytanie. Owszem, są i o taką drogę właśnie chodziło. Mało popularną, w spokojnej, rzadko odwiedzanej okolicy (siedzieć całkiem samemu w Dolince Buczynowej, podczas gdy dookoła z każdej strony przechodzą tłumy turystów - bezcenne). Chcieliśmy zdobyć doświadczenie na mało popularnej, w miarę łatwej drodze z dobrą możliwością wycofu. Buczynowa Turnia okazała się być idealna. Droga max IV, poprzecinana w połowie ściany siecią trawiastych zachodów dających możliwość wycofu do jedynkowego żlebu sprowadzającego do podstawy ściany.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W ścianę wchodzimy dość późno, ale ze względu na późną jesień w górach pozwoliło nam to uniknąć porannych przymrozków i wspinać się w słońcu pięknie ogrzewającym południową ścianę. Na początku zgodnie z W.C. szeroką rynną pod płytową przewieszkę. Tutaj pierwsze miejsce, które zatrzymało nas na nieco dłużej. Wyjście z przewieszki asekurowalne z zawilgoconych pęknięć na duże frendy. Zakładam jednego, potem metr wyżej dokładam drugiego. Próbuję. Wyglądają na pancerne. Nieco wyżej dałoby się wrzucić w szczelinę w okapie jeszcze jednego frienda, ale ten pewnie już nie utrzymałby lotu. Wyjście z przewieszki w porównaniu do innych tatrzańskich czwórek jakie robiłem mogłoby być spokojnie wycenione przynajmniej na V.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
A może to tylko odczucie psychiczne. Niepewność co będzie dalej. Idziemy bez schematu drogi, bo taki nie istnieje. Posługujemy się jedynie opisem słownym W.C oraz znajomością topografi góry zdobytą podczas wcześniejszych tygodni przeglądania zdjęć ściany ujętej z różnych perspektyw. Czujemy się trochę jak pionierzy i myślę, że wiele się nie pomylę, jeżeli napiszę, że nasze przejście było pierwszym przejściem tej drogi (a nawet ściany) od kilku, kilkunastu a może i kilkudziesięciu lat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Spoglądam jeszcze raz na przewieszkę i po raz kolejny podchodzę pod jej próg. Stąd jeszcze możemy się wycofać. Zjechać do podstawy ściany. Nie wiem co czeka mnie nad przewieszką ale wiem, że stamtąd możliwości wycofu będą mocno ograniczone. Podchodzę wyżej, badam ścianę, moment zawahania, odpuszczam. Prowadzenie przejmuje Artur. Również kilka razy przystawia się do przewieszki i również rezygnuje. Ale udaje mu się pokonać ścianę innym wariantem, po stromych płytach z lewej strony przewieszki. Na prowizorycznej asekuracji wychodzi ponad przewieszkę i odcina sobie drogę łatwego wycofu. Teraz najbardziej emocjonujący fragment drogi - kilka, kilkanaście metrów połogich płyt, jednak wszystko co wydaje się dobrym chwytem lub miejscem na osadzenie asekuracji zostaje w rękach. Na prawdę wielki szacun dla Artura za poprowadzenie tego co prawda krótkiego, jednak jakże emocjonującego wyciągu.&lt;br /&gt;
Artur ściąga mnie do stanowiska gdzie dając mu odpocząć psychicznie przejmuję od niego prowadzenie na wszystkich pozostałych wyciągach drogi. Na szczęście teraz ściana oferuje już wspinanie w litej skale i mogę przyśpieszyć nadganiając nieco stracony czas.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Drogę ze względu na zapadający zmrok kończymy na siodełku w połowie ściany, skąd zjeżdżamy do piarżystego, jedynkowego żlebu, którym już w zupełnych ciemnościach schodzimy (w kilku bardziej stromych miejscach zakładając krótkie zjazdy) do podstawy ściany.&lt;br /&gt;
W samej Dolince Buczynowej gubimy się jeszcze w kosówkach, próbując znaleźć przecinkę wyprowadzającą z Dolinki na żółty szlak do Piątki i chodzimy to w tą to w drugą stronę wzdłuż ściany kosodrzewiny. Kto by pomyślał, że te małe drzewka mogą sprawić taką niespodziankę. Na szczęście jest piękna, gwieździsta noc. Na chwilę nawet gasimy czołówki by popatrzeć na miliony gwiazd. Jesteśmy przecież w Dolinie całkiem odciętej od innych źródeł światła - no może poza małym światełkiem schroniska daleko w Dolinie.&lt;br /&gt;
Do schroniska docieramy koło północy i znajdujemy kawałek podłogi (a właściwie schodów) gdzie przeczekujemy do rana.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Refleksje z naszego przejścia? Na pewno jestem zadowolony, że udało się znaleźć partnera i spróbować tej drogi. Z Arturem wspinałem się pierwszy raz, ale myślę, że fajnie się uzupełnialiśmy. Na pewno sporo rzeczy mogło być zrobionych lepiej, a przede wszystkim szybciej, ale chodziło przecież o zdobycie doświadczenia na tego typu drogach - drogach typowo górskich, bez znajomości pełnego przebiegu drogi, w kruszyźnie itd. Cel został osiągnięty a zdobytego doświadczenia nikt nam nie odbierze. Droga typowo górska, bardzo pouczająca i ciekawa (poza jednym, mega kruchym wyciągiem nad przewieszką).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Śnieżna - kurs|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek, Ola Rymarczyk, i (prawie) Ksawery Patryn|03 - 04 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotni wieczór rozpoczynamy od wykładu o jaskiniach na całym świecie. Mateusz wprowadza nas w multimedialną podróż po wszystkich kontynentach świata , jednocześnie bardzo ciekawie opowiadając o swoich doświadczeniach jaskiniowych zdobytych podczas wypraw. Ciągle kręcąc się wokół osi ziemi, dzięki ogromnemu globusowi skaczemy z jednego kontynentu na drugi. Czas szybko biegnie w miłym towarzystwie, ale rano trzeba wcześnie wstawać. Jest niedziela, nadszedł ten dzień i powtórka z rozrywki - może tym razem się uda. Wyruszamy wcześnie rano, około 6,30, naładowani dobrą energią i zaskoczeni ciepłym porankiem. No to w drogę (bez nakręcanych niebieskich butów). Ciepły poranek był zmyłką, w drodze do jaskini zaczęło mocno wiać (prawie halny) i już tak miło nie było. W trakcie podejścia u Ksawerego nastąpił nawrót choroby i żeby nas nie stopować, postanowił zawrócić do bazy. Pożegnaliśmy go przy źródełku, rozdzielając jego sprzęt między sobą. Z łezką w oczach pomachaliśmy mu na pożegnanie i ruszyliśmy w dalszą drogę. Silny, zimny  wiatr nic nam nie odpuszczał, chmury mknęły jak wyścigówki na autostradzie. Dotarliśmy  przed otwór Wielkiej Śnieżnej nawet dość szybko  w około 2,45 h. Chowając się za kamiennym murem, rozpoczęliśmy przebieranie się w stroje wizytowe, w końcu to Wielka Śnieżna. Poręczowanie pierwszego odcinka przypadło Łukaszowi (poszło szybko i sprawnie). Mnie przypadła wielka studnia, niby już to robiłem, ale ogrom dziury znów zrobił duże wrażenie – lecz tym razem było łatwiej. Mateusz przy zjedzie znów rozpoczął swój recital (maja haaa itd…). Następny odcinek rozpoczął Emil, a my w tym czasie nabieraliśmy siły konsumując gorącego Plusza przygotowanego przez Mateusza. Kolejny odcinek Piter, a końcówka znów należała do Łukasz. I tak przechodząc przez pierwszy płytowiec, drugi płytowiec , małe trawersy (tu odezwał się wewnętrzny poetycki głos Emila), wodociągi miejskie dotarliśmy do miejsca docelowego, czyli suchego biwaku. Mała chwila odpoczynku i znów podawano główne danie Mateusza, czyli gorącego plusza. Chwila refleksji i rozdzielenie zadań i powrót. Przy wielkiej studni mały korek , jak przed bramkami przy wjeździe na autostradzie A4. Siedząc na dnie utworzyła się Loża Vipów, która dopingowała wychodzących. Każdemu było wesoło dopóki nie musiał zawisnąć na cienkiej bujającej linie (nie dotyczy to Mateusza rzecz jasna, on jak wystartował ,to tylko przepinka go lekko spowolniła). Jak był wjazd na autostradę, to i musi być wyjazd z niej - tym razem przypadł przy wyjściu Lodospadem. Ola będąc już na górze krzyczała” jest jeszcze jasno” (tylko ona to widziała), a niżej zabawa zaczęła się od nowa. Emil znów się rozkręcał poetycko i nie tylko on. Ostatni wychodził Łukasz, ale jego zastała już totalna ciemność. Szybkie przebieranie się, pakowanie, założenie latarek na czoło i w drogę powrotną, na szczęście przestało wiać. Powrót szybki i bezpieczny. Wszyscy zadowoleni, choć mocno zmęczeni. Było super fajnie w doborowym towarzystwie. Z góralskim pozdrowieniem hej! czekamy na jeszcze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSniezna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Polskie i Słowackie - jesienne spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|03-04 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę w tłumie turystów przemierzam trasę: Dolina Suchej Wody- Murowaniec- Przełęcz Krzyżne- Schronisko w Piątce-Szpiglasowa Przełęcz-Morskie Oko-Polana Białczańska. W niedzielę odpoczywam po Słowackiej stronie na trasie: Strednica-Kopske Sedlo-Biele Pleso-Chata pri Zelenom plese. Powrót tą sama drogą. W górach przepiękna jesień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - MTB w okolicach Sporysza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa: Żywiec Browar - Grojec (612) - Sporysz - Jastrzębica (758) - Wikarówka - Świnna - Żywiec. Ponieważ sypła się akcja jaskiniowa a pogoda była rewelacyjna to realizuję kolejną akcję rowerową tym razem na w/w trasie. Ostra rozgrzewka na Grojec wypruła ze mnie sporo sił (przez moment nawet trzeba było nieść rower na plecach), dużo technicznej jazdy. Potem zjazd i kolejny długi podjazd na Jastrzębicę (okolice Przełękowa). Kilka stromych podejść. Z Jastrzębicy przepiękny zjazd do Świnnej i powrót drogą do Żywca. Trasa dość trudna. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMTB-BeskidZywiecki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Mietusia Wyżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch, Łukasz Majewicz, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcję rozpoczęliśmy o poranku w Kirach. Idąc szlakiem dało się zauważyć wysoki stan w potokach. Zdarzało się, że woda płynęła radośnie samym szlakiem. Na końcowej części podejścia mieliśmy do pokonania na przełaj mokrą od deszczu kosówkę, co nie było najprzyjemniejszym doznaniem tego dnia. Do otworu dostaliśmy się krótką wspinaczką gdzie we względnie suchych warunkach dało się przebrać. Korytarze o rozwinięciu poziomym, czasem ciaśniejsze, w większości na tyle niskie, że nie dało się wyprostować. Naszym pierwotnym planem było zejście na dno -108m pokonując kolejno zalane syfony. Po dotarciu do pierwszego z nich życie zweryfikowało nasze założenia. Ze względu na intensywne opady z ostatnich dni, poziom wody w syfoniku był wyjątkowo wysoki. Do tego węże do przelewania, które podobno tam zawsze były, w jakiś nieznany sposób zniknęły. Wspólnie podjęto decyzję, że przelewanie wody worami niewiele pomoże i nie będziemy w stanie przejść przez kolejne syfony bez ryzyka potopienia się. Zostało nam zrobić pamiątkowe zdjęcie nad wodą i zawrócić. W drodze powrotnej zdecydowaliśmy zaliczyć suche dno. Zejście szybkie i sprawne, jedynie Lucas musiał  odpuścić ze względu na naglącą fizjologiczną potrzebę wydostania się na zewnątrz w tempie ekspresowy. Powrót do otworu poszedł sprawnie, gdzie część postanowiła się przebrać w ubrania, a druga część zdecydowała że przebierze się w coś bardziej galowego dopiero na polance poniżej. Droga do bazy przebiegła bez dodatkowych atrakcji. Po przepakowaniu pozostało jedynie zapakować się do samochodu i pomknąć w kierunku Śląska.  Akcja udana, tylko tych syfonów szkoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy w okolicach Niegowonic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa: Niegowonice - Grabowa - Kanki - Rokitno Szlacheckie - Niegowonice. Dość urozmaicona trasa wiodąca szlakami pieszymi i rowerowymi. W lasach kilka ciekawych obiektów skalnych. Na skałkach niegowonickich obitych jest kilkanaście dróg wspinaczkowych. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNiegowonice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerem w podkrakowskich dolinkach|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
Trasa z mojego ulubionego przewodnika po Jurze: Dolina Będkowska-Brzezinka-Rudawa-Nielepice-Kleszczów-Las Zabierzowski-Dolina Bolechowicka-Zelków-Biały Kościół-Bębło- Będkowice. Trasa po asfalcie, lesie, błocie i wodzie-czyli jak dla mnie idealnie poprowadzona :). Oczywiście sobie tylko znanym sposobem mimo mapy i dość dokładnego opisu kilka razy robię mały, własny wariant proponowanej przez przewodnik trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz tatrzański KTJ|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; oraz uczestnicy i instruktorzy z różnych klubów|17-20 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działania rozpoczęliśmy w czwartek rano od omówienia planowanych akcji jakie miały się odbyć podczas obozu. Pierwszego dnia znalazłam się w jednej z dwóch grup idących do jaskini Ptasiej. Wyszliśmy jako pierwsi aby wywspinać i zaporęczować Próg Mułowy, którym miały się poruszać wszystkie grupy w trakcie obozu. Droga do jaskini przez Wantule i Wielką Świstówkę była bardzo przyjemna dzięki słonecznej pogodzie. W samej jaskini mieliśmy zrobić porządki. Początkowo bardzo sprawnie zjechaliśmy wszyscy do jaskini i rozdzieliliśmy się za Mokrą Czterdziestką. Pierwsza grupa udała się do Sali Dantego, druga (moja) na dno Studni z Mostkiem Piratów, po drodze okazało się ,że mamy małe zamieszanie z linami i ze szkicem technicznym. Po trzykrotnym rozpoczynaniu poręczowania, pominięciu dwóch batinoksów zjechałam  w deszczu i... zawisłam 5m nad dnem Studni z Mostkiem Piratów. Po uporaniu się z tym problemem i sprzątaniem szybko wyszliśmy z jaskini i wróciliśmy na bazę na Polanie Rogoźniczańskiej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek również był bardzo słonecznym dniem. Obóz działał w jaskiniach: Śnieżna, Ptasia i Wysoka. Ten dzień był przewidziany na prace ekiperskie. Byłam w jednej z dwóch grup idących do jaskini Wysokiej. Wszyscy zachwycali się Wąwozem Kraków, a później widokami z plato pod otworem. Zanim weszliśmy do jaskini zademonstrowano nam sposób wklejania batinoksów. W samej jaskini pierwsza grupa poszła poprawić oporęczowanie w rejonie tyrolki w Wielkiej studni, moja natomiast oddzieliła się w Sali Gotyckiej i poszła w kierunku Górnych Partii. Prace prowadziliśmy w kominie za trawersem w stropie Sali Trzech Kominów. Część z nas poszła jeszcze zwiedzić Salę Naciekową. Z powodu późnego wejścia  do jaskini nie spędziliśmy w niej za dużo czasu, jednak udało się wykonać większość zaplanowanych prac. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę nastąpiło załamanie pogody (mgła i mżawka na przemian z deszczem), grupy wybrały się na trawersy Czarnej (z dwóch stron), deporęczowanie progu Mułowego oraz do Bańdziocha. Ku mojej wielkiej radości trafiłam do tej ostatniej. Weszliśmy dolnym otworem i poszliśmy na III dno. Wspólnym wnioskiem było to, że jest to jaskinia w której nie można się nudzić. Największych wrażeń dostarczyły: Wyżymaczka, początkowy ciasny zjazd do studni Brody (a raczej pokonanie tej części do góry), Zamulony Syfon przed partiami Afrykańskimi, z którego osobiście miałam okazję wybierać wodę oraz same (ciasne) Partie Afrykańskie – zabłocona rura, którą w dół pokonuje się jak zjeżdżalnię . Na III dnie zebraliśmy niepotrzebne już rzeczy, obejrzeliśmy syfon i system służący do jego  opróżniania i ruszyliśmy w drogę powrotną. Była ona znacznie bardziej męcząca z powodu małej ilości odcinków linowych a dużej prożków do wywspinania. Na zewnątrz pogoda dalej nie sprzyjała, ale raczej nikt nie zwracał uwagi na deszcz. Na bazę wróciliśmy późno w nocy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę zajmowaliśmy się czyszczeniem i porządkowaniem sprzętu jaskiniowego oraz pomagaliśmy w porządkach i zamknięciu obozowiska na Polanie Rogoźniczańskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Trawertynowa |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik |19 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała jaskinia jest ciekawostką geologiczną (jedyna w Polsce) w skale trawertynowej w pobliżu miejscowości Laski. Stąd na rowerach zataczamy ciekawą pętlę (Laski - Błędów - Kuźniczka - Krzykawa - Laski) wiodącą częściowo wzdłuż Białej Przemszy. Tereny bagienne w dolinie, w lasach wiele fragmentów piaszczystych . Tu kilka zdjęć okolicy: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLaski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Trawersy|Przewodnicy: Joanna Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; koledzy z BEAC Barlangkutato Csoport: Eva Maria Toth, Zoltan Povazsay, Ors Sepsi, Pal Maak, Dalma Hericz, Ferenc Ujhelyi, Barbara Golya, Peter Juhasz, Agi Berentes, Anett Hegedus|11 - 13 09 2015}}&lt;br /&gt;
W dwóch grupach (jedna poręczująca od Śnieżnej, druga od Nad Kotlinami) dokonaliśmy trawersu otworów przez Suchy Biwak. W jaskini spędziliśmy ok. 14 - 16 godzin, niektórzy więcej, niektórzy mniej. W każdym razie, pod wpływem zmęczenia musieliśmy zmienić dalsze plany. W założeniu, w niedzielę miał być Wielki Kłamca, a stanęło na trawersie Czarnej - przy czym wybrała się tam tylko część ekipy: Eva, Povi, Ors, Pal, Anett, Asia i ja. Tym razem poszło nam bardzo sprawnie i zamknęliśmy się w sześciu godzinach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Wyspowy - rowerem na Mogielicę |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, na imprezie w tipi Jacek Joniec z swoja rodziną i przyjaciółmi |05 - 06 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pretekstem do tego wyjazdu był pobyt w Polsce a konkretnie w Starej Wsi k. Limanowej kolegi z Arizony (poznanego podczas mojej wyprawy na Great Divide) Jacka Jońca. Jacenty obchodził akurat urodziny więc oprócz celu górskiego łapiemy się na &amp;quot;indiańską&amp;quot; imprezę w prawdziwym tipi (siostra Jacka przemysłowo produkuje tipi, może nawet sprzedaje Indianom, jeżeli ktoś nie czytał literatury o Dzikim Zachodzie to tipi jest takim indiańskim namiotem). Gitara i śpiewy kończą się przed północą a ja z Esą śpię właśnie na derkach w owym tipi. W niedzielę auto zostawiamy w Zalesiu i ruszamy rowerami górskimi początkowo trasą wiodącą wokół Mogielicy  (najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego - 1171) a potem prosto na szczyt. Ostatnie podejście dość ostre i po kamieniach. Na wierzchołku jest wieża widokowa lecz mgła skryła wszystko wkoło. Niemal ciągle w deszczu zjeżdżamy innym szlakiem do Zalesia i stąd wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Mogielica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Alpy Salzburskie - wyprawa Göll'2015 |Mateusz Golicz (kierownik), Joanna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Michał Macioszczyk (WKTJ), Miłosz Dryjański (KKS), Jacek Szczygieł (KKS), Michał Machnik (KKS),  |14 08 - 04 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyła się kolejna wyprawa eksploracyjna do jaskiń masywu Hoher Göll. W trakcie jej trwania dokonano dalszych odkryć w jaskini Gammsteighölle. Do transportu ludzi i sprzętu na bazę w tzw. Zakrystii użyto śmigłowca co znacząco przyśpieszyło nasze działania. Dobra organizacja oraz założenie linii telefonicznej z biwaku w jaskini na bazę znacznie przyczyniło się do osiągniętego wyniku. Więcej szczegółów w dziale WYPRAWY: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Wyprawa_Jaskiniowa_Hoher_G%C3%B6ll , zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGoll  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Alpy Karnickie - kaniony na sucho |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Zbigniew Tabaczyński (Speleoklub Tatrzański) |27 - 30 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niespodziewanie wracając z wyprawy jaskiniowej na Göll (zejście z Zakrystii kosztuje sporo sił) jedziemy w Alpy Karnckie w pn. Włochach. Pierwszy biwak przy ognisku w dolinie pięknej rzeki gdzie spotykamy się z Tabaką i Marcinem. Ponieważ ja nie byłem przygotowany na akcje kanoningowe (miałem tylko wracać z Pauliną autem do domu) schodzę tylko do kanionów do miejsc gdzie mogę poruszać się tradycyjnie. Potem się wycofuję i zjeżdżam autem po Zbyszka i Paulnę. Przy okazji dokonuję rozpoznania terenu a jest on super ciekawy pod względem różnorodności i obfitości kanionów. W ogóle cały ten region jest przepiękny pod każdym względem. Drugi biwak znów nad piękną rzeką. W trakcie tych dni odwiedziliśmy kaniony Cosa, Gasparini i Quajpedi. Ostatnią noc spędzamy w aucie w drodze do domu. Natomiast wyprawa na Göllu trwała jeszcze tydzień a opis zrobiła Asia: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Wyprawa_Jaskiniowa_Hoher_G%C3%B6ll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Skalne Miasto|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski z dzieciakami|29 08 2015}}&lt;br /&gt;
Dystans ogromny ale było warto. Zwiedziliśmy Skalne Miasto startując z Teplic. Jeden dzień to za mało ale i tak pooglądaliśmy masę przepięknych rzeczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu filmik: https://vimeo.com/141228121&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk |23 08 2015}}&lt;br /&gt;
Turystyczne wejście na Kościelec od Czarnego Stawu Gąsienicowego z zejściem do Doliny Zielonej G. Dużą część trasy jesteśmy praktycznie sami na szlaku, mimo na oko dość sporej ilości turystów. Na szczycie spędzamy ponad godzinę - w końcu po to tam przyszłam... nic nie robić, tylko posiedzieć między kamolami... jak najdłużej.&lt;br /&gt;
Po południu wracamy na kwaterę do dzieci. Wojtek niestety odjeżdża jeszcze tego dnia wieczorem, ja natomiast zostaję z bąblami na parę dni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Kobylańskiej |Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Ania, Sławek(os. tow.) |23 08 2015}}&lt;br /&gt;
Udany wyjazd w doborowym towarzystwie - piękna pogoda, mało ludzi... Cały dzień wspinamy na &amp;quot;Kuli&amp;quot; - długie drogi jak na Jurę. Tym razem bez ciśnienia i bez rekordowych przejść:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Słowacki Raj, Tatry Wyskoie|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;,Tomek Jaworski+ dzieciaki |02-15 08 2015}}&lt;br /&gt;
Wyjazd rodzinny &amp;quot; pod namiot&amp;quot;. Zrobiliśmy parę tras w Słowackim Raju (startując z  Podlesoka i z Dedinek), odwiedziliśmy Jaskinię Lodową. Po paru dniach podjechaliśmy  w rejon Wysokich Tatr i tam spędziliśmy kilka dni na campie w Tatranskiej Strbie. Zrobiliśmy wycieczkę do schroniska przy Popradskim Plesie. Zaliczyliśmy długi przejazd Tatranska elektricką do Starego Smokowca, tam  wjechaliśmy także na Hrebieniok i doszliśmy do chaty Zamkhego. Wracając z Tatr zahaczyliśmy o Jaskinię Bielańską. Okazało się, że w Tatrach Wysokich da się porobić parę fajnych rzeczy z marudzącymi dzieciakami, w prawie 40 stopniowym upale. Ścieżki dydaktyczne ułatwiają sprawę i mobilizują znudzonych maluchów. Przepiękne widoki to dla rodzica wystarczjąca nagroda za próby mobilizacji do marszu.&lt;br /&gt;
Oczywiście był też czas na aquaparki podczas naszych wakacji: Szaflary, Tatralandię i Zakopane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA/WŁOCHY – wspinanie w Alpach i Dolomitach|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Kasia (os. tow.) |31 07 - 16 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niezwykle udanym zeszłorocznym wyjeździe w Alpy Delfinatu postanawiamy pojechać tam znowu, lecz tym razem pod strony Ailefroide. Po długie podróży zatrzymujemy się na jednym z największych kampingów w Europie, na którym szczęśliwie udaje nam się znaleźć fajne miejsce na rozbicie namiotów. Ludzi jest naprawdę dużo, zdecydowanie najwięcej jest Francuzów, lecz Polaków niejednokrotnie  też udało nam się spotkać. Pogoda z początku rozpieszczała, więc bez większej napinki rozpoczynamy rozwspinanie od 300m drogi położonej o 15min z kampingu La snoopy direct (6b). Szczęśliwie Damian z Kasią znają francuski, dzięki czemu dowiedzieliśmy się o obrywie na Pic Sans Nome, który wyeliminował ze wspinania kilka polecanych dróg. Ponadto w biurze przewodników poinformowano nas o tym, że totalnie nie ma warunków w tym roku na drogach alpejskich, szkoda bo zamiast sprzętu zimowego mogliśmy zabrać sprzęt do kanioningu. Tak więc dojść drastycznie ograniczyła nam się ilość celów jakie sobie zaplanowaliśmy. W tak zwanym międzyczasie zwiedzamy okoliczne rejony sportowe w których niestety nie potrafiliśmy znaleźć miękkiej cyfry. Pierwszą i jak się okazało później ostatnią górską drogą jaką zrobiliśmy byłą 350m Ventre a Terre (6a) na Aiguille de Sialouze (3576m) . Startuje ona z wysokości około 3200 mnpm, więc musieliśmy jakimś cudem pokonać 1700m przewyższenia…. Ze względu na nasze bogate doświadczenie górskie i niezwykłą kondycję rezerwujemy sobie na to podejście cały dzień. Śpimy w pięknej bezludnej dolince z widokami na pobliskie lodowce. Ściana robi wrażenie…, droga na ,,papierze’’ wygląda na rozgrzewkową, lecz już na początku pokazuje, że lekko nie będzie. Droga startuje ze stromego śniegu co ze względu na brak raków troszkę przeciągnęło start w drogę (konieczność kopania stopni).  Mała ilość śniegu spowodowała, że już sam początek drogi jest trudny – w topo miejsce A0, lecz udało się je pokonać klasycznie. Powagę drogi zdecydowanie zwiększa lotna asekuracja. Po  4 lub 5 wyciągu na chwilę gubimy drogę, Damian montuje czuje stanowisko z gatunku lepiej nie obciążać. Po 15m trawersie bez przelotu udaje się nam znowu znaleźć się na właściwej drodze. Kolejne wyciągi oferowały wyśmienite wspinanie w sporej ekspozycji. Niestety nie odnaleźliśmy linii zjazdów, więc byliśmy zmuszeni na żmudne i ryzykowne zjazdy w linii drogi. Tego samego dnia docieramy na kamping jeszcze za dnia, choć w tej kwestii zdania są podzielone - ciemno jest wtedy kiedy musisz odpalić czołówkę:) W tym czasie dziewczyny ambitnie zwiedzają okoliczne szlaki i schroniska. We czwórkę robimy jeszcze ciekawą via ferratę, biegnącą nad malowniczą rzeką. Niestety prognozy na następne dni nie pozostawiają złudzeń – będzie padać …. decyzja o odwrocie zostaje podjęta wyjątkowo szybko. Szybkie sprawdzenie prognoz pogody i rejon wybrany – Dolomity. Przepak i droga zajmują nam właściwie cały dzień. Podróż po autostradach we Włoszech uświadamia nam, że nasza A4 wcale nie jest najdroższą i najbardziej rozkopaną autostradą w Europie. Zatrzymujemy się na kampingu w Cofosco, który jest czysto turystyczny i zatłoczony jak całe Dolomity. Pogoda idealna, więc szybko organizujemy topo i robimy na pierwszej turni Sella drogę Schobera i Kleisla (VI-) 180m. Wspinanie bardzo przyjemne poza kruchym pierwszym wyciągiem. Kolejnego dnia robimy drogę 300m drogę Gluck (VI) na drogiej turni Sella, która była znacznie bardziej ,,górska’’ od poprzedniej, przede wszystkim ze względu na kruszyznę i jakość asekuracji. Dziewczyny w tym czasie zdobywają swój pierwszy trzytysięcznik Piz Boe (3152m). Następnego dnia Damian z Kasią idą na via ferrate na Marmoladzie (ta wycieczka zasługuje na osobne omówienie:)), ja z Anią restujemy wspinając się w rejonie Capanna Bill, udaje się tam poprowadzić Amico fragile (7a+ OS). Wracając nie możemy ominąć sprawdzonej knajpy w Czechach, w której solidny obiad poprawia wszystkim humory pomimo nieubłaganego końca urlopu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA/SZWECJA - wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Adam Koniewicz (os. tow.) |26 07 - 12 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Polski do Norwegii jedziemy samochodem Heńka na wyspę Flø do miejscowości o tej samej nazwie (koniec drogi, &amp;quot;koniec świata&amp;quot;). Stamtąd Jeepem Adama (który tu mieszka i pracuje od 2 lat) przez Szwecję na północ. Po drodze niekończące się lasy i bagna tej części Szwecji a na biwakach roje komarów. Przez północną Finlandię (tundra) znów wjeżdżamy do Norwegii docierając na północny cypel Europy, przylądek Nordkapp (jest tu wysoki klif a samo miejsce komercyjnie zagospodarowane). Dalej pędzimy na południe na wyspy Lofoty. W okolicach Kalle wspinamy się trochę (2 jednowciągowe drogi do zapoznania z tutejszą skałą o znakomitym zresztą tarciu). Wychodzimy również na wieńczący ten rejon wyspy szczyt Vøgakallen (948). Droga na niego nie jest całkiem łatwa a start z poziomu morza. Atrakcją jest przejście po &amp;quot;kalenicy dachu&amp;quot; w dużej ekspozycji. Z Lofotów udajemy się promem do Bodø i dalej na południe gdzie w okolicach Molde wchodzimy do największej w tym rejonie kraju jaskini: Trollkrjeka. Jest nie komercyjna choć dostępna dla lepiej wyposażonych &amp;quot;grotołazów&amp;quot;. W tak krótkich czasie zrobiliśmy autami niemal 8000 km więc sporo czasu spędziliśmy w aucie. O tyle dobrze, że było chłodno a dni bez deszczu były zaledwie 3 (w przeciwieństwie do upałów w Polsce było całkiem rześko). W trakcie jazdy 9 przepraw promowych, setki wielokilometrowych tuneli (w tym kilka pod dnem fiordów), potężne mosty i oczywiście wspaniałe pejzaże. Termometr pokładowy zanotował skrajne temperatury od +5 st. do +27 (ale to była tylko chwila przed burzą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Do GALERII wrzuciłem dość sporo zdjęć (może lepiej oddają skandynawską rzeczywistość) więc jak się komuś chce to oglądać to tu:'' http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNorwegia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Obóz Kursowy|Mateusz Golicz, Agnieszka Lakwa, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn z Anią, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło,  Bogdan Posłuszny, Joanna Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki |05 - 09 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
DOJAZD [Łukasz]&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Środa godzina 17.00 wyjeżdżam z domu by po kolei zabrać Bogdana, Mateusza i Asię aby następnie kilka minut po godzinie 18.00 jechać już w stronę Zakopanego.&lt;br /&gt;
Trasa pomimo ulewy jaka zastała nas na autostradzie przebiega sprawnie i na Polanie Rogoźniczańskiej jesteśmy jeszcze sporo przed zmrokiem.&lt;br /&gt;
Wieczór mija na przygotowaniu sprzętu, rozmowach. Po kolacji udajemy się spać. W nocy dojeżdżają do nas Aga z Piotrem i Emilem.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
DZIEŃ I&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wstajemy z samego rana, po szybkim śniadaniu udajemy się do Kir aby jak najwcześniej być na szlaku. Nasz cel jaskinia Pod Wantą.&lt;br /&gt;
Wędrówka szlakiem przebiega sprawnie a na postojach poznajemy topografię tatr. Po dojściu na ostatnią prostą na niebieskim szlaku prowadzącym na Małołączniak wyciągamy opis dojścia i zaczynamy szukać otworu jaskini. Po ”jakimś” czasie udaje mi się go zlokalizować i doprowadzić do niego resztę.&lt;br /&gt;
Pod otworem szybko się szpejujemy i po chwili pierwsza osoba już poręczuje wlot. Do jaskini wchodzę jako ostatni. W bardzo szybkim czasie wszyscy stajemy na dnie jaskini zwiedzając wszystkie zakamarki najniższej salki. Po ustaleniu kolejności wyjścia przypada mi deporęczowanie lin do samej studni wlotowej gdzie zmienia mnie Aga i deporęczuje ostatni odcinek. Była to moja pierwsza okazja wyjścia z jaskini na samym końcu przez co czekając na dole Dzwonu na hasło „lina wolna” miałem okazję sprawdzić jak to jest z tą ciemnością w jaskini, która nie może się równać z żadną inną, którą znają ludzie nie związani z taternictwem. Niesamowite uczucie.&lt;br /&gt;
Po wyjściu wszystkich na powierzchnię przepakowujemy sprzęt, przebieramy się i po chwili jesteśmy gotowi do drogi.  Wracamy na polanę tą samą trasą.&lt;br /&gt;
GPS, którego przy sobie nosiłem wykazał, że przeszedłem w tym dniu 16km. Po powrocie na polanie spotykamy Łukasza oraz Ksawerego z dziewczyną, którzy przyjechali na szkolenie z pracownikiem TPN-u, które miało odbyć się w następnym dniu.&lt;br /&gt;
Po szybkim prysznicu, na który nie mogłem się doczekać spotykamy się na kolacji, po której udajemy się do namiotów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień II [Emil]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień naszego pobytu był poświęcony szkoleniu TPN. Skład wzmocniony nowoprzybyłymi Nockowiczami dziarsko ruszył samochodami w stronę Doliny Kościeliskiej, gdzie czekał już na nas pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jakimś magicznym sposobem, udało nam się spóźnić tylko kilka minut.&lt;br /&gt;
Szkolenie miało formę spaceru Doliną do Polany pisanej. W trakcie przemarszu mieliśmy okazję poznać historię Tatr – nie tylko tą geologiczną, ale także związaną z działalnością człowieka. Całość materiału uzupełniły informacje dotyczące flory i fauny, dzięki którym wiemy jakiego zielska użyć chcąc wykończyć Instruktora, oraz jak się zachować, gdy w krzaczku dopadnie człowieka niedźwiedź-sexturysta. &lt;br /&gt;
Robiąc mądre miny godne uczestników sympozjum neurochirurgicznego, chłonęliśmy wiedzę jak gąbka, wzbudzając podziw wśród przemieszczających się Doliną turystów. Nawet stado pędzącej w naszym kierunku rogacizny jakby potulniej spuściło łby, czując respekt przed przewalającą się naszych głowach wszechwiedzą.&lt;br /&gt;
Zależnie od ilości posiadanych zasobów siłowych, popołudnie spędziliśmy na leżeniu w cieniu, namiocie, lub nad rzeką. Jedynie Mateusz z Asią jako osoby którym nigdy dość, wyruszyli na zwiedzanie kolejnej dziury.  &lt;br /&gt;
Wieczorowa pora tradycyjnie minęła na przygotowaniu sprzętu do kolejnej wyprawy, oraz ustaleniu przebiegu samego zejścia do Wielkiej Litworowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień III [autor ciągle tworzy]&lt;br /&gt;
''W tym dniu Bogdan, Łukasz, Emil, Piotr i Aga odwiedzili Jaskinię Litworową.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień IV [Bogdan]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwarty dzień, śpimy godzinę dłużej, ponieważ sprzęt jest już przed otworem jaskini Śnieżnej. Z rana jeszcze dyskusja, do którego miejsca w jaskini mamy zamiar dojść (dyskusja dość burzliwa, ponieważ część grupy czuje zmęczenie penetrowania poprzednich jaskiń: pod Wantą i Wielkiej Litworowej). Stwierdzając, że ostateczną decyzję podejmujemy pod jaskinią, wyruszamy w drogę. Agnieszka zrezygnowała z jaskini, ale zdecydowała, że odprowadzi nas do Niżnej Świstówki i dalej pójdzie na Kondracką Kopę . Rozdzielając się idziemy do Wielkiej Śnieżnej (pierwszy oczywiście pędzi Mateusz, a my powoli, bardzo powoli za nim). Przed otworem znów rozpoczęła się bardzo burzliwa dyskusja, do którego miejsca mamy dojść. Grupa odczuwała duże zmęczenie i nawet propozycja Mateusza, że pomoże nam zaporęczować pierwszy odcinek, nie przekonała grupy. I tak zostałem w mniejszości 2:1. Decyzja ostateczna: idziemy do dna wielkiej studni (tego chyba nigdy nie przeżałuję – być tak blisko, a jednak tak daleko). Łukasz rozpoczął poręczowanie pierwszego odcinka, podczas którego niefortunie uderzył się w kolano, co skutkowało jego „wielkim wkurzeniem”, ale postanowił dokończyć przydzielone mu zadanie. Dalej szedłem ja. Rozpocząłem poręczowanie Wielkiej Studni. Widok ogromu dziury zrobił bardzo duże wrażenie - nogi zrobiły się jak z waty. Duży szacunek dla jaskiń. Zjazd do pierwszej przepinki w porządku, tylko nie mogłem dosięgnąć batinoksa, ale tu z pomocą przyszedł Mateusz, który z góry mnie rozhuśtał. Drugi odcinek pokonywałem już przy śpiewach Mateusza, który sprawdzał akustykę Wielkiej Studni. Stopa na dnie – wielka ulga i spojrzenie do góry, a w głowie myśli, jak z stąd wyjść J. Po dotarciu Mateusza otrzymałem wiadomość, że koledzy zrezygnowali. Zwiedziłem jeszcze zakamarki jaskini, pamiątkowe zdjęcia wykonane przez Mateusza, mała niespodzianka z kaskiem i szykowanie się do powrotu. Tu znowu trochę żalu, że będąc tak blisko nie można iść dalej. Wyjście ze studni okazało się nie takie straszne. Po wyjściu pokazały się chmury i mały deszcz, więc było szybkie pakowanie sprzętu, nakręcenie butów i droga powrotna po super śliskich kamieniach. Miała być kolacja, ale nie wypaliło ,więc udajemy się do domu. I tak w miłej atmosferze i wspaniałym towarzystwie Mateusza, Agnieszki, Łukasza, Piotra, Emila kończy się pierwszy obóz kursowy. Prawie zapomniałbym, ale była jeszcze Asia (Kierownik Kursu – dobrze, że mi się przypomniało, bo miałbym przechlapane) ,Łukasz Czarnobrody J, Ksawery z dziewczyną i Sebastian.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA/ROSJA: Kaukaz - wyjście na Elbrus i Kazbek|&amp;lt;u&amp;gt;Olek Kufel&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech T. Patryk S.|14 - 29 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Elbrus i Kaukaz drogami &amp;quot;normalnymi&amp;quot;. Szersza relacja w WYPRAWACH: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=G%C3%B3ry_Kaukaz_-_Elbrus_i_Kazbek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Kanioningowe wagary w okolicach Tolmezzo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Dorota Raj, z innych klubów: Olo Dobrzański, Karolina Tkaczyk, Łukasz Wójcik, Asia Wójcik, Łukasz Pater, Marlena Pater, Karolina Meyer, Ewa Stańczuk, Ania Stańczuk|16 - 20 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze nikt nie zrobił opisu ani nie wrzucił zdjęć z Korsyki, film mam poskładany w 40% a już nadarzyła się okazja na kolejny wyjazd w kaniony. To mój drugi wyjazd  z ekipą V7A7. Wybraliśmy się w okolice Tolmezzo/Włochy pomimo tego że plany były na wyjad do Słowenii. Mieliśmy tylko 2 dni urlopu + weekend a udało się zrobić aż 6 kanionów.&lt;br /&gt;
Rio Negro, Rio Leale, Torrente Cosa, Rio Carlo Gasparini, Pichions + Vinadia, oraz Rio Brussine. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słowniczek dla niewtajemniczonych: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
S-&amp;gt;Saut(skok) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
T-&amp;gt;Toboggan(dupozjazd) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
D-&amp;gt;Descent(zjazd na linie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczęliśmy w piątek z rana od Rio Brussine [z ciekawszych rzeczy ciasne S10 i D50] na który poszli nowicjusze z opieką, reszta mogła zająć się spożyciem :D. Kosztowało to szczególnie mnie bardzo złym samopoczuciem na drugim celu wyjazdu tego samego dnia czyli Rio Negro. Tutaj za bardzo nie pamiętam co się działo, były jakieś skoki, kanion wielki i bardzo fajny z tego co mówili inni, na koniec można zrobić 4m syfon i S10 z tamy (foto z galerii). W kolejne 2 dni padły Rio Leale i Torrent Cosa, oba świetne, szczególnie Cosa do którego zdecydowanie warto iść nawet jak się jest bez doświadczenia nawet jaskiniowego. Bezwzględnie trzeba iść w samo południe gdy przez wąską szczelinę idealnie pada słońce.W ostatni dzień w zmniejszonej już ekipie zrobiliśmy Rio Carlo Gasparaini i Pichions połączone z dolną częścią Viniadii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie udany wyjazd, no i kaniony :D a film się kiedyś poskłada...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galeri: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FTolmezzo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa - wyjazd kursowy|Mateusz Golicz, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|18-19 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Druga wyprawa w Tatry, odbywająca się w ramach Kursu.  Na celowniku Jaskinia Marmurowa i jej najniższe partie – Piaskownica. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygotowania do wymarszu rozpoczynają się już dzień wcześniej. Na Polanie Rogoźniczańskiej dzielimy sprzęt, dokładnie rozplanowując kolejność zejść poszczególnych członków ekipy.  Po uporaniu się z worami, rozpoczyna się krótkie szkolenie kartograficzne, oraz wykład o pszczółkach. W temacie  owadów – komary tego wieczora są łaskawe. Jedyną ofiarą jakichkolwiek pogryzień jest jedynie nasz prowiant, pochłaniany ze smakiem pod skąpanym w blasku zachodzącego słońca niebem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 5 rano wyskakujemy z namiotów, by po solidnym śniadaniu ruszyć z Doliny Kościeliskiej w stronę Jaskini Marmurowej. Pomimo obaw dotyczących pogody, ta wydaje się nam sprzyjać. Wykorzystując fakt, że burze najwyraźniej są zajęte zlewaniem innych części kraju, w ekspresowym tempie podążamy w stronę Czerwonych Wierchów. Z podejściem wiążą się dwa wielkie sukcesy: po pierwsze nikt nie dostał zawału, a po drugie – sprawniejsza część ekipy nie zanudziła się na śmierć podczas oczekiwania na dojście tych sprawnych inaczej. Ogólnie, niewiele brakowało, by podczas liczenia czasu dojścia do jaskini przydatniejszy od zegarka okazał się kalendarz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dojść w okolice otworu jaskini i nawet odnaleźć sam otwór. Sympatyczna paszcza ziejąca chłodem wygląda na tyle zachęcająco, że wszyscy ochoczo wyskakują ze spodni, chcąc jak najszybciej przyodziać swoje wyjściowe – jaskiniowe kreacje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga w dół przebiega prawie bez problemów. Z naciskiem na  „prawie”. Co prawda nikt nie traci życia, za to konieczne jest wprowadzenie kilku poprawek na wykonanym poręczowaniu. Szczęśliwie efekt końcowy jest na tyle stabilny, że w jak najbardziej kontrolowany sposób kierujemy się w stronę dna jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niewielką Piaskownicę osiągamy po około 2.5 godz. Pamiątkowa fotka, cukierek, ustalenie kolejności wyjścia i ruszamy w drogę powrotną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini wydaje się o wiele barwniejsze od zejścia. Mokre liny uroczo ciągną w dół, worki starają się stawać w poprzek każdego otworu, a przepchnięcie się przez zaciśnięty wykop nad Studnią Kandydata wydaje się niemożliwe. Na szczęście upór i niezwykle bogactwo językowe pozwalają na przebrnięcie przez problematyczną część jaskini. Dalsza droga w górę przebiega już bez większych zgrzytów i zaklinowań. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydostanie się z jaskini zajmuje nam w sumie około 3 godzin. Z radością witamy ciepłe powietrze i promienie słońca ogrzewające nasze wilgotne ciuchy. Solidny posiłek wzmacnia nas przed drogą powrotną, która przebiega o wiele sprawniej. W 2.5 godziny osiągamy Kiry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczęśliwi pakujemy się do samochodów, odwiedzając w drodze powrotnej sympatyczną Niewiastę handlującą pierwszej klasy przetworami z owczego cyca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tatry żegnają nas potężną burzą, którą obserwujemy z wnętrza suchego samochodu gnającego w stronę domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Dłubni na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|19 07 2015}}&lt;br /&gt;
Słoneczny a co gorsza upalny dzień wykorzystujemy na rowerową wycieczkę górnym odcinkiem doliny Dłubni (pn. dopływ Wisły w rejonie Jury krakowskiej). Malownicza dolina z czystą rzeczką urozmaicona gdzie nie gdzie skałkami, starymi budowlami, piękną przyrodą. Sam trakt też urozmaicony od asfaltu po wodne przeprawy. Nasza trasa wiodła pętlą od Glanowa do Imbramowic (ciekawy klasztor z XIII w.) następnie Wysocice i powrót przez Ulinę i wąwóz Orszyni do Glanowa. Generalnie ciekawy zakątek naszej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Włochy - Giro d`Italia|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|10-17 07 2015}}&lt;br /&gt;
Tygodniowe MTB w rekordowych upałach i cudowej scenerii gór, jezior i kilkumetrowych kwitnących oleandrów. Połowa wyjazdu w oklicach Riva del Garda, połowa w nieznanym mi dotąd rejonie Dolomitów-Alpe Di Siusi (Sudtirol).Dla orzeźwienia korzystamy z otaczających nas jezior- wygrywa bezkonkurencyjnie Lago di Tenno (lazurowa woda, 6 metrowe skoki, niewielu ludzi).Dla urozmaicenia znajdujemy też fajną via ferattę wiodącą na Cime Sat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - ćwiczenia z poręczowania na Bibliotece|instruktor: Tomek Jaworski, kursanci: Aga Lakwa, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek|12 07 2015}}&lt;br /&gt;
Niedzielny poranek. Chmurki wróżą pogodę, lekkie i świecące, (...) jako trzody owiec na murawie śpiące. &lt;br /&gt;
A my ruszamy z miejsca zbiórki ku Podlesicom, gdzie prężąc swą pierś stoi dumna Biblioteka. &lt;br /&gt;
Barbarzyńsko wczesna pora wyjazdu ma swoje plusy: nie ma zbyt dużego ruchu na drodze, więc szybko docieramy do celu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po solidnej powtórce węzłów, pod czujnym okiem Tomka wchodzimy na skały z których mamy schodzić przy użyciu najbardziej wyuzdanych, znanych nam technik poręczowania. Rozpoczyna się festiwal dyndania, sapania, oraz wypominania kto komu jak głęboko w co wsadzi za namówienie na udział w kursie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyblinki, ósemki i odciągi sieją się gęsto, tu i ówdzie motyl przeleci, liny trzeszczą, pot kapie, czasami łza przerażenia i bezsilności po policzku się potoczy, gdy przy łączeniu lin zamiast potrójnej ósemki wychodzi coś zbliżonego kształtem do dwóch pijanych, bijących się ośmiornic. &lt;br /&gt;
Szczęśliwie wszyscy zaliczają swój pakiet wejść i zejść bez większych strat na zdrowiu i psychice, więc zabieramy się jeszcze za tyrolkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda cały czas dopisuje. W zasadzie jest skwar jak diabli, na kaskach można robić jajka smażone, karki spiekają się w piękne wzorki od pasków mocujących nakrycia głowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem opuszczamy Organy, zaliczając u ich podnóża ponowne, krótkie szkolenie z tworzenia tyrolki. Nawet jest okazja, by każdy mógł spróbować własnoręcznego stworzenia maleńkiej, maciupeńkiej minityroleczki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym wieczorem rozjeżdżamy się do domów wbijając sobie do łba, by następnym razem nie zapomnieć kremu z filtrem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Magurska|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Lubomski (SKTJ), Daria, Gosia|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Załapałem&amp;quot; się na wyjście na zezwolenie naukowe Darii, która zamierza pobrać próbki wody z kilkunastu tatrzańskich jaskiń. W jaskini spędziliśmy ok. 4h. Dosyć tam błotniście, ale urokliwie i chwilami całkiem obszernie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna; Krakowskie Kominy |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Asia Przymus, jedna os. z klubu|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna pogoda. Przed otworem Śnieżnej spotkaliśmy wychodzącą ekipę z Łodzi. Potem sprawnie w dół do I Biwaku. W Krakowskich Kominach osiągamy Salę Śmiałka (- 130 względem otw. Śnieżnej). Ponieważ byliśmy pod presją czasu więc szybko pomykamy z powrotem najpierw w dół do Wodociągu a potem do wyjścia. Cała akcja zamyka się w 7,5 h. Jeszcze za dnia wracamy do auta. Może Asia napisze coś więcej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Sniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry: Szarpane Turnie - wspinanie |Damian Żmuda, Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,Ania K., Ania B.|03 - 05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis niebawem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy 12 dróg o trudnościach od IV do VI. Skały w cieniu porośniętego lasem wąwozu więc mimo upału było przyjemnie. Bardzo fajny rejon, mnóstwo obitych dróg w stylu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Ludzi nie wielu. Zakosztowaliśmy również trochę off-roadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Wodogrzmoty Mickiewicza - Warsztaty z autoratownictwa kanioningowego|&amp;lt;u&amp;gt;Majewicz Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W weekend odbyły się warsztaty z autoratownictwa kanioningowego. Niestety mogłem wziąć udział tylko w 2, praktycznym dniu szkolenia na Wodogrzmotach Mickiewicza. &amp;quot;Perła polskich kanionów&amp;quot; okazała się być bardzo przyjemna i ciekawa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podzieleni na 4 grupy pod patronatem TOPRu ćwiczyliśmy transport poszkodowanego przez &lt;br /&gt;
standardowe trudności spotykane w kanionach. Każda grupa miała wyznaczoną swoją część kanionu na transport, resztę pokonywaliśmy na sportowo. Niewysokie skoki, ciekawe tobogany i całkiem duży przepływ z cofkami i odwojami dał dużo radochy. Na moście naturalnie wywołaliśmy dużą sensację, a pod nim niczym rasowe żule obaliliśmy &amp;quot;bezalkoholowego&amp;quot; szampana z okazji 300-tnego kanionu Ola. Na koniec wparowaliśmy prosto do schroniska w dol.Roztoki w mokrych piankach na obiad. Miny ludzi bezcenne, tak samo jak gdy przebieraliśmy się w pianki przy WC Serwisach :D [lokowanie produktu]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - świetne szkolenie, szczególnie dla osób zaczynających ten sport. Nie obyło się oczywiście bez sobotniej imprezy, chrztu nowicjuszy i fantastycznej atmosfery. Zdecydowanie polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Centralny Kurs Autoratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|26 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne z cyklu szkoleń PZA w jakim miałam okazję uczestniczyć. Ćwiczenia rozpoczęły się w piątek na Suchym Połeciu (Góra Birów) od zaporęczowania stanowisk na dzień następny. W związku z tym, że dotarłam do Podzamcza dość późno, nie uczestniczyłam w tej zabawie, za to zdążyłam rozbić namiot przed deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zostaliśmy podzieleni na grupy i ćwiczyliśmy po kolei na pięciu różnych stanowiskach. Na pierwszym uczyliśmy się ratować poszkodowanego z trawersu oraz tyrolki. O ile to pierwsze nie sprawiło nikomu trudności, to już przy trawersie trzeba było ,,się naszarpać”. Kolejne stanowisko było powtórką z kursu podstawowego: ściąganie z przyrządów do zjazdu, z przyrządów do wchodzenia metodami croll w croll i przeciwwagi. Trzecie stanowisko podobało mi się najbardziej, zjazd z poszkodowanym przez przepinki i wyciąganie ofiary z ucha przepinki. To drugie niechcąco musiałam przećwiczyć przed demonstracją instruktora, kiedy wjechałam z moim poszkodowanym zbyt nisko w przepinkę. Na ostatnich dwóch stanowiskach ćwiczyliśmy wyciąganie poszkodowanego do góry, łącznie z przepinkami, metodami ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi. Drugiej metody nie zdążyłam już przećwiczyć z powodu końca zajęć, które i tak były przedłużone. Po wszystkim musieliśmy jeszcze zdeporęczować stanowiska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień ćwiczeń to akcje pozorowane w jaskiniach: Józefa, Rysiej, Szpatowców i na Świniuszce. Byłam w grupie idącej do jaskini Rysiej i już w sobotę wieczorem zostałam wyznaczona na pozoranta. Żeby akcje były jak najbardziej realne i aby wyeliminować jakąkolwiek pomoc ze strony poszkodowanych, to wszyscy pozoranci mieli mieć zasłonięte oczy w trakcie akcji. Na pocieszenie kierownik wyjścia pozwolił mi poręczować początek zjazdu do jaskini (wybranie najmniejszej osoby do tego zadania i tak było najlepszym pomysłem przy dość ciasnym zjeździe). Przy wchodzeniu na drugą poręczówkę ,,stałam się ofiarą” tzn. miałam zasłonięte oczy, a wszyscy uczestnicy dostali informację, że przestałam widzieć i mam uszkodzoną jedną rękę, co w sumie było bardziej moim zmartwieniem niż ratowników, ponieważ to ja nie mogłam jej używać do wymacywania ścian i chodzenia (z zasłoniętymi oczami!). Najpierw zostałam ściągnięta z liny, a później zaprowadzona pod studnię wlotową. Muszę przyznać, że było to dość zabawne, przez cały czas miałam przy sobie jakieś osoby, które mnie prowadziły i pomagały, choć mając sprawne nogi i jedną rękę, z instrukcjami i asekuracją musiałam się wspinać na prożki, przeciskać przez zaciski i robić zacieraczki. Wyciąganie do góry poszło bardzo sprawnie i szybko, choć moje rozmiary na pewno ułatwiły sprawę, większa osoba, nie widząc jak ma się ustawić mogła by się częściej klinować i nie była by tak łatwo wyciągnięta przez zacisk przy wejściu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazie instruktorzy szybko omówili zmagania obu dni, później szybko spakowaliśmy się w deszczu i wyjechaliśmy przed największą ulewą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Bardzkie - klubowy spływ kajakowy po Nysie Kłodzkiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadeusz i Barbara Szmatłoch, Tomasz i Joanna Jaworska, Michał Chowaniec, Marta Urbańczyk, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek, Karina, Paweł, Michał, Rafał i Wiktor Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec, Adam Mazur, Sara Wolny, Justyna Francik z Robertem, Henryk Tomanek z koleżanką (byli w niedzielę)|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny klubowy spływ kajakowy odbył się na górnym odcinku Nysy Kłodzkiej. W 2 dni spłynęliśmy tą rzeką od Młynowa przez Przełom Bardzki do Barda a dalej po biwaku w okolicy Suszki do zbiornika w Topoli gdzie przy moście skończyliśmy spływ. Rzeka o zmiennym charakterze w dolinie o stromych zboczach. Wiele bystrzyn i płycizn urozmaicających spływ. W Bardzie nawet kąpiel kilku kajakarzy w rzece. Zwiedzamy też po drodze starą sztolnię. Pierwszy dzień kończymy w deszczu. Lało całą noc aż do godzin dopołudniowych w niedzielę. Drugi etap znów po wartkim nurcie niemal do samej mety. Mimo niezbyt dobrej pogody wspaniała atmosfera w ekipie i świetne humory do końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu relacja foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNysa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt; Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|21 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano po wyjeździe kilku osób do domu nasza trójka postanawia wyjść jeszcze na szlak. Cel: Czerwone Wierchy. Trasa z Kir zielonym szlakiem na Cudakową Polanę, następnie Ścieżką nad Reglami na Miętusi Przysłop. Stamtąd niebieskim szlakiem(gdzie po drodze na przemian było słonecznie, pochmurnie, padał grad, śnieg lub deszcz.) na Małołączniak . Dalej czerwonym szlakiem na Krzesanicę i Ciemniak skąd schodzimy z powrotem na Ścieżkę nad Reglami czerwonym szlakiem i dalej do Kir zielonym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę 16.81 km pokonaliśmy w 6g:32m, przewyższenie 1222m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto (są tu też zdjęcia z akcji do Czarnej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Jaskinia Czarna Kurs - Partie Tehuby| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Aleksandra Rymarczyk, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajny wyjazd, dzięki :) Myślę, że gdyby ktoś postawił piwo Emilowi to w 10 min powstanie niezapomniany elaborat... a warto jednak, żeby jakaś dłuższa notka się tu znalazła ;) - obyło się bez piwa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza tatrzańska jaskinia odwiedzana w ramach kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek udaje nam się w miarę sprawnie i o dziwo bez opóźnienia wystartować z Bytomia. Wielki Asfaltus, bóstwo autostrad, jest dla nas łaskawy - pod Dolinę Kościeliską docieramy bez większych korków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka reorganizacja plecaków, wciągamy po kanapce i ruszamy w stronę jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nawet sprzyja: pomimo że początkowo nieco straszyło deszczem, udaje nam się w drodze załapać trochę słońca. Po godzinie mozolnego człapania Doliną docieramy na Polanę Niżnią Pisaną, skąd po wchłonięciu kolejnego szybkiego posiłku ruszamy bezpośrednio pod otwór jaskini. &lt;br /&gt;
Po 10-15 minutach wędrówki w miarę cywilizowanym szlakiem skręcamy w las i zaczynamy się wspinać zboczem w stronę Czarnej.&lt;br /&gt;
Około godzinne przeciskanie się pod górę pomiędzy drzewami pozwala nam na nowo zerknąć na temat kursu i zapewnień w stylu: „będzie fajnie” i  „fantastyczna przygoda”. Ogólnie przeprawa przez las daje szansę na zastanowienie się jak daleko mam do zawału; z czym wiąże się wylew w górach oraz czy to coś, co ruszało się w krzakach to przeżarty turysta, czy też będziemy zaraz uciekać przed niedźwiedziem. W międzyczasie udaje się także wymyślić kilka nowych przekleństw, w których główną rolę odgrywają drzewa, góry, pajęczyny oraz wsadzanie gór i wędrówek w miejsce, do którego promień słoneczny nie sięga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli docieramy pod otwór Czarnej, gdzie... po kolejny posiłku (czy my tam cały czas jemy?!) przebieramy się, by po chwili ruszyć w głąb jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakimś magicznym sposobem udaje się nikomu nie zabić, co jest szczególnie dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że praktycznie wszelkie poręczowania wykonywane były przez kursantów. Widocznie czujne oko Asi sprawiło, że nikt nie odważył się na jakieś większe błędy. &lt;br /&gt;
Do Studni Ewy docieramy z małym poślizgiem, wynikającym z nie do końca sensownego rozdzielenia worów i lin. Można było spokojnie urwać 10-15 minut czasu, które zostały zmarnowane na czekanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dotrzeć do celu i zaczynamy zwiedzać Partie Tehuby. Na pierwszy ogień idzie kierunek zachodni, skąd po dotarciu w okolice Labiryntu Wiatrów ruszamy na wschód, docierając pod Syfon Tehuby. Wyprawa odbywa się bez problemów. W trakcie jej trwania mamy okazję zaliczyć szybkie przypomnienie wiązania kilku podstawowych węzłów, znajdujemy salkę z McDonaldem oraz dla równowagi - nadziewamy się na speleokupę pozostawioną zapewne przez jakiegoś człowieka pierwotnego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy po około sześciu godzinach. W międzyczasie na powierzchni padał deszcz, co sprawia, że droga w dół zbocza dostarczyła nam wielu nowych doznań. Mamy  więc festiwal poślizgów, przyziemień oraz możliwość obserwacji jaki styl ślizgowy poszczególni uczestnicy wykorzystują podczas schodzenia w dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godzinne zejście do doliny Niżniej Pisanej kończy się szczęśliwie, kolejny posiłek pozwala nam zregenerować siły na powrót Doliną Kościeliską. Za Kirami spotykamy się jeszcze z kolejną grupą Klubowiczów wracających z wyprawy do Ptasiej. Po kilku minutach rozmowy i wykonaniu pamiątkowego zdjęcia, ruszamy do schroniska, skąd późną, wieczorową porą wychodzimy na poszukiwanie otwartego przybytku gastronomicznych rozkoszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, w godzinach porannych, czwórka z nas wraca do domu gnana obowiązkami, a reszta ekipy spędza jeszcze jeden dzień wędrując po Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W galerii Czarna-kurs dodane są zdjęcia Bogdana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Tadeusz Szmatłoch, Łukasz Pawlas, + 1 os. z klubu|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pesymistycznym prognozom, pogoda okazała się całkiem przyzwoita. Wszystko poszło sprawnie i szybko. W jaskini dotarliśmy do Starego Dna (-255) przez Salę Dantego i Studnię Taty. Od otworu wycof zjazdami (200 m) przez Próg Mułowy do Wielkiej Świstówki. W dolinie Kościeliskiej spotkaliśmy naszych klubowych kolegów i koleżanki wracających z jaskini Czarnej. Tego samego dnia wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''''Schemat zjazdu:''' od otworu jaskini Ptasiej trawersem trawiastą półką udajemy się do końca (na zachód). Z 2 ostatnich batinoksów zjazd (potrzeba 2 x 100 m liny) na dużą skalna platformę z charakterystyczną wnęką skalną (dobra osłona przed deszczem lub spadającymi kamieniami). Trochę poniżej po lewej orograficznie stronie znajdują się następne 2 batinoksy. Stąd zjazd po skosie orograficznie w lewo ok. 30 m na półkę z kolejnymi 2 batinoksami. Stąd już bezpośrednio do kotła ok. 60 m. Warto też mieć „łoki toki” do komunikacji w ścianie. Tu orientacyjny schemat:'' http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2FPtasia%2Fschemat%20zjazdu.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (Udało się odzyskać skasowane zdjęcia Tadka i dołączono do GALERII): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FPtasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Brennej czarnym a następnie zielonym szlakiem na Błatnią dalej żółtym przez Stołów, Trzy Kopce na Klimczok. Zejście czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę i zejście żółtym szlakiem do Brennej. Dystans 18km pokonane w 5h11min z drobnymi przerwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB- Jura/Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rowerowy weekend. Pierwszego dnia z pełną premedytacją błądzę na rowerze po łąkach, polach i lasach Podzamcza. Pięknie, letnio i zadziwiająco pusto. W niedzielę po wizycie w  Śląskim Centrum  Rehabilitacji  i  Prewencji,  robię trasę-Ustroń Zawodzie-Równica-Orłowa-Trzy Kopce Wiślane- powrót żółtym szlakiem do Wisły Centrum,a dalej trasą rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa stosunkowo kamienista na trasie Równica-Trzy Kopce Wiślane (na tyle, by skutecznie przekonała mnie wreszcie do zakupu rowerowych... spodenek :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Kozia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
Najdłuższa jak na razie z naszych &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;. Od samochodu do samochodu 11 godzin. Wejście do jaskini na podstawie odrębnego zezwolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem  RKG ,,Nocek” wystąpił jako partner Motoserca, czyli akcji zbiórki krwi prowadzonej przez klub motocyklowy Invaders z Rudy Śląskiej. Impreza miała miejsce na terenach przylegających do Aquadromu na Halembie. Początkowo planowaliśmy zbudować mały park linowy, jednak z powodu niedomówień z gospodarzem terenu musieliśmy powstrzymać wyobraźnię i zejść na ziemię (dosłownie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy na głównym placu odbywały się koncerty i pokazy (różne dziecięce zespoły, wystawa motocykli, starych samochodów itp.) oraz zbiórka krwi, na trawie nieopodal, w cieniu drzew działaliśmy my. Atrakcje jakie zafundował Nocek dzieciom można zobaczyć na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2Fmotoserce&amp;amp;startat=1 Zbudowaliśmy z Łukaszem i Olą, która dołączyła do nas później (całe szczęście, bo miała wenę do plątania lin), ogromną pajęczynę, pomiędzy którą dzieciaki musiały przechodzić i zbierać taśmy z karabinkami. Druga konkurencja była bardziej związana z działalnością jaskiniową – trzeba było wciągnąć wór jaskiniowy (ciężki wór jaskiniowy) parę metrów nad ziemię. Wszystkie dzieciaki radziły sobie wspaniale, podobało im się na tyle, że część z nich wracała parę razy. Ja jednak nadal czuję niedosyt związany z brakiem trudnych przepraw nadziemnych, jednak mądrzejsza o zaistniałą sytuację jestem pewna, że nadrobimy następnym razem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd  kanioningowy zrodził się oczywiście z zazdrości. Jako, że nie byliśmy wstanie wybrać się na profesjonalny wyjazd z Prezesem na czele postanowiliśmy zrobić wyjazd alternatywny. Wybieramy rejon położony miedzy Linz a Monachium, nad pięknym jeziorem Attersee. Niestety podobnie jak w Polsce również w Austrii w długi weekend  wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wiec mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca na kampingu. W pierwszym dniu robimy kanion Burggrabenklamm (v3, a3, III) który startuje ze szlaku, więc publiczność mieliśmy gwarantowaną. Kanion całkiem fajny, szczególnie efektowny 18 metrowy zjazd, końcowa część prowadzi pod komercyjną drogą  poprowadzoną na stalowych podestach nad dnem kanionu (sława, zachwyty publiczności itp.). Po tej rozgrzewce byliśmy gotowi na główny cel wyjazdu czyli kanion Jabron (v4,a4, III) , który okazuje się znacznie bardzie wymagający od poprzednika. Spotykamy w nim grupę przewodników, którzy sprawdzali pierwszy raz w sezonie stan całego kaniony przed rozpoczęciem sezonu z klientami, to się nazywa profesjonalne podejście. W Jabronie jest kilka ciekawych skoków, lecz większość z nich odpuściliśmy, za to mogliśmy podziwiać wyczyny jednego z przewodników, który zaprezentował nam np. 6 metrowy, ryzykowny (śliski start, duża odległość pozioma) skok z pełnym saltem !!!. W sobotę wybieramy kanion Strubklamm(v1,a3, III), który  najbardziej nas zaskoczył, od samego startu był nietypowy. Rozpoczynał się nie podejściem ale zejściem z zapory, ponadto pokonaliśmy go bez użycia liny za to trochę sobie popływaliśmy. Pokonanie kanionu zajęło nam około 2,5h z czego ponad godzinę trzeba było pływać!!! Najdłuższy odcinek do przepłynięcia miał 300m,nie pamiętam kiedy wcześniej  tyle przepłynąłem:) Kanion też obfitował w duża ilość fajnych skoków,  w tym jeden 8 metrowy. Muszę tu wspomnieć również o przepięknym wodospadzie, który spadał z jednej ze ścian prosto do kanionu. Dzięki odpowiedniemu usytuowaniu słońca mogliśmy podziwiać podwójną tęcze, która nieomal się zamykała. Niestety w tym dniu zapomnieliśmy zabrać aparatu ……Koniec kanionu ponownie nas zaskoczył, ponieważ niespodziewanie znaleźliśmy się na zatłoczonej plaży i znowu te zachwyty tłumu, autografy….W niedziele bardzo leniwie zbieramy się do drogi powrotnej, w trakcie której odwiedzamy sprawdzoną knajpę w Czechach z przepysznym jedzeniem np. kotlet nadziewany szynką …jak dla mnie mistrzostwo, szczególnie że od 4 dni nie jadłem mięsa:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, dłuższy wyjazd w ramach kursu. Do odwiedzenia cztery jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolska i Malinowska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów docieramy do schroniska. Skromny stan przedzawałowy i łza rozpaczy tocząca się po policzku w trakcie podejścia do schroniska, wyraźnie sygnalizują, że zaczyna się zabawa z przeprawą przez tereny, które nie mają wiele wspólnego z wygodnym, płaskim chodnikiem i budkami z kebabem rozstawionymi co kilkaset metrów.&lt;br /&gt;
Po zrzuceniu części bagażu do schroniska i  delikatnej redukcji zawartości plecaków ze sprzętem, ruszamy w stronę Trzech Kopców. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja. Docieramy pod Trzy Kopce bez większych niespodzianek. Żaden zwierz leśny ni gadzina pełzająca nie stają na naszej drodze. Mijamy jedynie kilka grupek turystów, sympatycznie pozdrawiających nas w drodze do jaskini. Jest gorąco…&lt;br /&gt;
Po szybkim posiłku wchłoniętym przed wejściem do Trzech Kopców, przebieramy się w wyjściowe ciuszki i kolejne wskakujemy do przyjemnie chłodnej dziury. &lt;br /&gt;
Trzy Kopce witają nas licznymi szczelinami, zawaliskami, oraz stadem odstających, twardych krawędzi idealnych do tego, by przypomnieć sobie o konieczności uważania na łokcie, kolana, czy inne wystające elementy organizmu. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini przebiega bez większych problemów: jest okazja do przeciśnięcia się przez kilka ciaśniejszych miejsc, znajdujemy lokalizację idealną do rozprostowania nóg w pozycji leżącej, dającą jednocześnie możliwość wygodnej obserwacji umordowanych osób wypełzających z dojścia do końcowych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Tradycyjne poszukiwania wyjścia przez kursantów kończą się fiaskiem. Na szczęście Buli orientuje się z grubsza którędy do góry, więc nie grozi nam śmierć głodowa. &lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu sporej części Trzech Kopców, gramolimy się na powierzchnię, gdzie wita nas deszcz przechodzący po chwili w burzę. Gdy myślimy, że nie może być gorzej, pojawia się grad. Na szczęście znajdujemy minimalne schronienie pod pobliskimi drzewami. &lt;br /&gt;
Kilkanaście minut (i kanapek) później ruszamy w stronę Dującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpogadza się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedaleko celu naszej podróży znów rzucamy się na szybki posiłek. Po kilkunastu minutach naciągnąwszy na grzbiety nieco wilgotne kombinezony, idziemy szukać wejścia. &lt;br /&gt;
Niewielki otwór z przerzuconą przezeń kłodą, nie zapowiada wrażeń, które czekają nas na dole. Kolejno wskakujemy w ciemność, uprzednio żegnając się z jakimś sympatycznym pytongiem górskim, który urządził sobie legowisko na kamieniu obok wejścia.&lt;br /&gt;
Dująca wyraźniej daje się nam we znaki. O ile jeszcze Smukła Szczelina w drodze na dół nie wydaje się wielkim wyzwaniem, tak posiadacze dłuższego organizmu, już na Ciągu Twardzieli mogą mieć problemy ze złamaniem swego cielska w taki sposób, by dostać się do dalszych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w przypadku Trzech Kopców, zwiedzamy Dującą bez większych niespodzianek. Problem pojawia się dopiero przy wyjściu, gdy to mój skromny organizm nijak nie daje rady przepchnąć się w górę przez Smukłą Szczelinę. Łukasz i Asia dzielnie ciągną mnie za fraki do góry, co przy jednoczesnym wypychaniu mnie od spodu przez Buliego sprawia, że jakimś sposobem udaje się mnie wypchnąć z otworu, z którym nijak nie jestem kompatybilny gabarytowo. &lt;br /&gt;
Wychodząc na powierzchnię, jesteśmy tradycyjnie witani… deszczem. Tym razem bez burzy i gradu. &lt;br /&gt;
Droga powrotna przebiega bez większych komplikacji. Nikomu nie udaje się poważniej zgubić, nikt nie zostaje pożarty przez zwierzynę leśną, bezpiecznie docieramy do schroniska, skąd po doprowadzeniu swoich powłok cielesnych do stanu, w którym nie powodujemy ataków paniki postronnych osób, ruszamy w stronę cywilizacji, by zjeść ciepłą kolację.&lt;br /&gt;
Jak się okazuje, znalezienie wieczorową porą otwartej knajpy w Szczyrku jest trudniejsze, niż znalezienie Dującej. Na szczęście udaje nam się trafić do miejsca, gdzie zostajemy nakarmieni i napojeni.&lt;br /&gt;
Kolacja kończy się pożegnaniem – opuszczają nas Bogdan, Asia i Łukasz, zmuszeni obowiązkami do powrotu. Reszta rusza w stronę schroniska, gdzie ku chwale Morfeusza zwala się na materace, chwile później pochrapując radośnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wciągnięciu solidnego śniadania, opuszczamy schronisko i przemieszczamy się w stronę Jaskini Salmopolskiej. Pogoda jak najbardziej sprzyja. Być może tym razem uda się nie zmoknąć…&lt;br /&gt;
Po przebyciu niedługiego odcinka drogi, prowadzącego od parkingu do okolic otworu wejściowego, wskakujemy w kombinezony, których stan jednoznacznie wskazuje na to, co przeszły poprzedniego dnia. Chwilę później kolejno zanurzamy się przyjemnie chłodną jaskinię. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie Salmopolskiej nie zabiera wiele czasu: sprawnie docieramy do północnej części jaskini, następnie po nawrocie kierujemy się ku studni końcowej. Tam czeka nas niespodzianka: nad studnią objawia się okienko prawdopodobnie prowadzące do dalszych partii, których nie mamy oznaczonych na mapie. Część z nas decyduje się na szybki rzut okiem w stronę otworu.&lt;br /&gt;
Chwilę później zawracamy, kierując się już w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;
Wydostajemy się na powierzchnię – szok. Nie pada! Mało tego – słońce świeci! Ruszamy raźno do ostatniej jaskini, którą mamy zamiar zwiedzić. Naszym celem jest Malinowska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów znajdujemy jaskinię. Przy pomocy znajdującej się w środku drabiny, kolejno schodzimy w dół.&lt;br /&gt;
Malinowska ze względu na swoje rozmiary, nie zabiera nam wiele czasu. Krótki podziemny przemarsz można w zasadzie potraktować bardziej jak niedzielny spacerek. Po zwiedzeniu całości jaskini wdrapujemy się na powierzchnię, gdzie w końcu można wyłączyć czołówki na dłuższy czas. &lt;br /&gt;
Idealnym zakończeniem weekendu jest postój na tradycyjnej szarlotce w miejscu, gdzie nie da się skończyć konsumpcji na jednym ciastku. Po wchłonięciu kalorii w ilości mogącej zasilić średniej wielkości miasteczko, pakujemy się do samochodów i ruszamy w stronę domów… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=5655</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=5655"/>
		<updated>2015-10-11T18:37:32Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''11 10 2015''' - Jura - rajd rowerowy Smoleń - Udorz&lt;br /&gt;
* '''04 10 2015''' - Tatry Zach. - Wielka Śnieżna&lt;br /&gt;
* '''03 - 04 10 2015''' - Tatry - jesienne spacery&lt;br /&gt;
* '''03 10 2015''' - Beskid Żywiecki - MTB w okolicach Sporysza&lt;br /&gt;
* '''27 09 2015''' - Tatry Zach. - jaskinia Miętusia Wyżnia&lt;br /&gt;
* '''27 09 2015''' - Jura - rajdy rowerowe w okolicy Niegowonic oraz dolinki krakowskie&lt;br /&gt;
* '''17 - 20 09 2015''' Centralny obóz tatrzański KTJ&lt;br /&gt;
* '''19 09 2015''' - Jura - jaskinia Trawertynowa&lt;br /&gt;
* '''11 - 13 09 2015 ''' - Tatry Zach. - trawersy jaskiniowe&lt;br /&gt;
* '''05 - 06 09 2015 ''' - Beskid Wyspowy - rowerem na Mogielicę&lt;br /&gt;
* '''14 08 - 03 09 2015 ''' - AUSTRIA: Alpy - Wyprawa Hoher Göll&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5654</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5654"/>
		<updated>2015-10-11T18:33:39Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== IV kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy Smoleń - Udorz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|11 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spod zamku Smoleń udajemy się rowerami do zapomnianych ruin zamku Udorz. Przez jurajskie pola i lasy, pofałdowanym dość mocno terenem osiągamy cel. Ruiny usytuowane są na wapiennym wzgórzu porośniętym bukowym lasem. Teren odosobniony i gdyby nie stara tablica informacyjna trudno było by tu trafić. Z zamku pozostały tylko resztki murów obronnych. Stąd wracamy przez Strzegową i dolinę Wodącej do Smolenia. Dzień słoneczny lecz dość zimny (5 st. C). Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Udorz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Śnieżna - kurs|Mateusz Golicz, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek, Ola Rymarczyk, i (prawie) Ksawery Patryn|03-04 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Boguś... we are waiting....;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Polskie i Słowackie - jesienne spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|03-04 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę w tłumie turystów przemierzam trasę: Dolina Suchej Wody- Murowaniec- Przełęcz Krzyżne- Schronisko w Piątce-Szpiglasowa Przełęcz-Morskie Oko-Polana Białczańska. W niedzielę odpoczywam po Słowackiej stronie na trasie: Strednica-Kopske Sedlo-Biele Pleso-Chata pri Zelenom plese. Powrót tą sama drogą. W górach przepiękna jesień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - MTB w okolicach Sporysza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa: Żywiec Browar - Grojec (612) - Sporysz - Jastrzębica (758) - Wikarówka - Świnna - Żywiec. Ponieważ sypła się akcja jaskiniowa a pogoda była rewelacyjna to realizuję kolejną akcję rowerową tym razem na w/w trasie. Ostra rozgrzewka na Grojec wypruła ze mnie sporo sił (przez moment nawet trzeba było nieść rower na plecach), dużo technicznej jazdy. Potem zjazd i kolejny długi podjazd na Jastrzębicę (okolice Przełękowa). Kilka stromych podejść. Z Jastrzębicy przepiękny zjazd do Świnnej i powrót drogą do Żywca. Trasa dość trudna. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMTB-BeskidZywiecki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Mietusia Wyżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch, Łukasz Majewicz, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcję rozpoczęliśmy o poranku w Kirach. Idąc szlakiem dało się zauważyć wysoki stan w potokach. Zdarzało się, że woda płynęła radośnie samym szlakiem. Na końcowej części podejścia mieliśmy do pokonania na przełaj mokrą od deszczu kosówkę, co nie było najprzyjemniejszym doznaniem tego dnia. Do otworu dostaliśmy się krótką wspinaczką gdzie we względnie suchych warunkach dało się przebrać. Korytarze o rozwinięciu poziomym, czasem ciaśniejsze, w większości na tyle niskie, że nie dało się wyprostować. Naszym pierwotnym planem było zejście na dno -108m pokonując kolejno zalane syfony. Po dotarciu do pierwszego z nich życie zweryfikowało nasze założenia. Ze względu na intensywne opady z ostatnich dni, poziom wody w syfoniku był wyjątkowo wysoki. Do tego węże do przelewania, które podobno tam zawsze były, w jakiś nieznany sposób zniknęły. Wspólnie podjęto decyzję, że przelewanie wody worami niewiele pomoże i nie będziemy w stanie przejść przez kolejne syfony bez ryzyka potopienia się. Zostało nam zrobić pamiątkowe zdjęcie nad wodą i zawrócić. W drodze powrotnej zdecydowaliśmy zaliczyć suche dno. Zejście szybkie i sprawne, jedynie Lucas musiał  odpuścić ze względu na naglącą fizjologiczną potrzebę wydostania się na zewnątrz w tempie ekspresowy. Powrót do otworu poszedł sprawnie, gdzie część postanowiła się przebrać w ubrania, a druga część zdecydowała że przebierze się w coś bardziej galowego dopiero na polance poniżej. Droga do bazy przebiegła bez dodatkowych atrakcji. Po przepakowaniu pozostało jedynie zapakować się do samochodu i pomknąć w kierunku Śląska.  Akcja udana, tylko tych syfonów szkoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy w okolicach Niegowonic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa: Niegowonice - Grabowa - Kanki - Rokitno Szlacheckie - Niegowonice. Dość urozmaicona trasa wiodąca szlakami pieszymi i rowerowymi. W lasach kilka ciekawych obiektów skalnych. Na skałkach niegowonickich obitych jest kilkanaście dróg wspinaczkowych. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNiegowonice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerem w podkrakowskich dolinkach|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
Trasa z mojego ulubionego przewodnika po Jurze: Dolina Będkowska-Brzezinka-Rudawa-Nielepice-Kleszczów-Las Zabierzowski-Dolina Bolechowicka-Zelków-Biały Kościół-Bębło- Będkowice. Trasa po asfalcie, lesie, błocie i wodzie-czyli jak dla mnie idealnie poprowadzona :). Oczywiście sobie tylko znanym sposobem mimo mapy i dość dokładnego opisu kilka razy robię mały, własny wariant proponowanej przez przewodnik trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz tatrzański KTJ|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; oraz uczestnicy i instruktorzy z różnych klubów|17-20 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działania rozpoczęliśmy w czwartek rano od omówienia planowanych akcji jakie miały się odbyć podczas obozu. Pierwszego dnia znalazłam się w jednej z dwóch grup idących do jaskini Ptasiej. Wyszliśmy jako pierwsi aby wywspinać i zaporęczować Próg Mułowy, którym miały się poruszać wszystkie grupy w trakcie obozu. Droga do jaskini przez Wantule i Wielką Świstówkę była bardzo przyjemna dzięki słonecznej pogodzie. W samej jaskini mieliśmy zrobić porządki. Początkowo bardzo sprawnie zjechaliśmy wszyscy do jaskini i rozdzieliliśmy się za Mokrą Czterdziestką. Pierwsza grupa udała się do Sali Dantego, druga (moja) na dno Studni z Mostkiem Piratów, po drodze okazało się ,że mamy małe zamieszanie z linami i ze szkicem technicznym. Po trzykrotnym rozpoczynaniu poręczowania, pominięciu dwóch batinoksów zjechałam  w deszczu i... zawisłam 5m nad dnem Studni z Mostkiem Piratów. Po uporaniu się z tym problemem i sprzątaniem szybko wyszliśmy z jaskini i wróciliśmy na bazę na Polanie Rogoźniczańskiej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek również był bardzo słonecznym dniem. Obóz działał w jaskiniach: Śnieżna, Ptasia i Wysoka. Ten dzień był przewidziany na prace ekiperskie. Byłam w jednej z dwóch grup idących do jaskini Wysokiej. Wszyscy zachwycali się Wąwozem Kraków, a później widokami z plato pod otworem. Zanim weszliśmy do jaskini zademonstrowano nam sposób wklejania batinoksów. W samej jaskini pierwsza grupa poszła poprawić oporęczowanie w rejonie tyrolki w Wielkiej studni, moja natomiast oddzieliła się w Sali Gotyckiej i poszła w kierunku Górnych Partii. Prace prowadziliśmy w kominie za trawersem w stropie Sali Trzech Kominów. Część z nas poszła jeszcze zwiedzić Salę Naciekową. Z powodu późnego wejścia  do jaskini nie spędziliśmy w niej za dużo czasu, jednak udało się wykonać większość zaplanowanych prac. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę nastąpiło załamanie pogody (mgła i mżawka na przemian z deszczem), grupy wybrały się na trawersy Czarnej (z dwóch stron), deporęczowanie progu Mułowego oraz do Bańdziocha. Ku mojej wielkiej radości trafiłam do tej ostatniej. Weszliśmy dolnym otworem i poszliśmy na III dno. Wspólnym wnioskiem było to, że jest to jaskinia w której nie można się nudzić. Największych wrażeń dostarczyły: Wyżymaczka, początkowy ciasny zjazd do studni Brody (a raczej pokonanie tej części do góry), Zamulony Syfon przed partiami Afrykańskimi, z którego osobiście miałam okazję wybierać wodę oraz same (ciasne) Partie Afrykańskie – zabłocona rura, którą w dół pokonuje się jak zjeżdżalnię . Na III dnie zebraliśmy niepotrzebne już rzeczy, obejrzeliśmy syfon i system służący do jego  opróżniania i ruszyliśmy w drogę powrotną. Była ona znacznie bardziej męcząca z powodu małej ilości odcinków linowych a dużej prożków do wywspinania. Na zewnątrz pogoda dalej nie sprzyjała, ale raczej nikt nie zwracał uwagi na deszcz. Na bazę wróciliśmy późno w nocy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę zajmowaliśmy się czyszczeniem i porządkowaniem sprzętu jaskiniowego oraz pomagaliśmy w porządkach i zamknięciu obozowiska na Polanie Rogoźniczańskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Trawertynowa |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik |19 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała jaskinia jest ciekawostką geologiczną (jedyna w Polsce) w skale trawertynowej w pobliżu miejscowości Laski. Stąd na rowerach zataczamy ciekawą pętlę (Laski - Błędów - Kuźniczka - Krzykawa - Laski) wiodącą częściowo wzdłuż Białej Przemszy. Tereny bagienne w dolinie, w lasach wiele fragmentów piaszczystych . Tu kilka zdjęć okolicy: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLaski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Trawersy|Przewodnicy: Joanna Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; koledzy z BEAC Barlangkutato Csoport: Eva Maria Toth, Zoltan Povazsay, Ors Sepsi, Pal Maak, Dalma Hericz, Ferenc Ujhelyi, Barbara Golya, Peter Juhasz, Agi Berentes, Anett Hegedus|11 - 13 09 2015}}&lt;br /&gt;
W dwóch grupach (jedna poręczująca od Śnieżnej, druga od Nad Kotlinami) dokonaliśmy trawersu otworów przez Suchy Biwak. W jaskini spędziliśmy ok. 14 - 16 godzin, niektórzy więcej, niektórzy mniej. W każdym razie, pod wpływem zmęczenia musieliśmy zmienić dalsze plany. W założeniu, w niedzielę miał być Wielki Kłamca, a stanęło na trawersie Czarnej - przy czym wybrała się tam tylko część ekipy: Eva, Povi, Ors, Pal, Anett, Asia i ja. Tym razem poszło nam bardzo sprawnie i zamknęliśmy się w sześciu godzinach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Wyspowy - rowerem na Mogielicę |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, na imprezie w tipi Jacek Joniec z swoja rodziną i przyjaciółmi |05 - 06 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pretekstem do tego wyjazdu był pobyt w Polsce a konkretnie w Starej Wsi k. Limanowej kolegi z Arizony (poznanego podczas mojej wyprawy na Great Divide) Jacka Jońca. Jacenty obchodził akurat urodziny więc oprócz celu górskiego łapiemy się na &amp;quot;indiańską&amp;quot; imprezę w prawdziwym tipi (siostra Jacka przemysłowo produkuje tipi, może nawet sprzedaje Indianom, jeżeli ktoś nie czytał literatury o Dzikim Zachodzie to tipi jest takim indiańskim namiotem). Gitara i śpiewy kończą się przed północą a ja z Esą śpię właśnie na derkach w owym tipi. W niedzielę auto zostawiamy w Zalesiu i ruszamy rowerami górskimi początkowo trasą wiodącą wokół Mogielicy  (najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego - 1171) a potem prosto na szczyt. Ostatnie podejście dość ostre i po kamieniach. Na wierzchołku jest wieża widokowa lecz mgła skryła wszystko wkoło. Niemal ciągle w deszczu zjeżdżamy innym szlakiem do Zalesia i stąd wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Mogielica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Alpy Salzburskie - wyprawa Göll'2015 |Mateusz Golicz (kierownik), Joanna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Michał Macioszczyk (WKTJ), Miłosz Dryjański (KKS), Jacek Szczygieł (KKS), Michał Machnik (KKS),  |14 08 - 04 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyła się kolejna wyprawa eksploracyjna do jaskiń masywu Hoher Göll. W trakcie jej trwania dokonano dalszych odkryć w jaskini Gammsteighölle. Do transportu ludzi i sprzętu na bazę w tzw. Zakrystii użyto śmigłowca co znacząco przyśpieszyło nasze działania. Dobra organizacja oraz założenie linii telefonicznej z biwaku w jaskini na bazę znacznie przyczyniło się do osiągniętego wyniku. Więcej szczegółów w dziale WYPRAWY: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Wyprawa_Jaskiniowa_Hoher_G%C3%B6ll , zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGoll  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Alpy Karnickie - kaniony na sucho |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Zbigniew Tabaczyński (Speleoklub Tatrzański) |27 - 30 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niespodziewanie wracając z wyprawy jaskiniowej na Göll (zejście z Zakrystii kosztuje sporo sił) jedziemy w Alpy Karnckie w pn. Włochach. Pierwszy biwak przy ognisku w dolinie pięknej rzeki gdzie spotykamy się z Tabaką i Marcinem. Ponieważ ja nie byłem przygotowany na akcje kanoningowe (miałem tylko wracać z Pauliną autem do domu) schodzę tylko do kanionów do miejsc gdzie mogę poruszać się tradycyjnie. Potem się wycofuję i zjeżdżam autem po Zbyszka i Paulnę. Przy okazji dokonuję rozpoznania terenu a jest on super ciekawy pod względem różnorodności i obfitości kanionów. W ogóle cały ten region jest przepiękny pod każdym względem. Drugi biwak znów nad piękną rzeką. W trakcie tych dni odwiedziliśmy kaniony Cosa, Gasparini i Quajpedi. Ostatnią noc spędzamy w aucie w drodze do domu. Natomiast wyprawa na Göllu trwała jeszcze tydzień a opis zrobiła Asia: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Wyprawa_Jaskiniowa_Hoher_G%C3%B6ll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Skalne Miasto|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski z dzieciakami|29 08 2015}}&lt;br /&gt;
Dystans ogromny ale było warto. Zwiedziliśmy Skalne Miasto startując z Teplic. Jeden dzień to za mało ale i tak pooglądaliśmy masę przepięknych rzeczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu filmik: https://vimeo.com/141228121&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk |23 08 2015}}&lt;br /&gt;
Turystyczne wejście na Kościelec od Czarnego Stawu Gąsienicowego z zejściem do Doliny Zielonej G. Dużą część trasy jesteśmy praktycznie sami na szlaku, mimo na oko dość sporej ilości turystów. Na szczycie spędzamy ponad godzinę - w końcu po to tam przyszłam... nic nie robić, tylko posiedzieć między kamolami... jak najdłużej.&lt;br /&gt;
Po południu wracamy na kwaterę do dzieci. Wojtek niestety odjeżdża jeszcze tego dnia wieczorem, ja natomiast zostaję z bąblami na parę dni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Kobylańskiej |Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Ania, Sławek(os. tow.) |23 08 2015}}&lt;br /&gt;
Udany wyjazd w doborowym towarzystwie - piękna pogoda, mało ludzi... Cały dzień wspinamy na &amp;quot;Kuli&amp;quot; - długie drogi jak na Jurę. Tym razem bez ciśnienia i bez rekordowych przejść:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Słowacki Raj, Tatry Wyskoie|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;,Tomek Jaworski+ dzieciaki |02-15 08 2015}}&lt;br /&gt;
Wyjazd rodzinny &amp;quot; pod namiot&amp;quot;. Zrobiliśmy parę tras w Słowackim Raju (startując z  Podlesoka i z Dedinek), odwiedziliśmy Jaskinię Lodową. Po paru dniach podjechaliśmy  w rejon Wysokich Tatr i tam spędziliśmy kilka dni na campie w Tatranskiej Strbie. Zrobiliśmy wycieczkę do schroniska przy Popradskim Plesie. Zaliczyliśmy długi przejazd Tatranska elektricką do Starego Smokowca, tam  wjechaliśmy także na Hrebieniok i doszliśmy do chaty Zamkhego. Wracając z Tatr zahaczyliśmy o Jaskinię Bielańską. Okazało się, że w Tatrach Wysokich da się porobić parę fajnych rzeczy z marudzącymi dzieciakami, w prawie 40 stopniowym upale. Ścieżki dydaktyczne ułatwiają sprawę i mobilizują znudzonych maluchów. Przepiękne widoki to dla rodzica wystarczjąca nagroda za próby mobilizacji do marszu.&lt;br /&gt;
Oczywiście był też czas na aquaparki podczas naszych wakacji: Szaflary, Tatralandię i Zakopane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA/WŁOCHY – wspinanie w Alpach i Dolomitach|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Kasia (os. tow.) |31 07 - 16 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niezwykle udanym zeszłorocznym wyjeździe w Alpy Delfinatu postanawiamy pojechać tam znowu, lecz tym razem pod strony Ailefroide. Po długie podróży zatrzymujemy się na jednym z największych kampingów w Europie, na którym szczęśliwie udaje nam się znaleźć fajne miejsce na rozbicie namiotów. Ludzi jest naprawdę dużo, zdecydowanie najwięcej jest Francuzów, lecz Polaków niejednokrotnie  też udało nam się spotkać. Pogoda z początku rozpieszczała, więc bez większej napinki rozpoczynamy rozwspinanie od 300m drogi położonej o 15min z kampingu La snoopy direct (6b). Szczęśliwie Damian z Kasią znają francuski, dzięki czemu dowiedzieliśmy się o obrywie na Pic Sans Nome, który wyeliminował ze wspinania kilka polecanych dróg. Ponadto w biurze przewodników poinformowano nas o tym, że totalnie nie ma warunków w tym roku na drogach alpejskich, szkoda bo zamiast sprzętu zimowego mogliśmy zabrać sprzęt do kanioningu. Tak więc dojść drastycznie ograniczyła nam się ilość celów jakie sobie zaplanowaliśmy. W tak zwanym międzyczasie zwiedzamy okoliczne rejony sportowe w których niestety nie potrafiliśmy znaleźć miękkiej cyfry. Pierwszą i jak się okazało później ostatnią górską drogą jaką zrobiliśmy byłą 350m Ventre a Terre (6a) na Aiguille de Sialouze (3576m) . Startuje ona z wysokości około 3200 mnpm, więc musieliśmy jakimś cudem pokonać 1700m przewyższenia…. Ze względu na nasze bogate doświadczenie górskie i niezwykłą kondycję rezerwujemy sobie na to podejście cały dzień. Śpimy w pięknej bezludnej dolince z widokami na pobliskie lodowce. Ściana robi wrażenie…, droga na ,,papierze’’ wygląda na rozgrzewkową, lecz już na początku pokazuje, że lekko nie będzie. Droga startuje ze stromego śniegu co ze względu na brak raków troszkę przeciągnęło start w drogę (konieczność kopania stopni).  Mała ilość śniegu spowodowała, że już sam początek drogi jest trudny – w topo miejsce A0, lecz udało się je pokonać klasycznie. Powagę drogi zdecydowanie zwiększa lotna asekuracja. Po  4 lub 5 wyciągu na chwilę gubimy drogę, Damian montuje czuje stanowisko z gatunku lepiej nie obciążać. Po 15m trawersie bez przelotu udaje się nam znowu znaleźć się na właściwej drodze. Kolejne wyciągi oferowały wyśmienite wspinanie w sporej ekspozycji. Niestety nie odnaleźliśmy linii zjazdów, więc byliśmy zmuszeni na żmudne i ryzykowne zjazdy w linii drogi. Tego samego dnia docieramy na kamping jeszcze za dnia, choć w tej kwestii zdania są podzielone - ciemno jest wtedy kiedy musisz odpalić czołówkę:) W tym czasie dziewczyny ambitnie zwiedzają okoliczne szlaki i schroniska. We czwórkę robimy jeszcze ciekawą via ferratę, biegnącą nad malowniczą rzeką. Niestety prognozy na następne dni nie pozostawiają złudzeń – będzie padać …. decyzja o odwrocie zostaje podjęta wyjątkowo szybko. Szybkie sprawdzenie prognoz pogody i rejon wybrany – Dolomity. Przepak i droga zajmują nam właściwie cały dzień. Podróż po autostradach we Włoszech uświadamia nam, że nasza A4 wcale nie jest najdroższą i najbardziej rozkopaną autostradą w Europie. Zatrzymujemy się na kampingu w Cofosco, który jest czysto turystyczny i zatłoczony jak całe Dolomity. Pogoda idealna, więc szybko organizujemy topo i robimy na pierwszej turni Sella drogę Schobera i Kleisla (VI-) 180m. Wspinanie bardzo przyjemne poza kruchym pierwszym wyciągiem. Kolejnego dnia robimy drogę 300m drogę Gluck (VI) na drogiej turni Sella, która była znacznie bardziej ,,górska’’ od poprzedniej, przede wszystkim ze względu na kruszyznę i jakość asekuracji. Dziewczyny w tym czasie zdobywają swój pierwszy trzytysięcznik Piz Boe (3152m). Następnego dnia Damian z Kasią idą na via ferrate na Marmoladzie (ta wycieczka zasługuje na osobne omówienie:)), ja z Anią restujemy wspinając się w rejonie Capanna Bill, udaje się tam poprowadzić Amico fragile (7a+ OS). Wracając nie możemy ominąć sprawdzonej knajpy w Czechach, w której solidny obiad poprawia wszystkim humory pomimo nieubłaganego końca urlopu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA/SZWECJA - wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Adam Koniewicz (os. tow.) |26 07 - 12 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Polski do Norwegii jedziemy samochodem Heńka na wyspę Flø do miejscowości o tej samej nazwie (koniec drogi, &amp;quot;koniec świata&amp;quot;). Stamtąd Jeepem Adama (który tu mieszka i pracuje od 2 lat) przez Szwecję na północ. Po drodze niekończące się lasy i bagna tej części Szwecji a na biwakach roje komarów. Przez północną Finlandię (tundra) znów wjeżdżamy do Norwegii docierając na północny cypel Europy, przylądek Nordkapp (jest tu wysoki klif a samo miejsce komercyjnie zagospodarowane). Dalej pędzimy na południe na wyspy Lofoty. W okolicach Kalle wspinamy się trochę (2 jednowciągowe drogi do zapoznania z tutejszą skałą o znakomitym zresztą tarciu). Wychodzimy również na wieńczący ten rejon wyspy szczyt Vøgakallen (948). Droga na niego nie jest całkiem łatwa a start z poziomu morza. Atrakcją jest przejście po &amp;quot;kalenicy dachu&amp;quot; w dużej ekspozycji. Z Lofotów udajemy się promem do Bodø i dalej na południe gdzie w okolicach Molde wchodzimy do największej w tym rejonie kraju jaskini: Trollkrjeka. Jest nie komercyjna choć dostępna dla lepiej wyposażonych &amp;quot;grotołazów&amp;quot;. W tak krótkich czasie zrobiliśmy autami niemal 8000 km więc sporo czasu spędziliśmy w aucie. O tyle dobrze, że było chłodno a dni bez deszczu były zaledwie 3 (w przeciwieństwie do upałów w Polsce było całkiem rześko). W trakcie jazdy 9 przepraw promowych, setki wielokilometrowych tuneli (w tym kilka pod dnem fiordów), potężne mosty i oczywiście wspaniałe pejzaże. Termometr pokładowy zanotował skrajne temperatury od +5 st. do +27 (ale to była tylko chwila przed burzą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Do GALERII wrzuciłem dość sporo zdjęć (może lepiej oddają skandynawską rzeczywistość) więc jak się komuś chce to oglądać to tu:'' http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNorwegia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Obóz Kursowy|Mateusz Golicz, Agnieszka Lakwa, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn z Anią, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło,  Bogdan Posłuszny, Joanna Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki |05 - 09 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
DOJAZD [Łukasz]&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Środa godzina 17.00 wyjeżdżam z domu by po kolei zabrać Bogdana, Mateusza i Asię aby następnie kilka minut po godzinie 18.00 jechać już w stronę Zakopanego.&lt;br /&gt;
Trasa pomimo ulewy jaka zastała nas na autostradzie przebiega sprawnie i na Polanie Rogoźniczańskiej jesteśmy jeszcze sporo przed zmrokiem.&lt;br /&gt;
Wieczór mija na przygotowaniu sprzętu, rozmowach. Po kolacji udajemy się spać. W nocy dojeżdżają do nas Aga z Piotrem i Emilem.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
DZIEŃ I&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wstajemy z samego rana, po szybkim śniadaniu udajemy się do Kir aby jak najwcześniej być na szlaku. Nasz cel jaskinia Pod Wantą.&lt;br /&gt;
Wędrówka szlakiem przebiega sprawnie a na postojach poznajemy topografię tatr. Po dojściu na ostatnią prostą na niebieskim szlaku prowadzącym na Małołączniak wyciągamy opis dojścia i zaczynamy szukać otworu jaskini. Po ”jakimś” czasie udaje mi się go zlokalizować i doprowadzić do niego resztę.&lt;br /&gt;
Pod otworem szybko się szpejujemy i po chwili pierwsza osoba już poręczuje wlot. Do jaskini wchodzę jako ostatni. W bardzo szybkim czasie wszyscy stajemy na dnie jaskini zwiedzając wszystkie zakamarki najniższej salki. Po ustaleniu kolejności wyjścia przypada mi deporęczowanie lin do samej studni wlotowej gdzie zmienia mnie Aga i deporęczuje ostatni odcinek. Była to moja pierwsza okazja wyjścia z jaskini na samym końcu przez co czekając na dole Dzwonu na hasło „lina wolna” miałem okazję sprawdzić jak to jest z tą ciemnością w jaskini, która nie może się równać z żadną inną, którą znają ludzie nie związani z taternictwem. Niesamowite uczucie.&lt;br /&gt;
Po wyjściu wszystkich na powierzchnię przepakowujemy sprzęt, przebieramy się i po chwili jesteśmy gotowi do drogi.  Wracamy na polanę tą samą trasą.&lt;br /&gt;
GPS, którego przy sobie nosiłem wykazał, że przeszedłem w tym dniu 16km. Po powrocie na polanie spotykamy Łukasza oraz Ksawerego z dziewczyną, którzy przyjechali na szkolenie z pracownikiem TPN-u, które miało odbyć się w następnym dniu.&lt;br /&gt;
Po szybkim prysznicu, na który nie mogłem się doczekać spotykamy się na kolacji, po której udajemy się do namiotów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień II [Emil]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień naszego pobytu był poświęcony szkoleniu TPN. Skład wzmocniony nowoprzybyłymi Nockowiczami dziarsko ruszył samochodami w stronę Doliny Kościeliskiej, gdzie czekał już na nas pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jakimś magicznym sposobem, udało nam się spóźnić tylko kilka minut.&lt;br /&gt;
Szkolenie miało formę spaceru Doliną do Polany pisanej. W trakcie przemarszu mieliśmy okazję poznać historię Tatr – nie tylko tą geologiczną, ale także związaną z działalnością człowieka. Całość materiału uzupełniły informacje dotyczące flory i fauny, dzięki którym wiemy jakiego zielska użyć chcąc wykończyć Instruktora, oraz jak się zachować, gdy w krzaczku dopadnie człowieka niedźwiedź-sexturysta. &lt;br /&gt;
Robiąc mądre miny godne uczestników sympozjum neurochirurgicznego, chłonęliśmy wiedzę jak gąbka, wzbudzając podziw wśród przemieszczających się Doliną turystów. Nawet stado pędzącej w naszym kierunku rogacizny jakby potulniej spuściło łby, czując respekt przed przewalającą się naszych głowach wszechwiedzą.&lt;br /&gt;
Zależnie od ilości posiadanych zasobów siłowych, popołudnie spędziliśmy na leżeniu w cieniu, namiocie, lub nad rzeką. Jedynie Mateusz z Asią jako osoby którym nigdy dość, wyruszyli na zwiedzanie kolejnej dziury.  &lt;br /&gt;
Wieczorowa pora tradycyjnie minęła na przygotowaniu sprzętu do kolejnej wyprawy, oraz ustaleniu przebiegu samego zejścia do Wielkiej Litworowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień IV [Bogdan]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwarty dzień, śpimy godzinę dłużej, ponieważ sprzęt jest już przed otworem jaskini Śnieżnej. Z rana jeszcze dyskusja, do którego miejsca w jaskini mamy zamiar dojść (dyskusja dość burzliwa, ponieważ część grupy czuje zmęczenie penetrowania poprzednich jaskiń: pod Wantą i Wielkiej Litworowej). Stwierdzając, że ostateczną decyzję podejmujemy pod jaskinią, wyruszamy w drogę. Agnieszka zrezygnowała z jaskini, ale zdecydowała, że odprowadzi nas do Niżnej Świstówki i dalej pójdzie na Kondracką Kopę . Rozdzielając się idziemy do Wielkiej Śnieżnej (pierwszy oczywiście pędzi Mateusz, a my powoli, bardzo powoli za nim). Przed otworem znów rozpoczęła się bardzo burzliwa dyskusja, do którego miejsca mamy dojść. Grupa odczuwała duże zmęczenie i nawet propozycja Mateusza, że pomoże nam zaporęczować pierwszy odcinek, nie przekonała grupy. I tak zostałem w mniejszości 2:1. Decyzja ostateczna: idziemy do dna wielkiej studni (tego chyba nigdy nie przeżałuję – być tak blisko, a jednak tak daleko). Łukasz rozpoczął poręczowanie pierwszego odcinka, podczas którego niefortunie uderzył się w kolano, co skutkowało jego „wielkim wkurzeniem”, ale postanowił dokończyć przydzielone mu zadanie. Dalej szedłem ja. Rozpocząłem poręczowanie Wielkiej Studni. Widok ogromu dziury zrobił bardzo duże wrażenie - nogi zrobiły się jak z waty. Duży szacunek dla jaskiń. Zjazd do pierwszej przepinki w porządku, tylko nie mogłem dosięgnąć batinoksa, ale tu z pomocą przyszedł Mateusz, który z góry mnie rozhuśtał. Drugi odcinek pokonywałem już przy śpiewach Mateusza, który sprawdzał akustykę Wielkiej Studni. Stopa na dnie – wielka ulga i spojrzenie do góry, a w głowie myśli, jak z stąd wyjść J. Po dotarciu Mateusza otrzymałem wiadomość, że koledzy zrezygnowali. Zwiedziłem jeszcze zakamarki jaskini, pamiątkowe zdjęcia wykonane przez Mateusza, mała niespodzianka z kaskiem i szykowanie się do powrotu. Tu znowu trochę żalu, że będąc tak blisko nie można iść dalej. Wyjście ze studni okazało się nie takie straszne. Po wyjściu pokazały się chmury i mały deszcz, więc było szybkie pakowanie sprzętu, nakręcenie butów i droga powrotna po super śliskich kamieniach. Miała być kolacja, ale nie wypaliło ,więc udajemy się do domu. I tak w miłej atmosferze i wspaniałym towarzystwie Mateusza, Agnieszki, Łukasza, Piotra, Emila kończy się pierwszy obóz kursowy. Prawie zapomniałbym, ale była jeszcze Asia (Kierownik Kursu – dobrze, że mi się przypomniało, bo miałbym przechlapane) ,Łukasz Czarnobrody J, Ksawery z dziewczyną i Sebastian.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA/ROSJA: Kaukaz - wyjście na Elbrus i Kazbek|&amp;lt;u&amp;gt;Olek Kufel&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech T. Patryk S.|14 - 29 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Elbrus i Kaukaz drogami &amp;quot;normalnymi&amp;quot;. Szersza relacja w WYPRAWACH: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=G%C3%B3ry_Kaukaz_-_Elbrus_i_Kazbek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Kanioningowe wagary w okolicach Tolmezzo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Dorota Raj, z innych klubów: Olo Dobrzański, Karolina Tkaczyk, Łukasz Wójcik, Asia Wójcik, Łukasz Pater, Marlena Pater, Karolina Meyer, Ewa Stańczuk, Ania Stańczuk|16 - 20 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze nikt nie zrobił opisu ani nie wrzucił zdjęć z Korsyki, film mam poskładany w 40% a już nadarzyła się okazja na kolejny wyjazd w kaniony. To mój drugi wyjazd  z ekipą V7A7. Wybraliśmy się w okolice Tolmezzo/Włochy pomimo tego że plany były na wyjad do Słowenii. Mieliśmy tylko 2 dni urlopu + weekend a udało się zrobić aż 6 kanionów.&lt;br /&gt;
Rio Negro, Rio Leale, Torrente Cosa, Rio Carlo Gasparini, Pichions + Vinadia, oraz Rio Brussine. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słowniczek dla niewtajemniczonych: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
S-&amp;gt;Saut(skok) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
T-&amp;gt;Toboggan(dupozjazd) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
D-&amp;gt;Descent(zjazd na linie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczęliśmy w piątek z rana od Rio Brussine [z ciekawszych rzeczy ciasne S10 i D50] na który poszli nowicjusze z opieką, reszta mogła zająć się spożyciem :D. Kosztowało to szczególnie mnie bardzo złym samopoczuciem na drugim celu wyjazdu tego samego dnia czyli Rio Negro. Tutaj za bardzo nie pamiętam co się działo, były jakieś skoki, kanion wielki i bardzo fajny z tego co mówili inni, na koniec można zrobić 4m syfon i S10 z tamy (foto z galerii). W kolejne 2 dni padły Rio Leale i Torrent Cosa, oba świetne, szczególnie Cosa do którego zdecydowanie warto iść nawet jak się jest bez doświadczenia nawet jaskiniowego. Bezwzględnie trzeba iść w samo południe gdy przez wąską szczelinę idealnie pada słońce.W ostatni dzień w zmniejszonej już ekipie zrobiliśmy Rio Carlo Gasparaini i Pichions połączone z dolną częścią Viniadii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie udany wyjazd, no i kaniony :D a film się kiedyś poskłada...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galeri: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FTolmezzo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa - wyjazd kursowy|Mateusz Golicz, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|18-19 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Druga wyprawa w Tatry, odbywająca się w ramach Kursu.  Na celowniku Jaskinia Marmurowa i jej najniższe partie – Piaskownica. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygotowania do wymarszu rozpoczynają się już dzień wcześniej. Na Polanie Rogoźniczańskiej dzielimy sprzęt, dokładnie rozplanowując kolejność zejść poszczególnych członków ekipy.  Po uporaniu się z worami, rozpoczyna się krótkie szkolenie kartograficzne, oraz wykład o pszczółkach. W temacie  owadów – komary tego wieczora są łaskawe. Jedyną ofiarą jakichkolwiek pogryzień jest jedynie nasz prowiant, pochłaniany ze smakiem pod skąpanym w blasku zachodzącego słońca niebem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 5 rano wyskakujemy z namiotów, by po solidnym śniadaniu ruszyć z Doliny Kościeliskiej w stronę Jaskini Marmurowej. Pomimo obaw dotyczących pogody, ta wydaje się nam sprzyjać. Wykorzystując fakt, że burze najwyraźniej są zajęte zlewaniem innych części kraju, w ekspresowym tempie podążamy w stronę Czerwonych Wierchów. Z podejściem wiążą się dwa wielkie sukcesy: po pierwsze nikt nie dostał zawału, a po drugie – sprawniejsza część ekipy nie zanudziła się na śmierć podczas oczekiwania na dojście tych sprawnych inaczej. Ogólnie, niewiele brakowało, by podczas liczenia czasu dojścia do jaskini przydatniejszy od zegarka okazał się kalendarz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dojść w okolice otworu jaskini i nawet odnaleźć sam otwór. Sympatyczna paszcza ziejąca chłodem wygląda na tyle zachęcająco, że wszyscy ochoczo wyskakują ze spodni, chcąc jak najszybciej przyodziać swoje wyjściowe – jaskiniowe kreacje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga w dół przebiega prawie bez problemów. Z naciskiem na  „prawie”. Co prawda nikt nie traci życia, za to konieczne jest wprowadzenie kilku poprawek na wykonanym poręczowaniu. Szczęśliwie efekt końcowy jest na tyle stabilny, że w jak najbardziej kontrolowany sposób kierujemy się w stronę dna jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niewielką Piaskownicę osiągamy po około 2.5 godz. Pamiątkowa fotka, cukierek, ustalenie kolejności wyjścia i ruszamy w drogę powrotną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini wydaje się o wiele barwniejsze od zejścia. Mokre liny uroczo ciągną w dół, worki starają się stawać w poprzek każdego otworu, a przepchnięcie się przez zaciśnięty wykop nad Studnią Kandydata wydaje się niemożliwe. Na szczęście upór i niezwykle bogactwo językowe pozwalają na przebrnięcie przez problematyczną część jaskini. Dalsza droga w górę przebiega już bez większych zgrzytów i zaklinowań. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydostanie się z jaskini zajmuje nam w sumie około 3 godzin. Z radością witamy ciepłe powietrze i promienie słońca ogrzewające nasze wilgotne ciuchy. Solidny posiłek wzmacnia nas przed drogą powrotną, która przebiega o wiele sprawniej. W 2.5 godziny osiągamy Kiry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczęśliwi pakujemy się do samochodów, odwiedzając w drodze powrotnej sympatyczną Niewiastę handlującą pierwszej klasy przetworami z owczego cyca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tatry żegnają nas potężną burzą, którą obserwujemy z wnętrza suchego samochodu gnającego w stronę domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Dłubni na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|19 07 2015}}&lt;br /&gt;
Słoneczny a co gorsza upalny dzień wykorzystujemy na rowerową wycieczkę górnym odcinkiem doliny Dłubni (pn. dopływ Wisły w rejonie Jury krakowskiej). Malownicza dolina z czystą rzeczką urozmaicona gdzie nie gdzie skałkami, starymi budowlami, piękną przyrodą. Sam trakt też urozmaicony od asfaltu po wodne przeprawy. Nasza trasa wiodła pętlą od Glanowa do Imbramowic (ciekawy klasztor z XIII w.) następnie Wysocice i powrót przez Ulinę i wąwóz Orszyni do Glanowa. Generalnie ciekawy zakątek naszej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Włochy - Giro d`Italia|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|10-17 07 2015}}&lt;br /&gt;
Tygodniowe MTB w rekordowych upałach i cudowej scenerii gór, jezior i kilkumetrowych kwitnących oleandrów. Połowa wyjazdu w oklicach Riva del Garda, połowa w nieznanym mi dotąd rejonie Dolomitów-Alpe Di Siusi (Sudtirol).Dla orzeźwienia korzystamy z otaczających nas jezior- wygrywa bezkonkurencyjnie Lago di Tenno (lazurowa woda, 6 metrowe skoki, niewielu ludzi).Dla urozmaicenia znajdujemy też fajną via ferattę wiodącą na Cime Sat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - ćwiczenia z poręczowania na Bibliotece|instruktor: Tomek Jaworski, kursanci: Aga Lakwa, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek|12 07 2015}}&lt;br /&gt;
Niedzielny poranek. Chmurki wróżą pogodę, lekkie i świecące, (...) jako trzody owiec na murawie śpiące. &lt;br /&gt;
A my ruszamy z miejsca zbiórki ku Podlesicom, gdzie prężąc swą pierś stoi dumna Biblioteka. &lt;br /&gt;
Barbarzyńsko wczesna pora wyjazdu ma swoje plusy: nie ma zbyt dużego ruchu na drodze, więc szybko docieramy do celu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po solidnej powtórce węzłów, pod czujnym okiem Tomka wchodzimy na skały z których mamy schodzić przy użyciu najbardziej wyuzdanych, znanych nam technik poręczowania. Rozpoczyna się festiwal dyndania, sapania, oraz wypominania kto komu jak głęboko w co wsadzi za namówienie na udział w kursie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyblinki, ósemki i odciągi sieją się gęsto, tu i ówdzie motyl przeleci, liny trzeszczą, pot kapie, czasami łza przerażenia i bezsilności po policzku się potoczy, gdy przy łączeniu lin zamiast potrójnej ósemki wychodzi coś zbliżonego kształtem do dwóch pijanych, bijących się ośmiornic. &lt;br /&gt;
Szczęśliwie wszyscy zaliczają swój pakiet wejść i zejść bez większych strat na zdrowiu i psychice, więc zabieramy się jeszcze za tyrolkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda cały czas dopisuje. W zasadzie jest skwar jak diabli, na kaskach można robić jajka smażone, karki spiekają się w piękne wzorki od pasków mocujących nakrycia głowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem opuszczamy Organy, zaliczając u ich podnóża ponowne, krótkie szkolenie z tworzenia tyrolki. Nawet jest okazja, by każdy mógł spróbować własnoręcznego stworzenia maleńkiej, maciupeńkiej minityroleczki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym wieczorem rozjeżdżamy się do domów wbijając sobie do łba, by następnym razem nie zapomnieć kremu z filtrem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Magurska|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Lubomski (SKTJ), Daria, Gosia|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Załapałem&amp;quot; się na wyjście na zezwolenie naukowe Darii, która zamierza pobrać próbki wody z kilkunastu tatrzańskich jaskiń. W jaskini spędziliśmy ok. 4h. Dosyć tam błotniście, ale urokliwie i chwilami całkiem obszernie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna; Krakowskie Kominy |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Asia Przymus, jedna os. z klubu|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna pogoda. Przed otworem Śnieżnej spotkaliśmy wychodzącą ekipę z Łodzi. Potem sprawnie w dół do I Biwaku. W Krakowskich Kominach osiągamy Salę Śmiałka (- 130 względem otw. Śnieżnej). Ponieważ byliśmy pod presją czasu więc szybko pomykamy z powrotem najpierw w dół do Wodociągu a potem do wyjścia. Cała akcja zamyka się w 7,5 h. Jeszcze za dnia wracamy do auta. Może Asia napisze coś więcej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Sniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry: Szarpane Turnie - wspinanie |Damian Żmuda, Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,Ania K., Ania B.|03 - 05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis niebawem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy 12 dróg o trudnościach od IV do VI. Skały w cieniu porośniętego lasem wąwozu więc mimo upału było przyjemnie. Bardzo fajny rejon, mnóstwo obitych dróg w stylu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Ludzi nie wielu. Zakosztowaliśmy również trochę off-roadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Wodogrzmoty Mickiewicza - Warsztaty z autoratownictwa kanioningowego|&amp;lt;u&amp;gt;Majewicz Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W weekend odbyły się warsztaty z autoratownictwa kanioningowego. Niestety mogłem wziąć udział tylko w 2, praktycznym dniu szkolenia na Wodogrzmotach Mickiewicza. &amp;quot;Perła polskich kanionów&amp;quot; okazała się być bardzo przyjemna i ciekawa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podzieleni na 4 grupy pod patronatem TOPRu ćwiczyliśmy transport poszkodowanego przez &lt;br /&gt;
standardowe trudności spotykane w kanionach. Każda grupa miała wyznaczoną swoją część kanionu na transport, resztę pokonywaliśmy na sportowo. Niewysokie skoki, ciekawe tobogany i całkiem duży przepływ z cofkami i odwojami dał dużo radochy. Na moście naturalnie wywołaliśmy dużą sensację, a pod nim niczym rasowe żule obaliliśmy &amp;quot;bezalkoholowego&amp;quot; szampana z okazji 300-tnego kanionu Ola. Na koniec wparowaliśmy prosto do schroniska w dol.Roztoki w mokrych piankach na obiad. Miny ludzi bezcenne, tak samo jak gdy przebieraliśmy się w pianki przy WC Serwisach :D [lokowanie produktu]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - świetne szkolenie, szczególnie dla osób zaczynających ten sport. Nie obyło się oczywiście bez sobotniej imprezy, chrztu nowicjuszy i fantastycznej atmosfery. Zdecydowanie polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Centralny Kurs Autoratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|26 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne z cyklu szkoleń PZA w jakim miałam okazję uczestniczyć. Ćwiczenia rozpoczęły się w piątek na Suchym Połeciu (Góra Birów) od zaporęczowania stanowisk na dzień następny. W związku z tym, że dotarłam do Podzamcza dość późno, nie uczestniczyłam w tej zabawie, za to zdążyłam rozbić namiot przed deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zostaliśmy podzieleni na grupy i ćwiczyliśmy po kolei na pięciu różnych stanowiskach. Na pierwszym uczyliśmy się ratować poszkodowanego z trawersu oraz tyrolki. O ile to pierwsze nie sprawiło nikomu trudności, to już przy trawersie trzeba było ,,się naszarpać”. Kolejne stanowisko było powtórką z kursu podstawowego: ściąganie z przyrządów do zjazdu, z przyrządów do wchodzenia metodami croll w croll i przeciwwagi. Trzecie stanowisko podobało mi się najbardziej, zjazd z poszkodowanym przez przepinki i wyciąganie ofiary z ucha przepinki. To drugie niechcąco musiałam przećwiczyć przed demonstracją instruktora, kiedy wjechałam z moim poszkodowanym zbyt nisko w przepinkę. Na ostatnich dwóch stanowiskach ćwiczyliśmy wyciąganie poszkodowanego do góry, łącznie z przepinkami, metodami ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi. Drugiej metody nie zdążyłam już przećwiczyć z powodu końca zajęć, które i tak były przedłużone. Po wszystkim musieliśmy jeszcze zdeporęczować stanowiska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień ćwiczeń to akcje pozorowane w jaskiniach: Józefa, Rysiej, Szpatowców i na Świniuszce. Byłam w grupie idącej do jaskini Rysiej i już w sobotę wieczorem zostałam wyznaczona na pozoranta. Żeby akcje były jak najbardziej realne i aby wyeliminować jakąkolwiek pomoc ze strony poszkodowanych, to wszyscy pozoranci mieli mieć zasłonięte oczy w trakcie akcji. Na pocieszenie kierownik wyjścia pozwolił mi poręczować początek zjazdu do jaskini (wybranie najmniejszej osoby do tego zadania i tak było najlepszym pomysłem przy dość ciasnym zjeździe). Przy wchodzeniu na drugą poręczówkę ,,stałam się ofiarą” tzn. miałam zasłonięte oczy, a wszyscy uczestnicy dostali informację, że przestałam widzieć i mam uszkodzoną jedną rękę, co w sumie było bardziej moim zmartwieniem niż ratowników, ponieważ to ja nie mogłam jej używać do wymacywania ścian i chodzenia (z zasłoniętymi oczami!). Najpierw zostałam ściągnięta z liny, a później zaprowadzona pod studnię wlotową. Muszę przyznać, że było to dość zabawne, przez cały czas miałam przy sobie jakieś osoby, które mnie prowadziły i pomagały, choć mając sprawne nogi i jedną rękę, z instrukcjami i asekuracją musiałam się wspinać na prożki, przeciskać przez zaciski i robić zacieraczki. Wyciąganie do góry poszło bardzo sprawnie i szybko, choć moje rozmiary na pewno ułatwiły sprawę, większa osoba, nie widząc jak ma się ustawić mogła by się częściej klinować i nie była by tak łatwo wyciągnięta przez zacisk przy wejściu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazie instruktorzy szybko omówili zmagania obu dni, później szybko spakowaliśmy się w deszczu i wyjechaliśmy przed największą ulewą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Bardzkie - klubowy spływ kajakowy po Nysie Kłodzkiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadeusz i Barbara Szmatłoch, Tomasz i Joanna Jaworska, Michał Chowaniec, Marta Urbańczyk, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek, Karina, Paweł, Michał, Rafał i Wiktor Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec, Adam Mazur, Sara Wolny, Justyna Francik z Robertem, Henryk Tomanek z koleżanką (byli w niedzielę)|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny klubowy spływ kajakowy odbył się na górnym odcinku Nysy Kłodzkiej. W 2 dni spłynęliśmy tą rzeką od Młynowa przez Przełom Bardzki do Barda a dalej po biwaku w okolicy Suszki do zbiornika w Topoli gdzie przy moście skończyliśmy spływ. Rzeka o zmiennym charakterze w dolinie o stromych zboczach. Wiele bystrzyn i płycizn urozmaicających spływ. W Bardzie nawet kąpiel kilku kajakarzy w rzece. Zwiedzamy też po drodze starą sztolnię. Pierwszy dzień kończymy w deszczu. Lało całą noc aż do godzin dopołudniowych w niedzielę. Drugi etap znów po wartkim nurcie niemal do samej mety. Mimo niezbyt dobrej pogody wspaniała atmosfera w ekipie i świetne humory do końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu relacja foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNysa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt; Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|21 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano po wyjeździe kilku osób do domu nasza trójka postanawia wyjść jeszcze na szlak. Cel: Czerwone Wierchy. Trasa z Kir zielonym szlakiem na Cudakową Polanę, następnie Ścieżką nad Reglami na Miętusi Przysłop. Stamtąd niebieskim szlakiem(gdzie po drodze na przemian było słonecznie, pochmurnie, padał grad, śnieg lub deszcz.) na Małołączniak . Dalej czerwonym szlakiem na Krzesanicę i Ciemniak skąd schodzimy z powrotem na Ścieżkę nad Reglami czerwonym szlakiem i dalej do Kir zielonym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę 16.81 km pokonaliśmy w 6g:32m, przewyższenie 1222m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto (są tu też zdjęcia z akcji do Czarnej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Jaskinia Czarna Kurs - Partie Tehuby| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Aleksandra Rymarczyk, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajny wyjazd, dzięki :) Myślę, że gdyby ktoś postawił piwo Emilowi to w 10 min powstanie niezapomniany elaborat... a warto jednak, żeby jakaś dłuższa notka się tu znalazła ;) - obyło się bez piwa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza tatrzańska jaskinia odwiedzana w ramach kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek udaje nam się w miarę sprawnie i o dziwo bez opóźnienia wystartować z Bytomia. Wielki Asfaltus, bóstwo autostrad, jest dla nas łaskawy - pod Dolinę Kościeliską docieramy bez większych korków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka reorganizacja plecaków, wciągamy po kanapce i ruszamy w stronę jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nawet sprzyja: pomimo że początkowo nieco straszyło deszczem, udaje nam się w drodze załapać trochę słońca. Po godzinie mozolnego człapania Doliną docieramy na Polanę Niżnią Pisaną, skąd po wchłonięciu kolejnego szybkiego posiłku ruszamy bezpośrednio pod otwór jaskini. &lt;br /&gt;
Po 10-15 minutach wędrówki w miarę cywilizowanym szlakiem skręcamy w las i zaczynamy się wspinać zboczem w stronę Czarnej.&lt;br /&gt;
Około godzinne przeciskanie się pod górę pomiędzy drzewami pozwala nam na nowo zerknąć na temat kursu i zapewnień w stylu: „będzie fajnie” i  „fantastyczna przygoda”. Ogólnie przeprawa przez las daje szansę na zastanowienie się jak daleko mam do zawału; z czym wiąże się wylew w górach oraz czy to coś, co ruszało się w krzakach to przeżarty turysta, czy też będziemy zaraz uciekać przed niedźwiedziem. W międzyczasie udaje się także wymyślić kilka nowych przekleństw, w których główną rolę odgrywają drzewa, góry, pajęczyny oraz wsadzanie gór i wędrówek w miejsce, do którego promień słoneczny nie sięga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli docieramy pod otwór Czarnej, gdzie... po kolejny posiłku (czy my tam cały czas jemy?!) przebieramy się, by po chwili ruszyć w głąb jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakimś magicznym sposobem udaje się nikomu nie zabić, co jest szczególnie dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że praktycznie wszelkie poręczowania wykonywane były przez kursantów. Widocznie czujne oko Asi sprawiło, że nikt nie odważył się na jakieś większe błędy. &lt;br /&gt;
Do Studni Ewy docieramy z małym poślizgiem, wynikającym z nie do końca sensownego rozdzielenia worów i lin. Można było spokojnie urwać 10-15 minut czasu, które zostały zmarnowane na czekanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dotrzeć do celu i zaczynamy zwiedzać Partie Tehuby. Na pierwszy ogień idzie kierunek zachodni, skąd po dotarciu w okolice Labiryntu Wiatrów ruszamy na wschód, docierając pod Syfon Tehuby. Wyprawa odbywa się bez problemów. W trakcie jej trwania mamy okazję zaliczyć szybkie przypomnienie wiązania kilku podstawowych węzłów, znajdujemy salkę z McDonaldem oraz dla równowagi - nadziewamy się na speleokupę pozostawioną zapewne przez jakiegoś człowieka pierwotnego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy po około sześciu godzinach. W międzyczasie na powierzchni padał deszcz, co sprawia, że droga w dół zbocza dostarczyła nam wielu nowych doznań. Mamy  więc festiwal poślizgów, przyziemień oraz możliwość obserwacji jaki styl ślizgowy poszczególni uczestnicy wykorzystują podczas schodzenia w dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godzinne zejście do doliny Niżniej Pisanej kończy się szczęśliwie, kolejny posiłek pozwala nam zregenerować siły na powrót Doliną Kościeliską. Za Kirami spotykamy się jeszcze z kolejną grupą Klubowiczów wracających z wyprawy do Ptasiej. Po kilku minutach rozmowy i wykonaniu pamiątkowego zdjęcia, ruszamy do schroniska, skąd późną, wieczorową porą wychodzimy na poszukiwanie otwartego przybytku gastronomicznych rozkoszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, w godzinach porannych, czwórka z nas wraca do domu gnana obowiązkami, a reszta ekipy spędza jeszcze jeden dzień wędrując po Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W galerii Czarna-kurs dodane są zdjęcia Bogdana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Tadeusz Szmatłoch, Łukasz Pawlas, + 1 os. z klubu|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pesymistycznym prognozom, pogoda okazała się całkiem przyzwoita. Wszystko poszło sprawnie i szybko. W jaskini dotarliśmy do Starego Dna (-255) przez Salę Dantego i Studnię Taty. Od otworu wycof zjazdami (200 m) przez Próg Mułowy do Wielkiej Świstówki. W dolinie Kościeliskiej spotkaliśmy naszych klubowych kolegów i koleżanki wracających z jaskini Czarnej. Tego samego dnia wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''''Schemat zjazdu:''' od otworu jaskini Ptasiej trawersem trawiastą półką udajemy się do końca (na zachód). Z 2 ostatnich batinoksów zjazd (potrzeba 2 x 100 m liny) na dużą skalna platformę z charakterystyczną wnęką skalną (dobra osłona przed deszczem lub spadającymi kamieniami). Trochę poniżej po lewej orograficznie stronie znajdują się następne 2 batinoksy. Stąd zjazd po skosie orograficznie w lewo ok. 30 m na półkę z kolejnymi 2 batinoksami. Stąd już bezpośrednio do kotła ok. 60 m. Warto też mieć „łoki toki” do komunikacji w ścianie. Tu orientacyjny schemat:'' http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2FPtasia%2Fschemat%20zjazdu.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (Udało się odzyskać skasowane zdjęcia Tadka i dołączono do GALERII): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FPtasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Brennej czarnym a następnie zielonym szlakiem na Błatnią dalej żółtym przez Stołów, Trzy Kopce na Klimczok. Zejście czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę i zejście żółtym szlakiem do Brennej. Dystans 18km pokonane w 5h11min z drobnymi przerwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB- Jura/Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rowerowy weekend. Pierwszego dnia z pełną premedytacją błądzę na rowerze po łąkach, polach i lasach Podzamcza. Pięknie, letnio i zadziwiająco pusto. W niedzielę po wizycie w  Śląskim Centrum  Rehabilitacji  i  Prewencji,  robię trasę-Ustroń Zawodzie-Równica-Orłowa-Trzy Kopce Wiślane- powrót żółtym szlakiem do Wisły Centrum,a dalej trasą rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa stosunkowo kamienista na trasie Równica-Trzy Kopce Wiślane (na tyle, by skutecznie przekonała mnie wreszcie do zakupu rowerowych... spodenek :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Kozia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
Najdłuższa jak na razie z naszych &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;. Od samochodu do samochodu 11 godzin. Wejście do jaskini na podstawie odrębnego zezwolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem  RKG ,,Nocek” wystąpił jako partner Motoserca, czyli akcji zbiórki krwi prowadzonej przez klub motocyklowy Invaders z Rudy Śląskiej. Impreza miała miejsce na terenach przylegających do Aquadromu na Halembie. Początkowo planowaliśmy zbudować mały park linowy, jednak z powodu niedomówień z gospodarzem terenu musieliśmy powstrzymać wyobraźnię i zejść na ziemię (dosłownie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy na głównym placu odbywały się koncerty i pokazy (różne dziecięce zespoły, wystawa motocykli, starych samochodów itp.) oraz zbiórka krwi, na trawie nieopodal, w cieniu drzew działaliśmy my. Atrakcje jakie zafundował Nocek dzieciom można zobaczyć na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2Fmotoserce&amp;amp;startat=1 Zbudowaliśmy z Łukaszem i Olą, która dołączyła do nas później (całe szczęście, bo miała wenę do plątania lin), ogromną pajęczynę, pomiędzy którą dzieciaki musiały przechodzić i zbierać taśmy z karabinkami. Druga konkurencja była bardziej związana z działalnością jaskiniową – trzeba było wciągnąć wór jaskiniowy (ciężki wór jaskiniowy) parę metrów nad ziemię. Wszystkie dzieciaki radziły sobie wspaniale, podobało im się na tyle, że część z nich wracała parę razy. Ja jednak nadal czuję niedosyt związany z brakiem trudnych przepraw nadziemnych, jednak mądrzejsza o zaistniałą sytuację jestem pewna, że nadrobimy następnym razem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd  kanioningowy zrodził się oczywiście z zazdrości. Jako, że nie byliśmy wstanie wybrać się na profesjonalny wyjazd z Prezesem na czele postanowiliśmy zrobić wyjazd alternatywny. Wybieramy rejon położony miedzy Linz a Monachium, nad pięknym jeziorem Attersee. Niestety podobnie jak w Polsce również w Austrii w długi weekend  wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wiec mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca na kampingu. W pierwszym dniu robimy kanion Burggrabenklamm (v3, a3, III) który startuje ze szlaku, więc publiczność mieliśmy gwarantowaną. Kanion całkiem fajny, szczególnie efektowny 18 metrowy zjazd, końcowa część prowadzi pod komercyjną drogą  poprowadzoną na stalowych podestach nad dnem kanionu (sława, zachwyty publiczności itp.). Po tej rozgrzewce byliśmy gotowi na główny cel wyjazdu czyli kanion Jabron (v4,a4, III) , który okazuje się znacznie bardzie wymagający od poprzednika. Spotykamy w nim grupę przewodników, którzy sprawdzali pierwszy raz w sezonie stan całego kaniony przed rozpoczęciem sezonu z klientami, to się nazywa profesjonalne podejście. W Jabronie jest kilka ciekawych skoków, lecz większość z nich odpuściliśmy, za to mogliśmy podziwiać wyczyny jednego z przewodników, który zaprezentował nam np. 6 metrowy, ryzykowny (śliski start, duża odległość pozioma) skok z pełnym saltem !!!. W sobotę wybieramy kanion Strubklamm(v1,a3, III), który  najbardziej nas zaskoczył, od samego startu był nietypowy. Rozpoczynał się nie podejściem ale zejściem z zapory, ponadto pokonaliśmy go bez użycia liny za to trochę sobie popływaliśmy. Pokonanie kanionu zajęło nam około 2,5h z czego ponad godzinę trzeba było pływać!!! Najdłuższy odcinek do przepłynięcia miał 300m,nie pamiętam kiedy wcześniej  tyle przepłynąłem:) Kanion też obfitował w duża ilość fajnych skoków,  w tym jeden 8 metrowy. Muszę tu wspomnieć również o przepięknym wodospadzie, który spadał z jednej ze ścian prosto do kanionu. Dzięki odpowiedniemu usytuowaniu słońca mogliśmy podziwiać podwójną tęcze, która nieomal się zamykała. Niestety w tym dniu zapomnieliśmy zabrać aparatu ……Koniec kanionu ponownie nas zaskoczył, ponieważ niespodziewanie znaleźliśmy się na zatłoczonej plaży i znowu te zachwyty tłumu, autografy….W niedziele bardzo leniwie zbieramy się do drogi powrotnej, w trakcie której odwiedzamy sprawdzoną knajpę w Czechach z przepysznym jedzeniem np. kotlet nadziewany szynką …jak dla mnie mistrzostwo, szczególnie że od 4 dni nie jadłem mięsa:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, dłuższy wyjazd w ramach kursu. Do odwiedzenia cztery jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolska i Malinowska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów docieramy do schroniska. Skromny stan przedzawałowy i łza rozpaczy tocząca się po policzku w trakcie podejścia do schroniska, wyraźnie sygnalizują, że zaczyna się zabawa z przeprawą przez tereny, które nie mają wiele wspólnego z wygodnym, płaskim chodnikiem i budkami z kebabem rozstawionymi co kilkaset metrów.&lt;br /&gt;
Po zrzuceniu części bagażu do schroniska i  delikatnej redukcji zawartości plecaków ze sprzętem, ruszamy w stronę Trzech Kopców. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja. Docieramy pod Trzy Kopce bez większych niespodzianek. Żaden zwierz leśny ni gadzina pełzająca nie stają na naszej drodze. Mijamy jedynie kilka grupek turystów, sympatycznie pozdrawiających nas w drodze do jaskini. Jest gorąco…&lt;br /&gt;
Po szybkim posiłku wchłoniętym przed wejściem do Trzech Kopców, przebieramy się w wyjściowe ciuszki i kolejne wskakujemy do przyjemnie chłodnej dziury. &lt;br /&gt;
Trzy Kopce witają nas licznymi szczelinami, zawaliskami, oraz stadem odstających, twardych krawędzi idealnych do tego, by przypomnieć sobie o konieczności uważania na łokcie, kolana, czy inne wystające elementy organizmu. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini przebiega bez większych problemów: jest okazja do przeciśnięcia się przez kilka ciaśniejszych miejsc, znajdujemy lokalizację idealną do rozprostowania nóg w pozycji leżącej, dającą jednocześnie możliwość wygodnej obserwacji umordowanych osób wypełzających z dojścia do końcowych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Tradycyjne poszukiwania wyjścia przez kursantów kończą się fiaskiem. Na szczęście Buli orientuje się z grubsza którędy do góry, więc nie grozi nam śmierć głodowa. &lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu sporej części Trzech Kopców, gramolimy się na powierzchnię, gdzie wita nas deszcz przechodzący po chwili w burzę. Gdy myślimy, że nie może być gorzej, pojawia się grad. Na szczęście znajdujemy minimalne schronienie pod pobliskimi drzewami. &lt;br /&gt;
Kilkanaście minut (i kanapek) później ruszamy w stronę Dującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpogadza się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedaleko celu naszej podróży znów rzucamy się na szybki posiłek. Po kilkunastu minutach naciągnąwszy na grzbiety nieco wilgotne kombinezony, idziemy szukać wejścia. &lt;br /&gt;
Niewielki otwór z przerzuconą przezeń kłodą, nie zapowiada wrażeń, które czekają nas na dole. Kolejno wskakujemy w ciemność, uprzednio żegnając się z jakimś sympatycznym pytongiem górskim, który urządził sobie legowisko na kamieniu obok wejścia.&lt;br /&gt;
Dująca wyraźniej daje się nam we znaki. O ile jeszcze Smukła Szczelina w drodze na dół nie wydaje się wielkim wyzwaniem, tak posiadacze dłuższego organizmu, już na Ciągu Twardzieli mogą mieć problemy ze złamaniem swego cielska w taki sposób, by dostać się do dalszych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w przypadku Trzech Kopców, zwiedzamy Dującą bez większych niespodzianek. Problem pojawia się dopiero przy wyjściu, gdy to mój skromny organizm nijak nie daje rady przepchnąć się w górę przez Smukłą Szczelinę. Łukasz i Asia dzielnie ciągną mnie za fraki do góry, co przy jednoczesnym wypychaniu mnie od spodu przez Buliego sprawia, że jakimś sposobem udaje się mnie wypchnąć z otworu, z którym nijak nie jestem kompatybilny gabarytowo. &lt;br /&gt;
Wychodząc na powierzchnię, jesteśmy tradycyjnie witani… deszczem. Tym razem bez burzy i gradu. &lt;br /&gt;
Droga powrotna przebiega bez większych komplikacji. Nikomu nie udaje się poważniej zgubić, nikt nie zostaje pożarty przez zwierzynę leśną, bezpiecznie docieramy do schroniska, skąd po doprowadzeniu swoich powłok cielesnych do stanu, w którym nie powodujemy ataków paniki postronnych osób, ruszamy w stronę cywilizacji, by zjeść ciepłą kolację.&lt;br /&gt;
Jak się okazuje, znalezienie wieczorową porą otwartej knajpy w Szczyrku jest trudniejsze, niż znalezienie Dującej. Na szczęście udaje nam się trafić do miejsca, gdzie zostajemy nakarmieni i napojeni.&lt;br /&gt;
Kolacja kończy się pożegnaniem – opuszczają nas Bogdan, Asia i Łukasz, zmuszeni obowiązkami do powrotu. Reszta rusza w stronę schroniska, gdzie ku chwale Morfeusza zwala się na materace, chwile później pochrapując radośnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wciągnięciu solidnego śniadania, opuszczamy schronisko i przemieszczamy się w stronę Jaskini Salmopolskiej. Pogoda jak najbardziej sprzyja. Być może tym razem uda się nie zmoknąć…&lt;br /&gt;
Po przebyciu niedługiego odcinka drogi, prowadzącego od parkingu do okolic otworu wejściowego, wskakujemy w kombinezony, których stan jednoznacznie wskazuje na to, co przeszły poprzedniego dnia. Chwilę później kolejno zanurzamy się przyjemnie chłodną jaskinię. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie Salmopolskiej nie zabiera wiele czasu: sprawnie docieramy do północnej części jaskini, następnie po nawrocie kierujemy się ku studni końcowej. Tam czeka nas niespodzianka: nad studnią objawia się okienko prawdopodobnie prowadzące do dalszych partii, których nie mamy oznaczonych na mapie. Część z nas decyduje się na szybki rzut okiem w stronę otworu.&lt;br /&gt;
Chwilę później zawracamy, kierując się już w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;
Wydostajemy się na powierzchnię – szok. Nie pada! Mało tego – słońce świeci! Ruszamy raźno do ostatniej jaskini, którą mamy zamiar zwiedzić. Naszym celem jest Malinowska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów znajdujemy jaskinię. Przy pomocy znajdującej się w środku drabiny, kolejno schodzimy w dół.&lt;br /&gt;
Malinowska ze względu na swoje rozmiary, nie zabiera nam wiele czasu. Krótki podziemny przemarsz można w zasadzie potraktować bardziej jak niedzielny spacerek. Po zwiedzeniu całości jaskini wdrapujemy się na powierzchnię, gdzie w końcu można wyłączyć czołówki na dłuższy czas. &lt;br /&gt;
Idealnym zakończeniem weekendu jest postój na tradycyjnej szarlotce w miejscu, gdzie nie da się skończyć konsumpcji na jednym ciastku. Po wchłonięciu kalorii w ilości mogącej zasilić średniej wielkości miasteczko, pakujemy się do samochodów i ruszamy w stronę domów… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5530</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5530"/>
		<updated>2015-08-29T05:44:38Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk |23 08 2015}}&lt;br /&gt;
Turystyczne wejście na Kościelec od Czarnego Stawu Gąsienicowego z zejściem do Doliny Zielonej G. Dużą część trasy jesteśmy praktycznie sami na szlaku, mimo na oko dość sporej ilości turystów. Na szczycie spędzamy ponad godzinę - w końcu po to tam przyszłam... nic nie robić, tylko posiedzieć między kamolami... jak najdłużej.&lt;br /&gt;
Po południu wracamy na kwaterę do dzieci. Wojtek niestety odjeżdża jeszcze tego dnia wieczorem, ja natomiast zostaję z bąblami na parę dni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Kobylańskiej |Karol Jagoda,&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Ania, Sławek(os. tow.) |23 08 2015}}&lt;br /&gt;
Udany wyjazd w doborowym towarzystwie - piękna pogoda, mało ludzi... Cały dzień wspinamy na &amp;quot;Kuli&amp;quot; - długie drogi jak na Jurę. Tym razem bez ciśnienia i bez rekordowych przejść:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA/WŁOCHY – wspinanie w Alpach i Dolomitach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Kasia(os. tow.) |31 07 - 16 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niezwykle udanym zeszłorocznym wyjeździe w Alpy Delfinatu postanawiamy pojechać tam znowu, lecz tym razem pod strony Ailefroide. Po długie podróży zatrzymujemy się na jednym z największych kampingów w Europie, na którym szczęśliwie udaje nam się znaleźć fajne miejsce na rozbicie namiotów. Ludzi jest naprawdę dużo, zdecydowanie najwięcej jest Francuzów, lecz Polaków niejednokrotnie  też udało nam się spotkać. Pogoda z początku rozpieszczała, więc bez większej napinki rozpoczynamy rozwspinanie od 300m drogi położonej o 15min z kampingu La snoopy direct (6b). Szczęśliwie Damian z Kasią znają francuski, dzięki czemu dowiedzieliśmy się o obrywie na Pic Sans Nome, który wyeliminował ze wspinania kilka polecanych dróg. Ponadto w biurze przewodników poinformowano nas o tym, że totalnie nie ma warunków w tym roku na drogach alpejskich, szkoda bo zamiast sprzętu zimowego mogliśmy zabrać sprzęt do kanioningu. Tak więc dojść drastycznie ograniczyła nam się ilość celów jakie sobie zaplanowaliśmy. W tak zwanym międzyczasie zwiedzamy okoliczne rejony sportowe w których niestety nie potrafiliśmy znaleźć miękkiej cyfry. Pierwszą i jak się okazało później ostatnią górską drogą jaką zrobiliśmy byłą 350m Ventre a Terre (6a) na Aiguille de Sialouze (3576m) . Startuje ona z wysokości około 3200 mnpm, więc musieliśmy jakimś cudem pokonać 1700m przewyższenia…. Ze względu na nasze bogate doświadczenie górskie i niezwykłą kondycję rezerwujemy sobie na to podejście cały dzień. Śpimy w pięknej bezludnej dolince z widokami na pobliskie lodowce. Ściana robi wrażenie…, droga na ,,papierze’’ wygląda na rozgrzewkową, lecz już na początku pokazuje, że lekko nie będzie. Droga startuje ze stromego śniegu co ze względu na brak raków troszkę przeciągnęło start w drogę (konieczność kopania stopni).  Mała ilość śniegu spowodowała, że już sam początek drogi jest trudny – w topo miejsce A0, lecz udało się je pokonać klasycznie. Powagę drogi zdecydowanie zwiększa lotna asekuracja. Po  4 lub 5 wyciągu na chwilę gubimy drogę, Damian montuje czuje stanowisko z gatunku lepiej nie obciążać. Po 15m trawersie bez przelotu udaje się nam znowu znaleźć się na właściwej drodze. Kolejne wyciągi oferowały wyśmienite wspinanie w sporej ekspozycji. Niestety nie odnaleźliśmy linii zjazdów, więc byliśmy zmuszeni na żmudne i ryzykowne zjazdy w linii drogi. Tego samego dnia docieramy na kamping jeszcze za dnia, choć w tej kwestii zdania są podzielone - ciemno jest wtedy kiedy musisz odpalić czołówkę:) W tym czasie dziewczyny ambitnie zwiedzają okoliczne szlaki i schroniska. We czwórkę robimy jeszcze ciekawą via ferratę, biegnącą nad malowniczą rzeką. Niestety prognozy na następne dni nie pozostawiają złudzeń – będzie padać …. decyzja o odwrocie zostaje podjęta wyjątkowo szybko. Szybkie sprawdzenie prognoz pogody i rejon wybrany – Dolomity. Przepak i droga zajmują nam właściwie cały dzień. Podróż po autostradach we Włoszech uświadamia nam, że nasza A4 wcale nie jest najdroższą i najbardziej rozkopaną autostradą w Europie. Zatrzymujemy się na kampingu w Cofosco, który jest czysto turystyczny i zatłoczony jak całe Dolomity. Pogoda idealna, więc szybko organizujemy topo i robimy na pierwszej turni Sella drogę Schobera i Kleisla (VI-) 180m. Wspinanie bardzo przyjemne poza kruchym pierwszym wyciągiem. Kolejnego dnia robimy drogę 300m drogę Gluck (VI) na drogiej turni Sella, która była znacznie bardziej ,,górska’’ od poprzedniej, przede wszystkim ze względu na kruszyznę i jakość asekuracji. Dziewczyny w tym czasie zdobywają swój pierwszy trzytysięcznik Piz Boe (3152m). Następnego dnia Damian z Kasią idą na via ferrate na Marmoladzie (ta wycieczka zasługuje na osobne omówienie:)), ja z Anią restujemy wspinając się w rejonie Capanna Bill, udaje się tam poprowadzić Amico fragile (7a+ OS). Wracając nie możemy ominąć sprawdzonej knajpy w Czechach, w której solidny obiad poprawia wszystkim humory pomimo nieubłaganego końca urlopu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA/SZWECJA - wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Adam Koniewicz (os. tow.) |26 07 - 12 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Polski do Norwegii jedziemy samochodem Heńka na wyspę Flø do miejscowości o tej samej nazwie (koniec drogi, &amp;quot;koniec świata&amp;quot;). Stamtąd Jeepem Adama (który tu mieszka i pracuje od 2 lat) przez Szwecję na północ. Po drodze niekończące się lasy i bagna tej części Szwecji a na biwakach roje komarów. Przez północną Finlandię (tundra) znów wjeżdżamy do Norwegii docierając na północny cypel Europy, przylądek Nordkapp (jest tu wysoki klif a samo miejsce komercyjnie zagospodarowane). Dalej pędzimy na południe na wyspy Lofoty. W okolicach Kalle wspinamy się trochę (2 jednowciągowe drogi do zapoznania z tutejszą skałą o znakomitym zresztą tarciu). Wychodzimy również na wieńczący ten rejon wyspy szczyt Vøgakallen (948). Droga na niego nie jest całkiem łatwa a start z poziomu morza. Atrakcją jest przejście po &amp;quot;kalenicy dachu&amp;quot; w dużej ekspozycji. Z Lofotów udajemy się promem do Bodø i dalej na południe gdzie w okolicach Molde wchodzimy do największej w tym rejonie kraju jaskini: Trollkrjeka. Jest nie komercyjna choć dostępna dla lepiej wyposażonych &amp;quot;grotołazów&amp;quot;. W tak krótkich czasie zrobiliśmy autami niemal 8000 km więc sporo czasu spędziliśmy w aucie. O tyle dobrze, że było chłodno a dni bez deszczu były zaledwie 3 (w przeciwieństwie do upałów w Polsce było całkiem rześko). W trakcie jazdy 9 przepraw promowych, setki wielokilometrowych tuneli (w tym kilka pod dnem fiordów), potężne mosty i oczywiście wspaniałe pejzaże. Termometr pokładowy zanotował skrajne temperatury od +5 st. do +27 (ale to była tylko chwila przed burzą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Do GALERII wrzuciłem dość sporo zdjęć (może lepiej oddają skandynawską rzeczywistość) więc jak się komuś chce to oglądać to tu:'' http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNorwegia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Obóz Kursowy|Mateusz Golicz, Agnieszka Lakwa, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn z Anią, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło,  Bogdan Posłuszny, Joanna Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki |05 - 09 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
DOJAZD [Łukasz]&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Środa godzina 17.00 wyjeżdżam z domu by po kolei zabrać Bogdana, Mateusza i Asię aby następnie kilka minut po godzinie 18.00 jechać już w stronę Zakopanego.&lt;br /&gt;
Trasa pomimo ulewy jaka zastała nas na autostradzie przebiega sprawnie i na Polanie Rogoźniczańskiej jesteśmy jeszcze sporo przed zmrokiem.&lt;br /&gt;
Wieczór mija na przygotowaniu sprzętu, rozmowach. Po kolacji udajemy się spać. W nocy dojeżdżają do nas Aga z Piotrem i Emilem.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
DZIEŃ I&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wstajemy z samego rana, po szybkim śniadaniu udajemy się do Kir aby jak najwcześniej być na szlaku. Nasz cel jaskinia Pod Wantą.&lt;br /&gt;
Wędrówka szlakiem przebiega sprawnie a na postojach poznajemy topografię tatr. Po dojściu na ostatnią prostą na niebieskim szlaku prowadzącym na Małołączniak wyciągamy opis dojścia i zaczynamy szukać otworu jaskini. Po ”jakimś” czasie udaje mi się go zlokalizować i doprowadzić do niego resztę.&lt;br /&gt;
Pod otworem szybko się szpejujemy i po chwili pierwsza osoba już poręczuje wlot. Do jaskini wchodzę jako ostatni. W bardzo szybkim czasie wszyscy stajemy na dnie jaskini zwiedzając wszystkie zakamarki najniższej salki. Po ustaleniu kolejności wyjścia przypada mi deporęczowanie lin do samej studni wlotowej gdzie zmienia mnie Aga i deporęczuje ostatni odcinek. Była to moja pierwsza okazja wyjścia z jaskini na samym końcu przez co czekając na dole Dzwonu na hasło „lina wolna” miałem okazję sprawdzić jak to jest z tą ciemnością w jaskini, która nie może się równać z żadną inną, którą znają ludzie nie związani z taternictwem. Niesamowite uczucie.&lt;br /&gt;
Po wyjściu wszystkich na powierzchnię przepakowujemy sprzęt, przebieramy się i po chwili jesteśmy gotowi do drogi.  Wracamy na polanę tą samą trasą.&lt;br /&gt;
GPS, którego przy sobie nosiłem wykazał, że przeszedłem w tym dniu 16km. Po powrocie na polanie spotykamy Łukasza oraz Ksawerego z dziewczyną, którzy przyjechali na szkolenie z pracownikiem TPN-u, które miało odbyć się w następnym dniu.&lt;br /&gt;
Po szybkim prysznicu, na który nie mogłem się doczekać spotykamy się na kolacji, po której udajemy się do namiotów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień II [Emil]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień naszego pobytu był poświęcony szkoleniu TPN. Skład wzmocniony nowoprzybyłymi Nockowiczami dziarsko ruszył samochodami w stronę Doliny Kościeliskiej, gdzie czekał już na nas pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jakimś magicznym sposobem, udało nam się spóźnić tylko kilka minut.&lt;br /&gt;
Szkolenie miało formę spaceru Doliną do Polany pisanej. W trakcie przemarszu mieliśmy okazję poznać historię Tatr – nie tylko tą geologiczną, ale także związaną z działalnością człowieka. Całość materiału uzupełniły informacje dotyczące flory i fauny, dzięki którym wiemy jakiego zielska użyć chcąc wykończyć Instruktora, oraz jak się zachować, gdy w krzaczku dopadnie człowieka niedźwiedź-sexturysta. &lt;br /&gt;
Robiąc mądre miny godne uczestników sympozjum neurochirurgicznego, chłonęliśmy wiedzę jak gąbka, wzbudzając podziw wśród przemieszczających się Doliną turystów. Nawet stado pędzącej w naszym kierunku rogacizny jakby potulniej spuściło łby, czując respekt przed przewalającą się naszych głowach wszechwiedzą.&lt;br /&gt;
Zależnie od ilości posiadanych zasobów siłowych, popołudnie spędziliśmy na leżeniu w cieniu, namiocie, lub nad rzeką. Jedynie Mateusz z Asią jako osoby którym nigdy dość, wyruszyli na zwiedzanie kolejnej dziury.  &lt;br /&gt;
Wieczorowa pora tradycyjnie minęła na przygotowaniu sprzętu do kolejnej wyprawy, oraz ustaleniu przebiegu samego zejścia do Wielkiej Litworowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Kanioningowe wagary w okolicach Tolmezzo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Dorota Raj, z innych klubów: Olo Dobrzański, Karolina Tkaczyk, Łukasz Wójcik, Asia Wójcik, Łukasz Pater, Marlena Pater, Karolina Meyer, Ewa Stańczuk, Ania Stańczuk|16 - 20 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze nikt nie zrobił opisu ani nie wrzucił zdjęć z Korsyki, film mam poskładany w 40% a już nadarzyła się okazja na kolejny wyjazd w kaniony. To mój drugi wyjazd  z ekipą V7A7. Wybraliśmy się w okolice Tolmezzo/Włochy pomimo tego że plany były na wyjad do Słowenii. Mieliśmy tylko 2 dni urlopu + weekend a udało się zrobić aż 6 kanionów.&lt;br /&gt;
Rio Negro, Rio Leale, Torrente Cosa, Rio Carlo Gasparini, Pichions + Vinadia, oraz Rio Brussine. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słowniczek dla niewtajemniczonych: &lt;br /&gt;
S-&amp;gt;Saut(skok) &lt;br /&gt;
T-&amp;gt;Toboggan(dupozjazd) &lt;br /&gt;
D-&amp;gt;Descent(zjazd na linie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczęliśmy w piątek z rana od Rio Brussine [z ciekawszych rzeczy ciasne S10 i D50] na który poszli nowicjusze z opieką, reszta mogła zająć się spożyciem :D. Kosztowało to szczególnie mnie bardzo złym samopoczuciem na drugim celu wyjazdu tego samego dnia czyli Rio Negro. Tutaj za bardzo nie pamiętam co się działo, były jakieś skoki, kanion wielki i bardzo fajny z tego co mówili inni, na koniec można zrobić 4m syfon i S10 z tamy (foto z galerii). W kolejne 2 dni padły Rio Leale i Torrent Cosa, oba świetne, szczególnie Cosa do którego zdecydowanie warto iść nawet jak się jest bez doświadczenia nawet jaskiniowego. Bezwzględnie trzeba iść w samo południe gdy przez wąską szczelinę idealnie pada słońce.W ostatni dzień w zmniejszonej już ekipie zrobiliśmy Rio Carlo Gasparaini i Pichions połączone z dolną częścią Viniadii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie udany wyjazd, no i kaniony :D a film się kiedyś poskłada...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galeri: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FTolmezzo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa - wyjazd kursowy|Mateusz Golicz, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|18-19 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Druga wyprawa w Tatry, odbywająca się w ramach Kursu.  Na celowniku Jaskinia Marmurowa i jej najniższe partie – Piaskownica. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygotowania do wymarszu rozpoczynają się już dzień wcześniej. Na Polanie Rogoźniczańskiej dzielimy sprzęt, dokładnie rozplanowując kolejność zejść poszczególnych członków ekipy.  Po uporaniu się z worami, rozpoczyna się krótkie szkolenie kartograficzne, oraz wykład o pszczółkach. W temacie  owadów – komary tego wieczora są łaskawe. Jedyną ofiarą jakichkolwiek pogryzień jest jedynie nasz prowiant, pochłaniany ze smakiem pod skąpanym w blasku zachodzącego słońca niebem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 5 rano wyskakujemy z namiotów, by po solidnym śniadaniu ruszyć z Doliny Kościeliskiej w stronę Jaskini Marmurowej. Pomimo obaw dotyczących pogody, ta wydaje się nam sprzyjać. Wykorzystując fakt, że burze najwyraźniej są zajęte zlewaniem innych części kraju, w ekspresowym tempie podążamy w stronę Czerwonych Wierchów. Z podejściem wiążą się dwa wielkie sukcesy: po pierwsze nikt nie dostał zawału, a po drugie – sprawniejsza część ekipy nie zanudziła się na śmierć podczas oczekiwania na dojście tych sprawnych inaczej. Ogólnie, niewiele brakowało, by podczas liczenia czasu dojścia do jaskini przydatniejszy od zegarka okazał się kalendarz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dojść w okolice otworu jaskini i nawet odnaleźć sam otwór. Sympatyczna paszcza ziejąca chłodem wygląda na tyle zachęcająco, że wszyscy ochoczo wyskakują ze spodni, chcąc jak najszybciej przyodziać swoje wyjściowe – jaskiniowe kreacje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga w dół przebiega prawie bez problemów. Z naciskiem na  „prawie”. Co prawda nikt nie traci życia, za to konieczne jest wprowadzenie kilku poprawek na wykonanym poręczowaniu. Szczęśliwie efekt końcowy jest na tyle stabilny, że w jak najbardziej kontrolowany sposób kierujemy się w stronę dna jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niewielką Piaskownicę osiągamy po około 2.5 godz. Pamiątkowa fotka, cukierek, ustalenie kolejności wyjścia i ruszamy w drogę powrotną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini wydaje się o wiele barwniejsze od zejścia. Mokre liny uroczo ciągną w dół, worki starają się stawać w poprzek każdego otworu, a przepchnięcie się przez zaciśnięty wykop nad Studnią Kandydata wydaje się niemożliwe. Na szczęście upór i niezwykle bogactwo językowe pozwalają na przebrnięcie przez problematyczną część jaskini. Dalsza droga w górę przebiega już bez większych zgrzytów i zaklinowań. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydostanie się z jaskini zajmuje nam w sumie około 3 godzin. Z radością witamy ciepłe powietrze i promienie słońca ogrzewające nasze wilgotne ciuchy. Solidny posiłek wzmacnia nas przed drogą powrotną, która przebiega o wiele sprawniej. W 2.5 godziny osiągamy Kiry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczęśliwi pakujemy się do samochodów, odwiedzając w drodze powrotnej sympatyczną Niewiastę handlującą pierwszej klasy przetworami z owczego cyca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tatry żegnają nas potężną burzą, którą obserwujemy z wnętrza suchego samochodu gnającego w stronę domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Dłubni na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|19 07 2015}}&lt;br /&gt;
Słoneczny a co gorsza upalny dzień wykorzystujemy na rowerową wycieczkę górnym odcinkiem doliny Dłubni (pn. dopływ Wisły w rejonie Jury krakowskiej). Malownicza dolina z czystą rzeczką urozmaicona gdzie nie gdzie skałkami, starymi budowlami, piękną przyrodą. Sam trakt też urozmaicony od asfaltu po wodne przeprawy. Nasza trasa wiodła pętlą od Glanowa do Imbramowic (ciekawy klasztor z XIII w.) następnie Wysocice i powrót przez Ulinę i wąwóz Orszyni do Glanowa. Generalnie ciekawy zakątek naszej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Włochy - Giro d`Italia|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|10-17 07 2015}}&lt;br /&gt;
Tygodniowe MTB w rekordowych upałach i cudowej scenerii gór, jezior i kilkumetrowych kwitnących oleandrów. Połowa wyjazdu w oklicach Riva del Garda, połowa w nieznanym mi dotąd rejonie Dolomitów-Alpe Di Siusi (Sudtirol).Dla orzeźwienia korzystamy z otaczających nas jezior- wygrywa bezkonkurencyjnie Lago di Tenno (lazurowa woda, 6 metrowe skoki, niewielu ludzi).Dla urozmaicenia znajdujemy też fajną via ferattę wiodącą na Cime Sat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - ćwiczenia z poręczowania na Bibliotece|instruktor: Tomek Jaworski, kursanci: Aga Lakwa, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek|12 07 2015}}&lt;br /&gt;
Niedzielny poranek. Chmurki wróżą pogodę, lekkie i świecące, (...) jako trzody owiec na murawie śpiące. &lt;br /&gt;
A my ruszamy z miejsca zbiórki ku Podlesicom, gdzie prężąc swą pierś stoi dumna Biblioteka. &lt;br /&gt;
Barbarzyńsko wczesna pora wyjazdu ma swoje plusy: nie ma zbyt dużego ruchu na drodze, więc szybko docieramy do celu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po solidnej powtórce węzłów, pod czujnym okiem Tomka wchodzimy na skały z których mamy schodzić przy użyciu najbardziej wyuzdanych, znanych nam technik poręczowania. Rozpoczyna się festiwal dyndania, sapania, oraz wypominania kto komu jak głęboko w co wsadzi za namówienie na udział w kursie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyblinki, ósemki i odciągi sieją się gęsto, tu i ówdzie motyl przeleci, liny trzeszczą, pot kapie, czasami łza przerażenia i bezsilności po policzku się potoczy, gdy przy łączeniu lin zamiast potrójnej ósemki wychodzi coś zbliżonego kształtem do dwóch pijanych, bijących się ośmiornic. &lt;br /&gt;
Szczęśliwie wszyscy zaliczają swój pakiet wejść i zejść bez większych strat na zdrowiu i psychice, więc zabieramy się jeszcze za tyrolkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda cały czas dopisuje. W zasadzie jest skwar jak diabli, na kaskach można robić jajka smażone, karki spiekają się w piękne wzorki od pasków mocujących nakrycia głowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem opuszczamy Organy, zaliczając u ich podnóża ponowne, krótkie szkolenie z tworzenia tyrolki. Nawet jest okazja, by każdy mógł spróbować własnoręcznego stworzenia maleńkiej, maciupeńkiej minityroleczki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym wieczorem rozjeżdżamy się do domów wbijając sobie do łba, by następnym razem nie zapomnieć kremu z filtrem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Magurska|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Lubomski (SKTJ), Daria, Gosia|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Załapałem&amp;quot; się na wyjście na zezwolenie naukowe Darii, która zamierza pobrać próbki wody z kilkunastu tatrzańskich jaskiń. W jaskini spędziliśmy ok. 4h. Dosyć tam błotniście, ale urokliwie i chwilami całkiem obszernie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna; Krakowskie Kominy |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Asia Przymus, jedna os. z klubu|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna pogoda. Przed otworem Śnieżnej spotkaliśmy wychodzącą ekipę z Łodzi. Potem sprawnie w dół do I Biwaku. W Krakowskich Kominach osiągamy Salę Śmiałka (- 130 względem otw. Śnieżnej). Ponieważ byliśmy pod presją czasu więc szybko pomykamy z powrotem najpierw w dół do Wodociągu a potem do wyjścia. Cała akcja zamyka się w 7,5 h. Jeszcze za dnia wracamy do auta. Może Asia napisze coś więcej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Sniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry: Szarpane Turnie - wspinanie |Damian Żmuda, Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,Ania K., Ania B.|03-05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis niebawem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy 12 dróg o trudnościach od IV do VI. Skały w cieniu porośniętego lasem wąwozu więc mimo upału było przyjemnie. Bardzo fajny rejon, mnóstwo obitych dróg w stylu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Ludzi nie wielu. Zakosztowaliśmy również trochę off-roadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Wodogrzmoty Mickiewicza - Warsztaty z autoratownictwa kanioningowego|&amp;lt;u&amp;gt;Majewicz Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W weekend odbyły się warsztaty z autoratownictwa kanioningowego. Niestety mogłem wziąć udział tylko w 2, praktycznym dniu szkolenia na Wodogrzmotach Mickiewicza. &amp;quot;Perła polskich kanionów&amp;quot; okazała się być bardzo przyjemna i ciekawa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podzieleni na 4 grupy pod patronatem TOPRu ćwiczyliśmy transport poszkodowanego przez &lt;br /&gt;
standardowe trudności spotykane w kanionach. Każda grupa miała wyznaczoną swoją część kanionu na transport, resztę pokonywaliśmy na sportowo. Niewysokie skoki, ciekawe tobogany i całkiem duży przepływ z cofkami i odwojami dał dużo radochy. Na moście naturalnie wywołaliśmy dużą sensację, a pod nim niczym rasowe żule obaliliśmy &amp;quot;bezalkoholowego&amp;quot; szampana z okazji 300-tnego kanionu Ola. Na koniec wparowaliśmy prosto do schroniska w dol.Roztoki w mokrych piankach na obiad. Miny ludzi bezcenne, tak samo jak gdy przebieraliśmy się w pianki przy WC Serwisach :D [lokowanie produktu]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - świetne szkolenie, szczególnie dla osób zaczynających ten sport. Nie obyło się oczywiście bez sobotniej imprezy, chrztu nowicjuszy i fantastycznej atmosfery. Zdecydowanie polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Centralny Kurs Autoratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|26 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne z cyklu szkoleń PZA w jakim miałam okazję uczestniczyć. Ćwiczenia rozpoczęły się w piątek na Suchym Połeciu (Góra Birów) od zaporęczowania stanowisk na dzień następny. W związku z tym, że dotarłam do Podzamcza dość późno, nie uczestniczyłam w tej zabawie, za to zdążyłam rozbić namiot przed deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zostaliśmy podzieleni na grupy i ćwiczyliśmy po kolei na pięciu różnych stanowiskach. Na pierwszym uczyliśmy się ratować poszkodowanego z trawersu oraz tyrolki. O ile to pierwsze nie sprawiło nikomu trudności, to już przy trawersie trzeba było ,,się naszarpać”. Kolejne stanowisko było powtórką z kursu podstawowego: ściąganie z przyrządów do zjazdu, z przyrządów do wchodzenia metodami croll w croll i przeciwwagi. Trzecie stanowisko podobało mi się najbardziej, zjazd z poszkodowanym przez przepinki i wyciąganie ofiary z ucha przepinki. To drugie niechcąco musiałam przećwiczyć przed demonstracją instruktora, kiedy wjechałam z moim poszkodowanym zbyt nisko w przepinkę. Na ostatnich dwóch stanowiskach ćwiczyliśmy wyciąganie poszkodowanego do góry, łącznie z przepinkami, metodami ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi. Drugiej metody nie zdążyłam już przećwiczyć z powodu końca zajęć, które i tak były przedłużone. Po wszystkim musieliśmy jeszcze zdeporęczować stanowiska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień ćwiczeń to akcje pozorowane w jaskiniach: Józefa, Rysiej, Szpatowców i na Świniuszce. Byłam w grupie idącej do jaskini Rysiej i już w sobotę wieczorem zostałam wyznaczona na pozoranta. Żeby akcje były jak najbardziej realne i aby wyeliminować jakąkolwiek pomoc ze strony poszkodowanych, to wszyscy pozoranci mieli mieć zasłonięte oczy w trakcie akcji. Na pocieszenie kierownik wyjścia pozwolił mi poręczować początek zjazdu do jaskini (wybranie najmniejszej osoby do tego zadania i tak było najlepszym pomysłem przy dość ciasnym zjeździe). Przy wchodzeniu na drugą poręczówkę ,,stałam się ofiarą” tzn. miałam zasłonięte oczy, a wszyscy uczestnicy dostali informację, że przestałam widzieć i mam uszkodzoną jedną rękę, co w sumie było bardziej moim zmartwieniem niż ratowników, ponieważ to ja nie mogłam jej używać do wymacywania ścian i chodzenia (z zasłoniętymi oczami!). Najpierw zostałam ściągnięta z liny, a później zaprowadzona pod studnię wlotową. Muszę przyznać, że było to dość zabawne, przez cały czas miałam przy sobie jakieś osoby, które mnie prowadziły i pomagały, choć mając sprawne nogi i jedną rękę, z instrukcjami i asekuracją musiałam się wspinać na prożki, przeciskać przez zaciski i robić zacieraczki. Wyciąganie do góry poszło bardzo sprawnie i szybko, choć moje rozmiary na pewno ułatwiły sprawę, większa osoba, nie widząc jak ma się ustawić mogła by się częściej klinować i nie była by tak łatwo wyciągnięta przez zacisk przy wejściu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazie instruktorzy szybko omówili zmagania obu dni, później szybko spakowaliśmy się w deszczu i wyjechaliśmy przed największą ulewą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Bardzkie - klubowy spływ kajakowy po Nysie Kłodzkiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadeusz i Barbara Szmatłoch, Tomasz i Joanna Jaworska, Michał Chowaniec, Marta Urbańczyk, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek, Karina, Paweł, Michał, Rafał i Wiktor Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec, Adam Mazur, Sara Wolny, Justyna Francik z Robertem, Henryk Tomanek z koleżanką (byli w niedzielę)|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny klubowy spływ kajakowy odbył się na górnym odcinku Nysy Kłodzkiej. W 2 dni spłynęliśmy tą rzeką od Młynowa przez Przełom Bardzki do Barda a dalej po biwaku w okolicy Suszki do zbiornika w Topoli gdzie przy moście skończyliśmy spływ. Rzeka o zmiennym charakterze w dolinie o stromych zboczach. Wiele bystrzyn i płycizn urozmaicających spływ. W Bardzie nawet kąpiel kilku kajakarzy w rzece. Zwiedzamy też po drodze starą sztolnię. Pierwszy dzień kończymy w deszczu. Lało całą noc aż do godzin dopołudniowych w niedzielę. Drugi etap znów po wartkim nurcie niemal do samej mety. Mimo niezbyt dobrej pogody wspaniała atmosfera w ekipie i świetne humory do końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu relacja foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNysa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt; Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|21 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano po wyjeździe kilku osób do domu nasza trójka postanawia wyjść jeszcze na szlak. Cel: Czerwone Wierchy. Trasa z Kir zielonym szlakiem na Cudakową Polanę, następnie Ścieżką nad Reglami na Miętusi Przysłop. Stamtąd niebieskim szlakiem(gdzie po drodze na przemian było słonecznie, pochmurnie, padał grad, śnieg lub deszcz.) na Małołączniak . Dalej czerwonym szlakiem na Krzesanicę i Ciemniak skąd schodzimy z powrotem na Ścieżkę nad Reglami czerwonym szlakiem i dalej do Kir zielonym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę 16.81 km pokonaliśmy w 6g:32m, przewyższenie 1222m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto (są tu też zdjęcia z akcji do Czarnej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Jaskinia Czarna Kurs - Partie Tehuby| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Aleksandra Rymarczyk, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajny wyjazd, dzięki :) Myślę, że gdyby ktoś postawił piwo Emilowi to w 10 min powstanie niezapomniany elaborat... a warto jednak, żeby jakaś dłuższa notka się tu znalazła ;) - obyło się bez piwa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza tatrzańska jaskinia odwiedzana w ramach kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek udaje nam się w miarę sprawnie i o dziwo bez opóźnienia wystartować z Bytomia. Wielki Asfaltus, bóstwo autostrad, jest dla nas łaskawy - pod Dolinę Kościeliską docieramy bez większych korków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka reorganizacja plecaków, wciągamy po kanapce i ruszamy w stronę jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nawet sprzyja: pomimo że początkowo nieco straszyło deszczem, udaje nam się w drodze załapać trochę słońca. Po godzinie mozolnego człapania Doliną docieramy na Polanę Niżnią Pisaną, skąd po wchłonięciu kolejnego szybkiego posiłku ruszamy bezpośrednio pod otwór jaskini. &lt;br /&gt;
Po 10-15 minutach wędrówki w miarę cywilizowanym szlakiem skręcamy w las i zaczynamy się wspinać zboczem w stronę Czarnej.&lt;br /&gt;
Około godzinne przeciskanie się pod górę pomiędzy drzewami pozwala nam na nowo zerknąć na temat kursu i zapewnień w stylu: „będzie fajnie” i  „fantastyczna przygoda”. Ogólnie przeprawa przez las daje szansę na zastanowienie się jak daleko mam do zawału; z czym wiąże się wylew w górach oraz czy to coś, co ruszało się w krzakach to przeżarty turysta, czy też będziemy zaraz uciekać przed niedźwiedziem. W międzyczasie udaje się także wymyślić kilka nowych przekleństw, w których główną rolę odgrywają drzewa, góry, pajęczyny oraz wsadzanie gór i wędrówek w miejsce, do którego promień słoneczny nie sięga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli docieramy pod otwór Czarnej, gdzie... po kolejny posiłku (czy my tam cały czas jemy?!) przebieramy się, by po chwili ruszyć w głąb jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakimś magicznym sposobem udaje się nikomu nie zabić, co jest szczególnie dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że praktycznie wszelkie poręczowania wykonywane były przez kursantów. Widocznie czujne oko Asi sprawiło, że nikt nie odważył się na jakieś większe błędy. &lt;br /&gt;
Do Studni Ewy docieramy z małym poślizgiem, wynikającym z nie do końca sensownego rozdzielenia worów i lin. Można było spokojnie urwać 10-15 minut czasu, które zostały zmarnowane na czekanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dotrzeć do celu i zaczynamy zwiedzać Partie Tehuby. Na pierwszy ogień idzie kierunek zachodni, skąd po dotarciu w okolice Labiryntu Wiatrów ruszamy na wschód, docierając pod Syfon Tehuby. Wyprawa odbywa się bez problemów. W trakcie jej trwania mamy okazję zaliczyć szybkie przypomnienie wiązania kilku podstawowych węzłów, znajdujemy salkę z McDonaldem oraz dla równowagi - nadziewamy się na speleokupę pozostawioną zapewne przez jakiegoś człowieka pierwotnego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy po około sześciu godzinach. W międzyczasie na powierzchni padał deszcz, co sprawia, że droga w dół zbocza dostarczyła nam wielu nowych doznań. Mamy  więc festiwal poślizgów, przyziemień oraz możliwość obserwacji jaki styl ślizgowy poszczególni uczestnicy wykorzystują podczas schodzenia w dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godzinne zejście do doliny Niżniej Pisanej kończy się szczęśliwie, kolejny posiłek pozwala nam zregenerować siły na powrót Doliną Kościeliską. Za Kirami spotykamy się jeszcze z kolejną grupą Klubowiczów wracających z wyprawy do Ptasiej. Po kilku minutach rozmowy i wykonaniu pamiątkowego zdjęcia, ruszamy do schroniska, skąd późną, wieczorową porą wychodzimy na poszukiwanie otwartego przybytku gastronomicznych rozkoszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, w godzinach porannych, czwórka z nas wraca do domu gnana obowiązkami, a reszta ekipy spędza jeszcze jeden dzień wędrując po Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W galerii Czarna-kurs dodane są zdjęcia Bogdana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Tadeusz Szmatłoch, Łukasz Pawlas, + 1 os. z klubu|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pesymistycznym prognozom, pogoda okazała się całkiem przyzwoita. Wszystko poszło sprawnie i szybko. W jaskini dotarliśmy do Starego Dna (-255) przez Salę Dantego i Studnię Taty. Od otworu wycof zjazdami (200 m) przez Próg Mułowy do Wielkiej Świstówki. W dolinie Kościeliskiej spotkaliśmy naszych klubowych kolegów i koleżanki wracających z jaskini Czarnej. Tego samego dnia wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''''Schemat zjazdu:''' od otworu jaskini Ptasiej trawersem trawiastą półką udajemy się do końca (na zachód). Z 2 ostatnich batinoksów zjazd (potrzeba 2 x 100 m liny) na dużą skalna platformę z charakterystyczną wnęką skalną (dobra osłona przed deszczem lub spadającymi kamieniami). Trochę poniżej po lewej orograficznie stronie znajdują się następne 2 batinoksy. Stąd zjazd po skosie orograficznie w lewo ok. 30 m na półkę z kolejnymi 2 batinoksami. Stąd już bezpośrednio do kotła ok. 60 m. Warto też mieć „łoki toki” do komunikacji w ścianie. Tu orientacyjny schemat:'' http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2FPtasia%2Fschemat%20zjazdu.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (Udało się odzyskać skasowane zdjęcia Tadka i dołączono do GALERII): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FPtasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Brennej czarnym a następnie zielonym szlakiem na Błatnią dalej żółtym przez Stołów, Trzy Kopce na Klimczok. Zejście czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę i zejście żółtym szlakiem do Brennej. Dystans 18km pokonane w 5h11min z drobnymi przerwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB- Jura/Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rowerowy weekend. Pierwszego dnia z pełną premedytacją błądzę na rowerze po łąkach, polach i lasach Podzamcza. Pięknie, letnio i zadziwiająco pusto. W niedzielę po wizycie w  Śląskim Centrum  Rehabilitacji  i  Prewencji,  robię trasę-Ustroń Zawodzie-Równica-Orłowa-Trzy Kopce Wiślane- powrót żółtym szlakiem do Wisły Centrum,a dalej trasą rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa stosunkowo kamienista na trasie Równica-Trzy Kopce Wiślane (na tyle, by skutecznie przekonała mnie wreszcie do zakupu rowerowych... spodenek :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Kozia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
Najdłuższa jak na razie z naszych &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;. Od samochodu do samochodu 11 godzin. Wejście do jaskini na podstawie odrębnego zezwolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem  RKG ,,Nocek” wystąpił jako partner Motoserca, czyli akcji zbiórki krwi prowadzonej przez klub motocyklowy Invaders z Rudy Śląskiej. Impreza miała miejsce na terenach przylegających do Aquadromu na Halembie. Początkowo planowaliśmy zbudować mały park linowy, jednak z powodu niedomówień z gospodarzem terenu musieliśmy powstrzymać wyobraźnię i zejść na ziemię (dosłownie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy na głównym placu odbywały się koncerty i pokazy (różne dziecięce zespoły, wystawa motocykli, starych samochodów itp.) oraz zbiórka krwi, na trawie nieopodal, w cieniu drzew działaliśmy my. Atrakcje jakie zafundował Nocek dzieciom można zobaczyć na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2Fmotoserce&amp;amp;startat=1 Zbudowaliśmy z Łukaszem i Olą, która dołączyła do nas później (całe szczęście, bo miała wenę do plątania lin), ogromną pajęczynę, pomiędzy którą dzieciaki musiały przechodzić i zbierać taśmy z karabinkami. Druga konkurencja była bardziej związana z działalnością jaskiniową – trzeba było wciągnąć wór jaskiniowy (ciężki wór jaskiniowy) parę metrów nad ziemię. Wszystkie dzieciaki radziły sobie wspaniale, podobało im się na tyle, że część z nich wracała parę razy. Ja jednak nadal czuję niedosyt związany z brakiem trudnych przepraw nadziemnych, jednak mądrzejsza o zaistniałą sytuację jestem pewna, że nadrobimy następnym razem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd  kanioningowy zrodził się oczywiście z zazdrości. Jako, że nie byliśmy wstanie wybrać się na profesjonalny wyjazd z Prezesem na czele postanowiliśmy zrobić wyjazd alternatywny. Wybieramy rejon położony miedzy Linz a Monachium, nad pięknym jeziorem Attersee. Niestety podobnie jak w Polsce również w Austrii w długi weekend  wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wiec mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca na kampingu. W pierwszym dniu robimy kanion Burggrabenklamm (v3, a3, III) który startuje ze szlaku, więc publiczność mieliśmy gwarantowaną. Kanion całkiem fajny, szczególnie efektowny 18 metrowy zjazd, końcowa część prowadzi pod komercyjną drogą  poprowadzoną na stalowych podestach nad dnem kanionu (sława, zachwyty publiczności itp.). Po tej rozgrzewce byliśmy gotowi na główny cel wyjazdu czyli kanion Jabron (v4,a4, III) , który okazuje się znacznie bardzie wymagający od poprzednika. Spotykamy w nim grupę przewodników, którzy sprawdzali pierwszy raz w sezonie stan całego kaniony przed rozpoczęciem sezonu z klientami, to się nazywa profesjonalne podejście. W Jabronie jest kilka ciekawych skoków, lecz większość z nich odpuściliśmy, za to mogliśmy podziwiać wyczyny jednego z przewodników, który zaprezentował nam np. 6 metrowy, ryzykowny (śliski start, duża odległość pozioma) skok z pełnym saltem !!!. W sobotę wybieramy kanion Strubklamm(v1,a3, III), który  najbardziej nas zaskoczył, od samego startu był nietypowy. Rozpoczynał się nie podejściem ale zejściem z zapory, ponadto pokonaliśmy go bez użycia liny za to trochę sobie popływaliśmy. Pokonanie kanionu zajęło nam około 2,5h z czego ponad godzinę trzeba było pływać!!! Najdłuższy odcinek do przepłynięcia miał 300m,nie pamiętam kiedy wcześniej  tyle przepłynąłem:) Kanion też obfitował w duża ilość fajnych skoków,  w tym jeden 8 metrowy. Muszę tu wspomnieć również o przepięknym wodospadzie, który spadał z jednej ze ścian prosto do kanionu. Dzięki odpowiedniemu usytuowaniu słońca mogliśmy podziwiać podwójną tęcze, która nieomal się zamykała. Niestety w tym dniu zapomnieliśmy zabrać aparatu ……Koniec kanionu ponownie nas zaskoczył, ponieważ niespodziewanie znaleźliśmy się na zatłoczonej plaży i znowu te zachwyty tłumu, autografy….W niedziele bardzo leniwie zbieramy się do drogi powrotnej, w trakcie której odwiedzamy sprawdzoną knajpę w Czechach z przepysznym jedzeniem np. kotlet nadziewany szynką …jak dla mnie mistrzostwo, szczególnie że od 4 dni nie jadłem mięsa:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, dłuższy wyjazd w ramach kursu. Do odwiedzenia cztery jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolska i Malinowska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów docieramy do schroniska. Skromny stan przedzawałowy i łza rozpaczy tocząca się po policzku w trakcie podejścia do schroniska, wyraźnie sygnalizują, że zaczyna się zabawa z przeprawą przez tereny, które nie mają wiele wspólnego z wygodnym, płaskim chodnikiem i budkami z kebabem rozstawionymi co kilkaset metrów.&lt;br /&gt;
Po zrzuceniu części bagażu do schroniska i  delikatnej redukcji zawartości plecaków ze sprzętem, ruszamy w stronę Trzech Kopców. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja. Docieramy pod Trzy Kopce bez większych niespodzianek. Żaden zwierz leśny ni gadzina pełzająca nie stają na naszej drodze. Mijamy jedynie kilka grupek turystów, sympatycznie pozdrawiających nas w drodze do jaskini. Jest gorąco…&lt;br /&gt;
Po szybkim posiłku wchłoniętym przed wejściem do Trzech Kopców, przebieramy się w wyjściowe ciuszki i kolejne wskakujemy do przyjemnie chłodnej dziury. &lt;br /&gt;
Trzy Kopce witają nas licznymi szczelinami, zawaliskami, oraz stadem odstających, twardych krawędzi idealnych do tego, by przypomnieć sobie o konieczności uważania na łokcie, kolana, czy inne wystające elementy organizmu. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini przebiega bez większych problemów: jest okazja do przeciśnięcia się przez kilka ciaśniejszych miejsc, znajdujemy lokalizację idealną do rozprostowania nóg w pozycji leżącej, dającą jednocześnie możliwość wygodnej obserwacji umordowanych osób wypełzających z dojścia do końcowych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Tradycyjne poszukiwania wyjścia przez kursantów kończą się fiaskiem. Na szczęście Buli orientuje się z grubsza którędy do góry, więc nie grozi nam śmierć głodowa. &lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu sporej części Trzech Kopców, gramolimy się na powierzchnię, gdzie wita nas deszcz przechodzący po chwili w burzę. Gdy myślimy, że nie może być gorzej, pojawia się grad. Na szczęście znajdujemy minimalne schronienie pod pobliskimi drzewami. &lt;br /&gt;
Kilkanaście minut (i kanapek) później ruszamy w stronę Dującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpogadza się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedaleko celu naszej podróży znów rzucamy się na szybki posiłek. Po kilkunastu minutach naciągnąwszy na grzbiety nieco wilgotne kombinezony, idziemy szukać wejścia. &lt;br /&gt;
Niewielki otwór z przerzuconą przezeń kłodą, nie zapowiada wrażeń, które czekają nas na dole. Kolejno wskakujemy w ciemność, uprzednio żegnając się z jakimś sympatycznym pytongiem górskim, który urządził sobie legowisko na kamieniu obok wejścia.&lt;br /&gt;
Dująca wyraźniej daje się nam we znaki. O ile jeszcze Smukła Szczelina w drodze na dół nie wydaje się wielkim wyzwaniem, tak posiadacze dłuższego organizmu, już na Ciągu Twardzieli mogą mieć problemy ze złamaniem swego cielska w taki sposób, by dostać się do dalszych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w przypadku Trzech Kopców, zwiedzamy Dującą bez większych niespodzianek. Problem pojawia się dopiero przy wyjściu, gdy to mój skromny organizm nijak nie daje rady przepchnąć się w górę przez Smukłą Szczelinę. Łukasz i Asia dzielnie ciągną mnie za fraki do góry, co przy jednoczesnym wypychaniu mnie od spodu przez Buliego sprawia, że jakimś sposobem udaje się mnie wypchnąć z otworu, z którym nijak nie jestem kompatybilny gabarytowo. &lt;br /&gt;
Wychodząc na powierzchnię, jesteśmy tradycyjnie witani… deszczem. Tym razem bez burzy i gradu. &lt;br /&gt;
Droga powrotna przebiega bez większych komplikacji. Nikomu nie udaje się poważniej zgubić, nikt nie zostaje pożarty przez zwierzynę leśną, bezpiecznie docieramy do schroniska, skąd po doprowadzeniu swoich powłok cielesnych do stanu, w którym nie powodujemy ataków paniki postronnych osób, ruszamy w stronę cywilizacji, by zjeść ciepłą kolację.&lt;br /&gt;
Jak się okazuje, znalezienie wieczorową porą otwartej knajpy w Szczyrku jest trudniejsze, niż znalezienie Dującej. Na szczęście udaje nam się trafić do miejsca, gdzie zostajemy nakarmieni i napojeni.&lt;br /&gt;
Kolacja kończy się pożegnaniem – opuszczają nas Bogdan, Asia i Łukasz, zmuszeni obowiązkami do powrotu. Reszta rusza w stronę schroniska, gdzie ku chwale Morfeusza zwala się na materace, chwile później pochrapując radośnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wciągnięciu solidnego śniadania, opuszczamy schronisko i przemieszczamy się w stronę Jaskini Salmopolskiej. Pogoda jak najbardziej sprzyja. Być może tym razem uda się nie zmoknąć…&lt;br /&gt;
Po przebyciu niedługiego odcinka drogi, prowadzącego od parkingu do okolic otworu wejściowego, wskakujemy w kombinezony, których stan jednoznacznie wskazuje na to, co przeszły poprzedniego dnia. Chwilę później kolejno zanurzamy się przyjemnie chłodną jaskinię. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie Salmopolskiej nie zabiera wiele czasu: sprawnie docieramy do północnej części jaskini, następnie po nawrocie kierujemy się ku studni końcowej. Tam czeka nas niespodzianka: nad studnią objawia się okienko prawdopodobnie prowadzące do dalszych partii, których nie mamy oznaczonych na mapie. Część z nas decyduje się na szybki rzut okiem w stronę otworu.&lt;br /&gt;
Chwilę później zawracamy, kierując się już w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;
Wydostajemy się na powierzchnię – szok. Nie pada! Mało tego – słońce świeci! Ruszamy raźno do ostatniej jaskini, którą mamy zamiar zwiedzić. Naszym celem jest Malinowska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów znajdujemy jaskinię. Przy pomocy znajdującej się w środku drabiny, kolejno schodzimy w dół.&lt;br /&gt;
Malinowska ze względu na swoje rozmiary, nie zabiera nam wiele czasu. Krótki podziemny przemarsz można w zasadzie potraktować bardziej jak niedzielny spacerek. Po zwiedzeniu całości jaskini wdrapujemy się na powierzchnię, gdzie w końcu można wyłączyć czołówki na dłuższy czas. &lt;br /&gt;
Idealnym zakończeniem weekendu jest postój na tradycyjnej szarlotce w miejscu, gdzie nie da się skończyć konsumpcji na jednym ciastku. Po wchłonięciu kalorii w ilości mogącej zasilić średniej wielkości miasteczko, pakujemy się do samochodów i ruszamy w stronę domów… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5475</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5475"/>
		<updated>2015-06-29T21:01:44Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: /* II kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Bardzkie - klubowy spływ kajakowy po Nysie Kłodzkiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadeusz i Barbara Szmatłoch, Tomasz i Joanna Jaworska, Michał Chowaniec, Marta Urbańczyk, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek, Karina, Paweł, Michał, Rafał i Wiktor Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec, Adam Mazur, Sara Wolny, Justyna Francik z Robertem, Henryk Tomanek z koleżanką (byli w niedzielę)|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny klubowy spływ kajakowy odbył się na górnym odcinku Nysy Kłodzkiej. W 2 dni spłynęliśmy tą rzeką od Młynowa przez Przełom Bardzki do Barda a dalej po biwaku w okolicy Suszki do zbiornika w Topoli gdzie przy moście skończyliśmy spływ. Rzeka o zmiennym charakterze w dolinie o stromych zboczach. Wiele bystrzyn i płycizn urozmaicających spływ. W Bardzie nawet kąpiel kilku kajakarzy w rzece. Zwiedzamy też po drodze starą sztolnię. Pierwszy dzień kończymy w deszczu. Lało całą noc aż do godzin dopołudniowych w niedzielę. Drugi etap znów po wartkim nurcie niemal do samej mety. Mimo niezbyt dobrej pogody wspaniała atmosfera w ekipie i świetne humory do końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu relacja foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNysa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt; Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|21 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano po wyjeździe kilku osób do domu nasza trójka postanawia wyjść jeszcze na szlak. Cel: Czerwone Wierchy. Trasa z Kir zielonym szlakiem na Cudakową Polanę, następnie Ścieżką nad Reglami na Miętusi Przysłop. Stamtąd niebieskim szlakiem(gdzie po drodze na przemian było słonecznie, pochmurnie, padał grad, śnieg lub deszcz.) na Małołączniak . Dalej czerwonym szlakiem na Krzesanicę i Ciemniak skąd schodzimy z powrotem na Ścieżkę nad Reglami czerwonym szlakiem i dalej do Kir zielonym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę 16.81 km pokonaliśmy w 6g:32m, przewyższenie 1222m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto (są tu też zdjęcia z akcji do Czarnej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Jaskinia Czarna Kurs - Partie Tehuby| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Aleksandra Rymarczyk, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, Emil Stępniak|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajny wyjazd, dzięki :) Myślę, że gdyby ktoś postawił piwo Emilowi to w 10 min powstanie niezapomniany elaborat... a warto jednak, żeby jakaś dłuższa notka się tu znalazła ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W galerii Czarna-kurs dodane są zdjęcia Bogdana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Tadeusz Szmatłoch, Łukasz Pawlas, + 1 os. z klubu|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pesymistycznym prognozom, pogoda okazała się całkiem przyzwoita. Wszystko poszło sprawnie i szybko. W jaskini dotarliśmy do Starego Dna (-255) przez Salę Dantego i Studnię Taty. Od otworu wycof zjazdami (200 m) przez Próg Mułowy do Wielkiej Świstówki. W dolinie Kościeliskiej spotkaliśmy naszych klubowych kolegów i koleżanki wracających z jaskini Czarnej. Tego samego dnia wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''''Schemat zjazdu:''' od otworu jaskini Ptasiej trawersem trawiastą półką udajemy się do końca (na zachód). Z 2 ostatnich batinoksów zjazd (potrzeba 2 x 100 m liny) na dużą skalna platformę z charakterystyczną wnęką skalną (dobra osłona przed deszczem lub spadającymi kamieniami). Trochę poniżej po lewej orograficznie stronie znajdują się następne 2 batinoksy. Stąd zjazd po skosie orograficznie w lewo ok. 30 m na półkę z kolejnymi 2 batinoksami. Stąd już bezpośrednio do kotła ok. 60 m. Warto też mieć „łoki toki” do komunikacji w ścianie. Tu orientacyjny schemat:'' http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2FPtasia%2Fschemat%20zjazdu.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (Udało się odzyskać skasowane zdjęcia Tadka i dołączono do GALERII): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FPtasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Brennej czarnym a następnie zielonym szlakiem na Błatnią dalej żółtym przez Stołów, Trzy Kopce na Klimczok. Zejście czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę i zejście żółtym szlakiem do Brennej. Dystans 18km pokonane w 5h11min z drobnymi przerwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB- Jura/Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rowerowy weekend. Pierwszego dnia z pełną premedytacją błądzę na rowerze po łąkach, polach i lasach Podzamcza. Pięknie, letnio i zadziwiająco pusto. W niedzielę po wizycie w  Śląskim Centrum  Rehabilitacji  i  Prewencji,  robię trasę-Ustroń Zawodzie-Równica-Orłowa-Trzy Kopce Wiślane- powrót żółtym szlakiem do Wisły Centrum,a dalej trasą rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa stosunkowo kamienista na trasie Równica-Trzy Kopce Wiślane (na tyle, by skutecznie przekonała mnie wreszcie do zakupu rowerowych... spodenek :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Kozia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
Najdłuższa jak na razie z naszych &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;. Od samochodu do samochodu 11 godzin. Wejście do jaskini na podstawie odrębnego zezwolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem  RKG ,,Nocek” wystąpił jako partner Motoserca, czyli akcji zbiórki krwi prowadzonej przez klub motocyklowy Invaders z Rudy Śląskiej. Impreza miała miejsce na terenach przylegających do Aquadromu na Halembie. Początkowo planowaliśmy zbudować mały park linowy, jednak z powodu niedomówień z gospodarzem terenu musieliśmy powstrzymać wyobraźnię i zejść na ziemię (dosłownie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy na głównym placu odbywały się koncerty i pokazy (różne dziecięce zespoły, wystawa motocykli, starych samochodów itp.) oraz zbiórka krwi, na trawie nieopodal, w cieniu drzew działaliśmy my. Atrakcje jakie zafundował Nocek dzieciom można zobaczyć na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2Fmotoserce&amp;amp;startat=1 Zbudowaliśmy z Łukaszem i Olą, która dołączyła do nas później (całe szczęście, bo miała wenę do plątania lin), ogromną pajęczynę, pomiędzy którą dzieciaki musiały przechodzić i zbierać taśmy z karabinkami. Druga konkurencja była bardziej związana z działalnością jaskiniową – trzeba było wciągnąć wór jaskiniowy (ciężki wór jaskiniowy) parę metrów nad ziemię. Wszystkie dzieciaki radziły sobie wspaniale, podobało im się na tyle, że część z nich wracała parę razy. Ja jednak nadal czuję niedosyt związany z brakiem trudnych przepraw nadziemnych, jednak mądrzejsza o zaistniałą sytuację jestem pewna, że nadrobimy następnym razem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd  kanioningowy zrodził się oczywiście z zazdrości. Jako, że nie byliśmy wstanie wybrać się na profesjonalny wyjazd z Prezesem na czele postanowiliśmy zrobić wyjazd alternatywny. Wybieramy rejon położony miedzy Linz a Monachium, nad pięknym jeziorem Attersee. Niestety podobnie jak w Polsce również w Austrii w długi weekend  wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wiec mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca na kampingu. W pierwszym dniu robimy kanion Burggrabenklamm (v3, a3, III) który startuje ze szlaku, więc publiczność mieliśmy gwarantowaną. Kanion całkiem fajny, szczególnie efektowny 18 metrowy zjazd, końcowa część prowadzi pod komercyjną drogą  poprowadzoną na stalowych podestach nad dnem kanionu (sława, zachwyty publiczności itp.). Po tej rozgrzewce byliśmy gotowi na główny cel wyjazdu czyli kanion Jabron (v4,a4, III) , który okazuje się znacznie bardzie wymagający od poprzednika. Spotykamy w nim grupę przewodników, którzy sprawdzali pierwszy raz w sezonie stan całego kaniony przed rozpoczęciem sezonu z klientami, to się nazywa profesjonalne podejście. W Jabronie jest kilka ciekawych skoków, lecz większość z nich odpuściliśmy, za to mogliśmy podziwiać wyczyny jednego z przewodników, który zaprezentował nam np. 6 metrowy, ryzykowny (śliski start, duża odległość pozioma) skok z pełnym saltem !!!. W sobotę wybieramy kanion Strubklamm(v1,a3, III), który  najbardziej nas zaskoczył, od samego startu był nietypowy. Rozpoczynał się nie podejściem ale zejściem z zapory, ponadto pokonaliśmy go bez użycia liny za to trochę sobie popływaliśmy. Pokonanie kanionu zajęło nam około 2,5h z czego ponad godzinę trzeba było pływać!!! Najdłuższy odcinek do przepłynięcia miał 300m,nie pamiętam kiedy wcześniej  tyle przepłynąłem:) Kanion też obfitował w duża ilość fajnych skoków,  w tym jeden 8 metrowy. Muszę tu wspomnieć również o przepięknym wodospadzie, który spadał z jednej ze ścian prosto do kanionu. Dzięki odpowiedniemu usytuowaniu słońca mogliśmy podziwiać podwójną tęcze, która nieomal się zamykała. Niestety w tym dniu zapomnieliśmy zabrać aparatu ……Koniec kanionu ponownie nas zaskoczył, ponieważ niespodziewanie znaleźliśmy się na zatłoczonej plaży i znowu te zachwyty tłumu, autografy….W niedziele bardzo leniwie zbieramy się do drogi powrotnej, w trakcie której odwiedzamy sprawdzoną knajpę w Czechach z przepysznym jedzeniem np. kotlet nadziewany szynką …jak dla mnie mistrzostwo, szczególnie że od 4 dni nie jadłem mięsa:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, dłuższy wyjazd w ramach kursu. Do odwiedzenia cztery jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolska i Malinowska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów docieramy do schroniska. Skromny stan przedzawałowy i łza rozpaczy tocząca się po policzku w trakcie podejścia do schroniska, wyraźnie sygnalizują, że zaczyna się zabawa z przeprawą przez tereny, które nie mają wiele wspólnego z wygodnym, płaskim chodnikiem i budkami z kebabem rozstawionymi co kilkaset metrów.&lt;br /&gt;
Po zrzuceniu części bagażu do schroniska i  delikatnej redukcji zawartości plecaków ze sprzętem, ruszamy w stronę Trzech Kopców. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja. Docieramy pod Trzy Kopce bez większych niespodzianek. Żaden zwierz leśny ni gadzina pełzająca nie stają na naszej drodze. Mijamy jedynie kilka grupek turystów, sympatycznie pozdrawiających nas w drodze do jaskini. Jest gorąco…&lt;br /&gt;
Po szybkim posiłku wchłoniętym przed wejściem do Trzech Kopców, przebieramy się w wyjściowe ciuszki i kolejne wskakujemy do przyjemnie chłodnej dziury. &lt;br /&gt;
Trzy Kopce witają nas licznymi szczelinami, zawaliskami, oraz stadem odstających, twardych krawędzi idealnych do tego, by przypomnieć sobie o konieczności uważania na łokcie, kolana, czy inne wystające elementy organizmu. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini przebiega bez większych problemów: jest okazja do przeciśnięcia się przez kilka ciaśniejszych miejsc, znajdujemy lokalizację idealną do rozprostowania nóg w pozycji leżącej, dającą jednocześnie możliwość wygodnej obserwacji umordowanych osób wypełzających z dojścia do końcowych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Tradycyjne poszukiwania wyjścia przez kursantów kończą się fiaskiem. Na szczęście Buli orientuje się z grubsza którędy do góry, więc nie grozi nam śmierć głodowa. &lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu sporej części Trzech Kopców, gramolimy się na powierzchnię, gdzie wita nas deszcz przechodzący po chwili w burzę. Gdy myślimy, że nie może być gorzej, pojawia się grad. Na szczęście znajdujemy minimalne schronienie pod pobliskimi drzewami. &lt;br /&gt;
Kilkanaście minut (i kanapek) później ruszamy w stronę Dującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpogadza się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedaleko celu naszej podróży znów rzucamy się na szybki posiłek. Po kilkunastu minutach naciągnąwszy na grzbiety nieco wilgotne kombinezony, idziemy szukać wejścia. &lt;br /&gt;
Niewielki otwór z przerzuconą przezeń kłodą, nie zapowiada wrażeń, które czekają nas na dole. Kolejno wskakujemy w ciemność, uprzednio żegnając się z jakimś sympatycznym pytongiem górskim, który urządził sobie legowisko na kamieniu obok wejścia.&lt;br /&gt;
Dująca wyraźniej daje się nam we znaki. O ile jeszcze Smukła Szczelina w drodze na dół nie wydaje się wielkim wyzwaniem, tak posiadacze dłuższego organizmu, już na Ciągu Twardzieli mogą mieć problemy ze złamaniem swego cielska w taki sposób, by dostać się do dalszych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w przypadku Trzech Kopców, zwiedzamy Dującą bez większych niespodzianek. Problem pojawia się dopiero przy wyjściu, gdy to mój skromny organizm nijak nie daje rady przepchnąć się w górę przez Smukłą Szczelinę. Łukasz i Asia dzielnie ciągną mnie za fraki do góry, co przy jednoczesnym wypychaniu mnie od spodu przez Buliego sprawia, że jakimś sposobem udaje się mnie wypchnąć z otworu, z którym nijak nie jestem kompatybilny gabarytowo. &lt;br /&gt;
Wychodząc na powierzchnię, jesteśmy tradycyjnie witani… deszczem. Tym razem bez burzy i gradu. &lt;br /&gt;
Droga powrotna przebiega bez większych komplikacji. Nikomu nie udaje się poważniej zgubić, nikt nie zostaje pożarty przez zwierzynę leśną, bezpiecznie docieramy do schroniska, skąd po doprowadzeniu swoich powłok cielesnych do stanu, w którym nie powodujemy ataków paniki postronnych osób, ruszamy w stronę cywilizacji, by zjeść ciepłą kolację.&lt;br /&gt;
Jak się okazuje, znalezienie wieczorową porą otwartej knajpy w Szczyrku jest trudniejsze, niż znalezienie Dującej. Na szczęście udaje nam się trafić do miejsca, gdzie zostajemy nakarmieni i napojeni.&lt;br /&gt;
Kolacja kończy się pożegnaniem – opuszczają nas Bogdan, Asia i Łukasz, zmuszeni obowiązkami do powrotu. Reszta rusza w stronę schroniska, gdzie ku chwale Morfeusza zwala się na materace, chwile później pochrapując radośnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wciągnięciu solidnego śniadania, opuszczamy schronisko i przemieszczamy się w stronę Jaskini Salmopolskiej. Pogoda jak najbardziej sprzyja. Być może tym razem uda się nie zmoknąć…&lt;br /&gt;
Po przebyciu niedługiego odcinka drogi, prowadzącego od parkingu do okolic otworu wejściowego, wskakujemy w kombinezony, których stan jednoznacznie wskazuje na to, co przeszły poprzedniego dnia. Chwilę później kolejno zanurzamy się przyjemnie chłodną jaskinię. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie Salmopolskiej nie zabiera wiele czasu: sprawnie docieramy do północnej części jaskini, następnie po nawrocie kierujemy się ku studni końcowej. Tam czeka nas niespodzianka: nad studnią objawia się okienko prawdopodobnie prowadzące do dalszych partii, których nie mamy oznaczonych na mapie. Część z nas decyduje się na szybki rzut okiem w stronę otworu.&lt;br /&gt;
Chwilę później zawracamy, kierując się już w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;
Wydostajemy się na powierzchnię – szok. Nie pada! Mało tego – słońce świeci! Ruszamy raźno do ostatniej jaskini, którą mamy zamiar zwiedzić. Naszym celem jest Malinowska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów znajdujemy jaskinię. Przy pomocy znajdującej się w środku drabiny, kolejno schodzimy w dół.&lt;br /&gt;
Malinowska ze względu na swoje rozmiary, nie zabiera nam wiele czasu. Krótki podziemny przemarsz można w zasadzie potraktować bardziej jak niedzielny spacerek. Po zwiedzeniu całości jaskini wdrapujemy się na powierzchnię, gdzie w końcu można wyłączyć czołówki na dłuższy czas. &lt;br /&gt;
Idealnym zakończeniem weekendu jest postój na tradycyjnej szarlotce w miejscu, gdzie nie da się skończyć konsumpcji na jednym ciastku. Po wchłonięciu kalorii w ilości mogącej zasilić średniej wielkości miasteczko, pakujemy się do samochodów i ruszamy w stronę domów… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5474</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5474"/>
		<updated>2015-06-29T20:58:47Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Bardzkie - klubowy spływ kajakowy po Nysie Kłodzkiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadeusz i Barbara Szmatłoch, Tomasz i Joanna Jaworska, Michał Chowaniec, Marta Urbańczyk, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek, Karina, Paweł, Michał, Rafał i Wiktor Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec, Adam Mazur, Sara Wolny, Justyna Francik z Robertem, Henryk Tomanek z koleżanką (byli w niedzielę)|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny klubowy spływ kajakowy odbył się na górnym odcinku Nysy Kłodzkiej. W 2 dni spłynęliśmy tą rzeką od Młynowa przez Przełom Bardzki do Barda a dalej po biwaku w okolicy Suszki do zbiornika w Topoli gdzie przy moście skończyliśmy spływ. Rzeka o zmiennym charakterze w dolinie o stromych zboczach. Wiele bystrzyn i płycizn urozmaicających spływ. W Bardzie nawet kąpiel kilku kajakarzy w rzece. Zwiedzamy też po drodze starą sztolnię. Pierwszy dzień kończymy w deszczu. Lało całą noc aż do godzin dopołudniowych w niedzielę. Drugi etap znów po wartkim nurcie niemal do samej mety. Mimo niezbyt dobrej pogody wspaniała atmosfera w ekipie i świetne humory do końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu relacja foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNysa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt; Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|21 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano po wyjeździe kilku osób do domu nasza trójka postanawia wyjść jeszcze na szlak. Cel: Czerwone Wierchy. Trasa z Kir zielonym szlakiem na Cudakową Polanę, następnie Ścieżką nad Reglami na Miętusi Przysłop. Stamtąd niebieskim szlakiem(gdzie po drodze na przemian było słonecznie, pochmurnie, padał grad, śnieg lub deszcz.) na Małołączniak . Dalej czerwonym szlakiem na Krzesanicę i Ciemniak skąd schodzimy z powrotem na Ścieżkę nad Reglami czerwonym szlakiem i dalej do Kir zielonym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę 16.81 km pokonaliśmy w 6g:32m, przewyższenie 1222m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto (są tu też zdjęcia z akcji do Czarnej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Jaskinia Czarna Kurs| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Aleksandra Rymarczyk, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, Emil Stępniak|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajny wyjazd, dzięki :) Myślę, że gdyby ktoś postawił piwo Emilowi to w 10 min powstanie niezapomniany elaborat... a warto jednak, żeby jakaś dłuższa notka się tu znalazła ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W galerii Czarna-kurs dodane są zdjęcia Bogdana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Tadeusz Szmatłoch, Łukasz Pawlas, + 1 os. z klubu|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pesymistycznym prognozom, pogoda okazała się całkiem przyzwoita. Wszystko poszło sprawnie i szybko. W jaskini dotarliśmy do Starego Dna (-255) przez Salę Dantego i Studnię Taty. Od otworu wycof zjazdami (200 m) przez Próg Mułowy do Wielkiej Świstówki. W dolinie Kościeliskiej spotkaliśmy naszych klubowych kolegów i koleżanki wracających z jaskini Czarnej. Tego samego dnia wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''''Schemat zjazdu:''' od otworu jaskini Ptasiej trawersem trawiastą półką udajemy się do końca (na zachód). Z 2 ostatnich batinoksów zjazd (potrzeba 2 x 100 m liny) na dużą skalna platformę z charakterystyczną wnęką skalną (dobra osłona przed deszczem lub spadającymi kamieniami). Trochę poniżej po lewej orograficznie stronie znajdują się następne 2 batinoksy. Stąd zjazd po skosie orograficznie w lewo ok. 30 m na półkę z kolejnymi 2 batinoksami. Stąd już bezpośrednio do kotła ok. 60 m. Warto też mieć „łoki toki” do komunikacji w ścianie. Tu orientacyjny schemat:'' http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2FPtasia%2Fschemat%20zjazdu.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (Udało się odzyskać skasowane zdjęcia Tadka i dołączono do GALERII): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FPtasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Brennej czarnym a następnie zielonym szlakiem na Błatnią dalej żółtym przez Stołów, Trzy Kopce na Klimczok. Zejście czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę i zejście żółtym szlakiem do Brennej. Dystans 18km pokonane w 5h11min z drobnymi przerwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB- Jura/Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rowerowy weekend. Pierwszego dnia z pełną premedytacją błądzę na rowerze po łąkach, polach i lasach Podzamcza. Pięknie, letnio i zadziwiająco pusto. W niedzielę po wizycie w  Śląskim Centrum  Rehabilitacji  i  Prewencji,  robię trasę-Ustroń Zawodzie-Równica-Orłowa-Trzy Kopce Wiślane- powrót żółtym szlakiem do Wisły Centrum,a dalej trasą rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa stosunkowo kamienista na trasie Równica-Trzy Kopce Wiślane (na tyle, by skutecznie przekonała mnie wreszcie do zakupu rowerowych... spodenek :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Kozia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
Najdłuższa jak na razie z naszych &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;. Od samochodu do samochodu 11 godzin. Wejście do jaskini na podstawie odrębnego zezwolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem  RKG ,,Nocek” wystąpił jako partner Motoserca, czyli akcji zbiórki krwi prowadzonej przez klub motocyklowy Invaders z Rudy Śląskiej. Impreza miała miejsce na terenach przylegających do Aquadromu na Halembie. Początkowo planowaliśmy zbudować mały park linowy, jednak z powodu niedomówień z gospodarzem terenu musieliśmy powstrzymać wyobraźnię i zejść na ziemię (dosłownie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy na głównym placu odbywały się koncerty i pokazy (różne dziecięce zespoły, wystawa motocykli, starych samochodów itp.) oraz zbiórka krwi, na trawie nieopodal, w cieniu drzew działaliśmy my. Atrakcje jakie zafundował Nocek dzieciom można zobaczyć na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2Fmotoserce&amp;amp;startat=1 Zbudowaliśmy z Łukaszem i Olą, która dołączyła do nas później (całe szczęście, bo miała wenę do plątania lin), ogromną pajęczynę, pomiędzy którą dzieciaki musiały przechodzić i zbierać taśmy z karabinkami. Druga konkurencja była bardziej związana z działalnością jaskiniową – trzeba było wciągnąć wór jaskiniowy (ciężki wór jaskiniowy) parę metrów nad ziemię. Wszystkie dzieciaki radziły sobie wspaniale, podobało im się na tyle, że część z nich wracała parę razy. Ja jednak nadal czuję niedosyt związany z brakiem trudnych przepraw nadziemnych, jednak mądrzejsza o zaistniałą sytuację jestem pewna, że nadrobimy następnym razem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd  kanioningowy zrodził się oczywiście z zazdrości. Jako, że nie byliśmy wstanie wybrać się na profesjonalny wyjazd z Prezesem na czele postanowiliśmy zrobić wyjazd alternatywny. Wybieramy rejon położony miedzy Linz a Monachium, nad pięknym jeziorem Attersee. Niestety podobnie jak w Polsce również w Austrii w długi weekend  wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wiec mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca na kampingu. W pierwszym dniu robimy kanion Burggrabenklamm (v3, a3, III) który startuje ze szlaku, więc publiczność mieliśmy gwarantowaną. Kanion całkiem fajny, szczególnie efektowny 18 metrowy zjazd, końcowa część prowadzi pod komercyjną drogą  poprowadzoną na stalowych podestach nad dnem kanionu (sława, zachwyty publiczności itp.). Po tej rozgrzewce byliśmy gotowi na główny cel wyjazdu czyli kanion Jabron (v4,a4, III) , który okazuje się znacznie bardzie wymagający od poprzednika. Spotykamy w nim grupę przewodników, którzy sprawdzali pierwszy raz w sezonie stan całego kaniony przed rozpoczęciem sezonu z klientami, to się nazywa profesjonalne podejście. W Jabronie jest kilka ciekawych skoków, lecz większość z nich odpuściliśmy, za to mogliśmy podziwiać wyczyny jednego z przewodników, który zaprezentował nam np. 6 metrowy, ryzykowny (śliski start, duża odległość pozioma) skok z pełnym saltem !!!. W sobotę wybieramy kanion Strubklamm(v1,a3, III), który  najbardziej nas zaskoczył, od samego startu był nietypowy. Rozpoczynał się nie podejściem ale zejściem z zapory, ponadto pokonaliśmy go bez użycia liny za to trochę sobie popływaliśmy. Pokonanie kanionu zajęło nam około 2,5h z czego ponad godzinę trzeba było pływać!!! Najdłuższy odcinek do przepłynięcia miał 300m,nie pamiętam kiedy wcześniej  tyle przepłynąłem:) Kanion też obfitował w duża ilość fajnych skoków,  w tym jeden 8 metrowy. Muszę tu wspomnieć również o przepięknym wodospadzie, który spadał z jednej ze ścian prosto do kanionu. Dzięki odpowiedniemu usytuowaniu słońca mogliśmy podziwiać podwójną tęcze, która nieomal się zamykała. Niestety w tym dniu zapomnieliśmy zabrać aparatu ……Koniec kanionu ponownie nas zaskoczył, ponieważ niespodziewanie znaleźliśmy się na zatłoczonej plaży i znowu te zachwyty tłumu, autografy….W niedziele bardzo leniwie zbieramy się do drogi powrotnej, w trakcie której odwiedzamy sprawdzoną knajpę w Czechach z przepysznym jedzeniem np. kotlet nadziewany szynką …jak dla mnie mistrzostwo, szczególnie że od 4 dni nie jadłem mięsa:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, dłuższy wyjazd w ramach kursu. Do odwiedzenia cztery jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolska i Malinowska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów docieramy do schroniska. Skromny stan przedzawałowy i łza rozpaczy tocząca się po policzku w trakcie podejścia do schroniska, wyraźnie sygnalizują, że zaczyna się zabawa z przeprawą przez tereny, które nie mają wiele wspólnego z wygodnym, płaskim chodnikiem i budkami z kebabem rozstawionymi co kilkaset metrów.&lt;br /&gt;
Po zrzuceniu części bagażu do schroniska i  delikatnej redukcji zawartości plecaków ze sprzętem, ruszamy w stronę Trzech Kopców. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja. Docieramy pod Trzy Kopce bez większych niespodzianek. Żaden zwierz leśny ni gadzina pełzająca nie stają na naszej drodze. Mijamy jedynie kilka grupek turystów, sympatycznie pozdrawiających nas w drodze do jaskini. Jest gorąco…&lt;br /&gt;
Po szybkim posiłku wchłoniętym przed wejściem do Trzech Kopców, przebieramy się w wyjściowe ciuszki i kolejne wskakujemy do przyjemnie chłodnej dziury. &lt;br /&gt;
Trzy Kopce witają nas licznymi szczelinami, zawaliskami, oraz stadem odstających, twardych krawędzi idealnych do tego, by przypomnieć sobie o konieczności uważania na łokcie, kolana, czy inne wystające elementy organizmu. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini przebiega bez większych problemów: jest okazja do przeciśnięcia się przez kilka ciaśniejszych miejsc, znajdujemy lokalizację idealną do rozprostowania nóg w pozycji leżącej, dającą jednocześnie możliwość wygodnej obserwacji umordowanych osób wypełzających z dojścia do końcowych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Tradycyjne poszukiwania wyjścia przez kursantów kończą się fiaskiem. Na szczęście Buli orientuje się z grubsza którędy do góry, więc nie grozi nam śmierć głodowa. &lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu sporej części Trzech Kopców, gramolimy się na powierzchnię, gdzie wita nas deszcz przechodzący po chwili w burzę. Gdy myślimy, że nie może być gorzej, pojawia się grad. Na szczęście znajdujemy minimalne schronienie pod pobliskimi drzewami. &lt;br /&gt;
Kilkanaście minut (i kanapek) później ruszamy w stronę Dującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpogadza się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedaleko celu naszej podróży znów rzucamy się na szybki posiłek. Po kilkunastu minutach naciągnąwszy na grzbiety nieco wilgotne kombinezony, idziemy szukać wejścia. &lt;br /&gt;
Niewielki otwór z przerzuconą przezeń kłodą, nie zapowiada wrażeń, które czekają nas na dole. Kolejno wskakujemy w ciemność, uprzednio żegnając się z jakimś sympatycznym pytongiem górskim, który urządził sobie legowisko na kamieniu obok wejścia.&lt;br /&gt;
Dująca wyraźniej daje się nam we znaki. O ile jeszcze Smukła Szczelina w drodze na dół nie wydaje się wielkim wyzwaniem, tak posiadacze dłuższego organizmu, już na Ciągu Twardzieli mogą mieć problemy ze złamaniem swego cielska w taki sposób, by dostać się do dalszych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w przypadku Trzech Kopców, zwiedzamy Dującą bez większych niespodzianek. Problem pojawia się dopiero przy wyjściu, gdy to mój skromny organizm nijak nie daje rady przepchnąć się w górę przez Smukłą Szczelinę. Łukasz i Asia dzielnie ciągną mnie za fraki do góry, co przy jednoczesnym wypychaniu mnie od spodu przez Buliego sprawia, że jakimś sposobem udaje się mnie wypchnąć z otworu, z którym nijak nie jestem kompatybilny gabarytowo. &lt;br /&gt;
Wychodząc na powierzchnię, jesteśmy tradycyjnie witani… deszczem. Tym razem bez burzy i gradu. &lt;br /&gt;
Droga powrotna przebiega bez większych komplikacji. Nikomu nie udaje się poważniej zgubić, nikt nie zostaje pożarty przez zwierzynę leśną, bezpiecznie docieramy do schroniska, skąd po doprowadzeniu swoich powłok cielesnych do stanu, w którym nie powodujemy ataków paniki postronnych osób, ruszamy w stronę cywilizacji, by zjeść ciepłą kolację.&lt;br /&gt;
Jak się okazuje, znalezienie wieczorową porą otwartej knajpy w Szczyrku jest trudniejsze, niż znalezienie Dującej. Na szczęście udaje nam się trafić do miejsca, gdzie zostajemy nakarmieni i napojeni.&lt;br /&gt;
Kolacja kończy się pożegnaniem – opuszczają nas Bogdan, Asia i Łukasz, zmuszeni obowiązkami do powrotu. Reszta rusza w stronę schroniska, gdzie ku chwale Morfeusza zwala się na materace, chwile później pochrapując radośnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wciągnięciu solidnego śniadania, opuszczamy schronisko i przemieszczamy się w stronę Jaskini Salmopolskiej. Pogoda jak najbardziej sprzyja. Być może tym razem uda się nie zmoknąć…&lt;br /&gt;
Po przebyciu niedługiego odcinka drogi, prowadzącego od parkingu do okolic otworu wejściowego, wskakujemy w kombinezony, których stan jednoznacznie wskazuje na to, co przeszły poprzedniego dnia. Chwilę później kolejno zanurzamy się przyjemnie chłodną jaskinię. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie Salmopolskiej nie zabiera wiele czasu: sprawnie docieramy do północnej części jaskini, następnie po nawrocie kierujemy się ku studni końcowej. Tam czeka nas niespodzianka: nad studnią objawia się okienko prawdopodobnie prowadzące do dalszych partii, których nie mamy oznaczonych na mapie. Część z nas decyduje się na szybki rzut okiem w stronę otworu.&lt;br /&gt;
Chwilę później zawracamy, kierując się już w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;
Wydostajemy się na powierzchnię – szok. Nie pada! Mało tego – słońce świeci! Ruszamy raźno do ostatniej jaskini, którą mamy zamiar zwiedzić. Naszym celem jest Malinowska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów znajdujemy jaskinię. Przy pomocy znajdującej się w środku drabiny, kolejno schodzimy w dół.&lt;br /&gt;
Malinowska ze względu na swoje rozmiary, nie zabiera nam wiele czasu. Krótki podziemny przemarsz można w zasadzie potraktować bardziej jak niedzielny spacerek. Po zwiedzeniu całości jaskini wdrapujemy się na powierzchnię, gdzie w końcu można wyłączyć czołówki na dłuższy czas. &lt;br /&gt;
Idealnym zakończeniem weekendu jest postój na tradycyjnej szarlotce w miejscu, gdzie nie da się skończyć konsumpcji na jednym ciastku. Po wchłonięciu kalorii w ilości mogącej zasilić średniej wielkości miasteczko, pakujemy się do samochodów i ruszamy w stronę domów… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5473</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5473"/>
		<updated>2015-06-29T20:57:01Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Bardzkie - klubowy spływ kajakowy po Nysie Kłodzkiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadeusz i Barbara Szmatłoch, Tomasz i Joanna Jaworska, Michał Chowaniec, Marta Urbańczyk, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek, Karina, Paweł, Michał, Rafał i Wiktor Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec, Adam Mazur, Sara Wolny, Justyna Francik z Robertem, Henryk Tomanek z koleżanką (byli w niedzielę)|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny klubowy spływ kajakowy odbył się na górnym odcinku Nysy Kłodzkiej. W 2 dni spłynęliśmy tą rzeką od Młynowa przez Przełom Bardzki do Barda a dalej po biwaku w okolicy Suszki do zbiornika w Topoli gdzie przy moście skończyliśmy spływ. Rzeka o zmiennym charakterze w dolinie o stromych zboczach. Wiele bystrzyn i płycizn urozmaicających spływ. W Bardzie nawet kąpiel kilku kajakarzy w rzece. Zwiedzamy też po drodze starą sztolnię. Pierwszy dzień kończymy w deszczu. Lało całą noc aż do godzin dopołudniowych w niedzielę. Drugi etap znów po wartkim nurcie niemal do samej mety. Mimo niezbyt dobrej pogody wspaniała atmosfera w ekipie i świetne humory do końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu relacja foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNysa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt; Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|21 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano po wyjeździe kilku osób do domu nasza trójka postanawia wyjść jeszcze na szlak. Cel: Czerwone Wierchy. Trasa z Kir zielonym szlakiem na Cudakową Polanę, następnie Ścieżką nad Reglami na Miętusi Przysłop. Stamtąd niebieskim szlakiem(gdzie po drodze na przemian było słonecznie, pochmurnie, padał grad, śnieg lub deszcz.) na Małołączniak . Dalej czerwonym szlakiem na Krzesanicę i Ciemniak skąd schodzimy z powrotem na Ścieżkę nad Reglami czerwonym szlakiem i dalej do Kir zielonym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę 16.81 km pokonaliśmy w 6g:32m, przewyższenie 1222m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto (są tu też zdjęcia z akcji do Czarnej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Jaskinia Czarna Kurs| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Aleksandra Rymarczyk, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, Emil Stępniak|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajny wyjazd, dzięki :) Myślę, że gdyby ktoś postawił piwo Emilowi to w 10 min powstanie niezapomniany elaborat. A warto jednak, żeby jakaś dłuższa notka się tu znalazła :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Galerii Czarna-kurs dodane są zdjęcia Bogdana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Tadeusz Szmatłoch, Łukasz Pawlas, + 1 os. z klubu|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pesymistycznym prognozom, pogoda okazała się całkiem przyzwoita. Wszystko poszło sprawnie i szybko. W jaskini dotarliśmy do Starego Dna (-255) przez Salę Dantego i Studnię Taty. Od otworu wycof zjazdami (200 m) przez Próg Mułowy do Wielkiej Świstówki. W dolinie Kościeliskiej spotkaliśmy naszych klubowych kolegów i koleżanki wracających z jaskini Czarnej. Tego samego dnia wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''''Schemat zjazdu:''' od otworu jaskini Ptasiej trawersem trawiastą półką udajemy się do końca (na zachód). Z 2 ostatnich batinoksów zjazd (potrzeba 2 x 100 m liny) na dużą skalna platformę z charakterystyczną wnęką skalną (dobra osłona przed deszczem lub spadającymi kamieniami). Trochę poniżej po lewej orograficznie stronie znajdują się następne 2 batinoksy. Stąd zjazd po skosie orograficznie w lewo ok. 30 m na półkę z kolejnymi 2 batinoksami. Stąd już bezpośrednio do kotła ok. 60 m. Warto też mieć „łoki toki” do komunikacji w ścianie. Tu orientacyjny schemat:'' http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2FPtasia%2Fschemat%20zjazdu.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (Udało się odzyskać skasowane zdjęcia Tadka i dołączono do GALERII): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FPtasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Brennej czarnym a następnie zielonym szlakiem na Błatnią dalej żółtym przez Stołów, Trzy Kopce na Klimczok. Zejście czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę i zejście żółtym szlakiem do Brennej. Dystans 18km pokonane w 5h11min z drobnymi przerwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB- Jura/Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rowerowy weekend. Pierwszego dnia z pełną premedytacją błądzę na rowerze po łąkach, polach i lasach Podzamcza. Pięknie, letnio i zadziwiająco pusto. W niedzielę po wizycie w  Śląskim Centrum  Rehabilitacji  i  Prewencji,  robię trasę-Ustroń Zawodzie-Równica-Orłowa-Trzy Kopce Wiślane- powrót żółtym szlakiem do Wisły Centrum,a dalej trasą rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa stosunkowo kamienista na trasie Równica-Trzy Kopce Wiślane (na tyle, by skutecznie przekonała mnie wreszcie do zakupu rowerowych... spodenek :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Kozia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
Najdłuższa jak na razie z naszych &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;. Od samochodu do samochodu 11 godzin. Wejście do jaskini na podstawie odrębnego zezwolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem  RKG ,,Nocek” wystąpił jako partner Motoserca, czyli akcji zbiórki krwi prowadzonej przez klub motocyklowy Invaders z Rudy Śląskiej. Impreza miała miejsce na terenach przylegających do Aquadromu na Halembie. Początkowo planowaliśmy zbudować mały park linowy, jednak z powodu niedomówień z gospodarzem terenu musieliśmy powstrzymać wyobraźnię i zejść na ziemię (dosłownie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy na głównym placu odbywały się koncerty i pokazy (różne dziecięce zespoły, wystawa motocykli, starych samochodów itp.) oraz zbiórka krwi, na trawie nieopodal, w cieniu drzew działaliśmy my. Atrakcje jakie zafundował Nocek dzieciom można zobaczyć na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2Fmotoserce&amp;amp;startat=1 Zbudowaliśmy z Łukaszem i Olą, która dołączyła do nas później (całe szczęście, bo miała wenę do plątania lin), ogromną pajęczynę, pomiędzy którą dzieciaki musiały przechodzić i zbierać taśmy z karabinkami. Druga konkurencja była bardziej związana z działalnością jaskiniową – trzeba było wciągnąć wór jaskiniowy (ciężki wór jaskiniowy) parę metrów nad ziemię. Wszystkie dzieciaki radziły sobie wspaniale, podobało im się na tyle, że część z nich wracała parę razy. Ja jednak nadal czuję niedosyt związany z brakiem trudnych przepraw nadziemnych, jednak mądrzejsza o zaistniałą sytuację jestem pewna, że nadrobimy następnym razem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd  kanioningowy zrodził się oczywiście z zazdrości. Jako, że nie byliśmy wstanie wybrać się na profesjonalny wyjazd z Prezesem na czele postanowiliśmy zrobić wyjazd alternatywny. Wybieramy rejon położony miedzy Linz a Monachium, nad pięknym jeziorem Attersee. Niestety podobnie jak w Polsce również w Austrii w długi weekend  wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wiec mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca na kampingu. W pierwszym dniu robimy kanion Burggrabenklamm (v3, a3, III) który startuje ze szlaku, więc publiczność mieliśmy gwarantowaną. Kanion całkiem fajny, szczególnie efektowny 18 metrowy zjazd, końcowa część prowadzi pod komercyjną drogą  poprowadzoną na stalowych podestach nad dnem kanionu (sława, zachwyty publiczności itp.). Po tej rozgrzewce byliśmy gotowi na główny cel wyjazdu czyli kanion Jabron (v4,a4, III) , który okazuje się znacznie bardzie wymagający od poprzednika. Spotykamy w nim grupę przewodników, którzy sprawdzali pierwszy raz w sezonie stan całego kaniony przed rozpoczęciem sezonu z klientami, to się nazywa profesjonalne podejście. W Jabronie jest kilka ciekawych skoków, lecz większość z nich odpuściliśmy, za to mogliśmy podziwiać wyczyny jednego z przewodników, który zaprezentował nam np. 6 metrowy, ryzykowny (śliski start, duża odległość pozioma) skok z pełnym saltem !!!. W sobotę wybieramy kanion Strubklamm(v1,a3, III), który  najbardziej nas zaskoczył, od samego startu był nietypowy. Rozpoczynał się nie podejściem ale zejściem z zapory, ponadto pokonaliśmy go bez użycia liny za to trochę sobie popływaliśmy. Pokonanie kanionu zajęło nam około 2,5h z czego ponad godzinę trzeba było pływać!!! Najdłuższy odcinek do przepłynięcia miał 300m,nie pamiętam kiedy wcześniej  tyle przepłynąłem:) Kanion też obfitował w duża ilość fajnych skoków,  w tym jeden 8 metrowy. Muszę tu wspomnieć również o przepięknym wodospadzie, który spadał z jednej ze ścian prosto do kanionu. Dzięki odpowiedniemu usytuowaniu słońca mogliśmy podziwiać podwójną tęcze, która nieomal się zamykała. Niestety w tym dniu zapomnieliśmy zabrać aparatu ……Koniec kanionu ponownie nas zaskoczył, ponieważ niespodziewanie znaleźliśmy się na zatłoczonej plaży i znowu te zachwyty tłumu, autografy….W niedziele bardzo leniwie zbieramy się do drogi powrotnej, w trakcie której odwiedzamy sprawdzoną knajpę w Czechach z przepysznym jedzeniem np. kotlet nadziewany szynką …jak dla mnie mistrzostwo, szczególnie że od 4 dni nie jadłem mięsa:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, dłuższy wyjazd w ramach kursu. Do odwiedzenia cztery jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolska i Malinowska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów docieramy do schroniska. Skromny stan przedzawałowy i łza rozpaczy tocząca się po policzku w trakcie podejścia do schroniska, wyraźnie sygnalizują, że zaczyna się zabawa z przeprawą przez tereny, które nie mają wiele wspólnego z wygodnym, płaskim chodnikiem i budkami z kebabem rozstawionymi co kilkaset metrów.&lt;br /&gt;
Po zrzuceniu części bagażu do schroniska i  delikatnej redukcji zawartości plecaków ze sprzętem, ruszamy w stronę Trzech Kopców. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja. Docieramy pod Trzy Kopce bez większych niespodzianek. Żaden zwierz leśny ni gadzina pełzająca nie stają na naszej drodze. Mijamy jedynie kilka grupek turystów, sympatycznie pozdrawiających nas w drodze do jaskini. Jest gorąco…&lt;br /&gt;
Po szybkim posiłku wchłoniętym przed wejściem do Trzech Kopców, przebieramy się w wyjściowe ciuszki i kolejne wskakujemy do przyjemnie chłodnej dziury. &lt;br /&gt;
Trzy Kopce witają nas licznymi szczelinami, zawaliskami, oraz stadem odstających, twardych krawędzi idealnych do tego, by przypomnieć sobie o konieczności uważania na łokcie, kolana, czy inne wystające elementy organizmu. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini przebiega bez większych problemów: jest okazja do przeciśnięcia się przez kilka ciaśniejszych miejsc, znajdujemy lokalizację idealną do rozprostowania nóg w pozycji leżącej, dającą jednocześnie możliwość wygodnej obserwacji umordowanych osób wypełzających z dojścia do końcowych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Tradycyjne poszukiwania wyjścia przez kursantów kończą się fiaskiem. Na szczęście Buli orientuje się z grubsza którędy do góry, więc nie grozi nam śmierć głodowa. &lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu sporej części Trzech Kopców, gramolimy się na powierzchnię, gdzie wita nas deszcz przechodzący po chwili w burzę. Gdy myślimy, że nie może być gorzej, pojawia się grad. Na szczęście znajdujemy minimalne schronienie pod pobliskimi drzewami. &lt;br /&gt;
Kilkanaście minut (i kanapek) później ruszamy w stronę Dującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpogadza się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedaleko celu naszej podróży znów rzucamy się na szybki posiłek. Po kilkunastu minutach naciągnąwszy na grzbiety nieco wilgotne kombinezony, idziemy szukać wejścia. &lt;br /&gt;
Niewielki otwór z przerzuconą przezeń kłodą, nie zapowiada wrażeń, które czekają nas na dole. Kolejno wskakujemy w ciemność, uprzednio żegnając się z jakimś sympatycznym pytongiem górskim, który urządził sobie legowisko na kamieniu obok wejścia.&lt;br /&gt;
Dująca wyraźniej daje się nam we znaki. O ile jeszcze Smukła Szczelina w drodze na dół nie wydaje się wielkim wyzwaniem, tak posiadacze dłuższego organizmu, już na Ciągu Twardzieli mogą mieć problemy ze złamaniem swego cielska w taki sposób, by dostać się do dalszych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w przypadku Trzech Kopców, zwiedzamy Dującą bez większych niespodzianek. Problem pojawia się dopiero przy wyjściu, gdy to mój skromny organizm nijak nie daje rady przepchnąć się w górę przez Smukłą Szczelinę. Łukasz i Asia dzielnie ciągną mnie za fraki do góry, co przy jednoczesnym wypychaniu mnie od spodu przez Buliego sprawia, że jakimś sposobem udaje się mnie wypchnąć z otworu, z którym nijak nie jestem kompatybilny gabarytowo. &lt;br /&gt;
Wychodząc na powierzchnię, jesteśmy tradycyjnie witani… deszczem. Tym razem bez burzy i gradu. &lt;br /&gt;
Droga powrotna przebiega bez większych komplikacji. Nikomu nie udaje się poważniej zgubić, nikt nie zostaje pożarty przez zwierzynę leśną, bezpiecznie docieramy do schroniska, skąd po doprowadzeniu swoich powłok cielesnych do stanu, w którym nie powodujemy ataków paniki postronnych osób, ruszamy w stronę cywilizacji, by zjeść ciepłą kolację.&lt;br /&gt;
Jak się okazuje, znalezienie wieczorową porą otwartej knajpy w Szczyrku jest trudniejsze, niż znalezienie Dującej. Na szczęście udaje nam się trafić do miejsca, gdzie zostajemy nakarmieni i napojeni.&lt;br /&gt;
Kolacja kończy się pożegnaniem – opuszczają nas Bogdan, Asia i Łukasz, zmuszeni obowiązkami do powrotu. Reszta rusza w stronę schroniska, gdzie ku chwale Morfeusza zwala się na materace, chwile później pochrapując radośnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wciągnięciu solidnego śniadania, opuszczamy schronisko i przemieszczamy się w stronę Jaskini Salmopolskiej. Pogoda jak najbardziej sprzyja. Być może tym razem uda się nie zmoknąć…&lt;br /&gt;
Po przebyciu niedługiego odcinka drogi, prowadzącego od parkingu do okolic otworu wejściowego, wskakujemy w kombinezony, których stan jednoznacznie wskazuje na to, co przeszły poprzedniego dnia. Chwilę później kolejno zanurzamy się przyjemnie chłodną jaskinię. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie Salmopolskiej nie zabiera wiele czasu: sprawnie docieramy do północnej części jaskini, następnie po nawrocie kierujemy się ku studni końcowej. Tam czeka nas niespodzianka: nad studnią objawia się okienko prawdopodobnie prowadzące do dalszych partii, których nie mamy oznaczonych na mapie. Część z nas decyduje się na szybki rzut okiem w stronę otworu.&lt;br /&gt;
Chwilę później zawracamy, kierując się już w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;
Wydostajemy się na powierzchnię – szok. Nie pada! Mało tego – słońce świeci! Ruszamy raźno do ostatniej jaskini, którą mamy zamiar zwiedzić. Naszym celem jest Malinowska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów znajdujemy jaskinię. Przy pomocy znajdującej się w środku drabiny, kolejno schodzimy w dół.&lt;br /&gt;
Malinowska ze względu na swoje rozmiary, nie zabiera nam wiele czasu. Krótki podziemny przemarsz można w zasadzie potraktować bardziej jak niedzielny spacerek. Po zwiedzeniu całości jaskini wdrapujemy się na powierzchnię, gdzie w końcu można wyłączyć czołówki na dłuższy czas. &lt;br /&gt;
Idealnym zakończeniem weekendu jest postój na tradycyjnej szarlotce w miejscu, gdzie nie da się skończyć konsumpcji na jednym ciastku. Po wchłonięciu kalorii w ilości mogącej zasilić średniej wielkości miasteczko, pakujemy się do samochodów i ruszamy w stronę domów… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5393</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5393"/>
		<updated>2015-06-15T00:59:35Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis już niebawem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kursanci w ciągu dwóch dni odwiedzili jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolską i Malinowską. Szerszy opis w przygotowaniu, ale zdjęcia już są: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5392</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5392"/>
		<updated>2015-06-15T00:53:46Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec czuję znużenie. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – piękny byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis już niebawem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kursanci w ciągu dwóch dni odwiedzili jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolską i Malinowską. Szerszy opis w przygotowaniu, ale zdjęcia już są: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5346</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5346"/>
		<updated>2015-05-20T14:16:15Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5034</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5034"/>
		<updated>2015-02-12T08:17:21Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=5027</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=5027"/>
		<updated>2015-02-11T01:52:26Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''05 - 08 01 2015''' - AUSTRIA - ćwiczenia ratownicze, skitury&lt;br /&gt;
* '''07 - 09 01 2015''' - Słowacja: Mała Fatra- skitury&lt;br /&gt;
* '''07 01 2015''' Tatry Wys. - skitury&lt;br /&gt;
* '''04 - 08 02 2015''' - Tatry Zach. - ferie&lt;br /&gt;
* '''07 - 08 02 2015''' - Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Niżnia&lt;br /&gt;
* '''31 01 - 01 02 2015''' - Beskid Żywiecki - Wlk Racza&lt;br /&gt;
* '''01 02 2015'''- Babia Góra - skitury&lt;br /&gt;
* '''25 01 2015''' - Babia Góra skiturowo od południa&lt;br /&gt;
* '''16 - 18 01 2015''' - Tatry Wys. - wspinanie&lt;br /&gt;
* '''17 - 18 01 2015''' - Tatry Wys. - skitury&lt;br /&gt;
* '''17 01 2015''' - SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Rakoń&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5026</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5026"/>
		<updated>2015-02-11T01:47:18Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5025</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5025"/>
		<updated>2015-02-11T01:44:09Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jednym z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nei zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=4931</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=4931"/>
		<updated>2015-01-07T07:09:36Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|4 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=4930</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=4930"/>
		<updated>2015-01-07T01:09:20Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|4 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego rozpaczliwy wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy dalej szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek drogi. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4929</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4929"/>
		<updated>2015-01-07T00:58:54Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''04 01 2015''' - Beskid Żywiecki - Romanka, Rysianka&lt;br /&gt;
* '''31 12 2014 - 03 01 2015''' - Beskidy - Sylwester w Szczyrku&lt;br /&gt;
* '''01 01 2015''' - Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne&lt;br /&gt;
* '''27 12 2014''' - Beskid Żywiecki - Babia Góra&lt;br /&gt;
* '''27 12 2014''' - Beskid Mały - górska przechadzka&lt;br /&gt;
* '''20 - 21 12 2014''' - Tatry Zach. - jaskinia Zimna&lt;br /&gt;
* '''07 12 2014''' - Jura pd. - okolice dol. Prądnika na MTB&lt;br /&gt;
* '''28, 29, 30 11 2014''' - &amp;quot;Lawiny&amp;quot; w Nowym Bytomiu&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4797</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4797"/>
		<updated>2014-11-18T00:54:57Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kitzstienhorn - otwarcie sezonu skiturowego |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|&lt;br /&gt;
08 - 11 11 2014}}&lt;br /&gt;
Krótka, acz niezwykle treściwa wizyta na Kitzsteinhornie. Tam - cudowna zima, piękna pogoda (sobota i niedziela) i świetne warunki narciarskie. Ćwiczę formę zjazdową na trasach i kondycyjną nieco poza głównymi szlakami(...ależ moje stare narty są ciężkie...). Wieczorami integruję się z austriacką grupą treningową dla instruktorów narciarstwa. Na &amp;quot;wycieczki&amp;quot; skiturowe z kadrą narodową nie mam odwagi :). W poniedziałek przenoszę się w Tyrol, gdzie jeszcze tego samego dnia robię krótką narciarską wycieczkę na terenie nieczynnego ośrodka narciarskiego Gerlos. Ostatni dzień to lekki letnio-jesienny spacer z zniechęcającym do powrotu do domu widokiem na ośnieżone szczyty...[zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/3t2y3d1pdyzczop/AABXzR0zjusQ8ilahY5Rdh7wa?dl=0 ]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Salmopol, Grabowa, Stary Groń |Wojtek, &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Staś Rymarczyk|&lt;br /&gt;
11 11 2014}}&lt;br /&gt;
Plan zakładał pętelkę z przełęczy Salmopolskiej przez Grabową, Gronik, Trzy Kopce, Jaworzynę na Salmopol.  Każdy ma jednak swoje priorytety. Pogoda przepiękna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Jan Kieczka, grotołaz|&lt;br /&gt;
08 11 2014}}&lt;br /&gt;
Fajna akcja w jaskini Zimnej. Przejście trawersu. Ponor częściowo wypełniony wodą, trudno przejść na sucho (woda raczej wleje się do gumowców). Akcja zajęła nam niespełna 4,5 godziny. Na dworze mgła. Zbocza zdewastowane przez pamiętne nawałnice. U Galicowej spotkaliśmy się z Olo a w dolinie z Imonem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Kasia (os. tow.) &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda &amp;lt;/u&amp;gt; |&lt;br /&gt;
02 11 2014}}&lt;br /&gt;
Późnojesienny wyjazd do Rzędek rozpoczynamy tradycyjnie od Lechwora, gdzie Damian i Kasia pokonują komin, natomiast ja i Mateusz walczymy z Baader-meinhofem.  Po dogrzaniu się pada Magnetowid (VI.3+), lecz był to dopiero krok do spektakularnego prowadzenia. Pod koniec przepięknego dnia przenosimy się na skałę Zegarową, gdzie biegnie droga – mit. Przystawiali się do niej najlepsi z najlepszych u szczytu swojej formy, lecz pozostawała niezdobyta. Oczywiście jedynie dla formalności wspomnę, że jest to legendarny '''Kucyk Pędziwiatr (V+)'''. Ten spektakularny sukces jakim niewątpliwe jest poprowadzenie tej drogi,  jest wynikiem nałożenia się kilku niezbędnych czynników: idealnych warunków, wspaniałej formy i doskonałego dopingu.  Bezsprzecznie trzeba się zgodzić z kolegą Ł. Dudkiem (który niedawno poprowadził Pandemonium), iż ,,przełamywanie mitów smakuje wybornie’’:).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja-Mała Fatra-jesienne spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|25-27 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesienne spacery po Małej Fatrze. Pogoda cudna, kolory piękne, ludzi zadziwiająco dużo (pełne schronisko z niedzieli na poniedziałek!). Zima powoli sygnalizuje swoje nadejście (szczyty lekko przyprószone śniegiem-czekam [nie]cierpliwie...)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - egzamin na KT i wspinaczki na górze Birów|instruktorzy - Tomasz Jaworski, Mateusz Golicz, Jacek Szczygieł (KKS), kursanci - Artur Szmatłoch, Tomasz Zięć, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, grupa wspin. - rekr. - &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadek i Basia Szmatłoch,  oprócz w/w przewijali się koledzy i koleżanki z KKTJ i KKS|&lt;br /&gt;
26 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zacienionej stronie góry Birów odbywał się (z różnym skutkiem) egzamin praktyczny i teoretyczny na Kartę Taternika Jaskiniowego. Po słonecznej stronie skał zrobiliśmy kilka nie zbyt trudnych wspinaczek. Jak wszyscy rozjechali się do domów grupka wspinaczkowa kończy dzień ogniskiem (dołączył jeszcze Artur).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - jaskinia Piętrowa w Klimczoku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
18 - 19 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku na nieformalnym &amp;quot;zebraniu wuefistów&amp;quot; przy przepięknej pogodzie wybieramy się na Klimoczok gdzie zwiedzamy dość ciekawą jaskinię Piętrową. Fajna przestrzenna salka oraz kilka odnóg. W sali jeden nietoperz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kletno - 48. Sympozjum Speleologiczne|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|&lt;br /&gt;
17 - 19 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympozjum rozpoczęło się w czwartek sesją terenową. Ja z Mateuszem przyjechałam dopiero w piątek na sesję referatową, podczas której podjęte były tematy z takich dziedzin jak: paleontologia i archeologia, biospeleologia, geologia i geomorfologia, datowania, eksploracja oraz wody podziemne i klimat. Wieczorem miała miejsce sesja posterowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia sesja terenowa odbywała się na terenie Czech. Wycieczkę w Dolinie Morawy rozpoczęliśmy od zwiedzenia nieczynnego Kamieniołomu Marmuru, gdzie przybliżona została nam geologia (i dokładna mineralogia) tego obszaru. Stamtąd przeszliśmy nad Mleczne Źródło, które jest wypływem wody wzdłuż uskoku i  odwadnia ono obszar pomiędzy dolinami rzek Poniklec i Kamienitej. &lt;br /&gt;
Następnie przejechaliśmy dalej w głąb doliny, gdzie przy korycie Rzeki Morawy znajduje się otwór Jaskini Tvarožne díry. Wejście do niej jest sztuczne i prowadzi przez przekop odprowadzający wodę z jaskini do rzeki. Łączna długość korytarzy tej jaskini wynosi 235m. Główny ciąg prowadzi po wodzie, aż do dość ciekawej studni w jeziorku, boczne odnogi tworzące sieć korytarzy są usytuowane ponad poziomem wody. &lt;br /&gt;
Kolejnym przystankiem był system Jaskiń na Pomezí, które są najdłuższym systemem jaskiniowym powstałym w marmurach na obszarze Czech. Uczestnicy sympozjum mieli możliwość odwiedzić część turystyczną systemu. Jaskinia oferuje bardzo bogatą i zróżnicowaną szatę naciekową. Ostatnim punktem programu była również turystyczna Jaskinia na Špičáku. Jaskinia ta jest znacznie uboższa w formy naciekowe, jednak znana była ludziom prawdopodobnie  już od XV wieku i dlatego też posiada na ścianach liczne ślady obecności człowieka (napisy i malowidła). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę uczestnicy sympozjum zostali podzieleni na grupy, jedna z nich odwiedzała Jaskinię Kontaktową, Jaskinię w  Rogóżce, Jaskinię Radochowską oraz  sztolnię uranu w Kletnie. Druga grupa odwiedziła Jaskinię Niedźwiedzą (partie nieturystycznye do Sali Mastodonta, która należy do partii odkrytych po 2012 roku). Trzecim pomysłem na spędzenie niedzieli były indywidualne wycieczki po okolicy i z tej opcji skorzystał Mateusz. &lt;br /&gt;
Ja miałam szczęście znaleźć się w grupie odwiedzającej Jaskinię Niedźwiedzią (podziękowania dla Mateusza i Małego ;) ). &lt;br /&gt;
Wejście do jaskini prowadzi przez pawilon wejściowy, początkowo po trasie turystycznej, jednak po paru metrach odbija od niej drabinką, po której schodzimy do partii nieturystycznych. Początek zwiedzania to czołganie się przekopanym korytarzem, dopiero po dojściu do Ronda zaczyna się robić czyściej (mniej błota) i szerzej, tam też każdego czeka obowiązkowe mycie z zebranego brudu w celu ochrony szaty naciekowej w dalszej części jaskini. Za Rondem znajduje się Korytarz Kryształowy, moim zdaniem o wiele ładniejszy od innych odwiedzonych przeze mnie partii jaskini Niedźwiedziej i chyba najładniejsze miejsce ,,jaskiniowe” w jakim kiedykolwiek byłam (prawdopodobnie z powodu moich mineralogicznych zainteresowań) – wzdłuż sporej części korytarza znajdują się w spągu jeziorka, których dna porośnięte są kryształami węglanu wapnia. Na końcu tego korytarza znajduje się szczelina w stropie (Krasowe Urwisko), początkowo należy ją wywspinać, dalej można całkiem sprawnie poruszać się zapieraczką. Dalej jaskinia prowadzi w miarę poziomym korytarzem (po drodze jeden większy prożek z zawieszoną drabinką), który należy nadal pokonywać zapieraczką, aż do Gilotyny- jest to zacisk z powodu którego dokonywana była selekcja odwiedzających (22cm szczelina, załamująca się dwukrotnie pod ostrym kątem, całe szczęście dla osoby moich rozmiarów nie stanowiła ona żadnej przeszkody). Kawałek za Gilotyną znajduje się sławna Sala Mastodonta. Jest to sala zawaliskowa długości 115m, szeroka i wysoka na 20m. Zawalisko w niej pokryte jest formami naciekowymi imponujących rozmiarów, mimo że jest to dopiero początek nowoodkrytych partii to nasza grupa musiała w tym miejscu zakończyć wycieczkę. Wszyscy obecni w tej jaskini jednogłośnie stwierdzili, że zazdroszczą eksploratorom jej odkrywania.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałymi uczestnikami sympozjum spotkaliśmy się jeszcze na obiedzie, po którym wróciliśmy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kalymnos - wspinanie|Karol Jagoda, Damian Żmuda, Łukasz Pawlas, Kasia (os. tow.), Ala (os. tow.)|&lt;br /&gt;
01-15 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''O czym myślę, kiedy mówię o wspinaniu.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Czy byliście już na Kalymnos?&amp;quot;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Tam jest organizowany festiwal North Face'a.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Dla mnie to jest numer jeden jeśli chodzi o wspinanie, a potem długo nic.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cytaty z przypadkowego spotkania w katowickiej knajpce. Wiadomo, kiedy spotka się dwóch wspinaczy to zdeterminują temat rozmowy przy stole, bez względu na ilość pozostałych osób :-D Od tych trzech zdań się zaczęło i w zasadzie można by było na nich zakończyć. Nie ważne jak niestworzone historie ktoś opowiadałby wam o tej wyspie. Przyjmijcie założenie, że nie kłamie ani nie koloryzuje rzeczywistości.&lt;br /&gt;
Jadąc na Kalymnos myśleliśmy, że to tylko nowa moda. Zrozumiałe, że region położony na pięknej greckiej wysepce może się cieszyć powodzeniem wśród dzieci panela i wspinaczkowych rodzin z dziećmi. Skały blisko plaży, ciepłe morze i liczne knajpki, otwarte do późna… Wszyscy jednak zapewniali, że warto, więc pojechaliśmy się przekonać. Nie będę pisać, że to miejsce jest autentyczne, bo to przecież nic nie znaczy. Natomiast wspinanie na Kalymnos jest autentycznie wyjątkowe i warto samemu się przekonać, co to znaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dla wspinaczy.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Nie jest prawdą, że pogoda na Kalymnos jest zawsze. Można jednak wybrać termin, kiedy, z dużym prawdopodobieństwem, ani jeden dzień wspinania nam nie ucieknie. Dla nas był to jeden z pierwszych wyjazdów, na których nonszalancko nie wchodziliśmy nawet na portale pogodowe. Codziennie wiedzieliśmy, że jutro będzie ładnie. W najlepszym razie chmury pozwolą połoić dłużej w miejscach zwykle nasłonecznionych, w najgorszym żar dopadnie nas w trakcie powrotu spod skał. Na szczęście Kalymnos oferuje dostatecznie dużo regionów, by bez trudu dobierać ekspozycję do pory dnia.&lt;br /&gt;
Należy jednak pamiętać, że od połowy listopada do połowy marca musimy się liczyć z deszczem. W styczniu i lutym będzie to już najpewniej opad ciągły. Za to czerwiec, lipiec i sierpień na wyspie znajdującej się tuż obok Turcji, to propozycja dla miłośników bulderowania w saunie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skuterkiem przez świat.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Na Kalymnos najlepiej dostać się słynnym już pewnie na całej wyspie lotem Ryanaira z Krakowa. Jego niewątpliwymi wadami jest skracanie sezonu wspinaczkowego – loty zaczynają się dopiero w kwietniu, a kończą w środku października – i fakt, że wylot jest w środę. Niestety i tak jest to najtańsza i prawie najszybsza opcja. Lecimy na Kos, tam autobus zabiera nas prosto z lotniska do portu. Prom płynie krócej niż godzinę i jeśli nie złapie nas zła pogoda, to podróż jest całkiem przyjemna. W porcie w Pothi możemy również upolować autobus, ale bardzo możliwe, że przyjedzie po nas osoba, u której wynajęliśmy pokój.&lt;br /&gt;
Więcej problemów sprawia poruszanie się po samym Kalymnos. Wspomniany autobus jeździ rano i wieczorem, ale w środku dnia pojawia się już wedle uznania. W wiele miejsce można dojść pieszo, ale nie każdemu się chce (np. nam się nie chciało) no i omija nas kilka wyjątkowych rejonów, do których dojść się jednak nie da tak łatwo.&lt;br /&gt;
Autostop oczywiście można złapać, bo Grecy pomagają całkiem chętnie. Problem w tym, że samochodów jest raczej mało i raczej nie wszędzie, a już na pewno nie o każdej porze dnia możemy się ich spodziewać.&lt;br /&gt;
Zostaje więc niezwykle popularny skuter. Gorzej jeśli ktoś na skuterze nigdy nie jeździł i tylko mu się wydaje, że to musi być świetny fun. Nie wszystkie skutery z wypożyczalni  radzą sobie z podjazdami jakie tam występują, nie każdy początkujący kierowca z przydrożnymi murkami nagle wyskakującymi na środek ulicy. My, w każdym razie, po tygodniu przerzuciliśmy się na samochód. Cenowo wychodzi podobnie przy większej ilości osób, a komfort jazdy, gdy nie trzeba się odpychać nogami od asfaltu na podjeździe...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieta wspinacza.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
W markecie bezpośrednio obok kasy stoi pudełko z czekoladą sugar-free i dodatkowo karteczką informującą nas, iż jest to czekolada bez cukru. Greccy sprzedawcy mają refleks - przecież wspinacze nie jedzą wszystkiego, a wspinacze to większość klienteli w tym okresie. No więc skoro wszystkiego się nie da, to porozmawiajmy o tym co warto. Zaczynając od rzeczy oczywistych: oliwa, oliwki i gyros. W końcu jesteśmy w Grecji, a miejscowy gyros po 2,5 Euro zdobył już niemałą sławę w świecie wspinaczkowym. Obowiązkowo należy wybrać się do portu po świeże ryby (w bardzo przyjaznych cenach). Niewątpliwym hitem wyjazdu były smażone kalmary, choć miecznik i tuńczyk też odbiegały od standardowej zupki chińskiej. W ramach zupełnie nieplanowanej imprezy próbowaliśmy też langusty.&lt;br /&gt;
Jeśli jednak ktoś spyta o specjalność Kalymnos, to zapewne jednym z najbardziej charakterystycznych smaków będzie miejscowy miód tymiankowy. Tymianek bowiem porasta spory obszar wyspy i kiedy idziemy pod skały zapach ziół nie opuszcza nas ani na chwile. A ponieważ nie samym chlebem żyje polski wspinacz, to absolutnie polecamy miód tymiankowy zmieszany z Metaxą.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Kawa z widokiem na morze.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
O noclegach nie ma sensu się rozpisywać. Ceny można negocjować, wybór miejsc jest duży, jeśli akurat nie przyjedziemy w czasie festiwalu wspinaczkowego (my przyjechaliśmy). Można zatrzymać się w Massouri, skąd najbliżej pod skały. Polecane, jeśli mamy ograniczony budżet i nie planujemy wynajmować żadnego środka transportu. Jeśli jednak robimy wyjazd na bogato, to warto poszukać sympatyczniejszego miejsca. My wynajęliśmy folkowy, grecki domek z tarasem i ogrodem. Poranna kawa z widokiem na morze i wieczorne rozmowy o sztuce i nauce w blasku gwiazd, nie kosztowały nas wcale więcej niż przeciętna, turystyczna kwatera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poszukiwaniu miękkiej cyfry.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Wspinania na Kalymnos nie powinien opisywać niewspinacz. Uczciwie mówiąc nie wiem dlaczego ja to robię. Tym bardziej, że właśnie tam runęły całe podwaliny mojej wiedzy o wspinaniu. Po raz pierwszy Karol i Damian powiedzieli mi, że łatwa cyfra nie jest najważniejsza. To po to my przejechaliśmy całą Europę, żeby dopiero znalazłszy się u celu, w rejonie o legendarnie przyjaznych wycenach snuć takie filozoficzne wnioski?! Nie mówili tego w Arko, nie mówili na Łutowcu, a chcą powiedzieć na Kalymnos! &lt;br /&gt;
Jedyne co mogę dodać, to że Kalymnos niewątpliwie ma większe zalety niż tylko miękką cyfrę, ale o ileż trudniej byłoby je dostrzec bez tego kluczowego faktu.&lt;br /&gt;
Uważam, że nie można powiedzieć, że są tam generalnie zaniżone wyceny trudności. Znajdziemy tu całkiem sporo uczciwych, a także hardych, bo – tutaj dochodzimy do sedna – wspinania na wyspie jest tyle co na całej Jurze i w całym Margalefie a może jeszcze i w całym Ospie razem wziętych. Przez dwa tygodnie nie zdążyliśmy nawet zobaczyć połowy regionów. Kto wie czy widzieliśmy jedną czwartą. Nie oznacza to jednak, że walcząc o turystów mieszkańcy obili każdą skałę, na którą nie dałoby się wjechać rowerem. Miejsc na nowe regiony jest na Kalymnos jeszcze dużo. Na razie jednak trudno przewspinać i to co jest gotowe.&lt;br /&gt;
Kiedy ma się do wyboru 2500 dróg trudno banalne stwierdzenie, że tutaj każdy znajdzie coś dla siebie lub może raczej pod siebie zaczyna coś znaczyć. Są płyty, przewieszki, dachy, wspinanie jaskiniowe, drogi długie, krótkie, cruxowe, ciągowe...  &lt;br /&gt;
Jest Grande Grotta, gdzie można wspinać się klucząc pomiędzy stalaktytami i restować na nich w pozycji „na koala”. W Sikati Cave, zupełnie dosłownie wspinamy się w ogromnej jaskiniowej sali. W położonym na plaży sektorze Beach, gdzie skały są tak ostre, że tną palce. Afternoon, na którym jak sama nazwa wskazuje można wspinać się do późna oraz Secret Garden, który przez cały dzien znajduje się w cieniu, a w dodatku oferuje bardzo piękne drogi dla trochę bardziej zaawansowanych wspinaczy. Warto wymienić Odyssey, gdzie drogi szóskowe sąsiadują z ósemkowymi. My sami nie byliśmy na Kastelli, ale tam z kolei można znaleźć wyłącznie proste drogi dla początkujących lub dzieci. Nawet nie zajrzeliśmy na Telendos, z kilkunastoma podobno rewelacyjnymi rejonami… Polecano nam jeszcze tych miejsc znacznie więcej, ale człowiek nie ma tyle urlopu w roku, żeby to wszystko przewspinać.&lt;br /&gt;
Jakby nie dość było tego peanu na cześć wyspy trzeba dodać jeszcze jedno słowo, które polskiemu wspinaczowi mówi wszystko. Tarcie. W parze z mocno urzeźbioną skałą daje wręcz bajeczne możliwości. Niemal wszędzie można stać na nogach. Być może dlatego większość dróg można przejść na wiele sposobów, wymyślać różne patenty na cruxy, kombinować kiedy coś nie wychodzi. Praktycznie odpada nam problem dróg parametrycznych, a nawet jeśli jakieś się trafią, to czyż nie ma ponad dwóch tysięcy innych do wyboru? Może w tym też tkwi sekret miękkiej cyfry na Kalymnos. Można znaleźć drogę idealnie pasującą do własnego gustu i predyspozycji, a także nonszalancko nie tracić czasu na te, które nam nie pasują. Jakby tego było mało, to jeszcze wszystko (no prawie wszystko) bezpiecznie obite, łącznie z karabinkami na stanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tytułem podsumowania, aby Karol nie pomyślał, że wcale nie potrzebowałam tej listy do zrobienia opisu.&lt;br /&gt;
–	Damian oesował większość 6b+ (np. Panselinos, Mernizeli, Ricci di mare). RP urabiał 6c(Bye, bye doc), 6c+(Itaca) i 7a (Calipso), choć oczywiście upiera się, że to ostatnie było miękkie.&lt;br /&gt;
–	Karol miał problem z oesami, bo ilekroć urzekła go uroda jakiejś drogi patrzył w nią jak zahipnotyzowany, nawet jeśli akurat asekurował na drugim końcu regionu. Z najmocniejszych cyfr: zoesował 7a+(Mayumba), fleschem poprowadził 7b(Alcinoo), a w RP puściło 7b+(Dirlanda).&lt;br /&gt;
–	Łukasz miał tylko tydzień na oderwanie się od standardów rodzimej jury. Zdążył jednak w tym czasie zrobić fleschem 6c (Ciao vecio), RP 7a(Calipso) i 7a+(Material Man)&lt;br /&gt;
–	Kasia po raz pierwszy w życiu prowadziła, więc dobre i 5c na początek. Na wędkę urobiła kilka 6a, a nawet 6b(Janas Kitchen). Probowała poprowadzić 6b(Kalymne), bo jak spadać to z wysokiego „c”, no i spadła.&lt;br /&gt;
–	Ala zrobiła na wędkę 5b(Eyriklea). Poza tym wolała nurkować. Zanim Kalymnos stało się świątynią wspinania – co nomen omen zaczęło się stosunkowo niedawno – było rajem dla nurków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Czy byliście już na Kalymnos?&amp;quot;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Tam jest organizowany festiwal North Face'a.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;quot;Dla mnie to jest numer jeden jeśli chodzi o wspinanie, a potem długo, długo nic.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|St.Johann in Tirol - MTB w Kaisergebirge|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|11 - 14 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka &amp;quot;letnich&amp;quot; i słonecznych dni w Alpach spędzam głównie na MTB-uff jest co podjeżdżać :) oraz planowaniu atrakcyjnych tras zimowych tur. W niedzielę na dokładkę robię via ferratę doświadczając na własnej skórze co oznaczają dokładnie literki dot.trudności wspinaczki w skali A-D. W drodze powrotnej &amp;quot;romantyczne&amp;quot; MTB doliną Wachau (pośród winnic rozłożonych na wzgórzach okalających Krems). Dolina ta ze względu na swoje unikalne walory widokowe, architektoniczne i kulturowe została wpisana w 2000 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wyjazd niezwykle udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - &amp;quot;szlak jaskiniowców&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tomek i Asia Jaworska z synkami Karolkiem i Szymonkiem |&lt;br /&gt;
12 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trzypokoleniowym składzie obchodzimy tzw. &amp;quot;szlak jaskiniowców&amp;quot; o okolicach Smolenia. Zaglądamy do jaskiń Zegarowa, Jasna, Na Biśniku. Przy Kyciowej Skale jest też ciekawa próżnia lecz zaśmiecona. Szlak ten wiedzie polami i jest słabo oznaczony. Przy skale Krzywość robimy ognisko. Potem przez źródełko Tarnówki i Grodzisko Pańskie wracamy na Smoleń. Wchodzimy jeszcze na basztę zamku, który jest sukcesywnie odbudowywany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralne Manewry Autoratownictwa|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, oraz grotołazi z różnych klubów Polski|&lt;br /&gt;
11 - 13 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ostatni weekend i dodatkowo w poniedziałek odbyły się centralne manewry autoratownictwa jaskiniowego. Był to mój pierwszy wyjazd po otrzymaniu karty taternika i zarazem pierwsze szkolenie organizowane przez PZA w jakim brałam udział. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powodu różnych godzin przybycia uczestników pierwsze oficjalne spotkanie miało miejsce w sobotę rano. Został wtedy omówiony plan na nadchodzące dni, dokonano też podziału na pierwsze grupy. Pierwszy dzień spędziliśmy w Jaskini Czarnej na unifikacji. W jaskini na odcinku od otworu do trawersu Herkulesa zostało założonych 5 stanowisk ćwiczeniowych, grupy około 4-5 osobowe przemieszczały się między nimi. Ćwiczyliśmy miedzy innymi zjazdy z poszkodowanym, wyciąganie poszkodowanego do góry za pomocą metody ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi, ściąganie poszkodowanego z trawersu z użyciem dodatkowej liny i bez niej (do pomocy krótki odcinek liny/repa) oraz zjazd z poszkodowanym po pochylni w przeciwwadze. Dodatkowo każda grupa uczyła się zakładać punkt cieplny. Tego samego dnia wieczorem zostaliśmy podzieleni na nowe grupy, każda miała udać się w do innej jaskini. Dodatkowo odbyła się krótka prezentacja urządzenia do komunikacji w jaskiniach: Cave-Link.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja z moją grupą (pod moim kierownictwem) poszliśmy w niedzielę do jaskini Pod Wantą (pozostałe grupy odbywały manewry w jaskiniach: Litworowej, Czarnej, Marmurowej i Miętusiej Wyżniej). Dopiero w jaskini mogliśmy skonfrontować nabytą wcześniej wiedzę z rzeczywistością, dzięki temu okazało się, że wymyślane do ćwiczeń sytuacje bywają wyidealizowane i nie zawsze warunki w jaskini pozwalają zadziałać według poznanych schematów. Podczas ratowania ,,poszkodowanego”, musieliśmy się zmierzyć z nieprzewidzianymi wcześniej przez nas sytuacjami. Mogliśmy też wypróbować przedstawiony nam dzień wcześniej sposób cięcia liny bez noża. Do zaimprowizowanej sytuacji wykorzystaliśmy kawałek starej liny (jako lonża) i zamiast wykonywać czynności mające na celu zerwanie szanta, ucięliśmy lonża przy pomocy kawałka cienkiego repa. Na koniec przećwiczyliśmy jeszcze wkradanie w linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek została tylko część wcześniejszej ekipy. Z powodu planowanej wczesnej godziny zakończenia zajęć grupy poszły do jaskiń Kasprowych (Wyżnia, Średnia i Niżna). Moja grupa miała zajęcia w Jaskini Kasprowej Średniej. W pierwszej części ćwiczeń została mi odebrana radość zjazdu studnią, ponieważ zostałam przetransportowana na dno jako poszkodowany, w drugiej części ,,już w pełni sprawna” brałam udział w wyciąganiu poszkodowanego z dna jaskini, trawersem na zewnątrz. Cała akcja przebiegła bardzo sprawnie dzięki czemu zakończyliśmy ćwiczenia przed czasem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas wyjazdu miałam okazję poznać fantastycznych ludzi i nauczyć się wielu nowych przeczy. Poza poznaniem nowych technik autoratownictwa (uzupełniających podstawowe techniki z kursu jaskiniowego), mogłam postawić się w roli poszkodowanego jak i ratującego co spowodowało, że moje poglądy na konieczny ekwipunek grotołaza uległy zmianie. Mam nadzieję uczestniczyć w następnych takich ćwiczeniach i zachęcam do tego również wszystkich klubowiczów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Silesia Marathon |&amp;lt;u&amp;gt;Grzegorz Szczurek&amp;lt;/u&amp;gt;, ponad 1000 innych biegaczy i duże grupy kibiców|05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mglisty niedzielny poranek był zapowiedzią świetnego sportowego wydarzenia na ulicach Katowic. Start i meta na Siesia City Center. Na liście startowej na dystansie maratonu ponad 1800 uczestników, prawie 1000 na „Połowce”. Krótko przed startem, który miał miejsce o godzinie 9, zaświeciło słońce. Temperatura kilkunastu stopni, wymarzona do biegania. Mój plan zakładał dobiegnięcie do mety w przedziale 3:30-3:45. Do 28km było równiutko 5min/km, czyli akurat na 3 godziny i 30 minut. Dalej poszło gorzej. Pomimo ogromnych ilości izotoniku mięśnie nóg na granicy skurczy. Niestety znacznie zwolniłem i zrealizowałem tylko plan minimum meldując się z czasem 3:45:50 co dało mi 422 lokatę. Na mecie zameldowało się prawie 1200 maratończyków. Opis trasy prezentującej najlepsze walory Katowic, Siemianowic i Mysłowic oraz inne szczegóły można znaleźć na http://silesiamarathon.pl &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - warsztaty kanioningowe PZA z technik linowych|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski (w niedzielę Tadek i Basia Szmatłoch) oraz grotołazi i wspinacze z różnych klubów Polski|&lt;br /&gt;
03 - 05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugie warsztaty kanioningowe pod patronatem Polskiego Związku Alpinizmu odbyły się na skałkach Pazurka. Na skałkach ćwiczyliśmy zjazdy w różnych przyrządach kanioningowych (pirana, hydrobot, ósemka). Ćwiczyliśmy również zjazd z wypuszczaniem liny przez &amp;quot;ósemkę&amp;quot; i wykorzystaniem &amp;quot;tamponaty&amp;quot; do ściągania liny po zjeździe. Próbowaliśmy również &amp;quot;języka gwizdkowego&amp;quot; (francuskiego). Po za tym trenowaliśmy trawersy, zjazdy z łączeniem lin, zjazdy kierunkowe (odciągi). Oprócz tego poznaliśmy zasady worowania &amp;quot;kit-boula&amp;quot; i poręczowania dojścia i trawersu. Natomiast w Domaniewicach w Dworku Jurajskim (baza zgrupowania) odbyła się unifikacja sprzętu i prelekcja dotycząca zagadnień związanych z poręczowaniem kanionów. Pogoda słoneczna choć było dość zimno. Dzień kończymy ogniskiem. Po za tym należą się słowa uznania dla organizatorów i instruktorów szkolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWarsztaty-Pazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - MTB |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; Wojciech W.|05 10 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawie zgodnie z rowerowym przewodnikiem po Jurze robimy całkiem nawet szybką ok. 45 km wycieczkę od Olsztyna do Mirowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Krywań|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
28 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Krywań (2495) niebieskim szlakiem od doliny Ważeckiej. W partiach szczytowych Tatr leży śnieg ale szybko topnieje. Pogoda przecudowna. Na szlakach wielu turystów. Solidnie zbiliśmy czas podejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKrywan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Piotr, Tomasz Jaworski, Bogdan Posłuszny, 1 os. tow.|&lt;br /&gt;
19 - 21 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za cel obraliśmy dwa średniej trudności kaniony austriackie: Angerbach (v4, a3, III) i Lassingfall (v4, a3, II). Dojście do nich nie było tak oczywiste więc wydatnie przydał się GPS. Same kaniony bardzo ciekawe, zwłaszcza Lassingfall, gdzie mogliśmy się zetknąć z klasycznymi przeszkodami skalnymi i wodnymi. Były więc zjazdy na linie i dość ciekawe skoki. Pogoda niemal przez cały czas trwania wyjazdu był wręcz wymarzona więc za bardzo nie śpieszyliśmy się z przeprawami przez kaniony. W ostatni dzień pobytu część grupy zrobiła sobie wycieczkę miejscową kolejką a druga część ekipy poszła pod wodospad Mirafall. Wyjazd należy uznać jako bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FAustria-kaniony&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góra Birów, okolice Mirowa -&amp;quot;kurs&amp;quot; wspinaczki i MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, i inni|&lt;br /&gt;
13-14 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótkie acz bardzo udane wypady na Jurę w celach wspinaczkowo-rowerowych. Pierwszego dnia występuję w roli nauczyciela wspinaczki na Górze Birów- i pada kilka 4 :) poprowadzonych po raz pierwszy w życiu. Drugiego dnia łączę wspinaczki w Mirowie z MTB po okolicy. Pogoda dopisała. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ryczów - wspin na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|&lt;br /&gt;
07 09 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd na bardzo wielkim luzie. Pod skałę docieramy około 11:00! Na skale trochę ciasno i nie bardzo jest się na czym rozgrzać, więc na początek wykaszam ''SS Wiking VI.2'', a następnie w II próbie wyrównuję porachunki z ''Prześliczną Wiolonczelistką VI.2+''. Potem to już tylko parę VI-tek, w tym godna polecenia ''Country Roads''.&lt;br /&gt;
Wyjazd bardzo udany - opcja z opalaniem się na przemian ze wspinaniem, wyjątkowo mi odpowiada:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin na Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł, Teresa Szołtysik |&lt;br /&gt;
07 09 2014}}&lt;br /&gt;
Za wspinaczkowy cel trochę przypadkowo obraliśmy Słoneczne Skały w dolinie Szklarki. Na pierwszy rzut poszła Dziewczynka gdzie pękła ''Korba'' VI 1 (tylko Paweł). ''Dziewczynka z pazurkami'' VI 1+ musi jeszcze poczekać choć wiele nie brakowało do jej zaliczenia. Potem wspinamy się na fajnej skale Ogrodzieniec gdzie robimy kilka dróg od IV+ do VI. Rejon fajny, pogoda na wspinanie idealna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSloneczneSkaly&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech|&lt;br /&gt;
06 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z wolnej soboty (rodzina w sanatorium) postanawiam dokończyć szlak „Orlej Perci” na trasie Kozia Przełęcz-Przełęcz Krzyżne. Wyjechaliśmy o 2.00 z Mikołowa a o 6.00 jesteśmy już w Murowańcu. O 8.45 z Koziej Przełęczy zaczynamy czerwonym szlakiem kierować się w stronę Krzyżnego który osiągam o 13.30 (Rafał schodzi wcześniej-Skrajny Granat). O 16.00 pijemy piwko w schronisku. Pogoda w miarę dopisała lecz kotłowały się nad nami deszczowe chmury. Całość trasy około 26  km.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Apteka- MTB i wspin|&amp;lt;u&amp;gt; Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynam dzień rowerowo błądząc po jurajskich lasach (częściowo z premedytacją- pogoda cudna, częściowo już nie ;) ). Gdy udaje mi się w końcu osiągnąć właściwą skałę ku radości ekipy wspinającej się dołączam do zabawy na skałach, by jednak po kilku drogach popedałować szybko na swój pociąg do Zawiercia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - MTB w okolicach Morawki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Paweł Szołtysik |&lt;br /&gt;
31 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Morawki podjazd obok zaporowego jeziora na Slavic. Początkowo asfalt a potem już typowy beskidzki szlak. Grzebietowym szlakiem o profilu góra - dół docieramy do granicy czesko - słowackiej i nią nadal grzbietem z ładnymi widokami na obie strony dojeżdżamy na górę Sulov (942) do miejsca zwanego Biely Kriż. Stąd przepiękny zjazd do doliny Morawki. Całość pętli 30 km i 582 m deniwelacji. Szczegóły trasy tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Beskid_%C5%9Al%C4%85sko_-_Morawski . Pogoda nam się udała zważywszy, że u nas były burze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Starorobociański, Wołowiec i inne spacery|Wojtek i &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; Rymarczyk, Czantoria, Czeremosz i inni |9 - 23 08 2014}} &lt;br /&gt;
Koniec lata w Tatrach. Pogoda kapryśna – niemal codziennie ulewa. Dla nas był to przede wszystkim czas odprężenia, biegania boso po mokrej trawie, po błocie, wrzucania kamieni do rzeki z jak największym pluskiem, a także spotkania z rodziną (łącznie przez „bazę” przewinęło się kilkanaście osób). Udało się też zorganizować kilka fajnych wycieczek. Pierwszy tydzień sam uczynił siebie kondycyjnym, gdyż w ferworze pakowania buty zostawiliśmy w domu. Odbyliśmy kilka spacerów m.in. Doliną ku Dziurze, Doliną za bramką. Pochodziliśmy też trochę w okolicach Mietłówki (1110 m), położonej na trasie czarnego szlaku z Witowa na Gubałówkę.&lt;br /&gt;
Nowy tydzień to nowe wyzwania. Początkowo na samotną eskapadę mieliśmy wybrać się w poniedziałek, a przylepy zostawić pod czułym okiem dziadków. Prognozy były doskonałe, żadnego deszczu i słońce! Niestety po parogodzinnej próbie „ogarnięcia” mój entuzjazm się rozpłynął. Wojtek namówił więc swojego ojca i w południe obaj wybrali się na pętlę Trzydniowiański – Kończysty – Starorobociański i zejście doliną Starorobociańską. Całość dopełnił przejazd rowerem w obie strony przez Dolinę Chochołowską. Kolejnego dnia wstaliśmy skoro świt już z twardym postanowieniem…. Wyruszyliśmy w składzie Wojtek, Ola, Aga, Artur i Tymon na Wołowiec przez Wyżnią Chochołowską Dolinę i zejściem przez Rakoń i Grzesia. Po drodze stosowaliśmy możliwie dużo udogodnień przebrnięcia asfaltówki. Podejście Wyżnią Chochołowską było trafionym wyborem, przez większą część trasy nie spotkaliśmy żywego ducha. Z samego Wołowca szybko przepędziły nas schodzące coraz niżej chmury i silny wiatr. Dopiero gdzieś przed Przełęczą Łuczańską robimy sobie dłuuuugi odpoczynek z drzemką. Może nie było to do końca rozważne zważywszy na prognozy, ale…. Trudno odmówić sobie luksusu spania wtedy, gdy się tego chce! A nie tylko wtedy, gdy pozwalają na to okoliczności. Punkt 16. rozpoczęła się zlewa, w tym czasie robiliśmy ostatnie kroki na szczyt Grzesia. Z małą przerwą lało tak do samego domu lub – może bardziej – do samych majtek. Nie sądziłam, że będzie mi to tak obojętne. Zero stresu. Wręcz przyjemnie było zostać po tych kilku latach tak konkretnie, tatrzańsko zlanym! &lt;br /&gt;
Pod koniec tygodnia wybraliśmy się jeszcze z Zośką i Stasiem na Wielki Kopieniec (1328 m) z Toporowej Cyrhli i z zejściem Doliną Olczyską – okropnie rozjechana, błoto po kolana. Staś generalnie spał, Zosia z kolei dzielnie i chętnie maszerowała i trzeba było ją nakłaniać do nosidła, żebyśmy mogli trochę nadrobić czasówki. Rodzicom to trudno dogodzić.&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pn. - wspinanie na Bońku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Jagoda |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Standardowy wyjazd wspinaczkowy w dobrze znany nam rejon okolic Olsztyna. Pogoda idealna wspinaczkowo - letnie upały minęły już chyba na dobre. Po szybkiej rozgrzewce, walczymy na swoich projektach - Karol rozpracowuje &amp;quot;Prezydenta&amp;quot; VI.5, a ja walczę z &amp;quot;Filarem Wódki&amp;quot; VI.3 - niestety obydwie drogi muszą jeszcze poczekać:) Podczas drogi powrotnej zaglądamy w okoliczne lasy, szukając kolejnej miejscówki na następne lecie:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - MTB na Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Krzeszowa podjazd czerwonym szlakiem na Jaworzynę i Leskowiec (922). Trakt urozmaicony pod względem krajobrazowym i technicznym. Po większych podjazdach są odcinki poziome a nawet nie co w dół. Dysponując odpowiednią kondycją można wyjechać do góry bez schodzenia z roweru. Przy schronisku odpoczynek a potem krótki podjazd na szczyt Leskowca z ładnymi widokami na Babią Górę i pozostałe szczyty. Zjazd żółtym szlakiem w stronę Targoszowa miejscami bardzo trudny. W kilku miejscach musimy zejść z roweru gdyż szlak był właściwie łożyskiem górskiego potoku tyle, że bez wody. Niżej łatwiej. W sumie ciekawa pętla, ładna okolica, pogoda była w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA, WŁOCHY: wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda, Kasia(os. tow.) &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil, Sławek i Klaus |&lt;br /&gt;
08 – 17.08.2014}}&lt;br /&gt;
Plan był prosty – wspinanie w Dolomitach!!! Wszystko było gotowe: logistyka, skrupulatnie wybrane drogi , wyselekcjonowany sprzęt, nienaganna  forma (no z ostatnim to przesadziłem:)) Niestety nasz misterny plan spalił na panewce z powodu beznadziejnej pogody. Trzeba było na szybko wymyślić plan B. Najpierw ruszyliśmy w Hollental, który jest i tak po drodze w Dolomity, licząc że gdy pojawią się pomyślne prognozy będziemy mogli szybko przenieść się w miejsce docelowe.  Dzięki szybkiemu wyjeździe z Polski na parking w Keiserbrunn docieramy w piątek o 23.00. W sobotę  wybieramy się w trójkowym zespole (Ola, Damian i ja) na 300m szóstkową drogę, która jakoś nie powaliła nas swoją urodą. Mimo tego, że wszystko wskazywało na to że za chwile dopadnie nas burza, kończymy drogę całkowicie susi. W sobotę w nocy dojeżdżają do nas Ania ze Sławkiem, którzy w niedziele z Olą i Kasią wybierają się na pobliski dwutysięcznik.  Natomiast Damian i ja wybieramy 6 wyciągową drogę o trudnościach VII, jak się jednak okazało później nie są to kluczowe trudności na drodze. Założyliśmy że  cała wycieczka zajmie nam około 6h. Problemy niestety narastały kaskadowo, dzięki naszemu super precyzyjnemu topo i swojemu wielkiemu doświadczeniu już za 3 podejściem trafiliśmy na dobrą ścieżkę prowadząca do szukanej przez nas doliny, ale to dopiero był początek zabawy pod tytułem czy w ogóle uda nam się znaleźć drogę. O dziwo już po 3,5h znaleźliśmy się pod wejściem w drogę w stanie skrajnego zmęczenia i odwodnienia . Oboje uznaliśmy, że ten wielki sukces trzeba przypieczętować efektownym odwrotem. Jako, że głupio było czekać bezczynnie na resztę ekipy uznaliśmy, że można jeszcze spróbować się powspinać w Adlitzgraben.  Zgodnie z zasadą, że historia lubi się powtarzać dotarcie pod skałki zajęło nam ponad godzinę, gdzie znającym drogę zajmuje ona 15min. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skały robą bardzo dobre wrażenie, Adlitz w pełni zasługuje na miano najbliżej położonego westowego rejonu. W poniedziałek w decydujemy się(Ola, Kasia, Damian i ja) ze względu na optymistyczne prognozy na wyjazd w Dolomity, natomiast Ania ze Sławkiem postanawiają zostać w Hollentalu. Aby nie tracić całego dnia na przejazd pół dnia wspinamy się w Adlitz. Z ciekawszych prowadzeń padają  Traum ewiger Finsternis (6a+) ładna droga z cruxem na końcu, Josef-Trippel-Weg (5+) super wspinanie do samego stanu, Einstürzende Neubauten (6b+) ciągowe wspinanie z czujnym wyjściem,  Wolken im Kaffee (7a) kraul po klamach w przewieszeniu, prostowanie sławnego King Konga.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wieczorem trafiamy na fajny camping w Cortinied’Ampezzo, niestety  prognozy w ciągu doby zmieniły się tak diametralnie, że nie dają prawie żadnych szans na wspin w Dolomitach. Przeczekujemy jeszcze jeden dzień, lecz nic nie zapowiada poprawy pogody ,co gorsza w całej Europie pogoda delikatnie mówiąc jest kapryśna. Ostatecznie po rozważeniu wielu opcji (Franken, Osp, Adlitz) postanawiamy pojechać do Arco, gdzie dołączył do nas Klaus.Głównym powodem tej decyzji było to, że skoro nie moża uprawiać climbingu to przynamniej shopping. Niestety pomimo dużych planów udaje się nam jedynie kupić buty wspinaczkowe Kasi i Damianowi. Ilość sklepów wspinaczkowych w Arco robi wrażenie, niestety ceny nie są już tak promocyjne jak kiedyś. Poza zakupami udało się nam znaleźliśmy czas na wypróbowanie kilku lodziarni i pizzerii. Pogoda codziennie potwierdzała nam, że podjęliśmy dobrą decyzję o odwrocie z Dolomitów – każdego dnia naszego pobytu padało. Niema tego jednak złego co by na dobre nie wyszło – dzięki opadom temperatura pozwalała na komfortowy wspin  pomimo pory roku (połowa sierpnia!!!) Ze względu na pogodę wspinaliśmy się tylko w jednym przewieszonym rejonie Massone, który jest warty polecenia z jednym zastrzeżeniem – na niektórych drogach jest wyślizg porównywalny do klasyków w Bolechowicach. Padły m.in. Halloween (7a)- fajna droga forsująca 3 okapy, niestety kluczowy chwyt kuty, Aladin (7a) – mega promocja, Łutowiec się chowa,  Gino E La Sfiga (6b+) fajna długa ciągowa droga, Adelante (7a+) promocja, ale wspinanie piękne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FAUSTRIA%2C%20W%A3OCHY%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA- Totes Gebirge: spacery i MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|&lt;br /&gt;
04-07.08.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuacja poszukiwań dobrych tras na samotne skitury. Pierwszego dnia robię świetną trasę z rejonu Almsee do schroniska Puhringershutte. Kolejny dzień z racji deszczu poświęcam na odpoczynek, by dwa następne spędzić na MTB i zdobywaniu szczytów. Jadę trasą rowerową wzdłuż rzeki Traun aż do Gmunden, by już zupełnie górsko podjechać pod Laudachsee, skąd klasycznym &amp;quot;Witoldem Henrykiem&amp;quot; wchodzę (już bez roweru) na szczyt Traunstein. Powrót inną drogą wzdłuż rzeki, połączony z orzeźwiającymi kąpielami :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Od gór do Bałtyku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i  Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
26 07 - 10 08 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W 2 tygodnie odbyliśmy samochodem podróż przez pd.-zach. (Sudety) i zach. Polskę (wzdłuż Nysy Łużyckiej i Odry). Po drodze robiliśmy wypady piesze i rowerowe w góry oraz zaliczyliśmy spływ kajakowy.  Był to dla nas bardzo odkrywczy wyjazd. Zobaczyliśmy wiele nowych terenów i przeżyliśmy kilka przygód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla zainteresowanych więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Goleszowa gdzie u kuzyna Stasia robimy nie złą imprezkę otwierającą naszą podróż. Potem jedziemy generalnie ciągle na zachód. Krótki pobyt nad jeziorem Otmuchowskim a potem już góry Złote. Tu w Złotym Stoku zwiedzamy starą kopalnię złota gdzie oprócz całej historii kopalni można zobaczyć unikatową wystawkę różnych tabliczek. Z jednej się uśmiałem: „Walim na żądanie” (Walim to taka miejscowość a tabliczka była z przystanku).  Bardzo fajny był natomiast Lądek Zdrój. Stąd zrobiliśmy pieszą wycieczkę na górę Trojak (766) zwieńczoną właśnie potrójnym i wielkim masywem skał.  Następnie udaliśmy się w góry Bialskie. Startując z Starej Morawy przejechaliśmy na MTB dużą pętlę przez te właśnie góry. Od Stronia kilkunastokilometrowy podjazd doliną Białej Lądeckiej na Suchą Przełęcz (1009). Stamtąd bardzo stromy zjazd (egzamin hamulców) do Starej Morawy. Moim zdaniem to jeden z najpiękniejszych i dość dzikich zakątków Kotliny Kłodzkiej. Sam szlak rowerowy też do łatwych nie należy.&lt;br /&gt;
W dalszej kolejności objeżdżamy Kotlinę Kłodzką tzw. Drogą Śródsudecką wiodącą uroczą doliną między górami Orlickimi a Bystrzyckimi. Odcinek między Międzylesiem a Lesicą a nawet dalej jest w zasadzie pozbawiony utwardzonej nawierzchni. Ruch samochodowy właściwie nie istnieje. Później pogoda się pogarsza i niestety w deszczu wchodzimy na Szczeliniec Wlk. (919) i przechodzimy cały szlak skalny w tym rejonie. Zwiedzamy też Wambierzyce. Potem już jest Karpacz. Tu na MTB robimy pętlę dookoła Karpacza (350 m deniwelacji) a w drugi dzień już przy pięknej pogodzie wchodzimy (od schroniska Śląski Dom wybiegam na szczyt z maratończykami Maratonu Karkonoskiego) na Śnieżkę (1602) przez kocioł Łomniczki a schodzimy przez Czarny Grzbiet. Dalej nasza podróż wiedzie do czwartego rogu Polski (brakował nam do kolekcji). Częściowo przez Czachy docieramy do Bogatyni i następnie Kopaczowa. W jego pobliżu łączą się granice Polski, Czech i Niemiec. Oglądamy też potężną odkrywkę węgla brunatnego. Dalsza droga wiedzie już na północ kraju wzdłuż Nysy Łużyckiej a dalej Odry. Przepiękne rozległe lasy. Jedziemy bocznymi drogami, często o złej nawierzchni. Kapiemy się w leśnych jeziorach, których tu nie brakuje. Mijamy małe wioski i senne miasteczka często z wspaniałymi acz zapomnianymi zabytkami. W Połęcku przeprawiamy się małym promem przez Odrę w momencie nadciągającej burzy. Kilka kilometrów po drugiej stronie drogę zablokowało nam zwalone przez nawałnicę stare drzewo.  Po godzinie straż pożarna udrożniła trakt i w nieustannym deszczu dotarliśmy do Łagowa. Tu spotykamy koleżankę z klubu Anię Bil (była tu na obozie płetwonurków). Wracamy wkrótce do granicy i znów poruszając się na północ osiągamy Kostrzyn (tu jeszcze widać efekty Woodstock, wiele osób jeszcze wracało po tej imprezie, cóż my się trochę spóźniliśmy). Następny ciekawym terenem są okolice Cedyni. Niesamowite bagna dolnej Odry. Tu rozegrały się dwie słynne bitwy. My wdrapujemy się na wzgórze z pomnikiem gigantycznego orła dominującego nad okolicą oraz oglądamy fragmenty grodziska nie opodal. Kolejną noc spędziliśmy nad pięknym jeziorem Morzycko (objechaliśmy je dookoła rowerami). W jego wodach po dziś dzień spoczywa wrak radzieckiego samolotu Jak – 9  z czasów wojny. Z pojezierza Myśliborskiego robimy przeskok do Kamienia Pomorskiego. Stąd na rowerach objeżdżamy Chrząszczewską Wyspę. Najtrudniejszym odcinkiem okazał się szlak z Buniewic zarośnięty pokrzywami, w dodatku kąsały nas „koniary”. Docieramy jednak na północny brzeg gdzie już w wodzie zanurzony jest potężny głaz narzutowy. To tzw. Królewski Głaz. Z pięknego Kamienia robimy już autem ostatni przeskok na północ do Pobierowa gdzie jeden dzień odpoczywamy w „plażowych” klimatach. Doprawdy nie wiem jak tak można spędzać wolny czas. Po takim „odpoczynku” kierujemy się do Trzebiatowa skąd robimy kilkunastokilometrowy spływ kajakowy Regą do morza a właściwie portu w Mrzeżynie. Rzeka łatwa i dość przyjemna choć nawiosłowaliśmy się sporo (tempo mieliśmy bardziej sportowe). W drodze powrotnej do domu zatrzymujemy się jeszcze nad jeziorem Miedwie a potem w Lubrzy (okolice Świebodzina). Tu na rowerach przejeżdżamy krótki ale bardzo ciekawy Szlak Nenufarów wokół jezior Goszcza i Lubie oraz robimy rowerowy wypad do starego klasztoru Cystersów w Gościkowie i bunkrów w Boryszynie. Stąd już wracamy bezpośrednio do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszej podróży autem pokonaliśmy 2021 km. Na rowerach, głównie na terenowych drogach górskich i leśnych przejechaliśmy ok. 150 km. Kilkanaście kilometrów pokonaliśmy kajakiem i tyle też pieszo po górach choć dokładnie trudno mi to zmierzyć. Noce spędzaliśmy głównie na polach namiotowych. Jest jeszcze w Polsce sporo ciekawych miejsc a ta podróż po raz kolejny uzmysłowiła nam w jakim pięknym kraju żyjemy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FZach-Polska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyrypa Beskidzka:|Ola Golicz, Asia K.|&lt;br /&gt;
01-02/03.08.2014}}&lt;br /&gt;
opis może w późniejszej przyszłości...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.facebook.com/WyrypaBeskidzka?fref=ts&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PODLESICE: wspinanie|Sebastian Podsiadło, Kamil Grządziel, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;,|&lt;br /&gt;
30.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się wybraliśmy. Naszą ,,mocną trójkę” najlepiej podsumowuje rozmowa przeprowadzona rano w samochodzie:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*K: To mój drugi raz w skałach będzie.&lt;br /&gt;
*S: Mój już trzeci, a twój Asia ?&lt;br /&gt;
*A: Nooo… też tak jakby trzeci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zważając na powyższe nie dziwi, że zaczęliśmy nasz wyjazd od Turni Motocyklistów i dróg: Sen na Jawie i Brzęczenie Komara (wycen nie podaję, bo mi głupio po przeczytaniu opisu wspinaczki we Francji :) …. ). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej rozgrzewce udaliśmy się pod Skałę Aptekę. Pod ścianą pustki, w końcu to środek tygodnia (niech żyją studenckie wakacje !!! szkoda tylko, że ostatnie w życiu). Chłopcy uznali, że pora na coś cięższego i zawalczyli z Prozakiem Życia (VI), ja nawet nie musiałam wstawać z koca, a Prozak  i tak wygrał. Więc skoro drogi szóstkowe jeszcze nie są dla nas, to trzeba próbować z piątkami. Tym razem wstałam z koca i wybrałam Anakolut (V), po namyśle zmieniłam drogę na Lewy Filarek (III), ale po wpince i kolejnym namyśle wróciłam na Anakolut, wyszło coś mojego, ale przynajmniej nie siedziałam na kocu. Sebastian z Kamilem zrobili Fizyka (IV+), a ja w tym czasie zdobyłam szczyt skały ścieżką od tyłu (fajny widok z góry). Potem podjęłam próbę przejścia Filaru Apteki (nie wyszło, mam za krótkie  ręce, serio ! zabrakło 10cm - wiem bo patrzałam jak szedł Kamil i chwytał dokładnie to co ja bardzo chciałam dosięgnąć). Zrobiło się już późno więc przeszliśmy na ścianę północną z postanowieniem wejścia na W Zasadzie Nie Groźną (V+), po ,,obgadaniu” sprawy uznaliśmy, że może nie starczyć liny, no i nie mamy oznaczonej połowy … (drugi problem szybko rozwiązaliśmy, pierwszym postanowiliśmy się nie martwić - zawsze można zjechać na dwa razy, tak jak ,,ten pan obok”). Sebastian skończył trochę przed końcem i zjechał bardzo niezadowolony. Kamilowi udało się wejść wyżej, ale nie dość, że lina już się kończyła to jeszcze zabrakło mu ekspresów (a wziął wszystkie jakie ze sobą mieliśmy). My uznaliśmy, że Kamil ma drogę zaliczoną, bo pozostała mu jedna prosta wpinka do końca. Już na zakończenie ja zrobiłam Cześć i Dziękuję Za Ryby (IV+), bardzo przyjemna droga, mimo, że zakończyłam na pierwszym zjeździe (nie żeby mi się nie chciało, ale i tak nie było tyle ekspresów, żeby iść dalej).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może i w porównaniu z klubowymi łojantami wyniki naszej trójcy nie są imponujące, ale patrząc na to od naszej strony to:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Był to nasz pierwszy samodzielny wyjazd.&lt;br /&gt;
* Podczas wyjazdu mieliśmy progres z dróg o wycenie III, na drogi IV+ i V+.&lt;br /&gt;
* Trzech z trzech uczestników pobiło swoje życiowe rekordy !!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice%20Apteka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - spacery|Ola Golicz|&lt;br /&gt;
25 – 27.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas moich dłuuugich tegorocznych wakacji (zasłużonych czy nie...)poza MTB, bieganiem, zumbą i kursem prowadzenia samochodów elektrycznych ;) w okolicach Wels we wcześniejszym okresie w ostatni weekend postanowiłam w końcu wdrożyć w życie mój plan przygotowania się do samotnych wypraw skiturowych(!)- poprzez rozeznanie odpowiednich terenów latem. Padło więc na Totes Gebirge. W piątek testuję niezwykle urokliwe okolice Traunstein, by w sobotę przenieść się nieznacznie w okolice Offensee. Tam badam teren wokół Rinnerkogel oraz Weißhorn. Całkiem tanio i przyjemnie nocuję w Rinnerhutte. Na koniec zwiedzam polecane mi Traunkirchen. Wszystkie odwiedzone miejsca w mojej ocenie godne polecenia w każdym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia https://www.dropbox.com/sh/ce6j010r4aw66px/AADaPpr4s0qncknEkJLlRImpa#/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy Delfinatu - wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|&lt;br /&gt;
11 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Przygotowania do wyjazdu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian – 100 dni za biurkiem &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	     40 dni w łóżku z powodu kontuzji kolana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Kasia – 149 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  28 dni w łóżku z powodu zapalenia oskrzeli&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol – 135 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  20 dni w łóżku... bo mógł&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola – 800 kilometrów przebiegniętych od początku roku&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	nie licząc skiturów, pływania, jaskiń, zumby, jazdy na rowerze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Audi A6 – 2,7 TDI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	      …które nie dojechało do Francji&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do wyjazdu w Alpy przygotowywaliśmy się od początku roku. Brak formy wymaga ogromnej samodyscypliny, ale nie poddawaliśmy się wszechobecnej modzie na aktywne spędzanie czasu. Do pracy tylko samochodem, po pracy tylko komputer a niedziela oczywiście na rodzinnym obiedzie. Było ciężko, ale nie sztuką jest przecież pojechać w góry kiedy jest się w dobrej w formie, tak jak nie jest wyczynem iść dalej, gdy człowiek wciąż może oddychać. My postanowiliśmy pojechać w Alpy, aby pokonać siebie, udowodnić wyższość umysłu nad ciałem i rzucić wyzwanie niemożliwemu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przemyśleniu zaprosiliśmy jeszcze Olę, żeby choć jedna osoba była w stanie dojść do schroniska i wezwać pomoc.&lt;br /&gt;
Na cel wyjazdu wybraliśmy Alpy Francuskie – okolice Grenoble. Jest to najdalej wysunięty na południe region alpejski, który w związku z tym daje nam największą „gwarancję” dobrej pogody. Trzeba jednak przyznać, że znajduje się on też nieco dalej od Polski. &lt;br /&gt;
Są dwie możliwości dostania się na miejsce: samochód lub samolot + wynajęcie auta. Obie nie są idealne pod względem czasu i kosztów dojazdu. Wybraliśmy dojazd samochodem w wersji luks, czyli wynajęcie Audi A6. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu nastąpi krótka dygresja na temat ywpożyczania samochodów na wyjazdy wakacyjne. Otóż jest to bardzo dobry pomysł, ponieważ często auto, którym dojeżdżamy codziennie do pracy i na zakupy nie nadaje się na wyjazd z ekipą w góry. Należy jednak pamiętać, że wypożyczalnie na polskim rynku mają wiele ukrytych kosztów, o których nie informują otwarcie na stronach internetowych. Cieszą się mimo to dużą popularnością, więc o wypożyczeniu samochodu należy pomyśleć też z odpowiednim wyprzedzeniem. Ostatnia sprawa zaś, to warto podpytać znajomych i skorzystać z usług sprawdzonej firmy... Nasze Audi A6, wynajęte w bardzo przyzwoitej cenie, w dniu wyjazdu pojechało na myjnie samochodową i jak nas poinformowano już nigdy stamtąd nie wróciło. Korzystając z okazji apelujemy do wszystkich, aby zwrócili uwagę na uwiezione w którejś z myjni czarne Audi. To ważne, bo najprawdopodobniej w jego wnętrzu wciąż znajduje się kierowca, z którym kontakt urwał się 11 lipca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kończąc dygresję o wypożyczalniach dodam, że ostatecznie pojechaliśmy autem Damiana, które jest dostatecznie duże, by pomieścić 4 osoby z bagażami i nie zgubić się pomiędzy szczotkami. Na wszelki wypadek nie myliśmy go przed wyruszeniem w trasę.&lt;br /&gt;
Dwadzieścia cztery godziny później, po wielu przygodach i źle zinterpretowanych komunikatach GPSa dotarliśmy do miejscowości La Berarde. Jest to lokalizacja godna polecenia każdemu, kto wybiera się pod namiot. Miasteczko otwiera się na wiosnę i zamyka jesienią. W ciągu zimy kręta droga wiodąca na wysokość 1700 m przestaje być przejezdna. W okresie letnich wakacji, jest ono jednak w pełni dostępne dla turystów oferując sympatyczny i niedrogi camping otoczony szczytami. Nie musimy chyba dodawać, że podejście pod ścianę, gdy startuje z 1700, to krótsze podejście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjeżdżamy w deszczu. Pierwszego dnia pogoda jeszcze nie jest pewna, więc Damian zabiera Kasię i Olę na najprostszy wielowyciąg na Tete de la Maye. Podejście od kempingu pod drogę, która ma 13 wyciągów zajmuje jakieś 20 minut. W razie niepogody można znaleźć w okolicy zupełnie standardowe drogi sportowe. Wielowyciągi także oferują zróżnicowany poziom trudności. Karol, jako najtwardszy członek zespołu, postanawia jeszcze ten jeden dzień przespać, by być lepiej przygotowanym na mierzenie się z samym sobą na trudniejszych trasach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia drugiego budzimy się w niebie. Ponieważ po otwarciu namiotu widać tylko białe obłoczki, a w zasadzie to sam namiot się w takiej chmurce znajduje, postanawiam spać do oporu i wyruszyć w trasę dopiero po spokojnym poranku. Damian i Karol robią tego dnia podejście pod Dibonę. Ola i Kasia wybierają się na spacer Doliną Bonpierre. Dobry wybór na początek w obu przypadkach. Podejście do schroniska pod Diboną (2700 m) jest ze względu na nastromienie i deniwelację jednym z bardziej kondycyjnych „spacerów”, jakie sobie można zafundować. Bonpierre natomiast jest jedną z bardziej urokliwych dolinek, którymi można się przejść bez większego wysiłku i podchodzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol i Damian śpią pod Diboną. Kulturalnie, w jednej z ogrodzonych kamiennym murkiem miejscówek przygotowanych oficjalnie dla wspinaczy, którzy zdecydują się nocować pod ścianą. Wstają najwcześniej – tym razem są dostatecznie wysoko, by niebo nad ranem znajdowało się pod nimi – i jako pierwszy zespół wbijają się w ścianę. Droga na Dibonie, którą robią jest obowiązkowym punktem dla każdego wspinacza, który przyjedzie w ten region. Sama ściana Dibony jest pocztówkowo piękna, a widok ze szczytu wręcz nierealny. Gdyby tylko nie była taka długa... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia tego samego dnia wybierają się do bardzo malowniczej Doliny des Etages. Po miłym czterogodzinnym spacerze rozpoczynają podejście do schroniska Soreiller, by dołączyć do chłopaków (wspomniane już 2700 m). Ola po drodze robi zdjęcia, je suszone morele, wysyła sms-y, gra w gry na komórce. Kasia pokonuje samą siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotykamy się szczęśliwie przy schonisku i schodzimy wszyscy razem. Na zejściu Karol pokonuje siebie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia pogoda jest już bezdyskusyjnie rewelacyjna. Słońce nie daje żyć, ale za to ani jeden zabłąkany obłoczek nie grozi pokrzyżowaniem nam planów. Postanawiamy, że będzie to dzień restowy. Kasia dla rozruszania zakwasów wybiera się jedynie na krótki spacer pod Szczyt La Berarde (2 h i 800 m deniwelacji). Damian i Karol postanawiają tylko podejść pod następną ścianę przy schronisku La Pilatte (4h i 830 m deniwelacji). Ola ogranicza się do wyjścia pobiegać. Po 20 minutach dogania chłopaków, którzy wyszli dwie godziny wcześniej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian i Karol nocują w schronisku. Głownie z inicjatywy Karola, który jakoś mało entuzjastycznie reaguje na pomysł podejścia od razu pod ścianę i spania na lodowcu. Trzeba przyznać, że schronisko gości głównie wspinaczy i nawet oficjalnie budzi każdy zespół w zależności od zadeklarowanej przez niego trasy. Pechowo nasi wybierają na Les Bans i Couloir Macho (tak, dobrze zgadujecie, że polskie tłumaczenie będzie brzmiało: Kuluar Macho), a to oznacza wyjście o 2:00 nad ranem. Dzielnie zdobywają szczyt (3600 m) korzystając ze świeżo nabytych umiejętności wspinania zimowego. Przechodzą granią szczytową, która jest tak krucha, że ciężko znaleźć odpowiednie słowa - nawet w obfitującej w przekleństwa polszczyźnie - i wracają lodowcem do schroniska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia umawiają się z chłopakami pod schroniskiem na 15:00. Przychodzą przed czasem, a dopiero o 16-ej udaje im się wypatrzyć zespół, który wciąż jest w ścianie. Obsługa schroniska budzi wspinaczy tak wcześnie, bo popołudniu i przy pełnym słońcu, chodzenie po lodowcu staje się mniej bezpieczne. Nasi jednak mięccy nie są. Co to za sztuka zrobić drogę kiedy ma się kondyncję, umiejętność i zapas sił? Być twardym i zrobić kuluar Macho bez tego wszystkiego, to dopiero jest wyczyn.&lt;br /&gt;
Damian schodzi z dziewczynami i udaje im się dotrzeć do kampingu przed nocą. Karol postanawia się nacieszyć jeszcze trochę swoim rekordem wysokości, a także – jak piszą Francuzi w przewodnikach – „poczuć bycie w górach”. Dlatego zostaje w schronisku i schodzi następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień, jest najcieplejszym dniem całego tygodnia. Co niestety nie cieszy aż tak bardzo, zważywszy jak ciepłe były poprzednie. Damian, Ola i Kasia wybierają się na wycieczkę do Temple Ecrins. Jest to sympatyczne schronisko położone na 2400, ale trasę można przedłużyć do 2800 podchodząc sobie ścieżką do granicy lodowca. Miejsce słynie z wyjątkowo ładnych kwiatów, ale widoki - dla nas amatorów – robią znacznie większe wrażenie niż roślinki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała dygresja o turystyce we Francuskich Alpach. Zasadniczo nie widuje się tu turystów z plecaczkami. Turystów bez plecaczków ale w klapkach lub szpilkach nie ma w ogóle. 80% napotkanych osób to wspinacze robiący podejście pod drogę albo ludzie z linami, którzy planują przynajmniej przejść się lodowcem. Oznacza to, że pomimo idealnej pogody, w miejscach, gdzie nie ma popularnych dróg wspinaczkowych nie spotkamy prawie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec dygresji i nasz ostatni dzień we Francji. Rano Karol, Damian i Ola wybierają się na drogę wspinaczkową położoną tuż obok wodospadu, której największą zaletą są: 10 minut podejścią pod drogę i zjazdy. Kasia w tym czasie robi sobie spacer do Vallon de la Lavey. Ze względu na wczesną godzinę przez pierwsze trzy godziny nie spotyka nikogo, ale wracjąc widzi nawet – po raz pierwszy w tych górach – ludzi w addidasach. Czuć, że to sobota. Pogoda ze swoim idealnym wyczuciem czasu czeka aż wrócimy na kamping i dopiero wtedy żegna nas deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wyjazdem próbujemy jeszcze tradyjnych francuskich potraw w miejscowej restauracji i wyruszamy w dwudziestogodzinną podróż pełną rozmów, o życiu, śmierci i dentystach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku formy udało nam się zrealizować wszystkie zamierzone cele,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
bo chcieć to móc,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
a czasem to po prostu nie mieć wyboru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjecia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja%3A%20Alpy%20Delfinatu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia II /ola/: https://www.dropbox.com/sh/ivamhb9kcsw9yc5/AAB6VwzCDhOInisOaL-Hv4Jma&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – biwak w Nadkotlinach|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, osoba utajniona|&lt;br /&gt;
19 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Ten wyjazd był zaplanowany już dawno temu i pierwotnie w akcji miało uczestniczyć 6 osób, jednak z powodów ,,życiowych” ostały się tylko trzy. Mimo wszystko kierownik (Mateusz) nie zdecydował się (na szczęście) na odwołanie biwaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszyliśmy w sobotę rano koło godziny 10 z parkingu przed Doliną Małej Łąki, jedni szli szybciej, a ja wolniej, ale koniec końców wszyscy dotarliśmy pod otwór Jaskini Wielkiej Śnieżnej, gdzie zdążyliśmy zobaczyć wskakujących do dziury grotołazów z Krakowa, mieliśmy się z nimi spotkać później w jaskini. Od tego miejsca już trzymaliśmy się razem, by około godziny 14 znaleźć się pod otworem jaskini Nadkotlinami, a o 15 zacząć akcję. W czasie przebierania dołączyli do nas Tadek, Damian i Artur by zostawić plecaki i pójść dalej do otworu jaskini Litworowej. Z nimi też jeszcze mieliśmy się spotkać podczas tego wypadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście dla naszej trójki (która nie była szóstką), Mateusz dogadał się z Speleoklubem Tatrzańskim, że w zamian za pomoc w deporęczowaniu ich lin wiszących w jaskini będziemy mogli z nich skorzystać. Z tego powodu przejście przez jaskinię poszło nam dość sprawnie aż do Obejścia Gliwickiego i dolnej części Setki. Dalej już musieliśmy sobie radzić sami  - według szkicu technicznego mieliśmy przed sobą jeszcze trzy studnie, jednak zarówno jaskinia jak i opis jaskini udowodniły nam, że jesteśmy w błędzie i studnie są cztery. Musieliśmy obrabować z jednej liny wór przygotowany na zaporęczownie partii za Suchym Biwakiem, którymi miała przejść druga ekipa z naszego klubu -w celu dokonania trawersu ( tym co zrobimy z brakującą liną postanowiliśmy się ewentualnie pomartwić później). Na Suchym Biwaku byliśmy o godzinie 19, stąd Mateusz pobiegł poręczować odcinki dla Tadka, Damiana i Artura (i nie musiał się martwić brakiem lin, ponieważ częściowo studnie są tam zaporęczowane ,,jakimiś” linami), pozostała dwójka po prostu poszła, by spotkać wracającego z udanej misji Mateusza. Rozłożenie biwaku (testowanie nowego namiotu) poszło sprawnie. Kolacja i spanie. Koło naszego biwaku przewinął się zarówno klub z Krakowa jak i reszta Nockowiczów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaliśmy o godzinie 7, a o 8 byliśmy już gotowi do drogi powrotnej. Ja szłam przodem, a chłopaki z tyłu deporęczowali. Powyżej mokrej 40-stki spotkaliśmy trójkę grotołazów z Speleoklubu Tatrzańskiego, którzy przyszli nam z pomocą, był to najodpowiedniejszy moment, bo właśnie stosunek worów na osobę zaczął przekraczać 1. Również od tego miejsca wyjście zaczęło mi się dłużyć i mimo (pożyczonego) pantina na nodze odczuwałam coraz większe zmęczenie, ale przebłyski światła z powierzchni dodały mi sił. Chwilę później ostatni z naszej trójki wyszedł z jaskini, przebraliśmy się  i  popędziliśmy do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinie Wlk. Litworowa - Nad Kotliny, trawers otworów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Artur Szmatłoch|19 - 20 07 2014}}&lt;br /&gt;
Dokonaliśmy trawersu jaskiniowego w systemie Wielkiej Śnieżnej od jaskini Wielkiej Litworowej do jaskini Nad Kotlinami. Akcja trudna. Całkowity czas przejścia – 18 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu szczegóły dla zainteresowanych:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Nad Kotlinami była zaporęczowana przez zakopiańczyków oraz częściowo przez naszych kolegów z klubu (Mateusz Golicz, Asia Przymus oraz Miw). Grupa Mateusza i nasza działała w tym samym czasie. Oni weszli otworem Nad Kotlin (ich celem był biwak w jaskini, zaporęczownie nam odcinaka Suchy Biwak - II Biwak i zreporęczowanie Kotlin po naszym przejściu) a my po zostawieniu plecaków poszliśmy na drugą stronę góry, do otworu Litworki. Tu już sami poręczujemy jaskinię do Starego Dna. Najgorsze było w partiach połączeniowych Litworki z Śnieżną. W Błękitnej Lagunie było wody więcej niż zwykle więc przy czołganiu tym niskim korytarzykiem solidnie się moczymy. Tadka nawet trochę podtopiło (miał kask i w decydującym momencie nie potrafił podnieść głowy) ale Artur szybko mu pomógł. Po tym odcinku wszystkich nas telepało z zimna, wysiłku i wrażeń. Następnie bardzo uciążliwe przedzieranie się przez dalsze zaciski i ciasnoty, często w wodzie. Newralgiczny był zacisk przed pionową szczeliną (teraz jest tam lina), który tym razem jakoś pokonaliśmy (Tadek wykorzystał z góry założoną taktykę przejścia). Szczęśliwi docieramy do Komina Ekstazy. Trzeba przyznać, że partie połączeniowe są niewygodne a to, że w miarę płynnie nam poszły to dlatego, że tam niejednokrotnie byliśmy przed laty. Dalsza droga wydała się łatwiejsza. Na Nowym Biwaku (sądzę, że to jedno z najbardziej odosobnionych miejsc w polskich podziemiach) robimy krótką przerwę na posiłek. Po tym brniemy przez Ciągi Przykrości i dalsze niekończące się zjazdy i trawersy. Z radością więc witamy huk wody spadającej do Sali Wiatrów w Śnieżnej. Tym samym kończy się nasza droga w dół. Stąd niemal 700 m pionu w górę. Dodatkowo dochodzi nam reporęczowanie jaskini do Suchego Biwaku (wisiały tu wprawdzie inne liny ale aby obyło się bez niespodzianek nasi koledzy dopręczowali dziurę naszymi linami). Odczuwamy już nie co zmęczenie ale w umówionym przedziale czasowym docieramy do Suchego Biwaku gdzie nasza trójka nockowiczów biwakowała w testowanym przez Mateusza namiocie. Był środek nocy więc nawet się nie widzimy tylko wymieniamy kilka zdań. Po posiłku ruszamy w stronę Kotlin. Zmęczenie, ciężki wór z linami powoduje, że wielkie studnie (zwłaszcza Setka, i Szywała) wydają się nie mieć końca. Powoli jednak zdobywając metr po metrze w 8 godzin od Suchego Biwaku wydostajemy się otworem Nad Kotlin na powierzchnię. Byliśmy poobijani i czuliśmy każdy nawet najmniejszy mięsień. Na szczęście pogoda jest wymarzona. Słońce i ciepełko, tego nam trzeba było. Wkrótce też nadchodzi trójka zakopiańczyków by wspomóc grupę Mateusza przy retransporcie lin z Kotlin. Mile spędzamy czas na sympatycznej pogawędce. Pozdrawiamy! Zakopiańczycy wkrótce znikają w jaskini a my rozpoczynamy zejście. Wracamy przez Kobylarz. Deficyt snu i potworne zmęczenie zmuszają nas do półgodzinnej drzemki na trawie przy szlaku. Dalej zwlekamy się do Kir na Biały Potok gdzie u znajomego bacy znów kładziemy się na trawie i 2 godziny śpimy by jeszcze tego samego dnia bezpiecznie wrócić autem do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu rozkład czasowy  akcji liczony od wejścia: otw. Wlk. Litworowej – Magiel: 2 h, Nowy Biwak: 5.30 h, II Biwak: 8.30 h, Suchy Biwak: 10 h, otw. Nad Kotlin 18 h. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworowa-Kotliny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - zajęcia kanonigowe PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Jaworski oraz grotołazi, wspinacze i kajakarze z klubów speleologicznych i alpinistycznych z całej Polski |12 - 13 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w warsztatach kanoningowych pod patronatem PZA. Najpierw trochę teorii w centrali TOPR w Zakopanem. W pierwszy, bardzo deszczowy dzień wzięliśmy udział  w wykładzie na temat zagadnień związanych głównie z problematyką wodną podczas uprawiania kanonigu. Potem pojechaliśmy nad rzekę Białkę (w miejscu gdzie uchodzi do niej Jaworowy Potok). Jednak po całonocnych i wciąż trwających opadach rzeka rwała wściekłym nurtem z którym mógł by się jedynie mierzyć szaleniec. Nasza kadra z TOPRu stwierdziła więc, że warunki są zbyt niebezpieczne. Pojechaliśmy więc na Łysą Polanę gdzie mieliśmy zakwaterowanie w dawnej strażnicy WOPu a następnie nad Wodogrzmoty Mickiewicza gdzie miały się odbyć zajęcia linowe. Tu też nie ma złudzeń. Biała kipiel waliła całym kanionem tak, że skały „drżały”.  Udaliśmy się więc na bazę gdzie odbyło się kolejne szkolenie teoretyczne a potem integracja przy ognisku. Przestało padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień to wspaniała pogoda. Udajemy się z rana znów w to samo miejsce na Białce. Wody opadły znacząco choć wiele brakowało do normalnego stanu. Już ubrani w pianki ćwiczymy w rzece pływanie pasywne i aktywne (trawersy, wejście w nurt, zachowanie się w cofce, wyjście z cofki). Ćwiczyliśmy także różne sposoby wydostania się z nurtu, skoki oraz podstawowe sposoby pomocy przy zastosowaniu rzutki.  Nasza kadra perfekcyjnie poprowadziła zajęcia oraz świetnie zaasekurowała (wiele razy aktywnie) odcinek rzeki, na którym ćwiczyliśmy.  Mieliśmy okazję przekonać się namacalnie jak  trudne jest zmaganie się z zmienną naturą rwącej rzeki, kilka razy zachłysnęliśmy się wodą. Ogólnie w tego typu sporcie ważne jest przede wszystkim doświadczenie no i krzepa. Wielkie podziękowania dla kadry za profesjonalne przeprowadzenie zajęć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKanoningPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik klubowy - https://vimeo.com/100883166&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik (autor: Tomasz Utkowski): https://www.youtube.com/watch?v=khc4IGnciiA &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik  |06 07 2014}}&lt;br /&gt;
Start z zapory w Wiśle Czarne. Podjazd do Stecówki a następnie ciekawym, grzbietowym szlakiem na Karolówkę. Później ostre podejście do schroniska pod Przysłopem. Tu odpoczynek a potem długi zjazd do auta z objazdem jeziora. Wycieczkę urozmaicił chwilowy deszcz a i tak była straszna duchota. Fatalny dojazd autem do domu (prawie 3 godziny)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wyjście na Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Gabriela M. (os. tow.)|03 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wejście na Magurę z Szczyrku a potem do schroniska pod Klimczokiem. Pogoda dobra. Szczyt Magury po ostatnich huraganach &amp;quot;wyczyszczony&amp;quot; z drzew.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/h0449fvczkx2k7k/AADfFkoBEmgIH7Mhnk88uYK_a&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - pięć minut na połoninie|Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk i przylepy|19 - 21 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
770 km, 16 h w podróży, 3 dni na miejscu, 2 noce w samochodzie i 5 minut na połoninie... Cóż, kryterium rozsądku nie było decydujące przy wyborze destynacji. Najważniejsze, że dawno tak nie wypoczęliśmy, a od samego patrzenia na tę zieloność robi się lepiej. &lt;br /&gt;
Baza w Ustrzykach Górnych. Czwartek dochodzimy do siebie po trudach podróży, w piątek (w który początkowo planowaliśmy zrobić jakąś miłą trasę) niestety leje do południa, więc ostatecznie wychodzimy tylko na parogodzinny spacer po okolicy. Co też okazało się dobre, bo mogliśmy na spokojnie &amp;quot;oswoić&amp;quot; Zosię z nosidełkiem turystycznym, z którym wcześniej nie miała do czynienia. Sobota to przelotne deszcze i perspektywa wieczornego powrotu. Postanawiamy więc przejść się na Połoninę Caryńską od strony Ustrzyk - pierwsze samodzielne wyjście w góry w nowym składzie. Nie robiliśmy sobie dużych nadziei. Ja wzięłam na siebie jedno najukochańsze 10 kg, Wojtek drugie 15 i tak pomaszerowaliśmy. Poszło tak sprawnie, że nim się obejrzeliśmy byliśmy przy górnej granicy lasu. Zosia już kawałek wcześniej ostatecznie wyszła z nosidła i poszła sama. Dotarliśmy do grani. Dla tych widoków, wiatru, trawy, uśmiechów.. warto było tam przyjść. Radość niestety nie trwała długo, ledwie się rozłożyliśmy zaczął padać deszcz i zadecydowaliśmy odwrót. Schodziliśmy niespiesznie, tempem dwuletnich nóżek. Mimo naszych nagabywań, że może na ręce albo chwilę odpocząć, Zosia całą drogę przeszła sama. Zrobiło to na nas duże wrażenie. Jest nadzieja :)&lt;br /&gt;
Nocny powrót z końca świata to specyficzne przeżycie - czarno z przodu, czarno z tyłu, z boku czarno i jeszcze mgła. Praktycznie od Ustrzyk do DK 19 na Duklę. Lepsza droga to już inny świat. Niestety nasz przejazd został okupiony niezliczoną ilością rozjechanych myszy, żab i ropuch (pierwszy raz widziałam &amp;quot;łażące&amp;quot; ropuchy, kurcze, bardzo charakterystyczne - one nie skaczą tylko łażą!). Szczęściem rodzina lisów i zając obeszli się bez szwanku a i nam nie trafiła się grubsza zwierzyna. Uświadomiło mi to dosadniej jak bogatą i różnorodną krainą są jeszcze Bieszczady. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widział Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|X Śląskie Manewry Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel „Buli” Bula&amp;lt;/u&amp;gt;  |06 – 08.06.2014r.}}  &lt;br /&gt;
Już po raz dziesiąty TKTJ zorganizował manewry ratownictwa jaskiniowego, które odbyły się w tarnogórskich sztolniach i pobliskim rejonie. Udział wzięli taternicy, grupy wysokościowe, OSP, PSP (pojawił się nawet zespół z Trójmiasta), ratownictwo medyczne i ratownictwo górnicze KWK „Wujek” Ruch „Śląsk” w liczbie jeden:)&lt;br /&gt;
W piątek późnym popołudniem spotykamy się wszyscy na bazie w rejonie zwanym „Blachówką”  i prowadzimy unifikację, mającą na celu zarówno ujednolicenie systemów ratowniczych, jak i samo przypomnienie sobie ich.&lt;br /&gt;
W sobotę zostajemy podzieleni na cztery zespoły. Na każdy z nich czeka zadanie, po realizacji którego dochodzi do rotacyjnej zamiany tak, aby każda grupa wykonała i przećwiczyła wszystkie cztery „akcje ratownicze”. Zatem korzystamy z systemów autoratowniczych takich jak: metoda hiszpańska przeciwwaga, metoda bloczka ruchomego , ratowanie z trawersu – odbywające się w sztolni, opuszczanie poszkodowanego z wieży oraz z półki skalnej.&lt;br /&gt;
W niedzielę łączymy powyższe zadania w jedną całą akcję. W sztolni wyciągnięcie metodą balance poszkodowanej z szybika, wyprowadzenie na powierzchnię, trawers na półce skalnej, a następnie opuszczenie po tyrolce metodą balance.&lt;br /&gt;
Na manewrach pojawiają się stali bywalcy, co pozwala zauważyć, iż akcje ratownicze wykonujemy szybciej, bezpieczniej i sprawniej. Wymiana doświadczenia z grupami ratowniczymi straży pożarnej i lepsze wspólne zrozumienie pozwala dostrzec, że przyszłość maluje się w jasnych barwach.&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że każdy taternik powinien znać metody autoratownicze w stopniu zaawansowanym, a metody ratownicze w stopniu pozwalającym pomóc doświadczonym służbom ratowniczym, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie wypadki w jaskiniach i to nie tylko na terenie naszego państwa.  Namawiam zatem wszystkich do udziału w ogólnopolskich i śląskich manewrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - walny zjazd sprawozdawczy PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|24 05 2014}}&lt;br /&gt;
Udział w obradach, przede wszystkim jako protokolant.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łutowiec - sympozjum &amp;quot;Gdzie hobby przeplata się z nauką&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz ok. 30 osób|17 - 18 05 2014}}&lt;br /&gt;
Udział w dwudniowym sympozjum kartograficznym, które współorganizowałem z Jackiem Szczygem, dr Andrzejem Tycem oraz Pauliną Szelerewicz. Odbyło się czternaście półgodzinnych odczytów, sesja terenowa oraz ognisko integracyjne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Romanka, Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|10 05 2014}}&lt;br /&gt;
Sopotnia Wodospad - Romanka - Rysianka - Hala Miziowa - Sopotnia Wodospad. Ok. 1200 Hm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|DOMINIKANA: podróż po karaibskiej wyspie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|03 - 27 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyprawa (a może raczej wyjazd, bo nie nazywałbym tego tak szumnie :p) miała charakter objazdówki po tej Karaibskiej wyspie. Aktywności górsko,- wspinaczkowo,- jaskiniowych praktycznie nie zaznaliśmy, nie licząc jednego dnia boulderingu i rekonesansu na klifie Fronton, przeplatanego z chilloutem na rajskiej plaży. Mimo to sam wyjazd bardzo interesujący. Podczas prawie miesięcznej objazdówki po wyspie odwiedziliśmy prawie wszystkie miejsca polecane przez przewodniki turystyczne jak również te, gdzie biali turyści stanowią atrakcje dla samych mieszkańców. Ale przede wszystkim poznaliśmy wspaniałych ludzi i poznaliśmy kulturę wyspiarską, świat kawy, rumu, cygar i domina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę 29.10.2014 w klubie odbędzie się prezentacja z wyjazdu, a tych z Was, którzy już teraz chcieliby dowiedzieć się nieco więcej o wyjeździe zapraszam do odwiedzenia mojego bloga: http://dominikanazplecakiem.blogspot.com (relacja na blogu jeszcze nie kompletna, ale ładna pogoda i brak czasu na siedzenie przed kompem nie pozwolił póki co na ukończenie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Zimna|Marek Wierzbowski (UKA/SGW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|15 03 2014}}&lt;br /&gt;
Popołudniowa przebieżka do Chatki (wyjazd z bazy 15:30, powrót 21:30). Dużo czekaliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|9 03 2014}}&lt;br /&gt;
Wjazd kolejką, zjazd ze Skrajnej Przełęczy, podejście na Karb, zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego, podejście na Kozią Przełęcz, zjazd do Murowańca, podejście (Furek)/kolejka (ja) na Kasprowy Wierch. Świetna pogoda, świetne warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Miętusia|Marek Wierzbowski (UKA/SGW), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|9 02 2014}}&lt;br /&gt;
Przebieżka do Wielkich Kominów. Odklepujemy Syfon i wracamy. Czas akcji 2h 22m, liny wieszaliśmy wszędzie swoje. W jaskini bardzo sucho. Pogoda w Tatrach nadzwyczaj przyjemna, z tym że warunki śniegowe i roślinność przypominają jako żywo październik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W chatce Salzburskiego klubu grotołazów pod Lamprechtsofen|KKTJ: Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Agata Klewar; Magdalena Wrona (STJ KW Kraków); Miłosz Dryjański (KKS); Marek Wierzbowski (UKA); &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|30 01 - 02 02 2014}}&lt;br /&gt;
Krakowsko-bawarski zespół gospodarzy chatki bawił w obiekcie przez cały tydzień, pracując intensywnie nad usprawnieniem zabezpieczeń w dolnej części jaskini. Marek i ja dojeżdżamy na przedłużony weekend tj. od czwartku rano do niedzieli popołudnia. Przywiozłem ciasto marchewkowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli rehabilituję kostkę. Zaczynamy od wycieczki w masywie Hochkönig. Po nocnej podróży, w czwartek wchodzimy na Taghaubescharte (ok. 800 m przewyższenia). Wieczorem nic nie zrobiłem przy kolacji, więc zaproponowałem, że pozmywam. Jeden z talerzy rozpada mi się w ręku i wbijam sobie jego część w prawą dłoń, do kości. Dwa palce do unieruchomienia - rana nie jest jakaś długa, ale rozchodzi się przy ruszaniu palcem. Obyło się bez szycia, wystarczył steri-strip. Kijek da się trzymać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek to próba wejścia na wierzchłek Hochköniga, przynajmniej kawałek (liczyliśmy na osiągnięcie góry Ochsenkaru). Śniegu mało, więc tak naprawdę nie było zbyt wiele alternatyw - na tę wycieczkę startowało się z parkingu na wysokości 1500 m. Zgodnie z prognozami, widzimy nad Taurami tak zwany Mordor. Miało wiać powyżej 100 km/h i spaść 50 cm śniegu. Niestety udziela się to i na północ. Na trawersie za Mitterfeldalmem wieje naprawdę mocno, dziewczyny mają problem utrzymać równowagę. Ostatecznie, wycofują się. Mężczyźni (Furek, Marek i ja) wracają innym wariantem i podchodzą jeszcze pod południowe żleby i ściany Verrinnerköpfe (na ok. 2 100 m). Znajdujemy nawet jaskinię - trzeba by kopać, ale wygląda perspektywicznie! Zjazd w dosyć trudnym śniegu, ale jak na te warunki, i tak dobrze, że się udało. Wieczorem pieczenie ciasta (gruszkowo-imbirowe).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci stopień zagrożenia lawinowego, niewielka ilość śniegu nisko oraz utrzymujący się wiatr utrudniały dobór celów, toteż kolejna wycieczka była poprzedzona długimi analizami i planowaniem strategicznym (w wykonaniu Marka). Opłacało się. Pojechaliśmy w masyw Wilder Kaiser.  Z Griesenau (na ok. 732) wyruszyliśmy drogą przez długą dolinę. To akurat nie było w planie, ale okazało się, że droga jest zamknięta dla ruchu. Po około 1h 20m dotarliśmy do Grieseneralm, pokonując dopiero 260 m w pionie. Stamtąd zaczęła się właściwa wycieczka. Weszliśmy przez Großes Griesener Tor do Griesenerkaru. Szeroki, mocno zaśnieżony kar, opadający łagodnie, ale nie zbyt łagodnie... ograniczony wysokimi i ciekawie rzeźbionymi ścianami, które bardzo przypominały Dolomity. Dzień był bardzo słoneczny, ale my przebywaliśmy praktycznie cały czas w cieniu. Słońce udzielało się jednak z odbicia i wcale nie było wrażenia zimna... Sprawni (Furek i Marek) poszli na jakąś przełęcz, mniej-więcej na wysokość 2 200. Kobiety (Puma i Agata) oraz inwalidzi (ja) tymczasem zakończyli wycieczkę na ok. 1 940 i rozpoczęli zjazd. Pierwsze 200 m pionu było bardzo przyjemne. Potem na jaw wyszło jedno poważne niedopatrzenie. Nie posmarowaliśmy nart. Akurat dzisiaj było to konieczne. Mnie było raptem trudno (przy cały czas jednak trochę delikatnej kostce plus usztywnionych dwóch palcach), ale Agata w ogóle nie mogła jechać. Problem dotyczył w każdym razie wszystkich. Minimalnie poprawiła sytuację świeczka, którą przez czysty przypadek miałem w plecaku - przynajmniej dostalismy się na dół bez wypinania nart. Cóż, była to nauczka, ale mimo wszystko, nie zepsuła nam dnia. Wieczorem pieczemy ciasto czekoladowo-migdałowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę podejmuję próbę, jak kostka będzie działała w gumowcu. Przebiegliśmy się kawałek z Markiem w dolne partie Lamprechtsofen - do wodospadu Schleierfall. W jaskini niebotyczna ilość wody, mieliśmy w planie pójść gdzieś dalej, ale akcja musiała ograniczyć się do godzinnej przebieżki, bo dalsze zapuszczanie się groziło odcięciem. Wyszliśmy z tej wycieczki zresztą kompletnie przemoczeni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Gubałówka|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małogrzata Czeczott (UKA) z dziećmi: Stefanem i Julią|01 01 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz w życiu na Gubałówce. Cieszę się i z tego. Patrz mój poprzedni opis.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4661</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4661"/>
		<updated>2014-10-05T01:32:35Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Krywań|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
28 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Krywań (2495) niebieskim szlakiem od doliny Ważeckiej. W partiach szczytowych Tatr leży śnieg ale szybko topnieje. Pogoda przecudowna. Na szlakach wielu turystów. Solidnie zbiliśmy czas podejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKrywan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Piotr, Tomasz Jaworski, Bogdan Posłuszny, 1 os. tow.|&lt;br /&gt;
19 - 21 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za cel obraliśmy dwa średniej trudności kaniony austriackie: Angerbach (v4, a3, III) i Lassingfall (v4, a3, II). Dojście do nich nie było tak oczywiste więc wydatnie przydał się GPS. Same kaniony bardzo ciekawe, zwłaszcza Lassingfall, gdzie mogliśmy się zetknąć z klasycznymi przeszkodami skalnymi i wodnymi. Były więc zjazdy na linie i dość ciekawe skoki. Pogoda niemal przez cały czas trwania wyjazdu był wręcz wymarzona więc za bardzo nie śpieszyliśmy się z przeprawami przez kaniony. W ostatni dzień pobytu część grupy zrobiła sobie wycieczkę miejscową kolejką a druga część ekipy poszła pod wodospad Mirafall. Wyjazd należy uznać jako bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FAustria-kaniony&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góra Birów, okolice Mirowa -&amp;quot;kurs&amp;quot; wspinaczki i MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, i inni|&lt;br /&gt;
13-14 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótkie acz bardzo udane wypady na Jurę w celach wspinaczkowo-rowerowych. Pierwszego dnia występuję w roli nauczyciela wspinaczki na Górze Birów- i pada kilka 4 :) poprowadzonych po raz pierwszy w życiu. Drugiego dnia łączę wspinaczki w Mirowie z MTB po okolicy. Pogoda dopisała. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ryczów - wspin na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|&lt;br /&gt;
07 09 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd na bardzo wielkim luzie. Pod skałę docieramy około 11:00! Na skale trochę ciasno i nie bardzo jest się na czym rozgrzać, więc na początek wykaszam ''SS Wiking VI.2'', a następnie w II próbie wyrównuję porachunki z ''Prześliczną Wiolonczelistką VI.2+''. Potem to już tylko parę VI-tek, w tym godna polecenia ''Country Roads''.&lt;br /&gt;
Wyjazd bardzo udany - opcja z opalaniem się na przemian ze wspinaniem, wyjątkowo mi odpowiada:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin na Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł, Teresa Szołtysik |&lt;br /&gt;
07 09 2014}}&lt;br /&gt;
Za wspinaczkowy cel trochę przypadkowo obraliśmy Słoneczne Skały w dolinie Szklarki. Na pierwszy rzut poszła Dziewczynka gdzie pękła ''Korba'' VI 1 (tylko Paweł). ''Dziewczynka z pazurkami'' VI 1+ musi jeszcze poczekać choć wiele nie brakowało do jej zaliczenia. Potem wspinamy się na fajnej skale Ogrodzieniec gdzie robimy kilka dróg od IV+ do VI. Rejon fajny, pogoda na wspinanie idealna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSloneczneSkaly&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech|&lt;br /&gt;
06 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z wolnej soboty (rodzina w sanatorium) postanawiam dokończyć szlak „Orlej Perci” na trasie Kozia Przełęcz-Przełęcz Krzyżne. Wyjechaliśmy o 2.00 z Mikołowa a o 6.00 jesteśmy już w Murowańcu. O 8.45 z Koziej Przełęczy zaczynamy czerwonym szlakiem kierować się w stronę Krzyżnego który osiągam o 13.30 (Rafał schodzi wcześniej-Skrajny Granat). O 16.00 pijemy piwko w schronisku. Pogoda w miarę dopisała lecz kotłowały się nad nami deszczowe chmury. Całość trasy około 26  km.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Apteka- MTB i wspin|&amp;lt;u&amp;gt; Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|&lt;br /&gt;
06 09 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynam dzień rowerowo błądząc po jurajskich lasach (częściowo z premedytacją- pogoda cudna, częściowo już nie ;) ). Gdy udaje mi się w końcu osiągnąć właściwą skałę ku radości ekipy wspinającej się dołączam do zabawy na skałach, by jednak po kilku drogach popedałować szybko na swój pociąg do Zawiercia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - MTB w okolicach Morawki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Paweł Szołtysik |&lt;br /&gt;
31 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Morawki podjazd obok zaporowego jeziora na Slavic. Początkowo asfalt a potem już typowy beskidzki szlak. Grzebietowym szlakiem o profilu góra - dół docieramy do granicy czesko - słowackiej i nią nadal grzbietem z ładnymi widokami na obie strony dojeżdżamy na górę Sulov (942) do miejsca zwanego Biely Kriż. Stąd przepiękny zjazd do doliny Morawki. Całość pętli 30 km i 582 m deniwelacji. Szczegóły trasy tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Beskid_%C5%9Al%C4%85sko_-_Morawski . Pogoda nam się udała zważywszy, że u nas były burze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Starorobociański, Wołowiec i inne spacery|Wojtek i &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; Rymarczyk, Czantoria, Czeremosz i inni |9 - 23 08 2014}} &lt;br /&gt;
Koniec lata w Tatrach. Pogoda kapryśna – niemal codziennie ulewa. Dla nas był to przede wszystkim czas odprężenia, biegania boso po mokrej trawie, po błocie, wrzucania kamieni do rzeki z jak największym pluskiem, a także spotkania z rodziną (łącznie przez „bazę” przewinęło się kilkanaście osób). Udało się też zorganizować kilka fajnych wycieczek. Pierwszy tydzień sam uczynił siebie kondycyjnym, gdyż w ferworze pakowania buty zostawiliśmy w domu. Odbyliśmy kilka spacerów m.in. Doliną ku Dziurze, Doliną za bramką. Pochodziliśmy też trochę w okolicach Mietłówki (1110 m), położonej na trasie czarnego szlaku z Witowa na Gubałówkę.&lt;br /&gt;
Nowy tydzień to nowe wyzwania. Początkowo na samotną eskapadę mieliśmy wybrać się w poniedziałek, a przylepy zostawić pod czułym okiem dziadków. Prognozy były doskonałe, żadnego deszczu i słońce! Niestety po parogodzinnej próbie „ogarnięcia” mój entuzjazm się rozpłynął. Wojtek namówił więc swojego ojca i w południe obaj wybrali się na pętlę Trzydniowiański – Kończysty – Starorobociański i zejście doliną Starorobociańską. Całość dopełnił przejazd rowerem w obie strony przez Dolinę Chochołowską. Kolejnego dnia wstaliśmy skoro świt już z twardym postanowieniem…. Wyruszyliśmy w składzie Wojtek, Ola, Aga, Artur i Tymon na Wołowiec przez Wyżnią Chochołowską Dolinę i zejściem przez Rakoń i Grzesia. Po drodze stosowaliśmy możliwie dużo udogodnień przebrnięcia asfaltówki. Podejście Wyżnią Chochołowską było trafionym wyborem, przez większą część trasy nie spotkaliśmy żywego ducha. Z samego Wołowca szybko przepędziły nas schodzące coraz niżej chmury i silny wiatr. Dopiero gdzieś przed Przełęczą Łuczańską robimy sobie dłuuuugi odpoczynek z drzemką. Może nie było to do końca rozważne zważywszy na prognozy, ale…. Trudno odmówić sobie luksusu spania wtedy, gdy się tego chce! A nie tylko wtedy, gdy pozwalają na to okoliczności. Punkt 16. rozpoczęła się zlewa, w tym czasie robiliśmy ostatnie kroki na szczyt Grzesia. Z małą przerwą lało tak do samego domu lub – może bardziej – do samych majtek. Nie sądziłam, że będzie mi to tak obojętne. Zero stresu. Wręcz przyjemnie było zostać po tych kilku latach tak konkretnie, tatrzańsko zlanym! &lt;br /&gt;
Pod koniec tygodnia wybraliśmy się jeszcze z Zośką i Stasiem na Wielki Kopieniec (1328 m) z Toporowej Cyrhli i z zejściem Doliną Olczyską – okropnie rozjechana, błoto po kolana. Staś generalnie spał, Zosia z kolei dzielnie i chętnie maszerowała i trzeba było ją nakłaniać do nosidła, żebyśmy mogli trochę nadrobić czasówki. Rodzicom to trudno dogodzić.&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pn. - wspinanie na Bońku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Jagoda |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Standardowy wyjazd wspinaczkowy w dobrze znany nam rejon okolic Olsztyna. Pogoda idealna wspinaczkowo - letnie upały minęły już chyba na dobre. Po szybkiej rozgrzewce, walczymy na swoich projektach - Karol rozpracowuje &amp;quot;Prezydenta&amp;quot; VI.5, a ja walczę z &amp;quot;Filarem Wódki&amp;quot; VI.3 - niestety obydwie drogi muszą jeszcze poczekać:) Podczas drogi powrotnej zaglądamy w okoliczne lasy, szukając kolejnej miejscówki na następne lecie:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - MTB na Leskowiec|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |&lt;br /&gt;
23 08 2014}}&lt;br /&gt;
Z Krzeszowa podjazd czerwonym szlakiem na Jaworzynę i Leskowiec (922). Trakt urozmaicony pod względem krajobrazowym i technicznym. Po większych podjazdach są odcinki poziome a nawet nie co w dół. Dysponując odpowiednią kondycją można wyjechać do góry bez schodzenia z roweru. Przy schronisku odpoczynek a potem krótki podjazd na szczyt Leskowca z ładnymi widokami na Babią Górę i pozostałe szczyty. Zjazd żółtym szlakiem w stronę Targoszowa miejscami bardzo trudny. W kilku miejscach musimy zejść z roweru gdyż szlak był właściwie łożyskiem górskiego potoku tyle, że bez wody. Niżej łatwiej. W sumie ciekawa pętla, ładna okolica, pogoda była w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA, WŁOCHY: wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda,Kasia(os. tow.) &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil, Sławek i Klaus |&lt;br /&gt;
08 – 17.08.2014}}&lt;br /&gt;
Plan był prosty – wspinanie w Dolomitach!!! Wszystko było gotowe: logistyka, skrupulatnie wybrane drogi , wyselekcjonowany sprzęt, nienaganna  forma (no z ostatnim to przesadziłem:)) Niestety nasz misterny plan spalił na panewce z powodu beznadziejnej pogody. Trzeba było na szybko wymyślić plan B. Najpierw ruszyliśmy w Hollental, który jest i tak po drodze w Dolomity, licząc że gdy pojawią się pomyślne prognozy będziemy mogli szybko przenieść się w miejsce docelowe.  Dzięki szybkiemu wyjeździe z Polski na parking w Keiserbrunn docieramy w piątek o 23.00. W sobotę  wybieramy się w trójkowym zespole (Ola, Damian i ja) na 300m szóstkową drogę, która jakoś nie powaliła nas swoją urodą. Mimo tego, że wszystko wskazywało na to że za chwile dopadnie nas burza, kończymy drogę całkowicie susi. W sobotę w nocy dojeżdżają do nas Ania ze Sławkiem, którzy w niedziele z Olą i Kasią wybierają się na pobliski dwutysięcznik.  Natomiast Damian i ja wybieramy 6 wyciągową drogę o trudnościach VII, jak się jednak okazało później nie są to kluczowe trudności na drodze. Założyliśmy że  cała wycieczka zajmie nam około 6h. Problemy niestety narastały kaskadowo, dzięki naszemu super precyzyjnemu topo i swojemu wielkiemu doświadczeniu już za 3 podejściem trafiliśmy na dobrą ścieżkę prowadząca do szukanej przez nas doliny, ale to dopiero był początek zabawy pod tytułem czy w ogóle uda nam się znaleźć drogę. O dziwo już po 3,5h znaleźliśmy się pod wejściem w drogę w stanie skrajnego zmęczenia i odwodnienia . Oboje uznaliśmy, że ten wielki sukces trzeba przypieczętować efektownym odwrotem. Jako, że głupio było czekać bezczynnie na resztę ekipy uznaliśmy, że można jeszcze spróbować się powspinać w Adlitzgraben.  Zgodnie z zasadą, że historia lubi się powtarzać dotarcie pod skałki zajęło nam ponad godzinę, gdzie znającym drogę zajmuje ona 15min. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skały robą bardzo dobre wrażenie, Adlitz w pełni zasługuje na miano najbliżej położonego westowego rejonu. W poniedziałek w decydujemy się(Ola, Kasia, Damian i ja) ze względu na optymistyczne prognozy na wyjazd w Dolomity, natomiast Ania ze Sławkiem postanawiają zostać w Hollentalu. Aby nie tracić całego dnia na przejazd pół dnia wspinamy się w Adlitz. Z ciekawszych prowadzeń padają  Traum ewiger Finsternis (6a+) ładna droga z cruxem na końcu, Josef-Trippel-Weg (5+) super wspinanie do samego stanu, Einstürzende Neubauten (6b+) ciągowe wspinanie z czujnym wyjściem,  Wolken im Kaffee (7a) kraul po klamach w przewieszeniu, prostowanie sławnego King Konga.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wieczorem trafiamy na fajny camping w Cortinied’Ampezzo, niestety  prognozy w ciągu doby zmieniły się tak diametralnie, że nie dają prawie żadnych szans na wspin w Dolomitach. Przeczekujemy jeszcze jeden dzień, lecz nic nie zapowiada poprawy pogody ,co gorsza w całej Europie pogoda delikatnie mówiąc jest kapryśna. Ostatecznie po rozważeniu wielu opcji (Franken, Osp, Adlitz) postanawiamy pojechać do Arco, gdzie dołączył do nas Klaus.Głównym powodem tej decyzji było to, że skoro nie moża uprawiać climbingu to przynamniej shopping. Niestety pomimo dużych planów udaje się nam jedynie kupić buty wspinaczkowe Kasi i Damianowi. Ilość sklepów wspinaczkowych w Arco robi wrażenie, niestety ceny nie są już tak promocyjne jak kiedyś. Poza zakupami udało się nam znaleźliśmy czas na wypróbowanie kilku lodziarni i pizzerii. Pogoda codziennie potwierdzała nam, że podjęliśmy dobrą decyzję o odwrocie z Dolomitów – każdego dnia naszego pobytu padało. Niema tego jednak złego co by na dobre nie wyszło – dzięki opadom temperatura pozwalała na komfortowy wspin  pomimo pory roku (połowa sierpnia!!!) Ze względu na pogodę wspinaliśmy się tylko w jednym przewieszonym rejonie Massone, który jest warty polecenia z jednym zastrzeżeniem – na niektórych drogach jest wyślizg porównywalny do klasyków w Bolechowicach. Padły m.in. Halloween (7a)- fajna droga forsująca 3 okapy, niestety kluczowy chwyt kuty, Aladin (7a) – mega promocja, Łutowiec się chowa,  Gino E La Sfiga (6b+) fajna długa ciągowa droga, Adelante (7a+) promocja, ale wspinanie piękne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FAUSTRIA%2C%20W%A3OCHY%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA- Totes Gebirge: spacery i MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|&lt;br /&gt;
04-07.08.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuacja poszukiwań dobrych tras na samotne skitury. Pierwszego dnia robię świetną trasę z rejonu Almsee do schroniska Puhringershutte. Kolejny dzień z racji deszczu poświęcam na odpoczynek, by dwa następne spędzić na MTB i zdobywaniu szczytów. Jadę trasą rowerową wzdłuż rzeki Traun aż do Gmunden, by już zupełnie górsko podjechać pod Laudachsee, skąd klasycznym &amp;quot;Witoldem Henrykiem&amp;quot; wchodzę (już bez roweru) na szczyt Traunstein. Powrót inną drogą wzdłuż rzeki, połączony z orzeźwiającymi kąpielami :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Od gór do Bałtyku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i  Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
26 07 - 10 08 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W 2 tygodnie odbyliśmy samochodem podróż przez pd.-zach. (Sudety) i zach. Polskę (wzdłuż Nysy Łużyckiej i Odry). Po drodze robiliśmy wypady piesze i rowerowe w góry oraz zaliczyliśmy spływ kajakowy.  Był to dla nas bardzo odkrywczy wyjazd. Zobaczyliśmy wiele nowych terenów i przeżyliśmy kilka przygód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla zainteresowanych więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęliśmy od Goleszowa gdzie u kuzyna Stasia robimy nie złą imprezkę otwierającą naszą podróż. Potem jedziemy generalnie ciągle na zachód. Krótki pobyt nad jeziorem Otmuchowskim a potem już góry Złote. Tu w Złotym Stoku zwiedzamy starą kopalnię złota gdzie oprócz całej historii kopalni można zobaczyć unikatową wystawkę różnych tabliczek. Z jednej się uśmiałem: „Walim na żądanie” (Walim to taka miejscowość a tabliczka była z przystanku).  Bardzo fajny był natomiast Lądek Zdrój. Stąd zrobiliśmy pieszą wycieczkę na górę Trojak (766) zwieńczoną właśnie potrójnym i wielkim masywem skał.  Następnie udaliśmy się w góry Bialskie. Startując z Starej Morawy przejechaliśmy na MTB dużą pętlę przez te właśnie góry. Od Stronia kilkunastokilometrowy podjazd doliną Białej Lądeckiej na Suchą Przełęcz (1009). Stamtąd bardzo stromy zjazd (egzamin hamulców) do Starej Morawy. Moim zdaniem to jeden z najpiękniejszych i dość dzikich zakątków Kotliny Kłodzkiej. Sam szlak rowerowy też do łatwych nie należy.&lt;br /&gt;
W dalszej kolejności objeżdżamy Kotlinę Kłodzką tzw. Drogą Śródsudecką wiodącą uroczą doliną między górami Orlickimi a Bystrzyckimi. Odcinek między Międzylesiem a Lesicą a nawet dalej jest w zasadzie pozbawiony utwardzonej nawierzchni. Ruch samochodowy właściwie nie istnieje. Później pogoda się pogarsza i niestety w deszczu wchodzimy na Szczeliniec Wlk. (919) i przechodzimy cały szlak skalny w tym rejonie. Zwiedzamy też Wambierzyce. Potem już jest Karpacz. Tu na MTB robimy pętlę dookoła Karpacza (350 m deniwelacji) a w drugi dzień już przy pięknej pogodzie wchodzimy (od schroniska Śląski Dom wybiegam na szczyt z maratończykami Maratonu Karkonoskiego) na Śnieżkę (1602) przez kocioł Łomniczki a schodzimy przez Czarny Grzbiet. Dalej nasza podróż wiedzie do czwartego rogu Polski (brakował nam do kolekcji). Częściowo przez Czachy docieramy do Bogatyni i następnie Kopaczowa. W jego pobliżu łączą się granice Polski, Czech i Niemiec. Oglądamy też potężną odkrywkę węgla brunatnego. Dalsza droga wiedzie już na północ kraju wzdłuż Nysy Łużyckiej a dalej Odry. Przepiękne rozległe lasy. Jedziemy bocznymi drogami, często o złej nawierzchni. Kapiemy się w leśnych jeziorach, których tu nie brakuje. Mijamy małe wioski i senne miasteczka często z wspaniałymi acz zapomnianymi zabytkami. W Połęcku przeprawiamy się małym promem przez Odrę w momencie nadciągającej burzy. Kilka kilometrów po drugiej stronie drogę zablokowało nam zwalone przez nawałnicę stare drzewo.  Po godzinie straż pożarna udrożniła trakt i w nieustannym deszczu dotarliśmy do Łagowa. Tu spotykamy koleżankę z klubu Anię Bil (była tu na obozie płetwonurków). Wracamy wkrótce do granicy i znów poruszając się na północ osiągamy Kostrzyn (tu jeszcze widać efekty Woodstock, wiele osób jeszcze wracało po tej imprezie, cóż my się trochę spóźniliśmy). Następny ciekawym terenem są okolice Cedyni. Niesamowite bagna dolnej Odry. Tu rozegrały się dwie słynne bitwy. My wdrapujemy się na wzgórze z pomnikiem gigantycznego orła dominującego nad okolicą oraz oglądamy fragmenty grodziska nie opodal. Kolejną noc spędziliśmy nad pięknym jeziorem Morzycko (objechaliśmy je dookoła rowerami). W jego wodach po dziś dzień spoczywa wrak radzieckiego samolotu Jak – 9  z czasów wojny. Z pojezierza Myśliborskiego robimy przeskok do Kamienia Pomorskiego. Stąd na rowerach objeżdżamy Chrząszczewską Wyspę. Najtrudniejszym odcinkiem okazał się szlak z Buniewic zarośnięty pokrzywami, w dodatku kąsały nas „koniary”. Docieramy jednak na północny brzeg gdzie już w wodzie zanurzony jest potężny głaz narzutowy. To tzw. Królewski Głaz. Z pięknego Kamienia robimy już autem ostatni przeskok na północ do Pobierowa gdzie jeden dzień odpoczywamy w „plażowych” klimatach. Doprawdy nie wiem jak tak można spędzać wolny czas. Po takim „odpoczynku” kierujemy się do Trzebiatowa skąd robimy kilkunastokilometrowy spływ kajakowy Regą do morza a właściwie portu w Mrzeżynie. Rzeka łatwa i dość przyjemna choć nawiosłowaliśmy się sporo (tempo mieliśmy bardziej sportowe). W drodze powrotnej do domu zatrzymujemy się jeszcze nad jeziorem Miedwie a potem w Lubrzy (okolice Świebodzina). Tu na rowerach przejeżdżamy krótki ale bardzo ciekawy Szlak Nenufarów wokół jezior Goszcza i Lubie oraz robimy rowerowy wypad do starego klasztoru Cystersów w Gościkowie i bunkrów w Boryszynie. Stąd już wracamy bezpośrednio do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszej podróży autem pokonaliśmy 2021 km. Na rowerach, głównie na terenowych drogach górskich i leśnych przejechaliśmy ok. 150 km. Kilkanaście kilometrów pokonaliśmy kajakiem i tyle też pieszo po górach choć dokładnie trudno mi to zmierzyć. Noce spędzaliśmy głównie na polach namiotowych. Jest jeszcze w Polsce sporo ciekawych miejsc a ta podróż po raz kolejny uzmysłowiła nam w jakim pięknym kraju żyjemy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FZach-Polska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wyrypa Beskidzka:|Ola Golicz, Asia K.|&lt;br /&gt;
01-02/03.08.2014}}&lt;br /&gt;
opis może w późniejszej przyszłości...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.facebook.com/WyrypaBeskidzka?fref=ts&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PODLESICE: wspinanie|Sebastian Podsiadło, Kamil Grządziel, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;,|&lt;br /&gt;
30.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się wybraliśmy. Naszą ,,mocną trójkę” najlepiej podsumowuje rozmowa przeprowadzona rano w samochodzie:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*K: To mój drugi raz w skałach będzie.&lt;br /&gt;
*S: Mój już trzeci, a twój Asia ?&lt;br /&gt;
*A: Nooo… też tak jakby trzeci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zważając na powyższe nie dziwi, że zaczęliśmy nasz wyjazd od Turni Motocyklistów i dróg: Sen na Jawie i Brzęczenie Komara (wycen nie podaję, bo mi głupio po przeczytaniu opisu wspinaczki we Francji :) …. ). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej rozgrzewce udaliśmy się pod Skałę Aptekę. Pod ścianą pustki, w końcu to środek tygodnia (niech żyją studenckie wakacje !!! szkoda tylko, że ostatnie w życiu). Chłopcy uznali, że pora na coś cięższego i zawalczyli z Prozakiem Życia (VI), ja nawet nie musiałam wstawać z koca, a Prozak  i tak wygrał. Więc skoro drogi szóstkowe jeszcze nie są dla nas, to trzeba próbować z piątkami. Tym razem wstałam z koca i wybrałam Anakolut (V), po namyśle zmieniłam drogę na Lewy Filarek (III), ale po wpince i kolejnym namyśle wróciłam na Anakolut, wyszło coś mojego, ale przynajmniej nie siedziałam na kocu. Sebastian z Kamilem zrobili Fizyka (IV+), a ja w tym czasie zdobyłam szczyt skały ścieżką od tyłu (fajny widok z góry). Potem podjęłam próbę przejścia Filaru Apteki (nie wyszło, mam za krótkie  ręce, serio ! zabrakło 10cm - wiem bo patrzałam jak szedł Kamil i chwytał dokładnie to co ja bardzo chciałam dosięgnąć). Zrobiło się już późno więc przeszliśmy na ścianę północną z postanowieniem wejścia na W Zasadzie Nie Groźną (V+), po ,,obgadaniu” sprawy uznaliśmy, że może nie starczyć liny, no i nie mamy oznaczonej połowy … (drugi problem szybko rozwiązaliśmy, pierwszym postanowiliśmy się nie martwić - zawsze można zjechać na dwa razy, tak jak ,,ten pan obok”). Sebastian skończył trochę przed końcem i zjechał bardzo niezadowolony. Kamilowi udało się wejść wyżej, ale nie dość, że lina już się kończyła to jeszcze zabrakło mu ekspresów (a wziął wszystkie jakie ze sobą mieliśmy). My uznaliśmy, że Kamil ma drogę zaliczoną, bo pozostała mu jedna prosta wpinka do końca. Już na zakończenie ja zrobiłam Cześć i Dziękuję Za Ryby (IV+), bardzo przyjemna droga, mimo, że zakończyłam na pierwszym zjeździe (nie żeby mi się nie chciało, ale i tak nie było tyle ekspresów, żeby iść dalej).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może i w porównaniu z klubowymi łojantami wyniki naszej trójcy nie są imponujące, ale patrząc na to od naszej strony to:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Był to nasz pierwszy samodzielny wyjazd.&lt;br /&gt;
* Podczas wyjazdu mieliśmy progres z dróg o wycenie III, na drogi IV+ i V+.&lt;br /&gt;
* Trzech z trzech uczestników pobiło swoje życiowe rekordy !!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice%20Apteka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - spacery|Ola Golicz|&lt;br /&gt;
25 – 27.07.2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas moich dłuuugich tegorocznych wakacji (zasłużonych czy nie...)poza MTB, bieganiem, zumbą i kursem prowadzenia samochodów elektrycznych ;) w okolicach Wels we wcześniejszym okresie w ostatni weekend postanowiłam w końcu wdrożyć w życie mój plan przygotowania się do samotnych wypraw skiturowych(!)- poprzez rozeznanie odpowiednich terenów latem. Padło więc na Totes Gebirge. W piątek testuję niezwykle urokliwe okolice Traunstein, by w sobotę przenieść się nieznacznie w okolice Offensee. Tam badam teren wokół Rinnerkogel oraz Weißhorn. Całkiem tanio i przyjemnie nocuję w Rinnerhutte. Na koniec zwiedzam polecane mi Traunkirchen. Wszystkie odwiedzone miejsca w mojej ocenie godne polecenia w każdym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia https://www.dropbox.com/sh/ce6j010r4aw66px/AADaPpr4s0qncknEkJLlRImpa#/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: Alpy Delfinatu - wspinanie|Ola Golicz, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia(os. tow.)&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|&lt;br /&gt;
11 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Przygotowania do wyjazdu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian – 100 dni za biurkiem &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	     40 dni w łóżku z powodu kontuzji kolana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Kasia – 149 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  28 dni w łóżku z powodu zapalenia oskrzeli&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol – 135 dni za biurkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	  20 dni w łóżku... bo mógł&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola – 800 kilometrów przebiegniętych od początku roku&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	nie licząc skiturów, pływania, jaskiń, zumby, jazdy na rowerze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Audi A6 – 2,7 TDI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	      …które nie dojechało do Francji&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do wyjazdu w Alpy przygotowywaliśmy się od początku roku. Brak formy wymaga ogromnej samodyscypliny, ale nie poddawaliśmy się wszechobecnej modzie na aktywne spędzanie czasu. Do pracy tylko samochodem, po pracy tylko komputer a niedziela oczywiście na rodzinnym obiedzie. Było ciężko, ale nie sztuką jest przecież pojechać w góry kiedy jest się w dobrej w formie, tak jak nie jest wyczynem iść dalej, gdy człowiek wciąż może oddychać. My postanowiliśmy pojechać w Alpy, aby pokonać siebie, udowodnić wyższość umysłu nad ciałem i rzucić wyzwanie niemożliwemu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przemyśleniu zaprosiliśmy jeszcze Olę, żeby choć jedna osoba była w stanie dojść do schroniska i wezwać pomoc.&lt;br /&gt;
Na cel wyjazdu wybraliśmy Alpy Francuskie – okolice Grenoble. Jest to najdalej wysunięty na południe region alpejski, który w związku z tym daje nam największą „gwarancję” dobrej pogody. Trzeba jednak przyznać, że znajduje się on też nieco dalej od Polski. &lt;br /&gt;
Są dwie możliwości dostania się na miejsce: samochód lub samolot + wynajęcie auta. Obie nie są idealne pod względem czasu i kosztów dojazdu. Wybraliśmy dojazd samochodem w wersji luks, czyli wynajęcie Audi A6. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu nastąpi krótka dygresja na temat ywpożyczania samochodów na wyjazdy wakacyjne. Otóż jest to bardzo dobry pomysł, ponieważ często auto, którym dojeżdżamy codziennie do pracy i na zakupy nie nadaje się na wyjazd z ekipą w góry. Należy jednak pamiętać, że wypożyczalnie na polskim rynku mają wiele ukrytych kosztów, o których nie informują otwarcie na stronach internetowych. Cieszą się mimo to dużą popularnością, więc o wypożyczeniu samochodu należy pomyśleć też z odpowiednim wyprzedzeniem. Ostatnia sprawa zaś, to warto podpytać znajomych i skorzystać z usług sprawdzonej firmy... Nasze Audi A6, wynajęte w bardzo przyzwoitej cenie, w dniu wyjazdu pojechało na myjnie samochodową i jak nas poinformowano już nigdy stamtąd nie wróciło. Korzystając z okazji apelujemy do wszystkich, aby zwrócili uwagę na uwiezione w którejś z myjni czarne Audi. To ważne, bo najprawdopodobniej w jego wnętrzu wciąż znajduje się kierowca, z którym kontakt urwał się 11 lipca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kończąc dygresję o wypożyczalniach dodam, że ostatecznie pojechaliśmy autem Damiana, które jest dostatecznie duże, by pomieścić 4 osoby z bagażami i nie zgubić się pomiędzy szczotkami. Na wszelki wypadek nie myliśmy go przed wyruszeniem w trasę.&lt;br /&gt;
Dwadzieścia cztery godziny później, po wielu przygodach i źle zinterpretowanych komunikatach GPSa dotarliśmy do miejscowości La Berarde. Jest to lokalizacja godna polecenia każdemu, kto wybiera się pod namiot. Miasteczko otwiera się na wiosnę i zamyka jesienią. W ciągu zimy kręta droga wiodąca na wysokość 1700 m przestaje być przejezdna. W okresie letnich wakacji, jest ono jednak w pełni dostępne dla turystów oferując sympatyczny i niedrogi camping otoczony szczytami. Nie musimy chyba dodawać, że podejście pod ścianę, gdy startuje z 1700, to krótsze podejście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjeżdżamy w deszczu. Pierwszego dnia pogoda jeszcze nie jest pewna, więc Damian zabiera Kasię i Olę na najprostszy wielowyciąg na Tete de la Maye. Podejście od kempingu pod drogę, która ma 13 wyciągów zajmuje jakieś 20 minut. W razie niepogody można znaleźć w okolicy zupełnie standardowe drogi sportowe. Wielowyciągi także oferują zróżnicowany poziom trudności. Karol, jako najtwardszy członek zespołu, postanawia jeszcze ten jeden dzień przespać, by być lepiej przygotowanym na mierzenie się z samym sobą na trudniejszych trasach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia drugiego budzimy się w niebie. Ponieważ po otwarciu namiotu widać tylko białe obłoczki, a w zasadzie to sam namiot się w takiej chmurce znajduje, postanawiam spać do oporu i wyruszyć w trasę dopiero po spokojnym poranku. Damian i Karol robią tego dnia podejście pod Dibonę. Ola i Kasia wybierają się na spacer Doliną Bonpierre. Dobry wybór na początek w obu przypadkach. Podejście do schroniska pod Diboną (2700 m) jest ze względu na nastromienie i deniwelację jednym z bardziej kondycyjnych „spacerów”, jakie sobie można zafundować. Bonpierre natomiast jest jedną z bardziej urokliwych dolinek, którymi można się przejść bez większego wysiłku i podchodzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karol i Damian śpią pod Diboną. Kulturalnie, w jednej z ogrodzonych kamiennym murkiem miejscówek przygotowanych oficjalnie dla wspinaczy, którzy zdecydują się nocować pod ścianą. Wstają najwcześniej – tym razem są dostatecznie wysoko, by niebo nad ranem znajdowało się pod nimi – i jako pierwszy zespół wbijają się w ścianę. Droga na Dibonie, którą robią jest obowiązkowym punktem dla każdego wspinacza, który przyjedzie w ten region. Sama ściana Dibony jest pocztówkowo piękna, a widok ze szczytu wręcz nierealny. Gdyby tylko nie była taka długa... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia tego samego dnia wybierają się do bardzo malowniczej Doliny des Etages. Po miłym czterogodzinnym spacerze rozpoczynają podejście do schroniska Soreiller, by dołączyć do chłopaków (wspomniane już 2700 m). Ola po drodze robi zdjęcia, je suszone morele, wysyła sms-y, gra w gry na komórce. Kasia pokonuje samą siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotykamy się szczęśliwie przy schonisku i schodzimy wszyscy razem. Na zejściu Karol pokonuje siebie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia pogoda jest już bezdyskusyjnie rewelacyjna. Słońce nie daje żyć, ale za to ani jeden zabłąkany obłoczek nie grozi pokrzyżowaniem nam planów. Postanawiamy, że będzie to dzień restowy. Kasia dla rozruszania zakwasów wybiera się jedynie na krótki spacer pod Szczyt La Berarde (2 h i 800 m deniwelacji). Damian i Karol postanawiają tylko podejść pod następną ścianę przy schronisku La Pilatte (4h i 830 m deniwelacji). Ola ogranicza się do wyjścia pobiegać. Po 20 minutach dogania chłopaków, którzy wyszli dwie godziny wcześniej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian i Karol nocują w schronisku. Głownie z inicjatywy Karola, który jakoś mało entuzjastycznie reaguje na pomysł podejścia od razu pod ścianę i spania na lodowcu. Trzeba przyznać, że schronisko gości głównie wspinaczy i nawet oficjalnie budzi każdy zespół w zależności od zadeklarowanej przez niego trasy. Pechowo nasi wybierają na Les Bans i Couloir Macho (tak, dobrze zgadujecie, że polskie tłumaczenie będzie brzmiało: Kuluar Macho), a to oznacza wyjście o 2:00 nad ranem. Dzielnie zdobywają szczyt (3600 m) korzystając ze świeżo nabytych umiejętności wspinania zimowego. Przechodzą granią szczytową, która jest tak krucha, że ciężko znaleźć odpowiednie słowa - nawet w obfitującej w przekleństwa polszczyźnie - i wracają lodowcem do schroniska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ola i Kasia umawiają się z chłopakami pod schroniskiem na 15:00. Przychodzą przed czasem, a dopiero o 16-ej udaje im się wypatrzyć zespół, który wciąż jest w ścianie. Obsługa schroniska budzi wspinaczy tak wcześnie, bo popołudniu i przy pełnym słońcu, chodzenie po lodowcu staje się mniej bezpieczne. Nasi jednak mięccy nie są. Co to za sztuka zrobić drogę kiedy ma się kondyncję, umiejętność i zapas sił? Być twardym i zrobić kuluar Macho bez tego wszystkiego, to dopiero jest wyczyn.&lt;br /&gt;
Damian schodzi z dziewczynami i udaje im się dotrzeć do kampingu przed nocą. Karol postanawia się nacieszyć jeszcze trochę swoim rekordem wysokości, a także – jak piszą Francuzi w przewodnikach – „poczuć bycie w górach”. Dlatego zostaje w schronisku i schodzi następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień, jest najcieplejszym dniem całego tygodnia. Co niestety nie cieszy aż tak bardzo, zważywszy jak ciepłe były poprzednie. Damian, Ola i Kasia wybierają się na wycieczkę do Temple Ecrins. Jest to sympatyczne schronisko położone na 2400, ale trasę można przedłużyć do 2800 podchodząc sobie ścieżką do granicy lodowca. Miejsce słynie z wyjątkowo ładnych kwiatów, ale widoki - dla nas amatorów – robią znacznie większe wrażenie niż roślinki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała dygresja o turystyce we Francuskich Alpach. Zasadniczo nie widuje się tu turystów z plecaczkami. Turystów bez plecaczków ale w klapkach lub szpilkach nie ma w ogóle. 80% napotkanych osób to wspinacze robiący podejście pod drogę albo ludzie z linami, którzy planują przynajmniej przejść się lodowcem. Oznacza to, że pomimo idealnej pogody, w miejscach, gdzie nie ma popularnych dróg wspinaczkowych nie spotkamy prawie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec dygresji i nasz ostatni dzień we Francji. Rano Karol, Damian i Ola wybierają się na drogę wspinaczkową położoną tuż obok wodospadu, której największą zaletą są: 10 minut podejścią pod drogę i zjazdy. Kasia w tym czasie robi sobie spacer do Vallon de la Lavey. Ze względu na wczesną godzinę przez pierwsze trzy godziny nie spotyka nikogo, ale wracjąc widzi nawet – po raz pierwszy w tych górach – ludzi w addidasach. Czuć, że to sobota. Pogoda ze swoim idealnym wyczuciem czasu czeka aż wrócimy na kamping i dopiero wtedy żegna nas deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wyjazdem próbujemy jeszcze tradyjnych francuskich potraw w miejscowej restauracji i wyruszamy w dwudziestogodzinną podróż pełną rozmów, o życiu, śmierci i dentystach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku formy udało nam się zrealizować wszystkie zamierzone cele,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
bo chcieć to móc,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
a czasem to po prostu nie mieć wyboru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjecia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja%3A%20Alpy%20Delfinatu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia II /ola/: https://www.dropbox.com/sh/ivamhb9kcsw9yc5/AAB6VwzCDhOInisOaL-Hv4Jma&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – biwak w Nadkotlinach|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, osoba utajniona|&lt;br /&gt;
19 – 20.07.2014}}&lt;br /&gt;
Ten wyjazd był zaplanowany już dawno temu i pierwotnie w akcji miało uczestniczyć 6 osób, jednak z powodów ,,życiowych” ostały się tylko trzy. Mimo wszystko kierownik (Mateusz) nie zdecydował się (na szczęście) na odwołanie biwaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszyliśmy w sobotę rano koło godziny 10 z parkingu przed Doliną Małej Łąki, jedni szli szybciej, a ja wolniej, ale koniec końców wszyscy dotarliśmy pod otwór Jaskini Wielkiej Śnieżnej, gdzie zdążyliśmy zobaczyć wskakujących do dziury grotołazów z Krakowa, mieliśmy się z nimi spotkać później w jaskini. Od tego miejsca już trzymaliśmy się razem, by około godziny 14 znaleźć się pod otworem jaskini Nadkotlinami, a o 15 zacząć akcję. W czasie przebierania dołączyli do nas Tadek, Damian i Artur by zostawić plecaki i pójść dalej do otworu jaskini Litworowej. Z nimi też jeszcze mieliśmy się spotkać podczas tego wypadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście dla naszej trójki (która nie była szóstką), Mateusz dogadał się z Speleoklubem Tatrzańskim, że w zamian za pomoc w deporęczowaniu ich lin wiszących w jaskini będziemy mogli z nich skorzystać. Z tego powodu przejście przez jaskinię poszło nam dość sprawnie aż do Obejścia Gliwickiego i dolnej części Setki. Dalej już musieliśmy sobie radzić sami  - według szkicu technicznego mieliśmy przed sobą jeszcze trzy studnie, jednak zarówno jaskinia jak i opis jaskini udowodniły nam, że jesteśmy w błędzie i studnie są cztery. Musieliśmy obrabować z jednej liny wór przygotowany na zaporęczownie partii za Suchym Biwakiem, którymi miała przejść druga ekipa z naszego klubu -w celu dokonania trawersu ( tym co zrobimy z brakującą liną postanowiliśmy się ewentualnie pomartwić później). Na Suchym Biwaku byliśmy o godzinie 19, stąd Mateusz pobiegł poręczować odcinki dla Tadka, Damiana i Artura (i nie musiał się martwić brakiem lin, ponieważ częściowo studnie są tam zaporęczowane ,,jakimiś” linami), pozostała dwójka po prostu poszła, by spotkać wracającego z udanej misji Mateusza. Rozłożenie biwaku (testowanie nowego namiotu) poszło sprawnie. Kolacja i spanie. Koło naszego biwaku przewinął się zarówno klub z Krakowa jak i reszta Nockowiczów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaliśmy o godzinie 7, a o 8 byliśmy już gotowi do drogi powrotnej. Ja szłam przodem, a chłopaki z tyłu deporęczowali. Powyżej mokrej 40-stki spotkaliśmy trójkę grotołazów z Speleoklubu Tatrzańskiego, którzy przyszli nam z pomocą, był to najodpowiedniejszy moment, bo właśnie stosunek worów na osobę zaczął przekraczać 1. Również od tego miejsca wyjście zaczęło mi się dłużyć i mimo (pożyczonego) pantina na nodze odczuwałam coraz większe zmęczenie, ale przebłyski światła z powierzchni dodały mi sił. Chwilę później ostatni z naszej trójki wyszedł z jaskini, przebraliśmy się  i  popędziliśmy do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinie Wlk. Litworowa - Nad Kotliny, trawers otworów|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Artur Szmatłoch|19 - 20 07 2014}}&lt;br /&gt;
Dokonaliśmy trawersu jaskiniowego w systemie Wielkiej Śnieżnej od jaskini Wielkiej Litworowej do jaskini Nad Kotlinami. Akcja trudna. Całkowity czas przejścia – 18 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu szczegóły dla zainteresowanych:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Nad Kotlinami była zaporęczowana przez zakopiańczyków oraz częściowo przez naszych kolegów z klubu (Mateusz Golicz, Asia Przymus oraz Miw). Grupa Mateusza i nasza działała w tym samym czasie. Oni weszli otworem Nad Kotlin (ich celem był biwak w jaskini, zaporęczownie nam odcinaka Suchy Biwak - II Biwak i zreporęczowanie Kotlin po naszym przejściu) a my po zostawieniu plecaków poszliśmy na drugą stronę góry, do otworu Litworki. Tu już sami poręczujemy jaskinię do Starego Dna. Najgorsze było w partiach połączeniowych Litworki z Śnieżną. W Błękitnej Lagunie było wody więcej niż zwykle więc przy czołganiu tym niskim korytarzykiem solidnie się moczymy. Tadka nawet trochę podtopiło (miał kask i w decydującym momencie nie potrafił podnieść głowy) ale Artur szybko mu pomógł. Po tym odcinku wszystkich nas telepało z zimna, wysiłku i wrażeń. Następnie bardzo uciążliwe przedzieranie się przez dalsze zaciski i ciasnoty, często w wodzie. Newralgiczny był zacisk przed pionową szczeliną (teraz jest tam lina), który tym razem jakoś pokonaliśmy (Tadek wykorzystał z góry założoną taktykę przejścia). Szczęśliwi docieramy do Komina Ekstazy. Trzeba przyznać, że partie połączeniowe są niewygodne a to, że w miarę płynnie nam poszły to dlatego, że tam niejednokrotnie byliśmy przed laty. Dalsza droga wydała się łatwiejsza. Na Nowym Biwaku (sądzę, że to jedno z najbardziej odosobnionych miejsc w polskich podziemiach) robimy krótką przerwę na posiłek. Po tym brniemy przez Ciągi Przykrości i dalsze niekończące się zjazdy i trawersy. Z radością więc witamy huk wody spadającej do Sali Wiatrów w Śnieżnej. Tym samym kończy się nasza droga w dół. Stąd niemal 700 m pionu w górę. Dodatkowo dochodzi nam reporęczowanie jaskini do Suchego Biwaku (wisiały tu wprawdzie inne liny ale aby obyło się bez niespodzianek nasi koledzy dopręczowali dziurę naszymi linami). Odczuwamy już nie co zmęczenie ale w umówionym przedziale czasowym docieramy do Suchego Biwaku gdzie nasza trójka nockowiczów biwakowała w testowanym przez Mateusza namiocie. Był środek nocy więc nawet się nie widzimy tylko wymieniamy kilka zdań. Po posiłku ruszamy w stronę Kotlin. Zmęczenie, ciężki wór z linami powoduje, że wielkie studnie (zwłaszcza Setka, i Szywała) wydają się nie mieć końca. Powoli jednak zdobywając metr po metrze w 8 godzin od Suchego Biwaku wydostajemy się otworem Nad Kotlin na powierzchnię. Byliśmy poobijani i czuliśmy każdy nawet najmniejszy mięsień. Na szczęście pogoda jest wymarzona. Słońce i ciepełko, tego nam trzeba było. Wkrótce też nadchodzi trójka zakopiańczyków by wspomóc grupę Mateusza przy retransporcie lin z Kotlin. Mile spędzamy czas na sympatycznej pogawędce. Pozdrawiamy! Zakopiańczycy wkrótce znikają w jaskini a my rozpoczynamy zejście. Wracamy przez Kobylarz. Deficyt snu i potworne zmęczenie zmuszają nas do półgodzinnej drzemki na trawie przy szlaku. Dalej zwlekamy się do Kir na Biały Potok gdzie u znajomego bacy znów kładziemy się na trawie i 2 godziny śpimy by jeszcze tego samego dnia bezpiecznie wrócić autem do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu rozkład czasowy  akcji liczony od wejścia: otw. Wlk. Litworowej – Magiel: 2 h, Nowy Biwak: 5.30 h, II Biwak: 8.30 h, Suchy Biwak: 10 h, otw. Nad Kotlin 18 h. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworowa-Kotliny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - zajęcia kanonigowe PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Jaworski oraz grotołazi, wspinacze i kajakarze z klubów speleologicznych i alpinistycznych z całej Polski |12 - 13 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wzięliśmy udział w warsztatach kanoningowych pod patronatem PZA. Najpierw trochę teorii w centrali TOPR w Zakopanem. W pierwszy, bardzo deszczowy dzień wzięliśmy udział  w wykładzie na temat zagadnień związanych głównie z problematyką wodną podczas uprawiania kanonigu. Potem pojechaliśmy nad rzekę Białkę (w miejscu gdzie uchodzi do niej Jaworowy Potok). Jednak po całonocnych i wciąż trwających opadach rzeka rwała wściekłym nurtem z którym mógł by się jedynie mierzyć szaleniec. Nasza kadra z TOPRu stwierdziła więc, że warunki są zbyt niebezpieczne. Pojechaliśmy więc na Łysą Polanę gdzie mieliśmy zakwaterowanie w dawnej strażnicy WOPu a następnie nad Wodogrzmoty Mickiewicza gdzie miały się odbyć zajęcia linowe. Tu też nie ma złudzeń. Biała kipiel waliła całym kanionem tak, że skały „drżały”.  Udaliśmy się więc na bazę gdzie odbyło się kolejne szkolenie teoretyczne a potem integracja przy ognisku. Przestało padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień to wspaniała pogoda. Udajemy się z rana znów w to samo miejsce na Białce. Wody opadły znacząco choć wiele brakowało do normalnego stanu. Już ubrani w pianki ćwiczymy w rzece pływanie pasywne i aktywne (trawersy, wejście w nurt, zachowanie się w cofce, wyjście z cofki). Ćwiczyliśmy także różne sposoby wydostania się z nurtu, skoki oraz podstawowe sposoby pomocy przy zastosowaniu rzutki.  Nasza kadra perfekcyjnie poprowadziła zajęcia oraz świetnie zaasekurowała (wiele razy aktywnie) odcinek rzeki, na którym ćwiczyliśmy.  Mieliśmy okazję przekonać się namacalnie jak  trudne jest zmaganie się z zmienną naturą rwącej rzeki, kilka razy zachłysnęliśmy się wodą. Ogólnie w tego typu sporcie ważne jest przede wszystkim doświadczenie no i krzepa. Wielkie podziękowania dla kadry za profesjonalne przeprowadzenie zajęć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKanoningPZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik klubowy - https://vimeo.com/100883166&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik (autor: Tomasz Utkowski): https://www.youtube.com/watch?v=khc4IGnciiA &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik  |06 07 2014}}&lt;br /&gt;
Start z zapory w Wiśle Czarne. Podjazd do Stecówki a następnie ciekawym, grzbietowym szlakiem na Karolówkę. Później ostre podejście do schroniska pod Przysłopem. Tu odpoczynek a potem długi zjazd do auta z objazdem jeziora. Wycieczkę urozmaicił chwilowy deszcz a i tak była straszna duchota. Fatalny dojazd autem do domu (prawie 3 godziny)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wyjście na Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Gabriela M. (os. tow.)|03 07 2014}}&lt;br /&gt;
Wejście na Magurę z Szczyrku a potem do schroniska pod Klimczokiem. Pogoda dobra. Szczyt Magury po ostatnich huraganach &amp;quot;wyczyszczony&amp;quot; z drzew.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/h0449fvczkx2k7k/AADfFkoBEmgIH7Mhnk88uYK_a&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - pięć minut na połoninie|Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk i przylepy|19 - 21 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
770 km, 16 h w podróży, 3 dni na miejscu, 2 noce w samochodzie i 5 minut na połoninie... Cóż, kryterium rozsądku nie było decydujące przy wyborze destynacji. Najważniejsze, że dawno tak nie wypoczęliśmy, a od samego patrzenia na tę zieloność robi się lepiej. &lt;br /&gt;
Baza w Ustrzykach Górnych. Czwartek dochodzimy do siebie po trudach podróży, w piątek (w który początkowo planowaliśmy zrobić jakąś miłą trasę) niestety leje do południa, więc ostatecznie wychodzimy tylko na parogodzinny spacer po okolicy. Co też okazało się dobre, bo mogliśmy na spokojnie &amp;quot;oswoić&amp;quot; Zosię z nosidełkiem turystycznym, z którym wcześniej nie miała do czynienia. Sobota to przelotne deszcze i perspektywa wieczornego powrotu. Postanawiamy więc przejść się na Połoninę Caryńską od strony Ustrzyk - pierwsze samodzielne wyjście w góry w nowym składzie. Nie robiliśmy sobie dużych nadziei. Ja wzięłam na siebie jedno najukochańsze 10 kg, Wojtek drugie 15 i tak pomaszerowaliśmy. Poszło tak sprawnie, że nim się obejrzeliśmy byliśmy przy górnej granicy lasu. Zosia już kawałek wcześniej ostatecznie wyszła z nosidła i poszła sama. Dotarliśmy do grani. Dla tych widoków, wiatru, trawy, uśmiechów.. warto było tam przyjść. Radość niestety nie trwała długo, ledwie się rozłożyliśmy zaczął padać deszcz i zadecydowaliśmy odwrót. Schodziliśmy niespiesznie, tempem dwuletnich nóżek. Mimo naszych nagabywań, że może na ręce albo chwilę odpocząć, Zosia całą drogę przeszła sama. Zrobiło to na nas duże wrażenie. Jest nadzieja :)&lt;br /&gt;
Nocny powrót z końca świata to specyficzne przeżycie - czarno z przodu, czarno z tyłu, z boku czarno i jeszcze mgła. Praktycznie od Ustrzyk do DK 19 na Duklę. Lepsza droga to już inny świat. Niestety nasz przejazd został okupiony niezliczoną ilością rozjechanych myszy, żab i ropuch (pierwszy raz widziałam &amp;quot;łażące&amp;quot; ropuchy, kurcze, bardzo charakterystyczne - one nie skaczą tylko łażą!). Szczęściem rodzina lisów i zając obeszli się bez szwanku a i nam nie trafiła się grubsza zwierzyna. Uświadomiło mi to dosadniej jak bogatą i różnorodną krainą są jeszcze Bieszczady. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widział Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|X Śląskie Manewry Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel „Buli” Bula&amp;lt;/u&amp;gt;  |06 – 08.06.2014r.}}  &lt;br /&gt;
Już po raz dziesiąty TKTJ zorganizował manewry ratownictwa jaskiniowego, które odbyły się w tarnogórskich sztolniach i pobliskim rejonie. Udział wzięli taternicy, grupy wysokościowe, OSP, PSP (pojawił się nawet zespół z Trójmiasta), ratownictwo medyczne i ratownictwo górnicze KWK „Wujek” Ruch „Śląsk” w liczbie jeden:)&lt;br /&gt;
W piątek późnym popołudniem spotykamy się wszyscy na bazie w rejonie zwanym „Blachówką”  i prowadzimy unifikację, mającą na celu zarówno ujednolicenie systemów ratowniczych, jak i samo przypomnienie sobie ich.&lt;br /&gt;
W sobotę zostajemy podzieleni na cztery zespoły. Na każdy z nich czeka zadanie, po realizacji którego dochodzi do rotacyjnej zamiany tak, aby każda grupa wykonała i przećwiczyła wszystkie cztery „akcje ratownicze”. Zatem korzystamy z systemów autoratowniczych takich jak: metoda hiszpańska przeciwwaga, metoda bloczka ruchomego , ratowanie z trawersu – odbywające się w sztolni, opuszczanie poszkodowanego z wieży oraz z półki skalnej.&lt;br /&gt;
W niedzielę łączymy powyższe zadania w jedną całą akcję. W sztolni wyciągnięcie metodą balance poszkodowanej z szybika, wyprowadzenie na powierzchnię, trawers na półce skalnej, a następnie opuszczenie po tyrolce metodą balance.&lt;br /&gt;
Na manewrach pojawiają się stali bywalcy, co pozwala zauważyć, iż akcje ratownicze wykonujemy szybciej, bezpieczniej i sprawniej. Wymiana doświadczenia z grupami ratowniczymi straży pożarnej i lepsze wspólne zrozumienie pozwala dostrzec, że przyszłość maluje się w jasnych barwach.&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że każdy taternik powinien znać metody autoratownicze w stopniu zaawansowanym, a metody ratownicze w stopniu pozwalającym pomóc doświadczonym służbom ratowniczym, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie wypadki w jaskiniach i to nie tylko na terenie naszego państwa.  Namawiam zatem wszystkich do udziału w ogólnopolskich i śląskich manewrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4381</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4381"/>
		<updated>2014-07-02T00:39:12Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/q3ndzerhcn6qtny/AACzOzyCvk33e4495f_Lmnbfa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - pięć minut na połoninie|Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk i przylepy|19 - 21 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
770 km, 16 h w podróży, 3 dni na miejscu, 2 noce w samochodzie i 5 minut na połoninie... Cóż, kryterium rozsądku nie było decydujące przy wyborze destynacji. Najważniejsze, że dawno tak nie wypoczęliśmy, a od samego patrzenia na tę zieloność robi się lepiej. &lt;br /&gt;
Baza w Ustrzykach Górnych. Czwartek dochodzimy do siebie po trudach podróży, w piątek (w który początkowo planowaliśmy zrobić jakąś miłą trasę) niestety leje do południa, więc ostatecznie wychodzimy tylko na parogodzinny spacer po okolicy. Co też okazało się dobre, bo mogliśmy na spokojnie &amp;quot;oswoić&amp;quot; Zosię z nosidełkiem turystycznym, z którym wcześniej nie miała do czynienia. Sobota to przelotne deszcze i perspektywa wieczornego powrotu. Postanawiamy więc przejść się na Połoninę Caryńską od strony Ustrzyk - pierwsze samodzielne wyjście w góry w nowym składzie. Nie robiliśmy sobie dużych nadziei. Ja wzięłam na siebie jedno najukochańsze 10 kg, Wojtek drugie 15 i tak pomaszerowaliśmy. Poszło tak sprawnie, że nim się obejrzeliśmy byliśmy przy górnej granicy lasu. Zosia już kawałek wcześniej ostatecznie wyszła z nosidła i poszła sama. Dotarliśmy do grani. Dla tych widoków, wiatru, trawy, uśmiechów.. warto było tam przyjść. Radość niestety nie trwała długo, ledwie się rozłożyliśmy zaczął padać deszcz i zadecydowaliśmy odwrót. Schodziliśmy niespiesznie, tempem dwuletnich nóżek. Mimo naszych nagabywań, że może na ręce albo chwilę odpocząć, Zosia całą drogę przeszła sama. Zrobiło to na nas duże wrażenie. Jest nadzieja :)&lt;br /&gt;
Nocny powrót z końca świata to specyficzne przeżycie - czarno z przodu, czarno z tyłu, z boku czarno i jeszcze mgła. Praktycznie od Ustrzyk do DK 19 na Duklę. Lepsza droga to już inny świat. Niestety nasz przejazd został okupiony niezliczoną ilością rozjechanych myszy, żab i ropuch (pierwszy raz widziałam &amp;quot;łażące&amp;quot; ropuchy, kurcze, bardzo charakterystyczne - one nie skaczą tylko łażą!). Szczęściem rodzina lisów i zając obeszli się bez szwanku a i nam nie trafiła się grubsza zwierzyna. Uświadomiło mi to dosadniej jak bogatą i różnorodną krainą są jeszcze Bieszczady. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widziała Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4380</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4380"/>
		<updated>2014-07-02T00:29:33Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/q3ndzerhcn6qtny/AACzOzyCvk33e4495f_Lmnbfa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - pięć minut na połoninie|Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk i przylepy|19 - 21 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
770 km, 15 h w podróży, 3 dni na miejscu, 2 noce w samochodzie i 5 minut na połoninie... Cóż, kryterium rozsądku nie było decydujące przy wyborze destynacji. Najważniejsze, że dawno tak nie wypoczęliśmy, a od samego patrzenia na tę zieloność robi się lepiej. &lt;br /&gt;
Baza w Ustrzykach Górnych. Czwartek dochodzimy do siebie po trudach podróży, w piątek (w który początkowo planowaliśmy zrobić jakąś miłą trasę) niestety leje do południa, więc ostatecznie wychodzimy tylko na parogodzinny spacer po okolicy. Co też okazało się dobre, bo mogliśmy na spokojnie &amp;quot;oswoić&amp;quot; Zosię z nosidełkiem turystycznym, z którym wcześniej nie miała do czynienia. Sobota to przelotne deszcze i perspektywa wieczornego powrotu. Postanawiamy więc przejść się na Połoninę Caryńską od strony Ustrzyk - pierwsze samodzielne wyjście w góry w nowym składzie. Nie robiliśmy sobie dużych nadziei. Ja wzięłam na siebie jedno najukochańsze 10 kg, Wojtek drugie 15 i tak pomaszerowaliśmy. Poszło tak sprawnie, że nim się obejrzeliśmy byliśmy przy górnej granicy lasu. Zosia już kawałek wcześniej ostatecznie wyszła z nosidła i poszła sama. Dotarliśmy do grani. Dla tych widoków, wiatru, trawy, uśmiechów.. warto było tam przyjść. Radość niestety nie trwała długo, ledwie się rozłożyliśmy zaczął padać deszcz i zadecydowaliśmy odwrót. Schodziliśmy niespiesznie, tempem dwuletnich nóżek. Mimo naszych nagabywań, że może na ręce albo chwilę odpocząć, Zosia całą drogę przeszła sama. Zrobiło to na nas duże wrażenie. Jest nadzieja :)&lt;br /&gt;
Nocny powrót z końca świata to specyficzne przeżycie - czarno z przodu, czarno z tyłu, z boku czarno i jeszcze mgła. Praktycznie od Ustrzyk do DK 19 na Duklę. Lepsza droga to już inny świat. Niestety nasz przejazd został okupiony niezliczoną ilością rozjechanych myszy, żab i ropuch (pierwszy raz widziałam &amp;quot;łażące&amp;quot; ropuchy, kurcze, bardzo charakterystyczne - one nie skaczą tylko łażą!). Szczęściem rodzina lisów i zając obeszli się bez szwanku a i nam nie trafiła się grubsza zwierzyna. Uświadomiło mi to dosadniej jak bogatą i różnorodną krainą są jeszcze Bieszczady. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widziała Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4379</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4379"/>
		<updated>2014-07-02T00:26:48Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice -wspinanie|Ania Bil, Sławek Musiał,Mateusz Górowski,Damian Żmuda &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,  |29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Jedziemy bez planu na konkretny rejon, przypadkiem wybieramy  Bibliotekę w Podlesicach.  Jak się okazało na podobny pomysł  wpadła połowa Warszawy - tłok i kolejki prawie jak w cudownych Rzędkach. Mimo upału udało się zrobić: Przez dziuplę (VI+) - mimo złego obicia bardzo fajna, Pan delikatesik (VI+) - crux przy pierwszej wpince, O kant dupy (VI.3+/4) - bulderowa, nieco parametryczna, Na przełaj(VI.1) - wyślizgany klasyk, Mania wspinania(V+). Z pewnością jest na tej skałce jeszcze wiele ciekawych dróg do zrobienia!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Piotrek, Kasia Jasińska, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, Michał Trytko, Rafał Pośpiech, Janusz Dolibog, Jola, Justyna, Hołek z dziewczyną, Jan Kempny, Basia Borowiec, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, osoba utajniona, troje dzieci|28 - 29 06 2014}}&lt;br /&gt;
Tym razem na spływ obraliśmy rzeki Grabia i Widawka (dopływ Warty) w woj. łódzkim. Spływ rozpoczęliśmy z Marzenina. Rzeka piękna i ciekawa. Kilka przenosek i przeszkód wodnych. Ponadto zmoczył nas krótki ale dość intensywny deszcz. Kilka osób zmoczyło się tradycyjnie w rzece. Biwak wypadł w uroczym miejscu u zbiegu Grabii i Widawki. W drugi dzień spokojniejszy spływ Widawką choć również były niespodzianki. Słońce tym razem odważniej świeciło. Dość szybko wpływamy na wody Warty i po krótkim rejsie &amp;quot;katamaranem&amp;quot; (wszystkie kajaki złączyliśmy w jedną jednostkę) dotarliśmy do Pstrokoni gdzie zakończyliśmy jubileuszowy dziesiąty, klubowy spływ kajakowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Słowackie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek, Rafał Mikulski|29 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki spacer na szczyt Rysów od słowackiej strony. W Tatrach wietrzenie i pochmurnie. Momentami przebłyski błękitnego nieba i słońca. Na trasie częściowo jeszcze warunki zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wysokie Taury- wyjazd skiturowy pt. „With a little help from my friend”|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|19-22 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnio/zimowy wyjazd skiturowy. Z pomocą Klausa, z którym już w kwietniu br. zdobyłam skiturowo szczyt Großer Priel (2515 m) w Totes Gebirge tym razem spędzam cudowny weekend narciarski w Karyntii w rejonie Mölltalgletscher. Celem pierwszego dnia jest Hoher Sonnblick (3105 m) do którego docieramy od strony przełęczy Fraganter Scharte (2752 m). Drugiego dnia z racji słabszej pogody zjeżdzamy do Schutzhaus Neubau (2175 m) skąd popołudniem robimy krótką turę szklakiem okolicznych ruin po kopalni złota w tym rejonie, by zafundować sobie całkiem niezły zjazd z wysokości w/w przełęczy upatrzonym wcześniej przez mego towarzysza kuluarem. Trzeciego dnia testuję moją kondycję- odprowadzam Klausa (zjazd na nartach + trochę z buta) do doliny Kolm Saigurn, wracam do schroniska i robię turę na Scharecka (3123 m). Po drodze wchodzę na szczyt Nuenerkg.(2827 m), zjeżdżam w stronę przełęczy, by po kolejnym zdobyciu Fraganter Scharte znów zjechać, wejść na szczyt Schareka, zjechać, wrócić na przełęcz i pięknie poprowadzoną oraz nową dla mnie trasą przybyć do schroniska. Ostatni dzień poświęcam na turystykę pieszą po terenie lodowca, by popołudniem zjechać ostatni raz na nartach do Kolm Saigurn i rozpocząć proces odzyskiwania mojego samochodu porzuconego po zupełnie innej stronie gór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu pod poniższym linkiem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.dropbox.com/sh/q3ndzerhcn6qtny/AACzOzyCvk33e4495f_Lmnbfa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - pięć minut na połoninie|Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk i przylepy|19 - 21 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
770 km, 15 h w podróży, 3 dni na miejscu, 2 noce w samochodzie i 5 minut na połoninie... Cóż, kryterium rozsądku nie było decydujące przy wyborze destynacji. Najważniejsze, że dawno tak nie wypoczęliśmy. Od samego patrzenia na tę zieloność robi się lepiej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza w Ustrzykach Górnych. Czwartek dochodzimy do siebie po trudach podróży, w piątek (w który początkowo planowaliśmy zrobić jakąś miłą trasę) niestety leje do południa, więc ostatecznie wychodzimy tylko na parogodzinny spacer po okolicy. Co też okazało się dobre, bo mogliśmy na spokojnie &amp;quot;oswoić&amp;quot; Zosię z nosidełkiem turystycznym, z którym wcześniej nie miała do czynienia. Sobota to przelotne deszcze i perspektywa wieczornego powrotu. Postanawiamy więc przejść się na Połoninę Caryńską od strony Ustrzyk - pierwsze samodzielne wyjście w góry w nowym składzie. Nie robiliśmy sobie dużych nadziei. Ja wzięłam na siebie jedno najukochańsze 10 kg, Wojtek drugie 15 i tak pomaszerowaliśmy. Poszło tak sprawnie, że nim się obejrzeliśmy byliśmy przy górnej granicy lasu. Zosia już kawałek wcześniej ostatecznie wyszła z nosidła i poszła sama. Dotarliśmy do grani. Dla tych widoków, wiatru, trawy, uśmiechów.. warto było tam przyjść. Radość niestety nie trwała długo, ledwie się rozłożyliśmy zaczął padać deszcz i zadecydowaliśmy odwrót. Schodziliśmy niespiesznie, tempem dwuletnich nóżek. Mimo naszych nagabywań, że może na ręce albo chwilę odpocząć, Zosia całą drogę przeszła sama. Zrobiło to na nas duże wrażenie. Jest nadzieja :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocny powrót z końca świata to specyficzne przeżycie - czarno z przodu, czarno z tyłu, z boku czarno i jeszcze mgła. Praktycznie od Ustrzyk do DK 19 na Duklę. Lepsza droga to już inny świat. Niestety nasz przejazd został okupiony niezliczoną ilością rozjechanych myszy, żab i ropuch (pierwszy raz widziałam &amp;quot;łażące&amp;quot; ropuchy, kurcze, bardzo charakterystyczne - one nie skaczą tylko łażą!). Szczęściem rodzina lisów i zając obeszli się bez szwanku a i nam nie trafiła się grubsza zwierzyna. Uświadomiło mi to dosadniej jak bogatą i różnorodną krainą są jeszcze Bieszczady. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Prądnika|Ania Bil, Sławek Musiał &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Mateusz Górowski |19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Od rana, Ja, Karol i Mateusz wspinamy na stosunkowo świeżo obitej Skale Nad Potokiem w Sułoszowej. Skałka znajduje się w okolicach Zamku w Pieskowej Skale. Zaletą/Wadą tej miejscówki jest bezpośrednie sąsiedztwo drogi. Skała proponuje niespełna 30 dróg o trudnościach III (trad), poprzez obite V do VI.3+/VI.4. Popołudniu dojeżdżają Ania ze Sławkiem i kundlem:) Skała godna polecenia na wyjazd z dzieckiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widziała Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4378</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4378"/>
		<updated>2014-07-02T00:12:49Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''29 06 2014''' - Jura - Podlesice - wspinanie &lt;br /&gt;
* '''28 - 29 06 2014''' - klubowy spływ kajakowy Grabią i Widawką&lt;br /&gt;
* '''19 - 21 06 2014''' - Bieszczady - Caryńska&lt;br /&gt;
* '''19 - 22 06 2014''' - AUSTRIA: wyjazd skiturowy w Alpy&lt;br /&gt;
* '''22 06 2014''' - Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy&lt;br /&gt;
* '''19 06 2014''' - Jura - wspinanie w dol. Prądnika&lt;br /&gt;
* '''19 06 2014''' - Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy&lt;br /&gt;
* '''16 - 18 06 2014''' - Jura pd. - rajd pieszy&lt;br /&gt;
* '''15 06 2014''' - wspinanie w Smoleniu&lt;br /&gt;
* '''15 06 2014''' - dolinki krakowskie na rowerach&lt;br /&gt;
* '''7 - 8 06 2014''' - Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna&lt;br /&gt;
* '''31 05 2014''' - Tatry Zach. - szkolenie kursowe&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4234</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4234"/>
		<updated>2014-05-11T00:00:56Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''09 05 2014''' - wspin w Mirowie&lt;br /&gt;
* '''04 05 2014''' - Beskid Śląski - Błatnia&lt;br /&gt;
* '''29 04 - 04 05 2014''' - RUMUNIA: góry i jaskinie Apuseni&lt;br /&gt;
* '''26 - 27 04 2014''' - Tatry Wys. - zjazd na nartach z Rysów&lt;br /&gt;
* '''27 04 2014''' - Jura - wspin na Olkuskich Igłach&lt;br /&gt;
* '''21 04 2014''' - CZECHY: jaskinie Ondrasza&lt;br /&gt;
* '''31 03 - 15 04 2014''' - CHINY: rekonesans jaskiniowy&lt;br /&gt;
* '''05 - 06 04 2014''' - Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie&lt;br /&gt;
* '''05 04 2014''' - Jura: Szklary - wspinanie&lt;br /&gt;
* '''30 03 2014''' - wspin w Rzędkowicach&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4233</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4233"/>
		<updated>2014-05-10T23:59:16Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3812</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3812"/>
		<updated>2013-11-25T23:39:48Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nowy Bytom - udział w LAWINACH'2013|przez MCK przewinęli się osoby  z klubu bądź związane z naszym klubem - Ryszard Widuch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Darek Rank, Karol Jagoda, Teresa Szołtysik, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Aga Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Tomasz Jaworski, Asia Jaworska, Pacyfa, Joanna Przymus, Janusz Dolibog z Jolą, Heniek Tomanek, Paweł Szołtysik, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Wojtek Orszulik, Ewa Orszulik, Wojtek Wyciślik, Bianka Witman-Fulde, Zygmunt Zbirenda, Ola Rymarczyk, Wojciech Rymarczyk|22, 23, 24 11 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W MCK w Nowym Bytomiu odbyły się kolejne LAWINY a w nich szereg filmów i prezentacji związanych z wszelką działalnością górską. Jak zwykle wszystkie były bardzo ciekawe. Z naszego klubu Agnieszka Szmatłoch przygotowała film &amp;quot;Tam i nazod&amp;quot; o wypadzie do Rumunii, Damian Szołtysik &amp;quot;Przez góry i dziury trzech kontynentów&amp;quot; o górskich i jaskiniowych aspektach wyprawy dookoła świata oraz Kamil Szołtysik filmik o Nepalu. Punktem kulminacyjnym była ciekawa prelekcja Artura Małka o zimowym zdobyciu Broad Peak. W ostatnim dniu nastąpiło rozstrzygnięcie konkursu fotograficznego, w którym pierwsze miejsce zdobyło zdjęcie Agnieszki Szmatłoch, z kolei Tadek Szmatłoch otrzymał nagrodę publiczności. Ponadto kilka osób z Nocka wylosowało nagrody rzeczowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FLawiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wirek - warsztaty wspinaczkowe dla dzieci|obsługa z RKG - Ryszard Widuch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel Bula; Dariusz Rank, Karol Jagoda, Tadek Szmatłoch , Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch z kolegą, Joanna Przymus, Łukasz, Sebastian, Artur Szmatłoch, Hołek, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamianiuk, Pacyfa z Marcinem, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel|23 11 2013}}&lt;br /&gt;
Na ściance wspinaczkowej w Gimnazjum nr 7 w Rudzie Ślaskiej Wirku w ramach &amp;quot;LAWIN&amp;quot; przeprowadziliśmy warsztaty wspinaczkowe dla dzieci szkół podstawowych. Zgłosiło się 25 dzieci, którzy przybyli z nauczycielami i rodzicami. Podzieleni na 4 zespoły ćwiczyły wspinaczkę &amp;quot;na wędkę&amp;quot;, zapoznawali się z sprzętem jaskiniowo-alpinistycznym, uczyli się węzłów oraz bawili się pipsami (poszukiwanie &amp;quot;zaginionego&amp;quot; pipsa). Serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy pomogli przy organizacji tej imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FWarsztaty-wspin&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SPELEOKONFRONTACJE w Podlesicach|z RKG byli: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka Szmatłoch, Daniel Bula; widziano także Macieja Dziurkę|16 - 17 11 2013}}&lt;br /&gt;
Konkurs wygrał Michał Ciszewski, filmem o Luo Xi Tiankeng - studni, którą eksplorowaliśmy na wyprawie do Chin. Picos 2013 dostało nagrodę publiczności. Co ważne, wyprawa Wałbrzycha do Turcji dostała po raz pierwszy wręczaną nagrodę za osiągnięcie eksploracyjne (niezależnie od zgłoszonej prezentacji). Jeśli chodzi o inne sprawy, wspaniałą atmosferę itd. to kto wie, może znajdzie się inny chętny do napisania czegoś więcej?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - do jaskini Alibaby w Klimczoku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|17 11 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji pobytu w Szczyrku idziemy zobaczyć do jaskini Alibaby w Klimczoku. Otwór znajduje się nieopodal szczytu. Daleko jednak nie idę nie tylko ze względu na brak kasku czy kombinezonu. Po prostu jest wrażenie jakby za chwilę wszystko miało się zawalić. Staram się nie ruszać żadnych kamieni i zwiedzam tylko boczną salkę. Ciasno. Mimo krótkiego pobytu w dziurze wychodzę nie źle ubrudzony. Wycieczka jednak udana bo pogoda była boska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FAlibaba&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - centralna wyprawa KTJ PZA do jaskiń w okręgu Wendou, prowincja Hubei|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartosz Berdel; STJ KW Kraków: Tomasz Pawłowski, Paweł Ramatowski; SŁ: Tomasz Olczak; SC: Jerzy Zygmunt; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz niezrzeszeni: Natalia Brede i Kaja Kałużyńska w roli tłumaczek, He Duanyong, jego przyjaciel Guo, a także nasz ulubiony kierowca, Wang Shifu|11 10 - 10 11 2013}}&lt;br /&gt;
Krótko mówiąc, było świetnie. Szerszy opis na pewno powstanie, ale z czasem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| WŁOCHY: Ferentillo + Sperlonga - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda |26 10 - 10 11 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis w trakcie realizacji&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers jaskini Czarnej przez partie Królewskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka, Robert Guzik (os. tow.) |10 11 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tatry przyprószone śniegiem. Początkowo w deszczu a potem już w dobrej pogodzie osiągamy główny otwór. Niespodzianką jest brak kraty w otworze, po prostu gdzieś znikła. Wchodząc do dziury nadchodzi jeszcze za nami jakaś grupa kursowa. Jasiu nadal w świetnej formie tnie wszystkie progi i prożki jak przecinak. Niemiła niespodzianka to zalane &amp;quot;bajoro&amp;quot;. Aby przejść trzeba by się było całkowicie zamoczyć. Wybieramy więc wariant przez zjazd studnią Imieninową. Po 6,5 godzinach wychodzimy północnym otworem jak krótki listopadowy dzień miał się ku końcowi. Fajnie się schodziło lecz Jasiu przypomniał sobie o zostawionym przy otworze krollu. Zalicza jeszcze bieg powrotny pod otwór (a byliśmy już w pobliżu dol. Miętusiej). Przed wyjazdem zostajemy jeszcze zaproszeni do państwa Galiców na kolację i spełnieni wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - przez Pasmo Jałowieckie na MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo piękny teren na jazdę MTB. Jeżeli pogoda może być idealna to właśnie taka była. Z Koszarawy jedziemy na Cichą przełęcz, dalej trawersujemy Jałowiec by wydostać się na przełęcz Upaczne. Naprzeciw Babia a dalej Tatry. Grzbietowym szlakiem docieramy do przełęcy Kolędówka i dalej miejscami dość stromym zjazdem osiągamy Stryszawę Górną. Stąd bardzo strome podejście pod Opuśniok (809). Dalej znów stromy i techniczny zjazd do chatki studenckiej Adamy a następnie do Lachowic skąd drogą wracamy do Koszarawy z końcem krótkiego już jesiennego dnia. Byłem tu pierwszy raz i uważam, że są tu bardzo dobre tereny do MTB. Zadowoleni (tylko męska część ekipy) wracamy do domu. Z pochwałą dnia  należy jednak zawsze czekać do samego końca właśnie w myśl przysłowia „nie chwal dnia przed zachodem słońca”.  Nie dość, że jakoś nagle zaczęło lać to jadąc z garażu 50 metrów od domu zaliczam upadek (objechał łańcuch na zębatce a w rękach miałem drobne przedmioty i nie mogłem się zbytnio ratować), przeleciałem nad kierownicą a zębatka wbiła mi się w łydkę więc trochę krwi musiałem upuścić. W górach poradziłem sobie na trudnych zjazdach a przed domem na równej drodze zaliczyłem upadek. Daje to do myślenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fmtb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy|Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk|27 10 2013}}&lt;br /&gt;
Druga część kursowego wyjazdu wspinaczkowego. Tomek przypomniał nam budowę różnych rodzajów stanowisk, które praktycznie realizowaliśmy w terenie wspinając drogi IV z własną protekcją. Zrealizowaliśmy także &amp;quot;drogę dwu wyciągową&amp;quot; ze stanowiskiem pośrednim. Pogoda (szczególnie z rana) super. Ciepło, jedynie wiatr po południu dawał się we znaki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBirow-2013.10.27&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - kursowa akcja do Jaskini Pod Wantą|kursanci - &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło, Ryszard Widuch (instruktor), Daniel Bula|25-26 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny, a dla mnie dopiero drugi wyjazd kursowy miał na celu jaskinię pod wantą. Standardowo nocleg w Kirach lecz tym razem z rozśpiewanymi i pijanymi studentkami w pokoju obok. Około godziny 00:30 czyli jakieś pięć minut po skończonych balladach na cześć solenizantki jedna z sąsiadek odwiedziła nas żeby oznajmić iż „ludzie już śpią więc powinniśmy być ciszej”. No cóż, załamani i zmieszani z błotem zasnęliśmy żeby wypocząć przed akcją. Start o 6 rano nie był zbyt uciążliwy. Pogoda dopisała, słońce i temperatura bardziej wakacyjne niż jesienne dodawały sił na ponad 4 godzinnym podejściu. Przed wejściem potrzeba oddalenia się na stronę ujawniła TOPRowską kamerę do monitoringu zwierząt skierowaną na sam otwór jaskini… Po krótkim odpoczynku ostatnie przygotowania i do dziury. Pierwszy zjechał Sebastian poręczując 2 odcinki linowe po ok 30 każdy. Mi przypadła studnia „dzwon” czyli moja pierwsza w życiu 50tka. Nie wiem czy wszyscy tak mieli ale dla mnie było to dość intensywne przeżycie, nie wspominając o powrocie. Ostatnią część zaporęczowała Asia. W okolicach dna biegnie jeden wysoki komin w którego stropie zobaczyliśmy… zaklinowany ponad 10m szerokości głaz. Robi wrażenie. Całość pokonaliśmy w czasie 3,5 godzin i korzystając nadal z dobrej pogody w szybkim tempie wróciliśmy do schroniska. &lt;br /&gt;
Długo jeszcze mógłbym gloryfikować naszego wspaniałego instruktora Ryśka i jakże pomocną asystę &lt;br /&gt;
Buliego ale nie wolno przesadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/Pod-Wanta-10.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - spacer na Chudą Przełęcz|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|25-26 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rewelacyjny spacer w przepięknych czerwonotrawiastych okolicznościach przyrody, mega słońce, głęboki lazur, zero zobowiązań (nawet związanych z tym, że przejdziemy całą założoną trasę ;) A trasa wyglądała tak: Kościeliska - Chuda Przełęcz pod Ciemniakiem - dol. Tomanowa - dol. Kościeliska, w dodatku zmieściłyśmy się w czasówkach co poczytuję jako taki tyci sukces :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu chciałam szczególnie podziękować Kursowi, który odbył wyjazd w tym terminie, za genialne wstrzelenie się w pogodę i Bulemu, który przygarnął nas do swego automobila.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FCiemniak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - u źródeł Wisły i Olzy|&amp;lt;u&amp;gt; Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kieczka z synkiem Bartkiem|20 10 2013}}&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka do źródeł naszej największej rzeki. Jasiu obeznany z tym terenem bezbłędnie doprowadził nas bardzo ciekawym terenem najpierw do wykapów Czarnej Wisełki a potem z drugiej strony Baraniej Góry do źródła Białej Wisełki. Następnie przenosimy się w rejon góry Gończorka gdzie już o zmierzchu dotarliśmy do źródła Olzy. Pogoda przepiękna. Wspaniałe widoki na odległe góry (Tatry w śniegu). Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FZrodla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, manewry ratownictwa jaskiniowego|Daniel Bula oraz grotołazi z różnych klubów|11 - 13 10 2013}}&lt;br /&gt;
Manewry odbyły się w jaskini Czarnej. Podział na 3 grupy i transport &amp;quot;rannego&amp;quot; trawersem przez całą jaskinię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Magurka Wilkowicka|Ola, Wojtek, Zosia Rymarczyk|12 10 2013}} Mała górka dla małych nóżek w pięknie jesiennej złotobukowej odsłonie. Wchodzimy od strony przełęczy Przegibek (czyli najkrótszą możliwą ;-) po to by parę następnych godzin pobyczyć się na słońcu.  Całkiem fajny spacer :) i te kolory...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Dolinie Kobylańskiej|Damian Żmuda, Kasia(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|12 10 2013}}&lt;br /&gt;
Wspinaliśmy się na dwóch skałkach Jastrzębia/ Szeroka Turnia oraz na Sępiej Baszcie. Pogoda idealna, ludzi mało (spotykaliśmy tylko 1 zespół) oraz wyśmienity piszinger (zakupiony w sklepie w ,,centrum’’ Będkowic – polecam!!!)  wskazywały, że musi być to wyśmienity wspin. Niestety złego dobre początki. Wszystko co mogło się nie udać to się nie udało!!! Fatum, klątwa a może po prostu zmęczenie sezonem???(nieeee to jest niemożliwe:)) Efekt był taki że jedynie Damianowi udało się poprowadzić 2 drogi, ale za to jakie……  Prawa Szeroka(V) RP (strasznie hardy bulder startowy przekreślił szanse na wspaniały OS) oraz Jastrzębia (V-) w najszlachetniejszym stylu OS!!! Stach się bać co będzie dalej….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Marmuraowa, wyjazd kursowy|Rysiek Widuch, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Sebastian Podsiadło), &amp;lt;u&amp;gt; Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|12 10 2013}}&lt;br /&gt;
W piątek zajechaliśmy w Tatry, droga dość przyjemna, aczkolwiek nie bez korkowych przygód.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe chłopcy oglądali mecz,  a ja zakumplowałam się z kociakiem, który tak jak ja nie fascynował się bandą facetów ganiającą za piłką. Po meczu dość szybko wybraliśmy się do łóżek, aby mieć siły na sobotnią akcję. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstawaliśmy jeszcze w ciemnościach, ale na szczęście zanim wyszliśmy zrobiło się już widno, co minimalnie złagodziło tęsknotę za łóżkiem.  Doszliśmy do Doliny Kościeliskiej, a stamtąd już tylko kawałek pod górkę. Po około2,5 godzinie odbiliśmy ze szlaku w kierunku jaskini, niewiele później znaleźliśmy się pod otworem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samej jaskini poszło nam dość sprawnie.  (Za)Szybko zjechaliśmy trzy studnie niżej i dlatego w czasie kiedy Rysiek z Arturem już zaczynali odwrót  Ja, Tadek i Sebastian postanowiliśmy sobie zrobić wycieczkę obejściem pod prożek. Po dojściu na miejsce okazało się, że można iść dalej do piaskownicy po wiszącej tam linie. No tak…. Tylko, że ja i Tadek zostawiliśmy majtki ze sprzętem na dnie Studni Kandydata. Tylko Seba mógł wejść na prożek, a ja miałam poczekać z Tadkiem – miałam, bo usłyszałam tylko ,,zamknij oczy” i już go nie było. &lt;br /&gt;
Kiedy panowie osiągali dno jaskini, ja przyglądałam się ścianom i kamieniom, więc czas oczekiwania &lt;br /&gt;
zleciał szybko. &lt;br /&gt;
W kolejne ,,szybko” poszło nam wyjście na powierzchnię, przebiernie się i  biegiem na dół, kolacja i powrót do domów.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Dolina Złomisk|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 - 6 10 2013}}&lt;br /&gt;
Z Wyżnich Hag szlakiem pod Batyżowiecki Staw, a następnie przez Stwolską Przełęcz dostajemy się do Doliny Złomisk. Byliśmy bliscy wyciągnięcia z plecaka liny, bo z przełęczy na północną stronę opada poważny lodospad. Ostatecznie jakoś zeszliśmy piechotą. W niedzielę powrót przez Popradzkie Pleso, tak, żeby wcześnie być w domu. Pogoda dopisała, a w nocy było bezwietrznie i ciepło (może -2). W obydwa dni spotykamy paru ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Buczynowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|06 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy jaskinię Buczynową (ma też nazwę Jaskinia w Cichym Wzgórzu) w pobliżu Trzebniowa. Nie zbyt duża jaskinia lecz przecina w poprzek pod ziemią nie wielki masyw skalny. Korytarz nie za wysoki ale też bez ciasnot. Ciekawy jest teren w pobliżu z dość ciekawymi ostańcami. Po jaskini idziemy jeszcze na skałki z krzyżem gdzie wspinamy 4 drogi od IV do V+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć z jaskini i okolic: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBuczynowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy i Łutowiec|Damian Żmuda, Kasia(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|05 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian po długich namowach zgadza się znowu jechać na Białego Psa mimo, że pogoda (rano 0 stopni i słonecznie) ewidentnie wskazuje, że optymalnie byłoby dzisiaj wspinać się na nasłonecznionych skałach(poświęcenie godne podkreślenia!!!).  Powyższa zgoda była jednak warunkowa ….  jedna szybka wstawka i zmiana rejonu!!! W samochodzie ustaliliśmy że ,, szybka wstawka ‘’to około 2-3h. Na szczęście drogę miałem już starannie zapatentowaną:).  Rozgrzewka na Serze(V), szybkie powieszenie ekspresów ze zjazdu i ….rest. W tym czasie , aby nie zamarznąć Damian i Kasia przechodzą wspomnianą piątkę. Czas na wstawkę, startuje i……… odpadam - przytłoczony presją otoczenia (,,teraz albo nigdy,  ostatnia szansa w tym sezonie, zaraz zamarznę, długo jeszcze’’ itp. ) jeszcze przed pierwszym trudnym miejscem. Decyzja była oczywista,  natychmiastowe ponowienie próby i……… SUKCES !!!  Tym sposobem padł Hektor, moje pierwsze VI.5 !!! Nie miałem zbyt dużo czasu na radość bo napinka na zmianę rejonu była znaczna. Ponownie przez przypadek Damian wybiera Łutowiec gdzie wylegujemy się w słońcu ładując  baterie. Potem już bez napinki wspinamy min.  Minogi (V+), Drogę Wolfa(VI.3) , Łyk szczęścia(V), Warianty Jarosławskiego (VI).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy|Tomek Jaworski, Karol Jagoda, Tomek Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Sebastian Podsiadło, Ania Bil, Piotr Strzelecki, Sławek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|29 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach zajęć kursowych Tomek pokazywał budowę stanowiska, przygotowanie do zjazdu, operacje ze sprzętem. Kursanci następnie wykonywali poszczególne elementy oraz wspinaczkę na własnej protekcji. Karol z Sławkiem przy okazji śmgili kilka dróg 6.2 a Damian z Teresą cztery drogi od 5 do 6+. Mimo chłodu cudowna pogoda, mało turystów, piękne pejzaże. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krywań|Sonia, Piotr, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|28 09 2013}}&lt;br /&gt;
Rodzinne podejście na Krywań. Do samego wierzchołka nie dotarliśmy. Ludzi dużo. Pogoda niezła, ale trochę zimno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Mirowie i Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, os. towarzysząca|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda typowo wspinaczkowa (czyt. Tak pizga, że wolisz się wspinać niż asekurować czy się obijać na karimacie :p) to i uderzamy na szybki wypad w skały. Na parkingu pod zamkiem w Mirowie parkujemy jako pierwsi tego dnia już koło godziny ósmej rano i ruszamy w kierunku skał. Michał na rozgrzewkę robi „Białą Depresję” (V) na Studnisku przy Zamku. Ja jako, że już ją kiedyś robiłem, oszczędzam siły na trudniejsze cele. Następnie meldujemy się pod Trzema Siostrami. Tutaj na rozgrzewkę robię krótką drogę o wdzięcznej nazwie „Misja” (V+). Moją misją nie była jednak ta droga sama w sobie, a dojście przy jej pomocy do stanowiska na drodze „Ludzi Silnej Woli” (VI.2). Tutaj zawieszam wędkę i zaczynam patentować drogę. Piękne wspinanie po różnej wielkości „dziurach”. Puszcza w drógiej próbie (niestety na wędkę). Z dołem nie próbowałem. Michał robi z dołem jej sąsiadkę – „Sztywny Pal Azji” VI- (OS). Ja  natomiast wieszam kolejną wędkę po drógiej stronie skały na krótkiej, mocno przewieszonej drodze „Uwolnić Bąka”. Droga ta w Magazynie Górskim widniała pod wycena VI.2, w starszym wydaniu tego samego magazynu, dostępnym jako pdf w necie jest przedstawiona jako droga o wycenie VI +, natomiast na skale podpisana była jako VI.1 (o ile mnie pamięć nie myli). Mocno wywieszone drogi prowadzące czymś w rodzaju rysy bynajmniej nie sa moją silną stroną, więc dla mnie mogłoby to być i VI.3. W każdym bądź razie było to coś poza moim, nawet wędkowym zasięgiem.&lt;br /&gt;
Michał w międzyczasie próbuje jeszcze swoich sił na drodze „Pozdrowienia z Podziemia” VI+. Potem przenosimy się dalej w głąb Grzędy Mirowskiej.&lt;br /&gt;
Na Trzeciej Grzędzie wbijamy się w „Gibonowy Trawersik”(V), ale droga jakoś nie przekonała mnie do swojej urody. Powoli w skały zaczynają napływać kolejni łojanci, więc zbieramy szpej i zmieniamy lokalizację na Łutowiec.&lt;br /&gt;
Tutaj pierwszy Pada OSem „Łyk Szczęścia” (V) na Knurze w wykonaniu Michała. Ja prowadzę ją Flashem. Zaczyna się lekka mżawka, więc decydujemy się na szybko przewiesić jeszcze tylko linę do stanowiska obok, i na wędkę spróbować sąsiedniej VI.1 o nazwie „Adrenalina Skoczyła”. No cóż....jakoś specjalnie adrenalina nam nie skoczyła, natomiast byliśmy świadkiem ciekawej scenki rodzajowej :p&lt;br /&gt;
Po moim zjeździe z drogi, gdy Michał zakładał buty, obok skałki przechodziło dwoje turystów z dzieckiem. W pewnym momencie dzieciak ciągnięty przez mamę za rękę krzyczy: „Mamo, ja chcę zostać na spektakl !!!”. Matka pyta jaki spektakl, po czym chłopczyk nieśmiało pokazuje w naszym kieunku palcem :D No cóż, nie było wyjścia, Michał musiał skończyć drogę bo cóż to za spektakl bez Happy End’u &lt;br /&gt;
I po tak szczęśliwym zakońćzeniu zebraliśmy szpej i udaliśmy się w drogę powrotną :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna ruta rowerem z centrum Wisły przez Kubalonkę na Czantorię i dalej do Ustronia Dobki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górska jazda na rowerze ma wiele wspólnego ze skituringiem..:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Skrzyczne z Dolnego Szczyrku szlakiem i nartostradą. Zejście niebieskim szlakiem. Jesień w natarciu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Trzebniowie i Łutowcu|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwotnie mieliśmy się wspinać na Białym Psie w dolinie Wiercicy niestety okazało się, że  cała skała jest kompletnie mokra. Tak więc zapadłą szybka decyzja o przeniesieniu się do Trzebniowa. Tam po przypomnieniu sobie przechwytów poprowadziłem Pieskie Życie (VI.4+). Jest to korony dowód na to że we wspinaniu od nóg się odchodzi:) Stłuczona stopa na Kazalnicy spowodowała że nie mogłem  chodzić normalnie,  ale wspinać się można!!! Ze względu na duży tłok pod skałą znowu zapadła decyzja o zmianie rejonu, przez kompletny przypadek:) Damian wybrał Łutowiec. Tam zgodnie z powszechną wiedzą cyfra nie stawia oporu dlatego w szybkim tempie padły:  Rój(VI.2), Prostowanie Roju (VI.2+), Wielbiciel Orłów (VI.1+), Płyta Czyngis-Chana (VI.2), Poemat Jąkały (VI.2+), Różowa Pantera(VI.1+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pogórze Cieszyńskie - Lutnia Bike Marathon MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Artur Włodarczyk (os. tow.) z kolegą|15 09 2013}}&lt;br /&gt;
W Zamarskach odbył się wyścig MTB. Trasa dość wymagająca do pokonania, zwłaszcza po nocnych opadach deszczu. Zmienne profile, urozmaicona nawierzchnia, strumienie, kilka odcinków technicznych. Kilka miejsc śliskich, (ciężko było się wdrapać nawet prowadząc rower). Generalnie mężczyźni mieli 38 km do przejechania (2 pętle) a kobiety 19 km (1 pętla). Ja niestety startowałem już w najstarszej grupie wiekowej (55+) i zająłem II miejsce a Teresa (50+)  była pierwsza ale też jedyna odważna w tej grupie.  Wpasowaliśmy się w sam raz w pogodę bo po wyścigu zaczęło padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FLutniaMTB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA - Jaskinia Brzozowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; Speleoklub &amp;quot;Aven&amp;quot;: Zbigniew Wiśniewski; SCz: Jerzy Zygmut; KKTJ: Bartosz Berdel, Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Michał Ciszewski; SŁ: Tomasz Olczak|14 09 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach spotkania przedwyprawowego ćwiczyliśmy kartografię za pomocą DistoX i palmtopa. Podziękowania dla kolegów z Brzeszcz za udostępnienie jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kazalnica:wspinanie|Paulina,Dorota,Michał(WKTJ),Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |06-08 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda idealna więc wreszcie nadszedł czas na Kazalincę. Droga Schody do Nieba (VI+) – prosta orientacyjnie, polecana jako jedna z najładniejszych szóstek w Tatrach, 15wyciągów, około 480m. Wszystko brzmi zachęcająco, ale rzeczywistość okazała się nieco inna. Do schroniska docieramy w piątek przed 23., dzikie tłumy ludzi, na podłodze nie ma miejsc!!!Śpimy na dworze. Paulina z Dorotą i Michałem pojawiają się o 3.30, tak wiec Paulina śpi tylko 1,5h, Dorota z Michałem nieco dłużej bo idą wspinać się na Mnicha (Międzymiastowa VI+). W drogę wbijamy się około 7 rano, dlatego  jesteśmy pierwszym zespołem. Pierwsze 4 wyciągi przypadły mi, gdyż Paulinie było zimn, a Damian brzydzi się wspinania w trawach. Potem zmiana prowadzenia, Damian sprawnie pokonuje kolejne wyciągi, od czasu do czasu do czasu można na nich spotkać nawet kawałek skały:).  Kluczowy wyciąg to wspinanie w połogiej płycie, dobrze asekurowany i wydawało się że najbardziej lity ze wszystkich wyciągów. Crux na drodze to bardzo jurajskie pełzanie po niczym, słownie 3m trudności. Wszystko do tego momentu szło sprawnie i logicznie, niestety tuż pod stanowiskiem w terenie III za bardzo obciążyłem odstrzeloną płytę wielkości 1mx1m grubości 20cm, która uderzyła w moją nogę i z impetem spadła do Czarnego Stawu. Turyści na szlaku mieli co oglądać!!!, wyglądało to zapewne efektownie. Na szczęście Damian i Paulina zdążyli się schować,  a zespół pod nami najadł się jedynie strachu. Problem stanowiła jedynie moja stłuczona stopa, która ledwo mieściła mi się w butku wspinaczkowym. Do końca drogi zostało 4-5 wyciągów i jakieś 2h zejścia do schroniska. Szczęśliwie okazało się, że bez bólu mogę obciążać piętę wiec jakoś udało się dotrzeć do schroniska w miarę rozsądnym czasie. W schronisku spotkaliśmy Anię ze Sławiem i Wojtkiem, w niedziele ekipa podzieliła się na 3 pod grupy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- turystyczna: Damian, Kasia, Paulina (dolina za Mnichem ) oraz Ania, Wojtek, Sławek(dolina za Mnichem + powrót przez piątkę)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- wspinaczkowa :Michał z Dorotą Kopa Spadowa – Pachniesz Brzoskwinką(VII-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- plażowa : Ja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod pretekstem, że mnie nadal boli noga spełniłem swoje odwieczne marzenie:) i wreszcie pojechałem sobie bryczką z Morskiego Oka. (niezapomniane wrażenie i poczucie że jest się Panem Świata--- bezcenne,   za wszystko inne zapłacisz…..)&lt;br /&gt;
Dzień kończymy wizytą w zaprzyjaźnionym katowickim szpitalu na ostrym dyżurze – kości są całe, na szczęście to jedynie silne stłuczenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; i Ola Golicz, Michał Wyciślik|08 09 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrbskiego Plesa przez Popradzkie Pleso, Doliną Mięguszowiecką na Koprowy Wierch. Następnie Pośrednim Wierszykiem gdzieś prawie na Niżnią Przybylińską Przełęcz, w dół do Doliny Hlińskiej, z powrotem na Wyżnią Koprową Przełęcz i znów Hińczową Doliną z powrotem do Popradzkiego Plesa. Tam czesnaczka (niedobra!). Powrót przez Żilinę, ok. 4h, ale nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinie Kasprowa Wyżnia i Średnia oraz Wielka Litworowa - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Kowalkowski, Joanna Przymus, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk; drugiego dnia także Michał Wyciślik|06 - 07 09 2013}}&lt;br /&gt;
'''Dzień 1''' - opis &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Przed 6:00 pojawił się u mnie Łukasz, gdzie razem czekaliśmy na przyjazd Tomka i Krzysia. Następny przystanek był na Ligocie, gdzie zabraliśmy jeszcze Mateusza, bagażnik jakoś się domknął i mogliśmy ruszać.&lt;br /&gt;
Po dojechaniu do Zakopanego przepakowaliśmy nasze plecaki, złapaliśmy busika i dojechaliśmy do Kuźnic. Po wykupieniu wstępu do parku ruszyliśmy najbliższym szlakiem. Niestety nie był to najlepszy pomysł :( i musieliśmy zawracać. Na szczęście, po dogłębnej analizie mapy, trafiliśmy na właściwy szlak już za drugim razem !!! Dalej poszło bez większych trudności i wspólnymi siłami trafiliśmy w okolice otworu jaskini Kasprowej Średniej.....tylko gdzie dokładnie ten otwór...? Nie zrażeni niewiedzą zostawiliśmy rzeczy i uzbrojeni w sprzęt osobisty poszliśmy do Kasprowej Wyżniej, gdzie Mateusz zrobił demonstrację - jak nie tracić sprzętu. Kiedy pobiegł odzyskać kask, my nasze poprzypinaliśmy i sprawdziliśmy czy na pewno wszystko leży bezpiecznie, żeby jego prezentacja nie poszła na marne. Trawers Kasprowej Wyżniej poszedł nam prawie sprawnie, a potem nastąpiło to na co najbardziej czekaliśmy - kilkudziesięciometrowy zjazd widokowy, następnie trawers do Średniej. Trochę czołgania, studnia, sala i powrót na górę.&lt;br /&gt;
I pojechaliśmy na bazę. Spędziliśmy miły i mroźny wieczór przyglądając się walce Krzysiu vs. Grill - ostatecznie zwyciężył Krzysiu i dość zmarznięci, ale najedzeni mogliśmy uznać ten dzień za zakończony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2''' - opis &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Podczas wieczornego grilla Mateusza zrobił wpis o wejściu do jaskini. Niestety okazało się że to już trzeci wpis na jutro do Litworki. Krótkie telefony i Mateusz uzgodnił że wchodzimy jako drudzy po TKTJcie, tym samym godzina naszego wyjścia przesunęła się i mogliśmy pospać w sobotę do 6:30 :)&lt;br /&gt;
Rano (przynajmniej dla mnie) okazało się że nie wszyscy idą w góry, bo Łukasz stwierdził że ból biodra jest za duży i woli zostać w łóżku. W takim razie w uszczuplonym składzie ruszyliśmy z Gronika w kierunku Przysłopu Miętusiego, a dalej niebieskim prowadzącym na Małołączniak. Dla niektórych po raz kolejny pokonywać Skoruśniak, Kobylarz czy Żleb to nie lada obciążenie psychiczne i marudzenia było wiele :) Ale w końcu żółwim tempem dotarliśmy na Kobylarzowy Żleb gdzie nastąpiło rozluźnienie i prawie godzinne &amp;lt;del&amp;gt;opalanie&amp;lt;/del&amp;gt; odzyskiwanie sił :) W międzyczasie dotarli do nas Ola Golicz i Michał Wyciślik i w powiększonym składzie ruszyliśmy pod otwór. Poszukiwań nie było za wiele, bo wyraźna ścieżka i kilka plecaków przy otworze jasno wskazywały gdzie jest nasz cel. &lt;br /&gt;
Pod otworem kolejne zaskoczenie, gdyż Krzysiek stwierdził że on  woli zostać na powierzchni i tylko w 4 osoby (Mateusz, Michał, Asia i ja) zjechaliśmy do jaskini. Poręczowanie dziwnym trafem przypadło mi w zaszczyt...i dzięki sprawnemu działaniu zespołu (podawali mi tylko wory z linami) dotarliśmy do II Pięćdziesiątki gdzie zatrzymał nas wychodzący kurs z TKTJu. Jak się okazało wyszła dopiero pierwsza z 6 osób i czekania było na ok 2h. W związku z tym zapadła decyzja o odwrocie i deporęczu co dziwnym trafem znów przypadło mi. Powrót poszedł jeszcze sprawniej (bo za dużo wychodzenia to nie było i sprawnie minęliśmy się z trzecim tego dnia zespołem który szedł do magla) i w sumie po 150min byliśmy na powierzchni. Jak to stwierdził Michał, była to jedna z niewielu akcji która trwała mniej niż czyszczenie i pranie sprzętu po niej :)&lt;br /&gt;
W związku z tak krótkim przebywaniem w dziurze do auta doszliśmy jeszcze za dnia wobec czego kursanci zdecydowali się wracać jeszcze w sobotę do domu i tak około północy wszyscy byli już w domu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Lodowa Litworowa i wędrówki górskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Teresa Szołtysik, Barbara Szmatłoch, Ryszard Widuch, Marzenna Widuch|06 - 08 09 2013}}&lt;br /&gt;
Damian i Tadek idą do jaskini Lodowej Litworowej (po drodze spotkanie z Darkiem Sapieszko i kursem TKTJ). W jaskini Lodowej Litworowej docierają do Bazyliki i Studni z Rękawiczką (?). Zreporęczowanie dziury i ciężki transport szpeju w dół (najpierw niestety do góry). W tym czasie grupa: Rysiek, Marzenna, Teresa wychodzi na Ciemniak gdzie punktem kulminacyjnym jest ugotowanie kawy w nowym czajniczku Ryśka. W drugi dzień wycieczka do doliny Chochołowskiej i Grzesia (Damian, Teresa, Marzenna, Rysiek). W tym samym czasie działała jeszcze w Tatrach grupa kursantów z Mateuszem Goliczem oraz Artur Szmatłoch z kolegą w Tatrach Wys. (może będą opisy)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FLL&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Magura Orawska - Magurka |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Ania (os. tow.)|01 09 2013}}&lt;br /&gt;
Niestety w deszczu wycieczka z Namestowa na szczyt Magurki (1107) a potem zejście innym szlakiem do Slanickiej Osady nad jeziorem Orawskim. Powrót brzegiem jeziora do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (również z poprzedniego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FMaguraOrawska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łaziska Górne - turniej badmintona|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i inni zawodnicy|31 08 2013}}&lt;br /&gt;
Może nic wspólnego z jaskiniami lecz nie mogłem się oprzeć przed kolejnym startem w turnieju &amp;quot;Pożegnanie wakacji&amp;quot;. Uplasowałem się w środku stawki grupy &amp;gt;40 lat (7 miejesce/17 startujących) co jak na grotołaza to myślę nie najgorszy wynik. Poziom zawodów wg mnie bardzo wysoki (startowali nawet byli &amp;quot;zawodowcy&amp;quot;). Więcej szans było chyba w &amp;quot;młodszej&amp;quot; grupie. Rozegrałem 6 meczy i tak jak  przed rokiem z sali wyszedłem niemal &amp;quot;po czterech&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|25 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie zmagaliśmy się z drogami od V+ do VI.1 na turni leśnej w pustych skałkach okolic Piaseczna. Część ekipy wspinała się w Rzędkowicach a reszta wypoczywała na Pogorii. Spotykamy się wieczorem u Zigi na urodzinach w niemal kompletnym składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Dolinie Kobylańskiej|Damian Żmuda, Kasia,Ania(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 08 2013}}&lt;br /&gt;
Wybór padł na dolinę Kobylańską, bo wreszcie jest porządne topo tego rejonu. Wspinaliśmy się na Wroniej Baszcie, gdzie oprócz nas wspinała się na własnej tylko grupa kursantów. Tak więc mogliśmy trochę poszaleć, padły: Filarek Urbanistów (V+), Filarek Bały(VI+), Fontanny Króla Salomona (VI.2) – droga Szalonego, ale nie kuta, fajne wspinanie, Płyta Szymona (VI.2) zróżnicowanie wspinanie, polecam!!!, Jazda po Bandzie (VI.2) – przewiecha po klamach, Nieznośna Zjadliwość Błękitu (VI.2) – jeden ruch, ale z gatunku tych wrednych. Kulminacją wyjazdu był uroczysty grill pod skałą…..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Mały Młynarz|Paulina Piechowiak(WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Plan na długi weekend był zależy od pogody:  jeśli jest dobra to ruszamy w Tatry, jak jest niepewna to jakieś wyjazd na wspinanie skałkowe w Austrii bądź w Niemczech.  Na szczęście pogoda dopisała, więc Tatry… pytanie tylko gdzie? Miałem od dłuższego czasu chęć zrobienia  drogi na Kazalnicy, ale po przemyśleniu ilu ludzi będzie w tym czasie w rejonie Morskiego Oka (dzikie tłumy + tramwaje bryczek) bez żalu odpuściłem ten pomysł. Mały Młynarz okazał się strzałem w dziesiątkę, przez 2 dni nie spotkaliśmy żywego ducha.  ,,Popularność ‘’  Małego Młynarza  tak jak się domyślałem wynika z bardzo długiego i trudnego podejścia, które dostarcza więcej emocji niż sama wspinaczka!!! W piątek robimy Sprężynę(VI-), która mnie osobiście nieco rozczarowała. Niewątpliwą zaletą drogi jest to, że rozwiązuje środek niezwykle eksponowanej ściany w miarę łatwy sposób. Niestety efekt psują kruche i parchowate pierwsze i ostatnie wyciągi, prawdę mówiąc jedynie 2 może 3 wyciągi z 9 oferują ciekawe wspinanie w litej skale.  Uwaga orientacyjna: na kluczowym wyciągu nie należy się za bardzo rozpędzać,  przed przewieszką należy odbić w prawo na sporą półkę, której nie widać jak się idzie zacięciem.  To pozwoli uniknąć zakładania wiszącego stanowiska nad przewieszką, której przejście dostarczyło mi sporo adrenaliny. Warto dodać, że poza nami nie było w ścianie innego zespołu !!!(dłuuugi weekend, pogoda idealna) W planach było także zrobienie Kurtykówki, ale ostatecznie zamiast wspinu w sobotę turystycznie weszliśmy na Wielkiego Młynarza. Niedziela to trudny powrót do cywilizacji, ale  dzięki wczesnemu odwrotowi uniknęliśmy gigantycznych korków na zakopiance. Kilka zdjęć  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FM%B3ynarz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA - Prealpy Delfinackie - masyw Vercors|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda|14 - 18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Już na początku wakacji droga mailową Mateusz zaproponował wyjazd do wodnych jaskiń Francji. Bez wahania napisałem że pojadę i nim zorientowałem nadszedł sierpniowy długi weekend. Punkt zborny pod siedzibą klubu, upychanie bagaży pod sam sufit, błogosławieństwo od innych klubowiczów i wyruszamy w 1500km podróż. Na szczęście pięcioro kierowców z częstymi zmianami pozwoliło odczuć skutki sprawnej podróży jedynie na spłaszczonych i obolałych tyłkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 1 – Les Ecouges, dolne partie'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dojechaliśmy do kempingu w  miejscowości Pątą-Roją [Pont-en-Royans]. Damian jako nasz tłumacz sprawnie i szybko załatwiał wszelkie sprawy.  Chcąc wykorzystać dzień, sprawnie rozbiliśmy namioty i wyruszyliśmy w poszukiwaniu pierwszego celu wyprawy – kanionu Les Ecouges. Pomimo małych komplikacji w końcu odnaleźliśmy most nad 60m wodospadem od którego rozpoczęliśmy zejście. Tak właśnie rozpoczęła się moja przygoda z Canyoningiem…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kanion dzieli się na dwie partie. Górna z przeważającymi odcinkami linowymi i dolna [deniwelacja 570m] z większą ilością skoków… Tak! Skoków i to nawet 7 metrowych. Canyoning jest po prostu super! Zjazdy z wodospadów,  piękne widoki, dość ciepła woda [na pewno cieplejsza niż w jaskiniach] oraz tobogany i skoki sprawiają że mamy do zabawy najpiękniejszy i całkowicie naturalny park wodny. Dawka adrenaliny ogromna, zdecydowanie polecam każdemu.  Dwie i pół godziny szybko zleciało i wycieczka dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem z powodu niechęci zjedzenia spaghetti z tuńczykiem!?! [co i tak nas czekało, a jak każdy wie „pomidory w tuńczykiem to jak tuńczyk z pieczarkami” M.Golicz] wybraliśmy się do malowniczego miasteczka na obiad. Francuskie sknerusy dają od 2 - 4 oliwek na całą pizzę, żeby nie było że nie ostrzegałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2 – Grotte de Gournier'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Główna atrakcja wyjazdu czeka nas drugiego dnia. Dojazd łatwy, dojście 10min i naszym oczom ukazuję się piękna sala wejściowa z 40m jeziorem które mamy pokonać wpław. Przyznam że woda była zimna jak cholera zwłaszcza na „podobno 13 stopni” Ł. Pawlas, ale za to budzi lepiej niż najlepsza kawa. Jaskinia jest piękna i obszerna, górny suchy ciąg ma nieraz 20-30m? szerokości i znaczną wysokość. Ogromne nacieki, misy martwicowe Itp. Itp. obecne na każdym kroku zapierają dech w piersi. Dopiero po ok 600m można zejść do niższego wodnego ciągu co udało się nam po dość długich poszukiwaniach. Tam zaczyna się to po co przyjechaliśmy. Wszyscy w momencie odzyskali siły i humor. Rzeka ciągnie się kilometrami, a jej pokonywanie jest bardzo przyjemne. Progi, trawersy, niskie partie zapieraczkowe co chwilę urozmaicają naszą wędrówkę. Niestety po przejściu łącznie około 2km zawracamy żeby zdążyć do sklepu co i tak się nam nie udało. Nikt natomiast nie żałował i nawet spaghetti z tuńczykiem smakowało całkiem nieźle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 3 – Grotte Inferieure de Bury'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poranek po Francusku, czyli Croissanty czekoladowe, jabłkowe [ale bez rodzynek] i takie o smaku croissanta wyłącznie plus kawą dodały nam sił na drugą tym razem mniejszą akcję jaskiniową. Po leśnych poszukiwaniach odnaleźliśmy otwór jaskini, mały i ciasny jak zresztą cała jaskinia. Po kilku małych salkach rozpoczyna się meander szerokości 0,5-1m. Woda znacznie płytsza niż w Gournier. Pokonaliśmy ok 500m korytarza przedzielanego ciasnotami, zaciskami i wpinaczką sięgającą do ok 10m? nawet czołgając się i zanurzając po nos w wodzie by dojść do miejsca gdzie zmienia się trochę charakter jaskini. Bardzo wąski i jeszcze bardziej przewiewny ok 10m tunel po którym jest zjazd 30cm szczeliną pokonał mnie wychładzając znacznie i zdecydowałem się zawrócić w towarzystwie Mateusza. Jaskinia dla mnie osobiście trudna, podobno im dalej tym piękniej, szkoda że nie mogłem się o tym teraz przekonać, ale na pewno tam kiedyś wrócę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót na przyjazny kemping, wieczór w miłym towarzystwie Jean’a DonVinoble [3E za litr] oraz morderczo głodnych kaczek minął niestety bardzo szybko. Rano naturalnie croissanty i jazda do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny teren, mnóstwo jaskiń i kanionów pod ręką, wprost zakochałem się w tym rejonie i chcę tam wrócić, i to RYCHŁO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Tadek, Basia, Artur, Tomek Szmatłoch, w niedzielę - &amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Wspinaczki starszych facetów w skałkach rzędkowickich. Pokonaliśmy kilka dróg V m. in. ''Słoneczny Trawers'' (zrobiliśmy ją w 3 krótkich wyciągach) i ''Filar Lechwora''. My do dróg podchodzimy &amp;quot;od strzału&amp;quot; szacując nasze możliwości dlatego rzadko używamy topo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/rzedkowice &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - spacery polano-dolinne|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; Rymarczyk, Wojtek i Zosia|9 - 14 08 2013}} Wyjazd pt. &amp;quot;ucieczka przed skwarem&amp;quot;. Ochhh, jak ja miałam dość już tych upałów.. a tam? już w pierwszy wieczór musiałam założyć polar! bezcenne. Wyjścia układane raczej pod moje możliwości fizyczne. I tak udaje nam się odwiedzić: Dolinę Lejową z popasem na Niżniej Kominiarskiej Polanie (szkoda, że obecna wersja szlaku ją omija! wiele traci na atrakcyjności - jeśli można tak to nazwać - ten odcinek regli)i zejściem do doliny Kościeliskiej, skąd ku naszej radości zabiera nas gospodarz Pan Tadeusz i odwozi bryczką na bazę do Roztok ;-). Udajemy się też do Małej Łąki (po dojściu do polany ja ledwo zipię- gorszy dzień, a Zo się dopiero rozkręca..) i wracamy przez Przysłop Miętusi lekko widokowym szlakiem do Nędzówki. Odwiedzamy też bardzo ładnie widokowo położoną polanę - Ciepkówkę, gdzie &amp;quot;witają&amp;quot; nas 4 pasterskie psy, stado owiec i baca, który twardą ręką wytłumaczył tamtym czterem, że turystów zagryzać nie wolno - odtąd zostaliśmy częścią stada, aż trudno było się rozstawać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia będą w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie|Karol Jagoda, Damian Żmuda, Ania Bil, Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Niedzielne wspinaczki w dol. Wiercicy na północnej Jurze. Pogoda optymalna. Skała sucha. Na skałach &amp;quot;Biały Pies&amp;quot; i &amp;quot;Proxima Centauri&amp;quot; położonych w pięknym bukowym lesie każdy znajduje coś dla siebie. Padają drogi od V do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Śnieżna|Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Z jednodniowym przesunięciem (zw. na zapowiadane burze w górach) ruszamy na kursowy wyjazd do Wielkiej Śnieżnej. Ze śląska wyjeżdżamy w sobotę wieczorem, gdzie już po sobotnich deszczach nie było śladu, także dopiero po zmroku dojeżdżamy na bazę, tj. na Polanę Rogoźniczańską gdzie poznajemy elitę PZA i po małej kolacji idziemy spać. Ja niestety niedoszacowałem pogody (poprzednie 2 tyg. to 30~38 st upały) a tej nocy było nie więcej niż 10 st C i nad ranem zmarzłem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na akcję ruszamy z samego rana w niedziele by po ok 2,5h być pod otworem. Znalezienie samego otworu trwało może 10~15 min, także w porównaniu do poprzednich wyjazdów odbyło się to szybko :)&lt;br /&gt;
Celem akcji był suchy biwak. Do poręczowania było nas dwóch (ja z Krzyśkiem) i poza małymi incydentami iż lina okazywała się np. o ~2m za krótka poszło nam gładko, choć zajęło nam to prawie 4h. W jaskini dosyć sucho (jedynie na płytowcach woda zmoczyła nam linę). Na Lodospadzie wg. bardziej doświadczonych kolegów lodu było mało, także przydały się taśmy do poręczowania. Dla potomnych napiszę, iż szkic techniczny z 1992 nie uwzględnia wielu batinoxów które są po drodze, także trzeba  conajmniej 5~7 karabinków więcej niż to wynika ze szkicu. 54m lina na płytowcu I to także za krótki odcinek o jakieś 4~5m. Na Wielką Studnię zw. na 2 przepinki po drodze 80m to tak bardzo &amp;quot;na styk&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót okazał się szybszy bo po ok 3,5 byliśmy już na powierzchni...a przynajmniej 3 z nas :) Osoba deporęczująca miała małe problemy z Lodospadem i Rurą, co przełożyło się na prawie godzinne czekanie na nią pod otworem. Na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie i krótko po 20:00 ruszyliśmy do auta. Próg pokonaliśmy jeszcze przy naturalnym świetle i czołówki wyciągnęliśmy dopiero przed Wielką Polaną. Do auta dotarliśmy o 22, a w domu byliśmy przed 1.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/sniezna-kurs-08.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po dolinkach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|10 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda na sobotę zapowiadała się deszczowo, ale nie mogłem wysiedzieć kolejnego weekendu w domu więc mimo porannej mżawki ruszamy w stronę Krakowa. Całą drogę deszcz nie ustępuje. Wycieczkę rozpoczynamy w Krzeszowicach i kierujemy się w stronę dol. Racławki. Dalej w górę dnem doliny do Racławic - bardzo malowniczy odcinek. Rzeka tworzy ciekawe meandry i co chwilę drewnianymi mostkami ścieżka przecina rzekę. Z Racławic kierujemy się na północ, aby przedostać się do dol. Eliaszówki. Niestety ślepo zawierzamy mapie, która wyprowadza nas wprost w pola kukurydzy. Przez pola musimy przedostać się z buta co zajmuje nam dużo czasu. W końcu natrafiamy na pole golfowe po którym miałem już okazję błądzić podczas szukania jaskini Racławickiej. Całemu zamieszaniu winne jest przeklęte pole golfowe, a właściwie to jego projektanci, którzy widocznie olali sprawę poprowadzenia szlaków pieszych i rowerowych innymi wariantami. Po walce z bujną jurajską dżunglą udaje nam się dostać do dol. Eliaszówki. Teraz już tylko szybki zjazd asfaltem przez Czerną do Krzeszowic. Wracamy przemoczeni, ubłoceni i mimo wszystko zadowoleni do Zabrza. Takim to sposobem zaliczyłem wszystkie podkrakowskie dolinki. Choć pojawił się pomysł żeby zjechać je wszystkie za jednym razem... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rejs po Wielkich Jeziorach Mazurskich|Piotr Górski (Żeglarski Klub Turytyczny &amp;quot;Klar&amp;quot; Zabrze), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.), Barbara Borowiec (os. tow.)|27 07 - 10 08 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to nic ekstremalnego ale odbyliśmy ciekawy rejs na jachcie „Perła” (klasa: Tango 780 S) z Rynu  a potem od Węgorzewa na północy  po Pisz na południu a dokładnie na trasie: jezioro Ryńskie (start z Rynu) – j. Tałty – Tałtowisko – Szymonieckie – Jagodne – Boczne – Niegocin – Tajty – Kisajno – Dargin – Mamry – rzeką i kanałem Węgorapy do Węgorzewa, dalej znów Mamry – (zwiedzanie bunkrów poniemieckich w okolicach kanału Mazurskiego) – Święcajty – Stręgiel (bardzo piękne jezioro, mało uczeszczane) – Święcajty – Mamry – Dargin – Łabap – Dobskie – Kisajno – Niegocin – Boczne – Jagodne dalej kanałami na Tałty – Mikołajskie – Śniardwy – Seksty – kanał Jegliński – Roś – powrót tą samą drogą na Mikołajskie – Bełdany (zmienne wiatry) – Mikołajskie – Tałty – Ryn.. W drugim dniu rejsu pomagaliśmy postawić maszt kobiecej załodze. W tym samym dniu przy pierwszym większym powiewie złamała się płetwa sterowa, którą naprawiliśmy (a właściwie kupiliśmy nową) w Giżycku. Pogoda dopisała nam idealnie. Przewaga korzystnych wiatrów pozwalała robić niezłe przebiegi. Na noc w większości przypadków zatrzymywaliśmy się w uroczych miejscach na brzegach i tylko kilka razy w marinach. Łódka spisała się bardzo dzielnie, podobnie załoga. Wieczory by nie powiedzieć noce Piotr urozmaicał szantami grając na gitarze. Dwa tygodnie mieliśmy okazje żeglować po wspaniałych akwenach i podziwiać piękną przyrodę.  Szczególne podziękowania dla Piotra Górskiego za zorganizowanie całego rejsu. W klubie jest kilku żeglarzy więc dla zainteresowanych szerszy opis w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Rejs_-_Wielkie_Jeziora_Mazurskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FRejsWJM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu clip: https://vimeo.com/72249805&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - I cóż, że ze Szwecji...|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Emma Lundh, Erik Pott i Per Fredriksson|03 - 08 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji kongresu w Brnie odwiedzili nas znajomi ze Sveriges Speleologförbund, szwedzkiej federacji jaskiniowej. W piątek, przez Sztokholm i Kraków, do Katowic dotarł Per. Po długiej podróży, zaproponowaliśmy mu wyjście na kawę i wizytę na ściance wspinaczkowej na MOSiRze. W sobotę w trójkę wspinaliśmy się trochę na Górze Birów, aby następnie popływać chwilę na Pogorii i przejąć z dworca w Katowicach Emmę i Erika, którzy dotarli pociągiem z Brna. Pojechaliśmy do Zakopanego i zakwaterowaliśmy się na Polanie Rogoźniczańskiej, która zresztą pozytywnie zaskoczyła naszych gości wysokim standardem noclegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę odwiedziliśmy '''Jaskinię Czarną''', do jeziorka Szmaragdowego. Poniedziałek to '''Wielka Śnieżna''' i Suchy Biwak. We wtorek odespaliśmy i odpoczęliśmy w Zakopanem i nad Jeziorem Orawskim. W tym samym dniu, Ola z przyczyn zawodowych musiała wrócić do domu. Środa upłynęła pod znakiem przygody w '''Ptasiej Studni''' (do Kaskad) i zjazdu Progiem Mułowym. W czwartek przejechaliśmy do Krakowa i zwiedziliśmy trasę turystyczną w Wieliczce i Rynek Główny. Nasi goście zostali na noc w Krakowie, aby następnie w piątek rano wrócić przez Sztokholm do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały pobyt w Tatrach towarzyszyła nam piękna pogoda, momentami trudna do wytrzymania. Choć ruch turystyczny na szlakach był duży, w jaskiniach nie spotkaliśmy nikogo. Przygotowaliśmy naszych gości zawczasu, ostrzegając ich, że podejścia są długie a jaskinie surowe. Rzeczywiście, pod górę męczyli się bardzo, ale doceniali też piękne widoki. Przy zjeździe do Ptasiej Erik stwierdził, że w sumie to jaskinia jest mu już obojętna, bo sceneria sama w sobie była warta tej wycieczki. Emmie, jako biologowi, szczególnie podobały się kwiatki na podejściach. W jaskiniach największe wrażenie zrobiła Wielka Studnia, Wodociąg i Studnia Wlotowa w Ptasiej. Najgorzej wypadł bodaj spacer na Krupówki. My, jako gospodarze, też bawiliśmy się dobrze. Miło było odwiedzić &amp;quot;klasyki&amp;quot; w dobrym towarzystwie. Problem tylko w tym, że po pięciu dniach mój angielski całkowicie się zużył i przełączyłem się chyba na sam tylko czas teraźniejszy prosty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako suwenir z Polski, Szwedzi otrzymali Licencje TPN na uprawianie taternictwa jaskiniowego w Parku (podziękowania dla B. Chlipały za szybkie załatwienie tematu). W Szwecji nie ma odpowiednika karty taternika i nie trzeba się nigdzie rejestrować idąc do jaskini. Wobec tego, z takim dokumentem, koleżanki i koledzy nareszcie mogli poczuć się profesjonalnymi grotołazami :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - Bieg dla Słonia|Aleksandra Golicz, Mateusz Górowski, Michał Wyciślik oraz ponad 1000 innych biegaczy|07 08 2013}}&lt;br /&gt;
Udział w biegu dla upamiętnienia Artura Hajzera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Galeria Gankowa|Damian Żmuda, Kasia, Ania, Adam(os. tow)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 04 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda przez cały tydzień była idealna i o dziwo utrzymała się także przez weekend – prawdziwy cud.  Grzechem byłoby nie zrobić jakieś fajnej drogi. Wybór pada na Orłowskiego (VI-) na Galerii Gankowej. ,,Klasyk klasyków’’ takim mianem określa się tą drogę , w 100% zgadzam się z tym stwierdzeniem. Niestety nie ma róży bez kolców, podejście ciągnie się w nieskończoność. Orłowski to  piękna droga, o wyrównanych trudnościach, biegnąca pionową ścianą, wymagająca wspinania na każdym wyciągu (nie ma odcinków po pastwiskach). Jedna rzecz, którą warto podkreślić to data poprowadzenia drogi 1939r. jest to coś niesamowitego, że  przed wojną na ówczesnym sprzęcie ktoś był wstanie zrobić tą drogę klasycznie!!!  Droga zajęła nam około 5,5h, ale atrakcje się nie skończyły tak szybko, zejście  do doliny Ciężkiej jest przygodą samą w sobie:). Podczas kiedy razem z Damianem  działaliśmy w ścianie, reszta ekipy prowadziła heroiczną walkę z wielkim piargiem opadającym z przełęczy Waga. Niestety ambitny pomysł wejścia tą drogą na Rysy się nie powiódł, tak wiec wszyscy wracamy w wielkim upale tą samą drogą na Łysą Polanę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Łomnica i Osterwa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda i Ania Bil - turystycznie|27 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nad moim górskim wspinaniem ciąży jakieś fatum. Fakt niepodważalny. Zeszły rok złamana noga, tuż przed wyjazdem na „wielkie alpejskie łojenie”. Teraz nieoczekiwana zmiana pracy i cały letni urlop wyparowuje jak siły przed kluczowym przechwytem. „Powalczymy w Tatrach, pocieszamy się z Karolem”. Od początku sezonu  tak się pocieszamy, tymczasem pogoda do znudzenia powtarza to samo zagranie: cały tydzień lampa, wymarzone warunki do wbijania się, w najdłuższe nawet drogi i wzorcowe załamanie w sobotę. Narasta nerwowość. Wreszcie zwrot akcji, prognozy wręcz nierealnie optymistyczne, web kamery pokazują piękne panoramy Tatr. Plany gotowe już od dawna – zachodnia ściana Łomnicy, Hokejka. Jako uzupełnienie Karol proponuje Osterwę, droga Dieski. Czyli 2 drogi siódemkowe, a ja od 2 lat nie dotknąłem podwójnej liny… rozsądni nie uprawiają tego sportu. W piątek Ania podejmuje szybką decyzję i dołącza do teamu jako wsparcie naziemne :)&lt;br /&gt;
Logistykę dopasowujemy do wieku uczestników, znaczy wjazd kolejką najwyżej jak się da (Jak to, nie obejmuje nas zniżka dla seniorów? Skandal!). Z Łomnickiego ramienia zejście emocjonującą „feratką” pod ścianę. Zgodnie z dewizą „braki kondycyjne nadrabiamy brakiem mózgu” nie zakładamy uprzęży na zejście po ubezpieczonej ścieżce, dzięki czemu wyprzedzamy pozostałe zespoły podchodzące pod ścianę. Wyścig okazuję się zresztą zupełnie zbędny, żaden z zespołów nie wybiera się na naszą drogę. Ustalamy taktykę tylko jednej zmiany na prowadzeniu – spora oszczędność czasu w porównaniu do zmiany prowadzącego po każdym wyciągu. Pierwsza, łatwiejsza połowa drogi (do hokeja) ja, dalej Karol. Moją część odebrałem, jako bardzo przyjemne wspinanie, niebanalne, w dużej ekspozycji i akceptowalnych trudnościach. Słynny trawers „przez krzyż” czujny ale dla mnie raczej prosty. Za to wielki podziw dla autorów drogi za wyszukanie tej linii w ścianie. Gdyby nie przelot przy starcie w trawers absolutnie nie przyszłoby mi do głowy, że to tu. Podczas wspinania na drodze obok spada wantę wielkości małego samochodu. Skała rozpryskuje się z potwornym hukiem odbijając się od ściany. Lawinka rozpędzonych głazów przelatuje drogą naszego podejścia. Zespół który był poniżej na drodze obrywa niewielkimi odłamkami, na szczęście bez konsekwencji ale jeden z chłopaków pokazuje nam później swój kask z głęboko wbitym w skorupę niewielkim kamieniem…&lt;br /&gt;
Zmiana na prowadzeniu i natychmiast zmienia się charakter drogi. Wyjście z hokeja – sięgniecie do wysokiego chwytu nad przewieszką, wypuszczenie nóg… Karol robi to gładko, ja z wyważającym plecakiem już nie. Nie udaje się sięgnąć klamy, pierwsza porażka. Po bloku jakoś gramolę się już do góry. W międzyczasie zapowiadana idealna lampa zmienia się w aurę typową dla tych gór – nadciągnęła cwangla, zaczyna się jakaś mżawka… świetny moment - dwa górne wyciągi stanowią odwodnienie szczytowego kolektora wodnego. Przed nami kluczowy wyciąg – lekko przewieszona rysa, jeszcze sucha… Karol atakuje, asekuracja komfortowa jak na sportowej drodze, mnóstwo haków, swoich punktów nie trzeba osadzać wcale. Obserwuję prowadzącego, wstawia się, cofa, kombinuje, wbija jeszcze raz… i odpada. Ups, takie trudności to on powinien robić przez sen… Druga wstawka, rozważnie ale ze sprężem. I lot. O, k…., co tam się dzieje? Po dłuższym odpoczynku na bloku wreszcie przechodzi rysę. Ja po tym pokazie nie mam wielkiej wiary w swoje szanse, szczególnie z uwagi na plecak. Odpadam po mało przekonującej walce i azeruję przez trudności. Jakie to upokarzające… Oceniamy, że w skałach miałby ten fragment VI.1+. Ostatnia długość liny i z pionowej ściany, z kwaśnymi minami, wychodzimy wprost  pomiędzy kelnera w garniturze i tłumek ciekawskich turystów, którzy wjechali na szczyt kolejką. Abstrakcja. Pogoda nawet poprawia się i możemy powzdychać patrząc na imponujące ściany Wideł czy Kieżmarskiego.&lt;br /&gt;
Podsumowując – fantastyczna ściana, droga najpiękniejsza, być może, jaką robiłem w Tatrach. Eksponowana na całej długości  i wymagająca, miejscami bardzo. Obowiązkowo do zrobienia, pod warunkiem jednak, że pewnie czujecie się w trudnościach VI.2 OS. Zejście ze szczytu kopczykowaną ścieżką z ubezpieczeniami (łańcuchy itp.) Ubezpieczenia miejscami niekompletne, ostrożnie w przypadku mokrej skały. Tymczasem Ania robi samotnie długą, ładną trasę po górach. Zadowoloną odnajdujemy w Starym Smokowcu. Czas na niezasłużone piwo i kolację (pierogi z bryndzą). Ciepła noc, na komfortowym zestawie karimata + materacyk mija zaskakująco szybko. Pobudka: 5:00&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieska-Halas-Marek, VII-, zachodnia ściana Osterwy&lt;br /&gt;
Mimo, że wybieramy się na drogę krótką (5 wyciągów) i z wyjątkowo szybkim podejściem to i tak Karol wymusza na nas nieludzko wczesną pobudkę i wyjście. Zależy mu na wczesnym powrocie do domu. Okazało się, że bardzo dobrze… ale nie uprzedzajmy. Podejście z parkingu Popradzkie Pleso via symboliczny cmentarz ofiar gór. Żeby po wczorajszej porażce na Łomnicy podchodzić pod kolejną siódemkę wzdłuż długich rzędów tablic z nazwiskami, datami i nazwami ścian – trzeba mieć mocną psychę albo niskie IQ. Po wczorajszych doświadczeniach mocno redukujemy wagę plecaka, nie biorąc w ścianę butów na zejście – zjedziemy. Pierwszy, prosty wyciąg doprowadza do luksusowego stanowiska przy uschniętej limbie - jest siedzisko z oparciem :) Dalej wygląda łatwo a nie jest. Wiemy już, że widok linii haków, niemal co metr nie wróży łatwej cyfry. Faktycznie, przewinięcie z zacięcia na filarek syte i techniczne. Trudność trzyma, kolejny szóstkowy wyciąg doprowadza do stanowiska pod kluczowym zacięciem . Wygląda imponująco – geometrycznie proste, o gładkich, pionowych ścianach. Wewnątrz rysa na cama nr 3. Jakieś 10m do przejścia dilferem, w 2/3 wysokości stały ring. Karol prowadzi, przy początku zacięcia, jeszcze z wygodnej pozycji zakłada frienda, sięgając daleko do rysy. Wchodzi w dilfera, widać, że jest przesztywniony, w obawie przed zbułowaniem się nie zakłada więcej przelotów, aż do ringa, tymczasem niedokładnie założony friend wypadł. Dysząc ciężko wpina się w niego, po czym dziwnie nerwowymi ruchami wychodzi ponad zacięcie, w łatwiejszy teren. Gdyby poleciał przed wpięciem horska sluzba miałaby co robić. Idę na drugiego. Okazuje się, że dilfer, z początku nawet przyjemny, pod koniec staje się mocno problematyczny. Rozchodząc się, rysa przestaje być pewnym chwytem. Zacięcie skutecznie wypluwa. Po raz kolejny na wyjeździe wiszę na linie konstatując cierpko brak formy. Już wiem, skąd nerwowe ruchy Karola na prowadzeniu. Jeszcze prosty trawers i kończymy drogę. W przewidywanym miejscu nie udaje się trafić na stanowiska zjazdowe i ostatecznie musimy schodzić w butkach wspinaczkowych – pokuta. Wspinanie zajęło nam 2,5h, kończymy zanim ściana znalazła się w słońcu – na szczęście. Rekordowe upały nie omijają gór. Jednakże w Tatrach muszą wzbudzać podejrzenia. Około 13tej gwałtownie zaczynają zbierać się burzowe chmury. Zdążyliśmy akurat wrócić do samochodu kiedy zaczyna się solidna ulewa. Myślimy o tych, którzy w tej chwili są w ścianie Łomnicy… górne wyciągi Hokejki w takich warunkach zmieniają się w regularny wodospad. Hmmm. a to najładniejszy weekend w tatrach od początku sezonu. &lt;br /&gt;
Pisząc to oglądam meteo na sobotę i niedzielę. Uśmiechnięte słoneczko na prognozach budzi złe przeczucia. Moje fatum pewnie też się uśmiecha. Drwiąco.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY - Brno - ICS 2013|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 21. - 28.07.2013 miał miejsce 16. Międzynarodowy Kongres Speleologii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kongresy odbywają się co cztery lata. Poprzedni był w USA, zaś następny będzie w Australii. Zasadniczym wydarzeniem w zorganizowanej części kongresu były referaty, które przez pięć dni prezentowane były równolegle w kilku salach. Wszystkie wystąpienia były ograniczone do 20 minut, a ich treść była przeznaczona zarówno dla naukowców zajmujących się jaskinami (sesje ogólne oraz bloki poświęcone: speleogenezie, biologii, rekonstrukcji paleoklimatu, archeologii, paleontologii, jaskiniom niekrasowym oraz sztucznym), jak również dla osób po prostu na poważnie chodzących po jaskiniach (oblegany blok o eksploracji w różnych rejonach świata, pomiary i mapy jaskiń, historia speleologii, ochrona jaskiń).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kongresu odbyły się wycieczki do okolicznych jaskiń Morawskiego Krasu. Były także wystawy fotografii, plakatów (naukowych, ale także o eksploracji), planów jaskiń, sztuki inspirowanej jaskiniami. Była SpeleoOlimpiada (najlepszy wynik na zacisku: mężczyźni 15 cm, kobiety 14 cm). Były pokazy filmów, pokazy 3D. Były spotkania różnych komisji roboczych, a także spotkania ad-hoc. Było walne zgromadzenie Międzynarodowej Unii Speleologicznej (UIS). Nie sposób było uczestniczyć we wszystkich tych wydarzeniach. Trzeba było ograniczać się i wybierać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście, to nie wydarzenia były najważniejsze. Przede wszystkim, na kongresie było 1100 grotołazów i speleologów z całego świata, z którymi można było porozmawiać, wyjść na miasto, umówić się na akcję w jaskini, na eksplorację, na współpracę naukową, albo po prostu na kontakt w przyszłości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, niezwykle ciekawa była prezentacja anglików o ręcznym skanowaniu laserowym przy użyciu urządzenia przypominającego wyglądem i sposobem użycia kropidło do święceń. Poza tym, dowiedziałem się nieco o stanie prac nad nową wersją przyrządu DistoX. Wszystko to miało miejsce w trakcie nieformalnych części kongresu. Z grotołazami brytyjskimi rozmawiałem o możliwości stworzenia wspólnego formatu przechowywania danych o jaskiniach. Wspólnie na Komisji Informatyki kontestowaliśmy pracę jak na razie wykonaną w tym zakresie w ramach UIS. Odbyło się też krótkie spotkanie koordynacyjne dotyczące wypraw Hong Meigui w Chiny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy w sytuacji o tyle dogodnej, że uczestnictwo w kongresie było częścią naszych wakacji a nie pracy. Wobec tego, zrobiliśmy sobie dodatkowe dwa dni przerwy. W ich trakcie, wspinaliśmy się nieco na skałkach w Morawskim Krasie, pływaliśmy w Brneńskiej Rivierze, a także kajakiem na jeziorach Nove Mlyny. Poszliśmy też zobaczyć jaskinię Katerzyńską i Punkiewną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 - 20 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 30.06 - 20.07.2013 odbyła się kolejna wyprawa Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Hoher Göll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku, bazę wyprawy stanowiła tzw. Zakrystia - nyża skalna pośrodku ściany na wysokości ok. 1800 m. Działalność wyprawy koncentrowała się na dwóch obiektach: Gruberhornhöhle (1336/29) oraz Gamsstieghöhle (1336/48). Obydwie te jaskinie zostały odkryte przez grotołazów austriackich w latach '60. Poszukiwaliśmy w nich nowych możliwości, ale najbardziej interesowała nas perspektywa połączenia Gruberhornhöhle z systemem jaskiniowym Hochscharte - którym to zajmowaliśmy się przez ostatnie kilkanaście lat. Brakuje w linii prostej może 30, a może 80 m - wszystko zależy od tego, jak spojrzeć na pomiary, które prowadzone były przez kilka pokoleń i paroma różnymi generacjami sprzętu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Oaza (ok. -550 m) założyliśmy biwak, podobnie jak miało to miejsce przeszło 40 lat temu. Udało się nam zlokalizować jedno interesujące miejsce z przewiewem. Po przekopaniu ciasnego przełazu, odkryliśmy ok. 120 metrów korytarzy, generalnie zmierzających w dobrym kierunku, ale cały czas nie łączących się z Kammerschartenhöhle. Na szczęście, ich kontynuacja nie jest całkowicie wykluczona. Zbadaliśmy również w jaskini kilka problemów pozostawionych &amp;quot;w starych czasach&amp;quot;. Około 20-metrową wspinaczką do okna osiągnęliśmy zupełnie nową Salę Moniki o wymiarach ok. 18 x 40 x 30 m (sz x dł x wys), niestety przechodzącą w ślepą studnię. Wahadło do innego okna doprowadziło nas za to do Sali Groszka i 45-metrowej studni z mokrą odnogą, ciągle jeszcze czekającą na sprawdzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najciekawsze odkrycia wyprawy miały jednak miejsce w Gamsstieghöhle. Tam, na głębokości ok. -110 m odkrywcy jaskini pozostawili niesprawdzony, wiejący meander. Ciasna, 85-metrowej długości &amp;quot;Zemsta Klappachera&amp;quot; doprowadziła nad 52-metrowej głębokości studnię o średnicy ok. 4 - 6 m. Z jej dna, będącego zawaliskiem osadzonym na zaklinowanych w meandrze blokach, prowadzi zjazd do kolejnej, obszernej próżni, której nie zdążyliśmy już zaporęczować. Cały czas wieje mocno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie jaskinie musieliśmy zaporęczować od nowa, w zdecydowanej większości przypadków osadzając nowe punkty asekuracyjne. Ogółem, wykorzystaliśmy na wyprawie ok. 1.4 km liny oraz ok. 120 kotew. Samo dojście do Gamsstieghöhle po powierzchni wymagało rozwieszenia ok. 150 m poręczówek. Dojście na bazę wyprawy jest jeszcze bardziej wymagające, niż na nasz poprzedni obóz na Hochscharte. Transport sprzętu oraz uczestników na początku wyprawy odbył się przy wykorzystaniu śmigłowca. Gdyby nie to, wspominiane odkrycia nie byłyby możliwe w ciągu 3 tygodni trwania wyprawy, przy tak nielicznym i malejącym z tygodnia na tydzień składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie trwania wyprawy odkryto oraz skartowano łącznie 587 m korytarzy. Udział wzięli: Piotr Stelmach, Amadeusz Lisiecki, Michał Macioszczyk, Marcin Gorzelańczyk, Jakub Kujawski z Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego; Mateusz Golicz (kierownik wyprawy) i Michał Wyciślik z RKG &amp;quot;Nocek&amp;quot;; Tomasz Olczak ze Speleoklubu Łódzkiego; Paweł Mazurek z Sekcji Grotołazów Wrocław; Kazimierz Szych ze Speleoklubu Tatrzańskiego; Miłosz Dryjański z KKS. W transporcie sprzętu pomiędzy obozami pomogli także bezpośrednio przed wyprawą Mirosław Latacz i Agata Maślanka z AKG AGH, za co serdecznie dziękujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy PZA za wsparcie finansowe, Landesverein für Höhlenkunde in Salzburg za pomoc organizacyjną, a także firmom FIXE oraz Lanex za udzielenie korzystnych rabatów na sprzęt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy jechać  w Tatry, ale niestety znowu pogoda wybiła nam ten  pomysł z głowy. Od początku roku nie było weekendu z pewną pogodą… Plan awaryjny – wspin na jurze, rejon ponownie wybrał Damian. Pogoda nieomal idealna, nie za ciepło nie za zimno po prostu pełen komfort. Na Łabajowej jak zwykle tłok, ale dało się wspinać. W ramach rozgrzewki przed Tatrami zrobiliśmy : Kąpiele błotne(VI+), Świadectwo Minionych Wieków (VI.1+/2) - polecam,  Obladi- Oblada (VI.2+) - klasyk, Nówka Stefana (VI.3+) - nowa droga,mocno przewieszona,wspinanie po klamach, Przaśny Chleb (VI.2+) - mimo,że płyta fajne wspinanie.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - jaskinia Oblica (spotkanie eksploratorów jaskiń beskidzkich)|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (SBB), Jerzy Pukowski (SBB), Kazimierz Piekarczyk (SBB), Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Paweł Franczak - Koło Geograficzne Uniwersytetu  Jagiellońskiego, Józef Figura - Tygodnik Podhalański, Marcin Rudecki (os. tow.), Jerzy Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Małgorzata Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Bogdan Szatkowski - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Dorota Cichowska-Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Piotr Krzywda - Studenckie Koło Przewodników Górskich, Zofia Gutek|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy się przy jaskini. Podział na dwie grupy i akcja w dziurze. Dotarliśmy do dna gdzie wpisaliśmy  się do zeszytu. W drodze powrotnej zwiedziliśmy boczny ciąg. Jaskinia jak na Beskidy niezbyt ciasna z kilkoma większymi salami. Potem udajemy się do ciekawego przełomu Skawicy. Ja z Jurkiem nawet trochę pływamy. Następnie jedziemy do wodospadu na Mosiornym Potoku. Wychodzimy jeszcze na szczyt Mosiornego Gronia skąd roztacza się fajny widok na Babią oraz Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FOblica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - klubowy spływ kajakowy Wiercicą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Henryk Tomanek oraz os. tow. - Gabriela Mann, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jan Kempny, Barbara Borowiec|14 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klubowy spływ odbył się na rzece Wiercica od Sygontki do Garnka. Sama Wiercica wywierzyskami Zygmunta i Elżbiety bierze swój początek w Złotym Potoku. Uchodzi 30 km dalej do Warty. My zaczynamy na rzece Kozyra w Sygontce by wkrótce w miejscowości Julianka płynąć już bardzo czystymi wodami Wiercicy. W Zalesicach są stawy hodowlane a kuriozalne jest to, że nie wolno płynąć rzeką wzdłuż stawów. 300 metrów ciągniemy kajaki przez chaszcze aby obejść owe stawy pokonując po drodze kilka rowów melioracyjnych (kajaka używamy jako kładki). Rzeka jest czysta i piękna. Spływ jest ciekawy. Nie obyło się bez wywrotki (Basia B. z Jankiem). Potem są jeszcze 2 przenoski i docieramy do Przyrowa. Stąd 6 osób jedzie już do domu a do końca płynie Damian, Teresa, Heniek i Gabrysia. Dalej znowu stawy hodowlane. Kajaki przewozimy do Smykowa i stąd już bez przenosek za to przez kilka progów (2 pokonuje się rozpędem) docieramy do rzeki Warty na wysokości miejscowości Garnek. Bardzo fajny spływ, pogoda dopisała w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FWiercica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina(WKTJ),Damian Żmuda,Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil i Sławek|6-7 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd w sobotę rano. Damian przez długi czas nie może uwierzyć że Wojtek jedzie z nami - pogłoski o jego przedwczesnej emeryturze wspinaczkowej okazały się nieprawdziwe. Zaczynamy wspin na Jastrzębiej Turni, gdzie Damianowi i Paulinie udaje się zrobić Mandale Życia(VI.2) czym Paulina poprawia swoją życiówkę. Wojtek jako że jeszcze nigdy nie był  w Sokolikach, intensywnie zapoznawał się ze specyfiką wspinania w granicie, ja natomiast pilnowałem, aby reszta ekipy miała czas na podziwianie pięknych widoków. Starannie i bez zbędnego pośpiechu patentując sąsiednią drogę, niestety bez sukcesu. Wieczorem dojeżdża do nas Ania ze Sławkiem, spędzamy więc sobotni wieczór przy ognisku w doborowym towarzystwie. Rano (godzina 7.16) budzi wszystkich Ania (serio!!!!), która nie potrafi doczekać się wspinu. Wspinamy się w rejonie Baby, gdzie prowadzimy Kurtykówkę(VI), Małpia Ściankę (VI.1) oraz Trójkę (VI.2+).  Jedna istotna uwaga na koniec - Sokoliki to idealny rejon na upały, panuje tu specyficzny mikroklimat, który pozwala na komfortowy wspin nawet przy wysokich temperaturach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ Małą Panwią|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i osoby towarzyszące|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Spływamy bardzo krótkim odcinkiem Małej Panwi.&lt;br /&gt;
Wrażenia:&lt;br /&gt;
- piękne lasy,&lt;br /&gt;
- brązowa woda,&lt;br /&gt;
- komary w ilościach niewyobrażalnych!!!&lt;br /&gt;
Wyglądam jakbym był chory na jakąś zakaźną chorobę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - góra Damiak i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy rozeznanie terenu w pobliżu góry Damiak (okolice Gorzkowa Starego). Teren trochę zdemolowany po ostatniej nawałnicy. Skałki wspinaczkowo nie godne uwagi. Ogólnie jednak teren piękny. Po deszczach straszna plaga komarów (w związku z tym marszruta przeradza się w ucieczkę). Trochę na przełaj, trochę ścieżkami zataczamy koło i wracamy do punktu wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (nie tylko z tego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/Start-lato&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Kucharska|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Już w sobotę wieczorem jesteśmy w Krakowie, więc korzystając z okazji wybieramy się w niedzielę na wspinanie. Wspinamy się na dobrze już znanej Łabajowej. Padają kolejne klasyki m.in. Lewa Ręka w Ciemności za VI.1 czy Przaśny chleb za VI.2+. Z ostatnią wyceną pozwolę się nie zgodzić, chyba nie jest tak trudna. Wspomniane drogi są wyjątkowej urody - bardzo estetyczne wspinanie, naprawdę warto spróbować. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dość ciekawy szlak rowerowy na trasie: Węgierska Górka (bunkry) - Cięcina - Magura (925) - stacja turystyczna Słowianka - Żabnica - Węgierska Górka. Szlak miejscami wymagający, dużo błota. Pogoda niezbyt (chwilami padało). Fajny zjazd z Słowianki do Żabnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Psia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA/SGW)|23 06 2013}}&lt;br /&gt;
Kontrola jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Powspinaliśmy się na dwóch skałach: trochę dłużej na Proxime Centauri oraz krótko na Diabelskich Mostach. Komary nie dawały żyć. Akcję zakończyliśmy grillem (bez komarów) nad Porajem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ pontonowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia i Justyna (osoby tow.)|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dokonano spływu pontonem rzeką Ruda od zalewu Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Dziewczyny w połowie dystansu zmieniały środek lokomocji z pontonu na rower.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Koszmarnie długie a czasem wnerwiające dojście. Do jaskini dotarliśmy zjazdem od góry. Akcja załamała się już na pierwszym zacisku. Nad pierwszą studnią las lodowych stalaktytów (aby przedostać się dalej część z nich trzeba było strącić). Nasze gabaryty trochę zniechęciły nas do dalszych prób. Mimo wszystko wyjazd wypruł z nas wiele sił. Cały sprzęt do dziury rozłożony tylko na dwie osoby. Po drodze urozmaicone warunki pogodowe: piękne słońce, burza, na wychodzeniu ścianą zlewa z gradem, gęsta mgła i znów słońce. W każdym razie na dole czuliśmy wszystkie mięśnie jak po sytej akcji. Po ostatniej śnieżnej zimie warto chyba do tego systemu pójść ciut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina,Dorota, Michał(WKTJ),Piotrek (os.tow.)Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15-16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Misja odzyskania auta nieco się przedłużyła:). Fala kulminacyjna w Decinie miała prawie 11m wysokości, normalny poziom wody w Łabie wynosi 3m, a przy poziomie 4m droga dojazdowa do miejscowości Dolni Żleb zostaje zalana. Po szybkich obliczeniach wychodzi,  że na drodze 6 czerwca  było 7m wody!!!. Tak więc przez 2 tygodnie z wielką uwagą śledziliśmy poziom wody. Plan wstępny był taki żeby w piątek odebrać auto, niestety poziom Łaby był o 0,5m za wysoki. Tak więc zdecydowaliśmy się na wspin sobotni w Sokołach, a wieczorem podjechać już w okrojonym składzie po auto. Na miejsce dotarliśmy po 24.00, okazało się że droga jest nadal zamknięta. Nie dając za wygraną sprawdzamy sami czy da się przejechać, na szczęście okazało się że na droga jest zalana tylko w kilku miejscach (a nie na odcinku 2km), a głębokość wody nie przekracza poziomu rury wydechowej czerwonego Ferrari którym ruszyliśmy na misję ratunkową. Właściciel baru pod którym zostawiliśmy auto nie wierzył że przejechaliśmy drogą asfaltową(dojazd do wioski przez 2 tygodnie był możliwy jedynie drogą terenową prowadzącą przez góry), wiec przypuszczam że jako pierwsi przejechaliśmy ten odcinek autem (ślady jazdy rowerem widzieliśmy po drodze). W drodze powrotnej przyjrzeliśmy się  jaki był poziom wody, faktycznie różnego typu zabrudzenia i trawy były  widoczne do wysokości 7m  na kratowym słupie wysokiego napięcia, po prostu strach się bać!!! W niedziele z samego rana wracamy w Sokoliki, gdzie budzimy resztę ekipy aby nieco się jeszcze powspinać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Jakubina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.), Paweł Berg (os. tow.), Wojciech Jajko (os. tow.), Anna Kempna (os. tow.)|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dol. Chochołowskiej przez Trzydniowiański, Kończysty, Jarząbczy na Raczkową Czubę (2194) po stronie słowackiej (szczyt też ma nazwę Jakubina). Zejście przez Jarząbczą dolinę do Chochołowskiej. Cały dzień dobra pogoda. Ludzi na tym szlaku bardzo mało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w dol. Kobylańskiej| Pacyfa, Marcin, Sławek, Ania, Sebastian, Ala, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Cały dzień wspinamy w dol. Kobylańskiej. Ze względu na duchotę nie szalejemy z wycenami:)&lt;br /&gt;
Z Alą odwiedzamy jeszcze wąwóz Podskalański w okolicach Tomaszowic z jaskinią Borsuczą (zalane wejście) i Wielką Skałą.&lt;br /&gt;
Wracamy przez Olkusz - bardzo długi korek za Sławkowem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: śladami Witolda Henryka|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 - 16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Ze szlaku na Krywań wchodzimy do Suchej Doliny Ważeckiej. Stamtąd na Niewcyrską Przełęcz (2270), do Doliny Niewcyrka (nocleg) a następnie przez Dolinę Koprową do Trzech Studniczek i z powrotem do samochodu. Pogoda dopisała. Było jakoś dziwnie duszno, ale na głowy nie spadła nam ani kropla deszczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że wyczerpujący tydzień w pracy odbił się na tempie naszego poruszania się. W każdym razie, w pewnym sensie udało się nam wypocząć. W niedzielę dodatkowo przypomnieliśmy sobie smak słowackiej kuchni. Na drogach wielki ścisk. Jak tylko zobaczyliśmy kolejkę do bramek w Balicach, to natychmiast skręciliśmy na Olkusz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA: Peak District - spacery po rejonie Dark Peak| &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech i Zosia Rymarczyk |03 - 14 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z gościnności mojej siostry i jej domowników spędziliśmy urlop w Tintwistle – małej miejscowości położonej w północnej części Anglii (ok. 30 km na wschód od Manchesteru), u samych stóp Gór Pennińskich, tuż przy granicy z parkiem narodowym Peak District. Pogoda nas zaskoczyła i oprócz jednego dnia typowo angielskiej pogody mieliśmy aż 10 dni słońca i to jakiego – wróciliśmy spaleni!!! tym samym prawdopodobnie wykorzystaliśmy tegoroczny limit pogodowy dla tego rejonu (jeśli nie dla całych wysp)!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Peak District jest najstarszym parkiem narodowym w Wielkiej Brytanii i wg niektórych źródeł najczęściej odwiedzanym. Jednak nie odczuliśmy tego zupełnie. Przestrzeń, pustka i wiatr – to chyba określenia najlepiej oddające charakter tego miejsca. I podobno mgła (nie dane nam jednak było się o tym przekonać), z powodu której w czasie II wojny rozbijały się wojskowe samoloty, których wraki znajdowane są do dziś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na nasze możliwości teren okazał się idealny. Poza mniejszymi spacerkami po okolicznych wrzosowiskach, polach, łąkach, wśród baranów, owiec, krów, gęsi (ścieżki turystyczne prowadzą tam prawie zawsze przez czyjeś pole – i nikt nie robi żadnych problemów (jest porozumienie między właścicielami i parkiem) – trzeba tylko pamiętać , żeby zamknąć za sobą furtkę), udało nam się przejść dwie większe trasy zdobywając najwyższe w rejonie dwutysięczniki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Tintwistle – Bleaklow – Glossop – Hadfield – Tintwistle &amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po porannej krzątaninie i codziennej dawce integracji z Rumcajsem (wielkim, puchatym owczarkiem podhalańskim), której Zosia za nic w świecie nie mogła odpuścić, udało nam się wyjść lekko po 12. Początkowo nasza trasa wiodła w górę rzeki Etherow, wzdłuż rezerwuarów i dość długo kluczyła licznymi pastwiskami. Ten odcinek był najtrudniejszy orientacyjnie, przez co często zatrzymywaliśmy się, żeby zweryfikować trasę z mapą. W końcu i tak wyszliśmy z pól w złym miejscu (ja przy okazji rozdarłam sobie spodnie o drut kolczasty). Po ponad godzinie wędrówki weszliśmy we właściwą dolinę i zaczęliśmy podejście. Uff. Widoki zaczęły robić się coraz ciekawsze jednak wkrótce musieliśmy zrobić pierwszy postój. Po krótkim odpoczynku, pełni optymizmu ruszyliśmy dalej, mimo żaru lejącego się z nieba (sołońce swietit, stoit strasznaja żara – mniej więcej tyle zostało mi po wakacjach sprzed 2 lat, gdy wypisywaliśmy kartki do domu;). Na szczęcie wiał orzeźwiający wiatr. Góry okazały się bardzo rozległe i bardzo..... płaskie w górnych partiach; powoli też zaczynało do mnie docierać jak długa jeszcze droga przed nami. Po osiągnięciu szczytu Bleaklow (oznaczonego wielkim kopczykiem - inaczej trudno byłoby znaleźć najwyższy punkt całego płaskowyżu), liczącego coś 2077 - ale stóp (czyli 633 m npm) i zorientowaniu kierunków mkniemy w dalszą drogę. Drugi postój przy strumieniu robimy nieco przykrótkawy z obawy przed nieubłaganie uciekającym czasem. Jednak równowaga w przyrodzie musi być zachowana... Zosia kategorycznie odmówiła więc dalszego transportu w chuście oraz wszelkimi innymi metodami (w tym pod pachą) i skoro postój był za krótki to ona pójdzie dalej sama. No i tak szliśmy :) i szliśmy.... ważne że do przodu! Nie to, że groził nam zachód słońca, o nie! Tam jest jasno do 23. Bardziej baliśmy się, że ucieknie nam ostatni pociąg i że będziemy zbyt zmęczeni żeby w ogóle do niego dojść! (tj. ja). Dzięki temu jednak mogliśmy w spokoju popodziwiać naprawdę ciekawe i niespotykane u nas krajobrazy. Niedługo przed skrętem ze Szlaku Pennińskiego, którym do tej pory szliśmy na ścieżkę do Glossop (na pociąg) natknęliśmy się na ornitologa z Nottingham, który zapytany &amp;quot;jak daleko jeszcze...&amp;quot; po dłuższym namyśle i obracaniu mapy na wszelkie sposoby odparł, że nie wie, ale że chętnie zawiezie nas do Glossop. :D Do głównej drogi było raptem 10 min spaceru, tymczasem do miasta dreptalibyśmy jeszcze dobre 1,5h. Po drodze pokazał nam jeszcze siewkę złotą i skowronka, po czym już przy samochodzie zorientował się, że gdzieś „posiał swój kijek i z misją dostarczenia nas do Glossop wysłał swoją żonę. Na stacji lądujemy dość szybko i od razu łapiemy pociąg, który po 6 min. dowozi nas do Hadfield. Jeszcze tylko 20 min spaceru i jesteśmy „w domu”. To się nazywa szczęście spotkać tak bezinteresownych ludzi! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;The Grouse – Burnt Hill – Mill Hill – Kinder Scout – The Grouse&amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugą wycieczkę podjeżdżamy busem i wychodzimy wprost na ścieżkę prowadzącą na Burnt Hill. Zośka zmęczona duchotą i ciepłem zasnęła, a my szybciutko osiągamy, wpierw Burnt, a potem Mill Hill. Już stąd rozpościera się piękna panorama na pobliskie wioski i miasteczka oraz Manchester! Od tej chwili wiatr urywa głowy i mocno skuleni wdrapujemy się na Kinder Scout (najwyższy szczyt Peak District, liczący 2087 ft – czyli całe 636m npm :), na którym stajemy po ok. 15 min. Szybko znajdujemy jakąś dziurę w ziemi i tam rozbijamy się obozem. Zośka prostuje kości i likwiduje nasze zapasy żywnościowe, a my robimy zdjęcia, napawamy się widokami i odczytujemy nazwy przewoźników z burt i skrzydeł samolotów kołujących powoli w kierunku lotniska w Manchesterze. Na szczycie spędzamy ok. 40 min. i  pospiesznie pakujemy graty bo z południa nadciąga ZŁO. Po około 10 min. zejścia deszcz łapie nas i towarzyszy nam prawie do samego końca wędrówki. Ponieważ dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej ograniczeni czasowo (łączony transport publiczny) musimy się uwijać. Schodzimy w rekordowym tempie i na szczęście łapiemy się na busa który wiezie nas na pociąg do Glossop. Wypad bardzo udany – świetna trasa, niezwykłe widoki i piękne chmury – jeszcze długo w noc wspominamy wrażenia minionego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli kończy się nasz czas w Anglii. Na koniec jeszcze odwiedzamy pobliskie skały i nieśmiało się do nich przystawiamy (mamy topo). Podobno sam rejon jest dosyć chętnie odwiedzany przez angielskich wspinaczy. Jest tam wiele naturalnych skałek i całe mnóstwo opuszczonych kamieniołomów. Co do samych gór... może wysokością nie powalają, trzeba jednak zaznaczyć, że przewyższenia tam są dość znaczne i często startuje się niemal z poziomu morza. Z ciekawostek jeszcze można dodać, że cały Penine Way liczy ponad 430 km – zaczyna się w angielskim Edale a kończy w Kirk Yetholm w Szkocji. Będzie co robić na zaś!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zabrze Grzybowice - spotkanie Dino-speleo|z RKG: Henryk Tomanek (gospodarz imprezy), Zygmunt Zbirenda, Bianka Fulde-Witman, Basia i Tadek Szmatłoch, Adam i Brygida Wilkoszyńscy, Wanda Jewdoszuk, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard i Marzenna Widuch, Anna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog z Jolą |15 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczne spotkanie dawnego środowiska Spleoklubu Gliwice, którego członkami byli starsi koledzy obecnego RKG. Więcej szczegółów w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: dolina Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|13 06 2013}}&lt;br /&gt;
Zwiedzamy stare opactwo na Tyńcu. Skały, na których stoi klasztor są obite (stare kolucha), jest kilka ciekawych dróg. Ze względu na wyskoki poziom Wisły promy na rzece nie kursują. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Ryszard Widuch, Tadeusz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Łukasz Majewicz, Łukasz Kowalkowski|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Sobotni dzień, w którym pod opieką Ryśka i Tadka po raz pierwszy odwiedziliśmy jaskinię tatrzańską, zaczął się dla nas o godz. 5.00. Celem wyprawy były Partie Królewskie w Jaskini Czarnej. Nieco ponad godzinie później maszerowaliśmy już w Dolinie Kościeliskiej. Samo podejście pod otwór wycisnęło z nas trochę potu. Po przygotowaniach rozpocząłem zjazd i poręczowanie z otworu głównego. Następnie przemierzaliśmy kolejne przestrzenne sale i korytarze, z których największe wrażenie wywarła chyba sala Francuska. Co było do łatania, to zaopiekowali się tym Ksawery z Łukaszem. Tutaj znowu najciekawszymi etapami był chyba trawers Herkulesa, który wygląda trochę inaczej niż na zdjęciach oraz Komin Węgierski.  Tym sposobem dotarliśmy do upragnionych Partii Królewskich, w których rzeczywiście jest coś z ich nazwy. Po zjeździe nad Studnią Smoluchowskiego rozpoczęła się droga powrotna. Światło słoneczne zobaczyliśmy ponownie w okolicach godz. 17.00 – 17.30. Następnie pozostało już tylko błotniste zejście do doliny, powrót na kwaterę i droga powrotna do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spała: Walne Zgromadzenie Delegatów PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 9 06 2013}}&lt;br /&gt;
W weekend miało miejsce sprawozdawczo-wyborcze zgromadzenie PZA. Pierwszego dnia występowałem jako członek ustępującego Zarządu. Nawet udzielono nam absolutorium. Drugiego dnia zmieniłem role, zwolniony z obowiązków członka Zarządu pobrałem mandat stając się reprezentantem naszego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja, co ciekawe, niespodziewanie koncentrowała się na szkoleniu. Kontrowersyjne sprawy typu Golden Lunacy czy Broad Peak były zupełnie na marginesie. Marek Kujawiński, delegat z AKG Łódź, złożył kilka ciekawych pomysłów, które m.in. mają ułatwiać życie instruktorom PZA pracującym w klubach (zamiast na własny rachunek). Problem w zasadzie dotyczy wspinaczki powierzchniowej. Dyskutowano także o organizacji kursu instruktora Narciarstwa Wysokogórskiego (może ktoś w klubie się skusi? no?!). Podjęto decyzję o utworzeniu w ramach PZA Komisji Ochrony Przyrody pod przewodnictwem Miłosza Jodłowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się wybory nowych władz. Mimo składanych mi propozycji, tym razem nie kandydowałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na mój dobry kontakt z klawiaturą, to było już trzecie Zgromadzenie, które protokołowałem na bieżąco. W dwa dni zapisałem 19 stron, wobec czego do domu wróciłem z poważnym bólem głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspin w Rzędkowicach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Rejon wybrał Damian (poważnie!!!), ja tylko wybrałem poszczególne skałki. Zaczynamy od szeroko zakrojonych poszukiwań Leśnej Turni, po jakiś czasie błądzenia (podejścia w Tatrach bywają krótsze) odnaleźliśmy ją w końcu. Skałka wygląda okazale, aż nie chce się wierzyć że wcześniej tu się nie wspinaliśmy. Ze względu na wyczerpanie organizmu wielokilometrowym podejściem wspinamy jedynie dwie drogi Zza drzewka (VI.1+), oraz Negatyw (VI.1+). Obie ładne, ale wydawały nam się jakieś trudnawe. Potem szybka wstawka kontrolna w palczastą drogę na Solidarności pokazuje, że naderwane palce jeszcze nie są do końca wyleczone. Na koniec dnia przenosimy się na Flaszkę, gdzie dla poprawy humorów prowadzimy w lekkim deszczu Kant Flaszki (VI.1) oraz Prostowanie świni (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: jaskinie Parku Apuseni|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii wypoczynkowych – &lt;br /&gt;
Ola zabiera mnie z Wirka, gdzie witamy się jeszcze z Damianem, którego prawie namówiliśmy żeby pojechał z nami. Z Katowic wyjeżdżamy przed 22:00. Wybieramy drogę przez Nowy Sącz i po około 8 godzinach docieramy do Sudrigiu, gdzie w siedzibie Parku Narodowego Apuseni odbieramy pozwolenia i otrzymujemy wszelkie informacje pomocnicze, w tym o warunkach wodnych w jaskiniach („… uważajcie bo jest dużo wody”).&lt;br /&gt;
Po wizycie u strażników, jedziemy prosto pod otwór jaskini Coiba Mare w wiosce Garda de Sus. Samochód zostawiamy 2 min. drogi od otworu jaskini. Już sam otwór jest dość imponujący – kilkudziesięciometrowy portal skalny, do którego wpływa górki potok. Zimna woda skutecznie wybudza nas ze stanu uśpienie po trudach podróży. Atrakcji w jaskini dostarczają piękne nacieki, zjazd kilkunastometrowym wodospadem i syfon doszczętnie zawalony belkami drewna, które ponoć przytargała tu woda z Coiba Mica – daje to trochę do myślenia o sile rwącej wody przepływającej przez jaskinię.&lt;br /&gt;
Po akcji udajemy się na Poiana Glavoi/la Grajduri, gdzie zakładamy bazę wypadową na kolejne dni. Namioty udaje nam się rozbić w jeszcze dobrej pogodzie. Lecz po krótkiej chwili wali już gradem. Na szczęście chowamy się pod drewnianą wiatą. &lt;br /&gt;
Dzień kończymy wspólną kolacją, którą serwuje nam Tomek Pawłowski z KW Kraków - Dzięki Tomku za wyśmienite smaki kuchni regionalnej:). Tomek, jako stały bywalec tutejszych jaskiń udziela nam cennych informacji o tutejszych jaskiniach, warunkach hydrologicznych, a nawet zwyczajach tutejszej ludności i relacjach między grotołazami węgierskimi  i rumuńskimi.&lt;br /&gt;
Na drugi dzień zaplanowaliśmy odwet za porwany gumiak Mateusza podczas akcji w Cetatile Ponorolui rok temu. Z powodu wysokiego stanu wody, poręczujemy już samo przejście przez rzekę wpadającą do jaskini. Dalej nawet puszczało, choć trzeba było stale uważać na rwący nurt.  Sama jaskinia bardzo urodziwa. Otwiera ją imponujący portal o wysokości ok. 70m! Początkowe partie jaskini stanowią kaskady, następnie woda rozlewa się szeroko i w spokojnej już wodzie podziwiamy grę światła wpadającego z kolejnych otworów. Potem już na przemian trochę kaskad, trawers ze zjazdem do głębszej już wody i chwilę później brakuje nam już lin, a nurt jest zbyt szybki żeby poruszać się bez żadnych zabezpieczeń. &lt;br /&gt;
Akcję kończymy dość wcześnie więc po rozwieszeniu mokrych rzeczy, udajemy się na spacer po okolicy. Po 20 min. docieramy na Poianę Ponor,  na której znajdują się charakterystyczne dla obszaru krasowego okresowe jeziorka (polje/polja). Miejsce bardzo malownicze. Nad wodą znajdują się skałki obite i gotowe do wspinania.&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia Tomek zabiera nas do jaskini Peștera de la Zapodie. Niestety po kilku zjazdach lód zamyka korytarz uniemożliwiając nam odwiedzenie dalszych – ładniejszych partii. Żeby nie zmarnować akcji, pomagamy Tomkowi w wymianie punktów i trochę zmarznięci i z lekkim niedosytem wracam na biwak.&lt;br /&gt;
Popołudniu znów wybieramy się na wycieczkę po okolicznych lasach. Tym razem odwiedzamy jaskinię Gheratul Focul Viu z dość imponującą kupą śnieżno-lodową. Do jaskini nie można wchodzić – zwiedza się ją z drewnianego balkoniku ustawionego przy otworze. Spacer trochę zaczyna się wydłużać z powodu braku mapy i tak przez przypadek natrafiamy na otwór jaskini Pestera Neagra i wychodzimy na początku polany Glavoi. &lt;br /&gt;
Po powrocie ze spaceru, na bazie zastajemy dziwne poruszenie. Po chwili okazuje się, że w jaskini Avenul Bortig doszło do wypadku z udziałem olkuskich kolegów. Na szczęście ratownicy z Salvamont’u odbywali nieopodal ćwiczenia, więc szybko zjawili się na miejscu wypadku i to w bardzo dużej liczbie – chyba z 30 ratowników. &lt;br /&gt;
Z opisu świadków, poszkodowany poślizgnął się na lodowym stożku i rozbił się o skałę. Efektem było złamanie ręki i nogi. Cała akcja ratunkowa trwała dobre 6 godzin, co daje do myślenia biorąc pod uwagę, że pod otwór jaskini było jedynie 30 min spokojnego marszu. A poszkodowany znajdował się na samym początku jaskini.&lt;br /&gt;
Po niespokojnym wieczorze, plany na ostatni dzień dobieramy jakoś bardzo „czujnie”. Propozycje Mateusza: &lt;br /&gt;
- Pestera Neagra – 5-6 godzin akcji&lt;br /&gt;
- Avenul Bortig – szybka akcja, ale jakoś tak dziwnie iść do jaskini gdzie, jeszcze przed paroma godzinami doszło do wypadku&lt;br /&gt;
Propozycje Oli i moje:&lt;br /&gt;
- a może coś innego…&lt;br /&gt;
W końcu decydujemy się na szybki kanion Oselu. Tomek zjeżdża z nami samochodem i pokazuje nam kaskady z dołu. Po krótkiej chwili namysłu decyduje się iść z nami, bo warunki wodne były optymalne. Cały kanion składa się z siedmiu kaskad, których wysokość dochodzi do około 20 metrów. Akcja rzeczywiście szybka, lecz mimo słonecznej pogody gdzieś w połowie kanionu zaczynam dygotać. Ostatni zjazd kończymy wśród widowni rumuńskich turystów. Szybkie suszenie i wracamy do Polski. Na miejscu jesteśmy jeszcze przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mógłbym się jeszcze rozpisać na temat rumuńskiego podejścia do ekologii i spraw obijania jaskiń ale może pozostawmy te sprawy w rękach rumuńskich parkowców i speleologów, w końcu chyba wszystko zmierza w dobrą stronę. &lt;br /&gt;
Podsumowując, w pamięci zostaną piękne nacieki, zabawy wodne i muzyka … gitarowe plumkanie Boba Dylana przy ognisku i bardzo głośne Guns n’ Roses puszczane z głośników samochodowych.&lt;br /&gt;
Muszę jeszcze dodać, że przed wyjazdem byłem rozdarty – wyjazd do jaskiń Rumuni czy wspinanie w dol. Łaby z Karolem. Wolałem jednak zmoknąć trochę w pięknych jaskiniach i wrócić jak cywilizowany człowiek samochodem, niż wspinać się na deszczu i porzucić pojazd lokomocji na pożarcie przez rdzę.&lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: wspin w Labaku część 1|Paulina Piechowiak(WKTJ),Paulina, Wojtek(osoby tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy nie pozostawiały złudzeń, leje wszędzie od Franken po Osp, od Sokołów do Tatr.  Ale napinka była tak duża, że nie było takiej możliwości aby odpuścić ten weekend. Wybieramy Labak, gdzie jeszcze nikt z nas się nie wspinał. Dojeżdżam do Wrocławia, gdzie odbiera mnie ekipa z Poznania. W Dolni Zleb  jesteśmy tuż po wschodzie słońca, dokładnie przeszukujemy całą wioskę, niestety campingu u Janka nie odnajdujemy. Decydujemy się na drzemkę w aucie, rano gdy wreszcie namierzamy camping okazuje się być on nieczynny. Ostatecznie zatrzymujemy się w u Kosti, 2 pokoje, łazienka po prostu All inclusive. Labak podobnie jak inne piachy jest obity oszczędnie (delikatnie mówiąc), niestety nikt z naszej ekipy nie posiadał psychy ze stali, dlatego też cele wspinaczkowe wybieraliśmy bardzo starannie, ilość ringów na odcinku 10 metrów była pierwszą rzeczą którą braliśmy pod uwagę . Poza tym pogoda nie pozwoliła nam na zbyt dużo, w sumie w ciągu weekendu mieliśmy około 10h okna pogodowego. Najczęściej mocno padało z krótkimi przerwami na totalną zlewę, mżawkę uznawaliśmy za chwilowe załamanie niepogody. Jednak mimo tej pogody nie przewidzieliśmy jednego, a mianowicie tego że Łaba może odciąć całą miejscowość od świata. W sobotę rano zorientowaliśmy się że jedyna droga prowadząca do miasteczka jest kompletnie zalana (0,5m głębokości wody na odcinku około 1km, stan wody wynosił 430cm). Pomimo długich i intensywnych poszukiwań innej drogi ewakuacyjnej nie znaleźliśmy. Nie pozostało nam nic innego jak zostawić samochód i przez Niemcy wrócić pociągiem do domów. Stan wody gdy wyjeżdżaliśmy oscylował w granicach 500cm(obecnie poniedziałek godzina 18.17 wynosi 675cm!!!)    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielka wyprawa - ostatnie dni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|21  - 26 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska to najpiękniejszy kraj świata. Okrążając naszą planetę wracamy po niemal 5 miesiącach do domu. Wystarczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis w WYPRAWACH:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#Wielka_wyprawa_-_ostatnie_dni&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lokalnej TV Sfera w programie ''Wydarzenia'' ukazała się relacja z finiszu wyprawy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.sferatv.pl/vod/wydarzenia/audycja/2556-wydarzenia-29-maja-2013.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Orzech - Powrót Taty|Basia, Aga, Tadek Szmatłoch, Tereska Szołtysik, Zyguś Zbirenda, Sonia i Heniek Tomanek z (?!) osobą towarzyszącą (nie wiem czy Heniowi czy Soni), Marzena i &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt; |26 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na miejscu dołaczyli do nas Damian Szołtysik i Krzysztof Hilus, którzy podobno objechali świat ale to nie jest pewne bo przyplątali się do naszego towarzystwa z nienacka i nie wszystko słyszałem co mówili, muszę przyznać że udało im się co prawda na chwilę być w centrum uwagi ale szybko wszystko wróciło do normy i znów JA byłem moderatorem eventu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia 25.05. miał miejsce wyjazd klubowy do miejscowości Orzech koło piekar śl. A zaczęło się dość niepozornie, ''JUŻ SĄ'' powiedziała Tereska do słuchawki, mają telefon z polską kartą, wykonuję szybki telefon, i w słuchawce słyszę dawno zapomniany głos, ''jesteśmy w Orzechu''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze zapisy o miejscowości Orzech znajdują się w księdze parafialnej kościoła św. Małgorzaty w Bytomiu i pochodzą z około 1224. Są to zarysy szkiców granic osady w pisowni Oreh w języku łacińskim. W 1277 biskup krakowski Paweł zakłada parafię kamieńską, do której zostaje włączona osada Orzech. Obecnie mieszka w miejscowości ok 1900 mieszkańców. W tym momencie następuje wiele zdarzeń spontanicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozwolę sobie skrótowo je opisać w wersji chronologicznej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) Marzena jedziemy?&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(Marzena) jedziemy!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzwonię do Tadka, ''jedziecie?''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(tadek) Basia warzy łobiod na jutro ale poczekej spytom ją, ja jadymy''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) przyjedźcie do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tadek) dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi telefon do Tereski,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) jedziesz''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) ale ja teraz jadę do teściowej z obiadem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra przyjedź zaraz po tym do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) no dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym czasie pukanie do drzwi, wchodzi basia i aga&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(basia) mocie pisak, bo momy baner &amp;quot;witamy w polsce&amp;quot; ale ino w ołówku''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) momy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili słychać - ''(basia) o kurcze  pisak przebił kartka i pomarasioł serwet''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(marzena) nie szkodzi''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(aga) fajny mocie widok z balkonu''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(teresa) już jestem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra jadymy na dwa auta, marzena czyści lodówkę bo na pewno są głodni.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy windą na parter, basi się podobało, a na dole zaskoczenie - dojechał ziga,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) cześć''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ziga) cześć jadymy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzech ul. Szkolna 4, jak się okazało ulica ma dziwny przebieg coś jak &amp;quot;S&amp;quot; na dolarze i nie było łatwo znaleźć nr 4 ale udało się. Dojechał jeszcze Heniek z towarzystwem no i jak już wspomniałem Damian i Krzysiek. Event miał miejsce na poboczu drogi, koło płotu wypasionej willi, dyskretnie odpaliliśmy szampana, trochę to wyglądało jak u Gombrowicza. Ja dyskretnie spoglądałem na zegarek (finał ligi mistrzów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''no to jadymy (ja)''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''no ja, musza dokonczyć łobiod (basia)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę że atmosferę spotkania pokażą zdjęcia, które mam nadzieję dołączą uczestnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie chciałbym wyrazić nadzieję, że mój opis pokaże młodzieży jak można zrobić coś z niczego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
rw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. już mam trzy komplety garnków turystycznych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 PS. mam pytanie do zarządu, czy to że moje nazwisko na liście do mosiru zostało napisane małymi literami to coś znaczy?&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fpowrot&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd do jaskini Koralowej oraz jaskini Wszystkich Świętych|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Tomasz Zięć; kadra: Mateusz Golicz, Karol Jagoda|25 05 2013}}&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu  było wejście do jaskini Koralowej i Wszystkich Świętych. Po zaparkowaniu samochodów na świeżo wyremontowanym parkingu leśnym i przebraniu się, pod przewodnictwem Asi ruszyliśmy w kierunku jaskiń. Po dotarciu do otworu jaskini Koralowej podzieliliśmy wstępnie zadania. W czasie gdy ja z Asią, Mateuszem i Łukaszem zajęliśmy się poręczowaniem całej jaskini Koralowej, Ksawery z Karolem i Tomkiem poręczowali studnię Warszawiaków w Wszystkich Świętych i trenowali elementy ratownictwa. Dotarli do nas pod koniec poręczowania WAR-u. Odwiedziliśmy jeszcze salę MMG i wracaliśmy na powierzchnię. Następnie wszyscy zjechaliśmy do jaskini Wszystkich Świętych.  W czasie poręczowania trawersu na most Herberta, kto jeszcze nie miał okazji do treningu ratownictwa, to sprowadzał bezpiecznie na dno ofiarę „zasłabnięcia” na linie. Jak już wszyscy, po emocjonującym trawersie, stanęli na wspominanym moście, rozpoczął się powrót. Gdy pierwsi z ekipy opuszczali już jaskinię, chętni jeszcze odwiedzili salę Peny z interesującym zamkiem z piasku (widać, że komuś kiedyś się nudziło w kolejce do liny). Około godz. 17.30 udaliśmy się z powrotem w kierunku parkingu. Podsumowując, każdy poręczował, deporęczował i ratował, a cały wyjazd był ciekawy i udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 37-lecie klubu w Piasecznie|Rodzina Jaworskich, Rodzina Szmatłochów, Rodzina Orszulików i dwie bestie,  Rodzina Widuchów, Rodzina Rymarczyków, Rodzina Dolibogów, Rodzina Pawlasów, Rodzina Szczurków ze znajomymi ze Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza, Ania Bill, Sławek Musiał, Piotrek Strzelecki, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Xawery Patryn, Asia Przymus, Sebastian Podsiadło – chyba nikogo nie pominąłem|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Kolejny już raz lecie odbyło się w dalekim Piasecznie. Obóz Nockowy rozbijamy na polanie w środku lasu. Ochronę dobytku [powierzyliśmy dwóm bestiom – ni to psy, ni to lwy … Problemy orientacyjne dały się we znaki wielu z nas. Niektórych trzeba było nawet wyciągać z piachu:)&lt;br /&gt;
W sobotę Karol z Damianem wspinają się na Okienniku Wielkim.&lt;br /&gt;
Reszta działa na skałkach przy obozie lub odbywa wycieczki piesze i rowerowe. Po przerwie obiadowej, Tadek zabiera kursantów do Jaskini Wielkanocnej – tym razem nikogo nie zasypało (chyba).&lt;br /&gt;
Wieczorem standardowe ognisko oraz oficjalne przyznanie prestiżowych nagród – SPITów. (lista laureatów ukaże się już niedługo w dziale aktualności).&lt;br /&gt;
Drugiego dnia kursanci ćwiczą poręczowanie pod czujnym okiem Tomka. Część osób udaje się do Podzamcza na wspin, część na wycieczki rowerowe. Reszta zaś, nie wiem co robi – może jednak kogoś tam zasypało…&lt;br /&gt;
Wspinaczka w Podzamczu kończy się wizytą w szpitalu (szczegóły dopowiedzą Karol z Damianem). Na szczęście nic poważnego się nie stało.&lt;br /&gt;
Cały weekend pogoda rewelacyjna. Bez kropli deszczu. Nawet co poniektórych delikatnie przysmażyło.&lt;br /&gt;
Dzięki wszystkim za przybycie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Walne Zgromadzenie Delegatów Klubów i Sekcji Taternictwa Jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach: Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ), Marcin Słowik (SŁ), Dariusz Lubomski (SKTJ); podczas obrad ok. 50 osób z całego tzw. jaskiniowego środowiska|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Zjazd przebiegał w niezwykle spokojnej, a może nawet sennej atmosferze. Jako że na zmiany w budżecie i tak już było za późno, dyskusje koncentrowały się wokół spraw Tatrzańskich, wyprawy centralnej, szkolenia, polityki w ramach PZA i promocji taternictwa jaskiniowego w szerokim świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrano nowy skład Komisji Taternictwa Jaskiniowego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed oficjalnym rozpoczęciem oraz w przerwach zrobiliśmy parę dróg na Bibliotece, jedną na Turni Motocyklistów i coś jeszcze na Górze Zborów. Na skałach generalnie tłumy - w końcu sezon w pełni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|UKRAINA: witaj Europo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|17 - 21 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie Europa. Nasza kochana Europa. Z Kijowa pędzimy w stronę polskiej granicy osiągając ją 3 etapach: 210 km, 198, 165 km. Do Polski wjeżdżamy w Zosinie. Szerszy opis w dziale WYPRAWY:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#UKRAINA:_witaj_Europo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FUkraina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KAZACHSTAN: góry, stepy i Szaryński Kanion|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|08 - 17 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszego pobytu w Kazachstanie odwiedziliśmy Kanion Szryński. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi. Bardzo piękny kraj. Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#KAZACHSTAN:_Gory.2C_stepy_i_Szarynski_Kanion&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FKazachstan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie &amp;quot;kartowanie dla zaawansowanych&amp;quot;|Kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Kursanci: Piotr Słupiński (SW); Ewa Wójcik, Kaja Fidzińska, Agata Klewar (KKTJ); Michał Filipiak, Krzysztof Najdek, Amadeusz Lisiecki (WKTJ); Paweł Jeziorny (WKGiJ); Karol Makowski, Marcin Słowik (SŁ); Zbigniew Tabaczyński (WKTJ/ST); Ireneusz Królewicz (AKG) |10 - 12 05 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach szkoleń centralnych, firmowanych przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego, zorganizowałem wspólnie z krakowskimi grotołazami szkolenie z dziedziny kartowania jaskiń oraz komputerowego przetwarzania danych pomiarowych. Szkolenie było przewidziane dla osób, które zetknęły się już wcześniej z kartografią jaskiniową - i rzeczywiście zdecydowana większość uczestników miała za sobą niejedną akcję pomiarową na niejednej zagranicznej wyprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza szkolenia była zlokalizowana w miejscowości Wielka Wieś pod Krakowem. Szkolenie składało się z czterech głównych bloków: obróbka danych w programie Survex, warsztaty szkicowania na papierze, wektoryzacja szkiców w programie Inkscape oraz kartowanie w systemie całkowicie elektronicznym (tzw. paperless - DistoX + PDA). Mniej więcej połowę czasu szkolenia zajęły ćwiczenia przy komputerach. Niektórych pochłonęły one tak bardzo, że dokańczali treningowe zadania późnym wieczorem, w czasie przewidzianym na odpoczynek i integrację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o zajęcia terenowe, to dzięki uprzejmości zarządcy jaskini, otrzymaliśmy na ich potrzeby dostęp do Wierzchowskiej Górnej. Zajęcia te obejmowały szkicowanie papierowe (pierwszego dnia) na bazie takiego samego dla wszystkich ciągu poligonowego. Następnie (drugiego dnia) tworzyliśmy szkice jaskini w systemie całkowicie elektronicznym. Udało się zgromadzić na tyle dużo sprzętu, że działaliśmy w standardowych, dwuosobowych zespołach. W wyniku ćwiczeń terenowych powstało zatem parę alternatywnych wersji planu jaskini. Być może uda się na ich podstawie opracować ciekawy materiał o różnicach w percepcji przestrzeni przez zaawansowanych kartografów jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: 52 dni w Kraju Środka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|18 03  - 08 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chiny przejechaliśmy rowerami oraz innymi środkami lokomcji od Honkkongu do Korghas. 6000 km. Celem głównym było zlokalizowanie interesujących terenów krasowych, odwiedzenie tiankengu Xiaozhai, spływ rzeką Li wśród mogotów. Trasa wiodła w większości przez tereny górskie, czasem wysoko. Szersza relacja:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHINY:_nie_tylko_kras&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Francuska majówka|Damian Żmuda, Paulina Piechowiak(WKTJ), Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|20 04  - 05 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja dostępna w dziale wyprawy. http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francuska_maj%C3%B3wka&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FFrancuska%20maj%F3wka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll - Jaskinia Majowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|01 05  - 03 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na długi weekend wybraliśmy się pod północną ścianę masywu Hoher Göll, eksplorować otwór który tam odnaleźliśmy w trakcie ubiegłorocznej wyprawy. Ciężar plecaków świadczył o tym, że była to męska akcja - namiot, śpiwory, szpej, 100 m liny, 15 spitów. Na wysokości ok. 1 500 m przy sympatycznym strumyczku wybudowaliśmy platformę i rozbiliśmy obóz. O dziwo otwór (na wysokości ok. 1 650) wystawał ze śniegu. &amp;quot;Puściło&amp;quot; nam ok. 50 metrów kaskadującej, soczewkowatej studni o przekroju na ogół ok. 4 x 2 m. Gdyby nie lejąca się woda, byłaby to bardzo przyjemna eksploracja - 10 metrów zjazdu i półka, kolejne 10 m, kolejna połka itd. Nieco nad zapiarżonym dnem, na szczelinie na której rozwija się jaskinia znajduje się okno, w które należałoby się wcisnąć i jechać dalej. Niestety zostało nam pewnie z 20 metrów liny, a i byliśmy już na tym etapie zupełnie przemoczeni. Deszcz który zastaliśmy tuż po wyjściu na powierzchnię nie poprawił naszej sytuacji. Potem padało przez kolejne 12 godzin, wobec czego następnego dnia w momencie kiedy opad nieco osłabł zwinęliśmy namiot i zeszliśmy do doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04  - 20 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po wielu planowanych weekendach w końcu się udało zrealizować wyjazd na trawers Czarnej. W składzie Rysiek, Łukasz i ja wybraliśmy się w sobotni wieczór w kierunku Zakopanego by następnego dnia rano ruszyć na wspomniany trawers. Pogoda była iście wiosenna, ale jak się okazało tylko przed tatrami. Na podejściu śniegu przybywało i było go na północnych ekspozycjach lekko ponad kolana. Pokrywa zw. na plusowa temp była na tyle słaba iż zapadała się pod nogami. Gdy dotarliśmy pod otwór w naszych głowach kiełkował chytry plan by chociaż zbliżyć się do czasu przejścia wspomnianego trawersu przez Mateusza i Karola i dodając sobie do ich czasu kilka h powiadomiliśmy stosowne osoby o alarmówce. Do dziury pierwszy zjechałem ja, a za mną Łukasz. Rysiu jadąc ostatni zwinął za nami wlotówkę. Dalej poleciało równie sprawnie poręczując na zmianę, Łukasz, ja, a nawet Rysiek. W związku z faktem iż w jaskini było wyjątkowo mokro (woda ciekła praktycznie po każdej ścianie) zdecydowaliśmy się nawet nie sprawdzać co się dzieje między Studnią Imieninową a Brązowym Progiem (gdzie przy obfitych opadach tworzy się jeziorko (w skrajnych przypadkach ponoć i syfon)) i od razu zjechaliśmy Studnią Imieninową na dno korytarza Mamutowego. Z opisu wynikało iż miało być ok 40m zjazdu (liny), a jak się okazało starczyłaby nam jedna lina 55m złożona &amp;quot;na złodzieja&amp;quot;. Fakt że zapasu byłoby tak góra 1m :)&lt;br /&gt;
Pocieszającym było iż korytarz Mamutowy okazał się suchy w porównaniu z wcześniejszą częścią jaskini, to nie zmoczyliśmy stóp (czy innych części ciała). Na koniec został nam tylko Próg Latających Want, który mieliśmy podzielić między siebie ja i Łukasz. Łukasz zaczął i tak jakoś wyszło iż ja zająłem się deporęczem zamykając tyły a Łukasz wyłoił wszystko. Na koniec został nam malutki prożek przed samym wyjściem, na którym poleciało najwięcej słów na &amp;quot;k&amp;quot; :) ale to pewnie dlatego że każdy chciał już wyjść na zewnątrz. Wyjście oczywiście ubrudziło nas wszystkich, także też standard jak na tą akcję. Akcja trwała niecałe 9h, także do rekordu Mateusza i Karola nawet się nie zbliżyliśmy, ale po prostu nie spieszyliśmy się  - tak sobie to tłumaczymy :)&lt;br /&gt;
Powrót do bazy okazał się  bezproblemowy (nie licząc zapadających się nóg w śniegu o którym pisałem na początku), było jeszcze jasno i nawet poręczówki były na wierzchu. Potem tylko auto i droga na Śląsk (dla niektórych &amp;quot;teleport&amp;quot;, tylko kierowca nie mógł sobie pozwolić na spanie :)&lt;br /&gt;
Akcja zakończona sukcesem, bez strat w ludziach czy sprzęcie, a dla niektórych był to pierwszy raz w Czarnej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FTatry-J.Czarna%28trawers%29-04.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Syczuan - Rekonesans wokół Chongqingu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (niezrz.; w roli tłumacza); w części pobytu także Erin Lynch (Hong Meigui Cave Exploration Society), Zhang Hai oraz Shi Wen Qian (Instytut Geologii Krasu w Guilin)|15 04  - 25 04 2013}}&lt;br /&gt;
Więcej informacji w [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Mirowie|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim wspinaniu w Świątyni Czystego VI.1 (Rzędki) tym razem wybór pada na Mirów.  Ludzi mimo obiecujących prognoz mało!!! Pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę, strasznie wiało!!! Pomimo wysokiej temperatury wiatr nie pozwalał na komfortowy wspin (puchówka+czapka obowiązkowo).  Zaczynamy wspinanie od Trzech Sióstr, gdzie pokonujemy Niebo w Gębie (-V), Pozdrowienia z podziemia (VI+), potem szybkie patentowanie i  w pierwszej próbie padają Tragiczne marzenia (VI.3+/4) - wycena mocno zawyżona. Następnie przenosimy się na Szafę, gdzie można się powspinać się w słońcu. Na koniec dnia wracamy na Trzy Siostry, gdzie udaje się poprowadzić  Koksownia Przyjaźń (VI.3) – wspin po krawądkach,  jak dla mnie droga bardzo wymagająca, ale godna polecenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po nieudanych próbach wyciągnięcia kogokolwiek na skitury czy rowery, około godziny 22:00 dostaje SMS-a z propozycją wyjazdu w skałki - zgadnijcie od kogo... Szybko sprawdzam prognozę na sobotę i nie jest zbyt optymistyczna, ale ile to już razy warto było zaryzykować.&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek pakujemy też sprzęt jaskiniowy, aby w razie deszczu odwiedzić jaskiniowców w Piętrowej Szczelinie.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy niezbyt wcześnie, aby niepotrzebnie nie marznąć pod skałami, ale już o 8:00 jest ok. 10 st. &lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach tylko 1 auto. Idziemy snieżno-błotną ścieżką, ale już po południowej stronie sucho. &lt;br /&gt;
Cele wspinaczkowe okazują się optymalne: rozgrzewka na długiej i pięknej Nikodemówce za VI+, dalej 17 sekund za VI.2+ i Szatańskie Wersety za VI.4 (Karol). Cały czas obserwujemy niebo, ale z daleka widoczne deszcze szczęśliwie nas omijają. &lt;br /&gt;
Wspinanie kończymy około 18:00 i po 2 minutach jazdy samochodem zaczyna lać. &lt;br /&gt;
Sezon uważam za otwarty - pogoda wspinaczkowa, temperatura optymalna, skała sucha, nawet komary już gryzą:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Łukasz Majewicz, Łukasz Mazurek, Daniel „Buli” Bula|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
7 kwietnia 2013 odbył się pierwszy w ramach kursu wyjazd do jaskini.&lt;br /&gt;
W planie: zwiedzanie Jaskini w Trzech Kopcach oraz W Stołowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W godzinach rannych (7:15) z centrum Bytomia wyjechaliśmy samochodem w kierunku Szczyrku.&lt;br /&gt;
Po dotarciu na miejsce ruszyliśmy drogą pod górę na Przełęcz Karkoszczonkę. Po krótkiej przerwie spędzonej w ciepłym zaciszu Chaty Wuja Toma, skierowaliśmy się na północ wzdłuż czerwonego szlaku. W niecodziennej, jak na kwietniową porę, zimowej aurze dane nam było przeprawiać się w metrowym śniegu. &lt;br /&gt;
Osiągając docelowe 972 m n.p.m. odnaleźliśmy otwór wejściowy Jaskini w Trzech Kopcach.&lt;br /&gt;
Zwiedzanie bez większych niespodzianek przebiegło pomyślnie. Nowych partii nie odkryto. &lt;br /&gt;
Dotarłszy w rejon Jaskini W Stołowie zlokalizowaliśmy trzy dobrze rokujące otwory które lokalizacją pasowały do namiarów. Niestety ze względu na brak sprzętu oraz trudne warunki zrezygnowaliśmy z zejścia.&lt;br /&gt;
Z braku perspektyw na dalszą eksplorację zawróciliśmy w dół do samochodu. Jako dodatkową atrakcję mieliśmy przyjemność posilić się wyśmienitą szarlotką na gorąco w miejscowej kawiarni.&lt;br /&gt;
Senni i zasłodzeni powróciliśmy do Bytomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za dobrą zabawę i miło spędzony czas w pięknych okolicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skitour na Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + os. tow.|07 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrku-Biłej przez Przełęcz Karkoszczonka podchodzimy na Klimczok. Trasę dobieramy tak, aby&lt;br /&gt;
skontrolować odbywający się równolegle wyjazd kursowy do jaskini w Trzech Kopcach. Gdy ostatni&lt;br /&gt;
kursant znika już pod ziemią, kierujemy się w stronę schroniska. Po posileniu się, zjeżdżamy następnie ciekawym&lt;br /&gt;
wariantem przez Skałkę do Brennej Bukowej i podchodzimy z powrotem na Karkoszczonkę. W sumie wyszło ponad 950 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskidy o tej porze roku okazały się terenem bardzo przyjaznym narciarzom. Warunki śniegowe bardzo dobre (w lesie jest metr jak nic). Turystów dużo mniej niż w Tatrach, a i ludność lokalna miła i dużo bardziej gościom przychylna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitour na Kozią Przełęcz i Zawrat|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic, przez Halę Gąsienicową podchodzimy na Kozią Przełęcz. Z niej zjeżdżamy do Doliny Pięciu Stawów, a następnie podchodzimy na Zawrat i zjeżdżamy z powrotem do Murowańca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu w Tatrach dużo i warunki śniegowe generalnie dobre. Zjazd utrudniają miejscami wielkie lawiniska (nie świeże, a raczej ze starego opadu). W dniu naszej wycieczki dodatkowym kłopotem była gęsta mgła, która utrudniała orientację i odczuwanie nachylenia stoku. Na szczęście, dzięki GPS, nie spadliśmy w żadną przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża wilgotność powietrza skutkowała także bardzo słabym działaniem ludzkiego systemu chłodzenia i przez prawie cały czas było nam okrutnie gorąco. Co też warte odnotowania, mimo słabej pogody, w Tatrach były tłumy. Murowaniec i Betlejemka pękają w szwach od uczestników szkoleń z turystyki zimowej. Przy niemal każdym kawałku lodu przy szlaku stoi ekipa i wkręca śruby lodowe. Dużo także skiturowców, wielu na wypożyczonym sprzęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Krótki skitour w Tennengebirge|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 03 2013}}&lt;br /&gt;
Z Abtenau (wys ok. 700) przeszliśmy najpierw wzdłuż wyciągów na Karkogel do tzw. Berliner Kreutz (ok. 1600). Miła i szybka wycieczka w dobrej pogodzie. Pod koniec zjazdu śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Ski-turling na trawie w okolicy Nauders|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|27 03 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji rodzinnego wyjazdu na święta wybraliśmy się na krótki skitour. W doskonałej pogodzie (słońce) z Nauders podeszliśmy w stronę szczytu Köpfle. Po przejściu ok. 700 Hm, z wysokości 2 100 m wycofujemy się. Pokonał nas śnieg, klejący się okrutnie do fok. Wycof był jedyny w swoim rodzaju. Zaczęliśmy zjeżdżać stokiem skierowanym niestety na południe i w efekcie po może 200 metrach trafiliśmy na zieloną trawę. Ćwiczyliśmy na niej nową dyscyplinę pod nazwą ski-turling na trawie. Polegało to na wykonywaniu ewolucji (przewroty, salta) na śliskiej trawie, z nartami w ręku. Obyło się bez urazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NOWA ZELANDIA: przez dwie wyspy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 02 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na antypodach mieliśmy dość spokojną podróż, choć niemal ciągle przez góry. Pogoda jednak była wymarzona. Odwiedziliśmy tu krasowe tereny na Wyspie Południowej, przejechaliśmy Rainbow Trail (Tęczowy Szlak) oraz odwiedziliśmy naszego kolegi z wyprawy Great Dvide - Neala Taylora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersze opisy tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#NOWA_ZELANDIA:_Wyspa_Polnocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FNowaZelandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: narty w dolinie Aosty|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Tomek Pawlas, Ala Wandzel i inni|08  - 16 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z nastawieniem na jazdę rekreacyjną - jeździmy po przygotowanych trasach i ... uwaga, do góry wjeżdża się wyciągiem, a nie zapycha z buta:) Codziennie szusujemy w innym ośrodku. Pod Monte Rosą, grupa Słoweńców zabiera mnie na wycieczkę freeriadową po okolicznych dolinkach, z pięknymi widokami, opuszczonymi sezonowo wioseczkami i zacnymi zjazdami.&lt;br /&gt;
Generalnie wyjazd wypoczynkowy ze świetnymi widokami na najwyższe szczyty Alp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, Kitzsteinhorn 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz, w trakcie mojego pobytu, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartłomiej Berdel, Jakub Nowak, Jan Wołek, Mirosław Pindel; z STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; z SW Piotr Słupiński; z WKTJ Urszula Kotewa; momentami także Miłosz Dryjański z KKS. W chatce pod Lampo spotkaliśmy także Agnieszkę Gajewską i Krzysztofa Recielskiego (SW) z córką oraz bliżej nieznanego mi Podobasa|10 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
Po raz czwarty już miałem przyjemnosć krótko uczestniczyć w wyprawie eksploracyjnej Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini ''Feichtnerschachthöhle''. Jaskinia ta znajduje się na terenie kurortu narciarskiego na lodowcach pod górą ''Kitzsteinhorn'' (3203). Dzięki uprzejmości firmy ''Gletscherbahnen Kaprun AG'', zarządzającej tym kurortem, baza wyprawy KKTJ zlokalizowana jest w centrum usługowo-gastronomicznym dla narciarzy na wysokości 2452 m npm. W podziemnej cześci tego obiektu, stanowiącej infrastrukturę socjalną dla pracowników całej stacji narciarskiej, dla uczestników wyprawy dostępne są ogrzewane pomieszczenia do spania, ubikacje, prysznic oraz sieć WiFi. Z całą pewnością jest to jedna z najbardziej komfortowych zimowych wypraw jaskiniowych na świecie. Co warte uwagi, specyficzny jest także rodzaj skały, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie. Jest to tzw. margiel mikowo-wapienny, skała z jednej strony dosyć słabo rozpuszczalna przez wodę, a z drugiej bardzo twarda i niszczycielska dla sprzętu. Zimą otwory są zasypane śniegiem i trzeba je odkopywać. Na szczeście głównie przy użyciu ratraka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność jaskiniowa w tym roku skupiona była (jest) na wspinaczce w kominach nad tzw. ''Kryształową Galerią'' oraz w tzw. ''Galerii Srebrnej Wody''. Obydwa te tematy potencjalnie mogą prowadzić do nowych otworów jaskini. Ja, w zespole z Bartkiem Berdelem z biwaku na głębokości ok. -450 m atakowałem ten pierwszy. W założeniu mieliśmy deporęczować te kominy, ale okazało się, że możliwa jest dalsza wspinaczka do góry. Była to dosyć męska przygoda, bo z biwaku było dosyć już daleko na &amp;quot;przodek&amp;quot;. Na każde z dwóch wyjść musieliśmy podejść ok. 370 metrów do góry na linach. Łącznie podczas pobytu pod ziemią wspięliśmy 35 m, prawie całkowicie hakowo (wiertarka). Z pomiarów w jaskini oraz dostępnego nam trójwymiarowego modelu powierzchni terenu wynikało, że znajdujemy się praktycznie parę metrów pod powierzchnią ziemii. Coż, nie udało się nam przebić, ale nie jest to niczym dziwnym. W rejonie, w którym potencjalnie miałby znajdować się nasz &amp;quot;nowy otwór&amp;quot; jest znanych od powierzchni kilka lejów, które jednak kończą się zawaliskami. O tej porze roku na dodatek zasypanych paroma metrami śniegu. Wracając do niszczycielskiego charakteru tutejszej skały - na wyjściu na powierzchnię ja przetarłem croll'a, a mój partner gdzieś po drodze wytarł aluminiową rolkę Petzl'a &amp;quot;do śrubki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na dosyć krótki pobyt, w zasadzie po wyjściu z biwaku zostały mi niecałe trzy dni na powierzchni. Miałem ze sobą narty skitourowe, ale nie zdołałem zbytnio ich użyć. Chociaż Furek wymyślił bardzo ciekawą trasę na pobliski szczyt Hocheiser, ze względu na duże zagrożenie lawinowe poprzestałem tylko na solowej, tradycyjnej już popołudniowej wycieczce na szczyt Grosser Schmiedinger, górujący nad wschodnią częścią terenów narciarskich (500 Hm).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wyprawa cały czas jeszcze trwa. Kolejna ekipa, wspinając dalej komin, dotarła do zawaliska i tym sposobem definitywnie zakończyła naszą wspinaczkę. Jaskinia &amp;quot;puszcza&amp;quot; jednak ciągle w tym rejonie obejściami, a także wspominaną już Galerią Srebrnej Wody. Trzymam kciuki. No i trochę mi szkoda, że już mnie tam nie ma... Oby udało się znowu za rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, skitour w Goldberggruppe|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i os. tow.|08  - 10 03 2013}}&lt;br /&gt;
Ola wpadła na świetny pomysł, żeby mój wyjazd na wyprawę połączyć z szybką akcją ski-tourową. Na bazę wybraliśmy położoną na wysokości 2446 mnpm ''Hagener Hütte''. Jest to schronisko Alpenverein położone w Wysokich Taurach, w okolicy szczytu Goldberg. Chatka stoi na przełęczy, przez którą rzekomo starożytni Rzymanie poprowadzili niegdyś drogę. W zimie główny budynek schroniska jest zamknięty, ale dla skiturowców i ambitniejszych turystów Alpenverein udostępnia otwarty dla wszystkich schron zimowy, czyli sypialnię na ok. 20 osób, stół i ławę. Czegóż więcej trzeba? Jak okazało się na miejscu, schron był chwilowo w remoncie. Co miało i pewne minusy (zdemontowany piecyk i brak możliwości ogrzewania), ale i poważne plusy (nocleg za 0 EUR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek podeszliśmy do tej upatrzonej uprzednio chatki z parkingu w ''Bad Sportgastein''. Był dosyć twardy śnieg i zaliczyliśmy parę wywrotek na podejściu, ale przynajmniej dopisała nam ładna pogoda. Ponieważ byliśmy dosyć zmęczeni po nocnej podróży i morzył nas sen, pierwszego dnia poprzestaliśmy jedynie na dotarciu do chatki (860 Hm) i błyskawicznej wycieczce na upatrzony z chatki, nienazwany pik (może parędziesiąt metrów przewyższenia). Za to sobota upłynęła nam na całodniowej naciarskiej przygodzie, i to &amp;quot;na lekko&amp;quot;. Najpierw zjechaliśmy niejako na drugą stronę przełeczy do schroniska ''Jamnig Hütte'' (nieczynnego, 1748), skąd następnie weszliśmy na przełęcz ''Ulschartl'' (2491), zjechaliśmy po miękkim śniegu do wysokości ok. 2 000 m, a dalej za namową Oli jeszcze podeszliśmy na ''Greilkopf'' (2579), aby potem granią zjechać z powrotem do naszej bazy. Wszystkiego razem wyszło ok. 1350 m przewyższenia. Choć pogoda trafiła się lepsza niż w prognozach, okna w chmurach z ładnymi widokami pojawiały się tylko na chwilę. W każdym razie, przez większość czasu nic się z nieba na nas nie lało ani nie sypało i z tego się cieszyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się podczas ostatniej nocy naszego pobytu. Już pod wieczór zaczęło intensywnie śnieżyć i na twarde podłoże nasypało ok. 20 - 30 cm świeżego puchu. Celem na niedzielę stał się wobec tego tylko zjazd z powrotem do samochodu. Mimo tak prostego planu, najedliśmy się sporo strachu. Słaba widoczność z rana zmusiła nas do zjeżdżania z GPS-em w ręku. Na dodatek towarzyszyły nam grzmoty schodzących nieopodal lawin. Nie przesadzam. Z pewnością gdybyśmy byli w dolinach, a nie wysoko na przełęczy, tego dnia nie wybralibyśmy się w góry. Na szczęście znowu się udało. W około godzinę pokonujemy 800 m zjazdu, a następnie samochodem udajemy się gościńca pod jaskinią ''Lamprechtsofen''. Tam, po uczczeniu naszego szczęśliwego powrotu z gór wysokokalorycznym kakao z bitą śmietaną, rozdzielamy się - Ola wraca do Polski, a ja czekam w chatce pod ''Lamprechtsofen'' na przyjazd ekipy z KKTJ-u. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRALIA: wypad do Sydney|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 02 - 27 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz pobyt w Australii ograniczył się do szybkiego wypadu z lotniska do Sydney. Tym niemniej spędzamy tu noc na spacerowaniu i ranek następnego dnia. Bardzo piękne &amp;quot;city&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#AUSTRALIA:_krotki_epizod&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FAustralia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHILE: w Cordiliera Central|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|15 02 - 25 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chile to fantastyczny kraj dla takich ludzi jak my. Wysokie góry, pustynie, wulkany, ocean a na południu nawet jaskinie. Również dobre jedzenie i jakoś tak bardziej europejsko (tu akurat nie wiem czy to dobrze czy źle, zależy jak na to patrzeć). Robimy tu kilka górskich wycieczek w okolicach Cerro Plumo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHILE:_Andy_-_w_Cordiliera_Central&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChile&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Ciszewski (KKTJ)|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Nareszcie weekend ze znośną pogodą w Tatrach. Najpierw podeszliśmy na Ciemniak przez Adamicę i Piec, a następnie zjechaliśmy z Twardej Kopy do Doliny Tomanowej. Było jeszcze dosyć wcześnie, wobec czego Furek zaproponował &amp;quot;szybkie&amp;quot; wejście na Ornak. W każdym razie, to nie ja na to wpadłem! Na początku szlaku na Iwaniacką Przełęcz dopadł mnie lekki kryzys energetyczny, ale od Przełęczy już jakoś poszło i w promieniach zachodzącego za górami słońca osiągnęliśmy i ten szczyt. Było tam naprawdę malowniczo. Niezła widoczność, gra słońca i chmur i brak ludzi. Warunki zjazdowe umiarkowanie dobre. Na ogół były betony, ale czasami pokryte cienką warstewką na której narty &amp;quot;jakoś łapały&amp;quot;. Szczególnie początek zjazdu z Twardej kopy był bardzo miły. Jak można się domyślić, cała wycieczka zmęczyła nas konkretnie. Zabrakło nam raptem 50 metrów do przejścia 2 km deniwelacji. Dzień zakończyliśmy zasłużonym, uroczystym obiadem w &amp;quot;Adamo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na marginesie. Ciekawe były słowa ostrzeżenia przed lawinami, które otrzymaliśmy od mijanych po drodze na Ornak turystów. Północny stok Ornaku, którym prowadzi szlak, rzekomo pękł w poprzek (w pionie) i, jak nam opowiadano, mamy uważać, bo czort wie, co tam się może zdarzyć. Po bliższej inspekcji potwierdziło się nasze wstępne podejrzenie że to przecież wszystko tak nie działa. Pionowe pęknięcie okazało się być śladem po zjeździe z czekanem po betonowym śniegu, co stwierdziliśmy obserwując wyraźny odcisk od czterech liter w jego górnej części.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy późno bo o 3.00, chciałem wyjechać o 1.00 ale Damian przekonał mnie, że nadrobimy te 2 godzinki podczas wspinaczki, bo na podejściu raczej to niemożliwe:). Pogoda i warunki śniegowe idealne, szybki  odpoczynek w schronisku i obowiązkowy  wpis w książce wyjść. Przed nami na drogę Potoczka (III) wyruszyły 2 zespoły, miały one nad nami godzinę przewagi. Niestety  okazało się pod ścianą, że jesteśmy w kolejce dopiero na 4 miejscu. Czekamy cierpliwie jakieś 20-30min., ale widząc ,,szybkość’’ 1 zespołu decydujemy się zaatakować sąsiadkę czyli drogę Głogowskiego (III). Była to zdecydowanie bardzo dobra decyzja, piękne i wymagające wspinanie na 2 pierwszych wyciągach wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy(brak snu i dłuuugie podejście). Droga ta pokazała mi, że także ze wspinania zimowego można czerpać sporo przyjemności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne, skitour |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek (os. tow.) |24 02 2013}}&lt;br /&gt;
Skrzyczne stało się w tym sezonie najmodniejszym klubowym celem zimowym w Beskidach :). Tym razem na odpoczynek w schronisku docieramy zielonym szlakiem z centrum Szczyrku. Nadchodząca wiosna daje się mocno odczuć, niestety...Śnieg stał się już dość mokry i znikał w oczach.Przez całą wycieczkę było b.ciepło, czasem nawet słonecznie.  Początkowo zjeżdżamy trochę lasem, ale dość szybko wracamy na nartostradę (na której warunki do zjazdu fatalne...). Zgodnie z planem była to &amp;quot;szybka akcja&amp;quot; - o 14.30 zaparkowałam pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Missiones, Corrientes i Mendosa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|28 01 - 15 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym kraju znalazłem się po raz drugi. W Missiones odwiedziliśmy wodospady Iguazu, stare redukcje jezuckie w San Ignacio, polonię w Wandzie. Potem autobusem przedostaliśmy się na zachód kraju gdzie odbyliśmy wycieczki rowerowe w Andach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#ARGENTYNA:_Wodospady_Iguazu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FArgentyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PARAGWAJ: nie trzeba się śpieszyć|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 - 28 i 30 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paragwaj to taka Albania Południowej Ameryki. Na Paranie kwitnie zapewne kontrabanda a wiele ciekawych rzeczy można kupić na paragwajskim brzegu. Nasze 2 krótkie pobyty w tym kraju sprowadzały się do przejechania do promu na Paranie oraz bardzo ciekawy rajd do wodospadu Nacunday. Tu szersze opisy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#PARAGWAJ:_W_poszukiwaniu_wodospadu_Nacunday&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FParagwaj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRAZYLIA: rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu), w części jaskiniowej uczestniczyli członkowie Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas - Jose Mario Budny, Henrique Pontes, Lais Mosqueto  |02 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brazylia to pierwszy kraj w naszej wokółziemskiej podróży, który przemierzyliśmy na rowerach z Rio de Janerio do Foz do Iguazu. Po drodze odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. W części jaskiniowej wyprawy spotkaliśmy się z członkami klubu z Ponta Grossa - Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas ( http://www.gupe.org.br/#! ). Razem z Mario, Henrique i Lais odwiedziliśmy kilka studni wymytych w skałach krystalicznych oraz jaskinie krasowe. Zostaliśmy tu bardzo mile przyjęci. Więcej szczegółów dot. wyprawy można przeczytać tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#BRAZYLIA:_w_jaskiniach_Ponta_Grossa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBrasil&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=3728</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=3728"/>
		<updated>2013-10-29T23:53:10Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''27 10 2013''' - Beskid Makowski - Pasmo Jałowieckie na MTB&lt;br /&gt;
* '''27 10 2013''' - Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy&lt;br /&gt;
* '''26 10 2013''' - Tatry Zach - Chuda Przełęcz, dol. Tomanowa&lt;br /&gt;
* '''20 10 2013''' - Beskid Śl. - u źródeł Wisły i Olzy&lt;br /&gt;
* '''11 - 13 10 2013''' - Tatry Zach. - jaskinia Czarna, manewry ratownictwa jaskiniowego&lt;br /&gt;
* '''12 10 2013''' - Jura - wspinanie w Dolinie Kobylańskiej&lt;br /&gt;
* '''12 10 2013''' - Beskid Mł. - Magurka Wilkowicka&lt;br /&gt;
* '''11 - 12 10 2013''' - Tatry Zach. - jaskinia Marmurowa&lt;br /&gt;
* '''05 - 06 10 2013''' - SŁOWACJA: Tatry Wys. - Dol. Złomisk &lt;br /&gt;
* '''06 10 2013''' - Jura - jaskinia Buczynowa + wspin&lt;br /&gt;
* '''05 10 2013''' - Jura - Dolina Wiercicy i Łutowiec&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3727</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3727"/>
		<updated>2013-10-29T23:50:32Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - przez Pasmo Jałowieckie na MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo piękny teren na jazdę MTB. Jeżeli pogoda może być idealna to właśnie taka była. Z Koszarawy jedziemy na Cichą przełęcz, dalej trawersujemy Jałowiec by wydostać się na przełęcz Upaczne. Naprzeciw Babia a dalej Tatry. Grzbietowym szlakiem docieramy do przełęcy Kolędówka i dalej miejscami dość stromym zjazdem osiągamy Stryszawę Górną. Stąd bardzo strome podejście pod Opuśniok (809). Dalej znów stromy i techniczny zjazd do chatki studenckiej Adamy a następnie do Lachowic skąd drogą wracamy do Koszarawy z końcem krótkiego już jesiennego dnia. Byłem tu pierwszy raz i uważam, że są tu bardzo dobre tereny do MTB. Zadowoleni (tylko męska część ekipy) wracamy do domu. Z pochwałą dnia  należy jednak zawsze czekać do samego końca właśnie w myśl przysłowia „nie chwal dnia przed zachodem słońca”.  Nie dość, że jakoś nagle zaczęło lać to jadąc z garażu 50 metrów od domu zaliczam upadek (objechał łańcuch na zębatce a w rękach miałem drobne przedmioty i nie mogłem się zbytnio ratować), przeleciałem nad kierownicą a zębatka wbiła mi się w łydkę więc trochę krwi musiałem upuścić. W górach poradziłem sobie na trudnych zjazdach a przed domem na równej drodze zaliczyłem upadek. Daje to do myślenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fmtb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy|Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk|27 10 2013}}&lt;br /&gt;
Druga część kursowego wyjazdu wspinaczkowego. Tomek przypomniał nam budowę różnych rodzajów stanowisk, które praktycznie realizowaliśmy w terenie wspinając drogi IV z własną protekcją. Zrealizowaliśmy także &amp;quot;drogę dwu wyciągową&amp;quot; ze stanowiskiem pośrednim. Pogoda (szczególnie z rana) super. Ciepło, jedynie wiatr po południu dawał się we znaki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBirow-2013.10.27&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - spacer na Chudą Przełęcz|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|25-26 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rewelacyjny spacer w przepięknych czerwonotrawiastych okolicznościach przyrody, mega słońce, głęboki lazur, zero zobowiązań (nawet związanych z tym, że przejdziemy całą założoną trasę ;) A trasa wyglądała tak: Kościeliska - Chuda Przełęcz pod Ciemniakiem - dol. Tomanowa - dol. Kościeliska, w dodatku zmieściłyśmy się w czasówkach co poczytuję jako taki tyci sukces :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu chciałam szczególnie podziękować Kursowi, który odbył wyjazd w tym terminie, za genialne wstrzelenie się w pogodę i Bulemu, który przygarnął nas do swego automobila.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FCiemniak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - u źródeł Wisły i Olzy|&amp;lt;u&amp;gt; Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kieczka z synkiem Bartkiem|20 10 2013}}&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka do źródeł naszej największej rzeki. Jasiu obeznany z tym terenem bezbłędnie doprowadził nas bardzo ciekawym terenem najpierw do wykapów Czarnej Wisełki a potem z drugiej strony Baraniej Góry do źródła Białej Wisełki. Następnie przenosimy się w rejon góry Gończorka gdzie już o zmierzchu dotarliśmy do źródła Olzy. Pogoda przepiękna. Wspaniałe widoki na odległe góry (Tatry w śniegu). Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FZrodla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, manewry ratownictwa jaskiniowego|Daniel Bula oraz grotołazi z różnych klubów|11 - 13 10 2013}}&lt;br /&gt;
Manewry odbyły się w jaskini Czarnej. Podział na 3 grupy i transport &amp;quot;rannego&amp;quot; trawersem przez całą jaskinię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Magurka Wilkowicka|Ola, Wojtek, Zosia Rymarczyk|12 10 2013}} Mała górka dla małych nóżek w pięknie jesiennej złotobukowej odsłonie. Wchodzimy od strony przełęczy Przegibek (czyli najkrótszą możliwą ;-) po to by parę następnych godzin pobyczyć się na słońcu.  Całkiem fajny spacer :) i te kolory...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Dolinie Kobylańskiej|Damian Żmuda, Kasia(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|12 10 2013}}&lt;br /&gt;
Wspinaliśmy się na dwóch skałkach Jastrzębia/ Szeroka Turnia oraz na Sępiej Baszcie. Pogoda idealna, ludzi mało (spotykaliśmy tylko 1 zespół) oraz wyśmienity piszinger (zakupiony w sklepie w ,,centrum’’ Będkowic – polecam!!!)  wskazywały, że musi być to wyśmienity wspin. Niestety złego dobre początki. Wszystko co mogło się nie udać to się nie udało!!! Fatum, klątwa a może po prostu zmęczenie sezonem???(nieeee to jest niemożliwe:)) Efekt był taki że jedynie Damianowi udało się poprowadzić 2 drogi, ale za to jakie……  Prawa Szeroka(V) RP (strasznie hardy bulder startowy przekreślił szanse na wspaniały OS) oraz Jastrzębia (V-) w najszlachetniejszym stylu OS!!! Stach się bać co będzie dalej….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Marmuraowa, wyjazd kursowy|Rysiek Widuch, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Sebastian Podsiadło), &amp;lt;u&amp;gt; Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|12 10 2013}}&lt;br /&gt;
W piątek zajechaliśmy w Tatry, droga dość przyjemna, aczkolwiek nie bez korkowych przygód.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe chłopcy oglądali mecz,  a ja zakumplowałam się z kociakiem, który tak jak ja nie fascynował się bandą facetów ganiającą za piłką. Po meczu dość szybko wybraliśmy się do łóżek, aby mieć siły na sobotnią akcję. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstawaliśmy jeszcze w ciemnościach, ale na szczęście zanim wyszliśmy zrobiło się już widno, co minimalnie złagodziło tęsknotę za łóżkiem.  Doszliśmy do Doliny Kościeliskiej, a stamtąd już tylko kawałek pod górkę. Po około2,5 godzinie odbiliśmy ze szlaku w kierunku jaskini, niewiele później znaleźliśmy się pod otworem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samej jaskini poszło nam dość sprawnie.  (Za)Szybko zjechaliśmy trzy studnie niżej i dlatego w czasie kiedy Rysiek z Arturem już zaczynali odwrót  Ja, Tadek i Sebastian postanowiliśmy sobie zrobić wycieczkę obejściem pod prożek. Po dojściu na miejsce okazało się, że można iść dalej do piaskownicy po wiszącej tam linie. No tak…. Tylko, że ja i Tadek zostawiliśmy majtki ze sprzętem na dnie Studni Kandydata. Tylko Seba mógł wejść na prożek, a ja miałam poczekać z Tadkiem – miałam, bo usłyszałam tylko ,,zamknij oczy” i już go nie było. &lt;br /&gt;
Kiedy panowie osiągali dno jaskini, ja przyglądałam się ścianom i kamieniom, więc czas oczekiwania &lt;br /&gt;
zleciał szybko. &lt;br /&gt;
W kolejne ,,szybko” poszło nam wyjście na powierzchnię, przebiernie się i  biegiem na dół, kolacja i powrót do domów.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Dolina Złomisk|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 - 6 10 2013}}&lt;br /&gt;
Z Wyżnich Hag szlakiem pod Batyżowiecki Staw, a następnie przez Stwolską Przełęcz dostajemy się do Doliny Złomisk. Byliśmy bliscy wyciągnięcia z plecaka liny, bo z przełęczy na północną stronę opada poważny lodospad. Ostatecznie jakoś zeszliśmy piechotą. W niedzielę powrót przez Popradzkie Pleso, tak, żeby wcześnie być w domu. Pogoda dopisała, a w nocy było bezwietrznie i ciepło (może -2). W obydwa dni spotykamy paru ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Buczynowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|06 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy jaskinię Buczynową (ma też nazwę Jaskinia w Cichym Wzgórzu) w pobliżu Trzebniowa. Nie zbyt duża jaskinia lecz przecina w poprzek pod ziemią nie wielki masyw skalny. Korytarz nie za wysoki ale też bez ciasnot. Ciekawy jest teren w pobliżu z dość ciekawymi ostańcami. Po jaskini idziemy jeszcze na skałki z krzyżem gdzie wspinamy 4 drogi od IV do V+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć z jaskini i okolic: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBuczynowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy i Łutowiec|Damian Żmuda, Kasia(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|05 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian po długich namowach zgadza się znowu jechać na Białego Psa mimo, że pogoda (rano 0 stopni i słonecznie) ewidentnie wskazuje, że optymalnie byłoby dzisiaj wspinać się na nasłonecznionych skałach(poświęcenie godne podkreślenia!!!).  Powyższa zgoda była jednak warunkowa ….  jedna szybka wstawka i zmiana rejonu!!! W samochodzie ustaliliśmy że ,, szybka wstawka ‘’to około 2-3h. Na szczęście drogę miałem już starannie zapatentowaną:).  Rozgrzewka na Serze(V), szybkie powieszenie ekspresów ze zjazdu i ….rest. W tym czasie , aby nie zamarznąć Damian i Kasia przechodzą wspomnianą piątkę. Czas na wstawkę, startuje i……… odpadam - przytłoczony presją otoczenia (,,teraz albo nigdy,  ostatnia szansa w tym sezonie, zaraz zamarznę, długo jeszcze’’ itp. ) jeszcze przed pierwszym trudnym miejscem. Decyzja była oczywista,  natychmiastowe ponowienie próby i……… SUKCES !!!  Tym sposobem padł Hektor, moje pierwsze VI.5 !!! Nie miałem zbyt dużo czasu na radość bo napinka na zmianę rejonu była znaczna. Ponownie przez przypadek Damian wybiera Łutowiec gdzie wylegujemy się w słońcu ładując  baterie. Potem już bez napinki wspinamy min.  Minogi (V+), Drogę Wolfa(VI.3) , Łyk szczęścia(V), Warianty Jarosławskiego (VI).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy|Tomek Jaworski, Karol Jagoda, Tomek Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Sebastian Podsiadło, Ania Bil, Piotr Strzelecki, Sławek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|29 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach zajęć kursowych Tomek pokazywał budowę stanowiska, przygotowanie do zjazdu, operacje ze sprzętem. Kursanci następnie wykonywali poszczególne elementy oraz wspinaczkę na własnej protekcji. Karol z Sławkiem przy okazji śmgili kilka dróg 6.2 a Damian z Teresą cztery drogi od 5 do 6+. Mimo chłodu cudowna pogoda, mało turystów, piękne pejzaże. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krywań|Sonia, Piotr, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|28 09 2013}}&lt;br /&gt;
Rodzinne podejście na Krywań. Do samego wierzchołka nie dotarliśmy. Ludzi dużo. Pogoda niezła, ale trochę zimno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Mirowie i Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, os. towarzysząca|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda typowo wspinaczkowa (czyt. Tak pizga, że wolisz się wspinać niż asekurować czy się obijać na karimacie :p) to i uderzamy na szybki wypad w skały. Na parkingu pod zamkiem w Mirowie parkujemy jako pierwsi tego dnia już koło godziny ósmej rano i ruszamy w kierunku skał. Michał na rozgrzewkę robi „Białą Depresję” (V) na Studnisku przy Zamku. Ja jako, że już ją kiedyś robiłem, oszczędzam siły na trudniejsze cele. Następnie meldujemy się pod Trzema Siostrami. Tutaj na rozgrzewkę robię krótką drogę o wdzięcznej nazwie „Misja” (V+). Moją misją nie była jednak ta droga sama w sobie, a dojście przy jej pomocy do stanowiska na drodze „Ludzi Silnej Woli” (VI.2). Tutaj zawieszam wędkę i zaczynam patentować drogę. Piękne wspinanie po różnej wielkości „dziurach”. Puszcza w drógiej próbie (niestety na wędkę). Z dołem nie próbowałem. Michał robi z dołem jej sąsiadkę – „Sztywny Pal Azji” VI- (OS). Ja  natomiast wieszam kolejną wędkę po drógiej stronie skały na krótkiej, mocno przewieszonej drodze „Uwolnić Bąka”. Droga ta w Magazynie Górskim widniała pod wycena VI.2, w starszym wydaniu tego samego magazynu, dostępnym jako pdf w necie jest przedstawiona jako droga o wycenie VI +, natomiast na skale podpisana była jako VI.1 (o ile mnie pamięć nie myli). Mocno wywieszone drogi prowadzące czymś w rodzaju rysy bynajmniej nie sa moją silną stroną, więc dla mnie mogłoby to być i VI.3. W każdym bądź razie było to coś poza moim, nawet wędkowym zasięgiem.&lt;br /&gt;
Michał w międzyczasie próbuje jeszcze swoich sił na drodze „Pozdrowienia z Podziemia” VI+. Potem przenosimy się dalej w głąb Grzędy Mirowskiej.&lt;br /&gt;
Na Trzeciej Grzędzie wbijamy się w „Gibonowy Trawersik”(V), ale droga jakoś nie przekonała mnie do swojej urody. Powoli w skały zaczynają napływać kolejni łojanci, więc zbieramy szpej i zmieniamy lokalizację na Łutowiec.&lt;br /&gt;
Tutaj pierwszy Pada OSem „Łyk Szczęścia” (V) na Knurze w wykonaniu Michała. Ja prowadzę ją Flashem. Zaczyna się lekka mżawka, więc decydujemy się na szybko przewiesić jeszcze tylko linę do stanowiska obok, i na wędkę spróbować sąsiedniej VI.1 o nazwie „Adrenalina Skoczyła”. No cóż....jakoś specjalnie adrenalina nam nie skoczyła, natomiast byliśmy świadkiem ciekawej scenki rodzajowej :p&lt;br /&gt;
Po moim zjeździe z drogi, gdy Michał zakładał buty, obok skałki przechodziło dwoje turystów z dzieckiem. W pewnym momencie dzieciak ciągnięty przez mamę za rękę krzyczy: „Mamo, ja chcę zostać na spektakl !!!”. Matka pyta jaki spektakl, po czym chłopczyk nieśmiało pokazuje w naszym kieunku palcem :D No cóż, nie było wyjścia, Michał musiał skończyć drogę bo cóż to za spektakl bez Happy End’u &lt;br /&gt;
I po tak szczęśliwym zakońćzeniu zebraliśmy szpej i udaliśmy się w drogę powrotną :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna ruta rowerem z centrum Wisły przez Kubalonkę na Czantorię i dalej do Ustronia Dobki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górska jazda na rowerze ma wiele wspólnego ze skituringiem..:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Skrzyczne z Dolnego Szczyrku szlakiem i nartostradą. Zejście niebieskim szlakiem. Jesień w natarciu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Trzebniowie i Łutowcu|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwotnie mieliśmy się wspinać na Białym Psie w dolinie Wiercicy niestety okazało się, że  cała skała jest kompletnie mokra. Tak więc zapadłą szybka decyzja o przeniesieniu się do Trzebniowa. Tam po przypomnieniu sobie przechwytów poprowadziłem Pieskie Życie (VI.4+). Jest to korony dowód na to że we wspinaniu od nóg się odchodzi:) Stłuczona stopa na Kazalnicy spowodowała że nie mogłem  chodzić normalnie,  ale wspinać się można!!! Ze względu na duży tłok pod skałą znowu zapadła decyzja o zmianie rejonu, przez kompletny przypadek:) Damian wybrał Łutowiec. Tam zgodnie z powszechną wiedzą cyfra nie stawia oporu dlatego w szybkim tempie padły:  Rój(VI.2), Prostowanie Roju (VI.2+), Wielbiciel Orłów (VI.1+), Płyta Czyngis-Chana (VI.2), Poemat Jąkały (VI.2+), Różowa Pantera(VI.1+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pogórze Cieszyńskie - Lutnia Bike Marathon MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Artur Włodarczyk (os. tow.) z kolegą|15 09 2013}}&lt;br /&gt;
W Zamarskach odbył się wyścig MTB. Trasa dość wymagająca do pokonania, zwłaszcza po nocnych opadach deszczu. Zmienne profile, urozmaicona nawierzchnia, strumienie, kilka odcinków technicznych. Kilka miejsc śliskich, (ciężko było się wdrapać nawet prowadząc rower). Generalnie mężczyźni mieli 38 km do przejechania (2 pętle) a kobiety 19 km (1 pętla). Ja niestety startowałem już w najstarszej grupie wiekowej (55+) i zająłem II miejsce a Teresa (50+)  była pierwsza ale też jedyna odważna w tej grupie.  Wpasowaliśmy się w sam raz w pogodę bo po wyścigu zaczęło padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FLutniaMTB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA - Jaskinia Brzozowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; Speleoklub &amp;quot;Aven&amp;quot;: Zbigniew Wiśniewski; SCz: Jerzy Zygmut; KKTJ: Bartosz Berdel, Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Michał Ciszewski; SŁ: Tomasz Olczak|14 09 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach spotkania przedwyprawowego ćwiczyliśmy kartografię za pomocą DistoX i palmtopa. Podziękowania dla kolegów z Brzeszcz za udostępnienie jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kazalnica:wspinanie|Paulina,Dorota,Michał(WKTJ),Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |06-08 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda idealna więc wreszcie nadszedł czas na Kazalincę. Droga Schody do Nieba (VI+) – prosta orientacyjnie, polecana jako jedna z najładniejszych szóstek w Tatrach, 15wyciągów, około 480m. Wszystko brzmi zachęcająco, ale rzeczywistość okazała się nieco inna. Do schroniska docieramy w piątek przed 23., dzikie tłumy ludzi, na podłodze nie ma miejsc!!!Śpimy na dworze. Paulina z Dorotą i Michałem pojawiają się o 3.30, tak wiec Paulina śpi tylko 1,5h, Dorota z Michałem nieco dłużej bo idą wspinać się na Mnicha (Międzymiastowa VI+). W drogę wbijamy się około 7 rano, dlatego  jesteśmy pierwszym zespołem. Pierwsze 4 wyciągi przypadły mi, gdyż Paulinie było zimn, a Damian brzydzi się wspinania w trawach. Potem zmiana prowadzenia, Damian sprawnie pokonuje kolejne wyciągi, od czasu do czasu do czasu można na nich spotkać nawet kawałek skały:).  Kluczowy wyciąg to wspinanie w połogiej płycie, dobrze asekurowany i wydawało się że najbardziej lity ze wszystkich wyciągów. Crux na drodze to bardzo jurajskie pełzanie po niczym, słownie 3m trudności. Wszystko do tego momentu szło sprawnie i logicznie, niestety tuż pod stanowiskiem w terenie III za bardzo obciążyłem odstrzeloną płytę wielkości 1mx1m grubości 20cm, która uderzyła w moją nogę i z impetem spadła do Czarnego Stawu. Turyści na szlaku mieli co oglądać!!!, wyglądało to zapewne efektownie. Na szczęście Damian i Paulina zdążyli się schować,  a zespół pod nami najadł się jedynie strachu. Problem stanowiła jedynie moja stłuczona stopa, która ledwo mieściła mi się w butku wspinaczkowym. Do końca drogi zostało 4-5 wyciągów i jakieś 2h zejścia do schroniska. Szczęśliwie okazało się, że bez bólu mogę obciążać piętę wiec jakoś udało się dotrzeć do schroniska w miarę rozsądnym czasie. W schronisku spotkaliśmy Anię ze Sławiem i Wojtkiem, w niedziele ekipa podzieliła się na 3 pod grupy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- turystyczna: Damian, Kasia, Paulina (dolina za Mnichem ) oraz Ania, Wojtek, Sławek(dolina za Mnichem + powrót przez piątkę)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- wspinaczkowa :Michał z Dorotą Kopa Spadowa – Pachniesz Brzoskwinką(VII-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- plażowa : Ja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod pretekstem, że mnie nadal boli noga spełniłem swoje odwieczne marzenie:) i wreszcie pojechałem sobie bryczką z Morskiego Oka. (niezapomniane wrażenie i poczucie że jest się Panem Świata--- bezcenne,   za wszystko inne zapłacisz…..)&lt;br /&gt;
Dzień kończymy wizytą w zaprzyjaźnionym katowickim szpitalu na ostrym dyżurze – kości są całe, na szczęście to jedynie silne stłuczenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; i Ola Golicz, Michał Wyciślik|08 09 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrbskiego Plesa przez Popradzkie Pleso, Doliną Mięguszowiecką na Koprowy Wierch. Następnie Pośrednim Wierszykiem gdzieś prawie na Niżnią Przybylińską Przełęcz, w dół do Doliny Hlińskiej, z powrotem na Wyżnią Koprową Przełęcz i znów Hińczową Doliną z powrotem do Popradzkiego Plesa. Tam czesnaczka (niedobra!). Powrót przez Żilinę, ok. 4h, ale nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinie Kasprowa Wyżnia i Średnia oraz Wielka Litworowa - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Kowalkowski, Joanna Przymus, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk; drugiego dnia także Michał Wyciślik|06 - 07 09 2013}}&lt;br /&gt;
'''Dzień 1''' - opis &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Przed 6:00 pojawił się u mnie Łukasz, gdzie razem czekaliśmy na przyjazd Tomka i Krzysia. Następny przystanek był na Ligocie, gdzie zabraliśmy jeszcze Mateusza, bagażnik jakoś się domknął i mogliśmy ruszać.&lt;br /&gt;
Po dojechaniu do Zakopanego przepakowaliśmy nasze plecaki, złapaliśmy busika i dojechaliśmy do Kuźnic. Po wykupieniu wstępu do parku ruszyliśmy najbliższym szlakiem. Niestety nie był to najlepszy pomysł :( i musieliśmy zawracać. Na szczęście, po dogłębnej analizie mapy, trafiliśmy na właściwy szlak już za drugim razem !!! Dalej poszło bez większych trudności i wspólnymi siłami trafiliśmy w okolice otworu jaskini Kasprowej Średniej.....tylko gdzie dokładnie ten otwór...? Nie zrażeni niewiedzą zostawiliśmy rzeczy i uzbrojeni w sprzęt osobisty poszliśmy do Kasprowej Wyżniej, gdzie Mateusz zrobił demonstrację - jak nie tracić sprzętu. Kiedy pobiegł odzyskać kask, my nasze poprzypinaliśmy i sprawdziliśmy czy na pewno wszystko leży bezpiecznie, żeby jego prezentacja nie poszła na marne. Trawers Kasprowej Wyżniej poszedł nam prawie sprawnie, a potem nastąpiło to na co najbardziej czekaliśmy - kilkudziesięciometrowy zjazd widokowy, następnie trawers do Średniej. Trochę czołgania, studnia, sala i powrót na górę.&lt;br /&gt;
I pojechaliśmy na bazę. Spędziliśmy miły i mroźny wieczór przyglądając się walce Krzysiu vs. Grill - ostatecznie zwyciężył Krzysiu i dość zmarznięci, ale najedzeni mogliśmy uznać ten dzień za zakończony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2''' - opis &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Podczas wieczornego grilla Mateusza zrobił wpis o wejściu do jaskini. Niestety okazało się że to już trzeci wpis na jutro do Litworki. Krótkie telefony i Mateusz uzgodnił że wchodzimy jako drudzy po TKTJcie, tym samym godzina naszego wyjścia przesunęła się i mogliśmy pospać w sobotę do 6:30 :)&lt;br /&gt;
Rano (przynajmniej dla mnie) okazało się że nie wszyscy idą w góry, bo Łukasz stwierdził że ból biodra jest za duży i woli zostać w łóżku. W takim razie w uszczuplonym składzie ruszyliśmy z Gronika w kierunku Przysłopu Miętusiego, a dalej niebieskim prowadzącym na Małołączniak. Dla niektórych po raz kolejny pokonywać Skoruśniak, Kobylarz czy Żleb to nie lada obciążenie psychiczne i marudzenia było wiele :) Ale w końcu żółwim tempem dotarliśmy na Kobylarzowy Żleb gdzie nastąpiło rozluźnienie i prawie godzinne &amp;lt;del&amp;gt;opalanie&amp;lt;/del&amp;gt; odzyskiwanie sił :) W międzyczasie dotarli do nas Ola Golicz i Michał Wyciślik i w powiększonym składzie ruszyliśmy pod otwór. Poszukiwań nie było za wiele, bo wyraźna ścieżka i kilka plecaków przy otworze jasno wskazywały gdzie jest nasz cel. &lt;br /&gt;
Pod otworem kolejne zaskoczenie, gdyż Krzysiek stwierdził że on  woli zostać na powierzchni i tylko w 4 osoby (Mateusz, Michał, Asia i ja) zjechaliśmy do jaskini. Poręczowanie dziwnym trafem przypadło mi w zaszczyt...i dzięki sprawnemu działaniu zespołu (podawali mi tylko wory z linami) dotarliśmy do II Pięćdziesiątki gdzie zatrzymał nas wychodzący kurs z TKTJu. Jak się okazało wyszła dopiero pierwsza z 6 osób i czekania było na ok 2h. W związku z tym zapadła decyzja o odwrocie i deporęczu co dziwnym trafem znów przypadło mi. Powrót poszedł jeszcze sprawniej (bo za dużo wychodzenia to nie było i sprawnie minęliśmy się z trzecim tego dnia zespołem który szedł do magla) i w sumie po 150min byliśmy na powierzchni. Jak to stwierdził Michał, była to jedna z niewielu akcji która trwała mniej niż czyszczenie i pranie sprzętu po niej :)&lt;br /&gt;
W związku z tak krótkim przebywaniem w dziurze do auta doszliśmy jeszcze za dnia wobec czego kursanci zdecydowali się wracać jeszcze w sobotę do domu i tak około północy wszyscy byli już w domu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Lodowa Litworowa i wędrówki górskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Teresa Szołtysik, Barbara Szmatłoch, Ryszard Widuch, Marzenna Widuch|06 - 08 09 2013}}&lt;br /&gt;
Damian i Tadek idą do jaskini Lodowej Litworowej (po drodze spotkanie z Darkiem Sapieszko i kursem TKTJ). W jaskini Lodowej Litworowej docierają do Bazyliki i Studni z Rękawiczką (?). Zreporęczowanie dziury i ciężki transport szpeju w dół (najpierw niestety do góry). W tym czasie grupa: Rysiek, Marzenna, Teresa wychodzi na Ciemniak gdzie punktem kulminacyjnym jest ugotowanie kawy w nowym czajniczku Ryśka. W drugi dzień wycieczka do doliny Chochołowskiej i Grzesia (Damian, Teresa, Marzenna, Rysiek). W tym samym czasie działała jeszcze w Tatrach grupa kursantów z Mateuszem Goliczem oraz Artur Szmatłoch z kolegą w Tatrach Wys. (może będą opisy)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FLL&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Magura Orawska - Magurka |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Ania (os. tow.)|01 09 2013}}&lt;br /&gt;
Niestety w deszczu wycieczka z Namestowa na szczyt Magurki (1107) a potem zejście innym szlakiem do Slanickiej Osady nad jeziorem Orawskim. Powrót brzegiem jeziora do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (również z poprzedniego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FMaguraOrawska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łaziska Górne - turniej badmintona|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i inni zawodnicy|31 08 2013}}&lt;br /&gt;
Może nic wspólnego z jaskiniami lecz nie mogłem się oprzeć przed kolejnym startem w turnieju &amp;quot;Pożegnanie wakacji&amp;quot;. Uplasowałem się w środku stawki grupy &amp;gt;40 lat (7 miejesce/17 startujących) co jak na grotołaza to myślę nie najgorszy wynik. Poziom zawodów wg mnie bardzo wysoki (startowali nawet byli &amp;quot;zawodowcy&amp;quot;). Więcej szans było chyba w &amp;quot;młodszej&amp;quot; grupie. Rozegrałem 6 meczy i tak jak  przed rokiem z sali wyszedłem niemal &amp;quot;po czterech&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|25 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie zmagaliśmy się z drogami od V+ do VI.1 na turni leśnej w pustych skałkach okolic Piaseczna. Część ekipy wspinała się w Rzędkowicach a reszta wypoczywała na Pogorii. Spotykamy się wieczorem u Zigi na urodzinach w niemal kompletnym składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Dolinie Kobylańskiej|Damian Żmuda, Kasia,Ania(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 08 2013}}&lt;br /&gt;
Wybór padł na dolinę Kobylańską, bo wreszcie jest porządne topo tego rejonu. Wspinaliśmy się na Wroniej Baszcie, gdzie oprócz nas wspinała się na własnej tylko grupa kursantów. Tak więc mogliśmy trochę poszaleć, padły: Filarek Urbanistów (V+), Filarek Bały(VI+), Fontanny Króla Salomona (VI.2) – droga Szalonego, ale nie kuta, fajne wspinanie, Płyta Szymona (VI.2) zróżnicowanie wspinanie, polecam!!!, Jazda po Bandzie (VI.2) – przewiecha po klamach, Nieznośna Zjadliwość Błękitu (VI.2) – jeden ruch, ale z gatunku tych wrednych. Kulminacją wyjazdu był uroczysty grill pod skałą…..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Mały Młynarz|Paulina Piechowiak(WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Plan na długi weekend był zależy od pogody:  jeśli jest dobra to ruszamy w Tatry, jak jest niepewna to jakieś wyjazd na wspinanie skałkowe w Austrii bądź w Niemczech.  Na szczęście pogoda dopisała, więc Tatry… pytanie tylko gdzie? Miałem od dłuższego czasu chęć zrobienia  drogi na Kazalnicy, ale po przemyśleniu ilu ludzi będzie w tym czasie w rejonie Morskiego Oka (dzikie tłumy + tramwaje bryczek) bez żalu odpuściłem ten pomysł. Mały Młynarz okazał się strzałem w dziesiątkę, przez 2 dni nie spotkaliśmy żywego ducha.  ,,Popularność ‘’  Małego Młynarza  tak jak się domyślałem wynika z bardzo długiego i trudnego podejścia, które dostarcza więcej emocji niż sama wspinaczka!!! W piątek robimy Sprężynę(VI-), która mnie osobiście nieco rozczarowała. Niewątpliwą zaletą drogi jest to, że rozwiązuje środek niezwykle eksponowanej ściany w miarę łatwy sposób. Niestety efekt psują kruche i parchowate pierwsze i ostatnie wyciągi, prawdę mówiąc jedynie 2 może 3 wyciągi z 9 oferują ciekawe wspinanie w litej skale.  Uwaga orientacyjna: na kluczowym wyciągu nie należy się za bardzo rozpędzać,  przed przewieszką należy odbić w prawo na sporą półkę, której nie widać jak się idzie zacięciem.  To pozwoli uniknąć zakładania wiszącego stanowiska nad przewieszką, której przejście dostarczyło mi sporo adrenaliny. Warto dodać, że poza nami nie było w ścianie innego zespołu !!!(dłuuugi weekend, pogoda idealna) W planach było także zrobienie Kurtykówki, ale ostatecznie zamiast wspinu w sobotę turystycznie weszliśmy na Wielkiego Młynarza. Niedziela to trudny powrót do cywilizacji, ale  dzięki wczesnemu odwrotowi uniknęliśmy gigantycznych korków na zakopiance. Kilka zdjęć  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FM%B3ynarz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA - Prealpy Delfinackie - masyw Vercors|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda|14 - 18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Już na początku wakacji droga mailową Mateusz zaproponował wyjazd do wodnych jaskiń Francji. Bez wahania napisałem że pojadę i nim zorientowałem nadszedł sierpniowy długi weekend. Punkt zborny pod siedzibą klubu, upychanie bagaży pod sam sufit, błogosławieństwo od innych klubowiczów i wyruszamy w 1500km podróż. Na szczęście pięcioro kierowców z częstymi zmianami pozwoliło odczuć skutki sprawnej podróży jedynie na spłaszczonych i obolałych tyłkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 1 – Les Ecouges, dolne partie'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dojechaliśmy do kempingu w  miejscowości Pątą-Roją [Pont-en-Royans]. Damian jako nasz tłumacz sprawnie i szybko załatwiał wszelkie sprawy.  Chcąc wykorzystać dzień, sprawnie rozbiliśmy namioty i wyruszyliśmy w poszukiwaniu pierwszego celu wyprawy – kanionu Les Ecouges. Pomimo małych komplikacji w końcu odnaleźliśmy most nad 60m wodospadem od którego rozpoczęliśmy zejście. Tak właśnie rozpoczęła się moja przygoda z Canyoningiem…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kanion dzieli się na dwie partie. Górna z przeważającymi odcinkami linowymi i dolna [deniwelacja 570m] z większą ilością skoków… Tak! Skoków i to nawet 7 metrowych. Canyoning jest po prostu super! Zjazdy z wodospadów,  piękne widoki, dość ciepła woda [na pewno cieplejsza niż w jaskiniach] oraz tobogany i skoki sprawiają że mamy do zabawy najpiękniejszy i całkowicie naturalny park wodny. Dawka adrenaliny ogromna, zdecydowanie polecam każdemu.  Dwie i pół godziny szybko zleciało i wycieczka dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem z powodu niechęci zjedzenia spaghetti z tuńczykiem!?! [co i tak nas czekało, a jak każdy wie „pomidory w tuńczykiem to jak tuńczyk z pieczarkami” M.Golicz] wybraliśmy się do malowniczego miasteczka na obiad. Francuskie sknerusy dają od 2 - 4 oliwek na całą pizzę, żeby nie było że nie ostrzegałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2 – Grotte de Gournier'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Główna atrakcja wyjazdu czeka nas drugiego dnia. Dojazd łatwy, dojście 10min i naszym oczom ukazuję się piękna sala wejściowa z 40m jeziorem które mamy pokonać wpław. Przyznam że woda była zimna jak cholera zwłaszcza na „podobno 13 stopni” Ł. Pawlas, ale za to budzi lepiej niż najlepsza kawa. Jaskinia jest piękna i obszerna, górny suchy ciąg ma nieraz 20-30m? szerokości i znaczną wysokość. Ogromne nacieki, misy martwicowe Itp. Itp. obecne na każdym kroku zapierają dech w piersi. Dopiero po ok 600m można zejść do niższego wodnego ciągu co udało się nam po dość długich poszukiwaniach. Tam zaczyna się to po co przyjechaliśmy. Wszyscy w momencie odzyskali siły i humor. Rzeka ciągnie się kilometrami, a jej pokonywanie jest bardzo przyjemne. Progi, trawersy, niskie partie zapieraczkowe co chwilę urozmaicają naszą wędrówkę. Niestety po przejściu łącznie około 2km zawracamy żeby zdążyć do sklepu co i tak się nam nie udało. Nikt natomiast nie żałował i nawet spaghetti z tuńczykiem smakowało całkiem nieźle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 3 – Grotte Inferieure de Bury'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poranek po Francusku, czyli Croissanty czekoladowe, jabłkowe [ale bez rodzynek] i takie o smaku croissanta wyłącznie plus kawą dodały nam sił na drugą tym razem mniejszą akcję jaskiniową. Po leśnych poszukiwaniach odnaleźliśmy otwór jaskini, mały i ciasny jak zresztą cała jaskinia. Po kilku małych salkach rozpoczyna się meander szerokości 0,5-1m. Woda znacznie płytsza niż w Gournier. Pokonaliśmy ok 500m korytarza przedzielanego ciasnotami, zaciskami i wpinaczką sięgającą do ok 10m? nawet czołgając się i zanurzając po nos w wodzie by dojść do miejsca gdzie zmienia się trochę charakter jaskini. Bardzo wąski i jeszcze bardziej przewiewny ok 10m tunel po którym jest zjazd 30cm szczeliną pokonał mnie wychładzając znacznie i zdecydowałem się zawrócić w towarzystwie Mateusza. Jaskinia dla mnie osobiście trudna, podobno im dalej tym piękniej, szkoda że nie mogłem się o tym teraz przekonać, ale na pewno tam kiedyś wrócę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót na przyjazny kemping, wieczór w miłym towarzystwie Jean’a DonVinoble [3E za litr] oraz morderczo głodnych kaczek minął niestety bardzo szybko. Rano naturalnie croissanty i jazda do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny teren, mnóstwo jaskiń i kanionów pod ręką, wprost zakochałem się w tym rejonie i chcę tam wrócić, i to RYCHŁO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Tadek, Basia, Artur, Tomek Szmatłoch, w niedzielę - &amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Wspinaczki starszych facetów w skałkach rzędkowickich. Pokonaliśmy kilka dróg V m. in. ''Słoneczny Trawers'' (zrobiliśmy ją w 3 krótkich wyciągach) i ''Filar Lechwora''. My do dróg podchodzimy &amp;quot;od strzału&amp;quot; szacując nasze możliwości dlatego rzadko używamy topo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/rzedkowice &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - spacery polano-dolinne|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; Rymarczyk, Wojtek i Zosia|9 - 14 08 2013}} Wyjazd pt. &amp;quot;ucieczka przed skwarem&amp;quot;. Ochhh, jak ja miałam dość już tych upałów.. a tam? już w pierwszy wieczór musiałam założyć polar! bezcenne. Wyjścia układane raczej pod moje możliwości fizyczne. I tak udaje nam się odwiedzić: Dolinę Lejową z popasem na Niżniej Kominiarskiej Polanie (szkoda, że obecna wersja szlaku ją omija! wiele traci na atrakcyjności - jeśli można tak to nazwać - ten odcinek regli)i zejściem do doliny Kościeliskiej, skąd ku naszej radości zabiera nas gospodarz Pan Tadeusz i odwozi bryczką na bazę do Roztok ;-). Udajemy się też do Małej Łąki (po dojściu do polany ja ledwo zipię- gorszy dzień, a Zo się dopiero rozkręca..) i wracamy przez Przysłop Miętusi lekko widokowym szlakiem do Nędzówki. Odwiedzamy też bardzo ładnie widokowo położoną polanę - Ciepkówkę, gdzie &amp;quot;witają&amp;quot; nas 4 pasterskie psy, stado owiec i baca, który twardą ręką wytłumaczył tamtym czterem, że turystów zagryzać nie wolno - odtąd zostaliśmy częścią stada, aż trudno było się rozstawać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia będą w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie|Karol Jagoda, Damian Żmuda, Ania Bil, Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Niedzielne wspinaczki w dol. Wiercicy na północnej Jurze. Pogoda optymalna. Skała sucha. Na skałach &amp;quot;Biały Pies&amp;quot; i &amp;quot;Proxima Centauri&amp;quot; położonych w pięknym bukowym lesie każdy znajduje coś dla siebie. Padają drogi od V do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Śnieżna|Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Z jednodniowym przesunięciem (zw. na zapowiadane burze w górach) ruszamy na kursowy wyjazd do Wielkiej Śnieżnej. Ze śląska wyjeżdżamy w sobotę wieczorem, gdzie już po sobotnich deszczach nie było śladu, także dopiero po zmroku dojeżdżamy na bazę, tj. na Polanę Rogoźniczańską gdzie poznajemy elitę PZA i po małej kolacji idziemy spać. Ja niestety niedoszacowałem pogody (poprzednie 2 tyg. to 30~38 st upały) a tej nocy było nie więcej niż 10 st C i nad ranem zmarzłem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na akcję ruszamy z samego rana w niedziele by po ok 2,5h być pod otworem. Znalezienie samego otworu trwało może 10~15 min, także w porównaniu do poprzednich wyjazdów odbyło się to szybko :)&lt;br /&gt;
Celem akcji był suchy biwak. Do poręczowania było nas dwóch (ja z Krzyśkiem) i poza małymi incydentami iż lina okazywała się np. o ~2m za krótka poszło nam gładko, choć zajęło nam to prawie 4h. W jaskini dosyć sucho (jedynie na płytowcach woda zmoczyła nam linę). Na Lodospadzie wg. bardziej doświadczonych kolegów lodu było mało, także przydały się taśmy do poręczowania. Dla potomnych napiszę, iż szkic techniczny z 1992 nie uwzględnia wielu batinoxów które są po drodze, także trzeba  conajmniej 5~7 karabinków więcej niż to wynika ze szkicu. 54m lina na płytowcu I to także za krótki odcinek o jakieś 4~5m. Na Wielką Studnię zw. na 2 przepinki po drodze 80m to tak bardzo &amp;quot;na styk&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót okazał się szybszy bo po ok 3,5 byliśmy już na powierzchni...a przynajmniej 3 z nas :) Osoba deporęczująca miała małe problemy z Lodospadem i Rurą, co przełożyło się na prawie godzinne czekanie na nią pod otworem. Na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie i krótko po 20:00 ruszyliśmy do auta. Próg pokonaliśmy jeszcze przy naturalnym świetle i czołówki wyciągnęliśmy dopiero przed Wielką Polaną. Do auta dotarliśmy o 22, a w domu byliśmy przed 1.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/sniezna-kurs-08.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po dolinkach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|10 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda na sobotę zapowiadała się deszczowo, ale nie mogłem wysiedzieć kolejnego weekendu w domu więc mimo porannej mżawki ruszamy w stronę Krakowa. Całą drogę deszcz nie ustępuje. Wycieczkę rozpoczynamy w Krzeszowicach i kierujemy się w stronę dol. Racławki. Dalej w górę dnem doliny do Racławic - bardzo malowniczy odcinek. Rzeka tworzy ciekawe meandry i co chwilę drewnianymi mostkami ścieżka przecina rzekę. Z Racławic kierujemy się na północ, aby przedostać się do dol. Eliaszówki. Niestety ślepo zawierzamy mapie, która wyprowadza nas wprost w pola kukurydzy. Przez pola musimy przedostać się z buta co zajmuje nam dużo czasu. W końcu natrafiamy na pole golfowe po którym miałem już okazję błądzić podczas szukania jaskini Racławickiej. Całemu zamieszaniu winne jest przeklęte pole golfowe, a właściwie to jego projektanci, którzy widocznie olali sprawę poprowadzenia szlaków pieszych i rowerowych innymi wariantami. Po walce z bujną jurajską dżunglą udaje nam się dostać do dol. Eliaszówki. Teraz już tylko szybki zjazd asfaltem przez Czerną do Krzeszowic. Wracamy przemoczeni, ubłoceni i mimo wszystko zadowoleni do Zabrza. Takim to sposobem zaliczyłem wszystkie podkrakowskie dolinki. Choć pojawił się pomysł żeby zjechać je wszystkie za jednym razem... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rejs po Wielkich Jeziorach Mazurskich|Piotr Górski (Żeglarski Klub Turytyczny &amp;quot;Klar&amp;quot; Zabrze), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.), Barbara Borowiec (os. tow.)|27 07 - 10 08 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to nic ekstremalnego ale odbyliśmy ciekawy rejs na jachcie „Perła” (klasa: Tango 780 S) z Rynu  a potem od Węgorzewa na północy  po Pisz na południu a dokładnie na trasie: jezioro Ryńskie (start z Rynu) – j. Tałty – Tałtowisko – Szymonieckie – Jagodne – Boczne – Niegocin – Tajty – Kisajno – Dargin – Mamry – rzeką i kanałem Węgorapy do Węgorzewa, dalej znów Mamry – (zwiedzanie bunkrów poniemieckich w okolicach kanału Mazurskiego) – Święcajty – Stręgiel (bardzo piękne jezioro, mało uczeszczane) – Święcajty – Mamry – Dargin – Łabap – Dobskie – Kisajno – Niegocin – Boczne – Jagodne dalej kanałami na Tałty – Mikołajskie – Śniardwy – Seksty – kanał Jegliński – Roś – powrót tą samą drogą na Mikołajskie – Bełdany (zmienne wiatry) – Mikołajskie – Tałty – Ryn.. W drugim dniu rejsu pomagaliśmy postawić maszt kobiecej załodze. W tym samym dniu przy pierwszym większym powiewie złamała się płetwa sterowa, którą naprawiliśmy (a właściwie kupiliśmy nową) w Giżycku. Pogoda dopisała nam idealnie. Przewaga korzystnych wiatrów pozwalała robić niezłe przebiegi. Na noc w większości przypadków zatrzymywaliśmy się w uroczych miejscach na brzegach i tylko kilka razy w marinach. Łódka spisała się bardzo dzielnie, podobnie załoga. Wieczory by nie powiedzieć noce Piotr urozmaicał szantami grając na gitarze. Dwa tygodnie mieliśmy okazje żeglować po wspaniałych akwenach i podziwiać piękną przyrodę.  Szczególne podziękowania dla Piotra Górskiego za zorganizowanie całego rejsu. W klubie jest kilku żeglarzy więc dla zainteresowanych szerszy opis w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Rejs_-_Wielkie_Jeziora_Mazurskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FRejsWJM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu clip: https://vimeo.com/72249805&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - I cóż, że ze Szwecji...|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Emma Lundh, Erik Pott i Per Fredriksson|03 - 08 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji kongresu w Brnie odwiedzili nas znajomi ze Sveriges Speleologförbund, szwedzkiej federacji jaskiniowej. W piątek, przez Sztokholm i Kraków, do Katowic dotarł Per. Po długiej podróży, zaproponowaliśmy mu wyjście na kawę i wizytę na ściance wspinaczkowej na MOSiRze. W sobotę w trójkę wspinaliśmy się trochę na Górze Birów, aby następnie popływać chwilę na Pogorii i przejąć z dworca w Katowicach Emmę i Erika, którzy dotarli pociągiem z Brna. Pojechaliśmy do Zakopanego i zakwaterowaliśmy się na Polanie Rogoźniczańskiej, która zresztą pozytywnie zaskoczyła naszych gości wysokim standardem noclegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę odwiedziliśmy '''Jaskinię Czarną''', do jeziorka Szmaragdowego. Poniedziałek to '''Wielka Śnieżna''' i Suchy Biwak. We wtorek odespaliśmy i odpoczęliśmy w Zakopanem i nad Jeziorem Orawskim. W tym samym dniu, Ola z przyczyn zawodowych musiała wrócić do domu. Środa upłynęła pod znakiem przygody w '''Ptasiej Studni''' (do Kaskad) i zjazdu Progiem Mułowym. W czwartek przejechaliśmy do Krakowa i zwiedziliśmy trasę turystyczną w Wieliczce i Rynek Główny. Nasi goście zostali na noc w Krakowie, aby następnie w piątek rano wrócić przez Sztokholm do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały pobyt w Tatrach towarzyszyła nam piękna pogoda, momentami trudna do wytrzymania. Choć ruch turystyczny na szlakach był duży, w jaskiniach nie spotkaliśmy nikogo. Przygotowaliśmy naszych gości zawczasu, ostrzegając ich, że podejścia są długie a jaskinie surowe. Rzeczywiście, pod górę męczyli się bardzo, ale doceniali też piękne widoki. Przy zjeździe do Ptasiej Erik stwierdził, że w sumie to jaskinia jest mu już obojętna, bo sceneria sama w sobie była warta tej wycieczki. Emmie, jako biologowi, szczególnie podobały się kwiatki na podejściach. W jaskiniach największe wrażenie zrobiła Wielka Studnia, Wodociąg i Studnia Wlotowa w Ptasiej. Najgorzej wypadł bodaj spacer na Krupówki. My, jako gospodarze, też bawiliśmy się dobrze. Miło było odwiedzić &amp;quot;klasyki&amp;quot; w dobrym towarzystwie. Problem tylko w tym, że po pięciu dniach mój angielski całkowicie się zużył i przełączyłem się chyba na sam tylko czas teraźniejszy prosty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako suwenir z Polski, Szwedzi otrzymali Licencje TPN na uprawianie taternictwa jaskiniowego w Parku (podziękowania dla B. Chlipały za szybkie załatwienie tematu). W Szwecji nie ma odpowiednika karty taternika i nie trzeba się nigdzie rejestrować idąc do jaskini. Wobec tego, z takim dokumentem, koleżanki i koledzy nareszcie mogli poczuć się profesjonalnymi grotołazami :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - Bieg dla Słonia|Aleksandra Golicz, Mateusz Górowski, Michał Wyciślik oraz ponad 1000 innych biegaczy|07 08 2013}}&lt;br /&gt;
Udział w biegu dla upamiętnienia Artura Hajzera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Galeria Gankowa|Damian Żmuda, Kasia, Ania, Adam(os. tow)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 04 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda przez cały tydzień była idealna i o dziwo utrzymała się także przez weekend – prawdziwy cud.  Grzechem byłoby nie zrobić jakieś fajnej drogi. Wybór pada na Orłowskiego (VI-) na Galerii Gankowej. ,,Klasyk klasyków’’ takim mianem określa się tą drogę , w 100% zgadzam się z tym stwierdzeniem. Niestety nie ma róży bez kolców, podejście ciągnie się w nieskończoność. Orłowski to  piękna droga, o wyrównanych trudnościach, biegnąca pionową ścianą, wymagająca wspinania na każdym wyciągu (nie ma odcinków po pastwiskach). Jedna rzecz, którą warto podkreślić to data poprowadzenia drogi 1939r. jest to coś niesamowitego, że  przed wojną na ówczesnym sprzęcie ktoś był wstanie zrobić tą drogę klasycznie!!!  Droga zajęła nam około 5,5h, ale atrakcje się nie skończyły tak szybko, zejście  do doliny Ciężkiej jest przygodą samą w sobie:). Podczas kiedy razem z Damianem  działaliśmy w ścianie, reszta ekipy prowadziła heroiczną walkę z wielkim piargiem opadającym z przełęczy Waga. Niestety ambitny pomysł wejścia tą drogą na Rysy się nie powiódł, tak wiec wszyscy wracamy w wielkim upale tą samą drogą na Łysą Polanę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Łomnica i Osterwa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda i Ania Bil - turystycznie|27 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nad moim górskim wspinaniem ciąży jakieś fatum. Fakt niepodważalny. Zeszły rok złamana noga, tuż przed wyjazdem na „wielkie alpejskie łojenie”. Teraz nieoczekiwana zmiana pracy i cały letni urlop wyparowuje jak siły przed kluczowym przechwytem. „Powalczymy w Tatrach, pocieszamy się z Karolem”. Od początku sezonu  tak się pocieszamy, tymczasem pogoda do znudzenia powtarza to samo zagranie: cały tydzień lampa, wymarzone warunki do wbijania się, w najdłuższe nawet drogi i wzorcowe załamanie w sobotę. Narasta nerwowość. Wreszcie zwrot akcji, prognozy wręcz nierealnie optymistyczne, web kamery pokazują piękne panoramy Tatr. Plany gotowe już od dawna – zachodnia ściana Łomnicy, Hokejka. Jako uzupełnienie Karol proponuje Osterwę, droga Dieski. Czyli 2 drogi siódemkowe, a ja od 2 lat nie dotknąłem podwójnej liny… rozsądni nie uprawiają tego sportu. W piątek Ania podejmuje szybką decyzję i dołącza do teamu jako wsparcie naziemne :)&lt;br /&gt;
Logistykę dopasowujemy do wieku uczestników, znaczy wjazd kolejką najwyżej jak się da (Jak to, nie obejmuje nas zniżka dla seniorów? Skandal!). Z Łomnickiego ramienia zejście emocjonującą „feratką” pod ścianę. Zgodnie z dewizą „braki kondycyjne nadrabiamy brakiem mózgu” nie zakładamy uprzęży na zejście po ubezpieczonej ścieżce, dzięki czemu wyprzedzamy pozostałe zespoły podchodzące pod ścianę. Wyścig okazuję się zresztą zupełnie zbędny, żaden z zespołów nie wybiera się na naszą drogę. Ustalamy taktykę tylko jednej zmiany na prowadzeniu – spora oszczędność czasu w porównaniu do zmiany prowadzącego po każdym wyciągu. Pierwsza, łatwiejsza połowa drogi (do hokeja) ja, dalej Karol. Moją część odebrałem, jako bardzo przyjemne wspinanie, niebanalne, w dużej ekspozycji i akceptowalnych trudnościach. Słynny trawers „przez krzyż” czujny ale dla mnie raczej prosty. Za to wielki podziw dla autorów drogi za wyszukanie tej linii w ścianie. Gdyby nie przelot przy starcie w trawers absolutnie nie przyszłoby mi do głowy, że to tu. Podczas wspinania na drodze obok spada wantę wielkości małego samochodu. Skała rozpryskuje się z potwornym hukiem odbijając się od ściany. Lawinka rozpędzonych głazów przelatuje drogą naszego podejścia. Zespół który był poniżej na drodze obrywa niewielkimi odłamkami, na szczęście bez konsekwencji ale jeden z chłopaków pokazuje nam później swój kask z głęboko wbitym w skorupę niewielkim kamieniem…&lt;br /&gt;
Zmiana na prowadzeniu i natychmiast zmienia się charakter drogi. Wyjście z hokeja – sięgniecie do wysokiego chwytu nad przewieszką, wypuszczenie nóg… Karol robi to gładko, ja z wyważającym plecakiem już nie. Nie udaje się sięgnąć klamy, pierwsza porażka. Po bloku jakoś gramolę się już do góry. W międzyczasie zapowiadana idealna lampa zmienia się w aurę typową dla tych gór – nadciągnęła cwangla, zaczyna się jakaś mżawka… świetny moment - dwa górne wyciągi stanowią odwodnienie szczytowego kolektora wodnego. Przed nami kluczowy wyciąg – lekko przewieszona rysa, jeszcze sucha… Karol atakuje, asekuracja komfortowa jak na sportowej drodze, mnóstwo haków, swoich punktów nie trzeba osadzać wcale. Obserwuję prowadzącego, wstawia się, cofa, kombinuje, wbija jeszcze raz… i odpada. Ups, takie trudności to on powinien robić przez sen… Druga wstawka, rozważnie ale ze sprężem. I lot. O, k…., co tam się dzieje? Po dłuższym odpoczynku na bloku wreszcie przechodzi rysę. Ja po tym pokazie nie mam wielkiej wiary w swoje szanse, szczególnie z uwagi na plecak. Odpadam po mało przekonującej walce i azeruję przez trudności. Jakie to upokarzające… Oceniamy, że w skałach miałby ten fragment VI.1+. Ostatnia długość liny i z pionowej ściany, z kwaśnymi minami, wychodzimy wprost  pomiędzy kelnera w garniturze i tłumek ciekawskich turystów, którzy wjechali na szczyt kolejką. Abstrakcja. Pogoda nawet poprawia się i możemy powzdychać patrząc na imponujące ściany Wideł czy Kieżmarskiego.&lt;br /&gt;
Podsumowując – fantastyczna ściana, droga najpiękniejsza, być może, jaką robiłem w Tatrach. Eksponowana na całej długości  i wymagająca, miejscami bardzo. Obowiązkowo do zrobienia, pod warunkiem jednak, że pewnie czujecie się w trudnościach VI.2 OS. Zejście ze szczytu kopczykowaną ścieżką z ubezpieczeniami (łańcuchy itp.) Ubezpieczenia miejscami niekompletne, ostrożnie w przypadku mokrej skały. Tymczasem Ania robi samotnie długą, ładną trasę po górach. Zadowoloną odnajdujemy w Starym Smokowcu. Czas na niezasłużone piwo i kolację (pierogi z bryndzą). Ciepła noc, na komfortowym zestawie karimata + materacyk mija zaskakująco szybko. Pobudka: 5:00&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieska-Halas-Marek, VII-, zachodnia ściana Osterwy&lt;br /&gt;
Mimo, że wybieramy się na drogę krótką (5 wyciągów) i z wyjątkowo szybkim podejściem to i tak Karol wymusza na nas nieludzko wczesną pobudkę i wyjście. Zależy mu na wczesnym powrocie do domu. Okazało się, że bardzo dobrze… ale nie uprzedzajmy. Podejście z parkingu Popradzkie Pleso via symboliczny cmentarz ofiar gór. Żeby po wczorajszej porażce na Łomnicy podchodzić pod kolejną siódemkę wzdłuż długich rzędów tablic z nazwiskami, datami i nazwami ścian – trzeba mieć mocną psychę albo niskie IQ. Po wczorajszych doświadczeniach mocno redukujemy wagę plecaka, nie biorąc w ścianę butów na zejście – zjedziemy. Pierwszy, prosty wyciąg doprowadza do luksusowego stanowiska przy uschniętej limbie - jest siedzisko z oparciem :) Dalej wygląda łatwo a nie jest. Wiemy już, że widok linii haków, niemal co metr nie wróży łatwej cyfry. Faktycznie, przewinięcie z zacięcia na filarek syte i techniczne. Trudność trzyma, kolejny szóstkowy wyciąg doprowadza do stanowiska pod kluczowym zacięciem . Wygląda imponująco – geometrycznie proste, o gładkich, pionowych ścianach. Wewnątrz rysa na cama nr 3. Jakieś 10m do przejścia dilferem, w 2/3 wysokości stały ring. Karol prowadzi, przy początku zacięcia, jeszcze z wygodnej pozycji zakłada frienda, sięgając daleko do rysy. Wchodzi w dilfera, widać, że jest przesztywniony, w obawie przed zbułowaniem się nie zakłada więcej przelotów, aż do ringa, tymczasem niedokładnie założony friend wypadł. Dysząc ciężko wpina się w niego, po czym dziwnie nerwowymi ruchami wychodzi ponad zacięcie, w łatwiejszy teren. Gdyby poleciał przed wpięciem horska sluzba miałaby co robić. Idę na drugiego. Okazuje się, że dilfer, z początku nawet przyjemny, pod koniec staje się mocno problematyczny. Rozchodząc się, rysa przestaje być pewnym chwytem. Zacięcie skutecznie wypluwa. Po raz kolejny na wyjeździe wiszę na linie konstatując cierpko brak formy. Już wiem, skąd nerwowe ruchy Karola na prowadzeniu. Jeszcze prosty trawers i kończymy drogę. W przewidywanym miejscu nie udaje się trafić na stanowiska zjazdowe i ostatecznie musimy schodzić w butkach wspinaczkowych – pokuta. Wspinanie zajęło nam 2,5h, kończymy zanim ściana znalazła się w słońcu – na szczęście. Rekordowe upały nie omijają gór. Jednakże w Tatrach muszą wzbudzać podejrzenia. Około 13tej gwałtownie zaczynają zbierać się burzowe chmury. Zdążyliśmy akurat wrócić do samochodu kiedy zaczyna się solidna ulewa. Myślimy o tych, którzy w tej chwili są w ścianie Łomnicy… górne wyciągi Hokejki w takich warunkach zmieniają się w regularny wodospad. Hmmm. a to najładniejszy weekend w tatrach od początku sezonu. &lt;br /&gt;
Pisząc to oglądam meteo na sobotę i niedzielę. Uśmiechnięte słoneczko na prognozach budzi złe przeczucia. Moje fatum pewnie też się uśmiecha. Drwiąco.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY - Brno - ICS 2013|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 21. - 28.07.2013 miał miejsce 16. Międzynarodowy Kongres Speleologii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kongresy odbywają się co cztery lata. Poprzedni był w USA, zaś następny będzie w Australii. Zasadniczym wydarzeniem w zorganizowanej części kongresu były referaty, które przez pięć dni prezentowane były równolegle w kilku salach. Wszystkie wystąpienia były ograniczone do 20 minut, a ich treść była przeznaczona zarówno dla naukowców zajmujących się jaskinami (sesje ogólne oraz bloki poświęcone: speleogenezie, biologii, rekonstrukcji paleoklimatu, archeologii, paleontologii, jaskiniom niekrasowym oraz sztucznym), jak również dla osób po prostu na poważnie chodzących po jaskiniach (oblegany blok o eksploracji w różnych rejonach świata, pomiary i mapy jaskiń, historia speleologii, ochrona jaskiń).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kongresu odbyły się wycieczki do okolicznych jaskiń Morawskiego Krasu. Były także wystawy fotografii, plakatów (naukowych, ale także o eksploracji), planów jaskiń, sztuki inspirowanej jaskiniami. Była SpeleoOlimpiada (najlepszy wynik na zacisku: mężczyźni 15 cm, kobiety 14 cm). Były pokazy filmów, pokazy 3D. Były spotkania różnych komisji roboczych, a także spotkania ad-hoc. Było walne zgromadzenie Międzynarodowej Unii Speleologicznej (UIS). Nie sposób było uczestniczyć we wszystkich tych wydarzeniach. Trzeba było ograniczać się i wybierać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście, to nie wydarzenia były najważniejsze. Przede wszystkim, na kongresie było 1100 grotołazów i speleologów z całego świata, z którymi można było porozmawiać, wyjść na miasto, umówić się na akcję w jaskini, na eksplorację, na współpracę naukową, albo po prostu na kontakt w przyszłości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, niezwykle ciekawa była prezentacja anglików o ręcznym skanowaniu laserowym przy użyciu urządzenia przypominającego wyglądem i sposobem użycia kropidło do święceń. Poza tym, dowiedziałem się nieco o stanie prac nad nową wersją przyrządu DistoX. Wszystko to miało miejsce w trakcie nieformalnych części kongresu. Z grotołazami brytyjskimi rozmawiałem o możliwości stworzenia wspólnego formatu przechowywania danych o jaskiniach. Wspólnie na Komisji Informatyki kontestowaliśmy pracę jak na razie wykonaną w tym zakresie w ramach UIS. Odbyło się też krótkie spotkanie koordynacyjne dotyczące wypraw Hong Meigui w Chiny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy w sytuacji o tyle dogodnej, że uczestnictwo w kongresie było częścią naszych wakacji a nie pracy. Wobec tego, zrobiliśmy sobie dodatkowe dwa dni przerwy. W ich trakcie, wspinaliśmy się nieco na skałkach w Morawskim Krasie, pływaliśmy w Brneńskiej Rivierze, a także kajakiem na jeziorach Nove Mlyny. Poszliśmy też zobaczyć jaskinię Katerzyńską i Punkiewną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 - 20 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 30.06 - 20.07.2013 odbyła się kolejna wyprawa Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Hoher Göll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku, bazę wyprawy stanowiła tzw. Zakrystia - nyża skalna pośrodku ściany na wysokości ok. 1800 m. Działalność wyprawy koncentrowała się na dwóch obiektach: Gruberhornhöhle (1336/29) oraz Gamsstieghöhle (1336/48). Obydwie te jaskinie zostały odkryte przez grotołazów austriackich w latach '60. Poszukiwaliśmy w nich nowych możliwości, ale najbardziej interesowała nas perspektywa połączenia Gruberhornhöhle z systemem jaskiniowym Hochscharte - którym to zajmowaliśmy się przez ostatnie kilkanaście lat. Brakuje w linii prostej może 30, a może 80 m - wszystko zależy od tego, jak spojrzeć na pomiary, które prowadzone były przez kilka pokoleń i paroma różnymi generacjami sprzętu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Oaza (ok. -550 m) założyliśmy biwak, podobnie jak miało to miejsce przeszło 40 lat temu. Udało się nam zlokalizować jedno interesujące miejsce z przewiewem. Po przekopaniu ciasnego przełazu, odkryliśmy ok. 120 metrów korytarzy, generalnie zmierzających w dobrym kierunku, ale cały czas nie łączących się z Kammerschartenhöhle. Na szczęście, ich kontynuacja nie jest całkowicie wykluczona. Zbadaliśmy również w jaskini kilka problemów pozostawionych &amp;quot;w starych czasach&amp;quot;. Około 20-metrową wspinaczką do okna osiągnęliśmy zupełnie nową Salę Moniki o wymiarach ok. 18 x 40 x 30 m (sz x dł x wys), niestety przechodzącą w ślepą studnię. Wahadło do innego okna doprowadziło nas za to do Sali Groszka i 45-metrowej studni z mokrą odnogą, ciągle jeszcze czekającą na sprawdzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najciekawsze odkrycia wyprawy miały jednak miejsce w Gamsstieghöhle. Tam, na głębokości ok. -110 m odkrywcy jaskini pozostawili niesprawdzony, wiejący meander. Ciasna, 85-metrowej długości &amp;quot;Zemsta Klappachera&amp;quot; doprowadziła nad 52-metrowej głębokości studnię o średnicy ok. 4 - 6 m. Z jej dna, będącego zawaliskiem osadzonym na zaklinowanych w meandrze blokach, prowadzi zjazd do kolejnej, obszernej próżni, której nie zdążyliśmy już zaporęczować. Cały czas wieje mocno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie jaskinie musieliśmy zaporęczować od nowa, w zdecydowanej większości przypadków osadzając nowe punkty asekuracyjne. Ogółem, wykorzystaliśmy na wyprawie ok. 1.4 km liny oraz ok. 120 kotew. Samo dojście do Gamsstieghöhle po powierzchni wymagało rozwieszenia ok. 150 m poręczówek. Dojście na bazę wyprawy jest jeszcze bardziej wymagające, niż na nasz poprzedni obóz na Hochscharte. Transport sprzętu oraz uczestników na początku wyprawy odbył się przy wykorzystaniu śmigłowca. Gdyby nie to, wspominiane odkrycia nie byłyby możliwe w ciągu 3 tygodni trwania wyprawy, przy tak nielicznym i malejącym z tygodnia na tydzień składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie trwania wyprawy odkryto oraz skartowano łącznie 587 m korytarzy. Udział wzięli: Piotr Stelmach, Amadeusz Lisiecki, Michał Macioszczyk, Marcin Gorzelańczyk, Jakub Kujawski z Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego; Mateusz Golicz (kierownik wyprawy) i Michał Wyciślik z RKG &amp;quot;Nocek&amp;quot;; Tomasz Olczak ze Speleoklubu Łódzkiego; Paweł Mazurek z Sekcji Grotołazów Wrocław; Kazimierz Szych ze Speleoklubu Tatrzańskiego; Miłosz Dryjański z KKS. W transporcie sprzętu pomiędzy obozami pomogli także bezpośrednio przed wyprawą Mirosław Latacz i Agata Maślanka z AKG AGH, za co serdecznie dziękujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy PZA za wsparcie finansowe, Landesverein für Höhlenkunde in Salzburg za pomoc organizacyjną, a także firmom FIXE oraz Lanex za udzielenie korzystnych rabatów na sprzęt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy jechać  w Tatry, ale niestety znowu pogoda wybiła nam ten  pomysł z głowy. Od początku roku nie było weekendu z pewną pogodą… Plan awaryjny – wspin na jurze, rejon ponownie wybrał Damian. Pogoda nieomal idealna, nie za ciepło nie za zimno po prostu pełen komfort. Na Łabajowej jak zwykle tłok, ale dało się wspinać. W ramach rozgrzewki przed Tatrami zrobiliśmy : Kąpiele błotne(VI+), Świadectwo Minionych Wieków (VI.1+/2) - polecam,  Obladi- Oblada (VI.2+) - klasyk, Nówka Stefana (VI.3+) - nowa droga,mocno przewieszona,wspinanie po klamach, Przaśny Chleb (VI.2+) - mimo,że płyta fajne wspinanie.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - jaskinia Oblica (spotkanie eksploratorów jaskiń beskidzkich)|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (SBB), Jerzy Pukowski (SBB), Kazimierz Piekarczyk (SBB), Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Paweł Franczak - Koło Geograficzne Uniwersytetu  Jagiellońskiego, Józef Figura - Tygodnik Podhalański, Marcin Rudecki (os. tow.), Jerzy Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Małgorzata Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Bogdan Szatkowski - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Dorota Cichowska-Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Piotr Krzywda - Studenckie Koło Przewodników Górskich, Zofia Gutek|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy się przy jaskini. Podział na dwie grupy i akcja w dziurze. Dotarliśmy do dna gdzie wpisaliśmy  się do zeszytu. W drodze powrotnej zwiedziliśmy boczny ciąg. Jaskinia jak na Beskidy niezbyt ciasna z kilkoma większymi salami. Potem udajemy się do ciekawego przełomu Skawicy. Ja z Jurkiem nawet trochę pływamy. Następnie jedziemy do wodospadu na Mosiornym Potoku. Wychodzimy jeszcze na szczyt Mosiornego Gronia skąd roztacza się fajny widok na Babią oraz Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FOblica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - klubowy spływ kajakowy Wiercicą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Henryk Tomanek oraz os. tow. - Gabriela Mann, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jan Kempny, Barbara Borowiec|14 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klubowy spływ odbył się na rzece Wiercica od Sygontki do Garnka. Sama Wiercica wywierzyskami Zygmunta i Elżbiety bierze swój początek w Złotym Potoku. Uchodzi 30 km dalej do Warty. My zaczynamy na rzece Kozyra w Sygontce by wkrótce w miejscowości Julianka płynąć już bardzo czystymi wodami Wiercicy. W Zalesicach są stawy hodowlane a kuriozalne jest to, że nie wolno płynąć rzeką wzdłuż stawów. 300 metrów ciągniemy kajaki przez chaszcze aby obejść owe stawy pokonując po drodze kilka rowów melioracyjnych (kajaka używamy jako kładki). Rzeka jest czysta i piękna. Spływ jest ciekawy. Nie obyło się bez wywrotki (Basia B. z Jankiem). Potem są jeszcze 2 przenoski i docieramy do Przyrowa. Stąd 6 osób jedzie już do domu a do końca płynie Damian, Teresa, Heniek i Gabrysia. Dalej znowu stawy hodowlane. Kajaki przewozimy do Smykowa i stąd już bez przenosek za to przez kilka progów (2 pokonuje się rozpędem) docieramy do rzeki Warty na wysokości miejscowości Garnek. Bardzo fajny spływ, pogoda dopisała w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FWiercica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina(WKTJ),Damian Żmuda,Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil i Sławek|6-7 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd w sobotę rano. Damian przez długi czas nie może uwierzyć że Wojtek jedzie z nami - pogłoski o jego przedwczesnej emeryturze wspinaczkowej okazały się nieprawdziwe. Zaczynamy wspin na Jastrzębiej Turni, gdzie Damianowi i Paulinie udaje się zrobić Mandale Życia(VI.2) czym Paulina poprawia swoją życiówkę. Wojtek jako że jeszcze nigdy nie był  w Sokolikach, intensywnie zapoznawał się ze specyfiką wspinania w granicie, ja natomiast pilnowałem, aby reszta ekipy miała czas na podziwianie pięknych widoków. Starannie i bez zbędnego pośpiechu patentując sąsiednią drogę, niestety bez sukcesu. Wieczorem dojeżdża do nas Ania ze Sławkiem, spędzamy więc sobotni wieczór przy ognisku w doborowym towarzystwie. Rano (godzina 7.16) budzi wszystkich Ania (serio!!!!), która nie potrafi doczekać się wspinu. Wspinamy się w rejonie Baby, gdzie prowadzimy Kurtykówkę(VI), Małpia Ściankę (VI.1) oraz Trójkę (VI.2+).  Jedna istotna uwaga na koniec - Sokoliki to idealny rejon na upały, panuje tu specyficzny mikroklimat, który pozwala na komfortowy wspin nawet przy wysokich temperaturach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ Małą Panwią|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i osoby towarzyszące|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Spływamy bardzo krótkim odcinkiem Małej Panwi.&lt;br /&gt;
Wrażenia:&lt;br /&gt;
- piękne lasy,&lt;br /&gt;
- brązowa woda,&lt;br /&gt;
- komary w ilościach niewyobrażalnych!!!&lt;br /&gt;
Wyglądam jakbym był chory na jakąś zakaźną chorobę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - góra Damiak i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy rozeznanie terenu w pobliżu góry Damiak (okolice Gorzkowa Starego). Teren trochę zdemolowany po ostatniej nawałnicy. Skałki wspinaczkowo nie godne uwagi. Ogólnie jednak teren piękny. Po deszczach straszna plaga komarów (w związku z tym marszruta przeradza się w ucieczkę). Trochę na przełaj, trochę ścieżkami zataczamy koło i wracamy do punktu wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (nie tylko z tego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/Start-lato&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Kucharska|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Już w sobotę wieczorem jesteśmy w Krakowie, więc korzystając z okazji wybieramy się w niedzielę na wspinanie. Wspinamy się na dobrze już znanej Łabajowej. Padają kolejne klasyki m.in. Lewa Ręka w Ciemności za VI.1 czy Przaśny chleb za VI.2+. Z ostatnią wyceną pozwolę się nie zgodzić, chyba nie jest tak trudna. Wspomniane drogi są wyjątkowej urody - bardzo estetyczne wspinanie, naprawdę warto spróbować. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dość ciekawy szlak rowerowy na trasie: Węgierska Górka (bunkry) - Cięcina - Magura (925) - stacja turystyczna Słowianka - Żabnica - Węgierska Górka. Szlak miejscami wymagający, dużo błota. Pogoda niezbyt (chwilami padało). Fajny zjazd z Słowianki do Żabnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Psia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA/SGW)|23 06 2013}}&lt;br /&gt;
Kontrola jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Powspinaliśmy się na dwóch skałach: trochę dłużej na Proxime Centauri oraz krótko na Diabelskich Mostach. Komary nie dawały żyć. Akcję zakończyliśmy grillem (bez komarów) nad Porajem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ pontonowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia i Justyna (osoby tow.)|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dokonano spływu pontonem rzeką Ruda od zalewu Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Dziewczyny w połowie dystansu zmieniały środek lokomocji z pontonu na rower.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Koszmarnie długie a czasem wnerwiające dojście. Do jaskini dotarliśmy zjazdem od góry. Akcja załamała się już na pierwszym zacisku. Nad pierwszą studnią las lodowych stalaktytów (aby przedostać się dalej część z nich trzeba było strącić). Nasze gabaryty trochę zniechęciły nas do dalszych prób. Mimo wszystko wyjazd wypruł z nas wiele sił. Cały sprzęt do dziury rozłożony tylko na dwie osoby. Po drodze urozmaicone warunki pogodowe: piękne słońce, burza, na wychodzeniu ścianą zlewa z gradem, gęsta mgła i znów słońce. W każdym razie na dole czuliśmy wszystkie mięśnie jak po sytej akcji. Po ostatniej śnieżnej zimie warto chyba do tego systemu pójść ciut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina,Dorota, Michał(WKTJ),Piotrek (os.tow.)Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15-16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Misja odzyskania auta nieco się przedłużyła:). Fala kulminacyjna w Decinie miała prawie 11m wysokości, normalny poziom wody w Łabie wynosi 3m, a przy poziomie 4m droga dojazdowa do miejscowości Dolni Żleb zostaje zalana. Po szybkich obliczeniach wychodzi,  że na drodze 6 czerwca  było 7m wody!!!. Tak więc przez 2 tygodnie z wielką uwagą śledziliśmy poziom wody. Plan wstępny był taki żeby w piątek odebrać auto, niestety poziom Łaby był o 0,5m za wysoki. Tak więc zdecydowaliśmy się na wspin sobotni w Sokołach, a wieczorem podjechać już w okrojonym składzie po auto. Na miejsce dotarliśmy po 24.00, okazało się że droga jest nadal zamknięta. Nie dając za wygraną sprawdzamy sami czy da się przejechać, na szczęście okazało się że na droga jest zalana tylko w kilku miejscach (a nie na odcinku 2km), a głębokość wody nie przekracza poziomu rury wydechowej czerwonego Ferrari którym ruszyliśmy na misję ratunkową. Właściciel baru pod którym zostawiliśmy auto nie wierzył że przejechaliśmy drogą asfaltową(dojazd do wioski przez 2 tygodnie był możliwy jedynie drogą terenową prowadzącą przez góry), wiec przypuszczam że jako pierwsi przejechaliśmy ten odcinek autem (ślady jazdy rowerem widzieliśmy po drodze). W drodze powrotnej przyjrzeliśmy się  jaki był poziom wody, faktycznie różnego typu zabrudzenia i trawy były  widoczne do wysokości 7m  na kratowym słupie wysokiego napięcia, po prostu strach się bać!!! W niedziele z samego rana wracamy w Sokoliki, gdzie budzimy resztę ekipy aby nieco się jeszcze powspinać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Jakubina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.), Paweł Berg (os. tow.), Wojciech Jajko (os. tow.), Anna Kempna (os. tow.)|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dol. Chochołowskiej przez Trzydniowiański, Kończysty, Jarząbczy na Raczkową Czubę (2194) po stronie słowackiej (szczyt też ma nazwę Jakubina). Zejście przez Jarząbczą dolinę do Chochołowskiej. Cały dzień dobra pogoda. Ludzi na tym szlaku bardzo mało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w dol. Kobylańskiej| Pacyfa, Marcin, Sławek, Ania, Sebastian, Ala, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Cały dzień wspinamy w dol. Kobylańskiej. Ze względu na duchotę nie szalejemy z wycenami:)&lt;br /&gt;
Z Alą odwiedzamy jeszcze wąwóz Podskalański w okolicach Tomaszowic z jaskinią Borsuczą (zalane wejście) i Wielką Skałą.&lt;br /&gt;
Wracamy przez Olkusz - bardzo długi korek za Sławkowem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: śladami Witolda Henryka|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 - 16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Ze szlaku na Krywań wchodzimy do Suchej Doliny Ważeckiej. Stamtąd na Niewcyrską Przełęcz (2270), do Doliny Niewcyrka (nocleg) a następnie przez Dolinę Koprową do Trzech Studniczek i z powrotem do samochodu. Pogoda dopisała. Było jakoś dziwnie duszno, ale na głowy nie spadła nam ani kropla deszczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że wyczerpujący tydzień w pracy odbił się na tempie naszego poruszania się. W każdym razie, w pewnym sensie udało się nam wypocząć. W niedzielę dodatkowo przypomnieliśmy sobie smak słowackiej kuchni. Na drogach wielki ścisk. Jak tylko zobaczyliśmy kolejkę do bramek w Balicach, to natychmiast skręciliśmy na Olkusz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA: Peak District - spacery po rejonie Dark Peak| &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech i Zosia Rymarczyk |03 - 14 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z gościnności mojej siostry i jej domowników spędziliśmy urlop w Tintwistle – małej miejscowości położonej w północnej części Anglii (ok. 30 km na wschód od Manchesteru), u samych stóp Gór Pennińskich, tuż przy granicy z parkiem narodowym Peak District. Pogoda nas zaskoczyła i oprócz jednego dnia typowo angielskiej pogody mieliśmy aż 10 dni słońca i to jakiego – wróciliśmy spaleni!!! tym samym prawdopodobnie wykorzystaliśmy tegoroczny limit pogodowy dla tego rejonu (jeśli nie dla całych wysp)!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Peak District jest najstarszym parkiem narodowym w Wielkiej Brytanii i wg niektórych źródeł najczęściej odwiedzanym. Jednak nie odczuliśmy tego zupełnie. Przestrzeń, pustka i wiatr – to chyba określenia najlepiej oddające charakter tego miejsca. I podobno mgła (nie dane nam jednak było się o tym przekonać), z powodu której w czasie II wojny rozbijały się wojskowe samoloty, których wraki znajdowane są do dziś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na nasze możliwości teren okazał się idealny. Poza mniejszymi spacerkami po okolicznych wrzosowiskach, polach, łąkach, wśród baranów, owiec, krów, gęsi (ścieżki turystyczne prowadzą tam prawie zawsze przez czyjeś pole – i nikt nie robi żadnych problemów (jest porozumienie między właścicielami i parkiem) – trzeba tylko pamiętać , żeby zamknąć za sobą furtkę), udało nam się przejść dwie większe trasy zdobywając najwyższe w rejonie dwutysięczniki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Tintwistle – Bleaklow – Glossop – Hadfield – Tintwistle &amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po porannej krzątaninie i codziennej dawce integracji z Rumcajsem (wielkim, puchatym owczarkiem podhalańskim), której Zosia za nic w świecie nie mogła odpuścić, udało nam się wyjść lekko po 12. Początkowo nasza trasa wiodła w górę rzeki Etherow, wzdłuż rezerwuarów i dość długo kluczyła licznymi pastwiskami. Ten odcinek był najtrudniejszy orientacyjnie, przez co często zatrzymywaliśmy się, żeby zweryfikować trasę z mapą. W końcu i tak wyszliśmy z pól w złym miejscu (ja przy okazji rozdarłam sobie spodnie o drut kolczasty). Po ponad godzinie wędrówki weszliśmy we właściwą dolinę i zaczęliśmy podejście. Uff. Widoki zaczęły robić się coraz ciekawsze jednak wkrótce musieliśmy zrobić pierwszy postój. Po krótkim odpoczynku, pełni optymizmu ruszyliśmy dalej, mimo żaru lejącego się z nieba (sołońce swietit, stoit strasznaja żara – mniej więcej tyle zostało mi po wakacjach sprzed 2 lat, gdy wypisywaliśmy kartki do domu;). Na szczęcie wiał orzeźwiający wiatr. Góry okazały się bardzo rozległe i bardzo..... płaskie w górnych partiach; powoli też zaczynało do mnie docierać jak długa jeszcze droga przed nami. Po osiągnięciu szczytu Bleaklow (oznaczonego wielkim kopczykiem - inaczej trudno byłoby znaleźć najwyższy punkt całego płaskowyżu), liczącego coś 2077 - ale stóp (czyli 633 m npm) i zorientowaniu kierunków mkniemy w dalszą drogę. Drugi postój przy strumieniu robimy nieco przykrótkawy z obawy przed nieubłaganie uciekającym czasem. Jednak równowaga w przyrodzie musi być zachowana... Zosia kategorycznie odmówiła więc dalszego transportu w chuście oraz wszelkimi innymi metodami (w tym pod pachą) i skoro postój był za krótki to ona pójdzie dalej sama. No i tak szliśmy :) i szliśmy.... ważne że do przodu! Nie to, że groził nam zachód słońca, o nie! Tam jest jasno do 23. Bardziej baliśmy się, że ucieknie nam ostatni pociąg i że będziemy zbyt zmęczeni żeby w ogóle do niego dojść! (tj. ja). Dzięki temu jednak mogliśmy w spokoju popodziwiać naprawdę ciekawe i niespotykane u nas krajobrazy. Niedługo przed skrętem ze Szlaku Pennińskiego, którym do tej pory szliśmy na ścieżkę do Glossop (na pociąg) natknęliśmy się na ornitologa z Nottingham, który zapytany &amp;quot;jak daleko jeszcze...&amp;quot; po dłuższym namyśle i obracaniu mapy na wszelkie sposoby odparł, że nie wie, ale że chętnie zawiezie nas do Glossop. :D Do głównej drogi było raptem 10 min spaceru, tymczasem do miasta dreptalibyśmy jeszcze dobre 1,5h. Po drodze pokazał nam jeszcze siewkę złotą i skowronka, po czym już przy samochodzie zorientował się, że gdzieś „posiał swój kijek i z misją dostarczenia nas do Glossop wysłał swoją żonę. Na stacji lądujemy dość szybko i od razu łapiemy pociąg, który po 6 min. dowozi nas do Hadfield. Jeszcze tylko 20 min spaceru i jesteśmy „w domu”. To się nazywa szczęście spotkać tak bezinteresownych ludzi! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;The Grouse – Burnt Hill – Mill Hill – Kinder Scout – The Grouse&amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugą wycieczkę podjeżdżamy busem i wychodzimy wprost na ścieżkę prowadzącą na Burnt Hill. Zośka zmęczona duchotą i ciepłem zasnęła, a my szybciutko osiągamy, wpierw Burnt, a potem Mill Hill. Już stąd rozpościera się piękna panorama na pobliskie wioski i miasteczka oraz Manchester! Od tej chwili wiatr urywa głowy i mocno skuleni wdrapujemy się na Kinder Scout (najwyższy szczyt Peak District, liczący 2087 ft – czyli całe 636m npm :), na którym stajemy po ok. 15 min. Szybko znajdujemy jakąś dziurę w ziemi i tam rozbijamy się obozem. Zośka prostuje kości i likwiduje nasze zapasy żywnościowe, a my robimy zdjęcia, napawamy się widokami i odczytujemy nazwy przewoźników z burt i skrzydeł samolotów kołujących powoli w kierunku lotniska w Manchesterze. Na szczycie spędzamy ok. 40 min. i  pospiesznie pakujemy graty bo z południa nadciąga ZŁO. Po około 10 min. zejścia deszcz łapie nas i towarzyszy nam prawie do samego końca wędrówki. Ponieważ dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej ograniczeni czasowo (łączony transport publiczny) musimy się uwijać. Schodzimy w rekordowym tempie i na szczęście łapiemy się na busa który wiezie nas na pociąg do Glossop. Wypad bardzo udany – świetna trasa, niezwykłe widoki i piękne chmury – jeszcze długo w noc wspominamy wrażenia minionego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli kończy się nasz czas w Anglii. Na koniec jeszcze odwiedzamy pobliskie skały i nieśmiało się do nich przystawiamy (mamy topo). Podobno sam rejon jest dosyć chętnie odwiedzany przez angielskich wspinaczy. Jest tam wiele naturalnych skałek i całe mnóstwo opuszczonych kamieniołomów. Co do samych gór... może wysokością nie powalają, trzeba jednak zaznaczyć, że przewyższenia tam są dość znaczne i często startuje się niemal z poziomu morza. Z ciekawostek jeszcze można dodać, że cały Penine Way liczy ponad 430 km – zaczyna się w angielskim Edale a kończy w Kirk Yetholm w Szkocji. Będzie co robić na zaś!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zabrze Grzybowice - spotkanie Dino-speleo|z RKG: Henryk Tomanek (gospodarz imprezy), Zygmunt Zbirenda, Bianka Fulde-Witman, Basia i Tadek Szmatłoch, Adam i Brygida Wilkoszyńscy, Wanda Jewdoszuk, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard i Marzenna Widuch, Anna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog z Jolą |15 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczne spotkanie dawnego środowiska Spleoklubu Gliwice, którego członkami byli starsi koledzy obecnego RKG. Więcej szczegółów w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: dolina Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|13 06 2013}}&lt;br /&gt;
Zwiedzamy stare opactwo na Tyńcu. Skały, na których stoi klasztor są obite (stare kolucha), jest kilka ciekawych dróg. Ze względu na wyskoki poziom Wisły promy na rzece nie kursują. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Ryszard Widuch, Tadeusz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Łukasz Majewicz, Łukasz Kowalkowski|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Sobotni dzień, w którym pod opieką Ryśka i Tadka po raz pierwszy odwiedziliśmy jaskinię tatrzańską, zaczął się dla nas o godz. 5.00. Celem wyprawy były Partie Królewskie w Jaskini Czarnej. Nieco ponad godzinie później maszerowaliśmy już w Dolinie Kościeliskiej. Samo podejście pod otwór wycisnęło z nas trochę potu. Po przygotowaniach rozpocząłem zjazd i poręczowanie z otworu głównego. Następnie przemierzaliśmy kolejne przestrzenne sale i korytarze, z których największe wrażenie wywarła chyba sala Francuska. Co było do łatania, to zaopiekowali się tym Ksawery z Łukaszem. Tutaj znowu najciekawszymi etapami był chyba trawers Herkulesa, który wygląda trochę inaczej niż na zdjęciach oraz Komin Węgierski.  Tym sposobem dotarliśmy do upragnionych Partii Królewskich, w których rzeczywiście jest coś z ich nazwy. Po zjeździe nad Studnią Smoluchowskiego rozpoczęła się droga powrotna. Światło słoneczne zobaczyliśmy ponownie w okolicach godz. 17.00 – 17.30. Następnie pozostało już tylko błotniste zejście do doliny, powrót na kwaterę i droga powrotna do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spała: Walne Zgromadzenie Delegatów PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 9 06 2013}}&lt;br /&gt;
W weekend miało miejsce sprawozdawczo-wyborcze zgromadzenie PZA. Pierwszego dnia występowałem jako członek ustępującego Zarządu. Nawet udzielono nam absolutorium. Drugiego dnia zmieniłem role, zwolniony z obowiązków członka Zarządu pobrałem mandat stając się reprezentantem naszego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja, co ciekawe, niespodziewanie koncentrowała się na szkoleniu. Kontrowersyjne sprawy typu Golden Lunacy czy Broad Peak były zupełnie na marginesie. Marek Kujawiński, delegat z AKG Łódź, złożył kilka ciekawych pomysłów, które m.in. mają ułatwiać życie instruktorom PZA pracującym w klubach (zamiast na własny rachunek). Problem w zasadzie dotyczy wspinaczki powierzchniowej. Dyskutowano także o organizacji kursu instruktora Narciarstwa Wysokogórskiego (może ktoś w klubie się skusi? no?!). Podjęto decyzję o utworzeniu w ramach PZA Komisji Ochrony Przyrody pod przewodnictwem Miłosza Jodłowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się wybory nowych władz. Mimo składanych mi propozycji, tym razem nie kandydowałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na mój dobry kontakt z klawiaturą, to było już trzecie Zgromadzenie, które protokołowałem na bieżąco. W dwa dni zapisałem 19 stron, wobec czego do domu wróciłem z poważnym bólem głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspin w Rzędkowicach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Rejon wybrał Damian (poważnie!!!), ja tylko wybrałem poszczególne skałki. Zaczynamy od szeroko zakrojonych poszukiwań Leśnej Turni, po jakiś czasie błądzenia (podejścia w Tatrach bywają krótsze) odnaleźliśmy ją w końcu. Skałka wygląda okazale, aż nie chce się wierzyć że wcześniej tu się nie wspinaliśmy. Ze względu na wyczerpanie organizmu wielokilometrowym podejściem wspinamy jedynie dwie drogi Zza drzewka (VI.1+), oraz Negatyw (VI.1+). Obie ładne, ale wydawały nam się jakieś trudnawe. Potem szybka wstawka kontrolna w palczastą drogę na Solidarności pokazuje, że naderwane palce jeszcze nie są do końca wyleczone. Na koniec dnia przenosimy się na Flaszkę, gdzie dla poprawy humorów prowadzimy w lekkim deszczu Kant Flaszki (VI.1) oraz Prostowanie świni (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: jaskinie Parku Apuseni|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii wypoczynkowych – &lt;br /&gt;
Ola zabiera mnie z Wirka, gdzie witamy się jeszcze z Damianem, którego prawie namówiliśmy żeby pojechał z nami. Z Katowic wyjeżdżamy przed 22:00. Wybieramy drogę przez Nowy Sącz i po około 8 godzinach docieramy do Sudrigiu, gdzie w siedzibie Parku Narodowego Apuseni odbieramy pozwolenia i otrzymujemy wszelkie informacje pomocnicze, w tym o warunkach wodnych w jaskiniach („… uważajcie bo jest dużo wody”).&lt;br /&gt;
Po wizycie u strażników, jedziemy prosto pod otwór jaskini Coiba Mare w wiosce Garda de Sus. Samochód zostawiamy 2 min. drogi od otworu jaskini. Już sam otwór jest dość imponujący – kilkudziesięciometrowy portal skalny, do którego wpływa górki potok. Zimna woda skutecznie wybudza nas ze stanu uśpienie po trudach podróży. Atrakcji w jaskini dostarczają piękne nacieki, zjazd kilkunastometrowym wodospadem i syfon doszczętnie zawalony belkami drewna, które ponoć przytargała tu woda z Coiba Mica – daje to trochę do myślenia o sile rwącej wody przepływającej przez jaskinię.&lt;br /&gt;
Po akcji udajemy się na Poiana Glavoi/la Grajduri, gdzie zakładamy bazę wypadową na kolejne dni. Namioty udaje nam się rozbić w jeszcze dobrej pogodzie. Lecz po krótkiej chwili wali już gradem. Na szczęście chowamy się pod drewnianą wiatą. &lt;br /&gt;
Dzień kończymy wspólną kolacją, którą serwuje nam Tomek Pawłowski z KW Kraków - Dzięki Tomku za wyśmienite smaki kuchni regionalnej:). Tomek, jako stały bywalec tutejszych jaskiń udziela nam cennych informacji o tutejszych jaskiniach, warunkach hydrologicznych, a nawet zwyczajach tutejszej ludności i relacjach między grotołazami węgierskimi  i rumuńskimi.&lt;br /&gt;
Na drugi dzień zaplanowaliśmy odwet za porwany gumiak Mateusza podczas akcji w Cetatile Ponorolui rok temu. Z powodu wysokiego stanu wody, poręczujemy już samo przejście przez rzekę wpadającą do jaskini. Dalej nawet puszczało, choć trzeba było stale uważać na rwący nurt.  Sama jaskinia bardzo urodziwa. Otwiera ją imponujący portal o wysokości ok. 70m! Początkowe partie jaskini stanowią kaskady, następnie woda rozlewa się szeroko i w spokojnej już wodzie podziwiamy grę światła wpadającego z kolejnych otworów. Potem już na przemian trochę kaskad, trawers ze zjazdem do głębszej już wody i chwilę później brakuje nam już lin, a nurt jest zbyt szybki żeby poruszać się bez żadnych zabezpieczeń. &lt;br /&gt;
Akcję kończymy dość wcześnie więc po rozwieszeniu mokrych rzeczy, udajemy się na spacer po okolicy. Po 20 min. docieramy na Poianę Ponor,  na której znajdują się charakterystyczne dla obszaru krasowego okresowe jeziorka (polje/polja). Miejsce bardzo malownicze. Nad wodą znajdują się skałki obite i gotowe do wspinania.&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia Tomek zabiera nas do jaskini Peștera de la Zapodie. Niestety po kilku zjazdach lód zamyka korytarz uniemożliwiając nam odwiedzenie dalszych – ładniejszych partii. Żeby nie zmarnować akcji, pomagamy Tomkowi w wymianie punktów i trochę zmarznięci i z lekkim niedosytem wracam na biwak.&lt;br /&gt;
Popołudniu znów wybieramy się na wycieczkę po okolicznych lasach. Tym razem odwiedzamy jaskinię Gheratul Focul Viu z dość imponującą kupą śnieżno-lodową. Do jaskini nie można wchodzić – zwiedza się ją z drewnianego balkoniku ustawionego przy otworze. Spacer trochę zaczyna się wydłużać z powodu braku mapy i tak przez przypadek natrafiamy na otwór jaskini Pestera Neagra i wychodzimy na początku polany Glavoi. &lt;br /&gt;
Po powrocie ze spaceru, na bazie zastajemy dziwne poruszenie. Po chwili okazuje się, że w jaskini Avenul Bortig doszło do wypadku z udziałem olkuskich kolegów. Na szczęście ratownicy z Salvamont’u odbywali nieopodal ćwiczenia, więc szybko zjawili się na miejscu wypadku i to w bardzo dużej liczbie – chyba z 30 ratowników. &lt;br /&gt;
Z opisu świadków, poszkodowany poślizgnął się na lodowym stożku i rozbił się o skałę. Efektem było złamanie ręki i nogi. Cała akcja ratunkowa trwała dobre 6 godzin, co daje do myślenia biorąc pod uwagę, że pod otwór jaskini było jedynie 30 min spokojnego marszu. A poszkodowany znajdował się na samym początku jaskini.&lt;br /&gt;
Po niespokojnym wieczorze, plany na ostatni dzień dobieramy jakoś bardzo „czujnie”. Propozycje Mateusza: &lt;br /&gt;
- Pestera Neagra – 5-6 godzin akcji&lt;br /&gt;
- Avenul Bortig – szybka akcja, ale jakoś tak dziwnie iść do jaskini gdzie, jeszcze przed paroma godzinami doszło do wypadku&lt;br /&gt;
Propozycje Oli i moje:&lt;br /&gt;
- a może coś innego…&lt;br /&gt;
W końcu decydujemy się na szybki kanion Oselu. Tomek zjeżdża z nami samochodem i pokazuje nam kaskady z dołu. Po krótkiej chwili namysłu decyduje się iść z nami, bo warunki wodne były optymalne. Cały kanion składa się z siedmiu kaskad, których wysokość dochodzi do około 20 metrów. Akcja rzeczywiście szybka, lecz mimo słonecznej pogody gdzieś w połowie kanionu zaczynam dygotać. Ostatni zjazd kończymy wśród widowni rumuńskich turystów. Szybkie suszenie i wracamy do Polski. Na miejscu jesteśmy jeszcze przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mógłbym się jeszcze rozpisać na temat rumuńskiego podejścia do ekologii i spraw obijania jaskiń ale może pozostawmy te sprawy w rękach rumuńskich parkowców i speleologów, w końcu chyba wszystko zmierza w dobrą stronę. &lt;br /&gt;
Podsumowując, w pamięci zostaną piękne nacieki, zabawy wodne i muzyka … gitarowe plumkanie Boba Dylana przy ognisku i bardzo głośne Guns n’ Roses puszczane z głośników samochodowych.&lt;br /&gt;
Muszę jeszcze dodać, że przed wyjazdem byłem rozdarty – wyjazd do jaskiń Rumuni czy wspinanie w dol. Łaby z Karolem. Wolałem jednak zmoknąć trochę w pięknych jaskiniach i wrócić jak cywilizowany człowiek samochodem, niż wspinać się na deszczu i porzucić pojazd lokomocji na pożarcie przez rdzę.&lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: wspin w Labaku część 1|Paulina Piechowiak(WKTJ),Paulina, Wojtek(osoby tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy nie pozostawiały złudzeń, leje wszędzie od Franken po Osp, od Sokołów do Tatr.  Ale napinka była tak duża, że nie było takiej możliwości aby odpuścić ten weekend. Wybieramy Labak, gdzie jeszcze nikt z nas się nie wspinał. Dojeżdżam do Wrocławia, gdzie odbiera mnie ekipa z Poznania. W Dolni Zleb  jesteśmy tuż po wschodzie słońca, dokładnie przeszukujemy całą wioskę, niestety campingu u Janka nie odnajdujemy. Decydujemy się na drzemkę w aucie, rano gdy wreszcie namierzamy camping okazuje się być on nieczynny. Ostatecznie zatrzymujemy się w u Kosti, 2 pokoje, łazienka po prostu All inclusive. Labak podobnie jak inne piachy jest obity oszczędnie (delikatnie mówiąc), niestety nikt z naszej ekipy nie posiadał psychy ze stali, dlatego też cele wspinaczkowe wybieraliśmy bardzo starannie, ilość ringów na odcinku 10 metrów była pierwszą rzeczą którą braliśmy pod uwagę . Poza tym pogoda nie pozwoliła nam na zbyt dużo, w sumie w ciągu weekendu mieliśmy około 10h okna pogodowego. Najczęściej mocno padało z krótkimi przerwami na totalną zlewę, mżawkę uznawaliśmy za chwilowe załamanie niepogody. Jednak mimo tej pogody nie przewidzieliśmy jednego, a mianowicie tego że Łaba może odciąć całą miejscowość od świata. W sobotę rano zorientowaliśmy się że jedyna droga prowadząca do miasteczka jest kompletnie zalana (0,5m głębokości wody na odcinku około 1km, stan wody wynosił 430cm). Pomimo długich i intensywnych poszukiwań innej drogi ewakuacyjnej nie znaleźliśmy. Nie pozostało nam nic innego jak zostawić samochód i przez Niemcy wrócić pociągiem do domów. Stan wody gdy wyjeżdżaliśmy oscylował w granicach 500cm(obecnie poniedziałek godzina 18.17 wynosi 675cm!!!)    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielka wyprawa - ostatnie dni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|21  - 26 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska to najpiękniejszy kraj świata. Okrążając naszą planetę wracamy po niemal 5 miesiącach do domu. Wystarczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis w WYPRAWACH:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#Wielka_wyprawa_-_ostatnie_dni&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lokalnej TV Sfera w programie ''Wydarzenia'' ukazała się relacja z finiszu wyprawy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.sferatv.pl/vod/wydarzenia/audycja/2556-wydarzenia-29-maja-2013.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Orzech - Powrót Taty|Basia, Aga, Tadek Szmatłoch, Tereska Szołtysik, Zyguś Zbirenda, Sonia i Heniek Tomanek z (?!) osobą towarzyszącą (nie wiem czy Heniowi czy Soni), Marzena i &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt; |26 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na miejscu dołaczyli do nas Damian Szołtysik i Krzysztof Hilus, którzy podobno objechali świat ale to nie jest pewne bo przyplątali się do naszego towarzystwa z nienacka i nie wszystko słyszałem co mówili, muszę przyznać że udało im się co prawda na chwilę być w centrum uwagi ale szybko wszystko wróciło do normy i znów JA byłem moderatorem eventu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia 25.05. miał miejsce wyjazd klubowy do miejscowości Orzech koło piekar śl. A zaczęło się dość niepozornie, ''JUŻ SĄ'' powiedziała Tereska do słuchawki, mają telefon z polską kartą, wykonuję szybki telefon, i w słuchawce słyszę dawno zapomniany głos, ''jesteśmy w Orzechu''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze zapisy o miejscowości Orzech znajdują się w księdze parafialnej kościoła św. Małgorzaty w Bytomiu i pochodzą z około 1224. Są to zarysy szkiców granic osady w pisowni Oreh w języku łacińskim. W 1277 biskup krakowski Paweł zakłada parafię kamieńską, do której zostaje włączona osada Orzech. Obecnie mieszka w miejscowości ok 1900 mieszkańców. W tym momencie następuje wiele zdarzeń spontanicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozwolę sobie skrótowo je opisać w wersji chronologicznej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) Marzena jedziemy?&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(Marzena) jedziemy!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzwonię do Tadka, ''jedziecie?''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(tadek) Basia warzy łobiod na jutro ale poczekej spytom ją, ja jadymy''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) przyjedźcie do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tadek) dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi telefon do Tereski,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) jedziesz''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) ale ja teraz jadę do teściowej z obiadem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra przyjedź zaraz po tym do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) no dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym czasie pukanie do drzwi, wchodzi basia i aga&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(basia) mocie pisak, bo momy baner &amp;quot;witamy w polsce&amp;quot; ale ino w ołówku''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) momy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili słychać - ''(basia) o kurcze  pisak przebił kartka i pomarasioł serwet''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(marzena) nie szkodzi''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(aga) fajny mocie widok z balkonu''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(teresa) już jestem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra jadymy na dwa auta, marzena czyści lodówkę bo na pewno są głodni.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy windą na parter, basi się podobało, a na dole zaskoczenie - dojechał ziga,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) cześć''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ziga) cześć jadymy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzech ul. Szkolna 4, jak się okazało ulica ma dziwny przebieg coś jak &amp;quot;S&amp;quot; na dolarze i nie było łatwo znaleźć nr 4 ale udało się. Dojechał jeszcze Heniek z towarzystwem no i jak już wspomniałem Damian i Krzysiek. Event miał miejsce na poboczu drogi, koło płotu wypasionej willi, dyskretnie odpaliliśmy szampana, trochę to wyglądało jak u Gombrowicza. Ja dyskretnie spoglądałem na zegarek (finał ligi mistrzów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''no to jadymy (ja)''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''no ja, musza dokonczyć łobiod (basia)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę że atmosferę spotkania pokażą zdjęcia, które mam nadzieję dołączą uczestnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie chciałbym wyrazić nadzieję, że mój opis pokaże młodzieży jak można zrobić coś z niczego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
rw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. już mam trzy komplety garnków turystycznych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 PS. mam pytanie do zarządu, czy to że moje nazwisko na liście do mosiru zostało napisane małymi literami to coś znaczy?&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fpowrot&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd do jaskini Koralowej oraz jaskini Wszystkich Świętych|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Tomasz Zięć; kadra: Mateusz Golicz, Karol Jagoda|25 05 2013}}&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu  było wejście do jaskini Koralowej i Wszystkich Świętych. Po zaparkowaniu samochodów na świeżo wyremontowanym parkingu leśnym i przebraniu się, pod przewodnictwem Asi ruszyliśmy w kierunku jaskiń. Po dotarciu do otworu jaskini Koralowej podzieliliśmy wstępnie zadania. W czasie gdy ja z Asią, Mateuszem i Łukaszem zajęliśmy się poręczowaniem całej jaskini Koralowej, Ksawery z Karolem i Tomkiem poręczowali studnię Warszawiaków w Wszystkich Świętych i trenowali elementy ratownictwa. Dotarli do nas pod koniec poręczowania WAR-u. Odwiedziliśmy jeszcze salę MMG i wracaliśmy na powierzchnię. Następnie wszyscy zjechaliśmy do jaskini Wszystkich Świętych.  W czasie poręczowania trawersu na most Herberta, kto jeszcze nie miał okazji do treningu ratownictwa, to sprowadzał bezpiecznie na dno ofiarę „zasłabnięcia” na linie. Jak już wszyscy, po emocjonującym trawersie, stanęli na wspominanym moście, rozpoczął się powrót. Gdy pierwsi z ekipy opuszczali już jaskinię, chętni jeszcze odwiedzili salę Peny z interesującym zamkiem z piasku (widać, że komuś kiedyś się nudziło w kolejce do liny). Około godz. 17.30 udaliśmy się z powrotem w kierunku parkingu. Podsumowując, każdy poręczował, deporęczował i ratował, a cały wyjazd był ciekawy i udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 37-lecie klubu w Piasecznie|Rodzina Jaworskich, Rodzina Szmatłochów, Rodzina Orszulików i dwie bestie,  Rodzina Widuchów, Rodzina Rymarczyków, Rodzina Dolibogów, Rodzina Pawlasów, Rodzina Szczurków ze znajomymi ze Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza, Ania Bill, Sławek Musiał, Piotrek Strzelecki, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Xawery Patryn, Asia Przymus, Sebastian Podsiadło – chyba nikogo nie pominąłem|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Kolejny już raz lecie odbyło się w dalekim Piasecznie. Obóz Nockowy rozbijamy na polanie w środku lasu. Ochronę dobytku [powierzyliśmy dwóm bestiom – ni to psy, ni to lwy … Problemy orientacyjne dały się we znaki wielu z nas. Niektórych trzeba było nawet wyciągać z piachu:)&lt;br /&gt;
W sobotę Karol z Damianem wspinają się na Okienniku Wielkim.&lt;br /&gt;
Reszta działa na skałkach przy obozie lub odbywa wycieczki piesze i rowerowe. Po przerwie obiadowej, Tadek zabiera kursantów do Jaskini Wielkanocnej – tym razem nikogo nie zasypało (chyba).&lt;br /&gt;
Wieczorem standardowe ognisko oraz oficjalne przyznanie prestiżowych nagród – SPITów. (lista laureatów ukaże się już niedługo w dziale aktualności).&lt;br /&gt;
Drugiego dnia kursanci ćwiczą poręczowanie pod czujnym okiem Tomka. Część osób udaje się do Podzamcza na wspin, część na wycieczki rowerowe. Reszta zaś, nie wiem co robi – może jednak kogoś tam zasypało…&lt;br /&gt;
Wspinaczka w Podzamczu kończy się wizytą w szpitalu (szczegóły dopowiedzą Karol z Damianem). Na szczęście nic poważnego się nie stało.&lt;br /&gt;
Cały weekend pogoda rewelacyjna. Bez kropli deszczu. Nawet co poniektórych delikatnie przysmażyło.&lt;br /&gt;
Dzięki wszystkim za przybycie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Walne Zgromadzenie Delegatów Klubów i Sekcji Taternictwa Jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach: Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ), Marcin Słowik (SŁ), Dariusz Lubomski (SKTJ); podczas obrad ok. 50 osób z całego tzw. jaskiniowego środowiska|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Zjazd przebiegał w niezwykle spokojnej, a może nawet sennej atmosferze. Jako że na zmiany w budżecie i tak już było za późno, dyskusje koncentrowały się wokół spraw Tatrzańskich, wyprawy centralnej, szkolenia, polityki w ramach PZA i promocji taternictwa jaskiniowego w szerokim świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrano nowy skład Komisji Taternictwa Jaskiniowego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed oficjalnym rozpoczęciem oraz w przerwach zrobiliśmy parę dróg na Bibliotece, jedną na Turni Motocyklistów i coś jeszcze na Górze Zborów. Na skałach generalnie tłumy - w końcu sezon w pełni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|UKRAINA: witaj Europo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|17 - 21 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie Europa. Nasza kochana Europa. Z Kijowa pędzimy w stronę polskiej granicy osiągając ją 3 etapach: 210 km, 198, 165 km. Do Polski wjeżdżamy w Zosinie. Szerszy opis w dziale WYPRAWY:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#UKRAINA:_witaj_Europo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FUkraina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KAZACHSTAN: góry, stepy i Szaryński Kanion|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|08 - 17 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszego pobytu w Kazachstanie odwiedziliśmy Kanion Szryński. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi. Bardzo piękny kraj. Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#KAZACHSTAN:_Gory.2C_stepy_i_Szarynski_Kanion&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FKazachstan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie &amp;quot;kartowanie dla zaawansowanych&amp;quot;|Kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Kursanci: Piotr Słupiński (SW); Ewa Wójcik, Kaja Fidzińska, Agata Klewar (KKTJ); Michał Filipiak, Krzysztof Najdek, Amadeusz Lisiecki (WKTJ); Paweł Jeziorny (WKGiJ); Karol Makowski, Marcin Słowik (SŁ); Zbigniew Tabaczyński (WKTJ/ST); Ireneusz Królewicz (AKG) |10 - 12 05 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach szkoleń centralnych, firmowanych przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego, zorganizowałem wspólnie z krakowskimi grotołazami szkolenie z dziedziny kartowania jaskiń oraz komputerowego przetwarzania danych pomiarowych. Szkolenie było przewidziane dla osób, które zetknęły się już wcześniej z kartografią jaskiniową - i rzeczywiście zdecydowana większość uczestników miała za sobą niejedną akcję pomiarową na niejednej zagranicznej wyprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza szkolenia była zlokalizowana w miejscowości Wielka Wieś pod Krakowem. Szkolenie składało się z czterech głównych bloków: obróbka danych w programie Survex, warsztaty szkicowania na papierze, wektoryzacja szkiców w programie Inkscape oraz kartowanie w systemie całkowicie elektronicznym (tzw. paperless - DistoX + PDA). Mniej więcej połowę czasu szkolenia zajęły ćwiczenia przy komputerach. Niektórych pochłonęły one tak bardzo, że dokańczali treningowe zadania późnym wieczorem, w czasie przewidzianym na odpoczynek i integrację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o zajęcia terenowe, to dzięki uprzejmości zarządcy jaskini, otrzymaliśmy na ich potrzeby dostęp do Wierzchowskiej Górnej. Zajęcia te obejmowały szkicowanie papierowe (pierwszego dnia) na bazie takiego samego dla wszystkich ciągu poligonowego. Następnie (drugiego dnia) tworzyliśmy szkice jaskini w systemie całkowicie elektronicznym. Udało się zgromadzić na tyle dużo sprzętu, że działaliśmy w standardowych, dwuosobowych zespołach. W wyniku ćwiczeń terenowych powstało zatem parę alternatywnych wersji planu jaskini. Być może uda się na ich podstawie opracować ciekawy materiał o różnicach w percepcji przestrzeni przez zaawansowanych kartografów jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: 52 dni w Kraju Środka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|18 03  - 08 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chiny przejechaliśmy rowerami oraz innymi środkami lokomcji od Honkkongu do Korghas. 6000 km. Celem głównym było zlokalizowanie interesujących terenów krasowych, odwiedzenie tiankengu Xiaozhai, spływ rzeką Li wśród mogotów. Trasa wiodła w większości przez tereny górskie, czasem wysoko. Szersza relacja:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHINY:_nie_tylko_kras&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Francuska majówka|Damian Żmuda, Paulina Piechowiak(WKTJ), Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|20 04  - 05 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja dostępna w dziale wyprawy. http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francuska_maj%C3%B3wka&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FFrancuska%20maj%F3wka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll - Jaskinia Majowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|01 05  - 03 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na długi weekend wybraliśmy się pod północną ścianę masywu Hoher Göll, eksplorować otwór który tam odnaleźliśmy w trakcie ubiegłorocznej wyprawy. Ciężar plecaków świadczył o tym, że była to męska akcja - namiot, śpiwory, szpej, 100 m liny, 15 spitów. Na wysokości ok. 1 500 m przy sympatycznym strumyczku wybudowaliśmy platformę i rozbiliśmy obóz. O dziwo otwór (na wysokości ok. 1 650) wystawał ze śniegu. &amp;quot;Puściło&amp;quot; nam ok. 50 metrów kaskadującej, soczewkowatej studni o przekroju na ogół ok. 4 x 2 m. Gdyby nie lejąca się woda, byłaby to bardzo przyjemna eksploracja - 10 metrów zjazdu i półka, kolejne 10 m, kolejna połka itd. Nieco nad zapiarżonym dnem, na szczelinie na której rozwija się jaskinia znajduje się okno, w które należałoby się wcisnąć i jechać dalej. Niestety zostało nam pewnie z 20 metrów liny, a i byliśmy już na tym etapie zupełnie przemoczeni. Deszcz który zastaliśmy tuż po wyjściu na powierzchnię nie poprawił naszej sytuacji. Potem padało przez kolejne 12 godzin, wobec czego następnego dnia w momencie kiedy opad nieco osłabł zwinęliśmy namiot i zeszliśmy do doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04  - 20 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po wielu planowanych weekendach w końcu się udało zrealizować wyjazd na trawers Czarnej. W składzie Rysiek, Łukasz i ja wybraliśmy się w sobotni wieczór w kierunku Zakopanego by następnego dnia rano ruszyć na wspomniany trawers. Pogoda była iście wiosenna, ale jak się okazało tylko przed tatrami. Na podejściu śniegu przybywało i było go na północnych ekspozycjach lekko ponad kolana. Pokrywa zw. na plusowa temp była na tyle słaba iż zapadała się pod nogami. Gdy dotarliśmy pod otwór w naszych głowach kiełkował chytry plan by chociaż zbliżyć się do czasu przejścia wspomnianego trawersu przez Mateusza i Karola i dodając sobie do ich czasu kilka h powiadomiliśmy stosowne osoby o alarmówce. Do dziury pierwszy zjechałem ja, a za mną Łukasz. Rysiu jadąc ostatni zwinął za nami wlotówkę. Dalej poleciało równie sprawnie poręczując na zmianę, Łukasz, ja, a nawet Rysiek. W związku z faktem iż w jaskini było wyjątkowo mokro (woda ciekła praktycznie po każdej ścianie) zdecydowaliśmy się nawet nie sprawdzać co się dzieje między Studnią Imieninową a Brązowym Progiem (gdzie przy obfitych opadach tworzy się jeziorko (w skrajnych przypadkach ponoć i syfon)) i od razu zjechaliśmy Studnią Imieninową na dno korytarza Mamutowego. Z opisu wynikało iż miało być ok 40m zjazdu (liny), a jak się okazało starczyłaby nam jedna lina 55m złożona &amp;quot;na złodzieja&amp;quot;. Fakt że zapasu byłoby tak góra 1m :)&lt;br /&gt;
Pocieszającym było iż korytarz Mamutowy okazał się suchy w porównaniu z wcześniejszą częścią jaskini, to nie zmoczyliśmy stóp (czy innych części ciała). Na koniec został nam tylko Próg Latających Want, który mieliśmy podzielić między siebie ja i Łukasz. Łukasz zaczął i tak jakoś wyszło iż ja zająłem się deporęczem zamykając tyły a Łukasz wyłoił wszystko. Na koniec został nam malutki prożek przed samym wyjściem, na którym poleciało najwięcej słów na &amp;quot;k&amp;quot; :) ale to pewnie dlatego że każdy chciał już wyjść na zewnątrz. Wyjście oczywiście ubrudziło nas wszystkich, także też standard jak na tą akcję. Akcja trwała niecałe 9h, także do rekordu Mateusza i Karola nawet się nie zbliżyliśmy, ale po prostu nie spieszyliśmy się  - tak sobie to tłumaczymy :)&lt;br /&gt;
Powrót do bazy okazał się  bezproblemowy (nie licząc zapadających się nóg w śniegu o którym pisałem na początku), było jeszcze jasno i nawet poręczówki były na wierzchu. Potem tylko auto i droga na Śląsk (dla niektórych &amp;quot;teleport&amp;quot;, tylko kierowca nie mógł sobie pozwolić na spanie :)&lt;br /&gt;
Akcja zakończona sukcesem, bez strat w ludziach czy sprzęcie, a dla niektórych był to pierwszy raz w Czarnej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FTatry-J.Czarna%28trawers%29-04.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Syczuan - Rekonesans wokół Chongqingu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (niezrz.; w roli tłumacza); w części pobytu także Erin Lynch (Hong Meigui Cave Exploration Society), Zhang Hai oraz Shi Wen Qian (Instytut Geologii Krasu w Guilin)|15 04  - 25 04 2013}}&lt;br /&gt;
Więcej informacji w [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Mirowie|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim wspinaniu w Świątyni Czystego VI.1 (Rzędki) tym razem wybór pada na Mirów.  Ludzi mimo obiecujących prognoz mało!!! Pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę, strasznie wiało!!! Pomimo wysokiej temperatury wiatr nie pozwalał na komfortowy wspin (puchówka+czapka obowiązkowo).  Zaczynamy wspinanie od Trzech Sióstr, gdzie pokonujemy Niebo w Gębie (-V), Pozdrowienia z podziemia (VI+), potem szybkie patentowanie i  w pierwszej próbie padają Tragiczne marzenia (VI.3+/4) - wycena mocno zawyżona. Następnie przenosimy się na Szafę, gdzie można się powspinać się w słońcu. Na koniec dnia wracamy na Trzy Siostry, gdzie udaje się poprowadzić  Koksownia Przyjaźń (VI.3) – wspin po krawądkach,  jak dla mnie droga bardzo wymagająca, ale godna polecenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po nieudanych próbach wyciągnięcia kogokolwiek na skitury czy rowery, około godziny 22:00 dostaje SMS-a z propozycją wyjazdu w skałki - zgadnijcie od kogo... Szybko sprawdzam prognozę na sobotę i nie jest zbyt optymistyczna, ale ile to już razy warto było zaryzykować.&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek pakujemy też sprzęt jaskiniowy, aby w razie deszczu odwiedzić jaskiniowców w Piętrowej Szczelinie.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy niezbyt wcześnie, aby niepotrzebnie nie marznąć pod skałami, ale już o 8:00 jest ok. 10 st. &lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach tylko 1 auto. Idziemy snieżno-błotną ścieżką, ale już po południowej stronie sucho. &lt;br /&gt;
Cele wspinaczkowe okazują się optymalne: rozgrzewka na długiej i pięknej Nikodemówce za VI+, dalej 17 sekund za VI.2+ i Szatańskie Wersety za VI.4 (Karol). Cały czas obserwujemy niebo, ale z daleka widoczne deszcze szczęśliwie nas omijają. &lt;br /&gt;
Wspinanie kończymy około 18:00 i po 2 minutach jazdy samochodem zaczyna lać. &lt;br /&gt;
Sezon uważam za otwarty - pogoda wspinaczkowa, temperatura optymalna, skała sucha, nawet komary już gryzą:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Łukasz Majewicz, Łukasz Mazurek, Daniel „Buli” Bula|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
7 kwietnia 2013 odbył się pierwszy w ramach kursu wyjazd do jaskini.&lt;br /&gt;
W planie: zwiedzanie Jaskini w Trzech Kopcach oraz W Stołowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W godzinach rannych (7:15) z centrum Bytomia wyjechaliśmy samochodem w kierunku Szczyrku.&lt;br /&gt;
Po dotarciu na miejsce ruszyliśmy drogą pod górę na Przełęcz Karkoszczonkę. Po krótkiej przerwie spędzonej w ciepłym zaciszu Chaty Wuja Toma, skierowaliśmy się na północ wzdłuż czerwonego szlaku. W niecodziennej, jak na kwietniową porę, zimowej aurze dane nam było przeprawiać się w metrowym śniegu. &lt;br /&gt;
Osiągając docelowe 972 m n.p.m. odnaleźliśmy otwór wejściowy Jaskini w Trzech Kopcach.&lt;br /&gt;
Zwiedzanie bez większych niespodzianek przebiegło pomyślnie. Nowych partii nie odkryto. &lt;br /&gt;
Dotarłszy w rejon Jaskini W Stołowie zlokalizowaliśmy trzy dobrze rokujące otwory które lokalizacją pasowały do namiarów. Niestety ze względu na brak sprzętu oraz trudne warunki zrezygnowaliśmy z zejścia.&lt;br /&gt;
Z braku perspektyw na dalszą eksplorację zawróciliśmy w dół do samochodu. Jako dodatkową atrakcję mieliśmy przyjemność posilić się wyśmienitą szarlotką na gorąco w miejscowej kawiarni.&lt;br /&gt;
Senni i zasłodzeni powróciliśmy do Bytomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za dobrą zabawę i miło spędzony czas w pięknych okolicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skitour na Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + os. tow.|07 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrku-Biłej przez Przełęcz Karkoszczonka podchodzimy na Klimczok. Trasę dobieramy tak, aby&lt;br /&gt;
skontrolować odbywający się równolegle wyjazd kursowy do jaskini w Trzech Kopcach. Gdy ostatni&lt;br /&gt;
kursant znika już pod ziemią, kierujemy się w stronę schroniska. Po posileniu się, zjeżdżamy następnie ciekawym&lt;br /&gt;
wariantem przez Skałkę do Brennej Bukowej i podchodzimy z powrotem na Karkoszczonkę. W sumie wyszło ponad 950 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskidy o tej porze roku okazały się terenem bardzo przyjaznym narciarzom. Warunki śniegowe bardzo dobre (w lesie jest metr jak nic). Turystów dużo mniej niż w Tatrach, a i ludność lokalna miła i dużo bardziej gościom przychylna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitour na Kozią Przełęcz i Zawrat|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic, przez Halę Gąsienicową podchodzimy na Kozią Przełęcz. Z niej zjeżdżamy do Doliny Pięciu Stawów, a następnie podchodzimy na Zawrat i zjeżdżamy z powrotem do Murowańca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu w Tatrach dużo i warunki śniegowe generalnie dobre. Zjazd utrudniają miejscami wielkie lawiniska (nie świeże, a raczej ze starego opadu). W dniu naszej wycieczki dodatkowym kłopotem była gęsta mgła, która utrudniała orientację i odczuwanie nachylenia stoku. Na szczęście, dzięki GPS, nie spadliśmy w żadną przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża wilgotność powietrza skutkowała także bardzo słabym działaniem ludzkiego systemu chłodzenia i przez prawie cały czas było nam okrutnie gorąco. Co też warte odnotowania, mimo słabej pogody, w Tatrach były tłumy. Murowaniec i Betlejemka pękają w szwach od uczestników szkoleń z turystyki zimowej. Przy niemal każdym kawałku lodu przy szlaku stoi ekipa i wkręca śruby lodowe. Dużo także skiturowców, wielu na wypożyczonym sprzęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Krótki skitour w Tennengebirge|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 03 2013}}&lt;br /&gt;
Z Abtenau (wys ok. 700) przeszliśmy najpierw wzdłuż wyciągów na Karkogel do tzw. Berliner Kreutz (ok. 1600). Miła i szybka wycieczka w dobrej pogodzie. Pod koniec zjazdu śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Ski-turling na trawie w okolicy Nauders|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|27 03 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji rodzinnego wyjazdu na święta wybraliśmy się na krótki skitour. W doskonałej pogodzie (słońce) z Nauders podeszliśmy w stronę szczytu Köpfle. Po przejściu ok. 700 Hm, z wysokości 2 100 m wycofujemy się. Pokonał nas śnieg, klejący się okrutnie do fok. Wycof był jedyny w swoim rodzaju. Zaczęliśmy zjeżdżać stokiem skierowanym niestety na południe i w efekcie po może 200 metrach trafiliśmy na zieloną trawę. Ćwiczyliśmy na niej nową dyscyplinę pod nazwą ski-turling na trawie. Polegało to na wykonywaniu ewolucji (przewroty, salta) na śliskiej trawie, z nartami w ręku. Obyło się bez urazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NOWA ZELANDIA: przez dwie wyspy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 02 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na antypodach mieliśmy dość spokojną podróż, choć niemal ciągle przez góry. Pogoda jednak była wymarzona. Odwiedziliśmy tu krasowe tereny na Wyspie Południowej, przejechaliśmy Rainbow Trail (Tęczowy Szlak) oraz odwiedziliśmy naszego kolegi z wyprawy Great Dvide - Neala Taylora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersze opisy tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#NOWA_ZELANDIA:_Wyspa_Polnocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FNowaZelandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: narty w dolinie Aosty|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Tomek Pawlas, Ala Wandzel i inni|08  - 16 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z nastawieniem na jazdę rekreacyjną - jeździmy po przygotowanych trasach i ... uwaga, do góry wjeżdża się wyciągiem, a nie zapycha z buta:) Codziennie szusujemy w innym ośrodku. Pod Monte Rosą, grupa Słoweńców zabiera mnie na wycieczkę freeriadową po okolicznych dolinkach, z pięknymi widokami, opuszczonymi sezonowo wioseczkami i zacnymi zjazdami.&lt;br /&gt;
Generalnie wyjazd wypoczynkowy ze świetnymi widokami na najwyższe szczyty Alp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, Kitzsteinhorn 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz, w trakcie mojego pobytu, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartłomiej Berdel, Jakub Nowak, Jan Wołek, Mirosław Pindel; z STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; z SW Piotr Słupiński; z WKTJ Urszula Kotewa; momentami także Miłosz Dryjański z KKS. W chatce pod Lampo spotkaliśmy także Agnieszkę Gajewską i Krzysztofa Recielskiego (SW) z córką oraz bliżej nieznanego mi Podobasa|10 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
Po raz czwarty już miałem przyjemnosć krótko uczestniczyć w wyprawie eksploracyjnej Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini ''Feichtnerschachthöhle''. Jaskinia ta znajduje się na terenie kurortu narciarskiego na lodowcach pod górą ''Kitzsteinhorn'' (3203). Dzięki uprzejmości firmy ''Gletscherbahnen Kaprun AG'', zarządzającej tym kurortem, baza wyprawy KKTJ zlokalizowana jest w centrum usługowo-gastronomicznym dla narciarzy na wysokości 2452 m npm. W podziemnej cześci tego obiektu, stanowiącej infrastrukturę socjalną dla pracowników całej stacji narciarskiej, dla uczestników wyprawy dostępne są ogrzewane pomieszczenia do spania, ubikacje, prysznic oraz sieć WiFi. Z całą pewnością jest to jedna z najbardziej komfortowych zimowych wypraw jaskiniowych na świecie. Co warte uwagi, specyficzny jest także rodzaj skały, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie. Jest to tzw. margiel mikowo-wapienny, skała z jednej strony dosyć słabo rozpuszczalna przez wodę, a z drugiej bardzo twarda i niszczycielska dla sprzętu. Zimą otwory są zasypane śniegiem i trzeba je odkopywać. Na szczeście głównie przy użyciu ratraka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność jaskiniowa w tym roku skupiona była (jest) na wspinaczce w kominach nad tzw. ''Kryształową Galerią'' oraz w tzw. ''Galerii Srebrnej Wody''. Obydwa te tematy potencjalnie mogą prowadzić do nowych otworów jaskini. Ja, w zespole z Bartkiem Berdelem z biwaku na głębokości ok. -450 m atakowałem ten pierwszy. W założeniu mieliśmy deporęczować te kominy, ale okazało się, że możliwa jest dalsza wspinaczka do góry. Była to dosyć męska przygoda, bo z biwaku było dosyć już daleko na &amp;quot;przodek&amp;quot;. Na każde z dwóch wyjść musieliśmy podejść ok. 370 metrów do góry na linach. Łącznie podczas pobytu pod ziemią wspięliśmy 35 m, prawie całkowicie hakowo (wiertarka). Z pomiarów w jaskini oraz dostępnego nam trójwymiarowego modelu powierzchni terenu wynikało, że znajdujemy się praktycznie parę metrów pod powierzchnią ziemii. Coż, nie udało się nam przebić, ale nie jest to niczym dziwnym. W rejonie, w którym potencjalnie miałby znajdować się nasz &amp;quot;nowy otwór&amp;quot; jest znanych od powierzchni kilka lejów, które jednak kończą się zawaliskami. O tej porze roku na dodatek zasypanych paroma metrami śniegu. Wracając do niszczycielskiego charakteru tutejszej skały - na wyjściu na powierzchnię ja przetarłem croll'a, a mój partner gdzieś po drodze wytarł aluminiową rolkę Petzl'a &amp;quot;do śrubki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na dosyć krótki pobyt, w zasadzie po wyjściu z biwaku zostały mi niecałe trzy dni na powierzchni. Miałem ze sobą narty skitourowe, ale nie zdołałem zbytnio ich użyć. Chociaż Furek wymyślił bardzo ciekawą trasę na pobliski szczyt Hocheiser, ze względu na duże zagrożenie lawinowe poprzestałem tylko na solowej, tradycyjnej już popołudniowej wycieczce na szczyt Grosser Schmiedinger, górujący nad wschodnią częścią terenów narciarskich (500 Hm).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wyprawa cały czas jeszcze trwa. Kolejna ekipa, wspinając dalej komin, dotarła do zawaliska i tym sposobem definitywnie zakończyła naszą wspinaczkę. Jaskinia &amp;quot;puszcza&amp;quot; jednak ciągle w tym rejonie obejściami, a także wspominaną już Galerią Srebrnej Wody. Trzymam kciuki. No i trochę mi szkoda, że już mnie tam nie ma... Oby udało się znowu za rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, skitour w Goldberggruppe|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i os. tow.|08  - 10 03 2013}}&lt;br /&gt;
Ola wpadła na świetny pomysł, żeby mój wyjazd na wyprawę połączyć z szybką akcją ski-tourową. Na bazę wybraliśmy położoną na wysokości 2446 mnpm ''Hagener Hütte''. Jest to schronisko Alpenverein położone w Wysokich Taurach, w okolicy szczytu Goldberg. Chatka stoi na przełęczy, przez którą rzekomo starożytni Rzymanie poprowadzili niegdyś drogę. W zimie główny budynek schroniska jest zamknięty, ale dla skiturowców i ambitniejszych turystów Alpenverein udostępnia otwarty dla wszystkich schron zimowy, czyli sypialnię na ok. 20 osób, stół i ławę. Czegóż więcej trzeba? Jak okazało się na miejscu, schron był chwilowo w remoncie. Co miało i pewne minusy (zdemontowany piecyk i brak możliwości ogrzewania), ale i poważne plusy (nocleg za 0 EUR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek podeszliśmy do tej upatrzonej uprzednio chatki z parkingu w ''Bad Sportgastein''. Był dosyć twardy śnieg i zaliczyliśmy parę wywrotek na podejściu, ale przynajmniej dopisała nam ładna pogoda. Ponieważ byliśmy dosyć zmęczeni po nocnej podróży i morzył nas sen, pierwszego dnia poprzestaliśmy jedynie na dotarciu do chatki (860 Hm) i błyskawicznej wycieczce na upatrzony z chatki, nienazwany pik (może parędziesiąt metrów przewyższenia). Za to sobota upłynęła nam na całodniowej naciarskiej przygodzie, i to &amp;quot;na lekko&amp;quot;. Najpierw zjechaliśmy niejako na drugą stronę przełeczy do schroniska ''Jamnig Hütte'' (nieczynnego, 1748), skąd następnie weszliśmy na przełęcz ''Ulschartl'' (2491), zjechaliśmy po miękkim śniegu do wysokości ok. 2 000 m, a dalej za namową Oli jeszcze podeszliśmy na ''Greilkopf'' (2579), aby potem granią zjechać z powrotem do naszej bazy. Wszystkiego razem wyszło ok. 1350 m przewyższenia. Choć pogoda trafiła się lepsza niż w prognozach, okna w chmurach z ładnymi widokami pojawiały się tylko na chwilę. W każdym razie, przez większość czasu nic się z nieba na nas nie lało ani nie sypało i z tego się cieszyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się podczas ostatniej nocy naszego pobytu. Już pod wieczór zaczęło intensywnie śnieżyć i na twarde podłoże nasypało ok. 20 - 30 cm świeżego puchu. Celem na niedzielę stał się wobec tego tylko zjazd z powrotem do samochodu. Mimo tak prostego planu, najedliśmy się sporo strachu. Słaba widoczność z rana zmusiła nas do zjeżdżania z GPS-em w ręku. Na dodatek towarzyszyły nam grzmoty schodzących nieopodal lawin. Nie przesadzam. Z pewnością gdybyśmy byli w dolinach, a nie wysoko na przełęczy, tego dnia nie wybralibyśmy się w góry. Na szczęście znowu się udało. W około godzinę pokonujemy 800 m zjazdu, a następnie samochodem udajemy się gościńca pod jaskinią ''Lamprechtsofen''. Tam, po uczczeniu naszego szczęśliwego powrotu z gór wysokokalorycznym kakao z bitą śmietaną, rozdzielamy się - Ola wraca do Polski, a ja czekam w chatce pod ''Lamprechtsofen'' na przyjazd ekipy z KKTJ-u. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRALIA: wypad do Sydney|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 02 - 27 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz pobyt w Australii ograniczył się do szybkiego wypadu z lotniska do Sydney. Tym niemniej spędzamy tu noc na spacerowaniu i ranek następnego dnia. Bardzo piękne &amp;quot;city&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#AUSTRALIA:_krotki_epizod&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FAustralia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHILE: w Cordiliera Central|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|15 02 - 25 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chile to fantastyczny kraj dla takich ludzi jak my. Wysokie góry, pustynie, wulkany, ocean a na południu nawet jaskinie. Również dobre jedzenie i jakoś tak bardziej europejsko (tu akurat nie wiem czy to dobrze czy źle, zależy jak na to patrzeć). Robimy tu kilka górskich wycieczek w okolicach Cerro Plumo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHILE:_Andy_-_w_Cordiliera_Central&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChile&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Ciszewski (KKTJ)|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Nareszcie weekend ze znośną pogodą w Tatrach. Najpierw podeszliśmy na Ciemniak przez Adamicę i Piec, a następnie zjechaliśmy z Twardej Kopy do Doliny Tomanowej. Było jeszcze dosyć wcześnie, wobec czego Furek zaproponował &amp;quot;szybkie&amp;quot; wejście na Ornak. W każdym razie, to nie ja na to wpadłem! Na początku szlaku na Iwaniacką Przełęcz dopadł mnie lekki kryzys energetyczny, ale od Przełęczy już jakoś poszło i w promieniach zachodzącego za górami słońca osiągnęliśmy i ten szczyt. Było tam naprawdę malowniczo. Niezła widoczność, gra słońca i chmur i brak ludzi. Warunki zjazdowe umiarkowanie dobre. Na ogół były betony, ale czasami pokryte cienką warstewką na której narty &amp;quot;jakoś łapały&amp;quot;. Szczególnie początek zjazdu z Twardej kopy był bardzo miły. Jak można się domyślić, cała wycieczka zmęczyła nas konkretnie. Zabrakło nam raptem 50 metrów do przejścia 2 km deniwelacji. Dzień zakończyliśmy zasłużonym, uroczystym obiadem w &amp;quot;Adamo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na marginesie. Ciekawe były słowa ostrzeżenia przed lawinami, które otrzymaliśmy od mijanych po drodze na Ornak turystów. Północny stok Ornaku, którym prowadzi szlak, rzekomo pękł w poprzek (w pionie) i, jak nam opowiadano, mamy uważać, bo czort wie, co tam się może zdarzyć. Po bliższej inspekcji potwierdziło się nasze wstępne podejrzenie że to przecież wszystko tak nie działa. Pionowe pęknięcie okazało się być śladem po zjeździe z czekanem po betonowym śniegu, co stwierdziliśmy obserwując wyraźny odcisk od czterech liter w jego górnej części.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy późno bo o 3.00, chciałem wyjechać o 1.00 ale Damian przekonał mnie, że nadrobimy te 2 godzinki podczas wspinaczki, bo na podejściu raczej to niemożliwe:). Pogoda i warunki śniegowe idealne, szybki  odpoczynek w schronisku i obowiązkowy  wpis w książce wyjść. Przed nami na drogę Potoczka (III) wyruszyły 2 zespoły, miały one nad nami godzinę przewagi. Niestety  okazało się pod ścianą, że jesteśmy w kolejce dopiero na 4 miejscu. Czekamy cierpliwie jakieś 20-30min., ale widząc ,,szybkość’’ 1 zespołu decydujemy się zaatakować sąsiadkę czyli drogę Głogowskiego (III). Była to zdecydowanie bardzo dobra decyzja, piękne i wymagające wspinanie na 2 pierwszych wyciągach wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy(brak snu i dłuuugie podejście). Droga ta pokazała mi, że także ze wspinania zimowego można czerpać sporo przyjemności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne, skitour |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek (os. tow.) |24 02 2013}}&lt;br /&gt;
Skrzyczne stało się w tym sezonie najmodniejszym klubowym celem zimowym w Beskidach :). Tym razem na odpoczynek w schronisku docieramy zielonym szlakiem z centrum Szczyrku. Nadchodząca wiosna daje się mocno odczuć, niestety...Śnieg stał się już dość mokry i znikał w oczach.Przez całą wycieczkę było b.ciepło, czasem nawet słonecznie.  Początkowo zjeżdżamy trochę lasem, ale dość szybko wracamy na nartostradę (na której warunki do zjazdu fatalne...). Zgodnie z planem była to &amp;quot;szybka akcja&amp;quot; - o 14.30 zaparkowałam pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Missiones, Corrientes i Mendosa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|28 01 - 15 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym kraju znalazłem się po raz drugi. W Missiones odwiedziliśmy wodospady Iguazu, stare redukcje jezuckie w San Ignacio, polonię w Wandzie. Potem autobusem przedostaliśmy się na zachód kraju gdzie odbyliśmy wycieczki rowerowe w Andach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#ARGENTYNA:_Wodospady_Iguazu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FArgentyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PARAGWAJ: nie trzeba się śpieszyć|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 - 28 i 30 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paragwaj to taka Albania Południowej Ameryki. Na Paranie kwitnie zapewne kontrabanda a wiele ciekawych rzeczy można kupić na paragwajskim brzegu. Nasze 2 krótkie pobyty w tym kraju sprowadzały się do przejechania do promu na Paranie oraz bardzo ciekawy rajd do wodospadu Nacunday. Tu szersze opisy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#PARAGWAJ:_W_poszukiwaniu_wodospadu_Nacunday&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FParagwaj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRAZYLIA: rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu), w części jaskiniowej uczestniczyli członkowie Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas - Jose Mario Budny, Henrique Pontes, Lais Mosqueto  |02 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brazylia to pierwszy kraj w naszej wokółziemskiej podróży, który przemierzyliśmy na rowerach z Rio de Janerio do Foz do Iguazu. Po drodze odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. W części jaskiniowej wyprawy spotkaliśmy się z członkami klubu z Ponta Grossa - Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas ( http://www.gupe.org.br/#! ). Razem z Mario, Henrique i Lais odwiedziliśmy kilka studni wymytych w skałach krystalicznych oraz jaskinie krasowe. Zostaliśmy tu bardzo mile przyjęci. Więcej szczegółów dot. wyprawy można przeczytać tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#BRAZYLIA:_w_jaskiniach_Ponta_Grossa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBrasil&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3726</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3726"/>
		<updated>2013-10-29T23:49:25Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - przez Pasmo Jałowieckie na MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo piękny teren na jazdę MTB. Jeżeli pogoda może być idealna to właśnie taka była. Z Koszarawy jedziemy na Cichą przełęcz, dalej trawersujemy Jałowiec by wydostać się na przełęcz Upaczne. Naprzeciw Babia a dalej Tatry. Grzbietowym szlakiem docieramy do przełęcy Kolędówka i dalej miejscami dość stromym zjazdem osiągamy Stryszawę Górną. Stąd bardzo strome podejście pod Opuśniok (809). Dalej znów stromy i techniczny zjazd do chatki studenckiej Adamy a następnie do Lachowic skąd drogą wracamy do Koszarawy z końcem krótkiego już jesiennego dnia. Byłem tu pierwszy raz i uważam, że są tu bardzo dobre tereny do MTB. Zadowoleni (tylko męska część ekipy) wracamy do domu. Z pochwałą dnia  należy jednak zawsze czekać do samego końca właśnie w myśl przysłowia „nie chwal dnia przed zachodem słońca”.  Nie dość, że jakoś nagle zaczęło lać to jadąc z garażu 50 metrów od domu zaliczam upadek (objechał łańcuch na zębatce a w rękach miałem drobne przedmioty i nie mogłem się zbytnio ratować), przeleciałem nad kierownicą a zębatka wbiła mi się w łydkę więc trochę krwi musiałem upuścić. W górach poradziłem sobie na trudnych zjazdach a przed domem na równej drodze zaliczyłem upadek. Daje to do myślenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fmtb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy|Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk|27 10 2013}}&lt;br /&gt;
Druga część kursowego wyjazdu wspinaczkowego. Tomek przypomniał nam budowę różnych rodzajów stanowisk, które praktycznie realizowaliśmy w terenie wspinając drogi IV z własną protekcją. Zrealizowaliśmy także &amp;quot;drogę dwu wyciągową&amp;quot; ze stanowiskiem pośrednim. Pogoda (szczególnie z rana) super. Ciepło, jedynie wiatr po południu dawał się we znaki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBirow-2013.10.27&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - spacer na Chudą Przełęcz|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|25-26 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rewelacyjny spacer w przepięknych czerwonotrawiastych okolicznościach przyrody, mega słońce, głęboki lazur, zero zobowiązań (nawet związanych z tym, że przejdziemy całą założoną trasę ;) A trasa wyglądała tak: Kościeliska - Chuda Przełęcz pod Ciemniakiem - dol. Tomanowa - dol. Kościeliska, w dodatku zmieściłyśmy się w czasówkach co poczytuję jako taki tyci sukces :)&lt;br /&gt;
W tym miejscu chciałam szczególnie podziękować Kursowi, który odbył wyjazd w tym terminie, za genialne wstrzelenie się w pogodę i Bulemu, który przygarnął nas do swego automobila.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FCiemniak&lt;br /&gt;
:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - u źródeł Wisły i Olzy|&amp;lt;u&amp;gt; Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kieczka z synkiem Bartkiem|20 10 2013}}&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka do źródeł naszej największej rzeki. Jasiu obeznany z tym terenem bezbłędnie doprowadził nas bardzo ciekawym terenem najpierw do wykapów Czarnej Wisełki a potem z drugiej strony Baraniej Góry do źródła Białej Wisełki. Następnie przenosimy się w rejon góry Gończorka gdzie już o zmierzchu dotarliśmy do źródła Olzy. Pogoda przepiękna. Wspaniałe widoki na odległe góry (Tatry w śniegu). Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FZrodla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, manewry ratownictwa jaskiniowego|Daniel Bula oraz grotołazi z różnych klubów|11 - 13 10 2013}}&lt;br /&gt;
Manewry odbyły się w jaskini Czarnej. Podział na 3 grupy i transport &amp;quot;rannego&amp;quot; trawersem przez całą jaskinię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Magurka Wilkowicka|Ola, Wojtek, Zosia Rymarczyk|12 10 2013}} Mała górka dla małych nóżek w pięknie jesiennej złotobukowej odsłonie. Wchodzimy od strony przełęczy Przegibek (czyli najkrótszą możliwą ;-) po to by parę następnych godzin pobyczyć się na słońcu.  Całkiem fajny spacer :) i te kolory...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Dolinie Kobylańskiej|Damian Żmuda, Kasia(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|12 10 2013}}&lt;br /&gt;
Wspinaliśmy się na dwóch skałkach Jastrzębia/ Szeroka Turnia oraz na Sępiej Baszcie. Pogoda idealna, ludzi mało (spotykaliśmy tylko 1 zespół) oraz wyśmienity piszinger (zakupiony w sklepie w ,,centrum’’ Będkowic – polecam!!!)  wskazywały, że musi być to wyśmienity wspin. Niestety złego dobre początki. Wszystko co mogło się nie udać to się nie udało!!! Fatum, klątwa a może po prostu zmęczenie sezonem???(nieeee to jest niemożliwe:)) Efekt był taki że jedynie Damianowi udało się poprowadzić 2 drogi, ale za to jakie……  Prawa Szeroka(V) RP (strasznie hardy bulder startowy przekreślił szanse na wspaniały OS) oraz Jastrzębia (V-) w najszlachetniejszym stylu OS!!! Stach się bać co będzie dalej….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Marmuraowa, wyjazd kursowy|Rysiek Widuch, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Sebastian Podsiadło), &amp;lt;u&amp;gt; Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|12 10 2013}}&lt;br /&gt;
W piątek zajechaliśmy w Tatry, droga dość przyjemna, aczkolwiek nie bez korkowych przygód.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe chłopcy oglądali mecz,  a ja zakumplowałam się z kociakiem, który tak jak ja nie fascynował się bandą facetów ganiającą za piłką. Po meczu dość szybko wybraliśmy się do łóżek, aby mieć siły na sobotnią akcję. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstawaliśmy jeszcze w ciemnościach, ale na szczęście zanim wyszliśmy zrobiło się już widno, co minimalnie złagodziło tęsknotę za łóżkiem.  Doszliśmy do Doliny Kościeliskiej, a stamtąd już tylko kawałek pod górkę. Po około2,5 godzinie odbiliśmy ze szlaku w kierunku jaskini, niewiele później znaleźliśmy się pod otworem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samej jaskini poszło nam dość sprawnie.  (Za)Szybko zjechaliśmy trzy studnie niżej i dlatego w czasie kiedy Rysiek z Arturem już zaczynali odwrót  Ja, Tadek i Sebastian postanowiliśmy sobie zrobić wycieczkę obejściem pod prożek. Po dojściu na miejsce okazało się, że można iść dalej do piaskownicy po wiszącej tam linie. No tak…. Tylko, że ja i Tadek zostawiliśmy majtki ze sprzętem na dnie Studni Kandydata. Tylko Seba mógł wejść na prożek, a ja miałam poczekać z Tadkiem – miałam, bo usłyszałam tylko ,,zamknij oczy” i już go nie było. &lt;br /&gt;
Kiedy panowie osiągali dno jaskini, ja przyglądałam się ścianom i kamieniom, więc czas oczekiwania &lt;br /&gt;
zleciał szybko. &lt;br /&gt;
W kolejne ,,szybko” poszło nam wyjście na powierzchnię, przebiernie się i  biegiem na dół, kolacja i powrót do domów.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Dolina Złomisk|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 - 6 10 2013}}&lt;br /&gt;
Z Wyżnich Hag szlakiem pod Batyżowiecki Staw, a następnie przez Stwolską Przełęcz dostajemy się do Doliny Złomisk. Byliśmy bliscy wyciągnięcia z plecaka liny, bo z przełęczy na północną stronę opada poważny lodospad. Ostatecznie jakoś zeszliśmy piechotą. W niedzielę powrót przez Popradzkie Pleso, tak, żeby wcześnie być w domu. Pogoda dopisała, a w nocy było bezwietrznie i ciepło (może -2). W obydwa dni spotykamy paru ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Buczynowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|06 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy jaskinię Buczynową (ma też nazwę Jaskinia w Cichym Wzgórzu) w pobliżu Trzebniowa. Nie zbyt duża jaskinia lecz przecina w poprzek pod ziemią nie wielki masyw skalny. Korytarz nie za wysoki ale też bez ciasnot. Ciekawy jest teren w pobliżu z dość ciekawymi ostańcami. Po jaskini idziemy jeszcze na skałki z krzyżem gdzie wspinamy 4 drogi od IV do V+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć z jaskini i okolic: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBuczynowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy i Łutowiec|Damian Żmuda, Kasia(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|05 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian po długich namowach zgadza się znowu jechać na Białego Psa mimo, że pogoda (rano 0 stopni i słonecznie) ewidentnie wskazuje, że optymalnie byłoby dzisiaj wspinać się na nasłonecznionych skałach(poświęcenie godne podkreślenia!!!).  Powyższa zgoda była jednak warunkowa ….  jedna szybka wstawka i zmiana rejonu!!! W samochodzie ustaliliśmy że ,, szybka wstawka ‘’to około 2-3h. Na szczęście drogę miałem już starannie zapatentowaną:).  Rozgrzewka na Serze(V), szybkie powieszenie ekspresów ze zjazdu i ….rest. W tym czasie , aby nie zamarznąć Damian i Kasia przechodzą wspomnianą piątkę. Czas na wstawkę, startuje i……… odpadam - przytłoczony presją otoczenia (,,teraz albo nigdy,  ostatnia szansa w tym sezonie, zaraz zamarznę, długo jeszcze’’ itp. ) jeszcze przed pierwszym trudnym miejscem. Decyzja była oczywista,  natychmiastowe ponowienie próby i……… SUKCES !!!  Tym sposobem padł Hektor, moje pierwsze VI.5 !!! Nie miałem zbyt dużo czasu na radość bo napinka na zmianę rejonu była znaczna. Ponownie przez przypadek Damian wybiera Łutowiec gdzie wylegujemy się w słońcu ładując  baterie. Potem już bez napinki wspinamy min.  Minogi (V+), Drogę Wolfa(VI.3) , Łyk szczęścia(V), Warianty Jarosławskiego (VI).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy|Tomek Jaworski, Karol Jagoda, Tomek Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Sebastian Podsiadło, Ania Bil, Piotr Strzelecki, Sławek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|29 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach zajęć kursowych Tomek pokazywał budowę stanowiska, przygotowanie do zjazdu, operacje ze sprzętem. Kursanci następnie wykonywali poszczególne elementy oraz wspinaczkę na własnej protekcji. Karol z Sławkiem przy okazji śmgili kilka dróg 6.2 a Damian z Teresą cztery drogi od 5 do 6+. Mimo chłodu cudowna pogoda, mało turystów, piękne pejzaże. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krywań|Sonia, Piotr, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|28 09 2013}}&lt;br /&gt;
Rodzinne podejście na Krywań. Do samego wierzchołka nie dotarliśmy. Ludzi dużo. Pogoda niezła, ale trochę zimno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Mirowie i Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, os. towarzysząca|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda typowo wspinaczkowa (czyt. Tak pizga, że wolisz się wspinać niż asekurować czy się obijać na karimacie :p) to i uderzamy na szybki wypad w skały. Na parkingu pod zamkiem w Mirowie parkujemy jako pierwsi tego dnia już koło godziny ósmej rano i ruszamy w kierunku skał. Michał na rozgrzewkę robi „Białą Depresję” (V) na Studnisku przy Zamku. Ja jako, że już ją kiedyś robiłem, oszczędzam siły na trudniejsze cele. Następnie meldujemy się pod Trzema Siostrami. Tutaj na rozgrzewkę robię krótką drogę o wdzięcznej nazwie „Misja” (V+). Moją misją nie była jednak ta droga sama w sobie, a dojście przy jej pomocy do stanowiska na drodze „Ludzi Silnej Woli” (VI.2). Tutaj zawieszam wędkę i zaczynam patentować drogę. Piękne wspinanie po różnej wielkości „dziurach”. Puszcza w drógiej próbie (niestety na wędkę). Z dołem nie próbowałem. Michał robi z dołem jej sąsiadkę – „Sztywny Pal Azji” VI- (OS). Ja  natomiast wieszam kolejną wędkę po drógiej stronie skały na krótkiej, mocno przewieszonej drodze „Uwolnić Bąka”. Droga ta w Magazynie Górskim widniała pod wycena VI.2, w starszym wydaniu tego samego magazynu, dostępnym jako pdf w necie jest przedstawiona jako droga o wycenie VI +, natomiast na skale podpisana była jako VI.1 (o ile mnie pamięć nie myli). Mocno wywieszone drogi prowadzące czymś w rodzaju rysy bynajmniej nie sa moją silną stroną, więc dla mnie mogłoby to być i VI.3. W każdym bądź razie było to coś poza moim, nawet wędkowym zasięgiem.&lt;br /&gt;
Michał w międzyczasie próbuje jeszcze swoich sił na drodze „Pozdrowienia z Podziemia” VI+. Potem przenosimy się dalej w głąb Grzędy Mirowskiej.&lt;br /&gt;
Na Trzeciej Grzędzie wbijamy się w „Gibonowy Trawersik”(V), ale droga jakoś nie przekonała mnie do swojej urody. Powoli w skały zaczynają napływać kolejni łojanci, więc zbieramy szpej i zmieniamy lokalizację na Łutowiec.&lt;br /&gt;
Tutaj pierwszy Pada OSem „Łyk Szczęścia” (V) na Knurze w wykonaniu Michała. Ja prowadzę ją Flashem. Zaczyna się lekka mżawka, więc decydujemy się na szybko przewiesić jeszcze tylko linę do stanowiska obok, i na wędkę spróbować sąsiedniej VI.1 o nazwie „Adrenalina Skoczyła”. No cóż....jakoś specjalnie adrenalina nam nie skoczyła, natomiast byliśmy świadkiem ciekawej scenki rodzajowej :p&lt;br /&gt;
Po moim zjeździe z drogi, gdy Michał zakładał buty, obok skałki przechodziło dwoje turystów z dzieckiem. W pewnym momencie dzieciak ciągnięty przez mamę za rękę krzyczy: „Mamo, ja chcę zostać na spektakl !!!”. Matka pyta jaki spektakl, po czym chłopczyk nieśmiało pokazuje w naszym kieunku palcem :D No cóż, nie było wyjścia, Michał musiał skończyć drogę bo cóż to za spektakl bez Happy End’u &lt;br /&gt;
I po tak szczęśliwym zakońćzeniu zebraliśmy szpej i udaliśmy się w drogę powrotną :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna ruta rowerem z centrum Wisły przez Kubalonkę na Czantorię i dalej do Ustronia Dobki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górska jazda na rowerze ma wiele wspólnego ze skituringiem..:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Skrzyczne z Dolnego Szczyrku szlakiem i nartostradą. Zejście niebieskim szlakiem. Jesień w natarciu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Trzebniowie i Łutowcu|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwotnie mieliśmy się wspinać na Białym Psie w dolinie Wiercicy niestety okazało się, że  cała skała jest kompletnie mokra. Tak więc zapadłą szybka decyzja o przeniesieniu się do Trzebniowa. Tam po przypomnieniu sobie przechwytów poprowadziłem Pieskie Życie (VI.4+). Jest to korony dowód na to że we wspinaniu od nóg się odchodzi:) Stłuczona stopa na Kazalnicy spowodowała że nie mogłem  chodzić normalnie,  ale wspinać się można!!! Ze względu na duży tłok pod skałą znowu zapadła decyzja o zmianie rejonu, przez kompletny przypadek:) Damian wybrał Łutowiec. Tam zgodnie z powszechną wiedzą cyfra nie stawia oporu dlatego w szybkim tempie padły:  Rój(VI.2), Prostowanie Roju (VI.2+), Wielbiciel Orłów (VI.1+), Płyta Czyngis-Chana (VI.2), Poemat Jąkały (VI.2+), Różowa Pantera(VI.1+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pogórze Cieszyńskie - Lutnia Bike Marathon MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Artur Włodarczyk (os. tow.) z kolegą|15 09 2013}}&lt;br /&gt;
W Zamarskach odbył się wyścig MTB. Trasa dość wymagająca do pokonania, zwłaszcza po nocnych opadach deszczu. Zmienne profile, urozmaicona nawierzchnia, strumienie, kilka odcinków technicznych. Kilka miejsc śliskich, (ciężko było się wdrapać nawet prowadząc rower). Generalnie mężczyźni mieli 38 km do przejechania (2 pętle) a kobiety 19 km (1 pętla). Ja niestety startowałem już w najstarszej grupie wiekowej (55+) i zająłem II miejsce a Teresa (50+)  była pierwsza ale też jedyna odważna w tej grupie.  Wpasowaliśmy się w sam raz w pogodę bo po wyścigu zaczęło padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FLutniaMTB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA - Jaskinia Brzozowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; Speleoklub &amp;quot;Aven&amp;quot;: Zbigniew Wiśniewski; SCz: Jerzy Zygmut; KKTJ: Bartosz Berdel, Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Michał Ciszewski; SŁ: Tomasz Olczak|14 09 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach spotkania przedwyprawowego ćwiczyliśmy kartografię za pomocą DistoX i palmtopa. Podziękowania dla kolegów z Brzeszcz za udostępnienie jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kazalnica:wspinanie|Paulina,Dorota,Michał(WKTJ),Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |06-08 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda idealna więc wreszcie nadszedł czas na Kazalincę. Droga Schody do Nieba (VI+) – prosta orientacyjnie, polecana jako jedna z najładniejszych szóstek w Tatrach, 15wyciągów, około 480m. Wszystko brzmi zachęcająco, ale rzeczywistość okazała się nieco inna. Do schroniska docieramy w piątek przed 23., dzikie tłumy ludzi, na podłodze nie ma miejsc!!!Śpimy na dworze. Paulina z Dorotą i Michałem pojawiają się o 3.30, tak wiec Paulina śpi tylko 1,5h, Dorota z Michałem nieco dłużej bo idą wspinać się na Mnicha (Międzymiastowa VI+). W drogę wbijamy się około 7 rano, dlatego  jesteśmy pierwszym zespołem. Pierwsze 4 wyciągi przypadły mi, gdyż Paulinie było zimn, a Damian brzydzi się wspinania w trawach. Potem zmiana prowadzenia, Damian sprawnie pokonuje kolejne wyciągi, od czasu do czasu do czasu można na nich spotkać nawet kawałek skały:).  Kluczowy wyciąg to wspinanie w połogiej płycie, dobrze asekurowany i wydawało się że najbardziej lity ze wszystkich wyciągów. Crux na drodze to bardzo jurajskie pełzanie po niczym, słownie 3m trudności. Wszystko do tego momentu szło sprawnie i logicznie, niestety tuż pod stanowiskiem w terenie III za bardzo obciążyłem odstrzeloną płytę wielkości 1mx1m grubości 20cm, która uderzyła w moją nogę i z impetem spadła do Czarnego Stawu. Turyści na szlaku mieli co oglądać!!!, wyglądało to zapewne efektownie. Na szczęście Damian i Paulina zdążyli się schować,  a zespół pod nami najadł się jedynie strachu. Problem stanowiła jedynie moja stłuczona stopa, która ledwo mieściła mi się w butku wspinaczkowym. Do końca drogi zostało 4-5 wyciągów i jakieś 2h zejścia do schroniska. Szczęśliwie okazało się, że bez bólu mogę obciążać piętę wiec jakoś udało się dotrzeć do schroniska w miarę rozsądnym czasie. W schronisku spotkaliśmy Anię ze Sławiem i Wojtkiem, w niedziele ekipa podzieliła się na 3 pod grupy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- turystyczna: Damian, Kasia, Paulina (dolina za Mnichem ) oraz Ania, Wojtek, Sławek(dolina za Mnichem + powrót przez piątkę)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- wspinaczkowa :Michał z Dorotą Kopa Spadowa – Pachniesz Brzoskwinką(VII-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- plażowa : Ja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod pretekstem, że mnie nadal boli noga spełniłem swoje odwieczne marzenie:) i wreszcie pojechałem sobie bryczką z Morskiego Oka. (niezapomniane wrażenie i poczucie że jest się Panem Świata--- bezcenne,   za wszystko inne zapłacisz…..)&lt;br /&gt;
Dzień kończymy wizytą w zaprzyjaźnionym katowickim szpitalu na ostrym dyżurze – kości są całe, na szczęście to jedynie silne stłuczenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; i Ola Golicz, Michał Wyciślik|08 09 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrbskiego Plesa przez Popradzkie Pleso, Doliną Mięguszowiecką na Koprowy Wierch. Następnie Pośrednim Wierszykiem gdzieś prawie na Niżnią Przybylińską Przełęcz, w dół do Doliny Hlińskiej, z powrotem na Wyżnią Koprową Przełęcz i znów Hińczową Doliną z powrotem do Popradzkiego Plesa. Tam czesnaczka (niedobra!). Powrót przez Żilinę, ok. 4h, ale nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinie Kasprowa Wyżnia i Średnia oraz Wielka Litworowa - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Kowalkowski, Joanna Przymus, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk; drugiego dnia także Michał Wyciślik|06 - 07 09 2013}}&lt;br /&gt;
'''Dzień 1''' - opis &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Przed 6:00 pojawił się u mnie Łukasz, gdzie razem czekaliśmy na przyjazd Tomka i Krzysia. Następny przystanek był na Ligocie, gdzie zabraliśmy jeszcze Mateusza, bagażnik jakoś się domknął i mogliśmy ruszać.&lt;br /&gt;
Po dojechaniu do Zakopanego przepakowaliśmy nasze plecaki, złapaliśmy busika i dojechaliśmy do Kuźnic. Po wykupieniu wstępu do parku ruszyliśmy najbliższym szlakiem. Niestety nie był to najlepszy pomysł :( i musieliśmy zawracać. Na szczęście, po dogłębnej analizie mapy, trafiliśmy na właściwy szlak już za drugim razem !!! Dalej poszło bez większych trudności i wspólnymi siłami trafiliśmy w okolice otworu jaskini Kasprowej Średniej.....tylko gdzie dokładnie ten otwór...? Nie zrażeni niewiedzą zostawiliśmy rzeczy i uzbrojeni w sprzęt osobisty poszliśmy do Kasprowej Wyżniej, gdzie Mateusz zrobił demonstrację - jak nie tracić sprzętu. Kiedy pobiegł odzyskać kask, my nasze poprzypinaliśmy i sprawdziliśmy czy na pewno wszystko leży bezpiecznie, żeby jego prezentacja nie poszła na marne. Trawers Kasprowej Wyżniej poszedł nam prawie sprawnie, a potem nastąpiło to na co najbardziej czekaliśmy - kilkudziesięciometrowy zjazd widokowy, następnie trawers do Średniej. Trochę czołgania, studnia, sala i powrót na górę.&lt;br /&gt;
I pojechaliśmy na bazę. Spędziliśmy miły i mroźny wieczór przyglądając się walce Krzysiu vs. Grill - ostatecznie zwyciężył Krzysiu i dość zmarznięci, ale najedzeni mogliśmy uznać ten dzień za zakończony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2''' - opis &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Podczas wieczornego grilla Mateusza zrobił wpis o wejściu do jaskini. Niestety okazało się że to już trzeci wpis na jutro do Litworki. Krótkie telefony i Mateusz uzgodnił że wchodzimy jako drudzy po TKTJcie, tym samym godzina naszego wyjścia przesunęła się i mogliśmy pospać w sobotę do 6:30 :)&lt;br /&gt;
Rano (przynajmniej dla mnie) okazało się że nie wszyscy idą w góry, bo Łukasz stwierdził że ból biodra jest za duży i woli zostać w łóżku. W takim razie w uszczuplonym składzie ruszyliśmy z Gronika w kierunku Przysłopu Miętusiego, a dalej niebieskim prowadzącym na Małołączniak. Dla niektórych po raz kolejny pokonywać Skoruśniak, Kobylarz czy Żleb to nie lada obciążenie psychiczne i marudzenia było wiele :) Ale w końcu żółwim tempem dotarliśmy na Kobylarzowy Żleb gdzie nastąpiło rozluźnienie i prawie godzinne &amp;lt;del&amp;gt;opalanie&amp;lt;/del&amp;gt; odzyskiwanie sił :) W międzyczasie dotarli do nas Ola Golicz i Michał Wyciślik i w powiększonym składzie ruszyliśmy pod otwór. Poszukiwań nie było za wiele, bo wyraźna ścieżka i kilka plecaków przy otworze jasno wskazywały gdzie jest nasz cel. &lt;br /&gt;
Pod otworem kolejne zaskoczenie, gdyż Krzysiek stwierdził że on  woli zostać na powierzchni i tylko w 4 osoby (Mateusz, Michał, Asia i ja) zjechaliśmy do jaskini. Poręczowanie dziwnym trafem przypadło mi w zaszczyt...i dzięki sprawnemu działaniu zespołu (podawali mi tylko wory z linami) dotarliśmy do II Pięćdziesiątki gdzie zatrzymał nas wychodzący kurs z TKTJu. Jak się okazało wyszła dopiero pierwsza z 6 osób i czekania było na ok 2h. W związku z tym zapadła decyzja o odwrocie i deporęczu co dziwnym trafem znów przypadło mi. Powrót poszedł jeszcze sprawniej (bo za dużo wychodzenia to nie było i sprawnie minęliśmy się z trzecim tego dnia zespołem który szedł do magla) i w sumie po 150min byliśmy na powierzchni. Jak to stwierdził Michał, była to jedna z niewielu akcji która trwała mniej niż czyszczenie i pranie sprzętu po niej :)&lt;br /&gt;
W związku z tak krótkim przebywaniem w dziurze do auta doszliśmy jeszcze za dnia wobec czego kursanci zdecydowali się wracać jeszcze w sobotę do domu i tak około północy wszyscy byli już w domu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Lodowa Litworowa i wędrówki górskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Teresa Szołtysik, Barbara Szmatłoch, Ryszard Widuch, Marzenna Widuch|06 - 08 09 2013}}&lt;br /&gt;
Damian i Tadek idą do jaskini Lodowej Litworowej (po drodze spotkanie z Darkiem Sapieszko i kursem TKTJ). W jaskini Lodowej Litworowej docierają do Bazyliki i Studni z Rękawiczką (?). Zreporęczowanie dziury i ciężki transport szpeju w dół (najpierw niestety do góry). W tym czasie grupa: Rysiek, Marzenna, Teresa wychodzi na Ciemniak gdzie punktem kulminacyjnym jest ugotowanie kawy w nowym czajniczku Ryśka. W drugi dzień wycieczka do doliny Chochołowskiej i Grzesia (Damian, Teresa, Marzenna, Rysiek). W tym samym czasie działała jeszcze w Tatrach grupa kursantów z Mateuszem Goliczem oraz Artur Szmatłoch z kolegą w Tatrach Wys. (może będą opisy)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FLL&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Magura Orawska - Magurka |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Ania (os. tow.)|01 09 2013}}&lt;br /&gt;
Niestety w deszczu wycieczka z Namestowa na szczyt Magurki (1107) a potem zejście innym szlakiem do Slanickiej Osady nad jeziorem Orawskim. Powrót brzegiem jeziora do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (również z poprzedniego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FMaguraOrawska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łaziska Górne - turniej badmintona|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i inni zawodnicy|31 08 2013}}&lt;br /&gt;
Może nic wspólnego z jaskiniami lecz nie mogłem się oprzeć przed kolejnym startem w turnieju &amp;quot;Pożegnanie wakacji&amp;quot;. Uplasowałem się w środku stawki grupy &amp;gt;40 lat (7 miejesce/17 startujących) co jak na grotołaza to myślę nie najgorszy wynik. Poziom zawodów wg mnie bardzo wysoki (startowali nawet byli &amp;quot;zawodowcy&amp;quot;). Więcej szans było chyba w &amp;quot;młodszej&amp;quot; grupie. Rozegrałem 6 meczy i tak jak  przed rokiem z sali wyszedłem niemal &amp;quot;po czterech&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|25 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie zmagaliśmy się z drogami od V+ do VI.1 na turni leśnej w pustych skałkach okolic Piaseczna. Część ekipy wspinała się w Rzędkowicach a reszta wypoczywała na Pogorii. Spotykamy się wieczorem u Zigi na urodzinach w niemal kompletnym składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Dolinie Kobylańskiej|Damian Żmuda, Kasia,Ania(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 08 2013}}&lt;br /&gt;
Wybór padł na dolinę Kobylańską, bo wreszcie jest porządne topo tego rejonu. Wspinaliśmy się na Wroniej Baszcie, gdzie oprócz nas wspinała się na własnej tylko grupa kursantów. Tak więc mogliśmy trochę poszaleć, padły: Filarek Urbanistów (V+), Filarek Bały(VI+), Fontanny Króla Salomona (VI.2) – droga Szalonego, ale nie kuta, fajne wspinanie, Płyta Szymona (VI.2) zróżnicowanie wspinanie, polecam!!!, Jazda po Bandzie (VI.2) – przewiecha po klamach, Nieznośna Zjadliwość Błękitu (VI.2) – jeden ruch, ale z gatunku tych wrednych. Kulminacją wyjazdu był uroczysty grill pod skałą…..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Mały Młynarz|Paulina Piechowiak(WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Plan na długi weekend był zależy od pogody:  jeśli jest dobra to ruszamy w Tatry, jak jest niepewna to jakieś wyjazd na wspinanie skałkowe w Austrii bądź w Niemczech.  Na szczęście pogoda dopisała, więc Tatry… pytanie tylko gdzie? Miałem od dłuższego czasu chęć zrobienia  drogi na Kazalnicy, ale po przemyśleniu ilu ludzi będzie w tym czasie w rejonie Morskiego Oka (dzikie tłumy + tramwaje bryczek) bez żalu odpuściłem ten pomysł. Mały Młynarz okazał się strzałem w dziesiątkę, przez 2 dni nie spotkaliśmy żywego ducha.  ,,Popularność ‘’  Małego Młynarza  tak jak się domyślałem wynika z bardzo długiego i trudnego podejścia, które dostarcza więcej emocji niż sama wspinaczka!!! W piątek robimy Sprężynę(VI-), która mnie osobiście nieco rozczarowała. Niewątpliwą zaletą drogi jest to, że rozwiązuje środek niezwykle eksponowanej ściany w miarę łatwy sposób. Niestety efekt psują kruche i parchowate pierwsze i ostatnie wyciągi, prawdę mówiąc jedynie 2 może 3 wyciągi z 9 oferują ciekawe wspinanie w litej skale.  Uwaga orientacyjna: na kluczowym wyciągu nie należy się za bardzo rozpędzać,  przed przewieszką należy odbić w prawo na sporą półkę, której nie widać jak się idzie zacięciem.  To pozwoli uniknąć zakładania wiszącego stanowiska nad przewieszką, której przejście dostarczyło mi sporo adrenaliny. Warto dodać, że poza nami nie było w ścianie innego zespołu !!!(dłuuugi weekend, pogoda idealna) W planach było także zrobienie Kurtykówki, ale ostatecznie zamiast wspinu w sobotę turystycznie weszliśmy na Wielkiego Młynarza. Niedziela to trudny powrót do cywilizacji, ale  dzięki wczesnemu odwrotowi uniknęliśmy gigantycznych korków na zakopiance. Kilka zdjęć  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FM%B3ynarz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA - Prealpy Delfinackie - masyw Vercors|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda|14 - 18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Już na początku wakacji droga mailową Mateusz zaproponował wyjazd do wodnych jaskiń Francji. Bez wahania napisałem że pojadę i nim zorientowałem nadszedł sierpniowy długi weekend. Punkt zborny pod siedzibą klubu, upychanie bagaży pod sam sufit, błogosławieństwo od innych klubowiczów i wyruszamy w 1500km podróż. Na szczęście pięcioro kierowców z częstymi zmianami pozwoliło odczuć skutki sprawnej podróży jedynie na spłaszczonych i obolałych tyłkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 1 – Les Ecouges, dolne partie'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dojechaliśmy do kempingu w  miejscowości Pątą-Roją [Pont-en-Royans]. Damian jako nasz tłumacz sprawnie i szybko załatwiał wszelkie sprawy.  Chcąc wykorzystać dzień, sprawnie rozbiliśmy namioty i wyruszyliśmy w poszukiwaniu pierwszego celu wyprawy – kanionu Les Ecouges. Pomimo małych komplikacji w końcu odnaleźliśmy most nad 60m wodospadem od którego rozpoczęliśmy zejście. Tak właśnie rozpoczęła się moja przygoda z Canyoningiem…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kanion dzieli się na dwie partie. Górna z przeważającymi odcinkami linowymi i dolna [deniwelacja 570m] z większą ilością skoków… Tak! Skoków i to nawet 7 metrowych. Canyoning jest po prostu super! Zjazdy z wodospadów,  piękne widoki, dość ciepła woda [na pewno cieplejsza niż w jaskiniach] oraz tobogany i skoki sprawiają że mamy do zabawy najpiękniejszy i całkowicie naturalny park wodny. Dawka adrenaliny ogromna, zdecydowanie polecam każdemu.  Dwie i pół godziny szybko zleciało i wycieczka dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem z powodu niechęci zjedzenia spaghetti z tuńczykiem!?! [co i tak nas czekało, a jak każdy wie „pomidory w tuńczykiem to jak tuńczyk z pieczarkami” M.Golicz] wybraliśmy się do malowniczego miasteczka na obiad. Francuskie sknerusy dają od 2 - 4 oliwek na całą pizzę, żeby nie było że nie ostrzegałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2 – Grotte de Gournier'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Główna atrakcja wyjazdu czeka nas drugiego dnia. Dojazd łatwy, dojście 10min i naszym oczom ukazuję się piękna sala wejściowa z 40m jeziorem które mamy pokonać wpław. Przyznam że woda była zimna jak cholera zwłaszcza na „podobno 13 stopni” Ł. Pawlas, ale za to budzi lepiej niż najlepsza kawa. Jaskinia jest piękna i obszerna, górny suchy ciąg ma nieraz 20-30m? szerokości i znaczną wysokość. Ogromne nacieki, misy martwicowe Itp. Itp. obecne na każdym kroku zapierają dech w piersi. Dopiero po ok 600m można zejść do niższego wodnego ciągu co udało się nam po dość długich poszukiwaniach. Tam zaczyna się to po co przyjechaliśmy. Wszyscy w momencie odzyskali siły i humor. Rzeka ciągnie się kilometrami, a jej pokonywanie jest bardzo przyjemne. Progi, trawersy, niskie partie zapieraczkowe co chwilę urozmaicają naszą wędrówkę. Niestety po przejściu łącznie około 2km zawracamy żeby zdążyć do sklepu co i tak się nam nie udało. Nikt natomiast nie żałował i nawet spaghetti z tuńczykiem smakowało całkiem nieźle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 3 – Grotte Inferieure de Bury'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poranek po Francusku, czyli Croissanty czekoladowe, jabłkowe [ale bez rodzynek] i takie o smaku croissanta wyłącznie plus kawą dodały nam sił na drugą tym razem mniejszą akcję jaskiniową. Po leśnych poszukiwaniach odnaleźliśmy otwór jaskini, mały i ciasny jak zresztą cała jaskinia. Po kilku małych salkach rozpoczyna się meander szerokości 0,5-1m. Woda znacznie płytsza niż w Gournier. Pokonaliśmy ok 500m korytarza przedzielanego ciasnotami, zaciskami i wpinaczką sięgającą do ok 10m? nawet czołgając się i zanurzając po nos w wodzie by dojść do miejsca gdzie zmienia się trochę charakter jaskini. Bardzo wąski i jeszcze bardziej przewiewny ok 10m tunel po którym jest zjazd 30cm szczeliną pokonał mnie wychładzając znacznie i zdecydowałem się zawrócić w towarzystwie Mateusza. Jaskinia dla mnie osobiście trudna, podobno im dalej tym piękniej, szkoda że nie mogłem się o tym teraz przekonać, ale na pewno tam kiedyś wrócę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót na przyjazny kemping, wieczór w miłym towarzystwie Jean’a DonVinoble [3E za litr] oraz morderczo głodnych kaczek minął niestety bardzo szybko. Rano naturalnie croissanty i jazda do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny teren, mnóstwo jaskiń i kanionów pod ręką, wprost zakochałem się w tym rejonie i chcę tam wrócić, i to RYCHŁO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Tadek, Basia, Artur, Tomek Szmatłoch, w niedzielę - &amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Wspinaczki starszych facetów w skałkach rzędkowickich. Pokonaliśmy kilka dróg V m. in. ''Słoneczny Trawers'' (zrobiliśmy ją w 3 krótkich wyciągach) i ''Filar Lechwora''. My do dróg podchodzimy &amp;quot;od strzału&amp;quot; szacując nasze możliwości dlatego rzadko używamy topo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/rzedkowice &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - spacery polano-dolinne|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; Rymarczyk, Wojtek i Zosia|9 - 14 08 2013}} Wyjazd pt. &amp;quot;ucieczka przed skwarem&amp;quot;. Ochhh, jak ja miałam dość już tych upałów.. a tam? już w pierwszy wieczór musiałam założyć polar! bezcenne. Wyjścia układane raczej pod moje możliwości fizyczne. I tak udaje nam się odwiedzić: Dolinę Lejową z popasem na Niżniej Kominiarskiej Polanie (szkoda, że obecna wersja szlaku ją omija! wiele traci na atrakcyjności - jeśli można tak to nazwać - ten odcinek regli)i zejściem do doliny Kościeliskiej, skąd ku naszej radości zabiera nas gospodarz Pan Tadeusz i odwozi bryczką na bazę do Roztok ;-). Udajemy się też do Małej Łąki (po dojściu do polany ja ledwo zipię- gorszy dzień, a Zo się dopiero rozkręca..) i wracamy przez Przysłop Miętusi lekko widokowym szlakiem do Nędzówki. Odwiedzamy też bardzo ładnie widokowo położoną polanę - Ciepkówkę, gdzie &amp;quot;witają&amp;quot; nas 4 pasterskie psy, stado owiec i baca, który twardą ręką wytłumaczył tamtym czterem, że turystów zagryzać nie wolno - odtąd zostaliśmy częścią stada, aż trudno było się rozstawać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia będą w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie|Karol Jagoda, Damian Żmuda, Ania Bil, Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Niedzielne wspinaczki w dol. Wiercicy na północnej Jurze. Pogoda optymalna. Skała sucha. Na skałach &amp;quot;Biały Pies&amp;quot; i &amp;quot;Proxima Centauri&amp;quot; położonych w pięknym bukowym lesie każdy znajduje coś dla siebie. Padają drogi od V do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Śnieżna|Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Z jednodniowym przesunięciem (zw. na zapowiadane burze w górach) ruszamy na kursowy wyjazd do Wielkiej Śnieżnej. Ze śląska wyjeżdżamy w sobotę wieczorem, gdzie już po sobotnich deszczach nie było śladu, także dopiero po zmroku dojeżdżamy na bazę, tj. na Polanę Rogoźniczańską gdzie poznajemy elitę PZA i po małej kolacji idziemy spać. Ja niestety niedoszacowałem pogody (poprzednie 2 tyg. to 30~38 st upały) a tej nocy było nie więcej niż 10 st C i nad ranem zmarzłem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na akcję ruszamy z samego rana w niedziele by po ok 2,5h być pod otworem. Znalezienie samego otworu trwało może 10~15 min, także w porównaniu do poprzednich wyjazdów odbyło się to szybko :)&lt;br /&gt;
Celem akcji był suchy biwak. Do poręczowania było nas dwóch (ja z Krzyśkiem) i poza małymi incydentami iż lina okazywała się np. o ~2m za krótka poszło nam gładko, choć zajęło nam to prawie 4h. W jaskini dosyć sucho (jedynie na płytowcach woda zmoczyła nam linę). Na Lodospadzie wg. bardziej doświadczonych kolegów lodu było mało, także przydały się taśmy do poręczowania. Dla potomnych napiszę, iż szkic techniczny z 1992 nie uwzględnia wielu batinoxów które są po drodze, także trzeba  conajmniej 5~7 karabinków więcej niż to wynika ze szkicu. 54m lina na płytowcu I to także za krótki odcinek o jakieś 4~5m. Na Wielką Studnię zw. na 2 przepinki po drodze 80m to tak bardzo &amp;quot;na styk&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót okazał się szybszy bo po ok 3,5 byliśmy już na powierzchni...a przynajmniej 3 z nas :) Osoba deporęczująca miała małe problemy z Lodospadem i Rurą, co przełożyło się na prawie godzinne czekanie na nią pod otworem. Na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie i krótko po 20:00 ruszyliśmy do auta. Próg pokonaliśmy jeszcze przy naturalnym świetle i czołówki wyciągnęliśmy dopiero przed Wielką Polaną. Do auta dotarliśmy o 22, a w domu byliśmy przed 1.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/sniezna-kurs-08.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po dolinkach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|10 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda na sobotę zapowiadała się deszczowo, ale nie mogłem wysiedzieć kolejnego weekendu w domu więc mimo porannej mżawki ruszamy w stronę Krakowa. Całą drogę deszcz nie ustępuje. Wycieczkę rozpoczynamy w Krzeszowicach i kierujemy się w stronę dol. Racławki. Dalej w górę dnem doliny do Racławic - bardzo malowniczy odcinek. Rzeka tworzy ciekawe meandry i co chwilę drewnianymi mostkami ścieżka przecina rzekę. Z Racławic kierujemy się na północ, aby przedostać się do dol. Eliaszówki. Niestety ślepo zawierzamy mapie, która wyprowadza nas wprost w pola kukurydzy. Przez pola musimy przedostać się z buta co zajmuje nam dużo czasu. W końcu natrafiamy na pole golfowe po którym miałem już okazję błądzić podczas szukania jaskini Racławickiej. Całemu zamieszaniu winne jest przeklęte pole golfowe, a właściwie to jego projektanci, którzy widocznie olali sprawę poprowadzenia szlaków pieszych i rowerowych innymi wariantami. Po walce z bujną jurajską dżunglą udaje nam się dostać do dol. Eliaszówki. Teraz już tylko szybki zjazd asfaltem przez Czerną do Krzeszowic. Wracamy przemoczeni, ubłoceni i mimo wszystko zadowoleni do Zabrza. Takim to sposobem zaliczyłem wszystkie podkrakowskie dolinki. Choć pojawił się pomysł żeby zjechać je wszystkie za jednym razem... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rejs po Wielkich Jeziorach Mazurskich|Piotr Górski (Żeglarski Klub Turytyczny &amp;quot;Klar&amp;quot; Zabrze), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.), Barbara Borowiec (os. tow.)|27 07 - 10 08 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to nic ekstremalnego ale odbyliśmy ciekawy rejs na jachcie „Perła” (klasa: Tango 780 S) z Rynu  a potem od Węgorzewa na północy  po Pisz na południu a dokładnie na trasie: jezioro Ryńskie (start z Rynu) – j. Tałty – Tałtowisko – Szymonieckie – Jagodne – Boczne – Niegocin – Tajty – Kisajno – Dargin – Mamry – rzeką i kanałem Węgorapy do Węgorzewa, dalej znów Mamry – (zwiedzanie bunkrów poniemieckich w okolicach kanału Mazurskiego) – Święcajty – Stręgiel (bardzo piękne jezioro, mało uczeszczane) – Święcajty – Mamry – Dargin – Łabap – Dobskie – Kisajno – Niegocin – Boczne – Jagodne dalej kanałami na Tałty – Mikołajskie – Śniardwy – Seksty – kanał Jegliński – Roś – powrót tą samą drogą na Mikołajskie – Bełdany (zmienne wiatry) – Mikołajskie – Tałty – Ryn.. W drugim dniu rejsu pomagaliśmy postawić maszt kobiecej załodze. W tym samym dniu przy pierwszym większym powiewie złamała się płetwa sterowa, którą naprawiliśmy (a właściwie kupiliśmy nową) w Giżycku. Pogoda dopisała nam idealnie. Przewaga korzystnych wiatrów pozwalała robić niezłe przebiegi. Na noc w większości przypadków zatrzymywaliśmy się w uroczych miejscach na brzegach i tylko kilka razy w marinach. Łódka spisała się bardzo dzielnie, podobnie załoga. Wieczory by nie powiedzieć noce Piotr urozmaicał szantami grając na gitarze. Dwa tygodnie mieliśmy okazje żeglować po wspaniałych akwenach i podziwiać piękną przyrodę.  Szczególne podziękowania dla Piotra Górskiego za zorganizowanie całego rejsu. W klubie jest kilku żeglarzy więc dla zainteresowanych szerszy opis w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Rejs_-_Wielkie_Jeziora_Mazurskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FRejsWJM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu clip: https://vimeo.com/72249805&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - I cóż, że ze Szwecji...|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Emma Lundh, Erik Pott i Per Fredriksson|03 - 08 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji kongresu w Brnie odwiedzili nas znajomi ze Sveriges Speleologförbund, szwedzkiej federacji jaskiniowej. W piątek, przez Sztokholm i Kraków, do Katowic dotarł Per. Po długiej podróży, zaproponowaliśmy mu wyjście na kawę i wizytę na ściance wspinaczkowej na MOSiRze. W sobotę w trójkę wspinaliśmy się trochę na Górze Birów, aby następnie popływać chwilę na Pogorii i przejąć z dworca w Katowicach Emmę i Erika, którzy dotarli pociągiem z Brna. Pojechaliśmy do Zakopanego i zakwaterowaliśmy się na Polanie Rogoźniczańskiej, która zresztą pozytywnie zaskoczyła naszych gości wysokim standardem noclegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę odwiedziliśmy '''Jaskinię Czarną''', do jeziorka Szmaragdowego. Poniedziałek to '''Wielka Śnieżna''' i Suchy Biwak. We wtorek odespaliśmy i odpoczęliśmy w Zakopanem i nad Jeziorem Orawskim. W tym samym dniu, Ola z przyczyn zawodowych musiała wrócić do domu. Środa upłynęła pod znakiem przygody w '''Ptasiej Studni''' (do Kaskad) i zjazdu Progiem Mułowym. W czwartek przejechaliśmy do Krakowa i zwiedziliśmy trasę turystyczną w Wieliczce i Rynek Główny. Nasi goście zostali na noc w Krakowie, aby następnie w piątek rano wrócić przez Sztokholm do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały pobyt w Tatrach towarzyszyła nam piękna pogoda, momentami trudna do wytrzymania. Choć ruch turystyczny na szlakach był duży, w jaskiniach nie spotkaliśmy nikogo. Przygotowaliśmy naszych gości zawczasu, ostrzegając ich, że podejścia są długie a jaskinie surowe. Rzeczywiście, pod górę męczyli się bardzo, ale doceniali też piękne widoki. Przy zjeździe do Ptasiej Erik stwierdził, że w sumie to jaskinia jest mu już obojętna, bo sceneria sama w sobie była warta tej wycieczki. Emmie, jako biologowi, szczególnie podobały się kwiatki na podejściach. W jaskiniach największe wrażenie zrobiła Wielka Studnia, Wodociąg i Studnia Wlotowa w Ptasiej. Najgorzej wypadł bodaj spacer na Krupówki. My, jako gospodarze, też bawiliśmy się dobrze. Miło było odwiedzić &amp;quot;klasyki&amp;quot; w dobrym towarzystwie. Problem tylko w tym, że po pięciu dniach mój angielski całkowicie się zużył i przełączyłem się chyba na sam tylko czas teraźniejszy prosty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako suwenir z Polski, Szwedzi otrzymali Licencje TPN na uprawianie taternictwa jaskiniowego w Parku (podziękowania dla B. Chlipały za szybkie załatwienie tematu). W Szwecji nie ma odpowiednika karty taternika i nie trzeba się nigdzie rejestrować idąc do jaskini. Wobec tego, z takim dokumentem, koleżanki i koledzy nareszcie mogli poczuć się profesjonalnymi grotołazami :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - Bieg dla Słonia|Aleksandra Golicz, Mateusz Górowski, Michał Wyciślik oraz ponad 1000 innych biegaczy|07 08 2013}}&lt;br /&gt;
Udział w biegu dla upamiętnienia Artura Hajzera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Galeria Gankowa|Damian Żmuda, Kasia, Ania, Adam(os. tow)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 04 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda przez cały tydzień była idealna i o dziwo utrzymała się także przez weekend – prawdziwy cud.  Grzechem byłoby nie zrobić jakieś fajnej drogi. Wybór pada na Orłowskiego (VI-) na Galerii Gankowej. ,,Klasyk klasyków’’ takim mianem określa się tą drogę , w 100% zgadzam się z tym stwierdzeniem. Niestety nie ma róży bez kolców, podejście ciągnie się w nieskończoność. Orłowski to  piękna droga, o wyrównanych trudnościach, biegnąca pionową ścianą, wymagająca wspinania na każdym wyciągu (nie ma odcinków po pastwiskach). Jedna rzecz, którą warto podkreślić to data poprowadzenia drogi 1939r. jest to coś niesamowitego, że  przed wojną na ówczesnym sprzęcie ktoś był wstanie zrobić tą drogę klasycznie!!!  Droga zajęła nam około 5,5h, ale atrakcje się nie skończyły tak szybko, zejście  do doliny Ciężkiej jest przygodą samą w sobie:). Podczas kiedy razem z Damianem  działaliśmy w ścianie, reszta ekipy prowadziła heroiczną walkę z wielkim piargiem opadającym z przełęczy Waga. Niestety ambitny pomysł wejścia tą drogą na Rysy się nie powiódł, tak wiec wszyscy wracamy w wielkim upale tą samą drogą na Łysą Polanę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Łomnica i Osterwa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda i Ania Bil - turystycznie|27 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nad moim górskim wspinaniem ciąży jakieś fatum. Fakt niepodważalny. Zeszły rok złamana noga, tuż przed wyjazdem na „wielkie alpejskie łojenie”. Teraz nieoczekiwana zmiana pracy i cały letni urlop wyparowuje jak siły przed kluczowym przechwytem. „Powalczymy w Tatrach, pocieszamy się z Karolem”. Od początku sezonu  tak się pocieszamy, tymczasem pogoda do znudzenia powtarza to samo zagranie: cały tydzień lampa, wymarzone warunki do wbijania się, w najdłuższe nawet drogi i wzorcowe załamanie w sobotę. Narasta nerwowość. Wreszcie zwrot akcji, prognozy wręcz nierealnie optymistyczne, web kamery pokazują piękne panoramy Tatr. Plany gotowe już od dawna – zachodnia ściana Łomnicy, Hokejka. Jako uzupełnienie Karol proponuje Osterwę, droga Dieski. Czyli 2 drogi siódemkowe, a ja od 2 lat nie dotknąłem podwójnej liny… rozsądni nie uprawiają tego sportu. W piątek Ania podejmuje szybką decyzję i dołącza do teamu jako wsparcie naziemne :)&lt;br /&gt;
Logistykę dopasowujemy do wieku uczestników, znaczy wjazd kolejką najwyżej jak się da (Jak to, nie obejmuje nas zniżka dla seniorów? Skandal!). Z Łomnickiego ramienia zejście emocjonującą „feratką” pod ścianę. Zgodnie z dewizą „braki kondycyjne nadrabiamy brakiem mózgu” nie zakładamy uprzęży na zejście po ubezpieczonej ścieżce, dzięki czemu wyprzedzamy pozostałe zespoły podchodzące pod ścianę. Wyścig okazuję się zresztą zupełnie zbędny, żaden z zespołów nie wybiera się na naszą drogę. Ustalamy taktykę tylko jednej zmiany na prowadzeniu – spora oszczędność czasu w porównaniu do zmiany prowadzącego po każdym wyciągu. Pierwsza, łatwiejsza połowa drogi (do hokeja) ja, dalej Karol. Moją część odebrałem, jako bardzo przyjemne wspinanie, niebanalne, w dużej ekspozycji i akceptowalnych trudnościach. Słynny trawers „przez krzyż” czujny ale dla mnie raczej prosty. Za to wielki podziw dla autorów drogi za wyszukanie tej linii w ścianie. Gdyby nie przelot przy starcie w trawers absolutnie nie przyszłoby mi do głowy, że to tu. Podczas wspinania na drodze obok spada wantę wielkości małego samochodu. Skała rozpryskuje się z potwornym hukiem odbijając się od ściany. Lawinka rozpędzonych głazów przelatuje drogą naszego podejścia. Zespół który był poniżej na drodze obrywa niewielkimi odłamkami, na szczęście bez konsekwencji ale jeden z chłopaków pokazuje nam później swój kask z głęboko wbitym w skorupę niewielkim kamieniem…&lt;br /&gt;
Zmiana na prowadzeniu i natychmiast zmienia się charakter drogi. Wyjście z hokeja – sięgniecie do wysokiego chwytu nad przewieszką, wypuszczenie nóg… Karol robi to gładko, ja z wyważającym plecakiem już nie. Nie udaje się sięgnąć klamy, pierwsza porażka. Po bloku jakoś gramolę się już do góry. W międzyczasie zapowiadana idealna lampa zmienia się w aurę typową dla tych gór – nadciągnęła cwangla, zaczyna się jakaś mżawka… świetny moment - dwa górne wyciągi stanowią odwodnienie szczytowego kolektora wodnego. Przed nami kluczowy wyciąg – lekko przewieszona rysa, jeszcze sucha… Karol atakuje, asekuracja komfortowa jak na sportowej drodze, mnóstwo haków, swoich punktów nie trzeba osadzać wcale. Obserwuję prowadzącego, wstawia się, cofa, kombinuje, wbija jeszcze raz… i odpada. Ups, takie trudności to on powinien robić przez sen… Druga wstawka, rozważnie ale ze sprężem. I lot. O, k…., co tam się dzieje? Po dłuższym odpoczynku na bloku wreszcie przechodzi rysę. Ja po tym pokazie nie mam wielkiej wiary w swoje szanse, szczególnie z uwagi na plecak. Odpadam po mało przekonującej walce i azeruję przez trudności. Jakie to upokarzające… Oceniamy, że w skałach miałby ten fragment VI.1+. Ostatnia długość liny i z pionowej ściany, z kwaśnymi minami, wychodzimy wprost  pomiędzy kelnera w garniturze i tłumek ciekawskich turystów, którzy wjechali na szczyt kolejką. Abstrakcja. Pogoda nawet poprawia się i możemy powzdychać patrząc na imponujące ściany Wideł czy Kieżmarskiego.&lt;br /&gt;
Podsumowując – fantastyczna ściana, droga najpiękniejsza, być może, jaką robiłem w Tatrach. Eksponowana na całej długości  i wymagająca, miejscami bardzo. Obowiązkowo do zrobienia, pod warunkiem jednak, że pewnie czujecie się w trudnościach VI.2 OS. Zejście ze szczytu kopczykowaną ścieżką z ubezpieczeniami (łańcuchy itp.) Ubezpieczenia miejscami niekompletne, ostrożnie w przypadku mokrej skały. Tymczasem Ania robi samotnie długą, ładną trasę po górach. Zadowoloną odnajdujemy w Starym Smokowcu. Czas na niezasłużone piwo i kolację (pierogi z bryndzą). Ciepła noc, na komfortowym zestawie karimata + materacyk mija zaskakująco szybko. Pobudka: 5:00&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieska-Halas-Marek, VII-, zachodnia ściana Osterwy&lt;br /&gt;
Mimo, że wybieramy się na drogę krótką (5 wyciągów) i z wyjątkowo szybkim podejściem to i tak Karol wymusza na nas nieludzko wczesną pobudkę i wyjście. Zależy mu na wczesnym powrocie do domu. Okazało się, że bardzo dobrze… ale nie uprzedzajmy. Podejście z parkingu Popradzkie Pleso via symboliczny cmentarz ofiar gór. Żeby po wczorajszej porażce na Łomnicy podchodzić pod kolejną siódemkę wzdłuż długich rzędów tablic z nazwiskami, datami i nazwami ścian – trzeba mieć mocną psychę albo niskie IQ. Po wczorajszych doświadczeniach mocno redukujemy wagę plecaka, nie biorąc w ścianę butów na zejście – zjedziemy. Pierwszy, prosty wyciąg doprowadza do luksusowego stanowiska przy uschniętej limbie - jest siedzisko z oparciem :) Dalej wygląda łatwo a nie jest. Wiemy już, że widok linii haków, niemal co metr nie wróży łatwej cyfry. Faktycznie, przewinięcie z zacięcia na filarek syte i techniczne. Trudność trzyma, kolejny szóstkowy wyciąg doprowadza do stanowiska pod kluczowym zacięciem . Wygląda imponująco – geometrycznie proste, o gładkich, pionowych ścianach. Wewnątrz rysa na cama nr 3. Jakieś 10m do przejścia dilferem, w 2/3 wysokości stały ring. Karol prowadzi, przy początku zacięcia, jeszcze z wygodnej pozycji zakłada frienda, sięgając daleko do rysy. Wchodzi w dilfera, widać, że jest przesztywniony, w obawie przed zbułowaniem się nie zakłada więcej przelotów, aż do ringa, tymczasem niedokładnie założony friend wypadł. Dysząc ciężko wpina się w niego, po czym dziwnie nerwowymi ruchami wychodzi ponad zacięcie, w łatwiejszy teren. Gdyby poleciał przed wpięciem horska sluzba miałaby co robić. Idę na drugiego. Okazuje się, że dilfer, z początku nawet przyjemny, pod koniec staje się mocno problematyczny. Rozchodząc się, rysa przestaje być pewnym chwytem. Zacięcie skutecznie wypluwa. Po raz kolejny na wyjeździe wiszę na linie konstatując cierpko brak formy. Już wiem, skąd nerwowe ruchy Karola na prowadzeniu. Jeszcze prosty trawers i kończymy drogę. W przewidywanym miejscu nie udaje się trafić na stanowiska zjazdowe i ostatecznie musimy schodzić w butkach wspinaczkowych – pokuta. Wspinanie zajęło nam 2,5h, kończymy zanim ściana znalazła się w słońcu – na szczęście. Rekordowe upały nie omijają gór. Jednakże w Tatrach muszą wzbudzać podejrzenia. Około 13tej gwałtownie zaczynają zbierać się burzowe chmury. Zdążyliśmy akurat wrócić do samochodu kiedy zaczyna się solidna ulewa. Myślimy o tych, którzy w tej chwili są w ścianie Łomnicy… górne wyciągi Hokejki w takich warunkach zmieniają się w regularny wodospad. Hmmm. a to najładniejszy weekend w tatrach od początku sezonu. &lt;br /&gt;
Pisząc to oglądam meteo na sobotę i niedzielę. Uśmiechnięte słoneczko na prognozach budzi złe przeczucia. Moje fatum pewnie też się uśmiecha. Drwiąco.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY - Brno - ICS 2013|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 21. - 28.07.2013 miał miejsce 16. Międzynarodowy Kongres Speleologii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kongresy odbywają się co cztery lata. Poprzedni był w USA, zaś następny będzie w Australii. Zasadniczym wydarzeniem w zorganizowanej części kongresu były referaty, które przez pięć dni prezentowane były równolegle w kilku salach. Wszystkie wystąpienia były ograniczone do 20 minut, a ich treść była przeznaczona zarówno dla naukowców zajmujących się jaskinami (sesje ogólne oraz bloki poświęcone: speleogenezie, biologii, rekonstrukcji paleoklimatu, archeologii, paleontologii, jaskiniom niekrasowym oraz sztucznym), jak również dla osób po prostu na poważnie chodzących po jaskiniach (oblegany blok o eksploracji w różnych rejonach świata, pomiary i mapy jaskiń, historia speleologii, ochrona jaskiń).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kongresu odbyły się wycieczki do okolicznych jaskiń Morawskiego Krasu. Były także wystawy fotografii, plakatów (naukowych, ale także o eksploracji), planów jaskiń, sztuki inspirowanej jaskiniami. Była SpeleoOlimpiada (najlepszy wynik na zacisku: mężczyźni 15 cm, kobiety 14 cm). Były pokazy filmów, pokazy 3D. Były spotkania różnych komisji roboczych, a także spotkania ad-hoc. Było walne zgromadzenie Międzynarodowej Unii Speleologicznej (UIS). Nie sposób było uczestniczyć we wszystkich tych wydarzeniach. Trzeba było ograniczać się i wybierać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście, to nie wydarzenia były najważniejsze. Przede wszystkim, na kongresie było 1100 grotołazów i speleologów z całego świata, z którymi można było porozmawiać, wyjść na miasto, umówić się na akcję w jaskini, na eksplorację, na współpracę naukową, albo po prostu na kontakt w przyszłości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, niezwykle ciekawa była prezentacja anglików o ręcznym skanowaniu laserowym przy użyciu urządzenia przypominającego wyglądem i sposobem użycia kropidło do święceń. Poza tym, dowiedziałem się nieco o stanie prac nad nową wersją przyrządu DistoX. Wszystko to miało miejsce w trakcie nieformalnych części kongresu. Z grotołazami brytyjskimi rozmawiałem o możliwości stworzenia wspólnego formatu przechowywania danych o jaskiniach. Wspólnie na Komisji Informatyki kontestowaliśmy pracę jak na razie wykonaną w tym zakresie w ramach UIS. Odbyło się też krótkie spotkanie koordynacyjne dotyczące wypraw Hong Meigui w Chiny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy w sytuacji o tyle dogodnej, że uczestnictwo w kongresie było częścią naszych wakacji a nie pracy. Wobec tego, zrobiliśmy sobie dodatkowe dwa dni przerwy. W ich trakcie, wspinaliśmy się nieco na skałkach w Morawskim Krasie, pływaliśmy w Brneńskiej Rivierze, a także kajakiem na jeziorach Nove Mlyny. Poszliśmy też zobaczyć jaskinię Katerzyńską i Punkiewną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 - 20 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 30.06 - 20.07.2013 odbyła się kolejna wyprawa Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Hoher Göll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku, bazę wyprawy stanowiła tzw. Zakrystia - nyża skalna pośrodku ściany na wysokości ok. 1800 m. Działalność wyprawy koncentrowała się na dwóch obiektach: Gruberhornhöhle (1336/29) oraz Gamsstieghöhle (1336/48). Obydwie te jaskinie zostały odkryte przez grotołazów austriackich w latach '60. Poszukiwaliśmy w nich nowych możliwości, ale najbardziej interesowała nas perspektywa połączenia Gruberhornhöhle z systemem jaskiniowym Hochscharte - którym to zajmowaliśmy się przez ostatnie kilkanaście lat. Brakuje w linii prostej może 30, a może 80 m - wszystko zależy od tego, jak spojrzeć na pomiary, które prowadzone były przez kilka pokoleń i paroma różnymi generacjami sprzętu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Oaza (ok. -550 m) założyliśmy biwak, podobnie jak miało to miejsce przeszło 40 lat temu. Udało się nam zlokalizować jedno interesujące miejsce z przewiewem. Po przekopaniu ciasnego przełazu, odkryliśmy ok. 120 metrów korytarzy, generalnie zmierzających w dobrym kierunku, ale cały czas nie łączących się z Kammerschartenhöhle. Na szczęście, ich kontynuacja nie jest całkowicie wykluczona. Zbadaliśmy również w jaskini kilka problemów pozostawionych &amp;quot;w starych czasach&amp;quot;. Około 20-metrową wspinaczką do okna osiągnęliśmy zupełnie nową Salę Moniki o wymiarach ok. 18 x 40 x 30 m (sz x dł x wys), niestety przechodzącą w ślepą studnię. Wahadło do innego okna doprowadziło nas za to do Sali Groszka i 45-metrowej studni z mokrą odnogą, ciągle jeszcze czekającą na sprawdzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najciekawsze odkrycia wyprawy miały jednak miejsce w Gamsstieghöhle. Tam, na głębokości ok. -110 m odkrywcy jaskini pozostawili niesprawdzony, wiejący meander. Ciasna, 85-metrowej długości &amp;quot;Zemsta Klappachera&amp;quot; doprowadziła nad 52-metrowej głębokości studnię o średnicy ok. 4 - 6 m. Z jej dna, będącego zawaliskiem osadzonym na zaklinowanych w meandrze blokach, prowadzi zjazd do kolejnej, obszernej próżni, której nie zdążyliśmy już zaporęczować. Cały czas wieje mocno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie jaskinie musieliśmy zaporęczować od nowa, w zdecydowanej większości przypadków osadzając nowe punkty asekuracyjne. Ogółem, wykorzystaliśmy na wyprawie ok. 1.4 km liny oraz ok. 120 kotew. Samo dojście do Gamsstieghöhle po powierzchni wymagało rozwieszenia ok. 150 m poręczówek. Dojście na bazę wyprawy jest jeszcze bardziej wymagające, niż na nasz poprzedni obóz na Hochscharte. Transport sprzętu oraz uczestników na początku wyprawy odbył się przy wykorzystaniu śmigłowca. Gdyby nie to, wspominiane odkrycia nie byłyby możliwe w ciągu 3 tygodni trwania wyprawy, przy tak nielicznym i malejącym z tygodnia na tydzień składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie trwania wyprawy odkryto oraz skartowano łącznie 587 m korytarzy. Udział wzięli: Piotr Stelmach, Amadeusz Lisiecki, Michał Macioszczyk, Marcin Gorzelańczyk, Jakub Kujawski z Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego; Mateusz Golicz (kierownik wyprawy) i Michał Wyciślik z RKG &amp;quot;Nocek&amp;quot;; Tomasz Olczak ze Speleoklubu Łódzkiego; Paweł Mazurek z Sekcji Grotołazów Wrocław; Kazimierz Szych ze Speleoklubu Tatrzańskiego; Miłosz Dryjański z KKS. W transporcie sprzętu pomiędzy obozami pomogli także bezpośrednio przed wyprawą Mirosław Latacz i Agata Maślanka z AKG AGH, za co serdecznie dziękujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy PZA za wsparcie finansowe, Landesverein für Höhlenkunde in Salzburg za pomoc organizacyjną, a także firmom FIXE oraz Lanex za udzielenie korzystnych rabatów na sprzęt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy jechać  w Tatry, ale niestety znowu pogoda wybiła nam ten  pomysł z głowy. Od początku roku nie było weekendu z pewną pogodą… Plan awaryjny – wspin na jurze, rejon ponownie wybrał Damian. Pogoda nieomal idealna, nie za ciepło nie za zimno po prostu pełen komfort. Na Łabajowej jak zwykle tłok, ale dało się wspinać. W ramach rozgrzewki przed Tatrami zrobiliśmy : Kąpiele błotne(VI+), Świadectwo Minionych Wieków (VI.1+/2) - polecam,  Obladi- Oblada (VI.2+) - klasyk, Nówka Stefana (VI.3+) - nowa droga,mocno przewieszona,wspinanie po klamach, Przaśny Chleb (VI.2+) - mimo,że płyta fajne wspinanie.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - jaskinia Oblica (spotkanie eksploratorów jaskiń beskidzkich)|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (SBB), Jerzy Pukowski (SBB), Kazimierz Piekarczyk (SBB), Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Paweł Franczak - Koło Geograficzne Uniwersytetu  Jagiellońskiego, Józef Figura - Tygodnik Podhalański, Marcin Rudecki (os. tow.), Jerzy Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Małgorzata Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Bogdan Szatkowski - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Dorota Cichowska-Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Piotr Krzywda - Studenckie Koło Przewodników Górskich, Zofia Gutek|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy się przy jaskini. Podział na dwie grupy i akcja w dziurze. Dotarliśmy do dna gdzie wpisaliśmy  się do zeszytu. W drodze powrotnej zwiedziliśmy boczny ciąg. Jaskinia jak na Beskidy niezbyt ciasna z kilkoma większymi salami. Potem udajemy się do ciekawego przełomu Skawicy. Ja z Jurkiem nawet trochę pływamy. Następnie jedziemy do wodospadu na Mosiornym Potoku. Wychodzimy jeszcze na szczyt Mosiornego Gronia skąd roztacza się fajny widok na Babią oraz Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FOblica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - klubowy spływ kajakowy Wiercicą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Henryk Tomanek oraz os. tow. - Gabriela Mann, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jan Kempny, Barbara Borowiec|14 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klubowy spływ odbył się na rzece Wiercica od Sygontki do Garnka. Sama Wiercica wywierzyskami Zygmunta i Elżbiety bierze swój początek w Złotym Potoku. Uchodzi 30 km dalej do Warty. My zaczynamy na rzece Kozyra w Sygontce by wkrótce w miejscowości Julianka płynąć już bardzo czystymi wodami Wiercicy. W Zalesicach są stawy hodowlane a kuriozalne jest to, że nie wolno płynąć rzeką wzdłuż stawów. 300 metrów ciągniemy kajaki przez chaszcze aby obejść owe stawy pokonując po drodze kilka rowów melioracyjnych (kajaka używamy jako kładki). Rzeka jest czysta i piękna. Spływ jest ciekawy. Nie obyło się bez wywrotki (Basia B. z Jankiem). Potem są jeszcze 2 przenoski i docieramy do Przyrowa. Stąd 6 osób jedzie już do domu a do końca płynie Damian, Teresa, Heniek i Gabrysia. Dalej znowu stawy hodowlane. Kajaki przewozimy do Smykowa i stąd już bez przenosek za to przez kilka progów (2 pokonuje się rozpędem) docieramy do rzeki Warty na wysokości miejscowości Garnek. Bardzo fajny spływ, pogoda dopisała w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FWiercica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina(WKTJ),Damian Żmuda,Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil i Sławek|6-7 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd w sobotę rano. Damian przez długi czas nie może uwierzyć że Wojtek jedzie z nami - pogłoski o jego przedwczesnej emeryturze wspinaczkowej okazały się nieprawdziwe. Zaczynamy wspin na Jastrzębiej Turni, gdzie Damianowi i Paulinie udaje się zrobić Mandale Życia(VI.2) czym Paulina poprawia swoją życiówkę. Wojtek jako że jeszcze nigdy nie był  w Sokolikach, intensywnie zapoznawał się ze specyfiką wspinania w granicie, ja natomiast pilnowałem, aby reszta ekipy miała czas na podziwianie pięknych widoków. Starannie i bez zbędnego pośpiechu patentując sąsiednią drogę, niestety bez sukcesu. Wieczorem dojeżdża do nas Ania ze Sławkiem, spędzamy więc sobotni wieczór przy ognisku w doborowym towarzystwie. Rano (godzina 7.16) budzi wszystkich Ania (serio!!!!), która nie potrafi doczekać się wspinu. Wspinamy się w rejonie Baby, gdzie prowadzimy Kurtykówkę(VI), Małpia Ściankę (VI.1) oraz Trójkę (VI.2+).  Jedna istotna uwaga na koniec - Sokoliki to idealny rejon na upały, panuje tu specyficzny mikroklimat, który pozwala na komfortowy wspin nawet przy wysokich temperaturach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ Małą Panwią|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i osoby towarzyszące|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Spływamy bardzo krótkim odcinkiem Małej Panwi.&lt;br /&gt;
Wrażenia:&lt;br /&gt;
- piękne lasy,&lt;br /&gt;
- brązowa woda,&lt;br /&gt;
- komary w ilościach niewyobrażalnych!!!&lt;br /&gt;
Wyglądam jakbym był chory na jakąś zakaźną chorobę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - góra Damiak i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy rozeznanie terenu w pobliżu góry Damiak (okolice Gorzkowa Starego). Teren trochę zdemolowany po ostatniej nawałnicy. Skałki wspinaczkowo nie godne uwagi. Ogólnie jednak teren piękny. Po deszczach straszna plaga komarów (w związku z tym marszruta przeradza się w ucieczkę). Trochę na przełaj, trochę ścieżkami zataczamy koło i wracamy do punktu wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (nie tylko z tego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/Start-lato&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Kucharska|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Już w sobotę wieczorem jesteśmy w Krakowie, więc korzystając z okazji wybieramy się w niedzielę na wspinanie. Wspinamy się na dobrze już znanej Łabajowej. Padają kolejne klasyki m.in. Lewa Ręka w Ciemności za VI.1 czy Przaśny chleb za VI.2+. Z ostatnią wyceną pozwolę się nie zgodzić, chyba nie jest tak trudna. Wspomniane drogi są wyjątkowej urody - bardzo estetyczne wspinanie, naprawdę warto spróbować. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dość ciekawy szlak rowerowy na trasie: Węgierska Górka (bunkry) - Cięcina - Magura (925) - stacja turystyczna Słowianka - Żabnica - Węgierska Górka. Szlak miejscami wymagający, dużo błota. Pogoda niezbyt (chwilami padało). Fajny zjazd z Słowianki do Żabnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Psia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA/SGW)|23 06 2013}}&lt;br /&gt;
Kontrola jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Powspinaliśmy się na dwóch skałach: trochę dłużej na Proxime Centauri oraz krótko na Diabelskich Mostach. Komary nie dawały żyć. Akcję zakończyliśmy grillem (bez komarów) nad Porajem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ pontonowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia i Justyna (osoby tow.)|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dokonano spływu pontonem rzeką Ruda od zalewu Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Dziewczyny w połowie dystansu zmieniały środek lokomocji z pontonu na rower.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Koszmarnie długie a czasem wnerwiające dojście. Do jaskini dotarliśmy zjazdem od góry. Akcja załamała się już na pierwszym zacisku. Nad pierwszą studnią las lodowych stalaktytów (aby przedostać się dalej część z nich trzeba było strącić). Nasze gabaryty trochę zniechęciły nas do dalszych prób. Mimo wszystko wyjazd wypruł z nas wiele sił. Cały sprzęt do dziury rozłożony tylko na dwie osoby. Po drodze urozmaicone warunki pogodowe: piękne słońce, burza, na wychodzeniu ścianą zlewa z gradem, gęsta mgła i znów słońce. W każdym razie na dole czuliśmy wszystkie mięśnie jak po sytej akcji. Po ostatniej śnieżnej zimie warto chyba do tego systemu pójść ciut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina,Dorota, Michał(WKTJ),Piotrek (os.tow.)Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15-16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Misja odzyskania auta nieco się przedłużyła:). Fala kulminacyjna w Decinie miała prawie 11m wysokości, normalny poziom wody w Łabie wynosi 3m, a przy poziomie 4m droga dojazdowa do miejscowości Dolni Żleb zostaje zalana. Po szybkich obliczeniach wychodzi,  że na drodze 6 czerwca  było 7m wody!!!. Tak więc przez 2 tygodnie z wielką uwagą śledziliśmy poziom wody. Plan wstępny był taki żeby w piątek odebrać auto, niestety poziom Łaby był o 0,5m za wysoki. Tak więc zdecydowaliśmy się na wspin sobotni w Sokołach, a wieczorem podjechać już w okrojonym składzie po auto. Na miejsce dotarliśmy po 24.00, okazało się że droga jest nadal zamknięta. Nie dając za wygraną sprawdzamy sami czy da się przejechać, na szczęście okazało się że na droga jest zalana tylko w kilku miejscach (a nie na odcinku 2km), a głębokość wody nie przekracza poziomu rury wydechowej czerwonego Ferrari którym ruszyliśmy na misję ratunkową. Właściciel baru pod którym zostawiliśmy auto nie wierzył że przejechaliśmy drogą asfaltową(dojazd do wioski przez 2 tygodnie był możliwy jedynie drogą terenową prowadzącą przez góry), wiec przypuszczam że jako pierwsi przejechaliśmy ten odcinek autem (ślady jazdy rowerem widzieliśmy po drodze). W drodze powrotnej przyjrzeliśmy się  jaki był poziom wody, faktycznie różnego typu zabrudzenia i trawy były  widoczne do wysokości 7m  na kratowym słupie wysokiego napięcia, po prostu strach się bać!!! W niedziele z samego rana wracamy w Sokoliki, gdzie budzimy resztę ekipy aby nieco się jeszcze powspinać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Jakubina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.), Paweł Berg (os. tow.), Wojciech Jajko (os. tow.), Anna Kempna (os. tow.)|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dol. Chochołowskiej przez Trzydniowiański, Kończysty, Jarząbczy na Raczkową Czubę (2194) po stronie słowackiej (szczyt też ma nazwę Jakubina). Zejście przez Jarząbczą dolinę do Chochołowskiej. Cały dzień dobra pogoda. Ludzi na tym szlaku bardzo mało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w dol. Kobylańskiej| Pacyfa, Marcin, Sławek, Ania, Sebastian, Ala, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Cały dzień wspinamy w dol. Kobylańskiej. Ze względu na duchotę nie szalejemy z wycenami:)&lt;br /&gt;
Z Alą odwiedzamy jeszcze wąwóz Podskalański w okolicach Tomaszowic z jaskinią Borsuczą (zalane wejście) i Wielką Skałą.&lt;br /&gt;
Wracamy przez Olkusz - bardzo długi korek za Sławkowem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: śladami Witolda Henryka|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 - 16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Ze szlaku na Krywań wchodzimy do Suchej Doliny Ważeckiej. Stamtąd na Niewcyrską Przełęcz (2270), do Doliny Niewcyrka (nocleg) a następnie przez Dolinę Koprową do Trzech Studniczek i z powrotem do samochodu. Pogoda dopisała. Było jakoś dziwnie duszno, ale na głowy nie spadła nam ani kropla deszczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że wyczerpujący tydzień w pracy odbił się na tempie naszego poruszania się. W każdym razie, w pewnym sensie udało się nam wypocząć. W niedzielę dodatkowo przypomnieliśmy sobie smak słowackiej kuchni. Na drogach wielki ścisk. Jak tylko zobaczyliśmy kolejkę do bramek w Balicach, to natychmiast skręciliśmy na Olkusz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA: Peak District - spacery po rejonie Dark Peak| &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech i Zosia Rymarczyk |03 - 14 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z gościnności mojej siostry i jej domowników spędziliśmy urlop w Tintwistle – małej miejscowości położonej w północnej części Anglii (ok. 30 km na wschód od Manchesteru), u samych stóp Gór Pennińskich, tuż przy granicy z parkiem narodowym Peak District. Pogoda nas zaskoczyła i oprócz jednego dnia typowo angielskiej pogody mieliśmy aż 10 dni słońca i to jakiego – wróciliśmy spaleni!!! tym samym prawdopodobnie wykorzystaliśmy tegoroczny limit pogodowy dla tego rejonu (jeśli nie dla całych wysp)!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Peak District jest najstarszym parkiem narodowym w Wielkiej Brytanii i wg niektórych źródeł najczęściej odwiedzanym. Jednak nie odczuliśmy tego zupełnie. Przestrzeń, pustka i wiatr – to chyba określenia najlepiej oddające charakter tego miejsca. I podobno mgła (nie dane nam jednak było się o tym przekonać), z powodu której w czasie II wojny rozbijały się wojskowe samoloty, których wraki znajdowane są do dziś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na nasze możliwości teren okazał się idealny. Poza mniejszymi spacerkami po okolicznych wrzosowiskach, polach, łąkach, wśród baranów, owiec, krów, gęsi (ścieżki turystyczne prowadzą tam prawie zawsze przez czyjeś pole – i nikt nie robi żadnych problemów (jest porozumienie między właścicielami i parkiem) – trzeba tylko pamiętać , żeby zamknąć za sobą furtkę), udało nam się przejść dwie większe trasy zdobywając najwyższe w rejonie dwutysięczniki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Tintwistle – Bleaklow – Glossop – Hadfield – Tintwistle &amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po porannej krzątaninie i codziennej dawce integracji z Rumcajsem (wielkim, puchatym owczarkiem podhalańskim), której Zosia za nic w świecie nie mogła odpuścić, udało nam się wyjść lekko po 12. Początkowo nasza trasa wiodła w górę rzeki Etherow, wzdłuż rezerwuarów i dość długo kluczyła licznymi pastwiskami. Ten odcinek był najtrudniejszy orientacyjnie, przez co często zatrzymywaliśmy się, żeby zweryfikować trasę z mapą. W końcu i tak wyszliśmy z pól w złym miejscu (ja przy okazji rozdarłam sobie spodnie o drut kolczasty). Po ponad godzinie wędrówki weszliśmy we właściwą dolinę i zaczęliśmy podejście. Uff. Widoki zaczęły robić się coraz ciekawsze jednak wkrótce musieliśmy zrobić pierwszy postój. Po krótkim odpoczynku, pełni optymizmu ruszyliśmy dalej, mimo żaru lejącego się z nieba (sołońce swietit, stoit strasznaja żara – mniej więcej tyle zostało mi po wakacjach sprzed 2 lat, gdy wypisywaliśmy kartki do domu;). Na szczęcie wiał orzeźwiający wiatr. Góry okazały się bardzo rozległe i bardzo..... płaskie w górnych partiach; powoli też zaczynało do mnie docierać jak długa jeszcze droga przed nami. Po osiągnięciu szczytu Bleaklow (oznaczonego wielkim kopczykiem - inaczej trudno byłoby znaleźć najwyższy punkt całego płaskowyżu), liczącego coś 2077 - ale stóp (czyli 633 m npm) i zorientowaniu kierunków mkniemy w dalszą drogę. Drugi postój przy strumieniu robimy nieco przykrótkawy z obawy przed nieubłaganie uciekającym czasem. Jednak równowaga w przyrodzie musi być zachowana... Zosia kategorycznie odmówiła więc dalszego transportu w chuście oraz wszelkimi innymi metodami (w tym pod pachą) i skoro postój był za krótki to ona pójdzie dalej sama. No i tak szliśmy :) i szliśmy.... ważne że do przodu! Nie to, że groził nam zachód słońca, o nie! Tam jest jasno do 23. Bardziej baliśmy się, że ucieknie nam ostatni pociąg i że będziemy zbyt zmęczeni żeby w ogóle do niego dojść! (tj. ja). Dzięki temu jednak mogliśmy w spokoju popodziwiać naprawdę ciekawe i niespotykane u nas krajobrazy. Niedługo przed skrętem ze Szlaku Pennińskiego, którym do tej pory szliśmy na ścieżkę do Glossop (na pociąg) natknęliśmy się na ornitologa z Nottingham, który zapytany &amp;quot;jak daleko jeszcze...&amp;quot; po dłuższym namyśle i obracaniu mapy na wszelkie sposoby odparł, że nie wie, ale że chętnie zawiezie nas do Glossop. :D Do głównej drogi było raptem 10 min spaceru, tymczasem do miasta dreptalibyśmy jeszcze dobre 1,5h. Po drodze pokazał nam jeszcze siewkę złotą i skowronka, po czym już przy samochodzie zorientował się, że gdzieś „posiał swój kijek i z misją dostarczenia nas do Glossop wysłał swoją żonę. Na stacji lądujemy dość szybko i od razu łapiemy pociąg, który po 6 min. dowozi nas do Hadfield. Jeszcze tylko 20 min spaceru i jesteśmy „w domu”. To się nazywa szczęście spotkać tak bezinteresownych ludzi! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;The Grouse – Burnt Hill – Mill Hill – Kinder Scout – The Grouse&amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugą wycieczkę podjeżdżamy busem i wychodzimy wprost na ścieżkę prowadzącą na Burnt Hill. Zośka zmęczona duchotą i ciepłem zasnęła, a my szybciutko osiągamy, wpierw Burnt, a potem Mill Hill. Już stąd rozpościera się piękna panorama na pobliskie wioski i miasteczka oraz Manchester! Od tej chwili wiatr urywa głowy i mocno skuleni wdrapujemy się na Kinder Scout (najwyższy szczyt Peak District, liczący 2087 ft – czyli całe 636m npm :), na którym stajemy po ok. 15 min. Szybko znajdujemy jakąś dziurę w ziemi i tam rozbijamy się obozem. Zośka prostuje kości i likwiduje nasze zapasy żywnościowe, a my robimy zdjęcia, napawamy się widokami i odczytujemy nazwy przewoźników z burt i skrzydeł samolotów kołujących powoli w kierunku lotniska w Manchesterze. Na szczycie spędzamy ok. 40 min. i  pospiesznie pakujemy graty bo z południa nadciąga ZŁO. Po około 10 min. zejścia deszcz łapie nas i towarzyszy nam prawie do samego końca wędrówki. Ponieważ dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej ograniczeni czasowo (łączony transport publiczny) musimy się uwijać. Schodzimy w rekordowym tempie i na szczęście łapiemy się na busa który wiezie nas na pociąg do Glossop. Wypad bardzo udany – świetna trasa, niezwykłe widoki i piękne chmury – jeszcze długo w noc wspominamy wrażenia minionego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli kończy się nasz czas w Anglii. Na koniec jeszcze odwiedzamy pobliskie skały i nieśmiało się do nich przystawiamy (mamy topo). Podobno sam rejon jest dosyć chętnie odwiedzany przez angielskich wspinaczy. Jest tam wiele naturalnych skałek i całe mnóstwo opuszczonych kamieniołomów. Co do samych gór... może wysokością nie powalają, trzeba jednak zaznaczyć, że przewyższenia tam są dość znaczne i często startuje się niemal z poziomu morza. Z ciekawostek jeszcze można dodać, że cały Penine Way liczy ponad 430 km – zaczyna się w angielskim Edale a kończy w Kirk Yetholm w Szkocji. Będzie co robić na zaś!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zabrze Grzybowice - spotkanie Dino-speleo|z RKG: Henryk Tomanek (gospodarz imprezy), Zygmunt Zbirenda, Bianka Fulde-Witman, Basia i Tadek Szmatłoch, Adam i Brygida Wilkoszyńscy, Wanda Jewdoszuk, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard i Marzenna Widuch, Anna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog z Jolą |15 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczne spotkanie dawnego środowiska Spleoklubu Gliwice, którego członkami byli starsi koledzy obecnego RKG. Więcej szczegółów w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: dolina Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|13 06 2013}}&lt;br /&gt;
Zwiedzamy stare opactwo na Tyńcu. Skały, na których stoi klasztor są obite (stare kolucha), jest kilka ciekawych dróg. Ze względu na wyskoki poziom Wisły promy na rzece nie kursują. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Ryszard Widuch, Tadeusz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Łukasz Majewicz, Łukasz Kowalkowski|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Sobotni dzień, w którym pod opieką Ryśka i Tadka po raz pierwszy odwiedziliśmy jaskinię tatrzańską, zaczął się dla nas o godz. 5.00. Celem wyprawy były Partie Królewskie w Jaskini Czarnej. Nieco ponad godzinie później maszerowaliśmy już w Dolinie Kościeliskiej. Samo podejście pod otwór wycisnęło z nas trochę potu. Po przygotowaniach rozpocząłem zjazd i poręczowanie z otworu głównego. Następnie przemierzaliśmy kolejne przestrzenne sale i korytarze, z których największe wrażenie wywarła chyba sala Francuska. Co było do łatania, to zaopiekowali się tym Ksawery z Łukaszem. Tutaj znowu najciekawszymi etapami był chyba trawers Herkulesa, który wygląda trochę inaczej niż na zdjęciach oraz Komin Węgierski.  Tym sposobem dotarliśmy do upragnionych Partii Królewskich, w których rzeczywiście jest coś z ich nazwy. Po zjeździe nad Studnią Smoluchowskiego rozpoczęła się droga powrotna. Światło słoneczne zobaczyliśmy ponownie w okolicach godz. 17.00 – 17.30. Następnie pozostało już tylko błotniste zejście do doliny, powrót na kwaterę i droga powrotna do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spała: Walne Zgromadzenie Delegatów PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 9 06 2013}}&lt;br /&gt;
W weekend miało miejsce sprawozdawczo-wyborcze zgromadzenie PZA. Pierwszego dnia występowałem jako członek ustępującego Zarządu. Nawet udzielono nam absolutorium. Drugiego dnia zmieniłem role, zwolniony z obowiązków członka Zarządu pobrałem mandat stając się reprezentantem naszego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja, co ciekawe, niespodziewanie koncentrowała się na szkoleniu. Kontrowersyjne sprawy typu Golden Lunacy czy Broad Peak były zupełnie na marginesie. Marek Kujawiński, delegat z AKG Łódź, złożył kilka ciekawych pomysłów, które m.in. mają ułatwiać życie instruktorom PZA pracującym w klubach (zamiast na własny rachunek). Problem w zasadzie dotyczy wspinaczki powierzchniowej. Dyskutowano także o organizacji kursu instruktora Narciarstwa Wysokogórskiego (może ktoś w klubie się skusi? no?!). Podjęto decyzję o utworzeniu w ramach PZA Komisji Ochrony Przyrody pod przewodnictwem Miłosza Jodłowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się wybory nowych władz. Mimo składanych mi propozycji, tym razem nie kandydowałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na mój dobry kontakt z klawiaturą, to było już trzecie Zgromadzenie, które protokołowałem na bieżąco. W dwa dni zapisałem 19 stron, wobec czego do domu wróciłem z poważnym bólem głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspin w Rzędkowicach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Rejon wybrał Damian (poważnie!!!), ja tylko wybrałem poszczególne skałki. Zaczynamy od szeroko zakrojonych poszukiwań Leśnej Turni, po jakiś czasie błądzenia (podejścia w Tatrach bywają krótsze) odnaleźliśmy ją w końcu. Skałka wygląda okazale, aż nie chce się wierzyć że wcześniej tu się nie wspinaliśmy. Ze względu na wyczerpanie organizmu wielokilometrowym podejściem wspinamy jedynie dwie drogi Zza drzewka (VI.1+), oraz Negatyw (VI.1+). Obie ładne, ale wydawały nam się jakieś trudnawe. Potem szybka wstawka kontrolna w palczastą drogę na Solidarności pokazuje, że naderwane palce jeszcze nie są do końca wyleczone. Na koniec dnia przenosimy się na Flaszkę, gdzie dla poprawy humorów prowadzimy w lekkim deszczu Kant Flaszki (VI.1) oraz Prostowanie świni (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: jaskinie Parku Apuseni|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii wypoczynkowych – &lt;br /&gt;
Ola zabiera mnie z Wirka, gdzie witamy się jeszcze z Damianem, którego prawie namówiliśmy żeby pojechał z nami. Z Katowic wyjeżdżamy przed 22:00. Wybieramy drogę przez Nowy Sącz i po około 8 godzinach docieramy do Sudrigiu, gdzie w siedzibie Parku Narodowego Apuseni odbieramy pozwolenia i otrzymujemy wszelkie informacje pomocnicze, w tym o warunkach wodnych w jaskiniach („… uważajcie bo jest dużo wody”).&lt;br /&gt;
Po wizycie u strażników, jedziemy prosto pod otwór jaskini Coiba Mare w wiosce Garda de Sus. Samochód zostawiamy 2 min. drogi od otworu jaskini. Już sam otwór jest dość imponujący – kilkudziesięciometrowy portal skalny, do którego wpływa górki potok. Zimna woda skutecznie wybudza nas ze stanu uśpienie po trudach podróży. Atrakcji w jaskini dostarczają piękne nacieki, zjazd kilkunastometrowym wodospadem i syfon doszczętnie zawalony belkami drewna, które ponoć przytargała tu woda z Coiba Mica – daje to trochę do myślenia o sile rwącej wody przepływającej przez jaskinię.&lt;br /&gt;
Po akcji udajemy się na Poiana Glavoi/la Grajduri, gdzie zakładamy bazę wypadową na kolejne dni. Namioty udaje nam się rozbić w jeszcze dobrej pogodzie. Lecz po krótkiej chwili wali już gradem. Na szczęście chowamy się pod drewnianą wiatą. &lt;br /&gt;
Dzień kończymy wspólną kolacją, którą serwuje nam Tomek Pawłowski z KW Kraków - Dzięki Tomku za wyśmienite smaki kuchni regionalnej:). Tomek, jako stały bywalec tutejszych jaskiń udziela nam cennych informacji o tutejszych jaskiniach, warunkach hydrologicznych, a nawet zwyczajach tutejszej ludności i relacjach między grotołazami węgierskimi  i rumuńskimi.&lt;br /&gt;
Na drugi dzień zaplanowaliśmy odwet za porwany gumiak Mateusza podczas akcji w Cetatile Ponorolui rok temu. Z powodu wysokiego stanu wody, poręczujemy już samo przejście przez rzekę wpadającą do jaskini. Dalej nawet puszczało, choć trzeba było stale uważać na rwący nurt.  Sama jaskinia bardzo urodziwa. Otwiera ją imponujący portal o wysokości ok. 70m! Początkowe partie jaskini stanowią kaskady, następnie woda rozlewa się szeroko i w spokojnej już wodzie podziwiamy grę światła wpadającego z kolejnych otworów. Potem już na przemian trochę kaskad, trawers ze zjazdem do głębszej już wody i chwilę później brakuje nam już lin, a nurt jest zbyt szybki żeby poruszać się bez żadnych zabezpieczeń. &lt;br /&gt;
Akcję kończymy dość wcześnie więc po rozwieszeniu mokrych rzeczy, udajemy się na spacer po okolicy. Po 20 min. docieramy na Poianę Ponor,  na której znajdują się charakterystyczne dla obszaru krasowego okresowe jeziorka (polje/polja). Miejsce bardzo malownicze. Nad wodą znajdują się skałki obite i gotowe do wspinania.&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia Tomek zabiera nas do jaskini Peștera de la Zapodie. Niestety po kilku zjazdach lód zamyka korytarz uniemożliwiając nam odwiedzenie dalszych – ładniejszych partii. Żeby nie zmarnować akcji, pomagamy Tomkowi w wymianie punktów i trochę zmarznięci i z lekkim niedosytem wracam na biwak.&lt;br /&gt;
Popołudniu znów wybieramy się na wycieczkę po okolicznych lasach. Tym razem odwiedzamy jaskinię Gheratul Focul Viu z dość imponującą kupą śnieżno-lodową. Do jaskini nie można wchodzić – zwiedza się ją z drewnianego balkoniku ustawionego przy otworze. Spacer trochę zaczyna się wydłużać z powodu braku mapy i tak przez przypadek natrafiamy na otwór jaskini Pestera Neagra i wychodzimy na początku polany Glavoi. &lt;br /&gt;
Po powrocie ze spaceru, na bazie zastajemy dziwne poruszenie. Po chwili okazuje się, że w jaskini Avenul Bortig doszło do wypadku z udziałem olkuskich kolegów. Na szczęście ratownicy z Salvamont’u odbywali nieopodal ćwiczenia, więc szybko zjawili się na miejscu wypadku i to w bardzo dużej liczbie – chyba z 30 ratowników. &lt;br /&gt;
Z opisu świadków, poszkodowany poślizgnął się na lodowym stożku i rozbił się o skałę. Efektem było złamanie ręki i nogi. Cała akcja ratunkowa trwała dobre 6 godzin, co daje do myślenia biorąc pod uwagę, że pod otwór jaskini było jedynie 30 min spokojnego marszu. A poszkodowany znajdował się na samym początku jaskini.&lt;br /&gt;
Po niespokojnym wieczorze, plany na ostatni dzień dobieramy jakoś bardzo „czujnie”. Propozycje Mateusza: &lt;br /&gt;
- Pestera Neagra – 5-6 godzin akcji&lt;br /&gt;
- Avenul Bortig – szybka akcja, ale jakoś tak dziwnie iść do jaskini gdzie, jeszcze przed paroma godzinami doszło do wypadku&lt;br /&gt;
Propozycje Oli i moje:&lt;br /&gt;
- a może coś innego…&lt;br /&gt;
W końcu decydujemy się na szybki kanion Oselu. Tomek zjeżdża z nami samochodem i pokazuje nam kaskady z dołu. Po krótkiej chwili namysłu decyduje się iść z nami, bo warunki wodne były optymalne. Cały kanion składa się z siedmiu kaskad, których wysokość dochodzi do około 20 metrów. Akcja rzeczywiście szybka, lecz mimo słonecznej pogody gdzieś w połowie kanionu zaczynam dygotać. Ostatni zjazd kończymy wśród widowni rumuńskich turystów. Szybkie suszenie i wracamy do Polski. Na miejscu jesteśmy jeszcze przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mógłbym się jeszcze rozpisać na temat rumuńskiego podejścia do ekologii i spraw obijania jaskiń ale może pozostawmy te sprawy w rękach rumuńskich parkowców i speleologów, w końcu chyba wszystko zmierza w dobrą stronę. &lt;br /&gt;
Podsumowując, w pamięci zostaną piękne nacieki, zabawy wodne i muzyka … gitarowe plumkanie Boba Dylana przy ognisku i bardzo głośne Guns n’ Roses puszczane z głośników samochodowych.&lt;br /&gt;
Muszę jeszcze dodać, że przed wyjazdem byłem rozdarty – wyjazd do jaskiń Rumuni czy wspinanie w dol. Łaby z Karolem. Wolałem jednak zmoknąć trochę w pięknych jaskiniach i wrócić jak cywilizowany człowiek samochodem, niż wspinać się na deszczu i porzucić pojazd lokomocji na pożarcie przez rdzę.&lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: wspin w Labaku część 1|Paulina Piechowiak(WKTJ),Paulina, Wojtek(osoby tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy nie pozostawiały złudzeń, leje wszędzie od Franken po Osp, od Sokołów do Tatr.  Ale napinka była tak duża, że nie było takiej możliwości aby odpuścić ten weekend. Wybieramy Labak, gdzie jeszcze nikt z nas się nie wspinał. Dojeżdżam do Wrocławia, gdzie odbiera mnie ekipa z Poznania. W Dolni Zleb  jesteśmy tuż po wschodzie słońca, dokładnie przeszukujemy całą wioskę, niestety campingu u Janka nie odnajdujemy. Decydujemy się na drzemkę w aucie, rano gdy wreszcie namierzamy camping okazuje się być on nieczynny. Ostatecznie zatrzymujemy się w u Kosti, 2 pokoje, łazienka po prostu All inclusive. Labak podobnie jak inne piachy jest obity oszczędnie (delikatnie mówiąc), niestety nikt z naszej ekipy nie posiadał psychy ze stali, dlatego też cele wspinaczkowe wybieraliśmy bardzo starannie, ilość ringów na odcinku 10 metrów była pierwszą rzeczą którą braliśmy pod uwagę . Poza tym pogoda nie pozwoliła nam na zbyt dużo, w sumie w ciągu weekendu mieliśmy około 10h okna pogodowego. Najczęściej mocno padało z krótkimi przerwami na totalną zlewę, mżawkę uznawaliśmy za chwilowe załamanie niepogody. Jednak mimo tej pogody nie przewidzieliśmy jednego, a mianowicie tego że Łaba może odciąć całą miejscowość od świata. W sobotę rano zorientowaliśmy się że jedyna droga prowadząca do miasteczka jest kompletnie zalana (0,5m głębokości wody na odcinku około 1km, stan wody wynosił 430cm). Pomimo długich i intensywnych poszukiwań innej drogi ewakuacyjnej nie znaleźliśmy. Nie pozostało nam nic innego jak zostawić samochód i przez Niemcy wrócić pociągiem do domów. Stan wody gdy wyjeżdżaliśmy oscylował w granicach 500cm(obecnie poniedziałek godzina 18.17 wynosi 675cm!!!)    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielka wyprawa - ostatnie dni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|21  - 26 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska to najpiękniejszy kraj świata. Okrążając naszą planetę wracamy po niemal 5 miesiącach do domu. Wystarczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis w WYPRAWACH:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#Wielka_wyprawa_-_ostatnie_dni&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lokalnej TV Sfera w programie ''Wydarzenia'' ukazała się relacja z finiszu wyprawy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.sferatv.pl/vod/wydarzenia/audycja/2556-wydarzenia-29-maja-2013.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Orzech - Powrót Taty|Basia, Aga, Tadek Szmatłoch, Tereska Szołtysik, Zyguś Zbirenda, Sonia i Heniek Tomanek z (?!) osobą towarzyszącą (nie wiem czy Heniowi czy Soni), Marzena i &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt; |26 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na miejscu dołaczyli do nas Damian Szołtysik i Krzysztof Hilus, którzy podobno objechali świat ale to nie jest pewne bo przyplątali się do naszego towarzystwa z nienacka i nie wszystko słyszałem co mówili, muszę przyznać że udało im się co prawda na chwilę być w centrum uwagi ale szybko wszystko wróciło do normy i znów JA byłem moderatorem eventu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia 25.05. miał miejsce wyjazd klubowy do miejscowości Orzech koło piekar śl. A zaczęło się dość niepozornie, ''JUŻ SĄ'' powiedziała Tereska do słuchawki, mają telefon z polską kartą, wykonuję szybki telefon, i w słuchawce słyszę dawno zapomniany głos, ''jesteśmy w Orzechu''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze zapisy o miejscowości Orzech znajdują się w księdze parafialnej kościoła św. Małgorzaty w Bytomiu i pochodzą z około 1224. Są to zarysy szkiców granic osady w pisowni Oreh w języku łacińskim. W 1277 biskup krakowski Paweł zakłada parafię kamieńską, do której zostaje włączona osada Orzech. Obecnie mieszka w miejscowości ok 1900 mieszkańców. W tym momencie następuje wiele zdarzeń spontanicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozwolę sobie skrótowo je opisać w wersji chronologicznej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) Marzena jedziemy?&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(Marzena) jedziemy!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzwonię do Tadka, ''jedziecie?''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(tadek) Basia warzy łobiod na jutro ale poczekej spytom ją, ja jadymy''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) przyjedźcie do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tadek) dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi telefon do Tereski,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) jedziesz''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) ale ja teraz jadę do teściowej z obiadem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra przyjedź zaraz po tym do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) no dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym czasie pukanie do drzwi, wchodzi basia i aga&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(basia) mocie pisak, bo momy baner &amp;quot;witamy w polsce&amp;quot; ale ino w ołówku''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) momy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili słychać - ''(basia) o kurcze  pisak przebił kartka i pomarasioł serwet''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(marzena) nie szkodzi''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(aga) fajny mocie widok z balkonu''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(teresa) już jestem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra jadymy na dwa auta, marzena czyści lodówkę bo na pewno są głodni.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy windą na parter, basi się podobało, a na dole zaskoczenie - dojechał ziga,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) cześć''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ziga) cześć jadymy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzech ul. Szkolna 4, jak się okazało ulica ma dziwny przebieg coś jak &amp;quot;S&amp;quot; na dolarze i nie było łatwo znaleźć nr 4 ale udało się. Dojechał jeszcze Heniek z towarzystwem no i jak już wspomniałem Damian i Krzysiek. Event miał miejsce na poboczu drogi, koło płotu wypasionej willi, dyskretnie odpaliliśmy szampana, trochę to wyglądało jak u Gombrowicza. Ja dyskretnie spoglądałem na zegarek (finał ligi mistrzów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''no to jadymy (ja)''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''no ja, musza dokonczyć łobiod (basia)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę że atmosferę spotkania pokażą zdjęcia, które mam nadzieję dołączą uczestnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie chciałbym wyrazić nadzieję, że mój opis pokaże młodzieży jak można zrobić coś z niczego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
rw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. już mam trzy komplety garnków turystycznych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 PS. mam pytanie do zarządu, czy to że moje nazwisko na liście do mosiru zostało napisane małymi literami to coś znaczy?&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fpowrot&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd do jaskini Koralowej oraz jaskini Wszystkich Świętych|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Tomasz Zięć; kadra: Mateusz Golicz, Karol Jagoda|25 05 2013}}&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu  było wejście do jaskini Koralowej i Wszystkich Świętych. Po zaparkowaniu samochodów na świeżo wyremontowanym parkingu leśnym i przebraniu się, pod przewodnictwem Asi ruszyliśmy w kierunku jaskiń. Po dotarciu do otworu jaskini Koralowej podzieliliśmy wstępnie zadania. W czasie gdy ja z Asią, Mateuszem i Łukaszem zajęliśmy się poręczowaniem całej jaskini Koralowej, Ksawery z Karolem i Tomkiem poręczowali studnię Warszawiaków w Wszystkich Świętych i trenowali elementy ratownictwa. Dotarli do nas pod koniec poręczowania WAR-u. Odwiedziliśmy jeszcze salę MMG i wracaliśmy na powierzchnię. Następnie wszyscy zjechaliśmy do jaskini Wszystkich Świętych.  W czasie poręczowania trawersu na most Herberta, kto jeszcze nie miał okazji do treningu ratownictwa, to sprowadzał bezpiecznie na dno ofiarę „zasłabnięcia” na linie. Jak już wszyscy, po emocjonującym trawersie, stanęli na wspominanym moście, rozpoczął się powrót. Gdy pierwsi z ekipy opuszczali już jaskinię, chętni jeszcze odwiedzili salę Peny z interesującym zamkiem z piasku (widać, że komuś kiedyś się nudziło w kolejce do liny). Około godz. 17.30 udaliśmy się z powrotem w kierunku parkingu. Podsumowując, każdy poręczował, deporęczował i ratował, a cały wyjazd był ciekawy i udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 37-lecie klubu w Piasecznie|Rodzina Jaworskich, Rodzina Szmatłochów, Rodzina Orszulików i dwie bestie,  Rodzina Widuchów, Rodzina Rymarczyków, Rodzina Dolibogów, Rodzina Pawlasów, Rodzina Szczurków ze znajomymi ze Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza, Ania Bill, Sławek Musiał, Piotrek Strzelecki, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Xawery Patryn, Asia Przymus, Sebastian Podsiadło – chyba nikogo nie pominąłem|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Kolejny już raz lecie odbyło się w dalekim Piasecznie. Obóz Nockowy rozbijamy na polanie w środku lasu. Ochronę dobytku [powierzyliśmy dwóm bestiom – ni to psy, ni to lwy … Problemy orientacyjne dały się we znaki wielu z nas. Niektórych trzeba było nawet wyciągać z piachu:)&lt;br /&gt;
W sobotę Karol z Damianem wspinają się na Okienniku Wielkim.&lt;br /&gt;
Reszta działa na skałkach przy obozie lub odbywa wycieczki piesze i rowerowe. Po przerwie obiadowej, Tadek zabiera kursantów do Jaskini Wielkanocnej – tym razem nikogo nie zasypało (chyba).&lt;br /&gt;
Wieczorem standardowe ognisko oraz oficjalne przyznanie prestiżowych nagród – SPITów. (lista laureatów ukaże się już niedługo w dziale aktualności).&lt;br /&gt;
Drugiego dnia kursanci ćwiczą poręczowanie pod czujnym okiem Tomka. Część osób udaje się do Podzamcza na wspin, część na wycieczki rowerowe. Reszta zaś, nie wiem co robi – może jednak kogoś tam zasypało…&lt;br /&gt;
Wspinaczka w Podzamczu kończy się wizytą w szpitalu (szczegóły dopowiedzą Karol z Damianem). Na szczęście nic poważnego się nie stało.&lt;br /&gt;
Cały weekend pogoda rewelacyjna. Bez kropli deszczu. Nawet co poniektórych delikatnie przysmażyło.&lt;br /&gt;
Dzięki wszystkim za przybycie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Walne Zgromadzenie Delegatów Klubów i Sekcji Taternictwa Jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach: Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ), Marcin Słowik (SŁ), Dariusz Lubomski (SKTJ); podczas obrad ok. 50 osób z całego tzw. jaskiniowego środowiska|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Zjazd przebiegał w niezwykle spokojnej, a może nawet sennej atmosferze. Jako że na zmiany w budżecie i tak już było za późno, dyskusje koncentrowały się wokół spraw Tatrzańskich, wyprawy centralnej, szkolenia, polityki w ramach PZA i promocji taternictwa jaskiniowego w szerokim świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrano nowy skład Komisji Taternictwa Jaskiniowego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed oficjalnym rozpoczęciem oraz w przerwach zrobiliśmy parę dróg na Bibliotece, jedną na Turni Motocyklistów i coś jeszcze na Górze Zborów. Na skałach generalnie tłumy - w końcu sezon w pełni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|UKRAINA: witaj Europo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|17 - 21 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie Europa. Nasza kochana Europa. Z Kijowa pędzimy w stronę polskiej granicy osiągając ją 3 etapach: 210 km, 198, 165 km. Do Polski wjeżdżamy w Zosinie. Szerszy opis w dziale WYPRAWY:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#UKRAINA:_witaj_Europo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FUkraina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KAZACHSTAN: góry, stepy i Szaryński Kanion|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|08 - 17 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszego pobytu w Kazachstanie odwiedziliśmy Kanion Szryński. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi. Bardzo piękny kraj. Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#KAZACHSTAN:_Gory.2C_stepy_i_Szarynski_Kanion&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FKazachstan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie &amp;quot;kartowanie dla zaawansowanych&amp;quot;|Kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Kursanci: Piotr Słupiński (SW); Ewa Wójcik, Kaja Fidzińska, Agata Klewar (KKTJ); Michał Filipiak, Krzysztof Najdek, Amadeusz Lisiecki (WKTJ); Paweł Jeziorny (WKGiJ); Karol Makowski, Marcin Słowik (SŁ); Zbigniew Tabaczyński (WKTJ/ST); Ireneusz Królewicz (AKG) |10 - 12 05 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach szkoleń centralnych, firmowanych przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego, zorganizowałem wspólnie z krakowskimi grotołazami szkolenie z dziedziny kartowania jaskiń oraz komputerowego przetwarzania danych pomiarowych. Szkolenie było przewidziane dla osób, które zetknęły się już wcześniej z kartografią jaskiniową - i rzeczywiście zdecydowana większość uczestników miała za sobą niejedną akcję pomiarową na niejednej zagranicznej wyprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza szkolenia była zlokalizowana w miejscowości Wielka Wieś pod Krakowem. Szkolenie składało się z czterech głównych bloków: obróbka danych w programie Survex, warsztaty szkicowania na papierze, wektoryzacja szkiców w programie Inkscape oraz kartowanie w systemie całkowicie elektronicznym (tzw. paperless - DistoX + PDA). Mniej więcej połowę czasu szkolenia zajęły ćwiczenia przy komputerach. Niektórych pochłonęły one tak bardzo, że dokańczali treningowe zadania późnym wieczorem, w czasie przewidzianym na odpoczynek i integrację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o zajęcia terenowe, to dzięki uprzejmości zarządcy jaskini, otrzymaliśmy na ich potrzeby dostęp do Wierzchowskiej Górnej. Zajęcia te obejmowały szkicowanie papierowe (pierwszego dnia) na bazie takiego samego dla wszystkich ciągu poligonowego. Następnie (drugiego dnia) tworzyliśmy szkice jaskini w systemie całkowicie elektronicznym. Udało się zgromadzić na tyle dużo sprzętu, że działaliśmy w standardowych, dwuosobowych zespołach. W wyniku ćwiczeń terenowych powstało zatem parę alternatywnych wersji planu jaskini. Być może uda się na ich podstawie opracować ciekawy materiał o różnicach w percepcji przestrzeni przez zaawansowanych kartografów jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: 52 dni w Kraju Środka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|18 03  - 08 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chiny przejechaliśmy rowerami oraz innymi środkami lokomcji od Honkkongu do Korghas. 6000 km. Celem głównym było zlokalizowanie interesujących terenów krasowych, odwiedzenie tiankengu Xiaozhai, spływ rzeką Li wśród mogotów. Trasa wiodła w większości przez tereny górskie, czasem wysoko. Szersza relacja:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHINY:_nie_tylko_kras&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Francuska majówka|Damian Żmuda, Paulina Piechowiak(WKTJ), Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|20 04  - 05 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja dostępna w dziale wyprawy. http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francuska_maj%C3%B3wka&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FFrancuska%20maj%F3wka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll - Jaskinia Majowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|01 05  - 03 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na długi weekend wybraliśmy się pod północną ścianę masywu Hoher Göll, eksplorować otwór który tam odnaleźliśmy w trakcie ubiegłorocznej wyprawy. Ciężar plecaków świadczył o tym, że była to męska akcja - namiot, śpiwory, szpej, 100 m liny, 15 spitów. Na wysokości ok. 1 500 m przy sympatycznym strumyczku wybudowaliśmy platformę i rozbiliśmy obóz. O dziwo otwór (na wysokości ok. 1 650) wystawał ze śniegu. &amp;quot;Puściło&amp;quot; nam ok. 50 metrów kaskadującej, soczewkowatej studni o przekroju na ogół ok. 4 x 2 m. Gdyby nie lejąca się woda, byłaby to bardzo przyjemna eksploracja - 10 metrów zjazdu i półka, kolejne 10 m, kolejna połka itd. Nieco nad zapiarżonym dnem, na szczelinie na której rozwija się jaskinia znajduje się okno, w które należałoby się wcisnąć i jechać dalej. Niestety zostało nam pewnie z 20 metrów liny, a i byliśmy już na tym etapie zupełnie przemoczeni. Deszcz który zastaliśmy tuż po wyjściu na powierzchnię nie poprawił naszej sytuacji. Potem padało przez kolejne 12 godzin, wobec czego następnego dnia w momencie kiedy opad nieco osłabł zwinęliśmy namiot i zeszliśmy do doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04  - 20 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po wielu planowanych weekendach w końcu się udało zrealizować wyjazd na trawers Czarnej. W składzie Rysiek, Łukasz i ja wybraliśmy się w sobotni wieczór w kierunku Zakopanego by następnego dnia rano ruszyć na wspomniany trawers. Pogoda była iście wiosenna, ale jak się okazało tylko przed tatrami. Na podejściu śniegu przybywało i było go na północnych ekspozycjach lekko ponad kolana. Pokrywa zw. na plusowa temp była na tyle słaba iż zapadała się pod nogami. Gdy dotarliśmy pod otwór w naszych głowach kiełkował chytry plan by chociaż zbliżyć się do czasu przejścia wspomnianego trawersu przez Mateusza i Karola i dodając sobie do ich czasu kilka h powiadomiliśmy stosowne osoby o alarmówce. Do dziury pierwszy zjechałem ja, a za mną Łukasz. Rysiu jadąc ostatni zwinął za nami wlotówkę. Dalej poleciało równie sprawnie poręczując na zmianę, Łukasz, ja, a nawet Rysiek. W związku z faktem iż w jaskini było wyjątkowo mokro (woda ciekła praktycznie po każdej ścianie) zdecydowaliśmy się nawet nie sprawdzać co się dzieje między Studnią Imieninową a Brązowym Progiem (gdzie przy obfitych opadach tworzy się jeziorko (w skrajnych przypadkach ponoć i syfon)) i od razu zjechaliśmy Studnią Imieninową na dno korytarza Mamutowego. Z opisu wynikało iż miało być ok 40m zjazdu (liny), a jak się okazało starczyłaby nam jedna lina 55m złożona &amp;quot;na złodzieja&amp;quot;. Fakt że zapasu byłoby tak góra 1m :)&lt;br /&gt;
Pocieszającym było iż korytarz Mamutowy okazał się suchy w porównaniu z wcześniejszą częścią jaskini, to nie zmoczyliśmy stóp (czy innych części ciała). Na koniec został nam tylko Próg Latających Want, który mieliśmy podzielić między siebie ja i Łukasz. Łukasz zaczął i tak jakoś wyszło iż ja zająłem się deporęczem zamykając tyły a Łukasz wyłoił wszystko. Na koniec został nam malutki prożek przed samym wyjściem, na którym poleciało najwięcej słów na &amp;quot;k&amp;quot; :) ale to pewnie dlatego że każdy chciał już wyjść na zewnątrz. Wyjście oczywiście ubrudziło nas wszystkich, także też standard jak na tą akcję. Akcja trwała niecałe 9h, także do rekordu Mateusza i Karola nawet się nie zbliżyliśmy, ale po prostu nie spieszyliśmy się  - tak sobie to tłumaczymy :)&lt;br /&gt;
Powrót do bazy okazał się  bezproblemowy (nie licząc zapadających się nóg w śniegu o którym pisałem na początku), było jeszcze jasno i nawet poręczówki były na wierzchu. Potem tylko auto i droga na Śląsk (dla niektórych &amp;quot;teleport&amp;quot;, tylko kierowca nie mógł sobie pozwolić na spanie :)&lt;br /&gt;
Akcja zakończona sukcesem, bez strat w ludziach czy sprzęcie, a dla niektórych był to pierwszy raz w Czarnej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FTatry-J.Czarna%28trawers%29-04.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Syczuan - Rekonesans wokół Chongqingu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (niezrz.; w roli tłumacza); w części pobytu także Erin Lynch (Hong Meigui Cave Exploration Society), Zhang Hai oraz Shi Wen Qian (Instytut Geologii Krasu w Guilin)|15 04  - 25 04 2013}}&lt;br /&gt;
Więcej informacji w [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Mirowie|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim wspinaniu w Świątyni Czystego VI.1 (Rzędki) tym razem wybór pada na Mirów.  Ludzi mimo obiecujących prognoz mało!!! Pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę, strasznie wiało!!! Pomimo wysokiej temperatury wiatr nie pozwalał na komfortowy wspin (puchówka+czapka obowiązkowo).  Zaczynamy wspinanie od Trzech Sióstr, gdzie pokonujemy Niebo w Gębie (-V), Pozdrowienia z podziemia (VI+), potem szybkie patentowanie i  w pierwszej próbie padają Tragiczne marzenia (VI.3+/4) - wycena mocno zawyżona. Następnie przenosimy się na Szafę, gdzie można się powspinać się w słońcu. Na koniec dnia wracamy na Trzy Siostry, gdzie udaje się poprowadzić  Koksownia Przyjaźń (VI.3) – wspin po krawądkach,  jak dla mnie droga bardzo wymagająca, ale godna polecenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po nieudanych próbach wyciągnięcia kogokolwiek na skitury czy rowery, około godziny 22:00 dostaje SMS-a z propozycją wyjazdu w skałki - zgadnijcie od kogo... Szybko sprawdzam prognozę na sobotę i nie jest zbyt optymistyczna, ale ile to już razy warto było zaryzykować.&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek pakujemy też sprzęt jaskiniowy, aby w razie deszczu odwiedzić jaskiniowców w Piętrowej Szczelinie.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy niezbyt wcześnie, aby niepotrzebnie nie marznąć pod skałami, ale już o 8:00 jest ok. 10 st. &lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach tylko 1 auto. Idziemy snieżno-błotną ścieżką, ale już po południowej stronie sucho. &lt;br /&gt;
Cele wspinaczkowe okazują się optymalne: rozgrzewka na długiej i pięknej Nikodemówce za VI+, dalej 17 sekund za VI.2+ i Szatańskie Wersety za VI.4 (Karol). Cały czas obserwujemy niebo, ale z daleka widoczne deszcze szczęśliwie nas omijają. &lt;br /&gt;
Wspinanie kończymy około 18:00 i po 2 minutach jazdy samochodem zaczyna lać. &lt;br /&gt;
Sezon uważam za otwarty - pogoda wspinaczkowa, temperatura optymalna, skała sucha, nawet komary już gryzą:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Łukasz Majewicz, Łukasz Mazurek, Daniel „Buli” Bula|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
7 kwietnia 2013 odbył się pierwszy w ramach kursu wyjazd do jaskini.&lt;br /&gt;
W planie: zwiedzanie Jaskini w Trzech Kopcach oraz W Stołowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W godzinach rannych (7:15) z centrum Bytomia wyjechaliśmy samochodem w kierunku Szczyrku.&lt;br /&gt;
Po dotarciu na miejsce ruszyliśmy drogą pod górę na Przełęcz Karkoszczonkę. Po krótkiej przerwie spędzonej w ciepłym zaciszu Chaty Wuja Toma, skierowaliśmy się na północ wzdłuż czerwonego szlaku. W niecodziennej, jak na kwietniową porę, zimowej aurze dane nam było przeprawiać się w metrowym śniegu. &lt;br /&gt;
Osiągając docelowe 972 m n.p.m. odnaleźliśmy otwór wejściowy Jaskini w Trzech Kopcach.&lt;br /&gt;
Zwiedzanie bez większych niespodzianek przebiegło pomyślnie. Nowych partii nie odkryto. &lt;br /&gt;
Dotarłszy w rejon Jaskini W Stołowie zlokalizowaliśmy trzy dobrze rokujące otwory które lokalizacją pasowały do namiarów. Niestety ze względu na brak sprzętu oraz trudne warunki zrezygnowaliśmy z zejścia.&lt;br /&gt;
Z braku perspektyw na dalszą eksplorację zawróciliśmy w dół do samochodu. Jako dodatkową atrakcję mieliśmy przyjemność posilić się wyśmienitą szarlotką na gorąco w miejscowej kawiarni.&lt;br /&gt;
Senni i zasłodzeni powróciliśmy do Bytomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za dobrą zabawę i miło spędzony czas w pięknych okolicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skitour na Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + os. tow.|07 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrku-Biłej przez Przełęcz Karkoszczonka podchodzimy na Klimczok. Trasę dobieramy tak, aby&lt;br /&gt;
skontrolować odbywający się równolegle wyjazd kursowy do jaskini w Trzech Kopcach. Gdy ostatni&lt;br /&gt;
kursant znika już pod ziemią, kierujemy się w stronę schroniska. Po posileniu się, zjeżdżamy następnie ciekawym&lt;br /&gt;
wariantem przez Skałkę do Brennej Bukowej i podchodzimy z powrotem na Karkoszczonkę. W sumie wyszło ponad 950 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskidy o tej porze roku okazały się terenem bardzo przyjaznym narciarzom. Warunki śniegowe bardzo dobre (w lesie jest metr jak nic). Turystów dużo mniej niż w Tatrach, a i ludność lokalna miła i dużo bardziej gościom przychylna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitour na Kozią Przełęcz i Zawrat|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic, przez Halę Gąsienicową podchodzimy na Kozią Przełęcz. Z niej zjeżdżamy do Doliny Pięciu Stawów, a następnie podchodzimy na Zawrat i zjeżdżamy z powrotem do Murowańca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu w Tatrach dużo i warunki śniegowe generalnie dobre. Zjazd utrudniają miejscami wielkie lawiniska (nie świeże, a raczej ze starego opadu). W dniu naszej wycieczki dodatkowym kłopotem była gęsta mgła, która utrudniała orientację i odczuwanie nachylenia stoku. Na szczęście, dzięki GPS, nie spadliśmy w żadną przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża wilgotność powietrza skutkowała także bardzo słabym działaniem ludzkiego systemu chłodzenia i przez prawie cały czas było nam okrutnie gorąco. Co też warte odnotowania, mimo słabej pogody, w Tatrach były tłumy. Murowaniec i Betlejemka pękają w szwach od uczestników szkoleń z turystyki zimowej. Przy niemal każdym kawałku lodu przy szlaku stoi ekipa i wkręca śruby lodowe. Dużo także skiturowców, wielu na wypożyczonym sprzęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Krótki skitour w Tennengebirge|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 03 2013}}&lt;br /&gt;
Z Abtenau (wys ok. 700) przeszliśmy najpierw wzdłuż wyciągów na Karkogel do tzw. Berliner Kreutz (ok. 1600). Miła i szybka wycieczka w dobrej pogodzie. Pod koniec zjazdu śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Ski-turling na trawie w okolicy Nauders|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|27 03 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji rodzinnego wyjazdu na święta wybraliśmy się na krótki skitour. W doskonałej pogodzie (słońce) z Nauders podeszliśmy w stronę szczytu Köpfle. Po przejściu ok. 700 Hm, z wysokości 2 100 m wycofujemy się. Pokonał nas śnieg, klejący się okrutnie do fok. Wycof był jedyny w swoim rodzaju. Zaczęliśmy zjeżdżać stokiem skierowanym niestety na południe i w efekcie po może 200 metrach trafiliśmy na zieloną trawę. Ćwiczyliśmy na niej nową dyscyplinę pod nazwą ski-turling na trawie. Polegało to na wykonywaniu ewolucji (przewroty, salta) na śliskiej trawie, z nartami w ręku. Obyło się bez urazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NOWA ZELANDIA: przez dwie wyspy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 02 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na antypodach mieliśmy dość spokojną podróż, choć niemal ciągle przez góry. Pogoda jednak była wymarzona. Odwiedziliśmy tu krasowe tereny na Wyspie Południowej, przejechaliśmy Rainbow Trail (Tęczowy Szlak) oraz odwiedziliśmy naszego kolegi z wyprawy Great Dvide - Neala Taylora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersze opisy tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#NOWA_ZELANDIA:_Wyspa_Polnocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FNowaZelandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: narty w dolinie Aosty|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Tomek Pawlas, Ala Wandzel i inni|08  - 16 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z nastawieniem na jazdę rekreacyjną - jeździmy po przygotowanych trasach i ... uwaga, do góry wjeżdża się wyciągiem, a nie zapycha z buta:) Codziennie szusujemy w innym ośrodku. Pod Monte Rosą, grupa Słoweńców zabiera mnie na wycieczkę freeriadową po okolicznych dolinkach, z pięknymi widokami, opuszczonymi sezonowo wioseczkami i zacnymi zjazdami.&lt;br /&gt;
Generalnie wyjazd wypoczynkowy ze świetnymi widokami na najwyższe szczyty Alp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, Kitzsteinhorn 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz, w trakcie mojego pobytu, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartłomiej Berdel, Jakub Nowak, Jan Wołek, Mirosław Pindel; z STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; z SW Piotr Słupiński; z WKTJ Urszula Kotewa; momentami także Miłosz Dryjański z KKS. W chatce pod Lampo spotkaliśmy także Agnieszkę Gajewską i Krzysztofa Recielskiego (SW) z córką oraz bliżej nieznanego mi Podobasa|10 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
Po raz czwarty już miałem przyjemnosć krótko uczestniczyć w wyprawie eksploracyjnej Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini ''Feichtnerschachthöhle''. Jaskinia ta znajduje się na terenie kurortu narciarskiego na lodowcach pod górą ''Kitzsteinhorn'' (3203). Dzięki uprzejmości firmy ''Gletscherbahnen Kaprun AG'', zarządzającej tym kurortem, baza wyprawy KKTJ zlokalizowana jest w centrum usługowo-gastronomicznym dla narciarzy na wysokości 2452 m npm. W podziemnej cześci tego obiektu, stanowiącej infrastrukturę socjalną dla pracowników całej stacji narciarskiej, dla uczestników wyprawy dostępne są ogrzewane pomieszczenia do spania, ubikacje, prysznic oraz sieć WiFi. Z całą pewnością jest to jedna z najbardziej komfortowych zimowych wypraw jaskiniowych na świecie. Co warte uwagi, specyficzny jest także rodzaj skały, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie. Jest to tzw. margiel mikowo-wapienny, skała z jednej strony dosyć słabo rozpuszczalna przez wodę, a z drugiej bardzo twarda i niszczycielska dla sprzętu. Zimą otwory są zasypane śniegiem i trzeba je odkopywać. Na szczeście głównie przy użyciu ratraka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność jaskiniowa w tym roku skupiona była (jest) na wspinaczce w kominach nad tzw. ''Kryształową Galerią'' oraz w tzw. ''Galerii Srebrnej Wody''. Obydwa te tematy potencjalnie mogą prowadzić do nowych otworów jaskini. Ja, w zespole z Bartkiem Berdelem z biwaku na głębokości ok. -450 m atakowałem ten pierwszy. W założeniu mieliśmy deporęczować te kominy, ale okazało się, że możliwa jest dalsza wspinaczka do góry. Była to dosyć męska przygoda, bo z biwaku było dosyć już daleko na &amp;quot;przodek&amp;quot;. Na każde z dwóch wyjść musieliśmy podejść ok. 370 metrów do góry na linach. Łącznie podczas pobytu pod ziemią wspięliśmy 35 m, prawie całkowicie hakowo (wiertarka). Z pomiarów w jaskini oraz dostępnego nam trójwymiarowego modelu powierzchni terenu wynikało, że znajdujemy się praktycznie parę metrów pod powierzchnią ziemii. Coż, nie udało się nam przebić, ale nie jest to niczym dziwnym. W rejonie, w którym potencjalnie miałby znajdować się nasz &amp;quot;nowy otwór&amp;quot; jest znanych od powierzchni kilka lejów, które jednak kończą się zawaliskami. O tej porze roku na dodatek zasypanych paroma metrami śniegu. Wracając do niszczycielskiego charakteru tutejszej skały - na wyjściu na powierzchnię ja przetarłem croll'a, a mój partner gdzieś po drodze wytarł aluminiową rolkę Petzl'a &amp;quot;do śrubki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na dosyć krótki pobyt, w zasadzie po wyjściu z biwaku zostały mi niecałe trzy dni na powierzchni. Miałem ze sobą narty skitourowe, ale nie zdołałem zbytnio ich użyć. Chociaż Furek wymyślił bardzo ciekawą trasę na pobliski szczyt Hocheiser, ze względu na duże zagrożenie lawinowe poprzestałem tylko na solowej, tradycyjnej już popołudniowej wycieczce na szczyt Grosser Schmiedinger, górujący nad wschodnią częścią terenów narciarskich (500 Hm).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wyprawa cały czas jeszcze trwa. Kolejna ekipa, wspinając dalej komin, dotarła do zawaliska i tym sposobem definitywnie zakończyła naszą wspinaczkę. Jaskinia &amp;quot;puszcza&amp;quot; jednak ciągle w tym rejonie obejściami, a także wspominaną już Galerią Srebrnej Wody. Trzymam kciuki. No i trochę mi szkoda, że już mnie tam nie ma... Oby udało się znowu za rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, skitour w Goldberggruppe|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i os. tow.|08  - 10 03 2013}}&lt;br /&gt;
Ola wpadła na świetny pomysł, żeby mój wyjazd na wyprawę połączyć z szybką akcją ski-tourową. Na bazę wybraliśmy położoną na wysokości 2446 mnpm ''Hagener Hütte''. Jest to schronisko Alpenverein położone w Wysokich Taurach, w okolicy szczytu Goldberg. Chatka stoi na przełęczy, przez którą rzekomo starożytni Rzymanie poprowadzili niegdyś drogę. W zimie główny budynek schroniska jest zamknięty, ale dla skiturowców i ambitniejszych turystów Alpenverein udostępnia otwarty dla wszystkich schron zimowy, czyli sypialnię na ok. 20 osób, stół i ławę. Czegóż więcej trzeba? Jak okazało się na miejscu, schron był chwilowo w remoncie. Co miało i pewne minusy (zdemontowany piecyk i brak możliwości ogrzewania), ale i poważne plusy (nocleg za 0 EUR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek podeszliśmy do tej upatrzonej uprzednio chatki z parkingu w ''Bad Sportgastein''. Był dosyć twardy śnieg i zaliczyliśmy parę wywrotek na podejściu, ale przynajmniej dopisała nam ładna pogoda. Ponieważ byliśmy dosyć zmęczeni po nocnej podróży i morzył nas sen, pierwszego dnia poprzestaliśmy jedynie na dotarciu do chatki (860 Hm) i błyskawicznej wycieczce na upatrzony z chatki, nienazwany pik (może parędziesiąt metrów przewyższenia). Za to sobota upłynęła nam na całodniowej naciarskiej przygodzie, i to &amp;quot;na lekko&amp;quot;. Najpierw zjechaliśmy niejako na drugą stronę przełeczy do schroniska ''Jamnig Hütte'' (nieczynnego, 1748), skąd następnie weszliśmy na przełęcz ''Ulschartl'' (2491), zjechaliśmy po miękkim śniegu do wysokości ok. 2 000 m, a dalej za namową Oli jeszcze podeszliśmy na ''Greilkopf'' (2579), aby potem granią zjechać z powrotem do naszej bazy. Wszystkiego razem wyszło ok. 1350 m przewyższenia. Choć pogoda trafiła się lepsza niż w prognozach, okna w chmurach z ładnymi widokami pojawiały się tylko na chwilę. W każdym razie, przez większość czasu nic się z nieba na nas nie lało ani nie sypało i z tego się cieszyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się podczas ostatniej nocy naszego pobytu. Już pod wieczór zaczęło intensywnie śnieżyć i na twarde podłoże nasypało ok. 20 - 30 cm świeżego puchu. Celem na niedzielę stał się wobec tego tylko zjazd z powrotem do samochodu. Mimo tak prostego planu, najedliśmy się sporo strachu. Słaba widoczność z rana zmusiła nas do zjeżdżania z GPS-em w ręku. Na dodatek towarzyszyły nam grzmoty schodzących nieopodal lawin. Nie przesadzam. Z pewnością gdybyśmy byli w dolinach, a nie wysoko na przełęczy, tego dnia nie wybralibyśmy się w góry. Na szczęście znowu się udało. W około godzinę pokonujemy 800 m zjazdu, a następnie samochodem udajemy się gościńca pod jaskinią ''Lamprechtsofen''. Tam, po uczczeniu naszego szczęśliwego powrotu z gór wysokokalorycznym kakao z bitą śmietaną, rozdzielamy się - Ola wraca do Polski, a ja czekam w chatce pod ''Lamprechtsofen'' na przyjazd ekipy z KKTJ-u. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRALIA: wypad do Sydney|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 02 - 27 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz pobyt w Australii ograniczył się do szybkiego wypadu z lotniska do Sydney. Tym niemniej spędzamy tu noc na spacerowaniu i ranek następnego dnia. Bardzo piękne &amp;quot;city&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#AUSTRALIA:_krotki_epizod&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FAustralia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHILE: w Cordiliera Central|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|15 02 - 25 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chile to fantastyczny kraj dla takich ludzi jak my. Wysokie góry, pustynie, wulkany, ocean a na południu nawet jaskinie. Również dobre jedzenie i jakoś tak bardziej europejsko (tu akurat nie wiem czy to dobrze czy źle, zależy jak na to patrzeć). Robimy tu kilka górskich wycieczek w okolicach Cerro Plumo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHILE:_Andy_-_w_Cordiliera_Central&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChile&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Ciszewski (KKTJ)|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Nareszcie weekend ze znośną pogodą w Tatrach. Najpierw podeszliśmy na Ciemniak przez Adamicę i Piec, a następnie zjechaliśmy z Twardej Kopy do Doliny Tomanowej. Było jeszcze dosyć wcześnie, wobec czego Furek zaproponował &amp;quot;szybkie&amp;quot; wejście na Ornak. W każdym razie, to nie ja na to wpadłem! Na początku szlaku na Iwaniacką Przełęcz dopadł mnie lekki kryzys energetyczny, ale od Przełęczy już jakoś poszło i w promieniach zachodzącego za górami słońca osiągnęliśmy i ten szczyt. Było tam naprawdę malowniczo. Niezła widoczność, gra słońca i chmur i brak ludzi. Warunki zjazdowe umiarkowanie dobre. Na ogół były betony, ale czasami pokryte cienką warstewką na której narty &amp;quot;jakoś łapały&amp;quot;. Szczególnie początek zjazdu z Twardej kopy był bardzo miły. Jak można się domyślić, cała wycieczka zmęczyła nas konkretnie. Zabrakło nam raptem 50 metrów do przejścia 2 km deniwelacji. Dzień zakończyliśmy zasłużonym, uroczystym obiadem w &amp;quot;Adamo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na marginesie. Ciekawe były słowa ostrzeżenia przed lawinami, które otrzymaliśmy od mijanych po drodze na Ornak turystów. Północny stok Ornaku, którym prowadzi szlak, rzekomo pękł w poprzek (w pionie) i, jak nam opowiadano, mamy uważać, bo czort wie, co tam się może zdarzyć. Po bliższej inspekcji potwierdziło się nasze wstępne podejrzenie że to przecież wszystko tak nie działa. Pionowe pęknięcie okazało się być śladem po zjeździe z czekanem po betonowym śniegu, co stwierdziliśmy obserwując wyraźny odcisk od czterech liter w jego górnej części.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy późno bo o 3.00, chciałem wyjechać o 1.00 ale Damian przekonał mnie, że nadrobimy te 2 godzinki podczas wspinaczki, bo na podejściu raczej to niemożliwe:). Pogoda i warunki śniegowe idealne, szybki  odpoczynek w schronisku i obowiązkowy  wpis w książce wyjść. Przed nami na drogę Potoczka (III) wyruszyły 2 zespoły, miały one nad nami godzinę przewagi. Niestety  okazało się pod ścianą, że jesteśmy w kolejce dopiero na 4 miejscu. Czekamy cierpliwie jakieś 20-30min., ale widząc ,,szybkość’’ 1 zespołu decydujemy się zaatakować sąsiadkę czyli drogę Głogowskiego (III). Była to zdecydowanie bardzo dobra decyzja, piękne i wymagające wspinanie na 2 pierwszych wyciągach wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy(brak snu i dłuuugie podejście). Droga ta pokazała mi, że także ze wspinania zimowego można czerpać sporo przyjemności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne, skitour |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek (os. tow.) |24 02 2013}}&lt;br /&gt;
Skrzyczne stało się w tym sezonie najmodniejszym klubowym celem zimowym w Beskidach :). Tym razem na odpoczynek w schronisku docieramy zielonym szlakiem z centrum Szczyrku. Nadchodząca wiosna daje się mocno odczuć, niestety...Śnieg stał się już dość mokry i znikał w oczach.Przez całą wycieczkę było b.ciepło, czasem nawet słonecznie.  Początkowo zjeżdżamy trochę lasem, ale dość szybko wracamy na nartostradę (na której warunki do zjazdu fatalne...). Zgodnie z planem była to &amp;quot;szybka akcja&amp;quot; - o 14.30 zaparkowałam pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Missiones, Corrientes i Mendosa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|28 01 - 15 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym kraju znalazłem się po raz drugi. W Missiones odwiedziliśmy wodospady Iguazu, stare redukcje jezuckie w San Ignacio, polonię w Wandzie. Potem autobusem przedostaliśmy się na zachód kraju gdzie odbyliśmy wycieczki rowerowe w Andach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#ARGENTYNA:_Wodospady_Iguazu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FArgentyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PARAGWAJ: nie trzeba się śpieszyć|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 - 28 i 30 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paragwaj to taka Albania Południowej Ameryki. Na Paranie kwitnie zapewne kontrabanda a wiele ciekawych rzeczy można kupić na paragwajskim brzegu. Nasze 2 krótkie pobyty w tym kraju sprowadzały się do przejechania do promu na Paranie oraz bardzo ciekawy rajd do wodospadu Nacunday. Tu szersze opisy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#PARAGWAJ:_W_poszukiwaniu_wodospadu_Nacunday&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FParagwaj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRAZYLIA: rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu), w części jaskiniowej uczestniczyli członkowie Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas - Jose Mario Budny, Henrique Pontes, Lais Mosqueto  |02 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brazylia to pierwszy kraj w naszej wokółziemskiej podróży, który przemierzyliśmy na rowerach z Rio de Janerio do Foz do Iguazu. Po drodze odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. W części jaskiniowej wyprawy spotkaliśmy się z członkami klubu z Ponta Grossa - Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas ( http://www.gupe.org.br/#! ). Razem z Mario, Henrique i Lais odwiedziliśmy kilka studni wymytych w skałach krystalicznych oraz jaskinie krasowe. Zostaliśmy tu bardzo mile przyjęci. Więcej szczegółów dot. wyprawy można przeczytać tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#BRAZYLIA:_w_jaskiniach_Ponta_Grossa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBrasil&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3725</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3725"/>
		<updated>2013-10-29T23:17:38Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - przez Pasmo Jałowieckie na MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo piękny teren na jazdę MTB. Jeżeli pogoda może być idealna to właśnie taka była. Z Koszarawy jedziemy na Cichą przełęcz, dalej trawersujemy Jałowiec by wydostać się na przełęcz Upaczne. Naprzeciw Babia a dalej Tatry. Grzbietowym szlakiem docieramy do przełęcy Kolędówka i dalej miejscami dość stromym zjazdem osiągamy Stryszawę Górną. Stąd bardzo strome podejście pod Opuśniok (809). Dalej znów stromy i techniczny zjazd do chatki studenckiej Adamy a następnie do Lachowic skąd drogą wracamy do Koszarawy z końcem krótkiego już jesiennego dnia. Byłem tu pierwszy raz i uważam, że są tu bardzo dobre tereny do MTB. Zadowoleni (tylko męska część ekipy) wracamy do domu. Z pochwałą dnia  należy jednak zawsze czekać do samego końca właśnie w myśl przysłowia „nie chwal dnia przed zachodem słońca”.  Nie dość, że jakoś nagle zaczęło lać to jadąc z garażu 50 metrów od domu zaliczam upadek (objechał łańcuch na zębatce a w rękach miałem drobne przedmioty i nie mogłem się zbytnio ratować), przeleciałem nad kierownicą a zębatka wbiła mi się w łydkę więc trochę krwi musiałem upuścić. W górach poradziłem sobie na trudnych zjazdach a przed domem na równej drodze zaliczyłem upadek. Daje to do myślenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fmtb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy|Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk|27 10 2013}}&lt;br /&gt;
Druga część kursowego wyjazdu wspinaczkowego. Tomek przypomniał nam budowę różnych rodzajów stanowisk, które praktycznie realizowaliśmy w terenie wspinając drogi IV z własną protekcją. Zrealizowaliśmy także &amp;quot;drogę dwu wyciągową&amp;quot; ze stanowiskiem pośrednim. Pogoda (szczególnie z rana) super. Ciepło, jedynie wiatr po południu dawał się we znaki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBirow-2013.10.27&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - spacer na Chudą Przełęcz|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|25-26 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FCiemniak&lt;br /&gt;
:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - u źródeł Wisły i Olzy|&amp;lt;u&amp;gt; Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kieczka z synkiem Bartkiem|20 10 2013}}&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka do źródeł naszej największej rzeki. Jasiu obeznany z tym terenem bezbłędnie doprowadził nas bardzo ciekawym terenem najpierw do wykapów Czarnej Wisełki a potem z drugiej strony Baraniej Góry do źródła Białej Wisełki. Następnie przenosimy się w rejon góry Gończorka gdzie już o zmierzchu dotarliśmy do źródła Olzy. Pogoda przepiękna. Wspaniałe widoki na odległe góry (Tatry w śniegu). Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FZrodla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, manewry ratownictwa jaskiniowego|Daniel Bula oraz grotołazi z różnych klubów|11 - 13 10 2013}}&lt;br /&gt;
Manewry odbyły się w jaskini Czarnej. Podział na 3 grupy i transport &amp;quot;rannego&amp;quot; trawersem przez całą jaskinię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Magurka Wilkowicka|Ola, Wojtek, Zosia Rymarczyk|12 10 2013}} Mała górka dla małych nóżek w pięknie jesiennej złotobukowej odsłonie. Wchodzimy od strony przełęczy Przegibek (czyli najkrótszą możliwą ;-) po to by parę następnych godzin pobyczyć się na słońcu.  Całkiem fajny spacer :) i te kolory...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Dolinie Kobylańskiej|Damian Żmuda, Kasia(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|12 10 2013}}&lt;br /&gt;
Wspinaliśmy się na dwóch skałkach Jastrzębia/ Szeroka Turnia oraz na Sępiej Baszcie. Pogoda idealna, ludzi mało (spotykaliśmy tylko 1 zespół) oraz wyśmienity piszinger (zakupiony w sklepie w ,,centrum’’ Będkowic – polecam!!!)  wskazywały, że musi być to wyśmienity wspin. Niestety złego dobre początki. Wszystko co mogło się nie udać to się nie udało!!! Fatum, klątwa a może po prostu zmęczenie sezonem???(nieeee to jest niemożliwe:)) Efekt był taki że jedynie Damianowi udało się poprowadzić 2 drogi, ale za to jakie……  Prawa Szeroka(V) RP (strasznie hardy bulder startowy przekreślił szanse na wspaniały OS) oraz Jastrzębia (V-) w najszlachetniejszym stylu OS!!! Stach się bać co będzie dalej….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Marmuraowa, wyjazd kursowy|Rysiek Widuch, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Sebastian Podsiadło), &amp;lt;u&amp;gt; Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|12 10 2013}}&lt;br /&gt;
W piątek zajechaliśmy w Tatry, droga dość przyjemna, aczkolwiek nie bez korkowych przygód.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe chłopcy oglądali mecz,  a ja zakumplowałam się z kociakiem, który tak jak ja nie fascynował się bandą facetów ganiającą za piłką. Po meczu dość szybko wybraliśmy się do łóżek, aby mieć siły na sobotnią akcję. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstawaliśmy jeszcze w ciemnościach, ale na szczęście zanim wyszliśmy zrobiło się już widno, co minimalnie złagodziło tęsknotę za łóżkiem.  Doszliśmy do Doliny Kościeliskiej, a stamtąd już tylko kawałek pod górkę. Po około2,5 godzinie odbiliśmy ze szlaku w kierunku jaskini, niewiele później znaleźliśmy się pod otworem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samej jaskini poszło nam dość sprawnie.  (Za)Szybko zjechaliśmy trzy studnie niżej i dlatego w czasie kiedy Rysiek z Arturem już zaczynali odwrót  Ja, Tadek i Sebastian postanowiliśmy sobie zrobić wycieczkę obejściem pod prożek. Po dojściu na miejsce okazało się, że można iść dalej do piaskownicy po wiszącej tam linie. No tak…. Tylko, że ja i Tadek zostawiliśmy majtki ze sprzętem na dnie Studni Kandydata. Tylko Seba mógł wejść na prożek, a ja miałam poczekać z Tadkiem – miałam, bo usłyszałam tylko ,,zamknij oczy” i już go nie było. &lt;br /&gt;
Kiedy panowie osiągali dno jaskini, ja przyglądałam się ścianom i kamieniom, więc czas oczekiwania &lt;br /&gt;
zleciał szybko. &lt;br /&gt;
W kolejne ,,szybko” poszło nam wyjście na powierzchnię, przebiernie się i  biegiem na dół, kolacja i powrót do domów.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Dolina Złomisk|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 - 6 10 2013}}&lt;br /&gt;
Z Wyżnich Hag szlakiem pod Batyżowiecki Staw, a następnie przez Stwolską Przełęcz dostajemy się do Doliny Złomisk. Byliśmy bliscy wyciągnięcia z plecaka liny, bo z przełęczy na północną stronę opada poważny lodospad. Ostatecznie jakoś zeszliśmy piechotą. W niedzielę powrót przez Popradzkie Pleso, tak, żeby wcześnie być w domu. Pogoda dopisała, a w nocy było bezwietrznie i ciepło (może -2). W obydwa dni spotykamy paru ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Buczynowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|06 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy jaskinię Buczynową (ma też nazwę Jaskinia w Cichym Wzgórzu) w pobliżu Trzebniowa. Nie zbyt duża jaskinia lecz przecina w poprzek pod ziemią nie wielki masyw skalny. Korytarz nie za wysoki ale też bez ciasnot. Ciekawy jest teren w pobliżu z dość ciekawymi ostańcami. Po jaskini idziemy jeszcze na skałki z krzyżem gdzie wspinamy 4 drogi od IV do V+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć z jaskini i okolic: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBuczynowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy i Łutowiec|Damian Żmuda, Kasia(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|05 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian po długich namowach zgadza się znowu jechać na Białego Psa mimo, że pogoda (rano 0 stopni i słonecznie) ewidentnie wskazuje, że optymalnie byłoby dzisiaj wspinać się na nasłonecznionych skałach(poświęcenie godne podkreślenia!!!).  Powyższa zgoda była jednak warunkowa ….  jedna szybka wstawka i zmiana rejonu!!! W samochodzie ustaliliśmy że ,, szybka wstawka ‘’to około 2-3h. Na szczęście drogę miałem już starannie zapatentowaną:).  Rozgrzewka na Serze(V), szybkie powieszenie ekspresów ze zjazdu i ….rest. W tym czasie , aby nie zamarznąć Damian i Kasia przechodzą wspomnianą piątkę. Czas na wstawkę, startuje i……… odpadam - przytłoczony presją otoczenia (,,teraz albo nigdy,  ostatnia szansa w tym sezonie, zaraz zamarznę, długo jeszcze’’ itp. ) jeszcze przed pierwszym trudnym miejscem. Decyzja była oczywista,  natychmiastowe ponowienie próby i……… SUKCES !!!  Tym sposobem padł Hektor, moje pierwsze VI.5 !!! Nie miałem zbyt dużo czasu na radość bo napinka na zmianę rejonu była znaczna. Ponownie przez przypadek Damian wybiera Łutowiec gdzie wylegujemy się w słońcu ładując  baterie. Potem już bez napinki wspinamy min.  Minogi (V+), Drogę Wolfa(VI.3) , Łyk szczęścia(V), Warianty Jarosławskiego (VI).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy|Tomek Jaworski, Karol Jagoda, Tomek Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Sebastian Podsiadło, Ania Bil, Piotr Strzelecki, Sławek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|29 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach zajęć kursowych Tomek pokazywał budowę stanowiska, przygotowanie do zjazdu, operacje ze sprzętem. Kursanci następnie wykonywali poszczególne elementy oraz wspinaczkę na własnej protekcji. Karol z Sławkiem przy okazji śmgili kilka dróg 6.2 a Damian z Teresą cztery drogi od 5 do 6+. Mimo chłodu cudowna pogoda, mało turystów, piękne pejzaże. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krywań|Sonia, Piotr, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|28 09 2013}}&lt;br /&gt;
Rodzinne podejście na Krywań. Do samego wierzchołka nie dotarliśmy. Ludzi dużo. Pogoda niezła, ale trochę zimno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Mirowie i Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, os. towarzysząca|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda typowo wspinaczkowa (czyt. Tak pizga, że wolisz się wspinać niż asekurować czy się obijać na karimacie :p) to i uderzamy na szybki wypad w skały. Na parkingu pod zamkiem w Mirowie parkujemy jako pierwsi tego dnia już koło godziny ósmej rano i ruszamy w kierunku skał. Michał na rozgrzewkę robi „Białą Depresję” (V) na Studnisku przy Zamku. Ja jako, że już ją kiedyś robiłem, oszczędzam siły na trudniejsze cele. Następnie meldujemy się pod Trzema Siostrami. Tutaj na rozgrzewkę robię krótką drogę o wdzięcznej nazwie „Misja” (V+). Moją misją nie była jednak ta droga sama w sobie, a dojście przy jej pomocy do stanowiska na drodze „Ludzi Silnej Woli” (VI.2). Tutaj zawieszam wędkę i zaczynam patentować drogę. Piękne wspinanie po różnej wielkości „dziurach”. Puszcza w drógiej próbie (niestety na wędkę). Z dołem nie próbowałem. Michał robi z dołem jej sąsiadkę – „Sztywny Pal Azji” VI- (OS). Ja  natomiast wieszam kolejną wędkę po drógiej stronie skały na krótkiej, mocno przewieszonej drodze „Uwolnić Bąka”. Droga ta w Magazynie Górskim widniała pod wycena VI.2, w starszym wydaniu tego samego magazynu, dostępnym jako pdf w necie jest przedstawiona jako droga o wycenie VI +, natomiast na skale podpisana była jako VI.1 (o ile mnie pamięć nie myli). Mocno wywieszone drogi prowadzące czymś w rodzaju rysy bynajmniej nie sa moją silną stroną, więc dla mnie mogłoby to być i VI.3. W każdym bądź razie było to coś poza moim, nawet wędkowym zasięgiem.&lt;br /&gt;
Michał w międzyczasie próbuje jeszcze swoich sił na drodze „Pozdrowienia z Podziemia” VI+. Potem przenosimy się dalej w głąb Grzędy Mirowskiej.&lt;br /&gt;
Na Trzeciej Grzędzie wbijamy się w „Gibonowy Trawersik”(V), ale droga jakoś nie przekonała mnie do swojej urody. Powoli w skały zaczynają napływać kolejni łojanci, więc zbieramy szpej i zmieniamy lokalizację na Łutowiec.&lt;br /&gt;
Tutaj pierwszy Pada OSem „Łyk Szczęścia” (V) na Knurze w wykonaniu Michała. Ja prowadzę ją Flashem. Zaczyna się lekka mżawka, więc decydujemy się na szybko przewiesić jeszcze tylko linę do stanowiska obok, i na wędkę spróbować sąsiedniej VI.1 o nazwie „Adrenalina Skoczyła”. No cóż....jakoś specjalnie adrenalina nam nie skoczyła, natomiast byliśmy świadkiem ciekawej scenki rodzajowej :p&lt;br /&gt;
Po moim zjeździe z drogi, gdy Michał zakładał buty, obok skałki przechodziło dwoje turystów z dzieckiem. W pewnym momencie dzieciak ciągnięty przez mamę za rękę krzyczy: „Mamo, ja chcę zostać na spektakl !!!”. Matka pyta jaki spektakl, po czym chłopczyk nieśmiało pokazuje w naszym kieunku palcem :D No cóż, nie było wyjścia, Michał musiał skończyć drogę bo cóż to za spektakl bez Happy End’u &lt;br /&gt;
I po tak szczęśliwym zakońćzeniu zebraliśmy szpej i udaliśmy się w drogę powrotną :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna ruta rowerem z centrum Wisły przez Kubalonkę na Czantorię i dalej do Ustronia Dobki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górska jazda na rowerze ma wiele wspólnego ze skituringiem..:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Skrzyczne z Dolnego Szczyrku szlakiem i nartostradą. Zejście niebieskim szlakiem. Jesień w natarciu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Trzebniowie i Łutowcu|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwotnie mieliśmy się wspinać na Białym Psie w dolinie Wiercicy niestety okazało się, że  cała skała jest kompletnie mokra. Tak więc zapadłą szybka decyzja o przeniesieniu się do Trzebniowa. Tam po przypomnieniu sobie przechwytów poprowadziłem Pieskie Życie (VI.4+). Jest to korony dowód na to że we wspinaniu od nóg się odchodzi:) Stłuczona stopa na Kazalnicy spowodowała że nie mogłem  chodzić normalnie,  ale wspinać się można!!! Ze względu na duży tłok pod skałą znowu zapadła decyzja o zmianie rejonu, przez kompletny przypadek:) Damian wybrał Łutowiec. Tam zgodnie z powszechną wiedzą cyfra nie stawia oporu dlatego w szybkim tempie padły:  Rój(VI.2), Prostowanie Roju (VI.2+), Wielbiciel Orłów (VI.1+), Płyta Czyngis-Chana (VI.2), Poemat Jąkały (VI.2+), Różowa Pantera(VI.1+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pogórze Cieszyńskie - Lutnia Bike Marathon MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Artur Włodarczyk (os. tow.) z kolegą|15 09 2013}}&lt;br /&gt;
W Zamarskach odbył się wyścig MTB. Trasa dość wymagająca do pokonania, zwłaszcza po nocnych opadach deszczu. Zmienne profile, urozmaicona nawierzchnia, strumienie, kilka odcinków technicznych. Kilka miejsc śliskich, (ciężko było się wdrapać nawet prowadząc rower). Generalnie mężczyźni mieli 38 km do przejechania (2 pętle) a kobiety 19 km (1 pętla). Ja niestety startowałem już w najstarszej grupie wiekowej (55+) i zająłem II miejsce a Teresa (50+)  była pierwsza ale też jedyna odważna w tej grupie.  Wpasowaliśmy się w sam raz w pogodę bo po wyścigu zaczęło padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FLutniaMTB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA - Jaskinia Brzozowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; Speleoklub &amp;quot;Aven&amp;quot;: Zbigniew Wiśniewski; SCz: Jerzy Zygmut; KKTJ: Bartosz Berdel, Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Michał Ciszewski; SŁ: Tomasz Olczak|14 09 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach spotkania przedwyprawowego ćwiczyliśmy kartografię za pomocą DistoX i palmtopa. Podziękowania dla kolegów z Brzeszcz za udostępnienie jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kazalnica:wspinanie|Paulina,Dorota,Michał(WKTJ),Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |06-08 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda idealna więc wreszcie nadszedł czas na Kazalincę. Droga Schody do Nieba (VI+) – prosta orientacyjnie, polecana jako jedna z najładniejszych szóstek w Tatrach, 15wyciągów, około 480m. Wszystko brzmi zachęcająco, ale rzeczywistość okazała się nieco inna. Do schroniska docieramy w piątek przed 23., dzikie tłumy ludzi, na podłodze nie ma miejsc!!!Śpimy na dworze. Paulina z Dorotą i Michałem pojawiają się o 3.30, tak wiec Paulina śpi tylko 1,5h, Dorota z Michałem nieco dłużej bo idą wspinać się na Mnicha (Międzymiastowa VI+). W drogę wbijamy się około 7 rano, dlatego  jesteśmy pierwszym zespołem. Pierwsze 4 wyciągi przypadły mi, gdyż Paulinie było zimn, a Damian brzydzi się wspinania w trawach. Potem zmiana prowadzenia, Damian sprawnie pokonuje kolejne wyciągi, od czasu do czasu do czasu można na nich spotkać nawet kawałek skały:).  Kluczowy wyciąg to wspinanie w połogiej płycie, dobrze asekurowany i wydawało się że najbardziej lity ze wszystkich wyciągów. Crux na drodze to bardzo jurajskie pełzanie po niczym, słownie 3m trudności. Wszystko do tego momentu szło sprawnie i logicznie, niestety tuż pod stanowiskiem w terenie III za bardzo obciążyłem odstrzeloną płytę wielkości 1mx1m grubości 20cm, która uderzyła w moją nogę i z impetem spadła do Czarnego Stawu. Turyści na szlaku mieli co oglądać!!!, wyglądało to zapewne efektownie. Na szczęście Damian i Paulina zdążyli się schować,  a zespół pod nami najadł się jedynie strachu. Problem stanowiła jedynie moja stłuczona stopa, która ledwo mieściła mi się w butku wspinaczkowym. Do końca drogi zostało 4-5 wyciągów i jakieś 2h zejścia do schroniska. Szczęśliwie okazało się, że bez bólu mogę obciążać piętę wiec jakoś udało się dotrzeć do schroniska w miarę rozsądnym czasie. W schronisku spotkaliśmy Anię ze Sławiem i Wojtkiem, w niedziele ekipa podzieliła się na 3 pod grupy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- turystyczna: Damian, Kasia, Paulina (dolina za Mnichem ) oraz Ania, Wojtek, Sławek(dolina za Mnichem + powrót przez piątkę)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- wspinaczkowa :Michał z Dorotą Kopa Spadowa – Pachniesz Brzoskwinką(VII-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- plażowa : Ja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod pretekstem, że mnie nadal boli noga spełniłem swoje odwieczne marzenie:) i wreszcie pojechałem sobie bryczką z Morskiego Oka. (niezapomniane wrażenie i poczucie że jest się Panem Świata--- bezcenne,   za wszystko inne zapłacisz…..)&lt;br /&gt;
Dzień kończymy wizytą w zaprzyjaźnionym katowickim szpitalu na ostrym dyżurze – kości są całe, na szczęście to jedynie silne stłuczenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; i Ola Golicz, Michał Wyciślik|08 09 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrbskiego Plesa przez Popradzkie Pleso, Doliną Mięguszowiecką na Koprowy Wierch. Następnie Pośrednim Wierszykiem gdzieś prawie na Niżnią Przybylińską Przełęcz, w dół do Doliny Hlińskiej, z powrotem na Wyżnią Koprową Przełęcz i znów Hińczową Doliną z powrotem do Popradzkiego Plesa. Tam czesnaczka (niedobra!). Powrót przez Żilinę, ok. 4h, ale nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinie Kasprowa Wyżnia i Średnia oraz Wielka Litworowa - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Kowalkowski, Joanna Przymus, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk; drugiego dnia także Michał Wyciślik|06 - 07 09 2013}}&lt;br /&gt;
'''Dzień 1''' - opis &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Przed 6:00 pojawił się u mnie Łukasz, gdzie razem czekaliśmy na przyjazd Tomka i Krzysia. Następny przystanek był na Ligocie, gdzie zabraliśmy jeszcze Mateusza, bagażnik jakoś się domknął i mogliśmy ruszać.&lt;br /&gt;
Po dojechaniu do Zakopanego przepakowaliśmy nasze plecaki, złapaliśmy busika i dojechaliśmy do Kuźnic. Po wykupieniu wstępu do parku ruszyliśmy najbliższym szlakiem. Niestety nie był to najlepszy pomysł :( i musieliśmy zawracać. Na szczęście, po dogłębnej analizie mapy, trafiliśmy na właściwy szlak już za drugim razem !!! Dalej poszło bez większych trudności i wspólnymi siłami trafiliśmy w okolice otworu jaskini Kasprowej Średniej.....tylko gdzie dokładnie ten otwór...? Nie zrażeni niewiedzą zostawiliśmy rzeczy i uzbrojeni w sprzęt osobisty poszliśmy do Kasprowej Wyżniej, gdzie Mateusz zrobił demonstrację - jak nie tracić sprzętu. Kiedy pobiegł odzyskać kask, my nasze poprzypinaliśmy i sprawdziliśmy czy na pewno wszystko leży bezpiecznie, żeby jego prezentacja nie poszła na marne. Trawers Kasprowej Wyżniej poszedł nam prawie sprawnie, a potem nastąpiło to na co najbardziej czekaliśmy - kilkudziesięciometrowy zjazd widokowy, następnie trawers do Średniej. Trochę czołgania, studnia, sala i powrót na górę.&lt;br /&gt;
I pojechaliśmy na bazę. Spędziliśmy miły i mroźny wieczór przyglądając się walce Krzysiu vs. Grill - ostatecznie zwyciężył Krzysiu i dość zmarznięci, ale najedzeni mogliśmy uznać ten dzień za zakończony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2''' - opis &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Podczas wieczornego grilla Mateusza zrobił wpis o wejściu do jaskini. Niestety okazało się że to już trzeci wpis na jutro do Litworki. Krótkie telefony i Mateusz uzgodnił że wchodzimy jako drudzy po TKTJcie, tym samym godzina naszego wyjścia przesunęła się i mogliśmy pospać w sobotę do 6:30 :)&lt;br /&gt;
Rano (przynajmniej dla mnie) okazało się że nie wszyscy idą w góry, bo Łukasz stwierdził że ból biodra jest za duży i woli zostać w łóżku. W takim razie w uszczuplonym składzie ruszyliśmy z Gronika w kierunku Przysłopu Miętusiego, a dalej niebieskim prowadzącym na Małołączniak. Dla niektórych po raz kolejny pokonywać Skoruśniak, Kobylarz czy Żleb to nie lada obciążenie psychiczne i marudzenia było wiele :) Ale w końcu żółwim tempem dotarliśmy na Kobylarzowy Żleb gdzie nastąpiło rozluźnienie i prawie godzinne &amp;lt;del&amp;gt;opalanie&amp;lt;/del&amp;gt; odzyskiwanie sił :) W międzyczasie dotarli do nas Ola Golicz i Michał Wyciślik i w powiększonym składzie ruszyliśmy pod otwór. Poszukiwań nie było za wiele, bo wyraźna ścieżka i kilka plecaków przy otworze jasno wskazywały gdzie jest nasz cel. &lt;br /&gt;
Pod otworem kolejne zaskoczenie, gdyż Krzysiek stwierdził że on  woli zostać na powierzchni i tylko w 4 osoby (Mateusz, Michał, Asia i ja) zjechaliśmy do jaskini. Poręczowanie dziwnym trafem przypadło mi w zaszczyt...i dzięki sprawnemu działaniu zespołu (podawali mi tylko wory z linami) dotarliśmy do II Pięćdziesiątki gdzie zatrzymał nas wychodzący kurs z TKTJu. Jak się okazało wyszła dopiero pierwsza z 6 osób i czekania było na ok 2h. W związku z tym zapadła decyzja o odwrocie i deporęczu co dziwnym trafem znów przypadło mi. Powrót poszedł jeszcze sprawniej (bo za dużo wychodzenia to nie było i sprawnie minęliśmy się z trzecim tego dnia zespołem który szedł do magla) i w sumie po 150min byliśmy na powierzchni. Jak to stwierdził Michał, była to jedna z niewielu akcji która trwała mniej niż czyszczenie i pranie sprzętu po niej :)&lt;br /&gt;
W związku z tak krótkim przebywaniem w dziurze do auta doszliśmy jeszcze za dnia wobec czego kursanci zdecydowali się wracać jeszcze w sobotę do domu i tak około północy wszyscy byli już w domu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Lodowa Litworowa i wędrówki górskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Teresa Szołtysik, Barbara Szmatłoch, Ryszard Widuch, Marzenna Widuch|06 - 08 09 2013}}&lt;br /&gt;
Damian i Tadek idą do jaskini Lodowej Litworowej (po drodze spotkanie z Darkiem Sapieszko i kursem TKTJ). W jaskini Lodowej Litworowej docierają do Bazyliki i Studni z Rękawiczką (?). Zreporęczowanie dziury i ciężki transport szpeju w dół (najpierw niestety do góry). W tym czasie grupa: Rysiek, Marzenna, Teresa wychodzi na Ciemniak gdzie punktem kulminacyjnym jest ugotowanie kawy w nowym czajniczku Ryśka. W drugi dzień wycieczka do doliny Chochołowskiej i Grzesia (Damian, Teresa, Marzenna, Rysiek). W tym samym czasie działała jeszcze w Tatrach grupa kursantów z Mateuszem Goliczem oraz Artur Szmatłoch z kolegą w Tatrach Wys. (może będą opisy)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FLL&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Magura Orawska - Magurka |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Ania (os. tow.)|01 09 2013}}&lt;br /&gt;
Niestety w deszczu wycieczka z Namestowa na szczyt Magurki (1107) a potem zejście innym szlakiem do Slanickiej Osady nad jeziorem Orawskim. Powrót brzegiem jeziora do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (również z poprzedniego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FMaguraOrawska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łaziska Górne - turniej badmintona|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i inni zawodnicy|31 08 2013}}&lt;br /&gt;
Może nic wspólnego z jaskiniami lecz nie mogłem się oprzeć przed kolejnym startem w turnieju &amp;quot;Pożegnanie wakacji&amp;quot;. Uplasowałem się w środku stawki grupy &amp;gt;40 lat (7 miejesce/17 startujących) co jak na grotołaza to myślę nie najgorszy wynik. Poziom zawodów wg mnie bardzo wysoki (startowali nawet byli &amp;quot;zawodowcy&amp;quot;). Więcej szans było chyba w &amp;quot;młodszej&amp;quot; grupie. Rozegrałem 6 meczy i tak jak  przed rokiem z sali wyszedłem niemal &amp;quot;po czterech&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|25 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie zmagaliśmy się z drogami od V+ do VI.1 na turni leśnej w pustych skałkach okolic Piaseczna. Część ekipy wspinała się w Rzędkowicach a reszta wypoczywała na Pogorii. Spotykamy się wieczorem u Zigi na urodzinach w niemal kompletnym składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Dolinie Kobylańskiej|Damian Żmuda, Kasia,Ania(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 08 2013}}&lt;br /&gt;
Wybór padł na dolinę Kobylańską, bo wreszcie jest porządne topo tego rejonu. Wspinaliśmy się na Wroniej Baszcie, gdzie oprócz nas wspinała się na własnej tylko grupa kursantów. Tak więc mogliśmy trochę poszaleć, padły: Filarek Urbanistów (V+), Filarek Bały(VI+), Fontanny Króla Salomona (VI.2) – droga Szalonego, ale nie kuta, fajne wspinanie, Płyta Szymona (VI.2) zróżnicowanie wspinanie, polecam!!!, Jazda po Bandzie (VI.2) – przewiecha po klamach, Nieznośna Zjadliwość Błękitu (VI.2) – jeden ruch, ale z gatunku tych wrednych. Kulminacją wyjazdu był uroczysty grill pod skałą…..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Mały Młynarz|Paulina Piechowiak(WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Plan na długi weekend był zależy od pogody:  jeśli jest dobra to ruszamy w Tatry, jak jest niepewna to jakieś wyjazd na wspinanie skałkowe w Austrii bądź w Niemczech.  Na szczęście pogoda dopisała, więc Tatry… pytanie tylko gdzie? Miałem od dłuższego czasu chęć zrobienia  drogi na Kazalnicy, ale po przemyśleniu ilu ludzi będzie w tym czasie w rejonie Morskiego Oka (dzikie tłumy + tramwaje bryczek) bez żalu odpuściłem ten pomysł. Mały Młynarz okazał się strzałem w dziesiątkę, przez 2 dni nie spotkaliśmy żywego ducha.  ,,Popularność ‘’  Małego Młynarza  tak jak się domyślałem wynika z bardzo długiego i trudnego podejścia, które dostarcza więcej emocji niż sama wspinaczka!!! W piątek robimy Sprężynę(VI-), która mnie osobiście nieco rozczarowała. Niewątpliwą zaletą drogi jest to, że rozwiązuje środek niezwykle eksponowanej ściany w miarę łatwy sposób. Niestety efekt psują kruche i parchowate pierwsze i ostatnie wyciągi, prawdę mówiąc jedynie 2 może 3 wyciągi z 9 oferują ciekawe wspinanie w litej skale.  Uwaga orientacyjna: na kluczowym wyciągu nie należy się za bardzo rozpędzać,  przed przewieszką należy odbić w prawo na sporą półkę, której nie widać jak się idzie zacięciem.  To pozwoli uniknąć zakładania wiszącego stanowiska nad przewieszką, której przejście dostarczyło mi sporo adrenaliny. Warto dodać, że poza nami nie było w ścianie innego zespołu !!!(dłuuugi weekend, pogoda idealna) W planach było także zrobienie Kurtykówki, ale ostatecznie zamiast wspinu w sobotę turystycznie weszliśmy na Wielkiego Młynarza. Niedziela to trudny powrót do cywilizacji, ale  dzięki wczesnemu odwrotowi uniknęliśmy gigantycznych korków na zakopiance. Kilka zdjęć  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FM%B3ynarz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA - Prealpy Delfinackie - masyw Vercors|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda|14 - 18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Już na początku wakacji droga mailową Mateusz zaproponował wyjazd do wodnych jaskiń Francji. Bez wahania napisałem że pojadę i nim zorientowałem nadszedł sierpniowy długi weekend. Punkt zborny pod siedzibą klubu, upychanie bagaży pod sam sufit, błogosławieństwo od innych klubowiczów i wyruszamy w 1500km podróż. Na szczęście pięcioro kierowców z częstymi zmianami pozwoliło odczuć skutki sprawnej podróży jedynie na spłaszczonych i obolałych tyłkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 1 – Les Ecouges, dolne partie'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dojechaliśmy do kempingu w  miejscowości Pątą-Roją [Pont-en-Royans]. Damian jako nasz tłumacz sprawnie i szybko załatwiał wszelkie sprawy.  Chcąc wykorzystać dzień, sprawnie rozbiliśmy namioty i wyruszyliśmy w poszukiwaniu pierwszego celu wyprawy – kanionu Les Ecouges. Pomimo małych komplikacji w końcu odnaleźliśmy most nad 60m wodospadem od którego rozpoczęliśmy zejście. Tak właśnie rozpoczęła się moja przygoda z Canyoningiem…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kanion dzieli się na dwie partie. Górna z przeważającymi odcinkami linowymi i dolna [deniwelacja 570m] z większą ilością skoków… Tak! Skoków i to nawet 7 metrowych. Canyoning jest po prostu super! Zjazdy z wodospadów,  piękne widoki, dość ciepła woda [na pewno cieplejsza niż w jaskiniach] oraz tobogany i skoki sprawiają że mamy do zabawy najpiękniejszy i całkowicie naturalny park wodny. Dawka adrenaliny ogromna, zdecydowanie polecam każdemu.  Dwie i pół godziny szybko zleciało i wycieczka dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem z powodu niechęci zjedzenia spaghetti z tuńczykiem!?! [co i tak nas czekało, a jak każdy wie „pomidory w tuńczykiem to jak tuńczyk z pieczarkami” M.Golicz] wybraliśmy się do malowniczego miasteczka na obiad. Francuskie sknerusy dają od 2 - 4 oliwek na całą pizzę, żeby nie było że nie ostrzegałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2 – Grotte de Gournier'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Główna atrakcja wyjazdu czeka nas drugiego dnia. Dojazd łatwy, dojście 10min i naszym oczom ukazuję się piękna sala wejściowa z 40m jeziorem które mamy pokonać wpław. Przyznam że woda była zimna jak cholera zwłaszcza na „podobno 13 stopni” Ł. Pawlas, ale za to budzi lepiej niż najlepsza kawa. Jaskinia jest piękna i obszerna, górny suchy ciąg ma nieraz 20-30m? szerokości i znaczną wysokość. Ogromne nacieki, misy martwicowe Itp. Itp. obecne na każdym kroku zapierają dech w piersi. Dopiero po ok 600m można zejść do niższego wodnego ciągu co udało się nam po dość długich poszukiwaniach. Tam zaczyna się to po co przyjechaliśmy. Wszyscy w momencie odzyskali siły i humor. Rzeka ciągnie się kilometrami, a jej pokonywanie jest bardzo przyjemne. Progi, trawersy, niskie partie zapieraczkowe co chwilę urozmaicają naszą wędrówkę. Niestety po przejściu łącznie około 2km zawracamy żeby zdążyć do sklepu co i tak się nam nie udało. Nikt natomiast nie żałował i nawet spaghetti z tuńczykiem smakowało całkiem nieźle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 3 – Grotte Inferieure de Bury'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poranek po Francusku, czyli Croissanty czekoladowe, jabłkowe [ale bez rodzynek] i takie o smaku croissanta wyłącznie plus kawą dodały nam sił na drugą tym razem mniejszą akcję jaskiniową. Po leśnych poszukiwaniach odnaleźliśmy otwór jaskini, mały i ciasny jak zresztą cała jaskinia. Po kilku małych salkach rozpoczyna się meander szerokości 0,5-1m. Woda znacznie płytsza niż w Gournier. Pokonaliśmy ok 500m korytarza przedzielanego ciasnotami, zaciskami i wpinaczką sięgającą do ok 10m? nawet czołgając się i zanurzając po nos w wodzie by dojść do miejsca gdzie zmienia się trochę charakter jaskini. Bardzo wąski i jeszcze bardziej przewiewny ok 10m tunel po którym jest zjazd 30cm szczeliną pokonał mnie wychładzając znacznie i zdecydowałem się zawrócić w towarzystwie Mateusza. Jaskinia dla mnie osobiście trudna, podobno im dalej tym piękniej, szkoda że nie mogłem się o tym teraz przekonać, ale na pewno tam kiedyś wrócę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót na przyjazny kemping, wieczór w miłym towarzystwie Jean’a DonVinoble [3E za litr] oraz morderczo głodnych kaczek minął niestety bardzo szybko. Rano naturalnie croissanty i jazda do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny teren, mnóstwo jaskiń i kanionów pod ręką, wprost zakochałem się w tym rejonie i chcę tam wrócić, i to RYCHŁO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Tadek, Basia, Artur, Tomek Szmatłoch, w niedzielę - &amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Wspinaczki starszych facetów w skałkach rzędkowickich. Pokonaliśmy kilka dróg V m. in. ''Słoneczny Trawers'' (zrobiliśmy ją w 3 krótkich wyciągach) i ''Filar Lechwora''. My do dróg podchodzimy &amp;quot;od strzału&amp;quot; szacując nasze możliwości dlatego rzadko używamy topo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/rzedkowice &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - spacery polano-dolinne|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; Rymarczyk, Wojtek i Zosia|9 - 14 08 2013}} Wyjazd pt. &amp;quot;ucieczka przed skwarem&amp;quot;. Ochhh, jak ja miałam dość już tych upałów.. a tam? już w pierwszy wieczór musiałam założyć polar! bezcenne. Wyjścia układane raczej pod moje możliwości fizyczne. I tak udaje nam się odwiedzić: Dolinę Lejową z popasem na Niżniej Kominiarskiej Polanie (szkoda, że obecna wersja szlaku ją omija! wiele traci na atrakcyjności - jeśli można tak to nazwać - ten odcinek regli)i zejściem do doliny Kościeliskiej, skąd ku naszej radości zabiera nas gospodarz Pan Tadeusz i odwozi bryczką na bazę do Roztok ;-). Udajemy się też do Małej Łąki (po dojściu do polany ja ledwo zipię- gorszy dzień, a Zo się dopiero rozkręca..) i wracamy przez Przysłop Miętusi lekko widokowym szlakiem do Nędzówki. Odwiedzamy też bardzo ładnie widokowo położoną polanę - Ciepkówkę, gdzie &amp;quot;witają&amp;quot; nas 4 pasterskie psy, stado owiec i baca, który twardą ręką wytłumaczył tamtym czterem, że turystów zagryzać nie wolno - odtąd zostaliśmy częścią stada, aż trudno było się rozstawać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia będą w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie|Karol Jagoda, Damian Żmuda, Ania Bil, Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Niedzielne wspinaczki w dol. Wiercicy na północnej Jurze. Pogoda optymalna. Skała sucha. Na skałach &amp;quot;Biały Pies&amp;quot; i &amp;quot;Proxima Centauri&amp;quot; położonych w pięknym bukowym lesie każdy znajduje coś dla siebie. Padają drogi od V do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Śnieżna|Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Z jednodniowym przesunięciem (zw. na zapowiadane burze w górach) ruszamy na kursowy wyjazd do Wielkiej Śnieżnej. Ze śląska wyjeżdżamy w sobotę wieczorem, gdzie już po sobotnich deszczach nie było śladu, także dopiero po zmroku dojeżdżamy na bazę, tj. na Polanę Rogoźniczańską gdzie poznajemy elitę PZA i po małej kolacji idziemy spać. Ja niestety niedoszacowałem pogody (poprzednie 2 tyg. to 30~38 st upały) a tej nocy było nie więcej niż 10 st C i nad ranem zmarzłem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na akcję ruszamy z samego rana w niedziele by po ok 2,5h być pod otworem. Znalezienie samego otworu trwało może 10~15 min, także w porównaniu do poprzednich wyjazdów odbyło się to szybko :)&lt;br /&gt;
Celem akcji był suchy biwak. Do poręczowania było nas dwóch (ja z Krzyśkiem) i poza małymi incydentami iż lina okazywała się np. o ~2m za krótka poszło nam gładko, choć zajęło nam to prawie 4h. W jaskini dosyć sucho (jedynie na płytowcach woda zmoczyła nam linę). Na Lodospadzie wg. bardziej doświadczonych kolegów lodu było mało, także przydały się taśmy do poręczowania. Dla potomnych napiszę, iż szkic techniczny z 1992 nie uwzględnia wielu batinoxów które są po drodze, także trzeba  conajmniej 5~7 karabinków więcej niż to wynika ze szkicu. 54m lina na płytowcu I to także za krótki odcinek o jakieś 4~5m. Na Wielką Studnię zw. na 2 przepinki po drodze 80m to tak bardzo &amp;quot;na styk&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót okazał się szybszy bo po ok 3,5 byliśmy już na powierzchni...a przynajmniej 3 z nas :) Osoba deporęczująca miała małe problemy z Lodospadem i Rurą, co przełożyło się na prawie godzinne czekanie na nią pod otworem. Na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie i krótko po 20:00 ruszyliśmy do auta. Próg pokonaliśmy jeszcze przy naturalnym świetle i czołówki wyciągnęliśmy dopiero przed Wielką Polaną. Do auta dotarliśmy o 22, a w domu byliśmy przed 1.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/sniezna-kurs-08.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po dolinkach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|10 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda na sobotę zapowiadała się deszczowo, ale nie mogłem wysiedzieć kolejnego weekendu w domu więc mimo porannej mżawki ruszamy w stronę Krakowa. Całą drogę deszcz nie ustępuje. Wycieczkę rozpoczynamy w Krzeszowicach i kierujemy się w stronę dol. Racławki. Dalej w górę dnem doliny do Racławic - bardzo malowniczy odcinek. Rzeka tworzy ciekawe meandry i co chwilę drewnianymi mostkami ścieżka przecina rzekę. Z Racławic kierujemy się na północ, aby przedostać się do dol. Eliaszówki. Niestety ślepo zawierzamy mapie, która wyprowadza nas wprost w pola kukurydzy. Przez pola musimy przedostać się z buta co zajmuje nam dużo czasu. W końcu natrafiamy na pole golfowe po którym miałem już okazję błądzić podczas szukania jaskini Racławickiej. Całemu zamieszaniu winne jest przeklęte pole golfowe, a właściwie to jego projektanci, którzy widocznie olali sprawę poprowadzenia szlaków pieszych i rowerowych innymi wariantami. Po walce z bujną jurajską dżunglą udaje nam się dostać do dol. Eliaszówki. Teraz już tylko szybki zjazd asfaltem przez Czerną do Krzeszowic. Wracamy przemoczeni, ubłoceni i mimo wszystko zadowoleni do Zabrza. Takim to sposobem zaliczyłem wszystkie podkrakowskie dolinki. Choć pojawił się pomysł żeby zjechać je wszystkie za jednym razem... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rejs po Wielkich Jeziorach Mazurskich|Piotr Górski (Żeglarski Klub Turytyczny &amp;quot;Klar&amp;quot; Zabrze), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.), Barbara Borowiec (os. tow.)|27 07 - 10 08 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to nic ekstremalnego ale odbyliśmy ciekawy rejs na jachcie „Perła” (klasa: Tango 780 S) z Rynu  a potem od Węgorzewa na północy  po Pisz na południu a dokładnie na trasie: jezioro Ryńskie (start z Rynu) – j. Tałty – Tałtowisko – Szymonieckie – Jagodne – Boczne – Niegocin – Tajty – Kisajno – Dargin – Mamry – rzeką i kanałem Węgorapy do Węgorzewa, dalej znów Mamry – (zwiedzanie bunkrów poniemieckich w okolicach kanału Mazurskiego) – Święcajty – Stręgiel (bardzo piękne jezioro, mało uczeszczane) – Święcajty – Mamry – Dargin – Łabap – Dobskie – Kisajno – Niegocin – Boczne – Jagodne dalej kanałami na Tałty – Mikołajskie – Śniardwy – Seksty – kanał Jegliński – Roś – powrót tą samą drogą na Mikołajskie – Bełdany (zmienne wiatry) – Mikołajskie – Tałty – Ryn.. W drugim dniu rejsu pomagaliśmy postawić maszt kobiecej załodze. W tym samym dniu przy pierwszym większym powiewie złamała się płetwa sterowa, którą naprawiliśmy (a właściwie kupiliśmy nową) w Giżycku. Pogoda dopisała nam idealnie. Przewaga korzystnych wiatrów pozwalała robić niezłe przebiegi. Na noc w większości przypadków zatrzymywaliśmy się w uroczych miejscach na brzegach i tylko kilka razy w marinach. Łódka spisała się bardzo dzielnie, podobnie załoga. Wieczory by nie powiedzieć noce Piotr urozmaicał szantami grając na gitarze. Dwa tygodnie mieliśmy okazje żeglować po wspaniałych akwenach i podziwiać piękną przyrodę.  Szczególne podziękowania dla Piotra Górskiego za zorganizowanie całego rejsu. W klubie jest kilku żeglarzy więc dla zainteresowanych szerszy opis w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Rejs_-_Wielkie_Jeziora_Mazurskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FRejsWJM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu clip: https://vimeo.com/72249805&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - I cóż, że ze Szwecji...|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Emma Lundh, Erik Pott i Per Fredriksson|03 - 08 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji kongresu w Brnie odwiedzili nas znajomi ze Sveriges Speleologförbund, szwedzkiej federacji jaskiniowej. W piątek, przez Sztokholm i Kraków, do Katowic dotarł Per. Po długiej podróży, zaproponowaliśmy mu wyjście na kawę i wizytę na ściance wspinaczkowej na MOSiRze. W sobotę w trójkę wspinaliśmy się trochę na Górze Birów, aby następnie popływać chwilę na Pogorii i przejąć z dworca w Katowicach Emmę i Erika, którzy dotarli pociągiem z Brna. Pojechaliśmy do Zakopanego i zakwaterowaliśmy się na Polanie Rogoźniczańskiej, która zresztą pozytywnie zaskoczyła naszych gości wysokim standardem noclegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę odwiedziliśmy '''Jaskinię Czarną''', do jeziorka Szmaragdowego. Poniedziałek to '''Wielka Śnieżna''' i Suchy Biwak. We wtorek odespaliśmy i odpoczęliśmy w Zakopanem i nad Jeziorem Orawskim. W tym samym dniu, Ola z przyczyn zawodowych musiała wrócić do domu. Środa upłynęła pod znakiem przygody w '''Ptasiej Studni''' (do Kaskad) i zjazdu Progiem Mułowym. W czwartek przejechaliśmy do Krakowa i zwiedziliśmy trasę turystyczną w Wieliczce i Rynek Główny. Nasi goście zostali na noc w Krakowie, aby następnie w piątek rano wrócić przez Sztokholm do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały pobyt w Tatrach towarzyszyła nam piękna pogoda, momentami trudna do wytrzymania. Choć ruch turystyczny na szlakach był duży, w jaskiniach nie spotkaliśmy nikogo. Przygotowaliśmy naszych gości zawczasu, ostrzegając ich, że podejścia są długie a jaskinie surowe. Rzeczywiście, pod górę męczyli się bardzo, ale doceniali też piękne widoki. Przy zjeździe do Ptasiej Erik stwierdził, że w sumie to jaskinia jest mu już obojętna, bo sceneria sama w sobie była warta tej wycieczki. Emmie, jako biologowi, szczególnie podobały się kwiatki na podejściach. W jaskiniach największe wrażenie zrobiła Wielka Studnia, Wodociąg i Studnia Wlotowa w Ptasiej. Najgorzej wypadł bodaj spacer na Krupówki. My, jako gospodarze, też bawiliśmy się dobrze. Miło było odwiedzić &amp;quot;klasyki&amp;quot; w dobrym towarzystwie. Problem tylko w tym, że po pięciu dniach mój angielski całkowicie się zużył i przełączyłem się chyba na sam tylko czas teraźniejszy prosty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako suwenir z Polski, Szwedzi otrzymali Licencje TPN na uprawianie taternictwa jaskiniowego w Parku (podziękowania dla B. Chlipały za szybkie załatwienie tematu). W Szwecji nie ma odpowiednika karty taternika i nie trzeba się nigdzie rejestrować idąc do jaskini. Wobec tego, z takim dokumentem, koleżanki i koledzy nareszcie mogli poczuć się profesjonalnymi grotołazami :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - Bieg dla Słonia|Aleksandra Golicz, Mateusz Górowski, Michał Wyciślik oraz ponad 1000 innych biegaczy|07 08 2013}}&lt;br /&gt;
Udział w biegu dla upamiętnienia Artura Hajzera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Galeria Gankowa|Damian Żmuda, Kasia, Ania, Adam(os. tow)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 04 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda przez cały tydzień była idealna i o dziwo utrzymała się także przez weekend – prawdziwy cud.  Grzechem byłoby nie zrobić jakieś fajnej drogi. Wybór pada na Orłowskiego (VI-) na Galerii Gankowej. ,,Klasyk klasyków’’ takim mianem określa się tą drogę , w 100% zgadzam się z tym stwierdzeniem. Niestety nie ma róży bez kolców, podejście ciągnie się w nieskończoność. Orłowski to  piękna droga, o wyrównanych trudnościach, biegnąca pionową ścianą, wymagająca wspinania na każdym wyciągu (nie ma odcinków po pastwiskach). Jedna rzecz, którą warto podkreślić to data poprowadzenia drogi 1939r. jest to coś niesamowitego, że  przed wojną na ówczesnym sprzęcie ktoś był wstanie zrobić tą drogę klasycznie!!!  Droga zajęła nam około 5,5h, ale atrakcje się nie skończyły tak szybko, zejście  do doliny Ciężkiej jest przygodą samą w sobie:). Podczas kiedy razem z Damianem  działaliśmy w ścianie, reszta ekipy prowadziła heroiczną walkę z wielkim piargiem opadającym z przełęczy Waga. Niestety ambitny pomysł wejścia tą drogą na Rysy się nie powiódł, tak wiec wszyscy wracamy w wielkim upale tą samą drogą na Łysą Polanę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Łomnica i Osterwa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda i Ania Bil - turystycznie|27 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nad moim górskim wspinaniem ciąży jakieś fatum. Fakt niepodważalny. Zeszły rok złamana noga, tuż przed wyjazdem na „wielkie alpejskie łojenie”. Teraz nieoczekiwana zmiana pracy i cały letni urlop wyparowuje jak siły przed kluczowym przechwytem. „Powalczymy w Tatrach, pocieszamy się z Karolem”. Od początku sezonu  tak się pocieszamy, tymczasem pogoda do znudzenia powtarza to samo zagranie: cały tydzień lampa, wymarzone warunki do wbijania się, w najdłuższe nawet drogi i wzorcowe załamanie w sobotę. Narasta nerwowość. Wreszcie zwrot akcji, prognozy wręcz nierealnie optymistyczne, web kamery pokazują piękne panoramy Tatr. Plany gotowe już od dawna – zachodnia ściana Łomnicy, Hokejka. Jako uzupełnienie Karol proponuje Osterwę, droga Dieski. Czyli 2 drogi siódemkowe, a ja od 2 lat nie dotknąłem podwójnej liny… rozsądni nie uprawiają tego sportu. W piątek Ania podejmuje szybką decyzję i dołącza do teamu jako wsparcie naziemne :)&lt;br /&gt;
Logistykę dopasowujemy do wieku uczestników, znaczy wjazd kolejką najwyżej jak się da (Jak to, nie obejmuje nas zniżka dla seniorów? Skandal!). Z Łomnickiego ramienia zejście emocjonującą „feratką” pod ścianę. Zgodnie z dewizą „braki kondycyjne nadrabiamy brakiem mózgu” nie zakładamy uprzęży na zejście po ubezpieczonej ścieżce, dzięki czemu wyprzedzamy pozostałe zespoły podchodzące pod ścianę. Wyścig okazuję się zresztą zupełnie zbędny, żaden z zespołów nie wybiera się na naszą drogę. Ustalamy taktykę tylko jednej zmiany na prowadzeniu – spora oszczędność czasu w porównaniu do zmiany prowadzącego po każdym wyciągu. Pierwsza, łatwiejsza połowa drogi (do hokeja) ja, dalej Karol. Moją część odebrałem, jako bardzo przyjemne wspinanie, niebanalne, w dużej ekspozycji i akceptowalnych trudnościach. Słynny trawers „przez krzyż” czujny ale dla mnie raczej prosty. Za to wielki podziw dla autorów drogi za wyszukanie tej linii w ścianie. Gdyby nie przelot przy starcie w trawers absolutnie nie przyszłoby mi do głowy, że to tu. Podczas wspinania na drodze obok spada wantę wielkości małego samochodu. Skała rozpryskuje się z potwornym hukiem odbijając się od ściany. Lawinka rozpędzonych głazów przelatuje drogą naszego podejścia. Zespół który był poniżej na drodze obrywa niewielkimi odłamkami, na szczęście bez konsekwencji ale jeden z chłopaków pokazuje nam później swój kask z głęboko wbitym w skorupę niewielkim kamieniem…&lt;br /&gt;
Zmiana na prowadzeniu i natychmiast zmienia się charakter drogi. Wyjście z hokeja – sięgniecie do wysokiego chwytu nad przewieszką, wypuszczenie nóg… Karol robi to gładko, ja z wyważającym plecakiem już nie. Nie udaje się sięgnąć klamy, pierwsza porażka. Po bloku jakoś gramolę się już do góry. W międzyczasie zapowiadana idealna lampa zmienia się w aurę typową dla tych gór – nadciągnęła cwangla, zaczyna się jakaś mżawka… świetny moment - dwa górne wyciągi stanowią odwodnienie szczytowego kolektora wodnego. Przed nami kluczowy wyciąg – lekko przewieszona rysa, jeszcze sucha… Karol atakuje, asekuracja komfortowa jak na sportowej drodze, mnóstwo haków, swoich punktów nie trzeba osadzać wcale. Obserwuję prowadzącego, wstawia się, cofa, kombinuje, wbija jeszcze raz… i odpada. Ups, takie trudności to on powinien robić przez sen… Druga wstawka, rozważnie ale ze sprężem. I lot. O, k…., co tam się dzieje? Po dłuższym odpoczynku na bloku wreszcie przechodzi rysę. Ja po tym pokazie nie mam wielkiej wiary w swoje szanse, szczególnie z uwagi na plecak. Odpadam po mało przekonującej walce i azeruję przez trudności. Jakie to upokarzające… Oceniamy, że w skałach miałby ten fragment VI.1+. Ostatnia długość liny i z pionowej ściany, z kwaśnymi minami, wychodzimy wprost  pomiędzy kelnera w garniturze i tłumek ciekawskich turystów, którzy wjechali na szczyt kolejką. Abstrakcja. Pogoda nawet poprawia się i możemy powzdychać patrząc na imponujące ściany Wideł czy Kieżmarskiego.&lt;br /&gt;
Podsumowując – fantastyczna ściana, droga najpiękniejsza, być może, jaką robiłem w Tatrach. Eksponowana na całej długości  i wymagająca, miejscami bardzo. Obowiązkowo do zrobienia, pod warunkiem jednak, że pewnie czujecie się w trudnościach VI.2 OS. Zejście ze szczytu kopczykowaną ścieżką z ubezpieczeniami (łańcuchy itp.) Ubezpieczenia miejscami niekompletne, ostrożnie w przypadku mokrej skały. Tymczasem Ania robi samotnie długą, ładną trasę po górach. Zadowoloną odnajdujemy w Starym Smokowcu. Czas na niezasłużone piwo i kolację (pierogi z bryndzą). Ciepła noc, na komfortowym zestawie karimata + materacyk mija zaskakująco szybko. Pobudka: 5:00&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieska-Halas-Marek, VII-, zachodnia ściana Osterwy&lt;br /&gt;
Mimo, że wybieramy się na drogę krótką (5 wyciągów) i z wyjątkowo szybkim podejściem to i tak Karol wymusza na nas nieludzko wczesną pobudkę i wyjście. Zależy mu na wczesnym powrocie do domu. Okazało się, że bardzo dobrze… ale nie uprzedzajmy. Podejście z parkingu Popradzkie Pleso via symboliczny cmentarz ofiar gór. Żeby po wczorajszej porażce na Łomnicy podchodzić pod kolejną siódemkę wzdłuż długich rzędów tablic z nazwiskami, datami i nazwami ścian – trzeba mieć mocną psychę albo niskie IQ. Po wczorajszych doświadczeniach mocno redukujemy wagę plecaka, nie biorąc w ścianę butów na zejście – zjedziemy. Pierwszy, prosty wyciąg doprowadza do luksusowego stanowiska przy uschniętej limbie - jest siedzisko z oparciem :) Dalej wygląda łatwo a nie jest. Wiemy już, że widok linii haków, niemal co metr nie wróży łatwej cyfry. Faktycznie, przewinięcie z zacięcia na filarek syte i techniczne. Trudność trzyma, kolejny szóstkowy wyciąg doprowadza do stanowiska pod kluczowym zacięciem . Wygląda imponująco – geometrycznie proste, o gładkich, pionowych ścianach. Wewnątrz rysa na cama nr 3. Jakieś 10m do przejścia dilferem, w 2/3 wysokości stały ring. Karol prowadzi, przy początku zacięcia, jeszcze z wygodnej pozycji zakłada frienda, sięgając daleko do rysy. Wchodzi w dilfera, widać, że jest przesztywniony, w obawie przed zbułowaniem się nie zakłada więcej przelotów, aż do ringa, tymczasem niedokładnie założony friend wypadł. Dysząc ciężko wpina się w niego, po czym dziwnie nerwowymi ruchami wychodzi ponad zacięcie, w łatwiejszy teren. Gdyby poleciał przed wpięciem horska sluzba miałaby co robić. Idę na drugiego. Okazuje się, że dilfer, z początku nawet przyjemny, pod koniec staje się mocno problematyczny. Rozchodząc się, rysa przestaje być pewnym chwytem. Zacięcie skutecznie wypluwa. Po raz kolejny na wyjeździe wiszę na linie konstatując cierpko brak formy. Już wiem, skąd nerwowe ruchy Karola na prowadzeniu. Jeszcze prosty trawers i kończymy drogę. W przewidywanym miejscu nie udaje się trafić na stanowiska zjazdowe i ostatecznie musimy schodzić w butkach wspinaczkowych – pokuta. Wspinanie zajęło nam 2,5h, kończymy zanim ściana znalazła się w słońcu – na szczęście. Rekordowe upały nie omijają gór. Jednakże w Tatrach muszą wzbudzać podejrzenia. Około 13tej gwałtownie zaczynają zbierać się burzowe chmury. Zdążyliśmy akurat wrócić do samochodu kiedy zaczyna się solidna ulewa. Myślimy o tych, którzy w tej chwili są w ścianie Łomnicy… górne wyciągi Hokejki w takich warunkach zmieniają się w regularny wodospad. Hmmm. a to najładniejszy weekend w tatrach od początku sezonu. &lt;br /&gt;
Pisząc to oglądam meteo na sobotę i niedzielę. Uśmiechnięte słoneczko na prognozach budzi złe przeczucia. Moje fatum pewnie też się uśmiecha. Drwiąco.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY - Brno - ICS 2013|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 21. - 28.07.2013 miał miejsce 16. Międzynarodowy Kongres Speleologii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kongresy odbywają się co cztery lata. Poprzedni był w USA, zaś następny będzie w Australii. Zasadniczym wydarzeniem w zorganizowanej części kongresu były referaty, które przez pięć dni prezentowane były równolegle w kilku salach. Wszystkie wystąpienia były ograniczone do 20 minut, a ich treść była przeznaczona zarówno dla naukowców zajmujących się jaskinami (sesje ogólne oraz bloki poświęcone: speleogenezie, biologii, rekonstrukcji paleoklimatu, archeologii, paleontologii, jaskiniom niekrasowym oraz sztucznym), jak również dla osób po prostu na poważnie chodzących po jaskiniach (oblegany blok o eksploracji w różnych rejonach świata, pomiary i mapy jaskiń, historia speleologii, ochrona jaskiń).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kongresu odbyły się wycieczki do okolicznych jaskiń Morawskiego Krasu. Były także wystawy fotografii, plakatów (naukowych, ale także o eksploracji), planów jaskiń, sztuki inspirowanej jaskiniami. Była SpeleoOlimpiada (najlepszy wynik na zacisku: mężczyźni 15 cm, kobiety 14 cm). Były pokazy filmów, pokazy 3D. Były spotkania różnych komisji roboczych, a także spotkania ad-hoc. Było walne zgromadzenie Międzynarodowej Unii Speleologicznej (UIS). Nie sposób było uczestniczyć we wszystkich tych wydarzeniach. Trzeba było ograniczać się i wybierać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście, to nie wydarzenia były najważniejsze. Przede wszystkim, na kongresie było 1100 grotołazów i speleologów z całego świata, z którymi można było porozmawiać, wyjść na miasto, umówić się na akcję w jaskini, na eksplorację, na współpracę naukową, albo po prostu na kontakt w przyszłości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, niezwykle ciekawa była prezentacja anglików o ręcznym skanowaniu laserowym przy użyciu urządzenia przypominającego wyglądem i sposobem użycia kropidło do święceń. Poza tym, dowiedziałem się nieco o stanie prac nad nową wersją przyrządu DistoX. Wszystko to miało miejsce w trakcie nieformalnych części kongresu. Z grotołazami brytyjskimi rozmawiałem o możliwości stworzenia wspólnego formatu przechowywania danych o jaskiniach. Wspólnie na Komisji Informatyki kontestowaliśmy pracę jak na razie wykonaną w tym zakresie w ramach UIS. Odbyło się też krótkie spotkanie koordynacyjne dotyczące wypraw Hong Meigui w Chiny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy w sytuacji o tyle dogodnej, że uczestnictwo w kongresie było częścią naszych wakacji a nie pracy. Wobec tego, zrobiliśmy sobie dodatkowe dwa dni przerwy. W ich trakcie, wspinaliśmy się nieco na skałkach w Morawskim Krasie, pływaliśmy w Brneńskiej Rivierze, a także kajakiem na jeziorach Nove Mlyny. Poszliśmy też zobaczyć jaskinię Katerzyńską i Punkiewną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 - 20 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 30.06 - 20.07.2013 odbyła się kolejna wyprawa Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Hoher Göll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku, bazę wyprawy stanowiła tzw. Zakrystia - nyża skalna pośrodku ściany na wysokości ok. 1800 m. Działalność wyprawy koncentrowała się na dwóch obiektach: Gruberhornhöhle (1336/29) oraz Gamsstieghöhle (1336/48). Obydwie te jaskinie zostały odkryte przez grotołazów austriackich w latach '60. Poszukiwaliśmy w nich nowych możliwości, ale najbardziej interesowała nas perspektywa połączenia Gruberhornhöhle z systemem jaskiniowym Hochscharte - którym to zajmowaliśmy się przez ostatnie kilkanaście lat. Brakuje w linii prostej może 30, a może 80 m - wszystko zależy od tego, jak spojrzeć na pomiary, które prowadzone były przez kilka pokoleń i paroma różnymi generacjami sprzętu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Oaza (ok. -550 m) założyliśmy biwak, podobnie jak miało to miejsce przeszło 40 lat temu. Udało się nam zlokalizować jedno interesujące miejsce z przewiewem. Po przekopaniu ciasnego przełazu, odkryliśmy ok. 120 metrów korytarzy, generalnie zmierzających w dobrym kierunku, ale cały czas nie łączących się z Kammerschartenhöhle. Na szczęście, ich kontynuacja nie jest całkowicie wykluczona. Zbadaliśmy również w jaskini kilka problemów pozostawionych &amp;quot;w starych czasach&amp;quot;. Około 20-metrową wspinaczką do okna osiągnęliśmy zupełnie nową Salę Moniki o wymiarach ok. 18 x 40 x 30 m (sz x dł x wys), niestety przechodzącą w ślepą studnię. Wahadło do innego okna doprowadziło nas za to do Sali Groszka i 45-metrowej studni z mokrą odnogą, ciągle jeszcze czekającą na sprawdzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najciekawsze odkrycia wyprawy miały jednak miejsce w Gamsstieghöhle. Tam, na głębokości ok. -110 m odkrywcy jaskini pozostawili niesprawdzony, wiejący meander. Ciasna, 85-metrowej długości &amp;quot;Zemsta Klappachera&amp;quot; doprowadziła nad 52-metrowej głębokości studnię o średnicy ok. 4 - 6 m. Z jej dna, będącego zawaliskiem osadzonym na zaklinowanych w meandrze blokach, prowadzi zjazd do kolejnej, obszernej próżni, której nie zdążyliśmy już zaporęczować. Cały czas wieje mocno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie jaskinie musieliśmy zaporęczować od nowa, w zdecydowanej większości przypadków osadzając nowe punkty asekuracyjne. Ogółem, wykorzystaliśmy na wyprawie ok. 1.4 km liny oraz ok. 120 kotew. Samo dojście do Gamsstieghöhle po powierzchni wymagało rozwieszenia ok. 150 m poręczówek. Dojście na bazę wyprawy jest jeszcze bardziej wymagające, niż na nasz poprzedni obóz na Hochscharte. Transport sprzętu oraz uczestników na początku wyprawy odbył się przy wykorzystaniu śmigłowca. Gdyby nie to, wspominiane odkrycia nie byłyby możliwe w ciągu 3 tygodni trwania wyprawy, przy tak nielicznym i malejącym z tygodnia na tydzień składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie trwania wyprawy odkryto oraz skartowano łącznie 587 m korytarzy. Udział wzięli: Piotr Stelmach, Amadeusz Lisiecki, Michał Macioszczyk, Marcin Gorzelańczyk, Jakub Kujawski z Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego; Mateusz Golicz (kierownik wyprawy) i Michał Wyciślik z RKG &amp;quot;Nocek&amp;quot;; Tomasz Olczak ze Speleoklubu Łódzkiego; Paweł Mazurek z Sekcji Grotołazów Wrocław; Kazimierz Szych ze Speleoklubu Tatrzańskiego; Miłosz Dryjański z KKS. W transporcie sprzętu pomiędzy obozami pomogli także bezpośrednio przed wyprawą Mirosław Latacz i Agata Maślanka z AKG AGH, za co serdecznie dziękujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy PZA za wsparcie finansowe, Landesverein für Höhlenkunde in Salzburg za pomoc organizacyjną, a także firmom FIXE oraz Lanex za udzielenie korzystnych rabatów na sprzęt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy jechać  w Tatry, ale niestety znowu pogoda wybiła nam ten  pomysł z głowy. Od początku roku nie było weekendu z pewną pogodą… Plan awaryjny – wspin na jurze, rejon ponownie wybrał Damian. Pogoda nieomal idealna, nie za ciepło nie za zimno po prostu pełen komfort. Na Łabajowej jak zwykle tłok, ale dało się wspinać. W ramach rozgrzewki przed Tatrami zrobiliśmy : Kąpiele błotne(VI+), Świadectwo Minionych Wieków (VI.1+/2) - polecam,  Obladi- Oblada (VI.2+) - klasyk, Nówka Stefana (VI.3+) - nowa droga,mocno przewieszona,wspinanie po klamach, Przaśny Chleb (VI.2+) - mimo,że płyta fajne wspinanie.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - jaskinia Oblica (spotkanie eksploratorów jaskiń beskidzkich)|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (SBB), Jerzy Pukowski (SBB), Kazimierz Piekarczyk (SBB), Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Paweł Franczak - Koło Geograficzne Uniwersytetu  Jagiellońskiego, Józef Figura - Tygodnik Podhalański, Marcin Rudecki (os. tow.), Jerzy Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Małgorzata Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Bogdan Szatkowski - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Dorota Cichowska-Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Piotr Krzywda - Studenckie Koło Przewodników Górskich, Zofia Gutek|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy się przy jaskini. Podział na dwie grupy i akcja w dziurze. Dotarliśmy do dna gdzie wpisaliśmy  się do zeszytu. W drodze powrotnej zwiedziliśmy boczny ciąg. Jaskinia jak na Beskidy niezbyt ciasna z kilkoma większymi salami. Potem udajemy się do ciekawego przełomu Skawicy. Ja z Jurkiem nawet trochę pływamy. Następnie jedziemy do wodospadu na Mosiornym Potoku. Wychodzimy jeszcze na szczyt Mosiornego Gronia skąd roztacza się fajny widok na Babią oraz Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FOblica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - klubowy spływ kajakowy Wiercicą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Henryk Tomanek oraz os. tow. - Gabriela Mann, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jan Kempny, Barbara Borowiec|14 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klubowy spływ odbył się na rzece Wiercica od Sygontki do Garnka. Sama Wiercica wywierzyskami Zygmunta i Elżbiety bierze swój początek w Złotym Potoku. Uchodzi 30 km dalej do Warty. My zaczynamy na rzece Kozyra w Sygontce by wkrótce w miejscowości Julianka płynąć już bardzo czystymi wodami Wiercicy. W Zalesicach są stawy hodowlane a kuriozalne jest to, że nie wolno płynąć rzeką wzdłuż stawów. 300 metrów ciągniemy kajaki przez chaszcze aby obejść owe stawy pokonując po drodze kilka rowów melioracyjnych (kajaka używamy jako kładki). Rzeka jest czysta i piękna. Spływ jest ciekawy. Nie obyło się bez wywrotki (Basia B. z Jankiem). Potem są jeszcze 2 przenoski i docieramy do Przyrowa. Stąd 6 osób jedzie już do domu a do końca płynie Damian, Teresa, Heniek i Gabrysia. Dalej znowu stawy hodowlane. Kajaki przewozimy do Smykowa i stąd już bez przenosek za to przez kilka progów (2 pokonuje się rozpędem) docieramy do rzeki Warty na wysokości miejscowości Garnek. Bardzo fajny spływ, pogoda dopisała w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FWiercica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina(WKTJ),Damian Żmuda,Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil i Sławek|6-7 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd w sobotę rano. Damian przez długi czas nie może uwierzyć że Wojtek jedzie z nami - pogłoski o jego przedwczesnej emeryturze wspinaczkowej okazały się nieprawdziwe. Zaczynamy wspin na Jastrzębiej Turni, gdzie Damianowi i Paulinie udaje się zrobić Mandale Życia(VI.2) czym Paulina poprawia swoją życiówkę. Wojtek jako że jeszcze nigdy nie był  w Sokolikach, intensywnie zapoznawał się ze specyfiką wspinania w granicie, ja natomiast pilnowałem, aby reszta ekipy miała czas na podziwianie pięknych widoków. Starannie i bez zbędnego pośpiechu patentując sąsiednią drogę, niestety bez sukcesu. Wieczorem dojeżdża do nas Ania ze Sławkiem, spędzamy więc sobotni wieczór przy ognisku w doborowym towarzystwie. Rano (godzina 7.16) budzi wszystkich Ania (serio!!!!), która nie potrafi doczekać się wspinu. Wspinamy się w rejonie Baby, gdzie prowadzimy Kurtykówkę(VI), Małpia Ściankę (VI.1) oraz Trójkę (VI.2+).  Jedna istotna uwaga na koniec - Sokoliki to idealny rejon na upały, panuje tu specyficzny mikroklimat, który pozwala na komfortowy wspin nawet przy wysokich temperaturach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ Małą Panwią|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i osoby towarzyszące|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Spływamy bardzo krótkim odcinkiem Małej Panwi.&lt;br /&gt;
Wrażenia:&lt;br /&gt;
- piękne lasy,&lt;br /&gt;
- brązowa woda,&lt;br /&gt;
- komary w ilościach niewyobrażalnych!!!&lt;br /&gt;
Wyglądam jakbym był chory na jakąś zakaźną chorobę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - góra Damiak i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy rozeznanie terenu w pobliżu góry Damiak (okolice Gorzkowa Starego). Teren trochę zdemolowany po ostatniej nawałnicy. Skałki wspinaczkowo nie godne uwagi. Ogólnie jednak teren piękny. Po deszczach straszna plaga komarów (w związku z tym marszruta przeradza się w ucieczkę). Trochę na przełaj, trochę ścieżkami zataczamy koło i wracamy do punktu wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (nie tylko z tego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/Start-lato&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Kucharska|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Już w sobotę wieczorem jesteśmy w Krakowie, więc korzystając z okazji wybieramy się w niedzielę na wspinanie. Wspinamy się na dobrze już znanej Łabajowej. Padają kolejne klasyki m.in. Lewa Ręka w Ciemności za VI.1 czy Przaśny chleb za VI.2+. Z ostatnią wyceną pozwolę się nie zgodzić, chyba nie jest tak trudna. Wspomniane drogi są wyjątkowej urody - bardzo estetyczne wspinanie, naprawdę warto spróbować. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dość ciekawy szlak rowerowy na trasie: Węgierska Górka (bunkry) - Cięcina - Magura (925) - stacja turystyczna Słowianka - Żabnica - Węgierska Górka. Szlak miejscami wymagający, dużo błota. Pogoda niezbyt (chwilami padało). Fajny zjazd z Słowianki do Żabnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Psia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA/SGW)|23 06 2013}}&lt;br /&gt;
Kontrola jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Powspinaliśmy się na dwóch skałach: trochę dłużej na Proxime Centauri oraz krótko na Diabelskich Mostach. Komary nie dawały żyć. Akcję zakończyliśmy grillem (bez komarów) nad Porajem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ pontonowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia i Justyna (osoby tow.)|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dokonano spływu pontonem rzeką Ruda od zalewu Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Dziewczyny w połowie dystansu zmieniały środek lokomocji z pontonu na rower.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Koszmarnie długie a czasem wnerwiające dojście. Do jaskini dotarliśmy zjazdem od góry. Akcja załamała się już na pierwszym zacisku. Nad pierwszą studnią las lodowych stalaktytów (aby przedostać się dalej część z nich trzeba było strącić). Nasze gabaryty trochę zniechęciły nas do dalszych prób. Mimo wszystko wyjazd wypruł z nas wiele sił. Cały sprzęt do dziury rozłożony tylko na dwie osoby. Po drodze urozmaicone warunki pogodowe: piękne słońce, burza, na wychodzeniu ścianą zlewa z gradem, gęsta mgła i znów słońce. W każdym razie na dole czuliśmy wszystkie mięśnie jak po sytej akcji. Po ostatniej śnieżnej zimie warto chyba do tego systemu pójść ciut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina,Dorota, Michał(WKTJ),Piotrek (os.tow.)Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15-16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Misja odzyskania auta nieco się przedłużyła:). Fala kulminacyjna w Decinie miała prawie 11m wysokości, normalny poziom wody w Łabie wynosi 3m, a przy poziomie 4m droga dojazdowa do miejscowości Dolni Żleb zostaje zalana. Po szybkich obliczeniach wychodzi,  że na drodze 6 czerwca  było 7m wody!!!. Tak więc przez 2 tygodnie z wielką uwagą śledziliśmy poziom wody. Plan wstępny był taki żeby w piątek odebrać auto, niestety poziom Łaby był o 0,5m za wysoki. Tak więc zdecydowaliśmy się na wspin sobotni w Sokołach, a wieczorem podjechać już w okrojonym składzie po auto. Na miejsce dotarliśmy po 24.00, okazało się że droga jest nadal zamknięta. Nie dając za wygraną sprawdzamy sami czy da się przejechać, na szczęście okazało się że na droga jest zalana tylko w kilku miejscach (a nie na odcinku 2km), a głębokość wody nie przekracza poziomu rury wydechowej czerwonego Ferrari którym ruszyliśmy na misję ratunkową. Właściciel baru pod którym zostawiliśmy auto nie wierzył że przejechaliśmy drogą asfaltową(dojazd do wioski przez 2 tygodnie był możliwy jedynie drogą terenową prowadzącą przez góry), wiec przypuszczam że jako pierwsi przejechaliśmy ten odcinek autem (ślady jazdy rowerem widzieliśmy po drodze). W drodze powrotnej przyjrzeliśmy się  jaki był poziom wody, faktycznie różnego typu zabrudzenia i trawy były  widoczne do wysokości 7m  na kratowym słupie wysokiego napięcia, po prostu strach się bać!!! W niedziele z samego rana wracamy w Sokoliki, gdzie budzimy resztę ekipy aby nieco się jeszcze powspinać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Jakubina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.), Paweł Berg (os. tow.), Wojciech Jajko (os. tow.), Anna Kempna (os. tow.)|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dol. Chochołowskiej przez Trzydniowiański, Kończysty, Jarząbczy na Raczkową Czubę (2194) po stronie słowackiej (szczyt też ma nazwę Jakubina). Zejście przez Jarząbczą dolinę do Chochołowskiej. Cały dzień dobra pogoda. Ludzi na tym szlaku bardzo mało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w dol. Kobylańskiej| Pacyfa, Marcin, Sławek, Ania, Sebastian, Ala, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Cały dzień wspinamy w dol. Kobylańskiej. Ze względu na duchotę nie szalejemy z wycenami:)&lt;br /&gt;
Z Alą odwiedzamy jeszcze wąwóz Podskalański w okolicach Tomaszowic z jaskinią Borsuczą (zalane wejście) i Wielką Skałą.&lt;br /&gt;
Wracamy przez Olkusz - bardzo długi korek za Sławkowem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: śladami Witolda Henryka|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 - 16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Ze szlaku na Krywań wchodzimy do Suchej Doliny Ważeckiej. Stamtąd na Niewcyrską Przełęcz (2270), do Doliny Niewcyrka (nocleg) a następnie przez Dolinę Koprową do Trzech Studniczek i z powrotem do samochodu. Pogoda dopisała. Było jakoś dziwnie duszno, ale na głowy nie spadła nam ani kropla deszczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że wyczerpujący tydzień w pracy odbił się na tempie naszego poruszania się. W każdym razie, w pewnym sensie udało się nam wypocząć. W niedzielę dodatkowo przypomnieliśmy sobie smak słowackiej kuchni. Na drogach wielki ścisk. Jak tylko zobaczyliśmy kolejkę do bramek w Balicach, to natychmiast skręciliśmy na Olkusz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA: Peak District - spacery po rejonie Dark Peak| &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech i Zosia Rymarczyk |03 - 14 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z gościnności mojej siostry i jej domowników spędziliśmy urlop w Tintwistle – małej miejscowości położonej w północnej części Anglii (ok. 30 km na wschód od Manchesteru), u samych stóp Gór Pennińskich, tuż przy granicy z parkiem narodowym Peak District. Pogoda nas zaskoczyła i oprócz jednego dnia typowo angielskiej pogody mieliśmy aż 10 dni słońca i to jakiego – wróciliśmy spaleni!!! tym samym prawdopodobnie wykorzystaliśmy tegoroczny limit pogodowy dla tego rejonu (jeśli nie dla całych wysp)!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Peak District jest najstarszym parkiem narodowym w Wielkiej Brytanii i wg niektórych źródeł najczęściej odwiedzanym. Jednak nie odczuliśmy tego zupełnie. Przestrzeń, pustka i wiatr – to chyba określenia najlepiej oddające charakter tego miejsca. I podobno mgła (nie dane nam jednak było się o tym przekonać), z powodu której w czasie II wojny rozbijały się wojskowe samoloty, których wraki znajdowane są do dziś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na nasze możliwości teren okazał się idealny. Poza mniejszymi spacerkami po okolicznych wrzosowiskach, polach, łąkach, wśród baranów, owiec, krów, gęsi (ścieżki turystyczne prowadzą tam prawie zawsze przez czyjeś pole – i nikt nie robi żadnych problemów (jest porozumienie między właścicielami i parkiem) – trzeba tylko pamiętać , żeby zamknąć za sobą furtkę), udało nam się przejść dwie większe trasy zdobywając najwyższe w rejonie dwutysięczniki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Tintwistle – Bleaklow – Glossop – Hadfield – Tintwistle &amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po porannej krzątaninie i codziennej dawce integracji z Rumcajsem (wielkim, puchatym owczarkiem podhalańskim), której Zosia za nic w świecie nie mogła odpuścić, udało nam się wyjść lekko po 12. Początkowo nasza trasa wiodła w górę rzeki Etherow, wzdłuż rezerwuarów i dość długo kluczyła licznymi pastwiskami. Ten odcinek był najtrudniejszy orientacyjnie, przez co często zatrzymywaliśmy się, żeby zweryfikować trasę z mapą. W końcu i tak wyszliśmy z pól w złym miejscu (ja przy okazji rozdarłam sobie spodnie o drut kolczasty). Po ponad godzinie wędrówki weszliśmy we właściwą dolinę i zaczęliśmy podejście. Uff. Widoki zaczęły robić się coraz ciekawsze jednak wkrótce musieliśmy zrobić pierwszy postój. Po krótkim odpoczynku, pełni optymizmu ruszyliśmy dalej, mimo żaru lejącego się z nieba (sołońce swietit, stoit strasznaja żara – mniej więcej tyle zostało mi po wakacjach sprzed 2 lat, gdy wypisywaliśmy kartki do domu;). Na szczęcie wiał orzeźwiający wiatr. Góry okazały się bardzo rozległe i bardzo..... płaskie w górnych partiach; powoli też zaczynało do mnie docierać jak długa jeszcze droga przed nami. Po osiągnięciu szczytu Bleaklow (oznaczonego wielkim kopczykiem - inaczej trudno byłoby znaleźć najwyższy punkt całego płaskowyżu), liczącego coś 2077 - ale stóp (czyli 633 m npm) i zorientowaniu kierunków mkniemy w dalszą drogę. Drugi postój przy strumieniu robimy nieco przykrótkawy z obawy przed nieubłaganie uciekającym czasem. Jednak równowaga w przyrodzie musi być zachowana... Zosia kategorycznie odmówiła więc dalszego transportu w chuście oraz wszelkimi innymi metodami (w tym pod pachą) i skoro postój był za krótki to ona pójdzie dalej sama. No i tak szliśmy :) i szliśmy.... ważne że do przodu! Nie to, że groził nam zachód słońca, o nie! Tam jest jasno do 23. Bardziej baliśmy się, że ucieknie nam ostatni pociąg i że będziemy zbyt zmęczeni żeby w ogóle do niego dojść! (tj. ja). Dzięki temu jednak mogliśmy w spokoju popodziwiać naprawdę ciekawe i niespotykane u nas krajobrazy. Niedługo przed skrętem ze Szlaku Pennińskiego, którym do tej pory szliśmy na ścieżkę do Glossop (na pociąg) natknęliśmy się na ornitologa z Nottingham, który zapytany &amp;quot;jak daleko jeszcze...&amp;quot; po dłuższym namyśle i obracaniu mapy na wszelkie sposoby odparł, że nie wie, ale że chętnie zawiezie nas do Glossop. :D Do głównej drogi było raptem 10 min spaceru, tymczasem do miasta dreptalibyśmy jeszcze dobre 1,5h. Po drodze pokazał nam jeszcze siewkę złotą i skowronka, po czym już przy samochodzie zorientował się, że gdzieś „posiał swój kijek i z misją dostarczenia nas do Glossop wysłał swoją żonę. Na stacji lądujemy dość szybko i od razu łapiemy pociąg, który po 6 min. dowozi nas do Hadfield. Jeszcze tylko 20 min spaceru i jesteśmy „w domu”. To się nazywa szczęście spotkać tak bezinteresownych ludzi! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;The Grouse – Burnt Hill – Mill Hill – Kinder Scout – The Grouse&amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugą wycieczkę podjeżdżamy busem i wychodzimy wprost na ścieżkę prowadzącą na Burnt Hill. Zośka zmęczona duchotą i ciepłem zasnęła, a my szybciutko osiągamy, wpierw Burnt, a potem Mill Hill. Już stąd rozpościera się piękna panorama na pobliskie wioski i miasteczka oraz Manchester! Od tej chwili wiatr urywa głowy i mocno skuleni wdrapujemy się na Kinder Scout (najwyższy szczyt Peak District, liczący 2087 ft – czyli całe 636m npm :), na którym stajemy po ok. 15 min. Szybko znajdujemy jakąś dziurę w ziemi i tam rozbijamy się obozem. Zośka prostuje kości i likwiduje nasze zapasy żywnościowe, a my robimy zdjęcia, napawamy się widokami i odczytujemy nazwy przewoźników z burt i skrzydeł samolotów kołujących powoli w kierunku lotniska w Manchesterze. Na szczycie spędzamy ok. 40 min. i  pospiesznie pakujemy graty bo z południa nadciąga ZŁO. Po około 10 min. zejścia deszcz łapie nas i towarzyszy nam prawie do samego końca wędrówki. Ponieważ dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej ograniczeni czasowo (łączony transport publiczny) musimy się uwijać. Schodzimy w rekordowym tempie i na szczęście łapiemy się na busa który wiezie nas na pociąg do Glossop. Wypad bardzo udany – świetna trasa, niezwykłe widoki i piękne chmury – jeszcze długo w noc wspominamy wrażenia minionego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli kończy się nasz czas w Anglii. Na koniec jeszcze odwiedzamy pobliskie skały i nieśmiało się do nich przystawiamy (mamy topo). Podobno sam rejon jest dosyć chętnie odwiedzany przez angielskich wspinaczy. Jest tam wiele naturalnych skałek i całe mnóstwo opuszczonych kamieniołomów. Co do samych gór... może wysokością nie powalają, trzeba jednak zaznaczyć, że przewyższenia tam są dość znaczne i często startuje się niemal z poziomu morza. Z ciekawostek jeszcze można dodać, że cały Penine Way liczy ponad 430 km – zaczyna się w angielskim Edale a kończy w Kirk Yetholm w Szkocji. Będzie co robić na zaś!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zabrze Grzybowice - spotkanie Dino-speleo|z RKG: Henryk Tomanek (gospodarz imprezy), Zygmunt Zbirenda, Bianka Fulde-Witman, Basia i Tadek Szmatłoch, Adam i Brygida Wilkoszyńscy, Wanda Jewdoszuk, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard i Marzenna Widuch, Anna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog z Jolą |15 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczne spotkanie dawnego środowiska Spleoklubu Gliwice, którego członkami byli starsi koledzy obecnego RKG. Więcej szczegółów w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: dolina Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|13 06 2013}}&lt;br /&gt;
Zwiedzamy stare opactwo na Tyńcu. Skały, na których stoi klasztor są obite (stare kolucha), jest kilka ciekawych dróg. Ze względu na wyskoki poziom Wisły promy na rzece nie kursują. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Ryszard Widuch, Tadeusz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Łukasz Majewicz, Łukasz Kowalkowski|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Sobotni dzień, w którym pod opieką Ryśka i Tadka po raz pierwszy odwiedziliśmy jaskinię tatrzańską, zaczął się dla nas o godz. 5.00. Celem wyprawy były Partie Królewskie w Jaskini Czarnej. Nieco ponad godzinie później maszerowaliśmy już w Dolinie Kościeliskiej. Samo podejście pod otwór wycisnęło z nas trochę potu. Po przygotowaniach rozpocząłem zjazd i poręczowanie z otworu głównego. Następnie przemierzaliśmy kolejne przestrzenne sale i korytarze, z których największe wrażenie wywarła chyba sala Francuska. Co było do łatania, to zaopiekowali się tym Ksawery z Łukaszem. Tutaj znowu najciekawszymi etapami był chyba trawers Herkulesa, który wygląda trochę inaczej niż na zdjęciach oraz Komin Węgierski.  Tym sposobem dotarliśmy do upragnionych Partii Królewskich, w których rzeczywiście jest coś z ich nazwy. Po zjeździe nad Studnią Smoluchowskiego rozpoczęła się droga powrotna. Światło słoneczne zobaczyliśmy ponownie w okolicach godz. 17.00 – 17.30. Następnie pozostało już tylko błotniste zejście do doliny, powrót na kwaterę i droga powrotna do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spała: Walne Zgromadzenie Delegatów PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 9 06 2013}}&lt;br /&gt;
W weekend miało miejsce sprawozdawczo-wyborcze zgromadzenie PZA. Pierwszego dnia występowałem jako członek ustępującego Zarządu. Nawet udzielono nam absolutorium. Drugiego dnia zmieniłem role, zwolniony z obowiązków członka Zarządu pobrałem mandat stając się reprezentantem naszego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja, co ciekawe, niespodziewanie koncentrowała się na szkoleniu. Kontrowersyjne sprawy typu Golden Lunacy czy Broad Peak były zupełnie na marginesie. Marek Kujawiński, delegat z AKG Łódź, złożył kilka ciekawych pomysłów, które m.in. mają ułatwiać życie instruktorom PZA pracującym w klubach (zamiast na własny rachunek). Problem w zasadzie dotyczy wspinaczki powierzchniowej. Dyskutowano także o organizacji kursu instruktora Narciarstwa Wysokogórskiego (może ktoś w klubie się skusi? no?!). Podjęto decyzję o utworzeniu w ramach PZA Komisji Ochrony Przyrody pod przewodnictwem Miłosza Jodłowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się wybory nowych władz. Mimo składanych mi propozycji, tym razem nie kandydowałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na mój dobry kontakt z klawiaturą, to było już trzecie Zgromadzenie, które protokołowałem na bieżąco. W dwa dni zapisałem 19 stron, wobec czego do domu wróciłem z poważnym bólem głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspin w Rzędkowicach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Rejon wybrał Damian (poważnie!!!), ja tylko wybrałem poszczególne skałki. Zaczynamy od szeroko zakrojonych poszukiwań Leśnej Turni, po jakiś czasie błądzenia (podejścia w Tatrach bywają krótsze) odnaleźliśmy ją w końcu. Skałka wygląda okazale, aż nie chce się wierzyć że wcześniej tu się nie wspinaliśmy. Ze względu na wyczerpanie organizmu wielokilometrowym podejściem wspinamy jedynie dwie drogi Zza drzewka (VI.1+), oraz Negatyw (VI.1+). Obie ładne, ale wydawały nam się jakieś trudnawe. Potem szybka wstawka kontrolna w palczastą drogę na Solidarności pokazuje, że naderwane palce jeszcze nie są do końca wyleczone. Na koniec dnia przenosimy się na Flaszkę, gdzie dla poprawy humorów prowadzimy w lekkim deszczu Kant Flaszki (VI.1) oraz Prostowanie świni (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: jaskinie Parku Apuseni|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii wypoczynkowych – &lt;br /&gt;
Ola zabiera mnie z Wirka, gdzie witamy się jeszcze z Damianem, którego prawie namówiliśmy żeby pojechał z nami. Z Katowic wyjeżdżamy przed 22:00. Wybieramy drogę przez Nowy Sącz i po około 8 godzinach docieramy do Sudrigiu, gdzie w siedzibie Parku Narodowego Apuseni odbieramy pozwolenia i otrzymujemy wszelkie informacje pomocnicze, w tym o warunkach wodnych w jaskiniach („… uważajcie bo jest dużo wody”).&lt;br /&gt;
Po wizycie u strażników, jedziemy prosto pod otwór jaskini Coiba Mare w wiosce Garda de Sus. Samochód zostawiamy 2 min. drogi od otworu jaskini. Już sam otwór jest dość imponujący – kilkudziesięciometrowy portal skalny, do którego wpływa górki potok. Zimna woda skutecznie wybudza nas ze stanu uśpienie po trudach podróży. Atrakcji w jaskini dostarczają piękne nacieki, zjazd kilkunastometrowym wodospadem i syfon doszczętnie zawalony belkami drewna, które ponoć przytargała tu woda z Coiba Mica – daje to trochę do myślenia o sile rwącej wody przepływającej przez jaskinię.&lt;br /&gt;
Po akcji udajemy się na Poiana Glavoi/la Grajduri, gdzie zakładamy bazę wypadową na kolejne dni. Namioty udaje nam się rozbić w jeszcze dobrej pogodzie. Lecz po krótkiej chwili wali już gradem. Na szczęście chowamy się pod drewnianą wiatą. &lt;br /&gt;
Dzień kończymy wspólną kolacją, którą serwuje nam Tomek Pawłowski z KW Kraków - Dzięki Tomku za wyśmienite smaki kuchni regionalnej:). Tomek, jako stały bywalec tutejszych jaskiń udziela nam cennych informacji o tutejszych jaskiniach, warunkach hydrologicznych, a nawet zwyczajach tutejszej ludności i relacjach między grotołazami węgierskimi  i rumuńskimi.&lt;br /&gt;
Na drugi dzień zaplanowaliśmy odwet za porwany gumiak Mateusza podczas akcji w Cetatile Ponorolui rok temu. Z powodu wysokiego stanu wody, poręczujemy już samo przejście przez rzekę wpadającą do jaskini. Dalej nawet puszczało, choć trzeba było stale uważać na rwący nurt.  Sama jaskinia bardzo urodziwa. Otwiera ją imponujący portal o wysokości ok. 70m! Początkowe partie jaskini stanowią kaskady, następnie woda rozlewa się szeroko i w spokojnej już wodzie podziwiamy grę światła wpadającego z kolejnych otworów. Potem już na przemian trochę kaskad, trawers ze zjazdem do głębszej już wody i chwilę później brakuje nam już lin, a nurt jest zbyt szybki żeby poruszać się bez żadnych zabezpieczeń. &lt;br /&gt;
Akcję kończymy dość wcześnie więc po rozwieszeniu mokrych rzeczy, udajemy się na spacer po okolicy. Po 20 min. docieramy na Poianę Ponor,  na której znajdują się charakterystyczne dla obszaru krasowego okresowe jeziorka (polje/polja). Miejsce bardzo malownicze. Nad wodą znajdują się skałki obite i gotowe do wspinania.&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia Tomek zabiera nas do jaskini Peștera de la Zapodie. Niestety po kilku zjazdach lód zamyka korytarz uniemożliwiając nam odwiedzenie dalszych – ładniejszych partii. Żeby nie zmarnować akcji, pomagamy Tomkowi w wymianie punktów i trochę zmarznięci i z lekkim niedosytem wracam na biwak.&lt;br /&gt;
Popołudniu znów wybieramy się na wycieczkę po okolicznych lasach. Tym razem odwiedzamy jaskinię Gheratul Focul Viu z dość imponującą kupą śnieżno-lodową. Do jaskini nie można wchodzić – zwiedza się ją z drewnianego balkoniku ustawionego przy otworze. Spacer trochę zaczyna się wydłużać z powodu braku mapy i tak przez przypadek natrafiamy na otwór jaskini Pestera Neagra i wychodzimy na początku polany Glavoi. &lt;br /&gt;
Po powrocie ze spaceru, na bazie zastajemy dziwne poruszenie. Po chwili okazuje się, że w jaskini Avenul Bortig doszło do wypadku z udziałem olkuskich kolegów. Na szczęście ratownicy z Salvamont’u odbywali nieopodal ćwiczenia, więc szybko zjawili się na miejscu wypadku i to w bardzo dużej liczbie – chyba z 30 ratowników. &lt;br /&gt;
Z opisu świadków, poszkodowany poślizgnął się na lodowym stożku i rozbił się o skałę. Efektem było złamanie ręki i nogi. Cała akcja ratunkowa trwała dobre 6 godzin, co daje do myślenia biorąc pod uwagę, że pod otwór jaskini było jedynie 30 min spokojnego marszu. A poszkodowany znajdował się na samym początku jaskini.&lt;br /&gt;
Po niespokojnym wieczorze, plany na ostatni dzień dobieramy jakoś bardzo „czujnie”. Propozycje Mateusza: &lt;br /&gt;
- Pestera Neagra – 5-6 godzin akcji&lt;br /&gt;
- Avenul Bortig – szybka akcja, ale jakoś tak dziwnie iść do jaskini gdzie, jeszcze przed paroma godzinami doszło do wypadku&lt;br /&gt;
Propozycje Oli i moje:&lt;br /&gt;
- a może coś innego…&lt;br /&gt;
W końcu decydujemy się na szybki kanion Oselu. Tomek zjeżdża z nami samochodem i pokazuje nam kaskady z dołu. Po krótkiej chwili namysłu decyduje się iść z nami, bo warunki wodne były optymalne. Cały kanion składa się z siedmiu kaskad, których wysokość dochodzi do około 20 metrów. Akcja rzeczywiście szybka, lecz mimo słonecznej pogody gdzieś w połowie kanionu zaczynam dygotać. Ostatni zjazd kończymy wśród widowni rumuńskich turystów. Szybkie suszenie i wracamy do Polski. Na miejscu jesteśmy jeszcze przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mógłbym się jeszcze rozpisać na temat rumuńskiego podejścia do ekologii i spraw obijania jaskiń ale może pozostawmy te sprawy w rękach rumuńskich parkowców i speleologów, w końcu chyba wszystko zmierza w dobrą stronę. &lt;br /&gt;
Podsumowując, w pamięci zostaną piękne nacieki, zabawy wodne i muzyka … gitarowe plumkanie Boba Dylana przy ognisku i bardzo głośne Guns n’ Roses puszczane z głośników samochodowych.&lt;br /&gt;
Muszę jeszcze dodać, że przed wyjazdem byłem rozdarty – wyjazd do jaskiń Rumuni czy wspinanie w dol. Łaby z Karolem. Wolałem jednak zmoknąć trochę w pięknych jaskiniach i wrócić jak cywilizowany człowiek samochodem, niż wspinać się na deszczu i porzucić pojazd lokomocji na pożarcie przez rdzę.&lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: wspin w Labaku część 1|Paulina Piechowiak(WKTJ),Paulina, Wojtek(osoby tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy nie pozostawiały złudzeń, leje wszędzie od Franken po Osp, od Sokołów do Tatr.  Ale napinka była tak duża, że nie było takiej możliwości aby odpuścić ten weekend. Wybieramy Labak, gdzie jeszcze nikt z nas się nie wspinał. Dojeżdżam do Wrocławia, gdzie odbiera mnie ekipa z Poznania. W Dolni Zleb  jesteśmy tuż po wschodzie słońca, dokładnie przeszukujemy całą wioskę, niestety campingu u Janka nie odnajdujemy. Decydujemy się na drzemkę w aucie, rano gdy wreszcie namierzamy camping okazuje się być on nieczynny. Ostatecznie zatrzymujemy się w u Kosti, 2 pokoje, łazienka po prostu All inclusive. Labak podobnie jak inne piachy jest obity oszczędnie (delikatnie mówiąc), niestety nikt z naszej ekipy nie posiadał psychy ze stali, dlatego też cele wspinaczkowe wybieraliśmy bardzo starannie, ilość ringów na odcinku 10 metrów była pierwszą rzeczą którą braliśmy pod uwagę . Poza tym pogoda nie pozwoliła nam na zbyt dużo, w sumie w ciągu weekendu mieliśmy około 10h okna pogodowego. Najczęściej mocno padało z krótkimi przerwami na totalną zlewę, mżawkę uznawaliśmy za chwilowe załamanie niepogody. Jednak mimo tej pogody nie przewidzieliśmy jednego, a mianowicie tego że Łaba może odciąć całą miejscowość od świata. W sobotę rano zorientowaliśmy się że jedyna droga prowadząca do miasteczka jest kompletnie zalana (0,5m głębokości wody na odcinku około 1km, stan wody wynosił 430cm). Pomimo długich i intensywnych poszukiwań innej drogi ewakuacyjnej nie znaleźliśmy. Nie pozostało nam nic innego jak zostawić samochód i przez Niemcy wrócić pociągiem do domów. Stan wody gdy wyjeżdżaliśmy oscylował w granicach 500cm(obecnie poniedziałek godzina 18.17 wynosi 675cm!!!)    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielka wyprawa - ostatnie dni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|21  - 26 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska to najpiękniejszy kraj świata. Okrążając naszą planetę wracamy po niemal 5 miesiącach do domu. Wystarczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis w WYPRAWACH:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#Wielka_wyprawa_-_ostatnie_dni&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lokalnej TV Sfera w programie ''Wydarzenia'' ukazała się relacja z finiszu wyprawy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.sferatv.pl/vod/wydarzenia/audycja/2556-wydarzenia-29-maja-2013.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Orzech - Powrót Taty|Basia, Aga, Tadek Szmatłoch, Tereska Szołtysik, Zyguś Zbirenda, Sonia i Heniek Tomanek z (?!) osobą towarzyszącą (nie wiem czy Heniowi czy Soni), Marzena i &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt; |26 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na miejscu dołaczyli do nas Damian Szołtysik i Krzysztof Hilus, którzy podobno objechali świat ale to nie jest pewne bo przyplątali się do naszego towarzystwa z nienacka i nie wszystko słyszałem co mówili, muszę przyznać że udało im się co prawda na chwilę być w centrum uwagi ale szybko wszystko wróciło do normy i znów JA byłem moderatorem eventu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia 25.05. miał miejsce wyjazd klubowy do miejscowości Orzech koło piekar śl. A zaczęło się dość niepozornie, ''JUŻ SĄ'' powiedziała Tereska do słuchawki, mają telefon z polską kartą, wykonuję szybki telefon, i w słuchawce słyszę dawno zapomniany głos, ''jesteśmy w Orzechu''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze zapisy o miejscowości Orzech znajdują się w księdze parafialnej kościoła św. Małgorzaty w Bytomiu i pochodzą z około 1224. Są to zarysy szkiców granic osady w pisowni Oreh w języku łacińskim. W 1277 biskup krakowski Paweł zakłada parafię kamieńską, do której zostaje włączona osada Orzech. Obecnie mieszka w miejscowości ok 1900 mieszkańców. W tym momencie następuje wiele zdarzeń spontanicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozwolę sobie skrótowo je opisać w wersji chronologicznej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) Marzena jedziemy?&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(Marzena) jedziemy!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzwonię do Tadka, ''jedziecie?''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(tadek) Basia warzy łobiod na jutro ale poczekej spytom ją, ja jadymy''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) przyjedźcie do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tadek) dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi telefon do Tereski,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) jedziesz''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) ale ja teraz jadę do teściowej z obiadem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra przyjedź zaraz po tym do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) no dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym czasie pukanie do drzwi, wchodzi basia i aga&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(basia) mocie pisak, bo momy baner &amp;quot;witamy w polsce&amp;quot; ale ino w ołówku''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) momy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili słychać - ''(basia) o kurcze  pisak przebił kartka i pomarasioł serwet''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(marzena) nie szkodzi''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(aga) fajny mocie widok z balkonu''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(teresa) już jestem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra jadymy na dwa auta, marzena czyści lodówkę bo na pewno są głodni.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy windą na parter, basi się podobało, a na dole zaskoczenie - dojechał ziga,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) cześć''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ziga) cześć jadymy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzech ul. Szkolna 4, jak się okazało ulica ma dziwny przebieg coś jak &amp;quot;S&amp;quot; na dolarze i nie było łatwo znaleźć nr 4 ale udało się. Dojechał jeszcze Heniek z towarzystwem no i jak już wspomniałem Damian i Krzysiek. Event miał miejsce na poboczu drogi, koło płotu wypasionej willi, dyskretnie odpaliliśmy szampana, trochę to wyglądało jak u Gombrowicza. Ja dyskretnie spoglądałem na zegarek (finał ligi mistrzów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''no to jadymy (ja)''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''no ja, musza dokonczyć łobiod (basia)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę że atmosferę spotkania pokażą zdjęcia, które mam nadzieję dołączą uczestnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie chciałbym wyrazić nadzieję, że mój opis pokaże młodzieży jak można zrobić coś z niczego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
rw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. już mam trzy komplety garnków turystycznych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 PS. mam pytanie do zarządu, czy to że moje nazwisko na liście do mosiru zostało napisane małymi literami to coś znaczy?&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fpowrot&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd do jaskini Koralowej oraz jaskini Wszystkich Świętych|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Tomasz Zięć; kadra: Mateusz Golicz, Karol Jagoda|25 05 2013}}&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu  było wejście do jaskini Koralowej i Wszystkich Świętych. Po zaparkowaniu samochodów na świeżo wyremontowanym parkingu leśnym i przebraniu się, pod przewodnictwem Asi ruszyliśmy w kierunku jaskiń. Po dotarciu do otworu jaskini Koralowej podzieliliśmy wstępnie zadania. W czasie gdy ja z Asią, Mateuszem i Łukaszem zajęliśmy się poręczowaniem całej jaskini Koralowej, Ksawery z Karolem i Tomkiem poręczowali studnię Warszawiaków w Wszystkich Świętych i trenowali elementy ratownictwa. Dotarli do nas pod koniec poręczowania WAR-u. Odwiedziliśmy jeszcze salę MMG i wracaliśmy na powierzchnię. Następnie wszyscy zjechaliśmy do jaskini Wszystkich Świętych.  W czasie poręczowania trawersu na most Herberta, kto jeszcze nie miał okazji do treningu ratownictwa, to sprowadzał bezpiecznie na dno ofiarę „zasłabnięcia” na linie. Jak już wszyscy, po emocjonującym trawersie, stanęli na wspominanym moście, rozpoczął się powrót. Gdy pierwsi z ekipy opuszczali już jaskinię, chętni jeszcze odwiedzili salę Peny z interesującym zamkiem z piasku (widać, że komuś kiedyś się nudziło w kolejce do liny). Około godz. 17.30 udaliśmy się z powrotem w kierunku parkingu. Podsumowując, każdy poręczował, deporęczował i ratował, a cały wyjazd był ciekawy i udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 37-lecie klubu w Piasecznie|Rodzina Jaworskich, Rodzina Szmatłochów, Rodzina Orszulików i dwie bestie,  Rodzina Widuchów, Rodzina Rymarczyków, Rodzina Dolibogów, Rodzina Pawlasów, Rodzina Szczurków ze znajomymi ze Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza, Ania Bill, Sławek Musiał, Piotrek Strzelecki, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Xawery Patryn, Asia Przymus, Sebastian Podsiadło – chyba nikogo nie pominąłem|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Kolejny już raz lecie odbyło się w dalekim Piasecznie. Obóz Nockowy rozbijamy na polanie w środku lasu. Ochronę dobytku [powierzyliśmy dwóm bestiom – ni to psy, ni to lwy … Problemy orientacyjne dały się we znaki wielu z nas. Niektórych trzeba było nawet wyciągać z piachu:)&lt;br /&gt;
W sobotę Karol z Damianem wspinają się na Okienniku Wielkim.&lt;br /&gt;
Reszta działa na skałkach przy obozie lub odbywa wycieczki piesze i rowerowe. Po przerwie obiadowej, Tadek zabiera kursantów do Jaskini Wielkanocnej – tym razem nikogo nie zasypało (chyba).&lt;br /&gt;
Wieczorem standardowe ognisko oraz oficjalne przyznanie prestiżowych nagród – SPITów. (lista laureatów ukaże się już niedługo w dziale aktualności).&lt;br /&gt;
Drugiego dnia kursanci ćwiczą poręczowanie pod czujnym okiem Tomka. Część osób udaje się do Podzamcza na wspin, część na wycieczki rowerowe. Reszta zaś, nie wiem co robi – może jednak kogoś tam zasypało…&lt;br /&gt;
Wspinaczka w Podzamczu kończy się wizytą w szpitalu (szczegóły dopowiedzą Karol z Damianem). Na szczęście nic poważnego się nie stało.&lt;br /&gt;
Cały weekend pogoda rewelacyjna. Bez kropli deszczu. Nawet co poniektórych delikatnie przysmażyło.&lt;br /&gt;
Dzięki wszystkim za przybycie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Walne Zgromadzenie Delegatów Klubów i Sekcji Taternictwa Jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach: Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ), Marcin Słowik (SŁ), Dariusz Lubomski (SKTJ); podczas obrad ok. 50 osób z całego tzw. jaskiniowego środowiska|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Zjazd przebiegał w niezwykle spokojnej, a może nawet sennej atmosferze. Jako że na zmiany w budżecie i tak już było za późno, dyskusje koncentrowały się wokół spraw Tatrzańskich, wyprawy centralnej, szkolenia, polityki w ramach PZA i promocji taternictwa jaskiniowego w szerokim świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrano nowy skład Komisji Taternictwa Jaskiniowego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed oficjalnym rozpoczęciem oraz w przerwach zrobiliśmy parę dróg na Bibliotece, jedną na Turni Motocyklistów i coś jeszcze na Górze Zborów. Na skałach generalnie tłumy - w końcu sezon w pełni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|UKRAINA: witaj Europo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|17 - 21 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie Europa. Nasza kochana Europa. Z Kijowa pędzimy w stronę polskiej granicy osiągając ją 3 etapach: 210 km, 198, 165 km. Do Polski wjeżdżamy w Zosinie. Szerszy opis w dziale WYPRAWY:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#UKRAINA:_witaj_Europo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FUkraina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KAZACHSTAN: góry, stepy i Szaryński Kanion|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|08 - 17 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszego pobytu w Kazachstanie odwiedziliśmy Kanion Szryński. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi. Bardzo piękny kraj. Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#KAZACHSTAN:_Gory.2C_stepy_i_Szarynski_Kanion&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FKazachstan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie &amp;quot;kartowanie dla zaawansowanych&amp;quot;|Kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Kursanci: Piotr Słupiński (SW); Ewa Wójcik, Kaja Fidzińska, Agata Klewar (KKTJ); Michał Filipiak, Krzysztof Najdek, Amadeusz Lisiecki (WKTJ); Paweł Jeziorny (WKGiJ); Karol Makowski, Marcin Słowik (SŁ); Zbigniew Tabaczyński (WKTJ/ST); Ireneusz Królewicz (AKG) |10 - 12 05 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach szkoleń centralnych, firmowanych przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego, zorganizowałem wspólnie z krakowskimi grotołazami szkolenie z dziedziny kartowania jaskiń oraz komputerowego przetwarzania danych pomiarowych. Szkolenie było przewidziane dla osób, które zetknęły się już wcześniej z kartografią jaskiniową - i rzeczywiście zdecydowana większość uczestników miała za sobą niejedną akcję pomiarową na niejednej zagranicznej wyprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza szkolenia była zlokalizowana w miejscowości Wielka Wieś pod Krakowem. Szkolenie składało się z czterech głównych bloków: obróbka danych w programie Survex, warsztaty szkicowania na papierze, wektoryzacja szkiców w programie Inkscape oraz kartowanie w systemie całkowicie elektronicznym (tzw. paperless - DistoX + PDA). Mniej więcej połowę czasu szkolenia zajęły ćwiczenia przy komputerach. Niektórych pochłonęły one tak bardzo, że dokańczali treningowe zadania późnym wieczorem, w czasie przewidzianym na odpoczynek i integrację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o zajęcia terenowe, to dzięki uprzejmości zarządcy jaskini, otrzymaliśmy na ich potrzeby dostęp do Wierzchowskiej Górnej. Zajęcia te obejmowały szkicowanie papierowe (pierwszego dnia) na bazie takiego samego dla wszystkich ciągu poligonowego. Następnie (drugiego dnia) tworzyliśmy szkice jaskini w systemie całkowicie elektronicznym. Udało się zgromadzić na tyle dużo sprzętu, że działaliśmy w standardowych, dwuosobowych zespołach. W wyniku ćwiczeń terenowych powstało zatem parę alternatywnych wersji planu jaskini. Być może uda się na ich podstawie opracować ciekawy materiał o różnicach w percepcji przestrzeni przez zaawansowanych kartografów jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: 52 dni w Kraju Środka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|18 03  - 08 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chiny przejechaliśmy rowerami oraz innymi środkami lokomcji od Honkkongu do Korghas. 6000 km. Celem głównym było zlokalizowanie interesujących terenów krasowych, odwiedzenie tiankengu Xiaozhai, spływ rzeką Li wśród mogotów. Trasa wiodła w większości przez tereny górskie, czasem wysoko. Szersza relacja:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHINY:_nie_tylko_kras&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Francuska majówka|Damian Żmuda, Paulina Piechowiak(WKTJ), Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|20 04  - 05 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja dostępna w dziale wyprawy. http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francuska_maj%C3%B3wka&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FFrancuska%20maj%F3wka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll - Jaskinia Majowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|01 05  - 03 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na długi weekend wybraliśmy się pod północną ścianę masywu Hoher Göll, eksplorować otwór który tam odnaleźliśmy w trakcie ubiegłorocznej wyprawy. Ciężar plecaków świadczył o tym, że była to męska akcja - namiot, śpiwory, szpej, 100 m liny, 15 spitów. Na wysokości ok. 1 500 m przy sympatycznym strumyczku wybudowaliśmy platformę i rozbiliśmy obóz. O dziwo otwór (na wysokości ok. 1 650) wystawał ze śniegu. &amp;quot;Puściło&amp;quot; nam ok. 50 metrów kaskadującej, soczewkowatej studni o przekroju na ogół ok. 4 x 2 m. Gdyby nie lejąca się woda, byłaby to bardzo przyjemna eksploracja - 10 metrów zjazdu i półka, kolejne 10 m, kolejna połka itd. Nieco nad zapiarżonym dnem, na szczelinie na której rozwija się jaskinia znajduje się okno, w które należałoby się wcisnąć i jechać dalej. Niestety zostało nam pewnie z 20 metrów liny, a i byliśmy już na tym etapie zupełnie przemoczeni. Deszcz który zastaliśmy tuż po wyjściu na powierzchnię nie poprawił naszej sytuacji. Potem padało przez kolejne 12 godzin, wobec czego następnego dnia w momencie kiedy opad nieco osłabł zwinęliśmy namiot i zeszliśmy do doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04  - 20 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po wielu planowanych weekendach w końcu się udało zrealizować wyjazd na trawers Czarnej. W składzie Rysiek, Łukasz i ja wybraliśmy się w sobotni wieczór w kierunku Zakopanego by następnego dnia rano ruszyć na wspomniany trawers. Pogoda była iście wiosenna, ale jak się okazało tylko przed tatrami. Na podejściu śniegu przybywało i było go na północnych ekspozycjach lekko ponad kolana. Pokrywa zw. na plusowa temp była na tyle słaba iż zapadała się pod nogami. Gdy dotarliśmy pod otwór w naszych głowach kiełkował chytry plan by chociaż zbliżyć się do czasu przejścia wspomnianego trawersu przez Mateusza i Karola i dodając sobie do ich czasu kilka h powiadomiliśmy stosowne osoby o alarmówce. Do dziury pierwszy zjechałem ja, a za mną Łukasz. Rysiu jadąc ostatni zwinął za nami wlotówkę. Dalej poleciało równie sprawnie poręczując na zmianę, Łukasz, ja, a nawet Rysiek. W związku z faktem iż w jaskini było wyjątkowo mokro (woda ciekła praktycznie po każdej ścianie) zdecydowaliśmy się nawet nie sprawdzać co się dzieje między Studnią Imieninową a Brązowym Progiem (gdzie przy obfitych opadach tworzy się jeziorko (w skrajnych przypadkach ponoć i syfon)) i od razu zjechaliśmy Studnią Imieninową na dno korytarza Mamutowego. Z opisu wynikało iż miało być ok 40m zjazdu (liny), a jak się okazało starczyłaby nam jedna lina 55m złożona &amp;quot;na złodzieja&amp;quot;. Fakt że zapasu byłoby tak góra 1m :)&lt;br /&gt;
Pocieszającym było iż korytarz Mamutowy okazał się suchy w porównaniu z wcześniejszą częścią jaskini, to nie zmoczyliśmy stóp (czy innych części ciała). Na koniec został nam tylko Próg Latających Want, który mieliśmy podzielić między siebie ja i Łukasz. Łukasz zaczął i tak jakoś wyszło iż ja zająłem się deporęczem zamykając tyły a Łukasz wyłoił wszystko. Na koniec został nam malutki prożek przed samym wyjściem, na którym poleciało najwięcej słów na &amp;quot;k&amp;quot; :) ale to pewnie dlatego że każdy chciał już wyjść na zewnątrz. Wyjście oczywiście ubrudziło nas wszystkich, także też standard jak na tą akcję. Akcja trwała niecałe 9h, także do rekordu Mateusza i Karola nawet się nie zbliżyliśmy, ale po prostu nie spieszyliśmy się  - tak sobie to tłumaczymy :)&lt;br /&gt;
Powrót do bazy okazał się  bezproblemowy (nie licząc zapadających się nóg w śniegu o którym pisałem na początku), było jeszcze jasno i nawet poręczówki były na wierzchu. Potem tylko auto i droga na Śląsk (dla niektórych &amp;quot;teleport&amp;quot;, tylko kierowca nie mógł sobie pozwolić na spanie :)&lt;br /&gt;
Akcja zakończona sukcesem, bez strat w ludziach czy sprzęcie, a dla niektórych był to pierwszy raz w Czarnej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FTatry-J.Czarna%28trawers%29-04.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Syczuan - Rekonesans wokół Chongqingu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (niezrz.; w roli tłumacza); w części pobytu także Erin Lynch (Hong Meigui Cave Exploration Society), Zhang Hai oraz Shi Wen Qian (Instytut Geologii Krasu w Guilin)|15 04  - 25 04 2013}}&lt;br /&gt;
Więcej informacji w [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Mirowie|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim wspinaniu w Świątyni Czystego VI.1 (Rzędki) tym razem wybór pada na Mirów.  Ludzi mimo obiecujących prognoz mało!!! Pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę, strasznie wiało!!! Pomimo wysokiej temperatury wiatr nie pozwalał na komfortowy wspin (puchówka+czapka obowiązkowo).  Zaczynamy wspinanie od Trzech Sióstr, gdzie pokonujemy Niebo w Gębie (-V), Pozdrowienia z podziemia (VI+), potem szybkie patentowanie i  w pierwszej próbie padają Tragiczne marzenia (VI.3+/4) - wycena mocno zawyżona. Następnie przenosimy się na Szafę, gdzie można się powspinać się w słońcu. Na koniec dnia wracamy na Trzy Siostry, gdzie udaje się poprowadzić  Koksownia Przyjaźń (VI.3) – wspin po krawądkach,  jak dla mnie droga bardzo wymagająca, ale godna polecenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po nieudanych próbach wyciągnięcia kogokolwiek na skitury czy rowery, około godziny 22:00 dostaje SMS-a z propozycją wyjazdu w skałki - zgadnijcie od kogo... Szybko sprawdzam prognozę na sobotę i nie jest zbyt optymistyczna, ale ile to już razy warto było zaryzykować.&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek pakujemy też sprzęt jaskiniowy, aby w razie deszczu odwiedzić jaskiniowców w Piętrowej Szczelinie.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy niezbyt wcześnie, aby niepotrzebnie nie marznąć pod skałami, ale już o 8:00 jest ok. 10 st. &lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach tylko 1 auto. Idziemy snieżno-błotną ścieżką, ale już po południowej stronie sucho. &lt;br /&gt;
Cele wspinaczkowe okazują się optymalne: rozgrzewka na długiej i pięknej Nikodemówce za VI+, dalej 17 sekund za VI.2+ i Szatańskie Wersety za VI.4 (Karol). Cały czas obserwujemy niebo, ale z daleka widoczne deszcze szczęśliwie nas omijają. &lt;br /&gt;
Wspinanie kończymy około 18:00 i po 2 minutach jazdy samochodem zaczyna lać. &lt;br /&gt;
Sezon uważam za otwarty - pogoda wspinaczkowa, temperatura optymalna, skała sucha, nawet komary już gryzą:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Łukasz Majewicz, Łukasz Mazurek, Daniel „Buli” Bula|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
7 kwietnia 2013 odbył się pierwszy w ramach kursu wyjazd do jaskini.&lt;br /&gt;
W planie: zwiedzanie Jaskini w Trzech Kopcach oraz W Stołowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W godzinach rannych (7:15) z centrum Bytomia wyjechaliśmy samochodem w kierunku Szczyrku.&lt;br /&gt;
Po dotarciu na miejsce ruszyliśmy drogą pod górę na Przełęcz Karkoszczonkę. Po krótkiej przerwie spędzonej w ciepłym zaciszu Chaty Wuja Toma, skierowaliśmy się na północ wzdłuż czerwonego szlaku. W niecodziennej, jak na kwietniową porę, zimowej aurze dane nam było przeprawiać się w metrowym śniegu. &lt;br /&gt;
Osiągając docelowe 972 m n.p.m. odnaleźliśmy otwór wejściowy Jaskini w Trzech Kopcach.&lt;br /&gt;
Zwiedzanie bez większych niespodzianek przebiegło pomyślnie. Nowych partii nie odkryto. &lt;br /&gt;
Dotarłszy w rejon Jaskini W Stołowie zlokalizowaliśmy trzy dobrze rokujące otwory które lokalizacją pasowały do namiarów. Niestety ze względu na brak sprzętu oraz trudne warunki zrezygnowaliśmy z zejścia.&lt;br /&gt;
Z braku perspektyw na dalszą eksplorację zawróciliśmy w dół do samochodu. Jako dodatkową atrakcję mieliśmy przyjemność posilić się wyśmienitą szarlotką na gorąco w miejscowej kawiarni.&lt;br /&gt;
Senni i zasłodzeni powróciliśmy do Bytomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za dobrą zabawę i miło spędzony czas w pięknych okolicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skitour na Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + os. tow.|07 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrku-Biłej przez Przełęcz Karkoszczonka podchodzimy na Klimczok. Trasę dobieramy tak, aby&lt;br /&gt;
skontrolować odbywający się równolegle wyjazd kursowy do jaskini w Trzech Kopcach. Gdy ostatni&lt;br /&gt;
kursant znika już pod ziemią, kierujemy się w stronę schroniska. Po posileniu się, zjeżdżamy następnie ciekawym&lt;br /&gt;
wariantem przez Skałkę do Brennej Bukowej i podchodzimy z powrotem na Karkoszczonkę. W sumie wyszło ponad 950 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskidy o tej porze roku okazały się terenem bardzo przyjaznym narciarzom. Warunki śniegowe bardzo dobre (w lesie jest metr jak nic). Turystów dużo mniej niż w Tatrach, a i ludność lokalna miła i dużo bardziej gościom przychylna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitour na Kozią Przełęcz i Zawrat|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic, przez Halę Gąsienicową podchodzimy na Kozią Przełęcz. Z niej zjeżdżamy do Doliny Pięciu Stawów, a następnie podchodzimy na Zawrat i zjeżdżamy z powrotem do Murowańca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu w Tatrach dużo i warunki śniegowe generalnie dobre. Zjazd utrudniają miejscami wielkie lawiniska (nie świeże, a raczej ze starego opadu). W dniu naszej wycieczki dodatkowym kłopotem była gęsta mgła, która utrudniała orientację i odczuwanie nachylenia stoku. Na szczęście, dzięki GPS, nie spadliśmy w żadną przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża wilgotność powietrza skutkowała także bardzo słabym działaniem ludzkiego systemu chłodzenia i przez prawie cały czas było nam okrutnie gorąco. Co też warte odnotowania, mimo słabej pogody, w Tatrach były tłumy. Murowaniec i Betlejemka pękają w szwach od uczestników szkoleń z turystyki zimowej. Przy niemal każdym kawałku lodu przy szlaku stoi ekipa i wkręca śruby lodowe. Dużo także skiturowców, wielu na wypożyczonym sprzęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Krótki skitour w Tennengebirge|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 03 2013}}&lt;br /&gt;
Z Abtenau (wys ok. 700) przeszliśmy najpierw wzdłuż wyciągów na Karkogel do tzw. Berliner Kreutz (ok. 1600). Miła i szybka wycieczka w dobrej pogodzie. Pod koniec zjazdu śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Ski-turling na trawie w okolicy Nauders|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|27 03 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji rodzinnego wyjazdu na święta wybraliśmy się na krótki skitour. W doskonałej pogodzie (słońce) z Nauders podeszliśmy w stronę szczytu Köpfle. Po przejściu ok. 700 Hm, z wysokości 2 100 m wycofujemy się. Pokonał nas śnieg, klejący się okrutnie do fok. Wycof był jedyny w swoim rodzaju. Zaczęliśmy zjeżdżać stokiem skierowanym niestety na południe i w efekcie po może 200 metrach trafiliśmy na zieloną trawę. Ćwiczyliśmy na niej nową dyscyplinę pod nazwą ski-turling na trawie. Polegało to na wykonywaniu ewolucji (przewroty, salta) na śliskiej trawie, z nartami w ręku. Obyło się bez urazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NOWA ZELANDIA: przez dwie wyspy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 02 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na antypodach mieliśmy dość spokojną podróż, choć niemal ciągle przez góry. Pogoda jednak była wymarzona. Odwiedziliśmy tu krasowe tereny na Wyspie Południowej, przejechaliśmy Rainbow Trail (Tęczowy Szlak) oraz odwiedziliśmy naszego kolegi z wyprawy Great Dvide - Neala Taylora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersze opisy tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#NOWA_ZELANDIA:_Wyspa_Polnocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FNowaZelandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: narty w dolinie Aosty|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Tomek Pawlas, Ala Wandzel i inni|08  - 16 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z nastawieniem na jazdę rekreacyjną - jeździmy po przygotowanych trasach i ... uwaga, do góry wjeżdża się wyciągiem, a nie zapycha z buta:) Codziennie szusujemy w innym ośrodku. Pod Monte Rosą, grupa Słoweńców zabiera mnie na wycieczkę freeriadową po okolicznych dolinkach, z pięknymi widokami, opuszczonymi sezonowo wioseczkami i zacnymi zjazdami.&lt;br /&gt;
Generalnie wyjazd wypoczynkowy ze świetnymi widokami na najwyższe szczyty Alp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, Kitzsteinhorn 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz, w trakcie mojego pobytu, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartłomiej Berdel, Jakub Nowak, Jan Wołek, Mirosław Pindel; z STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; z SW Piotr Słupiński; z WKTJ Urszula Kotewa; momentami także Miłosz Dryjański z KKS. W chatce pod Lampo spotkaliśmy także Agnieszkę Gajewską i Krzysztofa Recielskiego (SW) z córką oraz bliżej nieznanego mi Podobasa|10 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
Po raz czwarty już miałem przyjemnosć krótko uczestniczyć w wyprawie eksploracyjnej Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini ''Feichtnerschachthöhle''. Jaskinia ta znajduje się na terenie kurortu narciarskiego na lodowcach pod górą ''Kitzsteinhorn'' (3203). Dzięki uprzejmości firmy ''Gletscherbahnen Kaprun AG'', zarządzającej tym kurortem, baza wyprawy KKTJ zlokalizowana jest w centrum usługowo-gastronomicznym dla narciarzy na wysokości 2452 m npm. W podziemnej cześci tego obiektu, stanowiącej infrastrukturę socjalną dla pracowników całej stacji narciarskiej, dla uczestników wyprawy dostępne są ogrzewane pomieszczenia do spania, ubikacje, prysznic oraz sieć WiFi. Z całą pewnością jest to jedna z najbardziej komfortowych zimowych wypraw jaskiniowych na świecie. Co warte uwagi, specyficzny jest także rodzaj skały, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie. Jest to tzw. margiel mikowo-wapienny, skała z jednej strony dosyć słabo rozpuszczalna przez wodę, a z drugiej bardzo twarda i niszczycielska dla sprzętu. Zimą otwory są zasypane śniegiem i trzeba je odkopywać. Na szczeście głównie przy użyciu ratraka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność jaskiniowa w tym roku skupiona była (jest) na wspinaczce w kominach nad tzw. ''Kryształową Galerią'' oraz w tzw. ''Galerii Srebrnej Wody''. Obydwa te tematy potencjalnie mogą prowadzić do nowych otworów jaskini. Ja, w zespole z Bartkiem Berdelem z biwaku na głębokości ok. -450 m atakowałem ten pierwszy. W założeniu mieliśmy deporęczować te kominy, ale okazało się, że możliwa jest dalsza wspinaczka do góry. Była to dosyć męska przygoda, bo z biwaku było dosyć już daleko na &amp;quot;przodek&amp;quot;. Na każde z dwóch wyjść musieliśmy podejść ok. 370 metrów do góry na linach. Łącznie podczas pobytu pod ziemią wspięliśmy 35 m, prawie całkowicie hakowo (wiertarka). Z pomiarów w jaskini oraz dostępnego nam trójwymiarowego modelu powierzchni terenu wynikało, że znajdujemy się praktycznie parę metrów pod powierzchnią ziemii. Coż, nie udało się nam przebić, ale nie jest to niczym dziwnym. W rejonie, w którym potencjalnie miałby znajdować się nasz &amp;quot;nowy otwór&amp;quot; jest znanych od powierzchni kilka lejów, które jednak kończą się zawaliskami. O tej porze roku na dodatek zasypanych paroma metrami śniegu. Wracając do niszczycielskiego charakteru tutejszej skały - na wyjściu na powierzchnię ja przetarłem croll'a, a mój partner gdzieś po drodze wytarł aluminiową rolkę Petzl'a &amp;quot;do śrubki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na dosyć krótki pobyt, w zasadzie po wyjściu z biwaku zostały mi niecałe trzy dni na powierzchni. Miałem ze sobą narty skitourowe, ale nie zdołałem zbytnio ich użyć. Chociaż Furek wymyślił bardzo ciekawą trasę na pobliski szczyt Hocheiser, ze względu na duże zagrożenie lawinowe poprzestałem tylko na solowej, tradycyjnej już popołudniowej wycieczce na szczyt Grosser Schmiedinger, górujący nad wschodnią częścią terenów narciarskich (500 Hm).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wyprawa cały czas jeszcze trwa. Kolejna ekipa, wspinając dalej komin, dotarła do zawaliska i tym sposobem definitywnie zakończyła naszą wspinaczkę. Jaskinia &amp;quot;puszcza&amp;quot; jednak ciągle w tym rejonie obejściami, a także wspominaną już Galerią Srebrnej Wody. Trzymam kciuki. No i trochę mi szkoda, że już mnie tam nie ma... Oby udało się znowu za rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, skitour w Goldberggruppe|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i os. tow.|08  - 10 03 2013}}&lt;br /&gt;
Ola wpadła na świetny pomysł, żeby mój wyjazd na wyprawę połączyć z szybką akcją ski-tourową. Na bazę wybraliśmy położoną na wysokości 2446 mnpm ''Hagener Hütte''. Jest to schronisko Alpenverein położone w Wysokich Taurach, w okolicy szczytu Goldberg. Chatka stoi na przełęczy, przez którą rzekomo starożytni Rzymanie poprowadzili niegdyś drogę. W zimie główny budynek schroniska jest zamknięty, ale dla skiturowców i ambitniejszych turystów Alpenverein udostępnia otwarty dla wszystkich schron zimowy, czyli sypialnię na ok. 20 osób, stół i ławę. Czegóż więcej trzeba? Jak okazało się na miejscu, schron był chwilowo w remoncie. Co miało i pewne minusy (zdemontowany piecyk i brak możliwości ogrzewania), ale i poważne plusy (nocleg za 0 EUR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek podeszliśmy do tej upatrzonej uprzednio chatki z parkingu w ''Bad Sportgastein''. Był dosyć twardy śnieg i zaliczyliśmy parę wywrotek na podejściu, ale przynajmniej dopisała nam ładna pogoda. Ponieważ byliśmy dosyć zmęczeni po nocnej podróży i morzył nas sen, pierwszego dnia poprzestaliśmy jedynie na dotarciu do chatki (860 Hm) i błyskawicznej wycieczce na upatrzony z chatki, nienazwany pik (może parędziesiąt metrów przewyższenia). Za to sobota upłynęła nam na całodniowej naciarskiej przygodzie, i to &amp;quot;na lekko&amp;quot;. Najpierw zjechaliśmy niejako na drugą stronę przełeczy do schroniska ''Jamnig Hütte'' (nieczynnego, 1748), skąd następnie weszliśmy na przełęcz ''Ulschartl'' (2491), zjechaliśmy po miękkim śniegu do wysokości ok. 2 000 m, a dalej za namową Oli jeszcze podeszliśmy na ''Greilkopf'' (2579), aby potem granią zjechać z powrotem do naszej bazy. Wszystkiego razem wyszło ok. 1350 m przewyższenia. Choć pogoda trafiła się lepsza niż w prognozach, okna w chmurach z ładnymi widokami pojawiały się tylko na chwilę. W każdym razie, przez większość czasu nic się z nieba na nas nie lało ani nie sypało i z tego się cieszyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się podczas ostatniej nocy naszego pobytu. Już pod wieczór zaczęło intensywnie śnieżyć i na twarde podłoże nasypało ok. 20 - 30 cm świeżego puchu. Celem na niedzielę stał się wobec tego tylko zjazd z powrotem do samochodu. Mimo tak prostego planu, najedliśmy się sporo strachu. Słaba widoczność z rana zmusiła nas do zjeżdżania z GPS-em w ręku. Na dodatek towarzyszyły nam grzmoty schodzących nieopodal lawin. Nie przesadzam. Z pewnością gdybyśmy byli w dolinach, a nie wysoko na przełęczy, tego dnia nie wybralibyśmy się w góry. Na szczęście znowu się udało. W około godzinę pokonujemy 800 m zjazdu, a następnie samochodem udajemy się gościńca pod jaskinią ''Lamprechtsofen''. Tam, po uczczeniu naszego szczęśliwego powrotu z gór wysokokalorycznym kakao z bitą śmietaną, rozdzielamy się - Ola wraca do Polski, a ja czekam w chatce pod ''Lamprechtsofen'' na przyjazd ekipy z KKTJ-u. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRALIA: wypad do Sydney|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 02 - 27 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz pobyt w Australii ograniczył się do szybkiego wypadu z lotniska do Sydney. Tym niemniej spędzamy tu noc na spacerowaniu i ranek następnego dnia. Bardzo piękne &amp;quot;city&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#AUSTRALIA:_krotki_epizod&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FAustralia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHILE: w Cordiliera Central|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|15 02 - 25 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chile to fantastyczny kraj dla takich ludzi jak my. Wysokie góry, pustynie, wulkany, ocean a na południu nawet jaskinie. Również dobre jedzenie i jakoś tak bardziej europejsko (tu akurat nie wiem czy to dobrze czy źle, zależy jak na to patrzeć). Robimy tu kilka górskich wycieczek w okolicach Cerro Plumo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHILE:_Andy_-_w_Cordiliera_Central&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChile&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Ciszewski (KKTJ)|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Nareszcie weekend ze znośną pogodą w Tatrach. Najpierw podeszliśmy na Ciemniak przez Adamicę i Piec, a następnie zjechaliśmy z Twardej Kopy do Doliny Tomanowej. Było jeszcze dosyć wcześnie, wobec czego Furek zaproponował &amp;quot;szybkie&amp;quot; wejście na Ornak. W każdym razie, to nie ja na to wpadłem! Na początku szlaku na Iwaniacką Przełęcz dopadł mnie lekki kryzys energetyczny, ale od Przełęczy już jakoś poszło i w promieniach zachodzącego za górami słońca osiągnęliśmy i ten szczyt. Było tam naprawdę malowniczo. Niezła widoczność, gra słońca i chmur i brak ludzi. Warunki zjazdowe umiarkowanie dobre. Na ogół były betony, ale czasami pokryte cienką warstewką na której narty &amp;quot;jakoś łapały&amp;quot;. Szczególnie początek zjazdu z Twardej kopy był bardzo miły. Jak można się domyślić, cała wycieczka zmęczyła nas konkretnie. Zabrakło nam raptem 50 metrów do przejścia 2 km deniwelacji. Dzień zakończyliśmy zasłużonym, uroczystym obiadem w &amp;quot;Adamo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na marginesie. Ciekawe były słowa ostrzeżenia przed lawinami, które otrzymaliśmy od mijanych po drodze na Ornak turystów. Północny stok Ornaku, którym prowadzi szlak, rzekomo pękł w poprzek (w pionie) i, jak nam opowiadano, mamy uważać, bo czort wie, co tam się może zdarzyć. Po bliższej inspekcji potwierdziło się nasze wstępne podejrzenie że to przecież wszystko tak nie działa. Pionowe pęknięcie okazało się być śladem po zjeździe z czekanem po betonowym śniegu, co stwierdziliśmy obserwując wyraźny odcisk od czterech liter w jego górnej części.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy późno bo o 3.00, chciałem wyjechać o 1.00 ale Damian przekonał mnie, że nadrobimy te 2 godzinki podczas wspinaczki, bo na podejściu raczej to niemożliwe:). Pogoda i warunki śniegowe idealne, szybki  odpoczynek w schronisku i obowiązkowy  wpis w książce wyjść. Przed nami na drogę Potoczka (III) wyruszyły 2 zespoły, miały one nad nami godzinę przewagi. Niestety  okazało się pod ścianą, że jesteśmy w kolejce dopiero na 4 miejscu. Czekamy cierpliwie jakieś 20-30min., ale widząc ,,szybkość’’ 1 zespołu decydujemy się zaatakować sąsiadkę czyli drogę Głogowskiego (III). Była to zdecydowanie bardzo dobra decyzja, piękne i wymagające wspinanie na 2 pierwszych wyciągach wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy(brak snu i dłuuugie podejście). Droga ta pokazała mi, że także ze wspinania zimowego można czerpać sporo przyjemności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne, skitour |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek (os. tow.) |24 02 2013}}&lt;br /&gt;
Skrzyczne stało się w tym sezonie najmodniejszym klubowym celem zimowym w Beskidach :). Tym razem na odpoczynek w schronisku docieramy zielonym szlakiem z centrum Szczyrku. Nadchodząca wiosna daje się mocno odczuć, niestety...Śnieg stał się już dość mokry i znikał w oczach.Przez całą wycieczkę było b.ciepło, czasem nawet słonecznie.  Początkowo zjeżdżamy trochę lasem, ale dość szybko wracamy na nartostradę (na której warunki do zjazdu fatalne...). Zgodnie z planem była to &amp;quot;szybka akcja&amp;quot; - o 14.30 zaparkowałam pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Missiones, Corrientes i Mendosa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|28 01 - 15 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym kraju znalazłem się po raz drugi. W Missiones odwiedziliśmy wodospady Iguazu, stare redukcje jezuckie w San Ignacio, polonię w Wandzie. Potem autobusem przedostaliśmy się na zachód kraju gdzie odbyliśmy wycieczki rowerowe w Andach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#ARGENTYNA:_Wodospady_Iguazu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FArgentyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PARAGWAJ: nie trzeba się śpieszyć|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 - 28 i 30 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paragwaj to taka Albania Południowej Ameryki. Na Paranie kwitnie zapewne kontrabanda a wiele ciekawych rzeczy można kupić na paragwajskim brzegu. Nasze 2 krótkie pobyty w tym kraju sprowadzały się do przejechania do promu na Paranie oraz bardzo ciekawy rajd do wodospadu Nacunday. Tu szersze opisy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#PARAGWAJ:_W_poszukiwaniu_wodospadu_Nacunday&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FParagwaj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRAZYLIA: rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu), w części jaskiniowej uczestniczyli członkowie Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas - Jose Mario Budny, Henrique Pontes, Lais Mosqueto  |02 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brazylia to pierwszy kraj w naszej wokółziemskiej podróży, który przemierzyliśmy na rowerach z Rio de Janerio do Foz do Iguazu. Po drodze odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. W części jaskiniowej wyprawy spotkaliśmy się z członkami klubu z Ponta Grossa - Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas ( http://www.gupe.org.br/#! ). Razem z Mario, Henrique i Lais odwiedziliśmy kilka studni wymytych w skałach krystalicznych oraz jaskinie krasowe. Zostaliśmy tu bardzo mile przyjęci. Więcej szczegółów dot. wyprawy można przeczytać tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#BRAZYLIA:_w_jaskiniach_Ponta_Grossa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBrasil&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3692</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3692"/>
		<updated>2013-10-16T23:23:13Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, manewry ratownictwa jaskiniowego|Daniel Bula oraz grotołazi z różnych klubów|11 - 13 10 2013}}&lt;br /&gt;
Manewry odbyły się w jaskini Czarnej. Podział na 3 grupy i transport &amp;quot;rannego&amp;quot; trawersem przez całą jaskinię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Magurka Wilkowicka|Ola, Wojtek, Zosia Rymarczyk|12 10 2013}} Mała górka dla małych nóżek w pięknie jesiennej złotobukowej odsłonie. Wchodzimy od strony przełęczy Przegibek (czyli najkrótszą możliwą ;-) po to by parę następnych godzin pobyczyć się na słońcu.  Całkiem fajny spacer :) i te kolory...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Dolinie Kobylańskiej|Damian Żmuda, Kasia(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|12 10 2013}}&lt;br /&gt;
Wspinaliśmy się na dwóch skałkach Jastrzębia/ Szeroka Turnia oraz na Sępiej Baszcie. Pogoda idealna, ludzi mało (spotykaliśmy tylko 1 zespół) oraz wyśmienity piszinger (zakupiony w sklepie w ,,centrum’’ Będkowic – polecam!!!)  wskazywały, że musi być to wyśmienity wspin. Niestety złego dobre początki. Wszystko co mogło się nie udać to się nie udało!!! Fatum, klątwa a może po prostu zmęczenie sezonem???(nieeee to jest niemożliwe:)) Efekt był taki że jedynie Damianowi udało się poprowadzić 2 drogi, ale za to jakie……  Prawa Szeroka(V) RP (strasznie hardy bulder startowy przekreślił szanse na wspaniały OS) oraz Jastrzębia (V-) w najszlachetniejszym stylu OS!!! Stach się bać co będzie dalej….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Marmuraowa, wyjazd kursowy|Rysiek Widuch, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Sebastian Podsiadło), &amp;lt;u&amp;gt; Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|12 10 2013}}&lt;br /&gt;
W piątek zajechaliśmy w Tatry, droga dość przyjemna, aczkolwiek nie bez korkowych przygód.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe chłopcy oglądali mecz,  a ja zakumplowałam się z kociakiem, który tak jak ja nie fascynował się bandą facetów ganiającą za piłką. Po meczu dość szybko wybraliśmy się do łóżek, aby mieć siły na sobotnią akcję. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstawaliśmy jeszcze w ciemnościach, ale na szczęście zanim wyszliśmy zrobiło się już widno, co minimalnie złagodziło tęsknotę za łóżkiem.  Doszliśmy do Doliny Kościeliskiej, a stamtąd już tylko kawałek pod górkę. Po około2,5 godzinie odbiliśmy ze szlaku w kierunku jaskini, niewiele później znaleźliśmy się pod otworem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samej jaskini poszło nam dość sprawnie.  (Za)Szybko zjechaliśmy trzy studnie niżej i dlatego w czasie kiedy Rysiek z Arturem już zaczynali odwrót  Ja, Tadek i Sebastian postanowiliśmy sobie zrobić wycieczkę obejściem pod prożek. Po dojściu na miejsce okazało się, że można iść dalej do piaskownicy po wiszącej tam linie. No tak…. Tylko, że ja i Tadek zostawiliśmy majtki ze sprzętem na dnie Studni Kandydata. Tylko Seba mógł wejść na prożek, a ja miałam poczekać z Tadkiem – miałam, bo usłyszałam tylko ,,zamknij oczy” i już go nie było. &lt;br /&gt;
Kiedy panowie osiągali dno jaskini, ja przyglądałam się ścianom i kamieniom, więc czas oczekiwania &lt;br /&gt;
zleciał szybko. &lt;br /&gt;
W kolejne ,,szybko” poszło nam wyjście na powierzchnię, przebiernie się i  biegiem na dół, kolacja i powrót do domów.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Dolina Złomisk|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 - 6 10 2013}}&lt;br /&gt;
Z Wyżnich Hag szlakiem pod Batyżowiecki Staw, a następnie przez Stwolską Przełęcz dostajemy się do Doliny Złomisk. Byliśmy bliscy wyciągnięcia z plecaka liny, bo z przełęczy na północną stronę opada poważny lodospad. Ostatecznie jakoś zeszliśmy piechotą. W niedzielę powrót przez Popradzkie Pleso, tak, żeby wcześnie być w domu. Pogoda dopisała, a w nocy było bezwietrznie i ciepło (może -2). W obydwa dni spotykamy paru ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Buczynowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|06 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy jaskinię Buczynową (ma też nazwę Jaskinia w Cichym Wzgórzu) w pobliżu Trzebniowa. Nie zbyt duża jaskinia lecz przecina w poprzek pod ziemią nie wielki masyw skalny. Korytarz nie za wysoki ale też bez ciasnot. Ciekawy jest teren w pobliżu z dość ciekawymi ostańcami. Po jaskini idziemy jeszcze na skałki z krzyżem gdzie wspinamy 4 drogi od IV do V+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć z jaskini i okolic: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBuczynowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy i Łutowiec|Damian Żmuda, Kasia(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|05 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian po długich namowach zgadza się znowu jechać na Białego Psa mimo, że pogoda (rano 0 stopni i słonecznie) ewidentnie wskazuje, że optymalnie byłoby dzisiaj wspinać się na nasłonecznionych skałach(poświęcenie godne podkreślenia!!!).  Powyższa zgoda była jednak warunkowa ….  jedna szybka wstawka i zmiana rejonu!!! W samochodzie ustaliliśmy że ,, szybka wstawka ‘’to około 2-3h. Na szczęście drogę miałem już starannie zapatentowaną:).  Rozgrzewka na Serze(V), szybkie powieszenie ekspresów ze zjazdu i ….rest. W tym czasie , aby nie zamarznąć Damian i Kasia przechodzą wspomnianą piątkę. Czas na wstawkę, startuje i……… odpadam - przytłoczony presją otoczenia (,,teraz albo nigdy,  ostatnia szansa w tym sezonie, zaraz zamarznę, długo jeszcze’’ itp. ) jeszcze przed pierwszym trudnym miejscem. Decyzja była oczywista,  natychmiastowe ponowienie próby i……… SUKCES !!!  Tym sposobem padł Hektor, moje pierwsze VI.5 !!! Nie miałem zbyt dużo czasu na radość bo napinka na zmianę rejonu była znaczna. Ponownie przez przypadek Damian wybiera Łutowiec gdzie wylegujemy się w słońcu ładując  baterie. Potem już bez napinki wspinamy min.  Minogi (V+), Drogę Wolfa(VI.3) , Łyk szczęścia(V), Warianty Jarosławskiego (VI).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy|Tomek Jaworski, Karol Jagoda, Tomek Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Sebastian Podsiadło, Ania Bil, Piotr Strzelecki, Sławek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|29 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach zajęć kursowych Tomek pokazywał budowę stanowiska, przygotowanie do zjazdu, operacje ze sprzętem. Kursanci następnie wykonywali poszczególne elementy oraz wspinaczkę na własnej protekcji. Karol z Sławkiem przy okazji śmgili kilka dróg 6.2 a Damian z Teresą cztery drogi od 5 do 6+. Mimo chłodu cudowna pogoda, mało turystów, piękne pejzaże. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krywań|Sonia, Piotr, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|28 09 2013}}&lt;br /&gt;
Rodzinne podejście na Krywań. Do samego wierzchołka nie dotarliśmy. Ludzi dużo. Pogoda niezła, ale trochę zimno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Mirowie i Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, os. towarzysząca|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda typowo wspinaczkowa (czyt. Tak pizga, że wolisz się wspinać niż asekurować czy się obijać na karimacie :p) to i uderzamy na szybki wypad w skały. Na parkingu pod zamkiem w Mirowie parkujemy jako pierwsi tego dnia już koło godziny ósmej rano i ruszamy w kierunku skał. Michał na rozgrzewkę robi „Białą Depresję” (V) na Studnisku przy Zamku. Ja jako, że już ją kiedyś robiłem, oszczędzam siły na trudniejsze cele. Następnie meldujemy się pod Trzema Siostrami. Tutaj na rozgrzewkę robię krótką drogę o wdzięcznej nazwie „Misja” (V+). Moją misją nie była jednak ta droga sama w sobie, a dojście przy jej pomocy do stanowiska na drodze „Ludzi Silnej Woli” (VI.2). Tutaj zawieszam wędkę i zaczynam patentować drogę. Piękne wspinanie po różnej wielkości „dziurach”. Puszcza w drógiej próbie (niestety na wędkę). Z dołem nie próbowałem. Michał robi z dołem jej sąsiadkę – „Sztywny Pal Azji” VI- (OS). Ja  natomiast wieszam kolejną wędkę po drógiej stronie skały na krótkiej, mocno przewieszonej drodze „Uwolnić Bąka”. Droga ta w Magazynie Górskim widniała pod wycena VI.2, w starszym wydaniu tego samego magazynu, dostępnym jako pdf w necie jest przedstawiona jako droga o wycenie VI +, natomiast na skale podpisana była jako VI.1 (o ile mnie pamięć nie myli). Mocno wywieszone drogi prowadzące czymś w rodzaju rysy bynajmniej nie sa moją silną stroną, więc dla mnie mogłoby to być i VI.3. W każdym bądź razie było to coś poza moim, nawet wędkowym zasięgiem.&lt;br /&gt;
Michał w międzyczasie próbuje jeszcze swoich sił na drodze „Pozdrowienia z Podziemia” VI+. Potem przenosimy się dalej w głąb Grzędy Mirowskiej.&lt;br /&gt;
Na Trzeciej Grzędzie wbijamy się w „Gibonowy Trawersik”(V), ale droga jakoś nie przekonała mnie do swojej urody. Powoli w skały zaczynają napływać kolejni łojanci, więc zbieramy szpej i zmieniamy lokalizację na Łutowiec.&lt;br /&gt;
Tutaj pierwszy Pada OSem „Łyk Szczęścia” (V) na Knurze w wykonaniu Michała. Ja prowadzę ją Flashem. Zaczyna się lekka mżawka, więc decydujemy się na szybko przewiesić jeszcze tylko linę do stanowiska obok, i na wędkę spróbować sąsiedniej VI.1 o nazwie „Adrenalina Skoczyła”. No cóż....jakoś specjalnie adrenalina nam nie skoczyła, natomiast byliśmy świadkiem ciekawej scenki rodzajowej :p&lt;br /&gt;
Po moim zjeździe z drogi, gdy Michał zakładał buty, obok skałki przechodziło dwoje turystów z dzieckiem. W pewnym momencie dzieciak ciągnięty przez mamę za rękę krzyczy: „Mamo, ja chcę zostać na spektakl !!!”. Matka pyta jaki spektakl, po czym chłopczyk nieśmiało pokazuje w naszym kieunku palcem :D No cóż, nie było wyjścia, Michał musiał skończyć drogę bo cóż to za spektakl bez Happy End’u &lt;br /&gt;
I po tak szczęśliwym zakońćzeniu zebraliśmy szpej i udaliśmy się w drogę powrotną :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna ruta rowerem z centrum Wisły przez Kubalonkę na Czantorię i dalej do Ustronia Dobki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górska jazda na rowerze ma wiele wspólnego ze skituringiem..:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Skrzyczne z Dolnego Szczyrku szlakiem i nartostradą. Zejście niebieskim szlakiem. Jesień w natarciu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Trzebniowie i Łutowcu|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwotnie mieliśmy się wspinać na Białym Psie w dolinie Wiercicy niestety okazało się, że  cała skała jest kompletnie mokra. Tak więc zapadłą szybka decyzja o przeniesieniu się do Trzebniowa. Tam po przypomnieniu sobie przechwytów poprowadziłem Pieskie Życie (VI.4+). Jest to korony dowód na to że we wspinaniu od nóg się odchodzi:) Stłuczona stopa na Kazalnicy spowodowała że nie mogłem  chodzić normalnie,  ale wspinać się można!!! Ze względu na duży tłok pod skałą znowu zapadła decyzja o zmianie rejonu, przez kompletny przypadek:) Damian wybrał Łutowiec. Tam zgodnie z powszechną wiedzą cyfra nie stawia oporu dlatego w szybkim tempie padły:  Rój(VI.2), Prostowanie Roju (VI.2+), Wielbiciel Orłów (VI.1+), Płyta Czyngis-Chana (VI.2), Poemat Jąkały (VI.2+), Różowa Pantera(VI.1+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pogórze Cieszyńskie - Lutnia Bike Marathon MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Artur Włodarczyk (os. tow.) z kolegą|15 09 2013}}&lt;br /&gt;
W Zamarskach odbył się wyścig MTB. Trasa dość wymagająca do pokonania, zwłaszcza po nocnych opadach deszczu. Zmienne profile, urozmaicona nawierzchnia, strumienie, kilka odcinków technicznych. Kilka miejsc śliskich, (ciężko było się wdrapać nawet prowadząc rower). Generalnie mężczyźni mieli 38 km do przejechania (2 pętle) a kobiety 19 km (1 pętla). Ja niestety startowałem już w najstarszej grupie wiekowej (55+) i zająłem II miejsce a Teresa (50+)  była pierwsza ale też jedyna odważna w tej grupie.  Wpasowaliśmy się w sam raz w pogodę bo po wyścigu zaczęło padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FLutniaMTB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA - Jaskinia Brzozowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; Speleoklub &amp;quot;Aven&amp;quot;: Zbigniew Wiśniewski; SCz: Jerzy Zygmut; KKTJ: Bartosz Berdel, Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Michał Ciszewski; SŁ: Tomasz Olczak|14 09 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach spotkania przedwyprawowego ćwiczyliśmy kartografię za pomocą DistoX i palmtopa. Podziękowania dla kolegów z Brzeszcz za udostępnienie jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kazalnica:wspinanie|Paulina,Dorota,Michał(WKTJ),Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |06-08 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda idealna więc wreszcie nadszedł czas na Kazalincę. Droga Schody do Nieba (VI+) – prosta orientacyjnie, polecana jako jedna z najładniejszych szóstek w Tatrach, 15wyciągów, około 480m. Wszystko brzmi zachęcająco, ale rzeczywistość okazała się nieco inna. Do schroniska docieramy w piątek przed 23., dzikie tłumy ludzi, na podłodze nie ma miejsc!!!Śpimy na dworze. Paulina z Dorotą i Michałem pojawiają się o 3.30, tak wiec Paulina śpi tylko 1,5h, Dorota z Michałem nieco dłużej bo idą wspinać się na Mnicha (Międzymiastowa VI+). W drogę wbijamy się około 7 rano, dlatego  jesteśmy pierwszym zespołem. Pierwsze 4 wyciągi przypadły mi, gdyż Paulinie było zimn, a Damian brzydzi się wspinania w trawach. Potem zmiana prowadzenia, Damian sprawnie pokonuje kolejne wyciągi, od czasu do czasu do czasu można na nich spotkać nawet kawałek skały:).  Kluczowy wyciąg to wspinanie w połogiej płycie, dobrze asekurowany i wydawało się że najbardziej lity ze wszystkich wyciągów. Crux na drodze to bardzo jurajskie pełzanie po niczym, słownie 3m trudności. Wszystko do tego momentu szło sprawnie i logicznie, niestety tuż pod stanowiskiem w terenie III za bardzo obciążyłem odstrzeloną płytę wielkości 1mx1m grubości 20cm, która uderzyła w moją nogę i z impetem spadła do Czarnego Stawu. Turyści na szlaku mieli co oglądać!!!, wyglądało to zapewne efektownie. Na szczęście Damian i Paulina zdążyli się schować,  a zespół pod nami najadł się jedynie strachu. Problem stanowiła jedynie moja stłuczona stopa, która ledwo mieściła mi się w butku wspinaczkowym. Do końca drogi zostało 4-5 wyciągów i jakieś 2h zejścia do schroniska. Szczęśliwie okazało się, że bez bólu mogę obciążać piętę wiec jakoś udało się dotrzeć do schroniska w miarę rozsądnym czasie. W schronisku spotkaliśmy Anię ze Sławiem i Wojtkiem, w niedziele ekipa podzieliła się na 3 pod grupy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- turystyczna: Damian, Kasia, Paulina (dolina za Mnichem ) oraz Ania, Wojtek, Sławek(dolina za Mnichem + powrót przez piątkę)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- wspinaczkowa :Michał z Dorotą Kopa Spadowa – Pachniesz Brzoskwinką(VII-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- plażowa : Ja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod pretekstem, że mnie nadal boli noga spełniłem swoje odwieczne marzenie:) i wreszcie pojechałem sobie bryczką z Morskiego Oka. (niezapomniane wrażenie i poczucie że jest się Panem Świata--- bezcenne,   za wszystko inne zapłacisz…..)&lt;br /&gt;
Dzień kończymy wizytą w zaprzyjaźnionym katowickim szpitalu na ostrym dyżurze – kości są całe, na szczęście to jedynie silne stłuczenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; i Ola Golicz, Michał Wyciślik|08 09 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrbskiego Plesa przez Popradzkie Pleso, Doliną Mięguszowiecką na Koprowy Wierch. Następnie Pośrednim Wierszykiem gdzieś prawie na Niżnią Przybylińską Przełęcz, w dół do Doliny Hlińskiej, z powrotem na Wyżnią Koprową Przełęcz i znów Hińczową Doliną z powrotem do Popradzkiego Plesa. Tam czesnaczka (niedobra!). Powrót przez Żilinę, ok. 4h, ale nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinie Kasprowa Wyżnia i Średnia oraz Wielka Litworowa - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Kowalkowski, Joanna Przymus, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk; drugiego dnia także Michał Wyciślik|06 - 07 09 2013}}&lt;br /&gt;
'''Dzień 1''' - opis &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Przed 6:00 pojawił się u mnie Łukasz, gdzie razem czekaliśmy na przyjazd Tomka i Krzysia. Następny przystanek był na Ligocie, gdzie zabraliśmy jeszcze Mateusza, bagażnik jakoś się domknął i mogliśmy ruszać.&lt;br /&gt;
Po dojechaniu do Zakopanego przepakowaliśmy nasze plecaki, złapaliśmy busika i dojechaliśmy do Kuźnic. Po wykupieniu wstępu do parku ruszyliśmy najbliższym szlakiem. Niestety nie był to najlepszy pomysł :( i musieliśmy zawracać. Na szczęście, po dogłębnej analizie mapy, trafiliśmy na właściwy szlak już za drugim razem !!! Dalej poszło bez większych trudności i wspólnymi siłami trafiliśmy w okolice otworu jaskini Kasprowej Średniej.....tylko gdzie dokładnie ten otwór...? Nie zrażeni niewiedzą zostawiliśmy rzeczy i uzbrojeni w sprzęt osobisty poszliśmy do Kasprowej Wyżniej, gdzie Mateusz zrobił demonstrację - jak nie tracić sprzętu. Kiedy pobiegł odzyskać kask, my nasze poprzypinaliśmy i sprawdziliśmy czy na pewno wszystko leży bezpiecznie, żeby jego prezentacja nie poszła na marne. Trawers Kasprowej Wyżniej poszedł nam prawie sprawnie, a potem nastąpiło to na co najbardziej czekaliśmy - kilkudziesięciometrowy zjazd widokowy, następnie trawers do Średniej. Trochę czołgania, studnia, sala i powrót na górę.&lt;br /&gt;
I pojechaliśmy na bazę. Spędziliśmy miły i mroźny wieczór przyglądając się walce Krzysiu vs. Grill - ostatecznie zwyciężył Krzysiu i dość zmarznięci, ale najedzeni mogliśmy uznać ten dzień za zakończony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2''' - opis &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Podczas wieczornego grilla Mateusza zrobił wpis o wejściu do jaskini. Niestety okazało się że to już trzeci wpis na jutro do Litworki. Krótkie telefony i Mateusz uzgodnił że wchodzimy jako drudzy po TKTJcie, tym samym godzina naszego wyjścia przesunęła się i mogliśmy pospać w sobotę do 6:30 :)&lt;br /&gt;
Rano (przynajmniej dla mnie) okazało się że nie wszyscy idą w góry, bo Łukasz stwierdził że ból biodra jest za duży i woli zostać w łóżku. W takim razie w uszczuplonym składzie ruszyliśmy z Gronika w kierunku Przysłopu Miętusiego, a dalej niebieskim prowadzącym na Małołączniak. Dla niektórych po raz kolejny pokonywać Skoruśniak, Kobylarz czy Żleb to nie lada obciążenie psychiczne i marudzenia było wiele :) Ale w końcu żółwim tempem dotarliśmy na Kobylarzowy Żleb gdzie nastąpiło rozluźnienie i prawie godzinne &amp;lt;del&amp;gt;opalanie&amp;lt;/del&amp;gt; odzyskiwanie sił :) W międzyczasie dotarli do nas Ola Golicz i Michał Wyciślik i w powiększonym składzie ruszyliśmy pod otwór. Poszukiwań nie było za wiele, bo wyraźna ścieżka i kilka plecaków przy otworze jasno wskazywały gdzie jest nasz cel. &lt;br /&gt;
Pod otworem kolejne zaskoczenie, gdyż Krzysiek stwierdził że on  woli zostać na powierzchni i tylko w 4 osoby (Mateusz, Michał, Asia i ja) zjechaliśmy do jaskini. Poręczowanie dziwnym trafem przypadło mi w zaszczyt...i dzięki sprawnemu działaniu zespołu (podawali mi tylko wory z linami) dotarliśmy do II Pięćdziesiątki gdzie zatrzymał nas wychodzący kurs z TKTJu. Jak się okazało wyszła dopiero pierwsza z 6 osób i czekania było na ok 2h. W związku z tym zapadła decyzja o odwrocie i deporęczu co dziwnym trafem znów przypadło mi. Powrót poszedł jeszcze sprawniej (bo za dużo wychodzenia to nie było i sprawnie minęliśmy się z trzecim tego dnia zespołem który szedł do magla) i w sumie po 150min byliśmy na powierzchni. Jak to stwierdził Michał, była to jedna z niewielu akcji która trwała mniej niż czyszczenie i pranie sprzętu po niej :)&lt;br /&gt;
W związku z tak krótkim przebywaniem w dziurze do auta doszliśmy jeszcze za dnia wobec czego kursanci zdecydowali się wracać jeszcze w sobotę do domu i tak około północy wszyscy byli już w domu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Lodowa Litworowa i wędrówki górskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Teresa Szołtysik, Barbara Szmatłoch, Ryszard Widuch, Marzenna Widuch|06 - 08 09 2013}}&lt;br /&gt;
Damian i Tadek idą do jaskini Lodowej Litworowej (po drodze spotkanie z Darkiem Sapieszko i kursem TKTJ). W jaskini Lodowej Litworowej docierają do Bazyliki i Studni z Rękawiczką (?). Zreporęczowanie dziury i ciężki transport szpeju w dół (najpierw niestety do góry). W tym czasie grupa: Rysiek, Marzenna, Teresa wychodzi na Ciemniak gdzie punktem kulminacyjnym jest ugotowanie kawy w nowym czajniczku Ryśka. W drugi dzień wycieczka do doliny Chochołowskiej i Grzesia (Damian, Teresa, Marzenna, Rysiek). W tym samym czasie działała jeszcze w Tatrach grupa kursantów z Mateuszem Goliczem oraz Artur Szmatłoch z kolegą w Tatrach Wys. (może będą opisy)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FLL&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Magura Orawska - Magurka |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Ania (os. tow.)|01 09 2013}}&lt;br /&gt;
Niestety w deszczu wycieczka z Namestowa na szczyt Magurki (1107) a potem zejście innym szlakiem do Slanickiej Osady nad jeziorem Orawskim. Powrót brzegiem jeziora do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (również z poprzedniego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FMaguraOrawska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łaziska Górne - turniej badmintona|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i inni zawodnicy|31 08 2013}}&lt;br /&gt;
Może nic wspólnego z jaskiniami lecz nie mogłem się oprzeć przed kolejnym startem w turnieju &amp;quot;Pożegnanie wakacji&amp;quot;. Uplasowałem się w środku stawki grupy &amp;gt;40 lat (7 miejesce/17 startujących) co jak na grotołaza to myślę nie najgorszy wynik. Poziom zawodów wg mnie bardzo wysoki (startowali nawet byli &amp;quot;zawodowcy&amp;quot;). Więcej szans było chyba w &amp;quot;młodszej&amp;quot; grupie. Rozegrałem 6 meczy i tak jak  przed rokiem z sali wyszedłem niemal &amp;quot;po czterech&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|25 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie zmagaliśmy się z drogami od V+ do VI.1 na turni leśnej w pustych skałkach okolic Piaseczna. Część ekipy wspinała się w Rzędkowicach a reszta wypoczywała na Pogorii. Spotykamy się wieczorem u Zigi na urodzinach w niemal kompletnym składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Dolinie Kobylańskiej|Damian Żmuda, Kasia,Ania(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 08 2013}}&lt;br /&gt;
Wybór padł na dolinę Kobylańską, bo wreszcie jest porządne topo tego rejonu. Wspinaliśmy się na Wroniej Baszcie, gdzie oprócz nas wspinała się na własnej tylko grupa kursantów. Tak więc mogliśmy trochę poszaleć, padły: Filarek Urbanistów (V+), Filarek Bały(VI+), Fontanny Króla Salomona (VI.2) – droga Szalonego, ale nie kuta, fajne wspinanie, Płyta Szymona (VI.2) zróżnicowanie wspinanie, polecam!!!, Jazda po Bandzie (VI.2) – przewiecha po klamach, Nieznośna Zjadliwość Błękitu (VI.2) – jeden ruch, ale z gatunku tych wrednych. Kulminacją wyjazdu był uroczysty grill pod skałą…..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Mały Młynarz|Paulina Piechowiak(WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Plan na długi weekend był zależy od pogody:  jeśli jest dobra to ruszamy w Tatry, jak jest niepewna to jakieś wyjazd na wspinanie skałkowe w Austrii bądź w Niemczech.  Na szczęście pogoda dopisała, więc Tatry… pytanie tylko gdzie? Miałem od dłuższego czasu chęć zrobienia  drogi na Kazalnicy, ale po przemyśleniu ilu ludzi będzie w tym czasie w rejonie Morskiego Oka (dzikie tłumy + tramwaje bryczek) bez żalu odpuściłem ten pomysł. Mały Młynarz okazał się strzałem w dziesiątkę, przez 2 dni nie spotkaliśmy żywego ducha.  ,,Popularność ‘’  Małego Młynarza  tak jak się domyślałem wynika z bardzo długiego i trudnego podejścia, które dostarcza więcej emocji niż sama wspinaczka!!! W piątek robimy Sprężynę(VI-), która mnie osobiście nieco rozczarowała. Niewątpliwą zaletą drogi jest to, że rozwiązuje środek niezwykle eksponowanej ściany w miarę łatwy sposób. Niestety efekt psują kruche i parchowate pierwsze i ostatnie wyciągi, prawdę mówiąc jedynie 2 może 3 wyciągi z 9 oferują ciekawe wspinanie w litej skale.  Uwaga orientacyjna: na kluczowym wyciągu nie należy się za bardzo rozpędzać,  przed przewieszką należy odbić w prawo na sporą półkę, której nie widać jak się idzie zacięciem.  To pozwoli uniknąć zakładania wiszącego stanowiska nad przewieszką, której przejście dostarczyło mi sporo adrenaliny. Warto dodać, że poza nami nie było w ścianie innego zespołu !!!(dłuuugi weekend, pogoda idealna) W planach było także zrobienie Kurtykówki, ale ostatecznie zamiast wspinu w sobotę turystycznie weszliśmy na Wielkiego Młynarza. Niedziela to trudny powrót do cywilizacji, ale  dzięki wczesnemu odwrotowi uniknęliśmy gigantycznych korków na zakopiance. Kilka zdjęć  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FM%B3ynarz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA - Prealpy Delfinackie - masyw Vercors|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda|14 - 18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Już na początku wakacji droga mailową Mateusz zaproponował wyjazd do wodnych jaskiń Francji. Bez wahania napisałem że pojadę i nim zorientowałem nadszedł sierpniowy długi weekend. Punkt zborny pod siedzibą klubu, upychanie bagaży pod sam sufit, błogosławieństwo od innych klubowiczów i wyruszamy w 1500km podróż. Na szczęście pięcioro kierowców z częstymi zmianami pozwoliło odczuć skutki sprawnej podróży jedynie na spłaszczonych i obolałych tyłkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 1 – Les Ecouges, dolne partie'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dojechaliśmy do kempingu w  miejscowości Pątą-Roją [Pont-en-Royans]. Damian jako nasz tłumacz sprawnie i szybko załatwiał wszelkie sprawy.  Chcąc wykorzystać dzień, sprawnie rozbiliśmy namioty i wyruszyliśmy w poszukiwaniu pierwszego celu wyprawy – kanionu Les Ecouges. Pomimo małych komplikacji w końcu odnaleźliśmy most nad 60m wodospadem od którego rozpoczęliśmy zejście. Tak właśnie rozpoczęła się moja przygoda z Canyoningiem…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kanion dzieli się na dwie partie. Górna z przeważającymi odcinkami linowymi i dolna [deniwelacja 570m] z większą ilością skoków… Tak! Skoków i to nawet 7 metrowych. Canyoning jest po prostu super! Zjazdy z wodospadów,  piękne widoki, dość ciepła woda [na pewno cieplejsza niż w jaskiniach] oraz tobogany i skoki sprawiają że mamy do zabawy najpiękniejszy i całkowicie naturalny park wodny. Dawka adrenaliny ogromna, zdecydowanie polecam każdemu.  Dwie i pół godziny szybko zleciało i wycieczka dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem z powodu niechęci zjedzenia spaghetti z tuńczykiem!?! [co i tak nas czekało, a jak każdy wie „pomidory w tuńczykiem to jak tuńczyk z pieczarkami” M.Golicz] wybraliśmy się do malowniczego miasteczka na obiad. Francuskie sknerusy dają od 2 - 4 oliwek na całą pizzę, żeby nie było że nie ostrzegałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2 – Grotte de Gournier'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Główna atrakcja wyjazdu czeka nas drugiego dnia. Dojazd łatwy, dojście 10min i naszym oczom ukazuję się piękna sala wejściowa z 40m jeziorem które mamy pokonać wpław. Przyznam że woda była zimna jak cholera zwłaszcza na „podobno 13 stopni” Ł. Pawlas, ale za to budzi lepiej niż najlepsza kawa. Jaskinia jest piękna i obszerna, górny suchy ciąg ma nieraz 20-30m? szerokości i znaczną wysokość. Ogromne nacieki, misy martwicowe Itp. Itp. obecne na każdym kroku zapierają dech w piersi. Dopiero po ok 600m można zejść do niższego wodnego ciągu co udało się nam po dość długich poszukiwaniach. Tam zaczyna się to po co przyjechaliśmy. Wszyscy w momencie odzyskali siły i humor. Rzeka ciągnie się kilometrami, a jej pokonywanie jest bardzo przyjemne. Progi, trawersy, niskie partie zapieraczkowe co chwilę urozmaicają naszą wędrówkę. Niestety po przejściu łącznie około 2km zawracamy żeby zdążyć do sklepu co i tak się nam nie udało. Nikt natomiast nie żałował i nawet spaghetti z tuńczykiem smakowało całkiem nieźle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 3 – Grotte Inferieure de Bury'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poranek po Francusku, czyli Croissanty czekoladowe, jabłkowe [ale bez rodzynek] i takie o smaku croissanta wyłącznie plus kawą dodały nam sił na drugą tym razem mniejszą akcję jaskiniową. Po leśnych poszukiwaniach odnaleźliśmy otwór jaskini, mały i ciasny jak zresztą cała jaskinia. Po kilku małych salkach rozpoczyna się meander szerokości 0,5-1m. Woda znacznie płytsza niż w Gournier. Pokonaliśmy ok 500m korytarza przedzielanego ciasnotami, zaciskami i wpinaczką sięgającą do ok 10m? nawet czołgając się i zanurzając po nos w wodzie by dojść do miejsca gdzie zmienia się trochę charakter jaskini. Bardzo wąski i jeszcze bardziej przewiewny ok 10m tunel po którym jest zjazd 30cm szczeliną pokonał mnie wychładzając znacznie i zdecydowałem się zawrócić w towarzystwie Mateusza. Jaskinia dla mnie osobiście trudna, podobno im dalej tym piękniej, szkoda że nie mogłem się o tym teraz przekonać, ale na pewno tam kiedyś wrócę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót na przyjazny kemping, wieczór w miłym towarzystwie Jean’a DonVinoble [3E za litr] oraz morderczo głodnych kaczek minął niestety bardzo szybko. Rano naturalnie croissanty i jazda do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny teren, mnóstwo jaskiń i kanionów pod ręką, wprost zakochałem się w tym rejonie i chcę tam wrócić, i to RYCHŁO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Tadek, Basia, Artur, Tomek Szmatłoch, w niedzielę - &amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Wspinaczki starszych facetów w skałkach rzędkowickich. Pokonaliśmy kilka dróg V m. in. ''Słoneczny Trawers'' (zrobiliśmy ją w 3 krótkich wyciągach) i ''Filar Lechwora''. My do dróg podchodzimy &amp;quot;od strzału&amp;quot; szacując nasze możliwości dlatego rzadko używamy topo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/rzedkowice &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - spacery polano-dolinne|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; Rymarczyk, Wojtek i Zosia|9 - 14 08 2013}} Wyjazd pt. &amp;quot;ucieczka przed skwarem&amp;quot;. Ochhh, jak ja miałam dość już tych upałów.. a tam? już w pierwszy wieczór musiałam założyć polar! bezcenne. Wyjścia układane raczej pod moje możliwości fizyczne. I tak udaje nam się odwiedzić: Dolinę Lejową z popasem na Niżniej Kominiarskiej Polanie (szkoda, że obecna wersja szlaku ją omija! wiele traci na atrakcyjności - jeśli można tak to nazwać - ten odcinek regli)i zejściem do doliny Kościeliskiej, skąd ku naszej radości zabiera nas gospodarz Pan Tadeusz i odwozi bryczką na bazę do Roztok ;-). Udajemy się też do Małej Łąki (po dojściu do polany ja ledwo zipię- gorszy dzień, a Zo się dopiero rozkręca..) i wracamy przez Przysłop Miętusi lekko widokowym szlakiem do Nędzówki. Odwiedzamy też bardzo ładnie widokowo położoną polanę - Ciepkówkę, gdzie &amp;quot;witają&amp;quot; nas 4 pasterskie psy, stado owiec i baca, który twardą ręką wytłumaczył tamtym czterem, że turystów zagryzać nie wolno - odtąd zostaliśmy częścią stada, aż trudno było się rozstawać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia będą w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie|Karol Jagoda, Damian Żmuda, Ania Bil, Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Niedzielne wspinaczki w dol. Wiercicy na północnej Jurze. Pogoda optymalna. Skała sucha. Na skałach &amp;quot;Biały Pies&amp;quot; i &amp;quot;Proxima Centauri&amp;quot; położonych w pięknym bukowym lesie każdy znajduje coś dla siebie. Padają drogi od V do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Śnieżna|Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Z jednodniowym przesunięciem (zw. na zapowiadane burze w górach) ruszamy na kursowy wyjazd do Wielkiej Śnieżnej. Ze śląska wyjeżdżamy w sobotę wieczorem, gdzie już po sobotnich deszczach nie było śladu, także dopiero po zmroku dojeżdżamy na bazę, tj. na Polanę Rogoźniczańską gdzie poznajemy elitę PZA i po małej kolacji idziemy spać. Ja niestety niedoszacowałem pogody (poprzednie 2 tyg. to 30~38 st upały) a tej nocy było nie więcej niż 10 st C i nad ranem zmarzłem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na akcję ruszamy z samego rana w niedziele by po ok 2,5h być pod otworem. Znalezienie samego otworu trwało może 10~15 min, także w porównaniu do poprzednich wyjazdów odbyło się to szybko :)&lt;br /&gt;
Celem akcji był suchy biwak. Do poręczowania było nas dwóch (ja z Krzyśkiem) i poza małymi incydentami iż lina okazywała się np. o ~2m za krótka poszło nam gładko, choć zajęło nam to prawie 4h. W jaskini dosyć sucho (jedynie na płytowcach woda zmoczyła nam linę). Na Lodospadzie wg. bardziej doświadczonych kolegów lodu było mało, także przydały się taśmy do poręczowania. Dla potomnych napiszę, iż szkic techniczny z 1992 nie uwzględnia wielu batinoxów które są po drodze, także trzeba  conajmniej 5~7 karabinków więcej niż to wynika ze szkicu. 54m lina na płytowcu I to także za krótki odcinek o jakieś 4~5m. Na Wielką Studnię zw. na 2 przepinki po drodze 80m to tak bardzo &amp;quot;na styk&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót okazał się szybszy bo po ok 3,5 byliśmy już na powierzchni...a przynajmniej 3 z nas :) Osoba deporęczująca miała małe problemy z Lodospadem i Rurą, co przełożyło się na prawie godzinne czekanie na nią pod otworem. Na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie i krótko po 20:00 ruszyliśmy do auta. Próg pokonaliśmy jeszcze przy naturalnym świetle i czołówki wyciągnęliśmy dopiero przed Wielką Polaną. Do auta dotarliśmy o 22, a w domu byliśmy przed 1.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/sniezna-kurs-08.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po dolinkach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|10 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda na sobotę zapowiadała się deszczowo, ale nie mogłem wysiedzieć kolejnego weekendu w domu więc mimo porannej mżawki ruszamy w stronę Krakowa. Całą drogę deszcz nie ustępuje. Wycieczkę rozpoczynamy w Krzeszowicach i kierujemy się w stronę dol. Racławki. Dalej w górę dnem doliny do Racławic - bardzo malowniczy odcinek. Rzeka tworzy ciekawe meandry i co chwilę drewnianymi mostkami ścieżka przecina rzekę. Z Racławic kierujemy się na północ, aby przedostać się do dol. Eliaszówki. Niestety ślepo zawierzamy mapie, która wyprowadza nas wprost w pola kukurydzy. Przez pola musimy przedostać się z buta co zajmuje nam dużo czasu. W końcu natrafiamy na pole golfowe po którym miałem już okazję błądzić podczas szukania jaskini Racławickiej. Całemu zamieszaniu winne jest przeklęte pole golfowe, a właściwie to jego projektanci, którzy widocznie olali sprawę poprowadzenia szlaków pieszych i rowerowych innymi wariantami. Po walce z bujną jurajską dżunglą udaje nam się dostać do dol. Eliaszówki. Teraz już tylko szybki zjazd asfaltem przez Czerną do Krzeszowic. Wracamy przemoczeni, ubłoceni i mimo wszystko zadowoleni do Zabrza. Takim to sposobem zaliczyłem wszystkie podkrakowskie dolinki. Choć pojawił się pomysł żeby zjechać je wszystkie za jednym razem... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rejs po Wielkich Jeziorach Mazurskich|Piotr Górski (Żeglarski Klub Turytyczny &amp;quot;Klar&amp;quot; Zabrze), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.), Barbara Borowiec (os. tow.)|27 07 - 10 08 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to nic ekstremalnego ale odbyliśmy ciekawy rejs na jachcie „Perła” (klasa: Tango 780 S) z Rynu  a potem od Węgorzewa na północy  po Pisz na południu a dokładnie na trasie: jezioro Ryńskie (start z Rynu) – j. Tałty – Tałtowisko – Szymonieckie – Jagodne – Boczne – Niegocin – Tajty – Kisajno – Dargin – Mamry – rzeką i kanałem Węgorapy do Węgorzewa, dalej znów Mamry – (zwiedzanie bunkrów poniemieckich w okolicach kanału Mazurskiego) – Święcajty – Stręgiel (bardzo piękne jezioro, mało uczeszczane) – Święcajty – Mamry – Dargin – Łabap – Dobskie – Kisajno – Niegocin – Boczne – Jagodne dalej kanałami na Tałty – Mikołajskie – Śniardwy – Seksty – kanał Jegliński – Roś – powrót tą samą drogą na Mikołajskie – Bełdany (zmienne wiatry) – Mikołajskie – Tałty – Ryn.. W drugim dniu rejsu pomagaliśmy postawić maszt kobiecej załodze. W tym samym dniu przy pierwszym większym powiewie złamała się płetwa sterowa, którą naprawiliśmy (a właściwie kupiliśmy nową) w Giżycku. Pogoda dopisała nam idealnie. Przewaga korzystnych wiatrów pozwalała robić niezłe przebiegi. Na noc w większości przypadków zatrzymywaliśmy się w uroczych miejscach na brzegach i tylko kilka razy w marinach. Łódka spisała się bardzo dzielnie, podobnie załoga. Wieczory by nie powiedzieć noce Piotr urozmaicał szantami grając na gitarze. Dwa tygodnie mieliśmy okazje żeglować po wspaniałych akwenach i podziwiać piękną przyrodę.  Szczególne podziękowania dla Piotra Górskiego za zorganizowanie całego rejsu. W klubie jest kilku żeglarzy więc dla zainteresowanych szerszy opis w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Rejs_-_Wielkie_Jeziora_Mazurskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FRejsWJM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu clip: https://vimeo.com/72249805&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - I cóż, że ze Szwecji...|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Emma Lundh, Erik Pott i Per Fredriksson|03 - 08 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji kongresu w Brnie odwiedzili nas znajomi ze Sveriges Speleologförbund, szwedzkiej federacji jaskiniowej. W piątek, przez Sztokholm i Kraków, do Katowic dotarł Per. Po długiej podróży, zaproponowaliśmy mu wyjście na kawę i wizytę na ściance wspinaczkowej na MOSiRze. W sobotę w trójkę wspinaliśmy się trochę na Górze Birów, aby następnie popływać chwilę na Pogorii i przejąć z dworca w Katowicach Emmę i Erika, którzy dotarli pociągiem z Brna. Pojechaliśmy do Zakopanego i zakwaterowaliśmy się na Polanie Rogoźniczańskiej, która zresztą pozytywnie zaskoczyła naszych gości wysokim standardem noclegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę odwiedziliśmy '''Jaskinię Czarną''', do jeziorka Szmaragdowego. Poniedziałek to '''Wielka Śnieżna''' i Suchy Biwak. We wtorek odespaliśmy i odpoczęliśmy w Zakopanem i nad Jeziorem Orawskim. W tym samym dniu, Ola z przyczyn zawodowych musiała wrócić do domu. Środa upłynęła pod znakiem przygody w '''Ptasiej Studni''' (do Kaskad) i zjazdu Progiem Mułowym. W czwartek przejechaliśmy do Krakowa i zwiedziliśmy trasę turystyczną w Wieliczce i Rynek Główny. Nasi goście zostali na noc w Krakowie, aby następnie w piątek rano wrócić przez Sztokholm do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały pobyt w Tatrach towarzyszyła nam piękna pogoda, momentami trudna do wytrzymania. Choć ruch turystyczny na szlakach był duży, w jaskiniach nie spotkaliśmy nikogo. Przygotowaliśmy naszych gości zawczasu, ostrzegając ich, że podejścia są długie a jaskinie surowe. Rzeczywiście, pod górę męczyli się bardzo, ale doceniali też piękne widoki. Przy zjeździe do Ptasiej Erik stwierdził, że w sumie to jaskinia jest mu już obojętna, bo sceneria sama w sobie była warta tej wycieczki. Emmie, jako biologowi, szczególnie podobały się kwiatki na podejściach. W jaskiniach największe wrażenie zrobiła Wielka Studnia, Wodociąg i Studnia Wlotowa w Ptasiej. Najgorzej wypadł bodaj spacer na Krupówki. My, jako gospodarze, też bawiliśmy się dobrze. Miło było odwiedzić &amp;quot;klasyki&amp;quot; w dobrym towarzystwie. Problem tylko w tym, że po pięciu dniach mój angielski całkowicie się zużył i przełączyłem się chyba na sam tylko czas teraźniejszy prosty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako suwenir z Polski, Szwedzi otrzymali Licencje TPN na uprawianie taternictwa jaskiniowego w Parku (podziękowania dla B. Chlipały za szybkie załatwienie tematu). W Szwecji nie ma odpowiednika karty taternika i nie trzeba się nigdzie rejestrować idąc do jaskini. Wobec tego, z takim dokumentem, koleżanki i koledzy nareszcie mogli poczuć się profesjonalnymi grotołazami :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - Bieg dla Słonia|Aleksandra Golicz, Mateusz Górowski, Michał Wyciślik oraz ponad 1000 innych biegaczy|07 08 2013}}&lt;br /&gt;
Udział w biegu dla upamiętnienia Artura Hajzera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Galeria Gankowa|Damian Żmuda, Kasia, Ania, Adam(os. tow)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 04 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda przez cały tydzień była idealna i o dziwo utrzymała się także przez weekend – prawdziwy cud.  Grzechem byłoby nie zrobić jakieś fajnej drogi. Wybór pada na Orłowskiego (VI-) na Galerii Gankowej. ,,Klasyk klasyków’’ takim mianem określa się tą drogę , w 100% zgadzam się z tym stwierdzeniem. Niestety nie ma róży bez kolców, podejście ciągnie się w nieskończoność. Orłowski to  piękna droga, o wyrównanych trudnościach, biegnąca pionową ścianą, wymagająca wspinania na każdym wyciągu (nie ma odcinków po pastwiskach). Jedna rzecz, którą warto podkreślić to data poprowadzenia drogi 1939r. jest to coś niesamowitego, że  przed wojną na ówczesnym sprzęcie ktoś był wstanie zrobić tą drogę klasycznie!!!  Droga zajęła nam około 5,5h, ale atrakcje się nie skończyły tak szybko, zejście  do doliny Ciężkiej jest przygodą samą w sobie:). Podczas kiedy razem z Damianem  działaliśmy w ścianie, reszta ekipy prowadziła heroiczną walkę z wielkim piargiem opadającym z przełęczy Waga. Niestety ambitny pomysł wejścia tą drogą na Rysy się nie powiódł, tak wiec wszyscy wracamy w wielkim upale tą samą drogą na Łysą Polanę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Łomnica i Osterwa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda i Ania Bil - turystycznie|27 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nad moim górskim wspinaniem ciąży jakieś fatum. Fakt niepodważalny. Zeszły rok złamana noga, tuż przed wyjazdem na „wielkie alpejskie łojenie”. Teraz nieoczekiwana zmiana pracy i cały letni urlop wyparowuje jak siły przed kluczowym przechwytem. „Powalczymy w Tatrach, pocieszamy się z Karolem”. Od początku sezonu  tak się pocieszamy, tymczasem pogoda do znudzenia powtarza to samo zagranie: cały tydzień lampa, wymarzone warunki do wbijania się, w najdłuższe nawet drogi i wzorcowe załamanie w sobotę. Narasta nerwowość. Wreszcie zwrot akcji, prognozy wręcz nierealnie optymistyczne, web kamery pokazują piękne panoramy Tatr. Plany gotowe już od dawna – zachodnia ściana Łomnicy, Hokejka. Jako uzupełnienie Karol proponuje Osterwę, droga Dieski. Czyli 2 drogi siódemkowe, a ja od 2 lat nie dotknąłem podwójnej liny… rozsądni nie uprawiają tego sportu. W piątek Ania podejmuje szybką decyzję i dołącza do teamu jako wsparcie naziemne :)&lt;br /&gt;
Logistykę dopasowujemy do wieku uczestników, znaczy wjazd kolejką najwyżej jak się da (Jak to, nie obejmuje nas zniżka dla seniorów? Skandal!). Z Łomnickiego ramienia zejście emocjonującą „feratką” pod ścianę. Zgodnie z dewizą „braki kondycyjne nadrabiamy brakiem mózgu” nie zakładamy uprzęży na zejście po ubezpieczonej ścieżce, dzięki czemu wyprzedzamy pozostałe zespoły podchodzące pod ścianę. Wyścig okazuję się zresztą zupełnie zbędny, żaden z zespołów nie wybiera się na naszą drogę. Ustalamy taktykę tylko jednej zmiany na prowadzeniu – spora oszczędność czasu w porównaniu do zmiany prowadzącego po każdym wyciągu. Pierwsza, łatwiejsza połowa drogi (do hokeja) ja, dalej Karol. Moją część odebrałem, jako bardzo przyjemne wspinanie, niebanalne, w dużej ekspozycji i akceptowalnych trudnościach. Słynny trawers „przez krzyż” czujny ale dla mnie raczej prosty. Za to wielki podziw dla autorów drogi za wyszukanie tej linii w ścianie. Gdyby nie przelot przy starcie w trawers absolutnie nie przyszłoby mi do głowy, że to tu. Podczas wspinania na drodze obok spada wantę wielkości małego samochodu. Skała rozpryskuje się z potwornym hukiem odbijając się od ściany. Lawinka rozpędzonych głazów przelatuje drogą naszego podejścia. Zespół który był poniżej na drodze obrywa niewielkimi odłamkami, na szczęście bez konsekwencji ale jeden z chłopaków pokazuje nam później swój kask z głęboko wbitym w skorupę niewielkim kamieniem…&lt;br /&gt;
Zmiana na prowadzeniu i natychmiast zmienia się charakter drogi. Wyjście z hokeja – sięgniecie do wysokiego chwytu nad przewieszką, wypuszczenie nóg… Karol robi to gładko, ja z wyważającym plecakiem już nie. Nie udaje się sięgnąć klamy, pierwsza porażka. Po bloku jakoś gramolę się już do góry. W międzyczasie zapowiadana idealna lampa zmienia się w aurę typową dla tych gór – nadciągnęła cwangla, zaczyna się jakaś mżawka… świetny moment - dwa górne wyciągi stanowią odwodnienie szczytowego kolektora wodnego. Przed nami kluczowy wyciąg – lekko przewieszona rysa, jeszcze sucha… Karol atakuje, asekuracja komfortowa jak na sportowej drodze, mnóstwo haków, swoich punktów nie trzeba osadzać wcale. Obserwuję prowadzącego, wstawia się, cofa, kombinuje, wbija jeszcze raz… i odpada. Ups, takie trudności to on powinien robić przez sen… Druga wstawka, rozważnie ale ze sprężem. I lot. O, k…., co tam się dzieje? Po dłuższym odpoczynku na bloku wreszcie przechodzi rysę. Ja po tym pokazie nie mam wielkiej wiary w swoje szanse, szczególnie z uwagi na plecak. Odpadam po mało przekonującej walce i azeruję przez trudności. Jakie to upokarzające… Oceniamy, że w skałach miałby ten fragment VI.1+. Ostatnia długość liny i z pionowej ściany, z kwaśnymi minami, wychodzimy wprost  pomiędzy kelnera w garniturze i tłumek ciekawskich turystów, którzy wjechali na szczyt kolejką. Abstrakcja. Pogoda nawet poprawia się i możemy powzdychać patrząc na imponujące ściany Wideł czy Kieżmarskiego.&lt;br /&gt;
Podsumowując – fantastyczna ściana, droga najpiękniejsza, być może, jaką robiłem w Tatrach. Eksponowana na całej długości  i wymagająca, miejscami bardzo. Obowiązkowo do zrobienia, pod warunkiem jednak, że pewnie czujecie się w trudnościach VI.2 OS. Zejście ze szczytu kopczykowaną ścieżką z ubezpieczeniami (łańcuchy itp.) Ubezpieczenia miejscami niekompletne, ostrożnie w przypadku mokrej skały. Tymczasem Ania robi samotnie długą, ładną trasę po górach. Zadowoloną odnajdujemy w Starym Smokowcu. Czas na niezasłużone piwo i kolację (pierogi z bryndzą). Ciepła noc, na komfortowym zestawie karimata + materacyk mija zaskakująco szybko. Pobudka: 5:00&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieska-Halas-Marek, VII-, zachodnia ściana Osterwy&lt;br /&gt;
Mimo, że wybieramy się na drogę krótką (5 wyciągów) i z wyjątkowo szybkim podejściem to i tak Karol wymusza na nas nieludzko wczesną pobudkę i wyjście. Zależy mu na wczesnym powrocie do domu. Okazało się, że bardzo dobrze… ale nie uprzedzajmy. Podejście z parkingu Popradzkie Pleso via symboliczny cmentarz ofiar gór. Żeby po wczorajszej porażce na Łomnicy podchodzić pod kolejną siódemkę wzdłuż długich rzędów tablic z nazwiskami, datami i nazwami ścian – trzeba mieć mocną psychę albo niskie IQ. Po wczorajszych doświadczeniach mocno redukujemy wagę plecaka, nie biorąc w ścianę butów na zejście – zjedziemy. Pierwszy, prosty wyciąg doprowadza do luksusowego stanowiska przy uschniętej limbie - jest siedzisko z oparciem :) Dalej wygląda łatwo a nie jest. Wiemy już, że widok linii haków, niemal co metr nie wróży łatwej cyfry. Faktycznie, przewinięcie z zacięcia na filarek syte i techniczne. Trudność trzyma, kolejny szóstkowy wyciąg doprowadza do stanowiska pod kluczowym zacięciem . Wygląda imponująco – geometrycznie proste, o gładkich, pionowych ścianach. Wewnątrz rysa na cama nr 3. Jakieś 10m do przejścia dilferem, w 2/3 wysokości stały ring. Karol prowadzi, przy początku zacięcia, jeszcze z wygodnej pozycji zakłada frienda, sięgając daleko do rysy. Wchodzi w dilfera, widać, że jest przesztywniony, w obawie przed zbułowaniem się nie zakłada więcej przelotów, aż do ringa, tymczasem niedokładnie założony friend wypadł. Dysząc ciężko wpina się w niego, po czym dziwnie nerwowymi ruchami wychodzi ponad zacięcie, w łatwiejszy teren. Gdyby poleciał przed wpięciem horska sluzba miałaby co robić. Idę na drugiego. Okazuje się, że dilfer, z początku nawet przyjemny, pod koniec staje się mocno problematyczny. Rozchodząc się, rysa przestaje być pewnym chwytem. Zacięcie skutecznie wypluwa. Po raz kolejny na wyjeździe wiszę na linie konstatując cierpko brak formy. Już wiem, skąd nerwowe ruchy Karola na prowadzeniu. Jeszcze prosty trawers i kończymy drogę. W przewidywanym miejscu nie udaje się trafić na stanowiska zjazdowe i ostatecznie musimy schodzić w butkach wspinaczkowych – pokuta. Wspinanie zajęło nam 2,5h, kończymy zanim ściana znalazła się w słońcu – na szczęście. Rekordowe upały nie omijają gór. Jednakże w Tatrach muszą wzbudzać podejrzenia. Około 13tej gwałtownie zaczynają zbierać się burzowe chmury. Zdążyliśmy akurat wrócić do samochodu kiedy zaczyna się solidna ulewa. Myślimy o tych, którzy w tej chwili są w ścianie Łomnicy… górne wyciągi Hokejki w takich warunkach zmieniają się w regularny wodospad. Hmmm. a to najładniejszy weekend w tatrach od początku sezonu. &lt;br /&gt;
Pisząc to oglądam meteo na sobotę i niedzielę. Uśmiechnięte słoneczko na prognozach budzi złe przeczucia. Moje fatum pewnie też się uśmiecha. Drwiąco.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY - Brno - ICS 2013|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 21. - 28.07.2013 miał miejsce 16. Międzynarodowy Kongres Speleologii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kongresy odbywają się co cztery lata. Poprzedni był w USA, zaś następny będzie w Australii. Zasadniczym wydarzeniem w zorganizowanej części kongresu były referaty, które przez pięć dni prezentowane były równolegle w kilku salach. Wszystkie wystąpienia były ograniczone do 20 minut, a ich treść była przeznaczona zarówno dla naukowców zajmujących się jaskinami (sesje ogólne oraz bloki poświęcone: speleogenezie, biologii, rekonstrukcji paleoklimatu, archeologii, paleontologii, jaskiniom niekrasowym oraz sztucznym), jak również dla osób po prostu na poważnie chodzących po jaskiniach (oblegany blok o eksploracji w różnych rejonach świata, pomiary i mapy jaskiń, historia speleologii, ochrona jaskiń).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kongresu odbyły się wycieczki do okolicznych jaskiń Morawskiego Krasu. Były także wystawy fotografii, plakatów (naukowych, ale także o eksploracji), planów jaskiń, sztuki inspirowanej jaskiniami. Była SpeleoOlimpiada (najlepszy wynik na zacisku: mężczyźni 15 cm, kobiety 14 cm). Były pokazy filmów, pokazy 3D. Były spotkania różnych komisji roboczych, a także spotkania ad-hoc. Było walne zgromadzenie Międzynarodowej Unii Speleologicznej (UIS). Nie sposób było uczestniczyć we wszystkich tych wydarzeniach. Trzeba było ograniczać się i wybierać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście, to nie wydarzenia były najważniejsze. Przede wszystkim, na kongresie było 1100 grotołazów i speleologów z całego świata, z którymi można było porozmawiać, wyjść na miasto, umówić się na akcję w jaskini, na eksplorację, na współpracę naukową, albo po prostu na kontakt w przyszłości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, niezwykle ciekawa była prezentacja anglików o ręcznym skanowaniu laserowym przy użyciu urządzenia przypominającego wyglądem i sposobem użycia kropidło do święceń. Poza tym, dowiedziałem się nieco o stanie prac nad nową wersją przyrządu DistoX. Wszystko to miało miejsce w trakcie nieformalnych części kongresu. Z grotołazami brytyjskimi rozmawiałem o możliwości stworzenia wspólnego formatu przechowywania danych o jaskiniach. Wspólnie na Komisji Informatyki kontestowaliśmy pracę jak na razie wykonaną w tym zakresie w ramach UIS. Odbyło się też krótkie spotkanie koordynacyjne dotyczące wypraw Hong Meigui w Chiny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy w sytuacji o tyle dogodnej, że uczestnictwo w kongresie było częścią naszych wakacji a nie pracy. Wobec tego, zrobiliśmy sobie dodatkowe dwa dni przerwy. W ich trakcie, wspinaliśmy się nieco na skałkach w Morawskim Krasie, pływaliśmy w Brneńskiej Rivierze, a także kajakiem na jeziorach Nove Mlyny. Poszliśmy też zobaczyć jaskinię Katerzyńską i Punkiewną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 - 20 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 30.06 - 20.07.2013 odbyła się kolejna wyprawa Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Hoher Göll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku, bazę wyprawy stanowiła tzw. Zakrystia - nyża skalna pośrodku ściany na wysokości ok. 1800 m. Działalność wyprawy koncentrowała się na dwóch obiektach: Gruberhornhöhle (1336/29) oraz Gamsstieghöhle (1336/48). Obydwie te jaskinie zostały odkryte przez grotołazów austriackich w latach '60. Poszukiwaliśmy w nich nowych możliwości, ale najbardziej interesowała nas perspektywa połączenia Gruberhornhöhle z systemem jaskiniowym Hochscharte - którym to zajmowaliśmy się przez ostatnie kilkanaście lat. Brakuje w linii prostej może 30, a może 80 m - wszystko zależy od tego, jak spojrzeć na pomiary, które prowadzone były przez kilka pokoleń i paroma różnymi generacjami sprzętu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Oaza (ok. -550 m) założyliśmy biwak, podobnie jak miało to miejsce przeszło 40 lat temu. Udało się nam zlokalizować jedno interesujące miejsce z przewiewem. Po przekopaniu ciasnego przełazu, odkryliśmy ok. 120 metrów korytarzy, generalnie zmierzających w dobrym kierunku, ale cały czas nie łączących się z Kammerschartenhöhle. Na szczęście, ich kontynuacja nie jest całkowicie wykluczona. Zbadaliśmy również w jaskini kilka problemów pozostawionych &amp;quot;w starych czasach&amp;quot;. Około 20-metrową wspinaczką do okna osiągnęliśmy zupełnie nową Salę Moniki o wymiarach ok. 18 x 40 x 30 m (sz x dł x wys), niestety przechodzącą w ślepą studnię. Wahadło do innego okna doprowadziło nas za to do Sali Groszka i 45-metrowej studni z mokrą odnogą, ciągle jeszcze czekającą na sprawdzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najciekawsze odkrycia wyprawy miały jednak miejsce w Gamsstieghöhle. Tam, na głębokości ok. -110 m odkrywcy jaskini pozostawili niesprawdzony, wiejący meander. Ciasna, 85-metrowej długości &amp;quot;Zemsta Klappachera&amp;quot; doprowadziła nad 52-metrowej głębokości studnię o średnicy ok. 4 - 6 m. Z jej dna, będącego zawaliskiem osadzonym na zaklinowanych w meandrze blokach, prowadzi zjazd do kolejnej, obszernej próżni, której nie zdążyliśmy już zaporęczować. Cały czas wieje mocno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie jaskinie musieliśmy zaporęczować od nowa, w zdecydowanej większości przypadków osadzając nowe punkty asekuracyjne. Ogółem, wykorzystaliśmy na wyprawie ok. 1.4 km liny oraz ok. 120 kotew. Samo dojście do Gamsstieghöhle po powierzchni wymagało rozwieszenia ok. 150 m poręczówek. Dojście na bazę wyprawy jest jeszcze bardziej wymagające, niż na nasz poprzedni obóz na Hochscharte. Transport sprzętu oraz uczestników na początku wyprawy odbył się przy wykorzystaniu śmigłowca. Gdyby nie to, wspominiane odkrycia nie byłyby możliwe w ciągu 3 tygodni trwania wyprawy, przy tak nielicznym i malejącym z tygodnia na tydzień składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie trwania wyprawy odkryto oraz skartowano łącznie 587 m korytarzy. Udział wzięli: Piotr Stelmach, Amadeusz Lisiecki, Michał Macioszczyk, Marcin Gorzelańczyk, Jakub Kujawski z Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego; Mateusz Golicz (kierownik wyprawy) i Michał Wyciślik z RKG &amp;quot;Nocek&amp;quot;; Tomasz Olczak ze Speleoklubu Łódzkiego; Paweł Mazurek z Sekcji Grotołazów Wrocław; Kazimierz Szych ze Speleoklubu Tatrzańskiego; Miłosz Dryjański z KKS. W transporcie sprzętu pomiędzy obozami pomogli także bezpośrednio przed wyprawą Mirosław Latacz i Agata Maślanka z AKG AGH, za co serdecznie dziękujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy PZA za wsparcie finansowe, Landesverein für Höhlenkunde in Salzburg za pomoc organizacyjną, a także firmom FIXE oraz Lanex za udzielenie korzystnych rabatów na sprzęt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy jechać  w Tatry, ale niestety znowu pogoda wybiła nam ten  pomysł z głowy. Od początku roku nie było weekendu z pewną pogodą… Plan awaryjny – wspin na jurze, rejon ponownie wybrał Damian. Pogoda nieomal idealna, nie za ciepło nie za zimno po prostu pełen komfort. Na Łabajowej jak zwykle tłok, ale dało się wspinać. W ramach rozgrzewki przed Tatrami zrobiliśmy : Kąpiele błotne(VI+), Świadectwo Minionych Wieków (VI.1+/2) - polecam,  Obladi- Oblada (VI.2+) - klasyk, Nówka Stefana (VI.3+) - nowa droga,mocno przewieszona,wspinanie po klamach, Przaśny Chleb (VI.2+) - mimo,że płyta fajne wspinanie.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - jaskinia Oblica (spotkanie eksploratorów jaskiń beskidzkich)|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (SBB), Jerzy Pukowski (SBB), Kazimierz Piekarczyk (SBB), Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Paweł Franczak - Koło Geograficzne Uniwersytetu  Jagiellońskiego, Józef Figura - Tygodnik Podhalański, Marcin Rudecki (os. tow.), Jerzy Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Małgorzata Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Bogdan Szatkowski - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Dorota Cichowska-Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Piotr Krzywda - Studenckie Koło Przewodników Górskich, Zofia Gutek|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy się przy jaskini. Podział na dwie grupy i akcja w dziurze. Dotarliśmy do dna gdzie wpisaliśmy  się do zeszytu. W drodze powrotnej zwiedziliśmy boczny ciąg. Jaskinia jak na Beskidy niezbyt ciasna z kilkoma większymi salami. Potem udajemy się do ciekawego przełomu Skawicy. Ja z Jurkiem nawet trochę pływamy. Następnie jedziemy do wodospadu na Mosiornym Potoku. Wychodzimy jeszcze na szczyt Mosiornego Gronia skąd roztacza się fajny widok na Babią oraz Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FOblica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - klubowy spływ kajakowy Wiercicą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Henryk Tomanek oraz os. tow. - Gabriela Mann, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jan Kempny, Barbara Borowiec|14 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klubowy spływ odbył się na rzece Wiercica od Sygontki do Garnka. Sama Wiercica wywierzyskami Zygmunta i Elżbiety bierze swój początek w Złotym Potoku. Uchodzi 30 km dalej do Warty. My zaczynamy na rzece Kozyra w Sygontce by wkrótce w miejscowości Julianka płynąć już bardzo czystymi wodami Wiercicy. W Zalesicach są stawy hodowlane a kuriozalne jest to, że nie wolno płynąć rzeką wzdłuż stawów. 300 metrów ciągniemy kajaki przez chaszcze aby obejść owe stawy pokonując po drodze kilka rowów melioracyjnych (kajaka używamy jako kładki). Rzeka jest czysta i piękna. Spływ jest ciekawy. Nie obyło się bez wywrotki (Basia B. z Jankiem). Potem są jeszcze 2 przenoski i docieramy do Przyrowa. Stąd 6 osób jedzie już do domu a do końca płynie Damian, Teresa, Heniek i Gabrysia. Dalej znowu stawy hodowlane. Kajaki przewozimy do Smykowa i stąd już bez przenosek za to przez kilka progów (2 pokonuje się rozpędem) docieramy do rzeki Warty na wysokości miejscowości Garnek. Bardzo fajny spływ, pogoda dopisała w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FWiercica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina(WKTJ),Damian Żmuda,Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil i Sławek|6-7 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd w sobotę rano. Damian przez długi czas nie może uwierzyć że Wojtek jedzie z nami - pogłoski o jego przedwczesnej emeryturze wspinaczkowej okazały się nieprawdziwe. Zaczynamy wspin na Jastrzębiej Turni, gdzie Damianowi i Paulinie udaje się zrobić Mandale Życia(VI.2) czym Paulina poprawia swoją życiówkę. Wojtek jako że jeszcze nigdy nie był  w Sokolikach, intensywnie zapoznawał się ze specyfiką wspinania w granicie, ja natomiast pilnowałem, aby reszta ekipy miała czas na podziwianie pięknych widoków. Starannie i bez zbędnego pośpiechu patentując sąsiednią drogę, niestety bez sukcesu. Wieczorem dojeżdża do nas Ania ze Sławkiem, spędzamy więc sobotni wieczór przy ognisku w doborowym towarzystwie. Rano (godzina 7.16) budzi wszystkich Ania (serio!!!!), która nie potrafi doczekać się wspinu. Wspinamy się w rejonie Baby, gdzie prowadzimy Kurtykówkę(VI), Małpia Ściankę (VI.1) oraz Trójkę (VI.2+).  Jedna istotna uwaga na koniec - Sokoliki to idealny rejon na upały, panuje tu specyficzny mikroklimat, który pozwala na komfortowy wspin nawet przy wysokich temperaturach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ Małą Panwią|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i osoby towarzyszące|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Spływamy bardzo krótkim odcinkiem Małej Panwi.&lt;br /&gt;
Wrażenia:&lt;br /&gt;
- piękne lasy,&lt;br /&gt;
- brązowa woda,&lt;br /&gt;
- komary w ilościach niewyobrażalnych!!!&lt;br /&gt;
Wyglądam jakbym był chory na jakąś zakaźną chorobę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - góra Damiak i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy rozeznanie terenu w pobliżu góry Damiak (okolice Gorzkowa Starego). Teren trochę zdemolowany po ostatniej nawałnicy. Skałki wspinaczkowo nie godne uwagi. Ogólnie jednak teren piękny. Po deszczach straszna plaga komarów (w związku z tym marszruta przeradza się w ucieczkę). Trochę na przełaj, trochę ścieżkami zataczamy koło i wracamy do punktu wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (nie tylko z tego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/Start-lato&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Kucharska|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Już w sobotę wieczorem jesteśmy w Krakowie, więc korzystając z okazji wybieramy się w niedzielę na wspinanie. Wspinamy się na dobrze już znanej Łabajowej. Padają kolejne klasyki m.in. Lewa Ręka w Ciemności za VI.1 czy Przaśny chleb za VI.2+. Z ostatnią wyceną pozwolę się nie zgodzić, chyba nie jest tak trudna. Wspomniane drogi są wyjątkowej urody - bardzo estetyczne wspinanie, naprawdę warto spróbować. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dość ciekawy szlak rowerowy na trasie: Węgierska Górka (bunkry) - Cięcina - Magura (925) - stacja turystyczna Słowianka - Żabnica - Węgierska Górka. Szlak miejscami wymagający, dużo błota. Pogoda niezbyt (chwilami padało). Fajny zjazd z Słowianki do Żabnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Psia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA/SGW)|23 06 2013}}&lt;br /&gt;
Kontrola jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Powspinaliśmy się na dwóch skałach: trochę dłużej na Proxime Centauri oraz krótko na Diabelskich Mostach. Komary nie dawały żyć. Akcję zakończyliśmy grillem (bez komarów) nad Porajem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ pontonowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia i Justyna (osoby tow.)|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dokonano spływu pontonem rzeką Ruda od zalewu Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Dziewczyny w połowie dystansu zmieniały środek lokomocji z pontonu na rower.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Koszmarnie długie a czasem wnerwiające dojście. Do jaskini dotarliśmy zjazdem od góry. Akcja załamała się już na pierwszym zacisku. Nad pierwszą studnią las lodowych stalaktytów (aby przedostać się dalej część z nich trzeba było strącić). Nasze gabaryty trochę zniechęciły nas do dalszych prób. Mimo wszystko wyjazd wypruł z nas wiele sił. Cały sprzęt do dziury rozłożony tylko na dwie osoby. Po drodze urozmaicone warunki pogodowe: piękne słońce, burza, na wychodzeniu ścianą zlewa z gradem, gęsta mgła i znów słońce. W każdym razie na dole czuliśmy wszystkie mięśnie jak po sytej akcji. Po ostatniej śnieżnej zimie warto chyba do tego systemu pójść ciut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina,Dorota, Michał(WKTJ),Piotrek (os.tow.)Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15-16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Misja odzyskania auta nieco się przedłużyła:). Fala kulminacyjna w Decinie miała prawie 11m wysokości, normalny poziom wody w Łabie wynosi 3m, a przy poziomie 4m droga dojazdowa do miejscowości Dolni Żleb zostaje zalana. Po szybkich obliczeniach wychodzi,  że na drodze 6 czerwca  było 7m wody!!!. Tak więc przez 2 tygodnie z wielką uwagą śledziliśmy poziom wody. Plan wstępny był taki żeby w piątek odebrać auto, niestety poziom Łaby był o 0,5m za wysoki. Tak więc zdecydowaliśmy się na wspin sobotni w Sokołach, a wieczorem podjechać już w okrojonym składzie po auto. Na miejsce dotarliśmy po 24.00, okazało się że droga jest nadal zamknięta. Nie dając za wygraną sprawdzamy sami czy da się przejechać, na szczęście okazało się że na droga jest zalana tylko w kilku miejscach (a nie na odcinku 2km), a głębokość wody nie przekracza poziomu rury wydechowej czerwonego Ferrari którym ruszyliśmy na misję ratunkową. Właściciel baru pod którym zostawiliśmy auto nie wierzył że przejechaliśmy drogą asfaltową(dojazd do wioski przez 2 tygodnie był możliwy jedynie drogą terenową prowadzącą przez góry), wiec przypuszczam że jako pierwsi przejechaliśmy ten odcinek autem (ślady jazdy rowerem widzieliśmy po drodze). W drodze powrotnej przyjrzeliśmy się  jaki był poziom wody, faktycznie różnego typu zabrudzenia i trawy były  widoczne do wysokości 7m  na kratowym słupie wysokiego napięcia, po prostu strach się bać!!! W niedziele z samego rana wracamy w Sokoliki, gdzie budzimy resztę ekipy aby nieco się jeszcze powspinać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Jakubina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.), Paweł Berg (os. tow.), Wojciech Jajko (os. tow.), Anna Kempna (os. tow.)|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dol. Chochołowskiej przez Trzydniowiański, Kończysty, Jarząbczy na Raczkową Czubę (2194) po stronie słowackiej (szczyt też ma nazwę Jakubina). Zejście przez Jarząbczą dolinę do Chochołowskiej. Cały dzień dobra pogoda. Ludzi na tym szlaku bardzo mało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w dol. Kobylańskiej| Pacyfa, Marcin, Sławek, Ania, Sebastian, Ala, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Cały dzień wspinamy w dol. Kobylańskiej. Ze względu na duchotę nie szalejemy z wycenami:)&lt;br /&gt;
Z Alą odwiedzamy jeszcze wąwóz Podskalański w okolicach Tomaszowic z jaskinią Borsuczą (zalane wejście) i Wielką Skałą.&lt;br /&gt;
Wracamy przez Olkusz - bardzo długi korek za Sławkowem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: śladami Witolda Henryka|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 - 16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Ze szlaku na Krywań wchodzimy do Suchej Doliny Ważeckiej. Stamtąd na Niewcyrską Przełęcz (2270), do Doliny Niewcyrka (nocleg) a następnie przez Dolinę Koprową do Trzech Studniczek i z powrotem do samochodu. Pogoda dopisała. Było jakoś dziwnie duszno, ale na głowy nie spadła nam ani kropla deszczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że wyczerpujący tydzień w pracy odbił się na tempie naszego poruszania się. W każdym razie, w pewnym sensie udało się nam wypocząć. W niedzielę dodatkowo przypomnieliśmy sobie smak słowackiej kuchni. Na drogach wielki ścisk. Jak tylko zobaczyliśmy kolejkę do bramek w Balicach, to natychmiast skręciliśmy na Olkusz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA: Peak District - spacery po rejonie Dark Peak| &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech i Zosia Rymarczyk |03 - 14 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z gościnności mojej siostry i jej domowników spędziliśmy urlop w Tintwistle – małej miejscowości położonej w północnej części Anglii (ok. 30 km na wschód od Manchesteru), u samych stóp Gór Pennińskich, tuż przy granicy z parkiem narodowym Peak District. Pogoda nas zaskoczyła i oprócz jednego dnia typowo angielskiej pogody mieliśmy aż 10 dni słońca i to jakiego – wróciliśmy spaleni!!! tym samym prawdopodobnie wykorzystaliśmy tegoroczny limit pogodowy dla tego rejonu (jeśli nie dla całych wysp)!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Peak District jest najstarszym parkiem narodowym w Wielkiej Brytanii i wg niektórych źródeł najczęściej odwiedzanym. Jednak nie odczuliśmy tego zupełnie. Przestrzeń, pustka i wiatr – to chyba określenia najlepiej oddające charakter tego miejsca. I podobno mgła (nie dane nam jednak było się o tym przekonać), z powodu której w czasie II wojny rozbijały się wojskowe samoloty, których wraki znajdowane są do dziś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na nasze możliwości teren okazał się idealny. Poza mniejszymi spacerkami po okolicznych wrzosowiskach, polach, łąkach, wśród baranów, owiec, krów, gęsi (ścieżki turystyczne prowadzą tam prawie zawsze przez czyjeś pole – i nikt nie robi żadnych problemów (jest porozumienie między właścicielami i parkiem) – trzeba tylko pamiętać , żeby zamknąć za sobą furtkę), udało nam się przejść dwie większe trasy zdobywając najwyższe w rejonie dwutysięczniki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Tintwistle – Bleaklow – Glossop – Hadfield – Tintwistle &amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po porannej krzątaninie i codziennej dawce integracji z Rumcajsem (wielkim, puchatym owczarkiem podhalańskim), której Zosia za nic w świecie nie mogła odpuścić, udało nam się wyjść lekko po 12. Początkowo nasza trasa wiodła w górę rzeki Etherow, wzdłuż rezerwuarów i dość długo kluczyła licznymi pastwiskami. Ten odcinek był najtrudniejszy orientacyjnie, przez co często zatrzymywaliśmy się, żeby zweryfikować trasę z mapą. W końcu i tak wyszliśmy z pól w złym miejscu (ja przy okazji rozdarłam sobie spodnie o drut kolczasty). Po ponad godzinie wędrówki weszliśmy we właściwą dolinę i zaczęliśmy podejście. Uff. Widoki zaczęły robić się coraz ciekawsze jednak wkrótce musieliśmy zrobić pierwszy postój. Po krótkim odpoczynku, pełni optymizmu ruszyliśmy dalej, mimo żaru lejącego się z nieba (sołońce swietit, stoit strasznaja żara – mniej więcej tyle zostało mi po wakacjach sprzed 2 lat, gdy wypisywaliśmy kartki do domu;). Na szczęcie wiał orzeźwiający wiatr. Góry okazały się bardzo rozległe i bardzo..... płaskie w górnych partiach; powoli też zaczynało do mnie docierać jak długa jeszcze droga przed nami. Po osiągnięciu szczytu Bleaklow (oznaczonego wielkim kopczykiem - inaczej trudno byłoby znaleźć najwyższy punkt całego płaskowyżu), liczącego coś 2077 - ale stóp (czyli 633 m npm) i zorientowaniu kierunków mkniemy w dalszą drogę. Drugi postój przy strumieniu robimy nieco przykrótkawy z obawy przed nieubłaganie uciekającym czasem. Jednak równowaga w przyrodzie musi być zachowana... Zosia kategorycznie odmówiła więc dalszego transportu w chuście oraz wszelkimi innymi metodami (w tym pod pachą) i skoro postój był za krótki to ona pójdzie dalej sama. No i tak szliśmy :) i szliśmy.... ważne że do przodu! Nie to, że groził nam zachód słońca, o nie! Tam jest jasno do 23. Bardziej baliśmy się, że ucieknie nam ostatni pociąg i że będziemy zbyt zmęczeni żeby w ogóle do niego dojść! (tj. ja). Dzięki temu jednak mogliśmy w spokoju popodziwiać naprawdę ciekawe i niespotykane u nas krajobrazy. Niedługo przed skrętem ze Szlaku Pennińskiego, którym do tej pory szliśmy na ścieżkę do Glossop (na pociąg) natknęliśmy się na ornitologa z Nottingham, który zapytany &amp;quot;jak daleko jeszcze...&amp;quot; po dłuższym namyśle i obracaniu mapy na wszelkie sposoby odparł, że nie wie, ale że chętnie zawiezie nas do Glossop. :D Do głównej drogi było raptem 10 min spaceru, tymczasem do miasta dreptalibyśmy jeszcze dobre 1,5h. Po drodze pokazał nam jeszcze siewkę złotą i skowronka, po czym już przy samochodzie zorientował się, że gdzieś „posiał swój kijek i z misją dostarczenia nas do Glossop wysłał swoją żonę. Na stacji lądujemy dość szybko i od razu łapiemy pociąg, który po 6 min. dowozi nas do Hadfield. Jeszcze tylko 20 min spaceru i jesteśmy „w domu”. To się nazywa szczęście spotkać tak bezinteresownych ludzi! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;The Grouse – Burnt Hill – Mill Hill – Kinder Scout – The Grouse&amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugą wycieczkę podjeżdżamy busem i wychodzimy wprost na ścieżkę prowadzącą na Burnt Hill. Zośka zmęczona duchotą i ciepłem zasnęła, a my szybciutko osiągamy, wpierw Burnt, a potem Mill Hill. Już stąd rozpościera się piękna panorama na pobliskie wioski i miasteczka oraz Manchester! Od tej chwili wiatr urywa głowy i mocno skuleni wdrapujemy się na Kinder Scout (najwyższy szczyt Peak District, liczący 2087 ft – czyli całe 636m npm :), na którym stajemy po ok. 15 min. Szybko znajdujemy jakąś dziurę w ziemi i tam rozbijamy się obozem. Zośka prostuje kości i likwiduje nasze zapasy żywnościowe, a my robimy zdjęcia, napawamy się widokami i odczytujemy nazwy przewoźników z burt i skrzydeł samolotów kołujących powoli w kierunku lotniska w Manchesterze. Na szczycie spędzamy ok. 40 min. i  pospiesznie pakujemy graty bo z południa nadciąga ZŁO. Po około 10 min. zejścia deszcz łapie nas i towarzyszy nam prawie do samego końca wędrówki. Ponieważ dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej ograniczeni czasowo (łączony transport publiczny) musimy się uwijać. Schodzimy w rekordowym tempie i na szczęście łapiemy się na busa który wiezie nas na pociąg do Glossop. Wypad bardzo udany – świetna trasa, niezwykłe widoki i piękne chmury – jeszcze długo w noc wspominamy wrażenia minionego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli kończy się nasz czas w Anglii. Na koniec jeszcze odwiedzamy pobliskie skały i nieśmiało się do nich przystawiamy (mamy topo). Podobno sam rejon jest dosyć chętnie odwiedzany przez angielskich wspinaczy. Jest tam wiele naturalnych skałek i całe mnóstwo opuszczonych kamieniołomów. Co do samych gór... może wysokością nie powalają, trzeba jednak zaznaczyć, że przewyższenia tam są dość znaczne i często startuje się niemal z poziomu morza. Z ciekawostek jeszcze można dodać, że cały Penine Way liczy ponad 430 km – zaczyna się w angielskim Edale a kończy w Kirk Yetholm w Szkocji. Będzie co robić na zaś!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zabrze Grzybowice - spotkanie Dino-speleo|z RKG: Henryk Tomanek (gospodarz imprezy), Zygmunt Zbirenda, Bianka Fulde-Witman, Basia i Tadek Szmatłoch, Adam i Brygida Wilkoszyńscy, Wanda Jewdoszuk, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard i Marzenna Widuch, Anna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog z Jolą |15 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczne spotkanie dawnego środowiska Spleoklubu Gliwice, którego członkami byli starsi koledzy obecnego RKG. Więcej szczegółów w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: dolina Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|13 06 2013}}&lt;br /&gt;
Zwiedzamy stare opactwo na Tyńcu. Skały, na których stoi klasztor są obite (stare kolucha), jest kilka ciekawych dróg. Ze względu na wyskoki poziom Wisły promy na rzece nie kursują. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Ryszard Widuch, Tadeusz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Łukasz Majewicz, Łukasz Kowalkowski|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Sobotni dzień, w którym pod opieką Ryśka i Tadka po raz pierwszy odwiedziliśmy jaskinię tatrzańską, zaczął się dla nas o godz. 5.00. Celem wyprawy były Partie Królewskie w Jaskini Czarnej. Nieco ponad godzinie później maszerowaliśmy już w Dolinie Kościeliskiej. Samo podejście pod otwór wycisnęło z nas trochę potu. Po przygotowaniach rozpocząłem zjazd i poręczowanie z otworu głównego. Następnie przemierzaliśmy kolejne przestrzenne sale i korytarze, z których największe wrażenie wywarła chyba sala Francuska. Co było do łatania, to zaopiekowali się tym Ksawery z Łukaszem. Tutaj znowu najciekawszymi etapami był chyba trawers Herkulesa, który wygląda trochę inaczej niż na zdjęciach oraz Komin Węgierski.  Tym sposobem dotarliśmy do upragnionych Partii Królewskich, w których rzeczywiście jest coś z ich nazwy. Po zjeździe nad Studnią Smoluchowskiego rozpoczęła się droga powrotna. Światło słoneczne zobaczyliśmy ponownie w okolicach godz. 17.00 – 17.30. Następnie pozostało już tylko błotniste zejście do doliny, powrót na kwaterę i droga powrotna do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spała: Walne Zgromadzenie Delegatów PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 9 06 2013}}&lt;br /&gt;
W weekend miało miejsce sprawozdawczo-wyborcze zgromadzenie PZA. Pierwszego dnia występowałem jako członek ustępującego Zarządu. Nawet udzielono nam absolutorium. Drugiego dnia zmieniłem role, zwolniony z obowiązków członka Zarządu pobrałem mandat stając się reprezentantem naszego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja, co ciekawe, niespodziewanie koncentrowała się na szkoleniu. Kontrowersyjne sprawy typu Golden Lunacy czy Broad Peak były zupełnie na marginesie. Marek Kujawiński, delegat z AKG Łódź, złożył kilka ciekawych pomysłów, które m.in. mają ułatwiać życie instruktorom PZA pracującym w klubach (zamiast na własny rachunek). Problem w zasadzie dotyczy wspinaczki powierzchniowej. Dyskutowano także o organizacji kursu instruktora Narciarstwa Wysokogórskiego (może ktoś w klubie się skusi? no?!). Podjęto decyzję o utworzeniu w ramach PZA Komisji Ochrony Przyrody pod przewodnictwem Miłosza Jodłowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się wybory nowych władz. Mimo składanych mi propozycji, tym razem nie kandydowałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na mój dobry kontakt z klawiaturą, to było już trzecie Zgromadzenie, które protokołowałem na bieżąco. W dwa dni zapisałem 19 stron, wobec czego do domu wróciłem z poważnym bólem głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspin w Rzędkowicach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Rejon wybrał Damian (poważnie!!!), ja tylko wybrałem poszczególne skałki. Zaczynamy od szeroko zakrojonych poszukiwań Leśnej Turni, po jakiś czasie błądzenia (podejścia w Tatrach bywają krótsze) odnaleźliśmy ją w końcu. Skałka wygląda okazale, aż nie chce się wierzyć że wcześniej tu się nie wspinaliśmy. Ze względu na wyczerpanie organizmu wielokilometrowym podejściem wspinamy jedynie dwie drogi Zza drzewka (VI.1+), oraz Negatyw (VI.1+). Obie ładne, ale wydawały nam się jakieś trudnawe. Potem szybka wstawka kontrolna w palczastą drogę na Solidarności pokazuje, że naderwane palce jeszcze nie są do końca wyleczone. Na koniec dnia przenosimy się na Flaszkę, gdzie dla poprawy humorów prowadzimy w lekkim deszczu Kant Flaszki (VI.1) oraz Prostowanie świni (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: jaskinie Parku Apuseni|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii wypoczynkowych – &lt;br /&gt;
Ola zabiera mnie z Wirka, gdzie witamy się jeszcze z Damianem, którego prawie namówiliśmy żeby pojechał z nami. Z Katowic wyjeżdżamy przed 22:00. Wybieramy drogę przez Nowy Sącz i po około 8 godzinach docieramy do Sudrigiu, gdzie w siedzibie Parku Narodowego Apuseni odbieramy pozwolenia i otrzymujemy wszelkie informacje pomocnicze, w tym o warunkach wodnych w jaskiniach („… uważajcie bo jest dużo wody”).&lt;br /&gt;
Po wizycie u strażników, jedziemy prosto pod otwór jaskini Coiba Mare w wiosce Garda de Sus. Samochód zostawiamy 2 min. drogi od otworu jaskini. Już sam otwór jest dość imponujący – kilkudziesięciometrowy portal skalny, do którego wpływa górki potok. Zimna woda skutecznie wybudza nas ze stanu uśpienie po trudach podróży. Atrakcji w jaskini dostarczają piękne nacieki, zjazd kilkunastometrowym wodospadem i syfon doszczętnie zawalony belkami drewna, które ponoć przytargała tu woda z Coiba Mica – daje to trochę do myślenia o sile rwącej wody przepływającej przez jaskinię.&lt;br /&gt;
Po akcji udajemy się na Poiana Glavoi/la Grajduri, gdzie zakładamy bazę wypadową na kolejne dni. Namioty udaje nam się rozbić w jeszcze dobrej pogodzie. Lecz po krótkiej chwili wali już gradem. Na szczęście chowamy się pod drewnianą wiatą. &lt;br /&gt;
Dzień kończymy wspólną kolacją, którą serwuje nam Tomek Pawłowski z KW Kraków - Dzięki Tomku za wyśmienite smaki kuchni regionalnej:). Tomek, jako stały bywalec tutejszych jaskiń udziela nam cennych informacji o tutejszych jaskiniach, warunkach hydrologicznych, a nawet zwyczajach tutejszej ludności i relacjach między grotołazami węgierskimi  i rumuńskimi.&lt;br /&gt;
Na drugi dzień zaplanowaliśmy odwet za porwany gumiak Mateusza podczas akcji w Cetatile Ponorolui rok temu. Z powodu wysokiego stanu wody, poręczujemy już samo przejście przez rzekę wpadającą do jaskini. Dalej nawet puszczało, choć trzeba było stale uważać na rwący nurt.  Sama jaskinia bardzo urodziwa. Otwiera ją imponujący portal o wysokości ok. 70m! Początkowe partie jaskini stanowią kaskady, następnie woda rozlewa się szeroko i w spokojnej już wodzie podziwiamy grę światła wpadającego z kolejnych otworów. Potem już na przemian trochę kaskad, trawers ze zjazdem do głębszej już wody i chwilę później brakuje nam już lin, a nurt jest zbyt szybki żeby poruszać się bez żadnych zabezpieczeń. &lt;br /&gt;
Akcję kończymy dość wcześnie więc po rozwieszeniu mokrych rzeczy, udajemy się na spacer po okolicy. Po 20 min. docieramy na Poianę Ponor,  na której znajdują się charakterystyczne dla obszaru krasowego okresowe jeziorka (polje/polja). Miejsce bardzo malownicze. Nad wodą znajdują się skałki obite i gotowe do wspinania.&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia Tomek zabiera nas do jaskini Peștera de la Zapodie. Niestety po kilku zjazdach lód zamyka korytarz uniemożliwiając nam odwiedzenie dalszych – ładniejszych partii. Żeby nie zmarnować akcji, pomagamy Tomkowi w wymianie punktów i trochę zmarznięci i z lekkim niedosytem wracam na biwak.&lt;br /&gt;
Popołudniu znów wybieramy się na wycieczkę po okolicznych lasach. Tym razem odwiedzamy jaskinię Gheratul Focul Viu z dość imponującą kupą śnieżno-lodową. Do jaskini nie można wchodzić – zwiedza się ją z drewnianego balkoniku ustawionego przy otworze. Spacer trochę zaczyna się wydłużać z powodu braku mapy i tak przez przypadek natrafiamy na otwór jaskini Pestera Neagra i wychodzimy na początku polany Glavoi. &lt;br /&gt;
Po powrocie ze spaceru, na bazie zastajemy dziwne poruszenie. Po chwili okazuje się, że w jaskini Avenul Bortig doszło do wypadku z udziałem olkuskich kolegów. Na szczęście ratownicy z Salvamont’u odbywali nieopodal ćwiczenia, więc szybko zjawili się na miejscu wypadku i to w bardzo dużej liczbie – chyba z 30 ratowników. &lt;br /&gt;
Z opisu świadków, poszkodowany poślizgnął się na lodowym stożku i rozbił się o skałę. Efektem było złamanie ręki i nogi. Cała akcja ratunkowa trwała dobre 6 godzin, co daje do myślenia biorąc pod uwagę, że pod otwór jaskini było jedynie 30 min spokojnego marszu. A poszkodowany znajdował się na samym początku jaskini.&lt;br /&gt;
Po niespokojnym wieczorze, plany na ostatni dzień dobieramy jakoś bardzo „czujnie”. Propozycje Mateusza: &lt;br /&gt;
- Pestera Neagra – 5-6 godzin akcji&lt;br /&gt;
- Avenul Bortig – szybka akcja, ale jakoś tak dziwnie iść do jaskini gdzie, jeszcze przed paroma godzinami doszło do wypadku&lt;br /&gt;
Propozycje Oli i moje:&lt;br /&gt;
- a może coś innego…&lt;br /&gt;
W końcu decydujemy się na szybki kanion Oselu. Tomek zjeżdża z nami samochodem i pokazuje nam kaskady z dołu. Po krótkiej chwili namysłu decyduje się iść z nami, bo warunki wodne były optymalne. Cały kanion składa się z siedmiu kaskad, których wysokość dochodzi do około 20 metrów. Akcja rzeczywiście szybka, lecz mimo słonecznej pogody gdzieś w połowie kanionu zaczynam dygotać. Ostatni zjazd kończymy wśród widowni rumuńskich turystów. Szybkie suszenie i wracamy do Polski. Na miejscu jesteśmy jeszcze przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mógłbym się jeszcze rozpisać na temat rumuńskiego podejścia do ekologii i spraw obijania jaskiń ale może pozostawmy te sprawy w rękach rumuńskich parkowców i speleologów, w końcu chyba wszystko zmierza w dobrą stronę. &lt;br /&gt;
Podsumowując, w pamięci zostaną piękne nacieki, zabawy wodne i muzyka … gitarowe plumkanie Boba Dylana przy ognisku i bardzo głośne Guns n’ Roses puszczane z głośników samochodowych.&lt;br /&gt;
Muszę jeszcze dodać, że przed wyjazdem byłem rozdarty – wyjazd do jaskiń Rumuni czy wspinanie w dol. Łaby z Karolem. Wolałem jednak zmoknąć trochę w pięknych jaskiniach i wrócić jak cywilizowany człowiek samochodem, niż wspinać się na deszczu i porzucić pojazd lokomocji na pożarcie przez rdzę.&lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: wspin w Labaku część 1|Paulina Piechowiak(WKTJ),Paulina, Wojtek(osoby tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy nie pozostawiały złudzeń, leje wszędzie od Franken po Osp, od Sokołów do Tatr.  Ale napinka była tak duża, że nie było takiej możliwości aby odpuścić ten weekend. Wybieramy Labak, gdzie jeszcze nikt z nas się nie wspinał. Dojeżdżam do Wrocławia, gdzie odbiera mnie ekipa z Poznania. W Dolni Zleb  jesteśmy tuż po wschodzie słońca, dokładnie przeszukujemy całą wioskę, niestety campingu u Janka nie odnajdujemy. Decydujemy się na drzemkę w aucie, rano gdy wreszcie namierzamy camping okazuje się być on nieczynny. Ostatecznie zatrzymujemy się w u Kosti, 2 pokoje, łazienka po prostu All inclusive. Labak podobnie jak inne piachy jest obity oszczędnie (delikatnie mówiąc), niestety nikt z naszej ekipy nie posiadał psychy ze stali, dlatego też cele wspinaczkowe wybieraliśmy bardzo starannie, ilość ringów na odcinku 10 metrów była pierwszą rzeczą którą braliśmy pod uwagę . Poza tym pogoda nie pozwoliła nam na zbyt dużo, w sumie w ciągu weekendu mieliśmy około 10h okna pogodowego. Najczęściej mocno padało z krótkimi przerwami na totalną zlewę, mżawkę uznawaliśmy za chwilowe załamanie niepogody. Jednak mimo tej pogody nie przewidzieliśmy jednego, a mianowicie tego że Łaba może odciąć całą miejscowość od świata. W sobotę rano zorientowaliśmy się że jedyna droga prowadząca do miasteczka jest kompletnie zalana (0,5m głębokości wody na odcinku około 1km, stan wody wynosił 430cm). Pomimo długich i intensywnych poszukiwań innej drogi ewakuacyjnej nie znaleźliśmy. Nie pozostało nam nic innego jak zostawić samochód i przez Niemcy wrócić pociągiem do domów. Stan wody gdy wyjeżdżaliśmy oscylował w granicach 500cm(obecnie poniedziałek godzina 18.17 wynosi 675cm!!!)    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielka wyprawa - ostatnie dni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|21  - 26 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska to najpiękniejszy kraj świata. Okrążając naszą planetę wracamy po niemal 5 miesiącach do domu. Wystarczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis w WYPRAWACH:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#Wielka_wyprawa_-_ostatnie_dni&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lokalnej TV Sfera w programie ''Wydarzenia'' ukazała się relacja z finiszu wyprawy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.sferatv.pl/vod/wydarzenia/audycja/2556-wydarzenia-29-maja-2013.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Orzech - Powrót Taty|Basia, Aga, Tadek Szmatłoch, Tereska Szołtysik, Zyguś Zbirenda, Sonia i Heniek Tomanek z (?!) osobą towarzyszącą (nie wiem czy Heniowi czy Soni), Marzena i &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt; |26 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na miejscu dołaczyli do nas Damian Szołtysik i Krzysztof Hilus, którzy podobno objechali świat ale to nie jest pewne bo przyplątali się do naszego towarzystwa z nienacka i nie wszystko słyszałem co mówili, muszę przyznać że udało im się co prawda na chwilę być w centrum uwagi ale szybko wszystko wróciło do normy i znów JA byłem moderatorem eventu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia 25.05. miał miejsce wyjazd klubowy do miejscowości Orzech koło piekar śl. A zaczęło się dość niepozornie, ''JUŻ SĄ'' powiedziała Tereska do słuchawki, mają telefon z polską kartą, wykonuję szybki telefon, i w słuchawce słyszę dawno zapomniany głos, ''jesteśmy w Orzechu''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze zapisy o miejscowości Orzech znajdują się w księdze parafialnej kościoła św. Małgorzaty w Bytomiu i pochodzą z około 1224. Są to zarysy szkiców granic osady w pisowni Oreh w języku łacińskim. W 1277 biskup krakowski Paweł zakłada parafię kamieńską, do której zostaje włączona osada Orzech. Obecnie mieszka w miejscowości ok 1900 mieszkańców. W tym momencie następuje wiele zdarzeń spontanicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozwolę sobie skrótowo je opisać w wersji chronologicznej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) Marzena jedziemy?&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(Marzena) jedziemy!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzwonię do Tadka, ''jedziecie?''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(tadek) Basia warzy łobiod na jutro ale poczekej spytom ją, ja jadymy''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) przyjedźcie do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tadek) dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi telefon do Tereski,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) jedziesz''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) ale ja teraz jadę do teściowej z obiadem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra przyjedź zaraz po tym do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) no dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym czasie pukanie do drzwi, wchodzi basia i aga&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(basia) mocie pisak, bo momy baner &amp;quot;witamy w polsce&amp;quot; ale ino w ołówku''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) momy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili słychać - ''(basia) o kurcze  pisak przebił kartka i pomarasioł serwet''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(marzena) nie szkodzi''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(aga) fajny mocie widok z balkonu''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(teresa) już jestem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra jadymy na dwa auta, marzena czyści lodówkę bo na pewno są głodni.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy windą na parter, basi się podobało, a na dole zaskoczenie - dojechał ziga,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) cześć''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ziga) cześć jadymy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzech ul. Szkolna 4, jak się okazało ulica ma dziwny przebieg coś jak &amp;quot;S&amp;quot; na dolarze i nie było łatwo znaleźć nr 4 ale udało się. Dojechał jeszcze Heniek z towarzystwem no i jak już wspomniałem Damian i Krzysiek. Event miał miejsce na poboczu drogi, koło płotu wypasionej willi, dyskretnie odpaliliśmy szampana, trochę to wyglądało jak u Gombrowicza. Ja dyskretnie spoglądałem na zegarek (finał ligi mistrzów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''no to jadymy (ja)''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''no ja, musza dokonczyć łobiod (basia)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę że atmosferę spotkania pokażą zdjęcia, które mam nadzieję dołączą uczestnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie chciałbym wyrazić nadzieję, że mój opis pokaże młodzieży jak można zrobić coś z niczego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
rw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. już mam trzy komplety garnków turystycznych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 PS. mam pytanie do zarządu, czy to że moje nazwisko na liście do mosiru zostało napisane małymi literami to coś znaczy?&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fpowrot&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd do jaskini Koralowej oraz jaskini Wszystkich Świętych|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Tomasz Zięć; kadra: Mateusz Golicz, Karol Jagoda|25 05 2013}}&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu  było wejście do jaskini Koralowej i Wszystkich Świętych. Po zaparkowaniu samochodów na świeżo wyremontowanym parkingu leśnym i przebraniu się, pod przewodnictwem Asi ruszyliśmy w kierunku jaskiń. Po dotarciu do otworu jaskini Koralowej podzieliliśmy wstępnie zadania. W czasie gdy ja z Asią, Mateuszem i Łukaszem zajęliśmy się poręczowaniem całej jaskini Koralowej, Ksawery z Karolem i Tomkiem poręczowali studnię Warszawiaków w Wszystkich Świętych i trenowali elementy ratownictwa. Dotarli do nas pod koniec poręczowania WAR-u. Odwiedziliśmy jeszcze salę MMG i wracaliśmy na powierzchnię. Następnie wszyscy zjechaliśmy do jaskini Wszystkich Świętych.  W czasie poręczowania trawersu na most Herberta, kto jeszcze nie miał okazji do treningu ratownictwa, to sprowadzał bezpiecznie na dno ofiarę „zasłabnięcia” na linie. Jak już wszyscy, po emocjonującym trawersie, stanęli na wspominanym moście, rozpoczął się powrót. Gdy pierwsi z ekipy opuszczali już jaskinię, chętni jeszcze odwiedzili salę Peny z interesującym zamkiem z piasku (widać, że komuś kiedyś się nudziło w kolejce do liny). Około godz. 17.30 udaliśmy się z powrotem w kierunku parkingu. Podsumowując, każdy poręczował, deporęczował i ratował, a cały wyjazd był ciekawy i udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 37-lecie klubu w Piasecznie|Rodzina Jaworskich, Rodzina Szmatłochów, Rodzina Orszulików i dwie bestie,  Rodzina Widuchów, Rodzina Rymarczyków, Rodzina Dolibogów, Rodzina Pawlasów, Rodzina Szczurków ze znajomymi ze Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza, Ania Bill, Sławek Musiał, Piotrek Strzelecki, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Xawery Patryn, Asia Przymus, Sebastian Podsiadło – chyba nikogo nie pominąłem|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Kolejny już raz lecie odbyło się w dalekim Piasecznie. Obóz Nockowy rozbijamy na polanie w środku lasu. Ochronę dobytku [powierzyliśmy dwóm bestiom – ni to psy, ni to lwy … Problemy orientacyjne dały się we znaki wielu z nas. Niektórych trzeba było nawet wyciągać z piachu:)&lt;br /&gt;
W sobotę Karol z Damianem wspinają się na Okienniku Wielkim.&lt;br /&gt;
Reszta działa na skałkach przy obozie lub odbywa wycieczki piesze i rowerowe. Po przerwie obiadowej, Tadek zabiera kursantów do Jaskini Wielkanocnej – tym razem nikogo nie zasypało (chyba).&lt;br /&gt;
Wieczorem standardowe ognisko oraz oficjalne przyznanie prestiżowych nagród – SPITów. (lista laureatów ukaże się już niedługo w dziale aktualności).&lt;br /&gt;
Drugiego dnia kursanci ćwiczą poręczowanie pod czujnym okiem Tomka. Część osób udaje się do Podzamcza na wspin, część na wycieczki rowerowe. Reszta zaś, nie wiem co robi – może jednak kogoś tam zasypało…&lt;br /&gt;
Wspinaczka w Podzamczu kończy się wizytą w szpitalu (szczegóły dopowiedzą Karol z Damianem). Na szczęście nic poważnego się nie stało.&lt;br /&gt;
Cały weekend pogoda rewelacyjna. Bez kropli deszczu. Nawet co poniektórych delikatnie przysmażyło.&lt;br /&gt;
Dzięki wszystkim za przybycie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Walne Zgromadzenie Delegatów Klubów i Sekcji Taternictwa Jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach: Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ), Marcin Słowik (SŁ), Dariusz Lubomski (SKTJ); podczas obrad ok. 50 osób z całego tzw. jaskiniowego środowiska|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Zjazd przebiegał w niezwykle spokojnej, a może nawet sennej atmosferze. Jako że na zmiany w budżecie i tak już było za późno, dyskusje koncentrowały się wokół spraw Tatrzańskich, wyprawy centralnej, szkolenia, polityki w ramach PZA i promocji taternictwa jaskiniowego w szerokim świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrano nowy skład Komisji Taternictwa Jaskiniowego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed oficjalnym rozpoczęciem oraz w przerwach zrobiliśmy parę dróg na Bibliotece, jedną na Turni Motocyklistów i coś jeszcze na Górze Zborów. Na skałach generalnie tłumy - w końcu sezon w pełni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|UKRAINA: witaj Europo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|17 - 21 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie Europa. Nasza kochana Europa. Z Kijowa pędzimy w stronę polskiej granicy osiągając ją 3 etapach: 210 km, 198, 165 km. Do Polski wjeżdżamy w Zosinie. Szerszy opis w dziale WYPRAWY:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#UKRAINA:_witaj_Europo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FUkraina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KAZACHSTAN: góry, stepy i Szaryński Kanion|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|08 - 17 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszego pobytu w Kazachstanie odwiedziliśmy Kanion Szryński. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi. Bardzo piękny kraj. Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#KAZACHSTAN:_Gory.2C_stepy_i_Szarynski_Kanion&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FKazachstan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie &amp;quot;kartowanie dla zaawansowanych&amp;quot;|Kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Kursanci: Piotr Słupiński (SW); Ewa Wójcik, Kaja Fidzińska, Agata Klewar (KKTJ); Michał Filipiak, Krzysztof Najdek, Amadeusz Lisiecki (WKTJ); Paweł Jeziorny (WKGiJ); Karol Makowski, Marcin Słowik (SŁ); Zbigniew Tabaczyński (WKTJ/ST); Ireneusz Królewicz (AKG) |10 - 12 05 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach szkoleń centralnych, firmowanych przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego, zorganizowałem wspólnie z krakowskimi grotołazami szkolenie z dziedziny kartowania jaskiń oraz komputerowego przetwarzania danych pomiarowych. Szkolenie było przewidziane dla osób, które zetknęły się już wcześniej z kartografią jaskiniową - i rzeczywiście zdecydowana większość uczestników miała za sobą niejedną akcję pomiarową na niejednej zagranicznej wyprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza szkolenia była zlokalizowana w miejscowości Wielka Wieś pod Krakowem. Szkolenie składało się z czterech głównych bloków: obróbka danych w programie Survex, warsztaty szkicowania na papierze, wektoryzacja szkiców w programie Inkscape oraz kartowanie w systemie całkowicie elektronicznym (tzw. paperless - DistoX + PDA). Mniej więcej połowę czasu szkolenia zajęły ćwiczenia przy komputerach. Niektórych pochłonęły one tak bardzo, że dokańczali treningowe zadania późnym wieczorem, w czasie przewidzianym na odpoczynek i integrację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o zajęcia terenowe, to dzięki uprzejmości zarządcy jaskini, otrzymaliśmy na ich potrzeby dostęp do Wierzchowskiej Górnej. Zajęcia te obejmowały szkicowanie papierowe (pierwszego dnia) na bazie takiego samego dla wszystkich ciągu poligonowego. Następnie (drugiego dnia) tworzyliśmy szkice jaskini w systemie całkowicie elektronicznym. Udało się zgromadzić na tyle dużo sprzętu, że działaliśmy w standardowych, dwuosobowych zespołach. W wyniku ćwiczeń terenowych powstało zatem parę alternatywnych wersji planu jaskini. Być może uda się na ich podstawie opracować ciekawy materiał o różnicach w percepcji przestrzeni przez zaawansowanych kartografów jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: 52 dni w Kraju Środka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|18 03  - 08 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chiny przejechaliśmy rowerami oraz innymi środkami lokomcji od Honkkongu do Korghas. 6000 km. Celem głównym było zlokalizowanie interesujących terenów krasowych, odwiedzenie tiankengu Xiaozhai, spływ rzeką Li wśród mogotów. Trasa wiodła w większości przez tereny górskie, czasem wysoko. Szersza relacja:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHINY:_nie_tylko_kras&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Francuska majówka|Damian Żmuda, Paulina Piechowiak(WKTJ), Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|20 04  - 05 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja dostępna w dziale wyprawy. http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francuska_maj%C3%B3wka&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FFrancuska%20maj%F3wka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll - Jaskinia Majowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|01 05  - 03 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na długi weekend wybraliśmy się pod północną ścianę masywu Hoher Göll, eksplorować otwór który tam odnaleźliśmy w trakcie ubiegłorocznej wyprawy. Ciężar plecaków świadczył o tym, że była to męska akcja - namiot, śpiwory, szpej, 100 m liny, 15 spitów. Na wysokości ok. 1 500 m przy sympatycznym strumyczku wybudowaliśmy platformę i rozbiliśmy obóz. O dziwo otwór (na wysokości ok. 1 650) wystawał ze śniegu. &amp;quot;Puściło&amp;quot; nam ok. 50 metrów kaskadującej, soczewkowatej studni o przekroju na ogół ok. 4 x 2 m. Gdyby nie lejąca się woda, byłaby to bardzo przyjemna eksploracja - 10 metrów zjazdu i półka, kolejne 10 m, kolejna połka itd. Nieco nad zapiarżonym dnem, na szczelinie na której rozwija się jaskinia znajduje się okno, w które należałoby się wcisnąć i jechać dalej. Niestety zostało nam pewnie z 20 metrów liny, a i byliśmy już na tym etapie zupełnie przemoczeni. Deszcz który zastaliśmy tuż po wyjściu na powierzchnię nie poprawił naszej sytuacji. Potem padało przez kolejne 12 godzin, wobec czego następnego dnia w momencie kiedy opad nieco osłabł zwinęliśmy namiot i zeszliśmy do doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04  - 20 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po wielu planowanych weekendach w końcu się udało zrealizować wyjazd na trawers Czarnej. W składzie Rysiek, Łukasz i ja wybraliśmy się w sobotni wieczór w kierunku Zakopanego by następnego dnia rano ruszyć na wspomniany trawers. Pogoda była iście wiosenna, ale jak się okazało tylko przed tatrami. Na podejściu śniegu przybywało i było go na północnych ekspozycjach lekko ponad kolana. Pokrywa zw. na plusowa temp była na tyle słaba iż zapadała się pod nogami. Gdy dotarliśmy pod otwór w naszych głowach kiełkował chytry plan by chociaż zbliżyć się do czasu przejścia wspomnianego trawersu przez Mateusza i Karola i dodając sobie do ich czasu kilka h powiadomiliśmy stosowne osoby o alarmówce. Do dziury pierwszy zjechałem ja, a za mną Łukasz. Rysiu jadąc ostatni zwinął za nami wlotówkę. Dalej poleciało równie sprawnie poręczując na zmianę, Łukasz, ja, a nawet Rysiek. W związku z faktem iż w jaskini było wyjątkowo mokro (woda ciekła praktycznie po każdej ścianie) zdecydowaliśmy się nawet nie sprawdzać co się dzieje między Studnią Imieninową a Brązowym Progiem (gdzie przy obfitych opadach tworzy się jeziorko (w skrajnych przypadkach ponoć i syfon)) i od razu zjechaliśmy Studnią Imieninową na dno korytarza Mamutowego. Z opisu wynikało iż miało być ok 40m zjazdu (liny), a jak się okazało starczyłaby nam jedna lina 55m złożona &amp;quot;na złodzieja&amp;quot;. Fakt że zapasu byłoby tak góra 1m :)&lt;br /&gt;
Pocieszającym było iż korytarz Mamutowy okazał się suchy w porównaniu z wcześniejszą częścią jaskini, to nie zmoczyliśmy stóp (czy innych części ciała). Na koniec został nam tylko Próg Latających Want, który mieliśmy podzielić między siebie ja i Łukasz. Łukasz zaczął i tak jakoś wyszło iż ja zająłem się deporęczem zamykając tyły a Łukasz wyłoił wszystko. Na koniec został nam malutki prożek przed samym wyjściem, na którym poleciało najwięcej słów na &amp;quot;k&amp;quot; :) ale to pewnie dlatego że każdy chciał już wyjść na zewnątrz. Wyjście oczywiście ubrudziło nas wszystkich, także też standard jak na tą akcję. Akcja trwała niecałe 9h, także do rekordu Mateusza i Karola nawet się nie zbliżyliśmy, ale po prostu nie spieszyliśmy się  - tak sobie to tłumaczymy :)&lt;br /&gt;
Powrót do bazy okazał się  bezproblemowy (nie licząc zapadających się nóg w śniegu o którym pisałem na początku), było jeszcze jasno i nawet poręczówki były na wierzchu. Potem tylko auto i droga na Śląsk (dla niektórych &amp;quot;teleport&amp;quot;, tylko kierowca nie mógł sobie pozwolić na spanie :)&lt;br /&gt;
Akcja zakończona sukcesem, bez strat w ludziach czy sprzęcie, a dla niektórych był to pierwszy raz w Czarnej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FTatry-J.Czarna%28trawers%29-04.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Syczuan - Rekonesans wokół Chongqingu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (niezrz.; w roli tłumacza); w części pobytu także Erin Lynch (Hong Meigui Cave Exploration Society), Zhang Hai oraz Shi Wen Qian (Instytut Geologii Krasu w Guilin)|15 04  - 25 04 2013}}&lt;br /&gt;
Więcej informacji w [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Mirowie|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim wspinaniu w Świątyni Czystego VI.1 (Rzędki) tym razem wybór pada na Mirów.  Ludzi mimo obiecujących prognoz mało!!! Pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę, strasznie wiało!!! Pomimo wysokiej temperatury wiatr nie pozwalał na komfortowy wspin (puchówka+czapka obowiązkowo).  Zaczynamy wspinanie od Trzech Sióstr, gdzie pokonujemy Niebo w Gębie (-V), Pozdrowienia z podziemia (VI+), potem szybkie patentowanie i  w pierwszej próbie padają Tragiczne marzenia (VI.3+/4) - wycena mocno zawyżona. Następnie przenosimy się na Szafę, gdzie można się powspinać się w słońcu. Na koniec dnia wracamy na Trzy Siostry, gdzie udaje się poprowadzić  Koksownia Przyjaźń (VI.3) – wspin po krawądkach,  jak dla mnie droga bardzo wymagająca, ale godna polecenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po nieudanych próbach wyciągnięcia kogokolwiek na skitury czy rowery, około godziny 22:00 dostaje SMS-a z propozycją wyjazdu w skałki - zgadnijcie od kogo... Szybko sprawdzam prognozę na sobotę i nie jest zbyt optymistyczna, ale ile to już razy warto było zaryzykować.&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek pakujemy też sprzęt jaskiniowy, aby w razie deszczu odwiedzić jaskiniowców w Piętrowej Szczelinie.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy niezbyt wcześnie, aby niepotrzebnie nie marznąć pod skałami, ale już o 8:00 jest ok. 10 st. &lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach tylko 1 auto. Idziemy snieżno-błotną ścieżką, ale już po południowej stronie sucho. &lt;br /&gt;
Cele wspinaczkowe okazują się optymalne: rozgrzewka na długiej i pięknej Nikodemówce za VI+, dalej 17 sekund za VI.2+ i Szatańskie Wersety za VI.4 (Karol). Cały czas obserwujemy niebo, ale z daleka widoczne deszcze szczęśliwie nas omijają. &lt;br /&gt;
Wspinanie kończymy około 18:00 i po 2 minutach jazdy samochodem zaczyna lać. &lt;br /&gt;
Sezon uważam za otwarty - pogoda wspinaczkowa, temperatura optymalna, skała sucha, nawet komary już gryzą:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Łukasz Majewicz, Łukasz Mazurek, Daniel „Buli” Bula|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
7 kwietnia 2013 odbył się pierwszy w ramach kursu wyjazd do jaskini.&lt;br /&gt;
W planie: zwiedzanie Jaskini w Trzech Kopcach oraz W Stołowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W godzinach rannych (7:15) z centrum Bytomia wyjechaliśmy samochodem w kierunku Szczyrku.&lt;br /&gt;
Po dotarciu na miejsce ruszyliśmy drogą pod górę na Przełęcz Karkoszczonkę. Po krótkiej przerwie spędzonej w ciepłym zaciszu Chaty Wuja Toma, skierowaliśmy się na północ wzdłuż czerwonego szlaku. W niecodziennej, jak na kwietniową porę, zimowej aurze dane nam było przeprawiać się w metrowym śniegu. &lt;br /&gt;
Osiągając docelowe 972 m n.p.m. odnaleźliśmy otwór wejściowy Jaskini w Trzech Kopcach.&lt;br /&gt;
Zwiedzanie bez większych niespodzianek przebiegło pomyślnie. Nowych partii nie odkryto. &lt;br /&gt;
Dotarłszy w rejon Jaskini W Stołowie zlokalizowaliśmy trzy dobrze rokujące otwory które lokalizacją pasowały do namiarów. Niestety ze względu na brak sprzętu oraz trudne warunki zrezygnowaliśmy z zejścia.&lt;br /&gt;
Z braku perspektyw na dalszą eksplorację zawróciliśmy w dół do samochodu. Jako dodatkową atrakcję mieliśmy przyjemność posilić się wyśmienitą szarlotką na gorąco w miejscowej kawiarni.&lt;br /&gt;
Senni i zasłodzeni powróciliśmy do Bytomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za dobrą zabawę i miło spędzony czas w pięknych okolicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skitour na Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + os. tow.|07 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrku-Biłej przez Przełęcz Karkoszczonka podchodzimy na Klimczok. Trasę dobieramy tak, aby&lt;br /&gt;
skontrolować odbywający się równolegle wyjazd kursowy do jaskini w Trzech Kopcach. Gdy ostatni&lt;br /&gt;
kursant znika już pod ziemią, kierujemy się w stronę schroniska. Po posileniu się, zjeżdżamy następnie ciekawym&lt;br /&gt;
wariantem przez Skałkę do Brennej Bukowej i podchodzimy z powrotem na Karkoszczonkę. W sumie wyszło ponad 950 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskidy o tej porze roku okazały się terenem bardzo przyjaznym narciarzom. Warunki śniegowe bardzo dobre (w lesie jest metr jak nic). Turystów dużo mniej niż w Tatrach, a i ludność lokalna miła i dużo bardziej gościom przychylna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitour na Kozią Przełęcz i Zawrat|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic, przez Halę Gąsienicową podchodzimy na Kozią Przełęcz. Z niej zjeżdżamy do Doliny Pięciu Stawów, a następnie podchodzimy na Zawrat i zjeżdżamy z powrotem do Murowańca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu w Tatrach dużo i warunki śniegowe generalnie dobre. Zjazd utrudniają miejscami wielkie lawiniska (nie świeże, a raczej ze starego opadu). W dniu naszej wycieczki dodatkowym kłopotem była gęsta mgła, która utrudniała orientację i odczuwanie nachylenia stoku. Na szczęście, dzięki GPS, nie spadliśmy w żadną przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża wilgotność powietrza skutkowała także bardzo słabym działaniem ludzkiego systemu chłodzenia i przez prawie cały czas było nam okrutnie gorąco. Co też warte odnotowania, mimo słabej pogody, w Tatrach były tłumy. Murowaniec i Betlejemka pękają w szwach od uczestników szkoleń z turystyki zimowej. Przy niemal każdym kawałku lodu przy szlaku stoi ekipa i wkręca śruby lodowe. Dużo także skiturowców, wielu na wypożyczonym sprzęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Krótki skitour w Tennengebirge|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 03 2013}}&lt;br /&gt;
Z Abtenau (wys ok. 700) przeszliśmy najpierw wzdłuż wyciągów na Karkogel do tzw. Berliner Kreutz (ok. 1600). Miła i szybka wycieczka w dobrej pogodzie. Pod koniec zjazdu śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Ski-turling na trawie w okolicy Nauders|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|27 03 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji rodzinnego wyjazdu na święta wybraliśmy się na krótki skitour. W doskonałej pogodzie (słońce) z Nauders podeszliśmy w stronę szczytu Köpfle. Po przejściu ok. 700 Hm, z wysokości 2 100 m wycofujemy się. Pokonał nas śnieg, klejący się okrutnie do fok. Wycof był jedyny w swoim rodzaju. Zaczęliśmy zjeżdżać stokiem skierowanym niestety na południe i w efekcie po może 200 metrach trafiliśmy na zieloną trawę. Ćwiczyliśmy na niej nową dyscyplinę pod nazwą ski-turling na trawie. Polegało to na wykonywaniu ewolucji (przewroty, salta) na śliskiej trawie, z nartami w ręku. Obyło się bez urazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NOWA ZELANDIA: przez dwie wyspy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 02 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na antypodach mieliśmy dość spokojną podróż, choć niemal ciągle przez góry. Pogoda jednak była wymarzona. Odwiedziliśmy tu krasowe tereny na Wyspie Południowej, przejechaliśmy Rainbow Trail (Tęczowy Szlak) oraz odwiedziliśmy naszego kolegi z wyprawy Great Dvide - Neala Taylora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersze opisy tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#NOWA_ZELANDIA:_Wyspa_Polnocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FNowaZelandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: narty w dolinie Aosty|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Tomek Pawlas, Ala Wandzel i inni|08  - 16 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z nastawieniem na jazdę rekreacyjną - jeździmy po przygotowanych trasach i ... uwaga, do góry wjeżdża się wyciągiem, a nie zapycha z buta:) Codziennie szusujemy w innym ośrodku. Pod Monte Rosą, grupa Słoweńców zabiera mnie na wycieczkę freeriadową po okolicznych dolinkach, z pięknymi widokami, opuszczonymi sezonowo wioseczkami i zacnymi zjazdami.&lt;br /&gt;
Generalnie wyjazd wypoczynkowy ze świetnymi widokami na najwyższe szczyty Alp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, Kitzsteinhorn 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz, w trakcie mojego pobytu, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartłomiej Berdel, Jakub Nowak, Jan Wołek, Mirosław Pindel; z STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; z SW Piotr Słupiński; z WKTJ Urszula Kotewa; momentami także Miłosz Dryjański z KKS. W chatce pod Lampo spotkaliśmy także Agnieszkę Gajewską i Krzysztofa Recielskiego (SW) z córką oraz bliżej nieznanego mi Podobasa|10 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
Po raz czwarty już miałem przyjemnosć krótko uczestniczyć w wyprawie eksploracyjnej Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini ''Feichtnerschachthöhle''. Jaskinia ta znajduje się na terenie kurortu narciarskiego na lodowcach pod górą ''Kitzsteinhorn'' (3203). Dzięki uprzejmości firmy ''Gletscherbahnen Kaprun AG'', zarządzającej tym kurortem, baza wyprawy KKTJ zlokalizowana jest w centrum usługowo-gastronomicznym dla narciarzy na wysokości 2452 m npm. W podziemnej cześci tego obiektu, stanowiącej infrastrukturę socjalną dla pracowników całej stacji narciarskiej, dla uczestników wyprawy dostępne są ogrzewane pomieszczenia do spania, ubikacje, prysznic oraz sieć WiFi. Z całą pewnością jest to jedna z najbardziej komfortowych zimowych wypraw jaskiniowych na świecie. Co warte uwagi, specyficzny jest także rodzaj skały, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie. Jest to tzw. margiel mikowo-wapienny, skała z jednej strony dosyć słabo rozpuszczalna przez wodę, a z drugiej bardzo twarda i niszczycielska dla sprzętu. Zimą otwory są zasypane śniegiem i trzeba je odkopywać. Na szczeście głównie przy użyciu ratraka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność jaskiniowa w tym roku skupiona była (jest) na wspinaczce w kominach nad tzw. ''Kryształową Galerią'' oraz w tzw. ''Galerii Srebrnej Wody''. Obydwa te tematy potencjalnie mogą prowadzić do nowych otworów jaskini. Ja, w zespole z Bartkiem Berdelem z biwaku na głębokości ok. -450 m atakowałem ten pierwszy. W założeniu mieliśmy deporęczować te kominy, ale okazało się, że możliwa jest dalsza wspinaczka do góry. Była to dosyć męska przygoda, bo z biwaku było dosyć już daleko na &amp;quot;przodek&amp;quot;. Na każde z dwóch wyjść musieliśmy podejść ok. 370 metrów do góry na linach. Łącznie podczas pobytu pod ziemią wspięliśmy 35 m, prawie całkowicie hakowo (wiertarka). Z pomiarów w jaskini oraz dostępnego nam trójwymiarowego modelu powierzchni terenu wynikało, że znajdujemy się praktycznie parę metrów pod powierzchnią ziemii. Coż, nie udało się nam przebić, ale nie jest to niczym dziwnym. W rejonie, w którym potencjalnie miałby znajdować się nasz &amp;quot;nowy otwór&amp;quot; jest znanych od powierzchni kilka lejów, które jednak kończą się zawaliskami. O tej porze roku na dodatek zasypanych paroma metrami śniegu. Wracając do niszczycielskiego charakteru tutejszej skały - na wyjściu na powierzchnię ja przetarłem croll'a, a mój partner gdzieś po drodze wytarł aluminiową rolkę Petzl'a &amp;quot;do śrubki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na dosyć krótki pobyt, w zasadzie po wyjściu z biwaku zostały mi niecałe trzy dni na powierzchni. Miałem ze sobą narty skitourowe, ale nie zdołałem zbytnio ich użyć. Chociaż Furek wymyślił bardzo ciekawą trasę na pobliski szczyt Hocheiser, ze względu na duże zagrożenie lawinowe poprzestałem tylko na solowej, tradycyjnej już popołudniowej wycieczce na szczyt Grosser Schmiedinger, górujący nad wschodnią częścią terenów narciarskich (500 Hm).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wyprawa cały czas jeszcze trwa. Kolejna ekipa, wspinając dalej komin, dotarła do zawaliska i tym sposobem definitywnie zakończyła naszą wspinaczkę. Jaskinia &amp;quot;puszcza&amp;quot; jednak ciągle w tym rejonie obejściami, a także wspominaną już Galerią Srebrnej Wody. Trzymam kciuki. No i trochę mi szkoda, że już mnie tam nie ma... Oby udało się znowu za rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, skitour w Goldberggruppe|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i os. tow.|08  - 10 03 2013}}&lt;br /&gt;
Ola wpadła na świetny pomysł, żeby mój wyjazd na wyprawę połączyć z szybką akcją ski-tourową. Na bazę wybraliśmy położoną na wysokości 2446 mnpm ''Hagener Hütte''. Jest to schronisko Alpenverein położone w Wysokich Taurach, w okolicy szczytu Goldberg. Chatka stoi na przełęczy, przez którą rzekomo starożytni Rzymanie poprowadzili niegdyś drogę. W zimie główny budynek schroniska jest zamknięty, ale dla skiturowców i ambitniejszych turystów Alpenverein udostępnia otwarty dla wszystkich schron zimowy, czyli sypialnię na ok. 20 osób, stół i ławę. Czegóż więcej trzeba? Jak okazało się na miejscu, schron był chwilowo w remoncie. Co miało i pewne minusy (zdemontowany piecyk i brak możliwości ogrzewania), ale i poważne plusy (nocleg za 0 EUR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek podeszliśmy do tej upatrzonej uprzednio chatki z parkingu w ''Bad Sportgastein''. Był dosyć twardy śnieg i zaliczyliśmy parę wywrotek na podejściu, ale przynajmniej dopisała nam ładna pogoda. Ponieważ byliśmy dosyć zmęczeni po nocnej podróży i morzył nas sen, pierwszego dnia poprzestaliśmy jedynie na dotarciu do chatki (860 Hm) i błyskawicznej wycieczce na upatrzony z chatki, nienazwany pik (może parędziesiąt metrów przewyższenia). Za to sobota upłynęła nam na całodniowej naciarskiej przygodzie, i to &amp;quot;na lekko&amp;quot;. Najpierw zjechaliśmy niejako na drugą stronę przełeczy do schroniska ''Jamnig Hütte'' (nieczynnego, 1748), skąd następnie weszliśmy na przełęcz ''Ulschartl'' (2491), zjechaliśmy po miękkim śniegu do wysokości ok. 2 000 m, a dalej za namową Oli jeszcze podeszliśmy na ''Greilkopf'' (2579), aby potem granią zjechać z powrotem do naszej bazy. Wszystkiego razem wyszło ok. 1350 m przewyższenia. Choć pogoda trafiła się lepsza niż w prognozach, okna w chmurach z ładnymi widokami pojawiały się tylko na chwilę. W każdym razie, przez większość czasu nic się z nieba na nas nie lało ani nie sypało i z tego się cieszyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się podczas ostatniej nocy naszego pobytu. Już pod wieczór zaczęło intensywnie śnieżyć i na twarde podłoże nasypało ok. 20 - 30 cm świeżego puchu. Celem na niedzielę stał się wobec tego tylko zjazd z powrotem do samochodu. Mimo tak prostego planu, najedliśmy się sporo strachu. Słaba widoczność z rana zmusiła nas do zjeżdżania z GPS-em w ręku. Na dodatek towarzyszyły nam grzmoty schodzących nieopodal lawin. Nie przesadzam. Z pewnością gdybyśmy byli w dolinach, a nie wysoko na przełęczy, tego dnia nie wybralibyśmy się w góry. Na szczęście znowu się udało. W około godzinę pokonujemy 800 m zjazdu, a następnie samochodem udajemy się gościńca pod jaskinią ''Lamprechtsofen''. Tam, po uczczeniu naszego szczęśliwego powrotu z gór wysokokalorycznym kakao z bitą śmietaną, rozdzielamy się - Ola wraca do Polski, a ja czekam w chatce pod ''Lamprechtsofen'' na przyjazd ekipy z KKTJ-u. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRALIA: wypad do Sydney|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 02 - 27 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz pobyt w Australii ograniczył się do szybkiego wypadu z lotniska do Sydney. Tym niemniej spędzamy tu noc na spacerowaniu i ranek następnego dnia. Bardzo piękne &amp;quot;city&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#AUSTRALIA:_krotki_epizod&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FAustralia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHILE: w Cordiliera Central|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|15 02 - 25 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chile to fantastyczny kraj dla takich ludzi jak my. Wysokie góry, pustynie, wulkany, ocean a na południu nawet jaskinie. Również dobre jedzenie i jakoś tak bardziej europejsko (tu akurat nie wiem czy to dobrze czy źle, zależy jak na to patrzeć). Robimy tu kilka górskich wycieczek w okolicach Cerro Plumo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHILE:_Andy_-_w_Cordiliera_Central&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChile&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Ciszewski (KKTJ)|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Nareszcie weekend ze znośną pogodą w Tatrach. Najpierw podeszliśmy na Ciemniak przez Adamicę i Piec, a następnie zjechaliśmy z Twardej Kopy do Doliny Tomanowej. Było jeszcze dosyć wcześnie, wobec czego Furek zaproponował &amp;quot;szybkie&amp;quot; wejście na Ornak. W każdym razie, to nie ja na to wpadłem! Na początku szlaku na Iwaniacką Przełęcz dopadł mnie lekki kryzys energetyczny, ale od Przełęczy już jakoś poszło i w promieniach zachodzącego za górami słońca osiągnęliśmy i ten szczyt. Było tam naprawdę malowniczo. Niezła widoczność, gra słońca i chmur i brak ludzi. Warunki zjazdowe umiarkowanie dobre. Na ogół były betony, ale czasami pokryte cienką warstewką na której narty &amp;quot;jakoś łapały&amp;quot;. Szczególnie początek zjazdu z Twardej kopy był bardzo miły. Jak można się domyślić, cała wycieczka zmęczyła nas konkretnie. Zabrakło nam raptem 50 metrów do przejścia 2 km deniwelacji. Dzień zakończyliśmy zasłużonym, uroczystym obiadem w &amp;quot;Adamo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na marginesie. Ciekawe były słowa ostrzeżenia przed lawinami, które otrzymaliśmy od mijanych po drodze na Ornak turystów. Północny stok Ornaku, którym prowadzi szlak, rzekomo pękł w poprzek (w pionie) i, jak nam opowiadano, mamy uważać, bo czort wie, co tam się może zdarzyć. Po bliższej inspekcji potwierdziło się nasze wstępne podejrzenie że to przecież wszystko tak nie działa. Pionowe pęknięcie okazało się być śladem po zjeździe z czekanem po betonowym śniegu, co stwierdziliśmy obserwując wyraźny odcisk od czterech liter w jego górnej części.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy późno bo o 3.00, chciałem wyjechać o 1.00 ale Damian przekonał mnie, że nadrobimy te 2 godzinki podczas wspinaczki, bo na podejściu raczej to niemożliwe:). Pogoda i warunki śniegowe idealne, szybki  odpoczynek w schronisku i obowiązkowy  wpis w książce wyjść. Przed nami na drogę Potoczka (III) wyruszyły 2 zespoły, miały one nad nami godzinę przewagi. Niestety  okazało się pod ścianą, że jesteśmy w kolejce dopiero na 4 miejscu. Czekamy cierpliwie jakieś 20-30min., ale widząc ,,szybkość’’ 1 zespołu decydujemy się zaatakować sąsiadkę czyli drogę Głogowskiego (III). Była to zdecydowanie bardzo dobra decyzja, piękne i wymagające wspinanie na 2 pierwszych wyciągach wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy(brak snu i dłuuugie podejście). Droga ta pokazała mi, że także ze wspinania zimowego można czerpać sporo przyjemności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne, skitour |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek (os. tow.) |24 02 2013}}&lt;br /&gt;
Skrzyczne stało się w tym sezonie najmodniejszym klubowym celem zimowym w Beskidach :). Tym razem na odpoczynek w schronisku docieramy zielonym szlakiem z centrum Szczyrku. Nadchodząca wiosna daje się mocno odczuć, niestety...Śnieg stał się już dość mokry i znikał w oczach.Przez całą wycieczkę było b.ciepło, czasem nawet słonecznie.  Początkowo zjeżdżamy trochę lasem, ale dość szybko wracamy na nartostradę (na której warunki do zjazdu fatalne...). Zgodnie z planem była to &amp;quot;szybka akcja&amp;quot; - o 14.30 zaparkowałam pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Missiones, Corrientes i Mendosa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|28 01 - 15 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym kraju znalazłem się po raz drugi. W Missiones odwiedziliśmy wodospady Iguazu, stare redukcje jezuckie w San Ignacio, polonię w Wandzie. Potem autobusem przedostaliśmy się na zachód kraju gdzie odbyliśmy wycieczki rowerowe w Andach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#ARGENTYNA:_Wodospady_Iguazu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FArgentyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PARAGWAJ: nie trzeba się śpieszyć|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 - 28 i 30 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paragwaj to taka Albania Południowej Ameryki. Na Paranie kwitnie zapewne kontrabanda a wiele ciekawych rzeczy można kupić na paragwajskim brzegu. Nasze 2 krótkie pobyty w tym kraju sprowadzały się do przejechania do promu na Paranie oraz bardzo ciekawy rajd do wodospadu Nacunday. Tu szersze opisy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#PARAGWAJ:_W_poszukiwaniu_wodospadu_Nacunday&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FParagwaj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRAZYLIA: rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu), w części jaskiniowej uczestniczyli członkowie Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas - Jose Mario Budny, Henrique Pontes, Lais Mosqueto  |02 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brazylia to pierwszy kraj w naszej wokółziemskiej podróży, który przemierzyliśmy na rowerach z Rio de Janerio do Foz do Iguazu. Po drodze odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. W części jaskiniowej wyprawy spotkaliśmy się z członkami klubu z Ponta Grossa - Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas ( http://www.gupe.org.br/#! ). Razem z Mario, Henrique i Lais odwiedziliśmy kilka studni wymytych w skałach krystalicznych oraz jaskinie krasowe. Zostaliśmy tu bardzo mile przyjęci. Więcej szczegółów dot. wyprawy można przeczytać tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#BRAZYLIA:_w_jaskiniach_Ponta_Grossa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBrasil&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3691</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3691"/>
		<updated>2013-10-16T23:21:38Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, manewry ratownictwa jaskiniowego|Daniel Bula oraz grotołazi z różnych klubów|11 - 13 10 2013}}&lt;br /&gt;
Manewry odbyły się w jaskini Czarnej. Podział na 3 grupy i transport &amp;quot;rannego&amp;quot; trawersem przez całą jaskinię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Magurka Wilkowicka|Ola, Wojtek, Zosia Rymarczyk|12 10 2013}} Mała górka dla małych nóżek w pięknie jesiennej złotobukowej odsłonie. Wchodzimy od strony przełęczy Przegibek (czyli najkrótszą możliwą ;-) po to by parę następnych godzin pobyczyć się na słońcu.  Całkiem fajny spacer :) i te kolory...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Dolinie Kobylańskiej|Damian Żmuda, Kasia(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|12 10 2013}}&lt;br /&gt;
Wspinaliśmy się na dwóch skałkach Jastrzębia/ Szeroka Turnia oraz na Sępiej Baszcie. Pogoda idealna, ludzi mało (spotykaliśmy tylko 1 zespół) oraz wyśmienity piszinger (zakupiony w sklepie w ,,centrum’’ Będkowic – polecam!!!)  wskazywały, że musi być to wyśmienity wspin. Niestety złego dobre początki. Wszystko co mogło się nie udać to się nie udało!!! Fatum, klątwa a może po prostu zmęczenie sezonem???(nieeee to jest niemożliwe:)) Efekt był taki że jedynie Damianowi udało się poprowadzić 2 drogi, ale za to jakie……  Prawa Szeroka(V) RP (strasznie hardy bulder startowy przekreślił szanse na wspaniały OS) oraz Jastrzębia (V-) w najszlachetniejszym stylu OS!!! Stach się bać co będzie dalej….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Marmuraowa, wyjazd kursowy|Rysiek Widuch, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Sebastian Podsiadło), &amp;lt;u&amp;gt; Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|12 10 2013}}&lt;br /&gt;
W piątek zajechaliśmy w Tatry, droga dość przyjemna, aczkolwiek nie bez korkowych przygód.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe chłopcy oglądali mecz,  a ja zakumplowałam się z kociakiem, który tak jak ja nie fascynował się bandą facetów ganiającą za piłką. Po meczu dość szybko wybraliśmy się do łóżek, aby mieć siły na sobotnią akcję. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstawaliśmy jeszcze w ciemnościach, ale na szczęście zanim wyszliśmy zrobiło się już widno, co minimalnie złagodziło tęsknotę za łóżkiem.  Doszliśmy do Doliny Kościeliskiej, a stamtąd już tylko kawałek pod górkę. Po około2,5 godzinie odbiliśmy ze szlaku w kierunku jaskini, niewiele później znaleźliśmy się pod otworem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samej jaskini poszło nam dość sprawnie.  (Za)Szybko zjechaliśmy trzy studnie niżej i dlatego w czasie kiedy Rysiek z Arturem już zaczynali odwrót  Ja, Tadek i Sebastian postanowiliśmy sobie zrobić wycieczkę obejściem pod prożek. Po dojściu na miejsce okazało się, że można iść dalej do piaskownicy po wiszącej tam linie. No tak…. Tylko, że ja i Tadek zostawiliśmy majtki ze sprzętem na dnie Studni Kandydata. Tylko Seba mógł wejść na prożek, a ja miałam poczekać z Tadkiem – miałam, bo usłyszałam tylko ,,zamknij oczy” i już go nie było. &lt;br /&gt;
Kiedy panowie osiągali dno jaskini, ja przyglądałam się ścianom i kamieniom, więc czas oczekiwania &lt;br /&gt;
zleciał szybko. &lt;br /&gt;
W kolejne ,,szybko” poszło nam wyjście na powierzchnię, przebiernie się i  biegiem na dół, kolacja i powrót do domów.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Dolina Złomisk|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 - 6 10 2013}}&lt;br /&gt;
Z Wyżnich Hag szlakiem pod Batyżowiecki Staw, a następnie przez Stwolską Przełęcz dostajemy się do Doliny Złomisk. Byliśmy bliscy wyciągnięcia z plecaka liny, bo z przełęczy na północną stronę opada poważny lodospad. Ostatecznie jakoś zeszliśmy piechotą. W niedzielę powrót przez Popradzkie Pleso, tak, żeby wcześnie być w domu. Pogoda dopisała, a w nocy było bezwietrznie i ciepło (może -2). W obydwa dni spotykamy paru ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Buczynowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|06 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy jaskinię Buczynową (ma też nazwę Jaskinia w Cichym Wzgórzu) w pobliżu Trzebniowa. Nie zbyt duża jaskinia lecz przecina w poprzek pod ziemią nie wielki masyw skalny. Korytarz nie za wysoki ale też bez ciasnot. Ciekawy jest teren w pobliżu z dość ciekawymi ostańcami. Po jaskini idziemy jeszcze na skałki z krzyżem gdzie wspinamy 4 drogi od IV do V+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć z jaskini i okolic: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBuczynowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy i Łutowiec|Damian Żmuda, Kasia(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|05 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian po długich namowach zgadza się znowu jechać na Białego Psa mimo, że pogoda (rano 0 stopni i słonecznie) ewidentnie wskazuje, że optymalnie byłoby dzisiaj wspinać się na nasłonecznionych skałach(poświęcenie godne podkreślenia!!!).  Powyższa zgoda była jednak warunkowa ….  jedna szybka wstawka i zmiana rejonu!!! W samochodzie ustaliliśmy że ,, szybka wstawka ‘’to około 2-3h. Na szczęście drogę miałem już starannie zapatentowaną:).  Rozgrzewka na Serze(V), szybkie powieszenie ekspresów ze zjazdu i ….rest. W tym czasie , aby nie zamarznąć Damian i Kasia przechodzą wspomnianą piątkę. Czas na wstawkę, startuje i……… odpadam - przytłoczony presją otoczenia (,,teraz albo nigdy,  ostatnia szansa w tym sezonie, zaraz zamarznę, długo jeszcze’’ itp. ) jeszcze przed pierwszym trudnym miejscem. Decyzja była oczywista,  natychmiastowe ponowienie próby i……… SUKCES !!!  Tym sposobem padł Hektor, moje pierwsze VI.5 !!! Nie miałem zbyt dużo czasu na radość bo napinka na zmianę rejonu była znaczna. Ponownie przez przypadek Damian wybiera Łutowiec gdzie wylegujemy się w słońcu ładując  baterie. Potem już bez napinki wspinamy min.  Minogi (V+), Drogę Wolfa(VI.3) , Łyk szczęścia(V), Warianty Jarosławskiego (VI).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy|Tomek Jaworski, Karol Jagoda, Tomek Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Sebastian Podsiadło, Ania Bil, Piotr Strzelecki, Sławek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|29 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach zajęć kursowych Tomek pokazywał budowę stanowiska, przygotowanie do zjazdu, operacje ze sprzętem. Kursanci następnie wykonywali poszczególne elementy oraz wspinaczkę na własnej protekcji. Karol z Sławkiem przy okazji śmgili kilka dróg 6.2 a Damian z Teresą cztery drogi od 5 do 6+. Mimo chłodu cudowna pogoda, mało turystów, piękne pejzaże. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krywań|Sonia, Piotr, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|28 09 2013}}&lt;br /&gt;
Rodzinne podejście na Krywań. Do samego wierzchołka nie dotarliśmy. Ludzi dużo. Pogoda niezła, ale trochę zimno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Mirowie i Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, os. towarzysząca|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda typowo wspinaczkowa (czyt. Tak pizga, że wolisz się wspinać niż asekurować czy się obijać na karimacie :p) to i uderzamy na szybki wypad w skały. Na parkingu pod zamkiem w Mirowie parkujemy jako pierwsi tego dnia już koło godziny ósmej rano i ruszamy w kierunku skał. Michał na rozgrzewkę robi „Białą Depresję” (V) na Studnisku przy Zamku. Ja jako, że już ją kiedyś robiłem, oszczędzam siły na trudniejsze cele. Następnie meldujemy się pod Trzema Siostrami. Tutaj na rozgrzewkę robię krótką drogę o wdzięcznej nazwie „Misja” (V+). Moją misją nie była jednak ta droga sama w sobie, a dojście przy jej pomocy do stanowiska na drodze „Ludzi Silnej Woli” (VI.2). Tutaj zawieszam wędkę i zaczynam patentować drogę. Piękne wspinanie po różnej wielkości „dziurach”. Puszcza w drógiej próbie (niestety na wędkę). Z dołem nie próbowałem. Michał robi z dołem jej sąsiadkę – „Sztywny Pal Azji” VI- (OS). Ja  natomiast wieszam kolejną wędkę po drógiej stronie skały na krótkiej, mocno przewieszonej drodze „Uwolnić Bąka”. Droga ta w Magazynie Górskim widniała pod wycena VI.2, w starszym wydaniu tego samego magazynu, dostępnym jako pdf w necie jest przedstawiona jako droga o wycenie VI +, natomiast na skale podpisana była jako VI.1 (o ile mnie pamięć nie myli). Mocno wywieszone drogi prowadzące czymś w rodzaju rysy bynajmniej nie sa moją silną stroną, więc dla mnie mogłoby to być i VI.3. W każdym bądź razie było to coś poza moim, nawet wędkowym zasięgiem.&lt;br /&gt;
Michał w międzyczasie próbuje jeszcze swoich sił na drodze „Pozdrowienia z Podziemia” VI+. Potem przenosimy się dalej w głąb Grzędy Mirowskiej.&lt;br /&gt;
Na Trzeciej Grzędzie wbijamy się w „Gibonowy Trawersik”(V), ale droga jakoś nie przekonała mnie do swojej urody. Powoli w skały zaczynają napływać kolejni łojanci, więc zbieramy szpej i zmieniamy lokalizację na Łutowiec.&lt;br /&gt;
Tutaj pierwszy Pada OSem „Łyk Szczęścia” (V) na Knurze w wykonaniu Michała. Ja prowadzę ją Flashem. Zaczyna się lekka mżawka, więc decydujemy się na szybko przewiesić jeszcze tylko linę do stanowiska obok, i na wędkę spróbować sąsiedniej VI.1 o nazwie „Adrenalina Skoczyła”. No cóż....jakoś specjalnie adrenalina nam nie skoczyła, natomiast byliśmy świadkiem ciekawej scenki rodzajowej :p&lt;br /&gt;
Po moim zjeździe z drogi, gdy Michał zakładał buty, obok skałki przechodziło dwoje turystów z dzieckiem. W pewnym momencie dzieciak ciągnięty przez mamę za rękę krzyczy: „Mamo, ja chcę zostać na spektakl !!!”. Matka pyta jaki spektakl, po czym chłopczyk nieśmiało pokazuje w naszym kieunku palcem :D No cóż, nie było wyjścia, Michał musiał skończyć drogę bo cóż to za spektakl bez Happy End’u &lt;br /&gt;
I po tak szczęśliwym zakońćzeniu zebraliśmy szpej i udaliśmy się w drogę powrotną :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna ruta rowerem z centrum Wisły przez Kubalonkę na Czantorię i dalej do Ustronia Dobki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górska jazda na rowerze ma wiele wspólnego ze skituringiem..:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Skrzyczne z Dolnego Szczyrku szlakiem i nartostradą. Zejście niebieskim szlakiem. Jesień w natarciu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Trzebniowie i Łutowcu|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwotnie mieliśmy się wspinać na Białym Psie w dolinie Wiercicy niestety okazało się, że  cała skała jest kompletnie mokra. Tak więc zapadłą szybka decyzja o przeniesieniu się do Trzebniowa. Tam po przypomnieniu sobie przechwytów poprowadziłem Pieskie Życie (VI.4+). Jest to korony dowód na to że we wspinaniu od nóg się odchodzi:) Stłuczona stopa na Kazalnicy spowodowała że nie mogłem  chodzić normalnie,  ale wspinać się można!!! Ze względu na duży tłok pod skałą znowu zapadła decyzja o zmianie rejonu, przez kompletny przypadek:) Damian wybrał Łutowiec. Tam zgodnie z powszechną wiedzą cyfra nie stawia oporu dlatego w szybkim tempie padły:  Rój(VI.2), Prostowanie Roju (VI.2+), Wielbiciel Orłów (VI.1+), Płyta Czyngis-Chana (VI.2), Poemat Jąkały (VI.2+), Różowa Pantera(VI.1+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pogórze Cieszyńskie - Lutnia Bike Marathon MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Artur Włodarczyk (os. tow.) z kolegą|15 09 2013}}&lt;br /&gt;
W Zamarskach odbył się wyścig MTB. Trasa dość wymagająca do pokonania, zwłaszcza po nocnych opadach deszczu. Zmienne profile, urozmaicona nawierzchnia, strumienie, kilka odcinków technicznych. Kilka miejsc śliskich, (ciężko było się wdrapać nawet prowadząc rower). Generalnie mężczyźni mieli 38 km do przejechania (2 pętle) a kobiety 19 km (1 pętla). Ja niestety startowałem już w najstarszej grupie wiekowej (55+) i zająłem II miejsce a Teresa (50+)  była pierwsza ale też jedyna odważna w tej grupie.  Wpasowaliśmy się w sam raz w pogodę bo po wyścigu zaczęło padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FLutniaMTB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA - Jaskinia Brzozowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; Speleoklub &amp;quot;Aven&amp;quot;: Zbigniew Wiśniewski; SCz: Jerzy Zygmut; KKTJ: Bartosz Berdel, Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Michał Ciszewski; SŁ: Tomasz Olczak|14 09 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach spotkania przedwyprawowego ćwiczyliśmy kartografię za pomocą DistoX i palmtopa. Podziękowania dla kolegów z Brzeszcz za udostępnienie jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kazalnica:wspinanie|Paulina,Dorota,Michał(WKTJ),Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |06-08 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda idealna więc wreszcie nadszedł czas na Kazalincę. Droga Schody do Nieba (VI+) – prosta orientacyjnie, polecana jako jedna z najładniejszych szóstek w Tatrach, 15wyciągów, około 480m. Wszystko brzmi zachęcająco, ale rzeczywistość okazała się nieco inna. Do schroniska docieramy w piątek przed 23., dzikie tłumy ludzi, na podłodze nie ma miejsc!!!Śpimy na dworze. Paulina z Dorotą i Michałem pojawiają się o 3.30, tak wiec Paulina śpi tylko 1,5h, Dorota z Michałem nieco dłużej bo idą wspinać się na Mnicha (Międzymiastowa VI+). W drogę wbijamy się około 7 rano, dlatego  jesteśmy pierwszym zespołem. Pierwsze 4 wyciągi przypadły mi, gdyż Paulinie było zimn, a Damian brzydzi się wspinania w trawach. Potem zmiana prowadzenia, Damian sprawnie pokonuje kolejne wyciągi, od czasu do czasu do czasu można na nich spotkać nawet kawałek skały:).  Kluczowy wyciąg to wspinanie w połogiej płycie, dobrze asekurowany i wydawało się że najbardziej lity ze wszystkich wyciągów. Crux na drodze to bardzo jurajskie pełzanie po niczym, słownie 3m trudności. Wszystko do tego momentu szło sprawnie i logicznie, niestety tuż pod stanowiskiem w terenie III za bardzo obciążyłem odstrzeloną płytę wielkości 1mx1m grubości 20cm, która uderzyła w moją nogę i z impetem spadła do Czarnego Stawu. Turyści na szlaku mieli co oglądać!!!, wyglądało to zapewne efektownie. Na szczęście Damian i Paulina zdążyli się schować,  a zespół pod nami najadł się jedynie strachu. Problem stanowiła jedynie moja stłuczona stopa, która ledwo mieściła mi się w butku wspinaczkowym. Do końca drogi zostało 4-5 wyciągów i jakieś 2h zejścia do schroniska. Szczęśliwie okazało się, że bez bólu mogę obciążać piętę wiec jakoś udało się dotrzeć do schroniska w miarę rozsądnym czasie. W schronisku spotkaliśmy Anię ze Sławiem i Wojtkiem, w niedziele ekipa podzieliła się na 3 pod grupy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- turystyczna: Damian, Kasia, Paulina (dolina za Mnichem ) oraz Ania, Wojtek, Sławek(dolina za Mnichem + powrót przez piątkę)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- wspinaczkowa :Michał z Dorotą Kopa Spadowa – Pachniesz Brzoskwinką(VII-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- plażowa : Ja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod pretekstem, że mnie nadal boli noga spełniłem swoje odwieczne marzenie:) i wreszcie pojechałem sobie bryczką z Morskiego Oka. (niezapomniane wrażenie i poczucie że jest się Panem Świata--- bezcenne,   za wszystko inne zapłacisz…..)&lt;br /&gt;
Dzień kończymy wizytą w zaprzyjaźnionym katowickim szpitalu na ostrym dyżurze – kości są całe, na szczęście to jedynie silne stłuczenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; i Ola Golicz, Michał Wyciślik|08 09 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrbskiego Plesa przez Popradzkie Pleso, Doliną Mięguszowiecką na Koprowy Wierch. Następnie Pośrednim Wierszykiem gdzieś prawie na Niżnią Przybylińską Przełęcz, w dół do Doliny Hlińskiej, z powrotem na Wyżnią Koprową Przełęcz i znów Hińczową Doliną z powrotem do Popradzkiego Plesa. Tam czesnaczka (niedobra!). Powrót przez Żilinę, ok. 4h, ale nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinie Kasprowa Wyżnia i Średnia oraz Wielka Litworowa - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Kowalkowski, Joanna Przymus, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk; drugiego dnia także Michał Wyciślik|06 - 07 09 2013}}&lt;br /&gt;
'''Dzień 1''' - opis &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Przed 6:00 pojawił się u mnie Łukasz, gdzie razem czekaliśmy na przyjazd Tomka i Krzysia. Następny przystanek był na Ligocie, gdzie zabraliśmy jeszcze Mateusza, bagażnik jakoś się domknął i mogliśmy ruszać.&lt;br /&gt;
Po dojechaniu do Zakopanego przepakowaliśmy nasze plecaki, złapaliśmy busika i dojechaliśmy do Kuźnic. Po wykupieniu wstępu do parku ruszyliśmy najbliższym szlakiem. Niestety nie był to najlepszy pomysł :( i musieliśmy zawracać. Na szczęście, po dogłębnej analizie mapy, trafiliśmy na właściwy szlak już za drugim razem !!! Dalej poszło bez większych trudności i wspólnymi siłami trafiliśmy w okolice otworu jaskini Kasprowej Średniej.....tylko gdzie dokładnie ten otwór...? Nie zrażeni niewiedzą zostawiliśmy rzeczy i uzbrojeni w sprzęt osobisty poszliśmy do Kasprowej Wyżniej, gdzie Mateusz zrobił demonstrację - jak nie tracić sprzętu. Kiedy pobiegł odzyskać kask, my nasze poprzypinaliśmy i sprawdziliśmy czy na pewno wszystko leży bezpiecznie, żeby jego prezentacja nie poszła na marne. Trawers Kasprowej Wyżniej poszedł nam prawie sprawnie, a potem nastąpiło to na co najbardziej czekaliśmy - kilkudziesięciometrowy zjazd widokowy, następnie trawers do Średniej. Trochę czołgania, studnia, sala i powrót na górę.&lt;br /&gt;
I pojechaliśmy na bazę. Spędziliśmy miły i mroźny wieczór przyglądając się walce Krzysiu vs. Grill - ostatecznie zwyciężył Krzysiu i dość zmarznięci, ale najedzeni mogliśmy uznać ten dzień za zakończony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2''' - opis &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Podczas wieczornego grilla Mateusza zrobił wpis o wejściu do jaskini. Niestety okazało się że to już trzeci wpis na jutro do Litworki. Krótkie telefony i Mateusz uzgodnił że wchodzimy jako drudzy po TKTJcie, tym samym godzina naszego wyjścia przesunęła się i mogliśmy pospać w sobotę do 6:30 :)&lt;br /&gt;
Rano (przynajmniej dla mnie) okazało się że nie wszyscy idą w góry, bo Łukasz stwierdził że ból biodra jest za duży i woli zostać w łóżku. W takim razie w uszczuplonym składzie ruszyliśmy z Gronika w kierunku Przysłopu Miętusiego, a dalej niebieskim prowadzącym na Małołączniak. Dla niektórych po raz kolejny pokonywać Skoruśniak, Kobylarz czy Żleb to nie lada obciążenie psychiczne i marudzenia było wiele :) Ale w końcu żółwim tempem dotarliśmy na Kobylarzowy Żleb gdzie nastąpiło rozluźnienie i prawie godzinne &amp;lt;del&amp;gt;opalanie&amp;lt;/del&amp;gt; odzyskiwanie sił :) W międzyczasie dotarli do nas Ola Golicz i Michał Wyciślik i w powiększonym składzie ruszyliśmy pod otwór. Poszukiwań nie było za wiele, bo wyraźna ścieżka i kilka plecaków przy otworze jasno wskazywały gdzie jest nasz cel. &lt;br /&gt;
Pod otworem kolejne zaskoczenie, gdyż Krzysiek stwierdził że on  woli zostać na powierzchni i tylko w 4 osoby (Mateusz, Michał, Asia i ja) zjechaliśmy do jaskini. Poręczowanie dziwnym trafem przypadło mi w zaszczyt...i dzięki sprawnemu działaniu zespołu (podawali mi tylko wory z linami) dotarliśmy do II Pięćdziesiątki gdzie zatrzymał nas wychodzący kurs z TKTJu. Jak się okazało wyszła dopiero pierwsza z 6 osób i czekania było na ok 2h. W związku z tym zapadła decyzja o odwrocie i deporęczu co dziwnym trafem znów przypadło mi. Powrót poszedł jeszcze sprawniej (bo za dużo wychodzenia to nie było i sprawnie minęliśmy się z trzecim tego dnia zespołem który szedł do magla) i w sumie po 150min byliśmy na powierzchni. Jak to stwierdził Michał, była to jedna z niewielu akcji która trwała mniej niż czyszczenie i pranie sprzętu po niej :)&lt;br /&gt;
W związku z tak krótkim przebywaniem w dziurze do auta doszliśmy jeszcze za dnia wobec czego kursanci zdecydowali się wracać jeszcze w sobotę do domu i tak około północy wszyscy byli już w domu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Lodowa Litworowa i wędrówki górskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Teresa Szołtysik, Barbara Szmatłoch, Ryszard Widuch, Marzenna Widuch|06 - 08 09 2013}}&lt;br /&gt;
Damian i Tadek idą do jaskini Lodowej Litworowej (po drodze spotkanie z Darkiem Sapieszko i kursem TKTJ). W jaskini Lodowej Litworowej docierają do Bazyliki i Studni z Rękawiczką (?). Zreporęczowanie dziury i ciężki transport szpeju w dół (najpierw niestety do góry). W tym czasie grupa: Rysiek, Marzenna, Teresa wychodzi na Ciemniak gdzie punktem kulminacyjnym jest ugotowanie kawy w nowym czajniczku Ryśka. W drugi dzień wycieczka do doliny Chochołowskiej i Grzesia (Damian, Teresa, Marzenna, Rysiek). W tym samym czasie działała jeszcze w Tatrach grupa kursantów z Mateuszem Goliczem oraz Artur Szmatłoch z kolegą w Tatrach Wys. (może będą opisy)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FLL&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Magura Orawska - Magurka |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Ania (os. tow.)|01 09 2013}}&lt;br /&gt;
Niestety w deszczu wycieczka z Namestowa na szczyt Magurki (1107) a potem zejście innym szlakiem do Slanickiej Osady nad jeziorem Orawskim. Powrót brzegiem jeziora do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (również z poprzedniego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FMaguraOrawska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łaziska Górne - turniej badmintona|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i inni zawodnicy|31 08 2013}}&lt;br /&gt;
Może nic wspólnego z jaskiniami lecz nie mogłem się oprzeć przed kolejnym startem w turnieju &amp;quot;Pożegnanie wakacji&amp;quot;. Uplasowałem się w środku stawki grupy &amp;gt;40 lat (7 miejesce/17 startujących) co jak na grotołaza to myślę nie najgorszy wynik. Poziom zawodów wg mnie bardzo wysoki (startowali nawet byli &amp;quot;zawodowcy&amp;quot;). Więcej szans było chyba w &amp;quot;młodszej&amp;quot; grupie. Rozegrałem 6 meczy i tak jak  przed rokiem z sali wyszedłem niemal &amp;quot;po czterech&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|25 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie zmagaliśmy się z drogami od V+ do VI.1 na turni leśnej w pustych skałkach okolic Piaseczna. Część ekipy wspinała się w Rzędkowicach a reszta wypoczywała na Pogorii. Spotykamy się wieczorem u Zigi na urodzinach w niemal kompletnym składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Dolinie Kobylańskiej|Damian Żmuda, Kasia,Ania(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 08 2013}}&lt;br /&gt;
Wybór padł na dolinę Kobylańską, bo wreszcie jest porządne topo tego rejonu. Wspinaliśmy się na Wroniej Baszcie, gdzie oprócz nas wspinała się na własnej tylko grupa kursantów. Tak więc mogliśmy trochę poszaleć, padły: Filarek Urbanistów (V+), Filarek Bały(VI+), Fontanny Króla Salomona (VI.2) – droga Szalonego, ale nie kuta, fajne wspinanie, Płyta Szymona (VI.2) zróżnicowanie wspinanie, polecam!!!, Jazda po Bandzie (VI.2) – przewiecha po klamach, Nieznośna Zjadliwość Błękitu (VI.2) – jeden ruch, ale z gatunku tych wrednych. Kulminacją wyjazdu był uroczysty grill pod skałą…..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Mały Młynarz|Paulina Piechowiak(WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Plan na długi weekend był zależy od pogody:  jeśli jest dobra to ruszamy w Tatry, jak jest niepewna to jakieś wyjazd na wspinanie skałkowe w Austrii bądź w Niemczech.  Na szczęście pogoda dopisała, więc Tatry… pytanie tylko gdzie? Miałem od dłuższego czasu chęć zrobienia  drogi na Kazalnicy, ale po przemyśleniu ilu ludzi będzie w tym czasie w rejonie Morskiego Oka (dzikie tłumy + tramwaje bryczek) bez żalu odpuściłem ten pomysł. Mały Młynarz okazał się strzałem w dziesiątkę, przez 2 dni nie spotkaliśmy żywego ducha.  ,,Popularność ‘’  Małego Młynarza  tak jak się domyślałem wynika z bardzo długiego i trudnego podejścia, które dostarcza więcej emocji niż sama wspinaczka!!! W piątek robimy Sprężynę(VI-), która mnie osobiście nieco rozczarowała. Niewątpliwą zaletą drogi jest to, że rozwiązuje środek niezwykle eksponowanej ściany w miarę łatwy sposób. Niestety efekt psują kruche i parchowate pierwsze i ostatnie wyciągi, prawdę mówiąc jedynie 2 może 3 wyciągi z 9 oferują ciekawe wspinanie w litej skale.  Uwaga orientacyjna: na kluczowym wyciągu nie należy się za bardzo rozpędzać,  przed przewieszką należy odbić w prawo na sporą półkę, której nie widać jak się idzie zacięciem.  To pozwoli uniknąć zakładania wiszącego stanowiska nad przewieszką, której przejście dostarczyło mi sporo adrenaliny. Warto dodać, że poza nami nie było w ścianie innego zespołu !!!(dłuuugi weekend, pogoda idealna) W planach było także zrobienie Kurtykówki, ale ostatecznie zamiast wspinu w sobotę turystycznie weszliśmy na Wielkiego Młynarza. Niedziela to trudny powrót do cywilizacji, ale  dzięki wczesnemu odwrotowi uniknęliśmy gigantycznych korków na zakopiance. Kilka zdjęć  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FM%B3ynarz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA - Prealpy Delfinackie - masyw Vercors|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda|14 - 18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Już na początku wakacji droga mailową Mateusz zaproponował wyjazd do wodnych jaskiń Francji. Bez wahania napisałem że pojadę i nim zorientowałem nadszedł sierpniowy długi weekend. Punkt zborny pod siedzibą klubu, upychanie bagaży pod sam sufit, błogosławieństwo od innych klubowiczów i wyruszamy w 1500km podróż. Na szczęście pięcioro kierowców z częstymi zmianami pozwoliło odczuć skutki sprawnej podróży jedynie na spłaszczonych i obolałych tyłkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 1 – Les Ecouges, dolne partie'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dojechaliśmy do kempingu w  miejscowości Pątą-Roją [Pont-en-Royans]. Damian jako nasz tłumacz sprawnie i szybko załatwiał wszelkie sprawy.  Chcąc wykorzystać dzień, sprawnie rozbiliśmy namioty i wyruszyliśmy w poszukiwaniu pierwszego celu wyprawy – kanionu Les Ecouges. Pomimo małych komplikacji w końcu odnaleźliśmy most nad 60m wodospadem od którego rozpoczęliśmy zejście. Tak właśnie rozpoczęła się moja przygoda z Canyoningiem…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kanion dzieli się na dwie partie. Górna z przeważającymi odcinkami linowymi i dolna [deniwelacja 570m] z większą ilością skoków… Tak! Skoków i to nawet 7 metrowych. Canyoning jest po prostu super! Zjazdy z wodospadów,  piękne widoki, dość ciepła woda [na pewno cieplejsza niż w jaskiniach] oraz tobogany i skoki sprawiają że mamy do zabawy najpiękniejszy i całkowicie naturalny park wodny. Dawka adrenaliny ogromna, zdecydowanie polecam każdemu.  Dwie i pół godziny szybko zleciało i wycieczka dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem z powodu niechęci zjedzenia spaghetti z tuńczykiem!?! [co i tak nas czekało, a jak każdy wie „pomidory w tuńczykiem to jak tuńczyk z pieczarkami” M.Golicz] wybraliśmy się do malowniczego miasteczka na obiad. Francuskie sknerusy dają od 2 - 4 oliwek na całą pizzę, żeby nie było że nie ostrzegałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2 – Grotte de Gournier'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Główna atrakcja wyjazdu czeka nas drugiego dnia. Dojazd łatwy, dojście 10min i naszym oczom ukazuję się piękna sala wejściowa z 40m jeziorem które mamy pokonać wpław. Przyznam że woda była zimna jak cholera zwłaszcza na „podobno 13 stopni” Ł. Pawlas, ale za to budzi lepiej niż najlepsza kawa. Jaskinia jest piękna i obszerna, górny suchy ciąg ma nieraz 20-30m? szerokości i znaczną wysokość. Ogromne nacieki, misy martwicowe Itp. Itp. obecne na każdym kroku zapierają dech w piersi. Dopiero po ok 600m można zejść do niższego wodnego ciągu co udało się nam po dość długich poszukiwaniach. Tam zaczyna się to po co przyjechaliśmy. Wszyscy w momencie odzyskali siły i humor. Rzeka ciągnie się kilometrami, a jej pokonywanie jest bardzo przyjemne. Progi, trawersy, niskie partie zapieraczkowe co chwilę urozmaicają naszą wędrówkę. Niestety po przejściu łącznie około 2km zawracamy żeby zdążyć do sklepu co i tak się nam nie udało. Nikt natomiast nie żałował i nawet spaghetti z tuńczykiem smakowało całkiem nieźle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 3 – Grotte Inferieure de Bury'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poranek po Francusku, czyli Croissanty czekoladowe, jabłkowe [ale bez rodzynek] i takie o smaku croissanta wyłącznie plus kawą dodały nam sił na drugą tym razem mniejszą akcję jaskiniową. Po leśnych poszukiwaniach odnaleźliśmy otwór jaskini, mały i ciasny jak zresztą cała jaskinia. Po kilku małych salkach rozpoczyna się meander szerokości 0,5-1m. Woda znacznie płytsza niż w Gournier. Pokonaliśmy ok 500m korytarza przedzielanego ciasnotami, zaciskami i wpinaczką sięgającą do ok 10m? nawet czołgając się i zanurzając po nos w wodzie by dojść do miejsca gdzie zmienia się trochę charakter jaskini. Bardzo wąski i jeszcze bardziej przewiewny ok 10m tunel po którym jest zjazd 30cm szczeliną pokonał mnie wychładzając znacznie i zdecydowałem się zawrócić w towarzystwie Mateusza. Jaskinia dla mnie osobiście trudna, podobno im dalej tym piękniej, szkoda że nie mogłem się o tym teraz przekonać, ale na pewno tam kiedyś wrócę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót na przyjazny kemping, wieczór w miłym towarzystwie Jean’a DonVinoble [3E za litr] oraz morderczo głodnych kaczek minął niestety bardzo szybko. Rano naturalnie croissanty i jazda do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny teren, mnóstwo jaskiń i kanionów pod ręką, wprost zakochałem się w tym rejonie i chcę tam wrócić, i to RYCHŁO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Tadek, Basia, Artur, Tomek Szmatłoch, w niedzielę - &amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Wspinaczki starszych facetów w skałkach rzędkowickich. Pokonaliśmy kilka dróg V m. in. ''Słoneczny Trawers'' (zrobiliśmy ją w 3 krótkich wyciągach) i ''Filar Lechwora''. My do dróg podchodzimy &amp;quot;od strzału&amp;quot; szacując nasze możliwości dlatego rzadko używamy topo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/rzedkowice &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - spacery polano-dolinne|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; Rymarczyk, Wojtek i Zosia|9 - 14 08 2013}} Wyjazd pt. &amp;quot;ucieczka przed skwarem&amp;quot;. Ochhh, jak ja miałam dość już tych upałów.. a tam? już w pierwszy wieczór musiałam założyć polar! bezcenne. Wyjścia układane raczej pod moje możliwości fizyczne. I tak udaje nam się odwiedzić: Dolinę Lejową z popasem na Niżniej Kominiarskiej Polanie (szkoda, że obecna wersja szlaku ją omija! wiele traci na atrakcyjności - jeśli można tak to nazwać - ten odcinek regli)i zejściem do doliny Kościeliskiej, skąd ku naszej radości zabiera nas gospodarz Pan Tadeusz i odwozi bryczką na bazę do Roztok ;-). Udajemy się też do Małej Łąki (po dojściu do polany ja ledwo zipię- gorszy dzień, a Zo się dopiero rozkręca..) i wracamy przez Przysłop Miętusi lekko widokowym szlakiem do Nędzówki. Odwiedzamy też bardzo ładnie widokowo położoną polanę - Ciepkówkę, gdzie &amp;quot;witają&amp;quot; nas 4 pasterskie psy, stado owiec i baca, który twardą ręką wytłumaczył tamtym czterem, że turystów zagryzać nie wolno - odtąd zostaliśmy częścią stada, aż trudno było się rozstawać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia będą w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie|Karol Jagoda, Damian Żmuda, Ania Bil, Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Niedzielne wspinaczki w dol. Wiercicy na północnej Jurze. Pogoda optymalna. Skała sucha. Na skałach &amp;quot;Biały Pies&amp;quot; i &amp;quot;Proxima Centauri&amp;quot; położonych w pięknym bukowym lesie każdy znajduje coś dla siebie. Padają drogi od V do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Śnieżna|Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Z jednodniowym przesunięciem (zw. na zapowiadane burze w górach) ruszamy na kursowy wyjazd do Wielkiej Śnieżnej. Ze śląska wyjeżdżamy w sobotę wieczorem, gdzie już po sobotnich deszczach nie było śladu, także dopiero po zmroku dojeżdżamy na bazę, tj. na Polanę Rogoźniczańską gdzie poznajemy elitę PZA i po małej kolacji idziemy spać. Ja niestety niedoszacowałem pogody (poprzednie 2 tyg. to 30~38 st upały) a tej nocy było nie więcej niż 10 st C i nad ranem zmarzłem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na akcję ruszamy z samego rana w niedziele by po ok 2,5h być pod otworem. Znalezienie samego otworu trwało może 10~15 min, także w porównaniu do poprzednich wyjazdów odbyło się to szybko :)&lt;br /&gt;
Celem akcji był suchy biwak. Do poręczowania było nas dwóch (ja z Krzyśkiem) i poza małymi incydentami iż lina okazywała się np. o ~2m za krótka poszło nam gładko, choć zajęło nam to prawie 4h. W jaskini dosyć sucho (jedynie na płytowcach woda zmoczyła nam linę). Na Lodospadzie wg. bardziej doświadczonych kolegów lodu było mało, także przydały się taśmy do poręczowania. Dla potomnych napiszę, iż szkic techniczny z 1992 nie uwzględnia wielu batinoxów które są po drodze, także trzeba  conajmniej 5~7 karabinków więcej niż to wynika ze szkicu. 54m lina na płytowcu I to także za krótki odcinek o jakieś 4~5m. Na Wielką Studnię zw. na 2 przepinki po drodze 80m to tak bardzo &amp;quot;na styk&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót okazał się szybszy bo po ok 3,5 byliśmy już na powierzchni...a przynajmniej 3 z nas :) Osoba deporęczująca miała małe problemy z Lodospadem i Rurą, co przełożyło się na prawie godzinne czekanie na nią pod otworem. Na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie i krótko po 20:00 ruszyliśmy do auta. Próg pokonaliśmy jeszcze przy naturalnym świetle i czołówki wyciągnęliśmy dopiero przed Wielką Polaną. Do auta dotarliśmy o 22, a w domu byliśmy przed 1.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/sniezna-kurs-08.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po dolinkach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|10 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda na sobotę zapowiadała się deszczowo, ale nie mogłem wysiedzieć kolejnego weekendu w domu więc mimo porannej mżawki ruszamy w stronę Krakowa. Całą drogę deszcz nie ustępuje. Wycieczkę rozpoczynamy w Krzeszowicach i kierujemy się w stronę dol. Racławki. Dalej w górę dnem doliny do Racławic - bardzo malowniczy odcinek. Rzeka tworzy ciekawe meandry i co chwilę drewnianymi mostkami ścieżka przecina rzekę. Z Racławic kierujemy się na północ, aby przedostać się do dol. Eliaszówki. Niestety ślepo zawierzamy mapie, która wyprowadza nas wprost w pola kukurydzy. Przez pola musimy przedostać się z buta co zajmuje nam dużo czasu. W końcu natrafiamy na pole golfowe po którym miałem już okazję błądzić podczas szukania jaskini Racławickiej. Całemu zamieszaniu winne jest przeklęte pole golfowe, a właściwie to jego projektanci, którzy widocznie olali sprawę poprowadzenia szlaków pieszych i rowerowych innymi wariantami. Po walce z bujną jurajską dżunglą udaje nam się dostać do dol. Eliaszówki. Teraz już tylko szybki zjazd asfaltem przez Czerną do Krzeszowic. Wracamy przemoczeni, ubłoceni i mimo wszystko zadowoleni do Zabrza. Takim to sposobem zaliczyłem wszystkie podkrakowskie dolinki. Choć pojawił się pomysł żeby zjechać je wszystkie za jednym razem... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rejs po Wielkich Jeziorach Mazurskich|Piotr Górski (Żeglarski Klub Turytyczny &amp;quot;Klar&amp;quot; Zabrze), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.), Barbara Borowiec (os. tow.)|27 07 - 10 08 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to nic ekstremalnego ale odbyliśmy ciekawy rejs na jachcie „Perła” (klasa: Tango 780 S) z Rynu  a potem od Węgorzewa na północy  po Pisz na południu a dokładnie na trasie: jezioro Ryńskie (start z Rynu) – j. Tałty – Tałtowisko – Szymonieckie – Jagodne – Boczne – Niegocin – Tajty – Kisajno – Dargin – Mamry – rzeką i kanałem Węgorapy do Węgorzewa, dalej znów Mamry – (zwiedzanie bunkrów poniemieckich w okolicach kanału Mazurskiego) – Święcajty – Stręgiel (bardzo piękne jezioro, mało uczeszczane) – Święcajty – Mamry – Dargin – Łabap – Dobskie – Kisajno – Niegocin – Boczne – Jagodne dalej kanałami na Tałty – Mikołajskie – Śniardwy – Seksty – kanał Jegliński – Roś – powrót tą samą drogą na Mikołajskie – Bełdany (zmienne wiatry) – Mikołajskie – Tałty – Ryn.. W drugim dniu rejsu pomagaliśmy postawić maszt kobiecej załodze. W tym samym dniu przy pierwszym większym powiewie złamała się płetwa sterowa, którą naprawiliśmy (a właściwie kupiliśmy nową) w Giżycku. Pogoda dopisała nam idealnie. Przewaga korzystnych wiatrów pozwalała robić niezłe przebiegi. Na noc w większości przypadków zatrzymywaliśmy się w uroczych miejscach na brzegach i tylko kilka razy w marinach. Łódka spisała się bardzo dzielnie, podobnie załoga. Wieczory by nie powiedzieć noce Piotr urozmaicał szantami grając na gitarze. Dwa tygodnie mieliśmy okazje żeglować po wspaniałych akwenach i podziwiać piękną przyrodę.  Szczególne podziękowania dla Piotra Górskiego za zorganizowanie całego rejsu. W klubie jest kilku żeglarzy więc dla zainteresowanych szerszy opis w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Rejs_-_Wielkie_Jeziora_Mazurskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FRejsWJM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu clip: https://vimeo.com/72249805&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - I cóż, że ze Szwecji...|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Emma Lundh, Erik Pott i Per Fredriksson|03 - 08 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji kongresu w Brnie odwiedzili nas znajomi ze Sveriges Speleologförbund, szwedzkiej federacji jaskiniowej. W piątek, przez Sztokholm i Kraków, do Katowic dotarł Per. Po długiej podróży, zaproponowaliśmy mu wyjście na kawę i wizytę na ściance wspinaczkowej na MOSiRze. W sobotę w trójkę wspinaliśmy się trochę na Górze Birów, aby następnie popływać chwilę na Pogorii i przejąć z dworca w Katowicach Emmę i Erika, którzy dotarli pociągiem z Brna. Pojechaliśmy do Zakopanego i zakwaterowaliśmy się na Polanie Rogoźniczańskiej, która zresztą pozytywnie zaskoczyła naszych gości wysokim standardem noclegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę odwiedziliśmy '''Jaskinię Czarną''', do jeziorka Szmaragdowego. Poniedziałek to '''Wielka Śnieżna''' i Suchy Biwak. We wtorek odespaliśmy i odpoczęliśmy w Zakopanem i nad Jeziorem Orawskim. W tym samym dniu, Ola z przyczyn zawodowych musiała wrócić do domu. Środa upłynęła pod znakiem przygody w '''Ptasiej Studni''' (do Kaskad) i zjazdu Progiem Mułowym. W czwartek przejechaliśmy do Krakowa i zwiedziliśmy trasę turystyczną w Wieliczce i Rynek Główny. Nasi goście zostali na noc w Krakowie, aby następnie w piątek rano wrócić przez Sztokholm do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały pobyt w Tatrach towarzyszyła nam piękna pogoda, momentami trudna do wytrzymania. Choć ruch turystyczny na szlakach był duży, w jaskiniach nie spotkaliśmy nikogo. Przygotowaliśmy naszych gości zawczasu, ostrzegając ich, że podejścia są długie a jaskinie surowe. Rzeczywiście, pod górę męczyli się bardzo, ale doceniali też piękne widoki. Przy zjeździe do Ptasiej Erik stwierdził, że w sumie to jaskinia jest mu już obojętna, bo sceneria sama w sobie była warta tej wycieczki. Emmie, jako biologowi, szczególnie podobały się kwiatki na podejściach. W jaskiniach największe wrażenie zrobiła Wielka Studnia, Wodociąg i Studnia Wlotowa w Ptasiej. Najgorzej wypadł bodaj spacer na Krupówki. My, jako gospodarze, też bawiliśmy się dobrze. Miło było odwiedzić &amp;quot;klasyki&amp;quot; w dobrym towarzystwie. Problem tylko w tym, że po pięciu dniach mój angielski całkowicie się zużył i przełączyłem się chyba na sam tylko czas teraźniejszy prosty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako suwenir z Polski, Szwedzi otrzymali Licencje TPN na uprawianie taternictwa jaskiniowego w Parku (podziękowania dla B. Chlipały za szybkie załatwienie tematu). W Szwecji nie ma odpowiednika karty taternika i nie trzeba się nigdzie rejestrować idąc do jaskini. Wobec tego, z takim dokumentem, koleżanki i koledzy nareszcie mogli poczuć się profesjonalnymi grotołazami :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - Bieg dla Słonia|Aleksandra Golicz, Mateusz Górowski, Michał Wyciślik oraz ponad 1000 innych biegaczy|07 08 2013}}&lt;br /&gt;
Udział w biegu dla upamiętnienia Artura Hajzera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Galeria Gankowa|Damian Żmuda, Kasia, Ania, Adam(os. tow)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 04 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda przez cały tydzień była idealna i o dziwo utrzymała się także przez weekend – prawdziwy cud.  Grzechem byłoby nie zrobić jakieś fajnej drogi. Wybór pada na Orłowskiego (VI-) na Galerii Gankowej. ,,Klasyk klasyków’’ takim mianem określa się tą drogę , w 100% zgadzam się z tym stwierdzeniem. Niestety nie ma róży bez kolców, podejście ciągnie się w nieskończoność. Orłowski to  piękna droga, o wyrównanych trudnościach, biegnąca pionową ścianą, wymagająca wspinania na każdym wyciągu (nie ma odcinków po pastwiskach). Jedna rzecz, którą warto podkreślić to data poprowadzenia drogi 1939r. jest to coś niesamowitego, że  przed wojną na ówczesnym sprzęcie ktoś był wstanie zrobić tą drogę klasycznie!!!  Droga zajęła nam około 5,5h, ale atrakcje się nie skończyły tak szybko, zejście  do doliny Ciężkiej jest przygodą samą w sobie:). Podczas kiedy razem z Damianem  działaliśmy w ścianie, reszta ekipy prowadziła heroiczną walkę z wielkim piargiem opadającym z przełęczy Waga. Niestety ambitny pomysł wejścia tą drogą na Rysy się nie powiódł, tak wiec wszyscy wracamy w wielkim upale tą samą drogą na Łysą Polanę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Łomnica i Osterwa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda i Ania Bil - turystycznie|27 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nad moim górskim wspinaniem ciąży jakieś fatum. Fakt niepodważalny. Zeszły rok złamana noga, tuż przed wyjazdem na „wielkie alpejskie łojenie”. Teraz nieoczekiwana zmiana pracy i cały letni urlop wyparowuje jak siły przed kluczowym przechwytem. „Powalczymy w Tatrach, pocieszamy się z Karolem”. Od początku sezonu  tak się pocieszamy, tymczasem pogoda do znudzenia powtarza to samo zagranie: cały tydzień lampa, wymarzone warunki do wbijania się, w najdłuższe nawet drogi i wzorcowe załamanie w sobotę. Narasta nerwowość. Wreszcie zwrot akcji, prognozy wręcz nierealnie optymistyczne, web kamery pokazują piękne panoramy Tatr. Plany gotowe już od dawna – zachodnia ściana Łomnicy, Hokejka. Jako uzupełnienie Karol proponuje Osterwę, droga Dieski. Czyli 2 drogi siódemkowe, a ja od 2 lat nie dotknąłem podwójnej liny… rozsądni nie uprawiają tego sportu. W piątek Ania podejmuje szybką decyzję i dołącza do teamu jako wsparcie naziemne :)&lt;br /&gt;
Logistykę dopasowujemy do wieku uczestników, znaczy wjazd kolejką najwyżej jak się da (Jak to, nie obejmuje nas zniżka dla seniorów? Skandal!). Z Łomnickiego ramienia zejście emocjonującą „feratką” pod ścianę. Zgodnie z dewizą „braki kondycyjne nadrabiamy brakiem mózgu” nie zakładamy uprzęży na zejście po ubezpieczonej ścieżce, dzięki czemu wyprzedzamy pozostałe zespoły podchodzące pod ścianę. Wyścig okazuję się zresztą zupełnie zbędny, żaden z zespołów nie wybiera się na naszą drogę. Ustalamy taktykę tylko jednej zmiany na prowadzeniu – spora oszczędność czasu w porównaniu do zmiany prowadzącego po każdym wyciągu. Pierwsza, łatwiejsza połowa drogi (do hokeja) ja, dalej Karol. Moją część odebrałem, jako bardzo przyjemne wspinanie, niebanalne, w dużej ekspozycji i akceptowalnych trudnościach. Słynny trawers „przez krzyż” czujny ale dla mnie raczej prosty. Za to wielki podziw dla autorów drogi za wyszukanie tej linii w ścianie. Gdyby nie przelot przy starcie w trawers absolutnie nie przyszłoby mi do głowy, że to tu. Podczas wspinania na drodze obok spada wantę wielkości małego samochodu. Skała rozpryskuje się z potwornym hukiem odbijając się od ściany. Lawinka rozpędzonych głazów przelatuje drogą naszego podejścia. Zespół który był poniżej na drodze obrywa niewielkimi odłamkami, na szczęście bez konsekwencji ale jeden z chłopaków pokazuje nam później swój kask z głęboko wbitym w skorupę niewielkim kamieniem…&lt;br /&gt;
Zmiana na prowadzeniu i natychmiast zmienia się charakter drogi. Wyjście z hokeja – sięgniecie do wysokiego chwytu nad przewieszką, wypuszczenie nóg… Karol robi to gładko, ja z wyważającym plecakiem już nie. Nie udaje się sięgnąć klamy, pierwsza porażka. Po bloku jakoś gramolę się już do góry. W międzyczasie zapowiadana idealna lampa zmienia się w aurę typową dla tych gór – nadciągnęła cwangla, zaczyna się jakaś mżawka… świetny moment - dwa górne wyciągi stanowią odwodnienie szczytowego kolektora wodnego. Przed nami kluczowy wyciąg – lekko przewieszona rysa, jeszcze sucha… Karol atakuje, asekuracja komfortowa jak na sportowej drodze, mnóstwo haków, swoich punktów nie trzeba osadzać wcale. Obserwuję prowadzącego, wstawia się, cofa, kombinuje, wbija jeszcze raz… i odpada. Ups, takie trudności to on powinien robić przez sen… Druga wstawka, rozważnie ale ze sprężem. I lot. O, k…., co tam się dzieje? Po dłuższym odpoczynku na bloku wreszcie przechodzi rysę. Ja po tym pokazie nie mam wielkiej wiary w swoje szanse, szczególnie z uwagi na plecak. Odpadam po mało przekonującej walce i azeruję przez trudności. Jakie to upokarzające… Oceniamy, że w skałach miałby ten fragment VI.1+. Ostatnia długość liny i z pionowej ściany, z kwaśnymi minami, wychodzimy wprost  pomiędzy kelnera w garniturze i tłumek ciekawskich turystów, którzy wjechali na szczyt kolejką. Abstrakcja. Pogoda nawet poprawia się i możemy powzdychać patrząc na imponujące ściany Wideł czy Kieżmarskiego.&lt;br /&gt;
Podsumowując – fantastyczna ściana, droga najpiękniejsza, być może, jaką robiłem w Tatrach. Eksponowana na całej długości  i wymagająca, miejscami bardzo. Obowiązkowo do zrobienia, pod warunkiem jednak, że pewnie czujecie się w trudnościach VI.2 OS. Zejście ze szczytu kopczykowaną ścieżką z ubezpieczeniami (łańcuchy itp.) Ubezpieczenia miejscami niekompletne, ostrożnie w przypadku mokrej skały. Tymczasem Ania robi samotnie długą, ładną trasę po górach. Zadowoloną odnajdujemy w Starym Smokowcu. Czas na niezasłużone piwo i kolację (pierogi z bryndzą). Ciepła noc, na komfortowym zestawie karimata + materacyk mija zaskakująco szybko. Pobudka: 5:00&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieska-Halas-Marek, VII-, zachodnia ściana Osterwy&lt;br /&gt;
Mimo, że wybieramy się na drogę krótką (5 wyciągów) i z wyjątkowo szybkim podejściem to i tak Karol wymusza na nas nieludzko wczesną pobudkę i wyjście. Zależy mu na wczesnym powrocie do domu. Okazało się, że bardzo dobrze… ale nie uprzedzajmy. Podejście z parkingu Popradzkie Pleso via symboliczny cmentarz ofiar gór. Żeby po wczorajszej porażce na Łomnicy podchodzić pod kolejną siódemkę wzdłuż długich rzędów tablic z nazwiskami, datami i nazwami ścian – trzeba mieć mocną psychę albo niskie IQ. Po wczorajszych doświadczeniach mocno redukujemy wagę plecaka, nie biorąc w ścianę butów na zejście – zjedziemy. Pierwszy, prosty wyciąg doprowadza do luksusowego stanowiska przy uschniętej limbie - jest siedzisko z oparciem :) Dalej wygląda łatwo a nie jest. Wiemy już, że widok linii haków, niemal co metr nie wróży łatwej cyfry. Faktycznie, przewinięcie z zacięcia na filarek syte i techniczne. Trudność trzyma, kolejny szóstkowy wyciąg doprowadza do stanowiska pod kluczowym zacięciem . Wygląda imponująco – geometrycznie proste, o gładkich, pionowych ścianach. Wewnątrz rysa na cama nr 3. Jakieś 10m do przejścia dilferem, w 2/3 wysokości stały ring. Karol prowadzi, przy początku zacięcia, jeszcze z wygodnej pozycji zakłada frienda, sięgając daleko do rysy. Wchodzi w dilfera, widać, że jest przesztywniony, w obawie przed zbułowaniem się nie zakłada więcej przelotów, aż do ringa, tymczasem niedokładnie założony friend wypadł. Dysząc ciężko wpina się w niego, po czym dziwnie nerwowymi ruchami wychodzi ponad zacięcie, w łatwiejszy teren. Gdyby poleciał przed wpięciem horska sluzba miałaby co robić. Idę na drugiego. Okazuje się, że dilfer, z początku nawet przyjemny, pod koniec staje się mocno problematyczny. Rozchodząc się, rysa przestaje być pewnym chwytem. Zacięcie skutecznie wypluwa. Po raz kolejny na wyjeździe wiszę na linie konstatując cierpko brak formy. Już wiem, skąd nerwowe ruchy Karola na prowadzeniu. Jeszcze prosty trawers i kończymy drogę. W przewidywanym miejscu nie udaje się trafić na stanowiska zjazdowe i ostatecznie musimy schodzić w butkach wspinaczkowych – pokuta. Wspinanie zajęło nam 2,5h, kończymy zanim ściana znalazła się w słońcu – na szczęście. Rekordowe upały nie omijają gór. Jednakże w Tatrach muszą wzbudzać podejrzenia. Około 13tej gwałtownie zaczynają zbierać się burzowe chmury. Zdążyliśmy akurat wrócić do samochodu kiedy zaczyna się solidna ulewa. Myślimy o tych, którzy w tej chwili są w ścianie Łomnicy… górne wyciągi Hokejki w takich warunkach zmieniają się w regularny wodospad. Hmmm. a to najładniejszy weekend w tatrach od początku sezonu. &lt;br /&gt;
Pisząc to oglądam meteo na sobotę i niedzielę. Uśmiechnięte słoneczko na prognozach budzi złe przeczucia. Moje fatum pewnie też się uśmiecha. Drwiąco.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY - Brno - ICS 2013|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 21. - 28.07.2013 miał miejsce 16. Międzynarodowy Kongres Speleologii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kongresy odbywają się co cztery lata. Poprzedni był w USA, zaś następny będzie w Australii. Zasadniczym wydarzeniem w zorganizowanej części kongresu były referaty, które przez pięć dni prezentowane były równolegle w kilku salach. Wszystkie wystąpienia były ograniczone do 20 minut, a ich treść była przeznaczona zarówno dla naukowców zajmujących się jaskinami (sesje ogólne oraz bloki poświęcone: speleogenezie, biologii, rekonstrukcji paleoklimatu, archeologii, paleontologii, jaskiniom niekrasowym oraz sztucznym), jak również dla osób po prostu na poważnie chodzących po jaskiniach (oblegany blok o eksploracji w różnych rejonach świata, pomiary i mapy jaskiń, historia speleologii, ochrona jaskiń).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kongresu odbyły się wycieczki do okolicznych jaskiń Morawskiego Krasu. Były także wystawy fotografii, plakatów (naukowych, ale także o eksploracji), planów jaskiń, sztuki inspirowanej jaskiniami. Była SpeleoOlimpiada (najlepszy wynik na zacisku: mężczyźni 15 cm, kobiety 14 cm). Były pokazy filmów, pokazy 3D. Były spotkania różnych komisji roboczych, a także spotkania ad-hoc. Było walne zgromadzenie Międzynarodowej Unii Speleologicznej (UIS). Nie sposób było uczestniczyć we wszystkich tych wydarzeniach. Trzeba było ograniczać się i wybierać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście, to nie wydarzenia były najważniejsze. Przede wszystkim, na kongresie było 1100 grotołazów i speleologów z całego świata, z którymi można było porozmawiać, wyjść na miasto, umówić się na akcję w jaskini, na eksplorację, na współpracę naukową, albo po prostu na kontakt w przyszłości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, niezwykle ciekawa była prezentacja anglików o ręcznym skanowaniu laserowym przy użyciu urządzenia przypominającego wyglądem i sposobem użycia kropidło do święceń. Poza tym, dowiedziałem się nieco o stanie prac nad nową wersją przyrządu DistoX. Wszystko to miało miejsce w trakcie nieformalnych części kongresu. Z grotołazami brytyjskimi rozmawiałem o możliwości stworzenia wspólnego formatu przechowywania danych o jaskiniach. Wspólnie na Komisji Informatyki kontestowaliśmy pracę jak na razie wykonaną w tym zakresie w ramach UIS. Odbyło się też krótkie spotkanie koordynacyjne dotyczące wypraw Hong Meigui w Chiny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy w sytuacji o tyle dogodnej, że uczestnictwo w kongresie było częścią naszych wakacji a nie pracy. Wobec tego, zrobiliśmy sobie dodatkowe dwa dni przerwy. W ich trakcie, wspinaliśmy się nieco na skałkach w Morawskim Krasie, pływaliśmy w Brneńskiej Rivierze, a także kajakiem na jeziorach Nove Mlyny. Poszliśmy też zobaczyć jaskinię Katerzyńską i Punkiewną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 - 20 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 30.06 - 20.07.2013 odbyła się kolejna wyprawa Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Hoher Göll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku, bazę wyprawy stanowiła tzw. Zakrystia - nyża skalna pośrodku ściany na wysokości ok. 1800 m. Działalność wyprawy koncentrowała się na dwóch obiektach: Gruberhornhöhle (1336/29) oraz Gamsstieghöhle (1336/48). Obydwie te jaskinie zostały odkryte przez grotołazów austriackich w latach '60. Poszukiwaliśmy w nich nowych możliwości, ale najbardziej interesowała nas perspektywa połączenia Gruberhornhöhle z systemem jaskiniowym Hochscharte - którym to zajmowaliśmy się przez ostatnie kilkanaście lat. Brakuje w linii prostej może 30, a może 80 m - wszystko zależy od tego, jak spojrzeć na pomiary, które prowadzone były przez kilka pokoleń i paroma różnymi generacjami sprzętu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Oaza (ok. -550 m) założyliśmy biwak, podobnie jak miało to miejsce przeszło 40 lat temu. Udało się nam zlokalizować jedno interesujące miejsce z przewiewem. Po przekopaniu ciasnego przełazu, odkryliśmy ok. 120 metrów korytarzy, generalnie zmierzających w dobrym kierunku, ale cały czas nie łączących się z Kammerschartenhöhle. Na szczęście, ich kontynuacja nie jest całkowicie wykluczona. Zbadaliśmy również w jaskini kilka problemów pozostawionych &amp;quot;w starych czasach&amp;quot;. Około 20-metrową wspinaczką do okna osiągnęliśmy zupełnie nową Salę Moniki o wymiarach ok. 18 x 40 x 30 m (sz x dł x wys), niestety przechodzącą w ślepą studnię. Wahadło do innego okna doprowadziło nas za to do Sali Groszka i 45-metrowej studni z mokrą odnogą, ciągle jeszcze czekającą na sprawdzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najciekawsze odkrycia wyprawy miały jednak miejsce w Gamsstieghöhle. Tam, na głębokości ok. -110 m odkrywcy jaskini pozostawili niesprawdzony, wiejący meander. Ciasna, 85-metrowej długości &amp;quot;Zemsta Klappachera&amp;quot; doprowadziła nad 52-metrowej głębokości studnię o średnicy ok. 4 - 6 m. Z jej dna, będącego zawaliskiem osadzonym na zaklinowanych w meandrze blokach, prowadzi zjazd do kolejnej, obszernej próżni, której nie zdążyliśmy już zaporęczować. Cały czas wieje mocno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie jaskinie musieliśmy zaporęczować od nowa, w zdecydowanej większości przypadków osadzając nowe punkty asekuracyjne. Ogółem, wykorzystaliśmy na wyprawie ok. 1.4 km liny oraz ok. 120 kotew. Samo dojście do Gamsstieghöhle po powierzchni wymagało rozwieszenia ok. 150 m poręczówek. Dojście na bazę wyprawy jest jeszcze bardziej wymagające, niż na nasz poprzedni obóz na Hochscharte. Transport sprzętu oraz uczestników na początku wyprawy odbył się przy wykorzystaniu śmigłowca. Gdyby nie to, wspominiane odkrycia nie byłyby możliwe w ciągu 3 tygodni trwania wyprawy, przy tak nielicznym i malejącym z tygodnia na tydzień składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie trwania wyprawy odkryto oraz skartowano łącznie 587 m korytarzy. Udział wzięli: Piotr Stelmach, Amadeusz Lisiecki, Michał Macioszczyk, Marcin Gorzelańczyk, Jakub Kujawski z Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego; Mateusz Golicz (kierownik wyprawy) i Michał Wyciślik z RKG &amp;quot;Nocek&amp;quot;; Tomasz Olczak ze Speleoklubu Łódzkiego; Paweł Mazurek z Sekcji Grotołazów Wrocław; Kazimierz Szych ze Speleoklubu Tatrzańskiego; Miłosz Dryjański z KKS. W transporcie sprzętu pomiędzy obozami pomogli także bezpośrednio przed wyprawą Mirosław Latacz i Agata Maślanka z AKG AGH, za co serdecznie dziękujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy PZA za wsparcie finansowe, Landesverein für Höhlenkunde in Salzburg za pomoc organizacyjną, a także firmom FIXE oraz Lanex za udzielenie korzystnych rabatów na sprzęt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy jechać  w Tatry, ale niestety znowu pogoda wybiła nam ten  pomysł z głowy. Od początku roku nie było weekendu z pewną pogodą… Plan awaryjny – wspin na jurze, rejon ponownie wybrał Damian. Pogoda nieomal idealna, nie za ciepło nie za zimno po prostu pełen komfort. Na Łabajowej jak zwykle tłok, ale dało się wspinać. W ramach rozgrzewki przed Tatrami zrobiliśmy : Kąpiele błotne(VI+), Świadectwo Minionych Wieków (VI.1+/2) - polecam,  Obladi- Oblada (VI.2+) - klasyk, Nówka Stefana (VI.3+) - nowa droga,mocno przewieszona,wspinanie po klamach, Przaśny Chleb (VI.2+) - mimo,że płyta fajne wspinanie.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - jaskinia Oblica (spotkanie eksploratorów jaskiń beskidzkich)|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (SBB), Jerzy Pukowski (SBB), Kazimierz Piekarczyk (SBB), Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Paweł Franczak - Koło Geograficzne Uniwersytetu  Jagiellońskiego, Józef Figura - Tygodnik Podhalański, Marcin Rudecki (os. tow.), Jerzy Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Małgorzata Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Bogdan Szatkowski - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Dorota Cichowska-Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Piotr Krzywda - Studenckie Koło Przewodników Górskich, Zofia Gutek|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy się przy jaskini. Podział na dwie grupy i akcja w dziurze. Dotarliśmy do dna gdzie wpisaliśmy  się do zeszytu. W drodze powrotnej zwiedziliśmy boczny ciąg. Jaskinia jak na Beskidy niezbyt ciasna z kilkoma większymi salami. Potem udajemy się do ciekawego przełomu Skawicy. Ja z Jurkiem nawet trochę pływamy. Następnie jedziemy do wodospadu na Mosiornym Potoku. Wychodzimy jeszcze na szczyt Mosiornego Gronia skąd roztacza się fajny widok na Babią oraz Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FOblica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - klubowy spływ kajakowy Wiercicą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Henryk Tomanek oraz os. tow. - Gabriela Mann, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jan Kempny, Barbara Borowiec|14 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klubowy spływ odbył się na rzece Wiercica od Sygontki do Garnka. Sama Wiercica wywierzyskami Zygmunta i Elżbiety bierze swój początek w Złotym Potoku. Uchodzi 30 km dalej do Warty. My zaczynamy na rzece Kozyra w Sygontce by wkrótce w miejscowości Julianka płynąć już bardzo czystymi wodami Wiercicy. W Zalesicach są stawy hodowlane a kuriozalne jest to, że nie wolno płynąć rzeką wzdłuż stawów. 300 metrów ciągniemy kajaki przez chaszcze aby obejść owe stawy pokonując po drodze kilka rowów melioracyjnych (kajaka używamy jako kładki). Rzeka jest czysta i piękna. Spływ jest ciekawy. Nie obyło się bez wywrotki (Basia B. z Jankiem). Potem są jeszcze 2 przenoski i docieramy do Przyrowa. Stąd 6 osób jedzie już do domu a do końca płynie Damian, Teresa, Heniek i Gabrysia. Dalej znowu stawy hodowlane. Kajaki przewozimy do Smykowa i stąd już bez przenosek za to przez kilka progów (2 pokonuje się rozpędem) docieramy do rzeki Warty na wysokości miejscowości Garnek. Bardzo fajny spływ, pogoda dopisała w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FWiercica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina(WKTJ),Damian Żmuda,Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil i Sławek|6-7 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd w sobotę rano. Damian przez długi czas nie może uwierzyć że Wojtek jedzie z nami - pogłoski o jego przedwczesnej emeryturze wspinaczkowej okazały się nieprawdziwe. Zaczynamy wspin na Jastrzębiej Turni, gdzie Damianowi i Paulinie udaje się zrobić Mandale Życia(VI.2) czym Paulina poprawia swoją życiówkę. Wojtek jako że jeszcze nigdy nie był  w Sokolikach, intensywnie zapoznawał się ze specyfiką wspinania w granicie, ja natomiast pilnowałem, aby reszta ekipy miała czas na podziwianie pięknych widoków. Starannie i bez zbędnego pośpiechu patentując sąsiednią drogę, niestety bez sukcesu. Wieczorem dojeżdża do nas Ania ze Sławkiem, spędzamy więc sobotni wieczór przy ognisku w doborowym towarzystwie. Rano (godzina 7.16) budzi wszystkich Ania (serio!!!!), która nie potrafi doczekać się wspinu. Wspinamy się w rejonie Baby, gdzie prowadzimy Kurtykówkę(VI), Małpia Ściankę (VI.1) oraz Trójkę (VI.2+).  Jedna istotna uwaga na koniec - Sokoliki to idealny rejon na upały, panuje tu specyficzny mikroklimat, który pozwala na komfortowy wspin nawet przy wysokich temperaturach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ Małą Panwią|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i osoby towarzyszące|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Spływamy bardzo krótkim odcinkiem Małej Panwi.&lt;br /&gt;
Wrażenia:&lt;br /&gt;
- piękne lasy,&lt;br /&gt;
- brązowa woda,&lt;br /&gt;
- komary w ilościach niewyobrażalnych!!!&lt;br /&gt;
Wyglądam jakbym był chory na jakąś zakaźną chorobę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - góra Damiak i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy rozeznanie terenu w pobliżu góry Damiak (okolice Gorzkowa Starego). Teren trochę zdemolowany po ostatniej nawałnicy. Skałki wspinaczkowo nie godne uwagi. Ogólnie jednak teren piękny. Po deszczach straszna plaga komarów (w związku z tym marszruta przeradza się w ucieczkę). Trochę na przełaj, trochę ścieżkami zataczamy koło i wracamy do punktu wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (nie tylko z tego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/Start-lato&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Kucharska|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Już w sobotę wieczorem jesteśmy w Krakowie, więc korzystając z okazji wybieramy się w niedzielę na wspinanie. Wspinamy się na dobrze już znanej Łabajowej. Padają kolejne klasyki m.in. Lewa Ręka w Ciemności za VI.1 czy Przaśny chleb za VI.2+. Z ostatnią wyceną pozwolę się nie zgodzić, chyba nie jest tak trudna. Wspomniane drogi są wyjątkowej urody - bardzo estetyczne wspinanie, naprawdę warto spróbować. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dość ciekawy szlak rowerowy na trasie: Węgierska Górka (bunkry) - Cięcina - Magura (925) - stacja turystyczna Słowianka - Żabnica - Węgierska Górka. Szlak miejscami wymagający, dużo błota. Pogoda niezbyt (chwilami padało). Fajny zjazd z Słowianki do Żabnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Psia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA/SGW)|23 06 2013}}&lt;br /&gt;
Kontrola jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Powspinaliśmy się na dwóch skałach: trochę dłużej na Proxime Centauri oraz krótko na Diabelskich Mostach. Komary nie dawały żyć. Akcję zakończyliśmy grillem (bez komarów) nad Porajem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ pontonowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia i Justyna (osoby tow.)|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dokonano spływu pontonem rzeką Ruda od zalewu Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Dziewczyny w połowie dystansu zmieniały środek lokomocji z pontonu na rower.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Koszmarnie długie a czasem wnerwiające dojście. Do jaskini dotarliśmy zjazdem od góry. Akcja załamała się już na pierwszym zacisku. Nad pierwszą studnią las lodowych stalaktytów (aby przedostać się dalej część z nich trzeba było strącić). Nasze gabaryty trochę zniechęciły nas do dalszych prób. Mimo wszystko wyjazd wypruł z nas wiele sił. Cały sprzęt do dziury rozłożony tylko na dwie osoby. Po drodze urozmaicone warunki pogodowe: piękne słońce, burza, na wychodzeniu ścianą zlewa z gradem, gęsta mgła i znów słońce. W każdym razie na dole czuliśmy wszystkie mięśnie jak po sytej akcji. Po ostatniej śnieżnej zimie warto chyba do tego systemu pójść ciut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina,Dorota, Michał(WKTJ),Piotrek (os.tow.)Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15-16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Misja odzyskania auta nieco się przedłużyła:). Fala kulminacyjna w Decinie miała prawie 11m wysokości, normalny poziom wody w Łabie wynosi 3m, a przy poziomie 4m droga dojazdowa do miejscowości Dolni Żleb zostaje zalana. Po szybkich obliczeniach wychodzi,  że na drodze 6 czerwca  było 7m wody!!!. Tak więc przez 2 tygodnie z wielką uwagą śledziliśmy poziom wody. Plan wstępny był taki żeby w piątek odebrać auto, niestety poziom Łaby był o 0,5m za wysoki. Tak więc zdecydowaliśmy się na wspin sobotni w Sokołach, a wieczorem podjechać już w okrojonym składzie po auto. Na miejsce dotarliśmy po 24.00, okazało się że droga jest nadal zamknięta. Nie dając za wygraną sprawdzamy sami czy da się przejechać, na szczęście okazało się że na droga jest zalana tylko w kilku miejscach (a nie na odcinku 2km), a głębokość wody nie przekracza poziomu rury wydechowej czerwonego Ferrari którym ruszyliśmy na misję ratunkową. Właściciel baru pod którym zostawiliśmy auto nie wierzył że przejechaliśmy drogą asfaltową(dojazd do wioski przez 2 tygodnie był możliwy jedynie drogą terenową prowadzącą przez góry), wiec przypuszczam że jako pierwsi przejechaliśmy ten odcinek autem (ślady jazdy rowerem widzieliśmy po drodze). W drodze powrotnej przyjrzeliśmy się  jaki był poziom wody, faktycznie różnego typu zabrudzenia i trawy były  widoczne do wysokości 7m  na kratowym słupie wysokiego napięcia, po prostu strach się bać!!! W niedziele z samego rana wracamy w Sokoliki, gdzie budzimy resztę ekipy aby nieco się jeszcze powspinać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Jakubina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.), Paweł Berg (os. tow.), Wojciech Jajko (os. tow.), Anna Kempna (os. tow.)|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dol. Chochołowskiej przez Trzydniowiański, Kończysty, Jarząbczy na Raczkową Czubę (2194) po stronie słowackiej (szczyt też ma nazwę Jakubina). Zejście przez Jarząbczą dolinę do Chochołowskiej. Cały dzień dobra pogoda. Ludzi na tym szlaku bardzo mało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w dol. Kobylańskiej| Pacyfa, Marcin, Sławek, Ania, Sebastian, Ala, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Cały dzień wspinamy w dol. Kobylańskiej. Ze względu na duchotę nie szalejemy z wycenami:)&lt;br /&gt;
Z Alą odwiedzamy jeszcze wąwóz Podskalański w okolicach Tomaszowic z jaskinią Borsuczą (zalane wejście) i Wielką Skałą.&lt;br /&gt;
Wracamy przez Olkusz - bardzo długi korek za Sławkowem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: śladami Witolda Henryka|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 - 16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Ze szlaku na Krywań wchodzimy do Suchej Doliny Ważeckiej. Stamtąd na Niewcyrską Przełęcz (2270), do Doliny Niewcyrka (nocleg) a następnie przez Dolinę Koprową do Trzech Studniczek i z powrotem do samochodu. Pogoda dopisała. Było jakoś dziwnie duszno, ale na głowy nie spadła nam ani kropla deszczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że wyczerpujący tydzień w pracy odbił się na tempie naszego poruszania się. W każdym razie, w pewnym sensie udało się nam wypocząć. W niedzielę dodatkowo przypomnieliśmy sobie smak słowackiej kuchni. Na drogach wielki ścisk. Jak tylko zobaczyliśmy kolejkę do bramek w Balicach, to natychmiast skręciliśmy na Olkusz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA: Peak District - spacery po rejonie Dark Peak| &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech i Zosia Rymarczyk |03 - 14 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z gościnności mojej siostry i jej domowników spędziliśmy urlop w Tintwistle – małej miejscowości położonej w północnej części Anglii (ok. 30 km na wschód od Manchesteru), u samych stóp Gór Pennińskich, tuż przy granicy z parkiem narodowym Peak District. Pogoda nas zaskoczyła i oprócz jednego dnia typowo angielskiej pogody mieliśmy aż 10 dni słońca i to jakiego – wróciliśmy spaleni!!! tym samym prawdopodobnie wykorzystaliśmy tegoroczny limit pogodowy dla tego rejonu (jeśli nie dla całych wysp)!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Peak District jest najstarszym parkiem narodowym w Wielkiej Brytanii i wg niektórych źródeł najczęściej odwiedzanym. Jednak nie odczuliśmy tego zupełnie. Przestrzeń, pustka i wiatr – to chyba określenia najlepiej oddające charakter tego miejsca. I podobno mgła (nie dane nam jednak było się o tym przekonać), z powodu której w czasie II wojny rozbijały się wojskowe samoloty, których wraki znajdowane są do dziś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na nasze możliwości teren okazał się idealny. Poza mniejszymi spacerkami po okolicznych wrzosowiskach, polach, łąkach, wśród baranów, owiec, krów, gęsi (ścieżki turystyczne prowadzą tam prawie zawsze przez czyjeś pole – i nikt nie robi żadnych problemów (jest porozumienie między właścicielami i parkiem) – trzeba tylko pamiętać , żeby zamknąć za sobą furtkę), udało nam się przejść dwie większe trasy zdobywając najwyższe w rejonie dwutysięczniki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Tintwistle – Bleaklow – Glossop – Hadfield – Tintwistle &amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po porannej krzątaninie i codziennej dawce integracji z Rumcajsem (wielkim, puchatym owczarkiem podhalańskim), której Zosia za nic w świecie nie mogła odpuścić, udało nam się wyjść lekko po 12. Początkowo nasza trasa wiodła w górę rzeki Etherow, wzdłuż rezerwuarów i dość długo kluczyła licznymi pastwiskami. Ten odcinek był najtrudniejszy orientacyjnie, przez co często zatrzymywaliśmy się, żeby zweryfikować trasę z mapą. W końcu i tak wyszliśmy z pól w złym miejscu (ja przy okazji rozdarłam sobie spodnie o drut kolczasty). Po ponad godzinie wędrówki weszliśmy we właściwą dolinę i zaczęliśmy podejście. Uff. Widoki zaczęły robić się coraz ciekawsze jednak wkrótce musieliśmy zrobić pierwszy postój. Po krótkim odpoczynku, pełni optymizmu ruszyliśmy dalej, mimo żaru lejącego się z nieba (sołońce swietit, stoit strasznaja żara – mniej więcej tyle zostało mi po wakacjach sprzed 2 lat, gdy wypisywaliśmy kartki do domu;). Na szczęcie wiał orzeźwiający wiatr. Góry okazały się bardzo rozległe i bardzo..... płaskie w górnych partiach; powoli też zaczynało do mnie docierać jak długa jeszcze droga przed nami. Po osiągnięciu szczytu Bleaklow (oznaczonego wielkim kopczykiem - inaczej trudno byłoby znaleźć najwyższy punkt całego płaskowyżu), liczącego coś 2077 - ale stóp (czyli 633 m npm) i zorientowaniu kierunków mkniemy w dalszą drogę. Drugi postój przy strumieniu robimy nieco przykrótkawy z obawy przed nieubłaganie uciekającym czasem. Jednak równowaga w przyrodzie musi być zachowana... Zosia kategorycznie odmówiła więc dalszego transportu w chuście oraz wszelkimi innymi metodami (w tym pod pachą) i skoro postój był za krótki to ona pójdzie dalej sama. No i tak szliśmy :) i szliśmy.... ważne że do przodu! Nie to, że groził nam zachód słońca, o nie! Tam jest jasno do 23. Bardziej baliśmy się, że ucieknie nam ostatni pociąg i że będziemy zbyt zmęczeni żeby w ogóle do niego dojść! (tj. ja). Dzięki temu jednak mogliśmy w spokoju popodziwiać naprawdę ciekawe i niespotykane u nas krajobrazy. Niedługo przed skrętem ze Szlaku Pennińskiego, którym do tej pory szliśmy na ścieżkę do Glossop (na pociąg) natknęliśmy się na ornitologa z Nottingham, który zapytany &amp;quot;jak daleko jeszcze...&amp;quot; po dłuższym namyśle i obracaniu mapy na wszelkie sposoby odparł, że nie wie, ale że chętnie zawiezie nas do Glossop. :D Do głównej drogi było raptem 10 min spaceru, tymczasem do miasta dreptalibyśmy jeszcze dobre 1,5h. Po drodze pokazał nam jeszcze siewkę złotą i skowronka, po czym już przy samochodzie zorientował się, że gdzieś „posiał swój kijek i z misją dostarczenia nas do Glossop wysłał swoją żonę. Na stacji lądujemy dość szybko i od razu łapiemy pociąg, który po 6 min. dowozi nas do Hadfield. Jeszcze tylko 20 min spaceru i jesteśmy „w domu”. To się nazywa szczęście spotkać tak bezinteresownych ludzi! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;The Grouse – Burnt Hill – Mill Hill – Kinder Scout – The Grouse&amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugą wycieczkę podjeżdżamy busem i wychodzimy wprost na ścieżkę prowadzącą na Burnt Hill. Zośka zmęczona duchotą i ciepłem zasnęła, a my szybciutko osiągamy, wpierw Burnt, a potem Mill Hill. Już stąd rozpościera się piękna panorama na pobliskie wioski i miasteczka oraz Manchester! Od tej chwili wiatr urywa głowy i mocno skuleni wdrapujemy się na Kinder Scout (najwyższy szczyt Peak District, liczący 2087 ft – czyli całe 636m npm :), na którym stajemy po ok. 15 min. Szybko znajdujemy jakąś dziurę w ziemi i tam rozbijamy się obozem. Zośka prostuje kości i likwiduje nasze zapasy żywnościowe, a my robimy zdjęcia, napawamy się widokami i odczytujemy nazwy przewoźników z burt i skrzydeł samolotów kołujących powoli w kierunku lotniska w Manchesterze. Na szczycie spędzamy ok. 40 min. i  pospiesznie pakujemy graty bo z południa nadciąga ZŁO. Po około 10 min. zejścia deszcz łapie nas i towarzyszy nam prawie do samego końca wędrówki. Ponieważ dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej ograniczeni czasowo (łączony transport publiczny) musimy się uwijać. Schodzimy w rekordowym tempie i na szczęście łapiemy się na busa który wiezie nas na pociąg do Glossop. Wypad bardzo udany – świetna trasa, niezwykłe widoki i piękne chmury – jeszcze długo w noc wspominamy wrażenia minionego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli kończy się nasz czas w Anglii. Na koniec jeszcze odwiedzamy pobliskie skały i nieśmiało się do nich przystawiamy (mamy topo). Podobno sam rejon jest dosyć chętnie odwiedzany przez angielskich wspinaczy. Jest tam wiele naturalnych skałek i całe mnóstwo opuszczonych kamieniołomów. Co do samych gór... może wysokością nie powalają, trzeba jednak zaznaczyć, że przewyższenia tam są dość znaczne i często startuje się niemal z poziomu morza. Z ciekawostek jeszcze można dodać, że cały Penine Way liczy ponad 430 km – zaczyna się w angielskim Edale a kończy w Kirk Yetholm w Szkocji. Będzie co robić na zaś!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zabrze Grzybowice - spotkanie Dino-speleo|z RKG: Henryk Tomanek (gospodarz imprezy), Zygmunt Zbirenda, Bianka Fulde-Witman, Basia i Tadek Szmatłoch, Adam i Brygida Wilkoszyńscy, Wanda Jewdoszuk, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard i Marzenna Widuch, Anna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog z Jolą |15 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczne spotkanie dawnego środowiska Spleoklubu Gliwice, którego członkami byli starsi koledzy obecnego RKG. Więcej szczegółów w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: dolina Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|13 06 2013}}&lt;br /&gt;
Zwiedzamy stare opactwo na Tyńcu. Skały, na których stoi klasztor są obite (stare kolucha), jest kilka ciekawych dróg. Ze względu na wyskoki poziom Wisły promy na rzece nie kursują. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Ryszard Widuch, Tadeusz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Łukasz Majewicz, Łukasz Kowalkowski|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Sobotni dzień, w którym pod opieką Ryśka i Tadka po raz pierwszy odwiedziliśmy jaskinię tatrzańską, zaczął się dla nas o godz. 5.00. Celem wyprawy były Partie Królewskie w Jaskini Czarnej. Nieco ponad godzinie później maszerowaliśmy już w Dolinie Kościeliskiej. Samo podejście pod otwór wycisnęło z nas trochę potu. Po przygotowaniach rozpocząłem zjazd i poręczowanie z otworu głównego. Następnie przemierzaliśmy kolejne przestrzenne sale i korytarze, z których największe wrażenie wywarła chyba sala Francuska. Co było do łatania, to zaopiekowali się tym Ksawery z Łukaszem. Tutaj znowu najciekawszymi etapami był chyba trawers Herkulesa, który wygląda trochę inaczej niż na zdjęciach oraz Komin Węgierski.  Tym sposobem dotarliśmy do upragnionych Partii Królewskich, w których rzeczywiście jest coś z ich nazwy. Po zjeździe nad Studnią Smoluchowskiego rozpoczęła się droga powrotna. Światło słoneczne zobaczyliśmy ponownie w okolicach godz. 17.00 – 17.30. Następnie pozostało już tylko błotniste zejście do doliny, powrót na kwaterę i droga powrotna do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spała: Walne Zgromadzenie Delegatów PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 9 06 2013}}&lt;br /&gt;
W weekend miało miejsce sprawozdawczo-wyborcze zgromadzenie PZA. Pierwszego dnia występowałem jako członek ustępującego Zarządu. Nawet udzielono nam absolutorium. Drugiego dnia zmieniłem role, zwolniony z obowiązków członka Zarządu pobrałem mandat stając się reprezentantem naszego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja, co ciekawe, niespodziewanie koncentrowała się na szkoleniu. Kontrowersyjne sprawy typu Golden Lunacy czy Broad Peak były zupełnie na marginesie. Marek Kujawiński, delegat z AKG Łódź, złożył kilka ciekawych pomysłów, które m.in. mają ułatwiać życie instruktorom PZA pracującym w klubach (zamiast na własny rachunek). Problem w zasadzie dotyczy wspinaczki powierzchniowej. Dyskutowano także o organizacji kursu instruktora Narciarstwa Wysokogórskiego (może ktoś w klubie się skusi? no?!). Podjęto decyzję o utworzeniu w ramach PZA Komisji Ochrony Przyrody pod przewodnictwem Miłosza Jodłowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się wybory nowych władz. Mimo składanych mi propozycji, tym razem nie kandydowałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na mój dobry kontakt z klawiaturą, to było już trzecie Zgromadzenie, które protokołowałem na bieżąco. W dwa dni zapisałem 19 stron, wobec czego do domu wróciłem z poważnym bólem głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspin w Rzędkowicach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Rejon wybrał Damian (poważnie!!!), ja tylko wybrałem poszczególne skałki. Zaczynamy od szeroko zakrojonych poszukiwań Leśnej Turni, po jakiś czasie błądzenia (podejścia w Tatrach bywają krótsze) odnaleźliśmy ją w końcu. Skałka wygląda okazale, aż nie chce się wierzyć że wcześniej tu się nie wspinaliśmy. Ze względu na wyczerpanie organizmu wielokilometrowym podejściem wspinamy jedynie dwie drogi Zza drzewka (VI.1+), oraz Negatyw (VI.1+). Obie ładne, ale wydawały nam się jakieś trudnawe. Potem szybka wstawka kontrolna w palczastą drogę na Solidarności pokazuje, że naderwane palce jeszcze nie są do końca wyleczone. Na koniec dnia przenosimy się na Flaszkę, gdzie dla poprawy humorów prowadzimy w lekkim deszczu Kant Flaszki (VI.1) oraz Prostowanie świni (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: jaskinie Parku Apuseni|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii wypoczynkowych – &lt;br /&gt;
Ola zabiera mnie z Wirka, gdzie witamy się jeszcze z Damianem, którego prawie namówiliśmy żeby pojechał z nami. Z Katowic wyjeżdżamy przed 22:00. Wybieramy drogę przez Nowy Sącz i po około 8 godzinach docieramy do Sudrigiu, gdzie w siedzibie Parku Narodowego Apuseni odbieramy pozwolenia i otrzymujemy wszelkie informacje pomocnicze, w tym o warunkach wodnych w jaskiniach („… uważajcie bo jest dużo wody”).&lt;br /&gt;
Po wizycie u strażników, jedziemy prosto pod otwór jaskini Coiba Mare w wiosce Garda de Sus. Samochód zostawiamy 2 min. drogi od otworu jaskini. Już sam otwór jest dość imponujący – kilkudziesięciometrowy portal skalny, do którego wpływa górki potok. Zimna woda skutecznie wybudza nas ze stanu uśpienie po trudach podróży. Atrakcji w jaskini dostarczają piękne nacieki, zjazd kilkunastometrowym wodospadem i syfon doszczętnie zawalony belkami drewna, które ponoć przytargała tu woda z Coiba Mica – daje to trochę do myślenia o sile rwącej wody przepływającej przez jaskinię.&lt;br /&gt;
Po akcji udajemy się na Poiana Glavoi/la Grajduri, gdzie zakładamy bazę wypadową na kolejne dni. Namioty udaje nam się rozbić w jeszcze dobrej pogodzie. Lecz po krótkiej chwili wali już gradem. Na szczęście chowamy się pod drewnianą wiatą. &lt;br /&gt;
Dzień kończymy wspólną kolacją, którą serwuje nam Tomek Pawłowski z KW Kraków - Dzięki Tomku za wyśmienite smaki kuchni regionalnej:). Tomek, jako stały bywalec tutejszych jaskiń udziela nam cennych informacji o tutejszych jaskiniach, warunkach hydrologicznych, a nawet zwyczajach tutejszej ludności i relacjach między grotołazami węgierskimi  i rumuńskimi.&lt;br /&gt;
Na drugi dzień zaplanowaliśmy odwet za porwany gumiak Mateusza podczas akcji w Cetatile Ponorolui rok temu. Z powodu wysokiego stanu wody, poręczujemy już samo przejście przez rzekę wpadającą do jaskini. Dalej nawet puszczało, choć trzeba było stale uważać na rwący nurt.  Sama jaskinia bardzo urodziwa. Otwiera ją imponujący portal o wysokości ok. 70m! Początkowe partie jaskini stanowią kaskady, następnie woda rozlewa się szeroko i w spokojnej już wodzie podziwiamy grę światła wpadającego z kolejnych otworów. Potem już na przemian trochę kaskad, trawers ze zjazdem do głębszej już wody i chwilę później brakuje nam już lin, a nurt jest zbyt szybki żeby poruszać się bez żadnych zabezpieczeń. &lt;br /&gt;
Akcję kończymy dość wcześnie więc po rozwieszeniu mokrych rzeczy, udajemy się na spacer po okolicy. Po 20 min. docieramy na Poianę Ponor,  na której znajdują się charakterystyczne dla obszaru krasowego okresowe jeziorka (polje/polja). Miejsce bardzo malownicze. Nad wodą znajdują się skałki obite i gotowe do wspinania.&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia Tomek zabiera nas do jaskini Peștera de la Zapodie. Niestety po kilku zjazdach lód zamyka korytarz uniemożliwiając nam odwiedzenie dalszych – ładniejszych partii. Żeby nie zmarnować akcji, pomagamy Tomkowi w wymianie punktów i trochę zmarznięci i z lekkim niedosytem wracam na biwak.&lt;br /&gt;
Popołudniu znów wybieramy się na wycieczkę po okolicznych lasach. Tym razem odwiedzamy jaskinię Gheratul Focul Viu z dość imponującą kupą śnieżno-lodową. Do jaskini nie można wchodzić – zwiedza się ją z drewnianego balkoniku ustawionego przy otworze. Spacer trochę zaczyna się wydłużać z powodu braku mapy i tak przez przypadek natrafiamy na otwór jaskini Pestera Neagra i wychodzimy na początku polany Glavoi. &lt;br /&gt;
Po powrocie ze spaceru, na bazie zastajemy dziwne poruszenie. Po chwili okazuje się, że w jaskini Avenul Bortig doszło do wypadku z udziałem olkuskich kolegów. Na szczęście ratownicy z Salvamont’u odbywali nieopodal ćwiczenia, więc szybko zjawili się na miejscu wypadku i to w bardzo dużej liczbie – chyba z 30 ratowników. &lt;br /&gt;
Z opisu świadków, poszkodowany poślizgnął się na lodowym stożku i rozbił się o skałę. Efektem było złamanie ręki i nogi. Cała akcja ratunkowa trwała dobre 6 godzin, co daje do myślenia biorąc pod uwagę, że pod otwór jaskini było jedynie 30 min spokojnego marszu. A poszkodowany znajdował się na samym początku jaskini.&lt;br /&gt;
Po niespokojnym wieczorze, plany na ostatni dzień dobieramy jakoś bardzo „czujnie”. Propozycje Mateusza: &lt;br /&gt;
- Pestera Neagra – 5-6 godzin akcji&lt;br /&gt;
- Avenul Bortig – szybka akcja, ale jakoś tak dziwnie iść do jaskini gdzie, jeszcze przed paroma godzinami doszło do wypadku&lt;br /&gt;
Propozycje Oli i moje:&lt;br /&gt;
- a może coś innego…&lt;br /&gt;
W końcu decydujemy się na szybki kanion Oselu. Tomek zjeżdża z nami samochodem i pokazuje nam kaskady z dołu. Po krótkiej chwili namysłu decyduje się iść z nami, bo warunki wodne były optymalne. Cały kanion składa się z siedmiu kaskad, których wysokość dochodzi do około 20 metrów. Akcja rzeczywiście szybka, lecz mimo słonecznej pogody gdzieś w połowie kanionu zaczynam dygotać. Ostatni zjazd kończymy wśród widowni rumuńskich turystów. Szybkie suszenie i wracamy do Polski. Na miejscu jesteśmy jeszcze przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mógłbym się jeszcze rozpisać na temat rumuńskiego podejścia do ekologii i spraw obijania jaskiń ale może pozostawmy te sprawy w rękach rumuńskich parkowców i speleologów, w końcu chyba wszystko zmierza w dobrą stronę. &lt;br /&gt;
Podsumowując, w pamięci zostaną piękne nacieki, zabawy wodne i muzyka … gitarowe plumkanie Boba Dylana przy ognisku i bardzo głośne Guns n’ Roses puszczane z głośników samochodowych.&lt;br /&gt;
Muszę jeszcze dodać, że przed wyjazdem byłem rozdarty – wyjazd do jaskiń Rumuni czy wspinanie w dol. Łaby z Karolem. Wolałem jednak zmoknąć trochę w pięknych jaskiniach i wrócić jak cywilizowany człowiek samochodem, niż wspinać się na deszczu i porzucić pojazd lokomocji na pożarcie przez rdzę.&lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: wspin w Labaku część 1|Paulina Piechowiak(WKTJ),Paulina, Wojtek(osoby tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy nie pozostawiały złudzeń, leje wszędzie od Franken po Osp, od Sokołów do Tatr.  Ale napinka była tak duża, że nie było takiej możliwości aby odpuścić ten weekend. Wybieramy Labak, gdzie jeszcze nikt z nas się nie wspinał. Dojeżdżam do Wrocławia, gdzie odbiera mnie ekipa z Poznania. W Dolni Zleb  jesteśmy tuż po wschodzie słońca, dokładnie przeszukujemy całą wioskę, niestety campingu u Janka nie odnajdujemy. Decydujemy się na drzemkę w aucie, rano gdy wreszcie namierzamy camping okazuje się być on nieczynny. Ostatecznie zatrzymujemy się w u Kosti, 2 pokoje, łazienka po prostu All inclusive. Labak podobnie jak inne piachy jest obity oszczędnie (delikatnie mówiąc), niestety nikt z naszej ekipy nie posiadał psychy ze stali, dlatego też cele wspinaczkowe wybieraliśmy bardzo starannie, ilość ringów na odcinku 10 metrów była pierwszą rzeczą którą braliśmy pod uwagę . Poza tym pogoda nie pozwoliła nam na zbyt dużo, w sumie w ciągu weekendu mieliśmy około 10h okna pogodowego. Najczęściej mocno padało z krótkimi przerwami na totalną zlewę, mżawkę uznawaliśmy za chwilowe załamanie niepogody. Jednak mimo tej pogody nie przewidzieliśmy jednego, a mianowicie tego że Łaba może odciąć całą miejscowość od świata. W sobotę rano zorientowaliśmy się że jedyna droga prowadząca do miasteczka jest kompletnie zalana (0,5m głębokości wody na odcinku około 1km, stan wody wynosił 430cm). Pomimo długich i intensywnych poszukiwań innej drogi ewakuacyjnej nie znaleźliśmy. Nie pozostało nam nic innego jak zostawić samochód i przez Niemcy wrócić pociągiem do domów. Stan wody gdy wyjeżdżaliśmy oscylował w granicach 500cm(obecnie poniedziałek godzina 18.17 wynosi 675cm!!!)    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielka wyprawa - ostatnie dni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|21  - 26 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska to najpiękniejszy kraj świata. Okrążając naszą planetę wracamy po niemal 5 miesiącach do domu. Wystarczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis w WYPRAWACH:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#Wielka_wyprawa_-_ostatnie_dni&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lokalnej TV Sfera w programie ''Wydarzenia'' ukazała się relacja z finiszu wyprawy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.sferatv.pl/vod/wydarzenia/audycja/2556-wydarzenia-29-maja-2013.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Orzech - Powrót Taty|Basia, Aga, Tadek Szmatłoch, Tereska Szołtysik, Zyguś Zbirenda, Sonia i Heniek Tomanek z (?!) osobą towarzyszącą (nie wiem czy Heniowi czy Soni), Marzena i &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt; |26 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na miejscu dołaczyli do nas Damian Szołtysik i Krzysztof Hilus, którzy podobno objechali świat ale to nie jest pewne bo przyplątali się do naszego towarzystwa z nienacka i nie wszystko słyszałem co mówili, muszę przyznać że udało im się co prawda na chwilę być w centrum uwagi ale szybko wszystko wróciło do normy i znów JA byłem moderatorem eventu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia 25.05. miał miejsce wyjazd klubowy do miejscowości Orzech koło piekar śl. A zaczęło się dość niepozornie, ''JUŻ SĄ'' powiedziała Tereska do słuchawki, mają telefon z polską kartą, wykonuję szybki telefon, i w słuchawce słyszę dawno zapomniany głos, ''jesteśmy w Orzechu''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze zapisy o miejscowości Orzech znajdują się w księdze parafialnej kościoła św. Małgorzaty w Bytomiu i pochodzą z około 1224. Są to zarysy szkiców granic osady w pisowni Oreh w języku łacińskim. W 1277 biskup krakowski Paweł zakłada parafię kamieńską, do której zostaje włączona osada Orzech. Obecnie mieszka w miejscowości ok 1900 mieszkańców. W tym momencie następuje wiele zdarzeń spontanicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozwolę sobie skrótowo je opisać w wersji chronologicznej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) Marzena jedziemy?&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(Marzena) jedziemy!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzwonię do Tadka, ''jedziecie?''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(tadek) Basia warzy łobiod na jutro ale poczekej spytom ją, ja jadymy''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) przyjedźcie do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tadek) dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi telefon do Tereski,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) jedziesz''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) ale ja teraz jadę do teściowej z obiadem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra przyjedź zaraz po tym do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) no dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym czasie pukanie do drzwi, wchodzi basia i aga&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(basia) mocie pisak, bo momy baner &amp;quot;witamy w polsce&amp;quot; ale ino w ołówku''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) momy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili słychać - ''(basia) o kurcze  pisak przebił kartka i pomarasioł serwet''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(marzena) nie szkodzi''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(aga) fajny mocie widok z balkonu''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(teresa) już jestem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra jadymy na dwa auta, marzena czyści lodówkę bo na pewno są głodni.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy windą na parter, basi się podobało, a na dole zaskoczenie - dojechał ziga,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) cześć''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ziga) cześć jadymy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzech ul. Szkolna 4, jak się okazało ulica ma dziwny przebieg coś jak &amp;quot;S&amp;quot; na dolarze i nie było łatwo znaleźć nr 4 ale udało się. Dojechał jeszcze Heniek z towarzystwem no i jak już wspomniałem Damian i Krzysiek. Event miał miejsce na poboczu drogi, koło płotu wypasionej willi, dyskretnie odpaliliśmy szampana, trochę to wyglądało jak u Gombrowicza. Ja dyskretnie spoglądałem na zegarek (finał ligi mistrzów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''no to jadymy (ja)''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''no ja, musza dokonczyć łobiod (basia)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę że atmosferę spotkania pokażą zdjęcia, które mam nadzieję dołączą uczestnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie chciałbym wyrazić nadzieję, że mój opis pokaże młodzieży jak można zrobić coś z niczego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
rw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. już mam trzy komplety garnków turystycznych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 PS. mam pytanie do zarządu, czy to że moje nazwisko na liście do mosiru zostało napisane małymi literami to coś znaczy?&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fpowrot&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd do jaskini Koralowej oraz jaskini Wszystkich Świętych|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Tomasz Zięć; kadra: Mateusz Golicz, Karol Jagoda|25 05 2013}}&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu  było wejście do jaskini Koralowej i Wszystkich Świętych. Po zaparkowaniu samochodów na świeżo wyremontowanym parkingu leśnym i przebraniu się, pod przewodnictwem Asi ruszyliśmy w kierunku jaskiń. Po dotarciu do otworu jaskini Koralowej podzieliliśmy wstępnie zadania. W czasie gdy ja z Asią, Mateuszem i Łukaszem zajęliśmy się poręczowaniem całej jaskini Koralowej, Ksawery z Karolem i Tomkiem poręczowali studnię Warszawiaków w Wszystkich Świętych i trenowali elementy ratownictwa. Dotarli do nas pod koniec poręczowania WAR-u. Odwiedziliśmy jeszcze salę MMG i wracaliśmy na powierzchnię. Następnie wszyscy zjechaliśmy do jaskini Wszystkich Świętych.  W czasie poręczowania trawersu na most Herberta, kto jeszcze nie miał okazji do treningu ratownictwa, to sprowadzał bezpiecznie na dno ofiarę „zasłabnięcia” na linie. Jak już wszyscy, po emocjonującym trawersie, stanęli na wspominanym moście, rozpoczął się powrót. Gdy pierwsi z ekipy opuszczali już jaskinię, chętni jeszcze odwiedzili salę Peny z interesującym zamkiem z piasku (widać, że komuś kiedyś się nudziło w kolejce do liny). Około godz. 17.30 udaliśmy się z powrotem w kierunku parkingu. Podsumowując, każdy poręczował, deporęczował i ratował, a cały wyjazd był ciekawy i udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 37-lecie klubu w Piasecznie|Rodzina Jaworskich, Rodzina Szmatłochów, Rodzina Orszulików i dwie bestie,  Rodzina Widuchów, Rodzina Rymarczyków, Rodzina Dolibogów, Rodzina Pawlasów, Rodzina Szczurków ze znajomymi ze Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza, Ania Bill, Sławek Musiał, Piotrek Strzelecki, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Xawery Patryn, Asia Przymus, Sebastian Podsiadło – chyba nikogo nie pominąłem|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Kolejny już raz lecie odbyło się w dalekim Piasecznie. Obóz Nockowy rozbijamy na polanie w środku lasu. Ochronę dobytku [powierzyliśmy dwóm bestiom – ni to psy, ni to lwy … Problemy orientacyjne dały się we znaki wielu z nas. Niektórych trzeba było nawet wyciągać z piachu:)&lt;br /&gt;
W sobotę Karol z Damianem wspinają się na Okienniku Wielkim.&lt;br /&gt;
Reszta działa na skałkach przy obozie lub odbywa wycieczki piesze i rowerowe. Po przerwie obiadowej, Tadek zabiera kursantów do Jaskini Wielkanocnej – tym razem nikogo nie zasypało (chyba).&lt;br /&gt;
Wieczorem standardowe ognisko oraz oficjalne przyznanie prestiżowych nagród – SPITów. (lista laureatów ukaże się już niedługo w dziale aktualności).&lt;br /&gt;
Drugiego dnia kursanci ćwiczą poręczowanie pod czujnym okiem Tomka. Część osób udaje się do Podzamcza na wspin, część na wycieczki rowerowe. Reszta zaś, nie wiem co robi – może jednak kogoś tam zasypało…&lt;br /&gt;
Wspinaczka w Podzamczu kończy się wizytą w szpitalu (szczegóły dopowiedzą Karol z Damianem). Na szczęście nic poważnego się nie stało.&lt;br /&gt;
Cały weekend pogoda rewelacyjna. Bez kropli deszczu. Nawet co poniektórych delikatnie przysmażyło.&lt;br /&gt;
Dzięki wszystkim za przybycie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Walne Zgromadzenie Delegatów Klubów i Sekcji Taternictwa Jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach: Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ), Marcin Słowik (SŁ), Dariusz Lubomski (SKTJ); podczas obrad ok. 50 osób z całego tzw. jaskiniowego środowiska|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Zjazd przebiegał w niezwykle spokojnej, a może nawet sennej atmosferze. Jako że na zmiany w budżecie i tak już było za późno, dyskusje koncentrowały się wokół spraw Tatrzańskich, wyprawy centralnej, szkolenia, polityki w ramach PZA i promocji taternictwa jaskiniowego w szerokim świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrano nowy skład Komisji Taternictwa Jaskiniowego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed oficjalnym rozpoczęciem oraz w przerwach zrobiliśmy parę dróg na Bibliotece, jedną na Turni Motocyklistów i coś jeszcze na Górze Zborów. Na skałach generalnie tłumy - w końcu sezon w pełni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|UKRAINA: witaj Europo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|17 - 21 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie Europa. Nasza kochana Europa. Z Kijowa pędzimy w stronę polskiej granicy osiągając ją 3 etapach: 210 km, 198, 165 km. Do Polski wjeżdżamy w Zosinie. Szerszy opis w dziale WYPRAWY:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#UKRAINA:_witaj_Europo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FUkraina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KAZACHSTAN: góry, stepy i Szaryński Kanion|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|08 - 17 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszego pobytu w Kazachstanie odwiedziliśmy Kanion Szryński. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi. Bardzo piękny kraj. Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#KAZACHSTAN:_Gory.2C_stepy_i_Szarynski_Kanion&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FKazachstan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie &amp;quot;kartowanie dla zaawansowanych&amp;quot;|Kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Kursanci: Piotr Słupiński (SW); Ewa Wójcik, Kaja Fidzińska, Agata Klewar (KKTJ); Michał Filipiak, Krzysztof Najdek, Amadeusz Lisiecki (WKTJ); Paweł Jeziorny (WKGiJ); Karol Makowski, Marcin Słowik (SŁ); Zbigniew Tabaczyński (WKTJ/ST); Ireneusz Królewicz (AKG) |10 - 12 05 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach szkoleń centralnych, firmowanych przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego, zorganizowałem wspólnie z krakowskimi grotołazami szkolenie z dziedziny kartowania jaskiń oraz komputerowego przetwarzania danych pomiarowych. Szkolenie było przewidziane dla osób, które zetknęły się już wcześniej z kartografią jaskiniową - i rzeczywiście zdecydowana większość uczestników miała za sobą niejedną akcję pomiarową na niejednej zagranicznej wyprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza szkolenia była zlokalizowana w miejscowości Wielka Wieś pod Krakowem. Szkolenie składało się z czterech głównych bloków: obróbka danych w programie Survex, warsztaty szkicowania na papierze, wektoryzacja szkiców w programie Inkscape oraz kartowanie w systemie całkowicie elektronicznym (tzw. paperless - DistoX + PDA). Mniej więcej połowę czasu szkolenia zajęły ćwiczenia przy komputerach. Niektórych pochłonęły one tak bardzo, że dokańczali treningowe zadania późnym wieczorem, w czasie przewidzianym na odpoczynek i integrację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o zajęcia terenowe, to dzięki uprzejmości zarządcy jaskini, otrzymaliśmy na ich potrzeby dostęp do Wierzchowskiej Górnej. Zajęcia te obejmowały szkicowanie papierowe (pierwszego dnia) na bazie takiego samego dla wszystkich ciągu poligonowego. Następnie (drugiego dnia) tworzyliśmy szkice jaskini w systemie całkowicie elektronicznym. Udało się zgromadzić na tyle dużo sprzętu, że działaliśmy w standardowych, dwuosobowych zespołach. W wyniku ćwiczeń terenowych powstało zatem parę alternatywnych wersji planu jaskini. Być może uda się na ich podstawie opracować ciekawy materiał o różnicach w percepcji przestrzeni przez zaawansowanych kartografów jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: 52 dni w Kraju Środka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|18 03  - 08 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chiny przejechaliśmy rowerami oraz innymi środkami lokomcji od Honkkongu do Korghas. 6000 km. Celem głównym było zlokalizowanie interesujących terenów krasowych, odwiedzenie tiankengu Xiaozhai, spływ rzeką Li wśród mogotów. Trasa wiodła w większości przez tereny górskie, czasem wysoko. Szersza relacja:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHINY:_nie_tylko_kras&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Francuska majówka|Damian Żmuda, Paulina Piechowiak(WKTJ), Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|20 04  - 05 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja dostępna w dziale wyprawy. http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francuska_maj%C3%B3wka&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FFrancuska%20maj%F3wka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll - Jaskinia Majowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|01 05  - 03 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na długi weekend wybraliśmy się pod północną ścianę masywu Hoher Göll, eksplorować otwór który tam odnaleźliśmy w trakcie ubiegłorocznej wyprawy. Ciężar plecaków świadczył o tym, że była to męska akcja - namiot, śpiwory, szpej, 100 m liny, 15 spitów. Na wysokości ok. 1 500 m przy sympatycznym strumyczku wybudowaliśmy platformę i rozbiliśmy obóz. O dziwo otwór (na wysokości ok. 1 650) wystawał ze śniegu. &amp;quot;Puściło&amp;quot; nam ok. 50 metrów kaskadującej, soczewkowatej studni o przekroju na ogół ok. 4 x 2 m. Gdyby nie lejąca się woda, byłaby to bardzo przyjemna eksploracja - 10 metrów zjazdu i półka, kolejne 10 m, kolejna połka itd. Nieco nad zapiarżonym dnem, na szczelinie na której rozwija się jaskinia znajduje się okno, w które należałoby się wcisnąć i jechać dalej. Niestety zostało nam pewnie z 20 metrów liny, a i byliśmy już na tym etapie zupełnie przemoczeni. Deszcz który zastaliśmy tuż po wyjściu na powierzchnię nie poprawił naszej sytuacji. Potem padało przez kolejne 12 godzin, wobec czego następnego dnia w momencie kiedy opad nieco osłabł zwinęliśmy namiot i zeszliśmy do doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04  - 20 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po wielu planowanych weekendach w końcu się udało zrealizować wyjazd na trawers Czarnej. W składzie Rysiek, Łukasz i ja wybraliśmy się w sobotni wieczór w kierunku Zakopanego by następnego dnia rano ruszyć na wspomniany trawers. Pogoda była iście wiosenna, ale jak się okazało tylko przed tatrami. Na podejściu śniegu przybywało i było go na północnych ekspozycjach lekko ponad kolana. Pokrywa zw. na plusowa temp była na tyle słaba iż zapadała się pod nogami. Gdy dotarliśmy pod otwór w naszych głowach kiełkował chytry plan by chociaż zbliżyć się do czasu przejścia wspomnianego trawersu przez Mateusza i Karola i dodając sobie do ich czasu kilka h powiadomiliśmy stosowne osoby o alarmówce. Do dziury pierwszy zjechałem ja, a za mną Łukasz. Rysiu jadąc ostatni zwinął za nami wlotówkę. Dalej poleciało równie sprawnie poręczując na zmianę, Łukasz, ja, a nawet Rysiek. W związku z faktem iż w jaskini było wyjątkowo mokro (woda ciekła praktycznie po każdej ścianie) zdecydowaliśmy się nawet nie sprawdzać co się dzieje między Studnią Imieninową a Brązowym Progiem (gdzie przy obfitych opadach tworzy się jeziorko (w skrajnych przypadkach ponoć i syfon)) i od razu zjechaliśmy Studnią Imieninową na dno korytarza Mamutowego. Z opisu wynikało iż miało być ok 40m zjazdu (liny), a jak się okazało starczyłaby nam jedna lina 55m złożona &amp;quot;na złodzieja&amp;quot;. Fakt że zapasu byłoby tak góra 1m :)&lt;br /&gt;
Pocieszającym było iż korytarz Mamutowy okazał się suchy w porównaniu z wcześniejszą częścią jaskini, to nie zmoczyliśmy stóp (czy innych części ciała). Na koniec został nam tylko Próg Latających Want, który mieliśmy podzielić między siebie ja i Łukasz. Łukasz zaczął i tak jakoś wyszło iż ja zająłem się deporęczem zamykając tyły a Łukasz wyłoił wszystko. Na koniec został nam malutki prożek przed samym wyjściem, na którym poleciało najwięcej słów na &amp;quot;k&amp;quot; :) ale to pewnie dlatego że każdy chciał już wyjść na zewnątrz. Wyjście oczywiście ubrudziło nas wszystkich, także też standard jak na tą akcję. Akcja trwała niecałe 9h, także do rekordu Mateusza i Karola nawet się nie zbliżyliśmy, ale po prostu nie spieszyliśmy się  - tak sobie to tłumaczymy :)&lt;br /&gt;
Powrót do bazy okazał się  bezproblemowy (nie licząc zapadających się nóg w śniegu o którym pisałem na początku), było jeszcze jasno i nawet poręczówki były na wierzchu. Potem tylko auto i droga na Śląsk (dla niektórych &amp;quot;teleport&amp;quot;, tylko kierowca nie mógł sobie pozwolić na spanie :)&lt;br /&gt;
Akcja zakończona sukcesem, bez strat w ludziach czy sprzęcie, a dla niektórych był to pierwszy raz w Czarnej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FTatry-J.Czarna%28trawers%29-04.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Syczuan - Rekonesans wokół Chongqingu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (niezrz.; w roli tłumacza); w części pobytu także Erin Lynch (Hong Meigui Cave Exploration Society), Zhang Hai oraz Shi Wen Qian (Instytut Geologii Krasu w Guilin)|15 04  - 25 04 2013}}&lt;br /&gt;
Więcej informacji w [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Mirowie|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim wspinaniu w Świątyni Czystego VI.1 (Rzędki) tym razem wybór pada na Mirów.  Ludzi mimo obiecujących prognoz mało!!! Pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę, strasznie wiało!!! Pomimo wysokiej temperatury wiatr nie pozwalał na komfortowy wspin (puchówka+czapka obowiązkowo).  Zaczynamy wspinanie od Trzech Sióstr, gdzie pokonujemy Niebo w Gębie (-V), Pozdrowienia z podziemia (VI+), potem szybkie patentowanie i  w pierwszej próbie padają Tragiczne marzenia (VI.3+/4) - wycena mocno zawyżona. Następnie przenosimy się na Szafę, gdzie można się powspinać się w słońcu. Na koniec dnia wracamy na Trzy Siostry, gdzie udaje się poprowadzić  Koksownia Przyjaźń (VI.3) – wspin po krawądkach,  jak dla mnie droga bardzo wymagająca, ale godna polecenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po nieudanych próbach wyciągnięcia kogokolwiek na skitury czy rowery, około godziny 22:00 dostaje SMS-a z propozycją wyjazdu w skałki - zgadnijcie od kogo... Szybko sprawdzam prognozę na sobotę i nie jest zbyt optymistyczna, ale ile to już razy warto było zaryzykować.&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek pakujemy też sprzęt jaskiniowy, aby w razie deszczu odwiedzić jaskiniowców w Piętrowej Szczelinie.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy niezbyt wcześnie, aby niepotrzebnie nie marznąć pod skałami, ale już o 8:00 jest ok. 10 st. &lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach tylko 1 auto. Idziemy snieżno-błotną ścieżką, ale już po południowej stronie sucho. &lt;br /&gt;
Cele wspinaczkowe okazują się optymalne: rozgrzewka na długiej i pięknej Nikodemówce za VI+, dalej 17 sekund za VI.2+ i Szatańskie Wersety za VI.4 (Karol). Cały czas obserwujemy niebo, ale z daleka widoczne deszcze szczęśliwie nas omijają. &lt;br /&gt;
Wspinanie kończymy około 18:00 i po 2 minutach jazdy samochodem zaczyna lać. &lt;br /&gt;
Sezon uważam za otwarty - pogoda wspinaczkowa, temperatura optymalna, skała sucha, nawet komary już gryzą:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Łukasz Majewicz, Łukasz Mazurek, Daniel „Buli” Bula|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
7 kwietnia 2013 odbył się pierwszy w ramach kursu wyjazd do jaskini.&lt;br /&gt;
W planie: zwiedzanie Jaskini w Trzech Kopcach oraz W Stołowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W godzinach rannych (7:15) z centrum Bytomia wyjechaliśmy samochodem w kierunku Szczyrku.&lt;br /&gt;
Po dotarciu na miejsce ruszyliśmy drogą pod górę na Przełęcz Karkoszczonkę. Po krótkiej przerwie spędzonej w ciepłym zaciszu Chaty Wuja Toma, skierowaliśmy się na północ wzdłuż czerwonego szlaku. W niecodziennej, jak na kwietniową porę, zimowej aurze dane nam było przeprawiać się w metrowym śniegu. &lt;br /&gt;
Osiągając docelowe 972 m n.p.m. odnaleźliśmy otwór wejściowy Jaskini w Trzech Kopcach.&lt;br /&gt;
Zwiedzanie bez większych niespodzianek przebiegło pomyślnie. Nowych partii nie odkryto. &lt;br /&gt;
Dotarłszy w rejon Jaskini W Stołowie zlokalizowaliśmy trzy dobrze rokujące otwory które lokalizacją pasowały do namiarów. Niestety ze względu na brak sprzętu oraz trudne warunki zrezygnowaliśmy z zejścia.&lt;br /&gt;
Z braku perspektyw na dalszą eksplorację zawróciliśmy w dół do samochodu. Jako dodatkową atrakcję mieliśmy przyjemność posilić się wyśmienitą szarlotką na gorąco w miejscowej kawiarni.&lt;br /&gt;
Senni i zasłodzeni powróciliśmy do Bytomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za dobrą zabawę i miło spędzony czas w pięknych okolicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skitour na Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + os. tow.|07 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrku-Biłej przez Przełęcz Karkoszczonka podchodzimy na Klimczok. Trasę dobieramy tak, aby&lt;br /&gt;
skontrolować odbywający się równolegle wyjazd kursowy do jaskini w Trzech Kopcach. Gdy ostatni&lt;br /&gt;
kursant znika już pod ziemią, kierujemy się w stronę schroniska. Po posileniu się, zjeżdżamy następnie ciekawym&lt;br /&gt;
wariantem przez Skałkę do Brennej Bukowej i podchodzimy z powrotem na Karkoszczonkę. W sumie wyszło ponad 950 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskidy o tej porze roku okazały się terenem bardzo przyjaznym narciarzom. Warunki śniegowe bardzo dobre (w lesie jest metr jak nic). Turystów dużo mniej niż w Tatrach, a i ludność lokalna miła i dużo bardziej gościom przychylna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitour na Kozią Przełęcz i Zawrat|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic, przez Halę Gąsienicową podchodzimy na Kozią Przełęcz. Z niej zjeżdżamy do Doliny Pięciu Stawów, a następnie podchodzimy na Zawrat i zjeżdżamy z powrotem do Murowańca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu w Tatrach dużo i warunki śniegowe generalnie dobre. Zjazd utrudniają miejscami wielkie lawiniska (nie świeże, a raczej ze starego opadu). W dniu naszej wycieczki dodatkowym kłopotem była gęsta mgła, która utrudniała orientację i odczuwanie nachylenia stoku. Na szczęście, dzięki GPS, nie spadliśmy w żadną przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża wilgotność powietrza skutkowała także bardzo słabym działaniem ludzkiego systemu chłodzenia i przez prawie cały czas było nam okrutnie gorąco. Co też warte odnotowania, mimo słabej pogody, w Tatrach były tłumy. Murowaniec i Betlejemka pękają w szwach od uczestników szkoleń z turystyki zimowej. Przy niemal każdym kawałku lodu przy szlaku stoi ekipa i wkręca śruby lodowe. Dużo także skiturowców, wielu na wypożyczonym sprzęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Krótki skitour w Tennengebirge|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 03 2013}}&lt;br /&gt;
Z Abtenau (wys ok. 700) przeszliśmy najpierw wzdłuż wyciągów na Karkogel do tzw. Berliner Kreutz (ok. 1600). Miła i szybka wycieczka w dobrej pogodzie. Pod koniec zjazdu śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Ski-turling na trawie w okolicy Nauders|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|27 03 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji rodzinnego wyjazdu na święta wybraliśmy się na krótki skitour. W doskonałej pogodzie (słońce) z Nauders podeszliśmy w stronę szczytu Köpfle. Po przejściu ok. 700 Hm, z wysokości 2 100 m wycofujemy się. Pokonał nas śnieg, klejący się okrutnie do fok. Wycof był jedyny w swoim rodzaju. Zaczęliśmy zjeżdżać stokiem skierowanym niestety na południe i w efekcie po może 200 metrach trafiliśmy na zieloną trawę. Ćwiczyliśmy na niej nową dyscyplinę pod nazwą ski-turling na trawie. Polegało to na wykonywaniu ewolucji (przewroty, salta) na śliskiej trawie, z nartami w ręku. Obyło się bez urazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NOWA ZELANDIA: przez dwie wyspy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 02 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na antypodach mieliśmy dość spokojną podróż, choć niemal ciągle przez góry. Pogoda jednak była wymarzona. Odwiedziliśmy tu krasowe tereny na Wyspie Południowej, przejechaliśmy Rainbow Trail (Tęczowy Szlak) oraz odwiedziliśmy naszego kolegi z wyprawy Great Dvide - Neala Taylora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersze opisy tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#NOWA_ZELANDIA:_Wyspa_Polnocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FNowaZelandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: narty w dolinie Aosty|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Tomek Pawlas, Ala Wandzel i inni|08  - 16 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z nastawieniem na jazdę rekreacyjną - jeździmy po przygotowanych trasach i ... uwaga, do góry wjeżdża się wyciągiem, a nie zapycha z buta:) Codziennie szusujemy w innym ośrodku. Pod Monte Rosą, grupa Słoweńców zabiera mnie na wycieczkę freeriadową po okolicznych dolinkach, z pięknymi widokami, opuszczonymi sezonowo wioseczkami i zacnymi zjazdami.&lt;br /&gt;
Generalnie wyjazd wypoczynkowy ze świetnymi widokami na najwyższe szczyty Alp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, Kitzsteinhorn 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz, w trakcie mojego pobytu, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartłomiej Berdel, Jakub Nowak, Jan Wołek, Mirosław Pindel; z STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; z SW Piotr Słupiński; z WKTJ Urszula Kotewa; momentami także Miłosz Dryjański z KKS. W chatce pod Lampo spotkaliśmy także Agnieszkę Gajewską i Krzysztofa Recielskiego (SW) z córką oraz bliżej nieznanego mi Podobasa|10 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
Po raz czwarty już miałem przyjemnosć krótko uczestniczyć w wyprawie eksploracyjnej Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini ''Feichtnerschachthöhle''. Jaskinia ta znajduje się na terenie kurortu narciarskiego na lodowcach pod górą ''Kitzsteinhorn'' (3203). Dzięki uprzejmości firmy ''Gletscherbahnen Kaprun AG'', zarządzającej tym kurortem, baza wyprawy KKTJ zlokalizowana jest w centrum usługowo-gastronomicznym dla narciarzy na wysokości 2452 m npm. W podziemnej cześci tego obiektu, stanowiącej infrastrukturę socjalną dla pracowników całej stacji narciarskiej, dla uczestników wyprawy dostępne są ogrzewane pomieszczenia do spania, ubikacje, prysznic oraz sieć WiFi. Z całą pewnością jest to jedna z najbardziej komfortowych zimowych wypraw jaskiniowych na świecie. Co warte uwagi, specyficzny jest także rodzaj skały, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie. Jest to tzw. margiel mikowo-wapienny, skała z jednej strony dosyć słabo rozpuszczalna przez wodę, a z drugiej bardzo twarda i niszczycielska dla sprzętu. Zimą otwory są zasypane śniegiem i trzeba je odkopywać. Na szczeście głównie przy użyciu ratraka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność jaskiniowa w tym roku skupiona była (jest) na wspinaczce w kominach nad tzw. ''Kryształową Galerią'' oraz w tzw. ''Galerii Srebrnej Wody''. Obydwa te tematy potencjalnie mogą prowadzić do nowych otworów jaskini. Ja, w zespole z Bartkiem Berdelem z biwaku na głębokości ok. -450 m atakowałem ten pierwszy. W założeniu mieliśmy deporęczować te kominy, ale okazało się, że możliwa jest dalsza wspinaczka do góry. Była to dosyć męska przygoda, bo z biwaku było dosyć już daleko na &amp;quot;przodek&amp;quot;. Na każde z dwóch wyjść musieliśmy podejść ok. 370 metrów do góry na linach. Łącznie podczas pobytu pod ziemią wspięliśmy 35 m, prawie całkowicie hakowo (wiertarka). Z pomiarów w jaskini oraz dostępnego nam trójwymiarowego modelu powierzchni terenu wynikało, że znajdujemy się praktycznie parę metrów pod powierzchnią ziemii. Coż, nie udało się nam przebić, ale nie jest to niczym dziwnym. W rejonie, w którym potencjalnie miałby znajdować się nasz &amp;quot;nowy otwór&amp;quot; jest znanych od powierzchni kilka lejów, które jednak kończą się zawaliskami. O tej porze roku na dodatek zasypanych paroma metrami śniegu. Wracając do niszczycielskiego charakteru tutejszej skały - na wyjściu na powierzchnię ja przetarłem croll'a, a mój partner gdzieś po drodze wytarł aluminiową rolkę Petzl'a &amp;quot;do śrubki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na dosyć krótki pobyt, w zasadzie po wyjściu z biwaku zostały mi niecałe trzy dni na powierzchni. Miałem ze sobą narty skitourowe, ale nie zdołałem zbytnio ich użyć. Chociaż Furek wymyślił bardzo ciekawą trasę na pobliski szczyt Hocheiser, ze względu na duże zagrożenie lawinowe poprzestałem tylko na solowej, tradycyjnej już popołudniowej wycieczce na szczyt Grosser Schmiedinger, górujący nad wschodnią częścią terenów narciarskich (500 Hm).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wyprawa cały czas jeszcze trwa. Kolejna ekipa, wspinając dalej komin, dotarła do zawaliska i tym sposobem definitywnie zakończyła naszą wspinaczkę. Jaskinia &amp;quot;puszcza&amp;quot; jednak ciągle w tym rejonie obejściami, a także wspominaną już Galerią Srebrnej Wody. Trzymam kciuki. No i trochę mi szkoda, że już mnie tam nie ma... Oby udało się znowu za rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, skitour w Goldberggruppe|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i os. tow.|08  - 10 03 2013}}&lt;br /&gt;
Ola wpadła na świetny pomysł, żeby mój wyjazd na wyprawę połączyć z szybką akcją ski-tourową. Na bazę wybraliśmy położoną na wysokości 2446 mnpm ''Hagener Hütte''. Jest to schronisko Alpenverein położone w Wysokich Taurach, w okolicy szczytu Goldberg. Chatka stoi na przełęczy, przez którą rzekomo starożytni Rzymanie poprowadzili niegdyś drogę. W zimie główny budynek schroniska jest zamknięty, ale dla skiturowców i ambitniejszych turystów Alpenverein udostępnia otwarty dla wszystkich schron zimowy, czyli sypialnię na ok. 20 osób, stół i ławę. Czegóż więcej trzeba? Jak okazało się na miejscu, schron był chwilowo w remoncie. Co miało i pewne minusy (zdemontowany piecyk i brak możliwości ogrzewania), ale i poważne plusy (nocleg za 0 EUR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek podeszliśmy do tej upatrzonej uprzednio chatki z parkingu w ''Bad Sportgastein''. Był dosyć twardy śnieg i zaliczyliśmy parę wywrotek na podejściu, ale przynajmniej dopisała nam ładna pogoda. Ponieważ byliśmy dosyć zmęczeni po nocnej podróży i morzył nas sen, pierwszego dnia poprzestaliśmy jedynie na dotarciu do chatki (860 Hm) i błyskawicznej wycieczce na upatrzony z chatki, nienazwany pik (może parędziesiąt metrów przewyższenia). Za to sobota upłynęła nam na całodniowej naciarskiej przygodzie, i to &amp;quot;na lekko&amp;quot;. Najpierw zjechaliśmy niejako na drugą stronę przełeczy do schroniska ''Jamnig Hütte'' (nieczynnego, 1748), skąd następnie weszliśmy na przełęcz ''Ulschartl'' (2491), zjechaliśmy po miękkim śniegu do wysokości ok. 2 000 m, a dalej za namową Oli jeszcze podeszliśmy na ''Greilkopf'' (2579), aby potem granią zjechać z powrotem do naszej bazy. Wszystkiego razem wyszło ok. 1350 m przewyższenia. Choć pogoda trafiła się lepsza niż w prognozach, okna w chmurach z ładnymi widokami pojawiały się tylko na chwilę. W każdym razie, przez większość czasu nic się z nieba na nas nie lało ani nie sypało i z tego się cieszyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się podczas ostatniej nocy naszego pobytu. Już pod wieczór zaczęło intensywnie śnieżyć i na twarde podłoże nasypało ok. 20 - 30 cm świeżego puchu. Celem na niedzielę stał się wobec tego tylko zjazd z powrotem do samochodu. Mimo tak prostego planu, najedliśmy się sporo strachu. Słaba widoczność z rana zmusiła nas do zjeżdżania z GPS-em w ręku. Na dodatek towarzyszyły nam grzmoty schodzących nieopodal lawin. Nie przesadzam. Z pewnością gdybyśmy byli w dolinach, a nie wysoko na przełęczy, tego dnia nie wybralibyśmy się w góry. Na szczęście znowu się udało. W około godzinę pokonujemy 800 m zjazdu, a następnie samochodem udajemy się gościńca pod jaskinią ''Lamprechtsofen''. Tam, po uczczeniu naszego szczęśliwego powrotu z gór wysokokalorycznym kakao z bitą śmietaną, rozdzielamy się - Ola wraca do Polski, a ja czekam w chatce pod ''Lamprechtsofen'' na przyjazd ekipy z KKTJ-u. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRALIA: wypad do Sydney|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 02 - 27 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz pobyt w Australii ograniczył się do szybkiego wypadu z lotniska do Sydney. Tym niemniej spędzamy tu noc na spacerowaniu i ranek następnego dnia. Bardzo piękne &amp;quot;city&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#AUSTRALIA:_krotki_epizod&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FAustralia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHILE: w Cordiliera Central|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|15 02 - 25 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chile to fantastyczny kraj dla takich ludzi jak my. Wysokie góry, pustynie, wulkany, ocean a na południu nawet jaskinie. Również dobre jedzenie i jakoś tak bardziej europejsko (tu akurat nie wiem czy to dobrze czy źle, zależy jak na to patrzeć). Robimy tu kilka górskich wycieczek w okolicach Cerro Plumo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHILE:_Andy_-_w_Cordiliera_Central&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChile&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Ciszewski (KKTJ)|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Nareszcie weekend ze znośną pogodą w Tatrach. Najpierw podeszliśmy na Ciemniak przez Adamicę i Piec, a następnie zjechaliśmy z Twardej Kopy do Doliny Tomanowej. Było jeszcze dosyć wcześnie, wobec czego Furek zaproponował &amp;quot;szybkie&amp;quot; wejście na Ornak. W każdym razie, to nie ja na to wpadłem! Na początku szlaku na Iwaniacką Przełęcz dopadł mnie lekki kryzys energetyczny, ale od Przełęczy już jakoś poszło i w promieniach zachodzącego za górami słońca osiągnęliśmy i ten szczyt. Było tam naprawdę malowniczo. Niezła widoczność, gra słońca i chmur i brak ludzi. Warunki zjazdowe umiarkowanie dobre. Na ogół były betony, ale czasami pokryte cienką warstewką na której narty &amp;quot;jakoś łapały&amp;quot;. Szczególnie początek zjazdu z Twardej kopy był bardzo miły. Jak można się domyślić, cała wycieczka zmęczyła nas konkretnie. Zabrakło nam raptem 50 metrów do przejścia 2 km deniwelacji. Dzień zakończyliśmy zasłużonym, uroczystym obiadem w &amp;quot;Adamo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na marginesie. Ciekawe były słowa ostrzeżenia przed lawinami, które otrzymaliśmy od mijanych po drodze na Ornak turystów. Północny stok Ornaku, którym prowadzi szlak, rzekomo pękł w poprzek (w pionie) i, jak nam opowiadano, mamy uważać, bo czort wie, co tam się może zdarzyć. Po bliższej inspekcji potwierdziło się nasze wstępne podejrzenie że to przecież wszystko tak nie działa. Pionowe pęknięcie okazało się być śladem po zjeździe z czekanem po betonowym śniegu, co stwierdziliśmy obserwując wyraźny odcisk od czterech liter w jego górnej części.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy późno bo o 3.00, chciałem wyjechać o 1.00 ale Damian przekonał mnie, że nadrobimy te 2 godzinki podczas wspinaczki, bo na podejściu raczej to niemożliwe:). Pogoda i warunki śniegowe idealne, szybki  odpoczynek w schronisku i obowiązkowy  wpis w książce wyjść. Przed nami na drogę Potoczka (III) wyruszyły 2 zespoły, miały one nad nami godzinę przewagi. Niestety  okazało się pod ścianą, że jesteśmy w kolejce dopiero na 4 miejscu. Czekamy cierpliwie jakieś 20-30min., ale widząc ,,szybkość’’ 1 zespołu decydujemy się zaatakować sąsiadkę czyli drogę Głogowskiego (III). Była to zdecydowanie bardzo dobra decyzja, piękne i wymagające wspinanie na 2 pierwszych wyciągach wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy(brak snu i dłuuugie podejście). Droga ta pokazała mi, że także ze wspinania zimowego można czerpać sporo przyjemności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne, skitour |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek (os. tow.) |24 02 2013}}&lt;br /&gt;
Skrzyczne stało się w tym sezonie najmodniejszym klubowym celem zimowym w Beskidach :). Tym razem na odpoczynek w schronisku docieramy zielonym szlakiem z centrum Szczyrku. Nadchodząca wiosna daje się mocno odczuć, niestety...Śnieg stał się już dość mokry i znikał w oczach.Przez całą wycieczkę było b.ciepło, czasem nawet słonecznie.  Początkowo zjeżdżamy trochę lasem, ale dość szybko wracamy na nartostradę (na której warunki do zjazdu fatalne...). Zgodnie z planem była to &amp;quot;szybka akcja&amp;quot; - o 14.30 zaparkowałam pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Missiones, Corrientes i Mendosa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|28 01 - 15 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym kraju znalazłem się po raz drugi. W Missiones odwiedziliśmy wodospady Iguazu, stare redukcje jezuckie w San Ignacio, polonię w Wandzie. Potem autobusem przedostaliśmy się na zachód kraju gdzie odbyliśmy wycieczki rowerowe w Andach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#ARGENTYNA:_Wodospady_Iguazu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FArgentyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PARAGWAJ: nie trzeba się śpieszyć|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 - 28 i 30 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paragwaj to taka Albania Południowej Ameryki. Na Paranie kwitnie zapewne kontrabanda a wiele ciekawych rzeczy można kupić na paragwajskim brzegu. Nasze 2 krótkie pobyty w tym kraju sprowadzały się do przejechania do promu na Paranie oraz bardzo ciekawy rajd do wodospadu Nacunday. Tu szersze opisy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#PARAGWAJ:_W_poszukiwaniu_wodospadu_Nacunday&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FParagwaj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRAZYLIA: rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu), w części jaskiniowej uczestniczyli członkowie Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas - Jose Mario Budny, Henrique Pontes, Lais Mosqueto  |02 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brazylia to pierwszy kraj w naszej wokółziemskiej podróży, który przemierzyliśmy na rowerach z Rio de Janerio do Foz do Iguazu. Po drodze odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. W części jaskiniowej wyprawy spotkaliśmy się z członkami klubu z Ponta Grossa - Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas ( http://www.gupe.org.br/#! ). Razem z Mario, Henrique i Lais odwiedziliśmy kilka studni wymytych w skałach krystalicznych oraz jaskinie krasowe. Zostaliśmy tu bardzo mile przyjęci. Więcej szczegółów dot. wyprawy można przeczytać tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#BRAZYLIA:_w_jaskiniach_Ponta_Grossa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBrasil&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3416</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3416"/>
		<updated>2013-06-24T07:17:15Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koszmarnie długie a czasem wnerwiające dojście. Do jaskini dotarliśmy zjazdem od góry. Akcja załamała się już na pierwszym zacisku. Nad pierwszą studnią las lodowych stalaktytów (aby przedostać się dalej część z nich trzeba było strącić). Nasze gabaryty trochę zniechęciły nas do dalszych prób. Mimo wszystko wyjazd wypruł z nas wiele sił. Cały sprzęt do dziury rozłożony tylko na dwie osoby. Po drodze urozmaicone warunki pogodowe: piękne słońce, burza, na wychodzeniu ścianą zlewa z gradem, gęsta mgła i znów słońce. W każdym razie na dole czuliśmy wszystkie mięśnie jak po sytej akcji. Po ostatniej śnieżnej zimie warto chyba do tego systemu pójść ciut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina,Dorota, Michał(WKTJ),Piotrek (os.tow.)Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15-16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Misja odzyskania auta nieco się przedłużyła:). Fala kulminacyjna w Decinie miała prawie 11m wysokości, normalny poziom wody w Łabie wynosi 3m, a przy poziomie 4m droga dojazdowa do miejscowości Dolni Żleb zostaje zalana. Po szybkich obliczeniach wychodzi,  że na drodze 6 czerwca  było 7m wody!!!. Tak więc przez 2 tygodnie z wielką uwagą śledziliśmy poziom wody. Plan wstępny był taki żeby w piątek odebrać auto, niestety poziom Łaby był o 0,5m za wysoki. Tak więc zdecydowaliśmy się na wspin sobotni w Sokołach, a wieczorem podjechać już w okrojonym składzie po auto. Na miejsce dotarliśmy po 24.00, okazało się że droga jest nadal zamknięta. Nie dając za wygraną sprawdzamy sami czy da się przejechać, na szczęście okazało się że na droga jest zalana tylko w kilku miejscach (a nie na odcinku 2km), a głębokość wody nie przekracza poziomu rury wydechowej czerwonego Ferrari którym ruszyliśmy na misję ratunkową. Właściciel baru pod którym zostawiliśmy auto nie wierzył że przejechaliśmy drogą asfaltową(dojazd do wioski przez 2 tygodnie był możliwy jedynie drogą terenową prowadzącą przez góry), wiec przypuszczam że jako pierwsi przejechaliśmy ten odcinek autem (ślady jazdy rowerem widzieliśmy po drodze). W drodze powrotnej przyjrzeliśmy się  jaki był poziom wody, faktycznie różnego typu zabrudzenia i trawy były  widoczne do wysokości 7m  na kratowym słupie wysokiego napięcia, po prostu strach się bać!!! W niedziele z samego rana wracamy w Sokoliki, gdzie budzimy resztę ekipy aby nieco się jeszcze powspinać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Jakubina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.), Paweł Berg (os. tow.), Wojciech Jajko (os. tow.), Anna Kempna (os. tow.)|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dol. Chochołowskiej przez Trzydniowiański, Kończysty, Jarząbczy na Raczkową Czubę (2194) po stronie słowackiej (szczyt też ma nazwę Jakubina). Zejście przez Jarząbczą dolinę do Chochołowskiej. Cały dzień dobra pogoda. Ludzi na tym szlaku bardzo mało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w dol. Kobylańskiej| Pacyfa, Marcin, Sławek, Ania, Sebastian, Ala, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Cały dzień wspinamy w dol. Kobylańskiej. Ze względu na duchotę nie szalejemy z wycenami:)&lt;br /&gt;
Z Alą odwiedzamy jeszcze wąwóz Podskalański w okolicach Tomaszowic z jaskinią Borsuczą (zalane wejście) i Wielką Skałą.&lt;br /&gt;
Wracamy przez Olkusz - bardzo długi korek za Sławkowem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: śladami Witolda Henryka|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 - 16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Ze szlaku na Krywań wchodzimy do Suchej Doliny Ważeckiej. Stamtąd na Niewcyrską Przełęcz (2270), do Doliny Niewcyrka (nocleg) a następnie przez Dolinę Koprową do Trzech Studniczek i z powrotem do samochodu. Pogoda dopisała. Było jakoś dziwnie duszno, ale na głowy nie spadła nam ani kropla deszczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że wyczerpujący tydzień w pracy odbił się na tempie naszego poruszania się. W każdym razie, w pewnym sensie udało się nam wypocząć. W niedzielę dodatkowo przypomnieliśmy sobie smak słowackiej kuchni. Na drogach wielki ścisk. Jak tylko zobaczyliśmy kolejkę do bramek w Balicach, to natychmiast skręciliśmy na Olkusz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Anglia: Peak District - spacery po rejonie Dark Peak| &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech i Zosia Rymarczyk |03 - 14 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z gościnności mojej siostry i jej domowników spędziliśmy urlop w Tintwistle – małej miejscowości położonej w północnej części Anglii (ok. 30 km na wschód od Manchesteru), u samych stóp Gór Pennińskich, tuż przy granicy z parkiem narodowym Peak District. Pogoda nas zaskoczyła i oprócz jednego dnia typowo angielskiej pogody mieliśmy aż 10 dni słońca i to jakiego – wróciliśmy spaleni!!! tym samym prawdopodobnie wykorzystaliśmy tegoroczny limit pogodowy dla tego rejonu (jeśli nie dla całych wysp)!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Peak District jest najstarszym parkiem narodowym w Wielkiej Brytanii i wg niektórych źródeł najczęściej odwiedzanym. Jednak nie odczuliśmy tego zupełnie. Przestrzeń, pustka i wiatr – to chyba określenia najlepiej oddające charakter tego miejsca. I podobno mgła (nie dane nam jednak było się o tym przekonać), z powodu której w czasie II wojny rozbijały się wojskowe samoloty, których wraki znajdowane są do dziś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na nasze możliwości teren okazał się idealny. Poza mniejszymi spacerkami po okolicznych wrzosowiskach, polach, łąkach, wśród baranów, owiec, krów, gęsi (ścieżki turystyczne prowadzą tam prawie zawsze przez czyjeś pole – i nikt nie robi żadnych problemów (jest porozumienie między właścicielami i parkiem) – trzeba tylko pamiętać , żeby zamknąć za sobą furtkę), udało nam się przejść dwie większe trasy zdobywając najwyższe w rejonie dwutysięczniki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Tintwistle – Bleaklow – Glossop – Hadfield – Tintwistle &amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po porannej krzątaninie i codziennej dawce integracji z Rumcajsem (wielkim, puchatym owczarkiem podhalańskim), której Zosia za nic w świecie nie mogła odpuścić, udało nam się wyjść lekko po 12. Początkowo nasza trasa wiodła w górę rzeki Etherow, wzdłuż rezerwuarów i dość długo kluczyła licznymi pastwiskami. Ten odcinek był najtrudniejszy orientacyjnie, przez co często zatrzymywaliśmy się, żeby zweryfikować trasę z mapą. W końcu i tak wyszliśmy z pól w złym miejscu (ja przy okazji rozdarłam sobie spodnie o drut kolczasty). Po ponad godzinie wędrówki weszliśmy we właściwą dolinę i zaczęliśmy podejście. Uff. Widoki zaczęły robić się coraz ciekawsze jednak wkrótce musieliśmy zrobić pierwszy postój. Po krótkim odpoczynku, pełni optymizmu ruszyliśmy dalej, mimo żaru lejącego się z nieba (sołońce swietit, stoit strasznaja żara – mniej więcej tyle zostało mi po wakacjach sprzed 2 lat, gdy wypisywaliśmy kartki do domu;). Na szczęcie wiał orzeźwiający wiatr. Góry okazały się bardzo rozległe i bardzo..... płaskie w górnych partiach; powoli też zaczynało do mnie docierać jak długa jeszcze droga przed nami. Po osiągnięciu szczytu Bleaklow (oznaczonego wielkim kopczykiem - inaczej trudno byłoby znaleźć najwyższy punkt całego płaskowyżu), liczącego coś 2077 - ale stóp (czyli 633 m npm) i zorientowaniu kierunków mkniemy w dalszą drogę. Drugi postój przy strumieniu robimy nieco przykrótkawy z obawy przed nieubłaganie uciekającym czasem. Jednak równowaga w przyrodzie musi być zachowana... Zosia kategorycznie odmówiła więc dalszego transportu w chuście oraz wszelkimi innymi metodami (w tym pod pachą) i skoro postój był za krótki to ona pójdzie dalej sama. No i tak szliśmy :) i szliśmy.... ważne że do przodu! Nie to, że groził nam zachód słońca, o nie! Tam jest jasno do 23. Bardziej baliśmy się, że ucieknie nam ostatni pociąg i że będziemy zbyt zmęczeni żeby w ogóle do niego dojść! (tj. ja). Dzięki temu jednak mogliśmy w spokoju popodziwiać naprawdę ciekawe i niespotykane u nas krajobrazy. Niedługo przed skrętem ze Szlaku Pennińskiego, którym do tej pory szliśmy na ścieżkę do Glossop (na pociąg) natknęliśmy się na ornitologa z Nottingham, który zapytany &amp;quot;jak daleko jeszcze...&amp;quot; po dłuższym namyśle i obracaniu mapy na wszelkie sposoby odparł, że nie wie, ale że chętnie zawiezie nas do Glossop. :D Do głównej drogi było raptem 10 min spaceru, tymczasem do miasta dreptalibyśmy jeszcze dobre 1,5h. Po drodze pokazał nam jeszcze siewkę złotą i skowronka, po czym już przy samochodzie zorientował się, że gdzieś „posiał swój kijek i z misją dostarczenia nas do Glossop wysłał swoją żonę. Na stacji lądujemy dość szybko i od razu łapiemy pociąg, który po 6 min. dowozi nas do Hadfield. Jeszcze tylko 20 min spaceru i jesteśmy „w domu”. To się nazywa szczęście spotkać tak bezinteresownych ludzi! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;The Grouse – Burnt Hill – Mill Hill – Kinder Scout – The Grouse&amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugą wycieczkę podjeżdżamy busem i wychodzimy wprost na ścieżkę prowadzącą na Burnt Hill. Zośka zmęczona duchotą i ciepłem zasnęła, a my szybciutko osiągamy, wpierw Burnt, a potem Mill Hill. Już stąd rozpościera się piękna panorama na pobliskie wioski i miasteczka oraz Manchester! Od tej chwili wiatr urywa głowy i mocno skuleni wdrapujemy się na Kinder Scout (najwyższy szczyt Peak District, liczący 2087 ft – czyli całe 636m npm :), na którym stajemy po ok. 15 min. Szybko znajdujemy jakąś dziurę w ziemi i tam rozbijamy się obozem. Zośka prostuje kości i likwiduje nasze zapasy żywnościowe, a my robimy zdjęcia, napawamy się widokami i odczytujemy nazwy przewoźników z burt i skrzydeł samolotów kołujących powoli w kierunku lotniska w Manchesterze. Na szczycie spędzamy ok. 40 min. i  pospiesznie pakujemy graty bo z południa nadciąga ZŁO. Po około 10 min. zejścia deszcz łapie nas i towarzyszy nam prawie do samego końca wędrówki. Ponieważ dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej ograniczeni czasowo (łączony transport publiczny) musimy się uwijać. Schodzimy w rekordowym tempie i na szczęście łapiemy się na busa który wiezie nas na pociąg do Glossop. Wypad bardzo udany – świetna trasa, niezwykłe widoki i piękne chmury – jeszcze długo w noc wspominamy wrażenia minionego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli kończy się nasz czas w Anglii. Na koniec jeszcze odwiedzamy pobliskie skały i nieśmiało się do nich przystawiamy (mamy topo). Podobno sam rejon jest dosyć chętnie odwiedzany przez angielskich wspinaczy. Jest tam wiele naturalnych skałek i całe mnóstwo opuszczonych kamieniołomów. Co do samych gór... może wysokością nie powalają, trzeba jednak zaznaczyć, że przewyższenia tam są dość znaczne i często startuje się niemal z poziomu morza. Z ciekawostek jeszcze można dodać, że cały Penine Way liczy ponad 430 km – zaczyna się w angielskim Edale a kończy w Kirk Yetholm w Szkocji. Będzie co robić na zaś!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zabrze Grzybowice - spotkanie Dino-speleo|z RKG: Henryk Tomanek (gospodarz imprezy), Zygmunt Zbirenda, Bianka Fulde-Witman, Basia i Tadek Szmatłoch, Adam i Brygida Wilkoszyńscy, Wanda Jewdoszuk, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard i Marzenna Widuch, Anna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog z Jolą |15 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczne spotkanie dawnego środowiska Spleoklubu Gliwice, którego członkami byli starsi koledzy obecnego RKG. Więcej szczegółów w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: dolina Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|13 06 2013}}&lt;br /&gt;
Zwiedzamy stare opactwo na Tyńcu. Skały, na których stoi klasztor są obite (stare kolucha), jest kilka ciekawych dróg. Ze względu na wyskoki poziom Wisły promy na rzece nie kursują. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Ryszard Widuch, Tadeusz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Łukasz Majewicz, Łukasz Kowalkowski|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Sobotni dzień, w którym pod opieką Ryśka i Tadka po raz pierwszy odwiedziliśmy jaskinię tatrzańską, zaczął się dla nas o godz. 5.00. Celem wyprawy były Partie Królewskie w Jaskini Czarnej. Nieco ponad godzinie później maszerowaliśmy już w Dolinie Kościeliskiej. Samo podejście pod otwór wycisnęło z nas trochę potu. Po przygotowaniach rozpocząłem zjazd i poręczowanie z otworu głównego. Następnie przemierzaliśmy kolejne przestrzenne sale i korytarze, z których największe wrażenie wywarła chyba sala Francuska. Co było do łatania, to zaopiekowali się tym Ksawery z Łukaszem. Tutaj znowu najciekawszymi etapami był chyba trawers Herkulesa, który wygląda trochę inaczej niż na zdjęciach oraz Komin Węgierski.  Tym sposobem dotarliśmy do upragnionych Partii Królewskich, w których rzeczywiście jest coś z ich nazwy. Po zjeździe nad Studnią Smoluchowskiego rozpoczęła się droga powrotna. Światło słoneczne zobaczyliśmy ponownie w okolicach godz. 17.00 – 17.30. Następnie pozostało już tylko błotniste zejście do doliny, powrót na kwaterę i droga powrotna do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spała: Walne Zgromadzenie Delegatów PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 9 06 2013}}&lt;br /&gt;
W weekend miało miejsce sprawozdawczo-wyborcze zgromadzenie PZA. Pierwszego dnia występowałem jako członek ustępującego Zarządu. Nawet udzielono nam absolutorium. Drugiego dnia zmieniłem role, zwolniony z obowiązków członka Zarządu pobrałem mandat stając się reprezentantem naszego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja, co ciekawe, niespodziewanie koncentrowała się na szkoleniu. Kontrowersyjne sprawy typu Golden Lunacy czy Broad Peak były zupełnie na marginesie. Marek Kujawiński, delegat z AKG Łódź, złożył kilka ciekawych pomysłów, które m.in. mają ułatwiać życie instruktorom PZA pracującym w klubach (zamiast na własny rachunek). Problem w zasadzie dotyczy wspinaczki powierzchniowej. Dyskutowano także o organizacji kursu instruktora Narciarstwa Wysokogórskiego (może ktoś w klubie się skusi? no?!). Podjęto decyzję o utworzeniu w ramach PZA Komisji Ochrony Przyrody pod przewodnictwem Miłosza Jodłowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się wybory nowych władz. Mimo składanych mi propozycji, tym razem nie kandydowałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na mój dobry kontakt z klawiaturą, to było już trzecie Zgromadzenie, które protokołowałem na bieżąco. W dwa dni zapisałem 19 stron, wobec czego do domu wróciłem z poważnym bólem głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspin w Rzędkowicach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Rejon wybrał Damian (poważnie!!!), ja tylko wybrałem poszczególne skałki. Zaczynamy od szeroko zakrojonych poszukiwań Leśnej Turni, po jakiś czasie błądzenia (podejścia w Tatrach bywają krótsze) odnaleźliśmy ją w końcu. Skałka wygląda okazale, aż nie chce się wierzyć że wcześniej tu się nie wspinaliśmy. Ze względu na wyczerpanie organizmu wielokilometrowym podejściem wspinamy jedynie dwie drogi Zza drzewka (VI.1+), oraz Negatyw (VI.1+). Obie ładne, ale wydawały nam się jakieś trudnawe. Potem szybka wstawka kontrolna w palczastą drogę na Solidarności pokazuje, że naderwane palce jeszcze nie są do końca wyleczone. Na koniec dnia przenosimy się na Flaszkę, gdzie dla poprawy humorów prowadzimy w lekkim deszczu Kant Flaszki (VI.1) oraz Prostowanie świni (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: jaskinie Parku Apuseni|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii wypoczynkowych – &lt;br /&gt;
Ola zabiera mnie z Wirka, gdzie witamy się jeszcze z Damianem, którego prawie namówiliśmy żeby pojechał z nami. Z Katowic wyjeżdżamy przed 22:00. Wybieramy drogę przez Nowy Sącz i po około 8 godzinach docieramy do Sudrigiu, gdzie w siedzibie Parku Narodowego Apuseni odbieramy pozwolenia i otrzymujemy wszelkie informacje pomocnicze, w tym o warunkach wodnych w jaskiniach („… uważajcie bo jest dużo wody”).&lt;br /&gt;
Po wizycie u strażników, jedziemy prosto pod otwór jaskini Coiba Mare w wiosce Garda de Sus. Samochód zostawiamy 2 min. drogi od otworu jaskini. Już sam otwór jest dość imponujący – kilkudziesięciometrowy portal skalny, do którego wpływa górki potok. Zimna woda skutecznie wybudza nas ze stanu uśpienie po trudach podróży. Atrakcji w jaskini dostarczają piękne nacieki, zjazd kilkunastometrowym wodospadem i syfon doszczętnie zawalony belkami drewna, które ponoć przytargała tu woda z Coiba Mica – daje to trochę do myślenia o sile rwącej wody przepływającej przez jaskinię.&lt;br /&gt;
Po akcji udajemy się na Poiana Glavoi/la Grajduri, gdzie zakładamy bazę wypadową na kolejne dni. Namioty udaje nam się rozbić w jeszcze dobrej pogodzie. Lecz po krótkiej chwili wali już gradem. Na szczęście chowamy się pod drewnianą wiatą. &lt;br /&gt;
Dzień kończymy wspólną kolacją, którą serwuje nam Tomek Pawłowski z KW Kraków - Dzięki Tomku za wyśmienite smaki kuchni regionalnej:). Tomek, jako stały bywalec tutejszych jaskiń udziela nam cennych informacji o tutejszych jaskiniach, warunkach hydrologicznych, a nawet zwyczajach tutejszej ludności i relacjach między grotołazami węgierskimi  i rumuńskimi.&lt;br /&gt;
Na drugi dzień zaplanowaliśmy odwet za porwany gumiak Mateusza podczas akcji w Cetatile Ponorolui rok temu. Z powodu wysokiego stanu wody, poręczujemy już samo przejście przez rzekę wpadającą do jaskini. Dalej nawet puszczało, choć trzeba było stale uważać na rwący nurt.  Sama jaskinia bardzo urodziwa. Otwiera ją imponujący portal o wysokości ok. 70m! Początkowe partie jaskini stanowią kaskady, następnie woda rozlewa się szeroko i w spokojnej już wodzie podziwiamy grę światła wpadającego z kolejnych otworów. Potem już na przemian trochę kaskad, trawers ze zjazdem do głębszej już wody i chwilę później brakuje nam już lin, a nurt jest zbyt szybki żeby poruszać się bez żadnych zabezpieczeń. &lt;br /&gt;
Akcję kończymy dość wcześnie więc po rozwieszeniu mokrych rzeczy, udajemy się na spacer po okolicy. Po 20 min. docieramy na Poianę Ponor,  na której znajdują się charakterystyczne dla obszaru krasowego okresowe jeziorka (polje/polja). Miejsce bardzo malownicze. Nad wodą znajdują się skałki obite i gotowe do wspinania.&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia Tomek zabiera nas do jaskini Peștera de la Zapodie. Niestety po kilku zjazdach lód zamyka korytarz uniemożliwiając nam odwiedzenie dalszych – ładniejszych partii. Żeby nie zmarnować akcji, pomagamy Tomkowi w wymianie punktów i trochę zmarznięci i z lekkim niedosytem wracam na biwak.&lt;br /&gt;
Popołudniu znów wybieramy się na wycieczkę po okolicznych lasach. Tym razem odwiedzamy jaskinię Gheratul Focul Viu z dość imponującą kupą śnieżno-lodową. Do jaskini nie można wchodzić – zwiedza się ją z drewnianego balkoniku ustawionego przy otworze. Spacer trochę zaczyna się wydłużać z powodu braku mapy i tak przez przypadek natrafiamy na otwór jaskini Pestera Neagra i wychodzimy na początku polany Glavoi. &lt;br /&gt;
Po powrocie ze spaceru, na bazie zastajemy dziwne poruszenie. Po chwili okazuje się, że w jaskini Avenul Bortig doszło do wypadku z udziałem olkuskich kolegów. Na szczęście ratownicy z Salvamont’u odbywali nieopodal ćwiczenia, więc szybko zjawili się na miejscu wypadku i to w bardzo dużej liczbie – chyba z 30 ratowników. &lt;br /&gt;
Z opisu świadków, poszkodowany poślizgnął się na lodowym stożku i rozbił się o skałę. Efektem było złamanie ręki i nogi. Cała akcja ratunkowa trwała dobre 6 godzin, co daje do myślenia biorąc pod uwagę, że pod otwór jaskini było jedynie 30 min spokojnego marszu. A poszkodowany znajdował się na samym początku jaskini.&lt;br /&gt;
Po niespokojnym wieczorze, plany na ostatni dzień dobieramy jakoś bardzo „czujnie”. Propozycje Mateusza: &lt;br /&gt;
- Pestera Neagra – 5-6 godzin akcji&lt;br /&gt;
- Avenul Bortig – szybka akcja, ale jakoś tak dziwnie iść do jaskini gdzie, jeszcze przed paroma godzinami doszło do wypadku&lt;br /&gt;
Propozycje Oli i moje:&lt;br /&gt;
- a może coś innego…&lt;br /&gt;
W końcu decydujemy się na szybki kanion Oselu. Tomek zjeżdża z nami samochodem i pokazuje nam kaskady z dołu. Po krótkiej chwili namysłu decyduje się iść z nami, bo warunki wodne były optymalne. Cały kanion składa się z siedmiu kaskad, których wysokość dochodzi do około 20 metrów. Akcja rzeczywiście szybka, lecz mimo słonecznej pogody gdzieś w połowie kanionu zaczynam dygotać. Ostatni zjazd kończymy wśród widowni rumuńskich turystów. Szybkie suszenie i wracamy do Polski. Na miejscu jesteśmy jeszcze przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mógłbym się jeszcze rozpisać na temat rumuńskiego podejścia do ekologii i spraw obijania jaskiń ale może pozostawmy te sprawy w rękach rumuńskich parkowców i speleologów, w końcu chyba wszystko zmierza w dobrą stronę. &lt;br /&gt;
Podsumowując, w pamięci zostaną piękne nacieki, zabawy wodne i muzyka … gitarowe plumkanie Boba Dylana przy ognisku i bardzo głośne Guns n’ Roses puszczane z głośników samochodowych.&lt;br /&gt;
Muszę jeszcze dodać, że przed wyjazdem byłem rozdarty – wyjazd do jaskiń Rumuni czy wspinanie w dol. Łaby z Karolem. Wolałem jednak zmoknąć trochę w pięknych jaskiniach i wrócić jak cywilizowany człowiek samochodem, niż wspinać się na deszczu i porzucić pojazd lokomocji na pożarcie przez rdzę.&lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: wspin w Labaku część 1|Paulina Piechowiak(WKTJ),Paulina, Wojtek(osoby tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy nie pozostawiały złudzeń, leje wszędzie od Franken po Osp, od Sokołów do Tatr.  Ale napinka była tak duża, że nie było takiej możliwości aby odpuścić ten weekend. Wybieramy Labak, gdzie jeszcze nikt z nas się nie wspinał. Dojeżdżam do Wrocławia, gdzie odbiera mnie ekipa z Poznania. W Dolni Zleb  jesteśmy tuż po wschodzie słońca, dokładnie przeszukujemy całą wioskę, niestety campingu u Janka nie odnajdujemy. Decydujemy się na drzemkę w aucie, rano gdy wreszcie namierzamy camping okazuje się być on nieczynny. Ostatecznie zatrzymujemy się w u Kosti, 2 pokoje, łazienka po prostu All inclusive. Labak podobnie jak inne piachy jest obity oszczędnie (delikatnie mówiąc), niestety nikt z naszej ekipy nie posiadał psychy ze stali, dlatego też cele wspinaczkowe wybieraliśmy bardzo starannie, ilość ringów na odcinku 10 metrów była pierwszą rzeczą którą braliśmy pod uwagę . Poza tym pogoda nie pozwoliła nam na zbyt dużo, w sumie w ciągu weekendu mieliśmy około 10h okna pogodowego. Najczęściej mocno padało z krótkimi przerwami na totalną zlewę, mżawkę uznawaliśmy za chwilowe załamanie niepogody. Jednak mimo tej pogody nie przewidzieliśmy jednego, a mianowicie tego że Łaba może odciąć całą miejscowość od świata. W sobotę rano zorientowaliśmy się że jedyna droga prowadząca do miasteczka jest kompletnie zalana (0,5m głębokości wody na odcinku około 1km, stan wody wynosił 430cm). Pomimo długich i intensywnych poszukiwań innej drogi ewakuacyjnej nie znaleźliśmy. Nie pozostało nam nic innego jak zostawić samochód i przez Niemcy wrócić pociągiem do domów. Stan wody gdy wyjeżdżaliśmy oscylował w granicach 500cm(obecnie poniedziałek godzina 18.17 wynosi 675cm!!!)    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielka wyprawa - ostatnie dni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|21  - 26 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska to najpiękniejszy kraj świata. Okrążając naszą planetę wracamy po niemal 5 miesiącach do domu. Wystarczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis w WYPRAWACH:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#Wielka_wyprawa_-_ostatnie_dni&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lokalnej TV Sfera w programie ''Wydarzenia'' ukazała się relacja z finiszu wyprawy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.sferatv.pl/vod/wydarzenia/audycja/2556-wydarzenia-29-maja-2013.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Orzech - Powrót Taty|Basia, Aga, Tadek Szmatłoch, Tereska Szołtysik, Zyguś Zbirenda, Sonia i Heniek Tomanek z (?!) osobą towarzyszącą (nie wiem czy Heniowi czy Soni), Marzena i &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt; |26 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na miejscu dołaczyli do nas Damian Szołtysik i Krzysztof Hilus, którzy podobno objechali świat ale to nie jest pewne bo przyplątali się do naszego towarzystwa z nienacka i nie wszystko słyszałem co mówili, muszę przyznać że udało im się co prawda na chwilę być w centrum uwagi ale szybko wszystko wróciło do normy i znów JA byłem moderatorem eventu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia 25.05. miał miejsce wyjazd klubowy do miejscowości Orzech koło piekar śl. A zaczęło się dość niepozornie, ''JUŻ SĄ'' powiedziała Tereska do słuchawki, mają telefon z polską kartą, wykonuję szybki telefon, i w słuchawce słyszę dawno zapomniany głos, ''jesteśmy w Orzechu''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze zapisy o miejscowości Orzech znajdują się w księdze parafialnej kościoła św. Małgorzaty w Bytomiu i pochodzą z około 1224. Są to zarysy szkiców granic osady w pisowni Oreh w języku łacińskim. W 1277 biskup krakowski Paweł zakłada parafię kamieńską, do której zostaje włączona osada Orzech. Obecnie mieszka w miejscowości ok 1900 mieszkańców. W tym momencie następuje wiele zdarzeń spontanicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozwolę sobie skrótowo je opisać w wersji chronologicznej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) Marzena jedziemy?&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(Marzena) jedziemy!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzwonię do Tadka, ''jedziecie?''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(tadek) Basia warzy łobiod na jutro ale poczekej spytom ją, ja jadymy''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) przyjedźcie do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tadek) dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi telefon do Tereski,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) jedziesz''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) ale ja teraz jadę do teściowej z obiadem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra przyjedź zaraz po tym do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) no dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym czasie pukanie do drzwi, wchodzi basia i aga&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(basia) mocie pisak, bo momy baner &amp;quot;witamy w polsce&amp;quot; ale ino w ołówku''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) momy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili słychać - ''(basia) o kurcze  pisak przebił kartka i pomarasioł serwet''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(marzena) nie szkodzi''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(aga) fajny mocie widok z balkonu''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(teresa) już jestem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra jadymy na dwa auta, marzena czyści lodówkę bo na pewno są głodni.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy windą na parter, basi się podobało, a na dole zaskoczenie - dojechał ziga,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) cześć''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ziga) cześć jadymy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzech ul. Szkolna 4, jak się okazało ulica ma dziwny przebieg coś jak &amp;quot;S&amp;quot; na dolarze i nie było łatwo znaleźć nr 4 ale udało się. Dojechał jeszcze Heniek z towarzystwem no i jak już wspomniałem Damian i Krzysiek. Event miał miejsce na poboczu drogi, koło płotu wypasionej willi, dyskretnie odpaliliśmy szampana, trochę to wyglądało jak u Gombrowicza. Ja dyskretnie spoglądałem na zegarek (finał ligi mistrzów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''no to jadymy (ja)''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''no ja, musza dokonczyć łobiod (basia)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę że atmosferę spotkania pokażą zdjęcia, które mam nadzieję dołączą uczestnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie chciałbym wyrazić nadzieję, że mój opis pokaże młodzieży jak można zrobić coś z niczego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
rw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. już mam trzy komplety garnków turystycznych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 PS. mam pytanie do zarządu, czy to że moje nazwisko na liście do mosiru zostało napisane małymi literami to coś znaczy?&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fpowrot&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd do jaskini Koralowej oraz jaskini Wszystkich Świętych|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Tomasz Zięć; kadra: Mateusz Golicz, Karol Jagoda|25 05 2013}}&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu  było wejście do jaskini Koralowej i Wszystkich Świętych. Po zaparkowaniu samochodów na świeżo wyremontowanym parkingu leśnym i przebraniu się, pod przewodnictwem Asi ruszyliśmy w kierunku jaskiń. Po dotarciu do otworu jaskini Koralowej podzieliliśmy wstępnie zadania. W czasie gdy ja z Asią, Mateuszem i Łukaszem zajęliśmy się poręczowaniem całej jaskini Koralowej, Ksawery z Karolem i Tomkiem poręczowali studnię Warszawiaków w Wszystkich Świętych i trenowali elementy ratownictwa. Dotarli do nas pod koniec poręczowania WAR-u. Odwiedziliśmy jeszcze salę MMG i wracaliśmy na powierzchnię. Następnie wszyscy zjechaliśmy do jaskini Wszystkich Świętych.  W czasie poręczowania trawersu na most Herberta, kto jeszcze nie miał okazji do treningu ratownictwa, to sprowadzał bezpiecznie na dno ofiarę „zasłabnięcia” na linie. Jak już wszyscy, po emocjonującym trawersie, stanęli na wspominanym moście, rozpoczął się powrót. Gdy pierwsi z ekipy opuszczali już jaskinię, chętni jeszcze odwiedzili salę Peny z interesującym zamkiem z piasku (widać, że komuś kiedyś się nudziło w kolejce do liny). Około godz. 17.30 udaliśmy się z powrotem w kierunku parkingu. Podsumowując, każdy poręczował, deporęczował i ratował, a cały wyjazd był ciekawy i udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 37-lecie klubu w Piasecznie|Rodzina Jaworskich, Rodzina Szmatłochów, Rodzina Orszulików i dwie bestie,  Rodzina Widuchów, Rodzina Rymarczyków, Rodzina Dolibogów, Rodzina Pawlasów, Rodzina Szczurków ze znajomymi ze Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza, Ania Bill, Sławek Musiał, Piotrek Strzelecki, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Xawery Patryn, Asia Przymus, Sebastian Podsiadło – chyba nikogo nie pominąłem|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Kolejny już raz lecie odbyło się w dalekim Piasecznie. Obóz Nockowy rozbijamy na polanie w środku lasu. Ochronę dobytku [powierzyliśmy dwóm bestiom – ni to psy, ni to lwy … Problemy orientacyjne dały się we znaki wielu z nas. Niektórych trzeba było nawet wyciągać z piachu:)&lt;br /&gt;
W sobotę Karol z Damianem wspinają się na Okienniku Wielkim.&lt;br /&gt;
Reszta działa na skałkach przy obozie lub odbywa wycieczki piesze i rowerowe. Po przerwie obiadowej, Tadek zabiera kursantów do Jaskini Wielkanocnej – tym razem nikogo nie zasypało (chyba).&lt;br /&gt;
Wieczorem standardowe ognisko oraz oficjalne przyznanie prestiżowych nagród – SPITów. (lista laureatów ukaże się już niedługo w dziale aktualności).&lt;br /&gt;
Drugiego dnia kursanci ćwiczą poręczowanie pod czujnym okiem Tomka. Część osób udaje się do Podzamcza na wspin, część na wycieczki rowerowe. Reszta zaś, nie wiem co robi – może jednak kogoś tam zasypało…&lt;br /&gt;
Wspinaczka w Podzamczu kończy się wizytą w szpitalu (szczegóły dopowiedzą Karol z Damianem). Na szczęście nic poważnego się nie stało.&lt;br /&gt;
Cały weekend pogoda rewelacyjna. Bez kropli deszczu. Nawet co poniektórych delikatnie przysmażyło.&lt;br /&gt;
Dzięki wszystkim za przybycie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Walne Zgromadzenie Delegatów Klubów i Sekcji Taternictwa Jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach: Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ), Marcin Słowik (SŁ), Dariusz Lubomski (SKTJ); podczas obrad ok. 50 osób z całego tzw. jaskiniowego środowiska|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Zjazd przebiegał w niezwykle spokojnej, a może nawet sennej atmosferze. Jako że na zmiany w budżecie i tak już było za późno, dyskusje koncentrowały się wokół spraw Tatrzańskich, wyprawy centralnej, szkolenia, polityki w ramach PZA i promocji taternictwa jaskiniowego w szerokim świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrano nowy skład Komisji Taternictwa Jaskiniowego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed oficjalnym rozpoczęciem oraz w przerwach zrobiliśmy parę dróg na Bibliotece, jedną na Turni Motocyklistów i coś jeszcze na Górze Zborów. Na skałach generalnie tłumy - w końcu sezon w pełni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|UKRAINA: witaj Europo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|17 - 21 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie Europa. Nasza kochana Europa. Z Kijowa pędzimy w stronę polskiej granicy osiągając ją 3 etapach: 210 km, 198, 165 km. Do Polski wjeżdżamy w Zosinie. Szerszy opis w dziale WYPRAWY:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#UKRAINA:_witaj_Europo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FUkraina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KAZACHSTAN: góry, stepy i Szaryński Kanion|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|08 - 17 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszego pobytu w Kazachstanie odwiedziliśmy Kanion Szryński. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi. Bardzo piękny kraj. Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#KAZACHSTAN:_Gory.2C_stepy_i_Szarynski_Kanion&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FKazachstan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie &amp;quot;kartowanie dla zaawansowanych&amp;quot;|Kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Kursanci: Piotr Słupiński (SW); Ewa Wójcik, Kaja Fidzińska, Agata Klewar (KKTJ); Michał Filipiak, Krzysztof Najdek, Amadeusz Lisiecki (WKTJ); Paweł Jeziorny (WKGiJ); Karol Makowski, Marcin Słowik (SŁ); Zbigniew Tabaczyński (WKTJ/ST); Ireneusz Królewicz (AKG) |10 - 12 05 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach szkoleń centralnych, firmowanych przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego, zorganizowałem wspólnie z krakowskimi grotołazami szkolenie z dziedziny kartowania jaskiń oraz komputerowego przetwarzania danych pomiarowych. Szkolenie było przewidziane dla osób, które zetknęły się już wcześniej z kartografią jaskiniową - i rzeczywiście zdecydowana większość uczestników miała za sobą niejedną akcję pomiarową na niejednej zagranicznej wyprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza szkolenia była zlokalizowana w miejscowości Wielka Wieś pod Krakowem. Szkolenie składało się z czterech głównych bloków: obróbka danych w programie Survex, warsztaty szkicowania na papierze, wektoryzacja szkiców w programie Inkscape oraz kartowanie w systemie całkowicie elektronicznym (tzw. paperless - DistoX + PDA). Mniej więcej połowę czasu szkolenia zajęły ćwiczenia przy komputerach. Niektórych pochłonęły one tak bardzo, że dokańczali treningowe zadania późnym wieczorem, w czasie przewidzianym na odpoczynek i integrację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o zajęcia terenowe, to dzięki uprzejmości zarządcy jaskini, otrzymaliśmy na ich potrzeby dostęp do Wierzchowskiej Górnej. Zajęcia te obejmowały szkicowanie papierowe (pierwszego dnia) na bazie takiego samego dla wszystkich ciągu poligonowego. Następnie (drugiego dnia) tworzyliśmy szkice jaskini w systemie całkowicie elektronicznym. Udało się zgromadzić na tyle dużo sprzętu, że działaliśmy w standardowych, dwuosobowych zespołach. W wyniku ćwiczeń terenowych powstało zatem parę alternatywnych wersji planu jaskini. Być może uda się na ich podstawie opracować ciekawy materiał o różnicach w percepcji przestrzeni przez zaawansowanych kartografów jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: 52 dni w Kraju Środka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|18 03  - 08 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chiny przejechaliśmy rowerami oraz innymi środkami lokomcji od Honkkongu do Korghas. 6000 km. Celem głównym było zlokalizowanie interesujących terenów krasowych, odwiedzenie tiankengu Xiaozhai, spływ rzeką Li wśród mogotów. Trasa wiodła w większości przez tereny górskie, czasem wysoko. Szersza relacja:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHINY:_nie_tylko_kras&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Francuska majówka|Damian Żmuda, Paulina Piechowiak(WKTJ), Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|20 04  - 05 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja dostępna w dziale wyprawy. http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francuska_maj%C3%B3wka&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FFrancuska%20maj%F3wka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll - Jaskinia Majowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|01 05  - 03 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na długi weekend wybraliśmy się pod północną ścianę masywu Hoher Göll, eksplorować otwór który tam odnaleźliśmy w trakcie ubiegłorocznej wyprawy. Ciężar plecaków świadczył o tym, że była to męska akcja - namiot, śpiwory, szpej, 100 m liny, 15 spitów. Na wysokości ok. 1 500 m przy sympatycznym strumyczku wybudowaliśmy platformę i rozbiliśmy obóz. O dziwo otwór (na wysokości ok. 1 650) wystawał ze śniegu. &amp;quot;Puściło&amp;quot; nam ok. 50 metrów kaskadującej, soczewkowatej studni o przekroju na ogół ok. 4 x 2 m. Gdyby nie lejąca się woda, byłaby to bardzo przyjemna eksploracja - 10 metrów zjazdu i półka, kolejne 10 m, kolejna połka itd. Nieco nad zapiarżonym dnem, na szczelinie na której rozwija się jaskinia znajduje się okno, w które należałoby się wcisnąć i jechać dalej. Niestety zostało nam pewnie z 20 metrów liny, a i byliśmy już na tym etapie zupełnie przemoczeni. Deszcz który zastaliśmy tuż po wyjściu na powierzchnię nie poprawił naszej sytuacji. Potem padało przez kolejne 12 godzin, wobec czego następnego dnia w momencie kiedy opad nieco osłabł zwinęliśmy namiot i zeszliśmy do doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04  - 20 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po wielu planowanych weekendach w końcu się udało zrealizować wyjazd na trawers Czarnej. W składzie Rysiek, Łukasz i ja wybraliśmy się w sobotni wieczór w kierunku Zakopanego by następnego dnia rano ruszyć na wspomniany trawers. Pogoda była iście wiosenna, ale jak się okazało tylko przed tatrami. Na podejściu śniegu przybywało i było go na północnych ekspozycjach lekko ponad kolana. Pokrywa zw. na plusowa temp była na tyle słaba iż zapadała się pod nogami. Gdy dotarliśmy pod otwór w naszych głowach kiełkował chytry plan by chociaż zbliżyć się do czasu przejścia wspomnianego trawersu przez Mateusza i Karola i dodając sobie do ich czasu kilka h powiadomiliśmy stosowne osoby o alarmówce. Do dziury pierwszy zjechałem ja, a za mną Łukasz. Rysiu jadąc ostatni zwinął za nami wlotówkę. Dalej poleciało równie sprawnie poręczując na zmianę, Łukasz, ja, a nawet Rysiek. W związku z faktem iż w jaskini było wyjątkowo mokro (woda ciekła praktycznie po każdej ścianie) zdecydowaliśmy się nawet nie sprawdzać co się dzieje między Studnią Imieninową a Brązowym Progiem (gdzie przy obfitych opadach tworzy się jeziorko (w skrajnych przypadkach ponoć i syfon)) i od razu zjechaliśmy Studnią Imieninową na dno korytarza Mamutowego. Z opisu wynikało iż miało być ok 40m zjazdu (liny), a jak się okazało starczyłaby nam jedna lina 55m złożona &amp;quot;na złodzieja&amp;quot;. Fakt że zapasu byłoby tak góra 1m :)&lt;br /&gt;
Pocieszającym było iż korytarz Mamutowy okazał się suchy w porównaniu z wcześniejszą częścią jaskini, to nie zmoczyliśmy stóp (czy innych części ciała). Na koniec został nam tylko Próg Latających Want, który mieliśmy podzielić między siebie ja i Łukasz. Łukasz zaczął i tak jakoś wyszło iż ja zająłem się deporęczem zamykając tyły a Łukasz wyłoił wszystko. Na koniec został nam malutki prożek przed samym wyjściem, na którym poleciało najwięcej słów na &amp;quot;k&amp;quot; :) ale to pewnie dlatego że każdy chciał już wyjść na zewnątrz. Wyjście oczywiście ubrudziło nas wszystkich, także też standard jak na tą akcję. Akcja trwała niecałe 9h, także do rekordu Mateusza i Karola nawet się nie zbliżyliśmy, ale po prostu nie spieszyliśmy się  - tak sobie to tłumaczymy :)&lt;br /&gt;
Powrót do bazy okazał się  bezproblemowy (nie licząc zapadających się nóg w śniegu o którym pisałem na początku), było jeszcze jasno i nawet poręczówki były na wierzchu. Potem tylko auto i droga na Śląsk (dla niektórych &amp;quot;teleport&amp;quot;, tylko kierowca nie mógł sobie pozwolić na spanie :)&lt;br /&gt;
Akcja zakończona sukcesem, bez strat w ludziach czy sprzęcie, a dla niektórych był to pierwszy raz w Czarnej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FTatry-J.Czarna%28trawers%29-04.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Syczuan - Rekonesans wokół Chongqingu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (niezrz.; w roli tłumacza); w części pobytu także Erin Lynch (Hong Meigui Cave Exploration Society), Zhang Hai oraz Shi Wen Qian (Instytut Geologii Krasu w Guilin)|15 04  - 25 04 2013}}&lt;br /&gt;
Więcej informacji w [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Mirowie|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim wspinaniu w Świątyni Czystego VI.1 (Rzędki) tym razem wybór pada na Mirów.  Ludzi mimo obiecujących prognoz mało!!! Pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę, strasznie wiało!!! Pomimo wysokiej temperatury wiatr nie pozwalał na komfortowy wspin (puchówka+czapka obowiązkowo).  Zaczynamy wspinanie od Trzech Sióstr, gdzie pokonujemy Niebo w Gębie (-V), Pozdrowienia z podziemia (VI+), potem szybkie patentowanie i  w pierwszej próbie padają Tragiczne marzenia (VI.3+/4) - wycena mocno zawyżona. Następnie przenosimy się na Szafę, gdzie można się powspinać się w słońcu. Na koniec dnia wracamy na Trzy Siostry, gdzie udaje się poprowadzić  Koksownia Przyjaźń (VI.3) – wspin po krawądkach,  jak dla mnie droga bardzo wymagająca, ale godna polecenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po nieudanych próbach wyciągnięcia kogokolwiek na skitury czy rowery, około godziny 22:00 dostaje SMS-a z propozycją wyjazdu w skałki - zgadnijcie od kogo... Szybko sprawdzam prognozę na sobotę i nie jest zbyt optymistyczna, ale ile to już razy warto było zaryzykować.&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek pakujemy też sprzęt jaskiniowy, aby w razie deszczu odwiedzić jaskiniowców w Piętrowej Szczelinie.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy niezbyt wcześnie, aby niepotrzebnie nie marznąć pod skałami, ale już o 8:00 jest ok. 10 st. &lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach tylko 1 auto. Idziemy snieżno-błotną ścieżką, ale już po południowej stronie sucho. &lt;br /&gt;
Cele wspinaczkowe okazują się optymalne: rozgrzewka na długiej i pięknej Nikodemówce za VI+, dalej 17 sekund za VI.2+ i Szatańskie Wersety za VI.4 (Karol). Cały czas obserwujemy niebo, ale z daleka widoczne deszcze szczęśliwie nas omijają. &lt;br /&gt;
Wspinanie kończymy około 18:00 i po 2 minutach jazdy samochodem zaczyna lać. &lt;br /&gt;
Sezon uważam za otwarty - pogoda wspinaczkowa, temperatura optymalna, skała sucha, nawet komary już gryzą:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Łukasz Majewicz, Łukasz Mazurek, Daniel „Buli” Bula|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
7 kwietnia 2013 odbył się pierwszy w ramach kursu wyjazd do jaskini.&lt;br /&gt;
W planie: zwiedzanie Jaskini w Trzech Kopcach oraz W Stołowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W godzinach rannych (7:15) z centrum Bytomia wyjechaliśmy samochodem w kierunku Szczyrku.&lt;br /&gt;
Po dotarciu na miejsce ruszyliśmy drogą pod górę na Przełęcz Karkoszczonkę. Po krótkiej przerwie spędzonej w ciepłym zaciszu Chaty Wuja Toma, skierowaliśmy się na północ wzdłuż czerwonego szlaku. W niecodziennej, jak na kwietniową porę, zimowej aurze dane nam było przeprawiać się w metrowym śniegu. &lt;br /&gt;
Osiągając docelowe 972 m n.p.m. odnaleźliśmy otwór wejściowy Jaskini w Trzech Kopcach.&lt;br /&gt;
Zwiedzanie bez większych niespodzianek przebiegło pomyślnie. Nowych partii nie odkryto. &lt;br /&gt;
Dotarłszy w rejon Jaskini W Stołowie zlokalizowaliśmy trzy dobrze rokujące otwory które lokalizacją pasowały do namiarów. Niestety ze względu na brak sprzętu oraz trudne warunki zrezygnowaliśmy z zejścia.&lt;br /&gt;
Z braku perspektyw na dalszą eksplorację zawróciliśmy w dół do samochodu. Jako dodatkową atrakcję mieliśmy przyjemność posilić się wyśmienitą szarlotką na gorąco w miejscowej kawiarni.&lt;br /&gt;
Senni i zasłodzeni powróciliśmy do Bytomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za dobrą zabawę i miło spędzony czas w pięknych okolicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skitour na Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + os. tow.|07 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrku-Biłej przez Przełęcz Karkoszczonka podchodzimy na Klimczok. Trasę dobieramy tak, aby&lt;br /&gt;
skontrolować odbywający się równolegle wyjazd kursowy do jaskini w Trzech Kopcach. Gdy ostatni&lt;br /&gt;
kursant znika już pod ziemią, kierujemy się w stronę schroniska. Po posileniu się, zjeżdżamy następnie ciekawym&lt;br /&gt;
wariantem przez Skałkę do Brennej Bukowej i podchodzimy z powrotem na Karkoszczonkę. W sumie wyszło ponad 950 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskidy o tej porze roku okazały się terenem bardzo przyjaznym narciarzom. Warunki śniegowe bardzo dobre (w lesie jest metr jak nic). Turystów dużo mniej niż w Tatrach, a i ludność lokalna miła i dużo bardziej gościom przychylna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitour na Kozią Przełęcz i Zawrat|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic, przez Halę Gąsienicową podchodzimy na Kozią Przełęcz. Z niej zjeżdżamy do Doliny Pięciu Stawów, a następnie podchodzimy na Zawrat i zjeżdżamy z powrotem do Murowańca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu w Tatrach dużo i warunki śniegowe generalnie dobre. Zjazd utrudniają miejscami wielkie lawiniska (nie świeże, a raczej ze starego opadu). W dniu naszej wycieczki dodatkowym kłopotem była gęsta mgła, która utrudniała orientację i odczuwanie nachylenia stoku. Na szczęście, dzięki GPS, nie spadliśmy w żadną przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża wilgotność powietrza skutkowała także bardzo słabym działaniem ludzkiego systemu chłodzenia i przez prawie cały czas było nam okrutnie gorąco. Co też warte odnotowania, mimo słabej pogody, w Tatrach były tłumy. Murowaniec i Betlejemka pękają w szwach od uczestników szkoleń z turystyki zimowej. Przy niemal każdym kawałku lodu przy szlaku stoi ekipa i wkręca śruby lodowe. Dużo także skiturowców, wielu na wypożyczonym sprzęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Krótki skitour w Tennengebirge|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 03 2013}}&lt;br /&gt;
Z Abtenau (wys ok. 700) przeszliśmy najpierw wzdłuż wyciągów na Karkogel do tzw. Berliner Kreutz (ok. 1600). Miła i szybka wycieczka w dobrej pogodzie. Pod koniec zjazdu śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Ski-turling na trawie w okolicy Nauders|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|27 03 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji rodzinnego wyjazdu na święta wybraliśmy się na krótki skitour. W doskonałej pogodzie (słońce) z Nauders podeszliśmy w stronę szczytu Köpfle. Po przejściu ok. 700 Hm, z wysokości 2 100 m wycofujemy się. Pokonał nas śnieg, klejący się okrutnie do fok. Wycof był jedyny w swoim rodzaju. Zaczęliśmy zjeżdżać stokiem skierowanym niestety na południe i w efekcie po może 200 metrach trafiliśmy na zieloną trawę. Ćwiczyliśmy na niej nową dyscyplinę pod nazwą ski-turling na trawie. Polegało to na wykonywaniu ewolucji (przewroty, salta) na śliskiej trawie, z nartami w ręku. Obyło się bez urazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NOWA ZELANDIA: przez dwie wyspy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 02 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na antypodach mieliśmy dość spokojną podróż, choć niemal ciągle przez góry. Pogoda jednak była wymarzona. Odwiedziliśmy tu krasowe tereny na Wyspie Południowej, przejechaliśmy Rainbow Trail (Tęczowy Szlak) oraz odwiedziliśmy naszego kolegi z wyprawy Great Dvide - Neala Taylora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersze opisy tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#NOWA_ZELANDIA:_Wyspa_Polnocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FNowaZelandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: narty w dolinie Aosty|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Tomek Pawlas, Ala Wandzel i inni|08  - 16 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z nastawieniem na jazdę rekreacyjną - jeździmy po przygotowanych trasach i ... uwaga, do góry wjeżdża się wyciągiem, a nie zapycha z buta:) Codziennie szusujemy w innym ośrodku. Pod Monte Rosą, grupa Słoweńców zabiera mnie na wycieczkę freeriadową po okolicznych dolinkach, z pięknymi widokami, opuszczonymi sezonowo wioseczkami i zacnymi zjazdami.&lt;br /&gt;
Generalnie wyjazd wypoczynkowy ze świetnymi widokami na najwyższe szczyty Alp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, Kitzsteinhorn 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz, w trakcie mojego pobytu, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartłomiej Berdel, Jakub Nowak, Jan Wołek, Mirosław Pindel; z STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; z SW Piotr Słupiński; z WKTJ Urszula Kotewa; momentami także Miłosz Dryjański z KKS. W chatce pod Lampo spotkaliśmy także Agnieszkę Gajewską i Krzysztofa Recielskiego (SW) z córką oraz bliżej nieznanego mi Podobasa|10 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
Po raz czwarty już miałem przyjemnosć krótko uczestniczyć w wyprawie eksploracyjnej Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini ''Feichtnerschachthöhle''. Jaskinia ta znajduje się na terenie kurortu narciarskiego na lodowcach pod górą ''Kitzsteinhorn'' (3203). Dzięki uprzejmości firmy ''Gletscherbahnen Kaprun AG'', zarządzającej tym kurortem, baza wyprawy KKTJ zlokalizowana jest w centrum usługowo-gastronomicznym dla narciarzy na wysokości 2452 m npm. W podziemnej cześci tego obiektu, stanowiącej infrastrukturę socjalną dla pracowników całej stacji narciarskiej, dla uczestników wyprawy dostępne są ogrzewane pomieszczenia do spania, ubikacje, prysznic oraz sieć WiFi. Z całą pewnością jest to jedna z najbardziej komfortowych zimowych wypraw jaskiniowych na świecie. Co warte uwagi, specyficzny jest także rodzaj skały, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie. Jest to tzw. margiel mikowo-wapienny, skała z jednej strony dosyć słabo rozpuszczalna przez wodę, a z drugiej bardzo twarda i niszczycielska dla sprzętu. Zimą otwory są zasypane śniegiem i trzeba je odkopywać. Na szczeście głównie przy użyciu ratraka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność jaskiniowa w tym roku skupiona była (jest) na wspinaczce w kominach nad tzw. ''Kryształową Galerią'' oraz w tzw. ''Galerii Srebrnej Wody''. Obydwa te tematy potencjalnie mogą prowadzić do nowych otworów jaskini. Ja, w zespole z Bartkiem Berdelem z biwaku na głębokości ok. -450 m atakowałem ten pierwszy. W założeniu mieliśmy deporęczować te kominy, ale okazało się, że możliwa jest dalsza wspinaczka do góry. Była to dosyć męska przygoda, bo z biwaku było dosyć już daleko na &amp;quot;przodek&amp;quot;. Na każde z dwóch wyjść musieliśmy podejść ok. 370 metrów do góry na linach. Łącznie podczas pobytu pod ziemią wspięliśmy 35 m, prawie całkowicie hakowo (wiertarka). Z pomiarów w jaskini oraz dostępnego nam trójwymiarowego modelu powierzchni terenu wynikało, że znajdujemy się praktycznie parę metrów pod powierzchnią ziemii. Coż, nie udało się nam przebić, ale nie jest to niczym dziwnym. W rejonie, w którym potencjalnie miałby znajdować się nasz &amp;quot;nowy otwór&amp;quot; jest znanych od powierzchni kilka lejów, które jednak kończą się zawaliskami. O tej porze roku na dodatek zasypanych paroma metrami śniegu. Wracając do niszczycielskiego charakteru tutejszej skały - na wyjściu na powierzchnię ja przetarłem croll'a, a mój partner gdzieś po drodze wytarł aluminiową rolkę Petzl'a &amp;quot;do śrubki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na dosyć krótki pobyt, w zasadzie po wyjściu z biwaku zostały mi niecałe trzy dni na powierzchni. Miałem ze sobą narty skitourowe, ale nie zdołałem zbytnio ich użyć. Chociaż Furek wymyślił bardzo ciekawą trasę na pobliski szczyt Hocheiser, ze względu na duże zagrożenie lawinowe poprzestałem tylko na solowej, tradycyjnej już popołudniowej wycieczce na szczyt Grosser Schmiedinger, górujący nad wschodnią częścią terenów narciarskich (500 Hm).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wyprawa cały czas jeszcze trwa. Kolejna ekipa, wspinając dalej komin, dotarła do zawaliska i tym sposobem definitywnie zakończyła naszą wspinaczkę. Jaskinia &amp;quot;puszcza&amp;quot; jednak ciągle w tym rejonie obejściami, a także wspominaną już Galerią Srebrnej Wody. Trzymam kciuki. No i trochę mi szkoda, że już mnie tam nie ma... Oby udało się znowu za rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, skitour w Goldberggruppe|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i os. tow.|08  - 10 03 2013}}&lt;br /&gt;
Ola wpadła na świetny pomysł, żeby mój wyjazd na wyprawę połączyć z szybką akcją ski-tourową. Na bazę wybraliśmy położoną na wysokości 2446 mnpm ''Hagener Hütte''. Jest to schronisko Alpenverein położone w Wysokich Taurach, w okolicy szczytu Goldberg. Chatka stoi na przełęczy, przez którą rzekomo starożytni Rzymanie poprowadzili niegdyś drogę. W zimie główny budynek schroniska jest zamknięty, ale dla skiturowców i ambitniejszych turystów Alpenverein udostępnia otwarty dla wszystkich schron zimowy, czyli sypialnię na ok. 20 osób, stół i ławę. Czegóż więcej trzeba? Jak okazało się na miejscu, schron był chwilowo w remoncie. Co miało i pewne minusy (zdemontowany piecyk i brak możliwości ogrzewania), ale i poważne plusy (nocleg za 0 EUR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek podeszliśmy do tej upatrzonej uprzednio chatki z parkingu w ''Bad Sportgastein''. Był dosyć twardy śnieg i zaliczyliśmy parę wywrotek na podejściu, ale przynajmniej dopisała nam ładna pogoda. Ponieważ byliśmy dosyć zmęczeni po nocnej podróży i morzył nas sen, pierwszego dnia poprzestaliśmy jedynie na dotarciu do chatki (860 Hm) i błyskawicznej wycieczce na upatrzony z chatki, nienazwany pik (może parędziesiąt metrów przewyższenia). Za to sobota upłynęła nam na całodniowej naciarskiej przygodzie, i to &amp;quot;na lekko&amp;quot;. Najpierw zjechaliśmy niejako na drugą stronę przełeczy do schroniska ''Jamnig Hütte'' (nieczynnego, 1748), skąd następnie weszliśmy na przełęcz ''Ulschartl'' (2491), zjechaliśmy po miękkim śniegu do wysokości ok. 2 000 m, a dalej za namową Oli jeszcze podeszliśmy na ''Greilkopf'' (2579), aby potem granią zjechać z powrotem do naszej bazy. Wszystkiego razem wyszło ok. 1350 m przewyższenia. Choć pogoda trafiła się lepsza niż w prognozach, okna w chmurach z ładnymi widokami pojawiały się tylko na chwilę. W każdym razie, przez większość czasu nic się z nieba na nas nie lało ani nie sypało i z tego się cieszyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się podczas ostatniej nocy naszego pobytu. Już pod wieczór zaczęło intensywnie śnieżyć i na twarde podłoże nasypało ok. 20 - 30 cm świeżego puchu. Celem na niedzielę stał się wobec tego tylko zjazd z powrotem do samochodu. Mimo tak prostego planu, najedliśmy się sporo strachu. Słaba widoczność z rana zmusiła nas do zjeżdżania z GPS-em w ręku. Na dodatek towarzyszyły nam grzmoty schodzących nieopodal lawin. Nie przesadzam. Z pewnością gdybyśmy byli w dolinach, a nie wysoko na przełęczy, tego dnia nie wybralibyśmy się w góry. Na szczęście znowu się udało. W około godzinę pokonujemy 800 m zjazdu, a następnie samochodem udajemy się gościńca pod jaskinią ''Lamprechtsofen''. Tam, po uczczeniu naszego szczęśliwego powrotu z gór wysokokalorycznym kakao z bitą śmietaną, rozdzielamy się - Ola wraca do Polski, a ja czekam w chatce pod ''Lamprechtsofen'' na przyjazd ekipy z KKTJ-u. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRALIA: wypad do Sydney|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 02 - 27 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz pobyt w Australii ograniczył się do szybkiego wypadu z lotniska do Sydney. Tym niemniej spędzamy tu noc na spacerowaniu i ranek następnego dnia. Bardzo piękne &amp;quot;city&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#AUSTRALIA:_krotki_epizod&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FAustralia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHILE: w Cordiliera Central|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|15 02 - 25 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chile to fantastyczny kraj dla takich ludzi jak my. Wysokie góry, pustynie, wulkany, ocean a na południu nawet jaskinie. Również dobre jedzenie i jakoś tak bardziej europejsko (tu akurat nie wiem czy to dobrze czy źle, zależy jak na to patrzeć). Robimy tu kilka górskich wycieczek w okolicach Cerro Plumo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHILE:_Andy_-_w_Cordiliera_Central&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChile&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Ciszewski (KKTJ)|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Nareszcie weekend ze znośną pogodą w Tatrach. Najpierw podeszliśmy na Ciemniak przez Adamicę i Piec, a następnie zjechaliśmy z Twardej Kopy do Doliny Tomanowej. Było jeszcze dosyć wcześnie, wobec czego Furek zaproponował &amp;quot;szybkie&amp;quot; wejście na Ornak. W każdym razie, to nie ja na to wpadłem! Na początku szlaku na Iwaniacką Przełęcz dopadł mnie lekki kryzys energetyczny, ale od Przełęczy już jakoś poszło i w promieniach zachodzącego za górami słońca osiągnęliśmy i ten szczyt. Było tam naprawdę malowniczo. Niezła widoczność, gra słońca i chmur i brak ludzi. Warunki zjazdowe umiarkowanie dobre. Na ogół były betony, ale czasami pokryte cienką warstewką na której narty &amp;quot;jakoś łapały&amp;quot;. Szczególnie początek zjazdu z Twardej kopy był bardzo miły. Jak można się domyślić, cała wycieczka zmęczyła nas konkretnie. Zabrakło nam raptem 50 metrów do przejścia 2 km deniwelacji. Dzień zakończyliśmy zasłużonym, uroczystym obiadem w &amp;quot;Adamo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na marginesie. Ciekawe były słowa ostrzeżenia przed lawinami, które otrzymaliśmy od mijanych po drodze na Ornak turystów. Północny stok Ornaku, którym prowadzi szlak, rzekomo pękł w poprzek (w pionie) i, jak nam opowiadano, mamy uważać, bo czort wie, co tam się może zdarzyć. Po bliższej inspekcji potwierdziło się nasze wstępne podejrzenie że to przecież wszystko tak nie działa. Pionowe pęknięcie okazało się być śladem po zjeździe z czekanem po betonowym śniegu, co stwierdziliśmy obserwując wyraźny odcisk od czterech liter w jego górnej części.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy późno bo o 3.00, chciałem wyjechać o 1.00 ale Damian przekonał mnie, że nadrobimy te 2 godzinki podczas wspinaczki, bo na podejściu raczej to niemożliwe:). Pogoda i warunki śniegowe idealne, szybki  odpoczynek w schronisku i obowiązkowy  wpis w książce wyjść. Przed nami na drogę Potoczka (III) wyruszyły 2 zespoły, miały one nad nami godzinę przewagi. Niestety  okazało się pod ścianą, że jesteśmy w kolejce dopiero na 4 miejscu. Czekamy cierpliwie jakieś 20-30min., ale widząc ,,szybkość’’ 1 zespołu decydujemy się zaatakować sąsiadkę czyli drogę Głogowskiego (III). Była to zdecydowanie bardzo dobra decyzja, piękne i wymagające wspinanie na 2 pierwszych wyciągach wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy(brak snu i dłuuugie podejście). Droga ta pokazała mi, że także ze wspinania zimowego można czerpać sporo przyjemności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne, skitour |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek (os. tow.) |24 02 2013}}&lt;br /&gt;
Skrzyczne stało się w tym sezonie najmodniejszym klubowym celem zimowym w Beskidach :). Tym razem na odpoczynek w schronisku docieramy zielonym szlakiem z centrum Szczyrku. Nadchodząca wiosna daje się mocno odczuć, niestety...Śnieg stał się już dość mokry i znikał w oczach.Przez całą wycieczkę było b.ciepło, czasem nawet słonecznie.  Początkowo zjeżdżamy trochę lasem, ale dość szybko wracamy na nartostradę (na której warunki do zjazdu fatalne...). Zgodnie z planem była to &amp;quot;szybka akcja&amp;quot; - o 14.30 zaparkowałam pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Missiones, Corrientes i Mendosa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|28 01 - 15 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym kraju znalazłem się po raz drugi. W Missiones odwiedziliśmy wodospady Iguazu, stare redukcje jezuckie w San Ignacio, polonię w Wandzie. Potem autobusem przedostaliśmy się na zachód kraju gdzie odbyliśmy wycieczki rowerowe w Andach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#ARGENTYNA:_Wodospady_Iguazu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FArgentyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PARAGWAJ: nie trzeba się śpieszyć|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 - 28 i 30 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paragwaj to taka Albania Południowej Ameryki. Na Paranie kwitnie zapewne kontrabanda a wiele ciekawych rzeczy można kupić na paragwajskim brzegu. Nasze 2 krótkie pobyty w tym kraju sprowadzały się do przejechania do promu na Paranie oraz bardzo ciekawy rajd do wodospadu Nacunday. Tu szersze opisy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#PARAGWAJ:_W_poszukiwaniu_wodospadu_Nacunday&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FParagwaj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRAZYLIA: rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu), w części jaskiniowej uczestniczyli członkowie Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas - Jose Mario Budny, Henrique Pontes, Lais Mosqueto  |02 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brazylia to pierwszy kraj w naszej wokółziemskiej podróży, który przemierzyliśmy na rowerach z Rio de Janerio do Foz do Iguazu. Po drodze odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. W części jaskiniowej wyprawy spotkaliśmy się z członkami klubu z Ponta Grossa - Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas ( http://www.gupe.org.br/#! ). Razem z Mario, Henrique i Lais odwiedziliśmy kilka studni wymytych w skałach krystalicznych oraz jaskinie krasowe. Zostaliśmy tu bardzo mile przyjęci. Więcej szczegółów dot. wyprawy można przeczytać tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#BRAZYLIA:_w_jaskiniach_Ponta_Grossa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBrasil&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3415</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3415"/>
		<updated>2013-06-23T15:34:53Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koszmarnie długie a czasem wnerwiające dojście. Do jaskini dotarliśmy zjazdem od góry. Akcja załamała się już na pierwszym zacisku. Nad pierwszą studnią las lodowych stalaktytów (aby przedostać się dalej część z nich trzeba było strącić). Nasze gabaryty trochę zniechęciły nas do dalszych prób. Mimo wszystko wyjazd wypruł z nas wiele sił. Cały sprzęt do dziury rozłożony tylko na dwie osoby. Po drodze urozmaicone warunki pogodowe: piękne słońce, burza, na wychodzeniu ścianą zlewa z gradem, gęsta mgła i znów słońce. W każdym razie na dole czuliśmy wszystkie mięśnie jak po sytej akcji. Po ostatniej śnieżnej zimie warto chyba do tego systemu pójść ciut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina,Dorota, Michał(WKTJ),Piotrek (os.tow.)Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15-16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Misja odzyskania auta nieco się przedłużyła:). Fala kulminacyjna w Decinie miała prawie 11m wysokości, normalny poziom wody w Łabie wynosi 3m, a przy poziomie 4m droga dojazdowa do miejscowości Dolni Żleb zostaje zalana. Po szybkich obliczeniach wychodzi,  że na drodze 6 czerwca  było 7m wody!!!. Tak więc przez 2 tygodnie z wielką uwagą śledziliśmy poziom wody. Plan wstępny był taki żeby w piątek odebrać auto, niestety poziom Łaby był o 0,5m za wysoki. Tak więc zdecydowaliśmy się na wspin sobotni w Sokołach, a wieczorem podjechać już w okrojonym składzie po auto. Na miejsce dotarliśmy po 24.00, okazało się że droga jest nadal zamknięta. Nie dając za wygraną sprawdzamy sami czy da się przejechać, na szczęście okazało się że na droga jest zalana tylko w kilku miejscach (a nie na odcinku 2km), a głębokość wody nie przekracza poziomu rury wydechowej czerwonego Ferrari którym ruszyliśmy na misję ratunkową. Właściciel baru pod którym zostawiliśmy auto nie wierzył że przejechaliśmy drogą asfaltową(dojazd do wioski przez 2 tygodnie był możliwy jedynie drogą terenową prowadzącą przez góry), wiec przypuszczam że jako pierwsi przejechaliśmy ten odcinek autem (ślady jazdy rowerem widzieliśmy po drodze). W drodze powrotnej przyjrzeliśmy się  jaki był poziom wody, faktycznie różnego typu zabrudzenia i trawy były  widoczne do wysokości 7m  na kratowym słupie wysokiego napięcia, po prostu strach się bać!!! W niedziele z samego rana wracamy w Sokoliki, gdzie budzimy resztę ekipy aby nieco się jeszcze powspinać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Jakubina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.), Paweł Berg (os. tow.), Wojciech Jajko (os. tow.), Anna Kempna (os. tow.)|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dol. Chochołowskiej przez Trzydniowiański, Kończysty, Jarząbczy na Raczkową Czubę (2194) po stronie słowackiej (szczyt też ma nazwę Jakubina). Zejście przez Jarząbczą dolinę do Chochołowskiej. Cały dzień dobra pogoda. Ludzi na tym szlaku bardzo mało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w dol. Kobylańskiej| Pacyfa, Marcin, Sławek, Ania, Sebastian, Ala, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Cały dzień wspinamy w dol. Kobylańskiej. Ze względu na duchotę nie szalejemy z wycenami:)&lt;br /&gt;
Z Alą odwiedzamy jeszcze wąwóz Podskalański w okolicach Tomaszowic z jaskinią Borsuczą (zalane wejście) i Wielką Skałą.&lt;br /&gt;
Wracamy przez Olkusz - bardzo długi korek za Sławkowem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: śladami Witolda Henryka|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 - 16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Ze szlaku na Krywań wchodzimy do Suchej Doliny Ważeckiej. Stamtąd na Niewcyrską Przełęcz (2270), do Doliny Niewcyrka (nocleg) a następnie przez Dolinę Koprową do Trzech Studniczek i z powrotem do samochodu. Pogoda dopisała. Było jakoś dziwnie duszno, ale na głowy nie spadła nam ani kropla deszczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że wyczerpujący tydzień w pracy odbił się na tempie naszego poruszania się. W każdym razie, w pewnym sensie udało się nam wypocząć. W niedzielę dodatkowo przypomnieliśmy sobie smak słowackiej kuchni. Na drogach wielki ścisk. Jak tylko zobaczyliśmy kolejkę do bramek w Balicach, to natychmiast skręciliśmy na Olkusz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Anglia: Peak District - spacery po rejonie Dark Peak|Aleksandra, Wojciech i Zosia Rymarczyk |03 - 14 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z gościnności mojej siostry i jej domowników spędziliśmy urlop w Tintwistle – małej miejscowości położonej w północnej części Anglii (ok. 30 km na wschód od Manchesteru), u samych stóp Gór Pennińskich, tuż przy granicy z parkiem narodowym Peak District. Pogoda nas zaskoczyła i oprócz jednego dnia typowo angielskiej pogody mieliśmy aż 10 dni słońca i to jakiego – wróciliśmy spaleni!!! tym samym prawdopodobnie wykorzystaliśmy tegoroczny limit pogodowy dla tego rejonu (jeśli nie dla całych wysp)!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Peak District jest najstarszym parkiem narodowym w Wielkiej Brytanii i wg niektórych źródeł najczęściej odwiedzanym. Jednak nie odczuliśmy tego zupełnie. Przestrzeń, pustka i wiatr – to chyba określenia najlepiej oddające charakter tego miejsca. I podobno mgła (nie dane nam jednak było się o tym przekonać), z powodu której w czasie II wojny rozbijały się wojskowe samoloty, których wraki znajdowane są do dziś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na nasze możliwości teren okazał się idealny. Poza mniejszymi spacerkami po okolicznych wrzosowiskach, polach, łąkach, wśród baranów, owiec, krów, gęsi (ścieżki turystyczne prowadzą tam prawie zawsze przez czyjeś pole – i nikt nie robi żadnych problemów (jest porozumienie między właścicielami i parkiem) – trzeba tylko pamiętać , żeby zamknąć za sobą furtkę), udało nam się przejść dwie większe trasy zdobywając najwyższe w rejonie dwutysięczniki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Tintwistle – Bleaklow – Glossop – Hadfield – Tintwistle &amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po porannej krzątaninie i codziennej dawce integracji z Rumcajsem (wielkim, puchatym owczarkiem podhalańskim), której Zosia za nic w świecie nie mogła odpuścić, udało nam się wyjść lekko po 12. Początkowo nasza trasa wiodła w górę rzeki Etherow, wzdłuż rezerwuarów i dość długo kluczyła licznymi pastwiskami. Ten odcinek był najtrudniejszy orientacyjnie, przez co często zatrzymywaliśmy się, żeby zweryfikować trasę z mapą. W końcu i tak wyszliśmy z pól w złym miejscu (ja przy okazji rozdarłam sobie spodnie o drut kolczasty). Po ponad godzinie wędrówki weszliśmy we właściwą dolinę i zaczęliśmy podejście. Uff. Widoki zaczęły robić się coraz ciekawsze jednak wkrótce musieliśmy zrobić pierwszy postój. Po krótkim odpoczynku, pełni optymizmu ruszyliśmy dalej, mimo żaru lejącego się z nieba (sołońce swietit, stoit strasznaja żara – mniej więcej tyle zostało mi po wakacjach sprzed 2 lat, gdy wypisywaliśmy kartki do domu;). Na szczęcie wiał orzeźwiający wiatr. Góry okazały się bardzo rozległe i bardzo..... płaskie w górnych partiach; powoli też zaczynało do mnie docierać jak długa jeszcze droga przed nami. Po osiągnięciu szczytu Bleaklow (oznaczonego wielkim kopczykiem - inaczej trudno byłoby znaleźć najwyższy punkt całego płaskowyżu), liczącego coś 2077 - ale stóp (czyli 633 m npm) i zorientowaniu kierunków mkniemy w dalszą drogę. Drugi postój przy strumieniu robimy nieco przykrótkawy z obawy przed nieubłaganie uciekającym czasem. Jednak równowaga w przyrodzie musi być zachowana... Zosia kategorycznie odmówiła więc dalszego transportu w chuście oraz wszelkimi innymi metodami (w tym pod pachą) i skoro postój był za krótki to ona pójdzie dalej sama. No i tak szliśmy :) i szliśmy.... ważne że do przodu! Nie to, że groził nam zachód słońca, o nie! Tam jest jasno do 23. Bardziej baliśmy się, że ucieknie nam ostatni pociąg i że będziemy zbyt zmęczeni żeby w ogóle do niego dojść! (tj. ja). Dzięki temu jednak mogliśmy w spokoju popodziwiać naprawdę ciekawe i niespotykane u nas krajobrazy. Niedługo przed skrętem ze Szlaku Pennińskiego, którym do tej pory szliśmy na ścieżkę do Glossop (na pociąg) natknęliśmy się na ornitologa z Nottingham, który zapytany &amp;quot;jak daleko jeszcze...&amp;quot; po dłuższym namyśle i obracaniu mapy na wszelkie sposoby odparł, że nie wie, ale że chętnie zawiezie nas do Glossop. :D Do głównej drogi było raptem 10 min spaceru, tymczasem do miasta dreptalibyśmy jeszcze dobre 1,5h. Po drodze pokazał nam jeszcze siewkę złotą i skowronka, po czym już przy samochodzie zorientował się, że gdzieś „posiał swój kijek i z misją dostarczenia nas do Glossop wysłał swoją żonę. Na stacji lądujemy dość szybko i od razu łapiemy pociąg, który po 6 min. dowozi nas do Hadfield. Jeszcze tylko 20 min spaceru i jesteśmy „w domu”. To się nazywa szczęście spotkać tak bezinteresownych ludzi! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;The Grouse – Burnt Hill – Mill Hill – Kinder Scout – The Grouse&amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugą wycieczkę podjeżdżamy busem i wychodzimy wprost na ścieżkę prowadzącą na Burnt Hill. Zośka zmęczona duchotą i ciepłem zasnęła, a my szybciutko osiągamy, wpierw Burnt, a potem Mill Hill. Już stąd rozpościera się piękna panorama na pobliskie wioski i miasteczka oraz Manchester! Od tej chwili wiatr urywa głowy i mocno skuleni wdrapujemy się na Kinder Scout (najwyższy szczyt Peak District, liczący 2087 ft – czyli całe 636m npm :), na którym stajemy po ok. 15 min. Szybko znajdujemy jakąś dziurę w ziemi i tam rozbijamy się obozem. Zośka prostuje kości i likwiduje nasze zapasy żywnościowe, a my robimy zdjęcia, napawamy się widokami i odczytujemy nazwy przewoźników z burt i skrzydeł samolotów kołujących powoli w kierunku lotniska w Manchesterze. Na szczycie spędzamy ok. 40 min. i  pospiesznie pakujemy graty bo z południa nadciąga ZŁO. Po około 10 min. zejścia deszcz łapie nas i towarzyszy nam prawie do samego końca wędrówki. Ponieważ dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej ograniczeni czasowo (łączony transport publiczny) musimy się uwijać. Schodzimy w rekordowym tempie i na szczęście łapiemy się na busa który wiezie nas na pociąg do Glossop. Wypad bardzo udany – świetna trasa, niezwykłe widoki i piękne chmury – jeszcze długo w noc wspominamy wrażenia minionego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli kończy się nasz czas w Anglii. Na koniec jeszcze odwiedzamy pobliskie skały i nieśmiało się do nich przystawiamy (mamy topo). Podobno sam rejon jest dosyć chętnie odwiedzany przez angielskich wspinaczy. Jest tam wiele naturalnych skałek i całe mnóstwo opuszczonych kamieniołomów. Co do samych gór... może wysokością nie powalają, trzeba jednak zaznaczyć, że przewyższenia tam są dość znaczne i często startuje się niemal z poziomu morza. Z ciekawostek jeszcze można dodać, że cały Penine Way liczy ponad 430 km – zaczyna się w angielskim Edale a kończy w Kirk Yetholm w Szkocji. Będzie co robić na zaś!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zabrze Grzybowice - spotkanie Dino-speleo|z RKG: Henryk Tomanek (gospodarz imprezy), Zygmunt Zbirenda, Bianka Fulde-Witman, Basia i Tadek Szmatłoch, Adam i Brygida Wilkoszyńscy, Wanda Jewdoszuk, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard i Marzenna Widuch, Anna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog z Jolą |15 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczne spotkanie dawnego środowiska Spleoklubu Gliwice, którego członkami byli starsi koledzy obecnego RKG. Więcej szczegółów w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: dolina Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|13 06 2013}}&lt;br /&gt;
Zwiedzamy stare opactwo na Tyńcu. Skały, na których stoi klasztor są obite (stare kolucha), jest kilka ciekawych dróg. Ze względu na wyskoki poziom Wisły promy na rzece nie kursują. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Ryszard Widuch, Tadeusz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Łukasz Majewicz, Łukasz Kowalkowski|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Sobotni dzień, w którym pod opieką Ryśka i Tadka po raz pierwszy odwiedziliśmy jaskinię tatrzańską, zaczął się dla nas o godz. 5.00. Celem wyprawy były Partie Królewskie w Jaskini Czarnej. Nieco ponad godzinie później maszerowaliśmy już w Dolinie Kościeliskiej. Samo podejście pod otwór wycisnęło z nas trochę potu. Po przygotowaniach rozpocząłem zjazd i poręczowanie z otworu głównego. Następnie przemierzaliśmy kolejne przestrzenne sale i korytarze, z których największe wrażenie wywarła chyba sala Francuska. Co było do łatania, to zaopiekowali się tym Ksawery z Łukaszem. Tutaj znowu najciekawszymi etapami był chyba trawers Herkulesa, który wygląda trochę inaczej niż na zdjęciach oraz Komin Węgierski.  Tym sposobem dotarliśmy do upragnionych Partii Królewskich, w których rzeczywiście jest coś z ich nazwy. Po zjeździe nad Studnią Smoluchowskiego rozpoczęła się droga powrotna. Światło słoneczne zobaczyliśmy ponownie w okolicach godz. 17.00 – 17.30. Następnie pozostało już tylko błotniste zejście do doliny, powrót na kwaterę i droga powrotna do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spała: Walne Zgromadzenie Delegatów PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 9 06 2013}}&lt;br /&gt;
W weekend miało miejsce sprawozdawczo-wyborcze zgromadzenie PZA. Pierwszego dnia występowałem jako członek ustępującego Zarządu. Nawet udzielono nam absolutorium. Drugiego dnia zmieniłem role, zwolniony z obowiązków członka Zarządu pobrałem mandat stając się reprezentantem naszego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja, co ciekawe, niespodziewanie koncentrowała się na szkoleniu. Kontrowersyjne sprawy typu Golden Lunacy czy Broad Peak były zupełnie na marginesie. Marek Kujawiński, delegat z AKG Łódź, złożył kilka ciekawych pomysłów, które m.in. mają ułatwiać życie instruktorom PZA pracującym w klubach (zamiast na własny rachunek). Problem w zasadzie dotyczy wspinaczki powierzchniowej. Dyskutowano także o organizacji kursu instruktora Narciarstwa Wysokogórskiego (może ktoś w klubie się skusi? no?!). Podjęto decyzję o utworzeniu w ramach PZA Komisji Ochrony Przyrody pod przewodnictwem Miłosza Jodłowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się wybory nowych władz. Mimo składanych mi propozycji, tym razem nie kandydowałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na mój dobry kontakt z klawiaturą, to było już trzecie Zgromadzenie, które protokołowałem na bieżąco. W dwa dni zapisałem 19 stron, wobec czego do domu wróciłem z poważnym bólem głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspin w Rzędkowicach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Rejon wybrał Damian (poważnie!!!), ja tylko wybrałem poszczególne skałki. Zaczynamy od szeroko zakrojonych poszukiwań Leśnej Turni, po jakiś czasie błądzenia (podejścia w Tatrach bywają krótsze) odnaleźliśmy ją w końcu. Skałka wygląda okazale, aż nie chce się wierzyć że wcześniej tu się nie wspinaliśmy. Ze względu na wyczerpanie organizmu wielokilometrowym podejściem wspinamy jedynie dwie drogi Zza drzewka (VI.1+), oraz Negatyw (VI.1+). Obie ładne, ale wydawały nam się jakieś trudnawe. Potem szybka wstawka kontrolna w palczastą drogę na Solidarności pokazuje, że naderwane palce jeszcze nie są do końca wyleczone. Na koniec dnia przenosimy się na Flaszkę, gdzie dla poprawy humorów prowadzimy w lekkim deszczu Kant Flaszki (VI.1) oraz Prostowanie świni (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: jaskinie Parku Apuseni|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii wypoczynkowych – &lt;br /&gt;
Ola zabiera mnie z Wirka, gdzie witamy się jeszcze z Damianem, którego prawie namówiliśmy żeby pojechał z nami. Z Katowic wyjeżdżamy przed 22:00. Wybieramy drogę przez Nowy Sącz i po około 8 godzinach docieramy do Sudrigiu, gdzie w siedzibie Parku Narodowego Apuseni odbieramy pozwolenia i otrzymujemy wszelkie informacje pomocnicze, w tym o warunkach wodnych w jaskiniach („… uważajcie bo jest dużo wody”).&lt;br /&gt;
Po wizycie u strażników, jedziemy prosto pod otwór jaskini Coiba Mare w wiosce Garda de Sus. Samochód zostawiamy 2 min. drogi od otworu jaskini. Już sam otwór jest dość imponujący – kilkudziesięciometrowy portal skalny, do którego wpływa górki potok. Zimna woda skutecznie wybudza nas ze stanu uśpienie po trudach podróży. Atrakcji w jaskini dostarczają piękne nacieki, zjazd kilkunastometrowym wodospadem i syfon doszczętnie zawalony belkami drewna, które ponoć przytargała tu woda z Coiba Mica – daje to trochę do myślenia o sile rwącej wody przepływającej przez jaskinię.&lt;br /&gt;
Po akcji udajemy się na Poiana Glavoi/la Grajduri, gdzie zakładamy bazę wypadową na kolejne dni. Namioty udaje nam się rozbić w jeszcze dobrej pogodzie. Lecz po krótkiej chwili wali już gradem. Na szczęście chowamy się pod drewnianą wiatą. &lt;br /&gt;
Dzień kończymy wspólną kolacją, którą serwuje nam Tomek Pawłowski z KW Kraków - Dzięki Tomku za wyśmienite smaki kuchni regionalnej:). Tomek, jako stały bywalec tutejszych jaskiń udziela nam cennych informacji o tutejszych jaskiniach, warunkach hydrologicznych, a nawet zwyczajach tutejszej ludności i relacjach między grotołazami węgierskimi  i rumuńskimi.&lt;br /&gt;
Na drugi dzień zaplanowaliśmy odwet za porwany gumiak Mateusza podczas akcji w Cetatile Ponorolui rok temu. Z powodu wysokiego stanu wody, poręczujemy już samo przejście przez rzekę wpadającą do jaskini. Dalej nawet puszczało, choć trzeba było stale uważać na rwący nurt.  Sama jaskinia bardzo urodziwa. Otwiera ją imponujący portal o wysokości ok. 70m! Początkowe partie jaskini stanowią kaskady, następnie woda rozlewa się szeroko i w spokojnej już wodzie podziwiamy grę światła wpadającego z kolejnych otworów. Potem już na przemian trochę kaskad, trawers ze zjazdem do głębszej już wody i chwilę później brakuje nam już lin, a nurt jest zbyt szybki żeby poruszać się bez żadnych zabezpieczeń. &lt;br /&gt;
Akcję kończymy dość wcześnie więc po rozwieszeniu mokrych rzeczy, udajemy się na spacer po okolicy. Po 20 min. docieramy na Poianę Ponor,  na której znajdują się charakterystyczne dla obszaru krasowego okresowe jeziorka (polje/polja). Miejsce bardzo malownicze. Nad wodą znajdują się skałki obite i gotowe do wspinania.&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia Tomek zabiera nas do jaskini Peștera de la Zapodie. Niestety po kilku zjazdach lód zamyka korytarz uniemożliwiając nam odwiedzenie dalszych – ładniejszych partii. Żeby nie zmarnować akcji, pomagamy Tomkowi w wymianie punktów i trochę zmarznięci i z lekkim niedosytem wracam na biwak.&lt;br /&gt;
Popołudniu znów wybieramy się na wycieczkę po okolicznych lasach. Tym razem odwiedzamy jaskinię Gheratul Focul Viu z dość imponującą kupą śnieżno-lodową. Do jaskini nie można wchodzić – zwiedza się ją z drewnianego balkoniku ustawionego przy otworze. Spacer trochę zaczyna się wydłużać z powodu braku mapy i tak przez przypadek natrafiamy na otwór jaskini Pestera Neagra i wychodzimy na początku polany Glavoi. &lt;br /&gt;
Po powrocie ze spaceru, na bazie zastajemy dziwne poruszenie. Po chwili okazuje się, że w jaskini Avenul Bortig doszło do wypadku z udziałem olkuskich kolegów. Na szczęście ratownicy z Salvamont’u odbywali nieopodal ćwiczenia, więc szybko zjawili się na miejscu wypadku i to w bardzo dużej liczbie – chyba z 30 ratowników. &lt;br /&gt;
Z opisu świadków, poszkodowany poślizgnął się na lodowym stożku i rozbił się o skałę. Efektem było złamanie ręki i nogi. Cała akcja ratunkowa trwała dobre 6 godzin, co daje do myślenia biorąc pod uwagę, że pod otwór jaskini było jedynie 30 min spokojnego marszu. A poszkodowany znajdował się na samym początku jaskini.&lt;br /&gt;
Po niespokojnym wieczorze, plany na ostatni dzień dobieramy jakoś bardzo „czujnie”. Propozycje Mateusza: &lt;br /&gt;
- Pestera Neagra – 5-6 godzin akcji&lt;br /&gt;
- Avenul Bortig – szybka akcja, ale jakoś tak dziwnie iść do jaskini gdzie, jeszcze przed paroma godzinami doszło do wypadku&lt;br /&gt;
Propozycje Oli i moje:&lt;br /&gt;
- a może coś innego…&lt;br /&gt;
W końcu decydujemy się na szybki kanion Oselu. Tomek zjeżdża z nami samochodem i pokazuje nam kaskady z dołu. Po krótkiej chwili namysłu decyduje się iść z nami, bo warunki wodne były optymalne. Cały kanion składa się z siedmiu kaskad, których wysokość dochodzi do około 20 metrów. Akcja rzeczywiście szybka, lecz mimo słonecznej pogody gdzieś w połowie kanionu zaczynam dygotać. Ostatni zjazd kończymy wśród widowni rumuńskich turystów. Szybkie suszenie i wracamy do Polski. Na miejscu jesteśmy jeszcze przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mógłbym się jeszcze rozpisać na temat rumuńskiego podejścia do ekologii i spraw obijania jaskiń ale może pozostawmy te sprawy w rękach rumuńskich parkowców i speleologów, w końcu chyba wszystko zmierza w dobrą stronę. &lt;br /&gt;
Podsumowując, w pamięci zostaną piękne nacieki, zabawy wodne i muzyka … gitarowe plumkanie Boba Dylana przy ognisku i bardzo głośne Guns n’ Roses puszczane z głośników samochodowych.&lt;br /&gt;
Muszę jeszcze dodać, że przed wyjazdem byłem rozdarty – wyjazd do jaskiń Rumuni czy wspinanie w dol. Łaby z Karolem. Wolałem jednak zmoknąć trochę w pięknych jaskiniach i wrócić jak cywilizowany człowiek samochodem, niż wspinać się na deszczu i porzucić pojazd lokomocji na pożarcie przez rdzę.&lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: wspin w Labaku część 1|Paulina Piechowiak(WKTJ),Paulina, Wojtek(osoby tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy nie pozostawiały złudzeń, leje wszędzie od Franken po Osp, od Sokołów do Tatr.  Ale napinka była tak duża, że nie było takiej możliwości aby odpuścić ten weekend. Wybieramy Labak, gdzie jeszcze nikt z nas się nie wspinał. Dojeżdżam do Wrocławia, gdzie odbiera mnie ekipa z Poznania. W Dolni Zleb  jesteśmy tuż po wschodzie słońca, dokładnie przeszukujemy całą wioskę, niestety campingu u Janka nie odnajdujemy. Decydujemy się na drzemkę w aucie, rano gdy wreszcie namierzamy camping okazuje się być on nieczynny. Ostatecznie zatrzymujemy się w u Kosti, 2 pokoje, łazienka po prostu All inclusive. Labak podobnie jak inne piachy jest obity oszczędnie (delikatnie mówiąc), niestety nikt z naszej ekipy nie posiadał psychy ze stali, dlatego też cele wspinaczkowe wybieraliśmy bardzo starannie, ilość ringów na odcinku 10 metrów była pierwszą rzeczą którą braliśmy pod uwagę . Poza tym pogoda nie pozwoliła nam na zbyt dużo, w sumie w ciągu weekendu mieliśmy około 10h okna pogodowego. Najczęściej mocno padało z krótkimi przerwami na totalną zlewę, mżawkę uznawaliśmy za chwilowe załamanie niepogody. Jednak mimo tej pogody nie przewidzieliśmy jednego, a mianowicie tego że Łaba może odciąć całą miejscowość od świata. W sobotę rano zorientowaliśmy się że jedyna droga prowadząca do miasteczka jest kompletnie zalana (0,5m głębokości wody na odcinku około 1km, stan wody wynosił 430cm). Pomimo długich i intensywnych poszukiwań innej drogi ewakuacyjnej nie znaleźliśmy. Nie pozostało nam nic innego jak zostawić samochód i przez Niemcy wrócić pociągiem do domów. Stan wody gdy wyjeżdżaliśmy oscylował w granicach 500cm(obecnie poniedziałek godzina 18.17 wynosi 675cm!!!)    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielka wyprawa - ostatnie dni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|21  - 26 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska to najpiękniejszy kraj świata. Okrążając naszą planetę wracamy po niemal 5 miesiącach do domu. Wystarczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis w WYPRAWACH:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#Wielka_wyprawa_-_ostatnie_dni&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lokalnej TV Sfera w programie ''Wydarzenia'' ukazała się relacja z finiszu wyprawy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.sferatv.pl/vod/wydarzenia/audycja/2556-wydarzenia-29-maja-2013.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Orzech - Powrót Taty|Basia, Aga, Tadek Szmatłoch, Tereska Szołtysik, Zyguś Zbirenda, Sonia i Heniek Tomanek z (?!) osobą towarzyszącą (nie wiem czy Heniowi czy Soni), Marzena i &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt; |26 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na miejscu dołaczyli do nas Damian Szołtysik i Krzysztof Hilus, którzy podobno objechali świat ale to nie jest pewne bo przyplątali się do naszego towarzystwa z nienacka i nie wszystko słyszałem co mówili, muszę przyznać że udało im się co prawda na chwilę być w centrum uwagi ale szybko wszystko wróciło do normy i znów JA byłem moderatorem eventu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia 25.05. miał miejsce wyjazd klubowy do miejscowości Orzech koło piekar śl. A zaczęło się dość niepozornie, ''JUŻ SĄ'' powiedziała Tereska do słuchawki, mają telefon z polską kartą, wykonuję szybki telefon, i w słuchawce słyszę dawno zapomniany głos, ''jesteśmy w Orzechu''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze zapisy o miejscowości Orzech znajdują się w księdze parafialnej kościoła św. Małgorzaty w Bytomiu i pochodzą z około 1224. Są to zarysy szkiców granic osady w pisowni Oreh w języku łacińskim. W 1277 biskup krakowski Paweł zakłada parafię kamieńską, do której zostaje włączona osada Orzech. Obecnie mieszka w miejscowości ok 1900 mieszkańców. W tym momencie następuje wiele zdarzeń spontanicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozwolę sobie skrótowo je opisać w wersji chronologicznej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) Marzena jedziemy?&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(Marzena) jedziemy!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzwonię do Tadka, ''jedziecie?''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(tadek) Basia warzy łobiod na jutro ale poczekej spytom ją, ja jadymy''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) przyjedźcie do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tadek) dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi telefon do Tereski,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) jedziesz''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) ale ja teraz jadę do teściowej z obiadem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra przyjedź zaraz po tym do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) no dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym czasie pukanie do drzwi, wchodzi basia i aga&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(basia) mocie pisak, bo momy baner &amp;quot;witamy w polsce&amp;quot; ale ino w ołówku''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) momy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili słychać - ''(basia) o kurcze  pisak przebił kartka i pomarasioł serwet''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(marzena) nie szkodzi''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(aga) fajny mocie widok z balkonu''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(teresa) już jestem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra jadymy na dwa auta, marzena czyści lodówkę bo na pewno są głodni.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy windą na parter, basi się podobało, a na dole zaskoczenie - dojechał ziga,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) cześć''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ziga) cześć jadymy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzech ul. Szkolna 4, jak się okazało ulica ma dziwny przebieg coś jak &amp;quot;S&amp;quot; na dolarze i nie było łatwo znaleźć nr 4 ale udało się. Dojechał jeszcze Heniek z towarzystwem no i jak już wspomniałem Damian i Krzysiek. Event miał miejsce na poboczu drogi, koło płotu wypasionej willi, dyskretnie odpaliliśmy szampana, trochę to wyglądało jak u Gombrowicza. Ja dyskretnie spoglądałem na zegarek (finał ligi mistrzów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''no to jadymy (ja)''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''no ja, musza dokonczyć łobiod (basia)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę że atmosferę spotkania pokażą zdjęcia, które mam nadzieję dołączą uczestnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie chciałbym wyrazić nadzieję, że mój opis pokaże młodzieży jak można zrobić coś z niczego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
rw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. już mam trzy komplety garnków turystycznych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 PS. mam pytanie do zarządu, czy to że moje nazwisko na liście do mosiru zostało napisane małymi literami to coś znaczy?&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fpowrot&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd do jaskini Koralowej oraz jaskini Wszystkich Świętych|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Tomasz Zięć; kadra: Mateusz Golicz, Karol Jagoda|25 05 2013}}&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu  było wejście do jaskini Koralowej i Wszystkich Świętych. Po zaparkowaniu samochodów na świeżo wyremontowanym parkingu leśnym i przebraniu się, pod przewodnictwem Asi ruszyliśmy w kierunku jaskiń. Po dotarciu do otworu jaskini Koralowej podzieliliśmy wstępnie zadania. W czasie gdy ja z Asią, Mateuszem i Łukaszem zajęliśmy się poręczowaniem całej jaskini Koralowej, Ksawery z Karolem i Tomkiem poręczowali studnię Warszawiaków w Wszystkich Świętych i trenowali elementy ratownictwa. Dotarli do nas pod koniec poręczowania WAR-u. Odwiedziliśmy jeszcze salę MMG i wracaliśmy na powierzchnię. Następnie wszyscy zjechaliśmy do jaskini Wszystkich Świętych.  W czasie poręczowania trawersu na most Herberta, kto jeszcze nie miał okazji do treningu ratownictwa, to sprowadzał bezpiecznie na dno ofiarę „zasłabnięcia” na linie. Jak już wszyscy, po emocjonującym trawersie, stanęli na wspominanym moście, rozpoczął się powrót. Gdy pierwsi z ekipy opuszczali już jaskinię, chętni jeszcze odwiedzili salę Peny z interesującym zamkiem z piasku (widać, że komuś kiedyś się nudziło w kolejce do liny). Około godz. 17.30 udaliśmy się z powrotem w kierunku parkingu. Podsumowując, każdy poręczował, deporęczował i ratował, a cały wyjazd był ciekawy i udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 37-lecie klubu w Piasecznie|Rodzina Jaworskich, Rodzina Szmatłochów, Rodzina Orszulików i dwie bestie,  Rodzina Widuchów, Rodzina Rymarczyków, Rodzina Dolibogów, Rodzina Pawlasów, Rodzina Szczurków ze znajomymi ze Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza, Ania Bill, Sławek Musiał, Piotrek Strzelecki, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Xawery Patryn, Asia Przymus, Sebastian Podsiadło – chyba nikogo nie pominąłem|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Kolejny już raz lecie odbyło się w dalekim Piasecznie. Obóz Nockowy rozbijamy na polanie w środku lasu. Ochronę dobytku [powierzyliśmy dwóm bestiom – ni to psy, ni to lwy … Problemy orientacyjne dały się we znaki wielu z nas. Niektórych trzeba było nawet wyciągać z piachu:)&lt;br /&gt;
W sobotę Karol z Damianem wspinają się na Okienniku Wielkim.&lt;br /&gt;
Reszta działa na skałkach przy obozie lub odbywa wycieczki piesze i rowerowe. Po przerwie obiadowej, Tadek zabiera kursantów do Jaskini Wielkanocnej – tym razem nikogo nie zasypało (chyba).&lt;br /&gt;
Wieczorem standardowe ognisko oraz oficjalne przyznanie prestiżowych nagród – SPITów. (lista laureatów ukaże się już niedługo w dziale aktualności).&lt;br /&gt;
Drugiego dnia kursanci ćwiczą poręczowanie pod czujnym okiem Tomka. Część osób udaje się do Podzamcza na wspin, część na wycieczki rowerowe. Reszta zaś, nie wiem co robi – może jednak kogoś tam zasypało…&lt;br /&gt;
Wspinaczka w Podzamczu kończy się wizytą w szpitalu (szczegóły dopowiedzą Karol z Damianem). Na szczęście nic poważnego się nie stało.&lt;br /&gt;
Cały weekend pogoda rewelacyjna. Bez kropli deszczu. Nawet co poniektórych delikatnie przysmażyło.&lt;br /&gt;
Dzięki wszystkim za przybycie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Walne Zgromadzenie Delegatów Klubów i Sekcji Taternictwa Jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach: Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ), Marcin Słowik (SŁ), Dariusz Lubomski (SKTJ); podczas obrad ok. 50 osób z całego tzw. jaskiniowego środowiska|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Zjazd przebiegał w niezwykle spokojnej, a może nawet sennej atmosferze. Jako że na zmiany w budżecie i tak już było za późno, dyskusje koncentrowały się wokół spraw Tatrzańskich, wyprawy centralnej, szkolenia, polityki w ramach PZA i promocji taternictwa jaskiniowego w szerokim świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrano nowy skład Komisji Taternictwa Jaskiniowego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed oficjalnym rozpoczęciem oraz w przerwach zrobiliśmy parę dróg na Bibliotece, jedną na Turni Motocyklistów i coś jeszcze na Górze Zborów. Na skałach generalnie tłumy - w końcu sezon w pełni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|UKRAINA: witaj Europo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|17 - 21 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie Europa. Nasza kochana Europa. Z Kijowa pędzimy w stronę polskiej granicy osiągając ją 3 etapach: 210 km, 198, 165 km. Do Polski wjeżdżamy w Zosinie. Szerszy opis w dziale WYPRAWY:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#UKRAINA:_witaj_Europo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FUkraina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KAZACHSTAN: góry, stepy i Szaryński Kanion|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|08 - 17 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszego pobytu w Kazachstanie odwiedziliśmy Kanion Szryński. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi. Bardzo piękny kraj. Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#KAZACHSTAN:_Gory.2C_stepy_i_Szarynski_Kanion&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FKazachstan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie &amp;quot;kartowanie dla zaawansowanych&amp;quot;|Kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Kursanci: Piotr Słupiński (SW); Ewa Wójcik, Kaja Fidzińska, Agata Klewar (KKTJ); Michał Filipiak, Krzysztof Najdek, Amadeusz Lisiecki (WKTJ); Paweł Jeziorny (WKGiJ); Karol Makowski, Marcin Słowik (SŁ); Zbigniew Tabaczyński (WKTJ/ST); Ireneusz Królewicz (AKG) |10 - 12 05 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach szkoleń centralnych, firmowanych przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego, zorganizowałem wspólnie z krakowskimi grotołazami szkolenie z dziedziny kartowania jaskiń oraz komputerowego przetwarzania danych pomiarowych. Szkolenie było przewidziane dla osób, które zetknęły się już wcześniej z kartografią jaskiniową - i rzeczywiście zdecydowana większość uczestników miała za sobą niejedną akcję pomiarową na niejednej zagranicznej wyprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza szkolenia była zlokalizowana w miejscowości Wielka Wieś pod Krakowem. Szkolenie składało się z czterech głównych bloków: obróbka danych w programie Survex, warsztaty szkicowania na papierze, wektoryzacja szkiców w programie Inkscape oraz kartowanie w systemie całkowicie elektronicznym (tzw. paperless - DistoX + PDA). Mniej więcej połowę czasu szkolenia zajęły ćwiczenia przy komputerach. Niektórych pochłonęły one tak bardzo, że dokańczali treningowe zadania późnym wieczorem, w czasie przewidzianym na odpoczynek i integrację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o zajęcia terenowe, to dzięki uprzejmości zarządcy jaskini, otrzymaliśmy na ich potrzeby dostęp do Wierzchowskiej Górnej. Zajęcia te obejmowały szkicowanie papierowe (pierwszego dnia) na bazie takiego samego dla wszystkich ciągu poligonowego. Następnie (drugiego dnia) tworzyliśmy szkice jaskini w systemie całkowicie elektronicznym. Udało się zgromadzić na tyle dużo sprzętu, że działaliśmy w standardowych, dwuosobowych zespołach. W wyniku ćwiczeń terenowych powstało zatem parę alternatywnych wersji planu jaskini. Być może uda się na ich podstawie opracować ciekawy materiał o różnicach w percepcji przestrzeni przez zaawansowanych kartografów jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: 52 dni w Kraju Środka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|18 03  - 08 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chiny przejechaliśmy rowerami oraz innymi środkami lokomcji od Honkkongu do Korghas. 6000 km. Celem głównym było zlokalizowanie interesujących terenów krasowych, odwiedzenie tiankengu Xiaozhai, spływ rzeką Li wśród mogotów. Trasa wiodła w większości przez tereny górskie, czasem wysoko. Szersza relacja:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHINY:_nie_tylko_kras&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Francuska majówka|Damian Żmuda, Paulina Piechowiak(WKTJ), Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|20 04  - 05 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja dostępna w dziale wyprawy. http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francuska_maj%C3%B3wka&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FFrancuska%20maj%F3wka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll - Jaskinia Majowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|01 05  - 03 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na długi weekend wybraliśmy się pod północną ścianę masywu Hoher Göll, eksplorować otwór który tam odnaleźliśmy w trakcie ubiegłorocznej wyprawy. Ciężar plecaków świadczył o tym, że była to męska akcja - namiot, śpiwory, szpej, 100 m liny, 15 spitów. Na wysokości ok. 1 500 m przy sympatycznym strumyczku wybudowaliśmy platformę i rozbiliśmy obóz. O dziwo otwór (na wysokości ok. 1 650) wystawał ze śniegu. &amp;quot;Puściło&amp;quot; nam ok. 50 metrów kaskadującej, soczewkowatej studni o przekroju na ogół ok. 4 x 2 m. Gdyby nie lejąca się woda, byłaby to bardzo przyjemna eksploracja - 10 metrów zjazdu i półka, kolejne 10 m, kolejna połka itd. Nieco nad zapiarżonym dnem, na szczelinie na której rozwija się jaskinia znajduje się okno, w które należałoby się wcisnąć i jechać dalej. Niestety zostało nam pewnie z 20 metrów liny, a i byliśmy już na tym etapie zupełnie przemoczeni. Deszcz który zastaliśmy tuż po wyjściu na powierzchnię nie poprawił naszej sytuacji. Potem padało przez kolejne 12 godzin, wobec czego następnego dnia w momencie kiedy opad nieco osłabł zwinęliśmy namiot i zeszliśmy do doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04  - 20 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po wielu planowanych weekendach w końcu się udało zrealizować wyjazd na trawers Czarnej. W składzie Rysiek, Łukasz i ja wybraliśmy się w sobotni wieczór w kierunku Zakopanego by następnego dnia rano ruszyć na wspomniany trawers. Pogoda była iście wiosenna, ale jak się okazało tylko przed tatrami. Na podejściu śniegu przybywało i było go na północnych ekspozycjach lekko ponad kolana. Pokrywa zw. na plusowa temp była na tyle słaba iż zapadała się pod nogami. Gdy dotarliśmy pod otwór w naszych głowach kiełkował chytry plan by chociaż zbliżyć się do czasu przejścia wspomnianego trawersu przez Mateusza i Karola i dodając sobie do ich czasu kilka h powiadomiliśmy stosowne osoby o alarmówce. Do dziury pierwszy zjechałem ja, a za mną Łukasz. Rysiu jadąc ostatni zwinął za nami wlotówkę. Dalej poleciało równie sprawnie poręczując na zmianę, Łukasz, ja, a nawet Rysiek. W związku z faktem iż w jaskini było wyjątkowo mokro (woda ciekła praktycznie po każdej ścianie) zdecydowaliśmy się nawet nie sprawdzać co się dzieje między Studnią Imieninową a Brązowym Progiem (gdzie przy obfitych opadach tworzy się jeziorko (w skrajnych przypadkach ponoć i syfon)) i od razu zjechaliśmy Studnią Imieninową na dno korytarza Mamutowego. Z opisu wynikało iż miało być ok 40m zjazdu (liny), a jak się okazało starczyłaby nam jedna lina 55m złożona &amp;quot;na złodzieja&amp;quot;. Fakt że zapasu byłoby tak góra 1m :)&lt;br /&gt;
Pocieszającym było iż korytarz Mamutowy okazał się suchy w porównaniu z wcześniejszą częścią jaskini, to nie zmoczyliśmy stóp (czy innych części ciała). Na koniec został nam tylko Próg Latających Want, który mieliśmy podzielić między siebie ja i Łukasz. Łukasz zaczął i tak jakoś wyszło iż ja zająłem się deporęczem zamykając tyły a Łukasz wyłoił wszystko. Na koniec został nam malutki prożek przed samym wyjściem, na którym poleciało najwięcej słów na &amp;quot;k&amp;quot; :) ale to pewnie dlatego że każdy chciał już wyjść na zewnątrz. Wyjście oczywiście ubrudziło nas wszystkich, także też standard jak na tą akcję. Akcja trwała niecałe 9h, także do rekordu Mateusza i Karola nawet się nie zbliżyliśmy, ale po prostu nie spieszyliśmy się  - tak sobie to tłumaczymy :)&lt;br /&gt;
Powrót do bazy okazał się  bezproblemowy (nie licząc zapadających się nóg w śniegu o którym pisałem na początku), było jeszcze jasno i nawet poręczówki były na wierzchu. Potem tylko auto i droga na Śląsk (dla niektórych &amp;quot;teleport&amp;quot;, tylko kierowca nie mógł sobie pozwolić na spanie :)&lt;br /&gt;
Akcja zakończona sukcesem, bez strat w ludziach czy sprzęcie, a dla niektórych był to pierwszy raz w Czarnej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FTatry-J.Czarna%28trawers%29-04.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Syczuan - Rekonesans wokół Chongqingu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (niezrz.; w roli tłumacza); w części pobytu także Erin Lynch (Hong Meigui Cave Exploration Society), Zhang Hai oraz Shi Wen Qian (Instytut Geologii Krasu w Guilin)|15 04  - 25 04 2013}}&lt;br /&gt;
Więcej informacji w [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Mirowie|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim wspinaniu w Świątyni Czystego VI.1 (Rzędki) tym razem wybór pada na Mirów.  Ludzi mimo obiecujących prognoz mało!!! Pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę, strasznie wiało!!! Pomimo wysokiej temperatury wiatr nie pozwalał na komfortowy wspin (puchówka+czapka obowiązkowo).  Zaczynamy wspinanie od Trzech Sióstr, gdzie pokonujemy Niebo w Gębie (-V), Pozdrowienia z podziemia (VI+), potem szybkie patentowanie i  w pierwszej próbie padają Tragiczne marzenia (VI.3+/4) - wycena mocno zawyżona. Następnie przenosimy się na Szafę, gdzie można się powspinać się w słońcu. Na koniec dnia wracamy na Trzy Siostry, gdzie udaje się poprowadzić  Koksownia Przyjaźń (VI.3) – wspin po krawądkach,  jak dla mnie droga bardzo wymagająca, ale godna polecenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po nieudanych próbach wyciągnięcia kogokolwiek na skitury czy rowery, około godziny 22:00 dostaje SMS-a z propozycją wyjazdu w skałki - zgadnijcie od kogo... Szybko sprawdzam prognozę na sobotę i nie jest zbyt optymistyczna, ale ile to już razy warto było zaryzykować.&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek pakujemy też sprzęt jaskiniowy, aby w razie deszczu odwiedzić jaskiniowców w Piętrowej Szczelinie.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy niezbyt wcześnie, aby niepotrzebnie nie marznąć pod skałami, ale już o 8:00 jest ok. 10 st. &lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach tylko 1 auto. Idziemy snieżno-błotną ścieżką, ale już po południowej stronie sucho. &lt;br /&gt;
Cele wspinaczkowe okazują się optymalne: rozgrzewka na długiej i pięknej Nikodemówce za VI+, dalej 17 sekund za VI.2+ i Szatańskie Wersety za VI.4 (Karol). Cały czas obserwujemy niebo, ale z daleka widoczne deszcze szczęśliwie nas omijają. &lt;br /&gt;
Wspinanie kończymy około 18:00 i po 2 minutach jazdy samochodem zaczyna lać. &lt;br /&gt;
Sezon uważam za otwarty - pogoda wspinaczkowa, temperatura optymalna, skała sucha, nawet komary już gryzą:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Łukasz Majewicz, Łukasz Mazurek, Daniel „Buli” Bula|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
7 kwietnia 2013 odbył się pierwszy w ramach kursu wyjazd do jaskini.&lt;br /&gt;
W planie: zwiedzanie Jaskini w Trzech Kopcach oraz W Stołowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W godzinach rannych (7:15) z centrum Bytomia wyjechaliśmy samochodem w kierunku Szczyrku.&lt;br /&gt;
Po dotarciu na miejsce ruszyliśmy drogą pod górę na Przełęcz Karkoszczonkę. Po krótkiej przerwie spędzonej w ciepłym zaciszu Chaty Wuja Toma, skierowaliśmy się na północ wzdłuż czerwonego szlaku. W niecodziennej, jak na kwietniową porę, zimowej aurze dane nam było przeprawiać się w metrowym śniegu. &lt;br /&gt;
Osiągając docelowe 972 m n.p.m. odnaleźliśmy otwór wejściowy Jaskini w Trzech Kopcach.&lt;br /&gt;
Zwiedzanie bez większych niespodzianek przebiegło pomyślnie. Nowych partii nie odkryto. &lt;br /&gt;
Dotarłszy w rejon Jaskini W Stołowie zlokalizowaliśmy trzy dobrze rokujące otwory które lokalizacją pasowały do namiarów. Niestety ze względu na brak sprzętu oraz trudne warunki zrezygnowaliśmy z zejścia.&lt;br /&gt;
Z braku perspektyw na dalszą eksplorację zawróciliśmy w dół do samochodu. Jako dodatkową atrakcję mieliśmy przyjemność posilić się wyśmienitą szarlotką na gorąco w miejscowej kawiarni.&lt;br /&gt;
Senni i zasłodzeni powróciliśmy do Bytomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za dobrą zabawę i miło spędzony czas w pięknych okolicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skitour na Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + os. tow.|07 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrku-Biłej przez Przełęcz Karkoszczonka podchodzimy na Klimczok. Trasę dobieramy tak, aby&lt;br /&gt;
skontrolować odbywający się równolegle wyjazd kursowy do jaskini w Trzech Kopcach. Gdy ostatni&lt;br /&gt;
kursant znika już pod ziemią, kierujemy się w stronę schroniska. Po posileniu się, zjeżdżamy następnie ciekawym&lt;br /&gt;
wariantem przez Skałkę do Brennej Bukowej i podchodzimy z powrotem na Karkoszczonkę. W sumie wyszło ponad 950 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskidy o tej porze roku okazały się terenem bardzo przyjaznym narciarzom. Warunki śniegowe bardzo dobre (w lesie jest metr jak nic). Turystów dużo mniej niż w Tatrach, a i ludność lokalna miła i dużo bardziej gościom przychylna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitour na Kozią Przełęcz i Zawrat|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic, przez Halę Gąsienicową podchodzimy na Kozią Przełęcz. Z niej zjeżdżamy do Doliny Pięciu Stawów, a następnie podchodzimy na Zawrat i zjeżdżamy z powrotem do Murowańca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu w Tatrach dużo i warunki śniegowe generalnie dobre. Zjazd utrudniają miejscami wielkie lawiniska (nie świeże, a raczej ze starego opadu). W dniu naszej wycieczki dodatkowym kłopotem była gęsta mgła, która utrudniała orientację i odczuwanie nachylenia stoku. Na szczęście, dzięki GPS, nie spadliśmy w żadną przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża wilgotność powietrza skutkowała także bardzo słabym działaniem ludzkiego systemu chłodzenia i przez prawie cały czas było nam okrutnie gorąco. Co też warte odnotowania, mimo słabej pogody, w Tatrach były tłumy. Murowaniec i Betlejemka pękają w szwach od uczestników szkoleń z turystyki zimowej. Przy niemal każdym kawałku lodu przy szlaku stoi ekipa i wkręca śruby lodowe. Dużo także skiturowców, wielu na wypożyczonym sprzęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Krótki skitour w Tennengebirge|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 03 2013}}&lt;br /&gt;
Z Abtenau (wys ok. 700) przeszliśmy najpierw wzdłuż wyciągów na Karkogel do tzw. Berliner Kreutz (ok. 1600). Miła i szybka wycieczka w dobrej pogodzie. Pod koniec zjazdu śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Ski-turling na trawie w okolicy Nauders|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|27 03 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji rodzinnego wyjazdu na święta wybraliśmy się na krótki skitour. W doskonałej pogodzie (słońce) z Nauders podeszliśmy w stronę szczytu Köpfle. Po przejściu ok. 700 Hm, z wysokości 2 100 m wycofujemy się. Pokonał nas śnieg, klejący się okrutnie do fok. Wycof był jedyny w swoim rodzaju. Zaczęliśmy zjeżdżać stokiem skierowanym niestety na południe i w efekcie po może 200 metrach trafiliśmy na zieloną trawę. Ćwiczyliśmy na niej nową dyscyplinę pod nazwą ski-turling na trawie. Polegało to na wykonywaniu ewolucji (przewroty, salta) na śliskiej trawie, z nartami w ręku. Obyło się bez urazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NOWA ZELANDIA: przez dwie wyspy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 02 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na antypodach mieliśmy dość spokojną podróż, choć niemal ciągle przez góry. Pogoda jednak była wymarzona. Odwiedziliśmy tu krasowe tereny na Wyspie Południowej, przejechaliśmy Rainbow Trail (Tęczowy Szlak) oraz odwiedziliśmy naszego kolegi z wyprawy Great Dvide - Neala Taylora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersze opisy tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#NOWA_ZELANDIA:_Wyspa_Polnocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FNowaZelandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: narty w dolinie Aosty|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Tomek Pawlas, Ala Wandzel i inni|08  - 16 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z nastawieniem na jazdę rekreacyjną - jeździmy po przygotowanych trasach i ... uwaga, do góry wjeżdża się wyciągiem, a nie zapycha z buta:) Codziennie szusujemy w innym ośrodku. Pod Monte Rosą, grupa Słoweńców zabiera mnie na wycieczkę freeriadową po okolicznych dolinkach, z pięknymi widokami, opuszczonymi sezonowo wioseczkami i zacnymi zjazdami.&lt;br /&gt;
Generalnie wyjazd wypoczynkowy ze świetnymi widokami na najwyższe szczyty Alp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, Kitzsteinhorn 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz, w trakcie mojego pobytu, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartłomiej Berdel, Jakub Nowak, Jan Wołek, Mirosław Pindel; z STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; z SW Piotr Słupiński; z WKTJ Urszula Kotewa; momentami także Miłosz Dryjański z KKS. W chatce pod Lampo spotkaliśmy także Agnieszkę Gajewską i Krzysztofa Recielskiego (SW) z córką oraz bliżej nieznanego mi Podobasa|10 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
Po raz czwarty już miałem przyjemnosć krótko uczestniczyć w wyprawie eksploracyjnej Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini ''Feichtnerschachthöhle''. Jaskinia ta znajduje się na terenie kurortu narciarskiego na lodowcach pod górą ''Kitzsteinhorn'' (3203). Dzięki uprzejmości firmy ''Gletscherbahnen Kaprun AG'', zarządzającej tym kurortem, baza wyprawy KKTJ zlokalizowana jest w centrum usługowo-gastronomicznym dla narciarzy na wysokości 2452 m npm. W podziemnej cześci tego obiektu, stanowiącej infrastrukturę socjalną dla pracowników całej stacji narciarskiej, dla uczestników wyprawy dostępne są ogrzewane pomieszczenia do spania, ubikacje, prysznic oraz sieć WiFi. Z całą pewnością jest to jedna z najbardziej komfortowych zimowych wypraw jaskiniowych na świecie. Co warte uwagi, specyficzny jest także rodzaj skały, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie. Jest to tzw. margiel mikowo-wapienny, skała z jednej strony dosyć słabo rozpuszczalna przez wodę, a z drugiej bardzo twarda i niszczycielska dla sprzętu. Zimą otwory są zasypane śniegiem i trzeba je odkopywać. Na szczeście głównie przy użyciu ratraka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność jaskiniowa w tym roku skupiona była (jest) na wspinaczce w kominach nad tzw. ''Kryształową Galerią'' oraz w tzw. ''Galerii Srebrnej Wody''. Obydwa te tematy potencjalnie mogą prowadzić do nowych otworów jaskini. Ja, w zespole z Bartkiem Berdelem z biwaku na głębokości ok. -450 m atakowałem ten pierwszy. W założeniu mieliśmy deporęczować te kominy, ale okazało się, że możliwa jest dalsza wspinaczka do góry. Była to dosyć męska przygoda, bo z biwaku było dosyć już daleko na &amp;quot;przodek&amp;quot;. Na każde z dwóch wyjść musieliśmy podejść ok. 370 metrów do góry na linach. Łącznie podczas pobytu pod ziemią wspięliśmy 35 m, prawie całkowicie hakowo (wiertarka). Z pomiarów w jaskini oraz dostępnego nam trójwymiarowego modelu powierzchni terenu wynikało, że znajdujemy się praktycznie parę metrów pod powierzchnią ziemii. Coż, nie udało się nam przebić, ale nie jest to niczym dziwnym. W rejonie, w którym potencjalnie miałby znajdować się nasz &amp;quot;nowy otwór&amp;quot; jest znanych od powierzchni kilka lejów, które jednak kończą się zawaliskami. O tej porze roku na dodatek zasypanych paroma metrami śniegu. Wracając do niszczycielskiego charakteru tutejszej skały - na wyjściu na powierzchnię ja przetarłem croll'a, a mój partner gdzieś po drodze wytarł aluminiową rolkę Petzl'a &amp;quot;do śrubki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na dosyć krótki pobyt, w zasadzie po wyjściu z biwaku zostały mi niecałe trzy dni na powierzchni. Miałem ze sobą narty skitourowe, ale nie zdołałem zbytnio ich użyć. Chociaż Furek wymyślił bardzo ciekawą trasę na pobliski szczyt Hocheiser, ze względu na duże zagrożenie lawinowe poprzestałem tylko na solowej, tradycyjnej już popołudniowej wycieczce na szczyt Grosser Schmiedinger, górujący nad wschodnią częścią terenów narciarskich (500 Hm).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wyprawa cały czas jeszcze trwa. Kolejna ekipa, wspinając dalej komin, dotarła do zawaliska i tym sposobem definitywnie zakończyła naszą wspinaczkę. Jaskinia &amp;quot;puszcza&amp;quot; jednak ciągle w tym rejonie obejściami, a także wspominaną już Galerią Srebrnej Wody. Trzymam kciuki. No i trochę mi szkoda, że już mnie tam nie ma... Oby udało się znowu za rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, skitour w Goldberggruppe|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i os. tow.|08  - 10 03 2013}}&lt;br /&gt;
Ola wpadła na świetny pomysł, żeby mój wyjazd na wyprawę połączyć z szybką akcją ski-tourową. Na bazę wybraliśmy położoną na wysokości 2446 mnpm ''Hagener Hütte''. Jest to schronisko Alpenverein położone w Wysokich Taurach, w okolicy szczytu Goldberg. Chatka stoi na przełęczy, przez którą rzekomo starożytni Rzymanie poprowadzili niegdyś drogę. W zimie główny budynek schroniska jest zamknięty, ale dla skiturowców i ambitniejszych turystów Alpenverein udostępnia otwarty dla wszystkich schron zimowy, czyli sypialnię na ok. 20 osób, stół i ławę. Czegóż więcej trzeba? Jak okazało się na miejscu, schron był chwilowo w remoncie. Co miało i pewne minusy (zdemontowany piecyk i brak możliwości ogrzewania), ale i poważne plusy (nocleg za 0 EUR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek podeszliśmy do tej upatrzonej uprzednio chatki z parkingu w ''Bad Sportgastein''. Był dosyć twardy śnieg i zaliczyliśmy parę wywrotek na podejściu, ale przynajmniej dopisała nam ładna pogoda. Ponieważ byliśmy dosyć zmęczeni po nocnej podróży i morzył nas sen, pierwszego dnia poprzestaliśmy jedynie na dotarciu do chatki (860 Hm) i błyskawicznej wycieczce na upatrzony z chatki, nienazwany pik (może parędziesiąt metrów przewyższenia). Za to sobota upłynęła nam na całodniowej naciarskiej przygodzie, i to &amp;quot;na lekko&amp;quot;. Najpierw zjechaliśmy niejako na drugą stronę przełeczy do schroniska ''Jamnig Hütte'' (nieczynnego, 1748), skąd następnie weszliśmy na przełęcz ''Ulschartl'' (2491), zjechaliśmy po miękkim śniegu do wysokości ok. 2 000 m, a dalej za namową Oli jeszcze podeszliśmy na ''Greilkopf'' (2579), aby potem granią zjechać z powrotem do naszej bazy. Wszystkiego razem wyszło ok. 1350 m przewyższenia. Choć pogoda trafiła się lepsza niż w prognozach, okna w chmurach z ładnymi widokami pojawiały się tylko na chwilę. W każdym razie, przez większość czasu nic się z nieba na nas nie lało ani nie sypało i z tego się cieszyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się podczas ostatniej nocy naszego pobytu. Już pod wieczór zaczęło intensywnie śnieżyć i na twarde podłoże nasypało ok. 20 - 30 cm świeżego puchu. Celem na niedzielę stał się wobec tego tylko zjazd z powrotem do samochodu. Mimo tak prostego planu, najedliśmy się sporo strachu. Słaba widoczność z rana zmusiła nas do zjeżdżania z GPS-em w ręku. Na dodatek towarzyszyły nam grzmoty schodzących nieopodal lawin. Nie przesadzam. Z pewnością gdybyśmy byli w dolinach, a nie wysoko na przełęczy, tego dnia nie wybralibyśmy się w góry. Na szczęście znowu się udało. W około godzinę pokonujemy 800 m zjazdu, a następnie samochodem udajemy się gościńca pod jaskinią ''Lamprechtsofen''. Tam, po uczczeniu naszego szczęśliwego powrotu z gór wysokokalorycznym kakao z bitą śmietaną, rozdzielamy się - Ola wraca do Polski, a ja czekam w chatce pod ''Lamprechtsofen'' na przyjazd ekipy z KKTJ-u. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRALIA: wypad do Sydney|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 02 - 27 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz pobyt w Australii ograniczył się do szybkiego wypadu z lotniska do Sydney. Tym niemniej spędzamy tu noc na spacerowaniu i ranek następnego dnia. Bardzo piękne &amp;quot;city&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#AUSTRALIA:_krotki_epizod&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FAustralia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHILE: w Cordiliera Central|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|15 02 - 25 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chile to fantastyczny kraj dla takich ludzi jak my. Wysokie góry, pustynie, wulkany, ocean a na południu nawet jaskinie. Również dobre jedzenie i jakoś tak bardziej europejsko (tu akurat nie wiem czy to dobrze czy źle, zależy jak na to patrzeć). Robimy tu kilka górskich wycieczek w okolicach Cerro Plumo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHILE:_Andy_-_w_Cordiliera_Central&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChile&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Ciszewski (KKTJ)|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Nareszcie weekend ze znośną pogodą w Tatrach. Najpierw podeszliśmy na Ciemniak przez Adamicę i Piec, a następnie zjechaliśmy z Twardej Kopy do Doliny Tomanowej. Było jeszcze dosyć wcześnie, wobec czego Furek zaproponował &amp;quot;szybkie&amp;quot; wejście na Ornak. W każdym razie, to nie ja na to wpadłem! Na początku szlaku na Iwaniacką Przełęcz dopadł mnie lekki kryzys energetyczny, ale od Przełęczy już jakoś poszło i w promieniach zachodzącego za górami słońca osiągnęliśmy i ten szczyt. Było tam naprawdę malowniczo. Niezła widoczność, gra słońca i chmur i brak ludzi. Warunki zjazdowe umiarkowanie dobre. Na ogół były betony, ale czasami pokryte cienką warstewką na której narty &amp;quot;jakoś łapały&amp;quot;. Szczególnie początek zjazdu z Twardej kopy był bardzo miły. Jak można się domyślić, cała wycieczka zmęczyła nas konkretnie. Zabrakło nam raptem 50 metrów do przejścia 2 km deniwelacji. Dzień zakończyliśmy zasłużonym, uroczystym obiadem w &amp;quot;Adamo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na marginesie. Ciekawe były słowa ostrzeżenia przed lawinami, które otrzymaliśmy od mijanych po drodze na Ornak turystów. Północny stok Ornaku, którym prowadzi szlak, rzekomo pękł w poprzek (w pionie) i, jak nam opowiadano, mamy uważać, bo czort wie, co tam się może zdarzyć. Po bliższej inspekcji potwierdziło się nasze wstępne podejrzenie że to przecież wszystko tak nie działa. Pionowe pęknięcie okazało się być śladem po zjeździe z czekanem po betonowym śniegu, co stwierdziliśmy obserwując wyraźny odcisk od czterech liter w jego górnej części.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy późno bo o 3.00, chciałem wyjechać o 1.00 ale Damian przekonał mnie, że nadrobimy te 2 godzinki podczas wspinaczki, bo na podejściu raczej to niemożliwe:). Pogoda i warunki śniegowe idealne, szybki  odpoczynek w schronisku i obowiązkowy  wpis w książce wyjść. Przed nami na drogę Potoczka (III) wyruszyły 2 zespoły, miały one nad nami godzinę przewagi. Niestety  okazało się pod ścianą, że jesteśmy w kolejce dopiero na 4 miejscu. Czekamy cierpliwie jakieś 20-30min., ale widząc ,,szybkość’’ 1 zespołu decydujemy się zaatakować sąsiadkę czyli drogę Głogowskiego (III). Była to zdecydowanie bardzo dobra decyzja, piękne i wymagające wspinanie na 2 pierwszych wyciągach wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy(brak snu i dłuuugie podejście). Droga ta pokazała mi, że także ze wspinania zimowego można czerpać sporo przyjemności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne, skitour |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek (os. tow.) |24 02 2013}}&lt;br /&gt;
Skrzyczne stało się w tym sezonie najmodniejszym klubowym celem zimowym w Beskidach :). Tym razem na odpoczynek w schronisku docieramy zielonym szlakiem z centrum Szczyrku. Nadchodząca wiosna daje się mocno odczuć, niestety...Śnieg stał się już dość mokry i znikał w oczach.Przez całą wycieczkę było b.ciepło, czasem nawet słonecznie.  Początkowo zjeżdżamy trochę lasem, ale dość szybko wracamy na nartostradę (na której warunki do zjazdu fatalne...). Zgodnie z planem była to &amp;quot;szybka akcja&amp;quot; - o 14.30 zaparkowałam pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Missiones, Corrientes i Mendosa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|28 01 - 15 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym kraju znalazłem się po raz drugi. W Missiones odwiedziliśmy wodospady Iguazu, stare redukcje jezuckie w San Ignacio, polonię w Wandzie. Potem autobusem przedostaliśmy się na zachód kraju gdzie odbyliśmy wycieczki rowerowe w Andach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#ARGENTYNA:_Wodospady_Iguazu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FArgentyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PARAGWAJ: nie trzeba się śpieszyć|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 - 28 i 30 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paragwaj to taka Albania Południowej Ameryki. Na Paranie kwitnie zapewne kontrabanda a wiele ciekawych rzeczy można kupić na paragwajskim brzegu. Nasze 2 krótkie pobyty w tym kraju sprowadzały się do przejechania do promu na Paranie oraz bardzo ciekawy rajd do wodospadu Nacunday. Tu szersze opisy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#PARAGWAJ:_W_poszukiwaniu_wodospadu_Nacunday&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FParagwaj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRAZYLIA: rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu), w części jaskiniowej uczestniczyli członkowie Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas - Jose Mario Budny, Henrique Pontes, Lais Mosqueto  |02 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brazylia to pierwszy kraj w naszej wokółziemskiej podróży, który przemierzyliśmy na rowerach z Rio de Janerio do Foz do Iguazu. Po drodze odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. W części jaskiniowej wyprawy spotkaliśmy się z członkami klubu z Ponta Grossa - Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas ( http://www.gupe.org.br/#! ). Razem z Mario, Henrique i Lais odwiedziliśmy kilka studni wymytych w skałach krystalicznych oraz jaskinie krasowe. Zostaliśmy tu bardzo mile przyjęci. Więcej szczegółów dot. wyprawy można przeczytać tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#BRAZYLIA:_w_jaskiniach_Ponta_Grossa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBrasil&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3414</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3414"/>
		<updated>2013-06-23T15:25:18Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koszmarnie długie a czasem wnerwiające dojście. Do jaskini dotarliśmy zjazdem od góry. Akcja załamała się już na pierwszym zacisku. Nad pierwszą studnią las lodowych stalaktytów (aby przedostać się dalej część z nich trzeba było strącić). Nasze gabaryty trochę zniechęciły nas do dalszych prób. Mimo wszystko wyjazd wypruł z nas wiele sił. Cały sprzęt do dziury rozłożony tylko na dwie osoby. Po drodze urozmaicone warunki pogodowe: piękne słońce, burza, na wychodzeniu ścianą zlewa z gradem, gęsta mgła i znów słońce. W każdym razie na dole czuliśmy wszystkie mięśnie jak po sytej akcji. Po ostatniej śnieżnej zimie warto chyba do tego systemu pójść ciut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina,Dorota, Michał(WKTJ),Piotrek (os.tow.)Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15-16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Misja odzyskania auta nieco się przedłużyła:). Fala kulminacyjna w Decinie miała prawie 11m wysokości, normalny poziom wody w Łabie wynosi 3m, a przy poziomie 4m droga dojazdowa do miejscowości Dolni Żleb zostaje zalana. Po szybkich obliczeniach wychodzi,  że na drodze 6 czerwca  było 7m wody!!!. Tak więc przez 2 tygodnie z wielką uwagą śledziliśmy poziom wody. Plan wstępny był taki żeby w piątek odebrać auto, niestety poziom Łaby był o 0,5m za wysoki. Tak więc zdecydowaliśmy się na wspin sobotni w Sokołach, a wieczorem podjechać już w okrojonym składzie po auto. Na miejsce dotarliśmy po 24.00, okazało się że droga jest nadal zamknięta. Nie dając za wygraną sprawdzamy sami czy da się przejechać, na szczęście okazało się że na droga jest zalana tylko w kilku miejscach (a nie na odcinku 2km), a głębokość wody nie przekracza poziomu rury wydechowej czerwonego Ferrari którym ruszyliśmy na misję ratunkową. Właściciel baru pod którym zostawiliśmy auto nie wierzył że przejechaliśmy drogą asfaltową(dojazd do wioski przez 2 tygodnie był możliwy jedynie drogą terenową prowadzącą przez góry), wiec przypuszczam że jako pierwsi przejechaliśmy ten odcinek autem (ślady jazdy rowerem widzieliśmy po drodze). W drodze powrotnej przyjrzeliśmy się  jaki był poziom wody, faktycznie różnego typu zabrudzenia i trawy były  widoczne do wysokości 7m  na kratowym słupie wysokiego napięcia, po prostu strach się bać!!! W niedziele z samego rana wracamy w Sokoliki, gdzie budzimy resztę ekipy aby nieco się jeszcze powspinać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Jakubina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.), Paweł Berg (os. tow.), Wojciech Jajko (os. tow.), Anna Kempna (os. tow.)|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dol. Chochołowskiej przez Trzydniowiański, Kończysty, Jarząbczy na Raczkową Czubę (2194) po stronie słowackiej (szczyt też ma nazwę Jakubina). Zejście przez Jarząbczą dolinę do Chochołowskiej. Cały dzień dobra pogoda. Ludzi na tym szlaku bardzo mało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w dol. Kobylańskiej| Pacyfa, Marcin, Sławek, Ania, Sebastian, Ala, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Cały dzień wspinamy w dol. Kobylańskiej. Ze względu na duchotę nie szalejemy z wycenami:)&lt;br /&gt;
Z Alą odwiedzamy jeszcze wąwóz Podskalański w okolicach Tomaszowic z jaskinią Borsuczą (zalane wejście) i Wielką Skałą.&lt;br /&gt;
Wracamy przez Olkusz - bardzo długi korek za Sławkowem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: śladami Witolda Henryka|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 - 16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Ze szlaku na Krywań wchodzimy do Suchej Doliny Ważeckiej. Stamtąd na Niewcyrską Przełęcz (2270), do Doliny Niewcyrka (nocleg) a następnie przez Dolinę Koprową do Trzech Studniczek i z powrotem do samochodu. Pogoda dopisała. Było jakoś dziwnie duszno, ale na głowy nie spadła nam ani kropla deszczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że wyczerpujący tydzień w pracy odbił się na tempie naszego poruszania się. W każdym razie, w pewnym sensie udało się nam wypocząć. W niedzielę dodatkowo przypomnieliśmy sobie smak słowackiej kuchni. Na drogach wielki ścisk. Jak tylko zobaczyliśmy kolejkę do bramek w Balicach, to natychmiast skręciliśmy na Olkusz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Anglia: Peak District - spacery po rejonie Dark Peak|Aleksandra, Wojciech i Zosia Rymarczyk |03 - 14 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z gościnności mojej siostry i jej domowników spędziliśmy urlop w Tintwistle – małej miejscowości położonej w północnej części Anglii (ok. 30 km na wschód od Manchesteru), u samych stóp Gór Pennińskich, tuż przy granicy z parkiem narodowym Peak District. Pogoda nas zaskoczyła i oprócz jednego dnia typowo angielskiej pogody mieliśmy aż 10 dni słońca i to jakiego – wróciliśmy spaleni!!! tym samym prawdopodobnie wykorzystaliśmy tegoroczny limit pogodowy dla tego rejonu (jeśli nie dla całych wysp)!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Peak District jest najstarszym parkiem narodowym w Wielkiej Brytanii i wg niektórych źródeł najczęściej odwiedzanym. Jednak nie odczuliśmy tego zupełnie. Przestrzeń, pustka i wiatr – to chyba określenia najlepiej oddające charakter tego miejsca. I podobno mgła (nie dane nam jednak było się o tym przekonać), z powodu której w czasie II wojny rozbijały się wojskowe samoloty, których wraki znajdowane są do dziś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na nasze możliwości teren okazał się idealny. Poza mniejszymi spacerkami po okolicznych wrzosowiskach, polach, łąkach, wśród baranów, owiec, krów, gęsi (ścieżki turystyczne prowadzą tam prawie zawsze przez czyjeś pole – i nikt nie robi żadnych problemów (jest porozumienie między właścicielami i parkiem) – trzeba tylko pamiętać , żeby zamknąć za sobą furtkę), udało nam się przejść dwie większe trasy zdobywając najwyższe w rejonie dwutysięczniki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Tintwistle – Bleaklow – Glossop – Hadfield – Tintwistle &amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po porannej krzątaninie i codziennej dawce integracji z Rumcajsem (wielkim, puchatym owczarkiem podhalańskim), której Zosia za nic w świecie nie mogła odpuścić, udało nam się wyjść lekko po 12. Początkowo nasza trasa wiodła w górę rzeki Etherow, wzdłuż rezerwuarów i dość długo kluczyła licznymi pastwiskami. Ten odcinek był najtrudniejszy orientacyjnie, przez co często zatrzymywaliśmy się, żeby zweryfikować trasę z mapą. W końcu i tak wyszliśmy z pól w złym miejscu (ja przy okazji rozdarłam sobie spodnie o drut kolczasty). Po ponad godzinie wędrówki weszliśmy we właściwą dolinę i zaczęliśmy podejście. Uff. Widoki zaczęły robić się coraz ciekawsze jednak wkrótce musieliśmy zrobić pierwszy postój. Po krótkim odpoczynku, pełni optymizmu ruszyliśmy dalej, mimo żaru lejącego się z nieba (sołońce swietit, stoit strasznaja żara – mniej więcej tyle zostało mi po wakacjach sprzed 2 lat, gdy wypisywaliśmy kartki do domu;). Na szczęcie wiał orzeźwiający wiatr. Góry okazały się bardzo rozległe i bardzo..... płaskie w górnych partiach; powoli też zaczynało do mnie docierać jak długa jeszcze droga przed nami. Po osiągnięciu szczytu Bleaklow (oznaczonego wielkim kopczykiem - inaczej trudno byłoby znaleźć najwyższy punkt całego płaskowyżu), liczącego coś 2077 - ale stóp (czyli 633 m npm) i zorientowaniu kierunków mkniemy w dalszą drogę. Drugi postój przy strumieniu robimy nieco przykrótkawy z obawy przed nieubłaganie uciekającym czasem. Jednak równowaga w przyrodzie musi być zachowana... Zosia kategorycznie odmówiła więc dalszego transportu w chuście oraz wszelkimi innymi metodami (w tym pod pachą) i skoro postój był za krótki to ona pójdzie dalej sama. No i tak szliśmy :) i szliśmy.... ważne że do przodu! Nie to, że groził nam zachód słońca, o nie! Tam jest jasno do 23. Bardziej baliśmy się, że ucieknie nam ostatni pociąg i że będziemy zbyt zmęczeni żeby w ogóle do niego dojść! (tj. ja). Dzięki temu jednak mogliśmy w spokoju popodziwiać naprawdę ciekawe i niespotykane u nas krajobrazy. Niedługo przed skrętem ze Szlaku Pennińskiego, którym do tej pory szliśmy na ścieżkę do Glossop (na pociąg) natknęliśmy się na ornitologa z Nottingham, który zapytany &amp;quot;jak daleko jeszcze...&amp;quot; po dłuższym namyśle i obracaniu mapy na wszelkie sposoby odparł, że nie wie, ale że chętnie zawiezie nas do Glossop. :D Do głównej drogi było raptem 10 min spaceru, tymczasem do miasta dreptalibyśmy jeszcze dobre 1,5h. Po drodze pokazał nam jeszcze siewkę złotą i skowronka, po czym już przy samochodzie zorientował się, że gdzieś „posiał swój kijek i z misją dostarczenia nas do Glossop wysłał swoją żonę. Na stacji lądujemy dość szybko i od razu łapiemy pociąg, który po 6 min. dowozi nas do Hadfield. Jeszcze tylko 20 min spaceru i jesteśmy „w domu”. To się nazywa szczęście spotkać tak bezinteresownych ludzi! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;The Grouse – Burnt Hill – Mill Hill – Kinder Scout – The Grouse&amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugą wycieczkę podjeżdżamy busem i wychodzimy wprost na ścieżkę prowadzącą na Burnt Hill. Zośka zmęczona duchotą i ciepłem zasnęła, a my szybciutko osiągamy, wpierw Burnt, a potem Mill Hill. Już stąd rozpościera się piękna panorama na pobliskie wioski i miasteczka oraz Manchester! Od tej chwili wiatr urywa głowy i mocno skuleni wdrapujemy się na Kinder Scout (najwyższy szczyt Peak District, liczący 2087 ft – czyli całe 636m npm :), na którym stajemy po ok. 15 min. Szybko znajdujemy jakąś dziurę w ziemi i tam rozbijamy się obozem. Zośka prostuje kości i likwiduje nasze zapasy żywnościowe, a my robimy zdjęcia, napawamy się widokami i odczytujemy nazwy przewoźników z burt i skrzydeł samolotów kołujących powoli w kierunku lotniska w Manchesterze. Na szczycie spędzamy ok. 40 min. i  pospiesznie pakujemy graty bo z południa nadciąga ZŁO. Po około 10 min. zejścia deszcz łapie nas i towarzyszy nam prawie do samego końca wędrówki. Ponieważ dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej ograniczeni czasowo (łączony transport publiczny) musimy się uwijać. Schodzimy w rekordowym tempie i na szczęście łapiemy się na busa który wiezie nas na pociąg do Glossop. Wypad bardzo udany – świetna trasa, niezwykłe widoki i piękne chmury – jeszcze długo w noc wspominamy wrażenia minionego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli kończy się nasz czas w Anglii. Na koniec jeszcze odwiedzamy pobliskie skały i nieśmiało się do nich przystawiamy (mamy topo). Podobno sam rejon jest dosyć chętnie odwiedzany przez angielskich wspinaczy. Jest tam wiele naturalnych skałek i całe mnóstwo opuszczonych kamieniołomów. Z ciekawostek jeszcze można dodać że cały Penine Way liczy ponad 430 km – zaczyna się w angielskim Edale a kończy w Kirk Yetholm w Szkocji. Będzie co robić na zaś!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zabrze Grzybowice - spotkanie Dino-speleo|z RKG: Henryk Tomanek (gospodarz imprezy), Zygmunt Zbirenda, Bianka Fulde-Witman, Basia i Tadek Szmatłoch, Adam i Brygida Wilkoszyńscy, Wanda Jewdoszuk, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard i Marzenna Widuch, Anna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog z Jolą |15 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczne spotkanie dawnego środowiska Spleoklubu Gliwice, którego członkami byli starsi koledzy obecnego RKG. Więcej szczegółów w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: dolina Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|13 06 2013}}&lt;br /&gt;
Zwiedzamy stare opactwo na Tyńcu. Skały, na których stoi klasztor są obite (stare kolucha), jest kilka ciekawych dróg. Ze względu na wyskoki poziom Wisły promy na rzece nie kursują. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Ryszard Widuch, Tadeusz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Łukasz Majewicz, Łukasz Kowalkowski|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Sobotni dzień, w którym pod opieką Ryśka i Tadka po raz pierwszy odwiedziliśmy jaskinię tatrzańską, zaczął się dla nas o godz. 5.00. Celem wyprawy były Partie Królewskie w Jaskini Czarnej. Nieco ponad godzinie później maszerowaliśmy już w Dolinie Kościeliskiej. Samo podejście pod otwór wycisnęło z nas trochę potu. Po przygotowaniach rozpocząłem zjazd i poręczowanie z otworu głównego. Następnie przemierzaliśmy kolejne przestrzenne sale i korytarze, z których największe wrażenie wywarła chyba sala Francuska. Co było do łatania, to zaopiekowali się tym Ksawery z Łukaszem. Tutaj znowu najciekawszymi etapami był chyba trawers Herkulesa, który wygląda trochę inaczej niż na zdjęciach oraz Komin Węgierski.  Tym sposobem dotarliśmy do upragnionych Partii Królewskich, w których rzeczywiście jest coś z ich nazwy. Po zjeździe nad Studnią Smoluchowskiego rozpoczęła się droga powrotna. Światło słoneczne zobaczyliśmy ponownie w okolicach godz. 17.00 – 17.30. Następnie pozostało już tylko błotniste zejście do doliny, powrót na kwaterę i droga powrotna do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spała: Walne Zgromadzenie Delegatów PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 9 06 2013}}&lt;br /&gt;
W weekend miało miejsce sprawozdawczo-wyborcze zgromadzenie PZA. Pierwszego dnia występowałem jako członek ustępującego Zarządu. Nawet udzielono nam absolutorium. Drugiego dnia zmieniłem role, zwolniony z obowiązków członka Zarządu pobrałem mandat stając się reprezentantem naszego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja, co ciekawe, niespodziewanie koncentrowała się na szkoleniu. Kontrowersyjne sprawy typu Golden Lunacy czy Broad Peak były zupełnie na marginesie. Marek Kujawiński, delegat z AKG Łódź, złożył kilka ciekawych pomysłów, które m.in. mają ułatwiać życie instruktorom PZA pracującym w klubach (zamiast na własny rachunek). Problem w zasadzie dotyczy wspinaczki powierzchniowej. Dyskutowano także o organizacji kursu instruktora Narciarstwa Wysokogórskiego (może ktoś w klubie się skusi? no?!). Podjęto decyzję o utworzeniu w ramach PZA Komisji Ochrony Przyrody pod przewodnictwem Miłosza Jodłowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się wybory nowych władz. Mimo składanych mi propozycji, tym razem nie kandydowałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na mój dobry kontakt z klawiaturą, to było już trzecie Zgromadzenie, które protokołowałem na bieżąco. W dwa dni zapisałem 19 stron, wobec czego do domu wróciłem z poważnym bólem głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspin w Rzędkowicach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Rejon wybrał Damian (poważnie!!!), ja tylko wybrałem poszczególne skałki. Zaczynamy od szeroko zakrojonych poszukiwań Leśnej Turni, po jakiś czasie błądzenia (podejścia w Tatrach bywają krótsze) odnaleźliśmy ją w końcu. Skałka wygląda okazale, aż nie chce się wierzyć że wcześniej tu się nie wspinaliśmy. Ze względu na wyczerpanie organizmu wielokilometrowym podejściem wspinamy jedynie dwie drogi Zza drzewka (VI.1+), oraz Negatyw (VI.1+). Obie ładne, ale wydawały nam się jakieś trudnawe. Potem szybka wstawka kontrolna w palczastą drogę na Solidarności pokazuje, że naderwane palce jeszcze nie są do końca wyleczone. Na koniec dnia przenosimy się na Flaszkę, gdzie dla poprawy humorów prowadzimy w lekkim deszczu Kant Flaszki (VI.1) oraz Prostowanie świni (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: jaskinie Parku Apuseni|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii wypoczynkowych – &lt;br /&gt;
Ola zabiera mnie z Wirka, gdzie witamy się jeszcze z Damianem, którego prawie namówiliśmy żeby pojechał z nami. Z Katowic wyjeżdżamy przed 22:00. Wybieramy drogę przez Nowy Sącz i po około 8 godzinach docieramy do Sudrigiu, gdzie w siedzibie Parku Narodowego Apuseni odbieramy pozwolenia i otrzymujemy wszelkie informacje pomocnicze, w tym o warunkach wodnych w jaskiniach („… uważajcie bo jest dużo wody”).&lt;br /&gt;
Po wizycie u strażników, jedziemy prosto pod otwór jaskini Coiba Mare w wiosce Garda de Sus. Samochód zostawiamy 2 min. drogi od otworu jaskini. Już sam otwór jest dość imponujący – kilkudziesięciometrowy portal skalny, do którego wpływa górki potok. Zimna woda skutecznie wybudza nas ze stanu uśpienie po trudach podróży. Atrakcji w jaskini dostarczają piękne nacieki, zjazd kilkunastometrowym wodospadem i syfon doszczętnie zawalony belkami drewna, które ponoć przytargała tu woda z Coiba Mica – daje to trochę do myślenia o sile rwącej wody przepływającej przez jaskinię.&lt;br /&gt;
Po akcji udajemy się na Poiana Glavoi/la Grajduri, gdzie zakładamy bazę wypadową na kolejne dni. Namioty udaje nam się rozbić w jeszcze dobrej pogodzie. Lecz po krótkiej chwili wali już gradem. Na szczęście chowamy się pod drewnianą wiatą. &lt;br /&gt;
Dzień kończymy wspólną kolacją, którą serwuje nam Tomek Pawłowski z KW Kraków - Dzięki Tomku za wyśmienite smaki kuchni regionalnej:). Tomek, jako stały bywalec tutejszych jaskiń udziela nam cennych informacji o tutejszych jaskiniach, warunkach hydrologicznych, a nawet zwyczajach tutejszej ludności i relacjach między grotołazami węgierskimi  i rumuńskimi.&lt;br /&gt;
Na drugi dzień zaplanowaliśmy odwet za porwany gumiak Mateusza podczas akcji w Cetatile Ponorolui rok temu. Z powodu wysokiego stanu wody, poręczujemy już samo przejście przez rzekę wpadającą do jaskini. Dalej nawet puszczało, choć trzeba było stale uważać na rwący nurt.  Sama jaskinia bardzo urodziwa. Otwiera ją imponujący portal o wysokości ok. 70m! Początkowe partie jaskini stanowią kaskady, następnie woda rozlewa się szeroko i w spokojnej już wodzie podziwiamy grę światła wpadającego z kolejnych otworów. Potem już na przemian trochę kaskad, trawers ze zjazdem do głębszej już wody i chwilę później brakuje nam już lin, a nurt jest zbyt szybki żeby poruszać się bez żadnych zabezpieczeń. &lt;br /&gt;
Akcję kończymy dość wcześnie więc po rozwieszeniu mokrych rzeczy, udajemy się na spacer po okolicy. Po 20 min. docieramy na Poianę Ponor,  na której znajdują się charakterystyczne dla obszaru krasowego okresowe jeziorka (polje/polja). Miejsce bardzo malownicze. Nad wodą znajdują się skałki obite i gotowe do wspinania.&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia Tomek zabiera nas do jaskini Peștera de la Zapodie. Niestety po kilku zjazdach lód zamyka korytarz uniemożliwiając nam odwiedzenie dalszych – ładniejszych partii. Żeby nie zmarnować akcji, pomagamy Tomkowi w wymianie punktów i trochę zmarznięci i z lekkim niedosytem wracam na biwak.&lt;br /&gt;
Popołudniu znów wybieramy się na wycieczkę po okolicznych lasach. Tym razem odwiedzamy jaskinię Gheratul Focul Viu z dość imponującą kupą śnieżno-lodową. Do jaskini nie można wchodzić – zwiedza się ją z drewnianego balkoniku ustawionego przy otworze. Spacer trochę zaczyna się wydłużać z powodu braku mapy i tak przez przypadek natrafiamy na otwór jaskini Pestera Neagra i wychodzimy na początku polany Glavoi. &lt;br /&gt;
Po powrocie ze spaceru, na bazie zastajemy dziwne poruszenie. Po chwili okazuje się, że w jaskini Avenul Bortig doszło do wypadku z udziałem olkuskich kolegów. Na szczęście ratownicy z Salvamont’u odbywali nieopodal ćwiczenia, więc szybko zjawili się na miejscu wypadku i to w bardzo dużej liczbie – chyba z 30 ratowników. &lt;br /&gt;
Z opisu świadków, poszkodowany poślizgnął się na lodowym stożku i rozbił się o skałę. Efektem było złamanie ręki i nogi. Cała akcja ratunkowa trwała dobre 6 godzin, co daje do myślenia biorąc pod uwagę, że pod otwór jaskini było jedynie 30 min spokojnego marszu. A poszkodowany znajdował się na samym początku jaskini.&lt;br /&gt;
Po niespokojnym wieczorze, plany na ostatni dzień dobieramy jakoś bardzo „czujnie”. Propozycje Mateusza: &lt;br /&gt;
- Pestera Neagra – 5-6 godzin akcji&lt;br /&gt;
- Avenul Bortig – szybka akcja, ale jakoś tak dziwnie iść do jaskini gdzie, jeszcze przed paroma godzinami doszło do wypadku&lt;br /&gt;
Propozycje Oli i moje:&lt;br /&gt;
- a może coś innego…&lt;br /&gt;
W końcu decydujemy się na szybki kanion Oselu. Tomek zjeżdża z nami samochodem i pokazuje nam kaskady z dołu. Po krótkiej chwili namysłu decyduje się iść z nami, bo warunki wodne były optymalne. Cały kanion składa się z siedmiu kaskad, których wysokość dochodzi do około 20 metrów. Akcja rzeczywiście szybka, lecz mimo słonecznej pogody gdzieś w połowie kanionu zaczynam dygotać. Ostatni zjazd kończymy wśród widowni rumuńskich turystów. Szybkie suszenie i wracamy do Polski. Na miejscu jesteśmy jeszcze przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mógłbym się jeszcze rozpisać na temat rumuńskiego podejścia do ekologii i spraw obijania jaskiń ale może pozostawmy te sprawy w rękach rumuńskich parkowców i speleologów, w końcu chyba wszystko zmierza w dobrą stronę. &lt;br /&gt;
Podsumowując, w pamięci zostaną piękne nacieki, zabawy wodne i muzyka … gitarowe plumkanie Boba Dylana przy ognisku i bardzo głośne Guns n’ Roses puszczane z głośników samochodowych.&lt;br /&gt;
Muszę jeszcze dodać, że przed wyjazdem byłem rozdarty – wyjazd do jaskiń Rumuni czy wspinanie w dol. Łaby z Karolem. Wolałem jednak zmoknąć trochę w pięknych jaskiniach i wrócić jak cywilizowany człowiek samochodem, niż wspinać się na deszczu i porzucić pojazd lokomocji na pożarcie przez rdzę.&lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: wspin w Labaku część 1|Paulina Piechowiak(WKTJ),Paulina, Wojtek(osoby tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy nie pozostawiały złudzeń, leje wszędzie od Franken po Osp, od Sokołów do Tatr.  Ale napinka była tak duża, że nie było takiej możliwości aby odpuścić ten weekend. Wybieramy Labak, gdzie jeszcze nikt z nas się nie wspinał. Dojeżdżam do Wrocławia, gdzie odbiera mnie ekipa z Poznania. W Dolni Zleb  jesteśmy tuż po wschodzie słońca, dokładnie przeszukujemy całą wioskę, niestety campingu u Janka nie odnajdujemy. Decydujemy się na drzemkę w aucie, rano gdy wreszcie namierzamy camping okazuje się być on nieczynny. Ostatecznie zatrzymujemy się w u Kosti, 2 pokoje, łazienka po prostu All inclusive. Labak podobnie jak inne piachy jest obity oszczędnie (delikatnie mówiąc), niestety nikt z naszej ekipy nie posiadał psychy ze stali, dlatego też cele wspinaczkowe wybieraliśmy bardzo starannie, ilość ringów na odcinku 10 metrów była pierwszą rzeczą którą braliśmy pod uwagę . Poza tym pogoda nie pozwoliła nam na zbyt dużo, w sumie w ciągu weekendu mieliśmy około 10h okna pogodowego. Najczęściej mocno padało z krótkimi przerwami na totalną zlewę, mżawkę uznawaliśmy za chwilowe załamanie niepogody. Jednak mimo tej pogody nie przewidzieliśmy jednego, a mianowicie tego że Łaba może odciąć całą miejscowość od świata. W sobotę rano zorientowaliśmy się że jedyna droga prowadząca do miasteczka jest kompletnie zalana (0,5m głębokości wody na odcinku około 1km, stan wody wynosił 430cm). Pomimo długich i intensywnych poszukiwań innej drogi ewakuacyjnej nie znaleźliśmy. Nie pozostało nam nic innego jak zostawić samochód i przez Niemcy wrócić pociągiem do domów. Stan wody gdy wyjeżdżaliśmy oscylował w granicach 500cm(obecnie poniedziałek godzina 18.17 wynosi 675cm!!!)    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielka wyprawa - ostatnie dni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|21  - 26 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska to najpiękniejszy kraj świata. Okrążając naszą planetę wracamy po niemal 5 miesiącach do domu. Wystarczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis w WYPRAWACH:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#Wielka_wyprawa_-_ostatnie_dni&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lokalnej TV Sfera w programie ''Wydarzenia'' ukazała się relacja z finiszu wyprawy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.sferatv.pl/vod/wydarzenia/audycja/2556-wydarzenia-29-maja-2013.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Orzech - Powrót Taty|Basia, Aga, Tadek Szmatłoch, Tereska Szołtysik, Zyguś Zbirenda, Sonia i Heniek Tomanek z (?!) osobą towarzyszącą (nie wiem czy Heniowi czy Soni), Marzena i &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt; |26 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na miejscu dołaczyli do nas Damian Szołtysik i Krzysztof Hilus, którzy podobno objechali świat ale to nie jest pewne bo przyplątali się do naszego towarzystwa z nienacka i nie wszystko słyszałem co mówili, muszę przyznać że udało im się co prawda na chwilę być w centrum uwagi ale szybko wszystko wróciło do normy i znów JA byłem moderatorem eventu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia 25.05. miał miejsce wyjazd klubowy do miejscowości Orzech koło piekar śl. A zaczęło się dość niepozornie, ''JUŻ SĄ'' powiedziała Tereska do słuchawki, mają telefon z polską kartą, wykonuję szybki telefon, i w słuchawce słyszę dawno zapomniany głos, ''jesteśmy w Orzechu''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze zapisy o miejscowości Orzech znajdują się w księdze parafialnej kościoła św. Małgorzaty w Bytomiu i pochodzą z około 1224. Są to zarysy szkiców granic osady w pisowni Oreh w języku łacińskim. W 1277 biskup krakowski Paweł zakłada parafię kamieńską, do której zostaje włączona osada Orzech. Obecnie mieszka w miejscowości ok 1900 mieszkańców. W tym momencie następuje wiele zdarzeń spontanicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozwolę sobie skrótowo je opisać w wersji chronologicznej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) Marzena jedziemy?&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(Marzena) jedziemy!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzwonię do Tadka, ''jedziecie?''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(tadek) Basia warzy łobiod na jutro ale poczekej spytom ją, ja jadymy''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) przyjedźcie do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tadek) dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi telefon do Tereski,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) jedziesz''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) ale ja teraz jadę do teściowej z obiadem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra przyjedź zaraz po tym do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) no dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym czasie pukanie do drzwi, wchodzi basia i aga&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(basia) mocie pisak, bo momy baner &amp;quot;witamy w polsce&amp;quot; ale ino w ołówku''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) momy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili słychać - ''(basia) o kurcze  pisak przebił kartka i pomarasioł serwet''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(marzena) nie szkodzi''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(aga) fajny mocie widok z balkonu''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(teresa) już jestem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra jadymy na dwa auta, marzena czyści lodówkę bo na pewno są głodni.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy windą na parter, basi się podobało, a na dole zaskoczenie - dojechał ziga,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) cześć''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ziga) cześć jadymy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzech ul. Szkolna 4, jak się okazało ulica ma dziwny przebieg coś jak &amp;quot;S&amp;quot; na dolarze i nie było łatwo znaleźć nr 4 ale udało się. Dojechał jeszcze Heniek z towarzystwem no i jak już wspomniałem Damian i Krzysiek. Event miał miejsce na poboczu drogi, koło płotu wypasionej willi, dyskretnie odpaliliśmy szampana, trochę to wyglądało jak u Gombrowicza. Ja dyskretnie spoglądałem na zegarek (finał ligi mistrzów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''no to jadymy (ja)''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''no ja, musza dokonczyć łobiod (basia)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę że atmosferę spotkania pokażą zdjęcia, które mam nadzieję dołączą uczestnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie chciałbym wyrazić nadzieję, że mój opis pokaże młodzieży jak można zrobić coś z niczego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
rw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. już mam trzy komplety garnków turystycznych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 PS. mam pytanie do zarządu, czy to że moje nazwisko na liście do mosiru zostało napisane małymi literami to coś znaczy?&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fpowrot&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd do jaskini Koralowej oraz jaskini Wszystkich Świętych|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Tomasz Zięć; kadra: Mateusz Golicz, Karol Jagoda|25 05 2013}}&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu  było wejście do jaskini Koralowej i Wszystkich Świętych. Po zaparkowaniu samochodów na świeżo wyremontowanym parkingu leśnym i przebraniu się, pod przewodnictwem Asi ruszyliśmy w kierunku jaskiń. Po dotarciu do otworu jaskini Koralowej podzieliliśmy wstępnie zadania. W czasie gdy ja z Asią, Mateuszem i Łukaszem zajęliśmy się poręczowaniem całej jaskini Koralowej, Ksawery z Karolem i Tomkiem poręczowali studnię Warszawiaków w Wszystkich Świętych i trenowali elementy ratownictwa. Dotarli do nas pod koniec poręczowania WAR-u. Odwiedziliśmy jeszcze salę MMG i wracaliśmy na powierzchnię. Następnie wszyscy zjechaliśmy do jaskini Wszystkich Świętych.  W czasie poręczowania trawersu na most Herberta, kto jeszcze nie miał okazji do treningu ratownictwa, to sprowadzał bezpiecznie na dno ofiarę „zasłabnięcia” na linie. Jak już wszyscy, po emocjonującym trawersie, stanęli na wspominanym moście, rozpoczął się powrót. Gdy pierwsi z ekipy opuszczali już jaskinię, chętni jeszcze odwiedzili salę Peny z interesującym zamkiem z piasku (widać, że komuś kiedyś się nudziło w kolejce do liny). Około godz. 17.30 udaliśmy się z powrotem w kierunku parkingu. Podsumowując, każdy poręczował, deporęczował i ratował, a cały wyjazd był ciekawy i udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 37-lecie klubu w Piasecznie|Rodzina Jaworskich, Rodzina Szmatłochów, Rodzina Orszulików i dwie bestie,  Rodzina Widuchów, Rodzina Rymarczyków, Rodzina Dolibogów, Rodzina Pawlasów, Rodzina Szczurków ze znajomymi ze Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza, Ania Bill, Sławek Musiał, Piotrek Strzelecki, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Xawery Patryn, Asia Przymus, Sebastian Podsiadło – chyba nikogo nie pominąłem|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Kolejny już raz lecie odbyło się w dalekim Piasecznie. Obóz Nockowy rozbijamy na polanie w środku lasu. Ochronę dobytku [powierzyliśmy dwóm bestiom – ni to psy, ni to lwy … Problemy orientacyjne dały się we znaki wielu z nas. Niektórych trzeba było nawet wyciągać z piachu:)&lt;br /&gt;
W sobotę Karol z Damianem wspinają się na Okienniku Wielkim.&lt;br /&gt;
Reszta działa na skałkach przy obozie lub odbywa wycieczki piesze i rowerowe. Po przerwie obiadowej, Tadek zabiera kursantów do Jaskini Wielkanocnej – tym razem nikogo nie zasypało (chyba).&lt;br /&gt;
Wieczorem standardowe ognisko oraz oficjalne przyznanie prestiżowych nagród – SPITów. (lista laureatów ukaże się już niedługo w dziale aktualności).&lt;br /&gt;
Drugiego dnia kursanci ćwiczą poręczowanie pod czujnym okiem Tomka. Część osób udaje się do Podzamcza na wspin, część na wycieczki rowerowe. Reszta zaś, nie wiem co robi – może jednak kogoś tam zasypało…&lt;br /&gt;
Wspinaczka w Podzamczu kończy się wizytą w szpitalu (szczegóły dopowiedzą Karol z Damianem). Na szczęście nic poważnego się nie stało.&lt;br /&gt;
Cały weekend pogoda rewelacyjna. Bez kropli deszczu. Nawet co poniektórych delikatnie przysmażyło.&lt;br /&gt;
Dzięki wszystkim za przybycie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Walne Zgromadzenie Delegatów Klubów i Sekcji Taternictwa Jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach: Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ), Marcin Słowik (SŁ), Dariusz Lubomski (SKTJ); podczas obrad ok. 50 osób z całego tzw. jaskiniowego środowiska|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Zjazd przebiegał w niezwykle spokojnej, a może nawet sennej atmosferze. Jako że na zmiany w budżecie i tak już było za późno, dyskusje koncentrowały się wokół spraw Tatrzańskich, wyprawy centralnej, szkolenia, polityki w ramach PZA i promocji taternictwa jaskiniowego w szerokim świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrano nowy skład Komisji Taternictwa Jaskiniowego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed oficjalnym rozpoczęciem oraz w przerwach zrobiliśmy parę dróg na Bibliotece, jedną na Turni Motocyklistów i coś jeszcze na Górze Zborów. Na skałach generalnie tłumy - w końcu sezon w pełni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|UKRAINA: witaj Europo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|17 - 21 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie Europa. Nasza kochana Europa. Z Kijowa pędzimy w stronę polskiej granicy osiągając ją 3 etapach: 210 km, 198, 165 km. Do Polski wjeżdżamy w Zosinie. Szerszy opis w dziale WYPRAWY:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#UKRAINA:_witaj_Europo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FUkraina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KAZACHSTAN: góry, stepy i Szaryński Kanion|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|08 - 17 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszego pobytu w Kazachstanie odwiedziliśmy Kanion Szryński. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi. Bardzo piękny kraj. Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#KAZACHSTAN:_Gory.2C_stepy_i_Szarynski_Kanion&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FKazachstan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie &amp;quot;kartowanie dla zaawansowanych&amp;quot;|Kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Kursanci: Piotr Słupiński (SW); Ewa Wójcik, Kaja Fidzińska, Agata Klewar (KKTJ); Michał Filipiak, Krzysztof Najdek, Amadeusz Lisiecki (WKTJ); Paweł Jeziorny (WKGiJ); Karol Makowski, Marcin Słowik (SŁ); Zbigniew Tabaczyński (WKTJ/ST); Ireneusz Królewicz (AKG) |10 - 12 05 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach szkoleń centralnych, firmowanych przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego, zorganizowałem wspólnie z krakowskimi grotołazami szkolenie z dziedziny kartowania jaskiń oraz komputerowego przetwarzania danych pomiarowych. Szkolenie było przewidziane dla osób, które zetknęły się już wcześniej z kartografią jaskiniową - i rzeczywiście zdecydowana większość uczestników miała za sobą niejedną akcję pomiarową na niejednej zagranicznej wyprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza szkolenia była zlokalizowana w miejscowości Wielka Wieś pod Krakowem. Szkolenie składało się z czterech głównych bloków: obróbka danych w programie Survex, warsztaty szkicowania na papierze, wektoryzacja szkiców w programie Inkscape oraz kartowanie w systemie całkowicie elektronicznym (tzw. paperless - DistoX + PDA). Mniej więcej połowę czasu szkolenia zajęły ćwiczenia przy komputerach. Niektórych pochłonęły one tak bardzo, że dokańczali treningowe zadania późnym wieczorem, w czasie przewidzianym na odpoczynek i integrację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o zajęcia terenowe, to dzięki uprzejmości zarządcy jaskini, otrzymaliśmy na ich potrzeby dostęp do Wierzchowskiej Górnej. Zajęcia te obejmowały szkicowanie papierowe (pierwszego dnia) na bazie takiego samego dla wszystkich ciągu poligonowego. Następnie (drugiego dnia) tworzyliśmy szkice jaskini w systemie całkowicie elektronicznym. Udało się zgromadzić na tyle dużo sprzętu, że działaliśmy w standardowych, dwuosobowych zespołach. W wyniku ćwiczeń terenowych powstało zatem parę alternatywnych wersji planu jaskini. Być może uda się na ich podstawie opracować ciekawy materiał o różnicach w percepcji przestrzeni przez zaawansowanych kartografów jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: 52 dni w Kraju Środka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|18 03  - 08 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chiny przejechaliśmy rowerami oraz innymi środkami lokomcji od Honkkongu do Korghas. 6000 km. Celem głównym było zlokalizowanie interesujących terenów krasowych, odwiedzenie tiankengu Xiaozhai, spływ rzeką Li wśród mogotów. Trasa wiodła w większości przez tereny górskie, czasem wysoko. Szersza relacja:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHINY:_nie_tylko_kras&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Francuska majówka|Damian Żmuda, Paulina Piechowiak(WKTJ), Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|20 04  - 05 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja dostępna w dziale wyprawy. http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francuska_maj%C3%B3wka&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FFrancuska%20maj%F3wka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll - Jaskinia Majowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|01 05  - 03 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na długi weekend wybraliśmy się pod północną ścianę masywu Hoher Göll, eksplorować otwór który tam odnaleźliśmy w trakcie ubiegłorocznej wyprawy. Ciężar plecaków świadczył o tym, że była to męska akcja - namiot, śpiwory, szpej, 100 m liny, 15 spitów. Na wysokości ok. 1 500 m przy sympatycznym strumyczku wybudowaliśmy platformę i rozbiliśmy obóz. O dziwo otwór (na wysokości ok. 1 650) wystawał ze śniegu. &amp;quot;Puściło&amp;quot; nam ok. 50 metrów kaskadującej, soczewkowatej studni o przekroju na ogół ok. 4 x 2 m. Gdyby nie lejąca się woda, byłaby to bardzo przyjemna eksploracja - 10 metrów zjazdu i półka, kolejne 10 m, kolejna połka itd. Nieco nad zapiarżonym dnem, na szczelinie na której rozwija się jaskinia znajduje się okno, w które należałoby się wcisnąć i jechać dalej. Niestety zostało nam pewnie z 20 metrów liny, a i byliśmy już na tym etapie zupełnie przemoczeni. Deszcz który zastaliśmy tuż po wyjściu na powierzchnię nie poprawił naszej sytuacji. Potem padało przez kolejne 12 godzin, wobec czego następnego dnia w momencie kiedy opad nieco osłabł zwinęliśmy namiot i zeszliśmy do doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04  - 20 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po wielu planowanych weekendach w końcu się udało zrealizować wyjazd na trawers Czarnej. W składzie Rysiek, Łukasz i ja wybraliśmy się w sobotni wieczór w kierunku Zakopanego by następnego dnia rano ruszyć na wspomniany trawers. Pogoda była iście wiosenna, ale jak się okazało tylko przed tatrami. Na podejściu śniegu przybywało i było go na północnych ekspozycjach lekko ponad kolana. Pokrywa zw. na plusowa temp była na tyle słaba iż zapadała się pod nogami. Gdy dotarliśmy pod otwór w naszych głowach kiełkował chytry plan by chociaż zbliżyć się do czasu przejścia wspomnianego trawersu przez Mateusza i Karola i dodając sobie do ich czasu kilka h powiadomiliśmy stosowne osoby o alarmówce. Do dziury pierwszy zjechałem ja, a za mną Łukasz. Rysiu jadąc ostatni zwinął za nami wlotówkę. Dalej poleciało równie sprawnie poręczując na zmianę, Łukasz, ja, a nawet Rysiek. W związku z faktem iż w jaskini było wyjątkowo mokro (woda ciekła praktycznie po każdej ścianie) zdecydowaliśmy się nawet nie sprawdzać co się dzieje między Studnią Imieninową a Brązowym Progiem (gdzie przy obfitych opadach tworzy się jeziorko (w skrajnych przypadkach ponoć i syfon)) i od razu zjechaliśmy Studnią Imieninową na dno korytarza Mamutowego. Z opisu wynikało iż miało być ok 40m zjazdu (liny), a jak się okazało starczyłaby nam jedna lina 55m złożona &amp;quot;na złodzieja&amp;quot;. Fakt że zapasu byłoby tak góra 1m :)&lt;br /&gt;
Pocieszającym było iż korytarz Mamutowy okazał się suchy w porównaniu z wcześniejszą częścią jaskini, to nie zmoczyliśmy stóp (czy innych części ciała). Na koniec został nam tylko Próg Latających Want, który mieliśmy podzielić między siebie ja i Łukasz. Łukasz zaczął i tak jakoś wyszło iż ja zająłem się deporęczem zamykając tyły a Łukasz wyłoił wszystko. Na koniec został nam malutki prożek przed samym wyjściem, na którym poleciało najwięcej słów na &amp;quot;k&amp;quot; :) ale to pewnie dlatego że każdy chciał już wyjść na zewnątrz. Wyjście oczywiście ubrudziło nas wszystkich, także też standard jak na tą akcję. Akcja trwała niecałe 9h, także do rekordu Mateusza i Karola nawet się nie zbliżyliśmy, ale po prostu nie spieszyliśmy się  - tak sobie to tłumaczymy :)&lt;br /&gt;
Powrót do bazy okazał się  bezproblemowy (nie licząc zapadających się nóg w śniegu o którym pisałem na początku), było jeszcze jasno i nawet poręczówki były na wierzchu. Potem tylko auto i droga na Śląsk (dla niektórych &amp;quot;teleport&amp;quot;, tylko kierowca nie mógł sobie pozwolić na spanie :)&lt;br /&gt;
Akcja zakończona sukcesem, bez strat w ludziach czy sprzęcie, a dla niektórych był to pierwszy raz w Czarnej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FTatry-J.Czarna%28trawers%29-04.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Syczuan - Rekonesans wokół Chongqingu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (niezrz.; w roli tłumacza); w części pobytu także Erin Lynch (Hong Meigui Cave Exploration Society), Zhang Hai oraz Shi Wen Qian (Instytut Geologii Krasu w Guilin)|15 04  - 25 04 2013}}&lt;br /&gt;
Więcej informacji w [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Mirowie|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim wspinaniu w Świątyni Czystego VI.1 (Rzędki) tym razem wybór pada na Mirów.  Ludzi mimo obiecujących prognoz mało!!! Pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę, strasznie wiało!!! Pomimo wysokiej temperatury wiatr nie pozwalał na komfortowy wspin (puchówka+czapka obowiązkowo).  Zaczynamy wspinanie od Trzech Sióstr, gdzie pokonujemy Niebo w Gębie (-V), Pozdrowienia z podziemia (VI+), potem szybkie patentowanie i  w pierwszej próbie padają Tragiczne marzenia (VI.3+/4) - wycena mocno zawyżona. Następnie przenosimy się na Szafę, gdzie można się powspinać się w słońcu. Na koniec dnia wracamy na Trzy Siostry, gdzie udaje się poprowadzić  Koksownia Przyjaźń (VI.3) – wspin po krawądkach,  jak dla mnie droga bardzo wymagająca, ale godna polecenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po nieudanych próbach wyciągnięcia kogokolwiek na skitury czy rowery, około godziny 22:00 dostaje SMS-a z propozycją wyjazdu w skałki - zgadnijcie od kogo... Szybko sprawdzam prognozę na sobotę i nie jest zbyt optymistyczna, ale ile to już razy warto było zaryzykować.&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek pakujemy też sprzęt jaskiniowy, aby w razie deszczu odwiedzić jaskiniowców w Piętrowej Szczelinie.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy niezbyt wcześnie, aby niepotrzebnie nie marznąć pod skałami, ale już o 8:00 jest ok. 10 st. &lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach tylko 1 auto. Idziemy snieżno-błotną ścieżką, ale już po południowej stronie sucho. &lt;br /&gt;
Cele wspinaczkowe okazują się optymalne: rozgrzewka na długiej i pięknej Nikodemówce za VI+, dalej 17 sekund za VI.2+ i Szatańskie Wersety za VI.4 (Karol). Cały czas obserwujemy niebo, ale z daleka widoczne deszcze szczęśliwie nas omijają. &lt;br /&gt;
Wspinanie kończymy około 18:00 i po 2 minutach jazdy samochodem zaczyna lać. &lt;br /&gt;
Sezon uważam za otwarty - pogoda wspinaczkowa, temperatura optymalna, skała sucha, nawet komary już gryzą:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Łukasz Majewicz, Łukasz Mazurek, Daniel „Buli” Bula|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
7 kwietnia 2013 odbył się pierwszy w ramach kursu wyjazd do jaskini.&lt;br /&gt;
W planie: zwiedzanie Jaskini w Trzech Kopcach oraz W Stołowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W godzinach rannych (7:15) z centrum Bytomia wyjechaliśmy samochodem w kierunku Szczyrku.&lt;br /&gt;
Po dotarciu na miejsce ruszyliśmy drogą pod górę na Przełęcz Karkoszczonkę. Po krótkiej przerwie spędzonej w ciepłym zaciszu Chaty Wuja Toma, skierowaliśmy się na północ wzdłuż czerwonego szlaku. W niecodziennej, jak na kwietniową porę, zimowej aurze dane nam było przeprawiać się w metrowym śniegu. &lt;br /&gt;
Osiągając docelowe 972 m n.p.m. odnaleźliśmy otwór wejściowy Jaskini w Trzech Kopcach.&lt;br /&gt;
Zwiedzanie bez większych niespodzianek przebiegło pomyślnie. Nowych partii nie odkryto. &lt;br /&gt;
Dotarłszy w rejon Jaskini W Stołowie zlokalizowaliśmy trzy dobrze rokujące otwory które lokalizacją pasowały do namiarów. Niestety ze względu na brak sprzętu oraz trudne warunki zrezygnowaliśmy z zejścia.&lt;br /&gt;
Z braku perspektyw na dalszą eksplorację zawróciliśmy w dół do samochodu. Jako dodatkową atrakcję mieliśmy przyjemność posilić się wyśmienitą szarlotką na gorąco w miejscowej kawiarni.&lt;br /&gt;
Senni i zasłodzeni powróciliśmy do Bytomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za dobrą zabawę i miło spędzony czas w pięknych okolicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skitour na Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + os. tow.|07 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrku-Biłej przez Przełęcz Karkoszczonka podchodzimy na Klimczok. Trasę dobieramy tak, aby&lt;br /&gt;
skontrolować odbywający się równolegle wyjazd kursowy do jaskini w Trzech Kopcach. Gdy ostatni&lt;br /&gt;
kursant znika już pod ziemią, kierujemy się w stronę schroniska. Po posileniu się, zjeżdżamy następnie ciekawym&lt;br /&gt;
wariantem przez Skałkę do Brennej Bukowej i podchodzimy z powrotem na Karkoszczonkę. W sumie wyszło ponad 950 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskidy o tej porze roku okazały się terenem bardzo przyjaznym narciarzom. Warunki śniegowe bardzo dobre (w lesie jest metr jak nic). Turystów dużo mniej niż w Tatrach, a i ludność lokalna miła i dużo bardziej gościom przychylna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitour na Kozią Przełęcz i Zawrat|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic, przez Halę Gąsienicową podchodzimy na Kozią Przełęcz. Z niej zjeżdżamy do Doliny Pięciu Stawów, a następnie podchodzimy na Zawrat i zjeżdżamy z powrotem do Murowańca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu w Tatrach dużo i warunki śniegowe generalnie dobre. Zjazd utrudniają miejscami wielkie lawiniska (nie świeże, a raczej ze starego opadu). W dniu naszej wycieczki dodatkowym kłopotem była gęsta mgła, która utrudniała orientację i odczuwanie nachylenia stoku. Na szczęście, dzięki GPS, nie spadliśmy w żadną przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża wilgotność powietrza skutkowała także bardzo słabym działaniem ludzkiego systemu chłodzenia i przez prawie cały czas było nam okrutnie gorąco. Co też warte odnotowania, mimo słabej pogody, w Tatrach były tłumy. Murowaniec i Betlejemka pękają w szwach od uczestników szkoleń z turystyki zimowej. Przy niemal każdym kawałku lodu przy szlaku stoi ekipa i wkręca śruby lodowe. Dużo także skiturowców, wielu na wypożyczonym sprzęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Krótki skitour w Tennengebirge|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 03 2013}}&lt;br /&gt;
Z Abtenau (wys ok. 700) przeszliśmy najpierw wzdłuż wyciągów na Karkogel do tzw. Berliner Kreutz (ok. 1600). Miła i szybka wycieczka w dobrej pogodzie. Pod koniec zjazdu śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Ski-turling na trawie w okolicy Nauders|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|27 03 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji rodzinnego wyjazdu na święta wybraliśmy się na krótki skitour. W doskonałej pogodzie (słońce) z Nauders podeszliśmy w stronę szczytu Köpfle. Po przejściu ok. 700 Hm, z wysokości 2 100 m wycofujemy się. Pokonał nas śnieg, klejący się okrutnie do fok. Wycof był jedyny w swoim rodzaju. Zaczęliśmy zjeżdżać stokiem skierowanym niestety na południe i w efekcie po może 200 metrach trafiliśmy na zieloną trawę. Ćwiczyliśmy na niej nową dyscyplinę pod nazwą ski-turling na trawie. Polegało to na wykonywaniu ewolucji (przewroty, salta) na śliskiej trawie, z nartami w ręku. Obyło się bez urazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NOWA ZELANDIA: przez dwie wyspy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 02 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na antypodach mieliśmy dość spokojną podróż, choć niemal ciągle przez góry. Pogoda jednak była wymarzona. Odwiedziliśmy tu krasowe tereny na Wyspie Południowej, przejechaliśmy Rainbow Trail (Tęczowy Szlak) oraz odwiedziliśmy naszego kolegi z wyprawy Great Dvide - Neala Taylora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersze opisy tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#NOWA_ZELANDIA:_Wyspa_Polnocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FNowaZelandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: narty w dolinie Aosty|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Tomek Pawlas, Ala Wandzel i inni|08  - 16 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z nastawieniem na jazdę rekreacyjną - jeździmy po przygotowanych trasach i ... uwaga, do góry wjeżdża się wyciągiem, a nie zapycha z buta:) Codziennie szusujemy w innym ośrodku. Pod Monte Rosą, grupa Słoweńców zabiera mnie na wycieczkę freeriadową po okolicznych dolinkach, z pięknymi widokami, opuszczonymi sezonowo wioseczkami i zacnymi zjazdami.&lt;br /&gt;
Generalnie wyjazd wypoczynkowy ze świetnymi widokami na najwyższe szczyty Alp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, Kitzsteinhorn 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz, w trakcie mojego pobytu, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartłomiej Berdel, Jakub Nowak, Jan Wołek, Mirosław Pindel; z STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; z SW Piotr Słupiński; z WKTJ Urszula Kotewa; momentami także Miłosz Dryjański z KKS. W chatce pod Lampo spotkaliśmy także Agnieszkę Gajewską i Krzysztofa Recielskiego (SW) z córką oraz bliżej nieznanego mi Podobasa|10 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
Po raz czwarty już miałem przyjemnosć krótko uczestniczyć w wyprawie eksploracyjnej Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini ''Feichtnerschachthöhle''. Jaskinia ta znajduje się na terenie kurortu narciarskiego na lodowcach pod górą ''Kitzsteinhorn'' (3203). Dzięki uprzejmości firmy ''Gletscherbahnen Kaprun AG'', zarządzającej tym kurortem, baza wyprawy KKTJ zlokalizowana jest w centrum usługowo-gastronomicznym dla narciarzy na wysokości 2452 m npm. W podziemnej cześci tego obiektu, stanowiącej infrastrukturę socjalną dla pracowników całej stacji narciarskiej, dla uczestników wyprawy dostępne są ogrzewane pomieszczenia do spania, ubikacje, prysznic oraz sieć WiFi. Z całą pewnością jest to jedna z najbardziej komfortowych zimowych wypraw jaskiniowych na świecie. Co warte uwagi, specyficzny jest także rodzaj skały, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie. Jest to tzw. margiel mikowo-wapienny, skała z jednej strony dosyć słabo rozpuszczalna przez wodę, a z drugiej bardzo twarda i niszczycielska dla sprzętu. Zimą otwory są zasypane śniegiem i trzeba je odkopywać. Na szczeście głównie przy użyciu ratraka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność jaskiniowa w tym roku skupiona była (jest) na wspinaczce w kominach nad tzw. ''Kryształową Galerią'' oraz w tzw. ''Galerii Srebrnej Wody''. Obydwa te tematy potencjalnie mogą prowadzić do nowych otworów jaskini. Ja, w zespole z Bartkiem Berdelem z biwaku na głębokości ok. -450 m atakowałem ten pierwszy. W założeniu mieliśmy deporęczować te kominy, ale okazało się, że możliwa jest dalsza wspinaczka do góry. Była to dosyć męska przygoda, bo z biwaku było dosyć już daleko na &amp;quot;przodek&amp;quot;. Na każde z dwóch wyjść musieliśmy podejść ok. 370 metrów do góry na linach. Łącznie podczas pobytu pod ziemią wspięliśmy 35 m, prawie całkowicie hakowo (wiertarka). Z pomiarów w jaskini oraz dostępnego nam trójwymiarowego modelu powierzchni terenu wynikało, że znajdujemy się praktycznie parę metrów pod powierzchnią ziemii. Coż, nie udało się nam przebić, ale nie jest to niczym dziwnym. W rejonie, w którym potencjalnie miałby znajdować się nasz &amp;quot;nowy otwór&amp;quot; jest znanych od powierzchni kilka lejów, które jednak kończą się zawaliskami. O tej porze roku na dodatek zasypanych paroma metrami śniegu. Wracając do niszczycielskiego charakteru tutejszej skały - na wyjściu na powierzchnię ja przetarłem croll'a, a mój partner gdzieś po drodze wytarł aluminiową rolkę Petzl'a &amp;quot;do śrubki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na dosyć krótki pobyt, w zasadzie po wyjściu z biwaku zostały mi niecałe trzy dni na powierzchni. Miałem ze sobą narty skitourowe, ale nie zdołałem zbytnio ich użyć. Chociaż Furek wymyślił bardzo ciekawą trasę na pobliski szczyt Hocheiser, ze względu na duże zagrożenie lawinowe poprzestałem tylko na solowej, tradycyjnej już popołudniowej wycieczce na szczyt Grosser Schmiedinger, górujący nad wschodnią częścią terenów narciarskich (500 Hm).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wyprawa cały czas jeszcze trwa. Kolejna ekipa, wspinając dalej komin, dotarła do zawaliska i tym sposobem definitywnie zakończyła naszą wspinaczkę. Jaskinia &amp;quot;puszcza&amp;quot; jednak ciągle w tym rejonie obejściami, a także wspominaną już Galerią Srebrnej Wody. Trzymam kciuki. No i trochę mi szkoda, że już mnie tam nie ma... Oby udało się znowu za rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, skitour w Goldberggruppe|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i os. tow.|08  - 10 03 2013}}&lt;br /&gt;
Ola wpadła na świetny pomysł, żeby mój wyjazd na wyprawę połączyć z szybką akcją ski-tourową. Na bazę wybraliśmy położoną na wysokości 2446 mnpm ''Hagener Hütte''. Jest to schronisko Alpenverein położone w Wysokich Taurach, w okolicy szczytu Goldberg. Chatka stoi na przełęczy, przez którą rzekomo starożytni Rzymanie poprowadzili niegdyś drogę. W zimie główny budynek schroniska jest zamknięty, ale dla skiturowców i ambitniejszych turystów Alpenverein udostępnia otwarty dla wszystkich schron zimowy, czyli sypialnię na ok. 20 osób, stół i ławę. Czegóż więcej trzeba? Jak okazało się na miejscu, schron był chwilowo w remoncie. Co miało i pewne minusy (zdemontowany piecyk i brak możliwości ogrzewania), ale i poważne plusy (nocleg za 0 EUR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek podeszliśmy do tej upatrzonej uprzednio chatki z parkingu w ''Bad Sportgastein''. Był dosyć twardy śnieg i zaliczyliśmy parę wywrotek na podejściu, ale przynajmniej dopisała nam ładna pogoda. Ponieważ byliśmy dosyć zmęczeni po nocnej podróży i morzył nas sen, pierwszego dnia poprzestaliśmy jedynie na dotarciu do chatki (860 Hm) i błyskawicznej wycieczce na upatrzony z chatki, nienazwany pik (może parędziesiąt metrów przewyższenia). Za to sobota upłynęła nam na całodniowej naciarskiej przygodzie, i to &amp;quot;na lekko&amp;quot;. Najpierw zjechaliśmy niejako na drugą stronę przełeczy do schroniska ''Jamnig Hütte'' (nieczynnego, 1748), skąd następnie weszliśmy na przełęcz ''Ulschartl'' (2491), zjechaliśmy po miękkim śniegu do wysokości ok. 2 000 m, a dalej za namową Oli jeszcze podeszliśmy na ''Greilkopf'' (2579), aby potem granią zjechać z powrotem do naszej bazy. Wszystkiego razem wyszło ok. 1350 m przewyższenia. Choć pogoda trafiła się lepsza niż w prognozach, okna w chmurach z ładnymi widokami pojawiały się tylko na chwilę. W każdym razie, przez większość czasu nic się z nieba na nas nie lało ani nie sypało i z tego się cieszyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się podczas ostatniej nocy naszego pobytu. Już pod wieczór zaczęło intensywnie śnieżyć i na twarde podłoże nasypało ok. 20 - 30 cm świeżego puchu. Celem na niedzielę stał się wobec tego tylko zjazd z powrotem do samochodu. Mimo tak prostego planu, najedliśmy się sporo strachu. Słaba widoczność z rana zmusiła nas do zjeżdżania z GPS-em w ręku. Na dodatek towarzyszyły nam grzmoty schodzących nieopodal lawin. Nie przesadzam. Z pewnością gdybyśmy byli w dolinach, a nie wysoko na przełęczy, tego dnia nie wybralibyśmy się w góry. Na szczęście znowu się udało. W około godzinę pokonujemy 800 m zjazdu, a następnie samochodem udajemy się gościńca pod jaskinią ''Lamprechtsofen''. Tam, po uczczeniu naszego szczęśliwego powrotu z gór wysokokalorycznym kakao z bitą śmietaną, rozdzielamy się - Ola wraca do Polski, a ja czekam w chatce pod ''Lamprechtsofen'' na przyjazd ekipy z KKTJ-u. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRALIA: wypad do Sydney|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 02 - 27 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz pobyt w Australii ograniczył się do szybkiego wypadu z lotniska do Sydney. Tym niemniej spędzamy tu noc na spacerowaniu i ranek następnego dnia. Bardzo piękne &amp;quot;city&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#AUSTRALIA:_krotki_epizod&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FAustralia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHILE: w Cordiliera Central|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|15 02 - 25 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chile to fantastyczny kraj dla takich ludzi jak my. Wysokie góry, pustynie, wulkany, ocean a na południu nawet jaskinie. Również dobre jedzenie i jakoś tak bardziej europejsko (tu akurat nie wiem czy to dobrze czy źle, zależy jak na to patrzeć). Robimy tu kilka górskich wycieczek w okolicach Cerro Plumo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHILE:_Andy_-_w_Cordiliera_Central&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChile&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Ciszewski (KKTJ)|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Nareszcie weekend ze znośną pogodą w Tatrach. Najpierw podeszliśmy na Ciemniak przez Adamicę i Piec, a następnie zjechaliśmy z Twardej Kopy do Doliny Tomanowej. Było jeszcze dosyć wcześnie, wobec czego Furek zaproponował &amp;quot;szybkie&amp;quot; wejście na Ornak. W każdym razie, to nie ja na to wpadłem! Na początku szlaku na Iwaniacką Przełęcz dopadł mnie lekki kryzys energetyczny, ale od Przełęczy już jakoś poszło i w promieniach zachodzącego za górami słońca osiągnęliśmy i ten szczyt. Było tam naprawdę malowniczo. Niezła widoczność, gra słońca i chmur i brak ludzi. Warunki zjazdowe umiarkowanie dobre. Na ogół były betony, ale czasami pokryte cienką warstewką na której narty &amp;quot;jakoś łapały&amp;quot;. Szczególnie początek zjazdu z Twardej kopy był bardzo miły. Jak można się domyślić, cała wycieczka zmęczyła nas konkretnie. Zabrakło nam raptem 50 metrów do przejścia 2 km deniwelacji. Dzień zakończyliśmy zasłużonym, uroczystym obiadem w &amp;quot;Adamo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na marginesie. Ciekawe były słowa ostrzeżenia przed lawinami, które otrzymaliśmy od mijanych po drodze na Ornak turystów. Północny stok Ornaku, którym prowadzi szlak, rzekomo pękł w poprzek (w pionie) i, jak nam opowiadano, mamy uważać, bo czort wie, co tam się może zdarzyć. Po bliższej inspekcji potwierdziło się nasze wstępne podejrzenie że to przecież wszystko tak nie działa. Pionowe pęknięcie okazało się być śladem po zjeździe z czekanem po betonowym śniegu, co stwierdziliśmy obserwując wyraźny odcisk od czterech liter w jego górnej części.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy późno bo o 3.00, chciałem wyjechać o 1.00 ale Damian przekonał mnie, że nadrobimy te 2 godzinki podczas wspinaczki, bo na podejściu raczej to niemożliwe:). Pogoda i warunki śniegowe idealne, szybki  odpoczynek w schronisku i obowiązkowy  wpis w książce wyjść. Przed nami na drogę Potoczka (III) wyruszyły 2 zespoły, miały one nad nami godzinę przewagi. Niestety  okazało się pod ścianą, że jesteśmy w kolejce dopiero na 4 miejscu. Czekamy cierpliwie jakieś 20-30min., ale widząc ,,szybkość’’ 1 zespołu decydujemy się zaatakować sąsiadkę czyli drogę Głogowskiego (III). Była to zdecydowanie bardzo dobra decyzja, piękne i wymagające wspinanie na 2 pierwszych wyciągach wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy(brak snu i dłuuugie podejście). Droga ta pokazała mi, że także ze wspinania zimowego można czerpać sporo przyjemności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne, skitour |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek (os. tow.) |24 02 2013}}&lt;br /&gt;
Skrzyczne stało się w tym sezonie najmodniejszym klubowym celem zimowym w Beskidach :). Tym razem na odpoczynek w schronisku docieramy zielonym szlakiem z centrum Szczyrku. Nadchodząca wiosna daje się mocno odczuć, niestety...Śnieg stał się już dość mokry i znikał w oczach.Przez całą wycieczkę było b.ciepło, czasem nawet słonecznie.  Początkowo zjeżdżamy trochę lasem, ale dość szybko wracamy na nartostradę (na której warunki do zjazdu fatalne...). Zgodnie z planem była to &amp;quot;szybka akcja&amp;quot; - o 14.30 zaparkowałam pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Missiones, Corrientes i Mendosa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|28 01 - 15 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym kraju znalazłem się po raz drugi. W Missiones odwiedziliśmy wodospady Iguazu, stare redukcje jezuckie w San Ignacio, polonię w Wandzie. Potem autobusem przedostaliśmy się na zachód kraju gdzie odbyliśmy wycieczki rowerowe w Andach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#ARGENTYNA:_Wodospady_Iguazu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FArgentyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PARAGWAJ: nie trzeba się śpieszyć|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 - 28 i 30 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paragwaj to taka Albania Południowej Ameryki. Na Paranie kwitnie zapewne kontrabanda a wiele ciekawych rzeczy można kupić na paragwajskim brzegu. Nasze 2 krótkie pobyty w tym kraju sprowadzały się do przejechania do promu na Paranie oraz bardzo ciekawy rajd do wodospadu Nacunday. Tu szersze opisy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#PARAGWAJ:_W_poszukiwaniu_wodospadu_Nacunday&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FParagwaj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRAZYLIA: rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu), w części jaskiniowej uczestniczyli członkowie Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas - Jose Mario Budny, Henrique Pontes, Lais Mosqueto  |02 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brazylia to pierwszy kraj w naszej wokółziemskiej podróży, który przemierzyliśmy na rowerach z Rio de Janerio do Foz do Iguazu. Po drodze odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. W części jaskiniowej wyprawy spotkaliśmy się z członkami klubu z Ponta Grossa - Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas ( http://www.gupe.org.br/#! ). Razem z Mario, Henrique i Lais odwiedziliśmy kilka studni wymytych w skałach krystalicznych oraz jaskinie krasowe. Zostaliśmy tu bardzo mile przyjęci. Więcej szczegółów dot. wyprawy można przeczytać tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#BRAZYLIA:_w_jaskiniach_Ponta_Grossa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBrasil&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3413</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3413"/>
		<updated>2013-06-23T15:21:57Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koszmarnie długie a czasem wnerwiające dojście. Do jaskini dotarliśmy zjazdem od góry. Akcja załamała się już na pierwszym zacisku. Nad pierwszą studnią las lodowych stalaktytów (aby przedostać się dalej część z nich trzeba było strącić). Nasze gabaryty trochę zniechęciły nas do dalszych prób. Mimo wszystko wyjazd wypruł z nas wiele sił. Cały sprzęt do dziury rozłożony tylko na dwie osoby. Po drodze urozmaicone warunki pogodowe: piękne słońce, burza, na wychodzeniu ścianą zlewa z gradem, gęsta mgła i znów słońce. W każdym razie na dole czuliśmy wszystkie mięśnie jak po sytej akcji. Po ostatniej śnieżnej zimie warto chyba do tego systemu pójść ciut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina,Dorota, Michał(WKTJ),Piotrek (os.tow.)Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15-16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Misja odzyskania auta nieco się przedłużyła:). Fala kulminacyjna w Decinie miała prawie 11m wysokości, normalny poziom wody w Łabie wynosi 3m, a przy poziomie 4m droga dojazdowa do miejscowości Dolni Żleb zostaje zalana. Po szybkich obliczeniach wychodzi,  że na drodze 6 czerwca  było 7m wody!!!. Tak więc przez 2 tygodnie z wielką uwagą śledziliśmy poziom wody. Plan wstępny był taki żeby w piątek odebrać auto, niestety poziom Łaby był o 0,5m za wysoki. Tak więc zdecydowaliśmy się na wspin sobotni w Sokołach, a wieczorem podjechać już w okrojonym składzie po auto. Na miejsce dotarliśmy po 24.00, okazało się że droga jest nadal zamknięta. Nie dając za wygraną sprawdzamy sami czy da się przejechać, na szczęście okazało się że na droga jest zalana tylko w kilku miejscach (a nie na odcinku 2km), a głębokość wody nie przekracza poziomu rury wydechowej czerwonego Ferrari którym ruszyliśmy na misję ratunkową. Właściciel baru pod którym zostawiliśmy auto nie wierzył że przejechaliśmy drogą asfaltową(dojazd do wioski przez 2 tygodnie był możliwy jedynie drogą terenową prowadzącą przez góry), wiec przypuszczam że jako pierwsi przejechaliśmy ten odcinek autem (ślady jazdy rowerem widzieliśmy po drodze). W drodze powrotnej przyjrzeliśmy się  jaki był poziom wody, faktycznie różnego typu zabrudzenia i trawy były  widoczne do wysokości 7m  na kratowym słupie wysokiego napięcia, po prostu strach się bać!!! W niedziele z samego rana wracamy w Sokoliki, gdzie budzimy resztę ekipy aby nieco się jeszcze powspinać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Jakubina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.), Paweł Berg (os. tow.), Wojciech Jajko (os. tow.), Anna Kempna (os. tow.)|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dol. Chochołowskiej przez Trzydniowiański, Kończysty, Jarząbczy na Raczkową Czubę (2194) po stronie słowackiej (szczyt też ma nazwę Jakubina). Zejście przez Jarząbczą dolinę do Chochołowskiej. Cały dzień dobra pogoda. Ludzi na tym szlaku bardzo mało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w dol. Kobylańskiej| Pacyfa, Marcin, Sławek, Ania, Sebastian, Ala, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Cały dzień wspinamy w dol. Kobylańskiej. Ze względu na duchotę nie szalejemy z wycenami:)&lt;br /&gt;
Z Alą odwiedzamy jeszcze wąwóz Podskalański w okolicach Tomaszowic z jaskinią Borsuczą (zalane wejście) i Wielką Skałą.&lt;br /&gt;
Wracamy przez Olkusz - bardzo długi korek za Sławkowem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: śladami Witolda Henryka|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 - 16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Ze szlaku na Krywań wchodzimy do Suchej Doliny Ważeckiej. Stamtąd na Niewcyrską Przełęcz (2270), do Doliny Niewcyrka (nocleg) a następnie przez Dolinę Koprową do Trzech Studniczek i z powrotem do samochodu. Pogoda dopisała. Było jakoś dziwnie duszno, ale na głowy nie spadła nam ani kropla deszczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że wyczerpujący tydzień w pracy odbił się na tempie naszego poruszania się. W każdym razie, w pewnym sensie udało się nam wypocząć. W niedzielę dodatkowo przypomnieliśmy sobie smak słowackiej kuchni. Na drogach wielki ścisk. Jak tylko zobaczyliśmy kolejkę do bramek w Balicach, to natychmiast skręciliśmy na Olkusz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Anglia: Peak District - spacery po rejonie Dark Peak|Wojciech, Aleksandra i Zosia Rymarczyk |03 - 14 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z gościnności mojej siostry i jej domowników spędziliśmy urlop w Tintwistle – małej miejscowości położonej w północnej części Anglii (ok. 30 km na wschód od Manchesteru), u samych stóp Gór Pennińskich, tuż przy granicy z parkiem narodowym Peak District. Pogoda nas zaskoczyła i oprócz jednego dnia typowo angielskiej pogody mieliśmy aż 10 dni słońca i to jakiego – wróciliśmy spaleni!!! tym samym prawdopodobnie wykorzystaliśmy tegoroczny limit pogodowy dla tego rejonu (jeśli nie dla całych wysp)!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Peak District jest najstarszym parkiem narodowym w Wielkiej Brytanii i wg niektórych źródeł najczęściej odwiedzanym. Jednak nie odczuliśmy tego zupełnie. Przestrzeń, pustka i wiatr – to chyba określenia najlepiej oddające charakter tego miejsca. I podobno mgła (nie dane nam jednak było się o tym przekonać), z powodu której w czasie II wojny rozbijały się wojskowe samoloty, których wraki znajdowane są do dziś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na nasze możliwości teren okazał się idealny. Poza mniejszymi spacerkami po okolicznych wrzosowiskach, polach, łąkach, wśród baranów, owiec, krów, gęsi (ścieżki turystyczne prowadzą tam prawie zawsze przez czyjeś pole – i nikt nie robi żadnych problemów (jest porozumienie między właścicielami i parkiem) – trzeba tylko pamiętać , żeby zamknąć za sobą furtkę), udało nam się przejść dwie większe trasy zdobywając najwyższe w rejonie dwutysięczniki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tintwistle – Bleaklow – Glossop – Hadfield – Tintwistle&lt;br /&gt;
Po porannej krzątaninie i codziennej dawce integracji z Rumcajsem (wielkim, puchatym owczarkiem podhalańskim), której Zosia za nic w świecie nie mogła odpuścić, udało nam się wyjść lekko po 12. Początkowo nasza trasa wiodła w górę rzeki Etherow, wzdłuż rezerwuarów i dość długo kluczyła licznymi pastwiskami. Ten odcinek był najtrudniejszy orientacyjnie, przez co często zatrzymywaliśmy się, żeby zweryfikować trasę z mapą. W końcu i tak wyszliśmy z pól w złym miejscu (ja przy okazji rozdarłam sobie spodnie o drut kolczasty). Po ponad godzinie wędrówki weszliśmy we właściwą dolinę i zaczęliśmy podejście. Uff. Widoki zaczęły robić się coraz ciekawsze jednak wkrótce musieliśmy zrobić pierwszy postój. Po krótkim odpoczynku, pełni optymizmu ruszyliśmy dalej, mimo żaru lejącego się z nieba (sołońce swietit, stoit strasznaja żara – mniej więcej tyle zostało mi po wakacjach sprzed 2 lat, gdy wypisywaliśmy kartki do domu;). Na szczęcie wiał orzeźwiający wiatr. Góry okazały się bardzo rozległe i bardzo..... płaskie w górnych partiach; powoli też zaczynało do mnie docierać jak długa jeszcze droga przed nami. Po osiągnięciu szczytu Bleaklow (oznaczonego wielkim kopczykiem - inaczej trudno byłoby znaleźć najwyższy punkt całego płaskowyżu), liczącego coś 2077 - ale stóp (czyli 633 m npm) i zorientowaniu kierunków mkniemy w dalszą drogę. Drugi postój przy strumieniu robimy nieco przykrótkawy z obawy przed nieubłaganie uciekającym czasem. Jednak równowaga w przyrodzie musi być zachowana... Zosia kategorycznie odmówiła więc dalszego transportu w chuście oraz wszelkimi innymi metodami (w tym pod pachą) i skoro postój był za krótki to ona pójdzie dalej sama. No i tak szliśmy :) i szliśmy.... ważne że do przodu! Nie to, że groził nam zachód słońca, o nie! Tam jest jasno do 23. Bardziej baliśmy się, że ucieknie nam ostatni pociąg i że będziemy zbyt zmęczeni żeby w ogóle do niego dojść! (tj. ja). Dzięki temu jednak mogliśmy w spokoju popodziwiać naprawdę ciekawe i niespotykane u nas krajobrazy. Niedługo przed skrętem ze Szlaku Pennińskiego, którym do tej pory szliśmy na ścieżkę do Glossop (na pociąg) natknęliśmy się na ornitologa z Nottingham, który zapytany &amp;quot;jak daleko jeszcze...&amp;quot; po dłuższym namyśle i obracaniu mapy na wszelkie sposoby odparł, że nie wie, ale że chętnie zawiezie nas do Glossop. :D Do głównej drogi było raptem 10 min spaceru, tymczasem do miasta dreptalibyśmy jeszcze dobre 1,5h. Po drodze pokazał nam jeszcze siewkę złotą i skowronka, po czym już przy samochodzie zorientował się, że gdzieś „posiał swój kijek i z misją dostarczenia nas do Glossop wysłał swoją żonę. Na stacji lądujemy dość szybko i od razu łapiemy pociąg, który po 6 min. dowozi nas do Hadfield. Jeszcze tylko 20 min spaceru i jesteśmy „w domu”. To się nazywa szczęście spotkać tak bezinteresownych ludzi! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
The Grouse – Burnt Hill – Mill Hill – Kinder Scout – The Grouse&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugą wycieczkę podjeżdżamy busem i wychodzimy wprost na ścieżkę prowadzącą na Burnt Hill. Zośka zmęczona duchotą i ciepłem zasnęła, a my szybciutko osiągamy, wpierw Burnt, a potem Mill Hill. Już stąd rozpościera się piękna panorama na pobliskie wioski i miasteczka oraz Manchester! Od tej chwili wiatr urywa głowy i mocno skuleni wdrapujemy się na Kinder Scout (najwyższy szczyt Peak District, liczący 2087 ft – czyli całe 636m npm :), na którym stajemy po ok. 15 min. Szybko znajdujemy jakąś dziurę w ziemi i tam rozbijamy się obozem. Zośka prostuje kości i likwiduje nasze zapasy żywnościowe, a my robimy zdjęcia, napawamy się widokami i odczytujemy nazwy przewoźników z burt i skrzydeł samolotów kołujących powoli w kierunku lotniska w Manchesterze. Na szczycie spędzamy ok. 40 min. i  pospiesznie pakujemy graty bo z południa nadciąga ZŁO. Po około 10 min. zejścia deszcz łapie nas i towarzyszy nam prawie do samego końca wędrówki. Ponieważ dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej ograniczeni czasowo (łączony transport publiczny) musimy się uwijać. Schodzimy w rekordowym tempie i na szczęście łapiemy się na busa który wiezie nas na pociąg do Glossop. Wypad bardzo udany – świetna trasa, niezwykłe widoki i piękne chmury – jeszcze długo w noc wspominamy wrażenia minionego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli kończy się nasz czas w Anglii. Na koniec jeszcze odwiedzamy pobliskie skały i nieśmiało się do nich przystawiamy (mamy topo). Podobno sam rejon jest dosyć chętnie odwiedzany przez angielskich wspinaczy. Jest tam wiele naturalnych skałek i całe mnóstwo opuszczonych kamieniołomów. Z ciekawostek jeszcze można dodać że cały Penine Way liczy ponad 430 km – zaczyna się w angielskim Edale a kończy w Kirk Yetholm w Szkocji. Będzie co robić na zaś!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zabrze Grzybowice - spotkanie Dino-speleo|z RKG: Henryk Tomanek (gospodarz imprezy), Zygmunt Zbirenda, Bianka Fulde-Witman, Basia i Tadek Szmatłoch, Adam i Brygida Wilkoszyńscy, Wanda Jewdoszuk, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard i Marzenna Widuch, Anna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog z Jolą |15 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczne spotkanie dawnego środowiska Spleoklubu Gliwice, którego członkami byli starsi koledzy obecnego RKG. Więcej szczegółów w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: dolina Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|13 06 2013}}&lt;br /&gt;
Zwiedzamy stare opactwo na Tyńcu. Skały, na których stoi klasztor są obite (stare kolucha), jest kilka ciekawych dróg. Ze względu na wyskoki poziom Wisły promy na rzece nie kursują. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Ryszard Widuch, Tadeusz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Łukasz Majewicz, Łukasz Kowalkowski|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Sobotni dzień, w którym pod opieką Ryśka i Tadka po raz pierwszy odwiedziliśmy jaskinię tatrzańską, zaczął się dla nas o godz. 5.00. Celem wyprawy były Partie Królewskie w Jaskini Czarnej. Nieco ponad godzinie później maszerowaliśmy już w Dolinie Kościeliskiej. Samo podejście pod otwór wycisnęło z nas trochę potu. Po przygotowaniach rozpocząłem zjazd i poręczowanie z otworu głównego. Następnie przemierzaliśmy kolejne przestrzenne sale i korytarze, z których największe wrażenie wywarła chyba sala Francuska. Co było do łatania, to zaopiekowali się tym Ksawery z Łukaszem. Tutaj znowu najciekawszymi etapami był chyba trawers Herkulesa, który wygląda trochę inaczej niż na zdjęciach oraz Komin Węgierski.  Tym sposobem dotarliśmy do upragnionych Partii Królewskich, w których rzeczywiście jest coś z ich nazwy. Po zjeździe nad Studnią Smoluchowskiego rozpoczęła się droga powrotna. Światło słoneczne zobaczyliśmy ponownie w okolicach godz. 17.00 – 17.30. Następnie pozostało już tylko błotniste zejście do doliny, powrót na kwaterę i droga powrotna do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spała: Walne Zgromadzenie Delegatów PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 9 06 2013}}&lt;br /&gt;
W weekend miało miejsce sprawozdawczo-wyborcze zgromadzenie PZA. Pierwszego dnia występowałem jako członek ustępującego Zarządu. Nawet udzielono nam absolutorium. Drugiego dnia zmieniłem role, zwolniony z obowiązków członka Zarządu pobrałem mandat stając się reprezentantem naszego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja, co ciekawe, niespodziewanie koncentrowała się na szkoleniu. Kontrowersyjne sprawy typu Golden Lunacy czy Broad Peak były zupełnie na marginesie. Marek Kujawiński, delegat z AKG Łódź, złożył kilka ciekawych pomysłów, które m.in. mają ułatwiać życie instruktorom PZA pracującym w klubach (zamiast na własny rachunek). Problem w zasadzie dotyczy wspinaczki powierzchniowej. Dyskutowano także o organizacji kursu instruktora Narciarstwa Wysokogórskiego (może ktoś w klubie się skusi? no?!). Podjęto decyzję o utworzeniu w ramach PZA Komisji Ochrony Przyrody pod przewodnictwem Miłosza Jodłowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się wybory nowych władz. Mimo składanych mi propozycji, tym razem nie kandydowałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na mój dobry kontakt z klawiaturą, to było już trzecie Zgromadzenie, które protokołowałem na bieżąco. W dwa dni zapisałem 19 stron, wobec czego do domu wróciłem z poważnym bólem głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspin w Rzędkowicach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Rejon wybrał Damian (poważnie!!!), ja tylko wybrałem poszczególne skałki. Zaczynamy od szeroko zakrojonych poszukiwań Leśnej Turni, po jakiś czasie błądzenia (podejścia w Tatrach bywają krótsze) odnaleźliśmy ją w końcu. Skałka wygląda okazale, aż nie chce się wierzyć że wcześniej tu się nie wspinaliśmy. Ze względu na wyczerpanie organizmu wielokilometrowym podejściem wspinamy jedynie dwie drogi Zza drzewka (VI.1+), oraz Negatyw (VI.1+). Obie ładne, ale wydawały nam się jakieś trudnawe. Potem szybka wstawka kontrolna w palczastą drogę na Solidarności pokazuje, że naderwane palce jeszcze nie są do końca wyleczone. Na koniec dnia przenosimy się na Flaszkę, gdzie dla poprawy humorów prowadzimy w lekkim deszczu Kant Flaszki (VI.1) oraz Prostowanie świni (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: jaskinie Parku Apuseni|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii wypoczynkowych – &lt;br /&gt;
Ola zabiera mnie z Wirka, gdzie witamy się jeszcze z Damianem, którego prawie namówiliśmy żeby pojechał z nami. Z Katowic wyjeżdżamy przed 22:00. Wybieramy drogę przez Nowy Sącz i po około 8 godzinach docieramy do Sudrigiu, gdzie w siedzibie Parku Narodowego Apuseni odbieramy pozwolenia i otrzymujemy wszelkie informacje pomocnicze, w tym o warunkach wodnych w jaskiniach („… uważajcie bo jest dużo wody”).&lt;br /&gt;
Po wizycie u strażników, jedziemy prosto pod otwór jaskini Coiba Mare w wiosce Garda de Sus. Samochód zostawiamy 2 min. drogi od otworu jaskini. Już sam otwór jest dość imponujący – kilkudziesięciometrowy portal skalny, do którego wpływa górki potok. Zimna woda skutecznie wybudza nas ze stanu uśpienie po trudach podróży. Atrakcji w jaskini dostarczają piękne nacieki, zjazd kilkunastometrowym wodospadem i syfon doszczętnie zawalony belkami drewna, które ponoć przytargała tu woda z Coiba Mica – daje to trochę do myślenia o sile rwącej wody przepływającej przez jaskinię.&lt;br /&gt;
Po akcji udajemy się na Poiana Glavoi/la Grajduri, gdzie zakładamy bazę wypadową na kolejne dni. Namioty udaje nam się rozbić w jeszcze dobrej pogodzie. Lecz po krótkiej chwili wali już gradem. Na szczęście chowamy się pod drewnianą wiatą. &lt;br /&gt;
Dzień kończymy wspólną kolacją, którą serwuje nam Tomek Pawłowski z KW Kraków - Dzięki Tomku za wyśmienite smaki kuchni regionalnej:). Tomek, jako stały bywalec tutejszych jaskiń udziela nam cennych informacji o tutejszych jaskiniach, warunkach hydrologicznych, a nawet zwyczajach tutejszej ludności i relacjach między grotołazami węgierskimi  i rumuńskimi.&lt;br /&gt;
Na drugi dzień zaplanowaliśmy odwet za porwany gumiak Mateusza podczas akcji w Cetatile Ponorolui rok temu. Z powodu wysokiego stanu wody, poręczujemy już samo przejście przez rzekę wpadającą do jaskini. Dalej nawet puszczało, choć trzeba było stale uważać na rwący nurt.  Sama jaskinia bardzo urodziwa. Otwiera ją imponujący portal o wysokości ok. 70m! Początkowe partie jaskini stanowią kaskady, następnie woda rozlewa się szeroko i w spokojnej już wodzie podziwiamy grę światła wpadającego z kolejnych otworów. Potem już na przemian trochę kaskad, trawers ze zjazdem do głębszej już wody i chwilę później brakuje nam już lin, a nurt jest zbyt szybki żeby poruszać się bez żadnych zabezpieczeń. &lt;br /&gt;
Akcję kończymy dość wcześnie więc po rozwieszeniu mokrych rzeczy, udajemy się na spacer po okolicy. Po 20 min. docieramy na Poianę Ponor,  na której znajdują się charakterystyczne dla obszaru krasowego okresowe jeziorka (polje/polja). Miejsce bardzo malownicze. Nad wodą znajdują się skałki obite i gotowe do wspinania.&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia Tomek zabiera nas do jaskini Peștera de la Zapodie. Niestety po kilku zjazdach lód zamyka korytarz uniemożliwiając nam odwiedzenie dalszych – ładniejszych partii. Żeby nie zmarnować akcji, pomagamy Tomkowi w wymianie punktów i trochę zmarznięci i z lekkim niedosytem wracam na biwak.&lt;br /&gt;
Popołudniu znów wybieramy się na wycieczkę po okolicznych lasach. Tym razem odwiedzamy jaskinię Gheratul Focul Viu z dość imponującą kupą śnieżno-lodową. Do jaskini nie można wchodzić – zwiedza się ją z drewnianego balkoniku ustawionego przy otworze. Spacer trochę zaczyna się wydłużać z powodu braku mapy i tak przez przypadek natrafiamy na otwór jaskini Pestera Neagra i wychodzimy na początku polany Glavoi. &lt;br /&gt;
Po powrocie ze spaceru, na bazie zastajemy dziwne poruszenie. Po chwili okazuje się, że w jaskini Avenul Bortig doszło do wypadku z udziałem olkuskich kolegów. Na szczęście ratownicy z Salvamont’u odbywali nieopodal ćwiczenia, więc szybko zjawili się na miejscu wypadku i to w bardzo dużej liczbie – chyba z 30 ratowników. &lt;br /&gt;
Z opisu świadków, poszkodowany poślizgnął się na lodowym stożku i rozbił się o skałę. Efektem było złamanie ręki i nogi. Cała akcja ratunkowa trwała dobre 6 godzin, co daje do myślenia biorąc pod uwagę, że pod otwór jaskini było jedynie 30 min spokojnego marszu. A poszkodowany znajdował się na samym początku jaskini.&lt;br /&gt;
Po niespokojnym wieczorze, plany na ostatni dzień dobieramy jakoś bardzo „czujnie”. Propozycje Mateusza: &lt;br /&gt;
- Pestera Neagra – 5-6 godzin akcji&lt;br /&gt;
- Avenul Bortig – szybka akcja, ale jakoś tak dziwnie iść do jaskini gdzie, jeszcze przed paroma godzinami doszło do wypadku&lt;br /&gt;
Propozycje Oli i moje:&lt;br /&gt;
- a może coś innego…&lt;br /&gt;
W końcu decydujemy się na szybki kanion Oselu. Tomek zjeżdża z nami samochodem i pokazuje nam kaskady z dołu. Po krótkiej chwili namysłu decyduje się iść z nami, bo warunki wodne były optymalne. Cały kanion składa się z siedmiu kaskad, których wysokość dochodzi do około 20 metrów. Akcja rzeczywiście szybka, lecz mimo słonecznej pogody gdzieś w połowie kanionu zaczynam dygotać. Ostatni zjazd kończymy wśród widowni rumuńskich turystów. Szybkie suszenie i wracamy do Polski. Na miejscu jesteśmy jeszcze przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mógłbym się jeszcze rozpisać na temat rumuńskiego podejścia do ekologii i spraw obijania jaskiń ale może pozostawmy te sprawy w rękach rumuńskich parkowców i speleologów, w końcu chyba wszystko zmierza w dobrą stronę. &lt;br /&gt;
Podsumowując, w pamięci zostaną piękne nacieki, zabawy wodne i muzyka … gitarowe plumkanie Boba Dylana przy ognisku i bardzo głośne Guns n’ Roses puszczane z głośników samochodowych.&lt;br /&gt;
Muszę jeszcze dodać, że przed wyjazdem byłem rozdarty – wyjazd do jaskiń Rumuni czy wspinanie w dol. Łaby z Karolem. Wolałem jednak zmoknąć trochę w pięknych jaskiniach i wrócić jak cywilizowany człowiek samochodem, niż wspinać się na deszczu i porzucić pojazd lokomocji na pożarcie przez rdzę.&lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: wspin w Labaku część 1|Paulina Piechowiak(WKTJ),Paulina, Wojtek(osoby tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy nie pozostawiały złudzeń, leje wszędzie od Franken po Osp, od Sokołów do Tatr.  Ale napinka była tak duża, że nie było takiej możliwości aby odpuścić ten weekend. Wybieramy Labak, gdzie jeszcze nikt z nas się nie wspinał. Dojeżdżam do Wrocławia, gdzie odbiera mnie ekipa z Poznania. W Dolni Zleb  jesteśmy tuż po wschodzie słońca, dokładnie przeszukujemy całą wioskę, niestety campingu u Janka nie odnajdujemy. Decydujemy się na drzemkę w aucie, rano gdy wreszcie namierzamy camping okazuje się być on nieczynny. Ostatecznie zatrzymujemy się w u Kosti, 2 pokoje, łazienka po prostu All inclusive. Labak podobnie jak inne piachy jest obity oszczędnie (delikatnie mówiąc), niestety nikt z naszej ekipy nie posiadał psychy ze stali, dlatego też cele wspinaczkowe wybieraliśmy bardzo starannie, ilość ringów na odcinku 10 metrów była pierwszą rzeczą którą braliśmy pod uwagę . Poza tym pogoda nie pozwoliła nam na zbyt dużo, w sumie w ciągu weekendu mieliśmy około 10h okna pogodowego. Najczęściej mocno padało z krótkimi przerwami na totalną zlewę, mżawkę uznawaliśmy za chwilowe załamanie niepogody. Jednak mimo tej pogody nie przewidzieliśmy jednego, a mianowicie tego że Łaba może odciąć całą miejscowość od świata. W sobotę rano zorientowaliśmy się że jedyna droga prowadząca do miasteczka jest kompletnie zalana (0,5m głębokości wody na odcinku około 1km, stan wody wynosił 430cm). Pomimo długich i intensywnych poszukiwań innej drogi ewakuacyjnej nie znaleźliśmy. Nie pozostało nam nic innego jak zostawić samochód i przez Niemcy wrócić pociągiem do domów. Stan wody gdy wyjeżdżaliśmy oscylował w granicach 500cm(obecnie poniedziałek godzina 18.17 wynosi 675cm!!!)    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielka wyprawa - ostatnie dni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|21  - 26 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska to najpiękniejszy kraj świata. Okrążając naszą planetę wracamy po niemal 5 miesiącach do domu. Wystarczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis w WYPRAWACH:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#Wielka_wyprawa_-_ostatnie_dni&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lokalnej TV Sfera w programie ''Wydarzenia'' ukazała się relacja z finiszu wyprawy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.sferatv.pl/vod/wydarzenia/audycja/2556-wydarzenia-29-maja-2013.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Orzech - Powrót Taty|Basia, Aga, Tadek Szmatłoch, Tereska Szołtysik, Zyguś Zbirenda, Sonia i Heniek Tomanek z (?!) osobą towarzyszącą (nie wiem czy Heniowi czy Soni), Marzena i &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt; |26 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na miejscu dołaczyli do nas Damian Szołtysik i Krzysztof Hilus, którzy podobno objechali świat ale to nie jest pewne bo przyplątali się do naszego towarzystwa z nienacka i nie wszystko słyszałem co mówili, muszę przyznać że udało im się co prawda na chwilę być w centrum uwagi ale szybko wszystko wróciło do normy i znów JA byłem moderatorem eventu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia 25.05. miał miejsce wyjazd klubowy do miejscowości Orzech koło piekar śl. A zaczęło się dość niepozornie, ''JUŻ SĄ'' powiedziała Tereska do słuchawki, mają telefon z polską kartą, wykonuję szybki telefon, i w słuchawce słyszę dawno zapomniany głos, ''jesteśmy w Orzechu''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze zapisy o miejscowości Orzech znajdują się w księdze parafialnej kościoła św. Małgorzaty w Bytomiu i pochodzą z około 1224. Są to zarysy szkiców granic osady w pisowni Oreh w języku łacińskim. W 1277 biskup krakowski Paweł zakłada parafię kamieńską, do której zostaje włączona osada Orzech. Obecnie mieszka w miejscowości ok 1900 mieszkańców. W tym momencie następuje wiele zdarzeń spontanicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozwolę sobie skrótowo je opisać w wersji chronologicznej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) Marzena jedziemy?&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(Marzena) jedziemy!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzwonię do Tadka, ''jedziecie?''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(tadek) Basia warzy łobiod na jutro ale poczekej spytom ją, ja jadymy''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) przyjedźcie do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tadek) dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi telefon do Tereski,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) jedziesz''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) ale ja teraz jadę do teściowej z obiadem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra przyjedź zaraz po tym do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) no dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym czasie pukanie do drzwi, wchodzi basia i aga&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(basia) mocie pisak, bo momy baner &amp;quot;witamy w polsce&amp;quot; ale ino w ołówku''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) momy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili słychać - ''(basia) o kurcze  pisak przebił kartka i pomarasioł serwet''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(marzena) nie szkodzi''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(aga) fajny mocie widok z balkonu''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(teresa) już jestem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra jadymy na dwa auta, marzena czyści lodówkę bo na pewno są głodni.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy windą na parter, basi się podobało, a na dole zaskoczenie - dojechał ziga,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) cześć''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ziga) cześć jadymy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzech ul. Szkolna 4, jak się okazało ulica ma dziwny przebieg coś jak &amp;quot;S&amp;quot; na dolarze i nie było łatwo znaleźć nr 4 ale udało się. Dojechał jeszcze Heniek z towarzystwem no i jak już wspomniałem Damian i Krzysiek. Event miał miejsce na poboczu drogi, koło płotu wypasionej willi, dyskretnie odpaliliśmy szampana, trochę to wyglądało jak u Gombrowicza. Ja dyskretnie spoglądałem na zegarek (finał ligi mistrzów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''no to jadymy (ja)''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''no ja, musza dokonczyć łobiod (basia)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę że atmosferę spotkania pokażą zdjęcia, które mam nadzieję dołączą uczestnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie chciałbym wyrazić nadzieję, że mój opis pokaże młodzieży jak można zrobić coś z niczego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
rw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. już mam trzy komplety garnków turystycznych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 PS. mam pytanie do zarządu, czy to że moje nazwisko na liście do mosiru zostało napisane małymi literami to coś znaczy?&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fpowrot&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd do jaskini Koralowej oraz jaskini Wszystkich Świętych|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Tomasz Zięć; kadra: Mateusz Golicz, Karol Jagoda|25 05 2013}}&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu  było wejście do jaskini Koralowej i Wszystkich Świętych. Po zaparkowaniu samochodów na świeżo wyremontowanym parkingu leśnym i przebraniu się, pod przewodnictwem Asi ruszyliśmy w kierunku jaskiń. Po dotarciu do otworu jaskini Koralowej podzieliliśmy wstępnie zadania. W czasie gdy ja z Asią, Mateuszem i Łukaszem zajęliśmy się poręczowaniem całej jaskini Koralowej, Ksawery z Karolem i Tomkiem poręczowali studnię Warszawiaków w Wszystkich Świętych i trenowali elementy ratownictwa. Dotarli do nas pod koniec poręczowania WAR-u. Odwiedziliśmy jeszcze salę MMG i wracaliśmy na powierzchnię. Następnie wszyscy zjechaliśmy do jaskini Wszystkich Świętych.  W czasie poręczowania trawersu na most Herberta, kto jeszcze nie miał okazji do treningu ratownictwa, to sprowadzał bezpiecznie na dno ofiarę „zasłabnięcia” na linie. Jak już wszyscy, po emocjonującym trawersie, stanęli na wspominanym moście, rozpoczął się powrót. Gdy pierwsi z ekipy opuszczali już jaskinię, chętni jeszcze odwiedzili salę Peny z interesującym zamkiem z piasku (widać, że komuś kiedyś się nudziło w kolejce do liny). Około godz. 17.30 udaliśmy się z powrotem w kierunku parkingu. Podsumowując, każdy poręczował, deporęczował i ratował, a cały wyjazd był ciekawy i udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 37-lecie klubu w Piasecznie|Rodzina Jaworskich, Rodzina Szmatłochów, Rodzina Orszulików i dwie bestie,  Rodzina Widuchów, Rodzina Rymarczyków, Rodzina Dolibogów, Rodzina Pawlasów, Rodzina Szczurków ze znajomymi ze Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza, Ania Bill, Sławek Musiał, Piotrek Strzelecki, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Xawery Patryn, Asia Przymus, Sebastian Podsiadło – chyba nikogo nie pominąłem|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Kolejny już raz lecie odbyło się w dalekim Piasecznie. Obóz Nockowy rozbijamy na polanie w środku lasu. Ochronę dobytku [powierzyliśmy dwóm bestiom – ni to psy, ni to lwy … Problemy orientacyjne dały się we znaki wielu z nas. Niektórych trzeba było nawet wyciągać z piachu:)&lt;br /&gt;
W sobotę Karol z Damianem wspinają się na Okienniku Wielkim.&lt;br /&gt;
Reszta działa na skałkach przy obozie lub odbywa wycieczki piesze i rowerowe. Po przerwie obiadowej, Tadek zabiera kursantów do Jaskini Wielkanocnej – tym razem nikogo nie zasypało (chyba).&lt;br /&gt;
Wieczorem standardowe ognisko oraz oficjalne przyznanie prestiżowych nagród – SPITów. (lista laureatów ukaże się już niedługo w dziale aktualności).&lt;br /&gt;
Drugiego dnia kursanci ćwiczą poręczowanie pod czujnym okiem Tomka. Część osób udaje się do Podzamcza na wspin, część na wycieczki rowerowe. Reszta zaś, nie wiem co robi – może jednak kogoś tam zasypało…&lt;br /&gt;
Wspinaczka w Podzamczu kończy się wizytą w szpitalu (szczegóły dopowiedzą Karol z Damianem). Na szczęście nic poważnego się nie stało.&lt;br /&gt;
Cały weekend pogoda rewelacyjna. Bez kropli deszczu. Nawet co poniektórych delikatnie przysmażyło.&lt;br /&gt;
Dzięki wszystkim za przybycie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Walne Zgromadzenie Delegatów Klubów i Sekcji Taternictwa Jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach: Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ), Marcin Słowik (SŁ), Dariusz Lubomski (SKTJ); podczas obrad ok. 50 osób z całego tzw. jaskiniowego środowiska|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Zjazd przebiegał w niezwykle spokojnej, a może nawet sennej atmosferze. Jako że na zmiany w budżecie i tak już było za późno, dyskusje koncentrowały się wokół spraw Tatrzańskich, wyprawy centralnej, szkolenia, polityki w ramach PZA i promocji taternictwa jaskiniowego w szerokim świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrano nowy skład Komisji Taternictwa Jaskiniowego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed oficjalnym rozpoczęciem oraz w przerwach zrobiliśmy parę dróg na Bibliotece, jedną na Turni Motocyklistów i coś jeszcze na Górze Zborów. Na skałach generalnie tłumy - w końcu sezon w pełni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|UKRAINA: witaj Europo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|17 - 21 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie Europa. Nasza kochana Europa. Z Kijowa pędzimy w stronę polskiej granicy osiągając ją 3 etapach: 210 km, 198, 165 km. Do Polski wjeżdżamy w Zosinie. Szerszy opis w dziale WYPRAWY:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#UKRAINA:_witaj_Europo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FUkraina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KAZACHSTAN: góry, stepy i Szaryński Kanion|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|08 - 17 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszego pobytu w Kazachstanie odwiedziliśmy Kanion Szryński. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi. Bardzo piękny kraj. Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#KAZACHSTAN:_Gory.2C_stepy_i_Szarynski_Kanion&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FKazachstan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie &amp;quot;kartowanie dla zaawansowanych&amp;quot;|Kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Kursanci: Piotr Słupiński (SW); Ewa Wójcik, Kaja Fidzińska, Agata Klewar (KKTJ); Michał Filipiak, Krzysztof Najdek, Amadeusz Lisiecki (WKTJ); Paweł Jeziorny (WKGiJ); Karol Makowski, Marcin Słowik (SŁ); Zbigniew Tabaczyński (WKTJ/ST); Ireneusz Królewicz (AKG) |10 - 12 05 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach szkoleń centralnych, firmowanych przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego, zorganizowałem wspólnie z krakowskimi grotołazami szkolenie z dziedziny kartowania jaskiń oraz komputerowego przetwarzania danych pomiarowych. Szkolenie było przewidziane dla osób, które zetknęły się już wcześniej z kartografią jaskiniową - i rzeczywiście zdecydowana większość uczestników miała za sobą niejedną akcję pomiarową na niejednej zagranicznej wyprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza szkolenia była zlokalizowana w miejscowości Wielka Wieś pod Krakowem. Szkolenie składało się z czterech głównych bloków: obróbka danych w programie Survex, warsztaty szkicowania na papierze, wektoryzacja szkiców w programie Inkscape oraz kartowanie w systemie całkowicie elektronicznym (tzw. paperless - DistoX + PDA). Mniej więcej połowę czasu szkolenia zajęły ćwiczenia przy komputerach. Niektórych pochłonęły one tak bardzo, że dokańczali treningowe zadania późnym wieczorem, w czasie przewidzianym na odpoczynek i integrację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o zajęcia terenowe, to dzięki uprzejmości zarządcy jaskini, otrzymaliśmy na ich potrzeby dostęp do Wierzchowskiej Górnej. Zajęcia te obejmowały szkicowanie papierowe (pierwszego dnia) na bazie takiego samego dla wszystkich ciągu poligonowego. Następnie (drugiego dnia) tworzyliśmy szkice jaskini w systemie całkowicie elektronicznym. Udało się zgromadzić na tyle dużo sprzętu, że działaliśmy w standardowych, dwuosobowych zespołach. W wyniku ćwiczeń terenowych powstało zatem parę alternatywnych wersji planu jaskini. Być może uda się na ich podstawie opracować ciekawy materiał o różnicach w percepcji przestrzeni przez zaawansowanych kartografów jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: 52 dni w Kraju Środka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|18 03  - 08 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chiny przejechaliśmy rowerami oraz innymi środkami lokomcji od Honkkongu do Korghas. 6000 km. Celem głównym było zlokalizowanie interesujących terenów krasowych, odwiedzenie tiankengu Xiaozhai, spływ rzeką Li wśród mogotów. Trasa wiodła w większości przez tereny górskie, czasem wysoko. Szersza relacja:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHINY:_nie_tylko_kras&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Francuska majówka|Damian Żmuda, Paulina Piechowiak(WKTJ), Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|20 04  - 05 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja dostępna w dziale wyprawy. http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francuska_maj%C3%B3wka&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FFrancuska%20maj%F3wka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll - Jaskinia Majowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|01 05  - 03 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na długi weekend wybraliśmy się pod północną ścianę masywu Hoher Göll, eksplorować otwór który tam odnaleźliśmy w trakcie ubiegłorocznej wyprawy. Ciężar plecaków świadczył o tym, że była to męska akcja - namiot, śpiwory, szpej, 100 m liny, 15 spitów. Na wysokości ok. 1 500 m przy sympatycznym strumyczku wybudowaliśmy platformę i rozbiliśmy obóz. O dziwo otwór (na wysokości ok. 1 650) wystawał ze śniegu. &amp;quot;Puściło&amp;quot; nam ok. 50 metrów kaskadującej, soczewkowatej studni o przekroju na ogół ok. 4 x 2 m. Gdyby nie lejąca się woda, byłaby to bardzo przyjemna eksploracja - 10 metrów zjazdu i półka, kolejne 10 m, kolejna połka itd. Nieco nad zapiarżonym dnem, na szczelinie na której rozwija się jaskinia znajduje się okno, w które należałoby się wcisnąć i jechać dalej. Niestety zostało nam pewnie z 20 metrów liny, a i byliśmy już na tym etapie zupełnie przemoczeni. Deszcz który zastaliśmy tuż po wyjściu na powierzchnię nie poprawił naszej sytuacji. Potem padało przez kolejne 12 godzin, wobec czego następnego dnia w momencie kiedy opad nieco osłabł zwinęliśmy namiot i zeszliśmy do doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04  - 20 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po wielu planowanych weekendach w końcu się udało zrealizować wyjazd na trawers Czarnej. W składzie Rysiek, Łukasz i ja wybraliśmy się w sobotni wieczór w kierunku Zakopanego by następnego dnia rano ruszyć na wspomniany trawers. Pogoda była iście wiosenna, ale jak się okazało tylko przed tatrami. Na podejściu śniegu przybywało i było go na północnych ekspozycjach lekko ponad kolana. Pokrywa zw. na plusowa temp była na tyle słaba iż zapadała się pod nogami. Gdy dotarliśmy pod otwór w naszych głowach kiełkował chytry plan by chociaż zbliżyć się do czasu przejścia wspomnianego trawersu przez Mateusza i Karola i dodając sobie do ich czasu kilka h powiadomiliśmy stosowne osoby o alarmówce. Do dziury pierwszy zjechałem ja, a za mną Łukasz. Rysiu jadąc ostatni zwinął za nami wlotówkę. Dalej poleciało równie sprawnie poręczując na zmianę, Łukasz, ja, a nawet Rysiek. W związku z faktem iż w jaskini było wyjątkowo mokro (woda ciekła praktycznie po każdej ścianie) zdecydowaliśmy się nawet nie sprawdzać co się dzieje między Studnią Imieninową a Brązowym Progiem (gdzie przy obfitych opadach tworzy się jeziorko (w skrajnych przypadkach ponoć i syfon)) i od razu zjechaliśmy Studnią Imieninową na dno korytarza Mamutowego. Z opisu wynikało iż miało być ok 40m zjazdu (liny), a jak się okazało starczyłaby nam jedna lina 55m złożona &amp;quot;na złodzieja&amp;quot;. Fakt że zapasu byłoby tak góra 1m :)&lt;br /&gt;
Pocieszającym było iż korytarz Mamutowy okazał się suchy w porównaniu z wcześniejszą częścią jaskini, to nie zmoczyliśmy stóp (czy innych części ciała). Na koniec został nam tylko Próg Latających Want, który mieliśmy podzielić między siebie ja i Łukasz. Łukasz zaczął i tak jakoś wyszło iż ja zająłem się deporęczem zamykając tyły a Łukasz wyłoił wszystko. Na koniec został nam malutki prożek przed samym wyjściem, na którym poleciało najwięcej słów na &amp;quot;k&amp;quot; :) ale to pewnie dlatego że każdy chciał już wyjść na zewnątrz. Wyjście oczywiście ubrudziło nas wszystkich, także też standard jak na tą akcję. Akcja trwała niecałe 9h, także do rekordu Mateusza i Karola nawet się nie zbliżyliśmy, ale po prostu nie spieszyliśmy się  - tak sobie to tłumaczymy :)&lt;br /&gt;
Powrót do bazy okazał się  bezproblemowy (nie licząc zapadających się nóg w śniegu o którym pisałem na początku), było jeszcze jasno i nawet poręczówki były na wierzchu. Potem tylko auto i droga na Śląsk (dla niektórych &amp;quot;teleport&amp;quot;, tylko kierowca nie mógł sobie pozwolić na spanie :)&lt;br /&gt;
Akcja zakończona sukcesem, bez strat w ludziach czy sprzęcie, a dla niektórych był to pierwszy raz w Czarnej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FTatry-J.Czarna%28trawers%29-04.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Syczuan - Rekonesans wokół Chongqingu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (niezrz.; w roli tłumacza); w części pobytu także Erin Lynch (Hong Meigui Cave Exploration Society), Zhang Hai oraz Shi Wen Qian (Instytut Geologii Krasu w Guilin)|15 04  - 25 04 2013}}&lt;br /&gt;
Więcej informacji w [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Mirowie|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim wspinaniu w Świątyni Czystego VI.1 (Rzędki) tym razem wybór pada na Mirów.  Ludzi mimo obiecujących prognoz mało!!! Pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę, strasznie wiało!!! Pomimo wysokiej temperatury wiatr nie pozwalał na komfortowy wspin (puchówka+czapka obowiązkowo).  Zaczynamy wspinanie od Trzech Sióstr, gdzie pokonujemy Niebo w Gębie (-V), Pozdrowienia z podziemia (VI+), potem szybkie patentowanie i  w pierwszej próbie padają Tragiczne marzenia (VI.3+/4) - wycena mocno zawyżona. Następnie przenosimy się na Szafę, gdzie można się powspinać się w słońcu. Na koniec dnia wracamy na Trzy Siostry, gdzie udaje się poprowadzić  Koksownia Przyjaźń (VI.3) – wspin po krawądkach,  jak dla mnie droga bardzo wymagająca, ale godna polecenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po nieudanych próbach wyciągnięcia kogokolwiek na skitury czy rowery, około godziny 22:00 dostaje SMS-a z propozycją wyjazdu w skałki - zgadnijcie od kogo... Szybko sprawdzam prognozę na sobotę i nie jest zbyt optymistyczna, ale ile to już razy warto było zaryzykować.&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek pakujemy też sprzęt jaskiniowy, aby w razie deszczu odwiedzić jaskiniowców w Piętrowej Szczelinie.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy niezbyt wcześnie, aby niepotrzebnie nie marznąć pod skałami, ale już o 8:00 jest ok. 10 st. &lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach tylko 1 auto. Idziemy snieżno-błotną ścieżką, ale już po południowej stronie sucho. &lt;br /&gt;
Cele wspinaczkowe okazują się optymalne: rozgrzewka na długiej i pięknej Nikodemówce za VI+, dalej 17 sekund za VI.2+ i Szatańskie Wersety za VI.4 (Karol). Cały czas obserwujemy niebo, ale z daleka widoczne deszcze szczęśliwie nas omijają. &lt;br /&gt;
Wspinanie kończymy około 18:00 i po 2 minutach jazdy samochodem zaczyna lać. &lt;br /&gt;
Sezon uważam za otwarty - pogoda wspinaczkowa, temperatura optymalna, skała sucha, nawet komary już gryzą:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Łukasz Majewicz, Łukasz Mazurek, Daniel „Buli” Bula|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
7 kwietnia 2013 odbył się pierwszy w ramach kursu wyjazd do jaskini.&lt;br /&gt;
W planie: zwiedzanie Jaskini w Trzech Kopcach oraz W Stołowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W godzinach rannych (7:15) z centrum Bytomia wyjechaliśmy samochodem w kierunku Szczyrku.&lt;br /&gt;
Po dotarciu na miejsce ruszyliśmy drogą pod górę na Przełęcz Karkoszczonkę. Po krótkiej przerwie spędzonej w ciepłym zaciszu Chaty Wuja Toma, skierowaliśmy się na północ wzdłuż czerwonego szlaku. W niecodziennej, jak na kwietniową porę, zimowej aurze dane nam było przeprawiać się w metrowym śniegu. &lt;br /&gt;
Osiągając docelowe 972 m n.p.m. odnaleźliśmy otwór wejściowy Jaskini w Trzech Kopcach.&lt;br /&gt;
Zwiedzanie bez większych niespodzianek przebiegło pomyślnie. Nowych partii nie odkryto. &lt;br /&gt;
Dotarłszy w rejon Jaskini W Stołowie zlokalizowaliśmy trzy dobrze rokujące otwory które lokalizacją pasowały do namiarów. Niestety ze względu na brak sprzętu oraz trudne warunki zrezygnowaliśmy z zejścia.&lt;br /&gt;
Z braku perspektyw na dalszą eksplorację zawróciliśmy w dół do samochodu. Jako dodatkową atrakcję mieliśmy przyjemność posilić się wyśmienitą szarlotką na gorąco w miejscowej kawiarni.&lt;br /&gt;
Senni i zasłodzeni powróciliśmy do Bytomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za dobrą zabawę i miło spędzony czas w pięknych okolicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skitour na Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + os. tow.|07 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrku-Biłej przez Przełęcz Karkoszczonka podchodzimy na Klimczok. Trasę dobieramy tak, aby&lt;br /&gt;
skontrolować odbywający się równolegle wyjazd kursowy do jaskini w Trzech Kopcach. Gdy ostatni&lt;br /&gt;
kursant znika już pod ziemią, kierujemy się w stronę schroniska. Po posileniu się, zjeżdżamy następnie ciekawym&lt;br /&gt;
wariantem przez Skałkę do Brennej Bukowej i podchodzimy z powrotem na Karkoszczonkę. W sumie wyszło ponad 950 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskidy o tej porze roku okazały się terenem bardzo przyjaznym narciarzom. Warunki śniegowe bardzo dobre (w lesie jest metr jak nic). Turystów dużo mniej niż w Tatrach, a i ludność lokalna miła i dużo bardziej gościom przychylna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitour na Kozią Przełęcz i Zawrat|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic, przez Halę Gąsienicową podchodzimy na Kozią Przełęcz. Z niej zjeżdżamy do Doliny Pięciu Stawów, a następnie podchodzimy na Zawrat i zjeżdżamy z powrotem do Murowańca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu w Tatrach dużo i warunki śniegowe generalnie dobre. Zjazd utrudniają miejscami wielkie lawiniska (nie świeże, a raczej ze starego opadu). W dniu naszej wycieczki dodatkowym kłopotem była gęsta mgła, która utrudniała orientację i odczuwanie nachylenia stoku. Na szczęście, dzięki GPS, nie spadliśmy w żadną przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża wilgotność powietrza skutkowała także bardzo słabym działaniem ludzkiego systemu chłodzenia i przez prawie cały czas było nam okrutnie gorąco. Co też warte odnotowania, mimo słabej pogody, w Tatrach były tłumy. Murowaniec i Betlejemka pękają w szwach od uczestników szkoleń z turystyki zimowej. Przy niemal każdym kawałku lodu przy szlaku stoi ekipa i wkręca śruby lodowe. Dużo także skiturowców, wielu na wypożyczonym sprzęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Krótki skitour w Tennengebirge|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 03 2013}}&lt;br /&gt;
Z Abtenau (wys ok. 700) przeszliśmy najpierw wzdłuż wyciągów na Karkogel do tzw. Berliner Kreutz (ok. 1600). Miła i szybka wycieczka w dobrej pogodzie. Pod koniec zjazdu śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Ski-turling na trawie w okolicy Nauders|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|27 03 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji rodzinnego wyjazdu na święta wybraliśmy się na krótki skitour. W doskonałej pogodzie (słońce) z Nauders podeszliśmy w stronę szczytu Köpfle. Po przejściu ok. 700 Hm, z wysokości 2 100 m wycofujemy się. Pokonał nas śnieg, klejący się okrutnie do fok. Wycof był jedyny w swoim rodzaju. Zaczęliśmy zjeżdżać stokiem skierowanym niestety na południe i w efekcie po może 200 metrach trafiliśmy na zieloną trawę. Ćwiczyliśmy na niej nową dyscyplinę pod nazwą ski-turling na trawie. Polegało to na wykonywaniu ewolucji (przewroty, salta) na śliskiej trawie, z nartami w ręku. Obyło się bez urazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NOWA ZELANDIA: przez dwie wyspy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 02 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na antypodach mieliśmy dość spokojną podróż, choć niemal ciągle przez góry. Pogoda jednak była wymarzona. Odwiedziliśmy tu krasowe tereny na Wyspie Południowej, przejechaliśmy Rainbow Trail (Tęczowy Szlak) oraz odwiedziliśmy naszego kolegi z wyprawy Great Dvide - Neala Taylora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersze opisy tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#NOWA_ZELANDIA:_Wyspa_Polnocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FNowaZelandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: narty w dolinie Aosty|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Tomek Pawlas, Ala Wandzel i inni|08  - 16 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z nastawieniem na jazdę rekreacyjną - jeździmy po przygotowanych trasach i ... uwaga, do góry wjeżdża się wyciągiem, a nie zapycha z buta:) Codziennie szusujemy w innym ośrodku. Pod Monte Rosą, grupa Słoweńców zabiera mnie na wycieczkę freeriadową po okolicznych dolinkach, z pięknymi widokami, opuszczonymi sezonowo wioseczkami i zacnymi zjazdami.&lt;br /&gt;
Generalnie wyjazd wypoczynkowy ze świetnymi widokami na najwyższe szczyty Alp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, Kitzsteinhorn 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz, w trakcie mojego pobytu, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartłomiej Berdel, Jakub Nowak, Jan Wołek, Mirosław Pindel; z STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; z SW Piotr Słupiński; z WKTJ Urszula Kotewa; momentami także Miłosz Dryjański z KKS. W chatce pod Lampo spotkaliśmy także Agnieszkę Gajewską i Krzysztofa Recielskiego (SW) z córką oraz bliżej nieznanego mi Podobasa|10 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
Po raz czwarty już miałem przyjemnosć krótko uczestniczyć w wyprawie eksploracyjnej Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini ''Feichtnerschachthöhle''. Jaskinia ta znajduje się na terenie kurortu narciarskiego na lodowcach pod górą ''Kitzsteinhorn'' (3203). Dzięki uprzejmości firmy ''Gletscherbahnen Kaprun AG'', zarządzającej tym kurortem, baza wyprawy KKTJ zlokalizowana jest w centrum usługowo-gastronomicznym dla narciarzy na wysokości 2452 m npm. W podziemnej cześci tego obiektu, stanowiącej infrastrukturę socjalną dla pracowników całej stacji narciarskiej, dla uczestników wyprawy dostępne są ogrzewane pomieszczenia do spania, ubikacje, prysznic oraz sieć WiFi. Z całą pewnością jest to jedna z najbardziej komfortowych zimowych wypraw jaskiniowych na świecie. Co warte uwagi, specyficzny jest także rodzaj skały, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie. Jest to tzw. margiel mikowo-wapienny, skała z jednej strony dosyć słabo rozpuszczalna przez wodę, a z drugiej bardzo twarda i niszczycielska dla sprzętu. Zimą otwory są zasypane śniegiem i trzeba je odkopywać. Na szczeście głównie przy użyciu ratraka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność jaskiniowa w tym roku skupiona była (jest) na wspinaczce w kominach nad tzw. ''Kryształową Galerią'' oraz w tzw. ''Galerii Srebrnej Wody''. Obydwa te tematy potencjalnie mogą prowadzić do nowych otworów jaskini. Ja, w zespole z Bartkiem Berdelem z biwaku na głębokości ok. -450 m atakowałem ten pierwszy. W założeniu mieliśmy deporęczować te kominy, ale okazało się, że możliwa jest dalsza wspinaczka do góry. Była to dosyć męska przygoda, bo z biwaku było dosyć już daleko na &amp;quot;przodek&amp;quot;. Na każde z dwóch wyjść musieliśmy podejść ok. 370 metrów do góry na linach. Łącznie podczas pobytu pod ziemią wspięliśmy 35 m, prawie całkowicie hakowo (wiertarka). Z pomiarów w jaskini oraz dostępnego nam trójwymiarowego modelu powierzchni terenu wynikało, że znajdujemy się praktycznie parę metrów pod powierzchnią ziemii. Coż, nie udało się nam przebić, ale nie jest to niczym dziwnym. W rejonie, w którym potencjalnie miałby znajdować się nasz &amp;quot;nowy otwór&amp;quot; jest znanych od powierzchni kilka lejów, które jednak kończą się zawaliskami. O tej porze roku na dodatek zasypanych paroma metrami śniegu. Wracając do niszczycielskiego charakteru tutejszej skały - na wyjściu na powierzchnię ja przetarłem croll'a, a mój partner gdzieś po drodze wytarł aluminiową rolkę Petzl'a &amp;quot;do śrubki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na dosyć krótki pobyt, w zasadzie po wyjściu z biwaku zostały mi niecałe trzy dni na powierzchni. Miałem ze sobą narty skitourowe, ale nie zdołałem zbytnio ich użyć. Chociaż Furek wymyślił bardzo ciekawą trasę na pobliski szczyt Hocheiser, ze względu na duże zagrożenie lawinowe poprzestałem tylko na solowej, tradycyjnej już popołudniowej wycieczce na szczyt Grosser Schmiedinger, górujący nad wschodnią częścią terenów narciarskich (500 Hm).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wyprawa cały czas jeszcze trwa. Kolejna ekipa, wspinając dalej komin, dotarła do zawaliska i tym sposobem definitywnie zakończyła naszą wspinaczkę. Jaskinia &amp;quot;puszcza&amp;quot; jednak ciągle w tym rejonie obejściami, a także wspominaną już Galerią Srebrnej Wody. Trzymam kciuki. No i trochę mi szkoda, że już mnie tam nie ma... Oby udało się znowu za rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, skitour w Goldberggruppe|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i os. tow.|08  - 10 03 2013}}&lt;br /&gt;
Ola wpadła na świetny pomysł, żeby mój wyjazd na wyprawę połączyć z szybką akcją ski-tourową. Na bazę wybraliśmy położoną na wysokości 2446 mnpm ''Hagener Hütte''. Jest to schronisko Alpenverein położone w Wysokich Taurach, w okolicy szczytu Goldberg. Chatka stoi na przełęczy, przez którą rzekomo starożytni Rzymanie poprowadzili niegdyś drogę. W zimie główny budynek schroniska jest zamknięty, ale dla skiturowców i ambitniejszych turystów Alpenverein udostępnia otwarty dla wszystkich schron zimowy, czyli sypialnię na ok. 20 osób, stół i ławę. Czegóż więcej trzeba? Jak okazało się na miejscu, schron był chwilowo w remoncie. Co miało i pewne minusy (zdemontowany piecyk i brak możliwości ogrzewania), ale i poważne plusy (nocleg za 0 EUR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek podeszliśmy do tej upatrzonej uprzednio chatki z parkingu w ''Bad Sportgastein''. Był dosyć twardy śnieg i zaliczyliśmy parę wywrotek na podejściu, ale przynajmniej dopisała nam ładna pogoda. Ponieważ byliśmy dosyć zmęczeni po nocnej podróży i morzył nas sen, pierwszego dnia poprzestaliśmy jedynie na dotarciu do chatki (860 Hm) i błyskawicznej wycieczce na upatrzony z chatki, nienazwany pik (może parędziesiąt metrów przewyższenia). Za to sobota upłynęła nam na całodniowej naciarskiej przygodzie, i to &amp;quot;na lekko&amp;quot;. Najpierw zjechaliśmy niejako na drugą stronę przełeczy do schroniska ''Jamnig Hütte'' (nieczynnego, 1748), skąd następnie weszliśmy na przełęcz ''Ulschartl'' (2491), zjechaliśmy po miękkim śniegu do wysokości ok. 2 000 m, a dalej za namową Oli jeszcze podeszliśmy na ''Greilkopf'' (2579), aby potem granią zjechać z powrotem do naszej bazy. Wszystkiego razem wyszło ok. 1350 m przewyższenia. Choć pogoda trafiła się lepsza niż w prognozach, okna w chmurach z ładnymi widokami pojawiały się tylko na chwilę. W każdym razie, przez większość czasu nic się z nieba na nas nie lało ani nie sypało i z tego się cieszyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się podczas ostatniej nocy naszego pobytu. Już pod wieczór zaczęło intensywnie śnieżyć i na twarde podłoże nasypało ok. 20 - 30 cm świeżego puchu. Celem na niedzielę stał się wobec tego tylko zjazd z powrotem do samochodu. Mimo tak prostego planu, najedliśmy się sporo strachu. Słaba widoczność z rana zmusiła nas do zjeżdżania z GPS-em w ręku. Na dodatek towarzyszyły nam grzmoty schodzących nieopodal lawin. Nie przesadzam. Z pewnością gdybyśmy byli w dolinach, a nie wysoko na przełęczy, tego dnia nie wybralibyśmy się w góry. Na szczęście znowu się udało. W około godzinę pokonujemy 800 m zjazdu, a następnie samochodem udajemy się gościńca pod jaskinią ''Lamprechtsofen''. Tam, po uczczeniu naszego szczęśliwego powrotu z gór wysokokalorycznym kakao z bitą śmietaną, rozdzielamy się - Ola wraca do Polski, a ja czekam w chatce pod ''Lamprechtsofen'' na przyjazd ekipy z KKTJ-u. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRALIA: wypad do Sydney|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 02 - 27 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz pobyt w Australii ograniczył się do szybkiego wypadu z lotniska do Sydney. Tym niemniej spędzamy tu noc na spacerowaniu i ranek następnego dnia. Bardzo piękne &amp;quot;city&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#AUSTRALIA:_krotki_epizod&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FAustralia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHILE: w Cordiliera Central|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|15 02 - 25 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chile to fantastyczny kraj dla takich ludzi jak my. Wysokie góry, pustynie, wulkany, ocean a na południu nawet jaskinie. Również dobre jedzenie i jakoś tak bardziej europejsko (tu akurat nie wiem czy to dobrze czy źle, zależy jak na to patrzeć). Robimy tu kilka górskich wycieczek w okolicach Cerro Plumo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHILE:_Andy_-_w_Cordiliera_Central&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChile&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Ciszewski (KKTJ)|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Nareszcie weekend ze znośną pogodą w Tatrach. Najpierw podeszliśmy na Ciemniak przez Adamicę i Piec, a następnie zjechaliśmy z Twardej Kopy do Doliny Tomanowej. Było jeszcze dosyć wcześnie, wobec czego Furek zaproponował &amp;quot;szybkie&amp;quot; wejście na Ornak. W każdym razie, to nie ja na to wpadłem! Na początku szlaku na Iwaniacką Przełęcz dopadł mnie lekki kryzys energetyczny, ale od Przełęczy już jakoś poszło i w promieniach zachodzącego za górami słońca osiągnęliśmy i ten szczyt. Było tam naprawdę malowniczo. Niezła widoczność, gra słońca i chmur i brak ludzi. Warunki zjazdowe umiarkowanie dobre. Na ogół były betony, ale czasami pokryte cienką warstewką na której narty &amp;quot;jakoś łapały&amp;quot;. Szczególnie początek zjazdu z Twardej kopy był bardzo miły. Jak można się domyślić, cała wycieczka zmęczyła nas konkretnie. Zabrakło nam raptem 50 metrów do przejścia 2 km deniwelacji. Dzień zakończyliśmy zasłużonym, uroczystym obiadem w &amp;quot;Adamo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na marginesie. Ciekawe były słowa ostrzeżenia przed lawinami, które otrzymaliśmy od mijanych po drodze na Ornak turystów. Północny stok Ornaku, którym prowadzi szlak, rzekomo pękł w poprzek (w pionie) i, jak nam opowiadano, mamy uważać, bo czort wie, co tam się może zdarzyć. Po bliższej inspekcji potwierdziło się nasze wstępne podejrzenie że to przecież wszystko tak nie działa. Pionowe pęknięcie okazało się być śladem po zjeździe z czekanem po betonowym śniegu, co stwierdziliśmy obserwując wyraźny odcisk od czterech liter w jego górnej części.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy późno bo o 3.00, chciałem wyjechać o 1.00 ale Damian przekonał mnie, że nadrobimy te 2 godzinki podczas wspinaczki, bo na podejściu raczej to niemożliwe:). Pogoda i warunki śniegowe idealne, szybki  odpoczynek w schronisku i obowiązkowy  wpis w książce wyjść. Przed nami na drogę Potoczka (III) wyruszyły 2 zespoły, miały one nad nami godzinę przewagi. Niestety  okazało się pod ścianą, że jesteśmy w kolejce dopiero na 4 miejscu. Czekamy cierpliwie jakieś 20-30min., ale widząc ,,szybkość’’ 1 zespołu decydujemy się zaatakować sąsiadkę czyli drogę Głogowskiego (III). Była to zdecydowanie bardzo dobra decyzja, piękne i wymagające wspinanie na 2 pierwszych wyciągach wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy(brak snu i dłuuugie podejście). Droga ta pokazała mi, że także ze wspinania zimowego można czerpać sporo przyjemności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne, skitour |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek (os. tow.) |24 02 2013}}&lt;br /&gt;
Skrzyczne stało się w tym sezonie najmodniejszym klubowym celem zimowym w Beskidach :). Tym razem na odpoczynek w schronisku docieramy zielonym szlakiem z centrum Szczyrku. Nadchodząca wiosna daje się mocno odczuć, niestety...Śnieg stał się już dość mokry i znikał w oczach.Przez całą wycieczkę było b.ciepło, czasem nawet słonecznie.  Początkowo zjeżdżamy trochę lasem, ale dość szybko wracamy na nartostradę (na której warunki do zjazdu fatalne...). Zgodnie z planem była to &amp;quot;szybka akcja&amp;quot; - o 14.30 zaparkowałam pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Missiones, Corrientes i Mendosa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|28 01 - 15 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym kraju znalazłem się po raz drugi. W Missiones odwiedziliśmy wodospady Iguazu, stare redukcje jezuckie w San Ignacio, polonię w Wandzie. Potem autobusem przedostaliśmy się na zachód kraju gdzie odbyliśmy wycieczki rowerowe w Andach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#ARGENTYNA:_Wodospady_Iguazu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FArgentyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PARAGWAJ: nie trzeba się śpieszyć|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 - 28 i 30 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paragwaj to taka Albania Południowej Ameryki. Na Paranie kwitnie zapewne kontrabanda a wiele ciekawych rzeczy można kupić na paragwajskim brzegu. Nasze 2 krótkie pobyty w tym kraju sprowadzały się do przejechania do promu na Paranie oraz bardzo ciekawy rajd do wodospadu Nacunday. Tu szersze opisy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#PARAGWAJ:_W_poszukiwaniu_wodospadu_Nacunday&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FParagwaj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRAZYLIA: rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu), w części jaskiniowej uczestniczyli członkowie Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas - Jose Mario Budny, Henrique Pontes, Lais Mosqueto  |02 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brazylia to pierwszy kraj w naszej wokółziemskiej podróży, który przemierzyliśmy na rowerach z Rio de Janerio do Foz do Iguazu. Po drodze odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. W części jaskiniowej wyprawy spotkaliśmy się z członkami klubu z Ponta Grossa - Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas ( http://www.gupe.org.br/#! ). Razem z Mario, Henrique i Lais odwiedziliśmy kilka studni wymytych w skałach krystalicznych oraz jaskinie krasowe. Zostaliśmy tu bardzo mile przyjęci. Więcej szczegółów dot. wyprawy można przeczytać tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#BRAZYLIA:_w_jaskiniach_Ponta_Grossa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBrasil&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=3402</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=3402"/>
		<updated>2013-06-21T00:43:09Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;Osk: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''15 06 - 16 06 2013''' - Sokoliki wspin (Labak część 2)&lt;br /&gt;
* '''16 06 2013''' - Tatry Zach: Jakubina&lt;br /&gt;
* '''16 06 2013''' - Jura - wspinanie w dol. Kobylańskiej&lt;br /&gt;
* '''15 - 16 06 2013''' - Tatry: spacery&lt;br /&gt;
* '''03 - 14 06 2013''' - Wlk. Brytania: Peak District National Park&lt;br /&gt;
* '''13 06 2013''' - Jura: dolina Wisły&lt;br /&gt;
* '''08 06 2013''' - Tatry Zach.: Jaskinia Czarna&lt;br /&gt;
* '''08 06 2013''' - Jura: wspin w Rzędkowicach&lt;br /&gt;
* '''29 05 - 02 06 2013''' - RUMUNIA: jaskinie Parku Apuseni&lt;br /&gt;
* '''29 05 - 02 06 2013''' - CZECHY: wspin w Labaku&lt;br /&gt;
* '''21 - 26 05 2013''' - Wielka wyprawa - ostatnie dni&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>Osk</name></author>
		
	</entry>
</feed>